Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Gave
20 LAT (02.02) | MEDIUM | ARGAR | SYN i ADEPT ŚMIERCI | 178 cm
"Gave" w kilku słowach:
- arogancki;
- niezrozumiany;
- zagubiony we własnych myślach;
- powoli przekonuje się do Argaru;
- znów jest "sam"; zaczyna dostrzegać i doceniać ludzi, którzy go "chcą";
- najlepiej czuje się wśród obcych;
- kiedy może pomaga potrzebującym, zazwyczaj poprzez mord oprawcy takiej jednostki;
- nie ma pojęcia gdzie i czy w ogóle chce się osiedlić marzy o kolejnych podróżach i powrocie do Mścicielskiego klimatu;
- "dom" to dla niego pojęcie abstrakcyjne, którego nie rozumie i szczerze wątpi, że kiedykolwiek je zrozumie;
- uczy się okazuje swe słabości wybranym przez siebie istotom;
- jest tatą i uwielbia ten etat;
- na pewien czas uwięziony między niebem a ziemią;
- szykuje się na wojnę;
- żyje i terminuje u Śmierci, by po swej własnej śmierci - zaopiekować się duszami Mathyr
- chce spędzać każdą wolną chwilę z Fasolkami;
- kiedy Akane podbiera mu Fasolki - trenuje z Yensenem, Meliodasem, rzeźbi w drewnie, męczy Mohe;
- szuka sposobów na ulepszenie i poprawienie komfortu swojej pracy (mocy),
- trenuje z Ashanem;
- oswaja się z Mosertami - z jednym próbując nawiązać więź;
- zmaga się z nowymi lękami (lęk przed śmiercią od włóczni);
- przebywa w Phyonix i udaje Feniksa.
TO JUŻ BYŁO:
[Kontakt poprzez e-mail: btc.natsu@gmail.com; Wszystkie wątki przyjmie!]


Akane podniosła się lekko kiedy Gave zapłakał.
OdpowiedzUsuń- W Darcy? - zdziwiła się, ale zaraz pokrzepiająco pogłaskała oba ramiona Gava. - Hej, no co Ty, do sakralności to mi daleko, zawsze będę Waszą obślizgłą, kluskowatą Żabą, obiecuję. Nawet na paluszek, na siedem plus trzy - uśmiechnęła się do niego ciepło. Odsunęła od niego ręce, gdy zaczął się uspokajać. Zaraz uśmiechnęła się pod nosem i pstryknęła go w ucho.
- Dzieci też już nam wyprodukowałeś w tej jakże uroczej wizji? - zaśmiała się lekko. - Daj spokój, ja tam nie lubię takich co to im nic nie brakuje - rzuciła luźno i jeszcze raz pogłaskała jego ramię, tym razem tylko jedno.
Kiwnęła spokojnie głową na jego wyznanie.
- No to masz już jakiś mały progres, jak czasem lepiej - zauważyła z ciepłym uśmiechem. - Jak chcesz to mogę Ci jutro zrobić partię chrupek, co byś miał do podjadania w wolnej chwili - zaproponowała, dalej lekko go głaszcząc po ramieniu.
Akane
W zasadzie to nie duch mu pomagał, tylko jego martwe ciało. Nie mówił mu jednak tego. Jak na syna Śmierci u niego z teorią było jeszcze gorzej niż u niego. Najwyżej Mathyr będzie zgubione za te kilkadziesiąt lat, kiedy zastąpi aktualną. Ciekawe co się wtedy stanie, jaki chaos się rozpęta i czy śmiertelnicy to zobaczą. Wtedy nawet ciekawie będzie to poobserwować w duchowej formie. Przytyku też nie skomentował. Nie starał się go za bardzo męczyć fizycznie, skoro jego psychika leżała. Następnym razem jednak się postara, żeby bardziej bolało skoro tak bardzo chciał.
OdpowiedzUsuń— Gdybym mógł to nie byłaby to klątwa — zauważył spokojnie.
Ashan
— Diego? Mnie? — nie rozumiała tego. Spojrzała pytająco po Gavie. — Miałeś okazję go poznać? — zapytała. Ostatnio z jej bliźniakiem nie było najlepiej. Widziała to, ale nie była pewna co mogła zrobić, aby do niego dotrzeć. Ba, nie była pewna czy Diego chciał, aby ktokolwiek do niego dotarł. Martwiła się o niego. Uśmiechnęła się przepraszająco do Gava. — Mówiłam, że jest wredniejszy od Ciebie — przypomniała mu, próbując odwrócić troskę w żart. Westchnęła, ale przytaknęła mu ruchem głowy.
OdpowiedzUsuń— Jeśli to Ci pomoże w zrozumieniu… to tak — odpowiedziała. Dla niej to było dość dziwne porównanie, ale nie chciała mu tego wypominać. Zamiast tego skupiła się na oporządzaniu mosertów i opowiadaniu o każdym Gavie. Widziała co prawda, że żaden nie kupił jego serca tak jak Veri. Ciekawe. Chyba będzie musiała jednak zagadać z mamą, co by zlecić Gavovi jakąś oficjalną dodatkową pracę. Potrafiła rozpoznać sentyment do zwierzęcia, sama miała z tym sporo doświadczenia. Po długiej przeprawie ze stadem odetchnęła zadowolona, kiedy już posprzątali po wszystkim.
— No dobra… to teraz przejażdżka? Znam fajną oazę kilka kilometrów stąd. No i to miał być dzień moich miejscówek. Przydałoby się osiodłać moserty, zgaduję, że chcesz jechać z Verim, prawda? — zagaiła go.
Darcy
Ryu słuchał go w milczeniu. Uniósł swój kubek do ust, gdy Gave w niego stuknął i upił łyk. Kiedy jednak rozmowa zeszła na Azyl, jego spojrzenie stężało. Jego palce zacisnęły się na glinie mocniej, a on zagryzł mocno wargi. Wiedział, że nie było kolorowo, ale słysząc o Akane coś w środku mu zadrżało. Przesunął wzrokiem po Gavie i zmarszczył brwi.
OdpowiedzUsuń- Ale co? - zapytał go. - Chłopie, ja nie jestem Tony. Nazywaj rzeczy po imieniu - fuknął na niego i odetchnął głęboko. - Cieszę się, że wszyscy przeżyli, ale... to nie zamyka tematu. Straty to nie tylko trupy. Czasem gorzej jest, gdy ktoś żyje i musi z tym czymś zostać - burknął. - Więc jak już acząłeś to kawa na ławę - mruknął bez wesołości. Prychnął pod nosem dopiero na słowa o zazdrości. Pokręcił lekko głową. - A niby czego mam zazdrościć? Zdajesz się uciekać w alkohol. Mówisz, że masz chwilę, żeby nie udawać, że wszystko ogarniasz... a mi się zdaje, że udajesz po prostu gorzej niż zwykle.
Ryu
— Też, za gorąco i za jasno jak dla mnie — odparł. Zdecydowanie wolał bardziej leśne czy górzyste tereny jeśli chodziło o stałe miejsce zamieszkania. Doceniał pomoc w postaci Azylu, ale ten klimat zdecydowanie nie służył i nie było co się tego wypierać szczerze mówiąc. Zdziwnił się na suszonego moserta.
OdpowiedzUsuń— A moserty tu nie są jakieś ważne? W sensie… nikt nie będzie krzywo patrzył? — zapytał cicho, żeby nikt zaraz ich tutaj nie spalił samym wzrokiem. — Slumsów się nie boję, ale wolałabym za kraty nie trafić — wyjaśnił.
Nylian
Diego nie bardzo przejmował się obecnością "gościa". Matka dość jasno określiła czego sobie nie życzy, co prawda on nic nie obiecywał, ale brał poprawkę na przynajmniej niektórych Argarczyków. Tego aktualnie ciężko było przykleić do zebranych od feniksów informacji. Ten jego czerwony łeb trochę utrudniał sprawę. Książe skupił się więc na Dante. Po uździe zdjął siodło, a potem zaczął moserta wyczesywać, uważnie przy tym sprawdzając czy na pewno nie jest ranny. Nie miał jasno określonego wierzchowca, korzystał z różnych, z żadnym jeszcze nie udało mu się stworzyć więzi i w sumie nawet nie próbował tego robić. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Starał się dbać o to by codziennie jeździć na innym zwierzęciu. Słysząc komentarz zaczął już podejrzewać z kim ma do czynienia. Obejrzał się, by zobaczyć przy jakim wierzchowcu stoi.
OdpowiedzUsuń- Cóż za troska, chciałbyś się mną zaopiekować? - wrócił spojrzeniem do moserta i przesunął spokojnie szczotą po jego grzbiecie. - Zawsze możesz spróbować mnie rozbawić i powachlować tymi swoimi przeszczepami - uśmiechnął się pod nosem.
Diego
Goblinka zastrzygła uchem. Skoro nie wiedział on to ona tym bardziej nie wiedziała. Naburmuszyła się lekko.
OdpowiedzUsuń- Ale z Ciebie marudnik... Jak byś po prostu nie mógł się cieszyć, że Groszka inni też kochają - bąknęła trochę tym wszystkim dotknięta. Była dumna z Tonego, że odważył się jednak zdecydować na opiekę nad kotkiem, a Gave i jego muszysty nos jak zwykle musiał być niezadowolony. Skrzyżowała ręce na piersi sama się burmusząc, ale zaraz zastrzygła uchem, gdy powiedział, że mu przykro.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć, ja jestem z Tońcia dumna i mi przykro nie jest, że chłopca otacza tyle miłości. Sama bym chciała jej mieć tyle w jego wieku, a nie tylko jednego zachłannego Golasa, który ciągle gdzieś znika na swoje misje i wraca z nich poobijany lub prawie martwy... - prychnęła lekko. - Dziele się nią codziennie! - zaznaczyła bardzo wyraźnie, chociaż nie krzyczała. - Z jej ciociami, wujkami, właśnie jest z tatusiem na ich wspólnej wędrówce pod niebem, zaraz będzie u Twoich Fasol, później znowu gdzie indziej. Jest wszędzie i bardzo mnie to cieszy, bo ma przyjacioły i ma dużo wesołości i dużo miłości i tego od siebie nie odpycha, tylko z tego korzysta ile może - kiwnęła głową dumna, również z córci.
Grima
— Czyli poznałeś go… — podsumowała z poważniejszym wyrazem twarzy. Poprawiła włosy. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała, żeby męczyć Diego, ale jeśli o to poprosi, pewnie właśnie na to się uprze. Zmarszczyła lekko brwi i pokręciła głową. — Byłam leniwa, ale bez przesady — uniosła się delikatnie dumą. — A i lenistwo do obowiązków domowych mi przeszło, trochę znormalniałam, ale nie byłam aż tak rozpieszczona, wypraszam sobie — dodała. Zaśmiała się lekko na ten jego entuzjazm względem Veriego. Widać było, że się wkręcił i naprawdę było bardzo urocze. — Skoro umiesz, to mniej nauki — odparła, prowadząc go do stajni. Podała mu wyposażenie, sama wzięła swoje, po czym zaczęła się rozglądać między mosertami. Dzisiaj uśmiechnęła się do Iskierki - jasnej łani, która miała dobry kontakt z Verim, co by się nie kłóciły w trakcie drogi. Osiadłała ją i wyprowadziła z zagrody.
OdpowiedzUsuń— Potrzebujesz stołka, żeby wsiąść? Są tam w kącie — wskazała, po czym sama wyprostowała się, włożyła jedną nogę w strzemię, łapiąc się mocno siodła i podskoczyła, przerzuciła drugą nogę i zgrabnie wylądowała. Ona nie potrzebowała pomocy, nawet jeśli w pełni nie sięgała, to potrafiła sobie poradzić. Była kuźwa zwinna.
Darcy
Ryu słuchał go w milczeniu. Jego twarz na moment stężała, gdy usłyszał o problemie, z którym musiała mierzyć się Akane. Zacisnął dłonie nieco mocniej na blacie, tak jakby chciał odciążyć swą nogę. Wypuścił powietrze z płuc i wbił spojrzenie w Gava. - Mhm... jeden jajnik to jeszcze nie wyrok. Masz rację - mruknął. - Ech ale to kolejna rzecz, która będzie jej chodziła po głowie. Kolejna sprawa, która ją dotknie i dobije - dodał zaciskając mocno pięści. - Wiesz Gave... myślę, że ty nie musisz jej pocieszać. Wystarczy, że będziesz - wzruszył ramionami. - Ona docenia takie małe gesty - skomentował, choć właściwie mógł nie mówić mu nic. Ta cała nadzieja Akane... cóż, on akurat żałował, że w ogóle tam była. - To wystarczy - dodał jeszcze. Na słowa o "dorosłych zmartwieniach" jego kącik ust drgnął. - Nie wiedziałem, że dorosłość to jakiś konkurs czy zawody na cięższe barki - zauważył. - Ty masz swoje bitwy, a ja swoje - wzruszył ramionami. - Moje najwyraźniej nie krwawią tak widowiskowo jak twoje, przez co łatwiej je zlekceważyć i... przez co później trudniej jest się pozbierać do kupy - dokończył, upijając trochę swej wody. Zakrztusił się nią, kiedy dotarło do niego to co powiedział o Darcy. Kaszlał przez chwilę, zanim nie spojrzał Gavowi prosto w oczy. - Wiem - stwierdził tylko i uśmiechnął się krzywo. - Myślę, że nie jesteś w pozycji do rzucania takich gróźb - dokończył i odsunął się od blatu, by podejść do stolika i zebrać zamówienie. Kiedy już obsłużył paru gości, wrócił do Gava. Postawił przed nim frytki, podbierając mu jedną. - A jak twoja głowa? - zainteresował się. - Bazując na tym co widzę... - przeniósł spojrzenie z piwa na Gava. - Nieciekawie.
OdpowiedzUsuńRyu
Zarumieniła się lekko i pacnęła Gava w ramię, odsuwając się od niego.
OdpowiedzUsuń— Nie Księcia tylko pierwszej miłości i by było, gdyby nie Ty — bąknęła, bo przecież drugą osobą był własnie obiekt jej westchnień. Zanim do tego doszła, ale jednak. — Wredota jedna… pasujesz do Veirego — pokręciła głową. Uśmiechnęła się ciepło, kiedy mosert z Gavem ewidentnie mieli wspólny język. Coś takie ewidentnie mogła z zadowoleniem oglądać.
— To teraz na północną bramą, a potem w malownicze miejsce — wyjaśniła. — Jak się jedzie? — dodała. W międzyczasie rozmawiała też z Iskrą.
Darcy
Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Do nich uwielbienia to mi zdecydowanie nie ubędzie - zapewniła dość wesoło, pewna swego. Dałaby się pokroić za te małe. Słysząc o Groszku sama wyraźnie posmutniała.
- Ta... też się do niego przyzwyczaiłam, wizja, że poza dziewczynkami mam jeszcze synka jest całkiem przyjemna - przyznała z delikatnym, acz czułym uśmiechem na twarzy. - Przy tak mnogiej liczbie rodziców to już nie będzie to samo, ale... - westchnęła lekko. - Staram się mimo wszystko cieszyć. No wiesz, szukać pozytywów. Więcej opiekunów to w końcu większe bezpieczeństwo, ale rozumiem co masz na myśli. W tym całym tłumie rola taty czy mamy może mu się mocno zamazać i zostanie bardziej wujkowanie czy ciociowanie. To też fajna łatka, ale jednak zupełnie inna... - poczuła jak oczy jej się lekko szklą i zamrugała szybciej, co by się nie rozkleić. Uśmiechnęła się zaraz nieco szerzej.
- Może spróbuj sobie trochę ocieplić wizerunek samej włóczni? Słyszałam, że mają tu kowala całkiem chętnego do nauczania o swoim fachu. Mógłbyś na przykład zabrać dzieciaki i razem z nimi stworzyć taką broń, dobrze na Ciebie działa ich obecność, a maluchy na pewno by były zachwycone - zaproponowała luźno z delikatnym uśmiechem. - Oczywiście to tylko taka tam luźna propozycja - zaznaczyła. - Sam musisz zdecydować czy jesteś gotowy na tego typu kroki - dodała śląc mu jeszcze jeden lekki uśmiech. Kiwnęła głową, gdy mówił dalej o jedzeniu.
- Raczej na pewno dlatego, w sumie to bym nawet coś zjadła, mają tu całkiem dobrą pitę, fajnie zapycha żołądek - stwierdziła i poprosiła karczmarza o koszyk tego mięciutko-chrupkiego pieczywa.
Akane
Diego rozciągnął usta w lekkim uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Pyszcz dalej komu nie trzeba, to jutro będziesz miał okazję zobaczyć na bellhardzkim talerzu parówki ze swojego ulubionego moserta. Tam w plebsie takie byczki uchodzą za rarytas. Mmmah, już widzę te ich świecące z radości oczęta, gdy w ramach dobrej woli przychodzę z podarkiem - zaśmiał się gardłowo i przesunął się szczotą na bok Dantego.
- Znaj swoje miejsce chwoście - dodał. Zabawne, że ktoś taki jak ten typ reagował na obcych aż tak intensywnie.
Diego
Grima przeniosła spojrzenie na włosy chłopaka, kontrolując czas i obserwując kiedy będzie je trzeba włożyć do wody, zaraz znowu spojrzała na Gava.
OdpowiedzUsuń- Jakoś nie widać tej Twojej radości - zauważyła, dalej naburmuszona. Pokręciła zaraz głową.
- Oczywiście, że nie każdy lubi, tym bardziej powienieneś się cieszyć, że Groszek ma kogoś kto lubi i kto zapewni mu opiekę, kiedy Ty sobie biegasz i narażasz życie. Ma kogoś kto przy nim będzie w razie gdybyś umarł. Nie zostanie sierotą, bo zawsze ktoś przy nim będzie - lekko wydęła usta. - Tak, zajmujesz się dobrze, ale to nie znaczy, że Groszek ma być tylko Twój. Myślisz, że Tońciowi nie jest przykro jak słyszy, że to do Ciebie mówi "tata"? Dla niego to też nie jest fajna sytuacja i też ma tu co przełykać - przypomniała mu i zaraz zmarszczyła czoło.
- No wiesz? To już było bardzo nie miłe z Twojej strony. Tony by nigdy mu nie zrobił krzywdy... - ponownie wydęła usta.
Grima
Kiedy poszedł, pozwoliła sobie na mały upust emocji i kilka łez spłynęło jej po policzku, ale dość szybko wzięła głębszy wdech i przetarła oczy by zaraz uśmiechnąć się do karczmarza, który przyniósł jej zamówienie. Na powrót Gava wyglądała już całkiem normalnie i skubała sobie suchej pity, bo ta w sumie smakowała jej nawet bardziej niż z dodatkami.
OdpowiedzUsuń- Dzięki - uśmiechnęła się lekko do niego i zaraz kiwnęła głową, nie miała nic przeciwko, w sumie to i z jego powodu nie brała dodatków do pieczywa. W jego aktualnym stanie żołądka lepiej by jednak podjadł sobie suchego. Jedząc raz jeszcze przesunęła palcem po swojej świeżej bliźnie. Zsunęła nawet spódnicę niżej, co by ją było widać.
- Jak sobie właściwie z tym radzisz? - zapytała i zerknęła po Gavie, na chwilę spojrzała ku sercu chłopaka, ale zaraz wróciła spojrzeniem do jego oczu. - Co Ci pomaga? - zapytała cicho.
Akane
— Zaraz tam marnym, nowym, a na oazie będzie lepiej, nie będzie tyle słońca i będziesz mógł się ochłodzić nad wodą — wyjaśniła. Sama jechała w raczej ogólnej ciszy, skupiając się na trasie, mosertach i własnych myślach. Zarumieniła się na jego pytanie i spojrzała po nim z pretensją.
OdpowiedzUsuń— Czemu jesteś taki zainteresowany? Jak nie szepczesz mi do snu, to teraz takie pytania… — mruknęła. Z kolei na pytanie o Diego pokręciła głową i zacisnęła usta. Odczekała chwilę. — Nie będę Ci zdradzać sekretów własnego bliźniaka. Lubię Cię Gave i jesteś dla mnie jak brat, ale nie oczekuj, że będę Ci sprzedawać brudy na Diego, bo tego nie zrobię — zaznaczyła jasno.
Darcy
O ile gest z palcem nie był jakiś szokujący, o tyle całus sprawił, że Akane wyraźnie ściągnęła brwi. Gave był po prostu niewiarygodny, do tego akurat się już przyzwyczaiła. Szokował wiele razy, miał te swoje dziwne zagrania, mniej lub bardziej znaczące. Nie mniej aż nadto pamiętała, że dla niego słowa są mało istotne i nauczyła się już brać je na dystans. Nawet jeżeli ją uważał za piękną, to to nic nie znaczyło. Jak wyhoduje na tyle duże jaja by jej powiedzieć coś takiego bez wspomagaczy to może wtedy weźmie to za rzeczywiście istotne. Podciągnęła spódnicę, by znowu zasłonić bliznę i po prostu kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, ale dzięki - odpowiedziała. - Akurat utrata urody to nie jest coś co mnie jakkolwiek mocno dręczy - przyznała nad wyraz spokojnie i zaraz wzięła głęboki oddech. Skupiła wzrok na jego ranach, na każdej po kolei. Lekko zacisnęła usta. Sporo miał tych blizn i każda rzeczywiście mówiła dość wiele. Sama przesunęła palcem po jednej z ran jaką miał po chłostach. Te i dla niej były dość znaczące. Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa o zabójczości.
- Mhm, bolą - przyznała. - A są chwilę, gdy niosą dumę? No wiesz, że jednak dałeś radę, że przeżyłeś... że to wytrwałeś... Takie chwile też są? - zapytała.
Akane
Sama wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— A Ty czemu czułeś mięte do kogokolwiek, hm? — odbiła piłeczkę. — Ryu jest wyjątkowy, ciągle zmaga się z jakimś nieszczęściem od dziecka, ciągle ktoś sprawia mu przykrość, a on i tak się troszczy o wszystkich dookoła i najmniej o siebie, ma dobre serce, niesamowite poczucie humoru, można czuć się przy nim bezpiecznie, a jednocześnie sprawia, że serce bije jak szalone, nie wspominając o tym, że ma nieziemskie ocko, ciepłe, dobre, inteligentne, a jednocześnie chłodne, jak u rasowego zabójcy, no i cały jest zabójczo przystojny, zawsze był najprzystojniejszy moim zdaniem — wyjaśniła z rumieńcami. Wolała jednak obnażyć siebie niż Diego, bo przy drugiej sprawie pokręciła głową. — Możesz sobie brać brudy na mnie, ale o Diego sam się dowiaduj — powtórzyła. Nie miała zamiaru tego odpuszczać.
Darcy
Ryu zajął się podjadaniem jego frytek, gdy ten uzewnętrzniał się w stosunku do swojego rozpadu związku. Rozumiał to całe "nie wiem czy chcę być", ale pozostałe rzeczy sprawiły, że spojrzał po nim ostrzej. Zanim Gave wspomniał o tym, że ma prawo mu przywalić, po prostu to zrobił. Prosto w jego nos, po czym pomasował swoją dłoń i westchnął przeciągle.
OdpowiedzUsuń- Gave, rozwaliłeś i sam swój zepsułeś - mruknął krótko. - Nie powiem ci czy masz przy niej być czy nie. Nie powiem ci to czy ty tego chcesz czy nie. Wybacz, ale do tego musisz już dotrzeć sam - Ryu spojrzał w bok i pomasował sobie skronie. - Dziękuję za propozycję - powiedział po chwili. - Ale zdajesz się być w słabym zdrowiu, psychicznym, a fizycznie też za dobrze nie wyglądasz. Nie zamierzam cię wpędzać do grobu - mruknął. - Poza tym... - pokręcił lekko głową. - Akane raczej nie będzie zadowolona z mojej wizyty - mruknął spokojnie i wzruszył ramionami. - Tak, może kiedyś, kiedy będziesz w miarę ogarnięty to wtedy pogadamy i o moich problemach - klepnął Gava po głowie, po czym roześmiał się nieco i pokręcił głową. - Ja? - uniósł lekko brew. - Oficjalnie nic nie wiem - poinformował go z uśmiechem na ustach. - Jak się dowiem to będę myślał nad rozwiązaniem - puścił do niego oczko. - Ach, ale powiem ci czego na pewno nie zrobię... na pewno nie będę jej trzymał tak długo w niepewności, jak ty robiłeś to z An - rzucił chłodno, po czym skinął głową. - Mhm wydaje mi się, że sobie wyobrażam - rzucił cicho. - Po tobie po prostu widać, że jest źle. Bardzo źle.
Ryu
Ashan patrzył zdziwiony na Gava. Czy on naprawdę teraz tłumaczył mu takie rzeczy? Nie odzywał na początku, skoro przywracał go do własnego ciała. Strzelił karkiem. Doskonale wiedział o tym, że powinien mieć kotwice w życiu, żeby nie stracić panowania. I miał je. Miał swoją rodzinę, brata, pasje, całe jego ciało było zbiorem przypominającym mu o tym co ma w życiu i o tym jaki omen na nim ciąży.
OdpowiedzUsuń— To nie jest trudne, wystarczy chcieć ulokować gdzieś serce — odpowiedział mu na odchodne. On swoje ulokował i nie czuł się zagrożony klątwą. Miał po co żyć, co chronić, toteż nie miał zamiaru czyimkolwiek niewolnikiem zostawać. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów i zapalił jednego. No nareszcie.
Ashan
Grima położyła lekko uszy po głowie.
OdpowiedzUsuń- Milasku... Jesteś paskudnikiem - oznajmiła po prostu. - Dla samego siebie okropnym paskudnikiem - dodała i zaraz westchnęła lekko.
- Oczywiście, że nie prosiłeś, ale to nie sprawia, że Tońcia boli mniej, nawet boli bardziej, bo maluch sam wybrał, że to do Ciebie tak będzie mówił. Tak, Tońciu wie, że za mało był w jego życiu by mógł wtedy stanowić jakąś konkurencję, ale to niewiele ułatwia... - zbliżyła się do Gava i lekko przytuliła jego rękę.
- Drań, ale Nasz - podsumowała. - No i kochaj go dalej tak samo, my też nie chcemy by stała mu się krzywda i razem w czwórkę będziemy się starać by tak właśnie było - zapewniła i spojrzała po jego włosach. - A teraz choć to spłukać, bo jak Cię Groszek zobaczy łysego to dopiero będzie rozpacz - pociągnęła chłopaka w stronę łazienki, bo tak, tu w pałacu każdy miał swoją własną.
Grima
Spojrzała po Gavie. Zastanowiła się przez chwilę.
OdpowiedzUsuń— Dlaczego tak uważasz? — zapytała. Zastanowiła się przez chwilę. — Może nie jesteś, może jesteś. Nie warto nic robić na siłę, bo wtedy na pewno nie jest się zdolnym — odparła. Uśmiechnęła się delikatnie w stronę chłopaka. — Moim zdaniem każdy jest zdolny do miłości na swój sposób. Ale to nie znaczy, że ma szukać tego na siłę. Nie można też nikogo zmusić do miłości. I nikt nie ma prawa mieć o to pretensji. Dla mnie zakochanie w Ryu jest jednoznaczne w tym, że chcę żeby był szczęśliwy, żeby się uśmiechał, miał dobre życie i miał w życiu kogoś kto doceni jaki jest wyjątkowy. Oczywiście chciałabym, żebym to była ja, chciałabym wiesz… — zarumieniła się mocniej i przygryzła wargę. — móc go pocałować, całować… wiele razy, przytulać, spać obok i… inne… rzeczy…chociażby udowodnić mu, że nie jest ani za nudny, ani za egzotyczny, być kimś przy kim on będzie się czuł wyjątkowo — wyjaśniła, bawiąc się lejcami, za które trzymała Iskrę. Wzięła głębszy wdech, czując jak robi się cieplejsza przez takie wyznania. To było chyba niestosowne. Co prawda nie dla Argarczyków, w Phyonix też nie było aż tak restrykcyjnie, ale myśl o tym, że mogłaby znowu dotknąć warg Ryu była strasznie… stymulująca na wyobraźnie. Wróciła wzrokiem do Gava. — Właśnie dostałeś jeden z brudów — zauważyła. — Księżniczka Ci opowiada o tym jak jest zauroczona, a to nawet nie są polityczne zaręczyny — zaśmiała się. — Nie ma tak łatwo, nie będę Ci teraz każdego swojego brudu sprzedawać na pałę — pokazała mu język i wróciła wzrokiem do trasy.
Darcy
Ryu pokręcił z niedowierzaniem głową i sięgnął sobie po stołek, by na nim usiąść przy barze. Oparł się o blat, kładąc się na nim na swych rękach i ziewnął szeroko.
OdpowiedzUsuń- Nikt nie mówił, że to będzie proste - powiedział nadzwyczaj spokojnie. - Ba, podejrzewam, że ze spokojem to mało wspólnego będzie miało - spojrzał po Gavie. - Tylko czasem my już wiemy, a po prostu nie chcemy by ktokolwiek się o tym dowiedział, w tym my sami - puknął go palcem w pierś. - Czasem najtrudniej przyznać się przed samym sobą - dodał, sięgając sobie po jeszcze jedną frytkę i wsuwając ją ze smakiem. Wzruszył ramionami na pytanie o Akane. - A ty byłbyś zadowolony? Gdyby przyprowadziła ze sobą twoją byłą do rozmowy o czymś, czego nawet sama nie mogła mu powiedzieć? - uniósł lekko brew. - Ja niekoniecznie - dodał. - Poza tym... na rozmowę z Akane nie wystarczy pół nocy... to potrzeba czasu, zrozumienia... a nie kogoś kto wpadnie i zaraz sobie pójdzie - spojrzał Gavowi prosto w oczy. - Owszem przyjaźnimy się, ale nasza przyjaźń nie jest już tak zażyła jak kiedyś - uśmiechnął się smutno. - Akane sobie po prostu tego nie życzy - dodał i zasłonił mu usta dłonią, kiedy zaczynał opowiadać o swoim wraku człowieka czy Latrala. - Nie tu, głupku - mruknął, wstając z miejsca. - Nigdy nie wiadomo, kto słucha - rzucił ciszej, po czym zerknął na Felixa. - Wychodzę na przerwę - rzucił w jego stronę i złapał Gava za nadgarstek ciągnąc go przez chwilę za sobą. W pierwszej chwili pomyślał o plaży, ale potem uznał że i tam mógłby ktoś podsłuchiwać, więc ostatecznie wybrał swój pokój. Wprowadził Gava do środka i usiadł na łóżku. - No to teraz dawaj, co miałeś na myśli w sprawie wraka człowieka? I co nowego u Latrala?
Ryu
Jeździła palcem po jego bliźnie tylko chwilę, zabrała go zaraz i posłała Gavovi słaby uśmiech. Przygryzła lekko wargę i trochę spuściła wzrok, znowu zerkając po tej swojej. Tak, czarne myśli to akurat i ją nachodziły. Słuchała go, czując, że oczy znowu się szklą. Podniosła do niego oczy by skrzyżować spojrzenie. Naprawdę nie chciała przy nim płakać, z drugiej strony przy nim zawsze mogła i ciężko było utrzymać tą kontrolę. Kiwnęła lekko głową, gdy mówił, że nie bliźnie przypisuje radości. Zaraz znowu opuściła lekko głowę i skubnęła zębami usta. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Może to dlatego, że to moja pierwsza taka poważna? - zaproponowała cicho na te całe zabawy w symbole. Znowu spojrzała mu w oczy. - Tak po prawdzie to uczę się miecza, bo po prostu widziałam jak przydatna na polu bitwy jest broń z dalszym zasięgiem. Sztylety jednak wymuszają podejście bliżej... - przyznała i lekko podciągnęła nosem, czując, że jednak łzy spływają po policzkach. Przetarła jeden z nich niechlujnie, utrzymując spojrzenie w jego oczach. Kiedy wspomniał, że blizny można się pozbyć lekko się osunęła w jego stronę, opierając czoło o jego ramię.
- Blizna mi nie przeszkadza... - znowu podciągnęła nosem. - Ze mną po prostu jest coś nie tak, nawet kobietą... nawet kobietą być nie mogę tak po prostu, kobietą bez jakiegoś defektu. Wiem, to głupie myślenie, ja to wiem Gave, ale nic nie poradzę... Niewystarczająca przy narodzeniu, niewystarczająca dla matki, dziadków, dla Yumiego, dla dzieciaków z szkoły... - zacisnęła usta. - Dobrze, że mam tatę, Natana, dziewczynki i Was, przyjaciół bo... Bo nie wiem gdzie bym skończyła - przyznała. - Nie mniej to boli... że nawet babą jak jestem to z jakimiś brakami - bąknęła i uśmiechnęła się lekko, gdy mówił, że on widzi Akane.
- Bycie Akane bywa kurwesko irytujące, ale... cóż... ma mimo wszystko całkiem sporo plusów - przyznała trochę pogodniej. Gave w pocieszanie był naprawdę dobry, do niej przynajmniej trafiał. - Pojebana ta Akane, nie ma co... - podsumowała już trochę żartobliwiej, chociaż nadal poważnie.
Akane
Słuchał co mówił Gave. Kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń— Moserta jednak odmówię, poszukam innych przysmaków, nie czuję się dobrze z wizją jedzenia zwierzaka, którego darzy się tutaj tak dużym szacunkiem — wyjaśnił spokojnie. Miał też osobiste wrażenie, że by jakoś zgrzeszył wbrew tej społeczności. Przynajmniej tej wyżej postawionej, a u tej przecież u takiej właśnie pomieszkiwali. — A ten Twój mosert… jaki jest? — zainteresował się za to. — Jak to jest mieć takiego ulubieńca? Jak się nazywa? — zainteresował się żywym okazem.
Nylian
An spojrzała po zaciekawiona tą teorią.
OdpowiedzUsuń- Dalekosiężna? Kiedy właśnie mój pył i piasek działają w dystansie, do magii również nie jest mi potrzebna bliskość, akurat na dal czuję się dość dobrze wyposażona. Sztylety są świetne z bardzo bliska, miecz ma być tu średniakiem. Nie taki jak masz Ty, wielki i ciężki. Jeden, smukły, lekki, bardziej do obrony niż rzeczywistego pchania się na plac boju. Masz rację, moje umiejętności przydają się do obrony, ale są też dobre do ataków z oddali czy nawet ukrycia, gdy chodzi o mój pył wchodzący do głowy. Łuk czy kusza jak dla mnie byłyby dość zbędne, zamiast strzał mogę ciskać piaskiem, zamiast bełtów mam czary - lekko wzruszyła ramionami. - Z drugiej strony zaczarowane strzały nie brzmią tak źle... - przyznała. - Nie wiem, może się nad tym zastanowię... - stwierdziła ostatecznie. Kiedy ją przyciągnął, nie oponowała, przyłożyła policzek do jego torsu i lekko się wtuliła.
- Mhm, bywam... - przyznała, bo sama czasem wkurzała się na swoje własne myśli w głowie, tak bywała idiotką. Odsunęła się od niego lekko i spojrzała w oczy, a kiedy puknął ją w czoło uśmiechnęła się delikatnie kącikiem ust. Zaraz jednak znowu wzruszyła ramionami.
- Porzuciła, brzydziła się mną... nie zabiła, wiem, ale nie byłam "dość" by mnie chciała. Taty nie było więc... - podciągnęła lekko nosem. Zacisnęła lekko usta na słowa o matkach. Nie chciała być zdzirą dla swoich dziewczynek, ale tak, matka Gava i jej własna to mogłyby sobie akurat przybić pionę. Słuchała dalej i lekko westchnęła.
- Yumi i dzieciaki to przeszłość, ale jednak potwierdzająca regułę, nie chodzi o to, że teraz mnie boli co było tam, po prostu jak patrzę wstecz to widzę, że często nie byłam dość dobra... - mruknęła i zaraz znowu spojrzała po Gavie, gdy wspomniał Ryu.
- Tak, wiem, dlatego właśnie cieszę się, że stał się wtedy przyjacielem... i że dalej nim jest, mimo wszystko - odetchnęła lekko. - Wystarcza mi, jako przyjaciel wystarcza mi w zupełności, na tej płaszczyźnie mam do niego sporo wdzięczności. Co prawda średnio to okazywałam, ale cóż, powoli udaje się to zmienić - przyznała. Uśmiechnęła się nikle kiedy wszedł głębiej w temat Yumiego.
- Pewnie masz rację... koniec końców te wszystkie odrzucenia wyszły mi całkiem dobrze... gdyby do nich nie doszło, byłabym zupełnie inna... Nie wiem czy gorsza, czy lepsza, ale... - westchnęła. - Chyba powoli zaczynam lubić tą wersję siebie... czasem są jeszcze doły, ale... no nie jest tak źle - stwierdziła trochę pogodniej. Kiedy mówił o sobie, znowu na chwilę oparła policzek o jego tors. Zbyt. Ścisnęło ją lekko w sercu. Ciężko było to wszystko wypośrodkować. Kochała za mocno i nie była pewna czy jest cokolwiek w tym temacie zmienić. Jeszcze kilka łez spłynęło po policzku, ale spokojnie je przetarła. Kiedy ją odsunął i spojrzał w oczy, nie uciekała wzrokiem. Pokręciła głową.
- Nie przejmuję, nie na tu i teraz, ale czasem jak czujesz się źle to po prostu cały życie przelatuje Ci przed oczyma i szukasz potwierdzenia, że rzeczywiście coś jest nie tak... No i masz babo placek... - skrzywiła się lekko. - Nie chcę być lubiana przez wszystkich, nigdy nie chciałam. Moja paczka i rodzina w zupełności mi starcza. Jasne, jak ktoś tu czy tam dołączy, fajnie, ale nie mam parcia na bycie najpopularniejszą dziewczyną w rejonie - znowu się lekko wtuliła, gdy ją przyciągnął. Uśmiechnęła się delikatnie na jego kolejne słowa.
- Nie ty jeden, wiem, wiem, że to nie wyrok... - przyznała i na chwilę przymknęła oczy po czym wzięła głębszy wdech. Przytaknęła mu głową. - Dziękuję - szepnęła, to wszystko naprawdę dużo dla niej znaczyło. Otworzyła zaraz oczy, a wtedy ją odsunął i prychnął. Zaśmiała się lekko.
Usuń- Nie zostawię Cię przecież samego na tym placu pojebańców, o nie - dotknęła czubek jego nosa i uśmiechnęła się cieplej, wdzięcznie. - Naprawdę dziękuję - powtórzyła i sama lekko go objęła, na chwilę. Odsunęła się po chwili. - Nie obiecuję, że te poje pojebane spazmy już nigdy więcej się nie powtórzą, ale teraz przynajmniej będę miała jeszcze więcej kontrargumentów do wojowania z nimi w swojej głowie, więc może częstotliwość zmaleje - uśmiechnęła się raz jeszcze.
Akane
— Każdy inaczej odczuwa miłość, Gave — zaczęła spokojnie. Spojrzała po nim, zbliżyła się delikatnie z Iskrą do Veriego i chłopaka. — Jeśli czujesz, że coś Cię dusi i ogranicza to nie jest to miłość, przynajmniej nie zdrowa, tylko toksyczna. Nie mówię, że musisz sobie znaleźć w życiu partnerkę, ale jesteś dobrym człowiekiem, masz dobre serce, nie jesteś do niczego niewystarczający. Chodzi mi o to, że możesz, nie musisz, tylko możesz, mieć uczucie, które będzie inne niż przyjaźń a jednak Cię nie udusi. Nie musisz niczego szukać. Po prostu warto zostawić możliwość, że kiedyś trafisz na uczucie, które nie będzie cię dusić, tylko da ci spokój. Żebyś kiedyś nie trafił we friendzone jak ja, kiedy spierdoliłam swoją szansę — wyjaśniła mu co miała delikatnie na myśli. Zaśmiała się delikatnie i wzruszyła ramionami. — Ryu nie złamie mi serca dając mi kosza, trzymam kciuki za niego i Klarę. Złamie mi je, jeśli uzna, że nie mamy nawet szansy na przyjaźń nawet jeśli się odkocham — odpowiedziała mu. Przede wszystkim zależało jej na towarzystwie bruneta. Resztę zaakceptuje i będzie trzymać się wszelkich granic. W tym była naprawdę dobra. Pokręciła głową. — Mój pierwszy obiekt westchnień to jednooka sierota z Argaru, wcześniej nikogo nie było — zaznaczyła. Pomyślała o czymś ze wcześniejszych lat życia. — Uciekałam z lekcji elfiego, udawałam choroby i robiłam wszystko, żeby nie uczyć tego języka. Byłam dupą wołową, która nie potrafiła się z nikim zaprzyjaźnić w Phyonix poza zwierzętami, spałam z misiem dopóki nie trafiłam do niewoli, bo bałam się być sama w nocy, nigdy nie walczyłam na arenie, żeby nie zrobić z siebie pośmiewiska, nigdy nie byłam najlepsza w walce i byłoby mi wstyd, gdybym jako jedyna zajęła niskie miejsce z rodziny. A z każdym rokiem coraz ciężej szukać wymówki, bo to jednak jest jeden z naszych obowiązków… Nie pamiętam, czy rozmasowałam kiedyś gdzieś jakąś kupę jako dziecko, a co do przygód z mosertami, jeden mnie kiedyś ugryzł, jak uczyłam się oczyszczać rogi. Bolało jak cholera. O i miałam przydomek dupa wołowa. Takie mięso? — zapytała.
OdpowiedzUsuńDarcy
Ryu westchnął ciężko, gdy temat Phyonix znowu się pojawił. Spojrzał po Gavie i pokręcił głową z niedowierzaniem.
OdpowiedzUsuń- Tak, wiem, że psioczy - skomentował biorąc głęboki wdech. - Myślę, że miejscami nie słusznie, a miejscami ma rację - dodał jeszcze i pomasował sobie skronie. Naprawdę nie bardzo miał ochotę na takie podróże. Nie sądził, żeby to cokolwiek dobrego przyniosło. Akane nie potrzebowała go tam. Nie teraz, kiedy stawiała pierwsze kroki jako wolna od związków osoba. Zacisnął mocno wargi i odetchnął raz jeszcze. Poza tym, że parę dni temu Klara postawiła mu sprawę jasno, a on wiedział od Tonego, że Akane i tak nie wierzyła w ten związek. Szkoda tylko, że nie miała odwagi, aby to jemu powiedzieć wprost. Uśmiechnął się krzywo i spojrzał po Gavie. - Mam wrażenie, że bardzo chcesz mnie tam zabrać - mruknął. - Jaki masz w tym cel? Co ty zyskasz zabierając mnie do Phyonix? - postanowił odwrócić kota ogonem. Wbił spojrzenie w chłopaka i świdrował go nim. Oparł się o ścianę plecami, gdy Gave rozwalił się na jego łóżku i słuchał go uważnie. Gwizdnął lekko, gdy usłyszał o włóczni. - Ty? - uniósł lekko brew. - Boisz się jakiejś broni? - zerknął na niego z niedowierzaniem. - Nigdy, w żadnym scenariuszu, nie przyszłoby mi do głowy, że kiedykolwiek nastanie taki dzień - wstał z miejsca i odszedł kawałek, by poluzować deskę w podłodze i wyciągnąć z niej butelkę dobrego bimbru. Wziął dwie szklaneczki i polał Gavowi połowę, a sobie tak na dwa łyki, które i tak pewnie godzinę ciumkać będzie. Podał szklaneczkę brunetowi i wrócił na swoje miejsce. - Też nie wiem jak masz sobie z tym poradzić - wypalił wprost. - Nigdy nie stałem przed takim problemem - mruknął. - Ale jesteś sobą, Gave... jesteś sobą... a to znaczy, że przechylisz szalę na swoją korzyść - klepnął go w udo. - Wyrwiesz to życiu, swojemu losowi - dodał. - Przecież ty się nie poddajesz... tylko musisz uzbroić się w cierpliwość - poinformował go spokojnie, po czym faktycznie sięgnął po pergamin i pióro. - No dobra, dawaj.
Ryu
— Nigdy — pokręciła głową. — Nie wiem czemu, po prostu… nagle mnie oświeciło, że Ryu to ten, do którego wzdycham. Chociaż może znaki były wcześniej — wzruszyła ramionami. — Jestem w tym temacie dosyć wolnomyśląca niestety — zaśmiała się lekko. Zaraz spoważniała. Nie mówiła nigdy Gavovi? Chyba nie, skoro pytał. — Bo jak byłam mała to próbowano mnie zabić, nie umiałam zbliżyć się do żadnego feniksa tak szczerze. Tylko rodzina. Potem złapałam jakąś więź z Damonnem, a później pojawił się Argar i poznałam Ciebie i resztę i wtedy zaczynałam mieć innych przyjaciół, czułam się komfortowo. Straszny tchórz ze mnie był jeśli chodzi o innych — wyjaśniła. — Masz rację, nie powinnam, ale jestem też dumna i sama cierpię na przerost ego. Nie mogłam znieść myśli o pogłoskach, że przyszła kapłanka, nie potrafi wytrzymać jednej rundy na Arenie, więc wolałam nie brać udziału, kiedy na samych treningach byłam zawsze tą najgorszą. Lepiej było iść i błyszczeć tam, gdzie szło mi dobrze, tańce, rytuały, ceremonie, tam spisywałam się nienagannie — opowiedziała mu. Zaśmiała się lekko. — Ta osoba ma swoje momenty, ale potrafi być bardzo wredna. Jak widzisz… tym bardziej ciężko było tutaj znaleźć sobie przyjaciół — odparła, uśmiechając się nieco pod nosem. Znaleźć przyjaciół w Phyonix dalej zdawało się czymś niewykonalnym, a ona chciała ten kraj dalej reformować. Świetny pomysł. Na pewno będzie cudowną Kapłanką…
OdpowiedzUsuńDarcy
Spojrzała nieco zaskoczona po Gavie. Wypadów po mieście sobie nigdy nie odpuszczała. Jedno to bawić się w grupie, a drugie zdobywać przyjaciół i budować trwałe więzy. Dla niej to była ogromna różnica.
OdpowiedzUsuń— Nowe znajomość Gave to jedno, ja znam tych ludzi, ale nikogo nie nazwę przyjacielem — wyjaśniła. Księżniczka powinna znać swoich ludzi, budzić w nich zaufanie i nad tym pracowała. Po prostu nigdy nie nazwałaby ich przyjaciółmi. — Możemy iść i tak chciałam Ci pokazać kilka miejsc, ale nie wymuszaj na mnie przyjaźni — zaznaczyła zaraz, uśmiechając się do niego przyjaźnie, ale było po niej widać, że stawiała w tej kwestii sprawę dość jasno. Zaśmiała się lekko. — Zwolnij, zwolnij. Chilliderka, bodygouard, gimbaza? Tłumaczenie proszę. Musimy wznowić te lekcje z angielskiego, bo czasami nie nadążam — poprosiła. Uśmiechnęła się nieco szerzej. — Zostawmy tą osobę. Teraz spędzam czas z Tobą
Darcy
—- Zobaczymy, nie obiecuję, że się uda, ale obiecuję, że nie będę spierdalać jak zrobi się zbyt przyjaźnie i miło — zaproponowała taki układ. Według niej brzmiało rozsądnie. Słuchała tłumaczeń. Najbardziej spodobało jej się tłumaczenie cheerleaderki. Bardzo fajne określenie. Zaśmiała się lekko, gdy zaczął kibicować.
OdpowiedzUsuń— No dobra, to do tego to już nawet znam fajne miejsce, żeby Twoje zagrzewające tańce się maskowały — puściła mu oko. Diego znaczył w Phyonix dosyć sporo, był w końcu księciem i potrafił zrobić dobre wrażenie, jeśli tego chciał. Inna sprawa, że kiedy nie musiał nie lubił udawać miłego. Dotarli już na oazę. Była dość oddalona, więc zazwyczaj nikogo tutaj nie było - tak jak teraz. Poza tym chłodne wody nie były zbyt popularne wśród feniksów. Zawsze woleli ciepłe klimaty. — I jak widoki? — zapytała, schodząc z Iskry.
Darcy
Ryu przekręcił lekko głowę słysząc o rzekomej tęsknocie tak sporej grupy ludzi. Jakoś nie bardzo kupował ten tekst o chłopaka. Parsknął śmiechem, kiedy ten wspomnial o jego wysokich umiejętnościach w sprawie rozmów z Akane czy innymi osobami. Śmiał się tak długi czas, bo to zdecydowanie było coś, o co by sam siebie posądzał. Zanurzył język w swoim bimbrze i jeszcze chwilę śmiał się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Dobre, takiego dowcipu to od dawna nie słyszałem - rzucił patrząc na Gava. - Bajkopisarz z ciebie cudowny - mruknął jeszcze, po czym odetchnął głęboko. - Okay, skoro tak stawiasz sprawę o pójdę z tobą, by wesprzeć swą zajebistością Akane - pokręcił lekko głową i zaraz spoważniał, kiedy Gave zaczął opowiadać mu te wszystkie rewelacje. Nie do końca nadążał z notowaniem. Liczba trzy rzeczywiście mogła tu mieć jakieś znaczenie. Brama pękła? Która? Zmarszczył brwi. Te bramy też były jakieś takie negatywne. Dlaczego? Zacisnął mocno wargi i spojrzał na kartkę. - Dużo informacji na raz... - mruknął. - Kim jest Scarlet Witch? - zaczął od pierwszego pytania. - I dlaczego jej ufamy? - zapytał jeszcze. - Liczba trzy faktycznie może tu być kluczowa, ale właśnie... rok się nie zgadza. Nie dzieli się przez trzy...
Ryu
Słuchała go uważnie słysząc o tych srokach. Wygięła lekko usta w grymasie.
OdpowiedzUsuń- Wiesz jak jest… Jak masz ręce pełne roboty to mniej myślisz o tym co jest „nie tak” – westchnęła lekko i spojrzała po Gavie, przytakując mu głową. – Ale masz rację, za dużo tego… Chociaż akurat w temacie kontroli piasku czuję się usatysfakcjonowana… Z nim ćwiczę już naprawdę długo i tata w sumie pokazał mi już wszystko co mógł. Runy i zaklęcia, to owszem, one są nowe i w sumie dlatego się im ostatnio poświęcam najbardziej… Miecz wynika bardziej z potrzeby ze względu na czasy. Wojna rządzi się swoimi prawami… Ja po prostu… - wzięła głęboki wdech. – Chcę po prostu zapewnić sobie jak największą szansę na przerwanie… Wiesz… Kiedy myślę o śmierci, to wcale mnie nie przeraża ona sama w sobie. Przeraża mnie wizja tego co będzie po niej… Konsekwencje, na które nie będę już mogła wpłynąć bo… bo umrę… - zacisnęła zęby. – Przeraża mnie co moja śmierć może zrobić z osobami, które są dla mnie tak bardzo ważne i… i zbroję się po zęby by zadbać o siebie i nie dopuścić do… do takiej sytuacji – raz jeszcze oparła głowę o jego ramię. Kiedy mówił o wiedźmach ponownie odetchnęła głęboko.
- Tak, wiem… dużo tego… - podniosła spojrzenie do jego oczu. – Masz rację, powinnam zmniejszyć liczbę priorytetów… Co prawda staram się to wszystko jakoś układać z sensem, ale tak… Nie chcę by w finalnym momencie okazało się, że jestem za słaba, bo wzięłam na siebie za dużo… - skubnęła lekko wargę. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy mówił o potwierdzaniu reguły. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa. Miał rację, wiedziała to, otaczało ją wiele ważnych i ciepłych osób. Milczała chwilkę.
- Ja wiem Gave, że ta pierwsza grupa jest ważniejsza, to akurat nie podlega dyskusji, odpowiedź jest jasna. Dla wielu jestem wystarczająca… Wielu mnie nie rozumie, ale akceptują moje inności i o to chodzi… To jest dopiero początek. Chodzi o mnie i tylko o mnie… W końcu jestem w takim miejscu, gdzie nie czuję potrzeby bycia w pełni zrozumianą. W zupełności starczy mi, że moje otoczenie mnie lubi pomimo tego, że nie rozumie. Nie mniej, dopiero niedawno otworzyłam na to oczy i jeszcze pewnie trochę mi zajmie upewnianie się w tym jakże niesamowitym odkryciu, na które byłam ślepa – przyznała spokojnie z łagodnym uśmiechem. – Po prostu czasami mam doła Gave, chandrę… W głowie maluje się myśl o byciu wybrakowaną kobietą, a za nią idzie salwa kolejnych igieł, „o a tu i tu też byłaś wybrakowana”… Niby wiem, że to przeszłość, ale akurat jajnik jest świeży i… - wzruszyła ramionami. – To moja forma przejścia żałoby nad pewnego rodzaju stratą. Aktualnie jestem w fazie doła, ale mi przejdzie, z czasem to po prostu zaakceptuję – jeszcze raz uśmiechnęła się do niego subtelnie. Zmarszczyła nos, gdy zmierzwił jej włosy. Przytaknęła mu na słowa o ciągnięciu wielu srok za ogon, w głowie mając myśl, by rzeczywiście trochę sobie odpuścić. Spojrzała po nim, gdy się roześmiał.
- Hej, nie moja wina, że mnie ludzie lubią, ja nikomu na siłę w dupę nie wchodzę. Najwyraźniej roztaczam jakąś aurę zajebistości i nie mogą się mi oprzeć – pokazała mu język i szturchnęła go w bok. Uśmiechnęła się do niego i sama się zaraz nieco zaśmiała.
- Mhm, wiem Gave, ale nie zostawię – przyznała. – Jak dobrze pójdzie to ściągniemy na ten plac całą zgraję pojebów i dopiero zacznie być na nim zajebiście fajnie. Może ściągniemy tam te Twoje pierdzące pszczółki, żelkowe ścieżki i kwiatki plujące tęczą – sama wpadła w poduszki obok niego – dodamy jakąś zajebistą scenę i arenę walki, będzie wiadro z balonami, z wodą co by w każdej chwili w kogoś cisnąć dla jaj lub jak zacznie pierdzielić farmazony – gestykulowała przy tych wszystkich pomysłach i śmiała się lekko pod nosem. – Każdy wrzuci coś od siebie, każdy będzie miał też domek ze swoją ostoją, każdy znajdzie fragment dla siebie i będzie jeden wielki plac pojebańców – wyszczerzyła się do Gava.
Akane
— Ale jest Twoim ulubieńcem, tak? — dopytał, bo Gave mówił o nim naprawdę ciepło i ze sporym zainteresowaniem. Ciężko było wyciągnąć inne wnioski jego zdaniem. Swoją drogą to był naprawdę uroczy widok. Rzadko można było zobaczyć go z takim miłym spojrzeniem w oczach - tylko przy dzieciach był równie i bardziej ciepły w tym jak mówił czy się zachowywał. Zaśmiał się na widok psa na głowie. Uśmiechnął się do zwierzaka. Pokręcił głową na jego pytanie. — Nie mogłem trzymać zwierząt w domu, a potem w koszarach. Miałem konia i gryfa w stajniach, do których się przywiązałem. Ale według mojego kapitana zdezerterowałem. Zwierzaki ubito — wyjaśnił, poważniejąc na chwilę. Wypuścił powietrze z ust. — Były nieposłuszne, ugryzły generała jedno i drugie, więc taki był protokół, prawo żołnierskie — objaśnił smutno. Widać było, że zmarkotniał przy swoich wspomnieniach. — Mam 104 lata… ale w przeliczeniu na ludzkie…. ledwo jestem pełnoletni — zaznaczył zaraz, co by nie słuchał kolejnych komentarzy odnośnie własnego wieku. Elfy mimo wszystko starzały się całkiem inaczej niż ludzie czy Argarczycy.
OdpowiedzUsuńNylian
Goblinka zachichotała na tą jego panikę w głowie. Kiedy już pochylił się nad wanną, zaczęła lać wodę i płukać mu włosy.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie Milasku. Po trzech dniach zacznie schodzić, trzy dni wytrzyma na pewno, a później to już zależy od tego jak bardzo będziesz broił - wyjaśniła mu raz jeszcze i zaraz przytaknęła energicznie głową.
- Tak, obserwujemy i w razie co poprawiamy - jeszcze raz kiwnęła łebkiem, a przy jego wyznaniu uśmiechnęła się szeroko.
- No i to jest najważniejsze - przyznała wesoło i zaraz mu pogroziła palcem. - Jak przestaniesz to Cię znajdę nawet w tych Twoich zaświatach i nakopię do pupy - zapewniła ze swoją "groźną" miną.
Grima
Długo milczał. Oparł łokcie o swe kolana. W dłoniach trzymał kubek wody. Notatnik odłożył już przy pierwszych słowach Gava. Ten wchodził w emocje, więc nie warto było teraz notować wszystkich wiadomości. Upił łyk wody słuchając. Wanda, to akurat zanotował, Wanda mogła być przydatna, ale fakt, że koniecznie chciała mówić z samym Latrala nie do końca mu się spodobał. Kolejne tajemnice. Kolejna szara strefa. Po co to wszystko? Po co? Dlaczego nie mogła tego powiedzieć Gavowi? Przez Thanosa...?
OdpowiedzUsuń- Czekaj... bo trochę mnie gubisz - mruknął. - Wandę ogarniam, ale teraz wrzucasz kobiecego Thanosa... kto to? Co to za wiedźma? - zapytał go spokojnie, wpisując i kobietę Thanos do notesu i robiąc myślnik, by poczekać na resztę wieści. Niespecjalnie chciało mu się wierzyć, że Gave nie drążył. Za dobrze go znał, by temu zaufać. Czekał więc na dalsze wieści. Zmarszczył lekko brwi. Tak, ta liczba trzy była czymś co mogło mieć znaczenie.
- Wróćmy do tych bram... - mruknął. - Mówisz, że została złamana jedna - przypomniał. - Co jeśli wszystkich nie złamie? Czy Latrala dalej będą mogli wykonać swój plan? Czy one są naprawdę ku temu potrzebne? - zerknął na niego i puknął go lekko palcem w kolano. - Mhm... wiem - skomentował jego nienawiść. - Chociaż myślę, że najbardziej ich nienawidzisz bo martwisz się o Akane - rzucił swobodnie.
Ryu
Darcy pogłaskała Iskrę i podziękowała jej za podróż, po czym sama odprowadziła ją do wody. Wróciła wzrokiem do Gava. Wywróciła oczami na jego komentarz, rumieniąc się przy tym wściekle. Był niemożliwy.
OdpowiedzUsuń— A spierdalaj — mruknęła, patrząc zaraz na swoje nogi i ręce. — Co chcesz od moich nóg i rąk? Są zgrabne i wysportowane — zaznaczyła, oglądając się uważnie. Akurat włosy oraz figura to coś o co bardzo dbała. Ubierała się jak ubierała, poza tym występowała na scenie w rytualnych tańcach i chciała się idealnie prezentować. Codziennie ćwiczyła, żeby mieć nieskazitelną figurę i trzymała się swojej diety i maksymalnie dwóch posiłków dziennie. Usiadła na brzegu niedaleko Gava i patrzyła się w wodę. Zaśmiała się lekko.
— No to możemy zwolnić Twój pokój, tak? — zapytała zaczepnie.
Darcy
Nylian zastanowił się przez chwilę nad jego słowami.
OdpowiedzUsuń— No ale przyjaźnisz się z księżniczką i księciem. Nie masz chodów? Nawet jeśli to własność korony, to jeśli macie tą całą… więź, o której tyle tam gadają przy stajniach to nie będą mieć chyba wyboru, jeśli Twój mosert nie będzie chciał z nikim innym współpracować, prawda? — powiedział swój wywód. Na jego bez sensu było trzymać zwierzaka w zagrodzie, jeśli ten nie chciał nikogo innego. Taki wierzchowiec im się nie przyda, a Gave miałby swojego własnego. Zaraz jednak spoważniał. Sam zacisnął pięści.
— Moje większe upokorzenie. Kapitan miał się dobrze, jak mnie wygnali z Oclarii. Przekupna, sprzedajna gnida — syknął. — Ja nie zdezerterowałem. Mój brat zakładał osadę dla Cervanów i elfów. Byliśmy na patrolu granic, kiedy została najechana i chuj kazał się wycofać. Moja dezercja polegała na tym, że chciałem spróbować ocalić brata, ciężarną szwagierkę i innych bezbronnych ludzi. Rozumiesz to?! — odpalił się nagle, kląc przy tym w rodzimym języku. — Straciłem połowę rodziny, a na drugi dzień zabito moich zwierzęcych przyjaciół i biczowano mnie przez kilka godzin. W tym czasie moja matka się powiesiła, a ojciec sobie zadowolony snuł dalej plany o pierdolonej czystości rasowej. Jebany era'harel (demon, potwór). Zabrał mi honor i kazał odzyskać w pieprzony, pokręcony sposób… ale ja to zrobię po swojemu. Z prawdziwym honorem i wiarą, a nie jak durny rasista! — krzyknął, co było dla niego dość nietypowe. Kopnął kamień przed siebie, oddychając ciężko. — Kapitan i ten chuj powinni zostać powieszeni za zdradę. Selemene wierzy, że wszyscy jesteśmy równi, że podział niszczy ten świat, a niebo płacze, kiedy mordujemy kogoś za to, że jest inny — powiedział spokojniej, przecierając skronie. — Pamiętam wszystko. Jestem elfem, rozwijamy się inaczej. Płciowo dojrzewamy przy 100. Po 50 zaczynamy dorastać, dojrzewać. Jak miałem 50 dołączyłem do wojska. W Oclarii byłbym ledwo mężczyzną, a co do doświadczenia… dla ludzi pewnie tak. Ale u nas to działa inaczej. W Lerodas też masz dużo długowiecznych ras. Dla nas życie płynie… wolniej. Smutki trawają dłużej, rany na sercu nie goją się tak szybko, ale pozytywe uczucia też trwają dłużej
Nylian
Spojrzała po nim i zaraz wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wcale nie muszę... Tak jak sam zauważyłeś... Po prostu to lubię Gave... Lubię dużo wiedzieć, lubię poznawać nowe miejsca, nowe umiejętności, nowych ludzi... Lubię to, a to oznacza, że nie muszę we wszystkim dążyć do mistrzostwa. W rzeczach, które mnie zainspirują, które mi się spodobają, owszem... Tam chcę, ale to nie tak, że muszę na już i teraz - przyznała. - Chcę w przyszłości uczyć najemników, przyuczać do różnego rodzaju misji. Chcę dowiadywać się jak najwięcej o miejscach i okolicach, w których przebywam, by później się tą wedzą dzielić. Mam dobrą pamięć i chcę ten swój atut w przyszłości dobrze wykorzystać. Jestem wszechstronna i nie jest mi z tym źle. Jeżeli to jest definicja tej Panny Idealnej, to okey. W takim razie rzeczywiście nią jestem - stwierdziła, z lekkim uśmiechem patrząc sobie w sufit. Spojrzała zaraz po nim.
- W takim razie czemu Ty dzierżysz miecz? Ja nie zamierzam przed śmiercią uciekać w nieskończoność, ale jeżeli mam okazję przyuczyć się czegoś, co sprawi, że łatwiej tej śmierci uniknę, to chętnie z takiej nauki skorzystam. Do tego obserwowanie innych jak mnie trenują też robi swoje, to kolejna wiedza, obserwacja cudzego podejścia, które może tu czy tak kiedyś wykorzystam - dodała. Słysząc o innych wzięła głębszy wdech. - Wiem, że się z tego wygrzebiecie, ale i tak nie chcę byście musieli się z tego wygrzebywać - stwierdziła krótko. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy zapytał o to czemu nie zostanie.
- Najwyraźniej bywam i czystą hipokrytką. Chcę dla tych małych wywalczyć lepszą przyszłość, chcę w tym uczestniczyć. Nie lubię siedzieć i czekać aż inni odwalą swoje. Najwyraźniej życie sprawiło, że uzależniłam się od adrenaliny. Nie lubię bezczynności. Nie powiedziałam, że nie zamierzam ryzykować, będę ryzykować Gave, zapewne całe życie. Zamierzam podejmować ryzyko w różnych sprawach, ale to nie znaczy, że dam się łatwo zabić. Po to mi są nowe umiejętności, by jeszcze bardziej utrudnić Twojemu ojczulkowi zabranie mnie na tamtą stronę. Jeżeli rzeczywiście przyjdzie mój czas, to tak, przyjdzie. Może nawet umrę w łóżku, bo... zaksztuszę się śliną. Cholera wie... Na takie okoliczności nic nie poradzę, ale na śmierć w trakcie boju owszem, to akurat mogę utrudnić dobrym treningiem - stwierdziła spokojnie, z lekkim uśmiechem. Na jego krzyk w poduszkę uniosła lekko kącik ust.
- Nie jestem - przytaknęła mu głową. - Ty też nie, a mimo to pewne sprawy rozpatrujesz bardzo indywidualnie. Ja robiłam dokładnie to samo - uśmiechnęła się do niego ciepło i zaśmiała lekko. - Oj tak, też się cieszę, że dotarło - sama popukała się lekko po głowie i zrobiła zeza na chwilkę. Wzięła zaraz głębszy wdech i raz jeszcze zawiesiła spojrzenie w suficie, wyjątkowo zdobny był w tych rejonach. Słuchała tej jego wyliczanki o wybrakowaniu. Kiedy mówił o sobie, spojrzała po nim spokojnie i słuchała. Słuchała o Ryu i Tonym, o Darcy i Klarze.
- Mhm... Czyli jednak już mamy całkiem sporo pojebańców na tej planszy - stwierdziła po chwili milczenia i uśmiechnęła się łagodnie. W głowie pojawiła jej się pewna piosenka. Kochała ich wszystkich, nawet z tymi ubytkami, jednych mocniej, innych mniej, każdego na indywisualny sposób. Oni też kochali... każdy na swój indywidualny sposób. Ogłosy "Gava mądrali" sprawiły, że wróciła na ziemię i uśmiechnęła się lekko rozbawiona.
- Całkiem miło się słuchało tego mądrali - stwierdziła pogodnie i zaraz kiwnęła głową. - Racja, nasrane po same brzegi, to rzeczywiście mogłoby być dla niektórych zbyt wiele - przyznała lekko uśmiechając się pod nosem i zaraz przygryzła lekko wargę. Spojrzała na mężczyzn zebranych przy jednym stoliku.
- Ocho, jest mój Kocurek - rzuciła i wstała z miejsca, po czym rozluźniła nieco rzemyki przy swoim biuście, dodatkowo ściągnęła ramiączka bluzki tak by bardziej odsłaniały ramiona i jeszcze nieco poczochrała włosy.
- Wyglądam dość... frywolnie? - zerknęła po Gavie, czekając na opinię. Mały plan zaświtał jej w głowie.
Akane
An spojrzała po Gavie.
OdpowiedzUsuń- Gumiś... nie szalej. Jakie dziesięć? Dodałam jedynie miecz i chwilowo traktuję to bardziej jako "w wolnej chwili". Jasne, jak już trenuję to się angażuję, ale akurat tak mam ze wszystkim - stwierdziła luźno. - Sztylety też dopracowuję na luzie, skupiam się na ćwiczeniu run z Darcy i czytam, szukam informacji... o magii - zaznaczyła. - Ty masz inne podejście, bierzesz mniej rzeczy i je sobie dopracowujesz. Ja z kolei lubię próbować więcej na raz i z czasem wybieram czy rzeczywiście w coś włożyć serce, czy może jednak odpuścić. Tak, chwilowo wygląda jakbym rzeczywiście brała dużo, ale błędnie zakładasz, że ja w tym wszystkim planuję osiągać mistrzostwo. Testuję, sprawdzam... Decyzje o tym przy czym zostanę będę podejmować z czasem - wyjaśniła mu na spokojnie. Wzruszyła ramionami na słowa o hipokrytce.
- Skoro tak uważasz... Ja się nie czuję jakbym rzeczywiście często nią była - stwierdziła. - Och Gave... Ty się boisz włóczni i co? Też masz proste rozwiązanie, a mimo to jednak próbujesz się zmierzyć ze swoim lękiem i go jakoś zwalczyć. Też bywasz hipokrytą. Masz jeszcze większe możliwości działać zza zasłony niż ja, a jednak sobie tego nie wyobrażasz i źle Ci z myślą siedzenia na tyłku. Tak, boję się o moich bliskich, o to co się z nimi stanie kiedy mnie zabraknie, ale to nie znaczy, że teraz zamknę się w bezpiecznej wieży i będę trzymać kciuki by nie umrzeć. Zamierzam mimo tego lęku dalej żyć i funkcjonować tak jak lubię. Strach o bliskich to tylko jedna strona medalu. Boję się, owszem, nie wstydzę się tego, boję się, ale po drugiej stronie medalu jest świadomość, że mogę się przydać, mogę tych bliskich ochronić i ta świadomość jest silniejsza od lęku - posłała mu jeszcze jeden ciepły uśmiech. Kiedy złapał jej nadgarstek, lekko się zachwiała, ale utrzymała pozycję. Wróciła jednak do siadu i spojrzała po Gavie. Wypuściła powietrze nosem i jeszcze raz zerknęła po gościu. Skubnęła wargę zębami. Racja, dość mocno rzucali się tu już w oczy. Wróciła spojrzeniem do Gava.
- No dobra, a tak przyszłościowo... Bardziej skąpy ubiór? Makijaż? W czym jestem dziś zbyt porządna? - zapytała wprost. Skoro już miała wyrywać faceta w ramach śledztwa to opinia innego mogła się przydać.
Akane
— Nie są wiotkie, tylko zgrabne i mają delikatny zarys mięśni, ale słabe nie są. Nie podniosę takiego kloca jak Ash, ale Ciebie na rękach bym uniosła — wyjaśniła wyciągając ręce do przodu. — Także uważaj, bo jeszcze sam możesz zostać księżniczką — pogroziła mu ze śmiechem. — Chcę żeby wyglądały delikatniej, przy tańcach rytualnych wolę prezentować się z gracją, no wiesz… delikatnie dopóki z rąk nie zaczną iść iskry — wyjaśniła mu. — Oczywiście, że masz swój pokój, każdy ma swój pokój — wypuściła powietrze, kiedy wspomniał o jej pokoju. Spojrzała uważniej po Gavie. — Nie mówię, że nie możesz, bo już się przyzwyczaiłam, że do mnie wchodzisz jak do siebie, ale wiesz, możesz mieć swoją prywatną przestrzeń, miejsce na swoje rzeczy i prywatność, nie chcesz?
OdpowiedzUsuńDarcy
Akane spojrzała po Gavie lekko kręcąc głową.
OdpowiedzUsuń- Oszukujesz - pstryknęła go w nos. - Runy wymieniłeś dwa razy... - sama chrząknęła. - No i nie rozumiem... więzi z mosertami? Mam Uqe, u którego rzeczywiście bywam, ale to akurat bardzo relaksujący aspekt moich zajęć. Miecz, sztylety, moje runy, fuzje z Darcy, śledztwo, tak, tu się zgodzę. Nie mniej nie zajmuję się tym wszystkim na raz. Wyznaczam w tym priorytety. Miecz? Miałam dopiero jeden trening... Sztylety akurat ćwiczę zawsze w ramach codziennych treningów. Runy? Umawiam się na konkretny dzień z Dar i wtedy ten jeden dzień poświęcam na to. Nie próbuję tego wszystkiego ciągnąć na raz. Doceniam, że się o mnie troszczysz, naprawdę Gave... Tak jak mówiłam, postaram się rzeczywiście trochę bardziej to wszystko ograniczyć, ale gwarantuję Ci, że nie zamierzam się zajechać. Nie robię tego ponad normę. Nie upycham dni obowiązkami. Mam czas dla dzieci, na medytację, na relaks, na zwiedzanie czy po prostu jakieś większe czy mniejsze przyjemności. Nie zajadę się, obiecuję - wysunęła w jego stronę mały palec i pomachała nim lekko. Zaraz delikatnie pogłaskała go po ramieniu.
- A ja nie wyobrażam sobie dla siebie przyszłości gospodyni domowej - przyznała. - Pewne aspekty są fajne, owszem, ale bezpieczne siedzenie na tyłku... To nie jest dla mnie - powiedziała równie cicho co on i zaraz spojrzała po nim spokojnie.
- Dyskutujemy o tym, bo czuję się przy Tobie na tyle swobodnie by mówić o swoich lękach. Nie oczekuję, że dasz mi rozwiązanie na tą sytuację. Ta sytuacja nie ma rozwiązania. To po prostu moje lęki. Nie ważne czy umrę w bezpiecznym łóżku, czy na polu walki. Jak umrę to będę bezradna wobec reakcji moich bliskich na moją śmierć. Po prostu... - wzruszyła lekko ramionami. - W wyniku czucia tego lęku podejmuję pewne działania, próbuję chociażby nowych technik walki by czuć się we własnej skórze bezpieczniej, pewniej... ale mam świadomość, że tego rodzaju obawa nigdy całkowicie nie zniknie - wyjaśniła i lekko pochyliła się w jego stronę.
- A tak między nami, to mam jednak wrażenie, że czasami się o innych martwisz - szepnęła, po czym puściła mu oko.
Na wytyczne kiwnęła głową, zapamiętując co jest do poprawki, ale słysząc o Księżulu uniosła lekko brew.
- Ashana? - parsknęła lekko śmiechem. - No już widzę jego minę jak wpadam z takim zapytaniem. "Hello Baby, powiedź no, wystarczająco wiele ciała odsłoniłam by wyglądać frywolnie? Mrau..." - tu kłapnęła dziobem jakby chciała kogoś ugryźć - "...makijaż wystarczająco rozmazany? A co powiesz na fryz? Może mnie poczochrasz jeszcze bardziej?" - mruknęła i poruszyła zabawnie brwiami, po czym zaśmiała się lekko i szturchnęła Gava. - Już mi dość podpowiedziałeś, ewentualnie przy kolejnym stroju pójdę dopytać Tonego, już słyszę jak co do centymetra mi wymienia o ile skrócić kieckę, a ile pogłębić dekolt - raz jeszcze lekko się zaśmiała.
Akane
Darcy spojrzała po Gavie i sama uśmiechnęła się zadziornie. Złapała go pod kolana jedną ręką, a drugą objęła jego plecy, po czym wstała na równe nogi. Wypuściła do prawda powietrze ustami z wysiłku oraz zachwiała się lekko, ale zaraz już trzymała go stabilnie. Przeszła kilka metrów jak najdalej od wody.
OdpowiedzUsuń— I proszę bardzo, księżniczka jednak nie została w zimnej wodzie — zaśmiała się, pokazując mu język. Postawiła go na nogach i spojrzała po nim zadowolona z faktu, że się jej udało. — To już jest Twoja decyzja, aczkolwiek w mojej ogromnej szafie miejsca za bardzo nie ma, co prawda Grima z Maryl ją trochę przetrzepały, ale nie nastawiaj się, że wciśniesz tam dużo ubrań i wara od moich szamponów i odżywek, jeden złodziejaszek mi wystarczy w rzeczach — pogroziła mu jeszcze palcem.
Darcy
Ryu pokręcił lekko głową, zapisując sobie kilka dodatkowych informacji. Spojrzał po Gavie i skinął głową. Tak, ten cały "Mesjasz" też był prawdopodobny. Ale właśnie prawdopodobny, a nie całkowicie możliwy. Sprawa tego, że te bóstwa i wiedźmy chciały mówić tylko przy Akane również odrobinę go dziwiła. Ale tylko odrobinę, bo z drugiej strony zdawały się być do niej przypisane. Może to było właśnie clue. Może to, że były przypisane ograniczało im ruchy? Nie mógł mieć pewności, ale w to strzelał.
OdpowiedzUsuń- Rzeczywiście upierdliwa sprawa z tą obecnością An przy takich rozmowach - zgodził się z nim mimo wszystko, bo jeśli Gave miał rację co do tego całego podsłuchiwania An i prania mózgu to rozmowa z bóstwami również mogła być podsłuchiwana. Postukał palcami o swoje udo. - A nie możesz wyciszyć Akane na głosy tych wiedźm? - zaproponował. - Chociaż nie... już po pierwszym pytaniu się zorientują, jeśli wcześniej tego nie zrobią - odpowiedział sam sobie. - Mhm no jest to pewien problem - westchnął w końcu, po czym spojrzał po nim i zamrugał kilkakrotnie. - Że co ma? Jak to ma jej duszę w sobie? - zapytał go zszokowany.
Ryu
— Powiedziałam, że dam radę Cię unieść, a nie robić przysiady — odpowiedziała mu parskając śmiechem. Zastanawiła się jednak przez chwilę. — Chociaż to nie byłoby niemożliwe. Jestem silniejsza fizycznie w drugiej formie — dodała. Poszła za nim i zdjęła buty oraz spodnie, po czym sama weszła do wody. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Nie powiedziałam, że nie chcę. Miło mi, że lubisz moje towarzystwo i sanktuarium, ale chcę żebyś miał na uwadze, że nie ma tam aż tyle przestrzeni. Ale jak wystarczy Ci osobna skrzynia, albo jedna szafka na rzeczy to proszę bardzo, czuj się jak u siebie — zapewniła go.
Darcy
Kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, a potem znowu dodałeś o nowym wykorzystywaniu run, o tym powtórzeniu mówię. Między moimi, a tymi z Darcy jest różnica, nie to policzyłam jako powtórzenie - wyjaśniła spokojnie i puściła mu oko. Spojrzała mu zaraz w oczy.
- Nie pcham się na front Gave. Nie wracam do Argaru, aktualnie zostaję tutaj i biorę pomniejsze misje. Na wyspę wrócę tylko, gdy zajdzie taka potrzeba, gdy będą potrzebować pomocy. Przecież już Ci o tym mówiłam - zaznaczyła spokojnie i zaraz pokręciła głową. - W moim lęku nie ma znaczenia jak i gdzie umrę. Nie ważne, czy tu, w wyniku wypadku, czy gdziekolwiek na froncie. Jak umrę, to umrę i nie będę mogła zrobić nic by wesprzeć ważne dla mnie osoby w tak trudnym dla nich momencie. To jest lęk, na który nie ma "sposobu", bo tak jak sam zaznaczyłeś, kiedyś na pewno umrę. To co mi radzisz, przecież właśnie to robię, doszkalam swoje umiejętności, chcę być gotowa na ewentualne starcie, siedzę w Azylu i nie pcham się na front. No, chyba, że branie jakichkolwiek zleceń uważasz za zarażanie się, ale jeżeli tak jest, to trudno. Takiego narażania się nie wyeliminuję, będę brała zlecenia i wykonywała misje, bo tylko tak osiągnę to do czego dążę. Nie zamierzam być szkoleniowcem teoretycznym, praktyka o wiele bardziej mnie interesuje - przyznała luźno i spojrzała mu w oczy. - Gave... Będę na siebie uważać. Rozumiem Twoje intencje, ale trochę zaczynasz kręcić się w kółko. Zacząłeś od tego, że za dużo biorę sobie na głowę, bo się doszkalam w nowych dziedzinach, a teraz mówisz, że w sumie to najlepiej jakbym tu siedziała i się doszkalała, zamiast iść na front, na który nawet się nie wybieram - zaśmiała się lekko i pokręciła głową. - Rozumiem, tak, masz rację, nie powinnam brać za dużo nowych dziedzin, powinnam skupić się na doskonaleniu tego co już mi znane. Zgadzam się i właśnie to robię, to są moje priorytety. Miecz i runy ćwiczone z Darcy to dodatek, na który sobie pozwalam, gdy mam czas i ochotę. To muśnięte tematy, nie poświęcam im teraz za wiele czasu. Bardziej się nad tym pochylę, jak rozpracuję ważniejsze sprawy - zapewniła z delikatnym uśmiechem. Przytaknęła mu głową na słowa o martwienie się.
- Okey, jasne, rozumiem, a ja się martwię, mam inaczej niż Ty. Dla złagodzenia tych obaw i tego lęku właśnie się doszkalam, ale nie zakładam, że ten lęk kiedyś zniknie tak całkowicie. Po prostu, czasem nosimy w sobie niektóre lęki przez całe życie. Jak rodzice i ich troska o dzieci. Ja w podobny sposób martwię się o ważne dla mnie osoby i tyle. Kluski mojego typu już tak mają - przyznała i bezradnie rozłożyła ręce. Słysząc o Diego zaśmiała się krótko.
- Oho, poznaliście się rozumiem - raz jeszcze się zaśmiała. - Dla niego to raczej już teraz mogłabym prezentować się nie godnie i to nawet w swoich najlepszych ciuchach, więc chyba jednak odpuszczę tego Parabellum - stwierdziła śmiejąc się jednocześnie. Spojrzała zaraz po jego włosach i trochę uważniej zerknęła na tęczówki.
- Twoje ładniejsze, ale te też ujdą - stwierdziła lekko uśmiechając się kącikiem ust. - Słyszałam o miksturce - przytaknęła głową. - Ja działam na prośbę góry, więc mi pomagają ogarnąć takie sprawy. Peruka na przykład - nieco pociągnęła się za włosy. - Świetnej jakości, klejona specjalną substancją. By ją zdjąć muszę zastosować specjalny środek. Wiesz... Ja nie mogę sobie pozwolić na farbowanie łba... Jako "córka Niklausa" trochę bardziej na mnie łypią i zaraz by się wydało, że to ja jakbym ruda chodziła po pałacu - wyznała mu ciszej.
Akane
Ryu wyraźnie się skrzywił. Tak, ciężko było nie pamiętać. Spojrzał gdzieś w bok. Akurat wspomnienia z tamtego dnia i kolejnych nie były dla niego niczym przyjemnym. Skinął głową. Tak, pamiętał, że filarów było trzech. Gave miał rację. Tam trójka, trzy duchy opiekuńcze, trzy bramy i ten 03 marzec i pozostałe podzielne przez trzy dni. Wszystko to zdawało się mieć jakiś ukryty sens. Nie skomentował tego tylko dlatego, że Gave zaraz przeszedł do duszy Akane i tej całej kombinacji. Zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Unicestwicenie Lotty faktycznie brzmi jak plan doskonały - zagryzł zęby na swoim kciuku.- Ale to odcinanie jej od Akane... - skrzywił się. - Jak niebezpieczne to jest? Co jeśli wytniesz za dużo? - zainteresował się. - Bo wiesz... za mało... tragedia, rozumiem, ale co jeśli ucielibyśmy z milimetrowym marginesem? Jak to wygląda? - zapytał go. - Może nie miałoby to konsekwencji hm?
Ryu
Ryu dotknął palcem czoła Gava i zepchnął go ze swojego ramienia.
OdpowiedzUsuń- Za blisko - powiedział krótko i sam zszedł z łóżka, żeby dmuchnąć sobie w grzywkę z frustracją. - Zmiana charakteru to pikuś. An i tak już się zmieniła - zauważył po prostu, krążąc po pokoju przez dłuższą chwilę. - Możemy przeprowadzić sekwencję próbną - stwierdził w końcu. - Załóżmy, że przyszywamy komuś fragment duszy i ćwiczymy na nim - zaproponował. - Wtedy będziemy wiedzieli... co dokładnie stanie się po wycięciu zbyt wielkiej ilości duszy - mruknął.
Ryu
- Nie twierdzę, że to prosta sprawa - zauważył. - Jeśli to sprawka Vivienne... to znaczy, że Lotta czy inne wiedźmy znają sposób na rozdzielenie duszy - powiedział spokojnie. - Najpierw musielibyśmy rozdzielić duszę, którą będziemy przyszywać do ochotnika - spojrzał po nim spokojnie. - A ochotnik... cóż, możesz mnie uznać za jednego - skomentował. - Z nas wszystkich jestem do tego najlepszym kandydatem, bo nie mam jeszcze zobowiązań w postaci dzieci czy narzeczonych - rzucił szybko.
OdpowiedzUsuńRyu
- Ach, no chyba, że Ty tak to dzielisz. Wtedy okey - na taki podział mogła się zgodzić. Tu rzeczywiście były różnice w pożytkowaniu energii. Patrzyła po nim, gdy zaczął wyjaśniać sprawę frontu. Brew sama jej nieco wędrowała ku górze na każde kolejne zdanie. Ostatecznie zaśmiała się krótko i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- W takim razie tym bardziej chce być gotowa na ten stuprocentowy tajfun i postaram się przygotować dla samej siebie niezbyt przesadzony trening, co by sobie żył nie wypruć - uśmiechnęła się pod nosem. - A niby mądrala miał się wylogować - dodała nieco zaczepnie i raz jeszcze lekko się zaśmiała, kręcąc przy tym głową. Kiwnęła głową na jego "dzięki" i spojrzała zaraz trochę zaskoczona na Gava.
- Gimbaza? Serio? - zastanowiła się chwilę. - Miałam z nim w sumie krótką przyjemność przebywać. Wydawał się... No... W sumie był dość wyniosły i oziębły - przyznała, a słysząc o traktowaniu innych z pogardą westchnęła lekko.
- Ja tam przedwcześnie wyrokować nie zamierzam, ale wiesz jak jest. Każda kosa kiedyś trafi na kamień, nawet książulkowa - uśmiechnęła się pod nosem i zaraz dała mu pstryka w nos.
- Proszę mnie tu za kudły publicznie nie tarmosić - pogroziła mu palcem i zaraz kiwnęła głową. - A tak, mam kilka peruk do wyboru. To co teraz widzisz to nie jest mój ostateczny kostium. Na razie po prostu przyzwyczajam głowę do noszenia tego czegoś... Ale w sumie dobra myśl, rzeczywiście zobaczę sobie krótkie włosy - to nie był głupi pomysł. Zaśmiała się lekko na jego słowa o własnej ręce.
- Zdziwiłabym się, gdybyś działał inaczej - przyznała. - Znalazłeś już jakieś lokum na ich terenie, czy dopiero będziesz szukać? - zapytała.
Akane
— W tej formie na więcej nie licz, nie chcę mieć za dużych mięśni, lubię swój wygląd i nie widzi mi się sylwetka typowego wojownika, wolę bardziej finezyjne kształty — pokazała mu język. Wywróciła zaraz oczami i ochlapała delikatnie Gava.
OdpowiedzUsuń— Nie wygoniłam Cię tylko przedstawiłam za i przeciw. Jesteś mile widziany, towarzystwo do wieczornych ploteczek się przyda. Będę miała komu narzekać na to ile mam teraz do roboty. Długo mnie nie było w Phyonix i trzeba ponadrabiać, jeszcze sama organizuję dzień na Arenie z okazji przyjścia uchodźców i logistyka mnie dobija, nie wspominając o innych sprawach. Rodzice mają sporo na głowie, więc ich trochę zastępuje — odpowiedziała. — Więc wbijaj kiedy chcesz. Ja chętnie lokatora przyjmę. Poza tym dziwnie się będę czuła jak nie będziesz mi wbijać na pałę — odpowiedziała.
Darcy
Ryu obserwował Gava niewzruszony. Westchnął przeciągle na te jego pytania.
OdpowiedzUsuń- Bo lubię adrenalinę - skomentował krótko. - A poza tym, jak już wspomniałem, ja nie mam nic do stracenia - zauważył krótko. - Poza tym, nie oszukujmy się, Gave... - zrobił krok w jego stronę i stuknął go w czoło. - Sam zrobiłbyś to samo - dodał po prostu. - Gdyby nie dzieci i nie fakt, że nie możesz pozwolić na to by zginęli oboje rodzice - zauważył spokojnie. - A ja... cóż, duszę już mi wyrywano, wiem jak to boli - zauważył patrząc po nim wymownie. - Więc odrywanie jej kawałka... nie może boleć dużo mocniej - mruknął. - Mam w tym doświadczenie - zauważył i wzruszył ramionami. - No to przećwiczmy to 10 tysięcy razy, na różne sposoby - odparł tylko.
Ryu
Czarnowłosy roześmiał się nieco i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Cóż dla dobra sprawy warto czasem przeboleć co nieco - skomentował. - Zwłaszcza, że nie pierwszy i nie ostatni raz będzie bolało - dodał, oddychając głęboko. Skinął głową, gdy Gave wspomniał o pytaniu swego ojca o opinię. Tak, szczerze mówiąc, gdyby miał to robić sam Gave to chłopak miałby pewne obiekcje. W końcu ten nie był doświadczony, ale Victor... Victor brzmiał pewniej, lepiej. Bardziej stabilnie. - Czekaj, co? Że teraz? - zamrugał kiedy dotarły do niego kolejne słowa Gava. - Eee... no dobra to chwila, daj mi jakieś ciuchy zabrać. Może ze dwa dni tam posiedzę - rzucił lekkim tonem, po czym chwycił swą torbę i wpakował do środka trochę ciuchów. - Okay, let's gooo.
Ryu
— W Phyonix popularne są walki na Aranie, świętujemy tak wiele rzeczy. Wśród uchodźców jest sporo wojowników, każdy walczy inaczej, na swój sposób. Chcemy dam okazję wszystkim poznać kulturę miejsca, do którego przychodzą. Jutro będzie ogłoszenie i będą mogli się chętni zapisać. Turniej ma trwać kilka dni, poza turniejem będą też inne atrakcje wokół areny. Wszyscy będą mogli się lepiej poznać i odstresować też na innych atrakcjach i powalczyć w honorowych pojedynkach. Udział będzie dobrowolny, a jeśli nikt się nie zgłosi, to same feniksy chętnie same powalczą, tutaj jest to dość popularne, aczkolwiek nie wyobrażam sobie, aby chociaż jeden Terranin nie wziął udziału, aby popisać się siłą — wyjaśniła Gavovi. — Chcę, żeby każdy miał coś dla siebie, więc dookoła chce zrobić stoiska z jedzeniem z różnych nacji, rozmawiałam już o tym z Azylowiczami wstępnie na ten temat jak Ciebie nie było, teraz ogarniam logistycznie wszystko, zanim pójdzie oficjalne ogłoszenie, do tego oczywiście będzie uroczyste otwarcie — dodała jeszcze. Zagryzła wargę, gdy wspomniał o pomocy Diego. Pokręciła głową i uśmiechnęła się ciepło. — Daję radę, pracy jest sporo, ale nie ma takiej potrzeby. To nic z czym mam problemy, po prostu jestem czasami zmęczona, ale to normalne, jak przy każdej pracy — zapewniła go. Uśmiechnęła się szerzej, gdy wspomniał, że czasami wpadnie. — Dziękuję, będzie mi miło.
OdpowiedzUsuńDarcy
Uśmiechnęła się na jego stwierdzenie i chwilę obserwowała bawiących się na parkiecie.
OdpowiedzUsuń- Tak, wrażenie sprawia dość specyficzne - przyznała, nie wchodziła jednak z szczegóły. Ona miała ten swój uroczy talent czucia nieco więcej niż dana jednostka pokazywała z wierzchu, więc mimo wszystko nawet tych z kijowym wrażeniem nie skreślała zbyt szybko. Zaśmiała się przy słowach o kamieniu.
- "Szukać" to on go na pewno nie szuka, za wysoko nosi nos by ewentualny kamień dostrzec... Jak już na niego trafi to pewnie się nawet nie będzie spodziewał - poruszyła zabawnie brwiami i kiedy on raz jeszcze pociągnął włosy, ona raz jeszcze pstryknęła go w nos.
- Ostrzegam, kroczysz po cienkim lodzie, możesz zaraz stać się prowodyrem solidnej bitki i uuu... polegniesz, gwarantuję - uśmiechnęła się pod nosem po czym spojrzała po nim, gdy tak się rozłożył na stole. Sama sięgnęła po swoją pitę, by ją sobie zacząć skubać i wsuwać kawałki do ust.
- Mhm, dziś już nic nie będę kombinować - zapewniła i skrzywiła się lekko na wieść o hotdogach. - Ta... słyszałam... Próbowałeś? - zapytała, patrząc po nim zainteresowana.
Akane
— Dziękuję, teraz to trzeba tylko dobrze logistycznie ogarnąć, zorganizować składniki dla takiej ilości ludu, a zarządzanie wszystkim zza biurka… — wywróciła oczami, opierając się wygodniej i przetarła skronie. — Rozumiem czemu tata chodzi wiecznie wkurwiony. Sto pytań do, już lepiej byłoby pójść po wszystko samemu i w dupie, ale nieeee…. , bo zaraz czeka inny petencik z pytaniem, czy ogródek jest dobrze przycięty — parsknęła, krzywiąc się przy tym. Mimo wszystko każdy detal był ważny, a każdy pracownik chciał czuć, że jego praca jest doceniania, więc nie mogła ich opierdalać, że marnują jej czas. Z drugiej strony wolałaby się w międzyczasie bardziej przygotować do wojny czy zwyczajnie odpocząć. Zastanowiła się przez chwilę w czym mógłby pomóc Gave.
OdpowiedzUsuń— Jestem w trakcie pisania pieśni wojennej na cześć wszystkich nacji, co by na Arenie pokazać symbolicznie, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Możesz mi pomóc z tym jak chcesz, do tego będę musiała jeszcze zaplanować układ powitalny na otwarcie całości, z układem nie będzie problemu akurat, bo to mój konik, ale nie zdążyłam dobrze wszystkich poznać. Chcę też do układy zaprosić inne nacje, aby to naprawdę było od początku do końca wspólne święto — wyjaśniła mu.
Darcy
Akane pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nikogo nie bronię. Nie mam po prostu opinii, bo za mało z nim przebywałam i mi osobiście niczym nie podpadł. Nie będę przecież wyrokować na podstawie Twoich doświadczeń - wyjaśniła spokojnie i kiwnęła mu głową na znak, że z dalszymi słowami się zgadza.
- Tak, wiem, ale ja go w niczym nie usprawiedliwiam Gave. Po prostu mówię, że jak już trafi na kamień to zapewne będzie to dla niego niespodziewane, bo za wysoko nosi nos by zakładać jakiekolwiek swoje porażki. Takie aktualnie sprawia dla mnie wrażenie, ale czy jest gnojem, tego nie wiem - wzruszyła ramionami. Spojrzała po nim, gdy się zachwiał i zaśmiała się lekko.
- Odprowadzę Cię, mniej wypiłam mimo wszystko i czuję się po tej dłuższej przerwie całkiem znośnie - przyznała. - Chcesz już wracać? - dopytała. Kiedy mówił o mosertach słuchała zaciekawiona. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie zwróci, prawda. Nie przyczyni się też do ubijania kolejnych, no, chyba, że zostaniesz mosertowym koneserem i regularnie wprowadzisz ich mięso do diety - rzuciła luźno. Akurat ona to nie była rywalką degustacji mięs tego pochodzenia. - Może sama się skuszę, skoro mówisz, że nie najgorsze - stwierdziła. Wypuściła zaraz głośno powietrze.
- O tak, lekcje się przydadzą, chociaż trochę mnie ten język przeraża, strasznie... gulgoczą... a ta pisownia... Matko... niektóre słowa to wyglądają jakby ktoś posklejał przypadkowe litery - zrobiła duże oczy na samo wspomnienie kilku zdań.
Akane
Gave, kiedy wszedł do komnaty, do której aktualnie zmierzał, i w której przebywał jak we własnej, mógł dziś zobaczyć w fotelu zielonookiego gościa. Diego siedział pewnie w krześle, kostkę jednej nogi opierał na kolanie drugiej, a w dłoni trzymał kielich, z którego raz po raz brał łyk wina. Przesunął wzrokiem po chłopaku, który wszedł do środka.
OdpowiedzUsuń- A więc to Ty jesteś tym nowym braciszkiem Darcy - rzucił i skrzyżował z nim wzrok. - No proszę - uśmiechnął się kącikiem ust. - Rodzinka jej się powiększyła i nawet się nie pochwaliła nabytkiem - rzucił, odstawił kielich na stołku obok i wstał z siedziska, wyprostował się stając w swojej nienagannej pozycji. - Mniejsza - zmierzył chłopaka. - Nie przychodzę plotkować o siostrzyczce. Słyszałem, że podobno na własną rękę kręcisz się przy temacie Bellhardów - zaznaczył z powagą w tonie i na twarzy.
Diego
Grima westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Och, no ile w wodzie się paplać i takie tam... Myć czy dużo będziesz, czyścioch czy troll, wody używanie na włosach się liczy i wystawianie go na słoneczko - samej sobie zrobiła "pac, pac" po głowie.
- Mhm, ja to wiem, ale Ty zdajesz się czasem w takie rzeczy wątpić - oznajmiła, przytakując sobie samej głową.
Grima
— Super, to potem posiedzimy przy pianinie i popiszemy — odparła z uśmiechem na twarzy. Uśmiechnęła się szerzej. — Też tak myślę, chcę, żeby każdy czuł się częścią tego wydarzenia, każda nacja to znaczy. Chcę żebyśmy mieli podstawy do budowania pozytywnych relacji. Skoro mamy razem walczyć na wojnie, powinniśmy czuć jakąś braterską więź, chcę dać okazję do tego, aby takie więzi powstały — rozwinęła zadowolona. Machnęła ręką. — Układem się nie przejmuj, zdążyłam poznać style naszych uchodźców. Będzie pieśń to sama zrobię choreografię, patrzysz na mistrzynię w tym temacie, to mój konik — powiedziała dumnie i pewnie. Co jak co, ale z tańcem nie miała najmniejszych problemów. Zastanowiła się przez chwilę nad kolejnym pytaniem Gava. — Mam kilka książek u siebie do nauki, ale jeśli chcesz szybko poprawić umiejętności to najlepiej mówić jak najwięcej w tym języku, to najlepszy trening.
OdpowiedzUsuńDarcy
— No a księżniczka nie jest tutaj ważna? Słyszałem, że to następczyni, jestem pewny, że nie powinna mieć problemu z podarowaniem jednego moserta chociażby jako prezent za odwagę w walce i ocalenie życia, na dworach bardzo często wymyśla się najróżniejsze wymówki, co by nie było skandalów — odpowiedział dość spokojne. Sam kiedyś przecież należał do szlachty, dopóki nie pozbawiono go nazwiska, był dość obyty z dworskimi etykietami. Elf wypuścił powietrze nosem i przeczesał włosy do tyłu, odsłaniając tatuaże na czole.
OdpowiedzUsuń— Armia powinna chronić. Zapewniać bezpieczeństwo. Korupcja to straszna skaza. Nienawidzę jej. —-powiedział. Zaśmiał się cicho, unosząc lekko kącik ust. — Widzisz nie każdy może wybrać. Mnie do armii podrzucił ojciec. Spadkobierców już dwóch miał, na 3 majątku dzielić nie chciał, więc albo zakon albo armia mi została, żeby pozbawić prawa do dziedziczenia. Wierzący byłem zawsze, ale nie na tyle, żeby chodzić do śmierci w sutannie, więc mnie oddał do koszar w dniu wyboru ścieżki — wyjaśnił. — Zabawne, bo gdyby nie ten najazd i korupcja, życia żołnierza wcale by nie przeszkadzało. Lubiłem się uczyć walki, poligony, wyjazdy, patrole, zadania, to było ciekawe życie i mogłem podróżować po kraju od jednego bastionu do drugiego. Przynajmniej łatwo było mi zostać najemnikiem — opowiedział, wyjmując platynowy łańcuszek, który świadczył o jego zawodzie i randze w ogólnym zrzeszeniu. Chociaż po spaleniu Slavit, wątpił, aby ten miał jakąś wartość. Co nie znaczy, że pracy mu brakowało. Wszędzie ktoś potrzebował jakiejś pomocy. Pokręcił głową. — Nie mam ochoty pić. Wypiłem już swoje w życiu i nie wrócę do tego. Jestem zły na to co było, boli mnie wiele rzeczy w sercu, ale czasu nie cofnę. Mogę tylko żyć dalej. Jest dobrze — uśmiechnął się do kolegi. — Są dni, kiedy chcę krzyczeć i wyrywać sobie włosy z głowy przez przeszłość, są też dni, że robię to przez Piri. Jestem szczęśliwy tak jak jest, nie chciałbym niczego zmieniać aktualnie — zapewnił go. — Mieliśmy iść na wycieczkę do slumsów, tak? Moserta nie skosztuję, ale pewnie mają tam inne przysmaki.
Nylian
Akane zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Gave, zamieniłam z nim może dwa zdania. Nie wiem skąd myśl, że pragnę go jakkolwiek zobaczyć w roli niani do naszych dzieci, ale dobrze, przy kolejnym wyborze opiekunki uwzględnię, że Diego zdecydowanie odpada - raz jeszcze lekko się zaśmiała i dźgnęła Gava w bok delikatnie. Bywał naprawdę rozbrajający. Kiwnęła mu głową na słowa, że zaraz chce się zbierać, nie miała nic przeciwko. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wspomniał, że zaraz może być zdechłym ciałem.
- No cóż, nie brzmi to znowu tak źle - poruszyła zabawnie brwiami i wyszczerzyła się do niego niewinnie. Oczywiście wszystko to w żartobliwym tonie. Spoważniała odrobinę przy słowach o mięsie.
- Jasne, kumam, jak już posmakuję to podzielę się wrażeniami - stwierdziła luźno i zaraz mu przytaknęła głową. - Mhm, też jeszcze muszę co nieco z tym poćwiczyć, chociaż przyznaję, że wgląd w wspomnienia mocno to ułatwia. Niczym taśmę mogę sobie w wolnych chwilach odtwarzać poprawną wymowę. Na dłuższą metę kijowa to nauka, ale do przykrywki całkiem przydatny patent - uśmiechnęła się lekko.
Akane
Diego wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Lubię traktować innych ich własną miarą, a Ty zdajesz się zachowywać równie nie ładnie – odparł i upił sobie kolejny łyczek wina. Do komnat jego siostry wchodził jak do siebie, mimo, że jej komnata była jej już od lat i zdecydowanie nie „tylko przez chwilę”. Uśmiechnął się kącikiem ust na słowa o wyrywaniu.
- Za wysokie progi na Twoje nogi – rozłożył lekko ręce i wzruszył ramionami, zaraz jednak wrócił obiema dłońmi do kielicha. Ponownie uniósł kącik ust.
- Turlaj się jeszcze więcej po najpopularniejszym lokalu w Phyonix, w towarzystwie uroczych twarzyczek, to zapewne ledwo zostaniesz zauważony – zaśmiał się krótko. – Nie zamierzam Cię werbować, sprawdzaj sobie co tylko chcesz, ale jak się dowiem, że odjebałeś coś na naszą niekorzyść… - wyzerował kielich i odstawił do na pobliski mebel - … wtedy się zaangażuję w to Twoje sprawdzanie. Bez obaw, nie będę pytać o zdanie, tak jak Ty – uśmiechnął się do niego nikle.
Diego
Grima zachichotała.
OdpowiedzUsuń- To nie tak, że jak wyjdziesz na słonko to Ci zaraz kolor zniknie, po prostu słonko może ten proces przyspieszyć, woda też, więc zwracaj na to uwagę - zaznaczyła z szerokim uśmiechem, zaraz jednak trochę spoważniała i wzruszyła ramionami.
- Nie obraziłam, Fasolki może i pokochałeś od pierwszego wejrzenia, bo są Twoje, ale Groszka od razu nie kochałeś. Rodzice potrafią przestać kochać własne dzieci, więc pewnie i takie przygarnięte też - stwierdziła trochę smutno. Jej rodzice nie kochali, więc brała pod uwagę opcję, że i Gave może przestać kiedyś kochać Groszka.
- Nie chcem by tak się stało i wierzem, że nie przestaniesz, ale i tak... jak przestaniesz to oberwiesz - ponownie się do niego wyszczerzyła.
Grima