Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

"To nie bunt, to powrót do korzenia"

 

  "Nie wstydzę się
 swojej czułości.
To nie słabość,
To mój znak."
 

AKANE GRANDSAND

Hybryda - Wiedźma || 20 lat (19.01) || 165cm wzrostu || Ambicje na trenera najemników


Szczupła, wysportowana budowa ciała. Granatowe włosy. Analityczny umysł. Pochodzi z Argaru. Mama bliźniaczek - Maliki i Raji. Połączenie piaskowych zdolności ojca i magicznych umiejętności klanu Latrala sprawiły, że dziewczyna włada psychoaktywnym pyłem, przy pomocy którego jest w stanie wejść w umysł innej istoty. Poza tym posiada swego rodzaju szósty zmysł, potrafi określić cudze intencje i miewa pewnego rodzaju przeczucia. Odczytywanie emocji bywa u niej na tyle silne, że poprzez uzewnętrznianie ich, czy to wokalnie, czy artystycznie, "zaraża" nimi odbiorców. Dodatkowo pewne życiowe wydarzenia sprawiły, że An rozwinęła swoje umiejętności o czary runiczne. Stosuje je w trzech wariantach: "sucha" runa, nakreślona tylko palcem jest krótkotrwała, runa nakreślona w widoczny sposób ma dłuższe działanie, a runy naznaczone krwią, wycięte w ciele, działają tak długo, aż nie zostaną przerwane. 

Poza tym uczy się grać na pianinie oraz walczyć mieczem. Hobbystycznie śpiewa, odgrywając przy tym pokazy sceniczne. Umie walczyć wręcz oraz sztyletami/nożami. W jej fiołkowych tęczówkach dojrzeć można pyłek, ten porusza się w zależności od emocji dziewczyny. 


SZKICOWNIK

POWIĄZANIA

POPRZEDNIA KP


______________________________________________________________________________

Zapraszam do wątków!








51 komentarzy:

  1. Darcy spojrzała uważnie po Akane. Wyglądała dość “wczorajszo”. No cóż, chyba nawet domyślała się z kim się spiła, bo Gava też zdążyła już przywitać, tylko ten był w jeszcze gorszym stanie. Uśmiechnęła się nieco szerzej z widocznym rozbawieniem na twarzy.
    — Szatany? — zapytała, bo nie miała oczywiście pełnej pewności czy to właśnie z Gavem się tak urządziła, ale ostrzegała go mimo wszystko przed tym trunkiem. Wróciła jednak szybko myślami do celu swojej dzisiejszej wizyty.
    — Mam nadzieję, że nie. Zobaczymy co się stanie, jeśli to będzie nieawaryjna awaria to jako księżniczka jakoś odeślemy petentów — uśmiechnęła się ciepło. Weszła do pokoju z książkami w rękach. Przytaknęła głową. — Księgi mam o klątwach i okultyzmie. Tak jak prosiłaś, żeby donieść do burzy mózgów. Żeby można je było przeglądać, a tutaj mam notatki ze swoimi runami — pokazała jej. Przytaknęła głową. — Bardzo chętnie nie pogardzę szklanką wody — odparła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiechnęła się do niej.
    — Smakowały? — dopytała. Osobiście lubiła ten trunek, ale trzeba było z nim wyjątkowo uważać. Zaśmiała się lekko.
    — Tym lepiej — przytaknęła jej. Sama nie spodziewała się żadnych sytuacji. Zrobiła wszystko co mogła, aby dopilnować, żeby dzisiaj miała wolny dzień. Miała wrażenie, że zapomniała ile obowiązków wcześniej na siebie brała, żeby dobrze się sprawować i pomagać rodzicom jako przyszła Kapłanka. Aktualnie i tak najwięcej czasu schodziło się jej na przygotowaniu uroczystości na Arenie z udziałem uchodźców. Spojrzała uważniej po Akane.
    —- Mogłabym, ale jeśli już teraz będą tam książki to każdy będzie mógł się zapoznać. Zaznaczyłam co prawda najciekawsze według mnie fragmenty, ale ktoś inny może znaleźć coś innego, albo znaleźć lepszą interpretację. W razie czego tata też zgodził się wspomóc swoją wiedzą, ma doświadczenie w klątwach — wyjaśniła jej, odkładając książki. Te do ich run akurat nie były potrzebne. Słuchała w kwestii Latrala. To było bardzo ciekawe, więc dziewczyna była wyraźnie zainteresowana.
    — Wygląda na to, że pierwsza Latrala miała łeb na karku i całkiem dobre serce — zauważyła. — Kojarzy mi się nawet z Tobą, też chcesz pomagać komu się da — dodała jeszcze o co jej chodziło. —- Moje runy mają przypisane konkretne cele, ale te cele różnią się siłą i ostatecznym przeznaczeniem w zależności od ładunku emocjonalnego i intencji. Na przykład łącząc BAL i FIR mogę stworzyć ognistą tarczę, ale może być tak, że będzie chronić jeśli tego chcę, albo zamknąć w barierze i przypalać przeciwnika — wyjaśniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, łatwo było trafić na ludzi niespełna rozumu wbrew pozorom. Aż dziw brał czasami na to, ale cóż, z faktami ciężko było się kłócić, więc po prostu przytaknął na to Akane głową. Wzruszył ramionami na kolejny komentarz patrząc po niej z lekkim rozbawieniem i wyzwaniem w oczach.
    — Uważaj, żebyś nie wzięła więcej, niż jesteś w stanie unieść — zasugerował spokojnym tonem głosu. Skoro tak bardzo tego chciała, może celowo utrudni jakieś sytuacje. Jeszcze się zastanowi. W zależności od tego jak będzie wyglądała cała misja. Na zgodę odnośnie szachów kiwnął głową. Uniósł delikatnie brew ku górze. Dziwnie z szachów i strategii zboczyła tematem na kłótnie między przyjaciółmi. Musiał ją te sytuacje naprawdę mocno dotknąć w takim razie.
    — Zobaczymy czy przeniesie się to na szachy, chociaż mam nadzieję, że tam iskry nie będą lecieć, wbrew pozorom nie wszystko tutaj jest ognioodporne — zażartował. Podrapał się w tył głowy, myśląc przez chwilę dalej nad tematem. — Gdybyś chciała się wygadać i ponarzekać to nie ma problemu — rzucił ostatecznie. Odniósł wrażenie już wcześniej, że łatwo mówiła mu o swoich bolączkach, a przynajmniej je sugerowała. Nie wiedział czy był aż tak godny zaufania na pierwszy rzut oka, że to robiła, ale faktycznie nikomu nic nie powie, bo nie widział w tym najmniejszego sensu.
    Uśmiechnął się nieco szerzej.
    — Są ciekawe, to prawda — przytaknął jej ruchem głowy. — Nie, to są tylko nawiązania. Morze Popiołów to pustynia, zniszczona, czarna, ale mimo wszystko całkiem widowiskowa. W Phyonix nigdy nie wiedziałem morza. Gdzieś pewnie jest taka plaża, ale trzeba by szukać pewnie tygodniami — wyjaśnił, prowadząc ją w odpowiednim kierunku.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  4. — A tablic nikt nie podejrzy? — zapytała z zaciekawieniem i lekkim zaskoczeniem. — Oczywiście to przede wszystkim Twoja decyzja — zaznaczyła od razu. Przytaknęła jej głową. — Przede wszystkim pamiętam, że u was wszystko opiera się na runach, intencjach i rytuałach, prawda? — zaczęła, otwierając jedną z ksiąg tam gdzie miała zakładkę zapisaną różnymi notatkami. — Nie wiem czy na pewno, ale najbliżej moim teoriom do tego, że zrobili Ci coś przez jakiś rytuał, a żeby się tego pozbyć, rytuał najczęściej się odwraca, łamie powtarzając etapy, ale w sposób zdejmujący zaklęcie. Na przykład jeśli jakaś klątwa zakłada rytuał, w którym dana osoba umrze po iluś dniach, jeśli czegoś nie zrobi — tutaj wskazała na przykład z księgi — to w rytuale trzeba zmienić runy śmierci na runy życia, dowiedzieć się o warunkach, wstawić w krąg symbole tych warunków i odprawić odpowiednie inkantacje, w których intencja jest odwracana a warunki wygnane. Są też klątwy, które wymagają zdjęcia przez całkiem inny rytuał, wtedy odczynienie na zasadzie “oszukania” zaklęcia albo zdjęcia. Prawdopodobna wydaje mi się też taka sposobność….--- otworzyła w kolejnym miejscu księgę — odczarowanie “komponentów” rytuału. Czasami jest tak, że klątwa działa tylko i wyłącznie dlatego, że magia jest aktywna na przedmiotach czy w ludziach, w których została ona zapieczętowana. Można to odczynić i do tego jest gotowy cały rytuał oczyszczenia i jest on uniwersalny, korzysta z many użytkowników, którzy rytuał odprawiają, mana to magiczna energia życiowa, a tą posiada każdy, kto potrafi korzystać ze zdolności, musimy mieć tylko odpowiednią zgodność do reprezentacji każdej z run — pokazała jej. Wzięła wdech, bo strasznie dużo się nagadała. Upiła łyk wody i spojrzała po dziewczynie. Słuchała co Akane miała dalej do powiedzenia. Pokręciła głową, bo mimo wszystko miała inne zdanie.
    — Mi pomogłaś w odkryciu swojej prawdziwej przemiany i to całkiem mocno, pomogłaś też mi wyrwać się ze śpiączki, która byłaby pewnie śmiertelna, gdyby nie Ty — zauważyła. — Jesteśmy jeszcze bardzo młode i bardzo piękne — zaśmiała się lekko. — Masz dużo czasu na kończenie innych sporów, a Twoje chęci dużo dają. Za dzieciaka gdyby nie Ty Ryu i Tony też byliby bardzo samotni, a gdybyś nie przyjaźniła się z Gavinem, Gave nigdy pewnie by u nas nie było. Pomogłaś stworzyć piękną paczkę przyjaciół. Są tutaj, w Mathyr, zobacz ile zrobili dobrego na wojnie i poza nią - to też w pewnym stopniu Twoja zasługa, Twoje ciepłe emocje, które pomagały w tworzeniu tych więzów, jesteś silna, z nami i sama. A na koncercie? Twój śpiew ruszył nawet Polszańskich żołnierzy. Skąd wiesz ilu z nich zdezerterowało i zaczęło szukać innej ścieżki dzięki Tobie? — zapytała na koniec salwy rzeczy, które sama widziała u Akane. Dziewczyna miała spory problem z zauważeniem swoich zalet i dokonań. Co prawda ona sama miała podobny problem, ale to nie znaczyło, że nie chciała udawadniać i przypominać innym o ich własnej wartości. Zastanowiła się w temacie własnych run. Przymknęła na chwilę oczy, wyciągając przed siebie ręce. W powietrzu pojawiły się dwie kopie tych samych run. BAL i FIR. Skupiła się mocniej. Runy różniły się blaskiem. Jeden był zdecydowanie spokojny, drugi z kolei zdawał się buchać żarem.
    — Powinny różnić się wyglądem, runy i moje ciało po przemianie reaguje razem ze mną, widzisz różnicę? — zapytała, tworząc bariery. W jeden w środku zdawał się unosić płomień, jakby szukał celu do wypalenia, a później zmienił się w ognistą mgłę - żar. Druga z kolei po prostu emanowała ciepłem. — Moja bariera ochronna jest raczej słaba, poparzy przy dotyku, ale łatwo można przez nią przejść, na pewno mogłabyś ją wzmocnić — zasugerowała. — Z kolei ta atakująca… myślę, że mogłabyś też dodać nieco od siebie do niej. Musiałybyśmy tylko popróbować co. Piasek i ogień tworzą szkło, może jakaś szklano-piaskowa burza w środku? Nie dość, że by męczyli się od nadmiernego ciepła, to jeszcze byśmy mogły ranić — dodała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  5. — Może powinnaś, może nie — odpowiedział zaczepnym tonem. Sam nie rozmyślał nad tym zbyt dużo. On po prostu sobie nieco żartował. Wzruszył ramionami na kolejne słowa.
    — Umiem przegrywać z godnością — zaznaczył bez większych problemów. Nie byłaby to jego pierwsza przegrana i specjalnie mu na tym nie zależało. Słuchał dalszych wyjaśnień dziewczyny i kiwnął głową. Czyli jednak się pomylił nieco. Nie miała problemów. Cóż, przynajmniej nie będzie musiał robić za ramię do wypłakania.
    — Jasne, nie było pytania w takim razie — odparł. Nie wnikał dalej, bo przecież to nie była jego sprawa, więc nie było czego drążyć. — Nie przejmuj się, mi to nie robi, możesz mówić swobodnie — zapewnił ją jeszcze, bo nie chciał, aby dziewczyna czuła się niekomfortowo w trakcie ich małej wycieczki. Zaśmiał się lekko.
    — Wtedy na pewno zwiększą się szanse na śmierć, ale za to nie z nudów — mruknął. — Podoba mi się ten pomysł. Nie wiedziałem, że jesteś taka okrutna… — dodał żartobliwie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  6. — Jasne, rozumiem, w każdym razie zostaw je sobie, lepiej się znasz na Latrala, możesz też sama trafić na coś ciekawego — odpowiedziała w tej kwestii. Akane w tej sprawie była od podejmowania decyzji. Przytaknęła głową na słowa granatowłosej. — Rozumiem, emocje są najważniejsze, więc pewnie też trzeba będzie ich użyć — powtórzyła po niej. — Skupiałam się na tych rozdziałach, gdzie ładunki emocjonalne były ważne, w ogóle w wielu klątwach i odczynieniach jest tego strasznie dużo. To nawet niesamowite jak przy samym rzucaniu klątw odpowiednie emocje są ważne, bo inaczej klątwa nie zostanie rzucona — powiedziała, patrząc na różne strony ksiąg. Ba, klątwa taty i Asha opierała się przecież przede wszystkim na emocjach oraz więzach, więc ewidentnie można było założyć, że spora część magii i okultyzmu od emocji zależna była. Słuchała Akane, przygryzając lekko wargę i oglądając raz po raz księgę to dziewczynę.
    — Hmm… musielibyśmy wiedzieć o jakie wydarzenie chodzi, jakie są warunki — mruknęła. — Wtedy można zrobić też symboliczne odwrócenie. Można użyć zaklinania na konkretne przedmioty, stworzyć kukiełki… — zastanowiła się przez chwilę. Uniosła wyżej brwi, słysząc o wszczepieniu duszy. —- Uniwersalny jest proces, jak mówiłam, inkantacja i kroki, ale komponenty i runy trzeba przypisać już samodzielnie na podstawie wyjaśnień z odpowiednim ładunkiem symbolicznym i emocjonalnym — odparła. Otworzyła szerzej usta, kiedy usłyszała o wszczepieniu duszy. Zamrugała oczami, które na chwilę zaczęły płonąć.
    — Głupie pizdy… — syknęła. — Pojebało je, jeśli myślą, że im się to uda…. — dodała wyraźnie zdeterminowana. Wzięła wdech i wydech, a szmaragdowe oczy wróciły do normy. — Mamy syna Śmierci pod ręką… mam ciocię… na pewno da się ją wyrzucić. Egzorcyzmy… oczyszczenie… odwrócenie… na pewno da się zrobić konwergencję jakąś. Później możemy pójść do biblioteki taty i poszukać czegoś na ten temat — zaproponowała. Jeśli nie - sama to zrobi. Nie odpuści. Akane zostanie z nimi i żadno Sralala nie odbierze im przyjaciółki. Uśmiechnęła się ciepło do Akane. Powtórzyła gest z tyknięciem w czoło, którym sama ją niedawno uraczyła.
    — Na pewno masz sporo wspólnego — zapewniła ją.
    Przytaknęła, nie otwierając oczu, kiedy Akane opisała runy. Czuła bijące od nich ciepło, a jeśli otworzyłaby oczy to mogłaby stracić skupienie. To, że mogła ot tak stworzyć te runy było dla niej zaskoczeniem, ale tak naprawdę wystarczyło, że podgrzewała temperaturę o odpowiednim kształcie w odpowiedni sposób, tak jakby faktycznie je kreśliła. Aktualnie potrafiła stworzyć tylko takie bariery, przede wszystkim skupiając się na innych zdolnościach, ale zaklęcia równie mocno ją interesowały. Wiedziała, że miała sporo możliwości i chciała je odkryć.
    — Jasne, dzisiaj i tak możemy przede wszystkim z tarczami kombinować jeśli o mnie chodzi… muszę od nowa uczyć się używania run — wyjaśniła. Zastanowiła się nad tym co mówiła Akane. — Jest spora szansa, że za jakiś czas mogę dać Ci odporność na mój ogień, ale muszę się jeszcze tego nauczyć, wolę to testować na tacie i Ashanie aktualnie — odpowiedziała w kwestii nanoszenia run — wtedy będziesz mogła od razu nakładać. Czuła zmieniającą się temperaturę, kiedy An ochładzała część bariery. Sama próbowała utrzymać mniejszą temperaturę, ale jej to nie wyszło jeszcze ani razu przy aktualnych próbach. Aktualnie potrafiła tylko podnosić temperaturę przy runach, nic poza tym. Otworzyła jedno oko, uśmiechając się dumnie.
    — Super, zawsze możemy lepiej chronić dzięki temu — zaśmiała się lekko. Bariery na chwilę straciły stabliność. Dziewczyna zamknęła szybko oczy, wzięła wdech i zaczęła przywracać im stabilność oraz równowagę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  7. — Najwyraźniej nisko o mnie myślisz, skoro uważasz, że mam kij w dupie i będę robić aferę o partię szachów — wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem na twarzy. To była tylko gra i nie widziało mu się teraz wyobrażać wygranej jednego czy drugiego. Raz się wygrywa a raz przegrywa - aferę to mógłby zrobić, gdyby walczył o jakieś życie, które go interesowało. Co miałby niby udowodnić strzelając focha za przegraną w czymkolwiek? Chyba tylko własną niedojrzałość. Przytaknął ruchem głowy odnośnie tego, że sam może się wyżalić. Zakodował to sobie w głowie, ale aktualnie nie czuł potrzeby uzewnętrzniania się z czymkolwiek. Miał co prawda jakieś swoje małe bolączki, ale wiedział co z nimi zrobić. Mniej więcej przynajmniej. Sam delikatnie się zaśmiał.
    — Widzę ładnie kombinujesz, jakbyś już chciała wysłać kogoś na taką misję… — zauważył.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  8. Słuchała Akane. Zjawisko u tych wiedźm wydawało się całkiem ciekawe. Pomyślała przez chwilę. Najmniej emocjonalne osoby jakie znała miała tuż obok w rodzince - tata, Mor, Ash, ale nawet oni pokazywali ekspresje jakieś i nigdy nie napełniali się niczym. Zagryzła lekko wargę.
    — Myślisz, że one to jakoś magicznie robią? Bo wiesz… moja rodzinka też jest mało emocjonalna bez magii. Napełnić się różnymi emocjami na pstryknięcie się nie da, a Ty sama potrafisz emocjami czarować. Kurwa… serio przydałoby się pójść do biblioteki taty — powiedziała. — Kojarzą mi się z pustymi naczyniami… jestem ciekawa czy na wypadek ichniejszej wizyty można to jakoś przeciwko nim wykorzystać. Teoretycznie kto pierwszy ten lepszy przy nalewaniu do pustej czarki, nie? Jestem ciekawa czy mogłabyś w nie wlać chęć samobójstwa — zastanowiła się, uśmiechając się do Akane lekko. Myśl była naprawdę kusząca. — Zaraz na tą burzę mózgów zabiorę wszystkie książki — myślała na głos. Ciągle dowiadywała się nowych ciekawych faktów, a w głowie aż kłębiło się od coraz to nowszych teorii.
    — Jakie pytanie? — zaciekawiła się. Sama zapisała jeszcze w notkach kilka rzeczy odnośnie emocji przy rytuałach, wzięła też nową czystą kartkę, którą zatytułowała dumnym “Na pohybel jabanym Sralala” i zaczęła zapisywać pytania i teorie dotyczące tego czy można by je jakoś zneutralizować chociaż na chwilę. Przytaknęła, jednak zaraz postukała rysikiem o kartkę papieru.
    — No dobra… ale to takich rytuałów zawsze używa się tego co chcą, czy mają jakieś wymogi? To zawsze musisz korzystać ze swojej mazi, prawda? Może wystarczy podpytać kogoś kto zna się, ale nie jest za tym rytuałem. Skoro to duży sabat, może być szansa, że ktoś jest przeciwny… — zaproponowała zaraz. Wysłuchała teorii Akane i zmarszczyła brwi. No skoro takie warunki mogły sobie dawać to raczej ciężko będzie ten rytuał tak po prostu odwrócić. Westchnęła. — Brzmi strasznie irracjonalnie. Latrala mogą dać dosłownie wszystko na każdy rytuał na warunek? — zapytała. Pokręciła głową i uśmiechnęła się pokrzepiająco do Akane, przytulając ją. — A my jesteśmy jeszcze bardziej kreatywni od tej pizdy. Najebiemy im wszystkim i złamiemy wszystko, zobaczysz. Będzie dobrze. Nie oddamy Cię. Nieważne co kombinują, my będziemy lepsi — zapewniła ją. Nie chciała oddawać duszy przyjaciółki. Nie wyobrażała sobie jak można w ogóle było wszczepić cudza duszę w kogoś innego. Obrzydliwe. Po prostu obrzydliwe. Mimo wszystko coś nie chciało dać jej z tą duszą spokoju. Będzie musiała to potem sprawdzić.
    O wiele przyjemniej było myśleć w temacie wspólnych run. Współpraca szła im ogólnie bardzo dobrze już wcześniej w trakcie podróży z Tonym we trójkę tworzyli prawdziwą mieszankę wybuchową. Uśmiechnęła się ciepło na to wspomnienie.
    — Skoro Twoja magia jest taka plastyczna myślę, że jest na to szansa, tylko musisz je dokładnie zrozumieć żeby działały — odpowiedziała w tym temacie. Przytaknęła ruchem głowy. — Wcześniej traktowałam siebie bardziej jak demona niż fenalisa, moja interpretacja tego czym i kim jestem była wypaczona, więc to co robiłam zaklęciami też było wypaczone. Tak jakbyś patrzyła na krzywe lustro - obraz nigdy nie jest w pełni zgodny. Runy są takie same, ale ich symbolika jest dla mnie inna, muszę ją sama zrozumieć, bo nie ma nikogo innego takiego jak ja — zaśmiała się cicho, ale zaraz wróciła do skupienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Więc uczę się od podstaw, ale idzie lepiej niż kiedyś. — Z odpornością jest skomplikowana sprawa. Ogólnie na ciepło jak szliśmy tutaj to nie jest problem, ale na mój ogień… to coś co może i mnie zranić - tutaj muszę posiłkować się runą albo myśleć non stop, że nie chcę kogoś zranić, a drugie jest dość trudne w walce, kiedy trzeba mieć w głowie tysiąc innych rzeczy. Z kolei nałożenie runy załatwi tą sprawę. Nie wiem jak uczycie się tych run, ale może będę mogła pomóc w opanowaniu. Jestem na swój sposób ekspertem w temacie — zakończyła swój wywód. Oddychała już coraz ciężej. Utrzymanie dwóch różnych całkiem innych barier aktualnie było wyczerpujące. Nawet jeśli były małe. Zwyczajnie były zbyt sprzeczne, poza tym łączenie run zawsze wymagało większego nakładu pracy. Myślała chwilę nad słowami Akane. Zdjęła barierę atakującą i otworzyła oczy. Przybliżyła drugą barierę do siebie.
      — Zaraz się przekonamy. Użyłaś mazi, maź jest teoretycznie magiczna, a ja Twoją runę chciałam zatrzymać, Ty ją też, a u Ciebie intencje są ważne, prawda? — zapytała, uśmiechając się lekko pod nosem. Zaczęła podnosić temperaturę na zewnętrznej stronie bariery, pozbywając się lodowego osadu. — Ja czuję różnicę, bariera jest stabilniejsza, bardziej stała i nie można przez nią tak po prostu przejść, zobacz — stuknęła o powłokę a palec się odbił. — Pytanie kto w tym momencie jest odpowiedzialny za możliwość przejścia przez barierę, kto musi na to zezwolić. Zakładam, że Ty, moja po prostu chroniła ciepłem, miała topić z zewnątrz zagrożenie.

      Darcy

      Usuń
  9. Ashan uniósł brew i parsknął cicho, bardziej rozbawiony niż dotknięty. Przez chwilę tylko na nią patrzył, po czym wzruszył ramionami, wracając do bardziej stoickiego wyrazu twarzy.
    — Może — powiedział bez ogródek — Albo po prostu szkoda mi energii na teatralne fochy. Innym zdaje się to przynosić satysfakcję — dodał. Wrócił wzrokiem do Akane zaraz, patrząc po niej jeszcze uważniej. — Jesteś ekspertką od mojego kija w dupie? — zapytał zaczepnie, chociaż minę miał poważną. Zaśmiał się jednak po chwili.
    — Yhym, będę miał na uwadze. Może nawet pooglądam z daleka z ciekawości — odparł. — Za chwilę skręcamy i będziemy mogli odłożyć truchła — poinformował ją też.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  10. — Zapytaj Darcy albo Diego — odpowiedział w kwestii emblematu. Jeśli ktoś już robił takie głupoty związane z jego osobą to właśnie oni. Nie zdziwiłby się, gdyby już mieli coś takiego między sobą chociażby z bardziej dziecięcych czasów.
    — Najpierw są wydmy, ale zaraz przy morzu, wszystko to pozostałości po bitwach i wymianie ogniowej, zmarłych. Wydmy niekoniecznie mają dużą wartość, po prostu wyglądają zjawiskowo, ale Morze Popiołów to symbol poległych, warto iść przez tamto miejsce z odrobiną szacunku, niektórzy tam idą upamiętnić zmarłych — wyjaśnił. Zaraz znaleźli się przy wieży strażniczej, gdzie mogli spokojnie odłożyć ropuchy.
    — Nie musisz schodzić — poinformował Akane. O ile ze schodzeniem nie miała problemów to wejście na Uqe nie było już takie proste. Sam zeskoczył ze swojego Brata i wyjaśnił strażnikom o co chodzi, a później wziął się za rozwiązywanie martwej zwierzyny.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale długi komentarz...będzie godzina ze łbaaaa xD

    Gave oparł łokcie na stole, a głowę ułożył na swych dłoniach i przekręcił ją w bok.
    - Tak - zgodził się z nią. - Ale to wcale nie jest dobre, to odkładanie problemu na później - mruknął. Sam mógł pochwalić się podobnymi sprawami, ale on nie brał ośmiu srok, on skupiał się na jednej bądź dwóch, więc spojrzał po niej sceptycznie. - To żadne wyjaśnienie dla ośmiu srok - wyciągnął dłoń i stuknął ją w czoło kilka razy. - Ty mi tu takich lipnych wyjaśnień nie sprzedawaj... - burknął. - Po prostu jesteś Panna Idealna, a ona musi robić wszystko i musi być wszechwiedząca i wszech rozwinięta, bo to lubi - mruknął. - To nic, że większość po łebkach... ważne że było, odhaczone na liście i można iść dalej - podsumował jej działania. Oczywiście nie wszystkie, ale tak mu się to aktualnie jawiło. Sprawa wojny skwitował spojrzeniem w sufit i pokręcił głową. - Tylko, że to też błędne koło - mruknął. - Bo na co ci miecz? Na co ci ta zbroja? Jak przyjdzie twój czas to przyjdzie - mruknął. - Taka już kolej rzeczy i chociaż mojemu ojczulkowi zdarzało się przesuwać czyjąś śmierć to jest to naginanie prawa - postukał palcami o blat stołu. Może sam nie za często przestrzegał prawa i rozumiał to co robił jego ojciec, ale... konsekwencje jego czynów były na tyle poważne, że sam naprawdę miał co do tego mieszane uczucia. Konsekwencja mogła przecież odbić się na jego Fasolkach. Zacisnął mocno wargi i dmuchnął przed siebie. - Śmierć nadchodzi z nienacka - mruknął. - I nic na nią nie przygotowuje, a zamiast martwić się o reakcję twoich bliskich... Akane... oni wszyscy są na tyle świadomi, że prędzej czy później wykaraskają się z depresji - mruknął. - A dziewczynki... no szczerze? Skoro tak się boisz... to czemu nie zostaniesz z nimi tutaj w Azylu? Tu miałabyś największą szansę na przeżycie - zauważył patrząc jej prosto w oczy. - Nie rozumiem twej pokręconej logiki. Jasne, zbroisz się po zęby, ale z drugiej strony odrzucasz wyjście, które zapewniłoby ci ogromne szanse na przeżycie - mruknął. - To czysta hipokryzja - legł z powrotem na poduszki. Krzyknął w poduszkę, kiedy wspomniała o tym byciu lubianą, ale nie do końca rozumianą.
    - Matko... jak mogłaś tego nie widzieć? - jęknął głucho. - Każdy tak ma, An! Każdy. Nie jesteś wyjątkiem w tej kwestii. Każdy z nas czasem jest niezrozumiany przez innych. Jezu, ja tutaj jestem chyba przykładem "0" w tym temacie. Niezrozumienie nie znaczy, że ktoś cię nie lubi czy nie szanuje. Owszem są i takie osoby, ale no ludzie... - spojrzał po niej. - Dobrze, że to w końcu dotarło do zakutego łba, bo... no załamałaś mnie teraz. Załamałaś konkretnie - mruknął szczerze, a gdy wspomniała o wybrakowaniu, chandrze, dole, depresji skinął tylko głową, bo tu akurat miała rację. Każdy miał prawo do takich uczuć wzlotów i upadków. - No tak, jesteś wybrakowana - potwierdził. - Brak ci jajnika, nie każdy cię rozumie, zadzierasz nos, mówisz tak jakbyś zjadła wszystkie rozumy - wyliczył na palcach. - Ale spójrz na mnie. Od razu powinno zrobić ci się lepiej. Ja mam wokół siebie kajdany, bo nie mam wyboru swej przyszłości. Nie potrafię dojść do ładu z uczuciami. Boję się miłości. Brzydzę się nią i nie chcę jej nigdy czuć. Nie mam żadnego rodzica wokół siebie, a nawet mój brat kipnął jakiś czas temu. Matko, ja nawet nie mam własnego ciała. Żyję w cudzym - zauważył głucho. - To dopiero wybrakowanie - mruknął. - O albo spójrz na Ryu... nie ma oka, ma świecidełko w dłoni, zamienia się w to świecidełko powoli, nie ma rodziców biologicznych, żadna laska go nie chce - prychnął pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - A jak chce to jest to niedoświadczona życiowo jeszcze nastolatka - parsknął pod nosem. - O albo spójrz na Tonego... niby ma wszystko, ale brak mu ogłady. Często nie wie jak się zachować, mówi co mu ślina na język przyniesie, wypapla każdy jego zdaniem niezbyt poważny sekret, a jego nasienie jest tak płodne, że każdy seks przywozi mu kolejne dziecko. Też jest bez biologicznych rodziców - mruknął. - Albo na Darcy, niby ma wszystko, a tu walczy ze swoim drugim ja w środku, jest księżniczką, która choć ma wybór to wmawia sobie, że nie ma wyboru dotyczącego jej przyszłości, czeka na księcia z bajki - wyliczył kolejną osobę. - Albo nawet swoją kumpelę Klarę, straciła niemal wszystko, nawet nie pisze za dużo, nie potrafi się bronić, wielu rzeczy się boi... - mruknął. - Każdy z nas jest w jakiś sposób wybrakowany. Nie jesteś w tym wyjątkiem i wiesz co? Może właśnie o to chodzi? Zamiast czuć się wybrakowanymi... spójrz na to od innej strony. Skoro każdy z nas taki jest... to już właściwie nie jest to wyobcowanie. W gruncie rzeczy wyobcowanie jest złudne, bo każdy z nas ma jakieś ubytki, więc wszyscy wpadamy do tej samej kategorii - powiedział i nabrał głębokiego oddechu, po czym ścisnął swe policzki dłońmi. - Gave mądrala się wylogowuje - wydał z siebie odgłosy komputerowe i poturlał się trochę po podłodze, by usiąść. - Nie - poinformował ją poważnie. - Zostaw moje pszczoły w mojej głowie. Wystarczająco tam nasrane... nie potrzeba tego tu - burknął.

      Gave

      Usuń
  12. Tony uśmiechnął się do niej szeroko. Cieszył go fakt, że Akane postara się zostać zjadliwą wiedźmą. Nie skomentował dłużej sprawy dzieci, bo i owszem rozumiał, a mimo to miał nadzieję, że oboje zachowają w tym zdrowy rozsądek. Przynajmniej do pewnego stopnia. Bo co z tego że mamuśka czy tatuś postawią swe życie na szali? Jeśli tego nie przeżyją to w konsekwencji zginą i oni i dzieci. Potrząsnął głową, wyrzucając zaraz ten scenariusz z głowy. Będzie dobrze, nic takiego się nie zadzieje.
    - Okay, ale to nie znaczy że jest to nie możliwe przy odpowiednich wsparciach i pomocach - spojrzał po niej. - Ale o tych wsparciach i pomocach nie będę z tobą rozmawiał, co by ten element zaskoczenia im zostawić. Może i mają szósty zmysł, ale z tego co wiem... w głowie czytać bez wcześniejszego spojrzenia w oczy raczej nie mogą, nie? - spojrzał po niej z uśmiechem. - A nawet gdyby mogły to w mojej się tyle dzieje, że... zapraszam serdecznie. Chętnie zasypie je natrętnymi myślami, a jak to nie pomoże wykończę swoim głosem - puścił do niej oczko. - W mojej głowie skrzeczę jeszcze gorzej niż na żywo - poinformował ją swobodnie. Zrobił smutną minkę na wieść, że będzie musiał długo czekać na jej nagość.
    - To jest na liście moich priorytetów. Przekonać ciebie, Ryu i Gava... do nagiego biegu przez cały Argar w towarzystwie Grimy i mnie samego w ramach protestu przeciw uciskowi szorstkiej bielizny na męskie genitalia i damskie piersi - poinformował ją z poważną miną.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  13. Gave spojrzał po niej.
    - Ale to nie ja łapię dziesięć broni i nimi wywijam. Skupiam się na jednej, dwóch... no plus dodatkowym atucie w postaci strzałki usypiającej - mruknął. - Szkole się w tych umiejętnościach do mistrzowskiego poziomu i ewentualnie jak go osiągnę pomyślę o kolejnym, bo moim zdaniem łapanie tysiąca rzeczy jest totalnie bez sensu - powiedział wprost, zerkając na nią. - Po prostu bez sensu - pokręcił głową. - Nie bywasz, często nią jesteś - poinformował ją w sprawie hipokrytki. - Nah, skoro boisz się tego o czym mówiłaś to masz proste rozwiązanie. Zostać tutaj na dupsku i poczekać. Działać zza zasłony. Inaczej - spojrzał po niej wprost. - A ty na własne życzenie się narażasz i nie odwracaj kota ogonem, że ja też, bo i owszem też. Ale ja nie obawiam się o to jak poradzą sobie beze mnie osoby, na których mi zależy - rzucił krótko. O dzieciach nie wspominał bo to była osobna historia. Nie komentował całej reszty bo miał już nie być Mądralą. Dopiero gdy spytała go czy wygląda frywolnie i wspomniała o Kocurze, zerknął w tamtą stronę i złapał ją za nadgarstek. - Nope, wyglądasz zbyt porządnie i zostajesz ze mną - mruknął wprost. - Już za bardzo odsłoniłaś się tu dzisiaj jako Argarka - mruknął, bo po pierwsze nie podobał mu się plan grania słodkiej idiotki przy jakimś idiocie, a po drugie... na tyle zwrócili na siebie uwagę innych, że to byłoby dziwne gdyby nagle zaczęła coś udawać. No i po trzecie... po prostu nie chciał widzieć jak tamten pijany gość się do niej zaleca. No bez przesady. Taki stary do takiej młodej? To aż wzdrygało.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  14. Ashan uwinął się w miarę szybko z oddawaniem ropuch. Odwiązał liny i użył do tego swojej zdolności. Na pustyni łatwo było wszystko podmienić. Wszędzie walały się mniejsze lub większe ziarna piasku i kamyczki, więc wystarczyło dosłownie parę krótkich chwil i już z powrotem był przy swoim mosercie. Spojrzał jeszcze kątem na Akane, akurat kiedy zagryzła zęby. Podszedł do niej, gładząc delikatnie Uqe.
    — Wszystko w porządku? — zapytał jej. Przed chwilą miała bardzo radosny humor i rzucała zaczepkami na lewo i prawo, a teraz zdawała się raczej zmartwiona. Mimo wszystko w jakiś sposób chciał zadbać o kompankę swojej dzisiejszej wycieczki.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  15. Gave spojrzał po niej i odchrząknął.
    - Miecz, sztylety, runy Twoje, runy z Darcy, informacje o magii, info o Sralala, teraz Phyonixowe śledztwo, słyszałem też o Mosertach, że tam też się interesujesz więziami, nowe sposoby wykorzystywania twoich run, a do tego pewnie sto pobocznych misji - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową, po czym uniósł lekko brew i pokręcił głową. - Tak boję, ale ja nie wyobrażam sobie innej przyszłości dla siebie jak z mieczem w dłoni, ja nie mogę się bać włóczni - powiedział cicho. - Tak, mogę działać zza zasłony i czasem to robię, ale ja nie mam obaw, które wpływają na innych, jak twoje. Ja się nie martwię o innych - spojrzał po niej. - Gdybyś bała się jakiejś broni nic bym nie powiedział. To nie to samo - zauważył. - Dyskutujemy o tym, bo ty masz obawy o innych... - zauważył i spojrzał po niej jeszcze raz. - Włosy masz uczesane jak paniusia, ubranie niezbyt wygniecone czy pobrudzone... makijaż zbyt ładny, za mało wyzywający - wypunktował kilka rzeczy. - Ech pytaj Książula o to, który cię nie zna... bo dla mnie ty nigdy nie będziesz frywolna - mruknął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzał poważniej po Akane. Faktycznie mogłoby ciężko o tym nie myśleć niektórym.
    — Ofiary zawsze będą, to nieuniknione na wojnie. Groby już są, już je stawialiśmy — zauważył rzeczowym tonem, nie odrywając od niej wzroku. Uśmiechnął się kącikiem ust. — Co nie znaczy, że nie robisz już wszystkiego o czym może człowiek pomyśli, żeby uchronić siebie i bliskich. Martwieniem się o to możesz się rozkojarzyć. Ciesz się chwilami, które masz, a na polu bitwy bądź bezwzględna i pamiętaj, że to nie my zaczęliśmy ten sajgon, więc wyrzuty sumienia są niepotrzebne — powiedział.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  17. Gave spojrzał po niej i wywrócił oczyma.
    - Tak, jak diabli oszukuję - popatrzył po niej. - Powiedziałem runy i runy z Darcy - mruknął. - Nie dodałem fuzji z Darcy - przypomniał. - Więc nazwałem twoją fuzję runami z Darcy - westchnął. - Myślę, że to żadne oszustwo - dodał, kręcąc lekko głową. Posłuchał dalej jej wyjaśnień i chociaż nie bardzo go przekonała to machnął tylko ręką. Dalej uważał że za dużo brała na swoje barki. Nie mniej wspomniała, że coś tam coś tam ograniczy, więc poczeka chwilę zanim znów jej wspomni, że jednak tego nie zrobiła. Pokiwał tylko głową i prychnął pod nosem.- A kto powiedział, że masz być gospodynią domową? Fakt, że zostałabyś tu z dziećmi zamiast pchać się na front, nie oznacza z automatu gospodyni domowej - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową. - No właśnie, tylko że ja ci podsuwam konkretne działanie dotyczące tego lęku, a ty uparcie je odrzucasz - uśmiechnął się do niej krzywo. - Bo cztery litery muszą iść na front i narażać się mimo tego lęki z tyłu głowy - westchnął przeciągle. - Zamiast w spokoju doskonalić umiejętności tutaj i dopiero później może się ponarażać - wzruszył ramionami. Na wieść, że martwi się o innych przytaknął jej.- Tak, nie powiedziałem, że nie martwię się o innych. Tylko, że nie martwię się o innych w kontekście mojej śmierci - spojrzał po niej. - Że nie martwię się co z nimi moja śmierć zrobi - mruknął. - To wszystko - zauważył wzdychając przeciągle. Zaśmiał się, gdy wspomniała o Ashanie i pokręcił głową.- Nie, Książulo jest tylko jeden. Wspaniały i niepowtarzalny Diegosław, co to wyżej sra niż dupę ma - poinformował ją ze śmiechem. - On to by cię objechał od stóp do głowy, tak słyszałem - puścił do niej oczko i zaśmiał się. - Oj tak... Tony na pewno jeszcze sam ci zmodyfikuje ciuszki, co by było dobrze - uśmiechnął się pod nosem i sięgnął do swoich włosów. - Grimcia je robiła, ale Tony pomagał w sprawie oczu - wskazał na swoje zielone tęczówki.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  18. Gave skinął głową.
    - Tak, bo twoje runy obecne i bawienie się nimi w tym aspekcie, który znasz, a odnajdywanie nowych rzeczy i nowych właściwości to dwie różne, odrębne od siebie rzeczy - zauważył z lekkim uśmiechem. Nie skomentował tych pomniejszych misji, bo okay może nie pchała się n front (na razie), ale z drugiej strony on już znał to jej nie pchanie się. Wystarczyło zobaczyć ją podczas walk w trakcie Azylu. Dmuchnął sobie w grzywkę. - Nie kręcę się - powiedział wprost. - Po prostu odpuszczam pewne rzeczy, których jak widać nie idzie przeskoczyć bo jesteś uparta. Więc w takim momencie praca nad umiejętnościami jest lepsza niż front, bo umówmy się... - spojrzał po Akane z powątpiewaniem. - ...te twoje pomniejsze zlecenia i tak zaprowadzą cię na front - skomentował. - Już ja znam twoje zapędy i szczęście do kłopotów - wywrócił oczyma. - Więc nie kupuję małych zleceń, bo one wcale nie będą małe i na sto procent wylądujesz w krzyżowym ogniu - mruknął tylko. - I tak to jest, twoje ulubione słowo, GDYBANIE - poinformował ją z uśmiechem na twarzy. - Ale jest to gdybanie potwierdzone faktami i przykładami. Chociażby Latrala i to całe zniknięcie na parę dni a teraz syf na syfie, Vivcia i jej poświęcenie, kiedy ty odchodziłaś od zmysłów, niewola w Heim i ostatnie Azylowe choroby czy walki - wyliczył na palcach. - Te przykłady potwierdzają mą teorię i nie... to nie jest nawet 75%... ja mam 100% pewności, że twoje małe zlecenie... - zrobił cudzysłów dłońmi przy "małym". - ...okaże się jakimś wielkim tajfunem - dokończył i ziewnął szeroko. - A dzięki - uśmiechnął się nieco, na komplement co do jego własnych oczu. - Taa ten Parabellum to czysta gimbaza - mruknął. - A jaką pogardą traktuje ludzi pracujących w pałacu. Książulo jak nic - mruknął tylko i westchnął ciężko. Wcale nie dziwił się Bellhardom, że są wkurzeni na to całe Parabellum, skoro pan Diegosław zachowywał się w ten sposób. Pamiętał przecież jakie początki miała Darcy. Wcale nie było dużo lepiej. Sodówka ostro do głowy uderzyła. - Taa - pociągnął za jej perukę nieco mocniej. - Wygląda porządnie - zgodził się z nią i przekręcił lekko głowę. - Ale nie lepiej byłoby mieć krótkie włosy z peruką. No wiesz... twarz ci się nie zmieniła, więc tak czy siak możesz zostać rozpracowana - powiedział spokojnie. - Ale nie jest źle - dodał zaraz. - Prośba góry - powtórzył po niej. - A ja działam na własną rękę i jest mi z tym dobrze - wyszczerzył się do niej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  19. Darcy słuchała Akane uważnie w temacie tego w jaki sposób na nią i na Latrala oddziaływały emocje. To było naprawdę ciekawe. Przytaknęła jej głową na znak, że rozumie.
    — Z jednej strony to naprawdę brzmi jak zagrożenie. Gdyby cudze lęki w bitwie by Cię przytłoczyły to mogłoby być naprawdę niebezpiecznie. Dobrze, że masz teraz nad tym lepszą kontrolę — uśmiechnęła się do niej ciepło. W takim razie pomysł na zmuszenie wiedźm do samobójstwa można skreślić. — Ale tak jak mówisz, taka obojętność jest jeszcze gorsza, zgadzam się. To przerażające, być takim obojętnym na wszystko, nic dziwnego, że z nich takie pizdy — odpowiedziała dalej. — Emocje nie są wadą, dzięki nim jesteśmy bardziej sobą. Akane to empatyczna, miła, zadziorna dziewczyna, która lubi zadzierać nosa - nie wyobrażam sobie, aby była szczęśliwa, gdyby była obojętna na wszystko. Sama mówiłaś, że jesteś dumna ze swoich emocji i uczuć, prawda? Nieważne jakby bolały, są Twoje i to jest w nich piękne — powiedziała jeszcze ciepło. Osobiście wolałaby, aby granatowłosa nie zmieniała się nigdy na siłę z powodu magii. — Kontrolowanie emocji w trakcie czarowania to jedno, a odcinanie się od nich to drugie, jedno jest logiczne i potrzebne, a drugie moim zdaniem to głupota, pozbawiająca indywidualności. Zastanowiła się dłuższą chwilę.
    — Bardzo możliwe. Skoro masz doświadczyć bardzo trudnych momentów w życiu… chcą Cię złamać w jakiś sposób? Doprowadzić do odpowiedniego wniosku, żebyś coś zrobiła? — wyciągnęła swoje wnioski, które zaraz też zapisała. — Przy klątwie taty koniecznie było oderwanie go od wszystkich uczuć, aby zrobić z jego duszy puste naczynie. Pozbawiony emocji nie mógł posiadać własnej woli, więc można było kontrolować — dorzuciła jeszcze fakt, który znała z przeszłości taty. Wydawał się jej tutaj trochę podobny. Może warto było się nad tym pochylić? — Jeśli to faktycznie o to chodzi… — zaczęła ostrożnie. — …to może świadomie próbują Cię doprowadzić do punktu, w którym sama uznasz, że emocje są problemem. Że trzeba się ich pozbyć, bo „przeszkadzają”, bo „bolą”, bo są zagrożeniem. A to pierwszy krok do tego, żebyś zrobiła dokładnie to, czego by chcieli.. — dokończyła swój wywód zastanawiając się nad tym przez dłuższą. Następnie słuchała dalej z dużą uwagą o tym jak działa magia runiczna Akane. Potakiwała jej cały czas.
    — Są faktycznie bardzo uniwersalne i zakres jest szeroki, ale z tego co mówisz, musi być coś co nadaje jakieś konkretne znaczenie, więc jest coś wokoł czego można by zawsze lawirować. Mimo wszystko to bardzo ciekawe jak działają wasze runy. Chętnie dowiedziałabym się więcej. W podróży też mnie szybko umyłaś magią, to było swoją drogą niesamowite. Z jakiej runy to było? — zainteresowała się zaraz na myśl o tym wspomnieniu. Na kolejne słowa wykreśliła jeden pomysł z listy.
    — Szkoda, by przydałby nam się bardziej obyty sojusznik. Z drugiej strony ciekawe czy duchy byłyby chętne do dialogu. Trzeba by może Gava o to poprosić? Jemu dusze byłoby raczej łatwo wypytać i całkiem już ogarnia swoje moce — zaproponowała zaraz, zapisując kolejną rzecz. To będzie warto z nim przedyskutować, jeśli chcieli zrobić wszystko, aby Akane nie stracić. Uśmiechnęła się i przytaknęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mówiłaś, że ogień jest trudny do opanowania, może po prostu będę w stanie pomóc Ci ze zrozumieniem tych run i okiełznaniem ich, mimo wszystko pod tym względem, to znaczy ognistych run i magii patrzysz na eksperta, może nie wywijam stalą jak reszta rodzeństwa, ale za to znam się na magii, o pierwsze miejsce na arenie nie chciałam z nimi konkurować — zaśmiała się lekko. — Chociaż wręcz myślę, że bym im ich położyła, mam ojczysty styl w małym palcu — uśmiechnęła się bardziej zadziornie. Zwłaszcza ostatnio miała ochotę jednej osobie nakopać do tyłka. Słuchała co mówiła w kwestii ich bariery i skrzywiła się delikatnie. Ona miała to kontrolować, tak? Zastanowiła się przez chwilę, zbliżając się do bariery. Dotknęła jej dłońmi i zamknęła oczy, oddychając powoli. Zaczęła badać temperaturę i nacisk ognia. Dłoń narazie normalnie przechodziła. To w końcu był tylko ogień. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się dalej. Przez ogień łatwo przejść, ale lawa… zaschnięta… tak jak przy Abyss… wzięła wdech. Musiałaby zmienić nieco runy. Przesunęła po nich palcami. Odsunęła je od siebie. Dodała runę FIR, ale przyszło jej to aktualnie z wysiłkiem. Na czole pojawiły się kropelki potu. Mieszanie ze sobą trzech run było naprawdę wyczerpujące w tej postaci na tą chwilę. Mimo wszystko z treningu nie miała zamiaru rezygnować. Zaczęła się bardziej skupiać. Bariera zmieniła barwę na ciemniejszą. Postukała w nią. Zakrzepło. Odetchnęła, otwierając oczy.
      — Teraz pytanie jak silna jest taka bariera.

      Darcy

      Usuń
  20. Samo przybycie do Phyonix było doświadczeniem interesującym. W jego trakcie zdążył poznać lepiej Victora, wypić z nim herbatkę i dowiedzieć się, że pomysł ich jest do zrobienia, a mężczyzna z ochotą zabierze się za jego duszę. Mimo wszystko dreszcze przeszły mu wówczas przez całe ciało. Trudno było je powstrzymać, skoro organizm mimo wszystko pamiętał to co Victor z nim robił. Na szczęście wizyta nie trwała zbyt długo. Po przejściu przez kolejną bramę znalazł się w pokoju Darcy i skrzywił nieco, patrząc na Gava.
    - Serio, tutaj? - fuknął do niego szeptem.
    - No przecież nie będę budził Fasolek - odparł Gave. - Jak stąd wyjdziesz to idź korytarzem w prawo. Akane powinna być gdzieś... 5 drzwi na lewo - powiedział. - Zmaterializuję ci Gavina przy okazji.
    - Taa... dzięki - Ryu po cichu ewakuował się z pokoju Darcy. Zamknął za sobą drzwi, upewniając się że robi to maksymalnie cicho, po czym pod osłoną iluzji ruszył w stronę pokoju Akane. Faktycznie, tak jak Gave zapowiadał, Gaivin już przed nim czekał. Chłopak westchnął przeciągle. Za tym też nie przepadał, ale skoro ten był już martwy to nie miał czego się obawiać. Odsłonił iluzję i zapukał do środka, a po chwili zapukał raz jeszcze i potem jeszcze raz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  21. Gave wzruszył ramionami.
    - Wylogowała się już. Pozostały jej skrawki - stwierdził spokojnie, bawiąc się pustą szklaneczką po jednym ze swoich drinków. Przez długi czas się w nią po prostu wpatrywał, po czym spojrzał po niej, gdy wspomniała o Diegosławie. Wzruszył ramionami. - Ja nie wyrokuje. To moje pierwsze wrażenie i nie zamierzam poznawać drugiego czy dziesiątego - powiedział wprost. - A swój kamień może sobie szukać gdzie tam chce - rzucił ze śmiechem. Prychnął nieco i raz jeszcze pociągnął za jej kudły, zanim nie położył się na stole z zamkniętymi oczyma. - To tym bardziej nie kombinuj, jak się dopiero przyzwyczajasz - wymamrotał i pokręcił głową. - Jeszcze nie, ale byłem tam ze trzy razy. Mają hotdogi z Mosertów - poinformował ją. - Takie tam ichnie...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  22. Tony uśmiechnął się do niej delikatnie.
    - Skoro to totalnie nie niemożliwe to znaczy, że nam uda się zrobić - powiedział z jakąś taką pewnością siebie. Co jak co, ale to ich całe narwanie i kombinowanie, wchodzenie oknem jak drzwi zablokowane, miało jeden ale za to ogromny plus. Koniec końców znajdowało się rozwiązanie, nawet rzeczy przez innych postrzeganych jako niemożliwe. - Dzięki, podniosłaś mnie trochę na duchu - uśmiechnął się do niej szerze, bo faktycznie tak było. Pokrętne miał te podnoszenie na duchu ale co zrobić. Taki już był. Wyciągnął swój kajecik i zaczął notować to co możliwie mogły zrobić z nimi Latrala. Kiwnął głową. - Jasne, wezmę to pod uwagę - uśmiechnął się do niej, po czym parsknął śmiechem i pokręcił głową. - Zaraz oszalałem... zbliża się moje oczko, 21 lat - poinformował ją rzeczowym tonem. No do tego czasu to jeszcze półtora roku. - Więc tak już zaznaczam jaki prezent chcę dostać - puścił do niej oczko. - Przy okazji tego protestu... dobrze że już to robisz, ale tamten będzie miał impakt! W kupie siła!

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  23. Ryu zdążył się do niej wyszczerzyć, gdy złapała go za nadgarstek. Kiedy wciągnęła go do środka, objął ją ramionami i ucałował w czoło. A co tam! Dawno się nie widzieli w końcu.
    - Tęskniłem - odparł z rozbrajającym uśmiechem i pogłaskał ją po włosach, po czym spojrzał jej prosto w oczy. - No i przyprowadziłem Gava z powrotem. Żyje i ma się całkiem dobrze - poinformował. - A trzecia wieść jest taka... - spojrzał w dół na jej brzuch. - Wiem, co ci się stało - objął ją mocno ramionami. Tak po prostu. Skoro już kawa na ławę to kawa na ławę. Nie było co się patyczkować. Poza tym nie pytał o nic, po prostu trwał przytulając ją do siebie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zdziwił się, gdy buzia rozpromieniła się jej na wieści o Gavie. Pokręcił tylko lekko głową i nie odsuwał się, nawet czując jak sztywnieje w jego ramionach. Cóż temat musiał być bardzo wrażliwy. Trochę go zaskoczyła tym całym "nie chcę rozmawiać", bo zwykle nie miała oporów. Przed żadnymi tematami, ale cóż... Sprawa była świeża, więc mógł to zrozumieć. Przez moment trzymał ją w ramionach, jeszcze pozwalając jej się tam schować, a potem odsunął się powoli od niej i przyjrzał się jej uważnie.
    - Jasne - odparł krótko. Temat był bolesny, a Akane zawsze musiała sprawę przetrawić. - Ale... - zacisnął wargi patrząc po niej. - Wiesz... możesz po prostu się wypłakać - zaproponował luźno, rozglądając się po jej pokoju. - Niezłą siedzibę dostałaś - rzucił trochę szukając tematu na rozluźnienie. - Słyszałem, że Azyl nie poszedł tak gładko jak się spodziewali co niektórzy - mruknął. - Wiesz wieści dochodziły w trakcie waszej podróży - przyznał spokojnie. - Klara dotarła z powrotem, Shi też - spojrzał po niej. - Argar dalej stoi - dodał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  25. Ryu wzruszył ramionami z rozbrajającą miną.
    - No co? Lepiej zrzucić bombę od razu niż udawać, że nic nie wiem - poinformował ją prosto z mostu i usiadł obok niej, by objąć ją lekko ramieniem. - Nie bardzo kupuję tekstu z wyciskaniem łez - szepnął jej do ucha. - Strasznie spięta byłaś... dalej jesteś - pogłaskał ją po ramieniu. Przecież widział, że walczy sama ze sobą. Może ze łzami, może ze złością. Walczyła.  Przeciągnął się mocno i zszedł jeszcze z jej łóżka, by okręcić się dookoła własnej osi i pokłonić się jej w pół. - Cały i zdrowy - poinformował ją. Zrzucił buta z byłej chorej nogi i postawił ją na jej łóżku, by podwinąć nogawkę spodni w "seksownym" ruchu. - Pa to teraz... ma seksowna łydka ma co prawda blizny ale jest cała, zdrowa i całkiem sprawna - opuścił nogawkę, zrzucił drugiego buta i usiadł jej na łóżko ponownie. - Ja też się cieszę. Później... powiesz mi gdzie śpi Rei? - zapytał jej spokojnie. - Chciałbym i do niej zajrzeć - uśmiechnął się i parsknął śmiechem. - Rzewne łzy może nie, ale chodzi taki podkurwiony i załamany - stwierdził. - ALe Shi go skutecznie pociesza - poruszał zabawnie brwiami.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  26. Ryu skinął głową i parsknął śmiechem.
    - Oj Akane, żebyś ty wiedziała co on mi opowiada - rzucił raczej luźno i zaraz pokręcił głową. - Tak, wiem, że to krępujące, ale zważywszy na to jak mnie ochrzaniłaś za to, że wiedziałem o Emmie od Gava i Ci nie powiedziałem, to sprawę dotyczącą ciebie lepiej powiedzieć od razu, bo wybacz ale nie wierzę, że uda mi się sfingować zaskoczenie, gdy sama mi o tym powiesz, a jak tego nie zrobię to oberwie mi się za to, że wiedziałem i nie powiedziałem - puknął ją w czoło. - Pewnie, że byłbym skrępowany - zgodził się z nią. - Po prostu... chyba jednak wolałbym, żebyś powiedziała mi na początku, a nie żebym dowiedział się później o tym że jednak wiesz - westchnął ciężko i pokiwał głową, po czym poczochrał ją po włosach. - Jasne, przetrawiaj tak długo jak to potrzebne - szepnął i gdy wrócił już na łóżko pokiwał głową. - I będę dumnie dzierżył nowe ostrza w mym ciele. Bo drewniana noga będzie kryła jedno, a hak to obrona sama w sobie - wyszczerzył się do niej. Spoważniał chwilę, kiedy rzuciła o garści rodzeństwa. - Bez kitu - skomentował. - Ludzie powiadają, że wieczorami słychać tam kotłowanie. Z domu odgłosy się rozchodzą... plotki się roznoszą, że tam twój tatuś porządnie obraca. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  27. Ryu wzruszył ramionami.
    - A to chyba nie do mnie pytanie, tylko do Gava - zauważył i skinął głową. Jasne, rozumiał to że nie chce teraz się zwierzać czy płakać. Każdy miał swoje własne tempo ku temu. Skinął głową na to jej, że wolałby i odruchowo zerknął na swoje spodnie. - Akurat jąder jeszcze nie straciłem - poinformował ją, choć było to nieco krępujące w tej chwili. Nie mniej, lepiej było mieć ten temat za sobą. Wzruszył ramionami. - Domyślam się, że wiesz - powiedział tylko. Po pierwsze Klara była z nią blisko, a po drugie Tony wspominał jak Akane wypowiadała się o jego uczuciach do Klary i szansach na dłuższy związek. Nie zamierzał poruszać tego tematu z nią, bo jeszcze by się pokłócili. Sam spojrzał w bok i przez chwilę milczał, żeby parsknąć śmiechem na wizję seksi łydeczki zamieniającej się w piłę mechaniczną zrobioną przez Tonego.
    - Już nie mogę się doczekać - skomentował i zaśmiał się raz jeszcze, gdy uderzyła go poduszką. Nawet się nie chronił przed ciosem. Złapał za to drugą, by jej oddać. - O proszę, a ja chętnie się dowiem co tam na Azylu się podziało. Jakieś pikantne szczegóły? Bo to co mi mówił Gave głównie dotyczy Ciebie i miłości Dar do mojej osoby - rzucił wprost.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. Ryu pokręcił lekko głową. Rozmawiali już o możliwości posiadania przez niego dzieci i wciąż przystawał przy swoim. Na tę chwilę nie zamierzał mieć dzieci. Nie wykluczał, że może kiedyś to się zmieni, ale nie potrzebował ich tak szybko. Trzepnął ją poduszką raz jeszcze i skinął głową. 
    - Postaram się lecieć żółwim tempem co do mojej zmiany nogi - uśmiechnął się do niej i zszedł z jej łóżka, by usiąść na podłodze. Oparł się plecami o jej spanko i przymknął oczy. - Wiesz jak jest - stwierdził. - Gave potrzebuje się czasem wygadać, a ja... - wzruszył ramionami. - ...mi to rybka co mi powie - puścił do niej oko. - No, może nie zawsze. W papę czasem zarobi, ale zazwyczaj to niegroźne gadulstwo - rzucił jeszcze i parsknął. - No, powiem ci że ostatnio bardzo się do Tonego upodobniłaś, więc myślę czy ten twój raport nie byłby lepszy - rzucił z miną znawcy. - Ohoho... zaskocz mnie - mruknął. - Zaskocz, a ja ci powiem czy trafiłaś w me luksusowe gusta.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  29. Blondyn nie dołączył do niej ze śpiewem. Zbyt wiele nasłuchał się o tym, że nie umie tego robić by śpiewać Akane, kiedy nie chciał jej zdenerwować. Śpiewać to on mógł - Grimci. Ona doceniała te gesty i sama do niego dołączała. Uśmiechnął się szeroko, ale zaraz prychnął z niesmaczeniem.
    - To ja się uzewnętrzniam i mówię Ci o czym marzę na urodziny, a ty... - pokręcił głową. - Jeszcze zobaczymy. Osiemnastki mi nie wyprawialiście to chociaż nago się ze mną przebiegniecie - rzucił wesoło.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  30. Ryu uśmiechnął się pod nosem, nie wyprowadzając ją z błędu z informacją, że tym razem akurat wcale nie trzeba było ciągnąć za język. Spojrzał przed siebie i odetchnął głęboko. Przytaknął jej jeszcze na słowa o tym, że powinna przekazać co nieco Gavowi. Tak samo jak w teorii przekazała o tym, że z Emmą spierdzielił. Wątpił by to zrobiła. To zazwyczaj jemu się od niej obrywało za ich oboje. Pokręcił głową i odetchnął raz jeszcze. Cóż, jeśli nie ona to on mu to powie, kiedy się dowie, że rozpowiedział coś w jego sprawie. Tylko, że w tej chwili nie miał jak tego sprawdzić, bo niespecjalnie mu się zwierzał.
    - Hm... - spojrzał po niej. - ...marszczysz brwi jak Tony, uśmiech też masz jego, do tego w ważnych tematach zamykasz usta i nabierasz w nie piany - podliczył ją i poruszał przy tym lekko brwiami. - Ja wiem, że nie rozgadujesz ważnych rzeczy, ale możesz przecież trochę poopowiadać o tym co robiliście, jak wam się żyło - uśmiechnął się delikatnie. - O kurde... szybko cię swatać próbowano - parsknął śmiechem i to jeszcze z takim co miał interesującą nazwę. Plujka. Ciekawe jak naprawdę się nazywał. - Mhm a to akurat - odchrząknął. - To się nie dziwię. Byłabyś w stanie być takim winowajcą, gdybyś się postarała - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  31. Ryu spojrzał po niej z figlarnym uśmiechem na twarzy i pomasował się po głowie.
    - A skąd - pokręcił głową. - Ja tylko mówię, że zamieniasz się w niego. Ten uśmiech... o ten, ten - wskazał palcem na nią, kiedy uśmiechnęła się jak blondyn. - Kropka w kropkę, za dużo czasu z nim spędzasz. Ewidentnie - odchrząknął, po czym przekręcił lekko głowę. - Tak, rozmówca ma znaczenie - zgodził się z nią. - Tylko przesadnie długo nie trzymaj tego w sobie, żebyś nie wpadła jak śliwka w kompot - mruknął. - Bo przemyślenie i panowanie nad reakcjami jest dobre, ale jak się je za długo w sobie trzyma to tak czy siak następuje wybuch - westchnął. Mówił z autopsji. Sam tak czasem miewał i starał się, by już do takich rzeczy nie doprowadzać, a przynajmniej zmniejszyć częstotliwość wybuchów. - Tak, mówiłem o pikantnych, a ty sama powiedziałaś że nie wiesz co dla mnie pikantne... wiesz takie plotki, które przed chwilą sprzedałaś... w naszej grupie znajomych mało pikantne są - odchrząknął. - Bo tych to akurat się spodziewam - zaśmiał się. - Niezwyczajna codzienność interesuje bardziej - spojrzał po niej i przymknął oczy. - Mhm... jesteś dla nich po prostu wygodną wymówką. Wojna nie zaczyna się na pstryknięcie palca - powiedział cicho. - Do niej przygotowuje się latami, nawet jeśli byłaś impulsem...w co szczerze wątpię... to po prostu wygodny zbieg okoliczności. Perun planował ją od dawna i po prostu czekał na okazję - skomentował. Taki miał pogląd w tym temacie. Spojrzał w sufit, po czym pociągnął ją za te zwisające włosy. - Weź się tak już nie wywyższaj - fuknął. - Odpowiedzialność za wojnę nie jest na twych barkach.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  32. Uniósł kciuk w górę, kiedy wspomniała, że potrafi już całkiem ładnie wszystko wyważać. Szczerze liczył na to, że to się już nie przechyli w złą stronę w takim razie, bo z tym to różnie bywało. Słuchanie o tych wyjaśnieniach i rozmowach było przyjemne, ale gdy wspomniała o podwyższeniu poziomu konwersacji to aż po niej spojrzał ze zdumieniem.
    - Wam? Nie... - rzucił teatralnie. - Niemożliwe - skomentował. - Uwierzę jak zobaczę, a na razie pozwolę sobie wątpić - wyszczerzył się do niej i parsknął śmiechem. Świat na głowie stawał nie ma co. W duchu cieszył się, że tak się stało, ale faktycznie był w tej kwestii niedowiarkiem, więc poczeka z wyrokiem na to jak zobaczy ich w gorącej dyskusji razem. Wtedy dopiero da się ocenić to podwyższenie kwalifikacji rozmowy. Kiedy mówiła o dzieciach jej wyraz twarzy zmienił się, a on to dostrzegł. Stał się łagodniejszy i bardziej przepełniony miłością. Miło było ją taką widzieć. Zaśmiał się na podsumowanie z "nudystką".
    - Uważaj by za dużo z niego jednak nie brała - również zerknął w stronę Gavina, którego Gave mu udostępnił. - Bo przepadnie... - odchrząknął i pokiwał głową. Uśmech nie schodził mu z twarzy, gdy wspominała o tych myślach. Odruchowo sięgnął do jej twarzy i pogłaskał ją po czole. Głównie dlatego, że ręce miała za daleko. - To naturalne, że takie myśli czasem cię nachodzą - przytaknął, odsuwając swą dłoń. - Teraz tylko nie dawaj im wiary, a jak ta się zachwieje... to odszukaj w pamięci dobrego wspomnienia i ją przegoń - rzucił cicho, po czym nie odpuścił i zabrał się za jej włosy na poważnie. Przeczesał je palcami i podzielił na pięć pasm. Zaczął je powoli przeplatać między sobą, patrząc tylko na te jej włosy. 
    - W Argarze nastrój dość bojowy - powiedział w końcu. - Zbroimy się, przygotowujemy do wojny. Jest dość sporo do zrobienia, ale prace wrą i nawet szybko idą - uśmiechnął się lekko. - Melio chodzi cały podirytowany, wyraźnie tęskni za Rei - przyznał szczerze. - Yensen... ćwiczyłem z nim moje klony i ćwiczę mój szósty zmysł. Mam go odpalonego na okrągło aktualnie - mruknął. - Nie mniej, koniec końców to Shi mi pomogła najbardziej. Morderstwo klonów sprawia, że tracę przytomność... ale z każdym morderstwem na krótszą chwilę - skomentował tylko. - Więc jeszcze trochę, a w ogóle nie będę jej tracił - uśmiechnął się pod nosem. - Ach... no i teraz będę Tonym - poinformował ją. - Sprzedam ci gorący temat - powiedział, powoli kończąc zaplatanie warkocza. - Emma jest w ciąży - mruknął. - Z Mohe - dodał. - Z tego co widać... to nie jest za dobrze między nimi, ale to tylko moja obserwacja. Nie rozmawiałem z nimi - przyznał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  33. — Właśnie dlatego wszyscy się szykujemy i robimy co w naszej mocy. Masz smykałkę do miecza, a ze sztyletami i magią robiłaś bardzo ciekawy pogrom z tego co widziałem. Zresztą jak każdy. Liczę, że nikt nie ucierpi śmiertelnie — powiedział do niej, uśmiechając się w taki sposób, aby chociaż próbował chociaż trochę pokrzepiająco wyglądać. Przytaknął głową na jej kolejne słowa. — Masz silnego ducha w takim razie. To dobrze. Podszedł i wsiadł na swojego moserta. Ruszył z Akane w dalszą trasę.
    — Wytyczyłem wstępną trasę na naszą misję — zagaił. — Jak dobrze pójdzie będziesz miała okazję zobaczyć kilka ciekawych wiosek, poza głównym celem chciałem też zrobić mały rekonesans. Przy szachach można więcej o tym porozmawiać — zagaił, aby odciągnąć ją od trudnych myśli.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  34. Ryu przytaknął. Dokładnie. Musiał to zobaczyć na własne oczy. Żadne przekonywanie go słowne nie miały tu racji bytu. Nie w tym temacie. Na wieść o genach, parsknął tylko śmiechem, a kiedy wspomniała o tym, że popracują nad tym z Gavem, uniósł kciuk w górę. Akurat w to wierzył i widział, jak Gave działa w stosunku do dzieci. Kochał je i na pewno jej pomagał w wychowaniu. W tym wypadku nie miał wątpliwości. 
    - Hm? - uniósł wzrok znad jej włosów i uśmiechnął się do niej czarująco. - Ogarniam twoją rozwichrzoną fryzurę - poinformował ją, puszczając do niej przy tym buziaczka i wracając do przeplatania. - A co? Za mocno ciągnę? - uniósł lekko brew i chwilę później, zanim cokolwiek padło z ust Akane, pociągnął ją znacznie mocniej. Po czym zajął się opowiadaniem o Argarze, dopóki nie padło parę pytań.
    - Nie tyle wyłączyć co nieco wyciszyć - spojrzał po niej. - Wiesz to u mnie działa inaczej... ja na przykład już teraz wiem co powiesz za minutę - odchrząknął. - To często upierdliwe... - przyznał. - Bo jeszcze miejscami gubię się z tym co naprawdę ktoś powiedział, a co usłyszałem w głowie - wyjaśnił jej. - Jak mi z nim? Miejscami bardzo dobrze, innym razem wkurwiająco źle - parsknął śmiechem. - Nie jest lekko odseparować rzeczywistość od przyszłości - mruknął. Pokiwał głową, gdy wspomniała o ćwiczeniach.
    - Ćwiczyłem z Shi - mruknął. - Zwłaszcza na początku, kiedy była obawa, że zginę podczas tego procesu - dodał. - Potem w warunkach domowych... dziwnie było mordować swojego klona raz za razem... - westchnął i odetchnął głęboko. - Ale w tej chwili tracę przytomność na dwie minuty... to wciąż dużo, ale znacznie mniej niż na początku - przyznał i popatrzył po niej. - I tak wiem, w dwie minuty można mnie zabić na dziesiątki sposobów - zgodził się z jej niewypowiedzianymi jeszcze słowami. - Dlatego na polu walki będę uważnie nimi operował, ale zmniejszyłem czas nieprzytomności z dwóch godzin do dwóch minut, a to duża poprawa - mruknął. - Jeszcze nie jest idealnie, ale jesteśmy na dobrym tropie... swoją drogą, robię się odporny na ból związany ze śmiercią - mruknął jeszcze, dmuchając sobie w grzywkę. - I nie tylko... aktualnie jakieś uderzenia, które otrzymują klony nic mi nie robią... - mruknął. To akurat był pozytywny efekt ćwiczeń z mordowaniem klonów. Odsunął dłonie od jej włosów, gdy usiadła i zmarszczył lekko brwi. Potwierdził informację o Emmie skinieniem głowy. 
    - Chciałbym, ale jestem aktualnie śmiertelnie poważny - oznajmił, obserwując to jak krąży. - Hm? Co ci chodzi po głowie? - zapytał jej spokojnie. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  35. Tony postukał się po brodzie i powoli przytaknął.
    - Tak, to że została jako pierwsza Latrala wskrzeszona wynika z legendy o niej. Jak wiadomo legendy nie zawsze są prawdziwe, ale zakładając, że ta ma więcej prawdy niż fałszu w sobie - spojrzał po Akane. - Wówczas możemy założyć, że Kali była pierwszą, którą wskrzeszono. Wskrzeszono prawidłowo i pokazano, że da się to robić - pokiwał głową. - Lotta może być w bezpośredniej linii Kali... ale to jest tak zwany long shot - skrzywił się. - Niepotwierdzony żadnymi dowodami, chyba że weźmiemy pod uwagę siłę. Skoro Lotta wydawała się być silną Latrala, jedną z silniejszych to jest możliwość, że jej bezpośrednim przodkiem była Kali - powiedział stukając palcami o tablicę. - Racja, Loretta mogła chcieć stać się drugą Kali, lub ją przewyższyć - zgodził się z nią. - No dobrze, może i masz rację, że zmieniło się dużo, ale co jeśli zmieniło się bo uwierzyłaś, że się zmieni po rytuale? Co jak co... i kto jak kto... ale ty akurat na pewno byłabyś w stanie ustabilizować swą moc - stwierdził. - Nie mówię, że to "placebo" jest na sto procent prawdziwe, ale... no jest to jakaś tam możliwość - powiedział. - Co jeśli ten rytuał miał inny cel? - zaproponował, patrząc jej prosto w oczy. - Na przykład przetestowanie ciebie, czy faktycznie jesteś w stanie zapanować nad swoją mocą? - spróbował od tej strony. Przyjrzał się temu co pisze o Latrala i zmarszczył lekko brwi. - Fakt, oni są jak puste pudełka - przyznał jej rację. - Przynajmniej ta jedna którą poznałem - dodał mając na myśli jej matkę. - Ale czy Mey też jest taka pusta? Nie okazuje żadnych emocji? - zainteresował się, spoglądając po Akane. Do pozostałych punktów tylko jej przytaknął, bo były prawdopodobne. Choć przy odpowiedzi na swoje pytanie, podrapał się lekko po głowie. - Okay, czystość krwi rzeczywiście może mieć znaczenie - pokiwał głową. - Ale zobacz, w tej księdze jest mowa i o innych hybrydach... - mruknął. - Może to wcale nie musiałaś być ty - westchnął ciężko. - No nic, dobra, na razie nie mam jak obalić twej odpowiedzi - przyznał z lekkim uśmiechem. - Ale poszukam... poszperam... może można przenieść twój los na kogoś innego...

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave spojrzał po niej przenikliwym wzrokiem i uniósł lekko brew.
    - Znowu bronisz gnoja, bo czujesz coś podskórnie? - zapytał jej wprost. - Dla mnie sprawa jest jasna, jeśli gnój będzie chciał się zmienić i normalnie pogadać to możemy pertraktować. Jeśli nie... no to sorry, zostanie gimbazą - skomentował. - Mógł sobie być samotny i mieć wiele obowiązków na głowie, ale to nie usprawiedliwia jego zachowania - stwierdził. - Tak jak i mojego - mruknął jeszcze wzdychając ciężko, po czym uniósł lekko brew i pokręcił głową. - Dziś nie zamierzam się z tobą bić - rzucił cicho i wstał z miejsca, chwiejąc się nieco. - Ohoho... jak ja dojdę do swojego pokoju to nie wiem - jęknął ponownie siadając i rezygnując z pomysłu powrotu do domu. Na pytanie czy próbował hotdogów skinął głową. - A no - przyznał. - Nie są jakieś najgorsze - mruknął. - A to, że go nie zjem nie znaczy że zwrócę życie ubitemu Mosertowi - zauważył cicho i podrapał się po głowie. - Poza tym dzięki temu miałem okazję porozmawiać z paroma osobami tam - rzucił lekkim tonem. - I muszę pobrać więcej lekcji Phyonixowego, bo inaczej wszystko pójdzie na marne - skomentował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. - Gdzie ty masz oczy? - zrobił wielkie i zszokowane patrzałki i uśmiechnął się do niej krzywo ruszając przy tym brwiami. - Ty zawsze wyglądasz uroczo. Nie jestem pewien czy i ogolenie cię na łyso coś by tu pomogło - dołączył do niej ze śmiechem. - Ale słuchaj... zawsze możemy spróbować - dorzucił po chwili namysłu. - Daj tylko znak, a ja z ogromną ochotą i przyjemnością zgolę ci te kudły - pokazał jej przy tym język, raz jeszcze pociągając jej włosy trochę mocniej, ale i kontynuując zaplatanie warkocza. Pokiwał lekko głową w odpowiedzi na jej słowa dotyczące tej części jego umiejętności. Tak, to zdecydowanie wybiegało poza iluzję. Tylko, że on miał dwoje rodziców. Podejrzewał, że istniała duża szansa, że po drugim odziedziczył właśnie to, a może nawet więcej... 
    - Muszę się ostro pilnować, żeby za wcześnie czegoś nie powiedzieć - przyznał spokojnie. - To męczące - mruknął. - Mieć to odpalone 24 godziny na dobę, ale trenowałem z Yensenem i no w którymś momencie chciałem za szybko. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że trzeba się do tego przyzwyczaić i nie uciekać od tego - rzucił krótko. Podrapał się po głowie, gdy zapytała o nieprzewidywalne osoby. - Nie spotkałem jeszcze tak nieprzewidywalnej osoby, żeby to nie działało - skomentował z lekkim uśmiechem. - Być może miałbym z nimi problem, choć szczerze? Wątpię - mruknął. - Zdarzyło się już parę nieprzewidywalnych zdarzeń, które udało się mi uniknąć, bo wiedziałem o nich szybciej - mruknął. - Nie wiem tylko jak daleko mogę sięgnąć - spojrzał jej prosto w oczy. - Na tę chwilę dopiero to testuję - rzucił luźno i lekko się jej ukłonił. - A dzięki, dzięki - wyszczerzył się do niej. - Nie, nie. Nie chodzi mi o śmierć. Ta, ma tyle rodzajów, że na wszystko nie jesteś w stanie się uodpornić - skomentował. - Nie wiem, kim trzeba by być, żeby to zrobić. Nie sądzę by nawet Gave to potrafił - wzruszył ramionami. Nie ujmując temu chłopakowi, ale uodpornienie się na każdą śmierć zdawało się po prostu niemożliwe. - Tak, chodzi o to, że przez to ile razy zamordowałem swe klony... zauważyłem, że ból jaki otrzymują, gdy żyją, gdy walczą... już mnie tak nie łapie - mruknął. - Jest jak nieprzyjemne mrowienie, ale nic więcej - dodał. Jasne, ten większy jeszcze go czasem nieco zaskakiwał, ale był na dobrej drodze do wyeliminowania i tego odczuwania. Obserwował ją, gdy chodziła po pokoju, a także gdy skosztowała nalewki. Słuchał tego co mówiła o Mohe i Emmie i przytaknął tylko. Sam raczej był zwolennikiem, że w tym wypadku lepiej się nie wtrącać. Zwłaszcza, że chodziło o coś tak newralgicznego jak ciąża, ale ostatecznie zerknął w sufit i przeniósł wzrok na tatuaż, który mu Mohe zafundował dawno temu.- Wskoczę do Mohe jak wrócę z tej małej wycieczki - stwierdził tylko, po czym zerknął na nią, kiedy usiadła tuż obok niego. - Phi, co ty myślałaś, że co ja robiłem w sierocińcu całymi dniami, hm? Warkocze to pierwsza umiejka, którą zdobyłem zaraz po perfekcyjnej kitce - poinformował ją ze śmiechem. - Rybie, kłosy, cztero-, pięcio-warstwowe, koczki z warkoczy... oj nie wiesz ile małe dziewczynki chcą fryzur - odchrząknął. - Poczekaj chwilę a się dowiesz - dał jej kuksańca w bok. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  38. — Tak, medytacja jest bardzo pomocna — zgodziła się z nią, bo i jej to bardzo pomagało ostatnio, jeśli chodziło o lepsze zrozumienie samej siebie. — Masz ciężko z dyskusjami, jeśli chodzi o uparte jednostki — zauważyła, uśmiechając się do niej ciepło. — Czucie cudzych emocji i uniesień musi być wyczerpujące, ale dzięki temu możesz też lepiej zrozumieć co czują inni, prawda? Zwłaszcza, kiedy lepiej nad tym panujesz — powiedziała. Zaraz bardziej się rozpromieniła. — Naprawdę cieszę się, kiedy widzę jak się przy nich uśmiechasz. Martwiłam się, kiedy mieliście trudniejszy okres. Cieszę się, że to już za wami — miała tutaj na myśli oczywiście całą grupę, o której wcześniej Akane mówiła ze smutkiem, kiedy się żaliła, że czuła się, jakby nie miała prawa do własnych emocji nawet pośród przyjaciół. Sama się lekko zaśmiała.
    — Moja ulubiona wersja Akane, zwłaszcza, kiedy się uśmiecha — odpowiedziała jej, puszczając oczko. — Miło mi to słyszeć. Tłumienie emocji nie kończy się zbyt dobrze, popatrz na przypadek mój i Cydar. O wiele lepiej jest być ze sobą szczerym, nawet jeśli ma boleć. Poza tym… wydaje mi się też, że lepiej zmierzyć się z konsekwencjami danych emocji czy czynów niż żałować, że coś się ukrywało, nie zrobiło się czegoś i zastanawiać się - a co by było gdyby? — powiedziała, przyznając jej rację. Nie mówiła już, że tym bardziej, jeśli Akane po części była Latrala i jej emocje były częścią jej własnych mocy. Osobiście uznawała to tłumienie w sabacie za coś złego, coś co blokowało u nich zdrowy rozwój. Przytaknęła jej na słowa o bramach i zapisała to sobie w notatkach.
    — Skoro o tym wiemy, musimy pilnować, aby do tego nie doszło — spojrzała uważniej po Akane z ciepłym, czułym wyrazem twarzy. — Zdajesz sobie sprawę, że wszyscy skoczymy za Tobą w ogień prawda? A ja nawet w lód — zapytała. Bramy miały nawiązywać do pozbawiania jej emocji. Odcięcie jej od ciepłych uczuć zdawało się tutaj logiczne. Chciała się upewnić, że An czuje się wspierana. — Jesteś ważną częścią życia wielu osób, czujesz to? — zadała jeszcze kolejne pytanie. Zastanowiła się przez chwilę. Zerknęła zaraz na księgi odnośnie klątw. Zaczęła przewracać kartkami. Szkoda, że nie mieli jakiejś instrukcji rzucanych przez Lartala klątw, ale akurat tego tata w swojej bibliotece nie posiadał.
    — Mówimy o inkantacji i bramach, czymś co by miało Cię skłonić do odcięcia się od emocji… może inkantacja musiałaby uderzyć właśnie w to? Coś w stylu Samotna Akane, albo pusta Akane… jak puste naczynie… żeby zrobić ten cały szajs z Lottą. Jeśli dobrze myślę i rozumiem to co mamy teraz, moglibyśmy odwrócić rytuał, gdybyśmy poznali tylko zarys inkantacji, która Cię splątała z klątwą. Wtedy moglibyśmy stworzyć własną inkantację, zwłaszcza, że jesteś Latrala i masz w tym dowolność. To byłby co prawda skomplikowany rytuał i na kilka osób, ale zobacz na ten rozdział, uważam, że najbardziej pasuje do tego co aktualnie przegadałyśmy — pokazała jej księgę, żeby sama mogła przeczytać wszystko. Książka była pisana dość archaicznie, gdzieniegdzie w obcym języku, ale na kartkach było tłumaczenie, z którym pomagał ojciec. Przytaknęła głową, gdy powiedziała, że nie pamięta.
    — Strzelać będę, jak znowu będę potrzebować, a Ty powiesz, że nie wiesz jak to teraz powtórzyć — poruszyła wymownie brwiami. — Takie kąpiele są bardzo przydatne. Po walce od razu można iść na posiedzenie rady — zaśmiała się lekko. Przytaknęła głową.
    — Rozumiem, dobra alternatywa — zgodziła się z nią. Jeśli jej przyjdzie do głowy coś związanego bardziej z duchami pójdzie wtedy z tym po prostu do Gava w takim razie, jeśli Akane chciała mieć taki tajny plan. Nie mówiła jej jednak o tym, skoro chciała nie wiedzieć, to lepiej też niech nie wie kto jest zamieszany. Uśmiechnęła się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Pewnie, ja nie też nie mówię, że masz od razu iść. Rozumiem Cię. Po prostu informuję, że w razie co też jestem opcją. A tak to będę trzymać kciuki nad Twoim samodzielnym rozwojem. Tak czy siak takich podwójnych ognistych fuzji też się nie mogę doczekać. Już mam suchary po udanych atakach — uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała na kilka żartów, które miała już w myślach.
      — Tak, ale jego na arenę nie wyzwę. Nie teraz. Na razie chcę skopać mu dupsko i wyśmiać prosto w twarz — powiedziała konspiracyjnie. Chodziło jej oczywiście o Ashana za te wszystkie pierdolone “już byś nie żyła”. Tak ją to wkurwiało, że sama chciała mu zafundować taką wiązankę. Ale takiego pokazu dziecinności nie chciała publicznie pokazywać. To była sprawa między rodzeństwem.
      — Tylko to miała być bariera a nie kamuflaż — pokręciła głową. — Echh… kurwa. Trudno. Kamuflaż jest, spoko — mruknęła. Zmniejszyła nacisk trzeciej runy i bariera stała się bardziej przejrzysta w kilku miejscach. — Normalnie runa ma tworzyć obsydian, ale do takiej siły jeszcze nie doszłam. Poza tym powinnam kontrolować widoczność. To runa krzepnięcia - ogólnie pochodzi bardziej z magii krwi, więc ciężko ją teraz dostosować, więc muszę z tym sporo ćwiczyć. Ale coś już jest. O wiele łatwiej jest mi tworzyć rzeczy do ofensywy aktualnie też. Myślę, że ta druga bariera poszłaby nam o wiele łatwiej — powiedziała. Bariera ochronna w końcu zniknęła, a Darcy od odskoczyła i zgięła się ze zmęczenia. Przetarła pot z czoła. Nauka od nowa była mimo wszystko bardzo wyczerpująca.

      Darcy

      Usuń

  39. Ashan przytaknął na jej pierwsze słowa i nie komentował więcej.
    — Tak, mamy trop za tym podejrzanym. Słyszałaś o nim, prawda? Z raportów udało się wytyczyć jego trasę. Będziemy szli przez Siviet, potem przy granicy z Fasach w stronę Fjelodd. Liczę, że na tamtych terenach uda nam się przy okazji zrobić małą partyzantkę. Zniszczyć kilka dostaw, może zostawić jakieś zasadzki. Jeśli chodzi o konkretne plany, myślę, że przy szachach taktyczne myślenie będzie przyjemniejsze — wyjaśnił jak on to widział. Nie mniej jeśli teraz chciała coś powiedzieć w tym temacie, nie miał zamiaru jej przecież uciszać. An powinna sama wiedzieć, że Ash nie przeszkadzał jej w wyrażaniu własnej opinii. — Teraz jedziemy przez ten kanion — wyjaśnił, wskazując na zakręt, za którym zaczynał się pustynny kanion.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  40. — Więcej powiem jak będę miał przy sobie mapy, nie dam sobie ręki uciąć, że pamiętam dokładnie tamtą mapę. Niezbyt często bywam w tamtych okolicach, żeby z głowy o wszystkim mówić. I tak, najlepsze plany będą już na miejscu, tu się zgadzam. Można jedynie wstępnie pomyśleć czy czegoś zawczasu nie przygotować — powiedział ze spokojnym wyrazem twarzy. O ile tereny Fasach były mu znajome, to akurat nie te graniczące z Fjelodd, chodził tam zawsze od strony Siviet, więc sam będzie musiał zrobić na miejscu rozeznanie na nowych terenach. Misja wydawała się przez to całkiem interesująca swoją drogą. Sam spojrzał uważniej po kanionie.
    — Phyonix jest piękne, to prawda — spojrzał uważniej po kanionie. Faktycznie gdzieniegdzie były skupiska trawy. — Jakieś mniejsze stado mogłoby tutaj trochę czasu spędzić — zgodził się z nią. Kanion zapewniał ochronę przed ewentualnymi burzami piaskowymi.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  41. Darcy przez chwilę milczała,uważnie słuchając wszystkiego, co powiedziała Akane. Wydęła na chwilę policzki, po czym wypuściła powietrze.
    — Wiesz… — zaczęła spokojnie. — To, że ludzie zakładają maski, nie zawsze wynika z tchórzostwa. Czasem to zwykły mechanizm obronny. Strach przed odrzuceniem, przed wyśmianiem, przed utratą twarzy. — zaczęła wymieniać na palcach — To nie znaczy, że są fałszywi. Czasem po prostu nie czują się bezpiecznie, albo muszą pokazywać coś innego. Ja na przykład nie pokaże w trakcie audiencji, że rani mnie, kiedy ktoś nazywa mnie brudnym mieszańcem, czy jestem wyraźnie znudzona czy zirytowana jakimiś słowami kawalera, czy panny, którzy próbują wbić się w aranżowane małżeństwo, bo takie sytuacje się zdarzają. Ale ciężko wtedy zachować prawdziwe emocje i nie zranić innych, nie robić przy tym skandalu. Są też osoby, które po prostu boją się zostać zranionymi przez swoje uczucia — powiedziała co myśli w tym temacie. Patrząc jej prosto w oczy. Sama bała się złamania swojego serducha z początku, dlatego nie mówiła Ryu o tym co czuje, kiedy była w Argarze. Wiedziała, że będzie z Klarą i nie chciała żeby o niej wiedział - to było niepotrzebne. Przynajmniej dla niej. Teraz oczywiście zmieniła zdanie i były sytuacje, gdzie emocji nie chciała kryć. Niemniej nie wszędzie mogła sobie pozwolić na pełną szczerość.
    — Ty masz w sobie odwagę, żeby być autentyczna. To piękne, ale też… kosztowne. Sama mówisz, że potrafi zaboleć. Podziwiam, że dajesz radę i chcesz taka być. Ja też pokazuje coraz więcej własnych emocji, biorąc z Ciebie przykład. Ta szczerość to siła, to prawda, ale rozumiem, dlaczego niektórzy chowają swoje uczucia i emocje — wyjaśniła, uśmiechając się do niej ciepło. Uśmiechnęła się szerzej, gdy Akane powiedziała, że są dla niej ważni.
    Była skupiona, gdy Akane opowiadała o bramach. Pokręciła głową.
    — Sorki, mi nie chodziło o Twoje poziomy mocy tutaj. Czasami mówię bez składu. Chodzi mi o zastanowienie się, czy nie masz powiązania ala bramy jak mój tata. U taty do aktywacji klątwy było potrzebne kilka etapów. Może u Ciebie jest dokładnie tak samo? Wtedy moglibyśmy pomyśleć o takim odkręcaniu — wyjaśniła spokojniej. — Bo to o czym mówisz brzmi na skomplikowany rytuał i skomplikowaną inkantację, wątpię, żeby to miało jakiś jeden etap aktywacji —- dodała zaraz, stukając piórem o kartkę. — Jasne, rozumiem Cię. Ja tutaj mówię bardziej o planie awaryjnym. Czymś, kiedy nie zostanie nam żadna inna opcja. Własny rytuał na własnych zasadach — przytaknęła jej zaraz głową. — Oczywiście, że nie wchodzi. Pokonamy je na własnych zasadach — zgodziła się z nią. Nie chciała zabijać nikogo w tym temacie, kto na to nie zasługiwał. Zastanowiła się chwilę.
    — I taką wodę, którą rozmroziłaś możesz kontrolować, tak? — dopytała zainteresowana. Pokręciła głową.
    — Tutaj nie chodzi o wzmocnienie mnie samej. Chodzi o to jak ja panuje nad własnymi runami i mocą, a tego nie dasz rady raczej wzmocnić. To moja własna esencja i mózg. Nie mam aktualnie takiej zdolności, żeby trzymać ochronną interpretację na dwóch runach i przy okazji wynieść pełnię mocy z runy utwardzenia lawy. Łatwiej mi posługiwać się runami ofensywnymi, ogniem, który spala wszystko co żyje, huczącą lawą. Łatwiej jest coś zniszczyć ogniem niż ocalić. Przynajmniej mi. Ofensywna bariaria to coś co już umiem bez problemu zrobić. To co robiłyśmy w drodze do azylu aktualnie będzie miało problem z powtórzeniem niestety. Moja przemiana jest inna i rdzeń moich zdolności też, nie panuje już nad krwią tak jak wcześniej — wyjaśniła. Położyła się na podłodze, oddychając głęboko. — Ja chętnie, unormuje oddech.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  42. Ashan siedział spokojnie, kiedy Brat przemierzał miarowym krokiem kanion. Tempo nie było ani za szybkie, ani za wolne - idealne, aby nacieszyć oko krajobrazami, nie spędzając jednocześnie całego dnia w siodle. Sam skupił się na oglądaniu okolicy, chociaż on zamiast piękna przyrody sprawdzał czy nie ma nigdzie żadnych podejrzanych śladów. Czy szlak był uczęszczany, jak bardzo wydeptany był kanion i czy dalej nadawał się na najbliższy wypas. Odpalił w pewnym momencie papierosa i zaciągnął się. Wypuścił dym, myśląc chwilę nad pytaniem Akane.
    — Nie boję się. Zmiany zawsze niosą pozytywne i negatywne skutki, nie ma utopii i nigdy nie będzie idealnie. Uważam jednak, że izolacja jest gorsza. Te piękne miejsca mogą też zniszczyć wojny domowe między nami samymi, albo drapieżniki, albo jakimś cudem burza piaskowa się przedrze, nic nie jest na zawsze. Wolałbym jednak, aby tutejsi ludzie nie zmienili się w szaleńców z kompleksem wyższości rasowej jak zwolennicy Peruna. W pewnym sensie ja i rodzeństwo też jesteśmy obcy. Wiesz jak często w slumsach mówią na nas brudasy? Skaza na dumnej, ognistej krwi majestatycznych istot? Albo niegodne demoniczne nasienie. Skoro Kapłanka zakochała się w demonie, dlaczego mamy więc trzymać granice zamknięte dla innych? Od trzymania porządku jest prawo, nieważne kto nie będzie go stosował - feniks, fenalis, człowiek czy ork, moim zdaniem każdy ma prawo żyć tam gdzie chce, rozwijać, podróżować. Poza tym izolacja granic jest zła dla skarbca i majątku ludzi, zamykamy się na wiele możliwości handlowych chociażby. Kraj powinien się rozwijać, a my jesteśmy w dość dobrej pozycji, aby powoli się ujawniać. — wyjaśnił swój punkt widzenia.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  43. Gave wywrócił tylko oczyma.
    - To życzę ci, żebyś  nie traciła na niego czasu - mruknął tylko. - Aha... niespecjalnie chciałbym, żeby koleś kręcił się obok maluchów - dodał jeszcze. - A przynajmniej nie w osobności. Nie rozpoznaje swoich własnych pracowników, a co dopiero zająć się dzieckiem - odchrząknął. - Nie, temu panu podziękujemy - dodał jeszcze. Nie zamierzał komentować jej dalszych słów, ale też niespecjalnie miał ochotę poznawać gościa lepiej. Na słowa o odprowadzeniu pokiwał wdzięcznie głową i pomasował sobie skronie. - Mhm za chwilę tak - potwierdził. - Kac gigant będzie, a ja czuję że jeszcze chwila i będziesz miała zdechłe ciało tu - dodał jeszcze i uśmiechnął się krzywo. Na wieść o mięsie Moserta w swojej diecie pokręcił głową. - Szczerze? Nie smakowało aż tak wyśmienicie, by mnie to w jakiś sposób skusiło do urozmaicenia swej diety - przyznał szczerze i zgodził się z nią w sprawie języka. - Oj tak... a wymawia się jeszcze gorzej - szepnął. - Dar trochę mi tam nawkładała i jakieś tam podstawy znam, ale to za mało do idealnej przykrywki - mruknął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  44. —- Poprzednia rasa? — dopytał, bo nie bardzo rozumiał, co miała przez to na myśli. Uśmiechnął się kącikiem ust. — Tak, bardzo łatwo jest chcieć pozbyć się tego co nie znamy. Zazwyczaj łatwiej odrzucić coś nowego i przystać do tego co jest już od lat, nawet jeśli zmiany mają coś poprawić — przyznał. Zastanowił się chwilę, kiedy mówiła o fenalisach. — Fenalis zawsze są wyjątkowi, to znaczy nigdy nie wiesz co po kim odziedziczą, jak będą działać ich moce, aczkolwiek teraz większość patrzy na nas jak na normalnych mieszkańców tego królestwa. Co prawda z tytułami, ale jednak. Mimo wszystko dalej słyszy się od niektórych, że nie powinniśmy istnieć. Tyle dobrego, że nie mają dużo do powiedzenia w tym temacie — uśmiechnął się nieco szerzej. Aktualnie miał wrażenie, że rasizm szerzył się głównie w slumsach, a nie każdego światopogląd dało się zmienić. — Patrzę na Phyonix z różnych perspektyw. Wierzę, że z czasem ludzie będą chcieli tu mieszkać, a nasi ludzie będą chcieli zamieszkać też gdzieś indziej, czy po prostu podróżować, Ci którzy wychodzą, zwiadowcy, Gromy, są osoby, które są zachwycone innym światem, a wam też się tutaj podoba, prawda? Jeśli ktoś chce tutaj osiąść i założyć rodzinę… zależy od tego jak się wpasuje w tym klimat, czy nie będą mu przeszkadzać temperatury, zwyczaje, każdy kraj ma swoje tradycje i jeśli chcemy w nim zamieszkać, trzeba się trochę dostosować. Myślę, że jest to możliwe. Ja nie miałbym problemu, ale ja tutaj mieszkam, wiem jak wygląda tutaj życie i uważam, że ktoś obcy może tutaj znaleźć dom, jeśli by chciał. Nie jestem pewny czy to politycznie spojrzenie, staram się to analizować. Z drugiej strony, ciężko nie politykować rozważając zamieszkanie w nowym miejscu - to jednak ważna kwestia, to czy moja mentalność jest zgodna z mentalnością kraju, w którym chcę żyć, czy będę się czuć tutaj dobrze, czy zostanę ciepło przyjęty - moim zdaniem Phyonix jest na dobrej drodze, aby takim miejscem być, ale dalej jest przed nami pracą, którą musimy wykonać, aby w pełni spełniać te kryteria — wyjaśnił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  45. Uśmiechnęła się do Akane. Niezrozumiały się w takim razie z początku. Przytaknęła jej ruchem głowy, na znak, że teraz wszystko jak najbardziej rozumie.
    — Bycie ze sobą szczerym jest lepsze, tutaj mamy takie samo zdanie. Dla samego siebie najlepiej być sobą, jeśli ktoś ma z tym problem to jego strata — zgodziła się z dziewczyną. Sama miała zamiar szczerze podchodzić do własnych myśli i uczuć, nie było to proste, ale każdego dnia starała się iść w tym kierunku i bardzo lubiła samą siebie w takim wydaniu. Nie miała więcej zamiaru wstydzić się tego co siedzi w jej głowie. Przytaknęła jej głową, poważniejąc na twarzy.
    — Tak, myślę, że tak. To o czym mówisz w Twoim przypadku brzmi na bardzo złożone zaklęcie, jeśli klątwa, która Cię dotyczy miałaby się spełnić i mówimy tutaj o tym, że do Ciebie został przyczepiony fragment duszy, jeśli chcą coś dalej z tym zrobić taka klątwa żeby działała powinna być etapowa i warunkowa, bo gdyby miało być inaczej, to czemu nie uaktywniły tego od razu? Dlaczego wszczepiły tą duszę? Co chcą osiągnąć? Moim zdaniem najpewniej chodzi o przejęcie kontroli. U mojego taty dusza straciła wolną wolę, a już takie pozbawianie decydowania o sobie jest bardzo trudne i wymaga stworzenia bram oraz określonych warunków nawet dla potężnych, niemal boskich istot. A Latrala to jednak tylko Sabat, potężny i groźny, ale to śmiertelnicy. Więc myślę, że stworzyli bramy, które musisz przejść, aby tą klątwę uaktywnić. Zrobić miejsce na to, aby ta klątwa mogła, że tak powiem Cię wypełnić. To są oczywiście moje domysły i nie znam pełni ich mocy. Mimo wszystko po tym co czytałam przez całe życie, a uczyłam się sporo o takich klątwach ze względu na tatę i Asha to moim zdaniem najlogiczniejsze bramy byłyby takie, które stopniowo pozbawiłoby Cię chęci do czucia i życia, aby stworzyć z Ciebie naczynie, które można przejąć. Poza tym macie spore powiązania z cudzymi emocjami. Biorąc to pod uwagę, gdybym chciała przejąć Twoje ciało do kontroli, postawiłabym warunki, które przy sporych wątpliwościach pozbawiają Cię danej emocji, aż nie będziesz mogła nic czuć. U taty było tak samo. Myślę, że jeśli przestaniesz czuć dusza Loretty będzie mogła zalać Cię własnymi myślami, jej emocje, jej cele, jej wola będą mogły manifestować się w Tobie, aż zostaniesz wymazana jako Akane, albo się połączycie i Akane będzie działać jak Loretta chce, bo nie będzie miała własnego zdania — pomyślała jeszcze przez chwilę. — Mówiłaś też, że kolejne stopnie mocy przy rytuałach zwiększenia poziomu Latrala, że one sprawiają, że łatwiej ignorować Ci cudze i że te wiedźmy zdają się działać jak bez swoich, tak? To też mi bardzo podpowiada, że może chodzić o odebranie Ci emocji, bo dlaczego tak Cię namawiają do tego szkolenia i podnoszenia poziomu? Po co chciałyby wzmacniać kogoś kogo przeklęły? Muszą mieć w tym ukryty cel. I moim zdaniem to wszystko bardzo subtelnie idzie w stronę pozbawienia Cię emocji i wolnej woli. Takie jest moje zdanie — wyjaśniła, po czym wzięła jedną z ksiąg i otworzyła ją przy opisie klątwy, która dotknęła jej ojca. O tym był cały ogromny rozdział, opisujący różne warianty z różnych szkół magii. —- Powinnaś to przeczytać w wolnej chwili, może coś Ci zaświeci. Sama mówiłaś, że o waszej magii można sporo wyczytać między wierszami. Ten rozdział zdaje mi się być zgodny z naszymi domysłami, może wyniesiesz o wiele więcej niż ja. Ja tylko teoretyzuje.
    Słuchała zainteresowana, gdy mówiła o runach i tym, że teraz nie pamięta. Wzruszyła lekko ramionami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — No trudno, w każdym razie to co zrobiłaś było ekstra. Fajnie mieć tak szerokie zdolności, a pilling brzmi bardzo odżywczo dla skóry, może się skuszę na magiczną maseczkę w takim razie, któregoś dnia dla ujędrnienia skóry. Trza utrzymać wizerunek ślicznotki — zaśmiała się i poruszyła sugestywnie brwiami.
      Darcy leżała. Unormowała już oddech i patrzyła po Akane ze spokojnym uśmiechem na ustach. — Myślę, że to byłby lepszy pomysł. O ile nauczyłam się każdej runy od nowa dość szybko dzięki medytacji i pazurka od Cydar tak kontrolowanie kilku na raz jest bardzo trudne i męczące. Możemy spróbować z samym stelarzem ode mnie. Mogę otworzyć niski okrąg, a Ty postawisz barierę, tak? — dopytała. — Nie przejmuj się, już mi lepiej. Po prostu kontrolowanie trzech i więcej run to tak jakbyś chodziła po linie, trzymając coraz więcej obciążników, jasne, da się iść, ale jest coraz ciężej i łatwo stracić kontrolę. Na ten moment moja twarda bariera po prostu odpada — powiedziała. — Więc zdam się tutaj na Ciebie — uśmiechnęła się. — Myślę, że przy robieniu stelarzu i ofensywnej magii tak czy siak lepiej się udać na zewnątrz, chyba, że chcesz ryzykować posiadanie zastygniętej lawy w pokoju na stałe, jeśli coś pójdzie nie tak.

      Darcy

      Usuń
  46. Ryu wyszczerzył się do niej i musnął palcem jej nos. Zbliżył się nieco do niej.
    - A może powinny? - spojrzał jej prosto w oczy. - Przez to, że nie widzą ciebie samej to twe oczy nie dostrzegają tylu rzeczy związanych z twą osobą, że to aż ściska serce - skomentował, odsuwając się i przeciągając lekko. Pokiwał głową. - Nie tylko do faktów. Wiesz, podczas ćwiczeń z Yensenem korzystałem z tego i było dobrze, dopóki nie zacząłem reagować na ciosy, które jeszcze nie przybyły - skrzywił się nieco. - Jasne, to nie była normalna walka i korzystałem w niej głównie z tej umiejętności bo to ją ćwiczyliśmy i tak, wiem że mam jeszcze oczka i to co już umiem od dawna, ale... mimo to... jest to niepokojące i może mnie sprowadzić do piachu - skomentował krótko. - Natomiast dlatego też teraz korzystam z tego daru 24 na dobę, siedem dni w tygodniu i widzę znaczną poprawę - skomentował jeszcze. Co do klonów to tylko jej przytaknął. Nie tłumaczył już, że wcześniej też doskonale wiedział, że ból ten był fantomowy. Nie mniej teraz sprawa miała się znacznie lepiej i w tym aspekcie. Parsknął śmiechem na podsumowanie jego słów.- Bo ja pamiętam wszystko co ci mówiłem, a czego nie - machnął lekko ręką. - Proszę cię... niektóre rzeczy, które ci mówiłem próbuję wyprzeć z pamięci. Inne natomiast, które warto byłoby zapamiętać... same uciekają - skrzywił się. - Umysł ludzki jest czasem do bani - mruknął jeszcze i westchnął ciężko.  Przytaknął jej co do rodzajów włosów, po czym spojrzał po niej pobłażliwie.- Sugerujesz, że już znasz to pieklo? Poczekaj aż dorosną... teraz to jeszcze ci wybaczą jakieś niedociągnięcie, bo chociaż podobne... ale później... - pokręcił głową i dźgnął ją palcem w bok. - Jeszcze będziesz chciała wrócić do lerodaskich i terrańskich fryzur, kiedy te dwie były maluszkami - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^