Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Nie igraj z ogniem, bo się poparzysz...





Klaus

Bellhard

upadły książe | Feniks  | 21.06 | 23 lata | Phyonix - Ardea (wioska leżąca na pograniczu Sivet Lasku i Argaru | 190 cm
Klaus Bellhard - syn byłego księcia Phyonix (Allana Bellharda) oraz jego własnej siostry Fiony Bellhard. Urodzony tuż przed rozpoczęciem wojny i obaleniem władzy Bellhardów przez rodzinę Parrabellum oraz ich zwolenników. Oddany w dobre ręce przyjaciół Fiony i schowany przed światem. Jego istnienie pozostawało i nadal pozostaje w wielkiej tajemnicy przed aktualnie rządzącą kapłanką.

Klaus nigdy nie poznał swojego ojca, gdyż ten zginął w trakcie wojny. Matkę poznał w swoje 12 urodziny i od tamtej pory widywał ją regularnie, nigdy jednak z nią nie zamieszkał. Sytuacja w Phyonix im na to nie pozwoliła. Podczas trwających zamieszek stracił nie tylko ojca, ale i przyszywaną 4-letnią siostrę. Zginęła z rąk potwora, który śmiał rządzić tym krajem. Demona z krwi i kości, a jego dzieci dalej radośnie panoszyły się po całym Phyonix. Szlag go trafia, kiedy tylko o tym pomyśli. Choć jego matka dalej ma parcie o objęcie władzy, on sam nie jest tym specjalnie zainteresowany. Szuka natomiast sposobności do zemsty na Sangiusie. Uważa, że dzieciobójstwo powinno karać się śmiercią! 

Przybył do Ardei, gdy tylko doszły go słuchy, że dwie księżniczki Parabellum zmieniają swoje miejsce zamieszkania. Uznał to za swoją szansę na zbliżenie się do tej przeklętej rodziny. Jak i na uszczęśliwienie swojej matki poprzez przywrócenie jej prawowitego miejsca. Do tej pory zdołał poznać rodzeństwo podczas ich nielicznych wizyt w barach w samym Phyonix, gdzie przygrywał na lutni i rozlewał alkohol w przerwach między swoimi "koncertami". Bliżej nie podchodził, nie chcąc palić sobie mostów. 

Mieszka w małym, drewnianym domku i pracuje w karczmie "Wrzeszcząca Lutnia" jako barman, okazjonalnie przygrywając do tańca tutejszej ludności. Zaraża swym pokojowym nastawieniem, kiedy tylko może, ale gdy ktoś mu podskoczy potrafi pokazać kły.

Zaszył się w Ardei i utknął w niej, ponieważ wciąż próbuje odbić swojego syna z rąk Helgi. Nie jest zadowolony z tego co się stało, a o Ennis nie myśli ciepło. Ta kobieta zepsuła mu wszystko co sobie zaplanował i sam szykuje się na słodką zemstę. Zbiera powoli informację o kobiecie, by wbić swój sztylet tak, aby nie była w stanie się po tym pozbierać. 


Poprzednie karty:

1


[Krótko i na temat. W miarę rozwoju - będzie tu więcej informacji. Proszę nie zabijać.]



36 komentarzy:

  1. Patrzył po Klausie.
    - Cóż, nie mam myśli samobójczych, a jak mnie najdą to nawet nie zauważysz gdy zażyję odpowiednią truciznę, by szybko zniknąć z tego świata - zapewnił, z lekkim uśmiechem. Wiele osób nie zdawało sobie sprawy ile trucizn mieli w ogrodzie lub domu, czasem wystarczyło połączyć kilka składników i zabójcza trucizna była gotowa. - Gdybyś w moich stronach zapytał o Walwana, to szybko byś się zorientował, że nie mam w zwyczaju szkodzić pacjentom. Ale masz rację, czasem rzeczywiście medycy mijają się ze swoim powołaniem - przyznał. W końcu dłużej leczony pacjent zostawiał więcej pieniędzy, a niektórym właśnie o to chodziło. Wan pisał na spokojnie, przerywając co jakiś czas, by dłoń odpoczęła lub by skleić w głowie odpowiednie zdania. Na wzmiankę o Acairze, odruchowo zerknął w stronę izby i kiwnął głową. - Jest młody, dużo w nim wiary w innych. Myślę, że po tym co przeżył wiara ta mocno może zostać zachwiana, a zaprawdę z tego słynął. Z tej tolerancji... Jest, a może była, ważnym fragmentem jego własnego "ja". Może dość długo dochodzić do siebie... - przyznał. Zaraz jednak spojrzał na Klausa pytająco. - Medyk odklejeniec? Ależ Acair nie ma nic wspólnego z medykiem, dopiero się uczy, jest już jakiś czas moim uczniem - wyznał i spojrzał po czerwonowłosym pytająco. - Spotkaliście się już? - zapytał, bo Klaus sam to zasugerował, ewentualnie mógł coś usłyszeć o "medyku". Może mylił Acaira z kimś podobnym?

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  2. Wan nie ukrywał zaskoczenia. No proszę, Acair to jednak był wszędobylski. O ile sam fakt znajomości nie był aż tak szokujący, to niechęć do Aciego już bardziej mu podpadała. Zwykle raczej spotykał się z przyjemnym odbiorem jego osoby, a tu proszę.
    - Ach... - niezbyt kolorowe okoliczności? Czyli to było wyjaśnienie. - Rozumiem... - obserwował Klausa w jego poczynaniach. Na słowa o wybieraniu przyjaciół zerknął pytająco po czerwonowłosym. Miał wrażenie, że gospodarz ma bardziej problem do kogoś kogo Acair zna, niż do samego chłopaka. - Cóż, nie wiem kogo masz na myśli, ale akurat w przypadku przyjaciół raczej wiary nie straci. Może być nawet odwrotnie, w końcu przyjaciele go nie zranili i to przy nich może czuć się najbezpieczniej... No ale nie ma co gdybać. Wyjdzie w praniu - stwierdził. - Jak masz coś do zrobienia to mogę przypilnować zupy, tyle co by wstać i zamieszać sił mam - zapewnił.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  3. Dalej go obserwował i uśmiechnął się lekko na słowa o spokoju.
    - Ach tak? Rozumiem - kiwnął głową. Szczerze wątpił w szczerość tej wypowiedzi. Mężczyzna zdecydowanie nie zachowywał się jak ktoś kto miał spokojne i nudne życie. W temacie czasu tylko kiwnął głową, a kiedy padło pytanie o ich osoby, Wan wzruszył ramionami. - Jak dla mnie możemy odejść już jutro. Na pewno znajdziemy gdzieś miejsce na wylizanie ran, nie będziemy przecież Ci wadzić - odpowiedział i podał mu list, kiwając wdzięcznie głową. - Nie przyjdzie, nie mogą - poinformował. - Nie w danej sytuacji - dodał z cichym westchnieniem. - Poradzimy sobie. Już i tak bardzo nam pomogłeś. Jesteśmy Twoimi dłużnikami. Jeżeli nasza obecność to problem, to znikniemy jak najszybciej się da - nie zamierzał przecież nadużywać dobroci Klausa.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  4. Walwan wysłuchał Klausa z lekkim uśmiechem na ustach. Dał mu spokojnie skończyć i zaraz pokręcił głową.
    - Może i wyglądam na szaleńca, ale nieco mnie przeceniłeś. Nie miałem na myśli wychodzenia z Adrei. Bardziej chodziło o zmianę lokalu, co by nie zajmować Tobie więcej czasu. Dość nam pomogłeś, nie mówię, że przeniesiemy się zaraz, jednak gdy trochę pewniej będę stawiał kroki to myślę, że zaszyjemy się gdzie indziej, pozostając w Ardei - wyjaśnił, patrząc na mapę. Zamyślił się trochę, wojsko polszańskie doszło już naprawdę daleko. Najwyraźniej Fasach było o wiele bardziej odcięte niż mogło się to wydawać. Nikt tam się nawet nie zająknął o wojnie. Efekt ignorancji czy rzeczywiście po prostu nie wiedzieli? Ciekawa sprawa.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  5. Walwan spojrzał po nim pytająco.
    - Niebezpieczeństwo? Raczej wątpię. Nie jesteśmy poszukiwani. Zapewne w oczach van Helgi uchodzimy za martwych - zauważył i lekko westchnął. - W czasach wojny wszyscy są w niebezpieczeństwie, a spokój tej wioski w każdej chwili może zostać zburzony. Nie łączył bym tego z naszą obecnością - dodał jeszcze i zaraz zerknął po Klausie. Pokręcił głową. - Niestety raczej na niewiele Ci się zdam w tym temacie. Jedyne co widziałem to lochy, w których nas trzymała, lochy i salę tortur, a to było właściwie jedno i to samo miejsce. Wyrzucili nas przez okno, jak szczyny. Więcej widziałem w czasie spadania do rzeki niż w samym zamku - odpowiedział nieco pochmurniejąc.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie gdyby nie lubiła ryzyka, to nie zdecydowałaby się na ten krok, ale lubiła, czasami aż nadto. Znalezienie Klausa w Ardei nie stanowiło dla niej żadnego problemu, a biorąc pod uwagę swoje plany, stwierdziła, że czerwonowłosy mógł się przydać. Czy żywiła do niego urazę? Właściwie to nie, zawiodła się i tyle, dla niej nic nowego. Pomyłka, błąd, jej wina, głupio w coś uwierzyła, zdarza się. Wiedziała, że chłopak nie paja do niej sympatią, ale w sumie miała to gdzieś, więc gdy zobaczyła jak Klaus schodzi ze sceny po swoim występie, weszła do karczmy i bezpardonowo podeszła do stolika, przy którym młodzik usiadł. Ostatnimi czasy chodziła w ubraniach, tak też było tym razem. Miała na sobie swój kombinezon treningowy, przylegający do ciała od pasa w dół i luźniejszy w nogach. Jej talia była przepasana skórzanymi pasami, a przy nich wisiał kij teleskopowy oraz krótki miecz. Stopy również miała przepasane w śródstopiu, butów nie miała. Ennis oparła dłonie o blat stołu, stając po lewej stronie Klausa.
    - No, no... Występ prawie tak uroczy jak sam grajek - rzuciła jednym z pospolitych komplementów, patrząc na czerwonowłosego bez większego wyrazu na twarzy, chociaż oczy miały ten figlarny wyraz, a kącik ust ledwo widocznie się unosił. - Napijesz się? - zapytała jakby nigdy nic, gotowa jednak na każdą ewentualność.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  7. Ennis lekko zachichotała.
    - Daj spokój, trucizna? Zero radości z zabijania... - zrobiła na chwilę smutną minkę, ale zaraz wyszczerzyła się, pokazując szereg swoich zębów. Na słowa o stoliku wzruszyła ramionami. - Kulturą nie grzeszę - stwierdziła, po czym ruszyła do baru, by zaraz wrócić do stolika i postawić przed nim jeden z tutejszych trunków. Zajęła miejsce po jego lewej, wzięła łyka ze swojego naczynka i prześlizgnęła wzrokiem po twarzy Klausa. Obserwowała go swobodnie. - Nie chciałbyś może utrzeć nosa Heldze? - zapytała wprost, z lekkim uśmieszkiem na ustach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  8. Ennis oparła łokcie o blat i pochyliła się lekko w stronę Klausa.
    - Nie? Oj... - zacmokała. - No cóż... Proponowałam - wzruszyła ramionami i upiła kolejny łyk trunku. Zaraz jednak roześmiała się wyraźnie rozbawiona. - Frajera? Frajerów akurat mam już dość w swoim życiu - puściła mu oko i pokręciła głową. - Ptaszynko, nie zamierzam pytać nikogo innego. To była indywidualna propozycja, ale skoro nie, to nie, załatwię to sama - dodała, ponownie uśmiechając się szerzej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  9. Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
    - Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że moje powodzenie Cię obchodzi - wyzerowała swój trunek i wstała z miejsca. Słysząc o bachorze prychnęła pod nosem. - Nie wnikam czy przeżyje, sam go sobie zabij jak Ci tak zależy - wzruszyła ramionami i cmoknęła w jego stronę ustami. - Smacznego - sięgnęła po małą fiolkę ze swojej sakiewki i pomachała nią lekko. - Dodałam Ci co nieco od siebie, będziesz miał okazję przetestować na sobie nauki Helgi - zachichotała i schowała fiolkę, po czym ruszyła do wyjścia.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  10. Ennis zaśmiała się na odchodne.
    - Właśnie dlatego wybrałam coś specjalnie dla Ciebie, coś co najszybciej zaczyna działać w postaci oparów. Masz jakieś pięć minut Skarbie, skutecznie to wprowadziłeś do organizmu - odpowiedziała i już nawet na niego nie patrzyła, po prostu wyszła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  11. Ernest zdążył już spędzić trochę czasu w Argarze. W międzyczasie dorobił się kilku materiałów, które przerobił na najróżniejsze petardy wybuchowe i inne mniejsze bronie, które służyły do samoobrony. Kiedyś właśnie od tego zaczął swoją karierę, prawda? Produkcja broni, a w wojnie nic tak dobrze się nie sprzedawało. Dzisiaj postanowił zarobić na swoją podróż do Helgi. Udał się do Ardei i rozłożył sobie stragan, na którym roiło się od sztyletów, trutek, które zawinął jednej białowłosej damie, granatów, petard, strzał, bełtów, łuków czy kusz - wszysytkiego co mogłoby się przydać prostemu człowiekowi do uniknięcia ścięcia przez strasznych, złych Polszan.
    — Zapraszam, zapraszam! Nic tak nie dodaje uroku jak żywa piękna buźka — reklamował się co jakiś czas w przerwie między klientami, a tych miał całkiem przyzwoitą ilość. Nie schodzili się może chmarami, ale jego mieszek stopniowo stawał się coraz cięższy, a jemu w głowie rodziły się kolejny plany.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio Orianna nie miała najlepszego humoru. Ennis pożegnała się z nią w dość okrutny nawet jak na nią sposób, Ryu był po prostu bezczelny, a Satoru dalej traktował ją bardziej jakby nie istniała, niż gdyby faktycznie z nim mieszkała. Jedynie Emma była dla niej życzliwa, ale ta zawsze była aż nazbyt opiekuńcza. Kobieta miała serdecznie dość traktowania jakby była z porcelany albo dzieckiem, więc postanowiła bez większych wyjaśnień udać się do Ardei na kilka dni. Febe dała jej wolne, po tym jak sama zastąpiła meduzę na kilka dni z pacjentami, aby mogła skupić się na innych, ważniejszych problemach. Miejsce na utopienie smutków znalazła w ardejskiej karczmie. Wiedziała, że nie miała zbyt mocnej głowy, mimo to postanowiła zamówić sobie całą butelkę mocnego wina z Oclarii o jakże szacownej nazwie “Północna Biesiada”. Myślała zacięcie jak mogła udowodnić, że jest odważną, samodzielną i niezależną kobietą, opróżniając powoli samotnie butelkę. Z czasem zaczęła się bujać w rytm muzyki wygrywanej przez tutejszego barda. Kiedy ten zrobił sobie przerwę, uznała, że dobrym początkiem udowodnienia swojej odwagi będzie nawiązanie nowych znajomości. Podeszła więc w jego stronę chwiejnym krokiem, a później oparła się delikatnie plecami o ścianę, przy której stał.
    — Witaj… utalentowany grajku — zaczęła, uśmiechając się lekko. — Chciałam tylko powiedzieć, że ma Pan niesamowity talent, bardzo podziwiam, mam nadzieję, że nie będą Panu przeszkadzać moje częstsze wizyty, aby posłuchać kunsztu — udało się jej wydukać w miarę poprawnie, po czym wzięła głębszy wdech, czując, że wino próbuje wrócić tam skąd przyszło.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  13. Zarumieniła się lekko na komplement. Mimo wszystko nie była przyzwyczajona do takich słów, a alkohol też robił swoje. Powinna wziąć coś na wytrzeźwienie zanim do niego podeszła. Z drugiej strony na trzeźwo nie miałaby pewnie odwagi poznać nowej osoby. Nawet pijana teraz nie wiedziała co dalej. Przywitała się? Nie. Pokręciła głową.
    — Orianna… jestem Orianna a nie… Panienka — przedstawiła się, posyłając mu kolejny uśmiech. Wzięła wdech, próbując odnaleźć równowagę na chwiejnych nogach. W końcu się udało. Zaraz jednak posmutniała. To sobie wybrała nowego znajomego. Dopiero co się przedstawiła i już wszystko spaliło na panewce.
    — Szkoda… masz tutaj wierną widownię — zauważyła nieśmiało. Może uda się jej go jakoś tutaj zatrzymać?

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  14. On z nią teraz flirtował, prawda? A ona czuła palenie w policzkach. Nie chciała się odsuwać, miło było dostać od kogoś pochlebstwo. Zarumieniła się mocniej na gest z całowaniem dłoni.
    — Bardzo dużo kultury masz… Panie Klausie — uśmiechnęła się niepewnie. Ennis pewnie by powiedziała, że będzie chciał ją wykorzystać, ale czy ktoś tak miły mógłby mieć złe zamiary? Szczerze w to wątpiła. Przyglądała się więc dalej jegomościowi.
    — Ale ta będzie tęsknić — zauważyła, przechodząc wzrokiem na wszystkich w karczmie, którzy zdecydowanie dobrze się bawili dzięki Klausowi. — Nie będzie Ci brakować tego towarzystwa? — zainteresowała się, wracając do niego wzrokiem.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  15. Orianna rumieniła się cały czas. Po części przez alkohol, po części przez bezpośredniość mężczyzny. Był niezwykle uprzejmy, ale teraz była pewna, że z nią flirtuje. Może faktycznie była obiektywnie ładna? Warto pochwalić się tym Emmie. Spojrzała po Klausie, uśmiechając się wdzięcznie. Usiadła przy jego stoliku tak jak proponował. W zasadzie nie była pewna czy zostawił jej za bardzo wybór. Miał bardzo przekonujący uśmiech i zanim zdążyła się zastanowić nad propozycją.
    — Dziękuję za uprzejmość i gościnę — wyznała, patrząc po tym co przyniesiono do stolika. Trochę posmutniała, gdy wspomniał, że nie będzie mu brakować tutejszej publiki. — Czy czymś Cię zranili? Zdają się bardzo życzliwi — zauważyła.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  16. Ernest opchnął właśnie ostatni łuk, chowając zadowolony kolejne monety do swojego mieszka, kiedy kolejny klient się do niego zwrócił. Uśmiechnął się do niego przyjaźnie i kiwnął głową. Wziął jeden z granatów i obrócił go kilka razy w palcach.
    — Och, to zależy od tego jakiego efektu szukamy, trujące i halucynogenne działają tak długo jak mamy w miarę zamkniętą przestrzeń, im bardziej zamknięta tym bardziej… skuteczny efekt. Od delikatnych zawrotów po podróż do Stwórcy — wyjaśnił, pokazując, ten który miał właśnie w ręce. Zaraz jednak go otworzył. — Wybuchowych z kolei mamy kilka rodzai, klient nasz Pan, może sobie życzyć wydostać ukochaną żonę z rąk oprawcy i pozbyć się murów Krwawego Barona, a można chcieć odwrócić uwagę i jedynie wyrwać kilka palców czy nie zrobić nic specjalnego. Czegóż Szanowny Pan szuka? Przyzwoitej obrony, sensacji, kolorowych świateł? — na ostatnie chwycił kolorowy granat, który był bardziej dla przyciągnięcia wzroku, bo jedyne co robił to puszczał kolorowe światła, aczkolwiek te potrafiły przecież oślepić czy odwrócić uwagę.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  17. Ernest w tym czasie zdążył sprzedać sztylet i wziąć kolejne pieniądze do swojej sakiewki. Wrócił spojrzeniem do rudowłosego.
    — Tak jak mówiłem, zależy od granatu — powtórzył. — Ten niczego nie zniszczy, ten pozbędzie się drewnianych konstrukcji, a ten nadszarpnie mury, niczego bardziej niszczycielskiego aktualnie nie mam, dobry Panie — wyjaśnił mu jeszcze. Jegomość zdawał się planować coś na większą skalę, skoro był aż tak niecierpliwy. — Ten od murów dwie monety za sztukę — dodał jeszcze. Nie bardzo go obchodziło do czego jest mu to potrzebne. Sam potrzebował po prostu pieniędzy dla siebie na własne plany.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  18. Zastanowiła się chwilę nad jego słowami. Zmarszczyła delikatnie brwi. Gnicie, więdnięcie, śmierć - to były fascynujące procesy wbrew pozorom, złożone, wręcz magiczne, pokazywały tak pięknie kruchość życia i jak ciężko o nie dbać. Osobiście uwielbiała obserwować takie zjawiska.
    — Myślę, że gnicie jest piękne… wygodna kojarzy mi się z nieróbstwem, stagnacją, zamykaniem oczu na prawdę… ale gnicie to coś innego. Pięknego, nad czym nie mamy kontroli prędzej czy później. Wystarczy jeden błąd żeby zabić nawet najpiękniejszą rzecz, wystarczy, że jedna część ludzkiego organizmu zawiedzie i wszystko się rozpada w tak cudowny, fascynujący… ojej przepraszam — urwała zaraz, sięgając po swój kielich. Zakryła usta, rumieniąc się przy tym ogromnie. Brzmiała pewnie jak jakaś niespełna rozumu. — Przepraszam, jestem lekarzem, mam małe… skrzywienie zawodowe — wyjaśniła zaraz, czerwieniąc się jeszcze bardziej. Popiła napoju. — Aczkolwiek nie myślę, że jedno miejsce odpowiada za… coś złego, zasiedzenie się, to raczej ludzie otaczający nas i my sami potrafimy zrobić coś pięknego, albo okropnego… to jest… moje zdanie…

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  19. Orianna spięła się wyraźnie, kiedy Klaus zaczął ją tak dotykać. To było bardzo szybkie i niespodziewane… Jak powinna się czuć? Było to dosyć stresujące, nagłe. Nie żeby Satoru ją kiedykolwiek ostrzegał, ale wcześniej już ją całował. Zarumieniła się, oddychając przy tym nieco szybciej. Wypuściła powietrze z ust i westchnęła cicho. Spojrzała niepewnie po Klausie, trzymając kurczowo swój kielich przy ustach.
    — Przepraszam, ale…. w moim stanie upojenia… nie chciałabym… dać się ponieść… takim gestom — wyjaśniła, chciała brzmieć stanowczo, ale chyba bardziej brzmiała jakby była przestraszona. Przecież chciała się tylko zaprzyjaźnić. Uśmiechnęła się przyjaźnie, kiedy zmienił temat.
    — Jeśli uważasz, że to dla Ciebie dobre, nikt nie powinien Ci tego zabraniać — zgodziła się z nim.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  20. — Wydaje mi się, że to tyczy się stanu upalenia, bądź upicia konkretnymi ziołami, bądź maczankami o odpowiednim przeznaczeniu — odpowiedziała mu rumieniąc się przy tym. Spojrzała na swoje wino. — Zwykły alkohol raczej słynie z tego, że pogarsza doznania, wielu mężczyzn ma po nim problemy z… — urwała tutaj na chwilę i przełknęła ślinę. — Z odpowiednią kondycją oraz samą gotowością — dokończyła. Mimo wszystko zastanowiła się przez chwilę, bo Klaus i tak pobudził jej ciekawość. Jak takie doświadczenie by się różniło po odpowiednich ziołach? To byłby coś wartego sprawdzenia. Gdyby miała z kim. Na trzeźwo.
    — Podziwiam Twoją odwagę, ruszyć w nieznane bez lęku, niesamowite — pochwaliła go, uśmiechając się delikatnie. Ona sama pewnie nigdy by nie uciekła od Peruna. Zastanowiła się nad jego kolejnym pytaniem dłuższą chwilę. — Nie w pełni, ale odkrywanie tego jest co najmniej fascynujące — uśmiechnęła się nieco szerzej.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  21. Zarumieniła się na jego komentarz i zagryzła wargę delikatnie. Odwróciła na chwilę wzrok. Ponownie brzmiało to jak niemoralna propozycja. Wróciła wzrokiem do Klausa, zastanawiając się nad odpowiedzią.
    — Najlepsza jest świeca z serafisów i velasis, ich zapach pobudza strefy erogenne i potęguje doznania, tak przynajmniej… mówią klienci — wyznała cicho. O czym ona myślała na litość bogów?! Przecież chciała znaleźć przyjaciela a nie nocne uciechy! Z drugiej strony, naprawdę kusiło… ten jeden raz naprawdę pobudził jej wyobraźnię i chęć dalszego empirycznego badania własnego ciała.
    — Wydajesz się bardzo doświadczony w tym temacie — zauważyła, uśmiechając się do niego. Starała się przy tym wyglądać zalotnie. Dotknęła opuszkami palców jego dłoni, kiedy jej dotknął i przepo niej delikatnie palcami, zahaczając o nadgarstek, po czym zabrała swoją rękę. — A Ty jak interpretujesz odwagę? — zapytała.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  22. Jego milczenie było trochę krępujące. Nie wiedziała czego miała się spodziewać. Mimo łagodnego uśmiechu u mężczyzny nie mogła powiedzieć, żeby nie czuła się - och, w zasadzie nie miała nawet pojęcia jak to ująć, ale sama nie mogła oderwać wzroku, patrząc po nim z krępacją oraz zainteresowaniem jednocześnie. Przełknęła ślinę, po czym poprawiła własną górę ubioru.
    — Nie… — odpowiedziała. — Prawdę mówiąc… — zastanowiła się chwilę co chciała w ogóle powiedzieć. Przez chwilę milczała. — Prawdę mówiąc mam zaufanych klientów, to sprawdzony przepis z pokolenia na pokolenie i nie wymagał mojej oceny — wyjaśniła w końcu, posyłając mu delikatny uśmiech. Nie odważyła się wspomnieć, że każdy miał ją za zbyt czystą i niewinną, żeby pozwolić zbadać faktyczne działanie takich specyfików na samej sobie.
    — Emanujesz? — powtórzyła po nim pytająco, łapiąc wyraźne zainteresowanie. Przyjrzała mu się lepiej. — Skoro tak, musi się to czymś objawiać, czyż nie? Czy jest coś co powinnam zauważyć? — dopytała, nie spuszczając Klausa z oczu.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  23. Spojrzał po mężczyźnie, kiedy zabrał mu sztylet. Jeśli miał zamiar go ukraść, będzie musiał go szybko unieszkodliwić. Uśmiechnął się jednak, kiedy ten zatrzymał się tylko na testach. Oczywiście, że to była dobra robota. Od dziecka siedział w produkcji broni. Jego wyroby zawsze były warte każdego pieniądza.
    — Byłbym, gdybym wiedział na jaką skalę niszczycielskie ma być, za odpowiednią ceną oczywiście — odparł.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  24. Po prawdzie stali klienci Orianny to stali klienci, których zdobyła w Argarze. Co jakiś czas to grono się powiększało. Znała się na alchemii, a Febe mogła odetchnąć z ulgą, kiedy nie musiała wykonywać każdego trywialnego specyfiku dla każdego mieszkańca. Współpraca szła im naprawdę dobrze. Nie mogła narzekać na brak funduszy. Te ciągle się powiększały, nie zbijała może zawrotnej fortuny, w krótkim czasie, ale nie musiała sobie też niczego odmawiać. Przygryzła delikatnie wargę, przestając na moment oddychać, kiedy jej dotknął.
    — Samodzielne testowanie jest mało praktyczne niestety — dopiero teraz dotarło do niej co powiedziała. Zaśmiała się delikatnie, próbując rozładować napięcie. — Z różnych względów, obawiam się, że muszę pozostać przy opiniach kupujących, ale mogę zapewnić, że moje zdolności alchemiczne są godne uwagi — dodała jeszcze. Nie chciała przecież wyjść na partacza. Oglądała uważnie Klausa, każdy jego ruch, zmianę w mimice.
    — Emanujesz pewnością siebie, nie boisz się… intymności — zauważyła. — Ani nowych podróży w nieznane, ale… — urwała przygryzając wargę. Nie chciała być przecież nieprzyjemna. — Jednakże w tej chwili łatwo emanować siłą, kiedy nic Ci nie grozi, prawda? Ludzie mogą mieć maski — zauważyła.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  25. Ernest pomyślał przez chwilę, analizując dostępne składniki, które byłby w stanie odstąpić dla złota. Wiadomo, że najlepsze zostawi dla siebie. Zamek Helgi i jej lochy same w końcu się nie wysadzą, a do tego potrzebował zawrotnych ilości prochu runicznego, a jego produkcja do tanich nie należała.
    — Hmm… 25 sztuk złota, za 5 granatów, które zrobią wyrwę nawet w polszańskim murze — zaproponował w końcu.


    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  26. Ernest zaśmiał się na jego propozycję, szczerze rozbawiony. Zabrał sztylety od mężczyzny i odsunął na drugą część straganu. Polszańskie mury słynęły za niezniszczalne, ale skoro mówił o nich parszywe - cóż, nie miał zamiaru targować się na własną niekorzyść.
    — Trudno, to nie mi zależy na materiałach wybuchowych — odpowiedział. — Możesz spróbować powiedzieć czego chcesz, a ja Ci powiem czy Cię stać, albo możesz szukać szczęścia u innego artefaktora — zaproponował mu alternatywę, która swoją drogę aktualnie i tak nie wyglądała zbyt dobrze dla Klausa.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  27. Przytaknęła mu, uśmiechając się lekko, kiedy przyznał jej rację. Cieszyła się, że też to widział. Zarumieniła się na jego stwierdzenie, zaprzeczyła jednak ruchem głowy. Dotknęła swojego ramienia, poprawiając rękaw koszuli, który delikatnie się zsunął, przez zaczepki Klausa.
    — To bardzo… bardzo schlebia, ale jest dalekie od prawdy — odparła ciszej. Złączyła dłonie, zastanawiając się nad własnym życiem intymnym. Westchnęła z rezygnacją, po czym uśmiechnęła się smutno. — Dla mężczyzn jestem delikatnym, niewinnym kwiatem, którego tknięcie w intymny sposób to zbrodnia i wykorzystanie, nawet jeśli jest pożądane — wyjaśniła, patrząc po własnych dłoniach. Dotknęła swojego małego palca. Wróciła spojrzeniem do Klausa.
    — Więc twierdzisz, że sam nie posiadasz żadnej maski? — zapytała.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  28. Zarumieniła się, przymykając oczy, kiedy Klaus dotknął jej talii. Sama dotknęła jego torsu delikatnie, wodząc po fakturze koszuli, wpatrując się w sylwetkę mężczyzny. Zabrała rękę, dopiero kiedy się od niej odsunął.
    — Nie chcę usłyszeć po raz kolejny, że nie szanuję, kiedy chcę… zaspokoić własne potrzeby i ciekawość — wyjaśniła cicho. Słuchała rudowłosego, analizując każde słowo. Zbliżyła się delikatnie do niego. Ujęła w dłonie jego twarz, dokładnie oglądając każdy szczegół.
    — Skoro tak dużo wiesz o maskach… — zaczęła, przybliżając się jeszcze kawałek. — Jaką maskę nosisz Ty, a jaką ja? — zapytała wyraźnie zainteresowana.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  29. Orianna uśmiechnęła się delikatnie, rumieniąc się przy tym.
    — Maskach… — powtórzyła za nim. Miał więc nie jedną a kilka, w końcu sam to teraz przyznał. A jej przekleństwem było to, że z natury była bardzo ciekawską istotą. Wzięła wdech, przypominając sobie wszystkie lekcji swojej przyjaciółki. Wstała, aby usiąść Klausowi na kolanach, zjeżdżając dłońmi na jego tors.
    — Skoro to tylko maska, to co jest pod nią? — zapytała, badając fakturę jego ubrania. — Zdajesz się taki mądry i pewny siebie… na pewno masz własne teorie — zauważyła ciszej.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  30. To zagranie było dla niej wyjątkowo trudne i mało komfortowe dla własnej psychiki. Stresowała się, a serce waliło jak szalone. Nie miała pojęcia dlaczego właśnie to robiła. Chciała coś sobie udowodnić? Nie oddała pocałunku, tylko otworzyła oczy, przestraszona tą nagłą zmianą w zachowaniu. Tak, popełniła błąd. To chyba jednak był brak szacunku. Nie słuchała go już. Pisnęła, kiedy klepnął ją w pośladki i zerwała się na równe nogi. Odsunęła się na ile mogła, dopóki stół nie zablokował jej drogi.
    — Ja… przepraszam… przepraszam, to… to za dużo — powiedziała, spuszczając wzrok. Absolutnie nie potrafiła sama flirtować i uwodzić mężczyzn.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  31. Orianna przełknęła ślinę, czując jak serce wali jej jak szalone. Spojrzała na podłogę wyraźnie zmieszana i zawstydzona. Naprawdę była beznadziejnym przypadkiem. Chciała nauczyć się flirtować na dobrą sprawę, czy odkryć nieco własnej intymności, ale nie potrafiła się przełamać, bo kiedy tylko dostała sama odpowiedź albo zaczepkę to jedyne co umiała teraz zrobić to uciec. Pokiwała głową na jego rady, nie ruszając się z miejsca.
    — Przepraszam… ja… nie umiem… — powiedziała zrezygnowana. Nie potrafiła być kobietą, mimo wszystko czuła się przez to bardzo smutno - upokorzona przez własną niemoc.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  32. Przymknęła oczy, rumieniąc się, kiedy znowu zaczął ją dotykać, a po ciele zaczął przechodzić ją dreszcz. Do tego ten język - ten gest był niezwykle stymulujący mimo swojej bezczelności. Zagryzła delikatnie wargę, myśląc o wszystkim co się właśnie działo i jak się w to wpakowała. Sama usiadła z powrotem na swoim miejscu i wbiła wzrok w swój kieliszek wina.
    — Naprawdę przepraszam… ja chciałam tylko… poznać nową osobę, a nie się ośmieszać i brać lekcje z uwodzenia — wyznała, uznając, że najlepiej będzie być szczerą.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  33. Spojrzała w końcu na Klausa, rumieniąc się przy tym mocniej. Dlaczego dla wszystkich to było tak cholernie proste. Przełknęła ślinę, uśmiechając się nikle w stronę mężczyzny. Czuła, że chce być dla niej uprzejmy, a jednak miała wrażenie, że jego spojrzenie świdruje każdą cząstkę jej ciała łącznie z duszą. Poczuła uścisk w sercu.
    — Lekcja… czego? Ile kosztuje? — zapytała odruchowo, po czym uświadomiła sobie, że sama mówiła o uwodzeniu. — Och… — szepnęła. Spojrzała po nim uważniej. Ale czy to na pewno był taki zły pomysł? Może wyciągnie z tej lekcji coś dobrego. Dotknęła palcem swojej dolnej wargi, kiedy powiedział o jej smaku. Uśmiechnęła się nieznacznie z wypiekami na twarzy.
    — Dziękuję… ty też — odpowiedziała, chociaż nie była pewna czy aby na pewno.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  34. Kiedy Klaus zachłysnął się trunkiem, odruchowo zbliżyła się, aby zobaczyć czy nic poważnego mu się nie stało. Przejechała palcami dłoni od szyi aż po wysokość żołądka, jakby się chciała upewnić, że nic nie stoi mu na przełyku, a następnie odetchnęła z ulgą cofając się.
    — Przepraszam — powiedziała od razu, bo nie powinna go raczej dotykać. Odwróciła wzrok na chwilę, ale zaraz wróciła spojrzeniem do mężczyzny marszcząc brwi. — Dlaczego w takich sytuacjach mężczyzna nie traci godności, a kobieta nawet jeśli chce to się nie szanuje? Przecież to bez sensu — zauważyła z lekkim oburzeniem, bo już gdzieś to słyszała. I wcale nie bała się zbliżenia. Uniosła delikatnie podbródek jakby chciała unieść się dumą.
    — Nie boję, po prostu szukałam nowego przyjaciela, a jak widać nie można chcieć zbliżyć się fizycznie nie wychodząc na.... Ladacznice, więc trzeba uciekać. Hmpf! — powiedziała wyjątkowo pewnie, po czym spojrzała na rudowłosego i jej pewność siebie zaraz uciekła.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  35. Westchnęła zaskoczona w usta Klausa. Przecież chciała tylko sprowadzić czy nie zrobił sobie krzywdy. Człowiek mógł się utopić łyżeczką wody, to normalne, że chciała zobaczyć czy nie dzieje się mu nic złego. Kiedy jego dłoń zaczęła wędrować na jej pierś złapała go za nadgarstek i odsunęła. Drugi raz się nie da na to złapać, o nie.
    — Medyczna troska to nie żadne zagrywki — zaprotestowała z wypiekami na twarzy.
    — Nikt nie powinien trafić godności za zaspokajanie ciekawości — powiedziała speszona, odwracając wzrok. Ciężko było mu patrzeć w oczy. Zaraz jednak wróciła wzrokiem, patrząc po nim zaskoczona. Pokręciła głową.
    — Ja.... To Ty zacząłeś flirtować. A ja... Chciałam odpowiedzieć. Nie próbuje pośladkami — zaprotestowała po raz kolejny. — I nie mów tak wulgarnie proszę....

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  36. — Zakrztusiłeś się — zauważyła spokojnie. — Wystarczy, że kilka kropel poleci w złą stronę i możesz się udusić — dodała tym samym tonem, kiedy opowiadała o medycynie. Proces umierania był fascynujący, ale wolała nie oglądać go w miejscu publicznym i jeszcze z własnej winy. Zmarszczyła delikatnie brwi. Jakże ona nie lubiła, kiedy inni z niej kpili. Wzięła wdech i wypuściła powietrze, próbując nie rumienić się ze złości i wstydu.
    — Jesteś bardzo bezczelny — zauważyła, krzyżując ręce na piersi. — Kiedy ja zaczęłam flirtować przepraszam bardzo? — uniosła delikatnie głos, wstając na równe nogi. Stanęła przed Klausem i spojrzała mu prosto w oczy. — Sam zacząłeś z dotykaniem, kiedy ja się chciałam tylko przedstawić, bo pomyślałam, że ktoś kto tak pięknie śpiewa musi być naprawdę sympatyczny — wzięła wdech, zbliżając się jeszcze kawałek z wyjątkowo pewnym jak na siebie spojrzeniem. — A ja pomyślałam, że odpowiem i sprawdzę swoje umiejętności — dodała. — To że są… nieistniejące, to druga sprawa — dodała pod nosem, wracając na swoje miejsce.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^