Luna - do tej pory przeżyła 285 pełni księżyca - 170 cm - ur. 26.07 -
- córka króla piratów Ervina Czarnobrodego -
Urodzona podczas jednej z pełni księżyca, na pirackim statku w samym środku wzburzonego morza. Jej ojciec często powtarzał jej, że przyszła na świat podczas sztormu stulecia - ale nie daje tej informacji wiary.
Dzieciństwo spędziła na łajbie swojego ojca, przygotowując się do pirackiego życia. Uwielbiała grabić, napadać i zdobywać skarby, ale najbardziej cieszyła ją intryga. Przygotowywanie, analizowanie map morskich i zabawa w kotka i myszkę z potencjalną ofiarą. Całe życie konkurowała ze swoimi 5-cioma braćmi. Jako jedyna dziewczyna, nie miała łatwo w tej rodzinie, co jednak nie przeszkodziło jej zostać oczkiem w głowie braci i własnego ojca, który długo nie chciał jej wypuścić na "swoje".
Dziś ma własny statek, który ochrzciła "Pirania". Jej załoga składa się z różnorodnych stworzeń - niczym puzzle. Jej najlepsza przyjaciółka jest jej prawą ręką i Drakonem przy okazji, majtkowie składają się z Terran oraz osobników pochodzących z Lerodas. Na jej pokładzie znalazło się też miejsce dla osobnika z Fjelldod. Luna nie stawia na czystą krew tylko na lojalność i umiejętności, a tych jej załodze nie brakuje.
Obecnie cumuje w rozbudowującym się porcie Argardzkim i poznaje nową rasę, a także okolicę. Szczury lądowe również mają wiele do zaoferowania, a raz na jakiś czas warto zejść na ląd i rozeznać się w sytuacji politycznej.
[Zapraszam do wątków :) i przepraszam za kiepskie wątki... to mój pierwszy raz.
Mail do kontaktu - chat już mi działa - blueberrygoda@gmail.com ]

Rozebrał się do końca, odkładając ubrania na stołek i wszedł do wanny. Woda była nieco za zimna jak dla niego. Osobiście wolał cieplejesze kąpiele. Wziął olejki od Esme i umył się dosyć szybko, razem z włosami, których było mu wyjątkowo żal. Stracił nieco z własnego uroku z krótszymi włosami.
OdpowiedzUsuń— Ashan — odpowiedział zdawkowo na pytanie o imię. Wyszedł z wanny wytarł się za pomocą ręcznika. — Czarny Diaboł ma złote serce, ale jestem zdecydowanie lepszym grajkiem — poinformował ją, kończąc się ubierać w nowe ubrania. Zostały mu tyłków jego własne skórzane buty.Kto wie, może dzięki temu i jego uszy odpoczną od nie skromnego talentu strażnika jego celi.
Ashan
Oczywiście, że każą mu szorować pokład. Spojrzał po Syriuszu beznamiętnie. Naprawdę uroczo się uśmiechał. Nie miał ochoty tego robić, nie trzeba było geniuszem, żeby się tego domyślić. Ale nie będzie wszczynał z tego powodu awantury. Po prostu sam się do niego uśmiechnął.
OdpowiedzUsuń— Rozumiem, porywasz sprzątaczki. Kreatywne — odparł, przechylając delikatnie głowę w bok. Wziął od niego bandanę i związał sobie. Chociaż pewnie wyglądał w tym komicznie. No i te jasne ubrania. Czuł się jakby był teraz jakąś odpaloną świeczką. W ogóle nie trafił w jego gusta. Poza tym słońce raczej by mu nie zaszkodziło, wychowywał się na pustyni i ognistych krainach. Kilka promieni na głowę akurat nie mogło zwalić go z nóg. Wziął wiadro z wodą i ścierami.
— Mogę wyjść czy już chcesz mnie skuć? Chociaż w kajdankach nie spodziewaj się, że wyszoruje Ci statek zbyt dobrze — posłał mu kolejny uśmiech.
Ashan
— Yhym — mruknął, słysząc o ekonomiczności. Jego zdaniem najbardziej ekonomicznie byłoby po prostu go nie porywać i nie marnować niczyjego czasu. Nawet jeśli teraz Pan kapitan był aż nazbyt milusi, dalej nie wiedział dokąd zmierzają, ani jak wróci i czy nie będzie musiał zająć się innymi feniksami. Nie było sensu się wychylać za bardzo przed szereg. Na swój sposób pozbiera jakieś informacje. To prawda, faktycznie byli na pokładzie. Musiał gdzieś myślami odlecieć w stronę Luny, ponieważ umknął mu szczegół pomiędzy wyjściem z łazienki a dotarciem na pokład. Uśmiechnął się przez to, akurat gdy Syriusz klepnął go i powiedział coś o trzymającym się humorze.
OdpowiedzUsuń— Racja — odparł zadowolony. — To dobrze, może mnie pomylisz z załogą — odpowiedział mu na komentarz odnośnie ubrań. Dalej były obrzydliwie jasne. Takie barwy pasowały zdecydowanie komuś innemu. Wziął się za sprzątanie pokładu. Nie był może zawodową sprzątaczką, ale patrzył, żeby deski na oko zdawały się czyste. Książęce życie może i nie rozpieściło go zanadto, ale jednak były rzeczy, których nigdy nie robił.
Ashan
Sprzątanie było dosyć męczące. Tego odmówić nie mógł. Ale czegóż innego miał się spodziewać po szorowaniu pokładu całkiem pokaźnego statku. Spojrzał po Czarnym Diabole i przytaknął mu głową.
OdpowiedzUsuń— No zabraliście mi szorujące dziewictwo — odpowiedział mu, wzruszając ramionami. Miał mizerny uśmiech na ustach. Żalu o to nie miał. Przynajmniej zręcznie unikał jakichkolwiek konfliktów. Poszedł ze mężczyzną pod pokład i rozejrzał się po całej zgrai. W zasadzie niewiele różniło się to od koszar w Phyonix, w których lubił spędzać czas. Banda wojaków, która lubiła dobrze spędzić czas po ciężkim dniu. Usiadł już obok kompana, na którego został już chyba skazany do końca swoich marnych dni. Jedzenie pachniało całkiem przyzwoicie, wziął trochę, bo nie wiedział kiedy znowu dostanie coś do jedzenia. Słuchał planów kapitana, uśmiechając się delikatnie. A więc chodziło o pozbycie się łowców niewolników a nie bawienie się w nich. Tego mógł akurat posłuchać z chęcią. Przyjrzał się wybranym wojownikom. Miał nadzieję, że jego “przyjaciel” walczył lepiej niż grał, bo inaczej był zgubiony, Szczerbatek był dziwnie do kogoś podobny, ale nie pamiętał do kogo z kolei Czerwony Kruk mówił sam za siebie. Interesujący plan. Chyba nawet widział, że sam będzie ogrywał tam jakąś rolę, skoro mieli się zakraść. Dzięki temu mógł jakoś usprawiedliwić zbrodnię, którą było pozbawienie go jego królewskich fal na włosach. Przynęta na niewolnika? Całkiem możliwe, albo sobie wymyśla. Czerpał tyle przyjemności ile się dało, dopóki Diaboł nie dobył lutni. Oni naprawdę tego słuchali? Spojrzał po nich z niedowierzaniem. Miał wrażenie, że nigdy nie słyszeli prawdziwej muzyki na oczy. Wstał na równe nogi i podszedł do Diaboła.
— Pozwól Szczurowi Lądowemu zagrać piratom w podzięce za zacny posiłek — uśmiechnął się do towarzysza. Wziął lutnie i sam zaczął grać na niej inną melodię, z początku delikatną, spokojną. Postawił jedną nogę na swoim siedzisku, po czym spojrzał po całej bandzie. Skoro tych piratów pozbawiło się prawdziwej muzyki to chociaż tyle może dla nich zrobić.
— Bu hu hu oni idą po ciebie Widzę trzech piratów na oceanie Bu hu hu oni idą po ciebie
Widzę trzech piratów na oceanie — przejechał wzrokiem jeszcze raz po wszystkich, zabierając nogę z krzesła. Podszedł z początku do Czerwonego Kruka. — Pierwszy z nich stracił oko — zaśpiewał, bo nosił opaskę na oko. Potem wrócił do Czarnego Diaboła i uśmiechnął się do niego uroczo. — Drugi stracił rozum — zaintonował czysto, poszerzając swój uśmiech, zaraz jednak spoważniał, podchodząc do Szczerbatka. Skłonił się przed nim delikatnie, te zęby mimo wszystko robiły wrażenie. — Trzeci z nich nie okaże żadnych emocji — dokończył, po czym znowu zaczął grać melodię, która zdawała się przybierać na grozie. Następnie się wyprostował i odsunął tak, aby patrzeć na wszystkich zgromadzonych piratów. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — urwał na chwilę melodię, na sekundę zapadła cisza, a potem zaczął grać od nowa, tym razem o wiele bardziej żwawo. —- Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — powtórzył żywo, idąc w stronę kapitana. Trzymał dystans, ale spojrzał po nim oraz Esme. Uśmiechnął się delikatnie. — Idź pocałować swoją biżuterię, żegnaj moja droga Idź schować swoje hultajstwa, nie przydadzą się w walce — odsunął się od nich i przeszedł na pusty środek pomieszczenia.
— Dublony i pesos, wszystkie odejdą, obawiam się Opuść to miejsce póki słońce świeci Ich celem jest grabież, a krzyż jest tutaj Nie zostawią żadnych łupów, kiedy odpływają Nie ma czasu na żałobę, więc oszczędź łez Gdyż martwi nie pozostawiają opowieść — uderzył nogą w podłogę, nie przestając grać na lutni, rytm coraz bardziej przyspieszał. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — tym razem podszedł do ściany i spojrzał nostalgicznie przez okno. Jeśli jesteś bogaty, znajdą ciebie pierwszego Wywąchają swoją drogę do kufra ze złotem — zaśpiewał, idąc szybko w stronę stołu, na którym stała butelka z rumem. Umiał się popisywać jeśli chciał. Był pieprzonym Parabellum, a po matce wszyscy potrafili zrobić niezłe show w każdej dziedzinie jaką sobie upodobali. Nachylił się do butelki. — Jeśli masz rum, ugaszą swoje pragnienie — urwał na chwilę, bo chwycił gwint w usta, upił spory łyk i postawił butlę z powrotem na stole — Ech, I nie zostaw ćwiartki, tak mi mówili Słyszę szanty zza morza — znowu tupnął nogą w podłogę. — Słyszę armaty, są blisko mój chłopcze Więc uciekaj me serduszko, nie ma tu miejsca by być I powiedz do widzenia mamie i tacie — znowu spojrzał w stronę okna. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — wyśpiewał refren, idąc w stronę jednego z odosobnionych krzeseł. Usiadł na nim wygodnie, zakładając nogę na nogę. Nie przestawał jeszcze grać. Widzę ogień, dotarli do naszego wybrzeża Słyszę krzyki, klamry i miecze Nie Ma nas, nie zamykamy drzwi
UsuńBo jeśli nie umrzesz zabiorą cię na pokład — tupał nogą do rytmu muzyki. Potem wstał i odśpiewał jeszcze raz refren idąc w stronę Czarnego Diaboła. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — zakończył grać wraz z ostatnim słowem shanty i oddał lutnię Diabołowi. — A tak grają Szczury Lądowe — odparł, uśmiechając się do niego nieskromnie.
Ashan artysta i showmen XD
Nie umknęła mu reakcja Diaboła, więc gdy odszedł od reszty z lutnią, on chwycił pokaźną butelkę rumu i poszedł za nim. Cholerne skrupuły. Miał mu pokazać dobry występ a nie łamać serce. Bądź co bądź on mu te serce pokazał pierwszy. Przykucnął delikatnie przy nim, zakładając sobie rękę na jego ramię. Upił spory łyk rumu i spojrzał po mężczyźnie.
OdpowiedzUsuń— Stracić rozum można na wiele sposób, na lądzie mamy berserków, którzy w walce są przez to nieokiełznani, Diabole — uśmiechnął się do niego słuchając jak gra. Melodii sporo brakowało, ale zaczął tupać nią do rytmu. — No już, już… — zaczął nucąc powoli. — Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz — zaczął mu śpiewać tak, aby jego śpiew wpisywał się do gry Diaboła. Popijał przy tym rum i podsuwał mu do ust. — Kiedy szukasz gdzie twój kąt A przytulna kajuta jest wiele mil stąd Nie zapomnij, bo popełnisz błąd Że Ty druha we mnie masz
Tak, Ty druha we mnie masz — nucił. — Ale poważnie, okazałeś mi serce, wiesz? — pozwolił sobie na małą improwizację — Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz Kiedy masz kłopot, chuj z nim Pomocy trzeba Ci - wal jak w dym Razem trzymajmy się, przekonasz się Że Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz — teraz zbliżył się do jego ucha, po kolejnym sporym łuku. Może faktycznie i sam się nieco wstawił, ale co tam. Nie pierwszy raz po pijaku coś odwalał. — Niektórym wydaje się, że są dużo lepsi, silniejsi, i tak dalej. Może Lecz żaden z nich na pewno nie ma pojęcia, że ja — poklepał go delikatnie po ramieniu, które dalej uparcie trzymał — Ja kocham Cię, wiesz? — zaśmiał się delikatnie, cmokając go w powietrzu i znowu napił się rumu. — Z biegiem zim i lat Ta przyjaźń bez przerwy trwa Gdzie ja, tam Ty, w złe i dobre dni Ty druha we mnie masz — zakończył swoją piosenkę na przeprosiny.
Kiedy Syriusz ich zebrał był już w miarę skupiony, aby słuchać jego planu. No tak, przynęta, a cóż by innego? Innego logicznego stanowiska raczej w tej roli dla niego nie było. Będzie miał potem wymówkę dla Luny co do porwania pewnie, bo nawet nie wiedział czy podał jej jakikolwiek powód i czy mu na to w ogóle pozwoliła. Oczarowanie panien? Pokręcił głową i spojrzał po Syriuszu z delikatnym uśmiechem. — Jak ładnie poprosisz to oczaruje nawet panów — odpowiedział mu, poprawiając włosy. Kurwa, chyba spędzał zbyt dużo czasu z Darcy ostatnio, bo zdecydowanie udzielało mu się po alkoholu. — Chcę, mam nadzieję, że zobaczysz Argar ze mną, kapitanie — dalej uśmiechał się do kapitana. Ściął mu włosy, więc może nawet sam nie będzie musiał się mścić, tylko podstawić go pod siostry i Lunę. To by było dopiero zacne widowisko. Poszerzył swój uśmiech delikatnie na tę myśl.
Ashan
Nie oponował, gdy się wtuliła, objął ją nawet delikatnie ramionami i kojąco po nich pogłaskał. To skakanie z jednego zachowania w drugie jasno sugerowało, że coś było nie tak. Mohe nie naciskał na zwierzenia, skoro potrzebowała przytulenia to po prostu jej go dał. Kiedy się odsunęła i spojrzała mu w oczy, uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Nic się nie stało – zapewnił. – Mi nic. Nie mam pewności co do Ciebie, ale wiedź, że z mojej strony nic Ci nie grozi – dodał i zaraz uśmiechnął się szerzej. – Zdecydowanie nie miałem na myśli czystego sposobu – przyznał. – Jestem cierpliwy, mogę poczekać na czasy aż ułożysz sobie to co masz w głowie, wtedy znowu spróbujemy – wyjaśnił o co mu chodziło i tak jak już kiedyś, lekko cmoknął ją w środek czoła. – Chociaż taki totalnie czysty też wchodzi w grę – dodał, puszczając jej oko i uśmiechając się pod nosem. – To co? Trochę nalewki na rozgrzanie, czy znowu rozstaniemy się w wodzie? – zapytał z przekąsem w głosie.
Mohe
Szybko awansował z tymi tytułami z Ptaszyny w Czarusia, a nie był tutaj nawet jeszcze pełnej doby. Jak dalej pójdzie to nie będzie musiał uciekać jako więzień tylko członek załogi, bo za bardzo się do niego przywiążą. Chociaż ulżyło mu nieco, że Diaboł zdawał się już nie być taki zły. Jego zdaniem o głupi występ nie było co się obrażać. Groźny pirat, a jedna piosenka na śmierć obrażała? Może powinien kiedyś popracować nad ego nowego przyjaciela. Szczerbatek wegetarianin? Biorąc pod uwagę wszystko co dzisiaj widział jego wegetarianizm odnosił się raczej do niejedzenia myśląc osób niż samego mięsa, no ale oceniać nie miał zamiaru. Marnowanie takich kłów w walce dla niego było raczej nieco głupie i zdecydowanie mniej widowiskowe. Chętnie by na to popatrzył, bo z pewnością potrafił zabawić oko tym jak walczył. Zresztą zapewne każdy z tutaj obecnych piratów mógł to zrobić. Żaden z nich nie wyglądał na jakiegoś podlotka. Nie protestował, kiedy znowu zakuto go w kajdany. Poprawił nieco ręce jedynie, bo było mu niewygodnie. Spojrzał na kapitana. A on co zaczynał się o niego troszczyć?Zaraz zrobi mu się ciepło w sercu. Pokręcił głową i uśmiechnął się do niego.
OdpowiedzUsuń— Kapitanie, porwałeś mnie za oczarowanie najtwardszej damy na tym świecie, nudne, żałosne baby, które szukają szczęścia na targu niewolników nie będą problemem, a jak zginę, to nie będzie już mój problemem. Załogi nie narażę — odpowiedział, nie dodał jednak, że jeśli umrze, to pewnie będzie czekać samego Syriusza niezbyt przyjemna rozmowa z Luną. Tą fantazję zostawił już dla siebie.
Ashan
Uśmiechnął się do niej i puścił oko.
OdpowiedzUsuń- Nie ma sprawy – nim się odsunęła jeszcze lekko pomasował jej ramię. Uśmiechnął się krótko na jej stwierdzenie co do nie dawania rady. – No wiem, ciężko przy mnie trzymać ręce przy sobie – rzucił żartobliwie i poruszył zabawnie brwiami. Kiedy ruszyła w stronę brzegu, poszedł za nią.
- No wiesz Ty co… Oczywiście, że chcę poczęstować. Nie rzucam słów na wiatr – rzucił i zaczepnie szturchnął ją w ramię, zrównując krok. Sam złapał swoje spodnie i wciągnął je na siebie, by zaraz poprowadzić Lunę do swojego obozu. – Owocowa czy z trawy pampasowej? – zapytał.
Mohe
Odpowiedział jej uśmiechem, a gdy podjęła decyzję co do nalewki, ruszył po wspomnianą.
OdpowiedzUsuń- Tajna receptura pewnej babuni, która była na tyle miła, że się ze mną podzieliła przepisem. Kumpel namawia mnie to masowej produkcji, ale chce mnie oskubać, więc sobie poczekam aż ruszy do tego Azylu i zacznę coś kombinować - zaśmiał się krótko. Usiadł na pieńku obok niej i polał im do, standardowych już, kamiennych kubeczków. - Kompankę - poruszył zabawnie brwiami. - Najwyraźniej musi we mnie coś być przyciągającego - rzucił żartobliwym tonem i sam się nieco rozejrzał. - Jak dla mnie idealny punkt obserwacyjny. U tej ich medyczki to ciągle coś się dzieje. Nic dziwnego w obliczu wojny. Tak czy siak obóz jest na tyle daleko od ścieżki, że te częste wycieczki niespecjalnie mi przeszkadzają. A i Febe czasem uraczy jakąś ciekawą potrawą czy napitkiem - uśmiechnął się szeroko.
Mohe
Ashan wszedł w swoją rolę nieszczęśliwego schywatanego niewolnika, gdy tylko dyskusja względem omówienia planu się zakończyła. Nie miał nic do powiedzenia w kwestii planowania ataku czy uzgadniania szczegółów, nie był kapitanem, nie sądził, aby ktokolwiek liczył się, że zdaniem więźnia Syriusza, a nawet jeśli, to nie znał tych ludzi ani możliwości ewentualnych przeciwników. Poza tym strategia i tak zdawała się rozsądna. W ciszy dotarł do tajemniczego serca handlu niewolnikami. Wyszedł z szalupy ciągnięty przez Diaboła. Zbiorowisko już im się przypatrywało, więc wypowiedział kilka słów po fińsku, w których zarzekał się, że nie wezmą go żywcem, a potem spojrzał w stronę tego całego Heimera z żalem w oczach. Słuchał całej rozmowy, nie mając żadnego lepszego zajęcia. Skoro byli na lądzie, teoretycznie miałby jakąś szansę na ucieczkę, gdyby nie fakt, że dalej nie wiedział, gdzie się znajduje. Poza tym sam nigdy nie pogardzi możliwością pozbycia się kilku łowców niewolników, nikt w końcu nie będzie miał pretensji o taki rozlew krwi. Spojrzał na rzeczoną złotą klatkę na chwilę przybierając głupi, zaskoczony wyraz twarzy. Klatka faktycznie była ze złota, co więcej pieprzona świeciła brokatem w pełnym słońcu, a na zamku znajdowały się rubiny.
OdpowiedzUsuń— Ekhem…— chciał coś powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język. Handlarze zdecydowanie byli pierdolnięci. Za to coś spokojnie można było kupić przynajmniej ze dwie wsie. Jasna cholera. Z tego wszystkiego ledwo poczuł jak Syriusz wsadza mu sztylet do buta. Nie był fanem takiej broni, ale zawsze coś. Wszedł do tego całego cholerstwa i dał się zawieźć w głąb jaskini, która jak można było się spodziewać sama była bogato urządzona, wszędzie roiło się od złotych przedmiotów, bogato ubranych kupców i wystawnych ornamentów na ścianach z najdroższych materiałów. Szczerze niedobrze robiło mu się na ten widok. Złapał się krat i przyjrzał się bliżej kobietom, które miał oczarować. Te już zdawały się zainteresowane. Uśmiechnął się do nich nieznacznie.
— Pomocy — szepnął w ich stronę, żeby zaraz kątem oka zajrzeć na innych niewolników, których tutaj zebrano. Najlepsze towary znajdowały się podobnych wystawnych klatkach, reszta była po prostu spięta łańcuchami. Obrzydliwy widok. Miał tylko nadzieję, że uda im się wszystkich wyciągnąć bez większych problemów. Strażników zdążył się naliczyć na ten moment z tuzin. Zapewne w innych, ciemniejszych zakamarkach czaili się jeszcze inni, do tego załoga Syriusza, która według Heimera miała stanowić dodatkowe wsparcie. Jak widać nie był aż tak głupi, bo o ochronę faktycznie zadbał.
Ashan
Mohe uśmiechnął się rozbawiony, gdy Luna tak zawzięcie rzuciła o odcinaniu rąk i zaczęła swój pokaz. Musiał przyznać, że miło się na nią patrzyło, nawet go kręciła w takim wydaniu.
OdpowiedzUsuń- Rób tak dalej, a zacznę się skarżyć na wyimaginowane problemy, co by zobaczyć Cię w akcji - rzucił żartobliwie i przyjął od niej rum, przykładając dłoń do torsu i kiwając głową wdzięcznie. Wziął łyka prosto z butelki i poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po gardle, aż lekko nim wstrząsnęło. - Łoh, dobre - przyznał zadowolony i zaraz się zaśmiał, gdy podała swoją cenę. - No i taki układ to ja rozumiem. Dostaniesz nawet trzy od czasu do czasu - poruszył zabawnie brwiami. - O ile produkcja ruszy - dodał, śląc jej zawadiacki uśmiech.Na to wymowne spojrzenie uśmiechnął się tylko szerzej i wzruszył ramionami. Przyjął ją na kolana i lekko objął ramieniem za plecami, co by mogła wygodnie się oprzeć. Nawet mu się spodobało to nowe miano. Spojrzał po Lunie pogodnie. - Dziki Wiatr niezmiernie się cieszy, że zajmuje tak zaszczytne miejsce w Twym sercu - tu dotknął jej piersi delikatnie, przy sercu - że nawet troskasz się o jego członka - uśmiechnął się pod nosem i sam mocniej objął ramieniem. Luna była naprawdę świetną dziewczyną. Słysząc opinię co do siebie zastanowił się chwilę. - Tak sądzisz? - uśmiechnął się zadowolony. To podsumowanie też jak najbardziej mu odpowiadało. Pociągnął sobie jeszcze łyka rumu i podał jej butelkę. - Tobie więc zostawiam wody, a sobie przywłaszczam pola. Twój sposób bycia też jest bardzo przyciągający - przyznał krzyżując z nią wzrok i szczerze się uśmiechając.
Mohe
Faktycznie Ashan całkiem nieźle operował swoim językiem.zdawał sobie też sprawę ze swojego uroku osobistego. Złapanie coraz większej ilości chętnych na zakup go kobiet wcale nie było takie trudne. Wystarczyło wyciągnąć rękę w ich stronę przez kraty, zmusić się do kilku łez. Ponucił im kilka smutnych piosenek o trudnej niewoli, torturach i samotności, o tym jak bardzo chciałby się przytulić, a bogate damy zaczęły się przekrzykiwać cenami, tylko po to, żeby zdobyć Ptaszynę tylko dla siebie. Skupiał na sobie całą uwagę większości tłumów. W międzyczasie mężczyźni, którzy przybyli z kobietami zrobili się zazdrośni, zaczęli z nimi dyskutować, więc całe szczęście nikt nie patrzył na dywersję. Nawet Ashan, nie chciał żeby odkryto ich tylko dlatego, że on chce sprawdzić jak im idzie. Skoro tak skrzętnie zaplanowali ten napad, musieli być kompetentni. Poza tym, jego ego by ucierpiało, gdyby dał się porwać jakimś żółtodziobom. Ashan dał się zabrać na scenę. Uklęknął bez słowa, na nowo przyjmując smutną minę, bo na chwilę było mu wszystko jedno. Spojrzał po widowni. Ależ on się cholernie brzydził każdym z tu obecnych. Najgorsze ściera ludzkości.
OdpowiedzUsuń— 3, 300! — padła pierwsza propozycja.
— 3, 400!
— 4! — krzyki cały czas było słychać. Ptaszyna nic już nie mówiła, bo najwidoczniej spełnił swoją część roboty. Uwaga była skupiona na nim, więc nie było sensu dalej wydziwiać, dopóki nikt go o to nie prosił. Skupiał się na tym, aby utrzymywać swoją mimikę w tym parszywym miejscu. Spoglądał na coraz to hojniejsze Panie, które obdarzał smutnym, acz pełnym nadziei uśmiechem, tylko po to, żeby kolejna niewyżyta stara baba zrobiła się zazdrosna i zaczęła przekrzykiwać dalej. Najwidoczniej bardzo im czegoś brakowało w życiu. Mogliby się już pośpieszyć, bo zaraz któraś w końcu go kupi.
— 5,900! — niska staruszka odziana w złotą suknię wybiła się z tłumu, oblizując wargi na jego widok. Kurwa mać. Gdyby wiedzieli, ile to go teraz kosztowało, aby po prostu nie skrzywić się na jej widok i nie kazać jej wypierdalać - zasługiwał na cały zapas ich rumu i korki na uszy, żeby nie słyszeć śpiewy Diaboła.
Ashan
Zaśmiał się na jej dźgnięcie i roześmiał nieco głośniej na groźbę.
OdpowiedzUsuń- Chyba będę musiał sprawdzić jakość tej Twojej konfrontacji, brzmi całkiem ciekawie – rzucił żartobliwie. Kiwnął głową, gdy wspomniała o rozgrzewającym działaniu alkoholu i zaraz posłał jej szerszy uśmiech. – Cholera, muszę się chyba pospieszyć z produkcją, bo mi tu pomocników przybywa, a butelek ubywa – stwierdził. – Postaram się co nieco przygotować i pewnie dostaniesz pierwszą zgrzewkę jak ponownie przybijesz tu do portu – uśmiechnął się do niej szeroko. Na dotyk przy sercu i słowa uśmiechnął się pod nosem. – Doprawdy niecodzienna troska, prawdziwa z Ciebie przyjaciółka – stwierdził rozbawiony. – Mam nadzieję, że i Twoja pochwa nie będzie się nudzić – puścił jej oczko. Na pytanie o styl bycia pochylił się lekko w jej stronę. – Mam na myśli, że przyciągasz. Przyjemnie spędza się czas w Twoim towarzystwie i chce się go spędzać więcej. Rozstania są znośne, ale buzia sama się cieszy, gdy dochodzi do kolejnego spotkania. Jesteś dość zadziorna i zaczepna, a jednocześnie bezpośrednia co sprawia, że ciężko z Tobą o nudne tematy. Dziś pokazałaś mi, że mimo ogólnej pogody ducha masz i gorsze okresy, dałaś się wesprzeć, co sprawia, że nawet w takich chwilach chce się z Tobą przebywać – wyjaśnił jej bez większego problemu.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No gdzie tam, szkoda mi takiej znajomości, aż tak ciekawski nie jestem by sprawdzać na samym sobie - zaśmiał się. Zaraz pokręcił głową. - Trzy flaszki ze zgrzewki będziesz miała na własny użytek, reszta na sprzedaż i do rozreklamowania trunku - poruszył zabawnie brwiami i przyjął jej uścisk. - Na tą chwilę jedynie trzy mogę Ci ofiarować, ale jak ponownie przybijesz do portu to zgrzewka powinna już czekać - wyjaśnił dodatkowo. Ponownie lekko się zaśmiał i kiwnął głową. - Nie ma problemu, akurat mieszanki mam pod dostatkiem, a i dość łatwo o składniki do niej - przyznał. Uśmiechnął się widząc jej rumieniec, musiał przyznać, że lubił je u kobiet, szczególnie ładnych. Kiwnął głową. - Nawet jak Cię jeszcze kiedyś najdzie na ryczenie, to się przed tym nie broń, czasami po prostu trzeba - stwierdził i objął ją ramieniem. Na jej podziękowanie kiwnął głową. To co o nim mówiła mocno łechtało jego ego, zbliżył więc palce do swojego mostka i ponownie kiwnął głową. - Wdzięczny jestem za te słowa - przyznał by zaraz spojrzeć po jej obojczyku. Przejechał delikatnie palcem po skórze dziewczyny, skrzyżował z nią wzrok i lekko się uśmiechnął. - Jasne, że zrobię. Tylko musisz dać mi chwilę bym wszystko przygotował - dodał i wstał ze swojego miejsca, co by ruszyć po potrzebne przybory.
Mohe
Yensen słuchał Luny i kiwał porozumiewawczo głową. Niestety nawyki były trudną rzeczą do przeskoczenia. Nawet jak człowiek wiedział, że ma czegoś nie robić, to ciało reagowało samoistnie.
OdpowiedzUsuń— Jeśli chcesz to poprawić musisz trenować, najlepiej za każdym razem w trochę innym miejscu podobna sytuacja, aż w końcu ciało zacznie reagować do otoczenia — zaproponował. Następnie zaprezentował Lunie w jaki sposób on sam poruszał się na wahadle. Dla niego ta konstrukcja akurat nie sprawiała większych problemów, ale wiele tutaj robiło doświadczenie. Wychowywał się z identycznym cholerstwem. Za dzieciaka pospadał już z niego wystarczającą ilość razy.
— Jestem doświadczony w fachu po prostu — odpowiedział, być może nieco za skromnie, ale co tam. Czasami nawet i on nie chciał się w piórka za bardzo ubierać. — Ale tak, w kwestii wyzwisk, jak się na mnie wkurzyłaś, ja mówiłem szczerze, że to dobry pomysł. Dużo przeciwników ma kruche ego i zaraz popełnia błędy przy dobrym wyzwisku — wyjaśnił.
Yensen
Już pierwszy zasłyszany wybuch dał Ashanowi znać, że pora kończyć tą szopkę, ale Syriusz nie dał mu nawet zareagować, a już pokazał się w roli jego anioła stróża, który przybył mu na ratunek. Nie mógł specjalnie narzekać, przynajmniej nic nie musiał robić. Uśmiechnął się zadowolony na widok krwi Heimera i staruszki. Oczy błysnęły mu na chwilę czerwienią z przyjemności, że ta dwójka totalnego, najgorszego ścierwa ludzkości właśnie gryzie piach.
OdpowiedzUsuń— Dzięki — odpowiedział mu, masując się po nadgarstkach. Dookoła zaczął się rozprzestrzeniać coraz większy chaos, walka wrała w najlepsze, a on miał zamiar dołączyć chociaż jeszcze na chwilę i upewnić się, że sam coś jeszcze dostanie z tej krwawej jatki. Kiwnął głową, gdy Syriusz wspomniał o czterech wybuchach, a potem złapał biegnącego pod sceną strażnika za głowę. Wbił mu kciuki w oczodoły i rozszerzył swój uśmiech. Nareszcie jakaś okazja, żeby sobie ulżyć za pozbawienie go jego pięknych, długich włosów. Pociągnął jego głowę, aby uderzyć nią z całej siły o drewnianą posadzkę i w ten sposób pozbył się strażnika. Posadził go sobie jeszcze na podłodze, aby wyjąć mu z pochwy miecz, a następnie samemu pobiegł w stronę próbujących uciekać niewolników, żeby wspomóc ich próby, przedzierając się pomiędzy strażnikami.
Ashan
- Z grzeczności nie zaprzeczę – rzucił z lekkim śmiechem, przyjmując jej całusa. – Cieszę się więc, że dam Wam nieco radości – dodał rozbawiony. Kiedy się wtulała, masował jej ramię delikatnie, kiwnął też głową, gdy wspomniała o przeryczeniu nocy. – Rozumiem. W razie jakbyś jeszcze chciała sobie poryczeć i nie być w tym sama, to wiesz gdzie mnie szukać – oznajmił by zaraz ruszyć po swoje przybory. – No raczej, że dziś. To nie jest znowu jakiś bardzo czasochłonny tatuaż – uśmiechnął się do niej szerzej i skupił na oczyszczaniu narzędzi. Zaśmiał się krótko na jej stwierdzenie. – Mówisz? Już tyle osób tu pobrudziłem, że zaczynam powoli myśleć o tym jak o hobby, a nie jedynie plemiennym zwyczaju – przyznał i przywołał ją do siebie ruchem dłoni. – Lepiej będzie jak się położysz – pokazał matę, która leżała na ziemi i sam usiadł obok, szykując jeszcze w miseczce barwnik. – Robić tylko zarys, czy chcesz kolory? – zapytał. – Dziś tak czy siak zrobię tylko zarys, a razie jakbyś chciała kolor to będziemy musieli powtórzyć wizytę – wyjaśnił.
OdpowiedzUsuńMohe
Zaśmiał się, gdy wspomniała o wyzwiskach i zaczęła je wymieniać. No takie podejście akurat lubił. Przyjął od niej rum i upił nieco większy łyk, po czym odetchnął zadowolony oddając jej butelkę.
OdpowiedzUsuń— Można poczuć morze w tym alkoholu — pochwalił trunek. Dawno nie pił tak dobrego rumu. Chyba jeszcze za czasów bariery, kiedy dostawali zapasy od tego Francuzika. Uśmiechnął się do piratki. — Godne pochwały hobby, podzielam Twój zapał — odparł. Zastanowił się chwilę na temat jej treningu. Chciała się poprawić, pomyślał chwilę. — No dobra. To dzisiaj poćwiczymy jeszcze na wahadle. Kumata jesteś, to myślę, że dzisiaj jeszcze to opanujesz, a w inne dni dam Ci parę innych lekcji, bardziej się przygotuję, żeby było bardziej argarsko — wyjaśnił, bo teraz po prawdzie nie miał zbyt dużego asortymentu. Był już nieco zmęczony po ostatnich treningach z Gavem, pokończyły mu się mikstury i runy, a musiał dać jej w kość, skoro chciała sobie dobrze radzić z różnymi jegomościami. Za parę dni zrobi jej tutaj Mordownie z prawdziwego zdarzenia, żeby się sama nieco spociła. A dzisiaj jeszcze na spokojnie.
Yensen
OdpowiedzUsuńAshan nasłuchiwał wybuchów, przedzierając się przez łowców niewolników. Nie oszczędzał też ich, jeśli miał okazję do szybkiego zabójstwa. Świat po nich zdecydowanie nie zapłacze, a z pewnością stanie się spokojniejszym miejscem. Poza tym miał dobre usprawiedliwienie, sam musiał w końcu walczyć o życie. W chaosie walki nie wiedzieć dlaczego przyczepił się do niego chłopiec, które nie miał zamiaru odpuścić. Ashan wziął go na ramię i uciekł, kiedy usłyszał trzeci wybuch. Znalazł się na łódce jeszcze przed Syriuszem i dobrze mu się przyjrzał. Dziecka nie zostawi i nie miał zamiaru z nikim dyskutować na ten temat. Nikt też chyba za bardzo nie próbował. Zmierzwił mu włosy i uśmiechnął się niewinnie do Syriusza, kiedy i ten wstąpił na statek. Na sygnał kapitana wszyscy odpłynęli w siną dal. Przynajmniej dla Ashana, bo o ile domyślał się, że wracają na statek, to ich położenie na mapie świata dalej było dla niego nieznane.
Ashan
Mohe uśmiechnął się nieco pod nosem na jej pytanie.
OdpowiedzUsuń- Nie bardzo mam powody by ryczeć, ale jak mnie kiedyś najdzie i będziesz osiągalna to pewnie się zgłoszę – poruszył brwiami. Udawany płacz raczej go nie kręcił. – Będziesz musiała poczekać więc z tym zaspokojeniem ciekawości – zaśmiał się pod nosem i pstryknął ją lekko w ten jej. Poczekał aż się ułoży, ale nie omieszkał sobie popatrzeć po jej ciele, gdy zdjęła bluzkę. Uśmiechnął się zadowolony, zdecydowanie lubił tatuować kobiety. Na jej stwierdzenie zaśmiał się lekko. – Racja, jeszcze by ta Twoja kolorowa dusza wessała barwniki i wyglądałoby to nieciekawie – rzucił rozbawiony, by zaraz przetrzeć jej skórę na mokro. Najpierw oczyścił miejsce, gdzie miała wejść igła, a później zabrał się za lekki szkic cienkim węgielkiem, obrazek nanosił na skórę, kropkując skórę Luny. Ostatnio trochę poszerzył swoją wiedzę w zakresie tatuowania wszelkiego rodzaju wzorów, bo zamówienia miał dość często, a były naprawdę różne.
Mohe
Chłopiec, którego Ashan znalazł nie był specjalnie rozmowny, ale wiedział już, gdzie powinien go odprowadzić, aby dostarczyć go do rodziny. W międzyczasie nie był zbytnio nachalny, pomagał fenalisowi w obowiązkach tak jak mu kazano, był cicho i nie szukał z nikim zwady. Wszystko jakoś powoli szło do przodu. Czerwonowłosy nie wiedział, kiedy wrócą do domu, ale był pewny, że ten dzień w końcu nastąpi. Sprzątał pokład, wegetował sobie i czekał aż w końcu wróci do na ląd albo do Luny. To pierwsze nastąpiło wcześniej. Chociaż nie był to Argar, to cholera, jakże on tęsknił za pewnym, twardym gruntem pod stopami. Mimo wszystko nie był wychowany na morzu, a tak długa pierwsza podróż nie należała do najlepszych sposób na sprzedanie życia jako morski wilk. Poszedł za Syriuszem tam, gdzie mu kazał i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie minęło wiele czasu, a znowu siedział związany. Uśmiechnął się pod nosem, patrząc na pirata. Nie mówił nic, bo nie było sensu wdawać się z nim w dyskusje. Zwłaszcza, że włosy zaczynały mu powoli odrastać i nie chciał stracić kolejnych kosmyków. Kilka docinek nie było tego wartych. Postanowił po prostu siedzieć cicho z zawiązanymi rękoma i czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
OdpowiedzUsuńAshan
Z początku był sam z Syriuszem w ciemnej komnacie, ale wraz z upływającym czasem przestrzeń zaczynała się rozjaśniać od światła padającego przez małe okiennice czy rozpalanych świec. Ludzi też z czasem przybywało. Słuchał różnych rozmów, trafiały bardziej lub mniej do jego ucha. Rozmawiali o Lunie, jej urodzinach, swoich ostatnich morskich podbojach. Ashan był przede wszystkim zadowolony, że nikt mu się nie naprzykrzał. Przynajmniej nie w jakiś zbyt nachalny sposób. Czas jednak się dłużył, kiedy był związany na krześle i nie mógł sobie pozwolić praktycznie na żadne ruchy. Czekał, nudził się i starał się zabić jakoś czas swoimi własnymi myślami. A myśli akurat miał sporo o konkretnej księżniczce piratów, której miał zostać podarowany. Nie wiedział co Syriusz miał na myśli, ale te wiązania i kokarda naprawdę działały na wyobraźnię. Uśmiechnął się, kiedy jubilatka wparowała do sali. Cholera jasna, zawsze wyglądała pociągająco. A on od tak dawna nie zdążył się na nią napatrzeć. Jak go nie unikała to został porwany i tak odbijał się ciągle od jakiejś przysłowiowej ściany. Syriusz musiał powiedzieć jej coś perwersyjnego, skoro oblizała wargi na jego widok. Spojrzał wtedy po szarmancko, samemu delikatnie oblizując wargę. Poczuł przyjemny dreszcz, kiedy się zbliżyła, jej zapach wręcz uderzył mu do nozdrzy. Mruknął zadowolony na masaż, przymykając oczy.
OdpowiedzUsuń— Twarzowo? — odparł cicho, odchylając głowę do tyłu, aby spojrzeć Lunie w oczy. — Dobrze słyszeć, serce by pękło, gdybyś przez to mnie zostawiła — dodał, nosem przejeżdżając po jej szyi. Zahaczył delikatnie zębami o skórę tuż obok jej szczęki i zaśmiał się przy tym cicho. Następnie złapał ją wolnymi rękami za ramiona i pociągnął sobie na kolana. Ucałował delikatnie ucho kobiety, nie przejmując się za bardzo, że cała jej rodzina teraz patrzy. —- Jeszcze nie, ale zaraz może będę musiał spierdalać w popłochu — szepnął do ucha, po czym je delikatnie przygryzł. — Tęskniłem… — dodał.
Ashan
— A kto powiedział, że dam się tutaj porzucić, hm? — sam zapytał zaczepnie. Chociaż było w tym dużo prawdy. Nie miał zamiaru zostawać na wyspach dłużej niż to konieczne. Jeśli odpłynie bez niego, tym razem zacznie kombinować jak wrócić do domu. Poczuł jak robi mu się cieplej na plecach, kiedy usiadła przodem do niego. Chciał ją do siebie przybliżyć, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić zniknęła z jego objęć, a później porwała go na parkiet. Ach, ta kobieta… tyle ognia i pasji. Naprawdę ciężko było się przy niej kontrolować. Przysunął ją w tańcu bliżej do siebie.
OdpowiedzUsuń— Wiem, ciągle mi uciekasz i oszukujesz, gdy myślę, że już Cię mam w swoich objęciach — mruknął jej do ucha. — Ale dzięki temu polowanie jest bardziej ekscytujące — dodał, po czym przygryzł płatek jej ucha, aby zaraz potem, odsunąć się i obrócić ją wokół osi kobiety.
Ashan
— Nie? — zapytał, uśmiechając się do niej zaczepnie. — Udało mi się Cię zaprosić na randkę i już mnie porwano, nawet nie dasz szansy się oczarować, dla mnie to brzmi jak oszukiwanie — szepnął jeszcze w trakcie tańca w jej usta, zbliżając się do niej na tyle blisko na ile mógł. Musiał jednak szybko ostudzić własne nerwy oraz zapędy co nie było takie proste, kiedy patrzył na nią. Zaklął kilka razy w myślach. Uśmiechnął się neutralnie acz przyjaźnie w stronę jej rodziny. Kojarzył opowieści o Erwinie dzięki kilku wycieczkom po wybrzeżach Mathyr, ale reszta imion nie zdążyła obić mu się o uszy. Nie żeby sam specjalnie szukał i pytał. Usiadł obok Luny, uśmiechając się szerzej, kiedy widział z jaką pasją opowiada o poszukiwaniu skarbów.
OdpowiedzUsuń— Miałem okazję skosztować tego szaleństwa — odparł przypominając się trochę. Oczywiście wcześniej skłonił głową na powitanie.
Ashan
Klara od kilku dni siedziała już w Argarze, całkiem sporo się tu działo i co chwilę pojawiały się jakieś nowe twarze. Przygotowanie do wojny szły pełną parą. Od czasu do czasu przewijały się po wyspie grupy Terran, zaraz migało kilka feniksów z Phyonix. Klara nadal jeszcze trawiła wieści, że ten gatunek rzeczywiście istnieje, ale cóż, nie było co z tym dyskutować. Poza tymi nacjami po wiosce kręciło się coraz więcej piratów, ale to akurat średnio się Klarze podobało. Sama pomagała w segregacji leków lub układaniu jedzenia w spichlerzach, poza tym oczywiście obsługiwała w Gospodzie więc na brak zajęć nie narzekała. Jednego dnia swojej zmiany otrzymała list z informacjami od Kleofasa. Akurat sprawdzał jakiś trop w sprawie Klemensa, a dostał nowe informacje, że ten widziany był w Marchwiach. Nie mógł tego sprawdzić osobiście, Klotylda z kolei czuwała w okolicach Sivet, w razie gdyby ich brat postanowił tam wrócić, tak więc sprawdzenie nowej informacji przypadło Klarze. Dziewczyna z jednej strony czuła ogromny przypływ nadziei, z drugiej jednak gula w gardle była bardzo wyraźna... Czemu akurat teraz? Czemu teraz, kiedy nie miała przy sobie nikogo z tych bardziej zaufanych? Dziewczyna zgłosiła się z nowiną do Niklausa, jako ojciec Akane obiecywał, że postara się jej za wszelką cenę pomóc w razie gdyby miała jakąś potrzebę. Teraz miała. Nik stwierdził, że najlepiej będzie posłać Klarę do Marchwii drogą wodną, ta była najszybsza. Oczywiście nie zamierzał posyłać jej samej i koniec końców padło, że przydzielił do niej Damona, chłopak miał za zadanie Klarę eskortować i zabezpieczać. Nie mógł posłać Klary argarską łodzią bo to było prawie, że jednoznaczne z napadem na okręt, wpadł więc na pomysł o utargowanie się z przebywającą tu aktualnie piratką Luną. Przedstawił jej sprawę, zaoferował kilka beczek argarskiego jadła i alkoholu, a gdy doszli do porozumienia, poinformował Klarę o dniu jej wypłynięcia. Nie wchodził jednak w szczegóły z kim dziewczyna będzie płynąć, podał gdzie i kiedy ma się stawić. Te same informacje podał Damonowi.
OdpowiedzUsuńKlara była na miejscu kilka minut przed odpowiednią godziną, stojąc w porcie przy tej konkretnej łajbie wiedziała już z kim będzie płynąć i zdecydowanie nie podobała jej się na wizja. Jakoś tak mocniej zacisnęła ręce na swoim tobołku, wręcz go objęła ramionami, czekając zarówno na Damona, jak i na wredną kapitan okrętu. Minę miała nietęgą, ale cały czas pocieszała się mówiąc sobie, że robi to dla brata. Naprawdę liczyła, że go tam znajdzie, że chociaż ta jedna informacja okaże się sprawdzona.
Klara
Uśmiechnęła się delikatnie na widok Damona, może nie znała go jakoś dobrze, ale w obliczu przebywania z Luną był dla niej światełkiem w tunelu. Spojrzała niechętnie po łodzi, na żart chłopaka i spięła się wyraźnie.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze się zdziwisz... - szepnęła. Już widziała jak ta nadpobudliwa piratka nie daje jej spokoju. Słysząc pytanie chłopaka zrobiła trochę przestraszone oczy. - Och... Ja... Ja nie mam pojęcia! Nigdy nie byłam na morzu! - wyraźnie się przejęła i zamrugała szybciej oczyma. Jakby już mało miała problemów na głowie! Zacisnęła zęby, gdy się do niej zwrócił, głośno przełknęła ślinę i mocniej przytuliła torbę, patrząc w dół odrobinę zmartwiona. Pewnie nawet by mu coś odpowiedziała, ale zaraz usłyszała energiczne kroki Luny i gdy tylko podniosła wzrok to już była w jej objęciach. Od razu zaczęła się uwalniać z uścisku.
- Przestań! - bąknęła i zaraz się wyprostowała i dumniej uniosła głowę, dalej jednak z tobołka trzymanego w dłoniach robiła do siebie stosowną barierę. Chrząknęła. - Jestem Ci niezmiernie wdzięczna za pomoc, ale nie licz, że będę się z tej wdzięczności spoufalać - oznajmiła hardo i zaraz znowu chrząknęła, speszona zerkając na boki. Wysłuchała tego co miał robić Damon i spojrzała na niego przepraszająco. - Będę Ci pomagać - zapewniła go, a słysząc o kajucie ponownie się spięła. - Mam nadzieję, że nie Twoją prywatną... - szepnęła, powoli idąc na statek. Już zaczynało jej się kręcić w głowie. Jak ona zniesie tą podróż? Co jak dotrze do Marchwii niespełna rozumu? Los spłatał jej doprawdy okropnego psikusa...!
Klara
Klara odetchnęła z wyraźną ulgą, słysząc, że chłopak w razie co będzie mógł jej pomóc. Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie.
OdpowiedzUsuń- Niezmierne to szczęście, że ze mną płyniesz - przyznała. Słyszała o chorobie morskiej przeróżne opowieści, a patrząc na to z kim płynie zawroty głowy były wręcz nieuniknione. Damon był doprawdy cierpliwy, Lunie zdecydowanie brakowało kultury, a on zdawał się tym zupełnie nie przejmować. Klara nadęła lekko policzki gdy znowu usłyszała o tym Cukiereczku, ale uznała, że lekceważenie tego przezwiska będzie po prostu najlepszym rozwiązaniem. Spaliła jednak buraka, gdy padło coś o przyjmowaniu do siebie. - No wiesz?! Co to za plugawe sugestie?! Wypraszam sobie...! - fuknęła na Lunę i spojrzała po Damonie. - W razie gdybyś był w potrzebie, to oczywiście, że pomocy nie odmówię, ale proszę, nie słuchaj tej... - powstrzymała język - ... piratki - dokończyła odrobinę podirytowanym głosem. - Nie mam w zwyczaju spraszać do swoich kwater mężczyzn - wolała sprostować, aby przypadkiem nikt tu nie miał jakiś brudnych planów. Odsunęła się na krok, gdy Luna dotknęła jej warkoczy. - Och, całe szczęście, mam nadzieję, że za często tej jaskini zuchwalstwa i rozpaczy nie opuszczasz - odwróciła ostentacyjnie głowę od dziewczyny i przysunęła się bliżej Damona. - Dwadzieścia cztery, co najmniej, dla Ciebie postarałabym się o całe dwadzieścia cztery księżyce - wydęła usta i niepewnie rozejrzała się po pokładzie. To zdecydowanie nie była podróż w jej guście, ale cóż, dla brata mogła się poświęcić. - Gdzie mogę ostawić tobołek? - zapytała od razu. Zwiedzanie okrętu nie bardzo ją interesowało, w sumie to najchętniej zamknęłaby się w kajucie na cztery spusty i wyszła dopiero w Marchwiach.
Klara
Klara speszyła się odrobinkę.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że nie zamierzasz, wolałam sprostować sugestię Luny - odpowiedziała czując nieprzyjemne uczucie, gdy spojrzał na nią z tym specyficznym wyrzutem w oczach. Nie powiedziała nic złego, zaznaczyła jedynie swoje, głośno i wyraźnie. Nylian na pewno by ją za to pochwalił. On zawsze ją chwalił i rozumiał jej intencje. Spojrzała zaraz po Lunie dalej obruszona.
- Może więc po prostu przestanę do Ciebie mówić, co byś z zachwytu nie zapomniała o swoich obowiązkach - prychnęła pod nosem i zaraz się skrzywiła. Ta dziewucha naprawdę nie miała wstydu. Zachowywała się jak te wszystkie zapite mordy z karczmy jej rodziców. Nie skomentowała już przebywania w kajucie, na szczęście statek był na tyle duży, że spokojnie dało się tu Luny unikać. Klara w trakcie zwiedzania bardziej skupiła uwagę na dość chwiejny pokład, na bród i ogólny nieład. Słuchała gdzie co jest, ale bardziej obserwowała z niesmakiem "opłakany" stan statku. Ten wcale nie był zaniedbany, ale w głowie Klary wszystko wyglądało tu po prostu źle i jeszcze gorzej. Do swojej kajuty wpadła właściwie od razu, gdy Luna tylko ją wskazała, odłożyła tobołek i odetchnęła z ulgą, nie było najgorzej. Usiadła nawet na swojej pryczy, ale zaraz spotkała wyczekujące spojrzenie Luny i wstała naburmuszona. Najważniejsze wiedziała, niby co tu jeszcze pokazywać? Skrzywiła się widząc na czym będzie spał Damon.
- Doprawdy jesteś okrutna... - pokręciła do Luny głową i zaraz spojrzała na Damona - Mogę się z Tobą zamienić na kilka nocy - stwierdziła. To nie godziło by spał w takich warunkach tylko ze względu na płeć. Skrzyżowała ręce na torsie. - Najwyraźniej u niektórych kultura jest mało postępowa - bąknęła pod nosem, zerkając gdzieś w bok. Klara skrzywiła się również na groźby skierowane do chłopaka, mierziły ją, chociaż poczuła pewną dozę bezpieczeństwa, czego oczywiście nie zamierzała przyznawać. Argarczycy bywali dość... nieprzewidywalni. Mimo wszystko jej buzia stała się purpurowa, gdy tylko wspomniane zostały jądra. Tak zdecydowanie nie przystało. Kiwnęła niepewnie głową na słowa o swobodzie, ale cofnęła się mimo wszystko o krok. Jakoś jej nie specjalnie ufała w te słowa. Damon może jej krzywdy nie zrobi, ale Luna... Luna była jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż niektórzy Argarczycy. Klara zdecydowanie tego nie lubiła. Dziewczyna zacisnęła zęby słysząc o wyprowadzaniu z portu i odprowadziła Lunę wzrokiem. - Chyba już mi niedobrze... - szepnęła, przysłaniając usta. Na samą myśl o tej chybotliwej łajbie miała wrażenie, że robi się zielona.
Klara
Klara nie nalegała na tą zamianę, jednak brała pod uwagę, że ta mimo wszystko może dojść do skutku. Nigdy nic nie wiadomo i może Damon będzie jednak w trakcie tych kilku dni potrzebował większego komfortu. Chwilowo to czuła, że ona go potrzebuje, a kiedy statkiem zaczęło jeszcze mocniej kołysać, bo ten ruszył, to dziewczyna przyłożyła dłoń do ust i poczuła mdłości. Na wieść o "godzince" otworzyła szeroko oczy, bez słów pytając "ile?!" Przepchnęła się zaraz do schodów, by wyjść na górę pokładu, a tam podbiegła do burty i zwymiotowała do wody.
OdpowiedzUsuń- Święta Panienko... Ratuj mnie... - miała wrażenie, że cała robi się blada i zjechała zaraz po burcie do ziemi, by tam zamknąć ciasno oczy i łapać głębsze oddechy. - W Imię Ojca i Syna i... - poczuła kolejną falę i szybko się podniosła co by ponownie zwymiotować do wody. Oparła czoło o grań burty i klęczała na tej brudnej pokładowej podłodze - ... i Ducha Świętego... - wzięła kolejne głębokie oddechy.
Klara
Klara w pierwszej chwili chciała jej coś odburknąć, ale przyszły kolejne torsje i znowu musiała wystawić głowę za burtę, zaraz po tym posłała jednak Lunie swoje nieprzyjemne spojrzenie. Sama była szczurem! Chętnie by jej to powiedziała, ale aktualnie nie bardzo była w stanie. Opadła na kolana i przymknęła oczy, tak jak poradziła Luna, ale wtedy w głowie to już w ogóle zaczęło jej wirować i znowu musiała wstać by zwymiotować.
OdpowiedzUsuń- Chcesz mnie zabić?! Może od razu mnie tam wyrzuć, co?! - fuknęła wściekła i przetarła swoje załzawione oczy. Zacisnęła palce na burcie i otworzyła oczy nienaturalnie wręcz szeroko. Skoro zamykanie nie pomogło, to może odwrotność zadziała? Szlochnęła załamana. - Za jakie grzechy? Za jakie grzechy miłościwa Panienko? - zapytała drżącym głosem i uniosła oczy do nieba. Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. - Już tyle pokus odrzuciłam, a Ty dalej mnie karzesz za ten jeden błąd? Za tą jedną chwilę rozkoszy? - podciągnęła nosem. - Już starczy, błagam Miłościwa Panienko, już starczy... - szeptała swoje modły dalej, nadal mocno zielona.
Klara
Te całe wygibasy Luny ani trochę nie pomagały. Co za okropna dziewucha! Klara odwróciła się tak by jej nie widzieć, opierając bok o burtę i mając ją za plecami. Skuliła się nieco, a słysząc o naparze mruknęła tylko "mhm" i zaraz zadygotała. Miała wrażenie, że robi się jej tu dziwnie zimno. Otuliła się ramionami i nadmuchała oburzona policzki, kiedy to ciekawskie jajo zaczęło dopytywać.
OdpowiedzUsuń- Nie Twój zasmarkany interes! - fuknęła na nią i zaraz pożałowała, bo poczuła kolejne torsje. Ledwo zdążyła się podnieść i wymiociny prawie trafiły na podkład, ale jednak się udało. Klara nabrała głębszych oddechów i zapłakała, znowu się kuląc. - To nieistotne, już nigdy więcej się nie zdarzy, nie istotne - mocno otuliła się ramionami.
Klara
Klara zasłoniła nos zaraz po pstryknięciu i naburmuszyła się na jej zaczepkę oraz śmiech.
OdpowiedzUsuń- Och, uważaj, bo zapewne liczy się dla mnie opinia takiej rozpustnicy jak Ty - prychnęła pod nosem, odganiając się od jej dłoni. - Nie złamię! - odparła pewna swego i zaraz znowu się skuliła. Tym razem nie wymiotowała, ale było jej po prostu bardzo słabo i niedobrze. Kontynuowała swoje modły, kiedy Luna w końcu ją zostawiła, a widząc napar spojrzała po nim krytycznym wzrokiem. Nie ufała niczemu co wychodziło z rąk tej dziewuchy, ale szczerze wątpiła, że aktualnie mogłaby się czuć gorzej, więc ostatecznie przyjęła napar i nieco go upiła. - Damon już coś dla mnie szykuje... - szepnęła i wzięła kolejny łyk. Zamknęła oczy i oparła głowę o burtę, ciężko oddychając. Miała nadzieję, że Luna nie wywinęła jej tu jakiegoś numeru, bo jak tak to nic nigdy więcej od niej nie przyjmie.
Klara
Klara odwróciła od niej wzrok.
OdpowiedzUsuń- Śmiem wątpić - stwierdziła. Jedyne co mogła wiedzieć to, to jak żyć bez zasad i moralności, a to Klary nie interesowało. - To się tam dobrze zabawiaj w swoim kącie, mój zostaw w spokoju, nie chcę Cię w nim, ani Twoich durnych rad - czego ta dziewucha tak wciskała nos, tam gdzie nie jego miejsce?! Klara starała się pić w miarę sprawnie napar i chociaż jej dłonie lekko drżały to jako tako dawała radę. No, przynajmniej do czasu o sztormie.
- Słucham?! - aż przytuliła do siebie naczynie. - Panno Miłościwa, dlaczego!?! - szlochnęła i spojrzała w niebo. Odstawiła zaraz napar i na czworaka zaczęła wędrować w stronę schodów na podpokład. - Damon, Damon! - wołała go głosem pełnym żalu. Odbiło jej się w trakcie tego żwawego "marszu", ale na szczęście tym razem się nie ulało. - Damon proszę! - rzuciła na szczycie schodów i oparła głowę o barierkę, wyraźnie załamana. - Ja chcę do Nyliana... - szlochnęła pod nosem. Gdyby tylko umiała to chętnie cofnęłaby się do czasu spędzone z elfem i tam już została... na stałe.
Klara
Klara chwyciła się zaraz mocno koszuli chłopaka i szlochnęła. Czuła się po prostu okropnie.
OdpowiedzUsuń- Będzie sztorm, a mi, a mi, a mi... - podciągnęła nosem zaciskając palce na materiale jego ubrania. - Tak mi źle... - zapłakała, pozwalając się prowadzić, jednak trzymając się go kurczowo, w obawie, że spadnie i coś się jej dodatkowego stanie. - Nie wytrzymam, nie wytrzymam - kręciła nerwowo głową, czując narastającą panikę. To nie był dobry pomysł, powinna siedzieć na wyspie i czekać. Ona nie była stworzona do przygód, powinna czekać na Nyliego, z nim wędrować, po ziemi, po lądzie... Daleko i blisko... Co ją pokusiło?! Co ją pokusiło do diaska! Wiedziała, że brat był ważny, bardzo ważny... No właśnie brat... Klemens... Na myśl o jego twarzy odrobinkę się uspokoiła. Nawet nie zarejestrowała, że siedzi już we własnej kajucie, dopiero teraz zaczęła to zauważać. Niemrawo spojrzała po Damonie, gdy do niej wrócił. Przetarła zapłakaną twarz oraz oczy i sięgnęła po proszki, które jej podawał. Od razu je łyknęła po czym zadrżała lekko i objęła się ramionami. - Zimno mi... - szepnęła, siedząc na swojej pryczy zmarnowana. Zerknęła po owsiance, ale aktualnie ciężko jej było w ogóle myśleć o zjedzeniu zupy, mimo, że ta naprawdę ładnie pachniała. Klara powoli, bo powoli, ale zaczęła zdejmować z nóg trzewiki i wciągnęła na górę stopy, co by zwinąć się w kulkę pod ścinaną. - Dziękuję... - szepnęła, czekając na efekt proszków.
Klara
Klara przyjęła koc, mocno się wtulając w materiał i zaciskając go na sobie jeszcze bardziej. Sama patrzyła w ścianę, lekko dygocząc z zimna i nieprzyjemnych dreszczy jakie aktualnie czuła na swoim ciele. Na zapewnienie Damona średnio zareagowała, ale gdy wspomniał o sile, zerknęła po chłopaku zmęczonym wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- A skąd Ty to niby możesz wiedzieć? - zapytała, z nutką irytacji w głosie. Właściwie ledwo się znali, a ten jegomość wyskakiwał z słówkami jakby znali swoje rozterki i przeszłość. Nieco urażona wróciła do oglądania ściany, jednak słysząc o Nylianie, uśmiechnęła się delikatnie, a potem poczuła ukłucie w sercu. Oparła skroń o ścianę, a warga lekko jej zadrżała. - Tęsknię za nim... - szepnęła. - Boję się o niego... Jest z Azylskim pochodem... - mówiła cicho, wyraźnie zmartwiona. Przymknęła oczy, czując kolejne odbicie. Zasłoniła usta, speszona i skuliła się trochę mocniej. Co za wstyd. Podciągnęła nosem, czując łzy przy oczach. Uśmiechnęła się mimo wszystko na pytanie o to co lubi w Nylim.
- Jest bardzo dostojny, kulturalny, ciepły, nie jest zuchwały... Jest czuły i subtelny... - ponownie przymknęła oczy i zaciągnęła się leciutko powietrzem. - Pachnie jak wiosenny poranek... Ptaki ćwierkają w moich uszach, gdy tylko go danego dnia widzę... - rozmarzona wtuliła się w koc tak, jakby miała przy sobie elfa. Pytania mocno pobudzały jej poetycką duszę i na chwilę pomagały zapomnieć o złym samopoczuciu. Klara odrobinę wywinęła się z koca i spojrzała po Damonie. - Ma wiele czarujących gestów, całowanie wierzchu mojej dłoni, przedłużone, wpatrzone spojrzenie, szarmancki uśmiech... ale przede wszystkim to jakich zmian dokonał. Poznałam go w opłakanym stanie, a teraz... Teraz gdy na niego patrzę i widzę jego dostojną aparycję to serce szybciej bije w piersi i rozpiera mnie radość wielka... - ułożyła się plecami do ściany i rozmarzona patrzyła po suficie kajuty. - Pocałuję... Nie ważne, czy będziemy sami, czy z innymi... Jak go zobaczę to pocałuję... - policzki Klary wyraźnie się zaczerwieniły, a kiedy zdała sobie sprawę, że mówi to na głos, to szybko zakryła się kocem pod sam nos i znowu skuliła zawstydzona. - Chyba, chyba... - szukała jakiegoś powodu dla którego nie mogłaby już za wiele mówić. Sen zdawał się zbyt ciężki do udania aż tak nagłego zaśnięcia, ale z pomocą przyszła owsianka. Klara wyplątała się z koca i sięgnęła po zupę, co by wsunąć w usta pierwszą łyżkę i odetchnąć z ulgi. Tak, teraz usta miała zajęte.
Klara
Klara skuliła się mocniej, gdy wspomniał o tym co przeszła, o tym co słyszał.
OdpowiedzUsuń- Nie zawsze warto słuchać plotek... - oznajmiła dość oschle, ale i smutno, drżąc lekko na całym ciele. Zerknęła na Damona niepewnie kiedy wspomniał o jej uśmiechu. Spojrzała po nim trochę przyjaźniej kiedy uraczył ją dobrym słowem, a na wzmiankę o Flondrze zarumieniła się wyraźnie, jednocześnie jednak nieco burmusząc policzki. - A tak! Niech sobie nie myśli, że zuchwalstwo popłaca! Nie ze mną te numery. Na ładną buzię i sztuczne uśmiechy to sobie może łapać naiwnych chłopaczków! - wyrzucił z lekkim prychnięciem. - Nylian nigdy by na nią nie spojrzał. Zupełny brak taktu i jeszcze myśli, że jest zabawna - prychnęła Klara, czując się wyraźnie podbudowana słowami chłopaka. - To bardzo niekulturalne z jej strony, że tak Cię traktuje tylko ze względu na płeć. Dzielnie to znosisz - sama go lekko pochwaliła.
Kiedy już przełknęła kęs swojej owsianki uśmiechnęła się, dalej rumiana.
- Dziękuję - szepnęła i westchnęła, dalej rozmarzona. - On o mnie mówi o wiele piękniej - przytuliła się do miseczki, latając przez chwilę myślami w obłokach. - Nikt nie mówi tak pięknie jak on - dodała i zaraz chrząknęła, wracając na ziemię. - A Ty? Ty masz kogoś o kim pięknie mówisz... albo myślisz? - spojrzała zaciekawiona po chłopaku. Uwielbiała słuchać o historiach miłosnych innych ludzi. Mdłości też jej powoli przechodziły, a owsianka wyjątkowo smakowała w aktualnym momencie.
Klara
Klara zawstydziła się na uwagę chłopaka i speszona spojrzała w dół.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, to rzeczywiście niegrzeczne w stosunku do Ciebie - przyznała jeszcze na chwilę przenosząc wzrok w bok. Odrobinę się naburmuszyła, nie była wcale aż tak niegrzeczna, poza tym źle się czuła przez co rozdrażnienie dawało się we znaki... Nylian by to zdecydowanie zrozumiał, a nie to co inni. Przemyślenia jednak zostawiła dla siebie i swojej głowy. Klara spojrzała po Damonie.
- Ale co to w ogóle za wyjaśnienie? Że niby bycie okropnym dla mężczyzn i odwet miałby tu jakkolwiek załatwić sprawę? Tosz to idiotyczne. Kiedy dla mnie ktoś jest niemiły i się panoszy, to wcale nie mam ochoty być przyjemna dla takiej osoby. Przez tak płytkie i barbarzyńskie podejście można co najwyżej nasilić niechęć do płci przeciwnej. No... ale skąd taka zuchwała piratka mogłaby to wiedzieć, przecież ona widzi jedynie czubek własnego nosa - prychnęła. - Myśli, że jej wszystko wolno, i że nie pozna konsekwencji własnych zachowań, guzik. Niech się trzyma z dala. Płynę jedynie na jej statku, nie muszę z nią przebywać i nie zamierzam - oznajmiła i zaraz lekko się do niego uśmiechnęła. - Bardzo bym była rada, gdybyś mimo wszystko chociaż spał w lepszym miejscu. To z mojego powodu tu jesteś i bardzo to dla mnie niekomfortowe, pomagasz mi, a dostajesz tutaj umniejszanie ze względu na płeć, bardzo mi się to nie podoba - przyznała. - Dobrze, w razie co moje uszy będą otwarte na Twoje narzekanie - przytaknęła mu głową i lekko się zaśmiała. Spoważniała, gdy tak nagle posmutniał, spojrzała po nim również odrobinę smutniejąc.
- Wiesz... Kiedy poznałam Nyliana to nie śmiałam przypuszczać, że za jakiś czas obdarzę go uczuciem. Uważam... a właściwie to jestem pewna, że pewnego dnia znajdzie się ta konkretna osoba, którą będziesz chciał chować w ramionach. Mam nadzieję, że i ona będzie chciała w Twoich ramionach się skryć, a jak nie, to, że uda Ci się ją do tego zachęcić - uśmiechnęła się do niego delikatnie, chcąc chociaż odrobinkę pokrzepić. - Horyzont Damonie jest zbyt szeroki by kompletnie nikt się na nim nie pojawił, nie trać wiary - spojrzała po nim przyjaźnie.
Klara
Klara spojrzała po Damonie.
OdpowiedzUsuń- No i niby jak opryskliwość jednej z tutejszych kobiet miałaby obronić tę dwunastolatkę przed ewentualną krzywdą? Wybacz, ale znam wielu takich, którzy dla zwykłego utarcia nosa Pani Srapitan zrobiliby krzywdę tej małej, aby udowodnić swoje męskie racje. Ty akurat jesteś miły i kulturalny, Ty się zamierzasz dostosować, ale zdecydowana większość mężczyzn miałaby głęboko w poważaniu słowa Luny - oznajmiła pewna swego. - To nie jest ochrona, to jest prowokowanie i puszenie się. "Och, uważaj chłopczyku bo Ci zrobię kuku jak będziesz niegrzeczny" pfy... - Klara prychnęła pod nosem. - Gdyby chociaż jeszcze była straszna, a nie zuchwała, to może by to działało - dodała, dalej z lekkim grymasem na twarzy. - Oczywiście, że ma znaczenie, jak chce ktoś zmieniać świat, to niech zacznie od zmieniania siebie! Jak chce by kobiety szanowano, to powinna szanować mężczyzn i inne kobiety, szanować siebie i próbować stanowić przykład! - zaznaczyła twardo. - Aktualnie to co okazuje innym na pewno nie prowadzi do tego, by ktoś zaczął na kobiety patrzeć przychylniej. No i sama nie szanuje innych kobiet więc niech te swoje zasady w tyłek sobie wsadzi - podsumowała wyraźnie naburmuszona. - Phi, nie pójdę, siłą mnie będą musieli do jej kajuty prowadzić - oznajmiła. - Jeść zamierzam tak jak reszta załogi, w tym samym miejscu co oni - zapewniła. - Ja nikomu obietnic posłuszeństwa nie składałam, jest kapitanem tego statku, nie moim - pokręciła głową i zaraz położyła Damonowi rękę na ramieniu. - Jakbym słyszała Nyliana przy naszym pierwszym spotkaniu. Zobaczysz, jeszcze się zdziwisz. Miłość potrafi pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Jestem pewna, że i Ciebie kiedyś odnajdzie - uśmiechnęła się do niego łagodnie.
Klara
Klara ponownie lekko prychnęła.
OdpowiedzUsuń- To już lepiej niech nie robi wyjątków, jak wielka Pani kapitan jest zbyt wielka by umieć się zachować - stwierdziła, zerkając po rozbawionym Damonie. Zdawał się mieć nad wyraz pogodne podejście do życia, Klara uśmiechnęła się nieco cieplej na to stwierdzenie. Cieszył ją fakt takiego towarzysza, miała wrażenie, że łatwiej przy nim wyrzucić te wszystkie złości i odetchnąć pełną piersią. Mimo obruszenia wizja, o której wspomniał Damon rzeczywiście mogła być dość rozbrajająca i Klara delikatnie się zaśmiała. - Racja, mogłoby to wyglądać całkiem komicznie, ja pewnie byłabym wściekła, ale dla osób z boku taki widok byłby istną rozrywką - przyznała. Zaraz jednak spoważniała i pokręciła głową. - Och, podziękuję za taki rodzaj pełni życia, zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie chwile, gdzie mi dobrze i przyjemnie, a nie, gdy się pieklę. Zapewniam, że w tamtych chwilach życia we mnie o wiele więcej - stwierdziła zadowolona.
Klara
Klara uśmiechnęła się odrobinkę zawstydzona, ale powoli kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, nic jej nie będę podsuwać - zapewniła i zaraz zrobiła duże oczy, słysząc o rekinach. - Och nie! Nie pozwolę! Jak mnie zmusi to będę wojować nawet szczotą pokładową - rzuciła pewna swego i lekko się zaśmiała na tą wizję. To też pewnie wyglądałoby całkiem zabawnie dla obserwatorów. Klara uśmiechnęła się przyjemniej do samej siebie, a na jego niedowierzające pytanie przytaknęła głową.
- Oczywiście - uniosła dumnie brodę i zaraz zerknęła za wąskie okienko, które miała w kajucie. - Przy Nylim to moje fantazyjne historie i opowiastki aż się ze mnie wylewają. Przy nim nawet zwykłe zbieranie grzybów pełne jest życia - przyznała rozmarzona i zaraz wróciła wzrokiem do Damona. - Z całym szacunkiem Damonie, ale by to zobaczyć, musiałbyś uczestniczyć w naszych schadzkach, a to byłoby bardzo niestosowne - pokręciła głową. - Nie ma takiej opcji, ale być może dane Ci będzie zobaczyć i inne momenty, w końcu, w podróży ludzie dość mocno się poznają - zauważyła z łagodnym uśmiechem. - Ja o Tobie też aktualnie zbyt wiele nie wiem, ale chętnie poznam Cię lepiej. No, chyba, że okażesz się równie niefrasobliwy co Pani Kapitan tego okrętu, wtedy raczej podziękuję za dalsze poznawanie - stwierdziła pewnie.
Klara
Klara również się wyraźnie rozchmurzyła przy śmiechu Damona. Nie była mu dłużna, śmiała się wraz z nim. Kiwnęła głową, gdy podsumował jej osobę.
OdpowiedzUsuń- Tak, znakomitą - powtórzyła i sama spoważniała przy kontynuacji tematu. - Możliwe, że tak będzie, chociaż ciężko by rozłąka nie bolała, gdy masz wrażenie, że brakuje ci kawałka serca. Nie mniej... w tych czasach rzeczywiście powinnam się przyzwyczaić do tego, że mój dzielny rycerz będzie znikał na placach boju - westchnęła lekko, ale zaraz uśmiechnęła się subtelnie do chłopaka. - Też mam taką nadzieję, już obecność Luny przyprawia mnie o wystarczająco duże emocje. Z Tobą wolałabym utrzymywać relację na przyjemniejszym gruncie - uśmiechnęła się do niego pogodniej i zaraz rozejrzała się dookoła. Udało jej się nawet zjeść owsiankę przy tej całej rozmowie. - Och jej, chyba Twoje proszki działają, czuję... czuję się znacznie lepiej - pomasowała brzuch i odetchnęła pełną piersią. - Nawet to kołysanie nie jest teraz aż takie straszne... - dodała i spojrzała wdzięcznie po towarzyszu. - Naprawdę dziękuję, nie wiem jak Ci się odwdzięczę - posłała mu promienny uśmiech.
Klara
Klara spojrzała na Damona pytająco, kiedy ten wspomniał o nie delikatnej kwestii. Odrobinę się zarumieniła. Jeżeli zapyta o coś intymnego to zdecydowanie dostanie w twarz! To w jaki sposób zapowiadał swoje pytanie było dość specyficzne, jakby z góry się usprawiedliwiał. Dziewczyna spięła się odrobinę, ale kiedy w końcu pytanie padło, odetchnęła z ulgą i zaraz zamrugała szybciej oczyma, jakby nie do końca rozumiała.
OdpowiedzUsuń- Kiedy ja przecież mówię o ostateczności. Nylian by mnie nie zostawił, gdyby nie zobowiązania i słowo jakie dał. Obiecał odprowadzić dzieci do Azylu. Jest honorowym mężczyzną i dotrzymuje obietnic. Jeżeli go kocham to powinnam to uszanować. W końcu chcę aby i mi złożonych obietnic dotrzymywał. Byłoby bardzo niestosowne, gdybym wymagała, by inne obietnice lekceważył – zauważyła. – Dlaczego miałabym o sobie zapominać? Sama zaznaczyłam mu, że go kocham, ale ważne jest dla mnie odnalezienie brata. Wiedząc, że mogę ruszyć w poszukiwanie Klemensa i nie obawiać się o to, że Nylian poczuje się tym jakkolwiek dotknięty jest dla mnie bardzo dużym wsparciem. On mnie odnajdzie, my się odnajdziemy, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Każdy z nas ma swoją małą misję do zrealizowania, nie sądzę by stawanie na drodze tego by zrealizował swoją było jakkolwiek oznaką miłości – zaznaczyła, skubiąc swoją sukienkę.
- Egoizm w miłości nie jest dobrym wyznacznikiem – pokręciła głową. – Ja osobiście nie rozumiem tego Argardzkiego zachwytu egoizmem. W miłości chodzi o dwie osoby, nie o jedną. Trochę mocno się zachłysnęliście tą samorealizacją i samodzielnością. Kompromisy i egoizm zdecydowanie nie idzie w parze – oświadczyła. Na jego kolejne słowa przytaknęła głową.
- Naprawdę. Ja również się cieszę, bardzo jestem rada i wdzięczna, szczególnie, że podobno nadchodzi ten cały sztorm… - odrobinę się spięła.
Klara