Lilith "Lily"
Doukas
Doukas
diabelstwo | związana paktem czarnoksiężniczka | Argarka | 07.01 | 18 lat | 166cm | Mathyr
Lilith urodziła się w Argarze, gdzie magia była codziennością. Jej rodzina od pokoleń należała do potężnego rodu czarnoksiężników, którzy nie mieli oporów przed oddaniem fragmentów dusz, wspomnień czy przyszłości demonom i innym potwornym bytom z koszmarów w zamian za kolejne stopnie w hierarchii. W tym świecie Lilith była czymś zupełnie niepasującym. Od najmłodszych lat była uśmiechniętym, ciepłym dzieckiem, które kochało kolory, śmiech i radość, a mrok noszony przez jej rodziców i krewnych zwyczajnie ją przerażał. Jej jedynym prawdziwym przyjacielem był pluszowy miś Bubu, stary i trochę zniszczony, ale zawsze obecny przy niej. Gdy miała pięć lat, wydarzyło się coś, czego nikt z rodu się nie spodziewał. Zamiast kolejnego demona czy istoty z Pustki odpowiedziała jej patronka z Fey, byt będący ucieleśnieniem śmiechu, odwagi i nieugiętej radości - Elariel, Królowa Przekory. Pakt, który wtedy zawarły, nie był umową opartą na krwi ani strachu. Bubu został jej chowańcem, gdyż przez niego potężna Fey przekazała Lily magiczne talenty — moc emocji, kolorów, chaosu i światła. W zamian patronka miała karmić się radością i odwagą Lilith, a ona sama nigdy więcej nie miała być bezbronna ani ugiąć się przed mrokiem. Cena była natychmiastowa i widoczna: skóra Lilith przybrała fioletowy odcień, wyrosły jej rogi i ogon, a ona sama przestała wyglądać jak zwykły człowiek - stała się czymś co w księgach opisywano jako diabelstwo - rzadki skutek uboczny, kiedy dar patrona jest wyjątkowo potężny, a ciało nie jest w stanie go do końca przyjąć, ale czego można było się spodziewać po drobnej pięciolatce? Elariel była za to zachwycona jej nowym wyglądem i tak jak nagle się pojawiła równie szybko zniknęła w obłokach tęczy, pachnących watą cukrową. W rodzinie gdzie wszyscy zachowywali ludzkie oblicza mimo swoich potwornych paktów, stała się żywym, niewygodnym symbolem. Rodzice nie zabiła jej i nie oddała żadnej mrocznej istocie, ale od tamtej pory już nigdy nie była dla nich córką. Stała się dowodem na to, że można zawrzeć pakt inny niż ich własne, a to było dla nich niewybaczalne. Gdy miała piętnaście lat, została wyrwana z Argaru przez nieznaną siłę i rzucona do świata Mathyr, świata potworów, kryształów, ruin i niekończących się konfliktów. Po raz pierwszy w życiu nie wyróżniała się wyglądem — wśród dziwnych ras i istot przestała być wyjątkiem. Przez kolejne trzy lata wędrowała samotnie, przemierzając góry Oclarii, bagna Terry i lasy Lerodas. Spała w ruinach, jaskiniach i pod gołym niebem, żyjąc na granicy świata ludzi, zaglądając do wiosek tylko na krótko, by popatrzeć na życie, posłuchać śmiechu i nacieszyć się zwyczajnością. Bubu chronił ją, ostrzegał przed niebezpieczeństwami i pomagał przetrwać w dziczy, a ona uczyła się świata, który mimo okrucieństwa był uczciwszy niż Argar. Kiedy w Mathyr wybuchła wojna, Lilith zrozumiała, że jeśli nic nie zrobi, inne dzieci będą bały się tak jak ona kiedyś. Postanowiła odnaleźć innych przybyszów z Argaru i spróbować zakończyć ten konflikt w najbardziej cukierkowy, absurdalny sposób, jaki tylko potrafi, by pokazać zagubionym i przerażonym, że nie muszą rezygnować ze swojego śmiechu, żeby przetrwać kolejny dzień. Dziś rzadko pokazuje inne emocje niż radość, żart i prześmiewczą lekkość — nie dlatego, że nic jej nie boli, ale dlatego, że to jej zbroja. Wierzy, że razem z Bubu mogą wszystko, a śmiech jest najlepszym lekarstwem na rozpacz i najlepszą maską, jaką można założyć światu.
POWIĄZANIA/DODATKOWE
_____________________________________________________________________
cytat: Gloryhammer – The Land of Unicorns
Powrót do obozu obok Emmy, wizja ojcostwa i ogólna sytuacja w Mathyr sprawiały, że Mohe ostatnimi czasy dość często siedział z głową w chmurach. Nawet teraz, a raczej szczególnie teraz, gdy szedł do roboty. Niedawno skończył tworzyć części do katapulty, ale zadań tu nie brakowało więc dzień później odesłano go do pomocy przy tworzeniu zabezpieczeń wioski. Szedł zamyślony na miejsce swojej pracy i o ile w Argarze spodziewał się zobaczyć wiele, to czort jaki pojawił się na horyzoncie odrobinę sprowadził go na ziemię. Nie ukrywał zaskoczenia i zwolnił odrobinę kroku, jednak się nie zatrzymywał. Zerknął na dziwnego pluszaka... Kto przychodził na plac budowy z misiem? Zaraz też spojrzał po planach i podrapał się po tyle głowy na te dziwne kolorowe coś co poprzyklejano do papirusa. Spojrzał ponownie na swoją towarzyszkę i... zaczął przypuszczać, że zamyślony gdzieś po prostu w coś przydzwonił i może mu się po prostu śni.
OdpowiedzUsuń- To... Z Tobą mam pracować? - otrzymał informacje o tym, że nie będzie robił sam, a z Argarką, wiedział też, że Argarczycy byli rasą bardzo urozmaiconą, ale przywykł jednak do tych bardzo ludzko wyglądających twarzy. Ta dziewczyna bliższa była wyglądem do mieszkańca Mathyr. Jeszcze to przedstawienie się. Diabeł? To ten koleś, którym straszyli chyba Polszan. Jeżeli ten rzeczywiście tak wyglądał, to najwyraźniej i Polszanom nie obce były maczanki przy wymyślaniu legend. Mohe parsknął cicho.
- Nie lękam - zapewnił lustrując dziewczynę wzrokiem, była dość drobna, miała dziwne oczy, patrzenie w nie trochę jakby raziło wzrok, tęczówka była jakaś taka... skrząca. Mohe ubrany był dziś dość luźno, przepasany skórą sięgającą do połowy ud, a tors przysłonięty jedynie kamizelką. - Co to jest? - pokazał na kolorowe coś przy planach, bo nie bardzo rozumiał o co z tym chodzi.
Mohe
Mohe obserwował ją spokojnie, zdawała się emanować dość sporą energią co dla niego było lekko przytłaczające. Lubił wesołe osoby ale aktualnie sam nie był w zbyt wesołym miejscu swojego życia. Do tego lubił znajome, wesołe osoby, tej panny nie znał. Na to jej przestawienie się poczuł lekkie ciarki na plecach. Miał wrażenie, że rozmawia z dziewczynką w ciele dojrzałej osoby.
OdpowiedzUsuń- Em... Mohe - przedstawił się i przyłożył dłoń do mostka, lekko się pochylając w stronę diablicy. - Jestem Mohe - poprawił się, dalej bacznie ją obserwując. Spojrzał po ręce i podciągnął nosem, chwycił jednak dłoń by ją lekko poruszyć w górę, i w dół. Tak tutaj niekiedy robiono. Zerknął na ramię, które klepała. Ach, czyli była tym dotykalskim typem istoty. Uśmiechnął się kącikiem ust. Znowu przesunął po niej spojrzeniem. Nie, chyba jednak wolał te bardziej ludzko wyglądające kobiety.
- To już zależy co by było do zrobienia, jak naprawa stołu, to ta ucieczka nie byłaby znowu taka zła - stwierdził trochę luźniej, a słysząc wyjaśnienia Lily spojrzał po niej pytająco.
- A słyszałaś o czymś takim jak kawałki drewna lub kamienie? - zapytał z nutką przekąsu w głosie. Naprawdę użyła te cosie z takiego powodu? Przesunął palcem po tym dziwnym tworze co to trzymał plany, wydawało się śliskie, potarł opuszki palców. Hm... nie zostawiało żadnej mazi ani osadu na dłoniach. Ciekawe zjawisko, musiał przyznać. Nawet się nieco nad tym czymś pochylił by lepiej widzieć szczegóły. Zaczął podważać palcem, odklejając od stołu.
- Co to właściwie jest? - zapytał, zupełnie ignorując jej dalsze opisy co do jednorożcowych wykopalisk. Za bardzo skupił się na nowym doświadczeniu. Spojrzał na Lily wyrwany nieco z zamyślenia, dopiero, gdy pochwaliła jego ciało. Uśmiechnął się do niej kącikiem ust.
- Jak ktoś magii nie ma to musi sobie radzić inaczej, a w tym świecie wyćwiczone ciało bardzo się przydaje, przynajmniej w moim trybie życia - odpowiedział i raz jeszcze przesunął po jej ciele wzrokiem. - Ale Tobie też niczego nie brakuje, może nie pod względem siły, ale ciało zdajesz się mieć w porządku - stwierdził z zawadiackim uśmiechem.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem, dziewczyna sama się prosiła o nietypowe komentarze.
OdpowiedzUsuń- Gdyby tylko z imieniem - rzucił w kontekście zabawy. Parsknął zaraz śmiechem i pokręcił głową. Dobrze, że humor nie zniknął mu całkowicie po tych wszystkich ostatnich wydarzeniach. Najwyraźniej było z nim lepiej niż przypuszczał. Na słowa o zostaniu samą wzruszył tylko ramionami. Nie zakładał, że cokolwiek będzie tu psuć. Przesunął wzrokiem po tym jej ogonie i ogólnie po niej, starał się mimo wszystko trzymać dystans, nie bardzo ufał tej dziewczynie. Co jak co, ale akurat w temacie naturalnej broni był dość mocno obeznany, a ten jej ogonek mógł stać się dość niebezpieczny. Raz jeszcze spojrzał po tych jej zabawkach.
- Kwestia gustu - jak dla niego kamienie i kawałki drewna były o wiele ładniejsze. Niepewnie spojrzał po podsuniętym pluszaku. - Eee, nie, raczej dzięki - czuł się dość dziwnie w jej obecności, dzieci to chociaż wyglądały jak dzieci. Przy nich mógł nawet odegrać jakąś scenkę przy użyciu pluszaka, ale tu? Nie... Zdecydowanie nie. Spojrzał po tym jej wyprężonym ciele i... "pytonach"? Parsknął krótkim śmiechem.
- Tutaj to nawet dzieci potrafią mieć więcej krzepy ode mnie, więc Twój ewentualny pokaz siły już mnie nie zaskoczy. W tym temacie ubiegł Cię mały Ai... Aiden... - przypomniał sobie imię młodszego brata Akane. Mohe pokręcił głową na wspomnienie sytuacji z udziałem chłopca. - Stawiam, że skoro już ktoś Cię tutaj skierował, to raczej nie robił tego dla żartów - podsumował. Temat ciała zostawił bez komentarza, sięgnął podaną łopatę i ruszył po prostu do tego dziwnego wierzchowca, który miał wyznaczać miejsce pod dołki. Spojrzał pytająco po Lily.
- Sporo? Słyszałem, że mimo wszystko tamten Wasz świat był na tyle postępowy, że jednak plemiona nie były aż tak często spotykane - coś mu nie pasowało w tej jej sugestii.
Mohe
Mohe spojrzał po niej pytająco. Nie miał pojęcia o czym dziewczyna mówi. Czyżby mieli w swoim świecie określenie "moherowy"?
OdpowiedzUsuń- Co to znaczy? - zapytał po prostu. - Moherowy, czyli jaki? - dopytał, gdyby nie miała pewności o co mu chodzi. Uśmiechnął się zaraz pod nosem.
- Och doprawdy? A podobno nie wiesz o jakich mówię, to skąd wiesz, że robi się do nich subtelne podchody? - przesunął po niej wzrokiem wyraźnie rozbawiony. Powtórzył przy tym jej gest z brwiami. Na pacnięcie pluszaka zerknął tylko pod nogi, czy przypadkiem w coś nie uderza i chociaż widział, że ten dziwny miś siedzi zaskakująco blisko, to aktualnie zlekceważył temat. Na stwierdzenie dziewczyny co do straty, wzruszył tylko ramionami.
- Widzisz, nie chciałbym się tu w trakcie pracy jeszcze rozbestwiać i opływać w tych całych... puszkach. Może po robocie skosztuję nowych doznań - rzucił nieco zaczepnie. Na słowa co do obeznania kiwnął głową.
- Trochę tu już siedzę, ale co zrobić. Dziwne czasy przyszły i mój tradycyjny sposób życia trochę jest aktualnie mało bezpieczny - odpowiedział. Polszanie pewnie przy każdej możliwej okazji rabowaliby jego obóz, a w pojedynkę to co najwyżej kilku by pozabijał w odwecie. Pytanie, czy oni nie zrobiliby z nim wtedy tego samego. Słysząc jej teorię co do testowania jej, przesunął po Lili spojrzeniem i uniósł lekko brew.
- A przyda się? - sam miał co do tego wątpliwości. Plusz i tęcza? Wierzył, że ma jakieś bojowe umiejętności skoro jest Argarką, ale plusz i tęcza... Hmm... Ten cały plusz to mu się co najwyżej kojarzył z jakimś kneblowaniem czy zaduszeniem. Znowu po niej spojrzał i parsknął śmiechem.
- Chyba się odrobinę przeceniasz w tym byciu cicho ciemną. Może i nikt się nie spodziewa wpierdolu na różowo, ale tu w Argarze, jak już wspomniałem, trzy letnie dziecko jest w stanie zrobić krzywdę... Zapewniam Cię, że wyglądasz groźniej niż trzy latek - zauważył, spokojnie kopiąc dołek. Słysząc o popularności plemiennego stylu nie ukrywał zaskoczenia. No proszę, tatuaże i fryzury tego typu. Czyli najwyraźniej uprzedzenia tutejszej społeczności nie były czymś oryginalnym i zdawały się istnieć nawet w uprzywilejowanych światach.
- To co to za "Twoje" strony? - zainteresował się.
Mohe
"Ą ę drogiej kozy"? Mohe podrapał się lekko po głowie.
OdpowiedzUsuń- Czyli to jakiś dobry materiał, naturalnego pochodzenia tak? - upewnił się czy dobrze rozumie. Zamrugał zaraz oczyma widzą karykaturalną kozę i skrzywił się. Coś takiego nie mogło być naturalne... Nie w jego świecie. Aż go dziwny dreszcz przeszedł na to tańcujące dookoła zwierzę. Pokręciła głową i przestał na nie patrzeć, skupiając spojrzenie na Lily. Słysząc dalsze wyjaśnienia parsknął cichym śmiechem.
- Czyli... że te moherowe berety to był ich taki... przydomek? Tych wrednych, starych wiejskich bab? Bo je było stać na te ą ę berety z moheru i dlatego wyżej srały? - dalej dopytywał, szukając w tym jakiejś większej logiki.
W temacie podtekstów uśmiechnął się pod nosem.
- Nie nazwałbym kobiecego ciała zabawką, ale tak, lubię, o ile to właśnie ciało miałaś na myśli - wolał zaznaczyć, bo nie miał pojęcia co mogło siedzieć w głowie tej kolorowej dziewczyny. Był w takich tematach raczej dość prostolinijny. Spojrzał po niej, gdy zbliżyła się do kamienia, wyglądała jakby chciała coś właśnie zaprezentować, więc na chwilę przerwał kopanie i oparł się ręką o rękojeść szpadla. Kiwnął głową, gdy mówiła o swoim wyglądzie, a na widok pluszowego młota ściągnął wyraźnie brwi. Próbował chwilę nie wybuchnąć śmiechem, ale się po prostu nie dało. Postarał się jako tako odzyskać powagę, patrząc po tych jej zdolnościach, jednak na koniec znowu się zaśmiał.
- Wybacz... - rzucił i aż przysiadł sobie na chwilę. - Wybacz, ale nawet jeżeli te ataki są dobre, to ciężko je brać na poważnie - przyznał, jeszcze chwilę się śmiejąc. Przetarł w końcu łezkę spod oka. - To wygląda bardziej jak coś co na rozbawić, a nie atak - przyznał, strzepując łzę z palca i raz jeszcze pokręcił głową. Tak, zdecydowanie była rodzynkiem, większość Argarczyków to jednak przerażała umiejętnościami lub nimi imponowała. Przy Lily tego nie czuł.
- No nie wiem czy się posrają - Mohe zaśmiał się. - O Argarze krążą takie plotki, że oni byliby głupi, gdyby spodziewali się po Was normalnych umiejętności - przyznał, dalej rozbawiony. - Chociaż rzeczywiście widząc coś takiego mogło by im się załączyć zlekceważenie przeciwnika - tu mógł przyznać rację. - Jasne, poczekam - raz jeszcze przetarł oko i ponownie złapał szpadel, co by dalej kopać. To jak w swoich wypowiedziach często podkreślała jego bary było dość zabawne.
- Lubisz barczystych, że tak to podkreślasz? - zainteresował się. - Hm? To najwyraźniej kobiety z moich stron i Twoich nie różnią się tak bardzo - rzucił sobie żartobliwie, słysząc o tym co je pociągało. Kiwnął głową, gdy mówiła o nawiązywaniu do legend, to dla niego miało sens.
- Czemu najgorsi? - zapytał i zaraz przekręcił głowę. Najgorsze są te wymuskane? Ależ ona dziwnie mówiła...
- Czyli jak jesteś ładna, to zarazem najgorsza? - patrzył po niej pytająco.
Mohe