Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Gave
20 LAT (02.02) | MEDIUM | ARGAR | SYN i ADEPT ŚMIERCI | 178 cm
"Gave" w kilku słowach:
- arogancki;
- niezrozumiany;
- zagubiony we własnych myślach;
- powoli przekonuje się do Argaru;
- znów jest "sam";
- najlepiej czuje się wśród obcych;
- kiedy może pomaga potrzebującym, zazwyczaj poprzez mord oprawcy takiej jednostki;
- nie ma pojęcia gdzie i czy w ogóle chce się osiedlić marzy o kolejnych podróżach i powrocie do Mścicielskiego klimatu;
- "dom" to dla niego pojęcie abstrakcyjne, którego nie rozumie i szczerze wątpi, że kiedykolwiek je zrozumie;
- uczy się okazuje swe słabości wybranym przez siebie istotom;
- jest tatą i uwielbia ten etat;
- na pewien czas uwięziony między niebem a ziemią;
- szykuje się na wojnę;
- żyje i terminuje u Śmierci, by po swej własnej śmierci - zaopiekować się duszami Mathyr
- chce spędzać każdą wolną chwilę z Fasolkami;
- kiedy Akane podbiera mu Fasolki - trenuje z Yensenem, Meliodasem, rzeźbi w drewnie, męczy Mohe;
- pomaga w gospodzie na pozycji śpiewającego kelnera;
- podgląda Febe przy pracy i uczy się pierwszej pomocy;
- szuka sposobów na ulepszenie i poprawienie komfortu swojej pracy (mocy).
TO JUŻ BYŁO:
[Kontakt poprzez e-mail: btc.natsu@gmail.com; Wszystkie wątki przyjmie!]



— No to jak chcesz, ja Ci tylko podopowiadam Gave, nie musisz się mnie we wszystkim słuchać — odpowiedział. O drugiej szansie nic już nie mówił. Po prostu uśmiechnął się do niego delikatnie. Liczył, że zobaczy tą szansę prędzej niż później i tego po prostu się trzymał w swoim sercu.
OdpowiedzUsuń— Zawsze możesz spróbować i tak pracuje w domu, w którym mieszkasz, to nie tak, że musisz się specjalnie starać — puścił mu oczko. — Oj tam, zyskujesz sporo przy bliższym poznaniu —- zaśmiał się lekko. — No to jednego walniemy jeszcze dzisiaj i zostanie trochę czasu na inne zamówienie — uśmiechnął się zadowolony, biorąc większy kawał drewna, który miał służyć do wyżłobienia konia. — Oj nie mogę się doczekać aż się będą uczyć tego dzielenia — mruknął pod nosem, podając Gavovi drugie dłuto.
Yensen
Patrzył jak Gave cierpi i było mu przez to naprawdę przykro. Nie dotarł do Azylu? Pewnie będzie miał o to do siebie pretensje. Ech, dziewucha mogła sobie wybrać lepszy moment na proszenie o pomoc, naprawdę. Pokręcił głową. Usiadł obok Gava i pociągnął go w swoją stronę, żeby położył mu się na udach.
OdpowiedzUsuń— Uratowałeś jej życie, dobrze zrobiłeś — powiedział cicho, obserwując go. — Postaraj się odpocząć, jesteśmy sami, a skoro Onyx była w opłakanym stanie to i tak teraz nie przyjdzie Cię oglądać, prawda? Odpocznij, Gave
YO
— To było bardzo lekkomyślne — zgodził się z nim. — Ale pewnie nie miałeś zamiaru szukać pomocy u innego medyka niż tutaj, prawda? — dodał jeszcze. Nie wiedział w jakim stanie była Onyx, ale był pewny, że by przeżyła bez tej drugiej teleportacji. Ale po co było mu to teraz mówić.
OdpowiedzUsuńYO
— Hmm… Darcy się bawi krwią — podrzucił mu jeszcze pomysł. W końcu pomogła mu zbudować jego wspaniałą mordownię swoimi sztuczkami. — Myślę, że da się znaleźć sposób na działanie tego, ale no tak jak mówiłem, nie znam się aż tak na arkanach, nie mogę Ci obiecać, że zadziała, bo ręki sobie uciąć nie dam. Ale nie takie rzeczy ludzie zaklinali, to czemu to miałoby nie działać, co nie? — dodał jeszcze. — Spokojnie, dzisiaj mi pomagasz, bo Emma ma wolne, ale ogólnie mam pracownika, Ty i tak już pracujesz w gospodzie — zapewnił go.
OdpowiedzUsuńYensen
OdpowiedzUsuńTak myślał, że będzie chciał, ale nie weźmie dopóki nie będzie praktycznie sam, dlatego wziął z szafki Febe miksturę na dolegliwości bólowe, kiedy brał ubrania dla kociaka. Wyjął fiolkę z kieszeni, odkręcił i podał Gavovi.
— Masz, to jest z zasobów Febe, wziąłem jak brałem gacie dla tego chłopa Onyx — wyjaśnił mu. Uśmiechnął się delikatnie. — Gave skoro jest w Argarze możesz iść do dzieci jak tylko sam poczujesz się lepiej, tak? — odpowiedział jeszcze.
YO
— No to jak jeszcze jest przykuta do łóżka to ją zwiążemy, obudzimy, pogadasz i możesz iść do dzieci — zaproponował z uśmiechem na ustach. — Jakoś sobie damy radę — zapewnił go.
OdpowiedzUsuńYO
— Cokolwiek rusza Twoją łódką słuchaj, alternatywy różne masz — zapewnił go, obserwując jak idzie mu żłobienie jego części konia. — Postaraj się delikatniej, żeby przypadkiem nie wyżłobić za dużo albo krzywo — poradził mu jeszcze. W końcu to miał być prezent dla najważniejszych dla Gava dzieciaków. — No ale jednak Ci za to płacą, a ja tutaj drugiego na etat płatny nie potrzebuje, spokojnie
OdpowiedzUsuńYensen
Yensen przytaknął mu głową. Kiedy Gave już smacznie spał to zaniósł go tylko na pobliską kanapę, żeby było mu wygodniej i przykrył kocem. Sam w tym ogarnął trochę dom i po prostu usiadł na fotelu obserwując wszystko. A po jakimś czasie po prostu zostawił go samego, będąc w innym pomieszczeniu, zajmując się sobą. W tym czasie Onyx zdążyła się już obudzić. Usiadła na łóżku i zakryła twarz dłońmi. To się porobiło.
OdpowiedzUsuń— Kurwa — mruknęła do siebie.
YO
— Delikatnie, musisz się z tym trochę popieścić. Najpierw wbij dłuto a potem ostrożnie i z wyczuciem, nieźle Ci idzie — mówił do niego, przyglądając się pracy. — I tak sporo już pomagasz, jesteś dla nas miły Gave. Zaraz nie będziesz miał czasu dla siebie. A nie branie pieniędzy za to, że ktoś dla mnie pracuje jest jednak skurwysyńtwem — wyjaśnił mu. Do tego miał akurat swoje personalne powody.
OdpowiedzUsuńYensen
Spojrzała na Gava, zdejmując ręce z twarzy. No tak, to on ją zabrał z tamtego miejsca. Gdziekolwiek to było.
OdpowiedzUsuń— Blizn? A tak... — wzruszyła ramionami. — Acair mi z tym pomoże jak będzie czas — powiedziała spokojnie. — Ji'zzargo gdzie jest? Ktoś musi ostrzec Nory i Bractwo, zanim coś się stanie. I jak jesteśmy w Argarze? Co się stało? I oczywiście, że chce iść, muszę go złapać, zabić zanim zrobi komuś krzywdę
Onyx
Spojrzała zaskoczona, kiedy przytulił ją do siebie. Nie spodziewała się takiej reakcji.
OdpowiedzUsuń— Też się czymś strułeś? — zapytała w pierwszej chwili, żeby go trochę wkurzyć. Na to chyba zawsze miała ochotę. Zaśmiała się, kiedy wspomniał o podrywaniu Orianny.
— No to czeka ją upojna noc, ale wolałabym żeby ruszył dupę już teraz, im szybciej tym lepiej — chciała wstać i pójść osobiście poinformować o tym przyjaciela, ale Gave ewidentnie nie dawał się jej ruszyć, a ona nie miała siły się przepychać. Znowu się zaśmiała.
— Bóg Śmierci i teleportacji, nie za dużo masz tych talentów? — próbowała jeszcze dyskretnie wyjść i wyślizgnąć mu się z objęć. — Nie chce Sai. To znaczy chce ale tylko po to, żeby wbić je mu w dupę — wytłumaczyła wściekljszym tonem.
Onyx
— Rzygał? — spojrzała na niego. — Mogłeś się struć czymś ciekawszym — zaśmiała się. Kiedy zaczął kreślić jej runę, wzdrygnęła się. Zlizała mu krew z palca, licząc że nie starczy mu na dokończenie runy. — To mnie trzeba było zostawić, jak chcesz się z moim duchem pobawić — odpowiedziała mu. — I jesteś dalej za słony — zaśmiała się jeszcze. Spoważniała, gdy zaczął snuć teorię. Nie pomagało poczuć się lepiej. Westchnęła ciężko, samej opierając swoją głowę o niego.
OdpowiedzUsuń— Co mam zrobić? Wiem, że teraz nic, ale potem? — zapytała go. Pogłaskała go po policzku, gdy się smutno uśmiechnął. — Twoje talenty mnie ocaliły, dzięki. Nie chciałam umierać w taki sposób — podziękowała mu, po czym zabrała dłoń z jego policzka. — Poza tym musimy przedyskutować sprawę tej pokojówki przed zgonem któregoś z nas
Onyx
— Nie, nie jest. To bardziej jak przyjemność, spędzanie wolnego czasu. Poza tym lepiej śpię, jak wiem, że potrafisz się sobą zająć, a Ty korzyści z robienia za mnie zamówień takich mieć nie będziesz — objaśnił mu swój punkt widzenia. Spojrzał na część konika robionego przez Gava i uśmiechnął się do niego.
OdpowiedzUsuń— Będzie dobrze, się wypoleruje, pomaluje i ledwo będzie widać te dwie nierówności — zapewnił go. — A nawet jakby było widać, to i tak dzieci się będą cieszyć z prezentu
Yensen
— No widzisz a ja to widzę jako konkurencje — pokręcił głową wiedźmin, uśmiechając się przy tym nieco. — Ja tu se zrobię niezależnego rzemieślnika a za kilka lat mi otworzysz sam własny interes i mnie wygryziesz, a poza tym tak to mogę Cię brać za to żeby się odegrać jak mnie wkurzysz — puścił mu oczko. — Możesz wpadać, ale wolałabym żeby tutaj Emma czuła się bardziej potrzebna. Poważnie traktuje tą pracę, nie chcę żeby poczuła się mniej ważna albo zbędna — wyjaśnił mu jeszcze. Kiwnął głową. — Polerować i tak trzeba, bejcą też przejechać, żeby się nie wkradły żadne korniki, ale możemy użyć takiej podstawowej, to barwy nie zmieni — zaproponował.
OdpowiedzUsuńYensen
— Naprawdę myślisz, że będę na tyle nierozsądna, żeby porywać się z zabijaniem kogoś kto mnie wszystkiego nauczył w takim stanie? — zapytała go kręcąc głową. — Bez przesady — dodała jeszcze, gdyby chciał jej jednak przytknąć. Westchnęła, czując niepokój w brzuchu. Źle się działo. Bardzo źle się działo. Myśla przez chwilę o tej sytuacji. Nie miała zbyt wielu ludzi, którym potrafiła zaufać. W zasadzie teraz miała ich nawet mniej. Ojcu przecież ufała i gdzie ją to zaprowadziło. — Nie pomagasz — mruknęła, przecierając skronie. Naprawdę będzie ciężko chronić te kilka osób, na których jej zależało jeśli będzie musiała prosić je o pomóc. — Nie chce być pokojówką — pokręciła głową, starając się trochę rozluźnić. — Sprzątanie po Tobie nie bardzo do mnie pasuje — zauważyła.
OdpowiedzUsuńOnyx
— Aha? Ledwo usiadłam, a Ty już się rzuciłeś z zatrzymywaniem mnie. Może z Yensenem mnie jeszcze łańcuchami przyczepicie? — zaproponowała sarkastycznie, chociaż już nienawidziła tej propozycji. Pokręciła głową, opierając się o ścianę, żeby przypadkiem jej nie mówił, że męczy się siedząc.
OdpowiedzUsuń— A skąd ta pewność, że go rozpoznasz, hm? — zapytała. — Poza tym… — spojrzała na sufit myśląc jak to ubrać w słowa. — Twoją logiką mam 3 osoby, które mogą coś zrobić z czego jedna jest delikatna, dobra i zbyt kochana na jakiekolwiek knowania — wyjaśniła. Wróciła wzrokiem do Gava. — Nie zasługuje, żeby po prostu zdechnąć. Znęcał się nad moim przyjacielem, oszukiwał mnie przez całe życie, nie dam Ci go tak po prostu zabić, Gave. To… nie rób mi tego —- poprosiła. — Aha, skoro tak, to będziesz miał najgorszą pokojówkę w tych całych zaświatach, jak już mnie do tego zmusisz — poinformowała go.
Onyx
— Ta, ta, teraz tak mówisz a kiedyś kto wie kto mnie z biznesu wygryzie — zaśmiał się. — Wolałbym nie spać spokojnie — uśmiechnął się jeszcze, mając tutaj oczywiście na myśli swoją kochaną żonę. — Jasne, ale postaraj się być słabym uczniem, wolałbym trzymać swoje sekrety stolarstwa dla siebie — puścił mu oczko. Kiedy skończyli przy drewnie poszedł po lakier i bejce, aby dokończyć pracę.
OdpowiedzUsuńYensen
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- U mnie to wygląda inaczej. Patrzysz z innej strony niż ja. Ja przyjaciółek nie całuję, nie bzykam ich i nie wymieniam się intymnymi czułościami, a jednak mam relacje łóżkowe, które zahaczają o przyjaźń. Nie uważam takich kobiet za przyjaciółki, bo nie powiedziałbym im tego co mówię przyjaciółce, nie są to tylko partnerki seksualne, bo jednak poruszane są w naszej relacji również ważniejsze tematy. Kochać można na wiele różnych sposobów, inaczej kochasz matkę, inaczej brata, inaczej przyjaciela, a inaczej swoją kobietę – oznajmił i spojrzał po nim pytająco. – Nie, to nie jest kumpelska relacja, bo tak jak wspomniałem, z kumplem takich tematów nie poruszam. To o czym rozmawiam ze swoimi kuali to często tematy, które porusza się z kimś zaufanym. Kumpel nie jest taką osobą, to tylko kumpel z którym wymieniam mało istotne zdania. Nie bardzo rozumiem co Cię tak boli, że widzę to inaczej niż Ty… - podrapał się po tyle głowy. – Nie ma znaczenia, że nie przeważały, dalej miały rację bytu, nawet w tak postępowym świecie jak Wasz, a to znaczy, że takie zjawisko mimo wszystko jest dość powszechne, oczywiście gdy mówimy o ogóle – stwierdził. – Tak, racja, czasem są smutne, a czasem nie, czasami powstaje z tego zajebisty związek. Moi rodzice są tego dobrym przykładem. Nie znam nikogo kto by uzupełniał się tak dobrze jak oni. Mogę im zarzucić wiele, ale jako małżeństwo są dla mnie wzorem do naśladowania, a poznali się w dzień własnego ślubu i to od niego zaczęli poznawanie samych siebie – wyznał. Kiwnął głową na słowa o pomocy. – W takim razie wrócimy do tematu jak już zrobi się spokojniej – postanowił i zerknął na Gava pytająco. – Koktajle czego? – zapytał. Pierwsze słyszał takie określenie.
Mohe
—Dobrze, nie chciałabym odgryźć tutaj komuś ręki za próbę związania mnie — odpowiedziała, oddychając nieco spokojniej. Nie chciała, żeby ktoś znowu ją więził. Miała tego serdecznie dosyć. Zmarszczyła brwi, czując wzbierającą agresję, gdy mówił z takim spokojem o najzwyklejszym zabiciu Mankrika.
OdpowiedzUsuń— Gave, ja się wbrew Tobie na nikim nie mściłam — przypomniała mu, biorąc głęboki wdech. — Zabroniłeś i posłuchałam, więc też mnie posłuchaj, to jest dla mnie ważne, to miał być mój ojciec! — uniosła się, czując łzy w kącikach ust. — Chce mu spojrzeć ostatni raz w oczy, pokazać, że nie potrzebuje jego pierdolonej aprobaty i nie jestem jego zjebaną skarbonką i rzeczą. Jestem człowiekiem… nie w pełni… ale… kurwa — wzięła kolejne wdechy. Miała dość tej niemocy. Zagryzła wargi, przymykając oczy. Parsknęła na słowa o pokojówce, ale nic już nie mówiła. Nie była w nastroju na żarty na tą chwilę.
Onyx
OdpowiedzUsuń— To jeszcze gorzej. Meble od Śmierci się lepiej sprzedadzą niż meble od wiedźmina, ty weź się tak nie reklamuj, bo zaraz sobie stąd pójdziemy — zaśmiał się Yensen. Pokręcił głową. — Oj to sporo nauki przed Tobą — pokręcił głową. — To znaczy stelaż do łóżka akurat trudny nie jest, a materac to będziemy akurat zamawiać, bo ja materaca nie zrobię — wyjaśnił mu, puszczając oczko. — Ale wiem, kto zajebiście wygodne w okolicy robi, z Febe nie narzekamy — zapewnił go jeszcze. Spojrzał jak ociera pot. — Chcesz odpocząć? — dopytał.
Yensen
Ostatnio Ryu mocno wszedł Darcy na głowę. Zwłaszcza z tym dziwnym słowem, którego nie rozumiała, a którego on będąc pijanym nie był w stanie wyjaśnić. Nie chciała też pytać autora tego stwierdzenia, bo miała wrażenie, że na trzeźwo to ona spali się ze wstydu zanim jej wytłumaczy. Dlatego postanowiła przejść się do Gava z prośbą o pomoc. Znalazła chłopaka jak akurat strugał sobie coś przed domem Yensena. Uśmiechnęła się do niego i usiadła obok.
OdpowiedzUsuń— Cześć, słuchaj, mam pytanko, dosyć nieprzyjemne, to znaczy nieprzyjemne dla mnie, ale pewnie się będziesz śmiać. Bo nie rozumiem, a mnie ostatnio zaskoczono dziwnym słowem. Co to znaczy kogoś zfriendzonować? — zapytała od razu, bo nie chciała za bardzo tego przeciągać.
Darcy
— Nie, nie robię. Nie wiem co to znaczy, ale —- odwróciła wzrok, czerwieniąc się przy tym. — Ale ktoś mi to niedawno powiedział z taką pretensją… i no dla mnie to jest nieprzyjemne, nie wiem co to znaczy — jęknęła zrezygnowana. To naprawdę było krępujące. Otworzyła szerzej oczy, gdy wyjaśnił jej o co chodzi. Zamrugała kilka razy oczyma.
OdpowiedzUsuń— Zaraz co?! Kiedy co jak…?! — to było skierowane bardziej do niej samej niż do Gava. — A to można tam dać kogoś nieświadomie? Albo można kogoś stamtąd wyjąć? Ja pierdole…. ale to kiedy się wkłada do tego zona?
Darcy
Wzięła lemoniadę i upiła spory łyk. Było jej sucho w gardle z tego wszystkiego. Popatrzyła smutno po Gavie, gdy jej wyjaśnił jak się tam kogoś wkłada. Do tego głupiego zona w sensie. Westchnęła, bawiąc się palcami na szklance.
OdpowiedzUsuń— Czyli jak się ktoś zakocha później, bo potrzebuje więcej czasu to mu chuj w dupe — podsumowała sobie jego wyjaśnienia. Poza tym miała jeszcze Klarę na horyzoncie. Wątpiła, żeby cokolwiek z tego jej się udało. Zaraz popatrzyła poważnie po przyjacielu, a potem lekko obrzydzoną minę. Sama się od niego odsunęła.
— Oszalałeś?! Jesteś dla mnie jak brat! Fuj, nie! Nie jestem Belljebcą... — wyjaśniła mu. — Poza tym co za debil idzie pytać o to jak to zrobić do osoby, w której się zakochuje — popukala się w czoło, żeby dobrze zaznaczyć o co jej chodzi.
Darcy
Darcy pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Jest tragiczna, bo sobie już znalazł inny obiekt westchnień, uznał, że skoro nikt go nie kocha to się nie podda w zdobywaniu jej, chociaż — urwała. W sumie nie będzie tłumaczyła życia uczuciowego Ryu Gavovi. Załamała się. — Całe życie się nie zakochuje tylko po to, żeby potem się zakochać w kimś kto już mnie skreślił, ja pierdole... — ależ jej było teraz smutno. — No jak próbowałam to się dowiedziałam o tym zone, więc nie wiem czy jest sens mu dalej tłumaczyć, zwłaszcza, że chce inną. I jeszcze mi płacze, że ona go nie chce — sama miała łzy w oczach. To wszystko było chujowe i niesprawiedliwe.
Darcy
— Wiem — spuściła głowę. — Ale to jest kurewsko niesprawiedliwe jednak, dowiedzieć się, że miałeś z kimś szansę, dostać że to Twoja wina, a potem kibicować, żeby niezdecydowana inna dziewczyna łaskawie na niego spojrzała — zmarszczyła brwi, kiedy usłyszała o Klarze. Absolutnie nie było takiej możliwości. W życiu. Do innych też z tym nie pójdzie. Akane to była Ryu. A Mohe...Mohe pewnie coś powie, ale ona sama nie wiedziała co chce zrobić. — Nie wiadomo czy nie chce.Jeszcze sobie faceta z listy nie wybrała, wiesz jest taka idealna i cudowna, że ma cały wianuszek biedaków. Latają za nią i liczą na łaskę jaśnie pani — zaczęła przedrzeźniać samą siebie w zasadzie. — Yhym, jest taka szansa, wszystko się może zdarzyć. Może w nas jebnąć teraz jakaś kometa i będzie spokój.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Chce też wlać mu do gardła płynne złoto, skoro tak bardzo je lubi — odparła, kiedy się na nią uniósł. — Muszę udowodnić sobie — odpowiedziała mu. Westchnęła. — Gave wybacz, ale to nie jest przyjemna sytuacja. Mój ojciec prawie mnie zabił, bo bardziej mu to się opłacało niż trzymać mnie szczęśliwą przy życiu. Jak Ty byś się czuł na moim miejscu? Jeden ojciec chciał mnie zabić, bo się urodziłam, drugi bo byłam za mało opłacalna. Moja pierwsza dziewczyna chciała zabić mojego brata, więc musiałam wybrać ją albo Acaira, a Pius chciał mnie zabić, bo nie potrafił tak dobrze walczyć wręcz jak ja, więc uznał, że przejmie kontrolę nad moją głową. Mam dość bycia wykorzystywaną — wyjaśniła mu.
OdpowiedzUsuńOnyx
— No moja, a czyja? Jakbym od razu się zorientowała to nie byłoby teraz żadnego problemu — wyjaśniła mu. — Miałam szansę i spaliłam, w zasadzie to teraz ja jestem w tym zjebanym zonie — dodała jeszcze. Spojrzała po Gavie. — Nie chce zmuszać do uczuć, ale nie zasługuje, żeby się z kimś bić o cudze serce — wyznała mu smutno. Zaraz jednak się zdenerwowała, kiedy powiedział, że sam się przy niej zakręci. Podeszła do niego i pacnęła go w ramię. — Nawet kurwa nie próbuj! To jest jakiś fetysz Twój czy co?! Poszukaj sobie kogoś kto nie jest zajęty, a nie będziesz łamać kolejne serca — ochrzaniła go.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Nie chcę się licytować, po prostu wkurwia mnie moje życie — odparła równie chłodno. Nie mówiła już, że sama była pół życia niewolnikiem przy okazji, który nie potrafił nawet skorzystać z wychodka. W zasadzie jego brat ją też chciał zabić. — Będzie taki, że nie wybaczę mu tego życia w jebanym kłamstwie, tego że znęcał się nad moim przyjacielem i chciał mnie zabić. Chce żeby cierpiał, a potem zdechł i nigdy więcej nie ruszył nikogo komu jakkolwiek faktycznie na mnie zależy — położyła się i zwinęła na łóżku. — I sobie udowodnić, że dam radę. Chuj mnie wychował mimo wszystko — dodała cicho.
OdpowiedzUsuńOnyx
— Nawet nie wiedziałam co to jest i nie wiedziałam, że to zakochanie. Na początku było niezręcznie, a potem ... Nieważne — zarumieniła się i naburmuszyła. Nie będzie mu przecież teraz tłumaczyć całego swojego procesu myślowego odnośnie zakochania się w Ryu. — Nie jest zajęta, ale on ją może zająć, więc wara! Nie będziesz łamać mu serca! Zabierzesz mu potencjalną dziewczynę i będzie nieszczęśliwy. Nie chce żeby był smutny
OdpowiedzUsuńDarcy
— Masz jeszcze dużo czasu na ogarnięcie tematów — potwierdził mu. Podał mu obok nóg butelkę z wodą, gdyby chciał się napić i sam usiadł niedaleko niego, żeby nie czuł się taki samotny w tej swojej niemocy. — No trochę Ci wstać samemu nie dałem, to trochę moja wina, już tam się tak nie przejmuj — puścił mu oczko. — To dobrze, że się martwisz. To znaczy, że będziesz uważać. Ale mogę Cię zapewnić, że nie zginiecie, żadno z was, idziecie silną, zorganizowaną grupą i nie zamierzacie się pchać na pierwszą linię frontu. Wszyscy dotrzecie w jednym kawałku, gwarantuję. A Akane to Akane, nie masz wpływu na jej decyzję, ale masz na swoje, swój komfort i swoich dzieci, więc tego się trzymaj, tak? — powiedział mu.
OdpowiedzUsuńYensen
—- Przecież i tak mnie nie wypuścisz, prawda? — odpowiedziała. — Nie poszłabym ranna i tak. Bez sensu ratować kogoś, żeby za kilka dni zdechł — dodała jeszcze, biorąc kołdrę od Gava. — Do picia i frytki z serem i jakieś mięso — spojrzała po nim, kiedy zapytał czy czegoś nie chce. — Jestem głodna — zaznaczyła, czując, że już zaczyna burczeć w jej brzuchu.
OdpowiedzUsuńOnyx
— Mówiłam to co każdemu, że bez miłości to tak… nijak ze wszystkim — wyjaśniła. — Ale potem przestało być nijak i się pojawiła ta pipa — skrzywiła się. — I co to za durny zone w ogóle?! Kto to wymyślił, ja pierdole. Powinniście mówić od razu, że ej wejdę sobie do takiej przestrzeni, wiesz? Czemu informujecie jak już staracie się o inną — tym razem popatrzyła po Gavie jakby to on był winny całej tej sytuacji. — Boję się, że jesteś niepotrzebnie chujem — odpowiedziała na jego pytanie. — Ale ja nie chcę, żeby miał złamane serce, chce żeby go kochała ta dziewczyna, której on chce, tylko bym chciała być tą dziewczyną. Zakochiwanie się jest chujowe — zakończyła swój wywód.
OdpowiedzUsuńDarcy
OdpowiedzUsuń— A to one są tylko w gospodzie? — usiadła z zaskoczenia. Posmutniała trochę. Myślała, że oni to je potrafią sobie o tak zrobić. — Nie no, ostygną to bez sensu. Cokolwiek do jedzenia, jeśli jest. Jak nie to przeżyje — poprawiła się z prośbą. Położyła się z powrotem i patrzyła jak wychodzi.
— Tęskniłam za wkurzaniem się nawzajem — rzuciła do niego na zaczepkę, zanim postanowiła zrobić sobie małą drzemkę na kilkanaście minut.
Onyx
— Nie, ale ktoś musi mieć dobre nastawienie, żeby dzieci miały u kogo szukać wsparcia. Nie będą się dobrze czuły, jak wszyscy wokół będą srać w portki — odparł. — Poza tym jest coś takiego jak samospełniające się proroctwo podobno. Jak wyjdziesz z założenia, że coś się odjebie to pewnie się odjebie, najlepiej być przygotowanym, ale zakładać powodzenie planu, łatwiej go wtedy wykonać — dodał jeszcze. Kiwnął też głową i czekał po prostu aż wróci.
OdpowiedzUsuńYensen
Obudziła się, jak wchodził do pokoju. Spojrzała po nim, bo zapach krwi Gava akurat znała doskonale. Zobaczyła porozcinane dłonie i zmarszczyła brwi. Na tę chwilę jednak nie była aż taka głodna. Obserwowała go przez jakiś czas w milczeniu, licząc, że sam coś powie.
OdpowiedzUsuń— W porządku? Masz krew na rękach — zauważyła. Nie mówiła już o drgawkach, chociaż je też było widać, jak się dobrze przyjrzeć.
Onyx
— No nie wiem czy tak przyciągasz, dom mi jeszcze na fundamentach stoi — zauważył, żartując sobie nieco. — Żadne kłopoty, tylko to całe proroctwo. Słuchaj, może nie pójść idealnie, ale biorąc pod uwagę czego się nauczyłeś, myślę, że doprowadzisz dzieci bezpiecznie na miejsce — zapewnił go.
OdpowiedzUsuńYensen
— Nieprawda, bardzo dobry — zaprzeczyła, przecież sama bardzo lubiła jego jedzenie. Niejednokrotnie robił coś naprawdę smacznego. Pokręciła nosem. Była głodna i czuła krew. Ech, kurwa. Nie ugryzie go, ale nie zmienia to faktu, że teraz miała ochotę to zrobić. — Czemu się nie położysz? Nie zajmuje chyba jedynego łóżka — zapytała.
OdpowiedzUsuńOnyx
— No psychologiczne podobno. Że jak wierzysz, że jesteś chuj to chujem się stajesz i takie tam inne mądrości życiowe. A Ci nie pokażę, bo nie mam książek z Argaru, a szczerze nie wiem czy tutaj ktoś na to wpadł — wyjaśnił. — Całkiem ładnie — pochwalił jak zaczął malować.
OdpowiedzUsuńYensen
— Przecież mówiłam, że nie zwieje — wywróciła oczami, kiedy zwalił na nią winę. No jasne, bo tak było najłatwiej. Wzdrygnęła się, kiedy naciął sobie dłoń. — Ależ Ty jesteś dojrzały — powiedziała, patrząc na jego krew. Przygryzła delikatnie wargę. Chwyciła go za dłoń, którą jej podsunął i pociągnęła go na łóżko, żeby walnął się tuż obok niej. Zlizała trochę krwi i uśmiechnęła się do niego.
OdpowiedzUsuń— No, jak odpoczywasz to jesteś nieco słodszy — skomentowała.
Onyx
Pomógł Gavovi z malowaniem, aby poszło nieco szybciej, a następnie upewnił się, że konik leży równo do wyschnięcia.
OdpowiedzUsuń— No to kawał dobrej roboty, jutro będzie gotowy, teraz musi tylko wyschnąć — odpowiedział.
Yensen
— Może Ciebie swędzą, ja dotrzymuję danego słowa — odpowiedziała. A przynajmniej zazwyczaj dotrzymywała, ale przecież tego nie musiała mu mówić od razu. Przyjrzała mu się dokładniej. Westchnęła. Tak jej pilnował, a sam był w jeszcze gorszym stanie. Hipokryta pieprzony. Puściła jego rękę i przesunęła się jeszcze bardziej, dając mu więcej przestrzeni na łóżku.
OdpowiedzUsuń— Nie, wtedy jest słodka i urocza, trochę pikantna na języku, ale w taki przyjemny sposób — pokazała mu swój własny język. — A Ty czegoś potrzebujesz? — zapytała też zaraz, bo nie chciała, żeby jego pomoc wobec niej nagle skończyła się krytycznie dla niego.
Onyx
— No to robimy stół i krzesła — strzelił karkiem, wskazując mu, żeby przeszli do innej części pracowni. — Mamy wszystkie elementy stalowe, trzeba zająć się drewnem — wyjaśnił, pokazując mu kartkę z projektem — Zaczniemy od wycinania wszystkich potrzebnych nóg, żeby już były, potem wytniemy resztę — poinformował go.
OdpowiedzUsuńYensen
— To idź odpocząć i odespać — powiedziała, patrząc po nim. Czemu musiał być taki uparty. Ależ ją to irytowało. Pokręciła głową. — A ja jestem już cała pozszywana i wyspana, myślę, że mogę posiedzieć i postać nawet co nieco — odgryzła mu się. — Skoro dała Ci w kość to daj sobie odpocząć, przecież nie ucieknę po to, żebyś znowu sam siebie narażał — wyjaśniła mu.
OdpowiedzUsuńOnyx
— Że co? — zapytała, patrząc po nim. Nie podobała się jej ta reakcja. — Co się stało? — dodała, wstając z łóżka. Mało ją teraz obchodziło, że sama cieszyła się z faktu, że żyje. Przez nią coś nie wyszło z Azylu? Dziewczynki, Groszek? Ależ on był durny.
OdpowiedzUsuń— O ależ masz siły! — Yensen odezwał się, wparowując do pokoju. Cichaczem dał Gavovi leki przeciwbólowe, łapiąc przy okazji Onyx tak, żeby nie mogła mu się wyrwać i siłą położył ją na łóżku i zabrał gulasz. — Akurat zgłodniałem. A Ty jak masz tyle siły to możesz się bić o niego — uśmiechnął się, po czym jeszcze nacisnął jej na kark, żeby sparaliżować ją na chwilę. — Dobranoc dzieciaczki, idę do pracy — pożegnał się jeszcze.
Onyx
— Ał… — mruknęła, kiedy ją uderzył. — No, zjebałam. Fajnie. A skąd mogłam wiedzieć, że tak się stanie? To co miałam się z każdym gździć, bo może się zakocham? Tak też nie chcę — odpowiedziała. Pokręciła głową. — Skoro związki są chujowe, to po co chcesz się pozbyć z planszy? Bez sensu — wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuńDarcy
Chciała się z nimi pokłócić, ale nie bardzo miała szansę. A gdy Gave powiedział “dobranoc” to nie miała zamiaru mu teraz przeszkadzać z odpoczynkiem. Zaklęła pod nosem i sama położyła się wygodniej i po prostu leżała cholernie się przy tym nudząc, bo no nie była przyzwyczajona do bezczynności.
OdpowiedzUsuńOnyx
— Ta, teraz to se mogę — odparła. Pomyślała trochę o swojej relacji. Na dobrą sprawę Ryu i tak pozwalała na najwięcej i bardzo szybko się do niego przekonała. A jednak to było za mało. Sama była głupia, że tak długo się domyślała. — Szczerze wątpię, jestem rozpieszczoną księżniczką, która nie daje nawet szansy. Myślę, że teraz sam mnie tam wrzucił i sobie tam posiedzę dopóki mi nie przejdzie. Wpierdalać mu w życie się siłą nie będą — wyjaśniła swój punkt widzenia.
OdpowiedzUsuńDarcy
Onyx za to nie mogła zasnąć. Zbyt długo była nieprzytomna, żeby teraz zasnąć. Zaczęła liczyć deski na podłodze, chociaż zgubiła się parę razy przy dodawaniu. Matematyka nie była jej najmocniejszą stroną. Jęk Gava zwrócił jej uwagę, więc spojrzała na niego. Z początku obserwowała z drugiego końca pokoju, ale gdy zaczął do tego dygotać i tak mocno łapać za mabel to wstała i podeszła do niego. Dotknęła delikatnie jego dłoni.
OdpowiedzUsuń— Gave…? — szepnęła cicho.
Onyx
— Możliwe, a ja myślę, że i tak jestem spalona. To znaczy… nie wiem. To dziwne, głupie, nowe. Fajnie jest mieć te motyle w brzuchu i się ekscytować cudzą obecnością, ale z drugiej strony to też chujowe po całości. Jestem zła na siebie i na niego. Jak chciałam trzymać dystans, żeby nic złego się nie stało to nie słuchał, a jak już chciałam się pozbyć tego jebanego dystansu, to się dowiaduje, że będzie walczył o laskę, która leci na kilka frontów. Debilne — opowiedziała mu. — Nie umiem ani subtelnie ani obuchem, Gave. Przynajmniej z nim. Pewnie się kiedyś znajdzie, bo no… to nie tak, że nigdy nie myślałam, że się nie zakocham, po prostu myślałam, że zakocham się w tym samym czasie co ta druga osoba i będzie romantycznie i słodko i gorąco i będzie grać muzyka, a są kurwa dramaty i tragedie. Powkurwiam się pewnie trochę, a potem mi przejdzie, nie będę mu wchodzić na głowę, nie martw się — zapewniła go jeszcze.
OdpowiedzUsuńDarcy
Nie podobał się jej ten widok. Ewidentnie śnił mu się koszmar, a ona nie wiedziała jak powinna mu teraz pomóc. Obudzić go? Ale to był dobry pomysł? Musiał przecież odespać, był wykończony przez to, że musiał ją ratować. Pomasowała delikatnie jego dłoń.
OdpowiedzUsuń— To tylko sen, jesteś bezpieczny — powiedziała do niego, chociaż w sumie nie wiedziała dlaczego. — Obudź się proszę… — dodała, drugą ręką delikatnie sunąc po jego łuku brwiowym, uważając, żeby nie zahaczyć o jego cholerne włosy. Odetchnęła, kiedy otworzył oczy. — Nie zjem Cię — poinformowała go żartobliwie, zabierając z niego swoje ręce. — W porządku?
Onyx
Mohe parsknął krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, nie grozi nam, faceci nie są w moim guście – zapewnił. Wzruszył ramionami na jego stwierdzenie. – Moim zdaniem to Ty gmatwasz. Albo po prostu bierzesz pod uwagę bzykanie przyjaciółek, czy tam przyjaciół. Dla mnie przyjaźń może stać się czymś więcej, ale wtedy nie jest już tylko przyjaźnią. Wolę grubą kreską zaznaczać z kim się tylko przyjaźnie, a z kim widzę opcję na coś więcej. Akane na przykład mocno kojarzy mi się z siostrą, nie widzę tu możliwości na seks, więc w jej przypadku śmiało mogę mówić o przyjaźni, dziewczyny, z którymi sypiam lub jednorazowo spałem bardziej traktuję w kategoriach kuali, bo tam widzę potencjał na pójście w stronę tylko przyjaźni lub czegoś więcej. Nie widzę w tym nic skomplikowanego. Jeżeli z jakiś powodów u którejkolwiek pójdzie to w stronę tylko przyjaźni to skończy się seks i inne podobne czułości – dodał. Również podniósł swoje ręce. – I nie, nie mówię tego by przekonać Cię do swoich racji, po prostu tłumaczę jak to wygląda z mojej strony. Po tym czego doświadczyłem jest mi tak po prostu łatwiej – wyjaśnił. Uśmiechnął się i przytaknął mu głową na słowa o rodzicach. – Tak, ja też – przyznał krótko. Zaraz zaczął słuchać wyjaśnień co do tych butelek. Zmarszczył lekko czoło. – Nie rozumiem… Po co tak marnować alkohol? Nie lepiej go wypić, a do butelek wlać coś innego? – zainteresował się.
Mohe
Przykucnęła obok niego, obserwując jak się zachowuje. To akurat rozumiała bardzo dobrze.
OdpowiedzUsuń— Rozumiem, że długo ich nie miałeś... — zaczęła. — Może to przez osłabienie? Dawno chyba nie byłeś w takim stanie, — zastanowiła się, patrząc po nim. Dotknęła lekko ramienia przyjaciela.
— To normalne, że wkurza, będzie wkurzać, ale pamiętaj, że jesteś z daleka od tego chuja, nic Ci nie zrobi, Twoim dzieciom też nie. Jesteście bezpieczni — zapewniła go. Uśmiechnęła się lekko i zaprzeczyła ruchem głowy. — Nie przestraszyłeś, martwię się o Ciebie po prostu, ale to nie strach
Onyx
Zarumieniła się lekko, myśląc o działaniu tak jak chciałaby z nim być. To raczej nie było takie proste. Ryu był świetnym facetem, na pewno nie skrzywdzi Klary, a poza tym jasno zaznaczył, że z nią to tylko dla żartów bardzo flirtuje. Mimo wszystko lubiła spędzać z nim czas, nie musiała go przecież całować i przytulać. Jakoś to będzie. Uśmiechnęła się do Gava i przytuliła go na chwilę delikatnie, po czym odsunęła się.
OdpowiedzUsuń— Dobrze mieć Cię za przyszywanego brata — odparła. — A Ty jak się czujesz? Masz już nowe pomysły na włamanie mi się do domu? — zapytała.
Darcy
— Sprawdzamy czy będą pasować, ale to w sumie to samo, najważniejsze to dobrze wyciąć tu i tu — wskazał mu palcem. — Bo inaczej krzesła będa krzywo stały, bo mocowania dobrze nie zamontujemy. Najważniejsza jest pewna ręka jak już się wszystko policzy — wyjaśniał, robiąc kreski tam gdzie trzeba było wszystko ciąć. — No i wycinanie też jest najtrudniejsze, przydałaby się jakaś mechanizacja, mógłbyś w sumie zagonić do tego Tonego… byłoby nam lżej — puścił mu oczko.
OdpowiedzUsuńYensen
— Więc powinieneś do nich szybko wrócić — odpowiedziała, widząc jak martwi się o dzieci. — Jeśli nie daje Ci to spokoju to idź do nich, żebyś potem nie żałował — dodała. — A ja obiecuje zostać w Argarze, dopóki nie zagoją mi się rany, niekoniecznie tutaj w tym domu, ale nie będę pakować się w żadne kłopoty — obiecała mu jeszcze, zanim zaczął szukać wymówki, którą ona sama mogłaby być. — A czemu miałabym Ci przeszkodzić? — zmarszczyła brwi, nie bardzo rozumiejąc tego oskarżenia. Przetarła skronie i przymknęła oczy. — Chciałabym chociaż raz być, żeby Ci pomóc, upewnić się, że ktoś patrzy na Twoje plecy, tyle — wyjaśniła myśląc chwilę nad wszystkim co się stało. — Nie traktuj mnie jak wroga albo jakiejś przeszkody — poprosiła spokojnie, odsuwając się od jego miejsca. Usiadła kawałek dalej pod ścianą, bo nie miała ochoty znowu wracać do łóżka.
OdpowiedzUsuńOnyx
Zaśmiała się.
OdpowiedzUsuń— I wcale nie uczyłeś Maryl na moim domu jak się włamywać? Przecież weszłam jak mi zabrała kieckę z pokoju i były różne zamki — przypomniała mu. — A za kwiatki dziękuję, Niepraszalscy bardzo ładnie się odnaleźli w domu — dodała. — O! Ale w tym tygodniu ich nie wolno podlewać — rzuciła jeszcze, bo nie chciała zaszkodzić roślinom. Zainteresowała się, kiedy zaczął się żalić. Zmartwiła się wyraźnie na twarzy i spojrzała uważniej po przyjacielu. — A jak sypiasz? Byłeś z tym u Febe? — zapytała.
Darcy
— Jak zniszczysz to się przerobi na rozpałkę i coś jeszcze na tym zarobię — wzruszył ramionami, nie bardzo się tym przejmując. Gave w końcu się uczył, więc nie było co go za bardzo forsować z tym, że wszystko ma być od razu idealne. Zwłaszcza, że potrafił sobie ogarnąć zastosowanie dla uszkodzonych rzeczy. — Spokojnie, ale nie bój się ciąć, diabeł tkwi w odpowiednim chwycie, patrz — pokazał mu jak sam to robił jeszcze parę razy. — Składanie jest wbrew pozorom prostsze — to też oczywiście mu wyjaśniał. Zaśmiał się. — No tak, gdzie się nie odwrócisz dupa z tyłu. A nie pomyślałeś, że chcę sobie rande-vu z żonką zrobić? — pokręcił głową.
OdpowiedzUsuńYensen
Onyx wzięła wdech i spojrzała poważnie po Gavie.
OdpowiedzUsuń— Tak, obiecuję. Nie będę Cię dodatkowo stresować — zastanowiła się jak chciała to dokładnie powiedzieć. — Nie wiem jak to zrobiłeś, ale zjawiłeś się znikąd i mnie ocaliłeś, nie tylko mnie, a Fasolki i Groszek też potrzebują wiedzieć, że ich tata ma się dobrze, ich tata też musi widzieć, że są cali i zdrowi, nie będę Ci w tym przeszkadzać — zapewniła go, wyciągając do niego rękę. Pokręciła głową. — Ale mi nie ufasz, o to mi chodzi, o ten brak zaufania sprzed chwili, bo umówmy się, nie wierzyłeś, że nie będę się narażać dla Twojego spokoju ducha — odpowiedziała mu.
Onyx
Zaśmiała się na jego tłumaczenie i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Tak, ale dalej, mogłeś mnie zapytać czy możesz, wolę nie mieć takich niespodzianek, poza tym też mogę planować w tym czasie mieć na przykład gości — odparła, uśmiechając się do niego. — Możesz się czuć u mnie jak u siebie z dziećmi, tylko no… informuj mnie też o takich planach jak masz możliwość, czasami się boję, że wybuchnę przez to, a mimo wszystko widok Maryl, która tak dzielnie kombinowała w zamkach i mi przebierała w sukniach był naprawdę rozbrajający — zapewniła go jeszcze, że nie była po prawdzie zła o tą sytuację. Objęła go ramieniem, gdy powiedział, że źle sypia i pomasowała go delikatnie po nim.
— A poza lekami coś robisz? Ja jak mam serie koszmarów, to przed snem lubię zrobić sobie spacer z Abyss, wypić trochę lawendy z melisą i spać właśnie z Abyss, może Winter Ci pomoże? A jak potrzebujesz kogoś jeszcze, to wiesz… jesteś jak rodzina, chętnie postaram się pomóc — zaproponowała mu.
Darcy
- No właśnie, z siostrą sobie nie wyobrażasz, a ja z Akane sobie wyobrażam. Siostrę mógłbym uznać za ładną, ale nie interesującą fizycznie, a co dopiero seksualnie. To jest ta dość istotna różnica, Akane kojarzy mi się z siostrą, przypomina mi ją, ale jest moją przyjaciółką, którą wrzucił bym w miano kuali, gdyby coś między nami doszło. Nie dochodzi, zarówno ona jak i ja czerpiemy dość przyjemności z tej relacji, ale nie mogę w stu procentach stwierdzić, że tak będzie zawsze – wzruszył ramionami. – Dlatego u mnie przyjaciółka to ktoś zaufany, z kim nie mam stosunków seksualnych, a u kuali chodzi bardziej o seks, a przyjacielskie tematy są poruszane sporadycznie. Dlatego nie uważam ich za przyjaciółki, bo nie do nich bym leciał z problemem, do nich bym leciał się wyżyć seksualnie i może, czasem przy okazji bym co nieco się wygadał – oznajmił.
OdpowiedzUsuńSłuchał tych wyjaśnień i w końcu kiwnął głową.
- Rozumiem, czyli chodzi po prostu o substancję łatwopalną – podsumował ich wypowiedzi. – Tylko skoro już teraz o tym mówisz i to planujesz, to nie lepiej by było już poszukać takiej substancji i ją gdzieś magazynować? O ile rozumiem, że w sytuacjach nagłych wykorzystuje się alkohol, o tyle ta sytuacja nie wydaje się nagła – podrapał się lekko po głowie.
Mohe
OdpowiedzUsuńZaśmiała się na jego stwierdzenie. Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do niego.
— Ale będę już zdrowa i w pełni sił — powiedziała w swojej obronie — Poza tym tak ładnie mnie zszyłeś, że trochę tu posiedzę, a już mi się nie chce siedzieć ciągle w jednym pokoju a minęło kilka godzin — dodała jeszcze. — Ale nie pójdę poza Argar, obiecuję — dodała jeszcze, żeby zaczął sobie wyobrażać. Chociaż skoro ją znał, powinien wiedzieć, że nie złamie danego słowa. Przynajmniej dopóki nie będzie pewna, że może bezpiecznie iść, a on odwiedzi swoje pociechy.
— Nie wiem jak mnie znalazłeś, chociaż podejrzewam, że ktoś Ci doniósł, ale nie było Cię zanim straciłam przytomność, wyczułabym Twój zapach — wyjaśniła. — Nie wiem też co dokładnie potrafi twoje boskie-śmierciowe czary-mary. Pamiętam, że zjawiłeś się znikąd jak myślałam, że umrę, a potem zacząłeś mnie irytować i wiedziałam, że będę dalej żyć — zaśmiała się. Pamiętała też, że nawet po części tego ratunku żałowała. — W każdym razie… — zasłoniła uszy, odwracając wzrok. — Dzięki, że dalej żyje — podziękowała mu.
Onyx
Mohe westchnął.
OdpowiedzUsuń- Nie, Ty to skomplikowałeś. Mówiłem, że przyjaciółka i kuali to nie to samo. Porównałem Akane do mojej rzeczywistej siostry, bo mi ją przypomina, nie jako relacja, a jako osoba przypomina Salali. Ty dodałeś, że siostra to jeszcze inna kategoria, co potwierdziłem. Siostra nigdy nie mogłaby stać się dla mnie kuali... To obrzydliwe... - skrzywił się na samą myśl o sypianiu z własną rodziną. - Gdyby doszło do czegoś między mną i Akane to była by i przyjaciółką i kuali, a co za tym idzie, zaczął bym na nią patrzeć w kategorii mojej przyszłej kobiety. Podobnie w przypadku kuali, kuali jest od seksu i luźnych pogadanek, ale jak do seksu dojdzie przyjaźń to również brał bym pod uwagę taką dziewczynę jako moją przyszłą kobietę. Na tą chwilę mam tylko przyjaciółkę i tylko kuali, nie ma nikogo kto jest w obu tych grupach, więc na tą chwilę na żadną nie patrzę jak na moją ewentualną kobietę. Tak czy inaczej, zaczęło się od tego, że jest coś takiego jak relacja przyjacielska bez przyjaźni i sam jesteś przykładem. Nie uważasz kogoś za przyjaciela, ale masz wobec niego przyjacielskie gesty, gesty wykraczające poza zwykłe koleżeństwo. Nie rozumiem po co właściwie ta dyskusja skoro sam stanowisz przykład takich relacji, ale mniejsza. Zostań przy swoich podziałach, nic do nich nie mam. Jedyne co zaznaczałem to tyle, że masz przyjacielskie gesty wobec osoby, której nie uważasz za przyjaciółkę, więc dla mnie to po prostu przyjacielska relacja. Co to jest dla Ciebie to już zostawiam Tobie - oznajmił. Podrapał się po głowie na wyjaśnienie co do butelek. - Czyli... Planujesz tworzenie tych... Koktajli... W razie potrzeby... jednocześnie nie planując zorganizować składników potrzebnych do ich stworzenia? A co jak będą potrzebne w miejscu, gdzie nie będzie składników potrzebnych do ich zrobienia? - zainteresował się.
Mohe
— I tak zrobię — zapewniła go, chociaż sprytnie nie zaznaczyła, że w trakcie gojenia ran będzie ciągle siedzieć na łóżku w klinice. Tego akurat nie miała zamiaru robić. Umarłaby chyba z nudów. Pokiwała głową, gdy Gave wyjaśnił jej jak się przy niej znalazł. Chociaż po jej oczach było widać, że dalej nie była do końca pewna jak miało to działać.
OdpowiedzUsuń— Ale… to Ty se możesz chodzić o tak po zaświatach i nic? — zainteresowała się trochę. Pewnie i tak tego nie ogarnie, ale co szkodziło spróbować. — Nie, zanim byłam w tym stanie, to znaczy, że wiesz… wiem, że mnie tak nie śledziłeś, śledziłeś — wyjaśniła. — Jak tam leżałam i umierałam to czułam głównie krew swoją i Mankrika, Ciebie poczułam po tym jak Cię usłyszałam — dodała jeszcze, bo chyba nie zrozumiał o co jej dokładnie chodziło. — Ale i tak mam niezły nos — zaznaczyła jeszcze, bo na ogół była dumna ze swojego węchu. — Byłoby łatwiej, gdyby mój duch też mógłby mnie informować jak dzieje Ci się krzywda, trochę oszukujesz, wiesz?
Onyx
— No a gdybym nagle miała mieć randkę z kimś albo jakiegoś ważnego gościa, przychodzimy a tam Ty z Maryl? To jest całkiem duża niespodzianka — zauważyła, śmiejąc się lekko pod nosem. — Nie chciałabym, żeby Maryl mnie widziała jak wybuchnę — pokręciła głową. — Ufam Ci i wam wszystkim w tej kwestii, ale nie chcę, żeby dzieci mnie widziały w tej formie, wiesz jest obrzydliwa, mroczne runy, szare ciało jak u jakiś zwłok i krew zamiast włosów, wolałabym nie odstraszać od siebie takiego kochanego towarzystwa — wyjaśniła. Słuchała go i myślała nad tym co mówił. — Czasami dobra herbata albo cichy spacer uspokaja myśli, czułości z ważnymi osobami też, albo przegadanie tego wszystkiego z kimś komu ufasz, albo jakieś odstresowanie — zaproponowała jeszcze. — Dawno razem nie graliśmy, wiesz? — zauważyła jeszcze.
OdpowiedzUsuńDarcy
— No to chyba logiczne, że czuję się niekomfortowo — zauważyła, patrząc poważnie po Gavie. — A ja nie wiem jak zareaguje na taką fascynację, ćwiczę swoje zdolności, ale nie chcę ryzykować dobrem małych dzieci — dodała jeszcze. Miała wrażenie, że to nie wybrzmiało zbyt dobrze. Może trzymała kontrolę nad sobą, ale wolała nie ryzykować. Odsunęła się od przyjaciela, kiedy powiedział, że ma dosyć czułości. Nie będzie przecież go zalewać czymś na co nie miał ochoty. — Kiedyś warto nadrobić granie w takim razie — uśmiechnęła się lekko. — A teraz, co? Dać Ci spędzać czas z maluszkami? — zapytała dla pewności. Nie będzie mu przecież zabierała cennego czasu.
OdpowiedzUsuńDarcy
Przyjrzała się Gavovi uważnie.
OdpowiedzUsuń— Wyglądasz na wykończonego, ale nie masz żadnych ran nowych, a ostatnio jak nadużyłeś mocy, to Twoja ręka wyglądała jakby ktoś ją przeżuł i wypluł — odpowiedziała mu, uśmiechając się do niego delikatnie. Pozwoliła sobie trochę zażartować, bo mimo wszystko miała wrażenie, że to i tak jest o wiele lepszy stan, niż ten poprzedni, kiedy przesadził. Zmarszczyła brwi, kiedy wspomniał o Sabacie Śmierci. — A wtedy co? — zapytała. — Mam nadzieję, że nie będziesz tego w takim razie na mnie więcej marnować. Masz ważniejsze osoby w życiu — przypomniała mu. Kurwa, ależ ona była zła na samą siebie. Naraziła kolejną osobę.
— Mam świetny węch — powtórzyła, nie wdając się bardziej w tą dyskusję. — Wiem, Koteczku, najgorsze jest to, że ciężko Ciebie oszukać przez te Twoje supermoce, ale kiedyś znajdę sposób — wyznała.
Onyx
— Bo nie myślę o tym jak o psuciu — mruknął. — Jak się coś nie nadaje na stół to nada na krzesło, jak nie nada na krzesło to nada na rozpałkę, jak nie na rozpałkę to i tak czymś trzeba czymś dalej palić w piecu, więc zawsze znajdzie się jakieś zastosowanie, a w najgorszym przypadku można zrobić wykałaczki i też się sprzedadzą prędzej czy później, czy będą do domu — wyjaśnił mu spokojnie, kończąc ze swoją częścią roboty. Zaśmiał się na wzmiankę o towarze. — No to mnie nie zachwalaj tak, bo jeszcze Cię zostawię — puścił mu oczko. — No tak, bo was się da łatwo pozbyć — pokręcił głową. — Chciałbym
OdpowiedzUsuńYensen
Mohe westchnął ciężko.
OdpowiedzUsuń- Znowu to robisz, zwykłe moje stwierdzenie odbierasz jako atak – zauważył. – Czy ja gdziekolwiek tam powiedziałem, że Twoje gesty są złe? Że robisz coś źle i nie tak? – spojrzał po nim już wyraźnie zmęczony. – Cały czas mówię to w odniesieniu do całej naszej rozmowy, mówię, że sam masz przyjacielskie gesty wobec osoby której nie uważasz za przyjaciółkę, a spierasz się o to, że przyjacielskie gesty są tylko dla przyjaciół. Podałem Ci już przykład, duch przy Akane, danie komuś strażnika, który Ciebie informuje o niebezpieczeństwach u daje osoby jest jednym z przyjacielskich gestów, ale masz ich więcej. Chociażby Wasze urodziny, Twoje kojące głaskanie Akane po głowie by „mniej bolało”… To nie jest koleżeński gest. I nie jest zły, jest po prostu dowodem na to, że mimo, że nie uważasz kogoś za przyjaciela, to możesz mieć wobec takiej osoby przyjacielskie gesty, a więc przyjacielską relację idzie uzyskać z kimś kto nie jest Twoim przyjacielem. Poza tym… błagam Cię… Naprawdę uważasz, że z każdym przyjacielem można porozmawiać dosłownie o wszystkim? Przecież trzy czwarte przyjacielskich sporów wynika z odmienności zdań lub innego patrzenia na świat i jakoś te przyjaźnie dalej trwają. Idąc Twoim tropem myślenia to sama Akane najwyraźniej nie ma przyjaciół, przecież większość jej przyjaciół nie umie z nią rozmawiać o jej uczuciach i związkach, czyli są skreśleni tak? U Ciebie ktoś taki nie nadaje się na przyjaciela… Masz jakąś dziwnie wyidealizowaną wizję przyjaźni… - pokręcił głową. – To kim ona dla Ciebie jest zostawiam Tobie, z tym kim Ty jesteś dla niej też się nie kłócę, to jest Wasza sprawa – stwierdził. Słysząc o butelce przytaknął głową. – Dobra, rozumiem, czyli to taki plan w razie jakiś ostateczności – przytaknął mu głową.
Mohe
Mohe spojrzał na niego z politowaniem.
OdpowiedzUsuń- Punktuje, że to jest przyjacielskie, a nie złe... To już Ty sam sobie dodajesz - oznajmił i machnął już na to ręką. - Mogłem co najwyżej źle uznać, że to jest przyjacielskie, a nie, że same gesty są złe... - pokręcił głową. - Ty siebie w ogóle słyszysz? - zapytał szczerze zainteresowany. - Stwierdziłeś sobie, że dziewczyna nie może być Twoją przyjaciółką, bo na jakiś temat ciężko by było z nią porozmawiać, a teraz wytykasz mi, że moja wizja jest dziwna, bo nie biorę pod uwagę nieporozumienia na jakiś temat? Już pomijam, że totalnie przekręciłeś moją wizją, bo właśnie mówię Ci o tym, że z przyjacielem konflikty są normalne i to, że po poruszeniu pewnych tematów prawdopodobna jest sprzeczka też. To właśnie Ty wykluczasz kogoś z możliwości przyjaźni, tylko dlatego, że jakiś temat może być problematyczny, więc daruj sobie i nie pouczaj mnie w tak oczywistych dla mnie sprawach - ponownie pokręcił głową. - O ile Akane rozumiem, że wyklucza przyjaźń, skoro czuje do Ciebie coś więcej niż do przyjaciela, o ile Twoje gadanie to dla mnie jakieś brednie. Jak można w ogóle komuś powiedzieć, że "nie będę się z Tobą przyjaźnić, bo o związkach nie umiesz ze mną rozmawiać"? Wychodzi na to, że między nami przyjaźń również nie jest możliwa, w końcu na pewne tematy nie umiemy rozmawiać - wzruszył ramionami.
Mohe
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Sam prosisz o wyjaśnienie jakie gesty mam na myśli, a gdy wyjaśniam to rzucasz, że się czepiam... Rozmowa z Tobą bywa naprawdę dziwna - zauważył. Nie rozumiał kompletnie po co tekst o "robieniu co chcesz", ani razu nie padło z jednej czy drugiej strony, że ktoś ma robić inaczej. Mohe spojrzał na Gava dziwnie, ale już zostawił komentarz dla siebie. - Nie wiem, nie widziałem u Ciebie takich gestów wobec Twoich innych "kumpel". Nawet wspomniana przez Ciebie Klara, na urodzinach nie wyglądałeś jakbyś miał jakiekolwiek wątpliwości której pomóc i nie, nie jest to przytyk, zwykle spostrzeżenie. Jasne, powiesz, że kto inny zajął się Klarą, ale ja mówię o pierwszych odruchach, o mowie ciała i gestach, które widzę i na które mój lud wyjątkowo mocno zwraca uwagę. Możesz się zgrywać Gave i udawać większego dupka niż jesteś, ale tego co masz w oczach, gdy komuś dla Ciebie ważnemu dzieje się krzywda, tego nie oszukasz. Mam tylko nadzieję, że nie będzie musiało dojść kiedyś do tragedii byś sam to zauważył - wzruszył ramionami. Westchnął lekko, gdy wspomniał o mówieniu tego samego. - Nie wiem czy kojarzysz, ale sam całkiem niedawno powiedziałem Ci, że mówimy o tym samym, tylko inaczej to nazywamy, a Ty mimo wszystko dalej kontynuowałeś tą dyskusję, więc jesteś tak samo winny tej sytuacji jak ja - patrzył na niego spokojnie. - Ja zmieniam? Gave... Przy naszej ostatniej rozmowie mówiłeś, że nie uznajesz kłótni za rozmowę i podawałeś to jako przywar, coś złego... Dziś mówisz, że w normalnej przyjacielskiej relacji kłótnie są czymś w porządku... Ja od dłuższego czasu próbuję po prostu zrozumieć to Twoje patrzenie na świat, ale jak Ciebie słucham to mam wrażenie, że Ty sam go nie rozumiesz... Raz tak, a raz siak - powtórzył po nim. - Jedyne co Ci wytknąłem to, to że przeinaczyłeś moją wizję, a nie, że masz własną. To Ty na mnie naskoczyłeś, że nie ma czegoś takiego jak "przyjacielska relacja" bez przyjaźni i to Ty wyskoczyłeś z sugestiami, że w moich wyjaśnieniach nie ma logiki. Oczywiście teraz przedstawiasz to tak, jakbym to ja naskoczył na Ciebie, bo zdajesz się nie zauważać jak krytyczny i opryskliwy bywasz w tych swoich stwierdzeniach. W moich stronach nie ma nic dziwnego w nadawaniu jednej osobie kilku tytułów, nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś jest i przyjacielem i kuali lub tylko jednym z tych. Od początku wyjaśniam Ci moje własne myślenie, podaję przykłady z Twojego życia, byś zrozumiał co mam na myśli, a Ty mnie za to atakujesz i nadajesz moim słowom jakieś złe intencje. To, że mówię, że czegoś nie rozumiem, nie oznacza, że uważam to za złe... - westchnął ciężej.
- No to tak uważaj, ja po prostu tego nie rozumiem, nie rozumiem jak na podstawie tego jednego tematu można przekreślać tak wiele innych tematów poruszanych w ten przyjacielski sposób. Chociażby w mojej sytuacji, gdzie mam dziewczynę, która ewidentnie poczuła coś więcej niż zwykły pociąg fizyczny. Nie rozumiem dlaczego miałbym nie spróbować z nią przyjaźni tylko dlatego, że o innych laskach nie byłoby w porządku z nią rozmawiać. Jest wiele dużo istotniejszych tematów do omawiania i wiele świetnych możliwości spędzania razem czasu, bez gadania o innych kobietach. "Uu, nie pójdę po przyjacielską radę w temacie tego czy tamtego, bo nie mogę z nią rozmawiać o laskach" ... Dla mnie to po prostu bezsensowne zamykanie sobie samemu drzwi. O laskach mogę przyjść i pogadać z Tobą, nie muszę tym zawracać głowy każdej osobie, którą uważam za przyjaciela - wzruszył ramionami. - Ty z każdym tematem do omówienia latasz po wszystkich przyjaciołach? - zainteresował się, bo może rzeczywiście tak było. - Też ich nie widzę, ale tak jak wspomniałem wcześniej, jeszcze niedawno mi powiedziałeś, że sprzeczka to nie jest dla Ciebie rozmowa, dziś mówisz coś innego, ale biorąc do siebie Twoje poprzednie słowa uznałem, że skoro sprzeczki nie są dla Ciebie rozmową, to tematy na które się sprzeczamy uznajesz za te złe i nieudane, takie o których w przyszłości nie będziemy już mogli gadać, bo są jednoznaczne ze sporem... - przyznał i sam przechylił kielonek. Zadumał się chwilę na jego pytanie i zaraz lekko skrzywił. - Tak właściwie to dzisiaj więc... Dzięki za urodzinową sprzeczkę - mruknął pod nosem i polał im kolejnego.
UsuńMohe
Mohe rozłożył ręce.
OdpowiedzUsuń- A jakie mam podawać przykłady? Nie znamy się latami, nasza relacja jest dość świeża, a ja nie chodzę za Tobą i Cię nie prześladuję... Podaję przykłady, których miałem okazję być świadkiem lub takie, o których usłyszałem i są potwierdzone. Ty z kolei moje podawanie przykładów odbierasz jako wracanie do tematu, co niepotrzebnie komplikuje prawie każdą rozmowę. Pytasz mnie o przykłady, podaję Ci te które znam, a Ty się oburzasz, że moim przykładem jest coś co już omówiliśmy. Nie znam Cię na tyle długo by mieć całą listę przykładów na te czy inne zachowania. Przykład to przykład, nie ma znaczenia czy omówiony, czy nie. Jak Ci wytknę, że często jesz jak świnia i za przykład podam kilka sytuacji, w których przy jedzeniu się uwaliłeś, to, to że mi wyjaśnisz dlaczego się uwaliłeś nie sprawi, że mój zarzut przestanie mieć sens... Nadal będziesz osobą, która często je jak świnia, jedyne co dojdzie to, to że poznam powody takiego jedzenia - stwierdził i wysłuchał wyjaśnień z Klarą. - Nie Gave, nie staram się usilnie Cię przekonać, po prostu Ci mówię, że w moich oczach jesteś osobą, która ma z niektórymi przyjacielską relację. Właśnie dlatego, że stać Cię na przyjacielskie gesty wobec osób, które nie są Twoimi przyjaciółmi. Według mojej hierarchii to co czasem robisz dla innych, tu dla Akane czy Klary, jest przyjacielskie. Ja podobne zachowania przejawiam do przyjaciół, nie do kumpli czy kumpelek, więc dla mnie sam jesteś dowodem na to, że po tym świecie chodzą osoby, które mimo małej relacji z innymi, są w stanie wykonać wobec ich przyjacielski gest. Akane też jest przykładem takiej osoby. Jest w stanie zrobić coś dobrego nawet dla kogoś, kogo nie lubi. Ty jesteś w stanie zrobić coś przyjacielskiego wobec osoby, której nie uważasz za przyjaciela. Jesteś to w stanie zrobić moimi oczami. Nie ma dla mnie znaczenia co Ty tu uważasz, cały czas mówię o tym jak ja na to patrzę. Nie jak Ty masz na to patrzeć, ale jak to wygląda w moich oczach - wyjaśnił. Zaraz wysłuchał tematu kłótni. - No i teraz ma to dla mnie jakiś większy sens, ja przeplatam te dwa terminy, bo po prostu dla mnie to dwie różne nazwy tej samej sytuacji. To co Ty określasz kłótnią dla mnie nosi już miano jakiejś solidnej awantury, ale teraz już będę wiedział, że dla Ciebie to po prostu ostra wymiana słów, zaślepiona emocjami - przytaknął mu głową. - W takim razie rzeczywiście się nie kłócimy - przyznał mu. - Ale dlaczego Ty uważasz, że wyjaśniając Ci jak ja coś widzę pragnę zmusić Cię byś zaczął myśleć tak samo jak ja? Przecież wyjaśnianie nie na tym polega... Wyjaśniam Ci jak JA to widzę, a nie namawiam Cię byś myślał tak jak ja... - podrapał się po głowie. Słysząc o nadziei spojrzał po Gavie dziwnie. - Że niby moje jasne wyznaczenie granicy, że w danej chwili "tylko przyjaźń" ma bardziej robić nadzieję, niż Twoje branie pod uwagę bzykania przyjaciółek? Nikt nie jest w stanie stwierdzić co będzie za jakiś czas, może uznam, że jednak chcę kiedyś coś więcej niż tylko przyjaźń, a może zostanie to zawsze na poziomie przyjaźni. Gadasz tak jakby wszyscy potrzebowali przyjaźni by mieć nadzieję na coś więcej, taka nadzieja pojawia się nawet wobec osób, których niektórzy nie znają. Marzą sobie o kimś, kogo widzieli raz w życiu. Nie masz na to wpływu na co sobie ktoś zrobi nadzieję - wzruszył ramionami i chrząknął na to całe sparzenie się. - Wybacz Gave, ale ja proponując przyjaźń mam na myśli przyjaźń, nie żartobliwo-odpychające propozycje zaciążenia czy organizowanie randek, więc nie porównywałbym tych sytuacji. Sam się o to sparzenie prosiłeś, a ja nie zamierzam popełniać Twojego błędu - przyznał. Kiedy mówił o radach znowu spojrzał na niego dziwnie. - Dlaczego gdy mówiłem o "przyjacielskiej relacji" odpaliłeś się, że takie możliwe są jedynie z przyjaciółmi, a gdy mówię o "przyjacielskich radach", to już nie widzisz problemu by wymieniać takie z "tylko kumpelą"? - bardzo go to zainteresowało.
- Hm... Dobra, ale teraz przesunąłeś to do rangi problemu, a to już inna sytuacja. Co innego nie móc iść do kogoś opowiadać o swoich podbojach seksualnych, a co innego nie móc przyjść z "Sara się klei, nie wiem co mam zrobić by przestała" - zauważył. - Patrząc na to, że Akane jest w stanie pomagać tym, za którymi nie przepada to wybacz, ale nie wierzę, że ta druga opcja jej dotyczy. Pierwsza owszem i to jak najbardziej rozumiem, ale druga... - pokręcił głową. - Nie ma opcji, że w to uwierzę... Podobnie jak w moim przypadku, nie sądzę, że zraniłbym tą dziewczynę, gdybym do niej przyszedł z takim problemem - stwierdził i zaraz szerzej się uśmiechnął, po czym przechylił kielonek. - Nie mam nic przeciwko skakaniu z klifów - przyznał i wstał na równe nogi. - Heh... - podrapał się po głowie. - Raczej nie chcesz wiedzieć, po skończeniu 7 roku życia, każde kolejne urodziny to była samodzielna wyprawa i sprawdzanie umiejętności przetrwania. Ograniczę się do takiego opisu - puścił mu oko.
UsuńMohe
— Może nie dzisiaj jak się robisz zmęczony, co — odparła, uśmiechając się do niego delikatnie. Wstała z miejsca i poprawiła włosy. — Jutro mam zamiar samej poćwiczyć nad jeziorem, tym z wysepką na środku, jak chcesz to zapraszam — dodała jeszcze. W sumie to nie byłby taki zły pomysł. Zobaczyłaby z innej strony jak idzie jej zachowanie kontroli, gdy ktoś inny niż Ashan chce ją celowo wyprowadzić z równowagi. — Tylko ja nie ćwiczę tak jak Ty, wiesz? Możesz się nudzić — ostrzegła go jeszcze. — W każdym razie, nie obrażę się jak będziesz, a tymczasem już sobie idę, późno się robi, a brak snu piękności szkodzi, jeszcze Fasolki tatusia ochrzanią, że już nie jest najprzystojniejszym księciem do ratowania w zabawach — zażartowała jeszcze na pożegnanie.
OdpowiedzUsuńDarcy
Onyx słuchała jak Gave opowiadał o swoich zdolnościach. Skrzywiła się trochę.
OdpowiedzUsuń— Strasznie dużo konsekwencji. Nie zachęcasz do zazdrości, wiesz — uśmiechnęła się lekko w żarcie, chociaż po prawdzie to szczerze mu współczuła, że musiał męczyć się z takimi mocami i czarami. Bez nich było chyba po prostu łatwiej. Tak jak z kryształami. Więcej z nimi problemów niż pożytku. Przynajmniej jej zdaniem. Skrzywiła się lekko i zaraz zaśmiała cicho.
— Bardzo urocze z Twojej strony, uważaj, bo się zarumienie — odpowiedziała mu. Nie chciała pokazywać, że jest mu za to wdzięczna. Bardziej już to zrobiła. Upewniła się tylko ukradkiem, że ma zasłonięte uszy. Wolała żeby skupił się na szybkim powrocie do dzieci.
— Po co mam wymyślać, jak już mam taką, która pasuje, Koteczku? — zapytała rozbawiona. — Ciekawe ksywki to Twoja bajka nie moja — dodała jeszcze, wskazując palcem na jego tors. Osobiście nie miałaby pomysłu jakby miała go nazwać. Nie miała w głowie aktualnie nic kreatywnego, co mogłoby jakoś konkurować.
Onyx
Onyx zastanowiła się chwilę nad jego słowami. Spojrzała po nim z powątpiewaniem.
OdpowiedzUsuń— Wystarczy się Ciebie pozbyć z zaskoczenia, żadne moce Ci nie pomogą, jeśli ktoś z zaskoczenia wbije Ci nóż w głowę — uśmiechnęła się do niego delikatnie. Skoro na użytkowników kryształów były sposoby to i na Argarczyków też. Ona po prostu celowo ich nie szukała, bo zwyczajnie jej na tym nie zależało. Ale zaraz może zacząć jak się będzie tak przechwalać, jaki by to nie mógłby być wszechmocny.
— Nie jestem pewna, koteczek bardzo Ci pasuje, wiesz? — odparła. — Nie wiem czy znajdę coś lepszego, ale spokojnie, nie będę sobie takiego kociaka tatuować — dodała jeszcze.
Onyx
OdpowiedzUsuń—- Nie, nie z każdego, musi być dobrej jakości i odpowiednio suche i nadawać się do nałożenia bejcy, która nie zatruje jak nią w ustach pomerdasz i bez żadnych korników i innych żyjątek, także wykałaczki potrzebują dobrej jakości drewna, rozpałka też nie może być z byle czego, tak naprawdę nic nie może być z byle drewna, żeby nie odwalić fuszerki — wyjaśnił spokojnie. — Ja Cię o tą rozrywkę nie prosiłem! — pogroził mu palcem. — Wolałbym, żebyś zaciągnął całą młodzież w drogę, to bym se popił drinki z palemką, a nie robota i robota, zero wypoczynku. A niech Ryu coś odwinie, to będzie ze mną palisadę stawiał, żeby się odgrodzić — zaśmiał się.
Yensen.
Darcy przyszła na miejsce swojego treningu z wózkiem, na którym miała pustą beczkę wyrytą runami odpowiadającymi jej talentom. Nie była pewna czy beczka się przyda, ale jeśli tak, to lepiej było ją mieć, aby nic się nie zmarnowało po treningu. Uśmiechnęła się do Gava na przywitanie.
OdpowiedzUsuń— Cześć, smacznego — powiedziała, zatrzymując się obok niego na chwilę. — Pewnie, tylko tak jak mówiłam, moje treningu są nudne do oglądania zazwyczaj — ostrzegła go jeszcze, po czym udała się w stronę jeziora. Stanęła na brzegu i zmieniła formę. — Ćwiczę zwiększenie limitu tego ile krwi do czarów mogę wytworzyć zanim magia stanie się bezużyteczna i niebezpieczna dla mnie na początek, potem może mi się przydać Twoja pomoc — wyjaśniła, po czym złączyła dłonie i zaczęła skupiać się na rozprowadzaniu krwi po tafli wody.
Darcy
- Nie widzę, najwyraźniej Ty co innego odbierasz za atak, a ja co innego. Nie specjalnie mnie to dziwi, w moich rejonach atak był bardzo czytelny, nie wymagał domysłów – oznajmił. – Potwierdzone przez Ciebie i przez nią, jeżeli już mowa o tych usłyszanych. Nie wyciągałem żadnego przykładu, który Ty byś określił jako taki, który nigdy nie miał miejsca – poprawił go. Wzruszył ramionami na słowa o przykładzie. – Czyli Twoim zdaniem, jak ktoś przyznał, że spieprzył to nie wolno już tego podawać jako przykład złego zachowania, tak? Nie wiem czy pamiętasz, ale to Ty wysuwasz teksty w stylu „no niby gdzie tak się zachowałem”, więc nie bardzo rozumiem skąd u Ciebie zaskoczenie, że podaję przykład w odpowiedzi. Jakie ma znaczenie, że już wiesz, że to było złe zachowanie? Pytasz o przykład, więc Ci go podaję. Fajnie, że już wiesz, ale to nie wymazuje faktu, że tak czy siak się zachowałeś. Nie podaję przykładu po to by po raz nasty słuchać Twoich wyjaśnień czemu tak się zachowałeś. Jakbym znowu chciał słuchać tych historii to bym się o nie zapytał wprost. To u Ciebie normalne? Ktoś Ci mówi „bywasz wredny”, Ty odpowiadasz, że wcale nie, ktoś mówi, że wtedy i wtedy byłeś, a Ty wyskakujesz z wyjaśnieniami dlaczego wtedy byłeś wredny. Po co? Co mnie interesuje dlaczego? Nawet jeżeli miałeś powód to i tak dalej byłeś wredny i jest to przykład Twojego wrednego zachowania. To, że mi je wytłumaczysz nie sprawi, że nagle uznam, że jednak tam wredny nie byłeś, jak już to poznam powód i uznam, że go miałeś lub nie i tyle. Nie rozumiem dlaczego zaczynasz tłumaczyć rzucone w Twoją stronę przykłady. Przecież wystarczyłoby odpowiedzieć, że „no dobra, tam rzeczywiście byłem wredny, miałem powód, ale byłem” i byłoby koniec tematu – wzruszył ramionami. – I żeby zaraz nie padło jakieś oskarżenie, to o byciu wrednym to wymyślona sytuacja, nie zarzucam Ci teraz bycia gdziekolwiek wrednym… - wolał zaznaczyć, bo z Gavem to akurat różnie było. – A do Ciebie niech w końcu dotrze, że od początku tłumaczę Ci czym dla mnie jest „przyjacielska relacja”, dla mnie coś takiego istnieje i moim okiem sam takie masz. Ty to nazywasz po prostu inaczej, przypisujesz do innych kategorii i nie bardzo rozumiem czym się tak obruszasz. Nigdzie nie mówiłem, że od dziś masz uznać istnienie „przyjacielskiej relacji” w moim sposobie myślenia. Uznawaj sobie, że czegoś takiego nie ma, dla mnie jest i przestań mi o to suszyć głowę. Cały czas wyjaśniam Ci jak to u mnie działa i nie mam pojęcia dlaczego usilnie starasz się sam sobie wmówić, że wyjaśniając Ci cokolwiek z mojego myślenia zamierzam zmienić Twoje – dalej mówił spokojnie. Na temat Akane kiwnął tylko głową, bo tu nie było co dodawać. – Hmm… Nie mówię, że nie daję kumplom rad, ale o co innego przyjdę radzić się do kumpla, a o co innego do przyjaciela, bardziej to miałem na myśli. Są po prostu rady, o które chodzi się do tych bardziej zaufanych osób i właśnie takie rady miałem tu na myśli – wyjaśnił. Pokręcił głową na słowa o nie wchodzeniu w przyjaźń. – Wybacz, ale dla mnie „tylko przyjaźń” to bardzo czytelna granica. Z tym, że ja w „tylko przyjaźni” nie posuwam się do seksu czy podobnych czułości. Z tego co mówiłeś Ty sobie na coś takiego pozwalasz, więc nie dziwi mnie, że po pewnym czasie Twoje przyjaciółki mogą sobie pomyśleć zbyt wiele – przyznał i zaraz znowu ciężko westchnął. – Widzisz… Znowu to robisz… Masz rację, jesteś głuchy na moje słowa… Przedstawiłem Ci swoją opinię, mówię, że moim zdaniem ani w przypadku Akane, ani w przypadku mojej sytuacji ten konkretny komunikat nie zrobiłby nic złego. To moja opinia, moje zdanie, a Ty się zachowujesz jakbym Ci właśnie poradził rozmowę z Akane na takie tematy… Nie obchodzi mnie o czym gadacie, stawiaj sobie nawet dziesięć kresek, jedyne co powiedziałem to tyle, że nie wierzę w to by Akane na tamten komunikat zareagowała jakoś źle, koniec. Zwykłe stwierdzenie – ponownie westchnął, idąc już w stronę klifów.
OdpowiedzUsuńMohe
- A ja podaję przykłady, skoro się ich domagasz – stwierdził krótko. – Też nie widziałem nic złego w tym, że taki gest się pojawił, to już Ty sam sobie dodałeś, że karcę Cię za takie gesty. Nic takiego nie robiłem, po prostu dla mnie to był bardzo troskliwy ruch, ja wobec zwykłego kumpla czy kumpeli takiego bym nie miał. Mało tego, mam wrażenie, że gdyby role się odwróciły i to Akane by kojąco Cię głaskała to patrzyłbyś na to inaczej, ale mogę się mylić – stwierdził. – Wyraziłeś się jasno, jednocześnie zaznaczając, że to co mówię ja nie ma sensu. Więc tłumaczyłem dalej, by wyjaśnić Ci mój sens. Dopiero niedawno rzuciłeś, że dobrze, że skoro dla mnie ma to niech ma, dla Ciebie dalej nie ma – oznajmił. – Nie ma na celu przekonania Ciebie do moich racji, ma na celu wyjaśnienie Ci mojego sposobu myślenia. Kiedy usilnie komuś mówisz, że to co uważa za słuszne nie ma sensu to nie dziw się, że ten ktoś usilnie stara się sens Ci pokazać – wzruszył ramionami. Westchnął na jego wybuch – Gave… temat ciąży rozwinął się i o inne tematy, do tego byliśmy na haju i tamta rozmowa zapętlała się z różnych powodów, raz nie odpuszczałem ja, raz nie odpuszczałeś Ty. Nie ciągnąłem tego tematu po to by słyszeć naście razy, że dałeś ciała z tym pomysłem. Wyjaśniałem Ci tam przede wszystkim, że cały ten wieczór był powodem dla którego Akane pomyślała sobie za dużo. Nie wasza przyjacielska relacja sprzed wieczora tylko ten wieczór i przeciąganie tematu ciąży w coraz poważniejsze rejony. I nie, nie mówię tego by to znowu kontynuować, wiem co o tym myślisz, i dalej się z tym nie zgadzam. To na to się zakręciłem i Twoje przyznanie, że ciąża była głupim pomysłem nie miało tu znaczenia. Tak jak wspomniałem, co z tego, że wiesz, że pomysł był głupi, skoro szukasz na siłę innych wyjaśnień konkretnej sytuacji. Nie umiesz przyznać, że to nie wasza przyjaźń, a ten konkretny pomysł sprawił, że ona sobie pomyślała coś więcej. Gdyby go zabrakło, gdyby pomysł zakończył się na głupim żarcie, to do tej sytuacji by w ogóle nie doszło. To cały czas starałem się Ci wytłumaczyć i tu, tak, tu chciałem by to do Ciebie w końcu dotarło. Już rozumiem, że wolisz się zasłaniać i szukać innych powodów niż po prostu przyjąć ten fakt to wiadomości. Twoja sprawa – ponownie wzruszył ramionami. – Ja tu zdania nie zmienię, Ty najwyraźniej też nie, więc niech każdy zostanie przy swoim i tyle – dodał. – Mhm, ja też już dawno Ci powiedziałem to samo, że każdy niech zostanie przy swoich nazwach i jakoś Tobie to też nie przeszkadzało kontynuować tematów, więc może dostosuj się do własnych rad – zaproponował. – Litości, głaskanie po głowie, pstrykanie w nos czy przytulanie tą są jak najbardziej przyjacielskie gesty i te akurat nie wywoływały u Akane jakiś nadziei, tak więc Twoje „posuwam się do czułości kiedy gesty nic nie robią” jak najbardziej ma tu swoje odniesienie. Posuwaj się dalej, o ile to są przyjacielskie gesty to nie widzę problemu. Z takimi gestami nigdy nie widziałem problemu, odnosiłem się zawsze do tych bardziej znaczących gestów jak organizowanie wieczoru sam na sam gdzie padają klapsy czy na poważnie jest poruszany temat ciąży… i to wszystko jednego dnia… to już ustaliliśmy, że zdecydowanie przyjacielskie gesty nie są. Nie wiem po jaką cholerę sam sobie próbujesz wmówić, że potrzebne było cokolwiek więcej by pomyśleć sobie w takiej sytuacji „za dużo”. Nie wiem i już nawet nie chcę wiedzieć, zachowaj to sobie dla siebie – machnął ręką. Pocałunku już nawet nie komentował, po prostu pokręcił głową. – Ja już naprawdę nie wnikam, jeszcze niedawno mówiłeś, że bierzesz pod uwagę ruchanie przyjaciółek, teraz słyszę, że w przyjaźni tego nie dopuszczasz… Jak się już zdecydujesz to możemy na ten temat pogadać, bo teraz nie specjalnie widzę w tym sens – przyznał. – Mimo to? Kogo masz teraz na myśli z tą szajbą? – zainteresował się. – Opinia o temacie kończy się w momencie, w którym stwierdzasz, że zamierzam jakkolwiek wpływać na Twoje zdanie Gave. Tak jak wspomniałem, stawiaj sobie tyle kresek ile chcesz – odpowiedział.
OdpowiedzUsuńMohe
- Nie wiem co ma do tego płeć. Kojące głaskanie przydaje się i kobietom, i mężczyznom, i nie musi dotyczyć jedynie obszaru głowy, no ale to już mniejsza. Skoro to sobie ustalaliście to już wasza sprawa jak to wygląda - podsumował. - Stary, ona czułe gesty rozsyła naokoło, a skoro do Ciebie coś czuje to nie specjalnie mnie dziwią jej czułe spojrzenia. Masz rację, nad takimi rzeczami nie panujemy, ale to, że ktoś się na Ciebie czule patrzy nie oznacza, że robi sobie nadzieję. Na osoby, do których coś czujemy patrzymy czule, nic w tym skomplikowanego. Jak patrzysz czule na swoje córki, to znaczy, że masz wobec nich jakieś nadzieje? No nie... Jasne, że masz nadzieję co do własnych dzieci, zdrowe nadzieje, ale Twoje czułe spojrzenia nie są jednoznaczne. Raz rozczuli Cię ich mina, innym razem jakaś sytuacja. Ciężko tu przypisać coś konkretnego, więc nie wiem jakim cudem Ty jesteś w stanie konkretnie przypisać "nadzieję". Co do innych gestów się nie wypowiem, bo tak jak mówisz, nie było mnie przy nich, możliwe, że rzeczywiście miały miejsce, ale tego nie wiem - stwierdził kiwając głową. Słuchał o przyjaźni i ponownie kiwnął głową. - Czyli ja mam kuali, przyjaciółkę lub obie te nazwy u jednej osoby, a Ty masz przyjaciółkę i ... niezwykłą przyjaciółkę. Moje dwa tytuły zastępuje Twój jeden. Moja kuali-przyjaciółka, to u Ciebie niezwykła przyjaciółka - w końcu doszedł do jakiegoś sensownego wyjaśnienia. Na temat kresek po prostu wykonał gest z zakluczeniem ust, jaki poznał tutaj, już nic nie dodawał, co by to zostało tak jak jest.
OdpowiedzUsuńMohe
Starała się pokryć czerwienią jak największą przestrzeń na tafli jeziora. Tak jak za każdym razem uwalnianie tak dużej energii w tak dużym czasie było trudne, męczące i nieprzyjemne, ale konieczne, jeśli chciała zwiększyć swoje limity. Oddychała ciężej, nie przerywając ćwiczenia, dopóki dalej była w stanie. To nie tak, że w kilka minut mogła przecież całe jezioro zmienić w jezioro z krwi.
OdpowiedzUsuń— Na krwi nie, ale grasz na nerwach jak prawdziwy wirtuoz — odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie w jego stronę. — A mi by się przydało ćwiczyć opanowanie w trakcie używania mocy — wyjaśniła.
Darcy
Słuchała go, gdy opowiadał o swojej śmierci.
OdpowiedzUsuń— Czyli będziesz nowym Patronem Śmierci, hę? — zapytała, siadając wygodniej, żeby przypadkiem nie otworzyć swoich własnych ran. — Niektórzy z moich ziomków dalej czczą Patronkę, ależ to będzie zabawne, gdy będą składać ofiary Tobie — zaśmiała się. Dla niej akurat to było zabawne. Sama nigdy nie była specjalnie wierząca. — Też wolałabym, żebyś dłużej żywy pochodził — zgodziła się z nim. Była zdeterminowana w kolejnej rzeczy. Jak ogarnie swoje sprawy rodzinne będzie musiała znaleźć sposób, żeby samej móc chronić Gava w taki sposób w jaki on chronił ją. Wzruszyła ramionami.
— Czasami muszę być nudna, nie mogę być zbyt idealna, bo jeszcze mnie ktoś weźmie za jakieś bóstwo — uśmiechnęła się do niego.
Onyx
— Nie musisz mnie obrażać przecież, żeby grać mi na nerwach, co to z wprawy wychodzisz? — zaśmiała się, patrząc wesoło po Gavie. Zaraz jednak spoważniała, kiedy zaczął mówić o Morganie. Poczuła jak wzbiera się w niej gniew. Jak mógł mówić tak przykre rzeczy o Morganie? Co niby mu zrobiła jej ukochana siostra? Zmarszczyła brwi. Krew zawrzała w jej żyłach i na tafli jeziora. Podeszła w stronę Gava, mając ochotę wypalić mu ten paskudny jęzor.
OdpowiedzUsuń— A Ty jesteś do ludzi?!— zapytała praktycznie krzycząc.
Darcy
— A po to, żebym ja miał więcej spokoju na swoje drinki z palemką i bimberki — odpowiedział spokojnie z uśmiechem na ustach. Co prawda wiedział, że grupa i tak jest wystarczająca i nic się w tym temacie nie zmieni, ale dlaczego nie miałby próbować chociaż odrobinę odwrócić los na swoją stronę? — Ja będę miał, ta palisada ma być na takich jak on — odpowiedział. Westchnął. — Myślę, że za bardzo lubicie rzeczy, które powinny was odstraszać, naprawdę dziwna z was młodzież
OdpowiedzUsuńYensen
- Ja do tej pory nie zauważyłem by rzeczywiście jej gesty wobec Ciebie były naszprycowane emocjami, a miałem okazję przebywać w Waszym towarzystwie. Nie wykluczam, że gdy jesteście sami ze sobą to może mieć miejsce coś takiego, ale w to już nie wnikam – stwierdził i z lekkim westchnieniem spojrzał w niebo. – Ty celowo utrudniasz komunikację czy naprawdę nie rozumiesz co się do Ciebie mówi? Mówię o tym, że nie jesteś w stanie jednoznacznie stwierdzić czy jej czułe spojrzenie bierze się z robienia sobie nadziei, czy z innych, bardziej przyziemnych powodów, jak zwykłe rozczulenie daną sytuacją, podaję przykład dzieci, mówię, że to tak jak w ich przypadku, Twoje czułe spojrzenie nie jest jednoznaczne, może mieć wiele znaczeń… A Ty co odpowiadasz? Że porównuję rodzica z dzieckiem do kochanków… Nic dziwnego, że tak ciężko się z Tobą porozumieć, skoro nie słuchasz co się do Ciebie mówi. Nie ważne czy chodzi o kochanka, czy o dziecko, to, że ktoś się na Ciebie czule spojrzy może mieć wiele znaczeń, a Ty nie masz umiejętności, które bezbłędnie odgadują te znaczenia, więc gadaj zdrów, to nic Ci nie da – pokręcił głową. – Robienie sobie nadziei na tu i teraz, a branie pod uwagę, że może za rok, dwa, dziesięć, kiedyś, to jednak jest dość istotna różnica. Tym bardziej, że akurat nadzieje bywają bardzo zmienne. Za jakiś czas może mieć nadzieję na coś zupełnie innego i nie jest to niczym dziwnym, przynajmniej dla mnie. Skoro dla Ciebie są to już Twój problem – wzruszył ramionami. Słysząc o córkach spojrzał na niego nieco dziwnie. – I chcesz je tego nauczyć będąc chwilami dla ich matki tak skrajnie nieprzyjemny? No to sobie ciekawy wymyśliłeś sposób. Nie jestem pewien czy nie uzyskasz przypadkiem odwrotnego efektu, ale to już nie moja sprawa – ponownie wzruszył ramionami. – No nic, nie musisz rozumieć, dalej to lekko mieszasz, ale najwyraźniej nie umiem Ci tego dobrze wytłumaczyć – stwierdził.
OdpowiedzUsuńMohe
Jak mógł mówić tak o Morganie? Czy on ją w ogóle znał? Był naprawdę paskudny we wszystkim co mówił o Mor. Zmarszczyła brwi. Nawet nie zauważyła, że jej moc zaczęła mimowolnie się rozszerzać na jeziorze.
OdpowiedzUsuń— Jest silna! — krzyknęła do niego, buchając na sekundę ogniem. — Zostaw ją! Nie skrzywdzisz jej, nie zranisz!
Darcy
— Też wolę jak jesteś żywy i tutaj a nie w tych całych zaświatach — odpowiedziała, uśmiechając się do niego nieznacznie. Strzeliła karkiem. — A co, Twój tatko zmieni płeć na pstryknięcie, bo w Mathyr wierzymy w inną płeć? — zainteresowała się. Po Argarczykach i tych całych bóstwach można się chyba wszystkiego spodziewać.
OdpowiedzUsuń— Tym bardziej, nie mam zamiaru siedzieć w żadnych pieprzonych klatkach — mruknęła, obserwując go uważnie. — Powinieneś odpocząć — powiedziała, wyciągając do niego rękę, żeby zaprowadzić go na wygodniejsze łóżko.
Onyx
Mohe kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Owszem, ma nadzieje, ale nie na tu i teraz. Kocha, ale tego nie ukrywa, tak więc Twoje argumenty nie specjalnie do mnie trafiają i tyle. Nic więcej nie powiem już w tym temacie - podsumował, ponownie kiwając mu głową. - Ty robisz dokładnie to samo Gave, nie słuchasz. Podaję Ci przykład jakiejś sytuacji nie po to by o tej sytuacji ponownie rozmawiać, sam prosisz o przykłady, a kiedy je dostajesz to zmieniasz całkowicie temat znowu wracając do omawiania wspomnianej sytuacji. Nie wiem po co to robisz, ale nie dziw się, że tak reagujemy, skoro Ty sam nie słuchasz. Pytasz "niby kiedy tak zrobiłem?" mówię, że wtedy i wtedy, podaję przykład, a Ty zamiast kiwnąć, że rzeczywiście wtedy i wtedy tak zrobiłeś to ponownie zaczynasz tłumaczyć dlaczego tak zrobiłeś. To nie ma znaczenia dlaczego, to już jest omówione i zamknięte, ale to nie znaczy, że zapomniane. Jak kogoś zabijasz i masz do tego stosowny powód to też innym mówisz, że nigdy nie zabiłeś? - rzucił retorycznym pytaniem i pokręcił głową. - Każdy przykład traktujesz jak wracanie do tematu i zaczynasz atakować rozmówce, zarzucasz, że znowu Ci coś wytyka, a przecież Ty już to wyjaśniłeś. Nikt Cię tu nie prosił, a tym bardziej nie zmuszał do tego byś się znowu tłumaczył. Znam powód, już mi powiedziałeś. Po prostu wspomniałem, że sam masz na koncie pewne zachowania i że są na te zachowania przykłady. Chyba logiczne jest, że przykład pochodzi z przeszłości, a to, że go podaje nie jest jednoznaczne z tym, że dalej uważam Cię za "jednoznacznie winnego". Przestań się tak spinać, bo to właśnie z tego powodu temat schodzi na jakieś boczne tory i ciężko o porozumienie - westchnął lekko. - Nigdzie nie porównywałem tych relacji. Powiedziałem, że i w relacji rodzic-dziecko, i w relacji romantycznej, czułe spojrzenie może mieć kilka znaczeń, nie koniecznie musi się wiązać z nadzieją. To, że rodzic czule spojrzy na dziecko nie jest jednoznaczne, tak samo jak to, że kobieta spojrzy czule na mężczyznę, w obu tych przypadkach czułe spojrzenie może mieć wiele znaczeń. Rozczulają nas słowa, gesty, przyuważone gdzieś z daleka sytuacje, to, że spojrzę na kogoś czule nie oznacza, że zaraz chcę z tą osobą być. Jasne, może to oznaczać, ale jest wiele, ogrom wręcz, jeszcze innych znaczeń - rozłożył ręce i spojrzał w stronę urwiska, do którego się zbliżali. Tematu jego córek już nie komentował. - Swoją drogą, wcale nie mam dziś urodzin, ale miło było zobaczyć to Twoje zaskoczenie - rzucił i udał minę Gava, rzecz jasna mocno sparodiowaną. Zaraz po tym zaśmiał się pod nosem i wziął rozpęd przed wyskokiem.
Mohe
Darcy zmarszczyła brwi, zaciskając dłonie. Krew pod nią stwardniała i zaczęła parować od ciepła, jakby miała się zaraz zapalić.
OdpowiedzUsuń— Sam jesteś przereklamowany! Po co w ogóle tutaj jesteś? Idź stąd jeśli masz pierdolić głupoty!
Darcy
Mimowolnie dalej podnosiła temperaturę, oddychając ciężko. W niektórych miejscach pojawił się ogień, który gasł jak tylko wypalał całą krew na tafli i spotykał się z wodą. Mimo wszystko staw zdążył zmienić się w całkiem gorąco źródło.
OdpowiedzUsuń— I co Ci po tym?! Myślisz, że to zabawne? Przereklamowany Gave! — zaśmiała się. Brzmiała inaczej niż zwykle, miała też całkiem inny wyraz twarzy, to nie był typowa mina “wkurwionej Darcy”. — Ciągle ignoruje każdą prośbę, robi co chce, nie słucha, ma w dupie. To nie jest przyjaciel ani brat, żadna troska! Lepiej powstrzymać zanim wykorzysta — uniosła ręce do góry, ale zaraz jej przemiana zniknęła, a Darcy zaczęła płakać. Przytuliła się go Gava i zaczęła wyciągać go ze stawu, żeby dalej nie robił sobie krzywdy. Nie powinna prosić go o pomoc. — Przepraszam, przepraszam, przepraszam — powtarzała jak zdarta płyta.
Darcy
Mohe już się do niczego nie odnosił w temacie Akane. Zmęczyła go ta rozmowa i zakodował sobie w głowie, że z Gavem o dziewczynach nie ma co rozmawiać, ogólnie raczej kiepsko oceniał możliwość rozmowy z nim, skoro zwykłe przykłady traktował jak wracanie do tematu. Chłopak po prostu skoczył z klifu ze swoim okrzykiem. Chłód wody był dla niego bardzo przyjemny, więc trochę pod nią posiedział, w końcu jednak wypłynął i spojrzał w górę.
OdpowiedzUsuń- A Ty co? Boisz się? - zapytał, przykładając ręce do ust, aby lepiej poniosło jego głos. Sam powoli zaczął płynąć w stronę brzegu, płynął do niego tyłem, na plecach.
Mohe
Zabrała Gava siłą na brzeg, chociaż nie było to najprostsze zadanie. Chłopak do najlżejszych nie należał, a ona nie była tak silna jak reszta jej rodziny, zdecydowanie miała mięśnie rozwinięte w inny sposób. Mimo wszystko adrenalina zrobiła swoje i szybko przetransportowała Gava na suchy, bezpieczny brzeg i posadziła go na ziemi, a następnie obejrzała jego nogi ze łzami w oczach. Były poparzone, Febe powinna to objerzeć.
OdpowiedzUsuń— Co tylko chcesz — przytaknęła mu, patrząc po Gavie. Przytuliła się do niego i jeszcze przeprosiła kilka razy, po czym odsunęła się od niego. — Nieprawda! Nie myślę tak, to są durne kłamstwa, bez znaczenia dla mnie. Jesteś moim przyjacielem i nie chcę niczego odcinać — zaprotestowała. — Musimy zabrać Cię do do Febe, a jak nie chcesz do Febe to mam w domu na poparzenia leki na wypadek… na takie wypadki… i od razu Ci coś zrobię — zaproponowała, przywołując ruchem ręki Abyss do siebie, która wcześniej była zajęta zabawą.
Darcy
— Nie idziesz, spokojnie — wyjaśniła, kiedy Abyss już do nich podeszła. Poprosiła, żeby gamorta się położyła. — Postaram się nie płakać, ale to moja wina — powiedziała, czując kolejne łzy. Dlaczego ona mu to zrobiła?! — I co z tego, że wychodziłeś? Nie powinnam Ci tego robić! Weź mnie może opierdol, co? — zaporponowała, chwytając do delikatnie. — A Febe nie zabije, damy rade, Abyss nas zawiezie, w domu mam maść na oparzenia i łzy feniksa od mamy, łzy od razu zaleczą to Febe nic nie zauważy — wyjaśniła. — Nie mówię, że musisz brać, ale od razu pomogą, a to… wygląda no brzydko, przepraszam — dodała, pomagając mu wejść w miarę bezboleśnie na Abyss.
OdpowiedzUsuńDarcy
Cenne? Według niej było to trochę naciągane. Przynajmniej w jej oczach, miała w końcu stały dostęp do leków z Phyonix, w tym do łez. Ale nawet jeśli nie chciał, to nikt nie znał się na poparzeniach tak jak feniksy.
OdpowiedzUsuń— Cenny to Ty jesteś i Twoje nogi — odpowiedziała mu spokojnie, upewniając się, że dobrze siedzi na Abyss. Nie chciała, żeby było mu niewygodnie, albo żeby spadł przez przypadek. Pociągnęła nosem, kiedy na nią warknął. Nie o takie opierdalanie jej chodziło. — A ja po takim czasie mogłabym już lepiej nad sobą panować! Ile kurwa można dawać się tym emocjom, co?! — sama warknęła, siadając za Gavem. Przytuliła go jedną ręką, a drugą klepnęła Abyss, aby ruszyli już w drogę.
Darcy
Miał rację. To nie wróżyło dobrze. Tym bardziej była pewna, że musi podać mu łzy feniksa, jeśli zaczynał gorączkować od poparzenia. Naprawdę zrobił sobie ogromną krzywdę, a raczej to ona mu zrobiła. Była najgorsza - nie powinna nigdy go prosić o pomoc. Co ona sobie myślała?!
OdpowiedzUsuńDotarli dość szybko do jej domu. Schody i drzwi mieściły Abyss, więc Gave wszedł do środka dalej na jej grzbiecie.
— Już chwila, chwila, już daje Ci leki — powiedziała, zeskaując z gamorty. Popędziła do swojej apteczki. Wzięła maść na poparzenia oraz fiolkę ze łzami feniksa. Otworzyła ją. — Zanim powiesz, że to marnowanie, to ja tak nie uważam, to moja własność, w moim domu jest tego sporo, pij, zanim Ci się pogorszy — poprosiła w miarę stanowczo.
Darcy
Darcy trzymała wszystko w rękach oglądając Gava. Uznała, że stosowanie maści w tym stanie nie ma większego sensu. Poparzenia były zbyt duże i nie chciała, żeby musiał cierpieć dłużej niż to konieczne. Poza tym co zrobi? Obrazi się i opierdoli? Pfy, jakby nie była do tego przyzwyczajona. Położyła wszystko obok Gava, nie patrząc po przyjacielu. Otworzyła szybko fiolkę i wylała po kropli na każdą oparzoną nogę, żeby te zaczęły się powoli goić.
OdpowiedzUsuń— Wojna już jest, a jeśli ktoś nas zaatakuje za parę godzin to co zrobisz z takimi poparzeniami, co? —- odpowiedziała, zamykając fiolkę i chowając do kieszeni, przygotowując się od razu do tego, że będzie na nią krzyczeć.
Darcy
Darcy zrobiła poważną minę, gryząc się w policzki, żeby samej się nie popłakać. Wiedziała, że będzie na nią krzyczeć, więc była na to gotowa. Mimo wszystko bolało tak samo jak zawsze. Przecież nie chciała źle. Zostawiła maści na poparzenie obok, gdyby chciał sobie jeszcze pomóc, ale i tak pewnie tego nie zrobi. Wstała i poszła nalać mu wody.
OdpowiedzUsuń— Nie zapłaczę, bo nic nie zmarnowałam. Myślałam, że ja i moje zasoby to część was — mruknęła, stawiając szklankę obok na stoliku. Pociągnęła nosem i poszła do swojego pokoju. Wiedział jak sam trzasnąć drzwiami jak już wszystko się zagoi, więc jej już nie potrzebował.
Darcy
Onyx leżała na łóżku wyraźnie niezadowolona z faktu, że nie pozwalają jej się jeszcze ruszać. Nie chciała marnować czasu. Wiedziała i pamiętała o obietnicy zostania dłużej w Argarze, ale mogliby chociaż dać jej potrenować. Wpatrywała się w eter, dopóki nie przyszedł Gave. Kiedy usiadł, sama podwinęła nogi, podnosząc się lekko na łóżku do siadu. Obserwowała go przez jakiś czas, a potem zaczęła słuchać. Zmarszczyła brwi. Przybliżyła się minimalnie, żeby zobaczyć lepiej twarz chłopaka. Czy on sobie robił teraz z niej jakieś jaja? Nie, mina była szczera. Wypuściła powietrze nosem i uszczypnęła go delikatnie w ramie.
OdpowiedzUsuń— Ta "kula" u nogi to jedyny powód, dla którego jeszcze żyje — powiedziała twardo. — Nie będę się z Ciebie nabijać. To znaczy pewnie jeszcze kiedyś będę, ale nie teraz. Co się stało, Gave? — zapytała.
Onyx
Onyx patrzyła po Gavie przed jakiś czas nie mówiąc nic, po prostu go obserwowała. W końcu przesunęła się parę centymetrów, żeby mieć lepszy widok na jego twarz. Był poważny. Tego mogła być pewna.
OdpowiedzUsuń— Co się stało, że się popsułeś? — zapytała, szukając jego wzroku. W końcu znalazła i zatrzymała się na jego przygaszonych oczach. Chociaż sama nie wyglądała zbyt dobrze z emocji.
— Możesz robić co chcesz w życiu i nie będę się z Ciebie śmiać — uśmiechnęła się lekko, chcąc zapewnić go o szczerości. — Ale chciałabym wiedzieć czy faktycznie tego chcesz — dodała. Wypuściła powietrze, miała wrażenie, że się powtarza. — Mogę Ci jakoś pomóc?
Onyx
Kiedy Gave na nią spojrzał, sama popatrzyła po nim dalej z pytającą miną. Skąd mogła wiedzieć co się dzieje, skoro nie mówił nic konkretnego. Posypał się. No super, ale jak? Co się dzieje, że uważa, że nie nadaje się już do walki?! Nie czytała mu przecież w myślach. O ile pamiętała takie sztuczki należały do Argarczyków a nie do niej do cholery. Na szczęście w końcu zaczął mówić. Rozluźniła się momentalnie, słysząc co mówi.
OdpowiedzUsuń— Rozumiem, że stało się coś, co doprowadza Cię do paraliżu — zaczęła, przysuwając się bliżej. Miała pomysł jak to przetestować, ale postanowiła powstrzymać się jeszcze chwilę. — Nie uwierzę, że jesteś kulą u nogi — zaznaczyła zaraz — Nie Ty. Jesteś zbyt rozgarnięty w trakcie bitwy — przypomniała mu. A zresztą, chuj w to. — Poza tym zobaczę to uwierzę, że się nie nadajesz, posypany czy nie, bo nie wyglądasz, jakbyś chciał szukać innego zajęcia — wyjaśniła, po czym szybkim ruchem spróbowała go chwycić jak do dźwigni, żeby zobaczyć jak działają jego odruchy przy walce.
Onyx
Onyx uśmiechnęła się w duchu. Przynajmniej charakteru nie stracił. Pomasowała się po karku, nie spuszczając z niego wzroku, kiedy na nią krzyczał. Słuchała go. Uniosła dłonie w geście obronnym.
OdpowiedzUsuń— Sprawdzam stan posypania, spokojnie — powiedziała, próbując powstrzymać mimikę twarzy. — Poza tym z własnej woli nie zostanę w łóżku więcej niż muszę, jak mam tu siedzieć, to będę trenować — upomniała się jeszcze. Sam miał takie same owsiki w dupie jak ona, więc powinien to doskonale rozumieć. Zaraz jednak spoważniała. Pomasowała skronie. Gdyby to było takie proste. — Postaram się znowu nie umierać — odpowiedziała. Wróciła wzrokiem do Gava. Pokiwała głową. Bomba. Dobrze, że wiedziała o co mu chodzi. — Zakładam, że próbowałeś coś z tym zrobić, ale nie udało się tego całkowicie powstrzymać, prawda? — zastanowiła się przez chwilę. Skoro jego paraliżowało sam pewnie otarł się o śmierć. Być może pierwszy raz tak blisko. — Paraliżuje Cię bo boisz się umrzeć? — zapytała dla pewności.
Onyx
Darcy śniła sobie smacznie o spokojnym dniu spędzanym z Abyss na oazie w przyjaznym, ciepłym zaciszu Phyonix. Dzień miała wyjątkowo męczący. Dopiero co udało jej się odblokować faktyczną przemianę, więc praktycznie cały dzień spędziła z matką na nauce tego co może zrobić i jak kontrolować prawdziwe skrzydła. Oczywiście z przerwami na obowiązki należące do przyszłej kapłanki. Kiedy wróciła do pokoju zdążyła się tylko umyć, przebrać w strój do spania i walnąć na łóżko, gdzie zasnęła praktycznie jak zabita, odpływając w snach do oaz, ognisk i przyjemniejszych “rozmów” z Cydar. Mimo wszystko miały wiele wspólnego. Na przykład miłość do Abyss. W śnie gamorta była głaskana na dwa frony i zasypywana najlepszymi rarytasami z ciał Fjellodczyków. Coś jednak zaczęło jej nie pasować, kiedy w śnie pojawił się Ryu. Do tego fakt, że zaczął się rozbierać. Zmarszczyła brwi przez sen, czerwieniąc się przy tym. Rozbudziła się delikatnie, zaczynając się wiercić i usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i spojrzała po Gavie wyraźnie zirytowana. Odsunęła go od swojego ucha.
OdpowiedzUsuń— Spierdalaj — przywitała się z nim. Nie pytała dlaczego ją dręczy, bo doskonale wiedziała dlaczego. Przetarła oczy. — Uważaj, żebyś Ty się przed Ryu nie zaczął rozbierać, skoro to pierwsze o czym gadasz jak się kładziesz na łóżku — rzuciła do niego.
Darcy
— A kto powiedział, że Febe będę się narażać? — odbiła piłeczkę, racząc go identycznym spojrzeniem. — Nie dyskutuje z lekarzem tylko z Tobą — zauważyła niewinnie. Nie mówiła już nic o tym, że nie miała najmniejszego zamiaru marnować kolejnych 3 miesięcy. Przyjrzała się uważniej ranie jaką miał na torsie. Paskudne. Zostanie po tym ładna blizna do końca życia. Słuchała co ma do powiedzenia wracając do niego wzrokiem.
OdpowiedzUsuń— To, że nie idzie tak jakbyś chciał nie znaczy, że nie idzie — zauważyła, bo była pewna, że robił postępy, tylko marudził na siebie za mocno jak zwykle. — A o czym myślisz, kiedy Cię paraliżuje? Poza tym paraliż to nie popsucie, jeśli chcesz z tym walczyć to prędzej czy później uda się to pokonać. Jeśli nie chcesz szukać sobie innego zajęcia, nie musisz — zapewniła go. Poza tym to nie tak, że aktualnie żył tylko i wyłącznie walką. — Ale na pewno dużo by Ci dało więcej wyrozumiałości do samego siebie — uśmiechnęła się lekko w stronę Gava. — Ale musisz w siebie uwierzyć, tak jak inni w Ciebie wierzą. Osobiście wierzę, że dasz radę sobie poradzić ze wszystkim co Cię paraliżuje. Gave, którego znam nie pierwszy raz zdążył się popsuć i naprawić… — urwała na chwilę. — W zasadzie całkiem to imponujące ile razy stajesz na nogi ze swoją determinacją.
Onyx
Darcy obserwowała Gava. Najwidoczniej dzisiaj miała lokatora w łóżku. Pokręciła głową. Z nim pod jedną kołdrą spać nie będzie. Takiej opcji w ogóle nie ma. Wstała z łóżka na chwilę.
OdpowiedzUsuń— Dobrze wiedzieć, że Ryu tak bardzo Ci się podoba — rzuciła do niego z żartobliwym przekąsem, zaglądając do szafy. Wyjęła z niej kolejną kołdrę i ubrała w miarę pasującą pościel. Wróciła do łóżka. Odsunęła kołdrę, na której Gave już się usadowił i usiadła, zakrywając sobie nogi nową. — Ciebie byłoby milej widzieć jakbyś mi snów nie rozwalał — odpowiedziała. — Ale cieszę się, że jesteś cały i zdrowy — zaznaczyła. — Aktualnie to głównie cieszę się czasem z mamą, uczy mnie latać, wyrosły mi prawdziwe skrzydła w przemianie, poza tym ledwo mam czas na przyjemności, nauka i obowiązki. Dawno nie było mnie w Phyonix a przyszła kapłanka musi zająć się też formalnościami — wyjaśniła. — A Ty jak tam? Wszystko się udało? Zniknąłeś praktycznie bez słowa — sama dopytała. — A wujek Alex jest bardzo rozmowny — spojrzała w eter, jakby chciała wyrzucić mu, że mógłby się więcej odzywać i informować.
Darcy
Grimie aklimatyzowanie się w tak wielkiej komnacie zajęło całkiem sporo czasu, musiała zajrzeć w każdą kąt, a kątów to pomieszczenie miało całkiem dużo. Z dumą musiała stwierdzić, że aktualnie ma pokoik większy niż wielu dom. Nigdy nie miała okazji mieszkać w takich warunkach, więc czerpała z tego garściami i stroiła się w najróżniejsze wisiorki oraz bransoletki, które udostępniła jej Felcia.
OdpowiedzUsuńKiedy usłyszała pukanie do drzwi, była akurat sama. Tony zabrał Kevusie na podniebny spacer, więc miała wszystkie błyskotki tylko dla siebie. Wrota otworzyła niczym prawdziwa dama, ale kiedy zobaczyła kto za nimi stoi wyszczerzyła się już po swojemu. Cała była obwieszona w biżuterii.
- Goo... Milasek! - rzuciła wesoło i zaprosiła chłopaka do środka, energicznie kiwając przy tym głową. - Jasne, że możesz! - zamknęła za nim drzwi i spojrzała zaciekawiona. - Krępującą? - zastrzygła uchem i przekręciła lekko głowę. Zamrugała szybciej oczyma, gdy zaczął mówić o byciu kobietą, a kiedy palnął o farbowaniu zaśmiała się w pierwszej chwili. Zaraz jednak zrozumiała, że Gave mówi poważnie i raz jeszcze zamrugała.
- Na czerwono? - trochę się zdziwiła, ale zaraz wyszczerzyła i wesoło klasnęła w dłonie. - Ale czad! Zawsze chodziłeś z włosami do Fiołka, niezły mnie kopnął zaszczyt - zachichotała i energicznie pokiwała głową, masując przy okazji swój ciężarny brzuszek. - Dam radę pofarbować! To będzie super, duper farbowanko! - zachichotała i zawirowała lekko, po czym wepchnęła Gava wgłąb komnaty. - Siadaj sobie na taborecik, będę musiała wytworzyć barwnik! - wyszczerzyła się. Ależ frajda! W końcu jakieś samodzielne eksperymenty! Zadowolona zaczęła szukać odpowiednich do farbowania przyborów, a słysząc o oczach skrzywiła się lekko. - Sposób na zmianę koloru... Hmm... Chyba niestety nie. Chociaż Tony mi kiedyś opowiadał, że są takie cosie na oczy co się wkłada do środka i można mieć inne oko, nawet we wzorki! - przypomniała sobie i przytaknęła głową na własne słowa.
Grima
Zaśmiała się lekko, dotykając swoich pleców, jakby chciała sprawdzić czy teraz nie zaczynają rosnąć przypadkiem.
OdpowiedzUsuń— Poruszać tak, kiedy chcę, kiedy nie chcę, zajebista zabawa z tymi dodatkowymi kończynami. A latanie to już w ogóle… idź Pan w chuj. Tragedia. Jeszcze sporo mi brakuje, ale za to chujka Asha prześcigne. On ma jeszcze za małe skrzydła, żeby się wzbić. Nie mogę się doczekać, aż ja go będę uczyć. Och, ale mu spierdolę życie — uśmiechnęła się złośliwie. Zemści się za wszystkie swoje krzywdy. — Wolne? — zastanowiła się chwilę. Sięgnęła do szafki, na której trzymała swój dziennik i spojrzała na plan. Lekcje mogła wywalić. — Z oporządzania mosertów nie zrezygnuje, ale to akurat powinno Ci się spodobać, o ile Koova Cię nie zraził całkowicie — zaznaczyła. — Jesteś pewny, że wszystko gra? — dopytała, bo nagle zrobił się spokojniejszy. Mniej “gavovy” — Wiem, że wybiera. Dlatego mam pretensje do wujka. Prawda, wujku Alexie? — odpowiedziała mu. Zaraz pokręciła głową i położyła jedną z mniejszych poduszek na twarzy Gava. — Nie ma opcji. Wolę milczka od kogoś kto będzie komentował wybór mojej bielizny.
Darcy
Wzruszyła ramionami na jego komentarz. Ciężko było się narazić, jeśli przy Febe i Yensenie nie próbowała robić niczego co mogliby uznać za głupie. Poza tym aktualnie były ważniejsze tematy niż jej narażanie się meduzie. Słuchała jak Gave opowiadał o swoich własnych demonach.
OdpowiedzUsuń— Czyli myślisz dobrze, ale coś Cię blokuje. Trauma po ranie? — powiedziała, zastanawiając się na głos. Pokręciła głową. — Nie. Wcale nie łatwo powiedzieć — zaprzeczyła. — Zrobienie tego może być jedną z najtrudniejszych rzeczy w Twoim życiu, ale zakładanie, że nigdy się nie uda przekreśla Cię na samym początku. Możesz próbować do skutku i wygrać, albo możesz się poddać i przekreślić część życia, które zdążyłeś sobie zbudować. Pytanie czego będziesz żałować bardziej, Gave? Czego nie wybierzesz, będę po Twojej stronie — zakończyła wywód. Przynajmniej miała nadzieję, że będzie. Przynajmniej ten jeden raz, chciałaby nie zostawiać go w złym momencie życia.
Onyx
Grima zachichotała na słowa o Fiołku.
OdpowiedzUsuń- Całkiem możliwe, może dlatego ona postawiła na perukę z prawdziwego włosa - ponownie zachichotała. Najwyraźniej jedno i drugie miało jakieś tajne szpiegowskie misje, bo szczerze wątpiła, że zmiana koloru włosów była tu jakimś gestem na otworzenie nowego rozdziału w życiu.
- Ja Ci zrobię cudne włoski! - zapewniła, po czym skocznymi krokami zaczęła pokonywać przestrzenie w komnacie. Musiała dobrać odpowiednie barwnik ii składniki.
- Hmm... - mruknęła głośno, zastanawiając się. - Może w sumie... - obejrzała się w stronę kilku fiolek, które rozpracowywała z Tonym. - Możliwe, że uda nam się coś takiego dla Ciebie stworzyć, ale będę musiała jeszcze to obgadać z Tonciem - tu spojrzała na Gava i przytaknęła sobie głową. - Ale jak dobrze pójdzie, to wyniki będą znane jeszcze dziś wieczorem - wyszczerzyła się do chłopaka i zaraz rozłożyła wszystkie składniki oraz pojemniczki na swoim stole roboczym. Zabrała się za szykowanie farby, wesoło przy tym wymachując ogonem.
- To miłe, że Ty też chcesz pomóc Felci. Ona na pewno bardzo się ucieszy, strasznie się denerwuje na tych Bilardów - stwierdziła pogodnie.
Grima
Goblinka zachichotała na "groźbę" Golaska.
OdpowiedzUsuń- To by było całkiem zabawne, biorąc pod uwagę, że chcesz przypominać feniksa - zaśmiała się. - Taki pstryczek w nos, za udawanie feniksa wyrok, spalenie czupryny! - ponownie zaniosła się śmiechem i zaraz mu przytaknęła głową.
- Dobrze, jak Tońciu tylko wróci z latania to zaraz mu wszystko opowiem i weźmiemy się za testowanie - na samą myśl wesoło pomachała kuperkiem. Lubiła te ich eksperymenty. Zerknęła po chłopaku na to jego mruknięcie. Ktoś tu nabrał wody w usta. Grima uśmiechnęła się wyraźnie rozbawiona.
- Jak myślisz Milasku, bardziej zachęcę Tońcia do działania jak wyskoczę golusieńka ale wystrojona w błyskotki, czy może jednak postawić na błyskotki połączone z bielizną? Chcę mu zrobić niespodziankę i nie mogę się zdecydować... - rzuciła dla zabicia ciszy.
Grima
No to była ich dwójka. Też nigdy w życiu nie czuła się tak źle jak teraz i równie bezradnie. Pokręciła głową. Teraz on jej potrzebował. Przymknęła oczy, próbując coś wymyślić. Byłoby łatwiej, gdyby jej nie wpajano wszystkiego siłą. Wróciła wzrokiem do Gava.
OdpowiedzUsuń— Nie chcesz sobie dać czasu, prawda? — bardziej stwierdziła niż zapytała. Oboje byli równie narwani. — Gave, będzie dobrze. Ćwiczysz, więc ćwicz dalej. Pokonasz to. Prędzej, czy później. Wiem, że chcesz prędzej, więc nie odpuszczaj. Kiedy mnie paraliżuje strach, szukam czegoś fizycznego co mogę uznać za źródło. Przechodzę w myślenie strach albo ja i robię wszystko, żeby ten strach padł przede mną, a nie na odwrót. Trzęsę się przy tym, myślę, że mogę zaraz umrzeć, ale przynajmniej nie odejdę bez walki. To daje mi siłę, żeby próbować. Jeśli mam umrzeć, chce to zrobić na swoich warunkach, a nie skulona. Nie wiem czy Ci to pomoże, ale… pomyśl o tym, że jeśli masz przejąć posadkę ojca, to wejdziesz tam z hukiem, po swojemu, z uśmiechem na ustach i zakładnikiem w ręku.
Onyx
— Nie, raczej nie. Nasze przemiany są dość… jednoznaczne. Albo w całości albo wcale — wyjaśniła. — Mimo wszystko momentami się dziwnie czuje. Wcześniej przemiana była bezbolesna, a teraz dosłownie zmienia mi anatomię. Czasami się przypominają nowe kończyny — wyjaśniła, przenosząc wzrok na ręce. Zaśmiała się lekko. — Wątpię, żebym była w stanie się kąpać w trakcie przemiany i nie chodzi o mieszczenie się w zbiorniku wodnym — uśmiechnęła się wesoło. — Płonę, a w moim ciele płynie lawa. Woda by raczej szybko wyparowała — opowiedziała mu. Nie przemieniała się jednak. Tą atrakcję zostawi na jutrzejszy dzień. — No to świetnie, poznasz całe stadko, trochę ich tutaj mamy — zakomunikowała. Zaraz jednak wyprostowała się jak struna, czerwieniąc się wściekle.
OdpowiedzUsuń— Teraz kurwa, tak?! — rzuciła do wujka. — Czy ta rodzina musi być pierdolnięta — położyła się zrezygnowana, zasłaniając twarz. Przynajmniej kłamał, bo wcale nie miała identycznej bielizny. Miała różne rodzaje, jedyną stałą był czarny kolor. Nic poza tym.
Darcy
Pochyliła głowę, myśląc przez chwilę nad wojną. Jak nie wojna to coś innego mogło mu stanąć na drodze. Jak ktoś był załamany każda wymówka mogłaby być dobra, ale nie miała serca mu tego powiedzieć.
OdpowiedzUsuń— Tym bardziej nie możesz przestać skoro jest wojna, nigdy nie wiesz, kiedy będziesz potrzebny sam sobie — odpowiedziała mu zamiast tego. Zaśmiała się cicho. — Dobrze to słyszeć, mi też się nie spieszy do Twoich pomysłów jako śmierć — odpowiedziała, bardziej żartując. Zaraz jednak spoważniała. Oparła łokcie o kolana i zakryła dłońmi twarz. Wzięła ciężki oddech. — Yhym. Burdel. Kurewski burdel. To… Mankrik… nie mam siły, Gave. Powinnam go zabić, powinnam. Ale kurwa, nie wiem czy dam radę — mruknęła. Ta, poza tym było jeszcze sporo innych niewiadomych. Bractwo, siedzenie tutaj, kiedy Ji’zzargo miał już zamiar iść, sens jej własnego pieprzonego życia, fakt, że zostawiła dziewczynki… Za dużo na raz.
Onyx
— Nie jestem pewna, na razie sama przechodzę między formami, nie dotarłam do limitu. Pamiętaj, że u nas ta przemiana to nie jest po prostu magia, to po prostu druga forma, która się rozwija — wyjaśniła, nieco mu przypominając, bo rozmawiali już kiedyś na ten temat. Ziewnęła, przewracając się na drugi bok.
OdpowiedzUsuń— Jutro Ci jeszcze pokaże coś zajebistego, ale na razie dobranoc, Gave — mruknęła jeszcze, zamykając oczy i poszła spać.
Darcy
Ashan trenował z mieczem w samotności tak jak najbardziej lubił. Cieszył się, że ma dzisiaj cały dzień dla siebie. Od dłuższego czasu zdecydowanie zbyt często znajdował sobie zajęcie w cudzym towarzystwie. Chciał dzisiaj spędzić samotnie dzień. Dlatego kiedy tylko usłyszał jak ktoś przeskakuje przez mur, przymknął oczy, klnąc w myślach. Oczywiście. Odwrócił wzrok i zlustrował Gava wzrokiem. Przechylił delikatnie głowę w bok, kiedy usłyszał, że jego ojciec powiedział coś takiego.
OdpowiedzUsuń— Mój staruszek tak powiedział? — zapytał, unosząc jedną brew ku górze, opierając się o rękojeść miecza. — A co dokładnie powiedział? — dopytał. Wiedział, że kłamie, bo ojciec nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
— Sposoby na włócznię? — wrócił teraz do tematu, spoglądając na chwilę na stojaki z bronią. Przez chwilę kusiło go wziąć jedną i po prostu użyć jej na Gavie, być może by wystarczyło, żeby dał mu spokój. Ale darował sobie. — Nie patrz na grot włóczni, patrz na biodra i kark przeciwnika, nie blokuj, unikaj, trzymaj długi dystans, albo przejdź na krótki, włócznia jest groźna tylko na średnim dystansie, kiedy może Cię przebić, a jak zdecydujesz się na atak i wchodzisz, to na raz. Bez zatrzymywania. Bez myślenia. Jak nóż między żebra. Pomyśl, że to tylko głupi kij z ostrym końcem, który można łatwo złamać — objaśnił. — Co chcesz trenować? — dopytał, poprawiając włosy. Zakładał, że łatwo się go nie pozbędzie niestety.
Ashan
Nie zabijać go? Dobre sobie. Nie mogła sobie na to pozwolić. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— A co jeśli znowu porwie kogoś z moich? I tym razem zabije? Co jeśli następnym razem to będzie Acair, Rokara albo Maryl? — zapytała, bo ta opcja po prostu ją przerażała. Oni wszyscy byli zbyt niewinni. Jasna cholera. Zacisnęła dłonie, aż pobielały jej knykcie. Zaśmiała się głucho. — Domyślam się, ale gdybym z wami poszła, mogłabym stracić jednego z niewielu przyjaciół — odsłoniła twarz, żeby spojrzeć na chłopaka. — A nie idąc pewnie prawie straciłam innego — mruknęła zawiedziona samą sobą. Ależ ona była na siebie wkurwiona o to wszystko. Ciekawe czy bałby się tych włóczni, gdyby była obok, może mogłaby coś zmienić? — Mankrik wykupił mnie z niewoli, zanim go poznałam byłam jak dzikie zwierzę, nie umiałam nic, mówić, chodzić na dwóch nogach… fakt, że to było dla pieniędzy, tylko dla pieniędzy, że byłam mieszkiem złota, że przez to, że zaczęłam żyć swoim życiem postanowił mnie zabić i pewnie moich bliskich. To brzmi nierealnie, jakbym była w jakiejś wizji stworzonej przez Piusa, żeby mnie ukarał za to, że nie chciałam ruchać z nim innych bab — oparła się o ścianę i spojrzała w sufit, próbując jakoś sobie to wszystko poukładać. — Ale to wszystko dzieje się naprawdę, prawda?
Onyx
Darcy wstała niedługo po Gavie, ale skoro zajął łazienkę, to po prostu naszykowała sobie czyste ubrania, zanim się przebierze. Zaplotła sobie na szybko luźniejszy warkocz i zaczęła przebierać w skrzyni za zawiniętym futrem, w którym znajdowały się prezenty od wujka Cahana z Argaru na 18 urodziny.
OdpowiedzUsuń— No przesz nie śpię — rzuciła z drugiego końca pokoju, bo mógł jej nie zauważyć. — Czekaj, czekaj — mruknęła, wyciągając paczkę zawiniętę w skórę wilkołaka. Zaniosła ją ostrożnie na łóżko. — Poczekaj, ubiorę się i się posrasz z zaskoczenia — zaśmiała się. Zniknęła na chwilę w łazience z ubraniami i wyszła po kilku minutach ubrana w luźny codzienny strój z królewską nutką, co by nikt nie zarzucił jej, że nie ubiera się godnie przyszłej Kapłanki. Wróciła do Gava i zaczęła odwijać skórę. — Rodzice w Argarze mieli przyjaciół, wujek Cahan i ciocia Akela, zrobili kilka prezentów jak rodzice przeprowadzali się do Phyonix, uznali, że moi też się dorobią gromadki dzieci tak jak oni i patrz na to… — w zawiniątku było radio na baterie i stos najróżniejszych albumów muzycznych. — To podobno ten zajebisty odtwarzacz muzyki! — aż podskoczyła z radości. — Ale nie mam pojęcia jak to odpalić — dodała nieco zawiedziona.
Darcy
— A co jeśli się zakrztuszą i utopią — odpowiedziała na jego pytanie, marszcząc brwi, kiedy puknął ją w czoło. — Acair potrafi się bronić, Maryl i Rokara są trenowane, ale to nie zmienia faktu, że nie będzie mi to chodzić po głowie — zauważyła. Co za durny argument. A co jak świat jutro się skończy? Skąd mogła wszystko wiedzieć. — Umiem się martwić problemem, który znam — mruknęła. Spojrzała po Gavie z małymi kurwikami w oczach, kiedy znowu ją puknął. Zbliżyła się do niego. Chuchnęła mu na włosy przy uchu a potem na grzywkę na czole i wróciła na swoje miejsce.
OdpowiedzUsuń— Myślę, że wolałabym, żeby to był sen. I chciałabym przestać się nim przejmować, przekaz był dość jasny. Jestem zbędna — wzruszyła ramionami. — Durne to wszystko. Mógł mnie w ogóle nie kupować, nie miałby inwestycji, która by go zawiodła. I ta, powiesz mi, ze mam dla kogo żyć, wiem, nie jestem sama, ale lubię swoje życie mordercy. A teraz mam wrażenie, że mi ucieka z rąk, kiedy tu leżę.
Onyx
Nie komentował słów ojca. Na pewno powiedział coś bardziej w stylu “idż tam i tam, znajdziesz sobie zajęcie, ja nie mam czasu”, a potem poszedł po Eliasa i Galana, albo do matki. I tak cud, że znalazł ojca o tej porze w sali tronowej. Zazwyczaj to było ostatnie miejsce w jakim miał ochotę przebywać. Ashan przez chwilę przyglądał się Gavovi. Bez komentarza, bez uśmiechu. Tak, jakby oceniał nie jego słowa, a postawę, sposób stania, napięcie ramion.
OdpowiedzUsuń— Nie chodzi o brak myślenia. Chodzi o brak wahania — poprawił się. Westchnął, podnosząc miecz z powrotem na wysokość torsu. Zamachnął się nim, idąc w stronę Gava, przygotowując się do treningu z drugą osobą. Zatrzymał się kawałek od niego i zmierzył odległość wzrokiem. Przesunął stopą po piachu, ustawiając dystans - pół kroku. Tyle wystarczyło, by znaleźć się dokładnie na granicy zasięgu. — Myślisz teraz. Tutaj. Analizujesz. Uczysz się. W walce ma działać przede wszystkim ciało, ruszać się zgodnie z rytmem walki. Nie chcesz włóczni to nie, ale łatwiej byłoby z nią. Dźgać Cię tak długo, aż przestaniesz się bać, tylko zaczniesz automatycznie przejmować kontrolę nad sytuacją. Nie nauczysz się walczyć ze strachem na czymś co znasz i lubisz — zauważył, w tym samym czasie robiąc szybki doskok w jego stronę, wykonując przy tym zręczne cięcie tępą stroną miecza w bok chłopaka, żeby udowodnić, że miał rację. Widział Gava w walce, potrafił swoje i nie sądził, aby wyniósł coś pouczającego bawiąc się na miecze, z którymi czuł się komfortowo. Przynajmniej nie w kwestii lęków.
Ashan
— Martwić się będziesz zawsze o swoje popsucie, jak nie przez włócznię, to przez inne rzeczy. Robisz wystarczająco, żeby uporać się z tym problem — odpowiedziała mu. — Dobrze wiesz, że to nie takie proste — przypomniała mu. Sam był podłamany, chociaż robił wszystko co mógł. Dmuchnęła mu jeszcze raz we włosy. Ciekawe ile wytrzyma, skoro miał takiego pierdolca na punkcie włosów.
OdpowiedzUsuń— Dla ojca zbędna, wiem, że dla niektórych nie jestem — zaznaczyła. — I tak… czuję się z tym źle — dodała, wracając w kąt łóżka. — Ta? Mogę? A skąd pewność, że dalej będę na tym zarabiać? Nawet nie wiem, czy dalej należę do Bractwa — powiedziała cicho.
Onyx
— Radio — powtórzyła zadowolona po Gavie, patrząc szczęśliwa na przedmiot. Zaraz jednak spoważniała. Fali radiowych na pewno tutaj nie będzie ani żadnych programów. — A co kanały mają do tego wszystkiego? Przecież te fale radiowe to raczej nie są wodne — mruknęła, nachylając się nad radiem. — Myślałam, że to płyty — wzięła do ręki kasety, które były dołączone do prezentu. — Baterie… a gdzie je się wkłada i co to jest? — zainteresowała się.
OdpowiedzUsuńDarcy
Ashan zatrzymał się na chwilę i słuchał go Gave ma do powiedzenia. Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Masz rację, brzmi jak bzdura — przyznał mu rację. Podszedł do stojaka na broń. Miecz schował do pochwy przy biodrach i wziął do ręki włócznię, którą zaczął obracać w rękach, tak, aby chłopak mógł się na nią naptrzeć, chociaż dalej trzymał się z daleka. — “Spokój ducha” na polu walki i komfort to luksus, nie stała — zaznaczył. — Strach nie zniknie magicznie na pstryknięcie palca, może nigdy nie zniknąć. Są rzeczy, których każdy będzie się bał do usranej śmierci, ale to nie znaczy, że ma to nas paraliżować. Z czasem po prostu przestaje się słuchać tego lęku. Zastanawiając się “co teraz, czy dobrze to robię, czy zdążę” można skończyć martwym zanim dokończysz myśl. Ciało powinno reagować automatycznie. Chcesz sposobu, żeby sobie z tym poradzić? Trenuj tak długo i często aż przestaniesz się zastanawiać i zaczniesz działać. Spokój przyjdzie jako efekt uboczny, kiedy ciało nabierze mechanicznej pewności, że wie co robić i wyjdzie z tej sytuacji. Bez filozofowania i upewniania się, że się czujesz komfortowo. Na wojnie nikt nie czuje się komfortowo, widmo śmierci wisi nad każdym i nic z tym nie zrobisz — zbliżył się na dwa kroki. — Chociaż jeśli chodzi o sprawy śmierci, sam powinieneś wiedzieć najlepiej — uśmiechnął się lekko, powstrzymując śmiech na własny żart słowny.
Ashan
Grima zachichotała.
OdpowiedzUsuń- A co za problem śmiać się razem? - rzuciła, bo osobiście nie widziała nic złego z śmiania się z samego siebie. Osobiście robiła to dosyć często.
- Kevcia? Po lotnym spacerze? To raczej niemożliwe, zaraz będzie chciała się pochwalić swoimi nowymi odkryciami z Groszkiem czy Fasolkami, a te Wasze Fasole to co chwilę są przy kim innym, więc złapać je to dla Kevusi zawsze wyzwanie. Nigdy nie wie gdzie ich szukać, bo mogą być dosłownie wszędzie - zachichotała ponownie. Zaraz wyszczerzyła się zadowolona, słysząc, że Tony jest w nią wpatrzony.
- No więc tym bardziej chcem mu zrobić niespodziewankę. Wiem, że buziaki wystarczą, ale ja nie chcem robić tylko tak by starczało, chcem więcej. Tylko po prostu się myślę czy więcej mu przyjdzie frajdy z zdejmowania ze mnie bielizny własnymi paluchami, czy może więcej go zaskoczę gdy już będę golasem - widać było, że zastanawiała się nad tym na poważnie. Merdała przy okazji w pojemniku odpowiednie substancję i uśmiechnęła się szeroko, kiedy z tej mieszanki zaczął wychodzić krwisto czerwony kolor.
- Aha! Mamy to! - rzuciła wesoło i dumnym krokiem zbliżyła się do Gava. - Dawaj czuprynę! - poleciła pogodnie, z szerokim uśmiechem.
Grima
— Nie czuję się zbędna, czuję się oszukana przez życie — odpowiedziała wędrując wzrokiem po pomieszczeniu. Zatrzymała wzrok na Gavie. Wypuścila powietrze nosem i sama się przysunęła, opierając głowę o jego tors, jakby próbowała się przytulić. — Nie komentuj i nie śmiej się — poprosiła, przymykając na chwilę oczy. No dobra, może czuła się zbędna, ale nie chciała tego mówić na głos. Po prostu… miała wrażenie, że jej życie teraz nie miało sensu. — Cóż, mamy chujowych rodziców. Ty matkę, ja ojca. Dobrali się — zaśmiała się smutno. — Wiesz, że nie jesteś zbędny, prawda? — upewniła się, bo sam często miał z tym problem. Zaśmiała się cicho. — Na moich mówisz prześmiewczo Szeptacze, a sam zakładasz Cieniasów? — zerknęła na niego kątem oka. Pokręciła głową. — Lubię miejsce, gdzie się wychowałam — szepnęła. — Wiesz, że kruki chowają uraz do końca życia? I zawsze można je znaleźć przy martwych ludziach… — zastanowiła się przez chwilę. — Nie sądzę, aby całe Bractwo się odwróciło, poza tym ma już renomę. Można tam po prostu wyrwać chwasty, które nie pasują do Nor i zasad półświatka, który lubię. Poza tym bóg śmierci zakładający własną gildię zabójców? Strasznie podobne do legendy o Sithis…
OdpowiedzUsuńOnyx
Ashan stał przez chwilę, obserwując reakcję Gava. Niesamowite jak szybko uśmiech uciekł mu z twarzy. Przynajmniej determinacja mu weszła. Chwycił grot włóczni i stopił go nieznacznie, aby koniec nie był śmiertelny, ale jednak bolał przy uderzeniu, żeby ciało chciało się uczyć. Włożył grot do wiadra z wodą, żeby stal nie była gorąca.
OdpowiedzUsuń— Dobrze — zaczął. Zrobił krok w jego stronę. Czubek włóczni opisał niewielki łuk w powietrzu, zatrzymując się na wysokości mostka Gava, tam gdzie miał swoją ranę.— Widzisz to? — zapytał spokojnie — To nie jest wspomnienie. To jest tu i teraz. A twoje ciało reaguje, jakby znowu tam było. I to jest problem — przesunął stopę po ziemi. Ustawił dystans. Idealny do pchnięcia. — Będę atakował, tak, żeby twoje ciało uznało to za realne zagrożenie — oznajmił chłodno — Ale nie po to, żeby cię złamać, czy dręczyć. Tylko po to, żebyś nauczył się reagować i działać. W końcu zaskoczy, miejmy nadzieję — dokończył, uśmiechając się przy tym zadowolony. Sam chciał taki trening, a on osobiście nie miał nic przeciwko, aby dać Gavovi nieco bardziej bolesny trening. Odsunął się z powrotem, przyjmując pozycję do ataku. Pchnął bez ostrzeżenia w jego tors. — I zapamiętaj jedno, Gave — powiedział cicho — Ja nie jestem tym, który cię wtedy przebił. Ale jeśli nauczysz się reagować na mnie, to tamten już nigdy nie będzie miał nad tobą władzy.
Ashan
Słuchała uważnie Gava, chociaż wzrok miała wbity we wszystkie płyty i kasety, które przebierała. Wyglądały niesamowicie. Jedne przedstawiały mroczne sceny jak z horrorów, inne były kolorowe, a jeszcze inne po prostu miały narysowane ludzi.
OdpowiedzUsuń— Ciekawe czy w środku są baterie — mruknęła. — Bardzo chciałabym posłuchać muzyki z takiego odtwarzacza… radia — wróciła wzrokiem do Gava. — Yhym, to zgłoszę się z tym do Tonego — odpowiedziała. Nawet te całe baterie może będzie w stanie skombinować, był w końcu bardzo mądry. Co prawda ona też miała w szkole najlepsze oceny, ale wiedza przekazywana w Phyonix a w Argarze to niebo a ziemia. Zaczęła ostrożnie pakować wszystko na powrót i schowała delikatnie do skrzyni. — Mam też inne znajdźki, jakieś dziwne śliskie cosie do dmuchania, cienkie książki z obrazkami o i jeszcze to dostałam — pokazała na swoje buty z uśmiechem na ustach. To były glany, które idealnie pasowały do jej aktualnego stroju, a przynajmniej według Darcy, a poza tym uważała, że są po prostu ładne, wygodne i praktyczne. Podeszła do drzwi z uśmiechem. — Głodny? Proponuję wyprawę do kuchni, a potem idziemy do mosertów, po mosertach wycieczka po Phyonix, co Ty na to?
Darcy
An, wykorzystując fakt, że dziś cały dzień miała załatwioną opiekę dla dzieciaków spędziła z nimi czas do południa, później z kolei poświęciła się swojemu małemu śledztwu. Wyłapanie podejrzanych wśród dworskich bywalców nie zapowiadało raczej przepełnienia ewentualnych cel, bo większość jednak zdawała się zadowolona z zmian jakie wprowadziła nowa władza. Nie mniej dziewczynie udało się wyłapać konkretną postać, która zalatywała fałszem. Mężczyzna z wierzchu zdawał się zadowolony z tego co tu mają, ale ewidentnie coś kombinował. To właśnie na nim dziewczyna dziś się skupiła i kiedy usłyszała jakie ma plany na wieczór, wiedziała już, że czeka ją dziś impreza.
OdpowiedzUsuńFiołkowooka wróciła do swoich komnat co by wyszykować się na swoje wyjście, ubrała lekki czarny gorset z fioletowymi zdobieniami, złożony z dwóch elementów, które splatał rzemyk przeciągnięty od dekoltu po pępek, a do tego dobrała spódnicę z rozporkiem za kolano, w tym samym kolorze. W tutejszych rejonach dość często odsłaniano brzuch, więc i ona ubrała coś pod tutejszą modę. Tak wyszykowana zmierzwiła jeszcze swoje poczochrane włosy i ruszyła „poszaleć”.
„Pod Złotym Księżycem” ciężko było przegapić, już z oddali słychać było muzykę z tego miejsca oraz śmiechy bawiącej się społeczności. Wieczór mijał An całkiem wesoło, dość szybko udało jej się namierzyć swój cel i starała się czas spędzać tak, by gdzieś tam zawsze chociaż kątem oka widzieć z kim feniks przebywa i jak się zachowuje. W toku śledztwa poznała nawet czwórkę feniksów, dwie parki mniej więcej w jej wieku. Starała się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak nie zapominała o swojej misji. Wypiła nawet drinka z nowo poznanymi, wyraźnie czuła, że są zaciekawieni nowymi przybyszami i nie miała obaw co do jakiś złych intencji, więc odrobina luzu nie zaszkodziła. Nawet chwilę pobujała się z nimi na parkiecie, ale koniec końców gołąbki rozeszły się w swoje strony, a ona dalej kontynuowała śledztwo. Przystanęła przy jednym z filarów, z końcówką drugiego drinka, ukradkiem zerkając na swój cel, głównie jednak udając, że ogląda bawiących się mieszkańców. Uśmiechała się delikatnie, jednak kiedy rytm bębnów znacznie przyspieszył to na parkiet ruszyło tak wielu, że przysłonili jej widoczność i już zaraz zgubiła z oczu podejrzanego.
- Kurwa… - szepnęła rozglądając się po zebranych, starając się wypatrzeć gościa wśród tańczących, zaraz jednak jej uwagę zwrócił pijacki krok „modelki” zmierzającej w jej stronę. Spojrzała na chłopaka i odruchowo przytrzymała go lekko, gdy na niej zawisł.
- Gave… - popatrzyła po nim uważniej. No nieźle, zrobił się i to solidnie. Nie miała nic przeciwko by się wybawił, ale czuła od niego raczej stan melancholii niż rzeczywiste świętowanie, nie mniej, nie planowała go tu przesłuchiwać. Uśmiechnęła się lekko.
- Co świętujesz? – zapytała nieco rozbawiona, a słysząc o drinku kiwnęła głową. – Cóż, nie, ale teraz już będę wiedziała. Wiedziała i widziała – zaznaczyła przesuwając wzrokiem po jego chwiejącej się posturze. Zaraz spojrzała i na samą siebie i lekko się zaśmiała, po czym zawirowała dookoła własnej osi dla lepszej prezentacji stroju.
- Co nie? – rozejrzała się dookoła. – Wszyscy tu lubią seksi wdzianka, a ja nie chciałam się aż tak wyróżniać – tu spojrzała na jego włosy. – Widzę, że Ty o to zadbałeś na poważnie – rzuciła z lekkim uśmiechem i parsknęła na to całe podrywanie.
- Raczej nie przewiduję, chociaż kto wie, może trafi się jakiś ciekawy karmazynowy król – odpowiedziała mu żartobliwie i kiwnęła głową. – Tak, dziś mogę szaleć całą noc, zabrali dzieciaki do siebie – przyznała i raz jeszcze spojrzała po Gavie. – Nie chcesz się przewietrzyć? – zapytała, bo chyba świeży oddech dobrze by mu zrobił.
Akane
Ona miała tylko Acaira, chociaż nie była pewna, czy brat byłby przy niej bez względu na wszystko. Kilka razy już zaznaczał, że nie podobają mu się jej wybory i plany na życie. Z drugiej strony aktualnie i tak nie miała żadnych planów. Zagryzła wargę do krwi, co wcale nie było przy niej takie trudne. Powoli, bardzo powoli, sama objęła Gava, przytulając się do niego mocniej. Nie była przyzwyczajona do kogoś poza Aci, Rokarą czy Maryl w takich sytuacjach.
OdpowiedzUsuń— Łers? Łechtaczka — odpowiedziała cicho, próbując dalej zażartować z tej nazwy. — Poza tym, skoro na moje to Cieniasy, to cieniasy — dodała. Sama spojrzała na niego z dołu. — To czym chcesz się zajmować? — dopytała go.
Onyx
Przez chwilę sama spojrzała na dekoracyjny haft, który tak zwrócił uwagę Gava, ale kiedy w końcu jej odpowiedział uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Podobno każdy powód do świętowania jest dobry - stwierdziła i zaraz zaśmiała się lekko.
- Moja dzisiejsza zabawa to tylko przykrywka, więc nie wkładałam w nią aż tak serca. No ale, obiekt chwilowo zwiał, więc mogę sobie pozwolić na odrobinę prawdziwego luzu - odpowiedziała.
Kiedy tak przykucnął zbliżyła się aby ocenić jego stan.
- Oho, ten szatan to zdecydowanie jakiś solidny zawodnik - zauważyła czuwając mimo wszystko aby się Gave nie wywalił na poważnie. Ponownie go lekko przytrzymała, kiedy już się o nią opierał.
- Całkiem Ci do twarzy - pochwaliła ten jego niewyróżniający się fryz i przymknęła nieco oczy, gdy owiał jej twarz powietrzem. Ach, ten Gave. Musiało mu w tej głowie nieźle wirować. - Spróbuj skupić wzrok na jednym elemencie, pamiętasz? To jak z tym Twoim błędnikiem - przypomniała mu spokojnie, z lekkim uśmiechem i zaraz zaśmiała się delikatnie.
- Tak, rzeczywiście czerni tu niewiele uświadczysz. Zawsze możemy spróbować kogoś zabić, będziesz mógł udawać żałobnika - poruszyła zabawnie brwiami.
- W oazach jest całkiem przyjemnie, rośliny dają cień i jest woda, więc w razie jakbyś zmienił zdanie... - nawet nie dokończyła bo zaraz ją złapał i pociągnął za sobą. An uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową.
- Tylko może nie tego szatana, dobrze by było nie obudzić się w rynsztoku - rzuciła lekko z rozbawionym uśmiechem.
Akane
— No dobra, trzeba skombinować narzędzia i Tonego — zakodowała sobie w głowie. Ciekawe czemu nie działało. Rodzice zawsze raczej pozytywnie mówili o wujostwie. No, może przez lata się popsuło. Te śliskie baloniki też dziwnie pachniały, jakby zaczęły się topić, ale były normalnej temperatury. Zmarszczyła nos. No przez te naście czy nawet dzieścia lat to sporo się mogło popsuć leżąc w skrzyni zawinięte futrami i skórami. Wzruszyła ramionami do własnych myśli i zaśmiała do własnych myśli. Machnęła ręką na prośbę Gava.
OdpowiedzUsuń— Nie przejmuj się, sam sobie weźmiesz ile uznasz za odpowiednie, ja tam i tak sama nie lubię śniadań —- odpowiedziała, po czym poprowadziła Gava w stronę kuchni. Przywitała się z kucharzami, którzy przy Azylowiczach pracowali więcej niż zazwyczaj, ale dalej zdawali się zadowoleni. Na stołach znajdowały się różne potrawy lekkie i cięższe. Część była charakterystyczna dla tych okolic, a inne były zrobione specjalnie dla gości, aby nie czuli się wykluczeni i mogli zjeść coś co uznawali za normalne. Darcy sama wzięła sobie kilka warzyw na talerz i ostry, gęsty sos a do tego wodę do popicia, co by zjeść coś na szybko i nie przytyć przy okazji. Była dumna ze swojej figury tancerki i nie miała zamiaru jej tracić. Zwłaszcza jak nie czuła głodu.
Darcy
Ashan obserwował uważnie jego reakcję, chociaż jego twarz pozostawał beznamiętny analizował dokładnie co dzieje się z chłopakiem. Ewidentnie ten jeden atak mocno poprzestawiał mu w głowie. Paraliżowało go bez reszty. Naprawdę robił postępy? Był ciekawy jak szło mu wcześniej. Przynajmniej miał motywację. Jeśli on miał zadawać się z jego siostrą czy dziewczyną, od której życia zależy życie jego szwagra to lepiej, żeby szybko wziął się w garść, bo on nie miał zamiaru iść na żaden pogrzeb. Ashan skinął głową, kiedy chciał wrócić do treningu. Nie dał mu czasu na dalsze zastanawianie się. Włócznia ruszyła natychmiast, szybkim, prostym pchnięciem w linię bark - żebra. Nie w to samo miejsce co wcześniej, ale wystarczająco blisko. Ashan skrócił dystans agresywnie, zmuszając go do reakcji.
OdpowiedzUsuń— Nie cofaj się — rzucił ostro. — Rusz się albo cię trafię, albo blokuj. Rób cokolwiek. Przestań się bać — dodał takim samym tonem. Nie było w tym gniewu, a zwykła rada starszego kolegi po fachu. Nie potrafił bawić się w owijanie wszystkiego z delikatność. Drugie pchnięcie przyszło z dołu, pod kątem, dokładnie takie, jakie łapie ludzi, którzy skaczą w tył zamiast zejść z linii. Ashan wymuszał ruch. Każdy błąd, każdy bezruch był natychmiast karany lekkim, kontrolowanym uderzeniem grotem w bok, udo, ramię, ale punkt śmiertelny odpuścił, przynajmniej na chwilę, no może poza faktem, że starał się trafiać jak najbliżej, żeby zmusić jego głowę do odrzucenia traumy.
— Nie myśl — mówił w ruchu. — Rób, bo umrzesz — dodał. Uśmiechnął się lekko. Och, jak ten tekst wkurwiał Darcy za każdym razem. — Już nie żyjesz — rzucił. — Teraz też — kolejne pchnięcie. — Skup się.
Ashan
To nie był pierwszy raz, gdy Gave w temacie skupienia przenosił wzrok w okolice jej biustu, więc ten wybór nawet jej jakoś specjalnie nie zdziwił. A niech sobie patrzy, aktualnie tylko to mu zostało, poza tym chodziło jedynie o uspokojenie wzroku chłopaka.
OdpowiedzUsuńPoprowadzona w odpowiednie miejsce zajęła sobie poduszkę obok. Wzruszyła ramionami.
- Te białe też mają swój urok - stwierdziła swobodnie. - Ri mówiła Ci o temperaturze ciała? Feniksy mają wyższą niż my, w razie jakbyś rzeczywiście chciał odgrywać jednego z nich to mam recepturkę imbirowego naparu, który grzeje. Inaczej dość szybko możesz zostać wykryty jako oszust - podzieliła się z nim informacjami, które sama dostała. Uniosła lekko brew na wspomnienie żałoby w sercu i popatrzyła po nim lekko kręcąc głową, załączyła mu się teatralność jak nic.
- No cóż, to, że czarno nie musi znaczyć, że źle. Może tam tak czarno od lepkiej smoły, która przykleja każdego kto się zbliży? - skoro już szedł w teatralność, to ona poszła w poetyckie określenia, pstryknęła zaraz Gava w nos.
- No, no, bez przesady, bo jeszcze cały majątek na mnie wydasz - zaśmiała się lekko i pokazała karczmarzowi, że ma przynieść tylko dwa. - W razie co dobierzemy więcej jak nam będzie mało - puściła oko do Gava.
Akane
Na początku zaczęła się wygodniej układać przy Gavie, śmiejąc się przy tym cicho pod nosem, ale kiedy wspomniał, że nie będą współpracować wzdrygneła się lekko. Odsunęła się odruchowo. Zasłoniła uszy na wszelki wypadek i spojrzała w bok. Czyli to, że nie nadaje się na Mściciela miało drugie dno? Wróciła wzrokiem do Gava. Chyba nie była gotowa na taką informację w tej chwili swojego życia. Teraz naprawdę czuła się zbędna.
OdpowiedzUsuń— Ciekawy sposób na dobre nowiny. Nie będziemy się już kłócić o to kto kogo zabije — zaśmiała się cicho.
Onyx
Zdjęła kołdrę z ramion - siedziała cały czas, więc nie było to specjalnie trudne - kiedy Gave ją okrył. Milczała przez dłuższą chwilę, bo nie wiedziała co powiedzieć. W zasadzie zazwyczaj w takich momentach po prostu szła gdzieś w pizdu i czekała aż problemy i rozterki przestaną istnieć. A była przykuta do tego cholernego łóżka. Nie. Czekaj. Nie była. Przeniosła się na krawędź łóżka.
OdpowiedzUsuń— Na pewno sobie wszystko poukładasz. Prędzej czy później. Aż nie mogę się doczekać — odpowiedziała, wstając na równe nogi.
Onyx
Spojrzała na frędzle przy swoim biuście i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Zawsze możesz po prostu przestać tak się intensywnie im przyglądać - zaproponowała z lekkim rozbawieniem. Kiwnęła głową gdy wspomniał Darcy i zaraz zacisnęła delikatnie usta słysząc teorię o anemii. Nie, jednak po prostu się roześmiała, ale ostatecznie przytaknęła głową raz jeszcze.
- Pewnie masz rację, mogą być i takie przypadki - nie zamierzała się tu spierać, nie miała aż takiej wiedzy w tym temacie, poza tym, skoro sprawdził, to po prostu uznała to za prawdę. Całkiem ją bawił aktualny stan Gava, te słodziutkie uśmiechy i przybierane pozy. Przy słowach o ciemności i smutku spojrzała po nim cieplej.
- Masz jakąś teorię dlaczego tam tak czarno? - zagadnęła spokojnie, a na jego groźną minę uśmiechnęła się pod nosem.
- Ja? Jakże bym śmiała Mroczny Panie - odparła zaczepnie. - Daj mi się nacieszyć kilkoma chwilami, a nie tak bezdusznie tylko raz z hukiem zamówisz i nam cały stołek zastawią - oparła sobie łokieć o stół i na dłoni ułożyła brodę, uśmiechając się do Gava uroczo.
Akane
— A trzy dni już nie minęły? — zapytała spokojnie, udając głupiego. Nie posłuchała tylko poszła dalej. Zaczęła szukać swoich rzeczy. W samych bandażach i koszulce nie wyjdzie, ale zostawać też już raczej nie powinna. Zdecydowanie lepiej byłoby się wycofać, znaleźć sobie inne miejsce żeby odpocząć. — Zapewniam, że moje ciało nie jest zmęczone, przesadzasz — mruknęła jeszcze z lekką irytacją, bo według niej wyolbrzymiał jej stan. Przecież była już pozszywana. Do cholery, gdzie są jej rzeczy?! Nie mogła iść nigdzie dojrzeć.
OdpowiedzUsuńOnyx
Zmarszczyła brwi i spojrzała po Gavie z wyrzutem. Jej nie domaga w głowie? Prychnęła i skrzyżowała ręce na brzuchu.
OdpowiedzUsuń— Najwidoczniej ktoś mi źle głowę zszył — wyrzuciła mu. — Minęły trzy dni — dodała uparcie. Zacisnęła usta w wąską kręskę. Nie chodziło o to, że przeszkadza jej jego towarzystwo. Przeszkadzało jej coś zupełnie innego, ale nie było sensu o tym rozmawiać. — To co tutaj jeszcze robisz? Idź do nich — rzuciła twardo. — Nie wybaczą jak tatuś będzie za długo je ignorować. Sama Ci urwę łeb jak będziesz złym ojcem — dodała, otwierając mu drzwi, żeby mógł wyjść.
Onyx
Słysząc ten opis elementów swojej twarzy uśmiechała się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Specjalnie dla Ciebie mogę odsłonić uszy spod włosów, może chociaż one Ci nie podpadły, no i raczej nie ruszam nimi za często - poruszyła zabawnie brwiami i dalej rozbawiona patrzyła jak szuka czegoś po kieszeniach, a kiedy wyciągnął swoje zdobycze, pochyliła się w jego stronę, co by lepiej zobaczyć te zapiski.
- Hmm, no rzeczywiście, masz mnie - spojrzała mu w oczy. - W takim razie jesteś kolejnym potwierdzonym przypadkiem feniksa z anemią, jak zwykle... - tu do jej ust przyległ jego palec, a ona spojrzała na niego pytająco. Ponownie lekko zacisnęła usta co by nie parsknąć śmiechem.
- Dobra, nikomu nie powiem - odpowiedziała równie konspiracyjnie i złapała ten jego palec swoim małym palcem. - Litości, siedem? Ależ Ty zachłanny, ale niech będzie i siedem - zaśmiała się lekko. Z propozycją fajki nawet nie dyskutowała, w sumie miała nawet ochotę jej posmakować więc kiwnęła karczmarzowi głową i czekała aż doniesie drinki wraz z fajką. Ponownie się zaśmiała delikatnie.
- Haha, tak, bawimy, tylko bez samozapłonu proszę, z Toba to nigdy nie wiadomo - zaśmiała się szczerze rozbawiona, ale kiedy zmarkotniał szturchnęła go lekko w ramię. - Hej, ja tam lubię tą Twoją czerń, poza tym, w Twoim wydaniu wcale nie zawsze jest smutna - stwierdziła z pogodnym uśmiechem i zaraz skrzywiła się i pokręciła głową.
- Meh, tęcza... a ble... - uśmiechnęła się pod nosem. - Też bywa czarno, mam tam takie wielkie czarne płótno, na które nanoszę różne kolory. Trochę fioletu, czerwieni, zieleni, szarości czy niebieskiego - uśmiechnęła się do niego pogodnie i zaraz spojrzała po karczmarzu, który dostarczył im zamówienie. Kiwnęła mu wdzięcznie głową i wróciła spojrzeniem do Gava - Tak więc tęcza nie, ale kolorów tam nie brakuje. Niektóre to nawet dzięki temu czarnemu tłu to bardziej biją po oczach - dodała, śląc mu kolejny uśmiech i łapiąc szkło podniosła, co by się z nim stuknąć, a potem upić łyka.
- Ouah... - zamrugała szybciej, czując moc trunku. - No dobra, rzeczywiście czuć... - przyznała i spojrzała po fajce. - No dobra sensei, to teraz pokazuj jak to tu działa - uniosła kącik ust.
Akane
Darcy jadła z małym pośpiechem, bo spieszyło się jej do stajni. Lubiła pracować z mosertami, nawet jeśli nie miała swojego aktualnie. Tak jakoś wyszło. Jak była mała źrebię, z którym się polubiła wcześnie zmarło i od tamtego czasu nie próbowała z żadnym innym zapoznawać się bliżej.
OdpowiedzUsuń— Trzeba je wyczesać, przyciąć pazury i zobaczyć, które samce zaczynają zdzierać narośle na rogach i ewentualnie im pomóc, to ostatnie może być… wymagające. Zależy na kogo trafimy. Mosert Ashana na przykład nienawidzi jak mu się przy tym pomaga. Robi się wyjątkowo agresywny wtedy, ale na szczęście to nie będzie nasz problem, zajmujemy się tymi, które nie mają więzi, co nie znaczy, że nie warto uważać, jak dostaniesz takim rogiem, to możesz skończyć w szpitalu, więc trzeba być spokojnym, ostrożnym i nie drażnić żadnego i się nie przekomarzać — objaśniła mu pokrótce. Zastanowiła się co do przejażdżki. — Jeśli nie będzie burzy piaskowej to można się przejechać kawałek — przytaknęła mu. Zdążyła w tym czasie skończyć swoje śniadanie i czekała aż Gave wykończy swoje.
Darcy
— Gave przestań — odpowiedziała mu. Przyłożyła dłoń do twarzy. Cholera jasna. Nie miała siły na dyskusje. Była zmęczona. Naprawdę zmęczona. — Nie jesteś — zgodziła się z nim, stojąc pod ścianą. Nie miała zamiaru kłaść się teraz do łóżka na jego oczach. Duma by ją za bardzo zabolała a tylko ta jej aktualnie została. — Yhym — mruknęła na jego prośbę. — Nie przestawaj trenować… z włócznią. W końcu zaskoczy — sama jeszcze zdobyła się na życzliwość zanim wyszedł. Na dobrą sprawę nie oczekiwała, że spotkają się zbyt szybko, o ile się spotkają. Skoro miał zamiar pracować sam, nie miał żadnego powodu żeby szukać kontaktu, a ona nie miała zamiaru mieć o to pretensji.
OdpowiedzUsuńOnyx
Akane patrzyła po nim, gdy tak zawzięcie łączył im te palce. Skubaniec sięgnął nawet po jej drugą rękę co by rzeczywiście było siedem palców. Skoro umiał jeszcze jako tako liczyć, to może nie było z nim aż tak źle. Widząc te jego starania uśmiechała się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No tak, dobrze, że nie wspomniałeś o jedenastu, to by dopiero był cyrk łączyć w ten sposób stopy - parsknęła śmiechem, szczerze rozbawiona tą wizją i zaraz kiwnęła głową. - Teraz to już na pewno nie złamię, z trzema palcami to nawet dobrze sobie w nosie nie podłubię, za duże ryzyko straty, będę milczeć jak grób - zaśmiała się i zaraz nadstawiła nieco bliżej ucha, gdy "zdradzał" jej kolejne tajemnice.
- Ou, serio? No nieźle, dobrze wiedzieć - kiwnęła głową i zaraz znowu się zaśmiała, kręcąc głową. - Tony i Grima, tak? No, no, kojarzę, jak przez mgłę, ale kojarzę tych dwoje - przyznała z pełną powagą i odwzajemniła jego uśmiech. Co za kabaret, doprawdy, czuła, że będzie mięć po tym wieczorze zakwasy w policzkach. - Dobrze pomyślane - kiwnęła ponownie głową na wieści o sfałszowanych papierach. Obserwowała go uważnie cały ten czas i nie mogła wyjść z podziwu jak nagle i gwałtownie zmieniał swoje stany "skupienia".
- No raczej, że komplement - przyznała z uśmiechem i oparła brodę na obu swoich dłoniach, by przyglądać się Gavovi w trakcie tego pijackiego monologu. Odsunęła ręce od twarzy i zerknęła po własnej talii, kiedy przewiązywał bandaż. Zerknęła po jego ranie, dla zwykłego upewnienia się, że jest z nią na tyle okey, że rzeczywiście może zdjąć bandaż. Uśmiechnęła się zaraz szczerzej.
- Oj tak, to co w tej mojej łepetynie rzeczywiście trudno innym może być rozszyfrować. Nowoczesne śśśmiry już tak mają - przyznała, dalej patrząc po nim z lekkim rozbawieniem. Zaśmiała się na jego udawane "wiem o co chodzi".
- Całkiem niezłe to Twoje udawanie - przyznała i lekko klepnęła go w plecy, kiedy się rozkaszlał, przejęła rurę po czym sama się zaciągnęła i sama zaczęła po chwili kaszleć.
- Litości, Ty chyba chcesz mnie dzisiaj wykończyć... - aż jej się oczy załzawiły, ale znowu się zaśmiała i spróbowała ponownie fajki, teraz poszło jej nieco lepiej. - Ej, nie ma tragedii, najmocniej kopie za pierwszym razem, sam zobacz... - podała mu rurę. - Tylko wiesz, z czułością, a nie zachłannie jak jakiś głodomor - rzuciła zaczepnie.
Akane
Uśmiechnął się z większą satysfakcją i uznaniem, kiedy Gave dalej się nie poddawał. Miał jednak jakiś potencjał. Bez słowa wrócił do atakowania.Ccelowo nie szukał „trafienia”. Szukał reakcji. Za każdym razem, gdy Gave cofał się w panice, Ashan natychmiast skracał dystans, wchodził za nim, zamykał mu przestrzeń, barkiem, kijem włóczni, samą obecnością. Cofanie się było karane. Natychmiast. Gdy natomiast Gave choć raz zszedł z linii, choćby koślawo, choćby za szeroko, grot prześlizgiwał się obok. Blisko. Niebezpiecznie blisko. Ale obok. Fenalis widział strach, widział trzęsące się ręce, płytki oddech i napięcie całego ciała. I właśnie dlatego nie przestawał. Każdy kolejny atak miał być wiadomością: nie ma czasu na panikowanie. Wymuszał decyzje. Tu i teraz. Bez myślenia, bez analizowania, bez wspomnień. Kiedy Gave padł na kolano, Ashan nie uderzył go leżącego. Zamiast tego zmienił kąt, wszedł pół kroku w bok i pchnął dokładnie tam, gdzie stałby, gdyby wstał w panice. Zmuszając go, by podniósł się inaczej. By ruszył się bokiem.
OdpowiedzUsuń— Nie cofaj się — rzucił krótko, w ruchu, bez podnoszenia głosu. — Zmieniaj linię, działaj, ruszaj się, nie odpuszczaj — instruował go cały czas rzeczowym tonem. Włócznia znów ruszyła.
— Widzisz? — powiedział krótko. — Nadal się boisz. Ale już nie stoisz — zauważył, kiedy reagował z coraz większą zręcznością. Nareszcie zaczynał działać. Nie byłby jednak sobą, gdyby dał mu czas, aby się tym nacieszyć. Włócznia znów poszła w ruch, szybciej niż wcześniej. Teraz Ashan był bezlitosny, ale precyzyjny. Cały czas wywierał na nim presję. Nie uczył go, jak wygrać. Uczył go, że strach nie znika, tylko przestaje rządzić ciałem.
— Jeszcze raz — powiedział spokojniej, ustawiając grot na wysokości klatki piersiowej Gava — Teraz ja będę szybszy, zacznę traktować to na poważnie. Zobaczymy czy dasz radę mnie zabić w walce — odparł — uniósł włócznię i tak jak obiecał zaczął napierać z większą szybkością i zręcznością. Sam zaczął poruszać się po sali bardziej, szukał największych luk w jego obronie i krążył wokół niego.
Ashan
Oho, widząc to jego oburzenie i słysząc TEN ton, już wiedziała, że szykuje się coś grubego. Spodziewała się wiele, ale zdecydowanie nie tego co nastało.
OdpowiedzUsuń- Osz w mordę! - aż się osunęła nieco bardziej w poduszki i padła w nie plecami, gdy dopadł jej stopy. - Gave! - rzuciła, parskając przy tym śmiechem. No nie... Zamknęła oczy i aż zadrżała powstrzymując śmiech. Czy on naprawdę właśnie łączył ich stopy? Zerknęła pod ten stolik, a widząc co widzi i czując co czuje po prostu nie mogła się ze śmiechy podnieść. Leżała plackiem na poduszkach i po prostu się śmiała.
- Już nigdy, przenigdy nie zwątpię w Twoją matematykę - przyznała z obolałymi od śmiechu policzkami. Podniosła się zaraz na łokcie i dmuchnęła samej sobie w dekolt co by się nieco schłodzić od tych śmiechów.
- Sio mucho - odgoniła jego ręce od własnych policzków, dalej z rozbawieniem na twarzy. - Polisie i słodziutki ogonem z blond pędzelkiem na końcu, mhm, jest urocza - również się wyszczerzyła i wróciła do siadu, nabierając uspokajającego oddechu. Zaraz nieco zesztywniała, proces zapobiegania mdłościom poprzez patrzenie na ucho trwał chwilkę, ale zaraz lekko dźgnęła Gava pod żebrem, co by się uwolnić z tego chwytu.
- Starczy, już Ci lepiej - zauważyła po czym sama się nieco przeciągnęła i poprawiła włosy. Sięgnęła po trunek na jego toast.
- Moje - uśmiechnęła się i przechyliła kielonek. - Oho, masakra, to też lepiej wchodzi przy drugim razie, nic dziwnego, że się tak załatwiłeś - rzuciła dalej po nim zerkając wesoło. Miło było widzieć go w tym wydurniającym się stanie.
- Ach tak? No to teraz jestem ciekawa co też jeszcze mnie dziś czeka - zaśmiała się i dopadła do fajki, która trzymał w ręce, co by ją sobie przyłożyć do ust i się zaciągnąć. Szatan rzeczywiście uderzał do głowy, bo już mogła poczuć leciutkie oznaki picia, chociaż w pełni kontrolowane. Skoro już nie miała butów i usłyszała to luźne "tak można żyć" to się nieco wygodniej rozsiadła na tych ich podusiach. Spojrzała w sufit z zadowolonym uśmiechem.
- Mhm, taki chill zdecydowanie czasem się przydaje - przyznała.
Akane
— Nie ma problemu — odpowiedziała mu. Sama chciała to zaproponować, bo tak będzie bezpieczniej dla mosertów oraz Gava. Mimo wszystko dostać łapą kopa od takiego, jeśli źle się przytnie to nie byle co, a skoro był uczulony na łzy feniksa do leczenia, to nosiłby pewnie siny odcisk na twarzy przez kilka tygodni, jeśli trafi na wyjątkowo narwanego samca. Skrzywiła się, kiedy zapytał o więź.
OdpowiedzUsuń— Nie mam, mam Abyss — odpowiedziała krótko, nie rozwijając tematu ze swojej strony. — Cóż, więź to potocznie tak skracamy, bo chodzi o to, że relacja nawiązana z mosertem jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i na całe życie. Nie ma w tym magii magii, ale jest to mimo wszystko coś magicznego, mieć takiego towarzysza do śmierci. Po fińsku być powiedział… — urwała na chwilę, żeby uśmiechnąć się do Gava. Odchrząknęła, żeby był gotowy na własnych wybuch śmiechu. — Joukkovelkakirjalaina — powiedziała w ojczystym języku. Albo połamie sobie język próbując powtórzyć, albo padnie, obie opcje były dla niej całkiem zabawne.
Darcy
Akane cieszyła się, że pozwoliła sobie paść w poduszki, bo po teksie Gava znowu zaniosła się śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Nigdy, przenigdy więcej! Na te siedem plus trzy palców obiecuję! - śmiała się w najlepsze i podniosła z poduszek plecy, dopiero gdy Gave ruszył w stronę grajków. Obserwowała go uważnie co by w razie potrzeby reagować, ale poradził sobie całkiem nieźle i już zaraz znowu był obok. Posłała mu szerszy uśmiech na te udawane dźwięki, lutnia była znośna, ale jednak wolała go z gitarą, nie mniej, nie oponowała na wysłuchanie piosenki. Spojrzała po nim czulej, jednak dalej rozbawiona, dopiero teraz przechyliła kieliszek, który wcześniej wcisnął jej w dłonie i sama wstała co by się z nim lekko zakołysać w rytm melodii. Zaklaskała ze śmiechem na te jego kołyszące się bioderka, sama pokołysała swoimi i gołymi stopami wskoczyła na wcześniej zajęte podusie, co by i tak kontynuować swoje wygibasy.
- Eeej! - rzuciła w eter, niezadowolona, kiedy grajek przyszedł odebrać swój sprzęt. Prychnęła. - No co za czop - zarzuciła włosami nieco i tak jak stała, tak usiadła w siadzie klęcznym na poduszkach.
- Hola, hola, mam już trzy w tyłku! - pokazała mu trzy palce i zaraz znowu się zaśmiała. Mhm, szatan wchodził jak złoto. Śledziła go wzrokiem, kiedy tak dookoła niej wirował i znowu parsknęła śmiechem. Gave przechodził dziś samego siebie i An na to jego kocie zachowanie gibła się na bok, by znowu wpaść w poduszki ze śmiechem.
- Kici, kici Gumisiu - zawołała dalej się śmiejąc i pomachała paluchami od stóp, kiedy jej je klepał. Podniosła się zaraz by sięgnąć kolejnego drinka.
- Ale po tym chwila przerwy z piciem! - uniosła palec wysoko i kiedy opróżniła kielonek, to sięgnęła jeszcze po fajkę, zaciągnęła się nią dwa razy i przysunęła do ust Gava.
- Dawaj, dawaj! - udała, że trzyma w jednej ręce pompon i mu kibicuje.
Akane
Spoważniała, kiedy Gave zasypał ją tak pytaniami.
OdpowiedzUsuń— Możesz mieć więcej, moserty są jak rodzina. Mor miała też Kovę poza Tuli przecież — przypomniała mu. — Moserty mają jednego ulubieńca, reszta jego bliskich to dla nich część stada, rodziny, dbają i się troszczą. To jest głębokie, każda więź ze zwierzęciem jest głęboka, niezależnie od rasy. Po prostu… — urwała na chwilę, smutniejąc na twarzy. — Po prostu ja nie… — przetarła oczy. Cholera, czemu on musiał tak pytać. — Jak byłam młodsza to przywiązałam się do źrebaka, który zachorował i zmarł, nie udało się go wyleczyć. Nazywał się Hillo, nie chciałam nigdy drugi raz przywiązywać się do żadnego innego, ale to nie znaczy, że nikt nie może tego zrobić nigdy, jeśli jeden Ci umrze. Po prostu ja tego nie zrobiłam — wyjaśniła, uspokajając się w myślach. — Jou-kkov-elka-kir-ja-lai-na — powtórzyła wolniej sylabami, wracając wzrokiem do Gava. Łatwiej było skupić się na nauce słówek. — To bardziej wyniosłe słowo, więc jest trudniejsze. Ma bardziej sakralny wydźwięk, a że moserty tutaj są kulturowo bardzo ważne to pasuje — wyjaśniła, prowadząc go do stajni.
Darcy
An ponownie się zaśmiała i na wzmiankę o czopie odpowiedziała tak samo zabawnym ruchem brwi.
OdpowiedzUsuń- Noc jeszcze młoda, nic straconego - rzuciła ze śmiechem, a kiedy wyrwał ją w górę z akurat tą pioseneczką na ustach, to już doskonale wiedziała co robić i sama podskoczyła kilka razy energicznie, asekurując się nieco chwytem Gava.
- Jak gumisie skaczą tak i siaam! - zaśpiewała razem z nim i zaraz ze stojaka rozłożyła ręce na boki i zaczęła lecieć w tył, wprost w mięciutkie podusie.
- Ale czaad! - zaśmiała się chwilę patrząc w sufit i zaraz podniosła głowę co by spojrzeć po Gavie.
- A kto mówi, że koniec? Przerwa na chwilę - podniosła się do siadu i zatrzepotała rzęsami, pochylając się nieco w stronę Gava. - Mhm, fajnie mi, zarówno z tym - pokazała na kieliszek - jak i bez tego - wyszczerzyła się i zaśmiała lekko na jego gwałtowną zmianę nastoju i pochwałę względem fajki.
- Ou jeee - pokazała mu kciuka w górę. - Pyszna jest - przyznała, energicznie kiwając głową i upomniała się o podanie fajeczki, którą Gave nagle potraktował niczym mikrofon. An znowu się zaśmiała, a na komplementy zarzuciła włosami to z prawej, to z lewej strony i posłała uroczy uśmieszek w eter, jakby rzeczywiście mieli jakąś widownie. W sumie mieli, ale nie była ona aż tak jawna jak w programie telewizyjnym.
- Witaj Szalony Gumisiu! Zaprawdę cudnie dziś wyglądasz! - rzuciła na dzień dobry z szerokim uśmiechem i zaraz zaniosła się kolejną salwą śmiechu. Podniosła wyżej stopę co by mu pomachać paluchami i zaraz przejęła "mikrofon". Najpierw mocniej się zaciągnęła, a potem zrobiła minę niczym jakiś gangus z serialu i puściła dymka.
- No wiesz... - znowu puściła dymek. - Nie wiem czy powinnam zdradzać tak istotny sekret... - kolejny dymek. Mówiła nieco pogrubionym głosem, lekko zachrypniętym. - Jak wam go zdradzę... to będę musiała was zabić - wypuściła dym w Gava, bo po prostu nie wytrzymała już i zaczęła się śmiać.
Akane
Akane zrobiła jakąś głupią minę.
OdpowiedzUsuń- Ple, ple, ple, gówno, wiór - pokazała mu język. - Ty czarna dupo... - pstryknęła go w ucho. - Czarny, czarny chleb i czarna kawa! - zaśpiewała kołysząc się lekko.
- Umiesz być zabawny i bez tego - zapewniła z szerokim uśmiechem i puściła mu oko. - Może i na co dzień tak nie pajacujesz, ale weź... całe szczęście, bo bym się chyba zeszczała w portki co najmniej raz dziennie - ponownie się zaśmiała. Powtórzyła śmiech przy tej całej fałszywej skromności, a na Lexitradivariusa to musiała zasłonić usta, bo się aż opluła.
- Aaaa! - udała, że aż ją wzrok pali, kiedy zsunął spodnie. - Tylko nie czarny blask od samego Gava Kleina! - odsłoniła oko rozsuwając palce i z zadziornym uśmiechem patrzyła po jego tańcującym tyłku. - Ho, ho, to już wiem kto sponsoruje ten wieczór, przy takiej reklamie, na takim tyłku to nieźle musieli wyłożyć - ponownie się zaśmiała i chwilę uciekała mu stopą nim rzeczywiście ją złapał. Popatrzyła po nim, dalej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Och, no skoro tak prosisz... no już dobrze, dobrze, przestań, nie nalegaj tak... już, już zdradzam sekret... - wzięła głębszy oddech i spoważniała, po czym wysunęła palec co by nim go przywołać do siebie.
- Specjalna maseczka... słuchaj uważnie, bo to nie są żarty... - znowu wzięła głęboki oddech. - Gówno i wiór, codziennie rano i przed spaniem - szepnęła mu blisko ucha utrzymując kamienną wręcz powagę.
Akane
W odruchu przesunęła palcem po jego policzku, gdy spłynęły łzy, mimo wszystko uśmiechnęła się delikatnie na tą "elkę", a kiedy się wtulił, położyła mu lekko dłoń na plecach i głaskała spokojnie. Sama starała się zachować spokój. Miała wrażenie, że nawet taka drobna chwila chłopakowi się aktualnie po prostu przyda. Nic nie mówiła, po prostu oddychała spokojnie i czekała aż się uspokoi. Uśmiechnęła się do niego ciepło, kiedy już ogarnął buzię, a na przyjęcie wyzwania pokręciła głową i pogroziła mu palcem.
OdpowiedzUsuń- Ooo nie, nie, nie. Nie ma szans, nawet nie próbuj - pstryknęła go w nos rozbawiona. - Nie dasz rady! - poruszyła zabawnie brwiami i wyszczerzyła się do niego.
- Och doprawdy? Żyła złota? To może teraz Ty zdradzisz jakieś swoje sekrety Gumisiu? Ciężkie czasy nadchodzą, może i mój zadek nada się do reklamy - zaśmiała się.
- No właśnie widzisz Gumisiu, nie bez kozery pytam o te zadzie interesy, bo jak tak dalej pójdzie to te stopy niebiańskie w zapomnienie odejdą - załapała się za serce i teraz to ona uraczyła go kocim spojrzeniem. - Dopomóż! Dopomóż o litościwy Gumisiu! - zawołała i teatralnie przyłożyła dłoń do swego czoła, jakby zaraz miała zemdleć.
Akane
Zaśmiała się cicho, przecierając oczy, kiedy skrócił to na sam środek wyrazu. Dziwna metoda, ale skoro już Gave uznał, że tak to skróci, to nic go nie powstrzyma, a protesty tylko go zachęcą. Szturchnęła go łokciem w bok, kiedy zaczął nucić o stracie przyjaciela. On naprawdę czasami nie miał żadnego wyczucia.
OdpowiedzUsuń— Zmień repertuar proszę — powiedziała. Zaraz znaleźli się przy stajniach, gdzie urzędowało spore stado mosertów. Darcy zaprowadziła Gava do pomieszczenia, gdzie znajdowały się przedmioty do pielęgnacji zwierzyny.
Darcy
An, mimo, że i jej już szumiało w głowie od bąbelków, dość wyraźnie widziała te zmiany nastroju Gava. Zdawała sobie sprawę czym są wywołane, nie mniej reagowała na nie "po prostu", bez zbędnego zastanawiania się nad gestami czy słowami. Stan upojenia rządził się swoimi prawami.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się wymownie na to jego "nie dam rady", oczywiście, że da, ale lubiła go czasami podpuszczać, a w tym stanie szło o wiele łatwiej. Parsknęła śmiechem na wręczonego buta, ale zaraz dumnie wypięła pierś i przejęła jego "oręż". Słuchała deklaracji chichocząc pod nosem i raz jeszcze wpadajac mocniej w poduszki. Oj, będą zakwasy w brzuchu, będą jak nic.
- Karczmarzu, notuj! Niech oświadczenie zawiśnie na oficjalnej liście orędzia! - Akane uniosła wysoko buta. - Na but Gava Czerwonowłosego, przysięga zostaje zatwierdzona! - udała nad wyraz wyniosły ton i raz jeszcze zaniosła się śmiechem. Sięgnęła sobie jeszcze po fajeczkę, co by zasmakowć dymka. Postawiła but chłopaka na stole i uważnie słuchała co też ma jej do powiedzenia w temacie zadrobków. Parsknęła śmiechem na słowo powstałe w głowie.
- Meh, nie, nie, teoria się nie liczy, musisz mi to zaprezentować w praktyce, podskakiwanie na zadku może odbyć się na różne sposoby - poruszyła zabawnie brwiami i odebrała od karczmarza kielonek szatana. - Strzelasz dupskiem? - obejrzała się na własny tyłek. - Ale, że w trakcie chodzenia? Że nim mam bujać? - spróbowała na siedząco, ale zaraz pokręciła głową i wypiła kieliszek co by wstać i przejść się kawałek, bujając biodrami na prawo i lewo. Wróciła tym samym krokiem i przystanęła przy ich stoliku. - Że tak? - dopytała. - No i jak wpychać, gdzie się da? Mam się nim pakować obcym na kolana? - zaczęła rozglądać się dookoła, jakby szukała ofiary na swoją próbę. Robiła to wszystko z rozbawieniem na twarzy.
Akane
An zaśmiała się na wizję trzepoczących na wietrze spodni.
OdpowiedzUsuń- A Ruda Kita zadba o oprawę muzyczną tej wyniosłej chwili... - dalej śmiała się w najlepsze.
- Ha! Ja dałam ponad siedem palców, więc nie fikaj - wyszczerzyła się do niego. - Opracuję taki system, że Ci kurna kopara opadnie, zobaczysz - śmiała się jeszcze chwilę. Parsknęła śmiechem na pomysł z twerkowaniem.
- Mhm, myślę, że to nie mi by pomogło - pogroziła mu palcem, dalej rozbawiona. Wróciła na poduszki, gdy zaczął wyjaśniać temat wpychania dupska. Usiadła sobie w siadzie klęcznym i oparła dłonie przed sobą, uważnie chłopaka obserwując. Uniosła zaraz lekko brew, złapała poduszkę obok i ciulnęła nią Gava.
- Chyba jednak zostawię to ZADrabianie Tobie, Czerwonowłosy sprzedawco dup - zaśmiała się. - Znajdę swój własny sposób i wygryzę tego Twojego dupala! - raz jeszcze oberwał z poduszki.
Akane
Grima wyraźnie się zastanawiała nad słowami Gava, tak to brzmiało dość sensowanie. Tony jednak lubił mieć zajęte ręce, a nie tak wszystko pod nosek dostawać i na gotowe. Zachichotała zadowolona.
OdpowiedzUsuń- Czyli bielizna! - oznajmiła wesoło i dumnie jednocześnie. Zaraz pokazała mu zawartość swojego pojemniczka, a na pytanie przekręciła głowę.
- Od kiedy z Ciebie taki włosowy cykor? Przecież sam mówiłeś Felci, że najwyżej odrosną - wyszczerzyła się do niego i zaraz pokręciła głową. - Z dzidzią w brzuszku nie powinno się nakładać na siebie takich rzeczy, dawaj tą głowę Milasku - dosunęła sobie stołek do stołka Gava i wskoczyła na niego, poganiając chłopaka ruchem ręki, co by wrócił na miejsce.
- Wagi, sragi. Cytując "to tylko włosy" - zachichotała. - No już, już... - pogoniła go, wesoło machając kuperkiem i ogonem w przeciwne do pupy strony.
Grima
— W porządku, lubisz śpiewać — uśmiechnęła się ciepło do Gava. Zaśmiała się, kiedy zaczął z kolejną piosenką. Sama nuciło z nim co nieco, idąc sprężystym krokiem w stronę stajni. W środku zaczęła brać wszystkie potrzebne rzeczy. — Mamy, to prawda. A to nie wszystkie, tutaj urzęduje jedno stado. Moserty rodziców, Mor, Asha, Gromów i części żołnierzy, zajmujemy się nimi, ale inni mają też dyżury w innych stajniach. Sporo jest też bez więzi, jak to mówisz… elki — zachichotała.
OdpowiedzUsuńDarcy
Akane prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Obrazić to ja je mogę jak już zobaczę, w ciemno wyroków nie wydaję - udała dumny ton i zarzuciła w przekoloryzowany sposób włosami. Poruszyła brwiami kiedy tak przy niej przykucnął i zaraz spojrzała po jego dłoni. Zaśmiała się na wizję twerkującego Phyonix. Złapała jego dłoń i wstała z kanapy.
- Och losie, już widzę tą przemowę Lexi, którą kończy twerkowaniem, a za nią Sangius i cała ich rodzina leci w tany zadkami - zaśmiała się raz jeszcze, dając się pociągnąć dalej. Na tekst o całowaniu cmoknęła kilka razy w powietrzu.
- Hu, hu! Mogę? Doprawdy? No nie wiem, nie wiem. Taka żyła złota, cholera wie, aż strach, jeszcze się okaże, że Twój midasowy zadek zamienia w złoto co tknie, a ja to bym chciała sobie jeszcze trochę pożyć... po rzyć... - zaśmiała się, przetarła oko i gdy wylądowali już na parkiecie to od razu podniosła rękę, za którą ją trzymał i mu pod tą ręką się okręciła. Pokazała zaraz na niego palcem.
- No dawaj, zobaczmy czy będzie co obrażać - ponownie poruszyła zabawnie brwiami.
Akane
— No wiesz, żołnierze muszą mieć wierzchowce, nie każdy nawiązuje więź, poza tym moserty się rozmnażają i tak się tworzą pokaźne grupki. Poza tym nie wszystkie moserty w Phyonix są nasze, nasze, są inne stajnie, ogólnie jest kilka, w każdej jest sporo pracy — wyjaśniła. Zaprowadziła Gava do miejsca, gdzie była przygotowana zagroda, w której oporządzało się zwierzęta.
OdpowiedzUsuń— Nie ma problemu, przede wszystkim zajmujemy się nimi tutaj pojedynczo po kolei, żeby żadne byczki nie zaczęły się kłócić w trakcie pielęgnacji, nie chcemy, żeby zrobiły sobie albo nam krzywdę — objaśniła, stawiając wszystko w odpowiednich miejscach. — Uwierz, że jak wkurzysz człowieka jakiegoś moserta, to mosert też się obrazi — zaśmiała się cicho. Podeszła do jednego z bardziej samotnych osobników. — Spróbuj od przywitania się, wyciągnij delikatnie rękę i powiedz “hei” powoli, zakładam, że chcesz też złapać z nimi kontakt, prawda?
Darcy
Goblinka wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Że z dotykaniem to wiem, ale nie myślałam, że boisz się je stracić - przyznała patrząc po nim uważniej i zaraz uśmiechnęła się szerzej, wyraźnie zadowolona.
- Rozumiem. Bez obaw, nie lubię psuć komuś ładnych włosków. Może nie masz tak ładnych jak Felcia, ale ich Ci nie stracę - zapewniła, dumnie wypinając pierś. Zamrugała szybciej widząc ten ucięty kosmyk i zaraz znowu wzruszyła ramionami, po czym złapała kępkę i umoczyła w barwniku. Ułożyła kępkę przy własnych stopach, co by sobie mógł ją Gave w każdej chwili sprawdzić.
- To delikatna mieszanka, jak chcesz to mogę dać jeszcze jeden składnik i wtedy kolor będzie trwalszy, ale może troszkę susznąć Ci włosy i będą później brzydkie. - Albo lekka i taka co od czasu do czasu trzeba na nowo nałożyć, albo mocna ale psujka włosowa - wyjaśniła mu jakie ma opcje.
Grima
An znowu prychnęła.
OdpowiedzUsuń- Czy Ty widziałeś jak tu tańczą? Wystarczy raz pokazać, a ich pośladki podbiją świat, nawet Ty byś ich dał radę nauczyć - pokazała mu język, a kiedy stracił równowagę, zakryła usta, co by zaraz parsknąć śmiechem. - No wiesz Ty co! - pokręciła głową rozbawiona i zaraz zmrużyła oczy.
- Tak mnie wystawiasz? Gnojek - zaśmiała się i zrobiła w jego stronę jakąś głupią minę, teatralnie zarzuciła włosy, po czym na bosaka wskoczyła bliżej środka sceny i zawirowała na niej z szerokim uśmiechem, by po chwili, w rytm muzyki zacząć swoje twerkowanie. Aktualnie miała totalnie gdzieś kto na nią patrzy i jak, wczuła się w rytm, wplatając w swój taniec jakieś totalne głupoty. Buzia w tych wygibasach nie przestawała jej się cieszyć.
Akane
Grima zachichotała na wizję łysego Gava.
OdpowiedzUsuń- Coś mi mówi, że masz jeszcze na to sporo czasu - przyznała wesoło i zaraz zastrzygła uchem.
- No cóż, to już zależy, im więcej będziesz pływał i moczył włosy, tym szybciej barwnik się wypłucze. Będziemy musieli to obserwować, bo w sumie to nie mam pewności ile konkretnie, ale trzy dni na pewno będzie mocno widoczne - przytaknęła samej sobie głową i kiedy usiadł to ponownie pomachała kuperkiem zadowolona.
- A więc do dzieła! - rzuciła entuzjastycznie i prawie, że zjadła swoją dolną wargę, co by z skupieniu zacząć nakładać barwnik na włosy Gava.
Grima
An dopiero po chwili zorientowała się ile towarzystwa ma dookoła, całkiem ją to rozbawiło i nie oponowała na te wspólne gibańce, musiała przyznać, że feniksy były wyjątkowo tanecznym i gibkim narodem. Nieźle się zmachała tańcząc z nimi w ten sposób, a gdy piosenka dobiegła końca i usłyszała Gava, uniosła lekko brwi i zaraz przebiła się przez grupkę osób, co by paść na czworaka przy chłopaku. Taniec co nieco ją otrzeźwił, ale dalej czuła jego wyraźne działanie.
OdpowiedzUsuń- Co żeś nabroił? - tyknęła go w bok. - Stare kości strzykają? Nie możesz wstać? - zawisła nad nim z zadziornym uśmiechem.
Akane
Diego wracał akurat ze swojej porannej przejażdżki i kiedy wjeżdżał do królewskich stajni zobaczył jakiegoś czerwonowłosego pachołka przy zagrodzie mosertów.
OdpowiedzUsuń- Ty! - rzucił w jego stronę. Siedział na wierzchowcu prosty niczym struna, na jego twarzy malowała się obojętność. - Przynieś stopień i podstaw pod boksem Dantego. Naszykuj mu paszy, ale tej świeżej, z ostatniej dostawy! I wymień kurwa wodę w poidle, bo się kurwa trzeci raz powtarzać nie będę! - zaznaczył twardo, jednak nie podnosił jakoś specjalnie głosu. Sam cmoknął lekko i powolnie prowadził moserta do odpowiedniego boksu.
Diego
Ashan to zobaczył. Ten moment zawahania, potem decyzję. Fikołek zamiast panicznego cofnięcia. Wiedział, że właśnie dlatego nie powinien przerywać. Kiedy duchowe ostrza przybrały stalową formę, nie skomentował tego ani słowem. Nie prychnął, nie docenił na głos. Po prostu natychmiast zmienił sposób nacisku, skoro Gave przestał być już kompletnie bezbronny. Zaczął traktować go tak, jakby wcale się nie bał. Nie chodziło o to, żeby się nad nim znęcać. Przynajmniej nie w pełni. Chciał go traktować jak kompetentnego przeciwnika, aby zmusić do pracy, reakcji i pozbycia się traumy. Włócznia poszła niżej, szybciej, z krótszego dystansu. Teraz nie testował już tylko strachu testował koordynację. Uznał, że to świetna okazja, aby samodzielnie ocenić jego sprawność bojową. Nie dawał mu przestrzeni na „poczucie się bezpiecznie”. Każdy krok w bok był kontrowany skróceniem dystansu. Każde przyklęknięcie kwitował pchnięciem z góry. Gdy Gave parował mieczami, Ashan nie próbował ich siłować; zamiast tego ześlizgiwał grot po stali i wracał inną linią, zmuszając go do pracy biodrami, nie ramionami.
OdpowiedzUsuń— Nie przestawaj— rzucił krótko, niemal obojętnie, w samym środku sekwencji. — Nie odpuszczaj, bo umrzesz — dodał, dalej go podpuszczając z lekkim uśmiechem na ustach. Widział, jak ciało Gava krzyczy, jak ruchy są spóźnione, jak ból zbiera swoje żniwo. I widział też coś jeszcze: że mimo tego chłopak nie uciekał już w tył. Upadał, ale wstawał w osi walki. Nie odwracał się. Nie zamykał oczu. To był dobry znak. Aczkolwiek jego technika dalej ewidentnie kulała, co niekoniecznie mu się podobało. Toteż skrócił dystans gwałtowniej niż wcześniej, niemal wchodząc w półzwarcie. Grot zatrzymał się o włos od jego mostka. Cofnął włócznię o kilka centymetrów i natychmiast znów zaatakował, tym razem szybciej, krócej, bez zapowiedzi.
Ashan
Grima skupiła się na nakładaniu farby, ale słysząc słowa Gava, lekko zastrzygła uchem.
OdpowiedzUsuń- Akurat Los to ma głęboko w dupalu co Ty umiesz zdać, a czego nie umiesz oddać. Sam zdecyduje kiedy strzeli i nie będzie Cię pytał o zdanie. Czasami mija dużo czasu i niektórzy późno zauważają, że coś już dawno strzeliło, a inni dostrzegają to od razu. No wiesz, ledwo się poznają i już coś skrzy... albo się budzą, gdy jest już za późno. Przypadków różnych jest wiele. Może i tak być, że nigdy Ci nie strzeli, może tak, a może nie - bąknęła. - Nawet jeżeli nie strzeli, to wcale nie musisz być smutny, jest dużo innych wesołości w życiu, chociaż ja myślę, że jednak to prędzej czy później zauważysz, że strzelnęło - kiwnęła głową z zadowolonym uśmiechem.
Grima
- Mhm - kiwnęła mu głową, to co mówił było raczej oczywiste. Całkiem nieźle sobie luzował tak po prawdzie. Przyciągnięta zmarszczyła nos, który na chwilę utkwił w torsie Gava i jęknęła cicho, gdy przekręcił jej głowę w stronę sufitu. Musieli wyglądać doprawdy komicznie, ona na nim, do tego z ciałem w połowie przekręcona co by patrzeć w sufit. Normalnie by coś powiedziała, ale to co jej pokazał rzeczywiście robiło wrażenie. Dym w specyficzny sposób załamywał światło i An uśmiechnęła się, patrząc po tym przedstawieniu z pewną dozą fascynacji.
OdpowiedzUsuń- Rzeczywiście... Wygląda przepięknie - przyznała, jeszcze chwilę podziwiając widoki, zaraz jednak zaśmiała się na jego szumiący las i spojrzała po jego twarzy.
- Nic dziwnego, że nie możesz jak rześ mnie potraktował niczym pierzynę! - zaśmiała się, powoli z niego wstając i zaraz parskając śmiechem. - Przeturlam? - zaśmiała się, po czym zadowolona zatarła ręce.
- No dobra, będziesz moim kubańskim cygarem - raz jeszcze się zaśmiała. - Na koniec świata i jeszcze dalej! - zawołała. - Bicek będę miała po tym lepszy od Ciebie, ha! - rzeczywiście zaczęła go turlać w stronę poduch, jakie wcześniej zamawiali.
- Kręć mi Gavem, kręć! - zaintonowała piosenkę, co prawda zastąpiła jego imieniem słowo "dupą", ale pal sześć.
Akane
Dźwięki jakie wydawał Gave nieco utrudniały jej zadanie, ale jednocześnie bawiły, więc uparcie doturlała go do ich stołka, a tam oparła się jeszcze na chwilę czołem o stół i zaśmiała pod nosem. Spojrzała po chłopaku, jak tuli poduszkę i po chwilowej obserwacji sama zajęła wkleić się w jakąś obok niego. Zaśmiała się.
OdpowiedzUsuń- Nie zapominaj o metodzie wpatrywania się w jeden punkt - rzuciła tonem medycznego specjalisty, leżąc plecami na poduszkach, unosiła przy tym palec w górę i na chwilę sobie przymknęła oczy, dalej z uśmiechem rozciągniętym na ustach. Otworzyła je zaraz i uniosła spojrzenie na Gava, który siedział za jej głową, przekręciła się na brzuch i podparła głowę na łokciach.
- Hm? - zainteresowała się co to może być za temat. Uśmiechnęła się pod nosem na tego jego palucha, a słysząc pytanie jęknęła i wpadła twarzą w poduszkę. Zaraz jednak ją przekręciła na bok, tak by było ją dobrze słuchać.
- A to musi być jakiś konkretny wiek? Nie wiem kiedy zaczną brać takie spotkania na poważnie, myślę, że dobrze by to było podpasować indywidualnie. Nie powiedziane, że obie, w tym samym czasie będą zgłaszać takie potrzeby - stwierdziła ze swoim standardowym lekkim zamyśleniem na twarzy. - Znając życie o skradzionych niewinnie całusach i tak się nie dowiemy, może po latach - trochę mocniej wtuliła się w poduszkę. - Masz jakiś wiek, który Twoim zdaniem wydaje się odpowiedni? - podniosła głowę i spojrzała po Gavie z lekkim uśmiechem.
Akane
Grima słuchała go i zaraz lekko pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Ależ Ty czasem głupotki pleciesz... Tak, robisz durnoctwa i to już, już teraz robisz tak wielkie, że większych się po prostu nie da. Dla osób, które są dla Ciebie ważne już teraz jesteś w stanie się poświęcić, chronić własną piersią i ryzykować bardziej niż powinieneś... Nie wiem co takiego mógłbyś robić "więcej" w tym temacie. Nie widzę by w Twoim przypadku miłość jakkolwiek bardziej to zmieniła. Chociaż jest nadzieja, że jak sobie na nią w końcu pozwolisz to będziesz mniej ryzykował, bo nie będziesz chciał tego wszystkiego jeszcze bardziej stracić, albo chociaż będziesz bardziej na siebie uważał w tym ryzykowaniu - przytaknęła sobie głową. - A strach, phi, przypomnij sobie mnie i mój strach w temacie Tonego, miałam strachu ponad miarę, a i tak mnie strzeliło... Ciebie też strzeli, kiedyś strzeli Milasku, zobaczysz - była pewna swego. Zachichotała na te wesołości z dziećmi.
- No widzisz, to nawet jak nie strzeli, nudzić się nie będziesz - rzuciła wesoło, a słysząc o Groszku przytaknęła głową.
- Tak, chcemy. Tony chce z nim próbować, ale nie tak, że już, teraz, na szybko. Teraz i tak na czas wojny to pewnie co chwilę gdzieś będzie wybywał, a ja jak siedzę z dziećmi to mi nie ważne jakie to dzieci, więc Groszek będzie zaopiekowany na pewno. Po wojnie zobaczymy jak sprawy się mają i wtedy będziemy już tak w pełni decydować. Oczywiście razem z Wami - przytaknęła sobie głową raz jeszcze.
Grima
Mosert patrzył spokojnie po Gavie, ale z początku się nie ruszał, tylko lustrował nowego jegomościa. Nie było w nim agresji, bardziej niepewność. Darcy obserwowała scenę ze spokojnym, uśmiechniętym wyrazem twarzy.
OdpowiedzUsuń— Masz szansę, tylko nie spuszczaj z niego wzroku, Veri jest bardzo dumny — poinformowała go. W tym czasie mosert podszedł bliżej. Szturchnął delikatnie Gava, mrużąc oczy. Spojrzał po nim pewniej i sam usadowił pysk na jego dłoni, drapiąc przy tym łapą piasek, jakby domagał się większej uwagi.
Darcy
Grima uśmiechnęła się wesoło.
OdpowiedzUsuń- To nie przewiduj też smutnych miłości. Życie lubi zaskakiwać, myślę, że dobrze o tym wiesz - nakładała mu już barwnik na szczycie głowy, więc nieco pewniej poruszała łapakami. Zastrzygła zaraz uchem na ten specyficzny żal w głosie chłopaka. Przerwała na chwilę farbowanie co by lekko possać własną wargę.
- Nie przestaniesz z tego powodu nagle być jego tatą Milasku... Tony nie chce go zabrać tylko dla siebie, po prostu chce być w życiu Groszka też kimś ważnym - szepnęła. - Jednym z, nie jedynym - zapewniła z uśmiechem i wróciła do nakładania barwnika.
Grima
- Ugh! - skrzywiła się na ten cios w twarz i zaraz podniosła do siadu, szturchając go lekko w ramię. - Brutal... - bąknęła, masując się lekko po nosie. Zaraz spojrzała na Gava rozbawiona.
OdpowiedzUsuń- 14? Jestem w szoku, że jako ojciec w ogóle bierzesz pod uwagę wizję ich romansowania - uśmiechnęła się pod nosem, oczywiście mówiła to w żartobliwym tonie. Wzruszyła ramionami na słowa o dziedziczeniu.
- Wolałabym by po prostu miały swoją własną wizję miłości - spojrzała na swoje dłonie i sięgnęła jeszcze po buszka fajki, która już przygasała. Wypuściła dym z głośnym westchnieniem i zaraz zaśmiała się krótko.
- Przykro mi słodki Gumisiu, ale w temat seksu ja również zamierzam wtrącić swoje trzy grosze, nie dam spaczać ich umysłów tylko Tobie, o nie, nie. Jak już coś odwalą głupiego w tej sprawie, to przynajmniej jedno i drugie będzie mogło robić za winne - zaśmiała się raz jeszcze. - Temat menstruacji, spoko, mogę brać na siebie. Chociaż dobrze jak dziewczyna wie, jak to czasem wygląda okiem faceta, więc w razie co się nie powstrzymuj - pstryknęła go w ucho i uśmiechnęła się pod nosem.
Akane
Nylian odpoczywał właśnie po kolejnej rozmowie z Piri. Risha zabrała ją niedawno ze swoimi córkami na małą zabawę, a on był szczerze wdzięczny. Wychowywanie dziecka było strasznie trudne. Nie wiedział, czy on robi coś nie tak czy to kwestia tego, że zdążyła się już nieco sama zdążyła się wychować. Trudna sprawa. Na pewno nie miał zamiaru wrócić przez to do alkoholu, opisał jednak swoje zmartwienia w liście do Klary. Nie był pewny czy nie bezpieczniej byłoby zabrać Piri na powrót ze sobą w Mathyr, bo jeśli naprawdę chciała jakimś cudem umrzeć - będzie z tego jeszcze więcej problemów. Na pukanie podszedł do drzwi. Uśmiechnął się na widok Gava.
OdpowiedzUsuń— Nawet nie wiesz jak bardzo — odpowiedział od razu z ulgą na widok znajomego. Zaraz założył buty i wyszedł. — Przyda mi się otworzyć usta do kogoś innego niż dzieci — dodał zaraz. — Gdzie idziemy? Cokolwiek bez alkoholu proszę
Nylian
Veri nie był zadowolony z głaskania po głowie. Przesunął się gwałtownie, aby nakierować dłoń na szyję, ale kiedy tylko znowu Gave spojrzał na Darcy mosert prychnął i znowu go sztruchnął domagając się całkowitej uwagi. Tupnął przy okazji nogami, znowu drapiąc ziemię.
OdpowiedzUsuń— Patrz na niego, Veri jest dumny i bardzo zaborczy — zaśmiała się, samej podchodząc do nich. — I nie lubi po głowie, co będzie problematyczne, bo widzę, że rogi też trzeba ogarnąć — dodała, marszcząc nieco brwi. Zaczęła głaskać go delikatnie po grzbiecie. — No już, już… — powiedziała cicho do Veri. — Spokojnie, jesteś gwiazdą dzisiaj, idziesz na pierwszy ogień, mój drogi, wszyscy Cię uwielbiamy — zapewniła go.
Darcy
— Oczywiście, że wychowujemy — odpowiedziała, samej unosząc dumnie głowę. No jak on mógł?! — Po prostu moserty nie lubią głaskania po głowie, drażni je to — wyjaśniła. — No i wybacz, ale mówiłam, że jest dumny, lubi atencje, a Ty głowę odwracasz, to jest zazdrosny — zaśmiała się lekko. Mosert zbliżył się znowu do Gava delikatnie. Tym razem go nie zaczepiał agresywnie, ale cieszył się z pieszczot. Chociaż na pokazanie języka zareagował dokładnie tym samym. Potem przejechał nim po policzku chłopaka i prychnął zadowolony. — Lubi Cię, widzisz? Nafufany jak co niektórzy — spojrzała wymownie po Gavie.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Uważaj, bo zaraz pokochasz każdego bardziej humarzastego moserta i Veri się obrazi, prawda? — zaśmiała się cicho, skupiając się przede wszystkim na samcu, żeby faktycznie się nie fochał na żadnego z nich przez przypadek. Przynajmniej w pierwszych minutach, zanim zaakceptuje, że dzisiaj jest dzień pielęgnacji, a nie tylko i wyłącznie uwielbienia go. — Tak, idziemy tam do barierek — powiedziała, klepiąc delikatnie Veriego. Powiedziała po fińsku, żeby szedł. Mosert zaczął iść, ale jak tylko Gave chciał go puścić, to łapał jego rękę w zęby i nakierowywał na siebie. Kiedy byli już na miejscu, dziewczyna podała szczotkę Gavovi, a drugą wzięła sobie. — No dobra, przy czesaniu najważniejsze jest to, abyś czesał w stronę włosa, a nie pod włos, i nacisk, nie możesz za lekko, ale nie używaj też całej siły — podeszła do Gava. Na początek pokazała mu jak to robi samodzielnie. — A teraz Ty — poprosiła, złapała jego dłoń, upewniając się, że dobrze naciska. — I idziemy kilkanaście centymetrów, a jak szczotka ma za dużo włosów to wrzucamy tutaj — instruowała go.
OdpowiedzUsuńDarcy
Nylian zaśmiał się delikatnie, wychodząc z pokoju. Zamknął za sobą drzwi. Spojrzał zaciekawiony po Gavie.
OdpowiedzUsuń— Dość? Aż tak się spiłeś? No, no, nie podejrzewałbym Cię o to szczerze mówiąc — odpowiedział. — Aż jestem ciekawy, co Cię tak załatwiło? — zainteresował się tą historią. Co prawda sam nie pił, ale teraz naprawdę dobrze znosił swoją abstynencję, więc mógł słuchać o przygodach innych.
— Chętnie spróbuje tutejszych przysmaków, obiecałem Klarze przynieść nowe przepisy, kupiłem co prawda kilka książek kucharskich, ale myślę żeby sprezentować też samodzielne notatki — wyjaśnił.
Nylian
Ashan obserwował uważnie każdy ruch Gava, odpowiadając za każdym razem. Jeśli ten trening miał przynieść rezultaty nie mógł się z nim pieścić, chciał doprowadzić go do granic możliwości, żeby raz a dobrze nauczył się pracować w walce przeciw włóczni. Nie zwolnił. Wprost przeciwnie, przyspieszył, ale skrócił ruchy. Zrezygnował z szerokich pchnięć na rzecz szybkich, brutalnie prostych wejść, takich, które nie dawały czasu na panikę, tylko wymuszały reakcję. Grot poszedł nisko, potem wysoko, potem znów nisko, jednakże nie po to, by trafić, ale by zabrać mu możliwość cofania się. Każdy krok w tył był natychmiast karany skróceniem dystansu.
OdpowiedzUsuń— Nie przestawaj — rzucił do niego, robiąc przy tym pchnięcie w bok, dokładnie tam, gdzie Gave próbował wyjść z linii. Ashan natychmiast zmienił kąt, obrócił drzewce i uderzył końcem włóczni w jego bark - krótko, punktowo, bez litości. Nie dawał mu przerwy, dlatego, że wiedział, iż przerwa oznacza powrót strachu. Zatrzyma się na chwilę, da mu więcej czas na głębsze przemyślenia i zaraz zacznie trząść się ze strachu. Przynajmniej tak widział to Ashan.Zmniejszył dystans jeszcze bardziej, aż włócznia stała się niewygodna nawet dla niego. Zmuszał Gava do wejść, do pracy nogami, do decyzji. Każde zawahanie kończyło się ciosem. Każda próba działania, nawet jeśli była słaba i nieudana, była nagradzana kolejną okazją do wejścia i kontry. W końcu zrobił coś, co wyglądało jak błąd. Zostawił otwartą linię. Na ułamek sekundy. Wystarczająco długo, by ktoś, kto już nie ucieka, mógł to zobaczyć. Nie informował go o tym, był ciekawy czy sam się zorientuje.
Ashan
— Zaraz, czy Ty myślisz o zabraniu Veriego? — Darcy zapytała, bo miała wrażenie, że właśnie tak to brzmiało. Rozumiała zakochać się z zwierzaku od pierwszej chwili i chcieć mieć go dla siebie - sama miała tak z Abyss, a Ash przecież tylko zerknął na młodego Brata i już wiedział, że będą nierozłączni. — Poczekaj, nie rób mu nadziei — zaznaczyła, uśmiechając się ciepło do moserta, bo mówiła teraz do samca właśnie. — Widzisz, Gave już Cię bardzo lubi, nie łam mu serduszka — dodała, gładząc go. Nie komentowała wierności co do pierwszych wyborów. Gave sam wiedział najlepiej jak to u niego jest. Dla niej ważne było, aby mosert jeśli gdzieś trafi to w dobre ręce, a tutaj była pewna, że chłopak będzie o niego bardzo dbać. Sama w tym czasie zabrała się za przycinanie pazurów.
OdpowiedzUsuń— No Veri, spokojnie, zrobimy Ci małe spa, będziesz najprzystojniejszy w zagrodzie, zapewniam, tylko nie brykaj, nie złam mi kości — tłumaczyła, biorąc się ostrożnie za tylne łapy. Zaczęła przycinać delikatnie po kolei każdy z pazurów, żeby nie robił krzywdy w trakcie jazdy. — Oj tak, bardzo niesamowity, prawdziwy książunio wśród mosertów — zachichotała delikatnie. Według niej każdy zwierz miał wyjątkowy, ale akurat przy Verim tego nie mówiła, żeby go nie rozdrażnić. Zwłaszcza, że gdy usłyszał “książunio” wypiął dumnie pierś, jakby właśnie za takiego się tutaj miał.
Darcy
Akane sama lekko się zaśmiała, kiedy Gave jednak spochmurniał. Spojrzała zaraz po sobie i parsknęła lekko śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Bez przesady, akurat równie i bardziej urodziwych ode mła nie brakuje na tym świecie – zauważyła i poprawiła sobie włosy, chowając je z obu stron za uszami. Zaraz znowu się zaśmiała.
- No dobra, może rzeczywiście te geny pół bóstwa mogą do nich przyciągnąć całkiem spory wianuszek adoratorów – uśmiechnęła się szerzej do chłopaka. Parsknęła śmiechem na wspomnienie Nyliana.
- Ja to i tak go podziwiam, że jeszcze nie oszalał przy tych wszystkich, szalonych jak na ten świat, nowinach – przyznała z rozbawieniem. – Ty nasz pół bogu – poruszyła zabawnie brwiami.
- Nie oddasz, nie oddasz, nie powtrzymasz tego swojego ruchliwego języka co by im czegoś od siebie nie powiedzieć – zaśmiała się ponownie. – Ale to bardzo dobrze, masz wobec nich sporo trafnych uwag, na dobre im wyjdzie jak tatuś powie swoje – zapewniła wesoło, bo rzeczywiście lubiła to jak obchodził się z ich córkami. Nawet jego reprymendy były często w punkt.
Akane
Diego zatrzymał Dante w odpowiednim miejscu i zsunął się z niego elegancko, po czym poprawił swoje ciuchy i zszedł ze stopnia. Spojrzał po pachołku uważniej. Patrzył na niego znudzony, gdy rzucił swój komentarz.
OdpowiedzUsuń- Ach... Argarczyk - zatrzymał wzrok na włosach chłopaka i przesunął po nim raz jeszcze pogardliwym wzrokiem. Do serca sobie chyba typ wziął to udawanie biedaka. Diego rozejrzał się dookoła i zaraz pokręcił głową. Będzie musiał pogadać z matką, że znowu jest za mało służby przy stajniach. W ręce farbowanego rudzielca moserta nie odda. Sam zaczął oporządzać zwierza, zdjął uzdę. Pyskówka nie specjalnie zrobiła na nim wrażenie, gdyby typ był tym za kogo go wziął, to by zrozumiał skąd to "trzeci" się wzięło.
Diego
Grima spojrzała po nim z wyraźną konsternacją na twarzy.
OdpowiedzUsuń- Sranie w banie - odpowiedziała po chwili ciszy. - Ale sobie tak mów skoro Ci z tym dobrze - pokręciła głową. Ależ on pierdzielił farmazony. Miłość nie dla niego. Co za pitolenie. Zaciskała usta co by nie powiedzieć za wiele, bo znowu Tony by ją zabrał na wychowawczą rozmowę. Głupie, głupki. Niektórym to miała ochotę strzelić w łeb i zamknąć w ciasnej szafie, najlepiej razem. Całe szczęście temat Groszka był tu tym poważniejszym, więc mogła czymś zająć głowę. Skończyła nakładać barwnik i ruszyła odstawić przybory.
- Dlaczego nie powinieneś? - zapytała, słysząc, że mu głupio z tego powodu. Zastrzygła uchem nie rozumiejąc. - To piękne, a nie głupie... - zauważyła. - Ale dlaczego będzie Ci przykro Milasku? Będzie Ci przykro, że będzie miał drugi dom? - przekręciła głową. - Chciałbyś być jedynym, który go kocha?
Grima
Uśmiechnęła się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Ja też tego nie mówiłam - zauważyła, bo w sumie to właśnie pokreśliła, że nie jest. Kiedy robił kolejne "zdjęcie" to zapozowała do niego robiąc dziubek z wklęsłymi policzkami, a potem zaśmiała się delikatnie, pokazując szereg swoich zębów.
- W sumie racja, przy tych wszystkich umięśnionych wielkoludach nie prezentujesz się zbyt bosko - uśmiechnęła się pod nosem i dźgnęła go lekko w bok. - Z Nyliana? - dopytała, ale przytaknęła mu głową. - Masz coś konkretnego na myśli, czy tak ogólnie uważasz go za silnego? - zainteresowała się i sama rozłożyła nieco bardziej na poduszkach. Zaśmiała się zaraz.
- Dobra, zobaczymy, w takim razie z przyjemnością ten temat przejmę na własność - pokazała mu język i uśmiechnęła się pogodnie. Przytaknęła mu zaraz głową. - Wiem, widać - starał się i to bardzo wyraźnie.
Akane
Darcy zastanowiła się chwilę nad pytaniem. Spojrzała poważnie po Verim, a potem po Gavie i tym jak razem się zachowują.
OdpowiedzUsuń— Jeśli naprawdę się tak bardzo polubicie to myślę, że będziesz mógł go jakąś misją wykupić. Mimo wszystko Veri należy do naszego stada, nie możemy rozdawać mosertów za darmo — wyjaśniła, nie przerywając pracy z pazurami. — Ale daj sobie czas na namysł i Veriemu też, odrzucił już parę osób mimo młodego wieku, to syn klaczy tatka — uśmiechnęła się lekko pod nosem.
— Lata praktyki, ogólnie trzeba przyciąć jak zaczynają dotykać ziemii i stukać przy krokach, obcinasz po 1-2 milimetrze, poza tym odcień jest nieco inny — była akurat obok Gava, więc zerknęła na niego, przerywając — zobacz — powiedziała — tutaj masz przerośnięty pazur, końcówka jest minimalnie ciemniejsza, trzeba to obciąć, a w środku jak zaczniesz widzieć białą a nie przezroczystą kropeczkę to znak, że kończysz przycinać, bo natniesz żywą tkankę, mosert będzie cierpieć, a delikwent zarobi kopa w twarz, a to potrafi złamać szczękę — objaśniła. Gdy tylko Gave wspomniał o kąpieli Veri parsknął zadowolony. Przytaknął ruchem głowy.
— Ech… teraz będziemy kąpać całe stado, bo się zaraz wygada… no to za dużo Phyonix dzisiaj nie zobaczymy — odpowiedziała z lekkim zawodem. Na kąpiel mogły jeszcze ze dwa tygodnie spokojnie poczekać. Zwłaszcza po czesaniu. — Najpierw rogi pięknisiu — pogroziła palcem zwierzęciu.
Darcy
Akane kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko.
OdpowiedzUsuń- To też wiem - odpowiedziała, bo w sumie to nie ona zaczęła z tym całym "ja nie mówiłem", a nie widziała sensu by się tu teraz zawieszać w tym temacie. Wzruszyła ramionami kiedy mówił o boskości.
- Bogowie z reguły są postrzegani jako przystojni, więc nie przesadzałabym z tym "wcale". To już kwestia gustu - stwierdziła. - Na pierwszy rzut oka ciężko uznać Cię za pół boga, to przyznaję. Blask od Ciebie nie bije, niebiański chór nie śpiewa, gdy stąpasz po ziemi i gromy za plecami nie trzaskają - dalej uśmiechała się pod nosem. - Nie mniej w niczym Ci to niepodobieństwo do boga nie ujmuje - stwierdziła, dalej uśmiechnięta.
- Heh... - zaśmiała się krótko słysząc o zarażaniu spokojem. Dobrze, że Gave nie miał okazji czuć tych wszystkich emocji jakie w trakcie Azylu niósł w sobie Nylian. - Tak, w sumie to całkiem nieźle sobie z tym osiąganiem spokoju radzi - przytaknęła mu głową, bo mimo wszystko elf z wierzchu mało kiedy dał się złapać na skrajnych reakcjach.
Akane
Błąd oczywiście był celowy, żeby upewnić się, że Gave potrafi korzystać z otwarcia. Dlatego nie zareagował od razu, kiedy się zbliżył z mieczem. Ashan był przyzwyczajony do tego, że czasami celowo dawał się zranić komuś młodszemu, aby widział jak ma dobrze wyprowadzić czas. I to go zgubiło tym razem. Kiedy Gave dotknął go ręką zdążył się już domyślić, że ma faktyczny kłopot. Uderzył Gava z całej siły z pięści w brzuch, zanim jego ciało zostało oddzielone od duszy. W eterycznej postaci patrzył jak opadł bezwładnie na ziemię. Wypuścił powietrze nosem, a przynajmniej zrobił taki ruch. Usiadł obok swoich zwłok i obserwował Gava z beznamiętnym wyrazem twarzy. Przynajmniej zrobił chociaż jedną imponującą rzecz na tym treningu. Na powtarzanie jego tekstu nie zareagował. Spojrzał na swoje dłonie. Jak to było? Manifestuj w myślach? Zaczął uważnie starać się przywołać jakąś duchową paczkę papierosów, ale bezskutecznie. Czekał aż chłopak skończy się pysznić jak paw i przywróci go do ciała.
OdpowiedzUsuńAshan
Nylian zaśmiał się lekko.
OdpowiedzUsuń— W ogóle nie mam zamiaru ruszać, swoje w życiu już wypiłem — odpowiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy. Życie abstynenta w ogóle mu nie przeszkadzało. Dobrze rozumiał jak to jest zapijać traumy w alkoholu. — Wiesz, alkohol to nie jest dobra odpowiedź, łatwo się wtedy zapomnieć i uzależnić, kiedy masz wrażenie, że po pijaku problem nie istnieje — poradził mu. Czułby się źle gdyby go nie ostrzegł, nawet jeśli brzmiał teraz jak jakiś cnotliwy moralizator. — Detoks to dobry pomysł — przytaknął mu. — Przynajmniej sam nie będę trzeźwy — zaśmiał się lekko. Pomyślał chwilę nad tym co Klara opowiadała o swoich gustach, uśmiechając się przy tym z wyraźnym rozmarzeniem na twarzy na myśl o niej. — Znam, ale Klara chce mieć gospodę, gdzie serwują smaki z całego świata, chcę dać jej całą gamę możliwości, aby miała z czego wybierać — odpowiedział.
Nylian
An tylko po nim chwilę popatrzyła, ale zaraz skupiła wzrok na karczmarzu i również zamówiła sobie jeszcze jednego szatana.
OdpowiedzUsuń- Na nasze czasy może i rzeczywiście nie prezentują się przystojnie, ale w czasach gdy ich pomniki powstawały właśnie tak widziano ludzi atrakcyjnych. Tak jak masz tą całą Wenus z Milo. Dziś wielu się krzywi na wieść, że to ideał kobiety, a jednak kiedyś ideałem dla większości był - rzuciła luźno i posłała mu jeszcze jeden uśmiech. - Rzecz jasna nie dla wszystkich - dodała, a słysząc o Sabacie Śmierci zaśmiała się lekko.
- No widzisz, to może jednak masz całkiem sporo po ojcu - stwierdziła i poruszyła zabawnie brwiami. - Mhm, raz, że kanony piękna, a dwa po prostu różne gusta - przyznała mu i dalej słuchała o Nylianie. Uśmiechnęła się ciepło słysząc, że elf sprawdza się w treningach.
- To mimo wszystko wojownik, więc nawet mnie nie dziwi, że sprawdza się w takich tematach. Może do niego skoczę na mały trening jak go tak chwalisz. Chętnie skubnę nauczycielskiego doświadczenia od różnych person - popukała się palcem po brodzie. Skoro sama chciała w przyszłości szkolić innych to zamierzała korzystać z takich okazji. Zaśmiała się zaraz. - Oj tak, Piri i Klara to zdecydowanie jego pięty achillesowe, traci przy nich głowę, u każdej na inny sposób - raz jeszcze się zaśmiała i spojrzała wdzięcznie po karczmarzu, który dostarczył ich trunki. Złapała swój kielonek.
- To tym razem Twoje zdrowie - rzuciła toast.
Akane
Ona? Za łagodna do Abyss i mosertów?
OdpowiedzUsuń— Do dzieci się zgodzę, ale nie przesadzaj. To nie ja wpycham w Abyss non stop dodatkowe jedzenie i jej pozwala na zbyt wiele… — urwała na chwilę. Już zaczęła ostrzegać, że jutro moserty zrobią raban, jeśli Veri sam wróci wykąpany. Ale ugryzła się w język. Niech sam się przekona. Nie będzie go ostrzegać. Niech sam zobaczy na własnych skórze. Mosert z kolei zaczął tykać Gava w ramię, kiedy zaczął słuchać, że przekładają kąpiel na jutro. No tak, znalazł się piękniś. Zagwizdała na zwierzę.
— Veri! Rogi! — rzuciła komendę, biorąc przyrząd do ścierania nadmiernej narośli. Weszła na barierkę i weszła na jego grzbiet, co by zacząć od tyłu. Zbliżyła się bliżej szyi i podniosła, w pół siadzie, zaciskając nogi, co by nie spaść. Zaczęła ścierać nadmiar na rogach, a zwierzę zaczęła oddychać spokojniej, jakby ktoś właśnie prezentował mu najlepsze drapanie w życiu. — Jutro macie się tylko dla siebie, dam znać stajennemu — rzuciła do obojga chłopców.
Darcy
Ashan nie reagował na jego zaczepkę w żaden sposób. Przeniósł jedynie na niego spokojny wzrok. Obserwował jak odpala papierosa. Ostatnio się nim dusił, więc jak dla niego mógł się i tym razem krztusić dymem. Jemu to nie robiło. W tej formie miał dużo czasu, a skoro Gave chciał spróbować wejść mu na nerw, mógł śmiało próbować.
OdpowiedzUsuńAshan
Akane lekko pokręciła głową z rozbawieniem.
OdpowiedzUsuń- Znalazło by się jeszcze coś poza tym, ale tak, tych trzech uroczych cech zdecydowanie Ci nie brakuje - zaśmiała się lekko i kiedy uderzył głową o stół, ona pogłaskała go lekko po plecach, ale tylko przez chwilę, zaraz zabrała rękę. Przykre, że tak mało skupiał się na własnych pozytywach, ale cóż, to już było jego zadanie by w końcu samodzielnie je dojrzeć.
- Mhm, szczególnie, gdy chodzi o kształty. Dziwnie byś wyglądał z cyckami - uśmiechnęła się lekko pod nosem. Sama przechyliła kielonek, ale słysząc o braniu kaszlnęła i musiała zaraz klepnąć się w mostek, bo trochę trunku wpadło nie w tą dziurkę. To na szczęście starczyło i nie zaniosła się większym kaszlem.
- No bez przesady, w paradę Klarze wejść nie planuję - parsknęła i spojrzała po Gavie. - Bardziej mam na myśli jakieś luźne trenerskie podpowiedzi, więc bez obaw... - przesunęła po Gavie wzrokiem i zaraz przeniosła spojrzenie na karczmarza, by jednak domówić sobie jeszcze dwa szatany. Złapała fajkę i zaciągnęła się ją, czekając na swoje zamówienie.
Akane
Akane roześmiała się na te jego próby dorobienia sobie biustu i udawany podryw.
OdpowiedzUsuń- Wiesz co, akurat szklanka to by bardziej pasowała do imitacji penisa. Leżysz na poduszkach i nawet do głowy nie wpadło co by sobie cyc wypchać, oj, oj Gave, normalnie jestem zawiedziona. Na takie mięciutkie to bym się jeszcze skusiła, ale to, to? A pfy! - machnęła ręką i raz jeszcze się zaśmiała. - Zimne, twarde, jakieś takie owalne, meh - udała zdegustowanie i pogoniła jego "cycki" dłonią. Na słowa o Klarze uśmiechnęła się kącikiem ust i pokręciła głową.
- Zapewniam, że nie chcę. Nie zamierzam tego jeszcze bardziej komplikować - przyznała spokojnie, nie czuła się dotknięta tym komentarzem. Kiwnęła mu głową na słowa o pomocy Nyliana, ale nic już nie dodawała w tym temacie. Złapała po prostu kolejny kielonek i przechyliła go, a potem raz jeszcze miękko wpadła w poduszki z błogim uśmiechem.
Akane
— Sam jesteś rozpuszczony jak dziadowski bicz — odburknęła mu. — Abyss po prostu ma klasę, w niektórych aspektach i jest charakterna, ale słucha się tego kogo ma się słuchać i nie robi nikomu krzywdy, nie poluje na was i nie wchodzi wam na głowę, chociaż niektórzy uparcie chcą żeby to zrobiła — wyjaśniła. Doprawdy, wychowywanie psa a dwumetrowego drapieżnika, który nie miał nic przeciwko konsumpcji ludzi to była jednak różnica.
OdpowiedzUsuńU moserta nie chodziło o zbyt małą liczbę ruchu a fakt, że zwierzę nie wychowywało się w dziczy. Pazury u dzikich zwierząt często nie ścierały się same w idealnym tempie, jasne nie było tragedii i nie utrudniały ruchy, ale z krótszymi pazurami o wiele łatwiej było cicho się poruszać, a to akurat często było potrzebne na zwiadach, a rogi… no cóż, ciężko żeby samce same sobie je ścierały, kiedy wychodziły na przejażdżki czy misje - o niektóre rzeczy trzeba było dbać samodzielnie.
— Najpierw spędź z nim czas sam na sam i upewnij się, że masz go pod kontrolą — zaznaczyła, przechodząc na drugą stronę rogów z wycieraniem.
Darcy
Ashan obserwował jak Gave pali. O wiele większą przyjemność sprawiały mu pierwsze buchy, kiedy się krztusił i dusił. Przynajmniej miał za swoje za to, że on sobie zapalić nie mógł w tej chwili. Niemniej jego twarz pozostawała niezmienna a on się nie odzywał. Po prostu sunął wzrokiem za chłopakiem. Wzruszył ramionami na jego pytanie. Zastanowił się chwilę, ale ostatecznie uznał, że i tak nie zaszkodzi się odrobinę uzewnętrznić.
OdpowiedzUsuń— Własne moce, jeśli stracę nad sobą panowanie na zbyt długo zmienię się w demona-niewolnika i nie wrócę do normalności, a podoba mi się życie jakie mam, nie widzi mi się spędzenie reszty na cudzej smyczy — powiedział bez ogródek.
Ashan
— A co mam próbować? — zapytał spokojnie. Wzruszył ramionami i sam się położył, oglądając panoramę nad sobą. — Klątwy nie zdejmę, trenowałem wystarczająco długo, nie chcę tracić wolności, ale sam siebie w klatce też nie zamknę ze strachu — wyjaśnił. Oczywiście, że chciał zostać sobą aż do śmierci, ale były rzeczy, na które nie miał wpływu. Wolał spędzić czas tak jak miał na to ochotę niż kulić się ciągle ze strachu. — Wierzę w swoje umiejętności i blokady — dodał, bo przecież to nie tak, że ojciec nie podjął wszelkich środków ostrożności, bo podjął. Kosztem Mor przede wszystkim. Uśmiechnął się półgębkiem.
OdpowiedzUsuń--- Albo to, albo dalej byś się mazał
Ashan
— Za to trzymanie się z Tobą uczy niebiańskiej wręcz cierpliwości — uśmiechnęła się do Gava. Wróciła zaraz wzrokiem do moserta. Dokończyła ścieranie rogów. — Gave podaj mi proszę maść z koszyka — poprosiła jeszcze, bo chciała jeszcze natrzeć świeżą tkankę, żeby dopieścić samca. Zresztą planowała tak potraktować dzisiaj każdego potrzebującego pielęgnacji zwierzaka.
OdpowiedzUsuń— Sam chciałeś z nim spędzić czas sam na sam — przypomniała mu. — Gave zdobycie więzi z mosertem to nie jest magiczna chwila, tylko proces, jak z każdym zwierzęciem. Sam musisz najlepiej ocenić jak sie dogadujecie, ale jeśli samotnie będzie wam nieprzyjemnie, tym bardziej nie zabieraj dziecI — wyjaśniła. — Chodzi o bezpieczeństwo — zaznaczyła zaraz. Dla niej było logiczne, że jeśli Veri nie będzie słuchać Gava bez żadnej innej osoby w pobliżu, która potrafi ustawić go do pionu, to przy dzieciach może zrobić się naprawdę niebezpiecznie. Zeskoczyła zręcznie ze zwierzaka i poklepała go po grzbiecie. — No, to Pan jest już cały wymuskany, idziemy pochwalić się reszcie i łapiemy kolejnego gagtka — zakomunikowała.
Darcy
Elf przytaknął mu ruchem głowy. Nawet jeśli to była jednorazowa sytuacja to czuł, że musiał po prostu to z siebie wyrzucić. Z czystego poczucia obowiązku. Nie mógł nic na to poradzić.
OdpowiedzUsuń— Potraktuj to jako niewinne “muszę, bo się uduszę” byłego alkoholika. I wybacz — poprosił z niewinnym, przepraszającym uśmiechem na ustach. Zaśmiał się cicho.
— Spokojne, mam sporo planów na randki z Klarą, myślę, że sobie poradzę — odparł na jego słowa. — Ale najpierw musimy się spotkać, chce się też upewnić, że jej brat będzie bezpieczny. Najpierw obowiązki, potem przyjemności. No i będzie bardziej zrelaksowana, jeśli Klemens będzie przy niej — wyjaśnił. Wyszli już z pałacu. Elf założył kaptur na głowę. Słońce aż za bardzo dawało mu po oczach. Skrzywił się lekko. — Ależ tu jasno… od czego zaczynamy?
Nylian
Akane znowu się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- No cóż, skoro lubisz takie sterczące, nie zabronię - spojrzała po szklankach, które odstawił i rozbawiona pokręciła głową. Chyba już nigdy nie spojrzy tak samo na tego typu szklanki. Widząc jego próby stworzenia kółek parsknęła cicho.
- Och, bo kłapiesz za dużo dziobem. Zatrzymaj te usta... - ułożyła własne w kształt litery "O" i zaraz wróciła twarzą do normy. - Zaciągnij dym, ułóż usta i je tak zostaw i potem pracujesz językiem, delikatnie, leciutko wypychasz ten dym - znowu ułożyła usta i lekko wypchnęła językiem z nich powietrze. - Dawaj, dasz radę, uda Ci się! - zaskandowała mu łapiąc dwie poduszki w ręce i wstała by odtańczyć z nimi krótki układ cheerleaderki.
- Gumiś, Gumiś, Gumiś! - zaśmiała się wesoło i na koniec swojego występu rzuciła poduszki do obu boków Gava i na nowo wskoczyła na swoje poprzednie miejsce, obok niego. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się zadowolona.
- Bardzo dobrze, fajnie tłumaczy, trafia do mnie - przyznała. - Może niedługo wyzwę Cię na mały pojedynek to sam będziesz mógł ocenić - poruszyła zabawnie brwiami. - Ale tak, jestem zadowolona, miecz to zupełnie inna sprawa niż sztylety, ale podoba mi się to w jaki sposób Ash wyjaśnia te różnice - odpowiedziała mu.
Akane
Akane zaśmiała się na te jego próby i zaraz pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- No gdzie dźgasz? Dźgnięcie jest intensywne, a to ma być delikatne - sama wystawiła język i uważniej mu pokazała o jaki ruch chodzi, powolne pchnięcie.
- Tloche... - zaczęła, ale zaraz schowała język. - Trochę jakbyś chciał kogoś tak lubieżnie polizać po policzku. No wiesz, bez pośpiechu, płynnie - jeszcze raz wystawiła język i mu pokazała. Zaraz parsknęła krótko.
- Dla Ciebie, tylko musiałbyś poćwiczyć, wierzę, że kiedyś Ci się uda - wyszczerzyła się do niego, a kiedy wspomniał o mieczu, to odruchowo sięgnęła do swojej blizny po mieczu. Przesunęła lekko palcami po ciuchach i pokręciła lekko głową.
- Miecz mi coś zabrał, to teraz niech odda... - uśmiechnęła się słabo, ale zaraz wróciła wzrokiem do oczu Gava i uśmiechnęła się cieplej. - Tak nim wywijasz, że najwyraźniej Ci pozazdrościłam - rzuciła już luźniej i zaraz mu przytaknęła.
- Tak właśnie zamierzam, zobaczymy ile Ashan ze mną wytrzyma - zaśmiała się lekko.
Akane
Ryu uniósł głowę, gdy Gave podał mu monety. Uniósł wysoko brew na dodatkowe monety z napiwkiem. Pokręcił lekko głową i postawił przed nim piwo i pusty kufel, co by Gave sam sobie je przelał, a następnie ruszył do kuchni aby poprosić o porcję frytek.
OdpowiedzUsuń- Zatrzymaj ten swój napiwek i nie szastaj tak hajsem, kiedy jest to nie potrzebne - rzucił tylko, obserwując go uważnie. Prychnął pod nosem na pytanie o nogę. - Dochodzi do siebie, dziękuję - pokiwał głową. - Wiesz, w przeciwieństwie co do niektórych ludzi, ja słucham poleceń lekarza i odpoczywam, nie biegam jak pokręcony - zauważył polewając sobie wody i opierając o blat stołu. - Słyszałem, że mieliście młyn podczas podróży do Azylu - zauważył. - Wszyscy zdrowi? - zainteresował się, tym razem poważniejąc trochę i obserwując Gava bardzo uważnie. Chciał wyłapać ewentualny fałsz. - Od kiedy pijesz już o 12 rano? - zapytał jeszcze, bo w przypadki przestawał wierzyć.
Ryu
Spojrzała po nim pytająco w pierwszej chwili, ale zaraz parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Jaszczur? - opadła ramieniem w poduszkę i rozbawiona patrzyła po Gavie. - Pozostaje mi więc wypić eliksir by powstrzymać przemianę w śliską bestię - podniosła się lekko i wypiła ten drugi kielonek, który wcześniej dostarczył jej karczmarz. - Ach! Od razu lepiej, łuska przestała zachodzić mą skórę - zaśmiała się pod nosem i zaraz wróciła do swojego leżenia na boku.
- Nie ma mi oddać "tego". Dla mnie jest swego rodzaju symbolem pewnej "straty". Zamierzam przekuć ten symbol w coś dobrego. Jedno mi zabrał, ale jak nauczę się nim dobrze posługiwać, to zapewne nie raz przyczyni się do mojej obrony, a więc mi coś odda, przysłuży mi się w pozytywny sposób - wyjaśniła z lekkim uśmiechem. - Może i dziwne, wiem, ale do mnie przemawia - podsumowała to swoje podejście do miecza. Zaśmiała się zaraz na pytania o podryw.
- Ashan, mnie? Zapomniałeś, że jest zakochany? Ma Lunę. To dość zjawiskowa i przebojowa dziewczyna, nie sądzę by nasz książę zwracał na mnie uwagę w "ten" sposób - przyznała i zaraz znowu pokręciła głową. - Ja go tym bardziej nie podrywam - odwzajemniła jego uśmiech.
Akane
Uśmiechnęła się szerzej.
OdpowiedzUsuń— Oj, bo przez geny się maskuje, ale zapewniam, że dzięki Tobie pokłady mej cierpliwości znacząco się zwiększyły — zaśmiała się lekko. Pokręciła zaraz głową i spojrzała poważniej po Gavie.
— Nie mówiłam tego, mówiłam o nauce cierpliwości, a cierpliwość jest uznawana za cnotę, jeśli już to powinieneś być z siebie dumny — zauważyła spokojnie. Nie odpowiedziała nic więcej odnośnie dzieci. Założyła dłonie za siebie, zaciskając dłonie. Czemu tak ciężko było posłuchać jej rad, kiedy znała się na czymś lepiej?
— Coś wyjątkowego nie musi być rzadkie, silna więź z mosertem jest dla nas wyjątkowa, te zwierzęta są jak rodzina. Nie zawsze trafia się za pierwszym razem, nie zawsze się trafia, ale kiedy zbudujecie więź, jest praktycznie nierozłączna, a ból po stracie… jest okropny — wyjaśniła, odprowadzając Veriego. Wzięła kolejnego moserta na miejsce do oporządzania i się nim zajęła.
— To jest Ysek — wyjaśniła.
Darcy
Akane zerknęła sobie w sufit i zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Źle zrozumiałeś Gumisiu. Nie chodzi o symbolizowanie zwykłych przedmiotów, miecz to miecz, nie patrzę teraz na niego jak na jakieś czyste zło. Bardziej mam na myśli, że to symbol tamtej chwili, tamtej straty. Tego lęku, który tam czułam. Symbol, złe skojarzenie. Walcząc mieczem i czerpiąc z tego przyjemność to złe skojarzenie traci dla mnie po prostu na sile - przyznała i spojrzała po nim. - Ale spokojnie, nie musisz rozumieć - dodała i kiwnęła głową. - Tak, mi odpowiada, a to przecież najważniejsze - przyznała mu i zaraz spojrzała po nim pytająco. Uniosła lekko brew.
- Co? - zdziwiła się wyraźnie. Spojrzała po Gavie, nie czuła by się zgrywał. Chociaż nie bardzo jej pasowało by Ashan chcąc podręczyć Gava wspomniał o niej jako o swojej dziewczynie. Podrapała się lekko po głowie.
- To albo się źle zrozumieliście albo palnął to po prostu po jakiejś tam złośliwości. Nie wiem, może sprawdzał Twoje reakcje. Zdecydowanie nie jestem jego dziewczyną, a on nie zachowuje się jakby mnie za kogoś takiego uważał - pokręciła głową. - A jak idzie z włócznią? - zapytała, skoro już sam o tym wspomniał.
Akane