Just a bad guy, not a bad guy, heartbreaker
Mad pyre with the bad eyes, leave fakers
Choking on my smoke, guess I'm breathtaking
Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie człowieka, którego niewiele rzeczy potrafi jeszcze naprawdę zainteresować. Wysoki, potężnie zbudowany i ze wszystkich dzieci najbardziej podobny fizycznie do matki, zwykle obserwuje świat z mieszaniną spokoju, dystansu i wiecznego znudzenia. Ashan nie mówi więcej, niż uważa za konieczne, trudno wyprowadzić go z równowagi, a jego opanowania zdecydowanie nie należy mylić z łagodnością.
Nie dzieli świata na dobrych i złych. Wszystko zależy od perspektywy, a on sam nie czuje potrzeby nazywania się jednym ani drugim. Jest gburowaty, bezpośredni i nie ukrywa własnego zdania, nawet kiedy nikt go o nie nie pyta. Ma przy tym specyficzne poczucie humoru — suche, złośliwe i na tyle czarne, że czasem trudno stwierdzić, czy właśnie zażartował, czy powiedział coś całkowicie serio. Jego szorstkość nie jest jednak maską. Po prostu nie potrafi być taki sam wobec każdego. Przy bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje: okazuje się lojalny, troskliwy i znacznie bardziej uważny, niż sugeruje pierwsze wrażenie. Nie ukrywa tej strony siebie celowo — zwyczajnie niewielu ludzi dopuszcza wystarczająco blisko, by mogli ją poznać, jeszcze mniej jest na tyle cierpliwa i zainteresowana, aby chcieć przebić się przez tą parszywą powłokę.
Po podróży przez Mathyr wrócił do Phyonix. Ponownie pełni swoje obowiązki i dba o bezpieczeństwo kraju, nadal nie zdradzając, czego właściwie szukał poza jego granicami. Własne problemy zwykle przemilcza, uznaje za mało istotne i prze dalej. Nie dlatego, że niczego się nie boi, ale dlatego, że poddawanie się nigdy nie było w jego stylu.
Fall to the ice, I can't hear the call
Snowflakes melt when the ashes fall
I'll burn it all, I'll burn it all
Czuła jak ta walka go napędza, jak złość staje się silnikiem napędowym. Szał jednak był dość kosztownym paliwem, dawał kopa, ale szybko męczył. Rywal co prawda miał ciało dostosowane wystarczająco dobrze by szał mógł u niego trwać dość długo, ale An nie przerywała swoich ruchów. Nie zmieniała taktyki, przynajmniej na razie. Krwi uchodziło z niego coraz więcej, więc i siły niedługo zaczną opadać. Kiedy przyszło o rozwarcie paszczy, reakcje poszła bezwarunkowa. Miała jeden sztylet, cięła nim w rozwartą paszczę, przez co nie uniknęła ciosu pięścią. Cięcie mimo wszystko nie zatrzymał dźwięku, więc przewróciła się pod wpływem uderzenia, ale i w uszach jej wyraźnie zaszumiało. Kurwa mać… Dobrze, że skrzek Tonego jako tako znieczulił jej uszy, bo bez takiego przygotowania to pewnie skończyłoby się dla niej dużo gorzej. Splunęła krwią w bok. Poczuła to uderzenie i to mocno, ale i on musiał poczuć cios zadany prosto w gębę, więc miała chwilę na pozbieranie tyłka, ba dojrzała nieopodal swoje drugie ostrze, którym wcześniej w lizarda cisnęła, ruszyła w stronę broni.
OdpowiedzUsuńAkane
Gniew z lizarda po prostu kipiał, mogłaby mu znacznie pokręcić to uczucie, ale wtedy było ryzyko, że gad po prostu padnie, a przecież nie o to chodziło, o takiego bana nie zamierzała się starać. Zaczęła więc kombinować. Dać się trafić tak rozszalałej bestii to była najgorsza z możliwych opcji, na to nie mogła sobie pozwolić, więc gdy zobaczyła, że lizard znacznie ją wyprzedził, przestała biec, jej sztylet przesunął się po piachu i oddalił znacznie, leżał do połowy przysypany pyłem. An z kolei nie wykonała uniku, ale fakt, że szybciej się zatrzymała dał jej dość czasu, by lizard ostatecznie cały impet swojego uderzenia wykorzystał na piaszczystej ścianie, która się przed nią pojawiła na sekundy przed uderzeniem. Cios był na tyle silny, że przebił ścianę, ale drobiny zacisnęły się na niej mocno, zgniatając nadgarstek lizarda. Na dokładkę An stojąca po drugiej stronie ściany, widząc jego rękę po własnej stronie, dźgnęła dłoń samca od boku, tak by ostrze jednorazowo wbiło się po wewnętrznej strony dłoni.
OdpowiedzUsuńMusiała przyznać, że ducha walki jej przeciwnikowi nie brakowało, co prawda szaleństwo nie było najlepszym doradcą w sprawach walki, ale na pewno widownia nie narzekała na efekty. An wręcz przeciwnie do przeciwnika starała się emocje trzymać w ryzach, tak by nie przysłaniały rozsądku. Nie opuszczała ściany piasku, a korzystając z zniewolenia samca dobyła do swojego drugiego sztyletu, odkopując go spod piasku. Lizard przez swoją szarpaninę musiał stracić sporo sił, a mimo to dalej miał jej dość i przeprowadzić kolejną szarżę. Jego poprzedni cios prawdopodobnie złamał An co najmniej jedno żebro, bo dziewczyna czuła wyraźny ból po jednej stronie boku, miała jednak na nowo dwa sztylety, więc była gotowa na nadchodzące ataki. Dwa ostrza skuteczniej pozwalały jej kontratakować łapy samca, unikała bezpośredniego ciosu, dalej nacinając jego ręce, palce i dłonie raz po raz. Znosiła szał, chociaż sama była już na rezerwach swojej siły, starcie mimo wszystko było dość męczące. W końcu, przy jednym z kolejnych ciosów, opuściła jedno kolano i skrzyżowała ostrza ze sobą, wykorzystała impet siły drakona i zaparła się na własnych nogach, by dłoń trafiająca w ostrza wbiła się w nie mocniej niż do tej pory. Włożyła w to zapieranie się sporo siły, przez co z jej ust wydobył się krótki bojowy krzyk. Kiedy pięść lizarda spotkała się z ostrzem jej broni, prosto pod samcem wystrzeliła piaszczysta pięść i dodatkowo z impetem przywaliła mu w podbrzusze, na granicy z kroczem.
OdpowiedzUsuńAkane
Zobaczyła jak ostrze zniekształcają swój brzeg pod wpływem siły z jaką natarły na łuskę. Zacisnęła zęby by mimo wszystko dalej je utrzymywać. Warknęła cicho, kiedy złapał jej nadgarstek, ale zaraz po jego chwycie przeszyła ostrzem delikatne miejsce nadgarstka samca, zaraz za dłonią, tam gdzie skóra była najdelikatniejsza. Siłowała się z nim by uwolnić rękę, tą z ostrzem z kolei wyciągnęła z rany i maksymalnie wyprostowała, kierując rękę w bok. Samiec rzeczywiście na nią upadł, szczególnie, że pomógł w tym wszystkim ogonem. Sapnęła ciężko, czując jak ją gniecie, czuła posokę w ustach, ale ruch jaki zrobiła ręką sprawił, że na nią nie upadł, jej kończyła była wolna i dziewczyna podsunęła ostrze pod gardło samca, kiedy ten już na niej leżał.
OdpowiedzUsuń- Zabity – sapnęła ledwo co, dalej zgniatana. Normalnie rzecz jasna przebiłaby mu szyję ostrzem, ale dziś nie walczyli na śmierć i życie. Kaszlnęła, walcząc z ciężarem cielska samca.
Akane
Kiedy z niej zszedł uśmiechnęła się dumnie, zadowolona nawet lekko się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Dobra walka – powtórzyła za nim, sama ciężko sapiąc na ziemi. Czuła jak ciało zaczyna drżeć od wysiłku i przymknęła na chwilę oczy. Nie miała sił wkładać sztyletów do pochw, więc po prostu je puściła. Dopiero teraz czuła te wszystkie drobne ranki, które miała na knykciach i dłoniach od styku z łuską lizarda. Dotknęła lekko boku i już zaraz usłyszała ogłaszany wynik. Zadowolona podniosła rękę, a po chwili sama powoli usiadła ostrożnie. Dalej ciężko dyszała, krew, pot, czuła jak ciuchy się do niej lepią. Przy boku miała rozcięcie, ale naprawdę była z siebie dumna. Uśmiechnęła się lekko do medyków.
- Nie jest, nie jest źle… - zaznaczyła, bo głównie doskwierało jej po prostu zmęczenie. Spojrzała zaraz na zbliżającego się Ashana i wyszczerzyła do niego.
- Widzisz, lepiej uważaj, nie wystarczą duże gabaryty by mnie rozłożyć na łopatki – zaśmiała się krótko i lekko syknęła, czując żebro. Jego wymowne chrząknięcie skomentowała zadziornym uśmiechem. – Ej, nie martw się, to tylko żebro i lekkie rozcięcie, nikt z naszych nie musi wiedzieć, żebra i tak muszą się zrosnąć same, a to… - tu spojrzała na swój bok – to pikuś – skorzystała z pomocy medyków, którzy mieli za zadanie przetransportować zawodników poza arenę, by można było ją nieco ogarnąć i wpuścić kolejnych walczących.
Akane
An mlasnęła krótko.
OdpowiedzUsuń- Cóż to za czarnowidztwo uprawiasz? Wygrałam i czuję się znośnie, daj się nacieszyć tą wygraną, stary grzybie - uśmiechnęła się do niego pod nosem. Nie oponowała, gdy ją sprawdzali, nie ukrywała gdzie boli i jak bardzo, całe szczęście jej stan rzeczywiście okazał się nie najgorszy. Najbardziej miała poharatane ręce, no i ten bok, rana jednak była trochę głębsza niż się na pierwszy rzut oka wydawało. Kiedy już skończyli ją oglądać i podali papier Ashanowi, zmarszczyła lekko czoło.
- Sama zapłacę, mam monety - zaznaczyła i na jego stwierdzenie bezradnie rozłożyła ręce.
- Na pewno postaram się nie rozrabiać, ale wiesz, wolę nie obiecywać - uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Natanowi? - uniosła lekko brew i zaraz pokręciła głową. - Natan czuje jedynie moje śmiertelne rany, takie, które naprawdę zagrażają życiu. Dziś takich nie odniosłam - sprostowała i wciągnęła na siebie koszulkę, którą musiała zdjąć do badań. Wstała z kozetki i zbliżyła się do Ashana.
- Ach, "uroczo"? Ciekawe określenie, biorąc pod uwagę sytuację - zaśmiała się krótko, ale znowu po tym syknęła, dziś powinna ograniczyć zabawne komentarze. Uśmiechnęła się zaczepnie.
- Cięższemu i wyższemu to już bym nie pozwoliła by na mnie legł, za duże zagrożenie - zauważyła i zaraz przytaknęła mu głową.
- Tak, dla mnie też była ciekawsza - przyznała po czym pokręciła głową i prychnęła pod nosem. - Tłucze, pfy, jeszcze nie widziałeś jak mnie ktoś serio tłucze, ale tak, tak, tak... - skrzyżowała z nim wzrok i uniosła kącik ust. - To mogę obiecać, jak ktoś rzeczywiście zacznie mnie tłuc, to zdejmę swoje indywidualne ograniczenia i pozwolę sobie na więcej - puściła mu oczko. - Teraz to się baardzo chętnie napiję piwa - dodała i schowała leki, które dostała, po czym spojrzała na sztylety, które przyniesiono tu wraz z nią. Lekko się skrzywiła.
- No cóż... dobrze, że nie wzięłam tych prezentowych, tego już nie naprawię - stwierdziła, patrząc po ubytkach na obu sztyletach i zaraz obejrzała się na Ashana. - Ile wyszło za medyków? - dopytała jeszcze.
Akane
Uśmiechnęła się pod nosem przy jego reakcji na grzyba.
OdpowiedzUsuń- Mhm, zapomina wół, że cielęciem był, mimo, że cielak dalej w nim siedzi – stwierdziła i pokazała Ashanowi język. – Oczywiście, że możesz być gorszy – tu pochyliła się lekko w jego stronę – każdy może – szepnęła, jakby zdradzała mu jakiś sekret i zaraz ponownie uśmiechnęła się zaczepnie. Widząc jednak długość pergaminu uniosła wysoko brwi.
- Co oni mi tu wpisali? Ledwo co mnie dotknęli… - zauważyła, nie bardzo rozumiejąc skąd te opłaty. Zaczynała jednak rozumieć dlaczego tutejsi wojownicy nie pływają w luksusach. Jeżeli tak ich liczą za pierdnięcie, to pewnie większość nagrody, jak nie cała, przepada na tego typu podsumowanie. Słysząc o tym, że to on ma oberwać przekręciła lekko głowę i prychnęła pod nosem, tak prychanie było teraz znacznie mniej bolesne.
- To lepiej zaopatrz się w jakiś kask, bo nie słyszałam jeszcze by suszenie cudzej głowy przynosiło jakiekolwiek efekty w reperowaniu jeszcze innej – poruszyła zabawnie brwiami. – Do niczego mnie nie zmuszałeś, więc jak ktoś się przyczepi to odeślij tą osobę z kwitkiem do mnie – wzruszyła ramionami, dalej się uśmiechając. Słysząc o kłodzie znowu lekko parsknęła, nawet by sobie nie skojarzyła tego z niczym innym, gdyby nie myśli Ashana. Rozbawiona pokręciła głową, ale stwierdziła, że odniesie się do omawianego tematu.
- Mam w rękawie kilka asów, gdyby rzeczywiście ktoś cięższy na mnie spadał to starałabym się od takiej sytuacji uciec. Nie powiedziane, że na sto procent by mi się udało, ale starałabym się by do takiej sytuacji po prostu nie doszło, łamiąc nawet narzucone sobie limity – wyjaśniła co miała na myśli. Wychodząc z lazaretu znowu parsknęła śmiechem.
- Sam tak stwierdziłeś, więc teraz nie gadaj jakby to były moje słowa – poruszyła zabawnie brwiami, w końcu to nie ona nazwała się „niegrzeczną”. Słysząc słowa o sztyletach uśmiechnęła się zadowolona.
- Pomysł z pamiątką do mnie przemawia, może nawet poproszę lizarda o podpis na ostrzach, walczył naprawdę zawzięcie, a imiona dobrych wojowników warto pamiętać – uśmiechnęła się do Ashana nieco szerzej i stanęła przy barze, zamawiając piwo, którego jeszcze nie miała okazji smakować.
Akane
Wzruszył ramionami i kiwnął głową. Tak, uważał, że Ashan ma podobnie, nie identycznie, nie tak samo, ale dalej to w oczach najszybciej widział u niego zmianę. Dopiero później, czasami, pozwalał sobie na zmianę mimiki twarzy. Przy jednych robił to szybciej, przy innych wolniej, ale dalej oczy wyrażały najwięcej. Sięgnął po szklankę, gdy ta była pełna i uśmiechnął się pod nosem na pytanie brata.
OdpowiedzUsuń- Twoje amory z Kiki chociażby – wspomniał jego pierwszą miłość, Mielikki, którą jako dzieciak nazywał „Kiki” właśnie, ot dla zwykłej dziecięcej zaczepki. – Ło, jakbym poopowiadał o tej cizi koloryzując, to wyszedłby z Ciebie naprawdę niezły pajac – parsknął śmiechem. – To już historyjki z Franką są mniej zabawne, mimo jej ogólnej – chrząknął – aparycji – ponownie posłał mu zaczepny uśmiech. – Poza tym, nauka jazdy na mosertach, pierwsza… - pokręcił głową i aż podniósł kielich w górę – Złoto, to było kurwa złoto samo w sobie, tego nawet nie trzeba by było ubarwiać – ponownie się zaśmiał. Ach, ta mina Ashanka, gdy mosert puścił się galopem przed siebie, widok bezcenny, szczególnie dla niego jako widza.
Diego
Akane spojrzała po papirusie i przewróciła oczyma.
OdpowiedzUsuń- Nie ma co, nosa do biznesu mają – stwierdziła i wyciągnęła rękę by przyjąć świstek. – Tak czy siak, zapłacę… - pieniądze akurat miała, swoje zdążyła zarobić, zarówno przed jak i w trakcie ciąży i odchowywaniu malutkich dzieci. Dziś też miała zarobić, przyszło jedynie odebrać zapłatę, co zamierzała zrobić pod koniec walk.
W temacie asów uśmiechnęła się nikle.
- Jeżeli kiedyś uda mi się dojść do tych mistrzowskich pojedynków, to stawiam, że co najmniej jeden as zostanie użyty – stwierdziła pogodnie. Wątpiła by doszła do tego poziomu szybko, nie była tu w końcu na długo, a jednak do wyrobienia sobie takiej rangi potrzebny był czas, nie tylko umiejętności. Uśmiechnęła się na wizję podpisu.
- Jeżeli będzie chciał, to nie mam nic przeciwko – oznajmiła, to na pewno pomogłoby w rozsławieniu jej imienia, a jeżeli będzie znana właśnie z walk, nie tylko śpiewania, to na pewno przyniesie to większą liczbę uczniów w przyszłości. Upiła łyka piwa, to było znośne, ale najmniej jej smakowało z dotychczas pitych. Spojrzała zaciekawiona po Ashanie.
- Domyślasz się o co może chodzić, czy nie masz pojęcia? – zainteresowała się. – Iść z Tobą? – dopytała, oblizując delikatnie wargę. Popatrzyła po swoim okaleczonych dłoniach. Zapewne wsparcia fizycznego nie potrzebował, ale miała też swoje zmysły, w razie gdyby chodziło o jakąś zasadzkę czy coś. Z Księciem przy boku to różnie bywało.
Akane
Diego rozłożył bezradnie ręce.
OdpowiedzUsuń- Cóż, z grzeczności nie zaprzeczę – przyznał, bo rzeczywiście to co ta dziewczyna z nim robiła było dla niego jednoznaczne. Kiwnął mu głową na podziękowanie, akurat on nie umiał, nawet wtedy, trzymać gęby na kłódkę. Nie bez powodu w końcu on sam trzymał się z dala od romansów, ten jeden brata pokazał mu już wystarczająco wiele, a drugi tylko dodał do pieca. Przewrócił oczyma na wspomnienie Frany.
- Ta ogień, wyjątkowo chłodny, przynajmniej w temacie konkretnych deklaracji – upił łyk trunku. Pierwsza go omamiła i owijała dookoła palca, druga się zabawiła, a potem wyszło, że ma ważniejsze priorytety. Szkoda, że szybciej nie zdążyła o nich powiedzieć. Dla Diego obie były spalone. Rzucił braciszkowi wymowne spojrzenie kiedy ten gadał o skrzydłach.
- Cieszę się, że mamy inne gusta – podsumował. Jak dla niego skrzydlata jaszczurka nie była w ogóle urodziwa. Raz brał rodaczkę, raz jaszczurkę, a teraz morską prostaczkę… Tak, zdecydowanie cieszył się, że gust mieli zupełnie inny. Sam również parsknął śmiechem na wspomnienie szczegółów galopu.
- Widok ten do dziś mnie bawi, gdy mam zły nastrój od razu sobie przypominam Twoją minę na grzbiecie moserta – dodał rozbawiony i zaraz upił kolejny łyk alkoholu. Smak już aż tak bardzo gęby nie krzywił. Na wzmiankę o tętnicy uśmiechnął się pod nosem.
- O no, no, no już, już… - parsknął. – Do dziś uważam, że moja wymówka była arcy genialna, to wymowne „No co? Chciałem spróbować mieć czerwone włosy” było tak genialne, że do dziś duma mnie rozpiera – zaśmiał się, a zaraz potem uśmiechnął kącikiem ust trochę szerzej.
- Do dziś mam tą bransoletkę z jelita grubego… heh – rzucił kręcąc głową. Nawet on bywał sentymentalny. Pochylił się zaraz w stronę brata. – Zostawiłem ją w zaszczytnym celu. Posłuży mi jako test dla przyszłej narzeczonej, reakcja na nią będzie zależna od tego czy klęknę – rzucił żartobliwym tonem.
Diego
Akane przytaknęła mu głową, jak już będą w Pałacu to na pewno mu monety odda. Słuchała o asach z lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Dokładnie, sama też tak właśnie uważam, rany, które odniosłam były warte tej walki, nie czuję się przez nią poszkodowana – podsumowała. Takie walki zdecydowanie sprzyjały rozwojowi technik czy chociażby wyłapywaniu błędów. Nie tylko swoich, ale i przeciwnika. Słysząc jak wraca na argarski, zrozumiała, że nie chce by byli za bardzo zrozumieni. Słuchała uważnie wyjaśnień, od czasu do czasu przytakując głową. Normalnie pewnie by go puściła samego, ale kiedy wspomniał o Miedziogrocie, stwierdziła, że w sumie może rzeczywiście pójdzie. Poza tym… Jej ciekawski nos był po prostu zainteresowany przebiegiem takiego spotkania.
- No to idę, postaram się nie przeszkadzać – posłała mu niewinny uśmiech i zaraz uniosła lekko brwi. O listach gończych jeszcze nie słyszała.
- Prywatne? No nieźle, komuś konkretnemu podpadłeś? – zapytała upijając zaraz po tym swojego piwa.
Akane
Diego uśmiechnął się pod nosem na te hybrydy.
OdpowiedzUsuń- Całe szczęście, że do ich stworzenia nie doszło… weź coś takiego jakoś godnie ubierz… - rzucił z lekkim obruszeniem w głosie. Oczywiście jego mina jasno świadczyła o tym, że nie mówi poważnie, ale skoro już uchodził za tego od ciuszków, to lubił czasami sobie z tego pożartować. Trunek, który pili rzeczywiście był dość mocny, chociaż Diego nie specjalnie na to zważał. Zaśmiał się na pytanie brata.
- No te… soki – szepnął kokieteryjnym tonem i znowu się zaśmiał. – Wiesz, jedna z naszych służek ma doprawdy buuujną wyobraźnie… ewidentnie wpadłeś jej w oko i się skubana lubi samozadowalać przy sprzątaniu Twojej komnaty. Rzecz jasna na Twoim łożu i Twojej pościeli, która potem ląduje w praniu, a tam, och, tam jest łatwo dostępna – jego buzię zdobił nikły uśmieszek. – Wystarczy taką pościel zalać dżinem, odsączyć, zabutelkować i… vouala! – wyszczerzył się do niego, pokazując szereg równiutkich zębów.
Na stwierdzenie co do gustu upił kolejnego łyka.
- Bo go nie mam – wzruszył ramionami. – Patrząc na to co wyprawia moje rodzeństwo szykuję się raczej na jakieś polityczne małżeństwo, nie specjalnie mnie ruszają te wszystkie ckliwości i zalotne zabawy – przyznał bez ogródek. Nigdy nie spotkał kogoś, kto by go rozłożył na łopatki jednym spojrzeniem, nie wchodził też we flirty z byle kim, a nie miał z swoim życiu nikogo kto byłby mu bliższy niż rodzina czy Amala, którą i tak traktował bardziej jak siostrę. Spojrzał na trunek w swojej szklance i zamieszał nim, a potem wziął jeszcze jednego łyka. Parsknął śmiechem na wzmiankę o wzruszeniu.
- A weź spierdalaj – rzucił z zadziornym uśmiechem na ustach. Nie zdradzał ile w jego słowach prawdy, a ile nie. Usiadł dumniej na kolejne słowa.
- No kurwa, a co by mi nie pasowało – odparł mało skromnie i przetarł paznokcie o fragment odzienia, po czym w nie dmuchnął i spojrzał na brata zadowolony.
- Kto wie, chociaż wątpię, ojciec wpadł po uszy, do dziś jest w matce szczenięco zakochany… Ja nie zamierzam nigdzie wpadać, więc pewnie skończy się na szmaragdowej błyskotce robionej na zamówienie – stwierdził i upił kolejnego łyka.
Diego
Upiła piwa i zaraz po jego słowach zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Tak, przyznaję, że narobił tym niezłego bigosu w moich uszach, ale rozcięcie mu gęby znacznie skróciło moje męki plus, cóż, w tym przypadku moim asem okazał się Tony - rzuciła z lekkim, bardzo lekkim śmiechem, dalej się pilnowała z tymi żebrami. - Wiesz, on... delikatnie rzecz ujmując nie śpiewa najlepiej, a kilka razy zdarzyło mi się zostać zmuszoną do słuchania jego rzewnych pieśni. Mam wrażenie, że dzięki temu moje ucho mocno się zahartowało - rzuciła rozbawionym tonem. Głównym powodem zniesienia w miarę dobrze tego ataku mimo wszystko było dość szybkie uciszenie przeciwnika. Struny głosowe zalane krwią zdecydowanie nie były w stanie aż tak jej ogłuszyć. Gdyby atak trwał dłużej, to rzeczywiście mogło się to różnie skończyć. - Jak tylko zobaczyłam, że rozpościera dziób, to wiesz, od razu mi zamigotało, że odsłania jedno z najczulszych miejsc. Tak naprawdę, przy dłuższej broni mocno by takim ruchem ryzykował. Z sztyletami też mogłabym mu przebić podniebienie, ale wtedy gwarantowane byłoby nadzianie się na jego zęby, nie walczyliśmy jednak na śmierć, więc ten ruch po prostu odpadał - dodała własną myśl. Parsknęła zaraz na ten grad pytań.
- Ou, bez obaw, umiem być cicho. Nie zasypuję pytaniami ledwo poznanych typów, jak mnie coś zainteresuje to sobie zapiszę pytania w pamięci co by Cię nimi dręczyć tuż przed spaniem - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Uniosła brwi, gdy wspomniał o listach na nią.
- Na mnie? - z jednej strony się tego spodziewała, z drugiej... nie sądziła, że tak szybko. Upiła kolejny łyk piwa. - No proszę... Poszukiwana jeszcze nigdy nie byłam... - przyznała, bo mimo wszystko było to nieco dziwne uczucie. Świetnie, jak przyjaciele się dowiedzą, to już jej nigdzie samej nie puszczą. Już i bez tych listów widziała w ich oczach niepokój na myśl o jej samotnych wędrówkach, nawet fakt Gavina przy boku nie każdego uspokajał. Wypuściła głośno powietrze.
Akane
Spojrzał po Ashanie tak jakby ten spadł z wysoka.
OdpowiedzUsuń- Pojebało Cię do reszty? Darcy może i owszem, ale ja...? Ja i strojenie jakichkolwiek dzieci? Chyba na tym pirackim statku solidnie musiał Ci ktoś pierdolnąć w głowę... - o ile nie miał nic do dzieci, to jakoś ich widok nie był dla niego aż tak rozczulający, jak dla reszty rodziny. Z Eliasem miał dość prosty układ i chyba jako jedyny z Parabellum się tak przy tym gówniarzu nie spuszczał. No, matki malucha nie wliczał, bo rodzice to zwykle byli najmniej pobłażliwi.
Mina jaką miał Ashan w trakcie tego całego wyjaśniania była po prostu nie do zapomnienia. Jego specyficzny uśmieszek nie schodził z usta, a słysząc proszący ton brata prawie parsknął, prawie, bo gdy wspomniał o "obcej piździe" to aż zacmokał.
- No, no, no, niegrzeczny Ashani - zaśmiał się i upił większego łyka trunku. - Chcesz mi powiedzieć, że gdyby to była znajoma pizda, to już nie czuł byś takiej odrazy? - ponownie pokazał mu szereg swoich zębów. - Wiesz, trzeba na to popatrzeć z różnych stron... Czy służka rzeczywiście jest nam taka obca? W końcu mamy tu w Pałacu stałą ekipę od lat, więc zastanówmy się... to obca, czy znajoma pizda? - udał minę myśliciela i zaczął skubać się palcami po brodzie. No po prostu nie mógł sobie tego odpuścić.
Na jego stwierdzenie co do politycznego małżeństwa również wzruszył ramionami.
- Ta, niestety ale ze znajomością faktu, że uganiasz się za piratką to raczej nie stanowisz aktualnie dobrej partii, a jak zestawić mnie z Darcy, to prędzej wybiorą mnie, bo ja sobie z taką sytuacją poradzę. Ona? - pokręcił głową. - Nie ma szans. Jest jak dzieciak, który powoli wychodzi z mgły, matka jej by nie wpakowała w coś takiego. Ja patrzę kategoriami na tu i teraz, jak coś ulegnie zmianie to dostosuję swoje stwierdzenia do aktualnej rzeczywistości - dodał, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że to wszystko może ulec zmianie, ale nie mógł zakładać czy zmianie na lepsze, czy na gorsze, więc zostawał przy założeniach dopasowanych do teraźniejszości. Wzruszył ramionami na stwierdzenie o typ.
- Może tak być, nie przeczę - stwierdził i zaraz upił kolejnego łyka. Zastanowił się chwilę. Ponownie wzruszył ramionami.
- Nie wiem, nie jestem pewien czy mój typ opierałby się na wyglądzie, czy na charakterze, ale... - nigdy nie gadał z nikim na takie tematy - ... nie wiem, ale złote oczy mi się podobają - rzucił ostatecznie, bo to akurat wiedział. Znowu zakręcił trunkiem w szklance i zaraz ją wyzerował. - Może nie takie złote, złote ale jak... bardzo rozgrzana magma, takie wręcz miedziane - dodał. Na słowa o pudrowym różu prychnął.
- Jasne, że by pasował, do mojego wyglądu, do aparycji rzeczywiście wypadałby gorzej - rzucił z nikłym uśmiechem. Nie widział się w tym kolorze. Na słowa o rodzicach kiwnął już po prostu głową, tak oboje byli szaleńczo zakochani, co było widać, słychać i czuć.
Diego
An uniosła lekko kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Nawet mnie nie dziwi, że ten dźwięk Ci się spodobał – przyznała rozbawiona. Przytaknęła mu głową na słowa o Tonym.
- Taa, ja tych okazji mam więcej, więc bywa wesoło – odparła. Tony w końcu stwierdził, że to właśnie u niej będzie brał lekcje śpiewu. Na pomysł z śpiewaniem w trakcie walki parsknęła krótkim śmiechem.
- A wiesz, że w jednym z ataków wykorzystałam wspomnienie właśnie jego śpiewu? – zaśmiała się lekko. – Pomysł pewnie nie byłby głupi, ale nie jestem pewna czy walka i śpiew jednocześnie nie odwróciłby przypadkiem uwagi samego Tonego. Może jak lepiej wyćwiczy rapier i pewne ruchy wejdą mu w nawyk, wtedy wprowadzenie tego pomysłu może mieć większy sens – stwierdziła. Z zainteresowaniem słuchała o stylu lizarda. Prawdę mówiąc pierwszy raz w życiu walczyła z berserkiem i musiała przyznać, że doświadczenie było intrygujące.
- Wow… Czyli coś takiego idzie wyćwiczyć, czy jednak są potrzebne jakieś genetyczne cechy? – zapytała. Opis brzmiał podobnie jak po zastosowaniu jakiś psychotropów czy innego gówna, a przecież widziała, że jedyne co tak pobudzało tego samca to jego własna krew. – Chodzi o krew? – dodała nim Ashan cokolwiek odpowiedział, przeciwnik rzeczywiście lizał lub wdychał zapach własnej krwi przed każdym kolejnym takim szałem. Może mimo wszystko chodziło jednak o jakieś specyfiki?
- Wiesz, jednak sztylety kontra włócznia to dość specyficzny rodzaj walki… Rzeczywiście było dużo krążenia, ale musiałam go jakoś prowokować do ataków, co by wykorzystać te jego otwarcia. Z krótkim mieczem obrałabym inną technikę, ale z nim to jeszcze trochę treningów nas czeka nim zdecyduję się na użycie go w walce – przyznała. Na wzmiankę o fascynujących widokach poruszyła zabawnie brwiami.
- Widzisz, umiem zapewnić widowiskowe atrakcje – pokazała mu język. Widząc jedzenie, które im przynieśli, aż się jej oczy zaświeciły.
- O losie, wygląda i pachnie przepysznie… - rzuciła szczerze, była też po prostu naprawdę głodna, więc jeść zaczęła od razu po nałożeniu porcji. Na wieść o jednej izbie uniosła lekko brwi.
- Ou, jedną? No proszę, czyli jednak będzie okazja zagadać Cię na śmierć, słodko – uśmiechnęła się pod nosem i zaraz lekko wzruszyła ramionami. – Bo z początku jestem raczej typem obserwatora. Przyglądam się cudzym zachowaniom, szczególnie gdy jest dookoła więcej nieznajomych. Przy znajomych to inna para kaloszy, a sam na sam to już w ogóle – wyjaśniła mu. – Ja też z początku bym nie pomyślała, że jednak nie tak ciężko Cię rozbawić – puściła mu oko. W temacie listu przytaknęła mu głową.
- Ciekawe… ale pewnie bardziej to zależne od rejonu. Im bliżej granicy z Fjelldod, tym może być ryzykowniej – wysnuła swoją teorię. – Zobaczymy…
Akane
Akane uśmiechnęła się do niego lekko.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie taki odgłos może się kojarzyć z trafnym strzałem, z bólem zadanym przeciwnikowi, z zadaniem po prostu cięższej rany. Jesteś wojownikiem, więc tego typu skojarzenia są z reguły dobre. Podoba nam się fakt, że mamy przewagę, że ktoś z naszych znajomych czy bliskich ją ma – wzruszyła lekko ramionami, odpowiadając mu luźno. Parsknęła krótko śmiechem na pytanie o wrogów.
- Wiesz, w zamkniętej, ciasnej przestrzeni nieźle się to musiało nosić. Z początku zgłupieli, a później to nieźle ich oszołomiło, ale… - tu spojrzała po Ashanie – o ile dobrze kojarzę to jak puściłam już barierę to Ty wyciąłeś w pień tych oszołomionych – przypomniała mu, bo ten atak miał miejsce w trakcie trasy tutaj. Mógł rzeczywiście go nie widzieć, a już na pewno nie słyszał, bo wszystko działo się pod kopułą, w której zamknęła wrogów. W trakcie bitwy raczej mało kto skupiał się na oglądaniu widoków, więc jak najbardziej rozumiała, że Ashan tego nie pamięta.
- Może jeszcze będziesz miał okazję – odpowiedziała w temacie tego, że nie widział ataku. Na słowa o Tonym przytaknęła głową.
- Tak, bardzo pojętny, ale ma problem ze skupianiem się na dwóch rzeczach na raz, więc łączenie śpiewu i walki mogłoby wyjść różnie – przyznała. – Dlaczego nieszczęście? Nie lubisz z nim trenować? – zapytała zaciekawiona. Znała już opinię Tonego w tej kwestii, ale Ashana nie miała okazji wysłuchać. O stylu berserka słuchała wyraźnie zaciekawiona, ale i zaskoczona w niektórych miejscach.
- Cóż, czułam, że jego furia rośnie za każdym razem, gdy smakował lub wąchał krew, więc tak, to rzeczywiście może być kwestia moich umiejętności – przyznała kiedy zadał pytanie, a potem słuchała go dalej.
- Ciekawe zjawisko… Chociaż musi być nad wyraz wyczerpujące… Jak tak przesilają głowę to potem z mózgu na kilka dni mają papkę… - stwierdziła w lekkim zamyśleniu. Cena wydawała się jak dla niej dość droga za takie harce. W temacie jego opinii co do różnego napięcia w walkach zaśmiała się krótko.
- Oj tak, obie te walki były i dla mnie całkiem różne i rzeczywiście, ta pierwsza bardziej przypominała zabawę… - przyznała. Co prawda to właśnie za nią dostała bana za zbyt „śmiertelne” zagrania, ale no co zrobi jak nic nie zrobi. Prychnęła na to jego „uważaj”.
- A niech gadają, jak już zacznę się ogłaszać jako trener najemników to będą do mnie walić drzwiami i oknami – poruszyła zabawnie brwiami. Kiwnęła głową na wyjaśnienie co do potrawy, no proszę ciekawe czy cioteczka rzeczywiście robiła takie dobre, czy chodziło bardziej o sentyment. Jej już to smakowało wybornie. Zaśmiała się raz jeszcze na wspomnienie konkurencji.
- Bez obaw, na siłę nie planuję się wybijać na prowadzenie – zapewniła. Szczerze wątpiła, że zajęła by podium w tym temacie, dużo mówiła, ale głównie o tym co sama uważa lub o tym co wie. Spojrzała po nim uważniej.
- Czymś Cię uraziłam? – zapytała, bo chyba tekst o częstym uśmiechu trafił w jakiś jego czuły punkt. Na sprawę ich zlecenia już po prostu przytaknęła głową.
Akane
Uśmiechnęła się do niego pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Taki jest plan, moje zdolności dobrze się sprawdzają, gdy chodzi nie tylko o ofensywę, ale i tarczę czy osłabianie przeciwnika, zarówno fizycznie jak i psychicznie - odparła. W trakcie grupowego boju nie musiała grać pierwszych skrzypiec, wolała oddać tę rolę innym, a skupić się na bezpieczeństwie i ułatwianiu walki sojusznikom. Fakt, że Ashan po jej działaniach porównywał walkę do spacerku dodatkowo ją upewniał w tej opinii. Posłała mu uśmiech na te słowa, a potem nadstawiła ucha, gdy mówił o Tonym. Wysłuchała do czerwonowłosy miał do powiedzenia i kiwnęła głową.
- Rozumiem. Rzeczywiście nadajecie na zupełnie innych falach - przyznała. - Chociaż ten jego pretensjonalny ton to mało kiedy są fochy. On w ten sposób komunikuje, że to czy tamto mu się nie podoba, ale jak weźmiesz głębszy oddech i mu sensownie wyjaśnisz dlaczego dane ćwiczenie jest ważne i co pomaga rozwinąć, to jest szansa, że przestanie kręcić nosem. Nie mniej kapuję, że Ty masz swój system treningów i nie specjalnie Cię kręci dostosowywanie pod każdego indywidualnie. Trenerem personalnym w końcu nie jesteś - zaśmiała się krótko i zaraz spojrzała po nim uważniej. - A mówiłeś mu to? To co teraz powiedziałeś mi - zapytała. Kochała Tonego całym sercem, ale wiedziała, że potrafił być nad wyraz irytujący.
- Mam nadzieję, że jakoś do porozumienia dojdziecie i nawet jak nie będziecie razem trenować to skończy się bez... fochów... z jednej czy drugiej strony - uśmiechnęła się pod nosem. Faceci i ich urażona duma różnie się kończyła, a we wbijaniu szpileczek nie tylko kobiety były dobre. W temacie berserka przytaknęła mu już po prostu głową, podobnie, gdy chodziło o zabawny wygląd walki.
- Wierzę na słowo - dodała z lekkim rozbawieniem na twarzy. Sama również zajadała ze smakiem, a kiedy wspomniał o urabianiu łokci uniosła dumnie brodę.
- Bez obaw, nie zamierzam przecież brak pod skrzydło wszystkich. Z tatą będziemy jeszcze decydować jak ta szkoła najemników ma dokładniej funkcjonować, ale do tego jeszcze sporo czasu, więc aktualnie jedynie spisuję jakieś drobne sugestie, które pojawiają się w mojej głowie - przyznała pogodnie. Kiedy zeszło na jej pytanie, pokręciła głową.
- Nie, w sumie to nie, ale... Sama nie wiem, sorki, po prostu... - wzruszyła ramionami. - Nie byłam pewna, czy mojego komentarza nie odbierzesz jako przytyku do tego zarzutu, że z reguły jesteś ponury - wyjaśniła to co wpadło jej do głowy po czasie i zaraz uśmiechnęła się przepraszająco. - Mniejsza - machnęła na to ręką. - Gdzie będzie to całe spotkanie z właścicielem areny? - rzuciła innym pytaniem.
Akane
Przyznała mu rację, gdy wspomniał o tym, że nudno byłoby mieć we wszystkim tę samą opinię i oparła głowę o jego ramię, obserwując spokojne dzisiaj morze jak i gwiazdy odbijające się w wodzie. Długo milczała, bo nie była pewna co miałaby mu odpowiedzieć na to pytanie. Spojrzała na swe dłonie, w których często dzierżyła ster i szablę, po czym uśmiechnęła się lekko.
OdpowiedzUsuń- Z mojego własnego wnętrza - odparła. - Laleczko, siłę czerpię z samej siebie. Z tego co już udało mi się osiągnąć i z tego co jeszcze mam do zrobienia. Inni ludzie czasem pomagają siłę odnaleźć czy też ją dodają, ale... właściwie zawsze kończy się na tym samym. Ja po prostu... nie szukam w nikim siły dla samej siebie. Szukam jej w samej sobie - wzruszyła ramionami. - A że wygrałam już z morzem kilkadziesiąt razów to uważam, że całkiem sporo pokładów siły w sobie mam - wyszczerzyła się do niego.
Luna
Luna uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Tak - potwierdziła. To nie wykluczało niczego. Mogła w każdej chwili zacząć żyć i dla kogoś innego, ale uważała że przede wszystkim trzeba to robić dla samego siebie. - Wiesz, gdybym żyła tylko dla kogoś... to myślę, że moje życie nie miałoby sensu - odważyła się powiedzieć te śmiałe słowa. - Bo jeśli by tego kogoś zabrakło to straciłabym przy tym powód do życia, dlatego... uważam że należy żyć dla siebie - przyznała z lekkim uśmiechem na twarzy.
Lu
Luna uśmiechnęła się do niego lekko i pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń- To co mówisz jest piękne i trzymam kciuki, żebyś z tym dotrwał do końca swych dni i żeby... ani jedno ani drugie nie przeważyło. Równowaga to coś co trudno się osiąga, przynajmniej mi - przyznała swobodnie i wstała na równe nogi by otrzepać się z piasku. - Chodź, zaschło mi w gardle. Czas czegoś się napić. Może teraz ty... znasz tu jakąś fajną tawernę z dobrym alkoholem? - zaproponowała.
Luna
Luna uśmiechnęła się nieco szerzej i pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Wierzę, że ta równowaga istnieje - stwierdziła. - Tylko jest piekielnie trudna. Jakbyś musiał walczyć ze sztormem przez 30 dni bez przerwy, lub z Krakenem, który atakuje twoją łajbę... jest ciężka do osiągnięcia i utrzymania - zachwiała się lekko i zaśmiała, po czym wskoczyła gładko na balustradkę, przy pomoście i zaczęła po niej spacerować, chwiejąc się raz za razem czasem trochę bardziej w stronę morza, a innym razem w stronę pomostu. Ostatecznie utrzymała równowagę i nawet okręciła się wokół własnej osi, by zeskoczyć gładko na pomost. - Ale nie niemożliwa - dokończyła swój punkt widzenia. Zerknęła w stronę najwyższego szczytu w mieście patrząc na te wszystkie światła i budynki. - Mhm... brzmi intrygująco - klasnęła w dłonie. - Chodźmy tam koniecznie - wtuliła się w jego pierś i wspięła na palce by ucałować jego usta.
Lu
Wysłuchała go, a słysząc o braku własnej obrony zerknęła pytająco co też ma na myśli.
OdpowiedzUsuń- Na brzuch? W trakcie jego szarży i mając na uwadze ogon? Przyznam, że brałam to pod uwagę, to by wykonać ślizg i ciąć go w brzuch, nie bez powodu brzuch zaatakowałam piaszczystą dłonią. Gdybym zrobiła to osobiście to tym bardziej naraziłabym się na kontakt z ogonem – zauważyła. – Ten chwyt nadgarstka ciężko było przewidzieć, bardziej przypominał odruch, no wiesz, jak ktoś się przewraca to łapie co leci by utrzymać pion. Ten ruch nie był naturalny w kontekście pojedynku, bo raczej nie sięgamy w takiej chwili w stronę uzbrojonego wroga. Gdyby nie to, że nie walczyliśmy na śmierć, to ten ruch zgubiłby Miedziogrota, nie mnie – stwierdziła. – Jak już mnie złapał to dojrzałam szansę w innym zagraniu, bardziej bolesnym, ale dalej dającym zwycięstwo i tą metodę zastosowałam. Inne, które miałam w głowie skazywałyby go na śmierć. Tatko mnie uczył, że czasami warto zaryzykować drobnym obrażeniem na rzecz ostatecznego ciosu – uśmiechnęła się lekko. Jak dla niej tata dalej był wielkim autorytetem jak chodzi o walkę. Potrafił robić cuda, nie walcząc tak naprawdę żadną konkretną bronią. W sprawie Tonego ponownie kiwnęła głową, na pewno nie zamierzała się angażować w ich dociera się, ale mogła jednemu czy drugiemu co nieco naświetlić by lepiej rozumieli drugą stronę.
- Jasne, skoro idzie ku lepszemu to fajnie – przyznała. Przytaknęła mu głową na słowa o informacjach i zaraz lekko się zaśmiała.
- Przez to jak dziwnie się czułeś z tym szerokim uśmiechem – uśmiechnęła się pod nosem. – Trochę jakby był wymuszony, ale spoko, rozumiem, że to po prostu był rodzaj… zaczepki – ponownie lekko się zaśmiała. Ponownie przytaknęła głową i dalej ze smakiem wcinała. Wyzerowała też piwo w trakcie jedzenie.
Akane
Akane przytaknęła mu lekko głową, jako widz miał lepszą perspektywę.
OdpowiedzUsuń- Bardzo możliwe, przyznaję, że na paszczę aż tak nie zwracałam uwagi, bo ta nie szła w moją stronę, poza tymi dwoma atakami. Nie walczyłam nigdy wcześniej z lizardem, więc rzeczywiście nie miałam wkodowane by na to aż tak patrzeć. Po dzisiejszej walce już trochę bardziej bym zwracała na to uwagę. Z drugiej strony różnica wzrostu między nami dość mocno utrudniała mu jakiś ruch konkretniejszy gębą. Mimo wszystko jego pysk był dość krótki, myślę, że gdybym walczyła z gadem, który ma pysk bardziej w klimacie krokodyla, to na pewno byłabym z tym ostrożniejsza – przyznała. Jej akurat dyskusja na temat walki nie przeszkadzała, ba, nawet lubiła słyszeć takie uwagi, były przydatne, gdy składało się je konstruktywnie, a Ashan właśnie tak to robił. Zaśmiała się lekko na pomysł z zejściem nisko.
- No tak, ale dalej zapominasz w tym pomyśle o ogonie. Moim pierwszym planem było właśnie ciąć po nogach, w miejscach łączenia ścięgien, ale po pierwszym starciu z ogonem, który no… jest ulokowany jednak zaraz przy nogach, to odeszłam od tej wizji. Ryzykowny byłby zarówno atak od tyłu, jak i od boku. Poza tym, mój przeciwnik był szybki, szarża nie była ociężała, atak od boku nie byłby zły, tu się zgodzę, ale aby go rzeczywiście tym atakiem uszkodzić, musiałabym ostrze wkłuć, dźgnąć w bok kolana na przykład, a to już w trakcie biegu przeciwnika nie takie łatwe, no i znalazłabym się w zasięgu łap, więc kolejne ryzyko – stwierdziła. – To o czym Ty mówisz byłoby dobre przy jakimś topornym przeciwniku, no albo gdybym miała Twoje gabaryty – uśmiechnęła się do niego pod nosem. Słysząc o uśmiechu kiwnęła głową.
- Jeżeli o mnie chodzi, to uśmiech nie musi być za szeroki, ważne, że szczery – rzuciła luźno i wzięła ostatniego kęsa potrawy, a na jego pytanie przytaknęła głową.
- Jasne, możemy iść – wstała ze swojego miejsca, po czym ruszyła za Ashanem, oblizując jeszcze z ust resztki sosu.
Akane
Sama pomyślała chwilę nad jego pomysłem na atak.
OdpowiedzUsuń- Tak, ten ruch brzmi dużo lepiej. Może będę miała okazję wykorzystać go przy innej walce – stwierdziła pogodnie. Tu rzeczywiście widziała więcej sensu przy swoich gabarytach, a szczególnie przy wykorzystaniu przeczucia. Pokręciła głową na jego „wybacz”.
- Nie masz za co – przyznała z lekkim śmiechem. – Sama często robię podobnie, nie zawsze w kontekście walki, ale lubię analizować, nie przeszkadzają mi Twoje podpowiedzi, szczególnie, że przedstawiasz je jako pomysły, a nie jedyne prawilne i rzeczywiście dobre rozwiązanie – odpowiedziała mu spokojnie. Przez chwilę co prawda poczuła się jak jakiś krasnal, ale zaśmiała się rozbawiona tym skojarzeniem.
- Swoją drogą, jaki rodzaj broni do szkolenia byś mi jeszcze polecił, biorąc chociażby tą moją karłowatość pod uwagę? – zapytała z lekkim przekąsem w głosie, gdy mówiła o karłowatości. Ashan był wojownikiem, więc miał dobre rozeznanie w broniach, nie szkodziło go zapytać. Na słowa gabarytach skinęła głową.
- No tak, to na pewno, gabaryty niestety z popełniania błędów nie zwalniają – przyznała i zaraz posłała mu lekki uśmiech.
- Przyznaję, żarty miewałeś lepsze – pokazała mu język i znowu się lekko zaśmiała. Dalej szła przy jego boku.
Akane
- Aha, no ma - zgodziła się z nim. - Dlatego tak trudne jest jej utrzymanie. - Pozwoliła mu pogłębić pocałunek jeszcze oddając przy tym co nieco, po czym objęła go ramionami za szyję, gdy tak ją do siebie przyciągnął. - Mhm Laleczko... jak tak dalej pójdzie to zamkną ten przybytek zanim dotrzemy do połowy szczytu - rzuciła ze śmiechem, powoli wyswobadzając się z jego ramion i ruszając w krok z nim w stronę przybytku. - Ludzie muszą się tam naczłapać - stwierdziła. - Niezły wysiłek... ale jeśli jest tak jak mówisz, jeśli to piwo tam niebiańskie wręcz jest... to wcale nie mam nic przeciwko wysiłkowi - pokiwała głową.
OdpowiedzUsuńLuna
Luna złapała go za rękę i przez dłuższą chwilę tak z nim szła, ale po czasie puściła go i przeciągnęła się lekko. Lubiła się przytulać, ale wygodniej szło się po prostu bez dotykania drugiej osoby. Nie znaczyło to, że nie była blisko. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
OdpowiedzUsuń- Ulubiony kolor... niech zgadnę... czarny? - zaproponował z uśmiechem. - Bordowy? - dodał po chwili namysłu. - Och, nie mów, że złoty - puściła do niego oczu. - Mój to zdecydowanie błękitny z domieszką zieleni, niczym słone morze, które zmienia się z każdą minutą dnia. Och uwielbiam obserwować jak zmienia się niczym kameleon... a nawet głęboki, straszny granat ma w sobie to coś - odetchnęła głęboko. - Ulubiona potrawa? - spojrzała po nim, gdy szli w górę. - A jakiej potrawy kompletnie nie trawisz? - zainteresowała się jeszcze, na wieść o tym, że nie wie czy niebańskie zmarszczyła brwi. - Liczę jednak na to, że twoje kubki smakowe mnie nie oszukają i będzie to niebiańskie doznanie - puściła do niego oczko.
Luna
An przytaknęła mu głową, zamierzała dalej walczyć, co najmniej raz na pewno chciała się tu jeszcze pokazać, później, to już zależy od tego czy znajdzie na to czas. Na pytanie o „takie” dawanie pokręciła głową i ręką na „jako tako”.
OdpowiedzUsuń- Tak i nie. W emocjach czasami pojawiają się tego typu rady od moich bliskich, ale zwykle wywołane są jakąś moją mniej lub bardziej świadomą prowokacją – przyznała, lekko wzruszając przy tym ramionami. – Talent do irytowania podobno mam nie z tej ziemi – parsknęła krótkim śmiechem. Tak to już bywało, że wiedziała gdzie uderzyć by zabolało, chociaż mało kiedy robiła to z zamysłem. W temacie broni słuchała go uważnie i zaraz kiwnęła głową.
- Hmm… no to wiem za co się zabiorę po krótkim mieczu. Myślę, że ogarnięcie techniki broni krótkiej, średniej i długiej, chociażby po jednym rodzaju, może mi się w przyszłości bardzo przydać – stwierdziła. Oczywiście miała na myśli plan treningowy rozłożony na lata, a nie, że zaraz się za to wszystko zabierze. Sztylety ogarniała już dobrze, więc weszła w broń średniego dystansu, jak i z nią poczuje się dobrze, to wtedy zacznie z długim dystansem, tak przynajmniej widziała to w swojej głowie.
- Małymi kroczkami, najpierw skupię się na krótkim mieczu – zapewniła. Przytaknęła mu na słowa o niskich osobach.
- Tak, masz rację, chociaż wydaje mi się, że tak jak wszędzie, tak i tutaj pada to ulubione „to zależy”. Bo wydaje mi się, że w tematach szybkości czy zwinności, owszem, ale gdy chodzi o siłę, to jednak masa ma znaczenie, więc tu widzę więcej błędów popełnianych przez drobne osoby – przyznała. Przy słowach o wpadce już po prostu z lekkim uśmiechem kiwnęła głową.
Akane
Spojrzała po nim lekko zaskoczona odpowiedzią co do koloru, ale szeroki uśmiech zaraz pojawił się na jej ustach.
OdpowiedzUsuń- Laleczko... tego się nie spodziewałam - przyznała pogodnie, pozytywnie zaskoczona wyborem. - Stalowe srebro i zieleń - powtórzyła po nim. No proszę. Uśmiech nie schodził z jej ust. Przyjrzała mu się uważniej raz jeszcze. Zielone lasy, pachnące drzewa... ta słodka roślinność, która jednocześnie uspokajała, jak i mogła prowadzić do zagrożenia. Pasowało to do niego. Zwilżyła językiem usta na wieść o jego ulubionym daniu, aż sama przy tym trochę zmarkotniała. - Moja ulubiona... będziesz się śmiał - stwierdziła z uśmiechem i przeciągnęło się lekko, patrząc w niebo. - Moją ulubioną będzie ryba... z ogniska... przygotowywana z odrobiną soli i szczyptą masła na samym końcu, masła, które rozpływa się po niej - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Nic wykwintnego, ale po prostu przypominające dobre wspomnienie - przyznała wesoło, po czym pokiwała lekko głową. - Również jeszcze nie znalazłam czegoś, co odrzucałoby mnie do tego stopnia, że chciałabym nigdy nie mieć tego w ustach - przyznała i przekręciła lekko głowę na jego pytanie. - Szabla - powiedziała spokojnie. - Szabla jest moją ulubioną bronią - uśmiechnęła się lekko. - Najchętniej po nią sięgam, dobrze leży w moich dłoniach - przyznała i dźgnęła go palcem w brzuch, tak jakby zrobiła to szablą, oczywiście tylko w ramach zabawy. - A jednocześnie dzięki temu, miecze i wszystko co stalowe nie jest mi obce i potrafię tą stal dzierżyć - uśmiechnęła się lekko. - Najbardziej chyba nie lubię... - zastanowiła się chwilę. - Łuków i toporów... Łuki są po prostu nudne... co prawda działają na odległość, ale ty najlepiej żebyś był schowany używając go. Na statku to nie ma racji bytu... a na lądzie... - spojrzała po nim i podrapała się lekko po głowie. - ...a na lądzie to ja... wolę zatańczyć z przeciwnikiem i zobaczyć jego twarz z bliska niż kryć się gdzieś i zabijać w ten sposób - wyjaśniła swój punkt widzenia. - A topór... jest dla mnie po prostu zbyt prosty, mało finezyjny i po prostu toporny... ciężki... brutalny i niezwykle skuteczny, przyznaję, lecz zupełnie nie dla mnie - dokończyła i umilkła, by z zapartym tchem oglądać panoramę z tego miejsca. Wskoczyła nawet na jakąś beczkę, by być jeszcze wyżej i przez chwilę po prostu wodziła spojrzenem po okolicy. Jej oczy uśmiechały się szeroko. - Nawet jeśli to piwo będzie tragiczne... - szepnęła cicho. - ...to widok stąd podbija jego wartość - uśmiechnęła się delikatnie i zeskoczyła z beczki, by wejść z nim do środka lokalu. Lokalu, który również miał w sobie coś z magiczności. Brak dachu, otwarte niebo, gwiazdy, które na nich stamtąd patrzyły. Obserwowała to wszystko z zapartym tchem, odrywając się od tego widoku dopiero, gdy Ashan postawił przed nią kufel piwa. - Piękne miejsce - przyznała, unosząc kufel do góry i stukając się z nim. - Naprawdę...
Lu
Akane zaśmiała się i machnęła ręką.
OdpowiedzUsuń- Och spokojnie, jeszcze nie jesteśmy na tym etapie znajomości byś doświadczył mojego prawdziwego talentu do irytowania – poruszyła zabawnie brwiami. Zwykle jak drażniła to tych bliższych swemu sercu, to oni w końcu uczestniczyli w najważniejszych etapach jej życia i oni słuchali o głębszych pomysłach czy planach, opowiadali też o własnych czasem przynosiło spory. Kiwnęła wdzięcznie głową na stwierdzenie co do pomysłu z bronią, tak, też uważała, że to mądre. Poznanie różnych technik walki rzeczywiście sporo mogło ułatwić na polu walki. W końcu poznanie technik wroga nie jednego poprowadziło do zwycięstwa. Uśmiechnęła się na jego zapewnienie.
- Dzięki – kiwnęła głową. Z trenerami to w końcu różnie bywało, więc miło, że Ashan nie planował narzucać innej broni. Ona osobiście wolała metodę małych kroczków i uczenia się jednej broni na raz. Słuchała go, gdy mówił o sile.
- Tak, racja, siła na niewiele się zda, jeżeli nie trafisz w przeciwnika, chociaż to akurat zależy jak patrzysz na siłę i jak ją wykorzystujesz. Możesz się zafiksować i rzeczywiście ślepo patrzeć tylko na rywala, a możesz na przykład wykorzystać swoją siłę w terenie. Jak jesteś w stanie pierdolnąć tak, że aż się ziemia zatrzęsie, to nawet szybkość i zwinność mogą nie dać rady ustać w pionie, jak im gruntu pod nogami zabraknie – zaśmiała się lekko, a widząc, że dotarli, odruchowo strzepała z ubrania niewidzialne pyłki, a kiedy drzwi się przed nimi otworzyły to spokojnie weszła do środka, na powitanie skinęła głową do wykidajły.
Akane
Tony nie skończył tylko na tym jednym ataku. W myślach miał już kolejny, choć nie był go pewien. Obserwował tęczówki Ashana, starając się przewidzieć jego następny ruch. Zsunął ostrze rapiera po jego broni, robiąc niewielki krok w bok, a następnie gwałtownie ruszył naprzód, napierając na przeciwnika całym swoim impetem. Ręka lekko mu drżała, lecz nie zamierzał się zatrzymywać. Nie tym razem. Wykorzystał częściowo to o czym mówił chłopak, ale i dodał coś od siebie. Gdy napór stał się wystarczająco silny, Tony nagle wypuścił rapier z dłoni i zszedł gwałtownie niżej. Obrócił się przy tym na bok i kopnął Ashana w zgięcie kolana, próbując wytrącić go z równowagi. Następnie, natychmiast pochylił się po upuszczony rapier, a drugą ręką wyszarpnął zza pasa sztylet. Chwycił go pewniej, zanim jeszcze zdążył się całkowicie podnieść. Ostrze sztyletu skierowało się prosto w biodro Ashana.
OdpowiedzUsuńTony
- A może zachęcam? – uśmiechnęła się do niego zaczepnie. – To już od Ciebie zależy jak to rozumiesz – poruszyła zabawnie brwiami. Zaśmiała się zaraz krótko i przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, że potrafię, chociaż nie każdego. Mnie na przykład irytują nieznośnie tylko Ci, którzy coś dla mnie znaczą, cała reszta ma na to znikome szanse. Jest tylko kilka rzeczy, przez które odpalam się wobec obcych, więc śmiało mogę zakładać, że takich jednostek jak ja chodzi po świecie więcej – rzuciła luźno. Wysłuchała go w temacie siły i kiwnęła głową.
- Tak, z tym zgadzam się w pełni – przyznała. Nie wchodziła głębiej w dyskusję, bo już byli po prostu na miejscu. Szła spokojnie za Ashanem, a po chwili zrównała z nim krok. Za ramię podziękowała, ale uśmiechnęła się do czerwonowłosego wdzięcznie. Gest był miły, ale nie czuła się tu na tyle nieswojo by z niego korzystać. Kiedy weszli do pomieszczenia zajmowane przez Szefa, skinęła mu głową, a zaraz po tym rozejrzała się po izbie. Szybko jednak wróciła do patrzenia na mężczyznę, nie chcąc wychodzić na wścibską. Na gest głowy zajęła jedno z krzeseł i odwzajemniła nikły uśmiech gospodarza.
- Umiem się ustawić – odpowiedziała pół żartem, pół serio. Skinieniem głowy podziękowała za rurkę i przyjęła ją spokojnie, bez zbędnej ekscytacji. Na pytanie o temat, zerknęła jednorazowo w stronę Ashana, a widząc, że ten daje jej głos usiadła trochę głębiej w fotelu i wróciła wzrokiem do Szefa.
- W temacie – odpowiedziała i pozwoliła sobie zaciągnąć się fajeczką.
Akane
An na jego słowa o decyzji już po prostu lekko się zaśmiała i przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się lekko na komentarz Szefa, potem skupiła się na tym co mężczyzna miał do powiedzenia. Skoro był informatorem, to mógł mieć informacje cenne i dla niej oraz jej śledztwa. Dziewczyna przesunęła wzrokiem po korespondencji jaką gospodarz przekazał Ashanowi, zaciągnęła się fajką i wróciła do patrzenia na mówcę. Ciekawy ptaszek? Ciekawe to dla niej było na jakiej podstawie stwierdzali kto rzeczywiście jest podejrzany.
- Robił coś konkretnego poza kręceniem? – zapytała. Warto było wiedzieć na co powinna zwracać uwagę u innych, tak w razie co. Popatrzyła uważniej po Szefie, gdy wspomniał o dzieciaku. Czyżby ktoś młodszy od niej? Śmiała przypuszczać, że jednak ktoś bliski jej wieku. Nie mniej, chciała poznać powód schwytania. Łapanie „dzieciaków” za „kręcenie się zbyt blisko” było dość szemrane. Słysząc o próbach ściągnięcia wojowników oraz o religijnych dyrdymałach zaciągnęła się ponownie fajką. Czyżby lud burzył się o coś więcej niż zmiana władzy? Będzie musiała się temu przyjrzeć. Przy temacie Gromów spojrzała kątem oka na Ashana, w to akurat nie zamierzała się wtrącać, ale tekst o „kocham cię” przyjęła z lekko uniesionym kącikiem ust.
Akane
Akane spojrzała to na Szefa, to na Ashana i zaraz znowu na Szefa. Właściwie nie miała za bardzo co dodawać od siebie, wyjaśnienie powodów złapania młokosa średnio do niej przemawiało, ale nie zamierzała powtarzać słów po Ashanie. Dalej była tu tylko gościem, mogła zwrócić na pewne sprawy uwagę, ale nie czuła się na odpowiednim miejscu do prawienia kazań. Zaciągnęła się ponownie fajką słuchając ich wymiany zdań. Odetchnęła ciężko i lekko pokręciła głową. Z takim podejściem to pół ulicy można zgarnąć. Dla niej logiczne było, że książę spacerujący po mieście może zrobić szum, no ale… Nie zamierzała przedwcześnie oceniać sytuacji, może rzeczywiście zachowywał się jakoś podejrzanie i robił coś podejrzanego. Tym razem nie miała nic do dodania, po prostu zgadzała się z słowami Ashana, na które przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuńAkane
Luna skinęła energicznie głową i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Tak i nie wszystkie pozory są nieprawdziwe - dorzuciła robiąc przy tym minę filozofki, wielkiej uczonej. Zgadzała się z nim co do tych pozorów, ale nie mogła powstrzymać się od dodania tej drugiej ewentualności. Gdy złapał jej dłoń i wspomniał że sam wpada w jej gust, poczuła jak policzki delikatnie się jej rumienią. Szczęśliwie zaraz przeszedł do tej jego jajecznicy, a ona parsknęła śmiechem.
- Oczywiście, że nie obrzydziła - poinformowała go stanowczo. - Może nie wprawiła mych kubków smakowych w stan błogiego uwielbienia, ale i nie odrzuciła. Jadłam znacznie gorsze rzeczy - dodała. - Na przykład gulasz Syriusza... - wzdrygnęła się na samą myśl. - Smakował zepsutą rybą i miał jedną szaloną właściwość... człowiek wymiotował dalej niż widział przez trzy dni po nim - poinformowała go. - Nigdy, przenigdy... nie jedz jego gulaszu - dodała z poważną miną. - O... to może jednak mam coś co mnie konkretnie odrzuciło - przyznała po chwili z uśmiechem na ustach. Czasem człowiek musiał sobie coś przypomnieć zanim dochodził do wiadomych wniosków. Zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, kiedy on przygryzał jej palec i delikatnie zabrała dłoń z jego uścisku, żeby spojrzeć po nim nieco speszona. Cholera, jak on nie przestanie to ona mu pozwoli na więcej. Czuła to po kościach. Jej zdecydowanie zostanie zachwiane i ostatecznie opadnie. Jeszcze ten sugestywny komentarz co do widoków. Wbiła spojrzenie w niebo, zaraz po tym jak stuknęli się kuflami i znów uśmiechnęła nieco szerzej, po czym posmakowała trunku.
- Ma całkiem interesujący smak. Czuć w nim nutę gorzkości, tak jak w każdym piwie, ale jest tu też coś więcej... coś słodkiego - uśmiechnęła się lekko. - Smacznego - przyznała. - Ciekawe, nie piłam nigdy takiego - pokiwała głową. - Chyba nie dane mi było pić jeszcze tak dobrego piwa... bo widzisz ja obracam się wśród rumu, bimbru, whiskey i wina - wyszczerzyła się do niego.
Luna
[Może się jeszcze odkuje chłopaczyna xD przy kolejnym donosie bardziej się postara xD]
OdpowiedzUsuńAkane czuła rozdrażnienie Ashana, nie było może ono jeszcze jakieś srogie i bezpodstawne, ale nie było też nad wyraz silne. Takie łapanki zdecydowanie mogły robić jego rodzinie pod górkę. Dla wzmocnienia przekazu Ashana, sama spojrzała po Szefie z wyraźną dezaprobatą w oczach. Jak smark jej pokroju czasem na starszych tak spojrzy to dziwnym trafem ogarniają dupska. Zaciągnęła się ostatni raz i odłożyła fajkę kiedy Ashan wstał, wstała zaraz po nim. Widziała to jego ukradkowe spojrzenie, sama starała się emanować spokojem, sytuacja rzeczywiście nie rysowała się w kolorowych barwach, ale nie dotyczyła jej bezpośrednio więc łatwo było się do tego zdystansować. Kiwnęła głową, kolejny raz zgadzając się z Ashanem, a kiedy zaczęto ich prowadzić w stronę dzieciaka, spojrzała uważniej po Ashu.
- Głęboki wdech i wydech zanim tam wejdziesz, nie jest źle, ale widać Twoją irytacje, możesz dzieciaka wystraszyć - szepnęła w jego stronę spokojnie. Mógł to zrobić samym statusem, gabarytami czy wyglądem, nie sprawiał wrażenia przytulnego misia na dzień dobry, więc lepiej było dmuchać na zimne.
Akane
Poszła oczywiście za nim, skręcając w inną odnogę i kiedy on usiadł, ona oparła się o ścianę naprzeciw niego i spokojnie czekała. Nie tyle obserwowała jego działania, co czekała. Zwróciła uwagę na to co robił z papierosami. Sama uniosła lekko kącik ust na ten specyficzny sposób traktowania fajek. Zawsze była to dla niej podpowiedź na przyszłą misję, w razie co, warto było mieć zapasową paczkę. Milczała sobie spokojnie, a kiedy się odezwał, odepchnęła się od ściany i usiadła sobie obok niego z nieco bardziej zadziornym uśmiechem na ustach.
OdpowiedzUsuń- Nie, to po prostu moje umiejętności są tak zajebiście fajne – odpowiedziała mu, również pół żartem. Położyła mu dłoń na kolanie i lekko je poklepała. – Nie jesteś w tym ani mniej, ani bardziej skomplikowany od standardowej jednostki. Jak chcesz się na tym tle wyróżniać to musisz jeszcze trochę popracować nad odchyłami – dodała, dalej mało poważnie. Dopiero po chwili nieco spoważniała.
- Jak chcesz rozegrać sprawę z dzieciakiem? Zwykła gadka szmatka, czy wchodzimy w jakieś role? – zapytała łagodnie. - W obu przypadkach odczytanie jego intencji nie powinno mi sprawić problemu – zaznaczyła dodatkowo.
Akane
Uśmiechnęła się do niego pogodnie i zaśmiała krótko.
OdpowiedzUsuń- Mówisz? Jesteś gotów zmierzyć się z mnogością masek, jakie inni zakładają? – zapytała z zadziornym uśmiechem. Czasami sama się zastanawiała czy jej moc to dar, czy utrapienie. Całe szczęście zwykle zależało to od sytuacji i w danej chwili bardziej tą umiejętność ceniła niż przeklinała. Spojrzała po nim, gdy się zbliżył i parsknęła krótkim śmiechem na jego słowa o ranieniu.
- Całe szczęście samoistnie się goisz – odpowiedziała żartobliwym tonem. Zaraz po tym skupiła się na jego planie co do złapanego chłopaka. Wzruszyła ramionami, gdy wspomniał o wieku.
- Nie zdziwię się jak zbliżony wiekiem jest do mnie – przyznała i zaraz spojrzała po Ashanie wymownie, z lekko uniesionym kącikiem ust. No jasne, wykorzystać. Cmoknęła zaraz na to wyjaśnienie z brakiem ogłady.
- Wiesz, człowiek uczy się całe życie, nie bądź znowu dla siebie taki krytyczny, jak poćwiczysz to może wyniesiesz czasem z takiej rozmowy nieco więcej niż tylko cudze stopy czy palce – rzuciła w nieco zaczepnym tonie, ale zaraz kiwnęła głową. – Spoko, mogę z nim pogadać, a Ty możesz robić za mojego ochroniarza. To dopiero będzie szacun na dzielni – poruszyła zabawnie brwiami. Nie miała nic przeciwko takiemu wykorzystaniu.
Akane
Przytaknęła mu, kiedy wspomniał o potwierdzaniu informacji i roześmiała się serdecznie, kiedy tak pięknie ubrał w słowa ostrzeżenie dotyczące gulaszu Syriusza.
OdpowiedzUsuń- Dokładnie - przesunęła palcem po swojej aorcie. - Ale jego placek z gumdrami jest wyśmienity - poinformowała go zaraz i zwilżyła językiem swe wargi. - Jest prze-prze-przepyszny - wyszczerzyła się do niego i przytaknęła. - Oczywiście, że twa jajecznica jest całkiem porządna - zgodziła się z nim. - Jeszcze jak popracujesz nad zawartością soli i pieprzu to będzie się w ustach rozpływać - dodała wesoło. Zawsze można było coś poprawić, kiedy się tego chciało. Spojrzała po swoim kuflu piwa, kiedy wspominał dlaczego tak bardzo je lubi. - Jak tak teraz mówisz to faktycznie ta słodycz mnie zaskoczyła - przyznała mu rację i umoczyła w piwie swe usta raz jeszcze, siadając na krześle naprzeciw Ashana. Założyła przy tym nogę na nogę i uśmiechnęła do niego, gdy zapytał o rum. - A widzisz...lubię rum - przytaknęła mu. - Jest moim pierwszym wyborem, bo jest tani - zaśmiała się lekko. - Ale zdecydowanie bardziej lubię Veyrann - upiła łyk swojego piwa. - Jest delikatny jak wino, ale rozgrzewa niczym whiskey, a przy tym nie jest aż tak ciężki - uśmiechnęła się szeroko. - Tak, on będzie moim ulubionym alkoholem - stwierdziła.
Luna
Luna spojrzała po nim z niedowierzaniem i zrobiła naburmuszoną minę.
OdpowiedzUsuń- Nie przypominam sobie, by część jajecznicy, którą dostałam była spalona czy niedosmażona... chcesz przez to powiedzieć, że specjalnie wyselekcjonowałeś najlepsze jej części, by połechtać me podniebienie? - zapytała unosząc lekko brew i wyciągając dłoń, by palcem musnąć jego nos. - Dziękuję, czuję się wyróżniona - uśmiechnęła się do niego figlarnie, choć rumieniec mimo wszystko wstąpił na jej policzki. Przytaknęła mu na słowa o poecie i powiodła wzrokiem za tym jego, po czym poprawiła trochę spódnicę. Skoro tak mu się to podobało to poprawiła ją tak by odsłonić nieco więcej swego uda, ale zakryć to czego nie chciała pokazywać innym tubylcom. Znów wzięła łyk swojego piwa i przytaknęła. - Oj tak, jest zdradzieckie, bo wchodzi i to całkiem nieźle... ale wcale nie jest takie słabe - przyznała, po czym pokiwała głową. - Też nie powiedziałabym, że do ciebie gin przemawia najbardziej - przyznała. - Raczej myślałabym, że pójdziesz w stronę whiskey, albo takiego piwa... - dodała, bo wino też jakoś jej do niego nie pasowało. Mimo, że był księciem i pewne pił go całkiem sporo.
Luna
- Och no nie wiem - postukała się palcem po brodzie. - Wydaje mi się, że w trakcie podróży będę miała okazję do posmakowania twej jajecznicy po raz drugi i przekonania się - wyszczerzyła się do niego i posłała w jego stronę buziaka. Wiedziała, że go kusi, ale... to była jego własna wina. Wszystko przez to, że tak na nią patrzył, tak zwracał uwagę na wiele szczegółów. Onieśmielał ją, a jednocześnie sprawiał, że czuła się piękna. Niczym jedyna osoba na całym Siivet Lasku, która się dla niego liczyła. Bardzo mocno łechtało to jej ego. - Pogromca Parabellum? - spojrzała po nim i uśmiechnęła się krzywo. - Ciekawa nazwa... czyżby twój szwagier za tobą nie przepadał? - zainteresowała się, po czym zgodziła się z nim w kwestii tego, że każdy alkohol pasował do czegoś innego. Miał swoje przeznaczenie. Dlatego rum tak często nosiła przy sobie. Ten po prostu pasował do wielu sytuacji. Odwróciła na moment od niego wzrok, by przesunąć nim po widokach, jakie stąd się rozprzestrzeniały. Naprawdę jej się podobały. - Wolisz dzień czy noc? - zainteresowała się. - Jaka jest twoja ulubiona pora dnia? - wróciła do niego spojrzeniem.
OdpowiedzUsuńLuna
- NIe martw się, mam dar przekonywania - zaśmiała się. - Zachwalę twą jajecznicę jako jedno z dań, których się nie zapomina - puściła do niego oczko i uśmiechnęła się szerzej, upijając znów trochę swojego alkoholu. Ciekawe. Była ciekawa, czy i ją by pokonał z alkoholem, ale dziś nie chciała tego proponować. Może przy następnej okazji. - Skąd macie taką odporność? - zainteresowała się. - Bo chyba nie oszukujesz swoimi czary mary, co? - uniosła lekko brew i zaśmiała się lekko, po czym skinęła głową. - Ależ ty masz dziś niezaspokojone myśli - postukała się po brodzie. - Ja lubię moment tuż przed świtem, kiedy świat jeszcze śpi, słońce leniwie wyłania się nad horyzontem - uśmiechnęła się delikatnie. - Można wtedy pobyć samemu ze swoimi myślami i niczym się nie przejmować. - No i głęboką czerń nocy - wskazała palcem na wieczorne niebo. - Ze względu na te cudowne widoki...
OdpowiedzUsuńLuna
Uśmiechnęła się do niego lekko.
OdpowiedzUsuń- A myślisz, że nie? Nie tykałoby, gdyby ukochana słodkie słowa prawiła, a Ty wiedziałbyś, że mówiąc je o innym myśli? – zapytała. – Obcych maski to nie problem, ale kiedy bliscy je zakładają to już ciężej się robi. Gdy wiesz, że ktoś tylko udaje przyjaciela, gdy komuś dobrze z oczu patrzy, a czujesz fałsz jaki z niego wypływa – wzruszyła ramionami. Akurat z tymi, na których jej nie zależało to i ona problemów nie miała. Dopiero, gdy działo się coś wielkiego jak grupowa panika, wtedy musiała bardziej uważać na przejęcie cudzych emocji. – Kiedy nad takimi umiejętnościami nie panujesz to mało kiedy jest wesoło – dodała szczerze, ale nie jakoś pochmurnie czy z pretensją w głosie. Mówiła spokojnie. Na pytanie o zachętę zaśmiała się krótko.
- Nie koniecznie – akurat z rówieśnikami to różnie bywało, nie zawsze podobny wiek wychodził na plus. Przytaknęła mu, gdy brał pod uwagę kogoś młodszego.
- Tak, biorę i to pod uwagę – przyznała, bo rzeczywiście przeszło jej już to przez głowę. Uśmiechnęła się nieco szerzej na jego szczery śmiech i zaraz uniosła brwi wyraźnie zaskoczona.
- Biżuteria? Z wnętrzności? No wiesz… I dopiero teraz mówisz? – prychnęła pod nosem. – Od tego okazu powinieneś w ogóle zacząć nasze zwiedzanie – pokręciła głową, udając wyraźnie zawiedzioną minę. Słysząc o jego planowanych obserwacjach i ocenie, nonszelancko zarzuciła włosami.
- Patrz i podziwiaj – rzuciła, po czym parsknęła śmiechem. Przyjęła jego dłoń i złapała ją by wstać. – Zobaczymy co za okaz się tu trafił – dodała i ruszyła wraz z nim, by chwilę później znaleźć się w pokoju ze wspomnianym dzieciakiem.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Łatwiej na pewno, ale to nie znaczy, że łatwo – zauważyła z nieco zadziornym uśmiechem. Ona osobiście wymyśliła sytuację na poczekaniu, nie opierała jej na własnych doświadczeniach. Zaśmiała się na szczegóły odnośnie biżiuterii.
- Na tą chwilę jeżeli już to jestem zainteresowana zobaczeniem takiej kolekcji, nie posiadaniem własnej, ale kto wie, może mi się odmieni i wtedy rzeczywiście będę szukać odpowiednich osób – odparła, puszczając mu oko. Jego nostalgia jasno zdradzała, że chodzi o członków jego rodziny. Z zainteresowaniem słuchała o zakazanych wyrobach, ostatecznie kiwając głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem – przyznała. Do pomieszczenia z dzieciakiem weszła pewnie, acz ze spokojem na twarzy. Uniknęła rzuconego w ich stronę kamienia. Nie specjalnie zwróciła uwagę na ten gest, po prostu ruszyła zająć krzesło w pomieszczeniu, a kiedy już to zrobiła, popatrzyła po młodziku. Czyli jednak, młodszy od niej.
- Jak tylko ustalimy co takiego robiłeś, że uznano iż trzeba Cię tu umieścić, wtedy tak, wtedy będziesz mógł wyjść – przytaknęła głową spokojnie. – Możesz rzucać kamieniami i przedłużać ten proces, a możesz ze mną pogadać i naświetlić sprawę. Zdradzić swoją wersję zdarzeń – zaznaczyła łagodnie, dalej patrząc po chłopaku. Jej spojrzenie było umiarkowane, ani zbyt delikatne, ani surowe. Neutralne, przyszła tu po prostu dowiedzieć się o co właściwie chodzi.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, mało która moc ma tylko dobre strony - przyznała. Zdawała sobie z tego sprawę, nie była w tym jedyna. Zaśmiała się lekko na jego najgorszy przypadek. Posłała Ashanowi zaczepny uśmiech.
- Nie przypominam sobie bym musiała Cię jakoś wielce dręczyć - poruszyła zabawnie brwiami i zaraz ponownie mu przytaknęła.
- Domyślam się - przyznała, dalej z uśmiechem.
Siedząc już w pomieszczeniu, dalej obserwowała spokojnie chłopaka. Środkowy palec nie wywołał u niej żadnej reakcji, po prostu na niego spojrzała, a potem wróciła wzrokiem do twarzy młodzika. Kłamał jak z nut. Czyli jednak miał coś na sumieniu. Obserwowała go, to jak zerka na Ashana, jakby widział w jego obecności okazję. Próba zmiana tematu i podrażnienie romansowaniem, nic oryginalnego.
- Myślę, że gdyby jedynie o rozmowę chodziło, to tutejsze cele byłyby pełne, a Twój przestronny pokoik pękałby w szwach - pozwoliła sobie zauważyć i zaraz uśmiechnęła się lekko. - Lubisz plotki? - zapytała tak po prostu. Uniosła na ostatnie słowa nieco zaskoczona brwi. - Ach, więc o to chodzi... rozumiem, chcesz by zamknęli ten przybytek - przytaknęła mu głową. - W sumie słusznie, po co w Twoim mieście takie szumowiny co to się po pyskach biją dla zabawy, zerowe korzyści dla kogoś takiego jak Ty... - przyznała, pukając się palcem po brodzie.
Akane
Akane zerknęła na Ashana i z lekkim uśmiechem pokręciła głową. Wróciła zaraz wzrokiem do dzieciaka.
OdpowiedzUsuń- Sam wymyślasz całkiem ciekawe, zdaje się, że nie jestem Ci do tego potrzebna - zauważyła, luźno wzruszając ramionami. Widząc jak się przesuwa w jej stronę uśmiechnęła się lekko.
- Myślisz, że jestem w stanie go powstrzymać? Popatrz po mnie, a potem po nim - zaśmiała się, jakby dzieciak opowiedział dobry żart, nie było w tym śmiechu kpiny, zwykłe rozbawienie. Pokręciła nawet głową. Słysząc o znajomych i ruchaniu kiwnęła głową.
- Ou, ktoś tak rozmowny jak Ty zapewne ma wielu znajomych i wiele okazji do ruchania - przyznała i ponownie wzruszyła lekko ramionami. - Racja, czasami gówno wiem, a innym razem zdobywam zajebiste informacje - przyznała z nieco tajemniczym uśmiechem. Kiedy mówił o arenie, dalej udała zastanowienie.
- Chodzisz do kibla, gdy nic Ci się nie chce? - zapytała nagle.
Akane
Akane nie zwracała aktualnie za dużej uwagi na Ashana, zajęta była dzieciakiem. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- No nie wiem, nie wiem. Ty byś tak pozwolił komuś bezkarnie przykleić się do swojej laski? - patrzyła mu w oczy i nie przestała, nawet gdy się znacznie zbliżył. Nie robiła jednak dodatkowych gestów, kontrolowała to i czuła, że do niczego nie dojdzie, dzieciak sprawdzał swoje. Pokręciła głową na jego propozycję, dalej zachowując spokój.
- Nie jestem ciekawa - przyznała bez problemu i kiwnęła głową na jego kolejne słowa.
- W takim razie... po co przyszedłeś tutaj, skoro nie za jakąś potrzebą? Przecież to takie zbędne miejsce - zauważyła. - Należy się go pozbyć i te sprawy. Co więc tu robi taki zaradny chłopaczyna jak Ty, hm? - tu zerknęła na Ashana. - Książe chadza w miejsca, które uważa za zbędne? Chadza w miejsca, których nie lubi, tak po prostu? Bo ja nie chadzam... chyba, że mam ku temu dobre powody - tu wróciła spojrzeniem do dzieciaka i uniosła jedną z brwi. - Powiesz rozmowa... doprawdy? Taki rozchwytywany chłopak jak Ty musi chadzać w miejsca, których nie lubi by sobie porozmawiać? Autograf Księcia? Meh... na co więc czekasz, przecież stoi tu, jest prawie na wyciągnięcie ręki i ani razu nie spojrzałeś z podziwem w jego stronę... - wyrzuciła kolejne spostrzeżenia.
Akane
Zaciekawiła ją sprawa alkoholu, a na komentarz o kuchni zrobiła minę w stylu "ja ci jeszcze pokażę' i pogroziła mu palcem przed nosem. Leniuch się znalazł. Oczywiście nie zamierzała z niego robić wielkiego kucharza, ale... doprowadzenie jajecznicy do lepszego stanu wcale nie było takie złe. Odporne geny rozumiała, a jego wysoką temperaturę miała okazję poczuć, kiedy byl blisko. Ciepło opatulało.
OdpowiedzUsuń- Hm... - spojrzała po barze, po czym znów zerknęła na Ashana. - Ma ochotę postawić ci wyzwanie w tym temacie - stwierdziła, rozgrzewając swe nadgarstki i kręcąc głową, by postrzelać sobie karkiem. Spojrzała mu prosto w oczy. - Przyjmujesz? - zainteresowała się. - Sprawdźmy, które z nas ma lepszą i twardszą głowę - klasnęła w dłonie. Uśmiechnęła się lekko, gdy wspomniał o świcie, po czym spojrzała znów w niebo. - Przyprowadziłeś mnie do pięknego miejsca, skąd ładnie rozciąga się panorama, a niebo... gwiazdy są mi bliskie. Często są mym przewodnikiem na wodzie - przyznała szczerze. - Uwielbiam je obserwować.
Luna
Akane spojrzała po chłopaku spokojnie.
OdpowiedzUsuń- A na co mi kłamiący nieletni? - zapytała. - Kiepsko coś Ci idzie to chodzenie po litość - stwierdziła i podniosła się z miejsca. - Szybko się te jego wersje wydarzeń zmieniają - zwróciła się do Ashana. - Może jak tu sobie jeszcze kilka dni posiedzi to mu się zachce gadać - stwierdziła i obejrzała się na dzieciaka. Doskonale wiedziała już co tu robił. - Przeszukiwali go? - zapytała jeszcze, nie przejmując się obecnością młodzika.
Akane
Akane już nawet nie odpowiadała gówniarzowi. Jego gra aktorska była tak mierna, że udawanie iż się to kupowało było poniżej godności kogokolwiek. Wyszła z celi za Ashanem i uśmiechnęła się pod nosem, czując jego lekkie rozgrażnienie.
OdpowiedzUsuń- Pierwszy raz przy przesłuchującej dziewczynie? Poleciał raczej dość standardowo, podteksty seksualne, przypisywanie do mężczyzny obok - wyliczyła na palcach i zaraz przytaknęła mu głową.
- Załatwiał tu interesy, ewidentnie próbuje grać takiego, któremu arena nie służy. Z reguły jest odwrotnie. Gadka o rozmowach to pół prawda, rzeczywiście był tu gadać, ale zdecydowanie nie o tym co u kogo słychać. Nawet to o kiblu było podpowiedzią, nie tylko na seks ustawiasz się w takich miejscach. Stawiam, że handluje czymś drobnym, może jakiś dziwny rodzaj broni, może jakiś doping, a może mocniejsze środki - stwierdziła dość spokojnie.
Akane
Zastanawiała się przez dłuższą chwilę nad tym co mogłaby mu dać za wygraną. Popijała przy tym swoje piwko i machała nóżką, żeby w końcu spojrzeć mu prosto w oczy.
OdpowiedzUsuń- Zrobię wszystko to co będziesz chciał, będziesz miał dzień, w którym nie usłyszysz ode mnie "nie" - poinformowała go z delikatnym uśmiechem na ustach. - No poza oczywistościami... typu zabij się czy zabij mnie czy... - zarumieniła się trochę. - Odejdź ode mnie - dodała ciszej. Tego nie byłaby w stanie zrobić i zabolałoby ją serce, gdy tylko o tym pomyślała. Do tego oczywiście sprawa odejścia z morza czy ze swojej załogi... porzucenie ich też nie wchodziło w grę, ale nie sądziła, że musiała o tym mówić. - Och tylko tyle? - uniosła lekko brew. - Oczywiście, że dam radę - wypięła pierś do przodu i wyszczerzyła się do niego, po czym oczy jej się rozjarzyły, kiedy zaczął mówić o południowej gwieździe. Spojrzała w niebo, by przesunąć wzrokiem po konstelacji. Była naprawdę piękna i jarzyła się tak jasno jak prawdziwe okruchy słońca. Sama pokazała mu północną konstelację, po czym zerknęła mu w oczy. - Chciałabym kiedyś zobaczyć twoje morze piasków - przyznała.
Luna
Akane kiwnęła w jego stronę porozumiewawczo głową. No tak, ściganie dzieci raczej nie było zbyt powszechne w tych stronach.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem - przyznała bez ogródek. Uśmiechnęła się na jego kolejne stwierdzenia.
- Cóż, ja sama ledwo starłam mleko spod nosa, a i przebywanie wśród nastolatków i dzieci robi swoje. Wprawa nabyta przez doświadczenia życiowe - zaśmiała się krótko, bo rzeczywiście dość często miała okazję do rozmów z pyskatymi dzieciakami. Przytaknęła na mu słowa o Szefie.
- Racja, poza tym, chętnie bym już po prostu odpoczęła. Trochę mnie te walki wymęczyły - przyznała. Pełen brzuch i kufel piwa tym bardziej zachęcał do relaksu.
Akane
Akane lekko wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Od kiedy nie czuję się jak emocjonalna bomba, której myślenie przysłaniają własne i cudze emocje, więc w sumie od całkiem niedawna - przyznała. Fizycznie jak najbardziej była dorosła, ale mentalnie miała wrażenie, że nawet teraz jest jeszcze kilka tematów do dopracowania, by rzeczywiście móc tak się w pełni nazwać. Uśmiechnęła się na wzmiankę o cierpliwości.
- Moja zależna jest od sytuacji, w trakcie przesłuchań staram się raczej nie dawać sprowokować, szczególnie, gdy prowokacje są aż tak jawne, w barze przy piwie i zbędnych zaczepkach kierowanych w moją stronę prędzej się odpalam - zapewniła z nieco uniesionym kącikiem ust. Za szybki raport u Szefa była nawet wdzieczna, a kiedy ruszyli w stronę karczmy zdecydowanie nie oponowała.
- Ja jedzenie to raczej już odpuszczę, napchałam się tym cudem z baru, ale kufel czy dwa chętnie jeszcze wypiję - przyznała i spojrzała po nim.
- To ja skoczę po piwo, a Ty sobie zapal i znajdź nam jakiś wygodny stolik na zewnątrz - zaproponowała.
Akane
Luna uśmiechnęła się pod nosem, kiedy zachłysnął się piwem. Doskonale wiedziała, co proponowała i jakie myśli mogły go najść przy takiej nagrodzie. Upiła łyk swojego piwa i uśmiechnęła się niewinnie w jego stronę, po czym ucałowała jego usta, kiedy tylko się do niej zbliżył.
OdpowiedzUsuń- No dobrze, skoro tak wolisz - zgodziła się na tą alkoholową przegraną. - Rozumiem, że i ty zrezygnujesz ze swojego ulubionego, jeśli to ja, jakimś cudem wygram, tak? - spojrzała po nim uważnie i wstała, by położyć dłonie na stole tuż obok niego, żeby spojrzeć mu w oczy. Pochyliła się do niego. - Szykuj się, bo przetyram cię konkretnie - zaśmiała się w udawanym złowrogim tonie, po czym uśmiechnęła się. - Słyszałam, że piaskowe burze są równie burzliwe co nasze sztormy - stwierdziła.
Luna
Luna posłała mu znaczące spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem, nie wiem czy chcę aż tyle czekać - puściła do niego oczko i zaśmiała się, gdy pociągnął ją na kolana. Umościła się na nich wygodniej i cmoknęła go w brodę. - Dobrze, przyjmuję ten zakład - zgodziła się i zaśmiała lekko. - Liczę na to - dodała, kiedy wspomniał, że nie będzie grzeczny i dokończyła swoje pierwsze piwko, wcale nie mając ochoty schodzić z jego kolan. Parsknęła śmiechem. - No, no... zapowiada się naprawdę... burzliwa noc - szepnęła w jego wargi, zanim złączyła ich w pocałunku.
Luna
Akane przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Same emocje nie, ale to jak je wyrażasz i jak na nie reagujesz, moim zdaniem jest już wyznacznikiem dojrzałości – przyznała. – Co mi po nauce płonięcia, kiedy spalę wszystko wokół? – zapytała spokojnie. – Dla mnie „kontrola” nie musi być skrajna. Nie chodzi o to, by płomień się ledwo tlił, ale też nie o to by wszystkich parzył. O to by palił się odpowiednio jasno dla mnie i mojego otoczenia, by dawał światło, nie oślepiał, by dawał ciepło, nie topił skórę. Taką kontrolę mam na myśli – przyznała z uśmiechem.
Kiwnęła głową na jego zamówienie, a potem ruszyła je złożyć. Dla siebie wzięła piwo „Nocny Szkarłat”, które tu podawano w kamiennych naczyniach, zamówiła je po opowieści barmana o sposobie jego produkcji i „magicznych” właściwościach jakie posiada. Podobno w blasku księżyca zaczynało lekko skrzyć, a w jego wnętrzu dojrzeć można było drobiny przypominające pływające iskierki. Brzmiało to tak ciekawie, że musiała spróbować. Smak też zapowiadał się ciekawie. Mieszanka jęczmienia, daktyli i prażonych ziaren, a do tego kwiat nocny, który zapewnia efekt iskier. Wzięła dla nich cały dzbanek, ten sam w sobie był kamienny, do tego dwie czarki, również kamienne, prezentowało się naprawdę ciekawie. Z tym zamówieniem odnalazła Ashana i postawiła tacę na stole, rozkładając powoli wszystko.
- Baraninę zaraz Ci doniosą – uprzedziła, bo przyniosła tylko piwo. Usiadła naprzeciw Ashana i posłała uśmiech.
- Otwieranie zostawiam Tobie, podobno nieźle syczy przy wyciąganiu kamiennego korka – zaznaczyła. Ciśnienie w końcu musiało gdzieś ulecieć po otwarciu. - Podobno smakowo fajnie pasuje do Twojego dania, a sposób podania i mnie zaciekawił - przyznała.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Poskramiać jak najbardziej nie należy, temperować jak już – mogła się z nim w tym temacie jak najbardziej zgodzić. Słysząc, że bycie bezpiecznym ogniem jest dla nie „słodkie” zamrugała szybciej oczyma. Nie wiedzieć czemu, ale jak na jej ucho w ustach Ashana coś takiego nie brzmiało zbyt codziennie. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Tak, chciałabym by bliscy czuli się przy mnie jak przy bezpiecznym płomieniu – przyznała i nim odeszła rzuciła jeszcze krótkie „dokładnie” na jego podsumowanie co do przesady.
Kiedy już wróciła do stolika, a on zadał pytanie, pokręciła głową.
- Zainteresowały mnie te kamienne dzbany, a jak już o nie zapytałam to usłyszałam o procesie przygotowania tego piwa i stwierdziłam, że warto. Dopytałam jeszcze czy będzie pasować do Twojego jedzenia, barman potwierdził więc uznałam, że tym bardziej warto spróbować – uśmiechnęła się pogodnie. Obserwowała zaciekawiona proces odkorkowania dzbanka i zadowolona klasnęła w dłonie kiedy wszystko się udało. Zatarła ręce przed złapaniem swojego naczynia.
- Dziękuję – przyjęła je i stuknęła w to Ashanowe.
- Na zakończenie i miły wieczór – dodała swój toast, a potem upiła łyka. Uniosła brwi wyraźnie zaskoczona, smak był dość nieprzeciętny.
- Ciekawe… rzeczywiście intensywne, ale… - upiła kolejny łyk. – Mm, dobre, naprawdę dobre. Ten daktylowy posmak może się fajnie zgrywać z mięsem… - kiwnęła głową i zaraz zerknęła po Ashanie podejrzliwie.
- Baraninę? Serio? To podobno jedno z intensywniejszych mięs… - stwierdziła zaciekawiona. – No cóż, przyjdzie mi w takim razie wykraść Ci kawałek i posmakować tego połączenia – rzuciła lekko, poruszając przy tym zabawnie brwiami.
Akane
Zaciągał się papierosem oparty o jedną z pozłacanych ścian, niby od niechcenia obrzucając wzrokiem dziedziniec doszukując się czegoś ciekawego na czym można było zawiesić oko. Przez chwilę nawet znalazł jedną z dziewek na niższym balkonie, ubraną w czerwoną, luźną sukienkę, która właśnie pochylała się nad jakimś dzbanem i.. Wstrzymał oddech.
OdpowiedzUsuńSłysząc własne imię nie pokręcił głową, nie skierował nawet twarzy w stronę męskiego głosu nadal wpatrując się w obraz i nawet uniósł lekko dłoń tak, aby mężczyzna zaniemówił.
— Zaraz — odparł, nadal rozkoszując się widokiem młodej, na około dwudziestoletniej szatynki, prawdopodobnie jednej ze służących, sięgające po jakieś łakocie, a mocniejszy wiatr zawiał suknią tak że było widać jej łydki. Odwrócił wzrok dopiero po chwili z uniesioną brwią patrząc po przybyszu. Niedopałek odrzucił gdzieś w niedalekie oczko wodne patrząc w oczy mężczyzny. Yumi był wysoki, gdzieś około dwóch metrów, z dłońmi włożonymi w kieszenie samą posturą wyglądał tak, jakby miał kogoś powalić. W dodatku blizny, nie jedna czy dwie, ale cała ich siateczka na odsłoniętych ramionach czy samej twarzy.
— Nie przyszedłem tu do walki — odparł, nie ruszając się nawet na krok.
Yumi
Akane spojrzała uważniej po Ashanie i uniosła lekko kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem, że to żarty jedynie dla wybranych - rzuciła z lekkim rozbawieniem i zaraz ponownie przesunęła po nim wzrokiem. Widziała ten czulszy uśmiech, a i jego myśli stały się cieplejsze. Zostawiła to jednak bez komentarza, przemyślenia zostawiając w głowie, po prostu odwzajemniła pogodny uśmiech i rozejrzała się dookoła. Byli na dachu, więc widoki mieli całkiem ciekawe. Słuchała o tym jak mówi o piwie.
- No właśnie, smak takiego z beczki nie jest mi obcy, ale z kamienia, to już inna bajka. Muszę przyznać, że ten z kamienia chyba bardziej mi podchodzi, chociaż z drugiej strony jest dla mnie po prostu nowy, może z czasem się znudzić... - popukała się lekko po brodzie. Oba smaki były ciekawe, kamienny się wyróżniał, ale nie mogła powiedzieć, że jest znacznie lepszy od beczkowanego. Nie oponowała na kolejny dodatek do toastu i po prostu się za to wszystko napiła.
- Na pewno się wypowiem jak już posmakuję - kiwnęła głową i zaraz zaśmiała się lekko.
- Mam wrażenie, że po długich, samotnych wyprawach po pustkowiach i z Twoim zareklamowanym już beztalenciem kulinarnym, to wszystko mogłoby Ci bardzo smakować - pokazała mu język i zaśmiała się rozbawiona.
Akane
Parsknęła krótkim śmiechem i pokręciła głową unosząc nieco ręce w geście poddania się.
OdpowiedzUsuń- Ja nie naciskam, możesz jak najbardziej zostawić je dla siebie - stwierdziła lekko rozbawiona. Pokręciła zaraz głową na boki i machnęła ręką.
- Taki problem to nie problem. Zawsze mogę od czasu do czasu wpadać po kilka dzbaneczków albo prosić na piękne oczy by ktoś kto tu będzie jeden czy dwa dla mnie zakupił. Jak dobrze to rozegrać, to żadnego problemu nie będzie. Poza tym, z moim ambitnym planem to ja mam kupę piw do posmakowania, więc nie zakładajmy od razu, że właśnie to zechce sprowadzać - pogroziła mu palcem, unosząc lekko kącik ust. Na słowa o kulinarnych opiniach zaśmiała się krótko i przytaknęła mu głową. Przyjęła potem widelec, wdzięcznie kiwając głową i wzięła pierwszy kęs jego potrawy, który zaraz popiła piwem.
- Hmm... - zastanowiła się chwilę, oddając mu sztuciec. - Jak dla mnie... - kiwnęła głową z aprobatą - ... całkiem smaczne połączenie. Niby racja, trochę piwo baraninę tłumi, ale daktyl przyjemnie się rozpływa z nią na języku - stwierdziła.
Akane
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńUniósł brew nie do końca rozumiejąc o co jest to całe zamieszanie z dziwna miną patrząc po mężczyźnie, gdy popiskiwał coś o zwierzętach i wodzie, zerkając w stronę sadzawki obłożonej złotem i kwiatkami jakby była to najważniejsza rzecz świata. Zwierzęta nie były głupie, wyczują wodę niezdatną do pica z pewnością znajdując inny wodopój. Zresztą, księżniczka Disneya zdawała się zbyt długo czekać na księcia z bajki i najwyraźniej coś zaczęło odbijać w rudej czuprynie.
OdpowiedzUsuń— Piłem z gorszych kałuż, to tutaj to rarytas — odparł, wkładając dłonie do kieszeni luźnych spodni. W Khanacie na wojnie z orkami piło się nawet własne siki, bo pustynia była rozległa, a stepy okupowane przez armie Khana. Gdyby ich ludzie znaleźli wodopój jak ten, nie ważne z jaką ilością petów, rzuciliby się na to całując ziemię przy której sadzawka była. Inny świat, inny rodzaj wojen. Bardziej brutalny i dosadny.
— Wystarczy, że wystawicie mnie na jedną ze strażnic. Nie potrzeba mi waszej zbroi, mam wszystko — poklepał lichy plecak zarzucony niedbale na ramię, znów wsuwając dłonie do kieszeni. — Mam też własną broń, dziękuję — dodał, strzelając kostkami u dłoni nadal pozostając w luźnej, wręcz niedbałej pozycji.
Yumi
Posłał mu tajemniczy uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Bywam – odpowiedziała zaczepnie, pozostawiając sprawę żartów pod obłoczkiem niewiadomej. Zaśmiała się, gdy zapytał o oczy, a potem wzruszyła ramionami.
- Niektórym pewnie tak, z innymi przyjdzie się targować, ale tym będę się przejmować i głowić jak rzeczywiście najdzie mnie na sprowadzanie piwa. W razie co zastosuję najbardziej skuteczną, owianą wielką tajemnicą metodę i… - poruszyła zabawnie brwiami – po prostu poproszę – dokończyła z lekkim śmiechem na ustach. Słysząc o piwnych planach przytaknęła mu głową.
- Brzmi ciekawie, jak najbardziej jestem za – uśmiechnęła się. Piwo niebios, nazwa rzeczywiście zachęcała do posmakowania. Na wzmiankę o dzieleniu się listą uśmiechnęła się i ponownie kiwnęła głową.
- Jak mi do tego czasu nie podpadniesz to może się podzielę – odpowiedziała z nutką żartu w głosie. Słysząc to jak opisuje łączenie smaków, uniosła nieco kącik ust. Ktoś tu najwyraźniej zaczynał czuć skutki picia alkoholu. Ona sama nie piła dziś zbyt wiele, a na pewno robiła to wolniej niż Ash. W walkach porządnie się wypociła, a zarazem z ich powodu odczuwała zmęczenie, więc nie zamierzała tu dziś szaleć bo pewnie szybko by ją zmiotło. Dzban jaki dla nich zamówiła miał w sobie cztery porcje browara i ona osobiście na tych dwóch przeznaczonych dla niej planowała skończyć. Aktualnie sączyła jeszcze pierwszy kufel.
- Hm, najwyraźniej to poeta wojownik, to wiesz, taki Nylian na przykład – rzuciła lekko rozbawiona jego porównaniami. – Nie ma to jak zjeść Asia i popić Nylim – zatrzepotała teatralnie rzęsami i znowu się zaśmiała.
Akane
Oderwanie od rzeczywistości osób wysoko postawionych zawsze dziwiło Imito. Arogancja aż kipiała ze strony mężczyzny, lecz Yumi zdawał się nie zwracać na to uwagi bardziej skupiając się na obserwacji służby, niż polecenia. Nigdy nie należał do osób, które wypełniają polecenia, praktycznie od dziecka buntował się przeciwko wszystkim i wszystkiemu, dbając wyłącznie o to co sam uważał za słuszne. Wpierw na jedzenie groszku, później przed chodzeniem spać przed dwudziestą, miał też epizod buntu przeciw kąpieli, nie mówiąc o późniejszych sprawach, gdy trafił pod opiekę matki. Po tym przypomniał sobie słowa Abbadona. "Pamiętaj żeby im przypomnieć, żeby wzięli głęboki oddech jak będziesz w nich wchodził". Trochę go to uspokoiło, ba, nawet uśmiechnął się patrząc po Złotej księżniczce
OdpowiedzUsuń— Weź głęboki oddech i chodźmy do tej wieży — odparł.
Yumi
Dziewczyna spojrzała po nim, gdy ułożył dłoń na jej pośladku, ale nie zaprotestowała. Zamiast tego przesunęła palcem po jego szczęce pokręciła z lekkim uśmiechem głową.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, chętnie spróbuję twego ulubionego alkoholu, ale... wolałabym inną nagrodę - musnęła ustami jego wargi i zmieniła pozycję, by być przodem do niego. Wsunęła dłonie w jego włosy. - Jeśli wygram... to zabierzesz mnie do swojego kraju - szepnęła do jego ucha. - Nie teraz, gdy jesteś zajęty... ale później - musnęła jego ucho, po czym przesunęła dłonie na jego kark i zaczęła go masować swoimi palcami, chociaż przez chwilę. - Mhm może - rzuciła zadziornie, zagryzając lekko wargę, gdy ścisnął jej pośladek i zostawił tam swą dłoń. Jeśli chciał tak grać...to ona też mogła - poruszyła biodrami, ocierając się lekko o jego przyrodzenie, wpatrując się w te jego tęczówki, jakby rzucając mu wyzwanie.
Tony dmuchnął sobie w grzywkę, a gdy ostrze Ashana dotknęło jego karku, rapier zrobił to samo z karkiem Ashana. Tyle że lewitując w powietrzu. Spojrzał po Ashanie i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Nie umarłem - powiedział po prostu. - Bo w walce sięgnąłbym sobie po niego w taki sposób, więc nawet nie musiałbym się po niego schylać - wyjaśnił, po czym odetchnął głęboko. - Więc tak naprawdę nie do końca bym ją wyrzucił - dodał zaciskając mocniej wargi, po czym wstał i przywołał broń do swojej dłoni. Słuchał pozostałych rad i kiwał głową. Mimo wszystko dobrze było posłuchać i rad i poprawić swój zwód. - Pewnie nie oczekujesz odpowiedzi, że z użyciem powietrza, nie? - spojrzał po nim z lekko głupkowatym uśmieszkiem, bo tak jakoś humor mu się udzielił. - Skoro nie mam wyrzucać broni to ten zwód jest do wyrzucenia, bo zakłada, że się pozbędę broni właśnie - zauważył. - No nie wiem, może udawać, że ją wyrzucam? - zaproponował.
Tony
Diego przewrócił oczyma.
OdpowiedzUsuń- Z gustem trzeba się urodzić. Jak Twoje poczwary będą go miały to same zobaczą, że nie warto naśladować ten podwórkowy styl i wezmą przykład z zajebistego wujka – uśmiechnął się pod nosem. – Będę im co najwyżej służył radą, kiedy do mnie po nią przyjdą – zapewnił, bo o ile drażnienie brata pod kątem ubioru dawało jakiś rodzaj rozrywki, o tyle nie widział tego by drażnić dzieci, nawet te Ashanowe.
Widok tego jak łyka jego kłamstwo był po prostu niezastąpiony. Uwielbiał tą jego zdegustowaną minę i chwilę, w której się zastanawiał czy to rzeczywiście prawda, czy może jednak kolejny żart. Zaśmiał się gardłowo i nawet zasłonił na chwilę oczy dłonią, w geście rozbawienia. Ten gest jasno u niego świadczył, że znowu Ashan został wkręcony, nawet jeżeli jego wiara była minimalna, to i tak Diego uznawał to za zaliczone. Chwilę się tak śmiał, a potem dumny z samego siebie spojrzał na brata i obdarzył go swoim szelmowskim uśmiechem. Na słowa o piratce rzucił Ashanowi wymowne spojrzenie.
- Mhm, zajebiście uspokajające, tak jakby oświadczyny były potrzebne do tego by znowu Ci odjebało. Tego tylko brakuje by kolejna się Tobą zabawiła – pokręcił głową z wyraźną dezaprobatą w oczach. Nie dość, że nie miał gustu do ubrań, to i do kobiet. Spojrzał po nim, gdy mówił o Darcy.
- Słodka, czuła i troskliwa? Dar? Dla obcego typa? Dla nas, dla rodziny, dla tej swojej szemranej bandy przyjaciół… tak… ale dla kolesia, który ma jej robić za męża… dla kogoś do kogo nic nie czuje? Nie sądzę. Przecież wiesz, że ona ma te całe… demiseksualności. Musi poczuć więź by wyszło coś więcej. Potrafi to ona zranić samą siebie. Prędzej będzie udawać, że jest dobrze i wmówi sobie więź niż rzeczywiście ją poczuje… - ponownie przewrócił oczyma. Westchnął zaraz, gdy mówił o rodzicach.
- Ta, wiem, nie chcieliby – przyznał i sam upił trunku po czym kiwnął głową. Tak temat małżeństwa aktualnie nie był na językach, więc nie trzeba było się nad tym głowić. Wzruszył ramionami kiedy dopytywał o te oczy.
- Raczej teraz – stwierdził. Wcześniej się nad takimi sprawami jakoś wielce nie zastanawiał. Ponownie umoczył dziub w naczyniu. Uśmiechnął się pod nosem na słowa o pudrowym różu i skrzyżował z bratem wzrok.
- Dzięki, będę na przyszłość wiedział jak skutecznie przyciągnąć Twoja uwagę. Muszę dać znać szwaczce, niech no mi uszykuje różowo landrynkowy kubraczek na specjalne okazje – rzucił z lekkim przekąsem w głosie i stuknął jego wystawioną szklankę.
- No, nie masz, ani do ubioru, ani do kobiet… - stwierdził.
Diego
Wpatrywał się w niego przez dłuższy czas bez zbędnego słowa odwrócił twarz unosząc dłoń nieco wyżej w stronę dziedzińca, łapiąc za pierwszą, spętaną z tym miejscem dusze. Wyglądał jak żołnierz, o dziwnych niepasujących do tego miejsca barwach, o kompletnie innym znaku na piersi, z twarzą w połowie wypaloną przez ogień. Dusza spojrzała wprost na niego, jedynym okiem.
OdpowiedzUsuń— Podnieś to — zwrócił się nagle do czegoś w przestrzeń, nie zwracając zbytniej uwagi na chłopaka. Ku zdziwieniu wszystkim niedopałek wysunął się z wody, uniósł na tyle wysoko, by unieść się w stronę pobliskiego śmietnika. Yumi nawet nie podziękował duszy, zbył ją machnięciem ręki, a nieprzyjemne zimno rozniosło się wokół tej dwójki mijając Ashana tak, jakby coś właśnie przemierzało przy nim. Mężczyzna uśmiechnął się wkładając ręce do kieszeni, z głodem patrząc po zwykłym skręcie chłopaka, sam marząc ponownie o tym, by wziąć do usta Camele.
— Czy teraz możemy iść?
Yumi
Westchnęła przeciągle na te jego pieszczoty. Powiedzieć, że na nią nie działały to skłamać. Oczywiście, że działały. Czuła się przez niego adorowana. Podobała mu się i sama starała się przekazać mu to samo. Oddawała się tym jego pieczotom, samej oddając je ze zdwojoną siłą, a kiedy uniósł ją lekko w górę, spojrzała mu prosto w oczy z błyskiem w nich.
OdpowiedzUsuń- Nie pozostaje mi nic innego jak wygrać z tobą - rzuciła z uśmiechem na twarzy i usiadła już nieco spokojniej. Jeszcze raz musnęła jego usta, po czym zeszła z jego kolan i usiadła na swym miejscu z kuflem piwa. - Do dna - stuknęła się z nim kuflami.
Luna
OdpowiedzUsuńNie skomentował, ruszył przy nim sam odpalając kolejnego truciciela, by w końcu zaciągnąć się nim wystawiając twarz bardziej do słońca. Niektórzy musieli udawać brak jakichkolwiek reakcji, by świat nie pożarł ich w ten najbardziej brutalny sposób, lecz Yumi znał prawdę. Widział wymuszony wręcz spokój, który skwitował szerszym uśmiechem. Brak jakiejkolwiek refleksji nie wynikał z braku kultury, raczej świadomości.
— I zajebiście — wzruszył ramionami przelotnie hacząc go spojrzeniem.
Yumi
An mimo wszystko nie zamierzała buszować mu w głowie, nawet przy takich tematach jak żarty. Różnie z tym bywało i czasem jedno słowo starczyło by takie zaglądanie w czyjś umysł powędrowało w nie tą stronę co trzeba, wolała nie ryzykować. Zaśmiała się krótko na to jego "oby". Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- W najgorszym przypadku, jak bardzo mnie przyszpili, to wpadnę na to piwo osobiście, nawet z drugiego krańca świata - odparła żartobliwie i posłała mu uśmiech, kiwając głową w temacie listy. Przy porównaniu uniosła kącik ust.
- Hola, hola, sam tu przypisałeś rolę poety jako niewiarygodnego zwycięzcy, więc teraz siebie wiń, a nie sobie rączki mną wybielasz - pokazała mu język i upiła łyk piwa, śmiejąc się pod nosem.
Akane
Spojrzał po zwierzęciu przystając niedaleko stajni z wyraźnym zdziwieniem. Widział, że tutejsze zwierzęta wyglądają zupełnie inaczej od standardowych, lecz to przechodziło wszelkie oczekiwania, zwłaszcza patrząc po fantazyjnych rogach. Tutejsi kłusownicy pewnie zarabiali fortunę na zbieraniu nielegalnego poroża, przeszło mu przez myśl podchodząc bez wyraźnego strachu do wierzchowca. Z torby wyciągnął najzwyklejsze jabłko przepoławiając je gołymi rękoma, podając oba kawałki zwierzętą stojącym obok siebie.
OdpowiedzUsuń— Na czymś takim jeszcze nigdy — przyznał. — Jeśli jeździ się jak na przeciętnym wierzchowcu, to sobie poradzę, o ile nie wierzga jak ogary — spojrzał na niego, a gdy dostrzegł, że ten nie rozumie o czym mówi wyjaśnił. — Połączenie dzika z niedźwiedziem, wielkie jak karawana. Jak cię zrzuci to już po tobie. Widoczność w tym słaba, ale są fascynaci — wzruszył ramionami, zarzucając niewinnym żartem.
Yumi
Parsknęła śmiechem na wizję takiego treningu.
OdpowiedzUsuń- W takim wydaniu byłabym naprawdę rubasznym, brzuchatym od piwa trenerem - zaśmiała się szczerze i nawet udała ulęgałkę siedzącą ledwo co na krześle po czym raz jeszcze się zaśmiała. Wiedziała, że to żarty, ale mimo wszystko miała pewność, że jeżeli już kiedyś zostanie trenerem, to podejście będzie miała zdecydowanie inne niż tu przedstawiane. Wzięła kolejny łyk piwa, a kiedy Ash zamówił dla siebie kolejną dolewkę, uśmiechnęła się pod nosem.
- Zdradź mi proszę gdzie jest nasz pokój, tak w razie jakbym musiała Cię dziś do niego odprowadzać - szepnęła konspiracyjnie, pochylając się w jego stronę z zaczepnym uśmieszkiem. Rozbawiona pokręciła głową na wojownika poetę. Pokazała zaraz małą przerwę między palcami.
- Odrobinkę, ale jak przez najbliższe pięć minut będziesz do mnie mówił wierszem to może się zastanowię komu tą rolę rzeczywiście przypisać - poruszyła zabawnie brwiami.
Akane
— Stalowa dupa była pierwszą rzeczą jaką wyrabiało się w wojsku. Zwłaszcza, gdy komuś upadało mydło — spojrzał po nim wymownie, z uśmiechem podchodząc do wierzchowca. Zaczął oprawiać wierzchowca, skupiając się jednak głównie gładzeniu go po boku i karmieniu smakołykami z torby w postaci kilku egzotycznych owoców, które najwyraźniej zebrał po drodze. Ostatecznie zasiadł na grzbiecie upinając przydługie włosy podłużną, metalową szpilą, odwracając wzrokiem do mężczyzny.
OdpowiedzUsuń— Jedźmy.
Ruszył wprawnie, bez zrywu dbając o komfort wierzchowca jak i swój własny zrównując się z drugim jeźdźcem wyjeżdżając ze stajni.
Yumi
Zagwizdała, gdy tak szybko wziął się za swój kufel i wypił go na raz. Sama wypiła połowę swojego w tym czasie i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- No co ty! - rzuciła uśmiechając się do niego, by zaraz dokończyć swój kufel. - Nie wystarczą mi dwa kufle, żeby pęknąć - wyszczerzyła się sięgając po kolejny i tym razem sama wzięła go na raz. - Acz nie obrażę się, jak ty wymiękniesz pierwszy - puściła do niego oczko, czekając aż i on dopije swój trzeci, zanim sięgnęła po kolejny. - Często robisz sobie takie zawody? - zainteresowała się.
Luna
Ponownie się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Nie byłabym tego taka pewna, znam o wiele ciekawsze metody uszczęśliwiania niż pocie piwa – stwierdziła, dalej z lekkim śmiechem na ustach. Spojrzała zaraz po nim z wymownym rozbrojeniem. Mhm, nie pamiętał. Zamierzała coś powiedzieć, ale sięgnął do jej twarzy i poprawił włosy, co odrobinę ją zaskoczyło. Na chwilę się spięła, ale została w aktualnej pozycji, zerknęła jednorazowo po jego ręce i parsknęła cicho pod nosem. No proszę, podpitemu Ashanowi zachciało się tego innego rodzaju zaczepek. Uniosła kącik ust i pokręciła minimalnie głową, rozluźniając się i bagatelizując jego odruch. Spojrzała po swoich włosach.
- Racja, powinnam, muszę zaopatrzyć się w jakieś gumki albo klamry czy coś takiego rodzaju – zgarnęła włosy i przerzuciła je przez jedno z ramion, tak, by leżały na przedzie, z jednej strony. – Ewentualnie je zetnę za ucho – dodała z nutką rozbawienia w głosie.
- A z tymi gwiazdami to sobie uważaj, jestem dość trzeźwa by przeprowadzić śledztwo pokojowe, najwyżej Ciebie tu zostawię, a sama zajmę pokój. Dosunę nawet Twoje łóżko do mojego i będę sobie rozwalona spała na obu – poruszyła zabawnie brwiami. Prawdę mówiąc nie sądziła, że podejmie wierszowe wyzwanie, więc widząc jak wstaje uniosła lekko brwi.
- Ou boy… - pomasowała czoło i wzięła większy łyk piwa, mogła go potrzebować by to przetrwać. Zerknęła po Ashu, gdy znowu złapał kosmyk włosów. Miała cichą nadzieję, że nie pierdolnie tu jakiegoś włosowego poematu. Słysząc o „krzyczku” parsknęła cicho śmiechem. No nieźle, zapowiadało się ciekawie. Stan Ashana pozwalał brać poprawkę na to całe zachowanie. Lubiła, gdy ktoś bawił się jej włosami, ale aktualnie bardziej ją to po prostu bawiło. Czekała co też zrobi z tymi włosami, słuchała przy tym słów i uśmiechała się pod nosem. Zaśmiała się i ponownie pokręciła głową, kiedy już wrócił na miejsce.
- Tak, to już omówiliśmy. Jakieś jeszcze rady życiowe? – zapytała z lekkim przekąsem w głosie.
Akane
Uśmiechnęła się pod nosem na jego pierwszą rymowankę.
OdpowiedzUsuń- Pokazywać nie zamierzam, ale może kiedyś sobie o sposobach pogadamy – odparła, dalej rozbawiona. Spojrzała po tych jego sztuczkach z dymem. No artysta się w nim odpalił jak nic.
- Jak zaczniesz rzeźbić dla dodatkowych punktów to ostrzegam, że wychodzę – zaśmiała się. Przy rymowance o klamrze Ash dostał kopniaka pod stołem.
- Zboczeniec. Doprawdy niesamowite jakie cuda odkrywa alkohol – stwierdziła, dalej z zadziornym uśmiechem obserwując te jego poetyckie popisy. Znowu spojrzała po jego dłoni, którą złapał kosmyk włosów. Przesunęła spojrzeniem o całej jego ręce i zatrzymała oczy na jego twarzy. Śmiała przypuszczać, że wielu facetów miało słabość do długich włosów. Dość ciekawe.
- Bez obaw, biorę to pod uwagę jedynie w jakimś krytycznym momencie swego życia – puściła mu oko, a rozbawienie z jej twarzy nie znikało. Również chwyciła piwo, biorąc jego kolejny łyk. Na rymowankę w sprawie pokoju ponownie się zaśmiała.
- Meh… „chwała tobie, ja Ci dziewko nie pomogę”, tak brzmiałoby o wiele lepiej. Tu odejmuję punkty za dymek, ale idzie Ci całkiem nieźle – poruszyła zabawnie brwiami i zaraz pokręciła głową na jego groźby.
- Tak te łóżka zabezpieczę, że będziesz mógł sobie co najwyżej pomarzyć – pokazała mu język. Oczywiście cały czas odbierała to wszystko po prostu jak żarty. Kiwnęła głową.
- Mhm, zaczęło, zostały Ci jeszcze jakieś dobre trzy minuty – przyznała, po czym nadstawiła ucha na złote rady. Aż się napiła na te rymy i tym razem to ona wyzerowała swój pierwszy kufel, a potem polała z dzbanka drugą porcję.
- Muszę się zastanowić nad tym drażnieniem oficera – stwierdziła, udając, że się nad tym zastanawia.
Akane
Cisza była dla niego dyskomfortem; słyszał w niej nie tylko przestrzeń w jakiej się znajdował, a przeszłość. Syk rakiet nad głową, czy duszące się w gardle głosy ghuli za plecami, nie tyle krzyki a szepty ciał, które spoglądały na niego martwymi oczami. Do tego momentu pamiętał duchy stojące nad własnymi ciałami i ciszę Żniwiarzy wpatrujących się we wszystko z oddali. Pamiętał szczególnie jednego, gdy przedostali się przez środek miasta, gdy trwał w ramionach Abbadona. Kostucha spojrzała mu wtedy w oczy, puste oczodoły pociemniały od pustki, a głowa pokręciła się na boki. "Nie".
OdpowiedzUsuńDlatego mówił, dużo, często, jakby tylko słowa zdołały wydrzeć z pamięci okropieństwa minionych wojen, zwłaszcza ten poza Kurtyną. Yumi zaśmiał się pod nosem głaszcząc ponownie wierzchowca odwracając się tak, by obserwować okolicę.
— Największą nieprawidłowością jest fakt, że nie zaśmiałeś się z mojego żartu — odparł, ciągnąc rozmowę do kolejnych punktów.
Yumi
Przytaknęła mu głową, z lekkim śmiechem na ustach. Tak, sama wolała by z rozmowy piekło się nie zrobiło. Parsknęła na kolejne słowa i nawet odtworzyła tą jego minę z wymownie uniesioną brwią.
OdpowiedzUsuń- Całe szczęście mości Panie, byśmy mieli z tym przesrane – odparła i zaraz zaniosła się rozbawionym śmiechem. Te podteksty zdecydowanie ciężko było brać poważnie. Kolejna wzmianka o włosach sprawiła, że przytaknęła mu głową, zarówno na pierwszą, jak i drugą. Tu już nic nie odpowiadała, dalej po prostu śmiejąc się wesoło. Kolejny rym jednak wybuczała.
- Żółta karta, jeszcze jeden taki numer i nie zaliczam! – rzuciła z śmiechem na ustach. Złapała kufel piwa w obie dłonie i uniosła nieco. Popijała sobie piwka, część twarzy zasłaniając naczyniem w przerwie przed łykami. Uniosła kącik ust na łóżkową rymowankę. Poruszyła zabawnie brwiami.
- Minuta, została Ci jeszcze minuta – zostawiła te jego sny w spokoju, chociaż domyślała się, gdzie mógłby wylądować, gdyby te się rzeczywiście mogły spełnić. Zadziorny uśmiech i jej wkradł się na usta, kiedy pochylił się ku krawędzi kufla.
- Znasz jakiegoś ciekawego? – zapytała patrząc mu zaczepnie w oczy, powstrzymując się przed kolejnym roześmianiem.
Akane
Kolejny jego rym skomentowała po prostu śmiechem. Szło mu w tym naprawdę dobrze, te kilka potknięć nie było znowu takie złe. Spodziewała się znacznie gorszego wyniku.
OdpowiedzUsuń- Lepiej uważaj z tym podrzucaniem pomysłów – rzuciła rozbawiona na wzmiankę o progach, a przy kolejnym tekście spojrzała po nim wymownie, udając, że już sięga po czerwoną kartkę, ale w porę na szczęście sam się poprawił i „schowała” swój oręż z powrotem do kieszeni. Na poprawkę pomachała ręką na „jako tako”, ale uszło, więc mu darowała. Udała chrząknięcia na to „zjawisko”.
- Chyba „urwisko” chciałeś chyba powiedzieć – rzuciła zaczepnie i słuchała dalej. Zaśmiała się na kolejne, mógł nawet dostać małego plusa na dramatyczną pauzę. Pokręciła głową, ostatecznie się po prostu śmiejąc, a zaraz zaklaskała mu lekko w dłonie.
- Brawo, masz to – złapała kufel i stuknęła w ten jego. – Wygrałeś, od dziś smakujemy Nyliana, a popijamy Ashanem – zaśmiała się i skubnęła mu z talerza jeszcze odrobinę baraniny, po czym popiła piwem i poruszyła zabawnie brwiami.
- Ten wieczorek talentów przejdzie w mej głowie do historii – zapewniła, dalej rozbawiona.
Akane
— Był wybitny — spojrzał po nim wymownie tylko na chwilę wracając do niego wzrokiem, gromiąc go tak, jakby co najmniej ukradł mu kanapkę. Żarty o homoseksualizmie zawsze śmieszą, zwłaszcza jeśli ktoś zasmakował i w różdżkach i pochwach.
OdpowiedzUsuńZatrzymał wierzchowca widząc coś niepokojącego na trasie, podjechał w tamte stronę w pewnym momencie schodząc z niebo, torbę przekładając przez róg zwierzęcia i zatrzymał się przy czymś co wyglądało mu na kamień milowy, unosząc głowę na duszę dzieciaka, który kręcił się wokół własnej osi udając samolot. Albo ptaka. Albo cokolwiek w tym wymiarze potrafiło latać. Powoli się gubił.
— Ej, młody — zwrócił się do dzieciaka. Chłopiec, około ośmioletni spojrzał na niego niezrozumiale odzywając się w dziwnym dla niego języku wskazując rączką na własną rozerwaną pierś. — Tak, ty. Nie patrz tak głupio i mów we wspólnym.. I pokaż się, żeby i on cię zobaczył — wskazał na księcia. Chłopiec znów coś odpowiedział, znów w tym języku, którego nie potrafił pojąć, a dzieci widząc że Yumi po prostu nie czai machnął ręką w jego stronę, w końcu ukazując się w formie ducha.
Imito spojrzał po księciu, mówiąc.
— Przetłumacz mi co on piszczy pod nosem.
Yumi
Luna parsknęła śmiechem, kiedy tak bezczelnie dostała od niego w pośladek, jednocześnie pokręciła lekko głową. Lubiła takie zaczepki, oj lubiła. WIwatowała mu, kiedy przechylał kolejny kufel, a potem sama sięgnęła po swój i tak jak i on, wypiła cały, odstawiając go dnem do góry na stół.
OdpowiedzUsuń- A jest? - zapytała go. - Moja nagroda tak - pokiwała głową. - Ale twoja? - uniosła lekko brew. - Nie chciałbyś jej zmienić? - zapytała, podchodząc do niego i pochylając się nad nim. Dłonie oparła o jego uda, lekko je mu pomasowała. - Wiesz, moja oferta dnia na "tak" dalej może być aktualna - szepnęła mu do ucha, po czym odsunęła się i puściła mu oczko. - Och ja również nie tak często - zapewniła. - Choć zdarza się, bo wygrywanie w karty jest trudniejsze niż wygranie na twardą głowę - postukała się po skroni.
Luna
Właściwie to An pomyślała o progu lokalu, nie ich pokoju, ale nie wchodziła głębiej w ten temat, po prostu się uśmiechnęła na wizję tego, że jednak zostanie spać pod niebem. W pomysły również za bardzo nie wnikała, czuła, że te i tak celowo owiane są nitką tajemniczości. Prychnęła na te niby za małe przewinienia.
OdpowiedzUsuń- Już ja jakieś znajdę jak będzie trzeba – pogroziła mu palcem, dalej grożąc na wesoło. Zaśmiała się na tą jego urażoną minę.
- Pamiętaj, że jestem sędzią, nie wypada mi zachwycać się walorami potencjalnego skazańca – poruszyła zabawnie brwiami. Sama zaraz zrobiła oburzoną minę.
- Ty? To chyba ja wytrwałam! Uff… - udała, że ściera pot z czoła i nawet się powachlowała, zachowując jakby przebiegła maraton. Nawet łyk piwa wzięła większy i zaraz posłała Ashanowi niewinny uśmiech. Uśmiechnęła się pod nosem na jego komentarz co do jedzenia.
- Nie, nie jestem, po prostu musiałam to zobrazować, w końcu z powodu tego właśnie dania poznać mi było dane Twą poetycką duszę, którą niezmiernie miło przedstawię innym, gdy tylko nadepniesz mi na odcisk – ponownie się zaśmiała i odsunęła talerz bliżej niego. Naprawdę nie była głodna i więcej mu wyjadać nie zamierzała.
Akane
Pogłaskała go po policzku i złapała lekko jego nasadę nosa, ściskając ją nieco.
OdpowiedzUsuń- Skądże znowu. Mówiłeś o moim ulubionym alkoholu, a nie o całym alkoholu - rzuciła, okręcając się kilka razy wokół własnej osi, by znów przycupnąć na swym miejscu i zamówić dla nich mocniejszy alkohol. Postawiła na butelkę wódki, którą rozlała do dwóch mniejszych szklaneczek. - Czas podkręcić atmosferę, Laleczko - puściła mu buziaczka i wypiła od razu cały trunek ze swojej szklaneczki. Tym razem poczuła pieczenie w gardle i odetchnęła głęboko. - Mhm mocne, ale mają potwierdzenie w mych dotychczasowych zwycięstwach - wyszczerzyła się do niego.
Luna
Przytaknęła mu, jeszcze chwilę udając zmęczenie.
OdpowiedzUsuń- Ledwo dałam radę – zapewniła, łapiąc się za serce. Przy kolejnych słowach to ona oparła się łokciami o blat i lekko pochyliła w stronę Ashana, patrząc mu w oczy zaczepnie. Pozwoliła sobie na mały pokaz umiejętności i gdy patrzył jej w oczy, mógł zacząć widzieć scenę sprzed chwili, gdy mówił wierszem, ale widział to oczami Akane. Widział siebie w pełnej krasie. Dziewczyna włożyła mu skrawek tego uroczego wspomnienia do głowy i kiedy przestała je „odtwarzać” to poruszyła zabawnie brwiami.
- Mam dowody – szepnęła w jego stronę konspiracyjnie, dalej z zaczepnym uśmieszkiem na twarzy.
Akane
- Moje największe było z moim własnym ojcem - poinformowała go z wielkim uśmiechem na twarzy. - Wygrałam "Piranę" i wolność na statku - dodała wesoło, wypijając kolejną szklaneczkę i przymykając na moment oczy. - To było coś, ale skubany nie chciał się poddać. Nie pamiętam ile wypiliśmy, ale przez dwa kolejne dni leżałam w łóżku, bo tak mnie ten alkohol wymęczył - przyznała ze śmiechem. - Taka byłam - dodała, pokazując mu mniejszą wersję siebie. - Ot 16 lat - dodała. - I być może trochę mi pomógł, ale wciąż... to było jedno z mych największych zwycięstw. Potem... potem odbiłam w ten sposób Heidi i Meredith. Co prawda już nie od ojca - pokiwała głową. - Ale Heidi odbiłam ojcu Peruna - spojrzała Ashanowi prosto w twarz, a na jej obliczu pojawił się drapieżny uśmiech. - Och to było satysfakcjonujące zwycięstwo. Na szali postawiłam samą siebie - dorzuciła, polewając im kolejną kolejkę i wypijając swoją na raz. - Jakie są twoje najlepsze zwycięstwa? Takie najbardziej znaczące czy satysfakcjonujące... niekoniecznie w grze alkoholowej - zapytała go, dając sobie chwilę na przetrawienie alkoholu.
OdpowiedzUsuńLuna
- Jak nie? Wiesz jak mięśnie twarzy potrafią boleć po takich salwach śmiechu? - zaczeła macać własną buzię. - Policzki to mam normalnie sparaliżowane, ja nie wiem... - położyła dłonie na policzkach i zaczęła je masować, przez co jej buzia nabierała zabawnego wyglądu. Ścisnęła je nawet ostatecznie, przez co wargi ułożyły się w wąski, wystający dziubek, a potem puściła.
OdpowiedzUsuń- Huh, normalnie będę musiała w Pałacu prosić o okłady - zacmokała i uśmiechnęła się pod nosem. Uniosła dumnie brodę na tą "małą, bezczelną jędzę".
- Tak, to ja - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Zarazie tylko ostrzegam, jeszcze nie szantażuję, ale skoro tak stawiasz sprawę to może z czystej ciekawości niedługo zacznę, co by zobaczyć jak z tym sobie poradzisz - pokazała mu język i zaraz lekko się zaśmiała, oczywiście żartując. Upiła kilka kolejnych łyków piwa.
Akane
Luna posłała w jego stronę delikatny uśmiech i pokiwała głową. Co do zadziorności musiała się z nim zgodzić. Znów usiadła z nogą na nogę i upiła łyk kolejnej szklaneczki alkoholu, na chwilę zwalniając. To wypadało dobrze rozegrać. Kilka szybkich, jedno czy dwie wolniejsze, żeby organizm zdołał rozłożyć alkohol, a przynajmniej w jej głowie tak to działało. Zastrzygła uchem, kiedy zaczął opowiadać. Klątwa... pojawiła się po raz drugi w rozmowie... ale ona dalej nie do końca rozumiała o co chodzi.
OdpowiedzUsuń- Długo zajęło ci ujarzmianie klątwy? - zapytała cicho, bo fakt, że to było jego najlepsze zwycięstwo bardzo ją zastanowiło. Głównie dlatego, że to musiało wiele dla niego znaczyć. Spojrzała po nim uważniej. - Co to za klątwa? - zapytała cicho, by nikt inny nie usłyszał. Uśmiechnęła się do niego szeroko słysząc o bandycie i tym, że nie mógł się regenerować. - Oh no nie gadaj, że dopiero po dniu ozdrowiałeś - parsknęła wywracając lekko oczyma. Musiał być bardzo zmęczony, ale jednocześnie każdy inny organizm regenerował się dużo dłużej niż tylko po jednym dniu, a widziała jak bardzo się potrafił regenerować jego organizm i jak szybko to robił. - O wow... - zaklaskała mu w dłonie z podziwem na generała z Fjeldodd. To akurat było spore osiągnięcie, bo ci potrafili być agresywni, brutalnie i strasznie upierdliwi gdy chodziło o walkę.
Luna
Odpowiedziała mu równie wymownym uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że w głębi swej komnaty, chichrasz się w podusię co noc, co by wyrzucić z siebie nadmiar śmiechu i wypadać poważniej niż jest w rzeczywiśtości - dodała najbardziej poważnie jak tylko umiała, a potem sięgnęła do jego ręki i poklepała ją z taką miną, jakby właśnie wystawiła mu poważną diagnozę. Oczywiście po chwili parsknęła po prostu śmiechem i się roześmiała. Chrząknęła zaraz po swojej salwie śmiechu i z oburzonym spojrzeniem zarzuciła włosy na plecy.
- Z kim przystajesz, takim się stajesz - zmierzyła go uważnie spojrzeniem i uniosła zaczepnie kącik ust. Ponownie się zaśmiała na ten specyficzny rodzaj uznania. Przechyliła kufel i poruszała zabawnie brwiami.
- Ha, widzisz, najwyraźniej nie tylko Ty w tym towarzystwie potrafisz zaskakiwać - tym razem wykonała gest ulizania włosów dłońmi, a potem palcem dotknęła języka i poprawiła jedną z brwi, dumnie unosząc przy tym brodę, ostatecznie posyłając mu swój zaczepny uśmiech.
Akane
Dziesięć lat... to brzmiało na szmat czasu w piekle. Zacisnęła mocno wargi i wychyliła kolejną szklaneczkę, a potem podeszła do niego, usiadła mu na kolana i mocno go przytuliła, wtulając swą głowę w jego pierś. Nie wiedziała czym było piekło, ale wszystkie opowieści jakie o nim słyszała były straszne. Trochę zabolało ją to, że nie był w stanie bardziej się przed nią otworzyć, ale w pewnym sensie rozumiała to. W końcu wychodziło to, że się nie znali. Po prostu więc go przytuliła. Wsunęła dłonie w jego włosy i głaskała go po głowie i plecach spokojnie.
OdpowiedzUsuń- Hm... trudno mi powiedzieć po jakim - przyznała szczerze. - Dawno nie wywieszałam białej flagi. Nawet nie pamiętam kiedy - uśmiechnęła się pod nosem, dalej się do niego przytulając. Tak po prostu. - Hm myślę, że to może być burbon...
Luna
- Nie no... - uśmiechnęła się zaczepnie. - Siedzisz, dla pozoru, jak już się wychichoczesz w poduszkę - zaśmiała się lekko. Na żart o spędzaniu nocy pokręciła głową i zacmokała.
OdpowiedzUsuń- Co za brat, normalnie pozazdrościć. Tak dba o Twoje ćwiczenia na uważność - rzuciła z nutka sarkazmu w głosie.
- Myślisz? - zapytała, gdy stwierdził, że to brzmi jakby chodziło o coś złego. - Eee, to dość neutalne powiedzonko, zależy w jakim tonie isytuacji je wypowiesz, a jak dla mnie ten mój nie był negatywny czy pretensjonalny - przymróżyła oczy i chwilę obserwowała tak Ashana.
- Czyżby Książe był już zmęczony i nie dostrzegał tak wyraźnych różnic? - uśmiechnęła się kącikiem ust, a potem posłała mu niewinny uśmiech. Nie miała nic przeciwko tego rodzaju wygłupom.
Akane
Oho, widząc tą jego nagłą zmianę na twarzy coś tak czuła w kościach, że będzie srogo. Starała się zachować powagę, co by chociaż przez chwilę scena wyglądała wiarygodnie, ale ostatecznie po prostu się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że podglądam - uniosła kącik ust. - Siadam na tym parapecie, no tym, co masz w nim taki brzydki ślad po gaszeniu papierosów. Najczęściej używane, najciemniej pod latarnią i te sprawy - dodała nie zmieniając mimiki. - Co się naoglądałam, to moje - tu popukała swoją skroń i poruszyła zabawnie brwiami.
- Heh, może kiedyś się przekonam - stwierdziła, aktualnie nie często miała okazję rozmawiać z Diego. Udała zaraz, że się na dczymś zastanawia.
- Racja... pytanie tylko, czy już w nią nie wpadłeś - posłała mu kolejny tajemniczy uśmieszek, a przy kolejnych słowach lekko się zaśmiała.
- Chociaż jedno z nas powinno być tym odpowiedzialnym - rzuciła zaczepnie i pokazała Ashanowi język.
Akane
Spojrzał po rozprutej piersi dziecka porównując obrażenia do broni z którymi wcześniej miał do czynienia, lecz nie dopasował niczego. Wyglądało to wręcz monstrualnie, jak wielka dziura zadana sczymś bardzo szerokim, bądź jakąś wiązką... energii, levz niczego nie mógł wykluczyć. Widząc, że duszyczka speszyła się na widok oglądanych ran odwrócił wzrok.
OdpowiedzUsuń— Ilu ich było? Pamiętasz jakieś charakterystyczne rzeczy? Barwy, znamiona, jakim językiem się posługiwali? Cokolwiek zapamiętałeś?
Chłopiec burknął znów pod nosem, patrząc po Ashanie, co wybrzmiewało w ojczystym języku mężczyzny bardzo prosto. "Dlaczego dręczysz mnie tymi pytaniami, zostaw mnie w spokoju"
Zanim Yumi mógł się zorientować dzieciątko rozpłakało się, głośnym płaczem chowając zakrwawioną twarz w dłonie zaczynając znikać powoli, zaś jego ciałko po kilku chwilach przerzedziło się kompletnie..
Pozostali sami.
Yumi nawet nie zerknął w stronę Ashana, mówiąc.
— Zniknął.. Dusze dzieci często potrzebują więcej czasu, by przetworzyć swoją śmierć. Nic więcej się od niego nie dowiemy — poinformował, dopiero teraz zwracając twarz do księcia.
Yumi
Rozłożyła bezradnie ręce.
OdpowiedzUsuń- No co ja Ci poradzę, że ze mnie takie ciekawskie jajo. O pewne tematy po prostu pytam, a innych odpowiedzi szukam na własną rękę - jej zaczepny uśmieszek dalej nie znikał z twarzy. Ktoś tu najwyraźniej lubił się trochę pozgrywać. Zatrzepotała zaraz teatralnie rzęsami.
- Od dupy to ja trasę zaczynam - szepnęła w jego stronę, z rozbawionym błyskiem w oku. Dotknęła zaraz swojego mostka i udała zaskoczoną minę.
- Ja? No gdzie... Już Ty o to zadbasz bym nigdzie nie wylądowała, co by przypadkiem się nie skończyły te podglądackie numery - poruszyła zabawnie brwiami. Posłała mu kolejny niewinny uśmiech.
- Nie wiem... Wpadłeś? - powtórzyła na nim, dalej w tym zaczepnym tonie i zaraz zaśmiała się lekko. To było całkiem zabawne, ta gra, mało poważna, rozluźniająca. Spojrzała po kolejnej dawce piwa i pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem. Ktoś tu ją planował upić, no nieźle. Wzięła łyka i parsknęła śmiechem na jego komentarz o odpowiedzialności.
- Tak jakby schlanie było w stanie zaoferować jedynie kaca. W tym zaczpnym humorze to zaraz nam przytargasz do pokoju tabun wiernych fanek Twoich tatuaży, a wtedy to mi pozostanie spać pod gwiazdami. Ja tu po prostu dbam o własne cztery litery - rzuciła poruszając zabawnie brwiami.
Akane
— Więc po waszych ziemiach chodzą pierdoleni socjopaci mordujący dzieci. Słodko — skomentował, nerwowym ruchem otwierając paczkę fajek, jakoby ta cała sytuacja wytrąciła go z równowagi. Najgorsze były dusze dzieci; zazwyczaj zagubione i przerażone, bardziej skłonne do agresji przez młody wiek i mniejsze umiejętności panowania nad sobą. Z tymi obchodził się najgorzej nie wiedząc do końca w jaki sposób mógłby do nich dotrzeć, bo po prawdzie dzieci nie do końca lubił. Nie był to jego vibe.
OdpowiedzUsuń— Skoro ta broń przechowywana była tylko w waszym zamku warto byłoby zacząć przesłuchania od tamtego miejsca. Sprawdzić ślady, przepytać ludzi... Po tym, jak odnajdziemy i pochowamy ciała — strzelił karkiem, a ten zachrapał głośno. Przyda mu się mała rozrywka przed walką, a tropienie zwyrodnialców była jedną z ciekawszych rzeczy. W wszystkich światach.
Yumi
Tony nie czuł się specjalnie zapalony po zdaniu związanym z tym, że 'nie żyje'. Postanowił mu tylko przedstawić swój własny punkt widzenia.
OdpowiedzUsuń- Sięgnąłby - poinformował go tylko z pewnością w głosie. Nikt nie będzie obrażał jego umiejętności powietrza. To akurat był jego zapalnik. Nie mniej słuchał jego rad i zgodził się z nimi. Zwłaszcza z tym wzrokiem. Pokiwał głową na wieść, że rozumie.
- Tak, wiem, że ćwiczymy na sucho. Po prostu uświadamiam cię, że w prawdziwej walce rapier nawet by do końca nie upadł, a ja pewnie bym się nie schylił - przyznał szczerze, po czym odetchnął głęboko. - Dobra, to jak mam udawać, że popełniam błąd? - zainteresował się, próbując tego zwodu raz jeszcze, ale tym razem patrząc Ashanowi prosto w oczy i starając się nie latać wzrokiem za mocno.
Tony
- Mhm to nie tak - odparła cicho. - Nie martwię się, po prostu poczułam potrzebę przytulenia cię, bo przeszedłeś tak wiele - wyjaśniła, muskając lekko jego wargi. - To było bardzo duże zwycięstwo i masz prawo być z siebie dumny - szepnęła jeszcze po czym oddała się temu pocałunkowi. Nie prosiła go więcej o wyjaśnienia. Najwyraźniej potrzebował czasu by to zrobić. Nie miała nic przeciwko temu i nawet zaśmiała się, by pochylić się do jego ucha. - To tylko taki co bym mogła go na rzemyku nosić - rzuciła. - Wiesz, bałabym się inaczej że zsunie mi się z palca i przepadnie - dodała z uśmiechem, delikatnie masując dłońmi jego plecy. Kiedy wyprzedził ją z alkoholem to złapała za swoją szklaneczkę i szybko go dogoniła. - Hm... opowiedz mi o tym jak było ci w wieku nastoletnim. Co robiłeś? Jakie zabawne wspomnienie pamietasz? - zainteresowała się.
OdpowiedzUsuńLuna
Tony przerwał zwód w połowie i spojrzał po nim pobłażliwie, nie odpowiadając już na nic. Nie skomentował nawet tego, że do powietrza dopiero co przejdą. Dobrze wiedział, że teraz uczyli się czegoś innego, ale mimo wszystko poczuł delikatne ukłucie zawodu. Owszem, chciał się nauczyć. Chciał potrafić i naprawdę starał się jak mógł, ale fakt, że będzie musiał poczekać na powietrze tak długo, trochę go zasmucił.
OdpowiedzUsuńPokazał mu zaraz język i zrobił głupią minę, po czym zagrał sobie na nosie i okręcił się niczym baletnica. No co? Chciał coś, co mógłby uznać za błąd, a to zdecydowanie nim było. Nie mniej zaraz po kończeniu baletnicy zszedł trochę niżej by zamarkować upuszczenie Rapiera. W drugiej dłoni trzymał już sztylet, którym nadział się na ostrze Ashana, parując je po wyprowadzonym przez chłopaka ciosie. Rapierem zatańczył chwilę później, próbując trafić go w klatkę.
Tony
Akane uśmiechnęła się do niego zadziornie.
OdpowiedzUsuń- Meh, nuda. Demonstracja w zderzeniu z spontanicznymi działaniami wymięka - odpowiedziała z równie wymownym uśmieszkiem. Kiedy nachylił się lekko w jej stronę, zrobiła to samo.
- Co na przykład? - zapytała, dalej w tym nieco zaczepnym tonie. - Warto by było wiedzieć zobaczeniem czego ryzykuję. To musi być coś naprawdę wstrętnego, skoro zakładasz chęć odzobaczenia - stwierdziła dość niewinnym tonem i zaraz prychnęła na ten dym. Mimo wszystko odgoniła go od siebie ruchami ręki i zacmokała, grożąc Ashanowi palcem i kręcąc głową. Nie komentowała słownie tej zaczepki, a na dupne zapowiedzi zaśmiała się krótko.
- Akurat z dupy to mi wychodzą całkiem zgrabne nogi, więc bez obaw, przywykłam już do spojrzeń w ich stronę - poruszyła zabawnie brwiami. - Nie byłbyś pierwszym, ani ostatnim - dodała i upiła swojego piwa. Przesunęła powoli spojrzeniem po jego posturze, przynajmniej po tym co "wystawało" znad stołu.
- Hmm... Myślisz? A ja sądzę, że gdybym rzeczywiście chciała, to wbiłabym Ci po prostu do komnaty, a nie przesiadywała na parapecie - uniosła kącik ust, cały czas mówili o wymyślonej sytuacji, więc naprawdę ją te hipotezy bawiły. Kiedy lustrował ją wzrokiem, ona brała sobie po małym łyczku piwa i patrzyła po resztkach z dymnych kółeczek, jakie wcześniej wypuszczał. Zaśmiała się na stwierdzenie Asha i oparła przedramiona o blat stołu.
- A gdzie Twoim zdaniem chciałabym byś wpadł, hm? - zapytała z zadziornym uśmiechem. Stwierdzenie o fankach również ją rozbawiło, wzięła kolejnego łyka i pokręciła głową.
- No dobra, zobaczymy czy rzeczywiście będziesz się tak tą kołdrą ciasno opatulał. W razie jakbyś "niechcący" ze zmęczenia padł w trakcie i nie zdążył w pełni zrealizować swojego zadania, to pamiętaj, zgoń na alkohol - tym razem to ona szepnęła konspiracyjnie w jego stronę. Na podsunięcie szklanki ponownie uniosła kącik ust. Zaraz usłyszała komentarz Gavina i nawet spojrzała w stronę, z której czuła ducha, kręcąc przy tym z rozbawieniem głową. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do Ashana i wzięła większy łyk piwa z głośnym "ach" na zakończenie.
- To powodzenia w realizacji celu, będziesz się z tym musiał trochę bardziej postarać - zapewniła, trzepiąc teatralnie rzęsami.
Akane
Luna spojrzała po nim dość twardo.
OdpowiedzUsuń- Ashan, nie lituję się nad tobą - powiedziała spokojnie. - Mój odruch był tylko dlatego, że chciałam cię wesprzeć. Moim zdaniem sam przeszedłeś dużo. Nie mówię, że twoje siostry nie miały gorzej - pokręciła lekko głową. - Tylko, że ty sam przeszedłeś dużo, a fakt że twoje siostry przeszły tak wiele i ty się tym obwiniasz... - wbiła palec w jego tors, To akurat już jej mówił wcześniej. - Chciałam po prostu cię wesprzeć - dokończyła, smutniejąc trochę przy tym. Nie rozumiała, dlaczego odczytywał jej gesty w taki sposób. Litość... pokręciła głową z niedowierzaniem. Zsunęła się z jego kolan, żeby usiąść na swoim miejscu. Dopiero tam wsłuchała się w jego słowa o wspomnieniach. Parsknęła nawet śmiechem, bo to naprawdę mogło wyglądać komicznie. Przerażająco i komicznie. Wyobraziła sobie takie małe dzieci całe we krwi, a potem z dumą noszące flaki swojego pierwszego, zabietego cieniogona. - Ho, ho. No ładnie - rzuciła dalej śmiejąc się trochę pod nosem. - Od maleńkości sprowadzasz na hartowałeś im ducha - uśmiechnęła się i wypiła kolejną szklaneczkę, czując jak alkohol powoli uderza jej do głowy. Robiła się przy tym trochę weselsza. - Och no dobrze... zacznę od Kosmy - stwierdziła. - Kosma zawsze był tym strasznym. Wiesz, on może mi za ojca robić - parsknęła śmiechem. - Pierworodny - uśmiechnęła się pod nosem. - Lubi zatapiać wrogie dla siebie statki, ale dla rodziny jest powściągliwy ale wskoczyłby za nami w ogień. Najbardziej lubi się z Syriuszem. Jak razem siądą to lecą takie żarty, że sama nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Czasem się popstrykają. Syriusz to mój ulubiony brat. Jego zdołałeś poznać, ale dla mnie był zawsze takim opiekunem - pokiwała głową. - Uspokajał, pomagał kiedy taka była potrzeba, ale uwielbiał też wyśmiewać, kiedy robiłam głupoty - wzięła głębszy wdech i upiła kolejny łyk alkoholu z nowej kolejki. - Ariel to nasz pijak. Jego głowy nie przebijesz, jeśli... jeśli na poważnie podejdzie do sprawy - potrząsnęła głową. - Jest też bardzo lubiany przez kobiety i zmienia je jak rękawiczki. W każdym porcie ma kochankę - zaśmiała się pod nosem. - Czasem zastanawiam się jak to robi, że jeszcze zębów nie stracił, ale on zwala to na swój urok osobisty - wzruszyła ramionami dopijając swą szklaneczkę. - Damazy, jest dwa lata starszy ode mnie i jest pacyfistą. Nie znosi zabijać. Nie widziałam, by kogokolwiek czy kiedykolwiek zabił... to nie znaczy że nie jest poważanym piratem. Ma niezwykłą skuteczność. Przyprowadza tych, którzy zaszli mojemu ojcu za skórę pod jego sąd, ale nigdy nie zostaje na egzekucję - poinformowała go. - No i jest Roch. Roch i ja jesteśmy uważani za bliźnięta, choć nimi nie jesteśmy. Mamy dwie różne matki, ale urodziliśmy się w tym samym roku - wyjaśniła z uśmiechem na twarzy. - Roch jest muzycznym piratem... jego załoga składa się z niemal samych śpiewających i grających. Ma wieczną imprezę na swoim statku - roześmiała się serdecznie. - Ale to trzeba chociaż raz przeżyć. Klimat niesamowity - dopiła kolejną szklaneczkę i znów potrząsnęła głową, a potem dotknęła dłońmi swych policzków i ścisnęła je mocno. - Moja rodzinka jest pokręcona - dokończyła swój wywód. - Ile chciałbyś dzieci? - zapytała go wprost. - Ja myślę o szóstce... bo nie wiadomo czy któreś nie przeżyje - wyjaśniła.
Luna
Rozmowa z duszami nie była dla niego pierwszyzną; babrał się w tym przez lata, spotykając wiele dusz, tym samym obywając się z większością sposobów śmierci, lecz dzieci najbardziej go poruszały. Być może to przez fakt w jaki sposób stracił kuzynkę, to z pewnością wyryło w nim wiele traum i właśnie jedną z wielu reakcji na to mógł dostrzec rudowłosy. Nie komentował więcej. Wsiadł na wierzchowca zabierając torbę na ramię, po czym ruszył zmuszczając ogiera do galopu nie do końca przejmując się już dalszym patrolowaniem okolicy.
OdpowiedzUsuńPriorytetem było odnalezienie morderców; tam od razu planując wymierzyć sprawiedliwość, bowiem przekonany był w samosąd. Nie ufał władzy, nawet jeśli ta mogła okazać się najbardziej sprawiedliwa, to sprawiedliwości nie było tu trzeba. Chciał mieć po prostu ich krew na rękach jeszcze tego wieczoru.
— Więc.. Do tej broni potrzeba dwóch feniksów? Czy wystarczy wyłącznie jeden? Drugi może być ktokolwiek.
Yumi
Nie przerywała ich kontaktu wzrokowego, a na pytanie uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Nie słuchałeś, gdy mam pytanie, pytam, gdy mam ochotę działać, działam... Jeżeli dobrze rozumiem samą siebie, to chyba wychodzi na to, że aktualnie na większe improwizacje nie mam ochoty - ostatnie zdanie wyszeptała tak, jakby zdradzała mu wielką tajemnicę. Parsknęła śmiechem na jego propozycje co do zniechęcających widoków.
- Wyjątkowo wstrętny, nie wiem jak bym to zniosła, wyprute flaki i trupy z odciętymi częściami ciała to przy tym pestka. Dobrze, że tyle dobra w tym Twoim sercu, że mnie ostrzegłeś - odpowiedziała nad wyraz poważnie, ale zaraz lekko się zaśmiała. Kiedy spojrzał w stronę jej nóg, to nawet mu jedną spod stołu nieco wystawiła i pokręciła bucikiem, poruszając przy tym zabawnie brwiami. Zaraz ją odstawiła na to samo miejsce i ponownie posłała jedynie tajemniczy uśmieszek w odpowiedzi.
- Oczywiście - przytaknęła mu, nawet z nutką oburzenia w głosie, w sprawie parapetu. Tak jakby to było jasne od samego początku. Sama nie spuszczała z niego wzroku, czekając na jego wizję tego, czego by chciała. Na pierwsze słowa prawie się opluła piwem, która miała akurat w ustach, ale jednak powstrzymała odruch i starała się z powagą słuchać dalej. Dalej patrzyła mu w oczy z niemym wyrazem twarzy, ale kiedy skończył opis, roześmiała się serdecznie. Chwilę tak się śmiała i nawet musiała przetrzeć łzę spod oka, gdy już się uspokoiła.
- Huh, to teraz dałeś... naprawdę... - skomentowała i wzięła kolejny większy łyk piwa. Zaraz dostała dolewki od Asha i spojrzała na swój kufel.
- A spadaj dziadu, nic nie tknę - zaśmiała się. - Możesz się nawet w te pielesze zaplątać, nie tknę i nie pomogę - rzuciła, dalej żartobliwym tonem. Na wzmiankę o zakładzie zmrużyła nieco oczy i pokręciła głową rozbrojona.
- No jak schlanie się i mnie uważasz za staranie, to ciekawy z Ciebie aparat - parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
- Z całym szacunkiem, ale nie, jak piję za szybko to potem rzygam jak kot i dalej niż widzę, podziękuję za taki zakładzik. Możesz uznać, że wygrałeś falkowerem - pokazała mu język. - Poza tym, to strasznie długi okres do śpiewania, a ja nie zamierzam sobie rozpieprzać głosu - dodała poruszając zabawnie brwiami.
Akane
An teatralnie zarzuciła włosami.
OdpowiedzUsuń- Widzisz, najwyraźniej i we mnie są niepohamowane zapasy dobra - stwierdziła udając przy tym pyszny ton i zatrzepotała jeszcze rzęsami, nim ponownie się zaśmiała. Dotknęła własnego mostka na jego słowa o pokładach dobroci i kiwała głową.
- Zdecydowanie masz, lecz są bardziej na powierzchni niż Ci się wydaje - tym razem weszła w tony wróżki stawiającej tarota. Wyszczerzyła się do niego po tym, a na pytanie o reklamę przytaknęła głową.
- No jakbyś zgadł, Ty to jednak jesteś bystrzak - poruszyła zabawnie brwiami i upiła kolejny łyk piwa. Na przypomnienie, że sama zapytała, przytaknęła mu głową.
- Przyznaję, była wyjątkowo widowiskowa - nawet mu krótko zaklaskała za tą kreatywną twórczość. Parsknęła śmiechem na reakcję przy "dziadzie" i zaraz uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
- Właściwie liczyłam, że do rana to już ze starości zejdziesz, a ja będę zobligowana zabrać Twojego moserta i się nim po prostu zająć - posłała mu niewinny uśmieszek. Patrzyła po nim, gdy dalej ją próbował namówić, a potem po tym jak szybko opróżnia swoje kufle. No, po tej reklamie to już na pewno nie zamierzała z nim konkurować, co jak co, ale to nie było jej tempo. Parsknęła znowu śmiechem, gdy zaczął gdakać.
- Boskie, kolejne wspomnienie do mojej szyderczej kolekcji, kontynuuj, kontynuuj, poproszę jeszcze mocniejszy akcent nad "o" przy co drugim "ko" - złapała kufel i uniosła go do toastu, by wziąć sobie subtelnego łyczka. Nazywanie tchórzem zdecydowanie jej w tym temacie nie odpalało, wolała sobie popatrzeć na to intrygujące gdakanie.
Akane
Dziewczyna mimo wszystko zeszła z jego kolan i usiadła na swoje miejsce.
OdpowiedzUsuń- To ty to nazwałeś, Ashan. Nazwałeś to litością - przypomniała mu tylko cicho. Zwykłe przytulenie odebrał jak coś takiego. To i ją trochę zabolało. Zaczynała się zastanawiać czy zawsze będzie musiała tłumaczyć dlaczego w tej chwili zdecydowała się na taki czy inny gest. Zacisnęła mocno jedną pięść, po czym upiła potężny łyk swojego alkoholu. - Jesteś dobrym bratem - powiedziała nabierając głębszego oddechu w płuca. To co mówił miało sens i pokazywało też to, że bardzo kochał swoje rodzeństwo. Był niezwykle rodzinną osobą, więc jego słowa o dzieciach trochę ją zaskoczyły. Odetchnęła głęboko i spojrzała mu prosto w oczy.- No to trzeba z ciebie tę klątwę zdjąć - powiedziała po prostu. - Nie tylko dla mnie, ale i dla ciebie. Strasznie rodzinny z ciebie chłopak, więc nie wyobrażam sobie ciebie bez możliwości posiadania dzieci - szepnęła, dopijając swoją szklaneczkę. - Myślę, że nie będę musiała, bo ty znajdziesz sposób na pozbycie się klątwy - poinformowała go. Nie wiedziała na czym ta klątwa polegała, bo on niczego jej nie chciał wyjaśniać. Nie dopytywała już, bo był zamknięty w sobie. Nie mogła mu więc z tym pomóc.
Luna
Ona również dopiła swoją kolejkę i nie zaprotestowała, gdy objął jej twarz dłońmi, spojrzała mu prosto w oczy. Przyjęła pocałunek, patrząc na niego z delikatną czułością w oczach.
OdpowiedzUsuń- A gdybyś jednak jej się nie pozbył i ta klątwa przeszłaby na dziecko... - spojrzała po nim uważnie. - To też byś sobie poradził. Zrobiłbyś wszystko, żeby dziecku pomóc - sięgnęła do jego policzka, żeby musnąć go swoją dłonią. - Nie wiem Ash, gdyby się nie udało... byłbyś w stanie mimo wszystko zaryzykować posiadaniem dzieci? - zapytała go cicho i zacisnęła mocno wargi.
Luna
Spojrzała w swoją szklankę i skinęła głową. Wbrew pozorom rozumiała go. Nie miała doświadczenia z realnym piekłem, tylko metodami wychowawczymi piratów i mimo tego, że były dość zaskakujące i miejscami nawet zatrważające krew w żyłach to chciała mieć dzieci. Uważała część tych metod za dobre metody, pozwalające naprawdę nauczyć się życia. Nie mniej rozumiała dlaczego Ashan myślał inaczej w jego przypadku. Odetchnęła głęboko i dopiła swoją szklaneczkę alkoholu, a potem spojrzała po nim.
OdpowiedzUsuń- Jaką bieliznę lubisz najbardziej obserwować na kobiecie? - zapytała, chcąc trochę rozluźnić atmosferę. Nie sądziła, że pytanie o dzieci będzie takim trudnym pytaniem.
Luna
Uśmiechnęła się pod nosem, ale nic już nie odpowiadała. Przy słowach o reklamie parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Lepiej uważaj o co prosisz - poruszyła zabawnie brwiami. - Te nogi reklamowane są w różny sposób, w zależności od słuchacza. Tobie mogę zapewnić, że krzepy im nie brakuje, ani celności, a jak już zasadzą kopa, mmm... anielskie wrażenia, odcina człowieka jak po dotknięciu magiczną różdżką - zaśmiała się i zatrzepotała teatralnie rzęsami. Cmoknęła zaraz.
- Ależ nie zachęcam, jeszcze bym tu spadła z krzesła przez tego typu pokaz i dopiero by było - uśmiechnęła się zaczepnie. Na groźbę co do powrotu potarła sobie paznokcie o koszulkę, a potem w nie chuchnęła.
- Mam w temacie wracania zza grobu całkiem niezłe układy, więc wiesz, uważaj - wyszczerzyła się do niego, robiąc przy tym głupią minę. Zaśmiała się na tak gwałtowne przerwanie gdakania. Tak, właśnie tego się po tych słowach spodziewała. Ponownie zabawnie poruszyła brwiami, kiedy tłumaczył czemu to miało służyć.
- Tak coś właśnie czułam, że czekanie na tą prowokację może mi się bardzo opłacić - przyznała rozbawiona i upiła kolejny łyk piwa. Prychnęła pod nosem na pytanie o miejsce.
- No chyba kpisz, myślisz, że Ci zdradzę moje najlepsze asy? Nie ma takiej opcji, mogę Ci jedynie powiedzieć, że gdakanie całkiem wysoko się plasuje - posłała mu uroczy uśmieszek.
Akane
Akane poruszyła brwiami.
OdpowiedzUsuń- Całe szczęście matka natura dobrze to wszystko rozplanowała i jedne z najczulszych części ciała umieściła dosyć blisko ziemi - odparła z powagą, a potem parsknęła śmiechem. Na słowa o dupie zacmokała i pokręciła głową.
- Podkładać to ja się nie zamierzam - zapewniła, dalej rozbawiona. Kiedy wspomniał o swoich układach, wzruszyła ramionami.
- Na szczęście w tym wymiarze te moje mają lepsze noty - rzuciła z wymownym uśmieszkiem, w końcu to Victor trzymał ten rejon w kieszeni. Pozwoliła mu nawet na te szepty przy uchu, a potem obróciła twarz ku jego twarzy i uniosła kącik ust.
- A kto powiedział, że ja Cię ukatrupię? Ja będą tą, która dzielnie przywlecze Twoje zmarłe ze starości cielsko na jego grzbiet, która pomoże temu cielsku wrócić do domu. Jesteś taki pewien, że Veli odbierze Ci szansę na godny pochówek? - zapytała, dalej z zaczepnym wyrazem twarzy. Zaśmiała się na winę i kolejne słowa.
- Właśnie tak, wierz w to, że nie mam lepszych - wyszczerzyła się do niego, a kiedy wstał spojrzała po nim pytająco. Propozycja trochę ją zaskoczyła, zerknęła w stronę tańczących, a potem na rękę Ashana i wróciła wzrokiem do jego twarzy. Wzruszyła ramionami.
- Mam - przyznała, po czym chwyciła dłoń i wstała z miejsca. - Lubisz tańczyć? - zapytała, dalej nieco zdziwiona.
Akane
Luna widziała, że tamten temat trochę mu popsuł humor, ale przecież nie mogła wiedzieć, że ta klątwa pojawi się też na dzieciach. Odetchnęła głęboko czując trochę smutku, nie tylko dlatego że ta klątwa czychałaby na dzieci, ale również dlatego, że będąc z nim mogła nigdy nie mieć swoich własnych. Spojrzała w szklaneczkę swojego alkoholu i wypiła od razu dwa z rzędu.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem czy mogę odpowiedzieć ci teraz tak prosto z serca, że będę w stanie odpuścić sobie dzieci - powiedziała szybko, czując lekko wilgotne oczy. - Zaskoczyłeś mnie tym - przetarła szybko oczy dłonią. - Może nie być ich 6 - dodała zaraz, bo z tym nie miała problemu. - Ale chociaż jedno czy dwa... mimo wszystko chciałabym mieć - powiedziała szczerze. - Muszę oswoić się z myślą, że ich nie będę miała - dodała wznosząc oczy do nieba i mrugając kilkakrotnie, po czym wyhyliła jeszcze jedną szklaneczkę alkoholu. - Przepraszam, teraz i tak nie chcę jeszcze dzieci - dodała szybko. - Po prostu... - wzruszyła ramionami. - Musisz dać mi czas... - wyjaśniła, zaciskając mocno pięści. Słysząc o bieliźnie spojrzała po nim z lekkim uśmiechem, który stał się nieco bardziej zadziorny przy jego kolejnym pytaniu. Zbliżyła się do niego i ponownie zasiadła mu na kolanach. Delikatnie zsunęła rękawy swej sukienki, by odkryć skrawek swojego stanika i rozsunęła jej poły, by mógł sam przyjrzeć się jej czarnej, koronkowej bieliźnie. - Sam zobacz - szepnęła mu do ucha.
Lu
Ciężko było skupić się na czymkolwiek innym, niż rozmyślaniu o czymkolwiek, kiedy umysł mężczyzny nakręcił się w stronę przemocy. Nie zdarzały mu się momenty wybuchów, przez życie przechodził ze swoją luzacką, nieco lekceważącą postawą wobec większości spraw, lecz na krzywdę małoletnich nie spoglądał obojętnie. Jako dziecko doświadczał wielokrotnej przemocy od rodzonego ojca, więc jako dorosły już mężczyzna reagował na to bardziej emocjonalnie, niż by chciał. Zrównał się wierzchowcem do rudowłosego, nadal pozostając we własnych myślach.
OdpowiedzUsuń— Mam nadzieję, że nie uciekli daleko.
Yumi
Luna odpowiedziała mu jedynie skinieniem głowy na sprawę dzieci. Nie wiedziała co jeszcze mogłaby dodać w tym temacie, a kiedy uśmiechnął się szerzej na widok jej stanika, zaśmiała się w jego usta muskając je lekko. Poczuła jego dłonie na pośladkach i wstrzymała na moment oddech.
OdpowiedzUsuń- Mhm... bardzo niebezpieczną - potwierdziła cicho, kiedy przejechał nosem pomiędzy jej piersiami. Musnęła palcami jego włosy, po czym sięgnęła po swoją kolejkę dopijając szklaneczkę, którą jej wlał, co by nie być w tyle, choć uważała już że była o jedną może dwie do przodu. - Czy taka bielizna panu do mnie pasuje? - zainteresowała się, rozszerzając delikatnie uda i pozwalając by spódnica odwinęła się mocniej, by pokazać mu trochę więcej bielizny. Rozejrzała się przy tym dookoła. Na szczęście siedzieli w odosobnieniu więc nie martwiła się o przypadkowych gapiów.
Luna
Luna parsknęła śmiechem i musnęła raz jeszcze jego wargi swoimi. Pozwoliła mu na to by wsunął swe dłonie pod jej bieliznę, po czym ucałowała go w szyję.
OdpowiedzUsuń- Nie powiedziałabym, że to uwielbiam, ale nie lubię to zdecydowanie za duże słowo - musnęła dłonią jego przedramię, rysując na nim esy-floresy palcami. Jednak ona trzymała się dalej i nie wchodziła dłońmi pod jego koszulę. - Można więc rzec, że to lubię - szepnęła mu do ucha. - Gdzie leżałaby lepiej? - zainteresowała się cicho, mrucząc z zadowoleniem, gdy jego dłonie zaczęły lekko masować jej pośladki i ściskać je raz za razem. - Pamiętaj... że nasze zawody trwają... a być może w ten sposób próbuję cię pokonać - przypomniała mu puszczając do niego oczko i rozlewając znów alkohol. - Do dna Laleczko - stuknęła się z nim i zabrała się za swoją.
Luna
— Pytasz o moc, czy umiejętności? — dopytał. — Poza rozmową z duchami jestem o wiele silniejszy, niż zwykły człowiek. Teraz w granicach normy z racji pieczęci, ale jestem w stanie powalić kogoś twojej postury jedną ręką. Oprócz tego broń biała, palna, survival — doprecyzował, patrząc po nim bez emocji. Słysząc o odporności na ogień wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— Jeszcze żadna, gorąca laska mnie nie spaliła, więc podejrzewam że całkiem niezłe — zażartował, patrząc na niego jakby oczekiwał reakcji na żart.
Yumi
- Hola, hola – pogroziła mu palcem. – Kiedy ja cały czas mówię o pośladkach. Czyżbyś ze względu na dziecko zaczął nosić stalowe gacie? – zapytała z lekkim przekąsem w głosie.
OdpowiedzUsuń- No, akurat z tym bym dyskutowała - odpowiedziała z równie zaczepnym uśmiechem. Zaśmiała się na zapewnienia co do śmierci i rozbawiona pokręciła głową.
- To bardzo brzydko z Twojej strony, nie dość, że biedny będzie załamany Twoją śmiercią, to jeszcze skarzesz go na samotną wędrówkę do domu – z udawaną dezaprobatą w oczach spojrzała po Ashanie i zacmokała niezadowolona. – Bardzo, bardzo brzydko – rzuciła tak, jakby mówiła do niegrzecznego dziecka. Uśmiechnęła się do niego na słowa o wierzeniu.
- Wierzę, jeżeli nie będzie to „byle kto”, to wierzę, że jednak Cię obejdzie – stwierdziła luźno. Oczywiście nie zamierzała aktualnie nic nikomu pokazywać, ale nie kupowała tego, że miał w dupie wszystkie opinie.
Pozwoliła poprowadzić się na parkiet, a tam oddała Ashanowi prowadzenie. Ustawiła się w odpowiedniej pozycji, a kiedy zaczęli tańczyć, uśmiechnęła się w dość specyficzny sposób. To było przyjemne, po prostu przyjemne. Słuchała jego odpowiedzi i kiwnęła głową.
- No na takiego stereotypowego tancerza to nie wyglądasz – przyznała. – Co masz na myśli, mówiąc „oficjalnie”? Chodzi Ci o bale i te bardziej wyniosłe imprezy, czy o konkretne style tańca, jak walc na przykład? – zainteresowała się.
Akane
Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- To już zależy od poziomu zajebistości bękarta – odpowiedział z równie zaczepnym uśmiechem. Po swojej salwie śmiechu posłał braciszkowi wymowny uśmieszek.
- Na Twojej pościeli? – poruszył sugestywnie brwiami. Rozłożył bezradnie ręce.
- Nie masz mi nic mówić, wystarczy, że zaczniesz wyciągać wnioski z tych doświadczeń i nie będziesz się zakochiwał na pstryknięcie palca – stwierdził i spojrzał po nim wymownie. – O dzięki Ci za wielkie poświęcenie, ale mi go nie potrzeba – zaznaczył i umoczył usta w trunku. Słysząc słowa o Darcy parsknął śmiechem.
- Nasza siostra potrzebuje więzi, by czuć przyjemność z jakichkolwiek zbliżeń prowadzących do spłodzenia dzieci. Naprawdę sądzisz, że demiseksualność nie ma tu znaczenia? Widzisz Darcy, która rżnie się z typem, który jej nie odpowiada i dobrze to znosi? Heh, to chyba jednak jej nie znasz za dobrze – stwierdził i pokręcił głową. .
- Poprawka, Ty i Morgana nie umiecie. Ja umiem, kiedy muszę, kiedy chcę, kiedy ma to jakieś logiczne znaczenie, wtedy umiem – zaznaczył. – Może i jestem bezwzględny dla rodzeństwa, ale jestem też gotowy zachować się jak na księcia przystało, w razie konieczności. No i ja z tego powodu nie będę wylewał gorzkich łez w poduszkę, ona owszem – zauważył. Uśmiechnął się pod nosem słysząc o zabójstwach i snach związanych z ślubem.
- Kto wie, może któreś z nas będzie zakochane i napalone na Bellharda, a wtedy problem sam się zażegna – rzucił rozbawiony tą wizją i zaśmiał się pod nosem. Na pytanie o zakochanie spojrzał po nim pytająco.
- Boję? Czemu miałbym się bać? – zapytał, nie wiedząc skąd w ogóle ten pomysł. Przesunął po nim spojrzeniem. – Akurat kwestia piękności Twoich partnerek to jest bardzo indywidualna sprawa, Kiki jeszcze ujdzie, ale Franka… sorry, ale nawet mi będzie na rękę, jak moja kobieta nie przypadnie Ci do gustu – przyznał rozbawiony.
Diego
- O ile pomyślisz, że coś kombinuję to się z tobą zgodzę - przyznał szczerze Tony. - Ale jak pomyślisz, że jestem na haju to na mnie skoczysz i nie miło się zaskoczysz. No bo takiego to łatwiej zdjąć najczęściej - zauważył swobodnie i skinął głową, słuchając tego co do niego Ashan mówił. Dostosował swoje ciało do tego co mówił mężczyzna. Zrobił dokładnie tak jak Ashan powiedział i zaatakował go. Znów pozwolił by rapier został odbity, ale tym razem nie stał jak kołek, tylko odsunął się odruchowo na kilka kroków i jednocześnie uniósł z powrotem rapier. Patrzył Ashanowi w oczy, starając się nie zdradzać swoich kolejnych ruchów. Nawet spróbował zamarkować zwód. Nieznacznie przesunął się w lewo, ale zaatakował z pełną werwą z prawej strony, celując w jego bok.
OdpowiedzUsuńTony
Temat gaci An już po prostu skomentowała rozbawionym uśmiechem, podobnie jak tą minę Ashana na zwieńczenie rozmowy. Parsknęła na wizję zjedzenia jego przez moserta.
OdpowiedzUsuń- To iście pojebanie poetyckie podsumowanie Waszej braterskości – przyznała z lekkim śmiechem na ustach. – Można by to nawet podciągnąć pod bycie jak jedno ciało… Przynajmniej do momentu strawienia – uniosła kącik ust, dalej rozbawiona. W tańcu trochę spoważniała, wdzięcznie uśmiechnęła się do Ashana, kiedy zwracał uwagę by żeber za bardzo jej nie tykać, jednak na słowa o „byle kim” odrobinę się zawstydziła.
- Akurat nie siebie miałam tu na myśli… - sprostowała dość szybko i zerknęła lekko w bok. Czasami miała wrażenie, że w tańcu łatwiej ją szło zawstydzić. Może to dlatego, że oddawała w nim zwykle prowadzenie? Wróciła do patrzenia na Ashana, kiedy mówił o tańcu. Obróciła się ostrożnie i uśmiechnęła lekko, by zaraz cicho prychnąć i pokręcić głową.
- Wyglądasz dobrze, tańczysz też dobrze, ale w sumie nic dziwnego… Widziałam co wyprawiają Wasi rodzice, pewnie uczyli tańca wszystkie swoje dzieci. Ja to właściwie umiem z tych oficjalnych tylko walca, a tak to po prostu bujam się do rytmu – przyznała.
Akane
Jeszcze raz zaśmiała się krótko na to wyobrażenie i zaraz przytaknęła mu głową. Zapewne byłby to specyficzny rodzaj bliskości, ale zawsze coś. Na jego krótkie stwierdzenie, uśmiechnęła się delikatnie, dalej odrobinkę speszona, ale zaraz uczucie to minęło na rzecz kolejnego obrotu. Uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Jako tako, ale tak, wyglądasz - przyznała z rozbawieniem w głosie. Śmiało mogła powiedzieć o nim, że jest przystojny. Może nie do końca jej typ, ale było na co popatrzeć.
- Huh, to oni muszą mistrzowsko zabijać, raz wpadłam przypadkiem na ichne tango... cholera, prawie się ze wstydu zapadłam pod ziemię, a to nie ja tańczyłam - przyznała, śmiejąc się lekko pod nosem. - Gorąc było czuć nawet na wysokościach, bo widziałam ich z góry... - pokręciła lekko głową na to wspomnienie i nawet musiała wypuścić trochę wolniej oddech.
- Nie urwie mówisz... A na tym weselu Twojego przyjaciela? Tam też tańczy się w ten oficjalny sposób? - dopytała. Skoro już się zgodziła z nim iść to chciała wiedzieć czego może się spodziewać. Na jego pochwałę kiwnęła wdzięcznie głową.
- Dzięki. Tata mnie trochę uczył, kroków i tych całych zasad oddawania kontroli partnerowi. Oczywiście o ile ten umie tańczyć, bo w innym przypadku to ja wkładam spodnie - dodała, dalej w nieco żartobliwym tonie. Posłała Ashanowi pogodny uśmiech.
Akane
Luna parsknęła śmiechem i złapała go za nos, ściskając go między dwoma palcami mocniej.
OdpowiedzUsuń- Temu panu już dziś wystarczy - stwierdziła, klepiąc go w tę bezczelną dłoń z lekkim żalem i westchnieniem. Chętnie by tych pieszczot poczuła więcej, ale wolała przerwać to teraz niż później, kiedy byłby zbyt mocno rozochocony. Jednocześnie wstała z jego kolan i przeniosła się na swoje krzesło. Koniec przytulania i czułości. Każda z nich rozochocała nie tylko Ashana ale i nią, a dla niej... seks to był po prostu seks. Upiła łyk swojego kieliszka i zrobiła dziubek z ust. - Już ci nic nie będę utrudniała - obiecała, ściskając dłońmi swe policzki. - Przysięgam na kodeks... pirata.
Lu
— Nie wyciągnę broni — zapewnił go, dodając prędko. — Rozpierdolę im łeb gołymi rękami — odparł, Po drodze nie widział ani jednej duszy, nawet ich śladu, jakby te istoty odeszły z tego miejsca. Za to Yumi wyczuwał wokół dziwną, niebezpieczną aurę przez którą zimny dreszcz przeszedł mu po plecach, a na całym ciele pojawiła się gęsia skórka. Nie miał też dobrego węchu, a i tak w nozdrzach rozbrzmiał tak silny smród zgnilizny, że miał ochotę zwymiotować. Przypominało mu to coś, coś czego nie chciał pamiętać..
OdpowiedzUsuń— Macie w tym wymiarze ghule? — zapytał.
Yumi
Uśmiechnęła się do niego delikatnie, dalej w lekkim rozbawieniu. Na słowa o rodzicach parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Nie psuj mi tej wizji, dla mnie była całkiem przyjemna. W całych tych wojenno knutych zawirowaniach miło było popatrzeć na tak silne uczucie miłości. Nic nie musieli mówić, po prostu tańczyli, a wiadome było... - wzruszyła ramionami, na chwilę robiąc pauzę - ... właściwie to wszystko - dokończyła. Uśmiechnęła się zaraz kącikiem ust.
- Taa, papcio z Shiyą też mają swoje pokazy. Chociaż akurat w Argarze to członkowie Rady śmiało prześcigają się w tym temacie - dodała z lekkim śmiechem. - Dodaj do tego Grimę z Tonym, mojego brata z... - tu przerwała i znowu się nieco zaśmiała. Wiedziała jak Ashan reaguje przy wspominaniu o Morganie w tym konkretnym temacie, ale cóż, zdecydowanie zaliczała się z jej bratem do par kojarzonych z seksem. An szturchnęła lekko Asha w trakcie tańca. - Weź to za oznakę wielkiego szczęścia jakie przy sobie czują, można im wręcz pozazdrościć - rzuciła na pocieszenie.
Słysząc o weselu posłała mu kolejny krótki uśmiech.
- Nudził? Nudzą Cię ckliwe momenty? Przysięgi i te wszystkie składane publicznie obietnice? - zainteresowała się. Taniec i szybszy obrót wywołał kolejny przyjemny uśmiech na jej twarzy. Kiwnęła głową na wzmiankę o tym, że w razie co ma patrzeć po nim.
- W razie co dźgnę Cię w bok - zaśmiała się krótko na wizję, jak przysypia. Zmianą kierunku nieco ją zaskoczył, ale pozostała czujna i podążyła za nim, uśmiechnęła się jednak zaczepnie.
- Nie, nie mam - przyznała, patrząc mu w oczy w nieco figlarny sposób.
Akane
Akane kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- No to rozumiem. Musicie popracować nad wyciszeniem pomieszczeń - stwierdziła rozbawiona. Na stwierdzenie co do seksu spojrzała po nim wymownie, acz dalej z rozbawieniem.
- Taa, bo Ty to pewnie jak już uprawiasz seks to się upewniasz wcześniej czy wszystkim dookoła to nie sprawi dyskomfortu - zaśmiała się krótko. Na słowa o Mor i Natanie kiwnęła głową i uśmiechnęła się ciepło, a tematu przysiąg słuchała zaciekawiona. Zastanowiła się chwilę.
- Wiesz, nie zawsze chodzi o podniecenie, bo to tak, tu się zgadzam, sam na sam jest bardziej podniecający, ale w temacie tych wszystkich publicznych wystąpień to moim zdaniem bardziej chodzi jednak o świadków wydarzenia. Obietnice składane twarzą w twarz są dyskretne, jakby były tajemnicą. No, a jak kogoś bierzesz na poważnie to raczej nie chcesz robić z tego tajemnicy. Nie wstydzisz się przyznać przed "całym światem", że kochasz i obiecujesz wierność. Dlatego ja tam ten zamysł rozumiem - stwierdziła z pogodnym uśmiechem i zaraz znowu parsknęła na tą jego poważną minę.
- Okey, skoro tak prosisz, to spróbuję - poruszyła zabawnie brwiami. Nie oponowała na to dłuższe przytrzymanie, ale słysząc pytanie odrobinę uśmiech jej zelżał i pokręciła głową.
- Nie lubię obietnic na całe życie... zbyt wiele i zbyt nagle potrafi się życie zmienić by gwarantować komuś, że nie ważne co się wydarzy to i tak... zawsze i wszędzie razem - wzruszyła ramionami. - Aktualnie to wolałabym ich nie słyszeć wcale - przyznała. Mniej bolał brak takich słów niż gdy gwarancje i obietnice okazywały się puste. - Hipotetycznie, jeżeli miałabym je kiedykolwiek słyszeć to raczej w wąskim gronie osób zaufanych - stwierdziła ostatecznie i posłała mu kolejny uśmiech.
Akane
Tony skinął głową i przeciągnął się lekko, po czym trochę się pogimnastykował i z powrotem stanął w pozycji gotowej do ataku. Zachodził sobie Ashana to z prawej a to z lewej strony. Nie robił tego jednak w sposób regularny, żeby go nie przyzwyczaić do jednej rzeczy. Oczy miał utkwione w mężczyźnie, by ostatecznie zaatakować. Tym razem wyprowadził cios prosto w miecz Ashana, a sztylet rzucił gdzieś w pobliże jego szyi, krzywiąc się kiedy to przeleciało zdecydowanie za wysoko. No nic, nad celem trzeba będzie jeszcze mocno popracować. Sparował jeden z ciosów Ashana i wyprowadził kopnięcie w lędźwie chłopaka,
OdpowiedzUsuńTony
Akane uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Albo naprawić - rzuciła żartobliwie, chociaż wierzyła, że są tacy, którzy czerpali przyjemność z podsłuchiwania cudzych intymnych zbliżeń. Zacmokała na wieść o braku skarg.
- Będzie trzeba to zmienić... - rzuciła z zaczepnym błyskiem w oku, celowo od razu nie mówiąc co ma na myśli. - Od jutra, raz w tygodniu będę słała na Ciebie oficjalne skargi w temacie zbyt głośnego stosunku, nie wnikając czy go miałeś, czy też nie... - zaśmiała się szczerze rozbawiona taką wizją. Uspokoiła się jednak, gdy mówili o wyznaniach.
- Tak Asiu, ale z tym publicznym wyznaniem to miałam na myśli ślubne deklaracje i obietnice, chodzi o to, że rozumiem ogół założenia, taka uroczystość przy świadkach ma jak dla mnie więcej sensu. Nie bez kozery wymagane jest by chociaż dwie osoby były oficjalnymi świadkami wydarzenia... Swoją drogą... Tu też tak jest? Świadkowie są wymagani? - zainteresowała się. - Bo jak chodzi o akcje w stylu Twoich rodziców i tańca, to owszem, takie uważam, że świadków mieć nie muszą i nawet lepiej jak nie mają - zgodziła się. Spojrzała po nim uważniej, gdy mówił o przydatności świadków. Kiwnęła już po prostu głową, chociaż miała wrażenie, że chłopak doświadczył czegoś w tym rodzaju. Zaśmiała się lekko na słowa o dzbanie.
- No teraz to muszę zostawić siniaka, sorry, ale piwo z tego dzbana jest przepyszne, sam chciałeś - ponownie się zaśmiała.
Jej późniejszą powagę przerwało to lekkie podniesienie, ponownie uśmiechnęła się trochę weselej, taniec był naprawdę przyjemny i skoczny. Normalnie pewnie zaangażowałaby się w niego trochę bardziej, ale dalej miała nieco poobijane ciało, więc po prostu oddała się w ręce Ashana. W sferze składania obietnic lekko się uśmiechnęła.
- Cóż, brzmi to na pewno wiarygodniej... - przyznała i zaraz lekko zmrużyła oczy. Przez chwilę zabrzmiało to tak jakby omawiali własne wesele, parsknęła krótkim śmiechem i pokręciła głową rozbawiona. Domyślała się, że chodzi o to, na które mieli iść razem, ale potrzebowała chwili by upewnić się, że przypadkiem nie palnęła czegoś co by sugerowało chęć za mąż pójścia. Kiedy już miała pewność, że nic takiego nie padło, przytaknęła głową.
- Jasne, nie ma problemu - odpowiedziała rozbawiona.
Akane
- Och, już ja o to zadbam by moje skargi nie przechodziły przez Twoje ręce – zaśmiała się i zabawnie poruszyła brwiami, zaraz uśmiechnęła się zadziornie.
OdpowiedzUsuń- Mhmmm, a jak się smutno zrobi kiedy już przestanę pod nimi tak nasłuchiwać – odpowiedziała z równie zaczepno-zadziornym tonem co on. Wymowne spojrzenie z kolei skomentowała teatralnym trzepotem rzęs. Dalej pozwalała się prowadzić, a na słowa o świadkach i jego rodzicach już po prostu kiwnęła głową. Uśmiechnęła się do niego niewinnie na zmiany w warunkach umowy.
- Cóż, kiepsko oponowałeś na te zmiany, więc przyklepanie ich weszło gładko – poruszyła zabawnie brwiami. – Nie strasz, nie strasz, bo się… - uniosła kącik ust, celowo nie kończąc. Jego rozbawiony wyraz twarzy był całkiem przyjemny dla oka. Widziała, że zmierzają powoli do stolika, nie oponowała, mimo wszystko aktualnie taniec był czymś dla niej wymagającym, więc wizja odpoczynku była jak najbardziej wskazana. Zaśmiała się, kiedy z góry zaczął planować ich taktyczny odwrót.
- O ho, ho, rozumiem, że Ty już po prostu wiesz, że będziesz się nudził, tak? – ponownie się lekko zaśmiała i pokręciła głową szczerze rozbawiona. – No dobrze, mogę się zgodzić na ten niecny plan – dodała, dalej z uśmiechem na twarzy.
Akane
Zacmokała i pogroziła mu palcem.
OdpowiedzUsuń- A więc to tak… Swoje przewinienia zamiatasz pod dywan, no pięknie… - pokręciła głową, patrząc po nim z udawaną dezaprobatą. Wzruszyła ramionami na słowa o zaangażowaniu.
- Może po prostu słabo zachęcasz by wziąć to na poważnie? – zaproponowała taką odpowiedź i posłała mu kolejny niewinny uśmiech, a na dokończone powiedzonko poruszyła zabawnie brwiami.
- Dokładnie, widzę, że znasz z retrospekcji – parsknęła krótkim śmiechem.
Za taniec podziękowała mu lekkim ukłonem, a potem zajęła miejsce.
- Dziękuję – rzuciła na gest z odsunięciem krzesła. Kiedy polał im piwa od razu wzięła dwa większe łyki i zadowolona mruknęła na jego smak rozlewający się po ustach. Kiwnęła głową, gdy mówił, że zna siebie i pokazała kciuk do góry na podsumowanie planu.
- No dobra… To gdzie jest ten nasz pokój, hm? Nie wiem jak Ty, ale ja po tym piwie to chciałabym się położyć – spojrzała po nim wymownie, w razie co na brak towarzystwa zdecydowanie nie będzie tu narzekał, ona była po walkach naprawdę zmęczona.
Akane
Rozbawiona już po prostu pokręciła głową, zostawiając temat oskarżeń, jednak kiedy wspomniał o staraniu się bardziej, kącik jej ust drgnął wyraźniej.
OdpowiedzUsuń- No dawaj, już nie mogę się doczekać pierwszego odsłuchu – odpowiedziała mu z figlarną iskierką w spojrzeniu. Wzięła dwa kolejne łyki piwa, chwila przerwy i potem je wyzerowała. Teraz to i jej nieco zaszumiało w głowie. Taniec może i był skoczny, ale trochę już dziś w siebie wlała. Zaśmiała się krótko i sięgnęła po jego rękę, by wstać.
- Udało Ci się kiedyś zasnąć po drodze? Tak wiesz… że idziesz i nagle jeb? – zapytała. – Bo mi jeszcze nigdy, chyba… - zaczęła powoli iść z nim w stronę schodów. – Ej! Nie jestem znowu taka ciężka… ale bez obaw… nie planuję się pokładać po drodze – zapewniła unosząc przy tym wyżej palec. Prychnęła zaraz śmiechem.
- Z pościelą przybitą, czy nie, jak zechcę szukać dowodów, to mnie nie powtrzymasz – wyszczerzyła się do niego.
Akane
Yumi chyba nie do końca liczył na taki obrót akcji, na miecz, nawet nie wyciągając swojej broni. Zresztą tak jak obiecał. Gwizdnął w stronę stworzenia, a to uniosło spleciony z mięsa łeb wpatrując się w nimi czymś, co kiedyś chyba było jego oczami. Długie, zlepione od krwi włosy opadły na jedną cześć twarzy stwora w pewnym momencie unosząc się na dwie nogi, by ryknąć czymś pomiędzy ludzkim głosem, a krzykiem potwora. Mężczyzna przełknął ślinę odrzucając na bok torbę w stronę ich wierzchowców, co najmniej na dwa metry, a nawet nie zamachnął się jakoś szczególnie. Spojrzał po Ashanie, mówiąc.
OdpowiedzUsuń— Przytrzymam go, a ty tnij łeb.
Yumi
An zerknęła na swój tyłek i nawet lekko się po nim poklepała.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, umiem się o swoje pośladki zatroszczyć. Może sobie ściągnę pod te drzwi jakieś wygodne kolana - parsknęła śmiechem. Słysząc o siodle uśmiechnęła się w ten knujący sposób.
- Patrz, o tym nie pomyślałam, to rzeczywiście może być dość wygodne... Kolejny powód dla którego warto sprawić sobie na stałe takiego uroczego moserta... - popukała się palcem po brodzie i przytaknęła sobie na własne słowa. Cmoknęła na jego "jakbym".
- Oj tam... jestem w stanie uwierzyć, że były w Twoim życiu takie momenty, że jednak wcale nie koniecznie byś zauważył - posłała mu kolejny zaczepny uśmiech. Sprawy swojej wagi już nie komentowała, podobnie jak jego "zobaczymy", po prostu uśmiechnęła się w ten swój zadziorny sposób.
Do pokoju weszła dość wartkim krokiem, tam spojrzała po łóżkach i nie oponowała na podział Ashana, skierowała kroki bliżej swojego, a potem na nim usiadła. Zdjęła buty, spodnie, zerknęła po rozbierającym się Ashanie i parsknęła krótkim śmiechem, widząc jak powstrzymuje zdjęcie spodni. Zaśmiała się na jego komentarz.
- Doprawdy łechtasz moje ego, gdy tak bardzo się mnie lękasz - poruszyła zabawnie brwiami i wstała by położyć swoje ciuchy na skrzyni w nogach łóżka. Swojej koszulki w formie stanika nie zdejmowała, ale poluzowała w niej nieco sznurki, co by nie czuć się jak sardynka w trakcie snu. Zarzuciła teatralnie włosami i przesunęła spojrzeniem po Ashanie, mogła śmiało przyznać, że było na czym zawiesić oko, ale jej spojrzenie w danej chwili było bardziej neutralne.
- Bez obaw Asiu, moja pierzynka w zupełności mi wystarczy - zapewniła z niewinnym uśmiechem i ruszyła do łóżka, co by się w nim wygodnie ułożyć.
Akane
An zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, na taki seans to może nawet sprawie sobie kilka różnych kolan – odpowiedziała mu szerokim uśmiechem i poruszyła wymownie brwiami. Słysząc o Uqe dumnie podniosła brodę.
- Osobiście dziwię się, że dopiero teraz, jest świetny, kupił mnie tym wyrzutem w niebiosa, jak tak dalej pójdzie, to przy nim nauczę się sięgać gwiazd, dosłownie – zaśmiała się wesoło.
- Och, wcale nie zamierzam udowadniać, ale skoro były, to jest duża szansa, że jeszcze się powtórzą – pokazała mu sam czubek języka. W pokoju uśmiechnęła się pod nosem.
- Ehe, drżysz ze strachu – udała drżenie ciała i parsknęła śmiechem, kręcąc przy tym głową. Już zaraz leżała w łóżku i próbowała się jakoś w miarę wygodnie ułożyć. Poobijane ciało trochę to mimo wszystko utrudniało. Uniosła brew, słysząc, że Ashan znowu wstaje i zaśmiała się krótko na tą jego bunkier bazę.
- Doprawdy niezwykle cenne lub niezwykle wstydliwe musisz mieć tam zasoby, że aż tak się chowasz – rzuciła rozbawiona, a przy kolejnym komentarzu dalej lekko się śmiała, aż musiała te swoje żebra dłońmi przytrzymać.
- To nie ja się odgrażałam wpychaniem do cudzego łoża, a obcych bab nam do pokoju nie wpuszczę, więc śpij spokojnie słodki Książę – odparła rozbawiona i również zgasiła swoją świecę. Przymknęła oczy, powoli odnajdując odpowiednią pozycję.
- Mhm, dobrze… dzięki – mruknęła jeszcze, a kilka chwil później po prostu zasnęła, ten dzień był bardzo intensywny.
Akane
Znał swoje możliwości na tyle, by wiedzieć że mógł sobie na to pozwolić.
OdpowiedzUsuńGhul szarżował wprost na niego, a Yumi stanął twardo na nogach czekając, aż będzie na tyle blisko by plan się ziścił. Nie musiał długo czekać. Sprawnym ruchem odskoczył w bok, myląc przeciwnika i nie tracąc czasu złapał za grubą skórę w miejscu, gdzie powinien być kark nadludzką siłą wbijając go w ziemię. Przygwoździł go obiema rękoma, a stwór machał odnóżami rozsypując wokół piach, więc Yumi dołożył i drugą rękę tam, gdzie powinny znajdować się łopatki. Coś chrupnęło głośno, a mimo to stworzenie poruszało się nadal wydając tylko coś pomiędzy jękiem, a bolesnym wyciem. Widać, że mężczyzna miał parę w rękach.. Bardziej, niż wskazywała na to jego postura. A on nawet się nie zmęczył.
Yumi
W trakcie tej podróży z Ashanem An była trochę częściej zamyślona. Wydarzenia związane z misją, fakt, że prawie została wykorzystana… Trochę to w niej siedziało, ale nie zachowywała się jakoś znacznie inaczej. Dalej była ciekawska, rozmowna i lubiła się przekomarzać, po prostu trochę częściej odpływała gdzieś w swój własny świat.
OdpowiedzUsuńWypad do Lazyr bardzo ją cieszył, szczególnie z powodu zapowiedzianej walki na arenie, miała się znowu z czego wyszumieć, a treningi nie zawsze pozwalałby na zużycie pełnego potencjału. Przy ostatnim przeciwniku trochę się namęczyła, więc stawiała, że dziś może być znacznie trudniej.
Kiedy zeszli z mosertów, ruszyła za Ashanem i przeciągnęła się, zadowolona rozglądając dookoła. Słysząc pytanie uniosła kącik ust i zawiesiła spojrzenie w czerwonowłosym.
- Mhm, codziennie rano rozłupuję nimi orzechy dla sprawdzenia – rzuciła z nutką przekąsu i obejrzała się w stronę Uqe, by jeszcze chwilę po nim popatrzeć. – Jeździmy całkiem sporo, jak nie gdzieś w trasę to chociaż po padoku, więc zaczynam się przyzwyczajać – odpowiedziała już bardziej poważnie.
Akane
Luna jednak czuła, że byłoby inaczej. Gdyby trafili do łóżka, Ashan straciłby nią jakiekolwiek zainteresowanie. Miała wrażenie, że to w ten sposób właśnie się odbywawało z wielką ilością mężczyzn. Zacisnęła lekko swe pięści i odetchnęła głęboko, po czym raz jeszcze wychyliła kieliszek z alkoholem.
OdpowiedzUsuń- Źle słyszałeś - odparła spokojnie, unosząc na niego wzrok. - Co prawda pierwsze zasady właśnie w taki sposób powstały, ale co roku zbiera się krąg piratów i przegląda kodeks, dopisując nowe zasady lub uaktualniając stare - wyjaśniła z lekkim uśmiechem na twarzy. - Parę razy uczestniczyłam w takim spotkaniu. Jest niesamowite, a księga z kodeksem... - uśmiechnęła się do swoich myśli. - Piękna i bardzo stara robota...
Luna
- Bo każda grupa piracka ma swój własny pod-kodeks - wzruszyła ramionami i westchnęła ciężko. - Wiesz to tak jak rodziny i kraj - stwierdziła. - Rodzina ma swój kodeks, potem jest miasto ze swoimi zasadami, a na samym końcu kraj z zasadami - powiedziała. - Ten najważniejszy kodeks to spis zasad, ogólnych zasad - wzruszyła ramionami. - No i jeszcze są osoby, które mają gdzieś ten kodeks i chcą robić co im się żywnie podoba - skomentowała. - Takich właśnie wyłapuję ja - dorzuciła kończąc kolejną szklaneczkę alkoholu i masując sobie skronie. - Co chciałbyś zobaczyć najbardziej? Moje piersi czy... - spojrzała w dół rumieniąc się lekko. - Jaki...jaki jest ideał kobiety twój?
OdpowiedzUsuńLuna
- Nie mówiłam, że w każdej rodzinie zasady są spisywane, tylko to że zasady istnieją - poprawiła się lekko, po czym przytaknęła kiedy podsumował jej słowa co do przestrzegania prawa. - Myślę, że nie tylko na złość na fakt istnienia, ale... no wiesz, zasady są po to, żeby je łamać - wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się szeroko. Pokiwała głową. Sama oficjalności nie lubiła, ale czasem miło było poczuć się częścią czegoś większego, a przy takich okazjach jak uaktualnianie kodeksu można było tak się poczuć. Rozdziawiła usta, kiedy rzucił o jej minę i lekko kopnęła jego łydkę. Delikatnie w ramach zaczepki, czerwieniąc się przy tym lekko. - Zbereźnik - pogroziła mu palcem śmiejąc się lekko, po czym znów uśmiechnęła się lekko, kiedy wspomniał o jej kształtach i podziękowała mu za opinię. - Hm... osobiście uważam, że nie ma ideałów - odparła spokojnie. - Ale jeśli pytasz to jedna z najważniejszych dla mnie kategorii to... poczucie bezpieczeństwa. Muszę się przy kimś czuć bezpiecznie, żeby w ogóle myśleć o tej osobie cieplej czy no wiesz... o związku - zagryzła lekko swą wargę i spojrzała po nim. - A druga rzecz... chciałabym móc powiedzieć takiemu komuś wszystko, bez obawy że się na mnie obrazi czy czegoś nie zrozumie, bez obawy że gdzieś potem wypapla moje sekrety.
OdpowiedzUsuńLuna
Tony nadążał nad nim, bo akurat jeśli chodzi o szybkość to nie miał sobie nic do zarzucenia. Sparował cięcie i kiedy Ashan rzucił swój komentarz, nawet na moment nie zmienił wyrazu twarzy.
OdpowiedzUsuń- Oszczędziłem twe jądra - powiedział tylko w odpowiedzi, podążając za mieczem Ashana. Sparował znów, ale skrzywił się przy tym bo nie poszło aż tak dobrze jak chciał i został lekko draśnięty przez miecz. Nie zatrzymywał się jednak. Złapał sztylet w drugą dłoń i odbił pchnięcie w żebra, rapierem wyprowadzając kłute pchnięcie wprost w prawe ramię Ashana. Oddychał równomiernie, starając się mimo wszystko nie polec od razu.
TOny
— Jedyne co czuje to chęć kąpieli po tym śmierdzielu — syknął, puszczając cielsko na ziemię. Odsunął się na kilka kroków z obrzydzeniem ocierając dłonie o spodnie, mimo wszystko zaczynając rozglądać się wokół. Pachniał gorzej niż pamiętał. Rzadko miał do czynienia z ghulami, zazwyczaj trafiał na nieumarłych i te spotkania pamiętał lepiej, właśnie przez zapach. W porównaniu do ghuli pachnieli jak zepsute mięso, a to.. Splunął, czując jak smród osiada gdzieś na końcu języka, wzrokiem wracając do nowego znajomego.
OdpowiedzUsuń— Coś jest niedaleko — wyznał. — Przynajmniej dwóch, a tam na dole widać stare obozowisko — wskazał dłonią kilka metrów dalej na coś, co kiedyś można było nazwać ogniskiem.
Yumi
Widziała jak patrzy na alkohol i kalkuluje. Cmoknęła wyraźnie zadowolona.
OdpowiedzUsuń- Czyżbyś powoli miał dość? - uniosła lekko brew. Trzeba było trochę pograć bardziej trzeźwą niż faktycznie była. Już też była nieźle podpita, ale dalej trzymała pion i daleko jej było do wywieszenia białej flagi. Co to, to nie. Nie na jej pijackiej warcie! Uśmiechnęła się, kiedy wspomniał o tych co tworzą przepisy.
- Takich mam akurat za głupców - poinformowała go. - Zasady powinieneś tak napisać, by zostawić furtkę dla samego siebie. Zostawić coś, co pozwoli ci łatwo się do nich zastosować, a jednak może nawet łamać bez konsekwencji, bo ta furtka ci to umożliwia - uśmiech nie znikał jej z warg. Prychnęła pod nosem, kiedy stwierdził, że jej ciekawość jest zbereźna. - Oj jeszcze nie dane ci było doświadczyć mej zbereźnej ciekawości... - wypiła kolejnego shota i podeszła do niego, by położyć dłonie na jego kolanach. Spojrzała mu prosto w oczy, po czym dalej w nie patrząc, uklękła przed nim, przesuwając dłońmi po jego udach, a ustami chuchając w intymne miejsce, skrywające niesforny męski narząd. Poruszała przy tym zabawnie brwiami. - Mhm... może jeszcze tej zbereźnej ciekawości doświadczysz? - puściła mu oczko.
Luna
Przesunęła spojrzeniem po Ashanie, cóż, dziś i on emanował dość specyficzną aurą. Każde z nich miało w głowie jakieś własne rozterki, ale przynajmniej nie skakali sobie do gardeł z tego powodu. Uśmiechnęła sią kącikiem ust na jego zaczpkę.
OdpowiedzUsuń- To już zależy kto poprosi - puściła mu oko. Kiedy pytał o Uqe, przytaknęła głową.
- Wykupię, już zdecydowałam. Wierzchowiec bardzo mi się przyda, patrząc nawet pod kątem technicznym, a emocjonalnie... Cóż, kluska ze mnie, a ten młody złapał mnie za serce - przyznała, jeszcze chwilę patrząc po zwierzaku, potem wróciła wzrokiem do Ashana i uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Bez obaw, nie zamierzam stworzyć z nim więzi i odejść w cholerę, tak to chyba nawet nie potrafię... - poinformowała i zerknęła w stronę trasy na arenę.
- To co? Idziemy najpierw zobaczyć tabelę, czy masz już w głowie jakiś upojny relaks? - zapytała z nutką zaczepności.
Akane
Nie spodziewał się, że się rozdzielą.
OdpowiedzUsuńNie zamierzał również narzekać, więc na polecenie kiwnął tylko głową odbierając racę, by włożyć ją do kieszeni spodni.
— Jasne — rzucił.
Be zbędnych omówień ruszył w stronę obozowiska. Nie odwrócił się za siebie skupiając się bardziej na śladach pozostawionych przez ghula, by w końcu dotrzeć do resztek obozy. Rozwalony namiot, resztki ogniska i królicza skóra do której podszedł pierwszy. Ktoś, kto rozbił obóz widać, że pozostawił sporo rzeczy w tym i własny ekwipunek. Nie ostał się jednak żaden ślad człowieka. Nie było trupów. Znalazł tylko ślady, jakby ktoś ciągnął ciała. W stronę strażnicy.
Yumi
Luna uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową. Takie zasady rozumiała i też uważała, że powinny być równe dla każdego. Nie miała powodu by z tym się kłócić. Niestety świat działał trochę inaczej, przez co konflikty były dość częstym zjawiskiem. Zwłaszcza w takich chwilach. Kiedy tak się do niej nachylił i zaczął ją całować, oddała się tym przyjemnościom, masując jednocześnie jego uda.
OdpowiedzUsuń- Mhm...- mruknęła, kiedy szepnął swoje. - Podpiłeś mnie, Laleczko... ciężko oprzeć się twoim prowokatorskim zachowaniom - przyznała, muskając palcami jego schowane przyrodzenie i spojrzała w górę w jego oczy, zagryzając lekko swą dolną wargę. - Poza tym... wcale nie musimy iść na całość, żeby... sprawić ci przyjemność - dorzuciła.
Luna
Diego spojrzał po bracie lekko unosząc brew.
OdpowiedzUsuń- Ja rozumiem, że mówimy o Twoich genach, ale nie przesadzaj, taki nieco wyrośnięty to już nie powinien szczać pod siebie – zauważył z nutką przekąsu w głosie. – Poza tym… jak już mowa o tych nieporadnych nieborakach to… musiałbym być debilem by oczekiwać od nich zajebistości. Też srałem kiedyś pod siebie, a jednak wyrosło ze mnie cudo. Nie przekreślaj tak od razu tych, co robią w pieluchę – dodał, dalej z błądzącym po twarzy uśmieszkiem.
- A umiałbyś to w ogóle narysować? – zapytał, znowu poruszając brwiami.
- Nie wiedziałem, że człowiek jest zakochany dopiero jak planuje takie rzeczy… Ciekawe, takiej definicji miłości jeszcze nie słyszałem – parsknął śmiechem. – Robisz o wiele gorsze rzeczy niż planowanie ślubu czy gromadki dzieci. Dajesz sobie wejść na głowę, ślinisz się jak pies i przymykasz oko na jasne sygnały, że laska jest zwykłą manipulantką czy kokietką – wyliczył mu na palcach. Na słowa o Darcy upił łyk trunku.
- No właśnie… i to mi starczy by jej na taki krok nie pozwolić – podsumował sprawę jej nieszczęścia. Przytaknął głową na kolejne słowa. – Nie zna – z tym akurat nie zamierzał się sprzeczać. Posłał bratu wymowne spojrzenie, gdy poruszył temat w teorii, a jego spojrzenie uległo zmianie dopiero, gdy dodał o praktyce.
- Dobrze, że to zaznaczyłeś – oznajmił, nie komentując poprzedniej wypowiedzi. Przy kolejnym stwierdzeniu spojrzał na niego pytająco.
- Grać? Patrzysz na to zupełnie inaczej niż ja, to nas różni – stwierdził krótko, a na jego swobodne stwierdzenie w temacie zabijania po prostu wzruszył ramionami i upił łyka trunku. Pokręcił głową na temat zakochania.
- Nic nie ustalam, patrzę na cudze błędy i nie zamierzam ich powielać – odparł luźno i zaraz zaśmiał się szczerze rozbawiony.
- Piękne podbudowanie własnego ego, założenie, że by nie była. Tobą też najwyraźniej zachwycona nie była skoro wybrała stado, więc… - wzruszył ramionami. Osobiście nie uważał tego za remis. Wypowiadał się Ashan, w cudzym imieniu, a on wypowiadał się w własnym. Uśmiechnął się zaraz nikle do brata.
- Jak sobie przypadniecie do gustu to jej po prostu zrobię test wierności – zaśmiał się pod nosem, ale ze specyficznym błyskiem w oku.
Diego
Diego posłała w stronę brata zadowolony uśmieszek.
OdpowiedzUsuń- Dokładnie - odparł w temacie beznadziejnych przypadków. Prychnął zaraz.
- Tak jakbyś jedynie Ty był przerośnięty, akurat na tle Gromów nie wyróżniasz się aż tak bardzo - przypomniał mu, bo tam mieli co najmniej kilka byczków o podobnych gabarytach co Ash. Kącik jego ust drgnął na ten poważny ton brata.
- Czekam więc, ciekaw jestem czy odtworzysz ospermioną pościel z pamięci, czy może sprawisz sobie świeży model do naszkicowania - rzucił zaczepnie w stronę brata, z miną jakby naprawdę sięnad tym zastanawiał. Na wzmiankę o matce kiwnął głową.
- Jeszcze bardziej dumna będzie jak usłyszy czyj to pomysł i czyjego autorstwa jest rysunek, mówię Ci, zrób go koniecznie - wyszczerzył się do niego po czym upił łyka trunku. Na wzmiankę o kobietach wzruszył ramionami.
- To czy rzeczywiście się nauczyłeś sam już ocenię, na tą chwilę nie wypadasz zbyt korzystnie - przyznał. Dalej był tym, który przez kobietę dał się upokorzyć piratom.
- Ty się martwisz nawet jak nic nie odpierdalam, więc daruj sobie te złote rady w tym temacie - wyrzucił mu z wymownym spojrzeniem. Na słowa o teorii w temacie Darcy już po prostu kiwnął głową. Słysząc o roli księcia ponownie umoczył usta w trunku.
- Racja, ja nie widzę tego jako gry. Jestem księciem i moje obowiązki nie zganiają mi snu z powiek. Jak gram to raczej w inne role. Rozkapryszony snob na przykład, uuu, ależ ta rola umie zebrać piękne żniwo. Mam też w zanadrzu przemądrzałego gówniarza, o albo czasem sobie odgrywam Ciebie, książulek nad wyraz ponury... Tak, dla mnie to są role, w których nie jestem sobą, nie te chwile kiedy zachowuję się jak na księcia przystało - wyznał luźno. Na słowa o France parsknął śmiechem.
- Mhm, tak przeżyło, że musiałeś zaznaczyć w rozmowie z młodszym bratem, że na niego to by nie poleciała, mimo, że temat w ogóle tego nie dotyczył - wyszczerzył się do niego. Parsknął zaraz śmiechem.
- Znaleźć? Cały czas mówię o tym byś zwolnił konie w tym temacie, bo myślisz ewidentnie kutasem. Weź chociaż raz dobrze jakąś najpierw poznaj, a potem dopiero głupiej na jej punkcie, jak już będzie wiadomo, że warto, a nie kiedy po prostu ma śliczną buzię i krągłe pośladki - posłał mu kolejne wymowne spojrzenie. Westchnął lekko i pokręcił głową na słowa o teście.
- Test wierności mojej kobiety, nie Twojej. Piratki mnie nie kręcą, więc zapału by nie było w tym moim testowaniu Twojej dziuni. No, chyba, że ktoś poza nią jest jeszcze na Twojej liście, dawaj, a się zastanowię i może przetestuję - poruszył zabawnie brwiami.
Diego
Dziewczyna zrobiła smutną minkę, ale nie zaprotestowała. Miała na tyle rozumu i jakiejkolwiek trzeźwości, żeby tego nie robić. Pokiwała tylko głową i spojrzała na swoją wódkę. Wydęła policzki w milczeniu bujając się na boki. Wpatrywała się w swoją wódkę jakby ta wszystkiemu przeszkodziła. Dopiero, po dłuższej chwili wychyliła swój kieliszek i spojrzała w dal na krajobraz. Dalej siedziała wyraźnie smutna, niczym strofowana mała dziewczynka.
OdpowiedzUsuńLuna
Luna spojrzała po nim i prychnęła pod nosem. Jeszcze śmiał do niej mówić jak do dziecka. Niech go rzucą na pożarcie rekinów. Polała im po kolejnej kolejce i wypiła cały kieliszek. Głupia Laleczka. Niech sobie nie myśli, że ona to tak zostawi. Wstała ze swojego miejsca i zbliżyła się do krawędzi, by zerknąć sobie na miasto.
OdpowiedzUsuń- NIe będę skakała - poinformowała go tylko, co by sobie nie pomyślał, że znów chce mu coś takiego zrobić. Przysiadła przy krawędzi i pomachała swymi nogami.
Luna
Luna odchyliła się do tyłu i zerknęła na niego, ale nie odezwała się. Przymknęła oczy odpoczywając trochę od alkoholu. W tej chwili akurat nie potrzebowała większego otumanienia w głowie. Nie odzywała się, żeby niepotrzebnie na niego nie krzyczeć, a przecież znała swój charakterek. Wiedziała jak otwieranie ust mogło się skończyć i zdecydowanie sobie tego nie życzyła. Przynajmniej jeszcze nie. Zaczęła nucić sobie pod nosem szanty, upijając jednak czasem alkoholu. No, mimo wszystko jeszcze się nie poddała. Za dużo do wygrania pozostawało.
OdpowiedzUsuńLuna
Słuchała o Uqe z lekkim uśmiechem na ustach.
OdpowiedzUsuń- Mhm, nudy nie przewiduję, a i dla mnie pierwsza misja na grzbiecie wierzchowca będzie ciekawym doświadczeniem – przyznała zadowolona. Skrzyżowała wzrok z czerwonowłosym.
- Racja, głupio, postaram się co byś nie musiał w jego oczach na takiego głupka wychodzić – uniosła lekko kącik ust. Zaśmiała się na to jego wymowne spojrzenie.
- A ja mam, ale to po walkach. Trochę się przed przyjazdem tutaj zorientowałam w ewentualnych atrakcjach, więc jestem lepiej przygotowana niż ostatnio – stwierdziła pogodnie. Przytaknęła mu głową na decyzję o tabeli i ruszyła z nim w jej stronę.
- Jedno piwo?! Tylko?! A co, cytując, boisz się, że jak wypijesz więcej to nie dasz rady na arenie? – zapytała z przekąsem w głosie. Tak się z niej ostatnio nabijał jak sama wyznaczyła granicę przed walką, a tu proszę. Zaśmiała się pod nosem.
- Ostatnio poszalałeś, przyznaję, ale ja nie narzekam, co się napatrzyłam to moje – zaśmiała się lekko.
Akane
Akane odruchowo również jeszcze raz spojrzała po Uqe, a potem przeniosła spojrzenie na Ashana.
OdpowiedzUsuń- Nie martw się, damy radę – rzuciła, czując te jego bardzo delikatne przejawy troski. Uśmiechnęła się do niego pogodniej, jakby na zapewnienie, że rzeczywiście ogarną ten wypad bez problemu. Na sprawę rozeznania udała niewzruszoną minę i przytaknęła głową.
- Racja, nie będziesz, właściwie na kolejne walki to mogę już przyjechać sama, może zobaczymy się po prostu na miejscu – zerknęła na niego i lekko szturchnęła go swoim ramieniem w to jego. Jasne, że go nie potrzebowała, ale miło było po prostu wędrować w towarzystwie. Nie mniej Ash zdawał się lubić tą udawaną powagę, więc poszła trochę w jego styl żartowania. Uśmiechnęła się pod nosem na to specyficzne spojrzenie, posłała mu nawet niewinny uśmieszek.
- Och, no skoro tak to bardzo mi miło, że nawet starszym umiem nieco mądrości wnieść do głowy – zaśmiała się krótko, a kiedy się tak do niej pochylił to go lekko pstryknęła w nos, dalej z tym samym niewinnym uśmieszkiem.
- Oczywiście, że tak, zawsze jak mi zimno to sobie odtwarzam to upojne wspomnienie – rzuciła zadziornie. Parsknęła śmiechem na zapewnienia o grzeczności.
- Cytując, ple, ple, ple, plu, plu, plu, zobaczymy jak to wyjdzie z tą Twoją grzecznością Panie Książę – uniosła kącik ust w uśmiechu.
- Oho, no właśnie, już mi się wpierdziela w moje plany, tyle by było z rzewnych zapowiedzi – pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. – Zamierzam się wybrać do gorących źródeł, więc się lepiej dobrze zastanów nad tym wspólnym spędzaniem czasu – pokazała mu język i zatrzymała się w kolejce do tabeli. Trochę się tu dziś ludu zebrało.
Akane
Spojrzała po nim z lekkim rozbawieniem, ale i wdzięcznością w oczach.
OdpowiedzUsuń- Dzięki – odpowiedziała mu po prostu. Po ostatnich wydarzeniach trochę bardziej doceniała fakt, że ma grono swoich zawziętych obrońców i całkiem miłym zaskoczeniem był fakt, że nawet Ashan nie chciał by coś jej się stało. Prychnęła na jego uwagę o starszym.
- Starszyyyy – poruszyła zabawnie brawiami. – I co teraz? Powiedziałam – ośmieliła się zauważyć, dalej z rozbawieniem na twarzy.
- No ja tam sobie Twoje najebanie chwalę, więc wiesz, śmiało, śmiało, dziś też nie musisz się powstrzymywać – zaśmiała się krótko. Przytaknęła mu na słowa o odpowiedzialności.
- Na razie – pokreśliła lekkim tonem i puściła mu oko. Ona niestety przy swoim wzroście nie za wiele widziała, ale oparła się nieco o Ashana, kiedy tłum zasłaniał jej widoczność, pozostało liczyć na jego wzrost, bo ciskać między innymi jej się aktualnie nie chciało. Rozbawiona pokręciła głową, gdy stwierdził, że idzie.
- Nie mam – przyznała i zaraz mu przytaknęła.
- No raczej, najlepiej korzysta się z źródeł po wysiłku – przyznała. – Widzisz coś tam, czy jednak ten Twój wzrost to tylko pic na wodę, hm?
Akane
- Phi – prychnęła pod nosem, ale na twarzy miała wymalowane rozbawienie. Zaśmiała się zaraz na jego kolejne słowa. Rozłożyła bezradnie ręce.
OdpowiedzUsuń- Masz mnie… A już liczyłam, że się nie zorientujesz, cholercia no… - zacmokała niezadowolona i pokręciła głową.
Stała sobie spokojnie, dalej oparta o Ashana i nawet zaczęła się nieco rozglądać, obserwować tutejszych zebranych. Kto wie, może będzie walczyć dziś z kimś przy kim właśnie stoi? Rozważała tak sobie.
- Mhm, pic na… - rzuciła w lekkim zamyśleniu, a potem zaskoczona wydała krótki „woah”, kiedy ją złapał i posadził na własnych barkach. Odruchowo przytrzymała się dłońmi o jego głowę, a na twarzy poczuła lekkie wypieki. Cholera… nigdy wcześniej nie miała okazji doświadczyć podobnego uczucia. Nigdy jeszcze nikt jej tak nie wsadził sobie po prostu na plecy, no… chyba, że papcio, jak była dzieciakiem.
- Eem… - potrzebowała chwili by się odnaleźć w sytuacji, musiała przyznać, że świat z tej perspektywy wyglądał całkiem ciekawie. Zacisnęła lekko usta na tego „kurdupla” i spojrzała w dół, by strzelić Ashanowi w ucho.
- Weź się trochę przesuń w prawo Panie szeroki, niech te Twoje muskuły się bardziej przydadzą – powiedziała równie zaczepnym tonem i zaraz zaczęła wypatrywać ich imion na tabeli. – O, o, dobrze, stój! – poleciła mu.
- Czekaj no… - wychyliła się nieco w przód, co by coś lepiej dojrzeć. – Ty masz walkę z Ivarem Czerwonobokim – powiedziała - … a ja… z… Dziką Eir… mrr, jak grzecznie poprosisz to może nie obiję Ci jej za mocno i zaprosimy do gorących źródeł – zaśmiała się pod nosem.
Akane
W oczach Akane pojawił się specyficzny błysk.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, że właśnie prowokujesz bym strzeliła znowu, prawda? – zapytała niewinnym głosikiem i przybierzyła palce do strzału w jego ucho, jednak ostatecznie nie strzeliła, a lekko się zaśmiała.
- O ho, ho, ho… Sama, no jasne, wrzucił mnie sobie na plecy i teraz mówi, że SAMA korzystam, bardzo zabawne, wiesz – parsknęła pod nosem. – Poza tym, nie narzekam – dodała i nawet się nieco wygodniej na tych jego barkach ulokowała, tak dla potwierdzenia własnych słów. Słysząc o jego urazie spojrzała zaciekawiona.
- Ale, że ogólnie rudych, czy… rodzimie rudych? – zainteresowała się, a kiedy ściągnął jej łydkę zmarszczyła lekko czoło.
- Ej! – zachwiała się nieco. – Och no wybacz, ale to moje pierwsze rodeo na nie osiodłanych bykach – prychnęła pod nosem, starając się mimo wszystko utrzymać na jego plecach.
- A skąd mam wiedzieć, że mi się podoba, to tylko imię… Asiu… - jednak go w to ucho strzeliła, z jakimś takim uśmieszkiem satysfakcji na ustach.
Akane
Zaśmiała się na słowa o urządzaniu.
OdpowiedzUsuń- Skoro już o urządzaniu rozmawiamy, to wiesz... mógłbyś nieco ogarnąć fryzurę - wsunęła mu palce we włosy i zmierzwiła je z szyderczym błyskiem w oku. W końcu to ona komuś...!
- Jakieś warkoczyki, czy kiteczki, może kilka spineczek dla urozmaicenia widoków z twego grzbietu - rzuciła zaczepnie. Słysząc o rudej kiwnęła lekko głową.
- Okey, brzmi poważnie, ale bez obaw, nie będę wnikać - stwierdziła spokojnie. Jak będzie chciał to może kiedyś sam opowie. Parsknęła śmiechem na podsumowanie jej pierwszego rodeo.
- No... w sumie to całkiem trafny opis mojej osoby - przyznała rozbawiona, bo rzeczywiście nawet jak robiła coś po raz pierwszy to wysoko stawiała sobie poprzeczkę. Kiedy znieruchomiał, uniosła wyraźniej kącik ust i dla komizmu sytuacji złapała go za szczyty uszu, jakby to właśnie one miały ją utrzymać w razie próby zrzucenia.
- Pamiętaj, że masz długie włosy, a ja za swoje odruchy nie odpowiadam, gdy walczę o życie - ostrzegła go, gotowa łapać właśnie za kudły. Kiedy zrobił ten krok, wcale nie złapała za włosy, a od razu opatuliła rękoma jego głowę.
- Kyrle Elejson! - zaśmiała się i nawet nogi mocniej na nim zacisnęła, co by się utrzymać. Figlarny uśmiech wkradł jej się na usta, gdy rzucił o prawdziwym rodeo, już prawie szepnęła to "Asiu" mu nad uchem, ale powstrzymała się ostatkiem sił i ciężko westchnęła.
- Ech, nie, nie będę Cię męczyć przed walkami, bo potem przegrasz i zrzucisz na mnie - parsknęła krótkim śmiechem, a kiedy ruszył ponownie się zaśmiała.
- I co? Już tak zostaję? Aż tak Ci wygodnie? - rzuciła z lekkim śmiechem na ustach. - No tak, rozumiem, powiedzieć, że miało się głowę między nogami Akane może wywrzeć nie lada wrażenie - odważyła się na ten bardzo dwuznaczny żart, dalej ze śmiechem na ustach.
Akane
Syknęła i zacmokała cicho.
OdpowiedzUsuń- Kusisz, nieziemsko kusisz, ale... będę silniejsza. Kiteczki zostawię na inną okazję - uśmiechnęła się pod nosem i pochyliła nieco nad jego uchem. - Na wesele wyglądałbyś w takim wydaniu zaprawdę uroczo - szepnęła i zaraz po tym parsknęła cichym śmiechem. Zrobiła jakąś głupią minę na kolejną groźbę.
- Możesz, ale ewidentnie nie chcesz - poruszyła zabawnie brwiami, wiedząc, że aktualnie Ashan tego nawet nie zobaczy.
- Och, jak jej powiem dlaczego jest łysy to jeszcze mi pogratuluje, zobaczysz. Ja, taka krucha dziewczyna kontra Ty... i to Ty kończysz łysy... o stary, idealny materiał na opowieść z morałem. Nie wkurwiaj kurdupla, wybacz, ale Twoja mama też nie zalicza się do wysokich, jestem pewna, że przyzna mi rację - zaśmiała się i wyszczerzyła szeroko. Kiedy już mogła puścić jego głowę, to starła wyimaginowany pot z czoła.
- Ledwo, ale racja, żyję - uniosła kącik ust. Przy słowach o barkach zaśmiała się krótko.
- No tak, zapomniałam, że fenalisy zwykle cierpią na niedogrzane barki - wyraźnie ją to rozbawiło, a przy słowach o plotki machnęła ręką.
- Ee, i tak już ze sobą w oczach opinii publicznej sypiamy, więc co za różnica, czy z głowami między swoimi udami, czy bez. Jak tak się z boku posłucha to całkiem fajny mamy ten nasz wyimaginowany związek, wiesz? Nawet po trochu zaczynam kibicować tym naszym innym rzeczywistością. Jedno i drugie na siebie napalone, czasu spędzają razem całkiem sporo, najwyraźniej dobrze się dogadują, walą kawa na ławę, normalnie pozazdrościć - jednorazowo prychnęła śmiechem i rozbawiona pokręciła głową.
Akane
Akane uśmiechnęła się dumnie.
OdpowiedzUsuń- Oho, teraz już "co chcesz", dobra, podoba mi się ten szybki awans... Będę musiała się zastanowić nad jakimś ciekawym splotem - zaśmiała się lekko, a kiedy zapewnił jej namiastkę rodeo, spróbowała utrzymać się, już znacznie mniej dotykając jego głowy.
- Jeszcze kilka takich prób i dojdę do perfekcji - rzuciła rozbawiona i parsknęła na tą nieszczerość.
- Możesz, ale nie jesteś, gdybyś chciał mnie zrzucić to byś tak zawzięcie nie trzymał moich nóg, a przechyłki byłyby znacznie bardziej ekstremalne - zauważyła. - Nie wszystko trzeba czytać w myślach - dodała unosząc kącik ust. Na wzmiankę o pierworodnym uniosła palec wysoko.
- Ha! Pamiętaj, że ja mam rozpracowane miny, które działają na samego Niklausa Grandsanda, a on Twoją mateczkę sam umiał złapać na nie jedno spojrzenie - zaśmiała się krótko, a kiedy rzucił o barkach parsknęła głośniejszym śmiechem.
- Tak? A co jeszcze mają? - zapytała. No po prostu sam się prosił o to pytanie. Słysząc o ślubie, pokręciła głową z niedowierzaniem.
- No nieźle, to nas nieźle trzepnęło, że wyprzedzamy w tym nawet Natana i Morganę - zaśmiała się pod nosem.
- Powinniśmy? Przyznaj się... siedziałam ostatnio na parapecie i widziałam jak skrobiesz coś w pamiętniczku, pewnie już je zapisujesz - rzuciła zaczepnie, a kiedy znowu poruszył barkami, ponownie spróbowała się utrzymać, teraz już w ogóle nie dotykając głowy i balansując ciałem. Nawet ją bawiło to małe wyzwanie. Musiała przyznać, że siedzenie na tak szerokich ramionach było całkiem wygodne, a i widoki miała ciekawsze z tej perspektywy, więc o ile Ashan nie narzekał, to nie widziała problemu by tak sobie dalej siedzieć. Zaśmiała się krótko, na jego "będzie mi przykro".
- Wiesz, zawsze możesz wykorzystać te plotki by stworzyć coś podobnego z Luną - uśmiechnęła się lekko i spojrzała w niebo, sama na chwilę wracając myślami do Gava. Mówił, że chce zacząć od przyjaźni, ale mówił też, że by się przyjaźnić ona musi czuć do niego mniej. Więc próbowała, próbowała czuć mniej i brać pod uwagę inne opcje. Oczy dosłownie na chwilę zaszły jej mgłą, ale zaraz przywróciła uśmiech na usta i zaśmiała się lekko.
- To gdzie mnie dzisiaj zabierasz na piwo? To samo miejsce, czy inny lokal? - zapytała.
Akane
Zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Tak jest, bez nożyczek - zasalutowała w nieco żartobliwym tonie i ponownie się zachwiała na te jego odchylone ruchy. Zaśmiała się rozbawiona, dalej łapiąc pion pozycji.
- No raczej, w pewnych sprawach bywasz bardzo czytelny - przyznała z szerszym uśmiechem i znowu parsknęła pod nosem na wieść o smutniejszej minie.
- No dobra, na tej płaszczyźnie rzeczywiście mogę z Tobą polec - przyznała lekkim tonem. Pokręciła głową kiedy stwierdził, że wszystko mieli niedogrzane.
- Ach tak? Takie z was przytulaśne misie... Dobrze wiedzieć, zapamiętam - uśmiechnęła się pod nosem. Zaśmiała się na opis pamiętnika i pytanie.
- Jak to gdzie? Na labirynt na Twoich plecach, szukam kolejnych dobrych tras do domku - rzuciła z przekąsem, patrząc w dół i krzyżując z nim na chwilę spojrzenie. - Swoją drogą mógłbyś naprawdę postarać się o bardziej męski pamiętnik... - dodała i parsknęła śmiechem. Humor przygasł im praktycznie w tym samym momencie, a An słysząc o listach znowu spojrzała w dół, z przepraszającym spojrzeniem. Może nie powinna wspominać dziewczyny? W radach miłosnych nie była dobra, więc powstrzymała się, by nic nie powiedzieć. Nie było to znowu takie trudne przy własnych przemyśleniach. Drgnęła na to jego uszczypnięcie i uniosła kącik ust na uwagę czerwonowłosego.
- Na chwilę odpłynęłam, ale już jestem - zapewniła i jeszcze raz zmierzwiła mu włosy, ot tak, dla zwykłej zaczepki. Słysząc o innym miejscu uniosła rękę wysoko i wydała krótkie, prawie plemienne dźwięki.
- Ua, ua, ua! Zwiedzania ciąg dalszy, to co Żaby lubią najbardziej. Prowadź jurny byku! Moje kubki smakowe już nie mogą się doczekać nowych smaków tej zacnej strawy! - rzuciła rubasznym tonem i ponownie się zaśmiała pod nosem z samej siebie.
Akane
Akane uśmiechnęła się lekko na jego pytanie.
OdpowiedzUsuń- Skoro już pytasz to w trosce o rodzinę na przykład. W dużym poczuciu obowiązku jaki spoczywa na Twoich barkach... i nie, nie mówię teraz o sobie - rzuciła ostatnie z nutką żartu w głosie, co by nie było zbyt poważnie. Już i tak dużo powagi było dziś w ich głowach. Zaśmiała się krótko na ten ogień.
- To ja chyba jednak zostanę przy mizianiu - odpowiedziała nieco rozbawiona. Wizja palenia nieumarłych nie specjalnie ją mierziła, nawet się nieco uśmiechnęła pod nosem, gdy Ashan o tym wspominał. Prychnęła na słowa o domku.
- Halo! Przecież Ci mówiłam, domek jest na samym szczycie, na karku... Ja to się boję gdzie Ty go tam już sobie wyobrażałeś - rzuciła z przekąsem w głosie. Na słowa o pamiętniku już się po prostu zaśmiała, nie komentując tematu, w końcu i tak żartowali na temat wyimaginowane przedmiotu.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy pod nosem powtarzał jej czadową ksywkę i nawet zaśmiała się krótko. Asiu, Jurny Byk, to by dopiero była ciekawa zapowiedź na arenie. Mruknęła zadowolona, czując roztaczający się wokół zapach pieczonego mięsa, a kiedy podeszli do straganu, to aż się oblizała, widząc co mieli w ofercie. Uniosła kącik ust na Żabę i kiwnęła głową.
- To poproszę jeszcze jedną pitę i kawałek żeberka. Wygląda cudnie - pokręciła się nieco na tych jego barkach, była głodna, a widok takiego jedzenia sprawił, że nie mogła się już doczekać posiłku.
- Tam jest wolne miejsce! - oznajmiła entuzjastycznie, gdy dostali już swoje zamówienie.
Akane
Kiedy znało się rolę Ashana w tym kraju, to ciężko było nie zauważyć tego lub po prostu nie zdawać sobie sprawy z ciężaru jaki nosił. Dla Akane samo bycie księciem musiało być niezmiernie upierdliwe, szczególnie, że czerwonowłosy zdawał się lubić te zwykłe, nic nie znaczące chwile relaksu. Aktualnie wystarczyło, że pierdnie, a królestwo mogło zacząć o tym opowiadać. Z rozbawieniem przytaknęła mu na sprawę miziania, a na kolejne słowa znowu oberwał w ucho.
OdpowiedzUsuń- Spadaj dziadu, że co, że niby taka zmienna jestem?! Pfy... No to uważaj, bo sobie jeszcze postanowię co nieco i potem będziesz żałował tych podłych insynuacji - zaśmiała się, a kiedy przykucnął jęknęła przeciągle.
- No wiesz... A ja już tam sobie na górze zaczęłam rozplanowywać gdzie jadalnia, gdzie salon... Już nawet włosy miałam Ci zacząć przyklepywać co by za dobry stolik robiły... - rzuciła z udawaną pretensją w głosie, schodząc jednocześnie z jego barków. Usiadła zaraz obok niego i skrzywiła się lekko.
- Meh... przyzwyczai do wygody, a potem każe siadać na jakiejś biednej ławce - uśmiechnęła się pod nosem, rozstawiając jedzenie na stole. Pierwsze co to wgryzła się w to soczyste żeberko i miała gdzieś, że właśnie brudzi sobie twarz przyprawami. Mruknęła zadowolona czując jak mięso idealnie rozpływa się w ustach.
- Genialne... przepyszne - wydała werdykt i upiła piwa, łapiąc za kufel tłustą ręką. Przymknęła nawet na chwilę oczy, rozkoszując się smakiem swoich wyborów.
Akane
- Nie jestem na ciebie obrażona - poinformowała go, nie patrząc na niego. - Nie dodawaj sobie. Nie obrażam się z tak durnych powodów - spojrzała po nim i zacisnęła pięści. Za kogo on się miał, że takie rzeczy opowiadał? Owszem, nie chciało jej się teraz inicjować z nim rozmowy, ale nie czuła się obrażona. Czuła po prostu tak duże emocje, którymi nie zamierzała się z nim dzielić. Nie dlatego, że mu nie ufała, tylko dlatego że nie zamierzała na nim wyżywać swej własnej złości. NIe chciała tego robić i nikt jej do tego nie zmusi. Pomachała nogami lekko, wpatrując się w krajobraz i szukając wzrokiem morza. To jednak zawsze ją uspokajało. Mógłby po prostu ją przytulić, ale przecież nie powie tego na głos. Nie umiała tego zrobić. Zaczynała nawet zastanawiać się czy wytrzyma na lądzie, czy nie będzie jej się dziwnie żyło w oddaleniu od akwenu wodnego. Wargi lekko jej zadrżały, ale powstrzymała to, sięgając po kieliszek wódki i upijając go od razu.
OdpowiedzUsuńLuna
Akane zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Winny się tłumaczy - stwierdziła rozbawiona i zaraz poruszyła sugestywnie brwiami, pozostawiając sprawę postanowień bez jasnej odpowiedzi. Machnęła ręką.
- Oj tam, od razu pasożytnictwo, prędzej symbioza, obraza tylko od czasu do czasu, ale znalazłoby się dla Ciebie kilka korzyści, sam mówiłeś, że przyjemnie hrzałam barki - uśmiechnęła się do niego niewinnie. Pokręciła zaraz głową.
- Zero współpracy z takim, najpierw sam na plecy wrzuci, a potem marudzi i jeszcze chce wyciągać kasę. Ja nie wiem, słoma z butów wychodzi normalnie - rzuciła zaczepnie i wzięła kolejnego gryza.
- Ha, grzanie premium też, zobaczymy kto prędzej zatęskni - ponownie poruszyła sugestywnie brwiami i skupiła się na jedzeniu. Dania zdecydowanie trafiały w jej gusta.
Akane
Spojrzała po nim z ponurą miną.
OdpowiedzUsuń- Bo ja lubię cię kusić i chciałam zrobić ci dobrze - spojrzała na jego spodnie. - Ale wiem że masz rację, bo nie jestem głupim dzieckiem, a ty mnie tak traktujesz. Jestem zła że tak mnie traktujesz ale nie jestem obrażona. Wiem, że dobrze że się odsunąłeś, ale jestem zła bo zacząłeś robić ze mnie dziecko, a nie masz do tego prawa - skrzyżowała ręce na piersiach. - I w ogóle to jesteś strasznie niedomyślny i w ogóle... - burknęła na niego. - A ja nie chciałam na ciebie swoich dziwnych emocji, których sama nie rozumiem wyrzucać - dodała. - A poza tym to fajnie by było gdybyś po prostu mnie przytulił, a nie... owiewał nikotynowym chuchem! - naburmuszyła się. - TEraz jestem na ciebie obrażona. Zadowolony? Ja nie, ale sam tego chciałeś - wymamrotała. - No to masz, proszę, jestem zła i obrażona - wstała z miejsca i skrzyżowała ręce na piersiach, patrząc po nim spode łba.
Luna
Uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie brak dowodów na winę powinien być wystarczający - poruszyła zabawnie brwiami. Rzuciła mu zaraz wymowne spojrzenie.
- Pfy... luksusową? Strach się w niej ruszyć, bo zaraz lecisz na łeb, na szyję, więc już tak nie zachwalaj - pokazała mu język. - Ale tak, właśnie tak mniej więcej wyglądałby ten układ - zaśmiała się. - Świat nie zawsze jest sprawiedliwy, nawet w temacie symbiozy - dodała rozbawiona. Chrząknęła zaraz.
- Proszę mi tu piasku nie obrażać, tak? Bo zaraz to nie z butów go będziesz musiał wyciągać - pogroziła mu palcem i oblizała kość po swoim żeberku.
- A żebyś wiedział, pannica jakich mało. Dbam o to by pobrudzić innych - prychnęła pod nosem. - Chociaż moja twarz po tej konsumpcji raczej mówi co innego - dodała z lekkim śmiechem.
- Zwolnij wodze jurny byku, na razie jesteśmy na etapie tęsknego wzroku za rebusikami. Za barkami może z czasem zapłaczę - odpowiedziała z figlarnym błyskiem w oku. Sama upiła swojego piwa i zaczęła skubać pitę. Zaśmiała się krótko.
- Raczej dłużej niż "trochę", ale jeżeli rzeczywiście zacznie chodzić o coś innego, to zapewniam, że zauważysz - posłała mu niewinny uśmiech.
Akane
Luna spojrzała po nim wyraźnie naburmuszona.
OdpowiedzUsuń- Swoimi słowami - powiedziała i odchrząknęła, by je przywołać. - Ale wiesz, że coś tam coś tam, tak? - powiedziała i dmuchnęła sobie w grzywkę. - Nie, no nie wiem - pokręciła lekko głową. - Potraktowałeś mnie jak małe dziecko, a ja nim nie jestem - pokręciła głową. Na sprawę emocji zacisnęła mocno wargi. - Czasem nie warto rzucać emocjonalnych rzeczy, bo to tylko źle zrozumiane będzie. Zwłaszcza, jak sama ich do końca nie rozumiem - zacisnęła mocno pięści. - Wtedy wolę pomilczeć i nie mówić nic - mruknęła, bo tak było w tym konkretnym momencie. - Nie będę cię bombardować czymś, co może cię skrzywdzić, jeśli nie wiem sama czy do końca tak myślę, czy po prostu przemawia przeze mnie złość - dorzuciła, a kiedy ją przytulił zacisnęła mocno wargi. - Nie zamierzam cię oduczać palić - poinformowała go. - Nie przeszkadza mi to, że palisz... powiedziałam tak bo chciałam żebyś mnie wreszcie przytulił - fuknęła. - A ty stoisz z tym śmierdzielem w dłoniach i patrzysz na mnie... - poczuła łzy w oczach i wcisnęła głowę w jego pierś.
Luna
Przytaknęła głową, kiedy odnalazł w głowie ten zwrot i zacisnęła mocno szczęki. Rozumiała, że nie miał nic złego na myśli, ale mimo wszystko poczuła się wtedy jakby rozmawiał z małym dzieckiem. Pokiwała głową na znak, że przyjmuje przeprosiny i mimo wszystko nie odsunęła się, dalej przytulając się do niego. Przez dłuższą chwilę po prostu sobie chlipała w ciszy i w jego ramionach, żeby w końcu się od niego odsunąć.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam - powiedziała w końcu. - Że tak niezrozumiale wybuchłam... - wyjaśniła.
Luna
Akane prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- W pełni darmo? To się w końcu zastanów, czy Ci te barki wygrzałam, czy też nie, bo Ci się wersje zmieniają – pokazała mu język i rozbawiona pokręciła głową.
- Dyskutowałabym z tym luksusem w standardzie, ale to już jest kwestia indywidualna. Najważniejsze, że samemu sobie tak bardzo się podobasz – poruszyła sugestywnie brwiami, patrząc po tych jego ostentacyjnych ruchach z jedzeniem. Parsknęła krótkim śmiechem, a potem przyjęła od niego chusteczkę i przetarła buzię, wdzięcznie kiwając w jego stronę głową.
- Słowa „czepiam się tylko” uznam, za wystarczająco stosowne wyjaśnienie. Po prostu lubisz mnie zaczepiać i tyle – wyszczerzyła się do niego.
- O, o! Widzisz, kolejny dowód! – pomachała w jego stronę brudną chusteczką. – Przynajmniej jak królowa, nie jak książę – zaśmiała się krótko, a widząc konsternację na jego twarzy odrobinę spoważniała i machnęła ręką.
- Nie ważne, tak rzuciłam, w formie żartu – zaznaczyła, bo najwyraźniej zabrzmiało to jakoś poważniej. Wsunęła sobie trochę większy kawałek pity do buzi i rozejrzała się dookoła, tak o, po prostu.
Akane
Obóz przeszukał tak dokładnie, jak było to możliwe. Prześledził ślady przy ognisku, pozostawiony namiot i coś, co mogło być miejscem walki, teraz zatartym przez piasek. Osoby tu obozujące mogły wydawać się właściwie zwyczajne. Nie pozostawili żadnej broni. Namiotu, zepsute jedzenie, czy resztki ubrań świadczyło, że nawet nie mieli jak się bronić. Z tą wiedzą Yumi ruszył dalej, wzdłuż drogi gdzie chwycił za konia, by spotkać się z Ashanem.
OdpowiedzUsuńYumi
Luna skinęła głową. Wcale nie była pewna, czy chce, żeby ją taką widywał. Ta jej część wcale się jej nie podobała. Nie skomentowała tego jednak w żaden sposób. To akurat było jej do przerobiena we własnej głowie. Uśmiechnęła się do niego lekko i odstawiła alkohol.
OdpowiedzUsuń- Dziś już podziękuję, możesz uznać to za swoje zwycięstwo - stwierdziła. - Jednak tylko dlatego, że nie chcę cię męczyć swoim paskudnym charakterem po alkoholu bardziej niż to co już widziałeś - dodała i pokręciła lekko głową. - Następnym razem cię pokonam - poinformowała go jeszcze z delikatnym uśmiechem. Mogłaby iść w zaparte, miała jeszcze na to siły, ale postanowiła, że czasem trzeba zejść z tego pokładu. Z godnością.
Luna
Tony poczuł pieczenie w miejscu, po którym ześlizgnęło się ostrze, ale nawet nie zerknął na ramię. Nie miał na to czasu. Gdy ostrze przeciwnika zaczęło spychać jego rapier na zewnątrz, nie próbował siłować się z nim wprost. Zamiast tego poluzował nadgarstek i pozwolił rapierowi ustąpić pod naciskiem, obracając broń tak, by klinga prześlizgnęła się po ostrzu Ashana. Jednocześnie cofnął prawą stopę i obrócił biodro, próbując odzyskać trochę kontroli nad sytuacją. Dłoń ze sztyletem zignorował na razie. Cięcie wymierzone w szyję sprawiło, że uniósł rapier, przechwytując nadchodzące ostrze wysoko, a klingi zderzyły się z ostrym szczękiem. Odepchnął broń Ashana na bok krótkim ruchem nadgarstka i natychmiast wykorzystał tę samą bliskość, którą przeciwnik chciał obrócić przeciwko niemu. Choć poczuł w nim zaraz ból. Jego ręce nie były przyzwyczajone do takich ruchów. Na szczęście w tej chwili przypomniał sobie o sztylecie, który do tej pory był częściowo ograniczany przez niewygodną pozycję. Tony obrócił go w dłoni i skierował krótkie ostrze w stronę boku Ashana, nie wykonując szerokiego zamachu — w takiej odległości nie byłoby na niego miejsca. Zamiast tego zrobił niewielki krok w bok, próbując wyjść spod nacisku przeciwnika i jednocześnie zmusić go do odwrócenia tułowia. Jednocześnie kontrolował swój oddech, mierząc siły na zamiary. Doskonale wiedział, że pod względem fizyczności nie miał z Ashanem szans. Nie stanowił dla niego żadnego wyzwania. Zdecydowanie szybciej się męczył.
OdpowiedzUsuńTony
Luna pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie - powiedziała stanowczo. - Nie mam ochoty na większe ilości alkoholu - powiedziała stanowczo. Miała serdecznie dość tych wszystkich emocji, jakie do tej pory przeszła i była po prostu zmęczona nimi. Spojrzała po nim i pokręciła lekko głową. - Na dziś mi wystarczy - mruknęła jeszcze, przeciągając się lekko. Czasami poddanie się wychodziło człowiekowi lepiej niż wygrana. Zdecydowanie dziś uczepiła się tej myśli. Odetchnęła głęboko i wyciągnęła w jego stronę dłoń. - Gratuluję panu wygranej - uśmiechnęła się do niego słodko, choć te słowa ciężko przechodziły przez jej gardło. - Następnym razem nie będzie ci tak łatwo - dodała z uśmiechem na ustach.
Luna
Akane rzuciła Ashanowi wymowny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Ten typ tak ma – odpowiedziała równie zaczepnym tonem. Akurat pamięć do słów rzeczywiście miała całkiem dobrą. Na pytanie o barki parsknęła krótkim śmiechem, a potem przesunęła po nich powoli wzrokiem.
- Cóż, od czego by tu zacząć… - uniosła lekko kącik ust. – Mogłyby być lepiej wyprofilowane, pod osoby moich gabarytów, no wiesz, tu trochę więcej, tam mniej, co by nogę było wygodniej ułożyć. Powinno być takie specjalne wyżłobienie na łydkę. Pod pośladkiem jest całkiem nieźle, ale w udo i łydkę… tu się co nieco wbija i zmniejsza konfort jazdy – rzuciła z powagą, a potem posłała mu niewinny uśmiech i krótko się zaśmiała. Na stwierdzenie co do lubienia zaczepek, odpowiedziała mu pogodnym uśmiechem, ale nic już na to nie odpowiadała, po prostu złapała stuknięty kufel i wzięła łyka piwa. Parsknęła krótkim śmiechem na słowa o żeberkach, musiała nawet nieco przetrzeć usta, bo nieco się trunkiem opluła.
- No wiesz Ty co… - rozbawiona pokręciła głową. – Dobre, a przez Ciebie się marnuje – rzuciła, dalej w lekkim rozbawieniu i poprawiła swój łyk. – Tak, bardzo dobre, idealnie pasuje do takiego grillowanego jedzenia – przyznała z uśmiechem, a potem bezczelnie złapała kawałek mięsa z końcówki jego patyczka od szaszłyka, po czym go ściągnęła i skosztowała. – Mhm… bardzo dobrze pasuje – dodała z zadowolony uśmiechem.
Akane
Spojrzał po nim lekko unosząc brew.
OdpowiedzUsuń- To chyba nie znasz zbyt wielu Gromów - zauważył, bo metr sześdziesiąt to zdecydowanie nie należało do najwyższych osobników. Uśmiechnął się jednak na słowa o gabarytach.
- Dobrze, że przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę - rzucił dość zaczepnie w odpowiedzi. Słysząc zapewnienia co do braku kogoś do łóżkowych igraszek wzruszył bezradnie ramionami.
- Nawet mi nie jest przykro z tego powodu - przynajmniej mniejsza szansa, że znowu mu brat oślepnie i zgłupieje na punkcie jakiejś laski. Spojrzał po nim podejrzliwie, gdy wspomniał o jego pościeli.
- Sugerujesz, że wale sobie prosto do własnego łóżka? Bez sensu, do Twojego wali się o wiele przyjemniej, wiesz przecież jak bardzo lubię świńskie żarty - uśmiechnął się kącikiem ust. Parsknął śmiechem na słowa o prezencie dla niego i rozbawiony upił po prostu łyka trunku. Na groźbę co do komnaty ponownie uśmiechnął się pod nosem.
- Lepiej dobrze się zastanów przed wprowadzeniem tego pomysłu w życie. Do tej pory doświadczenie podpowiada mi, że jednak to ja jestem lepszy w wycinaniu specyficznych numerów. Szkoda by Twój mroczny plan na sąsiednie komnaty obrócił się przeciwko Tobie - posłał mu niewinny uśmieszek. Kiedy przypomniał o byciu starszym bratem, Diego rozłożył bezradnie ręce.
- Ciężko temu zaprzeczyć - tu nie zamierzał dyskutować. Podobnie jak w temacie patrzenia inaczej na rolę księcia.
- Chyba? - zaśmiał się krótko. - Ośmieliłbym się uznać, że zdecydowanie nie będziesz czuł się w tej roli tak swobodnie. Za stary już jesteś by cokolwiek w tej kwestii się zmieniło - stwierdził swobodnie. Ponownie wzruszył ramionami.
- Logiczne, że nie wszystkich ocalisz, sęk w tym, że wrzucasz sobie na łeb, że wszyscy oczekują ocalenia. Gromy, strażnicy, wojny, walki... jak ktoś nie chce podejmować takiego ryzyka, to nikt go nie zmusza, są inne miejsca pracy w Phyonix - zauważył i zaraz raz jeszcze parsknął śmiechem.
- Zdziwiłbyś się - stwierdził z tajemniczym uśmiechem. Co jak co, ale umiał doskonale milczeć i odgrywać rolę ponuraka. Kącik ust mu drgnął na wzmiankę o byciu przystojniejszym.
- Skoro coś takiego tak bardzo łechta Twoje ego, to proszę bardzo, ciesz się tym. Mogę się nawet za to z Tobą napić, bo i mi to na rękę - przyznał rozbawiony. Łyse jaszczurzyce zdecydowanie nie trafiały w jego gusta. Spojrzał po bracie wymownie na to całe "nigdzie nie przepadłeś".
- Przepadłeś, na statku, wbrew temu czego usilnie nie chcesz przyznać - odpowiedział, bo nie wierzył, że znajomość z piratką nie miała znaczenia w tym upokorzeniu. Westchnął ciężko na słowa o liście.
- To po chuj ślesz kolejne? Ja bym nawet drugiego nie posłał jakby na pierwszy nie odpowiedziała - spojrzał po nim wymownie, a słysząc dalsze wypowiedzi pokręcił głową.
- I to jest różnica między nami... nawet jakby miała najlepszą dupę na świecie, ja nie pozwoliłbym sobie na takie upokorzenie, tym bardziej ze strony kogoś z jej otoczenia - podsumował luźno i upił kolejnego łyka. Spojrzał na niego pytająco, gdy zapytał o testowanie kobiety.
- Założyłeś sobie, że już teraz mam na takie testy plan? Nie mam. Aby plan był dobry to trzeba go dostosować do sytuacji, a w takich przypadkach o jakich mówimy, to najlepiej do jednostki. Nie mam kobiety, więc po jaki chuj zawracać sobie głowę planowaniem takich rzeczy? - rzucił i zaraz się zaśmiał.
- Hahahaha... i Ty niby nie przepadłeś? Na Twojej liście jest jedna, jedyna kobieta, zero alternatyw... - pokręcił głową po czym parsknął krótkim śmiechem.
- Akane? - ponownie pokręcił głową, tym razem jednak rozbawiony. - Zapomnij, akurat te plotki na wieki zostaną tylko plotkami - stwierdził z zadowolonym uśmieszkiem.
Diego