WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga wypowiada otwartą wojnę Phyonix i Heimurinn! Nikt nie będzie bezczelnie palił i zalewał jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

26 sierpnia 2020

Spisane przez: Pingwin

Wystarczyła iskra...

„Próbowałam kiedyś oddychać pod wodą
Nie jest trudniejsze niż żyć tak jak chcę
Miękkie serce było zawsze moją zmorą
Muszę uważać na syreni śpiew
Tonę w oceanie, który składa się z moich łez
Ja wyciągam dłonie, bo nie umiem nauczyć się, że
Miękkie serce było zawsze moją zmorą”
Darcy Parabellum
Darcy
PARABELLUM
KSIĘŻNICZKA FENALIS 21.06 19 LAT 173 CM PHYONIX ARGAR

Księżniczka Phyonix i następczyni Lexi Parabellum jako Kapłanka. Młoda kobieta o długich czarnych włosach, najczęściej układanych w misterne warkocze, intensywnie szmaragdowych oczach i wyraźnie kobiecej, wyćwiczonej latami tańca sylwetce. Nadal uśmiecha się ciepło, żartuje zbyt głośno i potrafi znaleźć coś absurdalnie zabawnego nawet w chwili, w której zdecydowanie nie powinna. Coraz częściej jednak jej spokój jest rolą odgrywaną dla dworu, poddanych i rodziny. Ceremonialna zbroja, proste plecy oraz pewny ton mają przypominać otoczeniu, że stoi przed nim przyszła Kapłanka — również wtedy, gdy sama nie jest już tego taka pewna.

Darcy pozostaje serdeczna, energiczna i czuła. Wobec ludzi, których uznaje za swoich, jest ciepłem domowego ogniska; wobec tych, którzy im zagrażają, potrafi stać się pożarem. Zmieniła się nie jej natura, lecz wiara we własne siły. Duma, którą z takim trudem zbudowała po odkryciu prawdziwej przemiany i przyjęciu pierwszych obowiązków następczyni, znowu zaczyna jej uciekać. Każdą decyzję ogląda teraz z kilku stron, szukając miejsca, w którym okaże się zbyt naiwna, zbyt słaba albo po prostu niegodna roli pozostawionej jej przez matkę. Pałac nie potrafi przypominać bezpiecznego miejsca, coraz częściej ma go dość.

Największym źródłem lęku jest ciąża. Pod sercem nosi bliźniacze córki, lecz wiadomość o nich przyniosła jej najpierw strach, a dopiero później ostrożną czułość. Boi się, że nie pokocha ich tak, jak powinna; że zobaczy w nich utraconą wolność, polityczny skandal i dowód własnej nieodpowiedzialności. Równie mocno przeraża ją możliwość ich utraty. Nie wie, jak pogodzić macierzyństwo z sukcesją, wojną i obowiązkami wobec Phyonix ani jak ochronić dziewczynki przed ludźmi, którzy od pierwszego oddechu będą oceniać ich pochodzenie, tytuły oraz fakt, że zostały poczęte poza małżeństwem.

Jeszcze głębiej rani ją to, co dzieje się pomiędzy nią a Diego. Bliźniak i człowiek, którego zawsze nazywała swoją drugą połową, coraz częściej odpowiada jej dezaprobatą, chłodem albo wykładem o obowiązkach rodu. Darcy nadal kocha go bezwarunkowo, tak jej się wydaje, lecz przestała szukać u niego rady w sprawach przyszłości Phyonix czy własnej, prywatnej siły i niezależności. Oddzieliła miłość do brata od wsparcia, którego jako następczyni już od niego nie oczekuje, i właśnie ta granica boli ją najbardziej. Chciałaby powiedzieć mu o córkach jako pierwszemu, a jednocześnie jest przekonana, że ciąża sprawi, iż Diego ją znienawidzi. Z żalem obserwuje, jak najbliższa niegdyś więź nie daje jej już poczucia bezpieczeństwa.

Niepokój nie kończy się jednak w pałacu. W Phyonix rodzą się idee, przerażające religie. Kult Jedynego skupia wyznawców marzących o powrocie prawowitego księcia, czystości krwi Bellhardów i porządku, w którym kobieta ma milczeć oraz służyć przedłużeniu rodu. Równolegle rozwija się demoniczny kult Pierwszego, wykorzystujący imię Sangiusa, jego runy i dawną legendę do usprawiedliwiania rytualnej przemocy. Odkrycie torturowanego Mikaela zmieniło polityczne zagrożenie w coś boleśnie osobistego: ktoś uczynił z jej ojca przedmiot czci, a z magii, którą sama po nim odziedziczyła, język krzywdy wyrządzanej dziecku.

Darcy nie przestała działać. Jej odwaga nie jest już jednak pewnością, że sobie poradzi, lecz decyzją, by ruszyć mimo drżących dłoni. Uczy się, że może jednocześnie być płomieniem i przestraszoną dziewczyną, przyszłą matką i kobietą, która nie wie, czy jest gotowa, następczynią tronu i córką potrzebującą oparcia. Nie zamierza oddać Phyonix kultom ani pozwolić, by ktokolwiek napisał przyszłość jej dzieci za nią. Znowu jednak nie wierzy, że jest wystarczająco silna, aby sprostać temu wszystkiemu.

„Żal mi buzuje we krwi, na szczęście jest już lekki
Wiem, że to czas, nie złe decyzje, ciągle zabijają mnie
Muszę poznać siebie teraz póki jeszcze to ma sens
Wokół mamy tyle pokus, które niszczą nam dzień
Dzisiaj zakładam zatyczki, więc nie dam zwabić się”

poprzednia karta — LINK

tytuł i cytat — Inee x Seni - ISKRA

ostatnia aktualizacja — 26.08.2026

wizerunek — własny projekt postaci

zapraszamy do wspólnego wątkowania 🔥

53 odpisów

  1. Słuchał jej dalej, tym razem jednak nie komentował, kiwnął tylko głową, gdy przedstawiła mu jak to widzi. Na słowa o ewentualnych uwagach pokręcił głową.
    - Nie zamierzam przeglądać planu. Ty to organizujesz, jak coś będzie nie tak to Ty zbierzesz łomot - odpowiedział. - Zamierzam w tym uczestniczyć jako jeden z gości, nie organizator. Odpocznę sobie, popatrze tu i tam, wychyle kilka kielonków jakiś turystycznych trunków, posmakuję ichniejszej kuchni. Nie będzie mnie tam interesowało nic co związane z organizacją. Jak komuś wpierdolę to dlatego, że mnie wkurwi - zaznaczył prosto, dalej maszerując przy jej boku.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  2. Kompletnie ignorując wszystkie przykazy Darcy zajął się mieszaniem na patelni zabierając jej kompletnie pałeczkę; ruchy miał sztywne, wręcz niedbałe, jak dziecko wpuszczone pierwszy raz do kuchni co rusz sięgając po pikantne płatki. Wychodził z przekonania, że im bardziej ostre tym smaczniejsze, dlatego pruszył mięso coraz mocniej pomijając wszelki dobry smak kucharza dodając tam więcej, niż ktokolwiek przy zdrowych zmysłach.
    — Krwiste — odparł. — Ledwo co wypieczone. Podobno to się jakoś fachowo nazywa, ale nie będę zgrywał specjalisty. To takie właśnie chcę — kiwnął głową. Z ciekawością wsłuchał się w rytm piosenki tupiąc powoli nóżką do tego co wyśpiewywała Darcy.
    — Plucie smakuje tylko wtedy, kiedy robi to seksowna alternatywka o mrocznej duszy i sercu. Bez tego się nie liczy — spojrzał na nią wymownie posyłając jeden z najbardziej zdzirowatych uśmiechów, jakie miał w swoim asortymencie. — Nie patrz tak na mnie, tylko napluj mi do buzi.. znaczy, na mmięso Darcy. przesłyszałaś się.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  3. Tony pokręcił głową.
    - Z maluchami nie kroję... przygotowuję wcześniej, a razem robimy tę całą resztę dania. Kevusia szybko się nudzi - uśmiechnął się delikatnie. - Ale zamierzam z nią tak kroić - dodał po chwili, po czym spojrzał po Darcy, kiedy wspomniała o ozdabianiu. - Eee... no dobra... - wymamrotał wzdychając i rzucając miks owocowych kostek w nieładzie. - To jest artystyczny nieład w wersji Tonego - poinformował ją.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  4. - Powiedziałaś "Jeśli coś tam to coś tam" - poprawił ją Ryu. - Jeśli mi ją załatwili, to coś tam - mruknął. - A to implikuje, że jednak mi ją załatwili - dokończył. - Skoro używasz warunku to zakładasz, że jedna część warunku jest prawdą - dodał spokojnie, opierając się o framugę drzwi i obserwując jak czyści sobie zęby. Miała fioła na tym punkcie, to musiał przyznać. Kto idzie myć zęby po lekko zepsutej truskawce. Poza tym nie chciała truskawek. Wypięła się na nie, a teraz nagle jej się odwidziało. Pokręcił lekko głową. - Pewnie, jakaś higiena musi być - zgodził się z nią, po czym zerknął do sypialni. - Dobra, jedziemy z kolejnymi pytaniami - rzucił swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  5. Krwiste, czy niekrwiste. Plucie, czy nie plucie. Teraz miał to już gdzieś. Był zwyczajnie głodny i prawdę mówiąc czuł, że jeszcze chwila a zje konia z kopytami. Tak właśnie kończyły się dyskusje z kobietami, zazwyczaj tymi pięknymi. Zostajesz głodny, ona papla ci nad uchem, a ty tylko marzysz o kawałku dobrego mięcha. W każdym tego słowa znaczeniu. Odsunął się od Darcy ślęcząc cały czas blisko niej, jakby sprawdzał, czy to co robi to robi dobrze, ukradkiem kradnąc jeszcze trochę płatków, by wpieprzyć je na patelnie tuż przed końcem posyłając jej zadziorny uśmiech.
    — Im więcej pikanterii tym lepiej. I w życiu i w kuchni, a zwłaszcza w kuchni — spojrzał po niej wymownie. Kiedy ściągała mięso on usiadł niedaleko wpatrując się w jej ręce tak, jakby zaraz miała go pobłogosławić, lecz zamiast tego niedługo później stanął przed nim porządny kawał mięsiwa.
    — Już cicho, nie psuj mi posiłku kobieto — odparł, chwytając za widelec zaczynając pożerać kawał dobroci tak, jakby nie jadł w życiu niczego.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  6. Ryu wypuścił z płuc powietrze. Naprawdę chciała się z nim pokłócić i bardzo dobrze jej to szło. Była na dobrej drodze.
    - Zgoda, ale zakładając taki warunek, zakładasz że coś jest prawdziwe - stwierdził biorąc głębszy wdech. - Bo na jakiejś podstawie sobie to robisz. Gdybanie dla gdybania nie ma większego sensu. Poza tym, gdybyś faktycznie chciała powiedzieć, warunek, który mógłby być prawdziwy... to powinnaś użyć innego czasu. Jeśli skombinowaliby ci szczoteczkę to... bla bla bla - wywrócił oczyma. - Ty użyłaś czasu przeszłego, co implikuje że zakładasz iż jednak skombinowali mi szczoteczkę - dokończył, starając się przy tym zachować spokój. Wrócił z powrotem na fotel, słuchał tego co mówi i skinął głową. Spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie znali się jeszcze tak długo, by mógł powiedzieć, że w pełni ją zna czy nawet rozumie. Sprawę ogniska skwitował lekkim uśmiechem. - Cóż, nie brałem tego pod uwagę, bo raczej lubisz otaczać się ludźmi. Sprawiasz wrażenie bardziej żywej, gdy jesteś wśród ludzi - odparł szczerze. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  7. - Pogódź się z tym, że źle ubrałaś to w słowa, a nie... będzie pod nosem mówić jakieś przytyki - fuknął na nią, mając serdecznie dość tematu głupiej szczoteczki do zębów, której od początku nie było. Zamknął oczy i pomasował sobie skronie, kiedy wspomniała o tym, że widział ją tylko wtedy, gdy się kimś otaczała. - Widziałem jak zmieniasz się pod wpływem otaczania się kimś - stwierdził spokojnie. - Robisz się wtedy żywsza, pełniejsza energii i nawet jeśli czasem udajesz to z czasem udziela ci się humor i prawdziwie to odczuwasz - dodał spokojnie. - Ale tak masz rację, nie widziałem cię nigdy samotnej - pokiwał głową. - No i raczej nie będzie mi to dane, bo jak jesteś sama to nie ma z tobą nikogo - zauważył, po czym wzruszył ramionami. - Myślałem, że trochę mnie znasz - powiedział spokojnie. - Ale z każdą chwilą, którą tu spędzamy... mam wrażenie, że miałem mylne wrażenie - spojrzał na swoje dłonie. - I może to ja zawiniłem, bo nie umiem pokazać ci siebie... tego prawdziwego mnie - skinął głową. - A może to twoja wyobraźnia o mnie zawiniła, bo nie pozwala ci otworzyć się na to co ci pokazuję... - dokończył.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  8. — Umiar przyjdzie jak przekroczę tysiące lat i ledwo co będę w stanie podrapać się po pomarszczonym zadku — odparł, oblizując palce z tłuszczu, patrząc po niej wymownie. — Umiar jest nudny, moja droga. Trzeba szaleć, kiedy tylko można. Też mogłabyś spróbować — wycelował w nią widelec z nabitym mięsem, zaraz wkładając je do ust i z pełnymi ustami kontynuował.
    — Dopóki jesteś młoda, w miarę ładna, bierz życie za rogi. Nawet jak jesteś księżniczką.. A zwłaszcza, kiedy nią jesteś, bo takie spokojne i poprawne jak ty w historii często są zapominane. O takich, które nie znają umiaru, mówi się przez wieki — spojrzał po niej z uśmiechem, nabijając kolejny kawał mięsa.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  9. Przytaknął jej tylko w sprawie szczoteczki, a potem uniósł lekko brew.
    - Co masz na myśli mówiąc, że robisz teraz coś podobnego? - zainteresował się, bo to co powiedziała go po prostu zaintrygowało. Kiedy wspomniała o tym, że chce go poznać i przyznała się do chociaż częściowej idealizacji jego osoby, wypuścił ze świstem powietrze z płuc. - To zacznij mnie w końcu poznawać, a nie tylko o tym gadać - spojrzał jej prosto w oczy. - Siedzę przed tobą, jestem tu teraz z tobą - pomachał łańcuchem. - Dlaczego tylko gadasz, a nie próbujesz poznać? - uniósł lekko brew. - Jeśli czegoś nie dostrzegasz, Dar... - pokręcił lekko głową. - Jasne, jak coś się nawinie to ci to powiem, ale w tej chwili ciężko cokolwiek takiego sobie wyobrazić - mruknął, opierając mocniej głowę o fotel i zaciskając dwa palce na nasadzie swojego nosa. - Żeby mnie poznać nie wystarczy pytać... tylko spędzać czas - dodał zaciskając mocno wargi. - Nie napiszę ci instrukcji obsługi Ryu, sama musisz do niej dojść...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  10. Chłopak uśmiechnął się lekko na tę wiadomość.
    - Cieszę się, że w pewien sposób mogłem pomóc - stwierdził. - Ale chciałbym poznać twoje własne emocje, a nie to co ci się udziela - przyznał szczerze, a za chwilę mina mu po prostu zrzedła. Wstał z miejsca i z frustracją kopnął w stół, na którym stało jedzonko, a potem zwinął pięść i uderzył nią w ścianę, by wyrzucić z siebie frustrację po jej słowach. Cholera jasna! Jak grochem o ścianę! Uderzył ścianę raz jeszcze i jeszcze, dopóki nie poczuł bólu ogarniającego jego dłoń. Wtedy nabrał głębokiego oddechu w płuca i jeszcze jednego i dopiero wówczas się do niej odwrócił.
    - CIągle mówisz o tym co było - powiedział, kontrolując swój głos, by nie zabrzmieć opryskliwie czy z jakimś wyrzutem. Mówił bardzo spokojnie, aż do przesady, bo nie był pewien czy będzie w stanie to zrobić raz jeszcze. - Ja nie chcę słyszeć o tym co było, jak było. Wiem co było i jak było - poinformował ją. - Nie przekreślam tego - dodał jeszcze. - Mówię o tu i teraz, nie wczoraj, nie pięć miesięcy temu, teraz - ścisnął mocniej pięści, czując jak po jednej spływa krew. No cóż, jak się nie może wykrzyczeć to trzeba inaczej z emocjami sobie poradzić. - A ty nie próbujesz Dar, ciągle podpierasz się tym co było. Tak, było, ale się spieprzyło - zgrzytnął zębami. Zaśmiał się z rozpaczy słysząc pytanie, które zadała na samym końcu. Wzruszył ramionami i pokręcił lekko głową. - Poważnie? - spojrzał po niej. - Naprawdę o coś takiego pytasz? - pokręcił głową. - To może zacznij od zapytania samej siebie co chcesz i po prostu działaj, bo ja już jestem zmęczony - mruknął. - Tą sytuacją, tą rozmową, tym że muszę prowadzić cię za rączkę... - odetchnął głęboko. - Po prostu zmęczony - mruknął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  11. Odsunął dłoń, kiedy zaczęła kciukiem przesuwać ponad jego raną. Odsunął i zacisnął na niej tą zdrową. Ostatnim czego w tej chwili chciał było aby go dotykała. Spojrzał po swoich dłoniach i zacisnął mocno wargi. Co miał jej powiedzieć? Pocieszyć? Rzucić "przepraszam", bo wyładował frustrację w jedyny sposób, jaki przyszedł mu do głowy, bez niepotrzebnych krzyków? Że sam nie wie, czy nie dokłada mu kolejnego ciężaru? Albo, że w sumie to wie, bo niezwykle go w danej chwili irytuje? Jednocześnie każde z tych słów po prostu by ją zraniło. Czy powinien się tym teraz przejmować? Znowu patrzeć na kogoś, a nie na samego siebie? Czy spychanie siebie i ignorowanie swych własnych potrzeb i uczuć było w tej chwili potrzebne? Czy znów powinien pokazać się z tej pieprzonej, dorosłej strony? Milczał. Po prostu milczał, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Przez długi czas po prostu milczał, nawet na nią nie patrząc. Próbując pozbierać samego siebie do jednego kawałka.
    - Daj mi teraz święty spokój - mruknął po dłuższej chwili. - Zajmij się sobą, nie mów do mnie, nie dotykaj mnie... po prostu daj mi spokój - dodał opierając czoło o swoje dłonie, które miał oparte na kolanach. Skupił się tylko na oddechach, na cholernym uspokajaniu samego siebie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  12. Ryu nie odzywał się do niej. Siedział na podłodze, opierając się o ścianę w pozycji dość skulonej. Nogi podwinięte do góry, czoło o nie oparte. Zamknął oczy pozwalając sobie na zwykły oddech, chwilę milczenia. Nie miał pojęcia jak się z tego wszystkiego wyplątać, ale najchętniej rzuciłby to wszystko w cholerę. Miał ochotę poprosić Gava, żeby już w tej chwili zabrał go do Argaru. Im dłużej tu siedział, tym wszystko było gorsze. Powoli zaciskał i rozprostowywał sobie palce, uparcie milcząc. Nie miał słów, tylko bałagan w głowie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrą godzinę się do niej nie odzywał. Ani do niej, ani do samego siebie. Potem wstał i zrobił kilka kroków do szafki stojącej nieopodal. Wyciągnął z niej apteczkę pierwszej pomocy i zsunął rękawiczkę z dłoni, by odbandażować ją również, z potem zacząć opatrywać zakrwawione kostki. Syknął przy tym kilka razy, ale ostatecznie ponownie zawiązał bandaż, nie nakładając jednak rękawiczki. Zwyczajnie mu się nie chciało. Odłożył apteczkę na bok i wrócił na swoje miejsce przy ścianie, po drodze zgarniając kartkę od przyjaciół. Miał ochotę rzucić nią o ścianę i nie robić więcej żadnego z zadań. 
    - Co jest twoją największą słabością, a co siłą? - przeczytał i pomasował sobie skronie. - Gdybym miał coś takiego mówić... to powiedziałbym, że w moim wypadku to jest jedna i ta sama cecha - mruknął. - Jest zarówno słabością, jak i siłą - mruknął. - To, że nie przepadam za mówieniem o sobie i swoich uczuciach - mruknął cały czas opierając głowę o kolana. - Słabością staje się wtedy, kiedy rozpadam się już na kawałki, a siłą... kiedy mogę powstrzymać emocje i uczucia, gdy sytuacja tego ode mnie wymaga - powiedział.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  14. Ryu też po prostu ją wysłuchał. Co prawda miał swoje przemyślenia w tej sprawie, ale niespecjalnie miał ochotę teraz wchodzić w takie rzeczy. Odetchnął głęboko, kiedy podniosła się z miejsca i do niego podeszła. Niespecjalnie miał ochotę się z nią dotykać, ale nie odsunął się gdy siadała do niego plecami i opierała się o nie. Kiedy zadała pytanie, zastanowił się czy nie obejść tego zadania na zasadzie "mieliśmy tylko zadać te pytania", ale ostatecznie westchnął ciężko.
    - Tak - powiedział po prostu. - Lepsze to niż krzyk - dodał jeszcze i odetchnął głęboko. - Jesteś w ciąży, krzyk mógłby za bardzo cię zdenerwować, a kłótnia tym bardziej - skomentował jeszcze. - Powiedziałaś, że łatwo zauważyć co cię rani, a wcześniej, że przejmujesz nastrój innych osób... dlaczego przejmujesz ich nastrój i emocje, a nie pokazujesz swoich własnych? - zapytał jej spokojnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozłożył ręcę tak, jakby pytał "No co?". Wrócił po tym do jedzenia co jakiś czas unosząc na nią wzrok, przesuwając po niej wzrokiem, od stóp aż do samego czubka głowy unosząc brwi.
    — Robić rzeczy nierozsądne, a bycie buntownikiem i kimś kto się wyróżnia to dwie, zdecydowanie różne rzeczy. Jedna, czy dwie sytuacje, którymi ugrałaś komuś na nosie to nic nie znaczy. Skandale tym bardziej, zwłaszcza jeśli mówisz, że masz jakiś limit. Ja się limitami nie przejmuję, jak zresztą widzisz — rozłożył znów ręce, śmiejąc się.
    — No w miarę ładna, co mam ci powiedzieć? Masz jak dla mnie za duże cycki — przyznał, bezczelnie przesuwając się wprost na nie, po czym dodał. — Ale z twarzy niczego sobie.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  16. - Wiesz będę działał ze swoimi własnymi emocjami tak jak uważam za słuszne - odparł krótko i odetchnął głęboko. - Tak, należy rozmawiać, ale gdy czuje że trafiam grochem o ścianę to w którymś momencie i mnie kończy się cierpliwość. Widzisz, wiem że podobno jestem super cierpliwy, a jednak mam swoje granice - skomentował, po czym wysłuchał jej odpowiedzi, kiwając przy tym lekko głową. Chociaż to zwracanie uwagi na innych... Jakoś w ich rozmowie nie bardzo tego widział to nie powiedział tego na głos. Być może był to wypadek przy pracy. - Niczego - odparł krótko na jej pytanie, po czym odetchnął głęboko i wzruszył ramionami. - Po prostu lubię najpierw przemielić swoje i dojść do pewnych wniosków zanim odezwę się w swojej sprawie. Wiem, jak działa Akane czy Tony i takie krzyki w emocjach mocno mnie denerwują... Może nie tyle denerwują, co sam czuje się źle jak wylewam swą frustrację na innych - mruknął, wyginając mocno swe palce. To było bardzo niekomfortowe dla niego. - Często potem jest mi głupio i źle że ich czymś zraniłem - wzruszył ramionami. - Czy kiedykolwiek myślałaś o dzieciach? - zapytał zaraz. - Czy chciałaś je mieć?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  17. — Mówię o łamaniu zasad dla większego dobra. Nie tylko złamie zasady, bo tak chcę, ale żeby to trafiło do świata jako przekaz że można inaczej. — stwierdził. — Jako księżniczka masz ku temu lepsze predyspozycje, niż ktokolwiek inny. Sam pochodzę z najniższej warstwy społecznej. Mój prawdziwy ojciec był najbardziej pogardzaną osobą jaką znam, a ja przekłułem to w swoją wartość pokazując, że można inaczej. Inspirowałem — przyznał. — Dzięki mnie wiele osób zmieniło swoje życie na lepsze, bo sprzeciwiłem się popierdolonym zasadą. Rasizm, klasizm,, dyskryminacja tylko dlatego, że nie miałeś chuja między nogami. To nie tak, że łamię zasady, bo mi się w życiu nudzi. Widzę w tym konkretny środek, by zmienić cokolwiek na lepsze.
    Wzruszył ramionami, posyłając jej uśmiech, gdy ukradła mu kawałek posiłku.
    — Miałem mniejsze zasoby, niż ty. Rodzice zastępczy musieli zacząć wszystko od zera, a ja patrzyłem w jaki sposób oni próbują coś zmienić i sam w końcu zrozumiałem. Ty masz to na wyciągnięcie ręki. Tytuł, pozycję, pieniądze, rodzinę królewską która może być albo błogosławieństwem, albo twoim największym przeciwnikiem.
    Pstryknął ją w nos odsuwając się od niej z talerze, by znów wrócić do pożerania mięsa.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  18. Ryu przytaknął głową, chociaż nie mogła tego zobaczyć, bo siedzieli do siebie plecami. On nie rozglądał się na boki, tylko patrzył przed siebie. Tak, wolał po swojemu przemyśleć sprawę zanim w ogóle zabrał się za coś innego. Chociaż nie zawsze mu to wychodziło. Czasami emocje były zbyt wielkie, by sobie poradzić z nimi od razu... ale od takich zadań miał Rei. Była chyba jedyną osobą, która powoli sprawiała, że potrafił jej powiedzieć o swoich kłębiących się w głowie emocjach. Nie powiedział tego wszystkiego na głos, bo słuchał słów Darcy. Westchnął ciężko, kiedy wspomniała o Piper i Pheobe.
    - Jeszcze parę godzin temu nie podobała ci się robocza nazwa, dlaczego więc teraz jej używasz? - zadał jej to pytanie. Ta dziewczyna była dla niego wielkim chaosem. Tu krzywi się i marudzi, a nagle sama zaczyna używać. Nie bardzo mu się to podobało. - No i nie będą się bały - powiedział po prostu. - Bo one nie muszą należeć do tego świata. Nie muszą należeć do Phyonix i do tego zamku - mruknął. - Nie są tylko twoje i jeśli ja będę miał coś do powiedzenia w ich sprawie, a zapewniam cię że nie dam się stłamsić w tej sprawie, to za żadne skarby świata nie będą siedziały w ciepłym i wygodnym zamczysku - dodał. - Chyba, że... jak już trochę podrosną, same wybiorą dla siebie takie życie - dodał zaraz, a gdy zadała pytanie westchnął ciężko. - Nie - powiedział po prostu. - Ostatnio bardzo nie chciałem mieć żadnych dzieci - poinformował ją. - Bo ojciec ze mnie byłby kiepski, nie miałem nigdy ojca. Nie wiedziałbym jak takim być - dodał krótko i odetchnął głęboko. - Nie chciałem zostawać ojcem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  19. Ryu wzruszył ramionami.
    - Rób co chcesz, mów jak chcesz - odparł krótko w sprawie imion, po czym wywrócił oczyma. - Co ty chrzanisz? - zapytał jej po chwili milczenia. - Odniosłem się do niektórych twoich słów, w kontekście tego co byś dla nich chciała i nie twierdzę, że chcesz je skrzywdzić. Przestań sobie wkręcać, albo wiesz co? A wkręcaj sobie co tam chcesz - machnął lekko dłonią i dmuchnął sobie w grzywkę. - A ja powiedziałem, że jeśli będę miał coś do powiedzenia i zapewniłem cię, że będę miał, to nie będą się tu wychowywać - powtórzył to samo co mówił wcześniej. - Nie kumam, skąd tu myśli, że ja uważam, że ty chcesz je jakoś skrzywdzić - wzruszył ramionami, kompletnie jej już nie ogarniając. Rozumiał emocje, ale to było jakieś wywindowane w kosmos. Byle tylko czuć się gorzej. 
    - Nie rozumiesz - Ryu pokręcił głową. - Nie chciałem mieć dzieci, bo nie wyobrażam sobie, bym potrafił być ojcem. Nadal nie chcę dzieci - powtórzył. - Ale jako, że już... są w drodze - zacisnął mocno wargi. - To... spróbuję być im ojcem - skomentował jeszcze. - Nic się nie zmieniło... po prostu, nie ty jedna jesteś odpowiedzialna za małe. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  20. - Kiedy powiedziałem, że nie dam się stłamsić, miałem na myśli to, że chcę być obecny w życiu małych i odpowiadałem na twoje obawy w sprawie życia jakie sama miałaś - odparł spokojnie. - Miałem też na myśli twoją rodzinę - dodał po chwili milczenia. - Raczej nie będą zadowoleni, że cię zapłodniłem i wyobrażam sobie, że mogliby chcieć wyrzucić mnie z pamięci - wzruszył ramionami. - Nie mówię, że tak będzie, mówię że taka myśl przeszła mi przez głowę - wyjaśnił ostatecznie, a potem skinął głową. - Mhm tak, spróbuję - przytaknął. Miał nadzieję, że pokocha dziewczynki, już gdzieś tam darzył je pewnym uczuciem, bo ciężko tego nie zrobić jak już się je widziało. Zacisnął mocno wargi i skinął głową, kiedy wspomniała, że chce pobyć w ciszy. Jemu akurat cisza nie przeszkadzała.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  21. Ryu wzruszył ramionami.
    - Rozumiem, niczego nie musisz mi na tym polu obiecywać - mruknął. Dobrze wiedział, że zasłużył na strzała w gębę i nie zamierzał się przed czymś takim bronić. Jedyne czego nie zamierzał akceptować było pozbawienie go możliwości obcowania z własnymi dziećmi. Tego nie widział i nie chciał nawet o tym myśleć w tej chwili. Kiedy już się zamknęła, sam oparł się o upatrzoną przez siebie szafkę. Zamknął oczy i pozwolił sobie odpłynąć w niebyt myślowy. Pozwolił, by myśli przez niego przepływały, ale nie łapał żadnej konkretnej, w końcu przysypiając w pozycji siedzącej.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  22. Chłopak spojrzał po niej, po czym przeniósł spojrzenie na miskę, znów na Darcy i jęknął przeciągle.
    - I wszystko na marne... - wymamrotał, pochylając się nad miską i z precyzją godną najlepszych chirurgów zaczął powoli wyciągać owoce. Kawałek po kawałku. - Nie mogłaś mnie wcześniej powstrzymać? Powiedziałaś dekoruj... to zrobiłem artystyczny nie ład - bąknął wyciągając kolejne owocki.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  23. Ryu spał sobie dalej, kompletnie nieświadomy tego, co robi Dar.

    Ryu xD (sorki ale jestem w szale ciale w kuchni)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie kontynuował.
    Nie widział potrzeby, by wdawać się w dyskusję z rozpieszczoną księżniczką. Znał takie jak ona i wiedział, że najczęściej uczyły się tylko jak pudrować własny nosek, udawać że coś robią i wypinać tyłek po kątach. Trochę go zirytowała, tak naprawdę, dlatego na odchodne rzucił do niej.
    — Dobranoc, sunia.
    I odszedł zostawiając brudne talerze złapał za własny pakunek i ruszył w swoją stronę, znów wracając w głowie do spraw, które były dla niego ważniejsze niż rozwydrzona księżniczka. Gdzie była jego rodzina? Co robiła? I dlaczego list, który podobno zostawili, nie był napisany przez nikogo przez nich? Westchnął ciężko idąc do własnego zakątka.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  25. Ryu przebudził się po dobrych 30 minutach, ale jako, że Darcy była zajęta rysowaniem, pozostał w swej pozycji z zamkniętymi oczyma. Wstając dopiero, gdy brzuch domagał się jedzonka. Sięgnął sobie po truskawki... bo jeszcze ich kilka zostało i przez myśl przeszło mu, że jak mu ich zabraknie to zginie tu w tym pokoju. Jakoś nie mógł przekonać się do zjedzenia czegoś innego. Stanął za nią wsuwając truskawkę do buzi i spojrzał jej przez ramię na to co rysowała.
    - Grimę zrobiłaś ładniejszą niż w rzeczywistości, a Tony jakiś niepodobny - skomentował. - Aż tak ci źle z tymi łańcuchami? - zapytał jej przy okazji. - Uznaj to za 3 pytanie, stoją za twoimi plecami... technicznie rzecz ujmując może być... 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  26. Gave był po prostu zmęczony. Psychicznie i fizycznie również. Ostatnie wizyty u ojca dały mu w kość. Zwłaszcza ta druga. Siedział na dachu, w pobliżu swojego własnego pokoju, z zamkniętymi oczyma i oddychał. Głęboko i równomiernie. Te medytacje nie były dla niego. Ciężko było tę jego nazwać medytacją, bo raz za razem uchylał jedno czy drugie oko, bo raz za razem jakiś dźwięk zwracał jego uwagę. Medytacja była do dupy. Ewidentnie nie dla niego, ale czasem... jak ostatnio miał okazję zobaczyć, były potrzebne, dlatego zmuszał się do tego by trwać w tej pozycji. Zmuszał się by trwać i nie zasypiać. Słyszał ją. Uchylił powiekę by zobaczyć, kto się zbliża, a widząc Dar, zamknął ją z powrotem. Dar nie była dla niego niebezpieczeństwem. Mógł się dalej pozmuszać do tej cholernej medytacji. 
    - Ammmmm - mruknął w końcu, cały czas z zamkniętymi oczyma. - Jakie korzyści ma medytacja? Co powinienem chcieć nią osiągnąć? Czy to, że nie zasnąłem od nudnego zajęcia mogę uznać już za sukces? - zadał jej kilka pytań od razu. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  27. Chłopak zwrócił uwagę na to jak szybko odkłada kartkę z nutami na bok i przesunął po niej wzrokiem, ale nie zapytał. Wysłuchał jej odpowiedzi, przytakują co do braku talentu do twarzy. Co prawda sam uważał, że rysowała bardzo dobrze, ale tego też nie powiedział. Nie było potrzeby, a nie miał ochoty na kolejne przekomarzanki pod tytułem - 'Wcale nie, wcale tak". I tak do niczego by nie doszli. Zostawił więc opinię na temat jej kunsztu rysowniczego dla siebie.
    - Mhm - wzruszył ramionami. - Potraktuj to jak wakacje. Albo pierwszy dzień po chorobie. Jeszcze siedzisz w pokoju bo osłabienie spore - skomentował, odsuwając się od niej i wsuwając do buzi drugą truskawkę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. - Medytuję dla uzyskania większej cierpliwości czy coś w ten deseń. Dla odpoczynku - dodał i machnął ręką z frustracją. - Ale czuję się bardziej zmęczony niż kiedy zaczynałem - mruknął jeszcze, spoglądając po niej, kiedy zaczęła wyjaśniać co jest pięć a co dziewięć. - Oddychanie jakoś tam mi wychodzi, ale... - pomasował sobie skronie i z westchnieniem, wygiął do tyłu by położyć się na dachu. - Ale to jest po prostu tak nudne... że aż mnie ciary przechodzą od samego słowa... medytacja...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  29. - Monologuję sobie na bieżąco - stwierdził spokojnie. - Czasem jak sam gram na gitarze, a czasem jak sobie spaceruję - wzruszył ramionami. - Jeśli to można nazwać medytacją to robię ją na okrągło - zaśmiał się cicho, po czym przymknął oczy i odetchnął głęboko. Szło mu gorzej niż przypuszczał. Cudownie. Może właśnie znalazł coś, w czym dobrym nie był i w czym raczej chętnie dobry nie będzie...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  30. Ryu wzruszył ramionami. On akurat był całkiem nieźle wyspany. Psychicznie - przetyrany - ale to nie była dla niego nowość. Często miał pierdolnik w myślach. Wsuwał w milczeniu truskawki, kiedy ona debatował ze sobą, najwyraźniej dziwnie zdenerwowana. Spojrzał po niej, gdy w końcu swoje wydukała.
    - Dzięki, na pewno jest dobre - rzucił tylko. Już przecież raz przed nim to chwała, teraz nie zamierzał wstawać i się po to fatygować. Odniósł wrażenie, że niespecjalnie chciała by to oglądał. Nie miał więc ochoty tego robić. Spojrzał po swoich dłoniach i ziewnął lekko, przeciągając się zaraz po tym. - Twoje trzecie pytanie...to? - zapytał jej zaraz, co by chociaż skończyć to zadanie, zanim zaczną przerwę przed kolejnymi zadaniami.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie odpowiedział już w kwestii tego co napisała. Odniósł wrażenie, że jednak chciała by to przeczytał, ale w danej chwili nie miał na to najmniejszej ochoty.
    - Nie, dzięki - odparł w sprawie herbaty. - Ale wody się napiję - dodał zaraz, zastanawiając się nad odpowiedzią. Co sądził o swoich bliznach? Nic specjalnego. Po prostu były. Podrapał się lekko po głowie. - Nie wiem - odparł w końcu. - To znaczy te blizny po prostu są. Pokazują, że przeszedłem sporo i dalej stoję. Wytrwałem, przetrwałem... nie są dla mnie bolesne - wyjaśnił spokojnie. - Niektóre aktywują wspomnienia, niezbyt miłe wspomnienia, ale to zdarza się dość rzadko - uśmiechnął się delikatnie. - Serio, nie ma co się nimi przejmować. Pewnie jeszcze znajdzie się ich więcej - dodał po krótkiej chwili. - Jakoś... nie martwię się nimi.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  32. Ryu podziękował jej za wodę i upił łyk.
    - Nie, ja po prostu... - spojrzał po herbacie. - ...piję herbatę jak jest zimno, a w ciepłą pogodę wcale mnie do niej nie ciągnie - wyjaśnił z uśmiechem. - Oj nie, mrożonej też nie chcę - pokręcił głową. - Zdecydowanie bardziej wolę ciepłą herbatę - dodał, bawiąc się szklanką swojej wody. Wzruszył ramionami na podsumowanie swojej wypowiedzi. - No, ja po prostu nie zwracam uwagi na takie rzeczy - powiedział szczerze. - No i nie bardzo jest się czym chwalić - uniósł lekko koszulkę by pokazać bliznę po rozszarpanym boku. - To po jakiejś bitwie, której do dziś nie pamiętam, w Lustrze. Potem doprawione tu w Mathyr... ale położyło mnie to, więc nie ma czym się chwalić - zaśmiał się, opuszczając koszulkę. - I tak jest z większością moich blizn... jak już są to raczej nie nadają się do chwalenia - mruknął. - Ty się swoimi chwalisz czy szukasz sposobu na usunięcie? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  33. Ryu wzruszył ramionami.
    - Dar, ja wolę opowiadać o tych radosnych rzeczach, a nie przymusowych bitwach czy zwycięstwach - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. - Ja nie zabijam, bo to lubię - dodał, kręcąc lekko głową. - Chociaż nie mogę powiedzieć, że czasem nie czerpie satysfakcji z morderstwa - przyznał po chwili milczenia. - Nie mniej, wolę opowiadać historie, w których nie musiałem nikogo mordować. Choćby anegdotkę o tym jak gałąź się pode mną złamała, kiedy polowałem, na żabodzika i musiałem zwiać przed całą ich bandą... - zaśmiał się lekko. - Takie rzeczy są warte do opowiadania, a nie... te, po których mam blizny - dokończył. No bo co? Opowiedziałby jej znowu, że część jego blizn to pamiątka po pierwszym sierocińcu. Zaraz by się za mocno przejmowała, a on traktował je po prostu jak wspomnienie. Zmarszczył lekko brew, kiedy wspomniała że nie może mieć blizn, a potem zaczęła kręcić się w zeznaniach. - Czekaj, czekaj - poprosił ją. - To mówisz, że nie możesz mieć blizn i to rozumiem - zapewnił ją szybko. - Ale potem dodajesz, że musisz medytować by leczyć rany i wtedy blizna nie zostaje... i jeszcze że chciałabyś mieć blizny - rzucił. - To... nie medytuj? Daj ranom zaleczyć się w naturalny sposób? To wtedy będziesz miała blizny - stwierdził. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  34. Ryu przytaknął, co do zabijania, nie dodając nic więcej. Swoje w tym temacie powiedział, a Darcy dobrze to wszystko podsumowała. Uśmiechnął się lekko na pytanie o koniec ucieczki. Skinął głową.
    - Udało się, okazuje się, że jak żabodziki są w szaleńczej pogoni za swoją zdobyczą - wskazał na siebie. - To zanim dojdzie im zmysł zapachu, to wzrok można oszukać - pokiwał głową. - Sklonowałem się i ukryłem prawdziwego siebie, a potem wskoczyłem na inne drzewko - uśmiechnął się lekko. - Klony dość szybko przestały działać. To jest żabodziki straciły zainteresowanie jak mnie nie czuły - przyznał szczerze. - No, ale właśnie... potem nie mogły mnie już znaleźć i rozeszli się w pokoju, a ja... zdecydowałem się na rybę - wyszczerzył się do niej. - Upolowałem sobie jednego kolejnego dnia. No wiesz... trochę szacunku trzeba mieć do siebie nawzajem - odchrząknął. - Nie powiem, całkiem niezły trening mi zrobili, sprint niesamowity - wyszczerzył się jeszcze i pokręcił głową. 
    - Nie, żadnej bym nie usunął - odparł w sprawie blizn. - One mnie kreują, są częścią mnie - dodał, przez moment zakrywając dłonią część twarzy z opaską. - Co prawda może przywróciłbym sobie oko - mruknął jeszcze. - Ale nie ze względu na blizny na nim, tylko... - wzruszył ramionami. - Tylko dlatego, że czasem by się przydawało. To jedno odbiera aktualnie wszystko, jest wyostrzone i super... ale i mocniej się męczy przez mój tryb życia - zaśmiał się cicho. - Częściej szczypie i mnie przeklina - dodał jeszcze, po czym wysłuchał jej w sprawie blizn i leczenia. 
    - To nówka sztuka jesteś w tym całym leczeniu - stwierdził swobodnie. - Co ci daje medytacja? - zapytał jej po chwili milczenia. - Bo mi... no ja przy niej po prostu odpływam, zasypiam. Jest dla mnie nie do przeskoczenia - wyznał. Za dużo robaków w dupie miał by bawić się w medytacje. Przynajmniej takie wrażenie mial. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  35. Wzruszył ramionami.
    - Wkurwienie mnie nigdy nie zalicza się do „tylko dlatego”, mowa o jakimś konkretnym przewinieniu. Z tego co kojarzę to raczej kiepski ze mnie raptus – zauważył z nutką pretensji w głosie. Nigdy nie działał na pstryknięcie palca, był raczej typem, który dużo planował. Spojrzał po niej wymownie na to parafrazowanie.
    - Zamiast się nabijać to sobie, to lepiej wbij do głowy – popukał się po skroni i pokręcił głową. – „Jako jeden z gości”, nie jedynie gość. To dość istotna różnica, więc jak planujesz łapać za słówka to się w tym lepiej podszkol – dodał z lekkim znudzeniem na twarzy. Kiedy dotarli już na miejsce, złożył zamówienie, a siostrze dłonią pokazał wnętrze.
    - Wybierz miejsce – polecił, a sam rozejrzał się dookoła, w nawyku mając sprawdzanie, czy okolica jest bezpieczna.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Na pzykład do dzieci czy problemów z różnymi sprawami. Cierpliwości nigdy nie za wiele - skomentował i wzruszył ramionami. - Oczywiście, że nie jestem w stanie z niej korzystać - rzucił lekkim tonem. - Do dzieci to tak, umiem, wzbijam się na wyżyny cierpliwości, ale gdy chodzi o dorosłych... - spojrzał po niej i usiadł by pochylić się do jej ucha. - ...to szczerze mówiąc wisi mi to czy jestem cierpliwy czy też nie - rzucił. - Chyba zostawię medytację tobie... idzie ci lepiej, a sam pozostanę przy swoich sposobach.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. Gave skinął głową.
    - Tak, wydaje mi się, że więcej próbować nie będę - przyznał szczerze. - No wiesz, czasem po prostu trzeba powiedzieć sobie pass i przyznać rację tym, którzy powiedzieli, że nie we wszystkim musisz osiągać mistrzostwo. Ja mistrzem medytacji nigdy nie będę - pokręcił lekko głową. - A jak będę potrzebował zagłębienia się w swe myśli to pogram na gitarze, posiedzę w samotności albo pójdę skopać parę tyłków dla wyżycia swej złości - puścił do niej oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  38. Męczył go brak tego jej wyczucia, jasne, lubił żartować, ale obracanie wszystkiego w przekomażanki i to naiwno infantylne przekonanie, że każdy temat nadaje się do tego typu zaczepek niezmiernie go drażnił. Spojrzał po niej, gdy zabrała głos.
    - To przestań żartować, gdy mówię do Ciebie na poważnie - zwrócił jej uwagę. - Nie każdy temat idzie zmiękczyć durną zaczepką - dodał.
    Kiedy weszli do środka, dojrzał jej gest i wysunął ramię. Może i nie było między nimi kolorowo, ale nie stronił od tak prozaicznego dotyku. Zostawił ramię, nawet kiedy zatrzymała gest, mogła skorzystać z jego ramienia mimo wszystko. Ruszył z nią w stronę wybranego stolika.
    - Tak, pamiętałem - kiwnął głową, odsunął siostrze krzesło i dopiero kiedy ona usiadła, sam zajął miejsce. Przeczesał włosy i westchnął ciężko, patrząc po siostrze.
    - Co się zmieniło? - zapytał. - I bez durnych żartów Dar, bo Ci naprawdę przypierdolę... Chcę usłyszeć, od Ciebie... Co się u Ciebie zmieniło... Twoimi oczami - zaznaczył twardo.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  39. - No można - zgodził się z nią i uśmiechnął do niej, po czym wzruszył lekko ramionami. - Ale wiesz... mnie to chyba trochę nudzi - przyznał szczerze i wzruszył ramionami. - A tak po prawdzie to po prostu irytuje taka bezczynność. Wiesz, to dziwne... bo mogę sobie siedzieć i myśleć i wtedy wszystko gra, ale jak zabieram się za medytację to mam wrażenie, że tracę czas - parsknął śmiechem, po czym uniósł lekko brew. - Przed atakiem duchów? Nie planuję cię atakować - powiedział wprost. - No... nie zrobiłbym ci tego...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  40. Gave spojrzał po niej nieco dziwnie i pokiwał lekko głową. Nie bardzo to rozumiał, ale skoro jej pomagało to nie zamierzał twierdzić, że było złym sposobem. Dla niego osobiście ten sposób po prostu nie działał. Słysząc o Yumim zacisnął mocno wargi. Kolejny typek, co kręcił się koło Akane. Jakoś nie przepadał za gościem, a słysząc od Darcy co zrobił, zmarszczył mocno brwi.
    - Co zrobił? - spojrzał po niej. - Groził tobie i małym? - uniósł lekko brew. - Do reszty go pogrzało?! - zacisnął mocno pięści wstając z miejsca. No bez jaj. Nikt nie miał prawa grozić dzieciakom. - Dureń pierdolony, a tak się wdzięczy - fuknął. - Przypierdolę mu - dokończył ruszając w stronę swojego "balkonu". Zeskoczył z dachu, na razie nie wspominając o żadnym sposobie na obronę przed duchami. Już on gościa załatwi.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  41. Zatrzymał się na moment i spojrzał jej prosto w oczy. Nie znosił tego maminsynka. Sam robił z siebie ofiarę, gdy na horyzoncie pojawiała się jego mateczka, a teraz śmiał grozić Darcy... gdyby nie fakt, że ostatnio czarnowłosa ciągle przeżywała jakieś niezbyt miłe akce, pewnie nawet udałoby mu się zbyć to wszystko machnięciem ręki, ale od kiedy dotarli do Phyonix, Dar non stop kłóciła się Gepardziulo, zaszła w ciążę i pożarła się z Ryu, a teraz otrzymywała jakieś dziwne akcje od obcego typa, który nagle się napatoszył. Phyonix jej ewidentnie nie służyło, a podobno, kuźwa, lepiej tu niż w Mathyr.
    - Czym zaimponować? - spojrzał na nią. - Głupimi gadkami? Weź, Dar... - pokręcił głową. - Trzymaj się z dala od tego typa, bo mocny w gębie to on jest...dopóki jego mamusia nie pojawi się na horyzoncie. Tam już trzęsie portkami wtedy - odetchnął głęboko, odsuwając się od niej i zastanawiając się nieco. - Mogę nałożyć na ciebie ochronę przed opętaniem cię przez duchy, ale... - pokręcił głową. - Nie mam czegoś takiego, co mogłoby kompletnie uodpornić cię na jakiegokolwiek ducha. - No masz też Alexa, który może ci po prostu pomóc, jakby przeginały tamte dusze - wyjaśnił spokojnie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  42. Ryu pokręcił głową.
    - Ale to nie była ta sama grupa żabodzików. Tę z szacunku zostawiłem w spokoju - oznajmił unosząc lekko brodę. - Odszedłlem kolejnego dnia na tyle daleko, żeby mieć pewność, że poluję na inną grupę. No i nie było tam w tej drugiej takiego kulawego wredoty - dokończył uśmiechając się nikle, po czym przez moment dziwił się temu, że Darcy zna takie słowo jak kardio. Jakoś przeszło mu przez myśl, że to stało się popularne w współczesności i to wcale nie było jakoś dawno temu. Pamiętał też, że rodzice Darcy żyli wcześniej w Argarze, więc... może to stąd? Nie mniej, dziwnie było słyszeć coś takiego od mieszkanki Phyonix. Lekko kaleczyło mu uszy. Aż je palcami dwoma przeczyścił.
    - Mhm... zdarza mi się. Mam takie tam ziółka od Febe - skomentował jeszcze, po czym pokiwał głową.
    Jej medytacja brzmiała jak po prostu wyrzucanie emocji i rozmowa ze sobą, tylko miała nazwę medytacja dodaną do siebie. Nie wypowiedział się też w tym temacie, bo mógł nie mieć racji. Może on też medytował w takim razie? Aż wzdrygnął się na tę myśl. Nie, zdecydowanie nie. 
    - Nom... za gorąca miejscami - wymsknęło mu się, bo przecież to mu zrobiła. Uwiodła go swym tańcem i tym jak wyglądała. - Oj nie.. - pokręcił głową. - Akurat kiedy mam problem ze snem to medytacja nic nie daje, za dużo myśli przechodzi wtedy przez głowę. To jest tak jakby... hm... wiesz co to pociąg? - zainteresował się, wstając z miejsca i sięgając do biurka po kartkę, by nabazgrać wspomniany pojazd w sposób szkicu i to tak po prostu niczym dziecko. - No więc to taka maszyna co pędzi na torach... a tory to jej droga, specjalna droga dla tej maszyny - mruknął. - Jak to jest, że nie znasz tego co to rower, czy pociąg... a kardio nagle znasz? - spojrzał po niej unosząc lekko brew. Jej rodzice dziwne rzeczy im przekazywali. Ewidentnie. - No więc wtedy moje myśli są jak rozpędzony pociąg, pędzą tak szybko i tak ich pełno, że medytacja tylko dokłada do nich frustracji - dokończył swoją myśl, po tej dość długiej dygresji.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  43. Yumi był ewidentnie nienormalny nawet jak na jego własne standardy. Odchrzaniał różne akcje, ale jeszcze takiej nie robił. Aż go zmroziło, gdy usłyszał te teksty. Zacisnął mocno pięści, a wargi mu zadrżały.
    - Nie... no zabije gościa - skomentował zaciskając mocno szczękę. Spojrzał po Darcy i przytaknął. - Nałożę, ale musisz dać mi chwilę. Ta runa wcale nie jest taka prosta - mruknął szczerze. - A ja... jestem dziś trochę zmęczony. Możemy się umówić, że nałożę ją wieczorem? Odsapnę trochę i wtedy - zaproponował, po czym pokręcił lekko głową. - Nic im się nie stanie. Mają naprawdę potężną drużynę wujków i cioć, którzy chętnie wymordują każdego, kto spróbuje im zrobić krzywdę - wyjaśnił.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  44. - Mogę ci potowarzyszyć - zgodził sie z nią co do kuchni i wstał na rowne nogi by podać jej dłoń i pomóc dźwignąć się na jej dwie, dlugie kończymy. - Ale nie jestem głodny. Mam strasznie ściśnięty dziś żołądek i nie dobrze mi na samą myśl o jedzeniu - przyznał szczerze podążając wraz z nią do kuchni. - Chętnie za to... napiję się czegoś - dodał po chwili milczenia, nie komentując już sprawy Yumiego. Gościa nie trawił po prostu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  45. - Dzięki, doceniam to, że nie będziesz mnie namawiać - przyznał szczerze i przystanął przy niej, kiedy się zatrzymała. Mimo wszystko była w ciąży i wolał ją asekurować w razie potrzeby. - Brzmi jak całkiem dobry plan - zgodził się z nią. - Mhm... ale co z tego, że mi dziwnie będzie pachniało? - spojrzał po niej zaskoczony. - Jeśli tobie będzie smakować to chyba dobrze, nie? - zauważył lekkim tonem i przytaknął. - Woda z lodem i miętą brzmi super.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  46. Gave przytaknął jej tylko na sprawę z wymiotowaniem bądź jego brakiem. Miał nadzieję, że do tego akurat nie dojdzie. Ostatnie czego mu było potrzeba to zwracanie jedzenia, z którym się namęczył wpychając je w siebie. Ciężko było walczyć z samym sobą codziennie. Były momenty, gdy mógł zjeść coś więcej, ale najczęściej po prostu walczył, by cokolwiek przełknąć. Bo przecież nie był na tyle głupi by nic nie jeść. Uśmiechnął się słysząc o zachciance Darcy.
    - Bardzo zdrowe masz zachcianki - zauważył. - Nie masz takich... no wiesz... warzywa z czekoladą czy coś? - zainteresował się zaraz, wsuwając dłonie w kieszenie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  47. Gave słuchał jej w ciszy i milczeniu, delikatnie ją przy tym przytulając. Pogłaskał ją po ramieniu. Takie napady były jego zdaniem dość naturalne. Przynajmniej w stanie Darcy.
    - Przyniosę ci sushi niedługo - obiecał cicho. - A frytki z serem możemy zrobić i tutaj - zapewnił ją z uśmiechem. - Nawet jeśli przytyjesz to nie będziesz brzydka - zapewnił ją jeszcze. - A i wszystko zrzucisz, kiedy małe będą już na świecie - puścił do niej oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  48. Gave pokręcił lekko głową.
    - Dlatego powiedziałem, że za jakiś czas - odparł szczerze i polał sobie wody, by usiąść obok niej i przypatrywać się jak pracuje nad ziemniakami. - Wiesz, ja też nie chcę przeginać z tym ciągłym przenoszeniem się - przyznał szczerze. - To fajna opcja, ale... wolałbym żeby Sabat Śmierci za mocno się nie wkurzył - mruknął, bo czymś innym było przenoszenie się raz na jakiś czas, a czymś innym robienie sobie z tego wygodnego sposobu podróżowania. - Za czym tęsknisz, kiedy myślisz o Argarze? - zainteresował się.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  49. Gave uśmiechnął się do niej lekko.
    - Ale ja tego nie neguję - odparł szczerze. - Ja tylko mówię, że i tak ci sushi przyniosę - dodał. Składniki również zamierzał jej przynieść, ale przecież musiała mieć coś poglądowego zanim zacznie bawić się sama w tworzenie sushi. Pokiwał głową na wieść o tym, że miał się nie narażać. Nie zamierzał się specjalnie narażać. Przynajmniej nie specjalnie. Wywrócił oczyma, kiedy wspomniała o naruszaniu prywatności. - Ja pieprzę... to już się nudne robi - poinformował ją. - Raz, może dwa, wszedłem ci do domu, a ty to wyciągasz non stop - mruknął, obserwując jak robi swoje dania. - Mhm... pokrętną masz logikę - stwierdził ze śmiechem. - Tęsknisz za brakiem problemów, które sama sobie zrobiłaś... - spojrzał po niej. - Dar, ale ty poszłaś do Argaru, żeby nauczyć się żyć, odpocząć i być po prostu zwykłą dziewczyną. Nie narobiłaś sobie problemów, bo twoi rodzice nie oczekiwali że będziesz w tym czasie księżniczkować... - spojrzał po niej spokojnie. - A jak twój braciszek sobie tak w głowie ubzdurał to jego problem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  50. Tony spojrzał po Darcy i pokręcił lekko głową.
    - Nigdy nie wiem ile miodu dodać - przyznał szczerze. - No wiesz, żeby deser był słodki, ale zjadliwy. Bo zbyt słodki ulepek to też nie dobrze - przyznał, dodając trochę śmietany i zaczynając delikatnie "Kropić" deser miodkiem. Dosypał też migdałki i z zadowoleniem obserwował efekt końcowy. - Tak chyba wygląda dobrze - rzucił z lekkim uśmiechem. - Myślę, że będzie jej smakowało - dodał mając nadzieję, że nie myli się w tym temacie.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  51. Nie pociągnął tematu jej gorącej natury. Zamiast tego skupił się na pociągu, doszlifowując szczegóły. Przeszło mu nawet przez myśl, że posiadając córki będzie musiał podszkolić się w rysowaniu. Dziewczyny... i w ogóle dzieci... lubiły takie bajery, a on... spojrzał na swój rysunek, krzywiąc się nieco. Miał naprawdę wiele do naprawy w tej kwestii.
    - Mhm tak, były ogromne - przyznał szczerze. - Może kiedyś - przytaknął jej. To nawet nie było aż takie niemożliwe. Pociągi stosunkowo szybko pojawiły się na świecie. Nie chciało mu się kłócić o ten rower. Owszem wiedziała. Jemu po prostu chodziło o to że wcześniej tego nie wiedziała. Kardio dalej go kłuło w jej ustach, więc wzdrygnął się lekko kiedy ponownie to wspomniała. - Musiałaś trafić na jakiegoś świra - skomentował. - Taa... medytacja po prostu mi nie po drodze - uśmiechnął się lekko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  52. Gave zaśmiał się cicho i skinął głową. Przecież nie zamierzał chwalić się tym, że przyniesie jej sushi. A to czy ktoś to wyczai to już problem przyszłej Darcy, on swoje zrobi. Patrzył jak topi ziemniaki we wrzącym oleju, samemu czując jak żołądek mu się zwija. Poczuł się przy tym po prostu źle. Odetchnął głęboko, odwracając wzrok i przez moment skupiał się tylko na uporządkowywaniu swojego własnego żołądka. - Niezapowiedziane wizyty są w porządku, o ile nie są nachalne - zgodził się z nią. - Po prostu ciągle wypominasz mi włamania, a ja raptem raz może dwa coś takiego zrobiłem - skomentował. - To naprawdę jest już nieśmieszny i męczący żart - stwierdził drapiąc się lekko po głowie. Ewidentnie był nie w specjalnym humorze tego dnia. Słuchał o czym mówi i pokręcił lekko głową. - Nie ma się co zastanawiać nad tym co by było, gdyby... Darcy mogłabyś zapobiec albo i nie... w zależności od tego gdzie byłaby twoja głowa. Pytanie brzmi, czemu inni nie zapobiegli, hm? Ciebie tu nie było, ale inni byli - zauważył. - Skoro oni nie zapobiegli to wątpie, żeby i tobie się to udało, gdybyś tu była. Czasami trzeba odpowiedniego miejsca i czasu... ty właśnie w nim jesteś - zauważył spokojnie. - Wykorzystaj tu i teraz i działaj, bo myślenie o tym co by było... - pokręcił głową. - Zabiera tylko czas i siły na działanie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  53. Diego cofnął ramię, kiedy to nie zostało złapane, ale nie specjalnie przejął się tą odmową. Kiedy siostra zajęła miejsce, pomógł jej z dosunięciem krzesła i wtedy usiadł na swoje. Spojrzał po niej kiedy wspomniała o nie zrozumieniu. Jak dla niego to po prostu znowu na siłę coś próbowała ubrać w żart, bo przecież z niego to taki żartowniś. Nie skomentował jej decyzji, po prostu kiwnął głową. Może w końcu, dla odmiany powie coś sensowniejszego. Początek, wbrew pozorom zdawał się dość sensowny. Nie wie. Tak, to akurat było po niej widać. Słuchał tego wszystkiego z miną bez wyrazu.
    - Możesz mi wytłumaczyć skąd u Ciebie się wzięło takie myślenie? Matka nam chyba z pięćset razy opowiadała o swojej walce z wewnętrznym feniksem, podała Ci przepis pod nos na pieprzonej tacy, a Ty próbujesz mi powiedzieć, że gdyby nie Twój wymarsz i nowe znajomości, to byś nie ogarnęła sprawy…? – zaczynał mieć ogromne obawy co do inteligencji siostry. Zbyt bystra to ona zdecydowanie ostatnio nie była.
    - No i masz bardzo dobre wrażenie, nie takiej się Ciebie spodziewałem – przyznał, przytakując jej głową. Nawet nie zamierzał się z tym kłócić. – Twoje ograniczone myślenie mnie po prostu przeraża… a jeszcze jak widzę, że zamiast planować i robić coś z sensem, to Ty zaczynasz naśladować swoich nowych przyjaciół w temacie nieprzemyślanej spontaniczności, to ciężko nie odnieść wrażenia, że zamiast wbicia rozumu do głowy wbili Ci jakąś popierdoloną chęć błyszczenia w temacie ryzykownych działań – dodał, unosząc jedną z brwi. Słysząc o tym co ją najbardziej wkurwia, parsknął po prostu śmiechem.
    - Przypomnij mi proszę… Kiedy zapytałaś mnie o Amale? A nie… Czekaj… Nie pytałaś. Sam Ci o niej powiedziałem. Od kiedy to Ty czekasz aż ja zapytam, co? – patrzył po niej pretensjonalnie. Jeszcze go będzie winić za to, że nie zapytał o to o co chciała. Wystarczyło przyjść i powiedzieć do kurwy jasnej. Spojrzał po niej wymownie na to całe podsumowanie.
    - Mhm, no to w chuj jesteś silniejsza i bardziej ze sobą szczera, skoro dalej próbujesz wszystko obrócić w żart i udawać, że nie boli… Świetnie Ci idzie, doprawdy… - westchnął ciężko i usiadł głębiej w krześle. Zmarszczył czoło słysząc o geście z ramieniem.
    - Ach, to był niby ten dowód zmiany, tak? No… cóż… kiepski – ocenił, lekko przy tym wzruszając ramionami.
    - Ciąży to raczej za duże słowo, ale jestem wieloma Twoimi zachowaniami zażenowany, owszem. Tak bardzo próbujesz innym coś udowodnić, tyle wyniosłych słówek używasz, a jak przychodzi co do czego to wychodzi z Ciebie strasznie bezradny dzieciak – rozłożył ręce. – Ja nie robię za Twój doping, nie będę biegał i głaskał Cię po głowie przy każdym dobrze wypuszczonym pierdzie. Kocham Cię, ale to nie sprawia, że jak coś odpierdolisz, to to przemilczę… a Ty co chwilę coś odpierdalasz… - spojrzał po niej wymownie.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!