WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga wypowiada otwartą wojnę Phyonix i Heimurinn! Nikt nie będzie bezczelnie palił i zalewał jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

5 stycznia 2024

Spisane przez: Natsu

Bo to były momenty, tylko momenty...i nie wiem czy tęsknić, czy mogę tęsknić...

EMMA (FRIDA) | 21 LAT | ARGAR| 168 cm

Pierwsze co pamięta to zderzenie z kamienną posadzką i wszechogarniający ból całego ciała. Usłyszała krzyk, swój własny. Następnie czyjeś ręce uniosły ją do góry, czyjeś usta zapewniły, że wszystko będzie w porządku. Ktoś inny krzyknął coś o śmierci intruza. Ogień strawił ich wszystkich. Potem zapanowały już tylko ciemności. 

Kiedy przebudziła się po raz kolejny, była skuta żelaznymi kajdanami, a żelazny pręt raz po raz przebijał jej ciało. Jej oprawcy pragnęli wiedzieć skąd pochodzi i jak się tu znalazła. Nie mogła im odpowiedzieć, nie chciała. Długo walczyła, ale nawet ta ostatnia część, która pozostawała jej w końcu zniknęła. Ogień, który był jej przyjacielem przestał przychodzić. Chciała umrzeć, ale jej nie pozwolono. Targnęła się na swoje własne życie kilkakrotnie, ale zawsze wyszła z tego cało. Ostatecznie poddała się, przestała walczyć. Pozwoliła im zrobić ze sobą wszystko. Po poprzednim życiu zostały jej tylko obrzydliwe blizny zdobiące ciało. Blizny po przeżytych torturach.

Dziś znana jest pod imieniem "Frida". Imieniem, które nadał jej władca Polszy. Pracuje dla niego, wykonując najbardziej ryzykowne rozkazy. Nigdy nie pozostaje sama. Ktoś zawsze dzierży w dłoniach jej smycz. Jej prawy przegub zdobi żelazna bransoleta, która utrzymuje w ryzach jej ogień. Stara się poukładać swe nowe życie. Nie liczy na cud. Nie pozwala sobie na kwestionowanie nowych zasad. Ślepo podąża za Polszańskim władcą, aby tylko nie wrócić do sali tortur. 

Obecnie:

- odbywa karę w Argarze

- terminuje u Yensena

- powoli odkrywa życie na nowo,

- znalazła sobie kilkoro przyjaciół,

- w ciąży z Mohe,

- w podróży do Phyonix.

POPRZEDNIA KP



20 odpisów

  1. Nie zwracał uwagi na ogień, ani tym bardziej na jej krzywdę. Skoro nie rozumiała jak człowiek musiał zaznaczyć te granicę bardziej dobitnie, dlatego sięgnął po przemoc. Nie miał też zamiaru jej niczego objaśniać. Ludzie nie rozumieli, a jeśli już rozumieli, to reagowali w taki sposób jakby zaraz miał rzucić się na nich z nożem. Machnął na nią ręką, gdy zaczęła mówić o krzywdzie zaciągając się jak smok, odpalając papierosa drugiego już papierosa. Zachowywał się nieco desperacko, nielogicznie wkładając go pomiędzy palce mimo, że nie wypalił jeszcze tego pierwszego.
    — Nie — odpowiedział, machając ręką do drzewa, by wziąć w płuca głęboki oddech. Spojrzał na kobietę.
    — Dzieje się tylko dlatego, że mnie dotykasz. Bez przerwy. Otarłem ię o ciebie raz, a ty.. Cały czas...
    Westchnął ciężko przechodząc nagle na język, którego kobieta nie mogła znać. Piekielny.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  2. Bezpieczny? Zaśmiał się głośno patrząc na nią jak na nierozumne dziecko, które pytało o najbardziej jasne pod słońcem sprawy. On nigdy nie był bezpieczny.
    Bo ze śmiercią on tańczył, a życie mu było trwogą.
    Zamknął oczy przecierając dłonią twarz. Jeden z papierosów wypadł mu z palców, a on zamilkł w rytmie spokojnego głosu, czując jak pozostałe głosy w głowie śmieją się jeszcze głośniej.
    — Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, nie moje. Więc przestań.. nie dotykaj mnie tak — spojrzał na nią spomiędzy palców.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  3. Uniósł ręce wyżej, zakładając je za kark tam zaciskając mocniej palce, tak jakby miało go to uspokoić. Oddychał głośno, ciężko, nadal kręcąc się bez celu od jednego drzewa do drugiego, w końcu wydobywając z siebie głos.
    — Usiądź.. Potrzebuje się uspokoić — stwierdził, wskazując ręką na pobliski kamień.— Daj mi chwilę. Wypalę jeszcze papierosa i będzie.. lepiej.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy Emma usiadła, Mohe stał chwilę przy niej. Rozglądał się uważnie, obserwował otoczenie, upewniając się, że w pobliżu nie ma zagrożenia. Dopiero kiedy nabrał pewności, że jest bezpiecznie, usiadł obok, jednak nie tracił na czujności. Spojrzał po rudowłosej i kiwnął głową.
    - To chyba normalne. Różne emocje z tym związane – przyznał i zastanowił się chwilę, kiedy zadała pytanie.
    - Nie wiem co rozumiesz przez „często” – stwierdził. – Jestem nauczony wędrować dzień i noc bez przerwy, ale to w sytuacjach gdy tropię lub po prostu kiedy na mej drodze nie ma odpowiedniego miejsca do postoju. Te drugie sytuacje nie zdarzają się za często. Zwykle jak ruszałem to postój robiłem jedynie dla ugaszenia pragnienia, więc łyk wody i szło się dalej. Zatrzymywałem się na dłużej w miejscu, gdzie rzeczywiście planowałem rozbijać obóz – wyjaśnił jej na tyle na ile potrafił. Spojrzał po niej uważniej i chrząknął cicho.
    - Pierwsza lekcja… - pokazał na siebie – Na – pokazał na nią – Ni – złapał kijek spod nóg i nakreślił chłopka na ziemi – Ha – dorysował chłopkowi dwa kółka, stanowiące biust – Sha – pokazał na siebie i na nią – Ari – do cycatej babki dorysował chłopka i zakreślił ich w kółku – Hari – znowu spojrzał po Emmie, patrząc czy cokolwiek zrozumiała.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na jej słowa. Zaraz się jednak zamyślił.
    - A więc… kiedy uważałabyś, że są częste? – zapytał, skoro już o tym mówili to uznał, że warto wiedzieć. W końcu przyjść im w przyszłości może ustalać zasady, które na tym „jak często” ktoś coś będzie robił, mogło stać się podstawą. Przy tym jak powtarzała, patrzył po niej uważnie. Przytaknął głową i znowu pokazał na siebie.
    - Na, Ha, He… Ja, On, Mężczyzna – wytłumaczył i pokazał na nią. – Ni, Sha, Shi… Ty, Ona, Kobieta – dodał i w odruchu sięgnął do jej brzuszka, lekko kładąc na nim rękę. – Ay u – zaznaczył – dziecko – wytłumaczył. Na pytanie o Hari przytaknął głową.
    - Tak, Ani – odpowiedział w obu językach. – Nie, Kena – dodał. – Ale tak, Hari nie ma płci – odpowiedział jej.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy wplotła w zdanie słowo z jego języka, trochę zaskoczony otworzył szerzej oczy. Pozytywnie go to zdziwiło, dość szybko zaczęła próby wprowadzenia tych małych słówek. Na kolejne wplecione słowa kącik jego ust drgnął delikatnie. Spojrzał po dziewczynie cieplej. To było całkiem przyjemne uczucie. Nie bardzo był w stanie nazwać je konkretnie, ale miało coś wspólnego z dumą. Nie wstydził się tego języka w aktualnym momencie.
    - W zdaniach nie używamy pełnego „Kena”, w zdaniach skracamy Kena do Ke – poprawił ją delikatnie. – Na ke eya, ja nie jestem. Na eya, Ni eya, Ha eya, Sha eya, jestem, jesteś, on jest, ona jest – dodał. – Na eya deya, ja jestem silny… Ni eya luma, jesteś spokojna, ale też spokojny, w zależności do kogo mówisz – wyjaśnił.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  7. Mohe przytaknął jej głową.
    - Ani – odpowiedział w swoim języku. Uśmiechnął się na jej kolejne próby i zadowolony kiwnął głową, szło jej dobrze. Dopiero przy „sha eya luma” spojrzał po niej pytająco.
    - Chciałaś powiedzieć „ona”? – upewnił się, bo nie wiedział czy teraz sobie ćwiczy i wymyśliła jakąś inną kobietę, czy po prostu coś pomyliła.
    - Dobra, ostatnie zwroty i chwila przerwy, a my… Odpoczęłaś? Możemy dalej iść? – upewnił się i zaraz znowu lekko chrząknął. Skinął do niej głową.
    - Haya – przywitał się, a potem przyłożył rękę do mostka i znowu skinął głową. – Ona – podziękował. – Przywitanie i dziękowanie, gesty podobne, ale słowa inne – wyjaśnił i zaraz pokazał jej swoją rękę.
    - Na-na paku, moja ręka. Na-na, mój, moje, moja – tłumaczył dalej. – Ni-na, Ha-na, Sha-na, Twój, Jego, Jej… paku, ręka – znowu pokazał rękę i wskazał jej rękę. – Ni-na paku, Twoja ręka – dodał.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  8. Chodził tak przez cały czas starając się wprowadzić wszystkie metody, które przepracował razem z matką. Nie były to metody na tyle efektywne, by wszystko przeminęło, bo takich metod po prostu nie było, lecz wystarczyło to do uspokojenia własnej głowy na tyle, by zacząć myśleć logiczniej.
    Pierwsze co to poprosi ją o leki.
    Matka da mu leki, wprowadzą terapię, a on będzie miał czas na przystosowanie się do zmiany własnej sytuacji. Nie łatwo było przyznać się do choroby. Ukrywał to przez lata, a kiedy w końcu wyszło to na jaw, to rodzinny świat stanął na głowie. Szkoda, że podszepty choroby zwiększyły się akurat wtedy, gdy nie miał ich obok. Po powrocie do domu wszystko się zmieni. Trafi w dobre ręce.
    Tak przynajmniej sobie wmawiał nie wiedząc jak bardzo świat zaśmieje się mu w twarz.
    Spojrzał po kobiecie po dłuższym czasie, już bardziej świadomie, zatrzymując się w miejscu by spojrzeć jej w oczy. W końcu odparł.
    — Mogę stawać się agresywny, więc nie dotykaj mnie tak... nagle — wyjaśnił jej. — Wybacz za ściśnięcie. Nie chciałem zrobić krzywdy.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  9. Uśmiechnął się kącikiem ust na to jej wyraźne zadowolenie i kiwnął głową, dając znać, że rozumie tą chęć ćwiczeń. Kiedy stwierdziła, że mogą iść, wstał, poczekał na nią i ruszył dalej w stronę Ardei. Kiwnął głową.
    - Tak, przy niektórych wzrotach gest też jest istotny. Powitaniem chcesz okazać szacunek, więc chylisz czoła, dziękowaniem za coś okazujesz jeszcze więcej szacunku, dlatego dotykasz serca. Bez tych gestów mój lud mógłby uznać taki wzrot za nieszczery - wyjaśnił. Uśmiechał się lekko, gdy tak sobie to wszystko powtarzała, a słysząc ciekawostki z innego języka przekręcił lekko głowę.
    - Japońskim? - zainteresował się. - A czym wyróżniają się przedstawiciele tego języka? - zapytał z czystej ciekawości.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiwnął głową, gdy mówiła o podsmażaniu, dopiero wtedy łącząc coraz bardziej kropki... Czasem ciężko było odróżnić rodaków od innych, zwłaszcza gdy żyjesz w rodzinie, w której wszyscy mają jakąś moc.
    — Z jakiego kraju pochodzisz? — spytał, marszcząc brwi. Dopiero teraz dotarło do niego, co właściwie wcześniej powiedziała.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzecz w tym, że Yumi nie chciał być zrozumiały.
    Na swój sposób lubił się unieszczęśliwiać dążąc do tego podświadomie z każdym krokiem w życiu. Ciepły, wspierający dom rodzinny zamieniał na wieczny nieporządek dołączając do szkoły oficerskiej, później przechodził przez różne koleje losu i robił to wyłącznie na własne życzenie. Nie potrafił siedzieć w domu będąc przyzwyczajony od najmłodszych lat do walki o własną przyszłość. Nie lubił też o tym mówić, nie wobec ludzi których nie znał, bowiem o swojej chorobie powiedział tylko rodzinie. Wyłącznie.
    Odchrząknął głośno.
    — Urodziłem się w Japonii — wyznał. — Później, z ojcem przeprowadziliśmy się właśnie tam — wyznał, mimo wszystko chcąc nawiązać jakąś nić porozumienia i nie odtrącać krajanki w aż tak brutalny sposób. — A to co się działo nie jest twoją sprawą, mała — rzucił. Spojrzał na nią wymownie zasiadając na skale.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń

  12. — Szczerze? Nie pamiętam. Wyjechaliśmy stamtąd zanim zorientowałem się, że wogóle funkcjonuje — odparł, żartując nieco chcąc rozwiać niepokojącą atmosferę poprzednich wydarzeń. — Głównie pamiętam to co działo się za Kurtyną, więc nie jestem w stanie ci na to odpowiedzieć.
    Usiadł na kamieniu, jak wcześniej, wyciągając kolejnego papierosa. Palił jak smok.
    — Mogę ci za to powiedzieć o innych wymiarach, słodka.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  13. — W czterech — poprawił ją. — W pierwszym, w naszej ukochanej ojczyźnie, ale o tym nie muszę za dużo opowiadać. Telefony, internet, totalny odlot w stronę kapitalizmu — westchnął ciężko, patrząc po niej wymownie. — Kolejny. Średniowiecze, brak dostępu do bieżącej wody i dzięki bogom spędziłem tam tylko miesiąc. Religijna szmira, zacofanie, wyzysk biedniejszych i brak perspektyw — skomentował. Skrzywił się na samo wspomnienie smrodu na ulicach.
    — I ostatni, dom. Gdybym miał porównać je do epok z naszego świata... Nowożytność — odparł, pstrykając palcami. — Powoli wynajdowali takie nowinki jak radio, parowce. Dopiero raczkowali w wojnach światowych, ale wierzę, że do tego też dojdą. Spoko klimat. Elfowie i orkowie, steampunk w najbardziej zmodernizowanym kraju w którym też żyłem. A i jeszcze tutaj. Zapowiada się całkiem nieźle, ale brakuje mi kilku rzeczy. Zwłaszcza internetu — przyznał. — Memów — dodał, drapiąc się po głowie. — Mogłabyś kiedyś odwiedzić. Spoko miejsce.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  14. Mohe musiał chwilę się zastanowić, gdy zadała pytanie o nieszczerość.
    - Hmm... To trochę jak Wasze powitania, są różne, ale zwykle gdy pierwszy raz kogoś poznajesz to ma znaczenie, czy wyciągasz do niego rękę, czy się kłaniasz, czy kiwasz głową, czy rzucasz powitanie od niechcenia. U Nhulu do niektórych słów jest przypisany odpowiedni gest, jak go nie użyjesz, to znaczy, że nie znasz tej kultury, a jak jej nie znasz, to jesteś niemile widziany. Właśnie dlatego większość obcych wchodząca na nasze tereny ginęła, a garstka, która przeżyła zmuszona była do szybkiego opuszczenie terenów - wyjaśnił najjaśniej jak w danej chwili umiał. Słysząc o Ryu zmarszczył czoło.
    - Żółtymi? - zdziwił się wyraźnie. - Jak dla mnie Ryu jest bardzo... biały... Chociaż w porównaniu z jego matką... no może gdzieś tam rzeczywiście żółty jest... - stwierdził. Brzmiały te różnice dość interesująco, ale w sumie, w Argarze rzeczywiście można było zobaczyć bardzo różnorodny wygląd. Jak na jedną rasę to wyjątkowo byli mieszani. Na porównanie "żółtków" do "dzikiego" ponownie nie ukrywał zaskoczenia.
    - Kiedy dla Nhulu to nie jest obraza. Jestem dziki, ale dla ludzi z mojego plemienia to coś dobrego. Dla Ciebie to negatywne określenie? - zainteresował się.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  15. Mohe spojrzał po Emmie i podrapał się lekko po głowie. To nazewnictwo po kolorach chyba rzeczywiście nie bardzo w ich świecie wyszło. Kiedy dziewczyna sama to zauważyła, uśmiechnął się nieco rozbawiony. Sprawa "dzikości" również była dla niego interesująca. To w sumie dużo wyjaśniało...
    - Hm... Czyli dlatego w Polszy nazywano mnie "dzikusem" i tak dziwnie reagowali, gdy potem sam się tak przedstawiałem - stwierdził, po czym znowu zawiesił wzrok w Emmie.
    - Tak, wychodzenie poza normy nie jest raczej lubiane... - skrzywił się lekko, bo doświadczył już kilku nieprzyjemności z powodu, że coś mówił lub widział inaczej.
    - Dla mojego ludu z kolei, dziki oznacza wolny, taki, na którego trzeba uważać, którego nie warto lekceważyć i ktoś kto jest samowystarczalny. Usłyszeć od naszych kobiet, że jest się "dzikim" to jeden z lepszych komplementów. Zarówno gdy chodzi o sprawy seksu, jak i życiowe - wyjaśnił jej. - Hura... Ha eya hura, on jest dziki, on jest prawdziwym mężczyzną, nie lekceważ go... U nas to ma takie znaczenie - dodał.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  16. Mohe sam złapał ją odruchowo, gdy ta potknęła się o jakąś przeszkodę na drodze. Podtrzymał dziewczynę, a kiedy odzyskała pion, puścił.
    - Ni eya luma? - zapytał i chrząknął. - Wszystko dobrze? - dał zaraz tłumaczenie. Wyglądało na to, że po prostu się potknęła, ale wolał wiedzieć, czy może nie poczuła się jakoś słabo. W temacie norm kiwnął lekko głową.
    - Warto, ale osobiście uważam, że lepiej je ustalać między sobą, a nie jednakowe dla wszystkich. W końcu nie każdemu odpowiada to samo. Chociaż wiem, że jakieś ogólne zasady powinny funkcjonować - odpowiedział i spojrzał po niej. - Które Ci się nie podobają? - zainteresował się. Uśmiechnął się, kiedy powtórzyła po nim, a potem lekko zacisnął usta.
    - Ni ke eya hura... osoba, ke, a potem słowa uzupełniające - poprawił ją, a potem kiwnął głową.
    - Ani. Tak. Teraz nie jestem - trochę go ten fakt zirytował, co dało się zobaczyć po jego minie.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  17. Spojrzał jeszcze po niej uważniej, ale kiedy zapewniła, że jest dobrze, kiwnął głową i wrócił do wędrówki. Słysząc jej opinię co do zabijania, na chwilę spojrzał w inną stronę. Srogo karane... Ciekawe na jaką karę zasługiwałby w takim razie, w jej oczach. Wspomniała zaraz o "innych przypadkach" czy "zmuszaniu do mordowania", a on lekko kiwnął głową. Dopiero po chwili wrócił do niej wzrokiem.
    - Tutaj najwyraźniej myślimy inaczej - oznajmił. - O ile nie pochwalam zmuszania kogoś do zabijania, to akurat prawo zemsty sam stosuję. Myślę, że każde zabójstwo powinno być traktowane indywidualnie. Jeżeli ktoś zabił dla zachcianki i kogoś niewinnego, wtedy mogę się zgodzić, wtedy kara powinna być surowa - wyraził co sam uważał. Na jej poprawkę kiwnął głową.
    - Zawsze - potwierdził jej.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  18. Mohe spojrzał po Emmie wysoko unosząc brwi.
    - Zaraz... co? - ten jej przykład był jakiś ostro popaprany. - Prawo zemsty nie działa na zasadzie domysłu. Nie starczy plotka, by kogoś zabić. Zabijam w chwili, gdy wiem kto jest winny. W przypadku ... przelecenia mojej kobiety... to nie tylko kumpel jest winny, chyba, że wziął ją siłą. Jest wiele zależności do ustalenia. Nie starczy, że ktoś mi rzuci ochłap informacji - tu pokręcił głową. W taki sposób to by nie miało racji bytu.
    - W Twoim przykładzie to nie morderstwo było słabą zemstą, a podejście osoby szukającej zemsty - pozwolił sobie zauważyć, a potem parsknął krótkim śmiechem.
    - Tortury są dobre jak chodzi o informacje, a zemstę każdy może dobrać po swojemu. Nie zawsze musi chodzić o morderstwo. Chociaż ja czuję przyjemność, gdy zabijam kogoś, kto sobie na to zasłużył. O wiele większą przyjemność sprawia mi zabicie niż tortura, więc masz z tym inaczej niż ja - stwierdził.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń

  19. — Mój brat.. — zaczął, patrząc jej w oczy. — Jest doskonałym inżynierem i jestem pewien, że niektóre rozwiązania byłby w stanie przenieść do tego świata. Bieżąca woda, być może radio i coś na kształt działających sprzętów, o ile byłby w stanie zorganizować odpowiednie źródło energii. Z tego miejsca można zrobić piękną rzecz — odparł, posyłając jej uśmiech. Lekki, jakby wcześniej nic się nie zdarzyło.
    — Jeśli byłaby możliwość powrotu do tamtego miejsca, chętnie pokażę, ale na ten moment nie jestem w stanie. To nie ja otwieram wymiary, a ojciec.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  20. Mohe wzruszył ramionami.
    - Nie sądzę, prędzej czy później prawda wychodzi na jaw. Jedynie w chwili, gdy rzekomy sprawca skłamie o swojej winie bo… dajmy na to będzie chronił prawdziwego winowajcę, wtedy tak, wtedy rzeczywiście w grę wchodzi wprowadzenie w błąd, ale wtedy to już wprowadzający w błąd jest sam sobie winien, przynajmniej tak to wygląda w moim świecie – wyjaśnił. Za kłamstwo też ponosi się konsekwencje.
    - Myli się ten, kto nie pyta. W chwilach zemsty nie zabijam znienacka, konfrontuję się ze swoim celem, więc ciężko w takiej sytuacji o pomyłkę – sprostował jej, bo chyba inaczej rozumiała to całe „dobre zbieranie dowodów”. Szedł spokojnie dalej, a kiedy mówiła o śmierci, zerkał na nią od czasu do czasu. Lekko go zaskoczyło jej wyznanie, nie tyle na chęć wymierzenia Perunowi śmierci, a to co ją przed tym blokowało.
    - Emma… - zaczął, ale urwał, bo nie bardzo wiedział jak ma to ująć w słowa. Westchnął ciężko. – Koro kira shena sawa, weya ke – spojrzał dziewczynie w oczy. – To powiedzenie Nhulu… Ranny wilk nie przeprasza za to, że pokazuje kły – wyjaśnił. – Ból, gniew czy pragnienie odwetu są naturalną reakcją na krzywdę. Nie wstydź się takich uczuć, tylko dlatego, że świat określa je jako niewłaściwe. Dopiero to co człowiek zrobi pod wpływem danego uczucia, to jest jego wyborem… Kama raya beno, uya ke beno. Ten kto wyje głośniej, nie krwawi bardziej. Nie umniejszaj swoim doznaniom na rzeczy cudzych doznań – odpowiedział i zaraz pokręcił głową.
    - Okropna byłabyś chcąc krzywdzić niewinnych – stwierdził. – Sam, za to co Ci zrobił, życzę mu bolesnej i długiej śmierci – dodał pewnym tonem. – Więc jeżeli w Twoich oczach to okropieństwo, to i ja jestem okropny.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!