Mohe
Dziki | 22 lat (05.01) | Wędrowiec | 180cm
Pochodzi z plemienia Nhulu - ludzi dziko zamieszkujących tereny na północno-wschodnich stronach Mathyr. Plemię to zasłynęło z brutalności i obojętności, legendy o nich opowiada się do dziś, głównie by straszyć niegrzeczne dzieci.
Sam Mohe opuścił Nhulu w wieku 16 lat. Trzy lata zajęła mu adaptacja i obserwacja bardziej zaludnionych terenów, nim w ogóle zaczął pojawiać się na widoku. Chłopak uprawia koczowniczy styl życia, podróżuje ze swoimi tobołkami i rozbija obóz tam, gdzie akurat ma ochotę pobyć. Żywi i ubiera się samodzielnie, ogólnie stara się być samowystarczalny i tylko czasem sięga po cudzą pomoc. Nie posiada dóbr materialnych, a gdy chce coś kupić to stosuje głównie handel wymienny, w ostateczności siłę. Jest zwykłym człowiekiem, jednak ze względu na rodzime strony ma sporo talentów. Wyspecjalizował się w łucznictwie, jednak dość często dane mu było używać również noża. Umie tropić i polować, nie straszne mu skalpowanie czy obrabianie zwierzyny. Zna naturalne sposoby lecznicze, jednak jego wiedza w tym zakresie nie odbiega od standardowej. Hobbistycznie rzeźbi w kościach i drewnie, zna i stosuje wiele rytuałów oraz maczanek. Jest ciekawy świata i chociaż swoją podróż traktuje przede wszystkim jako pokutę za wyrządzone krzywdy, to powoli zaczyna odnajdywać w niej coraz więcej korzyści.
_______________________________________________________________________________
Zapraszam do wątków!

Luna uśmiechnęła się pod nosem widząc to jego zmieszanie. Nie namawiała go bardziej, bo to powinna być jego decyzja. Pomoże mu jeśli będzie miał na to ochotę, ale to jego zdenerwowanie sprawiła, że uśmiechnęła się delikatnie raz jeszcze. Mówił jej, że dziewczyna z listów jest jedną z jego kandydatek, a teraz miała okazję zobaczyć na własne oczy, że Mohe myślał o niej trochę bardziej poważnie, niż wcześniej jej się wydawało. Zamrugała szybko na pytanie o Ashana.
OdpowiedzUsuń- Co? Nie... - pokręciła głową. - Ponury może jest, ale w sumie to nie do mnie - stwierdziła ze śmiechem na ustach. - Ścianą nie jest... wspomniałam o ścianie w kontekście naszej rozmowy... gdzie wspominałeś o Akane - wyjaśniła swobodnie. Zarumieniła się nieco, kiedy wspomniał o tym jaka jest w jego oczach. Miała szczerą nadzieję, że to co mówi jest prawdą. Zamknęła butelkę i schowała do swojej sakwy, po czym chwyciła jego dłoń i wstała ochoczo. - Ależ się tajemniczy zrobiłeś - uśmiechnęła się do niego. - Z wielką ochotą z tobą pójdę - dodała ruszając wraz z nim, ciekawa tego co chciał jej pokazać. Nie dopytywała o nic, tylko czasem traktowała go tym swoim nieufnym spojrzeniem, tak dla zwykłej przekory.
Luna
Emma zastanowiła się chwilę, niezbyt zadowolona z takiej odpowiedzi. Niewiedza mogła go zaprowadzić do grobu. Zwłaszcza, gdy mowa była o czymś takim, czymś czego Mohe po prostu się bał. Patrzyła więc po nim w milczeniu, idąc tak przed dobrą godzinę. Nie odzywała się ani słowem, analizując jego wypowiedź. Co prawda nie wykłócała się o trasę, ale myślami była daleko. Mohe mógł wreszcie pobyć w ciszy i nacieszyć się nią na przyszłość. Mógł też oświadczać światu, że udało mu się "Głośnoryję" zamknąć na parę długich minut. W końcu jednak znów zabrała głos.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, ale nie daje mi to spokoju - powiedziała spokojnie. - Mówisz, że Deyani posłali ludzie z twojego plemienia za tobą, bo jesteś zdrajcą. Co oznacza zdrajca u was? Jak ich zdradziłeś? - zapytała wprost. - Skoro Deyani zostali wysłani przez twój lud to musi istnieć ku temu jakiś rytuał, zaklęcie, czy inne szamańskie ustrojstwo... wybacz, nie wyśmiewam się z szamanów, jestem po prostu trochę podburzona i nie zwracam uwagi na słownictwo - skomentowała jeszcze. - Dodatkowo mówisz, że pierwszy raz udało im się cię znaleźć - powtórzyła. - To musimy to jakoś poukładać - mruknęła. - Argar był miejscem, w którym zatrzymałeś się na dłużej. Poza nim... na jak długo zatrzymywałeś się w różnych miejscach? - zapytała, chcąc określić bezpieczną liczbę dni. - I skoro cię znaleźli... to czemu jeszcze cię nie dopadli? Co mówi legenda? Poruszają się ciszej niż wiatr a do tego w nocy... - powtórzyła po niej i prychnęła pod nosem. - Tchórze - wywróciła oczyma. - Podłe, tchórzliwe dranie... - wydmuchała powietrze. - Co mówi legenda o ich sposobie działania? - spojrzała na Mohe. - Jeśli były w Argarze w nocy to złapią nasz trop dość szybko - stwierdziła. - Powinniśmy robić im jakieś zmyłki... na przykład zmienić nagle kierunek działania a potem powrócić na prawdziwą ścieżkę? Albo wypalić naszą obecność... no nie wiem... - postukała się palcem po brodzie. - Wiem, że to tylko legenda... ale postaraj się przypomnieć jakieś szczegóły - poprosiła go. Nie pociągnęła żadnego innego tematu, bo powrót do jego "domu" rzeczywiście w takim wypadku nie wchodził w grę, a jego pobratymcy... no mogłaby ich podpalić zamiast tylko się na niego drzeć.
Emma
Słuchała go w milczeniu, próbując z tych historii wyciągnąć cokolwiek. Znaleźć choćby jakąś małą część prawdy. Maska i strzała. Ciągle ta sama. To je widział Mohe. Spojrzała po nim i zerknęła na Argar. Byłoby dobrze ją przestudiować. Maska była materialna. Same duchy nie były w stanie przenosić czegoś materialnego, chyba że posługiwały się czyimś ciałem lub kontrolował je jakiś człowiek. Końcówka opowieści za to ją zaintrygowała.
OdpowiedzUsuń- Właśnie... - spojrzała po Mohe. - Przed czym uciekasz? - zapytała go. - Przed Duchami czy przed swoją przeszłością? Przed Duchami czy przed strachem, który ta legenda... ci wpoiła? - spojrzała po nim ruszając trochę żwawiej przed siebie. - Moim zdaniem... powinieneś zostać i zobaczyć co się wydarzy... - mruknęła. - Może nawet samodzielnie spróbować je wytropić? Bo legenda mówi, że ucieczka nic nie daje... Naru uciekał całe życie, a na koniec się poddał wracając na granicę ziem Nhulu... zniknął potem i nikt nie wie o się z nim stało. On nie miał życia... miał wieczną ucieczkę - szepnęła, po czym przystanęła by podejść do Mohe i złapać jego twarz w swoje dłonie i spojrzeć mu prosto w oczy. - Też tego chcesz? - zapytała go. - Chcesz wiecznie uciekać? - uniosła lekko brew. - I proszę nie mów mi o tym, że kochasz tryb wędrowny i nudzisz się jak jesteś w jednym miejscu cały czas - opuściła dłonie. - To inna sprawa niż ucieczka - poinformowała go, ruszając znów przed siebie. - Poza tym... po co masz uciekać przed przeszłością? Odszedłeś, ale... tym odejściem wcale nie zrobiłeś niczego złego.
Emma
Pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie - powiedziała cicho. - Nie jest łatwo mi to mówić - doprecyzowała. - Co z tego, że ciskam ogniem z rąk? - zapytała go.- Duchów nim nie spalę - mruknęła, zerkając na niego. Nie miała ognia piekielnego, który być może byłby w stanie to zrobić. - Co z tego, że ciskam ogniem z rąk? Perunowi to nie przeszkadzało, by mnie zniewolić - dodała jeszcze zaciskając mocno szczękę. Ten temat dalej nie był dla niej łatwy, ale chciała tu mu pokazać, że sama też jest bezbronna. Też nie zawsze potrafi obronić samą siebie, nawet z takimi umiejętnościami, jakie miała. Ścisnęła lekko jego ramię, kiedy powiedział szczerze, że nie chce całe życie uciekać i skinęła głową, gdy wspomniał, że musi się nad tym wszystkim zastanowić. - Dobrze - pokiwała lekko głową i nie kontynuowała tematu. Na razie. Nie sądziła, by kontynuowanie mogło tu przynieść coś dobrego. Mohe i tak sporo już jej powiedział, za co była mu wdzięczna. Ruszyła więc dalej, w milczeniu. Przez dłuższy czas dotrzymywała tempa jakie narzucili, ale po trzech godzinach, przystanęła na moment, by złapać oddech. - Możemy zwolnić? - zapytała go wtedy i dotknęła dłonią swojego brzucha. - Wstyd się przyznać, ale kondycję mam tragiczną - dodała, bo ciąża rzeczywiście dała jej trochę w kość pod tym względem.
Emma
Spojrzała po nim z lekko uniesionymi kącikami ust i zaśmiała się cicho.
OdpowiedzUsuń- Właściwie to mam podobny problem do ciebie - powiedziała szczerze. - Ty nie umiesz napisać listu, ja umiem... ale nie umiem go wysłać - powiedziała cicho. - Bo nie wiem... heh nigdy tego nie robiłam i po prostu nie wiem, czy on... - pokręciła lekko głową. Właściwie to po prostu nie była pewna czy powinna mu zawracać głowę. Nie była pewna, czy nie była zbyt wylewna w swoich odpowiedziach, albo może za mało wylewna. Tyle było niewiadomych, że po prostu tkwiła z listami zamkniętymi w swej skrzyni. Dziwne to wszystko było. Parsknęła śmiechem, kiedy wspomniał o tajemniczości.
- Oj Mo... - pokręciła głową. - Twa tajemniczość niezwykle pociągająca jest - zaśmiała się, ruszając zaraz obok niego. - Moi ludzie obserwują - powiedziała. - Ta wojna może przynieść wiele szkód ale i... pozytywów dla nas - mruknęła. - Wiesz... flota Polszy jest całkiem znakomita. Miło byłoby mieć taki ich statek, albo poszczycić się zatopieniem jednego z nich - dorzuciła z uśmiechem. - Poza tym... dzięki temu nikt nie zwraca uwagi na plądrowanie... - dodała wzruszając ramionami. - Obserwujemy rozwój sytuacji, by ugrać w tym wszystkim coś dla siebie.
Luna
Emma nie odpowiedziała już w temacie Peruna. Chciałaby wierzyć w słowa Mohe, ale wcale nie była tego taka pewna. Miała nadzieję, że dałaby radę i miała nadzieję, że skończyłoby to się tak jak mówił Mohe, lecz rozum podpowiadał jej inaczej. Nie wchodziła jednak w dyskusję, bo byłaby ona w zupełności oparta na domysłach z jednej i drugiej strony, no i znów rozmawialiby o niej, a tego nie chciała. Mohe lekko schodził z siebie na kogoś, a miał swoje do przemyślenia. Kiedy zatrzymał się obok i zaproponował chwilę odpoczynku skinęła lekko głową, po czym wyhaczyła sobie pieniek powalonego drzewa, na którym przysiadła. Zamknęła na moment oczy, po prostu oddychając.
OdpowiedzUsuń- Mhm... z jednej strony mnie to denerwuje - powiedziała szczerze. - Z drugiej... cieszy. Nech podbiera energię. Niech rośnie w siłę - skomentowała, po czym spojrzała po chłopaku. - Często robiłeś sobie przerwy, gdy wędrowałeś sam? - zainteresowała się.
Emma
Chłopak słuchał go z lekkim uśmiechem błądzącym po jego twarzy. Chociaż Mohe pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w jego głosie rozbrzmiewała miłość. Widział to rozczulenie i ten sentyment odbijający się na twarzy, a potem... dokończył historię, co sprawiło, że w środku jego serca pojawił się ciężki kamień.
OdpowiedzUsuń- O boże... - wymsknęło mu się z ust, chociaż bardzo się starał by nic nie skomentować. - Niech jej dusza spoczywa w spokoju - szepnął, wznosząc na moment oczy do nieba. - Wybacz, nie wiedziałem... - dorzucił. - To okrutne... postawić dzieci przed takim wyborem - zacisnął mocno wargi. - Ty też przed takim stałeś? - zapytał zaraz, chociaż czuł, że znał odpowiedź. Odpowiedź, która niekoniecznie mu się podobała.
Zadar
Emma wzruszyła ramionami, kiedy zapytał o to "często". Dopóki nie rozwinął tych postoi, które stosował dla samego siebie nie była pewna jak mu wyjaśnić swoje "często". Ostatecznie pokiwała lekko głową i uśmiechnęła się do niego lekko.
OdpowiedzUsuń- W moim rozumowaniu to twoje postoje nie są częste - poinformowała go spokojnie. Mimo to nawet go rozumiała, bo kiedy wędrowała z jakimś zleceniem od Peruna to również nie stawała "często". Dlatego tak frustrowała ją jej obecna 'niemoc'. Kiedy chrząknął, uniosła na niego spojrzenie, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, kiedy ten wspomniał o lekcji. Skinęła głową, powtarzając po nim słowa, po czym odetchnęła głęboko i wskazała na siebie. - Na - powtórzyła i pokazała na niego. - Ni... ale też Ha... - dodała i znów pokazała na siebie - Ari - powtórzyła i dodała jeszcze - Hari - na chłopca i dziewczynę. - A... dwóch chłopców to też Hari? I dwie dziewczyny też Hari? - zainteresowała się.
Emma
- Na przykład dzisiaj - powiedziała spokojnie. - Przed chwilą byliśmy w Argarze, a Na już potrzebuję odpoczynku. To jest za często - powiedziała spokojnie. I tak wiedziała, że to nie od niej do końca zależy, ale denerwowało ją to niezwykle. Westchnęła ciężko. - Ani, wiem, to normalne - dodała starając się wkładać w swoje zdania to czego ją uczył. Naprawdę chciała rozumieć jego język, żeby zrozumieć też lepiej jego. - Shi w ciąży szybciej się męczy - pokiwała głową. - Wiem to, ale... i tak kena jestem zadowolona... - dokończyła.
OdpowiedzUsuńEmma
- Mhm w zdaniach "ke" - powtórzyła po nim. - Ale Ni masz na myśli dłuższe zdania? Przykładowo zwykłe "nie". Take hm... po prostu "nie" to kena, a dopiero w zdaniach dluższych, jak coś idzie po nim... to wtedy ke? - upewniła się, że rozumie. - Na ke eya luma. Ni eya deya - wskazała na niego przy drugim wyrażeniu, a pierwszym opisała siebie. - Sha eya luma.... Na ke eya - powtórzyła.
OdpowiedzUsuńEmma
Emma uśmechnęła się szeroko.
OdpowiedzUsuń- Ani - odpowiedziała na jego pytanie. - Chciałam poćwiczyć po prostu ze słowem eya i słowem luma - powiedziała, sięgając sobie do bukłaka wody i upijając spory łyk. - Ani - powtórzyła na pytanie czy odpoczęła. - Możemy iść dalej - zgodziła się z nim. - Haya - pokiwała do niego i przyłożyła rękę do mostka. - Ona - podziękowała. - Ona zapamiętać będzie łatwo - dodała. - Poczekaj... powiedziałeś że gesty podobne... to mówiłeś o tym skinięciu głową? Przy przywitaniu musisz skinąć głową? - zainteresowała się i powtórzyła, skinęła głową, rzucając "Haya". Potem poćwiczyła jeszcze odmianę z ręką i wstała z miejsca. "Na-na paku" trochę ją rozbawiła ale nie śmiała się tylko szczerze uśmiechnęła. - Okay, ale to muszę to powtarzać, bo zapomnę - Sha-na paku - powtórzyła na jej rękę. - Ha-na paku... a wiesz, że w języku japońskim hana oznacza kwiat? - rzuciła ciekawostką bo jakoś tak przyszło jej to do głowy. - A nana to siedem? - dodała jeszcze, bo kiedyś interesowała się tym językiem i tak jej to przyszło do głowy.
Emma
Emma chłonęła wiedzę jak gąbka. Przytakiwała mu, kiedy wspominał o tych gestch, a kiedy powiedział, że taki zwrot mógłby okazać się nieszczery, trochę się zdziwiła.
OdpowiedzUsuń- Dlaczego nieszczery? - zainteresowała się i uśmiechnęła na pytanie o japoński. - Mhm, poznałeś chyba jednego przedstawiciela. Ryu - stwierdziła z lekkim uśmiechem. - Mieliśmy w naszym starym świecie wiele ras, wszystkie były do siebie podobne... ale różniły się kolorem skóry czy na przykład układem oczu czy nosa - powiedziała. - Japończycy byli potocznie nazywani żółtymi, bo mieli taki odcień skóry i charakteryzowały ich skośne oczy - wyjaśniła. - Ale mówienie o nich żółci, żółtki... było obraźliwe, wiesz.. rasistowskie. Tak jakbym ciebie nazwała dzikim na przykład - dodała po chwili.
Emma
Luna skinęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak - potwierdziła i przytaknęła mu, w sprawie tonu listu czy mimiki. Była ekspresyjną kobietą, więc ciężko było to wszystko ująć na papierze, a jednocześnie bała się, że ktoś ten list przeczyta, kto nie jest nim. - Uhm źle odczyta słowa, nie zrozumie co mam na myśli, ale też... istnieje szansa, że ktoś ten list przechwyci... przeczyta i potem użyje przeciw mnie lub przeciw niemu - zacisnęła mocno wargi. - Albo zaginie... i ja będę pewna, że on dostał moje listy, a one nawet do niego nie dotrą - wzruszyła ramionami. - Wiem, niektóre z tych obaw są po prostu głupie - przytaknęła sama sobie i wygięła swoje palce. - Może ja... prostu boję się pokazać tego co mam w sercu - zaproponowała cicho. Parsknęła śmiechem, kiedy wspomniał, że jest pociągająca.
- Myślisz? - przesunęła wzrokiem po swoim ciele i radośnie okręciła się wokół własnej osi. - Ay, ciało mam całkiem niezłe - zgodziła się z nim i dała mu kuksańca w bok. - Ale czy aż tak pociągam - wzruszyła ramionami. - Mhm... mam nadzieję, że robię to tylko wtedy, kiedy tego sobie życzę - stwierdziła jeszcze nieco ciszej i przytaknęła mu na podsumowanie działań jej ludu. - Mhm... ze wszystkiego da się wyciągnąć jakieś korzyści - stwierdziła i umilkła, gdy zaczęli wspinać się na szczyt klifu. Już w trakcie drogi widziała morze i słyszała jego dźwięk. Przyjemny dla ucha i kojący dźwięk. Dziś było spokojne. Zapraszało do hulanek. Uśmiechnęła się pod nosem, patrząc wprost na ocean rozciągający się pod jej "stopami".
- Widzę masę wody, która dziś wyjątkowo spokojna jest - powiedziała spokojnie. - Zaprasza do zabawy - dodała. - Widzę słońce odbijające się w falach, mieniące je i zachwycające, ale jednocześnie sprawiające że woda jest taka jaka jest... zdradziecka. Nigdy nie wiadomo co kryje się pod spodem - spojrzała po nim. - Widzę... wolność - dokończyła cicho.
Luna
Chłopak również kiwnął mu głową. Odetchnął głęboko słysząc, że zdziwiłby się, gdyby wiedział. Zacisnął mocno wargi słysząc o 10-ciokrotnym wyborze Mohe. To znaczyło, że 10 razy zabił. Przynajmniej tak to odbierał. Umilkł więc, bo nie wiedział co powinien powiedzieć w takiej sytuacji. NIe był nawet pewien czy słowa tylko by nie pogorszyły sprawy. Szedł więc dalej w milczeniu, od czasu do czasu zerkając na swoje Gołębie, by przypadkiem żadne się nie zgubiło.
OdpowiedzUsuńZadar
Dziewczyna skinęła lekko głową, kiedy wszystko jej wyjaśnił i uśmiechnęła się delikatnie na wieść o Ryu.
OdpowiedzUsuń- Tak, jest bardzo biały, blady - zgodziła się z nim. - Ale to nas, nazywano białymi. Mnie, na przykład - wyjaśniła i wzruszyła ramionami. - Wiesz, jeśli chodzi o stopień odcienia skóry to faktycznie średnio nam poszło z nazewnictwem - zgodziła się zaraz i parsknęła śmiechem. Faktycznie to ją powinno się żółtą nazywać, może nawet różową... ale nigdy w to głębiej nie wchodziła. Na pytanie co do 'dzikości' zastanowiła się chwilę. - Tak - odparła szczerze. - Może nie w stosunku do twojego plemienia... znaczy nie, kłamię teraz - pokręciła głową. - Tak, określenie kogoś 'dzikim' jest dla mnie dość obraźliwe. Można być dzikim, jasne, można być nieokrzesanym... ale w naszych ustach to określenie jest po prostu obraźliwe. Określa się nim kogoś kto nie jest cywilizowany, kto wychodzi poza normy, zachowuje się obcesowo i nie wpisuje w nasze reguły - wyjaśniła to jak najlepiej potrafiła.
Emma
Emma przytaknęła mu głową. Najprawdopodobniej właśnie dlatego nazywano go dzikusem. Może nawet chcieli go wtedy dotknąć, zranić mocniej. W gruncie rzeczy może to i lepiej, że wtedy o tym nie wiedział? Nie powinien się czymś takim przejmować. Potknęła się przy kolejnym kroku i złapała go odruchowo za ramię, by się podtrzymać. Szczęśliwie nie było to groźne. Ot potknięcie przez zamyślenie.
OdpowiedzUsuń- Moim zdaniem warto mieć pewne normy - mruknęła. - Ale nie każda norma mi się podoba - dodała, zerkając na niego, po czym powtórzyła po nim. - Ha eya hura - spojrzała po nim z lekkim uśmiechem. - Dziki oznacza wolność... - powtórzyła. - No dobrze to teraz nie jesteś dziki... ni eya ka hura - spojrzała po nim poważnie. - Bo cię ścigają... wolność jest, kiedy nic nam nie grozi...
Emma
- Ani - odparła, kiwając lekko głową. - Wszystko w porządku, zamyśliłam się i.. wzruszyła ramionami. - Ale już wszystko gra - uśmiechnęła się do niego lekko. W temacie norm skinęła głową co do ustalania między sobą, ale zaraz też dodała. - Właśnie... niektóre jednak powinny funkcjonować dla wszystkich... ja na przykład... - spojrzała po nim. - ...ale to moja opinia, ja tak uważam - poinformowała go. - ...zabijanie innych powinno być srogo karane - mruknęła. - Zwłaszcza, kiedy ktoś robi to z premedytacją, bo oczywiście są inne przypadki... jak zmuszanie kogoś do walki o własne życie, do morderstwa innych... ech trudno mówić o jednym przypadku - mruknęła. Sama była jedną z tych, którzy byli zmuszani do mordowania innych i na swym koncie miała sporo istnień. Aż jej się z tego powodu naprawdę nie dobrze zrobiło, przynajmniej na chwilę. - NI ke eya hura - powtórzyła po nim. - I tak zawsze? Zawsze po osobie, kiedy chcę powiedzieć "nie"? - upewniła się.
OdpowiedzUsuńEmma
- Prawo do zemsty - powtórzyła po nim i uniosła lekko brew. - A to weźmy taki przypadek. Dowiadujesz się, że twój kumpel przeleciał twoją kobietę. Korzystasz z prawa do zemsty i mordujesz gościa z zimną krwią. Potem jednak odkrywasz, że to jednak nie on przeleciał twoją kobietę tylko ktoś inny - spojrzała po nim. - I dlatego uważam, że morderstwa są po prostu słabą zemstą - pokręciła głową. - Właśnie dla takich przypadków... nie warto... bo na 10 przypadków, jeden może być niewinny - wyjaśniła swoje podejście. - Poza tym... mordowanie dla zemsty? A gdzie w tym przyjemność - zapaliła swe dwa palce i powędrowała swym płomieniem po drugiej dłoni. - Powolne, agonalne przypalanie... to jest dopiero coś... zemsta powinna trwać. Szybka zemsta to lipna zemsta - wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuńEmma
Luna spojrzała po nim i pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie powiedziałam, że wolę nie pokazywać... głośno myślałam mówiąc, że może nie chcę ich pokazywać - zacisnęła mocno pięści. - Bo niczego nie jestem pewna. Nie wiem jak to powinno być - powiedziała cicho. - Bo na razie jest całkiem fajnie, było sympatycznie... ale przecież on jest szczurem lądowym, a ja żyję... - kiwnęła głową na ocean. - Więc fajnie na kilka razy, może nawet na trochę dłużej, ale... - pokręciła lekko głową. - Obawiam się, że na dłuższą chwilę to nie ma sensu - westchnęła. - No i on jest bardzo wylewny w swych listach, a ja...ech a ja nie - spojrzała po Mohe. - Bo ja wolę pokazać niż napisać. Nie wiem nawet jak ubrać w słowa i napisać na kartce to co łatwo mi pokazać - burknęła. - Moje listy są suche... bardzo suche, bo boję się też... że gdyby ktoś ten list złapał, to by go wykorzystał przeciw mnie - dokończyła i nawet się lekko zarumieniła kiedy wspomniał, że ona sama trafia w jego własne gusta. Odruchowo objęła go mocno za szyję, oczywiście od pleców i przytuliła się tak do niego.
- Mhm wiem, że czasem kokietuje i prowokuje... wiem że moje zachowanie często takie jest, ale taka już jestem - mruknęła puszczając go przy tym. - Nie zamierzam z tego ryzykować, bo wtedy straciłabym coś z siebie, a ja nikomu nie pozwolę... - spojrzała po nim poważnie. - ...nikomu nie pozwolę się w taki sposób stłamsić... - przytaknęła mu w sprawie "wolności". Spojrzała mu prosto w oczy i pokiwała głową. - Dlaczego z tobą to jest takie proste? Czemu ty tak po prostu umiesz mnie zrozumieć? - zapytała go, zakładając koniuszek włosów za ucho i zrzucając z siebie powoli buty, koszulę, spodnie... stanęła przed nim w samej bieliźnie i wyszczerzyła do niego. - Oczywiście, że skaczemy - przytaknęła mu.
Luna
Emma odetchnęła głęboko.
OdpowiedzUsuń- Wiem, nie chodziło mi o domysł - powiedziała spokojnie. - Zwróciłam uwagę na to, że mimo dowodów i zebranych wniosków, dalej mógłbyś się pomylić - wyjaśniła. - Tak, zgadzam się, że nie tylko on byłby winny, ale to był tylko przykład - dorzuciła jeszcze. - I nie, mój przykład był dobry. Zdarza się przecież tak, że poszlaki idą do jednej osoby, a tu okazuje się na końcu że guzik prawda, często już po sprawie i za późno - wyjaśniła mu ostatecznie, po czym wydęła policzki i naburmuszyła się trochę. - Jeśli ktoś naprawdę sobie zasłużył to tak, lubię widzieć jego śmierć. Jeśli ten ktoś naprawdę sobie na to zasłużył i robił okropne rzeczy nie tylko mnie ale i innym to zabicie go na pewno byłoby przyjemne - poinformowała go. - Ale właśnie... nie wiem czy nazywałabym to wtedy zemstą - stwierdziła. - No prawo do zemsty jest dość płynne i nie bardzo mi się podoba - skomentowała. - Wyobraź sobie, że ktoś daje ci pstryczka w nos, a ty od razu rzucasz mu że się zemszczę... nie pstryczkiem tylko czymś dwa razy gorszym i nie śmiercią bo za pstryczka śmierć... - pokręciła lekko głową. - I ty zamiast pstryczka dajesz mu dziaba w nos i ten nos się łamie - skrzywiła się. - No nie wiem... to mszczące się prawo jakieś dziwne jest... - Emma wzruszyła ramionami. - ...nie do końca sprawiedliwe mi się wydaje...
Emma
Zadar nie chciał mu się teraz bardziej narażać, nie był pewien co jeszcze mógłby mu powiedzieć, więc wybrał milczenie. Milczał dopóki Mohe nie pokazał kierunku, w którym należało iść. Skoro byli już blisko, chłopak poczuł się jeszcze nieco bardziej zdenerwowany. Odruchowo złapał Mohe za nadgarstek.
OdpowiedzUsuń- Jesteś...jesteś pewien, że nas przyjmą? - zapytał go. - Wiesz...ja jestem... Polszaninem... oni mogą nas nienawidzić - spojrzał po nim zaciskając mocno wargi. - Jakby... jakby mnie nie przyjęli...to uhm zajmiesz się dziećmi? - zapytał go zaraz, bo nie wierzył, by Argar nie przyjął dzieciaków. Co innego on, dorosły facet.
Zadar
Emma skinęła głową.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem to - poinformowała go. - Mówię po prostu, że nawet przy dobrym rozeznaniu, czasem... no wiesz nawet przy rozeznaniu można się pomylić - stwierdziła. Na wieść, że nie zawsze tylko przyjaciel byłby winny, przytaknęła mu. Ona po prostu podała przykład. Brała i pod uwagę, że winna mogła być kobieta. Pokręciła też głową na wieść o jej przykład. - Nie, mój przykład miał uświadomić, że czasami... można się pomylić, nawet jeśli dobrze się zbierało dowody - wyjaśniła. Co prawda nie powiedziała tego dokładnie, ale to miała na myśli. Nie zamierzała jednak się kłócić. Zgodziła się z nim, że w tym wypadku mają inaczej i wzruszyła ramionami. - Wiesz... śmierć kogoś, kto bardzo mnie skrzywdził - zacisnęła mocno wargi. - Śmierć Peruna przyniosła by mi dużą satysfakcję... gdyby zginął z mojej ręki - przyznała się do swych czarnych myśli. - Ale na pewno nie tylko mnie skrzywdził i pewnie jest ktoś, kogo skrzywdził bardziej niż mnie - stwierdziła zaraz. - Nie mniej... chciałabym... - spojrzała po nim i westchnęła ciężko. - Jestem okropna, Mohe, ale chciałabym, żeby ta jego śmierć była bolesna i długa... - skomentowała jeszcze.
Emma