Mohe
Dziki | 22 lat (05.01) | Wędrowiec | 180cm
Pochodzi z plemienia Nhulu - ludzi dziko zamieszkujących tereny na północno-wschodnich stronach Mathyr. Plemię to zasłynęło z brutalności i obojętności, legendy o nich opowiada się do dziś, głównie by straszyć niegrzeczne dzieci.
Sam Mohe opuścił Nhulu w wieku 16 lat. Trzy lata zajęła mu adaptacja i obserwacja bardziej zaludnionych terenów, nim w ogóle zaczął pojawiać się na widoku. Chłopak uprawia koczowniczy styl życia, podróżuje ze swoimi tobołkami i rozbija obóz tam, gdzie akurat ma ochotę pobyć. Żywi i ubiera się samodzielnie, ogólnie stara się być samowystarczalny i tylko czasem sięga po cudzą pomoc. Nie posiada dóbr materialnych, a gdy chce coś kupić to stosuje głównie handel wymienny, w ostateczności siłę. Jest zwykłym człowiekiem, jednak ze względu na rodzime strony ma sporo talentów. Wyspecjalizował się w łucznictwie, jednak dość często dane mu było używać również noża. Umie tropić i polować, nie straszne mu skalpowanie czy obrabianie zwierzyny. Zna naturalne sposoby lecznicze, jednak jego wiedza w tym zakresie nie odbiega od standardowej. Hobbistycznie rzeźbi w kościach i drewnie, zna i stosuje wiele rytuałów oraz maczanek. Jest ciekawy świata i chociaż swoją podróż traktuje przede wszystkim jako pokutę za wyrządzone krzywdy, to powoli zaczyna odnajdywać w niej coraz więcej korzyści.
_______________________________________________________________________________
Zapraszam do wątków!

Luna uśmiechnęła się pod nosem widząc to jego zmieszanie. Nie namawiała go bardziej, bo to powinna być jego decyzja. Pomoże mu jeśli będzie miał na to ochotę, ale to jego zdenerwowanie sprawiła, że uśmiechnęła się delikatnie raz jeszcze. Mówił jej, że dziewczyna z listów jest jedną z jego kandydatek, a teraz miała okazję zobaczyć na własne oczy, że Mohe myślał o niej trochę bardziej poważnie, niż wcześniej jej się wydawało. Zamrugała szybko na pytanie o Ashana.
OdpowiedzUsuń- Co? Nie... - pokręciła głową. - Ponury może jest, ale w sumie to nie do mnie - stwierdziła ze śmiechem na ustach. - Ścianą nie jest... wspomniałam o ścianie w kontekście naszej rozmowy... gdzie wspominałeś o Akane - wyjaśniła swobodnie. Zarumieniła się nieco, kiedy wspomniał o tym jaka jest w jego oczach. Miała szczerą nadzieję, że to co mówi jest prawdą. Zamknęła butelkę i schowała do swojej sakwy, po czym chwyciła jego dłoń i wstała ochoczo. - Ależ się tajemniczy zrobiłeś - uśmiechnęła się do niego. - Z wielką ochotą z tobą pójdę - dodała ruszając wraz z nim, ciekawa tego co chciał jej pokazać. Nie dopytywała o nic, tylko czasem traktowała go tym swoim nieufnym spojrzeniem, tak dla zwykłej przekory.
Luna
Emma zastanowiła się chwilę, niezbyt zadowolona z takiej odpowiedzi. Niewiedza mogła go zaprowadzić do grobu. Zwłaszcza, gdy mowa była o czymś takim, czymś czego Mohe po prostu się bał. Patrzyła więc po nim w milczeniu, idąc tak przed dobrą godzinę. Nie odzywała się ani słowem, analizując jego wypowiedź. Co prawda nie wykłócała się o trasę, ale myślami była daleko. Mohe mógł wreszcie pobyć w ciszy i nacieszyć się nią na przyszłość. Mógł też oświadczać światu, że udało mu się "Głośnoryję" zamknąć na parę długich minut. W końcu jednak znów zabrała głos.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, ale nie daje mi to spokoju - powiedziała spokojnie. - Mówisz, że Deyani posłali ludzie z twojego plemienia za tobą, bo jesteś zdrajcą. Co oznacza zdrajca u was? Jak ich zdradziłeś? - zapytała wprost. - Skoro Deyani zostali wysłani przez twój lud to musi istnieć ku temu jakiś rytuał, zaklęcie, czy inne szamańskie ustrojstwo... wybacz, nie wyśmiewam się z szamanów, jestem po prostu trochę podburzona i nie zwracam uwagi na słownictwo - skomentowała jeszcze. - Dodatkowo mówisz, że pierwszy raz udało im się cię znaleźć - powtórzyła. - To musimy to jakoś poukładać - mruknęła. - Argar był miejscem, w którym zatrzymałeś się na dłużej. Poza nim... na jak długo zatrzymywałeś się w różnych miejscach? - zapytała, chcąc określić bezpieczną liczbę dni. - I skoro cię znaleźli... to czemu jeszcze cię nie dopadli? Co mówi legenda? Poruszają się ciszej niż wiatr a do tego w nocy... - powtórzyła po niej i prychnęła pod nosem. - Tchórze - wywróciła oczyma. - Podłe, tchórzliwe dranie... - wydmuchała powietrze. - Co mówi legenda o ich sposobie działania? - spojrzała na Mohe. - Jeśli były w Argarze w nocy to złapią nasz trop dość szybko - stwierdziła. - Powinniśmy robić im jakieś zmyłki... na przykład zmienić nagle kierunek działania a potem powrócić na prawdziwą ścieżkę? Albo wypalić naszą obecność... no nie wiem... - postukała się palcem po brodzie. - Wiem, że to tylko legenda... ale postaraj się przypomnieć jakieś szczegóły - poprosiła go. Nie pociągnęła żadnego innego tematu, bo powrót do jego "domu" rzeczywiście w takim wypadku nie wchodził w grę, a jego pobratymcy... no mogłaby ich podpalić zamiast tylko się na niego drzeć.
Emma