- Dzień dobry – przywitał się. Feier automatycznie podniosła wzrok i spięła się odrobinę.
- Dzień dobry – powtórzyła łagodnie po czym posłała subtelny uśmiech samcowi. Patrzyli chwilę po sobie, milcząc. Wan w końcu oderwał od niej wzrok i z lekkim śmiechem podrapał się po głowie.
- To… Przygotuję śniadanie – zaproponował.
- Chętnie Ci pomogę – samiczka powoli zdjęła koc z nóg.
- Nie trzeba, widziałem, że książka naprawdę Cię wciągnęła… Możesz dalej czytać. Będę Cię widział i… - w sumie nie bardzo widział sens tego argumentu, ale po prostu jej zaczytana buzia była niezwykle przyjemna do oglądania. Feier speszyła się odrobinkę, ale zaraz pokręciła głową.
- Na książkę przyjdzie czas. Nie chciałam Cię budzić, a że sama wcześnie wstaję to postanowiłam czymś zająć umysł, czekając aż do mnie dołączysz – przyznała, wstając z miejsca i odkładając księgę na stołek. – Teraz kiedy tu jesteś… - uśmiechnęła się delikatnie. – Wolałabym… Wolałabym spędzić czas z Tobą – oznajmiła wpatrując się w niego. Samiec kiwnął głową i przepuścił ją przodem. Razem udali się do kuchni.
- Słyszałem, że w oko wpadły Ci księgi spod mojej ręki… - przypomniał sobie Wan, a Fei wyraźnie się speszyła.
- Ja… - przełknęła głośno ślinę i uciekła wzrokiem gdzieś w bok, mrucząc pod nosem jakieś niezadowolone słowa. Różowowłosy spojrzał po niej. Doprawdy była urocza. Zaśmiał się lekko.
- Fei… - złapał delikatnie nadgarstek dziewczyny i skierował ją przodem do siebie. Ta dalej wstydziła się po nim spojrzeć. – Miło mi, że Ci się spodobały, to naprawdę nie jest żadna ujma – zaznaczył, a ona spojrzała po nim.
- Może i nie jest… Ale wstyd straszny. Jestem kandydatką na Twoją żonę… a Haima rozgaduje o moich książkowych preferencjach. Jakbym była jakąś Twoją… - aż się cała zarumieniła na samą myśl wypowiedzenia na głos tego słowa. Walwan ponownie zaśmiał się lekko. Poprawił jeden z jej niesfornych kosmków włosów, zakładając go na ucho i posłał jej łagodny uśmiech.
- Ja tak na to nie patrzę. To zawsze jakieś dodatkowe tematy do omówienia. Chętnie wysłucham nawet krytyki, byle tej konstruktywnej – zapewnił. Fei spojrzała po nim czule.
- Tak? … - zastanowiła się chwilę. – W takim razie co powiesz na przygotowanie chleba z Twojego przepisu, ale z drobnymi poprawkami? Próbowałam uszykować go, dodając co nieco składników z własnego przepisu. Chętnie poznałabym Twoją opinię na ten temat – przyznała. Walwan uśmiechnął się nieco szerzej.
- Brzmi naprawdę dobrze – stwierdził i kiwnął głową. Chwilę później para wzięła się za przygotowanie odpowiednich składników. W trakcie pracy rozmawiali głównie o procesie tworzenia bochenka, o kolejnych etapach i o zmianach, jakie wprowadzić chciała Fei. Nie poruszali za bardzo pobocznych tematów, a w chwilach ciszy posyłali sobie drobne uśmiechy czy krótkie spojrzenia. Kiedy przyszło już do ostatniego etapu i samiczka wzięła w ręce ciasto, by ugnieść je i utworzyć kształt bochna, z jej ust wydobyła się cicha pieśń.
Walwan spojrzał po Feier. Jej głos był niesamowicie kojący, a melodia sprawiała, że czuł przyjemne ciepło w ciele. Obserwował samicę z pewną dozą fascynacji w oczach. Zdawała się taka łagodna i ciepła. Wolna od trosk, kojąca. Nawet, gdy na niego zerkała, jej spojrzenie zdradzało jakąś taką czułość. Samo patrzenie na nią sprawiało mu przyjemność. Ten poranek przyniósł mu spokój o jakim dawno nie marzył.
Reszta dnia minęła im w podobnym klimacie. Jak dnia poprzedniego, Walwan zaprosił Fei na spacer, jednak górowała w nim cisza i słuchanie dźwięków natury. Kiedy rozmawiali, to najczęściej wymieniali się nowinkami o tej czy innej roślinie. Feier wspomniała o układzie jej rodu z Armoniami, o dostępie do mało popularnych ziół i wiedzy, którą te dzielą się tylko z wybranymi. Dla Walwana był to niezwykle interesujący temat, w małżeństwie zwęszył szansę na zagłębienie się w tajniki tej wiedzy. Urocza żona przy boku i dostęp do najgłębszych obszarów leśnych brzmiał naprawdę dobrze. Miał niezłego nosa, skoro zwietrzył taką okazję. Zerknął po Feier, która akurat wystawiała palec w górę, by owad, który na nim usiadł mógł wzbić się w powietrze.
- Piękna jesteś… - postawił na komplement. Samiczka spojrzała na niego odrobinę zaskoczona i uśmiechnęła się łagodnie, co jeszcze bardziej ociepliło serce Wana.
- Dziękuję – szepnęła i zbliżyła się, by dotknąć dłonią klatki piersiowej różowowłosego. – Przyznam, że… przebywanie przy Tobie i… spędzanie czasu w ten… sposób… - wzięła głębszy oddech, by znaleźć sobie odwagę. Skrzyżowała z nim wzrok. – To doprawdy niezwykła przyjemność dla mnie – przyznała, a Wan uśmiechnął się ciepło. Naprawdę musiał jej się mocno podobać. To też było dość intrygujące. Cała ta sytuacja mogła dostarczyć mu dość sporo interesującej wiedzy i korzyści. Przy Feier czuł spokój, nawet milczenie było w jej towarzystwie przyjemne, samiczka była nim najwyraźniej zauroczona, a i ona w jego mniemaniu prezentowała się naprawdę ciekawie… no i ta wiedza, którą dać mogło złączenie z nią rodu.
- Co powiesz na to by po spacerze usiąść i razem poczytać…? – zaproponował. – Ty swoje, ja swoje, później moglibyśmy podzielić się własnymi spostrzeżeniami i opiniami? – dodał. Brązowowłosa otworzyła szerzej oczy, słysząc tą propozycję.
- To brzmi po prostu idealnie! – przyznała, uśmiechając się szerzej i trochę mocniej ścisnęła dłoń Walwana w swoich palcach. Miała wrażenie, że motyle, które czuła przy nim w brzuchu, to zaraz gdzieś jej wyfruną na światło dzienne. Uśmiechnęła się w duchu. Naprawdę nie wierzyła w swoje szczęście.












