WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga zrywa sojusz z Phyonix! Nikt nie będzie bezczelnie palił jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

4 sierpnia 2024

Spisane przez: Pingwin

I'm a fucking beast with the fire, I've been hurt, make it your turn

I'm a trailblazer and a trouble maker
Just a bad guy, not a bad guy, heartbreaker
Mad pyre with the bad eyes, leave fakers
Choking on my smoke, guess I'm breathtaking
Ashan Parabellum
Ashan Parabellum
książe · fenalis · 04.08 · 26 lat · 201cm · Phyonix / Argar

Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie człowieka, którego niewiele rzeczy potrafi jeszcze naprawdę zainteresować. Wysoki, potężnie zbudowany i ze wszystkich dzieci najbardziej podobny fizycznie do matki, zwykle obserwuje świat z mieszaniną spokoju, dystansu i wiecznego znudzenia. Ashan nie mówi więcej, niż uważa za konieczne, trudno wyprowadzić go z równowagi, a jego opanowania zdecydowanie nie należy mylić z łagodnością.

Nie dzieli świata na dobrych i złych. Wszystko zależy od perspektywy, a on sam nie czuje potrzeby nazywania się jednym ani drugim. Jest gburowaty, bezpośredni i nie ukrywa własnego zdania, nawet kiedy nikt go o nie nie pyta. Ma przy tym specyficzne poczucie humoru — suche, złośliwe i na tyle czarne, że czasem trudno stwierdzić, czy właśnie zażartował, czy powiedział coś całkowicie serio. Jego szorstkość nie jest jednak maską. Po prostu nie potrafi być taki sam wobec każdego. Przy bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje: okazuje się lojalny, troskliwy i znacznie bardziej uważny, niż sugeruje pierwsze wrażenie. Nie ukrywa tej strony siebie celowo — zwyczajnie niewielu ludzi dopuszcza wystarczająco blisko, by mogli ją poznać, jeszcze mniej jest na tyle cierpliwa i zainteresowana, aby chcieć przebić się przez tą parszywą powłokę.

Po podróży przez Mathyr wrócił do Phyonix. Ponownie pełni swoje obowiązki i dba o bezpieczeństwo kraju, nadal nie zdradzając, czego właściwie szukał poza jego granicami. Własne problemy zwykle przemilcza, uznaje za mało istotne i prze dalej. Nie dlatego, że niczego się nie boi, ale dlatego, że poddawanie się nigdy nie było w jego stylu.

I'll hurt myself just to watch you crawl
Fall to the ice, I can't hear the call
Snowflakes melt when the ashes fall
I'll burn it all, I'll burn it all
poprzednia karta [LINK]
ostatnia aktualizacja 08.07.2026
zapraszamy do wspólnego wątkowania

43 odpisów

  1. Czuła jak ta walka go napędza, jak złość staje się silnikiem napędowym. Szał jednak był dość kosztownym paliwem, dawał kopa, ale szybko męczył. Rywal co prawda miał ciało dostosowane wystarczająco dobrze by szał mógł u niego trwać dość długo, ale An nie przerywała swoich ruchów. Nie zmieniała taktyki, przynajmniej na razie. Krwi uchodziło z niego coraz więcej, więc i siły niedługo zaczną opadać. Kiedy przyszło o rozwarcie paszczy, reakcje poszła bezwarunkowa. Miała jeden sztylet, cięła nim w rozwartą paszczę, przez co nie uniknęła ciosu pięścią. Cięcie mimo wszystko nie zatrzymał dźwięku, więc przewróciła się pod wpływem uderzenia, ale i w uszach jej wyraźnie zaszumiało. Kurwa mać… Dobrze, że skrzek Tonego jako tako znieczulił jej uszy, bo bez takiego przygotowania to pewnie skończyłoby się dla niej dużo gorzej. Splunęła krwią w bok. Poczuła to uderzenie i to mocno, ale i on musiał poczuć cios zadany prosto w gębę, więc miała chwilę na pozbieranie tyłka, ba dojrzała nieopodal swoje drugie ostrze, którym wcześniej w lizarda cisnęła, ruszyła w stronę broni.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  2. Gniew z lizarda po prostu kipiał, mogłaby mu znacznie pokręcić to uczucie, ale wtedy było ryzyko, że gad po prostu padnie, a przecież nie o to chodziło, o takiego bana nie zamierzała się starać. Zaczęła więc kombinować. Dać się trafić tak rozszalałej bestii to była najgorsza z możliwych opcji, na to nie mogła sobie pozwolić, więc gdy zobaczyła, że lizard znacznie ją wyprzedził, przestała biec, jej sztylet przesunął się po piachu i oddalił znacznie, leżał do połowy przysypany pyłem. An z kolei nie wykonała uniku, ale fakt, że szybciej się zatrzymała dał jej dość czasu, by lizard ostatecznie cały impet swojego uderzenia wykorzystał na piaszczystej ścianie, która się przed nią pojawiła na sekundy przed uderzeniem. Cios był na tyle silny, że przebił ścianę, ale drobiny zacisnęły się na niej mocno, zgniatając nadgarstek lizarda. Na dokładkę An stojąca po drugiej stronie ściany, widząc jego rękę po własnej stronie, dźgnęła dłoń samca od boku, tak by ostrze jednorazowo wbiło się po wewnętrznej strony dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiała przyznać, że ducha walki jej przeciwnikowi nie brakowało, co prawda szaleństwo nie było najlepszym doradcą w sprawach walki, ale na pewno widownia nie narzekała na efekty. An wręcz przeciwnie do przeciwnika starała się emocje trzymać w ryzach, tak by nie przysłaniały rozsądku. Nie opuszczała ściany piasku, a korzystając z zniewolenia samca dobyła do swojego drugiego sztyletu, odkopując go spod piasku. Lizard przez swoją szarpaninę musiał stracić sporo sił, a mimo to dalej miał jej dość i przeprowadzić kolejną szarżę. Jego poprzedni cios prawdopodobnie złamał An co najmniej jedno żebro, bo dziewczyna czuła wyraźny ból po jednej stronie boku, miała jednak na nowo dwa sztylety, więc była gotowa na nadchodzące ataki. Dwa ostrza skuteczniej pozwalały jej kontratakować łapy samca, unikała bezpośredniego ciosu, dalej nacinając jego ręce, palce i dłonie raz po raz. Znosiła szał, chociaż sama była już na rezerwach swojej siły, starcie mimo wszystko było dość męczące. W końcu, przy jednym z kolejnych ciosów, opuściła jedno kolano i skrzyżowała ostrza ze sobą, wykorzystała impet siły drakona i zaparła się na własnych nogach, by dłoń trafiająca w ostrza wbiła się w nie mocniej niż do tej pory. Włożyła w to zapieranie się sporo siły, przez co z jej ust wydobył się krótki bojowy krzyk. Kiedy pięść lizarda spotkała się z ostrzem jej broni, prosto pod samcem wystrzeliła piaszczysta pięść i dodatkowo z impetem przywaliła mu w podbrzusze, na granicy z kroczem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  4. Zobaczyła jak ostrze zniekształcają swój brzeg pod wpływem siły z jaką natarły na łuskę. Zacisnęła zęby by mimo wszystko dalej je utrzymywać. Warknęła cicho, kiedy złapał jej nadgarstek, ale zaraz po jego chwycie przeszyła ostrzem delikatne miejsce nadgarstka samca, zaraz za dłonią, tam gdzie skóra była najdelikatniejsza. Siłowała się z nim by uwolnić rękę, tą z ostrzem z kolei wyciągnęła z rany i maksymalnie wyprostowała, kierując rękę w bok. Samiec rzeczywiście na nią upadł, szczególnie, że pomógł w tym wszystkim ogonem. Sapnęła ciężko, czując jak ją gniecie, czuła posokę w ustach, ale ruch jaki zrobiła ręką sprawił, że na nią nie upadł, jej kończyła była wolna i dziewczyna podsunęła ostrze pod gardło samca, kiedy ten już na niej leżał.
    - Zabity – sapnęła ledwo co, dalej zgniatana. Normalnie rzecz jasna przebiłaby mu szyję ostrzem, ale dziś nie walczyli na śmierć i życie. Kaszlnęła, walcząc z ciężarem cielska samca.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy z niej zszedł uśmiechnęła się dumnie, zadowolona nawet lekko się zaśmiała.
    - Dobra walka – powtórzyła za nim, sama ciężko sapiąc na ziemi. Czuła jak ciało zaczyna drżeć od wysiłku i przymknęła na chwilę oczy. Nie miała sił wkładać sztyletów do pochw, więc po prostu je puściła. Dopiero teraz czuła te wszystkie drobne ranki, które miała na knykciach i dłoniach od styku z łuską lizarda. Dotknęła lekko boku i już zaraz usłyszała ogłaszany wynik. Zadowolona podniosła rękę, a po chwili sama powoli usiadła ostrożnie. Dalej ciężko dyszała, krew, pot, czuła jak ciuchy się do niej lepią. Przy boku miała rozcięcie, ale naprawdę była z siebie dumna. Uśmiechnęła się lekko do medyków.
    - Nie jest, nie jest źle… - zaznaczyła, bo głównie doskwierało jej po prostu zmęczenie. Spojrzała zaraz na zbliżającego się Ashana i wyszczerzyła do niego.
    - Widzisz, lepiej uważaj, nie wystarczą duże gabaryty by mnie rozłożyć na łopatki – zaśmiała się krótko i lekko syknęła, czując żebro. Jego wymowne chrząknięcie skomentowała zadziornym uśmiechem. – Ej, nie martw się, to tylko żebro i lekkie rozcięcie, nikt z naszych nie musi wiedzieć, żebra i tak muszą się zrosnąć same, a to… - tu spojrzała na swój bok – to pikuś – skorzystała z pomocy medyków, którzy mieli za zadanie przetransportować zawodników poza arenę, by można było ją nieco ogarnąć i wpuścić kolejnych walczących.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. An mlasnęła krótko.
    - Cóż to za czarnowidztwo uprawiasz? Wygrałam i czuję się znośnie, daj się nacieszyć tą wygraną, stary grzybie - uśmiechnęła się do niego pod nosem. Nie oponowała, gdy ją sprawdzali, nie ukrywała gdzie boli i jak bardzo, całe szczęście jej stan rzeczywiście okazał się nie najgorszy. Najbardziej miała poharatane ręce, no i ten bok, rana jednak była trochę głębsza niż się na pierwszy rzut oka wydawało. Kiedy już skończyli ją oglądać i podali papier Ashanowi, zmarszczyła lekko czoło.
    - Sama zapłacę, mam monety - zaznaczyła i na jego stwierdzenie bezradnie rozłożyła ręce.
    - Na pewno postaram się nie rozrabiać, ale wiesz, wolę nie obiecywać - uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Natanowi? - uniosła lekko brew i zaraz pokręciła głową. - Natan czuje jedynie moje śmiertelne rany, takie, które naprawdę zagrażają życiu. Dziś takich nie odniosłam - sprostowała i wciągnęła na siebie koszulkę, którą musiała zdjąć do badań. Wstała z kozetki i zbliżyła się do Ashana.
    - Ach, "uroczo"? Ciekawe określenie, biorąc pod uwagę sytuację - zaśmiała się krótko, ale znowu po tym syknęła, dziś powinna ograniczyć zabawne komentarze. Uśmiechnęła się zaczepnie.
    - Cięższemu i wyższemu to już bym nie pozwoliła by na mnie legł, za duże zagrożenie - zauważyła i zaraz przytaknęła mu głową.
    - Tak, dla mnie też była ciekawsza - przyznała po czym pokręciła głową i prychnęła pod nosem. - Tłucze, pfy, jeszcze nie widziałeś jak mnie ktoś serio tłucze, ale tak, tak, tak... - skrzyżowała z nim wzrok i uniosła kącik ust. - To mogę obiecać, jak ktoś rzeczywiście zacznie mnie tłuc, to zdejmę swoje indywidualne ograniczenia i pozwolę sobie na więcej - puściła mu oczko. - Teraz to się baardzo chętnie napiję piwa - dodała i schowała leki, które dostała, po czym spojrzała na sztylety, które przyniesiono tu wraz z nią. Lekko się skrzywiła.
    - No cóż... dobrze, że nie wzięłam tych prezentowych, tego już nie naprawię - stwierdziła, patrząc po ubytkach na obu sztyletach i zaraz obejrzała się na Ashana. - Ile wyszło za medyków? - dopytała jeszcze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiechnęła się pod nosem przy jego reakcji na grzyba.
    - Mhm, zapomina wół, że cielęciem był, mimo, że cielak dalej w nim siedzi – stwierdziła i pokazała Ashanowi język. – Oczywiście, że możesz być gorszy – tu pochyliła się lekko w jego stronę – każdy może – szepnęła, jakby zdradzała mu jakiś sekret i zaraz ponownie uśmiechnęła się zaczepnie. Widząc jednak długość pergaminu uniosła wysoko brwi.
    - Co oni mi tu wpisali? Ledwo co mnie dotknęli… - zauważyła, nie bardzo rozumiejąc skąd te opłaty. Zaczynała jednak rozumieć dlaczego tutejsi wojownicy nie pływają w luksusach. Jeżeli tak ich liczą za pierdnięcie, to pewnie większość nagrody, jak nie cała, przepada na tego typu podsumowanie. Słysząc o tym, że to on ma oberwać przekręciła lekko głowę i prychnęła pod nosem, tak prychanie było teraz znacznie mniej bolesne.
    - To lepiej zaopatrz się w jakiś kask, bo nie słyszałam jeszcze by suszenie cudzej głowy przynosiło jakiekolwiek efekty w reperowaniu jeszcze innej – poruszyła zabawnie brwiami. – Do niczego mnie nie zmuszałeś, więc jak ktoś się przyczepi to odeślij tą osobę z kwitkiem do mnie – wzruszyła ramionami, dalej się uśmiechając. Słysząc o kłodzie znowu lekko parsknęła, nawet by sobie nie skojarzyła tego z niczym innym, gdyby nie myśli Ashana. Rozbawiona pokręciła głową, ale stwierdziła, że odniesie się do omawianego tematu.
    - Mam w rękawie kilka asów, gdyby rzeczywiście ktoś cięższy na mnie spadał to starałabym się od takiej sytuacji uciec. Nie powiedziane, że na sto procent by mi się udało, ale starałabym się by do takiej sytuacji po prostu nie doszło, łamiąc nawet narzucone sobie limity – wyjaśniła co miała na myśli. Wychodząc z lazaretu znowu parsknęła śmiechem.
    - Sam tak stwierdziłeś, więc teraz nie gadaj jakby to były moje słowa – poruszyła zabawnie brwiami, w końcu to nie ona nazwała się „niegrzeczną”. Słysząc słowa o sztyletach uśmiechnęła się zadowolona.
    - Pomysł z pamiątką do mnie przemawia, może nawet poproszę lizarda o podpis na ostrzach, walczył naprawdę zawzięcie, a imiona dobrych wojowników warto pamiętać – uśmiechnęła się do Ashana nieco szerzej i stanęła przy barze, zamawiając piwo, którego jeszcze nie miała okazji smakować.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  8. Wzruszył ramionami i kiwnął głową. Tak, uważał, że Ashan ma podobnie, nie identycznie, nie tak samo, ale dalej to w oczach najszybciej widział u niego zmianę. Dopiero później, czasami, pozwalał sobie na zmianę mimiki twarzy. Przy jednych robił to szybciej, przy innych wolniej, ale dalej oczy wyrażały najwięcej. Sięgnął po szklankę, gdy ta była pełna i uśmiechnął się pod nosem na pytanie brata.
    - Twoje amory z Kiki chociażby – wspomniał jego pierwszą miłość, Mielikki, którą jako dzieciak nazywał „Kiki” właśnie, ot dla zwykłej dziecięcej zaczepki. – Ło, jakbym poopowiadał o tej cizi koloryzując, to wyszedłby z Ciebie naprawdę niezły pajac – parsknął śmiechem. – To już historyjki z Franką są mniej zabawne, mimo jej ogólnej – chrząknął – aparycji – ponownie posłał mu zaczepny uśmiech. – Poza tym, nauka jazdy na mosertach, pierwsza… - pokręcił głową i aż podniósł kielich w górę – Złoto, to było kurwa złoto samo w sobie, tego nawet nie trzeba by było ubarwiać – ponownie się zaśmiał. Ach, ta mina Ashanka, gdy mosert puścił się galopem przed siebie, widok bezcenny, szczególnie dla niego jako widza.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  9. Akane spojrzała po papirusie i przewróciła oczyma.
    - Nie ma co, nosa do biznesu mają – stwierdziła i wyciągnęła rękę by przyjąć świstek. – Tak czy siak, zapłacę… - pieniądze akurat miała, swoje zdążyła zarobić, zarówno przed jak i w trakcie ciąży i odchowywaniu malutkich dzieci. Dziś też miała zarobić, przyszło jedynie odebrać zapłatę, co zamierzała zrobić pod koniec walk.
    W temacie asów uśmiechnęła się nikle.
    - Jeżeli kiedyś uda mi się dojść do tych mistrzowskich pojedynków, to stawiam, że co najmniej jeden as zostanie użyty – stwierdziła pogodnie. Wątpiła by doszła do tego poziomu szybko, nie była tu w końcu na długo, a jednak do wyrobienia sobie takiej rangi potrzebny był czas, nie tylko umiejętności. Uśmiechnęła się na wizję podpisu.
    - Jeżeli będzie chciał, to nie mam nic przeciwko – oznajmiła, to na pewno pomogłoby w rozsławieniu jej imienia, a jeżeli będzie znana właśnie z walk, nie tylko śpiewania, to na pewno przyniesie to większą liczbę uczniów w przyszłości. Upiła łyka piwa, to było znośne, ale najmniej jej smakowało z dotychczas pitych. Spojrzała zaciekawiona po Ashanie.
    - Domyślasz się o co może chodzić, czy nie masz pojęcia? – zainteresowała się. – Iść z Tobą? – dopytała, oblizując delikatnie wargę. Popatrzyła po swoim okaleczonych dłoniach. Zapewne wsparcia fizycznego nie potrzebował, ale miała też swoje zmysły, w razie gdyby chodziło o jakąś zasadzkę czy coś. Z Księciem przy boku to różnie bywało.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  10. Diego rozłożył bezradnie ręce.
    - Cóż, z grzeczności nie zaprzeczę – przyznał, bo rzeczywiście to co ta dziewczyna z nim robiła było dla niego jednoznaczne. Kiwnął mu głową na podziękowanie, akurat on nie umiał, nawet wtedy, trzymać gęby na kłódkę. Nie bez powodu w końcu on sam trzymał się z dala od romansów, ten jeden brata pokazał mu już wystarczająco wiele, a drugi tylko dodał do pieca. Przewrócił oczyma na wspomnienie Frany.
    - Ta ogień, wyjątkowo chłodny, przynajmniej w temacie konkretnych deklaracji – upił łyk trunku. Pierwsza go omamiła i owijała dookoła palca, druga się zabawiła, a potem wyszło, że ma ważniejsze priorytety. Szkoda, że szybciej nie zdążyła o nich powiedzieć. Dla Diego obie były spalone. Rzucił braciszkowi wymowne spojrzenie kiedy ten gadał o skrzydłach.
    - Cieszę się, że mamy inne gusta – podsumował. Jak dla niego skrzydlata jaszczurka nie była w ogóle urodziwa. Raz brał rodaczkę, raz jaszczurkę, a teraz morską prostaczkę… Tak, zdecydowanie cieszył się, że gust mieli zupełnie inny. Sam również parsknął śmiechem na wspomnienie szczegółów galopu.
    - Widok ten do dziś mnie bawi, gdy mam zły nastrój od razu sobie przypominam Twoją minę na grzbiecie moserta – dodał rozbawiony i zaraz upił kolejny łyk alkoholu. Smak już aż tak bardzo gęby nie krzywił. Na wzmiankę o tętnicy uśmiechnął się pod nosem.
    - O no, no, no już, już… - parsknął. – Do dziś uważam, że moja wymówka była arcy genialna, to wymowne „No co? Chciałem spróbować mieć czerwone włosy” było tak genialne, że do dziś duma mnie rozpiera – zaśmiał się, a zaraz potem uśmiechnął kącikiem ust trochę szerzej.
    - Do dziś mam tą bransoletkę z jelita grubego… heh – rzucił kręcąc głową. Nawet on bywał sentymentalny. Pochylił się zaraz w stronę brata. – Zostawiłem ją w zaszczytnym celu. Posłuży mi jako test dla przyszłej narzeczonej, reakcja na nią będzie zależna od tego czy klęknę – rzucił żartobliwym tonem.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  11. Akane przytaknęła mu głową, jak już będą w Pałacu to na pewno mu monety odda. Słuchała o asach z lekkim uśmiechem.
    - Dokładnie, sama też tak właśnie uważam, rany, które odniosłam były warte tej walki, nie czuję się przez nią poszkodowana – podsumowała. Takie walki zdecydowanie sprzyjały rozwojowi technik czy chociażby wyłapywaniu błędów. Nie tylko swoich, ale i przeciwnika. Słysząc jak wraca na argarski, zrozumiała, że nie chce by byli za bardzo zrozumieni. Słuchała uważnie wyjaśnień, od czasu do czasu przytakując głową. Normalnie pewnie by go puściła samego, ale kiedy wspomniał o Miedziogrocie, stwierdziła, że w sumie może rzeczywiście pójdzie. Poza tym… Jej ciekawski nos był po prostu zainteresowany przebiegiem takiego spotkania.
    - No to idę, postaram się nie przeszkadzać – posłała mu niewinny uśmiech i zaraz uniosła lekko brwi. O listach gończych jeszcze nie słyszała.
    - Prywatne? No nieźle, komuś konkretnemu podpadłeś? – zapytała upijając zaraz po tym swojego piwa.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  12. Diego uśmiechnął się pod nosem na te hybrydy.
    - Całe szczęście, że do ich stworzenia nie doszło… weź coś takiego jakoś godnie ubierz… - rzucił z lekkim obruszeniem w głosie. Oczywiście jego mina jasno świadczyła o tym, że nie mówi poważnie, ale skoro już uchodził za tego od ciuszków, to lubił czasami sobie z tego pożartować. Trunek, który pili rzeczywiście był dość mocny, chociaż Diego nie specjalnie na to zważał. Zaśmiał się na pytanie brata.
    - No te… soki – szepnął kokieteryjnym tonem i znowu się zaśmiał. – Wiesz, jedna z naszych służek ma doprawdy buuujną wyobraźnie… ewidentnie wpadłeś jej w oko i się skubana lubi samozadowalać przy sprzątaniu Twojej komnaty. Rzecz jasna na Twoim łożu i Twojej pościeli, która potem ląduje w praniu, a tam, och, tam jest łatwo dostępna – jego buzię zdobił nikły uśmieszek. – Wystarczy taką pościel zalać dżinem, odsączyć, zabutelkować i… vouala! – wyszczerzył się do niego, pokazując szereg równiutkich zębów.
    Na stwierdzenie co do gustu upił kolejnego łyka.
    - Bo go nie mam – wzruszył ramionami. – Patrząc na to co wyprawia moje rodzeństwo szykuję się raczej na jakieś polityczne małżeństwo, nie specjalnie mnie ruszają te wszystkie ckliwości i zalotne zabawy – przyznał bez ogródek. Nigdy nie spotkał kogoś, kto by go rozłożył na łopatki jednym spojrzeniem, nie wchodził też we flirty z byle kim, a nie miał z swoim życiu nikogo kto byłby mu bliższy niż rodzina czy Amala, którą i tak traktował bardziej jak siostrę. Spojrzał na trunek w swojej szklance i zamieszał nim, a potem wziął jeszcze jednego łyka. Parsknął śmiechem na wzmiankę o wzruszeniu.
    - A weź spierdalaj – rzucił z zadziornym uśmiechem na ustach. Nie zdradzał ile w jego słowach prawdy, a ile nie. Usiadł dumniej na kolejne słowa.
    - No kurwa, a co by mi nie pasowało – odparł mało skromnie i przetarł paznokcie o fragment odzienia, po czym w nie dmuchnął i spojrzał na brata zadowolony.
    - Kto wie, chociaż wątpię, ojciec wpadł po uszy, do dziś jest w matce szczenięco zakochany… Ja nie zamierzam nigdzie wpadać, więc pewnie skończy się na szmaragdowej błyskotce robionej na zamówienie – stwierdził i upił kolejnego łyka.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  13. Upiła piwa i zaraz po jego słowach zaśmiała się krótko.
    - Tak, przyznaję, że narobił tym niezłego bigosu w moich uszach, ale rozcięcie mu gęby znacznie skróciło moje męki plus, cóż, w tym przypadku moim asem okazał się Tony - rzuciła z lekkim, bardzo lekkim śmiechem, dalej się pilnowała z tymi żebrami. - Wiesz, on... delikatnie rzecz ujmując nie śpiewa najlepiej, a kilka razy zdarzyło mi się zostać zmuszoną do słuchania jego rzewnych pieśni. Mam wrażenie, że dzięki temu moje ucho mocno się zahartowało - rzuciła rozbawionym tonem. Głównym powodem zniesienia w miarę dobrze tego ataku mimo wszystko było dość szybkie uciszenie przeciwnika. Struny głosowe zalane krwią zdecydowanie nie były w stanie aż tak jej ogłuszyć. Gdyby atak trwał dłużej, to rzeczywiście mogło się to różnie skończyć. - Jak tylko zobaczyłam, że rozpościera dziób, to wiesz, od razu mi zamigotało, że odsłania jedno z najczulszych miejsc. Tak naprawdę, przy dłuższej broni mocno by takim ruchem ryzykował. Z sztyletami też mogłabym mu przebić podniebienie, ale wtedy gwarantowane byłoby nadzianie się na jego zęby, nie walczyliśmy jednak na śmierć, więc ten ruch po prostu odpadał - dodała własną myśl. Parsknęła zaraz na ten grad pytań.
    - Ou, bez obaw, umiem być cicho. Nie zasypuję pytaniami ledwo poznanych typów, jak mnie coś zainteresuje to sobie zapiszę pytania w pamięci co by Cię nimi dręczyć tuż przed spaniem - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Uniosła brwi, gdy wspomniał o listach na nią.
    - Na mnie? - z jednej strony się tego spodziewała, z drugiej... nie sądziła, że tak szybko. Upiła kolejny łyk piwa. - No proszę... Poszukiwana jeszcze nigdy nie byłam... - przyznała, bo mimo wszystko było to nieco dziwne uczucie. Świetnie, jak przyjaciele się dowiedzą, to już jej nigdzie samej nie puszczą. Już i bez tych listów widziała w ich oczach niepokój na myśl o jej samotnych wędrówkach, nawet fakt Gavina przy boku nie każdego uspokajał. Wypuściła głośno powietrze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  14. Spojrzał po Ashanie tak jakby ten spadł z wysoka.
    - Pojebało Cię do reszty? Darcy może i owszem, ale ja...? Ja i strojenie jakichkolwiek dzieci? Chyba na tym pirackim statku solidnie musiał Ci ktoś pierdolnąć w głowę... - o ile nie miał nic do dzieci, to jakoś ich widok nie był dla niego aż tak rozczulający, jak dla reszty rodziny. Z Eliasem miał dość prosty układ i chyba jako jedyny z Parabellum się tak przy tym gówniarzu nie spuszczał. No, matki malucha nie wliczał, bo rodzice to zwykle byli najmniej pobłażliwi.
    Mina jaką miał Ashan w trakcie tego całego wyjaśniania była po prostu nie do zapomnienia. Jego specyficzny uśmieszek nie schodził z usta, a słysząc proszący ton brata prawie parsknął, prawie, bo gdy wspomniał o "obcej piździe" to aż zacmokał.
    - No, no, no, niegrzeczny Ashani - zaśmiał się i upił większego łyka trunku. - Chcesz mi powiedzieć, że gdyby to była znajoma pizda, to już nie czuł byś takiej odrazy? - ponownie pokazał mu szereg swoich zębów. - Wiesz, trzeba na to popatrzeć z różnych stron... Czy służka rzeczywiście jest nam taka obca? W końcu mamy tu w Pałacu stałą ekipę od lat, więc zastanówmy się... to obca, czy znajoma pizda? - udał minę myśliciela i zaczął skubać się palcami po brodzie. No po prostu nie mógł sobie tego odpuścić.
    Na jego stwierdzenie co do politycznego małżeństwa również wzruszył ramionami.
    - Ta, niestety ale ze znajomością faktu, że uganiasz się za piratką to raczej nie stanowisz aktualnie dobrej partii, a jak zestawić mnie z Darcy, to prędzej wybiorą mnie, bo ja sobie z taką sytuacją poradzę. Ona? - pokręcił głową. - Nie ma szans. Jest jak dzieciak, który powoli wychodzi z mgły, matka jej by nie wpakowała w coś takiego. Ja patrzę kategoriami na tu i teraz, jak coś ulegnie zmianie to dostosuję swoje stwierdzenia do aktualnej rzeczywistości - dodał, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że to wszystko może ulec zmianie, ale nie mógł zakładać czy zmianie na lepsze, czy na gorsze, więc zostawał przy założeniach dopasowanych do teraźniejszości. Wzruszył ramionami na stwierdzenie o typ.
    - Może tak być, nie przeczę - stwierdził i zaraz upił kolejnego łyka. Zastanowił się chwilę. Ponownie wzruszył ramionami.
    - Nie wiem, nie jestem pewien czy mój typ opierałby się na wyglądzie, czy na charakterze, ale... - nigdy nie gadał z nikim na takie tematy - ... nie wiem, ale złote oczy mi się podobają - rzucił ostatecznie, bo to akurat wiedział. Znowu zakręcił trunkiem w szklance i zaraz ją wyzerował. - Może nie takie złote, złote ale jak... bardzo rozgrzana magma, takie wręcz miedziane - dodał. Na słowa o pudrowym różu prychnął.
    - Jasne, że by pasował, do mojego wyglądu, do aparycji rzeczywiście wypadałby gorzej - rzucił z nikłym uśmiechem. Nie widział się w tym kolorze. Na słowa o rodzicach kiwnął już po prostu głową, tak oboje byli szaleńczo zakochani, co było widać, słychać i czuć.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  15. An uniosła lekko kącik ust.
    - Nawet mnie nie dziwi, że ten dźwięk Ci się spodobał – przyznała rozbawiona. Przytaknęła mu głową na słowa o Tonym.
    - Taa, ja tych okazji mam więcej, więc bywa wesoło – odparła. Tony w końcu stwierdził, że to właśnie u niej będzie brał lekcje śpiewu. Na pomysł z śpiewaniem w trakcie walki parsknęła krótkim śmiechem.
    - A wiesz, że w jednym z ataków wykorzystałam wspomnienie właśnie jego śpiewu? – zaśmiała się lekko. – Pomysł pewnie nie byłby głupi, ale nie jestem pewna czy walka i śpiew jednocześnie nie odwróciłby przypadkiem uwagi samego Tonego. Może jak lepiej wyćwiczy rapier i pewne ruchy wejdą mu w nawyk, wtedy wprowadzenie tego pomysłu może mieć większy sens – stwierdziła. Z zainteresowaniem słuchała o stylu lizarda. Prawdę mówiąc pierwszy raz w życiu walczyła z berserkiem i musiała przyznać, że doświadczenie było intrygujące.
    - Wow… Czyli coś takiego idzie wyćwiczyć, czy jednak są potrzebne jakieś genetyczne cechy? – zapytała. Opis brzmiał podobnie jak po zastosowaniu jakiś psychotropów czy innego gówna, a przecież widziała, że jedyne co tak pobudzało tego samca to jego własna krew. – Chodzi o krew? – dodała nim Ashan cokolwiek odpowiedział, przeciwnik rzeczywiście lizał lub wdychał zapach własnej krwi przed każdym kolejnym takim szałem. Może mimo wszystko chodziło jednak o jakieś specyfiki?
    - Wiesz, jednak sztylety kontra włócznia to dość specyficzny rodzaj walki… Rzeczywiście było dużo krążenia, ale musiałam go jakoś prowokować do ataków, co by wykorzystać te jego otwarcia. Z krótkim mieczem obrałabym inną technikę, ale z nim to jeszcze trochę treningów nas czeka nim zdecyduję się na użycie go w walce – przyznała. Na wzmiankę o fascynujących widokach poruszyła zabawnie brwiami.
    - Widzisz, umiem zapewnić widowiskowe atrakcje – pokazała mu język. Widząc jedzenie, które im przynieśli, aż się jej oczy zaświeciły.
    - O losie, wygląda i pachnie przepysznie… - rzuciła szczerze, była też po prostu naprawdę głodna, więc jeść zaczęła od razu po nałożeniu porcji. Na wieść o jednej izbie uniosła lekko brwi.
    - Ou, jedną? No proszę, czyli jednak będzie okazja zagadać Cię na śmierć, słodko – uśmiechnęła się pod nosem i zaraz lekko wzruszyła ramionami. – Bo z początku jestem raczej typem obserwatora. Przyglądam się cudzym zachowaniom, szczególnie gdy jest dookoła więcej nieznajomych. Przy znajomych to inna para kaloszy, a sam na sam to już w ogóle – wyjaśniła mu. – Ja też z początku bym nie pomyślała, że jednak nie tak ciężko Cię rozbawić – puściła mu oko. W temacie listu przytaknęła mu głową.
    - Ciekawe… ale pewnie bardziej to zależne od rejonu. Im bliżej granicy z Fjelldod, tym może być ryzykowniej – wysnuła swoją teorię. – Zobaczymy…

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  16. Akane uśmiechnęła się do niego lekko.
    - Jak dla mnie taki odgłos może się kojarzyć z trafnym strzałem, z bólem zadanym przeciwnikowi, z zadaniem po prostu cięższej rany. Jesteś wojownikiem, więc tego typu skojarzenia są z reguły dobre. Podoba nam się fakt, że mamy przewagę, że ktoś z naszych znajomych czy bliskich ją ma – wzruszyła lekko ramionami, odpowiadając mu luźno. Parsknęła krótko śmiechem na pytanie o wrogów.
    - Wiesz, w zamkniętej, ciasnej przestrzeni nieźle się to musiało nosić. Z początku zgłupieli, a później to nieźle ich oszołomiło, ale… - tu spojrzała po Ashanie – o ile dobrze kojarzę to jak puściłam już barierę to Ty wyciąłeś w pień tych oszołomionych – przypomniała mu, bo ten atak miał miejsce w trakcie trasy tutaj. Mógł rzeczywiście go nie widzieć, a już na pewno nie słyszał, bo wszystko działo się pod kopułą, w której zamknęła wrogów. W trakcie bitwy raczej mało kto skupiał się na oglądaniu widoków, więc jak najbardziej rozumiała, że Ashan tego nie pamięta.
    - Może jeszcze będziesz miał okazję – odpowiedziała w temacie tego, że nie widział ataku. Na słowa o Tonym przytaknęła głową.
    - Tak, bardzo pojętny, ale ma problem ze skupianiem się na dwóch rzeczach na raz, więc łączenie śpiewu i walki mogłoby wyjść różnie – przyznała. – Dlaczego nieszczęście? Nie lubisz z nim trenować? – zapytała zaciekawiona. Znała już opinię Tonego w tej kwestii, ale Ashana nie miała okazji wysłuchać. O stylu berserka słuchała wyraźnie zaciekawiona, ale i zaskoczona w niektórych miejscach.
    - Cóż, czułam, że jego furia rośnie za każdym razem, gdy smakował lub wąchał krew, więc tak, to rzeczywiście może być kwestia moich umiejętności – przyznała kiedy zadał pytanie, a potem słuchała go dalej.
    - Ciekawe zjawisko… Chociaż musi być nad wyraz wyczerpujące… Jak tak przesilają głowę to potem z mózgu na kilka dni mają papkę… - stwierdziła w lekkim zamyśleniu. Cena wydawała się jak dla niej dość droga za takie harce. W temacie jego opinii co do różnego napięcia w walkach zaśmiała się krótko.
    - Oj tak, obie te walki były i dla mnie całkiem różne i rzeczywiście, ta pierwsza bardziej przypominała zabawę… - przyznała. Co prawda to właśnie za nią dostała bana za zbyt „śmiertelne” zagrania, ale no co zrobi jak nic nie zrobi. Prychnęła na to jego „uważaj”.
    - A niech gadają, jak już zacznę się ogłaszać jako trener najemników to będą do mnie walić drzwiami i oknami – poruszyła zabawnie brwiami. Kiwnęła głową na wyjaśnienie co do potrawy, no proszę ciekawe czy cioteczka rzeczywiście robiła takie dobre, czy chodziło bardziej o sentyment. Jej już to smakowało wybornie. Zaśmiała się raz jeszcze na wspomnienie konkurencji.
    - Bez obaw, na siłę nie planuję się wybijać na prowadzenie – zapewniła. Szczerze wątpiła, że zajęła by podium w tym temacie, dużo mówiła, ale głównie o tym co sama uważa lub o tym co wie. Spojrzała po nim uważniej.
    - Czymś Cię uraziłam? – zapytała, bo chyba tekst o częstym uśmiechu trafił w jakiś jego czuły punkt. Na sprawę ich zlecenia już po prostu przytaknęła głową.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  17. Uśmiechnęła się do niego pod nosem.
    - Taki jest plan, moje zdolności dobrze się sprawdzają, gdy chodzi nie tylko o ofensywę, ale i tarczę czy osłabianie przeciwnika, zarówno fizycznie jak i psychicznie - odparła. W trakcie grupowego boju nie musiała grać pierwszych skrzypiec, wolała oddać tę rolę innym, a skupić się na bezpieczeństwie i ułatwianiu walki sojusznikom. Fakt, że Ashan po jej działaniach porównywał walkę do spacerku dodatkowo ją upewniał w tej opinii. Posłała mu uśmiech na te słowa, a potem nadstawiła ucha, gdy mówił o Tonym. Wysłuchała do czerwonowłosy miał do powiedzenia i kiwnęła głową.
    - Rozumiem. Rzeczywiście nadajecie na zupełnie innych falach - przyznała. - Chociaż ten jego pretensjonalny ton to mało kiedy są fochy. On w ten sposób komunikuje, że to czy tamto mu się nie podoba, ale jak weźmiesz głębszy oddech i mu sensownie wyjaśnisz dlaczego dane ćwiczenie jest ważne i co pomaga rozwinąć, to jest szansa, że przestanie kręcić nosem. Nie mniej kapuję, że Ty masz swój system treningów i nie specjalnie Cię kręci dostosowywanie pod każdego indywidualnie. Trenerem personalnym w końcu nie jesteś - zaśmiała się krótko i zaraz spojrzała po nim uważniej. - A mówiłeś mu to? To co teraz powiedziałeś mi - zapytała. Kochała Tonego całym sercem, ale wiedziała, że potrafił być nad wyraz irytujący.
    - Mam nadzieję, że jakoś do porozumienia dojdziecie i nawet jak nie będziecie razem trenować to skończy się bez... fochów... z jednej czy drugiej strony - uśmiechnęła się pod nosem. Faceci i ich urażona duma różnie się kończyła, a we wbijaniu szpileczek nie tylko kobiety były dobre. W temacie berserka przytaknęła mu już po prostu głową, podobnie, gdy chodziło o zabawny wygląd walki.
    - Wierzę na słowo - dodała z lekkim rozbawieniem na twarzy. Sama również zajadała ze smakiem, a kiedy wspomniał o urabianiu łokci uniosła dumnie brodę.
    - Bez obaw, nie zamierzam przecież brak pod skrzydło wszystkich. Z tatą będziemy jeszcze decydować jak ta szkoła najemników ma dokładniej funkcjonować, ale do tego jeszcze sporo czasu, więc aktualnie jedynie spisuję jakieś drobne sugestie, które pojawiają się w mojej głowie - przyznała pogodnie. Kiedy zeszło na jej pytanie, pokręciła głową.
    - Nie, w sumie to nie, ale... Sama nie wiem, sorki, po prostu... - wzruszyła ramionami. - Nie byłam pewna, czy mojego komentarza nie odbierzesz jako przytyku do tego zarzutu, że z reguły jesteś ponury - wyjaśniła to co wpadło jej do głowy po czasie i zaraz uśmiechnęła się przepraszająco. - Mniejsza - machnęła na to ręką. - Gdzie będzie to całe spotkanie z właścicielem areny? - rzuciła innym pytaniem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznała mu rację, gdy wspomniał o tym, że nudno byłoby mieć we wszystkim tę samą opinię i oparła głowę o jego ramię, obserwując spokojne dzisiaj morze jak i gwiazdy odbijające się w wodzie. Długo milczała, bo nie była pewna co miałaby mu odpowiedzieć na to pytanie. Spojrzała na swe dłonie, w których często dzierżyła ster i szablę, po czym uśmiechnęła się lekko.
    - Z mojego własnego wnętrza - odparła. - Laleczko, siłę czerpię z samej siebie. Z tego co już udało mi się osiągnąć i z tego co jeszcze mam do zrobienia. Inni ludzie czasem pomagają siłę odnaleźć czy też ją dodają, ale... właściwie zawsze kończy się na tym samym. Ja po prostu... nie szukam w nikim siły dla samej siebie. Szukam jej w samej sobie - wzruszyła ramionami. - A że wygrałam już z morzem kilkadziesiąt razów to uważam, że całkiem sporo pokładów siły w sobie mam - wyszczerzyła się do niego.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  19. Luna uśmiechnęła się delikatnie.
    - Tak - potwierdziła. To nie wykluczało niczego. Mogła w każdej chwili zacząć żyć i dla kogoś innego, ale uważała że przede wszystkim trzeba to robić dla samego siebie. - Wiesz, gdybym żyła tylko dla kogoś... to myślę, że moje życie nie miałoby sensu - odważyła się powiedzieć te śmiałe słowa. - Bo jeśli by tego kogoś zabrakło to straciłabym przy tym powód do życia, dlatego... uważam że należy żyć dla siebie - przyznała z lekkim uśmiechem na twarzy.

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  20. Luna uśmiechnęła się do niego lekko i pokiwała głową.
    - To co mówisz jest piękne i trzymam kciuki, żebyś z tym dotrwał do końca swych dni i żeby... ani jedno ani drugie nie przeważyło. Równowaga to coś co trudno się osiąga, przynajmniej mi - przyznała swobodnie i wstała na równe nogi by otrzepać się z piasku. - Chodź, zaschło mi w gardle. Czas czegoś się napić. Może teraz ty... znasz tu jakąś fajną tawernę z dobrym alkoholem? - zaproponowała.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  21. Luna uśmiechnęła się nieco szerzej i pokręciła lekko głową.
    - Wierzę, że ta równowaga istnieje - stwierdziła. - Tylko jest piekielnie trudna. Jakbyś musiał walczyć ze sztormem przez 30 dni bez przerwy, lub z Krakenem, który atakuje twoją łajbę... jest ciężka do osiągnięcia i utrzymania - zachwiała się lekko i zaśmiała, po czym wskoczyła gładko na balustradkę, przy pomoście i zaczęła po niej spacerować, chwiejąc się raz za razem czasem trochę bardziej w stronę morza, a innym razem w stronę pomostu. Ostatecznie utrzymała równowagę i nawet okręciła się wokół własnej osi, by zeskoczyć gładko na pomost. - Ale nie niemożliwa - dokończyła swój punkt widzenia. Zerknęła w stronę najwyższego szczytu w mieście patrząc na te wszystkie światła i budynki. - Mhm... brzmi intrygująco - klasnęła w dłonie. - Chodźmy tam koniecznie - wtuliła się w jego pierś i wspięła na palce by ucałować jego usta.

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  22. Wysłuchała go, a słysząc o braku własnej obrony zerknęła pytająco co też ma na myśli.
    - Na brzuch? W trakcie jego szarży i mając na uwadze ogon? Przyznam, że brałam to pod uwagę, to by wykonać ślizg i ciąć go w brzuch, nie bez powodu brzuch zaatakowałam piaszczystą dłonią. Gdybym zrobiła to osobiście to tym bardziej naraziłabym się na kontakt z ogonem – zauważyła. – Ten chwyt nadgarstka ciężko było przewidzieć, bardziej przypominał odruch, no wiesz, jak ktoś się przewraca to łapie co leci by utrzymać pion. Ten ruch nie był naturalny w kontekście pojedynku, bo raczej nie sięgamy w takiej chwili w stronę uzbrojonego wroga. Gdyby nie to, że nie walczyliśmy na śmierć, to ten ruch zgubiłby Miedziogrota, nie mnie – stwierdziła. – Jak już mnie złapał to dojrzałam szansę w innym zagraniu, bardziej bolesnym, ale dalej dającym zwycięstwo i tą metodę zastosowałam. Inne, które miałam w głowie skazywałyby go na śmierć. Tatko mnie uczył, że czasami warto zaryzykować drobnym obrażeniem na rzecz ostatecznego ciosu – uśmiechnęła się lekko. Jak dla niej tata dalej był wielkim autorytetem jak chodzi o walkę. Potrafił robić cuda, nie walcząc tak naprawdę żadną konkretną bronią. W sprawie Tonego ponownie kiwnęła głową, na pewno nie zamierzała się angażować w ich dociera się, ale mogła jednemu czy drugiemu co nieco naświetlić by lepiej rozumieli drugą stronę.
    - Jasne, skoro idzie ku lepszemu to fajnie – przyznała. Przytaknęła mu głową na słowa o informacjach i zaraz lekko się zaśmiała.
    - Przez to jak dziwnie się czułeś z tym szerokim uśmiechem – uśmiechnęła się pod nosem. – Trochę jakby był wymuszony, ale spoko, rozumiem, że to po prostu był rodzaj… zaczepki – ponownie lekko się zaśmiała. Ponownie przytaknęła głową i dalej ze smakiem wcinała. Wyzerowała też piwo w trakcie jedzenie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  23. Akane przytaknęła mu lekko głową, jako widz miał lepszą perspektywę.
    - Bardzo możliwe, przyznaję, że na paszczę aż tak nie zwracałam uwagi, bo ta nie szła w moją stronę, poza tymi dwoma atakami. Nie walczyłam nigdy wcześniej z lizardem, więc rzeczywiście nie miałam wkodowane by na to aż tak patrzeć. Po dzisiejszej walce już trochę bardziej bym zwracała na to uwagę. Z drugiej strony różnica wzrostu między nami dość mocno utrudniała mu jakiś ruch konkretniejszy gębą. Mimo wszystko jego pysk był dość krótki, myślę, że gdybym walczyła z gadem, który ma pysk bardziej w klimacie krokodyla, to na pewno byłabym z tym ostrożniejsza – przyznała. Jej akurat dyskusja na temat walki nie przeszkadzała, ba, nawet lubiła słyszeć takie uwagi, były przydatne, gdy składało się je konstruktywnie, a Ashan właśnie tak to robił. Zaśmiała się lekko na pomysł z zejściem nisko.
    - No tak, ale dalej zapominasz w tym pomyśle o ogonie. Moim pierwszym planem było właśnie ciąć po nogach, w miejscach łączenia ścięgien, ale po pierwszym starciu z ogonem, który no… jest ulokowany jednak zaraz przy nogach, to odeszłam od tej wizji. Ryzykowny byłby zarówno atak od tyłu, jak i od boku. Poza tym, mój przeciwnik był szybki, szarża nie była ociężała, atak od boku nie byłby zły, tu się zgodzę, ale aby go rzeczywiście tym atakiem uszkodzić, musiałabym ostrze wkłuć, dźgnąć w bok kolana na przykład, a to już w trakcie biegu przeciwnika nie takie łatwe, no i znalazłabym się w zasięgu łap, więc kolejne ryzyko – stwierdziła. – To o czym Ty mówisz byłoby dobre przy jakimś topornym przeciwniku, no albo gdybym miała Twoje gabaryty – uśmiechnęła się do niego pod nosem. Słysząc o uśmiechu kiwnęła głową.
    - Jeżeli o mnie chodzi, to uśmiech nie musi być za szeroki, ważne, że szczery – rzuciła luźno i wzięła ostatniego kęsa potrawy, a na jego pytanie przytaknęła głową.
    - Jasne, możemy iść – wstała ze swojego miejsca, po czym ruszyła za Ashanem, oblizując jeszcze z ust resztki sosu.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  24. Sama pomyślała chwilę nad jego pomysłem na atak.
    - Tak, ten ruch brzmi dużo lepiej. Może będę miała okazję wykorzystać go przy innej walce – stwierdziła pogodnie. Tu rzeczywiście widziała więcej sensu przy swoich gabarytach, a szczególnie przy wykorzystaniu przeczucia. Pokręciła głową na jego „wybacz”.
    - Nie masz za co – przyznała z lekkim śmiechem. – Sama często robię podobnie, nie zawsze w kontekście walki, ale lubię analizować, nie przeszkadzają mi Twoje podpowiedzi, szczególnie, że przedstawiasz je jako pomysły, a nie jedyne prawilne i rzeczywiście dobre rozwiązanie – odpowiedziała mu spokojnie. Przez chwilę co prawda poczuła się jak jakiś krasnal, ale zaśmiała się rozbawiona tym skojarzeniem.
    - Swoją drogą, jaki rodzaj broni do szkolenia byś mi jeszcze polecił, biorąc chociażby tą moją karłowatość pod uwagę? – zapytała z lekkim przekąsem w głosie, gdy mówiła o karłowatości. Ashan był wojownikiem, więc miał dobre rozeznanie w broniach, nie szkodziło go zapytać. Na słowa gabarytach skinęła głową.
    - No tak, to na pewno, gabaryty niestety z popełniania błędów nie zwalniają – przyznała i zaraz posłała mu lekki uśmiech.
    - Przyznaję, żarty miewałeś lepsze – pokazała mu język i znowu się lekko zaśmiała. Dalej szła przy jego boku.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  25. - Aha, no ma - zgodziła się z nim. - Dlatego tak trudne jest jej utrzymanie. -  Pozwoliła mu pogłębić pocałunek jeszcze oddając przy tym co nieco, po czym objęła go ramionami za szyję, gdy tak ją do siebie przyciągnął. - Mhm Laleczko... jak tak dalej pójdzie to zamkną ten przybytek zanim dotrzemy do połowy szczytu - rzuciła ze śmiechem, powoli wyswobadzając się z jego ramion i ruszając w krok z nim w stronę przybytku. - Ludzie muszą się tam naczłapać - stwierdziła. - Niezły wysiłek... ale jeśli jest tak jak mówisz, jeśli to piwo tam niebiańskie wręcz jest... to wcale nie mam nic przeciwko wysiłkowi - pokiwała głową.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  26. Luna złapała go za rękę i przez dłuższą chwilę tak z nim szła, ale po czasie puściła go i przeciągnęła się lekko. Lubiła się przytulać, ale wygodniej szło się po prostu bez dotykania drugiej osoby. Nie znaczyło to, że nie była blisko. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
    - Ulubiony kolor... niech zgadnę... czarny? - zaproponował z uśmiechem. - Bordowy? - dodał po chwili namysłu. - Och, nie mów, że złoty - puściła do niego oczu. - Mój to zdecydowanie błękitny z domieszką zieleni, niczym słone morze, które zmienia się z każdą minutą dnia. Och uwielbiam obserwować jak zmienia się niczym kameleon... a nawet głęboki, straszny granat ma w sobie to coś - odetchnęła głęboko. - Ulubiona potrawa? - spojrzała po nim, gdy szli w górę. - A jakiej potrawy kompletnie nie trawisz? - zainteresowała się jeszcze, na wieść o tym, że nie wie czy niebańskie zmarszczyła brwi. - Liczę jednak na to, że twoje kubki smakowe mnie nie oszukają i będzie to niebiańskie doznanie - puściła do niego oczko.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  27. An przytaknęła mu głową, zamierzała dalej walczyć, co najmniej raz na pewno chciała się tu jeszcze pokazać, później, to już zależy od tego czy znajdzie na to czas. Na pytanie o „takie” dawanie pokręciła głową i ręką na „jako tako”.
    - Tak i nie. W emocjach czasami pojawiają się tego typu rady od moich bliskich, ale zwykle wywołane są jakąś moją mniej lub bardziej świadomą prowokacją – przyznała, lekko wzruszając przy tym ramionami. – Talent do irytowania podobno mam nie z tej ziemi – parsknęła krótkim śmiechem. Tak to już bywało, że wiedziała gdzie uderzyć by zabolało, chociaż mało kiedy robiła to z zamysłem. W temacie broni słuchała go uważnie i zaraz kiwnęła głową.
    - Hmm… no to wiem za co się zabiorę po krótkim mieczu. Myślę, że ogarnięcie techniki broni krótkiej, średniej i długiej, chociażby po jednym rodzaju, może mi się w przyszłości bardzo przydać – stwierdziła. Oczywiście miała na myśli plan treningowy rozłożony na lata, a nie, że zaraz się za to wszystko zabierze. Sztylety ogarniała już dobrze, więc weszła w broń średniego dystansu, jak i z nią poczuje się dobrze, to wtedy zacznie z długim dystansem, tak przynajmniej widziała to w swojej głowie.
    - Małymi kroczkami, najpierw skupię się na krótkim mieczu – zapewniła. Przytaknęła mu na słowa o niskich osobach.
    - Tak, masz rację, chociaż wydaje mi się, że tak jak wszędzie, tak i tutaj pada to ulubione „to zależy”. Bo wydaje mi się, że w tematach szybkości czy zwinności, owszem, ale gdy chodzi o siłę, to jednak masa ma znaczenie, więc tu widzę więcej błędów popełnianych przez drobne osoby – przyznała. Przy słowach o wpadce już po prostu z lekkim uśmiechem kiwnęła głową.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  28. Spojrzała po nim lekko zaskoczona odpowiedzią co do koloru, ale szeroki uśmiech zaraz pojawił się na jej ustach.
    - Laleczko... tego się nie spodziewałam - przyznała pogodnie, pozytywnie zaskoczona wyborem. - Stalowe srebro i zieleń - powtórzyła po nim. No proszę. Uśmiech nie schodził z jej ust. Przyjrzała mu się uważniej raz jeszcze. Zielone lasy, pachnące drzewa... ta słodka roślinność, która jednocześnie uspokajała, jak i mogła prowadzić do zagrożenia. Pasowało to do niego. Zwilżyła językiem usta na wieść o jego ulubionym daniu, aż sama przy tym trochę zmarkotniała. - Moja ulubiona... będziesz się śmiał - stwierdziła z uśmiechem i przeciągnęło się lekko, patrząc w niebo. - Moją ulubioną będzie ryba... z ogniska... przygotowywana z odrobiną soli i szczyptą masła na samym końcu, masła, które rozpływa się po niej - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Nic wykwintnego, ale po prostu przypominające dobre wspomnienie - przyznała wesoło, po czym pokiwała lekko głową. - Również jeszcze nie znalazłam czegoś, co odrzucałoby mnie do tego stopnia, że chciałabym nigdy nie mieć tego w ustach - przyznała i przekręciła lekko głowę na jego pytanie. - Szabla - powiedziała spokojnie. - Szabla jest moją ulubioną bronią - uśmiechnęła się lekko. - Najchętniej po nią sięgam, dobrze leży w moich dłoniach - przyznała i dźgnęła go palcem w brzuch, tak jakby zrobiła to szablą, oczywiście tylko w ramach zabawy. - A jednocześnie dzięki temu, miecze i wszystko co stalowe nie jest mi obce i potrafię tą stal dzierżyć - uśmiechnęła się lekko. - Najbardziej chyba nie lubię... - zastanowiła się chwilę. - Łuków i toporów... Łuki są po prostu nudne... co prawda działają na odległość, ale ty najlepiej żebyś był schowany używając go. Na statku to nie ma racji bytu... a na lądzie... - spojrzała po nim i podrapała się lekko po głowie. - ...a na lądzie to ja... wolę zatańczyć z przeciwnikiem i zobaczyć jego twarz z bliska niż kryć się gdzieś i zabijać w ten sposób - wyjaśniła swój punkt widzenia. - A topór... jest dla mnie po prostu zbyt prosty, mało finezyjny i po prostu toporny... ciężki... brutalny i niezwykle skuteczny, przyznaję, lecz zupełnie nie dla mnie - dokończyła i umilkła, by z zapartym tchem oglądać panoramę z tego miejsca. Wskoczyła nawet na jakąś beczkę, by być jeszcze wyżej i przez chwilę po prostu wodziła spojrzenem po okolicy. Jej oczy uśmiechały się szeroko. - Nawet jeśli to piwo będzie tragiczne... - szepnęła cicho. - ...to widok stąd podbija jego wartość - uśmiechnęła się delikatnie i zeskoczyła z beczki, by wejść z nim do środka lokalu. Lokalu, który również miał w sobie coś z magiczności. Brak dachu, otwarte niebo, gwiazdy, które na nich stamtąd patrzyły. Obserwowała to wszystko z zapartym tchem, odrywając się od tego widoku dopiero, gdy Ashan postawił przed nią kufel piwa. - Piękne miejsce - przyznała, unosząc kufel do góry i stukając się z nim. - Naprawdę... 

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  29. Akane zaśmiała się i machnęła ręką.
    - Och spokojnie, jeszcze nie jesteśmy na tym etapie znajomości byś doświadczył mojego prawdziwego talentu do irytowania – poruszyła zabawnie brwiami. Zwykle jak drażniła to tych bliższych swemu sercu, to oni w końcu uczestniczyli w najważniejszych etapach jej życia i oni słuchali o głębszych pomysłach czy planach, opowiadali też o własnych czasem przynosiło spory. Kiwnęła wdzięcznie głową na stwierdzenie co do pomysłu z bronią, tak, też uważała, że to mądre. Poznanie różnych technik walki rzeczywiście sporo mogło ułatwić na polu walki. W końcu poznanie technik wroga nie jednego poprowadziło do zwycięstwa. Uśmiechnęła się na jego zapewnienie.
    - Dzięki – kiwnęła głową. Z trenerami to w końcu różnie bywało, więc miło, że Ashan nie planował narzucać innej broni. Ona osobiście wolała metodę małych kroczków i uczenia się jednej broni na raz. Słuchała go, gdy mówił o sile.
    - Tak, racja, siła na niewiele się zda, jeżeli nie trafisz w przeciwnika, chociaż to akurat zależy jak patrzysz na siłę i jak ją wykorzystujesz. Możesz się zafiksować i rzeczywiście ślepo patrzeć tylko na rywala, a możesz na przykład wykorzystać swoją siłę w terenie. Jak jesteś w stanie pierdolnąć tak, że aż się ziemia zatrzęsie, to nawet szybkość i zwinność mogą nie dać rady ustać w pionie, jak im gruntu pod nogami zabraknie – zaśmiała się lekko, a widząc, że dotarli, odruchowo strzepała z ubrania niewidzialne pyłki, a kiedy drzwi się przed nimi otworzyły to spokojnie weszła do środka, na powitanie skinęła głową do wykidajły.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  30. Tony nie skończył tylko na tym jednym ataku. W myślach miał już kolejny, choć nie był go pewien. Obserwował tęczówki Ashana, starając się przewidzieć jego następny ruch. Zsunął ostrze rapiera po jego broni, robiąc niewielki krok w bok, a następnie gwałtownie ruszył naprzód, napierając na przeciwnika całym swoim impetem. Ręka lekko mu drżała, lecz nie zamierzał się zatrzymywać. Nie tym razem. Wykorzystał częściowo to o czym mówił chłopak, ale i dodał coś od siebie. Gdy napór stał się wystarczająco silny, Tony nagle wypuścił rapier z dłoni i zszedł gwałtownie niżej. Obrócił się przy tym na bok i kopnął Ashana w zgięcie kolana, próbując wytrącić go z równowagi. Następnie, natychmiast pochylił się po upuszczony rapier, a drugą ręką wyszarpnął zza pasa sztylet. Chwycił go pewniej, zanim jeszcze zdążył się całkowicie podnieść. Ostrze sztyletu skierowało się prosto w biodro Ashana.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  31. - A może zachęcam? – uśmiechnęła się do niego zaczepnie. – To już od Ciebie zależy jak to rozumiesz – poruszyła zabawnie brwiami. Zaśmiała się zaraz krótko i przytaknęła mu głową.
    - Wiem, że potrafię, chociaż nie każdego. Mnie na przykład irytują nieznośnie tylko Ci, którzy coś dla mnie znaczą, cała reszta ma na to znikome szanse. Jest tylko kilka rzeczy, przez które odpalam się wobec obcych, więc śmiało mogę zakładać, że takich jednostek jak ja chodzi po świecie więcej – rzuciła luźno. Wysłuchała go w temacie siły i kiwnęła głową.
    - Tak, z tym zgadzam się w pełni – przyznała. Nie wchodziła głębiej w dyskusję, bo już byli po prostu na miejscu. Szła spokojnie za Ashanem, a po chwili zrównała z nim krok. Za ramię podziękowała, ale uśmiechnęła się do czerwonowłosego wdzięcznie. Gest był miły, ale nie czuła się tu na tyle nieswojo by z niego korzystać. Kiedy weszli do pomieszczenia zajmowane przez Szefa, skinęła mu głową, a zaraz po tym rozejrzała się po izbie. Szybko jednak wróciła do patrzenia na mężczyznę, nie chcąc wychodzić na wścibską. Na gest głowy zajęła jedno z krzeseł i odwzajemniła nikły uśmiech gospodarza.
    - Umiem się ustawić – odpowiedziała pół żartem, pół serio. Skinieniem głowy podziękowała za rurkę i przyjęła ją spokojnie, bez zbędnej ekscytacji. Na pytanie o temat, zerknęła jednorazowo w stronę Ashana, a widząc, że ten daje jej głos usiadła trochę głębiej w fotelu i wróciła wzrokiem do Szefa.
    - W temacie – odpowiedziała i pozwoliła sobie zaciągnąć się fajeczką.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  32. An na jego słowa o decyzji już po prostu lekko się zaśmiała i przytaknęła głową.
    Uśmiechnęła się lekko na komentarz Szefa, potem skupiła się na tym co mężczyzna miał do powiedzenia. Skoro był informatorem, to mógł mieć informacje cenne i dla niej oraz jej śledztwa. Dziewczyna przesunęła wzrokiem po korespondencji jaką gospodarz przekazał Ashanowi, zaciągnęła się fajką i wróciła do patrzenia na mówcę. Ciekawy ptaszek? Ciekawe to dla niej było na jakiej podstawie stwierdzali kto rzeczywiście jest podejrzany.
    - Robił coś konkretnego poza kręceniem? – zapytała. Warto było wiedzieć na co powinna zwracać uwagę u innych, tak w razie co. Popatrzyła uważniej po Szefie, gdy wspomniał o dzieciaku. Czyżby ktoś młodszy od niej? Śmiała przypuszczać, że jednak ktoś bliski jej wieku. Nie mniej, chciała poznać powód schwytania. Łapanie „dzieciaków” za „kręcenie się zbyt blisko” było dość szemrane. Słysząc o próbach ściągnięcia wojowników oraz o religijnych dyrdymałach zaciągnęła się ponownie fajką. Czyżby lud burzył się o coś więcej niż zmiana władzy? Będzie musiała się temu przyjrzeć. Przy temacie Gromów spojrzała kątem oka na Ashana, w to akurat nie zamierzała się wtrącać, ale tekst o „kocham cię” przyjęła z lekko uniesionym kącikiem ust.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  33. Akane spojrzała to na Szefa, to na Ashana i zaraz znowu na Szefa. Właściwie nie miała za bardzo co dodawać od siebie, wyjaśnienie powodów złapania młokosa średnio do niej przemawiało, ale nie zamierzała powtarzać słów po Ashanie. Dalej była tu tylko gościem, mogła zwrócić na pewne sprawy uwagę, ale nie czuła się na odpowiednim miejscu do prawienia kazań. Zaciągnęła się ponownie fajką słuchając ich wymiany zdań. Odetchnęła ciężko i lekko pokręciła głową. Z takim podejściem to pół ulicy można zgarnąć. Dla niej logiczne było, że książę spacerujący po mieście może zrobić szum, no ale… Nie zamierzała przedwcześnie oceniać sytuacji, może rzeczywiście zachowywał się jakoś podejrzanie i robił coś podejrzanego. Tym razem nie miała nic do dodania, po prostu zgadzała się z słowami Ashana, na które przytaknęła głową.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  34. Luna skinęła energicznie głową i parsknęła śmiechem. 
    - Tak i nie wszystkie pozory są nieprawdziwe - dorzuciła robiąc przy tym minę filozofki, wielkiej uczonej. Zgadzała się z nim co do tych pozorów, ale nie mogła powstrzymać się od dodania tej drugiej ewentualności. Gdy złapał jej dłoń i wspomniał że sam wpada w jej gust, poczuła jak policzki delikatnie się jej rumienią. Szczęśliwie zaraz przeszedł do tej jego jajecznicy, a ona parsknęła śmiechem.
    - Oczywiście, że nie obrzydziła - poinformowała go stanowczo. - Może nie wprawiła mych kubków smakowych w stan błogiego uwielbienia, ale i nie odrzuciła. Jadłam znacznie gorsze rzeczy - dodała. - Na przykład gulasz Syriusza... - wzdrygnęła się na samą myśl. - Smakował zepsutą rybą i miał jedną szaloną właściwość... człowiek wymiotował dalej niż widział przez trzy dni po nim - poinformowała go. - Nigdy, przenigdy... nie jedz jego gulaszu - dodała z poważną miną. - O... to może jednak mam coś co mnie konkretnie odrzuciło - przyznała po chwili z uśmiechem na ustach. Czasem człowiek musiał sobie coś przypomnieć zanim dochodził do wiadomych wniosków. Zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, kiedy on przygryzał jej palec i delikatnie zabrała dłoń z jego uścisku, żeby spojrzeć po nim nieco speszona. Cholera, jak on nie przestanie to ona mu pozwoli na więcej. Czuła to po kościach. Jej zdecydowanie zostanie zachwiane i ostatecznie opadnie. Jeszcze ten sugestywny komentarz co do widoków. Wbiła spojrzenie w niebo, zaraz po tym jak stuknęli się kuflami i znów uśmiechnęła nieco szerzej, po czym posmakowała trunku.
    - Ma całkiem interesujący smak. Czuć w nim nutę gorzkości, tak jak w każdym piwie, ale jest tu też coś więcej... coś słodkiego - uśmiechnęła się lekko. - Smacznego - przyznała. - Ciekawe, nie piłam nigdy takiego - pokiwała głową. - Chyba nie dane mi było pić jeszcze tak dobrego piwa... bo widzisz ja obracam się wśród rumu, bimbru, whiskey i wina - wyszczerzyła się do niego.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  35. [Może się jeszcze odkuje chłopaczyna xD przy kolejnym donosie bardziej się postara xD]

    Akane czuła rozdrażnienie Ashana, nie było może ono jeszcze jakieś srogie i bezpodstawne, ale nie było też nad wyraz silne. Takie łapanki zdecydowanie mogły robić jego rodzinie pod górkę. Dla wzmocnienia przekazu Ashana, sama spojrzała po Szefie z wyraźną dezaprobatą w oczach. Jak smark jej pokroju czasem na starszych tak spojrzy to dziwnym trafem ogarniają dupska. Zaciągnęła się ostatni raz i odłożyła fajkę kiedy Ashan wstał, wstała zaraz po nim. Widziała to jego ukradkowe spojrzenie, sama starała się emanować spokojem, sytuacja rzeczywiście nie rysowała się w kolorowych barwach, ale nie dotyczyła jej bezpośrednio więc łatwo było się do tego zdystansować. Kiwnęła głową, kolejny raz zgadzając się z Ashanem, a kiedy zaczęto ich prowadzić w stronę dzieciaka, spojrzała uważniej po Ashu.
    - Głęboki wdech i wydech zanim tam wejdziesz, nie jest źle, ale widać Twoją irytacje, możesz dzieciaka wystraszyć - szepnęła w jego stronę spokojnie. Mógł to zrobić samym statusem, gabarytami czy wyglądem, nie sprawiał wrażenia przytulnego misia na dzień dobry, więc lepiej było dmuchać na zimne.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  36. Poszła oczywiście za nim, skręcając w inną odnogę i kiedy on usiadł, ona oparła się o ścianę naprzeciw niego i spokojnie czekała. Nie tyle obserwowała jego działania, co czekała. Zwróciła uwagę na to co robił z papierosami. Sama uniosła lekko kącik ust na ten specyficzny sposób traktowania fajek. Zawsze była to dla niej podpowiedź na przyszłą misję, w razie co, warto było mieć zapasową paczkę. Milczała sobie spokojnie, a kiedy się odezwał, odepchnęła się od ściany i usiadła sobie obok niego z nieco bardziej zadziornym uśmiechem na ustach.
    - Nie, to po prostu moje umiejętności są tak zajebiście fajne – odpowiedziała mu, również pół żartem. Położyła mu dłoń na kolanie i lekko je poklepała. – Nie jesteś w tym ani mniej, ani bardziej skomplikowany od standardowej jednostki. Jak chcesz się na tym tle wyróżniać to musisz jeszcze trochę popracować nad odchyłami – dodała, dalej mało poważnie. Dopiero po chwili nieco spoważniała.
    - Jak chcesz rozegrać sprawę z dzieciakiem? Zwykła gadka szmatka, czy wchodzimy w jakieś role? – zapytała łagodnie. - W obu przypadkach odczytanie jego intencji nie powinno mi sprawić problemu – zaznaczyła dodatkowo.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  37. Uśmiechnęła się do niego pogodnie i zaśmiała krótko.
    - Mówisz? Jesteś gotów zmierzyć się z mnogością masek, jakie inni zakładają? – zapytała z zadziornym uśmiechem. Czasami sama się zastanawiała czy jej moc to dar, czy utrapienie. Całe szczęście zwykle zależało to od sytuacji i w danej chwili bardziej tą umiejętność ceniła niż przeklinała. Spojrzała po nim, gdy się zbliżył i parsknęła krótkim śmiechem na jego słowa o ranieniu.
    - Całe szczęście samoistnie się goisz – odpowiedziała żartobliwym tonem. Zaraz po tym skupiła się na jego planie co do złapanego chłopaka. Wzruszyła ramionami, gdy wspomniał o wieku.
    - Nie zdziwię się jak zbliżony wiekiem jest do mnie – przyznała i zaraz spojrzała po Ashanie wymownie, z lekko uniesionym kącikiem ust. No jasne, wykorzystać. Cmoknęła zaraz na to wyjaśnienie z brakiem ogłady.
    - Wiesz, człowiek uczy się całe życie, nie bądź znowu dla siebie taki krytyczny, jak poćwiczysz to może wyniesiesz czasem z takiej rozmowy nieco więcej niż tylko cudze stopy czy palce – rzuciła w nieco zaczepnym tonie, ale zaraz kiwnęła głową. – Spoko, mogę z nim pogadać, a Ty możesz robić za mojego ochroniarza. To dopiero będzie szacun na dzielni – poruszyła zabawnie brwiami. Nie miała nic przeciwko takiemu wykorzystaniu.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  38. Przytaknęła mu, kiedy wspomniał o potwierdzaniu informacji i roześmiała się serdecznie, kiedy tak pięknie ubrał w słowa ostrzeżenie dotyczące gulaszu Syriusza. 
    - Dokładnie - przesunęła palcem po swojej aorcie. - Ale jego placek z gumdrami jest wyśmienity - poinformowała go zaraz i zwilżyła językiem swe wargi. - Jest prze-prze-przepyszny - wyszczerzyła się do niego i przytaknęła. - Oczywiście, że twa jajecznica jest całkiem porządna - zgodziła się z nim. - Jeszcze jak popracujesz nad zawartością soli i pieprzu to będzie się w ustach rozpływać - dodała wesoło. Zawsze można było coś poprawić, kiedy się tego chciało. Spojrzała po swoim kuflu piwa, kiedy wspominał dlaczego tak bardzo je lubi. - Jak tak teraz mówisz to faktycznie ta słodycz mnie zaskoczyła - przyznała mu rację i umoczyła w piwie swe usta raz jeszcze, siadając na krześle naprzeciw Ashana. Założyła przy tym nogę na nogę i uśmiechnęła do niego, gdy zapytał o rum. - A widzisz...lubię rum - przytaknęła mu. - Jest moim pierwszym wyborem, bo jest tani - zaśmiała się lekko. - Ale zdecydowanie bardziej lubię Veyrann - upiła łyk swojego piwa. - Jest delikatny jak wino, ale rozgrzewa niczym whiskey, a przy tym nie jest aż tak ciężki - uśmiechnęła się szeroko. - Tak, on będzie moim ulubionym alkoholem - stwierdziła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  39. Luna spojrzała po nim z niedowierzaniem i zrobiła naburmuszoną minę.
    - Nie przypominam sobie, by część jajecznicy, którą dostałam była spalona czy niedosmażona... chcesz przez to powiedzieć, że specjalnie wyselekcjonowałeś najlepsze jej części, by połechtać me podniebienie? - zapytała unosząc lekko brew i wyciągając dłoń, by palcem musnąć jego nos. - Dziękuję, czuję się wyróżniona - uśmiechnęła się do niego figlarnie, choć rumieniec mimo wszystko wstąpił na jej policzki. Przytaknęła mu na słowa o poecie i powiodła wzrokiem za tym jego, po czym poprawiła trochę spódnicę. Skoro tak mu się to podobało to poprawiła ją tak by odsłonić nieco więcej swego uda, ale zakryć to czego nie chciała pokazywać innym tubylcom. Znów wzięła łyk swojego piwa i przytaknęła. - Oj tak, jest zdradzieckie, bo wchodzi i to całkiem nieźle... ale wcale nie jest takie słabe - przyznała, po czym pokiwała głową. - Też nie powiedziałabym, że do ciebie gin przemawia najbardziej - przyznała. - Raczej myślałabym, że pójdziesz w stronę whiskey, albo takiego piwa... - dodała, bo wino też jakoś jej do niego nie pasowało. Mimo, że był księciem i pewne pił go całkiem sporo.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  40. - Och no nie wiem - postukała się palcem po brodzie. - Wydaje mi się, że w trakcie podróży będę miała okazję do posmakowania twej jajecznicy po raz drugi i przekonania się - wyszczerzyła się do niego i posłała w jego stronę buziaka. Wiedziała, że go kusi, ale... to była jego własna wina. Wszystko przez to, że tak na nią patrzył, tak zwracał uwagę na wiele szczegółów. Onieśmielał ją, a jednocześnie sprawiał, że czuła się piękna. Niczym jedyna osoba na całym Siivet Lasku, która się dla niego liczyła. Bardzo mocno łechtało to jej ego. - Pogromca Parabellum? - spojrzała po nim i uśmiechnęła się krzywo. - Ciekawa nazwa... czyżby twój szwagier za tobą nie przepadał? - zainteresowała się, po czym zgodziła się z nim w kwestii tego, że każdy alkohol pasował do czegoś innego. Miał swoje przeznaczenie. Dlatego rum tak często nosiła przy sobie. Ten po prostu pasował do wielu sytuacji. Odwróciła na moment od niego wzrok, by przesunąć nim po widokach, jakie stąd się rozprzestrzeniały. Naprawdę jej się podobały. - Wolisz dzień czy noc? - zainteresowała się. - Jaka jest twoja ulubiona pora dnia? - wróciła do niego spojrzeniem.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  41. - NIe martw się, mam dar przekonywania - zaśmiała się. - Zachwalę twą jajecznicę jako jedno z dań, których się nie zapomina - puściła do niego oczko i uśmiechnęła się szerzej, upijając znów trochę swojego alkoholu. Ciekawe. Była ciekawa, czy i ją by pokonał z alkoholem, ale dziś nie chciała tego proponować. Może przy następnej okazji. - Skąd macie taką odporność? - zainteresowała się. - Bo chyba nie oszukujesz swoimi czary mary, co? - uniosła lekko brew i zaśmiała się lekko, po czym skinęła głową. - Ależ ty masz dziś niezaspokojone myśli - postukała się po brodzie. - Ja lubię moment tuż przed świtem, kiedy świat jeszcze śpi, słońce leniwie wyłania się nad horyzontem - uśmiechnęła się delikatnie. - Można wtedy pobyć samemu ze swoimi myślami i niczym się nie przejmować. - No i głęboką czerń nocy - wskazała palcem na wieczorne niebo. - Ze względu na te cudowne widoki...

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  42. Uśmiechnęła się do niego lekko.
    - A myślisz, że nie? Nie tykałoby, gdyby ukochana słodkie słowa prawiła, a Ty wiedziałbyś, że mówiąc je o innym myśli? – zapytała. – Obcych maski to nie problem, ale kiedy bliscy je zakładają to już ciężej się robi. Gdy wiesz, że ktoś tylko udaje przyjaciela, gdy komuś dobrze z oczu patrzy, a czujesz fałsz jaki z niego wypływa – wzruszyła ramionami. Akurat z tymi, na których jej nie zależało to i ona problemów nie miała. Dopiero, gdy działo się coś wielkiego jak grupowa panika, wtedy musiała bardziej uważać na przejęcie cudzych emocji. – Kiedy nad takimi umiejętnościami nie panujesz to mało kiedy jest wesoło – dodała szczerze, ale nie jakoś pochmurnie czy z pretensją w głosie. Mówiła spokojnie. Na pytanie o zachętę zaśmiała się krótko.
    - Nie koniecznie – akurat z rówieśnikami to różnie bywało, nie zawsze podobny wiek wychodził na plus. Przytaknęła mu, gdy brał pod uwagę kogoś młodszego.
    - Tak, biorę i to pod uwagę – przyznała, bo rzeczywiście przeszło jej już to przez głowę. Uśmiechnęła się nieco szerzej na jego szczery śmiech i zaraz uniosła brwi wyraźnie zaskoczona.
    - Biżuteria? Z wnętrzności? No wiesz… I dopiero teraz mówisz? – prychnęła pod nosem. – Od tego okazu powinieneś w ogóle zacząć nasze zwiedzanie – pokręciła głową, udając wyraźnie zawiedzioną minę. Słysząc o jego planowanych obserwacjach i ocenie, nonszelancko zarzuciła włosami.
    - Patrz i podziwiaj – rzuciła, po czym parsknęła śmiechem. Przyjęła jego dłoń i złapała ją by wstać. – Zobaczymy co za okaz się tu trafił – dodała i ruszyła wraz z nim, by chwilę później znaleźć się w pokoju ze wspomnianym dzieciakiem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  43. Przytaknęła mu głową.
    - Łatwiej na pewno, ale to nie znaczy, że łatwo – zauważyła z nieco zadziornym uśmiechem. Ona osobiście wymyśliła sytuację na poczekaniu, nie opierała jej na własnych doświadczeniach. Zaśmiała się na szczegóły odnośnie biżiuterii.
    - Na tą chwilę jeżeli już to jestem zainteresowana zobaczeniem takiej kolekcji, nie posiadaniem własnej, ale kto wie, może mi się odmieni i wtedy rzeczywiście będę szukać odpowiednich osób – odparła, puszczając mu oko. Jego nostalgia jasno zdradzała, że chodzi o członków jego rodziny. Z zainteresowaniem słuchała o zakazanych wyrobach, ostatecznie kiwając głową ze zrozumieniem.
    - Rozumiem – przyznała. Do pomieszczenia z dzieciakiem weszła pewnie, acz ze spokojem na twarzy. Uniknęła rzuconego w ich stronę kamienia. Nie specjalnie zwróciła uwagę na ten gest, po prostu ruszyła zająć krzesło w pomieszczeniu, a kiedy już to zrobiła, popatrzyła po młodziku. Czyli jednak, młodszy od niej.
    - Jak tylko ustalimy co takiego robiłeś, że uznano iż trzeba Cię tu umieścić, wtedy tak, wtedy będziesz mógł wyjść – przytaknęła głową spokojnie. – Możesz rzucać kamieniami i przedłużać ten proces, a możesz ze mną pogadać i naświetlić sprawę. Zdradzić swoją wersję zdarzeń – zaznaczyła łagodnie, dalej patrząc po chłopaku. Jej spojrzenie było umiarkowane, ani zbyt delikatne, ani surowe. Neutralne, przyszła tu po prostu dowiedzieć się o co właściwie chodzi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!