The world is a place
where the villains wear a smile on their face
While they take what you can never replace
Stolen moments gone forever
But tables can turn
As my enemies will soon enough learn
I will strike a match and then watch them burn
On the pyre of obsession
Ernest
Żelaznoręki
Żelaznoręki
człowiek | wynalazca | opętany | 180cm | 21.12 | 30 lat | Polszanin
Nic nie jest trwałe; każdy troszczy się o własne interesy i wartości. Życie zawsze będzie okrutne na swój sposób. Nie można go oszukać — zostaje wybór, jak stawić czoło temu, co czai się za rogiem. Ernest nie znał rodziców: matka prostytutka, ojciec pijak. Zanim nauczył się chodzić, przeszedł przez kilka rąk — handlarze, chłopi ulicy, cienie podziemnego świata — każdy traktował go jak towar bardziej niż człowieka. Jego jedynym kapitałem był umysł — bystry, przewidujący, skłonny do wynalazków. To jedyne, co mógł zaoferować, by zasłużyć na prawo do istnienia. W młodości produkował broń i podstępne narzędzia dla półświatka — ostrza, łuki, kusze, petardy, mechanizmy, ukryte urządzenia. Czynił to jednak na marginesie, nigdy jako główny gracz. Dopiero gdy król Perun dowiedział się o młodym majsterkowiczu i ściągnął Ernesta do swego pałacu, rozpoczął eksperymenty, produkcję broni, która miała pomóc utrzymać pozycję Polszy na arenie międzynarodowej - zyskując przy tym małą niesławę. Ale kiedy jeden z projektów przeznaczono na testy na bezdomnych sierotach — istotach równie bezbronnych jak on sam — Ernest zbuntował się, a raczej wyraził niezadowolenie i poprosił o znalezienie innej "grupy testowej". Sprzeciw kosztował go wolność: trafił do lochów, spustoszony torturami, złamany psychicznie i fizycznie, pozostawiony przejmować kontrolę nad Ernestem w momentach skrajnej potrzeby (albo, gdy po prostu miał na to ochotę), zwiększając jego moc, ale też grożąc utratą kontroli. Ernest uciekł, ranny, ale wolny. Następnie trafił na piękną, niebezpieczną nieznajomą, która okazała się wyjątkowa użyteczna i komptetentna. Nie narzeka na swoje aktualne położenie, uparcie dąży do realizacji własnych ambicji i jak na razie nikt nie zdaje się próbować zmienić jego zdania, co wyjątkowo cieszy. Dziś przemierza Mathyr, żyje w cieniu paktu i własnych ambicji oraz chęci zemsty. Powraca do pracy nad bronią — tym razem wedle własnych zasad, łącząc technologię oraz magię, jeśli ta nawinie mu się w ręce. Nie podlega królowi ani żadnym szajkom — działa tam, gdzie opłaca się najbardziej. Doświadczenie nauczyło go jednego: nikt nie zadba o niego lepiej niż on sam. Zaufanie to luksus, na który rzadko kto zasługuje. Sojusze to transakcje, a lojalność — waluta, którą wydaje się tylko wtedy, gdy cena jest wygodna.
POWIĄZANIA/DODATKOWE
_____________________________________________________________________
cytat: Thomas Borchert - Hell to your doorstep
tytuł: Eren Jaeger Rap - “Let It All Burn” | FabvL [Attack On Titan]
tytuł: Eren Jaeger Rap - “Let It All Burn” | FabvL [Attack On Titan]
zapraszam do wątkowania
En odwróciła głowę lekko w bok, trochę jakby coś właśnie usłyszała. Chichot... co prawda w swojej głowie, ale jednak. "Wyjątkowo nieodpowiednia" zaszumiało, a ona uniosła kącik ust raz jeszcze. Wróciła po chwili spojrzeniem do czarnowłosego, popatrzyła po nim. Nie skomentowała wypowiedzi, po prostu ruszyła w stronę wspomnianej kopalni. Jej ciało dopiero teraz zaczęło wychodzić z trybu obronnego, spięte mięśnie nieco puszczały. Sama również była brudna, nie miała też na sobie ubrań, ale aktualnie to nie było istotne. Pożar... Pomyślała chwilę. Przy takim deszczu nie ma co liczyć na suche drewno i rozpalenie ogniska, no, przynajmniej teoretycznie. Idąc w stronę celu, zaczęła zbierać mokry chrust, a kiedy już dotarli, upuściła zbiory na środku. Kopalnia miała może jakieś dwa metry na dwa, całą resztę tunelu przysypywały kamienie.
OdpowiedzUsuń- Podobno tu straszy... Wielu zginęło jak się zasypała... - rozejrzała się po niewielkiej przestrzeni i zatrzymała wzrok na Erneście. - Boisz się duchów? - zapytała, uważnie go przy tym obserwując.
Ennis
Kiedy on cieszył oczy i ręce zawartością kopalni, ona kucnęła przy chruście i zaczęła wyciągać z niego wodę, aby był suchy jak wiór. Chwilę jej to zajęło, odłożyła też jeszcze trochę kawałków na bok, by było co dorzucać. Ulewa rozhulała się w najlepsze i nawet ona czuła chłód nadchodzący z zewnątrz. Wiatr dokazywał razem w kroplami deszczu. Co prawda niebo rozcinane od czasu do czasu błyskawicami, miało swój urok, ale zdecydowanie przyjemniej oglądało się je z dachem nad głową, a nie ze strumieniami deszczu w oczach. Ennis ziewnęła przeciągle. O tych godzinach zwykle spała, poza tym, wyrwano ich ze snu, więc ciężko się dziwić. Słuchała teorii Ernesta, a kiedy już wysuszyła drewno, zajęła się rozpaleniem ogniska.
OdpowiedzUsuń- Sugerujesz, że ktoś zawalił tą kopalnie celowo? Czy może po prostu korzysta z tragedii innych i czerpie własne zyski, rozpowiadając brednie? - popatrzyła po tym co chował do plecaka.
- Mniej problematyczne, tak? - przesunęła po nim spojrzeniem. - Jak chcesz być mniej problematyczny to lepiej zdejmij ciuchy i wciągnij na siebie coś suchego - taka pogoda dla ludzi potrafiła być zabójcza, a nie zamierzała tracić czasu na zajmowanie się chorym.
Ennis