Jesteśmy całkiem podobni, prawda? Przeklęci aż do usranej śmierci, a potem nie wiadomo nawet, co dalej. Nigdy nie przestanie mnie to przerażać — to dziedzictwo, to piętno, którym najpierw zranili Ciebie, a potem mnie. Nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdybyś nie był ze mną przez wszystkie te lata spędzone w piekle. Nie wiem, ile żyć bym odebrał, a sama myśl o tym, kim mógłbym się stać, naprawdę mnie przeraża. Przykro mi, że Ty też musiałeś przez to przejść. Nigdy nie winiłem Cię za to, czego sam doświadczyłem. To nie była Twoja wina. Myślę jednak, że właśnie to mocno nas do siebie zbliżyło — to wspólne cierpienie. Nikt nie rozumie tego, co siedzi mi w głowie, tak dobrze jak Ty, ojcze. Chcę być tarczą dla naszej rodziny, ale kiedy nadejdzie moja czarna godzina, proszę, bądź przy mnie tak, jak byłeś wtedy, gdy byłem jeszcze dzieckiem. I przepraszam za to, że przeze mnie nie mogłeś być przy reszcie, kiedy Cię potrzebowali. Wiem, że nie chcesz słuchać tych przeprosin. Wiem, że nigdy nie patrzyłeś na to tak jak ja, ale mimo wszystko przepraszam. Przepraszam, że jestem Twoim przekleństwem, cieniem spędzającym Ci sen z powiek, przypomnieniem, że Twój syn odziedziczył Twoje najgorsze piętno. I dziękuję. Za każdą wspólną chwilę, która była, jest i jeszcze będzie.
Twój uśmiech potrafi rozgonić każde chmury. Nikt nie potrafi robić tego tak jak Ty i chyba właśnie dlatego sam nigdy całkowicie nie pogrążyłem się w rozpaczy. Kiedy czułem się wyobcowany, kiedy obwiniałem się zbyt mocno i nikt nie potrafił już do mnie dotrzeć, Ty przychodziłaś, nazywałaś mnie synem, uśmiechałaś się, brałaś mnie w ramiona i nagle wszystko wracało na swoje miejsce. Pamiętam, kiedy byłaś jeszcze tak młoda i miałaś tylko mnie. Pamiętam Twój śmiech, gdy spaliłem Niklausowi brwi. Pamiętam Twój krzyk i płacz podczas rewolucji. Pamiętam, jak się zmieniłaś, ile musiałaś udźwignąć, a jednak widzę, że gdzieś pod tym wszystkim dalej pozostałaś sobą. Nie mogłem marzyć o lepszej matce, o kimś, kto zawsze złapie mnie za rękę i poprowadzi w stronę światła, nawet kiedy sam będę próbował uciec w ciemność. Dałaś mi znacznie więcej niż samo życie. Mamo, dziękuję Ci, że jesteś naszą matką. Że to właśnie Ty, a nie ktokolwiek inny.
Nieważne, co ktokolwiek kiedykolwiek powie — zawsze będę uważał, że to moja wina, co Cię spotkało. Gdyby nie ja, nie zostałabyś zesłana do Hiell, nigdy nie byłabyś tam sama i nigdy byśmy Cię nie stracili. Widzę, jak bardzo Cię to wszystko ukształtowało, widzę życie, które zbudowałaś sobie pomimo tego, co Ci zrobiono, i napawa mnie to jednocześnie dumą oraz żalem. Podziwiam, na jak silną kobietę wyrosłaś mimo tylu przeciwności, siostro. Żałuję tylko, że nie mogłem nieść z Tobą Twoich bolączek. Razem byłoby łatwiej. Nie mamy idealnej relacji, cały czas uczymy się ją budować, a jednak znaleźliśmy już całkiem dobry wspólny język, a nadrabianie straconych lat jest, ku mojemu zaskoczeniu, zwyczajnie niesamowicie relaksujące. Słyszę zewsząd, że jesteś Grandsandem, nie widziałem jednak, by którykolwiek Grandsand potrafił jednocześnie mrozić i palić spojrzeniem tak jak Ty albo ojciec. Nie znam też nikogo, kto potrafiłby tak pięknie łączyć mrok i krew z miłością oraz czułością. Jesteś częścią tej rodziny. Zawsze nią będziesz. Niezależnie od tego, w którą stronę pójdziesz, my zawsze zostawimy dla Ciebie otwarte drzwi.
Mój jedyny brat, którego kocham całym sercem, a jednocześnie regularnie mam ochotę rozszarpać, spalić i rozrzucić jego popiół na wszystkie strony świata. Nikt nie potrafi wzbudzić we mnie tylu skrajnych emocji, nieważne, czy naraz, czy każdej z osobna. Wiem, że cierpiałeś, kiedy mnie nie było, i przepraszam. Naprawdę przepraszam, że nie mogłem wtedy być przy Tobie, bo uwierz mi, bardzo bym chciał. Nie jestem idealny. Daleko mi do ideału czy jakiegokolwiek wzoru. Próbuję was wspierać, ale czasami po prostu nie jestem w stanie. Możesz mówić, że jestem zakałą tej rodziny i nie będę Ci tego zabraniał — proszę bardzo, pewnie nawet masz trochę racji. Nigdy nie był ze mnie dobry książę. Nienawidzę ozdobnych szat, ceremonii i długich przemówień, nie czuję się też dobrze między murami pałacu, jeśli od czasu do czasu nie mogę uciec na pustkowie i przypomnieć sobie, jak wygląda wolność. Proszę Cię jednak, wstrzymaj czasem swoją nienawiść i gniew. Nie wylewaj całej swojej żółci na każdego, kto znajdzie się w zasięgu Twojego głosu, bo pewnego dnia naprawdę zostaniesz sam. A kiedy mnie zabraknie, może już nie być nikogo, na kim będziesz mógł się bezpiecznie wyżyć. Samotność, cóż... samotność jest jedną z najgorszych kar, jakich można doświadczyć. Nie życzę Ci jej, braciszku. Dlatego, do cholery, wyżywaj się tylko na mnie.
Masz uśmiech matki, bez dwóch zdań — zresztą nie tylko to po niej odziedziczyłaś. Podziwiam Cię na swój sposób. Sporo przeszłaś, wiele się od Ciebie wymaga, a do tego sama niejednokrotnie robiłaś sobie pod górkę, ale nigdy, w żadnym momencie swojego życia, nieważne, co się działo, nie straciłaś tego pięknego, radosnego śmiechu, optymizmu i gadulstwa, które, o dziwo, potrafi być naprawdę odprężające, kiedy wyłączam się z papierem i ginem w rękach. Nie wiem, jak Ty to robisz. Nawet kiedy bałaś się, że znikniesz, że zostaniesz wymazana, potrafiłaś szczerze się uśmiechnąć, żeby podarować komuś odrobinę własnego ciepła. Nie trać tego. Nie trać miłości, którą masz dla innych, tego śmiechu ani nawet tych żartów, które tak pokracznie opowiadasz. Przypominasz mi mamę z czasów, kiedy sam nie potrafiłem jeszcze dobrze mówić. Będziesz świetną Kapłanką, jestem tego pewien, i nie pozwól nikomu wmówić sobie, że będzie inaczej. I nie zapominaj — nigdy nie dam Ci wygrać pojedynku. Za słodko się denerwujesz, siostrzyczko.
Ciężko mi powiedzieć coś więcej poza tym, że po prostu Ci dziękuję. Za to, że pomogłaś Darcy zapanować nad jej mocami, za każdy prezent i każdy dzień, który udało Ci się dla nas znaleźć pomiędzy wszystkimi swoimi obowiązkami. Nie jesteś typową ciotką, ale, bądźmy szczerzy, to akurat całkiem typowe dla tej rodziny. Wiem, że nie łączą nas prawdziwe więzy krwi, a jednak zachowujesz się tak, jakby właśnie tak było. Cieszy mnie Twoja obecność w naszym życiu. Nie zawsze potrafię to powiedzieć wprost, więc uznaj, że właśnie wykorzystałem swój limit czułości na najbliższe kilka lat.
Morgana Cię kocha. To jest najważniejsze. Osobiście nie mam z Tobą większych problemów. W większości. Uważam, że potrafisz być zbyt porywczy i nie zawsze masz dobry plan działania, a czasami wychodzi z Ciebie paskudny hipokryta, zwłaszcza kiedy, chcąc chronić swoich najbliższych, sugerujesz, żebym to ja naraził własnych. Nie musisz rozumieć, dlaczego się na to nie zgadzam ani co dokładnie mam na myśli, mówiąc o narażeniu. Będę Cię szanował i darzył pewnego rodzaju sympatią tak długo, jak Morgana będzie Cię kochać. Jesteś jej sercem i dobrze, że ma kogoś takiego jak Ty — kogoś, kto kocha ją taką, jaka jest, i pomógł jej pokonać własne demony. Wybacz też to, co zrobiła moja matka. Chyba nikt nie spodziewał się... takiego powrotu zaginionego Płomyczka naszych serc. Ale skończ już podbierać moje papierosy bez słowa. Wiem, że robisz to, zatrzymując czas, ale, kurwa, potrafię liczyć i wiem, ilu paczek mi brakuje. Naprawdę łatwiej byłoby po prostu zapytać.
Jesteś moją małą Iskierką. Naprawdę nią jesteś, ale czasami przeraża mnie Twoja otwartość i to, ilu ludzi potrafisz zebrać wokół siebie, ledwie zaproponujesz jakąś zabawę. Wiesz, maluchu, to miał być tylko nasz dzień, a Ty zawsze znajdziesz kogoś jeszcze. Przeżyję to jednak, bo zbyt mocno bawi mnie przerażenie na twarzach Twoich rodziców czy dziadka, kiedy robisz im dokładnie to samo. Poza tym dzięki Tobie nikt już nie wyprze się naszych genów — wdałeś się w babcię i ciocię po całości. Tylko czekać, aż podrośniesz. I nie, nie rozpieszczamy Cię. Chęć spędzania z Tobą czasu to nie rozpieszczanie. No dobrze, dziadek Cię rozpieszcza. To prawda. Zasypuje Cię prezentami, ale... nie potrafię wyjaśnić, dlaczego to robi. Chyba przez Ciebie zwyczajnie nieco mu odbiło. Jeżeli ktokolwiek Cię skrzywdzi, przysięgam, że będzie umierał godzinami, zanim ostatecznie pozbawię go jego parszywego życia. Nikt nie ma prawa nękać mojej Iskierki.
Czasami się boję, że to, co nas łączy, okaże się za małe. Że Twoja miłość będzie tak samo ulotna jak każda inna romantyczna chwila, którą zesłał mi los. Naprawdę coś do mnie czujesz? Bogowie, chciałbym, żeby tak było, bo mam ogromną słabość do Twojego uśmiechu, do tego, jak się śmiejesz i jak rządzisz, rozstawiając wszystkich po kątach. Masz w sobie niesamowity ogień jak na kogoś, kto całe życie spędził na morzu. Jesteś niesamowita i kompletnie zawróciłaś mi w głowie. Czekałem choćby na jeden list z Twoją odpowiedzią. Tak, powiedziałem Ci, co czuję, bez skrupułów. Życie nauczyło mnie, że nie ma sensu ukrywać własnych emocji i pragnień. Wolę zostać odrzucony, niż później żałować, że nigdy nie spróbowałem. Zresztą kto nie pragnąłby kobiety takiej jak Ty? Twoje usta są bardziej uzależniające niż nikotyna, a Twój zapach działa na mnie jak narkotyk, ale błagam Cię o jedno — nigdy więcej nie próbuj zabić się na moich oczach. Tego nie potrafię wybaczyć.
Chyba tylko Ciebie mogę tak naprawdę nazwać przyjacielem. Znałem Cię, zanim wyglądałeś tak jak teraz, i nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego inni brzydzili się Tobą za coś, co sami Ci zrobili. Twój klan ma naprawdę wiele wad. Czasami ciężko mi znieść świadomość, że łączy nas z wami tak bliski sojusz, bo część waszych przekonań jest w moich oczach zwyczajnie idiotyczna. Dobrze, że próbujesz to zmienić. Dobrze, że masz swoją Kaveri. I dobrze, że po tylu latach dalej możemy nazywać się przyjaciółmi. Moją sympatię zdobyłeś już dawno temu. Nasze pojedynki, wspólne polowania i opowieści przy ognisku na wulkanicznych pustkowiach — to wszystko dobre wspomnienia, do których naprawdę lubię wracać. Dobrze mieć Cię po swojej stronie, Feo.
Masz swój ciekawy charakterek i jeszcze ciekawsze spojrzenie na świat. Nie zawsze nadążam za tym, ile mówisz i jak bardzo potrafisz pasjonować się wszystkim, co Cię otacza. Mam pewien problem z przesadnie radosnymi osobami, sam nie do końca wiem dlaczego. Mimo wszystko Ty zdajesz się mnie rozumieć. Nie oceniasz po pozorach i potrafisz sprawić, że czuję się przy Tobie swobodnie, a nawet mogę się zwyczajnie uśmiechnąć bez zastanawiania się nad tym, czy powinienem. Zaskakujesz mnie dość często, pozytywnie, co samo w sobie jest już osiągnięciem. Jestem ciekawy, co jeszcze wniesiesz do mojego życia. Wizja wspólnych misji ani trochę mi nie przeszkadza. Mam nawet wrażenie, że nie będę się na nich męczył, a to z mojej strony naprawdę spory komplement. Lubię Cię słuchać. I, co chyba ważniejsze, lubię być wysłuchany przez Ciebie.
Naprawdę nie rozumiem Twoich pretensji ani tego, dlaczego łazisz za moim rodzeństwem z dziwnymi pomówieniami, zarzutami i jeszcze dziwniejszymi prośbami. Tak, nie przyszedłem po Ciebie na kolejny trening. Tylko że Ty również nigdy się po ten trening nie zgłosiłeś. To nie mnie ma zależeć bardziej. Nie będę marnował czasu na kogoś, kto nie potrafi wykazać się determinacją ani odwagą potrzebną do tego, by pójść po swoje. Ty tego nie zrobiłeś. Nie wprost. Jeśli ktoś tak wygadany jak Ty nie potrafi stanąć przede mną twarzą w twarz i powiedzieć, czego chce, to jak możesz oczekiwać, że bez lęku staniesz naprzeciw kogoś, z kim będziesz walczył stalą na śmierć i życie? Masz potencjał, nie będę Ci tego odmawiał, ale Twój hart ducha jest dla mnie zwyczajnie niezrozumiały. Postaram się Ci pomóc, ale przestanę w chwili, w której zaczniesz oczekiwać, że to ja będę za każdym razem wychodził do Ciebie z inicjatywą. Trening ma nauczyć Cię walczyć, a nie sprawić, że będę niańczył dorosłego mężczyznę.
Nie wiem, kto pomyślał, że dobrym pomysłem będzie dać Ci lutnię do rąk, bo ani nie potrafisz na niej dobrze grać, ani trafić w jakąkolwiek tonację. Jest jednak w tym wszystkim coś dziwnie satysfakcjonującego, kiedy pomyślę, że Syriusz musi słuchać Twojego rzępolenia każdej zasranej nocy. Nie jesteś taki zły. Twoje towarzystwo bywa nawet przyjemne, szczególnie po odpowiednio dużej dawce rumu. Tylko na bogów, nigdy nie próbuj ze mną śpiewać. Jeden z nas powinien zachować resztki godności.
Naprawdę mocno się pomyliłem, kiedy pozwoliłem sobie zakochać się w Tobie. Zdawałaś się wtedy całkiem inna. Byłaś ze mną, potrafiłaś przegadać ze mną całą noc, pozwolić mi położyć głowę na swoich udach i choć na chwilę zapomnieć o tym, kim jestem i czego wszyscy ode mnie oczekują. Byłaś odskocznią od wszystkiego, przez co mam dość własnych tytułów. Byłaś moją ostoją, a ja naprawdę wierzyłem, że łączy nas coś wyjątkowego. A potem zaczęłaś knuć. Wmawiać innym, że żona pierworodnego powinna zostać następczynią mojej matki. Budować sobie pozycję wokół decyzji, która nigdy nie powinna należeć do Ciebie. Ani do mnie. Ani do kilku bogatszych ludzi w kraju. Kapłanką nie powinien zostać ktoś tak próżny jak Ty. Ktoś, kto sprzedaje obietnice, których nie jest w stanie spełnić. Ktoś, kto próbuje grozić mojej siostrze. Nie chcę Cię więcej znać. Nie pokazuj mi się na oczy. Nic już nigdy więcej nas nie połączy.
Przepadłem dla Ciebie od pierwszego wejrzenia, mówiąc całkiem szczerze — dokładnie w chwili, gdy zobaczyłem, jak rozłupujesz czaszki dwóch zębaczy naraz. Zawsze miałaś w sobie tę gorącą, agresywną pasję, której zwyczajnie nie potrafiłem się oprzeć. Każdego dnia wyczekiwałem naszego kolejnego spotkania. Uwielbiałem wspólne polowania, ciepłe noce pod gwiazdami, a także... Twój okres godowy. Jesteś niezwykłą kobietą. Dalej nią jesteś, tylko teraz ktoś inny będzie miał szczęście zdobyć Twoje względy. Nie boli mnie już Twoja strata. Nie boli mnie nawet to, że ostatecznie wybrałaś swój klan zamiast mnie. Mamy własne życia, własne ambicje i drogi, które zaprowadziły nas w inne strony. Ale to, co mi dałaś, i wspomnienia, które razem stworzyliśmy, na zawsze pozostaną częścią mnie. I naprawdę cieszę się, że kiedyś mogłem Cię kochać.
Nie znam Cię zbyt dobrze, ale szanuję to, ile robisz dla wszystkich, na których Ci zależy. Jestem Ci wdzięczny za to, jak bardzo troszczysz się o Darcy, i cieszę się, że możecie nazywać się rodzeństwem. Uważam, że powinieneś czuć się zaszczycony — udało Ci się bardziej otworzyć ją na świat i dać jej pewność siebie, której wcześniej często brakowało. Widzę też, że lubisz chować się za maskami. Wiem, jak to jest. Sam przez większość życia robiłem dokładnie to samo, tylko moje maski nie zawsze dało się zobaczyć. Myślę, że możemy znaleźć wspólny język.
Tknij moje siostry jeszcze raz, a przysięgam, że osobiście oskóruję Cię żywcem i żaden ogień ani żadna przemiana Ci nie pomogą. Nie masz prawa choćby spojrzeć w ich stronę. Chciały dać Ci szansę. Chciały, żebyś był ich przyjacielem, a Ty dobierasz się do jednej jak zasrany kurwiarz, a drugą wyzywasz, gdy tylko nadarzy Ci się okazja. Nie zapominaj, że to Twoje władczynie, Ty marny psie. Nie potrafię znaleźć nawet krzty szacunku dla kogoś tak pustego, że łudził się, iż przez sypialnię zdoła zostać Pogromcą. Ty? Naprawdę? Nigdy nie miałeś ku temu charakteru i, jak widać, życie postanowiło to tylko potwierdzić. Dobrze, że zniknąłeś z Phyonix. Nic dobrego by Cię tutaj nie spotkało, dopóki ja w nim jestem. Spierdalaj.
0 dopisków
Use your imagination! Feel free, only +18 here!