Ryu
21 lat (09.10) | teoretycznie Argar | Włda iluzją oraz widzi ścieżki przyszłości| 175 cm
Szczupły, czarnowłosy i czarnooko chłopak, który w życiu ma bardzo często pod górkę. Te 175 cm wzrostu łączy w sobie cierpliwość, spokój, a także dobre słowo, którym raczy swych najbliższych. Mimo tego, że część jego przyjaciół już uprawia profilaktykę rozrodczą, on zostaje na uboczu. W tej chwili nie potrzebuje dzieci. Czasem ma wrażenie, że został całkowicie sam, ale w głębi duszy wie, że to tylko wrażenie. Niekiedy jednak trudno je od siebie całkowicie odeprzeć. W wyniku splotu różnych wydarzeń - chłopak nie szuka już głębszego uczucia. Zamierza po prostu dobrze się bawić. Zwykle u swego boku ma Shadow - swojego psiego kompana, a spotkać go możesz wszędzie, bo to człowiek, który nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Wszędzie go nosi.
CZYTAJ DALEJ | RELACJE |

— Nikt ich nie zabił — odpowiedziała, patrząc po Ryu. Zastanowiła się chwilę. Ta sprawa była dość stara, nie pamiętała wszystkiego dokładnie, ale coś w głowie jej się jarzyło. Jako tako. — Czekaj — przystanęła i wyciągnęła swoją mapę, uważnie ją obserwując. — Widziałam je raz. Ale byłam… mało oswojona, pamiętam, że wyglądały dość normalnie jak na wiedźmy, ale wiesz… one nie bardzo się starzeją. Zgubiłam się w trakcie treningu. Za dużo zapachowych pułapek rozstawiono i zaszłam do ich chaty. Wyprowadzały się wtedy. A chata powinna być… tutaj — wskazała miejsce na mapie. Zastanowiła się przez chwilę, próbując sobie przypomnieć tamten widok. Zagryzła wargę. — Pytały czy chcę zawrzeć z nimi układ i odmówiłam. A gdybym zmieniła zdanie… iść słodką ścieżką… jest szansa, że jakiś ślad po sobie zostawiły — odparła na koniec.
OdpowiedzUsuńOnyx
Na to Gave już mu nie odpowiedział, bo co niby miał powiedzieć? Rozumienie swoich emocji i decydowanie za siebie było czasem dla niego awykonalne. Wręcz panicznie się tego bał. Podjęcia złej decyzji. Niby takie decyzje definiują i uczą życia, ale on... on po prostu bardzo się ich bał. Bardzo. Dopił więc szybko swoje piwo, by nie musieć na to odpowiedzieć, po czym wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem Ryu - mruknął. - Myślę, że ucieszyłbym się z widoku przyjaciela - przyznał szczerze, bo przecież Akane miała go za przyjaciela, chociaż on sam wiedział, że dla Ryu była i zawsze będzie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Widział to na jego twarzy, w jego ruchach czy spiętych mięśniach. Przy tym jak bardzo starał się być w temacie Akane neutralny. Kochał ją. Cały czas. Ech, mógłby już to sobie odpuścić. Minęło tyle czasu, że to nie wróżyło dobrze w jego własnej sytuacji. Akane też zapowiadała się na takiego długodystansowca. - Myślę, że sama twoja obecność dużo by jej przyniosła. No wiesz, ostatnio bardzo psioczy na przyjaciół. Marudzi, że nikt jej nie rozumie i te sprawy - westchnął, a gdy Ryu poprowadził go do swojego domu, nie zaprotestował zbyt mocno. W końcu znów miał rację. Tam była mniejsza szansa, że ktokolwiek ich podsłucha. Zabrał tylko frytki ze sobą i zaraz rozwalił się na łóżku Ryu tuż obok siebie.- Ech spierdoliłem... pozwoliłem jednemu gościowi... zbliżyć się za bardzo. Popełniłem błąd i trafił mnie w... - zacisnął mocno wargi i rozpiął koszulę by mu pokazać. - Ryu, mnie paraliżuje na widok włóczni. Stoję jak ten ciołek i nie mogę zrobić ruchu. Nie może tak być... nie kiedy chcę walczyć, chcę pomagać, chcę bonić - wymamrotał. - Czuję, że to... no wiesz, że to jedyne co lubię i potrafię - szepnął cicho, nie patrząc mu w oczy, tylko obserwując swe drżące dłonie. - Nie wiem... jak sobie z tym poradzić - mruknął cicho. - A co do Latrala... to długa historia. Najlepiej wyciągnij coś do notowania, przyda ci się - westchnął przeciągle i opadł na poduszki, wyciągając się mocno. - Całkiem wygodne wyrko masz...
Gave
Spojrzała zdziwiona po Ryu, a później urażona. Zmarszczyła brwi i wypuściła powietrze ustami.
OdpowiedzUsuń— Jestem pewna. W ogóle co to za bajka o Jasiu i Małgosi? — zapytała, chowając mapę. No jeszcze tego brakowało, żeby najpierw ją o coś pytał, a potem podważał prawdziwość jej słów. Wypuściła powietrze z ust. — Mam dobrą pamięć, spędziłam trochę czasu na tych mokradłach. 3 dziwne wiedźmy, uszy na sznurkach i stara chata by mi się nie przyśniła — dodała jeszcze. — O słodkiej ścieżce słyszałam od nich, ale słodyczy tam wtedy nie było. Mówiłam, że kazały szukać tej ścieżki, gdybym jednak chciała zawrzeć z nimi układ. Z tego co o nich opowiadali wiem tylko, że na interesach z nimi można postradać zmysły.
Onyx
Gave uśmiechnął się w odpowiedzi i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Cóż... Tony, Akane, Dar, a nawet Grima tęsknią za tobą - powiedział wprost. - Może o tym nie mówią, ale to widać. Ja to widzę - dodał oddychając głęboko. - I ty zwykle wiesz co powiedzieć przy An, jak się zachować... no wiesz tak, żeby się nie wkurzyła ani nie odebrała inaczej twych gestów - mruknął oddychając głęboko. - Po prostu pomyślałem, że jesteś odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i mógłbyś chociaż trochę ją wesprzeć - przyznał. Skrzywił się lekko na komentarz dotyczący włóczni i odebrał od niego bimber, upijając łyk trunku. - Mhm uwierz mi... ja też nie - mruknął, bo nigdy w życiu faktycznie by nie pomyślał, że będzie się obawiał jakiejś broni. Zacisnął wargi słysząc szczerą wypowiedź Ryu. Przynajmniej nie mydlił mu oczu. Mówił prosto z mostu, że nie ma pojęcia jak sobie z tym poradzić. Mimo wszystko miło było usłyszeć, że chłopak w niego wierzy. Chociaż trochę. Upił kolejny łyk bimbru i spojrzał po jego pergaminie. - Ech okay, więc od początku - mruknął. - No to teraz się trzymaj, przede wszystkim Latrala to jest mafia, kult... po prostu wchodzisz i wsiąkasz - powiedział mu wprost. - W marcu 2026 roku rozpoczną polowanie na owieczkę jaką jest Akane. I będą to robić każdego dnia, który jest podzielny przez 3. Czyli jak 3 marca zaczną to potem co 3 dni znowu będzie próba, potem jeśli przeżyje marzec to dostanie nagrodę w postaci kwietnia i maja, by w czerwcu znów zaczęła się sieczka co 3 dni... i potem znów... wrzesień i na koniec grudzień... zgaduję, że jeśli nie uda im się przez ten rok to ich szansa odfrunie w siną dal - westchnął ciężko. - Mają jakiegoś fioła na punkcie liczby trzy, trzeba by się nad tym pochylić... a czemu tak myślę? Bo widzisz, zanim Akane będzie odpowiednią owieczką to musi przejść przez 3 bramy. Musi je złamać. I tu jest jakieś pierdolenie o dupie Szopena - westchnął. - Jedna dotyczy rodziny, druga kumpli, a trzecia miłości - wyjaśnił. - Teraz się trzymaj. Jedna z nich już pękła - powiedział krótko. - Nie wiem która, ale jedna pękła. A wszystkie te bramy są jakieś chore wiesz... - westchnął przeciągle. - Porzucenie przez kumpla, porzucenie przez rodzinę i nienawiść do miłości - mruknął. - I szczerze? Nie mam pojęcia, która brama im niby pękła, skoro nic takiego się nie stało. Ani nie była porzucona przez żadnego przyjaciela, czy kumpla, ani rodzina jej nie zawiodła, chyba że mowa o matce... ale ona ma taki stosunek do matki, że szczerze w to wątpię... i z tą miłością to ona też jest wciąż na tak, ale Scarlet Witch twierdzi, że pękła, więc może i pękła. - A no i zobacz są 3 bramy, potem są 3 rytuały na wstąpienie z mocami by srać tęczą i potem jeszcze miesiące podzielne przez 3 i dni podzielne przez trzy. Tylko rok się nie zgadza. Jego podzielić przez trzy nie można - westchnął ciężko i dmuchnął sobie w grzywkę, na moment milknąc.
Gave
— Nie jeść słodkiego? Nic trudnego. I tak jest obrzydliwe w smaku — odpowiedziała mu pewna swego. Tylko raz się zmusiła do tego paskudnego puddingu, bo nie chciała zrobić przykrości Groszkowi, ale jeśli w grę nie wchodziło żadnego dziecko, nikt jej nie zmusi do przełknięcia niczego ze zbyt dużą ilością cukru. Wtedy delikwent stanie się jej posiłkiem. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— Nie moja wina, że wasze bajeczki są kopiowane z naszego prawdziwego życia — zauważyła z udawanym przekąsem, chociaż i ją nieco dziwiło to podobieństwo. Może jednak coś było na rzeczy. — Wspominały. Pomogą mi trafić do domu, a ja oddam im ucho i ząb, więc odmówiłam. Nie opłacało się, a ja nie byłam ufna czy zdesperowana. Poza tym miałam trafić sama, gdybym nawet się zgodziła to byłabym ukarana — wyjaśniła mu. — Ja i tak wolę iść do Marchwi, tam mieliśmy iść, Ty zapytałeś o wiedźmy i Ty nas zboczyłeś z trasy na dłuższą męską intuicją. Ja chętnie wrócę na najszybszy trakt.
Onyx
— No to idziemy dalej, przez KRZYWUCHOWE moczary — zaznaczyła, uśmiechając się do niego lekko. Nie przeszkadzał jej fakt, że tam nie szli. Jej na tym w ogóle nie zależało, w końcu i tak jej cel podróży był gdzie indziej. Zaśmiała się lekko i skrzyżowała dłonie. — O nie, Panie Męska Intuicja, teraz idziemy po mojemu, sam mówiłeś, że ja teraz prowadzę — przypomniała mu. — Idziemy prosto, z moczarów na Marchwie, po drodze zapolujemy, mam nadzieję, że lubisz gady — dorzuciła tylko, idąc w znanym kierunku. — Dojdziemy, nudno, bez żadnych atrakcji… — zamarudziła mu jeszcze. — Fajna ta Twoja… adrenalina
OdpowiedzUsuńOnyx
Gave upił łyk swojego trunku i uśmiechnął się szeroko do starszego chłopaka. Nawet mu trochę ulżyło. Miał wrażenie, że wsparcie czarnowłosego podniesie Akane na duchu. Oni akurat rozumieli się czasami bez słów. Prychnął lekko na tego bajkopisarza i pokłonił mu się niezbyt zgrabnie.
OdpowiedzUsuń- Dzięki, staram się i uczę się od najlepszych - puścił do niego oczko, by spoważnieć. No tak. Powinien zwolnić z informacjami. - Scarlet Witch nazywa się Wandą. Jest źródłem... duchem Latrala, który jest inny niż wszystkie. Pracuje dla Thanosa kobiety i nie da się wyeliminować źródła bo jest ich wiele - wywrócił oczyma. - Czemu ufamy... - zastanowił się. - ...nie do końca ufamy - mruknął. - Po prostu... ona przynajmniej chociaż trochę mówiła, dała od siebie coś, chociaż strasznie kręciła wiesz? - skrzywił się i sparadiował Scarlett. - Nie mogę ci tego powiedzieć, tylko dla Akane. W sumie to tylko dla Latrala, ale twoje dzieci nie są wystarczająco Latrala - burknął. - Mówię ci, kręciła się w swoich zeznaniach - mruknął. - Nie mniej, nie chciała mówić wszystkiego - westchnął. - Tak... ta trójka też mnie zastanawia. Czemu trzy? - spojrzał po nim. - Czemu trzy a nie 10? - zaproponował. - Może hm... może pierwsza czcigodna Sralala mała trzy córki? Albo jakiś fetysz z tym związany? - zaproponował i wywrócił oczyma padając na jego łóżko plackiem, ale nie rozlewając alkoholu. - Do bani. Nienawidzę ich Ryu. Nienawidzę tych pierdolonych i kręcących mąciwód!
Gave
Wzruszyła ramionami na pierwsze pytanie.
OdpowiedzUsuń— Krzywuchowe — poprawiła go przede wszystkim, bo ciągle mylił tą nazwę jak na złość. — A czemu tak to nie wiem, nie pytam o każdą nazwę na świecie jaką ktoś kiedyś nadał. Ważne, że mają nazwę i wiem, gdzie jestem. Pewnie komuś tak pasowało. A czemu mnie nazwano Onyx a Ciebie Ryu, he? Też nie wiadomo — wyjaśniła spokojnie. Zmarszczyła brwi na jego kolejny komentarz. Miała wrażenie, że to jakaś wspólna cecha tych facetów - szukanie sposobu na to, żeby kogoś trafił szlag. Niech se zmienia kierunek. Wcale nie musiała za nim podążać. Miała szybko trafić do Marchwi a nie robić sobie wycieczkę krajoznawczą z… nim. Poza tym to ona miała być przewodnikiem. A niech się zgubi cholernik bez map. Nie jej problem. Zmarszczyła mocniej brwi.
— Morderstwo nie jest tanie — zaznaczyła. — I jest różnica między bójką, przypadkowym mordesrtwem, celowym czy tym płatnym. Płatne to droga, profesjonalna usługa. Adrenalina przy mordowaniu jest niesamowita, nic tak nie sprawia, że czujesz się żywy jak fakt, że z kogoś innego to życie ucieka, a poza tym z adrenaliną i po trupach też można iść do celu — odpowiedziała mu. — Jaka jest według Ciebie adrenalina z przytupem, hm?
Onyx
Zaśmiała się, kiedy zaczął tłumaczyć znaczenie imion. Jej własne zdawało się jej wyjątkowo zabawne, biorąc pod uwagę jakim chujem okazał się facet, który jej je nadał.
OdpowiedzUsuń— Ta, ochroną… chyba zysków, a jak pazurek się popsuje to najlepiej się go pozbyć i każdego innego, który ma jakieś znaczenie — dodała dalej ze śmiechem. — Dzięki, Smoku, przynajmniej wiem czym zabić tatusia — powiedziała jeszcze, spoglądając na swoje pazury, które wysunęła jeszcze bardziej na chwilę. Specjalnie nosiła rękawiczki z odkrytymi palcami. Naturalne pazury miała bardzo silne, lepsze niż sporo próbek stali, więc nie było sensu marnować pieniędzy na pełne pokrycie rękawic. Spojrzała zaraz na rośliny, które miał na myśli. W zasadzie to było całkiem dziwne, że tylko tutaj te tak bardzo przypominały różne dziwne uszy. — Zapytaj Acaira, albo Febe czy tą… nową z białymi włosami, oni się raczej bardziej znają na roślinach, ale te trujące nie są — przyklęknęła przy nich. Sama znała tylko trujące okazy. W większości, ale nie wszystkie i najbardziej rozpoznawała zapachy. Powąchała jedną z roślin. Nie pachniała normalnie, ale nie było w niej nic też co by wskazywało na jakąś truciznę. Zerwała kilka i schowała je skrupulatnie. Da je Aciowi. Wywróciła oczami na kolejne słowo.
— Pff… mordowanie uciekającego Krwawego Barona było całkiem zabawne — mruknęła, przypominając sobie jedną ze swoich ciekawszych przygód. — Ale ja zazwyczaj morduje kogoś kto wcale uciekać nie chce, zabijanie w trakcie walki jest bardzo ciekawe — skrzywiła się lekko. — Niech nawet będzie z tym pieprzonym… porównaniem do tańca, tylko masz więcej partnerów i jest bardziej brutalnie. Moją najlepszą adrenaliną była walka z Gul’danem. Walczyłam z nim od jednego świtu do drugiego, a za jego głowę dostałam małą fortunkę i dostęp do Nor — odparła, ruszając dalej.
Onyx
— Czyli nic Ci nie daje pełnej adrenaliny? Nie masz niczego co Cię jara i podnieca? — zapytała, unosząc delikatnie brew. To zdawało się jej dziwne i smutne jednocześnie. Swojej nie komentowała. Jego do tego nie miała zamiaru namawiać, a najważniejsze, że ona miała w życiu coś co bardzo lubiła. Nawet jeśli było pokręcone. — Albo inaczej. Co według Ciebie jest fajną adrenaliną? — przerobiła pytanie, żeby źle jej nie zrozumiał. Pokręciła głową. Gave już zapowiedział, że się wypisuje z naszego duetu, więc zostaje sama ze swoją zabawą. — Mam, ale teraz idę z Tobą, więc wypadałoby poznać bardziej Smoka, z którym podróżuje — odpowiedziała mu.
OdpowiedzUsuńOnyx
Gave wywrócił oczyma i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Szczerze? Nigdy jej nie spotkałem - powiedział wprost. - To Kali, jakieś bóstwo, przed nią trząchają portkami i to ona rządzi tym całym źródłem - dodał, obracając się na bok, żeby spojrzeć po Ryu. - To kolejna z tych osobistości, która powie Tobie ale tylko przy Akane. Ja nie wiem, mesjasza jakiegoś z niej robią. Serio - mruknął zaciskając mocno wargi. - Pierdolonego Mesjasza ze zwykłej i fajnej dziewczyny - warknął. W ogóle mu się to nie podobało. - A tak, poprosiłem o audiencję u Kali, ale wiesz jak jest... jeśli wpadnie to tylko w obecności Mesjasza - mruknął zaciskając mocno wargi. Przez dłuższą chwilę milczał, uspokajając swe nerwy. Nawet upił kolejny łyk swojego trunku, zanim nie powiedział. - No właśnie tego też nie kumam. Po cholerę im te bramy? No i czy w ogóle jest się czym martwić? Bo wiesz, jeśli te bramy nie zostaną złamane to może nie ma się czym martwić i robimy wielkie halo o nic. Zwyczajnie da się te dwie pozostałe bramy utrzymać i pozamiatane, a Latrala mogą się kopnąć w kalendarz - wywrócił oczyma. - Tylko gdyby tak było to ta cała Kali i Wandziunia nie byłyby takie upierdliwe - mruknął. - Więc coś jest na rzeczy - pokiwał głową. - No jasne, że się o nią martwię! Ma fragment tej debilnej Lotty w sobie! - fuknął na Ryu.
Gave
Szlachetnie z jego strony. Trochę jej to przypominało Gava mimo wszystko. On też lubił pomagać jakby nie patrzeć. Patrzyła spokojnie po Ryu przez jakiś czas.
OdpowiedzUsuń— Więc masz szlachetniejsze serce ode mnie. Ale pomaganie komuś kto jest w jakiś sposób zniewolony jest bardzo przyjemne — w jakiś sposób przyznała mu rację. Zaraz westchnęła na jego kolejne słowa, strzelając karkiem. — To jest Twoje zdanie — zaznaczyła. — Chcę Cię poznać, ale Ty się łatwo zamykasz moim zdaniem i nie chcesz zrozumieć mojego stresu odnośnie Twoich mocy. A wybacz, ale ciężko przywyknąć do waszych wszystkich czarów, jesteście pod tym względem jak chodzące zagadki, a ja nie ogarniam tych całych zasad tego jak działają wasze moce. Serio, próbuje to ogarnąć, ale to jest cholernie trudne. Więc wybacz, ale nie wiem kiedy Ci to pokazałam, wydawało mi się, że jestem otwarta na tą znajomość — odpowiedziała.
Onyx
Gave przytaknął. Nawet nie musiał wyjaśniać, że ten pomysł był do odrzucenia. Ryu sam to zobaczył i niemal od razu się poprawił. Rozmowa tak czy siak, jeśli już się odbędzie to nie da się uniknąć obecności Akane przy niej. Nie bardzo mu się to podobało, ale powoli godził się z taką ewentualnością. Skinął głową i odstawił na bok szklankę z alkoholem.
OdpowiedzUsuń- Zdaje się, że to przez tę całą Vivienkę - powiedział wprost. - Pamiętasz? Wszyscy się do tego przyczyniliśmy... - mruknął. - I znów byliśmy trzema filarami - przypomniał mu. - Kolejna trójka - pokręcił głową. - No i tak Akane ma w sobie część duszy Lotty... i teraz ech gdybyśmy unicestwili Lottę to może dałoby radę coś ugrać - mruknął, patrząc po Ryu. - Wiesz unicestwicenie duszy w zaświatach... mój ojciec jest w stanie to zrobić - mruknął. - Ale pozostaje ta część u Akane. Być może byłaby na tyle osłabiona, że nie dałaby rady ze swoim planem - zaproponował. - Ale z drugiej strony lepiej byłoby ją... oddzielić od An - spojrzał po czarnowłosym. - No i tu... pojawia się problem. To dość trudna sprawa, niebezpieczna zabawa i potrzeba wyjątkowej precyzji. Sam na pewno nie dam rady, Victor mógłby to zrobić, ale ech no nie wiem... wiesz wolałbym nie unicestwiać duszy Akane w procesie - odchrząknął.
Gave
Gave pokręcił głową i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Ucięcie duszy Akane może sprawić ogromne problemy. Zmianę jej charakteru, jeśli mówimy o najmniejszym z nich, aż po śmierć - dokończył i dopił swoją szklankę bimbru aby zbliżyć się do Ryu. Oparł głowę o jego ramię, po czym westchnął ciężko. - Nie wiem co robić. To naprawdę dobre rozwiązanie, ale szanse na niepowodzenie są duże... - powiedział cicho. - Naprawdę nie wiem czy warto w to wchodzić...
Gave
Gave parsknął śmiechem i poturlał się po łóżku, gdy tylko Ryu z niego zszedł. No wreszcie całe wyro w jego łapach. Wyłożył się na nim wygodniej, by spojrzeć na starszego chłopaka i prychnął tylko.
OdpowiedzUsuń- To nie jest prosta sprawa - rzucił krótko. - Po pierwsze, nie jestem przekonany czy ojciec zgodzi się na coś takiego i czy nie miałby po tym konsekwencji - zauważył spokojnie. - A po drugie i chyba najważniejsze... gdzie ja znajdę ochotnika na coś tak niedorzecznego? - spojrzał po Ryu unosząc lekko brew. - Przecież taki ochotnik mógłby umrzeć - zauważył.
Gave
Gave kiwał głową na te jego słowa. No tak, pierdolone wiedźmy wszystko musiały mieszać. Nic dziwnego, że często były przedstawiane jako wredne i złe w bajkach dla dzieci. Phi, takie po prostu były. Pieprzone, głupie wiedźmy. Dmuchnął sobie w grzywkę i położył na plecach, głowę zwieszając z krawędzi łóżka i elegancko z niego spadając, gdy Ryu zrzucił bombę w postaci siebie samego jako ochotnika. Skrzywił się i wstał na równe nogi.
OdpowiedzUsuń- Życie ci niemiłe, czy co? Jaki ty masz problem ze sobą, co? - zapytał go obserwując uważnie starszego. - Akane nie jest już twoją dziewczyną, po cholerę pchasz się na ochotnika do czegoś tak niebezpiecznego, hm? - spojrzał po nim ostro. - Ja pierdolę... - warknął i spojrzał w sufit. Mimo tego, że ta kandydatura była niedorzeczna to gdzieś w głowie słyszał głosik mówiący, że wcale nie jest najgorzej. Że jednak może to się nawet udać. Dobrze było mieć ochotnika. Zacisnął pięści. - Okay, załóżmy że uda nam się rozdzielić duszę, potem przyszyć ją do ciebie i oddzielić i nie umrzesz... to scenariusz jeden na I don't know... 10 tysięcy - podrapał się po głowie.
Gave
Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Nie mówię, że nie jestem szlachetna, stać mnie na dobre uczynki i wiem, że wiele dobrego zrobiłam, mam na to dowód w postaci Acaira, Rokary, Maryl — wymieniła swobodnie, a jej wzrok wyraźnie złagodniał, kiedy o nich myślała. — Mimo wszystko uważam, że jesteś szlachetniejszy, skoro dla Ciebie fajna adrenalina jest wtedy, kiedy komuś pomagasz, ja jestem…. mniej wybredna — wyjaśniła mu. Pokręciła głową. A podobno ona była wolnomyśląca. — Nie, wrzuciłam wasze zdolności, bałam się Twoich zdolności i tyle. Jestem w karczmie, zajadam się a nagle ląduje w jakiś dziwnych miejscach i jak mówię, żebyś przestał to zmieniasz krajobraz, więc mnie wystraszyłeś. Ale nie myślę, że jesteś jak Pius. Tłumaczę Ci, że mi trudno rozróżniać wasze moce do cholery. Weź się postaw ze strony kogoś kto nie ogarnia jak wy to robicie i skąd się te wszystkie różne czary biorą. Skąd mam wiedzieć co jest podobne o co nie — powiedziała mu. Nie wiedziała, czy jest w stanie to jeszcze jaśniej ująć. — Człowiek ma prawo się pomylić, a Ty nie musisz się przez to zamykać. Zdolności nie definiują charakteru — dodała, w duchu wywracając oczami, bo miała wrażenie, że Ryu ma jeszcze bardziej kruche ego niż ona sama. Spojrzała zadziornie po Ryu. — To w takim razie nie ja nie chcę Cię poznać, tylko Ty się nie otwierasz — zauważyła, nawiązując do jego poprzednich słów. — Zgłodniałam, skręćmy trochę, pójdziemy bardziej w moczary, węże błotne nie są najgorsze w smaku i starczy dla każdego — zaproponowała, chociaż sama już zaczęła skręcać, czując jak żołądek zaczyna się dopominać posiłku.
Onyx
Chłopak dmuchnął sobie w grzywkę i chwycił tego wrednego i natrętnego palucha Ryu. Ciężko było argumentować, gdy zgadzał się z tym co mówił starszy chłopak. Skrzywił się znacznie, kiedy doszło do stwierdzenia, że sam by to zrobił. Tak, niestety musiał i tu przyznać rację. Westchnął przeciągle i pokręcił głową. Szlag by to trafił.
OdpowiedzUsuń- Och i jak było? Bolało jak diabli - zauważył chłodno Gave. - Naprawdę chcesz się poddać czemuś takiemu? Porąbany jesteś... - skomentował. - No, ale zapytam Victora o możliwości - mruknął tylko, patrząc w oczy Ryu i niemo dziękując mu za taką decyzję. Przynajmniej do czegoś uda im się dojść. Co nieco poćwiczyć i może Akane nie będzie musiała przechodzić przez Latralskie piekło, albo... zyska znacznie więcej czasu, a on sam? Z przyjemnością unicestwi samą Lottę. - No dobra... to co? Gotowy na odwiedziny w Phyonix?
Gave
Na dobrą sprawę to ani razu jej tego jasno nie wyjaśnił, ale jej nie chciało się mu dalej niczego tłumaczyć. Po prostu zanotowała sobie w głowie, że chłopak ma wyjątkowo wrażliwe uczucia pod względem mocy. Nie odzywała się do niego w tym aspekie.
OdpowiedzUsuń— Twój świat, Twoje kredki — skwitowała ten temat. Nie miała zamiaru niczego na siłę drążyć, ale niech przynajmniej nie wmawia, że to ona była trudna w obyciu, bo akurat przy nim to on był tym trudniejszym. Niestety Onyx nie była najlepsza w uważaniu na cudze uczucia i szczerze to po niej spływało w tej chwili.
— Nie potrzebują trucizny, jak już ugryzie to i tak nie ma co zbierać, są długie i grube mają od dwóch do trzech metrów długości, są szaro zielone jak bagna, ślepe, ale mają całkiem niezły słuch, ich pysk się rozdziawia na 4, jak widzisz, że się wygina to lepiej rób unik, wystarczy znaleźć jednego, to samotniki — opisała mu zwierzę.
Onyx
Akane w pierwszych dniach pobytu, w Phyonix, skupiała się na mało inwazyjnych zajęciach. Zbieranie informacji o Latrala i zapisywanie ich na tablicy, którą za niedługo zamierzała pokazać przyjaciołom. Do tego standardowy przegląd run i głównie praca nad własną magią. Fizyczne aspekty zostawiła na później, gdy jej blizna już nie będzie aż tak doskwierać. Kiedy nie ćwiczyła, spędzała czas z dziećmi lub po prostu relaksowała się na swój własny sposób. Aktualnie powinna spać, a jednak stała na balkonie swojego pokoju, w standardowym komplecie do spania, gatki plus koszulka, i z fascynacją obserwowała widoki rozciągające się tuż pod stopami. W dłoni trzymała mały kielich z nalewką w środku i popijała ją od czasu do czasu. Osobiście wolała bardziej naturalne krajobrazy, ale trzeba było przyznać, że Phyonix było naprawdę majestatyczne, szczególnie nocą. Szczególnie, gdy sen utrudniały wizje nocne z cudzych starć i miło było popatrzeć na coś innego niż krwawa bitwa. Zapatrzyła się w migoczących światłach na tyle, że dopiero przy drugim pukaniu wróciła na ziemię. Zmarszczyła czoło. Kogo tu niosło o tej porze? Weszła do pokoju, odstawiła trunek i nawet nic na siebie nie zarzucała. Czyżby coś się stało? Nie czuła niepokoju i otworzyła drzwi chwilę po trzecim pukaniu.
OdpowiedzUsuń- Co się... - zaczęła by zaraz unieść brwi - ... Ryu...?! - szepnęła zaskoczona i złapała go za nadgarstek, po czym wciągnęła do środka, by zaraz szybko zamknąć za nim drzwi. Obejrzała się na niego i szybko przesunęła spojrzeniem po przyjacielu.
- Co się stało?! Co tu robisz?! - zaniepokoiła się wyraźnie. Czyżby sny pojawiły się dzisiejszej nocy nie bez powodu?
Akane
Nie spodziewała się, że rozmowa z Diego pójdzie właśnie w taki sposób. Jeszcze wczoraj była gotowa skakać za nim w ogień przed każdym, kto nazywał go książulem, a teraz sama była wściekła, a jeszcze bardziej zwyczajnie smutna i zrozpaczona. Co ona zrobiła nie tak, że tak ją zjebał mocno? Tak, nie było jej długo, ale liczyła, że bliźniak zrozumie jej własne ręki, a on wyrzucił jej, że to co przeszła to tylko i wyłącznie jej wina. Tak, była jej wina, ale miała prawo się bać. Miała, prawda? Kurwa mać. Im więcej o tym myślała, tym gorzej się czuła. Poza tym fakt, że sprawił, że poczuła się jak wyrodna córka i niewłaściwa kandydatka na Kapłankę… co jeszcze miała zrobić, żeby udowodnić, że się stara? Nie chciała siedzieć na dupie w pałacu całe życie. Nie tak widziała swoją teraźniejszość i przyszłość. Jeśli chciała kultywować dzieło mamy, chciała znać świat, na który chciała otworzyć ten kraj, inaczej byłaby hipokrytką, a to, że po drodze znalazła też coś dobrego, że dobrze jej było w Argarze czy to był taki grzech? Wyszła przez drzwi z zamkniętymi oczami, które znowu próbowały wypuścić z siebie kolejne łzy, mimo, że cały czas próbowała je wypalić. Trzasnęła masywnymi drzwiami na odchodne i zrobiła duży krok przed siebie przez co wpadła na czyjeś ramię.
OdpowiedzUsuń— Wybaczcie — powiedziała zaraz głośnym, pewnym tonem, w którym było słychać szczere przeprosiny. — Czasami się zamyślę — wyjaśniła, myśląc, że wpadła na jakiegoś azylowicza, bo nie czuła feniksowego ciepła, ale kiedy tylko otworzyła oczy zobaczyła Ryu. Zacisnęła mocniej wargi, czując jak mimowolnie nerwy jej puszczają. Przytuliła się do chłopaka, chowając głowę w jego ubraniu. — Przepraszam — powiedziała cicho, wycierając oczy o materiał jego czarnej koszulki. Odsunęła się i spojrzała po niej. — Cześć Ryu. Co tu robisz? Możesz mnie zasłonić, zanim jakiś doradca mnie zobaczy? Proszę? — zasypała go pytaniami z przekrwionymi oczami, którym dym z wypalanej wody zaczynał ciążyć.
Darcy
Akane spięła się odrobinę na ten uścisk, zamrugała zaraz nieco szybciej oczyma. Nie spodziewała się takiej wizyty, a tym bardziej takiego powitania. Rozluźniła się dopiero nieco na słowa o tęsknocie, wtedy sama go objęła, wtulając się odrobinę.
OdpowiedzUsuń- Tak, ja też - przyznała. Niepokój powoli z niej schodził. Na słowa o Gavie poczuła już pełną ulgę, a jej spojrzenie stało się weselsze.
- Cieszę się, cieszę, że z nim całkiem dobrze - przyznała biorąc uspokajający wdech, przymknęła na chwilę oczy i kiwnęła głową. Czyli nic mu się tam więcej nie stało. Bardzo ją to uspokoiło. Zaraz uniosła powieki i cofnęła się o krok. Odruchowo przysłoniła bliznę dłonią, nie żeby było ją widać, ale tak jakoś... po prostu. Zacisnęła zęby. Dała się objąć ale tym razem była w tym dużo sztywniejsza. Dlaczego Gave mu powiedział? To była dla niej dość krępująca sprawa... Nie bardzo wiedziała jak zareagować. Rozmowy z Ryu były inne, zachowane na pewnym poziomie... Lubiła z nim rozmawiać o takich sprawach, gdy sama czuła w miarę pewny grunt pod nogami, a nie, gdy tarła brzuchem o dno lub dopiero się z tego dna zbierała.
- Ja... nie chcę o tym teraz gadać... - przyznała, nie odsunęła się, ale zacisnęła lekko pięści.
Akane
Chciała odsunąć się od Ryu, żeby nie było, że lgnie do niego za bardzo, ale skoro sam ją obejmował, nie miała zamiaru oponować. Zwłaszcza, że bardzo teraz tego potrzebowała, a jej własny brat zdecydowanie jej teraz nie przytuli. Wzięła głębszy wdech.
OdpowiedzUsuń— Diego… pokłóciliśmy się — wyjaśniła mu cicho. —- Dość mocno najwyraźniej — dodała zaraz. Ucieszyła się na wieść, że nikogo tutaj nie ma, ale mimo wszystko w pałacu łatwo było spotkać innych ludzi, zawsze ktoś gdzieś się kręcił.
— Poproszę, dziękuję… — odpowiedziała mu, spoglądając na niego dalej z wyraźnie smutną miną. — Ale poważnie… skąd się tutaj wziąłeś? Stało się coś?
Darcy
Odwróciła od niego spojrzenie, gdy już ją odsunął i się przyglądał. Było jej aktualnie potwornie głupio. Sama chciała mu powiedzieć, sama i na swoich zasadach... A tak... Pokręciła głową na propozycję wypłakania, ale wróciła do niego spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Dopiero trawię, że tu w ogóle jesteś... Cieszę się, naprawdę, ale... zrzuciłeś tą bombę i ... - wzruszyła ramionami i kopnęła powietrze, wypuszczając przy tym głośno oddech - ... trochę ciężko to jakoś widocznie pokazać... - przyznała i nabrała uspokajającego oddechu by znowu zawiesić na nim spojrzenie i cieplej się uśmiechnąć. - Cieszę się, że widzę Cię całego Ryu, w danej chwili raczej nie myślę o wyciskaniu łez... - przyznała i zaraz sama rozejrzała się dookoła.
- No cóż, ma się chody - teatralnie zarzuciła włosami, chuchnęła sobie w paznokcie i udała, że poleruje je o koszulkę, po czym parsknęła krótkim śmiechem i raz jeszcze zbliżyła się do niego, by go ponownie objąć. Puściła go po chwili, skierowała kroki na łóżko, wskoczyła na nie i poklepała miejsce obok siebie. Przytaknęła mu głową.
- Rzeczywiście, dużo się działo, ale jak dla mnie najważniejsze, że wśród najbliższych nie poniosłam strat - stwierdziła zgodnie z prawdą i trochę uważniej po nim spojrzała, gdy mówił o Klarze i Shi. Uśmiechnęła się ciepło.
- To dobrze. A jak idą przygotowania? Tatuś za nami rzewnych łez nie wylewa? - zapytała z lekkim przekąsem w głosie.
Akane
— Wiem, że rodzeństwo się kłócił — odpowiedziała mu. — Mimo wszystko… — zacisnęła wargi w wąską kręskę, zaciskając pięści, kiedy odsunęła się od Ryu. — Pewnie się pogodzimy, ale nie podobało mi się to co powiedział, po prostu… tyle i aż tyle — wyjaśniła mu. Zaśmiała się, kiedy powiedział, że był z nimi od samego początku. Spojrzała po nim wymownie.
OdpowiedzUsuń— Nieładnie kłamać Ryu, były przynajmniej trzy osoby, które czują ciepło, Gave by Cię sprzedał i nie dałbyś rady przy walce się chować iluzjami i na pewno byś dołączył do walki, a wtedy na pewno raz czy dwa byś trafił do lazaretu jak każdy — uśmiechnęła się do niego. Nie wierzyła w to akurat. Wątpiła, aby trzymał się z daleka, chociażby przy wspólnych posiadówkach przy ognisku. Spojrzała nieco zaskoczona, kiedy bez problemu wiedział, w którą stronę iść, a potem jak sobie paradował po pokoju jak po swoim. Myśli jednak szybko znowu wróciły do słów Diego. Przetarła ponownie oczy. Nalała sobie wody i do drugiej szklanki dla Ryu, po czym podała mu na stolik przy parapecie. Sama usiadła na łóżku i upiła łyk wody.
— Dziękuję za pomoc— podziękowała mu, śląc mu nikły uśmiech.
Darcy
Spojrzała po nim niepewnie.
OdpowiedzUsuń- No nie wiem... Nie czuję się lepiej z wiedzą, że Gave opowiada Ci o tak intymnych sprawach dotyczących mojej osoby. Tak, wiem... wiem, że to nie pierwszy raz, ale mimo wszystko... - wzruszyła ramionami, krzywiąc się lekko. - To krępujące... Jakbym to ja przyszła i rzuciła na dzień dobry, że wiem, że ucięli Ci jądro... - zacisnęła usta w wąską kreskę. - Muszę to po prostu... przetrawić... - westchnęła. Tak, dalej była spięta, bo dalej ją to krępowało. Spojrzała po nim, gdy zszedł z łóżka i okręcił się dookoła. Uśmiechnęła się ciepło. Parsknęła na tą nogę i nieco rozbawiona pokręciła głową.
- Mhm, jak tak dalej pójdzie to drewnianej nogi i haka zamiast ręki dorobisz się prędzej niż później - rzuciła z lekkim uśmiechem. - Jasne, powiem - przytaknęła mu na pytanie o Rei. Prychnęła znowu śmiechem na słowa o pocieszaniu Shi.
- Och, no jasne, rozumiem, że mogę spodziewać się kolejnych garści rodzeństwa. Świetnie - zaśmiała się lekko.
Akane
Uśmiechnęła się lekko do Ryu, po czym poprawiła włosy i założyła kosmyk włosów za ucho.
OdpowiedzUsuń— Kocham swojego brata i nie będę na pewno chciała z nim dalej drzeć kotów, jest dla jedną z najważniejszych osób i jego opinia ma dla mnie ogromne znaczenie. Dlatego ta kłótnia tak zabolała. Bliscy najlepiej wiedzą gdzie zaboli i gdzie pociągnąć, a Diego po prostu pociągnął każdą jedną strunę jaką się dało — wyjaśniła mu, przecierając oko. Zastanawiała się chwilę nad Gavem. Była dość pewna, że by go sprzedał, chociażby po to, żeby jej dokuczyć, że jej sympatia jest przy nich. Najpewniej zaraz po tym jakby powiedziała coś na temat tego co lubi w Ryu.
— To woda, alkoholu więcej ode mnie nie dostaniesz — zaśmiała się delikatnie, siadając wygodniej na łóżku. Zaraz przytaknęła. — Dziękuję — uśmiechnęła się. — Dla mnie jest pomoc, wolałabym nie pokazywać się zapłakana nikomu w pałacu. Księżniczka musi się dobrze prezentować i nie przynosić wstydu, dostałam już burę o to.
Darcy
Westchnęła ciężko i uniosła spojrzenie do sufitu.
OdpowiedzUsuń- Nie bardzo rozumiem po co Ci to wszystko mówi... Niech sobą się zajmie, a nie mnie wyręcza w takich sprawach... - oparła dłonie za plecami i wyciągnęła nogi przed siebie. Pokręciła głową.
- Nie mam pretensji, że powiedziałeś... Nie oczekuję byś cokolwiek udawał, ale ja tak samo nie zamierzam udawać. Nie zacznę Ci tu płakać tylko dlatego, że wiesz... To tak nie działa - zauważyła i zmrużyła lekko oczy na to puknięcie w czoło. - No właśnie, ja aktualnie też jestem... i może to trochę potrwać... Nie mniej, nie gniewam się, że przyznałeś, że wiesz... - wypuściła spokojnie powietrze ustami i kiedy ją poczochrał przesunęła po nim spojrzeniem.
- Ach tak? Wolałbyś... W takim razie, ja wiem Ryu... Nie o jądrze, ale wiem - oznajmiła i padła sobie płasko plecami na łóżko, znowu zawieszając spojrzenie w suficie.
- Mhm, trawię... - przytaknęła mu głową po czym odwróciła się na bok i podparła głowę na łokciu. Uśmiechnęła się pod nosem na tą wizję ostrzy.
- Projekt Ryu kończynonożny? Poczekaj aż się Tony dowie, odwali Ci taką girę, że ta Twoja seksi łydeczka to będzie nic - zaśmiała się i zaraz jęknęła głucho, po czym sięgnęła poduszkę i go walnęła.
- Błagam, bez szczegółów, już mi starczy azylowych żaluzji, a uwierz, było ich całkiem sporo - przyznała.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm, dlatego nie pytam... - stwierdziła. To nie od niego oczekiwała odpowiedzi.
- I oby tak zostało, zamierzam kiedyś w końcu pociotkować Twoim dzieciom - rzuciła w odpowiedzi z lekkim uśmiechem na ustach. Mówiła dość żartobliwym tonem, spojrzała jednak na Ryu ciepło, krzepiąco. Na jego domysły przytaknęła tylko głową, nie kontynuowała tematu, w tej sprawie zostawiła pałeczkę po jego stronie. Milczeli tak sobie jakiś czas, ale jej to nie przeszkadzało.
- Nie spiesz się z tym aż nadto, co? Chętnie jeszcze zobaczą tą Twoją prawdziwą nogę w kilku akcjach... kilkunastu... kilkudziesięciu w sumie, co najmniej...! - zaznaczyła i jeszcze raz uderzyła go poduszką. Zasłoniła się zaraz przed jego ciosem i zaśmiała lekko.
- O matko... - z niedowierzaniem pokręciła głową, słysząc o donosach Gava. - A na Gavina sam napierdziela, że to klepidupa... Pała wredna... - jęknęła krótko i parsknęła jeszcze śmiechem.
- Czy ja Ci wyglądam na Tonego? Do niego idź, on Ci złoży raport jakich mało, z Grimą na czele - zaśmiała się. - Poza tym, nawet nie wiem co uważasz za pikantne i interesujące - poruszyła zabawnie brwiami.
Akane
Słuchała Ryu, dopijając resztę wody. Odłożyła szklankę i spojrzała po chłopaku.
OdpowiedzUsuń— Powiedziałam co myślę, ale nie oddawałam mu. To dziennie obrażać kogoś, bo sam Ciebie obraża moim zdaniem. Nie będę chujem, bo ktoś inny chce nim być — wyjaśniła. Pokręciła zaraz głową.
— Nie jest idiotą, jest… specyficzny — odruchowo stanęła w jego obronie po czym zaśmiała się lekko, przecierając oko. — Nie sądzę, żebym dała sobą pomiatać, i tak będę działać tak jak ja tego chcę, nie będę słuchała poleceń, które uznaje za bezsensowne i nie będę patrzeć na to jak świat poza tymi granicami płonie, jeśli mogę pomóc. Chcę, żeby po otworzeniu granic Ci ludzie mieli świat, który ich przywita tak jak mnie, a nie zgliszczami i masowymi grobami na życzenie dwóch głodnych władzy świrów — powiedziała poważniejszym tonem. — Nie po to stworzyliśmy Azyl, żeby udawać, że wojny nie ma — dodała też. Wizja matki polegała na tym, aby Phyonix było otwartym krajem, a nie zamkniętym i do tego sama chciała dążyć. Zagryzła wargę. Złapała delikatnie rękę Ryu i odsunęła ją sobie sprzed nosa.
— Wiem, naprawdę wiem. Mimo wszystko czasem myślę, że wolałabym się urodzić bez tego tytułu, byłoby o wiele łatwiej — uśmiechnęła się lekko do Ryu. Puściła jego rękę. — A u Ciebie co słychać? Noga widzę, że już lepiej, tak? Co porabiałeś?
Darcy
Pozwoliła by cios ją dosięgnął, mrużąc przy tym oczy i zaraz lekko pomasowała trafione miejsce, nie bolało, ale odruch pozostał.
OdpowiedzUsuń- Zawsze coś - stwierdziła na to jego "postaram się". Spojrzała po Ryu pytająco gdy zszedł z łóżka i usiadł na podłodze. Sama zmieniła wtedy pozycję, układając się na brzuchu, twarzą do brzegu łóżka przy którym siedział. Ułożyła sobie dłonie pod brodą.
- Wiem, że potrzebuje i cieszę się, że to robi, wiem też, że... - zamilkła na chwilę i wzięła głębszy wdech. - ... wiem, że się o mnie martwi. Wiem, że nie miał złych intencji mówiąc o tym Tobie. Nie mniej to dalej krępujące. Wolałabym po prostu by mnie w takich tematach z informacjami nie wyręczał - przyznała spokojnie. - No ale to już muszę przekazać jemu, nie Tobie, chociaż znając Was to jeden coś rzucił, a drugi ciągnął za język, więc... - uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową. Słysząc o tym, że Gave zarobi czasem w papę po prostu się lekko uśmiechnęła i ledwo widocznie kiwnęła głową. Zaraz jednak ściągnęła brwi.
- Ja do Tonego? Co masz na myśli? - zainteresowała się i zaraz parsknęła śmiechem. - Raczej, że byłby lepszy, jakbym rozgadywała wszystko co wiem, to dopiero by się działy rzeczy - zaśmiała się i pokręciła głową. - Sęk w tym, że ja nie rozgaduję - pokazała mu język. - Z hot plot mogę Ci jedynie zdradzić, że próbowano mnie zesfatać z Terrańczykiem Plujką - poruszyła zabawnie brwiami. - Zrobić ze mnie winowajcę wybuchu wojny i... chyba to tyle. Nie byłam największą hotówą tego wypadu - zaśmiała się krótko.
Akane
Akane parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Matko... Ryu, gadasz jakby Tony był moim ojcem - trzepnęła go przez głowę. - Nie mam jego uśmiechu, mam swój - pokazała mu język i zaraz wzruszała ramionami. - Nabieranie piany to akurat nie jest sprawka Tonego. Nigdy nie lubiłam tych swoich przesadnie emocjonalnych wybuchów i reakcji, teraz wiem skąd się brały i lepiej po prostu nad tym panuję. Pewne sprawy wolę pokisić w głowie, a dopiero później puścić je na światło dzienne. Rozmówca też ma tu znaczenie, no ale to chyba dość normalne - stwierdziła i przekręciła się na plecy, trochę zwiększając dystans między nimi i pozwalając by włosy spływały jej po brzegu łóżka. Uśmiechnęła się lekko i zerknęła na Ryu.
- Mówiłeś o pikantnych szczegółach, ale jak zadowolisz się naszą niezwyczajna zwyczajnością, to jasne, że mogę opowiedzieć... - przyznała i ze śmiechem przytaknęła mu głową.
- Mhm, szybko. Na dodatek w niezłym kawałem dziada - dodała rozbawiona. - No ale jak pewnie się domyślasz, nie pykło - raz jeszcze krótko się zaśmiała. Przy słowach o winowajcy lekko zacisnęła usta.
- Ta... Czasami rzeczywiście nachodzą mnie myśli, że może mają rację w tym temacie... na szczęście dość szybko znikają. Nic nie zaczęłam, mogłam dać impuls, ale to coś innego. Nikomu nie kazałam nic palić, ani zabijać... - przyznała i znowu po nim spojrzała z lekkim uśmiechem. - Mhm, gdybym się postarała - powtórzyła po Ryu.
Akane
Parsknęła śmiechem raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Zazdrość przez Ciebie przemawia młody padawanie, ciemna strona mocy to, niebezpieczna, mąci Twój umysł - udała starczy głos i ton mędrca po czym znowu się lekko zaśmiała. Spoważniała nieco na słowa o przesadnym trzymaniu w sobie i przytaknęła mu głową.
- Bez obaw, od jakiegoś czasu całkiem dobrze udaje mi się to wszystko odpowiednio wyważyć - zapewniła, puszczając mu oko. Wzruszyła zaraz ramionami na te "mało pikantne". - U mnie się po prostu nic pikantnego nie dzieje, a ograniczyłam ploteczki do swojej osoby - przyznała i zastanowiła się chwilę.
- Dużo się działo, dużo rozmów od serca, dużo wyjaśnień, emocji... Nie wszystko było przyjemne, ale chyba udało się nam wszystkim podnieść poziom konwersacji, znaczy... Gavovi, Tonemu i mnie - sprostowała. Uśmiechnęła się lekko na kilka wspomnień krążących po głowie.
- Dzieciaki coraz bardziej pokazują swoje charaktery... Coś mi mówi, że nudzić się z Fasolkami nigdy nie będę. Jako mama zebrałam kilka dodatkowych doświadczeń, w tym niepowodzenia i moja pierwsza wielka sprzeczka z Rają... - pokręciła głową na wspomnienie namiotu. - Mała nudystka... ewidentnie coś dostała od wujaszka... - chrząknęła, zerkając w stronę Gavina. - Swoją drogą, miał okazję nas odwiedzić, Gavin. Nie były to może odwiedziny marzeń, ale... pomijając kilka istotnych aspektów, to całkiem nieźle mu poszło - przyznała. Na słowa o wymówce kiwnęła lekko głową.
- Tak, wiem... Ktoś musi być winny, gdy nie ma się na kim wyżyć. Chcieli zrobić sobie ze mnie swój worek treningowy, ale na szczęście ekipa na to nie pozwoliła - zdawała sobie z tego sprawę. - Wiem Ryu, mogę być odpowiedzialna za danie mu okazji, ale tak jak mówisz, okazja i tak by się jakaś znalazła, jeżeli to planował, a ewidentnie planował, to wystarczyła drobnostka - przyznała. - Dlatego nie czuję się winna, ale czasem takie myśli mimo wszystko mnie nachodzą. To nie znaczy, że daję im wiarę - dodała.
- Aj! - złapała się za włosy i spiorunowała Ryu wzrokiem.
- Sam mnie wywyższyłeś to teraz się fakaj - uśmiechnęła się pod nosem i ponownie przytaknęła. - Wiem, że nie jest - powtórzyła.
Akane
— Tylko ja nie chcę go do parteru sprowadzać — pokręciła głową. — Sam mówiłeś, że rodzeństwo się kłóci, a ja faktycznie nie byłam długo, mógł poczuć się samotnie. Nie powinien mówić pewnych rzeczy, ale powiedział. Ja mu już wybaczyłam, po prostu dalej boli — wyjaśniła, kiedy była już w mniejszych emocjach. Pewnie, chciałaby Diego powiedzieć więcej i dać mu do wiwatu za wszystko, ale za bardzo jej zależało na bracie. Zaśmiała lekko i sama zbliżyła się do Ryu, żeby delikatnie puknąć go w nos. — Przestań z idiotą proszę — powiedziała, uśmiechając się cieplej. Zaraz spoważniała.
OdpowiedzUsuń— Ludzie walczący na froncie to nie są dla mnie pionki. Mają uczucia, mają rodziny i własne marzenia. Nie będę księżniczką ani Kapłanką, która w czasie walki chowa się na drugim końcu świata w bezpiecznym pałacu. Jeśli będę dowodzić i działać to będę robić to z frontu, poza tym jako księżniczka mogę też pomóc w inny sposób. Mam pewne plany, które planuje zrealizować i nie będę przed nimi uciekać, żeby siedzieć grzecznie przy tronie jak piesek. Nie pozwolę sobie, aby ktokolwiek ode mnie tego oczekiwał — wyjaśniła spokojnym, rzeczowym tonem. Przystanęła mu głowę. — Tak, tytuł często pomaga jeśli chodzi o politykę i wielkie decyzje to prawda. Ale nigdy nie jesteś wtedy w pełni wolny. Musisz myśleć o całym kraju, nie tylko o sobie i bliskich, nie możesz robić wszystkiego na co masz ochotę, mówić wszystkiego co chcesz, wszystko co robisz można ocenić, każdy błąd trudniej wybaczyć, bo Twoje błędy potrafią kosztować życia setki istnień. Taka odpowiedzialność potrafi przerazić. A będąc zwykłym wolnym człowiekiem? Nie musisz patrzeć na to czego pragną inni, po prostu realizujesz własne marzenia — zauważyła. Uśmiechnęła się ciepło, słysząc, że jest z nim lepiej. Spojrzała uważniej po chłopaku, lustrując go dokładnie. Zatrzymała się na nodze, która była złamana. — To masz już jakieś plany jak wykorzystać zdrowe nogi? — zainteresowała się.
Darcy
Na szczęście Ryu w myślach nie czytał, bo Onyx pewnie dalej miałaby swoje jakże inteligentne wymówki odnośnie tego dlaczego to Ryu zaczął cały konflikt odnośnie mocy. Mimo wszystko dziewczyna często było uparta i potrafiła nieźle w głowie przekręcić fakty na swoje.
OdpowiedzUsuńSzła ścieżką przez jakiś czas, ale kiedy gleba była już wyraźnie wilgotna weszła na drzewo, żeby nie robić śladów i hałasu. Zaczęła poruszać się zręcznie po drzewach, obserwując otoczenie. Węże nieźle się tu maskowały, ale można było je zauważyć sprawnym okiem.
— Mają czuły słuch i skórę, z góry będę chciała po cichu jednego odciągnąć i dobić, najlepiej podzielić się zadaniami i nie schodzić bez konieczności do wody teraz, węże czują wibracje wody, a z kilkoma na raz na nie ma konieczności walczyć. Nie przejemy tego — wyjaśniła.
Onyx
Wlepiła wzrok w sufit i lekko się uśmiechnęła na te jego niedowierzanie.
OdpowiedzUsuń- Proszę bardzo niedowiarku, jeszcze sam zobaczysz – zaśmiała się krótko. Na ostrzeżenie co do brania za dużo, parsknęła krótko pod nosem.
- Postaram się, ale nic nie obiecuję, to w końcu rodzina, gdzieś tam może w genach przejść to drobne skrzywienie, ale z Gavem na pewno postaramy się je naprostować – uśmiechnęła się cieplej. Miała w Gavie ogrom wsparcia w tym temacie. – Nie przepadnie – tego akurat była pewna. Spojrzała po jego palcu na swoim czole i zaraz zerknęła na samego Ryu. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa.
- Jasne, brzmi to jak dobry plan – przyznała, zamierzała się tego właśnie trzymać. Miała całkiem sporo miłych wspomnień, więc było czym złe myśli gonić. Znowu zawiesiła spojrzenie w suficie, a kiedy dopadł do jej włosów spięła się na chwilę.
- Co robisz? – zapytała zerkając niepewnie po jego dłoniach, ale nie zabierała głowy. Trochę ją to zdziwiło. Zamrugała szybciej oczyma. Tak to zwykle spędzała czas z Mohe, leżała sobie, a on tworzył jej warkocze na głowie, z Ryu tego jeszcze nie przerabiała. Słuchała jednak co ma do powiedzenia i to na tym się skupiła. Na każdy nową informację lekko kiwała głową lub uśmiechała się kącikiem ust.
- Rei też za nim tęskni… bardzo… - szepnęła, gdy mówił o Meliodasie. To akurat wyraźnie czuła od kobiety. Trochę uważniej nadstawiła ucha, gdy mówił o swoich ćwiczeniach.
- Odpalonego? A możesz go wyłączyć? – zainteresowała się. Ona nie mogła. – I jak? Jak Ci z tym… zmysłem? – dopytała. Zacisnęła usta na słowa o traceniu przytomności, jednak zaraz westchnęła z lekką ulgą.
- Lepsze to niż śmierć… Nie mniej uważaj z tym – poprosiła. Nie sądziła by trenował to w nieodpowiednich warunkach, ale prowizoryczne zwrócenie uwagi nie zaszkodzi. Uniosła brew na ten gorący temat i zerknęła na niego pytająco. Ściągnęła czoło słysząc o Emmie.
- Co? – wyraźnie się przejęła, a słysząc kto jest ojcem to aż usiadła gwałtownie i obejrzała się na Ryu. – Jaja chyba sobie robisz… - no teraz to dopiero spuścił na nią bombę. Chyba sobie nawet nie zdawał sprawy jak wielką. Wstała z łóżka i zbliżyła się do swojego kielicha by upić łyk nalewki. Widać było, że coś jej chodzi po głowie.
Akane
Spojrzała nieco zdziwiona po Ryu.
OdpowiedzUsuń— Wybaczyłam mu w sercu fakt, że jest wrednym chujem, nie powiedziałam mu tego wprost nie mam zamiaru. Po prostu nie będę go od siebie odsuwać za to powiedział — powiedziała jasno. Wzięła wdech i spojrzała na swoje biurko, na którym był stos dokumentów, z którymi będzie musiała się jutro zapoznać. Przygryzła wargę. — Rozmawialiśmy o tym jak bardzo się sprostaczyłam, że Abyss jest durna, ludzie, których poznałam też, a ja nie mam mózgu i nie zachowuje się tak jakby tego rodzice ode mnie oczekiwali, że mam siedzieć grzecznie na dupie w bezpiecznym pałacu i wypełniać swoje obowiązki i nic więcej, bo nie po to urodziłam się w komfortowych, uprzywilejowanych warunkach, żeby udawać, że umiem walczyć czy przetrwać poza Phyonix, a mój lęk przed opuszczeniem Argaru po tym co stało mi się we Fjelodd to nie wymówka, żeby nie wrócić wcześniej do bezpiecznego pałacu — powiedziała, aczkolwiek nie takim tonem jak Diego - przynamniej to jak ona zrozumiała jego słowa. — Ach no i nie mam prawa wybrać kim chcę być w życiu, mam zostać Kapłanką i basta — dodała, wracając wzrokiem do Ryu. Nie uśmiechała się, wyglądała poważnie. — Załamało mnie, że ktoś kogo uważałam za kogoś komu mogę powiedzieć każdy swój żal myśli o mnie jak o gwarancie statusu i niczym więcej. Więc się wkurwiłam i poryczałam, to był dla mnie szok. Po części go rozumiem, był sam i był samotny, nie mówię, że nie był — wstała z miejsca i podeszła do rodzinnego portretu, na który zaczęła się wpatrywać. — Więc nie będę go za to nienawidzić, ale nie będę oczekiwać jego aprobaty, będę dla niego wsparciem, jeśli będzie tego chciał. Ja jego nie potrzebuje i tyle. A to czy zostanę Kapłanką to tylko i wyłącznie moja brocha. Mama jest jeszcze młoda, jest szansa, że znajdzie się kandydat o czystszej krwi i mnie wymieni. Do kontynuowania jej dzieła nie potrzebuję tronu, tylko szacunku, a szacunku zbijając bąki nie zdobędę — wzruszyła ramionami. Nie byłaby o to specjalnie zła. Zwłaszcza teraz. Chciała być przede wszystkim sobą a nie jakimś pierdolonym symbolem. Ogień to nie był żywioł, który dobrze dzialał, kiedy się go tłumiło. Nie pozwoli sobie na to już więcej. Wróciła z uśmiechem do Ryu. — Dziękuję, przyda się. Zobaczymy czy wyjdzie — powiedziała. Kiwnęła głową. — O proszę. W jakimś konkretnym celu tam idziesz, czy po prostu chcesz zobaczyć? — zainteresowała się. Powiodła jeszcze raz wzrokiem po jego nogach. — Chcesz je teraz przetestować? Mały trening, żeby zobaczyć, czy noga Ci nie skostniała po długiej przerwie? — zaproponowała.
Darcy
Zdziwiła się trochę, kiedy tak nad nią zawisł, ale uśmiechnęła się lekko. Był całkiem zwinny.
OdpowiedzUsuń— Nieźle — skomentowała pod nosem, bo rzadko miała okazję spotkać kogoś, kto by poruszał się z taką zręcznością.
— Bo są samotnikami, ale moczary nie są bogowie wiedzą jak wielkie, jeśli wejdziesz i zaczniesz łazić po wodzie to możesz ściągnąć kilka na raz, na 20 metrach możesz spotkać dwa osobniki, więcej jak są w trakcie rozmnażania. Nam zależy, żeby odciągnąć na płyciznę jednego i ubić, wziąć swoje i spadać, a resztę dojedzą sobie inne węże. Najbardziej mi zależy na soczystym mięsie i skórze. Przypieczona skóra jest lepsza od frytek — wyjaśniła. Zastanowiła się przez chwilę nad jego propozycją.
— Możesz zacząć, ale jak zobaczysz za dużo wypukłości na wodzie to się zamknij i oddaj mi odciąganie, mam liny, łańcuchy, haki i kosę bliźniaczą, to wezmę jednego na czucie, a Ty dobijesz, dobra? — zaproponowała, samej skacząc na kolejne drzewo bez większych problemów.
Onyx
Akane już otwierała usta, by rzucić żartem, że w sumie to ciągnie za lekko, ale nim cokolwiek powiedziała Ryu mocniej szarpnął jej włosy.
OdpowiedzUsuń- Au! - złapała się za głowę i zaraz spojrzała po chłopaku przenikliwie. To było trochę dziwne, tak odrobinkę. W danym momencie postanowiła sprawę przemilczeć, ale zakodowała w głowie ten dziwny zbieg okoliczności.
- Rozumiem, w zwichrowanych wyglądam zbyt uroczo i trzeba mnie doprowadzić do ogłady - parsknęła krótkim śmiechem, pozwalając by kontynuował plecenie warkocza. Chrząknęła lekko, gdy wyznał, że wie co powie.
- Tak, zauważyłam i poczułam... - przyznała. Czyli to jednak nie był zbieg okoliczności. Skrzywiła się lekko. Taka zdolność musiała być cholernie upierdliwa. W walce przydatna i to bardzo, gorzej w życiu codziennym. - Zawsze wiesz? Nawet przy tych bardzo nieprzewidywalnych osobach? - zainteresowała się i słuchała go dalej w lekkim zamyśleniu.
- To co mówisz dość mocno wybiega poza iluzję... To już nie jest okłamywanie cudzego umysłu, to wyprzedzanie faktów - zauważyła. Jej przeczucie działało inaczej, ale też bywało raz irytujące, a raz pomocne, więc to akurat rozumiała. Słuchała dalej o jego treningu i zerknęła po chłopaku z lekką aprobatą na twarzy.
- Niezły wynik... - przyznała. Z dwóch godzin do dwóch minut... Nawet nie chciała wiedzieć ile razy musiał zabić swoje klony by aż tak poprawić ten czas.
- Odporny na ból związany ze śmiercią? Nie bardzo rozumiem... Przecież śmierć może być różnorodna, a więc i ból z nią związany... - uniosła lekko brwi. Nie bardzo rozumiała jak można się na coś takiego uodpornić. - Chodzi Ci o śmierć Twoich klonów? Uodparniasz się i nie czujesz tego co one czułyby, gdyby żyły? - dopytała. Brzmiało dobrze, może w końcu klony przestaną być jego słabym punktem.
Kiedy stała już przy stołku to wzięła jeszcze jeden łyk nalewki i odstawiła kielich po czym odwróciła się przodem do Ryu. Świetnie... Akurat w tej chwili to wolałby by jednak żartował. Pokręciła głową na jego pytanie.
- Mohe... On... - westchnęła ciężko. - Nikogo tam aktualnie nie ma, a ja... No po prostu... Cholera, to musi być dla niego kurewsko ciężki czas... - wiedziała co nieco o ostatnich przemyśleniach chłopaka, ciąża z wpadki to było ostatnie co teraz potrzebował. - Do tego Emma... Też swoje przeszła... - już przecież była w ciąży i to nie było dla niej dobre doświadczenie, a tu teraz coś takiego. - Maskara... Nic dziwnego, że dobrze tam nie jest - pomasowała sobie skronie i z głośnym westchnieniem wróciła do łóżka, ale usiadła sobie obok Ryu, na ziemi. Oparła głowę o ramę pryczy i zerknęła po niedokończonym warkoczu, który teraz trochę się już rozplątał.
- Całkiem nieźle Ci wyszedł... - przyznała trochę pogodniej, chociaż dalej w lekkim zamyśleniu.
Akane
— Doskonale wiedział, że jego słowa mnie bolą, a ja mu powiedziałam, że się z nim nie zgadzam i dałam do zrozumienia, że życia dyktować mi nie będzie nieważne jak jest dla mnie ważny — powiedziała spokojnie. Zaśmiała się lekko, gdy powiedział, że się sprostaczyła. Poprawiła włosy i wzruszyła ramionami. — Lubię swoje prostackie siu wziu — odparła. Owszem, miała w sobie dalej sporo z księżniczki, ale jej to nie przeszkadzało. Lubiła się stroić, swoją grację i etykietę, kiedy tego potrzebowała. Słuchała słów Ryu. — Przecież powiedziałam, że to kim zostanę to moja brocha, ja wiem, że rodzice nie oczekują ode mnie, że będę Kapłanką. Dla nich najważniejsze jest szczęście swoich dzieci i wnuków, potem zajmują się sukcesją w Phyonix. Tym bardziej nie mam zamiaru słuchać w tej kwestii Diego, który mówi, że ja mam to zrobić z wdzięczności za to, że się tutaj urodziliśmy. Super, że jestem bogatą następczynią tronu, zajebiście żyć w luksusach, ale nie wiem czy tego chcę na całe życie. Zastanawiam się nad tym. Wiem, że na pewno chcę pomóc rodzicom otworzyć Phyonix na resztę Mathyr, ale nie muszę do tego być Kapłanką czy księżniczką, równie dobrze mogę podróżować, a potem opowiadać innym jak wygląda świat za ognistymi bramami, zdawać raporty i cieszyć się życiem z Abyss u boku. A może zostanę Gromem, a może będę jak Ash wykonywać tajne misje, a może będę mordować wrogów Phyonix? Kto wie co się stanie po wojnie. A może faktycznie uznam, że chcę być Kapłanką - wiem tylko, że to jest tylko i wyłącznie moja decyzja. Nie jestem nikomu nic winna za to jaka się urodziłam. To moje życie i ja nim będę dyktować. Kapłanka, która tłumi swój ogień i tak doprowadziłaby ten kraj do ruiny, więc założenie Diego, że choćby skały srały to ja mam nią zostać jest po prostu chujowe i nieodpowiedzialne — wyjaśniła, zbliżając się na dwa kroki do Ryu. Pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń— Nie, Diego zachowuje się jak chuj, ale coś więcej za tym stoi niż zazdrość. Ale teraz jestem za bardzo na niego zła, żeby się tym martwić. Wrócę później do tego tematu, na spokojnie — uśmiechnęła się czule, myśląc o swoim bliźniaku. Zachował się skandalicznie, ale dalej kochała tego swojego gimbazę, jak to Gave ujął. — Ależ Ty tajemniczy — zaśmiała się, pstrykając go lekko w nos. — Szkoda, myślałam, że chcesz się ze mną spróbować w walce — odpowiedziała. — Bo i tak zakładałam, że ćwiczysz, jesteś zbyt ruchliwy, żeby tego nie robić… i cóż… wysportowany — zauważyła, odwracając wzrok. Podeszła zaraz do biurka, żeby nie wyglądać zbyt podejrzanie ze swoim wstydem. Polała sobie kolejną szklankę wody.
Darcy
— Moim zdaniem tak, co prawda tylko suchych, bo z serem i boczkiem frytki są… — aż się oblizała a w jej brzuchu zaburczało. Ech, mogła zjeść ich więcej, kiedy byli jeszcze w Argarze. Była strasznych obżartuchem. Uderzyła czołem o korę drzewa, kiedy Ryu zeskoczył na ziemię. A mówiła przecież, żeby działać z odciągnięciem jednego. Jakby miała pieprzone deja vu kurwa mać. Zaraz przeskoczyła kilka drzew, żeby znaleźć się za Ryu. Związała linę do kuszy z chwytakiem, żeby w razie czego zabrać chłopaka do góry. Argarczycy byli kurwa niereformowalni. A to ona niby rzucała się śmierci na pożarcie. Chuja tam kurwa. Takiego wała jak Polsza cała. Wyjęła stalowe wachlarze, oglądając uważnie co się dzieje. Cicho zeskoczyła niżej. Doczepiła do nich złote dzwonki, które kiedyś zabrała sobie z szafki u Darcy, kiedy jeszcze u niej pomieszkiwała. Rzuciła wachlarzem jak bumerangiem nad jednym z węży, aby zwrócić na niego swoją uwagę. Wachlarz naciął mu skórę, wydając przy tym cały czas dźwięki. Wąż zaczął pełznąć w jej stronę, a ona złapała broń, kiedy tylko do niej wróciła. Zaczęła dalej dzwonić.
OdpowiedzUsuń— Miałeś postarać się o jednego, nie całe stado — syknęła do Ryu, po czym znowu rzuciła wachlarzami tak, aby zakręciły tuż nad głową upatrzonego przez nią osobnika. Zaczęła go odciągać od reszty, obserwując w międzyczasie jak ma się Ryu.
Onyx
An parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Moje oczy na pewno nie są ulokowane we własnym odbiciu – puściła mu oko i rozbawiona pokręciła głową.
- Może będę miała okazję sprawdzić sama, mam na dniach ogarnąć sobie perukę na drobne przeszpiegi, może będą mieli łysą – uśmiechnęła się pod nosem. Trzepnęła go lekko w tą rękę co to pociągnął ją za włosy i pogroziła mu palcem.
Słysząc o tym jak musi się pilnować, przytaknęła mu głową. Tak, to rzeczywiście brzmiało męcząco.
- Przyzwyczaić do wyprzedzania faktów? Brzmi ciężko, ale… sama myślałam, że nie dam rady okiełznać tych wszędobylskich emocji, które na mnie wpływały, a jednak powoli zaczynam rozumieć jak to działa i, tak, myślę, że przyzwyczajać się – przyznała. – Ucieczka rzeczywiście nie jest… rozwiązaniem – trochę się zamyśliła. Naszła ją pewna myśl w sprawie Latrala, ale zostawiła to na razie w głowie. Słuchała dalej jego wyjaśnień, lekko przytakując na znak, ze rozumie. Uśmiechnęła się na jego podziękowania i ponownie mu przytaknęła.
- No też dlatego się zdziwiłam – przyznała i zaraz raz jeszcze kiwnęła. – Rozumiem – czyli jednak miał na myśli śmierć klonów. – Ma to w sumie sens, skoro to iluzje to ból też pewnie bardziej działał na Ciebie podświadomie, a skoro posługujesz się klonami coraz świadomiej to rzeczywiście głowa zdaje się rejestrować, że no jednak to tylko fantomowy ból – pozwoliła sobie na swoją małą analizę. Słysząc o tym, że sprawdzi co z Mohe westchnęła ciężko.
- Jasne – jak najbardziej mógł skoczyć, ale obawiała się, że w aktualnej sytuacji Mohe nie zaufa mu na tyle by się aż tak zwierzyć. Na słowa o sierocińcu uśmiechnęła się lekko.
- Już mi o tym opowiadałeś, poza tym, przecież sama widziałam Cię kilka razy w akcji. Z doświadczenia jednak wiem, że włosy włosom nie równe. Nawet Fasolki mają różne, Malice to warkoczyk sam się zaplata, ma fajny skręt i naturalnie włos się pod przeplatanie układa. U Raji już gorzej, ma trochę bardziej śliskie włosy, które uciekają między palcami – zaśmiała się lekko. Na kuksańca w bok odpowiedziała mu tym samym.
- Sugerujesz, że niby nie wiem? O chłopie… - zacmokała kręcąc głową. – Nie muszę czekać, jeszcze w tej podróży małe naoglądały się najróżniejszych fryzur, a to po terrańsku, a to po lerodasku, a to heimurinnsku – parsknęła śmiechem. – Niekiedy to ciężko przetłumaczyć, że jeszcze im trochę włosy muszą urosnąć by aż takie cuda tworzyć – dodała rozbawiona i mimowolnie zerknęła na miejsce, gdzie miała bliznę. Zaraz jednak wstała z podłogi i znowu walnęła się na łóżko plecami.
- Pora się zastanowić nad otwarciem salonu piękności, skoro masz tyle talentu w rękach. Może nawet Mohe do Ciebie dołączy i będziecie czesać największe mathyrskie szychy – uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała lekko na tą wizję.
Akane
— Nie jest super pod żadnym względem. Nawet nie wiesz jak często sama mam w głowie, że nie powinniśmy tak mieszkać, co się stanie z moim rodzeństwem jak nie zostanę Kapłanką, czy sobie poradzą bez tej wygody —- odpowiedziała mu. Miała tutaj na myśli jedną, konkretną osobę, ale nie zamierzała nikogo teraz wytykać palcami. Westchnęła lekko i pokręciła głową. — To jest odpowiedzialność, której nie wybierasz. Rodzisz się i masz z góry narzuconą rolę. To irytuje mnie w środku. Że powinnam być kimś tylko i wyłącznie przez urodzenie. Nie zrobię tego. Chcę, żeby feniksy same wybrały swojego następcę, jeśli to będę ja - jakoś się z tym pogodzę, albo odmówię, zobaczę. Ale nie zostanę Kapłanką tylko i wyłącznie dlatego, że urodziłam się księżniczką — powiedziała pewnie. Zaśmiała się lekko. — Próbuję, mieszkam w Argarze, uczę dzieci, Gava, Akane grania na instrumentach, języków, jestem zadowolona z życia. Coraz bardziej. Uczę się samej siebie od zera, własnych możliwości, dopuszczam do siebie ostatnio wiele nowych myśli i jestem z siebie naprawdę zadowolona — uśmiechnęła się ciepło. Zaraz jednak zrobiła zaskoczoną minę. — Nielegalnie? Właśnie… jak tu przyszedłeś? — zapytała go zainteresowana. Pokręciła głową. — Cieszę się, że połehtałam Ci ego w takim razie.
OdpowiedzUsuńDarcy
No po prostu kurwa wyjdzie z siebie, dusza z niej wyjdzie i pójdzie w pizdu. Zagryzła zęby, tłumiąc krzyk bezsilności. Był niemożliwy. Mówili o jednym wężu, o uczieczce od reszty a nie zabawie w kotka i myszkę. I co ona niby miała z nim teraz zrobić? Zostawi? Ratować? Złapała wachlarze, wracając wzrokiem do swojej ofiary. Wąż zgłupiał, słysząc drącego się Ryu. Ostatecznie zignorował dzwonki i zaczął pełzać w jego stronę szybkim tempem. No debil no. W końcu uznała, że ma to gdzieś. Kiszki grały jej marsza, kiedy widziała tyle smacznego, wijącego się mięsa, ale niech se radzi. Wskoczyła na gałąź nad Ryu, usiadła na niej i zaczęła go obserwować. Skoro sobie radził, to niech se radzi. Na razie jej nie potrzebował.
OdpowiedzUsuńOnyx
Akane zerknęła na palec przy swoim nosie i zaraz skrzyżowała wzrok z chłopakiem.
OdpowiedzUsuń- Tylu rzeczy? - powtórzyła unosząc lekko jedną brew. - To czego Twoim zdaniem nie dostrzegam? - zapytała spokojnie, patrząc po nim pytająco. Słuchała zaraz dalej w temacie treningów z Yensenem. Zmarszczyła lekko czoło.
- Reagować na ciosy, które nie przybyły? Lekceważyłeś to co widzisz, na rzecz tego co czujesz, czy Twoja zdolność ogłupiła nawet Twoje widzenie? - zainteresowała się. Brzmiało to dość ryzykownie. Przytaknęła na stwierdzenie co do sprowadzania do piachu. - Tak, zdecydowanie niepokojące - przyznała. Uśmiechnęła się nieco pogodniej, gdy wyznał, że jest poprawa.
- W takim razie będę trzymać kciuki by było tylko lepiej - stwierdziła pogodnie z lekkim uśmiechem. W temacie zawodzącej pamięci uśmiechnęła się tylko kącikiem ust po czym wzruszyła ramionami.
- Czasami rzeczywiście jest - przyznała, nie wchodząc głębiej w to co chciałby zapomnieć, a co sobie przypominać. Na słowa co do dziewczynek, zaśmiała się.
- Wątpię, już teraz dużo lubią robić same, a im starsze tym pewnie mniej będą chciały angażu rodziców. A jeżeli rzeczywiście będzie inaczej, to nawet przyjemnie się zaskoczę - stwierdziła z cieplejszym uśmiechem.
Akane
Miała na myśli przede wszystkim Diego jakby nie patrzeć. Niemniej jednak to był jej brat i nie chciała go w żaden sposób skrzywdzić własnym egoizmem. Poza tym dalej to nie była decyzja na teraz, mama doskonale sobie radziła i daleko jej było do miana starej i niedołężnej. Uśmiechnęła się do Ryu i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— Och, jak mama przejdzie na emeryturę to tata na pewno porwie ją na drugi koniec świata z daleka od pałacowego hałasu i polityki. To czy będę i gdzie będę to jednak są odległe plany. W tej chwili muszę jedynie pełnić swoje własne obowiązki najlepiej jak potrafię — odparła zgodnie z prawdą. Do dziedziczenia była jeszcze długa, długa ścieżka. — Postaram się być większą egoistką, ale myślę, że najbardziej Tobie posłuży ta rada — uśmiechnęła się wymownie do Ryu. To w końcu on zawsze nadstawiał za kogoś karku a później kończył pokaleczony. Jeśli ktoś miał pierwszy stosować się do tej rady to raczej on. Ona kiedyś była aż nadto egoistyczna w końcu. Zaśmiała się, a jej oczy na chwilę jakby zapłonęły na tęczówkach.
— Nie dam sobie niczego wlepić, obiecuję. Zawsze będę wierna samej sobie i własnym oczekiwaniom — odparła. Takie było jej postanowienie. Koniec z duszeniem w sobie czegokolwiek. — Za Bellhardów to był mężczyzna i król. Rodzice wzniecili rewolucje, a mama została wyniesiona do rangi władcy, a że jej rolą była Pierwsza Kapłanka to ustalono, że Pierwsza Kapłanka będzie rządzić. Od zawsze też role kapłanek były dziedziczone, wychowywano córki i przygotowywano do tego. Mama przecież wychowywała się w Argarze, uczyła się z wujkiem Nikiem, prawda? Więc to nie jest tak, że ktoś po prostu pewnego dnia uznał „kobieta, bo tak”. To bardziej konsekwencje tego jak potoczyły się konkretne wydarzenia w przyszłości i jak zdecydowali ludzie. Mama władzy siłą nie wzięła. To inni nie chcieli, żeby to był ktokolwiek inny, a teraz oczekują, że jej córki w przyszłości będą równie kompetentne — wyjaśniła. Sama nie była pewna jak to się potoczy, ale jeśli chodziło o system władzy w Phyonix wiedziała jedynie, że sama chciała dla tych ludzi jak najlepiej. To był jednak trudny temat. Bardzo trudny. Nie czuła się przekonana do tego czy chciałaby dalej teraz w tej chwili dalej prowadzić tą dyskusję.
— Dobrze zatem, trzymaj swoją tajemnicę dla siebie — zaśmiała się cicho, puszczając mu oczko. Uśmiechnęła się, gdy wspomniał, że był umówiony z Onyx. — Jakaś przygoda czy też słodka tajemnica? — zapytała z ciekawości.
Darcy
Węże były ślepe, ale za to inne zmysły działały u nich o wiele lepiej niż u innych zwierząt, a Ryu skacząc tak na bagnach robił całkiem sporo hałasu od plusków wody. W ten sposób zdecydowanie ich nie zgubi. Czy on planował je wszystkie wybić? A więc tyle było z jego “ nie zabijam jak nie muszę”. Hipokryta, doprawdy. Wywróciła oczami, uważnie obserwując co się dzieje. Przeskoczyła na kolejną gałąź, dzwoniąc dzwoneczkami, jakby zapraszała właśnie węże na posiłek i wydawała z siebie kilka pisków oraz krzyków co by zwrócić na siebie uwagę. Przecież nie zostawi teraz tutaj tego samobójcy. Schowała w tym czasie swoje wachlarze i wyjęła ostrze księżycowe. Stanęła gotowa do polowania. Nie wszystkie odczepiły się od Ryu, ale dwójka zwróciła się w jej stronę. Kiedy jeden z nich znajdował się wystarczająco blisko i otworzył monstrualną szczękę Onyx wbiła w niego hakowatą krawędź zakrzywionego ostrza i cięła wzdłuż, wypuszczając falę gorącej, śmierdzącej bagnem krwi.
OdpowiedzUsuńOnyx
An uniosła lekko kącik ust i kiwnęła głową. Przeniosła spojrzenie do widoków za oknem.
OdpowiedzUsuń- Zapewniam, czasami chciałabym widzieć mniej niż widzę - odpowiedziała jedynie. Miała swoje powody by pewne sprawy uznawać za niewidoczne, mimo, że mocno rzucały się w oczy. Doskonale wiedziała, że nie tylko ona tak robi, wiedziała też, że każdy ma jakieś swoje powody by decydować się na taki ruch, więc nie wchodziła w temat głębiej. Patrzyła na Ryu, gdy dalej wyjaśniał swoje umiejętności. Przytaknęła mu głową, czyli jednak jakieś ogłupienie własnego mózgu miało tu miejsce. Zdolność zdawała się dość silna, więc tego typu problemy nawet jej nie zdziwiły. Uśmiechnęła się do chłopaka ciepło na słowa o wyrastaniu. Klepnęła lekko jego ramię i wstała, opierając się na nim.
- Wyrośniesz, to na pewno. Mam tylko nadzieję, że zdążysz nim Cię ta chciwość za mocno poturbuje - sama lekko się zaśmiała i podeszła do okna, co by jeszcze sobie nieco popatrzeć na nocne Phyonix. Chwilę milczała po jego pierwszym stwierdzeniu, ale zaraz obejrzała się na niego z kolejnym delikatnym uśmiechem.
- Czas pokaże Ryu. Wierzę, że zawsze im będę potrzebna, chociaż niekoniecznie do tworzenia fryzur - rzuciła lekko i zaśmiała się krótko, przytakując mu głową raz jeszcze. - Mhm, też mam taką nadzieję - przyznała w lekkim zamyśleniu, z bardzo delikatnym uśmiechem na ustach.
- No, ale... - tu znowu spojrzała na niego, odwracając się tyłem do okna, a przodem do Ryu. - Masz już jakieś ambitne plany na te swoje spontaniczne wakacje w upalnym Phyonix? Jakieś rekordy alkoholowe do pobicia? Mordy do obicia? Wycieczki krajoznawcze? - zainteresowała się.
Akane
An lekko kiwnęła głową i opatuliła się nieco własnymi ramionami, opierając głowę o wnękę okna.
OdpowiedzUsuń- Poradzę sobie z tym stanem rzeczy. Wiem, że się martwicie, ale nie planuję żadnych dziwnych rozwiązań zaistniałej sytuacji. Jak będę czuła, że to już, to... sama przyjdę pogadać lub wykorzystam jakąś okazję - wzruszyła lekko ramionami i obejrzała się na chłopaka, śląc mu lekki uśmiech. W tak istotnych sprawach potrzebowała więcej czasu na wylanie swoich smutków czy obaw, szczególnie gdy chodziło o Ryu.
- To miłe, że Gave o tym pomyślał, miłe, że się zgodziłeś, doceniam to. Nie mniej muszę to jeszcze nieco sama przetrawić w głowie - dodała patrząc po Ryu ciepło.
- A na co masz ochotę? - zapytała. - Bo wyglądasz jakbyś szykował się spać - zaśmiała się lekko. Ona w sumie powinna spać, no ale cóż, najpierw koszmar, teraz nocny gość, była już dość mocno rozbudzona. Również się zaśmiała i pokręciła głową.
- Nie zapominam, ale kto wie, może tutejsze trunki lepiej by na Ciebie działały. Wiesz, dużo przebywam z Tonym, już mi się testowanie załączyło - raz jeszcze się zaśmiała. Przytaknęła głową gdy wspomniał o odwiedzinach reszty.
- Na pewno się bardzo ucieszą na Twój widok. Rei się trochę uspokoi, rozłąka i ciąża to dla niej trudny okres - ruszyła w stronę łóżka i usiadła na jego brzegu.
- Ee tam, nie pierdziel o nielegalu, w razie co pałac jest spory, znajdziemy Ci jakieś przytulne gniazdko jak będziesz chciał dłużej zostać - puściła mu oko.
Akane
Co prawda Darcy nigdy sama nie doświadczyła tego jak Ryu poświęca się dla innych. Może poza ferelnym wypadem z dziećmi Rei i Melio nad wodę. Ale wtedy też poświęcił zabawę dzieci. Słyszała za to sporo od niego, kiedy leżał w łóżku i o łatkach bohatera. To wystarczyło, aby dojść do wniosku, że sam powinien być bardziej egoistyczny. Uśmiechnęła się do niego, przechylając delikatnie głowę w bok. O zmianie też nie mogła się sama wypowiedzieć, bo nie widywała się z nim jeszcze zanim ruszyła w podróż.
OdpowiedzUsuń— A więc nie mogę już odbijać piłeczki. Sprytnie się wywinąłeś, żeby nie słuchać mądrych rad — zażartowała. Zaraz jednak odchrząknęła. — Cieszę się, że dbasz o swój egoizm. Pomoże Ci na pewno z łatkami, których nie lubisz — dodała jeszcze, siegając sobie do szafki po butelkę ulubionego wina. Nalała tylko sobie, tak jak obiecała, nie miała zamiaru częstować Ryu. Ale sama miała ochotę. Przytaknęła na komplement.
— Jest bardzo piękny, ale to nie jest mój ulubiony widok w Phyonix. Może poproszę Akane albo Rei o szkic. Prawda, warto go uwiecznić. Niemniej mam kilka obrazów z Phyonix na ścianach — przypomniała mu. Mimo wszystko cały wystrój jej domu w Argarze nawiązywał do rodzinnych stron. Zaśmiała się, kiedy zaczął wychodzić z kolejnymi propozycjami.
— Wiem, że tak było w Argarze, ale w demokracji też wybieracie reprezentantów, prawda? Mama się na ten stołek nie prosiła, ale większość nie chciała odpuścić i jesteśmy tutaj.Zobaczymy co przyniesie przyszłość, zanim mama będzie za słaba na swoją rolę minie jeszcze wiele lat. Zobaczymy jak rozwinie się moja ojczyzna w tym czasie — uśmiechnęła się do przyjaciela. Upiła łyk wina.
— Tak, wiem. Uwielbiasz podróżować. Chętnie potem posłucham o ciekawych miejscach, do których trafiłeś. Mam nadzieję, że nie będziesz się nudzić, ale nie życzę Ci emocji z mojej własnej podróży, każdy miał swoje ciężkie momenty.
Darcy
Zastygła na chwilę, gdy ją przytulił, po chwili dopiero nieco się rozluźniła i lekko oparła czoło o bark Ryu. Nic nie mówiła, uniosła jednak głowę i uśmiechnęła się do niego delikatnie, kiedy nie naciskał na słowa. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Dzięki - dodała, kiedy się już odsunął. Uśmiechnęła się nieco szerzej na stwierdzenie co do Tonego.
- Oj tak, potrafi - przyznała z lekkim śmiechem. Spojrzała po nim zadowolona.
- No tak, zapracowany z Ciebie człowiek, z dupą w jednym miejscu długo nie usiedzisz. Mam nadzieje, że podróż będzie ciekawa - uśmiechnęła się pod nosem i kiwnęła głową na znak, że rozumie.
- Bardzo chętnie się gdzieś wybiorę, może nawet uda się zebrać więcej osób. Dwa dni to w końcu nie tak mało dla naszej bandy - zaśmiała się krótko.
Akane
Onyx zakończyła cięcie razem z końcem ciała węża. Ruch był szybki i mocy, a ona sama po chwili została ubabrana w krwi zwierzęcia. Oblizała się. Na surowo nie była to może najsmaczniejsza przekąska, ale sama była już zdecydowanie głodna, a Ryu tylko to przedłużał zamiast skupić się na jednym bydlaku, którego mogliby potem na spokojnie zjeść. Naprawdę nie rozumiała tego typa i tego jego nie zabijania bez potrzeby. Obróciła klingę w dłoni, odwracając się w stronę kolejnego gada, a w jej brzuchu zaburczało. Wywróciła oczami. Cięła kilka razy, po czym wbiła miecz w wężowi na górę, usadawiając się na nim. Jedną ręką trzymała miecz, a drugą wbiła swoje szponowate paznokcie, co by nie spaść. Zębiskami za to zaczęła się wgryzać. Była głodna i miała zamiar coś zjeść, a Ryu niech se tam robi co chce.
OdpowiedzUsuńOnyx
Upiła kolejny łyk wina w spokoju z lekkim uśmiechem na ustach. Podeszła do szklanych drzwi na balkon, obserwując krajobraz na jej miasto. Było najpiękniejszym miejscem jakie znała mimo swojego małego zwiedzania części znanego świata. Czuła bijącą zewsząd siłę ognia. Zaśmiała się na słowa Ryu i przeniosła na niego wzrok. Lubiła to w nim. Nie trzymał języka za zębami - mówił co myśli. Obserwowała jak wywija na jej parapecie a następnie wskakuje na dach. Sama wyszła wtedy na balkon, oglądając dalej jego akrobacje. Dokończyła wino i odłożyła kieliszek na stół.
OdpowiedzUsuń— Od jakiegoś czasu bardzo prężnie odkrywam samą siebie i to z wielką przyjemnością — zapewniła Ryu, a jej oczy na chwilę zapłonęły wesołym ogniem. Nie chciała rezygnować z własnych planów na Phoynix. To też było istotne dla jej serca. Troszczyła się o ten lud i chciała dla niego jak najlepiej. Nie chodziło już nawet o bycie księżniczką i obowiązki. — Myślę, że każdy zasługuje na możliwość swobodnego podróżowania i poznawania tego co leży za granicami jednego miejsca — odpowiedziała chwytając jego dłoń. Czuła delikatnie pieczenie na policzkach, ale te zaraz zniknęły. Wizja wspólnego tańca bardzo jej się podobała. — Odkrywanie samej siebie i zażegnanie mroku w głowie jest bardzo przyjemne — wyznała mu. Nie obiecała, że całkowicie wrzuci na luz. Była wojna, miała zamiar jednak skupić się też na obowiązkach, które w tym czasie były istotne. Obrkęciła się wokół własnej osi, trzymając go za rękę, a potem zaśmiała się cicho.
— Jakie są Twoje żale? Skoro to Twoja propozycja proszę zacznij — zaproponowała.
Darcy
Onyx była wyjątkowo prostolinijna jeżeli chodziło o jej żołądek, a odkąd nie wstydziła się pokazywać swojej twarzy tym bardziej nie powstrzymywała się przed konsumpcją surowego mięsa. Wąż szybko dokonał żywota, bo wgrywał mu się w mózg. Nie przerywała, dopóki minimalnie nie zaspokoiła swojego głodu. Zatrzęsła się też delikatnie, przeżuwając mięso, kiedy bestia opadła całkowicie na bagno martwa. Przełknęła ostatni kęs i rozejrzała się po okolicy. Ryu był już na drzewie. Dodatkowych węży na razie nie było widać. Pozostało tylko zabrać truchło ze sobą. Wzięła wdech. Podeszła powoli i cicho do najmniejszego okazu i zarzuciła go sobie na ramiona, marszcząc się przy tym delikatnie. Nawet jeśli był najmniejszym draństwem dalej swoje ważył. Zaczęła iść z nim w stronę drzewa o niskiej gałęzi, żeby wrzucić tam węża. Przeskakiwać przez jakiś czas z gałęzi na gałąź da radę, ale do góry z takim ciężarem już nie podskoczy.
OdpowiedzUsuńOnyx
Akane uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Ciekawe czy jest jakieś miejsce na ziemi, które nie zaczyna - zaśmiała się lekko. Ryu miał z całej ekipy największe robaki w tyłku. Zdawała sobie sprawę, że sporo jego wypadów i zniknięć wynikało z problemów uczuciowych, ale mimo to wędrować zdawał się dość często. Przytaknęła lekko głową, gdy mówił, że ma co sprawdzać. Nie wchodziła w szczegóły, bo skoro już teraz tego nie określał to raczej miał w tym jakiś powód.
- Jasne, w takim razie muszę zapamiętać, co by na odchodne życzyć Ci udanego sprawdzania - odparła lekko. Spoważniała nieco na wzmiankę o Klemensie i raz jeszcze przytaknęła.
- Mam nadzieję, że znajdzie się żywy - przyznała. Klara straciła już sporą część rodziny. Odnalezienie Klemensa żywego na pewno dobrze by na nią wpłynęło.
- Nie mów mi zbyt wiele, bo zaraz będzie mi głupio, że sama go nie szukam. Mam tu już dość zajęć - zażartowała nieco. Raz jeszcze uśmiechnęła się pod nosem.
- Najgorzej i najgłośniej, hm... oj tak, to jest do zrobienia - zaśmiała się, przytakując mu głową. - Normalnie teraz to nie mogę się doczekać - dodała rozbawiona.
Akane
Puściła dłoń Ryu, po czym przeszła parę kroków po dachu, oglądając panoramę miasta z tej perspektywy z uśmiechem. Wróciła zaraz wzrokiem do niego słuchając o tym, jak nie miał ostatecznie żadnych żali.
OdpowiedzUsuń— Wszystko co przeszliśmy kształtuje nas w jakiś sposób, Ryu, którego znam to ktoś kto przeżył to wszystko i wyszedł z każdej troski silniejszy. Co nie znaczy, że ktoś miał prawo krzywdzić Ciebie czy mnie — odezwała się do niego. — Cieszę się, że nie masz żali. Łatwiej wtedy się uśmiechnąć, uśmiech też potrafi pomóc — dodała jeszcze, samej posyłając mu jeden. Zaśmiała się lekko na jego nic nie niosący za sobą krzyk. Stanęła bliżej krawędzi.
— A ja mam swoje żale. Miałam prawo popełnić błędy, miałam prawo cierpieć i nikt nie ma prawa przez to zarzucać mi, że mam w dupie miejsca, ludzi i rzeczy, które kocham. Miałam mieć prawo borykać się z własnymi mocami i mam jebane prawo robić to co uważam za słuszne, a nie słuchać cudzych rozkazów w tym temacie, nikt nie przeżyje mojego życia za mnie i nie zamknie w żadnej klatce złotej czy nie — zaczęła wymieniać swoje ostatnie żale, przymykając oczy. Zacisnęła pięści, unosząc podbródek do góry, po czym sama krzyknęła głośno i długo wyrzucając to wszystko z siebie. Potem otworzyła oczy i zaśmiała się wesoło.
— To naprawdę oczyszczające — przytaknęła mu. — Zdecydowanie mi lepiej, zwłaszcza po dzisiaj. Dziękuję — dodała.
Darcy
Ryu nie kwapił się specjalnie do pomocy, więc zaparła się raz jeszcze i wrzuciła truchło na grubszą gałąź, po czym sama na nią weszła. Przykucnęła na chwilę, zanim znowu weźmie węża. Musiała odpocząć i zebrać myśli, ale kiedy tylko usłyszała głos Ryu, zmarszczyła oczy i spojrzała po nim z rządzą mordu. Gave by jej przynajmniej pomógł targać to ścierwo. Pokazała mu środkowy palec.
OdpowiedzUsuń— Nie, plan został przerobiony przez kogoś, kto ściągnął na nas stado węży — odpowiedziała mu z wyraźną pretensją. Wzięła z powrotem na ramiona ciało węża błotnego, po czym zaczęła wolnym tempem skakać z gałęzi na gałąź, dopóki nie znajdzie się na bezpiecznym terenie, gdzie te bestie już ich nie złapią.
Onyx
Patrzyła po nim spokojnie, gdy mówił o Lesie, nie mniej zwracała uwagę na jego najdrobniejsze gesty w danej chwili.
OdpowiedzUsuń- Nie przeszkadzałoby Ci to jak wielu tam ginie? Do mnie ten złudny spokój jakoś nie bardzo by przemawiał – przyznała. Nie wyobrażała sobie przebywać w takim miejscu. Las był dla niej kwintesencją ułudy, ściemą i jednym wielkim kłamstwem. Mroczne miejsce i prowizoryczny spokój. Wiedziała, że Ryu nawiązał z nim więź, ale dalej miała bardzo złe przeczucie, gdy tylko wspominał to miejsce.
- Rozumiem tą chęć odcięcia się od pieprzących się relacji, ale śmiem twierdzić, że przebywanie w tym konkretnym Lesie sprawy by nie poprawiło – to w końcu Las próbował mu wyczyścić pamięć. Wątpiła, że kiedykolwiek polubi to miejsce. – Wierzę, że masz z nim skojarzenia spokoju, ale teraz jednak wiesz nieco więcej w jego temacie, a mimo to Twój umysł podpowiada Ci, że tam dalej jest spokojnie… Ciekawe, ale i niepokojące – podsumowała. Kiwnęła głową na jego podziękowania i uśmiechnęła ciepło na zapewnienia co do Klemensa. Zaraz się zaśmiała krótko.
- Afirmacja, tak? No dobra, w takim razie Klara go odzyska, zdecydowanie – raz jeszcze lekko się zaśmiała.
- Ja Ciebie? Pfy, to Ty tu jesteś jedynie na chwilę i coś czuję, że rozrywany będziesz na wszystkie strony, tak więc wiesz – pogroziła mu palcem. – Ja się mogę dostosować do grafiku mości Pana, w razie co inne plany sobie przesunę w czasie – puściła mu oko.
Akane
Onyx dalej wyglądała na wyraźnie wkurwioną.
OdpowiedzUsuń— Nie wiedziałam, że odciągnąć, to zrobić sobie potańcówkę kilka metrów od celu, który trzeba zabrać — odpowiedziała mu z taką samą pretensją jak przed chwilą. A kiedy zaproponował, że sam poniesienie ciało węża, to tak jakby ugodził w jej najdelikatniejszy punkcik na godności? Ona nie da rady? Że niby takie smukłe mięśnie są silniejsze od jej mieszanych? No chyba go pojebało, że mu odda teraz tego trupa. Choćby skały srały, wąż z nią zostaje. Nie jest jakąś pizdeczką, co to to nie. — Dam radę, daleko mu do mojego limitu siły — rzuciła, skacząc na kolejną gałąź i jeszcze na kolejną. Nie kłamała. Dałaby radę unieść jeszcze większy ciężar, co prawda sprawiałby większe trudności, ale dalaby sobie radę. Mimo wszystko taki wąż swoje kilkaset kilo ważył.
Onyx
Uśmiechnęła się zaczepnie do Ryu i zachichotała cicho.
OdpowiedzUsuń— Piórka tutaj w Phyonix będą Ci akurat bardzo pasować, pobaw się jeszcze do tego iluzjami i zaczniesz przypominać czarnego feniksa, wpasujesz się w tłum bez rudej czupryny — odpowiedziała mu, żartując oczywiście. Na kolejne słowa przytaknęła mu.
— Mimo wszystko najważniejsze jest iść dalej do przodu — dodała do tego. Sama nie zamierzała stać w miejscu przez swoje własne problemy. Niemniej wykrzyczenie się i tak pomogło jej się uspokoić i poprawić sobie humor. Chociaż towarzystwo też pewnie miało przy tym swój udział. Ryu zawsze wiedział co komuś powiedzieć, żeby poczuł się lepiej. Zastanowiła się nad kolejną propozycją. Bardzo chętnie wytańczy się z Ryu. Popatrzyła na panoramę.
— Jak już jesteśmy na dachu, możemy zejść z niego i przejść prosto na tamten plac — wskazała mu palcem, jakie miejsce miała na myśli. — Nie będziemy szli przez most, więc ominiemy kontrolę, skoro chcesz być incognito, a tawern tutaj nie brakuje, wieczorami feniksy lubią się zabawić — dodała.
Darcy
— Hmm… czy ja wiem. Może nie wszędzie, ale parę tu czy tam… nie byłoby tak zaraz najgorzej — udała, że się zastanawia, robiąc przy tym odpowiednią minę. — Chociaż w sumie lepiej byłoby Ci w łuskach, gdybyś miał przejąć jakieś zwierzęce cechy, jak kameleony — dodała jeszcze, tym razem już z normalnym dla siebie wyrazem twarzy. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Nie muszę, szlabanu nie dostałam żadnego, ale jak już jesteśmy na dachu można zejść dachem, to nie tak, że nigdy się w ten sposób nie wymykałam — uśmiechnęła się ciepło w stronę Ryu. — Także którędy wolisz iść tędy idziemy. Stąd jest też bliżej — zaznaczyła. — Nie musisz mnie maskować, mieszkańcy pałacu są już policzeni akurat, jutro będziemy kończyć robić oficjalny spis, na wypadek gdyby coś się stało, gdyby ktoś się zgubił, żeby było wiadomo o kogo chodzi no i trzeba wiedzieć ile osób weszło, a ile będzie chciało wyjść po wojnie. Inni przywódcy chcą wiedzieć ilu udało się dotrzeć na miejsce — dodała mu jeszcze bardziej fachowe wyjaśnienia, tak dla jasności.
Darcy
—- Nie wiedziałam, że lubisz krwawą adrenalinę — odbiła piłeczkę. Sam przecież mówił jakiś czas temu, że nie przepadał za zabijaniem bez sensu, a to co zrobił to mimo wszystko było zabijanie bez sensu i nikt jej nie wmówi, że było inaczej. Uśmiechnęła się uroczo do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Tak, oboje, niestety —- odpowiedziała, przesłodzonym głosem, kierując się dalej przed siebie. — Jeżeli chcesz pomóc, pomóż z szukaniem miejsca na obóz. Jest tutaj kilka czystych źródeł — zaproponowała, nie przerywając trasy. Sama mniej więcej kojarzyła, gdzie iść, ale ładunek jednak trochę widoczność ograniczał.
Onyx
— “Nie lubię zabijać bez potrzeby” — przypomniała mu jego własne słowa. Wnioski nasuwały się same. Poza tym i tak wykluczył już tyle adrenalin, że mogłaby mu i tak strzelić za hipokryzję, ale darowała sobie. Mogłaby też doskoczyć na tą cieńszą gałąź, na której był, kiedy tak uroczo grał jej na nerwach. Ale po co? I on się dziwił, że nie miał dziewczyny. A jaka by z nim wytrzymała? Zrobiła większy skok, na ugiętych kolanach zatrzymała się przy Ryu, na krawędzi gałęzi.
OdpowiedzUsuń— Zaczynam mieć większą ochotę na Argarczyka na kolację — mruknęła, po czym skoczyła dalej, a gałąź się zachwiała od straty ogromnego ciężaru.
Onyx
Zabrała jego dłoń, kiedy znowu ją czochrał. Akurat tego już na razie starczyło. Jeszcze trochę i popsuje jej fryzurę, a skoro mieli iść tańczyć, chciała żeby mimo wszystko włosy były bardziej ułożony. Pożałowała szybko swojej decyzji. Zarumieniła się na to “użarcie”, gryząc się wewnątrz policzka. Uśmiechnęła się zaczepnie, patrząc przed siebie.
OdpowiedzUsuń— A co robi taki jad? — zapytała, po czym zaśmiała się lekko na pstryknięcie. — Jeśli nagle zejdę to już będzie Twój problem, nie mój — odpowiedziała mu z pewniejszym wyrazem twarzy i znowu się zaśmiała lekko. Zaczęła prowadzić Ryu przez zakątki dachu w dół, potem przez tarazy, parapety, kolejną część fikuśnego dachu i tak dalej, aż wylądowali z tyłu pałacu przy ogrodach i wodzie oazy. Następnie przeszła w cichszy, ciemniejszy zakątek i przyklęknęła przy krawędzi ogrodu. Nachyliła się, sięgając pod podłogę tuż przy wodzie w poszukiwaniu ukrytego długiego haka, a kiedy tylko go chwyciła sięgnęła nim po zaczepkę średniej tratwy, którą zwykli się wymykać zawsze z pałacu - oczywiście ona i jej młodsze rodzeństwo.
— Możemy dalej? — upewniła się, zanim jeszcze sama weszła.
Darcy
Wywróciła oczami na ten komentarz. Nie miała już nawet zamiaru tego komentować tylko wydała z siebie ciche, zmęczone, wkurzone westchnięcie, zastanawiając się przy tym nad własnymi wyborami życiowymi. Głód w tym jej nie pomagał. Ten surowy wąż trochę nasycił, a jeszcze bardziej podsycił jej apetyt. Także, kiedy tylko zaproponował polanę zeskoczyła od razu, rzuciła węża, wyjęła nóż, rozcięła mu ostrożnie skórę, żeby ją zdjąć, a potem wycięła sobie spory kawał mięsa, który od razu zaczęła jeść.
OdpowiedzUsuńOnyx
- Ale Mathyr nie tworzy ułudy spokoju, nie mam na myśli samego faktu umierania innych naokoło, bo to ma miejsce wszędzie. Mam na myśli właśnie to, że Las kreuje w swoim centrum wizje poprawy dobrobytu i spokoju, wabi tą wizją do siebie i wycina śmiałków w pień. Mi osobiście nie trwałoby się przyjemnie w takim miejscu, nie z wiedzą, że tuż za rogiem giną inni. Nie dało by mi to spokoju. Po prostu patrzę na to inaczej niż Ty - wzruszyła ramionami. Nie miała mu tego za złe, już kiedyś ustalili, że mimo wszystko nie we wszystkim są identyczni. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem, sama miewam ochotę zapomnieć o całym świecie czy zniknąć, nie tylko ja z resztą. W tym zdecydowanie nie jesteś sam - uśmiechnęła się do niego lekko. Zaraz jej uśmiech zmienił się na trochę bardziej pokrzepiający.
- Jak na kogoś kto chce odpocząć od ludzi to aktualnie sprawiasz wrażenie całkiem zadowolonego - zaśmiała się krótko. - Wybacz, jeżeli Gave wyrwał Cię z jakiejś samotni z powodu mojej osoby - pokazała mu język. Odsunęła nieco głowę na to tarmoszenie włosów, jednak nie uniknęła tego całkowicie, w odwecie pstryknęła go w nos.
- Jasne, będę więc wyczekiwać znaków - uśmiechnęła się nieco szerzej.
Akane
Zarumieniła się na objęcie i odchrząknęła cicho, unosząc nieco wyżej długi hak, który dalej trzymała w rękach. Co prawda planowała mu powiedzieć o swoich uczuciach, jeśli Klara go odrzuci, ale to jeszcze nie było pewne, spodziewała się, że tego nie zrobi, a poza tym na pewno nie chciała robić tego dzisiaj. O nie. Mocnych emocji miała dzisiaj pod korek. A jednak serce zabiło jej przez chwilę nieco szybciej, kiedy co chwilę się tak do niej zbliżał. Uśmiechnęła się do Ryu nieco bardziej zadziornie.
OdpowiedzUsuń— W takim razie proszę abyś usiadł i dał mi nas odbić od brzegu, chyba, że chcesz tak stać do rana — powiedziała, po czym zatrzepotała rzęsami.
Darcy
Pożarła kawał węża w mniej niż minutę, brudząc się przy tym nieco od świeżej krwi, ale teraz mało jej to robiło. I tak była nią prawie cała umazana przez te jakże niepotrzebnie potrzebne walki. Kiedy tylko zjadła zaczęła porcjować mięso i przyprawiać je. Dodała zaraz o wiele więcej kawałków na ognisko na prowizorycznym rożnie, który skleciła na szybko.
OdpowiedzUsuń— Poobracaj mięso, a ja przygotuje jeszcze skórę na skwarki i się przepłuczę — powiedziała do Ryu, po czym zaczęła robić to o czym mówiła. Zaczęła od samej siebie, do wody weszła w ubraniach, bo im też przydałaby się mała kąpiel. Potem umyła dokładnie skórę, pocięła ją na kamieniu na małe kawałki, wyjęła przyprawy i oliwę i zmieszała wszystko ze sobą w małym żeliwnym garnku. Tak, broń i rzeczy do gotowania - to zawsze miała przy sobie. Walka i żarcie - dwie najlepsze rzeczy w życiu. Uśmiechnęła się lekko do siebie.
Onyx
Ona również pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie zgodzę się z Tobą. Nie wabi do siebie jedynie chciwych. Wabi też takich, którzy chcą po prostu zmienić swoje życie, swoje lub cudze, takich co liczą, że kryształ im coś zapewni, że pomoże na przykład obronić bliskich, tacy też tam giną - zaznaczyła spokojnie. - Ja nie porównuję Lasu do tych co stoją przy korycie. Nie patrzę na koryto idealistycznie, nic o korycie i osobach przy władzy nie wspominałam - zauważyła, nie bardzo wiedząc skąd takie stwierdzenie. - Mówię o nim jako o miejscu, które rządzi się takimi prawami, że ja osobiście nie zaznałabym w nim spokoju. O wiele lepiej czułabym się schowana w koronie drzew, zwykłego mathyrskiego lasu. W tym konkretnym Lesie zdecydowanie nie - dodała spokojnie. Kiwnęła głową.
- Tak, wiem, że rozróżniasz Las od Gabriela, dla mnie jednak Las jest zbyt zależny od Gabriela by oceniać go z osobna, przynajmniej w aktualnym stanie - przyznała. Również się lekko zaśmiała i uśmiechnęła nieco szerzej.
- No dobra, czyli w sumie Gave Ci się nieco przysłużył, a to dopiero nowina - poruszyła zabawnie brwiami.
- Jasne, korzystaj ile wlezie - z uśmiechem przytaknęła mu głową, a kiedy tyknął jej czoło, odgoniła jego palec rozbawiona.
- Mhm, w to akurat wierzę Ci na słowo - przytaknęła.
Akane
Kiwnęła głową na jego zgodę. Po słowach Ryu znowu powtórzyła gest.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem o co Ci chodzi, Twój sposób patrzenia na to nie jest pozbawiony logiki, jednak dla mnie to dalej różnica. Polszanie to ludzie obdarzeni wolną wolą, sami decydują za kim staną i z jakich powodów. Las z kolei w moich oczach jest jedną wielką marionetką Gabriela. Istoty z Lasu z dużym prawdopodobieństwem nie były by w stanie bez niego funkcjonować. To on jest źródłem ich życia po śmierci, dlatego ciężko mi uważać ich za osobne byty. Bez niego by po prostu nie istniały. Polszanie i inne nacje nie są aż tak zależne od swoich władców, dlatego nie stawiałabym tu znaku równości - wyjaśniła jak ona to widzi. - Kto wie, może będzie nam dane kiedyś dowiedzieć się które z nas było w swoich przekonaniach bliżej prawdy - posłała mu ciepły uśmiech. Przekręciła nieco głowę, gdy wspomniał o "chociaż czymś", popatrzyła po nim uważniej, ale koniec końców nic nie powiedziała, po prostu skinęła głową. Na przydomek "Słońce" trochę się zdziwiła, ale kiwnęła głową i posłała mu jeszcze jeden uśmiech.
- Jasne, miejmy nadzieję, że nie zadusi Cię z radości, i że jeszcze się zobaczymy - rzuciła z nutką żartu w głosie.
- Będę czekać - zapewniła. Wstała z łóżka i ruszyła odprowadzić go do drzwi. - Dobranoc Ryu - pożegnała go lekkim uściskiem, a potem wróciła do łóżka, co by się w nim położyć.
Akane
- Zgadzam się, istniał, jednak na moje wtedy funkcjonował zupełnie inaczej niż teraz. W głębi serca liczę, że jeżeli rzeczywiście podejmiesz próbę przekonania Lasu to wyjdzie Ci ona na dobre, ale biorę też pod uwagę niepowodzenie w tym temacie - podsumowała i kiwnęła głową. To, że kiedyś może się przekonają było tu najlepszym zakończeniem dyskusji.
OdpowiedzUsuńNieco już przysypiała, gdy wparował jej znowu do środka. Podniosła się do siadu i spojrzała po nim. Parsknęła śmiechem i pokręciła głową rozbawiona.
- Ach ten Gave - uśmiechnęła się pod nosem. - Licząc od mojego pokoju, siódme drzwi po tej samej stronie - odpowiedziała mu.
Akane
Onyx wróciła na swoje miejsce czysta i przemoczona, ale przy ognisku i tak przecież wyschnie, więc nie miała za bardzo zamiaru się tym przejmować. Po przygotowaniu skóry, kiedy była już na głębokiej patelni postawiła ją obok ogniska. Zmarszczyła brwi, kiedy Ryu wspomniał o tym, że Gave zacząłby już śpiewać.
OdpowiedzUsuń— Ale Gava tutaj nie ma — zauważyła spokojnie, licząc, że będzie się trzymać tego, że sam nie przepada za nękaniem innych muzyką. — I nie trzeba śpiewać — zapewniła go, poważniejszym tonem. Sięgnęła po na wpół gotowe mięso węża i zaczęła jeść.
Onyx
Darcy w duchu odetchnęła, kiedy się odsunął. Zdecydowanie łatwiej było jej się skupić teraz. Z drugiej strony to przytulenie było wyjątkowo miłe i chętnie została by jeszcze długo bliżej jego ramion - ale nie mogła sobie na to pozwolić, jeśli nie chciała być oczywista.
OdpowiedzUsuń— Hmm… nie mamy daleko, ale jeśli chcesz mnie wyręczyć…. — podała mu hak — Dno nie jest specjalnie głęboko, musimy dostać się tam — wskazała mu palcem na miejsce podobne do tego, z którego wypłynęli, aby na powrót schować tratwę, żeby nigdzie nie zniknęła. Zastanowiła się nad jego pytaniem.
— A co rozumiesz przez często? — zapytała, wracając wzrokiem do Ryu. — Trochę pływam na nielegalnych wyprawach, trochę po miastach, trochę z wsi do wsi rzeką… Myślę, że dość często, biorąc pod uwagę, że to pustynia, ale nie jest to najczęstszy środek transportu — wyjaśniła. — Podoba Ci się? — dodała, samej wkładając rękę do wody i mrużąc delikatnie oczy.
Darcy
Uśmiechnęła się lekko, siadając wygodnie. Patrzyła po Ryu, czasami odwracając głowę, aby podziwiać panoramę miasta. Nocą Phyonix wyglądało jeszcze piękniej jej zdaniem, rozświetlone ogniem ulice, szkło, odbijające kolory, czuła duszę tego miejsca.
OdpowiedzUsuń— Cały kontynent jest pełny miejsc, które mają swój unikalny i duszę — zgodziła się z nim. — Dzięki temu każde miejsce może być egzotyczne. Dla mnie wszystko poza Phyonix jest egzotyczne i piękne. No może poza Fjelodd, nie przepadam za ichniejszymi mieszkańcami z wiadomych powodów, a i klimacik taki nieprzyjemny dla mnie, chociaż wyobrażam sobie, że sporo z was by tam odetchnęło po pobycie tutaj — zaśmiała się lekko na koniec swojej wypowiedzi. — Ja mam swoje ulubione miejsce na całym świecie, tutaj w Phyonix, które pozwala mi pomyśleć na spokojnie i poczuć się w pełni sobą — odparła. Zatrzymała spojrzenie na chłopaku. — Myślisz, że znajdziesz sobie takie miejsce kiedyś? Punkt, gdzie możesz odetchnąć i cieszyć się miejscem i tym kim Ty jesteś? — zapytała.
Darcy
Onyx za to zdecydowanie nie miały ochoty na spieczone mięso. Zdjęła kilka większych porcji, gdy lekko się pod dymiły ogniskiem, a krawędzie lekko spiekły, zostawiając na wpół surowy, soczysty, krwisty środek. Zanim wzięła się za jedzenie wstawiła jeszcze skórę do smażenia, a potem ze smakiem zaczęła przełykać duże kawałki, wyraźnie zadowolona. Nie było to może mięso pierwszej klasy - ale zawsze to jakiś posiłek godny mięsożercy. Sama zjadła praktycznie wszystko co wstawiła na ognisko, a na koniec odetchnęła zadowolona, oblizując usta długim językiem - mimo wszystko jako hybryda ten był dłuższy niż u zwykłego człowieka, był też ostrzej zakończony.
OdpowiedzUsuń— Zębami dzielimy się po połowie, można za nie sporo dostać — poinformowała Ryu, wstając na równe nogi. Póki jeszcze światło pozwalało, zaczęła oprawiać resztę zwierzyny. — Tymi płytkami przy pysku też na pół, robią z nich całkiem solidne tarcze — wyjaśniła, poczynając z nożami przecinać co trzeba.
Onyx
Odsunęła się kawałek w bok, żeby dać mu więcej miejsca na obrabianie zwierzyny. Uśmiechnęła się lekko, odcinając kawał surowego mięsa i zaraz zaczęła go jeść.
OdpowiedzUsuń— Jedzeniem i bronią — powiedziała z pełnymi ustami. — Za zabranie mi żarcia, kiedy jestem naprawdę głodna mogę odgryźć rękę, a broń… to moje dziecinki, można podziwiać, można dotknąć, spróbować w ręku, ale nie pożyczam i się nie dzielę żadną — wyjaśniła, pokazując mu finezyjnie zdobiony sztylet do skórowania z różowymi ornamentami. — Nie zależy, żeby mieć coś dla siebie z tych węży, ale najcenniejsze są te płytki — wskazała na te przed płatami gębowymi, były cztery, połyskujące, duże i niezwykle twarde. — Jedna taka jest warta 50 złotych monet, także można się nieźle dorobić — wyjaśniła. — Ale muszą być dobrze wyciągnięte, to czekaj — podeszła do Ryu. Włożyła delikatnie sztylet pomiędzy jedną z płytek — trzeba zawsze zacząć w tej samej kolejności, nacinasz po bokach delikatnie naskórek, potem z dołu robisz jedno wbicie — wyjaśniła powoli wykonując każdy ruch. — Potem musisz wyjąć, ale nie wolno tego szarpać, szarpiąc możesz uszkodzić i cena zacznie spadać. Te płytki płatnerze skupują, przetapiają z czymś jeszcze i robią z tego różne pancerze, moja rękawica z kuszą jest zrobiona z takiego stopu, zobacz jaka jest twarda — wyciągnęła w jego stronę rękę. — Mam wiedzę odnośnie trofeów z jedzenia, na które poluje, bo szkoda marnować. To nie bardzo czarny rynek, ale najdroższe są cieniostwory, węże błotne, trolle górskie czy dzikie drakońskie stwory z Siviet, wszystko z czego można potem zrobić broń i pancerze — wyjaśniła mu. — Na czarnym rynku na pewnie zabójcy i złodzieje dobrze chodzą, ale co potem złodzieje sprzedają to musisz złodzieja zapytać, ja ładne błyskotki zostawiam sobie akurat — dodała.
Onyx
Zaśmiała się lekko, ale zastanowiła się przez chwilę, po czym wzruszyła ramionami, przechylając głowę w bok.
OdpowiedzUsuń— Nie mówię, że piękne nie będzie, ale zimnych miejsc nie lubię. Może nie będzie mi specjalnie zimno, bo sama zawsze jestem ciepła i mogę sobie temperaturę ciała podnieść, ale brr… nie podoba mi się widok ogromnych połaci lodowatego śniegu. Tak samo nie przepadam za statkami na otwartym morzu. Za dużo wody na raz jak na moje gusta, zwłaszcza bez stałego lądu w pobliżu. Aczkolwiek w dobrym towarzystwie można znieść nawet najgorsze warunki — objaśniła mu, po czym uśmiechnęła się nieco łagodniej. Ogryzła się w policzek za karę za to co wyrwało się jej na końcu. — Korony drzew do ciebie pasują — przytaknęła zaraz. — Ale mi chodzi o jedno konkretne miejsce, które możesz zaznaczyć na mapie i to nie musi być dom, po prostu miejsce, samotnia, coś tylko Twojego. Nic co wymusza, że musisz tam mieszkać. — dodała, aby dobrze to zaznaczyć. — Moje jest co prawda w ojczyźnie, ale nie mieszkam w tym miejscu — dodała spokojnie, próbując sobie wszystko przetrawić. — Wiesz… miłość to jedno, miłość nie musi wyznaczać Twojego miejsca na świecie — zarumieniła się lekko i poprawiła włosy. — Niestety — przyznała mu łagodnie — Ale może… na to, co naprawdę dobre, trzeba po prostu trochę dłużej poczekać? — zaproponowała, chwytając go za rękę, bo byli już przy brzegu, zaśmiała się lekko, ciągnąć go na ląd. — Na przykład, teraz będziesz mógł doświadczyć najlepszych zabaw w Mathyr, najbardziej klimatycznych z najlepszymi napojami z alkoholem i bez i najlepszymi przekąskami — opowiedziała wesoło. — A przecież już kilka lat tu jesteś, więc też długo czekałeś na coś tak wspaniałego — puściła mu oczko, a kiedy byli już na ulicach Phyonix puściła jego dłoń, żeby schować tratwę oraz hak.
Darcy
— Ten tu to też jedzenie — zauważyła dość poważnie, wracając do niego wzrokiem. Zaraz jednak złagodniała. Kwestia jedzenia była dla niej ważna, ale jeszcze kłócić się o to nie zamierzała.
OdpowiedzUsuń— Nie bój się, nie chcę Twojej broni — odparła, widząc jak zaciska dłoń na jednym ze sztyletów. — Nie jest w moim typie — dodała. Spojrzała z lekkim zaskoczeniem, gdy wspomniał, że się dzieli. Pokręciła głową, upewniając się, że ma zasłonięte uszy. — Czasami na chwilę, jeśli ktoś gubi swoją, bo jest niedoświadczoną łamagą a pcha się pod topór i łazi za Tobą — bąknęła, bo wtedy raczej musiała pożyczać mu broń, odkąd się pod tym względem ogarnął nie było jeszcze takiej sytuacji. Nie potrzebował tego, a gdyby potrzebował… no nie była pewna co by zrobiła. — Jeśli ktoś ma go zabić za bycie natrętnym to ja, a nie jakaś pierwsza lepsza ofiara — dodała też za chwilę, uśmiechając się przy okazji wymownie.
— Nie jestem złodziejem… profesjonalnie. Jeśli coś kradnę to dlatego, że mi się podoba i sama to chcę dla siebie, a nie dla pasera. Więc nie mam w tym tak dobrej wiedzy — wyjaśniła, po czym wróciła do skórowania.
Onyx
— Po co mam lepić jakiegoś bałwana? — zapytała, bo nie miała pojęcia czym są bałwany ze śniegu. Dla niej bałwan to po prostu określenie na kogoś kto jest głupi i nierozsądny. Zarumieniła się lekko, nie mogła odmówić takiej propozycji, ale na taką okazję zdecydowanie będzie potrzebowała bardzo ciepłych ubrań. — Dobrze, jak już odkryjesz te najpiękniejsze miejsca, chętnie je potem zobaczę — przystała na propozycję i zaśmiała się lekko. — Chociażby dla tych dziwnych aktywności, brzmią… komicznie, jeżdżenie na kijach… — zastanowiła się chwilę, próbując sobie to wszystko jakoś wyobrazić. — Odkrywaj świat jak chcesz, Ryu, to Twoje życie i nikt za Ciebie go nie przeżyje, żyj dla samego siebie przede wszystkim — odparła, uśmiechając się nieco wymownie. Tym razem to ona uraczyła go życiowymi mądrościami. — Zapewniam, że w pływaniu do płotki też Ci daleko, pływasz i nurkujesz o wiele lepiej ode mnie — przypomniała mu.
OdpowiedzUsuń— Brzmi uczciwie, ja też nie mam zamiaru zdradzać swoich tajemniczych i tylko moich miejsc. Samotnia jest od bycia samotnym, kiedy się tego potrzebuje — puściła mu oczko. — Wystarczy mi satysfakcja z wiedzy, że je masz. Oby, bo brzmi trochę jakby były okupowane — sama tyknęła go w nos ze śmiechem.
— Ale wtedy nie chodziliśmy nocą na tańce tuż przed świętem przybycia sularów na strzyżonko, teraz każdy się szykuje i trenuje na festyn, więc wrażenia będą o wiele, wiele inne — zapewniła go. — A ja przypominam, że za te bezczelne oskarżenia ode mnie już nigdy więcej żadnej kropli alkoholu, bo to nie moja wina była. Wiedziałeś jaki alkohol jest lany ile i z czym, sam nawet ilość alkoholu sobie odmierzałeś — pokazała mu język, po czym się zaśmiała. — Więc tak, drinki są pyszne tutaj, ale jak chcesz to sobie sam wybieraj, ja Ci tylko dziewicze napoje będę polecać — dodała, po czym zaczęła kierować ich w stronę przybytku.
Darcy
— Tak, to prawda — nie zaprzeczyła faktom. — Ale nie oddam całego, Ty i tak jesz mało. Z Tobą nie problem się podzielić akurat, jeśli mamy taki kawał węża, dam radę się najeść i tak, ale gdybyśmy mieli na przykład coś małego to mojego bym nie oddała po dobroci — wyjaśniła mu bez żadnych pretensji w głosie czy specjalnych gróźb, stwierdzała fakty zwyczajnie. Z nikim nie umiała się za bardzo podzielić jedzeniem.
OdpowiedzUsuń— Wiem, dlatego Cię zapewniam, że jej nie chcę — przytaknęła mu. Sama miała kilka swoich skarbów, których mogłaby nie dać chociażby dotknąć. Zaśmiała się cicho.
— Skoro Gave to taka cała Śmierć to raczej przeżyje dwa mordowania — zauważyła pół żartem pół serio, bo na dobrą sprawę cholera go tam wiedziała.
Onyx
— Jeszcze — sama się lekko zaśmiała, ale pokręciła głową zaraz. Zastanowiła się przez chwilę. — To nie tak, że jesteś najgorszy, ale uwielbiasz grać na nerwach — dodała nieco poważniejszym tonem, bo właśnie z tym miała największy problem, że celowo ją a większości przypadków prowokował. Pokręciła głową na kolejne słowa, wyciągając po kolei zęby węża.
OdpowiedzUsuń— Gave to nie typ, który da się łatwo zabić, możemy marzyć, ale zostanie z nami na upartego — odpowiedziała. Przynajmniej miała taką nadzieję. Była zmęczona, kiedy działo się na odwrót.
Onyx
Dziewczyna spojrzała z zachwytem na iluzję bałwana i uśmiechnęła się rozczulona tym widokiem.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, ale dzieło sztuki, a nie bałwan — odpowiedziała, śmiejąc się cicho. — Dlaczego bałwan w ogóle? — dodała, próbując lepiej zrozumieć znaczenie tego słowa.
— A kiedy byłaby dobra chwila, kiedy przyjąłbyś ode mnie życiową radę, dziubku? — odpowiedziała, przedrzeźniając przezwisko, które jej dał, uśmiechając się przy tym nieco szerzej. Pokręciła głową z niedowierzaniem. Podeszła bliżej do Ryu i dotknęła palcem wskazującym jego ust na ułamek sekundy — Tutaj — szepnęła rozbawiona, po czym się odsunęła — Siłą Ci alkoholu nie wlewałam, więc proszę mnie nie oskarżać. Jakbym chciała Cię faktycznie spić mógłbyś do łóżka w ogóle nie dotrzeć, żeby zasnąć — dodała, uśmiechając się zaczepnie, po czym przyśpieszyła kroku.
Darcy
— Szkoda w takim razie tych bałwanków… — odpowiedziała mu, wpatrując się dalej w iluzję.
OdpowiedzUsuń— No pewnie tak najłatwiej, zwalić winę na kogoś — pokręciła głową, udając rozczarowanie. Zaśmiała się lekko po chwili.
— Nie będę się obwiniać za fakt, że ktoś inny nie potrafił wyczuć, że jeden drink więcej sprawi, że będzie totalnie poskromiony — dodała, unosząc delikatnie głowę do góry, uśmiechając się szerzej. Pokazała mu język jeszcze, po czym odwróciła się przodem do trasy i zaczęła szybkim krokiem iść w stronę rynku, z którego dochodziła muzyka.
Darcy
— Zmianiać w nastolatkę — powtórzyła po nim — jesteś pewny, że tylko mnie to dotyczy, tak? Jesteś dojrzałym niewiniątkiem, który sam nie zachowuje się niedojrzale, kiedy mu zawieje? — uniosła lekko brew ku górze, patrząc po nim wymownie, a jej wargi drgnęły lekko, jakby chciała się uśmiechnąć, ale jej własna anatomia nie za bardzo jej na to pozwalała. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— Rób co chcesz, ja będę robić co chcę… — zakończyła swój wywód. Na pewno nie miała zamiaru więcej zgadzać się na bycie jego przewodnikiem. Nie słuchał, kiedy chciała go gdzieś prowadzić, ciągle się wymądrzał i robił co chciał, nie słuchając jej wyjaśnień, więc normalne było dla niej, że się irytowała. Dla niej też to on właśnie nie odpuszczał, zdecydowanie nie przytakiwał dla świętego spokoju, raczej był nieznośny dopóki nie wyszło na jego.
— Gave nie da się łatwo — zaznaczyła, kończąć oprawianie węża.
Onyx
Tak, na rynku zdecydowanie było przyjemnie. Muzyka grała w najlepsze, różni grajkowie grali wspólnie jeszcze przed samymi gospodami, w których nie brakowało gości, czy to rodzimych mieszkańców czy przybyszów, którzy przybyli tutaj niedawno. Feniksom zdecydowanie ciężko było myśleć o wojnie domowej w Mathyr, ta jeszcze nie dotyczyła ich w pełni, poza tym mieli okazję przywitać nowych gości. Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, idąc przez rynek. Ostatecznie zatrzymała się w jednym miejscu i obróciła do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Jesteśmy — zakomunikowała mu, po czym tanecznym krokiem przeszła kawałek dalej. Zatrzymała się w miejscu, unosząc ręce nad głowę, aby zaraz później rozpocząć kulturowy taniec brzucha w rytm muzyki.
Darcy
Darcy nie próbowała specjalnie wyglądać nazbyt zmysłowo - przede wszystkim skupiła się na dopasowaniu tańca do rytmu, aczkolwiek być może w duchu starała się jednak wyglądać bardziej ponętnie, skoro wiedziała, że obiekt jej westchnień jest tuż obok. Niemniej nie tańczyła sama, przyciągnęła gestem więcej osób, tworząc mały improwizowany pokaz. Wygięła się do tyłu, tworząc kąt prosty między linią pleców a pośladkami, po czym zaczęła ruszać klatką piersiową i dolną partią ciała w rytm muzyki. Po chwili wyprostowała się szybkim ruchem i puściła oczko do oglądających. Obrkęciła się wokół własnej osi, dalej ruszając biodrami, aby ostatecznie wylądować tuż przed Ryu na długość jej wyprostowanej ręki. Położyła mu dłoń na ramieniu.
OdpowiedzUsuń— Zapraszałeś mnie chyba na wspólne tańce, prawda? — przypomniała mu z delikatnym śmiechem na ustach.
Darcy
Zaśmiała się lekko na ruchy Ryu, samej ruszając się przy tym do rytmu.
OdpowiedzUsuń— Ja tańczę jak kobieta, ale mogę Cię nauczyć męskiej wersji jak chcesz — zaproponowała. Uśmiechnęła się szerzej na kolejne słowa. — To bardzo miły komplement, dziękuję — odpowiedziała mu z wyraźną dumą i zadowoleniem. Nie krępowała się w tańcu, akurat tą czynność kochała od dziecka, czuła się w niej pewnie, a przede wszystkim uwielbiała dzielić się tą pasją z innymi - od zawsze to był dla niej najbezpieczniejszy sposób jakichkolwiek interakcji. A dzięki mamie opanowała swój kunszt do perfekcji.
—Daj jedną rękę na moje ramię, drugą połóż tutaj, nad biodrem — poleciła spokojnie, ustawiając go tak, żeby nie trzymał jej zbyt sztywno — Nie ciągniesz mnie i nie prowadzisz siłą. W tym tańcu najpierw słuchasz rytmu, a dopiero potem odpowiadasz ciałem — wyjaśniła, a potem zaczęła poruszać się wolniej, specjalnie wyraźniej, żeby mógł zobaczyć, że ruch nie zaczynał się w samych biodrach. Najpierw lekko uniosła klatkę piersiową, potem pozwoliła, by napięcie spłynęło niżej, przez brzuch, aż do bioder. — Widzisz? To nie jest jeden duży ruch. To kilka małych, połączonych ze sobą. Klatka osobno, brzuch osobno, biodra osobno. Jak fala. Kobieta zwykle rysuje ją miękko i płynnie, bardziej pokazuje linię talii i bioder. Mężczyzna może zrobić to ciężej, stabilniej. Mniej ozdobnie, bardziej jak odpowiedź na mój ruch — uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, po czym zbliżyła się prowadząc ciało wężowym, falującym ruchem; najpierw ramiona, potem pierś, brzuch i biodra. Nie dotknęła go jednak mocniej, tylko zatrzymała się tuż przed nim.
— Kiedy ja podchodzę w ten sposób, ty nie stoisz jak słup. Odchylasz się lekko, ale nie uciekasz. Napinasz brzuch, cofasz biodra, klatkę zostawiasz otwartą. Jakbyś przyjmował mój ruch i oddawał mi miejsce — kontynuuowała, żebym potem cofnąć się o krok i skinęła głową, zachęcając go, by zrobił to samo — A potem ty zbliżasz się do mnie. Nie biodrami do przodu jak idiota — dodała z rozbawieniem — tylko całym ciałem. Krok, ciężar na nogę, lekka praca brzucha, ramiona spokojne. Ja wtedy odsuwam się tak samo, jak ty przed chwilą. To jest rozmowa, nie przepychanka. Widzisz? — dostosowała tempo do muzyki — Najważniejsze są trzy rzeczy: rytm, oddech i kontrola. Biodra mogą pracować, ale nie mają latać bez sensu.
Darcy
Darcy parsknęła cicho, kiedy zobaczyła jego pierwszą próbę, ale nie było w tym złośliwości, wiedziała, że początki potrafią bywać trudne. Ona równie niezdarnie radziła sobie w walce, którą ten przyswajał bardzo szybko.
OdpowiedzUsuń— Nie oczekuję, że powtórzysz cały ruch od razu — odparła spokojnie, dalej poruszając się lekko w rytmie muzyki. — Oczekuję, że przestaniesz próbować zrobić wszystko naraz i bardziej wczujesz się w rytm muzyki, a wiem, że rytm czuć potrafisz — dodała, po czym poprawiła ułożenie jego dłoni, najpierw tej na swoim ramieniu, potem tej trzymanej nad biodrem, pilnując, żeby nie chwytał jej ani za mocno, ani zbyt niepewnie.
— Zostaw biodra. Na razie w ogóle o nich nie myśl. Zacznij od klatki — poleciła, kładąc na moment dłoń na jego mostku — Unieś ją lekko, klatkę, a nie barki Ryu. Barki mają być spokojne. Tylko klatka. Potem opuść. Mały ruch. Kontrolowany — wyjaśniła cicho, pokazując mu jeszcze raz, tym razem bez ozdobników, bez falowania biodrami i bez całej miękkości, którą wcześniej wkładała w taniec. Zachowywała się tak, jak on powinien. Rozbiła też ruch na prostsze części, żeby mógł zobaczyć samą podstawę. — Widzisz? Klatka, oddech, brzuch. Dopiero potem biodra. Jeśli wrzucisz wszystko naraz, ciało zaczyna panikować i wychodzi… — urwała, przypominając sobie jego wcześniejszą próbę — coś mniej płynnego, a to nie jest wcale takie trudne — zaśmiała się lekko, ale zaraz pokręciła głową i nie pozwoliła mu się całkiem poddać.
— Jeszcze raz — poprosiła z uśmiechem na ustach. —- Kolana miękkie. Ciężar na nogach. Brzuch lekko napięty. Nie wyginaj się jak ktoś, kto zaraz złamie kręgosłup, tylko cofnij klatkę, jakbym swoim ruchem robiła na ciebie nacisk. Powoli odpowiadasz, jak trzcina na wietrze — szepnęła, zbliżając się do niego powoli, falując ciałem w rytmie muzyki, ale tym razem pilnowała przede wszystkim jego reakcji. — Teraz. Cofnij klatkę. Dobrze. Biodra zostaw — jej uśmiech zrobił się bardziej zaczepny, ale nadal cierpliwy.
— I widzisz? Już mniej cud, a bardziej bardzo uparty początkujący, Ryu — zauważyła. — Moje marzenia są bardzo osiągalne — dodała, bo sam potwierdzał jej tezę. Dopiero kiedy zbliżył usta do jej ucha i skończył swoje teatralne narzekanie ciepłym dmuchnięciem, Darcy uniosła wzrok do jego oczu, nie tracąc przy tym rytmu. — Czy to próba zawstydzenia mnie? Będzie Ci ciężko w trakcie muzyki i tańca — zaśmiała się lekko, posyłając mu szelmowskie spojrzenie.
Darcy
Dzisiejszy dzień spędziła całkiem przyjemnie, głównie ze swoimi dziećmi, ale znalazła też czas na samotną przejażdżkę po mniej zamieszkanej okolicy. Właśnie niedawno z niej wróciła, zamierzała odpoczywać, zero run, głębokich analiz i treningów, dzisiaj miała dzień luzu. Właśnie ogarniała Uqe po ich wspólnej wędrówce, zagadywała go i reagowała na drobne zaczepki młodego samczyka. Ten od jakiegoś czasu trochę bardziej się rozhulał i nie był już aż tak na uboczu stada. Akurat wyczesywała grzbiet młodzika, gdy usłyszała głos Ryu za plecami. Obejrzała się na niego i uśmiechnęła.
OdpowiedzUsuń- Hej - zaczęła od powitania i kiwnęła głową. - Mhm... Chyba go wykupię - przyznała i wróciła wzrokiem do pyska zwierzęcia, które parsknęło zadowolone i poruszyło energicznie łbem. An zaśmiała się na ten jawny znak entuzjazmu. Kończyła wyczesywanie, słuchając dalszych słów Ryu, a kącik jej ust powędrował lekko do góry.
- Mówisz? - znowu obejrzała się na chłopaka. - To chyba go zaraziłam, bo jak się poznaliśmy to w oczach zdecydowanie nie miał iskierek - uśmiechnęła się ciepło do Ryu i zaraz klepnęła Uqe w zad, co by wiedział, że koniec pielęgnacji i może ruszać. Ten oczywiście nim ruszył w stronę Brata - moserta Ashana, musiał zaczepnie An szturchnąć łbem, a dopiero potem odszedł. Dziewczyna zaśmiała się na tą zaczepkę i pokręciła głową, patrząc za oddalającym się zwierzakiem. Odłożyła przybory na stosowne miejsce i kiwnęła głową.
- Jasne, przemyję tylko dłonie i możemy gdzieś wyskoczyć - przytaknęła mu głową i przesunęła spojrzeniem po jego twarzy. - Jak tam szybkie odwiedziny? Wszystkich już zaliczyłeś? - zapytała, dalej z lekkim uśmiechem na twarzy.
Akane
An zbliżyła się do misy z wodą i zaczęła przemywać ręce, kiedy Ryu opowiadał o swoich spotkaniach. Spojrzała po jego koszuli.
OdpowiedzUsuń- Dobrze, że nie Grimę - rzuciła z nutką zaczepności w głosie i opłukała jeszcze twarz, tak dla odświeżenia. Wędrówki po pustyni rządziły się swoimi prawami, dobrze było zmyć z siebie nieco pyłu. Kiwnęła głową na wieści o dzieciach.
- I co? Sprzedały Ci jakąś historię nad wyraz godną uwagi? - zapytała z czystej ciekawości. Dzieci czasami umiały wyłapywać dość specyficzne sytuacje czy zachowania.
- No proszę, a już myślałam, że spędzisz te kilka dni w piwnicy. Śmiałam nawet przypuszczać, że w pałacowej nawet byś się nie nudził - rzuciła lekko i odsunęła się od misy. Spojrzała po nim rozbawiona.
- Ach, a ja to co, nie towarzystwo? Do mnie przyszedłeś się ponudzić, tak? - rzuciła mu żartobliwe, wymowne spojrzenie i pokręciła głową rozbawiona.
- No dobra, to masz jakieś cele do zwiedzania, czy tak po prostu idziemy przed siebie i zatrzymujemy się gdzie Ci się spodoba? - zapytała.
Akane
OdpowiedzUsuńZaśmiała się wesoło na jego słowa i pokręciła przecząco głową. Objęła go drugą ręką, żeby łatwiej wczuć się w jego ruchy i dostosować swoje.
— Być może, ale nie beznadziejnie uparta, idzie Ci naprawdę dobrze — odpowiedziała mu, uśmiechając się nieco bardziej zaczepnie, zbliżając się lekko, sugerując mową ciała, żeby odchylił się teraz do tyłu. — Skoro Twój język potrafi płynąć z prądem to ciało też powinno — zasugerowała, wracając do swojej oryginalnej pozycji.
Darcy
— Nisko więc cenisz swoje ciało — zaśmiała się na jego komentarz. Ruszał się co prawda szytwno, ale robił postępy, ruchy nabierały powoli większej płynności. Nie wykonywała na razie żadnych dodatkowych kroków, skupiając się tym, aby Ryu ogarnął aktualnie podstawy w trakcie stania.
OdpowiedzUsuń— No co Ty… przecież nie od dzisiaj napinasz różne mięśnie — zaprzeczyła — A jak trenujesz, czy walczysz to zawsze napinasz każdy mięsień? Męczysz się wtedy niepotrzebnie, wyobraź sobie, że to walka… — zasugerowała, zabrała dłonie z jego ramienia i dotknęła mostka oraz brzucha — Nie potrafisz napiąć ich osobno? — zapytała przesuwając dłonią w przeciwne strony, sprawdzając jak faktycznie wygląda jego napinanie mięśni.
Darcy
Spojrzała wymownie po Ryu, ale nie odezwała się więcej w tym temacie. Według niej to on był tym bardziej niedojrzałym z ich dwójki, który co chwilę zmieniał zdanie jak chorągiewka, więc nie miała zamiaru wdawać się w żadne dyskusje na ten temat. Wolała skupić się na rzeczach o wiele ważniejszych, na przykład tym, że smażona skóra węża była już pewnie gotowa, więc zajęła się zdejmowaniem jej z ognia i rozkładaniem na kamień, co by przestygła. Gorącej przecież nie zje. Skrzywiła się lekko na jego pytanie, siadając na pośladkach w milczeniu. Zmarszczyła brwi, podsuwając kolana pod siebie.
OdpowiedzUsuń— Nie jestem już członkiem Bractwa, więc… chcę zobaczyć skąd jeszcze mnie wywalono, a potem… — wzruszyła ramionami. — Zabić ojca, napisać do Acaira… może go poszukam — wyjaśniła. Nie była pewna czy brata też miała jeszcze. Dziewczynki były obrażone, Gave zrezygnował z ich wspólnych misji, Bractwo się wypięło, nie zdziwi się, gdy po dotarciu do Marchwi zostanie całkiem sama. — A Ty? — zmieniła temat.
Onyx
— Tam gdzie mam broń, pancerze, ubrania, moje złoto… informatora — skrzywiła się na ostatnie. Ji’zzargo zostawił jej wiadomość, więc była szansa, że jej nie zostawi, ale jeśli starty by były zbyt duże to w zasadzie nawet by się nie zdziwiła. Oparła się o pień drzewa, spoglądając w niebo. — Szkoda rzeczy, kolekcji… — wyjaśniła. Zastanowiła się przez chwilę i przytaknęła.
OdpowiedzUsuń— Myślałam, że był, ale sam próbował mnie zabić. Nie będę ryzykować, że spróbuje tego ponownie na kimś innym kogo znam. Poza tym to nie pierwszy ojciec, który mnie nie akceptuje i prosi się o bilet na tamten świat — odpowiedziała spokojnie, bez emocji. — Powodzenia — odpowiedziała na jego plany.
Onyx
OdpowiedzUsuń— Wiesz… jest takie powiedzenie: jeśli potrafisz dobrze tańczyć, potrafisz też dobrze zabijać — rzuciła z lekkim uśmiechem. — W obu chodzi o to samo. Rytm, balans, kontrolę ciała i wyczucie chwili, tylko w tańcu zakładamy, że obie osoby muszą przeżyć chociaż do końca jednego utworu — dokończyła swoją wypowiedź z takim samym wyrazem twarzy. —- A zabijać potrafisz, walczysz też niesamowicie z tego co zdążyłam zauważyć na krótkim treningu, kiedy byłeś w drużynie staruszków — zauważyła, puszczając mu oczko. —- W walce nie używasz też wszystkich mięśni na raz przecież — odparła, a jeśli używał, to może jednak nie był taki wybitny. Zabrała dłonie i przestała tańczyć. Uśmiechnęła się do niego łagodnie i czule.
— Dziękuję za taniec, a jeśli sprawia Ci dyskomfort nie musimy dalej kontynuować — powiedziała szczerze i bez żadnej pretensji.
Darcy
— Naprawdę? To pewnie przez różnicę kulturową. Phyonix to mimo wszystko kwintesencja walki i tańca — uśmiechnęła się po krótkiej konsternacji. Będąc teraz w domu łatwo było zapomnieć jak wyglądała reszta znanego czy całkiem innego świata.
OdpowiedzUsuń— A jak walczysz według samego siebie? — zapytała zainteresowana. Patrzyła na Ryu, po czym przesunęła na chwilę wzrok na innych tańczących, żeby zaraz wrócić spojrzeniem do towarzysza. Wzruszyła lekko ramionami.
— Po pierwsze liczy się towarzystwo przede wszystkim, a do drugie inni tancerze mnie nie zaprosili na dzisiaj, tylko Ty, wolałabym potańczyć z kimś kto mnie zaprosił — wyjaśniła.
Darcy
Nie była pewna czy sobie wygryzie. Nie byłoby to takie proste, zależy, po której stronie opowiedzą się Nory ostatecznie, bała się, że notatka zostawiona przez Ji’zzargo nie będzie zbyt aktualna. Nie miała szczęścia pod tym względem. Niemniej spróbowała się uśmiechnąć do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Nie jestem też uciśniona. Umiem sobie wyobrazić, że stracę każde powiązanie i robotę, ale chciałabym zatrzymać rzeczy, ale wyrzucony nie ma prawa do roszczeń, więc skończą u paserów — wyjaśniła. — A cóż… moje dziecinki kosztowały swoje — dodała, wyjmując stalowy wachlarz, któremu przyjrzała się z czułością. Przejechała opuszkami palców po ostrzach. — Tyle dzieł sztuki… — mruknęła. Ludzie? Tak, za nimi też by tęskniła, ale nigdy nie powie tego na głos, bo strata będzie boleśniejsza, jak przy Mankriku. Dalej się czuła jakby ktoś ją dźgał co jakiś czas w serce, kiedy o tym myślała.
Onyx
Akane uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Tym bardziej cieszę się, że jednak skorzystałeś z ciuchów Tonego - rzuciła dość rozbawionym tonem. Jeszcze tego brakowało by tu przychodził w pelerynkach. Zaśmiała się krótko na wspomniane dziecięce plotki, no nieźle.
- Bardzo ciekawa reklama, czyli w trzech słowach to "masz czego żałować" - parsknęła jednorazowo śmiechem i pokręciła głową. Na to podsumowanie jej osoby, sama przesunęła po nim spojrzeniem i obserwowała chwilę tak, jakby był chory.
- Dobrze się czujesz? A gdzie jakieś lico czochrane wiatrem i tym podobne? - pogroziła mu palcem i zacmokała głośno. - Coś za łatwo Ci wszedł ten tekst. Czyżbyś przeczytał ten podręcznik dobrego podrywu od Tonego? - rzuciła żartobliwym tonem i poruszyła zabawnie brwiami. Zaraz zamrugała szybciej oczami.
- Jeszcze masz nowy krok taneczny... - pokręciła głową i rozejrzała się dookoła. - Ja przepraszam bardzo, ale czy ktoś mi podmienił przyjaciela? - rzuciła w eter i sama się lekko zaśmiała, patrząc na ten jego ruch.
- Nie no, po prostu świetnie, jak tak dalej pójdzie to wyrwiesz więcej facetów na parkiecie ode mnie - uśmiechnęła się zaczepnie.
Akane
Spojrzała z nutką zwątpienia po Ryu i przekręciła głowę w bok, czekała przez chwilę, licząc czy sam załapie dlaczego ten pomysł był mało realny. Ostatecznie sama postanowiła mu to wyjaśnić.
OdpowiedzUsuń— Jeśli jesteś wyrzucony z jakiejś frakcji to nie masz żadnego znajomego w tej frakcji, to nie jest rodzina, jeśli nie jesteś wart zaufania nikt Ci go nie da. A to w sytuacji, jeśli masz kogoś znajomego kto mógłby faktycznie coś przechować — wyjaśniła mu. O to właśnie przecież chodziło z wygnaniem, należało to boleśnie odczuć, a nie dostać zakaz na wchodzenie do jednego z miejsc. Zasłoniła połowę twarzy wolną ręką. — Być może też martwię się na zapas, Nory to nie Bractwo — dodała, nie będąc pewnej kogo tym razem chce przekonać. — Idąc Twoją logiką nie ma sensu trzymać czegokolwiek gdziekolwiek, każde miejsce może ulec zniszczeniu albo można Cię go pozbawić — zauważyła.
Onyx
— Twoja ocena mimo wszystko też jest całkiem dobra, chociaż czuć w nich przesadną skromność Ryu — uśmiechnęła się do niego żartobliwie. Nie wiedziała czy powinna być rozbawiona czy zasmucona faktem, że Ryu we wszystkim co dobrze robił i tak próbował sobie umniejszać i pokazać, że wcale nie jest taki dobry. Ukłoniła się zaraz za nim i podała mu od nowa rękę, skoro już od jakiegoś czasu nie trzymała go nigdzie. Zaśmiała się wesoło.
OdpowiedzUsuń— To może teraz Ty poprowadzisz? Jakbyś tańczyć towarzyski do takiej muzyki? — zapytała luźno. —- Ja Ci pokazałam trochę swoich, to może nauczysz mnie swoich, hm? — zaproponowała.
Darcy
Nie odezwała się, kiedy wspomniał o Gavie. Skrzywiła się lekko. Nie była wcale tego taka pewna, bardziej skłaniała się ku myśli, że Gave właśnie wypisał się niedawno z jej życia, więc dlaczego ona miałaby dalej oczekiwać jakiejkolwiek pomocy z jego strony? A inni? Zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Nie licz na lojalność wśród przestępców — powiedziała spokojnie. — Poza tym na tym polega wygnanie, tak? Ma zaboleć i wszyscy się odwracają, zostajesz sam. Półświatek jest okrutny, jeśli zdradzisz jakąś grupę nie mogą sobie pozwolić na sentymenty, bo każdy będzie się dźgać w plecy. Albo wszyscy trzymamy się razem i sobie pomagamy, albo wszyscy na siebie dybiemy, jeśli ktoś kogoś zdradza nie zasługuje na prawo do odzyskania swoich rzeczy. Uważam, że to uczciwa zasada — wyjaśniła mu. Jednocześnie dziwnie się czuła z tym wszystkim, wszystko działa się kurwa zdecydowanie za szybko i za wolno na raz. — Nie… nie chcę zakładać czegokolwiek dopóki się nie dowiem. Nory nigdy nie były oficjalnie związane z Bractwem, przyjmowały tylko niektórych do siebie. Ale nie chcę się też nastawiać, że wszystko się ułoży — wzruszyła ramionami.
— Czy ja wiem, zakaz wstępu może dać Ci lord na ziemię, gdzie ten Twój dom jest — zauważyła. — Nie wiem czy gdzieś istnieje miejsce, które na pewno przechowa wszystko. Najbardziej niezależne i pewne zawsze był banki, ale hej! Moje konto i część kolekcji uległa zniszczeniu jak Perun postanowił podpalić Slavit, więc wiesz, nie ma nic stałego moim zdaniem — wyjaśniła swój punkt widzenia.
Onyx
— Wybacz, ale dla mnie głupotą jest też przesadne umniejszanie swoim zdolnościom, można nie mówić, że jest się mistrzem, ale ciągłe tkwienie w “nie jestem wcale za dobry” potrafi stać się bardzo mrocznym samospełniającym się proroctwem. Najważniejsza jest świadomość swoich mocnych stron i limitów, tak, aby być w stanie te limity ciągle przesuwać — wyjaśniła mu ze spokojnym wyrazem twarzy. —- Może i nie jestem mistrzynią w walce, ale potrafię się obronić i nie dać zapędzić w sytuację bez wyjścia, brakuje mi jednak sporo do tego, aby na tym polu bitwy uzyskać prowadzenie z każdym — odpowiedziała, po czym poruszyła wymownie brwiami — Uważam, że taka obiektywna opinia o wiele lepiej motywuje do działania — wyjaśniła mu. Uśmiechnęła się szerzej, łapiąc Ryu na wysokości brzucha po bokach. — Podoba Ci się? — zapytała wesoło. — Z przyjemnością — dodała, kierując ruchami jego ciała do rytmu — Teraz popracujemy nad samym brzuchem i biodrami, będą bardziej pasować do muzyki — wyjaśniła, wykonując takie same ruchu, jakie sugerowała rękoma, które przesuwały się rytmicznie, tak, żeby wiedział dokładnie co robić. — A to na pewno Ci wyjdzie! — rzuciła, puszczając go, aby odsunąć się na krok i wygiąć do tyłu, podparła się jedną ręką a drugą zaczęła przesuwać wzdłuż talii do refrenu, klaszcząc między przerwami. Nie wymagało to wcale żadnych umiejętności tańca brzucha, a odpowiedniej gibkości a tego zdecydowanie Ryu nie brakowało.
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=_uUdJalMaF8&list=RD_uUdJalMaF8&start_radio=1
Darcy
Zaśmiała się na jego podsumowanie.
OdpowiedzUsuń- Tak, w sumie racja, chociaż było kilka całkiem przyjemnych nowości, więc nie wypadliśmy aż tak oklepanie jak może Ci się wydawać - sama mu również pokazała język.
- Och - przyłożyła rękę do mostka i teatralnie zatrzepotała rzęsami. - Niezmiernie mi więc miło z tego powodu. Doceniam Twoje normalne i nudne określenia - wyszczerzyła się do niego wesoło. Parskneła śmiechem na jego wizję.
- Nie jestem pewna czy takimi wyrwanymi przez Ciebie byłabym jakkolwiek zainteresowana, ani czy oni byliby mną. Cholera wie jak bardzo zawrócisz im w głowie - zaśmiała się i lekko zmrużyła oczy, gdy ją ochlapał.
- No jasne, od razu najlepiej wrzuć mnie do jeziora, to nim gdziekolwiek ruszymy nastanie nowy świt - szturchnęła go w ramię i ruszyła w stronę wyjścia ze stajni, a tam w kierunku miasta.
- Ruchy, kluchy, ta Twoja rachityczna gąsieniczka, którą próbujesz odstawić wymaga udoskonalenia - obejrzała się za nim i uraczyła zadziornym uśmieszkiem.
Akane
Zmrużyła lekko oczy i spojrzała po nim podejrzliwie.
OdpowiedzUsuń- No proszę, nie wiedziałam, że z Pana Łosia taki plotkarz - pogroziła mu palcem, dalej z rozbawieniem na twarzy. - Ou, akurat na to co mówi Gavin to polecam brać poprawkę - zaśmiała się krótko. Rozłożyła zaraz bezradnie ręce.
- Co do kobiet, owszem, nie wiem jednak jak to u Ciebie z doborem mężczyzn - uniosła kącik ust i poruszyła zabawnie brwiami. Kiwnęła głową na słowa o dotarciu.
- Ee tam, fajnie, że w ogóle wprowadzasz coś nowego, może rzeczywiście tych konkretnych ruchów nie będziesz powielał, ale zawsze mogą Cię one zainspirować do stworzenia własnych, takich, które uznasz za bardziej odpowiednie - puściła mu oko. - Ja na przykład uwielbiam mieszać tutejszy styl tańca, z tym rytualnym, który Latrala mi pokazali. Taki miks jak najbardziej mi odpowiada, ani za bardzo w jedną, ani w drugą stronę - idąc wykonała kilka przykładowych ruchów. Były bardzo instynktowne, dopasowane do jej aktualnego rytmu wędrówki, wesołe, skoczne z nutką kokieterii. Okręciła się dookoła własnej osi na zwieńczenie popisu i zaraz posłała Ryu szeroki uśmiech.
- Nic konkretnego, żaden nazwany styl, po prostu coś w czym dobrze się czuję - podsumowała.
Akane
Darcy puściła Ryu. Wysłuchała go spokojnie i poczekała aż weźmie swoje wdechy. Ostatecznie spojrzała przepraszająco po chłopaku.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, nie chciałam Cię urazić, naprawdę — zaczęła — Źle odebrałam Twoje słowa, wydawało mi się, że nie dostrzegasz swoich mocnych stron, ale jeśli zdajesz sobie z nich sprawę, to naprawdę przepraszam. Masz rację, najlepiej wiesz do czego jesteś zdolny i nie chcę się wymądrzać na ten temat, bo tak, jesteś najlepszym ekspertem w swojej własnej kwestii — wyjaśniła mu, po czym uśmiechnęła się nikle. — Naprawdę przepraszam — dodała jeszcze, bo nie chciała w żaden sposób go zdenerwować czy sprawić przykrości.
Darcy
Przytaknęła mu.
OdpowiedzUsuń— Tak, dlatego nie chcę jeszcze niczego zakładać — odpowiedziała mu krótko. Zwyczajnie dziwnie się czuła, martwiła się i czuła dość samotnie, kiedy zaczęła za bardzo zastanawiać się nad każdą z tych spraw.
— Dlatego różne frakcje różnie oceniają zdradę — mruknęła, zacisnęła wargi, składając i rozkładając kilka razy wachlarz, obserwując jak zachowują się ostrza. — Zawsze czułam się przede wszystkim zabójcą z Szepczącego Bractwa, oni mnie wykupili z niewoli, wychowali i nauczyli wszystkiego, teraz nie mam ich. Nory… Nory były dla mnie miejscem, gdzie mogłam iść spać, zostawić rzeczy, znaleźć informacje. Nie wiem już teraz co kto myśli i co się stanie, główna siedziba Nor nie istnieje, wszystko się sypie, więc nie umiem być niczego pewna i nie lubię takich rozważań filozoficznych — zakończył wywód, wstając na równe nogi. Rzuciła wachlarzem przed siebie, tak, aby nie znalazł się w ogóle blisko Ryu, a kiedy zaczął do niej wracać, złapała go. Ta, umiała tylko walczyć i zabijać, do niczego innego się nie nadawała, hm? — Cóż, zobaczymy czy jeszcze mam swoje rzeczy w Marchwiach, przynajmniej część. Całą kolekcję mam w całym Mathyr w wielu różnych miejscach na takie wypadki, ale każdej sztuki szkoda, tych z Bractwa też — objaśniła mu. Podeszła do skóry węża i zaczęła jeść dość szybko kawałek po kawałku. — W zasadzie nie powinnam tak płakać za każdym kawałkiem stali, to też głupie i bez sensu
Onyx
Spojrzała na Ryu całkowicie poważnie, acz z nutą niedowierzania. Nie odzywała się przez dłuższą chwilę. W końcu parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— No pewnie, odkąd znalazłam w kryjówce notkę od Ji’zzargo jakiś czas temu do dzisiaj przecież trafiliśmy na tyle zorientowanych drzew i skał, że wiem wszystko — odpowiedziała cicho z wyraźnym sarkazmem. — Przekonać będę się mogła jak dotrzemy do Marchwi. Jedyne co wiem, to to, że Veezara też ma pewnie podobny problemem, bo to on zabił tego krysztalnika, którego widzieliśmy. Nie wiem gdzie jest, maskuje swój zapach, ale pewnie też idzie do Marchwi, a potem do Bractwa po parę trupów — wyjaśniła swoje przypuszczenia. — Nie będę wiedzieć nic pewnego bez cywilizacji, a tej tutaj nie ma — wskazała obszernym ruchem na mokradła, na których się znajdowali. — Chyba, że się okaże, że potrafisz czytać w cudzych myślach na odległość, to chętnie skorzystam z argardzkieco hokus pokus i się przygotuje — rzuciła kolejnym żartem, patrząc wymownie po Ryu. Tym razem nie była już bezczelna w swoim tonie, bardziej próbowała rozluźnić swoje własne napięcie.
Onyx
Darcy przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, po czym powoli skinęła głową. Nie zamierzała drugi raz przepraszać za to samo ani tym bardziej przekonywać go, że wcale nie próbowała robić tego, co właśnie robiła.
OdpowiedzUsuń— Dobrze. Nie będę — odpowiedziała spokojnie. Po chwili kącik jej ust drgnął jednak delikatnie. — Nie obiecuję, że przestanę mówić Ci miłe rzeczy, bo wtedy musiałabym chyba zupełnie przestać się odzywać, a oboje wiemy, że nie mam takich zdolności. Ale nie będę szukała problemu tam, gdzie go nie ma, to znaczy postaram się lepiej, to też nie tak, że od razu będzie idealnie — dodała już nieco lżej, po czym zaśmiała się lekko z własnego gadulstwa. Kiedy zrobił krok w jej stronę, uniosła głowę, aby nie stracić kontaktu z jego spojrzeniem. Przez krótką chwilę zdecydowanie za bardzo skupiła się na tym, jak blisko się znalazł, w uszach jednak zabrzmiał mocniejszy rytm kolejnej piosenki, co sprawiało, że rumieniec się nie pojawił. Zamiast tego zaczęła wystukiwać rytm palcami na własnym udzie.
— Och, nie. Nie próbuj mi wmówić, że poznałam już cały Twój repertuar — zaprotestowała, unosząc lekko brew. — To był tylko jeden raz, nasłuchałam się od wielu o waszych tańcach i stylach, są zbyt wolne, żebym mogła poznać już wszystko — odpowiedziała mu z większą pewnością w głosie. Wyciągnęła do niego dłoń, aby móc zacząć go prowadzić.
— Poza tym, taki sekret, nie sekret, tutaj też mamy nie tylko tańce brzucha — zaśmiała się lekko, tym razem pokazując mu coś o wiele luźniejszego i prostszego, ale pasującego do aktualnej muzyki.
Darcy
— Bardzo dużo — zgodziła się z nim jakże poważnie, wracając do jedzenia smażonej skóry węża błotnego. Pokręciła głową, zaciskając wargi w wąską kreskę, zahaczyła przy tym górnymi kłami i krew jej poleciała. Wypluła zaraz juhę, kląc pod nosem w terrańskim. — Nie ma sensu ryzykować, nie mamy teraz żadnego miejsca, gdzie jest pewność, że ktoś z informacjami przebywa dopóki nie dotrzemy do Marchwi, oboje chcemy się tam dostać, więc najlepiej iść tam tak czy siak, po prostu czekanie jest męczące. Przydałyby się te wasze… cegły do komunikacji z Argaru, podobno mieliście takie czary — wyjaśniła spokojniej. Mogliby co prawda skręcić stąd i iść do Bractwa, z Mokradeł byłoby bliżej, ale to byłby zły pomysł. Wolała się najpierw dowiedzieć co i jak z lepszego miejsca.
OdpowiedzUsuńOnyx
To było chyba oczywiste, że chciałaby od razu wiedzieć wszystko, mieć pewność na czym stoi, kto by tego nie chciał? Nie była jednak pozbawiona zdrowego rozsądku i zdawała sobie sprawę z tego jak działa jej świat. Nie miała żadnych większych szans dowiedzieć się czegoś sensownego przed Marchwiami, więc jedyne co mogła to wylać swoją frustrację i iść do przodu. A tej miała sporo. Kurwa życie jej się rozpierdalało coraz bardziej z każdym dniem. Przetarła skronie, po czym zaczęła gasić ognisko.
OdpowiedzUsuń— Więc jestem skazana na niewiedzę — wzruszyła ramionami. — Spać polecam na drzewie, cholera wie co nocą chodzi po tych mokradłach — zaproponowała mu, po czym sama zaczęła wspinać się na jedno z drzew, na którym gałęzie były rozległe.
Onyx
Nie chciała wszystkiego tłumaczyć - tego co miała w głowie odnośnie gryzienia się w język. Inaczej pewnie staliby tutaj jak słupy przez następne dwie piosenki. W każdym razie nie będzie próbować pocieszać Ryu “na siłę”, ale dla niej to znaczyło też większe zastanowienie się nad miłymi słowami, nie była pewna, kiedy jej komplementy przechodziły w próbę udzielania rad. Ciężko było to unormować przy Ryu, kiedy próbowała jednocześnie nauczyć się przy tym flirtować - a we flirtach zdecydowanie była zwyczajnie żałosna. Zaśmiała się lekko na tę myśl i uśmiechnęła ciepło do Ryu.
OdpowiedzUsuń—- Właśnie pobierasz bardzo profesjonalną naukę od bardzo profesjonalnej osoby — zażartowała, unosząc lekko jedną brew ku górze, tańcząc dalej z Ryu. — Ale właśnie te wasze tańce połamańce na żywioł są bardzo fascynujące… piękne, płynne a jednocześnie bez jakiś konkretów. Nie wiem… ciężko sobie wyobrazić, że tak bez niczego ktoś tak płynnie sobie radzi na parkiecie. Są też różne… hmm… poziomy? Tony tańczy nad wyraz…. uroczo — parsknęła lekko — Ty czy Gave macie niezły rytm, a jak An wezmę pod rekę to łuu…. oczu oderwać od nas nie można — zagaiła go.
Darcy
Tańczyła dalej z Ryu, dzięki wypadom z Akane zdążyła już na tyle opanować te wolne duchem tańce połamańce, że nie miała większych problemów z dostosowaniem własnych kroków. Zaśmiała się, kiedy okręcił ją wokół własnej osi, a kiedy ją pochylił puściła go, wyciągając ręce do tyłu, nogą z kolei zahaczyła o jego kolano w teatralnej pozie, aby zaraz potem zwinnym ruchem podenieść się do bardziej wyprostowanej pozycji, zostając większością swojego ciężaru na chłopaku.
OdpowiedzUsuń— Nigdy nie powiedziałam, że Akane ma wyższy, albo taki sam poziom, tylko jak razem wypadamy — puściła mu oczko, uśmiechając się bardziej zaczepnie. — Nie powiedziałam też, że Gave prowadzi lepiej niż Ty — dodała, puszcając mu oczko.
Darcy
Zaśmiała się krótko na jego stwierdzenie i to całe udawanie picia herbatki.
OdpowiedzUsuń- Bardzo możliwe - przyznała rozbawiona. Na jego słowa co do Gavina posłała mu wymowne spojrzenie, oczywiście było one bardziej żartobliwe.
- Niesamowicie subtelna ta Twoja sugestia - uniosła kącik ust. Nie zamierzała głębiej wchodzić w temat bycia ślepym. Czasami już tak było, że ślepy, ślepemu lubił wypominać.
- Nie mówiłam, że koloryzuje wszystko, a że brałabym poprawkę na jego opinie. Te z frontu rzeczywiście mogą być bardziej trafne - kiwnęła głową. Posłała mu zaczepny uśmiech, gdy mówił o guście.
- Może dla Ciebie, ja pozwolę sobie to sama ocenić - poruszyła zabawnie brwiami. Jak do tej pory to raczej mieli odmienne zdanie w temacie interesujących chłopaków. Wirowała sobie dalej po swojemu, a jego słowa skomentowała krótkim śmiechem.
- Ach, weź nie pierdziel. Taniec powinien przynosić radość samemu tancerzowi. Widziałeś na parkiecie Grimę i Tonego? Jak dla mnie są cudownie pokraczni, aż miło się na nich patrzy. Tańczą dla przyjemności, nie poklasku... Więc o ile nie planujesz zostać zawodowym tancerzem... - tu przesunęła wzrokiem po jego całej posturze ciała i zaśmiała się lekko na tą wizję - to jak dla mnie możesz być w tym pokraczny do woli - puściła mu oko i zawirowała po raz ostatni, by po tym wrócić do trochę normalniejszego chodu.
Akane
Darcy poddała się jego ruchom bez najmniejszego oporu. Nie próbowała przejąć prowadzenia ani narzucić mu własnego rytmu. Pozwoliła, by jej ciało dopasowało się do jego, miękko odpowiadając na każde kołysanie bioder i najmniejszą zmianę tempa. Z każdym kolejnym ruchem rozluźniała się bardziej, opierając plecy o jego pierś i na krótką chwilę przymykając oczy. Bliskość Ryu, ciepło jego dłoni i sposób, w jaki prowadził ją bez pośpiechu, sprawiały jej ogromną przyjemność.Nie zdradziła tego może słowami, ale nie oponowała przed bliskością, nawet jeśli teraz taniec stawał się zdecydowanie zbyt zmysłowy jak na przyjacielską potańcówkę. Mogłaby zostać tak jeszcze bardzo, bardzo długo.
OdpowiedzUsuń— Tak, ćwiczę i kocham taniec. Tańcząc dla siebie nie tańczę konkretnych układów, znam kroki, rytm, ale… wyrażanie emocji tańcem jest cudowne — szepnęła, przechylając delikatnie głowę, tak, że jej nos dotykał szyi Ryu. — Dla mnie nie ma nic bardziej naturalnego i swobodnego.
Darcy
Nie skomentowała jego słów. Nie miała pojęcia co miałaby na to odpowiedzieć. Wolałaby nie wiedzieć wielu rzeczy, których się dowiedziała w życiu. A były takie, które chciała znać już jak najszybciej, żeby sobie znieść albo dołożyć do głowy. Nie było prostej odpowiedzi na to pytanie. Miała serdecznie dość skomplikowanych rzeczy.
OdpowiedzUsuńPołowę nocy spędziła na próbach napisania czegoś do Acaira. Chciała dać mu znać, co się dzieje, że żyje i że chciałaby go zobaczyć. Tylko jak to wszystko przekazać? Wpatrywała się w papier, na których było jedynie koślawo zapisane “Acair” i tak dopóki zmęczenie z nią nie wygrało. Zasnęła przytulając kartkę do siebie. Wstała, zanim pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez korony drzew. Zapach porannej rosy szybko dotarł do jej nozdrzy. Schowała pokraczny list do swojej sakwy i zeskoczyła z drzewa w poszukiwaniu czegoś na śniadanie. Ostatecznie zadowolić musiała się rybami. Złapała kilka, po czym zaczęła oprawiać.
Onyx
Nie przerywała tego w jaki sposób Ryu prowadził taniec. Czuła się swobodnie, a jednocześnie serce nieco przyspieszyło przez tę intymną bliskość. Przymknęła oczy, a z ust wyrwało się jej mimowolnie ciche westchnięcie. Pierwszy raz czerpała taki rodzaj przyjemności z tańca. Całkiem wyjątkowe. Zaśmiała się cicho na jego komplement, przesuwając dłońmi na jego tors. Ułożyła je delikatnie, a oczy skierowała ku Ryu.
OdpowiedzUsuń— Na czym idzie zawiesić to rzeczone oko? — zapytała, po czym znowu delikatnie się zaśmiała. Zagryzła wargę, myśląc nad odpowiedzią na kolejne pytanie. — To tak jakbyś był w stanie wyjąć swoje serce na chwilę, przyjrzeć mu się i zrozumieć co się z nim dzieje, masz możliwość zachowania tego dla siebie, pokazania wszystkim, albo wybranym. Dla mnie to coś jak dodatkowy rodzaj wolności — wyjaśniła mu, uśmiechając się do niego pogodnie.
Darcy
Uśmiechnęła się, ale kiedy Ryu wsunął kolano między jej nogi, na moment zastygła, zaskoczona zupełnie nowym wrażeniem. Oddech uwiązł jej w gardle, a po ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Nie cofnęła się jednak. Przeciwnie, pozwoliła, by jej udo lekko otarło się o jego nogę, po czym wykonała powolny, płynny ruch całym ciałem, przesuwając dłońmi po jego torsie aż ku ramionom. Zakończyła go jeszcze bliżej Ryu i uniosła na niego spojrzenie z nieśmiałym, lecz wyraźnie zachęcającym uśmiechem. Pozwoliła mu odchylić się do tyłu, ufnie oddając ciężar ciała w jego ręce. Wygięła się nieco mocniej, pewna, że jej nie puści, i pozwoliła, by ruch podkreślił linię jej sylwetki. Ekscytacja rosła z każdą chwilą. Nie wszystkie reakcje potrafiła jeszcze przewidzieć, ale żadnej z nich nie chciała powstrzymywać. Kiedy uniósł ją ponownie, przez chwilę patrzyła wyłącznie na jego usta. Gdy dłonie Ryu przesunęły się niżej i zacisnęły lekko na jej pośladkach, Darcy gwałtowniej zaczerpnęła powietrza. Gorący dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa, a w podbrzuszu pojawiło się nowe, intensywne ciepło. Jej ciało odpowiedziało szybciej, niż zdążyła pomyśleć. Przysunęła się bliżej, ocierając biustem o jego tors, po czym wykonała pod jego dłońmi powolny, zmysłowy ruch pośladkami, tym razem już świadomie zachęcając go do dalszej zabawy. Dopiero wtedy spojrzała mu w oko, zarumieniona, ale z nieśmiałym, wyraźnie kokieteryjnym uśmiechem.
OdpowiedzUsuń— Może już znalazłeś — mruknęła, zerkając na niego spod rzęs. — Całkiem dużo potrafisz powiedzieć w ten sposób — dodała. W głowie pojawiło się jej spojrzenie z plaży, kiedy się całowali. Na wszystkie ognie miała ogromną ochotę to powtórzyć. To nie musiało jeszcze nic znaczyć, Ryu tak uważał, ona sama chciała nauczyć się flirtowania, randkować, a jeżeli on teraz nie miał nic przeciwko, żeby to była ona…
Darcy
Mocniejszy uścisk na pośladkach wyrwał z Darcy urwany oddech, a pocałunek złożony w zagłębieniu szyi sprawił, że mimowolnie przechyliła głowę, odsłaniając mu nieco więcej skóry. Ledwo zdążyła oswoić to wrażenie, kiedy Ryu poprowadził ją do obrotu, a zaraz potem ponownie przyciągnął do siebie. Kiedy uniósł jej nogę na swoje biodro, zaskoczenie szybko ustąpiło miejsca kolejnej fali przyjemnego ciepła. Oparła dłonie na jego ramionach, pozwalając mu utrzymać ciężar nogi, po czym przesunęła udem nieco wyżej i przywarła do niego mocniej, odpowiadając na ruch jego ciała powolnym, miękkim ruchem własnym. Każde otarcie wywoływało w niej nowe dreszcze, ale zamiast się wycofać, coraz swobodniej poddawała się temu flirtowi. Po kolejnym obrocie oparła plecy o jego tors i dopasowała się do rytmu, przesuwając dłońmi po jego przedramionach.
OdpowiedzUsuń— A co twoim zdaniem wyrażam swoim tańcem? — zapytała cicho, odwracając ku niemu głowę i zerkając na niego spod rzęs.Jeszcze przez chwilę poruszała się razem z nim, zbierając odwagę. Myśl o pocałunku na plaży wróciła nagle i sprawiła, że zagryzła lekko wargę. Chciała powtórzyć tamtą chwilę, a teraz po raz pierwszy miała wrażenie, że naprawdę mogła go do tego zachęcić.
— Moglibyśmy później wrócić do mojej komnaty — zaczęła ciszej, niż zamierzała. Rumieniec od razu pogłębił się na jej policzkach, ale nie wycofała się. — Znam jeszcze jeden taniec, którego ci nie pokazywałam. Trochę bardziej wyjątkowy...— szepnęła cicho i uśmiechnęła się nieśmiało, lecz wyraźnie kokieteryjnie — Myślę, że mógłby ci się spodobać...
Darcy
Muśnięcie jego ust natychmiast przestało jej wystarczać. Darcy przymknęła oczy, wsunęła dłoń na jego kark i przyciągnęła go z powrotem, odpowiadając na pocałunek znacznie śmielej, niż wcześniej zamierzała. Przylgnęła do niego mocniej, spragniona ciepła jego ciała, a jej piersi miękko naparły na jego tors, kiedy pogłębiła pocałunek. Gdy w końcu pozwoliła mu się odsunąć, oddychała szybciej, usta miała lekko rozchylone, a przyjemne napięcie w podbrzuszu stawało się coraz wyraźniejsze. Słysząc, że skutecznie go kusi, nie odpowiedziała słowami. Rumieniec rozlał się po jej policzkach, lecz w spojrzeniu pojawiła się podekscytowana iskra. Pozostawiła dłonie na jego ramionach i wykonała powolną falę całym ciałem, pozwalając, by klatka piersiowa ponownie przesunęła się po jego torsie, tym razem wolniej, niemal pieszczotliwie. Brzuch i biodra podążyły za tym ruchem, ocierając się o niego coraz bliżej, jakby sama nie potrafiła już zdecydować, czy nadal tańczy, czy po prostu szuka kolejnych powodów, żeby go dotykać. Zatoczyła biodrami niewielki krąg, czując go przy sobie przez całą długość ruchu, a gorący dreszcz sprawił, że jej palce mocniej zacisnęły się na jego karku. Zatrzymała się dopiero bardzo blisko niego, niemal dotykając jego ust własnymi, i zagryzła lekko dolną wargę.
OdpowiedzUsuń— Tylko… przy tym tańcu będziesz musiał głównie patrzeć — przyznała cicho, zawstydzona, lecz zbyt podekscytowana, by się wycofać. — Jeżeli nie przeszkadza ci, że całą resztę zrobię sama.
Darcy
Rumieniec na policzkach Darcy tylko się pogłębił, jednak zamiast odpowiedzieć od razu, wysunęła się z jego ramion zaledwie na pół kroku. Uniosła ręce nad głowę i wykonała powolny obrót, zatrzymując się do niego bokiem. Przez jej ciało przeszła miękka fala, od ramion przez klatkę piersiową i brzuch, aż po biodra, które zatoczyły leniwą ósemkę. Zakończyła ją krótkim, zmysłowym opuszczeniem jednego biodra, po czym spojrzała na niego przez ramię. W spojrzeniu miała wyraźne zawstydzenie, ale również ciekawość, czy rzeczywiście potrafiła działać na niego właśnie w ten sposób.
OdpowiedzUsuń— Nieśmiała Darcy nadal tu jest — przyznała ciszej, opuszczając wzrok tylko na chwilę. — Po prostu… chyba próbuje nauczyć się flirtować przez taniec... — zagryzła lekko wargę, zanim ponownie na niego spojrzała — A to, jak jej wychodzi… chyba zależy od tego, kto patrzy... — zakończyła, po czym musnęła lekko i szybko jego wargi. Pozwoliła poprowadzić się pod ścianę, lecz kiedy jego usta odnalazły zagłębienie jej szyi, wszelka próba zachowania opanowania szybko zniknęła. Z jej gardła wyrwał się cichy jęk, a głowa sama odchyliła się na bok, odsłaniając mu więcej skóry. Palce zacisnęła na jego karku, przyciągając go bliżej, jakby obawiała się, że zakończy pieszczotę, zanim zdąży nacieszyć się tym nowym wrażeniem.
— Jeszcze… proszę — wyszeptała, wyraźnie zawstydzona własną prośbą, lecz zbyt podniecona, żeby ją cofnąć.Kiedy jego kolano ponownie znalazło się między jej nogami, Darcy gwałtowniej zaczerpnęła powietrza. Uda zacisnęły się odruchowo po jego bokach, a biodra wykonały powolny ruch, szukając większego nacisku. Kolejny jęk rozpłynął się w pocałunku, który oddała bez wahania, wsuwając palce w jego włosy i przyciągając jego usta mocniej do swoich. Delektowała się jego bliskością i ciepłem, nie przestając lekko poruszać się przy jego kolanie, coraz bardziej ciekawa, jak daleko pozwoliłby sobie posunąć tę zabawę. Ciche jęki gubiły się między pocałunkami, których dziewczyna ewidentnie nie miała dość. Ryu doskonale całował, poza tym to był właśnie on - ten wyjątkowy chłopak, którego tak uwielbiała. Nie umiała aktualnie znaleźć w sobie żadnego hamulca. Jej ciało domagało się bliskości oraz zainteresowania, a brunet doskonale wiedział jak to dać.
— Ja… chyba chciałabym zobaczyć, co zrobisz, jeśli naprawdę nie zdołasz tylko patrzeć — wyszeptała między pocałunkami. Zaraz po tych słowach zarumieniła się jeszcze mocniej, ale musnęła jego usta ponownie, jakby chciała pokazać, że mimo zawstydzenia mówiła poważnie. Potem znowu go pocałowała, tym razem mocniej, na końcu lekko liżąc jego dolną wargę. Sama potem zarumieniła się mocniej. Nie miała pojęcia, że to zrobi, ale cholera podobały się jej te odruchy jej ciała. — Tylko chodźmy już do mojej komnaty. Proszę, Ryu… — jej biodra ponownie poruszyły się przy nim, a z ust wyrwało się jej ciche westchnienie — Naprawdę chcę ci go pokazać. Jak najszybciej… zanim zupełnie zapomnę, że mieliśmy najpierw tam dojść... Proszę...
Darcy
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRyb nie smażyła w żaden sposób, aby nie tracić na to czasu. Oczyściła je co nieco, wycięła części, których nie lubiła, pozbyła się także największych ości, a potem zaczęła jeść. Wolała się najeść w miarę. Mimo że wczoraj mieli całkiem pokaźną ucztę, to w żołądku wszystko już zaczynało jej się powoli układać. Spojrzała na Ryu, kiedy ją zapytał. Zastanowiła się przez chwilę, licząc ich prędkość oraz trasę w głowie.
OdpowiedzUsuń— Jakieś cztery, pięć dni. Idziemy dość szybko, więc powinniśmy dać radę —- odpowiedziała. Na kolejne słowa, przechyliła lekko głowę w bok. — A to już zależy od towarzystwa i na co liczy. Co powiesz na zwykłe podziwianie krajobrazów? Idziemy tą dłuższą ścieżką, widoki są różne. Dzisiaj na noc powinniśmy dotrzeć do ruin twierdzy elfów z czasów, kiedy mieszkały jeszcze poza samą Oclarią. Podobno nie wszystko jeszcze udało się splądorwać — opowiedziała mu.
Onyx
Dłoń przesuwająca się coraz wyżej po jej udzie sprawiła, że Darcy zaczerpnęła gwałtownie powietrza i zacisnęła palce na jego ramionach. Nie zatrzymała go, przeciwnie, przylgnęła do niego jeszcze mocniej, odpowiadając na każde muśnięcie jego ust coraz bardziej spragnionymi pocałunkami. Kiedy zszedł nimi ku zagłębieniu między jej piersiami, wygięła się do niego z cichym jękiem, a mocniejszy nacisk kolana sprawił, że jej biodra mimowolnie podążyły za tym wrażeniem. Dotyk jego palców przez materiał odebrał jej na moment oddech. Ukryła twarz przy jego szyi, tłumiąc kolejny jęk, lecz nie odsunęła się nawet odrobinę. Całe jej ciało domagało się dalszych pieszczot, a ciekawość tego, co jeszcze mógł jej pokazać, rozgrzewała ją niemal równie mocno jak sam dotyk. Jedną ręką sama zaczęła mimowolnie sunąć powoli, przechodząc przez ramię po tors, dopóki nie zatrzymała się przy podbrzuszu, gdzie zaczynał się materiał jego spodni. Zarumieniła się, a dłoń jej zamarła. Nie wiedziała co powinna dalej zrobić, miała ochotę iść dalej, ale czy to było teraz odpowiednie? Zagryzła lekko wargę, palcami przesuwając dalej po materiale, ale nie schodziła niżej. Wzmianka o całym Phyonix sprawiła jednak, że zesztywniała i natychmiast wyjrzała ponad jego ramieniem. Rozejrzała się nerwowo po alejce, ale nie dostrzegając żadnych gapiów, szybko ponownie schowała się w jego objęciach. Przycisnęła policzek do jego piersi i objęła go w pasie, jakby mogła ukryć przed nim również własny płonący rumieniec. Serce zaczęło walić jej jak oszalałe.
OdpowiedzUsuń— Ryu… nie strasz mnie tak — wymamrotała zawstydzona, wtulając się jeszcze mocniej. Ukryła twarz w jego ramionach — Nikogo nie widzę, ale chodźmy już…. Proszę… szybko, zanim ktoś naprawdę nas zauważy… — uniosła ku niemu rozgrzane spojrzenie i pociągnęła go lekko za ubranie. Oczy miała już lekko zamglone z podniecenia, w kącikach były też małe łezki, ale zdecydowanie nie były spowodowane smutkiem czy stresem. Była widać, że bardzo pragnie chłopaka. — I zanim…. stracę… odwagę… do dalszego… flirtu?
Darcy
Akane lekko uniosła kącik ust i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Przyznaję, wyszło Ci - stwierdziła. - Przynajmniej w temacie sugestii, co do trafiania, śmiem wątpić - teraz to ona pokazała mu język i poruszyła zabawnie brwiami. Zaśmiała się zaraz na jego pytanie.
- Nie Ryu, nie widziałam i tu właśnie jest pies pogrzebany. Właśnie z tego powodu poddaję Twój gust w wątpliwość - odpowiedziała mu i rozłożyła bezradnie ręce.
- O ile dobrze kojarzę to nie był pocałunek z nieprzymuszonej woli, więc się nie liczy - uśmiechnęła się lekko pod nosem i lekko po chwili zaśmiała. Ukłoniła mu się lekko i udała, że rozkłada na boki wyimaginowaną sukienkę, kiedy nawiązał do tańca parki. Zaśmiała się na jego udawanie Tonego i zaraz udała zniesmaczoną minę.
- Do pięt mu nie dorastasz, za dużo rytmu, zdecydowanie za dużo - parsknęła śmiechem. Wzruszyła zaraz ramionami.
- Rozczulają mnie, lubię na nich patrzeć, nawet gdy są pokraczni - przyznała z ciepłym uśmiechem, a na jego kolejne słowa lekko kiwnęła głową.
- Zawsze możesz wybrać dla nas jakiś lokal z muzyką, będziesz miał gdzie się wyszumieć - odpowiedziała. Ona osobiście zwykle miała tyle melodii w głowie, że nie potrzebowała muzyki do tańca. Zaśmiała się lekko na jego kolejne słowa.
- Z tą wizją nawet nie będę dyskutować, rzeczywiście jest mało prawdopodobna - przyznała z lekkim rozbawieniem.
Akane
Onyx zmrużyła oczy. Myślała, próbując to jakoś policzyć, ostatecznie jednak sobie darowała.
OdpowiedzUsuń—Jeszcze przed podziałem, elfy migrowały ze względu na tę ich religię, coś żeby być bliżej księżyca bogini, więc opuścili wszystkie inne tereny i się przenieśli w góry. Ile dokładnie nie mam pojęcia, stare budowle jeszcze są, ale zdążyli się wybudować całkiem na tyle ile im teren pozwolił… — wyjaśniła mu, kiedy skończyła jeść. — Sama nie znam dokładnych dat, nigdy mnie tego nie uczono, a ja też nie paliłam się do samodzielnej nauki — dodała jeszcze, gdyby miał jakieś inne pytania, na które nie znałaby odpowiedzi. — Jest szansa, nie wiem na ile pogsłoski, że nie wszystko zostało splądrowane jest prawdziwa, ale… cóż, elfy korzystają z wielu kruszców, które odpowiadają na światło księżyca w nocy, może być, że coś zostało gdzieś przeczone. Może mój księżycowy kamień coś nam oświetli i znajdziemy… tajne przejście do oclarskich skarbów. Już widzę ten stos poematów… — zaśmiała się lekko.
Onyx
Słuchał jej uważnie, jednocześnie pakując swoją torbę i przygotowując się do drogi. Poprawił swoje buty, sprawdził czy broń dobrze wszędzie leży i nie krępuje mu ruchów, po czym przeciągnął się mocniej i zaszedł dziewczynę od tyłu by objąć ją ramionami. Pyknął jej policzek, powyżej ząbków palcem.
Usuń- Komu w drogę temu czas - rzucił wesoło. - Ruszajmy! - wyszczerzył się do niej. - A twój kamień koniecznie przetestujemy - puścił do niej oczko.
Ryu
Dziewczyna zwyczajnie nie zarejestrowała zwróconych ku nim spojrzeń. Za dużo emocji i innych myśli kłębiło się w jej głowie. O wiele łatwiej było zarejestrować fakt, że większość miała gdzieś co się dzieje między nimi, skoro i tak wcześniej Ryu zaprowadził ich na ubocze. Zarumieniła się, kiedy szepnął jej do ucha i uśmiechnęła do niego ciepło, śmiejąc się delikatnie. Musnęła lekko jego usta, po czym pogłębiła pocałunek, nie mogąc się powstrzymać.
OdpowiedzUsuń— Czasem… a nigdy nie można się nudzić przy Tobie — odpowiedziała ciszej, kiedy oderwała się od jego ust. W jego towarzystwie czuła się zdecydowanie pewniej. Dała się prowadzić, będąc pod wrażeniem, że tak dobrze pamięta trasę, chociaż często tu nie bywał.
Na tratwie jęknęła zaskoczona, kiedy ją położył. Oddawała każdy pocałunek, rozsuwając mimowolnie nogi. Przesunęła udem po jego biodrach, unosząc swoje własne wyżej. Zarumieniła się, nabierając powietrza w płuca, kiedy poczuła jak ociera się swoją kobiecością o jego przyrodzenie. Zagryzła wargę, obejmując dłońmi twarz Ryu. Do tego dotykał jej biustu, miała wrażenie, że cała płonie od środka. Faktycznie była trochę cieplejsza w dotyku niż zazwyczaj. Zacisnęła mocniej udo, przysuwając ich biodra bliżej siebie.
—- Twoja troska… jest bardzo… pobudzająca — odpowiedziała mu, po tym jak musnął jej wargi. Przybliżyła jego twarz, nie wypuszczając jej z objęć, kiedy byli jeszcze na wodzie i pocałowała go mocniej, namiętniej, wzdychając przy tym i mrucząc z przyjemności, kiedy dalej badali swoje ciała.
Darcy
Pierwszy tak odważny dotyk sprawił, że Darcy gwałtownie zaczerpnęła powietrza i zesztywniała pod nim na krótką chwilę. Ciepło uderzyło jej do twarzy, a palce zacisnęły się na jego ramionach, jednak zamiast podążyć biodrami za ruchem dłoni, poruszyła się niespokojnie i przysunęła do niego mocniej. Wsunęła nogę wyżej na jego biodro, przyciągając go bliżej, aż ponownie poczuła nacisk jego ciała między udami. To właśnie tego wrażenia szukała; mniej bezpośredniego, ale znacznie bardziej pobudzającego przez świadomość, że należało do niego. Ukryła zarumienioną twarz przy jego szyi, oddychając nierówno, a jej biodra wykonały jeden powolny, niepewny ruch przeciwko niemu, jakby sprawdzała, czy ponownie ją powstrzyma.
OdpowiedzUsuń— Dlaczego tak nie robimy? — zapytała cicho, wyraźnie zawstydzona, lecz szczerze zaciekawiona. Uniosła na niego rozgrzane spojrzenie. — Dlaczego ty możesz dotykać mnie w ten sposób, a ja nie mogę… ciebie? — jej wzrok uciekł na chwilę w dół, a policzki zapłonęły jeszcze mocniej. — Robię coś źle? — dodała kolejne pytanie, rumieniąc się mocniej.
Darcy
Jego bezpośrednie słowa otrzeźwiły ją bardzo skutecznie. Darcy znieruchomiała pod nim, a rumieniec rozlał się aż na szyję. Czuła jeszcze większe palące zawstydzenie i podniecenie jednocześnie. On. Weźmie. Ją. Ją! Przez krótką chwilę patrzyła na Ryu szeroko otwartymi oczami, jakby dopiero teraz w pełni zrozumiała, dokąd prowadziła ich ta zabawa. Myśl o pierwszym razie powinna ją przerazić znacznie bardziej, a jednak poczuła przede wszystkim drżenie ekscytacji i fascynacji Ryu. Gdyby miała dopuścić kogoś tak blisko, nie potrafiła wyobrazić sobie nikogo lepszego. Ufała mu, uwielbiała go i nawet jeśli dla niego nie musiało to oznaczać tego samego, dla niej Ryu był kimś wyjątkowym. Przełknęła ślinę po czym rozchyliła lekko wargi. Tak… z nim to będzie bardzo wyjątkowe. Mocniejsze ruchy jego bioder wyrwały z niej urwany jęk, lecz kiedy zaczął zsuwać jej bieliznę, zacisnęła dłonie na jego ramionach i odnalazła jego spojrzenie. Pozwoliła mu ją zsunąć, choć obserwowała każdy ruch z szeroko otwartymi oczami, coraz bardziej świadoma chłodu powietrza pod spódnicą i własnej bezbronności. Gdy rzucił bieliznę do rzeki, drgnęła i wydała z siebie zaskoczone, stłumione pocałunkiem westchnienie. Odruchowo złączyła uda i przycisnęła się do niego mocniej, chowając płonącą twarz przy jego policzku. Brak materiału między nimi sprawiał, że czuła się zawstydzająco odsłonięta, a zarazem jeszcze bardziej ciekawa każdego kolejnego dotyku.
OdpowiedzUsuń— Poczekaj… nie, nie dlatego, że nie chcę — wyrzuciła z siebie szybko, plącząc się we własnych słowach.Miała wrażenie, że brzmi jak idiotka. Zaśmiała się nerwowo.
— Chcę. Naprawdę chcę — zapewniła go — tylko… z tym wchodzeniem we mnie jeszcze chwilę zaczekaj, dobrze? — spuściła wzrok, płonąc ze wstydu, lecz po chwili zmusiła się, by ponownie spojrzeć mu w oko. Ależ miała durne prośby i wyobrażenia. — Najpierw chciałabym dla ciebie zatańczyć. Obiecałam i… chcę, żebyś zobaczył mnie właśnie tak, zanim… zanim zrobimy to naprawdę. Proszę? — przyciągnęła go do krótkiego, drżącego pocałunku, jakby chciała rozwiać wszelkie wątpliwości. Nie miała tylko pojęcia czyje. — Z tobą, Ryu… chcę z Tobą... tak jak trzeba... proszę
Darcy
Posłała mu już po prostu krótki uśmiech i nic więcej nie dodawała w temacie sugestii. Zaśmiała się jednak na słowa o pocałunku.
OdpowiedzUsuń- Proszę, proszę, jeszcze chwila i przyznasz, że w sumie to Ci się spodobało - poruszyła zabawnie brwiami. Na słowa cisnął się nawet pewien żart, ale jednak powstrzymała się by go nie powiedzieć i po prostu parsknęła śmiechem.
- Jak mam się tak standardowo czepiać, to właściwie cały czas "idę", idę i to nawet nie wiem gdzie - rzuciła w jego stronę, konspiracyjnym szeptem. Oczywiście nawiązywała do jego "idź, niszczycielu marzeń". Na wzmiankę o zabraniu do ulubionego miejsca musiała się chwilę zastanowić. Przerwała jednak swoje przemyślenia na wzmiankę o szklaneczce alkoholu. Uniosła wysoko brew i przesunęła spojrzeniem po Ryu. Niby wizja była mało prawdopodobna, ale u niego nie często padały takie sugestie.
- Coś odwaliłeś? - zapytała, prawie pewna, że coś jest na rzeczy. (xD) Machnęła zaraz ręką, miało być dziś luźno. - Jak nie chcesz to nie mów - zaznaczyła i kiwnęła głową w stronę jednego z lokali.
- Tam jest sympatycznie - ruszyła w stronę miejsca, w którym tańcowała z Darcy.
Akane
Zagryzła wargę i zarumieniła się. Odwróciła na chwilę wzrok zawstydzona, ale zaraz wróciła do niego. Przesunęła rękoma po jego torsie, a potem wsunęła dłonie pod materiał koszuli, zaczęła masować jego podbrzusze powoli schodząc coraz niżej, aż dotarła do jego przyrodzenia. Przejechała po nim całą dłonią powoli, obserwując jego reakcję.
OdpowiedzUsuń— Mogę później — przyznała, po czym ustami musnęła jego ucho. — Chcę… żebyś wszedł we mnie później, jak Ci pokażę to co chcę — poprosiła cicho, po czym zaczęła schodzić pocałunkami niżej, na jego szyję. Działa trochę na ślepo, na tyle ile zrozumiała z książek, które czytało się ostatnio z wypiekami na twarzy czy relacji innych. Zaczęła pewniej masować przyrodzenie Ryu jedną ręką, a drugą zeszła na jego jądra. — A jeśli nie możesz wytrzymać… — ucałowała go mocniej, zostawiając malinkę przy obojczyku. — Bardzo bym chciała… Cię rozpalić do samego końca, tylko Ciebie… mogę? — zapytała, wracając do jego twarzy, pocałowała go lekko, właśnie w taki sposób jakby prosiła o pozwolenie. Nie przerywała przy tym pieszczenia jego dolnych partii. —- Proszę… chciałabym… skosztować — szepnęła. Miała nadzieję, że zrozumie o co chodzi.
Darcy
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSłowa o drugiej rundzie wyrwały z Darcy ciche, niedowierzające jęknięcie, choć zaraz urwało się ono w pocałunku. Nie zdążyła nawet odpowiedzieć, kiedy Ryu odwrócił ich pozycje i znalazła się pod nim. Serce uderzyło jej mocniej, a rumieniec rozlał się aż na szyję. Przez moment patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, zaskoczona nagłą zmianą, ale nie próbowała się odsunąć. Przeciwnie, objęła go za kark i oddała pocałunek, przyciągając go bliżej. Kiedy podwinął materiał jej stroju, zaczerpnęła gwałtowniej powietrza, zawstydzona własną nagością i tym, jak otwarcie ją oglądał. Dotyk na piersiach wyrwał z niej kolejny, głośniejszy jęk. Wygięła się odruchowo pod jego dłońmi, a palce zacisnęła na jego ramionach. Każda kolejna pieszczota rozgrzewała ją mocniej. Kiedy powiedział, że jej chce, przylgnęła do niego całym ciałem. Przez chwilę milczała, próbując złapać oddech i zebrać myśli, które zupełnie rozsypywały się pod jego dotykiem. Taniec nadal chciała mu pokazać, ale świadomość, że Ryu pragnął jej już teraz, wywołała w niej gorący dreszcz. Uśmiechnęła się w jego stronę nieśmiało, poruszając biodrami o twarde krocze.
OdpowiedzUsuń—- Dwie rundy? — zapytała cicho, całując ponownie jego szyję. Mruknęła zadowolona, czując jego ciało na swoich ustach. Dłonie jej drżały, ale i tak zaczęła rozpinać mu koszulę. Zatrzymała się dopiero przy zapięciu spodni, rozpięła je, zsunęła lekko, razem z bielizną, odsłaniając jego męskość. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i zagryzła delikatnie wargę. Spojrzała na Ryu. — Nniee… umiem pewnie… ale.. mogę? Pozwolisz mi? — zapytała, dłonią dotykając prącia, które zaczęła ponownie masować w taki sam sposób, jaki wcześniej spowodował u niego te przyjemne dla ucha jęki. — Do… ust… — doprecyzowała.
Darcy
Komplement sprawił, że zarumieniła się jeszcze mocniej, chociaż na jej ustach pojawił się ciepły, nieco zawstydzony uśmiech.
OdpowiedzUsuń— Ty… i parę innych osób — odpowiedziała mu. — Ale najbardziej lubię jak mówi mi to najprzystojniejszy czarnowłosy, chłopak z przepaską na oku — dodała, wyginając się w łuk od kolejnych pieszczot, a ten mocniejszy dotyk odebrał jej słowa i wyrwał z gardła przeciągły jęk. Palce zacisnęła na jego ramieniu, a drugą dłoń na moment zatrzymała, wyraźnie rozproszona nowymi wrażeniami. Pozwoliła mu rozsunąć swoje nogi, obserwując go z ciekawością pomieszaną z niepewnością. Kiedy wspomniał o przygotowaniu, napięła się lekko, lecz kolejne pocałunki szybko pomogły jej się rozluźnić. Przesunęła wolniej po przyrodzeniu, zaciskając uda przy ręce Ryu.
— Twoje palce… — jęknęła, patrząc na niego niepewnie. Pocałowała go lekko. Miała swoje romantyczne wizje i wyobrażenia i nie była pewna czy to dobry pomysł. —- Wolałabym… bez… przygotowania — szepnęła mu w usta, czerwieniąc się bardziej. — Wydaje się bardziej podniecające…proszę…. — dodała ciszej. Cholera, strasznie dużo prosiła przy nim ostatnio.
Darcy
Zaczerwieniła się jeszcze mocniej, widząc jak wkłada sobie te same palce, którymi wcześniej był w niej do swoich ust. Odwróciła wzrok speszona. To było bardzo mocno pobudzające, a jednocześnie poczuła się przy nim taka bezbronna. Wróciła wzrokiem do Ryu. Złapała go w ramionach, szukając oparcia. Patrzyła mu prosto w oczy, a kiedy poczuła jego główkę na swoim wejściu serce jej przyśpieszyło. To się naprawdę działo. Oddawała swój wianek Ryu. Przesunęła jedną dłoń na jego policzek.
OdpowiedzUsuń— Weź mnie… — szepnęła z mocno rumianą twarzą, szyją oraz dekoltem. To było.. bardzo miłe, że mimo wszystko sprawdzał czy nie zmieniła zdania. Tym bardziej była pewna, że oddała swoją niewinność właściwej osobie. Oddała jego pocałunek, obejmując go mocniej, ręce przesunęły się na jego plecy, gdzie zacisnęła je, czując jak w nią wchodzi. W oczach pojawiły się łzy. Z początku naprawdę bolało, jakby ją rozrywało od środka, poczuła też spływającą po udzie krew, ale była zbyt zajęta jego ustami, aby się tym przejmować. Z początku jego ruchy sprawiały więcej bólu niż przyjemności, ale po chwili całe cierpienie puściło i zastąpiła je jedynie sama przyjemność. Dalej czuła się wypełniona z każdej strony, nie miała pojęcia czy to normalne. Jęknęła mocniej w usta Ryu, przyciągając go bardziej do siebie. Otarła się biustem o jego tors, a potem raz jeszcze, bo spodobało jej się to uczucie. Całowała go też coraz mocniej, zachłanniej.
Darcy
Strasznie podniecało ją to jak jej miękkie piersi i stwardniałe sutki ocierały się o szorstki tors chłopaka. Jęczała i murczała przy tym w usta. Nie spodziewała się, że to może być tak cholernie przyjemne. Zaczęła poruszać biodrami w rytm pchnięć Ryu, oplotła go też nogami, przysuwając jeszcze bliżej, żeby ułatwić mu wchodzenie po całej długości. Dłonie zacisnęła na jego koszuli, szukając jakiegoś podpracia w tym natłoku cudownych bodźców.
OdpowiedzUsuń— Ryu… Ryu… — wyrwało jej się pomiędzy jękami. — Ja… Ty… Prooszę… Nie… ah… wehh…. — nie była pewna nawet pewna co chciała powiedzieć dokładnie poza tym, żeby nie przestawał, ale zdecydowanie jej nie wyszło. Zaśmiała się krótko, po czym pocałowała go mocniej. Przesunęła językiem po dolnej wardze. Tak zaczynało się te mocniejsze pocałunki, prawda?
Darcy
Zaśmiała się krótko, racja, na takie słowa to by się akurat zdziwiła. Drgnęła lekko na to szczypnięcie i odpowiedziała mu lekkim pchnięciem w ramię. Uśmiechnęła się do niego pod nosem na tą całą listę przewinień.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze seksowniejsze? Ty chyba naprawdę chcesz co by oni nie wychodzili z sypialni - zaśmiała się krótko, dalej patrząc po nim uważniej. Na to jego nic specjalnego zacmokała krótko.
- Jak dla mnie upicie Rei to zdecydowanie coś specjalnego - zaśmiała się, kręcąc przy tym rozbawiona głową. - Bierzemy stolik w środku czy na zewnątrz? - zapytała. - Masz ochotę na shishe? Mają tu wyjątkowo dobrą - pochwaliła jeszcze.
Akane
Zacisnęła mocniej dłoń na plecach Ryu, wyginając się w łuk, kiedy poczuła jak ściska jej pierś. Sama oddychała coraz ciężej i szybciej jednocześnie. Drugą dłonią odsunęła większy kawałek jego koszuli i pocałowała go w obojczyk, dusząc tym swoje jęki. Sama błądziła ustami, gdzie popadnie, a kiedy wracali raz po raz do swoich ust, całowała go z pasją, uczyła się, nie miała doświadczenia w tym, ale próbowała robić to równie dobrze co on. Gdy zaczął kręcić młynki, odchyliła się jeszcze bardziej do tyłu tułowiem, a jej uda zacisnęły się mocniej na jego biodrach. Wzdychała i pojękiwała bez przerwy, kiedy to robił, a w oczach chyba widziała jakieś gwiazdy, albo iskry. Chciała, żeby to się nigdy nie kończyło, ale gdy wrócił do poprzedniego mocnego rytmu, czuła narastające napięcie. Odwróciła głowę i zagryzła materiał jego koszuli, żeby być ciszej.
OdpowiedzUsuńDarcy
Syknęła z przyjemności, kiedy poczuła zęby, a na klapsy zareagowała z początku zaskoczonym jękiem i rumieńcem. To było bardzo erotyczne i wyuzdane, jak wszystko co z nią robił, robili razem. Miała coraz większy problem z połapaniem się w całej tej sytuacji. Zaczerwieniła się jeszcze mocniej, zaciskając mięśnie w swoim wnętrzu mocniej na prąciu chłopaka, kiedy kazał jej patrzeć na siebie. Poruszyła błagalnie biodrami, żeby nie przestawał. Miała wrażenie, że jeśli teraz przestanie to chyba umrze. Posłuchała grzecznie i nie spuszczała z niego wzroku, chociaż ewidentnie wyglądała na zawstydzoną, kiedy widział ją taką bezbronną i nieśmiałą w tej chwili.
OdpowiedzUsuń— Czy… czy… Ty też… dojdziesz? — zapytała jęcząc głośniej — Jestem… wystarczająco… pociągająca? — doprecyzowała, łapiąc mocniej ręką za plecy Ryu, a drugą przesuwając powoli po jego torsie, badając każdy napięty mięsień i ślady po bliznach. —- Bo Ty… jesteś… piekielnie…
Darcy
Całowała go, nie przestając jęczeć. Była mu wdzięczna, za zapewnienie, a kolejny klaps spowodował głośniejsze westchnięcie. Złapała jego dłoń, którą trzymał na pośladku i przycisnęła mocniej. Sama obecność jego ręki w tamtym miejscu była cholernie przyjemna. Poprosiła wzrokiem, żeby jej nie zabierał, po czym pocałowała go mocniej, szepcząc mu w usta jego imię i kolejne uległe “proszę”. Była już tak blisko. Wiła się pod nim, zaciskała uda, przysuwała jego ramiona do siebie, byleby wchodził głębiej i szybciej. Jeszcze tylko chwilkę, jeszcze trochę… W końcu poczuła jak całe jej ciało się napina, wygięła się w łuk, czując jak świat zatrzymuje się, a jej mięśnie drętwieją na kilka sekund, a potem wszystko błogo puściło, rozlewając wszędzie falę rozkoszy. Krzyknęła głośno jego imię. Kiedy dalej ją penetrował jęczała dalej, mrużąc zamglone z rozkoszy oczy. Westchnęła, czując jak zalewa ją od środka. Złapała go w ostatnim pocałunku, po czym opadła bez sił. Zaczęła gładzić jego ramiona. Zaśmiała się cicho, zagryzając wargę.
OdpowiedzUsuń— To Ty… wykonałeś w zasadzie całą robotę…. i jejku… to było… ojej… — wydukała z siebie. Spięła się, słysząc Alexa, ale nie odpowiedziała. Znalazł się kurwa Gavin 2.0. A niech spierdala teraz i nie psuje jej tej chwili!
Darcy
Akane parsknęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- W łóżku może i tak, nie wiem tylko czy Twoje statystyki uwzględniają, że oni to nie tylko w łóżku się kochają - uśmiechnęła się pod nosem, patrząc po tym jak się rozciąga. Pokręciła lekko głową w rozbawieniu, pozostawiając pewne spostrzeżenia we własnej głowie.
- Szczęściem powiadasz? Normalnie można jej pozazdrościć - zaśmiała się krótko i pogoniła go ruchem dłoni, gdy upatrzyła fajny stolik, lekko na uboczu, z zieleniną po jednej stronie.
- Ja to umiem zadbać o miejscówkę, piękne widoki masz zapewnione, tylko w odruchu nie ucieknij na drzewo - rzuciła do niego z zaczepnym uśmiechem. Gestem dłoni przywołała obsługę, a sama usiadła na wygodnych poduszkach.
- Bierzemy jakieś przekąski, czy tylko shisha i drinki? - zapytała go, a kiedy odpowiedział złożyła po prostu zamówienie, mówiąc do feniksa w jego rodzimym języku. Trochę dukała to zamówienie i musiała się dwa razy nad słowami zastanowić, ale poszło z tym całkiem nieźle.
- Zobaczymy, najwyżej dostaniemy coś dziwnego - zaśmiała się.
Akane
Spięła odruchowo mięśnie, gdy Ryu zaszedł ją od tyłu i warknęła. Pokręciła głową. Nie lubiła tej pozostałości w sobie. Czasami miała dość dzikie reakcje, nienawidziła, kiedy ktoś próbował zachodzić ją od tyłu od martego punktu, gdzie nic nie widziała. Śledziła chłopaka wzrokiem. Nie podejrzewała go o nic złego, ale mimo wszystko ciężko było powstrzymać ten odruch. W ramach przeprosin dała się objąć i nawet dziabnąć w policzek, chociaż było po niej widać, że zdecydowanie nie należy do kategorii “milusińskich” osób. Jej czułości były zarezerwowane przede wszystkim dla dzieci, Acaira i w wyjątkowych sytuacjach dla Gava.
OdpowiedzUsuń— Ktoś tu wstał prawą nogą, hm? — odpowiedziała, patrząc po nim wymownie, z lekkim, zaczepnym przekąsem. Nie była wściekła, zwyczajnie było jej niekomfortowo, raz, że jej instynkty nie należały do czegoś co lubiła pokazywać, a dwa… czułości - cholerne czułości. Wstała na równe nogi, biorąc swoje rzeczy na plecy. Spakowała jeszcze smażoną skórę do woreczka, który przyczepiła do paska, ot na przekąskę. Dała jeden kawałek Ryu. Dla niego mógł smakować trochę jak czonkowo-mięsne chipsy z Argaru. Może nie idealnie, ale smak był całkiem zbliżony.
— Ruszajmy — przytaknęła mu.
Onyx
OdpowiedzUsuńCzuła się bezpiecznie i błogo w jego ramionach. Naprawdę dobrze wybrała partnera do swojego pierwszego razu. Nawet jeśli Ryu jej nie kochał… to jak o nią dbał i to co mówił, sprawiało, że robiło się jej ciepło na sercu. Zdecydowanie nie żałowała. Spojrzała na niego, kiedy dotykał jej policzka. Musnęła swoją dłonią jego, a potem ucałowała lekko wierzch jego dłoni. Kiedy zaczął się ubierać, sama usiadła i zaczęła poprawiać swoją górną część garderoby, a potem spojrzała na swoje biodra, gdzie brakowało materiału bielizny.
— Dobrze, że mam długą i mało rozciętą spódnicę… — skomentowała. — Musiałeś je wyrzucić? — zapytała i spojrzała po Ryu z udawaną pretensją. Za to wszystko mogła poświęcić jeszcze spokojnie kilkadziesiąt par.
Darcy
Zagryzła wargę na te słowa, wyobrażając sobie co mógłby najpewniej potem zrobić w ogrodach. Miała już całkiem niezłe wyobrażenie możliwości Ryu i wierzyła, że był zdolny do znacznie większych psot niż podwijanie spódnicy. A jej się to jeszcze cholera podobało. Ojej… chyba się nieco zdemoralizowała. Przysunęła się do niego, kiedy ścisnął jej pośladki.
OdpowiedzUsuń— Obiecałeś mi coś przed rundą drugą — szepnęła mu do ucha i pocałowała go w policzek, uśmiechając się przy tym niewinnie. — Więc wstrzymaj swoje podwijanie, bo… może być ciężko na nim skończyć — dodała. Przyjęła z wdzięcznym uśmiechem pomoc, po czym zachwiała się na nogach, piekły ją. Oparła się o Ryu i zaśmiała lekko. Kiedy złapał ją za pośladki przy strażnikach, przyspieszyła, żeby nie dawać zbyt wiele możliwości do gapienia się oraz plotkowania. Szybko dotarła do drzwi swojego pokoju, a kiedy już się za nimi znalazła odetchnęła z ulgą. W końcu prywatność. Spojrzała po Ryu.
— To… dalej… chcesz… zobaczyć? — zapytała.
Darcy
Akane spojrzała po nim lekko unosząc brew.
OdpowiedzUsuń- Nie jestem pewna czy chcę wiedzieć skąd znasz lokacje moich, czy mojego brata stosunków - parsknęła krótkim śmiechem. O ile Rei i Tony byli jak dla niej do przełknięcia, o tyle ona i Natan to już trochę dziwna sprawa. Zastanowiła się chwilę i zaraz wzruszyła ramionami.
- Chyba bardziej chylę się ku tej drugiej opcji. Trafienie do łóżka zdaje się jednak trochę bardziej wyjątkowe, szczególnie gdy to należy do jednej ze stron, a nie jest przypadkową pryczą, w przypadkowej karczmie - stwierdziła po chwili przemyśleń. Na zamówienie chłopaka kiwnęła głową.
- Ich akurat jeszcze nie jadłam, więc chętnie skosztuję, jestem na etapie poznawania tutejszych potraw i staram się za każdym razem zamawiać coś innego - przyznała z lekkim uśmiechem, a na pytanie o język przytaknęła mu głową.
- Podobno całkiem nieźle, moje zdolności są w tym dość sporym ułatwieniem, ale i tak gafy się zdarzają. Najgorzej z wymową, czuję się trochę jak gulgoczący indyk - parsknęła krótkim śmiechem. - No i ten akcent... jeny, coś źle zaintonujesz i okazuje się, że gadasz od czapy. Bywa wesoło, a czasem żenująco - przyznała z lekkim rozbawieniem w głosie.
Akane
Darcy zarumieniła się, widząc jak się rozbiera. Widziała nie raz mężczyzn bez koszuli, ale cholera, żaden nie wyglądał tak dobrze jak Ryu.
OdpowiedzUsuń— Mówił Ci ktoś, że jesteś cholernie przystojny bez ubrań? — zapytała, zanim zdążyła pomyśleć co w ogóle mówi. Zaśmiała się nerwowo i zniknęła w garderobie. Przemyła się jeszcze delikatnie, po czym zaczęła się przebierać.. Drżącymi dłońmi rozpięła ubranie, które miała na sobie, i szybko zsunęła je z ciała. Kilka razy nie trafiła palcami w zapięcia stroju, przez co parsknęła pod nosem, trochę rozbawiona własnym zdenerwowaniem. Na wszystkie ognie, przecież chodziło tylko o taniec. Taniec potrafiła. Założyła czarną górę, poprawiła dopasowaną dolną część stroju i ułożyła lekkie panele spódnicy tak, żeby złote dzwoneczki wisiały równo przy biodrach. Rozpuściła włosy, pozwalając im opaść prawie do kolan, po czym przyjrzała się sobie w lustrze. Policzki miała czerwone, serce uderzało zdecydowanie za szybko, ale ekscytacja była silniejsza od zawstydzenia. Wzięła głęboki wdech i wyszła z garderoby. Zatrzymała się kilka kroków przed Ryu, przez moment zaciskając dłonie na bokach spódnicy. Ostatecznie uniosła głowę i uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
— Patrz na mnie… proszę — powiedziała cicho. Odwróciła na chwilę wzrok, ale zaraz ponownie spojrzała w jego stronę — Chcę, żebyś patrzył przez cały taniec — dodała, uśmiechając. Odwróciła się do niego plecami i uniosła ręce nad głowę. Pierwszy ruch bioder był powolny. Przesunęła je w jedną stronę, potem w drugą, wprawiając dzwoneczki w delikatne drżenie. Zatoczyła szeroką ósemkę, a następnie pozwoliła, żeby ruch przeszedł wyżej, przez brzuch, klatkę piersiową i ramiona. Długie włosy przesunęły się po jej plecach, kiedy wygięła się lekko do tyłu. Zatrzymała się tak na chwilę, po czym wyprostowała szybciej i obróciła się przodem do Ryu. Dłonie przesunęła po własnej szyi, biuście i odsłoniętym brzuchu, kończąc na biodrach. Rumieniła się, ale w tańcu czuła się pewnie. Tutaj nie musiała zastanawiać się nad każdym ruchem ani szukać właściwych słów. Podeszła bliżej, cały czas kołysząc biodrami. Dzwoneczki nadawały rytm jej krokom, raz odzywając się pojedynczo, a raz gęstym brzmieniem, kiedy wprawiała biodra w szybsze drżenie. Zatrzymała się przed siedzącym Ryu, na tyle blisko, że jej biust znalazł się na wysokości jego twarzy. Pochyliła się nad nim, przesunęła palcami po jego włosach i policzku, po czym musnęła kciukiem dolną wargę. Zbliżyła własne usta, niemal go całując, ale w ostatniej chwili uśmiechnęła się lekko i odsunęła w obrocie. Wróciła po chwili, pozwalając włosom przesunąć się po jego ramieniu. Jedną dłonią oparła się na jego torsie, a drugą poprowadziła od karku przez klatkę piersiową i brzuch. Zatrzymała palce przy pasku, zdecydowanie bliżej, niż początkowo planowała. Zagryzła lekko wargę, przesunęła dłoń na jego udo i znowu się odsunęła, zanim mógł ją zatrzymać. Biodra poruszyły się szybciej, wprawiając dzwoneczki w głośniejsze drżenie. Darcy obróciła się przed nim, zatrzymała do niego bokiem i zatoczyła biodrami kilka leniwych kręgów. Potem wróciła przodem, pochyliła się i oparła dłonie na jego ramionach. Przez jej ciało przeszła powolna fala. Najpierw przybliżyła do niego klatkę piersiową, następnie odsunęła brzuch i zakończyła ruch biodrami, które znalazły się tuż przy jego kolanach. Cofnęła się jeszcze raz, ale tym razem jedynie na pół kroku. Wsunęła się między jego nogi, przesunęła dłońmi po torsie i usiadła na jego kolanach okrakiem. Nie oznaczało to jednak końca tańca. Oparła ręce na jego ramionach i zatoczyła biodrami powolną ósemkę, lekko unosząc się na udach, a później ponownie opadając. Dzwoneczki zabrzmiały tuż przy nim. Powtórzyła ruch, tym razem wolniej, pozwalając, żeby całe jej ciało podążyło za biodrami.
Ocierała się o jego przyrodzenie, a z jej ust wydobywały się ciche jęki, które w tym momencie na swój sposób dodawały melodię do rytmu dzwoneczków. Ciepło w podbrzuszu było coraz mocniejsze, czuła się coraz bardziej rozpalona, podniecenia. Była bardzo mokra, jej soki zdążyły przesiąknąć przez bieliznę i zostawić ślad na spodniach czarnowłosego. Przesunęła dłonie na jego kark, pochyliła się ku torsowi, a potem wyprostowała i odchyliła do tyłu. Zrobiła to tak blisko jego twarzy, że biust przesunął się po jego policzku i zahaczył o usta. Rumieniec natychmiast rozlał się po jej twarzy, ale Darcy nie przerwała. Przeciwnie, wróciła do pionu równie powoli, przesuwając piersiami ponownie przed jego twarzą. Musnęła nosem jego skroń i zatoczyła biodrami następny krąg na jego kolanach. Jedną dłonią obejmowała go za kark, drugą przesuwała po jego piersi i brzuchu, zatrzymując palce tuż nad paskiem. Przybliżyła usta do jego warg, ale zamiast pocałunku jedynie lekko je musnęła i odsunęła głowę. Zrobiła tak ponownie, drażniąc go krótkimi dotknięciami, podczas gdy biodra nie przestawały poruszać się przy jego ciele. Dopiero po chwili przyciągnęła go bliżej. Pocałowała go mocno, niemal zachłannie, dalej kołysząc się na jego kolanach. Ostatnie ruchy stały się wolniejsze, ale również bardziej intymne. Przywarła do niego całym ciałem, objęła mocniej za kark i pogłębiła pocałunek. Dzwoneczki odzywały się coraz ciszej, aż ostatecznie zamilkły. Darcy pozostała na jego kolanach, oddychając szybko i nie odsuwając twarzy od jego. Na moment spuściła wzrok. Była zawstydzona własną śmiałością, ale jednocześnie zadowolona, że w końcu pokazała mu dokładnie to, co chciała.
Usuń— Podobało Ci się?—zapytała szeptem, ponownie spoglądając mu w oko. Zarumieniła się mocniej, lecz nie próbowała się wycofać. Musnęła jego usta. — Czy chcesz mnie taką wziąć jeszcze raz? — zapytała cicho.
Darcy
Uśmiechnęła się do niego lekko, kokieteryjnie, słysząc, że mu się podobało, a przez jej ciało przeszła kolejna fala przyjemnych dreszczy. Przysunęła się bardziej, kiedy ją pociągnął i jęknęła czując, jak dotyka jej piersi. Mruknęła na jego słowa, ocierając się mimowolnie znowu o jego krocze.
OdpowiedzUsuń— Wszystko mam powtórzyć? — zapytała, udając niewinną, jakby wcale przed chwilą nie próbowała go znowu zaciągnąć do łóżka. Aczkolwiek w oczach było widać dumne iskierki, że się jej udało, a fakt, że chciał oglądać ją dalej, nagą… bardzo ją podniecał. — Czy jakąś konkretną część? — dodała, cicho, samej przygryzając lekko jego ucho. — Czego sobie życzysz? Ach… i jestem bardzo grzeczna… — szepnęła, schodząc ustami niżej, po czym zassała się delikatnie zostawiając malinkę, a dłońmi sięgnęła na dolną część swoich ubrań. Nie planowała ich jeszcze zdejmować. Skoro chciał kolejny pokaz to zrobi to w bardziej… wyjątkowy sposób.
Darcy
Akane oparła łokcie o niski stolik przed sobą i przewróciła oczami.
OdpowiedzUsuń- No tak, on i to jego zdradzanie przepisu na Akane - podsumowała, lekko kręcąc głową. Ryu już jej kiedyś wspominał jak to Gave opowiadał o tym jaki to seks lubi. To, że zdradzał lokacje słyszała po raz pierwszy, ale w sumie w tym temacie nie bardzo ją to wszystko dziwiło. Uśmiechnęła się pod nosem na słowa o Natanie.
- Racja, nie są zbyt skryci w tym temacie - przyznała z lekkim śmiechem. Ludzie rzeczywiście duuużo gadali.
- Prawda? - rzuciła, gdy przyznał, że sam ma podobne skojarzenie. - Wiesz, im bardziej kumam co mówią tym mniej mam takie wrażenie, ale cholera... na samym początku... weź tu rozróżnij gul, gul, gul od guul, gul, guuul - sparodiowała trochę akcent i zaśmiała się krótko. Uśmiechnęła się na jego słowa co do własnej znajomości języków.
- Ty i tak masz asa w rękawie, bo rozumiesz drzewa, a te zdają się rozumieć wszystkie języki, więc w razie co masz prawie zawsze kogo pytać o tłumaczenie - poruszyła zabawnie brwiami. - Ale dzięki - kiwnęła wdzięcznie głową. - Jak już ten język ogarnę, to może łatwiej pójdzie z terrańskim i Maryl przestanie tak na mnie narzekać - rzuciła z lekkim rozbawieniem.
Akane
— Dobrze… — odpowiedziała, po czym ucałowała go. Mimo wszystko wstała na moment na równe nogi, odwróciła się do niego plecami, odgarnęła włosy z pleców powoli, prezentując mu prześwitujący materiał na pośladkach i bieliznę. Zaczęła rozpinać wszystko leniwie, poruszając przy tym biodrami na tyle blisko, że miał jej pośladki na wyciągnięcie rąk. Spódnica szybko opadła, a dzwoneczki, przestały wydawać dźwięki. Potem zaczęła pozbywać się ostatniej przeszkody, a kiedy to co najważniejsze było już kompletnie na widoku, wypięła się do niego, kusząc go przy tym na swój sposób. Wróciła jednym krokiem na kolana Ryu, a bielizna całkowicie zsunęła się z jej nóg. Tym razem jednak, kiedy tańczyła na nim, złapała jego ręce i zaczęła nimi przesuwać, jedną po piersiach, w dół, aż na jej mokre wejście, a drugą położyła na pośladkach. Wstydziła się poprosić, żeby jej dotykał, że bardzo tego chciała, ale taki przekaz był chyba całkiem jasny.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się zadowolona, kiedy ją podniósł. Złapała się go mocniej, a także pocałowała namiętnie i czule, mrucząc mu przy tym w usta. Spojrzała na niego, kiedy już leżała na materacu, sama jedną ręką zaczęła go dotykać po torsie, rumieniąc się przy tym, kiedy patrzyła mu w oko. Drugą rękę położyła na policzku, który zaczęła gładzić. Przez przypadek zahaczyła palcem o przepaskę na oku. Zawsze ją zastanawiała ta blizna, ale nie chciała teraz prosić. Nie, chciała, ale nie sądziła, aby był to dobry pomysł
— Przepraszam — szepnęła zamiast tego, zabierając dłoń niżej.
Darcy
Słuchała tego całego przepisu i uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Nie powiedziałabym, że bycie takim skurwielem każdemu przyszło by łatwo - podsumowała. Ryu ominął w swoim opisie kilka dość istotnych szczegółów, ale nie specjalnie miała ochotę wchodzić z nim głębiej w taką dyskusję. Ceniła po prostu szczerość, jaką ją aktualnie raczył. W jego mniemaniu jak najbardziej mogło to przecież właśnie tak wyglądać. Na jego "to było wtedy", po prostu się lekko uśmiechnęła. Tak, zdecydowanie teraz coś takiego nie obowiązywało w temacie jej osoby. Kiedy przyszło jedzenie, podziękowała kelnerowi, domówiła dla siebie jeszcze drinka, a potem zerknęła po chłopaku uważniej.
- Mam wrażenie, że jakiś dziwny temat wisi między nami... - przyznała bez ogródek. - Powiedź jeżeli mam się nie wpierdzielać, oleję wtedy sprawę - zaznaczyła. Nie zamierzała na siłę nigdzie wtykać nosa, ale to specyficzne uczucie po prostu jej nie opuszczało. Uśmiechnęła się, gdy mówił o językach i zjadła podany przez niego kawałek.
- No to poszukaj sobie stosownych nauczycieli i działaj - zaproponowała luźno, a potem zaśmiała się lekko i pochyliła bardziej w stronę Ryu.
- Tak szczerze? Czasami udaję głupszą niż jestem, to całkiem zabawne, jak z Gavem szepczą coś do siebie i myślą, że nie rozumiem - szepnęła konspiracyjnie, uśmiechając się pod nosem.
Akane
— Jejku… — wyrwało się jej, kiedy ją przekręcił. Zarumieniła się na zmianę pozycji, ale było widać, że dalej była podekscytowana. Odchyliła się, zaciskając mocniej uda na jego biodrach, kiedy się o nią otarł i jęknęła głośniej. Spojrzała jednak uważniej po Ryu, kiedy zaczął tłumaczyć. Wiedziała czego pamiątką jest to co ukrywa pod opaską, to było raczej oczywiste, zwłaszcza, że niejednokrotnie wiele osób o tym wspominało. Oddała jego pocałunek, obejmując go w ramionach. Przedłużyła czułość, masując jego kark i ramiona z tyłu.
OdpowiedzUsuń— Chcę… — odparła szczerze. Nie wyobrażała sobie, żeby mógł kogoś sobą wystraszyć. Uśmiechnęła się w jego stronę i zaśmiała lekko. — Podzielną? Dlaczego? Próbuje… ogarnąć cały seksowny widok, jaki mam teraz przy sobie — wyjaśniła, rumieniąc się przy tym.
Darcy
Objęła go mocniej, kiedy przytulił się do niej. Pogłaskała go delikatnie po plecach, dając mu znać, że nic się nie stało. Ucałowała jego głowę.
OdpowiedzUsuń— Może innym razem — odpowiedziała mu. Zaśmiała się lekko, kiedy złapał ją na nos. Objęła jego twarz w dłonie i liznęła czubek jego własnego nosa. — Jest mi piekielnie nieziemsko — zapewniła go, całując go w usta zachłannie. Przylgnęła do niego bardziej. Oderwała się od niego i przejechała nosem po jego szyi, idąc aż do ucha. Zarumieniła się dość mocno. — A dalej chcesz… żebym…. rozłożyła nogi? — zapytała cicho, zawstydzona tym, co właśnie powiedziała, ale, kurwa, bardzo chciała mu to wyszeptać. Chociaż powinno wyjść seksowniej.
Darcy
Zaczerwieniła się jeszcze mocniej, czując jak płonie cała ze wstydu. Zdecydowanie ten tekst jej nie wyszedł. Nigdy więcej. Chciała mu się wydać ponętna, a nie… zabawna. Oglądała z zainteresowaniem jak się rozbiera i przełknęła ślinę, widząc go w całej okazałości. Zatrzymała spojrzenie na jego prąciu, dotykając swojego wejścia. Rozumiała, że ta część się rozciągała, ale… na żywo to było całkiem coś innego. Oddała jego pocałunek, ponownie siadając na nim okrakiem. Przejechała dłońmi po jego torsie, obserwując zainteresowana wszystkie mięśnie. Otarła się o przyrodzenie i jęknęła.
OdpowiedzUsuń— Chciałabym… spróbować wziąć do buzi… — wyznała, zatrzymując palce przy jego biodrach, swoje nieco obniżyła, żeby móc wziąć do ręki długość Ryu i zacząć go pieścić. — Żebyś się tak rozpłynął jak ja wcześniej — zagryzła wargę, nachylając się. Przesunęła językiem po jego główce, obserwując jak Ryu reaguje. — A jak nie będziesz mógł wytrzymać… to chcę… żebyś Ty we mnie wszedł… tak jak chcesz… ale z… tą… taką władczością, jak wtedy… gdy kazałeś mi się rozebrać. To było bardzo… bardzo seksowne — wyznała mu ostatecznie wszystko, a potem znowu go polizała, tym razem zaczynając od trzonu i sunąć powoli w górę. To ją bardzo… ciekawiło, jak reaguje, jak smakuje, jaki jest twardy, a jednocześnie przyjemny i kuszący w dotyku.
Darcy
Darcy poczuła, jak jej własne serce przyspiesza. Obserwowanie jego reakcji było dla niej fascynujące - każdy jego pomruk i mimowolne napięcie mięśni pod jej językiem sprawiały, że czuła się pewniej. Cholera jasna, ale to było seksowne. Mruknęła, biorąc jego prącie jeszcze głębiej. Nie była to może najłatwiejsza czynność na świecie, ale to jak się zachowywał zdecydowanie nagradzało wszystkie trudy. Była pewna, że lubi doprowadzać go do takiego stanu czy to tańcem, grą wstępną, jękami, czy teraz obciągając mu. Był bardzo twardy w jej ustach, a mimo to, udało jej się wziąć go do gardła. Poczuła dumę, kiedy miała w swoich ustach całą długość. Powoli przesuwała dłonie wzdłuż jego ud, czując pod palcami gorącą skórę, i z każdym ruchem operowała odważniej, sprawdzając, jak daleko może się posunąć, zanim jego cierpliwość wyczerpie się na dobre. Obserwowała jego półprzymknięte oko, delektując się tym, jak jego biodra reagowały na jej rytm. To była bardzo przyjemna, pobudzająca pochwała. Ułożyła się wygodniej między jego nogami, przyspieszając ruchów. Tak, chwalona w łóżku też lubiła być.
OdpowiedzUsuńDarcy
Nie przerywała, kiedy ją złapał. Poczuła ucisk w podbrzuszu, kiedy sam zaczął dyktować tempo i sama zaczęła jęczeć podniecona tym jak się rządził. Zaczęła starać się jeszcze bardziej, działając zgodnie z tym jak sam dyktował. Masowała przy okazji dalej uda chłopaka. Czuła jak soki ściekają jej po udach. Posłuchała go, ponownie siadając okrakiem. Spojrzała na twarz Ryu, oddychając ciężko z podniecenia. Oblizała wargi, patrząc ulegle po nim. Zaczęła nadziewać się na niego powoli, odchylając się lekko w tył, zaparła się rękoma na jego ramionach. Miała wrażenie, że teraz był większy niż poprzednio. To było możliwe? Ale teraz nie bolało. Od razu czuła przyjemność, kiedy zaczął rozpychać jej ścianki. Nadziała się w całości, jęcząc przy tym.
OdpowiedzUsuń— Kurwa… — wyrwało się jej. Szukała pośladkami większych pieszczot, ruszając biodrami błagalnie, unosiła się przy okazji w górę i w dół, rozpoczynając wolną penetrację. — Dobrze? Jestem grzeczna? — zapytała, szukając jego ust, żeby wpić się w nie zachłannie.
Darcy
Odpowiedziała jękiem na klapsa, nadziewając się szybciej po samą końcówkę, czy wywołało kolejny mocniejszy jęk przez szok spowodowany jednym oraz drugim doznaniem. Złapała się mocniej jego ramion, oddając kolejny pocałunek. Nie przymykała tym razem oczu, obserwując twarz Ryu. Zacisnęła mięśnie wokół jego prącia. To było jeszcze bardziej pobudzające. To przypominało jej bardzo przyjemny, erotyczny taniec brzucha. Zaczęła więc kręcić ósemki biodrami, unosząc się przy tym w górę i w dół. Wychodziła prawie w całości, unosząc wysoko uda, żeby opadać na sam dół. Szukała odpowiedniego tempa, na początku robiła to bardzo powoli, aż sama się irytowało i przyspieszała stopniowo raz za razem, szukając rytmu, który jemu się spodoba. Biust falował przy tym do rytmu.
OdpowiedzUsuńDarcy
Podobało jej się, że nie zabierał rąk z jej pośladków. Pewnie nawet było to po niej widać, bo reagowała jękami rozkoszy z każdym klapsem. Piekło, ale było kurewsko seksowne. Wiedziała, że ma ponętne kształty, miała przecież lustro i słyszała to już niejednokrotnie, ale oddawanie się Ryu i pozwalanie, żeby zrobił z nich jakiś użytek było zdecydowanie najlepszym komplementem jaki dostała w życiu odnośnie własnych kształtów. Nie przestawała, kiedy odnalazła idealny rytm, stała się jeszcze głośniejsza, nie przestając nawet na sekundę. Była mu wdzięczna za pomoc w utrzymaniu tego cudownego tempa. Wypełniał ją po same granice, ocierał się o każdą ściankę.
OdpowiedzUsuń— Jesteś… taki duży — sapnęła, pogłębiając pocałunek, czuła się o wiele pewniej w tej pozycji, z jego wskazówkami, słowami, aż wsunęła mu język do ust, kosztując go od środka. Oczy dalej trzymała szeroko otwarte, tak jak kazał, wlepiając w niego zamglone, szmaragdowe oczy.
Darcy
Doszło głośno, zaciskając się na nim. Przez chwilę nie miała pojęcia co się dzieje.
OdpowiedzUsuńPołożyła się na łóżku, obserwując jak Ryu się ubiera. Spojrzała na drzwi i zastanowiła się przez chwilę.
— Ryu… możesz wyjść jutro ze mną rano? Pod iluzją? Wolałabym, żebyś nie otwierał drzwi teraz… — powiedziała, zakrywając się kołdrą. Nie oczekiwała, że będą teraz razem, czy że nagle się w niej zakocha, ale nie potrzebowała plotek, starczyło, że już złapał ją za pośladki. — Pachniesz i wyglądasz też bardzo jednoznacznie… kąpiel też bym zalecała — dodała — Było cudownie, ale nie wszyscy muszą wiedzieć — poprosiła już ciszej.
Darcy
Darcy przystanęła mu głową, siadając na łóżku. Okryła się halką i wstała, żeby samej stanąć przy drzwiach. Przede wszystkim to trzeba było je jeszcze otworzyć, a potem zamknąć i zabezpieczyć od nowa. W pałacu pokoje były cały czas zamykane. A przynajmniej ona w nocy zawsze była zakluczona. Podeszła powoli do drzwi. Nasłuchała jeszcze, sprawdzając ilość ciepła w okolicy.
OdpowiedzUsuń— Minutkę, ktoś jest niedaleko... I proszę, tym razem, zamiast się chwalić straży, to możesz być dyskretny i się ukryć?— powiedziała cicho, patrząc po Ryu. Próbowała być zabawna, ale prosiła szczerze .Zarumieniła się lekko.
— Przyjaźnimy się dalej? — zapytała prosto z mostu. No chyba najlepiej było zerwać plaster szybko, prawda? — I jeśli tak... To jest szansa jeszcze w przyszłości na podobne noce? — wypaliła kolejne pytanie, tym razem odwracając wzrok. Odsunęła się na kilka kroków, oparła o ścianę i patrzyła uparcie w inny punkt. To Ryu, nigdy by jej nie wysmial, nawet jeśli to koniec przyjaźni, ale jednak wolała się... Ukryć przed jakimś pogardliwym spojrzeniem.
Darcy
Darcy poczuła jak grunt się jej zapada pod nogami. Wiedział? Skąd? Spojrzała po nim zaskoczona i wyraźnie przestraszona. Odsunęła się o kolejny krok. Ktoś mu powiedział? Już? Czy w tej grupie nic nie mogło pozostać dyskretne? Jak miała komukolwiek kurwa ufać w momencie, kiedy nikt nie szanował jej próśb?! Zabije ich chyba. Każdego kto się wypaplał. Potarła dłońmi skronie.
OdpowiedzUsuń— Wiem, że mnie nie kochasz — powiedziała w końcu i wypuściła powietrze ustami. — Nie… przespałam się z Tobą, licząc, że nagle to się zmieni, spokojnie. W pewnym momencie flirt stał się zbyt… namiętny i poszło. Mogłam powiedzieć nie, ale nie chciałam — wzruszyła ramionami i zaśmiała się lekko. Uśmiechnęła się lekko do Ryu. Nie była do końca pewna ile z tego jaką miała teraz mimikę było wymuszone, ale nie miała zamiaru mu pokazywać, że mógł ją zranić.
— Oczekiwałam odpowiedzi na tak albo nie, nie elaboratu, który sugeruje, że powinnam uciąć komuś język, bo jest ewidentnie za długi. Nie przepraszaj mnie, Twoje uczucia to nie Twoja wina, nie wmawiałeś mi, że między nami coś będzie jak Ci pozwolę mnie wziąć, ba… sama Cię o to prosiłam. Też mam przepraszać za to, że byłam podniecona? — przechyliła głowę w bok. — Zależy mi przede wszystkim na naszej przyjaźni, nigdy, ale to nigdy nie oczekiwałam, że będzie z tego coś więcej, więc się nie przejmuj — urwała, rozglądając się po pokoju. Później może nie mieć chyba szansy. — Moment… — podeszła do szuflady przy biurku i wyjeła mały pakunek. W środku był podobny amulet jak ten, który reszta dostała na święta oraz para rękawiczek z przepaską. — Miałam Ci to wysłać z listem zanim przyszedłeś, nie było Cię na wigilii, wszyscy coś dostali, Twojej mamy z Tobą nie było, więc wesołych, spóźnionych świąt — wyjaśniła. — A jak chcesz mi dać prezent, to proszę zachowaj dyskrecję odnośnie tej upojnej nocy? — poprosiła. — To nie tak, że się wstydzę tego jak oddałam wianek… ale zdecydowanie nie jestem gotowa na rozmawianie na ten temat z kimkolwiek z przyjaciół czy rodziny — uśmiechnęła się do niego.
Darcy
- Tak, był łatwy, ale tylko dla tego jednego, konkretnego skurwiela - poprawiła go, bo to było dość istotne. Na jego westchnięcie i słowa ponownie po nim przesunęła spojrzeniem. Uniosła brew na wyznanie co do Darcy.
OdpowiedzUsuń- Upojną noc? Co masz na myśli? Stwierdziliście, że próbujecie związku, czy po prostu się przespaliście? - wolała dopytać. Zaraz jednak pokręciła głową, w sumie odpowiedź była dość jasna. Dobrze, że akurat postawiono przed nią drinka, bo coś czuła, że będzie się musiała napić. Patrzyła po nim z wyraźną dezaprobatą w oczach, pomasowała zaraz sobie skronie. Kolejny debil... No po prostu debil.
- Zabezpieczyliście się chociaż? - zapytała. Zaliczył dziewczynę, która czuła do niego miętę i jeszcze rzucał, że mu specjalnie temat nie ciąży... Spojrzała na jego wyciągniętą do piątki dłoń, ale jej nie przybiła. Po prostu na niego patrzyła, cały czas z tą samą dezaprobatą w oczach.
Akane
Pokręciła głową widząc miny, które stroił. Po prostu genialnie, nie zabezpieczyli się. Sama sięgnęła po drinka i wzięła łyka, odstawiając potem naczynie dość mocno na stolik.
OdpowiedzUsuń- Brawo, wzbiłeś się na wyżyny chujowych akcji. Jednym psioczysz i prawisz kazania, a potem idziesz i powielasz ich błędy. Ambitnyś, nie ma co... - ponownie pokręciła głową i upiła kolejny łyk drinka. - Mam nadzieję... - parsknęła krótkim śmiechem i upiła kolejny łyk - ... w sumie walić. Twoje gówno, Ty się w nim wytarzałeś i Ty będziesz nim śmierdzieć - podsumowała po czym spojrzała mu prosto w oczy. - Zjebałeś i to po całej linii, ale mam nadzieję, że jesteś tego świadomy - podsumowała i znowu prychnęła pod nosem. - Jakby mało tu było piczek do zaliczenia... - pokręciła głową, tym razem wzięła łyka już nieco spokojniej.
Akane
Darcy przez krótką chwilę patrzyła za nim w osłupieniu, po czym zacisnęła szczękę i ruszyła za nim. Złapała go za rękaw, zanim zdążył całkowicie opuścić komnatę. Nie zamierzała pozwolić, żeby wyszedł stąd przekonany, że wykorzystał biedną, zakochaną dziewczynę, która nie wiedziała, co robi. Była niedoświadczona, nie pozbawiona rozumu. Cholera, przecież sama tego chciała i miała rozum.
OdpowiedzUsuń— Nie, Ryu. Nie będziesz teraz robił z siebie jedynego winnego, bo to zwyczajnie nie jest prawda — powiedziała stanowczo, chociaż głos lekko jej zadrżał. — Albo oboje jesteśmy winni, albo żadne z nas. Ja też mogłam się zatrzymać.Mogłam powiedzieć “stop”, ale nie powiedziałam i zdecydowanie nie dlatego, że liczyłam, że po seksie się nagle we mnie zakochasz! Zwyczajnie bardzo tego chciałam, kurwa no… zaczęliśmy tak tańczyć seksownie, a potem… — uniosła lekko głos i zaczerwieniła się na to wspomnienie. No i tyle z jej wyniosłości. Odchrząknęła, wracając na ziemię — Wiedziałam, że mnie nie kochasz i wiedziałam, na co się zgadzam. Nie przespałam się z tobą dlatego, że liczyłam, że rano nagle zmienisz zdanie i poprosisz mnie o rękę. Chciałam cię. Ty chciałeś mnie. Poszło po całości, ale oboje tego chcieliśmy, więc nie próbuj teraz brać całej odpowiedzialności na siebie. Nawet jeśli mnie nie kochasz, to sposób w jaki to zrobiłeś… ciężko żałować takich chwil, były cudowne — wyjaśniła, dalej rumiana. Puściła jego rękaw dopiero po chwili, jednak nadal stała blisko, patrząc mu prosto w oko. Bolało ją to wszystko bardziej, niż zamierzała pokazać, lecz jednocześnie naprawdę nie chciała, żeby Ryu zaczął nienawidzić samego siebie przez decyzję, której ona wcale nie żałowała. Poza tym to nie brak jego miłości ją bolał. Bolało ją to co teraz zaczynał sobie wmawiać. — I tak, zasługuję na kogoś, kto będzie mnie kochał. Nie zamierzam temu zaprzeczać — dodała już łagodniej. — Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że mogłam świadomie przespać się z kimś, kto mnie nie kocha. Jedno nie wyklucza drugiego. Nie jestem aż tak krucha, żebyś musiał ratować mnie przed każdą decyzją, którą podejmę pod wpływem uczuć. Szczególnie kiedy bardzo jasno ci wtedy pokazałam, czego chcę. Dałeś mi bardzo dużo okazji, żeby to przerwać, Ryu — ponownie wcisnęła mu pakunek w dłonie, tym razem nie pozostawiając wiele miejsca na dyskusję.
— I przestań, proszę, szukać w każdej rzeczy, którą robię, jakiejś cholernej deklaracji miłości tylko dlatego, że ktoś za dużo gadał. Nie wiem kto i co Ci powiedział, ale zapewne cholernie naciągnął fakty. A to jest prezent świąteczny. Dostałbyś go niezależnie od tego, czy spaliśmy ze sobą, pokłóciliśmy się, czy przez pół roku nie zamienili słowa. Wigilia to osobna sprawa, więc jej z tym nie mieszaj. Upominek jest skromny, nic wielkiego, i od początku był dla ciebie. Weź go, proszę. Każdy mój przyjaciel dostał prezent, skoro nim jesteś to weź ten prezent — dodała. Odetchnęła głębiej, próbując uspokoić emocje. Nadal była zraniona, jednak w jej spojrzeniu nie było złości skierowanej przeciwko niemu. Bardziej frustracja tym, że próbował ukarać samego siebie za coś, czego ona nie uważała za krzywdę.
— Nie liczę, że nagle się we mnie zakochasz, Ryu. Nie oczekuję związku, obietnic ani żadnego „spróbujmy”, bo ktoś ci nagadał, że jestem w tobie zakochana. Gdybym czegoś od ciebie chciała, powiedziałabym ci sama, a nie wysyłała zakodowaną wiadomość w rękawiczkach — zaznaczyła po raz kolejny, uśmiechając się słabo. — Nie żałuję tej nocy. I nie chcę, żebyś Ty zamienił ją sobie w dowód na to, że jesteś okropnym człowiekiem, bo nim nie jesteś. Byłeś tam ze mną, ale do niczego mnie nie zmusiłeś. Sama cię chciałam. Naprawdę. Byłeś czuły, troskliwy i pilnowałeś, żebym nie czuła się źle, sprawiłeś, że widziałam płonące gwiazdy w oczach, więc nie rób z tego teraz tragedii. Nie pytałam też o możliwość kolejnych nocy, licząc, że wtedy może się zakochasz… raczej… — zagryzła wargę — raczej odezwało się to, że było przyjemnie — powiedziała zdecydowanie ciszej. No, taka była prawda, ale tłumaczenie mu teraz tego, że miała w głowie jakieś kolejne fantazje, które do niczego nie zobowiązywały zdawała się poniżająca. Nic więcej w tej kwestii jej przez gardło nie przejdzie. Spojrzała na pakunek, a potem ponownie na niego.
Usuń— Więc przyjmij ten cholerny prezent. A później możesz dramatycznie wyjść, skoro najwyraźniej bardzo ci na tym zależy, tylko pamiętaj chociaż ukryć się przed strażą, już przeżyje przyjaciół, ale cały personel Phyonix nie musi wiedzieć, że ich księżniczka nagle zdecydowała się stracić wianek. Już wystarczy żałoba narodowa po Ashanie i Morganie, kolejnej sobie robić nie muszą — tym razem już po prostu zażartowała i zaśmiała się. A kiedy wyszedł zaklczuła drzwi na wszystkie swoje zabezpieczenia, potwierdzając, że nie potrzebuje żadnych kolejnych wizyt, głupich pytań i wyjaśnień, ani najścia kogokolwiek z rana. Zaczęła sprzątać po wszystkich, wymieniła pościel, schowała ubrania i poszła się myć, a potem spać.
Darcy
Akane uniosła brew na ten jego chłodny ton.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli myślisz, że tu się o seksualne życie rozchodzi, to może najwyższy czas wyłączyć myślenie kutasem - zaznaczyła twardo. - Zrobiłeś jej to, co Gave zrobił mi i mam gdzieś czy potrzebujesz, czy nie potrzebujesz moich kazań. Poza tym, gdzie tu kazanie? Wyraziłam opinię, opinię zgodną z prawdą, zjebałeś i tyle mam w tym temacie do powiedzenia - dodała, patrząc mu w oczy.
- Świetnie, skoro to wiesz, to czego się burzysz, że uważam dokładnie tak samo? - spojrzała po nim pytająco, a zaraz jej mina spochmurniała.
- Jeszcze jeden taki tekst w moją stronę Ryu, a będziesz zbierał zęby z podłogi i zaznaczam, to jest jednorazowe ostrzeżenie - odpowiedziała poważnie. Nie dość, że odwalił krzywą akcję to jeszcze będzie tu do niej doskakiwał, no chyba w głowie nieźle mu się poprzewracało.
- Ty odjebałeś akcję, więc sobie nie pozwalaj na podobne epitety - dodała stanowczo.
Akane
Zaśmiała się lekko i wysunęła język, badając dokładniej co unosi się w powietrzu. Żadnej jednak zwierzyny w pobliżu nie było.
OdpowiedzUsuń— Nie, dla zwierząt nie, zdecydowanie mam zamiar zjeść dzisiaj coś solidniejszego niż ryba. Ale my możemy nie skakać sobie codziennie do gardeł, za często to się nudno zrobi — uśmiechnęła się do niego wymownie. W kwestii polowań Ryu niestety był skazany na znoszenie ich każdego dnia. Miała taki apetyt, że nawet jakby brała racje żywnościowe, to po jednym dniu by się jej kończyły. Lepiej było polować na świeżo.
Onyx
- Wolno, wolno mi rzucać krzywe, proste i pofalowane komentarze, szczególnie dotyczące krzywej akcji. Tak właśnie potraktowałeś Darcy, jak piczkę do odhaczenia, więc się teraz nie burz, że ktoś ma odwagę nazwać rzeczy po imieniu i powiedzieć Ci to prosto w twarz - zaznaczyła. - Moje życie seksualne nie ma nic wspólnego z tą sytuacją, więc jak już tak bardzo chcesz odpowiadać, to się odnoś do tematu, a nie uciekasz jakimiś durnymi komentarzami w bok - dodała twardo. Odsunęła się zaraz od stolika i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Sposób może i nie jest idealny, ale nie spodziewaj się tu stoickiego spokoju, skoro odwalasz dziewczynie coś co na własnej skórze przeżywałam - stwierdziła i zaraz przesunęła po Ryu spojrzeniem.
- Co z tego, że zrobił więcej? To nie za wiele zmienia w kontekście tego jak chujowo się zachowałeś. Brawo, nie wyszedł z Ciebie aż taki dupek jak z Gava, skoro dla Ciebie to pocieszenie, to bierz i korzystaj śmiało. Masz rację, tak nisko jak on nie spadłeś, jest się z czego cieszyć - nawet mu krótko zaklaskała, a potem chwyciła szkło i wyzerowała szklankę. Skrzyżowała ręce pod biustem i spojrzała w bok.
- Dobrze chociaż, że dość szybko żałujesz... Szkoda tylko, że to nie wystarczy by gładko posklejać czyjeś serce - tu znowu spojrzała na Ryu. - Po Tobie po prostu czegoś takiego się nie spodziewałam - przyznała, teraz po prostu trochę zawiedziona. Westchnęła ciężko. - Ale cóż... mleko się rozlało... Nie zamierzam truć Ci tym tematem głowy, powiedziałam już co uważam, reszta to już Wasza sprawa. Pozostaje trzymać kciuki, że nie będzie z tego większych konsekwencji... - dodała i domówiła sobie jeszcze jednego drinka. - A jak będą, to że to jakoś ogarniecie - wpadka w ich przypadku mogła się naprawdę różnie skończyć.
Akane
Darcy znieruchomiała, kiedy ponownie użył jej uczuć jako argumentu. Tym razem zabolało ją to mocniej niż wcześniejsze słowa. Zacisnęła dłonie w pięści, a wraz z narastającym gniewem temperatura w komnacie zaczęła powoli rosnąć. Powietrze zrobiło się cięższe i wyraźnie cieplejsze, choć sama Darcy chyba jeszcze tego nie zauważała.
OdpowiedzUsuń— Nie używaj moich uczuć przeciwko mnie, Ryu — powiedziała stanowczo. — W ogóle nie powinieneś o nich wiedzieć. Nie powiedziałam Ci właśnie dlatego, że chciałam mieć przede wszystkim przyjaciela. Ciebie. Bez niezręczności, litości i ciągłego zastanawiania się, czy przypadkiem nie robię sobie nadziei — pokręciła lekko głową, oddychając coraz szybciej. Ciepło wokół niej nadal rosło, odpowiadając na gniew, którego nie potrafiła już całkiem powstrzymać.
— Nigdy nie oczekiwałam od Ciebie niczego więcej. Wiedziałam, że mnie nie kochasz. To nie znaczy, że nie mogłam też czegoś odjebać. Nie chcę Twojej litości, Ryu. Nie chcę też, żebyś patrzył na mnie jak na zakochaną idiotkę. Nie jestem idiotką, ale Ty się zachowujesz teraz jak jeden wielki debil. Jeśli Ty żałujesz, to po prostu to powiedz, ale nie wmawiaj mi, że zostałam wykorzystana, bo Tobie łatwiej jest teraz znienawidzić siebie, niż uwierzyć mi na słowo. Nie masz prawa decydować za mnie i brać odpowiedzialności za moje własne odpały. Więc jeśli i tak nie zamierzasz mnie słuchać, tylko dalej robić ze mnie powód do własnej nienawiści, to może naprawdę sobie idź. Nie mam teraz siły patrzeć, jak karzesz siebie moimi uczuciami… — kiedy sobie poszedł miała już łzy w oczach, była strasznie wkurwiona, że tak to wykorzystał, że wiedział… nie miał prawa wiedzieć! Nie po to mu nie mówiła, żeby teraz sobie wycierał nimi twarz. No ale cóż, teraz faktycznie miał rację. W ogóle to nie powinno się między nimi wydarzyć.
Darcy
— Tak, kurwa, nie powinieneś wiedzieć, dopóki sama nie zdecydowałabym się Ci powiedzieć. To były moje uczucia, nie własność całej grupy.
OdpowiedzUsuńKURTYNA XD
Akane pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę zamierzasz tak to spłycać? Dobrze wiesz, że gówno mnie obchodzi jak i z kim sypiasz, przynajmniej do czasu aż nie jest to osoba jej pokroju. Gdybym to ja zabawiła się w taki sposób z kolesiem, który czuje do mnie miętę, to też byś to skomentował negatywnie, bo to po prostu nie jest w porządku i tyle. Reszta otoczki mnie nie interesuje. Co innego, gdyby chodziło o jakiegoś randoma, ale tu chodzi o Darcy, naszą Darcy. Nie oczekuj więc, że grzecznie zamilknę i będę kiwać główką. Moje życie seksualne nie ma tu nic do rzeczy, więc sobie naprawdę daruj - zaznaczyła twardo, również patrząc mu w oczy. Aktualnie zmienił ton, więc nie czuła potrzeby obijania mu gęby, ale brała pod uwagę, że w każdej chwili może się to zmienić.
- Cieszę się, że wiesz, na tym moje komentarze spokojnie mogą się zakończyć, nie mniej jeżeli myślałeś, że nie wyrażę swojej opinii to chyba zbyt dobrze mnie jednak nie znasz - zaznaczyła, patrząc po nim dość wymownie, jednak nie w ten negatywny sposób. Westchnęła zaraz ciężko.
- To co, mam sobie iść do niej i Cię tu zostawić? Przekazać, że mi powiedziałeś i chyba czas pogadać? Ty mi zdradziłeś co zaszło, więc z Tobą rozmawiam. Jak ona mi się przyzna, to wtedy będę rozmawiała z nią - zauważyła spokojnie, patrząc po nim pytająco. Słysząc o tym co robiła Darcy, zerknęła na chwilę w bok.
- Nie wiem czy sobie wkręca, nie wiem jak ona widzi tą sytuację, na pewno nie zamierzam tego oceniać pod wpływem Twojej indywidualnej opinii. Na pewno jej nie zostawię z całą tą sprawą, ale nie będę do niej teraz lecieć jak poparzona i przeprowadzać interwencji. Doskonale wiem jakie to wkurwiające, gdy wszyscy dookoła zakładają, że lepiej wiedzą ode mnie co czuję i jak widzę dany temat. Jak do mnie przyjdzie, wtedy będę jakkolwiek ingerować - oznajmiła. - Rozumiem jednak, że Ciebie taka oferta wkurzyła, skojarzenie z moją osobą i moją sytuacją na pewno nie było przyjemne. Świetnie, że w to nie poszedłeś, fajnie, że zaraz po określiłeś jasno na czym stoicie, ale to tylko sprawia, że sytuacja nie jest aż tak zjebana jak być mogła. Jest to jakiś plus, ale dalej w kijowej sytuacji. Nawarzyliście piwa, jedno i drugie, czas pokaże czy uda Wam się je wypić i jakie będą tego efekty - wypuściła głośniej powietrze i upiła łyka drinka. Potem spojrzała na shishe i przygotowane do rozpalenia przybory. Zabrała się za przygotowanie im fajki. Zerknęła na przyjaciela, gdy stwierdził, że Darcy w razie co nie zostawi. Spojrzała po nim troskliwiej i sięgnęła do jego dłoni, by pokrzepiająco ją poklepać.
- W razie co, pamiętaj, że jestem... Pomogę na ile będę mogła - zapewniła cicho i zabrała dłoń, by rozpalić ich bongo. Już zaraz podała mu fajkę, co by mógł się zaciągnąć.
- Dawaj prosto w płuca, takie głęboki oddechy są dość relaksujące, a Tobie zdecydowanie się przyda...
Akane
Akane spojrzała po nim unosząc lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Czy Ty porównujesz naszą sytuację sprzed lat do tego co zrobiłeś teraz? Ryu, te sprawy nawet nie stoją w swoim pobliżu, tak naciągniętego porównania to jeszcze nigdy nie słyszałam – pokręciła głową. – Nie mniej, fakt, że porównujesz to do błędu gówniary sprzed lat jest dość wymowne i mówi samo za siebie – dodała.
- Dziwne gdybyś komentował, byłeś wtedy w pozycji poszkodowanego, ja w takiej pozycji tu nie jestem, jestem osobą postronną, która widzi to wszystko w nieco większej perspektywie. Wierz lub nie, ale gdybym to ja w danym momencie przespała się z Tobą, to Tony uraczył by mnie o wiele ciekawszymi epitetami niż ja dziś Ciebie – zauważyła. – O ile nie doszłoby u niego po raz pierwszy do rękoczynu – dodała. – Tą hipotetyczną sytuację możesz porównywać z tym co odwaliłeś, a nie to co było między nami kiedyś – zaznaczyła. – Mój komentarz o piczkach nie miał na celu obrażenia Ciebie, po prostu uważam, że zaliczenie kogoś, kto nie maśli do Ciebie wzroku, wyszłoby tu wszystkim o wiele lepiej. Przyznaję, rzuciłam to dość ostro i twardo, mogłam lepiej, ale mnie po prostu wkurwiłeś. Przyjaźnię się z Darcy, a dobrze wiesz jak reaguję, gdy ktoś dla mnie istotny obrywa – westchnęła ciężko. – Szczególnie drażni, gdy obrywa od kogoś kto jest dla mnie jeszcze ważniejszy – ponownie westchnęła i upiła drinka. Odbitej piłeczki już nawet nie komentowała. Pokręciła głową.
- Nie jest w moich butach, jest w swoich, sytuacje są podobne, owszem, ale ona nie jest mną. Nie wiem czy będę najlepszą osobą do rozmowy, ale wiem, że to ona musi zdecydować komu chce o tym powiedzieć. Ma matkę, ma siostrę, nie wiem czy wybierze akurat mnie. Jeżeli to zrobi to na pewno jej nie odepchnę. Wysłucham i wtedy będę dopiero decydować jak mocno ingerować. Najwięcej w tej sprawie musi zajść i tak między Wami, w końcu Was to dotyczy bezpośrednio – odpowiedziała spokojnie. Czuła, że dalej coś w nim siedzi, ale nie zamierzała wnikać, tak jak w przypadku Darcy, tak i w jego, jedno i drugie decydowało co chce jej powiedzieć, a co zachować dla siebie. Uśmiechnęła się lekko na jego podziękowanie, a kiedy się zakrztusił, obserwowała, w razie co gotowa reagować, jednak Ryu sobie sam poradził. Przyjęła fajkę i sama mocno się zaciągnęła. Milczała, wypuszczając powoli dym. Miała nadzieję, że w ich grupie nie szykuje się kolejny dramat. Dopiero co znowu zaczynali lepiej funkcjonować, a tu na horyzoncie pojawiał się kolejny klin.
Akane
- No właśnie – zaznaczyła, bo to samo mu przekazała. Nawet jeżeli porównywał te sytuacja, to obie opisywały błędy. Zaraz zmarszczyła czoło.
OdpowiedzUsuń- O czym Ty mówisz? Powiedziałam, że Tony raczyłby mnie ciekawszymi epitetami, a nie, że Ty – spojrzała na niego pytająco, bo ewidentnie coś nie tak zrozumiał. Tam nie było porównania jego do Tonego. – Nigdzie Ciebie do niego nie porównałam, nie bardzo wiem do czego tu pijesz – przyznała po prostu.
- A ja nie mówię, że to był Twój zaplanowany wybryk, mówię, że koniec końców ją zaliczyłeś i to czy miałeś to w planach, czy też nie niewiele zmienia. Jasne, coś zmienia, jest na plus, nie wychodzisz na zwyrola, jasne, rozumiem, poniosło Cię, poniosło Was, ale dalej wyszło krzywo. Tylko tyle – wzruszyła ramionami. – Ale to już mamy ustalone – dodała, bo jasno widziała, że od początku nie był dumny z tej sytuacji. Na sprawę usprawiedliwienia przytaknęła mu głową. Wypuściła zaraz głośno powietrze.
- Wiesz, o ile jej nie zgwałciłeś, a stawiam za pewnik, że tego nie zrobiłeś, to jak najbardziej rozumiem, że chwilę po zajściu mogła nie czuć się dotknięta. Z tego co kojarzę seks raczej jest przyjemny. Miała swój pierwszy raz z chłopakiem, który cholernie jej się podoba. Z chłopakiem, do którego coś zaczęła czuć. Nic dziwnego, że jak wywaliłeś do niej po takim zajściu, że jesteś bebe, to ona się wkurwiła. Miała swój moment, swoją chwilę, swoje motyle w brzuchu, a Ty wyleciałeś z realizmem i rzeczywistością. Sam orgazm, u dziewczyny to nie jest pyk i po sprawie, uczucie błogości zostaje z nami dość długi czas. Otrzeźwienie przychodzi znacznie później. Jak najbardziej wierzę, że może być tak, że nie dotknie jej to aż tak bardzo, ale teraz ciężko to stwierdzić, jest za wcześnie – odpowiedziała, teraz pozwalając sobie na puszczenie dymnych kółeczek, które swoją drogą nauczyła ją robić właśnie Darcy. Sprawy butów już nie komentowała, po prostu kiwnęła głową.
Akane
- Komentarzach odnośnie tego jak widzisz zachowanie Gava wobec mojej osoby. Sam na niego najeżdżałeś, że ciągnął mnie niepotrzebnie za nos i robił mi nadzieję, a teraz zrobiłeś coś podobnego Darcy. Te komentarze miałam na myśli. I tak, wiem już, że zaraz po, powiedziałeś jej, że aktualnie to nie znaczy nic więcej, ale rzuciłam ten tekst o komentarzach zanim mi naświetliłeś sprawę ze zrywaniem plastra - wyjaśniła. Nie bardzo wiedziała skąd ten nagły fikołek, ale głębiej już tego nie analizowała. Kiwnęła głową na jego "zobaczę".
OdpowiedzUsuń- Będę trzymać kciuki by nie jakiś dramat - zaznaczyła, bo naprawdę szczerze liczyła, że sprawa dość szybko zostanie między tą dwójką wyjaśniona. Ani jedno, ani drugie nie potrzebowało takiego syfu w swoim życiu. Uśmiechnęła się nieco kącikiem ust i pokręciła głową.
- Taa... Ktoś tu komuś pozazdrościł życiowych komplikacji... Tak jakbyś już tych swoich miał za mało - popatrzyła po nim z wyraźnym "oj, oj" w oczach i upiła swojego drinka.
Akane
Akane wzruszyła ramionami, rozumiała, że to po części żarty, ale jednak osobiście była ich częścią i po prostu dziwnie było jej się z tego śmiać. Uśmiechnęła się do niego lekko.
OdpowiedzUsuń- Najwyraźniej ta wyjątkowa, jedna jedyna jeszcze się w Twoim życiu nie pojawiła. Na szczęście aż taka stara dupa z Ciebie nie jest, więc jeszcze tli się nadzieja - odpowiedziała mu, też żartobliwym tonem i puściła oko. Na słowa o miłości kiwnęła głową.
- Skoro tak właśnie czujesz i to uważasz dla siebie za dobre, to pewnie, miej miłość w dupie - nie mówiła tego z sarkazmem, mówiła poważnie. Ona osobiście nie czułaby się dobrze z takim podejściem, nie widziała siebie na takiej drodze jaką on sobie wybrał, ale ona to ona. On to on, sam decydował.
- Może ktoś kiedyś się postara i sprawi, że zmienisz nastawienie, a może staniesz się popularnym łamaczem serc i jako Słowik będę śpiewać o Tobie pieśni, od chwalebnych, po te przepełnione żalem i rządzą krwi - teraz to już naprawdę żartowała i zaśmiała się trochę mocniej. Przejęła fajkę i wzięła kilka buszków.
Akane
Patrzyła po nim chwilę. Uśmiechnęła się potem delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Albo - kiwnęła lekko głową. - Liczę jednak, że ta moja opcja okaże się bliższa prawdzie. Kiedyś - przyznała i zaciągnęła się fajką. Zdecydowanie zasługiwał na kogoś, kto pokocha go bezgranicznie, a wiedziała, że ona zdecydowanie nie jest tym kimś. Sama sięgnęła po szaszłyk, co by go sobie nieco skubnąć. Na jego "opcję" pogroziła w powietrzu szaszłykiem.
- Hola, hola, tej opcji w ogóle nie biorę pod uwagę, na pewno nie samotny, może i bez wybranki u boku, ale nie samotny - wsunęła kolejny kawałek jedzenia do buzi i popiła drinkiem.
Akane
Odwzajemniła gest z stuknięciem szklanki i sama upiła łyka trunku. Na pytanie o wiedźmy oblizała lekko usta i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Cóż... Dość sporo udało się odkryć w trakcie wędrówki tutaj, ale dalej pozostaje kilka istotnych kwestii ze znakami zapytania. Dużo domysłów, mało konkretów... No, może poza tym, że mamy około rok, zanim Latrala zaczną działać. Trzeciego marca roku dwa tysiące dwudziestego szóstego... To pierwsza data, gdzie mogą realizować swój plan... - spojrzała po nim uważniej i chwilę milczała. - Gave Ci na pewno powiedział co nieco, więc może po prostu powiedź co wiesz, a ja uzupełnię luki na tyle, na ile mogę - stwierdziła. Przecież wiedziała, że współpracują. Nie zamierzała udawać głupiej w tym temacie. Uśmiechnęła się na pytanie o Phyonix.
- Jest ciekawe, bardzo. Ashan mnie już nieco pooprowadzał, zdążyłam nawet zaistnieć na tutejszej arenie walk - poruszyła zabawnie brwiami i napięła mięśnie rąk, po czym zaśmiała się lekko.
Akane
Przytaknęła mu głową na słowa o Thanosie.
OdpowiedzUsuń- Thanos to właśnie Pierwsza Latrala - wolała uściślić, bo w ustach Ryu to trochę zabrzmiało jakby oddzielał te byty. - Mhm, ważna, jest pewna historia, o tym jak w ogóle Latrala powstali. Mówi o kobiecie, która była bardzo dobra i uczynna, do której wielu przychodziło o pomoc. Kiedy trafiła na łoże śmierci, bardzo wielu przyszło by modlić się o życie dla niej. Mówi, że Stwórcę poruszył tak wielki odzew wobec tej jednej kobiety i za zasługi dla ludu obdarzył ją magicznymi zdolnościami. Dzięki nim Pierwsza Latrala mogła szerzyć swoje zasługi, przyczyniła się do pogodzenia wielu skłóconych sabatów i to właśnie przez to Latrala stali się tak różnorodni. Wielu za nią poszło, trochę z tego sabatu, trochę z tamtego, no i wiesz, tak się mieszali między sobą, aż w końcu tylu ich było, że powstał osobny sabat - skróciła mu historię na tyle, na ile umiała. Zaraz spojrzała na niego uważniej.
- Bramy, które przeszłam? Najwyraźniej Tobie Gave powiedział więcej... wiem o bramach, ale nie byłam pewna czy jakąkolwiek przeszłam. Wychodzi na to, że jednak tak... - skubnęła lekko własną wargę. Parsknęła śmiechem na jego pytanie i pokręciła głową.
- Nie no, bez przesady, jestem dopiero po dwóch starciach, ale niedługo mam kolejne. Tak czy siak awans na dzień dobry zaliczyłam ładny, więc duma mnie rozpiera - poruszyła zabawnie brwiami. - W końcu udaje mi się wypracować jakiś bardziej konkretny styl walki - dodała z uśmiechem. Przez nowe umiejętności czasami gubiła się w co iść bardziej, ale teraz powoli odnajdywała właściwą drogę.
Akane
Patrzyła po Ryu, zakładając ręce pod biustem i uważnie lustrowała go wzrokiem. Mówiła, że skakanie do gardeł robi się nudne, a on od razu wyskakiwał z przytykiem. Pokręciła głową i zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Niektórzy, niektórzy nie — wzruszyła ramionami i szła dalej. Dzień zapowiadał się spokojnie, więc liczyła, że jeszcze przed zmierzchem dotrą do tych ruin i przy okazji znajdzie coś porządnego do jedzenia.
Onyx
Prychnęła lekko pod nosem i się zaśmiała. Ryu bardziej przypominał Gava niż chciałby się przyznać. Też nie potrafił iść w ciszy. Prawie całą nie był w stanie znieść błogiej ciszy i musiał ją przerwać. Przynajmniej zamknął się przy polowaniu i miała przy sobie świeże, mięso. Ryu miał co jeść, więc sama zdecydowała się dzisiaj na całkowicie surowy posiłek. Zatrzymała się przy wejściu do ruin. Powoli już zaczynało zmierzchać. Podeszła do stalowej bramy. Nie była zamknięta na żaden zamek, ale była płaska i ciężka, rozsunięcie było nieco upierdliwe.
OdpowiedzUsuńOnyx
Sama nie przejmowała się aż tak pięknem natury. Wszystko z czasem umierało, ludzie, budynki, cykl życia, prawda? Śmierć przychodziła po każdego. A wiedząc kim jest rzeczona śmierć zdawało się to już po prostu absurdalne.
OdpowiedzUsuńPo prawdzie liczyła, że Ryu też nie będzie czekać na zaproszenie i skupi się na otwieraniu wejścia, zamiast podziwianiu flory. Spojrzała po nim, kiedy wyszedł w końcu z propozycją. Ugryzła się w język, zanim wypaliła, że przecież nie dostał oficjalnego zaproszenia.
— Zdecydowanie przyspieszy to proces — przytaknęła mu. Drzwi rozsunęły się, kiedy sama się nimi zajmowała, ale we dwójkę zawsze będzie trochę szybciej, nawet jeśli minimalnie. Musieli po prostu się przecisnąć.
Onyx
Skrzywiła się delikatnie, ale przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, też odnoszę takie wrażenie... Albo pobłądzili, albo totalnie zmienili zakres działania - przyznała z ciężkim westchnieniem. Na kolejne słowa patrzyła po nim uważniej, a potem lekko się uśmiechnęła. Czasami ciężko jej było zrozumieć skąd u Gava tak wiele wiary w jej osobę, z drugiej strony, to wyjaśniało czemu wkurwia się aż tak bardzo, kiedy ona coś odwali.
- Ostatnimi czasy coraz częściej wykreślam ze swojego słownika słowo "niemożliwe" - przyznała. Zdawała sobie sprawę, że mówiąc o "innej" Gave miał na myśli bramę związaną z miłością i dla niego byłoby lepiej, by to ona właśnie pękła, ale cóż... Chcąc nie chcąc nie było jej smutno, że akurat ta brama trzymała się dobrze. Przytaknęła głową na słowa o Scarlet Witch.
- Cóż, zdaje się, że wiem którą, więc najwyraźniej nie jest to takie niemożliwe jak założył Gave - podsumowała. - Bardziej mnie zastanawia czy tą bramę można zamknąć. Aktualnie daleko mi do tego momentu, w którym prawdopodobnie została brama przełamana, daleko do tych myśli, które miałam wtedy w głowie... Śmiem przypuszczać, że do przejścia przez drugą bramę, pierwsza musi być otwarta, a by przejść trzecią otwarte muszą być dwie poprzednie. Tak przynajmniej zwykle działają rytuały i czary, o których czytałam... - stwierdziła, nieco zamyślona. Na grymas Ryu jednak wróciła, na ziemię. Zaśmiała się krótko.
- Ważne by przeciwnicy mnie nie doganiali. Przyjaciele to inna para kaloszy. Ja aktualnie mam swój wyż, dużo nowych możliwości i informacji do mnie spływa, ale wiesz, w pewnym momencie nurt się uspokoi i nie będę już aż tak bardzo gnała do przodu - puściła mu oko i również wsunęła kolejne kęsy mięsa do buzi.
Akane
Akane westchnęła ciężko na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- A jednak zwątpiłam... zwątpiłam w przyjaciół i poczułam się Wam zbędna, problematyczna, niedopasowana... - zawiesiła spojrzenie w własnym drinku. - Te wszystkie emocje jakie w sobie wtedy miałam, to całe upominanie, że czuję źle, myślę źle... awantury, których nie umiałam przerwać, bo kotłowały się we mnie zarówno moje, jak i drugiej strony emocje... - westchnęła ciężko i podniosła do niego spojrzenie. - Zwątpiłam - powtórzyła. - Teraz nie wątpię, ale nie wiem czy to działa wstecz - przyznała. Słuchała go i lekko wzruszyła ramionami.
- Jak dla mnie bardziej sensowne jest to, że wszystkie trzy muszą być otwarte. Może niekoniecznie w tej konkretnej kolejności, ale... Jeżeli rzeczywiście chodzi o jakąś formę złamania mojej osoby to... wydaje mi się, że taka sama, bez przyjaciół, bez rodziny i bez miłości byłabym po prostu łatwym celem. Te trzy elementy w moim życiu są nad wyraz istotne, gdybym straciła wszystkie... To chyba byłaby jedyna opcja bym odpuściła i przestała walczyć o cokolwiek... gdybym to wszystko, tych wszystkich straciła... Gdyby został mi chociaż jeden z tych bastionów... No nie, nie poddałabym się za nic - stwierdziła pewna swego. Uśmiechnęła się zaraz na jego ostanie słowa.
- Dzięki - miło było to usłyszeć.
Akane
— Milusi, hm? — uśmiechnęła się do niego na ten gest i przeszła. Skręciła zaraz do mechanizmu bramy, aby upewnić się, że działa. Mimo wszystko to twierdza, od wewnątrz łatwiej było operować bramą, nawet jeśli nikt już tu nie mieszkał od setek lat.
OdpowiedzUsuń— Przydatna zdolność — skomentowała jeszcze odnośnie klona. Zaciągnęła się powietrzem i wysunęła język. Jakieś zwierzęta się tu ewidentnie kręciły, nie czuła niczego niebezpiecznego, ale w pełni sami nie byli. — To co chcesz zwiedzać, to był Twój pomysł — przypomniała mu.
Onyx
An westchnęła lekko.
OdpowiedzUsuń- Wybacz Ryu, ale całe szczęście, że Ciebie nie było. Akurat w tamtym czasie ciężko by Twoja obecność sprawiała, bym czuła się jakkolwiek lepiej - przyznała. Zdecydowanie nie brakowało jej w tamtym momencie byłego, którego zdradziła, ani przyjaciela, z którym nie wiedziała jak rozmawiać. - Widok Twojej twarzy raczej upewniłby mnie jedynie w tym, że lepiej jakby mnie nie było - dodała. Słysząc o tym, że zawsze będzie problematyczna kiwnęła głową.
- Mhm, każdy z nas zawsze będzie, masz rację. To mi nie przeszkadza. W tamtym czasie przeszkadzały mi reakcje na to co inni uważali za błędne. To usilne wmawianie mi, że coś jest błędem i wkurwianie się na mnie, że ja tego czy tamtego za błąd nie uważam. Pewnych spraw dalej nie uważam za błąd, inne, owszem, ale zdecydowanie nie wszystkie. Reakcje na moje błędy były ostre, nie mówię, że Twoje, bo Twoich rzeczywiście po prostu nie było lub było mało. Nie mniej zawiodłam się na przyjaciołach. Wbijanie mi do głowy cudzych racji to nie jest pomoc Ryu. Ja nie potrzebowałam wtedy otrzeźwienia, potrzebowałam wsparcia i zrozumienia, a nie ciśnięcia i wbijania mnie jeszcze głębiej w ziemię. Tu nie przyznam racji, tam przyjaciele mnie zawiedli uznając, że lepiej będzie mną wstrząsnąć. Szczerze? Nie wiem jak to by się skończyło, gdybym nie trafiła na Mohe. Wiem jak się wtedy czułam i wierzę, że rzeczywiście w tamtej chwili mogła brama się otworzyć. Brama to jednak brama, zwykle można ją otworzyć, ale i zamknąć, więc bardzo możliwe, że aktualnie jest zamknięta - przyznała spokojnie. Wzruszyła zaraz ramionami.
- Nie wiem Ryu co bym jej poradziła, ale na pewno nie zachowałabym się tak jak niektórzy wobec mnie się wtedy zachowali. Ty byś chciał Ryu, Ty może i byś chciał wbić w takiej sytuacji rozum do głowy. Ja? Nie sądze. Nie po tym czego sama doświadczyłam - pokręciła głową. - Trwałabym przy tej wyniszczającej się przyjaciółce i była przy niej, by w odpowiedniej chwili pomóc odbić się od dna, ale nie w taki sposób jak próbowano to zrobić ze mną, nigdy nie w taki sposób. Nie masz pojęcia co się wtedy ze mną działo i jak okropnie się czułam. Nigdy nie naraziłabym przyjaciółki by czuła się tak fatalnie jak ja wtedy - zapewniła z lekko zaszklonym wzrokiem. Samo wspomnienie tego jak wielkim gównem się wtedy czuła było po prostu ciężkie. Przetarła odruchowo oczy i lekko podciągnęła nosem, powstrzymując drobne łzy. Ponownie pokręciła głową.
- Brama miłości nie mówi o zawodzie, mówi o czystej, szczerej nienawiści. O znienawidzeniu kogoś, kogo pokochałam. A ja nigdy Gava nie znienawidziłam - wzięła łyka trunku. - Jak już ktoś dla mnie jest bliski i ważny, to jest, a nie bywa. Jest nawet wtedy, gdy udaje kogoś kim nie jest i ubiera maski największego dupka na świecie - spojrzała Ryu w oczy i wzruszyła ramionami. Taka już była i tyle. Jej to nie wadziło, bywało ciężkie, ale taka po prostu była i nie zamierzała tego zmieniać. - Tak więc nie, nie jest to wcale dziwne, że jej nie przeszłam - podsumowała.
- Obawiam się, że Latrala są bardziej logiczne niż przypuszczasz - dodała i sięgnęła sobie jeszcze kawałek mięsa. - Sęk w tym by znaleźć punkt odniesienia, jakiś pewnik, bez tego rzeczywiście ciężko będzie dopatrywać się logiki - stwierdziła. W końcu coś co z jednej strony wyglądało logicznie, nie z każdej innej strony musiało takie być. Spojrzała po swoim trunku lekko zamyślona, ale drgnęła na jego ruch ręki, automatycznie minimalnie odsuwając twarz i mrużąc oczy na zmierzwienie włosów. Odwzajemniła jego uśmiech.
- Tak, wiem, ale mimo wszystko dzięki - odpowiedziała, chwilę się jeszcze zastanawiając nad tymi bramami.
Akane
No pewnie. Wszystko, dokładnie bardzo, w takim razie w ogóle nie było problemu z tym od czego zacząć. Dobrze, że był taki precyzyjny. Parsknęła cicho.
OdpowiedzUsuń— Czyli lepiej zacząć od zewnętrznego pierścienia… — mruknęła, ponaglająć go ruchem ręki. — W zasadzie nie są aż tak ciekawe… kilka ruin, stare rzeźbienia w ścianach i to czego się wynieść się nie dało no i ogród plus okoliczna zwierzyna — wyjaśniła, prowadząc go po błoniach twierdzy. — Nie czuję niczego niebezpiecznego… prawie… pachnie sowurem, ale nie w pełni, co jest dziwne, przestrzeń nie pasuje. Ile wiesz o tutejszych zwierzętach swoją drogą? — sama się na koniec zainteresowała. — Spać można… gdziekolwiek tutaj na dobrą sprawę, aczkolwiek lepiej znaleźć sobie coś wewnątrz bardziej w samej twierdzy i chciałeś poszukać tajemnic, nie? Myślę, że będą bardziej wewnątrz, w najwyższej wieży na nawyższych dachu, gdzie pada księżyc czy coś skoro to elfy — dodała jeszcze.
Onyx
Przytaknęła mu głową. Nie zamierza z tym nawet dyskutować, bo aktualnie po prostu właśnie tak uważała. W tamtej chwili po prostu lepiej, że go obok nie było. Skrzyżowała z nim wzrok i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Bycie przy kimś nie jest jednoznaczne z utwierdzaniem, że robi dobrze - zauważyła. - Jak dostajesz pałę ze sprawdzianu to wiesz, że zjebałeś, przyjaciele nie muszą Ci o tym boleśnie przypominać - dodała. - Mi to wstrząśnięcie nie przyniosło nic dobrego, nic. Czułam się przez to jedynie gorzej, a to już samo w sobie mówi wystarczająco. Przynajmniej dla mnie, więc jeżeli uważasz takie metody za dobre, to raczej nie spodziewaj się, że do Ciebie przyjdę, gdy znajdę się w podobnej potrzebie co wtedy. Mam nadzieję, że się nie znajdę, ale w razie co będę wiedziała gdzie pomocy nie szukać - stwierdziła spokojnie i upiła kolejnego łyka trunku. W temacie Latrala wzruszyła tylko ramionami i zastanowiła się chwilę.
- Może rzeczywiście nie mieć znaczenia, a może przez to, że już raz została otwarta łatwiej byłoby złamać kolejną bramę, tą związaną z rodziną lub miłością... Tego nie wiem... Opcji jest zbyt wiele, a informacji za mało. Aktualnie w tym temacie nie pozostaje nam nic innego jak po prostu gdybać. Trochę o tym ostatnio rozmyślałam z Dar i... Nie do końca mi się to klika z przyrostem mocy... że niby te bramy jak przejdę to będę silniejsza. No... chyba, że bycie obojętną suką to dla tego Sabatu oznaka siły. Nie masz nic co cię trzyma, straciłeś już wszystko co cenne, więc masz wyjebane jajka i jesteś bezwzględny... - skubnęła lekko wargę zębami.
Akane
Onyx wierzyła, że i jej nos coś sam wypatrzy, gdyby była taka potrzeba. Mimo wszystko miała bardziej wyczulone zmysły niż zwykły człowiek, zalety jej cudownego biologicznego ojca.
OdpowiedzUsuń— Aktualnie czuję parę bryłkowców na dobrą sprawę przede wszystkim, gryzonie i nikły zapach sowura, ale to… hm… nie pachnie jak dorosły osobnik, stary też nie i w życiu by cielskiem nie przelazł przez bramę. Możliwe, że zostały tu jakieś trofea, dorosłego tutaj i tak będzie łatwo dojrzeć, są ogromne… niemniej warto uważać. Jeśli masz pytania to śmiało — wyjaśniła mu spokojnie. Wzruszyła ramionami, na stwierdzenie, że są inteligentne.
— Na moje rasa do mądrości nic nie ma, ale każdą teorię warto sprawdzić — przytaknęła mu, podchodząc do jednego z murali. Zmarszczyła lekko brwi i zaczęła tłumaczyć.
— Hmm… coś o udach, błękitna skóra, mleczne usta… ciekawy opis piersi sutki jak gwiazdy na nocnym niebie… — przeczytała pobieżne. — Tajemnicy chyba nie pomoże odkryć — dodała. Nie potrafiła może wybitnie pisać, ale czytać potrafiła w każdym języku, mniej lub bardziej płynnie. Nad tym ślęczała co prawda parę minut, ale jej się udało.
Onyx
Akane lekko zmarszczyła czoło.
OdpowiedzUsuń- Nie porównuję. Mówię o analogii. Kiedy przychodzę do przyjaciela smutna, to wiem z jakiego powodu jestem smutna. Ostatnie czego w takich chwilach potrzebuję to dowalanie mi i dawanie powodów do jeszcze większego smutku - odpowiedziała. Spojrzała po Ryu i uniosła lekko brew.
- No jakoś w aktualnej sytuacji nie wyglądasz na jeszcze bardziej zdołowanego. Nigdzie, ani razu nie wspomniałam w tej rozmowie o głaskaniu po główce. Powiedziałam o byciu przy przyjacielu, nie wiem skąd u Ciebie w byciu przy kimś i głaskaniu po główce znak równości. Czy przed chwilą głaskałam Cię po głowie? Nie wydaje mi się. Dla mnie to nie jest jednoznaczne. Nie padło ode mnie ani jedno słowo sugerujące, że mam na myśli bycie skrajnym w którąkolwiek stronę, więc proszę Cię byś w takich rozmowach skupił się na tym co mówię, a nie na wmawianiu sobie jakiś własnych znaczeń moich słów. Jak nie masz pewności co do znaczenia to o nie dopytaj, bo aktualnie nie mam pojęcia czy odnosisz się do rozmowy ze mną, czy do jakiejś rozmowy, która pojawiła się w Twojej głowie - zaznaczyła spokojnie. Na jego cierpkie słowa o marzeniach popatrzyła po nim trochę smutno.
- Dobrze, nie przyjdę - nie bardzo rozumiała skąd u niego przekonanie, że jej wymarzoną pomocą było ojojkanie i głaskanie po głowie, a tekst o dorównywaniu był po prostu przykry.
- Ja Twoim najwyraźniej też nie jestem w stanie - dodała, patrząc po nim. Aktualnie ciężko było nie mieć wrażenia, że dla Ryu przyjaźń to po prostu za mało. Skubnęła sobie jeszcze trochę mięsa. Przytaknęła mu głową na słowa o Latrala i lekko się uśmiechnęła.
- Tak, bardzo możliwe. Dość dużo sugeruje, że potrzebują po prostu silnej pacynki, emocje utrudniają sterowanie kukiełkami, więc moje zobojętnienie zdecydowanie byłoby tu im na rękę - przyznała.
Akane
Akane spojrzała pytająco po Ryu.
OdpowiedzUsuń- Ryu, przecież ja nie odnoszę tego do Twojej osoby. Mówiłam już, że w tym temacie Twoich reakcji było mało, i że ostatecznie na dobre to wyszło. Odnoszę to do ogółu dobrych i złych metod działania w takiej sytuacji. Nie pochwalam tego w jaki sposób ja zostałam potraktowana przez większość przyjaciół i nie zamierzam tego powielać - zaznaczyła po prostu. Na słowa o tym, że już nie marzy spojrzała po nim uważniej.
- O niczym? - dopytała. Brzmiało to rzeczywiście bardzo smutno. Kiedy mówił o różnicach w ich sytuacjach po prostu ciężko westchnęła.
- Oczywiście, że zupełnie inna sytuacja. Nie porównuję ich do siebie przecież. Odniosłam się do tematu Twojej niechęci wobec mojego sposobu niesienia pomocy. Wypowiadasz się na temat hipotetycznej sytuacji i z góry stwierdzasz, że moja pomoc wcale by nie była pomocna. Skąd możesz wiedzieć? Nie byłeś w takiej sytuacji jak ja wtedy i nie otrzymałeś ode mnie pomocy, więc nie wiesz czy ta rzeczywiście byłaby taka bez sensu. Z góry zakładasz, że tak by było, bo sobie założyłeś, że moja pomoc polegałaby jedynie na ojojaniu. Więc Ci przytaczam przykład z dziś, że nie, nie uważam, by bycie przy kimś oznaczało ojojanie - wyjaśniła spojrzała po nim unosząc lekko brew.
- Nie odbieram Ciebie tak jak Tony odbierał mnie... - trochę się już gubiła o co mu chodzi. - Moje zrozumienie tej kijowej sytuacji nie jest dla Ciebie żadnym wsparciem? To, że słucham co Ci leży na sercu i nie prawię kazań, to nie jest wsparcie? Chyba inaczej rozumiemy w takim razie wsparcie. Ja nie mówię o kibicowaniu, tylko o wspieraniu. Okazaniu zrozumienia, o konstruktywnej krytyce. Pokazaniu, że "ej, dobra wyszło chujowo, ale to jeszcze nie koniec świata". Nie rozumiem dlaczego miałoby być dziwne to, że Cię wspieram. Nie pochwalam tego co zrobiłeś, ale do jasnej anieli, Darcy to prze seksowna dziewczyna i jestem w stanie zrozumieć, że w pewnej chwili było już za późno by się zatrzymać. Wolałbyś słyszeć o tym jak wielkiego chuja i dupka z siebie zrobiłeś w tej sytuacji? Przecież to już wiesz... więc zamiast Ci truć o tym co już wiesz wolę okazać wsparcie, ale skoro dla Ciebie to nie jest wspieranie, to może nie jestem odpowiednią osobą do rozmowy na ten temat - wzruszyła lekko ramionami.
- Nie życzę Ci byś kiedykolwiek znalazł się w takiej sytuacji jak ja wtedy, ale mam nadzieję, że jeżeli już się znajdziesz to wcześniej znajdzie się osoba, która będzie miała odpowiadający Ci przepis na ratunek - podsumowała.
- Mhm, Ty też uparcie nie chcesz zrozumieć co mnie w tej całej sytuacji tak naprawdę wyniszczało. Całe szczęście to już za mną - dodała. Nie zamierzała w to głębiej wchodzić, bo nie widziała w tym sensu. Uniosła naczynie na jego toast.
- Za to chętnie się napiję - przyznała i upiła łyka.
Akane
- Zaznaczyłam dość jasno i wyraźnie, że Ciebie oddzielam od tej sytuacji grubą kreską. Raz masz pretensje, że gadam do Ciebie jak do głupiego i powtarzam oczywistości, a teraz gadasz o tym, że powinnam się przypominać. Rozumiem, że jesteś w emocjach, ale przestań szukać dziury w całym. Ja nie jestem Twoim wrogiem Ryu - zaznaczyła spokojnie, acz stanowczo. Słysząc wyjaśnienie co do marzeń kiwnęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Jasne, rozumiem. Carpe diem - skomentowała. Chwytał dzień i jak najbardziej miał do tego prawo. Najwyraźniej taki sposób odreagowania do niego po prostu trafiał.
- Pomogę odbić się od dna, gdy będzie taka potrzeba, a to różnica. Nie zamierzam przecież przy niej być jedynie w chwili, gdy tego dna sięgnie, zamierzam przy niej być nawet, gdy sięgnie dna, bo wybacz, ale są sytuacje, że choćby skały srały, to cudzego upadku nie zatrzymasz. Za wiele zależy od danej jednostki. Nikt za nią na to dno nie spadnie i nikt za nią od dna się nie odbije - oznajmiła prosto. Pokręciła głową.
- Mogę dać, gdy go nie oczekujesz, Ty po prostu go nie przyjmujesz, ale skoro tak wolisz, to już nie moja decyzja - to było jak z prezentem, to, że go dajesz, nie znaczy, że zawsze zostanie przyjęty.
- No cóż, przytakiwać Ci kiedy uważam inaczej też nie będę, sam zaznaczałeś, że nie o to chodzi. Wsparcia nie chcesz, więc mogę z Tobą po prostu tu posiedzieć i pomilczeć albo pogadać o dupie maryny - wzruszyła lekko ramionami. Nie zachowywał się jakby totalnie nie chciał wsparcia, ale to nie był czas by o tym dyskutować. W tej sytuacji mogła się dostosować do jego humorów.
Akane
- Raczej ciężko byś widział, skoro tamtego nie doświadczyłeś – zauważyła na podsumowanie. Różnice były kolosalne, ale nie zamierzała o tym rozmawiać z kimś kto nawet nie był obecny w trakcie tych cudzych pouczeń kierowanych w jej stronę. Nie mówiła już nic więcej w tym temacie, jego przyjaciele nie linczowali, więc nie oczekiwała, że zrozumie. Sprawy marzeń już nie komentowała, wyzerowała zaraz drinka i lekko pokręciła głową. Spojrzała po nim, nie miała pojęcia kiedy tak oślepł na te wyraźne różnice, ale nie zamierzała w to aktualnie głębiej wnikać. Kiwnęła głową na słowa o wdzięczności i sięgnęła po ostatni kęs mięsa.
OdpowiedzUsuń- To akurat rozumiem jak najbardziej. Temat jest świeży, emocje dopiero lekko ostygły. Do tego po prostu potrzeba czasu – przyznała. Znowu przesunęła po nim spojrzeniem. Uniosła kącik ust.
- No to na co czekasz? Możemy się przejść w mniej uczęszczane miejsce, będziesz jak ten Don Kichote walczący z wiatrakami – rzuciła luźno. Jeżeli walka z iluzją samego siebie miała mu jakkolwiek pomóc, to nie widziała problemu. Była obok, w razie co jakby za bardzo poszalał to mogła go zatrzymać.
Akane
Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- No dobra - nie zamierzała się upierać. Miała szczerą nadzieję, że skoro mimo wszystko zabijać się nie planował to w tym swoim ewentualnym pomyśle nie przesadzi.
- To chcesz iść sam, zostajemy tutaj, czy idziemy dalej zwiedzać, hm? - zapytała. Nie musieli przecież siedzieć dziś w jednym miejscu, miała w głowie przygotowany mały plan wycieczki.
Akane
An kiwnęła głową, wstała od ich stolika i uregulowała rachunek, a potem ruszyła do wyjścia, przywołując Ryu ruchem ręki.
OdpowiedzUsuń- No dobra, w takim razie teraz zabieram Cię na wyścigi dywanów! - poruszyła zabawnie brwiami. - Oczywiście nie myśl sobie, że uczestnictwo Cię ominie, rzucam Ci wyzwanie - pokazała na niego palcem i zmrużyła oczy. - Po tym będzie chwila relaksu, a na miejscu jeszcze mała atrakcja. Ten kto wygra dywanowy wyścig decyduje która - zdradziła plan działania i uśmiechnęła się do niego pogodnie.
Akane
Akane uśmiechnęła się do niego tajemniczo i poruszyła zabawnie brwiami.
OdpowiedzUsuń- Wchodzisz na dywan, bierzesz jego jeden brzeg w ręce i musisz się na nim przesuwać do mety - zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami.
- Cóż, jak bawiłam się w to ostatnio to miałam jeszcze trójkę dzieci na dywanie, więc solo to będzie mój pierwszy raz - pokazała mu język. Postawiła na małe atrakcje, w końcu wieczorem planowali ognisko, więc nie było co przesadnie hulać.
- Ha! No i to chciałam usłyszeć - rzuciła z lekkim śmiechem i pewnym krokiem podprowadziła Ryu w odpowiednie miejsce. Wyścigi dywanowe miały swoje typowe godziny rozpoczęcia, ale można było poprosić o taki wyścig indywidualnie. An zagadała do jednego z feniksów i poprosiła o wystartowanie dwóch osób. Nie było z tym problemu. Parka otrzymała dwa dywany i została poprowadzona do odpowiedniego toru. Tam oczywiście feniks wyjaśnił zasady, a fiołkowooka tłumaczyła Ryu co ten mówi, bo mówił w rodzimym języku.
- Wszystko jasne? Gotowy? - zapytała nim jeszcze wystartowali. Sama wskoczyła na swój dywan i w nieco przekoloryzowany sposób zaczęła udawać rozgrzewkę, jakby miała stoczyć właśnie wielką walkę.
Akane
Rzuciła Ryu komiczno-wyzywające spojrzenie nim jeszcze ruszyli, a potem wystartowała. Bez dzieci na „pokładzie” szło jej zaskakująco dobrze. Zaśmiała się szyderczo, przesuwając się o wiele mniej mozolnie niż zwykle. Zaraz jednak to gnanie wyszło jej bokiem, bo materiał jakoś, takoś dziwnie jej się nagle pod nogami ułożył i zaliczyła glebę.
OdpowiedzUsuń- Ajajaj! – syknęła cicho. Plan był taki by to Ryu wygrał i by to on zdecydował co robią dalej, więc zbierała się z tego swojego upadku trochę wolniej niż normalnie i kiedy chłopak wyprzedził ją o jakieś dwa sunięcia, dopiero wtedy ruszyła dalej z nim bojować. Na metę dotarła dosłownie o jedno sunięcie później niż on.
- Łoho ho! Rośnie nam dywanowy mistrz! – zaskandowała jego wygranej i zaśmiała się pogodnie. – No to wybierasz, spokojna oaza, czy przybytek w klimacie pubu? – zaproponowała, dalej z uśmiechem.
Akane
Darcy przed snem wzięła sobie obiecaną gorącą kąpiel w olejkach, a po wszystkim ubrała długą sięgającą do kostek piżamę i tak poszła spać w swoim łóżku, w swoim pokoju w końcu w ciszy, spokoju i nareszcie samotnie, kiedy nie musiała martwić się tym czy inni przesadnie się nie martwią. Nie miała zamiaru zastanawiać się nad żadną nieprzyjemną kwestią dopóki się chociaż nie wyśpi. Oczywiście jej własna głowa nie mogła być dla niej łaskawa. Musiała śnić cały czas o czymś nieprzyjemnym, krępującym jej ruchy, a obudziła się przez szarpnięcie na ręce. Otworzyła szybko oczy i uniosła się szybko do siadu, widząc, że nie jest u siebie.
OdpowiedzUsuń— Co?! — wyrwało się jej. Spojrzała zaraz na rękę, do której był przykuty łańcuch. Spróbowała go stopić i… nic. Zmarszczyła brwi. Czuła też ucisk na drugiej dłoni. Naprawdę? Blokujące moce? Rozejrzała się po pomieszczeniu. Tutaj spali Grima z Tonym, ale zamiast nich zobaczyła Ryu. No chyba ktoś teraz sobie z niej jaja robił. Zatrzymała na nim wzrok zrezygnowana.
— Nie ma tutaj żadnego wytrychu, prawda? — zapytała zrezygnowana. Skoro już się kręcił po pokoju to pewnie go szykał. Pomasowała wolną rękę skroń. Zatłucze tego kto to wymyslił.
Darcy
Szok zdecydowanie był obecny z początku. Później został jeszcze dyskomfort i poczucie bezbronności. Doprawdy, łańcuchy i kajdany? Zacisnęła dłonie, biorąc głęboki wdech. Idiotyczne, po prostu idiotycznie. Domyślała się sprawców. Widziała już coś podobnego przecież na Azylu. Przytaknęła, wracając wzrokiem do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Czyli Tony z Grimą pewnie znowu się bawią w terapię szokową…skuli już raz Akane i Gava na cały dzień jak szliśmy tutaj — odpowiedziała mu. Parsknęła na jego komentarz.
— Yhym, bardzo ciekawy — odparła, aczkolwiek nie brzmiała na zadowoloną z wyobraźni przyjaciół. Zdążyła zauważyć jego bliznę na oku. Nie uważała, żeby była straszna.
— Nie musisz zakładać jeśli nie chcesz — rzuciła, więc jak zakłada opaskę na oko. — Jak Ci bardziej komfortowo. Za dużo tego i tak nie mamy — dodała. Narzucać niczego nie chciała oczywiście. No może poza próbami uwolnienia się stąd, bo sama nie miała ochoty sięgać po żadne listy. — Moce też nam zablokowali — stuknęła o bransoletę na drugim nadgarstku. Nie wiedziała kto im to dał, ale zdecydowanie pomyśleli o wszystkim. Inaczej byłaby już w drodze do pokoju. Nie chciała tutaj być. — Może nie zabrali czegoś czym można otworzyć zamek — szepnęła do siebie i otworzyła jedną z szafek w poszukiwaniu czegoś co mogłoby być wytrychem.
Darcy
— Nie muszę znaleźć faktycznego, może znajdzie się jakaś cienka biżuteria, która się nada. Grima ma sporo kolczyków, więc może coś jednak zostawiła — wyjaśniła, dalej grzebiąc w szafkach, do których sięgała, ale tam nie było nic co mogłoby się przydać. Usiadła obok łóżka i oparła głowę o materac. Siedziała tak w ciszy. Wątpiła, żeby wzięli ich na litość i przetrzymanie, pewnie będą tu siedzieć i pachnieć dopóki Tony z Grimą nie uznają, że poszło im wystarczająco dobrze, ale sama nie miała najmniejszej ochoty teraz otwierać jakiegokolwiek listu czy prowadzić żadnych poważnych rozmów. Nie miała pojęcia co dobrego mogłoby im teraz przynieść rozmawianie. Nie sądziła, aby to się udało tak szczerze. Spojrzała na okno i skrzywiła się. Dzisiaj chciała sama przemyśleć parę rzeczy, a później porozmawiać z rodziną, poinformować ich chociaż o części. Zamiast tego była tutaj. Zamknięta.
OdpowiedzUsuńDarcy
Akurat jej spinek nie zabrali, bo sypiała w rozpuszczonych włosach o ile była gdzieś, gdzie mogła sobie pozwolić na poranne czesanie i układanie włosów. Liczyła, że jednak o czymś zapomnieli, czymkolwiek. Może była naiwna, ale czasami coś gdzieś się mogło zapodziać. W ostatecznym akcie desperacji zerknęła nawet pod łóżko w nadziei, że tam się coś zapodziało. Niestety los nie był po jej stronie. Siedziała, kiedy wstał i patrzyła ile mniej więcej ma ten cholerny łańcuch, ale nawet tutaj nie mogli dać im komfortu, żeby mogli siedzieć zbyt daleko od siebie. Wstała i przeniosła się na fotel i nalała sobie herbaty, póki jeszcze była ciepła.
OdpowiedzUsuń— Smacznego — odpowiedziała z przyzwyczajenia, popijając napój, a potem spojrzała na to co przyszykowali i uśmiechnęła się lekko. Przynajmniej było trochę hummusu i warzyw poza innymi rzeczami. Ze śniadaniem się też postarali. Jak dla kilku osób. Wzięła kawałek ostrej papryki i nabrała na niego hummusu, żeby się wgryźć.
— Przydałoby się zaraz zasłonić okna, żeby pokój się nie nagrzał za bardzo — zaproponowała po chwili ciszy.
Darcy