Ryu
21 lat (09.10) | teoretycznie Argar | Potrafi przewidzieć ruch przeciwnika, "władca iluzji"| 175 cm
Czarne włosy, czarne oczy, 175 cm wzrostu, jedyny z paczki przyjaciół, który jeszcze uchronił się przed spłodzeniem dziecka, z Shadow u boku i kryształem w dłoni, zwiedza świat, poznaje zwyczaje miejscowych, próbuje wtopić się w tłum.
- Zamknął swe serce na miłość - nie chce głębszych uczuć.
- Jednorazowym seksem za to nie pogardzi.
- Jeszcze nie wie, że jego duch opiekun jest jego ojcem.
- Rozwija przewidywanie przyszłości z coraz lepszym skutkiem.
- Czasem odpowiada za szybko, na nie zadane jeszcze pytanie.
- Kocha adrenalinę, choć na ogół woli spokój.
- Z alkoholem jest mu nie po drodze.
- Na jakiś czas bez przyjaciół obok - co akurat w jego przypadku robi się regułą.
- Coraz lepiej dogaduje się z kryształem - choć używa go jedynie w sytuacjach podbramkowych.
- Gdy zbrojnych Polszan widzi na swej drodze - chętnie krzyżuje im szyki.
[Kontakt: m.e.wiggin@gmail.com . Nie gryziemy i chętnie popiszemy!]

— Nikt ich nie zabił — odpowiedziała, patrząc po Ryu. Zastanowiła się chwilę. Ta sprawa była dość stara, nie pamiętała wszystkiego dokładnie, ale coś w głowie jej się jarzyło. Jako tako. — Czekaj — przystanęła i wyciągnęła swoją mapę, uważnie ją obserwując. — Widziałam je raz. Ale byłam… mało oswojona, pamiętam, że wyglądały dość normalnie jak na wiedźmy, ale wiesz… one nie bardzo się starzeją. Zgubiłam się w trakcie treningu. Za dużo zapachowych pułapek rozstawiono i zaszłam do ich chaty. Wyprowadzały się wtedy. A chata powinna być… tutaj — wskazała miejsce na mapie. Zastanowiła się przez chwilę, próbując sobie przypomnieć tamten widok. Zagryzła wargę. — Pytały czy chcę zawrzeć z nimi układ i odmówiłam. A gdybym zmieniła zdanie… iść słodką ścieżką… jest szansa, że jakiś ślad po sobie zostawiły — odparła na koniec.
OdpowiedzUsuńOnyx
Na to Gave już mu nie odpowiedział, bo co niby miał powiedzieć? Rozumienie swoich emocji i decydowanie za siebie było czasem dla niego awykonalne. Wręcz panicznie się tego bał. Podjęcia złej decyzji. Niby takie decyzje definiują i uczą życia, ale on... on po prostu bardzo się ich bał. Bardzo. Dopił więc szybko swoje piwo, by nie musieć na to odpowiedzieć, po czym wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem Ryu - mruknął. - Myślę, że ucieszyłbym się z widoku przyjaciela - przyznał szczerze, bo przecież Akane miała go za przyjaciela, chociaż on sam wiedział, że dla Ryu była i zawsze będzie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Widział to na jego twarzy, w jego ruchach czy spiętych mięśniach. Przy tym jak bardzo starał się być w temacie Akane neutralny. Kochał ją. Cały czas. Ech, mógłby już to sobie odpuścić. Minęło tyle czasu, że to nie wróżyło dobrze w jego własnej sytuacji. Akane też zapowiadała się na takiego długodystansowca. - Myślę, że sama twoja obecność dużo by jej przyniosła. No wiesz, ostatnio bardzo psioczy na przyjaciół. Marudzi, że nikt jej nie rozumie i te sprawy - westchnął, a gdy Ryu poprowadził go do swojego domu, nie zaprotestował zbyt mocno. W końcu znów miał rację. Tam była mniejsza szansa, że ktokolwiek ich podsłucha. Zabrał tylko frytki ze sobą i zaraz rozwalił się na łóżku Ryu tuż obok siebie.- Ech spierdoliłem... pozwoliłem jednemu gościowi... zbliżyć się za bardzo. Popełniłem błąd i trafił mnie w... - zacisnął mocno wargi i rozpiął koszulę by mu pokazać. - Ryu, mnie paraliżuje na widok włóczni. Stoję jak ten ciołek i nie mogę zrobić ruchu. Nie może tak być... nie kiedy chcę walczyć, chcę pomagać, chcę bonić - wymamrotał. - Czuję, że to... no wiesz, że to jedyne co lubię i potrafię - szepnął cicho, nie patrząc mu w oczy, tylko obserwując swe drżące dłonie. - Nie wiem... jak sobie z tym poradzić - mruknął cicho. - A co do Latrala... to długa historia. Najlepiej wyciągnij coś do notowania, przyda ci się - westchnął przeciągle i opadł na poduszki, wyciągając się mocno. - Całkiem wygodne wyrko masz...
Gave
Spojrzała zdziwiona po Ryu, a później urażona. Zmarszczyła brwi i wypuściła powietrze ustami.
OdpowiedzUsuń— Jestem pewna. W ogóle co to za bajka o Jasiu i Małgosi? — zapytała, chowając mapę. No jeszcze tego brakowało, żeby najpierw ją o coś pytał, a potem podważał prawdziwość jej słów. Wypuściła powietrze z ust. — Mam dobrą pamięć, spędziłam trochę czasu na tych mokradłach. 3 dziwne wiedźmy, uszy na sznurkach i stara chata by mi się nie przyśniła — dodała jeszcze. — O słodkiej ścieżce słyszałam od nich, ale słodyczy tam wtedy nie było. Mówiłam, że kazały szukać tej ścieżki, gdybym jednak chciała zawrzeć z nimi układ. Z tego co o nich opowiadali wiem tylko, że na interesach z nimi można postradać zmysły.
Onyx
Gave uśmiechnął się w odpowiedzi i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Cóż... Tony, Akane, Dar, a nawet Grima tęsknią za tobą - powiedział wprost. - Może o tym nie mówią, ale to widać. Ja to widzę - dodał oddychając głęboko. - I ty zwykle wiesz co powiedzieć przy An, jak się zachować... no wiesz tak, żeby się nie wkurzyła ani nie odebrała inaczej twych gestów - mruknął oddychając głęboko. - Po prostu pomyślałem, że jesteś odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i mógłbyś chociaż trochę ją wesprzeć - przyznał. Skrzywił się lekko na komentarz dotyczący włóczni i odebrał od niego bimber, upijając łyk trunku. - Mhm uwierz mi... ja też nie - mruknął, bo nigdy w życiu faktycznie by nie pomyślał, że będzie się obawiał jakiejś broni. Zacisnął wargi słysząc szczerą wypowiedź Ryu. Przynajmniej nie mydlił mu oczu. Mówił prosto z mostu, że nie ma pojęcia jak sobie z tym poradzić. Mimo wszystko miło było usłyszeć, że chłopak w niego wierzy. Chociaż trochę. Upił kolejny łyk bimbru i spojrzał po jego pergaminie. - Ech okay, więc od początku - mruknął. - No to teraz się trzymaj, przede wszystkim Latrala to jest mafia, kult... po prostu wchodzisz i wsiąkasz - powiedział mu wprost. - W marcu 2026 roku rozpoczną polowanie na owieczkę jaką jest Akane. I będą to robić każdego dnia, który jest podzielny przez 3. Czyli jak 3 marca zaczną to potem co 3 dni znowu będzie próba, potem jeśli przeżyje marzec to dostanie nagrodę w postaci kwietnia i maja, by w czerwcu znów zaczęła się sieczka co 3 dni... i potem znów... wrzesień i na koniec grudzień... zgaduję, że jeśli nie uda im się przez ten rok to ich szansa odfrunie w siną dal - westchnął ciężko. - Mają jakiegoś fioła na punkcie liczby trzy, trzeba by się nad tym pochylić... a czemu tak myślę? Bo widzisz, zanim Akane będzie odpowiednią owieczką to musi przejść przez 3 bramy. Musi je złamać. I tu jest jakieś pierdolenie o dupie Szopena - westchnął. - Jedna dotyczy rodziny, druga kumpli, a trzecia miłości - wyjaśnił. - Teraz się trzymaj. Jedna z nich już pękła - powiedział krótko. - Nie wiem która, ale jedna pękła. A wszystkie te bramy są jakieś chore wiesz... - westchnął przeciągle. - Porzucenie przez kumpla, porzucenie przez rodzinę i nienawiść do miłości - mruknął. - I szczerze? Nie mam pojęcia, która brama im niby pękła, skoro nic takiego się nie stało. Ani nie była porzucona przez żadnego przyjaciela, czy kumpla, ani rodzina jej nie zawiodła, chyba że mowa o matce... ale ona ma taki stosunek do matki, że szczerze w to wątpię... i z tą miłością to ona też jest wciąż na tak, ale Scarlet Witch twierdzi, że pękła, więc może i pękła. - A no i zobacz są 3 bramy, potem są 3 rytuały na wstąpienie z mocami by srać tęczą i potem jeszcze miesiące podzielne przez 3 i dni podzielne przez trzy. Tylko rok się nie zgadza. Jego podzielić przez trzy nie można - westchnął ciężko i dmuchnął sobie w grzywkę, na moment milknąc.
Gave
— Nie jeść słodkiego? Nic trudnego. I tak jest obrzydliwe w smaku — odpowiedziała mu pewna swego. Tylko raz się zmusiła do tego paskudnego puddingu, bo nie chciała zrobić przykrości Groszkowi, ale jeśli w grę nie wchodziło żadnego dziecko, nikt jej nie zmusi do przełknięcia niczego ze zbyt dużą ilością cukru. Wtedy delikwent stanie się jej posiłkiem. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— Nie moja wina, że wasze bajeczki są kopiowane z naszego prawdziwego życia — zauważyła z udawanym przekąsem, chociaż i ją nieco dziwiło to podobieństwo. Może jednak coś było na rzeczy. — Wspominały. Pomogą mi trafić do domu, a ja oddam im ucho i ząb, więc odmówiłam. Nie opłacało się, a ja nie byłam ufna czy zdesperowana. Poza tym miałam trafić sama, gdybym nawet się zgodziła to byłabym ukarana — wyjaśniła mu. — Ja i tak wolę iść do Marchwi, tam mieliśmy iść, Ty zapytałeś o wiedźmy i Ty nas zboczyłeś z trasy na dłuższą męską intuicją. Ja chętnie wrócę na najszybszy trakt.
Onyx
— No to idziemy dalej, przez KRZYWUCHOWE moczary — zaznaczyła, uśmiechając się do niego lekko. Nie przeszkadzał jej fakt, że tam nie szli. Jej na tym w ogóle nie zależało, w końcu i tak jej cel podróży był gdzie indziej. Zaśmiała się lekko i skrzyżowała dłonie. — O nie, Panie Męska Intuicja, teraz idziemy po mojemu, sam mówiłeś, że ja teraz prowadzę — przypomniała mu. — Idziemy prosto, z moczarów na Marchwie, po drodze zapolujemy, mam nadzieję, że lubisz gady — dorzuciła tylko, idąc w znanym kierunku. — Dojdziemy, nudno, bez żadnych atrakcji… — zamarudziła mu jeszcze. — Fajna ta Twoja… adrenalina
OdpowiedzUsuńOnyx
Gave upił łyk swojego trunku i uśmiechnął się szeroko do starszego chłopaka. Nawet mu trochę ulżyło. Miał wrażenie, że wsparcie czarnowłosego podniesie Akane na duchu. Oni akurat rozumieli się czasami bez słów. Prychnął lekko na tego bajkopisarza i pokłonił mu się niezbyt zgrabnie.
OdpowiedzUsuń- Dzięki, staram się i uczę się od najlepszych - puścił do niego oczko, by spoważnieć. No tak. Powinien zwolnić z informacjami. - Scarlet Witch nazywa się Wandą. Jest źródłem... duchem Latrala, który jest inny niż wszystkie. Pracuje dla Thanosa kobiety i nie da się wyeliminować źródła bo jest ich wiele - wywrócił oczyma. - Czemu ufamy... - zastanowił się. - ...nie do końca ufamy - mruknął. - Po prostu... ona przynajmniej chociaż trochę mówiła, dała od siebie coś, chociaż strasznie kręciła wiesz? - skrzywił się i sparadiował Scarlett. - Nie mogę ci tego powiedzieć, tylko dla Akane. W sumie to tylko dla Latrala, ale twoje dzieci nie są wystarczająco Latrala - burknął. - Mówię ci, kręciła się w swoich zeznaniach - mruknął. - Nie mniej, nie chciała mówić wszystkiego - westchnął. - Tak... ta trójka też mnie zastanawia. Czemu trzy? - spojrzał po nim. - Czemu trzy a nie 10? - zaproponował. - Może hm... może pierwsza czcigodna Sralala mała trzy córki? Albo jakiś fetysz z tym związany? - zaproponował i wywrócił oczyma padając na jego łóżko plackiem, ale nie rozlewając alkoholu. - Do bani. Nienawidzę ich Ryu. Nienawidzę tych pierdolonych i kręcących mąciwód!
Gave
Wzruszyła ramionami na pierwsze pytanie.
OdpowiedzUsuń— Krzywuchowe — poprawiła go przede wszystkim, bo ciągle mylił tą nazwę jak na złość. — A czemu tak to nie wiem, nie pytam o każdą nazwę na świecie jaką ktoś kiedyś nadał. Ważne, że mają nazwę i wiem, gdzie jestem. Pewnie komuś tak pasowało. A czemu mnie nazwano Onyx a Ciebie Ryu, he? Też nie wiadomo — wyjaśniła spokojnie. Zmarszczyła brwi na jego kolejny komentarz. Miała wrażenie, że to jakaś wspólna cecha tych facetów - szukanie sposobu na to, żeby kogoś trafił szlag. Niech se zmienia kierunek. Wcale nie musiała za nim podążać. Miała szybko trafić do Marchwi a nie robić sobie wycieczkę krajoznawczą z… nim. Poza tym to ona miała być przewodnikiem. A niech się zgubi cholernik bez map. Nie jej problem. Zmarszczyła mocniej brwi.
— Morderstwo nie jest tanie — zaznaczyła. — I jest różnica między bójką, przypadkowym mordesrtwem, celowym czy tym płatnym. Płatne to droga, profesjonalna usługa. Adrenalina przy mordowaniu jest niesamowita, nic tak nie sprawia, że czujesz się żywy jak fakt, że z kogoś innego to życie ucieka, a poza tym z adrenaliną i po trupach też można iść do celu — odpowiedziała mu. — Jaka jest według Ciebie adrenalina z przytupem, hm?
Onyx
Zaśmiała się, kiedy zaczął tłumaczyć znaczenie imion. Jej własne zdawało się jej wyjątkowo zabawne, biorąc pod uwagę jakim chujem okazał się facet, który jej je nadał.
OdpowiedzUsuń— Ta, ochroną… chyba zysków, a jak pazurek się popsuje to najlepiej się go pozbyć i każdego innego, który ma jakieś znaczenie — dodała dalej ze śmiechem. — Dzięki, Smoku, przynajmniej wiem czym zabić tatusia — powiedziała jeszcze, spoglądając na swoje pazury, które wysunęła jeszcze bardziej na chwilę. Specjalnie nosiła rękawiczki z odkrytymi palcami. Naturalne pazury miała bardzo silne, lepsze niż sporo próbek stali, więc nie było sensu marnować pieniędzy na pełne pokrycie rękawic. Spojrzała zaraz na rośliny, które miał na myśli. W zasadzie to było całkiem dziwne, że tylko tutaj te tak bardzo przypominały różne dziwne uszy. — Zapytaj Acaira, albo Febe czy tą… nową z białymi włosami, oni się raczej bardziej znają na roślinach, ale te trujące nie są — przyklęknęła przy nich. Sama znała tylko trujące okazy. W większości, ale nie wszystkie i najbardziej rozpoznawała zapachy. Powąchała jedną z roślin. Nie pachniała normalnie, ale nie było w niej nic też co by wskazywało na jakąś truciznę. Zerwała kilka i schowała je skrupulatnie. Da je Aciowi. Wywróciła oczami na kolejne słowo.
— Pff… mordowanie uciekającego Krwawego Barona było całkiem zabawne — mruknęła, przypominając sobie jedną ze swoich ciekawszych przygód. — Ale ja zazwyczaj morduje kogoś kto wcale uciekać nie chce, zabijanie w trakcie walki jest bardzo ciekawe — skrzywiła się lekko. — Niech nawet będzie z tym pieprzonym… porównaniem do tańca, tylko masz więcej partnerów i jest bardziej brutalnie. Moją najlepszą adrenaliną była walka z Gul’danem. Walczyłam z nim od jednego świtu do drugiego, a za jego głowę dostałam małą fortunkę i dostęp do Nor — odparła, ruszając dalej.
Onyx
— Czyli nic Ci nie daje pełnej adrenaliny? Nie masz niczego co Cię jara i podnieca? — zapytała, unosząc delikatnie brew. To zdawało się jej dziwne i smutne jednocześnie. Swojej nie komentowała. Jego do tego nie miała zamiaru namawiać, a najważniejsze, że ona miała w życiu coś co bardzo lubiła. Nawet jeśli było pokręcone. — Albo inaczej. Co według Ciebie jest fajną adrenaliną? — przerobiła pytanie, żeby źle jej nie zrozumiał. Pokręciła głową. Gave już zapowiedział, że się wypisuje z naszego duetu, więc zostaje sama ze swoją zabawą. — Mam, ale teraz idę z Tobą, więc wypadałoby poznać bardziej Smoka, z którym podróżuje — odpowiedziała mu.
OdpowiedzUsuńOnyx
Gave wywrócił oczyma i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Szczerze? Nigdy jej nie spotkałem - powiedział wprost. - To Kali, jakieś bóstwo, przed nią trząchają portkami i to ona rządzi tym całym źródłem - dodał, obracając się na bok, żeby spojrzeć po Ryu. - To kolejna z tych osobistości, która powie Tobie ale tylko przy Akane. Ja nie wiem, mesjasza jakiegoś z niej robią. Serio - mruknął zaciskając mocno wargi. - Pierdolonego Mesjasza ze zwykłej i fajnej dziewczyny - warknął. W ogóle mu się to nie podobało. - A tak, poprosiłem o audiencję u Kali, ale wiesz jak jest... jeśli wpadnie to tylko w obecności Mesjasza - mruknął zaciskając mocno wargi. Przez dłuższą chwilę milczał, uspokajając swe nerwy. Nawet upił kolejny łyk swojego trunku, zanim nie powiedział. - No właśnie tego też nie kumam. Po cholerę im te bramy? No i czy w ogóle jest się czym martwić? Bo wiesz, jeśli te bramy nie zostaną złamane to może nie ma się czym martwić i robimy wielkie halo o nic. Zwyczajnie da się te dwie pozostałe bramy utrzymać i pozamiatane, a Latrala mogą się kopnąć w kalendarz - wywrócił oczyma. - Tylko gdyby tak było to ta cała Kali i Wandziunia nie byłyby takie upierdliwe - mruknął. - Więc coś jest na rzeczy - pokiwał głową. - No jasne, że się o nią martwię! Ma fragment tej debilnej Lotty w sobie! - fuknął na Ryu.
Gave
Szlachetnie z jego strony. Trochę jej to przypominało Gava mimo wszystko. On też lubił pomagać jakby nie patrzeć. Patrzyła spokojnie po Ryu przez jakiś czas.
OdpowiedzUsuń— Więc masz szlachetniejsze serce ode mnie. Ale pomaganie komuś kto jest w jakiś sposób zniewolony jest bardzo przyjemne — w jakiś sposób przyznała mu rację. Zaraz westchnęła na jego kolejne słowa, strzelając karkiem. — To jest Twoje zdanie — zaznaczyła. — Chcę Cię poznać, ale Ty się łatwo zamykasz moim zdaniem i nie chcesz zrozumieć mojego stresu odnośnie Twoich mocy. A wybacz, ale ciężko przywyknąć do waszych wszystkich czarów, jesteście pod tym względem jak chodzące zagadki, a ja nie ogarniam tych całych zasad tego jak działają wasze moce. Serio, próbuje to ogarnąć, ale to jest cholernie trudne. Więc wybacz, ale nie wiem kiedy Ci to pokazałam, wydawało mi się, że jestem otwarta na tą znajomość — odpowiedziała.
Onyx
Gave przytaknął. Nawet nie musiał wyjaśniać, że ten pomysł był do odrzucenia. Ryu sam to zobaczył i niemal od razu się poprawił. Rozmowa tak czy siak, jeśli już się odbędzie to nie da się uniknąć obecności Akane przy niej. Nie bardzo mu się to podobało, ale powoli godził się z taką ewentualnością. Skinął głową i odstawił na bok szklankę z alkoholem.
OdpowiedzUsuń- Zdaje się, że to przez tę całą Vivienkę - powiedział wprost. - Pamiętasz? Wszyscy się do tego przyczyniliśmy... - mruknął. - I znów byliśmy trzema filarami - przypomniał mu. - Kolejna trójka - pokręcił głową. - No i tak Akane ma w sobie część duszy Lotty... i teraz ech gdybyśmy unicestwili Lottę to może dałoby radę coś ugrać - mruknął, patrząc po Ryu. - Wiesz unicestwicenie duszy w zaświatach... mój ojciec jest w stanie to zrobić - mruknął. - Ale pozostaje ta część u Akane. Być może byłaby na tyle osłabiona, że nie dałaby rady ze swoim planem - zaproponował. - Ale z drugiej strony lepiej byłoby ją... oddzielić od An - spojrzał po czarnowłosym. - No i tu... pojawia się problem. To dość trudna sprawa, niebezpieczna zabawa i potrzeba wyjątkowej precyzji. Sam na pewno nie dam rady, Victor mógłby to zrobić, ale ech no nie wiem... wiesz wolałbym nie unicestwiać duszy Akane w procesie - odchrząknął.
Gave
Gave pokręcił głową i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Ucięcie duszy Akane może sprawić ogromne problemy. Zmianę jej charakteru, jeśli mówimy o najmniejszym z nich, aż po śmierć - dokończył i dopił swoją szklankę bimbru aby zbliżyć się do Ryu. Oparł głowę o jego ramię, po czym westchnął ciężko. - Nie wiem co robić. To naprawdę dobre rozwiązanie, ale szanse na niepowodzenie są duże... - powiedział cicho. - Naprawdę nie wiem czy warto w to wchodzić...
Gave
Gave parsknął śmiechem i poturlał się po łóżku, gdy tylko Ryu z niego zszedł. No wreszcie całe wyro w jego łapach. Wyłożył się na nim wygodniej, by spojrzeć na starszego chłopaka i prychnął tylko.
OdpowiedzUsuń- To nie jest prosta sprawa - rzucił krótko. - Po pierwsze, nie jestem przekonany czy ojciec zgodzi się na coś takiego i czy nie miałby po tym konsekwencji - zauważył spokojnie. - A po drugie i chyba najważniejsze... gdzie ja znajdę ochotnika na coś tak niedorzecznego? - spojrzał po Ryu unosząc lekko brew. - Przecież taki ochotnik mógłby umrzeć - zauważył.
Gave
Gave kiwał głową na te jego słowa. No tak, pierdolone wiedźmy wszystko musiały mieszać. Nic dziwnego, że często były przedstawiane jako wredne i złe w bajkach dla dzieci. Phi, takie po prostu były. Pieprzone, głupie wiedźmy. Dmuchnął sobie w grzywkę i położył na plecach, głowę zwieszając z krawędzi łóżka i elegancko z niego spadając, gdy Ryu zrzucił bombę w postaci siebie samego jako ochotnika. Skrzywił się i wstał na równe nogi.
OdpowiedzUsuń- Życie ci niemiłe, czy co? Jaki ty masz problem ze sobą, co? - zapytał go obserwując uważnie starszego. - Akane nie jest już twoją dziewczyną, po cholerę pchasz się na ochotnika do czegoś tak niebezpiecznego, hm? - spojrzał po nim ostro. - Ja pierdolę... - warknął i spojrzał w sufit. Mimo tego, że ta kandydatura była niedorzeczna to gdzieś w głowie słyszał głosik mówiący, że wcale nie jest najgorzej. Że jednak może to się nawet udać. Dobrze było mieć ochotnika. Zacisnął pięści. - Okay, załóżmy że uda nam się rozdzielić duszę, potem przyszyć ją do ciebie i oddzielić i nie umrzesz... to scenariusz jeden na I don't know... 10 tysięcy - podrapał się po głowie.
Gave
Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do Ryu.
OdpowiedzUsuń— Nie mówię, że nie jestem szlachetna, stać mnie na dobre uczynki i wiem, że wiele dobrego zrobiłam, mam na to dowód w postaci Acaira, Rokary, Maryl — wymieniła swobodnie, a jej wzrok wyraźnie złagodniał, kiedy o nich myślała. — Mimo wszystko uważam, że jesteś szlachetniejszy, skoro dla Ciebie fajna adrenalina jest wtedy, kiedy komuś pomagasz, ja jestem…. mniej wybredna — wyjaśniła mu. Pokręciła głową. A podobno ona była wolnomyśląca. — Nie, wrzuciłam wasze zdolności, bałam się Twoich zdolności i tyle. Jestem w karczmie, zajadam się a nagle ląduje w jakiś dziwnych miejscach i jak mówię, żebyś przestał to zmieniasz krajobraz, więc mnie wystraszyłeś. Ale nie myślę, że jesteś jak Pius. Tłumaczę Ci, że mi trudno rozróżniać wasze moce do cholery. Weź się postaw ze strony kogoś kto nie ogarnia jak wy to robicie i skąd się te wszystkie różne czary biorą. Skąd mam wiedzieć co jest podobne o co nie — powiedziała mu. Nie wiedziała, czy jest w stanie to jeszcze jaśniej ująć. — Człowiek ma prawo się pomylić, a Ty nie musisz się przez to zamykać. Zdolności nie definiują charakteru — dodała, w duchu wywracając oczami, bo miała wrażenie, że Ryu ma jeszcze bardziej kruche ego niż ona sama. Spojrzała zadziornie po Ryu. — To w takim razie nie ja nie chcę Cię poznać, tylko Ty się nie otwierasz — zauważyła, nawiązując do jego poprzednich słów. — Zgłodniałam, skręćmy trochę, pójdziemy bardziej w moczary, węże błotne nie są najgorsze w smaku i starczy dla każdego — zaproponowała, chociaż sama już zaczęła skręcać, czując jak żołądek zaczyna się dopominać posiłku.
Onyx
Chłopak dmuchnął sobie w grzywkę i chwycił tego wrednego i natrętnego palucha Ryu. Ciężko było argumentować, gdy zgadzał się z tym co mówił starszy chłopak. Skrzywił się znacznie, kiedy doszło do stwierdzenia, że sam by to zrobił. Tak, niestety musiał i tu przyznać rację. Westchnął przeciągle i pokręcił głową. Szlag by to trafił.
OdpowiedzUsuń- Och i jak było? Bolało jak diabli - zauważył chłodno Gave. - Naprawdę chcesz się poddać czemuś takiemu? Porąbany jesteś... - skomentował. - No, ale zapytam Victora o możliwości - mruknął tylko, patrząc w oczy Ryu i niemo dziękując mu za taką decyzję. Przynajmniej do czegoś uda im się dojść. Co nieco poćwiczyć i może Akane nie będzie musiała przechodzić przez Latralskie piekło, albo... zyska znacznie więcej czasu, a on sam? Z przyjemnością unicestwi samą Lottę. - No dobra... to co? Gotowy na odwiedziny w Phyonix?
Gave
Na dobrą sprawę to ani razu jej tego jasno nie wyjaśnił, ale jej nie chciało się mu dalej niczego tłumaczyć. Po prostu zanotowała sobie w głowie, że chłopak ma wyjątkowo wrażliwe uczucia pod względem mocy. Nie odzywała się do niego w tym aspekie.
OdpowiedzUsuń— Twój świat, Twoje kredki — skwitowała ten temat. Nie miała zamiaru niczego na siłę drążyć, ale niech przynajmniej nie wmawia, że to ona była trudna w obyciu, bo akurat przy nim to on był tym trudniejszym. Niestety Onyx nie była najlepsza w uważaniu na cudze uczucia i szczerze to po niej spływało w tej chwili.
— Nie potrzebują trucizny, jak już ugryzie to i tak nie ma co zbierać, są długie i grube mają od dwóch do trzech metrów długości, są szaro zielone jak bagna, ślepe, ale mają całkiem niezły słuch, ich pysk się rozdziawia na 4, jak widzisz, że się wygina to lepiej rób unik, wystarczy znaleźć jednego, to samotniki — opisała mu zwierzę.
Onyx
Akane w pierwszych dniach pobytu, w Phyonix, skupiała się na mało inwazyjnych zajęciach. Zbieranie informacji o Latrala i zapisywanie ich na tablicy, którą za niedługo zamierzała pokazać przyjaciołom. Do tego standardowy przegląd run i głównie praca nad własną magią. Fizyczne aspekty zostawiła na później, gdy jej blizna już nie będzie aż tak doskwierać. Kiedy nie ćwiczyła, spędzała czas z dziećmi lub po prostu relaksowała się na swój własny sposób. Aktualnie powinna spać, a jednak stała na balkonie swojego pokoju, w standardowym komplecie do spania, gatki plus koszulka, i z fascynacją obserwowała widoki rozciągające się tuż pod stopami. W dłoni trzymała mały kielich z nalewką w środku i popijała ją od czasu do czasu. Osobiście wolała bardziej naturalne krajobrazy, ale trzeba było przyznać, że Phyonix było naprawdę majestatyczne, szczególnie nocą. Szczególnie, gdy sen utrudniały wizje nocne z cudzych starć i miło było popatrzeć na coś innego niż krwawa bitwa. Zapatrzyła się w migoczących światłach na tyle, że dopiero przy drugim pukaniu wróciła na ziemię. Zmarszczyła czoło. Kogo tu niosło o tej porze? Weszła do pokoju, odstawiła trunek i nawet nic na siebie nie zarzucała. Czyżby coś się stało? Nie czuła niepokoju i otworzyła drzwi chwilę po trzecim pukaniu.
OdpowiedzUsuń- Co się... - zaczęła by zaraz unieść brwi - ... Ryu...?! - szepnęła zaskoczona i złapała go za nadgarstek, po czym wciągnęła do środka, by zaraz szybko zamknąć za nim drzwi. Obejrzała się na niego i szybko przesunęła spojrzeniem po przyjacielu.
- Co się stało?! Co tu robisz?! - zaniepokoiła się wyraźnie. Czyżby sny pojawiły się dzisiejszej nocy nie bez powodu?
Akane
Nie spodziewała się, że rozmowa z Diego pójdzie właśnie w taki sposób. Jeszcze wczoraj była gotowa skakać za nim w ogień przed każdym, kto nazywał go książulem, a teraz sama była wściekła, a jeszcze bardziej zwyczajnie smutna i zrozpaczona. Co ona zrobiła nie tak, że tak ją zjebał mocno? Tak, nie było jej długo, ale liczyła, że bliźniak zrozumie jej własne ręki, a on wyrzucił jej, że to co przeszła to tylko i wyłącznie jej wina. Tak, była jej wina, ale miała prawo się bać. Miała, prawda? Kurwa mać. Im więcej o tym myślała, tym gorzej się czuła. Poza tym fakt, że sprawił, że poczuła się jak wyrodna córka i niewłaściwa kandydatka na Kapłankę… co jeszcze miała zrobić, żeby udowodnić, że się stara? Nie chciała siedzieć na dupie w pałacu całe życie. Nie tak widziała swoją teraźniejszość i przyszłość. Jeśli chciała kultywować dzieło mamy, chciała znać świat, na który chciała otworzyć ten kraj, inaczej byłaby hipokrytką, a to, że po drodze znalazła też coś dobrego, że dobrze jej było w Argarze czy to był taki grzech? Wyszła przez drzwi z zamkniętymi oczami, które znowu próbowały wypuścić z siebie kolejne łzy, mimo, że cały czas próbowała je wypalić. Trzasnęła masywnymi drzwiami na odchodne i zrobiła duży krok przed siebie przez co wpadła na czyjeś ramię.
OdpowiedzUsuń— Wybaczcie — powiedziała zaraz głośnym, pewnym tonem, w którym było słychać szczere przeprosiny. — Czasami się zamyślę — wyjaśniła, myśląc, że wpadła na jakiegoś azylowicza, bo nie czuła feniksowego ciepła, ale kiedy tylko otworzyła oczy zobaczyła Ryu. Zacisnęła mocniej wargi, czując jak mimowolnie nerwy jej puszczają. Przytuliła się do chłopaka, chowając głowę w jego ubraniu. — Przepraszam — powiedziała cicho, wycierając oczy o materiał jego czarnej koszulki. Odsunęła się i spojrzała po niej. — Cześć Ryu. Co tu robisz? Możesz mnie zasłonić, zanim jakiś doradca mnie zobaczy? Proszę? — zasypała go pytaniami z przekrwionymi oczami, którym dym z wypalanej wody zaczynał ciążyć.
Darcy
Akane spięła się odrobinę na ten uścisk, zamrugała zaraz nieco szybciej oczyma. Nie spodziewała się takiej wizyty, a tym bardziej takiego powitania. Rozluźniła się dopiero nieco na słowa o tęsknocie, wtedy sama go objęła, wtulając się odrobinę.
OdpowiedzUsuń- Tak, ja też - przyznała. Niepokój powoli z niej schodził. Na słowa o Gavie poczuła już pełną ulgę, a jej spojrzenie stało się weselsze.
- Cieszę się, cieszę, że z nim całkiem dobrze - przyznała biorąc uspokajający wdech, przymknęła na chwilę oczy i kiwnęła głową. Czyli nic mu się tam więcej nie stało. Bardzo ją to uspokoiło. Zaraz uniosła powieki i cofnęła się o krok. Odruchowo przysłoniła bliznę dłonią, nie żeby było ją widać, ale tak jakoś... po prostu. Zacisnęła zęby. Dała się objąć ale tym razem była w tym dużo sztywniejsza. Dlaczego Gave mu powiedział? To była dla niej dość krępująca sprawa... Nie bardzo wiedziała jak zareagować. Rozmowy z Ryu były inne, zachowane na pewnym poziomie... Lubiła z nim rozmawiać o takich sprawach, gdy sama czuła w miarę pewny grunt pod nogami, a nie, gdy tarła brzuchem o dno lub dopiero się z tego dna zbierała.
- Ja... nie chcę o tym teraz gadać... - przyznała, nie odsunęła się, ale zacisnęła lekko pięści.
Akane
Chciała odsunąć się od Ryu, żeby nie było, że lgnie do niego za bardzo, ale skoro sam ją obejmował, nie miała zamiaru oponować. Zwłaszcza, że bardzo teraz tego potrzebowała, a jej własny brat zdecydowanie jej teraz nie przytuli. Wzięła głębszy wdech.
OdpowiedzUsuń— Diego… pokłóciliśmy się — wyjaśniła mu cicho. —- Dość mocno najwyraźniej — dodała zaraz. Ucieszyła się na wieść, że nikogo tutaj nie ma, ale mimo wszystko w pałacu łatwo było spotkać innych ludzi, zawsze ktoś gdzieś się kręcił.
— Poproszę, dziękuję… — odpowiedziała mu, spoglądając na niego dalej z wyraźnie smutną miną. — Ale poważnie… skąd się tutaj wziąłeś? Stało się coś?
Darcy
Odwróciła od niego spojrzenie, gdy już ją odsunął i się przyglądał. Było jej aktualnie potwornie głupio. Sama chciała mu powiedzieć, sama i na swoich zasadach... A tak... Pokręciła głową na propozycję wypłakania, ale wróciła do niego spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Dopiero trawię, że tu w ogóle jesteś... Cieszę się, naprawdę, ale... zrzuciłeś tą bombę i ... - wzruszyła ramionami i kopnęła powietrze, wypuszczając przy tym głośno oddech - ... trochę ciężko to jakoś widocznie pokazać... - przyznała i nabrała uspokajającego oddechu by znowu zawiesić na nim spojrzenie i cieplej się uśmiechnąć. - Cieszę się, że widzę Cię całego Ryu, w danej chwili raczej nie myślę o wyciskaniu łez... - przyznała i zaraz sama rozejrzała się dookoła.
- No cóż, ma się chody - teatralnie zarzuciła włosami, chuchnęła sobie w paznokcie i udała, że poleruje je o koszulkę, po czym parsknęła krótkim śmiechem i raz jeszcze zbliżyła się do niego, by go ponownie objąć. Puściła go po chwili, skierowała kroki na łóżko, wskoczyła na nie i poklepała miejsce obok siebie. Przytaknęła mu głową.
- Rzeczywiście, dużo się działo, ale jak dla mnie najważniejsze, że wśród najbliższych nie poniosłam strat - stwierdziła zgodnie z prawdą i trochę uważniej po nim spojrzała, gdy mówił o Klarze i Shi. Uśmiechnęła się ciepło.
- To dobrze. A jak idą przygotowania? Tatuś za nami rzewnych łez nie wylewa? - zapytała z lekkim przekąsem w głosie.
Akane
— Wiem, że rodzeństwo się kłócił — odpowiedziała mu. — Mimo wszystko… — zacisnęła wargi w wąską kręskę, zaciskając pięści, kiedy odsunęła się od Ryu. — Pewnie się pogodzimy, ale nie podobało mi się to co powiedział, po prostu… tyle i aż tyle — wyjaśniła mu. Zaśmiała się, kiedy powiedział, że był z nimi od samego początku. Spojrzała po nim wymownie.
OdpowiedzUsuń— Nieładnie kłamać Ryu, były przynajmniej trzy osoby, które czują ciepło, Gave by Cię sprzedał i nie dałbyś rady przy walce się chować iluzjami i na pewno byś dołączył do walki, a wtedy na pewno raz czy dwa byś trafił do lazaretu jak każdy — uśmiechnęła się do niego. Nie wierzyła w to akurat. Wątpiła, aby trzymał się z daleka, chociażby przy wspólnych posiadówkach przy ognisku. Spojrzała nieco zaskoczona, kiedy bez problemu wiedział, w którą stronę iść, a potem jak sobie paradował po pokoju jak po swoim. Myśli jednak szybko znowu wróciły do słów Diego. Przetarła ponownie oczy. Nalała sobie wody i do drugiej szklanki dla Ryu, po czym podała mu na stolik przy parapecie. Sama usiadła na łóżku i upiła łyk wody.
— Dziękuję za pomoc— podziękowała mu, śląc mu nikły uśmiech.
Darcy
Spojrzała po nim niepewnie.
OdpowiedzUsuń- No nie wiem... Nie czuję się lepiej z wiedzą, że Gave opowiada Ci o tak intymnych sprawach dotyczących mojej osoby. Tak, wiem... wiem, że to nie pierwszy raz, ale mimo wszystko... - wzruszyła ramionami, krzywiąc się lekko. - To krępujące... Jakbym to ja przyszła i rzuciła na dzień dobry, że wiem, że ucięli Ci jądro... - zacisnęła usta w wąską kreskę. - Muszę to po prostu... przetrawić... - westchnęła. Tak, dalej była spięta, bo dalej ją to krępowało. Spojrzała po nim, gdy zszedł z łóżka i okręcił się dookoła. Uśmiechnęła się ciepło. Parsknęła na tą nogę i nieco rozbawiona pokręciła głową.
- Mhm, jak tak dalej pójdzie to drewnianej nogi i haka zamiast ręki dorobisz się prędzej niż później - rzuciła z lekkim uśmiechem. - Jasne, powiem - przytaknęła mu na pytanie o Rei. Prychnęła znowu śmiechem na słowa o pocieszaniu Shi.
- Och, no jasne, rozumiem, że mogę spodziewać się kolejnych garści rodzeństwa. Świetnie - zaśmiała się lekko.
Akane
Uśmiechnęła się lekko do Ryu, po czym poprawiła włosy i założyła kosmyk włosów za ucho.
OdpowiedzUsuń— Kocham swojego brata i nie będę na pewno chciała z nim dalej drzeć kotów, jest dla jedną z najważniejszych osób i jego opinia ma dla mnie ogromne znaczenie. Dlatego ta kłótnia tak zabolała. Bliscy najlepiej wiedzą gdzie zaboli i gdzie pociągnąć, a Diego po prostu pociągnął każdą jedną strunę jaką się dało — wyjaśniła mu, przecierając oko. Zastanawiała się chwilę nad Gavem. Była dość pewna, że by go sprzedał, chociażby po to, żeby jej dokuczyć, że jej sympatia jest przy nich. Najpewniej zaraz po tym jakby powiedziała coś na temat tego co lubi w Ryu.
— To woda, alkoholu więcej ode mnie nie dostaniesz — zaśmiała się delikatnie, siadając wygodniej na łóżku. Zaraz przytaknęła. — Dziękuję — uśmiechnęła się. — Dla mnie jest pomoc, wolałabym nie pokazywać się zapłakana nikomu w pałacu. Księżniczka musi się dobrze prezentować i nie przynosić wstydu, dostałam już burę o to.
Darcy
Westchnęła ciężko i uniosła spojrzenie do sufitu.
OdpowiedzUsuń- Nie bardzo rozumiem po co Ci to wszystko mówi... Niech sobą się zajmie, a nie mnie wyręcza w takich sprawach... - oparła dłonie za plecami i wyciągnęła nogi przed siebie. Pokręciła głową.
- Nie mam pretensji, że powiedziałeś... Nie oczekuję byś cokolwiek udawał, ale ja tak samo nie zamierzam udawać. Nie zacznę Ci tu płakać tylko dlatego, że wiesz... To tak nie działa - zauważyła i zmrużyła lekko oczy na to puknięcie w czoło. - No właśnie, ja aktualnie też jestem... i może to trochę potrwać... Nie mniej, nie gniewam się, że przyznałeś, że wiesz... - wypuściła spokojnie powietrze ustami i kiedy ją poczochrał przesunęła po nim spojrzeniem.
- Ach tak? Wolałbyś... W takim razie, ja wiem Ryu... Nie o jądrze, ale wiem - oznajmiła i padła sobie płasko plecami na łóżko, znowu zawieszając spojrzenie w suficie.
- Mhm, trawię... - przytaknęła mu głową po czym odwróciła się na bok i podparła głowę na łokciu. Uśmiechnęła się pod nosem na tą wizję ostrzy.
- Projekt Ryu kończynonożny? Poczekaj aż się Tony dowie, odwali Ci taką girę, że ta Twoja seksi łydeczka to będzie nic - zaśmiała się i zaraz jęknęła głucho, po czym sięgnęła poduszkę i go walnęła.
- Błagam, bez szczegółów, już mi starczy azylowych żaluzji, a uwierz, było ich całkiem sporo - przyznała.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm, dlatego nie pytam... - stwierdziła. To nie od niego oczekiwała odpowiedzi.
- I oby tak zostało, zamierzam kiedyś w końcu pociotkować Twoim dzieciom - rzuciła w odpowiedzi z lekkim uśmiechem na ustach. Mówiła dość żartobliwym tonem, spojrzała jednak na Ryu ciepło, krzepiąco. Na jego domysły przytaknęła tylko głową, nie kontynuowała tematu, w tej sprawie zostawiła pałeczkę po jego stronie. Milczeli tak sobie jakiś czas, ale jej to nie przeszkadzało.
- Nie spiesz się z tym aż nadto, co? Chętnie jeszcze zobaczą tą Twoją prawdziwą nogę w kilku akcjach... kilkunastu... kilkudziesięciu w sumie, co najmniej...! - zaznaczyła i jeszcze raz uderzyła go poduszką. Zasłoniła się zaraz przed jego ciosem i zaśmiała lekko.
- O matko... - z niedowierzaniem pokręciła głową, słysząc o donosach Gava. - A na Gavina sam napierdziela, że to klepidupa... Pała wredna... - jęknęła krótko i parsknęła jeszcze śmiechem.
- Czy ja Ci wyglądam na Tonego? Do niego idź, on Ci złoży raport jakich mało, z Grimą na czele - zaśmiała się. - Poza tym, nawet nie wiem co uważasz za pikantne i interesujące - poruszyła zabawnie brwiami.
Akane
Słuchała Ryu, dopijając resztę wody. Odłożyła szklankę i spojrzała po chłopaku.
OdpowiedzUsuń— Powiedziałam co myślę, ale nie oddawałam mu. To dziennie obrażać kogoś, bo sam Ciebie obraża moim zdaniem. Nie będę chujem, bo ktoś inny chce nim być — wyjaśniła. Pokręciła zaraz głową.
— Nie jest idiotą, jest… specyficzny — odruchowo stanęła w jego obronie po czym zaśmiała się lekko, przecierając oko. — Nie sądzę, żebym dała sobą pomiatać, i tak będę działać tak jak ja tego chcę, nie będę słuchała poleceń, które uznaje za bezsensowne i nie będę patrzeć na to jak świat poza tymi granicami płonie, jeśli mogę pomóc. Chcę, żeby po otworzeniu granic Ci ludzie mieli świat, który ich przywita tak jak mnie, a nie zgliszczami i masowymi grobami na życzenie dwóch głodnych władzy świrów — powiedziała poważniejszym tonem. — Nie po to stworzyliśmy Azyl, żeby udawać, że wojny nie ma — dodała też. Wizja matki polegała na tym, aby Phyonix było otwartym krajem, a nie zamkniętym i do tego sama chciała dążyć. Zagryzła wargę. Złapała delikatnie rękę Ryu i odsunęła ją sobie sprzed nosa.
— Wiem, naprawdę wiem. Mimo wszystko czasem myślę, że wolałabym się urodzić bez tego tytułu, byłoby o wiele łatwiej — uśmiechnęła się lekko do Ryu. Puściła jego rękę. — A u Ciebie co słychać? Noga widzę, że już lepiej, tak? Co porabiałeś?
Darcy
Pozwoliła by cios ją dosięgnął, mrużąc przy tym oczy i zaraz lekko pomasowała trafione miejsce, nie bolało, ale odruch pozostał.
OdpowiedzUsuń- Zawsze coś - stwierdziła na to jego "postaram się". Spojrzała po Ryu pytająco gdy zszedł z łóżka i usiadł na podłodze. Sama zmieniła wtedy pozycję, układając się na brzuchu, twarzą do brzegu łóżka przy którym siedział. Ułożyła sobie dłonie pod brodą.
- Wiem, że potrzebuje i cieszę się, że to robi, wiem też, że... - zamilkła na chwilę i wzięła głębszy wdech. - ... wiem, że się o mnie martwi. Wiem, że nie miał złych intencji mówiąc o tym Tobie. Nie mniej to dalej krępujące. Wolałabym po prostu by mnie w takich tematach z informacjami nie wyręczał - przyznała spokojnie. - No ale to już muszę przekazać jemu, nie Tobie, chociaż znając Was to jeden coś rzucił, a drugi ciągnął za język, więc... - uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową. Słysząc o tym, że Gave zarobi czasem w papę po prostu się lekko uśmiechnęła i ledwo widocznie kiwnęła głową. Zaraz jednak ściągnęła brwi.
- Ja do Tonego? Co masz na myśli? - zainteresowała się i zaraz parsknęła śmiechem. - Raczej, że byłby lepszy, jakbym rozgadywała wszystko co wiem, to dopiero by się działy rzeczy - zaśmiała się i pokręciła głową. - Sęk w tym, że ja nie rozgaduję - pokazała mu język. - Z hot plot mogę Ci jedynie zdradzić, że próbowano mnie zesfatać z Terrańczykiem Plujką - poruszyła zabawnie brwiami. - Zrobić ze mnie winowajcę wybuchu wojny i... chyba to tyle. Nie byłam największą hotówą tego wypadu - zaśmiała się krótko.
Akane
Akane parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Matko... Ryu, gadasz jakby Tony był moim ojcem - trzepnęła go przez głowę. - Nie mam jego uśmiechu, mam swój - pokazała mu język i zaraz wzruszała ramionami. - Nabieranie piany to akurat nie jest sprawka Tonego. Nigdy nie lubiłam tych swoich przesadnie emocjonalnych wybuchów i reakcji, teraz wiem skąd się brały i lepiej po prostu nad tym panuję. Pewne sprawy wolę pokisić w głowie, a dopiero później puścić je na światło dzienne. Rozmówca też ma tu znaczenie, no ale to chyba dość normalne - stwierdziła i przekręciła się na plecy, trochę zwiększając dystans między nimi i pozwalając by włosy spływały jej po brzegu łóżka. Uśmiechnęła się lekko i zerknęła na Ryu.
- Mówiłeś o pikantnych szczegółach, ale jak zadowolisz się naszą niezwyczajna zwyczajnością, to jasne, że mogę opowiedzieć... - przyznała i ze śmiechem przytaknęła mu głową.
- Mhm, szybko. Na dodatek w niezłym kawałem dziada - dodała rozbawiona. - No ale jak pewnie się domyślasz, nie pykło - raz jeszcze krótko się zaśmiała. Przy słowach o winowajcy lekko zacisnęła usta.
- Ta... Czasami rzeczywiście nachodzą mnie myśli, że może mają rację w tym temacie... na szczęście dość szybko znikają. Nic nie zaczęłam, mogłam dać impuls, ale to coś innego. Nikomu nie kazałam nic palić, ani zabijać... - przyznała i znowu po nim spojrzała z lekkim uśmiechem. - Mhm, gdybym się postarała - powtórzyła po Ryu.
Akane
Parsknęła śmiechem raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Zazdrość przez Ciebie przemawia młody padawanie, ciemna strona mocy to, niebezpieczna, mąci Twój umysł - udała starczy głos i ton mędrca po czym znowu się lekko zaśmiała. Spoważniała nieco na słowa o przesadnym trzymaniu w sobie i przytaknęła mu głową.
- Bez obaw, od jakiegoś czasu całkiem dobrze udaje mi się to wszystko odpowiednio wyważyć - zapewniła, puszczając mu oko. Wzruszyła zaraz ramionami na te "mało pikantne". - U mnie się po prostu nic pikantnego nie dzieje, a ograniczyłam ploteczki do swojej osoby - przyznała i zastanowiła się chwilę.
- Dużo się działo, dużo rozmów od serca, dużo wyjaśnień, emocji... Nie wszystko było przyjemne, ale chyba udało się nam wszystkim podnieść poziom konwersacji, znaczy... Gavovi, Tonemu i mnie - sprostowała. Uśmiechnęła się lekko na kilka wspomnień krążących po głowie.
- Dzieciaki coraz bardziej pokazują swoje charaktery... Coś mi mówi, że nudzić się z Fasolkami nigdy nie będę. Jako mama zebrałam kilka dodatkowych doświadczeń, w tym niepowodzenia i moja pierwsza wielka sprzeczka z Rają... - pokręciła głową na wspomnienie namiotu. - Mała nudystka... ewidentnie coś dostała od wujaszka... - chrząknęła, zerkając w stronę Gavina. - Swoją drogą, miał okazję nas odwiedzić, Gavin. Nie były to może odwiedziny marzeń, ale... pomijając kilka istotnych aspektów, to całkiem nieźle mu poszło - przyznała. Na słowa o wymówce kiwnęła lekko głową.
- Tak, wiem... Ktoś musi być winny, gdy nie ma się na kim wyżyć. Chcieli zrobić sobie ze mnie swój worek treningowy, ale na szczęście ekipa na to nie pozwoliła - zdawała sobie z tego sprawę. - Wiem Ryu, mogę być odpowiedzialna za danie mu okazji, ale tak jak mówisz, okazja i tak by się jakaś znalazła, jeżeli to planował, a ewidentnie planował, to wystarczyła drobnostka - przyznała. - Dlatego nie czuję się winna, ale czasem takie myśli mimo wszystko mnie nachodzą. To nie znaczy, że daję im wiarę - dodała.
- Aj! - złapała się za włosy i spiorunowała Ryu wzrokiem.
- Sam mnie wywyższyłeś to teraz się fakaj - uśmiechnęła się pod nosem i ponownie przytaknęła. - Wiem, że nie jest - powtórzyła.
Akane
— Tylko ja nie chcę go do parteru sprowadzać — pokręciła głową. — Sam mówiłeś, że rodzeństwo się kłóci, a ja faktycznie nie byłam długo, mógł poczuć się samotnie. Nie powinien mówić pewnych rzeczy, ale powiedział. Ja mu już wybaczyłam, po prostu dalej boli — wyjaśniła, kiedy była już w mniejszych emocjach. Pewnie, chciałaby Diego powiedzieć więcej i dać mu do wiwatu za wszystko, ale za bardzo jej zależało na bracie. Zaśmiała lekko i sama zbliżyła się do Ryu, żeby delikatnie puknąć go w nos. — Przestań z idiotą proszę — powiedziała, uśmiechając się cieplej. Zaraz spoważniała.
OdpowiedzUsuń— Ludzie walczący na froncie to nie są dla mnie pionki. Mają uczucia, mają rodziny i własne marzenia. Nie będę księżniczką ani Kapłanką, która w czasie walki chowa się na drugim końcu świata w bezpiecznym pałacu. Jeśli będę dowodzić i działać to będę robić to z frontu, poza tym jako księżniczka mogę też pomóc w inny sposób. Mam pewne plany, które planuje zrealizować i nie będę przed nimi uciekać, żeby siedzieć grzecznie przy tronie jak piesek. Nie pozwolę sobie, aby ktokolwiek ode mnie tego oczekiwał — wyjaśniła spokojnym, rzeczowym tonem. Przystanęła mu głowę. — Tak, tytuł często pomaga jeśli chodzi o politykę i wielkie decyzje to prawda. Ale nigdy nie jesteś wtedy w pełni wolny. Musisz myśleć o całym kraju, nie tylko o sobie i bliskich, nie możesz robić wszystkiego na co masz ochotę, mówić wszystkiego co chcesz, wszystko co robisz można ocenić, każdy błąd trudniej wybaczyć, bo Twoje błędy potrafią kosztować życia setki istnień. Taka odpowiedzialność potrafi przerazić. A będąc zwykłym wolnym człowiekiem? Nie musisz patrzeć na to czego pragną inni, po prostu realizujesz własne marzenia — zauważyła. Uśmiechnęła się ciepło, słysząc, że jest z nim lepiej. Spojrzała uważniej po chłopaku, lustrując go dokładnie. Zatrzymała się na nodze, która była złamana. — To masz już jakieś plany jak wykorzystać zdrowe nogi? — zainteresowała się.
Darcy
Na szczęście Ryu w myślach nie czytał, bo Onyx pewnie dalej miałaby swoje jakże inteligentne wymówki odnośnie tego dlaczego to Ryu zaczął cały konflikt odnośnie mocy. Mimo wszystko dziewczyna często było uparta i potrafiła nieźle w głowie przekręcić fakty na swoje.
OdpowiedzUsuńSzła ścieżką przez jakiś czas, ale kiedy gleba była już wyraźnie wilgotna weszła na drzewo, żeby nie robić śladów i hałasu. Zaczęła poruszać się zręcznie po drzewach, obserwując otoczenie. Węże nieźle się tu maskowały, ale można było je zauważyć sprawnym okiem.
— Mają czuły słuch i skórę, z góry będę chciała po cichu jednego odciągnąć i dobić, najlepiej podzielić się zadaniami i nie schodzić bez konieczności do wody teraz, węże czują wibracje wody, a z kilkoma na raz na nie ma konieczności walczyć. Nie przejemy tego — wyjaśniła.
Onyx
Wlepiła wzrok w sufit i lekko się uśmiechnęła na te jego niedowierzanie.
OdpowiedzUsuń- Proszę bardzo niedowiarku, jeszcze sam zobaczysz – zaśmiała się krótko. Na ostrzeżenie co do brania za dużo, parsknęła krótko pod nosem.
- Postaram się, ale nic nie obiecuję, to w końcu rodzina, gdzieś tam może w genach przejść to drobne skrzywienie, ale z Gavem na pewno postaramy się je naprostować – uśmiechnęła się cieplej. Miała w Gavie ogrom wsparcia w tym temacie. – Nie przepadnie – tego akurat była pewna. Spojrzała po jego palcu na swoim czole i zaraz zerknęła na samego Ryu. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa.
- Jasne, brzmi to jak dobry plan – przyznała, zamierzała się tego właśnie trzymać. Miała całkiem sporo miłych wspomnień, więc było czym złe myśli gonić. Znowu zawiesiła spojrzenie w suficie, a kiedy dopadł do jej włosów spięła się na chwilę.
- Co robisz? – zapytała zerkając niepewnie po jego dłoniach, ale nie zabierała głowy. Trochę ją to zdziwiło. Zamrugała szybciej oczyma. Tak to zwykle spędzała czas z Mohe, leżała sobie, a on tworzył jej warkocze na głowie, z Ryu tego jeszcze nie przerabiała. Słuchała jednak co ma do powiedzenia i to na tym się skupiła. Na każdy nową informację lekko kiwała głową lub uśmiechała się kącikiem ust.
- Rei też za nim tęskni… bardzo… - szepnęła, gdy mówił o Meliodasie. To akurat wyraźnie czuła od kobiety. Trochę uważniej nadstawiła ucha, gdy mówił o swoich ćwiczeniach.
- Odpalonego? A możesz go wyłączyć? – zainteresowała się. Ona nie mogła. – I jak? Jak Ci z tym… zmysłem? – dopytała. Zacisnęła usta na słowa o traceniu przytomności, jednak zaraz westchnęła z lekką ulgą.
- Lepsze to niż śmierć… Nie mniej uważaj z tym – poprosiła. Nie sądziła by trenował to w nieodpowiednich warunkach, ale prowizoryczne zwrócenie uwagi nie zaszkodzi. Uniosła brew na ten gorący temat i zerknęła na niego pytająco. Ściągnęła czoło słysząc o Emmie.
- Co? – wyraźnie się przejęła, a słysząc kto jest ojcem to aż usiadła gwałtownie i obejrzała się na Ryu. – Jaja chyba sobie robisz… - no teraz to dopiero spuścił na nią bombę. Chyba sobie nawet nie zdawał sprawy jak wielką. Wstała z łóżka i zbliżyła się do swojego kielicha by upić łyk nalewki. Widać było, że coś jej chodzi po głowie.
Akane
Spojrzała nieco zdziwiona po Ryu.
OdpowiedzUsuń— Wybaczyłam mu w sercu fakt, że jest wrednym chujem, nie powiedziałam mu tego wprost nie mam zamiaru. Po prostu nie będę go od siebie odsuwać za to powiedział — powiedziała jasno. Wzięła wdech i spojrzała na swoje biurko, na którym był stos dokumentów, z którymi będzie musiała się jutro zapoznać. Przygryzła wargę. — Rozmawialiśmy o tym jak bardzo się sprostaczyłam, że Abyss jest durna, ludzie, których poznałam też, a ja nie mam mózgu i nie zachowuje się tak jakby tego rodzice ode mnie oczekiwali, że mam siedzieć grzecznie na dupie w bezpiecznym pałacu i wypełniać swoje obowiązki i nic więcej, bo nie po to urodziłam się w komfortowych, uprzywilejowanych warunkach, żeby udawać, że umiem walczyć czy przetrwać poza Phyonix, a mój lęk przed opuszczeniem Argaru po tym co stało mi się we Fjelodd to nie wymówka, żeby nie wrócić wcześniej do bezpiecznego pałacu — powiedziała, aczkolwiek nie takim tonem jak Diego - przynamniej to jak ona zrozumiała jego słowa. — Ach no i nie mam prawa wybrać kim chcę być w życiu, mam zostać Kapłanką i basta — dodała, wracając wzrokiem do Ryu. Nie uśmiechała się, wyglądała poważnie. — Załamało mnie, że ktoś kogo uważałam za kogoś komu mogę powiedzieć każdy swój żal myśli o mnie jak o gwarancie statusu i niczym więcej. Więc się wkurwiłam i poryczałam, to był dla mnie szok. Po części go rozumiem, był sam i był samotny, nie mówię, że nie był — wstała z miejsca i podeszła do rodzinnego portretu, na który zaczęła się wpatrywać. — Więc nie będę go za to nienawidzić, ale nie będę oczekiwać jego aprobaty, będę dla niego wsparciem, jeśli będzie tego chciał. Ja jego nie potrzebuje i tyle. A to czy zostanę Kapłanką to tylko i wyłącznie moja brocha. Mama jest jeszcze młoda, jest szansa, że znajdzie się kandydat o czystszej krwi i mnie wymieni. Do kontynuowania jej dzieła nie potrzebuję tronu, tylko szacunku, a szacunku zbijając bąki nie zdobędę — wzruszyła ramionami. Nie byłaby o to specjalnie zła. Zwłaszcza teraz. Chciała być przede wszystkim sobą a nie jakimś pierdolonym symbolem. Ogień to nie był żywioł, który dobrze dzialał, kiedy się go tłumiło. Nie pozwoli sobie na to już więcej. Wróciła z uśmiechem do Ryu. — Dziękuję, przyda się. Zobaczymy czy wyjdzie — powiedziała. Kiwnęła głową. — O proszę. W jakimś konkretnym celu tam idziesz, czy po prostu chcesz zobaczyć? — zainteresowała się. Powiodła jeszcze raz wzrokiem po jego nogach. — Chcesz je teraz przetestować? Mały trening, żeby zobaczyć, czy noga Ci nie skostniała po długiej przerwie? — zaproponowała.
Darcy
Zdziwiła się trochę, kiedy tak nad nią zawisł, ale uśmiechnęła się lekko. Był całkiem zwinny.
OdpowiedzUsuń— Nieźle — skomentowała pod nosem, bo rzadko miała okazję spotkać kogoś, kto by poruszał się z taką zręcznością.
— Bo są samotnikami, ale moczary nie są bogowie wiedzą jak wielkie, jeśli wejdziesz i zaczniesz łazić po wodzie to możesz ściągnąć kilka na raz, na 20 metrach możesz spotkać dwa osobniki, więcej jak są w trakcie rozmnażania. Nam zależy, żeby odciągnąć na płyciznę jednego i ubić, wziąć swoje i spadać, a resztę dojedzą sobie inne węże. Najbardziej mi zależy na soczystym mięsie i skórze. Przypieczona skóra jest lepsza od frytek — wyjaśniła. Zastanowiła się przez chwilę nad jego propozycją.
— Możesz zacząć, ale jak zobaczysz za dużo wypukłości na wodzie to się zamknij i oddaj mi odciąganie, mam liny, łańcuchy, haki i kosę bliźniaczą, to wezmę jednego na czucie, a Ty dobijesz, dobra? — zaproponowała, samej skacząc na kolejne drzewo bez większych problemów.
Onyx
Akane już otwierała usta, by rzucić żartem, że w sumie to ciągnie za lekko, ale nim cokolwiek powiedziała Ryu mocniej szarpnął jej włosy.
OdpowiedzUsuń- Au! - złapała się za głowę i zaraz spojrzała po chłopaku przenikliwie. To było trochę dziwne, tak odrobinkę. W danym momencie postanowiła sprawę przemilczeć, ale zakodowała w głowie ten dziwny zbieg okoliczności.
- Rozumiem, w zwichrowanych wyglądam zbyt uroczo i trzeba mnie doprowadzić do ogłady - parsknęła krótkim śmiechem, pozwalając by kontynuował plecenie warkocza. Chrząknęła lekko, gdy wyznał, że wie co powie.
- Tak, zauważyłam i poczułam... - przyznała. Czyli to jednak nie był zbieg okoliczności. Skrzywiła się lekko. Taka zdolność musiała być cholernie upierdliwa. W walce przydatna i to bardzo, gorzej w życiu codziennym. - Zawsze wiesz? Nawet przy tych bardzo nieprzewidywalnych osobach? - zainteresowała się i słuchała go dalej w lekkim zamyśleniu.
- To co mówisz dość mocno wybiega poza iluzję... To już nie jest okłamywanie cudzego umysłu, to wyprzedzanie faktów - zauważyła. Jej przeczucie działało inaczej, ale też bywało raz irytujące, a raz pomocne, więc to akurat rozumiała. Słuchała dalej o jego treningu i zerknęła po chłopaku z lekką aprobatą na twarzy.
- Niezły wynik... - przyznała. Z dwóch godzin do dwóch minut... Nawet nie chciała wiedzieć ile razy musiał zabić swoje klony by aż tak poprawić ten czas.
- Odporny na ból związany ze śmiercią? Nie bardzo rozumiem... Przecież śmierć może być różnorodna, a więc i ból z nią związany... - uniosła lekko brwi. Nie bardzo rozumiała jak można się na coś takiego uodpornić. - Chodzi Ci o śmierć Twoich klonów? Uodparniasz się i nie czujesz tego co one czułyby, gdyby żyły? - dopytała. Brzmiało dobrze, może w końcu klony przestaną być jego słabym punktem.
Kiedy stała już przy stołku to wzięła jeszcze jeden łyk nalewki i odstawiła kielich po czym odwróciła się przodem do Ryu. Świetnie... Akurat w tej chwili to wolałby by jednak żartował. Pokręciła głową na jego pytanie.
- Mohe... On... - westchnęła ciężko. - Nikogo tam aktualnie nie ma, a ja... No po prostu... Cholera, to musi być dla niego kurewsko ciężki czas... - wiedziała co nieco o ostatnich przemyśleniach chłopaka, ciąża z wpadki to było ostatnie co teraz potrzebował. - Do tego Emma... Też swoje przeszła... - już przecież była w ciąży i to nie było dla niej dobre doświadczenie, a tu teraz coś takiego. - Maskara... Nic dziwnego, że dobrze tam nie jest - pomasowała sobie skronie i z głośnym westchnieniem wróciła do łóżka, ale usiadła sobie obok Ryu, na ziemi. Oparła głowę o ramę pryczy i zerknęła po niedokończonym warkoczu, który teraz trochę się już rozplątał.
- Całkiem nieźle Ci wyszedł... - przyznała trochę pogodniej, chociaż dalej w lekkim zamyśleniu.
Akane
— Doskonale wiedział, że jego słowa mnie bolą, a ja mu powiedziałam, że się z nim nie zgadzam i dałam do zrozumienia, że życia dyktować mi nie będzie nieważne jak jest dla mnie ważny — powiedziała spokojnie. Zaśmiała się lekko, gdy powiedział, że się sprostaczyła. Poprawiła włosy i wzruszyła ramionami. — Lubię swoje prostackie siu wziu — odparła. Owszem, miała w sobie dalej sporo z księżniczki, ale jej to nie przeszkadzało. Lubiła się stroić, swoją grację i etykietę, kiedy tego potrzebowała. Słuchała słów Ryu. — Przecież powiedziałam, że to kim zostanę to moja brocha, ja wiem, że rodzice nie oczekują ode mnie, że będę Kapłanką. Dla nich najważniejsze jest szczęście swoich dzieci i wnuków, potem zajmują się sukcesją w Phyonix. Tym bardziej nie mam zamiaru słuchać w tej kwestii Diego, który mówi, że ja mam to zrobić z wdzięczności za to, że się tutaj urodziliśmy. Super, że jestem bogatą następczynią tronu, zajebiście żyć w luksusach, ale nie wiem czy tego chcę na całe życie. Zastanawiam się nad tym. Wiem, że na pewno chcę pomóc rodzicom otworzyć Phyonix na resztę Mathyr, ale nie muszę do tego być Kapłanką czy księżniczką, równie dobrze mogę podróżować, a potem opowiadać innym jak wygląda świat za ognistymi bramami, zdawać raporty i cieszyć się życiem z Abyss u boku. A może zostanę Gromem, a może będę jak Ash wykonywać tajne misje, a może będę mordować wrogów Phyonix? Kto wie co się stanie po wojnie. A może faktycznie uznam, że chcę być Kapłanką - wiem tylko, że to jest tylko i wyłącznie moja decyzja. Nie jestem nikomu nic winna za to jaka się urodziłam. To moje życie i ja nim będę dyktować. Kapłanka, która tłumi swój ogień i tak doprowadziłaby ten kraj do ruiny, więc założenie Diego, że choćby skały srały to ja mam nią zostać jest po prostu chujowe i nieodpowiedzialne — wyjaśniła, zbliżając się na dwa kroki do Ryu. Pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń— Nie, Diego zachowuje się jak chuj, ale coś więcej za tym stoi niż zazdrość. Ale teraz jestem za bardzo na niego zła, żeby się tym martwić. Wrócę później do tego tematu, na spokojnie — uśmiechnęła się czule, myśląc o swoim bliźniaku. Zachował się skandalicznie, ale dalej kochała tego swojego gimbazę, jak to Gave ujął. — Ależ Ty tajemniczy — zaśmiała się, pstrykając go lekko w nos. — Szkoda, myślałam, że chcesz się ze mną spróbować w walce — odpowiedziała. — Bo i tak zakładałam, że ćwiczysz, jesteś zbyt ruchliwy, żeby tego nie robić… i cóż… wysportowany — zauważyła, odwracając wzrok. Podeszła zaraz do biurka, żeby nie wyglądać zbyt podejrzanie ze swoim wstydem. Polała sobie kolejną szklankę wody.
Darcy
— Moim zdaniem tak, co prawda tylko suchych, bo z serem i boczkiem frytki są… — aż się oblizała a w jej brzuchu zaburczało. Ech, mogła zjeść ich więcej, kiedy byli jeszcze w Argarze. Była strasznych obżartuchem. Uderzyła czołem o korę drzewa, kiedy Ryu zeskoczył na ziemię. A mówiła przecież, żeby działać z odciągnięciem jednego. Jakby miała pieprzone deja vu kurwa mać. Zaraz przeskoczyła kilka drzew, żeby znaleźć się za Ryu. Związała linę do kuszy z chwytakiem, żeby w razie czego zabrać chłopaka do góry. Argarczycy byli kurwa niereformowalni. A to ona niby rzucała się śmierci na pożarcie. Chuja tam kurwa. Takiego wała jak Polsza cała. Wyjęła stalowe wachlarze, oglądając uważnie co się dzieje. Cicho zeskoczyła niżej. Doczepiła do nich złote dzwonki, które kiedyś zabrała sobie z szafki u Darcy, kiedy jeszcze u niej pomieszkiwała. Rzuciła wachlarzem jak bumerangiem nad jednym z węży, aby zwrócić na niego swoją uwagę. Wachlarz naciął mu skórę, wydając przy tym cały czas dźwięki. Wąż zaczął pełznąć w jej stronę, a ona złapała broń, kiedy tylko do niej wróciła. Zaczęła dalej dzwonić.
OdpowiedzUsuń— Miałeś postarać się o jednego, nie całe stado — syknęła do Ryu, po czym znowu rzuciła wachlarzami tak, aby zakręciły tuż nad głową upatrzonego przez nią osobnika. Zaczęła go odciągać od reszty, obserwując w międzyczasie jak ma się Ryu.
Onyx
An parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Moje oczy na pewno nie są ulokowane we własnym odbiciu – puściła mu oko i rozbawiona pokręciła głową.
- Może będę miała okazję sprawdzić sama, mam na dniach ogarnąć sobie perukę na drobne przeszpiegi, może będą mieli łysą – uśmiechnęła się pod nosem. Trzepnęła go lekko w tą rękę co to pociągnął ją za włosy i pogroziła mu palcem.
Słysząc o tym jak musi się pilnować, przytaknęła mu głową. Tak, to rzeczywiście brzmiało męcząco.
- Przyzwyczaić do wyprzedzania faktów? Brzmi ciężko, ale… sama myślałam, że nie dam rady okiełznać tych wszędobylskich emocji, które na mnie wpływały, a jednak powoli zaczynam rozumieć jak to działa i, tak, myślę, że przyzwyczajać się – przyznała. – Ucieczka rzeczywiście nie jest… rozwiązaniem – trochę się zamyśliła. Naszła ją pewna myśl w sprawie Latrala, ale zostawiła to na razie w głowie. Słuchała dalej jego wyjaśnień, lekko przytakując na znak, ze rozumie. Uśmiechnęła się na jego podziękowania i ponownie mu przytaknęła.
- No też dlatego się zdziwiłam – przyznała i zaraz raz jeszcze kiwnęła. – Rozumiem – czyli jednak miał na myśli śmierć klonów. – Ma to w sumie sens, skoro to iluzje to ból też pewnie bardziej działał na Ciebie podświadomie, a skoro posługujesz się klonami coraz świadomiej to rzeczywiście głowa zdaje się rejestrować, że no jednak to tylko fantomowy ból – pozwoliła sobie na swoją małą analizę. Słysząc o tym, że sprawdzi co z Mohe westchnęła ciężko.
- Jasne – jak najbardziej mógł skoczyć, ale obawiała się, że w aktualnej sytuacji Mohe nie zaufa mu na tyle by się aż tak zwierzyć. Na słowa o sierocińcu uśmiechnęła się lekko.
- Już mi o tym opowiadałeś, poza tym, przecież sama widziałam Cię kilka razy w akcji. Z doświadczenia jednak wiem, że włosy włosom nie równe. Nawet Fasolki mają różne, Malice to warkoczyk sam się zaplata, ma fajny skręt i naturalnie włos się pod przeplatanie układa. U Raji już gorzej, ma trochę bardziej śliskie włosy, które uciekają między palcami – zaśmiała się lekko. Na kuksańca w bok odpowiedziała mu tym samym.
- Sugerujesz, że niby nie wiem? O chłopie… - zacmokała kręcąc głową. – Nie muszę czekać, jeszcze w tej podróży małe naoglądały się najróżniejszych fryzur, a to po terrańsku, a to po lerodasku, a to heimurinnsku – parsknęła śmiechem. – Niekiedy to ciężko przetłumaczyć, że jeszcze im trochę włosy muszą urosnąć by aż takie cuda tworzyć – dodała rozbawiona i mimowolnie zerknęła na miejsce, gdzie miała bliznę. Zaraz jednak wstała z podłogi i znowu walnęła się na łóżko plecami.
- Pora się zastanowić nad otwarciem salonu piękności, skoro masz tyle talentu w rękach. Może nawet Mohe do Ciebie dołączy i będziecie czesać największe mathyrskie szychy – uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała lekko na tą wizję.
Akane
— Nie jest super pod żadnym względem. Nawet nie wiesz jak często sama mam w głowie, że nie powinniśmy tak mieszkać, co się stanie z moim rodzeństwem jak nie zostanę Kapłanką, czy sobie poradzą bez tej wygody —- odpowiedziała mu. Miała tutaj na myśli jedną, konkretną osobę, ale nie zamierzała nikogo teraz wytykać palcami. Westchnęła lekko i pokręciła głową. — To jest odpowiedzialność, której nie wybierasz. Rodzisz się i masz z góry narzuconą rolę. To irytuje mnie w środku. Że powinnam być kimś tylko i wyłącznie przez urodzenie. Nie zrobię tego. Chcę, żeby feniksy same wybrały swojego następcę, jeśli to będę ja - jakoś się z tym pogodzę, albo odmówię, zobaczę. Ale nie zostanę Kapłanką tylko i wyłącznie dlatego, że urodziłam się księżniczką — powiedziała pewnie. Zaśmiała się lekko. — Próbuję, mieszkam w Argarze, uczę dzieci, Gava, Akane grania na instrumentach, języków, jestem zadowolona z życia. Coraz bardziej. Uczę się samej siebie od zera, własnych możliwości, dopuszczam do siebie ostatnio wiele nowych myśli i jestem z siebie naprawdę zadowolona — uśmiechnęła się ciepło. Zaraz jednak zrobiła zaskoczoną minę. — Nielegalnie? Właśnie… jak tu przyszedłeś? — zapytała go zainteresowana. Pokręciła głową. — Cieszę się, że połehtałam Ci ego w takim razie.
OdpowiedzUsuńDarcy
No po prostu kurwa wyjdzie z siebie, dusza z niej wyjdzie i pójdzie w pizdu. Zagryzła zęby, tłumiąc krzyk bezsilności. Był niemożliwy. Mówili o jednym wężu, o uczieczce od reszty a nie zabawie w kotka i myszkę. I co ona niby miała z nim teraz zrobić? Zostawi? Ratować? Złapała wachlarze, wracając wzrokiem do swojej ofiary. Wąż zgłupiał, słysząc drącego się Ryu. Ostatecznie zignorował dzwonki i zaczął pełzać w jego stronę szybkim tempem. No debil no. W końcu uznała, że ma to gdzieś. Kiszki grały jej marsza, kiedy widziała tyle smacznego, wijącego się mięsa, ale niech se radzi. Wskoczyła na gałąź nad Ryu, usiadła na niej i zaczęła go obserwować. Skoro sobie radził, to niech se radzi. Na razie jej nie potrzebował.
OdpowiedzUsuńOnyx
Akane zerknęła na palec przy swoim nosie i zaraz skrzyżowała wzrok z chłopakiem.
OdpowiedzUsuń- Tylu rzeczy? - powtórzyła unosząc lekko jedną brew. - To czego Twoim zdaniem nie dostrzegam? - zapytała spokojnie, patrząc po nim pytająco. Słuchała zaraz dalej w temacie treningów z Yensenem. Zmarszczyła lekko czoło.
- Reagować na ciosy, które nie przybyły? Lekceważyłeś to co widzisz, na rzecz tego co czujesz, czy Twoja zdolność ogłupiła nawet Twoje widzenie? - zainteresowała się. Brzmiało to dość ryzykownie. Przytaknęła na stwierdzenie co do sprowadzania do piachu. - Tak, zdecydowanie niepokojące - przyznała. Uśmiechnęła się nieco pogodniej, gdy wyznał, że jest poprawa.
- W takim razie będę trzymać kciuki by było tylko lepiej - stwierdziła pogodnie z lekkim uśmiechem. W temacie zawodzącej pamięci uśmiechnęła się tylko kącikiem ust po czym wzruszyła ramionami.
- Czasami rzeczywiście jest - przyznała, nie wchodząc głębiej w to co chciałby zapomnieć, a co sobie przypominać. Na słowa co do dziewczynek, zaśmiała się.
- Wątpię, już teraz dużo lubią robić same, a im starsze tym pewnie mniej będą chciały angażu rodziców. A jeżeli rzeczywiście będzie inaczej, to nawet przyjemnie się zaskoczę - stwierdziła z cieplejszym uśmiechem.
Akane