Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Każdy z nas jest niewolnikiem... jedyne wyjście to obudzić się!


 ACAIR

21 lat | pochodzi z Fag Baile | Lerodas (terminuje u Walwana) | 178 cm


Acair przyszedł na świat 20 lat temu w Fasach. W małej, biednej (jak wszyscy mieszkańcy Fag Baile), ale za to kochającej się rodzinie. Jego matka należała do Poszukiwaczy, którzy niemal każdego dnia narażali swoje życia, żeby przynieść trochę jedzenia czy odkryć kolejne źródełko wody. Ojciec  - walczył o ich przetrwanie wraz z zamieszkującymi tę krainę - Liubhairami. Natomiast jego starsza siostra - Aila - szybko okazała się mieć talent do leczenia. Została wybrana na uczennicę jednego z wyżej postawionych Uzdrowicieli. Szczęście ją wtedy rozpierało.

On sam nie należał do najbardziej przydatnych osobników płci męskiej. Miał dwie lewe ręce - więc za walkę się nie zabierał, potrafił zgubić się w drodze z jednego tunelu do drugiego, a kiedy próbował utworzyć lek - przypadkowo zatruł wszystkich swoich rówieśników. Przywarła do niego łatka nieogarniętego gówniarza, któremu lepiej nie dawać żadnego poważnego zadania.

Acair wstydzi się swojej niemocy do tego stopnia, że nie zauważa swych dobrych punktów. Bo co z tego, że jego wzrok jest lepszy niż niejednego Wojownika, włada biegle większością języków używanych w Mathyr i co z tego, że potrafi chodzić tak bezszelestnie, że żaden Liubhair nigdy go nie wywęszył - a jeden wyłonił mu się pod stopami i zostawił w spokoju (chłopak uznał to po prostu za łut szczęścia), jeśli we wszystkich innych dziedzinach był beznadziejny?

Jego rodzice, dopóki żyli, bronili go przed wyrzuceniem z Fag Baile, ale kiedy zabrała ich śmierć, Mędrcy nie pozostawili mu złudzeń. Nawet Aila się za nim nie wstawiła. Został wypędzony z Fag Baile, bo jedyne co robił to szkodził swojej rasie. Aila odprowadziła go na skraj pustyni, dając mu jedynie tobołek z najpotrzebniejszymi rzeczami - kilka ciuchów, trochę jedzenia i parę złotych monet. Pożegnała go słowami:

Wróć jak zmężniejesz.

I tak Acair znalazł się w zupełnie innym świecie, zmuszony porzucić to co doskonale znał. Mimo swojego wyjątkowo ciapowatego charakteru udało mu się sobie zjednać kilka wspaniałych istot - Onyx, Walwan, Pius, Grima czy Akane i Ennis to tylko niektóre z nich. Uważa ich za swoich przyjaciół i nie zamieniłby ich na innych. Wraz z przyjaciółmi przyszła i większa pewność siebie - choć ta nie jest jeszcze na najwyższym poziomie. Pracuje nad sobą i powoli mężnieje.

Spędził czas w niewoli u Helgi. Stracił u niej mały palec od lewej ręki i część swojego łagodnego charakteru. W Kryształowym Lesie zdobył kryształ lodu i uczy się nim władać. Próbuje odnaleźć samego siebie i nie zwariować ze skonfliktowanymi myślami, które ostatnio go nękają. Dalej stawia przyjaźń ponad wszystko, ale zaczyna patrzeć przy tym również na samego siebie.


POWIĄZANIA / DODATKOWE




[Na powiązania i dodatkowe info przyjdzie czas, a dziś ląduje tu z kolejnym chłopem. Kontakt - hangout i e-mail: btc.natsu@gmail.com ]


99 komentarzy:

  1. Dla niej i tak miał dobre serce. Fakt, że sama uważała, że był zbyt ufny względem innych, ale to nie zmieniało faktu, że nie znała drugiej tak życzliwej osoby.
    — Przynajmniej cieszę się, że mi zaufałeś kiedyś… nie wiem czy teraz byś to zrobił — uśmiechnęła się do niego krzywo. Westchnęła smutno. Wojna w głowie? Znała to aż za dobrze. — Mankrik mnie adoptował z klatek w Terrze. Myślałam, że to mój ojciec, kocha mnie, ale… zrobił to tylko dla pieniędzy. Byłam dla niego maszyną do robienia pieniędzy, a kiedy przestałam non stop zabijać najdroższe cele i zajęłam się swoim życiem przestałam być przydatna. Sprzedał moje życie dla pieniędzy. Porwał mojego przyjaciela, który się o tym wcześniej dowiedział, zanim mnie ostrzegł. Gdyby nie Gave pewnie by mnie teraz tutaj nie było. Najgorsze jest to, że dalej jest gdzieś na wolności, dycha i chuj jeden wie co dalej zrobi, żeby odzyskać pieniądzę — wyjaśniła po krótce.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  2. — Nie chcę robić na niego zasadzki — powiedziała, odsuwając się od niego. Zagryzła wargi, czując wzbierającą w niej wściekłość. — Nie chce go szybko zabijać, manipulował mną całe moje życie, odsuwał od wszystkich, pchał w najróżniejsze niebezpieczeństwa dla pieniędzy, chcę żeby zdechł w tym złocie — powiedziała zaciskając pięści. — I chcę żeby patrzyli, wszyscy, których skrzywdził po drodze, chcę go upokorzyć, bo czemu nie? — wróciła wzrokiem do brata. — Zabrał mnie z jednej klatki do drugiej, a potem na rok po to, żebym zabiła biologicznego ojca, za którego też wziął sobie pieniądze. Kolejny rok życia, te wszystkie życia, to wszystko… Muszę to zrobić ostrożnie, ale brutalnie. I chcę mu pokazać, że jestem lepsza. Prawie go zabiłam, gdybym nie była skuta kajdanami… muszę mu pokazać kto jest na czyjej łasce zanim zdechnie — opowiedziała mu. No cóż, skoro on stawał się bardziej mroczny, może zaakceptuje też mrok w jej sercu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ennis przekręciła lekko głowę i zmrużyła oczy, skupiając się na tych wyjaśnieniach. Prychnęła śmiechem, gdy przyznał, że chciałby być tak „otwarty” jak ona.
    - Nie życzę Ci tego. Mnie obdarli z godności do cna, nie mam się już czego wstydzić. Nie chcesz wiedzieć co mi robiono… Kiedyś też się wstydziłam… - spojrzała gdzieś w bok. – Teraz już po prostu nie mam czego… - odparła. – Nawet nie pamiętam własnych rumieńców – stwierdziła i wróciła do niego spojrzeniem. – Ty w swoich wyglądasz dość niewinnie i pizdowato, ale niektórzy uznaliby je za urocze – dodała swój oryginalny komplement i zaraz lekko zmierzwiła mu włosy. – Jak już wspomniałam, lubię dziwaków – rzuciła mimowolnie. Sam gest z włosami był dla niej dość nowy, ale widziała do często w Argarze i jakoś tak sytuacja zdała jej się do niego pasować. Na wyjaśnienia dotyczące przyjaźni lekko zmarszczyła czoło. Spojrzała w miejsce „serca”, w które ją dotknął i zaraz znowu w oczy Acaira z wymownym wyrazem twarzy. – I co, i tyle? Chodzi tylko o to by się dobrze przy kimś czuć? Przecież jak się na mnie drzesz i wściekasz to się dobrze nie czujesz, to samo gdy Cię zawodzę… Po co trwać przy kimś kto nas wkurwia? – zerknęła w bok. – I dlaczego w ogóle najbardziej wkurwiają Ci, przy których czujemy się dobrze… - skrzywiła się lekko. Obojętność zdawała się w tym wszystkim dużo łatwiejsza. Z zamyślenia wyrwały ją słowa Aciego i to jak się w nią wkleił. Westchnęła ciężko i ułożyła brodę na jego głowie, obejmując go jednocześnie ramionami. – Zwykle jesteśmy bardzo krytyczni wobec samych siebie, patrz na mnie, nie uważam się za wartościową, a Ty jednak coś we mnie widzisz. Coś dobrego, chociaż nadal nie wiem co… Może i bywasz frajer, a Las nie powinien dać Ci kryształu, ale dał, więc to wykorzystaj – rzuciła. – Korzystaj z tego co życie daje, nawet gdy nie powinno, jebać co powinno, wiele rzeczy powinno być inaczej, ale nie jest – stwierdziła z obojętnością w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  4. Ennis prychnęła pod nosem.
    - Pfy, to się w końcu zdecyduj, czy widać, czy nie widać - odparła, a na to jego dźgnięcie drgnęła lekko i posłała mu nieco zadziorny uśmiech. Pokręciła zaraz głową. - Czasem lepiej się zastanów o co prosisz Aci... - odparła cicho. - Droga, którą przeszłam by taka być była pełna gówna. Nie każdy by ją przeżył - stwierdziła bez ogródek. Czuła, że robi się cieplejszy, a to nie był dobry znak. Odsunęła go od siebie na wyciągnięcie rąk. - Trzeba Cię ogrzać, wlepianie się we mnie nie jest dobrym pomysłem. Zaraz będziesz przeze mnie cały mokry. Trzeba Cię rozebrać - zaczęła ściągać z niego ciuchy. - Nie, nie powiem - oznajmiła. - Jak umrzesz to nigdy się tego nie dowiedzą - dodała sucho. - Masz coś w torbie na przebranie? - zapytała i rozejrzała się dookoła szukając jakiś przydatnych przedmiotów. Słuchała teorii o "zależy" lekko przewracając oczyma. - Tak, tak, teraz się skup na swoim stanie, a nie paplasz - stwierdziła. Nie specjalnie chciała kontynuować ten temat, szczególnie po swoich "wylewnych chwilach", o których starała się z całych sił zapomnieć.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  5. Ponownie prychnęła, ale jakoś tak mimowolnie uśmiechała się pod nosem.
    - Specjalista się znalazł - rzuciła niby z obojętnością. - Mhm, po prostu jeden byt mniej - odparła na jego stwierdzenie co do śmierci. Sama miała do niej dość specyficzne podejście i wiedziała, że cudze próby zmiany zdania w tym temacie niewiele dawały. Spojrzała po Acim z lekką pretensją w oczach. - No właśnie dlatego trzeba Cię ogarnąć - oznajmiła i zaraz parsknęła śmiechem. - Zawsze marzyłam by ujechać gorączkującego - rzuciła przesłodzonym głosem i zatrzepotała teatralnie rzęsami. Ruszyła po jego tobołek i wróciła do niego, pomóc rozebrać się do końca. - Wcale tak bardzo nie lubię seksu, więc spokojnie, nie rzucę się na Ciebie - zapewniła, dalej rozbawiona. Jeden z jego ciuchów wykorzystała by przetrzeć mu ciało, a dopiero później zaczęła pomagać mu ubierać świeże ubrania. - Zaraz Ci zrobię posłanie - jeżeli miał dojść do siebie to leżenie na litej skale nie było dobrym pomysłem. - Bo Ty im masz powiedzieć - odparła i zaraz westchnęła ciężko po czym spojrzała mu w oczy. - Bo Cię... - ugryzła się w język i prychnęła pod nosem - ... uczę życia - posłała mu szeroki uśmieszek, a gdy był ubrany, wstała. - Zaraz wrócę - opatuliła go jeszcze pozostałymi ciuchami, co by miał ciepło. - Idę tylko tu w okolice jaskini, zaraz jestem - dodała co by go uspokoić i wyszła zebrać odpowiednie elementy do swojej konstrukcji.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  6. Ennis nie mogła się powstrzymać i mruknęła lubieżnie, patrząc po jego ciele.
    - Chociaż może... - sugestywnie oblizała usta, ale zaraz się zaśmiała pod nosem. Na słowa o umieraniu dotknęła palcem wskazującym środek jego czoła. - No właśnie, więc jak chcesz żeby o tym się dowiedzieli, to nie możesz umrzeć - stwierdziła prosto. Na kolejne stwierdzenie uśmiechnęła się pod nosem. - Powinieneś, ale się w tym opierdalasz i wolisz uganiać za Walwanem - odparła, patrząc mu w oczy by zaraz wstać. Pokręciła głową i ciężko westchnęła. - Tylko głupi niedźwiedź by tu podszedł, czując mój zapach. Poza tym będę na widoku, wyczuję intruza, szczególnie z Fjelldod - pochyliła się jeszcze nad nim i uśmiechnęła dość znacząco. - Ciekawe czemu mieliby Cię szukać Fjelldodczycy, skoro z Ciebie taki frajer, hmm... - zaśmiała się krótko po czym ruszyła zebrać odpowiednie materiały. Rzeczywiście kręciła się w okolicy, zebrała sporo grubego mchu, pnącza i gałęzie z liśćmi. Poszukała trzech badyli, pasujących na szkielet parawanu i kiedy wszystko już zniosła do jaskini, zaczęła przeplatać mech z liśćmi, by stworzyć "łoże", a resztę planowała wykorzystać do osłony. Zanim jednak skończyła wstała jeszcze by zobaczyć co u Aciego. - O kant dupy te Twoje specyfiki - stwierdziła. Gorączka zdecydowanie mu nie zeszła. Ennis przetransportowała łoże obok Aciego. - Właź, przynajmniej od ziemi nie będzie Ci wiało - pomogła mu się ułożyć. - Nie chce mi się Tobą opiekować, chyba jednak pójdę do źródła i spłynę na zamek Helgi - rzuciła bez ogródek. - Brzmi ciekawiej niż niańczenie... - dodała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  7. Ennis zatrzepotała teatralnie rzęsami.
    - Moich nawet nie znasz, więc się nie wypowiadaj - zaznaczyła i zaraz przewróciła oczyma. - No normalnie poczułam się dotknięta, liczyłam, że chociaż odrobinkę się wkurzysz i Ci temperaturka skoczy - wróciła do przeplatania liściastych gałęzi przez przygotowane pale. - Najlepiej idź spać, podobno to dobrze robi - rzuciła jeszcze w trakcie roboty.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  8. Ennis spojrzała po nim wymownie.
    - Kiepsko Ci idzie z wykrywaniem prawdy - stwierdziła krótko, a słysząc sugestię uśmiechnęła się pod nosem. - Jesteś kurwa niemożliwy - podsumowała, kończąc swoją małą przeplatankę i zaraz ustawiła przy posłaniu gotowy parawan, dzięki czemu nie było tak czuć podmuchów wiatru wpadających do jaskini. Kiedy konstrukcja już stała En usiadła sobie przy boki Acaira. - Dla jednej osoby będziesz w sam raz na solidne śniadanie. Przetrzymam Cię do rana i wtedy ubiję - oznajmiła, przykładając mu dłoń do czoła. Pokręciła głową i westchnęła ciężko, a po tym chłodną dłoń wsunęła mu na szyję i ułożyła przy karku, co by go ochłodzić. - Gorączka to dobry omen, ale Twoja robi się zbyt wysoka. Powinniśmy Cię schłodzić. Gdzie teraz się pochowały te Twoje niesamowicie pomocne sople lodu co? - zapytała z nutką sarkazmu w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  9. Ennis spojrzała po krysztale chłopaka, mimo, że klejnot nie był jej czuła go wyraźnie, zupełnie jakby Aci trzymał w dłoniach jakąś żywą istotę. Zostawiła swoje odczucia dla siebie, ciężko w sumie było się na nich skupić, gdy nagle otoczenie zamarzło.
    - Kurwa mać! - zerwała się dość gwałtownie. Jako istota ociekająca wodą poczuła i na własnej skórze działanie chłodu. Zmarszczyła gniewnie czoło, patrząc na błyskotkę. - Nie polubię się z Twoim kamieniem - stwierdziła i rozmasowała sobie dłoń, bo ta trzymana przy karku chłopaka odrobinkę jej przymarzła. Kobieta spojrzała po palenisku i westchnęła głośno. - Idealnie, po prostu bajka... - mruknęła i ruszyła do wyjścia z jaskini, co by nanieść nowego opału i na nowo wzniecić ogień. Nie brakowało w tym przeklinania w różnych językach. - Trzeba było się nie ruszać z Argaru - mruknęła do samej siebie z lekkim grymasem na twarzy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  10. [bez przesady, widziałam gorsze xD]

    Ennis siedziała w ciszy przy palenisku, przypomniała sobie, że dziś nie jadła, jednak postanowiła przerzucić polowanie na następny dzień. Nie pierwszy raz pójdzie spać głodna. Stróżowała długi czas, a kiedy w końcu poczuła zmęczenie, ułożyła się za Acairem i lekko objęła go ramieniem. Wątpiła, że jest w stanie dać mu jakiekolwiek większe ciepło, ale... Chyba odrobinę zatęskniła za tymi przytulanymi nocami. Prychnęła pod nosem na własne myśli. Żałosne... Pokręciła głową z niedowierzania, ale na szczęście w miarę szybko zasnęła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  11. Pobudka Acaira zbudziła i Ennis, w takich sytuacjach spała bardziej czuwając, odpoczywała, ale nie zapominała o ewentualnych zagrożeniach.
    - Uch… - mruknęła kiedy chłopak wtulił się w nią mocniej. Wypuściła głośniej powietrze i zerknęła na niego. No i po co to robiła? Zdrowy rozsądek podpowiadał, że lepiej byłoby dla niej, gdyby na nikim jej nie zależało… Tyle, że ostatnio coś dziwnego przysłaniało jej zdrowy rozsądek… Zamyślona nawet nie usłyszała własnego brzucha, ale dźgnięcie skutecznie sprowadziło ją na ziemię. Drgnęła wyraźnie i rzuciła Aciemu wymowne spojrzenie.
    - Zaraz pójdę… - zapewniła. Tak, powinna zjeść, tu akurat nie zamierzała się spierać. Spojrzała jeszcze uważniej po dzieciaku, wyglądał na obolałego. Zacisnęła lekko usta i powoli wstała, a kiedy przysunął jej owoce spojrzała po nich niepewnie. – No niech Ci będzie… - złapała jeden i ugryzła. – Będę miała na drogę… - bąknęła po czym złapała jego bukłak. – Uzupełnię przy okazji… - dalej mruczała pod nosem. Odwiązała swój bukłak i zostawiła Aciemu. Tam wody nie brakowało. Ruszyła w stronę wyjścia by ruszyć sobie na małe polowanie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy wracała do jaskini poczuła specyficzny zapach przy nosie. Obcy… Ktoś ewidentnie ruszył ich śladem. Krwawiący Acair zostawiał ich całkiem sporo, a i ona nie dbała o zacieranie ich, gdy pomagała tu dotrzeć dzieciakowi. Cóż… Polowanie i uzupełnienie bukłaków na szczęście nie zabrało jej zbyt wiele energii. Podobnie jak dostrzeżenie czającego się zwiadowcy. Najwyraźniej lód, który pojawił się nagle w wejściu ich schronienia zbił Fjelldodczyka. En wyraźnie czuła ekscytację osobnika, a jednocześnie widziała jak ciało mu się spina. Miałby całkiem niezłą nowinę do przekazania, gdyby nie fakt, że Rybka go zauważyła. Nie potrzebowała wiele i Acair mógł usłyszeć zza ściany lodu odgłosy typowe dla pojedynku. Zaraz jednak zapanowała cisza, ktoś zbliżył się do lodowej ściany, a po tym odbił w niej się krwisty ślad. Ennis przyłożyła odcięty łeb ofiary do lodu, by ciepłą krwią naruszyć jego wierzchnią warstwę. Zaśmiała się delikatnie.
    - To będą zajebiste freski, jedyne w swoim rodzaju – rzuciła żartobliwie, zaraz jednak odrzuciła łeb na bok i wycelowała silną wiązką wody w ścianę, tak by ją w jednej części rozwalić. – Przy odpowiednim ciśnieniu Twój lód guzik może przy mojej wodzie – wsunęła głowę do środka i spojrzała na chłopaka osuniętego pod ścianą. – Ja pierdolę, Acair… Nie każ mi cofać pochwał skierowanych w Twoją stronę… - podeszła do niego i szturchnęła nogą po czym pomachała mu świeżą rybą przed nosem. – Chcesz amciu? To ruszaj dupę… Czekam przy palenisku – oznajmiła z szerokim, słodziutkim uśmiechem i poszła do ognia, by przygotować mu jedzenie. Sama zdążyła się już posilić.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  13. To jego wysokie C bolało w uszy, na szczęście jednak kiedy wydał ten dźwięk ściana lodu jeszcze ich dzieliła, więc było to całkiem znośne.
    Przygotowanie ryby nie było jakieś bardzo problematyczne, więc En już zaraz siedziała przy ogniu z nabitym na patyk jedzeniem.
    - To się okaże, czy nie zjesz. W swoim stanie łatwo zapomnieć o głodzie - stwierdziła. Wiele razy sama doświadczyła czegoś takiego. - Organizm walczy z uczuciem głodu, ale kiedy w końcu jedzenie trafia w usta, nagle apetyt rośnie. Poza tym... Jak nie zjesz teraz to będzie na później, upieczona ryba tak szybko się nie psuje - oznajmiła i spojrzała po nim krytycznym wzrokiem. - Co odwaliłeś, że Fjelldodczycy Cię szukają? - posłała mu łobuzerski uśmiech.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  14. Ennis skupiła się na pieczeniu ryby, dając Acairowi przetrawić to co trawił, bo ewidentnie było widać, że coś jest na rzeczy. Kiedy w końcu zabrał głos, spojrzała na niego w milczeniu. Dała chłopakowi powiedzieć wszystko co miał na tą chwilę do powiedzenia i z nieco zadziornym uśmiechem przytaknęła mu głową.
    - Wiedziałam, że masz ten cały śmieszny „potencjał”, gdy tylko zobaczyłam Cię u Walwana. Dość niespodziewane, że znowu wziął ucznia, musiałeś mieć „to coś”, skoro się zgodził – zaśmiała się lekko i wyciągnęła z sakwy zmięty, zakrwawiony pergamin, który położyła przy Acairze na ziemi. Był to list poszukiwawczy z podobiznami Aciego i Walwana. – Miał to przy sobie, nasz… kolega – obejrzała się na głowę leżącą dalej w okolicy wejścia. – Zdecydowanie Helga chce wiedzieć „jak to robić” – oznajmiła, patrząc uważnie po chłopaku. Wyglądał tak jakby miał zaraz rzygać.
    - Cóż, Helga zrobiła sobie ze mnie wroga, a skoro zależy jej na Twojej osobie, to bardzo chętnie przyczynię się do tego, by Cię nie dopadła – oznajmiła z szerokim wyszczerzem. No bo przecież nie mogło chodzić o to, że jej po prostu na Acim zależy i nie chce by ktokolwiek go dopadł, prawda? Przewróciła oczyma na własne myśli i zatrzepotała teatralnie rzęsami. – Tak więc przy mnie jesteś bezpieczny i… - spojrzała na rybę, która była już prawie gotowa, wzruszyła ramionami - … jak będzie dane mi spotkać Walwana to go przeproszę… W końcu i jego Helga planuje dopaść, a ja nie zamierzam być z tą suką jakkolwiek powiązywana – chrząknęła i przysunęła do siebie rybę, co by zdjąć ją z patyka, a potem podać na kawałku liścia Acairowi. – Żryj… - rzuciła dość sucho, co by nie było, że jest przesadnie miła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  15. Ennis spojrzała po Acairze unosząc jedną z brwi.
    - Nie słyszałeś o Claeysie? - prześlizgnęła wzrokiem po chłopaku. - No tak, Ty przecież nie robisz rozeznania, po prostu kogoś poznajesz i nagle bezgranicznie ufasz - prychnęła pod nosem, kręcąc przy tym głową. - No i gdzie jest ta cała Grima? Chadzał z nią na takie podróże jak ruszył z Tobą? Tej całej Grimie dał raczej zajęcie, co nieco pouczył i puścił w swoją stronę... - stwierdziła, a słysząc o córce przewróciła oczyma. Nawet nie skomentowała tego fragmentu wypowiedzi. Macierzyństwo i dzieci zdecydowanie niebyły czymś o czym chciała rozmawiać. - Historia mówi, o pierwszej miłości wielkiego Walwana. Twój kochany przyjaciel szedł po niesamowitą wręcz rozpoznawalność, ale to co stało się z Claeysem sprawiło, że zaszył się w swojej norze i spory czas stronił od towarzystwa. Skupił się na rodzince i pacjentach, pomagał potrzebującym i tyle - wzruszyła ramionami. - Claey był jego uczniem, a z czasem stał się słodziutkim kochankiem - Ennis zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Sporo się od Walwiego nauczył, ale koniec końców wykorzystał zdobytą wiedzę na rzecz Fasarii. Podobno nawet wyszło, że od początku to planował - włożyła jakiś kijek w palenisko i zaczęła się bawić żarem. Parsknęła na pytanie o wygląd. - Chwilowo to nawet gorzej - uśmiechnęła się pod nosem, zaraz uważniej go obserwując. Nie podchodziła, po prostu go obserwowała. Uniosła oczy do nieba i westchnęła na kolejne pytanie. - Chyba już powiedziałam, nie? Jak go spotkam, to tak... - wróciła wzrokiem do paleniska, dalej grzebiąc w nim patykiem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrzyła na niego z politowaniem w oczach.
    - Mhm, bo szumowiny to zwykle są "takie dobre" bez powodu - zakpiła sobie i wzruszyła ramionami. - Raczej nie często się zmieniają - dodała. Po opowiedzianej historii patrzyła na Acaira uważnie. Chłopakowi musiało naprawdę zależeć na różowowłosym... Nawet ją ciekawiło jak to było... Jak byłoby czuć do kogoś coś tak intensywnego? Odepchnęła od siebie te myśli i zacisnęła lekko zęby i trochę intensywniej wbijała patyk w palenisko.
    - Mhm, dałeś dupy jak nic - przyznała mu i przytaknęła głową. - Wiedziałam gdzie uderzyć by naprawdę zabolało, ostrzegałam - oznajmiła i zaraz wyraźnie zmarszczyła czoło. - Co? Po co? Pewnie nawet Cię nie wysłucha... Oni zawsze tak mają, wiedzą swoje, tworzą swoje teorie i nawet nie zapytają, bo kurwa wszystko już wiedzą tacy są domyślni! - aż wstała z kucek i zirytowana spojrzała po Acairze. Prychnęła śmiechem na jego popędzanie. - O no jasne, rzuć wszystko - ruszyła się tak by zajść mu drogę, rozłożyła ręce szeroko. - Nigdzie kurwa nie idziesz! Ledwo się trzymasz na nogach! Nawet nic nie zjadłeś! - zrugała go wściekła. - Po jakie licho zapierdalałam po tą rybę, hm?! Masz zjeść i dojść do siebie, dopiero wtedy gdziekolwiek ruszymy! - dodała, grożąc mu palcem. Zaraz ponownie zmarszczyła czoło i spojrzała na ten swój palec. Co ona właściwie teraz robiła?

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  17. Prychnęła pod nosem na jego stwierdzenie, ale nic nie powiedziała, jedynie przewróciła oczyma. Ten jego nieudany uśmiech skomentowała posłaniem kolejnego pobłażliwego spojrzenie w stronę Aciego. Nawet tego nie potrafił dobrze zrobić. Pod wpływem uderzenia odwróciła głowę w jedną stronę i chwilę zostawiła ją w tej pozycji, powoli wróciła spojrzeniem do chłopaka, jej oczy zdawały się w tej chwili bardzo puste. Szybkim ruchem złapała gardło, po którym przejechał palcem. Jej szpony naruszyły delikatnie skórę, zostawiając na niej ślady. - Lepiej się módl bym Ci w najbliższej przyszłości za to nie oddała - syknęła. - Uderz mnie raz jeszcze, a sama Ci to gardło podetnę lub z rozkosznym uśmiechem będę patrzeć jak sam je sobie podcinasz. Nie jestem Tobą, moją sympatię można szybko stracić - dodała chłodno i wtedy go puściła. - Ostatni raz cokolwiek dla Ciebie upolowałam - stwierdziła, gdy oznajmił, że nie zje tego posiłku. Nadal czuła buzującą krew i tylko jakimś cudem nie skrzywdziła Aciego, a kiedy ten wpadł w jej ramiona i się rozkleił... zesztywniała. Zupełnie nie miała pojęcia co myśleć o całej tej sytuacji. W końcu jednak zdrowy rozsądek wziął górę... Ennis dała mu chwilę na wylanie łez, ale zaraz złapała za ramiona i odepchnęła od siebie. - Skoro tak, to ruszaj dupę... - rzuciła, ruszając po swój tobołek. - No raz, raz... I nie próbuj zostawać w tyle - bąknęła po czym chlusnęła wodą w palące się ognisko, a po tym ruszyła w stronę wyjścia.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  18. Również patrzyła mu w oczy.
    - Ta nutka sympatii, którą jeszcze wobec Ciebie mam, jeszcze... Tylko ona mnie powstrzymuje - odparła zgodnie z prawdą. Cały dygotał od tych wszystkich emocji, jak na ofiarę przystało. Ona już od dawna tak nie dygotała. Uśmiechnęła się pod nosem na jego słowa o bólu. - Ból to dla mnie nic nowego, zawsze o jedną słabość mniej, a swoje słabości akurat lubię eliminować - zapewniła. Zdawała sobie sprawę, że śmierć Acaira nie przeszłaby bez echa, nawet dla niej, ale były też inne priorytety, których dla samej siebie obiecała już nigdy więcej nie naginać.
    Kiedy już szli, z początku jej krok był dość szybki, dopiero po chwili, gdy emocje odrobinę opadły, wtedy nieco zwolniła, pozwalając by w końcu Acair ją dogonił.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  19. Ennis w tym wszystkim powoli zwalniała, ostatecznie szła tak, by Acair był jedynie kilka kroków za nią. Nie zamierzała go zagadywać, więc zaczęła sobie nucić pod nosem jakieś melodie, a kiedy złość całkiem już ją opuściła to nawet lekko sobie podrygiwała do nuconych melodii. Tu się okręciła, tam zawirowała dookoła jakiegoś krzaka, a zaraz ucałowała odstającą gałąź drzewa, dziękując za taniec i w rozbawieniu szła dalej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  20. Droga do rzeki zeszła im w milczeniu, chociaż Ennis zdecydowanie nie była cicha, bo jej tańce i wygibasy trwały właściwie całą drogę. Uspokoiła się dopiero wtedy, gdy w tle zaczął być słyszalny wartki nurt rzeki. Obejrzała się na Acaira z przenikliwym spojrzeniem i szerokim uśmiechem.
    - Zobaczymy co pamiętasz z lekcji o budowaniu tratwy. Tak się wyrywałeś do wędrówki, więc zrobienie jej pozostawiam Tobie. Ja wprowadzę jedynie istotne poprawki - stwierdziła. - Nie spiesz się, wypłyniemy i tak najwcześniej jutro rano. Nim uda Ci się coś stworzyć zrobi się już ciemno, a w takiej rzece w noc się nie płynie - dodała, zdejmując z siebie plecak. Kucnęła przy tobołku i zaczęła rozwiązywać rzemyki, by wyciągnąć z niego niewielki nożyk. Nie był jej, dostała go na tą wędrówkę i osobiście uważała, że z czasem musi go oddać. Przejechała kciukiem po rączce noża. Wolała nie przyjmować sentymentalnych prezentów, a jednak coś sprawiło, że miała ten nóż w plecaku, tak samo jak i bransoletkę, którą otrzymała od Orianny. W końcu nigdy nie wiadomo i biżuteria mogła się przydać by ją sprzedać w razie potrzeby, prawda? Oczywiście, że tylko dlatego miała te rzeczy przy sobie, bo mogły się przydać... Wstała z nożem w ręce. - Ja w tym czasie przygotuję nam jakiś szałas - oznajmiła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwadze Ennis nie uszło, że chłopak ledwo daje radę, ale sam chciał ruszać, to niech teraz cierpi.
    - Ojej, czyżby jednak Ennis miała rację i zbyt szybko zdecydowałeś się na tą wędrówkę? - rzuciła swoim słodziutkim głosikiem i z udawanym przejęciem złapała się za serce. - No jak mi przykrooooo - zatrzepotała rzęsami i prychnęła zaraz pod nosem. Nie przerywała jednak swojej pracy, cięła gałązki i dalej szykowała im dach nad głową.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  22. - A przepraszam bardzo gdzie Twoja uważność? Dość jasno przedstawiłam plan, ja mogę spłynąć bez tratwy, ale Tobie przeżycia to nie gwarantuje - fuknęła pod nosem. Skoro była opcja się do czegoś poprzyczepiać, to jakby mogła nie skorzystać z takiej okazji.
    Kiedy padł na kłody przerwała swoją pracę i westchnęła ciężko.
    - Co za kurwa miernota... - uniosła spojrzenie do nieba i rzuciła kilka srogich przekleństw w różnych językach. Dopiero po chwili zbliżyła się do nieprzytomnego i układając mu stopę na policzku, przekręciła głowę, co by ocenić czy w ogóle dycha. Żył. Kucnęła przy nim. - To chyba odpowiedni czas by pożyczyć sobie Twój kryształ - szepnęła mu nad uchem. - Nie masz nic przeciwko? Ojej, jaki Ty słodziutki - zachichotała i ruszyła do tobołka Aciego, by go przeszukać. Tak po prawdzie szukała resztek ryby, by zabrać je ze sobą do szykowanego szałasu, a tam podjadać w trakcie roboty.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy on sobie słodko śnił, ona zdążyła skończyć budowę szałasu. Zjadła też część ryby, zostawiając odrobinę Acairowi. Tratwy nie tknęła, jej się nigdzie nie spieszyło. Schowała pozostawione jedzenie do tobołka chłopaka i poszła obadać rzekę, którą mieli spływać. Dobrze było zbadać brzeg by wiedzieć gdzie spuścić tratwę, woda bywała w końcu bardzo zdradliwa. Uśmiechnęła się na tą myśl, coraz bardziej lubiła ten żywioł. W trakcie swoich badań zaczęła nucić coś pod nosem, pozwalając sobie od czasu do czasu na drobne odpłynięcie myślami w inne strony. Ciekawe jak sobie radzili w Argarze...

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ten odpis wygląda bardzo dziwnie xDD na szczęście tylko wygląda. A Twoje ego nieźle podbiło skoro już sam do siebie ślesz maile xDD]

    Uroczy zbieg okoliczności sprawił, że Ennis akurat pływała pod powierzchnią wody, gdy Acair postanowił wziąć swoją kąpiel. Nie omieszkała nie wykorzystać tej okazji i kiedy ten się przemywał, białowłosa sprawnie wpierdzieliła mu się między nogi i szybko przy nich przepłynęła, chcąc zachwiać równowagą chłopaka. Zadziorny uśmiech sam malował się na jej twarzy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  25. Ennis, usatysfakcjonowana swoim dowcipem, dalej go kontynuowała i kiedy Acair pospiesznie kierował się do brzegu, przyspieszyła, by tym razem otrzeć się o zewnętrzną część jego nogi, zawrócić mu tuż przed kolanami i otrzeć się o drugą nogę, łapiąc ją jednocześnie w kostce i lekko ciągnąc w tył. Nie na tyle by wciągać go pod wodę, ale tak by poczuł wyraźne pociągnięcie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  26. En wystawiła głowę nad wodę chwilę po tym jak Acair w pośpiechu ją opuścił. Przewróciła oczyma i zaczęła powoli wychodzić na brzeg, już się napływała.
    - Ale Ty kurwa jesteś smętny… - stwierdziła. – Trzeba Cię jak najszybciej przetransportować do Walwana, bo chyba potrzebujesz rozmowy, a na mnie w tym temacie nie licz – zaznaczyła. – Żyjesz, skończ się mazać – wyminęła chłopaka i ruszyła w stronę konstrukcji, którą wcześniej budowała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  27. Ennis ponownie przewróciła oczyma.
    - Pierdolisz od rzeczy... - stwierdziła. - "Niczego nie potrzebuję", "Walwan nie będzie chciał ze mną rozmawiać" - sparodiowała go, modulując głos na taki brzmiący przez nos. - Standard, do pouczania jesteś pierwszy... Ale słuchanie własnych rad? Nie... po chuj - prychnęła pod nosem i pokręciła głową z niedowierzaniem. - Nic mi się nie odmieniło - ponownie prychnęła, zaraz jednak założyła ręce na biodra i spojrzała po nim. - Chociaż wiesz co? Tak, odmieniło...! Cieszę się tym co mam, swoim knuciem, wrednym charakterem, prze zajebistym poczuciem humoru i pewnością siebie. A Ty smęcisz, masz pierdolony kryształowy kamień, masz potencjał i... - zacisnęła na chwilę zęby. - I kurwa zgrabne pośladki, a jęczysz jak stara...! - prychnęła i wyraźnie się skrzywiła. - Tego kwiata jest pół świata, nie Walwan to będzie następny. Uwiodłeś pieprzonego demona, zwiałeś Heldze, pokonałeś Las, żyjesz, a zachowujesz się jak jakiś wymoczek - prychnęła kpiąco i założyła ręce na torsie. - Jak zwykły, zwiędły kutas - prześlizgnęła po nim pogardliwym wzrokiem. - Rzygać się chce... - podsumowała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  28. Ennis spojrzała po nim pewnie, ale nie przerywała, dała mówić, co by wszystko co chciał się mu ulało.
    - Nie mam zamiaru - oznajmiła. - Cieszę się za samą siebie i chuj Ci do tego. Ty się zajmij swoimi radościami - patrzyła po nim unosząc jedną brew ku górze. - Pierdole szczegóły, żyjesz. Czego Ty chcesz więcej? - prychnęła pod nosem. - Jak zechcę to się zrzygam! - warknęła na niego. - Zwykły, zwiędły kutas! - fuknęła. - Mały jebaniec, który nie wykorzystuje własnego potencjału! Frajer na posyłki, niemota, co nie docenia tego, co dał mu los! Zwykła pipa! - pchnęła go gwałtownie. - Stęchła cipa, która woli kulić się w kącie zamiast wziąć sprawy w swoje ręce! - warknęła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  29. En bez oporu strzeliła Acairowi w papę. Z otwartej dłoni, dostał od niej liścia.
    - Jak zechcę to będę rzygać nawet za horyzont - oznajmiła sucho. Nie powiedziała nic, gdy po prostu przyznał jaką jest pierdołą, ale spojrzała po nim, gdy zapytał o pieśń oceanu. Czyli to jednak działało, słyszał, ale efekt nie do końca był taki jaki zapowiadano. Przynajmniej nie w kwestii Aciara. - Po co Ci wiedzieć? Nie planujesz przypadkiem umierać? - zapytała z kpiną w głosie. - A jak myślisz? Co to było? - zapytała, zainteresowana jego ewentualnymi odpowiedziami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  30. Ennis splunęła mu pod buty.
    - Liczyłeś na więcej? No jak mi przykro... Najwyraźniej nie zasłużyłeś - warknęła patrząc po nim oschle. - To chcesz umrzeć czy jesteś ciekawy? Bo jedno z drugim nie bardzo się ima... - zauważyła z obojętnym tonem głosu. - Mogę Ci załatwić jedno i drugie... Twoja decyzja, w co idziemy? Topienie czy może jednak odpowiedzi na pytania? - dalej patrzyła po nim beznamiętnie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  31. Ennis skrzyżowała ręce na piersi.
    - Najwyraźniej jesteś za mało istotny by wywołać u mnie odruch wymiotny - stwierdziła z wymownym wyrazem twarzy. Dalej lustrowała go wzrokiem, nie komentowała jednak jego kolejnych wypowiedzi. Pokręciła głową i ruszyła w stronę swojej budowli by sobie wejść do środka i spocząć. - To pieśń oceanu - odparła po długiej chwili milczenia. - Wabi słabsze jednostki w fale, by nakarmić nimi swoje dzieci. Taki zamroczony pieśnią byłbyś łatwym celem dla morskich drapieżników - odparła przymykając oczy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  32. - Popracuj nad komunikacją, bo aż strach przy Tobie mówić, że "zdechnę ze śmiechu". Jeszcze biedny byś się "zesrał z przerażenia" i to najwyraźniej dosłownie - odparła na jego zaczepkę bez większego wyrazu na twarzy. Położyła się na plecach w swojej konstrukcji, ale słyszała Aciego bo nie miała w niej drzwi. Założyła sobie łydkę na zgięte kolano i leżała. - Pytasz czy znałam ryzyko? - prychnęła pod nosem. - Oczywiście, że znałam - przyznała bez skrupułów. - Nawet liczyłam, że zobaczę efekt, ale wtedy wyszło na jaw, że jednak nie aż taka z Ciebie pierdoła - dodała pogardliwym tonem i zerknęła na Aciego przez wejście do szałasu. Uśmiechnęła się kącikiem ust do samej siebie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  33. - Że niby rzyganie to groźba? – zaśmiała się wyraźnie rozbawiona. – Zapewniam Cię, że się zorientujesz, gdy będę czymkolwiek na poważnie groziła – ponownie się zaśmiała, bo dalej ją to po prostu bawiło. Uniosła zaraz brew, słysząc przytyk co do śmiechu. – Hmm, to nie ja tu chodzę wypluta i ponura – zauważyła tylko i wzruszyła ramionami. W sumie miał rację. Po co się tym wkurzała? Zrobiła kilka kroków w tył. Po co sobie zawracała nim głowę? Obejrzała się na góry, które zostawili za plecami. Dlaczego niby z jego powodu zmieniała plany? Zamyślona przestała słuchać jego paplaniny, usłyszała dopiero coś o innej metodzie i wróciła do niego spojrzeniem.
    - Nie potrzebuję Twoich metod, mam własne – odpowiedziała, chociaż nie do końca nawet wiedziała o czym on mówił. Cofnęła się o kolejne kroki i zaczęła po prostu zbierać swoje toboły. – Masz rację, gówno mnie obchodzą Twoje stany i humory. Jutro ruszam w swoją stronę, a Ty sobie radź – oznajmiła już na niego nie patrząc. Zamierzała się spakować, przespać w szałasie i z rana wyruszyć w inną stronę. Nie potrzebowała go, a tym bardziej on nie potrzebował jej. Wspólne wędrowanie nic nie wnosiło, powinna skupić się na samej sobie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  34. - Nikt nie mówił, że mają Ci pomagać - oznajmiła krótko i sama weszła do szałasu, ale po to by ułożyć swój tobołek i położyć się, opierając o niego głowę. - Mhm - odmruknęła tylko na jego życzenia miłej podróży. Musiał być naprawdę głupi, skoro zamierzał wędrować w nocy, sam i w tych rejonach, no ale cóż. Nie jej sprawa, prawda? - Tylko się po drodze nie obsraj ze strachu - rzuciła mu na odchodne i zadowolona przymknęła oczy. Wygrała, w końcu odpuścił. Raczej już go nie spotka, nadal byli w Fjelldod, a dla tutejszych mieszkańców noc była idealna do poszukiwań. Trudno. Za głupotę się płaci, jak nie padnie z własnej niemocy to go najwyżej złapią i wróci na swój ukochany zamek. - Koniecznie pozdrów Helgę jak już Cię dopadną - wychyliła się jeszcze z namiotu by za nim krzyknąć i zaraz wróciła na swoje miejsce prychając pod nosem. Tak, wygrała. Pierdolony idiota Acair... Leżąc uśmiechała się triumfalnie.
    - Masz czego chciałaś, więc leż... - zwróciła się do samej siebie. - Leż kurwa i się nie ruszaj, śpij... Smacznie śpij, w końcu jesteś sama, bez zbędnych pięt i irytujących kul przy nodze... - kontynuowała, jednak dalszą rozmowę przeprowadziła już w głowie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  35. Ennis z kolei długi czas leżała w swoim szałasie. Miała spać, ale myśli same co chwilę wpadały do głowy. To wszystko było ostro popierdolone. Wszystko wydawało się łatwiejsze, gdy jedyną osobą częściej pojawiającą się w życiu był jebaka Pius. Teraz tych osób zdawało się przybywać i chuj ich jeden wiedział po co... Po co?! En usiadła w szałasie i pomasowała własne skronie. Czego chcieli? Bo ewidentnie nie ruchania... Kobieta złapała pierwsze lepsze co leżało pod ręką i cisnęła tym przez wejście do szałasu z soczystym "kurwa" na ustach. Zamknęła na chwilę oczy. Pierdolone pięty i kule u nogi... Ich istnienie było kurewsko irytujące, a jednocześnie dawało coś, czego Ennis nie rozumiała. Białowłosa zmarszczyła lekko czoło, gdy poczuła coś ciepłego przy oczach. Sięgnęła nań dłonią i zebrała na palec coś mokrego. Czy ona właśnie... płakała? Zacisnęła zęby. Nie był to szloch, ani żadne inne wycie, ale... Pokręciła głową i przetarła oczy.
    - Jesteś pierdoloną kretynką i zjebaną masochistką... - warknęła wychodząc z szałasu. Ruszyła śladem Acaira, ale nie zaszła za daleko, właściwie odrobinę wysunęła się za szałas i poczuła jego woń w powietrzu. Pieprzony padalec wcale się jakoś daleko nie oddalił. Prychnęła pod nosem, ale kącik jej ust uniósł się delikatnie. Ponownie pokręciła głową. Wcale jej nie zostawił. Wredna pała... Kobieta cofnęła się do szałasu i uśmiechnęła do samej siebie. Przynajmniej w jej łaski trafił jakiś naprawdę ciekawy pojebaniec. Niech se śpi w krzakach, po swojemu, ona zamierzała spać tutaj i tym razem, o dziwo, zasnęła bez problemu. Obudziła się wcześnie rano i przeciągnęła wyraźnie zadowolona. Opuściła swoją konstrukcję i zarzuciła plecak na plecy. Kiedy przyszło jej już iść, wcale nie obrała innej drogi, ruszyła pod drzewo Acaira i spojrzała w górę.
    - Długo zamierzasz tam koczować? - zapytała dość głośno.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  36. Ennis oparła się o pień ramieniem i przewróciła oczyma. Spojrzała po porytej korze i uśmiechnęła się kącikiem ust. Przyłożyła dłoń do rośliny i powoli zaczęła wyciągać z niej wodę, przez co ta zdawała się próchnieć w oczach.
    - Idę z Tobą - oznajmiła. - Mój plan ma dziury, jak wymyślę lepszy to przyjdę po swoje - wzruszyła beznamiętnie ramionami i przerwała na chwilę wodną sztuczkę, co by znowu spojrzeć w górę i ponowić wyciąganie wody. Kilka gałęzi zaskrzypiało nieprzyjemnie i wygięły się nienaturalnie od tej przyspieszanej suszy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  37. Ennis ponownie przewróciła oczyma.
    - Jakbym chciała to już byś zdechł - oznajmiła i ściągnęła tobołek z pleców, by odłożyć go pod pniem i nań usiąść. Oparła się plecami o drzewo. - Ruszysz zad, czy trzeba Cię siłą ściągać? - mruknęła po jakiejś minucie czekania.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  38. Ennis przymknęła oczy i założyła nogę na nogę.
    - Nie - odparła krótko. - Czekam - oznajmiła. - Jak przyjdą to dalej będę siedzieć i się nie ruszę, chyba, że zejdziesz. Najwyżej mnie dopadną, wielka mi rzecz... Zginę... Straszne... - powtórzyła jego słowa z wczoraj, ale bez emocji w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  39. Czekała, dalej z zamkniętymi oczyma, uśmiechnęła się nawet pod nosem, bo głowa już podpowiadała niesamowite scenariusze na zdjęcie chłopaka z drzewa, było ich naprawdę wiele i każdy zabawny na ten swój specyficzny sposób. Przyjemne myśli przerwało pytanie i En uchyliła powiekę. Zaraz jednak znowu ją zamknęła.
    - Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia o co chodzi. Chętnie by go zostawiła, wskoczyła do wody i odpłynęła, ale poprzednia noc dała dużo do myślenia. Smacznie spała dopiero, gdy wiedziała, że jest względnie blisko… - Bo zamierzam się wysypiać? – stwierdziła, pytając w sumie samą siebie. Średnio jej się podobała ta odpowiedź, więc wstała z miejsce i spojrzała w górę. – Jak zaraz nie zejdziesz to sama tam po Ciebie przyjdę… - oznajmiła surowiej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  40. Wzruszyła ramionami.
    - Po prostu lubię uszczypliwości, a Ty się do nich idealnie nadajesz - oznajmiła z lekkim prychnięciem, ale i uśmiechając się kącikiem ust. Od razu tam sentymentalna, po prostu lubiła czerpać przyjemności z życia. Założyła ręce na biodra i westchnęła głośno, zaraz pokręciła głową. - Sierota... - zaczęła wspinać się do niego. - Na przyszłość właź w miejsca, z których umiesz zejść - zaznaczyła i zaraz była obok, na sąsiedniej gałęzi. Spojrzała po nim wymownie i ponownie pokręciła głową. - Nie myśl, że będę Cię znosić na pleckach Ty wielki koniu. Jak już planowałeś utykać na drzewach to trzeba było mniejszy urosnąć - rzuciła do niego z zaczepnym uśmieszkiem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  41. - Powiedział ten co się pożegnał i wlazł na drzewo kawałek dalej... - prychnęła pod nosem. - Ja to chociaż rzeczywiście nie zamierzałam dalej z Tobą podróżować, ale jak powtarzałam plan w głowie to było w nim zbyt wiele braków i zdanie zmieniłam. Kobiety już tak mają, wiem, niewiele z nimi obcujesz - odparła. - Ach tak? Zadbam więc osobiście o to by dobrze Ci tu już nie było - zaznaczyła słodziutkim głosikiem, uśmiechając się niewinnie i ułamując kawałek gałęzi, by zacząć go nim dźgać, chwilowo nie za mocno. - Wiem, że lubisz od tyłu, ale lepiej się zastanów, czy chcesz bym Ci to wsadziła w rzyć - dodała, dalej tym słodkim głosikiem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  42. Ennis przysunęła się twarzą bardzo blisko twarzy Acaira.
    - To też da się załatwić... - szepnęła mu do ucha i bezceremonialnie zaczęła się na niego wślizgiwać. - W sumie, na drzewie tego jeszcze nie robiłam... - mruknęła zadowolona i zachichotała do jego drugiego ucha, które zaraz lekko liznęła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  43. Ennis uniosła oczy do nieba. Mały jebaniec i te jego przytulanki...
    - Jestem aż tak brzydka? - uśmiechnęła się pod nosem, ale zaraz przywdziała na buzię smutną minkę. Na jego kolejne stwierdzenie uniosła lekko brew. - Ach tak? Po czym to niby widać? - zainteresowała się.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  44. Poruszyła ustami do "ble, ble, ble", kiedy mówił o pociąganiu. Spojrzała zaraz w niebo i wypuściła głośno powietrze.
    - Takie rzeczy łatwo udawać - oznajmiła. Co ona kurwa mać robiła jeszcze na tym drzewie?! Spojrzała na łeb Aciego, który dalej się do niej wtulał. Cholernik jebany... Oparła policzek o jego głowę. - Już mnie szyja boli od tego siedzenia... - mruknęła. - Ruszysz ten zad? Chciałabym wracać już do... - zacisnęła zęby i na chwilę usta - do Argaru... - dokończyła ostatecznie bardziej ogólnie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  45. - Pociąg, mowę ciała, uczucia, ton głosu - teraz to ona zaczęła wyliczać. Wzruszyła ramionami na słowa o oczach. - Jak masz dużą wyobraźnię to się da... poza tym mało kogo interesuje co mam w oczach, większości po prostu się podobają i nawet nie widzą kiedy ich wyraz jest szczery, a kiedy udawany - oznajmiła dumnie. - Wiesz ilu frajerów już się nabrało na maślane spojrzenia? Pfy - zaśmiała się i uśmiechnęła pod nosem, a na jego wyznanie spojrzała po nim marszcząc czoło. - Fizycznie czy znowu coś durnego mielisz w głowie? - zapytała. Na pytanie o Argar uniosła jedną brew. - Miejsce? - prychnęła pod nosem. - Nie... - obejrzała się w stronę, gdzie leżał Argar. - Tam po prostu będzie punkt kulminacyjny wojny i tam są najsilniejsi jej uczestnicy. Tam jest największa szansa na przeżycie i dobrą zabawę w mordowanie - wyszczerzyła się do niego.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  46. Uśmiechnęła się pod nosem na te jego słowa.
    - Ostatnio coraz mniej mi się chce udawać, ale... kilka pozostałości zostało - przyznała, wzruszając ramionami. - Nie mniej... - posmyrała go nosem po uchu - ... seks z Tobą rzeczywiście mnie nie interesuje, chociaż z czystej ciekawości co nieco bym u Ciebie w tym temacie sprawdziła - szepnęła mu do ucha. - No ale cóż, skoro Cię nijak pociągam to będę musiała obejść się smakiem - zachichotała. Przy słowach o maślanym spojrzeniu wzruszyła ramionami, a kiedy znowu oparł o nią głowę, ona na jego głowie ułożyła brodę. - Tego o czym Ty myślisz to po prostu nie znam, a widząc jak wielkie potrafi wywołać szkody, to nawet nie chcę poznawać - oznajmiła prosto i zaraz pokręciła głową. - Nic kurwa dziwnego skoro ranny wpadłeś na pomysł spania na drzewie. Jak niby ciało ma tu odpocząć? Jeden zły ruch i padasz mordą na ziemię... - puknęła go palcem w czoło i zaczęła z niego schodzić, by przybrać odpowiednią pozycję. - Złap się mnie, schodzimy... - obejrzała się na niego i zaraz zmarszczyła lekko czoło. - Chłopaka? - parsknęła śmiechem. - Twoje niedoczekanie, takie jak ja nie mają chłopaka - oznajmiła rozbawiona.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  47. Ennis wzruszyła ramionami.
    - Ty przynajmniej wiesz jaki lubisz - jakoś tak automatycznie jej się wyrwało. - Mhm, a co Ci przetrwanie nocy jak później zdechniesz na tym drzewie z wyziębienia, odwodnienia czy głodu? - prychnęła pod nosem. - Jak Ty tyle przetrwałeś na tym padole? - pokręciła głową, powoli pomagając mu przy schodzeniu. - Bo nie chcą - odpowiedziała mu krótko i zaraz pokręciła głową. - Ale nie każdy musi chcieć zaraz z tym innym wariatem być. Wolność to coś co mi na długo zabrali, cenię ją sobie za bardzo - dodała i zaraz postawiła stopę na ziemi po czym podtrzymała Acaira, aby zszedł bezpiecznie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  48. Ennis wzruszyła ramionami, przed pewnymi wnioskami nawet ona nie mogła uciekać wieczność.
    - Cóż, najwyraźniej jednak trochę mnie już znasz - skrzywiła się wyraźnie i zaraz po nim spojrzała uważniej, mrużąc oczy, ale uśmiechnęła się kącikiem ust. Na jego słowa o stanie rozłożyła bezradnie ręce. - Skoro dalej dychasz to chyba jednak nie wychodzi Ci to aż tak tragicznie. Zła passa czeka na każdego, Ty po prostu aktualnie trwasz w swojej - wzruszyła ramionami i zaraz uważniej po nim popatrzyła. - Widzę ten Twój uśmieszek, nie dodawaj sobie w bani za wiele. Skup się na swoim Walwanku, a nie mnie parujesz z jakimiś wyimaginowanymi postaciami - pstryknęła go w ucho. - Dokończę tratwę i płyniemy... Nie będziesz szedł w tym stanie bo do końca wojny nie dojdziemy do morza - rzuciła z nutką kpiny w głosie i ruszyła w stronę tych kilku połączonych już bali.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  49. Ennis już nie komentowała tego całego tragizmu. Udało jej się jednak zwinnie uniknąć dźgnięcia, Acair w tym stanie nie był zbyt szybki w swoich gestach. Pokręciła głową słysząc to całe skandowanie i uśmiechnęła się pod nosem.
    - Jak już musisz wykrzykiwać takie pierdoły, to chociaż używaj liczby mnogiej, mogę mieć co najwyżej chłopaków, wielu, nie jednego - posłała Aciemu zaczepny uśmiech i zaraz parsknęła śmiechem. - Nienawidzi to pewnie tych swoich brudnych myśli związanych z Tobą, oooch... - jęknęła jakby właśnie uprawiała seks. - Do buzi, do buzi, weź całego, tak Aci, taaaaaak! - sapnęła i wydała jeszcze kilka jęków.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  50. O ile te pierdoły o chłopaku nie specjalnie ją drażniły, to gdy wspomniał o ciepłym kącie, skrzywiła się.
    - Ty w ogóle słyszałeś co ja mówiłam? Idę tam z powodu wojny, a nie się osiedlać i mieszkać... - zauważyła, patrząc po nim wymownie. - Co to za jakaś durna myśl o ciepłym kącie? Nic takiego nie mam... - może i by mogła mieć, ale nie czuła, że już miała. Na wieści o żonie i dziecku spojrzała po Acairze unosząc jedną z brwi. - Walwan? - to akurat było dla niej nie małe zaskoczenie i mogło rzeczywiście sytuację mocno zmienić. - To po co właściwie do niego idziesz? - dołożyła ostatnią belę i wiązała ją z jednej strony, drugą zostawiając Acairowi. - Zamierzasz patrzeć jak zakłada rodzinę? - brzmiało dość brutalnie, patrząc na to, że Acair ewidentnie coś czuł do różowowłosego, może dopiero zaczynał, może to było mocniejsze, ale coś było.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  51. Uniosła brew.
    - Chyba jednak nie znasz mnie zbyt dobrze, skoro myślisz, że wracam gdzieś ze względu na faceta... - prychnęła pod nosem. - Przyjaciel, który Cię nienawidzi? No nieźle... - kiedy już zawiązali swoje strony, En z pomocą Acaira ułożyła tratwę przy wodzie. - Może zamiast myśleć o niańczeniu cudzych bachorów sprawisz sobie własnego? Ewidentnie masz parcie... - dalej patrzyła po nim wymownie. Wskazała mu tratwę. - Wskakuj, czas na wodowanie i ruszamy - odłożyła swój tobołek na drewno i czekała aż Acair zajmie stosowne miejsce, a po tym zaczęła spychać tratwę na głębszą wodę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  52. Ennis pokręciła tylko głową, nie będzie z nim przecież dyskutować o takich pierdołach, Acair i tak będzie uważał swoje, nie ma znaczenia czy to prawda. Spojrzała na niego wymownie, gdy wspomniał o przyjaźni.
    - Zdaje się, że Ty takie właśnie lubisz - odparła i zaraz sama wskoczyła na tratwę, nadając jej odpowiedni kierunek. Ruszyli. Spojrzała na chłopaka.
    - O, to chociaż w czymś się zgadzamy, ja swoich też nie chcę - zachichotała. - Już widzę oczami wyobraźni jak otwierasz z Walwanem przytułek i przygarniasz te wszystkie wszędobylskie wpadki - uśmiechnęła się pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  53. Ennis widziała tą łzę, ale kompletnie jej nie rozumiała. Acair nie miał wzruszonej miny, bardziej jakby coś go dotknęło i cholera wiedziała co. Postanowiła to po prostu przemilczeć i kiedy znaleźli się już w spokojnym nurcie rzeki, usiadła blisko steru. Wzruszyła ramionami patrząc na trasę, gdy wspomniał o dziecku.
    - Wątpię, że jeszcze żyje - stwierdziła. - Chociaż jeżeli mały jebaniec odziedziczył co nieco w genach, to może jakoś gdzieś się ślizga przez życie i jednak Ci się uda - dodała z obojętnością w głosie. - Nie mniej, stary dalej na niego czyha, więc raczej unikaj Klausa. Dobrze, że nie zna Twoich planów bo by się do Ciebie przyssał jak pijawka - parsknęła śmiechem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  54. Wzruszyła ramionami.
    - Jak każdy - podsumowała. U jednym po prostu te różne maski częściej się zmieniały. - Och, doprawdy? I nie zaczął potem torturować? - zaśmiała się, kręcąc głową. - Wiem, że Was uratował, najwyraźniej widział w tym jakiś interes... Nie mniej, jak sam nie zdechnie, a mi się będzie bardzo nudzić to mu oddam z nawiązką za przeszłość, więc lepiej się do niego nie przywiązuj - puściła mu oko. - Ewentualnie zadbaj o to bym się nigdy nie nudziła - zachichotała, poruszając zabawnie brwiami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  55. Ennis spojrzała na Acaira ponownie unosząc brew i kręcąc głową, ale jednocześnie uśmiechając się lekko pod nosem. Mały piździelec...
    - Hmm... - udała, że się zastanawia. - No nie wiem... Może... Wymyślony? - prychnęła śmiechem ponownie kręcąc głową. Poprawiła nieco ster, co by płynąć spokojniejszym nurtem, a słysząc kolejne pytania uniosła spojrzenie do nieba. Na chwilę w głowie zamigotał jej ten durny wyszczerz Satoru, był bardziej, mniej czy tak samo szalony? Szybko wypchnęła tą myśl z głowy, pozostawiając pytania bez odpowiedzi. Na ostatnie jednak prychnęła. - Trochę mnie przeceniasz, wiem, że byłam kurwą, ale nie bardzo wiem jak sypiać z powietrzem - ruszyła lekko palcem i Acair oberwał chlapnięciem od wody. - Ktoś tu sobie musi chyba ostro pochędożyć, bo ma braki - rzuciła zaczepnie w jego stronę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  56. - Ou, mój licznik chędożenia jest wypełniony na dzieści lat do przodu, nie specjalnie mi się spieszy - zapewniła, a kiedy Acair dalej nie odpuszczał, ona zajęła się stabilizacją steru. Ten odcinek będzie na dłużej spokojniejszy, więc nie musiała siedzieć. Przesunęła się bliżej brzegu tratwy i włożyła nogi do wody.
    - To wysoki, majętny brunet bez zęba na przedzie - oparła dłonie za plecami i wystawiła buzię do słońca, przymykając przy tym oczy. - Wyrzeźbiony lepiej od Piusa, z pośladkami w sam raz do klepania. Z własnym domem i hodowlą szybkolotnych pszczół płaskoskrzydłych - otworzyła oczy i spojrzała po Acim z zadziornym uśmiechem. - Uwiódł mnie, gdy o nich opowiadał, o tym jak są delikatne gdy się rozmnażają. Zamiast seksu oglądamy sobie ich kopulacje, mają takie słodkie puchate peniski - pokazała malutką przerwę między palcami, dalej z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  57. Ennis zaśmiała się na tą poprawkę i położyła na plecach, ponownie przymykając oczy i korzystając z chwili spokoju.
    - Mhm, najwyraźniej tak byłam na nim skupiona, ze go jednak nie słuchałam zbyt dobrze - odparła. - Nie Aci... Po prostu nie mam żadnego chłopaka - oznajmiła zgodnie z prawdą. Z nikim nie była. - To sobie znajdź... Nikt nie mówi od razu o wielkiej miłości i zakochiwaniu. Nie jedna by się skusiła... Chociaż w Twoim przypadku to bardziej "nie jeden" - stwierdziła, dalej z zamkniętymi powiekami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  58. Czuła to jego mało finezyjne turlanie więc otworzyła oko akurat kiedy się w nią wklejał. Niby nic dziwnego u Acaira, ale En dalej się do tego przyzwyczajała i usta mimowolnie się wygięły. Nie odepchnęła go, ale leżała tak jak wcześniej po prostu akceptując to całe objęcie. Westchnęła ciężko.
    - Po co? - zapytała trochę zamyślona, bo dalej tego nie rozumiała. Pytanie się bardziej wymsknęło, więc zaraz wróciła do neutralnego wyrazu twarzy. - Dwie noce to już dłużej... A jak dalej Ci mało to mnie czasem zabierano na tygodniowe wyjazdy i też dawało radę, na pewno ktoś chętny się znajdzie - rzuciła zgodnie z prawdą.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  59. Ennis obserwowała niebo, gdy chłopak mówił swoje. Nie rozumiała. Nie miała pojęcia jak to jest być kochana, czuć się kochanym. Skrzywiła się lekko. Domu też nie miała. Chociaż było miejsce, do którego mogła wrócić, wrócić i ograbić gospodarza. Uśmiechnęła się nieco pod nosem. Nie miała pojęcia czy w podobny sposób czują się osoby, wracające do domu, miała jednak wrażenie, że to nie było to.
    - Nie powiedziane, że już go nie masz - odparła i lekko wzruszyła ramionami, zerkając na jego wtuloną twarz. - Przecież właśnie tam wracasz - zauważyła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  60. Ennis zamknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem.
    - Podobno od nienawiści do miłości tylko jeden krok - rzuciła tym swoim... pocieszającym stwierdzeniem. - A skoro tam idziesz to stawiam, że jednak tej nienawiści nie jesteś aż tak pewien - oznajmiła dodatkowo.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  61. Acair wybuchnął śmiechem słysząc ten tekst. 
    - Spieprzaj dziadu - burknął. - Nie takimi frazesami do mnie proszę - burknął wzdychając przy tym zaraz. - Mhm jestem pewien nienawiści - szepnął. - Ale po prostu... po prostu chcę się upewnić, że wszystko z nim w porządku. Że jako tako daje radę - wymamrotał. - Beznadziejny ze mnie przypadek.

    Acair

    OdpowiedzUsuń
  62. Ennis uśmiechnęła się pod nosem na to jego rozbawione obruszenie i spojrzała po nim sama nieco rozbawiona.
    - No cóż, miejmy więc nadzieję, że z Walwana miękka cipka i go to Twoje "wiem, że cię mierzi na mój widok, ale po prostu musiałem! Musiałem sprawdzić czy wszystko u ciebie dobrze!" - cytat rzuciła teatralnym, przepełnionym emocjami głosem - go rozczuli - wyszczerzyła się trzepocząc przy tym rzęskami. Przytaknęła mu zaraz głową. - Beznadziejny w chuj - objęła go ramieniem i lekko parsknęła pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  63. Ennis leżała tak bez większego ruchu dłuższy czas, ale kiedy poczuła zmianę nurtu przy nogach lekko zmarszczyła czoło. Podniosła się wychodząc z uścisku Acaira.
    - Budź się i łap pętle - pokazała najbliższy kawał sznura zamocowany między palami drewna tak, by można było się go swobodnie złapać. Na tratwie było kilka takich pętelek. - Spiętrzenie wodne, jakaś skarpa musiała zejść do wody, będzie trochę łomotało - ostrzegła go i sama dopadła do steru, co by ich wyprowadzić jak najbezpieczniejszą stroną. Miała rację, gdy tylko wyszli zza zakrętu można było dojrzeć masę głazów w wodzie. Wpadając do rzeki stworzyły zapory, które spiętrzały wodę i ta w tym miejscu płynęła przez węższe koryto, czyli szybciej niż zwykle. Tratwę trzeba było poprowadzić tak, by nie rozpieprzyła się na kamieniach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  64. Kiedy zobaczyła lód za tratwą zacisnęła mocno zęby.
    - Ja pierdolę, Acair! - warknęła w jego stronę. - Jak to pęknie to pierdolnie w nas fala o takiej sile, że się tu w najlepszym razie połamiemy! - rzuciła i puściła ster. No dobra, skoro tak się bawił, to pora było na większą ingerencję kryształu, ona swój żywioł przynajmniej dobrze ogarniała. En ruszyła bardziej na "dziób" tratwy, chwiejnym krokiem, ale dała radę. Tam kucnęła i owinęła sobie jedną z pętli przy kostce. Potrzebowała obu dłoni, została więc w swojej pozycji, starając się jak najlepiej utrzymać równowagę i zaczęła powoli manewrować dłońmi, co by uspokoić wodę tuż pod ich środkiem transportu. Uspokojenie całego nurtu rzeki byłoby wyczerpujące i zbyt czasochłonne. Skupiła się na "wycięciu" wodnego dywanu, który niósł ich pod jej dyktando, nie zwracając uwagi na naturalne tempo rzeki. Musiała się na tym mocno skupić. Jedno z szarpnięć wody sprawiło, że wylądowała na brzuchu, prawie spadając z tratwy, jednak dała radę się na niej utrzymać, jednak dywan wodny puścił i poniosło ich dalej szybkim nurtem, który całe szczęście po tym krótkim odcinku znacznie się uspokoił. En dotknęła czołem drewnianej bali i wzięła głębszy oddech. Ingerencja z naturalny nurt rzeki nie był najłatwiejszy, ale łechtał ego i specyficzny uśmiech zagościł na jej twarzy, a potem En się roześmiała. - Normalnie jakbym ujechała wodnego, dzikiego ogiera - obróciła się na plecy, dalej łapiąc oddechy, ale szeroko się przy tym uśmiechając.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  65. Ennis spojrzała po nim, gdy złapał jej nadgarstek i zaraz lekko pomachała stopą, która dalej była w pętli.
    - Bez obaw, tak łatwo się nie dam zrzucić - rzuciła z zadziornym uśmiechem i zaraz się nieco podniosła, by spojrzeć na spokojną już wodę. Kochała ten żywioł, to jak nagle zmieniał swoje oblicze. Kącik ust uniósł się jej delikatnie. - Ano, jestem - przytaknęła mu głową i wróciła do niego spojrzeniem. - Z Ciebie z kolei niezła pierdoła... Dalej nie rozumiem skąd ta aura lodu. Rozumiem ziemia czy jakieś roślinne cholerstwa, ale lód... - uniosła brew i pokręciła głową. - Chyba trafił Ci się jakiś felerny kamyczek - prychnęła pod nosem, śląc Aciemu zaczepne spojrzenie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  66. Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
    - Lepiej zapamiętaj, że wykorzystam tę informację przeciwko Tobie, jak będzie taka potrzeba - szepnęła w jego stronę i lekko się zaśmiała. Spojrzała zaraz po chłopaku z wyraźną kpiną w oczach. - Mhm, dlatego aż się lepię nieprzyjemnie od tych Twoich przytulanek i uścisków... Może i jesteś bardziej przygaszony, ale dalej rozlana z Ciebie kluska - prychnęła pod nosem i pokręciła głową. - Udowodnij - rzuciła z przekąsem w głosie. - Aktualnie nie widzę by Ci odpowiadał, ale przy kolejnym spotkaniu nie omieszkam sprawdzić Twoich postępów w nauce kontroli tego żywiołu - oznajmiła i ponownie wsunęła nogi do wody, ta sięgała jej do połowy łydek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  67. - Chętnie to sprawdzę - przyznała z zawadiackim uśmiechem. Niech sobie nie myśli, że ją przestraszy tymi swoimi słówkami i chłodnym głosem. - Oj, że to ma mnie wkurwiać? Jest irytujące, owszem, ale do wkurwienia to tu jeszcze sporo brakuje - zachichotała i wzruszyła ramionami. - Zdecydowanie nie umiesz rozpoznawać udawania. Nie mam problemów z przyznawaniem się do tego co lubię, po prostu nie wiem czy to lubię, jest dziwne, szczególnie w Twoim wydaniu - stwierdziła i przymknęła oczy wystawiając buzię na podmuchy wiatru. - Gdybyś był nieprzydatny to bym tu z Tobą nie siedziała - oznajmiła dość prosto, nie zmieniając swojej pozycji.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  68. Ennis uchyliła jedną powiekę, gdy Acair wspomniał o łudzeniu.
    - Łudzę co do czego? - uniosła lekko jedną brew. - Do Twojej przydatności? - uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała krótko by zaraz po tym ponownie przymknąć powiekę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  69. Ennis milczała, dalej lekko uśmiechając się pod nosem.
    - Czkasz na coś? - spojrzała po Acairze z zaczepnym błyskiem w oku. - Na jakieś wylewne wyznanie czy coś takiego? Ode mnie? Naprawdę? - zaśmiała się i pokręciła głową z niedowierzaniem w oczach. Wstała ze swojego miejsca i zbliżyła się do Acaira by zmierzwić mu włosy. Rozbawiona poszła dalej, do steru, śmiejąc się w najlepsze. - Lepiej się mocno trzymaj, zaczynamy przeprawę przez skalny fragment - zaznaczyła. - Będzie szarpało - dodała z wyraźnie zadowolonym uśmiechem. Lubiła czuć tą specyficzną dozę adrenaliny.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  70. Ennis olała ten jego żarcik, jedynie uśmiechnęła się kącikiem ust. Miała teraz ważniejsze zadanie niż jakieś sentymentalne pierdolenie, musiała ich z tego wzburzonego wodnego grajdołka dobrze wyprowadzić.
    - Lepiej siadaj i oprzyj się o moje nogi, możliwe, że będziemy musieli przejść kilka razy pod falą, a Ty panikujesz na wodę. Szkoda by było tracić czas na wyławianie Twojego cielska - rzuciła i zatrzepotała teatralnie rzęsami. Już zaraz dane im było spłynąć pierwszym mocnym spadem i rzeczywiście tratwa na chwilę znalazła się pod wodą, zaraz jednak unieśli się na powierzchni, a En manewrowała między skałami. Oczy aż jej skrzyły z zadowolenia, zaczęła sobie nawet podśpiewywać jakieś pirackie szanty, które usłyszała jeszcze w Argarze. Przed jej wyjściem coraz więcej trafiało się tam piratów, więc można było co nieco usłyszeć.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  71. "Zbroja" z Acaira sprawiała, że Ennis była dość mocno usztywniona, ale z dwojga złego wolała to niż skakanie za chłopakiem i szukanie go w tak wzburzonej wodzie. Taki wyskok byłby też jednoznaczny ze stratą tratwy, więc zdecydowanie się nie opłacało. Czuła, że z czasem ciało Acaira odrobinę się rozluźniło, nie wnikała jednak co było tego powodem, śpiewała dalej, czasami jednak zwalniając lub przyspieszając oryginalny rytm utworu, bo sytuacja chwilami to na niej poniekąd wymuszała.
    - Te emocje, te wybuchy! - zaśmiała się, kiedy ich tratwa zawirowała dookoła własnej osi, wypływając jednocześnie na spokojniejsze wody. Trochę ich po drodze poobijało i kilka wgłębień było na pniakach, które odbiły się od jednej, czy drugiej skały, ale koniec końców znowu mieli chwilę wytchnienia.
    - No już mami cycu, bo mi się zaraz z rozpędu przyssasz do sutka i jeszcze się podniecę - rzuciła, patrząc po nim z wymownym uśmieszkiem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  72. Ennis obserwowała Acaira z dość specyficznym wyrazem twarzy, kącik ust lekko jej się unosił, a figlarne iskierki migotały w oczach. Kiedy chłopak stwierdził, że nie ma szans na przyssanie się do sutka, łuska z jednej piersi zniknęła w kieszonkach skórnych, odsłaniając brodawkę oraz całą pierś.
    - Lepiej? - mruknęła mu nad uchem wyraźnie rozbawiona.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  73. Ennis mruknęła cicho na to liźnięcie, ale dalej było raczej w tonie rozbawienia niż podniecenia.
    - Tak mówią - odparła na jego stwierdzenie co do smaku. Zasłoniła zaraz pierś łuską i spojrzała po Acairze. - Mamy do pokonania jeszcze ten odcinek, a poza nim jeszcze trzy wzburzone i dwa spokojne, no plus dopływ do samego oceanu, więc w sumie trzy spokojne - wyliczyła. - Przerwę zrobimy po kolejnym wzburzonym, na spokojnych wodach. Po przerwie czeka nas najtrudniejszy odcinek i będzie trzeba obejrzeć tratwę, dodatkowo ją zabezpieczyć i ponaciągać linki, które się rozluźniły - odpowiedziała, również obserwując niebo.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  74. Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
    - Czy tak bezkarnie to już ja o tym zdecyduję. Już jeden dług bez spłacenia Ci odpuściłam, teraz wymyślę w odwecie coś ciekawszego - zaznaczyła lekko chichocząc. Odsunęła się od steru i przeszła na drugi koniec tratwy. - W torbie masz jedzenie, lepiej byś coś zjadł nim się faszerujesz lekami. Walwik Cię nie nauczył? - zapytała z przekąsem. - Kiepsko u Ciebie w podstawach - dodała po czym przyczaiła się na brzegu tratwy, wypatrując ewentualnej ofiary z góry. Dziś zamierzała coś złapać "na niedźwiedzia". Woda w tej okolicy była dość płytka by spróbować tą metodą.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  75. Już miała łapać naprawdę sporą rybkę, już po nią sięgała, kiedy nagle woda przy tratwie zamarzła, a ona, oparta jedynie na trzech kończynach, straciła pod wpływem gwałtownego hamowania nieco równowagę. Co za wredny, mały pajac...! Ha, poczuła nawet lekką dumę z tego jego ruchu. Zalatywał jej nią samą. Już ona mu nosa utrze. Zakołysała się bardziej i runęła na taflę lodu, na jej twarzy widać było wyraźny szok, miałknęła boleśnie, a lód się pod nią załamał, wpadła do wody po czym niesiona przez prąd zniknęła pod dalszą taflą lodu. Pozwoliła by prąd niósł jej ciało bezwładnie, a kiedy pęd wody wyciągnął ją spod tafli, nie drgnęła. Tratwa stała zablokowana, a jej ciało unosiło się na wodzie niesione bez większej kontroli wraz z prądem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  76. Ennis jednak nigdzie nie było widać. Aktualnie woda płynęła dość spokojnie, ale z minuty na minutę jej nurt przyspieszał i sterowanie tratwą było coraz trudniejsze. Acair powoli zbliżał się do ostatniego wzburzonego odcinka, jaki mieli dziś pokonać.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  77. Tratwa za cholerę nie chciała słuchać Acaira, w ogóle nie zbaczała z kursu i dalej płynęła wprost w rwącą rzekę. Im nurt bardziej przyspieszał tym trudniej było nią sterować, bo dawała się nieść potężnemu żywiołowi. W aktualnym momencie ster na niewiele się zdawał chłopakowi.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  78. Ennis większość czasu była pod tratwą, przyczepiona do niej od spodu, więc kiedy usłyszała chlupnięcie do wody, to zaraz przewróciła oczyma. No idiota... Zero oceny ryzyka, zero wiary w siebie, zero jakiegokolwiek pomyślunku. To ona sprawiała, że tratwa nie chciała płynąć do brzegu, mogła zatrzymać Aciego przed skokiem przy użyciu wody, ale niech płaci za swoje idiotyczne ruchy. En skierowała ich pojazd strumieniem wody, do brzegu, a sama popłynęła za chłopakiem, by chwilę po tym jak kretyn otworzył usta pod wodą, dopaść do niego i wypłynąć z nim na powierzchnie. Woda była tu już wzburzona, więc na brzeg nie było tak łatwo dopłynąć, ale w końcu dała radę i wyciągnęła Acaira na płyciznę.
    - Zdurniałeś kompletnie w tym Lesie? Mózg Ci tam coś spaliło, czy może zmienił się w lodową bryłę?! - warknęła na niego, nie zwracając nawet uwagi czy jest świadom. - Dałbyś radę tępy idioto! - stwierdziła i zasadziła mu otrzeźwiającego chlapa, dopiero po tym sprawdzając jego funkcje życiowe.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  79. Złapała jego nadgarstek, nie pozwalając sobie wymierzyć ciosu, nie pozwoliła się też przytulić.
    - Dałbyś radę bez kryształu! Dałbyś radę z tratwą o własnych siłach! - warknęła i wstała na równe nogi. - Bez obaw, nie zrobię! Skoro obawa o mnie sprawia, że zamierzasz ryzykować własnym życiem to moja obecność jest tu znikoma! - oznajmiła i zaczęła wchodzić do wody z zamiarem spłynięcia w dół samodzielnie. Niech sobie pieprzony idiota robi z tratwą co chce! Co za durny smark! - To tylko dodatek! Jebany dodatek! - odwróciła się w stronę Acaira, patrząc po nim gniewnie. - Nigdy nie nauczysz się go kontrolować skoro wolisz skoczyć w toń i zaufać mi, że Cię uratuję, zamiast zaufać sobie, że dasz radę bez jebanego kamienia! - wkurwiona zacisnęła pięści i pokręciła głową, znowu wchodząc głębiej i kurwiąc w różnych językach pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  80. Ennis zaśmiała się kpiąco.
    - Och, Słonko, ja doskonale wiem, że jestem fajna! - odparła. - To się lepiej nie zakładaj, bo jeszcze głowę stracisz! - rzuciła za nim i dała nura pod wodę, by popłynąć w dół rzeki.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  81. - Yerbe! Dobrze wiesz, że się szykuje! - Matka rzuciła za zielonoskórym, z dezaprobatą kręcąc głową. Miała wrażenie, że ten robił co tylko mógł, by do wesela Walwana nie doszło lub by zniechęcić którąś ze stron do zmiany decyzji.
    Wan rzeczywiście aktualnie się szykował, miał zabrać Feier na krótki spacer i właśnie poprawiał jedną ze swoich wyjściowych narzutek, gdy usłyszał szybkie kroki brata. Westchnął głośno i obejrzał się w stronę Yerbe, gdy ten pojawił się w progu gabinetu, który samiec okupywał będąc u matki. Widząc Acaira Wan zmarszczył brwi i chwilę stał w zaskoczeniu, patrząc po chłopaku. Spojrzał zaraz na brata dość nieprzyjemnie, ale bez słowa zakasał rękawy i zbliżył się do rannego, by sprawdzić co też dokładnie mu dolega. Wyglądał jak siedem nieszczęść i mocno był osłabiony.
    - Przynieś fiolki z babką omszoną i proszek z bituminki - polecił zielonoskóremu, a sam spojrzał po ranach Acaira. - Zdejmij koszulę - zwrócił się do chłopaka, szykując misę co by przemyć jego rany. Widać było, że te nie powstały w jednym czasie, część była jakby nieco zalecona, inne były świeże, ale wszystkie wymagały chociażby obejrzenia.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  82. Walwan pozostawił pytanie brata bez komentarza. Drażniło go to jego dziecięce zachowanie. Nie wiedział nic o Feier, a bojkotował wszystko co z nią wspólnego. Widok żywego Acaira był dość podnoszący na duchu, ale przez irytację na brata średnio dało się to zauważyć. Samiec skupił się na pacjencie i bardziej jako pacjenta niż ucznia przyjmował Aciego. Niesmak pozostał. To, że stał się ofiarą jego utarczek z Ennis, to, że jedno i drugie posłużyło się nim, by tej drugiej stronie coś udowodnić, to dało wiele do myślenia. Ciężko było patrzeć na chłopaka jak na ucznia, a tym bardziej jak na przyjaciela. Nie mniej łzy spływające po twarzy Aciego jasno świadczyły, że los go w czasie ich rozłąki nie oszczędzał. Wan w pierwszej chwili pomyślał o karmie, pokręcił jednak głową, nie chciał być tego typu istotą. Nie zamierzał się cieszyć z krzywd dzieciaka, ale nie miał sił by pytać czy zagadywać. Skupił się na ranach, ich przemywaniu, smarowaniu i bandażowaniu.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  83. Walwan na pytanie chłopaka kiwnął głową.
    - Postarałem się by ich nie mieć po drodze - przyznał, bo rzeczywiście wybierał najmniej popularne, a nawet tajne przejścia, co by dotrzeć tu jak najszybciej. Spojrzał na swoje ciuchy, gdy Acair wspomniał o jego wyglądzie. - Dbają tu o mnie - stwierdził zgodnie z prawdą. - Nie stroję się tak na co dzień - dodał, dalej skupiając się na leczeniu. Podniósł wzrok na twarz chłopaka, gdy wspomniał o przeszkadzaniu. - Nigdzie nie pójdziesz przez najbliższy tydzień - oznajmił. - Jesteś wychudzony, odwodniony i zapewne nie jadłeś dobrze. Nie wyjdziesz stąd bez zezwolenia mojego lub mojej matki, zapewniam. To nie kozetka u Walwana, jesteś u Florianne, a ona wypuszcza stąd tylko tych w pełni sile - zaznaczył z głośnym westchnieniem. Wrócił do ogarniania najgorszej rany, a po niej zajął się jeszcze dwoma kolejnymi.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  84. Walwan pokręcił głową, gdy usłyszał o urodzinach, a gdy padło drugie pytanie, przytaknął chłopakowi.
    - Można tak powiedzieć - przyznał, zanim jeszcze Yerbe do nich wpadł. - Postaraj to się nie lądować w takim stanie. Wolałbym mimo wszystko oglądać Cię... w lepszym zdrowiu - stwierdził Samiec i zaraz sam spojrzał na brata. Zaczął przygotowywać maść z produktów jakie zielonoskóry mu przyniósł. Skupił się na robocie, nie komentując słów brata.
    - Nie miłość, jednak przyznaję, Feier to wyjątkowo majestatyczna kobieta, w tych oczach nie jeden by utonął - odpowiedział spokojnie i spojrzał na Acaira. Kiwnął mu wdzięcznie głową, po czym zerknął na Yerbe. - Widzisz? Można? Można... - skomentował zachowanie brata, dalej szykując maść.

    Wan

    OdpowiedzUsuń
  85. Walwan nawet nie skupiał się na słowach brata, zajął się szykowaniem maści. Znał już jego opinię i wiedział o niezadowoleniu.
    - Skup się na swoim życiu Yerbe, moje pozostaw mnie - spojrzał na zielonoskórego przelotnie. - Jak to tam rzucałeś...? Nie ważne jaki wróciłeś, ważne, że wróciłeś? Takie młode słowa, a tak szybko brzydko się starzeją - pokręcił głową. - Wezmę ją za żonę, czy Ci się to podoba, czy nie. Zaakceptuj to lub idź się skup na sobie - dodał i zaczął smarować rany Acaira. - Słuszna uwaga - stwierdził na słowa chłopaka i pokręcił głową, kierując spojrzenie na Yerbe. - Już wyraziłeś opinię, chcesz mnie zrazić do siebie, czy do niej? Bo to pierwsze dobrze Ci idzie - oznajmił.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  86. Walwan tylko pokręcił głową na słowa brata.
    - Całe szczęście Twoja akceptacja do niczego nie jest mi w tym temacie potrzebna. Nie będę słuchał opinii kogoś, kto nawet nie poświęcił minuty by lepiej rozeznać się w sytuacji - oznajmił stanowczo, acz spokojnie Wan, rzucając Yerbe pojedyncze spojrzenie, a zaraz po tym wracając do roboty. - Zaproszenie i tak otrzymasz, co z nim zrobisz to już będzie Twój wybór - oznajmił, nie patrząc już na zielonoskórego. Mimo wszystko atmosfera mu się udzieliła i był mniej delikatny przy swoich działaniach.
    - Wybacz... - zaczął po przekleństwie Acaira, a widząc i słysząc panikę w jego głosie zmarszczył czoło. - Co...? - nie rozumiał co się dzieje, zrobił w odruchu krok w stronę chowającego się w kąt dzieciaka, ale zaraz poczuł jak sierść staje mu dęba i cofnął się pod same drzwi, gotowy ewakuować się całkowicie z pomieszczenia. Serce zabiło mu mocniej. Wizja tego jak zabijają go kolce chłopaka była bardzo wyraźna. Znowu przez niego znalazł się w chwili zagrażającej życiu. Oddychał głębiej wyraźnie spanikowany, przylegał plecami do drzwi i chwilę mu zajęło wrócenie na ziemię, jednak jego ciało, szczególnie dłonie, odmawiały posłuszeństwa i drgały przez atak paniki.
    - Nie zbliżaj się do mnie - zaznaczył surowo. Strach przysłaniał aktualnie jego wrodzoną ciekawość, serce dalej mocno biło w piersi, a on starał się uspokajać oddech.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  87. Walwan, mimo dobrego słuchu, praktycznie nie zarejestrował rozmowy Acaira z kryształem. Serce zbyt głośno łomotało mu w piersi, oddech był zbyt nieuregulowany, a umysł, gdy tylko zamykał oczy, raczył go wspomnieniami z poprzednich zagrożeń.
    - Feier - szepnął do samego siebie dla uspokojenia, zapewnienia Acaira wcale nic nie polepszały, nie miał aktualnie ochoty go słyszeć. Jeszcze to "Walwik", wyjątkowo go drażniło w aktualnej sytuacji. W głębi serca wiedział, że chłopak nie chciał źle, ale stan w jakim się znajdował sprawiał, że reagował gwałtownie, a nie po przemyśleniach. Ta cała salwa pytań co do Feier upewniła go, że to właśnie przy niej teraz powinien być, uspokajała go. Nic nie odpowiedział, czuł coraz mocniejszy ucisk w sercu i po prostu zebrał się by opuścić pokój.
    - Walwan?! - jego matka zerwała się na równe nogi.
    - Feier... - odparł tylko i pokręcił głową do matki, idąc jak najszybciej w stronę wyjścia z chaty. Florianne zatrzymała się u zacisnęła palce na sercu, ale zaraz spojrzała w stronę gabinetu. Co tam zaszło, że jej syn znowu był w tym stanie? Zamierzała to zaraz sprawdzić, jednak Wan był teraz istotniejszy, wypadł z domu jak poparzony i Samica ruszyła za nim. Odetchnęła jednak z ulgą, widząc, jak narzeczona chowa go w objęciach. Trafili na siebie, na ścieżce prowadzącej do tego domostwa. Flo uśmiechnęła się łagodnie i pozwoliła działać Feier.
    - Zaczęłam się niepokoić, zwykle się nie spóźniasz na nasze spacery - usłyszała jej słowa, kierowane do jej syna. Ten klęczał przed nią, wtulony w brzuch i łapał uspokajające oddechy. Z jednej strony widok łamał serce matki... Ataki paniki u jej syna bywały bardzo silne, z drugiej jednak strony, cieszyła się, że znajduje ukojenie w ramionach kogoś, kto został mu narzucony. Po chwili obserwacji cofnęła się do gabinetu, w którym Walwan przyjmował pacjenta.
    - Wszystko dobrze? - zapytała, zamierzając na chwilę zastąpić syna.

    Wan i Flo

    OdpowiedzUsuń
  88. Florianne spojrzała po Acairze zatroskana. On również nie wyglądał dobrze. Kobieta zamknęła drzwi gabinetu i oparła się o nie plecami, spokojnie patrząc po chłopaku.
    - Masz racje. To strasznie okropne czasy - przyznała mu. - A do tego wszystkiego każdy ma jeszcze swoje prywatne problemy. To chwilami bywa bardzo przytłaczające - przyznała i westchnęła lekko, spokojnie. Zerknęła za okno. - Podobno po każdej burzy przychodzi słońce, ale coś mi mówi, że niektóre burze trwają paskudnie długo - stwierdziła w lekkim zamyśleniu i spojrzała po Acairze, śląc mu cieplejszy uśmiech.

    Waldzikowa mamuśka

    OdpowiedzUsuń
  89. Flo nie zamierzał Acaira zatrzymywać, jako lekarz nie puściłaby go w tym stanie nigdzie, ale aktualnie miała na uwadze dobro syna, a ten chłopak ewidentnie wpływał jakoś na Walwana. Nie jej była to decyzja czy powinien tu zostać, czy rzeczywiście odejść.
    - Skoro tego właśnie chcesz - samica otworzyła gabinet i wypuściła Aciego, a sama zaczęła sprzątać po oporządzaniu syna.
    W tym czasie Walwan zdążył się już uspokoić, zamienił też z narzeczoną kilka zdań i kiedy Acair wychodził z gabinetu, on wchodził akurat do domu.
    - Dobrze, czyli i Ty się już ogarnąłeś - zauważył Samiec, patrząc po Acim. - Idealnie, idziemy więc do Twojego pokoju. Tak jak wspomniałem, nigdzie dalej nie idziesz w tym stanie - oznajmił w miarę spokojnym ale stanowczym tonem. Sam nieco chrząknął, dłonie i serce znacznie się już uspokoiły. - Mamy do porozmawiania - dodał, bo przecież nowe zdolności szatyna nie wzięły się z czapy.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  90. Wan spiął się lekko na tego "Walwiego", ale nie był to jakiś bardzo widoczny ruch.
    - Pójdziesz, skoro tak bardzo chcesz to pójdziesz, nie widzę problemu, jednak dopiero gdy będziesz w pełni sił, nie wcześniej - poinformował, dalej prowadząc do w stronę swojej chaty. Ta nie robiła już na szpital polowy, ale nadal było tam kilka osób dochodzących do siebie. - Twój pokój już dobre dwa tygodnie stoi wolny, więc idealnie się składa - dodał. - Będziesz miał jednak w chacie towarzystwo, mam tam kilku powojennych rannych - poinformował. Nie zamierzał naciskać na bliskość. Chłopak ewidentnie nie kontrolował błyskotki jaką posiadał, więc ten dystans jaki trzymał zdecydowanie mu odpowiadał. - Co zamierzasz zrobić ze swoim znaleziskiem? - zapytał oglądając się na dzieciaka, zaraz jednak zacisnął zęby i wrócił do patrzenia przed siebie.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  91. Walwan nie widział problemu w tym, by Acair doglądał rannych, kto jak kto, ale chłopak się akurat znał na rzeczy. Samiec spojrzał po nim, gdy wspomniał o "swojej sprawie". Westchnął ciężko. Nie zamierzał angażować się teraz w kolejne wyzwania, ale znał temat kryształów, mógł mu pomóc, machnął jednak ręką.
    - Jak tam chcesz - odparł. Czuł złość na brak rozsądku jakim aktualnie wykazywał się Aci. - Po co masz pytać kogoś, kto zna mniej więcej temat, lepiej przecież omyłkowo zabić i dopiero wtedy szukać odpowiedzi - pokręcił głową. Myślał, że jest rozważniejszy. Najwyraźniej w ocenie dzieciaka co nieco go zaślepiło. Burczał te swoje nieprzyjemne myśli w głowie, ale zaraz nią pokręcił. Miał się temu nie dawać... Nie chciał się w kogoś takiego zmieniać. Sam przystanął i pomasował skronie. Wziął kilka głębszych oddechów, starając się oczyma wyobraźni wrócić do tych spokojnych oczu Fei. Słysząc słowa Acaira pokręcił lekko głową i odwrócił się do niego przodem.
    - Chyba już trochę na to za późno Acair, już mnie wtrąciłeś. Naprawdę myślisz, że Helga o nas zapomniała? Siedzę w tym tak samo jak Ty - zauważył, mimo wszystko dość spokojnym tonem. - Nie krzywdzisz mnie, nie Ty... Ale to co nas spotkało... Nie udawaj, że nie wiesz, że to nosi swoje "rany". Nie jest jak było i wątpię, że kiedykolwiek będzie tak jak było. Na pewno nie identycznie - przyznał i wrócił twarzą do kierunku ich wędrówki, szedł jednak już odrobinę bliżej Acaira. - Nie męczysz mnie... Ale ciężko na Ciebie patrzeć. Ostatnie złe wydarzenia z mojego życia wiążą się z Twoją osobą, a przy nawracających atakach paniki... nie jest to łatwe do przejścia - wyjaśnił, dalej patrząc przed siebie. - Nie mniej, jestem lekarzem i wiem co powinienem robić... Unikanie Twojej osoby zdecydowanie nie byłoby dobre, nie jeżeli chcę naprawdę wyzdrowieć - dodał.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  92. - Żadne pytanie nie jest w stanie wpędzić mnie w większe bagno niż aktualnie jestem - zauważył. - Po to by nie wychodzić na jeszcze większego idiotę na przykład - odpowiedział prosto. - Niechęć pogłębiasz nie pytając. Miałem Cię za inteligentnego, ale możliwe, że się pomyliłem - przyznał z ciężkim oddechem, idąc dalej. - Mhm, nic dziwnego, to nie ja naraziłem Twoje życie dla udowodnienia czegoś szalonej przyjaciółce, nie ja przez brak kontroli prawie nadziałem Cię na lodowy kolec, więc nic dziwnego, że to nie Ty się tu boisz - obejrzał się na niego z dość wymownym spojrzeniem. Wrócił zaraz do patrzenia przed siebie. - No właśnie Acairze, "być może", być może to właśnie Twoja obecność jest kluczem, obie opcje są równie prawdopodobne i dobrze o tym wiesz - oznajmił, wchodząc na ganek własnej chatki. Ta o dziwo miała założone, a nawet zamknięte drzwi, nie na klucz rzecz jasna, ale jednak.

    Wan

    OdpowiedzUsuń
  93. Wan wzruszył ramionami, nie zamierzał nalegać.
    - Nie wątpię, chciałeś, owszem, jednak lekceważąc przy tym koszt mojego oddechu - zaznaczył. - To miej mi za złe. Ja Tobie mam. Nie sprzedania jej tej informacji postawiłeś nad moje życie. O ile cenię lojalność wobec przyjaciół i rozumiem, że masz w swoim życiu tych bardziej i mniej ważnych, o tyle ciężko patrzeć na Ciebie w ten sam sposób, wiedząc, że tak błaha informacja jest dla Ciebie godna takiego poświęcenia. Tam u Helgi mogłem umierać, bo istota sprawy była ogromna, ale tu... miałbym paść chroniąc własnego oprawcę? Całym moim dobrodusznym sercem, poczułem niesamowitą satysfakcję wiedząc, że Helga trafia na czarną listę istoty takiej jak Ennis, istoty z żądzą mordu w oczach. Zdradzenie tej informacji nie było jednoznaczne z śmiercią Ennis, nie zdradzenie było z kolei jednoznaczne z moją śmiercią, ale wybrałeś... Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że po takim wyborze jeszcze kiedykolwiek tu do mnie przyjdziesz. Stawiałem, że ruszyłeś za nią by wybić jej pomysł z głowy, ale najwyraźniej Ty ruszyłeś do Lasu, a może jedno i drugie - wzruszył ramionami. Zaśmiał się zaraz lekko. - Wybacz Acairze, ale musiałeś być bardzo naiwny, skoro myślałeś, że ona odpuści. Najwyraźniej nie wiesz z kim się przyjaźnisz - stwierdził spokojnie i wszedł do domu, po czym wpuścił do niego Acaira. - Działaj więc dalej zgodnie z uczuciami i wyrzutami sumienia. Rozumiem, że na dobre Ci to wychodzi, skoro zamierzasz się tego trzymać - podsumował i ruszył do kuchni. - Przygotuję zioła i coś lekkiego do zjedzenia - oznajmił. - Możesz zajrzeć do pacjentów - dodał.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  94. - A ja Tobie mam - odparł krótko. Wyjaśniał już co i dlaczego, więc nie zamierzał się powtarzać. Rozumiałby, gdyby rzeczywiście Ennis była skrajnie przez tą informację narażona, ale nie była. W jej decyzji leżało czy podejmie ryzyko. On nie miał okazji decydować, został zaatakowany i postanowił się bronić. Jak dla niego Acair miał zbyt wiele wiary w niektórych przyjaciół. Dla Ennis nie był nikim istotnym, a ta sprawiała wrażenie dość frywolnej w zabijaniu. Mógł się mylić, jednak zrobiłby to samo, gdyby na szali po raz kolejny wisiało jego życie. Wysłuchał chłopaka, jednak nic nie komentował, no, prawie nic.
    - A ja przy swoim - poinformował, gdy mówił o pozostawaniu przy swoim zdaniu. Nie sądził by Ennis potrzebowała powodów by kogoś zabić, nie kiedy chce coś komuś udowodnić, a tam ewidentnie chciała pokazać, że z nią się nie igra. Jej słowa były w tym wszystkim dość jasne, a brak skruchy po fakcie tylko utwierdzał go w przekonaniu co do zdania na temat tej kobiety. Przygotował wspomniane zioła i sucharki z delikatnym maślanym twarożkiem, a kiedy już wszystko było gotowe, ułożył na stole i zaniósł do tych podopiecznych, którzy byli w stanie lub mogli już coś zjeść. Sam wrócił do stołu i zajął miejsce w swoim starym fotelu. Chwilowo nie jadł, ale sięgnął po zioła co by je spokojnie upić.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  95. Wan patrzył sobie w dal, za okno, a na Acaira spojrzał dopiero, gdy ten zabrał głos. Nie bardzo rozumiał dlaczego ten jednak opowiadał o Lesie, ale skoro nie zamierzał korzystać z jego pomocy, to tylko słuchał. Miał swoje przemyślenia, jednak zostawił je dla siebie. Upił kolejny łyk ziół i dopiero po chwili sięgnął jedzenie. Acair nie mówił nic co by zaskakiwało Samca, więc nie był specjalnie zdziwiony informacjami. Uniósł jednak brew, na tą dziwną pomyłkę... że niby "frajer" i imię jego narzeczonej miało być podobne? Nie było, zdecydowanie nie było. O ile po Yerbe by się spodziewał czegoś takiego, o tyle Acair nieprzyjemnie go tym zaskoczył. Nie miał zamiaru tolerować takiego zachowania. Wstał z fotela, zabrał swoje zioła oraz swoją porcję jedzenia, po czym ruszył do ogrodu.
    - Smaczego Acairze - odpowiedział jedynie i opuścił chatę. Okolica domu była zrujnowana, ale oglądanie tej dewastacji i tak było aktualnie przyjemniejsze od przebywania w towarzystwie takiego Acaira.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  96. Walwanowi posiłek i wypicie ziół zajęło jakieś piętnaście minut, po tym wrócił do wnętrza chaty, rozdzielił między pacjentów pozostawione przez Acaira porcje jedzenia i udzielił ewentualnej pomocy tym, którzy tego potrzebowali. Po tym wszystkim wszedł do swojego pokoju i rozejrzał się dookoła. Od swojego powrotu jeszcze nie spał w tym miejscu, aktualnie mieszkał u rodziców, tu było zbyt dziwnie, zbyt inaczej niż pamiętał. Spojrzał na drzwi od pokoju Aciego, westchnął ciężko i zbliżył się by je pchnąć i wejść do środka. Jego obecność w tym miejscu, chociaż ciężka aktualnie do zniesienia, ocieplała chatę.
    - Po tym co nas spotkało zrobiłem się dość... drażliwy - przyznał patrząc po chłopaku. - Ale tak... Fei jest dobra, uspokaja mnie - dodał, rozglądając się i po jego pokoju.

    Wan

    OdpowiedzUsuń
  97. Walwan kiwnął głową na jego słowa. Tak, też się cieszył, że akurat w tej chwili trafił na kogoś takiego. Na myśl o byciu ojcem nawet lekko uniósł kącik ust. Zerknął po podłodze, jakby wyobrażał tam sobie swoje pełzające dziecko. Urokliwy obrazek, ryzykowny jak na te czasy, ale ciepły, przyjemny, rodzinny. Taki jakiego teraz potrzebował.
    - Chciałbym - przyznał, kiwając mu głową i wracając do niego spojrzeniem. Przesunął wzrokiem po fotelu, ostatecznie siadając w nim wygodnie i biorąc kolejny wdech. Zamknął na chwilę oczy i przesunął łapami po materiale mebla.
    - Dziwnie tu - stwierdził podnosząc powieki i przez chwilę gapił się w sufit. - Obco - zaznaczył. - Przydałaby się Grima, Keva... nawet Tony, cała jej rodzina - miał wrażenie, że właśnie wtedy ten dom pachniał wręcz ciepłem, wtedy było tu najwięcej śmiechu. - Żona, dziecko... To przywróci ciepło w te strony, niech chociaż do tego domu... - spojrzał na Acaira. - Sam tego nie zrobię, nie a aktualnym stanie - przyznał. Po prostu czuł, że tego potrzebował, tych właśnie zmian.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  98. Przytaknął mu głową, gdy mówił o Grimie i Kevie.
    - Tak, są... - również wierzył, że Tony zadba o swoją rodzinę, ciężko nie było widzieć uczucia jakimi darzył obie swoje kobietki. Również zawiesił wzrok w suficie.
    - Tak, tak właśnie uważam - kiwnął głową na jego pytanie i skrzyżował z chłopakiem wzrok. - Aktualnie to jedna z niewielu myśli, która wywołuje już teraz ogrom ciepła przy sercu - przyznał i znowu spojrzał w sufit. - Oczywiście, że w żonie i dziecku nie tkwi problem, problem jest ze mną, a żona i dziecko stanowią w tej historii lekarstwo - odpowiedział z cichym westchnieniem. Znowu na niego spojrzał. - Jak się ma Twoje samouzdrawianie? - zapytał, nie wchodząc głębiej w jego komentarz.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń
  99. Walwan przesunął po nim wzrokiem i lekko przytakiwał głową na te wszystkie nowiny jakie chłopak mu dostarczył. Wzruszył ramionami na pytanie o "okey".
    - Nie wyglądasz okey... - użył tego dziwnego słowa. - Ale to już chyba Ty powinieneś wiedzieć czy jest dobrze, czy też nie - podsumował. Nie specjalnie miał ochotę na wyrokowanie kogokolwiek. Przytaknął mu głową na stwierdzenie co do połówki.
    - Cóż, każdy sobie radzi po swojemu, ale skoro nie czujesz się w stanie zająć kimś innym, to raczej jednak dobrze nie jest - kto jak kto, ale Acair akurat nie miał z tym nigdy problemu. - Nie mniej, skupienie się na sobie może rzeczywiście wyjść Ci na dobre - stwierdził spokojnie.

    Walwan

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^