I'm a trailblazer and a trouble maker
Just a bad guy, not a bad guy, heartbreaker
Mad pyre with the bad eyes, leave fakers
Choking on my smoke, guess I'm breathtaking
Ashan
Parabellum
Parabellum
księże | fenalis | szmaragdowe oczy | 201cm | 04.08 | 26 lat | Phyonix-Argar
Konsekwencje to też zabawna rzecz, bo przecież można wierzyć, że robi się coś dobrego, a potem skończyć z wypalonym sercem pod rynsztokiem. Wszystko jest ulotne, każdy troszczy się sam o siebie i własne wartości. Życie zawsze będzie okrutne na swój sposób, przed tym nie ma ucieczki - można tylko wybrać sposób w jaki sposób stawi się czoło temu co czyha za rogiem. Nigdy nie wiadomo czy przypadkiem nie naraziło się pokręconemu księciu, dla którego wartości moralne są pisane palcem na piasku w trakcie sztormu. Ashan nigdy nie był specjalnie wygadany. Ze wszystkich dzieci pary Parabellum najbardziej wdał się fizycznie w matkę, jednak charakterem jest czystym odbiciem ojca, co zapewne można przypisać dekadzie jaką spędził z nim w odosobnieniu wśród piekielnych płomieni, trenując kontrolę nad demoniczną klątwą, którą odziedziczył w całości. Nigdy nie okazuje zbyt wielu emocji, jest spokojny, rozważny, rzadko podejmuje działanie, stara się być bierny, nie prowokować nikogo do niepotrzebnej rywalizacji, dopóki sam nie zostanie sprowokowany. Z pewnością niejedna osoba może okrzyknąć go mianem potwora bez serca. Nie śmie protestować, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z własnego sadyzmu, na który pozwala sobie, kiedy tylko uzna, że ktoś na to zasłużył. Wyruszył w podróż po Mathyr, bo jak twierdzi, raz w życiu trzeba zwiedzić świat, w którym się żyje. Jaki leży za tym prawdziwy cel? Nie powiedział nikomu. Jest pokręcony, małomówny, gburowaty i wiecznie znudzony, ale potrafi znaleźć sympatię nie tylko dla członków własnej rodziny. Nienawidzi szufladkowania na dobre i złe strony - jego zdaniem wszystko jest tylko kwestią perspektywy, z której się patrzy.
POWIĄZANIA/DODATKOWE
_____________________________________________________________________
tytuł i cytat: HalaCG feat. LEECHY! - Cremate your life
Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem. Ujmujący rodzaj troski, nie ma co. Nie mówiła już nic więcej, skupiła się na tym całym skórowaniu.
OdpowiedzUsuń- Coś tam łepetyna mi podpowiada – przyznała, bo nie była znowu aż tak zielona w te tematy. Dalej obserwowała działania Ashana, widok rosłego faceta obchodzącego się z taką delikatnością przy mięsie był dość interesujący. Skupiła uwagę na jego dłoniach, snując swoje własne wnioski w głowie. Kiwnęła głową, na znak, że rozumie. Czyli jednak te naddarcia sprawiały, że towar był mniej cenny. Zapamięta, w razie gdyby przyszło jej się kiedyś z kimś targować. Podniosła głowę i skrzyżowała z czerwonowłosym wzrok, gdy zaproponował próbę.
- Jasne, że chcę! – co za pytanie, takie rzeczy mogłaby ćwiczyć godzinami. – Tylko wiesz, raczej nastaw się na mniejszy zysk przy moim próbowaniu. Delikatność fizyczna różnie mi wychodzi – parsknęła śmiechem. – Czyli co, kolejny będzie mój, czy mam Ci pobabrać tego? – dopytała.
Akane
Gave wzruszył ramionami. Sam nie wiedział co ten miałby próbować i co sam miał na myśli. Ponownie wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Na czym polega ta twoja klątwa? - zainteresował się. - Co się stanie jak wybuchnie? Co się stanie, jak ty nie wytrzymasz? - zapytał go jeszcze, przeciągając się lekko i wstając. Złapał cielsko Ashana za ramiona i rozpoczął ciągnąć je w kąt sali, gdzie ułożył go przy ścianie. Węgielkiem namalował mu wąsy i okulary na jego facjacie. - Pięknie - stwierdził swobodnie i spojrzał po nim. - Mhm... myślę, że dalej będę się mazał... bo jeden trening to za dużo nie zmienia...
Gave
Luna spojrzała tylko po nim i pokręciła głową. Może faktycznie tylko ona to widziała? Może niepotrzebnie się tym martwiła? Miała jednak wrażenie, że Ashan strasznie się w tym czasie do niej zdystansował. Teraz jednak postanowiła odpuścić sobie to wszystko i odetchnęła głęboko.
OdpowiedzUsuń- Ja też za tobą tęskniłam - przyznała spokojnie. - Ale miałam też ręce pełne roboty, więc moja tęsknota... - spojrzała mu prosto w oczy. - Często nie miała czasu by pojawić się na zewnątrz - posłała mu delikatny uśmiech. Przytuliła się do niego słuchając o Phyonix. - Mhm z przyjemnością cię kiedyś tam odwiedzę - przyznała, bo co jak co, ale Phyonix zdawał się być niezwykle interesującą krainą. - Opowiedz o nim coś więcej, Laleczko - poprosiła.
Luna
An prychnęła krótko.
OdpowiedzUsuń- "Najwyżej spieprzysz" powiedział, a potem do usranej śmierci szydził sobie z tego co odwaliła ze skórą przerośniętej, ognistej ropuchy - rzuciła lektorskim tonem i uśmiechnęła się pod nosem. Tak czy siak nie zamierzała odpuszczać i złapała nóż, po czym przystąpiła do pierwszej próby cięcia. Wzięła głębszy wdech, wydech i skupiona lekko przygryzła wargę. Nacięła delikatnie skórę na kończynie, której Ashan jeszcze nie ruszył. Musiała nieco poprawić cięcie, bo skóra dalej zdawała się zbyt napięta. Udało jej się poprawić, ale dalsze kroki wykonywała dość mozolnie, ze spokojem na twarzy.
Akane
Gave ziewnął szeroko i położył się, głowę opierając o brzuch cielska Ashana.
OdpowiedzUsuń- Mhm pomożesz - spojrzał po nim z delikatnym uśmiechem. - Jako duch dasz mi odpocząć po dość wymagającym treningu - mruknął. - Szczerze mówiąc nie był tak wymagający jak te Yensena, ale... w głowie był bardziej i cholernie męcząco było - zacisnął mocno wargi. - Nadal nie mogę przeboleć spóźniania się z ciosem... - westchnął, co do klątwy już nie ciągnąc go za język. Rozumiał, że po prostu miał nad czym pracować, żeby nie zmienić się w pełnego demona. - Słuchaj... a jako pełnoprawny demon nie jesteś w stanie się zatrzymać? No wiesz tak po ludzku... odzyskać kontroli? Na czymś wzrok ulokować i o... - zaproponował mu.
Gave
Przerwała na chwilę swoją czynność i spojrzała po Ashanie z lekkim rozbawieniem.
OdpowiedzUsuń- No wiesz, a ja tak bardzo liczyłam na soczyste przytyki. Już szykowałam w głowie równie apetyczne odpowiedzi - zaśmiała się lekko i zaraz wróciła do skórowania. Nadal wykonywała nacięcia bardzo mozolnie i zaraz jęknęła, gdy ostrze lekko przebiło skórę na wylot.
- Dobra, to bardziej skomplikowane niż myślałam... - przyznała. - Czy za wolno to też źle? - znowu spojrzała po czerwonowłosym. - Chcąc nie chcąc na trupie to ta skóra się jednak zmienia... Ma to jakieś znaczenie przy skalpowaniu? - dopytała.
Akane
Spojrzała na Ashana jednorazowo, gdy pojawił się obok, później już skupiła wzrok na skórze gada. Nie uciekała przed złapaniem nadgarstka, jasne było, że chciał jej po prostu pokazać jak prowadzić rękę, więc na to pozwoliła. Skojarzyła ten ruch z kilkoma filmowymi scenami i uśmiechnęła się lekko. Kiwnęła głową na znak, że rozumie.
OdpowiedzUsuń- Jasne, podważanie, odklejanie, ale nie gwałtowne – zakodowała informacje jakie jej przekazał i kiedy się odsunął wzięła głębszy wdech, po czym ponowiła swoje ruchy, powtarzając sobie w głowie na czym to ma polegać. Rzeczywiście, ostrze trzymane pod odpowiednim kątem szło dość ładnie pod skórą, jakby się po niej ślizgało. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
- Całkiem hipnotyzujące zajęcie, uspokajające, nie dziwne, że je lubisz – przyznała, nie przerywając skalpowania. Czuła się w tym odrobinkę pewniej niż te kilka minut temu.
Akane
Diego zdecydowanie nie należał to tego grona znajomych Ashana, którzy pukali w drzwi, przed wejściem do środka. Nie. On te drzwi otworzył szeroko, silnym pchnięciem rozgarniając na boki oba skrzydła.
OdpowiedzUsuń- Ashaaaaaaniiiiiii! - zawołała przesłodzonym głosikiem i uśmiechnął się pod nosem, po czym swoim dumnym krokiem ruszył na taras brata. Widząc, że ten ślęczy nad mapami z tymi swoimi fajkami przewrócił oczyma, ale na widok ulubionego wina brata uśmiechnął się szeroko.
- Smakuje? Zadbałem by na Twój powrót do każdej buteleczki trafił iście niesamowity składnik. Doprawdy, sam byłam baaardzo zaskoczony kiedy go odkryłem - rozciągnął twarz w uśmiechu, po czym zaśmiał się, odsunął sobie krzesło i walnął się w nim wygodnie, z nogami na łokietnikach.
- Jaja wyposzczone czy dalej posucha? - zerknął na mapę. - Wyznaczasz mapę do serca kolejnej piczki? - posłał mu swój zniewalający uśmieszek.
Diego
Przy szykowaniu jedzenia An dość często miała okazję skórować zwierzęta, co prawda nie gady i nie z taką dokładnością, ale podstawy jako tako znała. Wpojenie różnic nie było dla niej jakieś wielce problematyczne, a po tym co powiedział Ashan uznała, że wahanie jest zbędne. Trudno, najwyżej coś spieprzy, nie pierwszy i nie ostatni raz. Przerwała na chwilę, słysząc słowa czerwonowłosego.
OdpowiedzUsuń- Nauczyć o samym sobie i przeciwniku? Masz na myśli tego już martwego przeciwnika? - zainteresowała się. - W jakim sensie "o samym sobie"? - to również był dla niej dość ciekawy zwrot. Wróciła do skóry, ale zerkała po chłopaku.
Akane
Gave spojrzał po duchu i usiadł dość gwałtownie by obrócić się w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- Potencjalnie przecież dalej możesz. Musisz tylko zakotwiczyć się w rzeczywistości - powiedział. - Wiesz, znaleźć coś albo kogoś, kto cię tu trzyma - mruknął. - To paradoksalnie najtrudniejsza rzecz na świecie. Wiem - przyznał szczerze. - Ale jest to do zrobienia, tak mi się wydaje - skomentował, bo bazował tylko na informacjach, którymi podzielił się z nim Ashan, a mógł zakładać, że ten wszystkiego mu nie mówił. Przyłożył dłoń do jego piersi i wprowadził tam jego duszę z powrotem, po czym wstał z miejsca i wsunął dłonie w kieszenie swych spodni ruszając do wyjścia z Areny.
Gave
Kiwnęła głową na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- No tak, jeżeli mówimy o gatunku konkretnego zwierzęcia to rzeczywiście może być bardzo przydatna lekcja - uśmiechnęła się pod nosem. - Chociaż przyznaję, moje myśli powędrowały nieco dalej i w głowie zawitała wizja bardziej humanoidalnego przeciwnika - zaśmiała się lekko. Chyba była trochę bardziej pierdolnięta niż sama zakładała. - W takiej sytuacji już ciężej o wyciąganie większych nauk na przyszłość. Wiem, że gatunkowo mamy wiele podobieństw, ale chyba humanoidy mimo wszystko są zbyt indywidualnie zaprogramowane by obserwując jednego, nawet od środka, wyciągać jakieś jednoznaczne tezy o innym - stwierdziła, wyrażając na głos swoje myśli. Słuchała go dalej, gdy zeszło na temat nauki o samym sobie. Tu w sumie w pełni mogła się z nim zgodzić.
- Racja, jest to jakiś rodzaj sprawdzania własnych granic. Chociaż stawiane hipotezy też nie muszą być jednoznaczne. Nie każde flaki śmierdzą tak samo, więc wcale nie powiedziane, że wszystkie będą nas brzydzić. O ile się orientuję to istnieją gatunki, które po śmierci uaktywniają nawet specjalne gruczoły i wydzielają bardzo nieprzyjemny zapach. Na tyle mocny, że drapieżnik odpuszcza konsumpcję. O ile siebie tym nie uratują, o tyle na przyszłość drapieżnik może wybrać inny gatunek do łowów, bo i jemu nie opłaci się polować na coś co później za mocno śmierdzi by to zjeść - no i wywołał wilka z lasu. Parsknęła lekko śmiechem.
- Hamuj mnie jak coś, bo ja to czasami mogłabym tak do rana - zaśmiała się lekko. - Szczególnie, gdy mam zajęte ręce - dodała i wykonała ostatnie cięcie, całkowicie oddzielając skórę od ciała ropuchy.
- Tadam! - podniosła się, razem ze swoim małym trofeum w ręce. - A teraz proszę o szczerą, konstruktywną krytykę - wyszczerzyła się do Asha i podeszła do niego bliżej, by mógł sam złapać skórę w dłonie.
Akane
Diego nie przestawał szeroko się uśmiechać.
OdpowiedzUsuń- Ou, nie chcesz wiedzieć co tu się wyprawiało na Twoim łożu w trakcie Twojej nieobecności, ale jak dobrze wysmakujesz ten siur, który pijesz, to możesz poczuć iście intymne nutki smakowe - ponownie zarechotał.
- Oczywiście, że nie mam idioto, ja się nie łaszę na byle ścierwo. Na mnie to trzeba sobie zasłużyć - poruszył brwiami. - Twoje podboje są dla mnie niczym serial komediowo-dramatyczny, czekam na dalsze odcinki. Lubię kurwić na kretyńskie ruchy głównego bohatera - założył sobie ręce za głowę i posłał mu buziaczka. - O tak braciszku, Ty zdecydowanie nie potrzebujesz, nie wiem tylko czy jest się tu z czego cieszyć - parsknął śmiechem. - Zamtuz polecasz z doświadczenia? - zapytał, śląc mu uroczy uśmieszek. - Dobrze, że nie biorę z Ciebie przykładu, jeszcze bym się jakiś parchów na kutasie dorobił - ponownie się zaśmiał. - Hm... To mój kutas, czy tak wielki parch? - udał tu głos Ashana.
Diego
Słuchała go z wyraźnym zainteresowaniem i nawet lekko uniosła brwi, gdy zaczął wymieniać tak szczegółowe informacje.
OdpowiedzUsuń- Serio? Jak w takim razie po skórze rozpoznać kto był narkomanem, a kto ascetą? - dopytała, bo to wydawało się nad wyraz interesujące. - Takie skóry humanoidów... Je też sprzedajesz, czy to już raczej ciemniejsza strona Twojej kolekcji? - zapytała z lekkim przekąsem w głosie. Zaśmiała się na słowa o idiotach.
- No tak, lekcje anatomii w takiej odsłonie na pewno dość mocno zapadły by w pamięć - przyznała z lekkim rozbawieniem. Słuchała go dalej i kiwnęła głową.
- No tak, o ile nie polujesz dla samego posiłku to rzeczywiście może do haczyć o hartowanie samego siebie - to nie ulegało wątpliwości. Uśmiechnęła się do niego ciepło, to nie był pierwszy raz, gdy zdawał się czerpać przyjemność z prowadzenia tego typu rozmowy, a to sprawiało, że trochę mniej zaczynała się przy nim kontrolować w przypadku swoich "odpływów" myślami. Uśmiechnęła się nieco szerzej na propozycję z ćwiczeniem do tańczenia.
- Racja, podzielność uwagi to cenna umiejętność, chociaż wiesz, jednak inaczej gdy skupiasz się w walce, która chcąc nie chcąc jest dość ekspresyjnym zajęciem, a inaczej gdy dookoła Ciebie panuje względny spokój i masz chwilę na relaksujące skalpowanie. W tym drugim przypadku zdaje mi się, że to co rozluźnia, to, to, że nie rozglądasz się ciągle naokoło - stwierdziła. - Jasne, w ramach ćwiczeń cięcie i rozmowa to na pewno dobry pomysł, ale wtedy już raczej ciężko mówić o takim pełnym relaksie - dodała pogodnie. Obserwowała go, gdy tak uważnie oglądał skalp, zwracała uwagę na co patrzy i co podlega ocenie. Słuchała oceny, a kiedy pokazał jej odpowiednie miejsca, lekko przygryzła wargę.
- Rzeczywiście... - widziała swoje błędy, ale względnie była zadowolona z osiągniętego wyniku. - No dobra, a jak wyważyć tą intensywność ściągania? Są na to jakieś metody, czy to po prostu kwestia wprawy? Jako świeżak jestem w stanie jakoś określić czy dane pociągnięcie będzie za słabe, za mocne czy w sam raz? - dopytała jeszcze i zaraz założyła ręce na biodrach i dumnie wypięła pierś do przodu.
- W takim razie wiemy już co poza walką mieczem będziemy ćwiczyć w tej naszej wspólnej trasie - zaznaczyła z szerszym uśmiechem. - No dobra, to co? Wiążemy ropuszki i ... i właściwie co, jedziemy dalej, czy wracamy do pałacu? - zainteresowała się.
Akane
Słuchała o tych różnicach zaintrygowana. No proszę, to by wyjaśniało dlaczego te wszystkie badania antropologiczne są tak istotne w niektórych dziedzinach. Widać było, że Ashan wyraźnie fascynuje się tym tematem. Tak rozmownego to raczej nie często się go widziało. Na to całe chrząknięcie uśmiechnęła się pod nosem. Chyba ktoś tu się lekko speszył, ale An zostawiła tą uwagę dla siebie. Temat jej nie mierził, była tego całkiem ciekawa. Aż jej się przypomniała chwila, gdy sama z fascynacją zbliżyła się jako dziecko do znalezionego trupa, a rzygający z obrzydzenia Yumi nazwał ją dziwaczką i na tym ich przyjaźń się skończyła. Już wtedy papcio tłumaczył jej i pokazywał jak zabijać, więc z martwymi miała dość szybko do czynienia. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Martwych ludzi pewnie, że nie, ale taka skóra to przecież już nie człowiek - zauważyła tylko dość swobodnie, jednak nie pogłębiała tematu. Przy drastycznych środkach sama mu już jedynie przytaknęła. Słysząc o tym co uważa o polowaniu popukała się palcem po brodzie.
- Czyli uważasz, że naturalna selekcja to za mało? W Phyonix wpłynęliście na faunę i florę już tak bardzo, że musicie pomagać naturze w kontrolowaniu populacji? - zainteresowała się. Zaraz też machnęła ręką.
- Nie no, na ludzi to raczej inna kategoria, takie polowanie nie zawsze musi się wiązać ze śmiercią. Czasem przecież ścigamy kogoś tylko po to by pociągnąć do odpowiedzialności - stwierdziła z lekkim uśmiechem. W temacie ćwiczeń przytaknęła mu głową.
- Tak, z tym się mogę zgodzić, niektórych rzeczywiście coś takiego by relaksowało - przyznała. Zaraz uważniej nadstawiła ucha, słuchając dalszych wyjaśnień co do skóry. Spojrzała po nacięciu, które jej pokazywał i zaraz lekko parsknęła śmiechem.
- Aż tak szczegółowej pamięci nie mam, ale Twój opis już i tak całkiem wiele wyjaśnia, rzeczywiście miałam momenty, gdzie wchodził większy luz i swoboda w tym co robię i wtedy szło dość sprężyście - przyznała i uśmiechnęła się zaraz do niego wesoło.
- Dzięki, kolejne nauki przyswojone - oznajmiła pogodnie i zaraz prychnęła pod nosem. - Dosyć? Chyba kpisz. Jasne, że zwiedzamy dalej, jestem głodna kolejnych widoków - przyznała po czym zebrała piasek tak, by ten zaczął przesuwać truchło oskalpowanej ropuchy w stronę mosertów. - Czasu mam dziś dużo, więc chętnie zobaczę ile się da - zapewniła, śląc Ashanowi uśmiech i ruszyła do wierzchowców, po drodze piaskiem zbierając jeszcze jedną żabę.
Akane
Akane zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Czy ja wiem, coś mi mówi, że znalazłoby się kilka wariatek, którym oczy aż by się zaświeciły na taki widok. To już zależy czy lubisz wariatki - zaśmiała się raz jeszcze. Kiedy wyjaśniał selekcję kiwnęła głową.
- Jasne, rozumiem, macie moserty, pastwiska dla nich, tereny do trenowania dla młodszych. Po prostu pilnujecie w ten sposób porządku. To ma sens - przyznała i zaraz raz jeszcze uśmiechnęła się pod nosem. Znowu się speszył tym co wygaduje. Spojrzała po nim i uśmiechnęła się zaczepnie.
- Ciekawe kiedy Ashan trafi na kamień i zabicie nie okaże się już takie łatwe i wygodne - rzuciła z lekkim rozbawieniem. - Mhm, zapewne bardzo się pilnujesz by tego nie zrobić. Właśnie dlatego przydzielono Ci mnie do kolejnej misji - posłała mu szerszy uśmiech. - Bez obaw, wychowałam się w dość brutalnych światach... Zdaję sobie sprawę, że to pociąganie do odpowiedzialności bywa dość... mało spełniające. No ale cóż... Czasem mimo wszystko trzeba zagryźć zęby i choć ukręcenie łba kusi, to niekiedy warto pohamować zapędy - jej własne oczy zdały się na chwilę pociemnieć, ale dość szybko wróciły do codziennego stanu. An ponownie się uśmiechnęła.
- Mnie? Cóż... Rysowanie, muzyka, czasem śpiew, ale bardziej jej słuchanie... medytacja - uśmiechnęła się lekko kącikiem ust - strategia. Chyba polubiłabym szachy - zaśmiała się delikatnie. - Uwielbiam te kombinacje gdzie, jak i kogo rozstawić - przyznała. - Niby też praca, ale pozwala mi odłożyć to co trapi na bok i po prostu spojrzeć na jakąś sytuację jak na grę - wyjaśniła. Przytaknęła mu głową na słowa o próbach, a kiedy znalazł się obok jej moserta, uśmiechnęła się lekko.
- Jakbyś mi pomógł sięgnąć do strzemienia - poprosiła. - Starczy nawet ręka, co bym stopę postawiła - dodała bo nie musiał jej zaraz całej podsadzać.
- A co mam do wyboru? - zapytała w temacie zwiedzania.
Akane
Luna zacisnęła mocno wargi i spojrzała przed siebie. Nie unikała jego wzroku, ale jego intensywne wyznania trochę ją krępowały. Upiła łyk swojego wina i przez chwilę wpatrywała się w kielich, zanim spojrzała mu prosto w oczy.
OdpowiedzUsuń- Nie dałam ci odpowiedzi, bo nie byłam pewna swych uczuć ani tego czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy - powiedziała spokojnie. - Poza tym przeszłam przez... ten typ tam, którego zabiłeś... i to wszystko było dla mnie po prostu za szybkie. Starałam się, bo czułam i dalej czuję do ciebie coś więcej, ale po prostu za szybko chciałeś... - powiedziała, wklejając się w niego. - Za szybko - dodała cicho. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc o jego krainie, jego domu. Podziemne źródła, wulkany to wszystko ją zafascynowało. Spojrzała po nim i posłała w jego stronę szeroki uśmiech. - Chętnie zobaczyłabym ciebie na tej arenie - rzuciła beztrosko. - Założę się, że nie jednego pokonałeś, co? - spojrzała po nim uważnie. - A może ktoś cię tam skopał, hm? Opowiedz o swoich walkach - poprosiła, upijając znów trochę wina. - O swoich podbojach. Gdzie zabierałeś swoje kobiety? - zainteresowała się.
Luna
Odwzajemniła jego uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Mam wrażenie, że na takie to nie trudno trafić - przyznała, bo i w jej życiu było dość sporo wariatek, chociaż nie w tym romantycznym aspekcie. Temat pastwisk był jasny, ale gdy Ashan rzucił swoje o niskiej cenie, An zaśmiała się lekko.
- Ależ Ty krytyczny, od razu, że nisko - cmoknęła, udając lekkie obruszenie i zaraz zaśmiała się raz jeszcze na jego groźbę. - Mówisz? Uważaj, bo jeszcze się okaże, że jestem w stanie podnieść tą rękawicę. Pamiętasz co mówiłam? Lubię jak jest trudno - poruszyła zabawnie brwiami, nie oponując i nie odsuwając się, gdy się do niej pochylił. W temacie szachów słuchała go zaciekawiona.
- Ou, serio? Jasne! Ja bardzo chętnie rozegram taką partyjkę - przyznała, przytakując mu głową. Przytaknęła mu głową na słowa o strategii.
- Tata mi mówił, że ja akurat jestem dobra w wyszukiwaniu słabych punktów pomysłu. Dość krytycznie podchodzę do tematu i często wytykam, że to i to spoko, ale tu i tam to trzeba by było większą uwagę poświęci na tamto i sramto - uśmiechnęła się lekko. - Nawet sobie nie wyobrażasz ile wojen o takie "tamto, sramto" stoczyłam z przyjaciółmi - parsknęła śmiechem. - Aktualnie staram się trochę bardziej pilnować, by nie być aż tak krytyczną, bo jak rzucałam niektóre uwagi na pałę to... uhu huu... iskry szły - uśmiechnęła się pod nosem. Kiwnęła wdzięcznie głową, gdy pomógł jej z Uqe, a kiedy już siedziała na grzbiecie moserta i usłyszała propozycje, ponownie lekko się zaśmiała.
- No wiesz... Przy takiej reklamie to aż ciężko wybrać coś innego niż porewolucyjne tereny - przyznała, wyraźnie zainteresowana. Jeden teren łowiecki miała już zaliczony, oazy zwiedzała na własną rękę, ale to całe morze i wydmy brzmiały bardzo zachęcająco.
- Czy te wodne nawiązania w nazwach są tylko symboliczne, czy rzeczywiście będziemy tam mieli jakkolwiek do czynienia z plażą i wodą? - zapytała jeszcze.
Akane
Uśmiechnęła się pod nosem na komentarz co do brania za dużo.
OdpowiedzUsuń- Mhm, z tym rzeczywiście powinnam uważać - przyznała, bo miała akurat do takich rzeczy dość spore tendencje. Może nie w przypadku wyzwań, ale na barki brała często ponad normę, a że ostatnio miała dość sporo głębszych przemyśleń w temacie swojej własnej osoby, to takie niewinne komentarze potrafiły sprowadzić jej głowę w poważniejsze rejony. Wróciła na ziemię i spojrzała po Ashanie, lekko się śmiejąc.
- To już akurat zależy od Ciebie, ja jeszcze ogniem buchać nie umiem. Mam nadzieję, że ewentualna przegrana nie sprawi u Ciebie samozapłonu - zaśmiała się raz jeszcze. Zaraz spojrzała po nim nieco zaskoczona.
- Wygadać? - przesunęła wzrokiem po twarzy czerwonowłosego. Chyba coś musiał źle zrozumieć. - Ou, nie... Znaczy... - sama lekko podrapała się po głowie i raz jeszcze po nim spojrzała. - To miłe z Twojej strony, ale nie miałam w swoich słowach na myśli jakiegoś żalu... Bardziej mnie aktualnie bawią niektóre sytuacje. Po prostu widzę jaki był ze mnie czasami ślepy głupek i głośno to komentuję - uśmiechnęła się do niego ciepło, po czym uśmiech zmienił się na trochę bardziej przepraszający. - Wybacz, nie chciałam sprawiać wrażenia jakiejś "potrzebującej wsparcia". Mam po prostu ostatnio sporo przemyśleń w głowie i najwyraźniej wypływają na wierzch trochę bardziej niż sądziłam - dodała łagodnie. Kiwnęła głową na wyjaśnienia w sprawie nazw.
- Rozumiem, czyli jak już ktoś będzie z nudy umierał, to można go tu wysłać na takie właśnie poszukiwania - zaśmiała się lekko, rzucając to żartobliwym tonem.
Akane
Diego odgonił dym i skrzywił się lekko.
OdpowiedzUsuń- Weź kurwa, bo jebiesz. Z taką popielnica to ktoś w ogóle się chce całować? – prychnął pod nosem. Na słowa o butelce wzruszył ramionami.
- O ile nie przeszkadzają Ci w piciu cudze wydzieliny po intymnych igraszkach, to śmiało, pij dalej – wyszczerzył się do niego. Zaśmiał się na słowa o dziewczynie.
- Jak chcę, to umiem się zachować, przy Tobie po prostu nie chcę. Czego tu nie rozumiesz? – uśmiechnął się do niego promiennie. – Za mało w Tobie wdzięku, no i nie ukrywajmy, nie jesteś rozsądny, poza tym, no wiesz… Jesteśmy braćmi – szepnął do niego konspiracyjnie. – Nie idźmy w ślady Bellhardów. Ba, nie idźmy dalej, tam to chociaż jedno z rodzeństwa miało jednak cipkę. Chyba, że chcesz mi coś powiedzieć – zarechotał. Zaśmiał się na te „kretyńskie ruchy”.
- Nie słyszałeś, że lubimy oglądać cudze porażki? To jak te walki na arenie, nie bez powodu wabią gapiów. Jesteś takim moim gladiatorem – poruszył zabawnie brwiami. Uśmiechnął się zaraz do niego nikle. – Tak bardzo się nie chce, że nawet oceniłeś bez oglądania. Wymowne, mówi to o Tobie więcej niż byś chciał – spojrzał po nim chłodno, ale dalej z lekko uniesionym kącikiem ust.
- Mrzonki. Nigdy nie przestanę się nim interesować. To jak tym kutasem psujesz własny status jest aż nazbyt zatrważające by tak po prostu przestać obserwować… - posłał mu kolejny uśmieszek i zmienił pozycję, co by spojrzeć na mapę.
- Mmm… Kolejny. Po co w ogóle tu wróciłeś, jak znowu gdzieś wybywasz? – zapytał unosząc brew z wyraźną pretensją na twarzy.
Diego
Diego rozciągnął usta z szerokim uśmieszku i zarechotał na opinię brata co do pierdolnięcia. Obserwował Ashana, a widząc tą jego rozterkę na twarzy, po prostu kipiał z dumy. Z udawanym smutkiem spojrzał po winie i nawet pomachał butelce na "papa". Spojrzał po dżinie i kiedy brat sobie polał, sam sięgnął po butelkę. Dopadł wolną szklankę, przetarł porządnie po czym poczęstował się alkoholem. Ponownie zarechotał na słowa brata.
OdpowiedzUsuń- To jak bardzo próbujesz mi dopiec swoimi tekścikami tylko potwierdza, że jednak uderzam w idealne punkty. Nie moja już wina, że rynsztokowy humor to ten, który do Ciebie przemawia - zadowolony wziął łyka. - Ua! Szok, pijasz coś co nie wali siarą? - uśmiechnął się pod nosem. - Czyli jak będę chciał bardzo utrzeć Ci nosa to wystarczy, że zdejmę przed Tobą spodnie, tak? - on po prostu kipiał w dumy, stan w jaki wprowadził brata był najlepszą nagrodą, jego oczy to po prostu wręcz zdawały się połyskiwać z rozbawienia.
- Darcy ma rolę, my mamy status. Mógłbyś w końcu wyłapać te dość istotne szczegóły i zacząć się prowadzić jak na księcia przystało - zauważył już trochę poważniej i zaraz spojrzał po Ashanie uważniej.
- Aż tak ją ten Argar zmanipulował, że zamierza zdeptać to, o co rodzice dla nas walczyli? - obserwował go. - Jeżeli to zrobi, to dla mnie umrze. Coś takiego byłoby idealnym scenariuszem dla Bellhardów, a ja na to nie pozwolę. Jak będzie trzeba to sam zadbam o to, by po matce ktoś z naszego rodu zajął jej miejsce. A wy się tam będziecie mogli bawić w tej swojej piaskownicy - odparł dumnie i upił kolejny łyk. Spojrzał po nim unosząc brew, gdy wspomniał o tęsknocie.
- Ta... - przewrócił oczyma. Nie był dla rodzeństwa zbyt istotny, żyli swoimi życiami i dom traktowali tylko jak ewentualny przystanek lub biegli do niego, gdy trzeba było pomocy. Spojrzał na brata, gdy mówił o swoim morderstwie, uśmiechnął się wtedy pod nosem, a na słowa o budowaniu autorytetu parsknął.
- Ty go niby budujesz? A w jaki to sposób? Co niby takiego zrobiłeś poza zadłużeniem się w jakiejś pirackiej, jebiącej rumem cizi? - zaśmiał się kpiąco, szczerze tym jego teksem rozbawiony. Pokazał mu palec wskazujący. - Jedno moje wyjście, jedno, słyszysz? Jedno wyjście byłoby więcej warte niż te Twoje żałosne szwędy. Wielki kurwa pierworodny... - pokręcił głową i wziął kolejnego łyka trunku.
Diego
Akane zerknęła po nim zaczepnie.
OdpowiedzUsuń- Ktoś tu jest bardziej podpuszczający niż mogłoby się z początku wydawać - zaśmiała się lekko. Im więcej czasu spędzała z Ashanem tym częściej pokazywał to swoje żartobliwe oblicze. An popukała się zaraz po czubku własnego nosa.
- Uwierzę jak zobaczę, fałszu co prawda nie czuję, ale akurat w takich tematach szydło lubi wychodzić z worka w jednym i konkretnym momencie - stwierdziła z lekkim śmiechem. Znała takich co to uważali, że potrafią, a później i tak się burmuszyli. Uśmiechnęła się pod nosem. Kiwnęła głową, ciesząc się, że najwyraźniej w miarę dobrze wyjaśniła to drobne nieporozumienie.
- Jasne - zaśmiała się krótko i posłała mu ciepły uśmiech. - Ty też... Tak w razie co - stwierdziła. Jak dotąd tylko raz lekko ją skrępował, było to jednak nieświadome, więc rzeczywiście czuła się w jego obecności dość swobodnie. Raz jeszcze uśmiechnęła się pod nosem i zaraz zaśmiała na jego słowa.
- No wiesz, czasem gdzieś musi się ulać to moje okrucieństwo, ale wiesz, z drugiej strony widzę potencjał na popularne powiedzonko. Znasz to całe "nudzę się", "to się rozbierz i popilnuj ciuchów"? W kontrze może przyjść "to se idź poszukać morza w Phyonix" - poruszyła zabawnie brwiami. - Zawsze to bezpieczniejsza opcja, w razie gdyby trafiło na kogoś, kto na poważnie weźmie takie rady. Bezpieczniejsza rzecz jasna tylko dla jednej strony - dodała z lekkim śmiechem.
Akane
Akane spojrzała po nim uważniej.
OdpowiedzUsuń- Albo to Ty masz o sobie niskie mniemanie, skoro lekką ujmę na dumie kategoryzujesz od razu jako robienie afery - uśmiechnęła się do niego kącikiem ust. - Nie spodziewam się po Tobie ciskania pionkami i rzucania szachownicą czy przewracania stołu, ale lekkie, niezadowolone prychnięcie czy coś podobnego biorę pod uwagę - przyznała luźno. - To nie musi wcale być oznaka kija w dupie. Kij w dupie miewasz w innych sytuacjach - zaśmiała się lekko i pokazała mu końcówkę swojego języka. Uśmiechnęła się do niego szerzej i poruszyła zabawnie brwiami.
- W razie jakbyś słyszał, że ktoś się wybiera to ciiiichoszaaaa - zaśmiała się raz jeszcze. - Będziesz przynajmniej od razu wiedział kto mi podpadł - dodała żartobliwym tonem.
Akane
Również na niego patrzyła, ale nie mówiła nic więcej, po prostu lekko się uśmiechnęła i przeniosła spojrzenie przed siebie.
OdpowiedzUsuń- Możliwe - przyznała. - Zobaczymy jak już wygram - uśmiechnęła się kącikiem ust. Kiedy zapytał o kij w dupie zacisnęła usta, co by od razu nie parsknąć śmiechem, pozwoliła sobie jednak na to po kilku sekundach.
- Nie pogardzę takim tytułem. Macie na to jakiś emblemat albo może dodatkową gwizdkę do przyszycia na ramieniu? - zapytała rozbawiona i zaraz mu przytaknęła głową. W odruchu obejrzała się na truchła, aby zobaczyć czy nic im nie spadło, ale wszystko leżało tam gdzie trzeba. Uqe już teraz wydawał się naprawdę swobodny, dość dumnie kroczył te dwa kroki za Bratem. An spojrzała po nim i pogłaskała go po szyi, by zaraz zerknąć na Ashana.
- Co będzie pierwsze, morze czy wydmy? - zainteresowała się. - Jakieś wytyczne co do zwiedzania tych miejsc? To dość standardowe punkty na liście zwiedzania, czy może mają dla Was większe znaczenie?
Akane
An parsknę lekko śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Da się zrobić - skoro sam zaproponował, to może rzeczywiście nieco podrąży temat, gdzieś tam, kiedyś. Słuchała gdy wyjaśniał co gdzie jest i lekko kiwnęła głową. Najwyraźniej Morze Popiołów było tu symbolicznym cmentarzem. Zamyśliła się na chwilę, zarejestrowała to, że Ashan schodzi, ale skoro ona nie musiała to została na mosercie, pozwalając sobie trochę bardziej wchłonąć w własne myśli. Zacisnęła odruchowo zęby i zaraz wzięła głębszy wdech. Wizja, że niedługo i oni mogą mieć taki symboliczny cmentarz sprawiała, że krew w niej się lekko gotowała.
Akane
Diego posłał mu jeszcze jeden uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Nie muszę wybierać Asiu, oboje wiemy co jest prawdą - odparł wyraźnie zadowolony. Zaśmiał się krótko, przy słowach o kutasie.
- Jak już wspomniałem, na to trzeba sobie zasłużyć, ale muszę przyznać, wysoko postawiłeś poprzeczkę do ucierania nosa, a wcale nie wyglądasz jakbyś go wysoko nosił - rzucił rozbawiony. Cmoknął zaraz i westchnął ciężko.
- Doprawdy jesteś śmieszny, nie zabawny, a śmieszny. Jeżeli myślisz, że moja rola kończy się na noszeniu drogich majtek, toś głupszy niż żem przypuszczał - wziął kolejnego łyczka trunku i z politowaniem patrzył po Ashanie. - Myślisz, że kto przejął po Was rolę, hm? Kto zajmował się sprawami, które spoczywały na barkach Twoich i Darcy, gdy Wy sobie poszliście zwiedzać świat? - zaśmiał się gardłowo. - Nie jesteście niezastąpieni - uśmiechnął się do niego cynicznie. Słuchał o Darcy bez większego wyrazu na twarzy.
- Mam w tym temacie inne zdanie, ale z tego co słyszę Twój rozumek nie pojmuje wagi tego o czym mówię, więc nie będę nawet tracić śliny - oznajmił, dalej z cynicznym uśmiechem. Słysząc o "osiągnięciach" Ashana, złapał się aż za serce.
- Och! Niesamowite! Potwornie dużo... doprawdy. Szczególnie biorąc pod uwagę czas w jakim Cię nie było. Większość tych rzeczy dokonałeś, gdy zbliżał się czas wyruszenia do Azylu albo nawet w trakcie... Zamiast zająć się istotnymi sprawami dałeś się kurwa porwać jakimś śmiesznym piratom - parsknął śmiechem. - Uaa, potężny Ashan, dla cipki dał się upokorzyć, przez cipkę zabił i podpadł sojusznikom Phyonix, rzeczywiście godne podziwu - ponownie się zaśmiał i pokręcił głową. - A żebyś wiedział, że wyjdę - uśmiechnął się do niego nikle. - Lepiej zacznij rzeczywiście działać, bo się biedaku kopytami ze wstydu zakryjesz jak tu wrócę - puścił mu oko.
Diego
Luna pokręciła lekko głową. Nie wystraszył jej. Sprawił tylko, że zaczęła myśleć. O różnicach między nimi, o dystansie jaki ich dzieli i o tych wszystkich niewiadomych. A także prędkością zmian, którą oczekiwał, a przynajmniej tak jej się wydawało. Parsknęła śmiechem na te wszystkie komplementy i dała mu kuksańca w bok.
OdpowiedzUsuń- Przestań, aż tak dobrze to ze mną nie ma - rzuciła z uśmiechem na twarzy. - Nie zawsze mam aż tyle energii, ale cieszę się że cię nią pociągam - szepnęła mu do ucha i ucałowała je delikatnie. - Ja po prostu nigdy nie byłam w związku, Laleczko - dodała. - Nie wiem jak to działa... owszem z widzenia wiem, ale... - odetchnęła głęboko. - Z doświadczenia to już inna historia - przyznała ze śmiechem. - Taka jestem... naiwna - mruknęła. Słuchała o jego walkach i przytaknęła mu na to całe "bydło". Sama tego nie znosiła więc nawet cieszyło ją, że trafiła na kogoś, kto myśli podobnie do mniej. - Hm? - spojrzała po nim unosząc lekko brew. - Ja nie miałam swoich mężczyzn - poinformowała go. - Miałam jednorazowe przygody... a te zdarzały się wszędzie.- przyznała. - Nigdy na przykład... swojej jednorazowej przygody nie zapraszałam na swój statek - spojrzała mu prosto w oczy. - Nie poznawał też moich braci, no chyba, że któryś akurat się nawinął - machnęła lekko ręką.
Luna
Akane spojrzała po Ashanie i lekko mu przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, w porządku - przyznała wracając trochę bardziej na ziemię. - Po prostu mnie naszły trochę specyficzne myśli... No wiesz, to Wasze miejsce gdzie upamiętniają poległych - wzruszyła ramionami. - Gdzieś tam po cichu człowiek liczy, że nie będzie miał takiego swojego miejsca, a z drugiej strony patrząc na nadchodzące wydarzenia, ciężko sobie wyobrazić brak ofiar - przyznała. - Pozostaje mieć nadzieję, że nie będą to najbliżsi - dodała, uśmiechając się raz jeszcze dość delikatnie.
Akane
Luna spojrzała po nim i zakryła mu usta dłonią.
OdpowiedzUsuń- Schlebiasz mi, Laleczko, ale już wystarczy. Nie chcę obrosnąć w piórka - uśmiechnęła się do niego lekko i usiadła mu na kolanach, wtulając się w jego pierś. - Na statku wypadałoby zostać tą, która odznacza się zimną krwią, a nie napuszonym ptaszkiem od wszystkich komplementów, którymi mnie poisz - ucałowała jego nos, po czym zacisnęła mocno wargi. - Mhm tylko nie przestawaj tak wszystkiego - szepnęła, bo mimo wszystko miło było posłuchać tego wszystkiego. Te jego słowa naprawdę mocno łechtały jej ego. Zastanowiła się na pytanie jak chciałaby, żeby wyglądał ich związek i zacisnęła mocno wargi. Nie wiedziała. Była nudna w te klocki i strasznie niedoświadczona. Skinęła tylko głową co do jego smakowania jej ust i całej reszty.
- Nie jestem pewna - powiedziała szczerze. - Po prostu chciałabym się z tobą częściej widzieć - przyznała, patrząc mu prosto w oczy i wyszczerzyła się zaraz, kiedy wspomniał o wyjątkowej jednorazowej przygodzie. - Tylko bez takich mi tu. Nie jesteś jednorazówką - puknęła go w nos palcem. - Nawet tak nie myśl.
Luna
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, wiem, ale nie groby bliskich. Mam po prostu nadzieję, że tak właśnie pozostanie - przyznała. Żałowała tych, którzy polegli, nie mniej nie byli w jej życiu aż tak istotni jak te kilka jednostek. Uśmiechnęła się lekko do Ashana.
- W takich chwilach jak ta pozwalam sobie na drobne rozproszenia, na polu walki czy w bardziej ryzykownych chwilach staram się raczej nie odpływać myślami aż nadto - zapewniła i zaraz pokręciła głową.
- Akurat wyrzutów sumienia nie czuję. Wiem, że to nie nasza sprawka - przytaknęła mu głową. - Nie jestem fanką wojen, ale jak już do takiej dochodzi to płakać nad trupami wroga nie zamierzam - dodała dość pewnie.
Akane
Jego delikatna pieszczota przyprawiła ją o przyjemny dreszcz i ciepło rozchodzące się po sercu i w podbrzuszu również. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i ucałowała go mocno, głęboko, pieszcząc jego wnętrze swym językiem. Kiedy się od niego odsunęła trzepnęła go przez łeb.
OdpowiedzUsuń- W twoich snach, Laleczko. Żadnych piórek nie będzie - wstała z miejsca i pokazała mu język. - Ta kobieta stoi twardo na ziemi i zamierza tak dalej stać. Nie będzie tu sodówka uderzała jej do głowy - dodała wesoło i pokręciła głową z niedowierzaniem. - Ach jak to? Nie wiesz? - zdziwiła się, robiąc minę sygnalizującą fałszywą dezaprobatę. - A ja miałam cię za inteligentną bestię... - pochyliła się w jego stronę i chuchnęła mu w usta. - Mhm... brzmi doskonale - przyznała, po czym skinęła głową. - Cóż chętnie spędzę z tobą ten twój postój, ale musisz chwilkę poczekać. Mam partyjkę kości do rozegrania i pewne informacje do sprzedania - poinformowała go, puszczając mu oczko. - Jeśli dasz mi godzinkę to będę już cała twoja.
Luna
An uśmiechnęła się lekko na słowa Ashana. Ta smykałka do miecza nawet ją cieszyła. Zamierzała dalej z tą bronią trenować, kto wie, może rzeczywiście bardziej się polubią. Nawet jeżeli nie, to zawsze będzie coś wiedziała o tym stylu walki, a wiedzę akurat zamierzała zbierać garściami.
OdpowiedzUsuń- Tak, pozostaje nam na to liczyć i w razie co reagować, gdy będzie ku temu okazja - podsumowała, nie rozdrabniając się już bardziej w temacie.
- Dzięki - uśmiechnęła się wdzięcznie na ten drobny komplement o silnym duchu i zaraz nadstawiła ucha, zaciekawiona tematem trasy.
- Ou, czyli już coś wiesz gdzie idziemy. I co? W jakie rejony nas wyganiają? - zapytała. - Rekonesans? Rozumiem, że masz coś konkretnego na myśli... - stwierdziła i mu przytaknęła. - Jasne, może być i przy szachach, zobaczymy czy taki temat nie rozproszy Twojej strategii - uśmiechnęła się pod nosem.
Akane
Luna pokręciła w rozbawieniu głową i poczochrała jego czuprynę na to całe kłamanie.
OdpowiedzUsuń- A może nie? - zaproponowała i chwilę się zastanowiła. - Po prawej stronie portu są niesamowite jaskinie. Możemy spotkać się tam - zaproponowała. - Słyszałam, że tam Drakony udają się na swe miłosne gody - puściła do niego oczko. - Chętnie zobaczę jak tam jest - przyznała i jeszcze raz go ucałowała, a potem weszła w tłum i poszła załatwiać swoje sprawy. Gdy zakończyła udała się do wspomnianych jaskiń i widząc go przy nich, wskoczyła mu na plecy. - Dłużyła ci się ta godzinka? - zapytała, muskając jego uszko.
Luna
Przytaknęła mu głową na wzmiankę o podejrzanym, a słysząc o jego planach uśmiechnęła się nieco.
OdpowiedzUsuń- Brzmi dobrze - przyznała. Mała partyzantka mogła nieźle namieszać.
- Hm... Najkonkretniejsze myślenie to będzie jak już poznam chociaż trochę teren, na którym przyjdzie nam działać. Aktualnie to za mało wiem o tej trasie by cokolwiek więcej planować, ale jak podzielisz się przy szachach wiedzą, to może rzeczywiście uda się stworzyć coś konkretniejszego - stwierdziła. Zaraz spojrzała na kanion, który jej pokazywał. Uśmiechnęła się zauroczona widokami, zaczęła powoli przesuwać wzrokiem, jakby chciała zapamiętać z tego miejsca jak najwięcej.
- Śliczne widoki... - przyznała ściszonym głosem. Przyroda naprawdę potrafiła ją nawet wzruszyć. - Jedyne czego tu brakuje to stada mosetów luźno się pasących - rzuciła i spojrzała na Ashana z szerszym uśmiechem, głaszcząc przy okazji Uqe po szyi.
Akane
Akane przytaknęła mu głową. Szachy i planowanie z mapą brzmiały dobrze, o ile pierwsze dopiero miała lepiej poznać, o tyle z drugim była dość obyta więc pozytywnego nastawienia jej nie brakowało. Zostawiła temat, bo Ashan sam wspomniał, że zajmą się tym przy szachach, a ona nie miała ku temu zastrzeżeń. Spojrzała po czerwonowłosym i uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Nie boisz się? – zapytała i przeniosła spojrzenie przed siebie, dalej obserwując kanion. – Nie masz nic przeciwko by to piękne Phyonix było otwarte dla obcych? Zwykle w takich chwilach nie brakuje idiotów, którzy dewastują takie miejsca jak ten kanion czy inne tereny. Nawet wypas mosertów przy takim scenariuszu może okazać się niedługo nie lada wyzwaniem… - zerknęła w jego stronę.
Akane
An siedziała spokojnie w siodle, z zainteresowaniem słuchając co Ashan ma w temacie do powiedzenia. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa. Słysząc o tym jak ich nazywają nadstawiła trochę bardziej ucha. Warto było wyłapywać takie szczegóły, chociażby na rzecz śledztwa.
OdpowiedzUsuń- Cóż, poprzednia rasa zdaje się dość mocno w nich zakorzeniła nietolerancję do mieszańców. Chociaż zwykle słyszy się, że takie mieszańce to słabsze ogniwa, a z tego co czytałam, tutaj było wręcz przeciwnie, Fenalisów się bano i stąd ta niechęć... Z drugiej strony strach przed nieznanym to dość częsty motyw krzywych zachowań... - pomyślała sobie na głos. Słuchała go dalej i lekko kiwnęła głową.
- Podchodzisz do tego bardzo politycznie - zauważyła. - Ciekawi mnie czy szary mieszkaniec też tak na to patrzy. Ty jako Ty... Ktoś kto ma tu osiąść i założyć rodzinę. Znaleźć lub zbudować dom, wychować garstkę dzieci, wyżywić... Umiesz spojrzeć na Phyonix z innej perspektywy? - zapytała, patrząc zaciekawiona po Ashanie.
Akane
Tony wcale nie powiedział Morganie niczego w pokrętny sposób, tylko faktycznie w taki, w jaki czuł. Jego serce zostało dotknięte w nieodpowiedni przez Ashana sposób. Zasztyletowane, a Ashan wyraźnie dał znać, że Tony nie ma co liczyć na jego uwagę czy trening. Chłopak po prostu mu się nie narzucał. Co nie znaczyło, że nie było mu przykro. Bo było i to całkiem mocno. Ćwiczył sobie sam. Biegał najczęściej, zwiększając swą kondycję. Tego dnia również od tego zaczął i właśnie wrócił na salę treningową po 10 kilometrowym biegu, gdy dostrzegł na niej Ashana. Prychnął pod nosem. No jasne, pewnie znów z Akane był umówiony albo z innym Gavem. Chwycił swój ręcznik i otarł pot z czoła, a potem upił porządny łyk wody, by bezceremonialnie zająć sobie fragment sali i zacząć ćwiczyć po swojemu. Ze zwykłą kukłą. Wykoy, wyskoki i te całe rapierskie numery.
OdpowiedzUsuńTony
Zwróciła uwagę na ten jego gest. Wrażliwiec się znalazł. Uśmiechnęła się pod nosem. Ona jeszcze znajdzie sposób, żeby zepsuć mu tę idealną fryzurę. Z rozwianym włosem było mu do twarzy. Z rozwianym włosem i wiatrem barwiącym policzki na czerwono. Odchyliła delikatnie głowę, gdy zaczął ją całować, ale nie oddała pieszczoty. Miała robotę do wykonania, a jeśli pozwoliłaby mu na dłuższe szaleństwa to robota na pewno poszłaby w niepamięć. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy go zobaczyła po tej całej godzince. Ucałowała jego kark. Objęła go swoimi ramionami i przymknęła oczy moszcząc się na jego plecach.
OdpowiedzUsuń- Wspominałeś, że te tereny są ci znane - szepnęła mu do ucha. - To poproszę o oprowadzenie wraz z gorącymi szczegółami dotyczącymi tego w jaki sposób poznałeś to czy inne miejsce - rzuciła z zainteresowaniem.
Luna
- Władza, nie rasa, mój język chyba poszedł nie tam gdzie trzeba – poprawiła się z przepraszającym uśmiechem na ustach. Kiwnęła głową na to co sam przyznał. Spojrzała po Ashanie i ponownie kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Czyli w sumie jak większość hybryd, sama od czasu do czasu słyszę o czystości rasowej, a raczej braku czystej krwi w stosunku do siebie. O ile od strony taty to nie problem, to sabat od… - tu zrobiła pauzę - …drugiej strony ma w tym temacie hopla – dokończyła. Na samą myśl nazwania Vivienne „matką” poczuła nieprzyjemne dreszcze na plecach.
- Podbijam, całe szczęście ich zdanie w temacie cudzego istnienia nie ma znaczenia – przyznała. Słuchała Ashana dalej, lekko się przy tym uśmiechając.
- Szczerze? Wydaje mi się, że jesteście w podobnym położeniu co całe Mathyr. Te podziały rasowe sprawiają, że macie podobne „problemy” do rozwiązania. Miasto gdzie można było spotkać największą mnogość rasową z ostało na pokaz spalone… Mam nadzieję, że wygranie tej wojny, która się toczy otworzy innych na szerszą perspektywę i zarówno tutaj, jak i tam mniejszości rasowe nie będą stanowić problemów – przyznała z pogodnym uśmiechem.
Akane
Diego uśmiechnął się uroczo.
OdpowiedzUsuń- Jaki Ty spostrzegawczy, gdy Ci się co nieco wytknie – zauważył z kpiną w głosie, rozbawiony, bo to Ashan sam zasugerował, że Diego tylko umie się dobrze ubrać. Teraz już jego gadka się zmieniła.
- Może Twoje nie ma – odparł w temacie zdania, również spokojnie.
- Doprawdy urocze, a podobno masz w dupie opinię innych – parsknął lekkim śmiechem i upił łyczek trunku by zaraz przesunąć przelotnie spojrzeniem po posturze Ashana i pokręcić głową. Dumny z brata, dobre sobie.
- Czekam na czasy, w których to ja będę dumny z brata – odparł obojętnie i zawiesił spojrzenie w widokach zza balustrady tarasu. Jako dzieciak patrzył na Ashana z podziwem, ale od dłuższego czasu patrzył bardziej z zażenowaniem.
Diego
Zaśmiała się lekko, kiedy tak złapał ją mocniej i oddał pocałunek. Oparła głowę o jego ramię słuchając jego głosu. Chciała wiedzieć wszystko, usłyszeć wszystko o tym co miał do powiedzenia. Wszystko co robił i sam i ze swoimi panienkami. Podejrzewała, że miał ich całkiem sporo. W końcu niezła z niego była sztuka.
OdpowiedzUsuń- Mhm myślę, że rzeki lawy jestem w stanie zlokalizować sama - szepnęła mu do ucha. - Wystarczy odczuwać coraz to bardziej gorąco na własnej skórze i podążać tym szlakiem - uśmiechnęła się lekko. - Interesuje mnie twoja historia z tym miejscem związana - szepnęła. - Jak zaprzyjaźniłeś się z tubylcami? Co cię tu przywiało? Z kim tutaj chodziłeś? Dokąd chodziłeś chcąc być samemu? - poprawiła swe pytania.
Luna
Mimo tego, że starał się nie zwracać uwagi na ćwiczącego Ashana, nie było to łatwe. Zwłaszcza, kiedy ten robił te swoje finezyjne pchnięcia i półobroty, poruszając się po sali lekko i z gracją. Och jakże szkoda by było to zepsuć, prawda? Jakby tak posłać mu małe tornada pod nogi? Przecież nic by mu się nie stało, poza jakimś ciekawym zwrotem akcji. Wywrotką jakąś czy innym poślizgnięciem. Oj kusiło. Bardzo kusiło, ale blondyn powstrzymał tę rządzę w zarodku i zamiast się psocić wrócił do swoich ćwiczeń. Będzie ponad to. Będzie zdecydowanie lepszym niż Gave czy inny wariat. Zamknął oczy i odetchnął głęboko wracając do swojej kukły.
OdpowiedzUsuńTony
Słuchała go z rosnącym zainteresowaniem. Najpiękniejsze widoki z rzekami lawy brzmiały interesująco, więc przytaknęła mu tylko głową, zgadzając się na tę wycieczkę, choć dalej uważała że gdyby chciała to znalazłaby je poprzez własny nos, wścibskość i metodę prób i błędów. Być może i przypiekłaby się przy tym kilkakrotnie, ale dałaby radę. Pół żywa, być może, a jednak. Pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie mam mylnego obrazu twojej osoby - odparła spokojnie.
- Po prostu zadaję pytania, żeby lepiej cię poznać - dodała. - Laleczko... mój obraz twojej osoby... - zaśmiała się lekko. - Oj... zdecydowanie zmienił się w trakcie poznawania cię - przyznała. - Bo początkowy wcale nie był zbyt kolorowy - uśmiechnęła się do niego lekko. - Mhm... jakość ponad ilość - powtórzyła po nim. - To ile ich już było? 2? 5? 8? -dociekała. - U mnie... - postukała się palcem o ustach. - Było wielu... jednorazowych przygód - mruknęła. - Nie było nigdy kogoś na dłużej.
Luna
Akane patrzyła chwilę po Ashanie.
OdpowiedzUsuń- A Wasza władza? Trochę już jesteście u władzy. Nie narobiliście też jakiegoś gówna? – zapytała, ale w pytaniu nie było kąśliwości, zwykła ciekawość. Na stwierdzenie o czasie przekręciła głowę raz w prawo, raz w lewo, w geście niepewności.
- No nie wiem, z doświadczenia wiem, że w pewnych sprawach nie ma co liczyć jedynie na czas – przyznała i na kolejne słowa mu przytaknęła.
- Tak, myślenie ewoluuje na pewno, ciężko tylko stwierdzić, w którą stronę. Zapewne wiele będzie zależeć od ostatecznego wyniku starcia i tego co się wydarzy w trakcie wojny – skubnęła lekko swoją dolną wargę.
- Niestety – podsumowała sprawę rasizmu i zaraz zerknęła po Ashanie niepewnie. Zdawała sobie sprawę ze swojego potencjału, ale większość raczej próbowała jej go wybijać z głowy, a nie podkreślać, że rzeczywiście go ma.
- Nie każdego ta myśl cieszy, ale tak… wiem, mam – spojrzała w niebo i wzięła głęboki wdech. – Jak byś taki potencjał wykorzystał? Tak czysto hipotetycznie? – wróciła do niego spojrzeniem.
Akane
An uśmiechnęła się lekko, ledwo widocznie, gdy przyznał, że i oni swoje nabroili. Nie zamierzała tu wchodzić w szczegóły, ale dobrze było wiedzieć, że członkowie rodziny królewskiej zdają sobie chociaż sprawę, że nie wszystko wyszło dobrze. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm, zdaję sobie sprawę. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę z aktualnego bycia bękartem - rzuciła nieco żartobliwie. - Prowadzenie polityki to zdecydowanie nie moja broszka - dodała. - Wierzę, że to ciężki kawał chleba - przyznała. Nie miała tu zamiaru nikogo krytykować. Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział, "z dużą mocą wiąże się duża odpowiedzialność". Wierzyła, że wysokie stanowiska też wpisują się w te słowa. Słuchała go dalej i raz jeszcze przytaknęła.
- Podobno najlepiej u władzy sprawdzają się Ci, którzy wcale do niej nie dążą, ale nie wiem czy to tylko takie gadanie, czy rzeczywiście tak jest - wzruszyła ramionami. W temacie czasu nic więcej nie dodawała, tak samo, gdy chodziło o ewolucję myślenia. Skrzyżowała z nim spojrzenie, gdy mówił o rośnięciu w siłę.
- Też... ale w moim przypadku bardziej chodzi o ryzyko z jakim ta siła się wiąże... - skubnęła lekko wargę. - Gdyby w Mathyr rozniosła się nowina o tym do czego jestem zdolna, to mogłabym nie mieć łatwego życia - westchnęła ciężko. - Raczej tego obawiają się moi bliscy, nie mojego przyrostu siły - przyznała. Rozejrzała się dookoła.
- To o wiele grubszy kaliber niż się może wydawać. Bo tak, masz rację, mogłabym pomóc się dogadać, zjednoczyć... Ale nie wierzę, po prostu nie wierzę, że nie znalazłby się chociaż jeden, który rzuciłby w eter, że wpływam na te umysły, że to ja ich kontroluję, że tak naprawdę jestem jednym wielkim manipulantem. I wiesz co? - wróciła spojrzeniem do jego oczu. - Nikt by nie mógł udowodnić, że rzeczywiście tak nie jest - patrzyła na Ashana.
Akane
Wujek Ben ze SpiderMana... Akane ma doprawdy ciekawe wzorce mądrych osób xD
UsuńDziewczyna parsknęła śmiechem i pokręciła głową.- Oj... Laleczko, kiedy cię spotkałam to wzięłam cię za bufona. Paniczyka z dobrego rodu, który chce koniecznie zaimponować swoim wyglądem i swą innością, a absolutnie mnie to nie kręciło - skomentowała. Pamiętała swoje pierwsze dni w Argarze i to ile rumu w tym czasie wypiła, bo chociaż na morzu wiele spotkało ją przygód i widziała bezkresne dziwa czy potwory, tak natężenie dziwów w tym miejscu przechodziło samych siebie. - Dziś widzę w tobie człowieka, który ma swoje zasady, ma swoje przekonania, ma coś co chce chronić i robi to, a przy tym dalej jest bufonem - dorzuciła gryząc delikatnie jego lewe uszko i pokazując mu zaraz język. Słuchała o jego partnerkach i jednorazowych przygodach i kiwała przy tym lekko głową. - A skąd... chętnie zobaczę się z tą całą Tuli i wypytam o wszystkie szczegóły - wyszczerzyła się do niego. - No wiesz, dlaczego ostatecznie zdecydowała się związać z kimś ze swojej rasy - mruknęła, bo o tej pierwszej nie zamierzała się wypowiadać. Dla niej tytuły się nie liczyły, choć sama czasami korzystała ze swojego. Na morzu miała poważanie i czasem zdarzało się używać tego tytułu by uspokoić konkretną aferę.
OdpowiedzUsuńLuna
Luna spojrzała po nim i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Widocznie nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak odbierane są twoje akcje. To całe "nie trzeba mi pomocy, sam się wyleczę" mówiło samo przez siebie - powiedziała, jednocześnie udając go przy cytacie. Dmuchnęła mu w ucho, kiedy stwierdził, że jej opinia zdecydowanie lepiej o nim nie mówi i wywróciła oczyma. - Phi, gdyby nie mówiła lepiej to by mnie tu nie było - powiedziała dość poważnie, po czym zmrużyła oczy. - Rządziłam się? Nie przypominam tego sobie - skomentowała unosząc dumnie głowę. Co do szaleństwa i gorącej wody, z tym akurat się zgadzała, więc nie zamierzała nic z tym robić. No może tylko trochę to szaleństwo podkręcić. Poczochrała go po włosach, gdy uszczypnął jej udo i odetchnęła głęboko. - Cieszę się - odparła szczerze, gdy wspomniał, że może zapytać o co chce. Może kiedyś faktycznie to zrobi? Na tę chwilę nie zamierzała szukać tej kobiety. - Moje przygody... które? Te z facetami czy kobietami? A może te, w których walczylyśmy z morskimi stworami? - zadała mu parę pytań dodatkowych.
Luna
- Bardzo – odpowiedział Diego bez większego wyrazu na twarzy. Nie zamierzał nawet pytać co takiego konkretnie miał brat na myśli, wcześniejsze słowa dużo już wnosiły do rozmowy. Więcej wiedzieć nie musiał.
OdpowiedzUsuń- Spokojnie mogę odbić tą piłeczkę – wrócił spojrzeniem do Ashana. – Nie zależy mi na Twojej dumie – oznajmił i zaraz zaśmiał się pod nosem. – Nie, wcale… - prychnął pod nosem. – Myślisz kutasem braciszku, jak Ci się jakaś podoba to robisz wszystko by dobrze wypaść w jej oczach, a teraz smutnym tonem mruczysz, że nie żyjesz pod oczekiwania? Ha… Hahaha – zaśmiał się i przetarł łzę spod oka. Rozbawiony pokręcił głową, spoważniał jednak, gdy Ash kreślił coś na mapie. Spojrzał na niego lekko mrużąc oczy.
- Kontrola na granicach brzmi sensownie, ale Ty i sprawdzanie kumoszenia? – uniósł lekko brew. – Jak niby zamierzasz się upewniać, że takiego sojuszu nie ma? – zapytał. Brat raczej nie bardzo mu się kojarzył z tajnymi operacjami. Wchodził i siał zamęt, rozpierdalał areny, czy place boju. Działanie incognito jakoś nie bardzo mu tutaj pasowało.
Diego
Diego słysząc pytanie brata rozciągnął usta w zadowolonym uśmiechu. Założył sobie ręce za głowę i położył nogi na pobliskim meblu.
OdpowiedzUsuń- Nie – odparł krótko, z tym swoim triumfalnym wyrazem twarzy. Ten specyficzny wyraz twarzy brata i to jak często sięgał po fajki jasno dawały znać, że dalej całkiem sprawnie umie mu zajść za skórę. Nie komentował więcej tej sprawy, wyciągał z tych sytuacji to czego potrzebował i zachowywał dla siebie.
- Ktoś, kto się bardziej nadaje… mhm… no jasne. Jak nie sam to może i jest w tym jakiś sens. Ojciec wie co robi – stwierdził, zadowolony patrząc sobie za balustradę.
- Coś ciekawego mi powiesz o Natanie? Podobno ma zaszczycić swoją obecnością naszą siostrę w jej ambitnym planie odprowadzania Gamorty na porodówkę… - rzucił z innej beczki. Prawdopodobnie przyjdzie im razem wędrować.
Diego
Diego siedział zadowolony, ale kiedy Ashan zaczął mówić o Natanie, na jego twarzy zawitało skupienie. Kiwał lekko głową na kolejno wymieniane opinie. Z informacji, które sam posiadał Natan wypadał dość dobrze. Niklaus trafił z doborem przywódcy tej wędrówki. Wiadomość od nadużywaniu zdolności nie była jakimś szokiem.
OdpowiedzUsuń- To w końcu Grandsand... Z tego co mówili rodzice najstarsi z rodu mocno wdali się tu w ojca - trochę się w swoim życiu nasłuchał o przyjacielu matki, jak i o jego dzieciach. Na pytanie przytaknął głową i znowu spojrzał za balustradę, ale w inne rejony.
- Aktualnie tak... Nie wiem jeszcze czy coś się nie zmieni, ale... raczej wątpię - oznajmił odwracając wzrok od pustkowia, na którym przed chwilą zawiesił spojrzenie.
Diego
- Dar umie sobie radzić z problemami - oznajmił pewnym tonem. Gdyby nie umiała to już by nie mieli jednej siostry. Spojrzał po Ashanie, zdawał się trochę bardziej przejęty niż zwykle. Nie patrzył na brata zbyt długo, wrócił do swoich obserwacji nie przerywając milczenia między nimi. Zakodował opinię brata, ale się do niej nie odnosił. Czy to rzeczywiście był dobry pomysł? Miał w tym wszystkim swoje własne plany, więc stawiał, że tak, plan był dobry. Wyrwał się z zamyślenia na pytanie Ashana. Spojrzał na niego i uśmiechnął się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Od kiedy Cię to obchodzi? - zapytał wprost.
Diego
Akane spojrzała spokojnie po Ashanie i posłała mu nieco pokrzepiający uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Zauważyłam – przyznała. – Ale wiesz co? Nikt nie wybiera gdzie się urodzi. A Ty całkiem nieźle zdajesz sobie radzić w swojej roli. Zwykle przesadzamy w jedną lub drugą stronę. Pewnie trochę Ci to zajęło, ale Ty zdajesz się być w miarę po środku, nie masz wywalone, ale nie próbujesz też błyszczeć – uśmiechnęła się do niego ciepło. Słuchała go dalej, gdy mówił o konsekwencjach i odpowiedzialności. Tak, miał rację, wszystkich nie szło zadowolić.
- No cóż… walić… - wzruszyła ramionami. – Nam na szczęście oszczędzono tej katorgi i bardziej jesteśmy od wykonywania poleceń niż ich wydawania – puściła mu oko. – Też nie wszystkich zadowolimy, ale coś mi się zdaje, że też nie na tym nasze życie polega, co nie? – posłała mu jeszcze jeden uśmiech. – Nie mniej miło czasem sobie popsioczyć na niesprawiedliwości życia – zaśmiała się lekko. Czuła, że temat nie jest dla Ashana łatwy, więc postanowiła za bardzo go dalej nie ciągnąć. Jak będzie chciał to sam poruszy coś podobnego.
Przytaknęła mu głową, gdy mówił o trosce.
- Ja mam to na uwadze, reszta też zdaje się o tym wiedzieć, ale wiesz jak jest… Jak nam na kimś zależy to czasami wizja zagrożenia tej osoby wywołuje skrajne reakcje – zaśmiała się krótko. – Wiem, że nie powiesz, w tym temacie to nawet o Darcy się nie boję – rzuciła nieco żartobliwie. Kiedy mówił o zjednoczeniu, wzruszyła ramionami.
- Tak, może tak być, ale ciężej będzie o takie plotki jeżeli oficjalnie nie będę miała udziału w ewentualnych pertraktacjach. Z kolei gdybym rzeczywiście chciała tak użyć zdolności, to moja obecność byłaby konieczna. Nie mniej, tak, wiem, pytałam i… dzięki za opinię. Prawdę mówiąc cały czas się zastanawiam jak mocno powinnam się w to zaangażować, ale… Znając moje życie, czas pokaże – uśmiechnęła się lekko pod nosem.
Akane
Zadziorny uśmiech sam wpłynął jej na usta, gdy dalej się bronił przed tym co było oczywiste. Stracił dla niej głowę od pierwszego wejrzenia. No może nie stracił, ale zakręciła mu w niej, ale rozumiała. Kruchą męską dumę należało chronić. Przynajmniej odrobinę. Nawinęła pasmo swych włosów na palec i zagwizdała.- Ależ Laleczko co ty opowiadasz? Ja? Nigdy po kątach nikogo nie rozstawiałam - powiedziała spokojnie i zwilżyła językiem swe usta. - Musiałeś mnie z kimś pomylić - założyła mu chwyt na gardło i delikatnie docisnęła, ale zaraz puściła i zaśmiała się lekko, muskając jego szyję. - Jestem wzorem niewinności - parknęła śmiechem tuż przy jego uchu. W to, to akurat i ona nie wierzyła. Pokiwała głową na znak że rozumie i przyjmuje do wiadomości wieści o tym, że nie interesują go jej jednorazowe przygody, po czym zastanowiła się nad kolejną odpowiedzią. - Argarczycy lubią śpiewać odpowiedzi to może i ja spróbuję? - zaproponowała schodząc z jego ramion i go wyprzedzając. Pokłoniła mu się z uśmiechem i okręciła się wokół własnej osi. - Pod czarną banderą przez sztorm płynę w dal, Wiatr targa mym płaszczem, piorun przecina świat. Załoga drży w milczeniu, bo morze wróży krew, A coś pod kilem szepcze me przeklęte imię - przy tym wszystkim gestykulowała do tekstu. (https://suno.com/s/wYjD8koD4OV3PsCA).
OdpowiedzUsuńLuna
An już tylko po prostu się uśmiechnęła, gdy przyznał, że polityka jest wrzutem na dupie. Uśmiechnęła się do niego pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Jak powiesz, to się dowiem, a wtedy masz prze-je-ba-ne - odparła z przekąsem, patrząc na niego wyzywająco. Słuchała dalej jego teoretycznych przemyśleń, sama co nieco analizując w głowie.
- Tak Ash, masz rację, ale aby zapewnić mi bezpieczeństwo, to by musiało być naprawdę super tajne. Nawet Ci, których bym obdarzyła możliwością widzenia sytuacji z innej strony nie mogliby wiedzieć, że to ja. No, a debilami nie są. Po doświadczeniu czegoś takiego część mogłaby szukać odpowiedzi skąd to się wzięło. Fama, że stoję za buntem Polszańskiego generała już się roznosi. Połączenie kropek nie byłoby aż takie ciężkie. Nawet jeżeli nie połączyliby tego ze mną, to ich uwaga zwróciłaby się w stronę Argaru. Szansa, że wszyscy zgodnie odebraliby taką moc za coś bezpiecznego jest raczej znikoma. Sabat Latrala już raz wychylił się z tymi umiejętnościami i po czasie postanowili ich wyciąć w pień. Mieszanie w cudzej głowie dla uzyskania sojuszy czy pokoju, tak byłoby szybkim załatwieniem sprawy, ale nie jestem pewna czy trwałym. Jak na moje to wyszukanie i pokazanie bardziej namacalnych korzyści i zysków byłoby pewniejsze. Może potrwać nim do zakutych łbów dotrze, ale koniec końców to będzie droga, którą te umysły zapamiętają, a nie jakaś gadka szmatka i sztuczki małolatki - mówiła to wszystko płynnie, spokojnie, na koniec wypuszczając głębszy oddech.
- Chyba po prostu ten mój potencjał wolę wykorzystywać na mniejszą skalę, nie chcę się nadto wychylać - przyznała. - Nie mniej, na jakieś serio ogarnięte plany czy pomysły jestem otwarta - zapewniła z lekkim uśmiechem. Przytaknęła mu na tą zgodę z własnymi przekonaniami, a kiedy wyszli zza górki i jej oczom ukazał się rozległy teren Mórz Popiołów, to aż lekko rozchyliła usta i uniosła nieco wyżej brwi.
- Osz w ... - szepnęła. Oczy aż jej lekko zaszły mgłą, miała wrażenie, że przez chwilę słyszała tu dźwięki trwającej wojny. Masa emocji zatrzymana w tym jednym miejscu. Przełknęła nieco głośniej ślinę, wpatrując się w ten krajobraz. Miał w sobie coś niesamowitego, majestatycznego. Poczuła tu żal, stratę, siłę... ale czuła też dumę. Pojedyncza łza zaczęła spływać jej po policzku, ale teraz jej nie ścierała, za bardzo skupiła uwagę na tym co widziała.
Akane
An uniosła lekko kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Sam sprawdź, jeżeli masz odwagę - odparła zadziornie.
Ashan miał słuszne przypuszczenia. Akane nie raz już zastanawiała się nad tym na jak wielki udział w wojnie sobie pozwolić. Koniec końców w aktualnym momencie miała już podjęte pewne decyzje, brała jednak pod uwagę zmianę swoich dotychczasowych założeń. Wszystko zależało od rozwoju całej sytuacji. Uśmiechnęła się do czerwonowłosego, gdy wspomniał o spokoju, była spokojna.
- Tak, wiem - zapewniła, lekko przy tym przytakując głową. - Nie odebrałam tego jako namowy. Chciałam poznać Twoją opinię i poznałam, dzięki - dodała. Przytaknęła mu, gdy pytał o emocje i wysłuchała go do końca. Uśmiechnęła się lekko. Tak, widziała to podobnie. Spojrzała na Ashana, śląc mu wdzięczny uśmiech.
- Dzięki - powtórzyła, z przyjemnym uczuciem przy sercu. Łasa na pochwały nigdy nie była, ale miło było usłyszeć, że jej plany mają potencjał, że ona ma, i że idzie z tym do przodu, a nie stoi w miejscu lub co gorsza się cofa.
Kiedy stała już na szczycie i obserwowała Morze Popiołów, chwilę jej zajęło ogarnięcie tych wszystkich emocji. Łzy nie zdążyła przetrzeć, ta skapnęła z jej żuchwy i ślad po niej zaginął. Dziewczyna długą chwilę milczała, w końcu jednak zerknęła na Ashana, a czując od niego ten specyficzny stan skupienia, po prostu się subtelnie uśmiechnęła, czekając aż skończy swoją modlitwę.
- W co właściwie wierzycie? - zapytała, kiedy ten skończył swoje. - Macie jakąś wiarę? Polegli trafiają w jakieś konkretne miejsce? Feniksy rzeczywiście odradzają się z popiołów? - szeptała, czuła się trochę jak na bardzo ważnym cmentarzu.
Akane
W pierwszej chwili wzruszyła ramionami, jej pytanie raczej nie było zbyt konkretne, ale biorąc pod uwagę swoje szpiegowskie zadanie, chciała jak najwięcej wiedzieć o Phyonix. Słuchała więc uważnie. Uśmiechnęła się lekko na "siłę ognia", nawet u Latrala ten żywioł miał trochę ważniejszą rolę niż pozostałe, więc i ona wierzyła w ponad przeciętne właściwości płomieni. Zamyśliła się nieco na wieść o lustrzanym odbiciu, dalej słuchała, ale musiała przyznać, że była to dość ciekawa wizja. Nie raj, nie kraj miodem i mlekiem płynący, a po prostu Phyonix. Hmm... a może dla tych, którzy wierzą w takie zakończenie Phyonix było po prostu rajem? Zdecydowanie mógł to być ciekawy temat do poruszenia w dalszym toku jej śledztwa w sprawie Bellhardów. Kto wie, może pojawiły się jakieś inne wiary? An uniosła brwi wyżej, kiedy Ashan wspomniał, że widział Piekło na własne oczy. Słyszała, że Lexi wyciągnęła Sangiusa z Piekła, ale Ash? Przyjrzała mu się uważniej. Tak, miał ojca demona, jednak dalej taka wycieczka wydawała jej się mało przyjemna. Nie przerywała mu jednak, słuchała dalej z zainteresowaniem. Urwał odpowiedź w tak dziwnym momencie, że aż się lekko zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Żartujesz? Po takiej odpowiedzi... Cała masa pytań, ale... Spoko, nie muszę wszystkiego wiedzieć od razu - zapewniła z lekkim uśmiechem i jeszcze raz spojrzała po okolicy.
- Mam jednak pytanie co do tu i teraz. Czy to będzie ujma jak zejdę z Uqe i pozwiedzam? Aura tego miejsca jest dość... wymowna, prawie jak ziemie święte. Nie wiem czy kogoś nie urażę chodząc po popiołach, czy dotykając niektórych obiektów - spojrzała pytająco na Ashana.
Akane
- Odstrasza? - trochę ją zaskoczyła ta sugestia, uśmiechnęła się zaraz lekko. - Ach, no tak, jeszcze nie widziałeś tych moich rysunków... Postacie z nich idealnie by się tutaj wpasowywały - rzuciła pół żartem, pół serio. Krajobraz rzeczywiście dość mocno kojarzył jej się z własnymi tworami z tuszu i węgla. Posłała mu jeszcze jeden wdzięczny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, moje pytania nie umywają się do tych zadawanych przez Tonego - zapewniła, powoli schodząc z Uqe. - To lustrzane odbicie... Zawsze tu w to wierzono, czy zaczęto za czasów rządów Twojej mamy? No i zjebane psychole... Oni trafiają do Piekła, a dobrzy mieszkańcy do lustrzanego odbicia, tak? - dopytała. Zerknęła jeszcze po Ashanie i lekko oblizała usta. Nie była pewna, w sumie to... była pewna, że nie powinna pytać, nie znali się przecież aż tak blisko, ale jej wrodzona ciekawość i troska wzięły tu górę.
- Dlaczego właściwie widziałeś Piekło? - skrzyżowała z nim spojrzenie.
Kiedy mówił o popiołach zamkniętych w szkle, poszukała ich wzrokiem i obserwowała z tym dziecięcym zachwytem w oczach.
- To symboliczne działanie? - zapytała. - Skoro mówisz, że spłonęło wszystko, to raczej ciężko było oddzielić popioły ofiar od tych flory i fauny. A może macie na to jakiś sposób? - wnikała dalej. Zaraz lekko przygryzła wargę. - Gdyby jakieś pytanie było nie na miejscu to zwróć mi uwagę - zaznaczyła i zaraz kiwnęła głową. - Jasne, skakać nie planuję - to akurat było dla niej dość oczywiste, szła spokojnie, poza tym, dalej czuła silne emocje związane z tym miejscem, wydurniać się tu nie zamierzała. Prędzej jej było do zamyślenia czy zadumy. Poza miejscem emocjami emanował sam Ashan, czuć było od niego wdzięczność za poświęcenie, wdzięczność wobec ofiar... może trochę irytację, że musiało dojść do takiego zdarzenia, ale głównie wdzięczność. Zatrzymała się, gdy brał piach w dłonie.
- Jest inny... - przykucnęła obok i wsunęła lekko palce w piasek. - Ma duży ładunek emocjonalny. Jako osoba kontrolująca piasek głupio bym się czuła używając tego... - przyznała patrząc po pyle i wysunęła z niego dłoń. Spojrzała na Ashana.
- Macie jakiś symboliczny gest dla okazania tutejszym szacunku? - zapytała.
Akane
An kiwnęła tylko głową, bo już raz rozmawiali o tych rysunkach. Może rzeczywiście w wolnej chwili coś narysuje? W Pałacu na pewno znajdzie się kawałek pergaminu i odpowiednie przybory.
OdpowiedzUsuń- Jak mnie najdzie to może na szachy przyniosę jakich bohomaz – uśmiechnęła się lekko, by zaraz z uwagą wysłuchać odpowiedzi Ashana. Słysząc nazwę uniosła wysoko brwi. No zajebiście… Pala… Co to kuźwa za nazwa?! Zamrugała trochę szybciej. Litości, nauka tego języka doprawdy zapowiadała się srogo. Rozwinięcie wyjaśnienia z odbiciem brzmiało jak dla niej bardzo ciekawie. Czyli to Phyonix było odbiciem, tak, to miało sens.
- Brzmi pięknie – przyznała i spojrzała na te wszystkie szklane „znicze” jakie wypełniały to miejsce. – Pozostaje więc mieć nadzieję, że oni rzeczywiście żyją sobie teraz w lepszym miejscu – uśmiechnęła się cieplej. Zeszło też z niej trochę, gdy Ash tak swobodnie wspomniał o wizycie w Piekle. Skoro to było za dzieciaka to najwyraźniej miał już tą wizytę przepracowaną… a może ten procent demoniczności sprawiał, że Piekło wcale nie było dla niego złym miejscem… opcji było na pewno kilka. Słuchała uważnie odpowiedzi, szczególnie, że Dar sama jakiś czas temu wspomniała o możliwości podobieństwa tego co zaszło u An, z tym co zrobiono Sangiusowi.
- Czyli w sumie nawet Ty nie wiesz jak uaktywnić tą klątwę? – dopytała, zerkając po plecach Ashana, które sam odsłonił. Widząc wzory, miała skojarzenie z rebusem „znajdź wyjście z labiryntu”. Podniosła nawet palec i przesunęła nim po fragmencie tatuażu.
- Trochę mi przypomina labirynt do przejścia… tu mosty, tu kładki, tu przeszkody, o, a to jest cel wędrówki – dotknęła „domku” między rogami, na karku czerwonowłosego – dom… po prostu dom – uśmiechnęła się do własnych myśli i zaraz zabrała palec. – Wybacz… nie jesteś rebusem – uśmiechnęła się przepraszająco. Słuchała dalej o klątwie, a na wieść o braku woli skrzywiła się wyraźnie. – Chujowy układ, rzeczywiście – przyznała, zaraz jednak posłała mu jeszcze jeden ciepły uśmiech. – Cieszę się więc, że udało się Wam znaleźć na to rozwiązanie – kiwnęła głową, by po chwili uważniej przyjrzeć się piachowi, który jej pokazywał.
- Zamknięte na ich cześć? Zwykle słyszałam, że dla poczucia wolności popioły się rozsypuje, nie zamyka… Feniksy w sumie to mi się nawet kojarzą z wieczną wolnością… Ogień, nieokiełznany, ptak, latanie… - pozwoliła sobie na lekkie zamyślenie. Wróciła jednak po chwili na ziemię i słuchała o sposobach okazania szacunku. Myślała chwilę i zaraz spojrzała na Ashana.
- A mogę im „posadzić” kwiat? – zapytała, a aby być jaśniejszą, ruszyła lekko palcami, by poruszyć drobinami piasku, te zaszły fioletową poświatą i ułożyły się w kształt kwiatu kwitnącej lilii. Chwilowo twór wisiał w powietrzu. – Na stałe, co by tkwił w tej ziemi aż… aż do mojej śmierci… - spojrzała pytająco na Ashana. Nie miała pojęcia czy nie pozwala sobie na zbyt wiele.
Akane
An zaśmiała się krótko i pokręciła głową rozbawiona.
OdpowiedzUsuń- Nie obrastaj tak w piórka Panie Feniks – posłała mu zadziorny uśmiech. – Mój szkicownik został w Argarze, a z nim wszystkie rysunki, tak więc ciężko by było jakkolwiek inaczej Ci je pokazać. No, jest jeszcze opcja, w której pokazuję Ci swoje wspomnienia z oglądana tych rysunków, możesz wybrać co wolisz. Pamiątkowy rysunek czy wspomnienie wyciągnięte z otchłani mego umysłu? – zapytała, dalej z nieco zaczepnym uśmiechem.
Słuchała go dalej w temacie klątwy i kiwnęła głową na znak, że rozumie.
- Przygotowaliście plan na różne scenariusze, jasne, rozumiem – nie zamierzała wchodzić w to głębiej, wychodziło na to, że Ashan jest stosownie zabezpieczony na wszelkie ewentualności.
Pokrzepiający uśmiech przyjęła z wdzięczną miną, czasami miała wrażenie, że ciekawość pcha ją w dziwne sytuacje, nie mniej najważniejsze, że sam Ash nie czuł się jakkolwiek urażony. Przytaknęła głową na jego słowa.
- Mhm, popieram tą koncepcję, własna interpretacja jest najistotniejsza – zgodziła się po czym zaciekawiona dalej nadstawiała ucha. Rytuał, który opisywał czerwonowłosy rzeczywiście brzmiał na bardzo symboliczny.
- Rozumiem, działacie zgodnie z wolą zmarłego, pamiętając jednocześnie o jego bliskich – uśmiechnęła się do niego ciepło. Zapewne łatwiej było żegnać się czy rozmawiać z symbolicznym pomnikiem, niż z pustką. Zakodowała w głowie słowa o cmentarzu, z chęcią zobaczy to miejsce, ale może tym razem sama, nie zawracając nikomu głowy.
Widząc jego uśmiech i słysząc słowa poczuła przyjemne ciepło, tak, jej ten pomysł też się spodobał, był bardzo w jej stylu. Spojrzała po Ashanie zaciekawiona, gdy proponował swoje ulepszenie.
- Jak mam być szczera to myślałam o runie wzmacniającej, co by utrwalić kwiat, ale to jak o tym mówisz… heh… - spojrzała na niego cieplej. Przy użyciu runy śmierć i tak by zabrała twór, a sposób Ashana rzeczywiście mógł być wieczny. Przytaknęła mu głową. Nie miała pojęcia jak skończy się ta wojna, nie zamierzała umierać, ale taka pamiątka po niej mogłaby pomóc niektórym, w razie co… Raz jeszcze kiwnęła głową.
- Dobrze, tak, znaczy… chętnie skorzystam z Twojej pomocy, tylko… poczekaj chwilkę… - poprosiła i przesunęła dłonie do ziemi. Skupiła się trochę bardziej, tworząc piaskowe „korzenie” lilii, tak aby została utrwalona rzeczywiście w ziemi. Spojrzała na Ashana.
- Możesz działać – trochę rozczulona spojrzała na kwiat, który stworzyła.
Akane
- No co Ty nie powiesz... Gdybym uważał inaczej, to wydaje mi się, że nie brałbym pod uwagę wędrówki z nią - odparł patrząc po Ashanie wymownie, z wyraźną pretensją w spojrzeniu. Jego samego to już można było zostawić, ale siostrzyczka to przecież sama problemów nie musi rozwiązywać. Prychnął pod nosem na odpowiedź brata.
OdpowiedzUsuń- Pierwsze "kurwa" padło dawno temu i jakoś od tamtego czasu nie zauważyłem byś brał pod uwagę moje myślenie w jakimkolwiek aspekcie swojego życia - stwierdził, znowu patrząc na pustkowie. - Najwyraźniej przyprawiam Cię do szewskiej pasji częściej niż śmiałbym przypuszczać - spojrzał na brata z zadowolonym, cynicznym uśmieszkiem. - To miód na moje serce - dodał i zarechotał rozbawiony.
Diego
An pokręciła głową lekko rozbawiona.
OdpowiedzUsuń- Patrzcie go, jaki zaczepny... No, no, nie znałam Pana Księcia z tej strony - rzuciła, nadal w zadziornym tonie. Kiwnęła zaraz głową. - Dobrze więc, na szachach dowiesz się co zdecydowałam, do tej pory będziesz musiał znosić tą niepewność - dodała, powstrzymując rozbawiony uśmiech, co by mimo wszystko zachować pozory i szacunek dla Morza Popiołów.
W temacie klątwy pewnie miałaby jeszcze kilka interesujących pytań, ale uznała, że nie chce w to wtykać nosa, Ashan już i tak powiedział dużo, jak kiedyś zechce zdradzić więcej szczegółów to wolała by była to typowo jego decyzja. Uśmiechnęła się do czerwonowłosego, gdy mówił o tych, za którymi zawsze ktoś w jakiś sposób tęskni. Wiele razy czuła od innych żal po stracie, sama doświadczyła straty przyjaciela, więc jak najbardziej rozumiała co Ash miał na myśli.
- Mhm... Nawet najwięksi zwyrodnialce mają rodziny, czasem nawet przyjaciół - przyznała przytakując mu głową. Jak dla niej to rzeczywiście brzmiało jak dobry kompromis.
Utrwalenie jej lilii w tym miejscu było nad wyraz wyniosłe. Bardzo jej się to podobało, czuła się spójna z tym sposobem, a kiedy Ashan zacząć śpiewać, poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. Jego głos może i nie był jakiś wybitny, ale nadawał całej sytuacji jeszcze bardziej wyniosły ton. An wpatrywała się w kwiat, pozwalając sobie na mocniejsze zamyślenie, wsłuchiwała się w słowa pieśni, a na jej twarzy gościł lekki, ciepły uśmiech. To będzie naprawdę bardzo przyjemne wspomnienie.
Akane
Akane nic już nie odpowiadała, skupiła się po prostu na trwającej chwili i pozwoliła sobie odpłynąć myślami odrobinę dalej. Dla niej głos Ashana owszem, był przyjemny, jednak nie wybitny. Trochę się już głosów nasłuchała, ten jego śmiała by nazwać głosem do jednego rodzaju pieśni. Pasował do niego i zdecydowanie nie kaleczył ucha, jednak nie wszystko śpiewane tym typem głosu brzmiałoby dobrze. Przynajmniej jak na jej ucho.
OdpowiedzUsuńKiedy już wróciła na ziemię, obejrzała się na czerwonowłosego, który przelewał ciepło do szklanej urny. Uśmiechnęła się delikatnie i powoli wstała. Jeszcze raz przesunęła spojrzeniem po okolicy.
- Naprawdę wyjątkowe miejsce. Teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa jakie widoki spotkają mnie przy kolejnym przystanku - przyznała, łapiąc uzdę Uqe i zbliżając się do Ashana. Z tego co kojarzyła, to chciał jej pokazać coś jeszcze. Tu już oddała hołd, mogła więc ruszać dalej.
Akane
An słuchała go z zainteresowaniem. Uniosła lekko brwi, słysząc o lawie.
OdpowiedzUsuń- Okey, ale rozumiem, że nie mówimy o cieple, które jest dla mnie jakieś nad wyraz niebezpieczne, tak? - wolała się mimo wszystko upewnić. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdy padło o tych nielegalnych straganach, którym pozwalano tu egzystować, kiwnęła głową.
- Oj tak, to co zakazane potrafi zwabić wielu zainteresowanych - zaśmiała się lekko. Zastanowiła się chwilę nad jego ostrzeżeniem.
- Hm... Sporą część życia spędziłam na pustyni, co prawda lawy tam nie było, ale mogę spróbować pobyć w tamtej okolicy, najwyżej się wycofam... No i może trochę rozbiorę - wzruszyła ramionami. Zdjęcie warstwy ciuchów nie powinno tu być problematyczne.
Akane
Diego wzruszył ramionami i rozsiadł się wygodniej na krześle.
OdpowiedzUsuń- Ja żartów nie muszę szykować, to samo przychodzi, niczym u Lokiego - rzucił i zadowolony uniósł kącik ust, patrząc po Ashanie ze swoim błyskiem w oczach. Na jego kolejne słowa przewrócił z kolei oczyma.
- Jasne, to przecież nie Ty dałeś dupy, to ja źle patrzę... - prychnął pod nosem i skrzyżował z nim spojrzenie. - Postaraj się lepiej być, to ja nie będę musiał wytężać wzroku by cokolwiek dostrzec. O ile wiem, to nie na tym to polega, by wypatrywać usilnie gestów - rzucił i znowu spojrzał w stronę pustkowia.
- Nie o czym, a o kim... - poprawił go, jednak nie zmieniał punktu obserwacji. Zacisnął zęby i palce na podłokietnikach. - Wszyscy jesteście tacy sami... - syknął i wstał z miejsca, po czym ruszył w stronę wyjścia z balkonu. Czuł to irytujące wkurwienie, więc zamierzał, tak jak zwykle, wykorzystać chwilę i iść potrenować. Ostatnio często to robił.
Diego
Uśmiechnęła się nieco pod nosem na słowa o wskakiwanie w lawę.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, zawszę mogę chcieć sprawdzić jak dużym obdarzyć Cię zaufaniem i spróbować takiego skoku, badając przy tym Twoją reakcję - poruszyła zabawnie brwiami. Przytaknęła mu w temacie jednego słowa, ale nic już nie dodawała. Kiwnęła głową raz jeszcze.
- Dawno, ale spędziłam na niej pierwsze dziewięć lat życia - przyznała i zaśmiała się lekko. - Tak, poza tym, śmiem przypuszczać, że geny też tu mogą robić swoje, a ojczulek pochodzi z pustynnych rejonów. Tam gdzie piaszczyście zwykle czuję się dość dobrze - uśmiechnęła się do niego. Teren był tu dość skalisty, więc gdy przyszło o wsiadanie na moserta, podprowadziła zwierzę do skałki, by wykorzystać ją jako podwyższenie. Tym oto sposobem już zaraz siedziała na wierzchowcu.
- Gotowa - zameldowała z pogodnym uśmiechem.
Akane
Akane również się zaśmiała i popukała swoją skroń.
OdpowiedzUsuń- A stąd - pokazała mu język. - Jestem w stanie wyczuć Twoje intencje, więc lepiej nie dokazuj - pogroziła mu palcem, uśmiechając się przy tym zadziornie. Słysząc opinię co do znoszenia ciepła, kiwnęła głową.
- Cóż, najwyżej będziesz miał na sumieniu spieczoną Żabę albo wpół żywą skwarkę z Żaby - uniosła kącik ust i spojrzała po nim zaciekawiona, gdy wspomniał o handlu. Zdawał się bardziej to mówić do siebie. Uśmiechnęła się lekko.
- Może to właśnie będzie Twoje zadanie - skomentowała. - Może kiedyś postawisz swoją własną osadę handlową - uśmiechnęła się do niego ciepło. Jak na jej oko, pasował do takiego celu. Na pytanie o galop w jej oczach pojawił się specyficzny błysk.
- Galop? Cóż... na mosercie jeszcze nie galopowałam, ale... - spojrzała po Uqe, a usta ułożyły się z uśmiechu ewidentnie sugerującym niecne plany - ... ale bardzo chętnie spróbuję - przyznała i nawet lekko przygryzła wargę z podekscytowania.
Akane
Sama uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy tak milczał, a potem po prostu spojrzała na Ashana i posłała mu subtelny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Zdecydowanie przemyślę – odpowiedziała z nutką rozbawienia w głosie. Zaśmiała się lekko na kolejne słowa.
- No nie wiem, nie wiem, to nie ja odpowiadam za Twój, ewentualnie, zdziadziały refleks – poruszyła zabawnie brwiami. Na słowa o polityce sama pokręciła głową.
- Założyciel wcale nie musi grać w polityczne gierki, może wyznaczyć do tego ludzi, a sam zająć się tym co uważa za słuszne – wzruszyła lekko ramionami. – Chociażby właśnie sprawami bezpieczeństwa czy zarządzaniem odziałem. Założyciel wizjoner, no wiesz, tworzysz miejsce, które ma dobrze według Ciebie działać, a dobrze nie oznacza, że jedna osoba jest od wszystkiego – uśmiechnęła się pogodnie. – Oczywiście do niczego nie namawiam, tak sobie… wizualizuję na głos – zaśmiała się lekko i puściła mu oko. Zaraz po tym wysłuchała rad czerwonowłosego, uśmiechnęła się i przytaknęła głową. Przesunęła dłonią po szyi Uqe. Z tego co kojarzyła, do galopu wypadało przybrać odpowiednią pozycję, tak by wierzchowiec nie czuł obijającego się na grzbiecie tyłka, no i by zadek jej samej później nie bolał. Łydki zacisnęła na bokach moserta, uniosła pośladki lekko nad siodło i wykonała ruch, którego uczyła ją Morgana. Lekkie wbicie pięt w boki, posuwisty ruch bioder i energiczne strzelenie lejcami. Uqe nie trzeba było wielce namawiać, na te trzy gesty zerwał się od razu do galopu.
- Łoooo żesz! – An wyraźnie się zachwiała, próbując nie stracić równowagi, nie było łatwo, ale wysiliła wszystkie mięśnie nóg i brzucha, co by się mimo wszystko utrzymać. Chwilę czasu jej zajęło aż złapała stabilną pozycję, a kiedy jej się już udało, zaśmiała się wesoło. Czuła ten pęd, wiatr rozwiewał włosy.
- Świetnie Uqe! Dawaj, dawaj! – zaśmiała się i lekko pochyliła by lepiej schować się za szyją zwierza i nie blokować przepływu powietrza, dzięki czemu bardziej tworzyła jedno ciało z mosertem i wiatr opływał ich sylwetki jednolicie.
Akane
Akane zastanowiła się chwilę.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie do założenia miasta wystarczy pomysł i chęć. Pomysłodawca nie musi zajmować jakiś wysokich stanowisk. Jeżeli znajdzie odpowiadające mu osoby do pełnienia tych istotnych funkcji, to jest duża szansa, że takie miasto rzeczywiście powstanie. Rozumienie potrzeb ludzi, handel, czy cała ta reszta, o której mówisz jest potrzebna później. Jeżeli pomysłodawca rzeczywiście dobierze dobre osoby na stanowiska, to miasto się utrzyma i bardziej rozwinie. Jeżeli wybierze źle, miasto się nie utrzyma, zniknie, zostanie najechane i zrównane z ziemią lub stanie się slumsami - wzruszyła lekko ramionami. - Nie znam Diego na tyle by wydawać tu swoje opinie, a Darcy, cóż, to świetna dziewczyna, ale aktualnie ma chyba za dużo na głowie bym przypisywała jej rolę założycielki miasta. Z nich wszystkich Ty zdajesz się mimo wszystko najbardziej stabilny. Oczywiście nie licząc Morgany, Mor jest już połowicznie nasza, zalatuje Grandsandami, więc góruje nad resztą rodzeństwa - to o Morganie rzuciła z zaczepnym błyskiem w oku i zaśmiała się lekko. Dla niej były to tylko hipotetyczne gdybania i oceny, nie przykładała do tego jakiejś wielkiej wagi, więc i mówiła dość luźno. Na słowa o podziękowaniach uśmiechnęła się pod nosem.
- Wypadałoby, a jak "dziękuję" nie było, tak nie ma dalej - ponownie lekko się zaśmiała. Osobiście nie uważała by powiedziała tu coś nad wyraz wyjątkowego, ale skoro sprawiło to Ashanowi przyjemność, to nie czuła potrzeby się z tego wycofywać.
Prychnęła na słowa o wygrywaniu wyścigu.
- Pfy... No wiesz, kulturalny gospodarz dałby mi po prostu wygrać... - uśmiechnęła się pod nosem, a potem trochę szerzej, bo pęd zwierzęcia dodawał tych przyjemnych ciarek, szczególnie, gdy traciło się przez chwilę równowagę i walczyło o pozostanie na grzbiecie. Każdy udany manewr dawał jej ogrom radości. Que też zdawał się czerpać radość z tak beztroskiego biegu przed siebie. An, kiedy poczuła się stabilnie na grzbiecie, bardzo powoli zaczęła puszczać lejce. Próbowała rozłożyć ręce na boki. Wyraźnie przy tym zagryzała wargę, od czasu do czasu przesuwając językiem po ustach. Wracała do trzymania lejc, gdy traciła równowagę, ale dosłownie chwilę po złapaniu jej na nowo, ponawiała swoje próby.
Akane
Diego parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Aspirować? Loki może mi co najwyżej buty czyścić - odparł pewny swego. To właśnie była różnica, jego żarty się na nim nie odbijały. Zaśmiał się zaraz i pokręcił głową.
- Próbujesz w jaki niby sposób? - zatrzymał się, odwrócił i spojrzał w oczy brata. - W jaki sposób, hm? Wchodząc ze mną w pyskówki?! Gadając do mnie jakbym znał się tylko na stosownym wyglądzie?! Wybyłeś sobie w świat, jebie mnie czy celem były misje, czy poznawanie kolejnych mokrych cip! Nie popisałeś się ani w jednym, ani w drugim! Wróciłeś i po wszystkich oficjalnościach nawet Cię nie było stać na przyjście i powiedzenie durnego "cześć"! - warknął. - Pewien jesteś, że to ja zachowuję się jak pierdolone książątko?! - prychnął pod nosem, pokręcił głową i ruszył dalej, w stronę sali treningowej.
- Pierdol się Ashan - nawet na niego nie spojrzał, gdy padło jej imię. Szedł dalej.
- Zostawiliście mnie tu, Ty, Darcy, Amala... Poszliście spełniać swoje cele i plany. Zajebiście, nie przeszkadzałem Wam w tym, więc teraz Wy nie przeszkadzajcie mi. Możecie sobie spierdalać - rzucił.
Diego
Diego prychnął i uniósł kącik ust lekko.
OdpowiedzUsuń- Da się zrobić – odparł, dalej idąc przed siebie. Rozemocjonowany głos brata jasno dawał znać, że to nie koniec, że nie tylko to ma do powiedzenia. Szedł dalej, nie przerywając wypluwania tych wszystkich słów. Zatrzymał się dopiero, gdy Ashan zaszedł mu drogę. Podniósł spojrzenie na brata i skrzyżował ręce na piersi. Aktualnie nie mówił nic, po prostu czekał aż to morze słów wyleci. Spojrzał w sufit i zaśmiał się krótko, słysząc o tym jak to się zachowuje. Pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Kto Ci powiedział, że jestem zdziwiony, kiedy oddajesz? – spojrzał po czerwonowłosym pytająco. – W którym momencie zachowuję się jakbym tylko JA był skrzywdzony? Ty z kolei właśnie zachowujesz się tak, jakbym nie miał prawa czuć się skrzywdzony, tylko dlatego, że inni też mają swoje problemy. Co mnie obchodzą Wasze problemy? I to jeszcze te, które chowacie w głowie? Jak je chowacie to Wasz problem, nie mój. Nigdzie nie mówiłem, że jestem jedynym cierpiącym na tym świecie. Co Ty pierdolisz? Nie mogę być na Was wkurwiony, bo co? Bo przeszliście przez jakieś gówno? – znowu parsknął śmiechem. – Co mnie obchodzi to, że nie jestem jedyny, hm? – spojrzał w oczy brata i uniósł obie brwi. – To teraz trzeba być jedynym, by komuś wytknąć, że się chujowo zachował? – pokręcił głową. – I nie, nie ja sprowadzam nasze rozmowy do pyskówek. To Ty decydujesz się kąśliwością odpowiedzieć na kąśliwość. Poza tym, nie mieszaj w to Morgany. Do niej nie mam żalu. Ona przynajmniej nie udaje, że jest między nami coś wyjątkowego. Nie było jej większość naszego życia, a Wy szczacie za nią jakby nie wiadomo ile Was łączyło. Krew nie tworzy relacji, to tylko krew – rzucił dość ponuro, ale i z dużo większym spokojem na twarzy.
- Poza tym, tak Ashan, naprawdę uważam, że masz mnie za tego co zna się tylko na wyglądzie. Taki dajesz przekaz, dziś pokazałeś to dobitnie. Możesz się o mnie troszczyć i martwić na ten swój pojebany sposób, ale dziś jak jeszcze nigdy, padły słowa, które wyraźnie nakreśliły za kogo mnie uważasz – dodał. Chciał go wyminąć, ale oczywiście mu nie pozwolił. Zacisnął zęby patrząc ponuro po bracie.
- Nigdzie tak nie mówiłem, to już jest Twoja interpretacja. Nie mówiłem nigdzie o Waszej wygodzie. Mieliście odwagę by podjąć pewne życiowe decyzje, to teraz miejcie odwagę ponieść ich konsekwencje. Zostawiliście mnie. Nic więcej i nic mniej. Wybielaj to sobie w swoich oczkach dowoli, w moich to nadal zostaje takie samo – sprostował. Temat Amali pozostawił bez komentarza, Ashan dał mu ładną podkładkę, by od tego uciec. Ponownie spróbował go wyminąć, tym razem z drugiej strony.
Diego
Diego przeklął w myślach, gdy jego droga została zastawiona po raz kolejny. Spiorunował Ashana wzrokiem. Na słowa o „skończeniu” jego dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. Często ostatnio z nich korzystał, może nawet zbyt często. Zacisnął zęby, powstrzymując się mimo wszystko by bratu nie przywalić.
OdpowiedzUsuń- To na przyszłość Ty nie zaczynaj manipulować moimi! – warknął. – Fajnie się tak rozmawia?! Nie powiedziałem połowy rzeczy, które mi jeszcze przed chwilą wcisnąłeś w usta! Jak chcesz to proszę bardzo, jak widzisz umiem to rozgrywać tak samo! – patrzył po nim zirytowany. – Zrobiłem broń, tak, ale to Wy mi daliście do niej naboje i będę z nich kurwa korzystać! – podsumował i odsunął się od niego na krok. Odetchnął głębiej i strzelił karkiem, czując ciepło przy palcach. Ogień aż się prosił by nieco spuścić pary.
- I chwała jej za to! – rzucił, znowu patrząc mu w oczy. – Morgana daje mi czas, a Wy weszliście tu tak, jakby się kurwa nic nie stało i jakbyśmy widzieli się dnia poprzedniego! Jakby nic się nie zmieniło! – rzucił i zaraz odwrócił się od brata i pokręcił głową.
- Ou, no tak, fochy… Dokładnie to. Musisz znosić fochy – Ashan miał niesamowitą łatwość w umniejszaniu tego problemu. Odwrócił się do niego przodem i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. – Nie, ależ gdzie, wcale się nie wybielałeś… - na jego twarz wrócił ten ponury wyraz. Nie odsunął się, kiedy zmniejszył między nimi dystans. Nie odpowiedział na jego pytanie, po prostu stał, krzyżując z nim wzrok.
- Daruj sobie – odparł na pytanie o elaborat. Spojrzał gdzieś w bok. Aktualnie nie miał ochoty słuchać jego opinii na czyjkolwiek temat. Znowu zacisnął zęby. Milczał dłuższą chwilę. W głębi serca miał nawet cichą nadzieję, że jednak durny brat połapie się „co robi”. Cofnął się o krok.
- Odeszła… - rzucił niezbyt wyraźnie. Jeszcze jeden krok w tył. – Wybrała życie w pierwotnej formie. Odeszła na pustkowie… - wszyscy byli tacy sami. Wszyscy go zostawili dla swoich egoistycznych powodów. Ashan, Darcy, Damon, nawet Amala. Wszyscy.
Diego
Diego spojrzał na Ashana kątem oka. Zaraz jednak odwrócił wzrok i patrzył gdzieś przed siebie, w pusty punkt.
OdpowiedzUsuń- O ile dobrze kojarzę, to miała w Argarze Ciebie, Morganę i grono swoich nowych, świetnych przyjaciół. Polazła tam na własne życzenie, to był jej wybór. Damon też do niej przyleciał. Mało jej? Miałem przyfrunąć na skrzydłach niczym jej prywatny rycerz? Niedoczekanie. Ty... a co niby Twoja sprawa ma wspólnego ze mną? To nie ja każę Ci latać jak posrany we wszystkie strony. Jaki związek mają te Wasze problemy ze mną, hm? Jaki ja mam w nich udział?! - ostatnie rzucił podniesionym tonem. Prychnął zaraz.
- Doprawdy, musisz? A niby dlaczego musisz? Kto tak niby mówi? - zapytał patrząc mu w oczy. - Nie wykorzystuję w kłótni swoich problemów, wykorzystuję argumenty i to co mam Wam do zarzucenia. Skończ to porównywać z problemami, których sami sobie nastrugaliście. Ja nie mam udziału w Waszej chcicy opuszczenia Phyonix, nie musieliście tego robić, zrobiliście. Moim wyborem było nie pójść za Wami, tak, bo nie zamierzam Was blokować, ani się za Wami uganiać. Co nie znaczy, że będę udawał, że Wasze wybory mi odpowiadają. Nie odpowiadają i mam Wam to za złe - odparł prosto znowu zerkając na brata. Nie pamiętał by kiedykolwiek doprowadził go do aż takich emocji. Spojrzał na niego lekko marszcząc czoło.
- Jak słyszałem, że wybywasz to liczyłem, że masz ku temu jakiś naprawdę ważny powód, a się kurwa dowiaduję, że większość czasu jaki Cię nie było straciłeś na jakąś piracką cizie i piracką przygodę, która powinna się skończyć w trzy minuty! Teraz pieprzysz o niesamowicie ważnym byciu przy swoim rodzeństwie. Ja pierdole, Ash... Byłeś praktycznie pod nosem naszej siostry, a mnie pytasz gdzie byłem, gdy Darcy pisała listy?! Tu byłem i odwalałem za Was robotę, bo tu mamy robotę i kwas do zażegnania! Dar doskonale już wie co mam do powiedzenia w temacie jej zajebistego wypadu. Trzeba było się bardziej skupić na treningach, a później wpadać na tak debilne pomysły jak samodzielna wędrówka chuj wie gdzie! Za głupie wybory się płaci mało przyjemną cenę - rzucił. - Masz rację, nie jesteś bogiem, dobrze by było byś to w końcu raz, a dobrze zauważył. To Twoje pierdolenie o byciu dla każdego z rodzeństwa po równo, cóż, to w sumie bardzo boskie oczekiwania wobec swojej własnej osoby. Ja z kolei święty nie byłem i nie będę. Nie szczędzę Wam ostrych słów, owszem, ale zawiodłem się na Was, na Tobie, na Darcy... Nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Może mi złość kiedyś przejdzie, ale na tą chwilę w moich oczach Wasze słowa i czyny nie bardzo się ze sobą pokrywają, więc w tym temacie aktualnie światełka w tunelu nie widzę - przyznał nad wyraz spokojnie jak na sytuację. Dopiero w tym stanie wspomniał o Amali. Kiwnął głową, kiedy Ashan powtórzył po nim.
- Ta... - rzucił na słowa żalu. O to akurat nie miał zamiaru się wykłucać. Spojrzał na brata bez wyrazu, zaraz jednak na jego twarzy pojawiły się delikatne objawy smutku. Przygasł odrobinę. Skrzyżował spojrzenie z czerwonowłosym. Zerknął w bok na słowa o odjebaniu się i przytaknął głową to na lewą, to na prawą stronę. Westchnął ciężko gdy wspomniał o bracie.
- Świetnie, czyli dalej mogę Cię bezwzględnie cisnąć. Dobrze, że mamy to ustalone... - bąknął i znowu spojrzał mu w oczy. - Doceniam Twoje pompatyczne słowa, juhu, nie jestem sam - wykonał gest dłońmi jakby właśnie trzymał pompony do dopingowania. - Nasz rodzinka ma mistrza w górnolotnym gadaniu. Sam ocenię, czy rzeczywiście nie jestem sam - podsumował i odwrócił się do niego bokiem.
- Swoją drogą, nigdy nie sądziłem, że jest jakaś moja wina w jej odejściu, wiem czemu to zrobiła... Nie mniej, dzięki. Jakbym był uczuciową niewiastą to nawet by mnie serce zadrżało na ten czuły elaboracik - zerknął na brata, unosząc nieco kącik ust.
Diego
Diego wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wiem, zapewne wolałbyś za brata przygłupa, który się cieszy z samego faktu, że wróciłeś… - odparł dość obojętnie. Spojrzał zaraz po Ashanie.
- Nie mam w zwyczaju ciągnąć innych za język, a skoro Ty nie zamierzasz opowiadać co robiłeś i jak tam było, to czerpię informacje z pobocznych źródeł – wyznał. – Poza tym, błagam… Książę Phyonix dał się złapać i upokorzyć piratom. Kurwa… piratom – sam z niedowierzaniem pokręcił głową. – No nie ma co, morale naszego ludu zdecydowanie urosły po takich nowinach. Zapewne czują się nad wyraz bezpiecznie kiedy książę ich kraju daje się złapać jakieś śmierdzącej zgrai morskich bandziorów, a księżniczka wykazuje się swoją ponadprzeciętną inteligencja i ląduje w łapach Fjelldodskiej wiedźmy… No w chuj zachęcające do otwarcia się na Mathyr – rzucił sarkastycznie, udając przy tym, że klaszcze, ostatecznie jednak znowu pokręcił głową.
- Najgorsze, że do Was nawet nie dociera jakiego zrobiliście bubla, trzeba Wam to wykładać przed nos – podsumował. – Powiedz, co w kontekście tego Twojego pirackiego strzału w kolano ma tutaj sojusz z klanem drakonów, który i tak już z tym gatunkiem mieliśmy? Dodać do tego Twoje ratowanie damy w opałach i samosąd na sojuszniku i kurwa opowieść idealna. Książe pajac, który dla cipki pierdoli sojusz i daje się złapać kolesiom w podartych portkach i z wykałaczkami w rękach. Już chuj w to, że mi dałeś naboje, którymi w Ciebie strzelam. Ty kurwa dajesz naboje Bellhardom. Ty i Darcy – raz jeszcze pokręcił głową. – Przychodzicie tu i mówicie „ojej ile mnie to kosztowało”… Nosz kurwa mać, a Phyonix ile kosztują Wasze krzywe akcje, hm? W dupie mam to czy chcecie być tym kim jesteście, jak nie chcecie to upozorujcie własną śmierć czy coś i nie będziecie mieć problemu. Będziecie sobie żyć pod swoim kamieniem i Wasza rola nie będzie tak istotna jak jest teraz. To nie są sytuacje bez wyjścia… Piraci Ash? Serio kurwa…? Piraci? – spojrzał na niego z politowaniem. Na słowa o Darcy wzruszył jeszcze ramionami.
- Wolę logikę od empatii – przyznał bez ogródek. – Sam tłumaczysz brak swojej obecności przy mnie w dość logiczny sposób, nie możesz być przy wszystkich na raz. To mnie teraz nie rozliczaj, że postawiłem obowiązki wobec kraju nad emocjonalne problemy siostry. Moim priorytetem jest Phyonix i rodzice. To co przeszli byśmy my mogli żyć na wysokim poziomie uważam za heroizm. Czuję się zajebiście dobrze z tym kim jestem i zamierzam spełniać się w tej roli tak jak uważam za słuszne. Nie zamierzam być jednym z tych szczeniąt co to jęczą jak to źle posiadać tytuły. Rzeczywiście, proste to nie jest, ale ja zamierzam matkę wspierać w roli jaką sama obejmuje, a nie dawać jej kolejne powody do abdykacji, bo „ojej chciałbym byśmy byli normalną rodziną”. Jesteście naprawdę głupi, jeżeli myślicie, że jej to nie wchodzi na głowę. Poświęciła w chuj rzeczy, a Wy jęczycie jak małe pizdy – przewrócił oczyma. Słuchał potem o tym jak to chciał pomóc siostrą i całej tej gadki szmatki, by westchnąć na końcu.
- A po chuj? Po chuj Ty tak bardzo chcesz im pomagać? Jak będą chciały pomocy to znają drogę do domu. Nie wiem czy zauważyłeś, ale Morgana ma już swojego platynowego pomagiera, to on ją podtrzymuje, gdy upada. Z tego co widzę robi to całkiem dobrze, więc na chuj Ty się tam wpierdalasz? Ma narzeczonego, ma syna, kolejne dziecko nosi w brzuchu. Ma tam pod ręką wszystkich Grandsandów. Potrzebowała solidnej ochrony, przybyła do domu, sprowadziła tu ludzi, bo wie, że jesteśmy w stanie zapewnić im bezpieczeństwo. Ona to wie. Na chuj ta Twoja wielka wyprawa niesienia pomocy? I to jeszcze teraz, kiedy wiemy, że Bellhardzi coraz śmielej działają? – patrzył po nim z niezrozumieniem na twarzy. – Zrozumiałbym, gdybyś rzeczywiście zareagował na list Darcy i ruszył jej z pomocą, ale nie zrobiłeś tego – dodał. – Darcy i Morgana nie siedzą tu dzięki Tobie Ash. Jasne, masz swój udział w tej wyprawie, ale to nie Ty załatwiłeś Azyl. Tak, zapewne Twoje obecność wpływa na ich poczucie bezpieczeństwa czy szczęście, co do zdrowia pewien nie jestem… - tu chrząknął. – Nie mniej jesteś tylko elementem układanki i to nie tym najbardziej istotnym – podsumował. Na słowa o bezwzględnej szczerości bezradnie rozłożył ramiona. No cóż, taki właśnie był i skoro Ashan to akceptował to nie było sensu tu za wiele dodawać. Przeprosiny z kolei trochę go zaskoczyły, szczególnie w tak oficjalnym tonie. Przesunął spojrzeniem po Ashanie, jakby upewniał się, czy to on przed nim stoi.
Usuń- Jak mam być tak bezwzględnie szczery to bardziej wkurwia mnie to jak obnosisz się z tym kim jesteś. Jak tak bardzo gryzie Cię pozycja i rola jaką masz tu do odegrania to tą rolę zmień. Dobrze wiesz, że z naszymi rodzicami wystarczy pogadać. Załatwią wszystko, szczególnie dla nas. Dla Ciebie mogą nawet udawać przed światem, że jesteś trupem i doskonale powinieneś o tym wiedzieć. Zachowujesz się, jakbyś nie wiedział i tym zawodzisz mnie na całej linii. To, że sobie polazłeś i zostawiłeś mnie samego z tym całym książęcym rozpierdolem to tylko dodatkowa cegiełka – wyznał. – I tak, będę prowadzić ten kajecik, bo w aktualnym momencie ważą się losy naszego domu i naszego kraju, cała nasza czwórka jest obserwowana. Ja jestem tu i działam na rzecz kraju, nawet Morgana, przez narzeczeństwo z Natanem, daje lepszy komunikat dla ludu niż Ty i Darcy razem wzięci. Zapewnia konkretnego sojusznika, poświęciła ukochanego moserta na misji przeciwko Bellhardom, robi rozpierdol na arenie, tworzą o niej i o jej przyszłym mężu pieśni wojenne… - zaczął wyliczać i spojrzał wymownie na brata. – Ma najlepsze noty z nas wszystkich, a nie ma jej tu większość życia. „Hän, joka tuo kunniaa” lub po prostu Kunniaa, tak o niej mówią phyonixczycy. Mnie z kolei nazywają Läsnä, ten, który jest obecny – tu spojrzał po Ashanie. – Darcy nie ma aktualnie zbyt dużego rozgłosu, no, chyba, że w tematach artystycznych, uchodzi za uzdolnioną w tym temacie. Ty uchodzisz za dobrego wojownika, i tyle. Tyle z pozytywów, bo anegdotek o Waszych „wielkich” osiągnięciach można usłyszeć coraz więcej… - mówiąc to patrzył mu w oczy, tak jak sobie Ashan życzył.
Diego
Wysłuchała go i lekko się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Jasne, rozumiem, chcesz trochę świętego spokoju – rzuciła uśmiechając się pod nosem. – A coś takiego rzeczywiście mogłoby wyjść czasochłonnie – przyznała, przytakując mu głową. Parsknęła zaraz śmiechem, słysząc o łóżku.
- No kradzieżą pryczy to mnie jeszcze nikt nie straszył – zaśmiała się i przesunęła spojrzeniem po całej posturze Ashana. – Trafiłeś pod zły adres, kradnij ją sobie do woli, ja się wyśpię nawet pod łóżkiem – pokazała mu język. – Chociaż patrząc na Twoje wielkie, ciężkie cielsko to może lepiej dla bezpieczeństwa wejdę Ci na sumienie i legnę po prostu obok, na podłodze – poruszyła zabawnie brwiami. Minę rzeczywiście dobrał genialną do grożenia, chociaż może nie w temacie kradzieży łóżka.
W temacie Morgany sama uśmiechnęła się nieco zadziornie. Spojrzała ciepło na Ashana. Takie słowa, którko po tym jak przywdział ten swój ponury wyraz twarzy jeszcze bardziej podkreślał to jak bardzo stereotypowy nie jest. Miał w sobie ogrom ciepła, szczególnie dla rodziny. Zaśmiała się lekko i przytaknęła mu głową.
- Co prawda nie miałam okazji oglądać tych min Twojego ojca do matki, ale wierzę na słowo – uśmiechnęła się jakoś tak trochę rozczulona. Sama mimikę miała po ojcu, czasami jak walnęli jakąś minę razem, to aż się śmiać chciało. Przyjemnie zrobiło się jej na sercu przy tym wspomnieniu. Prychnęła lekko na to „odrobinę”.
- Po prostu zyskała więcej rozwagi i teraz swoją grozę rozkłada w bardziej efektowny sposób – teatralnie zarzuciła włosami niczym jakaś damulka i zaraz zaśmiała się szczerze rozbawiona. Później już po prostu pognała na mosercie.
W odpowiedzi na jego uśmiech, puściła mu oko i również się uśmiechnęła. Czuła od niego specyficzną aurę, ale była dobra, więc nie chcąc psuć chwili po prostu skupiła się na swoim małym zadaniu, które sama sobie wyznaczyła. Przejazd na grzbiecie moserta z szeroko roztartymi ramionami i utrzymanie się, mimo napływu powietrza.
- Hu, hu, no tak, ostrzegasz – uchyliła oko i zerknęła na niego spod powieki. – To by był w końcu niezły przypał przegrać wyścig z tak zieloną Żabą jak ja – zaśmiała się krótko i zamknęła oko. – Nie pękaj Asiu, aktualnie mam ambitniejsze plany niż skopanie Ci tyłka w mosertowych podbojach – rzuciła, dalej w żartobliwym tonie i kontynuowała swoje próby, dalej lekko się chwiejąc przy szerszym rozstawie rąk. Pęd wiatru utrudniał zadanie trzymania pionu, ale uparcie próbowała dalej.
Akane
Uśmiechnęła się lekko na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że nie jestem mimo wszystko w tym jedyna - przyznała spokojnie. Była właściwie przekonana, że dość spore grono osób zrozumiałoby tą jego chęć spokoju. Niedługo szli na misję, więc był cień nadziei, że chociaż w drodze sobie odpocznie. Uśmiechnęła się pod nosem na słowa o problemie.
- Całkiem nieźle sobie radzę z tego typu problemami, wiesz? Zawsze w odwecie mogę zabrać Twoje łóżko, aż tak duży nie jesteś by spać w obu na raz - rzuciła luźno.
Dalej próbowała swoich sił na mosercie, ale kiedy zobaczyła jak blisko podjeżdża Brat, otworzyła oczy szerzej i obejrzała się na Ashana.
- Hej! - w pierwszej chwili spięła się odrobinę, nie ze względu na sam chwyt, bardziej na wizję ewentualnej kolizji przez tak bliski galop. Chwyt Ashana sprawił, że trochę mocniej straciła równowagę i na kilka sekund oparła się o jego rękę przedramieniem, co by utrzymać pozycję. Zacisnęła lekko zęby i zerknęła po mosercie.
- Luźne barki i ciężar na nogach, jasne... - przytaknęła mu głową. Przytrzymała się chwilę dłonią na samym Ashanie, a gdy poczuła się pewniej w swojej pozycji, odepchnęła dłoń od niego. Przeniosła środek ciężkości i dostosowała się do rad czerwonowłosego. Miała wrażenie, że ciało Uqe trochę inaczej teraz układa się pod siodłem. Nie siedziała na nim, a jednak jej ciężar rozkładał się inaczej i mosert parsknął, jakby zadowolony z tej zmiany. Akane uśmiechnęła się szerzej i uniosła ręce na taką wysokość na jaką planowała. Zaśmiała się wesoło.
- Udało się, udało! - ponownie się zaśmiała, jednak jej radość chyba trochę nadto udzieliła się wierzchowcowi i ten bryknął lekko zadowolony, a ona poczuła jak traci wszelkie oparcie w siodle. Rzuciła jakimś siarczystym przekleństwem w trakcie lotu i już była gotowa szykować piasek do miękkiego lądowania, ale jakimś cudem Ashan złapał ją nim sięgnęła ziemi. Przez chwilę ją zapowietrzyło, ale zaraz parsknęła śmiechem i się po prostu roześmiała.
- Nie to tamto, to po prostu pierwszy niewypał - dalej się śmiała. - My z Uqe mieliśmy po prostu w planach lot w kosmos, ale źle obliczyliśmy siłę wyrzutu potrzebnego do owocnego startu i bach, plan poszedł się je...bać - rzuciła i uśmiechnęła się niewinnie. Uqe z kolei wierzgnął zadowolony jeszcze kilka razy, tym razem jednak bez jeźdźca w siodle.
Akane
Ona również nie kontynuowała tematu łóżka, po prostu się uśmiechnęła, zostawiając swoje drobne spostrzeżenia dla siebie samej. Kiedy już wzleciała w powietrze to nie tylko sama sytuacja, ale i krzyk Ashana sprawił, że się zapowietrzyła, później jednak przyszło po prostu rozbawienie. Podniosła wzrok do twarzy czerwonowłosego dalej lekko się śmiejąc, największa salwa śmiechu już jej przeszła. Puste spojrzenie, którym ją raczył było jakieś takie... dziwne. Nie komentowała go jednak, zostawiając uśmiech na twarzy. Postawiona na ziemię poprawiła nieco ciuchy.
OdpowiedzUsuń- Dzięki i... sorki, nie planowałam przyprawiać Cię o... - nie, to co pchało się na język lepiej by nie wybrzmiewało, chrząknęła - ... o siwe włosy na głowie. Nic mi nie jest, w razie co byłam gotowa przygotować sobie miękkie lądowanie na piasku, no, ale mnie uprzedziłeś - zapewniła, dalej z uśmiechem na ustach. Prychnęła krótkim śmiechem na słowa o jeleniu.
- Tego jelenia nie szukałam, a jednak sam się znalazł - odparła krzyżując z nim spojrzenie i zakładając dłonie na biodra. Uśmiechnęła się kącikiem ust. - Tak czy siak bardzo mi miło, że się troszczysz, w razie jakby nikt rogato-kopytny nie planował mnie pilnować, to zapewniam, że dobrze zadbam o moje kosmiczne podboje - dodała z nutką zadziorności w głosie, po czym spojrzała na Uqe, który w tym wszystkim wydawał się nad wyraz zadowolony. Nawet zbliżył się, by zaczepnie szturchnąć pyskiem Akane. Dziewczyna zaśmiała się lekko i pogłaskała go po pysku.
- Trzeba przyznać, umiesz zadbać o to by kobieta się przy Tobie nie nudziła - pochwaliła zwierzaka, dalej rozbawiona.
Akane
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, a potem zaśmiała krótko. Obejrzała się na Ashana z zaczepnym spojrzeniem na twarzy.
OdpowiedzUsuń- Na pewno te w Twoim nosie - powstrzymała chichot na rzecz zadziornego uśmiechu. Mimo ogólnego rozbawienia powiedziała swoje dość poważnie, jednak jej oczy zdradzały prawdziwe emocje. Nie zamierzała ich ukrywać rzecz jasna.
- Po tym co widziałeś w trakcie wędrówki tutaj nie sądziłam, że muszę Cię uprzedzać w tak trywialnych sprawach. Trywialnych, porównując to z czym mieliśmy styczność tam, oczywiście - wolała sprostować. Znała historie o jeźdźcach, którzy poskręcali karki na swoich wierzchowcach. Patrzyła chwilę po Ashane uważniej, uśmiechnęła się lekko i zaraz przeniosła spojrzenie na moserta, dając mu odrobinę czułości.
- Nie? A to dlaczego? - zapytała, dalej głaszcząc zwierza. Poklepała go zaraz po boku. Obejrzała się na czerwonowłosego raz jeszcze, czy rzucił o wpadaniu w oko, wróciła wzrokiem do Uqe i uśmiechnęła się delikatnie.
- Najwidoczniej - powtórzyła po czym skubnęła lekko własną wargę, złapała lejce blisko grzbietu moserta. - To co, chyba możemy jechać dalej? Pomożesz? - zapytała. - Postaram się dnia dzisiejszego już nie wznosić się ku niebiosom - zerknęła jeszcze raz w jego stronę Ashana, śląc mu niewinny uśmiech.
Akane
Cmoknęła wymownie.
OdpowiedzUsuń- Asiu, kto jak kto, ale ja umiem rozpoznać drobinki piasku - zatrzepotała rzęsami, ale nie szła w to dalej, nie chcąc się tu teraz przesadnie spoufalać. To co od niego czuła dość mocno gryzło się z tym co widziała, ale przywykła do takiego stanu rzeczy. Większość w końcu właśnie tak funkcjonowała, lubili trzymać pozory. Nie zamierzała nikogo do niczego przymuszać, więc tego typu obserwacje w większości zachowywała po prostu dla siebie. Z jej charakterem ciężko jednak było nie rzucić Ashanowi pokrzepiającego uśmiechu, gdy wspomniał o reakcji na trywialne problemy, a jego emocjonalna aura uległa dość drastycznej zmianie.
- Całkiem dobrze Ci to wychodzi - przyznała poważnie, bez kpiny czy żartobliwego tonu. Odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech i zaraz parsknęła śmiechem.
- Chyba jednak odrobinkę, tak o, ociupinkę - tu pokazała przerwę między palcami - przeceniasz moje możliwości. Dla takich atrakcji musiałbyś mnie wywieść w trochę bardziej ciemne zakamarki Phyonix - uniosła kącik ust.
- Coś tu kręcisz, jeszcze przed chwilą chodziło o słowa, teraz to już tylko wrażenie i uroki? - uniosła brew, patrząc po nim uważniej. - A może to Twoje niedopatrzenie? Może gorszy z Ciebie obserwator niż sądzisz? - w jej głosie również nie brakowało przekąsu. Patrzyła po nim, gdy milczał, a kiedy w końcu podszedł rozbawiona pokręciła głową. Oczywiście, skorzystała z pomocy, nie komentując jednak zbyt wiele. Dosiadła moserta i ze specyficznym uśmiechem na twarzy czekała aż i on zajmie miejsce w siodle. Większy był z niego numer niż można było przypuszczać na "dzień dobry", poczekała by zrównać moserty i ruszyć przy boku Ashana.
- Czyli Szklane Klify, tak? Czy o tym miejscu też coś powinnam wiedzieć nim wjedziemy na jego tereny? - zapytała.
Akane
Uśmiechnęła się kącikiem ust na słowa o uroku.
OdpowiedzUsuń- Z grzeczności nie zaprzeczę - odpowiedziała i przesunęła spojrzeniem po jego profilu. Chwilami robił takie miny, że wolała nie wiedzieć co też siedziało aktualnie w jego głowie. Parsknęła śmiechem, gdy wspomniał o rzekach lawy.
- No proszę, czyli jednak zbyt nudno paniczowi, jedna wycieczka i już próbuje wykorzystać mój niesamowity talent do przyciągania problemów - zacmokała i pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. - Już ja to sobie zapamiętam - dodała z lekkim śmiechem na ustach.
- A może nie - powtórzyła za nim, wzruszając przy tym ramionami, dalej z pogodnym wyrazem twarzy.
- Wydmy, tak, racja... - poprawiła się i nadstawiła ucha by go wysłuchać. Nielegalne walki, no nieźle.
- Czekaj, jak to nie ma kary? Mają jakiś teren, arenę, czy te walki odbywają się nawet na ulicy? - zainteresowała się. Warto byłoby wiedzieć takie rzeczy. Zaraz jednak wspomniał, że wały na arenie są, więc bójki uliczne zapewne rządziły się innymi prawami niż takie popisowa walki na śmierć i życie.
- Jednostki? - przesunęła po nim spojrzeniem. - Walczyłeś tam? - miała jakieś takie dziwne wrażenie, że bardzo by to do niego pasowało. Uniosła kącik ust na słowa o dwóch dzielnicach.
- Czyli jednak w planach są ciemne zakamarki Phyonix... Żeby nie było, że nie ostrzegałam - pokręciła głową. Czasami naprawdę zaczynała wierzyć, że jest magnesem na problemy. Nie mniej, wycieczka i w to miejsce zapowiadała się ciekawie.
Akane
An parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Mhm, mów tak dalej. Zobaczysz, jeszcze tym wywołasz wilka z lasu - ostrzegła, dalej w żartobliwym tonie. Nadstawiła ucha, słuchając o arenie i zasadach panujących na Wydmach.
- Hm, no cóż, skoro walka odbywa się rzeczywiście za zgodą obu stron, to taka kontrowersja nie brzmi znowu aż tak źle - przyznała. Rzeczywiście, ciężko byłoby sobie go wyobrazić w roli szpiega. Barczystych mężczyzn tu nie brakowało, jednak Ashan rzucał się mimo wszystko w oczy, chociażby przez wzrost, a co dopiero z powodu tytułu jaki nosił.
- Racja, kamuflaż w Twoim przypadku musiałby być naprawdę solidny - popatrzyła po nim raz jeszcze i zaraz dalej słuchała o jego walkach. Temat zabijania i jej nie był obcy, ojciec bardzo szybko nauczył ją w jakim świecie żyje. Może i teraz była w innym świecie, ale ten na tle poprzedniego wymiaru zdawał się w sumie jeszcze bardziej brutalny. Zdążyła już przywyknąć.
- Niestety? - uniosła lekko brew. Miała wrażenie, że akurat on nie jest zmartwiony takim autorytetem. To całe "sam zaczął" tylko ją w tym utwierdzało. Uśmiechnęła się pod nosem.
- No tak, pewnie skubany uderzył Cię w szczepionkę - parsknęła i zaraz spojrzała po Ashanie. - W naszym świecie to taki słowny żarcik. No wiesz, szturchasz się z kimś zaczepnie, dostajesz mukę w ramię i z przejęciem rzucasz "ała, nie w szczepionkę!". Takie zabawne przekroczenie czyjejś granicy - wyjaśniła zaraz, bo stawiała, że może nie zrozumieć jej żartu. Na kolejne słowa znowu parsknęła.
- Musze zapamiętać, że "ścierwo" to u Ciebie coś prawie jak komplement - zaśmiała się rozbawiona. Spoważniała jednak po chwili, ale bardziej czymś zaciekawiona, niż w innym sensie. - Śmierć w boju to duma dla przeciętnego phyonixczyka, czy tylko dla pewnych rejonów tego kraju? - zainteresowała się. - Swoją drogą... Skoro już idziemy w miejsce gdzie króluje Wasz język... Mógłbyś mnie poduczyć ulicznej rozmowy? - zapytała. - W sprawie Bellhardów robię już wstępne oględziny, ale nie wejdę w to głębiej nie znając języka, bo zaraz spalę swoją przykrywkę - wyjaśniła.
Akane
Nie musiał mówić nic więcej, teraz to już była pewna, że wcale by się nie obraził, gdyby przyszło im kogoś poszturchać. Jemu poszturchać. Uśmiechnęła się pod nosem na tą myśl, ale nie komentowała. Kiwnęła głową na słowa o zasadach.
OdpowiedzUsuń- Cóż, w Argarze przypadki są traktowane indywidualnie. Zapewne w przypadku umówionej walki na śmierć i życie nie byłoby tam z tym problemu, ale samosądy... no nie mamy tak stabilnej pozycji, ani tak wielu mieszkańców, by przymykać na nie oko - wyjaśniła. Mogłoby im zaraz zbraknąć mieszkańców, gdyby ojczulek pozwolił na tego typu wymierzanie sprawiedliwości. Zaśmiała się krótko na słowa o tatuażach.
- Tatuaże? Ależ gdzie tam! Tatuaże to nie problem. Problem stanowi co najwyżej fakt jak ochoczo się z nimi obnosisz - odpowiedziała, również z przekąsem. Zaraz jednak ściągnęła lekko brwi, kiedy wyjaśnił zaczepkę jego rywala.
- Oho, odważnie... Może po prostu życie było mu nie miłe i chciał dumnie umrzeć - stwierdziła. - Ewentualnie był napuszonym, zbyt pewnym siebie chujkiem - wzruszyła ramionami. W obu przypadkach nie było jej chłopa żal. Kiwnęła głową, tak, szczepionka mogła tu nieco pasować.
- Wierzę na słowo - odpowiedziała w temacie komplementów i nadstawiła ucha, gdy wyjaśniał sprawę podejścia do śmierci w boju. Wyglądało na to, że w tych rejonach temat przedstawiał się dość standardowo.
- Jasne, rozumiem - przyznała. Na pytanie o phyoński musiała się chwilę zastanowić.
- Hm, właściwie "sorry" to nasze "przepraszam", ale w języku angielskim. Zapożyczanie niektórych słów z tego języka było u nas dość powszechne, należał on do jednych z najbardziej popularnych na całym naszym świecie - wyjaśniła mu to. - W pełnej wersji brzmi "I'm sorry" i tu "sorry" jest skrótem - dodała. - No ale rozumiem co masz na myśli, swój ojczysty język też czasami skracamy - uśmiechnęła się do niego lekko. - To tłumaczenie chętnie przyjmę... a przerzucić się... ach, pal sześć, możemy spróbować, chociaż wątpię, że z aktualnym stanem wiedzy dam radę na dłuższą metę - zaśmiała się lekko.
Akane
Doskonale wiedziała, że sprawa samosądu dotyczy bezpośrednio Ashana, dlatego nie ciągnęła tematu. Zaśmiała się jednak na słowa o tatuażach.
OdpowiedzUsuń- Po pierwsze, żartowałam z tym obnoszeniem, a po drugie... dobry kamuflaż to chyba zakłada, że jednak nie zostanie się rozpoznanym tylko dlatego, że ktoś lub coś pozbawi Cię guzika od koszuli - uśmiechnęła się pod nosem. Na słowa o martwym jegomościu przytaknęła głową.
- Tak, to też było możliwe - przyznała i zaraz lekko pokręciła głową. - Plotki... wierzę, że z Twoim statusem mogą być wyjątkowo upierdliwe. Przeciętniak je nawet na swój temat usłyszy, a co dopiero książe jakiegoś kraju - stwierdziła. Sama nie jedno już słyszała na swój temat. Wiedziała też, że wiele jeszcze usłyszy. Spojrzała po Ashanie, gdy odpalił kolejnego papierosa. Dzisiaj ewidentnie sięgał po nie w tych bardziej stresujących momentach, gdy jego umysł trapiła jakaś myśl. Popatrzyła po jego papierosach.
- Mogę jednego? - zapytała. - Nigdy nie paliłam... Nie papierosy przynajmniej. Ciekawi mnie co to daje - chodziło o smak, a może o uspokajający, długi oddech przy wypuszcaniu dymu? Zaciąganie się też trochę trwało... Naszła ją ochota by sprawdzić ten rodzaj używki. W temacie angielskiego lekko wzruszyła ramionami.
- Osobiście nie uważam bym ja tych zapożyczeń stosowała dużo, ale niektórzy z mojego otoczenia rzeczywiście robią to dość często. Muzycznie tym bardziej - uśmiechnęła się. - Wam się nie zdarza śpiewać w innym języku? - uniosła brew trochę zaskoczona. Może patriotyzm był u fenisków mocno zakorzeniony? Na pytanie w rodzimym języku Asha, lekko zmróżyła oczy, patrząc mu na usta. Skubnęła zębami własne.
- Eee... Wziąłem udział w lekcji kąpieli w błocie z Darcy - wydukała. Słowa użyła prawie poprawnie, jednak błędy popełniła w wymowie czy akcencie. Zamiast "Kävin muutaman oppitunnin Darcy kanssa" padło "Kävin mutaman opitunin Darcy kanssa".
Akane
An rzuciła mu zaczepne spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Nie wspominał Pan o kosmetykach, a o zasłonięciu ubraniami, konkretnie ten krok uznałam za brak kompetencji, więc się tu proszę nie buldoczyć - odparła z udawaną powagą. - Niezmiernie rada jestem, że po mej uwadze ciekawszy pomysł wpadł pod Twą krwistą czuprynę - zaśmiała się krótko. Nie miała większego problemu w odczytaniu tej nutki pretensji w jego głosie. Słuchając co ma do powiedzenia w sprawie plotek uważniej po nim patrzyła.
- Tak, to rzeczywiście duże brzemię... - przyznała. - Chociaż... szczerze? Chyba nie chciałabym by Argarem rządził ktoś bez skazy. Wydaje mi się, że mimo wszystko z władcą popełniającym błędy lud bardziej się utożsamia. Jeżeli do tego umie się do błędów przyznać i próbuje ich więcej nie popełniać, to stanowi pewnego rodzaju wzór do naśladowania. Nie wiem do jakich rang sięgacie, ale ktoś kto kreuje się na istotę bez wad bardziej moim zdaniem sięga po miano bóstwa niż rzeczywistego przywódcy - stwierdziła ze spokojem w głosie. Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy podjechał z papierosami bliżej. Poczęstowała się jednym i przytaknęła mu głową.
- Wiem - przyznała, aż taka zielona żaba to z niej nie była. Ponownie kiwnęła głową. - Tak, ale tylko zioło, nigdy nic jeszcze mocniejszego... Chociaż mam przyjaciela, który robi podejrzane maczanki. Raz jednej próbowałam, ale jej się nie pali, a pije. Ciekawe doświadczenie - opowiedziała mu i powąchała papierosa. Mięta, no proszę.
- Mięta dla smaku? Bo szczerze wątpię, że z tym połączeniem zapewnia świeży oddech... - stwierdziła luźno. Nim wsunęła skręta między usta, spojrzała jeszcze na Asha i słuchała. Przekręciła lekko głowę.
- Dlaczego muszą bać się akurat Ciebie? - zapytała. - Naprawdę chcesz odzyskiwać taki status? To trochę jakbyś zakładał sobie samemu kajdany. Wystarczy, że znikniesz, ruszysz w swoją stronę, pójdziesz na misje i plotki wrócą. Poza tym, ja osobiście ostro bym się wkurwiła, gdyby mi ktoś gadał, że bezpieczna jestem tylko ze względu na renomę starszego brata - przyznała, myśląc po prostu na głos. W jej opinii nie było jakiegoś negatywnego tonu, bardziej ją zastanawiało czemu miałby rzeczywiście ten krok służyć. Po tych słowach wsunęła papierosa między wargi i zaciągnęła się lekko, kiedy Ash go odpalił. Poczuła specyficzne drapanie w gardle i lekko chrząknęła. Odruchowo dym poszedł jej nosem i zaraz nim zakręciła, czując swędzenie.
- Och losie... - zaśmiała się lekko. Musiała wyglądać komicznie. Słuchała go dalej w temacie języka, w między czasie próbując tego prawilnego zaciągnięcia. Smak był dość specyficzny, ale sposób oddychania w trakcie rzeczywiście mógł uspokajać. To co mówił Ashan miało ręce i nogi, przytaknęła więc mu głową i lekko się uśmiechnęła, ale przez to zapomniała o dymie zebranym w ustach i zaraz kaszlnęła kilka razy.
- Chyba jednak się nie polubimy - rzuciła z nutką rozbawienia w głosie. Nie mniej miała zamiar spalić tego peta. - Prawdę mówiąc raczej nie zakładam tu pokazów wokalnych. To kolejna rzecz, która w chwili przebywania tu Mathyrczyków mogłaby mnie zdradzić na tle mojego zadania - jako Słowik zdobyła jako tako rozpoznawalność, ale teraz jej tu nie potrzebowała. Zacisnęła usta w wąską kreskę, słysząc co powiedziała i gdzie popełniła błędy.
- To zaskakujące jak tak niewielkie błędy zmieniają w Waszym języku kontekst zdania - przyznała i pociągnęła papierosa, słuchając jak powinna powiedzieć to co planowała. Powtórzyła za Ashanem, wzięła kolejnego bucha i powtórzyła raz jeszcze, w końcu poprawnie.
- Ua, dwa w jednym, udało się, a do tego kumam co uspokajającego mogłoby być w papierosach nawet dla mnie. Jednak smak... to musiałabym ewidentnie dopracować - zaśmiała się lekko i zaraz chwilę się zastanowiła.
Usuń- To bardzo... - zaczęła po phyońsku, musiała chwilę poszukać słowo w głowie - ... uspokajające - dalej lekko kaleczyła wymowę, ale tym razem szło ją normalnie zrozumieć. - Czy mógłbyś nauczyć mnie kilku popularnych zwrotów w języku torilskim? - zapytała dukając i zastanawiając się czy dobrze wymówiła ostatnie słowo. Miała na myśli słownictwo używane na targu, ale nie była pewna czy dobrze to wypowiedziała. Zamiast "torilla" powiedziała "torila".
Akane
Uniosła wysoko brodę i pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Może nie każda - rzuciła, uznając że odrobina skromności wcale jej nie zaszkodzi. - Gdyby każda brała ze mnie przykład to ten świat byłby strasznie smutny - skomentowała, spoglądając po nim i muskając jego usta, kiedy tak ja skomplementował. - Dziękuję - rzuciła mimohodem, zanim nie obdarzyła go bardziej namiętnym pocałunkiem. Pocałunkiem, w który włożyła swoje serce. Tym chcącym mu pokazać, że jednak za nim tęskniła. - Wiesz... gdyby tu chodziły same takie dziewczyny jak ja... to tu by wojenka na wojence była... bo nie byłyby w stanie się ze sobą dogadać - parsknęła śmiechem. - Świat ma tyle kolorów tylko dlatego, że każdy z nas jest inny. Każdy z nas jest wyjątkowy - szepnęła jeszcze i pogłaskała go po policzku. - Ja na przykład nie chciałabym, żeby reszta mężczyzn brała z ciebie przykład - przyznała wesoło. - Straciłbyś wówczas swój urok... wiesz nie byłbyś tym wyjątkowym okazem dla którego zabiło me serce. Znalazłoby się więcej takich okazów i co ja biedna miałabym wtedy począć?
Luna
Luna przytaknęła mu na te wszystkie piękne słowa, nieco się przy tym rumieniąc. Mimo wszystko nie przywykła do tylu komplementów na raz. Zasunęła niesforny kosmyk swych włosów za ucho i chwyciła jego dłoń, ruszając z nim dalej, w głąb jaskini.
OdpowiedzUsuń- A gdybym musiała wybierać między stadem gburów... to nie wybrałabym żadnego... bo to już nie byłoby to samo - szepnęła zerkając na niego. - Zdecydowanie wolę jedynego ciebie - przyjęła od niego pocałunek i przytuliła go lekko. - Ale starczy tego słodzenia - dodała po chwili. - Jest mi niezmiernie miło, słyszeć twoje słowa, ale jak nie przestaniesz to się rozpłynę i też mnie nie będzie - puściła do niego oczko rumieniąc się przy tym okropnie. - Pokażesz mi tu swoje ulubione miejsce?
Luna
Pozwoliła mu się prowadzić i iść w nieznane. Szła tuż za nim, trzymając jego dłoń tak długo aż to było wygodne. Kiedy jednak przyszło im przeciskać się przez nieco węższą część jaskini, puściła jego rękę, by wygodniej sobie poradzić. Ona jak ona, ale Ashan nieźle się przy tym nagimnastykował. Była pod niemym wrażeniem tego jak sobie poradził. Musiała przyznać, że jak na tak rozbudowaną klatkę piersiową i tyle mięśni... to bez problemu przeszedł przez wnękę, a kiedy już do niego dołączyła to gwizdnęła zaskoczona.- Hey... to wymaga potężnego łyka rumu - skomentowała odkręcając swą odwieczną towarzyszkę i upijając łyk trunku, zaraz też podając mu buteleczkę. Całość wyglądało naprawdę imponująco, a fakt, że w sklepieniu był prześwit na świat dodawał miejscu uroku. Gra światła zachwycala.
OdpowiedzUsuńLuna
Dziewczyna była oczarowana grą światła, które w tym miejscu się znajdowało, a także rzeką lawy, która mieniła się na różne odcienie pomarańczy i czerwieni. Była niczym morze, fale oceanu, tylko zdecydowanie mniej przyjazna do pływania. Uśmiech nie chciał zejść jej z twarzy. Podeszła do samego skraju skarpy, aby móc swobodnie obserwować odpoczywające węże magmowe, a jednocześnie nie zakłócać ich spokoju.
OdpowiedzUsuń- Pięknie tutaj - powiedziała w końcu, odwracając się tyłem do widoku, a przodem do Ashana. - Bardzo. Widzę, że bardzo podobają ci się takie gorące klimaty - dodała jeszcze z powrotem spoglądając na jego ulubione miejsce. - Cuda natury są jednak lepszą magią od wszelakiej innej magii - skomentowała w zamyśleniu.
Luna
Tony nie zamierzał odzywać się pierwszy. Uważał, że to powinno wyjść od Ashana, który ewidentnie miał go w głębokim poważaniu. Zaczął więc ćwiczyć samodzielnie bawiąc się rapierem. Wykonywał te ruchy, które już znał. Dopracowywał tylko ich precyzję. Krótkie pchnięcia wprost w manekin. Ustalał sobie cel i pchał. Na początku szło tragicznie. Nie miał cela, ale z każdym kolejnym razem prawdopodobieństwo trafienia wzrastała z 1% do 5%. Zawsze coś.
OdpowiedzUsuńTony
An w odpowiedzi poruszyła tylko zabawnie brwiami i nie kontynuowała już tematu. Skupiła się na temacie plotek. Słuchała go, od czasu do czasu lekko przytakując głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, politycznie rzeczywiście może to zostać wykorzystane. Z drugiej strony... Jak ktoś już sięga na politycznej scenie po plotki to dość jasno daje do zrozumienia, że łapie się byla gówna, a nie tego co rzeczywiście istotne. Najwyraźniej w tych poważniejszych tematach ciężko im o dobre argumenty skoro wojują w takim stylu - stwierdziła. Posłała Ashanowi pokrzepiający uśmiech, gdy wspomniał o Darcy.
- Szkoda, chociaż tak jak wspomniałam... Jak słabe trzeba mieć karty, by obwiniać ją o to, że dała się porwać? Rozumiem, że w kontekście rządzenia krajem kiepsko to wypada, ale wielu zdaje się zapominać, że ona tym krajem jeszcze nie rządzi. To trochę jakby mieć pretensje do Waszej matki, że gdy była w wieku Dar to odpierdalała głupoty - wzruszyła ramionami. Patrzyła chwilę po nim, czując jak wiele emocji przeplata się w jego głowie. Zdecydowanie miał swój własny mętlik do rozpracowania. Skupiła się na papierosie, nie chcąc mu przerywać rozterek. Uśmiechnęła się lekko na jego rozbawienie i zaraz mu przytaknęła głową.
- Tak, bardzo interesujący - przyznała. Fakt, że i Ashan palił zioło aż tak jej nie zdziwił. Widziała już z tym specyfikiem wiele postaci, których widzieć się nie spodziewała. Na słowa o tym czego chce posłała mu ciepły uśmiech.
- Z doświadczenia wiem, że dodasz im spokoju dbając o samego siebie, dbając o swój własny spokój - skoro już był blisko, to tyknęła go w skroń jednorazowo i zaraz odsunęła palec, puszczając mu oko. To jak parskał rozbawiony i zaraz szybko wracał do powagi było dość zabawne. Akane posłała mu niewinny uśmiech na wzmiankę o "lepiej" w temacie petów. Słuchała go potem i tego co jej tłumaczył, powtarzała zwroty, uważnie wyłapując akcenty. Nie wszystko od razu wychodziło, ale starała się zapamiętać jak najwięcej.
Akane
Uśmiechnęła się cieplej, gdy tak pewnie mówił o tym jak wiele zrobili jego rodzice dla tego kraju.
OdpowiedzUsuń- Wiesz... - spojrzała mu w oczy. - Kiedy chodzę ulicamy Phyonix to od wielu mieszkańców czuję właśnie taki spokój jakim emanujesz Ty, opowiadając o tych wszystkich zasługach. Rozumiem Twój strach o rodzeństwo, rozumiem obawy i złość na te wszystkie plotki, ale... Chce żebyś wiedział, że mimo wszystko zszarganych myśli czy kotłujących się umysłów nie czuć tu aż tak wiele. Przynajmniej nie w tych rejonach bliżej Pałacu. Wszystkich i tak nikt nigdy nie zadowoli, ale osobiście uważam, że Twoi rodzice odwalili kawał dobrej roboty i jest to tutaj naprawdę zauważane - usmiechnęła się do niego pogodnie.
- Bellhardom najwyraźniej jedyne co zostaje to próba upokorzenia waszej codzinności. Słaba broń - podsumowała. Na słowa o presji przytaknęła mu głową i zaraz przesunęła po nim spojrzeniem.
- To może nie żyj w luksusach? Nie myślałeś nigdy o wyniesieniu się z Pałacu i zamieszkaniu wśród ludu? - zainteresowała się. Parsknęła śmiechem na zaczepkę co do odpoczynku.
- Ha, ha, ha, no bardzo śmieszne. Nie sądziłam, że sam książe Phyonix będzie aspirował do naśladowania w odpoczywaniu bandy gówniarzy z Argaru - pokazała mu język i zaśmiała się rozbawiona. Zgasiła zaraz papierosa o metal przy pasku i spojrzała po resztkach jakie z niego zostały.
- I co, tak mam to po prostu tu wywalić? - zapytała. Nie zauważyła by on chował swoje niedopałki gdziekolwiek. Uśmiechnęła się lekko na pochwałę, a słysząc co ma zrobić zastanowiła się chwilę. Zaraz jednak usłyszała szept Gavina przy uchu i dość wymownie zerknęła w stronę ducha, którego Ashan nie mógł zobaczyć. Z jednej strony wiedziała, że gnom chce ją w coś wkręcić, z drugiej była jej ciekawość. Wróciła spojrzeniem do Ashana.
- Co to znaczy peniksesi? - zapytała nim skupiła się na zadaniu od czerwonowłosego.
Akane
Słuchała go zainteresowana.
OdpowiedzUsuń- Jak założysz już własną rodzinę to też chcesz mieszkać w Pałacu? Masz w ogóle jakieś miejsce, do którego chodzisz, gdy chcesz odpocząć? - zapytała. - Brzmisz trochę jakbyś mieszkał w pracy. Nie masz kontroli nad przepływem informacji. To one znajdują Ciebie, nie Ty je. Jak dla mnie kurierzy wcale nie musieliby biegać w dwa miejsca, dalej zanosiliby informacje do Pałacu, a Ty miałbyś większą kontrolę. Ty byś decydował kiedy idziesz pozyskać nowiny, kiedy idziesz do pracy - rzuciła luźno, wzruszając ramionami. Jej ton niczego nie narzucał, po prostu głośno myślała, co było widać po delikatnej zadumie, w której trwała mówiąc swoje słowa. Zaraz spojrzała po Ashanie i uśmiechnęła się lekko.
- No, ale to takie moje spostrzeżenia. Jeżeli rzeczywiście takie masz priorytety to może rzeczywiście nie warto nic zmieniać - przyznała. Z drugiej jednak strony miała jednak wrażenie, że nie wszystko czerwonowłosemu jednak odpowiada w całej tej sytuacji. Wrzuciła peta do podanego pojemniczka i zaraz oddała go Ashanowi, kiwając głową, na znak, że rozumie. Słysząc znaczenie podpowiedzianego słowa spojrzała w niebo i pokręciła lekko głową. Nawet nie czuła się nad wyraz zaskoczona takim wyborem, cały Gavin. Rzuciła jeszcze jedno wymowne spojrzenie w stronę ducha.
- Stać Cię na coś lepszego - podsumowała, kierując słowa do pustego miejsca. Wróciła zaraz wzrokiem do Ashana.
- Wybacz, już... - uśmiechnęła się przepraszająco i zastanowiła nad zlepieniem zdania. - Czy to sztylet w wątrobie? - zapytała. Pomyliła jedno słowo. Zamiast "Paljonko tämä tikari makssa?" powiedziała "Paljanko tämä tikari makssa?". Oczywiście planowała zapytać o cenę sztyletu, cóż, prawie się udało.
Akane
Kiwnęła głową na jego odpowiedź.
OdpowiedzUsuń- Czasami taka zapowiedź przychodzi dość niespodziewanie - stwierdziła w lekkim zamyśleniu i bardziej do siebie. Ona też nie zakładała, że tak szybko zostanie mamą. Słuchała go dalej w sprawie monarchów i po chwili zastanowienia kiwnęła głową.
- W sumie... przyznaję, to rzeczywiście praca na pełen etat - rzeczywiście trudno było pogodzić taką fuchę z własnym komfortem życia.
Widząc jego niepewność poczuła się w obowiązku co nieco wyjaśnić, nie chciała niedomówień.
- Em, jakby to. Mam przy sobie małego podszeptywacza. Gave przydzielił mi ducha do ochrony, mogę się czasami wydawać bardziej pierdolnięta niż w rzeczywistości jestem. Trochę już przywykłam do jego obecności i czasami rozmawiamy, czego inni nie słyszą, znaczy jego nie słyszą... Mnie tak, co może wydawać się dziwne - wyjaśniła z niewinnym uśmieszkiem na twarzy. Zaraz jednak zmarszczyła czoło.
- Mitä? (Co?) - zapytała w odruchu. - Nie masz sztyletu? - to już powiedziała w swoim rodzimym języku. - Ei... Sanoit sen eri tavalla kuin minä. (Nie, powiedziałeś to inaczej niż ja.) - pokręciła głową. - Co znowu pomieszałam? - zapytała.
Akane
Tony przystanął na moment, kiedy Ashan się do niego odezwał i zerknął przelotnie w jego stronę. Skinął głową na znak, że przyjął do wiadomości i powoli zaczął dostosowywać się do wskazówek. Najpierw zaczął przenosić ciężar na tylną stopę, skupiając się na tym by ruch wychodził od nogi i biodra, co zresztą wiedział, że tak powinno działać, ale w ferworze próby zwiększenia swego cela zapomniał o tym ruchu. Kiedy już udało mu się pracować w taki sposób bezmyślnie, a minęło dobrych kilka minut to zaczął wprowadzać kolejne rady Ashana do swojego treningu. Ostatecznie zaczynając wyprowadzać mocniejsze pchnięcia, które powoli zaczynały dochodzić w obszar który sobie wcześniej wyznaczył. - Dzięki - rzucił do chłopaka, kiedy po kilkunastu dobrych minutach odłożył rapier. Na moment. Potrzebował kilku oddechów. Nabrał głębokiego powietrza w płuca i sięgnął sobie po wodę, po czym spojrzał po mieczu Ashana. - Piękna robota. Kunszt godny najlepszego mistrza - skomentował. - Każdy szlif i ozdobnk tu pasuje, ale... - zerknął na Ashana. - ...te ozdoby nie przeszkadzają w pracy z nim? - zainteresował się.
OdpowiedzUsuńTony
Akane uśmiechnęła się pod nosem, ale i lekko zamyśliła na podsumowanie Gavina. Podniosła spojrzenie do Ashana.
OdpowiedzUsuń- Tak, dość interesujący - przyznała z nutką rozbawienia w głosie. - Lepiej się ciesz, że go nie słyszysz. Penisy to jedynie przystawka, potrafi z zachwytem opowiadać innym o tym jaką to mam na sobie bieliznę i czy w ogóle ją na sobie mam - parsknęła śmiechem. - Ale to tylko tym co go słyszą... Mi z kolei czasami doradza co też mam na siebie włożyć lub jakie części ciała odkryć by być w jego mniemaniu wystarczająco seksi - pokręciła głową, dalej rozbawiona. - Czasami irytuje, ale w sumie to całkiem komiczny aspekt posiadania takiego towarzysza. Ważne, że rzeczywiście się przykłada w temacie chronienia mojej osoby - podsumowała. Na wyjaśnienie jej błędu jęknęła lekko.
- Wasz język jest naprawdę ciekawy... - przyznała. Nadstawiła ucha i znowu nieco zmarszczyła czoło kiedy do niej mówił.
- Em... Moje błędy są zabawne, tak? Napinam się za bardzo i dlatego słowa się mieszają? No i coś, że w trakcie nauki to normalne - odpowiedziała na jego pytanie, przesunęła po nim spojrzeniem i lekko prychnęła pod nosem.
- On mukavaa, että pidät minua niin hauskana (Miło, że uważasz mnie za tak zabawną) - rzuciła luźno, z nieco zadziornym uśmiechem. Sięgnęła zaraz po swój nóż, udała groźną minę i wystawiła ostrze w stronę Ashana. - Puhu nyt! Paljonko nämä kaktukset maksavat?! (Mów teraz! Ile kosztują te kaktusy?!) - poruszyła zabawnie brwiami. Nie ma jak to podszkolić się w napadzie.
Akane
Dla Akane poczucie humoru Gavina również było dość specyficzne, nie mniej przywykła do tego, że tak ma, no i mimo wszystko jako duch nie był aż tak irytujący jak za życia, więc wolała czerpać pozytywy z jego towarzystwa, niż skupiać się na negatywach. Dalej trwała w lekkim rozbawieniu, ale słysząc pytanie o Darcy pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Podejścia zdecydowanie nie ma takiego samego. Bez obaw, Twoja siostra jest w dobrych rękach. Może kiedyś sama Ci powie w czyich - uśmiechnęła się do niego ciepło. Wieść o wujku Alexie mogłaby dość mocno na niego wpłynąć, a An nie czuła się odpowiednią osobą do zdradzania takich szczegółów.
Na jej twarzy namalował się zadowolony uśmiech, gdy wyszło, że prawie dobrze zrozumiała.
- Ach, czyli to jest śpieszysz... jasne - zakodowała. Grzecznościowy zwrot zrozumiała bez problemu, te miała już z Darcy przećwiczone. Gorzej było z kolejnym zdaniem. Opuściła nóż i przekręciła głowę na bok. Fajnie, że Ashan miał w tym dobrą zabawę, ale ona musiała przetworzyć wszystko na spokojnie. To, że kaktusy są darmowe zrozumiała, jednak problem stanowiła druga część zdania. Rozpoznała "idź" i "weź" oraz, że mowa o pustyni.
- Pitääkö minun viedä kaktus aavikolta? (Mam zabrać kaktusa z pustyni?) - wydukała niepewnie, patrząc pytająco po czerwonowłosym. - Ja sitten he aikovat jahtaa minua ja sanoa, että... (A potem mnie będą gonić i mówić, że...) - tu urwała i pogroziła palcem Ashanowi. - Chcesz mnie wpakować w jakieś kłopoty, później będą gadać, że Wam kaktusy kradnę z pustyni, że jakieś wyjątkowe gatunki próbuję wynieść czy coś - zaśmiała się pod nosem i pokręciła głową.
- No ale dobra... czyli... - tu powtórzyła podstawowe zwroty, których ją dziś uczył. - Więc... hmm, powiedźmy, że... - pomyślała chwilę, łącząc w głowie słowa. - Paljonko tämä hedelmä maksaa? Kuinka paljon?! Liian kallis! (Ile kosztuje ten owoc? Ile?! Za drogo!) - wczuła się w rolę i zaraz spojrzała na Asha. - Voinko nähdä tämän kaulakorun? (Czy mogę zobaczyć ten naszyjnik?) - zapytała, kontynuując swoje próby. Dalej wszystko dukała i chwilę się zastanawiała jak łączyć słowa, ale po tych drobnych żartach łatwiej jej było się teraz skupić na akcencie i wymowie.
Akane
Ostatnie uwagi Ashana zanotował, żeby o nich na pewno nie zapomnieć. Przysiadł na ławce obok, wyciągnął pergamin i zaczął notować wszystko co ten mu powiedział. Jednocześnie oszacował swój jednorazowy postęp. Uznał, że celność wzrosła z 5% do jakichś 25%, co nawet go ucieszyło. Zwłaszcza, że to był tylko jeden trening. Zamierzał po chwili jeszcze do niego wrócić, ale zasłużył na krótką przerwę. Spojrzał po mieczu i pokazał na rękojeść, po czym pokiwał głową. - Mogę go zobaczyć? - zapytał wyciągając dłoń do miecza i biorąc go zaraz na krótką chwilę. Ważył go w niej, a że ten był ciężki to uznał że ta zabawka ne jest dla niego. Oddał go więc Ashanowi i odetchnął głęboko. - Rozumiem - pokiwał głową. - Rękojeść nie przeszkadza - powtórzył, bo rzeczywiście kiedy trzymał go w dłoniach to te zdobienia mu nie przeszkadzały. Cieszyły po prostu oko. - Ciekawą formę ma twój miecz - zauważył doceniając kolce i nierówne ostrze.
OdpowiedzUsuńTony
Luna pstryknęła go w nos na te wszystkie słowa i zaśmiała się radośnie.
OdpowiedzUsuń- Ach tak? Jesteśmy? - uniosła wysoko brew. - To jaka jest twoja natura? - zainteresowała się. - Należysz do gatunków drapieżników, rządnych krwi i miłości, czy może raczej masz w sobie coś z łagodnego acz zadziornego delfinoida? - spojrzała po nim i ucałowała jego wargi. - Samą siebie nazwałabym drapieżcą - dodala drapiąc się lekko po brodzie. - Drapieżcą z rodziny "bez szabli nie podchodź jak już wyprowadzisz z równowagi" - doprecyzowała puszczając do niego oko i okręcając się wokół własnej osi. - Dokąd zmierzasz? - zapytała go zmieniając temat. - Wspominałeś o wyprawie... długa będzie? Co masz w planach później? Zamierzasz wziąć czynny udział w tej wojnie?
Luna
Spojrzała po Ashanie nieco rozbawiona, to jego lekkie wzburzenie było całkiem zabawne. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie mają, chociaż to w sumie nie mnie trzeba pytać. Mor dla zapewnienia bezpieczeństwa Natanowi uzbraja mnie po zęby. Nie wiem jak bardzo Gave wkręcił się w zabezpieczanie mnie i moich bliskich, ale myślę, że byłby zdolny zabezpieczyć Natana - przyznała z lekkim uśmiechem na ustach. - Nie martw się, ja zostałam wyróżniona tak zboczonym duchem, inni mają bardziej ogarniętych strażników - rzuciła pół żartem, pół serio. Innych duchy raczej za życia się nie podkochiwały w tym kogo pilnują. An zaśmiała się na groźbę Ashana, wiedziała, że była na poważnie, ale mimo to ją bawiła. Brzmiała dość niedorzecznie.
- Mhm, bez obaw, usłyszał ostrzeżenie - uśmiechnęła się pod nosem. Usłyszał, ale wątpiła by się do niego ustosunkował, tego jednak już Ashanowi nie mówiła, bo i po co go wkurwiać. Na słowa po phyońsku lekko przygryzła wargę.
- Naprawdę... co? Coś moją... Czekaj... nieugiętość? Naprawdę coś tam moją nieugiętość? - zapytała i zaraz uśmiechnęła się zadowolona. - Sinun on parempi tottua siihen. Joskus se on pahin ominaisuuteni (Lepiej się do tego przyzwyczaj. Czasami to moja najgorsza cecha) - odpowiedziała zadziornie. Zaraz zmarszczyła czoło wyraźnie zdezorientowana. - To co do licha jest na tym Waszym targu? Kaktusy na pustyni, owoce na pustyni? - zaśmiała się. Wiedziała, że to małe nieporozumienie, ale i tak bawiło.
Akane
Diego dalej stał ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej dłońmi, patrzył po Ashanie bez większego wyrazu i słuchał o swoim kajeciku. Przewrócił oczyma kiedy padło o szarościach życia.
OdpowiedzUsuń- To już nie moja wina, że Twoje porażki z tego wypadu przysłaniają korzyści. Nie będę Ci cukrzył, kiedy zjebałeś. Jak następnym razem wybędziesz i wrócisz z lepszymi wynikami, to może się nawet pospuszczam nad tym co osiągnąłeś. Po tym wypadzie nie ma nad czym się spuszczać - skwitował. Spojrzał po nim unosząc jedną z brwi, kiedy wspomniał o udowadnianiu czegokolwiek.
- Ja? Tobie? - parsknął śmiechem. - Doskonale wiem jak wiele robię dla tego kraju i jak mi na nim zależy, nie muszę tego nikomu udowadniać. Wyłożyłem Ci kawa na ławę z czym mam problem, więc nie dorabiaj do tego swojej własnej interpretacji. Przestań przynosić wstyd tej rodzinie, zajmij się swoimi obowiązkami i skup na problemach tego kraju, a nie będę Ci miał nic do zarzucenia. Ja nie suszę Ci głowy o drobne błędy, takie to sobie popełniaj do woli. Te wielkie błędy? Tak, będę Ci je kurwa wypominał. Wypominał jak jebaną mantrę - zapewnił, patrząc mu prosto w oczy. Na słowa o tym, że i on mógłby wytykać błędy wzruszył ramionami.
- Nikt Ci nie broni - zauważył. Patrzył na niego znużony przy kolejnych wielkich słowach. - Ash, skończ pierdolić, rozmawiasz ze mną, a nie przemawiasz do ludu... - rzucił mu wymowne spojrzenie. - Niech te pompatyczne słowa zmotywują Cię więc do działania. Może Ci się poszczęści i za jakiś czas zrobisz coś co przysłoni Twoje ostatnie porażki. Do mnie nie trafisz pierdoleniem o tym co może się wydarzyć. Ja oceniam po fakcie, gdybanie jak to pięknie i cudownie być może zostaw dla kogoś innego - podsumował. - To się okaże - dodał na jego zapewnienie co do nie wyrzekania się tego kim jest dla pirackiej cipki. Akurat co do tego nie ufał bratu. Wzruszyła ostatecznie ramionami.
- Czekam więc, chętnie zobaczę tą poprawę, ale nie licz na moją pobłażliwość przed dokonaniami - oznajmił, dalej patrząc mu w oczy.
Diego
Spojrzał na wciśnięty w dłonie podarunek i uniósł lekko brew. Pokręcił głową na słowa brata.
OdpowiedzUsuń- Cóż, skoro aż tak Cię koli to najwyraźniej zakładasz, że popełnisz więcej błędów z kategorii debilnych piratów. Jeżeli tak będzie to bardzo mi na rękę fakt, że Cię to martwi - odpowiedział mu na odchodne i sam ruszył w stronę swojego pokoju. Wyszedł z niego kilka minut później, trzymał w ręce butelkę i wszedł z nią do pokoju brata. Postawił ją przed nim, on też miał dla niego prezent. Trunek może i nie był jakiś z wyższej półki, ale...
- Zobaczyłem na jednej ze swoich wypraw... Smak jak dla mnie w ogóle się nie zmienił... Chyba już do usranej będzie mi się kojarzył z Tobą... - oznajmił dość oschle. To była taka sama butelka jak pierwsza, którą obalił kiedyś z Ashanem. Starszy brat zapewnił mu pierwszą przeprawę alkoholową, rzygał po niej jak kot, ale miał sentyment do tego trunku.
- Smacznego - rzucił i obrócił się, by ruszyć w stronę wyjścia.
Diego
Luna posłała mu wymowny uśmiech w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- A przy tym niezwykle inteligentne z nich bestie - skomentowała. - Okrucieństwo rodzi się z inteligencji... żaden głupi człowiek dla zabawy nie jest okrutny - dokończyła, obejmując go ramionami za szyję i muskając ustami jego własne wargi. - Mhm drapieżnik... - powtórzyła po nim. - Dobrze, lubię drapieżne stworzenia, które trzeba ujarzmić - wsunęła dłonie w jego włosy i zaczęła masować mu nimi skórę głowy, tak w ramach drobnej pieszczoty. Słuchała tym samym o samej sobie z rosnącym uśmiechem na twarzy. Ciekawe miał o niej wyobrażenie i musiała przyznać, że nawet się jej ono podobało, chociaż to nieustępowanie nie zawsze się sprawdzało w jej wypadku. Uważała nawet, że czasem wypada wręcz ustąpić na rzecz podniesienia morali u drugiej strony. Spochmurniała trochę słysząc gdzie wybiera się Ashan, a także kiedy wspomniał o braniu udziału w wojnie. Czuła, że i jej to nie ominie, chociaż mogłaby przecież zaszyć się po prostu na głębokim morzu na ten czas. Odetchnęła głęboko, opierając czoło o jego tors.
- Twoja siostra wiedziała kogo sobie brała za wybranka serca... ty nie możesz brać na siebie tylu zmartwień - szepnęła. - Nie jesteś odpowiedzialny za wszystko co się rusza... - dodała. - Każdy jest panem własnego losu i... decyduje co robić - spojrzała mu prosto w oczy. - Uważaj na siebie, proszę.
Luna
Miała wrażenie, że Ashan nad wyraz bierze do siebie takie tematy, strasznie zdawał się spięty przez sprawę z duchami w roli strażników. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, gdy wspomniał o dumie.
OdpowiedzUsuń- Nigdzie nie wspomniałam, że jestem. Znałam tego chłopaka za życia, nie był mi obcy... - przyznała. - Po prostu staram się na to patrzeć pozytywnie, a że w roli strażnika się sprawdza to na niektóre niuanse przymykam oko. Nie robi nic co by mi jakoś wielce szkodziło - naprostowała sytuację.
- Determinację... rozumiem - powtórzyła za nim i ponownie nadstawiła ucha. Nie do końca zrozumiała o jakie oczy chodzi, ale z kontekstu zdania wyłapała, że raczej o te jej. Uśmiechnęła się zadowolona, chyba w końcu coś w pełni zrozumiała.
- En malta odottaa (Nie mogę się doczekać) - przyznała z pogodnym uśmiechem. Zaraz jednak uniosła lekko brwi. Oho, no to popłynął, chyba aż nadto docenił jej zdolności nauki.
- Eee... - padło coś o tym co najważniejsze, wyłapała też oszustwo. Potem było coś o "kimś" i towarze, wyjatkowym towarze. Kłamstwo też zrozumiała. Zmrużyła oczy. Dlaczego za drogie? No tak... w sumie to nie miała pojęcia na podstawie czego ustala się tu ceny.
- Nie jestem pewna czy wszystko dobrze zrozumiałam, ale... wydaje mi się, że nie chcesz bym dała się oszukać, nie chcesz bym wierzyła w kłamstwa o wyjątkowym towarze. No i pytasz na jakiej podstawie stwierdzę, że coś jest za drogie... - patrzyła po nim uważnie, starając się z samej reakcji zgadnąć czy dobrze zrozumiała. - Może... konkurencyjne ceny? Czekaj... - podniosła na chwilę palec - Hinnat... kilpailukyiset? (Ceny... konkurencyjne?) - tu powinno paść "kilpailukykyiset", szło zrozumieć o co chodzi ale wymowa nie była w pełni poprawna.
Akane
Akane przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, mimo wszystko pewnych granic ten mój opiekun nie przekracza. Nie jest pieprzonym podglądywaczem, po prostu lubi rzucać sugestywne teksty, próbuje zawstydzać, ale nic więcej - zapewniła, dalej z lekkim uśmiechem. Zaśmiała się krótko i kiwnęła wdzięcznie głową.
- Jasne, dzięki, w razie jakbym potrzebowała pomocy to się zgłoszę - nie widziała w tym problemu. Najpewniej najpierw poszłaby do Gava, gdyby Gavin rzeczywiście przesadnie odwalał, ale nie szkodziło mieć innych opcji.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy zrozumiała jego pochwałę. Świetnie! Czyli jednak nie było z nią w tym temacie aż tak źle. Trochę jej zrzedła mina na prośbę mówienia jedynie po phyońsku. Podrapała się po tyle głowy i zaraz wzruszyła ramionami.
- Se on oma toiveesi (To Twoje własne życzenie) - odpowiedziała. Coś czuła, że może tu walnąć kilka naprawdę soczystych bubli. Co by chciała kupić na targu? Skubnęła wargę i zastanowiła się chwilę. - Haluaisin ostaa... asusteita vaatteisiini. Jotain samanväristä kuin silmäni (Chciałbym kupić... dodatki do moich ubrań. Coś w kolorze moich oczu) - odpowiedziała po chwili milczenia. Słysząc wstęp do kolejnego pytania miała wrażenie, że kręci jej się w głowie. Wyłapała "jak", ale zaraz zmarszczyła czoło. "Jak długo", tak, tego była pewna. Jego bezczelny uśmieszek sugerował, że pytanie było... wymowne. Jak długo, a potem coś o znajdywaniu... znajdywaniu na...
- Putkasta? - czy on naprawdę użył tego słowa? Jak szybko znajdzie ją na rurze? Momentalnie piach znalazł się przy dłoni An, a ulepiona z niego kulka została wycelowana w twarz Ashana.
- Pfy... En laskisi tämän rahanansaintatavan varaan omassa tapauksessani (W swoim przypadku nie liczyłbym na taki sposób zarabiania pieniędzy) - pogoniła trochę Uqe, co by wyprzedzić czerwonowłosego. Cóż za durna sugestia, jeszcze ten bezczelny uśmieszek. Brała oczywiście pod uwagę, że coś popierdzieliła i źle zrozumiała, ale i tak poczuła drobną irytację.
Akane
Jechała z dość wymowną miną na twarzy, nie oczekiwała by ją tu teraz gonił, poza tym tylko trochę pogoniła Uqe, więc wysunięta była do przodu jedynie o kilka kroków. Kiedy się odezwał spojrzała po nim lekko unosząc brew. Miała przymrużone oczy.
OdpowiedzUsuń- Pfy, no świetnie, rura, areszt, narwany charakterek. Niezły ze mnie musi być gagatek... - rzuciła i spojrzała przed siebie. Zacisnęła usta nieco zawstydzona, gdy wspomniał o jej myślach, a kiedy wrócił do fińskiego i w wymowie wskazał różnice, spaliła lekkiego buraka i zerknęła w bok. Parsknęła cichym śmiechem na wyobrażenie jak ciska piaskiem w sprzedawców, przeniosła spojrzenie na Ashana.
- A spieprzaj dziadu - rzuciła i ponownie parsknęła rozbawiona swoim błędem. Pokręciła zaraz głową i pokiwała mu palcem.
- Milloin olen oikeasti vihainen? Voi ei. Se oli parhaimmillaankin vain lievää ärsytystä (Kiedy naprawdę się wściekam? O nie. To było co najwyżej lekkie rozdrażnienie) - uśmiechnęła się pod nosem i zaraz znowu spojrzała przed siebie. - Anteeksi. En pidä sovinistisista vitseistä. Ymmärsin sinut väärin (Przepraszam. Nie lubię szowinistycznych żartów. Źle cię zrozumiałam) - przyznała i spojrzała na Asha z przepraszającym spojrzeniem. - Nyt muistan varmasti... Putka, ei putki (Teraz na pewno zapamiętam. Areszt, nie rura) - jeszcze raz lekko się zaśmiała i pokręciła głową. Jakoś tak płynniej jej szło, gdy w grę bardziej wchodziły emocje. Dalej nie brzmiała idealnie i chwilami przycinała się przed wypowiedzeniem danego słowa, ale sama miała wrażenie, że jest trochę lepiej. Uśmiechnęła się ciepło na zapewnienia co do biżuterii, a na kolejny przytyk pokazała mu środkowy palec.
- Rokkaa kaktuksia Asiu (Rozbujaj kaktusa Asiu. xD) - prychnęła pod nosem, udając focha, ale zaraz po prostu parsknęła śmiechem i pokręciła głową. To zdecydowanie była zabawna lekcja języka.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Owszem, ja. Cholera wie jakiego epitetu Ty byś użył - rzuciła nieco zaczepnie. Jego wymowne spojrzenie skomentowała jedynie lekkim drgnięciem kącika ust. Trochę mu się przyda zluzować gumę w gaciach.
- Sait minut tähän erityiseen tunnelmaan, joten voit tuntea olosi kunnioitetuksi (Wprowadziłeś mnie w ten wyjątkowy nastrój, więc możesz czuć się wyróżniony) - odpowiedziała patrząc po nim z zadziornym wyrazem twarzy. Z kolejną wypowiedzią naprawdę mocno popłynął, ale chociaż mówił na tyle wolno, że rozumiała mniej więcej o co chodzi. Prychnęła na jego odpowiedź.
- Tiedäthän, ettei se pidä paikkaansa. Katulamppujen alla on pimeintä. Eikö ole ollut aikoja, jolloin joku on vain vaikuttanut hyvin käyttäytyvältä? En tunne sinua tarpeeksi hyvin voidakseni varmasti sanoa, ettei sinulla ole sovinistisia taipumuksia. Useampi kuin yksi mies on ajautunut sille polulle elettyään matriarkaatissa (Wiesz, że to nieprawda. Najciemniej jest pod latarniami. Czy nie zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś po prostu wydawał się grzeczny? Nie znam cię na tyle dobrze, żeby z całą pewnością stwierdzić, że nie masz skłonności szowinistycznych. Niejeden mężczyzna poszedł tą drogą, żyjąc w matriarchacie) - odpowiedziała mu kiedy wspomniał o siostrach i wypuściła głośniej powietrze. Huh, to nie było takie łatwe. Na dalszą część wypowiedzi rozbawiona pokręciła głową.
- Viattomilla silmillä? Kun hautaan jonkun hiekkaiseen hautaan, ette todellakaan näe silmissäni pennun avunhuutoa. Pikemminkin näet ylpeyttä siitä, että olen kaatanut jonkun luuserin. En yleensä tapa ilman syytä (Z niewinnymi oczami? Kiedy chowam kogoś w piaszczystym grobie, z pewnością nie widzisz w moich oczach szczenięcego wołania o pomoc. Widzisz raczej dumę z pokonania jakiegoś nieudacznika. Zwykle nie zabijam bez powodu) - odpowiedziała, śląc mu niewinny uśmieszek. Zaśmiała się na stwierdzenie co do kaktusa.
- Tämä olisi mukava matkamuisto matkaltamme. Kaktus näyttäisi todella kivalta huoneessani (To byłaby miła pamiątka z naszej podróży. Kaktus wyglądałby naprawdę ładnie w moim pokoju) - raz jeszcze lekko się zaśmiała. Może rzeczywiście sobie jakiegoś sprawi?
Akane
Patrzyła na niego, dalej z zaczepną miną.
OdpowiedzUsuń- No to słucham. Odważysz się sam powiedzieć? - zapytała, również zostając przy jego rodzimym języku. - Pamiętaj, będę wiedzieć, gdy skłamiesz - poruszyła zabawnie brwiami i tyknęła własny czubek nosa kilka razy. Na słowa o tym jaki jest kiwnęła głową.
- Takie sprawiasz wrażenie - przyznała, bo rzeczywiście nie zdawał się tego typu osobą. Zaśmiała się krótko na stwierdzenie co do uroku.
- Kto jak lubi. To by wyjaśniało, dlaczego urzekła Cię piratka - uśmiechnęła się lekko i spojrzała na trasę przed nimi. Zachodzące słońce wyglądało tu wyjątkowo pięknie. Obserwowała to zjawisko z pewną dozą rozmarzenia na twarzy. Uniosła kącik ust na stwierdzenie co do oczu.
- Moje raczej by mówiły "sam się prosił" - zaśmiała się krótko. Jak już by kogoś zabiła to raczek rąk by nie wybielała. Wzruszyła ramionami na kolejne pytanie zastanowiła się chwilę.
- Kiedy ktoś zagraża życiu mojemu lub moich bliskich - odpowiedziała dość ogólnie. - Koniec końców wszystko się do tego sprowadza. Nawet w obronie nieznajomych, słabszych, jeżeli komunikat "zostaw" nie działa i ktoś rusza na mnie z bronią, to moje życie zaczyna być zagrożone - wyjaśniła jak ona to widzi, jednak nim dobrze złożyła słowa to trochę minęło. Parsknęła śmiechem na tego kaktusa.
- Dobrze, ale ja wybieram. To w końcu do mojego pokoju - uśmiechnęła się do niego niewinnie.
Akane
To akurat rozumiał. Wybór broni. To że ta musiała pasować do konkretnego osobnika. To wiedział od samego początku. Jego przyjaciele w końcu bardzo się do swoich broni przywiązywali. Nie był tylko pewien czy kiedykolwiek będzie mu dane to samo powiedzieć o sobie.
OdpowiedzUsuń- Mhm zauważyłem - rzucił do komentarza o rapiera. - Ale to całkiem fajne ostrze. Może być bardzo zdradliwe, a jednocześnie zdaje się być dość niepozorne - uśmiechnął się lekko, patrząc po tym całym rapierze, który miał. - Całkiem zgrabne ma ostrze.
Tony
- Może to zabrzmi okrutnie, ale z inteligencji - spojrzała po nim z delikatnym uśmiechem. - Zwierzęta nie znęcają się nad słabszą ofiarą, tylko po prostu ją zabijają - dodała. - Ludzie są niestety inni - mruknęła. - Ale tylko inteligentna bestia znęca się, torturuje... -wydmuchała powietrze ze swoich płuc. - Bo dla niej będą korzyści. Pewnego rodzaju korzyści. Psychiczne. Na przykład poczuje się lepiej, bardziej pewna siebie, bo skrzywdzi kogoś. Może czuje się na samym dnie łańcucha pokarmowego i znęcanie się nad kimś traktuje jak pokazanie, że potrafi kogoś zmusić do bycia jeszcze niżej - wyjaśniła do końca, po czym pasrsknęła śmiechem, gdy tak ją do siebie przyciągnął i pocałował. - Nah... aż tak w pełni to niekoniecznie - szepnęła, patrząc mu prosto w oczy. - Bo wówczas tracą w sobie to coś co mnie przyciąga - dodała, po czym odsunęła się od niego i usiadła na skalnej półce, machając beztrosko nogami. Wzrok wbiła w dwa węże, które wyglądały jakby świata poza sobą nie widziały. Odpoczywały niczym się nie przejmując.
OdpowiedzUsuń- Mhm to dość przykry sposób na życie - stwierdziła w końcu, kiedy Ashan skończył swoją wypowiedź. - Kiedyś może ci się czkawką odbić - zerknęła na niego. - Wiesz Laleczko, to tak jakbyś mówił, że twoim życiem jest chronienie tego co cenne, pójdziesz na każdą wojenkę... i samo to jest okay, ale ty dodajesz... to mój sposób na życie - zagryzła dolną wargę. - A co jak już skończą ci się wszystkie wojenki? Jak już nic nie będzie nikomu zagrażało? - wbiła w niego spojrzenie. - Wtedy twoje życie będzie niepotrzebne... przynajmniej według słów które przed chwilą rzuciłeś. Wtedy poczujesz się bezużyteczny i niepotrzebny - mruknęła. - Nie zrozum mnie źle. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś chronił swoich bliskich, tylko... nie czyń tego swoim życiem - uśmiechnęła się do niego czule.
Luna
An zaśmiała się i zaraz uśmiechnęła pod nosem, przytakując przy tym głową.
OdpowiedzUsuń- Mogłabym wiedzieć, mogłabym... - przyznała. - Chociaż zwykle nie lubią, gdy wchodzę komuś do głowy i staram się tego nie robić... Nie mniej, odpowiednio sprowokowana robię wyjątki - teatralnie zatrzepotała rzęsami. Pokręciła zaraz głową.
- Z pozoru można by Cię uznać za szowinistę, wysoko postawiony, wielki typ z dość często ponurą miną, wrażenie jednak sprawiasz inne - puściła mu oko. Jak dla niej już po kilku zdaniach pierwszej rozmowy było widać, że Ashanowi daleko do stereotypu. Widziała, że spoważniał, najwyraźniej myśli o piratce były jednymi z tych trapiących.
- Poznałam ją i wcale mnie to nie dziwi - posłała mu delikatny uśmiech. Dziewczyna naprawdę wydawała się bardzo energiczna i sympatyczna, no i zdecydowanie zadziorna. Pewnie nie jednego złapała za serce. W wyborach sercowych nie zamierzała się za wiele wypowiadać, te jej mało kiedy były rozumiane, zdążyła przywyknąć. Ważne, że sama je rozumiała. Nie planowała komukolwiek suszyć w tym temacie głowy, wystarczy, że jej wiele razy suszono. Nigdy nie było to przyjemne. Nie wchodziła głębiej w temat, po prostu powiedziała swoje i zaraz lekko się zaśmiała. Całkiem nieźle udawał to niewiniątko.
- W razie co będę mówić, że chciałam po prostu wyrównać Twój rachunek - uniosła kącik ust, patrząc po nim zaczepnie. Przytaknęła mu, gdy mówił o zabijaniu. Tak... Zabijanie rzeczywiście nie było takie trudne.
- Szczególnie, gdy motywacje są odpowiednio silne - dodała od siebie, już poważniej. Spojrzała zaraz na łunę, która wyłaniała się zza małego wzniesienia, jasno sugerując, że właśnie podjeżdżają do bram miasta. Jeszcze kilka kroków i dojrzeć mogła mnogość kolorów. Uśmiechnęła się trochę cieplej. Trochę jakby właśnie przyjechała na jakiś festyn. Zaczęła powoli się rozglądać, wzrok zatrzymując na kolorowych atrakcjach. Obejrzała się jeszcze na Asha.
- No chyba nie będzie z Ciebie taki dupek i mnie w razie co uprzedzisz, że to czy tamto jest trujące, hm? - uniosła kącik ust, zaraz znowu wracając spojrzeniem do krajobrazu miasta.
Akane
- Zapewniam, że byś poczuł, gdybym się czuła - posłała mu uroczy uśmieszek. Zdecydowanie nie był to ten poziom prowokacji, ale nie uważała, że to coś złego. Przynajmniej było zabawnie, a nie irytująco. Na pytanie o cechy wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że to zależy od jednostki, ja zwykle właśnie od takich słyszę pogardliwe epitety o tym jaka to kobieta jest słaba, a on napompowany, taki wielce silny, ble, ble, ble... - przez chwilę zrobiła z dłoni klepiące dzioby, jakby te ze sobą rozmawiały i zaraz wróciła do trzymania lejcy. Uśmiechnęła się zaraz do niego i poruszyła zabawnie brwiami.
- No więc właśnie, wolałbyś nie, więc lepiej za bardzo nie dokazuj Asiu - pogroziła mu palcem i zaśmiała się pod nosem. Kiedy przechodzili obok strażników, powtórzyła gest Ashana z ukłonem i dalej jechała w jego pobliżu. Z zadowoleniem rozglądała się dookoła, a kiedy dotarli do gospody oraz stajni, z wesołym uśmiechem zeszła z Uqe.
- No widzisz, Ty sobie odpoczniesz, ja rozprostuję nogi - pogłaskała wierzchowca. Bardzo przyjemnie się na nim jechało, ale tyłek zaczynał już ją pobolewać. Jednak przywykła do pieszych wędrówek.
Akane
An odpowiedziała mu już tylko lekkim uśmiechem. Miała nadzieję, że wchodzenie do głowy nie będzie konieczne, ale różnie to w życiu bywało, więc wolała uprzedzić. Wzruszyła ramionami na jego słowa o płci.
OdpowiedzUsuń- Niektórzy najwyraźniej wolą być ślepi na takie rzeczy. Tworzą swoje własne teorie i żyją według ich zasad, całkowicie lekceważąc to co się w rzeczywistym świecie dzieje - podsumowała. Zawsze znajdywał się jakiś kretyn, który chciał przekonać wszystkich, że on jeden jedyny wie wszystko najlepiej. Nie dyskutowała tu z Ashanem, bo miała to samo zdanie co on, płeć nie stanowiła tu żadnej zasady. Czuła tą jego irytację na "Asia", ale aktualnie bardziej ją ona bawiła niż wywoływała dyskomfort. Dalej zamierzała tej ksywki od czasu do czasu używać, ot co, taka z niej zołza.
Kiedy Ash rzucił w jej stronę przekąskę, złapała ją i podała Uqe.
- Dzięki - uśmiechnęła się do czerwonowłosego, do głowy by jej nie wpadło by samemu to jeść. Uraczyła jeszcze Uqe kilkoma komplementami i zaraz zostawiła zwierzę w spokoju. Zbliżyła się do Ashana.
- Sama nie wiem, strasznie tu dużo bodźców... Może... Może ta arena do pojedynków? - zaproponowała.
Akane
Zołza nie czuła się speszona (xD). Ciężej tu było o skupienie, co trochę jej utrudniało mówienie po phyońsku. Pokręciła głową w odpowiedzi.
OdpowiedzUsuń- Bardziej... - szukała odpowiedniego słowa - ... przytłoczona? - znalazła je. Na chwilę przestała rozglądać się dookoła, wzięła wdech, wydech i zatrzymała wzrok przy Ashanie. Mnogość kolorów była zaskakująca, do tego te wszędobylskie czerwone włosy. Skupiła się na Ashanie, przynajmniej chwilowo, zaraz pewnie przywyknie i będzie lepiej. Powachlowała się nieco, tutaj to i ona czuła drobny dyskomfort.
- Jest dość gorąco, jeszcze znośnie, ale gorąco - odpowiedziała mu. Zerknęła po swoich ciuchach. Skorzystała z okazji, że są jeszcze przy mosertach i zdjęła z siebie wierzchnią część ubrań, zostając tylko w jednej warstwie. Zostawiła ubranie w torbie przy siodle Uge, które teraz oczywiście było z niego zdjęte. Wróciła spojrzeniem do Ashana i uśmiechnęła się na jego potwierdzenie kierunku wędrówki. Ruszyła przy jego boku.
- Nie boisz się tak po prostu sobie wędrować? - zainteresowała się. - Jesteś tu chyba dość rozpoznawalny. Często się Ciebie czepiają dla samej zaczepki? Nie obskakują Cię panienki spragnione uwagi księcia?
Akane
Uśmiechnął się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Właściwie buty to wtedy była moja sprawka. Jak nie patrzyłeś to je zarzygałem... a potem pozbyłem się dowodów. Spodnie to inna bajka - odpowiedział i wzruszył ramionami na propozycję. Ostatecznie zajął jednak miejsce obok i kiwnął głową. Wykrzyczał już swoje, a był typem osoby, która nie drążyła bardziej. Dla niego sytuacja była jasna, powiedział co go wkurwiło i tyle. Przyszło jedynie czekać i patrzeć, w którą stronę to wszystko pójdzie.
Diego
Akane spojrzała na niego wdzięcznie.
OdpowiedzUsuń- Poczekamy, ale tylko chwilkę, zaraz powinno być lepiej - odpowiedziała. Czuła się już dość stabilnie ze swoimi własnymi umiejętnościami, coraz lepiej jej szło blokowanie cudzego wpływu i nie zarażanie się cudzymi emocjami. Mimo wszystko tłum rządził się swoimi prawami i czasem wchodzenie w takie miejsca wywoływało u niej dyskomfort. Towarzystwo znajomego przy boku było pomocne, a czulszy wzrok, jakim ją obdarzył upewnił dziewczynę w przekonaniu, że jest w dobrych rękach. Uśmiechnęła się pod nosem na jego zaczepny komentarz.
- Cwaniak. Gdybym to ja Ci powiedziała, że zabiorę Cię na fajną wycieczkę, ale może być na niej cholernie mokro, zimno i błotniście to byś odpuścił? Ja nie. Lubię przekraczać własne granice, jest gorąco, ale dam radę - zapewniła. W temacie takich rozbieranek nie miała przed Ashanem oporów, reszta towarzystwa nieco ją krępowała, ale walić. Wolała chodzić w staniku niż niepotrzebnie się grzać. W chwili, gdy nie chodziło o imprezy czy zabawę nie czuła się jak pół naga kusicielka. Przyszła zwiedzać gorące rejony, więc logicznym było dla niej, że ma na sobie lekkie ciuchy. Poza tym, skupiła się na Ashanie i jego odpowiedziach by nie zajmować umysłu zbędnymi pierdołami.
- Aktualnie, w tym składzie - tu pokazała na siebie i na niego - to chyba jednak tylko Ty. Ja co prawda rzucam się bardziej w oczy ze względu na swój wygląd i kolor włosów i... - skubnęła lekko wargę - ... no dobra, w sumie to aktualnie mogę być dla tutejszych bardziej interesująca niż Ty sam - zaśmiała się. Wiedziała, że mówiąc "nas" ma na myśli siebie i rodzeństwo, ale ona odnosiła się do ich aktualnego składu wycieczki. - Miło, że nie rzucają się na Ciebie jak na celebrytę - stwierdziła. Nie każdy tłum to potrafił. Kiwnęła głową na słowa o panienkach, a na wieść o związku nie ukrywała zaskoczenia.
- Z Drakonką? Serio? Oho... to musiał być gorący związek - uśmiechnęła się zadziornie - Nic dziwnego, że wtedy miałeś spokój. Dało się czuć respekt jaki spora część miała do tego klanu. Połączyć to z faktem, że lubisz zadziorne i bam, mamy obraz zaborczej smoczycy, gotowej skopać dupę każdej ewentualnej zainteresowanej.
Akane
- Skoro stawiam Cię z swojej sytuacji, to zapewne wycieczka byłaby krajoznawcza, a towarzystwo najlepsze z możliwych - rzuciła, ostatnie w żartobliwym tonie, trzepocząc przy tym rzęsami. Dała mu potem chwilę, bo ewidentnie zawędrował gdzieś myślami, a kiedy wrócił na ziemię, ruszyła przy jego boku. Kiwnęła głową na słowa o powszechnej informacji. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc o szoku tutejszych i zaraz ponownie kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, miałam już okazję tego doświadczyć. Moje córki są dość... - tu chrząknęła - towarzyskie - zaśmiała się i pokręciła głową. - Znają już kilka tutejszych dzieciaków i same robią furorę, gdy chodzi o kolor włosów. Szczególnie Mali, granat z reguły nie jest aż tak powszechny. No, tak czy siak mnie też to nie ominęło. Jestem nawet umówiona z jedną dziewczynką na plecenie warkocza - uśmiechnęła się ciepło do samej siebie, a zaraz potem i do samego Ashana. Dzieci miały ten specyficzny dar, że rozczulały prawie każdego. Kiwnęła głową na informację o normalnym traktowaniu, a potem nadstawiła ucha, kiedy mówił o klanie. Urwał w dość specyficznym momencie. Skubnęła lekko wargę i sama spojrzała na chwilę pod stopy. Nie musiał zbyt wiele dopowiadać, by domyślić się, że łatwe to dla niego nie było. Akurat takie sytuację rozumiała aż nadto. Wróciła do niego spojrzeniem.
- A jakie są ich zasady? Co Ci w nich nie odpowiada? - skoro już była szansa zmienić temat, to mogła trochę bardziej poznać zwyczaje tutejszych sąsiadów, w razie, gdyby jakiegoś spotkała na swojej drodze. Uśmiechnęła się lekko na słowa o adoratorkach, jednak nie komentowała. Zamiast tego spojrzała po łuku, przez który właśnie przechodzili. Parsknęła cicho na jego wyjaśnienie, ale przytaknęła mu głową.
- Jasne, rozumiem, tam zasady się zmieniają - kiwnęła głową. Na papierosy zdecydowanie chęci już nie miała, ale dobrze, że wspomniał o nie pytaniu skąd towar, normalnie nie uznałaby tego pytania za niebezpieczne. Spojrzała jeszcze na napis nad bramą i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Czyżby Diego był twarzą tych rejonów? - zapytała żartobliwie. Z całego rodzeństwa on najbardziej kojarzył się z czarnym płomieniem.
Akane
Ten wymowny uśmiech jej w zupełności wystarczył. Nie uważała się w końcu za najlepsze możliwe towarzystwo, ale miała dość dobry humor by pozwolić sobie na nieco narcystyczne żarty. Sama uśmiechnęła się pod nosem i szła dalej, z uwagą obserwując otoczenie. O córkach lubiła opowiadać, szczególnie w tym pozytywnym kontekście, więc uśmiech dalej nie znikał jej z twarzy. Czując, że znowu ma więcej luzu, pozwoliła sobie trochę pewniej zerkać na przydrożne stragany, ale dalej nie zostawała w tyle. Spojrzała po nim, gdy mówił o tym co mu nie odpowiadało w klanie. Uniosła lekko brwi, zaskoczona zasadą wyboru partnera. To, że uważali ludzi za mięso nie zaskakiwało tak bardzo, ale wzmianka o doborze partnera owszem.
OdpowiedzUsuń- Dobra, są drapieżnikami i jestem w stanie zrozumieć ich odmienne gusta smakowe. Mimo to rzeczywiście ciężko byłoby się związać z kimś, kto może omyłkowo zjeść mi znajomego - przyznała. - Z kolei to z partnerstwem... myślę, że czystość krwi wiedzie w Mathyr tak wielki prym, że niektórzy już na siłę szukają powodów by do innych fuzji nie doprowadzać. To dość przykre... Musieć wybierać między pozycją społeczną, a uczuciem. Z drugiej strony... jeżeli ktoś wybiera pozycję, to może i lepiej - wzruszyła ramionami. - Każdy ma jakieś swoje "wytyczne", ale ja bym nie chciała trwać przy boku kogoś, kto stawia mnie niżej niż swój status - przyznała w lekkim zamyśleniu. Zaraz wróciła do niego spojrzeniem. - Tak więc w pełni rozumiem, też by mi takie zasady nie odpowiadały - przytaknęła mu głową. Na słowa o Diego uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Zdecydowanie za mało go znam, by coś takiego ocenić - nie miała za często okazji rozmawiać z chłopakiem. Nie mniej tajemniczość Ashana podpowiadała, że jednak te czarne płomienie nie są tu bez znaczenia.
- Jak Cię zobaczą na arenie to wypuszczą bez starcia? - zapytała. Nie zdziwiłaby się, gdyby padły hasła, że skoro już przyszedł to czas się wykazać. Szczególnie, gdy widziała uśmieszki niektórych przechodniów. Sporo tu było cwaniaczków. Może dlatego ta inna energia aż tak bardzo zwracała jej uwagę? Dalej zerkała po okolicy, oglądanie to raz, ale miała dziwne wrażenie, że są obserwowani. Nie słyszała nigdzie zadymy, nie było nic negatywnego, poza tym specyficznym uczuciem, że gdzieś, ktoś nieopodal naprawdę się boi. Na razie nie zawracała głowy Ashanowi, uczucie było pulsujące, zanikające, nie chciała reagować na każdy taki niuans. Chwilowo dała na wstrzymanie i szła obok niego dalej.
Akane
Spojrzała po Ashanie uważniej.
OdpowiedzUsuń- Słabsze dzieci? No nie wiem. W moim świecie udowodniono, że mieszanie się odmiennych ras humanoidów właśnie tworzy silniejsze pokolenie. Mieszane geny u dziecka zwiększają pulę dziedzicznych cech, jest ona bardziej urozmaicona, dzięki czemu takie dziecko ma na przykład większą odporność na choroby, które występują u obu ras rodziców. Co do lęku przed utratą smoczej formy, tak, tu się zgodzę, szczególnie jeżeli religia ma tu znaczenie. No ale właśnie, tak jak mówisz, skoro ktoś ma takie podejście to miło by było, by drugiej stronie zaznaczył już na początku, że nic poważnego z tego nie będzie - stwierdziła luźno. Zaśmiała się krótko, gdy wspomniał o "czymś innym".
- Och, no jasne, jeszcze byś mi powiedział za wiele i ciężko by było odzyskać łatkę Pana Gbura - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Ten cudzy strach jaki czuła zdał się nagle oddalić, zlekceważyła więc uczucie i skupiła się na obserwacji. Pokręciła głową.
- Ładne tu mają rzeczy, ale jeszcze nic specjalnego nie skupiło aż tak mojej uwagi - przyznała. Słysząc o paznokciu spojrzała na niego unosząc kącik ust.
- Sprytna prowokacja, przyznaję. Twoja troska o moje paznokcie jest naprawdę urocza, ale dobremu sparingowi zdecydowanie nie odmówię - wyszczerzyła się do niego. Temat Diego już przemilczała, głównie skupiając się na obserwacji. Może rzeczywiście coś się uda trafić z tymi wnioskami?
Akane
An rozłożyła bezradnie ręce.
OdpowiedzUsuń- No cóż, skoro wolą oceniać oczami, to ich wybór. Na szczęście ja do ich klanu nie należę - stwierdziła z nutką żartu w głosie. Wątpiła też by kiedykolwiek z jej powodu jakiś drakon miał dylemat co do podjęcia wyboru między miłością, a pozycją społeczną, więc problem jej nie dotyczył. Słysząc o smoczej królowej uśmiechnęła się lekko.
- No to może jest jeszcze dla nich nadzieja. Nie żeby mi ich styl życia nie odpowiadał, ale miło się patrzy, gdy inne nacje idą do przodu, zamiast stać w miejscu lub się cofać - podsumowała. Uśmiechnęła się kącikiem ust, kiedy rzucił jej wymowne spojrzenie.
- Możliwe, ale wydaje mi się, że nie zrobiłeś też zbyt wiele, by właśnie takiej nie dostać. Przy bliższym poznaniu dość szybko wychodzi, że mało jesteś ponury, ale dalej, często powstrzymujesz się przed szczerym roześmianiem i robisz te swoje poważne miny - strzeliła kilka "jego" min, dla przykładu. - Nie dziwi więc, że jednak masz łatkę ponuraka - rzuciła lekko, po czym pokazała mu język. Nie mówiła tego w pretensjonalnym tonie, bardziej podkreślała co widzi.
- Jasne, że nie Twój problem - tu mogła się zgodzić, nie miał winy w tym, że większość oceniała po okładce, że pierwsze wrażenie czasami starczało by ktoś wystawił opinię. - Taka łatka ma też swoje plusy, zależy czego chcesz od życia. Uchodząc za hojnego zapewne nie opędziłbyś się od próśb wszelkiego rodzaju - dodała, idąc za nim. Przytaknęła głową, jeśli coś skupi, to na pewno da znać. Na jej twarzy zawitał figlarny uśmiech, gdy szli coraz węższymi uliczkami, nie traciła na uwadze, ale widząc kopułę uśmiechnęła się trochę wyraźniej. Walka na ogień wyglądała dość majestatycznie. Kiwnęła głową na słowa o zapisach.
- Jak to w ogóle działa? Zapisujemy się i co? Losują nam przeciwnika? Bo wiesz, jak padnie na Ciebie to nie licz na taryfę ulgową ode mnie - rzuciła zaczepnie i poruszyła brwiami.
Akane
Uśmiechnął się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Czyli jednak widok Twojego opiętego slipami tyłka to nie był jedynie zły sen... - rzucił z nutką zaczepności w głosie i zaraz pokręcił głową. No nieźle... To dużo wyjaśniało. Zaśmiał się na wspomnienie i kiwnął głową, gdy Ashan polał mu trunku. Złapał naczynie i spojrzał po zawartości ze specyficznym uśmiechem.
- Z logicznego punktu widzenia wychodzi na to, że muszę wziąć odwet i też Cię kiedyś tak załatwić - stwierdził z lekkim rozbawieniem na twarzy. Podniósł po tych słowach naczynie.
- No to siup w piekielny dziób - rzucił tekstem, jakiego dawno już nie używał. Wymyślił go, gdy był młodszy i rzucał zwykle na rodzinnych obiadkach, dla rozbawienia reszty rodziny lub rozluźnienia atmosfery. Wziął łyka i trochę zamyślony patrzył po naczyniu.
- Kurwa... jakby ktoś mydliny z siarką zmieszał... - stwierdził, parskając przy tym śmiechem.
Diego
- Uu, garnitur już przygotowany? - poruszyła zabawnie brwiami. - W sumie to ich stroje oficjalne chyba jakoś bardzo od Waszych nie odbiegają, co? Czy może się mylę? - zainteresowała się. Nie zauważyła, by Drakoni chodzili nadzy, chociaż cholera wie jak to u nich na czas tak ważnych ceremonii jak ślub królowej.
OdpowiedzUsuńNa słowa co do przesiewu kiwnęła lekko głową.
- Jest to jakiś sposób, tyle, że eliminuje z automatu osoby bardziej skryte, a te przecież nie zawsze są debilami - stwierdziła spokojnie, uśmiechając się do niego lekko. Zaśmiała się zaraz.
- Nie narzekam na brak refleksu, jak komuś się uda, to będzie godne podziwu - raz jeszcze się zaśmiała, dając się dalej poprowadzić. Kiedy już byli w mniej tłocznym miejscu odetchnęła lekko. Tu cudza "energia" trochę mniej przytłaczała. Spojrzała po nim wdzięcznie, kiedy wyszedł z phyonińskiego. Słuchała uważnie jak to tu wygląda.
- Czekaj, czekaj, to zaczynam od słabiaków czy świeżaków? - dopytała i zaraz uśmiechnęła się pod nosem.
- Co za przyjemna atmosfera, nie dość, że słabiak, to jeszcze przybłęda - zaśmiała się, kręcąc przy tym głową. Imię i pseudonim. Tego drugiego już trochę miała, trzeba by się zdecydować na jakieś. A może nowe? Żabę traktowała dość osobiście, Słowik był sceniczny... z drugiej strony, arena to też pewnego rodzaju scena, a biorąc pod uwagę własne plany, rozsławienie, nie tylko muzyczne, byłoby dobre.
- No dobra, a ile walk muszę stoczyć nim mi skoczy ranga? - zapytała jeszcze.
Akane
Uśmiechnęła się nieco rozbawiona. Darcy przy takim braciszku musiała czuć się jak ryba w wodzie. Już widziała minę Natana, gdy informuje go, że to ona jako siostra przygotuje garniturek. Wizja była zabawna, szczególnie, że często się zdarzało, czasem dalej zdarza, że "pożycza" sobie ciuchy od brata. Sama nie była mistrzynią stylizacji, ale gust miała i to właśnie w zgodzie z nim starała się dobierać ubrania. Nawet pożyczone.
OdpowiedzUsuń- To pewnie jest w skowronkach na samą myśl - przyznała. Miała okazję już z Dar omawiać sukienkę ślubną dla Grimy, widać było, że czarnowłosej takie rzeczy sprawiają przyjemność. Na słowa o losie zaśmiała się krótko i bezradnie rozłożyła ręce.
- Najwyraźniej taka już ze mnie językowa kusicielka - parsknęła śmiechem, rozbawiona tą nazwą. Chociaż czuła, że Ashanowi tego typu wyzwania nie straszne, to wątpiła, że rzeczywiście je podejmie. Łapanie cudzego języka zdecydowanie było dość wymownym zajęciem. Ta wizja również była zabawna i na buzi Akane malował się rozbawiony uśmiech. Słuchała dalej w temacie funkcjonowania areny, kiwając przy tym głową.
- No dobra, brzmi to dość sensownie - przyznała i zaraz uśmiechnęła się pod nosem.
- Panie uprzywilejowany, może Ci zdradzę na własnym przykładzie jak wygląda ten proces liczenia dla zwykłego szaraczka - rzuciła zaczepnym tonem, z szerszym uśmiechem. Spojrzała zaraz na walczących i kiwnęła głową.
- O tak, zdecydowanie tam jest zabawa - poczuła nawet lekkie podekscytowanie, przez co pyłek w jej oczach zawirował trochę energiczniej. Wyprawa do Azylu i teraźniejszy pobyt w Phyonix był dla niej prawdziwym resetem. Dzieci były dość duże by wyjść i zaszaleć po swojemu, a chęć do bitki miała ogromną. Te wszystkie życiowe akcje, sprawa Latrala, wojna... było z czego się wyżywać.
Akane
Uśmiechnęła się lekko, czując to przyjemne ciepło jakie pojawiało się u niego przy każdym prawie wspomnieniu kogoś z rodziny. Uniosła zaraz nieco brew.
OdpowiedzUsuń- Ou... Czyli u Was też nie wypada przychodzić na takie okazje samemu? - zapytała. Z tego co ona kojarzyła, to zwykle stosowało się zaproszenie z osobą towarzyszącą, przynajmniej w jej rodzimych stronach. Patrząc na to, że często idzie się w obce towarzystwo miało to w sumie jakiś sens. Z taką znajomą gębą zawsze czuło się mniej wyobcowanym. Zamyśliła się chwilę, ale zaraz zwróciła uwagę na spojrzenie Ashana. Oho... nim padło pytanie przeczuwała, że padnie coś podobnego.
- Że ja miałabym iść? - trochę ją to zaskoczyło, ale dość pozytywnie. W sumie, nie co dzień jest okazja oglądać tak istotne ceremonie obcych nacji. To mogłoby też znacznie ułatwić jej przyszłe wędrowanie po terenach Siivet, a i zwykłej zabawie w towarzystwie Ashana czy całej rodziny Parabellum nie miała powodu odmawiać. - W sumie, czemu nie, w razie co chętnie poznam te ich... zwyczaje - uśmiechnęła się do niego szczerze. To by była całkiem przyjemna odskocznia.
- Ha, tak szybko łez żalu i goryczy u mnie nie zobaczysz - zapewniła, poruszając zabawnie brwiami. Jeszcze czego, najwyżej w beret dostanie za obłapywanie cudzych języków! (xD) Rozbawienie jej nie opuszczało, szła zadowolona przy jego boku i obserwowała wszystko dookoła.
- Jasne - puściła mu oko w sprawie oświecenia i już zaraz lustrowała wzrokiem kobietę od zapisów. "Levia"? Przesunęła wzrokiem po Ashanie, nie kojarzyła by słowo to miało tutaj jakieś znaczenie, ale może było skrótem albo należało do potocznych? Na komentarz uśmiechnęła się uroczo.
- Pikkutyttö, joka tykkää päästää jonkun vähän tuoretta verta (Mała dziewczynka, która lubi puścić komuś trochę świeżej krwi) - odpowiedziała za niego, po czym przyjęła dokument i zaczęła uzupełniać. Sprawę tytoniu zlekceważyła, ale musiała upewnić się czy dobrze rozumie, bo o ile w wymowie phyoński w dużej już mierze rozumiała, to pisownia była dla niej jeszcze dość niezrozumiała. O szczegóły rzecz jasna dopytała Ashana, w wymaganą ksywę wpisała "Słowik" i uzupełniony dokument oddała kobiecie.
Akane
- Twój kraj właściwie. Wiem, że Mathyr jest w tym temacie dość różnorodne - przyznała. Przytaknęła mu głową, gdy wspomniał o korzyściach dla niej samej.
OdpowiedzUsuń- Skoro dla jednej i drugiej strony ma to jakieś korzyści to nie widzę przeszkód - przyznała po czym posłała mu lekki uśmiech. Zaśmiała się krótko na słowa o randce.
- Myślę, że gdybyś mnie zapraszał na randkę, to bym to jednak odróżniła - zapewniła rozbawiona. - Nie martw się, nawet jeżeli rzeczywiście pójdziemy tam razem, to nie będę na to patrzeć jak na romantyczne wyjście. Po prostu zrobimy sobie przyjacielskie przysługi - dodała pogodnie. Jej sytuacja również nie krępowała, zarówno on jak i ona mieli swoje "obiekty westchnień" i nie zakładała w tej relacji nic bardziej romantycznego.
Na słowa kobiety w temacie tlącego się ognia, uśmiechnęła się i przytaknęła jej głową. Sama była ciekawa tego co zajdzie na arenie. Czuła się nad wyraz pewnie z samą sobą, mogło wypaść różnie, ale zdecydowanie miała ochotę sprawdzić jak to będzie. Na wieść, że jej rywalem będzie jakiś Kogut parsknęła cicho śmiechem. To się wstrzeliła z ksywą.
- Lyön Kukon maahan suloisella siristykselläni (Swoim słodkim ćwierkaniem powalę Koguta na ziemię) - rzuciła z nieco zadziornym uśmieszkiem, a kiedy padła propozycja, nie musiała się długo zastanawiać.
- Walczę - odpowiedziała w ich języku, a potem spojrzała na Ashana. Zmarszczyła lekko brwi.
- Przybłęda wróciła? Nie powinna Ci spaść ranga, skoro tak zaniedbałeś arenę? - zapytała z nutką zaczepności w głosie. Sama zaczęła rozgrzewać ciało, zerknęła też w stronę sztyletów, które miała dziś przy sobie. Zamierzała dać tutejszym mały popis swoich oryginalnych zdolności i nawet ją ciekawiło, czy zostanie zmuszona do wyciągnięcia broni.
Akane
Kiwnęła głową na jego wyjaśnienie, a przy komentarzu poczuła drobne zawstydzenie. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Lubię, nawet bardzo... ale jak chce ciszy to niekoniecznie w czyimś towarzystwie... no chyba, że chwila jest jakaś bardziej wyniosła lub po prostu... pasuje. Z niektórymi nawet cisza potrafi być bardzo przyjemna... - uśmiechnęła się słabo, pozwalając na chwilę zamyślenia, ale zaraz wróciła do niego wzrokiem i posłała lekki uśmiech. - Już takie ze mnie ciekawskie jajo. Przestań poruszać interesujące tematy to ja nie będę dopytywać. Akurat nowinki o innych nacjach to coś co aktualnie nad wyraz mnie interesuje. Po wojnie, jak dożyję rzecz jasna, chciałabym spełnić marzenie i zwiedzić każdy większy rejon Mathyr, więc zbieranie takich informacji jak dla mnie jest po prostu przydatne na przyszłość - wyjaśniła mu z pogodnym uśmiechem. Kiwnęła głową na podziękowanie, a przy pytaniu o pewność zatrzymała przy Ashanie dłużej spojrzenie.
- Moja słodka tajemnica - uniosła kącik ust na ten jego szelmowski uśmiech. Nic więcej nie dodała w tym temacie.
Przy ptasim komentarzu kobiety zaśmiała się krótko, no nie, w tym układzie zdecydowanie wolała ćwierkać. jakoś lepiej to brzmiało. Nie przerywała swojej rozgrzewki, miała zaledwie kilkanaście minut do starcia, więc kontynuowała rozciąganie ciała. Uniosła ręce wysoko, splotła je nad głową i rozciągała mięśnie brzucha, słuchając co Ashan ma do powiedzenia. Spojrzała w stronę, którą wskazywał i zaraz kiwnęła mu głową.
- Jasne, rozumiem. Po walce sama chętnie ją zobaczę - przyznała i rozłożyła ręce na boki, wykonując skręty ciała. - O ile nie będę zbyt oszołomiona po starciu z Kogucikiem - dodała. - Jakieś rady od starego wyjadacza zębów? - zapytała, krzyżując z nim wzrok.
Akane
Uśmiechnęła się lekko, a widząc jak się pochyla, pstryknęła go w nos i zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Wiem - pokręciła głową, humor dość szybko jej wrócił. - Czasami sama swoimi słowami wprowadzam się w pewien stan zamyślenia - wyjaśniła. - A czasami ten sam efekt wywołują czyjeś słowa, ale spokojnie, wiem, że uwielbiasz słuchać mojej paplaniny. Do pięt Twojej siostry i tak nie dorastam - zaśmiała się krótko. Później już skupiła się na rozgrzewce, ale dalej słuchała rad czerwonowłosego. Przytaknęła mu głową.
- Jasne, dzięki... - uśmiechnęła się do niego wdzięcznie, a widząc jak lustruje jej ubranie, sama po nim spojrzała. Była dość skąpo ubrana, miała właściwie koszulkę, która stanowiła jednocześnie stanik, spodnie były spoko, góra znośna.
- Cóż... najwyżej go rozproszę wypadającym biustem... - tu przeniosła wzrok na Ashana, a raczej na jego koszulę. - No... Chyba, że mnie poratujesz własną odzieżą - rzuciła jakoś tak odruchowo. Musiałaby co prawda co nieco podwiązać i podwinąć, co by nie wyglądała jak walcząca w tunice, ale nie widziała problemu by walczyć w tym nieco bardziej kusym wydaniu. - Dobra zapomnij, najwyżej będę miała grono napalonych fanów, ale przynajmniej oczy będą skierowane na moją walkę, nie na pół nagiego księcia siedzącego na widowni - dodała nim cokolwiek powiedział i zaraz puściła mu oko. - Życz mi połamanych nóg - dodała, dalej się rozgrzewając i powoli ruszając w stronę wejścia na arenę.
Akane
Zaśmiała się krótko i przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Najwyraźniej - odpowiedziała. Luna zdecydowanie pasowała do tego opisu, a skoro dalej szczerze się śmiał i uśmiechał w towarzystwie jej własnej osoby, to mogło to mieć rację bytu. Kiwnęła głową raz jeszcze, gdy wspomniał o zamyśleniu, tak, nawet on miał w trakcie tej wędrówki kilka takich momentów. Zagwizdała, gdy mówił o koszuli.
- No, no, nie wiedziałam, żeś się tak wypindrzył na ten wypad - poruszyła zabawnie brwiami. - Tym bardziej nie zamierzam Ci ciuszków brudzić - dodała już poważniej, a na słowa o walorach nadstawiła ucha. Parsknęła krótko na to zakochanie, nie bardzo wierzyła, że na kogokolwiek mogłaby aż tak wpłynąć, ale sama stosowała metodę "nigdy, nie mów nigdy", więc nie zamierzała z tym oponować.
- Na wycieczki staram się ubierać wygodnie, więc buty nie powinny mi przeszkadzać - przyznała nim zaczęła się oddalać, potem już tylko posłała mu nieco zadziorny uśmiech i zaraz zniknęła, by wywołana wyjść na arenę. Weszła na nią pewnym krokiem, występy sceniczne sprawiały, że tłum jej nie raził. Na popisy przeciwnika przybrała wyczekującą pozycję i udała, że ziewa. Kiedy przyszło do przedstawienia jej samej uśmiechnęła się szeroko i uniosła rękę, zachęcając widzów do skandowania. Przesunęła spojrzenie na Koguta i puściła mu oko. Na pewno nie zamierzała lekceważyć tego kolorowego jegomościa, ale trochę gry aktorskiej pod publikę nie zaszkodzi. na tym akurat się znała. Odkłoniła się na jego ukłon.
- Zawsze tak zdrabniasz dla dodania sobie otuchy? - rzuciła zaczepnie, w odpowiedzi na tą ptaszynkę i Słowiczka. - Jak już tak oficjalnie witasz, to mógłbyś się nieco bardziej wysilić - uniosła kącik ust i rozruszała palce, by po chwili złączyć je u obu dłoni i nimi strzelić.
- A o co się zakładasz Tęczowy Kogucie? O złote jajka w kurniku? O Twoje urocze kokoszki? - nie miała nic przeciwko na rozgrzewkę w postaci walki słownej.
Akane
Uśmiechnęła się na słowa o nudę, a wzmiankę o brudnych sztuczkach zapamiętała. Pozostawiła już dla siebie wzmiankę o tym, że swoje walory to wykorzysta już raczej jedynie w walce z gejem lub kobietą. Może wie z kim będzie się mierzył? W sumie, nawet chętnie by zobaczyła jak rozpracowuje jakąś babeczkę na arenie. Ma wtedy tyle samo krzepy co przy walce z mężczyzną? Pokręciła głową. Matko... Jeszcze trochę i naprawdę zmieni się w Tonego. Skup się! Zrugała własne myśli i wróciła nimi na ziemię.
OdpowiedzUsuńNa słowa co do otuchy wzruszyła ramionami.
- Mogłabym... - rzuciła jakby od niechcenia, a co tam, trochę można się podrażnić - ... ale jesteśmy na arenie. Po co miałabym zabierać widowni zabawę? - uśmiechnęła się kącikiem ust, prowokacyjnie. Spojrzała na jego krocze, gdy się za nie złapał i rzucił swoje.
- Zbereźnica jakich mało. Zapewniam Cię, że w tym przybytku z jajami też można zrobić kilka ciekawych rzeczy. Nie jestem jednak pewna, czy dla obu stron byłoby to przyjemne - odpowiedziała mu równie głośno, w trakcie wykonała ruch ręką, zamieszała w powietrzu palcami, a piasek dookoła niej zebrał się lekką łuną, otaczając jej osobę powoli. Stworzyła bardzo powolny, delikatny wir, którego stanowiła centrum.
- Pióra powiadasz? - spojrzała na jego grzebień. No proszę, że o włosy będzie stawka to się nie spodziewała. - Jasne, jak mnie pokonasz, dostaniesz pukiel włosów. Jak ja wygram, będziesz mi winny przysługę - uniosła kącik ust i zaczęła obchodzić go łukiem. Piasek przesuwał się wraz z nią, dalej spokojnie wirując. - Pasuje, czy za duży z Ciebie cykor? - zapytała z nutą przekąsu w głosie.
Akane
Zarzuciła dumnie włosami, jakby rzeczywiście tak było. Przecież nie była na podwieczorku zapoznawczym, nie musiał mieć jej prawdziwego obrazu przed oczami.
OdpowiedzUsuń- Ja już spadłam - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Niech sobie myśli, że się ma za nad wyraz pewną siebie. Widząc jak się porusza, zaczęła rozumieć skąd ta ksywa. Nawet ją to bawiło, ale zdradzało jednocześnie, że typ jest szybki. Na komentarz z jajcarką już tylko się do niego lekko uśmiechnęła. Bacznie obserwowała jego ogniste twory, nie spodziewała się po tym feniksie uczciwości, więc wolała od razu mieć do na oku.
- Jasne, jaja zostaną nietknięte - odpowiedziała i kiedy tylko jego ogniści podopieczni ruszyli, klasnęła w dłonie, a piasek zawirował dużo bardziej intensywnie. Dziewczyna wsunęła buty bardziej w ziemię, piach przy niej nagle opadł, ale zaraz wystrzelił pod stopami ognistych kur i kogutów, łapiąc część z nich w swoje piaszczyste paszcze i zamykając w środku. Dziewczyna kucnęła, wsunęła palce w piasek i zacisnęła, a wtedy pod samym Kogutem zaczął osuwać się piach. Akane wprawiła w ruch jego spodnie warstwy i na obszarze o średnicy mniej więcej trzech metrów powstały ruchome piaski. Zaraz po tym podniosła się i odskoczyła kilka razy w bok, co by uniknąć ognistych tworów, których piaszczyste paszcze nie dały rady złapać, piach dookoła niej znowu zawirował, a ona czekała, starając się rozszyfrować to też te kurki mają jej zrobić.
Akane
Pozostawiła jego pytanie już bez odpowiedzi, po prostu posłała mu krótki uśmiech. Czuć było od niego tą fascynację, najwyraźniej lubił poznawać nowe techniki. Może i zajmował niską rangę, ale zdawał się dość intrygującą personą, kimś, kto mógłby się przydać w pozyskiwaniu informacji. Fakt, że przyjął zakład był jej więc na rękę. Kiwnęła głową na jego decyzję.
OdpowiedzUsuńKącik ust dziewczyny drgnął, gdy Kogut wzbił się w powietrze. Poruszała się po arenie tak, by mieć go na oku, a piasek, który ją otaczał nie dopuścił do zbliżenia się nadto kokoszek. Kiedy te tylko podbiegały bliżej, ziarna zbijały się w gęstszą tarczę, blokując przejście czy eksplozje. Kiedy eksplozja była większa, po ataku zostawał zlepek stopionego piachu. Tego tu jednak nie brakowało, więc stracone ziarna szybko zastępowały nowe.
- Zrobiło Ci się za gorącu tu na dole? - rzuciła z nieco kpiącą nutką głosu. Uniosła energicznie rękę w górę, a piach wystrzelił niczym gejzer w pobliżu czerwonowłosego. Zaraz za nim w górę wystrzeliły trzy kolejne, jednak nie w pobliżu Koguta, a dobre dwa metry z jego prawej, lewej i frontowej strony. Razem z pierwszym gejzerem powstały cztery kolumny, a pył jaki z nich opadał po wystrzeleniu, zaczął energicznie wirować, atakując swoimi chropowatymi brzegami unoszącego się w powietrzu rywala.
Akane
Wystawianie języka, w trakcie gdy atakowały go drobiny piasku było raczej kiepskim pomysłem, nie mniej ten cały wir robił efekt. Stopione kruszywo zaczęło latać na różne strony niczym pociski i An musiała wykonać kilka bardziej skomplikowanych uników, by nie oberwać. Plus był jednak jeden, Kogut w trakcie obrotu zawisł w jednym miejscu, a to pomogło w idealnym celowaniu. Chwilę przed tym jak przeciwnik przestał wirować, w stronę jego nóg wystrzeliła piaszczysta tuba, łapiąca go za stopy. Piach w tubie cały czas był w ruchu, wirował, więc automatycznie wciągał Koguta w swoje wnętrze. Piaskowa tarcza z kolei w jednej chwili wzmogła na sile i rozlała się na boki dużą falą, zasypując ogniste twory w jej pobliżu.
OdpowiedzUsuńAkane
Widząc jak zaczyna płonąć uniosła kącik ust. Idealnie. Krzemionka, która powstawała w wyniku tej fuzji była o wiele bardziej lepka niż przeciętny roztopiony metal. Akane trzymała dystans, nasilając parcie piasku na płomienie, tak, by masa powstawała powyżej kostek Koguta. An siłowała się by piaszczysta tuba dalej trwała przy stopach, mimo kapania i topienia. Tym co robił sprawiał, że gęsta masa spływała po jego własnym rozpalonym ciele. Kiedy obniżył lot, dalej przy stopach wirował mu piach i topiąca się masa była coraz większa. Gęsty glut coraz mocniej łączył się z piaszczystym podłożem pod jego stopami. Podłoże, ciecz i sam Kogut byli połączeni jedną substancją. An nie pozwalała by dosięgnął ją ogień przeciwnika, a kiedy rozgrzał jeszcze bardziej ciecz przyszedł czas na główny ruch. Szepnęła inkantację, a topiąca się ciecz została bardzo gwałtownie schłodzona, czego skutkiem było stworzenie fulgurytu, twardej masy, okalającej teraz nogi przeciwnika. Tym oto sposobem, udało jej się go unieruchomić na dłużej. Nie przestawała napierać też piachem na jego płomienie, a topiące się ziarna tworzyły coraz to bardziej zamykającą się kopułę. Kogut sam sobie budował więzienie.
OdpowiedzUsuńAkane