Akane oddaliła się, a on uniósł
na moment wzrok do nieba. No wreszcie poszła po rozum do głowy. Alleluja.
Odetchnął z wyraźną ulgą, że zaczęła robić to co generalnie mogła zrobić już
wcześniej, bez większych komplikacji. Ale nie. Zamiast myśleć o swoim tyłku,
koniecznie chciała ratować ten jego własny – kościsty, a przecież nie grali do
jednej bramki. Przynajmniej nie miał pewności czy w tym wypadku tak właśnie
jest. Dmuchnął sobie w grzywkę i zasadził ostatni cios swojemu przeciwnikowi.
W związku z tym, że jego ofiara
straciła przytomność, pozostało mu aż lub tylko dwóch strażników do pokonania.
Sparing zdawał się być mało prawdopodobnym do wygrania. Zwłaszcza w tym
wydaniu. Kiedy to nie bardzo miał ochotę na zabijanie czy ujawnianie swojego
prawdziwego ja. Z jednej strony mord przyprawiłby mu chwałę wśród
Bellhardów, ale z drugiej byłby posunięciem zbyt wielkim. Zresztą i tak nie
miał pojęcia czy udałoby mu się ich ściągnąć. No dobra, gdyby użył swoich mocy
to pewnie tak, ale nie zamierzał tego robić. Nie tym razem. Nie, kiedy tak się
już poświęcił z farbowaniem włosów. Dmuchnął sobie w grzywkę i strzelił karkiem
kilkakrotnie. Szkoda tylko, że tych dwóch nie miało oporów w używaniu własnego,
feniksowego ognia.
Płomienie zatańczyły dookoła, a
on wziął jeszcze jeden głęboki oddech, wyciągając swe dwa sztylety. W końcu
miecze zostawił w swej komnacie, nie sądził, że przydadzą mu się podczas
wolnego wieczoru. Że też podkusiło go na te cholerne wyzwiska i inne komentarze.
Zwalił to co prawda na swój zasnuty alkoholem umysł, ale kiepska to była
wymówka.
Fala gorąca rozprzestrzeniła się
zanim w ogóle zdołał pomyśleć. W ostatniej chwili jej uniknął, odskakując w
bok. Zrobił to jeszcze drugi i trzeci raz, z każdym razem zbliżając się w
stronę swych przeciwników. Najlepiej byłoby zniknąć. Stopić się z otoczeniem,
wykorzystać je. Co prawda mógłby wykorzystać wcześniejszą kryjówkę Akane, ale
ta była już spalona. Gorączkowo myślał nad rozwiązaniem, na razie nie
pozwalając się im trafić. Odskakiwał za każdym razem później i później, jakby
bawiąc się nimi, a w rzeczywistości po prostu kupując sobie tym samym czas.
Pierwszy ze strażników w końcu
stracił cierpliwość i ruszył na niego bez ostrzeżenia. Chłopak skrzyżował z nim
swe niewielkie ostrza. Kolana aż się pod nim ugięły. Ten koleś to nie był jakiś
zwykły strażnik, tylko kupa mięśni i jak się okazało rozumu. Już kilka
wymienionych między sobą ciosów sprawiło, że wiedział, iż lekko nie będzie.
Drugi natomiast szykował kolejne wiązki ognia. Świat wokół niego zawirował. Miał niejasne wrażenie, że powoli zostaje
zapędzany w kozi róg. Szukał otwarcia, możliwości, co zdecydowanie łatwe nie
było. Syknął, gdy wiązka ognia jednak dosięgła jego dłoni, ale wykorzystał to
również do zmyłki. Wyrzucił sztylet w górę, by uderzyć przeciwnika z łokcia pod
żebra. Skrzywił się przy tym jeszcze bardziej. Niestety drugi w tym czasie już
zmienił swą pozycję i szarżował na niego. Gave już wiedział, że nie zdąży. Nie
uniknie ciosu tak jak tego by sobie życzył. Skrzyżował ręce nad głową
przyjmując go na siebie. Siła uderzenia odrzuciła go na kilka metrów i
pozbawiła tchu. Dźwignął się szybko na kolana i nabrał głębszego oddechu.
Uniósł wzrok w górę. W porę. W porę, by zobaczyć jak jeden ze strażników pada
oszołomiony na ziemię, a ktoś podbiega do niego i ciągnie za sobą.
- Rusz się, idioto. Wyglądasz
jakbyś przegrywał – dźwięczny, kobiecy głos odezwał się do niego, a on już wiedział,
że go nie znał. Zwłaszcza, że ten odezwał się w rodzimym języku Darcy.
- Sprawdzałem tylko czy podłoże
jest tu tak wygodne jak u mnie – odparł z krzywym uśmiechem, dając się
pociągnąć ze sobą w cień budynku, a potem w dół. Do jakiegoś dziwnego tunelu.
Ciemnego tunelu. Tym razem korzystał nie tylko z własnej wiedzy ale i
tutejszych duchów, żeby mówić płynniej niż normalnie.
- I jak werdykt? – zainteresowała
się kobieta.
- Fatalnie… - pokręcił głową i
splunął w bok, dopiero po chwili krzywiąc się nieco bardziej. Cóż oparzenie
dawało mu się we znaki. Dopiero teraz to do niego dochodziło. Zacisnął mocniej
zęby i zerwał materiał koszulki, żeby obwiązać nim sobie najgorszy fragment
rany.
– Idiota – powtórzyła kobieta i
popatrzyła po nim pobłażliwie, przysiadając obok, żeby zerknąć na jego ranę. –
Jestem Aada – przedstawiła się. – Ratuję beznadziejne przypadki twojego pokroju
przed śmiercią od bezmózgich strażników Parabellum – wyjaśniła.
- Mikael – odparł krótko. –
Bezmózgi przypadek, który popił dziś za dużo i go poniosło za mocno – mruknął cierpko
i pozwolił kobiecie zająć się swą raną. Obserwował kobietę uważnie,
jednocześnie gdzieś tam ciesząc się z pierwszego nawiązanego kontaktu. Miał
nadzieję, że ten pozwoli wejść w to wszystko trochę głębiej.
Pewna autorka mówi "nie ma za co". xDD Zobaczymy co też ten nasz Gave odkryje i w jaki sposób, czekam na kontynuację i idę tworzyć konkurencyjne opowiadanie! xD
OdpowiedzUsuńA więc czas mierzyć ciśnienie profilaktycznie co jakiś czas. Jestem ciekawa co tam tym razem się odjaniepawli XD I co to będzie oznaczać dla reszty wszystkich postaci z bloga
OdpowiedzUsuń