Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Heh! Nothing more lethal than comfort.

No I don't play
Bring the fury out
Yeah they say yeah they say
I'm notorious

Onyx
egzekutorka Szepczącego Bractwa | 21 lat | Tarkatanbreha | wolna i utalentowana wojowniczka
Onyx to dwudziestoletnia hybryda o trudnym, nieufnym charakterze i wyglądzie, który potrafi odstraszyć nawet najodważniejszych. Jej twarz przypomina bardziej drapieżną bestię niż człowieka, a wężowe oczy budzą niepokój u każdego, kto zbyt długo w nie patrzy. Wykupiona z niewolniczych klatek orków w Terrze, została przeszkolona na płatną zabójczynię — profesję, która doskonale pasuje do jej instynktów i wewnętrznej brutalności. Onyx nie przywiązuje się do wielu osób, ale tych nielicznych, którym ufa, broniłaby do ostatniego tchu. W życiu zaznała zdrad i sama wielokrotnie zawiodła cudze zaufanie, co sprawiło, że emocje trzyma blisko siebie, a broń jeszcze bliżej. Ma apetyt bez dna i jest uzależniona od adrenaliny — kocha dobrą walkę, a zwykła bójka często sprawia jej większą przyjemność niż dobrze płatny kontrakt. Jest dzika, nieprzewidywalna i lojalna tylko wobec tych, którzy naprawdę na to zasłużyli. Na domiar złego skrywa w sobie tajemnicę!

         




__________________
Wizerunek: Mileena z Mortal Kombat 
Cytat:Neoni - NOTORIOUS
 Poprzednia KP: >KLIK<

112 komentarzy:

  1. Chłopak przytaknął jej na to i skinął głową. Co prawda nie zwrócił uwagę na te zaznaczone miejsca na jej mapie, ale uznał, że będąc w pokoju a pewno to zrobi. Warto było poznać trochę nowych miejsc. Uśmiechnął się delikatnie wracając do jedzenia. Kiedy skończył z zupą zrobił sobie na chwilę odpoczynek, rozluźniając się nieco. Zamknął oczy i otworzył je dopiero, gdy jakiś Terranin trzasnął dłonią o ich stolik.
    - Nie dla psa kiełbasa - rzucił chłodno obrzucając spojrzeniem Ryu. - Polszanie nie są tu mile widziani - poinformował go, łapiąc za poły koszuli i unosząc w górę. Chłopak odetchnął głęboko i przymknął oczy. Właśnie dlatego, między innymi nie lubił takich miejsc. W danej chwili. Spokojnie położył dłonie na rękach mężczyzny i spojrzał mu prosto w oczy unosząc kącik ust w sarkastycznym uśmiechu.
    - W takim razie, dobrze, że nim nie jestem - poinformował go chłodno, ściskając mocno nadgarstki mężczyzny i odpychając go od siebie. - Nie szukam zwady - dorzucił jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  2. Ork obrzucił ich nienawistnym spojrzeniem przez chwilę analizując słowa jednego i drugiego. Ostatecznie zbliżył swój pysk do Ryu i dmuchnął mu w twarz.
    - Na twoim miejscu uważałbym w nocy. W wychodku dzieją się różne rzeczy - poinformował go i prychnął ruszając w swoją stronę. Ryu jednak nawet mu nie odpowiedział. Wrócił spokojnie do swojego jedzenia. Tatar w tej chwili wchodził jak szalony.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryu nie zamierzał się zwijać. Przynajmniej nie kiedy zapłacił za noc. Jednak gdy skończył swoją porcję i wziął drugiego sikacza, spojrzał po Onyx.
    - Pójdę na górę, do pokoju - stwierdził spokojnie. - Twoje jest łóżko, ja biorę kanapę - poinformował ją jeszcze, wstając z miejsca i ruszając do odpowiedniego pomieszczenia. Westchnął ciężko już w pokoju. Cholera. Trudno było być Argarczykiem w obecnych czasach.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopak zsunął buty, gdy znalazł się w pokoju i opadł na kanapę. Ukrył oczy za swoim ramieniem, po prostu oddychając sobie spokojnie. Był trochę zmęczony tym wszystkim. Sięgnął sobie nawet, o zgrozo, po książkę i otworzył na ostatnio czytanej stronie. Heh, Tony byłby zachwycony. Prześledził wzrokiem tekst i ziewnął nieco. Matko, jak on nie znosił czytać. Robił to zwykle tylko po to by zmusić swój organizm do snu. Uśmmiechnął się krzywo na tę myśl i zamknął książkę chwilę później, gdy Oyx weszła do środka.
    - Kąp się pierwsza - poprosił ją. - Odzwyczaiłem się od wrzątku - mruknął. - Zdecydowanie bardziej wolę temperaturę pokojową, tak zwaną letnią - uśmiechnął się do niej. Mówił szczerze. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryu zdążył w tym czasie przysnąć w dość niewygodnej pozycji ale obudził się słysząc to całe "wolne". Skinął głową wstając z miejsca.
    - Ju? Ekspresowo się moczysz - stwierdził z lekkim uśmiechem, po czym poszedł do łazienki i z lekkim westchnieniem położył się w wannie. W takich chwilach tęsknił za prysznicem. Mimo, że miał okazję stosować prototyp u Tonego to żałował, że ten nie jest zwyczajnie bardziej popularny. Prysznicowanie się oszczędzało sporo czasu. Kiedy już zrobił swoją toaletę to posprzątał w łazience wylewając wodę i czyszcząc przy tym wannę, zanim wrócił do Onyx.
    - Potrzebujesz pomocy? - zapytał. - Jakbyś potrzebowała z opatrunkiem czy coś to daj znać - stwierdził jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  6. Ryu obudził się chwilę po niej. Rozciągnął się parę razy, po czym zszedł na dół by zamówić sobie jajecznicę na śniadanie. Nie szukał Onyx, bo ta zostawiła w pokoju swoje rzeczy. Wierzył, że wróci, a chyba nie chciał wiedzieć co robi. Zdołał się już zorientować, że ta dziewczyna była po prostu nierozsądna. Bardzo często dawała mu to do zrozumienia. Zwłaszcza z raną. Co prawda podejrzewał, że i on byłby w podobnym miejscu, gdyby miał rany, ale na szczęście nie musiał się zmagać z tą hipokryzją. Póki co. Zabrał się za jedzenie, gdy to tylko pojawiło się na stole. Jajecznica pachniała obłędnie. Uśmiechnął się do swych myśli. W takich chwilach dało się zapomnieć, że na zewnątrz toczy się wojna. Uniósł wzrok, widząc jak na stole pojawiają się i inne dania i zerknął na podchodzącą Onyx.
    - To dla mnie? Ależ nie trzeba było - rzucił ze słodkim uśmiechem przyklejonym do twarzy. - Jak się czujesz?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  7. Ryu zaśmiał się cicho i na próbę wyciągnął rękę do jej kaszanki, a potem zrobił minę zbitego psa.
    - No nie bądź taka. Podziel się z Kropkiem - burknął wzdychając przy tym i upijając łyk swojej herbaty. Przez chwilę pomyślał o tym, że zamówi sobie kaszankę, ale przecież wiedział, że nie wciśnie jej już całej. Nie znosił marnować jedzenia. Pomasował sobie skronie. - Mhm to dobrze - stwierdził spokojnie, na jej wiadomość, chociaż nie bardzo uwierzył jej w to całe "dobrze". Zdecydowanie widział w niej zmianę. Sztywność ruchów. Wydmuchał powietrze z płuc wracając do swojej jajecznicy. - Dziś zrobimy dłuższy odcinek. Zbieraj siły - skomentował. - Bo nie zamierzam cię nieść na plecach jak odpadniesz - dorzucił nieco zgryźliwie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  8. Ryu skinął głową i podsunął jej całą kromkę chleba, bo mógł ją oddać całą, a sam ukroił sobie kaszanki na dwa, trzy gryzy. Parsknął śmiechem.
    - Aż ja będę miał dość? - uniósł wysoko brew. - Niedoczekanie twoje. Szybciej aż uznam, że ty masz dość i postanowię, że jednak oddam ci zwycięstwo dla połechtania twojego ego i bez specjalnego ranienia swojego własnego. Bo widzisz ja będę wiedział dlaczego podjąłem taką decyzję - skomentował krótko i z satysfakcją wsunął do buzi pierwszy widelec z kaszanką. - Mhm pyszna.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  9. - Nah, mówię ci o tym, żebyś wiedziała, że twoje późniejsze wybuchy radości i przytyki do mnie czy ten słodki złośliwy uśmiech, bo nie ty wymiękłaś pierwsza, który pojawia się na twej twojej twarzy, kompletnie po mnie spływają bo nie mają sensu - skomentował dopijając swą herbatę i kończąc jeszcze swoją jajecznicę. Nie wdawał się w większe dyskusje na ten temat. - Ale to że myślisz o mnie jako o słodkim i wspaniałomyślnym... no no... dziękuję - uśmiechnął się do niej słodko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie odpowiedział jej na to, tylko westchnął ciężko. Nie bardzo rozumiał jak Gave wytrzymuje z tak nafunwaną w sobie kobietą. Dokończył swoje jedzenie i poszedł uregulować wszystkie płatności, po czym zszedł na dół ze swoją torbą i sakwą Onyx, przepasaną wokół pasa. - No dobra, prowadź - rzucił do niej ruszając w krok za nią i nie zamierzając tak łatwo jej odpuścić, gdy chodziło o wytrzymałość.Dłuższą chwilę szedł w milczeniu, obserwując tylko to jak zmienia się krajobraz. W końcu jednak wziął głębszy wdech i spojrzał po Onyx. - Nie męczy cię twoja praca? To, że właściwie każdego dnia twoje życie jest zagrożone? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  11. Zastanowił się nad tym jej pytaniem. Odruchowo chciał powiedzieć, że nie. Wcale nie boi się śmierci, ale z drugiej strony nie chciałby umierać już teraz. Wzruszył więc ramionami.- Wiesz, myślę że nie boję się śmierci - przyznał. - Ale nie chcę jeszcze umierać - dodał. - Więc po części...tak? Boje się śmierci? - uniósł lekko brew. - Ech trudno to wytłumaczyć, bo myśląc o swojej śmierci nie czuję specjalnego strachu czy nienawiści do kogoś. Raczej żal, że już moje życie się skończyło i właściwie nie miało większego znaczenia - westchnął ciężko. - A jednocześnie wiem, że jak będzie trzeba... to skoczę swoim przyjaciołom i rodzinie na pomoc i nie będę patrzył na to, że zginę. Wiesz jak jest... ja nie mam dzieci czy skomplikowanych relacji sercowych. Tak po prawdzie... nie mam głębszych więzów. Nie mam zobowiązań - mruknął. - Co robi ze mnie świetne mięso armatnie - skomentował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  12. Ryu wzruszył ramionami.
    - Nie twierdzę, że nie ma znaczenia - odparł zgodnie z prawdą, odruchowo rozmasowując sobie swoje ramię. - Twierdzę tylko, że moje życie mogę poświęcić, bez większych konsekwencji. Wiesz, jak już będę trupem to nie będzie mnie interesowało to, że ktoś po mnie płacze - skomentował, patrząc po niej. - Wiesz to nie jest tak, że ja teraz będę w każdą bitwę się angażował z zamiarem śmierci, nie - pokręcił głową. - Mówię tylko, tak logicznie... że nie mam dziecka, nie mam kobiety ani mężczyzny... więc moje życie, owszem jest ważne, dla mnie, ale nie mam nikogo kto by na mnie polegał do tego stopnia jak taki mały dzieciak - wskazał dłonią wysokość maluszka. - Więc koniec końców mogę robić za mięso armatnie zdecydowanie bardziej niż jakikolwiek osobnik, który ma rodzinę - wyjaśnił spokojnie i parsknął śmiechem na wieść o duchach. - Wiesz dopóki cię Gave nie odeśle w zaświaty - wskazał dłonią dół i górę. - Wtedy już nie bardzo masz jak po tym świecie chodzić - skomentował. - No chyba, że cię przypisze do jakiejś osoby, wtedy inna inszość.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  13. Ryu skinął głową. Tak, robienie ze swoim życiem co się chciało było dobrą filozofią. Nie miał tu nic więcej do powiedzenia w tym temacie. Uśmiechnął się lekko, gdy wspomniała o tym, że Gave już planuje różne zajęcia, żeby się nie nudzić i parsknął śmiechem.
    - I myślisz, że twoje utrudnianie sprawi, że będzie się nudził? Rozrywkę tylko mu zapewnisz - zauważył śmiejąc się lekko. - Ale przyjemnie będzie popatrzyć jak się na ciebie wkurza. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  14. Ryu podrapał się po głowie i westchnął przeciągle.
    - Aaaa... ale wspomniałaś o utrudnianiu mu nudy - zauważył. - Zaprzeczasz swym słowom, to wszystko - stwierdził po prostu i uśmiechnął się na wieść o zachwyconym brunecie. - W to nie wątpię - zgodził się z nią. - Bardzo cię lubi - mruknął jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  15. Ryu parsknął śmiechem i pokręcił lekko głową.- Serio? Mi tam raczej niczego nie szuka. Sam potrafię znaleźć dla siebie zajęcie - rzucił swobodnie już dalej nie ciągnąc tego tematu, chociaż kusiło go by zapytać jaką rolę dostanie Onyx. Kochanki? Pokojówki? Kucharki? Ciekawe... będzie musiał o to Gava pognębić odrobinę. Parsknął śmiechem pod nosem i przystanął przed zerwanym mostem. Zacisnął mocno wargi. Teraz to przydałby im się Tony. - Moglibyśmy pójść wzdłuż rzeki i znaleźć nieco płytszą jej część... albo po prostu pokonać wpław - zaproponował, zerkając na Onyx. - Albo... stworzyć tratwę i może dać się ponieść trochę? - dorzucił. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  16. Ryu spojrzał po niej i pokręcił głową.
    - Nie, nie szuka - powiedział spokojnie. - A nawet jeśli by szukał to mógłby je sobie wsadzić w cztery litery, bo wybacz... ale niezależnie od tego kim będzie w tym świecie pozagrobowym, ja nie zamierzam być pod jego dyktando - powiedział dość chłodno. - I jeśli spróbuje to srogo tego pożałuje - dorzucił jeszcze, zerkając w dół i patrząc jeszcze po drzewach. Może gdyby się rozpędzić i skorzystać z lian... zagryzł mocno wargę. Przeskoczenie z czymś takim zdawało się trudne, ale możliwe do wykonania. Popatrzył po Onyx.
    - Przepłynięcie brzmi dobrze, ale chciałbym spróbować przeskoczyć - rzucił szczerze. - No co najwyżej się stać może? W najgorszym możliwym scenariuszu wpadnę do wody - zauważył. - A wtedy i tak będę musiał przepłynąć rzekę - zauważył.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  17. Ryu wzruszył ramionami i nie powiedział już nic więcej w temacie Gava i życia pozagrobowego. Zwyczajnie nie zamierzał w to dalej wchodzić. Po komentarzu o irytacji, wzruszył tylko ramionami.
    Mnie Gave stara się ostatnio nie irytować - poinformował ją. - Wiesz mamy miłosno-nienawistną relację - skomentował. - W walce się wspieramy, w życiu prywatnym różnie bywa - dokończył i skinął głową na to jej całe "rób jak uważasz". Obejrzał uważniej pobliskie drzewa i znalazł to, które wydało mu się najbardziej wytrzymałe z najdłuższymi lianami. Skoro już miał szaleć to na całego. Podszedł do drzewka i poklepał je po pniu. - Nie zawiedź mnie teraz - poprosił tak zwyczajnie. - Bądź tak miły i współpracuj - dodał jeszcze, po czym w kilku susach dostał się na odpowiednią wysokość. - Raz kozie śmierć - zaśmiał się i rozhuśtał na lianie by, kiedy już uzyskał odpowiedni jego zdaniem pęd to wyskoczył. Szło nawet nieźle i o dziwo udało mu się złapać drugą lianę, która jakimś cudem nawinęła mu się pod rękę. Wylądował bezpiecznie po drugiej stronie. Zaczynał naprawdę uważać, że lasy były mu przychylne. - Dzięki - szepnął do drzewa zeskakując z niego gładko i z wielkim bananem na twarzy patrząc na drugi brzeg. - Długo będziesz tam stała?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  18. Ryu parsknął śmiechem i pokręcił głową. Nie, nie tęsknił, ale był ciekaw co wymyśli, żeby przedostać się na drugą stronę. Widząc wystający grot bełtu z jej rękawicy odruchowo przeprosił drzewo w myślach, ale to nie powstrzymało tego pierwszego od niemego krzyku bólu. Chłopak przycisnął dłoń do skroni odczuwając ukłucie zdrady i bólu po wbiciu bełta w pień drzewa. Przeprosił ich jeszcze raz, chociaż przecież nie mógł nic na to poradzić. Nie był odpowiedzialny za każdą istotę tego świata. Zaraz też nabrał głębokiego wdechu i wyprostował się wlepiając wzrok w Onyx, która teraz robiła swoje akrobacje. Musiał w końcu przyzwyczaić się do takich ekscesów. Przytłumić ból lasu i nie reagować w taki sposób. Gwizdnął, gdy tak wylądowała na drugim brzegu.
    - Proszę, proszę... a jednak można być suchym i wcale nie przepłynięcie było najłatwiejszą ścieżką - zauważył ruszając dalej przed siebie, gdy dziewczyna znalazła się tuż obok niego i zabrała już wszystkie swoje zabaweczki.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  19. Ryu wzruszył ramionami.
    - Może najłatwiejszą, ale zdecydowanie nie najszybszą - skomentował z lekko zadziornym uśmiechem i ruszył swobodnie za nią, pozwalając jej prowadzić. Szedł szybkim krokiem, acz nie specjalnie się wysilał by był on na 100 procent jego możliwości. Wystarczająco szybkim by nadążyć za Onyx. Znów wpadł w to swoje milczenie, dopóki coś nie zadźwięczało mu w skroni. Jęknął głucho i przycisnął do niej dłoń.- Stój - sapnął do dziewczyny, pociągając ją za rękę, by wepchnąć w krzaki wraz ze sobą. Chwilę później na ścieżce, którą szli pojawiło się wojsko umarlaków. Chłopak zamknął oczy wciąż przyciskając dłoń do skroni. Cholera. Musiał się nauczyć lepiej korzystać z tego daru.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  20. Ryu nie dał jej sobie zasłonić ust dłonią. Jego głowa przewidziała jej ruch i kiedy ta chciała mu zasłonić usta dłonią, złapał ją za nadgarstek i odciągnął jej rękę na bok, patrząc w jej oczy dość chłodno. Jasne, nie mogła wiedzieć skąd ten nagły ból który odczuwał, a w tej chwili nie miał ani ochoty ani szansy by jej to wszystko wyjaśnić. Ruszył wraz z nią, odruchowo stawiając stopy po cichu. Doskonale potrafił bezgłośnie chodzić. Robił to już nawet nie zwracając na to większej uwagi. Gdy spojrzała po nim kontrolnie uniósł wysoko brew jakby rzucając jej wyzwanie i jednocześnie zapewniając że nic mu nie jest.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  21. Skinął głową. Nie musiała mu mówić, że powinien być cicho. To się rozumiało samo przez się. Nie mniej pokiwał głową na znak, że przyjął do wiadomości i szedł za nią, po cichu. Nie zdradzając ich położenia, nawet gdy usłyszał rechot Umarlaków i coś na kształt rozkazu by przeszukać okolicę bo im coś śmierdzi. Zacisnął mocno wargi przyspieszając trochę kroku i ześlizgując się zaraz za nią. Zgrzytnął zębami na dole i zacisnął dłonie na słabszej kończynie. Ześlizgiwanie się dało jej w kość. Dość szybko przyzwyczaił się do półmroku. Półroczny pobyt w lesie doskonale go do tego przystosował. Odetchnął głębiej i wstał nieco krzywiąc się, gdy przeniósł ciężar na mniej sprawną nogę. Cholera by to wzięła.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  22. Ryu nie poprosił o pomoc, tylko zagryzł mocniej zęby. Nie było takiej potrzeby. Bolało? Oczywiście, że bolało. Noga dostała w kość i powinna odpocząć, ale nie było czasu na coś takiego. Nie było czasu na odpoczynek. Ruszył za nią, trochę wolniej niż dotychczas, powoli rozchodząc ból nogi. Obserwował jaskinie z zainteresowaniem, w końcu trochę przyspieszając by szepnąć do Onyx.
    - Wydaje mi się, że jesteśmy tu sami - powiedział. Mimo tego, że jaskinia wskazywała na wcześniejsze pobyty innych osób... on nie widział w niej nikogo. Nie sądził, by ktoś w niej w danej chwili był. - Możemy się zatrzymać? - zapytał jej po chwili milczenia. - Kwadrans, nie więcej - dodał zaraz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  23. Skinął głową na wieść o kikimorach i usiadł na ziemi, by zsunąć but z bolącej nogi. Zaczął ją lekko rozmasowywać, nie zawracając sobie głowy jej wymówką. Nadwyrężył swą kończynę i teraz musiał za to zapłacić. Chwilę po prostu ją masował, zanim sięgnął do swej apteczki, by podwinąć nogawkę i nałożyć na lekko opuchniętą nogę maść. Oparł głowę o ścianę jaskini i przymknął oczy. 
    - Wiedziałaś, że każdy z nas śmierdzi inaczej? - zadał jej to pytanie, chociaż znał już odpowiedź. Oczywiście, że wiedziała. - Fjeldosi wcale nie pachną mi śmiercią - mruknął. - Rozsiewają wokół siebie ostrą, drażniącą nozdrza woń - mruknął. - Ty za to... jesteś pikantną pomarańczą z domieszką wanilii...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  24. Ryu parsknął śmiechem.
    - Nie powiedziałbym, że obrzydliwie - rzucił ze śmiechem. - Wyważenie słodko - mruknął jeszcze i z powrotem ubrał but, by wstać na równe nogi. - Dobra, możemy ruszać. Lepiej nie będzie - stwierdził, po czym ruszył razem za nią. - Marynowane arcemony? - zapytał jej unosząc lekko brew. - Tego jeszcze nie próbowałem - przyznał szczerze. - Ale to... drapieżniki, więc... jak one mogą być smaczne? - zdziwił się i wzdrygnął nieco na samą myśl. - A jak dla ciebie pachnie Gave? - zainteresował się by podtrzymać rozmowę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  25. Ryu wzruszył ramionami.
    - Podobno o gustach nie powinno się dyskutować, więc przestań tak na mnie patrzeć - zbliżył się do niej i pociągnął nosem przy jej plecach potem przy szyi sztachając się tym jej zapachem. - Dobrze pachniesz, chociaż dziś to już jesteś wczorajsza - skomentował mając na myśli nutę potu, która gdzieś tam się w niej zalęgła i drażniła trochę jego nozdrza. Taka kolej rzeczy w trakcie długiej podróży. Założył ręce za głowę i pokiwał nią lekko słuchając o tym jak robić arcemona. Jakoś tego nie widział. Przynajmniej nie w ich okolicy, gdzie Arcemony czaiły się na wszystko co demońskie, a tego było całkiem sporo. Uniósł lekko brew na jej wiadomość co do smacznych ludzi. - Ludzie? - zerknął po niej. - Jak smakują ludzie? - zapytał jej wprost, po czym uśmiechnął się na opis zapachu Gava. Cóż... on sam powiedziałby, że Gave po prostu śmierci, ale przecież jeszcze chwilę temu wspomniał, że o gustach się nie dyskutuje, więc zostawił dla siebie ten komentarz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  26. Zastanowił się nad jej słowami i popatrzył po samym sobie. Do której kategorii się zaliczał? Mdły raczej nie powinien być. Oleisty również nie, ale czy można by rzec, że jest już w kategorii rarytasów? Hm być może, choć to też mogła być po prostu kwestia gustów. Wzruszył ramionami właściwie do swych myśli, po czym odrobinę przyspieszył kroku, żeby za nią nadążyć.- Jaka jest najdziwniejsza rzecz, którą smakowałaś do tej pory? - zapytał. - U mnie... będzie to... - zastanowił się chwilę. - Chyba mięso ptaka z Lasu. Po tym jak go posmakowałem, chorowałem cały tydzień i przeszedłem na roślinki - zaśmiał się. - Nie zrozum mnie źle, smakował obłędnie. Rozpływał się w ustach, ale miał w sobie coś co mnie omal nie zabiło - rzucił z lekkim uśmiechem. Wspominanie tego, w danej chwili, było po prostu zabawną historią, ale nie mógł za dużo takich rozpowiadać w Argarze. Znajdowały się tam osoby uprzedzone co do Lasu, nie chciały słuchać. Trochę przykro mu z tego powodu było. Nawet jeśli słuchali to z minami wskazującymi na niedowierzanie czy pogardę. Ech a przecież dla niego Las nie był aż taki zły.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  27. Ryu wzruszył ramionami. - Nie wiem - odparł spokojnie. - Dla jednych może się to wydawać długo, a inni powiedzą, że krótko - odparł wymijająco. Do nie wszystkiego chciał się znów przyznawać. Wzruszył ramionami raz jeszcze. - Idzie się przyzwyczaić. Bez problemowo - zapewnił ją. - Wiesz, zanim tam trafiłem, byłem niejadkiem. Niewiele jadłem, więc przestawienie się na korzonki wcale nie było takie trudne - zaśmiał się. - Tylko gotowanie wymagało sporej wyobraźni... metodą prób i błędów poznałem się na roślinkach - rzucił jeszcze i parsknął śmiechem. - Pudding czekoladowy? Na prawdę? - spojrzał po niej. - O... zostań moją dziewczyną - zaoferował jej z nienacka. - Ty nie będziesz mi podbierać gorącej czekolady, ja tobie mięsa... układ idealny - puścił do niej oczko śmiejąc się lekko i zaraz się nieco zakrztusił. No nieźle. Odgryzła mu penisa. Nie wiedział co o tym sądzić, więc postawił na pokiwanie głową. - Ważne, że ci połechtało podniebienie - odchrząknął. - Rozumiem, że kobiecej cipki nie smakowałaś w ten sposób, hm? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. Ryu spojrzał po niej i roześmiał się lekko. 
    - No niestety... wcześniej jadłem dużo mniej - stwierdził krzywiąc się lekko. Do tej pory uważał, że z jego jedzeniem jest już dużo lepiej, ale nie kłócił się z tym niejadkiem. Każdy mierzył drugiego swą miarą. Na miarę możliwości Onyx, rzeczywiście mógł wydawać się niejadkiem. Parsknął śmiechem na wieść o lasce, którą będzie mógł doruchać. - Cóż ja tam nie mam problemu z ruchaniem i czuję się dość doruchany, a że tobie coś nie odpowiada to może warto by swoje wartości przemianować, bo szukanie kogoś kto cię zaspokoi w potrzebie będzie trudne - mruknął obejmując ją ramieniem i muskając ustami jej wargi na policzku. Zbliżył do nich nos i pomiział je nim. - Oho znaczy cipki bardziej ci wchodzą, a mój kutas czuje się teraz dowartościowany, skoro był jednym z nielicznych - rzucił z zadziornym uśmiechem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  29. Parsknął śmiechem i puścił do niej oczko.
    - Kluczowego słowa użyłaś. Swoją dziewczynę - powtórzył po niej i wzruszył ramionami. - W innym wypadku patrzę na siebie - skomentował po prostu, ruszając nieco przodem. Pokiwał głową. - Trzymam cię za słowo - skomentował jej słowa o oświadczynach. Skoro tak bardzo chciała się oświadczać takiemu to jej sprawa. Rzecz jasna zdawał sobie sprawę z jej sarkazmu, ale szczerze mówiąc mało go on obchodził. Skinął głową na wieść o facecie, który myśli o ruchaniu innej. - Z doświadczenia wiem, że kobiety też tak robią - stwierdził krótko. - Myślą o ruchaniu innych - mruknął tylko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  30. Ryu wzruszył ramionami.
    - Nie jestem w tym najgorszy - odparł szczerze. - Oczy mi się nieco zmieniły w lesie - mruknął. Przez to, że był tam całkiem sam, w ciemności, wzrok mu się nieco wyostrzył i dość łatwo przychodziło mu rozróżnianie kształtów. Sam uzbroił się w broń, w razie czego. - Za najlepszego w tym temacie też się nie mam - dodał w gwoli ścisłości. Mimo to miał jeszcze ten cholerny szósty zmysł, który teraz podpowiadał mu zdecydowanie za dużo. Omal nie odpowiedział jej na kolejny komentarz zanim ten opuścił jej usta. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  31. Ryu rzucił w jej stronę rozbawione spojrzenie.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo - stwierdził w odpowiedzi, po czym skinął głową słuchając tego co ma do powiedzenia dotyczącego potworków zamieszkujących te jaskinie. Pokręcił głową. Nie potrzebował światła do czegoś takiego. - Powiedz tylko czy są żądne krwi, czy to raczej stworzenia, które atakują co się boją - zapytał spokojnie, zerkając raz jeszcze na nią i uspokajając trochę swój oddech. Skupił się na tym by oddychać spokojnie i raczej wtopić się w rytm jaskini niż zakłócać jej spokój. Jego krok stał się lżejszy, spokojniejszy.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  32. Ryu pokręcił głową i wzruszył ramionami.
    - Powodzenia życzę - mruknął, nie wchodząc w większe szczegóły. Chciała sobie tam chodzić to nie on był w pozycji by ją przed tym zatrzymywać. Mogła się przekonać na swej skórze jak tam jest. - Mhm, rozumiem - mruknął na jej wyjaśnienia i postukał się po skroni. - Dwadzieścia metrów, piętnaście... - zaczął cicho odliczać i uchylił się przed skokiem stworzenia, gdy tylko to na nich ruszyło.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  33. Ryu uchylał się przed robotnicami, starając się być cicho. Przez dłuższą chwilę przekazywał je Onyx, obserwując jak ta sobie radzi, po czym zabrał się za swoje robotnice. Pozwalał im się zbliżać, by rozpraszać je rzucanymi co i raz kamieniami w bok. Jednocześnie cały czas przesuwał się do przodu. Nie musieli ich wszystkch zabijać. Wystarczyło po prostu przeć w przód.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  34. Ryu nie włączył się w walkę, a i zabijanie jaj pozostawił Onyx, chowając broń na swoje miejsce. Przykucnął zamiast tego obok wojownika by przesunąć dłonią po jego krwi, powąchać ją i wziąć trochę krwi oraz jego ciała do odpowiednich, zamkniętych probówek. Może jeszcze komuś się przydadzą. Spojrzał po Onyx, kiedy ta zakończyła swą wendettę. - Możemy iść dalej? - zainteresował się, wstając. Choć po części rozumiał po co to robi, to z drugiej strony napuszczenie takiego wojska do jaskini i pozwolenie tych potworkom zająć się z nimi też brzmiało interesująco. Nie mniej nie wchodził w to więcej. Tak było po prostu dobrze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  35. Krew pachniała dość intensywnie i mało przyjemnie, ale nie bardzo mu to przeszkadzało. Krew zazwyczaj pachniała po prostu słabo. Nie była jego ulubionym zapachem. Podniósł na nią wzroku, kiedy zadała mu pytanie co do jego rzekomego bycia pacyfistą. Pokręcił lekko głową.
    - Nie, po prostu nie zabijam, gdy nie muszę - stwierdził spokojnie. - A tu nie widziałem w tym większego sensu - zauważył spokojnie. - Wiesz... to kogo tu te przerośnięte mrówki zastaną... to nie moja sprawa - dodał wsuwając dłonie w kieszenie. - Poza tym dobrze sobie poradziłaś sama - zauważył jeszcze z lekko zadziornym uśmiechem. - Gdybyś pomocy potrzebowała to bym ci z nią przyszedł - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  36. Ryu przytaknął jej na to pierwsze, dotyczące przerośniętych mrówek, drugą część zdania przyjął z lekkim skrzywieniem.
    - Mhm teraz dzieckiem już nie jesteś - powiedział po prostu, jakoś tak czując, że jest to w danej chwili potrzebne. Spojrzał po niej i odruchowo złapał ją za nadgarstek, przyciągając do siebie. Objął ją lekko ramionami, zatrzymując ją w miejscu. - Więc jeśli potrzebujesz wsparcia to powiedz, chcesz wykrzyczeć co nieco to krzycz, chcesz walnąć... to wal... - dodał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  37. Ryu zaśmiał się pod nosem i pokręcił lekko głową, kiedy ta tak szybko zaprzeczyła i się odsunęła. Najwyraźniej zamknęła się w swojej skorupie i nie chciała nikogo do siebie dopuszczać. Wzruszył więc ramionami.
    - Morderstwo paru osób może i pomoże na chwilę - stwierdził bez ogródek. - Ale na dłuższą metę to słaby sposób - dodał, przyspieszając by iść dość blisko niej. - Rozmowa zwykle daje więcej korzyści - mruknął jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  38. - Mhm... - chłopak westchnął ciężko, po czym przymknął oczy. - Morderstwo nie rozwiązuje problemu. Nie, jeśli ten siedzi głęboko w głowie - skomentował krótko, po czym uniósł lekko brew. - Dziewczyno, skończ mnie oceniać na podstawie moich zdolności - rzucił do niej chłodno. - Nie zamierzam wchodzić ci do głowy - wywrócił oczyma. - Zostawiam to sobie na specjalne okazje, a ty w tej chwili do nich się nie zaliczasz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  39. - Uważasz, że w twojej głowie zapanuje spokój po morderstwie? - zainteresował się. Jego zdaniem niekoniecznie, bo jeśli było to coś co ją tak denerwowało jak do tej pory to wątpił by było dużo lepiej w takim wypadku. Skinął głową na wiadomość o jej byłym. - To miałaś chujowego byłego - mruknął w odpowiedzi Ryu. - Możesz spać spokojnie - powiedział. - Nie zamierzam wchodzić ci do głowy, no chyba że zaczniesz mnie atakować to wtedy sorry ale wszystkie chwyty dozwolone. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  40. Ryu wzruszył ramionami.
    - A potem zajebiste uczucie minie, a w głowie mętlik pozostanie - sprowadził ją na ziemię. Nie wspominał o niczym innym, a na wieść o tym, że były jest byłym skinął głową. No tak, całe szczęście, że poszła po rozum do głowy. Wzruszył ramionami. - Co jest czymś głupim według twoich standardów? - zainteresował się. - Muszę wiedzieć, kiedy przygotowywać się psychicznie na popełnienie morderstwa - puścił do niej oczko i nucąc pod nosem "we are the champions" wyszedł wreszcie z jaskini, chwilę tam mrugając by przyzwyczaić oczy do nagłej zmiany jasności.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  41. Ryu zmarszczył brwi i roześmiał się serdecznie.
    - Taki ze mnie kapłan jak z ciebie artystka - rzucił ze śmiechem, po czym wzruszył ramionami. - Po prostu... wiem jak to jest mieć mętlik w głowie i pragnąc zemsty, morderstwa - wzruszył ramionami. - Też kiedyś byłem w takim miejscu i wiem, że to ucisza głowę tylko na chwilę, a potem jest nawrót i to taki ze zdwojoną mocą - skrzywił się lekko, nie komentując już tych kategorii. Cóż, najwyżej po prostu będzie musiał sięgnąć po swoje sztylety. Z Mathyrkami nigdy nie było wiadomo, kiedy uznają coś za głupie. - Hm? - przestał nucić przez chwilę. - Co mamy zakodowane we krwi? - zapytał nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  42. Ryu spojrzał po niej i pokręcił głową.
    - Nie, tego nie powiedziałem - stwierdził spokojnie. - Powiedziałem tylko, że morderstwo nie zakryje tego co zostanie w twojej głowie. Nie zagłuszy żalu, jeśli byłaś do niego przywiązana. Nie rozwiąże nawet gniewu czy złości - dodał. - Owszem, uważam że twój ojciec zasługuje na śmierć - poinformował ją po prostu. - Ale uważam też, że dobrze by było wyrzucić z siebie emocje - dodał po chwili. - Porozmawiać z kimś komu ufasz, wypłakać się czy po prostu pokrzyczeć - dokończył i uniósł dłonie w górę. - I hej, nie mówię że tym kimś jestem ja - dodał zaraz, zanim by mu się obruszyła. Parsknął śmiechem na to naśladowanie. - Wypraszam sobie, nie śpiewam całej drogi - prychnął pod nosem. - Ale mogę zacząć, skoro tak to lubisz - dorzucił i odchrząknął. - Oh Onyx... groźna Onyx... co powiesz na ten sposób rozmowy? - zaczął śpiewać.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  43. - Naprawdę? Żadnego pocieszenia? - Ryu dmuchnął w jej ucho, zbliżając się do niej znowu i szturchając ją w bok. - No weź... życie bez pocieszenia jest smutne - skomentował ze śmiechem i parsknął całkiem dźwięcznym śmiechem, kiedy ta wspomniała o artystach. - Och zdecydowanie artystą nie jestem - poinformował ją śmiejąc się głośniej, gdy powoli wyszli z jaskini na światło dzienne. To na moment go oślepiło. Musiał zamrugać kilkakrotnie, by przyzwyczaić się do światła i odetchnął głęboko, kiedy to wreszcie się udało zrobić. - Ze mnie taki artysta jak z koziej dupy rosół...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  44. - Ale co ty pieprzysz? - uniósł wysoko brew nie bardzo teraz kumając jej porównania. - Obsesję? - pokręcił głowa. - No teraz to polecialaś w kosmos jakimiś dyrdymałami - skomentował i pokręcił głową zakładając sobie ręce za głowę i prostując się nieco. - W danej chwili to ty zdajesz być mało realistyczna i żyć w jakiejś bajce, czy jak wolisz sennym koszmarze - mruknął. - Już ci powiedziałem, jakiś czas temu, że to nie muszę być ja, gdy chodzi o wspieranie cię i doskonale to rozumiem, bo po pierwsze nie znamy się za dobrze i po drugie nie jesteśmy blisko siebie, ale to co gadasz teraz to bzdura, Onyx - powiedział chłodno. - Zachowujesz się jak mała i głupia i zbuntowana dziewczynka, która każde dobre rozwiązanie, czy też każdą dobrą radę... odrzuca, nawet nie dając sobie chwili na przeanalizowanie sytuacji i zdecydowanie czy na pewno mi się to opłaca czy też nie. Czy może jednak warto by było coś takiego zrobić czy też nie. Z góry zakładasz, że ty wiesz najlepiej - zauważył. - Jak chcesz kogoś porządnie pierdolnąć to idź i kurwa pierdolnij, a potem udawaj, że to ci pomogło - spojrzał po niej z dezaprobatą, już nie komentując tego całego Argardzkiego stylu artysty.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  45. Ryu nie odpowiedział jej na pierwsze stwierdzenie. Nie chciała powtarzania, nie będzie jej powtarzał. Nie było potrzeby strzępić języka na kogoś, do kogo nic nie docierało. Nic dziwnego, że Gave tak dobrze się z nią dogadywał. Oboje mieli te same irytujące cechy. Nic do nich nie docierało. Nie zamierzał się tym specjalnie przejmować. No jasne, nie potrzebuje rozmowy. Aha, pewnie. Najlepiej iść, zamordować i potem udawać, że wszystko jest w porządku. Jeśli tak chciała to niech tak sobie robi. Kopnął grudkę ziemi pod stopami i spojrzał w niebie wzdychając ciężko. Głupia, irytująca nastolatka. Pomasował sobie skronie, gdy wspomniała o ojcach.
    - To olej ich - odezwał się ostatecznie. - Na cholerę przejmujesz się tym, co jakiś beznadziejny człowiek sobie o tobie myśli? - spojrzał po niej przelotnie. - To, że oni nie widzieli w tobie nic wartościowego, nie znaczy że nic takiego w tobie nie ma - skwitował tylko, nie komentując słów dotyczących matki Onyx ani tego co zrobił lub nie zrobił Gave. Miał cichą nadzieję, że on nie ma rozmownego ducha i że Gave go nie podgłośnił dla niego. Póki co ten w ogóle się nie odzywał i Ryu liczył na to, że tak pozostanie. Wzruszył ramionami, kiedy wspomniała znów o tej pomocy i ramieniu do wypłakania i wzniósł oczy do nieba, błagając wszystkich świętych o to, by cierpliwość na niego spłynęła.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  46. Ryu wzruszył ramionami. Ciężko było rozmawiać z kimś, kto nie łączył kropek. Nie widział tego jak jedno wynika z drugiego. Nie widział, albo nie chciał widzieć i specjalnie komplikował sobie sprawę.
    - Nie jestem odpowiednią osobą, by ci wyjaśniać co ma jedno i drugie ze sobą wspólnego - stwierdził po prostu. - Ty nią jesteś i dopóki tego nie zobaczysz, nie dopuścisz do siebie tej myśli to nic się nie zmieni. Będziesz stała w miejscu, powoli tonąc w beznadziei życia - mruknął i pokręcił głową. - Pozwól, że pozostawię to sobie - dodał odpowiadając jej na drugie pytanie. Nie miał w tej chwili ochoty przekomarzać się z nią czy też rzucać swoje spostrzeżenia dotyczące jej osoby.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  47. Ryu nie powiedział już nic więcej. Ruszył dwa kroki za nią w stronę Marchwi. Nie zamierzał wchodzić komuś z buciorami w życie, gdy faktycznie nie był tam mile widziany. Pomasował sobie skronie i odetchnął głęboko, po prostu ciesząc się podróżą.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie pierwszy raz przeżywał wojnę i nie pierwszy raz widział trupy, a jednak te rozczłonkowane robiły na nim wrażenie. Gotowały w nim krew i sprawiały, że tym bardziej miał ochotę powybijać ich wszystkich. Odetchnął głęboko i wsłuchał się w las, dopiero po pewnym czasie zwracając uwagę na Onyx. Zmarszczył lekko brwi, gdy przyspieszyła kroku i uderzyła się lekko w brzuch. Czyżby nie czuła się dobrze? Nie był pewien co sprawiło zmianę jej zachowania, ale spokojnie przyspieszył kroku, gotów pomóc w razie potrzeby. Wątpił by dziewczyna podzieliła się swoimi myślami. Zdołał zorientować się już, że nie przepada za uzewnętrznianiem się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  49. Ryu słuchał jej w milczeniu, nie przerywając tego dziwnego, w jego opinii, potoku słów. Wszystko bowiem dotyczyło jedzenia. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, gdy zapytała go o broń. Niby widział ją już w walce, ale miał za mało danych, by zarekomendować jej coś dobrego. Skarcił się w myślach, za to stwierdzenie. Danych, cholera jasna, zaczynało mu ewidentnie brakować Tonego. Pomasował sobie skronie.
    - To może zapolujemy? - zaproponował, wracając do jej wcześniejszych wypowiedzi słowami. Skoro mówiła ciągle o jedzeniu to może po prostu była głodna i wystarczyło ten głód jej zaspokoić. Wzruszył ramionami. - A bo ja wiem... - mruknął. - ...z dwoma małymi toporami wyglądałabyś smakowicie - skomentował. - Walecznie i zadziornie, a także niebezpiecznie w jednym - zauważył tylko. - Sztylety pewnie też masz nieźle ogarnięte. A nie myślałaś kiedyś o nunchako? Albo kusarigamie? - rzucił jeszcze. - Takie połączenie broni z łańcuchem w twoim wypadku mogłoby się przydać. Wiesz... skaczesz komuś na plecy, zarzucasz łańcuch i ciach, podduszanie przy mniejszej ilości sił - mruknął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  50. Ryu wzruszył ramionami, skoro nie chciała to nie będzie jej namawiać, chociaż miał wrażenie, że głupotę robi. Ona akurat miała żołądek bez dna. Gdyby zjadła teraz to i później miałaby spust, by doładować co nieco w swoim żołądku. Spojrzał po jej monecie i skinął głową. Wiedział, że moneta ta pozwala wchodzić do tajnych zbiorowisk. Typów spod ciemnej gwiazdy, uhu, wielkie wyróżnienie. Tylko, że nie jego zdaniem. Nie mniej zobaczenie takiego przybytku było na liście rzeczy do odhaczenia, więc po cichu miał nadzieję, że uda mu się to zrobić.
    - Tak, pewnie tak - zgodził się co do tej siły. - Nie wiem tylko, czy bardziej wytrzymała - dorzucił z sarkastycznym uśmiechem. W danej chwili może i tak, ale on wciąż musiał zważać na nogę, a przecież całkiem nieźle dotrzymywał jej kroku. - Miecz jest w porządku - skomentował, bo sam z mieczem czuł się dobrze, chociaż na tę chwilę i tak ze sztyletem czuł się najlepiej. Nie mniej praca z Meliodasem jak i Yensenem sprawiła, że miecz stał się przedłużeniem jego ręki. - Walka może być interesująca nawet z mieczem - stwierdził swobodnie i skinął głową. - Jasne, że nie tylko duszenie - pokiwał głową. - Ja tylko podałem przykład użycia - uśmiechnął się delikatnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  51. Ryu parsknął tylko śmiechem i nie odpowiedział co do tej wytrzymałości. Mierzył siły na zamiary i wierzył w siebie na tyle, by nie mieć wątpliwości co do niej. Posłał w stronę Onyx tylko spojrzenie pełne niedowierzania i wzruszył ramionami.
    - Jasne - rzucił luźno. Wtedy będzie musiała ugryźć się w swój kościsty zadek i schować dumę w kieszeń. Nie wchodził w dalsze przepychanki słowne, nie potrzebował ich. Spokojnie słuchał jej słów dotyczących miecza. Może i nudne, ale czy broń musiała być ekscytująca? Ważne, by spełniała swoją funkcję. Zabijała i raniła, gdy potrzeba. Zgodził się jednak z jednym, broń trzeba było czuć, żeby dobrze się z nią czuć. - Mhm to jaką broń wolisz? Poza swoim sai... - zerknął na nią z lekkim uśmiechem. - Masz drugą ulubioną? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie posiadanie ulubionej broni brzmiało dość dziwnie w jego mniemaniu. Jasne, dobrze było być wszechstronnym wojownikiem, który odnajdzie się z każdą lepszą bronią, ale zazwyczaj mimo wszystko posiadało się tę jedną po którą sięgało się najczęściej. U niej to najwyraźniej było "sai", mimo że tak twierdziła, że nie ma swojej ulubionej. Nie do końca rozumiał więc, czemu chciała to zmieniać. 
    - Ja? - zastanowił się. - Ja mam swoje sztylety - powiedział wprost, wysuwając jeden z nich i przez moment bawiąc się nim. - Może nuda, ale mam do nich sentyment. Do nich i do noży - mruknął. - Potem ten nudny miecz, którym tak... "gardzisz" - pokazał cudzysłów palcami. - Lubię się nim posługiwać i zapewnia znacznie większe pole działania niż sztylety - mruknął. - A ostatnio machałem sobie toporkiem... ciekawe doświadczenie, ale nie będzie moim ulubionym.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  53. - Tak, ale sztylety są również dobre na długi dystans - stwierdził, bo zabijanie nimi było dość proste, jak ktoś wiedział jak dobrze nim rzucić. Poza tym w połączeniu z jego umiejętnościami po prostu się przydawały. Były jedynymi z go-to, gdy podrzynał z nienacka gardła. Odetchnął głęboko, gdy wyszli z lasu i podążyli w stronę niewielkiej wioski, w której Onyx wypatrzyła niewielką kamienną i dość niepozorną chatę. Wszedł za nią do środku, pozwalając się zaciągnąć i widząc monetę zmarszczył lekko brwi. Każdego potencjalnego partnera prowadziła do Nor? Gave opowiadał, że to dzięki nim je poznał i musiał sporo zapracować zanim dostał swoją własną monetę. Z zaciekawieniem rozejrzał się po pomieszczeniu.- Każdego przyprowadzasz do Nor? W każdej masz swoje miejsce? Znasz każdą Norę w Mathyr? - zadał jej kilka pytań.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  54. Ryu pokręcił lekko głową.
    - Gave wbrew pozorom nie mówi za wiele - powiedział wprost. - Mówił tylko, że trzeba zapracować na swoje miejsce wśród Nor. To wszystko - uśmiechnął się lekko. Informacji, które otrzymał od Rei i Melio nie mówił, bo tak coś tam z Rady się dowiadywał, ale należał do tych, którzy woleli sprawdzić wszystko na własnej skórze niż ślepo ufać słowom. - Jestem... adoptowanym synem - poprawił ją. - Moi rodzice zginęli, gdy miałem rok - mruknął jeszcze, tonem który po prostu oznajmiał fakt. Nie miał z rodzicami praktycznie żadnych wspomnień, poza tym z wypadku, które zyskał dzięki Akane. Chociaż mógł zachować w pamięci ich głosy i twarze. - Mhm rozumiem - powiedział tylko, chociaż niespecjalnie sądził, by każdemu mówiła, że właśnie znalazł się w Norach. - Mówisz? Możesz mieć swoją prywatną Norę? Wydawało mi się, że to właśnie miejsce na wymianę handlową czy miejsce typów spod ciemnej gwiazdy, bez urazy.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  55. Ryu skinął głową.
    - Bo i Rei i ja pochodzimy z tej samej nacji - mruknął. - Wiesz tak jak u was są Polszanie, Lerodasczycy, Terranie i tak dalej... tak i u nas był podział na rasy - przyznał szczerze. - Rei i ja pochodziliśmy z tej samej, a ta odznacza się tym, że wiele ludzi... nie jest na pierwszy rzut oka odróżnić jedno od drugiego - mruknął jeszcze. - Jak już się przypatrzysz to zobaczysz, że wcale nie łączy nas tak wiele - dokończył z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dobrze, że nie skomentowała bo sam by pomyślał, że czyta mu w myślach. Uśmiechnął się lekko. Ach, pokój w Norach. Teraz rozumiał o co jej chodzi.
    - Czyli jednak masz swój dom, porozrzucany po wielu miejscach - podsumował ją i usiadł na krześle, gdy ona zaczęła brać do ręki swoje bronie i przytulać je z większą lub mniejszą miłością. Całkiem sporo ich nazbierała. Niektóre znał, a innych przeznaczenia się domyślał. Były też takie, które nic mu nie mówiły, ale postanowił je po prostu zapamiętać.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  56. Ryu przytaknął jej. To była prawda. Różnice rasowe w Mathyr były bardziej widoczne, chociaż czasami by nie powiedział. Miejscami Polszanie byli do siebie bardzo podobni, to samo działo się z Fjeldosami czy Terranami. Czasem ciężko było ich od siebie odróżnić. Nie wszedł w to jednak głębiej. Zaśmiał się cicho na wieść, że nie będzie się przyglądać Rei.
    - Myśle, że takie przyglądanie się jej byłoby wielce niestosowne - stwierdził, obserwując to wszystko co brała do ręki. Gdy zaczęła się rozbierać, odwrócił wzrok. Trochę przyzwoitości postanowił jej dać. Ruszył w stronę części Ji'zzargo, ale niczego nie dotykał. Ot obserwował i zapamiętywał co tu też się znajdowało. W części Onyx również trochę się pokręcił dając jej czas na przebranie się. Zaburczało mu trochę w brzuchu, więc sięgnął do swych zapasów i wsunął do buzi płat suszonego mięsa. - Dzielisz tę część z przyjacielem? - zainteresował się. - Gdybyś coś dotknęła... urwałby ci rękę? - chciał poznać ten świat bardziej i to co się w nim działo.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  57. Ryu spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Bo żadnym, starszym osobom... wiesz, matkom i ojcom... nie przyglądałem się w ten sposób - skomentował, opierając się o ścianę i przeżuwając swoje mięsko. - No dobra, nawet jakbyś odłożyła w dokładnie to samo miejsce? Myślisz, że by zauważył - dotknął szklanej kulki, która była w zbiorach ów mężczyzny i przez chwilę bawił się nią, by ostatecznie odłożyć ją na miejsce z precyzją godną najbardziej perfekcyjnego pedanta. - O, myślisz że się domyśli?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  58. Ryu wzruszył ramionami.
    - Nie, niespecjalnie - przyznał szczerze. No chyba, że chodziło o Akane, ale jej nie uważał w kategorii matki. Jasne, miała dzieci i technicznie rzecz ujmując była matką, ale to nie o takie matki mu chodziło. Tylko o te starsze, bardziej doświadczone. Na takie nie potrafił patrzeć inaczej jak z podziwem i szacunkiem. Żadnego pożądania do nich nie miał. Uśmiechnął się do Onyx figlarnie na wieść, że będzie miał okazję go zapytać. Być może oczywiście. - Nie omieszkam zapytać, jeśli go kiedyś poznam - rzucił lekkim tonem. - Swoją drogą... Gava też rozpatrujesz w kategorii ojca? Lustrujesz go? Wiesz jak to jest z tą twoją kategorią?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  59. Ryu skrzywił się lekko, gdy Onyx zaczęła mówić o oglądaniu dupy Gava, ale nie skomentował tego. Sam się za nią nie oglądał i szczerze mówiąc zacząłby się o siebie samego martwić, gdyby zaczął, ale o gustach się nie dyskutowało. - Nah, fantazjowanie jest w porządku - mruknął wzruszając ramionami. - Wyobraźnia jest w porządku, ale jak już nie masz się z kim zaspokoić... to w Argarze znajdziesz tylu wolnych i napalonych, że... no wiesz, nie ma możliwości na to, byś nie miała z kim się zaspokoić - parsknął śmiechem. - Chociaż ja to jestem zły przypadek do pytania o takie rzeczy - żachnął się. - W ogóle tego nie potrzebowałem - dodał. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  60. Ryu parsknął śmiechem i pokręcił lekko głową.
    - No, jak już masz aż taką chcicę, że musisz się sama obsłużyć to i owszem - zgodził się z nią spokojnie. On jeszcze nigdy nie odczuwał takiej potrzeby. Wzruszył ramionami na słowa o grzecznym ascecie. - Wiesz, kiedy zbierasz się po zerwaniu z laską, która tak po prawdzie po prostu miała Cię gdzieś, bo poleciała na pierwszego lepszego złego chłopca... - mruknął masując sobie lekko skronie. - To nie specjalnie chce ci się rozpinać spodnie czy bawić sam ze sobą. Zdecydowanie tego nie potrzebowałem - rzucił tylko, nie czując potrzeby rozwijać tego tematu. - Ciekawe... ale masz rozjebane libido czy to twój mózg ci  tak podpowiada po prostu?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  61. Chłopak wzruszył ramionami.
    - Nie mówię, że masz sobie cokolwiek odmawiać - odparł, łapiąc jej bukłak z wodą i pociągając z niego łyk. Skinął głową. Procentów nie chciał. Jego głowa i procenty... nie szły w parze. - Ja po prostu nie czułem potrzeby cielesności. Nawet myśli mi koło niej nie leciały - wzruszył ramionami. - Każdy inaczej odczuwa rozstanie - stwierdził tylko. On nie wyobrażał sobie by ruchać wszystko co się rusza w tym czasie. Nawet nie myślał o tym cielesnym aspekcie w tamtej chwili. Nie była mu potrzebna. Seks był dodatkiem. Niczym więcej. - Hm... trzymanie w sobie tego jest męczące - powtórzył po niej i zbliżył się do niej, by spojrzeć jej prosto w oczy i dmuchnąć w jej usta. - A jednak trzymasz - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  62. Ryu wybuchnął gromkim śmiechem i poczochrał ją po włosach, po tych jej słowach, po czym usiadł na krześle i machnął dłonią w stronę kartki, którą przed chwilą zmięła w palcach.
    - Kupon na porcję mięsiwa? - zapytał jej wprost, upijając jeszcze trochę wody. Nie zamierzał dłużej się bawić. Czas grał rolę i szczerze mówiąc wolał już ruszać w drogę. Nie mniej jego noga cieszyła się chwilą odpoczynku, więc korzystał z niej swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  63. Gave przyszedł do Onyx jeszcze kolejnego dnia, rano. W nieco lepszym nastroju. Po treningu z Yensenem i wyrzuceniu z siebie tych kilku słów za dużo, może nie był w odpowiednim miejscu, ale gdzieś tam był nieco podniesiony na duchu. Bezceremonialnie usiadł jej na łóżku, w nogach i chwilę milczał.
    - Kawa na ławę - powiedział, patrząc wszędzie tylko nie na Onyx. - Możesz się ze mnie nabijać, albo mną gardzić - mruknął zaciskając mocno wargi. - Wcale nie jest za dobrze - przyznał, spuszczając wzrok na swoje dłonie. - Wydaje mi się, że już nie mogę być częścią Mścicieli. Chyba nigdy już nie będę mógł. Do walki też się już nie nadaję - dodał cicho. - Będę ci tylko kulą u nogi.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  64. Gave spojrzał po niej ze sceptycznym wyrazem twarzy.
    - Tak, ale tam nie musiałem walczyć, żeby cię wyciągnąć - mruknął wprost i spojrzał w sufit, nabierając raz po raz powietrza w płuca. Ciężko było w ogóle cokolwiek mówić, zwłaszcza osobie, która uwielbiała walczyć i rozumiała jak to boli, kiedy nie jesteś w stanie tego robić. Jeszcze z tak głupiego powodu jak pieprzona głowa... przecież to powinno być zabronione. - Zepsułem się - powiedział tylko. - Muszę sobie znaleźć inne zajęcie niż walka - zacisnął pięści i wydmuchał powietrze z płuc. - Po prostu inne...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  65. Ryu uniósł lekko brew na pierwszą wiadomość, po czym skrzywił się lekko na wieść o wyroku śmierci, który wisiał nad Onyx. Jej Bractwo się rozpadło, co nie za wiele mu mówiło. Fakt, że wyrok śmierci nad nią wisiał był bardziej interesujący. Zagryzł zęby na swym kciuku i chwilę wpatrywał się przed siebie. Teoretycznie bezpieczniejszy byłby nie idąc z widmem śmierci ze sobą, ale z drugiej strony... czy jego aż tak interesowało bezpieczeństwo? W każdej chwili mógł wpaść w kłopoty, a znając jego zapędy to na pewno zdarzy się szybciej niż później. Odetchnął głęboko.
    - Mhm, już rozważyłem i doszedłem do wniosku, że w dupie mam to czy będę spacerował ze śmiercią obok siebie czy nie - parsknął śmiechem, bo przecież nie raz spacerował ze "śmiercią" i to całkiem materialną. - Idę razem z tobą - poinformował ją spokojnie. - W kupie siła - mruknął jeszcze. - Ty będziesz bronić moje szanowne cztery litery, a ja twoje.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  66. Nie znosił tych pytań. Co się stało? Dużo się stało. Dużo by opowiadać. Spojrzał Onyx w oczy i zagryzł wargi, nie będąc w stanie odpowiedzieć. Zgrzytnął zębami. Czy odpowiedź, że się popsuł nie była wystarczająca? Przecież jej powiedział. Tylko skąd mogła wiedzieć? I czy chciał znaleźć sobie inne zajęcie? Nie, jasne że nie chciał. Rozstawanie się ze swoimi mieczami, sama myśl o tym ściskała jego serce boleśnie, ale... W tej chwili, mimo tego całego wsparcia i prób miał wrażenie, że to wszystko do niczego. Nie był w stanie się przełamać. Westchnął przeciągle.
    - Paraliżuje mnie... Paraliżuje mnie w trakcie walki - pomasował się po piersi. - Nie umiem tego pokonać. Nie wiem jak... Ćwiczę, naprawdę ćwiczę, ale stanowię zagrożenie. Bo zamiast pomagać... Jestem tylko kulą u nogi. Kulą, którą trzeba bronić...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  67. Gave skinął głową na jej wniosek i zmarszczył brwi, kiedy się do niego przysunęła. Zanim zdążyła zrobić cokolwiek, wstał z łóżka i odsunął się od niego.
    - Zwariowałaś? Nie powinnaś jeszcze tak się ruszać. Chcesz, żebym załatwił ci tydzień leżenia pod opieką Febe a nie tylko 2 do 3 dni? - uniósł wysoko brew i pokręcił głową z dezaprobatą. Westchnął przy tym ciężko. - Opanuj swoje zapędy, bo za chwile okaże się, że ratowałem cię na marne... a naprawdę nie mam ochoty już cię zbierać ani widzieć twojego imienia na liście do zebrania - żachnął się ponuro i przymknął oczy na moment. Pomasował się po skroniach. - Mhm... do pewnego stopnia tak, ale... nigdy nie wiem, kiedy pojawi się... - zacisnął wargi. - ...i mnie sparaliżuje. Taka tykająca bomba ze mnie...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  68. Gave prychnął pod nosem.
    - A kto powiedział, że będziesz miała własną wolę w takim wypadku? - zapytał patrząc po niej wymownie. - Narazisz się Febe i stajesz się słupem... - szepnął. - Nie żartuję, lepiej z nią za bardzo nie dyskutuj bo nawet się nie obejrzysz a prześpisz trzy miesiące, bo cię nie uwolni - mruknął jeszcze. - A w tym czasie całkowicie się zregenerujesz - dokończył, przysuwając sobie teraz stołek do łóżka Onyx. Rozpił koszulę i pokazał jej ranę tuż przy sercu, któr zrobiła mu włócznia. - Próbuję cały czas, ale nie idzie tak jakbym tego chciał - westchnął. - Wracam niestety do łapania grota dłonią... - zacisnął wargi. - Moja reakcja jest opóźniona, czasem w ogóle nie mogę zrobić ruchu - wymamrotał. - Ech czy boję się umrzeć... nie wiem - pokręcił głową. - Nie wiem Onyx... nie wiem czego się boję.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  69. Ryu zerknął w stronę szafki z brońmi i wybrał sobie kilka dodatkowych sztyletów, nie specjalnie komentując jej wrzaski czy rzucanie butelkami. Każdy w jakiś sposób odreagowywał. Złość lepiej było z siebie wyrzucić niż tłumić, choć sam dopiero się tego uczył. Uśmiechnął się do swych myśli. Tak, akurat to przychodziło mu z trudem, ale kto nie próbuje ten nie pije szampana i tego starał się trzymać. Zmarszczył brwi, dopiero, gdy zaczęła wypluwać z siebie przekleństwa i nacinając swe ręce. Przesunął wzrokiem po jej osobie i po krwi skapującej na podłogę. Uniósł palec w górę i pokręcił głową.
    - Z całym szacunkiem... - mruknął. - ...ale ty jesteś głupia - poinformował ją dość spokojnie. - Czy ty myślisz, że dopiero teraz, w tej chwili ten cały wyrok śmierci wchodzi w życie? - spojrzał po niej. - W chwili, gdy się o tym dowiedziałaś? Czy widziałaś na swej drodze członków bractwa? Czy któreś cię atakowało? Teraz przez te kilka dni, kiedy wędrujemy? - popatrzył po niej wymownie. - Onyx, wybacz ale nie rozumiem tej tradycji. To, że już wiesz, nie znaczy że teraz... gdy tylko stąd wyjdziesz rzuci się na ciebie osiemdziesięciu chłopa i lasek - mruknął .- A ty zachowujesz się, jakbyś właśnie szła na wojnę... z kim? Gdzie ci ludzie? Będziesz tę krew nosić na sobie dopóki wszystkich nie pokonasz? W ten sposób tylko zwracasz na siebie uwagę. Czy nie lepiej zachować spokój i nie wychylać się? Działać z ukrycia? - westchnął. - Pomijając już oczywistą oczywistość... możesz się nabawić przez to zakażeń.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  70. Ryu spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Właśnie to mi pokazujesz swoim naznaczaniem się - stwierdził prosto z mostu. To co myślał, było jego sprawą, nie zamierzał się z nią tym dzielić. Samo naznaczenie się akurat w tym konkretnym momencie było w jego opinii po prostu głupie. Kompletnie niepotrzebne. - Świetnie, Krwawa Ręko - machnął na to swą dłonią. - Noś sobie ten symbol gdzie chcesz i kiedy chcesz, choć w moim mniemaniu robisz to aktualnie po prostu na pokaz i nie ma to żadnego innego konkretnego celu. Jeśli byłoby inaczej, nosiłabyś ten znak również wcześniej, skoro to symbol egzekutorów - powiedział. - Bo jak mniemam egzekutorką jesteś - powiedział jeszcze wychodząc z Nory i ruszając w stronę Marchwi. Pokręcił tylko głową na jej słowa i wytężył swe zmysły. Cóż, skoro chciała z nim iść to zrobi tak, że do Marchwii nikt ich nie zaatakuje. Wystarczyło tylko sięgać w przyszłość trochę dalej i w odpowiednich momentach zmieniać kierunek ich marszu. Niech sobie łazi z tą Krwawą Ręką ile jej się podoba, jemu to wisiało. Po prostu zdawało się straszliwie nielogiczne, nagłe i bardzo wyróżniające.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  71. - A kto powiedział, że już się nie naraziłaś? - spojrzał po niej i uśmiechnął się przy tym złośliwie, ale nie kontynuował tego za długo. Nie czuł takiej potrzeby. Zasłonił swą ranę koszulą, gdy tylko uznał, że Onyx się napatrzyła. Zacisnął mocno pięści, kiedy wspomniała, że "nie idzie". Jasne, wiedział to wszystko, ale nic na to nie mógł poradzić. On pragnął wyników na już, na wczoraj, a najlepiej na trzy dni temu. Zacisnął mocno wargi.
    - Nie idzie - powiedział chłodno. - O czym myślę? - zastanowił się. - O tym, że musze uskoczyć w bok, albo przesunąć się i uchylić, albo jakoś tego uniknąć, sparować cios - powiedział wprost. - Łatwo powiedzieć - zacisnął mocno wargi. - To może nigdy nie zniknąć. Nigdy - wymamrotał. - A może też przejść, wiem... ale w tym tempie nikomu się nie przydam, będę bezużyteczny - szepnął cicho. Nie wspomniał nic o wierze w samego siebie. On już nie wierzył. Po prostu nie wierzył. - Mhm... no i chyba właśnie natknąłem się na coś, czego nie potrafię przeskoczyć i gdzie nie potrafię stanąć na nogi...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  72. Długo nie odpowiadał. Właściwie nie wiedział co mógłby jej powiedzieć w tym temacie. Sam nie wiedział czego oczekiwał i po co w ogóle otwierał usta. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego problem nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale to wcale go nie cieszyło. Wzruszył ramionami na pytanie o to czego będzie żałował bardziej.
    - Nie wiem, Onyx - powiedział wprost. - Na tę chwilę nie wiem jak sobie z tym poradzić. Ćwiczę i próbuję, ale to wszystko wydaje się być walką z wiatrakami. Owszem jest już trochę lepiej... tak, naprawdę - uśmiechnął się pod nosem. - Ale... - pokręcił głową i wzruszył ramionami. - Ale nie jest idealnie, a ja... czuję taką beznadzieję, jak jeszcze nigdy w życiu...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  73. Ryu nie odpowiedział jej na jej założenia. Nie musiał tłumaczyć, że to co mówił nie miało nic wspólnego z pracą egzekutora. Dla niego to naznaczenie się właśnie teraz, w tej chwili kompletnie mijało się z celem czy jakimkolwiek sensem. Było tylko jakąś manifestacją a niczym innym. Zero z tym pożytku. Na domiar złego mogła tym odstraszyć potencjalne przyjazne duszy, ale kimże był, by to wszystko jej tłumaczyć. Zamiast tego po prostu prowadził ją po swojemu.
    - Owszem, właśnie tędy - potwierdził spokojnie. Zmienił kierunek nie bez przyczyny i zamierzał tak robić dopóki nie dotrą do Marchwii lub dopóki starczy mu na to sił, bo wytężanie swego umysłu do tego stopnia było męczące. - A co? Boisz się? - spojrzał po niej unosząc lekko brew.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  74. Gave pokręcił lekko głową.
    - Wiesz... chcę dać sobie czas, ale wojna mi na to nie pozwala - mruknął w odpowiedzi. Na dalsze zagrzewanie go do walki, do ćwiczeń, nie odpowiedział. Po prostu skinął głową. Nie chciał już dłużej o tym rozmawiać, bo choć wiedział że Onyx próbuje mu pomóc to w tej chwili wszystkie te słowa brzmiały tak fałszywie. Miałko. Nie bardzo miał ochotę słuchać kolejnej osoby, która mówi to samo. Nie, kiedy nie czuł żadnej poprawy swojego stanu, mimo ćwiczeń. Albo po prostu poprawa była zbyt mała. Zbyt niewidoczna.
    - Niespecjalnie spieszy mi się do tej posadki - poinformował ją z krzywym uśmiechem na twarzy. - A ty jak tam? Poza tym że fizycznie zdajesz się trochę lepiej czuć... to w głowie burdel?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  75. Gave spojrzał po niej. - To... nie zabijaj go - odparł cicho. - Wiesz śmierć często nie jest rozwiązaniem... to najszybsza zemsta, ale z drugiej strony... pomyśl co to da? - uniósł wysoko brew. - Nie lepiej pokazać mu zupełnie coś innego? - zaproponował. - No wiesz, że potrafisz żyć bez niego. Że dajesz radę... zemścić się w irytujący sposób - spojrzał po niej poważnie i westchnął przeciągle. - Rokara byłaby zawiedziona tobą - odchrząknął, patrząc w bok. - No wiesz... jesteś jej idolką - uśmiechnął się lekko. - Pokaż jej, że ma po co żyć, po co walczyć. Nie daj się stłamsić jakiemuś pożal się boże ojcowi - szepnął. - Mhm przepraszam - dodał szybko. - Ech wiem, nie powinienem tak mówić. Wiem, że on cię wychował, nauczył walczyć, nauczył życia... ale ech... może warto od niego teraz odbić?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  76. Gave zastanowił się przez chwilę, po czym puknął ją palcem w czoło.
    - A co jeśli to nie on kogoś porwie? Co jeśli to twój inny wróg, o którym nawet nie będziesz wiedziała? - popatrzył po niej poważnie. - Zamiast się tym zamartwiać, naucz ich jak powinni się bronić. Nie rób z nich mięsa, które trzeba bronić. Owieczki niewinne, które nic nie potrafią - spojrzał jej prosto w oczy. - Rozumiem, że się o nich martwisz. Naprawdę to rozumiem, ale jak nie Mankrik to przyjdzie ktoś inny. Jeden za drugim... zamiast się o nich tak martwić to daj im narzędzie do obrony - zaproponował. - Hm? Nikogo nie straciłaś - teraz trzepnął ją przez łeb. - Przecież żyję - westchnął. - Poobijany, ale żyję - zauważył, po czym umilkł słuchając co ma do powiedzenie a propo Mankrika. Skinął powoli głową. - Mhm... dla niego dla pieniędzy, ale dla ciebie nie - zauważył. - Dla ciebie był jak ojciec - przypomniał cicho. - Masz prawo do tych uczuć, jak i masz prawo czuć się przez niego zdradzona - zapewnił cicho. Westchnął przeciągle na tekst o Piusie i pstryknął ją w czoło. - Oczywiście, że naprawdę. Myślisz, że w innej rzeczywistości bałbym się włóczni? - Gave uniósł lekko brew. - Masakra...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  77. Gave wskazał na nią palcem.
    - No właśnie, zrobiłaś wystarczająco by ich ochronić - zauważył. - Martwić będziesz się zawsze. Jak nie Mankrika to o inne rzeczy - uśmiechnął się, nie mrugając nawet na to jej dmuchanie. Sam zmierzwił sobie zaraz włosy, by je poprawić. - Zbędna? - spojrzał po niej. - Dla kogo zbędna to zbędna - zauważył śmiejąc się. - A życie mordercy możesz dalej prowadzić. Tego nikt ci nie zabierze. No chyba, że ty sama.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  78. - Cóż, mam swoje powody, by ją wydłużyć - poinformował ją swobodnie. Roześmiał się nieco, kiedy Onyx zmyła krew ze swojego ciała i oznajmiła mu, że wygrał. Uniósł lekko brew. - Nie przypominam sobie, żebyśmy grali w jakąś grę - skrzyżował ręce na piersi. - Ale skoro wygrałem... to w nagrodę poproszę... hm... cóż spełnisz jedno moje życzenie - skomentował uśmiechając się do niej promiennie i dalej idąc po swojemu. - Mhm... nie natkniemy się - powiedział wprost. - Ale kurcze szkoda... chętnie zobaczyłbym użytkownika kryształu ziemi w akcji. Miałem do czynienia z jednym, ale jestem ciekaw czy inny robiłby inne cuda - przyznał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  79. Ryu prychnął pod nosem.
    - W takim razie niczego nie wygrałem - oświadczył tylko. - A ty narobiłaś mi niepotrzebnych nadziei - dodał jeszcze, a na pytanie o pewność wzruszył ramionami. - Męska intuicja, przeczucie... jak zwał tak zwał - mruknął jeszcze. Nie natrafią na mężczyznę, a przynajmniej nie na zagrażającą im formę tego chłopka. Westchnął ciężko, bo do i jego nozdrzy w pewnej chwili zaczął dolatywać specyficzny zapach i gdyby nie to, że to nie było jego pierwsze rodeo to żołądek z pewnością wywinąłby mu orła.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  80. Gave przez chwilę milczał, wpatrując się w nią z mieszaniną zmęczenia, irytacji i cichej troski na twarzy. Odruchowo poprawił kosmyki włosów, gdy ta namiętnie w nie dmuchnęła. Przesunął się bliżej niej, gdy cofnęła się w kąt łóżka. Spuścił wzrok na własne dłonie i odetchnął głęboko.
    — Wiecznie będziemy się martwić, że jesteśmy „popsuci” — odezwał się w końcu ciszej. — Jedni przez broń, inni przez rodzinę, jeszcze inni przez to, że świat im wbił do głowy, że są zbędni - powiedział, unosząc na nią spojrzenie. — Dla ojca możesz być kimkolwiek on sobie ubzdurał. To nie jest miara twojej wartości. — Wzruszył lekko ramionami. — Gdyby to co on myśli miało wpływ na twoją wartość, to ja już dawno byłbym prochem... zważywszy na to, że własna matka mnie zabiła - uśmiechnął się do niej krzywo. - Nawet jeśli Bractwo przestanie istnieć to ty nie przestaniesz być sobą. Masz umiejętność, głowę na karku, coś czego nie da się odebrać. To nie zniknie, bo oni upadną - spojrzał po niej twardo. - A zarabianie... jest wiele zleceń, w których chodzi o zabijanie - zauważył. - Na to zawsze będzie popyt - dodał. - Poza tym, możesz zawsze zostać członkiem mojej własnej działalności "Ludzi z Cienia" - poinformował ją i puścił do niej oczko. - Na razie jest w niej tylko jedna osoba, ale rozważam poszerzanie tej instytucji.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  81. Nie zamierzał komentować. Lekko pogłaskał ją po głowie, po czym przesunął ramiona na jej plecy delikatnie ją obejmując. Nie komentował, bo czuł fałsz w głosie Onyx, gdy mówiła o tym, że nie czuła się zbędna. Wzruszył ramionami na komentarz o rodzicach. On już o niej nie myślał, ale on miał dużo czasu na to by dojść do danego poziomu. Uśmiechnął się i pokręcił głową.
    - Nie jestem - powiedział spokojnie. - Mam dzieci, a im zawsze będę potrzebny - stwierdził cicho, bo tak, nawet jeśli nie widział niczego innego to dzieciaki trzymały go na powierzchni i nie pozwalały utonąć. Uśmiechnął się delikatnie i parsknął śmiechem. - Bo to tylko nazwa tłumaczona dla ciebie - szepnął. - Moja instytucja będzie miała nazwę Shadowers - mruknął. - Będzie cieżko z nich robić "Cieniasów" - puścił do niej oczko i skinął głową. - Może i ma renomę - zgodził się z nią. - Ale to nie znaczy, że moja organizacja upadnie - prychnął. - I kto powiedział, że to będzie gildia konkretnie zabójców? - uniósł wysoko brew. - To tylko jedna jej odnoga.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  82. Ryu przystanął przy krysztalniku. Przykucnął i obejrzał uważnie wyryty na czole symbol. Onyx się śmiała, a on... nie do końca. Dotknął dłońmi kryształu i zamknął oczy chcąc dowiedzieć się czegoś o tym człowieku. Jasne, był okrutny, ale i zmarł w okrutny sposób. Zamknął oczy trupa i odetchnął głęboko. Kryształ był rozmowny, choć jego świadomość już zanikała, jakby wracając do Kryształowego Lasu. Ryu przez dłuższą chwilę nic nie mówił, po czym wstał i spojrzał po niej.- Mówiłem ci, że to dobra droga - rzucił krótko.
    - Ten twój młodzik jest blondynem. Ma kły wyrastające z paszczy i nozdrzy, a zamiast palców posiada szpony - opisał jej danego młodzika. - Zwalczacie się nawzajem - mruknął. - Obie odnogi Bractwa... 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  83. - Ty weź zostaw łechtaczki w spokoju - parsknął śmiechem i pokręcił głową, po czym uniósł wyżej brodę. - Takie informacje dostają tylko członkowie mojej organizacji, a ty wypięłaś się na nią ciepłym łechtaczkowym moczem - zauważył ze słodkim uśmiechem na ustach. - Shadowers będzie miało swoją niszę. Nie zagrozi twojemu Bractwu - rzucił jeszcze. - Chociaż... myślę że współpracować raczej z nim też nie będzie - wyszczerzył się. - No wiesz... trzeba renomę zbudować.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  84. Gave pokręcił lekko głową i wzruszył ramionami. Musiało to dziwnie wyglądać, jak to układała się wygodniej, gdy on wciąż siedział tylko na jej łóżku. Zszedł z niego odruchowo i okrył ją kołdrą.
    - No nie wiem... nie zamierzam Shadowersów otwierać w trakcie wojny - mruknął. - Najpierw muszę doprowadzić siebie samego do porządku - szepnął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  85. - Kładź się - odparł stanowczo, gdy tylko wstała na równe nogi. - Trzy dni, pamiętasz? Masz leżeć trzy dni - przypomniał jej spokojnie, samemu przeciągając się nieco i siadając na krześle obok jej łóżka. - Tyle jesteś w stanie wyleżeć - mruknął jeszcze. - Daj chociaż ciałku odpocząć...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  86. - Aha, ty się liczyć naucz, bo widać coś że w główce nie domaga - sarknął nie ruszając się ze swojego miejsca. - Febe zatrzyma cię dłużej jak będziesz tak się zachowywać - dodał krótko i wstał. - Jeśli nie chcesz mojego towarzystwa to powiedz - dodał jeszcze. - Dzisiaj i tak... no wiesz chciałem się pożegnać - przyznał szczerze. - Bo uhm no moje małe potworzyce czekają...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  87. - Najwidoczniej w mózgu się coś źle poprzestawiało - odparł prosto z mostu podchodząc do niej i wskazując na łóżko. - Febe nie puści cię szybciej, a im więcej marudzisz tym dłużej zostaniesz - powiedział wprost i spojrzał na otwarte drzwi. - Nie jestem złym ojcem - poinformował ją dość chłodno. - Odpoczywaj i proszę nie przeginaj... mierz siły na zamiary - poradził jej, opuszczając jej salę. Musiał jeszcze pożegnać się z Febe i Yensenem a potem przenieść do Phyonix.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  88. Ryu uśmiechnął się lekko i podniósł, by spojrzeć po niej i wzruszyć ramionami.
    - Myślałem, że nie chcesz słuchać o moich mocach - powiedział spokojnie. - To jedna z moich umiejek - rzucił krótko. - A poza tym... - przykucnął znów przy trupie. - Mężczyzna ma ślady po szponach, a sam szponów nie ma. Tu na płaszczu widać nieliczne kosmyki blond włosów - wskazał odpowiednie miejsce. - Więc można wydedukować, że była to blond włosa osoba ze szponami lub szponiastymi brońmi - dokończył, ponownie wstając i wzruszając ramionami. - Dobrze znasz tę... jaszczurkę? - zapytał jej swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  89. Ryu parsknął śmiechem. 
    - Czyli nie chcesz słuchać - powtórzył po niej. - Nie interesuje cię to o ile nie jest używane na tobie - dodał jeszcze i wzruszył ramionami. - Masz rację, zagalopowałem się z opisem - zgodził się z nią, ale nawet tego nie ukrywał. Nie rżnął głupa. Wspomniał tylko, że można byłoby wywnioskować co nieco a propo zabójcy. Może gdyby posiedział przy nim dłużej to wywnioskowałby jeszcze więcej, ale nie czuł ku temu potrzeby. - Cóż... na przełaj - wskazał dłonią odpowiedni kierunek. - Jeśli pójdziemy pod kątem to powinniśmy nadrobić z pół dnia - skomentował ruszając w tę stronę. Obrócił się jednak do niej na pięcie i chwilę szedł tyłem. - Ale to znaczy, że nie będzie już knajp i innych pysznych, jedzeniowych przystanków. Myślisz, że dasz sobie z tym radę? - uniósł lekko brew.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  90. Ryu znów zaprzeczył,
    - Nie - powiedział spokojnie. - To ty alergicznie reagujesz na pokazywanie ci czego dotyczą moje umiejki, więc wybacz, ale nie mam ochoty o nich z tobą rozmawiać - poinformował ją spokojnie. - Jeden mężczyzna nie oznacza każdego. Obrażasz mnie teraz i to tak dość mocno - powiedział jeszcze, obracając się znów, by iść przodem do kierunku marszu. - Tak, mną się nie martw. Poradzę sobie - rzucił tylko, przymykając lekko oczy w trakcie marszu i delektując się chwilą milczenia i ciszy. Chłodny wiatr łechtający jego policzki sprawiał mu przyjemność. Taką zwykłą i ludzką. Uśmiechnął się nieco i odetchnął głęboko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  91. - Wypuściłem cię z iluzji, a twoja prośba brzmiała "nie mieszaj mi w głowie", a wybacz nie mieszałem - poinformował ją tylko. - Nie chcesz, ale obrażasz - stwierdził właśnie. - Wspominając ciągle to samo, był taki jeden i teraz wszystko co związane z umysłem jest złe. Bez kija nie podchodź - rzucił krótko. - Więc nie podchodzę - mruknął dość chłodno. - Ale nie dopytuj o moje umiejki, bo nie zamierzam ci o nich opowiadać - mruknął, skręcając znów dość gwałtownie. - Przed nami jest urwisko. Musimy je jakoś przekroczyć - stwierdził. - Most jest wątpliwej jakości, wisi nad przepaścią jakieś 300 metrów dalej - wskazał dłonią. - Próbujemy?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  92. - Nie od razu przerywam coś, co nie krzywdzi mej ofiary - poinformował ją tylko i dmuchnął sobie w grzywkę. - Nie traktuję cię jak eksperta, traktuję cię jak osobę otwartą na nowości, ale najwyraźniej bardzo się mylę w tym temacie - stwierdził po prostu i przytaknął na jej dopytywania co do mostu. - Mhm... a która opcja będzie szybsza? - zapytał jej po prostu, bo jeśli mieli iść na most i tam rezygnować to może faktycznie lepiej od razu iść na skałki. To kusiło i szczerze mówiąc było bardziej interesujące.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  93. Ryu nie ciągnął tematu, nie chcąc się denerwować przy okazji. Zamiast tego skupił się na kwestii drogi. Przez chwilę rozważał to co mówiła. W teorii most powinien być łatwiejszy do przejścia, ale jeśli faktycznie zacznie się rozpadać to zdecydowanie wolałby na nim nie być. Miał dość połamanych kości na przynajmniej 10 lat. Z kolei skałki wydawały się kuszące, ale to całe jej "ciekawiej" wcale nie brzmiało mu za ciekawie.
    - Okay - mruknął. - Skały więc - stwierdził tylko i zaczął prowadzić w tamtą stronę. Według jego własnych obliczeń takie nadrobienie drogi i tak zdawało się im dawać przewagę nad pozostałymi drogami, które w głowie przeanalizował. - Lubisz ryzyko? - zerknął na nią uważnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  94. Ryu zastanowił się przez chwilę nad tym rozwiązaniem.
    - No dobra, ale jak będziemy związani we dwoje linami to jeśli któreś z nas spadnie to i we dwoje polecimy w dół - zauważył, spoglądając po niej. - Wolałbym jednak żeby do takiej sytuacji nie doszło - skomentował, wsuwając dłonie w kieszenie i równując z nią krok. - Zdecydowanie pewniej czuję się nie mając na sobie liny asekuracyjnej, która przypadkiem może ściągnać śmierć i na ciebie - mruknął. - Onyx, serio, jeśli mam zginąć to zginę, ale niezbyt chętnie pociągnę za sobą ciebie...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  95. Ryu spojrzał po niej i pokręcił lekko głową.- Nie, dziękuję - powiedział po prostu.
    - Onyx, naprawdę wolałbym nie mieć świadomości, że w mych rękach spoczywa twoje życie. Poślizgniesz się, ja nie zdążę zareagować i zaraz będę Cię miał na sumieniu. Poza tym tak się chełpisz ciągle, że jesteś lepsza ode mnie. To daj mi w końcu zobaczyć jak sobie radzisz bez balastu, jakim jestem ja - rzucił z lekkim uśmiechem, chociaż absolutnie nie czuł się jak zbędny balast. Był po prostu sobą. I co jak co... ale kondychę to on miał. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  96. Ryu nie zdawał sobie sprawy z jej myśli, ale wyraźnie odetchnął z ulgą, kiedy nie wdawała się w głębszą dyskusję na ten temat. Wolał mieć zdecydowanie większą swobodę ruchów i nie mieć Onyx na sumieniu. Spokojnie szedł na skałki w pół kroku za nią, skanując jeszcze okolicę, bo szósty zmysł, szóstym zmysłem - ale czasem go zawodził. W końcu jednak znaleźli się przy ścianie i aż mu się buzia rozświetliła uśmiechem.
    - O to wygląda jak świetna zabawa stwierdził odruchowo wchodząc na pierwszą skałkę i obserwując przepaść rozpościerającą się tuż przy jej skraju. A gdyby tak rzucił się w nią? Przeszło mu przez myśl, że zaliczyłby szybką śmierć. Czyste uderzenie i po ptakach, albo... wieczną agonię odbijając się od jednej strony skały do drugiej. Ugh tej śmierci zdecydowanie nie chciał. - To co? Jedziesz - rzucił do Onyx, chcąc iść jej śladem. Skoro miała się za tę lepszą od niego to mógł iść tuż za nią.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  97. Obserwował jej ruchy uważnie. Dobór odpowiednich skał i zapamiętywał je, co by powtórzyć jej ruchy. Zszedł ze skarby i powtórzył jej ruch z kolumną. Odetchnął głęboko, po czym odbił się i stanął na kolejnej. Na tej było trochę więcej miejsca, toteż zrobił mały rozbieg i dołączył do Onyx na jej wybranej skałce.
    - Widoki tu macie niezłe - stwierdził z delikatnym uśmiechem na twarzy. Następnie wskazał jej dłonią kolejną część drogi. - Prowadź - uśmiechnął się do niej. - Wyraźnie znasz ten teren lepiej niż ja - dodał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  98. Chłopak podążył jej śladem, zgrabnie wspinając się w górę. Szło mu to trochę wolniej niż jej, bo nie znał tych skałek na pamięć. Szukał miejsc do przytrzymania się. Szukał miejsc do postawienia swych stóp i podciągał się na nich. Powoli dotarł na sam szczyt i odetchnął głęboko. Po drugiej stronie świat wyglądał całkiem znośnie. Spojrzał na szlak, który mu pokazała i skinął głową.- To prowadź - rzucił tylko, ruszając tuż za nią. - Krzywouche Moczary brzmią świetnie. 
    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  99. Ryu przyjrzał się Onyx uważniej, strzygąc uchem, kiedy wspomniała o prastarych wiedźmach. Miał już ją pytać czy jest na to jakaś szansa, bo chętnie by z tymi wiedźmami uciął sobie pogawędkę, ale zdążyła mu odpowiedzieć zanim wyraził swe pytanie słowami. Mruknął więc tylko na znak, że usłyszał jej opowieść i ją przyjął do wiadomości, po czym po prostu szedł dalej.
    - Myślisz, że ktoś te wiedźmy zabił? - spojrzał po niej. - Czy wyniosły się gdzieś, a jeśli gdzieś się wyniosły... to dokąd? Ktoś je szukał? - chciał wiedzieć, bo akurat handel go nie interesował, za to te wiedźmy jak najbardziej. - Widziałaś je kiedyś? Faktycznie były prastarymi? - zainteresował się jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  100. Skoro nikt ich nie zabił to może warto by było zainteresować się tym tematem. Może mogłyby coś pomóc w sprawie kamienia lub Latrala? W zamyśleniu zareagował zbyt późno na zatrzymanie się Onyx i wpadł na nią lekko, zaraz też odsunął się od niej o krok, mrucząc "wybacz" pod nosem. Zmarszczył lekko brwi, gdy wspomniała, że raz je widziała.
    - Słodką ścieżką? - Ryu spojrzał po mapie, a potem po wspomnianym przez Onyx punkcie. - Jesteś pewna, że ci się to nie przyśniło? - zapytał jej jeszcze unosząc lekko brew. - Bo to wszystko brzmi jak początek starej baśni "O Jasiu i Małgosi" - powiedział wprost. - Jesteś pewna, że nikt ci tej baśni nie opowiadał i to po prostu nie jest twa projekcja? - upewnił się spokojnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  101. Ryu spojrzał po niej i zmarszczył lekko brwi.
    - Cóż nie do końca pamiętam tę bajkę, ale wiem, że chodziło o rodzeństwo, Jasia i Małgosię. Zgubili się w lesie i poszli słodką ścieżką, by na jej końcu znaleźć słodki domek. Jedli go, bo byli głodni, a tam wiedźma ich złapała do klatki i karmiła - mruknął. - By przytyli, a potem żeby ich zjeść - spojrzał po niej. - Więc najlepiej po prostu nie jeść, udawać, że się je. Dasz radę? - uśmiechnął się zgryźliwie. - Bo jeśli nie... to z tobą nie idę tą ścieżką - odchrząknął. - To naprawdę zbyt duży przypadek, by uznać go za przypadek - parsknął śmiechem, po czym wzruszył ramionami. - Hm... a jaki układ chciały ci zaproponować? Nie wspominały o tym? - zainteresował się. - Ohoho... zmysły postradane to już mam... ale może lepiej po prostu zostawić ich słodką ścieżkę w spokoju?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  102. Ryu przez moment rozważał te całe wiedźmy, ale ostatecznie zdecydował, że lepiej dotrzeć do Marchwi w jednym kawałku niż zadawać się ze zdziczałymi wiedźmami, które ewidentnie miały dziwne fetysze. Uszy i zęby? Po cholerę im to wszystko było. Zdecydowanie wolał nie wiedzieć. Przynajmniej teraz. Wzruszył więc ramionami.
    - Po chwili namysłu dochodzę do wniosku, że lepiej zostawić te wiedźmy w spokoju - mruknął ruszając dalej. - Jasne, wszystko moja wina. Musisz mi zaufać, że czasowo wyjdziemy na to samo idąc tą dłuższą drogą - uśmiechnął się do niej promiennie. - A przynajmniej dojdziemy w jednym kawałku i nie będziemy musieli martwić się o żadne postoje w celu wylizania swych ran.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  103. Zmarszczył lekko brwi.
    - A właściwie to czemu one nazywają się Krzywouche? - zapytał jej spokojnie, pozwalając jej przez chwilę prowadzić. - Dobrze, możesz przez moment poprowadzić - machnął ręką. - Jakbym miał zachciankę to zmienię kierunek marszu - dorzucił z uśmiechem na ustach. - Widzisz... - popatrzył po niej poważnie. - ...mnie tania adrenalinka nie interesuje. Jak już coś ma się dziać to z przytupem... a nie jakieś tam tanie morderstwo, czy jeden czy drugi pan z Bractwa ginący z twej ręki. Zero emocji i dreszczyku niepewności - machnął ręką. - Poza tym... stawiam swe cele nad adrenalinę - dorzucił krótko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  104. Ryu postukał się po brodzie.
    - Technicznie rzecz ujmując moje imię ma znaczenie, a jego znaczenie to "smok". Symbolizowało siłę, mądrość, spokój i odwagę, a także władzę nad żywiołami - wzruszył ramionami. W pewnym sensie ją miał. Mógł zmusić kogoś do użycia żywiołu, gdyby odpowiednią iluzję w niego wrzucił. Wzruszył ramionami. - Onyx z kolei oznacza pazur. Ma się cechować wytrwałością, ochroną, mrokiem i siłą psychiczną - dodał jeszcze, wzruszając ramionami. - Więc myślę, że nasze nazwy miały znaczenie - mruknął po prostu. - Więc i te krzywe ucha pewnie mają - postukał się palcem po brodzie. - Hm... może dlatego że rośliny wyglądają tu jak krzywe uszy? Albo mają takie kształty? - wystosował swoją teorię, po czym ponownie wzruszył ramionami. - Morderstwo to tania rozrywka. Ależ adrenalina jak ktoś ucieka - wywrócił oczyma. - Niesamowita wręcz, palce lizać - wsunął dwa palce swej dłoni do buzi i possał je. - Dla mnie to prymitywna i tania rozrywka... a jak przeciwnk w ogóle nie jest silny to już tragedia - wywrócił oczyma. - Cóż... jak taką spotkamy kiedyś... to ci powiem, że to było to - wyszczerzył się do niej. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  105. Ryu wzruszył ramionami. Nie zamierzał jej dalej przekonywać co do znaczenia imion. Sam był już w trakcie zrywania paru roślin i wsuwania sobie do torby. Słuchał o tych jej przygodach i spojrzał tylko po niej.
    - Dobra twoja - mruknął. - Jak cię to bawi to proszę bardzo. Są gusta i guściki - wyjaśnił swobodnie. - Dla mnie to po prostu słabe - spojrzał po niej. - Lubię powalczyć, nie płaczę jak kogoś zabiję, ale nie daje mi to takiej zdrowej adrenaliny - mruknął. Zdecydowanie nie. Pokręcił lekko głową. - A przynajmniej nie taką pełną - mruknął. - Do pełnej to musi być coś z przytupem - rzucił ponownie i złapał się jednej liany drzewnej i przez chwilę huśtał się przeskakując to z jednej na drugą i tak podążając sobie za Onyx. Ostatecznie wylądował obok i ruszył już spokojnym krokiem. - Masz Gava. Jego takie rzeczy bawią. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  106. Ryu spojrzał po niej z lekkim uśmiechem na twarzy.
    - Tego nie powiedziałem - rzucił swobodnie. Nie zamierzał się jednak wszystkim z nią dzielić, choć może ta informacja nie była zbyt cenna to miał wrażenie, że Onyx by go po prostu nie zrozumiała. Spojrzał po niej uważnie. - Taka, w której mogę komuś pomóc - powiedział spokojnie, po czym wywrócił oczyma. - Heh no tak, wypadałoby - przyznał. - Ale ty wcale nie chcesz go poznawać - dodał spoglądając po niej. - Wiele razy mi to pokazałaś już - przyznał szczerze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  107. Ryu spojrzał po niej i pokręcił głową.
    - Nie wiem jakie masz serce, więc nie będę wypowiadał się na temat tego, które z nas ma je bardziej szlachetne, ale osobiście uważam, że na szlachetność serca składa się nie tylko to całe zabijanie czy ratowanie kogoś - uśmiechnął się do niej łagodnie. - Dlatego nie przekreślałbym twej szlachetności - dorzucił zaraz, wsuwając dłonie w kieszenie i skinął głową. - Tak to jest moje zdanie - przyznał jej. - Nie, Onyx. Ty po prostu założyłaś sobie coś o moich umiejkach i wrzucasz mnie do jednego wora z swoim byłym - powiedział wprost. - Więc tak, nie rozumiem twojego stresu, bo wybacz ale z tego co zdążyłem się zorientowa to on i ja to dwie różne umiejki - mruknął tylko. - Ty może i jesteś otwarta na tę znajomość - powtórzył po niej. - Ja nie otwieram się tak szybko - skomentował jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  108. Ryu pokręcił lekko głową i już nie skomentował jej słów. Wyraził się jasno. Przynajmniej w sprawie szlachetności serca. Nie znał jej na tyle, by oceniać, które z nich miało je szlachetniejsze, ale każdy też miał prawo do własnej opinii, więc Onyx miała prawo uważać co tylko chciała.
    - Okay, dzięki - powiedział, by przyjąć ten cały komplement, a potem omal nie uderzył głową w drzewo słysząc to wszystko. - Onyx, ty od razu założyłaś że polega na tym samym, a ja już mam dość tłumaczenia że jest inaczej - poinformował ją krótko. - Owszem bałaś się, rozumiem - powiedział. - Ale ty właśnie nie rozumiesz. Mówisz, że wiesz iż umiejki polegają na czymś innym, a jakoś nie bardzo chcesz poznać różnicę. Dałaś to do zrozumienia dość gładko - oznajmił jeszcze. - Więc przykro mi, ale mi się odechciało o takich sprawach rozmawiać - przypomniał jej i skinął głową. - Tak, ja w tej chwili nie zamierzam dawać się poznać - przyznał tylko i ruszył za nią na moczary. - Nie miałem okazji jeść węży - przyznał szczerze. - Rozumiem, że one trujące nie są tak? - spojrzał po niej.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  109. Dobrze, że nie potrafił czytać jej w myślach, bo musiałby jej przypomnieć, że nie chciała słuchać, kiedy chciał jej wyjaśnić. Tak przynajmniej nie doszło do niepotrzebnej sprzeczki. Skinął tylko głową na wieść, że jego świat i jego kredki.
    - A i o wszem - zgodził się z nią, po czym wysłuchał jej w kwestii bestii, którą mieli za chwilę upolować a potem ją wszamać. - Co go denerwuje? - zapytał jej. Chciał wiedzieć jak się przygotować na wszystkie ewentualności.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  110. Ryu podążał za nią po drzewach. Tu akurat czuł się jak ryba w wodzie. Zręcznie przeskakiwał z jednego na drugie, ostatecznie lądując na gałęzi nad Onyx i zwieszając się z niej głową w dół, by spojrzeć jej prosto w oczy.
    - Mają czuły słuch - powtórzył po niej. - Mówiłaś też, że są samotnikami, a teraz mówisz, że najlepiej odciągnąć jednego... czy to się nie wyklucza? Informacja o samotnikach i teraz to? - zaproponował unosząc lekko brew. - Okay... nie do wody - pokiwał głową i pozwolił sobie ześlizgnąć się z gałęzi. Swobodnie spadał przez chwilę, zanim nie złapał się jednej z niższych gałęzi i nie przeskoczył na kolejne drzewo. - To co? Robić hałas i zobaczyć, czy może któryś się zgubi? - zaproponował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  111. Chłopak słuchał jej uważnie i kiwał głową, obserwując okolicę z delikatnym uśmiechem na twarzy. Szukał ich, skanował, otoczenie wzrokiem, by w końcu przytaknąć jej i zgodzić się na ten jej plan. - Okay, zgoda - rzucił do Onyx z uśmiechem. - Och lepsza od frytek mówisz? No nie wiem... sam zawyrokuje jak tam moje podniebienie to przyjmie - puścił do niej oczko i zeskoczył na ziemię, by zacząć po niej przemykać po cichu. Liczył na to, że może któryś się akurat nawinie, ale skoro udało się w ten sposób dotrzeć niemalże do bagna i był teraz na otwartej przestrzeni pozbawionej zasięgu drzew, zatrzymał się i przyłożył dłonie do ust, robiąc z nich lekki megafon. - Juhuuu!!! - krzyknął, tańcując sobie i wywijając biodrami. - Zapraszam państwa na super smaczny kąsek. Podano do stołu. Argardzkie mięso smakuje najlepiej! - poskoczył kilka razy, zbliżając się nieco bardziej do stawików. Usłyszał syczenie z wielu stron i gwizdnął. - Ohhoho już czuję, że głodomorów tu trochę jest - puścił do nich oczko. 
    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  112. Ryu był zbyt zajęty tańczeniem przed wężyskami, by zwrócić szczególną uwagę na ruchy Onyx. Drgnął, gdy usłyszał dzwonienie i wyszczerzył się do niej ruszając przy tym zabawnie brwiami.- Parabole tańczą, tańczą parabole - posłał jej buziaka w powietrzu, zbrojąc się, w swoje sztylety. Miecz zostawił w pochwie na plecach. W tej chwili tylko by mu przeszkadzał. Ruszył do zabawy, obijając jeden sztylet o drugi i obserwując ruchy wężysk. - Piękne jesteście, niesamowite - rzucił do nich. - Och a jakie zębiszcza macie - wyszczerzył się i rzucił w bok, kiedy jeden z węży zaszarżował. O mały włos by go zadrapał. Kolejne również ruszyły do ataku, a chłopak lawirował między nimi, starając się co by niekoniecznie je zabijać, a jednocześnie uniknąć śmierci. Jednym słowem wybrał taktykę, zaplątania węży. Gdyby same siebie powiązały to zdecydowanie byłoby coś. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^