Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

A healing touch, a naked breast, sage and skin of snake

Girl at the front of the line.
I’m sorry but I cannot let you sign
You’ve only tried a pony at the school fair, you wouldn’t last a day amongst my men.
The canyon is just no place for a lady, there’s reasons that they say we shouldn't ride.


Orianna Wiśniowiecka
alchemik i pomocnica Febe | wysoko urodzona hybryda | Polsza-Argar | | 170cm | 23 lata - 04.12 |
Z pomocą Emmy i Satoru uciekła spod oka Peruna. Nie chciała być dłużej cudzym narzędziem. Samodzielne myślenie, odkrywanie świata, wszystkie trudy, wzloty, upadki - życie było zbyt cenne, aby ponownie je stracić. Orianna nie wie do końca jeszcze kim chce być, jaką rolę przypisze sobie w tym okrutnym, pozbawionym skrupułów świecie. Czasami czuje się dalej jak zamknięty w klatce ptaszek, którego nikt nie chce uparcie wypuścić na wolność, innego razu przeraża ją każdy element otaczającego świata, a potem nie może pohamować zachwytu z najbardziej trywialnej rzeczy. Uwielbia obserwować zmiany we wszystkim, proces obumierania dalej ją niesamowicie fascynuje. Nie jest pewna czy pasuje do Argaru, ale nie ma innego miejsca dla siebie. Tworzy najróżniejsze wyroby magiczne, część ukrywa tylko dla siebie, żeby nikt nie zabronił jej czegoś ze względu na swoją znienawidzoną delikatność. Czasami budzi się zalana potem, kiedy śni się jej rodzina, która może jej szukać. WątpI jednak, aby to zrobili, w końcu komu zależałoby na odzyskaniu bezużytecznego pionka? Głupia i mądra jednocześnie. Pełna życia i martwa w środku. Dorosła, która dopiero uczy się życia. Beznadziejny przypadek, który budzi tylko politowanie i nic więcej. Ma chudą szyję.

POWIĄZANIA/DODATKOWE


________________________________
 tytuł: Kiki Rockwell - Same Old Energy
cytat: Kiki Rockwell - Madeline
zapraszam do wątkowania! :)
Poprzednia karta >klik<

127 komentarzy:

  1. Emma zmarszczyła brwi na te rumieńce Orianny i chociaż sama w przyjemnym zbliżeniu miała niewiele większe doświadczenie niż ona sama to zobaczyła w Oriannie tę taką niewinną siebie, jeszcze sprzed jakiegokolwiek zbliżenia. Po prostu ciekawą.
    - Ori, jak już sobie na to pozwolisz... to wybierz na swój pierwszy raz kogoś kto się na tym zna i nie zrobi ci krzywdy... i kogoś kto ci się fizycznie i psychicznie podoba - poradziła jej jeszcze zagryzając lekko wargę. - To ważne, żebyś ty czuła się przy tym dobrze - dodała również nieco się czerwieniąc. - Ja... no wiesz, nie miałam takiego wyboru - dorzuciła cicho, bo przecież Orianna doskonale wiedziała co robił z nią Perun i jak ją traktował. Przyjrzała się jej krytycznie i prychnęła pod nosem. - Myślę, że prędzej ty go uwiedziesz niż on ciebie, bo ty jesteś głucha i ślepa na to że komuś się podobasz - poinformowała ją. - Ale po nauki uwodzenia idź do kogoś innego... byle nie do Ennis. Jej nauki... znaczy uhm.... może i są spoko, ale... - popatrzyła po niej. - ...nie wiem czy to udźwigniesz - bąknęła i wzruszyła ramionami, kiedy padło pytanie o Klarę. - Bo jestem prymitywna, wulgarna i generalnie ona się mnie boi - mruknęła. - Ennis dobrze mówi... ale nie każdy mężczyzna taki jest...

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  2. Ennis ostatnimi czasy pomieszkiwała z Satoru i Orianną, spała w łóżku Sato, ciuchy upchnęła w szafie Ori i czasem bywała w ich domku częściej niż tylko na noce. Tego dnia postanowiła trochę pozwiedzać i zobaczyć co też nowego pojawiło się u białowłosej w pokoju. Poza przeglądem szafy zaczęła również przeszukiwać nowe ampułki, sprawdzając czy są w nich może jakieś składniki, które i jej mogłyby się przysłużyć. Znalazła kilka ciekawych egzemplarzy, ale koniec końców nic dziewczynie nie zabierała. Po przeglądzie wskoczyła sobie plecami na łóżko Orianny i wzięła głębszy wdech by zaciągnąć jej zapach. Oho, po chwili poczuła, że dziewczyna nadchodzi, ale nie sprawiło to jakiejś wielkiej reakcji, jedynie ułożyła się na łóżku niczym jakiś smakowity kąsek do schrupania i rzuciła białowłosej flirciarski uśmieszek na dzień dobry.
    - Och, jesteś w końcu, usycham z tęsknoty słodziutki Serdelku - mruknęła rozochoconym głosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  3. Ennis spojrzała po dziewczynie swoim przenikliwym wzrokiem i zaraz zmieniła pozycję, siadając na skraju łóżka z nogami opuszczonymi do podłogi.
    - Co tak oficjalnie? – zapytała z przekąsem w głosie i wstała ze swojego miejsca co by podejść do Orianny od tyłu i dmuchnąć jej w szyję powietrzem. – Gdzie jakieś „ojej jak cudownie, że mnie odwiedziłaś!”? – udała przesadnie pobudzony ton głosu dziewczyny i obeszła ją na tyle, na ile mogła, uważnie obserwując. Zaśmiała się pod nosem na jej słowa. – Ta jasne, ciekawe za czym – zachichotała, wzięła jeden z flakoników, które przyniosła Ori i zaczęła się nim bawić między palcami. Wzruszyła ramionami, dalej bacznie ją obserwując i nie udzielając odpowiedzi.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  4. - O losie... - Sato popatrzył na nią nie rozumiejąc co się właśnie dzieje. Odsunął się od niej, wypijając swoją zimną lemoniadę na raz. - Pokrętna ta twoja logika. Pomidorku, moje zagrania nie były po to by uchronić twe słodkie pośladki przed okiem innych. Miały na celu pobudzenie cię, wprawienie w zakłopotanie i pokazanie jakim wrednym typem potrafię być - dodał. - Stąd, uważam że się nie szanujesz, bo nie rozmawialiśmy w trakcie drogi o tej sprawie - zauważył. - Założyłaś sobie coś i postanowiłaś w to iść, kiedy ja myślałem o zupełnie czymś innym - wyjaśnił przeciągając się lekko i ziewając. - A teraz wybacz, Pomidorku. Sen wzywa - rzucił muskając jej policzek ustami i udając się do swojego pokoju.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  5. Ennis wzruszyła ramionami.
    - Pomieszkuję, grzeję łoże naszemu słodkiemu gospodarzowi, a raczej moczę – zachichotała patrząc po jej czerwonym policzku. Ślad na szyi zauważyła już przy rozdmuchaniu włosów, ale teraz jeszcze kilka rzuciło się jej w oczy. Co jak co, ale akurat takie tropy dość szybko rozpoznawała. – No proszę… Serdelku, czyżby gospodarz wpakował w Ciebie swojego serdelka? – bardziej stwierdziła niż zapytała, raczej nikogo innego nie brała pod uwagę w przypadku Orianny. W końcu była Satoru TAK DOZGONNIE WDZIĘCZNA. Ennis przewróciła oczyma. – Bez obaw, w dupie mam pikantne szczegóły – stwierdziła skupiając spojrzenie na fiolce. – Ou, doprawdy? Zaskoczę? Jestem Twoich eksperymentalnym zwierzątkiem? Uroczo… - sarknęła. Widząc przejęcie na twarzy Ori uśmiechnęła się pod nosem i odłożyła fiolkę na tyle gwałtownie, że rzeczywiście substancja z niej nieco wyciekła. – No cóż, najwyżej mnie sparaliżuje i zginę – starła wyciek palcem i podsunęła go pod usta. – Sprawdzić jak smakuje? – zapytała udając powagę, powoli jednak zaczęła odczuwać działanie specyfiku.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  6. - Żart? Nie... Mam z reguły wilgotne ciało, więc spanie ze mną wychodzi dość mokro - uśmiechnęła się pod nosem. - Z różnych powodów - poruszyła zabawnie brwiami. Wzruszyła ramionami na przyznanie racji. - Twoja cipka, Twoja sprawa - stwierdziła krótko. Przejęcia Orianny dalej ją bawiło, śmiała się z tych jej krzyków i pewnie normalnie posmakowałaby mikstury, ale ręka zaczęła jej odmawiać posłuszeństwa. - O popatrz, chyba działa - zachichotała by zaraz osunąć się na ziemię. - Oho, chała i cho bachdzo dobche - zaczęła czuć... właściwie to przestawała czuć coraz więcej, robiła się coraz bardziej wiotka, ale oczy miała rozbawione. - Cho churcha. Che bechdziesz chusiala schawdzac na chobie - to było ostatnie co mogła powiedzieć, po później po prostu ją zmiotło i leżała sparaliżowana na podłodze.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę ją słuchał. Poważnie słuchał i patrzył na te całe rysunki. W jednej chwili jednak wziął od niej węgielek i narysował swój.
    - A ja mówię o takiej sytuacji... - powiedział. - Że kość o z tej mojej ramieniowej, zaczyna na przykład rosnąć jej odnoga. I ona rośnie o tak - rozrysował prostopadle rosnącą kość. - Wtedy zniekształci moje ciało, nie? - zerknął na nią. - A ile takich przypadków było odnotowanych? W sensie takich z tymi rozrośniętymi kośćmi? - zapytał jej ponownie. - Bo może nie każdy przypadek był zbadany albo no sekcja zwłok nie była robiona... przecież każdego nie wyłapiesz - pokręcił lekko głową i wzruszył ramionami. - Nie ma sprawy. Nie dałbym ci się tak faszerować, a jakbyś mi to zrobiła bez mojej wiedzy to cały szacunek jaki do ciebie mam poszedłby w pizdu - mruknął, nie dodając już dodatkowo że najprawdopodobniej z jej życiem, bo miał dość wykorzystywania jego osoby do tak podejrzanych spraw.
    - Oczywiście, że potrafi być wadą - zgodził się z nią. - Masz rację, czasem ciężko stopować własne zakusy, ale... bez ciekawości świat się nie rozwija - dodał jeszcze i pokiwał głową. - Mhm... emocje to są wredne jaszczury... wszystko potrafią zniszczyć.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  8. Ryu spojrzał po niej kiedy tak wspominała o testach na zmarłych. Aż wstał w pewnej chwili i przykucnął przed nią.
    - A powiedz... jakbyś się poczuła, gdyby zmarła Emma, a ktoś bez twojej wiedzy wykorzystałby jej ciało do eksperymentów? - zapytał jej cicho. - Myślę, że warto najpierw dowiedzieć się czy zmarły nie ma rodziny, która chce go pochować zanim będziesz badać zwłoki - stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy. - Myślę że znajdziesz wiele trupów, które nikomu nie będą przeszkadzać, ale no... pierwszego lepszego nie bierz - klepnął ją w kolano i wstał przeciągając się nieco. - Na sobie? A co jak skutek uboczny cię zabije? - zainteresował się. - Heh no problem do końca nie zniknie bo znajdzie się inny naukowiec, który zbada twoje truchło i wykorzysta śmiertelną dawkę na kimś innym... może nie do końca w taki sposób w jaki byś chciała - wzruszył ramionami. - Ale to jest też prawdopodobne kiedy mówimy o tobie jako żywej istocie - dorzucił. - Bo to i teraz może się stać, ale żyjąc masz delikatnie większą władzę nad tym jak będą wykorzystywane twoje wynalazki... i eksperymenty.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet gdyby chciała, nie była w stanie spełnić prośby Ori, nie zamierzała tego robić, ale nie specjalnie mogła to jakkolwiek przekazać. Jedyne co mogła to wodzić oczyma. Oczywiście przewróciła nimi, gdy tylko usłyszała przeprosiny, ale rozbawienie wróciło, gdy białowłosa zaczęła męczyć się z przetransportowaniem jej na łóżko. Ten błysk w oku również był całkiem zabawny, chociaż trochę bardziej triumfalny. Wychodziło szydło z worka i En mocno podbudowało to spostrzeżenie. Jednak dalej miała nosa do niektórych istot. Spojrzała po białowłosej wymownie, gdy zadała pytanie o mowę. Serio? Gdyby mogła to już dawno by coś gadała. Co za... Ennis zaczęło się robić jakoś dziwnie, trochę jakby... coś waliło jej w piersi mocniej? Zerknęła w stronę serca. Czy ona prawie umarła? Co za durne myśli... Jakie to niby miało znaczenie?! Coś zdecydowanie było nie tak... miała wrażenie, że zaczyna czuć więcej niż dotychczas i... co to była za dziwna wilgoć przy oczach? Powolutku odzyskiwała czucie, ale wraz z nim pojawiały się coraz to dziwniejsze emocje.

    Ennis xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Satoru ostatnio odrobinę rzadziej spędzał czas w domu. Chętnie brał zlecenia i po prostu działał sobie prężnie rozbijając sieć Polszańskich informatorów. Czasem się w nim jednak pojawiał i tak też było teraz.
      Przekroczył próg domu i zastał w nim nietypowy widok. Orianna męczyła się z przetransportowaniem Ennis na kanapę czy inne diabelstwo. Chwilę patrzył na obie dziewczyny za nim nie podszedł bliżej by kucnąć przy Ennis.
      - Co jej zrobiłaś że w takim stanie wylądowałaś? - zainteresował się. - Brawo Pomidorku! Oby tak dalej - zaklaskał Oriannie z radością uznając, że cokolwiek by to nie było to pewnie Ennis po prostu za bardzo zdenerwowała Ori.

      Sato

      Usuń
  10. Ennis po akcji z miksturą i zjedzeniu przygotowanego przez Satoru sushi poczuła dziwną potrzebę sprawdzenia czy z Orianną na pewno jest wszystko dobrze. Zwykle miałaby to gdzieś, ale dziś odczuwała efekty uboczne dziwnej mikstury i zbierało jej się na jakieś wylewniejsze gesty. Dobre chociaż tyle, że nie była już aż tak rozemocjonowana jak na samym początku działania specyfiku. Na jej twarzy malowało się więcej emocji, część z nich jednak była dość nowa i mimika nie koniecznie wyglądała naturalnie. Tak też było w tym przypadku. Ennis... niemożliwe, ale... zapukała do drzwi i zajrzała do środka sypialni Orianny z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Wsunęła się dość sztywno do środka.
    - Przyszłam... Zobaczyć czy... Na pewno wszystko dobrze? - zapytała z lekkim rumieńcem przy twarzy. Troska była doprawdy dziwna, szczególnie okazywana w taki sposób. Bleh...

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  11. - Ja się z tobą zgadzam, ale dalej sądzę, że mimo wszystko powinnaś uzyskać na to badanie zgodę od rodziny martwego - odparł spokojnie. - To dalej jest ingerencja w czyjeś ciało. Martwe bo martwe, ale dalej - wyjaśnił. - Ale to tylko moje zdanie i może zbyt... nowoczesne - skomentował. - Po prostu uważam, że rodzina zmarłego powinna o tym wiedzieć i zgodzić się na to - mruknął, krzywiąc się na wieść o Fjelldod. Słyszał i widział co nieco w samym lesie, więc wiedział, że pytanie tu o zgodę było tematem pomijanym. - Nie mniej jeśli ciało leży porzucone i nikt się po nie nie zgłasza... to czemu nie - stwierdził dość ponuro, słuchając jej dalej. Zdziwił się, kiedy zakryła mu jedno ucho i pokiwał głową. - Brzmi jak całkiem fajna mikstura - zgodził się z nią. - Fajnie byłoby ją kiedyś wypróbować, jak już ją zrobisz...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  12. - Tutaj tak - zgodziła się z nim. - Ale w innych miejscach Mathyr jest różnie - dodała. - Myślę, że to zależy od wychowania. Jedni po prostu idą już z partnerem, z którym chcą spędzić całe swoje życie... i to po raz pierwszy, a inni wolą najpierw poznać smak i potem... no wiesz - uśmiechnęła się delikatnie. Przyjęła od niej przytulanie i odetchnęła głęboko. - To teraz nie ważne, ja już się z tym dawno pogodziłam - zapewniła ją spokojnie i pogłaskała po głowie. - Decyduję o sobie teraz sama i nie zamierzam przestać - uśmiechnęła się do niej odrobinę bardziej promiennie. Emma spojrzałą po niej i odetchnęła głęboko. - Nie jesteś z porcelany, ale ja... po prostu widzę w tobie taką małą dziewczynkę, bo tak się rumienisz... i taka jesteś niewinna. Więc niektóre rzeczy... po prostu warto zrobić z głową, żeby siebie samej nie zzranić - dorzuciła i westchnęła ciężko. - Mhm... nie jest prymitywna... jest bardzo dobrze wychowana - obroniła dziewczynę. - Tylko mnie nie rozumie... i nie chce zrozumieć.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  13. Ryu przytaknął jej tylko, nie wchodząc w większe dyskusje w związku z eksperymentowaniem nad zwłokami. Dziewczyna miała rację. Taka prośba do kogoś była wysoko nie taktowna, ale z drugiej strony... lepiej było spróbować. Może ktoś by się zgodził. Przytaknął jej również na słowa o polach bitwy. Owszem tam zostawało sporo opuszczonych ciał. Można było je sobie spokojnie przywłaszczyć, a przynajmniej do takiego wniosku sam dochodził.
    - Mi? - spojrzał po niej uważnie. - Można by nią pokryć broń na przykład i paraliżować swych przeciwników, a jeśli nie pokrywać to mieć w rękach taką opcję na ewentualnych wrogów - stwierdził tak po prostu. - Wiesz, im więcej asów w rękawie tym lepiej.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  14. Ennis właściwie nie do końca wiedziała po co tu w ogóle przyszła... Z jednej strony miała wrażenie, że to dobry pomysł, jednak rozsądek powtarzał jej, że gówno ją właściwie obchodzi samopoczucie Orianny.
    - Aha, to dobrze - odpowiedziała na pierwsze słowa i była już gotowa wstać i wyjść. Skoro czuła się dobrze, to chyba wystarczy, nie? Nim jednak się ruszyła przyszły kolejne słowa i kobieta zacisnęła usta w wąską kreskę, a zaraz poczuła to dziwne coś, co sprawiało, że więcej ją rozczulało. - Och, nie martw się. Najlepsze nauki można wyciągnąć z popełniania błędów - posłała dziewczynie lekki uśmiech, ale wzdrygnęła się wyraźnie na słowo "troskę". Uch... Miała wrażenie, że jej ciało, umysł i język rządzą się zupełnie innymi prawami. Kiwnęła głową na pytanie o jedzenie i poczuła jak lekko pieką ją policzki. - Tak... Satoru bardzo smacznie gotuje i... Lubię... to jego... sushi - zaznaczyła odrobinkę zawstydzona. Pierdolę... Co się z nią działo?!

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  15. Ryu spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Nazwij mnie okrutnym, ale jeśli na szali jest moje życie lub życie moich bliskich, a dzięki paraliżu czy jakiejkolwiek innej truciźnie, mogę uniknąć śmierci to zrobię to i nawet przy tym nie mrugnę - odparł patrząc jej prosto w oczy. - Co więcej... zabiję jeśli będę musiał - dodał tak jakby rozmawiał o ciastku i herbatce. Swoją drogą wziął sobie ciastko i wsunął je do buzi. - Ty nie? Gdyby twoja przyjaciółka była w śmiertelnym zagrożeniu, a ty mogłabyś ją uratować... nie zrobiłabyś tego?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  16. Ryu skinął głową.
    - Nie nazwałbym tego mroczną stroną - odparł szczerze. - Powiedziałbym raczej, że jest to nasz egoizm. Każdy z nas ma prawo do egoizmu - dodał po krótkiej chwili milczenia. - Wiesz i każdy z nas ma prawo do życia... masz rację, każde jest wyjątkowe, ale... - zerknął na nią. - Jakiś przypadkowy gość, który chce mnie zabić nigdy nie będzie miał ważniejszego życia niż ja... w mojej subiektywnej opinii - skomentował wzruszając ramionami i upijając łyk napoju. - Mhm... i spodobało ci się? To zabijanie? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  17. - Tak, ten chorobliwy egoizm - zgodził się z nią. - Ja mówię o tym zdrowym egoizmie - spojrzał jej prosto w oczy i dotknął palcem jej czoła a potem serca, - Zdrowy egoizm powinien mieć każdy z nas. Ten, który każe nam chronić nas samych i naszych bliskich. Ten, który czasem sprawia że stawiamy siebie na pierwszym miejscu. Wiesz, długo się tego uczyłem... tego by czasami postawić na siebie. Zwykle stawiam siebie gdzieś na końcu - mruknął. - A ten egoizm... pozwala mi na balans? Na ten taki dobry balans, tak myślę, choć moi znajomi twierdzą, że jeszcze wiele egoizmu mi brakuje do balansu - rzucił z lekkim śmiechem. - Acha... wiesz dla mnie martwe rośliny czy kwiaty... to wcale nie jest jakiś taki piękny proces... jest równie brzydki co u ludzi...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  18. Emma odetchnęła głęboko.
    - Z tą niewinnością nie chodzi o to co robiłaś lub czego nie robiłaś - powiedziała prosto z mostu. - Możesz być najbardziej krwawym mordercą Mathyr a i tak przy tym być niewinną - wzięła się pod boki. - A wiesz czemu? Bo po prostu takie jest twoje myślenie. To jak się wypowiadasz, jak uroczo czerwienisz - uśmiechnęła się delikatnie, nie wnikając już w to kto powinien decydować o kim. Ona ją po prostu ostrzegała przed tym głupim, szalonym facetem. Nic więcej. Na komentarz o Klarze, pokręciła lekko głową. - Nie w tym rzecz... ona chyba po prostu się mnie boi, a ja... ja byłam dość męcząca - przyznała się jej. - A poza tym... uhm ona jest taka słodka i romantyczna, tak się rumieni i tak przyciąga innych chłopaków do siebie... taka delikatna - pokiwała głową. - A ja? Orianno... spójrz na mnie. Kawał babsztyla! - trzasnęła dłonią o stół i usiadła na krześle. - Jak ja mam być dziewczęca i delikatna? - zapytała jej cicho i pokiwała głową. - Och naprawdę? Mogę zostać na obiad? - spojrzała na nią świecącymi się patrzałkami. - Och! To tak, chcę.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  19. Ryu przytaknął głową, ale zaraz nieco nią pokręcił.
    - Tak i nie - powiedział. - Zgadzam się z tobą w sprawie tego, że może egoizm pójść w tą złą stronę i trzeba się nieco pilnować... ale w tym rzecz. Zdrowy egoizm to taki, który jest na smyczy i wcale go z niej nie spuszczasz - dodał spokojnie i roześmiał się serdecznie. - Oj nie, zbyt dobry i delikatny nie... zbyt dobry może tak, rochę tak, ale zbyt delikatny... nigdy - powiedział z uśmiechem. - Zgoda, najważniejsze jest to co my o sobie myślimy, ale opinia innych często nieco cię wyprzedza i potem trudno przebić się przez tą ścianę - powiedział. - Ja tak mam, ostatnio dość często... i wchodzi to na głowę. Wchodzi aż za bardzo - przyznał cicho. W temacie śmierci roślin i ludzi nie miał już nic więcej do dodania. Wzruszył więc tylko ramionami. - A jak bardzo... pociąga cię śmierć?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  20. Satoru ostatnimi czasy starał się unikać Orianny. Nie z powodu małej, burzliwej wymiany zdań, ale z powodu wcześniejszego seksu z nią. Do tego wszystkiego rozpracowywał szajkę informatorów Polszy i zbierał co do niej informacje. Starał się by to wszystko miało ład i skład. Teraz był na zwykłym spacerze, kiedy ona na niego wpadła. Uniósł na nią wzrok i uśmiechnął się do niej swym zwyczajowym uśmiechem, by poklepać ją po łebku.
    - Nie ma sprawy - powiedział. - Nawet najbardziej inteligentny osobnik czasem palnie głupie rzeczy - skomentował. - Jako zadośćuczynienie możesz... hm.... dać mi więcej tych cudnych fiolek - wyszczerzył się do niej. - Są zarąbiste.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  21. Ennis zmarszczyła lekko czoło słysząc o amnezji.
    - Zdecydowanie musisz popracować nad tym specyfikem – oznajmiła, a słysząc pytanie o poparzenie jej dolna warga lekko zadrżała. – Głupia zaczęłaś się przypalać świecą! – zrugała ją i ostentacyjnie obróciła się do niej bokiem. Czy ona właśnie walnęła focha? Co za żenada… Zerknęła na Orianne, gdy ta przyznała rację co do umiejętności Satoru, przyjrzała się jej uważnie. – Och, no raczej, że uwielbiasz – zatrzepotała teatralnie rzęsami. – W końcu dałaś się mu zaliczyć za te cuuuudne śniadania – rzuciła przesłodzonym głosikiem i zaraz przewróciła oczyma i prychnęła pod nosem. – Owszem mam, ale nie zamierzam wynagradzać Twoich idiotycznych zachowań. Może kiedyś się czegoś więcej o mnie dowiesz, na pewno nie dziś – prychnęła pod nosem i ponownie odwróciła od niej wzrok, zakładając przy tym ręce na klatce piersiowej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  22. Ennis zmroziła Orianne spojrzeniem. Wewnętrznie była nieziemsko wkurwiona za stan w jakim się znalazła, ale ciało dalej odmawiało posłuszeństwa i nie szło tego nawet pokazać. Prychnęła jedynie pod nosem na te przeprosiny. Okropny widok i zapach? Chyba sobie kpiła... Wzruszyła ramionami, jednak jej oczy zaszły mgłą... Drgnęła wyraźnie czując się nieswojo... Obrazy jakie miała w głowie, sytuacje, które sama przeszła, co to widziała i czuła w życiu... To wszystko zdało się nagle jakieś takie wyjątkowo brutalne. - Gorsze rzeczy widziałam... - bąknęła pod nosem. Prychnęła na jej słowa o Satoru. - No jasne, zacznij się jeszcze przechwalać. Chyba najwyższy czas zamienić się sypialniami, ja sobie przejmę tą, a Ty spieprzaj grzać mu łoże - sarknęła, przewracając oczyma. Nie patrzyła na Orianne, kiedy ta się do niej zbliżyła, ale warga ponownie lekko jej zadrżała i białowłosa skrzyżowała wzrok z dziewczyną. - Ja... Ja nie mam przyjaciół... - oczy zaszkliły jej się mocniej. - Więc chociaż masz z głowy mnie w temacie tracenia - podciągnęła nosem i odwróciła od niej wzrok, czując przypływ jakiś dziwnych, niecodziennych emocji.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  23. Ennis ponownie wzruszyła ramionami.
    - Nie masz nad tym kontroli, Świat to brutalne miejsce i jeszcze nie raz się takich i gorszych scen naoglądam - zaznaczyła równie smutno. Na zaproszenie do sypialni spojrzała po Oriannie lekko mrużąc oczy, chociaż można było w nich dostrzec pewnego rodzaju rozczulenie. - To... To całkiem miłe z Twojej strony - przyznała odrobinę zawstydzona, chociaż tak po prawdzie wcale nie czuła zawstydzenia. - Może rzeczywiście dziś zostanę u Ciebie i... zobaczę jak to jest z... kimś innym... - ponownie jej twarz zaszła rumieńcem. Litości... Czy ona na serio to mówiła i to jeszcze w ten sposób?! Jak jakaś durna cnotka niewydymka...! Na objęcie spięła się w pierwszej chwili, mimo wszystko ten odruch był u niej dość bezwarunkowy, tym razem jednak szybko ustał i Ennis oplotła Orianne ramionami, również ją przytulając. Wewnętrznie rzygała na tą wylewającą się z ust dziewczyny słodycz, ale na zewnątrz wyglądała na wyjątkowo rozczuloną, nawet zabrakło jej słów w buzi, po prostu mocniej przytuliła Ori, klnąc w myślach na wszelkie możliwe sposoby. Zabije się... Po prostu się zabije jak tylko to gówno przestanie działać...

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  24. Emma pokręciła lekko głową. - Ja tam uważam, że można być niewinnym i zabijać - stwierdziła. - No bo jesteś niewinna na innej płaszczyźnie - dodała. - Ja na przykład jestem strasznie złą osobą. Robiłam tyle fatalnych rzeczy dla Peruna, ale przecież... ty uważasz że jestem niewinna. Niewinna, gdy mówimy o uczuciach - bąknęła dla poparcia swej tezy i zerknęła na nią. Zacisnęła mocno wargi, kiedy ta podała tyle dobrych epitetów dla jej osoby i odetchnęła głęboko. - Chciałabym... chciałabym być dziewczęcą i delikatną. Chciałabym spróbować... - wymamrotała. - Ale może chcę się trochę zmienić dla siebie? - spojrzała po niej i zagryzła wargi. - Jestem jakaś taka wybrakowana. Kompletnie nie umiem flirtować - wymamrotała i pokiwała głową jak ta tylko powiedziała, że może zostać. - Och to chociaż pomogę ci obrać ziemniaki i posiekam je - zaproponowała radośnie. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  25. Ennis prychnęła i wzruszyła ramionami.
    - Nie przypuszczałam, że będziesz mnie słuchać... - bąknęła pod nosem. Słowa o kontrolowaniu samej siebie pozostawiła bez komentarza, jedynie przewróciła oczyma. Podobnie było w temacie kolejnych słów... Czy to był jakiś spisek wobec jej osoby? Miała wrażenie, że ostatnio dość sporo "Acairów" spotyka na swojej drodze. To całe przesadne okazywanie dobroci zaczęło jej coraz bardziej śmierdzieć. W głowie pojawił się plan, zamigotał pomysł. Chyba dobrze będzie opuścić na jakiś czas Argar, trochę za bardzo się tu zasiedziała. Słowa Ori przechodziły jak przez sito, En coraz bardziej je olewała. Miała nadzieję, że ta badziewna miksturka do rana przestanie działać. Kobieta wstała z łóżka. - Nie licz na jakikolwiek symbol ode mnie - bąknęła po raz kolejny, niczym obruszona dziewczynka. - Idę spać i Tobie polecam to samo! - fuknęła i ruszyła w stronę wyjścia z pokoju Orianny. Tak, zdecydowanie najwyższy czas się stąd ewakuować. Niby była tego pewna, normalnie pewnie poszłaby już teraz, bez pożegnania, ale... Nogi zaniosły ją do sypialni Sato i to właśnie tam białowłosa zasnęła, zła na samą siebie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  26. - Ale to nie ma znaczenia co chciałam a czego nie - fuknęła na nią Emma. - Jestem tak samo winna czy niewinna jak i ty - skrzyżowala ręce na piersi i spojrzała po Ori wyzywająco. - Przestań już twierdzić, że nie - burknęła i zaraz odetchnęła głęboko. - Książki? A przeczytasz mi książkę? Ja bardzo nie lubię czytać - przyznała szczerze. - Ale...ale jak ty to robisz? Jak ty jesteś taka... delikatna? - zapytała jej zaraz, zaczynając od obierania ziemniaków.
    Emma

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie sprzeczał się z tym stwierdzeniem. Właściwie to na swoje doświadczenie w życiu nie narzekał. Wiedział, że przeszedł przez całkiem niezłe piekło i to nieco go nauczyło. Uniósł lekko brew kiedy wspomniała, że woli się bardziej strofować.
    - Jeśli to na ciebie działa najbardziej to pewnie, pilnuj się bardziej - zgodził się z nią. - Myślę, że nie zapomnisz się... bo właśnie o tym myślisz. Bo wiesz, że coś takiego może się stać - uśmiechnął się do niej delikatnie. Zastanowił się nad odpowiedzią co do pytania o przejmowanie się opinią innych.
    - Widzisz... rzadko kiedy przejmuję się opinią innych - przyznał jej szczerze. - Ale w niektórych momentach... ich opinia mnie boli, trafia i drażni takie struny we mnie, że nie jestem w stanie przejść obok tego obojętnie - mruknął. - Nie mówię, że ich aprobata jest ważniejsza od tym co ja o sobie myślę, ale... po prostu niekiedy ich słowa trafiają tak głęboko, że nie sposób się od nich uwolnić - uśmiechnął się do niej delikatnie. Słuchał jej słów o fascynującej śmierci i nie mógł przestać się uśmiechać. Mimo, że to co mówiła nie było zbyt pozytywne to czuć od niej było pasję.
    - A chciałabyś poeksperymentować ze śmiercią? - zapytał jej z czystej ciekawości.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. Satoru uniósł lekko brew patrząc po niej nieco sceptycznie. To, że mikstura źle się przyjęła to wiedział, ale nie bardzo chciało mu się wierzyć, że wszystko co mówiła było winą mikstury. Pokręcił lekko głową i gwizdnął sobie kilka razy.
    - Nie stracisz przyjaciela przez coś takiego - wzruszył ramionami. - Stracisz go, jak powtórzysz te głupoty - dodał zaraz. - Bo wybacz, ale zaprzeczałaś samej sobie - skomentował jeszcze i wzryszuł ramionami. - Ach szkoda, toż to była cudowna mikstura. Dobrze, że jeszcze trochę mi jej zostało - uśmiechnął się delikatnie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  29. Ryu nie komentował już jej słów co do własnego sposobu. Skoro dla niej coś takiego działało to był ostatnią osobą, która powinna próbować zmieniać jej zdanie. Jak działało to nie było głupie.
    - Hm... no to załóżmy, że jesteś przez wszystkich postrzegana jako rozwiązła kobieta bo kochałaś się z trzema mężczyznami na przestrzeni paru miesięcy. Trudniej ci przez to znaleźć miłość, bo niemal każdy kogo napotykasz patrzy na ciebie sceptycznie. Nie chce wierzyć w twoje prawdziwe intencje - zaproponował coś takiego. - Albo... jak w moim wypadku, wiele osób postrzega mnie jako "bohatera", bo często mówię lub robię rzeczy które pomagają ludziom. Nie znoszę tej łatki, bo nie czuję się bohaterem - zaznaczył zaraz. - Nie mniej jestem wpychany w tę łatkę konkretnie - pokiwał głową. - Albo jeszcze inaczej, mój kumpel jest postrzegany jako zimny patałach, który nic tylko krzywdzi. Jest arogancki i bezczelny... i nawet jeśli będzie próbował się zmienić to ta opinia innych będzie się za nim ciągnęła jak smród po gaciach - wymienił kilka przypadków, w których opinia innych boli, drażni i po prostu przeszkadza. Słysząc o jej podejściu do śmierci i eksperymentów uśmiechnął się delikatnie.
    - Jesteś idealną kandydatką do tego, żeby pomóc mi z małym eksperymentem - uśmiechnął się do niej szeroko. - Twoim zadaniem byłoby jedynie... utrzymanie mnie przy życiu, jeśli byłaby ku temu potrzeba - pokiwał głową.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  30. Ennis nie miała w szafie zbyt wiele, ot trzy komplety nowo kupionych ciuchów i wyjściowa kreacja z Fiery. Niby nic, a jednak nigdy tyle na własność nie posiadała. Te wszystkie strojne kreacje z Zamtuzu nie były w końcu jej, były Zamtuzu, tak jak ona kiedyś. Zaciskała co chwilę usta przy tym pakowaniu. Niby chodziło o zdjęcie trzech kompletów, a jednak przy praktycznie każdym zatrzymywała się na dłużej. Ten kupiła z Orianną... Litości... Co to kurwa za sentymenty?! Wkurzona wrzuciła ciuch do torby... Pfy... że też w ogóle bierze jakąś torbę... Zwykle starczyły sakwy przy biodrach, a teraz?! Działanie specyfiku, który ostatnio dostała sprawił, że teraz, gdy gówno przestało działać, czuła ogromną irytację. Nie powinna sobie pozwalać na takie zachowania, sama prosiła się o kolejne odrzucenie, które prędzej czy później zawsze nadchodziło. Kiedy zdejmowała ostatni ciuch, do pokoju weszła Orianna. En zacisnęła usta i obejrzała się na nią z obojętnością w oczach.
    - Zrobiłaś? Ty? Że niby byłabyś w stanie mi cokolwiek zrobić... pfy... - prychnęła i zaśmiała się kpiąco. Schowała ostatnie ubranie i zaczęła wiązać rzemyki przy bagażu. - Chyba nie myślałaś, że będę tu z Wami mieszkać na stałe. Odchodzę, mam swoje sprawy do załatwienia, a Wy... - tu odwróciła się do dziewczyny przodem i spojrzała jej w oczy - ... nie będę Wam przeszkadzać swoją osobą w namiętnym się pieprzeniu - rzuciła z cynicznym uśmieszkiem na ustach i założyła bagaż na plecy. - Tej strojnej kiecy nie potrzebuję, zrób z nią sobie co tam chcesz... - oznajmiła jeszcze i zaczęła kierować się w stronę wyjścia z pokoju.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  31. Satoru spojrzał po niej, gdy tak mu się tłumaczyła. Wsunął sobie dłonie w kieszenie obserwując ją uważnie. Nie bardzo mu się podobały te wszystkie przeprosiny.
    - Nie gniewam się na ciebie - odparł spokojnie. - Ale nie kupuję tej nielogiczności tylko dlatego, że byłaś pod wpływem - powiedział wprost. - Uważam, że gdzieś tam coś w tobie siedzi i nie chcesz się do tego przyznać, a to właśnie prowadzi do tej nielogiczności - wyjaśnił i machnął lekko ręką gdy wspomniała o tym, że ma uważać. - Nie używam tej mikstury na samym sobie - skomentował uśmiechając się szeroko. - Co oznacza bolesne? Dlaczego jest to bolesne? - zainteresował się zaraz i zamrugał kilkakrotnie na pytanie co do niemoralnej prośby. Uniósł palec w górę i otworzył i zamknął oczy. - Nie - powiedział dość ostro. - Żadnego seksu nie będzie - obrócił się na pięcie i ruszył truchtem przed siebie.

    Sato xD

    OdpowiedzUsuń
  32. Na wspomnienie o "dziele" Ennis prychnęła pod nosem.
    - Dzieło? Nie rozśmieszaj mnie, chciałaś stworzyć coś zupełnie innego, dziełem można nazwać coś co chciało się osiągnąć, a nie błąd jakiejś żałosnej pół wiedźmy - uśmiechnęła się do niej uroczo i zaraz cmoknęła rozbawiona. - Nie łudź się, jesteś niegroźna - rzuciła kpiąco. Słowa o seksie skomentowała po prostu szyderczym śmiechem, lekceważąc te wszystkie czułe słówka i spojrzenia. Już miała opuścić pokój, gdy padło pytanie o bransoletkę i Ennis zatrzymała krok. Zacisnęła lekko zęby... miała ją w bagażu, ale...
    - Sprzedałam ją - oznajmiła sucho i obejrzała się na Orianne z twarzą bez wyrazu. - Monety bardziej mi się przydadzą w podróży - zaznaczyła i uśmiechnęła się wrednie. - Pamiętała? Niby o czym...? - prychnęła i nie czekając nawet na odpowiedź, ruszyła w stronę drzwi wyjściowych.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  33. Emma spojrzała po niej smutno.
    - Możesz przestać? - zapytała jej. - Uważam, że w tym sensie jesteśmy tak samo winne i niewinne i nie zmienisz mojego zdania w tym temacie - powiedziała trochę ostrzej niż zamierzała. Ten temat był po prostu drażliwy i to bardzo i miejscami nie miała ochoty dalej o tym rozmawiać. - Och ja mówię o sytuacji damsko męskiej - powiedziała rumieniąc się okrutnie. - Przecież ty mimo wszystko wychodzisz tak niewinnie i słodko w stosunku do Satoru - poinformowała ją. - Jak ty to robisz?

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie odpowiedział jej już na to, tylko skinął głową i wzruszył ramionami. Jego zdaniem powinna nad sobą trochę posiedzieć, pomyśleć i może pomedytować, ale nie mu było jej teraz radzić takie rzeczy. Nie po tym, jak bezczelnie ją wykorzystał. Parsknął śmiechem, gdy zaczęła mówić o tej miksturze i co chce z nią zrobić. Pokręcił lekko głową. - Nie o tym mówiłem - odparł szczerze. - Moim zdaniem problem nie leży w miksturze a w twoim serduchu - wzruszył ramionami. - I to serducho nawaliło a nie mikstura, ale to tylko moja teoria - dorzucił jeszcze i wzruszył ramionami. - Nie musisz się o mnie martwić. To nie moje pierwsze rodeo, wiesz? - puścił do niej oczko, zanim już ruszył w swoje. Kiedy za nim krzyknęła nie zatrzymał się, a gdy zagrodziła mu drogę odskoczył nieco zirytowany tym faktem. - A ja nie chcę z tobą teraz rozmawiać - poinformował ją. - Przeszkadzasz mi w treningu - zauważył jeszcze, nie wracając już myślami do seksu. Chociaż coś dobrego, że nie chciała uprawiać go ponownie. - Dziecka też ci nie zrobię - jęknął przeciągle. - Orianno, naprawdę... - pokręcił lekko głową i westchnął przeciągle. - Skoro go użyłem, to co? - zapytał w końcu.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  35. Ennis już tylko kpiąco się na te jej wszystkie słowa zaśmiała. Kiedy zbliżała się do drzwi wyjściowych i ponownie usłyszała o przyjaźni, odwróciła się do Orianny by spojrzeć jej prosto w oczy.
    - Chociaż raz mogłabyś posłuchać swojej durnej Emmy - uśmiechnęła się cynicznie. - Nie jestem Twoją przyjaciółką - powiedziała dosadnie, patrząc dziewczynie prosto w oczy, w jej własnych dalej było widać wyraźnie złość. - Nie ma o czym pamiętać, więc sobie daruj i idź się bawić swoimi eliksirkami - dodała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  36. Ryu skinął głową.- To prawda, niektórzy od razu się segregują, ale nie zawsze jest to takie proste - przyznał spokojnie. Z tym, że każdy mógł sobie myśleć co tam tylko chciał to się zgadzał i to bardzo. Nie mniej jednak myślenie, a wypowiadanie tego na głos i wprowadzanie innych w błąd to były dwie różne sprawy. - Wiesz nie ma pretensji, że ktoś sobie pomyśli o mnie w taki sposób. Po prostu wkurza mnie to, że tak mnie postrzegają, a nie będę nagle zaczynał no nie wiem mordować małych dzieci, żeby pozbyć się tego - rzucił krótko. - Jestem jaki jestem i przykładanie mi łatki bohatera nie służy mi - skończył, w sprawie eksperymentu wzruszając ramionami. - Chciałbym upewnić się, że po śmierci swoich klonów, sam nie umrę. Więc w gruncie rzeczy chodzi o uśmiercenie klona, a jednocześnie no wiesz... ratowaniem mnie gdyby mi serce stanęło - skomentował oddychając głęboko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  37. Sato odetchnął głęboko i spojrzał jej prosto w oczy. Uśmiechnął się do niej krzywo.- Hm... może dlatego, że jestem atrakcyjnym mężczyzną i odznaczam się dobrymi genami, a dziecko byłoby niczego sobie, gdyby połączyć twoje geny z moimi? - zauważył swobodnie i dmuchnął sobie w grzywkę. - Skąd pomysł, że mam martwe ciało? Wiesz jak używam czegoś takiego to zazwyczaj staram się pozbyć dowodów, w tym ciała. Po co miałbym nosić ze sobą ciało? Albo tachać je z do ukrycia? - zerknął na nią uważnie, po czym odetchnął głęboko. - Ale mogę ci załatwić martwe ciało jeśli chcesz - dorzucił, 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  38. Ryu westchnął ciężko.
     - Jedno i drugie - przyznał szczerze. - Ale o ile to pierwsze jestem w stanie przełknąć, bo każdy ma prawo myśleć jak tylko chce, tak to drugie mnie mierzi. Zwłaszcza jak ktoś usilnie mi to mówi w twarz - skomentował. - I nie przyjmuje do wiadomości, że sam się tak nie postrzegam - dorzucił wzruszając lekko ramionami i odetchnął głęboko. - Wiesz Ori... nie robię niczego, co miałoby na celu sprawienie że stanę się bohaterem. Zabijam kiedy trzeba, pomagam jeszcze częściej - pokiwał lekko głową. - I wiem, że część moich czynów może zostać tak postrzegane... ale czasem dostaję w łeb od osób, które uważam za przyjaciół. Pogardliwie nazwą moje zachowanie bohaterskim, a to... to chyba wkurza mnie najbardziej, bo sami również takie zachowania przejawiają, a ech - wzruszył ramionami. - Po prostu mnie to wkurza. Mam prawo czasem się denerwować, wbrew pozorom - westchnął ciężko i uśmiechnął się delikatnie do niej, po czym utworzył przy niej swojego realnego klona. - Nie wiem czy mają wnętrzności, bo sam w anatomii dobry nie jestem, ale... - chwycił dłoń klona i przeciął ją sztyletem, samemu lekko się przy tym krzywiąc. Poczuł ten ból, choć szybko się z niego otrząsnął. Tego typu ból już dawno przestał mu robić cokolwiek. - Ale krwawi tak jak i ja. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  39. Sato spojrzał po niej i zmarszczył lekko brwi.
    - Nie chciałbym - odparł spokojnie. Dziecko było mu aktualnie kompletnie nie potrzebne. Zwyczajnie nie chciał robić za tatuśka, a tym bardziej narażać małe bobo na nieprzyjemne sytuacje związane z jego linią pracy. Nie, zdecydowanie dziecko nie było dla niego. Uniósł wysoko brew słysząc o tym co jej się wydaje i zamrugał. - Naprawdę? Orianno, jesteś inteligentną kobietą o masie talentów i twierdzisz, że poza wyglądem nic nie mogłabyś dobrego dziecku dać? Proszę cię... wygląd to dodatek do zalet, które mogłabyś dać - rzucił wywracając lekko oczyma, po czym parsknął śmiechem. - Jak już zabijam to pozbywam się dowodów, chyba że te mają pozostać widoczne - powiedział szczerze. - Ale z przyjemnością dostarczę ci trupa. Uzbrój się w cierpliwość a go dostaniesz - wyszczerzył się do niej.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  40. Emma zarumieniła się trochę.
    - No to jak powinnam się taka stać? - zapytała ją. - Jak powinnam być taka jak ty? Znaczy bo ja bym chciała chociaż trochę łagodniejszą być... - przyznała szczerze.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  41. Ryu obserwował ją uważnie. Ta jej fascynacja była niezwykle interesująca, pociągająca wręcz. Była niczym dziecko, które właśnie dostało najlepszą zabawkę świata. Uśmiechnął się lekko na ten widok. Miło było widzieć kogoś takiego. Ostatnio nie miał okazji wielu takich widywać. No może poza Klarą... ale to było zanim straciła całą swoją rodzinę. Zmarkotniał trochę na tę myśl, po czym wrócił do rzeczywistości i znów na nią zerknął. Na nią, krew na chusteczce a także na swoją broń.
    - A co mi za to dasz? - zapytał jej unosząc lekko brew. - Buziaka w policzek? Przytulasa czy jakieś fajne ziółka? - chciał wiedzieć. Uśmiechnął się do niej przy tym figlarnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  42. Sato spojrzał po niej i pokiwał lekko głową.
    - Rozumiem - powiedział po prostu. - Po prostu uważam, że niektórzy muszą dojrzeć do roli matki czy ojca. Czasem wydaje nam się, że my sobie nie poradzimy, a potem okazuje się że jednak byliśmy do tego stworzeni - uśmiechnął się do niej łagodnie. - Ktoś bardzo zły - powtórzył po niej i spojrzał po własnych rękach. Może nadawałby się do tej definicji jej trupa? Kto wie? Uśmiechnął się krzywo. - Duże wymagania masz - zaśmiał się nieco. - Truciznę używam w ostateczności - stwierdził. - To mi trochę komplikuje sprawę - przyznał, ale pokiwał głową. - Da się zrobić - stwierdził.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  43. Ryu pokręcił przecząco głową.
    - Takie nacięcie nie krzywdzi mnie za bardzo. Nawet go nie czuję - odparł szczerze. - Tak tylko przez chwilę pomrowiło mnie w palcu, ale już dawno o tym zapomniałem - zerknął na nią. - Szczycę się tym, że mam wysoko przesunięty próg bólu - skomentował i odetchnął głęboko. - Sporo wiem o swoich zdolnościach - patrzył jej w oczy, kiedy nacinał sobie dłoń i zaciskał ją zaraz by krew spływała do jej fiolki. - Obawiam się tylko, że jeśli klon umrze... ten rodzaj klona umrze, to serce stanie mi zanim dotrze do mnie, że to nie ja - mruknął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie dowierzał w to co słyszał. Czy ona naprawdę próbowała sobie żartować z ciąży? Parsknął śmiechem, kiedy przyszła mu ta myśl, a wybuchnął głośniejszym śmiechem, kiedy ona po prostu spaliła buraka. Poklepał ją po głowie w pieszczotliwym geście i otarł łezkę wesołości z kącika oka. - Mhm oj Ori, Ori... - pokręcił głową, jeszcze chwilę śmiejąc się z tej jej zaczepki. Gdy zaczęła się wycofywać z prośby, spoważniał trochę i przyciągnął ją za nadgarstek do siebie, żeby lekko ją objąć. - Przestać się przejmować takimi pierdołami - mruknął jej do ucha. - Trup i tak z mojej ręki się pościele, więc równie dobrze, mogę ci jakiegoś trupa przytachać - stwierdził po prostu. - Nie będzie poświęcony dla ciebie. Będzie przyprowadzony przy okazji.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  45. - Och... naprawdę? - zamrugał trochę zdziwiony, po czym otworzył szeroko usta i pokazał jej dłonią znak stop. - To czekaj... - przyłożył dłonie do ust. - Ori... co ty opowiadasz? Jak w ogóle mogłaś o czymś takim pomyśleć - udał zawstydzone oburzenie na te jej słowa. - No wiesz... - pokręcił głową. - Żartowanie z takiego tematu nie wypada tak pięknej, młodej damie - szepnął jeszcze robiąc naburmuszoną minę i jeszcze chwilę na nią patrząc. - Jak mi poszło? - zapytał zaraz wracając do swojego normalnego tonu i postawy.
    - Gdybym to miał być ja, to kto ci by ciało dostarczył? - zapytał jej spokojnie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  46. Emma wzruszyła ramionami.
    - Nie wiem Ori - stwierdziła szczerze. - Nie jestem łagodna ani dobra - zauważyła. - Wiem, że ty uważasz inaczej, ale ja naprawdę potrzebuję pomocy i chciałabym chociaż trochę nauczyć się być tobą - stwierdziła spokojne. - Ta twoja łagodność jest naprawdę ujmująca... aż chce się uśmiechać.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  47. Ryu zastanowił się chwilę nad jej pytaniem.
    - Dobre pytanie - zgodził się z nią. - Bazując na tych informacjach, które już znam to wydaje mi się, że odczuję potworny ból, a przez to przez moment nie będę mógł poruszać ręką - stwierdził. - Kiedy jednak informacja dotrze to zniknie jedno i drugie...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  48. Sato postukał się palcem po brodzie.
    - Och... to brzmi niesamowicie smakowicie - stwierdził, kiedy wspomniała o tym całym trupie z szerokim uśmiechem na twarzy. Parsknął śmiechem. - I co mi byłoby po takim moim trupie, jak już nigdy więcej nie mógłbym cię denerwować? Jak już nigdy więcej nie mógłbym oglądać twych rumieńców, szalonych oczu czy tego śmiechu... - spojrzał po niej i pokręcił głową. - Nie, to mi się kompletnie nie opłaca - machnął lekko ręką. - Jeśli zacznie to tak... wtedy znajdziesz mego trupa na twej kanapie. Domaluje sobie na czole pozdrowienie dla ciebie - chuchnął w jej uszko.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  49. - Ciebie - odparł chłopak patrząc jej prosto w oczy. - To tak nie działa - mruknął. - Jesteśmy dwoma, jakby różnymi bytami... on jest częścią mnie - stwierdził. - Ale jeśli... - i tu wziął sztylet wbijając go sobie gwałtownym ruchem w dłoń. Skrzywił się przy tym i jęknął głucho. Ból był niesamowity. - Sam sobie zrobię krzywdę... czy ktoś skrzywdzi mnie... on tego nie odczuje - szepnął. - A ja... tak naprawdę odczuję jego ból dopiero jak go odwołam - stwierdził. - Chyba że chcę być z nim połączony i chcę widzieć to co on...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  50. - To... to przecież nie było nic specjalnego. Po prostu postawiłam się kobiecie - odparła cicho Emma. - Wiesz... to proste - wzruszyła ramionami. - Wystarczy zgromić spojrzeniem, o w ten sposób - pokazała jej co powinna zrobić. - I ryknąć chłodnym tonem głosu - zmieniła ton, kiedy o tym wspominała. - A ludzie od razu inaczej na ciebie patrzą i wręcz uciekają od ciebie wzrokiem - usmiechnęła się lekko. - Spróbuj kiedyś - zaproponował.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  51. Ryu parsknął śmiechem na to jej oburzenie i uchylił się przed trzepnięciem w łeb. Nic nie powiedział w stosunku do ograniczenia prezentacji, ale dał się pociągnąć do jej pokoju. Usiadł na fotelu, obserwując swoją nieco opuchniętą teraz dłoń, krwawiącą dłoń. Krwawiła prawie tak jak jego serce. Dobrze. Chociaż dzięki temu czuł, że żył. Nic nie powiedział na przybory, które Orianna przyniosła ze sobą ani też w momencie, gdy zaczęła odkażać jego dłoń. Syknął tylko przy pierwszym przyłożeniu środka do odkażenia, a potem tylko obserwował jej ruchy z uwagą.- Mhm za to mnie kochają, za mą niemożliwość - skomentował. - I za to też nienawidzą - dodał wzruszając ramionami. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  52. Ryu niespecjalnie przejął się tym szczypiącym środkiem. Skrzywił się lekko, kiedy mu przemyła ranę, ale w gruncie rzeczy uznał, że ból fizyczny zdecydowanie bardziej mu odpowiada niż ten psychiczny. Odetchnął głęboko i parsknął śmiechem na podsumowanie lekcji z Satoru i pokręcił przecząco głową. Nie, zdecydowanie nie uczył tylko matematyki, ale akurat jego szaleństwo nie było sprawką tego mężczyzny. Ciekawym dla niego okazało się jednak stwierdzenie co do masochizmu i niemożliwości.
    - Czyżby? - spojrzał po niej z wyraźnym zaciekawieniem na twarzy. - Czym w takim razie różnią się te dwie rzeczy? - zapytał jej spokojnie. - Czym jest niemożliwość a czym masochizm? - uniósł wysoko brew i wzruszył ramionami. - Myślisz, że planowałem tym komuś imponować? - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową. - Nie, nie muszę nikomu imponować - skomentował. - Wystarczy, że sam się ze sobą dobrze czuję - dodał, zerkając na te wszystkie leki, które mu pakowała. Skinął głową na znak, że rozumie i schował je wszystkie do swojej torby. - Nawet jeśli blizna zostanie... to co z tego? Kolejna do kolekcji - skomentował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  53. Emma uśmiechnęła się do niej lekko i skinęła głową.
    - Może nie jest aż tak niezawodna jak ci się wydaje, ale... na wielu działa to spojrzenie - wyszczerzyła się do niej i upiła łyk swojej herbatki. - Nad czym ciekawym ostatnio pracujesz? Jakaś nowa trucizna? - zapytała. - Masz coś fajnego, co mogłabym wykorzystać? - zainteresowała się.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  54. Satoru spojrzał po niej z lekkim grymasem na twarzy i zbliżył się do niej, by dotknąć nosem jej własnego nosa, chuchnąć ustami w jej własne wargi. 
    - A ty? - odbił piłeczkę, muskając jej wargi swoimi. - Zjadłabyś? Posmakowałabyś martwego? - przesunął językiem po jej wargach, na szyję i sunął niżej aż dotarł do ramienia i lekko ją po nim nie ugryzł. - A może brzydziłabyś się tym? - szepnął dłonią dotykając jej policzka, żeby zaraz się od niej odsunąć i przekręcić głową. - Nie badałabym trupa - stwierdził po prostu. - Trup z mojej ręki trafia zawsze tam gdzie powinien. Do piachu albo do oceanu albo innej idealnej kryjówki na pozbycie się problemu - puknął ją palcem w czoło. - Znacznie bardziej interesujace jest badanie żywych okazów. Jak na przykład takiego jednego, który właśnie stoi przede mną - szepnął. - Mhm... ano nie okradnę - zgodził się z nią. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie odpowiedział jej na powtórzone pytanie. Wcześniej już wspomniał, że trup ma swoje miejsce i tam powinien kończyć. Nie lubił niepotrzebnie strzępić języka. Odsunął ją od siebie, zanim musnęła jego wargi po raz kolejny i spojrzał w jej oczy. Pokręcił lekko głową.
    - Nie, to po prostu zabawa - stwierdził krótko. - Moje żywe okazy nie zdają sobie sprawy z tego, że nimi są - dodał jeszcze, patrząc na ten jej zaczepny uśmiech. Parsknął lekkim śmiechem. Oj jak jej to nie wychodziło... to się w głowie nie mieściło. Śmiał się jeszcze spory kawałek czasu, zanim pomasował sobie skronie. - Dobrze, więc idę załatwić ci trupa - odsunął się od niej jeszcze trochę, po czym wsunął dłonie w kieszenie i ruszył w swoją stronę.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  56. - Ty to powiedziałaś, a nie ja - Stwierdził spokojnie Satoru. Nie potwierdził jej tego ani nie zaprzeczył. Pozostawił w zawieszeniu, pozwalając jej myśleć co sobie tylko chciała. Nie do końca rozumiem o co chodziło jej z kolejnymi komentarzami ale przytaknął przy ostatnim. - Dokładnie, cudzej opinii nie zmienisz. A już na pewno nie na siłę - dodał spokojnie i postukał się po brodzie. - Cóż do mieszkania... nie byłby to pierwszy raz jak w tym domu znajdowałby się trup - zauważył. - Mogę też przytachać ci go pod klinikę Febe i nawet załączę niebieską wstążeczkę, która świetnie poszłaby z twoimi oczyma - wyszczerzył się do niej.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  57. Sato wzruszył ramionami.
    - Nie zamierzam - stwierdził krótko. Nie zamierzał w tym temacie robić nic. Spieprzył sprawę w ogóle z nią to robiąc, a teraz zamierzał po prostu udawać, że tego nie było. Żadnych zbliżeń. Parsknął tylko na wieść o Febe. - Ta kobieta więcej trupów widziała niż ty - stwierdził tylko. - Ale oczywiście, jak chcesz - dodał jeszcze unosząc lekko dłonie w powietrze. - Nie jesteś zła - stwierdził jeszcze. - Ale o czekaj... jeśli tak myślisz to możesz sobie myśleć i uważać, w końcu twojej opinii nie zmienię - zauważył lekko zgryźliwie. Pokręcił lekko głową, gdy pobiegła się przygotowywać. Przecież nie zamierzał jej teraz tego samego dnia trupa przytachać. Zrobi to za parę dni. Musiał sobie dobrze rozplanować całą akcję.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  58. Dziwne miała poczucie wartości i myślenie również.- Och tak, Orianneczko... jesteś bardzo zła i okrutna... twe okrucieństwo wylewa się z ciebie i zatruwa twoich znajomych i twoich przyjaciół i tych z którymi obcujesz na codzień - wyrzucił z siebie, śmiejąc się przy tym trochę pod nosem. - Uuuu straszna z ciebie wiedźma - wywrócił oczyma. Jak ona była super okrutna to on naprawdę był Aniołem. Parsknął śmiechem na to porównanie. - Jak sobie chcesz okrutnico - skomentował chichocząc pod nosem. - Dobrze, będę pamiętał. Tylko do Febe - puścił do niej oczko.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  59. Emma słuchała jej z lekkim uśmiechem na twarzy. Chociaż nie sądziła, by była aż tak niezłomna i miała tak niezłomne czyny to nie próbowała tego przetłumaczyć Oriannie, akceptując to w jaki sposób dziewczyna będzie ją postrzegać. Słuchając o grzybkach i tych reakcjach zaśmiała się cicho.
    - Przepraszam - szepnęła. - Po prostu u mnie w starym świecie, grzybki kojarzyły się z halucynacjami i dobrą rozrywką, a nie przyjemnymi snami czy zbiciem gorączki - uśmiechnęła się lekko i zastanowiła się nieco. - Mhm... chyba wolałabym nie próbować - przyznała. - Wolałabym sobie poradzić z moimi koszmarami sama... bez pomocnych grzybków - przyznała cicho, jakoś tak nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że po prostu się uzależni. - Mhm dobrze i dobrze - stwierdziła na oba pytania.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  60. Sato wzruszył ramionami i zarzucił swoimi włosami figlarnie.
    - Mhm... miło mi, czuję się teraz doceniony - wyszczerzył się do niej, po czym parsknął śmiechem. - A proszę cię bardzo. Możesz dopisywać do trupa taką filozofię jaką chcesz - puścił do niej oczko i ruszył w swoją stronę.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  61. Ryu słuchał tych jej definicji z delikatnym uśmiechem na twarzy. 
    - A co jeśli niemożliwy popęd skrzyżuje się z masochizmem? - spojrzał po niej. - Nie chciałabyś spróbować czegoś takiego? - pochylił się w jej stronę, obserwując uważnie jej tęczówki, by palcem dotknąć jej ust. Nie sądził by wpisywał się, w którąkolwiek kategorię. To co robił, było po prostu sposobem na zagłuszenie innego rodzaju bólu. Nic więcej. Parsknął śmiechem na wieść o małej ilości osób. - Zdziwiłabyś się jak wiele z nich by się zgodziło - stwierdził po prostu. - Mam plan B, na wypadek, gdybyś nie chciała eksperymentować - skomentował. - I wiem, że ten plan również wypali - dorzucił jeszcze, po czym rozpiął swą koszulę, by pokazać jej blizny na plecach. Stare, jeszcze z dzieciństwa. - Moje ciało to blizna na bliźnie, nie każda opowiada o chwilach wartych zapamiętania - skomentował. - Jedna dodatkowo nie robi mi różnicy - mruknął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  62. Dziewczyna przytuliła się do niej delikatnie, obejmując ramionami i głaszcząc ją po włosach.
    - Za lawendę podziękuję... jej zapach kręci mnie w nosie i drażni. Bardziej denerwuje niż uspokaja - szepnęła. - Ale wizytę przyjaciółki chętnie przyjmę - szepnęła jej do ucha, wtulając się w nią trochę mocniej. - Na pewno - uśmiechnęła się do niej i wzruszyła ramionami. - Wszystko gra - dodała. Nie lubiła o sobie za dużo opowiadać. Zwłaszcza, gdy nie była czegoś pewna. Sama najpierw musiała dojść do wniosków by cokolwiek wspomnieć.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  63. Emma posłała w jej stronę delikatny uśmiech i pokręciła głową.
    - Nie - powiedziała szczerze. - Nie jestem jakoś specjalnie głodna - przyznała z uśmiechem na twarzy ale chętnie usiadła do stołu i powąchała swój kawałek. - Pachnie soczyście - przyznała z uśmiechem na twarzy. - Kiedy nauczyłaś się tak gotować? Do tego potrzeba drygu, nie? - zerknęła na nią. - Ja to mam dwie lewe ręce. Bliżej mi faceta niż kobiety - roześmiała się, bo akurat pod względem gotowania właśnie tak czuła.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  64. Ryu wzruszył ramionami i pokręcił lekko głową.
    - Mhm... a kto powiedział, że jestem masochistą w łóżku? - zapytał jej unosząc lekko brew. - To już tylko twoje słowa i myśli - zauważył, pukając ją palcem w czerwony policzek. Cóż, mógł się tego spodziewać. Klara, Darcy, a teraz i Orianna... wszystkie były Mathyrkami i wszystkie wbrew pozorom miały podobne myślenie dotyczące popędu seksualnego i rozmów na ten temat. Parsknął śmiechem na tę jej zaczepkę, ale nie zaprotestował przeciw niej. - Oj Orianno, nie chcę cię martwić, ale ty jesteś w moim gronie znajomych, jedną z najmniej szalonych osób... więc przykro mi, że nie jesteś tą szaloną przy tych eksperymentach - przyznał szczerze. Spojrzał na swoją dłoń i pokręcił głową. - Nie, pomyślę że byłem w takim czarnym miejscu z myślami, że to było jedyne wyjście by mnie z niego wyrwać - poprawił ją. - Wybacz, ja mam wylane na blizny - skomentował. - Mogę mieć ich i tysiąc pięćset, sto dziewięćset... i nic mi to nie robi.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  65. Emma z przyjemnością słuchała o tym jak wygląda dla Ori gotowanie. W oczach dziewczyny widać było pewnego rodzaju podekscytowanie, kiedy o tym wspominała. Trucizna smakująca niczym wino brzmiała bardzo interesująco i Em nadstawiła uszu by posłuchać coś więcej, ale Ori zaraz zadała jej pytania i ta tylko wzruszyła ramionami.
    - Nie - odparła szczerze. - Wiesz jakoś tak gotowanie nie bardzo mnie pociaga - przyznała. - Potrafię zrobić proste potrawy i to mi na razie wystarczało - przyznała bez ogródek. - Jak robisz taką truciznę? - zainteresowała się. - Pokażesz? - spojrzała po niej z błyskiem w oczach.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  66. Ryu uniósł wysoko brew spoglądając po niej i pokiwał z powagą głową.
    - Nie wiem czy wtedy już nie będzie za późno - stwierdził po prostu. Ochota przejdzie i tyle z seksualnych uniesień pozostanie. Parsknął śmiechem, kiedy wspomniała o upupianiu i objął ją mocno ramionami, by przyłożyć palec z powrotem do jej policzka. - O jejku... biedna mała Ori... tak się obrusza, bo wielka i dorosła z niej kobieta - zacmokał, kręcąc przy tym lekko głową. - Upupianie cię to czysta przyjemność i sadyzm? - spojrzał po niej. - To w końcu jak jest? Masochizm u mnie przeważa czy jednak sadyzm? A może po prostu jestem normalny - skomentował jeszcze i wzruszył ramionami, wypuszczając ją z objęć. - Owszem nie wiem - zgodził się z nią. - Ale ty nie znasz wszystkich osób, które ja znam - zauważył. - Nie znasz ich tak dobrze jak ja - dodał. - Więc śmiem wątpić w twą tezę dotyczącą twego szaleństwa. Na tę chwilę jesteś dla mnie na samym szarym końcu, gdy o nie chodzi - skomentował jeszcze, po czym pokręcił lekko głowa. - Moje czarne miejsce pozostanie moje. Wybacz, ale nie bardzo mam ochotę się uzewnętrzniać.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  67. Ryu uśmiechnął się do niej szelmowsko i przesunął dłonią po swojej czuprynie.
    - Najwyżej obejdziesz się ze smakiem - puścił do niej oczko i przeciągnął się lekko, by przysunąć się do niej i musnąć ustami jej policzek. - Kultury, ogłady, szacunku... - wyliczył. - Mam braki na wielu polach - skomentował wzruszając ramionami i parsknął śmiechem. - Dokładnie, więc nie masz prawa obruszać się, że moja miara twierdzi, że szaleństwem nie dorastasz do pięt innym znanym mi osobnikom - mruknął odsuwając się wreszcie od niej. Dokończył herbatę jednym haustem, po czym poszedł do kuchni, by pozmywać po sobie. - Cóż... nie sądziłem, że moja opinia tak tobą zatrzęsie - stwierdził jeszcze i spojrzał po iej raz jeszcze. - Kontrola nie będzie potrzebna, trzymaj się Orianneczko - dorzucił specjalnie zdrabniając jej imię.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  68. Emma uśmiechnęła się do niej szeroko i klasnęła w dłonie.
     - No to na co jeszcze czekamy? Zapolujmy na Fjeldoczyka. Słyszałam, że kręcą się co jakiś czas w pobliżu, a ja z chęcią ci pomogę - zaproponowała. - No i jak mnie nauczysz to będę miała dodatkową linię obrony - zauważyła z lekkim uśmiechem na twarzy. - Oczywiście na pewno nie będę w tym tak dobra jak ty... ale przecież nie muszę być. Wystarczy zwykła podstawa - wbiła w nią spojrzenie swych lśniączych oczu i zrobiła proszącą minkę.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  69. Emma skinęła głową.
    - No tak - pokiwała głową. - Możemy zapolować, albo po prostu ja zapoluję wcześniej... a ty przypadkiem znajdziesz trupa - zaproponowała spokojnie, a na pytanie o moralność westchnęła ciężko. - A usuwanie ciąży uważasz za moralne? W pewnym sensie to też morderstwo - mruknęła. - Mordowałam wielokrotnie dla Peruna... naprawdę akurat to nie jest dla mnie niczym nowym i nie wpędza mnie w wyrzuty sumienia, jeśli oczywiście wybiorę sobie odpowiedniego Fjelldosa. Takiego, który jest po prostu zły - dodała z lekkim uśmiechem na twarzy, a kiedy wspomniała o nauce alchemii, Emma wzruszyła ramionami. - Tak bez największej frajdy? No wiesz...? Nie wiem czy chcę - burknęła. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  70. Klaus przywykł do Ardei. Ta stała się jego drugim domem, co było zgubne. Zaczynał powoli zapominać po co tu się znajduje. Odpuszczać, przekonywać samego siebie, że to nie ma znaczenia. Że jego matka była po prostu chora, a on nie musiał wykonywać jej poleceń. Do tego wszystkiego była jeszcze ta idiotka, która go wykorzystała. Do własnych celów. Myślał, że zaczynają się rozumieć, a ona potrzebowała tylko jego nasienia, byle zrobić sobie z nim dziecko, które później bezczelnie oddała Heldze. I jeszcze miała czelność się obrażać, że ojej kilka tortur dostała. Trzeba było ją kurwa zabić. Od tamtej pory przyrzekł sobie, że już do nikogo się nie zbliży. Nie w ten sposób. Nikomu nie zaufa i było mu z tą myślą dobrze. Tylko fakt, że jego dziecko, było w łapach Helgi go mierził. Chociaż może nie powinien? Jeśli Helga opanuje ogień i zdobędzie łzy feniksa to czy nie będzie potężnym narodem? Będzie można go wówczas nasłać na głupie Feniksy, wyżej srające niż dupę mające. Zamknięte w swoim poletku i trzęsące kuperkami, na myśl, że ktoś z zewnątrz może się u nich pojawić. Hipokryzja władzy uderzała tu ze zdwojoną mocą.
    Przymknął oczy oddychając głęboko, gdy poczuł obok swąd alkoholu, a chwilę później jakaś cizia postanowiła się do niego odezwać.
    - Dziękuję panienko - spojrzał po niej i obdarzył ją czarującym uśmiechem. - Mimo mi to słyszeć z ust tak zacnej piękności - dodał muskając palcami jej długie śnieżnobiałe włosy. - Obawiam się, że już niedługo mnie tu zabraknie - przyznał po chwili milczenia. - To jeden z mych ostatnich występów - dodał, odsuwając dłoń od jej włosów i sięgając sobie po kufel piwa, który miał przy sobie. Stał na małym stoliku, który Klaus przytachał sobie pod ścianę. 

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  71. Klaus przyjrzał się jej uważniej, a na jego ustach wykwitł kokieteryjny uśmiech. Zbliżył się do niej i założył niesforny kosmyk włosów za jej uszko, niby przypadkiem muskając jej policzek. Chwycił jej dłoń i uniósł do swych ust, by złożyć na niej pocałunek.
    - Panienka Orianna - powtórzył, spoglądając w jej oczy. - To zaszczyt cię poznać, jestem Klaus - przedstawił się jej. Skoro aż tak próbowała go zatrzymać to może miała coś do zaoferowania? Może byłby w stanie ją wykorzystać. - Och widownia nie zając nie ucieknie - uśmiechnął się zawadiacko. - Znajdzie się i w innym miejscu - zauważył, cały czas obserwując jej twarz.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  72. Klaus nie przestawał się do niej uśmiechać, gdy ta wspomniała o jego kulturze. Sięgnął do jej dłoni i poprowadził ją do swojego własnego stolika, po czym zamówił im obojgu steka oraz po doskonałym trunku. 
    - Cóż, gdy taka piękna dama podchodzi to nawet nie wypada pokazywać się z tej złej strony - zauważył swobodnie. - To dopiero na piątym spotkaniu - zażartował. - Proszę, nie krępuj się, Orianno. Częstuj się, nieczęsto mam okazję gościć tak urokliwe kobiety - dorzucił, po czym wzruszył lekko ramionami. - Może i będzie tęsknić - zgodził się. - Ale nie, mi nie będzie brakowało tego towarzystwa - szepnął z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Wszędzie znajdziesz takie wspaniałe towarzystwo. Wystarczy tylko dobrze poszukać.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  73. Klaus posłał w jej stronę czarujący uśmiech i zasłonił swe usta trunkiem. Upił łyk, po czym wsunął trochę swojego własnego steka, na moment przesuwając wzrokiem po pomieszczeniu. Ta gospoda przyjęła go z otwartymi rękoma, gdy tego najbardziej potrzebował. Miał z nią wiele dobrych wspomnień, ale czuł, że najwyższy czas pozostawić to bezpieczne lokum za sobą.
    - Niczym mnie nie zranili - zapewnił ją spokojnie. - Po prostu czas na zmiany - uśmiechnął się do niej lekko. - Przesiadywanie w jednym miejscu non stop sprawia, że stajemy się czasem zbyt wygodni - dodał. - Nie rozwijamy się, tylko gnijemy - spojrzał po Oriannie uważnie. - Nie tak uważasz? - zainteresował się, upijając znów trochę trunku.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  74. Klaus uśmiechał się do niej półgłębkiem, sunąć dłonią po jej ramieniu i talii. Wpatrując się w jej oczy. Słuchał o tym gniciu, całkiem przypadkiem muskając jej pierś swoimi palcami. Pokręcił lekko głową.
    - Mhm nie masz za co przepraszać, śliczna... zgnilizno - odchrząknął jakoś tak i parsknął śmiechem. - Aczkolwiek o ile gnicie wśród roślin faktycznie może być czymś pięknym, to moje powolne usychanie, gnicie... wcale mi nie odpowiada - szepnął jej do ucha i odsunął się od niej. - Najwyższy czas zacząć coś nowego. Zacząć od nowa.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  75. Klaus odsunął dłoń czując jak dziewczyna się spina. Spojrzał po niej z łagodnym uśmiechem na ustach i upił łyk swojego trunku.
    - W takim stanie upojenia wrażenia podobno są niekiedy niesamowite - powiedział spokojnie, ale nie namawiał jej do niczego. Patrzył jej tylko prosto w oczy, od czasu do czasu biorąc trochę zagrychy, którą wcześniej zamówił. - Mhm nie musisz mi tego mówić, Orianno - powiedział cicho. - Jestem kowalem swojego losu i nie pozwolę nikomu pozbawić się tej przyjemności - przyznał krzywiąc się przy tym lekko. Nawet jeśli od czasu do czasu musiał zwolnić tempa. Przestać, zatrzymać się i przełknąć gorycz porażki. Nawet jeśli, pewne idiotki kładły mu kłody pod nogi dla własnego widzimisię. - Ty natomiast... czy ty wiesz co dla ciebie jest dobre? - zainteresował się.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  76. Klaus zaśmiał się cicho, kiedy Orianna wspomniała o męskiej kondycji i gotowości. Pokręcił lekko głową.- To dobrze, że nie jesteś mężczyzną. Nie będziesz miała takich problemów - uśmiechnął się do niej zawadiacko. - Maczanki i inne stany upalenia, jasne, ale one wcale nie są takie lepsze. Często działają podobne do alkoholu, przytępiają lub wyostrzają zmysły. Jeśli chcesz się kochać to nie ma znaczenia z czym - powiedział spokojnie. - Albo w to idziesz albo nie - wzruszył ramionami, po czym wzruszył ramionami. - To żadna odwaga, ale dziękuję - skomentował spokojnie. - W takim razie mam nadzieję, że odkryjesz swą drogę - rzucił, przesiadając się trochę bliżej niej, by móc swobodnie musnąć palcami jej policzek i spojrzeć jej prosto w oczy. - To... również zdaje się być odwagą.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  77. Klaus nie mógł powstrzymać się od delikatnego uśmiechu. Orianna emanowała niewinnością, zwłaszcza gdy chodziło o flirt czy sprawy okołocielesne. Miała również sporą wiedzę dotyczącą specyfików pobudzających te sprawy, jednakże niewystarczające. Pochylił się w jej stronę i spojrzał wprost w jej oczy. Przez chwilę milczał, uśmiechając się przy tym łagodnie.
    - Twoi klienci - powtórzył po nim. - Mimo to, mówisz to niezbyt pewnie - zauważył. - Czyżbyś nie sprawdziła dokładnie tego specyfiku? - zainteresował się łagodnie, a jego uśmiech zmienił się w lekko bardziej zaczepny. - Przepiękna niewiasto, w taki sposób nie zdobędziesz zaufanych sobie klientów - zauważył. - Sprawdzałaś działanie świecy na samej sobie? - zainteresował się, po czym odsunął od niej, gdy poczęstowała go jednoznacznym uśmiechem. Uśmiechnął się lekko. Co za dziewczyna. Teoretycznie go odrzucała, a za chwilę robiła coś takiego. Sprzeczne emocje nią targały. Wyraźne emocje nią targały.
    - Ja jej nie interpretuję - powiedział spokojnie. - Ja nią po prostu emanuję - puścił do niej oczko.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  78. Klaus przesunął dłonią po jej własnej, masując delikatnie jej kciuk oraz kostki na jej grzbiecie słuchając o przepisie przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Miała stałych klientów, a nowych olewała. Cóż... w taki sposób nie zbije wielkiego interesu. Nie zamierzał jej o tym uświadamiać, nie leżało to w jego naturze.
    - Warto by było sprawdzić tę świecę na samej sobie - zauważył cicho. - Doznać tego co doznają twoi klienci, być w stanie połączyć się z nimi w tych doznaniach, a może nawet poprawić działanie tej świecy? - zaproponował łagodnie, po czym zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową. - Hm... ty mi to powiedz? To ty mnie widzisz - puścił do niej oczko.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  79. - Samodzielne testowanie jest mało praktyczne i niezwykle nużące - zgodził się z nią, podłapując ten jej lekki śmiech i przesuwając dłoń raz jeszcze na jej policzek, by nieznacznie założyć niesforny kosmyk za ucho, zanim odsunął się od niej trochę. Sama przecież mu wspomniała, że wcale nie chce tych uciech cielesnych. Postanowil więc dać jej przestrzeń. Nie za dużą, ale jednak. - To przykre, że tak myślisz. Jesteś piękną kobietą, niejednego mogłabyś owinąć wokół swojego paluszka - uśmiechnął się, po czym upił łyk piwa słuchając o samym sobie i o maskach, które mimochodem rzuciła. - Masz rację, ludzie często zakładają na siebie maski - rzucił swobodnie. - Od tego mam muzykę, by się tych masek pozbywać - szepnął.
    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  80. Satoru przekręcił klucz w zamku i wsunął się do środka. Było na tyle późno, że nie był pewien czy Orianna śpi, więc działał dość cicho. Ostatnio wychodził częściej z Argaru, poprzez misje otrzymywane od Shi czy Nika. Brał je chętnie, bo brakowało mu zwykłej adrenaliny. Teraz jednak ruszył do łazienki i zaczął odwiązywać bandaż z swych dłoni, by ocenić straty. Podczas walki różne rzeczy się dzieją i tym razem nie miał tyle szczęścia. Oberwał. Jego ręce oberwały konkretnie. Skrzywił się widząc zakrwawione ręce, lekko napuchnięty prawy nadgarstek i krew, która dalej się sączyła z przedramienia. Cholerny krysztalnik.Że też musiał go dorwać. W zamyśleniu nie spostrzegł nawet że Orianna jest w łazience i zajmuje się uzupełniianienim zapasów w apteczce, dopóki sam nie sięgnął po apteczkę. Jego dłoń musnęła palce Orianny i on sam skupił na niej wzrok.- O... nie śpisz? - rzucił na powitanie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  81. Klaus spojrzał po niej i uniósł wysoko brew, kiedy wspomniała o niewinnym kwiecie, którego tknięcie w intymny sposób to zbrodnia. Zbliżył się do niej i przesunął dłonią po jej talii, by szepnąć jej do ucha.
    - I dlatego postanowiłaś dziś samą siebie wrzucić do kategorii zbrodni? - zapytał jej cicho, bo sama odmówiła większych pieszczot i flirtów z jego strony. Chuchnął w jej ucho. - Może właśnie dlatego tak potem czują? - zaproponował szeptem, odsuwając się od niej i parskając śmiechem. - Tego nie powiedziałem - poinformował ją spokojnie. - Moim zdaniem każdy nosi maski - rzucił krótko. - Czy tego chcesz czy nie, czy zdajesz sobie z tego sprawę czy też nie.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  82. Klaus pokręcił głową i dotknął palcem jej nosa.
    - Nie znamy się na tyle, bym ci opowiadał o swoich maskach - powiedział wprost, obserwując uważnie te jej oczy. - A ty... hm... niewinnej istoty, która jest zbyt delikatna by ją zranić - poinformował ją. - To twoja maska. Jedna z wielu, ale aktualnie jedyna którą mogę powiedzieć z czystym sercem.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  83. Sato uśmiechnął się do niej delikatnie i pokręcił głową.
    - Poczekaj... najpierw się umyję... to nie wszystko moja krew - odchrząknął, zsuwając z siebie koszulę i zaraz rozpinając spodnie by wejść do balii, w której była jeszcze woda po kąpieli Orianny. Skrzywił się siadając w wodzie i odchylił się by przymknąć na chwilę głowę, patrząc w sufit. - Dokąd jedziesz? - zagadnął ją, spoglądając po niej kątem oka i chwilę jeszcze pozwalając swemu ciałku się moczyć, zanim zaczął powoli się myć i krzywić przy każdej chwili. W sumie mógłby sam się zaszyć, ale nie widział problemu w tym, by zrobiła to Orianna.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  84. Spojrzał po niej, unosząc lekko brew i odruchowo złapał ją za pośladki. Nie podobała mu się ta jej zmiana. Za bardzo przypomniała mu tę idiotkę, ale skoro chciała tak działać to mógł bez problemu potraktować ją dokładnie tak jak i tamtą. Prychnął pod nosem i uśmiechnął się krzywo.
    - Ty mi powiedz co jest pod nią - musnął palcem po jej nosie i nachylił się bliżej by pocałować jej wargi. Ucałował je mocno acz nie zaborczo. Jednorazowo, po czym odsunął się patrząc jej prosto w oczy. - Bo póki co zamieniasz jedną maskę na druga - skomentował, klepiąc ją lekko po pośladku.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  85. - Dziękuję - rzucił, kiedy wspomniała o upraniu jego ubrań. Zmarszczył lekko brwi, gdy wspomniała o płynięciu do Marchwi. W obecnych czasach? Sama? Spojrzał po niej uważnie i odetchnął głęboko. - Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - zapytał wprost i zanim odpowiedziała uniósł lekko jedną dłoń. - Zanim dojdziesz do wniosku, że jesteś przecież wolną i odpowiedzialną i zaradną kobietą, a ja jestem nadopiekuńczy i uznasz, że mam cię za dziecko to wysłuchaj o co dokładnie chodzi - zastrzegł sobie. - Bo nie chodzi o bycie nieudolną dziewczyną, tylko o to, że... Perun dalej cię chce, więc będąc sama... - zacisnął mocno wargi. - ...po prostu na siebie uważaj - dodał zaraz. - I pisz tu do mnie codziennie. Nawet jeśli mnie tu nie będzie to przeliczę otrzymane liściki... jeśli przez dłuższy czas nie będzie odpowiedzi uznam, że stało się najgorsze i zorganizuję ci odbicie - spojrzał jej prosto w oczy, po czym pokręcił głową. - Nie, poradzę sobie sam - mruknął w sprawie mycia się. Ne był małym chłopcem, którego trzeba było myć. Przetarł najpierw twarz i zanurzył się trochę bardziej w wodzie słysząc o żądzach. Wsunął do buzi trochę wody i zrobił fontannę z niej, nie chcą słuchać o tych jej żądzach. Ta, jasne. Co ona znowu sobie w głowie uroiła?

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  86. Sato spojrzał po niej uważniej. Nie brzmiało to wszystko zbyt dobrze. Zwłaszcza słowa dotyczące tego, że nie może powiedzieć z kim. Zagryzł wnętrze swego policzka. Nie mniej skinął głową, kiedy to oznajmiła. Była dorosła i nie mógł od niej oczekiwać, że wszystko mu powie. Odchylił głowę do tyłu krzywiąc się raz jeszcze i przymknął oczy.
    - Hm? - uniósł lekko jedną powiekę by na nią spojrzeć. - Na szczęście nie muszę się nad tym zastanawiać - stwierdził prosto z mostu. Nie zamierzał się pochylać nad tym tematem, skoro tego scenariusza nie było. Obserwował te jej rumieńce i w między czasie myjąc się dokładnie i wstając z wanny. Sięgnął sobie po ręcznik i dość szybko osuszył samego siebie, po czym przepasał się ręcznikiem w pasie. Spojrzał na czyste ubrania i pokiwał głową z uznaniem.- Dzięki, doceniam to - przyznał szczerze ruszając w stronę salonu by usiąść na kanapie i przez chwilę tylko oddychać. Skrzywił się wyraźnie na wieść, że ta chce zaszkodzić Perunowi. - Tylko nie rób nic głupiego - poprosił ją, po czym uniósł lekko brew i parsknął śmiechem. - Przecież ja nie uciekam Orianno - powiedział wprost. - Nie uciekam - mruknął. - Po prostu ostatnio mam więcej rzeczy do zrobienia i rzadziej przebywam w domu - skomentował. - U mnie tak to działa. Dom jest tylko przejściową miejscówką - wywrócił oczyma.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  87. Satoru zaśmiał się cicho.
    - Ja lubię się przemęczać - poinformował ją. - Dzięki temu czuję, że żyję - dodał spokojnie, pozwalając jej się opatrywać, chociaż szczerze mówiąc wolałby to zrobić samodzielnie. Nie raz i nie dwa musiał korzystać tylko z własnych możliwości i ten był podobny. Skinął głową w duchu ciesząc się, że ta nie chce iść na front. Uniósł jednak brew, gdy znów wróciła do tematu "ludzi". Skrzywił się, od odkażania jego rany i syknął nawet, by przerodzić to syczenie w udawany płacz. - Ała... jak możesz mnie tak nienawidzić? - zapytał jej pociągając nosem i mając na myśli oczywiście fakt bolesnego opatrywania go. - Ale ja ci powiedziałem jak będzie - przypomniał jej. - Powiedziałem ci, że nie jestem dla ciebie dobrym człowiekiem, Ori - rzucił tylko jak zdarta płyta. - Dalej za takiego się uważam i tyle... to z domem nie ma nic wspólnego - mruknął, patrząc na te jej rumieńce. - Nie patrzę na ciebie inaczej - dokończył. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  88. Sato parsknął śmiechem i wzruszył ramionami.
    - To... zamknij oczy - uśmiechnął się w jej stronę nieco krzywo, wciąż się trochę śmiejąc. Na wieść, że to normalne że boli jeszcze bardziej się "rozpłakał" i nawet ruszył w jej stronę by wtulić głowę w jej ramię i ugryźć ją lekko w ramię. Słuchał o tym jaki to nie jest i prychnął pod nosem. Fascynujący. No jasne. Nie, on fascynujący zdecydowanie nie był, a dobre serce? Aha, tylko wtedy jak widział gdzieś korzyści dla samego siebie. Pozwoliła mu założyć sobie bandaż i spojrzał w jej oczy. - To jak na ciebie patrzę to moja sprawa - odparł szczerze, wstając z miejsca, kiedy tylko skończyła. - Zrobię grzanki... chcesz jedną? - zapytał ruszając w stronę kuchni.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  89. Spojrzał po niej i po ręczniku, którym ponownie opasała mu pas, kiedy ten mu się zsunął. Uniósł lekko brew i pochylił się do niej, obserwując jej tęczówki uważnie. - Trwałego? - zapytał zwilżając przy tym swe wargi językiem. - Trwałość to pojęcie względne - szepnął zakładając kosmyk włosów za jej ucho. - Co powstrzegasz, za coś trwałego, Orianno? - zainteresował się. - Bieliznę? Spodnie? - mruknął wprost w jej ucho, aby zaraz się odsunąć i wzruszyć ramionami. - Każda z tych rzeczy może się rozpaść na kawałki, niczym twe serce - klasnął w dłonie i ruszając biodrami, by zatrząść trochę ręcznikiem, wszedł do kuchni, by rozpocząć od pokrojenia chleba. - Jutro rano wyjeżdżasz? - zerknął po niej. - Ja nie żartowałem, Ori. Pisz codziennie. Jak nie dostanę wieści... to cię wyśledzę, a jak już znajdę to przełożę przez kolano i nastrzelam - pogroził jej palcem, maczając chleb w jajku i wykładając to na patelnię. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  90. Sato obrócił się na pięcie i zsunął ręcznik, by pomachać nim w powietrzu, po czym wskazał na swoje przyrodzenie.
    - Masz na myśli to? - uniósł lekko brew. - Ori, oj Ori... nie jeden cię pożąda - zapewnił zaraz, ponownie lokując ręcznik na swym miejscu. - Masz nietuzinkową urodę, taką łagodną urodę, a w środku czai się pazur - rzucił swobodnie. - Jeszcze nie jeden cię pożąda - szepnął spokojnie i wrócił do chlebka i maczania go w rozbełtanym jajku. - Och zapewniam cię, że będę ostrożnie smażył grzaneczki, by moje prącie nie oberwało, a jeśli już oberwie to upewnię się, że... odpowiednio się zahartuje - puścił do niej oczko, wykładając pierwsze grzanki na talerz i przygotowując kolejne. - Czego oczekuję... paru słów od ciebie. Co nowego u ciebie, kogo poznałaś, co robisz, w jakich okolicach jesteś... tak wiesz - wzruszył ramionami. - Muszę wiedzieć na kiedy trupa szykować - rzucił swobodnie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  91. Klaus uniósł dłonie w górę, nie planując naciskać na dziewczynę, ani trochę. Zamiast tego upił łyk swojego trunku i pokiwał lekko głową.
    - Panienko, jedna drobna rada... - powiedział spokojnie. - Jeśli nie jesteś pewna to nie wysyłaj sprzecznych sygnałów - spojrzał jej prosto w oczy. - To może się dla ciebie źle skończyć. Nie każdy będzie na tyle wyrozumiały, by przestać. Niektórzy, mają w głębokim poważaniu protesty... a kobiety traktują jak drugą kategorię - powiedział, wracając do swojego trunku. - Skoro nie chcesz to po pierwszym "nie", nie powinnaś zaczepiać - rzucił swobodnie i wbił w nią spojrzenie. - A jeśli chcesz flirtować, uwodzić... to czas zrobić się odrobinę bardziej dotykalską.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  92. Sato odłożył kolejne grzanki na talerz i zbliżył się do Orianny, by złapać ją w pasie i lekko do siebie przycisnąć. Przesunął drugą dłonią po jej policzku, odgarniając z niego jej włosy. Spojrzał jej prosto w oczy i ucałował w nos.
    - Ależ co ty gadasz... to proste - szepnął jej do ucha i poruszał swymi biodrami ocierając się o nią. - Twoje rumieńce, twa niepewność to wszystko pociąga, przyciąga i w pewien sposób jest atrakcyjne - szepnął jej do ucha i odsunął się od niej, wracając do garów. - A na trupa nigdy nie jest za późno - skomentował, spoglądając zaraz po niej uważnie. Odłożył wszystko co robił i skoczył do pokoju by założyć na siebie spodnie. W takim wydaniu wrócił do kuchni. - Co masz na myśli? Jaki układ? - zapytał jej dość poważnie. Nie do końca podobało mu się to, że Orianna wplątuje się w układy, o których nie może mówić. To nigdy nie wróżyło nic dobrego. Z doświadczenia wiedział, że to nic dobrego. - Tym bardziej, każdego dnia piszesz do mnie list - zawyrokował. - I to najlepiej po Japońsku - rzucił. - Nauczę cię jednego słowa, to wystarczy. Nikt tego nie rozczyta, poza mną i paroma osobami w Argarze - dodał, biorąc pergamin i zapisując odpowiednie kanji. - 生  - To "sei", oznacza "życie" - spojrzał po niej. - A to - nabazgrał drugie kanji "助" - tasu... oznaczające pomoc - wyjaśnił. - Napiszesz jedno z dwóch i będę wiedział, że jest w porządku lub że potrzebujesz pomocy - zerknął na nią. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  93. Satoru spojrzał po niej poważnie.
    - No właśnie, jest wojna i zaufanie jest dość ograniczone, więc nikogo nie powinno dziwić, że piszesz listy do swojego ukochanego - wskazał na siebie. - Poza tym skoro sama o tym mówisz to zauważ, że ten układ po prostu śmierdzi. Zachowanie wszelkich środków ostrożności jest po prostu pierwszym co powinnaś zrobić. Owszem możesz napisać i zginąć chwilę później, ale wtedy ja nie otrzymam listu dnia kolejnego i będę już wiedział, że stało się coś okropnego, a co za tym idzie będę mógł uruchomić maszynę szukania cię i mszczenia się za ciebie - dorzucił swobodnie. - Możesz mi powiedzieć wszystko. Tu akurat nikt nas nie podsłuchuje - oznajmił prosto z mostu. - A jeśli chcesz się upewnić to poczekaj chwilę. Pójdę zarżnąć każdego, kto byłby w stanie spróbować - żachnął się wstając ze swojego miejsca.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  94. Satoru wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej.
    - Nigdy nie słyszałaś o sekretnym języku? Możesz powiedzieć, że ta dziwna runa oznacza "miłość" w waszym języku - puścił do niej oczko, po czym objął ją w pasie, kiedy przyłożyła ręce do jego torsu, przyciągając ją mocniej do siebie. - A kto powiedział, że zrobię sobie krzywdę? - zapytał jej unosząc lekko brew. - To będzie szybka i czysta robota - szepnął w jej usta lekko je całując przy okazji. - A oboje będziemy pewni, że nikt nas nie podsłuchuje. Odsunął się od niej i okręcił ją wokół własnej osi, by z powrotem ruszyć do drzwi.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  95. - Dodałem też, że warto sprawdzić, skoro ty się tym martwisz - przypomniał z delikatnym uśmiechem na ustach, po czym złapał ją w pół i przerzucił sobie przez ramię, krzywiąc się nieco przy tym. Skoro tak chciała się bawić. Klepnął ją w pośladki i otworzył drzwi, by wyjrzeć za nie. - Ho, ho, ho... ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie - podskoczył przy dwóch ostatnich stwierdzeniach, wędrując sobie z nią tak i szukając podejrzanych ludzi. Równie dobrze mógł po prostu udusić. Nie potrzebował wielkiej broni do tego.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  96. - Jak to co robię? Obchód robię - rzucił lekkim tonem. Może i nie wspomniała, ale dała do zrozumienia, że tego się obawia. Zwłaszcza gdy nie chciała rozmawiać o poważnych sprawach, tylko zbywała go półsłówkami. Pomasował jej tyłeczek po kolejnym podskoku i klepnął ją w niego siarczyście. - Hop, hop, hop - mruknął przyspieszając trochę kroku. - A przy okazji pokazuję wszem i wobec czyją kobietką jesteś - dodał wesoło.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  97. - Teraz? No wiesz... akurat teraz? Gdy robi się... zabawnie? - zaśmiał się cicho, wsuwając dłoń pod jej spódnicę i gwiżdżąc z zaskoczeniem. - Och Ori... - rzucił z konspiracyjnym szeptem. - Takie zachowanie nie godzi się młodej damie - stwierdził masując jej pośladki i strzelając w nie od czasu do czasu klapsa. - Oczywiście, że jesteś. Tyś ma narzeczona, zapomniałaś? - przypomniał jej z lekkim śmiechem na ustach.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  98. - No właśnie tak - uszczypnął ją w pośladek. - W piżamie... mhm to tak niestosownie wychodzić na dwór - stwierdził i gdy dała mu klapsa parsknął śmiechem. - Mhm jesteś pewna? Że nikogo nie ma? - zapytał jej jeszcze, skupiając się teraz już tylko na okolicy. Zrobił z nią jeszcze dwa kółka, zanim ostatecznie wszedł do domu i postawił ją na ziemi. - W porządku to opowiadaj - powiedział wprost, siadając sobie na kanapie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  99. Satoru położył się na kanapie, na brzuchu, zginając nogi w kolanach i lekko nimi machając. Uniósł lekko brew.
    - Za co? - zainteresował się. - Nie zrobiłem niczego złego, kochanie - puścił w jej stronę oczko. - Odpowiadam na potrzeby twojego ciała i ducha - dorzucił spokojnie. - Za przyjemności mam przepraszać? Oj Orianno... - cmoknął i posłał w jej stronę niewinny uśmiech. - Przepraszam, że robiłem ci dobrze.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  100. Sato spojrzał po niej i pokiwał głową.
    - Uważam, uważam. Nie martw się o to - rzucił swobodnie, po czym uśmiechnął się zadziornie. - Ahm... ale za co konkretnie? Przecież reagujesz na to pozytywnie, więc... - poruszał zabawnie brwiami. - To znaczy, że ci się podoba - stwierdził wesoło, obracając się na bok i wodząc po niej wzrokiem. Słuchał o jej przygodach w milczeniu, kiwając lekko głową. Nie podobał mu się fakt, że tak od tak ktoś zapytał czy Ori chce pomóc pokonać Peruna. W takich wypadkach, zwłaszcza podczas wojny, to nie było spotykane. Tak szybkie zaufanie i odkrywanie swych kart było dość niepokojące. Nie powiedział tego na głos, bo dziewczyna po prostu się cieszyła. On uważał to wszystko za podejrzane.
    - Tak, spotkałaś - zgodził się. - Choć nie do końca przypadkiem - dodał po dłuższej chwili milczenia. - Obserwowałem cię od dłuższego czasu zanim do ciebie zagadałem - powiedział wprost, po czym usiadł na kanapie. - Dlatego... nie ufaj tak szybko - poradził po prostu.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  101. - Nie? - spojrzał po niej i postukał się po brodzie. - A mi się wydaje, że ma wiele wspólnego. Przede wszystkim, gdybyś mi tak nie reagowała to bym w ogóle nie próbował ponownie - stwierdził prosto z mostu, po czym odchrząknął. - Ale dobrze, skoro tego chcesz - mruknął. - Wybacz, Orianno, że dopuściłem się tak śmiałego czynu i pokusiłem się o to by próbować cię zadowolić Sprawić w ten sposób przyjemność. Uroczyście przysięgam, że więcej się to nie powtórzy. Będę trzymał rączki przy sobie i już w ogóle cię nie dotknę - powiedział poważnie i znów wsłuchał się w jej słowa. No tak, pięknie. Czyli już od początku zdradziła im czego chce i zamiast poczeka aż jej przywiozą te kryształy do Alchemii zgodziła się pojechać z nimi. Nie tak sprawdzało się lojalność ludzi. Podrapał się po głowie. - Mhm dziękuję - powiedział za to, gdy wspomniała o pisaniu codziennie. - I nie daj się wykorzystać, Ori - spojrzał jej poważnie w oczy, po czym uśmiechnął krzywo. - Bo byłaś blisko Peruna. Byłaś tym ogniwem, które mogło i załatwić wymówkę do przebywania na dworze - powiedział wprost. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  102. Satoru zmarszczył lekko brwi na te wszystkie jej słowa. Uśmiechnął się pod nosem słysząc "cofnij to" i pokręcił lekko głową. Co prawda szeptała, ale był to szept tak desperacki, że aż słyszalny. Widział jej smutną minę, ale przecież chciała przeprosin, więc je dostała. Nie odpowiedział więc na to, udając że nie usłyszał i uniósł lekko brew.
    - Nom, uratowałem, a przy okazji poznałem odpowiednie wejścia do pałacu - skomentował, bo tak po prawdzie ratunek dla Emmy i Orianny był mu po prostu tym dodatkiem, ale tego nie musiał mówić.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  103. Satoru spojrzał na pakunek, unosząc lekko brew z zaskoczeniem. - Z jakiej okazji? - zdziwił się nieco, siadając nieco porządniej i powoli otwierając pakunek, by spojrzeć na czarny kamień z runą w środku. Przesunął po nim palcem, zerkając na Oriannę. - Oświadczasz mi się? Teraz? Kiedy wspomniałem, że nie będę cię już dotykał? - zamrugał kilkakrotnie. - Oj Ori, Ori... Złotko... tak się nie robi - zacmokał, zakładając wisiorek na szyję. - ...bo to potem nie wiadomo czego chcesz - szepnął.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  104. - Dziękuję - przesunął palcem po kamieniu i uniósł lekko brew zerkając na nią. Pozwolił jej na te wszystkie, nikłe pieszczoty. Posmakował nawet jej ust, gdy go pocałowała, ale dłonie trzymał przy sobie, w silnym postanowieniu nie dotykania jej nigdy więcej. Podrapał się lekko po uszku, gdy w nie chuchnęła. - Mhm... ale to tylko pozory - przyznał. - Poza tym, ty robisz się silna i niezależna kobieta to cholera wie czy i oświadczać sama się nie będziesz - posłał w jej stronę zadziorny uśmiech.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  105. Sato oparł się wygodniej o oparcie sofy, gdy tak położyła się z głową na jego kolanach i spojrzał w sufit. Ręce założył za głowę, uśmiechając się lekko.
    - Wrócisz - powiedział prosto z mostu. - Chociaż osobiście uważam, że jesteś durna - stwierdził po dłuższej chwili milczenia, bo to co chciała zrobić było idiotyczne. Po prostu i niezaprzeczalnie idiotyczne. - Nie sprawdziłaś tych ludzi, zaufałaś im od tak... i teraz planujesz tam płynąć sama - dmuchnął sobie w grzywkę. - Kto tak robi Ori? No kto? - spojrzał po niej unosząc lekko brew. - Tylko głupol...

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  106. Satoru popatrzył po niej i pokręcił lekko głową.
    - To co mówisz wystarczy mi do mojego stwierdzenia, a to że nie zabierasz ze sobą dodatkowych osób, choćby jednej zaufanej dodatkowo śmierdzi - stwierdził bez skrupułów. - Przepraszam, wcale nie pół nagą. Masz na sobie konkretny ubiór przygotowany do snu - poinformował ją po prostu. - No i znowu... moją narzeczoną - dorzucił. - A gdyby ktoś faktycznie był? To już by tego kogoś nie było - uśmiechnął się do niej słodko.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  107. - Nie wiem, Orianno. Nigdy nie zapytałaś żadnego swojego człowieka, czy pojechałby z tobą - powiedział wprost. - Pokonać Peruna możesz na wiele sposobów - dodał przeciągając się lekko i kładąc ręce na oparciu kanapy. - Gdybyś zapytała kogokolwiek w Argarze to na pewno znaleźliby ci sposób w jakim mogłabyś przyczynić się do tej sprawy, bez niewiadomych w postaci dziwnych ludzi - rzucił jeszcze i uniósł lekko brew. Prychnął pod nosem. - No jestem - zgodził się z nią. - Ale mi ma nagość nie przeszkadza - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy, pokręcił lekko głową na wieść o tym, że rzekomo narzeczone się dotyka. - Moja narzeczona nie życzy sobie dotyku - poinformował ją patrząc po niej łagodnie. - Wyraźnie mi to zaznaczyła. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  108. - Tak - odparł bez większej krępacji. - Pojechałbym - dodał po chwili milczenia. Może jeszcze dzień, dwa wcześniej byłby w stanie to zrobić. Teraz miał już swoje plany i planował je wypełnić. Dziś już by nie pojechał. - Och a kryształy też moglibyśmy zdobyć - dodał. - Wystarczy zdobyć jeden miecz i wyciągnąć z niego kryształki - zauważył bez specjalnej krępacji, po czym uniósł lekko brew. - Nie, nic nie naciągał. Poinformowałaś mnie, że nie podoba ci się mój dotyk. No to nie dotykam - pochylił się do niej i chuchnął w jej buzię. - O nic nie dotykam.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  109. - Nigdy nie jest za późno. Zawsze możesz odwołać to w co się wpakowałaś - odparł krótko. - Orianno, moim zdaniem zadziałałaś zbyt impulsywnie w tym temacie - skomentował jeszcze i wzruszył ramionami. - Ale zrobisz jak zechcesz i nic mi do tego - dodał spokojnie, po czym roześmiał się serdecznie. - Nie, powiedziałaś, że nie lubisz jak cię dotykam publicznie - powiedział po niej. - Więc nie zamierzam cię dotykać, wedle życzenia. W każdym obszarze, tak dla bezpieczeństwa i komfortu psychicznego twojej pięknej główki - wyszczerzył się do niej promiennie. - O nie, nie, nie - pokręcił głową. - Tak nie robimy. Albo rybki albo akwarium. Nie ma jednego i drugiego - prychnął. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  110. - Mhm nie kłam - odwrócił od niej spojrzenie. Wiedział, że tego nie zrobi. Głupia dziewczyna. Zamknął oczy i odetchnął głęboko, przez chwilę milcząc, zanim znów na nią spojrzał. - Nic - odparł zgodnie z prawdą. - Bo wiesz... w tej chwili to jakoś nie bardzo ci wierzę - rzucił z lekko złośliwym uśmieszkiem na twarzy. - Musiałabyś bardzo się postarać, żeby mnie przekonać.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  111. Satoru nie odpowiedział na jej słowa o kłamaniu. Nie chciał na ten temat debatować. Szczerze wątpił w jej intencje w tym temacie. Uniósł za o lekko brew, gdy usiadła na nim okrakiem i dotknęła jego ramion. Zaśmiał się lekko na to jej niepewne pytanie.
    - Ja mam ci powiedzieć? - zapytał jej i pokręcił lekko głową. - Wysil swoje szare komórki. Postaw na swą kreatywność - puścił do niej oczko. - Bo póki co nie bardzo jestem przekonany do tego całego dotykania cię - uśmiechnął się delikatnie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  112. Sato zamknął oczy pozwalając jej prowadzić i bawić się nim. Pieścić go tak jak tego chciała. Musnęła jego usta, więc zwilżył potem wargi językiem, zatrzymując jej smak na dłużej.
    - Mhm... jakoś nie dałaś tego po sobie poznać, kiedy tak oczekiwałaś przeprosin. Zdawałaś się zraniona dotykiem, więc przykro mi, ale nie zamierzam cię już dotykać - odparł czując jej usta na swoim policzku i na szczęce. Ręce dalej opierał o kanapę, odchylając głowę do tyłu, co by mogła bawić się dalej i obcałować co jej się też żywnie podoba.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  113. - Mhm... i zraniona - powtórzył po niej, po czym odepchnał się od kanapy i wstał gwałtownie, sprawiając, że Orianna wylądowała wprost na podłodze. - W taki sposób nie sprawisz, że zacznę cię dotykać - spojrzał po niej. - Wybacz Orianno, ale... - pokręcił lekko głową. - ... nie tędy droga - przykucnął przy niej. - Ja ci już wspomniałem, że nie jestem dla ciebie odpowiednim materiałem do seksu czy kochania - zacisnął mocno wargi. - Nie, kiedy wkręcasz się tak mocno - mruknął jeszcze.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  114. Satoru pokręcił lekko głową.
    - A skąd? To ty stwierdziłaś, że to tak masz się postarać, żebym cię dotknął - powiedział spokojnie. Pokiwał głową przyznając się bez bicia do narzeczeństwa, gdy chodziło o słowa. Uniósł lekko brew patrząc na nią, gdy wspomniała o swej nieatrakcyjności. - Jesteś bardzo atrakcyjna - powiedział poważnie. - Jesteś atrakcyjną kobietą, ale nie kobietą dla mnie - dodał. - Ja nie wchodzę w związki, Orianno - wyjaśnił prosto z mostu. - Nie przywiązuje się i nie robię nadziei, że będzie inaczej - wstał z miejsca. - A ty... ty to robisz - skomentował jeszcze, przeciągając się lekko. - Dobranoc, Orianno - mruknął jeszcze. - To był długi dzień.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  115. - Mhm tak i ty się wkręciłaś, a ja tylko się bawiłem. Sprawdzałem czy ci przeszło - skomentował spokojnie. - Tak - pokiwał głową na kolejne pytania i zbliżył się do niej, kiedy już poprawiła ubrania. - Tym na ile mi pozwalasz, tym jak się martwisz, tym że tak łatwo się napalasz i wreszcie tym jak na mnie patrzysz - poinformował ją i uniósł wysoko brew, gdy wspomniała o nim. - To co zmieni w moim życiu i czy coś zmieni to jest tylko moja sprawa - stwierdził spokojnie.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  116. Satoru nie odpowiedział na to pytanie. Wystarczyły jej gesty, jej wzrok. Nawet dziś wspominała konkretnie o tym, że lubi jego dotyk, a nie czyjś inny. Spojrzał po niej i pokręcił głową raz jeszcze.
    - Nie zakładam, Orianno - powiedział wprost. - Oczywiście, że masz prawo do libida - zgodził się z nią. - Bo to moje życie Orianno i ono obchodzić powinno tylko mnie - powiedział wprost, po czym roześmiał się serdecznie. - Nie odbija mi, że chcesz coś zrobić sama, Orianno. Jeszcze nie widziałaś mnie w trybie "odbiło ci" - poinformował ją poważnie. - Moja droga, ja po prostu punktuję twą głupotę - wyjaśnił po prostu. - A to inna sprawa niż nie pozwalanie ci czegoś robić sama. A co do zgonów... no cóż jeśli podsłuchiwaliby mój dom to niestety nie mogliby ujść z życiem - skomentował tylko. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  117. Satoru spojrzał po niej i wydmuchał powietrze.
    - Nie, Orianno - pokręcił głową. - Ty mi pokazalaś, że ci zależy, a ja nie chcę cię zranić, bo ja... dla mnie seks jest po prostu dodatkiem. Czymś co robię z laskami, na których mi wisi i powiewa - warknął, odkrywając przed nią parę kart. Pomasował sobie skronie i zacisnął usta. - Tak, powinno i niech cię twoje życie obchodzi - puknął ją w czoło palcem, a właściwie to prawie to zrobił bo uparcie zatrzymał palce kilka milimetrów przed jej czołem by jej nie dotknąć. - Moje wszystkie czyny dotyczą mojej osoby, nie twojej - mruknął, co do poznawania nie wypowiedział się wcale. Zacisnął mocno wargi. - Spokojnie, mnie nie wygnają - wywrócił oczyma. - Nie jestem głupi Orianno. Wiem, kogo mógłbym tu zabić, a kogo musiałbym najpierw wywabić z Argaru - żachnął się.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  118. Nie odpowiedział jej już na to. Nie zamierzał wchodzić w dyskusje na temat miłości i innych rzeczy. Wystarczająco dużo już jej na ten temat powiedział. Na swój temat również. Zabrał swe dłonie zaraz po tym jak sprawiła by dotknął jej, acz technicznie to ona dotknęła samą siebie używając jego palców, ale kto by się tym przejmował. Schował je za swoimi plecami. Nie powiedział też nic na temat jego potencjalnego ranienia Orianny. Tym bardziej utwierdziła go w przekonaniu, że nie ma co. Była jeszcze bardzo niedojrzała i miała do tego prawo.- Mohe? - uniósł lekko brew. - Nie, myślę, że może można by w Argarze zabić - stwierdził po prostu. - Nie należy do Argaru.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  119. Uśmiechnął się krzywo. To akurat była prawda. Szczycił się tym co wymyślał. Skinął lekko głową, po czym wzruszył ramionami.
    - Nie wiem - odparł prosto z mostu. - Myślę, że to kwestia do ustalenia. Póki co nie była potrzebna ale za jakiś czas przyda się to podnieść na spotkaniu rady, bo póki co Argarczyk to osoba, która ma w sobie argardzką krew. Każdy inny to przyjaciel Argaru, ale jeśli ktoś by się tu osiedlił... to co czyni nim Argarczyka? - spojrzał po niej i wzruszył ramionami. - Na szczęście to nie ja jestem od ustalania takich rzeczy - wyszczerzył się do niej i zmarszczył brwi. - Nie wiem co Mohe ci zrobił, ale... myślę, że rozmowa i cios prosto w nos wystarczy...

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  120. Sato skrzywił się. I właśnie dlatego nie zamierzał pozwolić sobie na większe seksy z kimś, kogo podskórnie chciał mieć blisko siebie. Chronić i zajmować się tym kim. Sam byłby takim zwyrodnialcem, który zostawia z dzieckiem. Czuł to podskórnie.
    - Tym bardziej rozmowa powinna pójść w pierwszej kolejności - stwierdził. - Potem cios w nos, a na koniec, jeśli to nie pomoże... - wzruszył ramionami. - Już ty masz sposoby na wywołanie sraczki - puścił do niej oczko.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  121. Sato odsunął się od niej o krok i oparł o parapet spoglądając przed siebie. Milczał słuchając jej słów.- Rozumiem, że jesteś na niego zła - powiedział ostrożnie. - Jednak to ona powinna z nim rozmawiać, to ona powinna zdecydować co zrobić... a ty możesz ją jedynie wspierać w działaniu. Możesz również zachęcać ją do działania, namawiać do tego co uważasz za słuszne, ale Orianno... - spojrzał po niej poważnie. - Nie rób nic głupiego, bo zamiast jej pomóc, możesz po prostu ją stracić - zauważył cicho.

    Satoru

    OdpowiedzUsuń
  122. Klaus nie zrobił w jej stronę żadnego ruchu. Spoglądał tylko po niej, bo aktualnie zdawała się być spłoszoną sarenką. Nie kobietą, a sarenką, zwierzątkiem, które chciało być poklepane po główce, ale on... nie zamierzał jej po niej klepać. Upił porządny łyk swojego alkoholu i pochylił się w jej stronę.
    - Zacznij od małych kroków - powiedział jej wprost dosiadając się bliżej. Dotknął jej włosów, przesunął po nich dłonią, nawinął kosmyki na swe palce. - Jesteś piękna, masz hipnotyzujące oczy i gładkie włosy, Panienko - szepnął jej wprost do ucha i przesunął językiem po jej szyi, by zostawić na niej malinki. - Zacznij od krótkich pocałunków, wpatrywania się komuś w oczy, przygryzania wargi - szepnął. - Kontroluj sytuację - dodał, odsuwając się od niej po dłuższej chwili i kładąc palec na jej wargę. - Nie pozwól na więcej niż ty chcesz i ty oczekujesz - wstał, odsuwając się od niej i wracając na swe miejsce.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  123. Klaus posłał w jej stronę swobodny uśmiech. Trafiło mu się niewiniątko, które nie do końca wiedziało czego chce od życia. Nie ma co. Łatwo można było je wykorzystać, a jednak nie widział ku temu żadnych korzyści. Jeszcze nie. Przypatrywał się jej z lekkim uśmiechem na twarzy. Jej rumieńce, to jak niekomfortowo się czuła. Chciała i nie chciała. Dziwna dziewczyna.
    - Nie przepraszaj - powiedział spokojnie. - Ta lekcja była darmowa, każda kolejna kosztuje - puścił do niej oczko. - Jednak jeśli już coś zaczynasz to bądź pewna tego co chcesz osiągnąć, bo naprawdę, możesz się mocno zdziwić, panienko - rzucił, przesuwając palcem po swych wargach. - A smakujesz wyśmienicie - dorzucił.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  124. Klaus zachłysnął się trunkiem, kiedy ta zapytała o cenę lekcji. Cholera. Czy ta dziewczyna była poważna? Uniósł wysoko brew patrząc po niej z powątpiewaniem.
    - Panienko... - odchrząknął. - Nie stać cię na lekcje u mnie - poinformował ją. - Bo nie jesteś gotowa na pozbycie się godności - dodał, kończąc swój trunek. - No i widziałem cię w akcji... wycofujesz się zanim do czegoś dojdzie. Boisz się zbliżenia. Jak się tego nie pozbędziesz... nie będziesz wiedziała czego chcesz to nie ma co zaczynać.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  125. Klaus złapał ją za nadgarstek, gdy tylko zbliżyła dłoń do jego szyi i pociągnął ją w swoją stronę, patrząc jej prosto w oczy.
    - Ostrzegałem cię, panienko, że takie zagrywki sprowadzą cię na złą drogę - powiedział chłodno i wpił się mocno w jej ustach. - A kto powiedział, że facet nie traci godności? - zapytał jej swobodnie, przesuwając dłonią po jej piersi i zaciskając się na niej lekko. - Ja swojej od lat nie mam - szepnął jej do ucha. - Szukałaś nowego przyjaciela... siadając mi na kolanach? Flirtując ze mną? Dają sygnały, że chcesz się dać przelecieć? - spojrzał jej prosto w oczy i odsunął dłoń od jej piersi. - Zastanów się nad sposobami zdobywania przyjaciół, bo swoimi pośladkami raczej takich nie zdobędziesz.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  126. - Nie prosiłem cię o medyczną poradę, panienko - spojrzał jej prosto w oczy, bo nie widział potrzeby na tę jej rzekomą medyczną troskę. Prychnął pod nosem. Świetnie nazywała swoje nieudolne flirty. Parsknął śmiechem na wieść o tym, że nikt nie powinien tracić godności. Pokręcił głową odsuwając się i po prostu śmiejąc się głośno. - Jaka ty jesteś naiwna - powiedział wprost. - Slodka, naiwna... dziewucha - zerknął znów na nią. - Zanim nauczysz się życia to nie wychodź więcej sama - mruknął chłodniej. - Bo ci to nie wychodzi. Prosisz się o guza, prosisz się o wykorzystanie - klepnął ją po głowie. - Nie moja droga, ty zaczęłaś flirtować - powiedział wprost.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^