Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

"To nie bunt, to powrót do korzenia"

 

  "Nie wstydzę się swojej czułości. 
To nie słabość, to mój znak."
 

AKANE GRANDSAND

Hybryda - Wiedźma || 20 lat (19.01) || 165cm wzrostu || Ambicje na trenera najemników


Szczupła, wysportowana budowa ciała. Granatowe włosy. W jej fiołkowych tęczówkach dojrzeć można pyłek, który porusza się w zależności od odczuwanych przez dziewczynę emocji. Analityczny umysł. Pochodzi z Argaru. Ubiera się w zależności od okoliczności. Zobaczyć ją można nawet w za dużych, męskich koszulach. Mama bliźniaczek - Maliki i Raji. Połączenie piaskowych zdolności ojca i magicznych umiejętności klanu Latrala sprawiły, że dziewczyna włada psychoaktywnym pyłem, przy pomocy którego jest w stanie namieszać w umyśle innej istoty. Empatka, odczytująca cudze emocje, zdolna przenieść je na siebie lub innych. Przy nawiązaniu kontaktu wzrokowego może zobaczyć cudze wspomnienia. Wykrywa intencje, czuje kłamstwo. Ma wysoko rozwiniętą intuicję. Dodatkowo posługuje się czarami runicznymi. Stosuje je w trzech wariantach:
-"sucha", nakreślona tylko palcem jest jednorazowa,
-"widoczna", najczęściej kreślona przy pomocy specjalnej mazi, działa długotrwale, aż do usunięcia/zniekształcenia symbolu,
-"cięta", naznaczona krwią, wycięta w skórze, może działać wiecznie, chyba, że zostanie zniekształcona. 
Runa plus inkantacja dają stosowny czar. Dla przyspieszenia czarów w terenie, Akane tworzy i używa kamienie runiczne, dzięki nim zbędne staje się kreślenie runy, bo ta wyryta jest już na ich powierzchni. 
Z bardziej przyziemnych umiejętności, dziewczyna hobbistycznie śpiewa, odgrywając przy tym role sceniczne. Poza tym rysuje, umie walczyć wręcz oraz sztyletami/nożami. Uczy się grać na pianinie i walki krótkim mieczem.


POWIĄZANIA / DODATKOWE

SZKICOWNIK


_____________________________________________________________________________

Zapraszam do wątków!








187 komentarzy:

  1. Darcy spojrzała uważnie po Akane. Wyglądała dość “wczorajszo”. No cóż, chyba nawet domyślała się z kim się spiła, bo Gava też zdążyła już przywitać, tylko ten był w jeszcze gorszym stanie. Uśmiechnęła się nieco szerzej z widocznym rozbawieniem na twarzy.
    — Szatany? — zapytała, bo nie miała oczywiście pełnej pewności czy to właśnie z Gavem się tak urządziła, ale ostrzegała go mimo wszystko przed tym trunkiem. Wróciła jednak szybko myślami do celu swojej dzisiejszej wizyty.
    — Mam nadzieję, że nie. Zobaczymy co się stanie, jeśli to będzie nieawaryjna awaria to jako księżniczka jakoś odeślemy petentów — uśmiechnęła się ciepło. Weszła do pokoju z książkami w rękach. Przytaknęła głową. — Księgi mam o klątwach i okultyzmie. Tak jak prosiłaś, żeby donieść do burzy mózgów. Żeby można je było przeglądać, a tutaj mam notatki ze swoimi runami — pokazała jej. Przytaknęła głową. — Bardzo chętnie nie pogardzę szklanką wody — odparła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiechnęła się do niej.
    — Smakowały? — dopytała. Osobiście lubiła ten trunek, ale trzeba było z nim wyjątkowo uważać. Zaśmiała się lekko.
    — Tym lepiej — przytaknęła jej. Sama nie spodziewała się żadnych sytuacji. Zrobiła wszystko co mogła, aby dopilnować, żeby dzisiaj miała wolny dzień. Miała wrażenie, że zapomniała ile obowiązków wcześniej na siebie brała, żeby dobrze się sprawować i pomagać rodzicom jako przyszła Kapłanka. Aktualnie i tak najwięcej czasu schodziło się jej na przygotowaniu uroczystości na Arenie z udziałem uchodźców. Spojrzała uważniej po Akane.
    —- Mogłabym, ale jeśli już teraz będą tam książki to każdy będzie mógł się zapoznać. Zaznaczyłam co prawda najciekawsze według mnie fragmenty, ale ktoś inny może znaleźć coś innego, albo znaleźć lepszą interpretację. W razie czego tata też zgodził się wspomóc swoją wiedzą, ma doświadczenie w klątwach — wyjaśniła jej, odkładając książki. Te do ich run akurat nie były potrzebne. Słuchała w kwestii Latrala. To było bardzo ciekawe, więc dziewczyna była wyraźnie zainteresowana.
    — Wygląda na to, że pierwsza Latrala miała łeb na karku i całkiem dobre serce — zauważyła. — Kojarzy mi się nawet z Tobą, też chcesz pomagać komu się da — dodała jeszcze o co jej chodziło. —- Moje runy mają przypisane konkretne cele, ale te cele różnią się siłą i ostatecznym przeznaczeniem w zależności od ładunku emocjonalnego i intencji. Na przykład łącząc BAL i FIR mogę stworzyć ognistą tarczę, ale może być tak, że będzie chronić jeśli tego chcę, albo zamknąć w barierze i przypalać przeciwnika — wyjaśniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, łatwo było trafić na ludzi niespełna rozumu wbrew pozorom. Aż dziw brał czasami na to, ale cóż, z faktami ciężko było się kłócić, więc po prostu przytaknął na to Akane głową. Wzruszył ramionami na kolejny komentarz patrząc po niej z lekkim rozbawieniem i wyzwaniem w oczach.
    — Uważaj, żebyś nie wzięła więcej, niż jesteś w stanie unieść — zasugerował spokojnym tonem głosu. Skoro tak bardzo tego chciała, może celowo utrudni jakieś sytuacje. Jeszcze się zastanowi. W zależności od tego jak będzie wyglądała cała misja. Na zgodę odnośnie szachów kiwnął głową. Uniósł delikatnie brew ku górze. Dziwnie z szachów i strategii zboczyła tematem na kłótnie między przyjaciółmi. Musiał ją te sytuacje naprawdę mocno dotknąć w takim razie.
    — Zobaczymy czy przeniesie się to na szachy, chociaż mam nadzieję, że tam iskry nie będą lecieć, wbrew pozorom nie wszystko tutaj jest ognioodporne — zażartował. Podrapał się w tył głowy, myśląc przez chwilę dalej nad tematem. — Gdybyś chciała się wygadać i ponarzekać to nie ma problemu — rzucił ostatecznie. Odniósł wrażenie już wcześniej, że łatwo mówiła mu o swoich bolączkach, a przynajmniej je sugerowała. Nie wiedział czy był aż tak godny zaufania na pierwszy rzut oka, że to robiła, ale faktycznie nikomu nic nie powie, bo nie widział w tym najmniejszego sensu.
    Uśmiechnął się nieco szerzej.
    — Są ciekawe, to prawda — przytaknął jej ruchem głowy. — Nie, to są tylko nawiązania. Morze Popiołów to pustynia, zniszczona, czarna, ale mimo wszystko całkiem widowiskowa. W Phyonix nigdy nie wiedziałem morza. Gdzieś pewnie jest taka plaża, ale trzeba by szukać pewnie tygodniami — wyjaśnił, prowadząc ją w odpowiednim kierunku.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  4. — A tablic nikt nie podejrzy? — zapytała z zaciekawieniem i lekkim zaskoczeniem. — Oczywiście to przede wszystkim Twoja decyzja — zaznaczyła od razu. Przytaknęła jej głową. — Przede wszystkim pamiętam, że u was wszystko opiera się na runach, intencjach i rytuałach, prawda? — zaczęła, otwierając jedną z ksiąg tam gdzie miała zakładkę zapisaną różnymi notatkami. — Nie wiem czy na pewno, ale najbliżej moim teoriom do tego, że zrobili Ci coś przez jakiś rytuał, a żeby się tego pozbyć, rytuał najczęściej się odwraca, łamie powtarzając etapy, ale w sposób zdejmujący zaklęcie. Na przykład jeśli jakaś klątwa zakłada rytuał, w którym dana osoba umrze po iluś dniach, jeśli czegoś nie zrobi — tutaj wskazała na przykład z księgi — to w rytuale trzeba zmienić runy śmierci na runy życia, dowiedzieć się o warunkach, wstawić w krąg symbole tych warunków i odprawić odpowiednie inkantacje, w których intencja jest odwracana a warunki wygnane. Są też klątwy, które wymagają zdjęcia przez całkiem inny rytuał, wtedy odczynienie na zasadzie “oszukania” zaklęcia albo zdjęcia. Prawdopodobna wydaje mi się też taka sposobność….--- otworzyła w kolejnym miejscu księgę — odczarowanie “komponentów” rytuału. Czasami jest tak, że klątwa działa tylko i wyłącznie dlatego, że magia jest aktywna na przedmiotach czy w ludziach, w których została ona zapieczętowana. Można to odczynić i do tego jest gotowy cały rytuał oczyszczenia i jest on uniwersalny, korzysta z many użytkowników, którzy rytuał odprawiają, mana to magiczna energia życiowa, a tą posiada każdy, kto potrafi korzystać ze zdolności, musimy mieć tylko odpowiednią zgodność do reprezentacji każdej z run — pokazała jej. Wzięła wdech, bo strasznie dużo się nagadała. Upiła łyk wody i spojrzała po dziewczynie. Słuchała co Akane miała dalej do powiedzenia. Pokręciła głową, bo mimo wszystko miała inne zdanie.
    — Mi pomogłaś w odkryciu swojej prawdziwej przemiany i to całkiem mocno, pomogłaś też mi wyrwać się ze śpiączki, która byłaby pewnie śmiertelna, gdyby nie Ty — zauważyła. — Jesteśmy jeszcze bardzo młode i bardzo piękne — zaśmiała się lekko. — Masz dużo czasu na kończenie innych sporów, a Twoje chęci dużo dają. Za dzieciaka gdyby nie Ty Ryu i Tony też byliby bardzo samotni, a gdybyś nie przyjaźniła się z Gavinem, Gave nigdy pewnie by u nas nie było. Pomogłaś stworzyć piękną paczkę przyjaciół. Są tutaj, w Mathyr, zobacz ile zrobili dobrego na wojnie i poza nią - to też w pewnym stopniu Twoja zasługa, Twoje ciepłe emocje, które pomagały w tworzeniu tych więzów, jesteś silna, z nami i sama. A na koncercie? Twój śpiew ruszył nawet Polszańskich żołnierzy. Skąd wiesz ilu z nich zdezerterowało i zaczęło szukać innej ścieżki dzięki Tobie? — zapytała na koniec salwy rzeczy, które sama widziała u Akane. Dziewczyna miała spory problem z zauważeniem swoich zalet i dokonań. Co prawda ona sama miała podobny problem, ale to nie znaczyło, że nie chciała udawadniać i przypominać innym o ich własnej wartości. Zastanowiła się w temacie własnych run. Przymknęła na chwilę oczy, wyciągając przed siebie ręce. W powietrzu pojawiły się dwie kopie tych samych run. BAL i FIR. Skupiła się mocniej. Runy różniły się blaskiem. Jeden był zdecydowanie spokojny, drugi z kolei zdawał się buchać żarem.
    — Powinny różnić się wyglądem, runy i moje ciało po przemianie reaguje razem ze mną, widzisz różnicę? — zapytała, tworząc bariery. W jeden w środku zdawał się unosić płomień, jakby szukał celu do wypalenia, a później zmienił się w ognistą mgłę - żar. Druga z kolei po prostu emanowała ciepłem. — Moja bariera ochronna jest raczej słaba, poparzy przy dotyku, ale łatwo można przez nią przejść, na pewno mogłabyś ją wzmocnić — zasugerowała. — Z kolei ta atakująca… myślę, że mogłabyś też dodać nieco od siebie do niej. Musiałybyśmy tylko popróbować co. Piasek i ogień tworzą szkło, może jakaś szklano-piaskowa burza w środku? Nie dość, że by męczyli się od nadmiernego ciepła, to jeszcze byśmy mogły ranić — dodała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  5. — Może powinnaś, może nie — odpowiedział zaczepnym tonem. Sam nie rozmyślał nad tym zbyt dużo. On po prostu sobie nieco żartował. Wzruszył ramionami na kolejne słowa.
    — Umiem przegrywać z godnością — zaznaczył bez większych problemów. Nie byłaby to jego pierwsza przegrana i specjalnie mu na tym nie zależało. Słuchał dalszych wyjaśnień dziewczyny i kiwnął głową. Czyli jednak się pomylił nieco. Nie miała problemów. Cóż, przynajmniej nie będzie musiał robić za ramię do wypłakania.
    — Jasne, nie było pytania w takim razie — odparł. Nie wnikał dalej, bo przecież to nie była jego sprawa, więc nie było czego drążyć. — Nie przejmuj się, mi to nie robi, możesz mówić swobodnie — zapewnił ją jeszcze, bo nie chciał, aby dziewczyna czuła się niekomfortowo w trakcie ich małej wycieczki. Zaśmiał się lekko.
    — Wtedy na pewno zwiększą się szanse na śmierć, ale za to nie z nudów — mruknął. — Podoba mi się ten pomysł. Nie wiedziałem, że jesteś taka okrutna… — dodał żartobliwie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  6. — Jasne, rozumiem, w każdym razie zostaw je sobie, lepiej się znasz na Latrala, możesz też sama trafić na coś ciekawego — odpowiedziała w tej kwestii. Akane w tej sprawie była od podejmowania decyzji. Przytaknęła głową na słowa granatowłosej. — Rozumiem, emocje są najważniejsze, więc pewnie też trzeba będzie ich użyć — powtórzyła po niej. — Skupiałam się na tych rozdziałach, gdzie ładunki emocjonalne były ważne, w ogóle w wielu klątwach i odczynieniach jest tego strasznie dużo. To nawet niesamowite jak przy samym rzucaniu klątw odpowiednie emocje są ważne, bo inaczej klątwa nie zostanie rzucona — powiedziała, patrząc na różne strony ksiąg. Ba, klątwa taty i Asha opierała się przecież przede wszystkim na emocjach oraz więzach, więc ewidentnie można było założyć, że spora część magii i okultyzmu od emocji zależna była. Słuchała Akane, przygryzając lekko wargę i oglądając raz po raz księgę to dziewczynę.
    — Hmm… musielibyśmy wiedzieć o jakie wydarzenie chodzi, jakie są warunki — mruknęła. — Wtedy można zrobić też symboliczne odwrócenie. Można użyć zaklinania na konkretne przedmioty, stworzyć kukiełki… — zastanowiła się przez chwilę. Uniosła wyżej brwi, słysząc o wszczepieniu duszy. —- Uniwersalny jest proces, jak mówiłam, inkantacja i kroki, ale komponenty i runy trzeba przypisać już samodzielnie na podstawie wyjaśnień z odpowiednim ładunkiem symbolicznym i emocjonalnym — odparła. Otworzyła szerzej usta, kiedy usłyszała o wszczepieniu duszy. Zamrugała oczami, które na chwilę zaczęły płonąć.
    — Głupie pizdy… — syknęła. — Pojebało je, jeśli myślą, że im się to uda…. — dodała wyraźnie zdeterminowana. Wzięła wdech i wydech, a szmaragdowe oczy wróciły do normy. — Mamy syna Śmierci pod ręką… mam ciocię… na pewno da się ją wyrzucić. Egzorcyzmy… oczyszczenie… odwrócenie… na pewno da się zrobić konwergencję jakąś. Później możemy pójść do biblioteki taty i poszukać czegoś na ten temat — zaproponowała. Jeśli nie - sama to zrobi. Nie odpuści. Akane zostanie z nimi i żadno Sralala nie odbierze im przyjaciółki. Uśmiechnęła się ciepło do Akane. Powtórzyła gest z tyknięciem w czoło, którym sama ją niedawno uraczyła.
    — Na pewno masz sporo wspólnego — zapewniła ją.
    Przytaknęła, nie otwierając oczu, kiedy Akane opisała runy. Czuła bijące od nich ciepło, a jeśli otworzyłaby oczy to mogłaby stracić skupienie. To, że mogła ot tak stworzyć te runy było dla niej zaskoczeniem, ale tak naprawdę wystarczyło, że podgrzewała temperaturę o odpowiednim kształcie w odpowiedni sposób, tak jakby faktycznie je kreśliła. Aktualnie potrafiła stworzyć tylko takie bariery, przede wszystkim skupiając się na innych zdolnościach, ale zaklęcia równie mocno ją interesowały. Wiedziała, że miała sporo możliwości i chciała je odkryć.
    — Jasne, dzisiaj i tak możemy przede wszystkim z tarczami kombinować jeśli o mnie chodzi… muszę od nowa uczyć się używania run — wyjaśniła. Zastanowiła się nad tym co mówiła Akane. — Jest spora szansa, że za jakiś czas mogę dać Ci odporność na mój ogień, ale muszę się jeszcze tego nauczyć, wolę to testować na tacie i Ashanie aktualnie — odpowiedziała w kwestii nanoszenia run — wtedy będziesz mogła od razu nakładać. Czuła zmieniającą się temperaturę, kiedy An ochładzała część bariery. Sama próbowała utrzymać mniejszą temperaturę, ale jej to nie wyszło jeszcze ani razu przy aktualnych próbach. Aktualnie potrafiła tylko podnosić temperaturę przy runach, nic poza tym. Otworzyła jedno oko, uśmiechając się dumnie.
    — Super, zawsze możemy lepiej chronić dzięki temu — zaśmiała się lekko. Bariery na chwilę straciły stabliność. Dziewczyna zamknęła szybko oczy, wzięła wdech i zaczęła przywracać im stabilność oraz równowagę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  7. — Najwyraźniej nisko o mnie myślisz, skoro uważasz, że mam kij w dupie i będę robić aferę o partię szachów — wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem na twarzy. To była tylko gra i nie widziało mu się teraz wyobrażać wygranej jednego czy drugiego. Raz się wygrywa a raz przegrywa - aferę to mógłby zrobić, gdyby walczył o jakieś życie, które go interesowało. Co miałby niby udowodnić strzelając focha za przegraną w czymkolwiek? Chyba tylko własną niedojrzałość. Przytaknął ruchem głowy odnośnie tego, że sam może się wyżalić. Zakodował to sobie w głowie, ale aktualnie nie czuł potrzeby uzewnętrzniania się z czymkolwiek. Miał co prawda jakieś swoje małe bolączki, ale wiedział co z nimi zrobić. Mniej więcej przynajmniej. Sam delikatnie się zaśmiał.
    — Widzę ładnie kombinujesz, jakbyś już chciała wysłać kogoś na taką misję… — zauważył.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  8. Słuchała Akane. Zjawisko u tych wiedźm wydawało się całkiem ciekawe. Pomyślała przez chwilę. Najmniej emocjonalne osoby jakie znała miała tuż obok w rodzince - tata, Mor, Ash, ale nawet oni pokazywali ekspresje jakieś i nigdy nie napełniali się niczym. Zagryzła lekko wargę.
    — Myślisz, że one to jakoś magicznie robią? Bo wiesz… moja rodzinka też jest mało emocjonalna bez magii. Napełnić się różnymi emocjami na pstryknięcie się nie da, a Ty sama potrafisz emocjami czarować. Kurwa… serio przydałoby się pójść do biblioteki taty — powiedziała. — Kojarzą mi się z pustymi naczyniami… jestem ciekawa czy na wypadek ichniejszej wizyty można to jakoś przeciwko nim wykorzystać. Teoretycznie kto pierwszy ten lepszy przy nalewaniu do pustej czarki, nie? Jestem ciekawa czy mogłabyś w nie wlać chęć samobójstwa — zastanowiła się, uśmiechając się do Akane lekko. Myśl była naprawdę kusząca. — Zaraz na tą burzę mózgów zabiorę wszystkie książki — myślała na głos. Ciągle dowiadywała się nowych ciekawych faktów, a w głowie aż kłębiło się od coraz to nowszych teorii.
    — Jakie pytanie? — zaciekawiła się. Sama zapisała jeszcze w notkach kilka rzeczy odnośnie emocji przy rytuałach, wzięła też nową czystą kartkę, którą zatytułowała dumnym “Na pohybel jabanym Sralala” i zaczęła zapisywać pytania i teorie dotyczące tego czy można by je jakoś zneutralizować chociaż na chwilę. Przytaknęła, jednak zaraz postukała rysikiem o kartkę papieru.
    — No dobra… ale to takich rytuałów zawsze używa się tego co chcą, czy mają jakieś wymogi? To zawsze musisz korzystać ze swojej mazi, prawda? Może wystarczy podpytać kogoś kto zna się, ale nie jest za tym rytuałem. Skoro to duży sabat, może być szansa, że ktoś jest przeciwny… — zaproponowała zaraz. Wysłuchała teorii Akane i zmarszczyła brwi. No skoro takie warunki mogły sobie dawać to raczej ciężko będzie ten rytuał tak po prostu odwrócić. Westchnęła. — Brzmi strasznie irracjonalnie. Latrala mogą dać dosłownie wszystko na każdy rytuał na warunek? — zapytała. Pokręciła głową i uśmiechnęła się pokrzepiająco do Akane, przytulając ją. — A my jesteśmy jeszcze bardziej kreatywni od tej pizdy. Najebiemy im wszystkim i złamiemy wszystko, zobaczysz. Będzie dobrze. Nie oddamy Cię. Nieważne co kombinują, my będziemy lepsi — zapewniła ją. Nie chciała oddawać duszy przyjaciółki. Nie wyobrażała sobie jak można w ogóle było wszczepić cudza duszę w kogoś innego. Obrzydliwe. Po prostu obrzydliwe. Mimo wszystko coś nie chciało dać jej z tą duszą spokoju. Będzie musiała to potem sprawdzić.
    O wiele przyjemniej było myśleć w temacie wspólnych run. Współpraca szła im ogólnie bardzo dobrze już wcześniej w trakcie podróży z Tonym we trójkę tworzyli prawdziwą mieszankę wybuchową. Uśmiechnęła się ciepło na to wspomnienie.
    — Skoro Twoja magia jest taka plastyczna myślę, że jest na to szansa, tylko musisz je dokładnie zrozumieć żeby działały — odpowiedziała w tym temacie. Przytaknęła ruchem głowy. — Wcześniej traktowałam siebie bardziej jak demona niż fenalisa, moja interpretacja tego czym i kim jestem była wypaczona, więc to co robiłam zaklęciami też było wypaczone. Tak jakbyś patrzyła na krzywe lustro - obraz nigdy nie jest w pełni zgodny. Runy są takie same, ale ich symbolika jest dla mnie inna, muszę ją sama zrozumieć, bo nie ma nikogo innego takiego jak ja — zaśmiała się cicho, ale zaraz wróciła do skupienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Więc uczę się od podstaw, ale idzie lepiej niż kiedyś. — Z odpornością jest skomplikowana sprawa. Ogólnie na ciepło jak szliśmy tutaj to nie jest problem, ale na mój ogień… to coś co może i mnie zranić - tutaj muszę posiłkować się runą albo myśleć non stop, że nie chcę kogoś zranić, a drugie jest dość trudne w walce, kiedy trzeba mieć w głowie tysiąc innych rzeczy. Z kolei nałożenie runy załatwi tą sprawę. Nie wiem jak uczycie się tych run, ale może będę mogła pomóc w opanowaniu. Jestem na swój sposób ekspertem w temacie — zakończyła swój wywód. Oddychała już coraz ciężej. Utrzymanie dwóch różnych całkiem innych barier aktualnie było wyczerpujące. Nawet jeśli były małe. Zwyczajnie były zbyt sprzeczne, poza tym łączenie run zawsze wymagało większego nakładu pracy. Myślała chwilę nad słowami Akane. Zdjęła barierę atakującą i otworzyła oczy. Przybliżyła drugą barierę do siebie.
      — Zaraz się przekonamy. Użyłaś mazi, maź jest teoretycznie magiczna, a ja Twoją runę chciałam zatrzymać, Ty ją też, a u Ciebie intencje są ważne, prawda? — zapytała, uśmiechając się lekko pod nosem. Zaczęła podnosić temperaturę na zewnętrznej stronie bariery, pozbywając się lodowego osadu. — Ja czuję różnicę, bariera jest stabilniejsza, bardziej stała i nie można przez nią tak po prostu przejść, zobacz — stuknęła o powłokę a palec się odbił. — Pytanie kto w tym momencie jest odpowiedzialny za możliwość przejścia przez barierę, kto musi na to zezwolić. Zakładam, że Ty, moja po prostu chroniła ciepłem, miała topić z zewnątrz zagrożenie.

      Darcy

      Usuń
  9. Ashan uniósł brew i parsknął cicho, bardziej rozbawiony niż dotknięty. Przez chwilę tylko na nią patrzył, po czym wzruszył ramionami, wracając do bardziej stoickiego wyrazu twarzy.
    — Może — powiedział bez ogródek — Albo po prostu szkoda mi energii na teatralne fochy. Innym zdaje się to przynosić satysfakcję — dodał. Wrócił wzrokiem do Akane zaraz, patrząc po niej jeszcze uważniej. — Jesteś ekspertką od mojego kija w dupie? — zapytał zaczepnie, chociaż minę miał poważną. Zaśmiał się jednak po chwili.
    — Yhym, będę miał na uwadze. Może nawet pooglądam z daleka z ciekawości — odparł. — Za chwilę skręcamy i będziemy mogli odłożyć truchła — poinformował ją też.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  10. — Zapytaj Darcy albo Diego — odpowiedział w kwestii emblematu. Jeśli ktoś już robił takie głupoty związane z jego osobą to właśnie oni. Nie zdziwiłby się, gdyby już mieli coś takiego między sobą chociażby z bardziej dziecięcych czasów.
    — Najpierw są wydmy, ale zaraz przy morzu, wszystko to pozostałości po bitwach i wymianie ogniowej, zmarłych. Wydmy niekoniecznie mają dużą wartość, po prostu wyglądają zjawiskowo, ale Morze Popiołów to symbol poległych, warto iść przez tamto miejsce z odrobiną szacunku, niektórzy tam idą upamiętnić zmarłych — wyjaśnił. Zaraz znaleźli się przy wieży strażniczej, gdzie mogli spokojnie odłożyć ropuchy.
    — Nie musisz schodzić — poinformował Akane. O ile ze schodzeniem nie miała problemów to wejście na Uqe nie było już takie proste. Sam zeskoczył ze swojego Brata i wyjaśnił strażnikom o co chodzi, a później wziął się za rozwiązywanie martwej zwierzyny.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale długi komentarz...będzie godzina ze łbaaaa xD

    Gave oparł łokcie na stole, a głowę ułożył na swych dłoniach i przekręcił ją w bok.
    - Tak - zgodził się z nią. - Ale to wcale nie jest dobre, to odkładanie problemu na później - mruknął. Sam mógł pochwalić się podobnymi sprawami, ale on nie brał ośmiu srok, on skupiał się na jednej bądź dwóch, więc spojrzał po niej sceptycznie. - To żadne wyjaśnienie dla ośmiu srok - wyciągnął dłoń i stuknął ją w czoło kilka razy. - Ty mi tu takich lipnych wyjaśnień nie sprzedawaj... - burknął. - Po prostu jesteś Panna Idealna, a ona musi robić wszystko i musi być wszechwiedząca i wszech rozwinięta, bo to lubi - mruknął. - To nic, że większość po łebkach... ważne że było, odhaczone na liście i można iść dalej - podsumował jej działania. Oczywiście nie wszystkie, ale tak mu się to aktualnie jawiło. Sprawa wojny skwitował spojrzeniem w sufit i pokręcił głową. - Tylko, że to też błędne koło - mruknął. - Bo na co ci miecz? Na co ci ta zbroja? Jak przyjdzie twój czas to przyjdzie - mruknął. - Taka już kolej rzeczy i chociaż mojemu ojczulkowi zdarzało się przesuwać czyjąś śmierć to jest to naginanie prawa - postukał palcami o blat stołu. Może sam nie za często przestrzegał prawa i rozumiał to co robił jego ojciec, ale... konsekwencje jego czynów były na tyle poważne, że sam naprawdę miał co do tego mieszane uczucia. Konsekwencja mogła przecież odbić się na jego Fasolkach. Zacisnął mocno wargi i dmuchnął przed siebie. - Śmierć nadchodzi z nienacka - mruknął. - I nic na nią nie przygotowuje, a zamiast martwić się o reakcję twoich bliskich... Akane... oni wszyscy są na tyle świadomi, że prędzej czy później wykaraskają się z depresji - mruknął. - A dziewczynki... no szczerze? Skoro tak się boisz... to czemu nie zostaniesz z nimi tutaj w Azylu? Tu miałabyś największą szansę na przeżycie - zauważył patrząc jej prosto w oczy. - Nie rozumiem twej pokręconej logiki. Jasne, zbroisz się po zęby, ale z drugiej strony odrzucasz wyjście, które zapewniłoby ci ogromne szanse na przeżycie - mruknął. - To czysta hipokryzja - legł z powrotem na poduszki. Krzyknął w poduszkę, kiedy wspomniała o tym byciu lubianą, ale nie do końca rozumianą.
    - Matko... jak mogłaś tego nie widzieć? - jęknął głucho. - Każdy tak ma, An! Każdy. Nie jesteś wyjątkiem w tej kwestii. Każdy z nas czasem jest niezrozumiany przez innych. Jezu, ja tutaj jestem chyba przykładem "0" w tym temacie. Niezrozumienie nie znaczy, że ktoś cię nie lubi czy nie szanuje. Owszem są i takie osoby, ale no ludzie... - spojrzał po niej. - Dobrze, że to w końcu dotarło do zakutego łba, bo... no załamałaś mnie teraz. Załamałaś konkretnie - mruknął szczerze, a gdy wspomniała o wybrakowaniu, chandrze, dole, depresji skinął tylko głową, bo tu akurat miała rację. Każdy miał prawo do takich uczuć wzlotów i upadków. - No tak, jesteś wybrakowana - potwierdził. - Brak ci jajnika, nie każdy cię rozumie, zadzierasz nos, mówisz tak jakbyś zjadła wszystkie rozumy - wyliczył na palcach. - Ale spójrz na mnie. Od razu powinno zrobić ci się lepiej. Ja mam wokół siebie kajdany, bo nie mam wyboru swej przyszłości. Nie potrafię dojść do ładu z uczuciami. Boję się miłości. Brzydzę się nią i nie chcę jej nigdy czuć. Nie mam żadnego rodzica wokół siebie, a nawet mój brat kipnął jakiś czas temu. Matko, ja nawet nie mam własnego ciała. Żyję w cudzym - zauważył głucho. - To dopiero wybrakowanie - mruknął. - O albo spójrz na Ryu... nie ma oka, ma świecidełko w dłoni, zamienia się w to świecidełko powoli, nie ma rodziców biologicznych, żadna laska go nie chce - prychnął pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - A jak chce to jest to niedoświadczona życiowo jeszcze nastolatka - parsknął pod nosem. - O albo spójrz na Tonego... niby ma wszystko, ale brak mu ogłady. Często nie wie jak się zachować, mówi co mu ślina na język przyniesie, wypapla każdy jego zdaniem niezbyt poważny sekret, a jego nasienie jest tak płodne, że każdy seks przywozi mu kolejne dziecko. Też jest bez biologicznych rodziców - mruknął. - Albo na Darcy, niby ma wszystko, a tu walczy ze swoim drugim ja w środku, jest księżniczką, która choć ma wybór to wmawia sobie, że nie ma wyboru dotyczącego jej przyszłości, czeka na księcia z bajki - wyliczył kolejną osobę. - Albo nawet swoją kumpelę Klarę, straciła niemal wszystko, nawet nie pisze za dużo, nie potrafi się bronić, wielu rzeczy się boi... - mruknął. - Każdy z nas jest w jakiś sposób wybrakowany. Nie jesteś w tym wyjątkiem i wiesz co? Może właśnie o to chodzi? Zamiast czuć się wybrakowanymi... spójrz na to od innej strony. Skoro każdy z nas taki jest... to już właściwie nie jest to wyobcowanie. W gruncie rzeczy wyobcowanie jest złudne, bo każdy z nas ma jakieś ubytki, więc wszyscy wpadamy do tej samej kategorii - powiedział i nabrał głębokiego oddechu, po czym ścisnął swe policzki dłońmi. - Gave mądrala się wylogowuje - wydał z siebie odgłosy komputerowe i poturlał się trochę po podłodze, by usiąść. - Nie - poinformował ją poważnie. - Zostaw moje pszczoły w mojej głowie. Wystarczająco tam nasrane... nie potrzeba tego tu - burknął.

      Gave

      Usuń
  12. Tony uśmiechnął się do niej szeroko. Cieszył go fakt, że Akane postara się zostać zjadliwą wiedźmą. Nie skomentował dłużej sprawy dzieci, bo i owszem rozumiał, a mimo to miał nadzieję, że oboje zachowają w tym zdrowy rozsądek. Przynajmniej do pewnego stopnia. Bo co z tego że mamuśka czy tatuś postawią swe życie na szali? Jeśli tego nie przeżyją to w konsekwencji zginą i oni i dzieci. Potrząsnął głową, wyrzucając zaraz ten scenariusz z głowy. Będzie dobrze, nic takiego się nie zadzieje.
    - Okay, ale to nie znaczy że jest to nie możliwe przy odpowiednich wsparciach i pomocach - spojrzał po niej. - Ale o tych wsparciach i pomocach nie będę z tobą rozmawiał, co by ten element zaskoczenia im zostawić. Może i mają szósty zmysł, ale z tego co wiem... w głowie czytać bez wcześniejszego spojrzenia w oczy raczej nie mogą, nie? - spojrzał po niej z uśmiechem. - A nawet gdyby mogły to w mojej się tyle dzieje, że... zapraszam serdecznie. Chętnie zasypie je natrętnymi myślami, a jak to nie pomoże wykończę swoim głosem - puścił do niej oczko. - W mojej głowie skrzeczę jeszcze gorzej niż na żywo - poinformował ją swobodnie. Zrobił smutną minkę na wieść, że będzie musiał długo czekać na jej nagość.
    - To jest na liście moich priorytetów. Przekonać ciebie, Ryu i Gava... do nagiego biegu przez cały Argar w towarzystwie Grimy i mnie samego w ramach protestu przeciw uciskowi szorstkiej bielizny na męskie genitalia i damskie piersi - poinformował ją z poważną miną.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  13. Gave spojrzał po niej.
    - Ale to nie ja łapię dziesięć broni i nimi wywijam. Skupiam się na jednej, dwóch... no plus dodatkowym atucie w postaci strzałki usypiającej - mruknął. - Szkole się w tych umiejętnościach do mistrzowskiego poziomu i ewentualnie jak go osiągnę pomyślę o kolejnym, bo moim zdaniem łapanie tysiąca rzeczy jest totalnie bez sensu - powiedział wprost, zerkając na nią. - Po prostu bez sensu - pokręcił głową. - Nie bywasz, często nią jesteś - poinformował ją w sprawie hipokrytki. - Nah, skoro boisz się tego o czym mówiłaś to masz proste rozwiązanie. Zostać tutaj na dupsku i poczekać. Działać zza zasłony. Inaczej - spojrzał po niej wprost. - A ty na własne życzenie się narażasz i nie odwracaj kota ogonem, że ja też, bo i owszem też. Ale ja nie obawiam się o to jak poradzą sobie beze mnie osoby, na których mi zależy - rzucił krótko. O dzieciach nie wspominał bo to była osobna historia. Nie komentował całej reszty bo miał już nie być Mądralą. Dopiero gdy spytała go czy wygląda frywolnie i wspomniała o Kocurze, zerknął w tamtą stronę i złapał ją za nadgarstek. - Nope, wyglądasz zbyt porządnie i zostajesz ze mną - mruknął wprost. - Już za bardzo odsłoniłaś się tu dzisiaj jako Argarka - mruknął, bo po pierwsze nie podobał mu się plan grania słodkiej idiotki przy jakimś idiocie, a po drugie... na tyle zwrócili na siebie uwagę innych, że to byłoby dziwne gdyby nagle zaczęła coś udawać. No i po trzecie... po prostu nie chciał widzieć jak tamten pijany gość się do niej zaleca. No bez przesady. Taki stary do takiej młodej? To aż wzdrygało.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  14. Ashan uwinął się w miarę szybko z oddawaniem ropuch. Odwiązał liny i użył do tego swojej zdolności. Na pustyni łatwo było wszystko podmienić. Wszędzie walały się mniejsze lub większe ziarna piasku i kamyczki, więc wystarczyło dosłownie parę krótkich chwil i już z powrotem był przy swoim mosercie. Spojrzał jeszcze kątem na Akane, akurat kiedy zagryzła zęby. Podszedł do niej, gładząc delikatnie Uqe.
    — Wszystko w porządku? — zapytał jej. Przed chwilą miała bardzo radosny humor i rzucała zaczepkami na lewo i prawo, a teraz zdawała się raczej zmartwiona. Mimo wszystko w jakiś sposób chciał zadbać o kompankę swojej dzisiejszej wycieczki.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  15. Gave spojrzał po niej i odchrząknął.
    - Miecz, sztylety, runy Twoje, runy z Darcy, informacje o magii, info o Sralala, teraz Phyonixowe śledztwo, słyszałem też o Mosertach, że tam też się interesujesz więziami, nowe sposoby wykorzystywania twoich run, a do tego pewnie sto pobocznych misji - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową, po czym uniósł lekko brew i pokręcił głową. - Tak boję, ale ja nie wyobrażam sobie innej przyszłości dla siebie jak z mieczem w dłoni, ja nie mogę się bać włóczni - powiedział cicho. - Tak, mogę działać zza zasłony i czasem to robię, ale ja nie mam obaw, które wpływają na innych, jak twoje. Ja się nie martwię o innych - spojrzał po niej. - Gdybyś bała się jakiejś broni nic bym nie powiedział. To nie to samo - zauważył. - Dyskutujemy o tym, bo ty masz obawy o innych... - zauważył i spojrzał po niej jeszcze raz. - Włosy masz uczesane jak paniusia, ubranie niezbyt wygniecone czy pobrudzone... makijaż zbyt ładny, za mało wyzywający - wypunktował kilka rzeczy. - Ech pytaj Książula o to, który cię nie zna... bo dla mnie ty nigdy nie będziesz frywolna - mruknął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzał poważniej po Akane. Faktycznie mogłoby ciężko o tym nie myśleć niektórym.
    — Ofiary zawsze będą, to nieuniknione na wojnie. Groby już są, już je stawialiśmy — zauważył rzeczowym tonem, nie odrywając od niej wzroku. Uśmiechnął się kącikiem ust. — Co nie znaczy, że nie robisz już wszystkiego o czym może człowiek pomyśli, żeby uchronić siebie i bliskich. Martwieniem się o to możesz się rozkojarzyć. Ciesz się chwilami, które masz, a na polu bitwy bądź bezwzględna i pamiętaj, że to nie my zaczęliśmy ten sajgon, więc wyrzuty sumienia są niepotrzebne — powiedział.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  17. Gave spojrzał po niej i wywrócił oczyma.
    - Tak, jak diabli oszukuję - popatrzył po niej. - Powiedziałem runy i runy z Darcy - mruknął. - Nie dodałem fuzji z Darcy - przypomniał. - Więc nazwałem twoją fuzję runami z Darcy - westchnął. - Myślę, że to żadne oszustwo - dodał, kręcąc lekko głową. Posłuchał dalej jej wyjaśnień i chociaż nie bardzo go przekonała to machnął tylko ręką. Dalej uważał że za dużo brała na swoje barki. Nie mniej wspomniała, że coś tam coś tam ograniczy, więc poczeka chwilę zanim znów jej wspomni, że jednak tego nie zrobiła. Pokiwał tylko głową i prychnął pod nosem.- A kto powiedział, że masz być gospodynią domową? Fakt, że zostałabyś tu z dziećmi zamiast pchać się na front, nie oznacza z automatu gospodyni domowej - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową. - No właśnie, tylko że ja ci podsuwam konkretne działanie dotyczące tego lęku, a ty uparcie je odrzucasz - uśmiechnął się do niej krzywo. - Bo cztery litery muszą iść na front i narażać się mimo tego lęki z tyłu głowy - westchnął przeciągle. - Zamiast w spokoju doskonalić umiejętności tutaj i dopiero później może się ponarażać - wzruszył ramionami. Na wieść, że martwi się o innych przytaknął jej.- Tak, nie powiedziałem, że nie martwię się o innych. Tylko, że nie martwię się o innych w kontekście mojej śmierci - spojrzał po niej. - Że nie martwię się co z nimi moja śmierć zrobi - mruknął. - To wszystko - zauważył wzdychając przeciągle. Zaśmiał się, gdy wspomniała o Ashanie i pokręcił głową.- Nie, Książulo jest tylko jeden. Wspaniały i niepowtarzalny Diegosław, co to wyżej sra niż dupę ma - poinformował ją ze śmiechem. - On to by cię objechał od stóp do głowy, tak słyszałem - puścił do niej oczko i zaśmiał się. - Oj tak... Tony na pewno jeszcze sam ci zmodyfikuje ciuszki, co by było dobrze - uśmiechnął się pod nosem i sięgnął do swoich włosów. - Grimcia je robiła, ale Tony pomagał w sprawie oczu - wskazał na swoje zielone tęczówki.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  18. Gave skinął głową.
    - Tak, bo twoje runy obecne i bawienie się nimi w tym aspekcie, który znasz, a odnajdywanie nowych rzeczy i nowych właściwości to dwie różne, odrębne od siebie rzeczy - zauważył z lekkim uśmiechem. Nie skomentował tych pomniejszych misji, bo okay może nie pchała się n front (na razie), ale z drugiej strony on już znał to jej nie pchanie się. Wystarczyło zobaczyć ją podczas walk w trakcie Azylu. Dmuchnął sobie w grzywkę. - Nie kręcę się - powiedział wprost. - Po prostu odpuszczam pewne rzeczy, których jak widać nie idzie przeskoczyć bo jesteś uparta. Więc w takim momencie praca nad umiejętnościami jest lepsza niż front, bo umówmy się... - spojrzał po Akane z powątpiewaniem. - ...te twoje pomniejsze zlecenia i tak zaprowadzą cię na front - skomentował. - Już ja znam twoje zapędy i szczęście do kłopotów - wywrócił oczyma. - Więc nie kupuję małych zleceń, bo one wcale nie będą małe i na sto procent wylądujesz w krzyżowym ogniu - mruknął tylko. - I tak to jest, twoje ulubione słowo, GDYBANIE - poinformował ją z uśmiechem na twarzy. - Ale jest to gdybanie potwierdzone faktami i przykładami. Chociażby Latrala i to całe zniknięcie na parę dni a teraz syf na syfie, Vivcia i jej poświęcenie, kiedy ty odchodziłaś od zmysłów, niewola w Heim i ostatnie Azylowe choroby czy walki - wyliczył na palcach. - Te przykłady potwierdzają mą teorię i nie... to nie jest nawet 75%... ja mam 100% pewności, że twoje małe zlecenie... - zrobił cudzysłów dłońmi przy "małym". - ...okaże się jakimś wielkim tajfunem - dokończył i ziewnął szeroko. - A dzięki - uśmiechnął się nieco, na komplement co do jego własnych oczu. - Taa ten Parabellum to czysta gimbaza - mruknął. - A jaką pogardą traktuje ludzi pracujących w pałacu. Książulo jak nic - mruknął tylko i westchnął ciężko. Wcale nie dziwił się Bellhardom, że są wkurzeni na to całe Parabellum, skoro pan Diegosław zachowywał się w ten sposób. Pamiętał przecież jakie początki miała Darcy. Wcale nie było dużo lepiej. Sodówka ostro do głowy uderzyła. - Taa - pociągnął za jej perukę nieco mocniej. - Wygląda porządnie - zgodził się z nią i przekręcił lekko głowę. - Ale nie lepiej byłoby mieć krótkie włosy z peruką. No wiesz... twarz ci się nie zmieniła, więc tak czy siak możesz zostać rozpracowana - powiedział spokojnie. - Ale nie jest źle - dodał zaraz. - Prośba góry - powtórzył po niej. - A ja działam na własną rękę i jest mi z tym dobrze - wyszczerzył się do niej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  19. Darcy słuchała Akane uważnie w temacie tego w jaki sposób na nią i na Latrala oddziaływały emocje. To było naprawdę ciekawe. Przytaknęła jej głową na znak, że rozumie.
    — Z jednej strony to naprawdę brzmi jak zagrożenie. Gdyby cudze lęki w bitwie by Cię przytłoczyły to mogłoby być naprawdę niebezpiecznie. Dobrze, że masz teraz nad tym lepszą kontrolę — uśmiechnęła się do niej ciepło. W takim razie pomysł na zmuszenie wiedźm do samobójstwa można skreślić. — Ale tak jak mówisz, taka obojętność jest jeszcze gorsza, zgadzam się. To przerażające, być takim obojętnym na wszystko, nic dziwnego, że z nich takie pizdy — odpowiedziała dalej. — Emocje nie są wadą, dzięki nim jesteśmy bardziej sobą. Akane to empatyczna, miła, zadziorna dziewczyna, która lubi zadzierać nosa - nie wyobrażam sobie, aby była szczęśliwa, gdyby była obojętna na wszystko. Sama mówiłaś, że jesteś dumna ze swoich emocji i uczuć, prawda? Nieważne jakby bolały, są Twoje i to jest w nich piękne — powiedziała jeszcze ciepło. Osobiście wolałaby, aby granatowłosa nie zmieniała się nigdy na siłę z powodu magii. — Kontrolowanie emocji w trakcie czarowania to jedno, a odcinanie się od nich to drugie, jedno jest logiczne i potrzebne, a drugie moim zdaniem to głupota, pozbawiająca indywidualności. Zastanowiła się dłuższą chwilę.
    — Bardzo możliwe. Skoro masz doświadczyć bardzo trudnych momentów w życiu… chcą Cię złamać w jakiś sposób? Doprowadzić do odpowiedniego wniosku, żebyś coś zrobiła? — wyciągnęła swoje wnioski, które zaraz też zapisała. — Przy klątwie taty koniecznie było oderwanie go od wszystkich uczuć, aby zrobić z jego duszy puste naczynie. Pozbawiony emocji nie mógł posiadać własnej woli, więc można było kontrolować — dorzuciła jeszcze fakt, który znała z przeszłości taty. Wydawał się jej tutaj trochę podobny. Może warto było się nad tym pochylić? — Jeśli to faktycznie o to chodzi… — zaczęła ostrożnie. — …to może świadomie próbują Cię doprowadzić do punktu, w którym sama uznasz, że emocje są problemem. Że trzeba się ich pozbyć, bo „przeszkadzają”, bo „bolą”, bo są zagrożeniem. A to pierwszy krok do tego, żebyś zrobiła dokładnie to, czego by chcieli.. — dokończyła swój wywód zastanawiając się nad tym przez dłuższą. Następnie słuchała dalej z dużą uwagą o tym jak działa magia runiczna Akane. Potakiwała jej cały czas.
    — Są faktycznie bardzo uniwersalne i zakres jest szeroki, ale z tego co mówisz, musi być coś co nadaje jakieś konkretne znaczenie, więc jest coś wokoł czego można by zawsze lawirować. Mimo wszystko to bardzo ciekawe jak działają wasze runy. Chętnie dowiedziałabym się więcej. W podróży też mnie szybko umyłaś magią, to było swoją drogą niesamowite. Z jakiej runy to było? — zainteresowała się zaraz na myśl o tym wspomnieniu. Na kolejne słowa wykreśliła jeden pomysł z listy.
    — Szkoda, by przydałby nam się bardziej obyty sojusznik. Z drugiej strony ciekawe czy duchy byłyby chętne do dialogu. Trzeba by może Gava o to poprosić? Jemu dusze byłoby raczej łatwo wypytać i całkiem już ogarnia swoje moce — zaproponowała zaraz, zapisując kolejną rzecz. To będzie warto z nim przedyskutować, jeśli chcieli zrobić wszystko, aby Akane nie stracić. Uśmiechnęła się i przytaknęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Mówiłaś, że ogień jest trudny do opanowania, może po prostu będę w stanie pomóc Ci ze zrozumieniem tych run i okiełznaniem ich, mimo wszystko pod tym względem, to znaczy ognistych run i magii patrzysz na eksperta, może nie wywijam stalą jak reszta rodzeństwa, ale za to znam się na magii, o pierwsze miejsce na arenie nie chciałam z nimi konkurować — zaśmiała się lekko. — Chociaż wręcz myślę, że bym im ich położyła, mam ojczysty styl w małym palcu — uśmiechnęła się bardziej zadziornie. Zwłaszcza ostatnio miała ochotę jednej osobie nakopać do tyłka. Słuchała co mówiła w kwestii ich bariery i skrzywiła się delikatnie. Ona miała to kontrolować, tak? Zastanowiła się przez chwilę, zbliżając się do bariery. Dotknęła jej dłońmi i zamknęła oczy, oddychając powoli. Zaczęła badać temperaturę i nacisk ognia. Dłoń narazie normalnie przechodziła. To w końcu był tylko ogień. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się dalej. Przez ogień łatwo przejść, ale lawa… zaschnięta… tak jak przy Abyss… wzięła wdech. Musiałaby zmienić nieco runy. Przesunęła po nich palcami. Odsunęła je od siebie. Dodała runę FIR, ale przyszło jej to aktualnie z wysiłkiem. Na czole pojawiły się kropelki potu. Mieszanie ze sobą trzech run było naprawdę wyczerpujące w tej postaci na tą chwilę. Mimo wszystko z treningu nie miała zamiaru rezygnować. Zaczęła się bardziej skupiać. Bariera zmieniła barwę na ciemniejszą. Postukała w nią. Zakrzepło. Odetchnęła, otwierając oczy.
      — Teraz pytanie jak silna jest taka bariera.

      Darcy

      Usuń
  20. Samo przybycie do Phyonix było doświadczeniem interesującym. W jego trakcie zdążył poznać lepiej Victora, wypić z nim herbatkę i dowiedzieć się, że pomysł ich jest do zrobienia, a mężczyzna z ochotą zabierze się za jego duszę. Mimo wszystko dreszcze przeszły mu wówczas przez całe ciało. Trudno było je powstrzymać, skoro organizm mimo wszystko pamiętał to co Victor z nim robił. Na szczęście wizyta nie trwała zbyt długo. Po przejściu przez kolejną bramę znalazł się w pokoju Darcy i skrzywił nieco, patrząc na Gava.
    - Serio, tutaj? - fuknął do niego szeptem.
    - No przecież nie będę budził Fasolek - odparł Gave. - Jak stąd wyjdziesz to idź korytarzem w prawo. Akane powinna być gdzieś... 5 drzwi na lewo - powiedział. - Zmaterializuję ci Gavina przy okazji.
    - Taa... dzięki - Ryu po cichu ewakuował się z pokoju Darcy. Zamknął za sobą drzwi, upewniając się że robi to maksymalnie cicho, po czym pod osłoną iluzji ruszył w stronę pokoju Akane. Faktycznie, tak jak Gave zapowiadał, Gaivin już przed nim czekał. Chłopak westchnął przeciągle. Za tym też nie przepadał, ale skoro ten był już martwy to nie miał czego się obawiać. Odsłonił iluzję i zapukał do środka, a po chwili zapukał raz jeszcze i potem jeszcze raz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  21. Gave wzruszył ramionami.
    - Wylogowała się już. Pozostały jej skrawki - stwierdził spokojnie, bawiąc się pustą szklaneczką po jednym ze swoich drinków. Przez długi czas się w nią po prostu wpatrywał, po czym spojrzał po niej, gdy wspomniała o Diegosławie. Wzruszył ramionami. - Ja nie wyrokuje. To moje pierwsze wrażenie i nie zamierzam poznawać drugiego czy dziesiątego - powiedział wprost. - A swój kamień może sobie szukać gdzie tam chce - rzucił ze śmiechem. Prychnął nieco i raz jeszcze pociągnął za jej kudły, zanim nie położył się na stole z zamkniętymi oczyma. - To tym bardziej nie kombinuj, jak się dopiero przyzwyczajasz - wymamrotał i pokręcił głową. - Jeszcze nie, ale byłem tam ze trzy razy. Mają hotdogi z Mosertów - poinformował ją. - Takie tam ichnie...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  22. Tony uśmiechnął się do niej delikatnie.
    - Skoro to totalnie nie niemożliwe to znaczy, że nam uda się zrobić - powiedział z jakąś taką pewnością siebie. Co jak co, ale to ich całe narwanie i kombinowanie, wchodzenie oknem jak drzwi zablokowane, miało jeden ale za to ogromny plus. Koniec końców znajdowało się rozwiązanie, nawet rzeczy przez innych postrzeganych jako niemożliwe. - Dzięki, podniosłaś mnie trochę na duchu - uśmiechnął się do niej szerze, bo faktycznie tak było. Pokrętne miał te podnoszenie na duchu ale co zrobić. Taki już był. Wyciągnął swój kajecik i zaczął notować to co możliwie mogły zrobić z nimi Latrala. Kiwnął głową. - Jasne, wezmę to pod uwagę - uśmiechnął się do niej, po czym parsknął śmiechem i pokręcił głową. - Zaraz oszalałem... zbliża się moje oczko, 21 lat - poinformował ją rzeczowym tonem. No do tego czasu to jeszcze półtora roku. - Więc tak już zaznaczam jaki prezent chcę dostać - puścił do niej oczko. - Przy okazji tego protestu... dobrze że już to robisz, ale tamten będzie miał impakt! W kupie siła!

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  23. Ryu zdążył się do niej wyszczerzyć, gdy złapała go za nadgarstek. Kiedy wciągnęła go do środka, objął ją ramionami i ucałował w czoło. A co tam! Dawno się nie widzieli w końcu.
    - Tęskniłem - odparł z rozbrajającym uśmiechem i pogłaskał ją po włosach, po czym spojrzał jej prosto w oczy. - No i przyprowadziłem Gava z powrotem. Żyje i ma się całkiem dobrze - poinformował. - A trzecia wieść jest taka... - spojrzał w dół na jej brzuch. - Wiem, co ci się stało - objął ją mocno ramionami. Tak po prostu. Skoro już kawa na ławę to kawa na ławę. Nie było co się patyczkować. Poza tym nie pytał o nic, po prostu trwał przytulając ją do siebie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zdziwił się, gdy buzia rozpromieniła się jej na wieści o Gavie. Pokręcił tylko lekko głową i nie odsuwał się, nawet czując jak sztywnieje w jego ramionach. Cóż temat musiał być bardzo wrażliwy. Trochę go zaskoczyła tym całym "nie chcę rozmawiać", bo zwykle nie miała oporów. Przed żadnymi tematami, ale cóż... Sprawa była świeża, więc mógł to zrozumieć. Przez moment trzymał ją w ramionach, jeszcze pozwalając jej się tam schować, a potem odsunął się powoli od niej i przyjrzał się jej uważnie.
    - Jasne - odparł krótko. Temat był bolesny, a Akane zawsze musiała sprawę przetrawić. - Ale... - zacisnął wargi patrząc po niej. - Wiesz... możesz po prostu się wypłakać - zaproponował luźno, rozglądając się po jej pokoju. - Niezłą siedzibę dostałaś - rzucił trochę szukając tematu na rozluźnienie. - Słyszałem, że Azyl nie poszedł tak gładko jak się spodziewali co niektórzy - mruknął. - Wiesz wieści dochodziły w trakcie waszej podróży - przyznał spokojnie. - Klara dotarła z powrotem, Shi też - spojrzał po niej. - Argar dalej stoi - dodał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  25. Ryu wzruszył ramionami z rozbrajającą miną.
    - No co? Lepiej zrzucić bombę od razu niż udawać, że nic nie wiem - poinformował ją prosto z mostu i usiadł obok niej, by objąć ją lekko ramieniem. - Nie bardzo kupuję tekstu z wyciskaniem łez - szepnął jej do ucha. - Strasznie spięta byłaś... dalej jesteś - pogłaskał ją po ramieniu. Przecież widział, że walczy sama ze sobą. Może ze łzami, może ze złością. Walczyła.  Przeciągnął się mocno i zszedł jeszcze z jej łóżka, by okręcić się dookoła własnej osi i pokłonić się jej w pół. - Cały i zdrowy - poinformował ją. Zrzucił buta z byłej chorej nogi i postawił ją na jej łóżku, by podwinąć nogawkę spodni w "seksownym" ruchu. - Pa to teraz... ma seksowna łydka ma co prawda blizny ale jest cała, zdrowa i całkiem sprawna - opuścił nogawkę, zrzucił drugiego buta i usiadł jej na łóżko ponownie. - Ja też się cieszę. Później... powiesz mi gdzie śpi Rei? - zapytał jej spokojnie. - Chciałbym i do niej zajrzeć - uśmiechnął się i parsknął śmiechem. - Rzewne łzy może nie, ale chodzi taki podkurwiony i załamany - stwierdził. - ALe Shi go skutecznie pociesza - poruszał zabawnie brwiami.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  26. Ryu skinął głową i parsknął śmiechem.
    - Oj Akane, żebyś ty wiedziała co on mi opowiada - rzucił raczej luźno i zaraz pokręcił głową. - Tak, wiem, że to krępujące, ale zważywszy na to jak mnie ochrzaniłaś za to, że wiedziałem o Emmie od Gava i Ci nie powiedziałem, to sprawę dotyczącą ciebie lepiej powiedzieć od razu, bo wybacz ale nie wierzę, że uda mi się sfingować zaskoczenie, gdy sama mi o tym powiesz, a jak tego nie zrobię to oberwie mi się za to, że wiedziałem i nie powiedziałem - puknął ją w czoło. - Pewnie, że byłbym skrępowany - zgodził się z nią. - Po prostu... chyba jednak wolałbym, żebyś powiedziała mi na początku, a nie żebym dowiedział się później o tym że jednak wiesz - westchnął ciężko i pokiwał głową, po czym poczochrał ją po włosach. - Jasne, przetrawiaj tak długo jak to potrzebne - szepnął i gdy wrócił już na łóżko pokiwał głową. - I będę dumnie dzierżył nowe ostrza w mym ciele. Bo drewniana noga będzie kryła jedno, a hak to obrona sama w sobie - wyszczerzył się do niej. Spoważniał chwilę, kiedy rzuciła o garści rodzeństwa. - Bez kitu - skomentował. - Ludzie powiadają, że wieczorami słychać tam kotłowanie. Z domu odgłosy się rozchodzą... plotki się roznoszą, że tam twój tatuś porządnie obraca. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  27. Ryu wzruszył ramionami.
    - A to chyba nie do mnie pytanie, tylko do Gava - zauważył i skinął głową. Jasne, rozumiał to że nie chce teraz się zwierzać czy płakać. Każdy miał swoje własne tempo ku temu. Skinął głową na to jej, że wolałby i odruchowo zerknął na swoje spodnie. - Akurat jąder jeszcze nie straciłem - poinformował ją, choć było to nieco krępujące w tej chwili. Nie mniej, lepiej było mieć ten temat za sobą. Wzruszył ramionami. - Domyślam się, że wiesz - powiedział tylko. Po pierwsze Klara była z nią blisko, a po drugie Tony wspominał jak Akane wypowiadała się o jego uczuciach do Klary i szansach na dłuższy związek. Nie zamierzał poruszać tego tematu z nią, bo jeszcze by się pokłócili. Sam spojrzał w bok i przez chwilę milczał, żeby parsknąć śmiechem na wizję seksi łydeczki zamieniającej się w piłę mechaniczną zrobioną przez Tonego.
    - Już nie mogę się doczekać - skomentował i zaśmiał się raz jeszcze, gdy uderzyła go poduszką. Nawet się nie chronił przed ciosem. Złapał za to drugą, by jej oddać. - O proszę, a ja chętnie się dowiem co tam na Azylu się podziało. Jakieś pikantne szczegóły? Bo to co mi mówił Gave głównie dotyczy Ciebie i miłości Dar do mojej osoby - rzucił wprost.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. Ryu pokręcił lekko głową. Rozmawiali już o możliwości posiadania przez niego dzieci i wciąż przystawał przy swoim. Na tę chwilę nie zamierzał mieć dzieci. Nie wykluczał, że może kiedyś to się zmieni, ale nie potrzebował ich tak szybko. Trzepnął ją poduszką raz jeszcze i skinął głową. 
    - Postaram się lecieć żółwim tempem co do mojej zmiany nogi - uśmiechnął się do niej i zszedł z jej łóżka, by usiąść na podłodze. Oparł się plecami o jej spanko i przymknął oczy. - Wiesz jak jest - stwierdził. - Gave potrzebuje się czasem wygadać, a ja... - wzruszył ramionami. - ...mi to rybka co mi powie - puścił do niej oko. - No, może nie zawsze. W papę czasem zarobi, ale zazwyczaj to niegroźne gadulstwo - rzucił jeszcze i parsknął. - No, powiem ci że ostatnio bardzo się do Tonego upodobniłaś, więc myślę czy ten twój raport nie byłby lepszy - rzucił z miną znawcy. - Ohoho... zaskocz mnie - mruknął. - Zaskocz, a ja ci powiem czy trafiłaś w me luksusowe gusta.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  29. Blondyn nie dołączył do niej ze śpiewem. Zbyt wiele nasłuchał się o tym, że nie umie tego robić by śpiewać Akane, kiedy nie chciał jej zdenerwować. Śpiewać to on mógł - Grimci. Ona doceniała te gesty i sama do niego dołączała. Uśmiechnął się szeroko, ale zaraz prychnął z niesmaczeniem.
    - To ja się uzewnętrzniam i mówię Ci o czym marzę na urodziny, a ty... - pokręcił głową. - Jeszcze zobaczymy. Osiemnastki mi nie wyprawialiście to chociaż nago się ze mną przebiegniecie - rzucił wesoło.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  30. Ryu uśmiechnął się pod nosem, nie wyprowadzając ją z błędu z informacją, że tym razem akurat wcale nie trzeba było ciągnąć za język. Spojrzał przed siebie i odetchnął głęboko. Przytaknął jej jeszcze na słowa o tym, że powinna przekazać co nieco Gavowi. Tak samo jak w teorii przekazała o tym, że z Emmą spierdzielił. Wątpił by to zrobiła. To zazwyczaj jemu się od niej obrywało za ich oboje. Pokręcił głową i odetchnął raz jeszcze. Cóż, jeśli nie ona to on mu to powie, kiedy się dowie, że rozpowiedział coś w jego sprawie. Tylko, że w tej chwili nie miał jak tego sprawdzić, bo niespecjalnie mu się zwierzał.
    - Hm... - spojrzał po niej. - ...marszczysz brwi jak Tony, uśmiech też masz jego, do tego w ważnych tematach zamykasz usta i nabierasz w nie piany - podliczył ją i poruszał przy tym lekko brwiami. - Ja wiem, że nie rozgadujesz ważnych rzeczy, ale możesz przecież trochę poopowiadać o tym co robiliście, jak wam się żyło - uśmiechnął się delikatnie. - O kurde... szybko cię swatać próbowano - parsknął śmiechem i to jeszcze z takim co miał interesującą nazwę. Plujka. Ciekawe jak naprawdę się nazywał. - Mhm a to akurat - odchrząknął. - To się nie dziwię. Byłabyś w stanie być takim winowajcą, gdybyś się postarała - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  31. Ryu spojrzał po niej z figlarnym uśmiechem na twarzy i pomasował się po głowie.
    - A skąd - pokręcił głową. - Ja tylko mówię, że zamieniasz się w niego. Ten uśmiech... o ten, ten - wskazał palcem na nią, kiedy uśmiechnęła się jak blondyn. - Kropka w kropkę, za dużo czasu z nim spędzasz. Ewidentnie - odchrząknął, po czym przekręcił lekko głowę. - Tak, rozmówca ma znaczenie - zgodził się z nią. - Tylko przesadnie długo nie trzymaj tego w sobie, żebyś nie wpadła jak śliwka w kompot - mruknął. - Bo przemyślenie i panowanie nad reakcjami jest dobre, ale jak się je za długo w sobie trzyma to tak czy siak następuje wybuch - westchnął. Mówił z autopsji. Sam tak czasem miewał i starał się, by już do takich rzeczy nie doprowadzać, a przynajmniej zmniejszyć częstotliwość wybuchów. - Tak, mówiłem o pikantnych, a ty sama powiedziałaś że nie wiesz co dla mnie pikantne... wiesz takie plotki, które przed chwilą sprzedałaś... w naszej grupie znajomych mało pikantne są - odchrząknął. - Bo tych to akurat się spodziewam - zaśmiał się. - Niezwyczajna codzienność interesuje bardziej - spojrzał po niej i przymknął oczy. - Mhm... jesteś dla nich po prostu wygodną wymówką. Wojna nie zaczyna się na pstryknięcie palca - powiedział cicho. - Do niej przygotowuje się latami, nawet jeśli byłaś impulsem...w co szczerze wątpię... to po prostu wygodny zbieg okoliczności. Perun planował ją od dawna i po prostu czekał na okazję - skomentował. Taki miał pogląd w tym temacie. Spojrzał w sufit, po czym pociągnął ją za te zwisające włosy. - Weź się tak już nie wywyższaj - fuknął. - Odpowiedzialność za wojnę nie jest na twych barkach.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  32. Uniósł kciuk w górę, kiedy wspomniała, że potrafi już całkiem ładnie wszystko wyważać. Szczerze liczył na to, że to się już nie przechyli w złą stronę w takim razie, bo z tym to różnie bywało. Słuchanie o tych wyjaśnieniach i rozmowach było przyjemne, ale gdy wspomniała o podwyższeniu poziomu konwersacji to aż po niej spojrzał ze zdumieniem.
    - Wam? Nie... - rzucił teatralnie. - Niemożliwe - skomentował. - Uwierzę jak zobaczę, a na razie pozwolę sobie wątpić - wyszczerzył się do niej i parsknął śmiechem. Świat na głowie stawał nie ma co. W duchu cieszył się, że tak się stało, ale faktycznie był w tej kwestii niedowiarkiem, więc poczeka z wyrokiem na to jak zobaczy ich w gorącej dyskusji razem. Wtedy dopiero da się ocenić to podwyższenie kwalifikacji rozmowy. Kiedy mówiła o dzieciach jej wyraz twarzy zmienił się, a on to dostrzegł. Stał się łagodniejszy i bardziej przepełniony miłością. Miło było ją taką widzieć. Zaśmiał się na podsumowanie z "nudystką".
    - Uważaj by za dużo z niego jednak nie brała - również zerknął w stronę Gavina, którego Gave mu udostępnił. - Bo przepadnie... - odchrząknął i pokiwał głową. Uśmech nie schodził mu z twarzy, gdy wspominała o tych myślach. Odruchowo sięgnął do jej twarzy i pogłaskał ją po czole. Głównie dlatego, że ręce miała za daleko. - To naturalne, że takie myśli czasem cię nachodzą - przytaknął, odsuwając swą dłoń. - Teraz tylko nie dawaj im wiary, a jak ta się zachwieje... to odszukaj w pamięci dobrego wspomnienia i ją przegoń - rzucił cicho, po czym nie odpuścił i zabrał się za jej włosy na poważnie. Przeczesał je palcami i podzielił na pięć pasm. Zaczął je powoli przeplatać między sobą, patrząc tylko na te jej włosy. 
    - W Argarze nastrój dość bojowy - powiedział w końcu. - Zbroimy się, przygotowujemy do wojny. Jest dość sporo do zrobienia, ale prace wrą i nawet szybko idą - uśmiechnął się lekko. - Melio chodzi cały podirytowany, wyraźnie tęskni za Rei - przyznał szczerze. - Yensen... ćwiczyłem z nim moje klony i ćwiczę mój szósty zmysł. Mam go odpalonego na okrągło aktualnie - mruknął. - Nie mniej, koniec końców to Shi mi pomogła najbardziej. Morderstwo klonów sprawia, że tracę przytomność... ale z każdym morderstwem na krótszą chwilę - skomentował tylko. - Więc jeszcze trochę, a w ogóle nie będę jej tracił - uśmiechnął się pod nosem. - Ach... no i teraz będę Tonym - poinformował ją. - Sprzedam ci gorący temat - powiedział, powoli kończąc zaplatanie warkocza. - Emma jest w ciąży - mruknął. - Z Mohe - dodał. - Z tego co widać... to nie jest za dobrze między nimi, ale to tylko moja obserwacja. Nie rozmawiałem z nimi - przyznał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  33. — Właśnie dlatego wszyscy się szykujemy i robimy co w naszej mocy. Masz smykałkę do miecza, a ze sztyletami i magią robiłaś bardzo ciekawy pogrom z tego co widziałem. Zresztą jak każdy. Liczę, że nikt nie ucierpi śmiertelnie — powiedział do niej, uśmiechając się w taki sposób, aby chociaż próbował chociaż trochę pokrzepiająco wyglądać. Przytaknął głową na jej kolejne słowa. — Masz silnego ducha w takim razie. To dobrze. Podszedł i wsiadł na swojego moserta. Ruszył z Akane w dalszą trasę.
    — Wytyczyłem wstępną trasę na naszą misję — zagaił. — Jak dobrze pójdzie będziesz miała okazję zobaczyć kilka ciekawych wiosek, poza głównym celem chciałem też zrobić mały rekonesans. Przy szachach można więcej o tym porozmawiać — zagaił, aby odciągnąć ją od trudnych myśli.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  34. Ryu przytaknął. Dokładnie. Musiał to zobaczyć na własne oczy. Żadne przekonywanie go słowne nie miały tu racji bytu. Nie w tym temacie. Na wieść o genach, parsknął tylko śmiechem, a kiedy wspomniała o tym, że popracują nad tym z Gavem, uniósł kciuk w górę. Akurat w to wierzył i widział, jak Gave działa w stosunku do dzieci. Kochał je i na pewno jej pomagał w wychowaniu. W tym wypadku nie miał wątpliwości. 
    - Hm? - uniósł wzrok znad jej włosów i uśmiechnął się do niej czarująco. - Ogarniam twoją rozwichrzoną fryzurę - poinformował ją, puszczając do niej przy tym buziaczka i wracając do przeplatania. - A co? Za mocno ciągnę? - uniósł lekko brew i chwilę później, zanim cokolwiek padło z ust Akane, pociągnął ją znacznie mocniej. Po czym zajął się opowiadaniem o Argarze, dopóki nie padło parę pytań.
    - Nie tyle wyłączyć co nieco wyciszyć - spojrzał po niej. - Wiesz to u mnie działa inaczej... ja na przykład już teraz wiem co powiesz za minutę - odchrząknął. - To często upierdliwe... - przyznał. - Bo jeszcze miejscami gubię się z tym co naprawdę ktoś powiedział, a co usłyszałem w głowie - wyjaśnił jej. - Jak mi z nim? Miejscami bardzo dobrze, innym razem wkurwiająco źle - parsknął śmiechem. - Nie jest lekko odseparować rzeczywistość od przyszłości - mruknął. Pokiwał głową, gdy wspomniała o ćwiczeniach.
    - Ćwiczyłem z Shi - mruknął. - Zwłaszcza na początku, kiedy była obawa, że zginę podczas tego procesu - dodał. - Potem w warunkach domowych... dziwnie było mordować swojego klona raz za razem... - westchnął i odetchnął głęboko. - Ale w tej chwili tracę przytomność na dwie minuty... to wciąż dużo, ale znacznie mniej niż na początku - przyznał i popatrzył po niej. - I tak wiem, w dwie minuty można mnie zabić na dziesiątki sposobów - zgodził się z jej niewypowiedzianymi jeszcze słowami. - Dlatego na polu walki będę uważnie nimi operował, ale zmniejszyłem czas nieprzytomności z dwóch godzin do dwóch minut, a to duża poprawa - mruknął. - Jeszcze nie jest idealnie, ale jesteśmy na dobrym tropie... swoją drogą, robię się odporny na ból związany ze śmiercią - mruknął jeszcze, dmuchając sobie w grzywkę. - I nie tylko... aktualnie jakieś uderzenia, które otrzymują klony nic mi nie robią... - mruknął. To akurat był pozytywny efekt ćwiczeń z mordowaniem klonów. Odsunął dłonie od jej włosów, gdy usiadła i zmarszczył lekko brwi. Potwierdził informację o Emmie skinieniem głowy. 
    - Chciałbym, ale jestem aktualnie śmiertelnie poważny - oznajmił, obserwując to jak krąży. - Hm? Co ci chodzi po głowie? - zapytał jej spokojnie. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  35. Tony postukał się po brodzie i powoli przytaknął.
    - Tak, to że została jako pierwsza Latrala wskrzeszona wynika z legendy o niej. Jak wiadomo legendy nie zawsze są prawdziwe, ale zakładając, że ta ma więcej prawdy niż fałszu w sobie - spojrzał po Akane. - Wówczas możemy założyć, że Kali była pierwszą, którą wskrzeszono. Wskrzeszono prawidłowo i pokazano, że da się to robić - pokiwał głową. - Lotta może być w bezpośredniej linii Kali... ale to jest tak zwany long shot - skrzywił się. - Niepotwierdzony żadnymi dowodami, chyba że weźmiemy pod uwagę siłę. Skoro Lotta wydawała się być silną Latrala, jedną z silniejszych to jest możliwość, że jej bezpośrednim przodkiem była Kali - powiedział stukając palcami o tablicę. - Racja, Loretta mogła chcieć stać się drugą Kali, lub ją przewyższyć - zgodził się z nią. - No dobrze, może i masz rację, że zmieniło się dużo, ale co jeśli zmieniło się bo uwierzyłaś, że się zmieni po rytuale? Co jak co... i kto jak kto... ale ty akurat na pewno byłabyś w stanie ustabilizować swą moc - stwierdził. - Nie mówię, że to "placebo" jest na sto procent prawdziwe, ale... no jest to jakaś tam możliwość - powiedział. - Co jeśli ten rytuał miał inny cel? - zaproponował, patrząc jej prosto w oczy. - Na przykład przetestowanie ciebie, czy faktycznie jesteś w stanie zapanować nad swoją mocą? - spróbował od tej strony. Przyjrzał się temu co pisze o Latrala i zmarszczył lekko brwi. - Fakt, oni są jak puste pudełka - przyznał jej rację. - Przynajmniej ta jedna którą poznałem - dodał mając na myśli jej matkę. - Ale czy Mey też jest taka pusta? Nie okazuje żadnych emocji? - zainteresował się, spoglądając po Akane. Do pozostałych punktów tylko jej przytaknął, bo były prawdopodobne. Choć przy odpowiedzi na swoje pytanie, podrapał się lekko po głowie. - Okay, czystość krwi rzeczywiście może mieć znaczenie - pokiwał głową. - Ale zobacz, w tej księdze jest mowa i o innych hybrydach... - mruknął. - Może to wcale nie musiałaś być ty - westchnął ciężko. - No nic, dobra, na razie nie mam jak obalić twej odpowiedzi - przyznał z lekkim uśmiechem. - Ale poszukam... poszperam... może można przenieść twój los na kogoś innego...

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave spojrzał po niej przenikliwym wzrokiem i uniósł lekko brew.
    - Znowu bronisz gnoja, bo czujesz coś podskórnie? - zapytał jej wprost. - Dla mnie sprawa jest jasna, jeśli gnój będzie chciał się zmienić i normalnie pogadać to możemy pertraktować. Jeśli nie... no to sorry, zostanie gimbazą - skomentował. - Mógł sobie być samotny i mieć wiele obowiązków na głowie, ale to nie usprawiedliwia jego zachowania - stwierdził. - Tak jak i mojego - mruknął jeszcze wzdychając ciężko, po czym uniósł lekko brew i pokręcił głową. - Dziś nie zamierzam się z tobą bić - rzucił cicho i wstał z miejsca, chwiejąc się nieco. - Ohoho... jak ja dojdę do swojego pokoju to nie wiem - jęknął ponownie siadając i rezygnując z pomysłu powrotu do domu. Na pytanie czy próbował hotdogów skinął głową. - A no - przyznał. - Nie są jakieś najgorsze - mruknął. - A to, że go nie zjem nie znaczy że zwrócę życie ubitemu Mosertowi - zauważył cicho i podrapał się po głowie. - Poza tym dzięki temu miałem okazję porozmawiać z paroma osobami tam - rzucił lekkim tonem. - I muszę pobrać więcej lekcji Phyonixowego, bo inaczej wszystko pójdzie na marne - skomentował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. - Gdzie ty masz oczy? - zrobił wielkie i zszokowane patrzałki i uśmiechnął się do niej krzywo ruszając przy tym brwiami. - Ty zawsze wyglądasz uroczo. Nie jestem pewien czy i ogolenie cię na łyso coś by tu pomogło - dołączył do niej ze śmiechem. - Ale słuchaj... zawsze możemy spróbować - dorzucił po chwili namysłu. - Daj tylko znak, a ja z ogromną ochotą i przyjemnością zgolę ci te kudły - pokazał jej przy tym język, raz jeszcze pociągając jej włosy trochę mocniej, ale i kontynuując zaplatanie warkocza. Pokiwał lekko głową w odpowiedzi na jej słowa dotyczące tej części jego umiejętności. Tak, to zdecydowanie wybiegało poza iluzję. Tylko, że on miał dwoje rodziców. Podejrzewał, że istniała duża szansa, że po drugim odziedziczył właśnie to, a może nawet więcej... 
    - Muszę się ostro pilnować, żeby za wcześnie czegoś nie powiedzieć - przyznał spokojnie. - To męczące - mruknął. - Mieć to odpalone 24 godziny na dobę, ale trenowałem z Yensenem i no w którymś momencie chciałem za szybko. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że trzeba się do tego przyzwyczaić i nie uciekać od tego - rzucił krótko. Podrapał się po głowie, gdy zapytała o nieprzewidywalne osoby. - Nie spotkałem jeszcze tak nieprzewidywalnej osoby, żeby to nie działało - skomentował z lekkim uśmiechem. - Być może miałbym z nimi problem, choć szczerze? Wątpię - mruknął. - Zdarzyło się już parę nieprzewidywalnych zdarzeń, które udało się mi uniknąć, bo wiedziałem o nich szybciej - mruknął. - Nie wiem tylko jak daleko mogę sięgnąć - spojrzał jej prosto w oczy. - Na tę chwilę dopiero to testuję - rzucił luźno i lekko się jej ukłonił. - A dzięki, dzięki - wyszczerzył się do niej. - Nie, nie. Nie chodzi mi o śmierć. Ta, ma tyle rodzajów, że na wszystko nie jesteś w stanie się uodpornić - skomentował. - Nie wiem, kim trzeba by być, żeby to zrobić. Nie sądzę by nawet Gave to potrafił - wzruszył ramionami. Nie ujmując temu chłopakowi, ale uodpornienie się na każdą śmierć zdawało się po prostu niemożliwe. - Tak, chodzi o to, że przez to ile razy zamordowałem swe klony... zauważyłem, że ból jaki otrzymują, gdy żyją, gdy walczą... już mnie tak nie łapie - mruknął. - Jest jak nieprzyjemne mrowienie, ale nic więcej - dodał. Jasne, ten większy jeszcze go czasem nieco zaskakiwał, ale był na dobrej drodze do wyeliminowania i tego odczuwania. Obserwował ją, gdy chodziła po pokoju, a także gdy skosztowała nalewki. Słuchał tego co mówiła o Mohe i Emmie i przytaknął tylko. Sam raczej był zwolennikiem, że w tym wypadku lepiej się nie wtrącać. Zwłaszcza, że chodziło o coś tak newralgicznego jak ciąża, ale ostatecznie zerknął w sufit i przeniósł wzrok na tatuaż, który mu Mohe zafundował dawno temu.- Wskoczę do Mohe jak wrócę z tej małej wycieczki - stwierdził tylko, po czym zerknął na nią, kiedy usiadła tuż obok niego. - Phi, co ty myślałaś, że co ja robiłem w sierocińcu całymi dniami, hm? Warkocze to pierwsza umiejka, którą zdobyłem zaraz po perfekcyjnej kitce - poinformował ją ze śmiechem. - Rybie, kłosy, cztero-, pięcio-warstwowe, koczki z warkoczy... oj nie wiesz ile małe dziewczynki chcą fryzur - odchrząknął. - Poczekaj chwilę a się dowiesz - dał jej kuksańca w bok. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  38. — Tak, medytacja jest bardzo pomocna — zgodziła się z nią, bo i jej to bardzo pomagało ostatnio, jeśli chodziło o lepsze zrozumienie samej siebie. — Masz ciężko z dyskusjami, jeśli chodzi o uparte jednostki — zauważyła, uśmiechając się do niej ciepło. — Czucie cudzych emocji i uniesień musi być wyczerpujące, ale dzięki temu możesz też lepiej zrozumieć co czują inni, prawda? Zwłaszcza, kiedy lepiej nad tym panujesz — powiedziała. Zaraz bardziej się rozpromieniła. — Naprawdę cieszę się, kiedy widzę jak się przy nich uśmiechasz. Martwiłam się, kiedy mieliście trudniejszy okres. Cieszę się, że to już za wami — miała tutaj na myśli oczywiście całą grupę, o której wcześniej Akane mówiła ze smutkiem, kiedy się żaliła, że czuła się, jakby nie miała prawa do własnych emocji nawet pośród przyjaciół. Sama się lekko zaśmiała.
    — Moja ulubiona wersja Akane, zwłaszcza, kiedy się uśmiecha — odpowiedziała jej, puszczając oczko. — Miło mi to słyszeć. Tłumienie emocji nie kończy się zbyt dobrze, popatrz na przypadek mój i Cydar. O wiele lepiej jest być ze sobą szczerym, nawet jeśli ma boleć. Poza tym… wydaje mi się też, że lepiej zmierzyć się z konsekwencjami danych emocji czy czynów niż żałować, że coś się ukrywało, nie zrobiło się czegoś i zastanawiać się - a co by było gdyby? — powiedziała, przyznając jej rację. Nie mówiła już, że tym bardziej, jeśli Akane po części była Latrala i jej emocje były częścią jej własnych mocy. Osobiście uznawała to tłumienie w sabacie za coś złego, coś co blokowało u nich zdrowy rozwój. Przytaknęła jej na słowa o bramach i zapisała to sobie w notatkach.
    — Skoro o tym wiemy, musimy pilnować, aby do tego nie doszło — spojrzała uważniej po Akane z ciepłym, czułym wyrazem twarzy. — Zdajesz sobie sprawę, że wszyscy skoczymy za Tobą w ogień prawda? A ja nawet w lód — zapytała. Bramy miały nawiązywać do pozbawiania jej emocji. Odcięcie jej od ciepłych uczuć zdawało się tutaj logiczne. Chciała się upewnić, że An czuje się wspierana. — Jesteś ważną częścią życia wielu osób, czujesz to? — zadała jeszcze kolejne pytanie. Zastanowiła się przez chwilę. Zerknęła zaraz na księgi odnośnie klątw. Zaczęła przewracać kartkami. Szkoda, że nie mieli jakiejś instrukcji rzucanych przez Lartala klątw, ale akurat tego tata w swojej bibliotece nie posiadał.
    — Mówimy o inkantacji i bramach, czymś co by miało Cię skłonić do odcięcia się od emocji… może inkantacja musiałaby uderzyć właśnie w to? Coś w stylu Samotna Akane, albo pusta Akane… jak puste naczynie… żeby zrobić ten cały szajs z Lottą. Jeśli dobrze myślę i rozumiem to co mamy teraz, moglibyśmy odwrócić rytuał, gdybyśmy poznali tylko zarys inkantacji, która Cię splątała z klątwą. Wtedy moglibyśmy stworzyć własną inkantację, zwłaszcza, że jesteś Latrala i masz w tym dowolność. To byłby co prawda skomplikowany rytuał i na kilka osób, ale zobacz na ten rozdział, uważam, że najbardziej pasuje do tego co aktualnie przegadałyśmy — pokazała jej księgę, żeby sama mogła przeczytać wszystko. Książka była pisana dość archaicznie, gdzieniegdzie w obcym języku, ale na kartkach było tłumaczenie, z którym pomagał ojciec. Przytaknęła głową, gdy powiedziała, że nie pamięta.
    — Strzelać będę, jak znowu będę potrzebować, a Ty powiesz, że nie wiesz jak to teraz powtórzyć — poruszyła wymownie brwiami. — Takie kąpiele są bardzo przydatne. Po walce od razu można iść na posiedzenie rady — zaśmiała się lekko. Przytaknęła głową.
    — Rozumiem, dobra alternatywa — zgodziła się z nią. Jeśli jej przyjdzie do głowy coś związanego bardziej z duchami pójdzie wtedy z tym po prostu do Gava w takim razie, jeśli Akane chciała mieć taki tajny plan. Nie mówiła jej jednak o tym, skoro chciała nie wiedzieć, to lepiej też niech nie wie kto jest zamieszany. Uśmiechnęła się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Pewnie, ja nie też nie mówię, że masz od razu iść. Rozumiem Cię. Po prostu informuję, że w razie co też jestem opcją. A tak to będę trzymać kciuki nad Twoim samodzielnym rozwojem. Tak czy siak takich podwójnych ognistych fuzji też się nie mogę doczekać. Już mam suchary po udanych atakach — uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała na kilka żartów, które miała już w myślach.
      — Tak, ale jego na arenę nie wyzwę. Nie teraz. Na razie chcę skopać mu dupsko i wyśmiać prosto w twarz — powiedziała konspiracyjnie. Chodziło jej oczywiście o Ashana za te wszystkie pierdolone “już byś nie żyła”. Tak ją to wkurwiało, że sama chciała mu zafundować taką wiązankę. Ale takiego pokazu dziecinności nie chciała publicznie pokazywać. To była sprawa między rodzeństwem.
      — Tylko to miała być bariera a nie kamuflaż — pokręciła głową. — Echh… kurwa. Trudno. Kamuflaż jest, spoko — mruknęła. Zmniejszyła nacisk trzeciej runy i bariera stała się bardziej przejrzysta w kilku miejscach. — Normalnie runa ma tworzyć obsydian, ale do takiej siły jeszcze nie doszłam. Poza tym powinnam kontrolować widoczność. To runa krzepnięcia - ogólnie pochodzi bardziej z magii krwi, więc ciężko ją teraz dostosować, więc muszę z tym sporo ćwiczyć. Ale coś już jest. O wiele łatwiej jest mi tworzyć rzeczy do ofensywy aktualnie też. Myślę, że ta druga bariera poszłaby nam o wiele łatwiej — powiedziała. Bariera ochronna w końcu zniknęła, a Darcy od odskoczyła i zgięła się ze zmęczenia. Przetarła pot z czoła. Nauka od nowa była mimo wszystko bardzo wyczerpująca.

      Darcy

      Usuń

  39. Ashan przytaknął na jej pierwsze słowa i nie komentował więcej.
    — Tak, mamy trop za tym podejrzanym. Słyszałaś o nim, prawda? Z raportów udało się wytyczyć jego trasę. Będziemy szli przez Siviet, potem przy granicy z Fasach w stronę Fjelodd. Liczę, że na tamtych terenach uda nam się przy okazji zrobić małą partyzantkę. Zniszczyć kilka dostaw, może zostawić jakieś zasadzki. Jeśli chodzi o konkretne plany, myślę, że przy szachach taktyczne myślenie będzie przyjemniejsze — wyjaśnił jak on to widział. Nie mniej jeśli teraz chciała coś powiedzieć w tym temacie, nie miał zamiaru jej przecież uciszać. An powinna sama wiedzieć, że Ash nie przeszkadzał jej w wyrażaniu własnej opinii. — Teraz jedziemy przez ten kanion — wyjaśnił, wskazując na zakręt, za którym zaczynał się pustynny kanion.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  40. — Więcej powiem jak będę miał przy sobie mapy, nie dam sobie ręki uciąć, że pamiętam dokładnie tamtą mapę. Niezbyt często bywam w tamtych okolicach, żeby z głowy o wszystkim mówić. I tak, najlepsze plany będą już na miejscu, tu się zgadzam. Można jedynie wstępnie pomyśleć czy czegoś zawczasu nie przygotować — powiedział ze spokojnym wyrazem twarzy. O ile tereny Fasach były mu znajome, to akurat nie te graniczące z Fjelodd, chodził tam zawsze od strony Siviet, więc sam będzie musiał zrobić na miejscu rozeznanie na nowych terenach. Misja wydawała się przez to całkiem interesująca swoją drogą. Sam spojrzał uważniej po kanionie.
    — Phyonix jest piękne, to prawda — spojrzał uważniej po kanionie. Faktycznie gdzieniegdzie były skupiska trawy. — Jakieś mniejsze stado mogłoby tutaj trochę czasu spędzić — zgodził się z nią. Kanion zapewniał ochronę przed ewentualnymi burzami piaskowymi.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  41. Darcy przez chwilę milczała,uważnie słuchając wszystkiego, co powiedziała Akane. Wydęła na chwilę policzki, po czym wypuściła powietrze.
    — Wiesz… — zaczęła spokojnie. — To, że ludzie zakładają maski, nie zawsze wynika z tchórzostwa. Czasem to zwykły mechanizm obronny. Strach przed odrzuceniem, przed wyśmianiem, przed utratą twarzy. — zaczęła wymieniać na palcach — To nie znaczy, że są fałszywi. Czasem po prostu nie czują się bezpiecznie, albo muszą pokazywać coś innego. Ja na przykład nie pokaże w trakcie audiencji, że rani mnie, kiedy ktoś nazywa mnie brudnym mieszańcem, czy jestem wyraźnie znudzona czy zirytowana jakimiś słowami kawalera, czy panny, którzy próbują wbić się w aranżowane małżeństwo, bo takie sytuacje się zdarzają. Ale ciężko wtedy zachować prawdziwe emocje i nie zranić innych, nie robić przy tym skandalu. Są też osoby, które po prostu boją się zostać zranionymi przez swoje uczucia — powiedziała co myśli w tym temacie. Patrząc jej prosto w oczy. Sama bała się złamania swojego serducha z początku, dlatego nie mówiła Ryu o tym co czuje, kiedy była w Argarze. Wiedziała, że będzie z Klarą i nie chciała żeby o niej wiedział - to było niepotrzebne. Przynajmniej dla niej. Teraz oczywiście zmieniła zdanie i były sytuacje, gdzie emocji nie chciała kryć. Niemniej nie wszędzie mogła sobie pozwolić na pełną szczerość.
    — Ty masz w sobie odwagę, żeby być autentyczna. To piękne, ale też… kosztowne. Sama mówisz, że potrafi zaboleć. Podziwiam, że dajesz radę i chcesz taka być. Ja też pokazuje coraz więcej własnych emocji, biorąc z Ciebie przykład. Ta szczerość to siła, to prawda, ale rozumiem, dlaczego niektórzy chowają swoje uczucia i emocje — wyjaśniła, uśmiechając się do niej ciepło. Uśmiechnęła się szerzej, gdy Akane powiedziała, że są dla niej ważni.
    Była skupiona, gdy Akane opowiadała o bramach. Pokręciła głową.
    — Sorki, mi nie chodziło o Twoje poziomy mocy tutaj. Czasami mówię bez składu. Chodzi mi o zastanowienie się, czy nie masz powiązania ala bramy jak mój tata. U taty do aktywacji klątwy było potrzebne kilka etapów. Może u Ciebie jest dokładnie tak samo? Wtedy moglibyśmy pomyśleć o takim odkręcaniu — wyjaśniła spokojniej. — Bo to o czym mówisz brzmi na skomplikowany rytuał i skomplikowaną inkantację, wątpię, żeby to miało jakiś jeden etap aktywacji —- dodała zaraz, stukając piórem o kartkę. — Jasne, rozumiem Cię. Ja tutaj mówię bardziej o planie awaryjnym. Czymś, kiedy nie zostanie nam żadna inna opcja. Własny rytuał na własnych zasadach — przytaknęła jej zaraz głową. — Oczywiście, że nie wchodzi. Pokonamy je na własnych zasadach — zgodziła się z nią. Nie chciała zabijać nikogo w tym temacie, kto na to nie zasługiwał. Zastanowiła się chwilę.
    — I taką wodę, którą rozmroziłaś możesz kontrolować, tak? — dopytała zainteresowana. Pokręciła głową.
    — Tutaj nie chodzi o wzmocnienie mnie samej. Chodzi o to jak ja panuje nad własnymi runami i mocą, a tego nie dasz rady raczej wzmocnić. To moja własna esencja i mózg. Nie mam aktualnie takiej zdolności, żeby trzymać ochronną interpretację na dwóch runach i przy okazji wynieść pełnię mocy z runy utwardzenia lawy. Łatwiej mi posługiwać się runami ofensywnymi, ogniem, który spala wszystko co żyje, huczącą lawą. Łatwiej jest coś zniszczyć ogniem niż ocalić. Przynajmniej mi. Ofensywna bariaria to coś co już umiem bez problemu zrobić. To co robiłyśmy w drodze do azylu aktualnie będzie miało problem z powtórzeniem niestety. Moja przemiana jest inna i rdzeń moich zdolności też, nie panuje już nad krwią tak jak wcześniej — wyjaśniła. Położyła się na podłodze, oddychając głęboko. — Ja chętnie, unormuje oddech.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  42. Ashan siedział spokojnie, kiedy Brat przemierzał miarowym krokiem kanion. Tempo nie było ani za szybkie, ani za wolne - idealne, aby nacieszyć oko krajobrazami, nie spędzając jednocześnie całego dnia w siodle. Sam skupił się na oglądaniu okolicy, chociaż on zamiast piękna przyrody sprawdzał czy nie ma nigdzie żadnych podejrzanych śladów. Czy szlak był uczęszczany, jak bardzo wydeptany był kanion i czy dalej nadawał się na najbliższy wypas. Odpalił w pewnym momencie papierosa i zaciągnął się. Wypuścił dym, myśląc chwilę nad pytaniem Akane.
    — Nie boję się. Zmiany zawsze niosą pozytywne i negatywne skutki, nie ma utopii i nigdy nie będzie idealnie. Uważam jednak, że izolacja jest gorsza. Te piękne miejsca mogą też zniszczyć wojny domowe między nami samymi, albo drapieżniki, albo jakimś cudem burza piaskowa się przedrze, nic nie jest na zawsze. Wolałbym jednak, aby tutejsi ludzie nie zmienili się w szaleńców z kompleksem wyższości rasowej jak zwolennicy Peruna. W pewnym sensie ja i rodzeństwo też jesteśmy obcy. Wiesz jak często w slumsach mówią na nas brudasy? Skaza na dumnej, ognistej krwi majestatycznych istot? Albo niegodne demoniczne nasienie. Skoro Kapłanka zakochała się w demonie, dlaczego mamy więc trzymać granice zamknięte dla innych? Od trzymania porządku jest prawo, nieważne kto nie będzie go stosował - feniks, fenalis, człowiek czy ork, moim zdaniem każdy ma prawo żyć tam gdzie chce, rozwijać, podróżować. Poza tym izolacja granic jest zła dla skarbca i majątku ludzi, zamykamy się na wiele możliwości handlowych chociażby. Kraj powinien się rozwijać, a my jesteśmy w dość dobrej pozycji, aby powoli się ujawniać. — wyjaśnił swój punkt widzenia.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  43. Gave wywrócił tylko oczyma.
    - To życzę ci, żebyś  nie traciła na niego czasu - mruknął tylko. - Aha... niespecjalnie chciałbym, żeby koleś kręcił się obok maluchów - dodał jeszcze. - A przynajmniej nie w osobności. Nie rozpoznaje swoich własnych pracowników, a co dopiero zająć się dzieckiem - odchrząknął. - Nie, temu panu podziękujemy - dodał jeszcze. Nie zamierzał komentować jej dalszych słów, ale też niespecjalnie miał ochotę poznawać gościa lepiej. Na słowa o odprowadzeniu pokiwał wdzięcznie głową i pomasował sobie skronie. - Mhm za chwilę tak - potwierdził. - Kac gigant będzie, a ja czuję że jeszcze chwila i będziesz miała zdechłe ciało tu - dodał jeszcze i uśmiechnął się krzywo. Na wieść o mięsie Moserta w swojej diecie pokręcił głową. - Szczerze? Nie smakowało aż tak wyśmienicie, by mnie to w jakiś sposób skusiło do urozmaicenia swej diety - przyznał szczerze i zgodził się z nią w sprawie języka. - Oj tak... a wymawia się jeszcze gorzej - szepnął. - Dar trochę mi tam nawkładała i jakieś tam podstawy znam, ale to za mało do idealnej przykrywki - mruknął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  44. —- Poprzednia rasa? — dopytał, bo nie bardzo rozumiał, co miała przez to na myśli. Uśmiechnął się kącikiem ust. — Tak, bardzo łatwo jest chcieć pozbyć się tego co nie znamy. Zazwyczaj łatwiej odrzucić coś nowego i przystać do tego co jest już od lat, nawet jeśli zmiany mają coś poprawić — przyznał. Zastanowił się chwilę, kiedy mówiła o fenalisach. — Fenalis zawsze są wyjątkowi, to znaczy nigdy nie wiesz co po kim odziedziczą, jak będą działać ich moce, aczkolwiek teraz większość patrzy na nas jak na normalnych mieszkańców tego królestwa. Co prawda z tytułami, ale jednak. Mimo wszystko dalej słyszy się od niektórych, że nie powinniśmy istnieć. Tyle dobrego, że nie mają dużo do powiedzenia w tym temacie — uśmiechnął się nieco szerzej. Aktualnie miał wrażenie, że rasizm szerzył się głównie w slumsach, a nie każdego światopogląd dało się zmienić. — Patrzę na Phyonix z różnych perspektyw. Wierzę, że z czasem ludzie będą chcieli tu mieszkać, a nasi ludzie będą chcieli zamieszkać też gdzieś indziej, czy po prostu podróżować, Ci którzy wychodzą, zwiadowcy, Gromy, są osoby, które są zachwycone innym światem, a wam też się tutaj podoba, prawda? Jeśli ktoś chce tutaj osiąść i założyć rodzinę… zależy od tego jak się wpasuje w tym klimat, czy nie będą mu przeszkadzać temperatury, zwyczaje, każdy kraj ma swoje tradycje i jeśli chcemy w nim zamieszkać, trzeba się trochę dostosować. Myślę, że jest to możliwe. Ja nie miałbym problemu, ale ja tutaj mieszkam, wiem jak wygląda tutaj życie i uważam, że ktoś obcy może tutaj znaleźć dom, jeśli by chciał. Nie jestem pewny czy to politycznie spojrzenie, staram się to analizować. Z drugiej strony, ciężko nie politykować rozważając zamieszkanie w nowym miejscu - to jednak ważna kwestia, to czy moja mentalność jest zgodna z mentalnością kraju, w którym chcę żyć, czy będę się czuć tutaj dobrze, czy zostanę ciepło przyjęty - moim zdaniem Phyonix jest na dobrej drodze, aby takim miejscem być, ale dalej jest przed nami pracą, którą musimy wykonać, aby w pełni spełniać te kryteria — wyjaśnił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  45. Uśmiechnęła się do Akane. Niezrozumiały się w takim razie z początku. Przytaknęła jej ruchem głowy, na znak, że teraz wszystko jak najbardziej rozumie.
    — Bycie ze sobą szczerym jest lepsze, tutaj mamy takie samo zdanie. Dla samego siebie najlepiej być sobą, jeśli ktoś ma z tym problem to jego strata — zgodziła się z dziewczyną. Sama miała zamiar szczerze podchodzić do własnych myśli i uczuć, nie było to proste, ale każdego dnia starała się iść w tym kierunku i bardzo lubiła samą siebie w takim wydaniu. Nie miała więcej zamiaru wstydzić się tego co siedzi w jej głowie. Przytaknęła jej głową, poważniejąc na twarzy.
    — Tak, myślę, że tak. To o czym mówisz w Twoim przypadku brzmi na bardzo złożone zaklęcie, jeśli klątwa, która Cię dotyczy miałaby się spełnić i mówimy tutaj o tym, że do Ciebie został przyczepiony fragment duszy, jeśli chcą coś dalej z tym zrobić taka klątwa żeby działała powinna być etapowa i warunkowa, bo gdyby miało być inaczej, to czemu nie uaktywniły tego od razu? Dlaczego wszczepiły tą duszę? Co chcą osiągnąć? Moim zdaniem najpewniej chodzi o przejęcie kontroli. U mojego taty dusza straciła wolną wolę, a już takie pozbawianie decydowania o sobie jest bardzo trudne i wymaga stworzenia bram oraz określonych warunków nawet dla potężnych, niemal boskich istot. A Latrala to jednak tylko Sabat, potężny i groźny, ale to śmiertelnicy. Więc myślę, że stworzyli bramy, które musisz przejść, aby tą klątwę uaktywnić. Zrobić miejsce na to, aby ta klątwa mogła, że tak powiem Cię wypełnić. To są oczywiście moje domysły i nie znam pełni ich mocy. Mimo wszystko po tym co czytałam przez całe życie, a uczyłam się sporo o takich klątwach ze względu na tatę i Asha to moim zdaniem najlogiczniejsze bramy byłyby takie, które stopniowo pozbawiłoby Cię chęci do czucia i życia, aby stworzyć z Ciebie naczynie, które można przejąć. Poza tym macie spore powiązania z cudzymi emocjami. Biorąc to pod uwagę, gdybym chciała przejąć Twoje ciało do kontroli, postawiłabym warunki, które przy sporych wątpliwościach pozbawiają Cię danej emocji, aż nie będziesz mogła nic czuć. U taty było tak samo. Myślę, że jeśli przestaniesz czuć dusza Loretty będzie mogła zalać Cię własnymi myślami, jej emocje, jej cele, jej wola będą mogły manifestować się w Tobie, aż zostaniesz wymazana jako Akane, albo się połączycie i Akane będzie działać jak Loretta chce, bo nie będzie miała własnego zdania — pomyślała jeszcze przez chwilę. — Mówiłaś też, że kolejne stopnie mocy przy rytuałach zwiększenia poziomu Latrala, że one sprawiają, że łatwiej ignorować Ci cudze i że te wiedźmy zdają się działać jak bez swoich, tak? To też mi bardzo podpowiada, że może chodzić o odebranie Ci emocji, bo dlaczego tak Cię namawiają do tego szkolenia i podnoszenia poziomu? Po co chciałyby wzmacniać kogoś kogo przeklęły? Muszą mieć w tym ukryty cel. I moim zdaniem to wszystko bardzo subtelnie idzie w stronę pozbawienia Cię emocji i wolnej woli. Takie jest moje zdanie — wyjaśniła, po czym wzięła jedną z ksiąg i otworzyła ją przy opisie klątwy, która dotknęła jej ojca. O tym był cały ogromny rozdział, opisujący różne warianty z różnych szkół magii. —- Powinnaś to przeczytać w wolnej chwili, może coś Ci zaświeci. Sama mówiłaś, że o waszej magii można sporo wyczytać między wierszami. Ten rozdział zdaje mi się być zgodny z naszymi domysłami, może wyniesiesz o wiele więcej niż ja. Ja tylko teoretyzuje.
    Słuchała zainteresowana, gdy mówiła o runach i tym, że teraz nie pamięta. Wzruszyła lekko ramionami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — No trudno, w każdym razie to co zrobiłaś było ekstra. Fajnie mieć tak szerokie zdolności, a pilling brzmi bardzo odżywczo dla skóry, może się skuszę na magiczną maseczkę w takim razie, któregoś dnia dla ujędrnienia skóry. Trza utrzymać wizerunek ślicznotki — zaśmiała się i poruszyła sugestywnie brwiami.
      Darcy leżała. Unormowała już oddech i patrzyła po Akane ze spokojnym uśmiechem na ustach. — Myślę, że to byłby lepszy pomysł. O ile nauczyłam się każdej runy od nowa dość szybko dzięki medytacji i pazurka od Cydar tak kontrolowanie kilku na raz jest bardzo trudne i męczące. Możemy spróbować z samym stelarzem ode mnie. Mogę otworzyć niski okrąg, a Ty postawisz barierę, tak? — dopytała. — Nie przejmuj się, już mi lepiej. Po prostu kontrolowanie trzech i więcej run to tak jakbyś chodziła po linie, trzymając coraz więcej obciążników, jasne, da się iść, ale jest coraz ciężej i łatwo stracić kontrolę. Na ten moment moja twarda bariera po prostu odpada — powiedziała. — Więc zdam się tutaj na Ciebie — uśmiechnęła się. — Myślę, że przy robieniu stelarzu i ofensywnej magii tak czy siak lepiej się udać na zewnątrz, chyba, że chcesz ryzykować posiadanie zastygniętej lawy w pokoju na stałe, jeśli coś pójdzie nie tak.

      Darcy

      Usuń
  46. Ryu wyszczerzył się do niej i musnął palcem jej nos. Zbliżył się nieco do niej.
    - A może powinny? - spojrzał jej prosto w oczy. - Przez to, że nie widzą ciebie samej to twe oczy nie dostrzegają tylu rzeczy związanych z twą osobą, że to aż ściska serce - skomentował, odsuwając się i przeciągając lekko. Pokiwał głową. - Nie tylko do faktów. Wiesz, podczas ćwiczeń z Yensenem korzystałem z tego i było dobrze, dopóki nie zacząłem reagować na ciosy, które jeszcze nie przybyły - skrzywił się nieco. - Jasne, to nie była normalna walka i korzystałem w niej głównie z tej umiejętności bo to ją ćwiczyliśmy i tak, wiem że mam jeszcze oczka i to co już umiem od dawna, ale... mimo to... jest to niepokojące i może mnie sprowadzić do piachu - skomentował krótko. - Natomiast dlatego też teraz korzystam z tego daru 24 na dobę, siedem dni w tygodniu i widzę znaczną poprawę - skomentował jeszcze. Co do klonów to tylko jej przytaknął. Nie tłumaczył już, że wcześniej też doskonale wiedział, że ból ten był fantomowy. Nie mniej teraz sprawa miała się znacznie lepiej i w tym aspekcie. Parsknął śmiechem na podsumowanie jego słów.- Bo ja pamiętam wszystko co ci mówiłem, a czego nie - machnął lekko ręką. - Proszę cię... niektóre rzeczy, które ci mówiłem próbuję wyprzeć z pamięci. Inne natomiast, które warto byłoby zapamiętać... same uciekają - skrzywił się. - Umysł ludzki jest czasem do bani - mruknął jeszcze i westchnął ciężko.  Przytaknął jej co do rodzajów włosów, po czym spojrzał po niej pobłażliwie.- Sugerujesz, że już znasz to pieklo? Poczekaj aż dorosną... teraz to jeszcze ci wybaczą jakieś niedociągnięcie, bo chociaż podobne... ale później... - pokręcił głową i dźgnął ją palcem w bok. - Jeszcze będziesz chciała wrócić do lerodaskich i terrańskich fryzur, kiedy te dwie były maluszkami - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  47. Gave wzruszył ramionami. Myśl o niani pojawiła się automatycznie. Nie był pewien dlaczego, ale nie chciał Diego w tej roli. Odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy odpadł z tej roli i skrzywił się na dźgnięcie. Zerknął na nią, gdy wspomniała że posmakuje mięsa i zmarszczył lekko brwi.
    - No proszę... do tej pory każdy patrzył na mnie z obrzydzeniem - skomentował. - Nylian stwierdził, że to "święte" zwierzęta i nie ośmieli się posmakować, a Darcy lepiej nie mówić bo czeka cię długi i wyczerpujący wykład o tym jakie to nieetyczne - mruknął po czym zgodził się z nią co do języka. - Nie do końca kumam jak wgląd we wspomnienia ci to ułatwia... przecież nie dasz rady z nich nauczyć się języka, nie wiedząc o czym gadają - zauważył patrząc po niej z zaciekawieniem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  48. Gave pokiwał głową na ten cały wywód co do mięsa Mosertów. Sam nie rozumiał tej całej czci dla Parabellum. Zwłaszcza, że rodzeństwo Parabellum zdawało się być przeciętne, na domiar złego posiadało manię wielkości. Wyżej srali niż dupę mieli i często wykazywali się irracjonalnością. No, może wyjątkiem była Morgana, ale ona została już spacyfikowana. Przesiąkła smrodem Grandsandów za bardzo. Toteż jej nie doliczał do Parabellum, mimo że ewidentnie do tej grupy należała. 
    - Nie wiem, czy robią sobie prowokację czy też nie, ale widziałem że Moserty to tu wcale nie jest rzadkość. Darcy mi opowiadała o wielu hodowlach. Nie są to zwierzęta, którym grozi wyginięcie. Porównałbym ich liczebność do kangurów w Australii, a jak wiadomo kangury to tam szkodniki - odchrząknął. - Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby okazało się że jednak nie jest to prowokacja a prawdziwe mięso, bo takiego Moserta łatwo tu znaleźć - wzruszył ramionami i dopił do końca swojego drinka, by ostatecznie wstać nieco chwiejnie na równe nogi. - Mhm...  to dobry sposób - skomentował. - Ale ja mam lepszy. Przygrucham sobie panienkę - puścił do niej oczko. - I nauczę tego języka ulicy. To wcale nie takie trudne - skomentował, po czym uśmiechnął się pod nosem. Właściwie to plan już wprowadzał w życie. Może nie z przygruchiwaniem panienek, ale z językiem ulicy i owszem. Najłatwiej było podejść do dzieci, a jemu zwyczajnie rozmowa z dzieciakami wychodziła najlepiej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  49. Darcy słuchała przemyśleń Akane z uwagą. To wszystko tylko potwierdzało jej własne przypuszczenia i wcale nie była z tego jakoś specjalnie zadowolona. Teorie spinały się w logiczną całość, która wcale nie była w żaden sposób pokrzepiająca.
    — Tak, a naczynie z własną wolą łatwo się buntuje, a wtedy łatwo naruszyć rytuały, ryzyko że coś się poważnie spierdoli jest ogromne a to co może się stać… cóż… w rozdziale są różne teorie. Może w ogóle im się nie udać, ale może też być jeszcze inaczej — zastanowiła się. Uśmiechnęła się zaraz pokrzepiająco do An.
    — W każdym razie pustej Akane nie dostaną, to mamy zapewnione, prawda? Nie oddamy Cię, nikt nie odda — zapewniła ją. Zaśmiała się na pobieranie opłat.
    — Och… a po rodzinie i znajomości będzie taniej czy drożej? Będę musiała przemyśleć czy mnie na to stać — odpowiedziała równie żartobliwie co granatowłosa. Zaraz zastanowiła się chwilę.
    — Aktualnie moje zmęczenie jest też powodowane tym, że używam więcej energii niż powinnam. Uczę się tego balansu od nowa, będę przez jakiś czas bardziej zmęczona niestety. Staram się też tworzyć to perfekcyjnie, bez kreślenia run, tylko wizualizować je od razu w głowie i przekładać na żywca, w walce to mi się przyda, bo run kreślić co do zasady nie muszę dzięki treningom, chociaż to bardziej wyczerpuje na ten czas. Niemniej chcę mieć kontrolę na poziomie rodziców czy Ashana, wiem, że to jest do zrobienia, medytacje też w tym pomagają — wyjaśniła, wstając na równe nogi. Zaśmiała się po raz kolejny. — Nie wiem czym jest taki klocek lego, ale zastygnięta lawa nie musi boleć jeśli ma owalny kształt — uśmiechnęła się do niej. — Ale pewnie, chodźmy na zewnątrz, ja będę robić szkielet pod barięrę, na zewnątrz też może sprawdzimy czy damy radę zrobić barierę, która będzie się bronić? Co Ty na to? — zaproponowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  50. Ashan przytaknął. Tak, władza miała tutaj zdecydowanie większy sens. Wypuścił powietrze ustami.
    — Poprzednia władza narobiła sporo gówna. Jeszcze wiele lat minie zanim wszystko zostanie naprawione, zmienione — przyznał. — Ale im dalej w czasie tym będzie łatwiej mam nadzieję — dodał. Mimo wszystko nowe pokolenia były już wychowywane w inny sposób. — Zmiany nadejdą, lepsze czy gorsze, jeszcze się okaże, ale całe Mathyr jest teraz na etapie, gdzie stare myślenie w jakiś sposób pęknie i ewoluuje w inny sposób — dodał. I argarskie i mathyrskie i phyońskie książki historyczne wskazywały, że po wielkich wydarzeniach zawsze mentalność jakoś się zmieniała. Liczył, że po tej wojnie innym otworzą się klapki na oczach.
    — Taa… rasizm to chyba jakiś fetysz nie tylko na tym świecie — wyjął papierosa z kieszeni, żeby go odpalić. — Tyle pierdolą o czystości krwi a i tak zawiązują sojusze z innymi gatunkami, bo sami jednak są za słabi. Izolacja zawsze prowadzi do osłabienia. Oby zauważyli swoją hipokryzję. Sama masz potencjał, żeby się do tego przyczynić — zerknął na Akane.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  51. Gave spojrzał po niej i pokiwał lekko głową.
    - No dobra, ale mi się wydaje, że jest ich więcej niż naszych koni. Przynajmniej jeśli policzysz sobie Mosert na mieszkańca danej krainy - powiedział. - Liczba Mosertów przypadająca na jednego mieszkańca będzie większa niż koni. Jasne, jest to związane z liczebnością kraju, ale mimo wszystko Moserty wypadają korzystniej niż konie. W sensie liczebności - dokończył swój wywód lekko chwiejąc się na nogach. Przeciągnął się mocno. - Moim zdaniem nie ma tu takich wrogich obozów - powiedział wprost. - Jest tylko złe podejście do sprawy - dorzucił ruszając do wyjścia. - A ja... - spojrzał po Akane. - ...bardzo chcę zostać członkiem złego obozu, żeby zobaczyć jak ten zły obóz widzi sprawę i... dopiero wtedy wyrobić sobie zdanie - dmuchnął sobie w grzywkę. - Bo wybacz, ale nasi kochani znajomi mają hopla, świra... zwał jak zwał, na punkcie tej drugiej strony - skomentował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  52. Ryu uśmiechnął się lekko i parsknął cichym śmiechem.
    - A przepraszam, za łatwo by było podać ci wszystko na tacy - poinformował ją z nieco figlarnym uśmiechem, po czym wzruszył ramionami. - Po prostu czasem zdaje się, że czasem patrzysz, a po prostu nie widzisz... albo decydujesz się zignorować to co dostrzegasz - skomentował tylko, nie wchodząc w większe szczegóły. Rzecz jasna, on sam miał sobie to samo do zarzucenia, gdy chodziło o jego własną osobę. Zdawał sobie z tego sprawę, czasami aż za bardzo. Zobaczenie czegoś u samego siebie było znacznie trudniejsze niż dostrzeżenie czegoś u kolegi czy koleżanki. A czymś innym było dostrzec, a czymś innym przyjąć to na klatę i coś z tym faktem robić. Wrócił myślami do niej z powrotem, gdy zadała kolejne pytania dotyczące jego dość nowej umiejętności.
    - Nie, nie... nie lekceważyłem tego co widzę - powiedział spokojnie. - Po prostu moja zdolność w pewnej chwili zaczęła zlewać się z rzeczywistością i ciężko było odróżnić to co widzę faktycznie od tego co ma się zdarzyć - mruknął spokojnie. - Pracuję nad tym, ale wiesz... chcąc rozwinąć umiejętność naturalnym jest bycie chciwym - podrapał się po głowie. - A chciwość prowadzi do tego, że chcę więcej, mocniej, lepiej - mruknął. - I to mnie jeszcze gubi - przyznał. - Ale nie bój żaby, wyrosnę z tego - rzucił ze śmiechem, a sprawę pamięci zostawił już w spokoju. Spojrzał po niej i uniósł lekko brew.
    - Wiesz, nawet jeśli są samodzielne to matki ma się jedne, zawsze będą cię potrzebować i nie każdy ma przesyt miłości jak co poniektórzy - spojrzał po niej znacząco i podrapał się po głowie. - A sprawa fryzur... cóż... jak przyjdzie jeden czy drugi bal i nie będzie umiejętności to dumę schowają w kieszeń i przybiegną po pomoc - skomentował z lekkim śmiechem. - Mam nadzieję, że przyjemnie się zaskoczysz - przyznał spokojnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  53. Gave wzruszył ramionami.
    - A ja o liczebności - odparł po prostu, bo kiedy porównał je do kangurów pasożytów miał na myśli głównie ich liczebność. Wzruszył ramionami. - Nie wykluczam, że może coś tam być, ale nie sądzę żeby było aż tak złe jak jest przedstawiane. No i dochodzą jeszcze powody danej grupy by coś takiego robić - rzucił krótko. - Wszystko zależy od punktu siedzenia - uśmiechnął się delikatnie. Obrocił się do niej na pytanie o co chodziło mu z "hoplem". Skinął głową. - Do tego nie da się z nią normalnie pogadać na ten temat, bo po prostu ma klapki na oczach. My jesteśmy zbawicielami Phyonix, a oni są be i niedobrzy... - mruknął i wzdrygnął się. - Uuu Parabellum... łaaa, super, cudowna rodzina, miodem płynąca - wywrócił oczyma. - Naprawdę nie dziwię się Bellhardom, że mają ochotę ich wybić... - przyznał spokojnie. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń

  54. Ashan zaciągnął się dymem i wypuścił go po chwili, zastanawiając się jak ubrać myśli w słowa.
    — Narobiliśmy — przyznał jej rację. — Każdy ma swoje grzechy na sumieniu, odbudowa kraju po wojnie domowej też kosztuje, dogadywanie się z innymi, prowadzenie polityki. Łatwo jest wytykać błędy stojąc obok i komentując konsekwencje, kiedy nie musisz samodzielnie tego robić. Ale tak, są rzeczy, które absolutnie nie powinny mieć miejsca — dodał jeszcze. Nie podawał co prawda konkretnych przykładów, bo szczerze nie miał zamiaru chwalić się faktem, że jego ojciec zabił kilkuletnie dziecko, kiedy stracili Morganę. Były też inne sytuacje, ale nie musiał wytykać każdego przykładu przecież. — Wszystko zweryfikuje historia, ludzie, ewentualna rewolucja. Posiadanie władzy nie jest proste, a jeśli ktoś się do niej nie pchał każda decyzja jest jeszcze trudniejsza. Można tylko się starać czynić jak najlepiej dla dobra ogółu, ale zawsze ktoś ucierpi.
    — Czas jest pojęciem względnym, dzień, tydzień, rok, stulecie - to dalej czas. Są rzeczy, którymi trzeba zajmować się teraz, które muszą poczekać, a polityka to rozległy temat, a najtrudniejsze w niej jest oddzielenie uczuć od kalkulacji i interesów — wyjaśnił swój punkt widzenia.
    — Obyśmy mieli okazję się przekonać — odparł w kwestii ewolucji myślenia. Ta zmiana była zdecydowanie ciekawa i warto będzie jej doświadczyć. Palił dalej, a na kolejne słowa uśmiechnął się półgębkiem, spoglądając na Akane.
    — Nie każdy jest zadowolony, kiedy inni rosną w siłę — mruknął. — Mówimy o Twoim potencjale, tak? Masz możliwość zmuszenia do refleksji całe tabuny ludzi za jednym razem w kilka chwil. Możesz przekazać emocje, ból - zastanów się… co by się stało, gdyby każdy z przywodóców Mathyr doświadczył tego co siedzi w głowie sąsiada? Pomogłabyś im się zjednoczyć?


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  55. Zaśmiała się lekko.
    — Yhym, a więc usługi kosmetyczne i terapia szokowa w jednym. No proszę. Ciekawe ilu klientów Ci to przyciągnie — uśmiechnęła się do niej przekornie. Nie miała tutaj niczego złego na myśli. W końcu obie teraz żartowały. Na kolejne słowa przytaknęła z kolei.
    — Jest ciężko to prawda. Aczkolwiek jestem zaskoczona tym jak łatwo przychodzi mi zrozumienie tego gdzie tego balansu potrzebuje i na czym opierają się moje zdolności. Wystarczy wsłuchać się w samą siebie, a odpowiedzi przychodzą, trzeba jedynie trenować aż wszystko nie zaskoczy. Najgorsze i tak jest latanie — odpowiedziała jej z lekkim uśmiechem na twarzy. Mimo wszystko była dumna ze swoich postępów. Słuchała jak opowiadała o klockach lego.
    — Ciekawe z czego były zrobione, skoro tak bardzo bolało — zainteresowała się. Zaprowadziła Akane na rozległy plac treningowy na świeżym powietrzu i z daleka od budynków czy innych ludzi, żeby przypadkiem nie przyciągać ciekawskiego oka czy żeby nie zrobić przypadkiem krzywdy osobom postronnym - tutaj bała się głównie o samą siebie.
    — No dobra to próbujemy od mojego szkieletu i Twojej bariery, tak?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  56. Spojrzał przed siebie, uśmiechając się nieznacznie. On osobiście nigdy nie chciał zostawać księciem. Cała odpowiedzialność jaka spoczywała na nim czy jego rodzicach czy rodzeństwie - on oddałby to komuś innemu z wielką chęcią, żeby samemu móc żyć tylko i wyłącznie dla samego siebie. Niestety było inaczej. Pokręcił głową, zaciągając się po raz kolejny.
    — Polityka to kawał skurwysyna. Nienawidzę jej i tego zbędnego pierdolenia i konwenansów — zgodził się z nią. Na kolejne słowa zaśmiał się smutno, gasząc papierosa, tylko po to, żeby wziąć kolejnego do ręki.
    — Z pewnością podejmowanie decyzji przychodzi im z większym trudem i bardziej ich niszczy. Takie osoby czują tą odpowiedzialność i konsekwencje każdej decyzji. A niestety nigdy żadną decyzją, prawem, budową czy reformą nie dogodzisz każdemu, zawsze ktoś poczuje się skrzywdzony. Założysz sierociniec? A dlaczego nie ma domu dla dorosłych? Pomożesz w znalezieniu pracy? Dlaczego muszę fizycznie pracować, kiedy Kapłanka tylko siedzi na dupie? Wspomożesz najuboższych? Dlaczego podatki idą na nierobów, którzy nie chcą sami o siebie zadbać? Skażesz zamachowca na śmierć? Okrutna władza! I uwierz mi takie słowa zawsze docierają i zostawiają po sobie jakiś ślad. Ktoś kto nie chciał władzy może sobie z tym nie poradzić, nie być przygotowanym na znoszenie różnych skarg… — zakończył swój wywód. Ten temat był dla niego zdecydowanie personalny i trudny. Ciężko było inaczej, w końcu władza i jego w jakimś stopniu aktualnie dotyczyła. Dlatego też chętnie skupił się na tym co dalej Akane miała do powiedzenia. Przysłuchiwał się wszystkiemu uważnie. Tak, to jednak robiło różnie w kwestii jej przyjaciół i to zdecydowaną.
    — Dobrze, że masz kogoś kto się troszczy. Mimo wszystko miejcie też na uwadze, że silniejszej będzie Ci się łatwiej bronić, jeśli ktoś się dowie. Osobiście nie mam zamiaru o tym rozpowiadać. Odkładając personalne zażyłości, Twoje moce są świetnym atutem, warto je trzymać z dala od wścibskiego ucha — pozwolił sobie zauważyć z zadziornym błyskiem w oku. Wierzył, że niektóre osoby miały większy potencjał do zdziałania czegoś wielkiego niż inni - niezależnie czy to przez zdolności magiczne czy inne czy samo urodzenie - warto było to wtedy pielęgnować dla własnych korzyści. Przytaknął na jej słowa.
    — Nawet jeśli zjednoczą się bez Twojej pomocy pojawią się takie głosy. Nie mówię i nie namawiam Cię do niczego. Ale jeśli chodzi o plotki i pomówienia - te zawsze będą. Bo ktoś nie przyjmie danej zmiany. Ty myśl w tym wszystkim za siebie. Poza tym sama pytałaś o potencjał. A ja właśnie taki widzę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  57. Gave skżywił się niezwykle, kiedy Akane stwierdźła, rze rozmawia z Lexi. Sam, co prawda, miał pżez pewien czas ohotę zrobić coś podobnego, ale óznał, rze kobieta nie jest w jego zasięłgu. Była kapłankom tej krainy, najwyrzszom istotom, a on? Zaledwie robakiem, nic nie znaczącym robakiem. Zresztom zamieżał wejść w to wszystko z czystom głowom, a nie z bełkotem politycznym, ktury mugł uzyskać rozmawiając z Lexi czy kimś innym.- Hm... nie powiedziałbym, rze Darcy nie widzi błęduw swojej rodziny... w końcu, po pierwsze nie pżyszli jej na pomoc, kiedy tego potżebowała. Po drógie, raz jurz prubowano jom ópolować, porwać - zaóważył. - Ona ma chopla na pónkcie Bellhardów i tylko na Bellhardów - skomentował. - Masz rację, nie ma co z niom o tym rozmawiać - pokiwał głową i pżyspieszył kroku, by pewnie wskoczyć na fontannę, znajdójącą się na placu. - A co by było, gdybym.... - zapytał Akane, po czym nabrał głębokiego wdehu w płóca i kżyknoł na cały rególator. - JA, GAMBIT KRULEWSKI, NIENAWIDZEM PARABELLUM!

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  58. Gave wzruszył ramionami.
    - A z drugiej strony jak ma postrzegać władzę? Nigdy nie była pod władaniem Bellhardów - zauważył. - Zna je tylko z opowieści, z ksiąg i historii przekazywanej z ust, a że historia wciąż żywa to może być podkoloryzowana pod Parabellum - zauważył i chlapnął wodą w Akane.
    - Płomykówka?! Weź... płomienie sobie chociaż załatw do takiej ksywy - chwycił ją za nos i ścisnął mocno. - Parabellum ssie! Wyżej srają niż dupę mają! A te ich książęta... ugh! Podaj, wytrzyj, pozamiataj!

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  59. Chłopak popatrzył po niej, opierając się wygodniej o łóżko i przymykając zaraz oczy. Nie odpowiedział już nic na temat chciwości ani Fasolek. Swoje już powiedział i nie potrzebował tego powtarzać. Skinął głową na znak, że przyjął do wiadomości, po czym uniósł powiekę by spojrzeć po Akane, gdy zadała te kilka pytań i wzruszył ramionami.
    - Szczerze mówiąc, moim planem była rozmowa z tobą, która jednocześnie jest prośbą Gava - poinformował ją. - Wycieczki krajoznawcze już tu miałem. Nie bardzo mam na nie ochotę, ale może? - spojrzał po niej i parsknął śmiechem. - Rekordy alkoholowe? Chyba zapominasz z kim rozmawiasz - zaśmiał się. - Jedno, dwa piwa i po mnie - puścił do niej oko. - Myślę, że odwiedzę Rei, zahaczę o Tonego i... no będę się zmywał. Jestem tu na nielegalu - zauważył.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  60. Widział to jak opatula się ramionami, jakby chciała obronić się przed wszystkimi. Zamykała się w swojej skorupce pod naporem tego co się jej przytrafiło, a on to rozumiał i choć odruch mówił "wstań i przytul" to przez chwilę z nim walczył. Spojrzał w sufit i milczał przez dłuższą chwilę, ale gdy zaczęła dziękować i doceniać to stwierdził, że to pierdoli. Wstał na równe nogi i ruszył w jej stronę, żeby mimo wszystko objąć ją ramionami, przytulając do siebie. Nie musiała nic mówić. Nie potrzebował żadnych słów. Rozumiał trawienie wszystkiego we własnej głowie, jak najbardziej i nie wymagał od niej wielkich zwierzeń.- Jasne, kiedy będziesz gotowa i będziesz chciała to przyjdziesz pogadać - powiedział tylko, lekko głaszcząc ją po plecach. Nic więcej, tylko tyle. Odsunął się od niej po dłuższej chwili i wypuścił ją z ramion. Parsknął śmiechem na wieść o testowaniu i skinął głową. - Cóż... Tony potrafi zarazić niebezpiecznymi zabawami - skomentował i znów przytaknął gdy wspomniała o Rei. - Oj dłuższych wakacji nie planuję - rzucił po prostu. - Mam inne rzeczy do zrobienia i jestem już umówiony na podróż - dodał. - Więc dwa dni, tyle zostaję, a potem kopnę Gava w dupę, co by mnie odstawił do Argaru - rzucił z uśmiechem. - Więc jeśli będziesz miała ochotę na jakieś zwiedzanie czy zabawę w barze to dawaj, chętnie się przejdę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  61. Przytaknęła Akane, miała rację. O wiele łatwiej było być po prostu sobą i nie przejmować się czy mogłaby faktycznie sobie na coś pozwolić, czy że coś w niej jest po prostu potworne. Była kim była i z każdym dniem czuła się coraz lepiej ze samą sobą. Uśmiechnęła się szerzej.
    — Łatwiej to prawda. Nie tłumię swoich emocji, akceptuję je i łatwiej też hamować wtedy każdą negatywną myśl. Wiedzieć, że jest, ale nie pozwalać jej definiować wszystkiego, zamiast spychać do kosza i udawać, że nie istnieje — powiedziała ze spokojem. Później zaśmiała się krótko.
    — Oj tak, błędnik jest skurwysynem — przyznała. — Do tego jeszcze skrzydła to nowe kończyny, trzeba się z nimi zaprzyjaźnić — dodała. Słuchała jak opowiada o klockach lego. Plastik brzmiał bardzo niebezpiecznie w takim razie. Aż dziw, że dawali to dzieciom do zabawy. Gdyby malec na to nadepnął to przecież płacz murowany. Kiedy były już na placu przytaknęła Akane. Podeszła dwa kroki do przodu wyciągając ręce przed siebie. Wzięła wdech, nasłuchując rytmu bicia serca.
    — Szkielet do bariery raz! — pozwoliła sobie jeszcze na żart. Po chwili pojawił się średniej wielkości okrąg z ognia o temperaturze na tyle wysokiej, że kamienne podłoże zmieniło się w lawę, którą Darcy zaczęła formować. Na pewno będzie musiała popracować nad prędkością przy tworzeniu szkieletu, żeby miało to realne zastosowanie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  62. Nie komentował tego jak radził sobie zdaniem Akane. Przytaknął jedynie, bo tak, ciężko było oddzielić prywatne uczucia od tego co powinien robić i czego się od niego oczekiwano. Starał się tym oczekiwaniom sprostać, ale “błyszczenie” to zdecydowanie coś za czym nie przepadał. O wiele bardziej wolał zostawać w cieniu tego wszystkiego. Niemniej nie chciał, aby jego rodzeństwo czuło się zmuszane do spełniania czyichkolwiek oczekiwań. Powinni mieć okazję samodzielnie wybrać swoje przeznaczenie - tak jak Morgana. Nawet jeśli u niej okoliczności były wyjątkowe, to Diego i Darcy też powinni samodzielnie określić czego chcieli od życia i za tym podążać bez martwienia się o to czy ktoś ich osądzi.
    — Ta, zdecydowanie nie chciałbym się wpierdalać bardziej w jakąkolwiek politykę. Słuchanie tego wszystkiego to jeden wielki wrzód na dupie. O wiele przyjemniej jest wtedy, kiedy to cudzy problem a nie nasz — przytaknął jej, posyłając jej nikły uśmiech. Słuchał jej dalej. Zaśmiał się nieco.
    — Jesteś pewna, że nie powiem? — zapytał z delikatnym przekąsem, patrząc bardziej zadziornie tym razem. Żartował oczywiście w tej chwili, pozwalając sobie zapomnieć o tej mniej przyjemnej części ich wspólnej dyskusji.
    — Byłaby konieczna, ale nie musi być oficjalna. Nie wszystko musi iść do wszystkich uszu, jeśli dalej jesteśmy przy stawianiu teorii. To w końcu nie jest tak, że ukrycie Twojego udziału byłoby niemożliwe. Sami przedstawiciele pewnie by nie chcieli, aby plotkowano, że najważniejsze osoby z każdego regionu dały się zmanipulować jednej dziewczynie — zauważył. Uśmiechnął się bardziej pokrzepiająco. — Czas pokaże a Ty działaj w zgodzie z własnymi przekonaniami — dodał. Nie mówił nic więcej, tylko zatrzymał swojego moserta.
    — A teraz patrz, jesteśmy przy wejściu na Morze Popiołów — wskazał ruchem głowy przed siebie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  63. Gave wywrócił oczyma i zrobił minę przedrzeźniając Akane, gdy ta tłumaczyła o tej całej sowie. Robił przy tym gesty gadającej sroki dłońmi.
    - Płomykówka ma płomień w nazwie - zauważył. - A Sowa to Sowa. Możesz być Sowa, czemu nie? - pokiwał sobie głową na swój pomysł. - Uuu Sówka się rozkręca, hu hu, hu, hu! - zahuczał niczym cówka. - Phi poliże suty? To ty myślisz, że otrzymasz taką łaskę? No weź... to nie ten numer - pokręcił głową, wyskakując z fontanny i podchodząc do pierwszego gapia. - Parabellum, zgarnia wszystko dla siebie, nam rozdając ochłapy! - powiedział mu ostro. - Widzialeś ich księżniczki? - zapytał kolejnego. - I książula? - zadał kolejne pytanie. - Toż to nadęte bufony! Ich ręce robotą nieskalane!

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  64. - Zaraz tam zapracowany - Ryu pokręcił lekko głową. - Po prostu Argar zaczyna mnie już dusić - powiedział spokojnie. Poza tym przebywanie obok Klary w danej chwili było dość bolesne. Przynajmniej dla niego. Musiał się zdystansować, choćby i na chwilę. - A że akurat mam co sprawdzać i mam Onyx pod ręką, która zna paru typów wyjętych spod prawa, którzy mogą mi pomóc to posprawdzać... - mruknął oddychając głęboko. - A przy okazji porozglądam się z Klemensem - dorzucił. - Podobno jest pewien trop, więc... połącze pożyteczne z pożytecznym i dodam szczyptę przyjemnego do tego - skomentował z uśmiechem. Zaśmiał się cicho na propozycję wyjścia większą grupą. - Jasne, czemu nie. Jeszcze Phyonix nie opanowaliśmy, trzeba by pokazać się z tej najgorszej i najgłośniejszej strony - rzucił wesoło.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  65. Uśmiechnęła się na jej słowa. Też sądziła, że z takim podejściem dobrze jej pójdzie w przyszłości, a przynajmniej lepiej. Czuła się też zdecydowanie lepiej. Przy skrzydłach odwróciła się do Akane plecami.
    — Wyrastają z pleców, w trakcie przemiany rozrywa mi skórę w tych miejscach — pokazała jej skąd wychodzi kostny szkielet — i tworzy się para czarnych skrzydeł, jakbyś połączyła skrzydła feniksa i demona — wróciła do niej przodem. — Ręce zmieniają mi się w takie szponiaste, wydłużają się, skóra porasta czarną, twardą tkanką, rosną pazury i pióra. Ogólnie nogi też stają się jak u feniksa, w zasadzie dalej uczę się motoryki jest całkiem inna niż ta, kiedy jestem w ludzkiej formie — wyjaśniła. Po stworzeniu szkieletu konstrukcja zastygła. Otworzyła oczy i wzięła wdech. Zastanowiła się przez dłuższą chwilę nad słowami Akane oglądając uważnie swój twór. Ostatnio połączyły to na runie, którą stworzyła z krwi. Tutaj jednak lawa zastępowała jej krew, a lawy An dotknąć nie mogła. Z kolei ona nie była w stanie korzystać z run Latrala. Czekanie było z kolei bez sensu miały zrobić tą barierę w miarę szybko.
    — Ile zajmuje Ci zrobienie takiej runy, tak aby była trwała i miała swoje właściwości? — zapytała. — Też mam pewien plan, na początku będzie więcej kroków, ale na późniejsze bariery będzie łatwiej. Masz medalik, który Ci dałam na święta? — dodała kolejne pytanie. — Do tego muszę się jeszcze przygotować. Daj mi chwilkę — poprosiła, po czym odsunęła się na kilka kroków, aby przemienić się w swoją formę fenalis. Jej ciało na jakiś czas spowiło ogień, zasłaniając wszystko. Było słychać dźwięk łamanych i formowanych na nowo kości. Po chwili z płomieni ukazała się Darcy w swojej zmienionej postaci.
    — Mogę połączyć Twoją runę z moją ochroną, następnie przygotować ją do tego, żeby nałożyła się automatycznie, ale Ty musisz ją aktywować. Fuzja run jest możliwa, ale każdą trzeba przygotować na stałe zanim się wszystko… hm… zapisze w mojej życiowej energii i manie. Moja lawa rozpozna wtedy Twoją esencję, ale tylko Twoją, więc jeśli będziesz miała jakąś runę od innej Latrala na jakimś materiale to i tak spłonie — wyjaśniła, składając ręce jak do modlitwy. Lawowe linie na jej ciele zaczęły jakby płynąć w stronę jej rąk, a kiedy rozłożyła dłonie między nimi znajdowała się wibrująca kula z lawy emanująca ciepłem i, przynajmniej dla Darcy, życiodajną energią. --- Czytałam sporo o runach i fuzjach, kiedy chciałam się dowidzieć czegoś dla Ciebie o Latrala, można to też na inne sposoby wykorzystać, prawda? --- uśmiechnęła się do niej.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  66. Odwzajemnił jej uśmiech, śmiejąc się przy tym cicho pod nosem. Pokręcił głową i zaciągnął się po raz kolejny papierosem.
    — Brzmi jak wyzwanie. Jesteś taka pewna swego? — odbił piłeczkę. Słuchał co mówi i miał wrażenie, że mimo, że on teraz rzucił taką propozycją myślała już kilka razy nad takim rozwiązaniem sytuacji. Ciężko byłoby się dziwić. Z takimi zdolnościami raczej łatwo przychodzi coś takiego do głowy. Przytaknął jej ostatecznie ruchem głowy.
    — Spokojnie. To była tylko teoria. Z pewnością nie zachęcam Cię żebyś to robiła. Jedynie teoretyzuję. Przede wszystkim nie powinnaś się narażać. Lepiej działać na mniejszą skalę. Mówiłaś, że chcesz szkolić w przyszłości. Do tego też masz niezły potencjał i nie musisz na nikogo wpływać. Wyczuwasz emocje prawda? Z tym będzie Ci łatwiej znaleźć odpowiednie podejście do swoich uczniów, co zrobi z Ciebie lepszą mentorkę. Nie musisz działać wśród koronowanych głów. Słyszałem też przed wojną jak podróżowałem trochę kilka plotek o Słowiku, zrobiłaś sobie sławę i zapadłaś w pamięci. Dobra renoma też zrobi dobrze dla Argaru, jeśli już chcesz w jakiś sposób pomóc — wyjaśnił swoje własne myśli, starając się przy tym brzmieć w miarę pokrzepiająco. Pokręcił głową. — Bądź przede wszystkim otwarta na własną intuicję i bądź pewna własnych myśli. Zazwyczaj to jest nasz najlepszy doradca — doradził jej.
    Morze Popiołów było bezapelacyjnie widokiem wartym zapamiętania. Sam czuł wagę tego miejsca. Widział po szkle, szarych terenach ile osób oddało tutaj życie za to w co wierzyło - niezależnie od strony, po której walczyli. Do dzisiaj dało się wyczuć ciepło feniksowego, żywego ognia, który na zawsze przemienił to miejsce. Nie mówił nic teraz do Akane.Miejsce najwidoczniej mocno na nią oddziałowywało. On w tym czasie postanowił się pomodlić, podziękować umarłym za ich ofiarę i obiecać, że przyszłe pokolenia postarają się, aby nie poszła na marne.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  67. Nie odpowiedział jej już nic w kwestii sprawdzania. Być może to sprawdzi, ale uznał, że zostawi to Akane na ewentualną słodką niespodziankę, jeśli faktycznie się zdecyduje. W ogóle się w zasadzie już nie odzywał, bo nie widział większego sensu. Wyjaśnili sobie wszystko co było koniecznie do tego, aby nie było żadnego nieporozumienia. Zresztą i tak byli już na miejscu. Pozwolił granatowłosej skupić się na widokach w trakcie własnej modlitwy. Nie miał się za religijnego co prawda, zresztą w Phyonix religia nie była zbyt rozbudowana. Mimo wszystko chciał oddać cześć poległym. Zasłużyli na to. Kiedy skończył otworzył oczy i wrócił wzrokiem do dziewczyny, a ta zaraz zalała go garstką pytań.
    — To zależy o co pytasz. Wierzymy, że ktoś stworzył wszystko i wszystkich, że jakiś Stwórca istnieje, ale kto nim jest - nie wiadomo. Wierzymy też w różne właściwości i siłę ognia, ale nie ma na to specjalnej nazwy. Wierzymy też, że wszyscy trafiamy potem w coś co jest… hm… lustrzanym odbiciem Phyonix. Poza wyjątkowymi zjebanymi psycholami, którzy zasługują na potępienie, ale to jest rozstrzygane po śmierci, więc nie wiadomo do końca. Widziałem piekło na własne oczy, dusze, które tam trafią można powiedzieć, że trafiły na własne życzenie. Demon nie może wziąć do siebie duszy, która nie jest związana cyrografem, albo Śmierć osobiście nie odeśle tam kogoś, ale w tym drugim przypadku demony nie mają kontroli, mogą jedynie torturować. Nie każdy odradza się z popiołów. Nie każdy też tego chce. Można tego dokonać tylko w formie ognistego ptaka pod pewnymi warunkami. Najważniejszy jest czas jaki się spędziło w tej formie. Nie możesz przed śmiercią po prostu się w niego zmienić i odrodzić. Odradzasz się też jako ognisty ptak. Jeszcze jakieś pytania? — zakończył swój wywód pytaniem. Faktycznie byli na dość ważnym cmentarzu. Większość poległych tutaj właśnie spłonęła, często do popiołu w trakcie walk. Popioły poległych może nie były wszędzie, były chronione, ale flora, fauna również została zniszczona, a piasek przybrał żałobną barwę, albo zmienił się w góry ze szkła.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  68. Darcy zaśmiała się lekko i przytaknęła głową.
    — Boli, oczywiście, że boli, ale jestem przyzwyczajona do bólu przez wiele czynników, poza tym w trakcie przemiany ogień to trochę wygłusza w pewnym sensie. To taki ból… jakbyś się wykluwała, rodziła na nowo można powiedzieć, więc idzie to znieść jak się przyzwyczaić — wyjaśniła, uśmiechając się do niej. — Chodzę. Daję radę, chociaż z początku to było dość pokraczne i trudne, nie tak jak latanie i kontrolowanie skrzydeł, ale do wszystkiego trzeba się od nowa przyzwyczaić — wyjaśniła. Osobiście nie traktowała nigdy przemieniania się jako coś wyjątkowo, przynajmniej odkąd ją odkryła. O wiele łatwiej było korzystać wtedy z własnych talentów, toteż lubiła tą opcję. Poza tym chciała jak najszybciej ogarnąć każdy aspekt swojej formy fenalis. Słuchała, kiedy Akane opowiadała o swoich runach z uwagą. To brzmiało bardzo ciekawie, a przy okazji otwierało jej furtkę, potwierdzało teorię na realizację pomysłu. Była przekonana, że dadzą radę szybko ogarnąć w ten sposób runy i barierę.
    — Jak z każdego tutaj — zaśmiała się do Akane. — Spokojnie nie zrobię Ci krzywdy moim ciałem — zapewniła ją, odsuwając przy tym powoli skrzydła, tak aby ułożyły się całkowicie za jej plecami, co by faktycznie nie smagnąć żadnym gorącym piórem kuzynki.
    — Świetnie — skomentowała sprawę medaliku — Daj mi go na widok, złap i się skup na tym, że mój ogień jest Ci przyjazny — poprosiła samej wyciągając pazur w stronę medalika. Na jego rewersie wypaliła się runa ochronna, którą Darcy wcześniej pokazywała Akane. — Teraz możesz mnie dotykać i mojego ognia czy lawy — wyjaśniła, wyciągając ku niej rękę. — Myślę o uformowaniu wspólnej runy z mojej mocy na Twoją barierę, jeśli będziesz miała ją przy sobie będę mogła od razu zrobić szkielet, który będzie nasycony Twoją barierą. Wtedy wystarczy, że ją aktywujesz i obie powinniśmy móc nadawać jej dodatkowe właściwości. Tak to przynajmniej powinno działać z tego co wyczytałam. Ale ten kamień z runą… no na zawsze będzie nowym kamykiem, musiałabyś go poświęcić do badań.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  69. — Mamy czas teoretycznie, jeśli okolica Cię nie odstrasza — odpowiedział spokojnie. On osobiście lubił to miejsce - miało swoją wyjątkową atmosferę, a widok nawet jeśli po części smutny, był po prostu majestatyczny.
    — Nie wiem na ile dam radę odpowiedzieć, zależy ile ta Twoja ciekawość będzie chciała wygrzebać — zaznaczył jeszcze. Wyglądała przez chwilę jak dziecko, które zobaczyło coś niesamowicie ciekawego, aż oczy jej świeciły. Uśmiechnął się na ten widok lekko.
    — Popioły umarłych są odgrodzone, widzisz te bardziej… finezyjne wypukłości ze szkła? W tych miejscach starano się zamknąć popioły. Nie wiem czy miejsce jest święte, ale to dość ważna okolica, otoczona szacunkiem, więc nie skacz tutaj z radości czy ekscytacji. Mimo wszystko wiele osób tutaj straciło życie. Nawet ja nie szydzę ze zmarłych… aż tak bardzo. Zwłaszcza, że tutaj zginęli zwykli ludzie oraz wojownicy, którzy w większości po prostu wykonywali polecenia, walczyli o to w co wierzyli, a nie o wygodny tron — objaśnił. Sam już jakiś czas temu zszedł ze swojego moserta. Przykucnął przy piasku, biorąc w palce jego garść. — Piach jest szary od popiołów flory, fauny, ubrań, zgliszczy, w trakcie rewolucji uznano, że nie ma co niszczyć miasta do ziemii, więc bitwy odbywały się na terenach niezamieszkanych, dzikich — dodał.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  70. Przyzwyczajona do bólu była nie tylko przez niewolę - treningi z braćmi oraz rodzicami gdy ciągle dostawała w ciry czy samookaleczanie, przez większość życia, aby użyć swoich talentów też się do tego bardzo mocno przyczyniły. Nie było to porównywalne z łamaniem kości, ale umiała nie krzyczeć z bólu, zagryźć zęby i to znieść. Poza tym sama transformacja jak mówiła miała swoje zdolności łagodzące. Zaśmiała się lekko na słowa Akane.
    — Myślę, że i tak przylegnie jak tylko zobaczą mnie w tej formie, wątpię, żeby moja gorąca osobowość ich przed tym powstrzymała — powiedziała żartobliwie. Nie spodziewała się po nich niczego innego. Ponownie prychnęła śmiechem. A potem na myśl, że to musi wyglądać całkiem komicznie, kiedy w tej formie cały czas się tak chichra.
    — Zawsze jest odpowiedni czas na macanki podobno — odpowiedziała Akane równie poważnym tonem co ona. Sama uśmiechnęła się szerzej, widząc, że kuzynka jest w pełni bezpieczna jeśli chodziło o jej zdolności. Była pewna, że zadziała, inaczej by tego nie zaproponowała, mimo wszystko i tak dobrze było to widzieć na własne oczy. Magia zdecydowanie była bardzo przydatna, tym bardziej jeśli potrafiło się ją mądrze wykorzystać. Wysłuchała kolejnych słów Akane.
    — Możemy popracować wspólnie nad takim kamieniem, żeby mieć pewność, że wytrzyma, do tego czasu mam inną propozycję — powiedziała. Przyklęknęła na ziemii tworząc nowy szkielet, a raczej przebudowując aktualny, tak aby część bariery była tuż pod ich nogami. Zrobiła tam odpowiednie miejsce na runę, którą można było schować bezpiecznie i zabrała całe ciepło z tego miejsca — Możemy robić krawędź bariery przy nas ze slotem na umieszczenie Twojego kamienia w bezpieczne miejsce, ta część będzie bez ciepła, ale dalej z tego samego budulca i połączona z barierą, myślisz, że dasz radę wtedy aktywować barierę? Dopóki nie mamy odpornego kamienia możemy zabezpieczać aktualny i tworzyć barierę bardziej obok nas, jak to dopracujemy, będziemy mogły tworzyć ochronę z większej odległości.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  71. — Nie widziałem, Darcy tylko opowiadała, że są całkiem interesujące — odpowiedział jej. Co prawda siostra użyła innych słów i w większej ilości, ale sam nie miał zamiaru oceniać, dopóki nie zobaczy na własne oczy. Przynajmniej w stu procentach. Znał gusta siostry i wierzył, że mogą mieć całkiem mroczny wydźwięk. — Chętnie sam zobaczę jak bardzo by pasowały — przyznał szczerze. Pokręcił głową.
    — Z tego co mi wiadomo, to zawsze wierzono w to lustrzane odbicie. Palavasielumaa, tak na to mówimy, czyli kraina płonącej duszy. Podobno jeszcze przed przybyciem tutaj feniksy, które zdecydowały się nie odrodzić tam trafiały. W zasadzie nasza kraina jest bardziej jej odbiciem, bo została ustabilizowana, aby nie zająć się płomieniami i rzekami lawy, wnieść w nią życie. Palavasielumaa jest podobna, ale nie ma końca, wszyscy możemy tam się spotkać po śmierci, nie brakuje miejsca, nie znasz głodu, zimna, jesteś nieśmiertelnym duchem. Dzięki Gavovi wiemy, że duchy faktycznie istnieją, więc to miejsce też może być jak najbardziej realne. No ale przekonamy się po śmierci — wyjaśnił tą kwestię. Swoją drogą był ciekawy co rodzice zrobią po śmierci. Matka w końcu umrze ze starości, a ojciec pewnie nie będzie chciał jej duszy zostawić, był ciekaw czy jakoś się do niej dostanie. Zaśmiał się cicho na kolejne pytanie.
    — Bo byłem zagrożeniem dla wszystkich łącznie ze sobą. Moja klątwa aktywowała się samoistnie, niszczyłem wszystko… na ile opętane przez demony dziecko jest w stanie coś zniszczyć w ognioodpornej krainie, ale jednak. Ojciec potrzebował miejsca, gdzie może bezpiecznie nauczyć mnie trzymać klątwę w ryzach, zapieczętować ją, żeby było ciężej ją uaktywnić i upewnić się, że sam tego nie zrobię, ani nikt inny nie wyciągnie po mnie łap jak po niego — powiedział, ściągając górną część garderoby, podwinął też spodnie. Pokazał swoje plecy i nogi. — Ta klątwa sprawia, że jest się potężnym, prawie niezwyciężonym pośród najsilniejszych demonów, ale nie masz własnej woli - to inne demony władają Twoim umysłem. Idealne narzędzie do wykorzystania. W piekle mogłem nauczyć się kontrolować swoje moce nie robiąc nikomu krzywdy, przy okazji tata jasno zaznaczył, że nikt z Piekła ma nie mieszać się w sprawy jego rodziny. Nie znaczy, że nie próbują dalej na nikogo wpłynąć, klątwa i krew ojca daje dostęp do ciekawych zdolności — dodał, po czym ubrał się z powrotem. — Teraz nie da się jej aktywować. Nie jestem zagrożeniem dla swoich bliskich — zakończył swój wywód w kwestii piekła. Pokazał Akane szary piach zmieszany z popiołami.
    — Część popiołów feniksow emanuje swojego rodzaju ciepłem, to co nie spłonęło do cna z ich szczątków też spopielono, to co dało się odróżnić zostało zamknięte, pochowane na ich cześć, niezależnie od strony po jakiej walczyli. Ma to też wartość symboliczną, nie każdy popiół dało się oddzielić. Trzewia, serce, to skąd pochodzi ogień zostawia po sobie ślad, który jesteśmy w stanie wyczuć — objaśnił. Kiedy zapytała o gest przesunął dłonią po piasku.
    — Jest kilka sposobów. Możesz zostawić broń, jako symbol, że będziesz bronić pamięci o nich — wskazał miejsce, gdzie różne ostrza, strzały, łuki były powbijane — Możesz też pomodlić się za nich i nałożyć popiół na czoło i przy piersi, na znak, że będziesz nosić pamięć o ich poświęceniu i jesteś wdzięczna, że przyszłość, która dzięki nim powstała. Kontrolując ogień, można podejść do szklanej urny i przekazać część swojego ciepła, wygasić się na chwilę. Możesz to porównać do zwykłej minuty ciszy — wyjaśnił różne metody, które tutaj praktykowano.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  72. — Przyniesiesz jakiś, hm? Mogę założyć, że dostanę na pamiątkę? — zapytał, uśmiechając się
    Ashan przy tym zaczepnie. Nasuwało się to na myśl, skoro mówiła o tym, że weźmie ze sobą jakiś, zamiast po prostu szkicownika. Przytaknął na kolejne słowa, nie komentując już tego w żaden specjalny sposób. Miała rację, pozostawało mieć nadzieję, że istnieje lepsze miejsce. A on wolał przekonać się o tym osobiście, gdy przyjdzie na to czas, zamiast gonić za odpowiedziami.
    — Nie — zaprzeczył — Wiem. To taka sama klątwa jak u ojca. Ale wiem, że się nie uaktywni. Jest powiązana z moimi emocjami, poczuciem przynależności do świata i tego, że chcę być jego częścią, jednostką, której na czymś zależy. Wiem, że to jak patrzę na te elementy się nie zmieni, więc nie zakładam, że wróci. Gdyby wróciła — podrapał się w tył głowy. — Cóż, tym też się zajęliśmy, aby konkretne osoby mogły przejąć tą kontrolę, ktoś kto mógłby to potem odbudować — wyjaśnił. Nie zareagował, kiedy zaczęła wodzić palcem po jego plecach nie zareagował. Nie pierwszy raz ktoś był zainteresowany jego tatuażami, więc zdążył się przyzwyczaić, nawet jeśli zazwyczaj bywało to w innych okolicznościach. Tylko teraz to i tak byłaby jego wina przecież. Sam jej to pokazał. Zaśmiał się na kolejne słowa.
    — Zdaję sobie sprawę. Każdy ma różne skojarzenia, nie wnikam w cudzą interpretację, dla mnie jest ważne co to dla mnie znaczy — odpowiedział już ubrany. Uśmiechnął się do niej delikatnie, pokrzepiająco, co by nie miała do siebie pretensji, że jakoś go uraziła. Nie rozwodził się też na ten temat dodatkowo. Piekło nie było najprzyjemniejszym miejscem, w którym był, zdecydowanie najgorszym, ale miał ojca, nie był sam, więc przetrwał, zwłaszcza, że nie miał za bardzo innego wyboru.
    — To tylko część ich popiołów, nie wszystkie, część popiołów została pochowana ku ich czci, na pamiątkę, aby nie zapomnieć, zostawić nam miejsce, w którym możemy czuć dalej ich obecność. Feniksy, nasz ogień, nasza dusza jest wolna niezależnie od tego co zrobimy z popiołem, większość jest rozsypywana, robimy z nią czego chce dana jednostka, ale garstkę tych popiołów się chowa dla upamiętnienia. W Phyonix jest też taki cmentarz. Feniksy też chcą odwiedzić miejsca, gdzie mogą dalej porozmawiać z kimś kogo już tutaj nie ma, w ten sposób można zachować ich pamięć w namacalny sposób — objaśnił nieco z rytuałów pogrzebowych Phyonix. Spojrzał na kwiat, który zrobiła, uśmiechając się przy tym nostalgicznie.
    — To oryginalny i ciekawy pomysł, nie mam nic przeciwko. Najwyżej pójdzie na mnie — przytaknął. — A jeśli chcesz, żeby Twoja cząstka została tutaj na zawsze, mogę zrobić z tego piaskowe szkło, będzie fioletowe i nigdy nie zniknie, inni będą mogli wspominać Akane, która tak bardzo zachwycała się Phyonix przez wieki — zaproponował. — Chociażby Twój bratanek, jego przyszłe rodzeństwo, Twoje córki, jeśli im się spodoba - zawsze będą mieli tutaj ślad po Tobie i po tym jak okazujesz szacunek poległym w walce o własne przekonania — dodał jeszcze. Cóż, wyszło mu to nieco poetycko, filozoficznie. Pokręcił głową z przepraszającym uśmiechem. To chyba nie była dobra chwila na takie dywagacje.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  73. Zaśmiała się i zaprzeczyła ruchem głowy.
    — Bardzo doświadczona w słuchaniu zbyt głośnych kochanków — odpowiedziała, uśmiechając się wymownie, kątem oka, patrząc na komnatę Grimy i Tonego - Ci zwłaszcza w drodze do Azylu dali się dość mocno we znaki ze swoimi macankami, bo doskonale słyszała większość tych przypadków. — A wnioski nasuwają się same, nie słyszałam wtedy żadnego “o nie, nie rób, przestań, mamy widownię” — zaśmiała się, udając zawstydzony głos. Takie zawstydzenie akurat o wiele bardziej pasowałoby do niej. Nie wyobrażała sobie, żeby dać się wymownie dotykać, kiedy ktoś patrzy. Przytaknęła jej.
    — No tak, popracować nad kamieniem, poszukać dobrego materiału, Ty znasz się na robieniu run w kamieniu, ja się znam na tym co topnieje od ognia, razem mamy wszystko — wyjaśniła. — Wybacz, czasami mówię szybciej niż myślę, albo mówię o czymś, kiedy myślami mam już dalszy wątek w głowie i wychodzi mało zrozumiale — dodała zaraz. Dalej miała problem z prędkością. Zaśmiała się na jej słowa. Ponownie przytaknęła. No tak. Była dość szybka w tej kwestii. Zagryzła wargę.
    — Jestem strasznie podekscytowana trenowaniem mocy, postaram się hamować — obiecała jej. Miała nadzieję, że faktycznie się uda, ale nie mogła dać sobie ręki uciąć, że od razu będzie perfekcyjnie działać w tym temacie. Zastanowiła się nad jej słowami przez chwilę.
    — Tylko mój kamień to dalej… coś co zrobiłam z tego samego budulca, byłam pewna, że będzie się dalej łączyć. Ale skoro w Twojej głowie to działa inaczej to na większej spróbujmy nakreślenia Twojej runy. Potem sprawdzimy jak działa kładzenie kamienia na kamieniu. Mimo wszystko w łączeniu magii ważna jest wizualizacja, jeśli któraś z nas nie wierzy, że to możliwe, to z pewnością się nie uda. Zwłaszcza, że z tego co kojarzę Ty też musisz mieć odpowiednią intencję, prawda? Powinnaś być jej chyba pewna, czy nie? — zapytała jeszcze. Tym razem rączki trzymała przy sobie i nie robiła żadnych gwałtownych ruchów i już nie tworzyła z siebie żadnej lawy ani płomieni.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  74. — Wygodna wymówka — odpowiedział, posyłając jej identyczny zadziorny wyraz twarzy. — Sama uznaj co wolisz za lepsze i wygodniejsze, to Twoja głowa i Twoja otchłań, zastanów się czy chcesz się nią dzielić — dodał już nieco poważniej, chociaż dalej z zaczepnym tonem. Nie zamierzał wchodzić z butami w to co się u niej kłębiło, ale jej słowa aż się prosiły o odpowiedź. W temacie klątwy już się dalej nie rozpowiadał, powiedział i tak już bardzo dużo na ten temat - w zasadzie wszystko co było do powiedzenia i miała jakąś wartość informacyjną dla Akane. Nie musiała też wiedzieć, kto ewentualnie miałby dostęp do kontrolowania jego samego. Nie czuł, aby potrzebowała tej wiedzy. Nie było to też coś z czym sam chciałby się dzielić. To już była bardzo intymna informacja. W końcu chodziło o jego własną niezależność. Przytaknął jej kolejne wypowiedzi. Bo tak, własna interpretacja była najistotniejsza dla danej jednostki. Ciężko też było zmienić pierwsze wrażenie, jeśli ktoś się na nie uparł, więc jeśli komuś nie zależało na tym, aby myślał jak on nie było większego sensu rozdrabniać tematu. Z kolei co do rytuału też ceniono sobie tutaj niezależność, zwłaszcza po latach niewoli, gdzie każdy był zmuszany do egzystencji w jednej formie. Teraz decydowanie o samym sobie było ważną częścią odbudowywania tego miejsca.
    — Autonomia jest ważna dla feniksów, zwłaszcza po zakończeniu rewolucji. Mimo wszystko myślę, że każdy może zrozumieć to, że czasami każdy chce poczuć obecność kogoś kto stracił. Ciężko znaleźć kogoś, po kim nikt nie zapłacze. Uważam to za dobry kompromis. Poza tym dzięki temu cmentarz nie zajmuje aż tyle miejsca, skoro to tylko garść — odparł, po czym zmrużył jedno oko, obserwując reakcję Akane. Mimo wszystko wymknął mu się z ust dość specyficzny żart. Zwłaszcza tutaj. Chwilę później czekał w ciszy obserwując jak tworzy lilię. Wyglądała naprawdę ładnie, kolor może i wyróżniał się w tym miejscu, tak Morze Popiołów było na tyle duże, że nie zrobi to ostatecznie większej różnicy. Ułożył rozłożone dłonie pomiędzy stworzonym kwiatem. Jego ognie spowił subtelnie wyglądający, lecz niezwykle gorący płomień. Zaczął nucić pod nosem, wypalając piasek, który powoli zmieniał się w szklaną rzeźbę. Starał się robić to w taki sposób, aby mimo wszystko w środku zostały zrobiony piasku, dostosował też temperaturę tak, aby kolor dalej mienił się typowym dla Akane fioletem.
    — Iskra życia płonie w huczącym ogniu tego świata.
    Wszyscy jesteśmy nią związani przez wszystkie nasze śmiertelne lata.
    A przecież ogień spala całe życie, pozostawiając po nim ledwie garstkę popiołu.
    Lecz duch wędruje dalej, niesiony pieśnią przodków pośród żywiołu.

    Bębny dudnią pod stopami, noc rozdziera złoty płomień,
    A popiół tańczy z wiatrem, jakby jeszcze pamiętał dłonie.
    Śpiewaj cicho, śpiewaj smutno, nim zgaśnie ostatnia łuna —
    Oni wszyscy spotkają się na Palavasielumaa, gdzie nigdy nie gaśnie ogień. — śpiewał w tym czasie ojczystą pieśń pożegnalną, samemu chcąc w ten sposób oddać jeszcze raz szacunek poległym.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  75. Faktycznie był dzisiaj wyjątkowo zaczepny. Być może to przez towarzystwo, które w odpowiedni sposób reagowało na jego jakże wyjątkowe poczucie humoru. Mimo wszystko to zdarzało się dosyć rzadko wykluczając rodzinę czy pewną uroczą piratkę. Nie odpowiedział jednak nic więcej poza szelmowskim uśmiechem na jej słowa i lekkim wzruszeniem ramion. Oj tak, już widział tą swoją niepewność. Bardziej był zwyczajnie ciekawy jakie obrazki faktycznie tworzy. Był też pod wrażeniem jak takie wesołe dziewczyny często interesują się wyjątkowo mroczną sztuką.
    — Wszyscy mamy jakieś więzi, każdy ma prawo je upamiętnić, żadne prawo nie powinno tego zabraniać — odparł spokojnie, acz szczerze na kolejne słowa. Jego głos był w trakcie śpiewania był PRZYJEMNY DLA UCHA (XD). Nie był może wyjątkowym artystą o anielskim głosie, ale potrafił śpiewać, zdecydowanie nie fałszował, a jego niski ton nadawał się do pieśni pogrzebowych czy innych wybranych utworów. Kiedy skończył wszystko, wpatrywał się jeszcze przez chwilę w milczeniu w kwiat. Potem jednak wstał, zostawiając Akane w swoim zamyśleniu. Mężczyzna podszedł do jednej ze szklanych urn, dotknął jej i przelał w nią trochę swojego ciepła, aby na swój sposób samodzielnie oddać hołd.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  76. — Będzie trochę dalej — odparł, odwracając się w stronę Akane, kiedy skończył już swój własny rytuał. — Jedziemy w stronę Szklanych Wydm, jak wchodziliśmy do Phyonix to w trakcie podróży do miasta można było mniej więcej zobaczyć ich zarys. To taki przyczółek handlowo-wypoczynkowy. Nie zatrzymywaliśmy się tam z azylowiczami, bo zwyczajnie byłoby zbyt wielu osobom nieprzyjemnie, to na granicy lawowych terenów, mosty ze szkła, szklano-skalne budynki, stragany, kilka atrakcji, które podobno są nielegalne, ale wszyscy o nich wiemy, ale cóż, dla wielu osób “nielegalne” dodaje dreszczyku emocji i wzmacnia handel — wyjaśnił. Szedł w tym czasie razem z Akane w stronę mosertów. — Jak Ci się nie widzą gorętsze okolice to daj znać, będzie zdecydowanie cieplej niż tutaj czy na polowaniu — ostrzegł ją jeszcze.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  77. Darcy uśmiechnęła się niewinnie, wzruszając przy tym ramionami. Osobiście uważała, że robiła w tym temacie postępy.
    —- Wiesz, wcześniej w ogóle nie reagowałam na seks, nie grzał mnie ani nie mierził, potem zaczęłam sobie wyobrażać różne sytuacje jak się bardziej emocjonalnie na takie myśli odblokowałam i muszę do tego przywyknąć, najgorsze reakcje nałożyły mi się na największe problemy z moją własną tożsamością. Pracuje nad tym co prawda, ale nie sądzę, żeby dziewictwo i nieśmiałość miało akurat dużo wspólnego z tym, że lubię Tonemu i Grimie wypomnieć, że mają bardzo dużą chuć. Uważam, że to na swój sposób urocze. I zasługuje na komentarz, skoro oni sami komentują mój brak doświadczenia — wyjaśniła Akane. Nie uważała, żeby kuzynka ją oskarżała, mimo wszystko nie czuła się w tym w pełni dziecinna. Oczywiście, że w większości właśnie takie były jej reakcje. Jednak część z nich to raczej głupie żarty, które bawiły tylko ją - a do takich niestety miała słabość i nie zapowiadało się na to, aby miała się tego pozbyć. Poza tym różnice kulturowe też swoje robiły. O ile nikt za bardzo w Phyonix nie patrzył na status przy małżeństwie i niby też nikt nikomu do łóżka nie zaglądał to od niej wymagano jednak trochę powściągliwości. Zanim poznała resztę Argaru nikt z nią za bardzo nie dyskutował o seksie poza durnymi żartami i uświadamiającą rozmową, no bo z kim miała rozmawiać o doświadczeniach? Z rodzicami? Ze starszym bratem? No nie bardzo.
    — Muszę przywyknąć do tego jaki to luźny, nieinwazyjny otwarty temat. Za długo się pod kloszem trzymałam — dodała jeszcze na swoją obronę. — Jeśli będę przesadzać to mów, przyda mi się trochę ogłady. W jednej i drugiej sprawie — zaznaczyła jeszcze. Przytaknęła z szerszym uśmiechem w kwestii szukania kompromisów. Dla niej łączenie z kimś zdolności było nową sprawą. Wcześniej nie miała ku temu żadnych możliwości. Czytała jedynie teorię ogólną. Temat był bardzo ciekawy oraz ekscytujący, więc mogła pędzić momentami aż za bardzo. Słuchała jak Akane opowiadała o budulcach. Zdecydowanie wcześniej inaczej widziała teorie nakładania run u Latrala. U niej liczył się materiał, jeśli coś zostało nasączone runą to to już zostawało, runa była jakby wbudowana w samą strukturę budulca. Przytaknęła Akane głową. Tutaj zdecydowanie powinni pójść pod Akane, nie dało się wymusić działania czegoś co tak nie działało, musiało być zgodne z runami An, inaczej te nie będą działać a przecież nie o to im chodziło.
    — Jasne, rozumiem. Jeśli chcemy trwały efekt, to musimy Twoją runę bezpiecznie zaaplikować, tak? — sparafrazowała to co przed chwilą powiedziała granatowłosa. — Mamy ku temu już parę pomysłów. W moim przypadku każdy zadziała, więc zacznijmy od tego, który według Ciebie powinien być najbardziej trwały — zaproponowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  78. —- Nie, dla Ciebie nie. Heimeruńczykom natomiast z pewnością nie służyłby kolejny przystanek przy rzekach lawy. O ile sama nie wskoczysz przez barierki w magmę to krzywda Ci się nie stanie — wyjaśnił spokojnie, acz z lekkim uśmiechem na ustach. Niektórych z tej ferajny byłby w stanie o to posądzić.
    — To niesamowite jak jedno słowo potrafi wzbudzić większe zainteresowanie — mruknął, przytakując na słowa An.
    — Nie wiedziałem, że mieszkałaś na pustyni — powiedział. — Dlatego od Ciebie nie słuchać wiecznego marudzenia na pogodę, tak? — upewnił się. Był już tuż obok mosertów. Pogłaskał Brata po pysku i zerknął na to jak Akane radzi sobie z dosiadaniem Uqe.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  79. — A bycie demonem co ma do seksualności? — zapytała w pierwszej kolejności, bo nie widziała w tym większego związku. Tata był niewyżyty, fakt, ale tylko względem mamy, na inne niespecjalnie chciało mu się nawet patrzeć specjalnie. — U nas tańce brzucha i kuse ubrania nikogo nie zachęcają do łóżka, o ile nie dasz ewidentnie znać, że masz na to ochotę. Poza tym… będąc szczerym miałam kilka wysrywów w kwestii seksu, jak sobie od ich dźwięków zaczęłam sobie wyobrażać samą siebie… Miałam rozmowę z rodzicami, oczywiście, że miałam, ale jedno to słuchać o ptaszkach i pszczółkach jak nie umiesz się postawić w takiej sytuacji, a co innego jak stawiasz się w myślach w takiej sytuacji, w czasie, gdy każda mocniejsza emocja powoduje samozapłon. Wiedziałam od początku jak działa pożądanie i czemu inni uprawiają seks, ale nie umiałam siebie postawić w takiej sytuacji. Przez 19 lat swojego życia byłam święcie przekonana, że prędzej wejdę w aranżowane małżeństwo, bo nie umiałam się zakochać — wyjaśniła An wszystko. Nie miała pretensjonalnego tonu. Różnice kulturowe były dla niej czymś normalnym odkąd mieszkała w Argarze, a były tematy, na które ciężko było z kimś porozmawiać, więc dobrze, że wyszło samo z siebie.
    — Bardziej chciałabym wiedzieć, gdzie żart przestaje być śmieszny tylko dla mnie a staje się dziecinny — zaśmiała się, uśmiechając się przyjaźnie do Akane. — I dzięki, pewnie się przyda — dodała na koniec. Była wdzięczna, że mogła sobie z kimś ten temat na spokojnie wyjaśnić, bez żadnych ekscesów. Słuchała dalej co Akane mówiła o swoich kamieniach uważnie, przyklękając przy tym, obok szkieletu, który już był zrobiony jakiś czas temu. Kiedy Akane zdecydowała co zrobić Dar skupiła się na szkielecie, przemieniając go w lawę, poprawiła go, aby był szerszy oraz bardziej stabilny przy okazji. Oglądała tarczę z zainteresowaniem.
    — Mogłabym przyspieszyć ten proces zastygania, tak myślę, musiałabym szybciej przejmować temperaturę, byłoby to do zrobienia… możemy spróbować jeszcze raz ewentualnie — zaproponowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  80. Ashan zaśmiał się cicho pod nosem, po czym pokręcił głową.
    — Skąd wiesz, że nie będę chciał sprawdzić, czy nie ukrywasz przypadkiem odporności na skrajnie wysokie temperatury? — zapytał z przekorą w głosie. Słuchał o tym jak mieszkała w dzieciństwie na pustyni. Mimo wszystko ciało chłonęło sporo za młodu sporo przyzwyczajeń. Temperatura nie powinna być dla niej aż tak problematyczna jak dla innych. Będąc szczerym trochę dziwiło go, że sami Heimuruńczycy chcieli iść na pustynię zamiast ukrywać się przed Perunem pod wodą, tam mieliby zdecydowaną przewagę.
    — Powinnaś dać sobie radę bez większych problemów tak myślę, tam nie jest aż tak gorąco jak przy wejściu. Jeśli byśmy się bardziej otworzyli na handel poza Szklanymi Wydmami przydałaby się inna osada handlowa — odparł, drugą część mówił już bardziej do siebie. Było to coś co pewnie warto by było przedyskutować z osobami decyzyjnymi. Skoro Akane nie potrzebowała pomocy ze wsiadaniem, sam dosiadł swojego moserta i kiwnął w jej stronę.
    — Jak się czujesz z galopem? — zapytał.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  81. — Tak, tata mówił, jak niektóre stroje działają na niektórych, zgrzanych facetów, to prawda. W Argarze staram się ubierać mniej wyuzdanie. W Phyonix mimo wszystko to mój dom, chcę się ubierać zgodnie z kulturą i modą, która mi się podoba, a księżniczce nikt wprost nie powie, że mu staje od moich spódnic i dzwoneczków do tańca — uśmiechnęła się do Akane z figlarnymi ognikami w oczach. Zaraz jednak poczuła wstyd. Tak, to że reagowała w taki sposób na własne fantazje było całkiem dziecinnie.
    — W zasadzie takich reakcji chciałabym się pozbyć na stałe — odparła nieco zawstydzonym tonem. Wolałaby mimo wszystko zachowywać się bardziej dojrzale, zwłaszcza przy pewnych osobach.
    — Cóż, ja sama mam też słabość do nieśmiesznych żartów, jedno jak kogoś nie bawi i jest dla niego neutralne, ale nikomu nie chciałabym mimo wszystko niepotrzebnie czy nieumyślnie sprawić przykrości — wyjaśniła. Uśmiechnęła się nieco szerzej na oczko. Miło było mieć w innych wsparcie, którym można było się posiłkować w takich sytuacja.
    — Jasne, to dawaj go jak będziesz gotowa i liczymy czas — przytaknęła jej. Sama się też przygotowała do testów. Dotknęła szkieletu, skupiając się na nim. Pomyślała o płynącej lawie, o cieple jakie generuje. Wypuściła powietrze na magmowe skały, a te zaczęły na powrót przyjmować formę lawy. Nie rozpływała się jednak, trzymała się w kształcie szkieletu, który fenalis wcześniej uformowała. Czekała, aż Akane wrzuci kamień, a kiedy już to zrobiła, zaczęła liczyć sekundy w głowie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  82. Uniósł delikatnie brew ku górze, gdy wskazała na swoją skroń. Przyglądał się jej przez chwilę w ten sposób w milczeniu. Od początku wiedział co chciał powiedzieć, ale wyciszał w tej chwili swoje własne emocje.
    — Tym bardziej przemyśl dwa razy czy chcesz testować to skakanie do lawy — odpowiedział w końcu, pozwalając, aby kącik jego ust delikatnie drgnął. Na kolejne słowa pokręcił głową.
    — Ja nie będę miał na sumieniu, skoro będziesz wiedziała jakie mam intencje, będziesz mogła winić tylko siebie — uśmiechnął się nieco szerzej ku niej. Pokręcił głową na słowa o zakładaniu osady.
    — Nie mam cierpliwości do polityki, mój brat o wiele lepiej by się do tego nadawał, rozwój miasta to całkiem co innego niż walka czy zarządzanie oddziałem — wyjaśnił. Diego o wiele bardziej widziałby na stanowisku kogoś, kto sprawuje piecze nad nowymi zakładanymi miastami. On nadawał się przede wszystkim do misji, zabijania, walczenia, ale polityka? Wolałby już żeby ktoś go pociął.
    — Nie walcz za bardzo z Uqe, potrzebuje przewodnika, ale nic na siłę, nie bądź zbyt agresywna i natarczywa, to wyciągnie z siebie pełnię siły — polecił jej. Poczekał, aż sama przygotuje się do galopu,a potem sam polecił Bratu, aby ruszył do galopu.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  83. Ashan wzruszył ramionami niby to obojętnie. Refleks miałby sens, gdyby faktycznie chciał ją łapać, gdyby chciała zrobić coś głupiego. On niczego nie obiecywał. Skwitował więc to delikatnym śmiechem oraz szelmowskim uśmiechem. Przytaknął na słowa odnośnie założyciela, ale nie mógł się z nią w pełni zgodzić.
    — Do założenia miasta potrzeba czegoś więcej niż samej siły czy dowodzenia oddziałem. Trzeba rozumieć ludzi, handel, układy, wiedzieć kiedy ustąpić, a kiedy przycisnąć. Ja potrafię utrzymać porządek, wygrać bitwę, czy po prostu walczyć, ale budowanie czegoś od podstaw to zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności. Diego lepiej odnajduje się w planowaniu niż pokazuje po sobie. Ma cierpliwość do analizowania wszystkiego kilka kroków naprzód. A Darcy potrafi słuchać, rozmawiać, wyciągać z ludzi to, co najlepsze. To ważniejsze niż umiejętność trzymania miecza —- pozwolił sobie na większy wywód, następnie wzruszył lekko ramionami. — Ja mógłbym pilnować bezpieczeństwa takiego miejsca. Ale gdyby ktoś miał naprawdę stworzyć miasto, które przetrwa pokolenia, prędzej postawiłbym na nich niż na siebie — wyjaśnił na koniec spokojnie. Nie brał sobie słów Akane za bardzo do siebie. Domyślał się, że zdawał się być najbardziej odpowiedzialny. Mimo wszystko on widział w swoim rodzeństwie sporo zalet, które bardziej nadają się na kogoś kto ma czymś zarządzać i był z nich z tego powodu naprawdę dumny. Uśmiechnął się ostatecznie przyjaźnie. — Wypadałoby jednak podziękować, że tak wysoko o mnie myślisz — dodał jeszcze, bo to co powiedziała jakby nie patrzeć było nad wyraz miłe.
    Sam do galopu ustawił się w odpowiedni sposób. Mówił też do Brata po phoyńsku,aby utrzymał odpowiedni pęd. Zaśmiał się lekko pod nosem, słysząc Akane. Potrafiła galopować, to prawda, ale było widać, że nie była w tym aż tak doświadczona. Sam osobiście uwielbiał galopować przez pustynię razem z mosertem. Nic nie dawało takiego poczucia wolności jak ten ciepły wiatr na twarzy i we włosach.
    — Tylko nie próbuj teraz z nim wygrywać wyścigu, bo wtedy faktycznie będę musiał zbierać cię z piachu — rzucił, chociaż mimo swoich słów sam lekko pochylił się nad karkiem Brata i pozwolił mu przyspieszyć. Mosert odpowiedział niemal od razu, potężnym ruchem wyrzucając ich do przodu. Gorące powietrze uderzało w twarz, rozwiewało czerwone włosy, a pustynny krajobraz zaczął rozmywać się od prędkości.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  84. Zaśmiała się, przytakując Akane. Faktycznie były osoby, które mogłyby się o to pokusić. Uśmiechnęła się jednak z nieco większą pewnością siebie.
    — Inaczej, nikt w Phyonix nie będzie i nie miał za bardzo okazji zrobić tego w chwilach, kiedy mogłoby mi to zaszkodzić. Poza tym takie komentarze z większości ust mało mi robią, wiem jak wyglądam i rozumiem ich zachwyt w pewnym sensie. A zależy mi na względach konkretnej osoby w tym momencie, zobaczymy jak to będzie dalej w przyszłości. Chociaż fakt, nasi przyjaciele w tym Ty, potraficie rzucić tekstami, że i tak można się zarumienić — odpowiedziała jej, posyłając jej wymowne spojrzenie. Mimo wszystko najwięcej rumieńców zdobyła dzięki przyjaźniom zawartym w Argarze. Nikt nie potrafił rzucać takimi podtekstami jak ta wspaniała grupka. Słuchała Akane z uśmiechem. Nie miała problemu z czekaniem akurat, więc przytaknęła jej głową, co by za dużo też nie mówić, to też chciała u siebie lekko umniejszyć. Czasami czuła, że miała problem przez to z odpowiednim słuchaniem innych.
    — Tak, przeproszenie w takiej sytuacji jest jak najbardziej wskazane i mam zamiar przepraszać, jeśli zauważę, że gdzieś kogoś z czymś uraziłam. Mimo wszystko rada na przyszłość czy zatkanie ust, jeśli poczujesz, że mogę się zagalopować na pewno będzie mile widziane z mojej strony. Wiem, że nie muszę znać. Ciężko by było znać czułe i przykre punkty każdego z osobna, zwłaszcza, że wiele osób nie chce tego okazywać, ale wydaje mi się, że dalej między nami jest sporo różnic kulturowych, które mogą przez przypadek do tego doprowadzić. Nie zamierzam też drążyć, kiedy ktoś używa spychologii, ma do tego pełne prawo, jakby nie patrzeć — wyjaśniła swój punkt widzenia.
    Liczyła sekundy, obserwując kamień. Sama zatrzymała się przy 15.
    — Zgadza się, u mnie też piętnaście — przytaknęła. Zastanowiła się przez chwilę obserwując swój twór. Czternaście sekund, aby zastygło - tak, to nie powinien być problem jeśli się skupi. Nie na całość, ale wokół kamienia i dalej jak najbardziej, całość nie powinna zająć więcej niż pół minuty.
    — Tak, muszę się tylko na tym faktycznie skupić. Damy radę, nie ostudzę wszystkiego w czternaście sekund, ale wszystko wokół kamienia i na bezpieczne kilka metrów jak najbardziej, całość powinna zająć pół minuty, może trochę więcej, ale kamień będzie bezpieczny. Skupię się przede wszystkim na wyssaniu ciepła, tak aby Twój kamień był bezpieczny —zapewniła kuzynkę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  85. — A widzisz, człowiek uczy się całe życie — odpowiedziała jej z przyjaznym wyrazem twarzy. Może Akane nie zawstydzała faktycznie w poważnych rozmowach tymi tematami, ale jej niektóre żarty czasami potrafiły przyprawić o rumieńce. — Nie żeby to było coś złego oczywiście. Można czuć się rozbawionym i zawstydzonym w tym samym czasie — dodała jeszcze sprostowanie, bo nie miała przecież niczego złego na myśli. Uśmiechnęła się szerzej, w podzięce, kiedy Akane sama pokazała, że takie rady o jakie prosiła nie stanowiły problemu.
    Ostatni kamień, tak?Mimo zapewnień Akane o braku presji, Darcy poczuła znajomy ułamek dumy i determinacji – nie zamierzała zmarnować tego ostatniego kamienia. Trening, treningiem, ale miała w sobie to egoistyczne zacięcie i nie zamierzała się poddawać. Będzie działać tak, jakby jednak utrata kamienia stanowiła duży problem. To zdecydowanie była dobra motywacja. Wzięła kilka głębszych wdechów, wsłuchując się w rytm płynącej lawy, czuła ją we własnych żyłach i dookoła jako szkielet, który stworzyła. To była jej część. Będzie w stanie to zrobić, musi się tylko odpowiednio skupić. Wyciągnęła ręce przed siebie.
    — Gotowa — rzuciła do Akane skupiona, ale dalej uśmiechnięta, zadowolona ze wspólnego treningu. Śledziła wzrokiem moment, w którym kamień wpadł do lawy, natychmiast analizując kierunek i tempo jego opadania w głąb płynnego potoku. Wykorzystała swoją więź z magmą, zaczęła gwałtownie wysysać z niej niszczycielskie ciepło, przesuwając dłonie precyzyjnie w ślad za tonącym przedmiotem. A przynajmniej w tą stronę, w którą powinien płynąć zgodnie z tym w jaki sposób opadł i gdzie zaczął się poruszać, kiedy jeszcze był widoczny. Wszystko szło gładko, a prawie cała połowa stworzonego przez nią szkieletu zdążyła już całkowicie zastygnąć, gdy nagle sytuacja wymknęła się spod kontroli. Bariera ochronna Akane, zamiast wytrzymać wyliczone piętnaście sekund, zaczęła gwałtownie migotać i rzednąć znacznie szybciej, grożąc natychmiastowym stopieniem kamienia runicznego. Darcy natychmiast porzuciła plan stopniowego chłodzenia otoczenia - nie miała czasu, jeśli nie chciała stracić kamienia. Gwałtownym, potężnym szarpnięciem woli odebrała temperaturę bezpośrednio z samego jądra płynnej masy, skupiając całe uderzenie gorąca w sobie. Zachłysnęła się powietrzem. Pęknięcia na jej ciele zaczęły pulsować silniejszym żarem, prawie namacalnym. Powietrze wokół dziewczyny zgęstniało. Emanowała jeszcze większym ciepłem niż normalnie w swojej przemianie. Przejęła na siebie cały żar magmy. Darcy nie robiło to krzywdy, ale ten ruch wyraźnie ją zmęczył. Pierwszy raz pokusiła się o tak nagły manewr. W ostatnim ułamku czternastej sekundy, kiedy tarcza dalej zdawała się zniknać, była niestabilna, Darcy stworzyła bezpieczny pancerz z obsydianu na długości całego szkieletu.
    — I jak kamień? Czujesz go? — zapytała, przenosząc wzrok na barierę. Trzymała się? Udało się? Była stabilna? — I nie podchodź teraz do mnie, wzięłam za dużo żaru na raz, jestem teraz jak słoneczko… — zaśmiała się lekko. To co zrobiła było męczące, ale zaraz jej przejdzie. Żar też powinien się za parę minut unormować. Tak to przynajmniej działało u Ashana, kiedy tak robił.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  86. Ashan prychnął z rozbawieniem, po czym pokręcił głową.
    — Sam pomysł to akurat najmniejszy problem. Równie dobrze mógł paść już jakiś czas temu na posiedzeniu, którejś z rad. Otworzenie Phyonix na inne nacje to temat często poruszany. Na Azyl też trzeba było się otworzyć i wyrazić zgodę. Nowe miasto handlowe to normalna konsekwencja tego. Aktualnie Szklane Wydmy nie są zbyt przyjazne dla większości ras Mathyr. Tylko że aktualnie mamy wojnę. A po wojnie potrzeba kogoś, kto wybierze odpowiednich ludzi, dopilnuje wszystkiego i będzie chciał się w to bawić. Ja mam już wystarczająco dużo obowiązków i szczerze mówiąc nie zamierzam szukać sobie kolejnych. Nie lubię użerać się z ludźmi, są do tego lepsi kandydaci, a jeśli ktoś na mnie wskaże palcem to zwyczajnie zacznę spierdalać — spojrzał po Akane z nieco bardziej zaczepnym wyrazem twarzy. Momentalnie spoważniał. — Więc gdyby przyszło Ci do głowy wykorzystać polityczne powiązania Grandsandów i Parabellum, żeby mnie w to wjebać, to wiem czyje łóżko podpierdolę, żeby się schować — zaznaczył z chłodnym, beznamiętnym wyrazem twarzy, który jemu było wyjątkowo łatwo przyjąć. Żartował oczywiście, ale gdyby Akane nie wyczuwała intencji można by dojść do wniosku, że Ash właśnie stosuje śmiertelnie poważną groźbę. Mimo wszystko jego cielsko pewnie zajmie większość jej pryczy. Na wzmiankę o Morganie pokręcił głową, ale delikatny uśmiech w kącikach ust wrócił na buzię czerwonowłosego.
    — I przestańcie mi ją już przywłaszczać. To dalej moja siostra.Możesz ją ubrać w fatałaszki Grandsandów, dać jej wasze nazwisko i postawić pośrodku Argaru, ale ona nadal ma więcej z Parabellum niż z was — spojrzał przed siebie, a w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie oraz duma i sentyment do młodszej siostry. — Zwłaszcza te oczy. Ma dokładnie takie samo spojrzenie jak ojciec. Nic tego nie zmieni i nic nie zastąpi. Nawet kiedy patrzy na Natana jak zakochana szczebiotka, wygląda jak żeńska wersja ojca patrzącego na matkę. To wręcz niepokojące. Jej charakterek też jest nie do podrobienia. Malowana córeczka tatusia - dumna, uparta, chłodna dla większości, a jak sobie coś postanowi to prędzej wydmę przesuniesz niż zmienisz jej zdanie. Chociaż przyznaję, odkąd trafiła do Grandsandów, zrobiła się odrobinę mniej groźna. Odrobinę… — specjalnie zaakcentował ostatnie słowo, dając jasno do zrozumienia, że sam w to nie wierzy. Dla niego Mor zawsze będzie bardziej przypominać jego stronę rodziny. Nic tego nie zmieni. Kobieta dopiero zawierała te więzy rodzinne, ale wiedział, że jej zależy. Dziękuję słownego Akane dalej też nie usłyszała. Ashan odpowiedział jej jedynie niewinnym, być może lekko przepraszająco-wdzięcznym uśmiechem. Zaśmiał się na słowa o wygrywaniu. W tej chwili czuł się wyjątkowo dobrze, biorąc pod uwagę to jak ostatnio układało mu się życie.
    — Nikt nie mówił, że to wyścig, ostrzegam Cię, żebyś się nie ścigała przy pierwszym galopie na mosercie — odpowiedział zadziornie, zerkając na nią. Właśnie o tym mówił. Chwiała się wyraźnie. Sam klepnął delikatnie Brata, zmienili tempo, aby zrównać się z Akane. Jechał minimalnie wolniej przy boku, tak na wypadek, gdyby jednak zaczęła spadać konkretnie. Pilnował też, żeby nie zboczyli z trasy, kiedy Akane cieszyła się swoją wolnością.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  87. Święty spokój brzmiał znacznie lepiej niż kolejne obowiązki, raporty i ludzie przychodzący do niego z problemami, które w większości mogliby rozwiązać sami, gdyby tylko przez chwilę pomyśleli.
    — W końcu ktoś mnie rozumie — rzucił sucho. Na temat łóżka jedynie uniósł brew. Przez krótką chwilę mierzył ją spojrzeniem od góry do dołu, jakby faktycznie analizował logistykę takiego przedsięwzięcia. — To brzmi jak twój problem, nie mój — odpowiedział na jej słowa, a kącik jego ust drgnął lekko. Przez następne kilka chwil po prostu jechali. Ashan nic nie mówił, skupiając się na wszystkim co się dzieje. Brat utrzymywał równe tempo, ciężko pracując łapami po twardym podłożu. Ashan znał jego ruchy niemal na pamięć. Nie musiał nawet świadomie kierować mosertem. Zwierzę reagowało na drobne przesunięcia ciężaru ciała, napięcie nóg czy ruch dłoni.Dlatego mógł bez problemu obserwować Akane. Gdy rozłożyła ręce szerzej, od razu zauważył jak przesuwa się jej środek ciężkości. Uqe był cierpliwy, ale nawet najlepszy mosert nie naprawi wszystkich błędów jeźdźca.
    — Yhym…— mruknął na to co powiedziała o swoich ambitnych planach.Ashan obserwował ją przez chwilę z boku. Kiedy rozłożyła ręce szerzej, a kolejny podmuch wiatru lekko przechylił ją na bok, Brat odruchowo zrównał się bardziej z Uqe. Czerwonowłosy wyciągnął rękę i krótko złapał ją za przedramię, pomagając jej wrócić na środek grzbietu moserta.
    — Nie walcz z jego ruchem. Im bardziej usztywniasz plecy, tym łatwiej będzie cię wyrzucać na boki. Rozluźnij barki, ciężar oprzyj w nogach i pozwól biodrom pracować razem z galopem. Jak zaczynasz tracić równowagę, nie próbuj ratować się rękami, tylko wróć środkiem ciężkości nad jego kręgosłup. Uqe już wie, co ma robić i co masz w planach. Zaufaj mu i swojemu ciału — skwitował, puszczając jej ramię, gdy tylko odzyskała stabilną pozycję.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  88. Nakierowywanie przez Akane zdecydowanie pomogło, aby ta bariera nie zakończyła się fiaskiem. Nawet jeśli kamień teoretycznie nie był potrzebny, nie chciała marnować użytecznej runy. Zanim granatowowłosa odprawi rytuał może dojść do sytuacji, że jeszcze się jej przyda. Lepiej nie pluć sobie potem w brodę. To i jej własna duma zwyczajnie nie pozwoliły jej nie próbować ocalić tego kamienia. A poza tym, od czego był trening, jeśli nie od prób wyciągania swojego maksimum, żeby potem znać swoje limity? Na szczęście udało się go nie zniszczyć.
    — Stójj…! — krzyknęła, kiedy Akane do niej zbliżyła dłonią. Spojrzała po niej zatroskana. Spróbowała się odsunąć, sprawdzając jak szybko powietrze się normuje. Aktualnie to co emitowała z siebie było problemem. Doprawdy, za dużo osób było wręcz niereformowalnych ze swoją troską. Zaśmiała się cicho, mimo wszystko pilnując, żeby kuzynka jednak trzymała od niej bezpieczny dystans.
    — W razie czego mamy tutaj sporo leków na oparzenia, więc powinno się w całości zagoić — zapewniła ją. — Tak… pierwszy raz tak szybko wchłonęłam ciepło. Mój rdzeń dłużej wchłania wszystko, więc cała aktualnie emituję nim za mocno. Ashan też tak robi, zresztą to dość feniksowa sztuczka. Przejdzie za jakiś czas i będę… normalna w dotyku, ale jest to technika do dopracowania. Nie oparzyłaś się też teoretycznie od mojego ciała tylko gorącego powietrza wokół mnie, przed tym runa nie chroni. Tony włada powietrzem, a nie ja. Nawet jeśli zmieniam jego temperaturę — wyjaśniła. Z drugiej strony, później przetestuje podobną sztuczkę i zobaczy czy będzie mogła ciepło z powietrza jednak przenosić. Spojrzała na barierę. Przytaknęła jej głową.
    — Powinnyśmy. Takie mądre niby… — mruknęła — Kamienie mocniejsze się przydadzą, ale dobrze, że ten w razie czego jakoś jeszcze się trzyma. Ważne też, że wiemy, że możemy odtworzyć podobną barierę — odpowiedziała jeszcze. — Jak się czujesz? Bardzo boli? — zainteresowała się tym teraz bardziej niż samym treningiem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  89. — Powodzenia — odpowiedział w kwestii zabierania jego łóżka. Na tym zakończył też tą dyskusję. Nie miał zamiaru dalej wymyślać teorii spiskowych odnośnie tego co by było gdyby. Mimo wszystko wierzył, że nikt mu takiej świni w przyszłości nie podłoży.
    Kiedy tłumaczył wszystko Akane zachowywał spokój. Nie bał się też o zderzenie zwierząt w galopie. Wiedział jak kierować Bratem, aby do tego nie doszło. Ba, sam Brat potrafił utrzymać odpowiednią odległość i strofować parsknięciami Uqe, gdy ten za bardzo schodził na ich stronę, a to i tak zdarzyło się tylko raz. Jakby nie patrzeć, wierzchowiec An był wyjątkowo pojętny, nie był może najpopularniejszy w stadzie, ale pośród feniksów jak najbardziej. Chociaż może to się zmieni po dzisiejszym wyskoku. Na ustach mężczyzny malował się lekki uśmiech, przynajmniej dopóki nie doszło do prawie tragicznej sytuacji.
    — Brat! — krzyknął, a zwierzę momentalnie zwolniło, żeby Ashan mógł złapać Akane, która wypadła z siodła. Przyciągnął ją do siebie, a cała gonitwa skończyła się kilka sekund później. Starszy mosert zatrzymał się pierwszy, potem Uqe, kilka metrów dalej. Oczywiście, że teraz zaczął wierzgać. Ash wywrócił oczami, oglądając to jedno to drugie z pustym wyrazem twarzy.
    — Oczywiście. W kosmos — powtórzył za nią, zeskakując z siodła. Postawił dziewczynę powoli na ziemii, a potem sam się wyprostował. — Mam nadzieję, że znajdziesz innego jelenia do pilnowania czy faktycznie lecisz w kosmos — dodał, próbując zachować zimny wyraz twarzy. Kącik ust jednak mimowolnie drgnął parę razy zanim kompletnie go uspokoił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  90. Ashan przyglądał się z uwagą Akane, z każdą chwilą coraz bardziej kontrolując swoją mimikę. Wolał mieć pewność, że naprawdę nic sobie nie zrobiła. Szybko przeszła od wolnej jazdy bez trzymanki do tego całego nieszczęsnego zdobywania przestworzy. Najwidoczniej dalej jej było atrakcji. Wypuścił powietrze nosem, sięgając po papierosa. Niekoniecznie z nerwów czy stresu.
    — Widzisz siwe włosy z tej niskiej perspektywy? — nie mógł się powstrzymać po wszystkich jej Asiach i przytyczkach odnośnie jego wzrostu. Chociaż na co dzień nie pochwalał wyśmiewania czegoś na co nie ma się wpływu. — Yhym… następnym razem postaraj się uprzedzić, że potrafisz przeżyć upadek z galopującego moserta — wypuścił dym do góry, po czym wrócił do niej spojrzeniem. Pokręcił głową na kolejne słowa.
    — Nie reklamujesz zbyt dobrze swojej samodzielności tymi słowami, zdajesz sobie z tego sprawę? — zapytał, unosząc delikatnie brew do góry. Chwilę później oglądał w ciszy, jak Uqe przymila się do Akane. A taki był zawsze spokojny, no proszę.
    — Najwidoczniej wpadłaś mu w oko — skomentował, tym razem pozwalając już sobie na uśmiech.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  91. — Te? To tylko kurz osadzony na czerwonych włosach i drobinki piasku — odbił piłeczkę. Po Akane było idealnie widać, że dobrze się bawi przy tej wymianie słów. Ashan z kolei jeszcze momentami próbował to przystopować. Może nie wychodziło mu to za każdym razem idealnie, ale przynajmniej się starał. Próbował zachować chociaż trochę powagi. Szczera powaga wróciła na myśl o wędrówce. Ta była dla niego wyjątkowo upierdliwa i męcząca psychicznie.
    — Wolę reagować na trywialne problemy — rzucił bardziej zdawkowo, bo dalej śniły mu się zapłakane siostry po nocach czy dzieci za kamieniami, kiedy horda nieumarłych próbowała się do nich dorwać. Przymknął na chwilę oczy, zaciągając się mocniej dymem papierosowym. Uśmiechnął się do granatowłosej po chwili. — Z drugiej strony, tamte załatwiły mi kryształowy miecz, więc może jednak poczekam aż odjebiesz coś mocniejszego. Zbroją też bym nie pogardził — rzucił, uśmiechając się zadziornie w jej stronę. Prychnął delikatnie śmiechem na jej pytanie.
    — Takie jakieś wrażenie w niewiadomy sposób sprawiasz. Może to Twoje uroki? — zapytał z przekąsem w głosie. Uśmiechnął się szerzej, kiedy zapytała czy jej pomoże. Nie odpowiadał od razu. Pozwolił sobie dopalić w spokojnym, niespiesznym tempie, ciesząc się tytoniem.
    — Jeśli obiecujesz to pomogę — podszedł do niej. Podsadził ją tak jak zwykle, po prostu pomógł jej ręką, co by mogła sama wsiąść. Nie musiał łapać jej za ręce czy sadzać jak księżniczki.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  92. Sam nie odpowiedział nic więcej. Po prostu wzruszył ramionami na ten przytyk. Oczywiście, że umiała rozpoznać, a on siwych włosów i tak przecież nie miał, więc nie było sensu dalej prowadzić tych zaczepek. Było ich dzisiaj wystarczająco dużo i dziwnym trafem nie wydawały się mieć końca. Nie pamiętał, kiedy ostatnio miał okazję na tak bezczelną i niezobowiązującą rozmowę bez żadnych zmartwień, stresu o ważne sprawy czy jego bardziej osobiste rozterki sercowe. W pewnym sensie brakowało mu takiej prostoty. Tym razem on zaszczycił ją niewinnym uśmiechem.
    — Taki mój urok — odparł skromnie na jej “komplement”. Zaraz jednak mina zrobiła się bardziej zadziorna. Spoważniał po chwili, udając że się zastanawia. — Rzeki lawy to nie jest najgorsze miejsce w tym kraju, to da się zrobić — mruknął, dalej trzymając się tej jakże poważnej zadumy. Po tym jak pomógł już Akane wejść na moserta, sam dosiadł na powrót swojego Brata i ruszył dalej szlakiem, ale wstrzymał się na razie z galopem.
    — Być może, a może nie — rzucił w kolejnej odpowiedzi.
    — Szklany Wydmy — poprawił ją. Tym razem naprawdę myślał czy pominął coś wcześniej. Ostatecznie uznał, że warto sprzedać jeszcze kilka faktów. — Ludzie lubią się tam targować i wciskać kit za drogą cenę w kilku miejscówkach. Nie warto uczestniczyć w nielegalnych walkach jak nie chcesz ujawniać mocy, wszystkie chwyty są tam dozwolone a za śmierć przeciwnika nie ma realnej kary. Jest tam dość ciepło, ale nie bez przesady, mają najlepszy gin w całym Phyonix, ale nie w karczmie, tylko przy stoisku z jedzeniem. Mówią tam przede wszystkim po phyońsku… z ciekawych informacji jeszcze… mają dobre towary, ale po zawyżonej cenie. Mamy niepisaną zasadę, że oni udają, że niekoniecznie kojarzą mój status, a ja nie widzę wałów na Arenie, bo za dobrze się przy niej bawią jednostki, które wolą tamtą od tej w stolicy z zasadami. Poza tym Vidhu uwielbiają siłować się z naszym ogniem. Co wytrzyma? Ich ogniste łuski, czy ogień? Masz dwie dzielnice, bardziej okrutną i tą widowiskową prowadzącą przez szlak handlowy — objaśnił wszystko.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  93. Zaśmiał się cicho, chociaż krótko. Przymknął na chwilę jedno oko, przechylając nieco głowę w stronę Akane. Brat dalej trzymał nieco większy dystans niż wtedy, kiedy galopowali, bo zwyczajnie nie było potrzeby zbliżać się bardziej.
    — Liczę, że te mniej upierdliwe problemy zajmą kolejkę tym bardziej kłopotliwym. Gdzieś musi być jakaś granica tego ile takich problemów może wpierdolić się jednej osobie na głowie — wyjaśnił w żartobliwym dla siebie tonie. Nie brzmiał jak totalny komik, ale ton jego głosu był zdecydowanie łagodniejszy niż zazwyczaj.
    — Na Wydmach jest arena. Walki odbywają się tylko na arenie, poza nią bójki, rozróby i morderstwa dalej są karane, spokojnie. Na samej arenie na Szklanych Wydmach za zgodą obu stron może być to walka na śmierć i życie. Nielegalne jednak jest obstawianie takich walk, mimo wszystko ludzie to robią, niektóre walki są też nieuczciwe, ustawione. Mógłbym coś z tym zrobić, ale właściciel szpieguje dla mnie też odnośnie Bellhardów co nieco, a bycie pod prawem pozwala mu dowiedzieć się więcej, więc mogę się dowiedzieć przydatnych rzeczy, mimo że moja postura i wygląd nie bardzo pomaga mi w szpiegowaniu — wyjaśnił Akane ze spokojem w głosie. Być może brzmiało to nieco kontrowersyjnie, ale jego zdaniem korzyści przeważały na tyle, aby nie trzymać tam na siłę ustanowionych praw. Zwłaszcza, że nikt nikogo nie zmuszał tam do udziału w walkach, więc można uznać, że ludzie ginęli tam na własne życzenie. — Walczyłem nie raz. Parę razy nawet “oficjalnie” i sam zabiłem na arenie, kiedy ludzie zaczynali krzyczeć, że książe boi się stracić łeb. Uchodzę tutaj raczej za autorytet niestety w kwestii wojny i walki, więc nie mogłem sobie pozwolić na plotki — mówił to trzymając się dalej spokojnego tonu. — Szkoda było zabijać rodaka, ale czasami trzeba. Poza tym sam zaczął — dorzucił jeszcze na swoją obronę, przywołując do głowy wspomnienia. Uśmiechnął się lekko. — Ścierwo, ale walczył dobrze, to był dobry pojedynek, odszedł jako wojownik — dodał jeszcze. Sam go później osobiście pogrzebał, jeśli to jakkolwiek miałoby usprawiedliwiać ten czyn. Cóż, dla niego jak najbardziej, ale jemu zabijanie przychodziło dość łatwo. Pokręcił głową, wracając wzrokiem na trasę.
    — Po prostu nie zaszkodź Argarczykom i nie rób famy, a będzie dobrze — mruknął.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  94. Darcy patrzyła cały czas na rękę Akane. Przytaknęła jej głową, skoro uważała, że nie będzie potrzebne, nie będzie jej teraz ciągnąć do lecznicy.
    — Jasne, nie na siłę, ale pamiętaj o tym po prostu. Dla nikogo to nie będzie marnowanie leków. Poparzenia w tym kraju to dość częste zjawisko wbrew pozorom, nie jesteśmy odporni na ogień innych feniksów, więc medycynę pod tym względem mamy naprawdę rozwiniętą — wyjaśniła, pamiętając jak bardzo Gave bronił się przed lekami z jej kraju, byleby tylko ich nie marnować. Powinna też wszystkim bliskim bardziej nakreślić działanie łez i ich hierarchię. Uśmiechnęła się do niej, kiedy wspomniała o Ashanie i pokiwała głową.
    — Tak, Ashan od małego potrafił to robić i za każdym razem jak upoluje coś gorącego to wysysa to ciepło. Ma wprawę. Zdążył wytłumaczyć mi już podstawy, ale na pewno wrócę do niego po więcej treningów — zgodziła się z nią. Zaraz jednak spojrzała z bardziej “podejrzliwym” uśmiechem po kuzynce. — I no proszę… widziałaś? Chyba spędzacie więcej czasu razem niż na samych treningach, hm? — zapytała bez żadnej pretensji. Raczej z czystą ciekawością. Jeśli chodziło też o żeńskie towarzystwo brata zdecydowanie wolała, żeby ten miał do czynienia z kimś kto faktycznie jest w porządku niż dumał i tęsknił za piratką, która jak na razie nie zrobiła dla niego niczego faktycznie dobrego. Przynajmniej z jej perspektywy.
    — Tak, niestety, jest spora różnica. Będę musiała sprawdzić czy mogę to ciepło w powietrzu ewentualnie przenosić, skoro jest moje. Jeżeli tak, można by z tego zrobić dobrą pułapkę na ciężkozbrojnych. Albo czy Tony może takim gorącym ciepłem sterować — odpowiedziała jej, uśmiechając się przy tym bardziej łobuzersko, może z nutką okrucieństwa. Jakby nie patrzeć była wojna, taka taktyka mogłaby im pomóc. Zaraz wzrok znowu jej złagodniał.
    — Cieszę się, że moje poparzenie jest nisko na Twojej liście — zaśmiała się ciepło. — I tak, wnioski jak najbardziej ciekawe, jest nad czym pracować, ale nie będę Cię dalej zmuszać do trenowania z poparzeniem — dodała jeszcze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  95. Przytaknęła wdzięcznie, kiedy powiedziała, że skorzysta z pomocy. Cieszyło ją to, w końcu od czegoś medycy tutaj byli. Zaraz poczuła nostalgię, widząc jak Akane kreśli linię na oku. Mama sama przeszła bardzo dużo. Podziwiała ją za to.
    — Niektóre blizny warto zachować — odpowiedziała, uśmiechając się wdzięcznie. Miała tutaj na myśli bliznę mamy akurat, bo ta Akane z dzisiaj nie była na tyle ważna, żeby się jej w razie czego nie pozbywać. Blizna Lexi była pamiątką z ważnego okresu, nosiła ze sobą ważne wspomnienia.
    — Tak, mamy koniki, to prawda, ale to dalej mieszanka genów dwóch osób — przytaknęła kuzynce, wracając myślami na ziemię. — Mimo wszystko pewne podobieństwa mogą się zdarzyć. Z Ashanem na tej samej zasadzie chłoniemy ciepło, mamy też coś co tata określa demonicznym nasieniem, ale to u mnie i u niego ewoluowało w inny sposób. Ashan odziedziczył więcej negatywnych skutków, nie potrafi też korzystać z magii run w taki sposób jak ja, ale kiedy użyje na sobie runy utwardzenia to nikt nie wygra z nim na rękę na przykład, ale w większe szczegóły raczej sam powinien wejść z kimś, jeśli będzie chciał — wyjaśniła granatowłosej z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie chciała opowiadać o jego klątwie ani mocnych czy silnych stronach w tej chwili. Zresztą w każdej chwili to była indywidualna sprawa jej brata. Zaśmiała się na kolejna słowa.
    — Nie podejrzewam was o nic, spokojnie. Jeśli coś ma się urodzić to się urodzi u kogokolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek. Po prostu cieszę się, że spędza czas z kimś z własnej woli, najwidoczniej mu to odpowiada, a miłe spędzanie czasu mu się na pewno przyda. Nie zacznę sobie was razem wyobrażać, nie martw się — zapewniła ją zaraz. Pożartować sobie jednym wymownym spojrzeniem tu czy tam sobie mogła oczywiście, ale nikogo do niczego zmuszać nie zamierzała. Ashan miał już w głowie Lunę, Darcy być może kiedyś się do niej przekona. Teraz ważniejsze dla niej było, żeby brat zrelaksował się po podróży.
    — Zaproponuję mu na pewno takie testy przy okazji nauki języka — przytaknęła w kwestii Tonego. Wstała na równe nogi i wzięła wdech. Otoczył ją ogień, a ona sama wróciła do swojej ludzkiej formy. Spojrzała na Akane, opierając dłonie na biodrach.
    — Na odpoczynek proponuję mały wypadek na rozluźnienie, wieczory w Phyonix są świetne do zabawy — zaproponowała. Chociaż to Akane też chyba zdążyła przetestować już razem z Gavem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  96. — Zobaczymy jakiego wilka — odparł spokojnie w porównaniu z żartobliwym tonem Akane. Zdecydowanie jeśli miał już przytulać jakieś wilki to te, o których wcześniej wspominał. Jeśli miał je wywołać to proszę bardzo.
    — Zależy gdzie. W niektórych miejscach Mathyr nasze zasady byłyby nie do pomyślenia, u Vidhu to podstawowa zasada, można zabić, jak ktoś się dał zabić to był słaby i tyle. W Argarze nie ma areny, więc nie wiem jak na to patrzycie — powiedział. Mimo wszystko sam dalej odrabiał swoją karę za zabójstwo, więc mógł raczej założyć, że zabijanie jest tam mimo wszystko karane bardziej rygorystycznie. Kącik ust drgnął mu lekko.
    — Wcale nie chodzi o moje tatuaże, oczywiście — przytaknął Akane z przekąsem w głosie. Nie był tutaj jedynym, wysokim, barczystym mężczyzną, to jeszcze byłby jakoś w stanie ukryć, ale tak, było w tym trochę racji. Osobom z jego posturą ciężko było wtopić się w tłum.
    — Zaczął publicznie, głośno krzyczeć, że książątko mocne jest tylko w gębie i na pokaz, że nie stanę do prawdziwej walki, bo będę się bać śmierci i wstydu — objaśnił w jaki sposób zaczął, po tym jak wysłuchał tego czym było uderzenie w szczepionkę. Przytaknął jej ruchem głowy. — Można powiedzieć, że to była własnie taka szczepionka — zgodził się z nią ostatecznie. W pewnym sensie porównanie pasowało.
    — Umiem prawić komplementy, jeśli mam na nie ochotę. Ścierwo to moja subiektywna ocena całokształtu tamtego — zaprzeczył, patrząc po niej jak niewiniątko. Pokręcił przecząco głową.
    — Tak naprawdę zależy od jednostki. Są ludzie, dla których to dobra i godna śmierć, inni chcą umrzeć przy rodzinie, a inni w ogóle o tym nie myślą. Osobiście uważam, że śmierć w dobrej walce jest dobra, wolałbym taką od otrucia, ale najchętniej umarłbym ze starości — wyjaśnił.
    — Chcesz się przerzucić na phyoński? W potocznej mowie dłuższe słowa często się skraca. Wy zamiast przepraszam mówicie sorry, prawda? Tutaj jest podobnie – powiedział. Pomysł na dopracowanie przykrywki był jak najbardziej mądry. — Najwięcej też nauczysz się słuchając uważnie ludzi wokół. W razie czego będę Ci tłumaczył też niezrozumiałe skróty — zaproponował.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  97. — Niestety… — mruknął w kwestii samosądów. Mimo wszystko, gdyby ich pozycja była stabilniejsza, a Argar był bardziej rozwinięty i jemu byłoby łatwiej dokończyć misje, które miał wcześniej przydzielone przez rodziców. No ale niestety… wszystko się przez to przedłużyło. Będzie musiał to niedługo jeszcze nadrobić. Czy obnosił się ze swoimi tatuażami? Cóż, faktycznie na codzień nie zapinał się aż pod szyję i podwijał nieco rękawy, ale czy nazwałby to obnoszeniem się? Zwyczajnie lubił, kiedy symbole bliskich były widoczne, zwłaszcza, że osobiście uważał, że wszystkiego jego tatuaże wyglądają naprawdę dobrze.
    — Skoro książe się z nimi obnosi, to łatwiej nim nie być jak się chodzi w zapiętych ubraniach — rzucił na swoją obronę. Taka też była prawda, kiedy chciał być mniej rozpoznawalnym nie było z tym większego problemu. Przynajmniej w miejscach, gdzie jego rysy twarzy mogły się łatwo zgubić. Niejednokrotnie zdarzyło mu się już stosować taką taktykę, kiedy chciał po prostu wyjść i się spokojnie napić poza murami zamku.
    —- Powodów może być sporo. Równie dobrze mógł być z opozycji, albo dać się jej przekupić, żeby spróbować podburzyć ogólną opinię Parabellum. Konflikt niestety dalej jest całkiem żywy. Szukają powodów, żeby pokazać, że aktualnie matka sobie nie radzi, że jej dzieci są niegodne tytułów. A powody do plotek łatwo można znaleźć i nie każdemu można zaradzić — skrzywił się lekko, kiedy to powiedział. Zdążył już sobie porozmawiać z Diego na ten temat. Plotki się niosły. Jak nie o tym, że przyszła następczyni nie ma ognia ani drugiej formy to o tym, że są niewydarzeni, bo dała się porwać, bo on dał się porwać piratom. Chwycił do kieszeni, aby wyjąć papierosa i odpalił go. — Gdzie się nie obrócisz, dupa z tyłu — mruknął cicho, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. On nadrobi swoje obowiązki, rozmawiał też z siostrą o tym co ma w planach, liczył, że to poprawi wizerunek, ale kiedy tylko pójdzie na misję, znowu ktoś może zacząć pierdolić, że ucieka na wakacje, a nie zajmuje się sprawami dla dobra Phyonix. Zaciągnął się papierosem i wypuścił dym. Ostatnio zdecydowanie mniej palił dla samej przyjemności.
    — Hmm… tak dużo mówicie w tym angielskim w sumie, piosenek też macie sporo w tym języku. My takich zapożyczeń z innych języków specjalnie nie mamy, nie pasują do płynnej wymowy tak jak we wspólnym, brzmi to mniej płynnie — odpowiedział na ten komentarz. — Ile potrafisz w phyońskim? — zapytał już w swoim ojczystym języku. Mówił powoli, co by na pewno zrozumiała i usłyszała wyraźnie co mówił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  98. Uśmiechnęła się pocieszenie do Akane. Ufała jej, ale mimo wszystko cudza prywatność była ważna, a skoro sama spędzała czas z Ashanem to i tak była szansa, że coś jednak o swoich mocach opowie, zwłaszcza, że już ich niejednokrotnie w towarzystwie dziewczyny używał, czy to w trakcie walki w podróży czy wyciągając ciepło.
    — Mogę za to zagwarantować, że wszystkie nasze przemiany są naprawdę imponujące, każda na swój sposób i każda się wyróżnia oryginalnie — rzuciła z uśmiechem, bo to akurat nie był żaden temat tabu, rodzeństwo przemieniało się, kiedy zachodziła taka potrzeba. Jej zdaniem każdy wyglądał przepięknie na swój unikalny sposób i zdecydowanie było to coś co warto było ujrzeć chociaż raz w swoim życiu. Co prawda tylko u niej w rodzeństwie okiełznanie tego było tak trudne, ale nawet mama miała z tym problemy. Uśmiechnęła się z małą dumą w oczach. Ona i mama nie były w tym same i cieszyła się z pomysłu, który rodzice popierali. Przytaknęła na słowa odnośnie Ashana. Najwidoczniej nie tylko sama Dar to widziała. Uśmiechnęła się do niej czule. Było jej miło, że sama troszczyła się o jej brata.
    — Zapraszam w takim razie, bardzo chętnie. Możesz przychodzić razem z Tonym, albo sama. Każdego dnia mam wolne późniejsze wieczory, potem mogę Ci powiedzieć w jakie dni mam też więcej czasu — odpowiedziała. — Na pewno musisz mówić płynnie, żeby nikt się nie domyślił — dodała, bo tutaj miała absolutną rację.
    — Sama się przebiorę i odświeżę, to co za godzinkę na holu? — zapytała. — To będzie też fajna okazja do ćwiczeń języka, nauczę Cię słówek używanych powszechnie na mieście na żywca — zaproponowała jeszcze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  99. — Nie ma problemu — odpowiedziała w sprawie lekcji. Nie przeszkadzało jej uczenie przyjaciół w grupach czy sam na sam. Tak długo jak miała czas zająć się własnymi obowiązkami i pomysłami, które chciała zrealizować. Cały swój wolny czas chętnie odda bliskim, nie będzie to z pewnością marnowanie czasu.
    — Bardzo ciekawe, nie mogę się doczekać — dodała na pożegnanie i sama poszła nieco inną stroną. Zanim poszła do pokoju zahaczyła jeszcze o zagrodę Abyss, aby upewnić się, że gamorta dobrze się czuje i niczego jej nie brakuje. Potem poszła się przygotować. Warkocz miała troszkę poszkodowany po całym dniu treningu i przemianach, więc, aby nie marnować za dużo czasu zawinęła go robiąc sobie kok na głowie. Założyła top odkrywający brzuch, ale sięgający pod szyję. Do tego wybrała szerokie spodnie i czarne sandały z zielonymi kamieniami dla ozdoby. Spodnie ozdobiła złoto-szmaragdowym pasem. Upewniła się, że ma całą biżuterię, którą dostała na święta, włącznie z bransoletką od Ashana z pazurami - na wszelki wypadek dla obrony na pewno nie zaszkodzi, a świetnie się komponowała. Plusem jednolitych kolorów w garderobie z pewnością było to, że wybór biżuterii nie stanowił problemu, wszystko zawsze pasowało. Obejrzała się jeszcze w lustrze, upewniając się, że wygląda odpowiednio do okazji, po czym wyszła. Mieszek z pieniędzmi był schowany za zapinaną kieszenią szerokich spodni. Był przyczepiony do paska na udzie, idealnie zamaskowany przed ewentualnymi kieszonkowcami - tych nie brakowało, gdzie byli ludzie, tam znajdą się złodzieje. Wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi, po czym poszła w stronę Akane. Ta już czekała. Uśmiechnęła się do niej.
    — Uaa… świetnie wyglądasz, jakbyś się tu wychowała. Idealnie Ci wszystko leży — skomplementowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  100. Spojrzał po Akane przymykając jedno oko. Ona żartowała, ale on poważnie myślał o swoim przebieraniu się. Mimo wszystko sam nie traktował tej rozmowy zbyt poważnie.
    — Tatuaże da się zakryć kosmetykami, Pani żartuje i oskarżam o brak kompetencji — odpowiedział jej, próbując udać pretensję w głosie. Nie był jednak pewny czy mu to wyszło. Brzmiał raczej normalnie, a sama jego mina nie wyglądała na specjalnie obrażoną. Na kolejne słowa przytaknął głową, wypuszczając dym z ust i nosa.
    — Są, bardzo. Trochę ciężej mieć je w dupie, kiedy od tych plotek może zależeć pozycja rodziny i stabilność królestwa. Nie chcę, żeby młodsi musieli się tym aż tak przejmować. Ojciec i matka nie mogą sprawiać wrażenia zbyt okrutnych i strasznych, ja i Diego powinniśmy być szlachetnymi obrońcami, a Darcy powinna uchodzić za godną następczynię bez wad. Zresztą nikt nie powinien mieć wad — opowiedział. Wziął kolejnego bucha. Zdziwiło go pytanie Akane, nie spodziewał się po niej, że będzie chętna. Miał już przecież rozmowę z siostrami, aby nie dmuchać na nią, ale skoro prosiła… jej sprawa. Podjechał bliżej, pilnując lejcami, aby moserty nie weszły w żadną kolizję. Podał jej papierosa i odpalił, kiedy była gotowa.
    — Wiesz jak się zaciągnąć? — upewnił się jeszcze. Uśmiechnął się lekko, widząc ją z papierosem w ręku. Doprawdy ciekawy widok. — Domyślam się, że paliłaś coś mocniejszego, prawda? Te papierosy to tytoń i trochę mięty — dodał. — A przy plotkach… trochę nas nie było, więc opinie spadły. Muszę postarać się, żeby odzyskać status tego księcia, któremu strach zajść za skórę. Wtedy uspokajają się plotki o reszcie rodzeństwa, bo co jak zły, wielki Ashan przyjdzie — uśmiechnął się z mieszaniną smutku i dumy. Zawsze chciał ich chronić jak tylko mógł. Był wściekły, że stracił jedną z możliwości, ale na Wydmach być może nadarzy się okazja do podbudowania reputacji. Uśmiechnął się już normalnie, kiedy przeszli na tematy lingwistyczne.
    — Zapożyczeń z innego języka ciężko używać przy naszej dykcji i wyrazach, mało co płynnie pasuje tak jak we wspólnym. Aczkolwiek wydaje mi się, że habibi nie jest z naszego rodzimego języka — odparł w tym temacie. — Z kolei co do muzyki, to tak, zdarza się. Nikomu nie przeszkadzają utwory w innym języku. O tłumaczenie można zawsze wykonawcę poprosić, a jak utwór jest dobry to i chętnie się go powtarza. Nie ma ich jednak dużo. Phyonix przez wiele lat było o wiele bardziej odizolowane od reszty świata niż teraz, gdzie uchodzimy za sekretny, prawie mityczny kraj. Rodzice przynieśli utwory z Argaru ze sobą i wprowadzili na nasze instrumenty. Darcy z kolei przy swoich podróżach jak wracała też dbała o to, aby przedstawić dobre, zagraniczne utwory, które by się przyjęły. Możesz usłyszeć u bardów różne języki. Ojczysty język jest najbardziej popularny co prawda, ale wiadomo z czego to wynika. Gdybyś chciała wyjść na scenę i pośpiewać nikomu nie będzie przeszkadzać w jakim to będzie języku o ile nie zaczniesz fałszować czy psuć atmosfery danego miejsca — objaśnił temat dość szczegółowo, obserwując przy okazji jak idzie jej palenie. Parsknął krótkim śmiechem, słysząc o błotnych kąpielach.
    — Powiedziałaś kąpiel w błocie właśnie — wyjaśnił. — Wydaje mi się, że chodzi o kilka lekcji. Brzmi podobnie. Musisz bardziej zwracać uwagę na wymowę — nakreślił, po czym powiedział poprawnie to zdanie, akcentując uważnie sylaby, gdzie popełniła błąd.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  101. Darcy spojrzała na siebie, a potem na Akane. Osobiście nie wydawało jej się, aby stylem bardzo od siebie odbiegały. Pokręciła głową i podeszła bliżej kuzynki, żeby złapać ją lekko za ramiona. Przeniosła wzrok na oczy An.
    — Absolutnie nie wyglądasz prowokacyjnie — zapewniła. — Jesteś w Phyonix, w samym sercu pustyni. To normalne, że ludzie noszą tu lżejsze, bardziej odsłaniające stroje. Najważniejsze jest to, że dobrze się w tym czujesz. Nie porównuj się do innych ani do mnie. Dzisiaj odsłaniam biodra, jutro mogę chodzić w czymś jeszcze odważniejszym, jeśli będę miała na to ochotę, jak to Tony mówi… w cienkim pasku na cyckach — puściła jej ramiona, uśmiechając się lekko. — Wyglądasz naprawdę pięknie. Te kolory świetnie pasują do twoich oczu i podkreślają twoją urodę. Masz pełne prawo czuć się dobrze i po prostu się tym cieszyć. A jeśli ktoś będzie miał z tym problem, to problem jest po jego stronie, nie twojej. Najwyżej dostanie po mordzie za bycie zjebem — dodała na koniec, dalej uśmiechając się do niej ciepło.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  102. — Yhym, Panienka jeszcze bardzo mocno szczegółów się czepia widzę, łapie za każde słówko — odpowiedział z taką samą poważną pretensją w głosie na jej słowa i nie kontynuował już dalej tego tematu. Skupił się bardziej na samych plotkach. Zastanowił się chwilę nad słowami Akane, wypuszczając dym z ust.
    — Tak, część pewnie też tak myśli tak jak Ty. Sam bym tak wolał, ale jest jeszcze konflikt polityczny, gdzie przeciwna strona każdy błąd próbuje wykorzystać przeciwko matce. Przyznać się do błędu, poprawić się to jedno. To i tak trzeba robić, myślę, że każdy z nas się o to stara. Mimo wszystko trzeba jeszcze bardziej się pilnować, aby nie dawać nikomu argumentów. To też ogranicza. Ciężko znaleźć równowagę — urwał na chwilę, obracając papierosa między palcami. — Między byciem człowiekiem, który popełnia błędy, a symbolem, którego wszyscy oczekują. Zwłaszcza kiedy niektórym bardziej zależy na tym drugim. Chociaż przyznaję, że gdyby ktoś powiedział, że moje rodzeństwo jest bezpieczne wyłącznie dzięki mnie, pewnie dostałby czymś ciężkim w głowę. I całkiem słusznie. Sami z siebie są bardzo kompetentni w tym co robią. Szkoda, że aktualnie chęć bycia człowiekiem tak bardzo zaszkodziła samej Darcy — zakończył swoją wypowiedź, przenosząc na chwilę wzrok przed siebie. Dalej miał w głowie rozmowę z Diego, którą ciężko było mu przetrawić. Był cholernie wkurwiony na te wszystkie żałosne plotki. Chciałby, żeby zwyczajnie nie miały miejsca. Wszyscy mieli prawo zadbać o swoje własne dobre. Westchnął. Żałował, że nie mógł jej bardziej ochronić. Teraz ciężko będzie jej odzyskać opinię, którą miała, a przecież on nie mógł jej za to winić. Nie chciał, żeby ktokolwiek z nich musiał słyszeć jakiekolwiek przykre słowa. Wolał zrobić z siebie potwora, żeby inni mogli lśnić w opinii publicznej, wziąć cały ten ciężar na siebie. Uśmiechnął się i zaśmiał, widząc jak Akane z początku męczy się z papierosem. Był to całkiem pocieszny widok. Wyglądała jak ktoś kto właśnie przegrał pojedynek z garścią suszonych liści. W zasadzie każdy tak wyglądał przy swoich pierwszych przygodach z nikotyną. Posłuchał jej historii z używkami.
    — Mięta jest tylko dla smaku, tak — przytaknął — I nie miałem na myśli żadnych mocnych narkotyków, spokojnie. Sam kilka razy paliłem zioło — dodał. — Interesujący przyjaciel — rzucił jeszcze. Miał wrażenie, że o kimś podobnym już słyszał kilka razy w Argarze, ale nie bardzo go to interesowało, aby mocniej się nad tym zastanawiać. Pokręcił głową na kolejne słowa.
    — Chcę żeby byli bezpieczni. Nie mówię, że ich bezpieczeństwo zależało, zależy czy będzie zależeć tylko ode mnie, ale jeśli mogę im jakoś dodać spokoju ducha od plotek… nie mam nic przeciwko — odpowiedział na to spokojnie. Znowu parsknął na komentarz odnośnie papierosów.
    — Może to i lepiej — mruknął. Przytaknął też odnośnie pokazów wokalnych. Nie zamierzał jej sam wyciągać na scenę, wyjaśniał po prostu jak wygląda sprawa muzyki. Doceniał jednak, że troszczyła sie o swoją przykrywkę w zadaniu. Było to widać po jego oczach, nawet jeśli nic dalej nie komentował w tej sprawie.
    — Każdy język ma swoje smaczki. Odmiana we wspólnym za to jest o wiele bardziej skomplikowana, liczebniki, czasy, w phyońskim akurat to jest o wiele prostsze — odpowiedział. Zastanowił się nad przydatnymi słowami.
    — Paljonko?” znaczy „Ile?”, „Kallis.” „Drogie”, „Liian kallis.”„Za drogie”, „Halvempi?” „Taniej?”, „Kiitos.”Dziękuję”, „Ei.” „Nie”, a „Joo.” „Tak”. Takie zwroty najczęściej są wykorzystywane przy targowaniu się i robieniu zakupów — przekazał jej. Powtórzył jeszcze raz każdy zwrot, tym razem wolniej, aby na pewno zrozumiała odpowiednią wymowę i akcent.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  103. - A skórowanie to co?! - wrzasnął Gave. - Takie niewiniątka, tak dobrze prowadzą kraj, a dla swoich wrogów są nieludzcy! Żądza krwi ich prowadzi! - wrzeszczał "tańcząc" wokół Akane. - Wysyłają swoje dziatki do innego świata, sprowadzają Azylowiczow, zatruwają nam głowy, myślenie. Chcą być tacy cudowni, tacy ach i och, a w rzeczywistości? Napalency, mordercy... Gówno robią, a pławią się w luksusach! Za nic mają nasza tradycje! Za moment wyginiemy, a plaga Fenalisów opanuje ten świat! - złapał dziewczynę za rękę i pociągnął ze sobą, gdy tylko dostrzegł strażników. - Spieprzamy - rzucił do niej krótko i ruszył biegiem w jedną z węższych uliczek.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  104. Gave w danej chwili nie używał duchów. Właściwie to nie zamierzał żadnych swoich mocy uruchamiać. Skoro już działał z tymi pomarańczowymi włosami, które jak się okazało mogły wypaść w każdej chwili, bo był eksperymentalnym przypadkiem Grimy, to trzeba było działać na sto procent. Ufał jedynie swojej obserwacji i instynktowi przetrwania. Skręcił w ciemniejszą uliczkę i widząc przed sobą ścianę, zatrzymał się gwałtownie, żeby zrobić dla Akane koszyczek z dłoni, co by ją podsadzić. Adrenalinka zaczynała powoli przywracać mu większą trzeźwość umysłu, a kroki strażników były coraz bliżej. Spojrzał po dziewczynie gdy ta wspięła się na mur i odsunął się kilka kroków, aby zrobić rozbieg i samemu podciągnąć się na niego. 
    - Słyszałaś o tym, że koty mają  7 żyć? - zapytał jej zeskakując po drugiej strony. - Jestem pewien, że to przez takie mury... wystarczy niewiele żeby się spierdolić...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  105. Darcy zaśmiała się cicho, ale zaraz uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.
    — No cóż… — powtórzyła po niej — Jako ekspertka w byciu dziennym zapewniam, że nie ma w tym nic złego. Wszystko w swoim czasie przyjdzie. Wystarczy cierpliwość i zgodność z samą sobą — powiedziała z przyjazną czułością w głosie. Wiedziała jak to było czuć się niepewnie samej ze sobą. U niej to była co prawda głowa, ale jednak też wstydziła się wielu rzeczy, więc rozumiała Akane. Nie miała zamiaru jej pospieszać, ale jeśli jest ku temu odpowiednia chwila tak jak ta, to z chęcią jej powie co myśli o kobiecości kuzynki czy wyglądzie. Zdecydowanie nie miała się czego wstydzić. Wyglądała pięknie, a jeśli się jej podobało tym bardziej powinna się z tego cieszyć.
    — Ubierasz się zawsze w to na co masz ochotę? — zapytała. — Jeśli tak to idealny start. Nie zaszkodzi też zaglądać co jakiś czas w lustro, żeby się upewnić, że jesteś po prostu śliczna i masz prawo czuć się kobieco dla samej siebie — dodała jeszcze, odsuwając się kawałek. Zauważyła wcześniej, że sama rozmowa może być krępująca dla An, więc nie chciała dodawać jej dodatkowych bodźców.
    — No pewnie, dzisiaj miasto jest nasze. Robimy to na co mamy ochotę i się bawimy — przyznała ze śmiechem i zaczęła prowadzić granatowłosą w odpowiednią stronę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  106. — Bo tego co jest istotne moim zdaniem nie mają pod ręką do zaatakowania. Co powiedzą, że za Bellhardów było lepiej, bo nie mogłeś wybrać w jakiej formie chcesz żyć? Że całą magię brali dla siebie? Wymordowali kapłanki. A moi rodzice rozwijają ten kraj, każdy ma prawo wybrać jakie życie chce prowadzić, staramy się pomóc biedniejszym, założyli sierociniec, Grom, szkoły, nowe osady, wprowadzili handel i skarbiec nagle stał się całkiem pokaźny mimo, że podatki nie zdzierają z mieszkańców ostatnich potrzebnych im monet. Jako monarchowie, którzy odbudowują państwo po latach niewoli działają naprawdę prężnie. Pewnie są rzeczy, które można by zrobić lepiej, ale widać, że ciągle na każdym polu są prowadzone działania. Tradycje wracają do życia, kultura też się rozwija, a poległych w wojnie traktujemy z jednakowym szacunkiem — opowiedział dość spokojne, analizując w głowie wszystkie wspomnienia i informacje związane z rządami Parabellum, po czym przytaknął sobie głową. Nie mógł znaleźć w swojej głowie żadnego sensownego argumentu, aby próbować obalić aktualną władzę. Pewnie patrzył na to mimo wszystko zbyt subiektywnie, w końcu sam należał do tej rodziny, być może coś mu umknęło, albo o czymś nie wiedział, ale nie miał nic czym mógłby podzielić się z Akane w tej kwestii.
    — Niestety, za luksusy zwykle odbiera się poczucie prawa do posiadania wolności i popełniania błędów. Nie każdy to robi na szczęście, ale było słychać wystarczająco głosów, aby wywołać presję — mruknął, dalej paląc. Uśmiechnął się nieco na kolejne słowa. Doda im spokoju dbając o samego siebie, tak? Pewnie nie każdy z rodzeństwa niestety tak myślał, a on będzie spokojny, kiedy oni będą szczęśliwi i bezpieczni.
    — Urocze… tak, każdemu przyda się spokój. Na Wydmach damy radę wypocząć, przynajmniej biorąc pod uwagę jak Ty i Twoje towarzystwo odpoczywacie — odpowiedział jej z delikatną zaczepką w głosie.
    — Nieźle Ci idzie z wymową. Spróbuj teraz sklecić jakieś zdanie, jakbyś chciała coś kupić ode mnie — zaproponował.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gavin pochylił się do Akane do ucha i szepnął.
      - Powiedz mu tak: Myy minulle peniksesi, będzie zachwycony - pokiwał głową.

      Gavin the ghost

      Usuń
  107. Gave popatrzył po niej i pokręcił głową.
    - Oj nie... my nie zaslugujemy na więcej żyć. Co innego koty - odchrząknął. - Swoją drogę... ciekawe, że o kotach się mówi, że mają 7 żyć, a psy niestety tylko jedno... toż to jawna niesprawiedliwość losu - mruknął jeszcze, również utrzymując równowagę i podążając za nią w lekko pochylony szedł wtapiając się w mrok. Przed wyrwą poczekał aż ona przeskoczy, po czym uniósł lekko brew widząc, że chce go asekurować. - Proszę cię... - pokręcił głową. - Ja nie mam tak krótkich nóżek jak ty... nawet w połowie tak się wysilić nie muszę - mruknął i oceniają odległość skoczył tak by wylądować sobie na rękach. Ot tak, dla zwykłej popisówy.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  108. Uśmiechała się dalej ciepło do Akane i słuchała tego co do niej mówiła, nie przerywając jej przez dłuższy czas.
    — Myślę, że po prostu zaczynasz odkrywać kolejną część siebie. Przez lata skupiałaś się na tym, co potrzebne i rozsądne, prawda? Co wypada Ci założyć, żeby nikt nie pierdolił głupot. Zwłaszcza w tej waszej szkole, gdzie z tego co zdążyłam usłyszeć było sporo zjebów. Nic dziwnego, że teraz masz ochotę trochę poeksperymentować. Uważam, że to wspaniałe, że chcesz bardziej odkrywać własny styl, nie wstydząc się przy tym tego jaka piękna jesteś tylko i wyłącznie ze względu na płeć. Ta dziecinna dziewucha jest z Ciebie dumna — puściła jej oczko. — A jak brakuje Ci ubrań do testowania to znam świetny sklep z ubraniami na targu, tamtejsza manufaktura tworzy prawdziwe cudeńka — dodała jeszcze luźnej z małą propozycją.
    — Myślę, że ktoś próbował podbijać, ale pamiętaj, że ja flirtu nie odróżniałam, i dalej mam problem, od zwykłego zawierania przyjaźni, a to zniechęca. Zwłaszcza jak na przyjaźnie jest się dość wystarszonym. W Phyonix bałam się znajdować przyjaciół, cały czas się bałam, że znowu okaże się, że to Bellhard, który czai się na moje życie. Za pierwszym razem odwalili kawał dobrej roboty z nianią, więc lęk pozostał — wyjaśniła. Uśmiech nie schodził jej jednak z twarzy, teraz po połączeniu siebie i Cydar, zgodności z samą sobą rozumiała, że to nie jest takie proste i większość jednak będzie chciała po prostu nawiązać z nią normalną znajomość. Tak jak Amala z Diego. — Ale bywałam… średnio raczej, raz na miesiąc może, ale zawsze się dobrze bawiłam — dodała jeszcze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  109. Uśmiechnął się wdzięcznie do Akane. Wiedział, że plotki są raczej w mniejszości, ale takie zapewnienie jednak trochę mu pomogło. Fakt, wolałby żeby wszędzie dało się czuć spokój mieszkańców, ale dobrobyt kraju i mieszkańców to było jednak zadanie, nad którym pracowało się przez całe swoje życie. Pokręcił głową w kwestii mieszkania pośród ludu.
    — Chcę mieszkać przede wszystkim blisko swojej rodziny. Poza tym jest wygodniej być w pałacu, gdzie są wszystkie potrzebne do mojej pracy informacji. Kurierzy musieliby biegać w dwa miejsca, aby przekazać informacje matce, a potem mnie. Matka musi mieć wszystko u siebie, a ja też mam rzeczy, za które jestem odpowiedzialny. Nie widzę w tym sensu poza próbowaniem zbliżeniem się do mieszkańców, a to… jest ważne, ale mam inne priorytety. Na miasto można zawsze wyjść, ale kurier zawsze będzie szedł w konkretne miejsce, gdzie przebywa adresat — wyjaśnił swój punkt widzenia. Sam zgasił papierosa, po tym jak skończył już go palić, po czym wyjął pojemniczek, w którym trzymał pety. Podał go Akane.
    — Wrzuć tutaj, później je spopielam przed wyrzuceniem — wyjaśnił. Zaskoczyło go trochę kolejne pytanie Akane.
    — Penis — odpowiedział po prostu. Niespecjalnie czuł potrzebę dopytywania skąd jej się wzięło to pytanie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  110. — Myślę, że o tym będę myśleć, kiedy będę bliżej założenia własnej rodziny. Aktualnie nie zapowiada się na to, więc nie muszę sobie tym zaprzątać głowy — odpowiedział bez żadnej pretensji w głosie. Na tą chwilę nie był pewny jak wygląda jego sytuacja z Luną, a jeśli byliby razem szczerze ciężko byłoby mu sobie wyobrazić wtedy jakąś rodzinę mieszkającą w jednym miejscu, o ile w ogóle mieliby mieć dzieci. Nie mógł sobie aktualnie wyobrazić piratki jako osoby, która chciałaby mieć dzieci w przyszłości. Nie czuł się z tym specjalnie źle. Rola wujka do końca życia też by mu w zupełności odpowiadała.
    — Wydaje mi się, że monarchowie i ich dzieci całe życie są w pracy. To nie tak, że możesz sobie wyjść w południe i uznać, że masz wszystko gdzieś dopóki nie wrócisz rano jak na przykład pracownik w fabryce szkła, czy myśliwy, który zakończył polowanie. Jak coś się stanie to nieważne czy chcesz czy nie, musisz się tym zająć i tyle, albo nie jesteś godny swojego tytułu. Przynajmniej mi się tak wydaje. Rodzina królewska powinna trzymać pieczę nad swoim narodem, nawet jeśli odpoczywa, powinna być gotowa rzucić dla nich wszystko — sam wysnuł własne konkluzje, nie czując się specjalnie urażony przez Akane. To normalne, że każdy wyciągał swoje własne wnioski. Tak długo jak go do niczego nie zmuszała nie zamierzał się denerwować, że w czymś się różnią. To byłoby zwyczajnie durne.
    — Hę? — nie rozumiał kolejnych słów, ani dlaczego nagle zaczęła patrzeć w niebo. Ona się obraziła, bo miał inne zdanie. Uniósł lekko brew do góry w niezrozumieniu.
    — Minulla ei ole tikaria maksassani — odpowiedział na jej pytanie, uśmiechając się wymownie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  111. Gave prychnął na ten komentarz.
    - Nah, wszystkie istoty ludzkie - poprawił ją, po czym postukał się po brodzie. Nigdy nie słyszał komentarza o ziemskich aniołach, a o raju sądził że za tęczowy most trafia każda dusza zwierzęca a nie tylko wybrane, więc był szczerze zaskoczony takim powiedzeniem. - Wolałbym siedem żyć niż miano jakiego pierdzielonego aniołka, który jak zginie to już kaput... nikt go nie zobaczy... no poza wyjątkami - skomentował. - Żadna sprawiedliwość - prychnął a na środkowy palec posłał jej buziaka. Kiedy mu zarzuciła amatorszczyznę pobalansował na dwóch rękach jeszcze trochę, a potem powoli oderwał jedną i słysząc jej "kurwa" stracił równowagę i swobodnie zjechał po ścianie wprost na drugiego strażnika. Roześmiał się serdecznie kopiąc gościa z impetem, wykorzystując przy tym jego zaskoczenie. - Biegnij, biegnij - rzucil do Akane, samemu również biegnąc wzdłuż ściany, przynajmniej przez chwilę, dopóki to było możliwe, potem zniknął w bocznych uliczkach, co by zmylić przeciwnika. To pomiędzy bogiem a prawdą to miał nadzieję, że pościg skupi się na widocznej Akane.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  112. Ryu zastanowił się chwilę nad tym i westchnął ciężko.
    - No... nie spodoba ci się odpowiedź na to pytanie - mruknął w końcu. - Ale w tej chwili jedynym, takim miejscem, o którym myślę... jest Las - podrapał się po głowie. - Nie mniej sądzę, że dziś jest to głównie dlatego, że mam trochę dość ludzi... i trudnych relacji międzyludzkich - uśmiechnął się krzywo. - Relacje, które non stop się pieprzą... -wzruszył ramionami. - Myślę, że to przejdzie za jakiś czas, ale dziś... - pokręcił głową. - Dziś w głowie pojawia się tylko Las, ze względu na spokój jaki tam panuje - uśmiechnął się do swych myśli i przeciągnął się lekko. - A dziękuję, już teraz dzięki za życzenia - puścił do niej oczko. - Wiesz... wolałbym nie krakać, więc trzeba być dobrej myśli. Chłopak jest zaradny. Poradzi sobie, będzie żywy. Klara go odzyska - mruknął. - Afirmacja, afirmuj... to sprowadzisz do siebie dobre rzeczy - zaśmiał się pod nosem. Parsknął śmiechem na ten jej komentarz.
    - To jesteśmy umówieni na najgorsze i najgłośniejsze zawojowanie Phyonix - zasalutował jej. - A spróbuj tylko mnie wycyckać w tym temacie to zapewniam cię, że zemsta będzie słodka i niespodziewana.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  113. — Nauka własnych mocy potrafi być naprawdę problematyczna — przytaknęła jej. — A Twoje szczególnie, ciężko mi wyobrazić sobie przez co musiałaś wtedy przechodzić. Tym bardziej się cieszę, że jesteś w stanie czerpać teraz przyjemność z tak trywialnych rzeczy, a jednocześnie wynieść z nich coś dobrego dla siebie — uśmiechnęła się ciepło w stronę Akane. Wiedziała o co Akane chodzi z byciem “normalną” sama miała przecież podobny problem, więc nie mówiła teraz, że jest przecież normalna. Nie o to chodziło, a i ona miałaby problem ze znalezieniem lepszego słowa.
    — Tylko jeśli sama masz na to ochotę, nic na siłę — puściła jej oczko. Zaśmiała się na kolejne słowa szczerze.
    — Nie wiem co gorsze, wiedzieć, że typek podbija i nie wiesz dlaczego czy w ogóle nie wiedzieć. Najwyżej będziemy obie się zastanawiać dlaczego, i która nasza zajebista część ich przyciąga, bo zakładam, że do Ciebie też może zgłosić się równie wielu jak nie więcej adoratorów. Granatowłosa ślicznotka to jak egzotyczna bogini tutaj — powiedziała pół serio pół żartobliwie. Była pewna, że nietypowa dla tych okolic uroda Akane z pewnością przyciągnie więcej niż jedno spojrzenie, w niektórych kręgach, nie każdy z nich może zagada, ale zainteresowani na pewno będą. Rozmawiały sobie tak w całkiem przyjemny sposób i Darcy nawet nie wiedziała, kiedy znalazły się już na ulicach miasta. Teraz zostało tylko dojść do jakiegoś ciekawego przybytku.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  114. Przytaknął na jej słowa. Tak, zdarzało się, że przychodziło to niespodziewanie, niemniej dalej uważał, że to będzie problem, nad którym się zastanowi, gdy już taka sytuacja faktycznie będzie go dotyczyła, teraz stawiał na rzeczy, które faktycznie pukały do jego drzwi w głowie.
    — Stety i niestety — powiedział w kwestii pracy na pełen etat. Dla ludzi z pewnością to było dobre, w pewnym sensie kształtowo charakter, ale już zdążyli się nagadać na temat tego ile problemów to powoduje, więc nie było sensu tego wszystkiego powtarzać. Skupił się na wyjaśnieniach odnośnie tego podpatrującego ducha. Ciekawe.
    — Hmm… duch podpowiadający pytania o penisy, dość interesujący wybór opiekuna — skomentował, a kącik ust drgnął mu lekko do góry. Gave zdawał się poważnie podchodzić do kwestii obrony bliskich, więc pewnie dusza była kompetentna, niemniej jej poczucie humoru było raczej “wysublimowane”.
    — Zapytałaś czy nie mam sztyletu w wątrobie. W wątrobie nie mam — wyjaśnił we wspólnym, żeby Akane zrozumiała. — Teet todella hauskoja virheitä. Aksenttisi on hyvä, mutta minusta tuntuu, että kiirehdit sanoessasi sitä, mitä haluat sanoa, ja siksi sanat menevät sekaisin. Kieli menee helposti solmuun opetteluvaiheessa.(Popełniasz naprawdę zabawne błędy. Twój akcent jest dobry, ale wydaje mi się, że spieszysz się, gdy mówisz to, co chcesz powiedzieć, i dlatego słowa się mieszają. Język łatwo plącze się na etapie nauki) — dodał jeszcze wolno, aby dobrze zrozumiała każde słowo. — Ile zrozumiałaś z tego? Na jakim poziomie jesteś? — dopytał jeszcze po wszystkim.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  115. Uśmiechnęła się do Akane.
    — W takim razie pójdziemy na Twoje pierwsze zakupy, za które zapłacisz z przyjaciółką — odpowiedziała. Na konkretny termin prędzej czy później się dogadają i wybiorą. Nie miały do siebie daleko. Sama na zakupach z przyjaciółką nigdy nie była, więc ją też to w pewien sposób ekscytowało, mieć kogoś jeszcze do spędzania czasu, cieszenia się wspólnymi, małymi przyjemnościami. Przytaknęła jej głową.
    — Obie chyba nie szukamy teraz romansu, tylko dobrej zabawy, myślę, żeby pójść do Yske, tam nigdy nie było problemów i robią najlepsze drinki z varką — zaproponowała, prowadząc ją dalej. W końcu dotarły na miejsce. Przybytek prezentował się obiecująco. Średniej wielkości budynek ze swoją nazwą na tablicy tuż nad drzwiami. Ze środka dochodziła przyjemna dla ucha, skoczna muzyka do tańca, dach był otwarty, a tuż obok nich znajdował się jeszcze ogródek, przy którym już było kilka zajętych stolików.
    — To na co masz ochotę najpierw? — zapytała.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  116. Słuchał o Gavinie z beznamiętnym wyrazem na twarzy. Chyba był już nieco za stary na żarty o penisach czy zachwycanie się tym jaką bieliznę założył ktoś znajomy. Opiekun Akane najwidoczniej miał inne zdanie. O ile jej to nie przeszkadzało to nie miał zamiaru się mieszać specjalnie. Zmarszczył jednak brwi, kiedy jedna niepokojąca myśl przyszła mu do głowy.
    — Czy Darcy ma opiekuna duchowego? Ma takie samo podejście? — zapytał dziewczyny. Jeżeli jego młodsza siostra ma kogoś takiego pod nosem chyba pierdolnie Gava i zmusi do zmiany. Absolutnie nie chciał, żeby młoda miała takiego zboczeńca przy sobie. Jeszcze tego brakowało, żeby ją podglądał, albo dawał durne pomysły do głowy. Uśmiechnął się lekko, kiedy zaczęła tłumaczyć jego słowa.
    — Prawie idealnie, ale nie napinasz, tylko śpieszysz. Resztę zrozumiałaś — poprawił ją. Przytaknął, kiedy powiedziała kolejne dobre zdanie.
    — Ei kestä (nie trwa, czyli fińskie nie ma za co podobnno XD) — odpowiedział, nie zmieniając mimiki twarzy. Obserwował jak wyciąga swój sztylet i co tam też dalej kombinuje. Zaśmiał się na jej groźbę cicho i uśmiechnął nieco szerzej.
    — Kaktukset ovat täysin ilmaisia – käy vain hakemassa pari autiomaasta. (Kaktusy są całkowicie darmowe - po prostu idź i weź kilka z pustyni) — rzucił w odpowiedzi, nie przejmując się wyciągniętym w jego stronę sztyletem.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  117. Cały czas uśmiechała się wesoło. Sama miała ochotę się trochę wybawić zanim wyruszy z Abyss. Poza tym chwila wytchnienia między obowiązkami, które wróciły i tymi, które sama sobie narzuciła zdecydowanie męczyły, nawet jeśli tęskniła jakąś częścią siebie za tą odpowiedzialnością. W przybytku sama szła już nieco tanecznym krokiem, uśmiechając się szerzej, widząc zadowolonych ludzi. Lubiła taki widok w Phyonix.
    — Tak, jak najbardziej. Varka to taki nasz popularny owoc ognisty, robimy z niego gin, wino, drinki, przetwory. Mamy też mniej… wyjątkowe owoce, ale ten ma ognisty posmak — wyjaśniła, poruszając przy tym brwiami zabawnie. — Ale obiecuję, że nie spalisz sobie języka — dodała jeszcze. Podeszła w takim razie do lady, gdzie był rudowłosy barman. Uśmiechnęła się do niego serdecznie i zamówiła dwa duże drinki z varką dla siebie i kuzynki. Gotowe szklanki wzięła, jedną podała An. Domówiła też fajkę wodną do stolika.
    — Widziałaś jakieś ciekawe miejsce, gdzie można usiąść?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  118. Odetchnął w duchu, kiedy dowiedział się, że nie ma takiego podejścia. Tyle dobrego. Niemniej musiał sobie uciąć pogawędkę z pewnymi osobami na ten temat. Nie miał zamiaru ryzykować, że ktoś wykorzysta czy skrzywdzi mu siostrę, która dalej była za zielona w temacie intymności. Po jego gorącym, kurwa, trupie. I tak, tak samo by zareagował na informację wobec kogokolwiek z rodzeństwa.
    — Morgana i Natan też nie mają żadnych podglądaczy u siebie? — zapytał jeszcze. — Ach i jeśli Twój opiekun, kiedykolwiek spojrzy na moje rodzeństwo w taki sposób to znajdę sposób, żeby odesłać jego duszę w najgorsze czeluście piekieł — zaznaczył jeszcze. Miał ciotkę, która sama była Śmiercią tak jak ojciec Gava, wierzył, że byłoby to możliwe. Oczy przez chwilę zmieniły barwę na ognistą czerwień. Zaraz jednak wróciły do normalności.
    Kiedy dalej ciągnęła temat kaktusów dalej się uśmiechał. Czasami wyrywało mu się ciche parsknięcie. Cóż, dziewczyna była wyjątkowo zabawna, kiedy tak kaleczyła ten język i dalej się nie poddawała.
    — Arvostan todella sinnikkyyttäsi (Naprawdę podziwiam Twoją wytrwałość) — odpowiedział jej, śląc delikatny, zaczepny, szelmowski uśmiech. — Parempi hakea ne suoraan autiomaasta ilmaiseksi, usko minua, torilla niitä ei ole (Lepiej wziąć je prosto z pustyni za darmo, uwierz mi, na targu ich nie ma) — dodał jeszcze, sprawdzając ile tym razem zrozumie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  119. Ryu spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Myślę, że w reszcie części Mathyr ginie podobna ilość ludzi w równie makabryczny sposób - uśmiechnął się do niej krzywo. - Myślę o tej części Lasu niedostępnej dla przybyszów z zewnątrz. Spokojnej części lasu - mruknął. - Mój umysł mówi mi po prostu, że po prostu na jakiś czas mam dość relacji międzyludzkich. Mówi też, że nie na zawsze, bo mimo wszystko kocham was wszystkich i lubię przebywać wśród ludzi, tylko... - westchnął ciężko. - Po prostu czasem mam ochotę zniknąć. Odciąć się od wszystkiego i niczym się nie przejmować, dlatego wspomniałem o Lesie - wyjaśnił. - Lubię Argar, ale jak was w nim nie ma to jest w nim pusto i przygnębiająco... lubię ten świat, cały. Te miejsca, które już widziałem są zachwycające. Chętnie w nich pobędę, ale... pytałaś mnie o miejsce domu... a dla mnie takie miejsce nie istnieje - wzruszył ramionami. - Bo domem są ludzie a nie miejsce... więc jeśli miałbym gdzieś odpoczywać to w Lesie, a dom... cóż... zobaczymy gdzie się wszyscy osiedlicie - wyszczerzył się do niej, po czym roześmiał serdecznie. - W porządku, więc sprawdzę w grafiku, gdzie cię umieszczę i dam znać - poczochrał ją po włosach. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  120. Gave już nie odpowiedział na teorię co do psiaków. Swojego własnego miał w dwóch miejscach i zdawało się, że to jednak dwa różne psy, więc jakoś ta reinkarnacja w tym wypadku nie działała, ale mogło to być również działanie celowe, ingerencja w rzeczywistość Victora. Wcale by go to nie zdziwiło. Biegł trochę na oślep, chcąc sprawdzić jak dobrze jest z jego znajomością terenu Phyonix. Studiował mapę przez jakiś czas, co by wyglądać nieco wiarygodnie, na tubylca. Teraz kalkulował w myślach jak dobiec do miejsca, gdzie kierowała się Akane. Widział też że trzech strażników deptało jej po piętach. Adrenalina zdołała już mu wywietrzyć alkohol z żył, a przynajmniej takie odniósł wrażenie. Zaczął więc pohukiwać od czasu do czasu, zwracając na siebie uwagę. 
    - Parabellum do piachu! - wrzasnął, kiedy strażnik zaczął zbliżać się do Akane jeszcze bardziej. - Wielki książe pierworodny to lamus! Dał się porwać piratom! - okręcił sie wokół własnej osi. - Naraził sojusz z Argarem! - dorzucił jeszcze. - Książulo Diegulo traktuje swych podwładnych jak śmieci! Jeszcze tylko nasrać na nich by wypadało! - dorzucił i z krzykiem "jahuuu!" wskoczył na mniejszy płotek. - A wy jesteście płociszcza! Nie umieją złapać dwóch dzieciaków! - zahukał ponownie. Jedynie Darcy oszczędził w tych swoich obrazach. Mimo wszystko uważał, że nie potrzebowała rozprzestrzeniania plotek i miał wrażenie że mogłaby sobie z nimi nie poradzić, a poza tym... to z nią był najbliżej wśród rodzeństwa Parabellum i zwyczajnie nie chciał jej bluźnić.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  121. Darcy zastanowiła się przez chwilę, jakby mogła dobrze opisać ognisty posmak varki.
    — Myślę, że to byłoby trochę jak… cynamon z nutką pieprzu — odpowiedziała po chwili namysłu. — I tak, ma smak, różne płomienie mają inne smaki, zależy skąd pochodzi ogień i z jakiej chwili. To dość rozległy temat — zaśmiała się lekko. — Na przykład swój spokojny w trakcie medytacji porównałabym do cytrusowych liści i daktyli, a kiedy jestem wkurwiona to z kolei już smakuje jak krew, pikantna papryka i siarka — dodała jeszcze.
    — Idealne — przytaknęła jej w kwestii miejsca, po czym zabrała się tam z nią. Usiadła na poduszce przy niskim stoliku.
    — No to co, za dobrą zabawę zacnych ślicznotek? — zapytała, wyciągając w jej stronę szklankę na toast.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  122. - Nie - Ryu pokręcił lekko głową. - On nie wabi wizją spokoju, on wabi tych chciwych do siebie. Śmiałków, którym za mało jest tego co mają w życiu, a niektórzy przychodzą na polecenie swoich własnych władców - wzruszył ramionami. - Nie sądzę by Las, a raczej Gabriel, bo to o nim mowa, był znacznie gorszy od tych chodzących po Mathyr i utrzymujących się przy korycie władzy. Oczywiście z wyjątkami, jak to wszędzie, bo nie można wrzucać do jednego wora, ale koryto to koryto. Wielu z tych przy władzy odstrzeliło w kosmos - skomentował. - I Gabriel jest jednym z nich - skomentował. - Jasne, moim zdaniem patrzysz na to koryto bardzo idealistycznie. Chyba trochę za bardzo, ale chciałbym żeby to twoje myślenie zaraziło większość obecnych przy korycie władzy - uśmiechnął się lekko. - Ja też w swoim myśleniu rozróżniam Las od Gabriela - dokończył ostateczni, po czym parsknął śmiechem. - Gave wyrwał mnie, choć nie z samotni. Z Argaru, w którym aktualnie nie bardzo miałem ochotę przebywać, a skoro już jestem w nowym miejscu... no może nie tak całkiem nieznanym, ale wciąż całkiem dla mnie nowym, to trzeba z tego skorzystać, nie? Nie ma czasu na dołowanie się - uśmiechnął się do niej szeroko. Pozwolił jej na to pstryknięcie w nos i dotknął palcem jej czoła. - Samotnię jeszcze sobie stworzę, kiedy was nie będzie dookoła. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  123. Gave widział ten jej "upadek" z wysokości. Mimo tego, że nie pokonała wyrwy to udało jej się zgrabnie zbiec przed strażnikami. Ładne zagranie, to musiał jej oddać, jednak nie miał czasu by dłużej to podziwiać, bo jeden ze strażników obrał go sobie za cel. Jakby tych dwóch co go próbowało dogonić to było za mało. Czas było wzbić się na wyżyny elokwencji i dać czas Akane na schowanie się. Być może jednak poświęcenie samego siebie będzie odpowiednim sposobem? Toteż zamiast uciekać, obrał inną taktykę. Nagle odwrócił się do tych, którzy go gonili i ruszył na nich z szarżą.
    - Niech żyją Bellhardzi! - wykrzyczał na cały głos wpadając z impetem na jednego ze strażników i przyciskając sztylet do jego gardła. - Niesłusznie stłamszeni - sapnął jeszcze. Ciężko było mu teraz cokolwiek zrobić. Zamachnął się na chłopa, chcąc go pozbawić przytomności, ale to wówczas ten wyrzucił z siebie wiązkę ognia, która... gdyby nie jego szybki refleks to pewnie spaliłaby go żywcem, a tak jedynie osmoliła mu ubrania i o zgrozo zajęła kosmyki włosów. - Oooo ta zniewaga krwi wymaga! - fuknął szybko gasząc pożar na swej głowie. Matko Boskie, przecież Grima będzie załamana, jakby już on nie był. Już miał się znów na niego zamachnąć, gdy drugi złapał go za ramiona i podciągnął do góry. Gave wybuchnął gromkim śmiechem kopiąc wściekle powietrze i szamocząc się w objęciach strażnika. Cóż jak teatrzyk to teatrzyk. - Puszczaj ty bezmózgi pędraku! Płotko przebrzydła!

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  124. - Zgoda, może i wabi też tych, którzy liczą na to, że kryształ im coś zapewni, a także desperatów - przytaknął. - Ja porównuję, Gabriela do tych co stoją przy korycie. Bo owszem on pociąga za sznurki, tak jak i inni, a część Lasu idzie za nim w zaparte - pokiwał głową. - Jednak to jest właśnie ta kwestia, w której się nie zgadzamy - spojrzał po Akane. - Las i Gabriel to dla mnie dwie różne i odrębne kwestie - wyjaśnił. - To tak jak Polsza... Perun i Polszanie to dwie odrębne kwestie, mimo że Polszanie... wielu z nich, jest bardzo zaślepionych tym co robi ten frajer - zauważył cierpko. - A jednak... staram się to rozróżniać - przyznał. Nie skomentował już jej komentarza o normalnym, mathyrskim lesie. Wolał zostawić swe przemyślenia w tym temacie dla siebie. - Cieszę się, że chociaż w czymś mi wierzysz na słowo - mruknął, przeciągając się lekko i nieco ziewając. - Dobra, Słońce, idę tam pokazać się Rei - rzucił lekko. - A rano złapię cię po śniadaniu, o ile Grima mnie tak szybko wypuści - dorzucił wstając na równe nogi i jeszcze trochę się przeciągając. - Śpij dobrze i wypocznij trochę. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  125. Chłopak przestał się szamotać po dłuższej chwili, psiocząc tylko pod nosem niecenzuralne słowa w stosunku do strażników. Nie mniej nie walczył z nimi. Doszedł do wniosku, że jednak on nie należał do chronionych w tym przybytki Grandsandów (xD) i jakakolwiek walka w danym momencie byłaby tylko na jego niekorzyść, a jednak z tyłu głowy miał biedne Fasolki. Znając życie... bo umówmy się ich szczęście znał... Akane również nie miała go zbyt wiele. Nie mniej, kiedy strażnik, który wcześniej osmolił mu włosy, postanowił go dalej przypiec, najprawdopodobniej po prostu chcąc dać mu nauczkę, przystanął gwałtownie na stopie, tego który go trzymał i spiął wszystkie swoje mięśnie, by wykorzystać impet i wyrwać się mu. Schował się tuż za nim.
    - Oho czyli plotki o skórowaniu, o spalaniu żywcem jednak były prawdziwe - cmoknął. - Hohoho... a gdzie dialog? Gdzie rozmowa? Nic tylko brutalność w głowie - skomentował, chwytając za swój sztylet gotów w razie czego się bronić. Nie będzie go jakiś tam Feniks próbował upiec! 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  126. Pokiwał głową, ale nie zgodził się z nią.
    - Tu jest właśnie ta różnica, o której rozmawialiśmy. Moim zdaniem Las wcale nie jest aż tak zależny od Gabriela. Wystarczy pokazać mu co może, dać inną alternatywę, a jest szansa, że przestanie być jego niewolnikiem. Kiedyś Las istniał, bez Gabriela. Więc istnieć dalej bez niego może - zauważył spokojnie. - Stąd mój znak równości. Wystarczy wyrównać szanse, ale tak jak mówisz.. kiedyś może się przekonamy które z nas jest bliżej prawdy - zgodził się z nią i już dalej jej nie przeszkadzał. Wyszedł z jej komnaty i pobłądził po korytarzach, bo przecież nie wiedział gdzie jest komnata Rei. Parsknął w końcu śmiechem i wrócił do komnaty Akane, wparowując na chama. - Dobra, a teraz tak wiesz moment dla Łośka, nie? - rzucił gładko. - Czy zechcesz mnie poratować wiedzą, w którą stronę powinienem iść? - rzucił gładko i zaśmiał się nieco. - No sorry, ale Gave, jak to Gave... mapy nie dał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  127. Gave przygruchał sobie jednego ze strażników na osobistą tarczę, dzięki czemu chociaż odechciało im się rzucać w siebie ogniem. Dobrze, bo zdecydowanie nie zamierzał stawać się tej nocy kurczęciem pieczonym. A już tym bardziej zostać pozbawionym skóry. Nie wątpił w metody tortur Ashana, sam miał okazję poznać smak tortur Peruna, więc żadne tortury go nie kusiły. Nie zamierzał ich poznawać. 
    - Panowie, dogadajmy się - rzucił po dłuższej chwili krążenia z tarczą przed sobą, skierował się wraz ze strażnikiem do jedynego otwarcia, które widział, a kiedy tam jeden z przeciwników się zmaterializował, popchnął w jego stronę swą tarczę z impetem, jednocześnie rzucając w drugiego z nich sztyletem, a szarżując na ostatniego. Chwila rozproszenia, chwila nieuwagi. Tylko tyle potrzebował... tyle i może... sięgnął do kieszeni i niemal zaśmiał się ze szczęścia. A jednak, plan C dobrze było przy sobie mieć. Pozwolił by strumień ognia zajął jego rękaw i zacisnął zęby starając się nie zawyć z bólu. Wsunął do buzi dmuchawkę i wydmuchał strzałkę usypiającą do swojego przeciwników. - Sweet dreams... - mruknął pod nosem, gwałtownie odskakując przed kolejną wiązką ognia. Nie miał czasu dobrze zorientować się w sytuacji. Nabił dmuchawkę po raz drugi i wydmuchał, celując tak by trafiło w przemieszczającego się przeciwnika. Miał cichą nadzieję że to się uda.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  128. Kiedy ją dostrzegł to nie wiedział czy miał ochotę ją zastrzelić czy cieszyć się że nic jej nie jest. Przeszło mu nawet przez myśl, że mógłby ją tą cholerną dmuchawką potraktować, że tak bezczelnie nie myślała o tym co będzie dalej. Następnym razem na poważnie zostawi ją z tym w cholerę. Co za nieodpowiedzialna kobieta! Zacisnął mocno pięści i trzasnął jednego z przeciwników pięścią. Chuj. Najwyżej wsadzą go na dłużej. W danej chwili był po prostu wkurzony. Udało mu się trafić strzałką tego, który zrobił unik przed udawanym sztyletem Akane, a że strzałki mu się skończyły i nie miał czasu na wymianę to skupił się na walce wręcz z kolejnym przeciwnikiem przepraszając go w duchu, bo właśnie zamierzał rozładować na nim swoją irytację.

    Gave xD

    OdpowiedzUsuń
  129. - Och no tak, wielka Panna Idealna się odzywa. Sama sobie ją ruszaj, po hugo tu przyłaziłaś jak miałaś okazję zwiać, co? - od wrzasnął jej, dalej okładając feniksa i szczerze się na tej czynności skupiając. To w sumie było całkiem oczyszczające. Może nawet po części byłby w stanie zrozumieć Ashana i to jego skórowanie. Zwilżył językiem swe wargi, wykonując kolejny unik przed ciosem swojego przeciwnika. - Bardzo mi przykro - powiedział do mężczyzny. - Ale możesz podziękować tamtej dziuni - wskazał dłonią Akane. - Dzięki niej masz teraz rozkwaszony nos - pokiwał głową przyjmując kilka jego ciosów na klatę i krzywiąc się przy tym nieco. - Ale hej... zębów nie próbujemy wybić - pogroził mu palcem przed nosem. Uderzył go jeszcze kilka razy, zanim puścił przeciwnika i rozmasował sobie nadgarstki. Spojrzał ponuro po Akane. - To nie załatwiłaś tamtego? - uniósł wysoko brew. Chu...nie koleżanka. No co za... 

    Gave xD

    OdpowiedzUsuń
  130. Dla niego ta sytuacja zdecydowanie nie była zabawna. Gave będzie miał poważne problemy, jeżeli okaże się, że jest inaczej. Przetarł dłonią skronie, bo to była kolejna rzecz, o której będzie teraz musiał bardzo uważnie myśleć, zanim się rozwiąże. Przytaknął też w kwestii uzbrojenia po zęby, bo sam zdążył zauważyć jak Morgana szykowała różne rzeczy dla Akane, byleby jej krzywda nie przełożyła się na krzywdę dla Natana. I jak najbardziej to rozumiał. Taka ochrona była dla niego normalna, zrozumiała, ale zboczone stalkerskie duchy? Nie, niektóre rzeczy zdecydowanie przekraczały jego pokłady zrozumienia i cierpliwości.
    — Nie wiem czy to coś z czego powinnaś być dumna — zauważył spokojnie. Sięgnął sobie po papierosa, analizując w głowie jak wyciągnąć informacje od siostry i w jaki sposób ewentualnie ukręci Gavovi łeb.
    — Determinację — poprawił ją. Zaśmiał się na kolejne wywody Akane cicho. Szło jej coraz lepiej musiał przyznać. To zdanie było już naprawdę płynne, więc uśmiechnął się do niej z uznaniem.
    — Saat nähdä omin silmin, varmasti jotain parempaa kuin pari kaktusta (Zobaczysz na własne oczy, na pewno coś lepszego niż parę kaktusów) — odpowiedział na jej pytanie. Zastanowił się przez chwilę.
    — Tärkeintä on, ettet anna kenenkään huijata itseäsi. Jos joku väittää, että hänellä on ainutlaatuista ja täysin poikkeuksellista tavaraa, lähde siitä oletuksesta, että hän valehtelee. Osaat jo kysyä hintoja, ja osaat myös huutaa, että jokin on liian kallista. Mutta miksi jokin muka olisi liian kallista? (Najważniejsze jest, żebyś nie pozwoliła nikomu siebie oszukać. Jeśli ktoś twierdzi, że ma unikalny i całkowicie wyjątkowy towar, załóż, że kłamie. Umiesz już pytać o ceny i umiesz też krzyczeć, że coś jest za drogie. Ale dlaczego właściwie coś miałoby być za drogie?) — postanowił dalej sprawdzać jak Akane radzi sobie ze słuchaniem i rozumieniem języka.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  131. Darcy przytaknęła jej głową, poważniejąc od razu na twarzy.
    — W życiu mu tego nie powiem. Albo sam zacznie jeść, albo będzie pytał zdecydowanie zbyt dużą liczbę osób o zbyt dużo płomieni z czego część pewnie sam spróbuje zrobić po swojemu smakowo. W każdym razie będzie to się z potencjalnymi tragediami — powiedziała, za chwilę jednak zaśmiała się lekko. — Nie będę narażać go na potencjalne poparzenia — zapewniła jeszcze Akane. Wolała nie testować dalej cierpliwości Tonego niż było to konieczne.
    — Tak, smakuje inaczej, więc ten posmak też jest inny. Aczkolwiek nie dałabym tutaj negatywnych emocji szczerze mówiąc. Niedojrzały owoc jest kwaśny, płomienny posmak też jest kwaśnawy, jak taki cytrus, niektórzy uwielbiają, jak ja, inni się krzywią na samą myśl, przejrzały z kolei jest już o wiele słodszy, dalej czujesz cynamon, pieprz, a do tego opalane daktyle i czekoladę, taki… hm… płomień niektórych zakochanych osób w trakcie ceremonii zaręczyn tak smakuje i pachnie nam — opowiedziała nieco więcej o smakach ognia o jakie pytała granatowłosa pytała. Puściła jej oczko
    — Uparłam się na czyste fakty — zaśmiała się i upiła łyk drinku. Jej bardzo smakował osobiście. — I jak tam posmaczek? — zapytała, zainteresowana.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  132. Sama się zaśmiała, chociaż po oczach było widać, że w kwestii trzymania Tonego w słodkiej niewiedzy odnośnie smaków ognia była śmiertelnie poważna. Przytaknęła jej z przyjaznym uśmiechem.
    — Słodkie jest całkiem smaczne, ale o wiele bardziej wolę kwaskowaty posmak w owocach czy deserach — przyznała. Sama uważała, że drink był aż nazbyt słodki po spróbowaniu. Chyba niepotrzebnie prosiła o najlepsze co dzisiaj mają, mogła zwyczajnie zamówić sprawdzony trunek.
    — Rozpędziłam się i wzięłam specjalność baru, następnym razem weźmiemy kwaskowate wersje — obiecała jej. — A co do płomieni… no cóż, na takich ceremoniach są różne osoby, w tym dzieci, dzieci, które mogą od najmłodszych lat bawić się ogniem, a wiesz jak to z berbeciami, wszystko by brały do buzi. Nie licząc, że przez lata istnienia Phyonix też mieliśmy swoich Tonych, tylko ognioodpornych. Chociażby twórca naszego szkła, to dopiero był odkrywca — odparła, uśmiechając się szerzej. — Tony też ma swojego Tonego opiekuna, co nie? Tego Einsteina. Takich szalonych naukowców nie ma może zbyt dużo, ale jak już są to z pewnością zostawiają po sobie ślad — zaśmiała się lekko. Niedługo później przyszła do nich również fajka wodna.


    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  133. — Jesteś pewna? — dopytał. Dla niego taki strażnik mimo wszystko brzmiał całkiem inwazyjnie. Sam nie chciałby słuchać zboczonych komentarzy całymi dniami i żyć ze świadomością, że ktoś ogląda jak się ubiera. — Gdybyś czuła dyskomfort… możesz powiedzieć — dodał jeszcze, nie chcąc brzmieć zbyt nachalnie. To była tylko i wyłącznie decyzja Akane czy czuje się z tym komfortowo, gdyby jednak jej to przeszkadzało z ciotką pewnie dałoby się coś załatwić.
    Słuchał, gdy powtarzała jego słowa. Nie szło jej najgorzej, rozumiała najważniejszy sens, a skoro niedługo dotrą, tym bardziej miał zamiar jeszcze bardziej przemęczyć ją z tym językiem, żeby nabierała wprawy i nie bała się rozmawiać z miejscowymi. Przytaknął jej z uśmiechem ostatecznie.
    — Aivan niin. Hyvin keksitty. Kokeile nyt puhua minulle pelkästään suomeksi. Onnistutko? Mitä haluaisit ostaa torilta? (Dokładnie tak. Myślisz właściwie. Spróbuj teraz mówić do mnie cały czas po phyońsku. Dasz radę? Co chciałabyś kupić sobie na targu?) — odezwał się, po czym wypuścił dym papierosowym nosem. Tutaj przyszło mu kolejne pytanie. — Kuinka kauan kestää, ennen kuin löydän sinut putkasta? (Jak długo potrwa, zanim znajdę cię na dołku?) — zapytał z nieco bezczelniejszym uśmiechem na ustach.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  134. Przytaknął na zapewnienia w kwestii opiekuna i postanowił bardziej już nie drążyć tego tematu. Skoro czuła się tak dobrze, postanowił tak to zostawić w sprawie Akane. Nie będzie nikogo pilnować na siłę. Prawie nikogo. Pewne wyjątki jednak mógł znaleźć na swojej liście. Palił dalej spokojnie, ciesząc się dalszą rozmową. Do czasu. Patrzył co jakiś czas na An, więc widział tą piaskową kulkę. Popatrzył po niej z zapytaniem, nie rozumiejąc dlaczego teraz to robi, skoro nie groziło im żadne zagrożenie. Kiedy w niego strzeliła, uchylił się nieznacznie, a piaskowa kulka śmignęła tuż obok jego twarzy. Odprowadził pocisk wzrokiem, po czym powoli przeniósł spojrzenie na Akane. Gdy dziewczyna pogoniła Uqe, nie ruszył za nią w galop. Po prostu pozwolił Bratu przejść w nieco szybszy, miarowy kłus, niwelując po czasie dystans. Przez dłuższą chwilę milczał, zaciągając się mocniej papierosem, wypuścił sporą smugę dymu.
    — Putka to areszt, Akane — odezwał się w końcu, a jego głos był spokojny — Cela. Dołek. Pytałem, jak szybko miejscowa straż zamknie cię za kratami za ten twój narwany charakterek — sprecyzował. Dopiero teraz na jego usta wrócił ten sam, nieco bezczelny uśmiech, choć podszyty domieszką cynizmu. Spojrzał na nią z góry, kontrolując konia jedną ręką.
    — Ale to fascynujące, gdzie powędrowały twoje myśli. Rura? Zarabianie pieniędzy? — uniósł lekko brew. Patrzył na nią, badając uważnie reakcję. — Putka. Putka, ei putki. (Nie, nie, nie. Dołek. Areszt. Nie rura.) — dodał, żeby zrozumiała różnicę w wymowie. — Jeśli na targu też zamierzasz rzucać piaskiem w każdego, kto niefortunnie dobierze słowa, to z tą nauką języka radzę ci się pospieszyć. Albo faktycznie zacząć odkładać na grzywny — pozwolił sobie na kolejny żart w swoim stylu. Zaciągnął się po raz kolejny — Puhut kyllä hienosti silloin, kun olet aivan helvetin vihainen. Yhtäkkiä aksenttisi on täydellinen, ääntämyksesi virheetön ja puhut sujuvasti. (Naprawdę ładnie mówisz, kiedy jesteś wściekła jak diabli. Nagle masz idealny akcent, bezbłędną wymowę i mówisz płynnie.) — odparł, wypuszczając dym nosem. W ogólnym rozrachunku ta sytuacja nawet go rozbawiła. — Ja violetteja koristeita löydät varmasti – tori on täynnä koruja, rihkamaa ja kaikenlaisia kimaltelevia tavaroita. Älä vain käy kauppiaiden kimppuun, muuten ostosreissu loppuu hyvin nopeasti.(A fioletowe dodatki na pewno znajdziesz – targ jest pełen biżuterii, błyskotek i wszelkich błyszczących rzeczy. Tylko nie atakuj kupców, bo wtedy zakupy skończą się bardzo szybko) — wrócił też zaraz do lekcji języka, pokazała mu już, że jeśli chce to potrafi, więc nie było co jej oszczędzać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  135. — Ty siebie tak nazwałaś — pozwolił sobie cicho zauważyć. Nie zaprzeczył ani nie potwierdzał też z czystej grzeczności. Akane zdecydowanie miała swój własny “unikalny” charakterek, o którym dawała często znać i chyba nie trzeba było za bardzo się nad tym rozdrabniać. Bawiło go, że nagle się zawstydziła, ale nie zareagował na to, nie miał zamiaru się z niej przez to śmiać. Poza tym to zawstydzenie traktował jako swego rodzaju przeprosiny za ten piaskowy atak. Dziada też nie skomentował słownie, aczkolwiek już wtedy spojrzał po niej wymownie. Bardzo dojrzałe z jej strony, nie ma co.
    — Kohteletko kaikkia noin, kun he ärsyttävät sinua, vai pitäisikö minun tuntea itseni erityiseksi? (Czy traktujesz wszystkich tak, kiedy cię drażnią, czy powinienem czuć się wyjątkowy?) — zapytał, po tym jak usłyszał jej wyjaśnienia.
    — Sovinistiset vitsit eivät oikein sovi ihmiselle, joka elää matriarkaatissa ja jolla on kaksi nuorempaa siskoa varsin omalaatuisine luonteineen. Usko minua, pidän sinua sellaisena henkilönä, joka hyvää tarkoittaessaan päätyy vielä vartijoiden puhutteluun ja katsoo minua viattomin silmin odottaen, että selittäisin, miksi yksi tai toinen kauppias päätyi hiekkahautaan. (Szowinistyczne żarty nie bardzo pasują do osoby, która żyje w matriarchacie i ma dwie młodsze siostry o wyjątkowo charakterystycznych osobowościach. Uwierz mi, uważam cię za kogoś, kto mimo dobrych intencji skończy na rozmowie ze strażą i będzie patrzył na mnie niewinnymi oczami, oczekując, że wyjaśnię, dlaczego ten czy tamten kupiec skończył w piaskowym grobie.) — wyjaśnił swój punkt widzenia. Mówił przy tym stosunkowo powoli, robiąc sobie przerwy na zaciągnięcie się papierosem. Nie chciał, żeby granatowowłosa zgubiła się w potoku słów, zwłaszcza, że szło jej coraz lepiej z rozmówkami.
    — Minua ei yhtään yllättäisi, jos palaisimme Phyonix raahaten mukanamme jättimäistä kaktusta... (Wcale by mnie nie zdziwiło, gdybyśmy wrócili do Phyonix, taszcząc ze sobą gigantycznego kaktusa...) — mruknął z zaczepnym uśmiechem. An zdawała się bardzo polubić tą roślinę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  136. Przytaknęła, gdy wspomniała o dostarczaniu witaminy C do organizmu, marszcząc delikatnie przy tym brwi. Ciekawa informacja, nigdy jej nie słyszała, zanotowała to sobie w głowie.
    — Byłaś dobra z przyrody, biologii? — zapytała zaciekawiona. Mimo, że w Phyonix były szkoły to poziom nauki rodzice dostosowali pod to, aby ludzie byli w stanie tą edukację ukończyć. Odkąd Argar się rozrastał, warto było ten poziom nauczania podnieść, aby nie zostać w tyle. Zaśmiała się lekko, po czym upiła łyk drinka i poprawiła włosy.
    — Moją misją i tak jest pokazać CI jak najwięcej moich ojczystych przysmaków, więc mam nadzieję, że szybko broni nie złożysz — poruszyła zabawnie brwiami, mówiąc to. — Wierzysz w reinkarnację? — zapytała. — Mam nadzieję, że to jednak nie było jego poprzednie wcielenie. Podobno można odzyskać wspomnienia z poprzednich żyć, a jeśli Tony przypomni sobie o starych odkryciach i będzie chciał je uzupełnić o nową wiedzę? To z pewnością będzie interesujący widok — odparła, uśmiechając się przyjaźnie. Lubiła blondyna i jego analizowanie, ale miał tendencję do fiksacji, a wtedy trzeba było próbować jakoś go stopować dla dobra ogółu.
    — No wiesz… o swoich trzeba dbać — puściła jej oczko. — Poza tym, rozpieszczając Ciebie, rozpieszczam też siebie. Nie lubię zwykłego tytoniu, ale fajka wodna jest naprawdę smaczna — wyjaśniła, szykując im wszystko do zaciągania. — I w kwestii witaminki C, akurat mamy cytrusową mieszankę — dodała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  137. — O widzisz… to możliwe, że będę Cię trochę o nie nękać, chciałam zrobić propozycję poprawy programu nauczania dla Phyonix, przyda nam się wychowywać coraz mądrzejsze pokolenia — uśmiechnęła się do niej. Zaraz jednak ugryzła się w język, raczej nie powinna teraz o tym rozmawiać, miały w końcu się zrelaksować. — Wybacz… innym razem wrócę do tematu — rzuciła. Przytaknęła jej.
    — Też wolę płyny, lepiej wchodzą. Jeśli chodzi o przekąski… myślałam przede wszystkim o świeżych pokrojonych owocach, a do tego coś lekkiego i słonego jak będziemy miały ochotę, ale to jak bardziej zgłodniejemy może, co? — zaproponowała. Sama aktualnie absolutnie nie była głodna, więc nie śpieszyło jej się do żadnego jedzenia. Przytaknęła głową, gdy wspomniała, że wierzy w różne możliwości.
    — W sumie jak tak się zastanawiam… to ciężko by było pomieścić wszystkie dusze w jednym miejscu. Zresztą i tak jest podział z piekłem, każdy świat ma nieco inne piekło, każde wierzenie z czegoś się bierze i znamy więcej niż jedną śmierć, więc… ma to sporo sensu — powiedziała, dłonią stukając w szklankę, po czym wzięła kolejny łyk drinka.
    — Wiesz, że ma różne smaki? Mi też nigdy nie przypadły do gustu… za bardzo czuć tytoń a za mało smak, poza tym… wodną fajką można się odświeżyć, zwłaszcza z kostkami lodu w środku — rzuciła, same w końcu miały chłodną wersję. Ciężko było tutaj o lód, ale jakoś sobie w Phyonix z tym radzili różnymi sposobami. Niemniej ceny też były przez to wyższe. — Z taką o wiele łatwiej się zrelaksować, ale Ash z tatą mają ten nawyk, wolą “mocniejszy relaks, ale dobrze, że my sobie płuc nie niszczymy” — przedrzeźniała trochę ich poważny ton i zaśmiała się. Wzięła bucha po Akane i wypuściła świeży dymek. — A jak w ogóle wrażenia z tych wypadów z Ashem? Znośny ten mój brat? — dopytała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  138. Ashan patrzył wymownie po Akane, trzymając mimo wszystko usta żelaźnie bez żadnego wyrazu. Sama zaczęła te zaczepki. Odchrząknął, wypuszczając dym.
    —Muutama tulee mieleen. ( Kilka przychodzi mi na myśl) — odparł ze stoickim spokojem, unosząc lekko brew ku górze. Dopiero wtedy kącik ust drgnął mu na chwilę, sugerując coś mało pochlebnego, acz absolutnie nie szowinistycznego. Nie miał zamiaru mówić już w ogóle we wspólnym. Przeszedł w pełni na fiński już na stałe. Przynajmniej dopóki nie uzna, że Akane w ogóle sobie nie radzi. Zaśmiał się na jej kolejne słowa.
    — Można mi wiele zarzucić, ale nie oceniam innych przez pryzmat płci, rasy czy wyglądu. Poza tym cięty charakter dodaje kobiecie uroku — odpowiedział, gasząc papierosa. Spojrzał przed siebie. Zaraz będą wjeżdżać do miasta, dobrze, podróż minęła im w miarę szybko, a galop to przyśpieszył. Chociaż słońce już zachodziło. Nie żeby w Lazyr to był problem. Miasto tętniło życiem niezależnie od pory dnia. Taki był jego urok. Wrócił wzrokiem, kiedy zaczęła opowiadać o niewinnych oczach. Uśmiechnął się rozbawiony.
    — Niewinne oczka nie muszą prosić o pomoc, mogą mówić “to nie moja wina, jestem niewinna” — zauważył. — Kiedy uważasz, że jest dobry powód do zabicia? — zainteresował się ciekawy jej odpowiedzi. Ich dywagacje zazwyczaj były dość interesujące, więc nie miał nic przeciwko dalszemu ciągania jej za język, zwłaszcza, że przy okazji trenowała phyoński.
    — Skoro nalegasz wracając znajdziemy Ci jakiegoś kaktusa… — mruknął, wyraźnie rozbawiony. Oj już on jej wybierze kaktusa, większego od niej samej, żeby miała co targać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  139. Uśmiechnęła się wdzięcznie do Akane, kiedy zgodziła się pomóc. Świetnie, a więc będzie mogła zaciągnąć Tonego i Akane do pomocy w tym temacie, do tego tatko i mama też na pewno sporo pamiętają, więc będzie mogła rozszerzyć w logiczny sposób program. Cudownie! Tak, była wojna na kontynencie, ale tyle osób zajmowało się sprawami militarnymi oraz wrogów, nie chciała, aby lud poczuł się przez to mniej zadbany, póki mieli czas, powinni dalej dbać o rozwój. Poza tym dzięki temu ludność też będzie mogła poczuć się spokojniej, nawet jeśli poza granicami było niebezpiecznie - tutaj mogli czuć się normalnie, nie przejmować się tragedią - feniksy i uchodźcy na tym skorzystają. Po prawdzie dzieci uchodźców też przydałoby się wprowadzić jakoś w edukację, aby jej nie przerywały, jeśli rozpoczęły. Przytaknęła sobie na swoje myśli. Jutro czeka ją pracowity dzień.
    — Pewnie, nic na siłę — odpowiedziała w kwestii przekąsek, popijając dalej drinka. Uśmiechnęła się bardziej w wyluzowany sposób, mrużąc lekko oczy.
    — Sens… biorąc pod uwagę nasze światy sens czasami potrafi zdawać się bardzo bezsensowny, co nie? A jednak tworzy fajną, spójną całość — zauważyła. — A jakie masz ulubione smaki? — dopytała. Znały się dość długo a w zasadzie nigdy nie miały okazji zadać sobie tak prostego i głupiego pytania. Zaśmiała się na to spostrzeżenie. Spoważniała na uwagę na bracie, przytaknęła. Widziała to po nim. Sama szukała mu sposobów na relaks, wstawała nawet przed świtem, żeby z nim potrenować i dać sobie obić poślady, grała mu na pianine czy zajmowała czas rozmowami, kiedy tylko miała na to czas, ale Ash to Ash, nawet jak go zrelaksujesz to jak się uprze na coś to skały mogą srać a on dalej swoje. Dlatego ważne było, aby wrzucać mu jak najwięcej przyjemnych momentów w codzienność, żeby w ogólnym rozrachunku miał czas na coś innego poza obowiązkami i zmartwieniami. Uśmiechnęła się ciepło, obserwując Akane, dobrze, że jej jego towarzystwo nie przeszkadzało, bo sama bardzo mu pomagała swoją obecnością. Cieszyła się z tego, naprawdę cieszyła. Jej brat zdecydowanie potrzebuje więcej dobrych przyjaciół. Przytaknęła jej.
    — Tak, to wręcz… mistyczne i święte miejsce dla nas. Cieszę się, że Ci się podoba. Słyszałam, że zostawiłaś nawet symbol szacunku — odparła. Zaśmiała się ciepło zaraz. — Nie wiedziałam i dalej nie wiem jak mam komukolwiek powiedzieć, że to wujek. Zwłaszcza, że nie jest zbyt rozmowny, a na pewno każdy z rodziny chciałby coś mu powiedzieć. Przydałoby się jednak zrobić pogadankę rodzinną w końcu na ten temat…. ale nie nazwałabym Gavina zboczeńcem… no dobra, nazwałabym. Ale przynajmniej do Ciebie ma więcej szacunku i nie gada o tych okropnych helikopterach — powiedziała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  140. Gave wrócił jeszcze dnia poprzedniego i niemal od razu odebrał córki. Spędził z nimi całkiem owocny kolejny dzień, zabierając je na przejażdżkę po pustyni i jedząc dużo dobrych rzeczy. Na koniec trochę wspólnej zabawy i opowiadania bajek. Ostatecznie udało mu się je uśpić i teraz pozwolił sobie spłukać z siebie wszystko co w nim siedziało z tego dnia. Nie spodziewał się gości, a przynajmniej nie tych pukających. Nie zdziwiłby się gdyby Książulo postanowił wpaść jak do siebie. Nie spieszył się więc z odpowiedzią. Zdążył przebrać się w wygodniejsze ciuchy, a korzystając z tego że na czarnym rynku znalazł ciekawe ustrojstwo, które pozwalało chłodzić pomieszczenie (a działało na zasadzie tych całych chłodzących kamieni, o których tyle mu Darcy opowiadała), to mial na sobie czarny dres. Ziewając przeszedł przez pokój i otworzył drzwi przy kolejnym pukaniu. Uniósł wysoko brew widząc w nich Akane.
    - Chyba pomyliłaś pokoje - stwierdził, na razie nie komentując jej stanu. - Dzieci już śpią i wskazane byłoby by ich nie budzić. Marudne były - dorzucił jeszcze, lustrując ją od głowy do stóp. Na usta pchało się "a trzeba było odejść, a nie wariować", ale przełknął to, opierając się o framugę drzwi.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  141. Chłopak jeszcze przez chwilę lustrował ją spojrzeniem, zanim przepuścił ją w progu, zamykając drzwi za jej plecami.
    - Po prostu były marudne, bo nie mogły zjeść słodkiego na noc i zabawę z Kevą im przerwałem - skomentował tylko, nalewając sobie wodę do kubka i upijając łyk wody. - Prysznic by ci się przydał - rzucił tylko wskazując głową na łazienkę. - Możesz skorzystać - mruknął jeszcze. - Ręczników czystych mam pod dostatkiem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  142. — Przede wszystkim pikantne, im mocniej tym lepiej — uśmiechnęła się, gdy sama opowiadała o swoich smakach. — Lubię też kwaskowaty posmak, dlatego młode varki to moje ulubione owoce, mają jedno i drugie. Porzeczki też lubię, nawet w formie soku, pasuje mi ten cierpki smak — dodała jeszcze. Cóż, pewnie było to dość oczywiste, biorąc pod uwagę klimat jej rasy, ale nic nie mogła na to poradzić - właśnie takie smaki najlepiej jej podpadały. Przytaknęła An.
    — Nasze zwyczaje są bardzo specyficzne, ciężko, abyś sama stworzyła płomień czy oddała żar, przynajmniej dopóki nie opanujesz runy ognia, a najważniejsza jest szczera intencja w takich sytuacjach — zauważyła spokojnie. — Ash opowiadał, że zrobiłaś piękną lilię na pamiątkę. Muszę zobaczyć ją na żywo koniecznie — dodała, sięgając po lufkę fajki wodnej. Wypuściła powietrze.
    — Wujek może odpowiedzieć w każdym momencie, jest słyszalny dla mnie, ale ma zasady swoje. Na pewno zapytam Gava, jeśli w ogóle usłyszę, w którymś momencie, że nie ma nic przeciwko. Sama informacja jednak też musi wypłynąć zanim Ashan zrobi swoje własne dochodzenie — powiedziała, z pewną nostalgią. Miała nadzieję, że Alex wyrazi zgodę i tym razem uzna, że może “wmieszać się w sprawy żywych”. Z nią w końcu porozmawiał, sama też przeżyła szok, gdy dowiedziała się, kto jej pilnuje. Jednak, kiedy tylko usłyszała, że Akane widziała ten nieszczęsny helikopter zrobiła duże oczy pełne przerażenia i współczucia.
    —- Ja jebie… przykro mi, to musiało być traumatyczne doświadczenie. Jak był w ciele Gava to tak gadał, że mi pokaże na spacerze, Mor była w pobliżu, powiedziała, żeby jej pokazał, kocham, że siostra się o mnie troszczy, ale gdyby to zrobił to chyba by skwarka została z niego — wyjaśniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  143. Ashan zaśmiał się krótko i cicho, po czym pokręcił głową. Uśmiechał się dalej nieznacznie i było widać po nim, że naprawdę był w dobrym humorze.
    — Odmawiam składania zeznań, jak będziesz wiedzieć czy kłamię, to może będziesz też wiedzieć co chodzi mi po głowie, hm? — odpowiedział na tę zaczepkę, poszerzając nieco uśmiech w szelmowskim, prowokacyjnym wyrazie. — Czy ktoś tu ocenia po pozorach? — zapytał w tym samym tonie. Spoważniał, gdy Akane wspomniała o piratce. Tak, Luna naprawdę go urzekła i zależało mu na tym, aby wiedzieć dokąd idzie ta relacja. Odpowiedzieć byłoby zdecydowanie łatwiej poznać, gdyby dostał jakąkolwiek odpowiedź na listy. Na jego wyznanie przed porwaniem też nigdy nie odpowiedziała. Po prostu go odstawiła i zachowywała się jakby nic się nie stało. W Argarze flirtowała z nim dalej, przytulała, całowała i było to kurewsko miłe, ale nie byli w niczym poważnym. Westchnął, wypuszczając powietrze.
    — Tak, urzekła — potwierdził. Akane też będzie prawić mu morały, że to zły pomysł? Tego nie chciało mu się już słuchać. Głowy nie stracił, a wszystko okaże się swoim czasie. Mimo, że wolałby już teraz wiedzieć na czym stoi.
    — Sam się prosił, Panie Władzo, jestem niewinna, to była obrona własna — powtórzył po Akane, udając ton broniącego się przed strażnikami i zaśmiał się lekko. — Obyś nie skończyła jak ja z wyrokiem — rzucił jeszcze z lekko zadziornym tonem. Przytaknął jej kolejne słowa. — Chociaż z takim argumentem… ja bym się nie kłócił. Sam uważam podobnie. A zabić jest zaskakująco łatwo, chociażby przez przypadek — dodał jeszcze. On swojego Argarczyka nie zabił w pełni celowo, zaatakowany zareagował odruchowo i cóż… zapomniał jak łatwo skręca się kark, jeśli używa się pełnej siły. Niefortunne zdarzenie. Przynajmniej nikogo chuj już nie będzie próbował zgwałcić. Uśmiechnął się lekko na tę myśl. A wyrok i tak nie był najgorszy, opiekowanie się dziećmi rodziny nie brzmiało źle, a zadania Argaru cudownie pokrywały się dość dobrze z powinnością wobec Phyonix, zawsze mógł to jakoś połączyć i coś wyciągnąć. Uśmiechnął się nieco szerzej.
    — Ty wybierasz? Ufasz sobie na tyle, żeby nie trafić na niebezpiecznego kaktusa? Nowy kraj, nowa flora i fauna… — mruknął.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  144. — A czujesz się odpowiednio sprowokowana? — zapytał. Sam nie miał zamiaru udzielać Akane odpowiedzi na to pytanie. Przynajmniej nie po tak zwanej “dobroci”. Miał już nieco wyrobionej opinii na jej temat co prawda, ale dobrze się bawił przy samych zaczepkach, a nie widział też potrzeby aż tak dużej szczerości z jego strony. Uniósł lekko brew ku górze, słysząc że można wziąć go za szowinistę.
    — Naprawdę takie cechy są szowinistyczne? Wyglądu? Całkiem ciekawe… — odpowiedział, poważniejąc na twarzy, jakby uraziły go jej słowa. Nie była to prawda, nie robił sobie nic z takich opinii dopóki jego czyny świadczyły inaczej. Tematu Luny sam też dalej nie grzebał. Chciał przede wszystkim spotkać się z piratką prędzej czy później i wtedy ustalić co będzie dalej. Jego rozterki sercowe nie powinny za bardzo innych zajmować. Był jedynie pewny, że na pewno nie będzie pozorować swojej śmierci jak mu sugerował jego kochany braciszek. I nie uważał jej za żadną piracką cipkę, to określenie było naprawdę obraźliwe. Zaśmiał się przy wyrównywaniu rachunku i pokręcił głową.
    — Wolałbym nie, ktoś mógłby uznać wtedy, że to tylko i wyłącznie moja wina. Nie widzi mi się kolejny wyrok — odpowiedział jej zaczepnym tonem.
    — Nie wiem, może będzie, może nie, zobaczymy jakiego kaktusa wybierzesz. Poza tym, będziesz wiedzieć czy kłamię — powiedział. Sam spojrzał na wjazd do miasta Szklane Wydmy - Lazyr, naprawdę miały niesamowity krajobraz z tej perspektywy. Podobało mu się to jak miasto się rozwinęło, dobrze o nie dbali. Przy bramie była straż, ale nie mieli problemu z wpuszczeniem dwóch osób, zwłaszcza, że wiedzieli, że jedna z nich to książe. Ashan skłonił się do nich lekko głową na przywitanie i pokierował Akanę do gospody, gdzie była stajnia, gdzie mogli odstawić wierzchowce.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  145. Darcy zaśmiała się lekko.
    — Ależ przewidywalna jestem. A po Tobie bardziej spodziewałam się fiksacji nad delikatną słodyczą, gumijagody, lavinovce i tak dalej — dodała, śmiejąc się po raz kolejny. — Ale pozory czasem mylą — zakończyła swoją wypowiedź. Słuchała, gdy opowiadała o zastosowaniu swoich run. Zastanowiła się głębiej, gdy opowiadała o ogniu.
    — Jestem ciekawa jak interpretujecie ogień i zastosowanie. Kumulowanie ciepła, chciałabyś je odbijać zbierać? A może przechwytywać żar? Żar może być w moim rozumieniu żar jest obecny w każdej formie związanej z ciepłem, ciepłe powietrze, płomienie, lawa, może to byłoby bardziej uniwersalne — zaproponowała luźno. Bardziej jako coś do zastanowienia. To i tak Akane głównie rozumiała jak działają jej runy i magia, więc Dar nie miała zamiaru jej niczego narzucać w tej kwestii, proponowała jedynie własne interpretacje ognia, które sama znała, a nóż, widelec się przyda. Przytaknęła na jej kolejne słowa.
    — Tak, co prawda musiałam go nieco przeprosić za to jak przedstawiłam Morganie i Diego jego ostatnią randkę z Luną, ale dość sporo opowiadał. Mamy taką zasadę, że jak uzna, że mój trening był znakomity to mogę go wyciągnąć do pianina na granie, herbatkę i ploty. Wiem też, że polowanie na nasze ogniste żabcie wam fajnie poszło i wcale Ci nie było szkoda skocznych braci i sióstr — zaśmiała się na ostatnie stwierdzenie, poruszając wymownie brwiami. — Ale nie wspominał mi, że Ci pomógł z utwardzeniem — dodała i zamyśliła się na ułamek chwili. Ciekawe czemu pominął taki szczegół, musiał mieć powód. — Cieszę się, że zostanie tutaj po Tobie pamiątka na zawsze w postaci kwiatu. Za sto dwieście lat będziemy mogli się… flexować? Że Słowik u nas był, to dopiero otworzy kraj na chętnych — dodała zaraz, starając się utrzymać dobrą atmosferę. Nie chciała tej nocy myśleć, że ktokolwiek mógł zginąć na wojnie, a jej teoria wcale nie była daleka od prawdy.
    — Tak, Morgana lubi bezpośrednie, niezawodne metody, uwielbiam to w niej — zgodziła się z ciepłym wyrazem twarzy. Dokończyła drinka za Akane.
    — Pewnie, że tak — wstała z poduszek i obrkęciła się wokół własnej osi. — Zapraszam na tańce brzucha — dodała, idąc w stronę parkietu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  146. — Będę o tym pamiętam w takim razie — odpowiedział jej z tym samym lekkim uśmiechem, ale mogła wyczuć w jego intencji, że “poważne ostrzeżenie zostało przyjęte do wiadomości”. Mimo wszystko cholera jedna wiedziała jak to wszystko potoczy się u nich na wspólnej misji. Skrzywił się z niesmakiem, słysząc te epitety i wypuścił powietrze nosem zrezygnowany.
    — Yhym, jakby siła, wzrost i to co masz między nogami było jedynym wyznacznikiem potęgi. Tylko idiota zatrzymuje się na tym co dała mu natura, łatwo przez to zginąć. Nawet zwierzęta o tym wiedzą. Spójrz na żaby, które ubliśmy, zwykła siła im nie starczyła, gamorty poza gabarytami dalej są cholernie zwinne i używają sprytu do polowania, gryfy, saihraxy, sowury, wiwerny… wszystkie najgroźniejsze drapieżniki nie walczą tylko i wyłącznie rozmiarem. I w naturze zazwyczaj to płeć piękna jest bardziej zabójcza, tym bardziej nie warto ich prowokować — powiedział, zapominając o swoim niesmaku. Niemniej mówił szczerze, co granatowowłosa mogła wyczuć. Ocenianie po tak trywialnych rzeczach dla niego zakrawało o skrajny debilizm. Każdy miał swój własny potencjał, jasne płeć po części na niego wpływała fizycznie, ale nawet półtorametrowy goblin był w stanie położyć ponad dwumetrowego Tuli, jeśli miał odpowiednie umiejętności. Skrzywił się, kiedy kolejny raz nazwała go Asiem. Strasznie lubiła to przezwisko, a jego irytowało. Nie przepadał za dużą liczbą zdrobnień, a w ostatnim czasie dostał zbyt wiele przezwisk. Nie reagował jednak, wyznawał zasadę, że jeśli się nie reaguje to po czasie danej osobie znudzi się konkretna zaczepka. Wystarczyło to przeczekać. Przy stajniach sam zszedł z Brata, pogłaskał go nad nosem lekko, po czym zdjął, pomógł mu dostać się do koryta z wodą.
    — Wypocznij, druhu, zasłużyłeś, to była dobra podróż — powiedział, klepiąc go po grzbiecie. Wyjął dwie bulwy z sakwy przy siodle, jedną rzucił An, a drugą nakarmił swojego moserta. Dziewczyna oczywiście nie miała sama tego jeść, tylko dać Uqe w nagrodę. Brat ucieszył się na przysmak i wydał z siebie zadowolony dźwięk. Ashan skończył go oporządzać i przeciągnął się. Był bardziej przyzwyczajony do podróży na wierzchowcach, sporo czasu spędzał w siodle jakby nie patrzeć. Niemniej sam chętnie nieco pospaceruje.
    — Od czego chcesz zacząć wycieczkę? —- zwrócił się do dziewczyny.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  147. — O, czyli z czymś trafiłam! — zaśmiała się i klasnęła w dłonie. Przytaknęła Akane w kwestii run, ale mimo wszystko nie mogła się powstrzymać.
    — Myślę, że to zależy od interpretacji. Dla mnie żar to właśnie źródło ciepła, ognia, płomieni, lawy, rdzeń tego, co pomaga nam wzniecić iskrę w sercu, która później staje się płomieniem. Ciepło jest tylko tym, co żar oddaje światu. Kiedy siedzisz przy ognisku, najpierw jest żar, a dopiero dzięki niemu czujesz ciepło na skórze. Kiedy płomień gaśnie, ciepło nadal pozostaje właśnie w żarze. Dlatego czuję, że dla mnie to od niego wszystko się zaczyna. Jest nieodłączną częścią serca, pożar może zgasnąć, emocje ustąpić, ciepło zmaleć, ale dopóki ten żar się tli, dalej możesz żyć, rozpalić się i ogrzać — wyjaśniła dokładniej swoją wizję, dotykając dłonią miejsca na klatce piersiowej, gdzie znajdowało się jej serce, wzięła też głęboki wdech i wydech, który był zdecydowanie cieplejszy. Uśmiechnęła się przyjaźnie w stronę Akane. — Nie zmuszam Cię jednak do zmiany interpretacji, ostatnio przy medytacjach czuję jakbym sama poznała ogień na nowo — dodała. Miała też zamiar zdecydowanie porozmawiać na ten temat z Morganą. Ona uczyła się przede wszystkim sama - była ciekawa jaką ona ma interpretacje. Przytaknęła na słowa o pianinie.
    — Tak, tata nauczył każdego z nas grać — powiedziała. Dla niej osobiście była to bardzo przyjemna odskocznia od innych lekcji, a przy okazji mogła spędzić więcej czasu z ojcem. Zaśmiała się na kolejne słowa.
    — Ohoho… nie zaprzeczę. Troszkę im do tytułu ślicznotek brakuje — odpowiedziała. — Jeszcze sobie nie wyrokuj, czas pokaże — odpowiedziała w kwestii pamiętania Słowika. Na parkiecie zaczęła tańczyć typowo dla swojej kultury z uśmiechem na ustach. Zmrużyła lekko oczy z przyjemności, dobrze było dać sobie taką chwilę szaleństwa. Muzyka była skoczna, a ona świetnie się przy tym bawiła. Po chwili jednak zwróciła większą uwagę na Akane, gestem zaprosiła ją do powtarzania i pokazywała jej prostsze ruchy, co by mogła wczuć się w nie do rytmu.

    Darcy; to se tańcują https://suno.com/s/wVoebJknAPfmDQqt

    OdpowiedzUsuń
  148. Nie komentował już tematu bycia ślepym bardziej niż przytaknęciem, bo tak, ciężko było temu zaprzeczyć. Niestety miała rację. Świat byłby przyjemniejszym miejscem, gdyby więcej osób używało swoich szarych komórek do rozumowania. Pozwolił tym razem zachować tej zołzie ostatnie słowo. (xD)
    — Peszysz się tym miejscem? — zapytał. Bodźce w dużej ilości zazwyczaj sprawiały dyskomfort, spojrzał uważniej po Akane, szukając po jej twarzy jakiegoś zmieszania czy lęku przed otaczającym ją miastem. — Temperatura jest znośna? — dodał kolejne pytanie. Mimo wszystko wąska rzeka lawy przepływała przy obrzeżach Lazyru. Nie był pewny jak to oddziaływało na jej wychowanie na pustyni i znoszenie ciepła. — Może być arena — przytaknął też. Nie miał przeciwko, sam planował tam zajść i przy okazji dopytać nieco w paru miejscach, gdzie miał swoje kontakty.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  149. — W zasadzie nie miałam na myśli emocji, tylko faktyczny żar w sercu, taki żar jest też wyczuwalny w trzewiach, brzuchu, każdym fragmencie ciała, ale może to już kwestia gatunkowa w takim razie, mimo wszystko jesteśmy dość inne pod tym względem. Nie będę wymuszać na Tobie mojej wizji w każdym razie, traktuj to jako opis od przyjaciółki — wyjaśniła, samej uśmiechając się ciepło w jej stronę. Wymuszanie to ostatnie na co miała ochotę szczerze mówiąc, najważniejsze, że komuś się podobała taka interpretacja, a na nią faktycznie to działało, bo czuła siłę swoich płomieni. Pokiwała głową zadowolona, kiedy powiedziała, że nie ma zamiaru opuszczać sceny.
    — I bardzo, kurwa, dobrze, bo by mi odpadła artystka do chadzania na koncerty — zaśmiała się. W trakcie tańca nie była jakaś nachalna, pokazywała Akane ruchy i śmiała się co jakiś czas z zadowolenia, kręciła się wokół własnej osi, sama naśladowała bardziej argarskie ruchy czy te zaczeprnięte z innych kultur, aby wplatać je płynnie w ojczysty styl. Przy okazji w głowie miała coraz wyraźniejszą układu, który chciała zaprezentować z okazji powstania Azylu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  150. — Poczekamy albo zawrócimy, co wolisz — odpowiedział, kiedy zołza powiedziała, że czuje się przytłoczona. Nie miał zamiaru narażać jej na żadne niebezpieczeństwo, a biorąc pod uwagę jej zdolności przytłoczenie i utrata kontroli, kiedy może wyczuwać cudze intencji mogła być dla niej całkiem groźna. Uśmiechnął się lekko, nie w zadziornym, a czulszym wyrazie, gdy spojrzała na niego, zapewniając w ten sposób, że samej jej tutaj na pastwę losu nie zostawi.
    — Ostrzegałem przed temperaturą — tutaj już pozwolił sobie na nieco bardziej zaczepny wyraz twarzy. Nie patrzył jak zdejmuje część odzieży, co by dodatkowo nie zasypywać ją boźdźcami - mimo wszystko jej aktualny strój nie uchodził w tym kraju za wyuzdany. Odkrywanie brzucha było całkiem popularne.
    Ruszył w stronę areny, widząc, że dziewczyna już naprawdę sobie dobrze radzi z otoczeniem. Pokręcił głową przecząco na jej pytanie.
    — Nie tylko ja jestem rozpoznawalny i raczej wszędzie nas można skojarzyć. Nie boję się tego, jesteśmy częścią tego samego narodu, gatunku, to normalne, że mamy podobne potrzeby i normalne, że ktoś chce wyjść poza swój dom. Nie jestem zaczepiany jakoś często. A panienki… cóż, rzadko zdarzy się jakaś nachalna, ale szybko rezygnują. Od ostatniego związku z rodaczką nie umiem się nimi zainteresować. Najdłużej byłem z Lentava Tuli z klanu Vidhu, tego tuż przy wejściu do Phyonix, gdzie mieliśmy wigilię w tym czasie sporo oficjalnych zalotów w moją stronę się skończyło — wyjaśnił jej co nieco.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  151. Nie miała żadnych pretensji, przytaknęła Akane na jej słowa. Intencja i wizja były tutaj ważne, więc jej spojrzenie nie pomoże w tej sytuacji za bardzo An niestety - no cóż, szkoda. To nie tak, że nie miała problemu jak sobie z tym poradzić, poza tym już i tak miała plan jak zadziałać z runą ognia.
    W tańcu bawiła się świetnie, była w swoim żywiole, mogła skupić się na własnej zabawie i wyrzucić wszystko z siebie przez sposób, który kochała. Kiedy jedna z piosenek się zakończyła zaklaskała grajkom z wesołym śmiechem i spojrzała w stronę kuzynki. Przytaknęła jej ruchem głowy.
    — A pewnie, ale teraz Ty wybierasz, jak coś to przetłumaczę — odpowiedziała, biorąc ją pod ramię i zaprowadziła prosto do baru, nad nim po phyońsku były wypisane różne mieszanki alkoholowe serwowane w przybytku z różnymi rycinami przypominającymi owoce, kwiaty, alkohole. — Jeśli lubisz bardzo kwaśne to patrz przy kolumnie “Jak wykręci to urwie” Jos sen vääntää, se katkeaa, a jeśli coś lżejszego to “Lekki trening języka” Kevyttä kielijumppaa. — wskazała jej na różne nazwy. Owoce i alkohole powinna kojarzyć, bo to było już przy podstawach nauki języka. Barman nie miał kolejki, więc uśmiechnął się do nich przyjaźnie i podszedł, spojrzał najpierw na księżniczkę.
    — Tärkeä vieras, teidän korkeutenne? (Ważny gość waszej wysokości?) — padło pytanie, chociaż nie było w tym żadnej niechęci. Rasmusa znała od kilku lat, do tego przybytku każdy z rodziny chadzał na dobrą sprawę jak miał na to ochotę, o ile dobrze pamiętała to nawet on sam serwował napitki na weselu ich rodziców, mieli nawet obraz z tego wydarzenia na ścianie bliżej parkietu. Widać było, że mężczyzna miał już swoje lata na karku, jednak jego dobry humor i uśmiech zdecydowanie nie pasował do jego zmarszczek.
    — Tuleva kälyni, harjoittelemme diplomatiaa tulevaisuutta varten (Przyszła szwagierka, prowadzimy trening dyplomatyczny na przyszłość) — zażartowała — Näyttää maamme viehätyksen kaikessa loistossaan. (Pokazuje uroki naszego kraju w pełnej okazałości.) — dodała z wesołym uśmiechem na ustach, czekając też na to, aż Akane wybierze jakiegoś ciekawego drinka.
    — Voinko auttaa jotenkin? Ai... Argarka... anteeksi. (W czymś pomóc? O... Argarka... przepraszam) — zaśmiał się lekko, myjąc jedną ze szklanek. Odchrząknął, próbując dobrać słowa. — Jaka pomoc dać? — zapytał z koślawo. Nie każdy mówił płynnie we wspólnym mimo wszystko, a dla feniksów ten język mógł zdawać się równie straszny do nauki z odmianami jak dla innych ichniejsza wymowa.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  152. Przytaknął głową, rozumiał, że chciała poczekać, nie miał zamiaru jej pośpieszać, mieli czas, nic na siłę. Wzruszył jednak ramionami na kolejne słowa delikatnie, po czym zastanowił się przez chwilę.
    — To zależy co zawierałaby taka wycieczka, nie wszystko jest warte niszczenia butów. Ważnym aspektem byłoby też towarzystwo — odpowiedział, nie zmieniając wyrazu twarzy. Tak naprawdę bywał też już w różnych nieprzyjemnych dla niego miejscach i był w stanie znieść brzydką pogodę. Nie miał nic przeciwko zimnym, mokrym miejscom, o ile czuł, że może się tam dobrze bawić - przez swoją własną definicję dobrej zabawy oczywiście. Dla Luny zniósł chociażby podróż statkiem u boku jej braciszka, który miał niekoniecznie równo pod sufitem. Kiedy była już gotowa po prostu zaczął ją prowadzić mniej obleganą ścieżką w stronę areny. Uśmiechnął się półgębkiem.
    — Co prawda w Phyonix to powszechna informacja, że mamy uchodźców, ale cóż… musisz przywyknąć, dla tutejszych jeśli ktoś nie jest rudowłosym czy drakonem może wzbudzać fascynację. Nawet nie wiesz w jakim szoku była połowa dworu, kiedy bliźniaki urodziły się z czarnymi włosami, a Pierwszy Wojownik demon, to dopiero była atrakcja dla dzieci zanim przywykli. Nie zdziw się, jeśli dzieci będą chciały się pobawić Twoimi włosami czy upleść czy zasypać pytaniami. Dorośli jakoś to ukrywają, ale wiesz jak to jest z dziecięcą ciekawością — wyjaśnił, uśmiechając się z jakąś taką większą wyrozumiałością. Dla najmłodszych zawsze miał sporo cierpliwości. Zaśmiał się lekko. — Na szczęście wbrew pozorom traktują nas tutaj dość normalnie — dodał z ulgą.
    —- Respekt działa akurat w dwie strony, nie zgadzam się z wieloma zasadami Vidhu osobiście, przez nie nie jesteśmy razem. Długo mi to przeszkadzało, myślałem, że Frakynya, ale cóż — wzruszył ramionami. Kochał smoczycę przez wiele lat mimo wszystko. — Niemniej skutecznie pomogła mi odstraszyć adoratorki nawet po zakończeniu związku, więc w większości mam spokój — zakończył swój wywód tuż obok kolejnej bramy. Zdecydowanie mniejszej niż bramy miasta, ale prowadziła do dzielnicy z areną i mniej legalnej części. — No dobra, miejsce jest oddzielone, tutaj gdzie jeszcze jesteśmy, nie możesz tak po prostu dać komuś w pysk, ale za bramą możesz się nie krępować. Straż chodzi tam z patrolami, ale dopóki nie dojdzie do faktycznej kradzieży czy poważnej bójki traktuj ogólne zasady z przymrużeniem oka. Nie pytaj też skąd mają towary i jakbyś miała ochotę na papierosy to upewnij się, że to nie jest żaden narkotyk — zaznaczył. Brama zamknięta nie była, był to bardziej szklany łuk z wyżłobionym napisem Mustaliekki, czyli Czarny Płomień.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  153. Przetaksował Akane wzrokiem, na wzmiankę o najlepszym z możliwych towarzystwie. Odpowiedział jej wymownym uśmiechem. Nie zaprzeczał, nie mówił, że bawiłby się źle czy nudził w jej towarzystwie, ale nie potwierdził też, że miałby ochotę zwiedzać z nią dalej jakieś inne miejsca. Mogła to sobie sama wysnuć z jego intencji, Zołza (XD) jedna, więc uznał, że nie musi jej dodatkowo przystrajać w kolejne piórka. Słuchał jednak za to z przyjemnym uśmiechem na twarzy jak opowiadał o córkach. Dzieciom najłatwiej było się odnaleźć między innymi rasami czy narodowościami, były w tym o wiele mądrzejsze od dorosłych, różnice ich ciekawiły a nie brzydziły. Odpalił papierosa i zaciągnął się dymem. Tym razem faktycznie bardziej dla samej przyjemności. Palił zdecydowanie wolniej.
    — Nie uważam, że tylko wybrany humonoidy nie są mięsem łownym, dla nich krowa i Polszanin to to samo. Nie uważam też, żeby pozycję społeczną definiował wybór partnera życiowego. U nich jeśli nie zwiążesz się na stałe z członkiem tej samej rasy nie masz prawa do dziedziczenia, w Twoje dzieci nie będą należeć do plemienia, aby nie osłabić silnych genów. Nie popierają kazirodztwa też, ale ja i Franya nie mieliśmy prawa być razem na stałe, o ile nie wyrzeklaby się swojej pozycji. — opowiedział o tym co mu nie odpowiada. Bolało czasami dalej trochę, ale nie tak, aby czuł żal do całego świata. Pogodził się z rzeczywistością. Nie widział się też na stałe z kimś kto potrafił podejmować takie decyzje. Wziął kolejnego bucha.
    — Być może jest — wspomniał na bycie twarzą tych rejonów. — Sama oceń czy pasuje — dodał, prowadząc ją dalej.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  154. Zaśmiał się cicho. Tak, te odmienne gusta smakowe potrafiły robić problemy przy zawieraniu blizych relacji. W trakcie podróży też uchodźcy byli dość zaskoczeni, kiedy drakoni po bitwie zbierali ciała na ucztę. Dobrze, że nikogo nie namawiali do spróbowania. Od tego zwyczaju na szczęście już jakiś czas temu odeszli. Zastanowił się chwilę nad kolejnymi słowami.
    — Nie lubię tej zasady, ale mogę ją zrozumieć... Faktycznie ich klan jest bardzo silny, a mieszając się z kimś kogo większość uważa za pokarm rodzą się słabsze dzieci. Mogę zrozumieć lęk przed zachowaniem smoczej formy, zwłaszcza przy ich religii. Dalej to zaściankowe i nie różni się od reszty rasistów, ale nie są tak zamknięci jak Polszanie niby. Gorzej jak przez kilka lat myślisz, że trafiłaś na wyjątek od reguły. W takiej sytuacji żałujesz, że tyle czasu się człowiek łudził — wzruszył ramionami, wypuszczając dym ustami. Spojrzał na Akane i uśmiechnął się lekko.
    — No ale mieliśmy skupić się na czymś innym. Widzisz coś ciekawego? — zmienił temat. Mieli przede wszystkim skupić się na tym, aby dobrze się bawiła. Sam wiedział, że na arenie będzie mógł wyrzucić więcej negatywnych emocji.
    — Będą, oczywiście że będą zaczepiać, Ciebie pewnie też. No chyba, że chcesz iść tylko przez widownię, bo boisz się złamać paznokcie? — zapytał z większą zadziornością w głosie. Sam nie słyszał w głowie i nie czuł żadnego strachu. Targ jak zwykle był głośny i tłoczny, połapanie się we wszystkim, kiedy nie wiedziało się czego się szuka było dość trudno, jeśli nie niemożliwe.
    — No cóż... Myślę, że to miejsce pasuje na tyle, aby nosić nazwę po jego płomieniach — przyznał. — A resztę wywnioskuj sama — dodał jeszcze. Arena była jeszcze kawałek stąd, powinni być przy wejściu za jakieś kilka minut, jeśli utrzymają tempo.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  155. Ashan uśmiechnął się krzywo, cóż, on rozumiał perspektywę Akane i nawet się z nią zgadzał. Podobnych rzeczy uczono też w Phyonix ich program nauczania był w końcu tworzony przez rodziców jego, którzy odbyli identyczną edukację.
    —- Właśnie z genetycznego punktu widzenia uważam, że masz rację, ale dla nich to nie ma znaczenia. Siłę interpretują jako bliską ich formie, wierzą, że tylko tak będą gotowi na powrót prawdziwych smoków, gdy las odda im magię, inne, mieszane rasy ze swoimi genami uważają za słabsze. Zobaczymy za kilka lat, ostatnio otrzymali swoją smoczą królową, która ma dość odmienne zdanie na ten temat — zaśmiał się lekko, bo ta ironia naprawdę była śmieszna, ba dawała nawet pewne uczucie satysfakcji. Spojrzał wymownie po An na kolejne słowa. Zaciągnął się i wypuścił dym tuż nad jej włosami.
    — Nigdy sam sobie tej łatki nie dałem, wiesz? — odparł, unosząc lekko brew ku górze. — Nie mój problem, że każdy zakłada, że taki właśnie jestem — dodał, normalniejąc na twarzy. Wzruszył ramionami i szedł dalej.
    — Jeśli skupi, to się nie krępuj — zaznaczył jedynie, prowadząc ją w coraz węższą uliczkę, dopóki nie doszli ostatecznie do rozszerzenia. Znajdowali się przy sporej szklanej kopule wbudowanej w ziemię. Wokół niej stali ludzie - drakony, feniksy, kibicujące aktualnie odbywającej się pod kopułą walce. Tuż pod kopułą było pole wyznaczone do walki, gdzie dwóch mężczyzn właśnie walczyło ze sobą na siłę ognia. Dookoła pod ziemią znajdowały się również trybuny, przejścia, korytarze. Miejsce nie było tak imponujące jak arena w Phyonix czy Tharok, gdzie walki i próby były równie popularne, ale zdecydowanie miała swoje grono oddanych fanów.
    — Dobrze, to chodźmy się zapisać, zanim dasz się jednak sprowokować — uśmiechnął się do niej.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  156. Darcy zaśmiała się wesoło. Oj tak, zdecydowanie ćwiczenia językowe, zwłaszcza, biorąc pod uwagę kategorie drinków. Infantylnie głupie, tak, ale bawiło ją w cholere. Poruszyła nawet wymownie brwiami w stronę An. Dziewczyna pomagała jej przy owocach, których nie kojarzyła. Opisała smak, wygląd, tak, aby co nieco zobrazować. Rasmus przytaknął jej, uśmiechając się ciepło.
    — Macie… trudna język… końcowki za dużo. Ja…. jestem za stary, pamiętać tyle. Ładnie mówisz — odpowiedział jej. Granatowowłosa próbowała mówić jego językiem, więc sam chciał odwdzięczyć się tym samym i poćwiczyć przy okazji na kolejnych klientów. Przytaknął głową na jej wybór.
    — Wyzwania lubi… Heti tulee! (Już się robi!) — rzucił pogodnie, po czym zabrał się za szykowanie drinków, po chwili dwa stały już na blacie. Darcy zapłaciła szybko, skoro ona zaprosiła to na jej koszt, prawda? Poza tym sama uwielbiała tego drinka, był wprost genialny. — Jak czegoś brak… to krzyka, my podać…podamy — poprawił się jeszcze Rasmus do dziewczyn. — Teidän korkeutenne, välittäkää lämpimimmät tervehdykseni vanhemmillenne ja kutsukaa heidät puolestani käymään kapakassani. Minulla on uusi alkoholijuoma – ehkä saan jopa Ensimmäisen Soturin viimein humalaan. Ja mainontahan on kaupan moottori, liiketoiminnasta täytyy pitää huolta. (Wasza wysokość przekaże pozdrowienia rodzicom najszczersze i zaprosi ode mnie do przybytku. Mam nowy alkohol co Pierwszego Wojownika w końcu upije a i reklama dźwignią handlu, trzeba dbać o interes.) — rzucił w ojczystym na odchodne. Czarnowłosa przytaknęła, kosztując drinka jeszcze na stojąco.
    —- Nerokas kuten aina, mestari Rasmus! Välitän viestin vanhemmilleni. Toivottavasti he tulevat pian käymään luonanne! (Genialny jak zwykle, mistrzu Rasmusie! Przekaże rodzicom, mam nadzieję, że szybko odwiedzą waszmościa!) — odpowiedziała mu z szerokim uśmiechem na ustach, po czym udała się z przyjaciółką do ich stolika.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  157. — Zobaczymy w przyszłości, mam zaproszenie na ich wesele, królowej i Feomathara — odpowiedział. Sam nie wchodził już dalej w ten temat. Dobrze było być z innej nacji niż Vidhu, prawda. On ze swojego pochodzenia był dumny, a sama Akane też nie miała się czego wstydzić, nie widział też jej szczerze z żadnym z drakonów. Przynajmniej nie tymi konkretnymi. I wątpił też, aby w jej guście były osoby o takiej budowie biologicznej. Wzruszył ramionami na kolejne słowa, uśmiechając się nieco szerzej, niewiele, ale jednak.
    — To jest przesiew i selekcja naturalna. Ci co oceniają po pozorach sami rezygnują, a ja nie muszę się użerać z debilami, nie marnuje czasu na relacje niemające żadnej przyszłości — wyjaśnił z niemałym zadowoleniem ze swojej własnej filozofii. Uważał ją za bardzo dobrą oraz przydatną. — Jak to mówią… śmieci same się wynoszą — podsumował, po czym spojrzał wymownie, kiedy pokazała mu język. — Uważaj, żeby Cię ktoś za ten język nie złapał — rzucił na zaczepkę. Poprowadził ją do wejścia do Areny, tam, gdzie wchodzili chętni uczestnicy - tam zdecydowanie było mniej tłoczno niż przy miejscach, gdzie zbierali się widzowie i przy ichniejszym wejściu, co było całkiem logiczne.
    — Nie będziemy walczyć razem — pokręcił głową — Ja już jestem w rejestrze, więc mam inną pozycję, w grupie czempionów. Ty zaczniesz od grupy świeżaka i nie możesz wybrać czempiona, musisz iść po kolei, słabiaki, świeżaki, wojownicy, weterani i czempioni, przesuwasz się po liście. Masz też podział na stałych uczestników, którzy tutaj mieszkają i przybłędy. Przy zapisie te informacje są wprowadzane, dajesz swoje imię, pseudonim i czekasz na walkę. Świeżaki walczą najczęściej, bo ich walki są najbardziej oczekiwane, nigdy nie wiadomo co się stanie. Możesz zrezygnować z kolejnych walk kiedy chcesz, ale jeśli zrezygnujesz przed zakończeniem Twoich tur rankingowych spadasz —- objaśnij jej co nieco, tym razem nie mówił po phyońsku, aby na pewno wszystko zrozumiała. Zasady nie były skomplikowane, ale mimo wszystko warto było wiedzieć z czym przyjdzie się mierzyć.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  158. — Nie, od pindrzenia się mam siostrę. Już zadeklarowała, że mi dobierze kreację — mruknął. Nie narzekał, że sam nie musi się przejmować, gust Darcy miała, a on i tak nie lubił tych wszystkich oficjalnych strojów wybierać, kompletnie się do tego nie nadawał. Wszystko wyglądało dla niego tak samo.
    — Hm… Mathyrczkyk powiedziałby, że podobne, według mnie niekoniecznie, są różnice wizualne. Drakony zasłaniają mniej niż my ubraniami też, nie noszą za bardzo butów na przykład — wyjaśnił co nieco. Przez chwile myślał, czy mógłby powiedzieć coś jeszcze dziewczynie na ten temat, ale ostatecznie zrezygnował. Ekspert modowy był z niego taki jak z koziej dupy trąba, o czym i tak bardzo często niejedna osoba mu przypominała, więc uznał, że w tej sytuacji najlepiej nie narażać się na ewentualne kompromitacje.
    — A teraz dalej kusisz los — uśmiechnął się zadziornie na kolejne słowa, uniósł lekko brew, jakby sam miał zamiar przyjąć to wyzwanie.
    — Słabiak nie, jeszcze, świeżak. Świeżaki zaczynają ze słabiakami, którzy są niżej w rankingu, po tej walce jest się ocenianym i kwalifikowanym w rankingu. To jak długo zajmuje przechodzenie jest indywidualne, liczą to na podstawie tego jak Ci idą walki, ile razy wygrywasz, ile razy przegrywasz, jakie wyzwania podejmujesz. Dokładnie Ci nie powiem jak faktycznie wygląda proces liczenia, jestem… cóż… uprzywilejowany, ale w to “mam się nie wpierdalać, nie mój interes” — zacytował, uśmiechając się szerzej. — Poza tym zabawa jest tam — wskazał na arenę — a nie w cyferkach i rankingach.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  159. Pomagała An w kwestii zwrotów, gdy prosiła i potrzebowała, ale tak jak Rasmus mówił, szło jej naprawdę dobrze, zwłaszcza, że nie uczyła się tego języka specjalnie długo, a doskonale wiedziała jakie ten miał uroki. Kiedy wracały na miejsce, przetłumaczyła Akane o czym rozmawiała z barmanem, żeby po prostu wiedziała, pewnie większość zrozumiała, ale zaznaczyła też przy okazji zasady gramatyki, czasy przyszłe, tryby przypuszczające, ot, żeby póki trzeźwa coś jeszcze podłapała więcej tych trudniejszych rzeczy, a praktyka była do tego najlepsza.
    — To prawda, bardzo miły, wesoły też, kontaktowy — zgodziła się z ciepłym uśmiechem na ustach. Zastanowiła się trochę nad kolejnymi słowami. — Ogólnie tak, to jest takie miejsce popularne, bo rodzice też tu zachodzą. Mam jeszcze trzy inne świetne gospody, ale tutaj zdecydowałam się Cię zabrać właśnie przez Rasmusa, to bardzo życzliwy człowiek, a i przez to, że rodzice tu zachodzą, to zawsze jest spokojnie. Bardziej szalone miejsca zostawiam nam na inne razy. Jeśli chodzi o strażników… to wiesz, zależy na co patrzysz i co rozumiesz przez śliski. Nie ufam każdemu z nich, nie każdemu dałabym dzieciaczki pod opiekę. Co do barmanów… łooo stara. Masz, gdzie notować? Bo książkę można napisać. Oczywiście, że mam. Kto co serwuje, co mają pod ladą, komu nie ufam, ale nie mogę tego udowodnić, kto jest gburem, gdzie jest sporo jakiego towarzystwa… — odparła. — Nie sądze jednak, aby rozmowa o śliskich osobach była odpowiednia na tak duże miejsce publiczne, to Ci mogę wszystko zaprezentować jutro, jeśli chcesz i zaznaczyć na mapie jak chcesz sama iść na rekonesans, ale tutaj też wolę, żebyś nigdy nie chodziła sama — zaznaczyła. Nie chciała, aby dziewczyna niepotrzebnie się narażała, a było kilka podejrzanych miejscówek, które można by sprawdzić mocami Akane. Przetarła skronie. — Dzisiaj może skupmy się na przyjemnych miejscach, dobrze? — zaproponowała, uśmiechając się do niej, chociaż oczami wyobraźni widziała jak taką mapę podpierdala pewien jegomość.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  160. Odetchnęła z wyraźną ulgą i zaśmiała się. Pociągnęła z fajki wodnej.
    — To dobrze, bo już widziałam to podpierdalanie w głowie — przyznała jej. Nie zakładała co prawda, że Gave zaraz zrobi przez to jakieś problemy sobie czy komukolwiek innemu, ale wolała nie kusić losu, bo była pewna, że zacznie chodzić do każdego z tych po kolei, żeby każdy sobie odhaczyć. — Dobrze, to jutro w wolnej chwili Cię znajdę, żebyś sobie wszystko tutaj — urwała, żeby samej postukać się głowę palcem — zapisać — zakończyła. Sama popiła drinka i mruknęła zadowolona. To zdecydowanie był jej ulubiony, smakował po prostu wybitnie. Spojrzała nieco podejrzliwie po An.
    — Mam na Ciebie oko… — uśmiechnęła się wymownie. Miały się relekasować, rozumiała dlaczego granatowłosa niczego na 100% obiecać nie mogła, ale martwić się czy zadbać, żeby jakiś ogonek miała zawsze mogła, prawda? Nie zrobi tego może od razu (a powinna wysłać jak wiemy z opowiadań XD), ale będzie miała to na uwadze. Zdecydowanie będzie musiała się nad tym zastanowić. Zaśmiała się szczerze na komentarz odnośnie drinka.
    — Tak, ten to mój ulubieniec, wybrałaś mojego ulubionego drinka za pierwszym razem. Jesteś pewna, że mi wspomnień nie przetrząsnełaś? — zażartowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  161. Ashan uśmiechnął się z większą czułością.
    — Zdecydowanie, już ma nawet kilka wizji podobno, ale truje jeszcze dupe o towarzyszkę… — odpowiedział, po czym pokręcił lekko głową. Z chęcią zaprosiłby Lunę - byłaby pewnie zachwycona, ale nie odpisywała na jego listy, a wesele tuż tuż. Najwyżej pójdzie sam, nie musi koniecznie iść z kimś jeszcze. Sióstr nie zabierze, bo cała rodzina dostała zaproszenie, więc zabrali mu tę opcję. Oczywiście pewnie nie wszyscy pójdą, ale zaproszenie poszło. Podrapał się w tył głowy, zerkając na Akane. W sumie. On miałby spokój.
    — Jak bardzo Cię Vidhu i ich zwyczaje interesują? — zapytał, wyjątkowo subtelnie. Ta wizja nie wyglądała jakoś wielce źle w jego głowie. Oboje mogliby skorzystać, jeśli faktycznie chciała zapoznać się z kolejną kulturą.
    — Yhym… kuś los dalej, tylko potem nie płacz — powiedział. Patrzył na ten jej rozbawiony uśmiech. Wypuścił z siebie krótki śmiech. Najwyraźniej nie wiedziała, kiedy przestać. Pokręcił głową. Tym razem to on patrzył rozbawiony.
    — Jak się dowiesz i rozgryziesz to bardzo proszę, oświeć mnie — odparł. Byli już przy samych zapisach, przy kantorku przywitała ich wysoka kobieta ścięta krótko z bliznami od ognia na dolnej części twarzy i ramieniu.
    — Te Levia, co to za świeżutką krew przynosisz, hm? — zapytała, uśmiechając się. Mówiła oczywiście po phoyńsku. — Słyszałeś, że szef ma świeżą dostawę tytoniu zza granicy? — dodała, wyciągając dokument dla Akane, podała go jej.
    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  162. — Hmm… zależy szczerze mówiąc, u was to gdzie masz na myśli? Cały ten świat czy tylko mój kraj? Vidhu są blisko, ale to już inna nacja, po prostu mamy z nimi otwartą granicę dość mocno, chociaż nie jest to coś czym my czy oni się dzielą z innymi rasami — odpowiedział. Ciężko było doprecyzować, mimo wszystko Mathyr a Phyonix to osobne państwa jakby nie patrzeć, a Mathyr między sobą się ogromnie kulturowo różniło. Gdyby miał opowiadać o wszystkim to zdecydowanie można by zrobić rozprawkę na ten temat. Przytaknął na kolejne pytanie.
    — Mówisz, że chcesz wiedzieć dużo o kulturach, książe to ważny gość, będziesz mogła z bliska wiele się dowiedzieć o rasie, która jest mocno zamknięta, a ja nie musiałabym słuchać suszenia głowy, że powinien znaleźć sobie odpowiednią towarzyszkę, która przy okazji mnie nie porwie w tajemniczy rejs. Nie proponuję żadnej randki, żeby nie było. Każdy z rodziny dostał zaproszenie i o ile nie wiem, ile osób pójdzie to pan młody jest moim przyjacielem — wyjaśnił ze stocikim spokojem na twarzy. Nie bardzo krępowała go ta propozycja, bo nie widział w niej nic niestosownego, to normalne, że osoba towarzysząca mogła być znajomym czy nawet osobą tej samej płci. Chociaż nie wiedział dlaczego na to drugie przy facetach zdarzało się krzywo patrzeć częściej niż przy kobietach. Ach, uprzedzenia, uprzedzenia. Dalej się już z nią nie zaczepiał, nie mieli już nawet na to za bardzo czasu. Levia faktycznie nie miała tutaj żadnego znaczenia. Nie chciał przy zapisie używać swojego imienia, jakoś tak, nie wszyscy tutaj sobie zdawali sprawę z tego, że był księciem, a zmiana imienia cóż, trochę ułatwiała. Ashan pomagał Akane przy zapisie, a w sprawie tytoniu przytaknął głową.
    — Zajdę do niego po walkach po jakąś działkę, może, hm? — zapytał, na co też otrzymał potwierdzenie. Rudowłosa wróciła wzrokiem do Akane.
    — I dobrze, w małym ciele silny ogień się tli, a to oznacza dobrą walkę (Hyvä. Pienessä kehossa palaa vahva tuli, ja se lupaa hyvän taistelun) — zaśmiała się. Wzięła od niej dokument i przeczytała. — Uhuhu… ptaszynka, proszę, proszę… Kto wygra Słowik czy Kogut? (Ohoho... pikkulintu, vai niin... Kumpi voittaa, Satakieli vai Kukko?) — przetaksowała ją wzrokiem.
    — Możesz walczyć za pół godziny jak chcesz, wszystkie chwyty dozwolone bez zabijania. A jak masz cykora to musicie poczekać kilka godzin, dzisiaj ogień się sprzedaje (Voit otella puolen tunnin kuluttua, jos haluat. Kaikki otteet ovat sallittuja, kunhan et tapa vastustajaasi. Jos taas pelkäät, joudutte odottamaan muutaman tunnin. Tänään tuli käy kaupaksi) — wyjaśniła. Mężczyzna spojrzał na Akane i czekał na jej decyzję.
    — A Levia dzisiaj będzie gwiazdą wieczoru w takim razie, Przybłęda wróciła… zaraz się ogłosi i polecą zakłady. Ty walczysz na pięści i ogień, mamy nowego stałego bywalca — rzuciła jeszcze kobieta, zanim odeszła w swoją stronę.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  163. Darcy uśmiechnęła się i przytaknęła na słowa Akane. Czas na pewno dla niej znajdzie, nie powinno być to większym problem. Kochała Gava całym sercem jak brata, wiedziała, że awantury o taką mapę nie zrobi, ale ciągnęło go w zakazane uliczki, więc mogła sobie wyobrazić zaginięcie takiej mapy. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy przyjaciółka się zaśmiała. No cóż, Mor też się o nią mocno martwiła, Ashan ją trenował, miała całkiem niezły parasol królewski, a w związku ze Sralala po prostu każdy chciał zadbać o jej bezpieczeństwo. Uważała osobiście to za całkiem piękny aspekt przyjaźni. Świadomość, że nie było się samotnym w razie zagrożenia czy gorszych dni była zwyczajnie budująca, sprawiała, że robiło się ciepło na sercu. Rozmarzyła się przez chwilę na ten temat. Ona była bardzo wdzięczna za to ile wsparcia dostała w trakcie podróży. Bez nich pewnie dalej by bała się swojej własnej przemiany i samej siebie. Wróciła do żywych, kiedy Akane powiedziała, że nie będzie już mówić o robocie. Zaśmiała się lekko.
    — No dobra, to co powiesz na gierkę, ryzykowną, żeby było po co się trzymać postanowienia — zaczęła, uśmiechając się w nieco prowokacyjny sposób. — Mamy tu taki paskudny i mocny alkohol, Nokari, smakuje chujowo, a kopie jeszcze mocniej. Jak któraś wspomina o pracy to pije kielonek — wyjaśniła swoją poruszając sugestywnie brwiami.
    — Uuu… czyli to taki miecz obusieczny, dobrze, powiedzmy, że Ci wierzę — odpowiedziała, pokazując jej język, po czym upiła kolejny łyk drinka.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  164. Ashan pokręcił głową i spojrzał po Akane. Zastanowił się przez dłuższą chwilę nad odpowiedzią.
    — Nic się nie stanie jak będziesz sama, ale zachęca się, żeby brać osobę towarzyszącą, wesela raczej chce się celebrować i dzielić tą radością…. tak najkrócej. Strasznie dużo pytań masz, nie lubisz ciszy, hm? — sam zarzucił jej pytanie, unosząc lekko brew ku górze. To nie tak, że mu to przeszkadzało, bardziej nie spodziewał się tak dużego zainteresowania wszystkim, każdą rzeczą, o której wspomni. Nawet rozumiał teraz dlaczego przyjaźniła się z Tonym - ten też chciał wszystko wiedzieć.
    — Dziękuję — odparł, kiedy przystała na jego zaproszenie. Poczuł ulgę, że miał to z głowy i jego towarzystwo zapowiadało się normalnie, nie będzie musiał męczyć się z kimś kogo musiał tolerować. Zaśmiał się lekko.
    — Skąd ta pewność? — zapytał z szelmowskim uśmiechem. Odchrząknął zaraz, bo tak, to nie było pytanie i zapraszanie na randkę, ale zdawała się bardzo pewna swego. Była ładna i pewnie miała swoich adoratorów, nie mówił, że nie, ale nie zauważył, gdy był w Argarze, aby zauważała takie spojrzenia, a jako starszy brat miał w tym całkiem niezłe doświadczenie.
    —- No zobaczymy ten ptasi pojedynek, jeden ćwierka, drugi gdaka — zaśmiała się, sięgając, co by sobie to zapisać. N ajwyraźniej bardzo jej się to spodobało. — Lećcie się przygotować — rzuciła, poganiając ich ręką. Ashan się jeszcze nie rozciągał, raczej rozejrzał się po kącie, w którym czekali przed walką, szukając miejsca, gdzie mógłby dobrze widzieć walkę Akane. Następnie spojrzał na nią.
    — I tak i nie, ranga ma swój ranking, musisz spaść na sam dół, żeby stracić rangę. Przy przedstawianiu zobaczymy czy straciłem rangę, a pozycję rankingową…sprawdza się tam, na tamtej tablicy, ale ją chciałem obejrzeć o ile sama już tam zawitasz — wskazał ruchem brody na ścianę, gdzie znajdowały się za szkłem różne tablice z drewnianymi tabliczkami i imionami.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  165. — Ha! Ni chuja mi tego nie udowodnisz — uśmiechnęła się do niej niewinnie, trzepocząc przy tym rzęsami, jak najbardziej nieskalana złą myślą dama na ziemi. Przechyliła się przy tym jeszcze delikatnie na bok. — Ja tylko próbuję nam pomóc myśleć o relaksie — dodała na swoją obronę takim samym tonem, po czym zaśmiała się szczerze.
    — Ładnie — pochwaliła ją, kiedy sama zamówiła alkohol. — Idealnie Ci wyszedł akcent — dodała jeszcze, bo taka była sucha prawda, powiedziała może wolno i się zacięła, ale akcent był świetnie wypowiedziany. Oczywiście, że podobnie dokazywała przy Ashanie, przy każdym z rodzeństwa, jeśli była ku temu okazja. Nawet z Morganą się zdarzało, jeśli atmosfera na to pozwalała. Zaśmiała się lekko.
    — I akurat zapamiętałaś, że to przystojniaczek? Łuu…. — zagwizdała lekko, popijając na razie normalnego drinka. Poprosiła jednak kelnera na wszelki wypadek o parę lekkich przekąsek - owoce na słodko i kwaśno i pieczone chipsy z ziołową posypką na zagryzkę. Popijanie alkoholu alkoholem w razie czego mogłoby położyć je zanim noc zdąży się dobrze zacząć.
    — Mówiłam, smakuje chujowo, a smakuje jeszcze gorzej. Uważaj, żebyś się nie czołgała wychodząc — rzuciła, polewając i sobie kieliszek. — Za to ja wczoraj spędziłam cały dzień na naradach razem z mamą, wszystkie miasta są bardzo zainteresowane waszym przybyciem, słuchanie, odpowiadanie na pytania, podawanie napitków i jedzenia… myślałam, że mi nogi w dupę wejdą — opowiedziała, po czym wypiła. — Ja pierdole, kurwa, ale gówno — skrzywiła się jak tylko przełknęła alkohol.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  166. — Już się boję! — zaśmiała się, robiąc przy tym dramatyczną minę i zatrzęsła się ze strachu. Pokręciła głową, sącząc sobie powoli drinka.
    — Wiem, że możemy ocenić czy ktoś jest obiektywnie przystojny czy nie, wiem też, że seksualność do podpuszczania nic nie ma — odpowiedziała, puszczając jej oczko i zachichotała lekko. — Bardzo się cieszę, że teraz są już bardziej różnorodni dla Ciebie mieszkańcy Phyonix. Wydaje mi się, że takie “ta rasa jest bardzo podobna” jest całkiem normalna dla przedstawiciela innej. Z początku nie mamy pojęcia, gdzie pojawiają się różnice, więc nie wiemy co obserwować, aby te różnice zaobserwować — rzuciła swoim przemyśleniem. Ile razy było słuchać przecież od bardziej gadzich czy zwierzęcych ras, że ludzie są identyczni czy na odwrót.
    Chwyciła sama kawałek pokrojonego kajo po wypiciu szota i wgryzła się w niego, próbując zagłuszyć obrzydliwy smak alkoholu. Odetchnęła z ulgą, kiedy już minął.
    — Zdecydowanie dobra metoda… jak ja nie lubię takich mocnych alkoholi, łeee… — zaśmiała się, sięgając po drinka. Narada była ważna, poruszyli wiele ważnych kwestii i oczywiście były przerwy, gdzie mogła usiąść, ale jasna cholera cały dzień na nogach, kiedy większość czasu stała w miejscu zwyczajnie męczyło, ale no takie uroki obowiązków.
    — Oj nie bluźnij, od tańca to mi nigdy w dupę nie wejdą — odpowiedziała. Przechyliła mocniej szklankę i upiła większy łyk drinka. Skoro już o tym mowa, to niedługo miała ochotę wrócić na parkiet.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  167. — Tylko żartuje, spokojnie — odpowiedział, kiedy zobaczył zawstydzenie na twarzy Akane, a następnie zamyślenie. Nie chciał aż tak zbić jej z tropu. Spojrzał uważniej po dziewczynie, nachylając się w jej stronę. Nie miał pojęcia jak dokładnie działało odczytywanie intencji, jednak liczył, że w ten sposób, będzie łatwiej zauważyć, że nie miał nic złego na myśli. Nie mówił już nic więcej, tylko czekał aż wróci na ziemię.
    Kiedy w zakątku znalazł odpowiednie miejsce, usiadł na skałce, po czym zaczął obserwować rozgrzewkę towarzyszki. Zastanowił się dłuższą chwilę, jaką sensowną radę mógłby jej dać.
    — Nie daj się rozproszyć, nawet jeśli ktoś skupia się na robieniu teatrzyku pod publikę, nie zapominaj, że może zrobić Ci krzywdę, niezależnie też od rangi jaką ma. Wszystkie chwyty dozwolone, więc też, jeśli chcesz ładną buzię zachować, to uważaj na płomienie. Sam nigdy z Kogutem nie walczyłem, ale faktycznie ze dwie walki widziałem. Lubi się bawić i nie lubi nudy, jak sama długo nic nie będziesz robić to pewnie sam zacznie atakować i zmuszać Cię do reakcji. Nie wiem czemu jest w Słabiakach, nie jest najgorszy, może nie wybitny, ale… baw się dobrze i uważaj na siebie — powiedział w końcu, łącząc palce obu dłoni między kolanami, kiedy usiadł już wygodniej. Uważnie spojrzał po niej, sprawdzając czy na pewno ma wygodny strój do walki.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  168. — Doszkalam się z czasem w różnych dziedzinach. Poza tym nigdy nie uważałam, że uznanie kogoś za atrakcyjnego było tożsame z chęcią flirtowania i podrywania, wtedy bym zarywała do każdego znajomego — zaśmiała się. Wcześniej u Akane troszkę ją podpuszczała. — W zasadzie co według Ciebie sprawa, że ktoś jest atrakcyjny? Masz jakieś wytyczne do tego, czy indywidualnie patrzysz na każdą jednostkę? — zapytała zainteresowana. — Dla mnie ciężko powiedzieć, żeby koniecznie rudy czy czarny kolor włosów był atrakcyjny, dana osoba to w zasadzie suma wszystkich wizualnych cech i może być ładna albo nie. Tobie pasuje granat we włosach i fiołki z piaskiem w oczach, kolorowe ubrania, ale ja w tym samym wyglądałabym z pewnością o wiele gorzej, czułabym się już paskudna —- przedstawiła też od razu swój punkt widzenia i upiła kolejny łyk drinka.
    — Wiesz pieczenie w gardle to jedno w sumie… piwo też moim zdaniem jest obrzydliwe, ale mocne alkohole właśnie w większości moim zdaniem smakują tak jakby miały Cię jebnąć, dobić i skrzywić ryj przy okazji — opowiedziała luźno. Dokończyła drinka i wstała na równe nogi.
    — No to proszę bardzo, zapraszam na parkiet, Niedowiarku — zaśmiała się, kręcąc biodrami. — Vi ska bada bastu bastu ångon åpp och släpp all stress idag — zanuciła, chwytając An za rękę, aby zaciągnąć ją na parkiet.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  169. — Najwyraźniej mam dziwną słabość do nazbyt wesołych, pyskatych i gadatliwych kobiet — odparł, a kącik jego ust uniósł się wyżej. Być może faktycznie było to rodzinne. Ojciec zakochał się przecież w kobiecie, która potrafiła zagiąć każdego i nigdy nie należała do osób szczególnie cichych czy powściągliwych. Córki również odziedziczyły po niej więcej, niż mogłoby się wydawać. Morgana nie była tak skora do śmiechu jak matka, lecz jej cięty język nieraz przypominał, po kim ma charakter. Darcy z pewnością mówiła najwięcej ze wszystkim, ale gdy się uśmiechała wyglądała jak mama, kiedy była w jej wieku, to akurat doskonale pamiętał.
    Im bardziej o tym myślał, tym wyraźniej dostrzegał pewną prawidłowość. Sam przecież poszedł tą samą drogą. Spośród wszystkich kobiet jego serce wybrało właśnie tę, której energii, gadatliwości i obecności nie sposób było przeoczyć, a jeśli próbowałeś to ryzykowałeś dostaniem szpadą czy butelką rumu przez łeb. Miał wyjątkową rodzinę. A może po prostu mężczyźni w jego rodzie zakochiwali się w tym samym typie kobiet. Muszą poczekać jeszcze na Diego, aby potwierdzić teorię. Ta myśl rozbawiła go na tyle, że uśmiechnął się szerzej.
    — Każdy się czasem zamyśli — stwierdził w końcu. Zaśmiał się, unosząc brew ku górze. — W zasadzie planuje walczyć bez górnej części odzieży, to drogie tkaniny i nie chcę ich ubrudzić, krew ciężko się spiera — wyjaśnił. — Nie chodzi ile odkrywasz, jak ktoś zwórci uwagę na Twoje walory w trakcie walki… — urwał na chwilę, sięgając po papierosa, którego odpalił, zaciągnął się i wypuścił dym — to albo jest idiotą, którego powalisz w minutę, albo zakochał się od pierwszego wejrzenia i też wygrałaś walkę. Zastanawiam się, czy nic nie krępuje Ci ruchów i buty masz wygodne do zwodów, jeżeli nie, zdejmij je po prostu — wyjaśnił co ma na myśli. Uśmiechnął się przyjaźnie, a w oczach na chwilę błysnął ogień. — Połamania nóg, Słowiku, zobaczymy, co tam potrafisz — rzucił, obserwując jak wychodzi, a potem przeniósł wzrok na arenę. Zewsząd dochodziły krzyki tłumów, czekających na dalsze walki. Na środek wyszedł mężczyzna o rudych włosach, zdecydowania za swoimi najmłodszymi latami.
    — Phyonix… kraj ognistego ptaka! Panie i Panowie czas na najlepszy chichot losu ostatniego czasu! Z naszego cudownego, gorącego Lazyr, prosto z najbardziej parszywej dzielnicy jaką widział ten świat, najbardziej kolorowy, krzykliwy, SZAAALOOONYY KOOOGUT, który dzisiaj zmierzy się z ćwierkającą panną, która przybyła dla nas specjalnie z drugiego końca świata! Czy zaśpiewa kawalera na śmierć?! Powitajcie…. SŁOOOOWIIIIKAAAA! — przedstawił dwójkę, po czym zniknął za chmurą ognia, którą stworzył. Pierwszy na scenę wskoczył Kogut, wysoki, szczupły mężczyzna o rudym irokezie z pasemkami chyba wszystkich kolorów tęczy. Uśmiechnął się szeroko, kucając, ruchem dłoni udał, że przywołuje owacje tłumu, po czym zapiał. Podniósł się na nogi saltem do tyłu, aby zaraz przenieść wzrok na przeciwniczkę. Ukłonił się w jej stronę.
    — Jaka ptaszynka — zagwizdał. — Witaj w Lazyr, Słowiczku — zrobił półkrok i pełny obrót, śmiejąc się wesoło i usiadł po turecku. — Jakiś zakładzik przed walką, hm? Czy jesteś z tych nudziarzy, którzy przyszli tylko się ponapierdalać?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  170. — No dobra, a jakie typy podobają Ci się mniej lub bardziej, hm? — zainteresowała się, opierając podbródek o dłoń. Łokciem zaparła się o stolik, automatycznie, rozkładając się jeszcze wygodniej na swoim miejscu i chwyciła za fajkę wodną. Wyjaśnień dalszych słuchała z wyraźnym zainteresowaniem, potakując. — W temacie flirtu i zakochania myślę, że mamy identycznie, chociaż nie jestem jeszcze pewna, kiedy takie flirtowanie się zaczyna — odparła z lekkim, naturalnym uśmiechem na ustach. Zaśmiała się lekko.
    — I każdy do swoich kubków smakowych ma prawo, byleby nam się z nimi nie spuszczał na język — zażartowała, poruszając brwiami.
    Zaprowadziła An bardziej w głąb parkietu, uwielbiała ten utwór, był wesoły, całkiem stary, na tyle, że w Phyonix mieszkańcy mieli już do niego swoje tradycyjne ruchy, które niekoniecznie zakrawały o pełnoprawny taniec brzucha.
    — To Ci się powinno spodobać… to jak wasze… makareny i łajemsieje! — zaśmiała się, odwracając bokiem do Akane, pokazując jej układ do refrenu. Miała okazję w Piaskach Czasu wziąć udział w kulturowych argarskich tańcach, były wręcz genialne, zabawne i przyjemne, bardzo jej się podobały i teraz też chciała się pobawić w ten sposób.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  171. Darcy słuchała Akane z uwagą, rozumiała pewne rzeczy, o których mówiła jej dawno An lepiej po tym wyjaśnieniu, ale nie zamierzała jej w niczym uświadamiać. Granatowłosa sama powiedziała w tym temacie wystarczająco dużo i ona w jej uczucia nie miała zamiaru się mieszać. Uśmiechnęła się do niej ciepło i przytaknęła. Zaśmiała się lekko.
    — Co prawda pytałam o atrakcyjność fizyczną, ale to piękny opis. I bardzo romantyczny. Przy niektórych opisach… nawet chyba sama wiem, co masz na myśli — urwała na chwilę, rumieniąc się lekko. Puknęła kilka razy w szklankę — I rozumiem. Inność i ślepota na własne cudowne cechy jest bardzo pociągająca — dokończyła, uśmiechając się bardziej nerwowo. Zaśmiała się na pocieszające słowa Akane, po czym upiła łyk swojego drinka, zanim go wyzerowała. Poprawiła teatralnie włosy.
    — Chłopcy mogą więc spuszczać się z radości, że takie piękności z nimi nieświadomie flirtują, będą mieli materiał do fantazji do snu — zatrzepotała rzęsami uroczo. Mrugnęła oczami kilka razy w niezrozumieniu na “ciekawy dobór słów”. — A co w spu… ach… spuszczać — zagryzła wargę, czerwieniąc się mocniej. Uderzyła prostą dłonią w stół. — Nosz ja pierdolę kurwa mać! — zaśmiała się z własnej durnoty. — Ja naprawdę żyłam pod zajebiście dużym kloszem, jeszcze sama się w niego wpierdoliłam, a teraz sama się wpierdalam w te podsteksty non stop, prawda? Diego też dałam kurwa… pierścionek z pleminikiem — zaśmiała się, kręcąc głową zrezygnowana. — Jak ja się cieszę, że to babski wypad, chłopcy by mi w życiu nie dali o tym zapomnieć — zauważyła z szerszym uśmiechem na ustach. No teraz to jej się upiekło i to całkiem mocno, już się bała ich komentarzy.
    Pokazywała Akane wszystkie kroki, a kiedy załapała to usadowiła się obok niej bardziej. Nie tylko one do tego tańczyły, więc na parkiecie była też grupka rudych łbów, która równie ochoczo pokazywała na siebie palcami, śpiewając refren.
    — BARA BADA BATSU! — dziewczyna śpiewała z szerokim uśmiechem na ustach, świetnie się przy tym bawiąc.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  172. — Przynajmniej nie muszę martwić się o nudę — podsumował swoją własną słabość do danego typu kobiet. W towarzystwie Akane zdecydowanie ciężko było się nudzić. Miała w sobie to coś, że wchodziła w buta do głowy w trakcie wspólnego spędzania czasu i nie zamierzała się nigdzie wybierać, oczywiście metaforycznie. Naprawdę czerpał przyjemność z zagłębiania tej znajomości, a rzadko kiedy czuł, że ma ochotę daną relację samodzielnie rozwijać. Pokręcił głwoą na kolejne słowa.
    — Niektórzy i tak powiedzą, że wyglądam jak bezdomny, więc to kwestia perspektywy. W każdym razie szkoda mi dobrej koszuli na krew i piach. Poza tym nie tylko Ty masz przyciągające wzrok walory, a brudne sztuczki są tutaj dozwolone — odpowiedział z wymownym uśmieszkiem na ustach. Na koniec odprowadził ją wzrokiem. Wywrócił oczami, obserwując przesadzone przedstawianie się Koguta. Znalazł się król sceny. Oby tylko całej walki nie przegadali. Wolał zobaczyć ich walkę. To mógł być naprawdę ciekawy pokaz.
    Kogut przytaknął na pierwsze pytanie, uśmiechając się szerzej.
    — A Ty sobie otuchy przed walką nie dodajesz? Ouu… przykre, że nie czujesz, że potrzebujesz. Myślisz, że mnie rozjebiesz i heja? —- zapytał, wstając na proste nogi. Na wspomnienie złotych jaj złapał się za krocze i odsunął skocznie na kolejny metr. — ZBEREŹNICO TY! Łapy precz od moich złotych jaj! Nie oddam! Jak jaj Ci trzeba to pomyliłaś przybytki — zakomunikował bardzo głośno, aby cała publika usłyszała, po czym uśmiechnął się w jej stronę łobuzersko. — Pióra kolekcjonować postanowiłem, do łapania kokoszek trzeba mieć ładny grzebień — przeczesał przesadnie swój irokez.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  173. — A taka pod publikę jesteś co? No, no, no, ale gwiazdeczka, nie spadnij tam z tego nieboskłonu za szybko — odpowiedział jej, wystawiając cały język, pokręcił głową, aby nadać wszystkiego bardziej wyzywającego tonu. Kogut zaczął kręcić się po arenie, przeskakując z nogi na nogę, poruszał się zwinnie. Zagwizdał na słowa o zbereźnicy. Zatrząsł się i znowu uskoczył. — Ale z Ciebie jajcarka, nie podoba mi się, brrr — zakomunikował. Kiedy An zaczęła używać piasku Kogut od razu to zauważył, uśmiechając się. Ciekawa zdolność, nigdy nie widział tych nowych Argarczyków w akcji, ale był całkiem poekscytowany na możliwość przekonania się jak to było z nimi walczyć. Bose stopy mężczyzny i dłonie zapłonęły. Zostawiał za sobą ślady, topił piasek tam gdzie stawiał.
    — Ko,koko… kontempluję nad propozycją — mruknął, tworząc kilka kur i kogutów z ognia, które zaczęły “biegać” koślawo obok niego. — Przysługa spoko, ale won od jaj i mamy zakładzik — rzucił w końcu w odpowiedzi. Nachylił się w jej stronę, prostując ręce, a ptaszki, które były przed chwilą obok niego poleciały w stronę Akane. Walka już trwała mimo wszystko od jakiegoś czasu oficjalnie, więc nie miał zamiaru czekać na specjalnie pozwolenie do ataku. Najwyraźniej Kogucik nie był najbardziej honorowym wojownikiem jakiego można było tutaj spotkać.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  174. Darcy przytaknęła, ale potem pokręciła głową, rumieniąc lekko.
    — To jest bolesne, prawda, ale jednocześnie… sprawia, że chcesz pomóc takiej osobie zauważyć to całe dobre, które się z niego wylewa, że to co o sobie mówi, czy te pozory, które widzą inni, że to nieprawda, że tam w środku kryje się wyjątkowa osoba. Wydaje się to niezwykle romantyczne, wiesz, jak w książkach, pomóc komuś odkryć tę pewność siebie i zauważenie, że to nic złego nazwać się bohaterem, obrońcą, kimś wyjątkowym — wyjaśniła swój punkt widzenia, po czym zagryzła wargę. — I zgadzam się odnośnie atrakcyjności Gava i rozumiem w kwestii uśmiechu — sama posłała jej swój, przyjazny. Ona do chłopaka czuła miłość rodzinną, ale rozumiała, że na jego uśmiech komuś mogły uginać się kolana, potrafił flirtować, tak, chyba potrafił, chociaż ją jego teksty akurat bardziej… odpychały z początku. Nie czuła się nimi zafascynowana, ale to już kwestia gustu, An mówiła, że woli bardziej bezpośrednich. Ona sama wolała chyba jak ktoś był bardziej… płynny. Raz próbował wziąć co chce innego razu był delikatny i szanował granice, testował je i sprawdzał jak daleko może przejść. Tak, to zdecydowanie było to.
    Zaśmiała się głośniej, robiąc się bardziej czerwona na twarzy.
    — Nie cytuj mnie proszę przy naszych kochanych przyjaciołach, bo nawet moja ognioodporność mnie nie uratuje przed spaleniem się ze wstydu. Wiesz… Mohe mnie kilka razy uświadamiał, w niektórych podtekstach, ale odpuścił, uznając, że mój chłopak powinien to zrobić, a ja takiego nie mam — pokręciła głową dalej chichocząc — Chyba przydadzą mi się porządne korepetycje z tego kiedy jest jaki podtekst. Poza tym tutaj też wchodzi różnica języka u nas spuścić się w kwestii seksualnej brzmi całkiem inaczej niż w kwestii bez podtekstu. Bo jeśli mówimy o spuszczaniu się ze spermą to jest używane laueta, a do innej cieczy woda, czy ślina, którą miałam na myśli, no wiesz, że ślina spuszcza się z ust to wtedy tyhjentää — obajśniła jej różnice językowe. Te też pewnie sporo robiły w takich konwersacjach. Nie uczyła się jakie słowo konkretnie może oznaczać podtekst na dobrą sprawę, a jej ojczystym był jednak phyoński.
    Kiedy piosenka się skończyła, Darcy nie schodziła z parkietu.
    — I jak Ci się podoba biba w Phyonix? — zapytała kuzynki, kręcąc biodrami w rytm melodii.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  175. — A bolało? — zapytał z szerokim uśmiechem. To prawda, Kogut swój styl opierał na szybkości. Nie był i nie uważał się za czampiona na tej arenie, ale kategoria, w której był zależała raczej od tego, że lubił celowo przegrywać walki, dostawał za to dodatkowe pieniądze - kiedy przegrywał z kimś komu zależało na wspinaniu się po kolumnach, a on mógł walczyć przede wszystkim cały czas z kimś nowym, kogo jeszcze na arenie nie było, a to zdecydowanie bardziej go interesowało. Stawiał w życiu na własna frajdę.
    — Mamy zakład, Słowiczku! — rzucił, gdy obiecała, że jego jaja zostaną nietknięte zaśmiał się wesoło. Tańczył po arenie, kierując swoimi ptakami, które biegały w chaotyczny sposób, aby zblizyć się do dziewczyny. Te które zostały złapane, cóż, przepadły. Znikały w piasku, aby mógł stworzyć nowe, bliżej siebie, ale poza piaskami, by ponownie zaczęły pędzić w jej stronę. Stanął też w miejscu, gdy poczuł ruchomy piach.
    — Huhuhu… — mruknął, uginając kolana, rozłożył ręce na boki szeroko, a kończyny zastąpiły ogniste skrzydła, uniósł się w górę i zaczął szybować w bok. Kokoszka, która dotarła pod nogi Akane skoczyła w górę i rozproszyła się, tworząc chmurę ognia, która zniknęła po chwili, kolejna, która dotarła za jej plecy również skoczyła, celując we włosy.

    Ashan i Kogucik

    OdpowiedzUsuń
  176. Nie była pewna, czy mogłaby powiedzieć, że sprawia jej to przyjemność. Po prostu czuła, że dużo osób nie zauważyło u siebie wiele piękna, które posiadają wewnątrz i z zewnątrz. Chciała, aby kiedyś zmienili swoje zdanie, nie zmusi ich do tego siłą niestety, ale starać się zmienić ich zdanie uważała za coś o co warto od razu do czasu zawalczyć. Nawet nie w kwestii miłości, chociażby Grima jej zdaniem zdecydowanie zbyt nisko o sobie myślała. Zaśmiała się, przechylając nieco do tyłu, kiedy Akane tak się zastanawiała. Zrobiła smutnę minę, mrużąc oczy jak małe szczęnię, które prosiło właśnie o dodatkowy przysmak za to, że po prostu sobie uroczo egzystował.
    — Miej litość nad biedną kobietą, kobieto — poprosiła. Całą scenę oczyuwiście raktowała w charakterze żartu, ale naprawdę liczyła, że nikt się nie dowie o tym cudnym podtekście jaki rzuciła w pełni nieświadoma. Pokręciła lekko głową.
    — Uważam, że Mohe jest naprawdę kulturalny i bardzo szanuje granice i bardzo kochany, chociaż ostrzegał mnie przed swoimi… zainteresowaniami względem ładnych dziewczyn, to nigdy do nie nic nie zrobił — wyjaśniła, uśmiechając się na wspomnienie chłopaka. Naprawdę szkoda, że nie wybrał się tutaj z nimi. Przeczuwała, że spodobałoby mu się to miejsce.
    Uśmiechnęła się dumnie, kiedy dalej tańczyły, a Akane przyznała, że podoba jej się impreza i jest przyjemnie. Niedługo później, kiedy dalej tańczyły podeszła do nich rudowłosa grupka, która otoczyła ich kółeczkiem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  177. Kogut przysunął kolana do brzucha widząc pojawiające się gejzery i otaczający go piasek. Obserwował otoczenie bez słowa. Uśmiechał się, a na jej komentarz tylko wyciągnął język, schował go, a potem zagdakał. Zaczął kręcić się wokół własnej osi zamaszyście poruszając skrzydłami, a te obejmowały coraz większą połać piasku, zmieniając go w gorącą ciecz przypominającą lawę. Nie miał pojęcia co to za piaskowa magia, ale liczył, że tego żadne z nich kontrolować nie będzie. Swoje ogniste kury z kolei posłał na tarczę granatowłosej. Twory zaczęły się po nim wspinać, oczywiście te, które były w stanie przedrzeć się przez przeszkody. Zaczęły dziobać piasek i tarzać się w nim w pokraczny sposób, żeby podnieść temperaturę wokół dziewczyny.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  178. — Waszmościna jest cudownie łaskawa! — zaśmiała się, nachylając lekko głowę w geście podziękowania. Zaraz wstała bardziej na równe nogi, prostując się. Zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
    — Być może okazywanie mi kultury było jego flirtem, swego czasu proponował mi też, że zabierze mnie na randkę, żebym mogła przekonać się czym są — odpowiedziała z pogodnym uśmiechem. Co prawda do randki nie doszło, a ona jakoś tak żalu akurat o to nie miała. Wszyscy mieli bardzo dużo na głowie i życie różnie się toczyło. — Mam nadzieję, że kiedyś się uda go tutaj wyciągnąć, myślę, że spodobałoby mu się odwiedzenie tego miejsca po prostu. Szkoda, że nie poszedł ze wszystkimi, byłoby mu łatwiej się dostać w trakcie wojny, teraz to zdecydowanie trudniejsze — zamyśliła się na chwilę, ale zaraz znowu uśmiechnęła się ciepło do Akane.
    Kiedy otoczyła ich grupka, uśmiechnęła się do innych feniksów. Ukłoniła im się tanecznym krokiem, aby się z nimi przywitać. Nie chciała jednak zostawiać Akane samiej. Wzięła Akane za rękę, widząc kątem oka, że odrzuciła cudze zaproszenie.
    — To porywam Cię na drinka okrężną drogą — oznajmiła jej, idąc z nią na drugi koniec parkietu tanecznym krokiem. Prowadziła w tym małym tańcu, tak. Miała ochotę się jeszcze pobujać, ale zakładała, że przyjaciółka nie chce mieszać się z nikim w większe zabawy na parkiecie. Kiedy były już poza nim, puściła granatowłosą. — W porządku? — zapytała. Powiedziała o suszeniu zaraz po propozycji chłopaka, a że Darcy nie potrafiła czytać w myślach to pierwsze co nasunęło się w jej głowie to krępacja tym tłumem. Zabrała ją więc do bardziej odosbnionego kącika na ten moment.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  179. Kogut spojrzał po piasku oplatającym jego ciało, kiedy tylko się zatrzymał. Zdążył się dowiedzieć, że kontrolowała piasek tylko w pierwotnej formie. Interesujące. Czuł, że może mieć przewagę, jeśli to dobrze rozegra, a ten granatowy kolor włosów całkiem przypadł mu do gustu - już widział się z przypiętym warkoczykiem z jej włosów. Wszystkie ogniste kurki i koguty zniknęły momentalnie, a mężczyzna pokrył się od stóp do głów ogniem, machając dalej skrzydłami. Piasek, który go oplatał stopniowo zaczął spadać w postaci płynnej, gorącej mazi, a on zaczął przesuwać się w locie tuż do Akane. Liczył, że piach zmieniający się w lawę spadnie i na nią, ale jeśli była rozsądna, to przestanie próbować zamknąć ognistego faceta w pieskowej trumnie. Zaczął obniżać lot, ale nie gasł. Zatrzymał się parę milimetrów nad ziemią, płomienie dotknęły podłoża, jego faktyczne stopy tego nie robiły, ale z racji, że cały płonął i teraz wyglądał raczej jak ogromny wir ognia ze skrzydłami nie dało się tego domyślić na pierwszy rzut oka. Płomienie zaczął rozszerzać - skoro kontrolowała piasek, postanowił się go pozbyć i wypalić.

    Ashan i Kogut

    OdpowiedzUsuń
  180. Darcy przytaknęła z przyjaznym uśmiechem, ale ten zaraz zaczął się zmieniać w rumieńce i wstyd.
    — Obiecał, że nie pocałuje, że na pierwszej randce nie trzeba… czekaj, czekaj łączę kropki, bo wtedy po bimberku byłam — uniosła rękę przed siebie i przez parę chwil bardzo intensywnie zastanawiała się nad tym jak tamta sytuacja wypadła. Spojrzała później na Akane zrezygnowana. — Łyknęłam jak pelikan, prawda? A Mohe się świetnie pewnie bawił, hm? — zapytała, po czym zaśmiała się rozbrojona własną głupotą. — No pewnie… tak to jest z tymi kloszami. Ojciec i Ashan mówili, że na randki zabiera się nóż i morduje, Diego z mamusią śmiech, że mam kordonik i chuja się człowiek potem zna na randkowaniu. A nawet jakbym miała obok Mor, to biorąc pod uwagę moją rodzinkę, byłaby równie nieświadoma co ja, a potem z Ashanem pakowałaby mi noże do skórowania do sakwy… — pokręciła głową mówiąc to wszystko z rozczulonym uśmiechem na ustach. Miała wyjątkową rodzinę, naprawdę kurwa wyjątkową. A jej demi seksualność nie pomagała, bo nawet nie ciągnęło jej do takich rzeczy. No do czasu. Akurat teraz chciałaby się nauczyć flirtować, żeby poderwać kogoś.
    — Tak, mówił, że jest indywidualny, nie mam zamiaru naciskać, ale jak się uspokoi z pewnością zaproszę go na wędrówkę, kto wie, może nawet mi pokaże jak wyglądają te na jego sposób. Będzie miał też okazję pokazać mi taniec Nhulu — uśmiechnęła się pogodnie. Mieli jeszcze na to sporo czasu.
    Uśmiechnęła się ciepło do Akane.
    — Jest w porządku, dbamy o swój komfort nawzajem — zapewniła ją. — I rozumiem, to moja ojczyzna, ale sama poza parkietem uciekałam od ludzi, tylko w tańcu mogłam się bardziej zbliżyć — wyznała. — W takich sytuacjach mamy siebie — urwała, uśmiechając się szerzej —
    A jeśli zrobi się zbyt tłoczno albo ktoś przekroczy granicę, masz mnie. Możemy po prostu zostać razem. Albo zatańczyć tylko we dwie. Wtedy nikt nie będzie Ci przeszkadzał — dokończyła. — To jak z tym suchym gardłem? — zapytała po chwilli.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  181. Kogut w jednym momencie zgasił wszystkie płomienie, które okalały jego ciało, pozbył się też skrzydeł. Zaparł się dłońmi, kucając na utworzonym podłożu, patrząc uważnie na to co dzieje się wokół niego. Nie wyglądał na przestraszonego - wręcz przeciwnie, bawił się całkiem dobrze przy tej wymianie siły żywiołów. Akane udało się unieruchomić jedną stopę, nie mógł przez to za wiele zrobić. Przede wszystkim nie chciał mieć unieruchominej stopy, uznał, że z piaskiem poradzi sobie później. Wziął wdech, dotykając unieruchomionego miejsca, obiema rękoma. Nachylił też głowę. Wypuścił powietrze nosem, skupiając się mocniej. Następnie stworzył najgorętsze płomienie u rąk, jakie tylko potrafił, fulugryt zaczął lekko miękknąć, poparzył go, syknął, kląc pod nosem w ojczystym języku, ale wyrwał nogę. Wolną i niezranioną stopą odbił się lekko, wstał na równi, poparzoną nogę trzymając w górze. Trumna, tak? Na to też będzie musiał coś wykombinować, ale żeby nie było jej tak łatwo posłał w jej stronę kolejną falę kokoszek, te zamiast atakować wzniosły się nagle w powietrze, tworząc ognistą “ścianę”, która zasłoniła go. Wyjął z kieszeni gwiazdki do rzucania, podpalił i wycelował w Akane, po czym zaatakował. Po tej dywersji zaczął szukać sposobu na wydostanie się z trumny. Trzymał się na zastygniętej części, gdzie nie mogła opleść go piaskiem, ciecz na nodze dalej była, ale był w stanie to jakoś przetrzymać.

    Ashan i Kogut

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^