Po rozmowie z Kali i Diego, Gave
nie czekał zbyt długo. Sprawa duszy Akane była zbyt istotna, żeby odkładać ją
na później. Miał mniej czasu niż początkowo zakładał, zwłaszcza że dziewczyna
nie mogła zginąć, by jego plan się powiódł. Zważywszy na to, co działo się
Mathyr, czas kurczył się niesamowicie, co było mu nie w smak.
Dlatego, gdy tylko ułożył dzieci
do snu i upewnił się, że nic im nie grozi, poprosił nawet Gavina żeby doglądał
dzieci od czasu do czasu, nakreślił runę na podłodze i wywołał bramę.
- Jesteś pewien? – Gavin spojrzał
po nim sceptycznie, a chłopak skinął głową. – Tata nie będzie zachwycony - skomentował.
- Już nie jest – odparł spokojnie
chłopak, rozmasowując sobie skronie. – Ale nie mogę czekać dłużej, nie mogę nie
spróbować – poinformował go.
- Gave, wolałbym nie tracić brata
w taki sposób – stwierdził cicho Gavin, co jego brat skomentował cierpkim
uśmieszkiem.
- Nie stracisz, najwyżej zmienię
tylko swoją formę – zauważył z lekkim śmiechem. – Wrócę tak szybko jak się da –
dodał.
- Jeśli nie wrócisz do rana…
poinformuję Akane o twoim planie.
- Mhm to aż nadto czasu – skwitował
chłopak. – Wrócę – dodał jeszcze, po czym nie oglądając się już za siebie,
przekroczył bramę, by zaraz zamknąć ją za sobą.
~.~
Biblioteka w „zamku” Śmierci
imponowała swoimi rozmiarami, ale on dokładnie wiedział czego chce i czego
szuka. Wyciągnął kilka pozycji i zapalił sobie lampkę przy stoliku, by
rozpocząć przeglądanie ksiąg. Jednocześnie głaskał białą kulkę, która zwinęła
mu się na kolanach. Szukał sposobu na przyszycie do siebie fragmentu duszy.
Rozłożył kilka ksiąg przed sobą. W jednej znalazł już jak rozszczepić duszę na
kawałki. Teraz wystarczyło tylko odnaleźć drugi komponent. Sprawa była dość
skomplikowana, ale nie zamierzał się poddawać. Miał w tym konkretny cel.
Zacisnął mocno wargi.
- Szlag – warknął, gdy kolejna
pozycja nic mu nie przyniosła. Rzucił woluminem o ścianę, ale ten w nią nie
trafił. Zamiast tego zatrzymał się w dłoniach Victora.
- Zaczynam żałować, że pozwoliłem
ci zostać moim zastępcą – poinformował chłodno mężczyzna, podchodząc do syna. Nie
musiał pytać. Doskonale wiedział, czego ten szuka. Jedno spojrzenie
wystarczyło, by domyślić się, że dzieciak zrobi to wszystko mimo jego wyraźnych
sprzeciwów.
- Niespecjalnie miałeś jakiś
wybór – przypomniał mu Gave, sięgając po kolejną pozycję, gdy mężczyzna położył
dłoń na księdze.
- Gave, nie podoba mi się to co
chcesz zrobić – poinformował go. – To skrajnie niebezpieczne i…
- …nieodpowiedzialne – dorzucił chłopak.
– Wiem, tato – skomentował. – Ale jak nie spróbuję to do końca swych dni… a
wiemy, że tych będzie naprawdę dużo… będę sobie pluł w brodę – mruknął. – Jeśli
nie zamierzasz mi pomóc, to chociaż przestań przeszkadzać – dodał, wyszarpując
księgę i wracając do wertowania jej kartek.
Victor westchnął ciężko i
pokręcił głową z dezaprobatą, po czym opuścił bibliotekę, zostawiając syna
samego sobie. Chłopak nawet tego nie zarejestrował. Zbyt pochłonięty swoimi
poszukiwaniami. Po kilku długich godzinach, kiedy powoli zaczynał tracić nadzieję,
odnajduje fragment, który go interesuje.
- Super – westchnął ciężko, gdy przechodzi
przez wszystkie informacje. Zerknął na psiaka leżącego wciąż na jego kolanach i
podrapał go za uszkiem. Proces przyszywania duszy okazał się bardziej skomplikowany
niż myślał. – Sam nie dam rady – przyznał się cicho przed samym sobą.
Jego plan nigdy nie zakładał, że
poświęci inne istnienie do tego eksperymentu. Być może później pozwoli Diego
popracować na drugim przypadku, ale nie na pierwszym. Nie, kiedy nie miał
pewności, że Gepardziulo sobie poradzi. Owszem, chłopak był pewien swych
umiejętności i w pewien sposób nawet ich pyszny, ale… jęknął ciężko. Kogo miał
poprosić o aż takie poświęcenie? Zacisnął mocno pięści i odchylił się na
krześle, po czym wstał gwałtownie, zrzucając psiaka ze swoich kolan i kopnął
krzesło z frustracji. Szlag! Szlag! Szlag!
~.~
Drzwi do gabinetu Śmierci
uchyliły się bez pukania. Victor siedział za swym ogromnym, ciężkim biurkiem,
oparty plecami o wysokie oparcie fotela. Jedną dłonią podpierał skroń, drugą bezwiednie
przesuwał po leżącym przed nim, czarnym, aksamitnym pudełku. Jego wzrok tkwił w
jednym miejscu, jakby myślami znajdował się gdzie indziej.
- I co? – zainteresował się,
czując obecność syna. Ten zatrzymał się przy drzwiach, ale nie był już tak
spokojny jak kilka godzin wcześniej, kiedy z uporem wertował książki. Raczej
jak ktoś, kto przez te parę godzin został doprowadzony do skraju wytrzymałości.
W dłoniach wciąż ściskał otwartą księgę.
- Tato…
Victor podniósł wzrok, a jedno
spojrzenie wystarczyło, żeby wiedział do czego będzie zmierzała ta rozmowa.
- Znalazłeś sposób?
Gave westchnął ciężko i skinął
głową.
- Mhm, ale sam nie dam rady…
- Wiem – skwitował Victor.
- Gave taki proces to nie zabawa.
- Wiem…
- Łączenie dwóch dusz wiąże się z
wieloma konsekwencjami. Konsekwencjami, które mogą cię przerosnąć.
- Wiem – Gave zacisnął mocno szczękę.
- To nie jest rozwiązanie dla
twojego problemu…
- Jest.
- Gave…
- Jest – chłopak spojrzał po nim bardziej
stanowczo. – Tylko nie jestem w stanie dokonać tego sam…
Victor nie odezwał się do niego,
tylko uniósł wzrok do sufitu, jakby pytając niebiosa co go pokarało tak upartym
synem. Ach, no tak, jego własny, pieprzony charakter. Genów nie dało się
oszukać. Drgnął, dopiero, gdy Gave gwałtownie położył księgę na blacie.
- To… - chłopak pokazał palcem na
odpowiedni fragment. – Nie dość, że potrzebuję fragmentu duszy, więc muszę
rozszczepić czyjąś to potem muszę jeszcze przygotować swą własną. Rozdzielić
jej strukturę na tyle, żeby zrobić miejsce dla obcej części, a potem połączyć
oba fragmenty. Nie mogę tego zrobić runami czy naszymi umiejętnościami… potem
to trzeba fizycznie zszyć… - zauważył, a Victor nie odpowiedział. Uparcie milczał,
a chłopak kontynuował. – Dlatego nie dam rady zrobić sobie tego sam. Nie mam
żadnego doświadczenia. Nie robiłem tego nawet na kimś innym, a co dopiero na
samym sobie. Nie wiem, jak zareaguje moje ciało, kiedy igła przejdzie przez
duszę. Nie wiem, czy będę w stanie utrzymać to wszystko, gdy… zacznie boleć… a
będzie bolało – zacisnął mocno wargi. Victor przytaknął odruchowo, a wówczas
Gave pomasował sobie skronie. – Nie chcę narażać na to nikogo innego, zwłaszcza
gdy nie mam pewności czy potem Diego poradzi sobie z wypaleniem tego fragmentu…
- A siebie narażać możesz? –
Victor uniósł lekko brwi. Gave zacisnął pięści i wargi, milknąc. – To dość
wygodne, nie sądzisz?
- Nie o to chodzi…
- Właśnie o to, Gave.
- Tato…
- Chcesz przyszyć do siebie
fragment duszy, tylko po to by sprawdzić, czy jakiś pożal się boże chłystek
będzie potrafił go usunąć. Wiesz czym to grozi, wiesz, że możesz zmienić
strukturę własnej duszy na zawsze.
- Wiem.
- Możesz przestać być tym, kim
jesteś – kontynuował Victor.
- Wiem – powtórzył uparcie
chłopak, a jego ojciec odchylił się na fotelu.
- I mimo to, nadal chcesz to
zrobić…
- Tak.
- Dlaczego?
Gave milczał przez dobrą chwilę
zanim odparł cicho.
- Bo nie ma innego sposobu na to,
by ochronić Akane przed Latrala.
- To nie jest dobra odpowiedź –
Victor spojrzał mu prosto w oczy.
- Dla mnie jest – skomentował Gave.
– Nie chcę, by ktoś inny cierpiał, gdyby to miało się nie udać. Nie chcę eksperymentować
na kimś, a jeśli mam zrobić to samemu sobie… to potrzebuję kogoś, kto będzie
wiedział, co robi… kogoś, kto już raz to zrobił.
Victor przez dłuższą chwilę
milczał, wpatrując się w syna. Obserwował go uważnie, by ponownie przesunąć
palcami po czarnym, welwetowym pudełku. Powoli nakreślił na nim runę, a to rozwarło
swe wieko. W środku, na czarnym materiale leżała igła. Była długa i niezwykle
cienka. Nie przypominała zwyczajnego narzędzia. Była matowa, biała, miejscami
poprzecinana drobnymi, naturalnymi nierównościami. Uniósł znów spojrzenie na
Gava.
- Ta igła jest zrobiona z
pierwszej istoty, która kiedykolwiek umarła – powiedział spokojnie. – Nie wiadomo
czym była, nie znamy jej imienia ani historii. Była pierwszym istnieniem, które
zakończyło swój czas – wyjął igłę z pudełka i obrócił ją między swymi palcami. –
Kiedy umarła, jej kości nie rozpadły się tak jak kości innych istot. Został w
nich pierwszy ślad śmierci.
- Mhm… dlatego można nią przebić
duszę? – Gave spojrzał po nim uważniej z zainteresowaniem obserwując to
narzędzie.
- Można – potwierdził Victor.
- A zszyć ją? – padło kolejne
pytanie.
- Tak – potwierdził, podając ją
synowi i pozwalając by przyjrzał się jej dokładniej. – Będę musiał
przeprowadzić cię przez cały proces – powiedział po dłuższej chwili milczenia,
a Gave spojrzał po nim i zamrugał.
- Przeprowadzić…
- Chciałeś pomocy – skwitował Victor.
- Ale mówiłeś, że…
- …że nie zamierzam ci pomagać –
zgodził się Victor. – Nadal uważam to za fatalny pomysł, ale jeszcze gorszym
będzie pozwolenie zrobić ci to samemu – dodał wzdychając. – Zrobię to – skinął głową,
a Gave zamrugał i spojrzał po nim z niedowierzaniem. – Nawet nie każ mi się
powtarzać – dodał zaraz Victor, odbierając igłę od Gava i zamykając ją z
powrotem w pudełku.
- Dziękuję – szepnął Gave,
patrząc po ojcu z wyraźną ulgą i wdzięcznością, a ten pokręcił lekko głową. Cały
ten pomysł uważał za poroniony, ale genów nie oszuka. Doskonale wiedział, że
jeśli tego nie zrobi, to nie Gave, a on sam będzie żałował, że dopuścił do jego
zniszczenia.
- Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz, Gave…
- Ja też, tato... ja też...


Dlaczego Victor po prostu nie pozbędzie się Lotty z duszy Akane samodzielnie? Chodzi o dobro jego wnuczek jakby nie patrzeć i pilnowanie syna. Kocham Gava, ale jest tak skrajnie nieodpowiedzialny z tym planem, że ma się go ochotę zamknąć w szafie po grimowemu. Mam nadzieję, że jednak zrezygnuje z tego planu. Błagam go.
OdpowiedzUsuńJak Gavovi się przy tej akcji coś zadzieje, to przewiduję jakiś kataklizm, doprawdy... Jego poświęcenie nie zna granic, z jednej strony płakać się chce ze wzruszenia, z drugiej płakać ze złości. Huh... No jestem ciekawa jak to się ostatecznie skończy.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię czytać Victora i Gava razem. Tu również mnie urzekło jak ich relacja się rozbudowuje. Plan Gava jest ryzykowny, ale rozumiem go. Rozumiem też dlaczego najpierw chce go sprawdzać na sobie. Jego sumienie nie pozwala na nic innego. Trzymam kciuki, żeby to dobrze się skończyło.
OdpowiedzUsuń