Trochę już szli i powoli zaczynało zmierzchać, a w krajobrazie coraz bardziej zaczynały dominować łąki, a potem pola. W oddali pojawiło się kilka chłopskich chat, nie było ich tu zbyt wiele. Ennis uśmiechnęła się delikatnie, gdy zbliżali się do pierwszego gospodarstwa, dostrzegła jak na lince trzepocze wysuszone pranie.
- No proszę, skoro już o ciuchach mowa… - uniosła kącik ust, a widząc, że na drodze nie ma mieszkańców przekroczyła granicę gospodarstwa i capnęła jedną z sukien, oczywiście nie zapomniała o zacnym czepku, który zamężne kobiety nakładały na głowę by schować włosy. Obejrzała się na Erniego, puściła mu oczko po czym zniknęła za drewutnią, a kiedy zza niej wyszła, wystrojona była od czubka głowy po same kostki. Schowała pod czepkiem swoje białe włosy, a ciało zasłoniła skromnym materiałem sukni z długimi rękawami. Jedynie rozporek na nogę sprawiał, że było w niej coś z “starej” Ennis. Z zadziornym uśmieszkiem szła w stronę Ernesta, patrząc sobie po nim i obserwując jego reakcję na tą zmianę. Ernest uśmiechnął się pod nosem, powstrzymując cichy śmiech. Cholernie do niej nie pasowało. Sam wyglądał raczej normalnie. Wyjął jednak koszulę ze spodni, żeby zasłonić broń przy pasie. Spiął bardziej włosy, żeby wyglądać nieco bardziej jak zwykły chłop zmęczony podróżą. Wystawił ku niej rękę, nachylając się delikatnie.
— Żono moja, serce moje… wyglądasz zjawiskowo normalnie… jak mogłaś — odparł z udawanym żalem. En uśmiechnęła się delikatnie, widząc jego minę. Obserwowała to jak sam “ulepsza” swoje przebranie, a kiedy wystawił do niej rękę, delikatnie mu ją podała. Zaśmiała się lekko na jego słowa i przysunęła bliżej, uderzając nieco swoim ramieniem w jego.
- Jak mogłam wyglądać zjawiskowo? Och, no wiesz… Myślałam, że zawsze tak wyglądam, nie ważne co mam na sobie… lub czego nie mam - mruknęła blisko jego ucha.
— Zawsze wyglądasz jak zjawiskowa niewiadoma, teraz wyglądasz jak zjawiskowa żona — wyjaśnił, przyciągając ją bliżej do siebie, aby faktycznie wyglądali jak zakochana para. Skoro w pobliżu już znajdowały się chaty warto było włączyć większą grę. Zaśmiała się na jego stwierdzenie co do wyglądu.
- Nie przyzwyczajaj się tylko za bardzo… - uśmiechnęła się do niego zalotnie, kiedy ją przyciągnął. - Pamiętaj, że to jedynie rola do odegrania. Nawet jak bardzo Ci się spodoba to… cóż, jest tylko na chwilę - przysunęła twarz co by otrzeć swój koniec nosa o jego nos.
— O wiele bardziej wolę oryginalną wersję Ciebie — odpowiedział. — Niemniej ciekawe układasz intrygi — szepnął jeszcze z błyskiem w oku.
- Dobrze, że się ściemnia, bo jeszcze by myśleli, że się przechadzasz z trupem - zachichotała. W tym świetle jej skóra miała lekko sinawy kolor, a tak wiele zasłoniętego ciała to mało kiedy miała, nie każdy by zauważył teraz jej łuskę.
— Boisz się, że przez wojnę zaczęliby rzucać w nas przez to kamieniami? Trupia piękność u boku ludzkiego mężczyzny byłaby dla nich potwarzą? Łatwiej byłoby odegrać zakochanych, którzy walczą o swoje uczucia i chwalą się nimi tym, którzy to akceptują. Aczkolwiek może ktoś by mógł to zgłosić. Mimo sojuszu małżeństwa mieszane nie są chyba jeszcze legalne wśród Polszan, chyba że coś się zmieniło w trakcie mojego pobytu w więzieniu?
Spojrzała zaraz pytająco na mężczyznę i lekko się zaśmiała na jego przypuszczenia.
- Boję? - pokręciła głową, cmokając cicho. Sięgnęła zaraz do jednej ze swoich sakw, by wyciągnąć z niej zmięty pergamin. Podała Ernestowi pognieciony list gończy z jej podobizną. Zatrzepotała teatralnie rzęsami. Zaśmiał się, widząc jej podobiznę. Teraz faktycznie przypomniał sobie, że widział tą podobiznę gdzieś tam, ale nigdy nie zwracał na to większej uwagi. Więzienie naprawdę sprawiało, że żył pod kamieniem przez kilka lat. Ciekawe towarzystwo sobie dobrał, nie ma co.
- Jestem po prostu zapobiegawcza. Normalnie szła bym tu przy Tobie w pełnej okazałości, ale biorąc pod uwagę to i fakt, że moje koleżanki ktoś śledzi, mój wygląd mógłby nas zdradzić już na dzień dobry. Właściwie byłoby mi na rękę, gdyby uznali mnie za trupa, bo o tym nie ma wzmianki w liście. Nie mniej Ty rzucałbyś się bardziej w oczy, a to raczej nie jest na naszą korzyść, dlatego akcja ma miejsce na wieczór, co by koloru skóry mimo wszystko nie było za bardzo widać - odparła i zaraz parsknęła. - Nie sądzę by ta akcja zajęła nam dość dużo czasu dla rozegrania akcji walczenia o własne uczucia, ale w ciekawe rejony wędruje Twój umysł, w ciekawe - uśmiechnęła się do niego nikle. - W tym temacie nic się nie zmieniło - zapewniła jeszcze. Ciekawe miała do tego podejście.
— Sporo dają za Twoją główkę. To za niewinność? — zainteresował się, oglądając uważniej list. Osobiście mu to nie przeszkadzało. Wychował się pośród najgorszych szumowin. Ennis nie przerażała go w żadnym stopniu. Przynajmniej jeśli chodziło o fakt bycia poszukiwanym. Widać było, że potrafiła się maskować. Posłała w stronę Ernesta uroczy uśmiech.
- Niewinność? Ależ gdzie tam… - zaśmiała się delikatnie, zupełnie jakby właśnie sprzedał jej jakiś flirciarski żarcik. - Jestem ścigana za nieprzeciętny umysł i urodę - spojrzała na niego tak, jakby właśnie sama uraczyła go flirtem, nawet nieco przygryzła wargę i trochę dłużej przytrzymała spojrzenie przy jego ustach.
— Oby tylko ten Twój nieprzeciętny umysł i uroda nie okazały się moją zgubą, jeśli ktoś Cię rozpozna nie omieszkam odesłać go do stwórcy, żebyś nie pociągnęła mnie ze sobą za kratki — odpowiedział. Zdecydowanie nie było mu śpieszno na powrót za kratki. To było coś czego nie planował powtarzać w życiu. Mówił przy tym dostatecznie cicho, aby nikt ich nie słyszał - do ucha kobiety z subtelnym, szarmanckim uśmiechem, jakby właśnie prawił jej najszczersze komplementy, tak by nikt z przechodniów nie pomyślał sobie, że są kimś innym niż zakochaną parą. Prawdę mówiąc prędzej spodziewała się, że Ernest wyrzeknie się znajomości z nią, niż zabije ewentualnego zainteresowanego nagrodą, ale nie zamierzała z nim teraz o tym dyskutować. Właściwie w ogóle nie zamierzała. Jeśli los będzie łaskawy to sam pokaże.
- Och, domyślam się, zrobisz dosłownie wszystko by nie wrócić na stare śmieci - odparła, bo tego była akurat pewna. Poświęci każdego, by nie stracić wolności. To akurat rozumiała, niemniej, na pewno nie zamierzała sprawy ułatwiać, przynajmniej jeżeli chodziłoby o jej własną osobę. Uśmiechał się cały czas do Ennis. Miała rację. Prędzej puści cały świat z dymem i samego siebie niż pozwoli, żeby ktokolwiek znowu zamknął go za kratami. Będzie żyć wyłącznie dla siebie i nikomu nie pozwoli tego zmienić. Nie było nawet takiej opcji. Niemniej Ennis była mu potrzebna a on jej - tak było znacznie łatwiej na ten moment. Nie planował jej sprzedawać - w ostateczności pozbyć się jej zagrożenia. To zdecydowanie była lepsza, pewniejsza opcja. Łatwiej było przetrwać z kimś, kto był poinformowany i potrafił o siebie zadbać. Skomentował to nawet uroczym uśmiechem. Nie było sensu w ciągłym zapewnianiu jej o swoich myślach. Nie musiała mu we wszystko wierzyć, przyszłość i tak wszystko zweryfikuje.
— Podoba mi się Twój sposób planowania. Lubię pracować z profesjonalistami — pochwalił ją pod tym względem. Uniosła odrobinę kącik ust.
- To się dogadamy, Twoje profesjonalne dłonie i mój profesjonalny umysł to zdecydowanie zapowiedź ciekawej współpracy - powdzięczyła się trochę przed nim. Objął ją w pasie, ruszając dalej, kiedy kątem oka zobaczył twarze zza wyglądające na nich.
— Nie mogę się doczekać aż ten Twój umysł popisze się nowymi ekscesami. Moje dłonie z pewnością dostarczą mu zabawy — miał tutaj oczywiście na myśli ubrania i broń, którą miał zamiar skonstruować. Miały mieć w końcu praktyczne i bojowe zastosowanie, a w połączeniu z kreatywnością Ennis mogłoby z tego wyjść coś naprawdę bardzo ciekawego. Zaśmiała się lekko, nie wychodząc z roli, kiedy mówił o ekscesach.
- Zobaczymy - odparła krótko, patrząc mu w oczy z czułym uśmiechem na ustach. - Teraz jednak skup się na tym co mamy do zrobienia, paluszkami pobawisz się po robocie - mruknęła cicho w jego stronę i idąc, oparła lekko policzek o jego ramię. - Te pięć chat to jedyne zabudowania w tej okolicy, to gospodarstwa, każde ma swoje pole, rozciągają się kawałek, a później mamy polanę. Polana powoli przechodzi w las - odkleiła policzek i znowu spojrzała z czułością po Erneście. Zachowywała się jakby opowiadała mu co najmniej o ich planach na przyszłość. - Przy końcu polany, gdy rozpoczyna się zagajnik, jest głaz. Jeżeli dojdziemy do tego głazu, a naprzeciwko nikt nie będzie nadchodził, to pierwszy sygnał, że coś poszło nie tak. Jeżeli zobaczysz dwie kobiety nadchodzące ku nam i jeżeli splotę nasze palce, to możesz być spokojny, że wszystko idzie po naszej myśli. Jeżeli zatrzymam się na wysokości głazu, to znak, że praktycznie na pewno nas ktoś obserwuje, wtedy też nasze żądze sięgają zenitu i “ruchamy” się pod drzewem, a ja nasłuchuję - rozwinęła trochę bardziej swój plan. Ernest kiwnął głową, nie dyskutując i musnął jej ucho.
— Kochanie uwielbiam tą Twoją karnację — szepnął wdając się w swoją rolę.
- Tylko karnację? - również szepnęła, patrząc mu przy tym w oczy. Minę miała co najmniej taką, jakby właśnie wymieniali się tu słodziutkimi komplemencikami. Ze względu na porę dnia kilku gapiów wyszło przed domy, co by upewnić się, że tajemniczy wędrowcy nie stanowią zagrożenia. Ennis jednak udawała, że “mąż” pochłania całą jej uwagę. Zaśmiał się cicho.
— Dobrze wiesz, że nie. Nie musisz co chwilę słuchać tych samych komplementów — przygryzł jej ucho. Ennis uśmiechnęła się uroczo.
- W ogóle ich nie muszę słuchać. Znam swoją wartość - posmyrała nosem policzek Erniego i cmoknęła go lekko, raz, a później jeszcze raz, w żuchwę, i trzeci raz, poniżej ucha. Posłała mu figlarny uśmiech. Gruchali tak sobie większość czasu, a im bliżej byli kamienia, tym ciszej naokoło się robiło. Nikogo nie było widać na drodze, ot co, kilku mieszkańców patrzyło za nimi, gdy mijali chaty, jednak z naprzeciwka nikt nie nadciągał, a już na pewno nie kumoszki Ennis. Białowłosa mimo wszystko nie wychodziła z roli, ba, dodała kilka sugestywnych zaczepek, bo zaczynała czuć w kościach, że nikt jednak nie przyjdzie, a więc by udawane bzykanko miało więcej sensu, to i zachowanie powinno być odpowiednie. Kiedy zbliżali się już mocno do głazu polnego, dojrzeć można było na ścieżce szczątki ryby i ślad po palenisku, jakby kto tu ucztował i resztki zostawił. En wiedziała już wszystko, nie poświęcała jednak zbyt wiele uwagi na śmieci, zerknęła jedynie, jak zwykły człowiek na przeszkodę pod nogami, a kawałek dalej, przy głazie zatrzymała się i spojrzała po Erneście. Miała nadzieję, że towarzyszowi nie uleciały z głowy jej instrukcje. Czarnowłosy rozluźnił uścisk na Ennis, aby mogła się lepiej rozejrzeć. Sam zaczął dyskretnie spoglądać na różne strony, co chwilę wracając wzrokiem do Heimerunki, tworząc pozory, że upewnia się, iż są na słodkim sam na sam, nawet jeśli w rzeczywistości jego intencje były całkiem inne.
- Naprawdę Cię kocham - patrzyła na niego najczulej jak tylko umiała, przeniosła spojrzenie do jego ust i lekko przygryzła własne. Złapała też fragment kołnierza sukienki i odciągnęła nieco od ciała, jakby jej bardzo gorąco przy nim było. Ernest zatrzymał ostatecznie wzrok na swojej małżonce. Zaśmiał się na te słowa, kładąc dłonie na zgrabnych biodrach białowłosej. Patrzył prosto w drapieżne oczy, uśmiechając się czule.
— Ja Ciebie też kocham, Perełko — powiedział, nachylając się do ust, które pocałował najczulej jak umiał. Oderwał się po chwili, przenosząc dłonie na pośladki. Złapał ją, podnosząc do góry. Przeniósł ją do miejsca, gdzie jego zdaniem była najlepsza akustyka do nasłuchiwania, po czym usiadł, sadzając ją sobie na udach. — Jesteś spełnieniem moich marzeń — powiedział bez ogródek, głośno, co by nikt nie miał wątpliwości. Następnie zaczął całować szyję, obojczyki oraz zsuwając bardzo powoli materiał z ramion. Niekoniecznie musieli dużo pokazywać, mieli po prostu wyglądać tak, jakby właśnie się parzyli pod gwiazdami, a w tej pozycji jej spódnica idealnie wszystko zasłaniała, wystarczyło tylko zrobić teatrzyk, że sam rozpina spodnie et ce tera, byleby dostać się do bram rozkoszy. Ich gra trwała w najlepsze, w trakcie całej akcji Ennis usłyszała kilka podejrzanych dźwięków, ktoś lub coś ewidentnie czaiło się w pobliżu, teraz tylko kwestia rozpoznania i lepsze określenie położenia danych istot. W pewnej chwili usłyszała ciche, niezadowolone mruknięcie.
- Też bym zmoczył - rzucił męski głos.
- Morda… W obozie sobie pokorzystasz - zwrócił mu uwagę inny głos. Starali się być cicho, ale wyczulone ucho Ennis wyraźnie usłyszało szepty. Mruknęła w usta Ernesta.
- O tak… Tak dobrze… - sapnęła. Bez problemu namierzyła głosy, wiedziała już gdzie należy obserwować, teraz tylko dobrze zakończyć scenkę i mogli przejść do dalszej części planu. Po udawanym finiszu, para obdarzyła się jeszcze uroczymi komentarzami i udała, że musi uspokoić oddech po tym spontanicznym wybryku.
— Och.. Perełko… jesteś niezastąpiona, cudowna…. kocham Cię — powiedział, zmęczonym, zasapanym tonem. Biodra opadły ciężko na ziemię. Sam ostatecznie wyjął ręce spod jej sukienki, przytulił ją do siebie i pogładził po głowie, kiedy ona się w niego wtuliła. Udawał czułego męża. Słowa o bogini, zapewnienia o zrobieniu wszystkiego, urocze przydomki, była do tego przyzwyczajona, wielu klientów Zamtuzu wpadało jak śliwka w kompot, byli nawet tacy co żony porzucać chcieli dla kurewek. Tony bukietów, droga biżuteria wręczana w podzięce, suknie od sponsorów. Na chwilę te wszystkie dawne dzieje zajęły głowę białowłosej. Jedenaście lat… Jedenaście lat była pustym workiem do ruchania i do spełniania cudzych fantazji. Owszem, były i szczere zauroczenia, szczere wyznania miłości, a jednak sporo czasu musiało minąć aż sama pierwszy raz poczuła coś więcej, to jednak też było skazane na straty. Milczała chwilę, gdy Ernest ją objął i gładził po głowie. Do tego gestu akurat nie przywykła, spięła się nawet odrobinkę, trwało to jednak chwilę, bo w porę przypomniała sobie o swojej roli. Z czystym sumieniem mogła przyznać, że nie umiałaby już funkcjonować tak jak funkcjonowała większość czasu w Zamtuzie. Uniosła powoli głowę, co by skrzyżować z Ernestem wzrok.
- Mhm… - mruknęła zmęczonym głosem. - To tak jak ja Ciebie - odpowiedziała na wyznanie i lekko musnęła jego usta. - Chętnie bym ostała pod niebem tu, w Twoich ramionach, ale ojciec zły będzie jak się za mocno spóźnimy… Wiesz jaki z niego ponury dziad - mruknęła wyraźnie niezadowolonym głosem. - Półdupki jego spięły by się niemiłosiernie, jakby wiedział co nas tu zatrzymało - rzuciła żartobliwym tonem, powoli i ostrożnie zbierając się do wstania. Kiedy wrócili na ścieżkę czekała ich dość krótka trasa do wejścia w las. Ten otaczał ich dookoła, nawet ich obserwatorzy kryli się w gęstej kępie leśnej granicy z polem. Im bardziej się oddalali, tym więcej drzew przysłaniało ich sylwetki i zasłaniało przed oczami gapiów.
Ennis uśmiechała się już tylko zalotnie i lekko chichotała na komplementy “ukochanego”, a kiedy już byli wystarczająco daleko, odsunęła się od niego po czym sięgnęła po czepek, co by go ściągnąć z głowy.
- Nic dziwnego, że wiejskie baby bywają tępe jak dzidy… - rzuciła, przystając przy jednym z pni. Obejrzała się w stronę kryjówki Polszan. Spory kawałek byli od nich, ale jak znaleźć stosowny kąt, to łatwiej będzie o obserwację.
— Ciasne czepki blokują dopływ krwi do mózgu? — zapytał ciszej, uśmiechając się do niej wymownie. Osobiście winił brak jakiekolwiek wykształcenia oraz brak rozrywek, ale być może wiązały się też za ciasno na głowie. Ennis uśmiechnęła się do Ernesta pod nosem.
- Ty to powiedziałeś - rzuciła z nutką rozbawienia w głosie. Miała dokładnie to na myśli, chociaż zdecydowanie nie brała tego za rzeczywiste usprawiedliwienie. - Musieli je dorwać… Przygotowałyśmy się na taką ewentualność, więc przyjdzie nam obserwować obserwujących - obejrzała się na Ernesta.
— Obserwować, tak? Co masz konkretnie na myśli? Nasi znajomi nie są zbyt dyskretni, aczkolwiek, mogą się połapać, że za nimi idziemy. Dobrze by było ich znudzić, a potem zobaczyć, gdzie idą. Mam lornetkę w plecaku, tak myślałem, że może się przydać przy Twoich pomysłach — opowiedział, przeciągając się nieco.
- Z znudzeniem raczej nie ma im co pomagać. W lędźwiach już niektórych rwie, obserwowane w krzakach dość szybko może się okazać nużące - zauważyła. - Poza tym - odsunęła się od drzewa i przystanęła tuż przed Ernim - chyba zapominasz z kim tu stoisz. Jestem drapieżnikiem, tropię zwierzynę. Wystarczy, że wiem gdzie szukać zapachu, nie muszę im siedzieć na zadach by ich potem znaleźć - uśmiechnęła się nikle. - Ale lornetkę trzymaj w pogotowiu - dodała. Przesunęła po nim spojrzeniem.
- Dobrze udajesz, nawet nie wiesz jak wiele się dziś o Tobie dowiedziałam - uśmiechnęła się nikle i powoli, ostrożnie ruszyła bardziej w głąb lasu, co by znaleźć dobry punkt obserwacyjny. Nie przestawała nasłuchiwać.
— Ciekawe czego? Że dobry ze mnie aktor? — zaśmiał się. Spojrzał kątem oka za siebie, a potem rozejrzał się nieco bardziej po okolicy. Nie chciał wyciągać żadnych pochopnych wniosków, ale sam znalazłby dobre miejsce, z którego mogliby znaleźć ich obozowisko, a potem tam pójść odzyskać te całe dzierlatki. Kto wie, może nawet udałoby się ich wystrzelać z oddali, wtedy to już w ogóle byłoby o wiele łatwiej. Ennis dotknęła zaraz czubka nosa czarnowłosego.
- To czego, zostawię dla siebie - odparła i odwróciła się do niego plecami, by po tym znowu oprzeć się o pień, obserwując z daleka kryjówkę Polszan. Plan był prosty, poczekać aż obserwacja się zakończy i śledzić ludzi do ich obozu. Śledzenie jednak nie przebiegało w całkowitej ciszy.
— Twoje koleżanki są zdolne? — zapytał cicho, wkładając ręce do kieszeni.
- To już zależy o jakie zdolności pytasz. Myśl o nich raczej w kategorii przydatnych kurewek. Mają pewne umiejętności, ale nie są mną - uśmiechnęła się nikle.
— Nikt nie jest Tobą, Ennis — zapewnił ją, przechylając delikatnie głowę w bok. — Zastanawiam się bardziej o ich zdolności przetrwania. Skoro z Tobą współpracują ciężko założyć, żeby były mierne. Stąd zastanawiam się czy celowo dały się złapać czy w ich szeregach jest ktoś na kogo należałoby uważać, bo umówmy się… Ci co nas śledzili nie złapaliby nikogo, kto ma dobre pojęcie o przetrwaniu w tym jakże miłym, uprzejmym i przyjaznym świecie — wyjaśnił jej co miał na myśli w dokładniejszy sposób.
- Weszły ze mną w układ, taki, który nie bardzo pasuje ich, już nie, pracodawczyni… Prawdopodobnie jej tym podpadły, ja podpadłam zapewne, a więc najbardziej wiarygodny scenariusz to taki, że posłała za nimi psy gończe, sprzedajnych Polszan. Pytanie jak dobrze tresowane to psy, bo śmiem przypuszczać, że w obliczu wojny trafić mogły jej się jedynie ochłapy. Brałyśmy pod uwagę ogon i przygotowałyśmy się na taką ewentualność… Dziewczyny są mniej pizdowate niż można pomyśleć na początku, nie mniej same mogą się nie wydostać, jeśli rzeczywiście je panowie dorwali - wyjaśniła. - Trzech jeszcze by ogarnęły, wygląda więc, że jest przeciwników więcej… o ile w ogóle są w ich obozie. Mają istotne informacje, nie powinni ich zabijać, chociaż cholera wie - stwierdziła. Ernest kiwnął głową na znak, że rozumie.
— Kurwa to wyjątkowo brzydkie określenie dla kobiet, z którymi mamy się spotkać, a o których ochronę dbasz… — mruknął z udawaną dezaprobatą.
- Sama byłam kurwą, więc zapewniam, jest adekwatne do zajmowane stanowiska - uniosła kącik ust. W tym zawodzie nie było nic ładnego, więc En nie zamierzała nic tu upiększać. Poza tym, w jej uchu brzmiało to dość dostojnie “z kurwy do…” bądz “byłam” i ten czas przeszły. Skoro ktoś był i już nie jest, to znaczyło, że miał za sobą ciężką drogę, ale dał radę. Zaśmiał się cicho po raz kolejny.
— Jest też bardzo lekceważące. Kobiety z tej branży potrafią o wiele więcej, niż wydaje się facetom, którzy im płacą. Nie mówiąc już chociażby o odporności psychicznej. Ty jesteś tego najlepszym dowodem. Skoro przeszłaś tę drogę, doskonale wiesz, co mam na myśli — powiedział, przenosząc na chwilę na nią wzrok. Patrzyła po nim, gdy mówił o kurwach, a chwilę po tym zarzuciła włosy na plecy i wzruszyła ramionami.
- Lubiłam, gdy mnie lekceważono. Szczególnie upojne były wtedy chwile śmierci tych, którzy myśleli, że mają nade mną przewagę. Niezapomniane wrażenia - przyznała z specyficznym błyskiem w oku. Znowu skrzyżowała spojrzenie z czarnowłosym. - W tej branży raczej niewiele idzie w tą stronę co ja, a odporność… Cóż, nie wiem czy akurat takiego słowa bym użyła do określenia mojej psychiki, ale skoro Twoim zdaniem to jest właśnie to, to niech i tak będzie - odparła dość obojętnie, ze specyficznym uśmieszkiem na ustach.
— No cóż, tym bardziej nie mam zamiaru Cię lekceważyć, Skarbie. Mam nadzieję, że sama też nie oceniasz po takich pozorach — dodał, obserwując ten jej błysk w oku. Dodawała mu kolejne puzzle do jego własnej układanki w tej chwili, jeszcze bardziej, przy okazji, utwierdzając go w przekonaniu, że jest niezwykle interesującą jednostką, którą chciał studiować na swój sposób.
- Czas pokaże Erni… z doświadczenia wiem, że zapewnienia bywają nad wyraz górnolotne. Wolę czyny. Jak jesteś dość bystry to chyba już wiesz jak to u mnie wygląda z ocenianiem po pozorach - rzuciła, unosząc kącik ust.
— Czas pokaże, to prawda — przytaknął jej. Sam w to wątpił, ale nie zamierzał jej prawić na ten temat elaboratów. Wystarczająco powiedział już w tym temacie, a mieli przecież jeszcze zadanie do wykonania. — Tak czy inaczej, kobiety które idą Twoim śladem są warte uwagi, nie takiej jak Ty, co prawda — rzucił. Nie mówił jednak dlaczego. Mogła to uznać za flirt czy za cokolwiek chciała, dla niego jednak była pierwszą osobą, której poświęca aż tyle czasu w swojej głowie przez swoją złożoność. Wątpił szczerze, żeby dużo osób było tak skomplikowanych i to właśnie tak przyciągało jego zainteresowanie.
Zaśmiała się na słowa co do niej.
- Kto wie, może jeszcze spotkasz na swej drodze ciekawszą jednostkę ode mnie. Nie w moim mniemaniu rzecz jasna, bo jak na moje oko to ciekawszej nie ma, ale Twoje oko może mieć w tym temacie inne zdanie - wyszczerzyła się do mężczyzny z ten swój uroczy sposób. Nagle zastygła, łapiąc materiał koszuli Ernesta, chcąc i jego zatrzymać.
- Przystanęli… - nadstawiła nieco bardziej ucha. - Słyszę też więcej głosów… - szepnęła, starając się wyłapać ile nowych dźwięków słyszy. - Co najmniej dwa… nie… jeszcze jeden… Tak, jeszcze trzy nowe głosy są na pewno… - oznajmiła. - Czyli mamy sześciu, może więcej - spojrzała na Ernesta. Przyglądał się scenerii przed nimi. Sam wyjął swoją lunetę i obejrzał obóz. Przytaknął na jej słowa. Wszystko się zgadzało.
— Mało światło, tylko od ogniska i jedna lampa obok dwóch kobiet to chyba Twoje koleżanki. Słabo widać detale z tej perspektywy — powiedział wszystko na tyle cicho, aby nikt poza Ennis go nie usłyszał.
- Dwie? - trochę ją to zdziwiło, miały wędrować we trzy. Nadstawiła ucha, nasłuchując ale głosów było zbyt wiele by wyłapać jakieś konkretne. Chociaż… czy to był szloch? Nie była pewna. - Trzeba się zorientować w sytuacji. Ja w prawo, Ty w lewo i obchodzimy obóz dookoła, czy idziemy razem? - zagadnęła, z czystej ciekawości chciała sprawdzić jaki byłby sposób jego działania.
— Chodźmy osobno, szybciej się zorientujemy. Chyba, że nie ufasz moim umiejętnościom — odpowiedział w tej sprawie. Przytaknęła mu głową, gdy wspomniał o rozejściu się, pozostawiając bez komentarza kwestię ufności.
CDN.
____________________________________
Dziękuję Pingwinowi za grafiki i napisanie tego wątku!
Wielkie Zlecenie cz.2 i trzy czwarte
Ennis wyszła z wody dobre dwadzieścia minut później, z upolowaną piranią przyczepioną do swojego pasa. Po krótkiej wymianie zdań co do jej ciuchów, zgodziła się, by Ernest ulepszył te ubrania. Dotarli w międzyczasie do rozwidlenia, gdzie skręcając w prawo szło się na Ardee, a w lewo, ścieżką okalającą wioskę. Oni skręcili w lewo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów

Czytając to jeszcze raz dociera do człowieka jaki z nich interesujący duecik. Ernest sam się wiele dowiedział o swojej partnerce w zbrodni w tym wielkim zleceniu. Mam nadzieję, że innym będzie się czytać równie dobrze co mi pisało. ^^ Super to łączysz, żeby było z tego małej książki.
OdpowiedzUsuńTak, zobaczymy czy im to duecikowanie zostanie na dłużej, czy się później pożegnają. xD Myślę, że jedno i drugie sporo tu informacji wyciągnęło lub po prostu dostało. Dziękuję bardzo, staram się by miało to ręce i nogi! ^^
Usuń