Argar zdecydowanie coraz bardziej ciążył Ernestowi. Od Rady nie mógł doczekać się odpowiedzi, więc postanowił i tak zrobić swoje. Materiałów, których potrzebował zdobył w innych miejscach, niż ten konkretnej jaskini, chociaż trochę żałował - tam było najwięcej kruszców, które chciał. Wolał jednak nie narażać się aż tak bardzo magicznej nacji. Najbardziej jednak ciążyła mu Emma. Dziewczyna była niereformowalna i na siłę próbowała jakiejś swojej durnej krucjaty zasypywania go dobrymi radami jak to nie zmienić swojego życia na lepsze. Cieszył się, że nie wiedziała, że mieszka, ale sam miał ochotę stąd się zmyć, zanim całkowicie puści mu cierpliwość.
Ennis po rozmowie z Radą i małej wycieczce na plażę, skierowała swoje kroki prosto do kanciapy Ernesta. Oczywiście, typ standardowo grzebał w swoich zabawkach. Białowłosa złapała jakąś luźno leżącą zębatkę i zaczęła się nią bawić.
- Nie szalej z asortymentem i nie zostawiaj tu za wiele. Najlepiej nic - uśmiechnęła się cynicznie. - Zapomnij wszystko co Ci mówiłam o Argarze, no, przynajmniej te miłe rzeczy - przewróciła oczyma i oparła pośladki o jego roboczy stół. Podrzuciła sobie zębatkę. Nie obejrzał się, kiedy Ennis weszła do środka, dalej kontynuował skręcanie ostatniej z bomb, jaką właśnie wyrabiał. Uśmiechnął się na jej słowa.
— Nie śmiałbym zostawić tutaj choćby odcisku buta — mruknął, odwracając się w końcu do niej. Uśmiechnął się nieco szerzej i zaśmiał cicho na kolejne słowa. W takim razie może dobrze, że mu nie odpowiedzieli.
- Czas zbierać stąd dupę, Skarbie - obejrzała się na niego, bo wcześniej stała tyłem. Spojrzała na niego przez zębatkę, przymykając drugie oko. - Jak się chcesz z nimi układać to lepiej byś miał coś dobrego do sprzedania, bo to uprzedzone dzieci, planujące mocną cenzurkę na “nie swoich” - zatrzepotała teatralnie rzęsami.
— Hm… chciałem co prawda pomóc w kilku machinach, ale mają mnie w dupie, nie będę nalegał jak uzależniony od pyłu — zastanowił się przez chwilę. Białowłosa odłożyła zębatkę.
- Ta, kij w dupie też mają i to większy niż ten Twój. Ich strata, jak nie potrafią korzystać z cudzych dobroci to już nie nasz problem - wyszczerzyła się.
— Widzisz? Niepotrzebnie narzekałaś na mój kijaszek — odpowiedział równie zaczepnie.
- Erni, narzekanie na kijaszek zawsze, ale to zawsze jest potrzebne - rzuciła pouczającym tonem i posłała mu uroczy uśmiech.
— Jeśli Tobie podpadł sojusznik, nie będę kręcił interesów — wstał z miejsca, podając jej ze stołu fiolkę prochu górniczego, o którym wcześniej opowiadał. —- Interesują mnie inni sojusznicy — puścił jej oczko. Mruknęła zadowolona, gdy wręczył jej fiolkę. Spojrzała po niej uważnie.
- Z jednej strony czuję się dotknięta… Miałeś to zdobyć ze mną, a nie na własną rękę… Z drugiej… - uśmiechnęła się do niego nikle i pomasowała swoje podbrzusze. - Aż mnie tu coś przyjemnie łaskocze - zachichotała śledząc go chwilę wzrokiem. Spojrzał niewinnie zaraz z przepraszającym uśmiechem.
— Miałem i dalej muszę zdobyć — powiedział. — Miałem sam tyle, by zrobić połowę porcji, a opyłki i tak były już nieco zwietrzałe, więc te bum będzie raczej marne, ale zawsze coś, nie miałem co robić, chowając się przed świrusami, a nie lubię nie mieć nic do roboty — wyjaśnił. Materiały, o których myślał wcześniej były potrzebne do zrobienia kryształowego prochu i gatloku. Oddała mu fiolkę z prochem i pokręciła chwilę nosem by ostatecznie machnąć ręką i zarzucić włosy na plecy.
- No dobra, wybaczam tą samowolkę, ewentualnie, skoro jednak niewiele mi przepadło - wróciła do oglądania jego bibelotów na stole. Zaśmiał się cicho na jej komentarz i pokręcił głowę, odbierając fiolkę. Schował ją ostrożnie na swoje miejsce. Pokręcił głową, zbierając powoli swoje rzeczy. Nie mógł się doczekać aż opuszczą to miejsce.
— Och, przepadło Ci naprawdę dużo, Ci ludzie tutaj są nienormalni i niereformowalni, mało jest przydatnych jednostek, które po prostu chcą rozmawiać. Najbardziej wartościowe tutaj były minerały, znajomości… och kurwa Ennis, nie wiem jak dałaś radę utrzymać ten słodki uśmiech przy nich i jeszcze powiedzieć, że znalazłaś sobie znajomych — uśmiechnął się do niej zaczepnie. En uśmiechnęła się do niego zalotnie.
- Ach tak? W takim razie jednak nie wybaczam… Będziesz mi teraz musiał wynagrodzić czymś równie nienormalnym i niereformowalnym - zatrzepotała rzęsami. Nienormalnym i niereformowalnym, tak? Uśmiechnął się konspiracyjnie. Podszedł do szafki, gdzie akurat zostawił to coś. Wyjął małe skromne, srebrne puzderko, które miało na sobie oclarskie symbole. Potrzebował samego pudru, który był robiony z dodatkiem konkretnego kruszcu, który po tej części Mathyr nie był dostępny. W puzderku było jednak małe lusterko. Podał przedmiot Ennis.
— W środku jest najbardziej nienormalna i niereformowalna istota — puścił jej oczko. Jeśli otworzy przedmiot to zobaczy małe, czyste lusterko, a dzięki temu swoje własne odbicie. Planował to zostawić, bo jemu podróbka srebra potrzebna nie była, ale skoro chciała gestu wybaczenia - to proszę bardzo. Zaciekawiona spojrzała za nim i patrzyła co wyciąga z szafki. Obserwowała go tak długo, aż podszedł do niej z upominkiem. Uniosła lekko brew na jego słowa. Spojrzała na pudełko. Coś tak drobnego miało być domem dla takiej istoty? Prychnęła śmiechem i przyjęła podarek, by zaraz otworzyć. Gdy zobaczyła własne odbicie, kącik jej ust powędrował lekko ku górze. Patrzyła chwilę po samej sobie, po tym co widziała w odbiciu. Uniosła zaraz spojrzenie na Ernesta, a puzderko zamknęła i schowała do sakwy.
— Może nie jestem taki nudny, hm? — zapytał, chociaż spodziewał się, że zaraz znajdzie kilka powodów, dla których i tak będzie najnudniejszym facetem na tym świecie. Chociaż nie bardzo go to obchodziło.
- Może nie jesteś - uśmiechnęła się do niego nikle, a widząc jak chowa ostatnie przedmioty, odwróciła się na pięcie i wzruszyła ramionami. Spojrzał po niej uważniej. Zdawała się dziwnie zadowolona z tego puzderka. Najwidoczniej jego żart do niej trafił. Raczej rzadko mu się to udawało, ale narzekać nie miał zamiaru na ten fakt.
— Szkoda mi tylko kruszców z jaskini… no, ale wiem, gdzie możemy nadrobić idąc na randkę w górach — rzucił wracając myślami do opuszczenia Argaru.
- Randkę w górach? - zainteresowała się. - No w końcu jakaś inicjatywa, chyba muszę Cię częściej opuszczać - uniosła kącik ust. - W których górach? - dopytała.
Zaśmiał się cicho i przytaknął ruchem głowy.
— Ależ Ty jesteś wścibska, Ennis. Zapewniam, że będzie po drodze i będzie bardzo chłodno i sucho, a potem zrobi się wilgotno, tak jak lubisz. Zgadniesz? — nie chciał jej wszystkiego od razu zdradzać. Wolał najpierw wyjść z Argaru, zakończyć jedno zlecenie, a potem ruszyć dalej.
- Ou, czyli to randka niespodzianka, nie dość, że inicjatywa to jeszcze z solidnym kaboom - zachichotała patrząc sobie po tych różnych pierdołach. - Przypominam Ci tylko, że jeżeli masz na myśli jakieś jaskinie dopiero w Fjelldod, to tam za długo razem nie powędrujemy. Jeżeli rzeczywiście Twój plan ma mieć rację bytu, to musimy być jednocześnie w dwóch miejscach. Ja wezmę gościnny pałacyk i rozdupię go dla odwrócenia uwagi, a wtedy Ty będziesz miał więcej możliwości by działać przy głównej siedzibie - rzuciła. - Osobno mamy większe szanse, mniej będziemy się rzucać w oczy, a o to tu głównie chodzi. O ile ja mam dość sporą sposobność by nikt mnie tam za bardzo nie widział, to nie wiem co Ty konkretnie planujesz, ale niech tak zostanie. Zawsze mniej będę wiedziała w razie gdyby mnie jednak dopadli - uśmiechnęła się do niego nikle, dopiero teraz odrywając wzrok od zabawek. Zbliżyła się do Ernesta i oparła brodę o jego ramię. - Swoją drogą, nie lubię jak jest najpierw chłodno i sucho, a dopiero potem wilgotno - patrzyła po jego twarzy intensywnie. Zaczęła wędrować palcami po jego boku. - Lubię optymalny poziom wilgoci, stale utrzymywany - mruknęła blisko jego ucha. - Liczę, że Twoje sprawne palce poratują mnie w potrzebie i… - przesunęła się i stanęła z nim twarzą w twarz - … w razie co wyżymają, co trzeba by nawilżyć moje spragnione usta wodą - dokończyła z zaczepnym uśmieszkiem, patrząc mu w oczy. Dotknął jej policzka i przesunął kciukiem po dolnej wardze kobiety.
— Nie, spokojnie. Nie tylko tam są zimne jaskinie, zapewniam. Zostawię sobie jednak tą słodką tajemnicę, żebyś faktycznie miała niespodziankę — puścił do niej buziaczka. Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy pozostawił temat jaskini jako tajemnicę.
- Mrau, Erni… - mruknęła zadowolona. - Czyli to faktycznie randka, no tego się po Tobie nie spodziewałam - zrobiła zaskoczoną minę i teatralnie przysłoniła sobie usta dłonią. Ernest odsunął się od niej.
— Mam Cię w takim razie najpierw rozgrzać zanim będzie wilgotno? Czy mam zmienić florę jaskini specjalnie do mojej ukochanej? — zaśmiał się, unosząc brew ku górze. Odkąd uzupełnił zapasy byłby w stanie coś pokombinować. O ile miałby na to faktycznie szczerą ochotę. Zachichotała na pytanie co ma zrobić.
- Rozgrzanie brzmi kusząco, obawiam się jednak, że idzie za tym jakiś mało ciekawy pomysł, a na pewno mniej ciekawszy od mojego - dodała, patrząc za nim smutno, gdy znowu się odsunął.
— Bo jeśli chodzi o wilgoć mogę kontrolować tylko siebie, Ty mi i tak się nie dasz, Skarbie — dodał z zadziornym uśmieszkiem. Ponownie się zaśmiała na to stwierdzenie.
- Ouh, jaki uroczy, niepewny siebie chłopiec - zdusiła własne policzki, robiąc przy tym słodką minkę, zaraz jednak przewróciła oczyma. - Nigdy się nie dowiesz jak nie sprawdzisz Skarbie, ale rozumiem, cykor bierze górę - uśmiechnęła się do niego równie zadziornie.
— Mogę też po prostu poczekać — odpowiedział, bo kiedy tylko odsunęła się od biurka schował resztę swoich rzeczy do plecaka i był już gotowy do drogi.
- Możesz, tylko nie wiem na co, już bardziej swojego zainteresowania okazać nie potrafię - rzuciła i podciągnęła nosem, przykładając dłoń do serca. Zaraz udała, że ściera łzę spod oka. - Długo Ci zajmie zebranie zadu? Bo jak więcej niż pięć minut to skoczę jeszcze w jedno miejsce i zobaczymy się zaraz, jak już będziesz gotowy - zaznaczyła.
— Myślałem, że chcesz po coś jeszcze iść — odpowiedział spokojnie, bo takie sprawiała przed chwilą wrażenie. Sam był już gotowy do drogi. Ennis swój tobołek zarzuciła na plecy.
- Poszłabym, gdybyś potrzebował więcej czasu, wracamy tu jeszcze więc sprawa nie ucieknie - zaznaczyła. Nie zamierzała iść tej sprawy załatwiać w jego towarzystwie. - Kierunek Ardea. Mam tam się spotkać z trzema uroczymi dzierlatkami. Robimy za ich obstawę, muszą tu bezpiecznie dotrzeć, jak już je odprowadzimy to możemy ruszać na Helgę - objaśniła dość ogólnie to co mają do zrobienia.
— A więc będziemy się wracać — powtórzył za nią. Przytaknęła mu głową na stwierdzenie o zawracaniu. — Świetnie, więc to sobie jeszcze zostawię — powiedział, chowając klucz od swojej klitki do kieszeni. Skoro tutaj wracali, nie miał zamiaru wystawiać się na dłuższy widok Argarczyków i ryzykować kolejnych wykładów, na których będzie musiał udawać jak to bardzo mu przykro z powodu nieudanej miłości czy wymyślać innych bzdur. Spojrzała po kluczyku, który chował do kieszeni.
- Raczej się nie nastawiaj, zamykają bramy, załatwiłam wejście dla tych dziewczyn, ale wątpię, że Ciebie tu znowu wpuszczą. Nie pałają do Ciebie zaufaniem. Urok podróżowania z moją osobą - puściła mu oczko.
— Zamykają? Niesamowita zmiana nastawienia. Czyżby to była konsekwencja Twojej inwencji twórczej, czy po prostu świetnie się bawią w swoim towarzystwie? — zapytał, unosząc delikatnie brew do góry. Skoro powiedziała to zaraz po spotkaniu jego zdaniem istniała możliwość, że sama nimi zakręciła w ten sposób. Ennis uśmiechnęła się tajemniczo i wzruszyła ramionami.
- Możesz sam ich zapytać, może Ci powiedzą - uśmiechnęła się pod nosem.
— Nie bardzo interesują mnie ich powody, niech se robią co chcą — odpowiedział spokojnie. On zdążył zdobyć co chciał, a jeśli kiedyś będzie chciał ponownie wziąć surowce z Argaru to po prostu nie będzie nikogo pytać o zgodę. To nie tak, że zamknięcie bramy zamykało mu wszystkie drogi do robienia interesów. Jej również już nie interesowały, jedyne co chciała to doprowadzić znajome do Argaru, a później… Pal sześć to miejsce. Prawdę mówiąc zastanawiała się nawet nad tym, czy rzeczywiście przyprowadzać do nich dziewczyny. Ostatecznie stwierdziła, że zdecyduje spontanicznie. Najwyżej znajdzie im bezpieczne miejsce w Ardei, tam w końcu atak nie był aż tak pewny jak ten na Argar.
- Tak czy siak, jeszcze więcej czasu z moją skromną osobą, zapewne jesteś wniebowzięty - uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
— Zawsze jestem wniebowzięty jak jesteś obok — mruknął, uśmiechając się nikle. Zaśmiała się pod nosem na to całe “zawsze”.
- Słabo to okazujesz, chociaż… Masz dobre momenty - odpowiedziała z równie nikłym uśmiechem. Zaśmiał się cicho.
— Bo jestem nieśmiały — odpowiedział na jej komentarz. — Dla mnie inna nie istnieje — odparł. Rozbawiona pokręciła głową na kolejne stwierdzenie Ernesta.
- Do czasu Skarbie. Aktualnie po prostu nikt inny się przy Tobie nie kręci - rzuciła uśmiechając się pod nosem. Wzruszył ramionami. Zastanowił się chwilę nad słów. Uśmiechnął się lekko ku niej.
— Może, aczkolwiek wątpię, żeby jakaś inna była równie interesująca i wredna. Lubię Twój paskudny charakterek, wiem na czym stoję i mogę być tym nudnym przy Tobie — odpowiedział w końcu. Nie mówił już tego, że po prostu ciekawie było próbować układać jej puzzle, interesowała go na swój sposób. Tak długo jak mieli wspólny cel nie mógł narzekać na towarzystwo. Ponownie pokręciła głową, słysząc, że ją taką lubi. Nie rozumiała tego ewenementu. Acair, Satoru, Orianna, Ernest… czasami nawet Emma, do tego dziewczyny, po które właśnie szli… Cała ta zgraja zdawała się ją w jakimś stopniu lubić. Pojebańce.
- Wzruszające - mruknęła tylko w odpowiedzi. Z jednej strony nie miała nic przeciwko temu, że z nią sympatyzowano, łatwiej wtedy o przysługi, z drugiej było to po prostu dziwne. O ile fakt, że Pius miał do niej słabość rozumiała, o tyle tych kilka innych przypadków było dla niej małą zagadką. Aczkolwiek próbę ich zrozumienia odkładała w czasie.
— Co to za dzierlatki? Powinienem coś o nich wiedzieć? – zapytał.
Wzruszyła ramionami na pytanie o dziewczyny. - Powinno Ci starczyć, że mają dość istotne informacje do przekazania Argarczykom. To kurewki więc jest szansa, że nacieszysz oko jeszcze bardziej niż tylko ze mną, ale… - tu zacmokała.
— Bardziej niż Tobą? — wtrącił lustrując ją wzrokiem. — Niemożliwe, dla mnie inna nie istnieje — odparł. Co do ich zawodu nie komentował. Jemu to nie robiło. Zawód jak każdy inny. Sam korzystał z takich usług, zamiast bawić się w podrywanie, więc był nawet wdzięczny, że taki zawód w ogóle istniał.
- Nie licz, że są charakterem podobne do mnie, oj nie, aż tak dobrze to mieć nie będziesz - uśmiechnęła się pod nosem.
— Yhym, a jakie są? Nudne, niezainteresowane, brzydkie? — zapytał. Nie odpowiedziała mu w końcu na pytanie. Wzruszyła ramionami.
- A co ja jakaś wyrocznia? Sam zobaczysz i ocenisz. Podobno każdy ma swoje gusta to co się głupio pytasz - odparła zaczepno-kpiącym tonem i przesunęła po nim spojrzeniem.
— Oj Skarbie, Ty jesteś w moich gustach, to najlepiej wiesz kto mi się spodoba — puścił do niej oczko, uśmiechając się szelmowsko. En zaśmiała się na słowa o guście.
- Skoro tak to pisane Ci zatracenie, nikt nigdy i nigdzie nie znajdzie takiej jak ja, to wysoce wysublimowany gust… - uśmiechnęła się pod nosem. - Pozostanę Ci albo ja, albo żadna - spojrzała po Ernim z zadziornym błyskiem w oczach. - Są inne niż ja, więc będzie okazja sprawdzić tą Twoją zapowiadaną wierność - uniosła kącik ust.
— A więc to tak, testujesz swojego narzeczonego zanim dasz sobie obrączkę założyć, hm? Sprytna z Ciebie sztunia, lepiej wcześniej niż później bawić się w rozwody przed Stwórcą i innymi bóstwami — zaśmiał się wyraźnie rozbawiony samą myślą, że miałby stać przed jakimś religijnym ołtarzem. Na tekst o narzeczonym spojrzała po swoim pazurze, który dla niej zrobił.
- Podobno już sobie dałam założyć - zacmokała. - Oj, coś zmieniasz te wersje wydarzeń, odrobinę mnie to zaczyna niepokoić… Chociaż, z drugiej strony, jak chcesz mi podarować jeszcze jeden pierścionek to ja się wcale nie obrażę - uśmiechnęła się do niego uroczo i zatrzepotała rzęsami. - Och, rozwody? Dalekosiężne te Twoje plany - zachichotała. Uśmiechnął się niewinnie do Ennis, kiedy zaczęła dalej go komentować. Złapał delikatnie jej dłoń i ucałował, uśmiechając się przy tym szarmancko.
— Tak, niesamowity ze mnie koneser, interesuje mnie tylko jedna, enigmatyczna kobieta, od której nie sposób się uwolnić — powiedział. Kiedy złapał jej dłoń uniosła delikatnie brew, nie bardzo wiedząc co też ten kombinuje, uśmiechnęła się pod nosem na ten pocałunek i szarmancki uśmiech.
- Uważaj z tą szczerością i wylewnością, bo aż Ci uszami się przelewa - parsknęła śmiechem. Faceci, kolejny złotousty się trafił, ach co za urocze życie. Z dialogu urodziła się rozmowa o wszelkich za i przeciw zawarcia przez nich ewentualnego małżeństwa, toczyła się naprawdę żwawo.
— Dziękuję, staram się, przydaje się czasami sobie kogoś owinąć wokół palca, ale Ty naprawdę jesteś enigmą, od której ciężko się oderwać. Nie zawszę kłamię, kiedy Ci słodzę, Skarbie. Poza tym, Ty doskonale wiesz jak poważna jest moja oferta małżeństwa. Jeśli pójdziesz ze mną przed ołtarz gwarantuję, że się nie zawiedziesz, będę szczery, wierny i słuchał jak mnie bruzgasz dopóki nie uznasz, że mnie nie potrzebujesz. A wtedy będziemy szukać kogoś kto rozwiąże nasze małżeństwo —
- Już teraz taki jesteś, nie potrzeba do tego ołtarza. Co więcej by mi dało takie małżeństwo, hm? Chciałbyś usidlić taką Rybkę jak ja? Chełpić się, że mnie “masz”?–
— Nawet jako Twój mąż nie “miałbym” Ciebie. Nie jesteś osobą, którą można mieć. Już widzę jak żyjemy sobie w przytulnej chatce, gdzie gotujesz mi obiadki i sprzątasz. To nie byłoby usidlenie, jeśli już to mógłbym się szczycić, że udało mi się wbić do Twojego serca na tyle mocno, że chciałaś dać sobie założyć jakąś ciekawą obrączkę na palec. Małżeństwo ze mną dałoby Ci moją wierność na wieki wieków amen, to chyba normalne, prawda? Dla Ciebie założyłbym kalosze i polował na świeże surowe rybki i majstrował Ci nowe zabaweczki do zabijania na pstryknięcie, ale bez obrączki? No to cóż… bez obrączki to nie jest takie proste. Musimy się bawić w podchody, dokuczać sobie, Ty mnie besztasz, wchodzisz na ego i wtedy może coś zrobię, a może nie, zależy jak mi chorągiewka zawieje. Sama wybierz co wolisz. Cóż, nie jestem zbyt dobry w okazywaniu szczerych emocji, ale lubię, kiedy ktoś jest interesujący jak Ty. Nasza współpraca to dla mnie coś więcej niż transakcja i nie mam z tym problemu.
- Ujmujące, ale jaki w tym niby interes dla samego Ciebie? Ja umiem polować, nie potrzebują w tym wyręczania, zabawki… coż… te są ciekawe, przyznaję, chętnie się co nieco o nich nauczę ale do tego obrączka mi nie potrzebna. Kiedy ja lubię się bawić z Tobą w podchody i Ci dokuczać… Byłoby nudno, gdybym to wszystko miała na pstryknięcie palca. Bądźmy szczerzy Erni… Mnie się bierze całą… lub wcale… A Ty mnie nie chcesz całej, mimo słodziutkich słów, które z Ciebie ulatują tak gładko. W takiej sytuacji obrączka na palcu nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Nie mogę nawet sprawdzić, czy jesteś w stanie zaspokoić wszystkie moje potrzeby… Sam decydujesz, że tak wolisz… a skoro tak wolisz… to wybierasz “wcale”. Jak mieć męża to takiego, który za mną szaleje, za mną, ze mną… Ty nie szalejesz Erni, stąpasz sobie twardo po ziemi i nie jesteś w stanie mnie dogonić, a co dopiero iść ramię w ramię.
— Twoje towarzystwo, Twoja sympatia, jak dla mnie to całkiem sporo. I tak, teraz też mam. Przynajmniej towarzystwo, ale w małżeństwie miałbym większą szansę, że tak szybko nie znikniesz, bo wtedy byłbym pewien, że Ci się podobam. O ile kiedykolwiek na poważnie byśmy to rozważali. W kompletnej szczerości nie widzę żadnego z nas z obrączką na palcu. Które z nas traktowałoby poważnie taką instytucję? Nie ma sensu ślubować Ci niczego przed bóstwami, czy urzędnikami, których mam w poważaniu. Masz moją uwagę na pstryknięcie palca. To całkiem sporo, a jednak nie chcesz zostać moją narzeczoną. Jesteś dla mnie zagadką, nie wszystko co robisz sprawia, że jestem w skowronkach, ale ja nie jestem Twoim lustrzanym odbiciem. A jednak Twoje szaleństwo jest niezwykle interesujące. Lubię, jak moja uwaga jest ciągle przyciągana. Szkoda, że to za mało. Jestem impotentem, nie kaleką, jeśli faktycznie miałabyś takie potrzeby nie muszę rozpinać spodni, żeby Cię zaspokoić, ale Tobie niekoniecznie na takich potrzebach zależy, prawda? Jestem pragmatykiem, zazwyczaj mi to służyło, moje szaleństwo zamknęło mnie w więzieniu na kilka lat. Wolę oglądać z niebezpiecznie bliskiej odległości. Być może kiedyś to zmienisz, jeśli będziesz miała ochotę, cierpliwości i umiejętności. W końcu tylko idiota z góry planuje jaki będzie przez całe życie.
- A co to, żonie upierdala się nogi i nie może uciekać? Jeżeli myślisz, że to obrączka na palcu trzymałaby mnie przy Tobie to zdecydowanie przeceniasz wartość jakichkolwiek świecidełek. Och, Skarbie, nie martw się, nie chce zostać niczyją narzeczoną. Chyba, że mowa o jakimś ciekawym przekręcie, wtedy mogę co najwyżej poudawać. U mnie ślubowania się raczej nie doczekasz. Oczywiście, że za mało. Erni… Nie powiesz mi, że zgrywam przed Tobą kogoś kto szuka widowni i poklasku. Jestem zachłanna. Zaspokojenie mnie? Nie próbujesz się za bardzo wykazać na tej płaszczyźnie, a ja nie kupuję kotów w worku. Bierzesz całą albo wcale, sam więc sobie odpowiedź na to pytanie.
- Świecidełko w postaci obrączki to symbol tego, że ktoś chce zatrzymać się przy jednej osobie, nawet pierścienie z kryształu nie mają mocy, aby stworzyć prawdziwe, trwałe uczucia. Więc nie traktuje pierścionków jako kajdanek, co najwyżej prezent za to, że chciałabyś ze mną wytrzymać. Ale to tylko gdybanie. Ty też musiałabyś mnie wziąć całego, a jakie szanse na to mamy?
- Ależ nie traktuję, gdyby tak było, nie włożyłabym go na palec. Słuszna uwaga, to tylko prezent, przyjęłam go dla własnego widzi mi się, oferta jakich mało, znoszenie Cię to niska cena, nie jesteś aż tak upierdliwy jak Ci się wydaje. Och Erni, mam Cię zgwałcić? Z doświadczenia wiem, że to średnio przyjemne doświadczenie. Nie lubię brać nikogo siłą, a Ty się nie zamierzasz dać. Zdecydowanie bardziej wolę kogoś kręcić, a Ciebie nie kręcę, nie tak, nie fizycznie. Interesuje Cię moja głowa, jej zawartość, sposób bycia… Wcale nie chcesz mnie przelecieć. Fascynuję Cię chwilami, ta połuskująca na słońcu łuska, dzikie oczy, białe, długie włosy… Fascynuję Cię, ale nie ma w tym pożądania. Te Twoje pieszczotki są nad wyraz sztuczne, tylko czasami czuć w nich coś szczerego, w większości jednak to po prostu gra, odpowiedź na moje zaczepki, odpowiedź dopasowana do moich “kart”, nie Twoje własne rozdanie.
— Dobrze wiesz, że nie o gwałt tutaj chodzi. Nie wydaje mi się, żebyś miała gdzieś ukryty mechanizm, który sprawia, że przestajesz albo zaczynasz fascynować. Nie widzę sensu rozdawania kart, kiedy Twoja talia przypadła mi do gustu. Cierpliwości, kiedyś na pewno zastąpię Cię jako krupier. Kiedy uznam, że będzie się to nam bardziej opłacać czy będą ciekawsze.
- Dobrze wiem? Mmm… musi być ze mnie bystra bestia. Ach to Twoje mechaniczne flirtowanie… No widzisz, a ja chcę męża, który umie rozdać co najmniej równie ciekawą talię… a może nawet ciekawszą…? Tak więc jak widzisz poprzeczkę stawiam bardzo wysoko. Nie mogę się wręcz doczekać…
- Udajesz, że jest inaczej? Ou… no cóż, czekanie też może być ekscytujące, nieprawdaż? Ten słodki dreszczyk niepewności, hm? Ciekawe czy taka bestia jak Ty go docenia poza polowaniem na ofiary.
- Nie, przynajmniej nie Tobie. Może, ale nie musi, to zależy od pionków na planszy. Dreszczyk nie zawsze jest przyjemny. Czasami zastępują go ciarki. Bardzo ciekawe, prawda? Mógłbyś nie dać wiary mojej prawdziwej odpowiedzi, zapewniam.
— Bardzo ciekawe. Granica między dreszczami a ciarkami potrafi być w końcu bardzo cienka. Prawie jak hazard, nigdy nie masz pewności czy raj nie zmieni się w piekło.
- Lub czy piekło nie jest rajem.
- Wierzę, że Twoja odpowiedź może być całkiem zaskakująca.
Jedno i drugie na chwilę się zamyśliło. Rozmowa prowadzona była w lekkim tonie, jednak obie strony potrzebowały chwili cichy po jej zakończeniu. Dopiero po chwili Ennis złapała Ernesta pod ramię, co by zacząć mniej więcej omawiać plan.
- Zaraz Ci na chwilę zniknę, muszę popłynąć w jedno miejsce i złowić rybkę - zapowiedziała. - Przy jej użyciu porozumiewam się z wspomnianymi dzierlatkami. Tak jak wspomniałam, plan jest taki, że udajemy mieszkańców wracających do chaty, szalenie zakochanych rzecz jasna - uśmiechnęła się pod nosem i przesunęła spojrzeniem po Erneście. - Na trasie mam z dziewczynami umówione miejsce i umówione znaki… Jeżeli dotrzemy w to miejsce i gwałtownie się zatrzymam, to to nasz znak, że coś jest nie tak. Właśnie wtedy wchodzi Twoja rola życia, lądujemy pod pobliskim drzewem i odgrywamy scenkę seksu. Lekkie sapnięcia, nie za głośne jęki, co bym słyszała dobrze co dzieje się naokoło. Po numerku ogarniamy się pospiesznie i odchodzimy rozbawieni, a kiedy znajdziemy się w bardziej osłoniętym fragmencie ścieżki, decydujemy co dalej, w zależności od ewentualnych tropów. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to na drodze spotkamy po prostu moje dzierlatki, przywitam się z nimi i zacznę się spuszczać nad tym jaki z Ciebie dobry mąż, przedstawiać w superlatywach, mam przygotowane zdanie, które da im znać, że jesteś po naszej stronie, więc nie dokazuj, bo mam też takie, które świadczy o odwrotności - uniosła kącik ust. - Dziewczyny były śledzone, stąd dwie opcje, nie wiem czy będą dalej obserwowane, czy może prześladowcy zrealizowali jakiś swój inny plan, więc bierz pod uwagę ewentualne niespodzianki. Nie mniej, w razie spotkania ma wyjść naturalnie, wiejskie przekupki spotykają się na drodze i wymieniają mało istotnymi nowinami. Mam z dziewczynami swój szyfr, więc w razie co po prostu słuchaj się mnie, a na pewno przeżyjesz… - zatrzepotała rzęsami i wyszczerzyła się do niego. Zaczął jej słuchać z większą uwagą, kiedy zaczęła tłumaczyć wszystko. Nie zareagował w żaden sposób, gdy opowiadała o udawaniu seksu. Zdążył się już z tym pogodzić.
— Twój cudowny mąż ma milczeć czy włączać się do rozmowy? — zapytał zanim mu jeszcze zniknęła. Zaśmiała się krótko.
- Ma wyglądać wiarygodnie, więc się po prostu zachowuj tak jak uznasz za słuszne, w razie co boleśnie Cię ugryzę, by dać znać, że przesadzasz - ponownie się do niego wyszczerzyła i zatrzepotała rzęsami.
- A teraz wybacz… - puściła jego ramię. - Idź dalej brzegiem rzeki, znajdę Cię jak już złowię swoje. Jak nie wrócę w przeciągu pół godziny to możesz zacząć się niepokoić - puściła mu oko. Ernest przytaknął głową, na znak, że rozumie jej wskazówki. Nie zamierzał teraz niczego planować. Skoro miało wyglądać naturalnie to nie musiał się specjalnie przygotowywać i tak już całkiem nieźle wychodziło im to bycie zakochaną parką bez żadnego planowania. Nie miał żadnych obiekcji co do ich małej gry aktorskiej. I tak wziąłby jej ubrania, więc nie miał problemu, kiedy zaczęła go obwieszać. Wolał żeby nie paradowała w samych łuskach. To akurat by nie pasowało do zakochanego faceta, aby każdy mógł podziwiać jej kobiecą sylwetkę.
— Jeśli przepadniesz, będę Cię szukać. Nie pokażę się przecież w okolicach, gdzie masz spotkać swoje dzierlatki samotnie, jeszcze pomyślą, że to ja Ci krzywdę zrobiłem — odpowiedział, uśmiechając się do niej szelmowsko. Zaczęła zdejmować ciuchy, dalej idąc w pobliżu Erniego i zakładając mu swoje fatałaszki na ramię.
- Będziesz mógł sobie wdychać mój zapach w razie gdybym przepadła - zachichotała. Zatrzymała go stając przed nim i położyła na ziemi swój tobołek. - Nie jest ciężki, silny jesteś to dasz radę ponieść… - uśmiechnęła się delikatnie. - Bez obaw… - tu poklepała sakwy przy swoich biodrach. - One zostają ze mną, nie będę z Ciebie robić aż takiego wielbłąda - uśmiechnęła się uroczo. - Pilnuj tego, no… chyba, że wolisz bym spacerowała przy Tobie w swojej naturalnej odsłonie - rzuciła zaczepnie, stojąc przy nim jedynie “ubrana” w łuskę. Zaśmiał się lekko.
— Po prostu przyznaj, że moje wyroby są tak cudowne, że nie chcesz się z nimi rozstawać — odparł. — Idź kochanie, będę szedł powoli i wyczekiwał Twojego powrotu. Ennis lekko się uśmiechnęła, nie dodając już nic w sprawie swoich koleżanek, jednak kiedy Erni wspomniał o swoich wyrobach obejrzała się na niego.
- Gdyby nie były dobre, to bym się nimi nie interesowała - poklepała swoje sakwy i tak jak wspomniała, ruszyła w stronę wody, co by zniknąć pod taflą.
CDN.
______________________________________
Dziękuję Pingwinowi za grafiki i napisanie tego wątku!
A ja jeszcze raz przepraszam za te myślniki przy rozmowach. XD Mimo wszystko bardzo fajnie się czytało jeszcze raz i po przeróbkach ich wspólne rozmowy. Osobiście lubię to ich przekomarzanie, jak się wspólnie zachowują oraz jak kombinują wspólnie i oddzielnie. Nie mogę się doczekać aż wszystko zostanie opublikowane ^^ No i oczywiście świetna robota przy scalaniu tego wszystkiego, a dobrze wiemy, że troszkę jednak tego tutaj było :D
OdpowiedzUsuńEwentualnie wybaczam. xD Tak, też lubię tą dwójkę i jestem w sumie ciekawa gdzie ich ta znajomość poprowadzi. ^^ A dziękuję, rzeczywiście jest co przegrzebywać gdy chodzi o scalenie. Nie wszystko tu wrzucę, ale te najważniejsze momenty zdecydowanie. :D
Usuń