WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga zrywa sojusz z Phyonix! Nikt nie będzie bezczelnie palił jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

20 lutego 2024

Spisane przez: Natsu

...the waves won't break my boat...

Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html

Gave

20 LAT (02.02) | MEDIUM | ARGAR  | SYN i ADEPT ŚMIERCI | 178 cm

Sczupły, przeciętnego wzrostu, wysportowany brunet o szarych oczach i wiecznie niezadowoloną miną na twarzy. Przynajmniej dopóki go nie poznasz lepiej. Może cię jeszcze pozytywnie zaskoczyć. Ojciec dwóch cudownych dziewczynek - Maliki i Raji, a także małego chłopca - Keithana (ojciec z wyboru). Jako syn Śmierci ma sporo możliwości. Biegle posługuje się runami do odsyłania dusz, otwierania bramy, wyciągania dusz z ciała czy wkładania ich z powrotem. W swym repertuarze ma o wiele więcej. Świetnie posługuje się dwoma mieczami, a jednocześnie jest oburęczny - choć prawa wciąż pozostaje jego dominującą. Za przyjaciół pójdzie w ogień, a swych wrogów zaszlachtuje bez mrugnięcia okiem. 




[Kontakt poprzez e-mail: btc.natsu@gmail.com;  Wszystkie wątki przyjmie!]

200 odpisów

  1. Akane podniosła się lekko kiedy Gave zapłakał.
    - W Darcy? - zdziwiła się, ale zaraz pokrzepiająco pogłaskała oba ramiona Gava. - Hej, no co Ty, do sakralności to mi daleko, zawsze będę Waszą obślizgłą, kluskowatą Żabą, obiecuję. Nawet na paluszek, na siedem plus trzy - uśmiechnęła się do niego ciepło. Odsunęła od niego ręce, gdy zaczął się uspokajać. Zaraz uśmiechnęła się pod nosem i pstryknęła go w ucho.
    - Dzieci też już nam wyprodukowałeś w tej jakże uroczej wizji? - zaśmiała się lekko. - Daj spokój, ja tam nie lubię takich co to im nic nie brakuje - rzuciła luźno i jeszcze raz pogłaskała jego ramię, tym razem tylko jedno.
    Kiwnęła spokojnie głową na jego wyznanie.
    - No to masz już jakiś mały progres, jak czasem lepiej - zauważyła z ciepłym uśmiechem. - Jak chcesz to mogę Ci jutro zrobić partię chrupek, co byś miał do podjadania w wolnej chwili - zaproponowała, dalej lekko go głaszcząc po ramieniu.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie to nie duch mu pomagał, tylko jego martwe ciało. Nie mówił mu jednak tego. Jak na syna Śmierci u niego z teorią było jeszcze gorzej niż u niego. Najwyżej Mathyr będzie zgubione za te kilkadziesiąt lat, kiedy zastąpi aktualną. Ciekawe co się wtedy stanie, jaki chaos się rozpęta i czy śmiertelnicy to zobaczą. Wtedy nawet ciekawie będzie to poobserwować w duchowej formie. Przytyku też nie skomentował. Nie starał się go za bardzo męczyć fizycznie, skoro jego psychika leżała. Następnym razem jednak się postara, żeby bardziej bolało skoro tak bardzo chciał.
    — Gdybym mógł to nie byłaby to klątwa — zauważył spokojnie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  3. — Diego? Mnie? — nie rozumiała tego. Spojrzała pytająco po Gavie. — Miałeś okazję go poznać? — zapytała. Ostatnio z jej bliźniakiem nie było najlepiej. Widziała to, ale nie była pewna co mogła zrobić, aby do niego dotrzeć. Ba, nie była pewna czy Diego chciał, aby ktokolwiek do niego dotarł. Martwiła się o niego. Uśmiechnęła się przepraszająco do Gava. — Mówiłam, że jest wredniejszy od Ciebie — przypomniała mu, próbując odwrócić troskę w żart. Westchnęła, ale przytaknęła mu ruchem głowy.
    — Jeśli to Ci pomoże w zrozumieniu… to tak — odpowiedziała. Dla niej to było dość dziwne porównanie, ale nie chciała mu tego wypominać. Zamiast tego skupiła się na oporządzaniu mosertów i opowiadaniu o każdym Gavie. Widziała co prawda, że żaden nie kupił jego serca tak jak Veri. Ciekawe. Chyba będzie musiała jednak zagadać z mamą, co by zlecić Gavovi jakąś oficjalną dodatkową pracę. Potrafiła rozpoznać sentyment do zwierzęcia, sama miała z tym sporo doświadczenia. Po długiej przeprawie ze stadem odetchnęła zadowolona, kiedy już posprzątali po wszystkim.
    — No dobra… to teraz przejażdżka? Znam fajną oazę kilka kilometrów stąd. No i to miał być dzień moich miejscówek. Przydałoby się osiodłać moserty, zgaduję, że chcesz jechać z Verim, prawda? — zagaiła go.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ryu słuchał go w milczeniu. Uniósł swój kubek do ust, gdy Gave w niego stuknął i upił łyk. Kiedy jednak rozmowa zeszła na Azyl, jego spojrzenie stężało. Jego palce zacisnęły się na glinie mocniej, a on zagryzł mocno wargi. Wiedział, że nie było kolorowo, ale słysząc o Akane coś w środku mu zadrżało. Przesunął wzrokiem po Gavie i zmarszczył brwi. 
    - Ale co? - zapytał go. - Chłopie, ja nie jestem Tony. Nazywaj rzeczy po imieniu - fuknął na niego i odetchnął głęboko. - Cieszę się, że wszyscy przeżyli, ale... to nie zamyka tematu. Straty to nie tylko trupy. Czasem gorzej jest, gdy ktoś żyje i musi z tym czymś zostać - burknął. - Więc jak już acząłeś to kawa na ławę - mruknął bez wesołości. Prychnął pod nosem dopiero na słowa o zazdrości. Pokręcił lekko głową. - A niby czego mam zazdrościć? Zdajesz się uciekać w alkohol. Mówisz, że masz chwilę, żeby nie udawać, że wszystko ogarniasz... a mi się zdaje, że udajesz po prostu gorzej niż zwykle. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  5. — Też, za gorąco i za jasno jak dla mnie — odparł. Zdecydowanie wolał bardziej leśne czy górzyste tereny jeśli chodziło o stałe miejsce zamieszkania. Doceniał pomoc w postaci Azylu, ale ten klimat zdecydowanie nie służył i nie było co się tego wypierać szczerze mówiąc. Zdziwnił się na suszonego moserta.
    — A moserty tu nie są jakieś ważne? W sensie… nikt nie będzie krzywo patrzył? — zapytał cicho, żeby nikt zaraz ich tutaj nie spalił samym wzrokiem. — Slumsów się nie boję, ale wolałabym za kraty nie trafić — wyjaśnił.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  6. Diego nie bardzo przejmował się obecnością "gościa". Matka dość jasno określiła czego sobie nie życzy, co prawda on nic nie obiecywał, ale brał poprawkę na przynajmniej niektórych Argarczyków. Tego aktualnie ciężko było przykleić do zebranych od feniksów informacji. Ten jego czerwony łeb trochę utrudniał sprawę. Książe skupił się więc na Dante. Po uździe zdjął siodło, a potem zaczął moserta wyczesywać, uważnie przy tym sprawdzając czy na pewno nie jest ranny. Nie miał jasno określonego wierzchowca, korzystał z różnych, z żadnym jeszcze nie udało mu się stworzyć więzi i w sumie nawet nie próbował tego robić. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Starał się dbać o to by codziennie jeździć na innym zwierzęciu. Słysząc komentarz zaczął już podejrzewać z kim ma do czynienia. Obejrzał się, by zobaczyć przy jakim wierzchowcu stoi.
    - Cóż za troska, chciałbyś się mną zaopiekować? - wrócił spojrzeniem do moserta i przesunął spokojnie szczotą po jego grzbiecie. - Zawsze możesz spróbować mnie rozbawić i powachlować tymi swoimi przeszczepami - uśmiechnął się pod nosem.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  7. Goblinka zastrzygła uchem. Skoro nie wiedział on to ona tym bardziej nie wiedziała. Naburmuszyła się lekko.
    - Ale z Ciebie marudnik... Jak byś po prostu nie mógł się cieszyć, że Groszka inni też kochają - bąknęła trochę tym wszystkim dotknięta. Była dumna z Tonego, że odważył się jednak zdecydować na opiekę nad kotkiem, a Gave i jego muszysty nos jak zwykle musiał być niezadowolony. Skrzyżowała ręce na piersi sama się burmusząc, ale zaraz zastrzygła uchem, gdy powiedział, że mu przykro.
    - Nie wiem co mam Ci powiedzieć, ja jestem z Tońcia dumna i mi przykro nie jest, że chłopca otacza tyle miłości. Sama bym chciała jej mieć tyle w jego wieku, a nie tylko jednego zachłannego Golasa, który ciągle gdzieś znika na swoje misje i wraca z nich poobijany lub prawie martwy... - prychnęła lekko. - Dziele się nią codziennie! - zaznaczyła bardzo wyraźnie, chociaż nie krzyczała. - Z jej ciociami, wujkami, właśnie jest z tatusiem na ich wspólnej wędrówce pod niebem, zaraz będzie u Twoich Fasol, później znowu gdzie indziej. Jest wszędzie i bardzo mnie to cieszy, bo ma przyjacioły i ma dużo wesołości i dużo miłości i tego od siebie nie odpycha, tylko z tego korzysta ile może - kiwnęła głową dumna, również z córci.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  8. — Czyli poznałeś go… — podsumowała z poważniejszym wyrazem twarzy. Poprawiła włosy. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała, żeby męczyć Diego, ale jeśli o to poprosi, pewnie właśnie na to się uprze. Zmarszczyła lekko brwi i pokręciła głową. — Byłam leniwa, ale bez przesady — uniosła się delikatnie dumą. — A i lenistwo do obowiązków domowych mi przeszło, trochę znormalniałam, ale nie byłam aż tak rozpieszczona, wypraszam sobie — dodała. Zaśmiała się lekko na ten jego entuzjazm względem Veriego. Widać było, że się wkręcił i naprawdę było bardzo urocze. — Skoro umiesz, to mniej nauki — odparła, prowadząc go do stajni. Podała mu wyposażenie, sama wzięła swoje, po czym zaczęła się rozglądać między mosertami. Dzisiaj uśmiechnęła się do Iskierki - jasnej łani, która miała dobry kontakt z Verim, co by się nie kłóciły w trakcie drogi. Osiadłała ją i wyprowadziła z zagrody.
    — Potrzebujesz stołka, żeby wsiąść? Są tam w kącie — wskazała, po czym sama wyprostowała się, włożyła jedną nogę w strzemię, łapiąc się mocno siodła i podskoczyła, przerzuciła drugą nogę i zgrabnie wylądowała. Ona nie potrzebowała pomocy, nawet jeśli w pełni nie sięgała, to potrafiła sobie poradzić. Była kuźwa zwinna.


    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  9. Ryu słuchał go w milczeniu. Jego twarz na moment stężała, gdy usłyszał o problemie, z którym musiała mierzyć się Akane. Zacisnął dłonie nieco mocniej na blacie, tak jakby chciał odciążyć swą nogę. Wypuścił powietrze z płuc i wbił spojrzenie w Gava. - Mhm... jeden jajnik to jeszcze nie wyrok. Masz rację - mruknął. - Ech ale to kolejna rzecz, która będzie jej chodziła po głowie. Kolejna sprawa, która ją dotknie i dobije - dodał zaciskając mocno pięści. - Wiesz Gave... myślę, że ty nie musisz jej pocieszać. Wystarczy, że będziesz - wzruszył ramionami. - Ona docenia takie małe gesty - skomentował, choć właściwie mógł nie mówić mu nic. Ta cała nadzieja Akane... cóż, on akurat żałował, że w ogóle tam była. - To wystarczy - dodał jeszcze. Na słowa o "dorosłych zmartwieniach" jego kącik ust drgnął. - Nie wiedziałem, że dorosłość to jakiś konkurs czy zawody na cięższe barki - zauważył. - Ty masz swoje bitwy, a ja swoje - wzruszył ramionami. - Moje najwyraźniej nie krwawią tak widowiskowo jak twoje, przez co łatwiej je zlekceważyć i... przez co później trudniej jest się pozbierać do kupy - dokończył, upijając trochę swej wody. Zakrztusił się nią, kiedy dotarło do niego to co powiedział o Darcy. Kaszlał przez chwilę, zanim nie spojrzał Gavowi prosto w oczy. - Wiem - stwierdził tylko i uśmiechnął się krzywo. - Myślę, że nie jesteś w pozycji do rzucania takich gróźb - dokończył i odsunął się od blatu, by podejść do stolika i zebrać zamówienie. Kiedy już obsłużył paru gości, wrócił do Gava. Postawił przed nim frytki, podbierając mu jedną. - A jak twoja głowa? - zainteresował się. - Bazując na tym co widzę... - przeniósł spojrzenie z piwa na Gava. - Nieciekawie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarumieniła się lekko i pacnęła Gava w ramię, odsuwając się od niego.
    — Nie Księcia tylko pierwszej miłości i by było, gdyby nie Ty — bąknęła, bo przecież drugą osobą był własnie obiekt jej westchnień. Zanim do tego doszła, ale jednak. — Wredota jedna… pasujesz do Veirego — pokręciła głową. Uśmiechnęła się ciepło, kiedy mosert z Gavem ewidentnie mieli wspólny język. Coś takie ewidentnie mogła z zadowoleniem oglądać.
    — To teraz na północną bramą, a potem w malownicze miejsce — wyjaśniła. — Jak się jedzie? — dodała. W międzyczasie rozmawiała też z Iskrą.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  11. Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem.
    - Do nich uwielbienia to mi zdecydowanie nie ubędzie - zapewniła dość wesoło, pewna swego. Dałaby się pokroić za te małe. Słysząc o Groszku sama wyraźnie posmutniała.
    - Ta... też się do niego przyzwyczaiłam, wizja, że poza dziewczynkami mam jeszcze synka jest całkiem przyjemna - przyznała z delikatnym, acz czułym uśmiechem na twarzy. - Przy tak mnogiej liczbie rodziców to już nie będzie to samo, ale... - westchnęła lekko. - Staram się mimo wszystko cieszyć. No wiesz, szukać pozytywów. Więcej opiekunów to w końcu większe bezpieczeństwo, ale rozumiem co masz na myśli. W tym całym tłumie rola taty czy mamy może mu się mocno zamazać i zostanie bardziej wujkowanie czy ciociowanie. To też fajna łatka, ale jednak zupełnie inna... - poczuła jak oczy jej się lekko szklą i zamrugała szybciej, co by się nie rozkleić. Uśmiechnęła się zaraz nieco szerzej.
    - Może spróbuj sobie trochę ocieplić wizerunek samej włóczni? Słyszałam, że mają tu kowala całkiem chętnego do nauczania o swoim fachu. Mógłbyś na przykład zabrać dzieciaki i razem z nimi stworzyć taką broń, dobrze na Ciebie działa ich obecność, a maluchy na pewno by były zachwycone - zaproponowała luźno z delikatnym uśmiechem. - Oczywiście to tylko taka tam luźna propozycja - zaznaczyła. - Sam musisz zdecydować czy jesteś gotowy na tego typu kroki - dodała śląc mu jeszcze jeden lekki uśmiech. Kiwnęła głową, gdy mówił dalej o jedzeniu.
    - Raczej na pewno dlatego, w sumie to bym nawet coś zjadła, mają tu całkiem dobrą pitę, fajnie zapycha żołądek - stwierdziła i poprosiła karczmarza o koszyk tego mięciutko-chrupkiego pieczywa.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  12. Diego rozciągnął usta w lekkim uśmiechu.
    - Pyszcz dalej komu nie trzeba, to jutro będziesz miał okazję zobaczyć na bellhardzkim talerzu parówki ze swojego ulubionego moserta. Tam w plebsie takie byczki uchodzą za rarytas. Mmmah, już widzę te ich świecące z radości oczęta, gdy w ramach dobrej woli przychodzę z podarkiem - zaśmiał się gardłowo i przesunął się szczotą na bok Dantego.
    - Znaj swoje miejsce chwoście - dodał. Zabawne, że ktoś taki jak ten typ reagował na obcych aż tak intensywnie.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  13. Grima przeniosła spojrzenie na włosy chłopaka, kontrolując czas i obserwując kiedy będzie je trzeba włożyć do wody, zaraz znowu spojrzała na Gava.
    - Jakoś nie widać tej Twojej radości - zauważyła, dalej naburmuszona. Pokręciła zaraz głową.
    - Oczywiście, że nie każdy lubi, tym bardziej powienieneś się cieszyć, że Groszek ma kogoś kto lubi i kto zapewni mu opiekę, kiedy Ty sobie biegasz i narażasz życie. Ma kogoś kto przy nim będzie w razie gdybyś umarł. Nie zostanie sierotą, bo zawsze ktoś przy nim będzie - lekko wydęła usta. - Tak, zajmujesz się dobrze, ale to nie znaczy, że Groszek ma być tylko Twój. Myślisz, że Tońciowi nie jest przykro jak słyszy, że to do Ciebie mówi "tata"? Dla niego to też nie jest fajna sytuacja i też ma tu co przełykać - przypomniała mu i zaraz zmarszczyła czoło.
    - No wiesz? To już było bardzo nie miłe z Twojej strony. Tony by nigdy mu nie zrobił krzywdy... - ponownie wydęła usta.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy poszedł, pozwoliła sobie na mały upust emocji i kilka łez spłynęło jej po policzku, ale dość szybko wzięła głębszy wdech i przetarła oczy by zaraz uśmiechnąć się do karczmarza, który przyniósł jej zamówienie. Na powrót Gava wyglądała już całkiem normalnie i skubała sobie suchej pity, bo ta w sumie smakowała jej nawet bardziej niż z dodatkami.
    - Dzięki - uśmiechnęła się lekko do niego i zaraz kiwnęła głową, nie miała nic przeciwko, w sumie to i z jego powodu nie brała dodatków do pieczywa. W jego aktualnym stanie żołądka lepiej by jednak podjadł sobie suchego. Jedząc raz jeszcze przesunęła palcem po swojej świeżej bliźnie. Zsunęła nawet spódnicę niżej, co by ją było widać.
    - Jak sobie właściwie z tym radzisz? - zapytała i zerknęła po Gavie, na chwilę spojrzała ku sercu chłopaka, ale zaraz wróciła spojrzeniem do jego oczu. - Co Ci pomaga? - zapytała cicho.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  15. — Zaraz tam marnym, nowym, a na oazie będzie lepiej, nie będzie tyle słońca i będziesz mógł się ochłodzić nad wodą — wyjaśniła. Sama jechała w raczej ogólnej ciszy, skupiając się na trasie, mosertach i własnych myślach. Zarumieniła się na jego pytanie i spojrzała po nim z pretensją.
    — Czemu jesteś taki zainteresowany? Jak nie szepczesz mi do snu, to teraz takie pytania… — mruknęła. Z kolei na pytanie o Diego pokręciła głową i zacisnęła usta. Odczekała chwilę. — Nie będę Ci zdradzać sekretów własnego bliźniaka. Lubię Cię Gave i jesteś dla mnie jak brat, ale nie oczekuj, że będę Ci sprzedawać brudy na Diego, bo tego nie zrobię — zaznaczyła jasno.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  16. O ile gest z palcem nie był jakiś szokujący, o tyle całus sprawił, że Akane wyraźnie ściągnęła brwi. Gave był po prostu niewiarygodny, do tego akurat się już przyzwyczaiła. Szokował wiele razy, miał te swoje dziwne zagrania, mniej lub bardziej znaczące. Nie mniej aż nadto pamiętała, że dla niego słowa są mało istotne i nauczyła się już brać je na dystans. Nawet jeżeli ją uważał za piękną, to to nic nie znaczyło. Jak wyhoduje na tyle duże jaja by jej powiedzieć coś takiego bez wspomagaczy to może wtedy weźmie to za rzeczywiście istotne. Podciągnęła spódnicę, by znowu zasłonić bliznę i po prostu kiwnęła głową.
    - Wiem, ale dzięki - odpowiedziała. - Akurat utrata urody to nie jest coś co mnie jakkolwiek mocno dręczy - przyznała nad wyraz spokojnie i zaraz wzięła głęboki oddech. Skupiła wzrok na jego ranach, na każdej po kolei. Lekko zacisnęła usta. Sporo miał tych blizn i każda rzeczywiście mówiła dość wiele. Sama przesunęła palcem po jednej z ran jaką miał po chłostach. Te i dla niej były dość znaczące. Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa o zabójczości.
    - Mhm, bolą - przyznała. - A są chwilę, gdy niosą dumę? No wiesz, że jednak dałeś radę, że przeżyłeś... że to wytrwałeś... Takie chwile też są? - zapytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  17. Sama wzruszyła ramionami.
    — A Ty czemu czułeś mięte do kogokolwiek, hm? — odbiła piłeczkę. — Ryu jest wyjątkowy, ciągle zmaga się z jakimś nieszczęściem od dziecka, ciągle ktoś sprawia mu przykrość, a on i tak się troszczy o wszystkich dookoła i najmniej o siebie, ma dobre serce, niesamowite poczucie humoru, można czuć się przy nim bezpiecznie, a jednocześnie sprawia, że serce bije jak szalone, nie wspominając o tym, że ma nieziemskie ocko, ciepłe, dobre, inteligentne, a jednocześnie chłodne, jak u rasowego zabójcy, no i cały jest zabójczo przystojny, zawsze był najprzystojniejszy moim zdaniem — wyjaśniła z rumieńcami. Wolała jednak obnażyć siebie niż Diego, bo przy drugiej sprawie pokręciła głową. — Możesz sobie brać brudy na mnie, ale o Diego sam się dowiaduj — powtórzyła. Nie miała zamiaru tego odpuszczać.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  18. Ryu zajął się podjadaniem jego frytek, gdy ten uzewnętrzniał się w stosunku do swojego rozpadu związku. Rozumiał to całe "nie wiem czy chcę być", ale pozostałe rzeczy sprawiły, że spojrzał po nim ostrzej. Zanim Gave wspomniał o tym, że ma prawo mu przywalić, po prostu to zrobił. Prosto w jego nos, po czym pomasował swoją dłoń i westchnął przeciągle.
    - Gave, rozwaliłeś i sam swój zepsułeś - mruknął krótko. - Nie powiem ci czy masz przy niej być czy nie. Nie powiem ci to czy ty tego chcesz czy nie. Wybacz, ale do tego musisz już dotrzeć sam - Ryu spojrzał w bok i pomasował sobie skronie. - Dziękuję za propozycję - powiedział po chwili. - Ale zdajesz się być w słabym zdrowiu, psychicznym, a fizycznie też za dobrze nie wyglądasz. Nie zamierzam cię wpędzać do grobu - mruknął. - Poza tym... - pokręcił lekko głową. - Akane raczej nie będzie zadowolona z mojej wizyty - mruknął spokojnie i wzruszył ramionami. - Tak, może kiedyś, kiedy będziesz w miarę ogarnięty to wtedy pogadamy i o moich problemach - klepnął Gava po głowie, po czym roześmiał się nieco i pokręcił głową. - Ja? - uniósł lekko brew. - Oficjalnie nic nie wiem - poinformował go z uśmiechem na ustach. - Jak się dowiem to będę myślał nad rozwiązaniem - puścił do niego oczko. - Ach, ale powiem ci czego na pewno nie zrobię... na pewno nie będę jej trzymał tak długo w niepewności, jak ty robiłeś to z An - rzucił chłodno, po czym skinął głową. - Mhm wydaje mi się, że sobie wyobrażam - rzucił cicho. - Po tobie po prostu widać, że jest źle. Bardzo źle.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  19. Ashan patrzył zdziwiony na Gava. Czy on naprawdę teraz tłumaczył mu takie rzeczy? Nie odzywał na początku, skoro przywracał go do własnego ciała. Strzelił karkiem. Doskonale wiedział o tym, że powinien mieć kotwice w życiu, żeby nie stracić panowania. I miał je. Miał swoją rodzinę, brata, pasje, całe jego ciało było zbiorem przypominającym mu o tym co ma w życiu i o tym jaki omen na nim ciąży.
    — To nie jest trudne, wystarczy chcieć ulokować gdzieś serce — odpowiedział mu na odchodne. On swoje ulokował i nie czuł się zagrożony klątwą. Miał po co żyć, co chronić, toteż nie miał zamiaru czyimkolwiek niewolnikiem zostawać. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów i zapalił jednego. No nareszcie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  20. Grima położyła lekko uszy po głowie.
    - Milasku... Jesteś paskudnikiem - oznajmiła po prostu. - Dla samego siebie okropnym paskudnikiem - dodała i zaraz westchnęła lekko.
    - Oczywiście, że nie prosiłeś, ale to nie sprawia, że Tońcia boli mniej, nawet boli bardziej, bo maluch sam wybrał, że to do Ciebie tak będzie mówił. Tak, Tońciu wie, że za mało był w jego życiu by mógł wtedy stanowić jakąś konkurencję, ale to niewiele ułatwia... - zbliżyła się do Gava i lekko przytuliła jego rękę.
    - Drań, ale Nasz - podsumowała. - No i kochaj go dalej tak samo, my też nie chcemy by stała mu się krzywda i razem w czwórkę będziemy się starać by tak właśnie było - zapewniła i spojrzała po jego włosach. - A teraz choć to spłukać, bo jak Cię Groszek zobaczy łysego to dopiero będzie rozpacz - pociągnęła chłopaka w stronę łazienki, bo tak, tu w pałacu każdy miał swoją własną.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  21. Spojrzała po Gavie. Zastanowiła się przez chwilę.
    — Dlaczego tak uważasz? — zapytała. Zastanowiła się przez chwilę. — Może nie jesteś, może jesteś. Nie warto nic robić na siłę, bo wtedy na pewno nie jest się zdolnym — odparła. Uśmiechnęła się delikatnie w stronę chłopaka. — Moim zdaniem każdy jest zdolny do miłości na swój sposób. Ale to nie znaczy, że ma szukać tego na siłę. Nie można też nikogo zmusić do miłości. I nikt nie ma prawa mieć o to pretensji. Dla mnie zakochanie w Ryu jest jednoznaczne w tym, że chcę żeby był szczęśliwy, żeby się uśmiechał, miał dobre życie i miał w życiu kogoś kto doceni jaki jest wyjątkowy. Oczywiście chciałabym, żebym to była ja, chciałabym wiesz… — zarumieniła się mocniej i przygryzła wargę. — móc go pocałować, całować… wiele razy, przytulać, spać obok i… inne… rzeczy…chociażby udowodnić mu, że nie jest ani za nudny, ani za egzotyczny, być kimś przy kim on będzie się czuł wyjątkowo — wyjaśniła, bawiąc się lejcami, za które trzymała Iskrę. Wzięła głębszy wdech, czując jak robi się cieplejsza przez takie wyznania. To było chyba niestosowne. Co prawda nie dla Argarczyków, w Phyonix też nie było aż tak restrykcyjnie, ale myśl o tym, że mogłaby znowu dotknąć warg Ryu była strasznie… stymulująca na wyobraźnie. Wróciła wzrokiem do Gava. — Właśnie dostałeś jeden z brudów — zauważyła. — Księżniczka Ci opowiada o tym jak jest zauroczona, a to nawet nie są polityczne zaręczyny — zaśmiała się. — Nie ma tak łatwo, nie będę Ci teraz każdego swojego brudu sprzedawać na pałę — pokazała mu język i wróciła wzrokiem do trasy.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  22. Ryu pokręcił z niedowierzaniem głową i sięgnął sobie po stołek, by na nim usiąść przy barze. Oparł się o blat, kładąc się na nim na swych rękach i ziewnął szeroko.
    - Nikt nie mówił, że to będzie proste - powiedział nadzwyczaj spokojnie. - Ba, podejrzewam, że ze spokojem to mało wspólnego będzie miało - spojrzał po Gavie. - Tylko czasem my już wiemy, a po prostu nie chcemy by ktokolwiek się o tym dowiedział, w tym my sami - puknął go palcem w pierś. - Czasem najtrudniej przyznać się przed samym sobą - dodał, sięgając sobie po jeszcze jedną frytkę i wsuwając ją ze smakiem. Wzruszył ramionami na pytanie o Akane. - A ty byłbyś zadowolony? Gdyby przyprowadziła ze sobą twoją byłą do rozmowy o czymś, czego nawet sama nie mogła mu powiedzieć? - uniósł lekko brew. - Ja niekoniecznie - dodał. - Poza tym... na rozmowę z Akane nie wystarczy pół nocy... to potrzeba czasu, zrozumienia... a nie kogoś kto wpadnie i zaraz sobie pójdzie - spojrzał Gavowi prosto w oczy. - Owszem przyjaźnimy się, ale nasza przyjaźń nie jest już tak zażyła jak kiedyś - uśmiechnął się smutno. - Akane sobie po prostu tego nie życzy - dodał i zasłonił mu usta dłonią, kiedy zaczynał opowiadać o swoim wraku człowieka czy Latrala. - Nie tu, głupku - mruknął, wstając z miejsca. - Nigdy nie wiadomo, kto słucha - rzucił ciszej, po czym zerknął na Felixa. - Wychodzę na przerwę - rzucił w jego stronę i złapał Gava za nadgarstek ciągnąc go przez chwilę za sobą. W pierwszej chwili pomyślał o plaży, ale potem uznał że i tam mógłby ktoś podsłuchiwać, więc ostatecznie wybrał swój pokój. Wprowadził Gava do środka i usiadł na łóżku. - No to teraz dawaj, co miałeś na myśli w sprawie wraka człowieka? I co nowego u Latrala?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeździła palcem po jego bliźnie tylko chwilę, zabrała go zaraz i posłała Gavovi słaby uśmiech. Przygryzła lekko wargę i trochę spuściła wzrok, znowu zerkając po tej swojej. Tak, czarne myśli to akurat i ją nachodziły. Słuchała go, czując, że oczy znowu się szklą. Podniosła do niego oczy by skrzyżować spojrzenie. Naprawdę nie chciała przy nim płakać, z drugiej strony przy nim zawsze mogła i ciężko było utrzymać tą kontrolę. Kiwnęła lekko głową, gdy mówił, że nie bliźnie przypisuje radości. Zaraz znowu opuściła lekko głowę i skubnęła zębami usta. Wzruszyła ramionami.
    - Może to dlatego, że to moja pierwsza taka poważna? - zaproponowała cicho na te całe zabawy w symbole. Znowu spojrzała mu w oczy. - Tak po prawdzie to uczę się miecza, bo po prostu widziałam jak przydatna na polu bitwy jest broń z dalszym zasięgiem. Sztylety jednak wymuszają podejście bliżej... - przyznała i lekko podciągnęła nosem, czując, że jednak łzy spływają po policzkach. Przetarła jeden z nich niechlujnie, utrzymując spojrzenie w jego oczach. Kiedy wspomniał, że blizny można się pozbyć lekko się osunęła w jego stronę, opierając czoło o jego ramię.
    - Blizna mi nie przeszkadza... - znowu podciągnęła nosem. - Ze mną po prostu jest coś nie tak, nawet kobietą... nawet kobietą być nie mogę tak po prostu, kobietą bez jakiegoś defektu. Wiem, to głupie myślenie, ja to wiem Gave, ale nic nie poradzę... Niewystarczająca przy narodzeniu, niewystarczająca dla matki, dziadków, dla Yumiego, dla dzieciaków z szkoły... - zacisnęła usta. - Dobrze, że mam tatę, Natana, dziewczynki i Was, przyjaciół bo... Bo nie wiem gdzie bym skończyła - przyznała. - Nie mniej to boli... że nawet babą jak jestem to z jakimiś brakami - bąknęła i uśmiechnęła się lekko, gdy mówił, że on widzi Akane.
    - Bycie Akane bywa kurwesko irytujące, ale... cóż... ma mimo wszystko całkiem sporo plusów - przyznała trochę pogodniej. Gave w pocieszanie był naprawdę dobry, do niej przynajmniej trafiał. - Pojebana ta Akane, nie ma co... - podsumowała już trochę żartobliwiej, chociaż nadal poważnie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  24. Słuchał co mówił Gave. Kiwnął głową.
    — Moserta jednak odmówię, poszukam innych przysmaków, nie czuję się dobrze z wizją jedzenia zwierzaka, którego darzy się tutaj tak dużym szacunkiem — wyjaśnił spokojnie. Miał też osobiste wrażenie, że by jakoś zgrzeszył wbrew tej społeczności. Przynajmniej tej wyżej postawionej, a u tej przecież u takiej właśnie pomieszkiwali. — A ten Twój mosert… jaki jest? — zainteresował się za to. — Jak to jest mieć takiego ulubieńca? Jak się nazywa? — zainteresował się żywym okazem.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  25. An spojrzała po zaciekawiona tą teorią.
    - Dalekosiężna? Kiedy właśnie mój pył i piasek działają w dystansie, do magii również nie jest mi potrzebna bliskość, akurat na dal czuję się dość dobrze wyposażona. Sztylety są świetne z bardzo bliska, miecz ma być tu średniakiem. Nie taki jak masz Ty, wielki i ciężki. Jeden, smukły, lekki, bardziej do obrony niż rzeczywistego pchania się na plac boju. Masz rację, moje umiejętności przydają się do obrony, ale są też dobre do ataków z oddali czy nawet ukrycia, gdy chodzi o mój pył wchodzący do głowy. Łuk czy kusza jak dla mnie byłyby dość zbędne, zamiast strzał mogę ciskać piaskiem, zamiast bełtów mam czary - lekko wzruszyła ramionami. - Z drugiej strony zaczarowane strzały nie brzmią tak źle... - przyznała. - Nie wiem, może się nad tym zastanowię... - stwierdziła ostatecznie. Kiedy ją przyciągnął, nie oponowała, przyłożyła policzek do jego torsu i lekko się wtuliła.
    - Mhm, bywam... - przyznała, bo sama czasem wkurzała się na swoje własne myśli w głowie, tak bywała idiotką. Odsunęła się od niego lekko i spojrzała w oczy, a kiedy puknął ją w czoło uśmiechnęła się delikatnie kącikiem ust. Zaraz jednak znowu wzruszyła ramionami.
    - Porzuciła, brzydziła się mną... nie zabiła, wiem, ale nie byłam "dość" by mnie chciała. Taty nie było więc... - podciągnęła lekko nosem. Zacisnęła lekko usta na słowa o matkach. Nie chciała być zdzirą dla swoich dziewczynek, ale tak, matka Gava i jej własna to mogłyby sobie akurat przybić pionę. Słuchała dalej i lekko westchnęła.
    - Yumi i dzieciaki to przeszłość, ale jednak potwierdzająca regułę, nie chodzi o to, że teraz mnie boli co było tam, po prostu jak patrzę wstecz to widzę, że często nie byłam dość dobra... - mruknęła i zaraz znowu spojrzała po Gavie, gdy wspomniał Ryu.
    - Tak, wiem, dlatego właśnie cieszę się, że stał się wtedy przyjacielem... i że dalej nim jest, mimo wszystko - odetchnęła lekko. - Wystarcza mi, jako przyjaciel wystarcza mi w zupełności, na tej płaszczyźnie mam do niego sporo wdzięczności. Co prawda średnio to okazywałam, ale cóż, powoli udaje się to zmienić - przyznała. Uśmiechnęła się nikle kiedy wszedł głębiej w temat Yumiego.
    - Pewnie masz rację... koniec końców te wszystkie odrzucenia wyszły mi całkiem dobrze... gdyby do nich nie doszło, byłabym zupełnie inna... Nie wiem czy gorsza, czy lepsza, ale... - westchnęła. - Chyba powoli zaczynam lubić tą wersję siebie... czasem są jeszcze doły, ale... no nie jest tak źle - stwierdziła trochę pogodniej. Kiedy mówił o sobie, znowu na chwilę oparła policzek o jego tors. Zbyt. Ścisnęło ją lekko w sercu. Ciężko było to wszystko wypośrodkować. Kochała za mocno i nie była pewna czy jest cokolwiek w tym temacie zmienić. Jeszcze kilka łez spłynęło po policzku, ale spokojnie je przetarła. Kiedy ją odsunął i spojrzał w oczy, nie uciekała wzrokiem. Pokręciła głową.
    - Nie przejmuję, nie na tu i teraz, ale czasem jak czujesz się źle to po prostu cały życie przelatuje Ci przed oczyma i szukasz potwierdzenia, że rzeczywiście coś jest nie tak... No i masz babo placek... - skrzywiła się lekko. - Nie chcę być lubiana przez wszystkich, nigdy nie chciałam. Moja paczka i rodzina w zupełności mi starcza. Jasne, jak ktoś tu czy tam dołączy, fajnie, ale nie mam parcia na bycie najpopularniejszą dziewczyną w rejonie - znowu się lekko wtuliła, gdy ją przyciągnął. Uśmiechnęła się delikatnie na jego kolejne słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie ty jeden, wiem, wiem, że to nie wyrok... - przyznała i na chwilę przymknęła oczy po czym wzięła głębszy wdech. Przytaknęła mu głową. - Dziękuję - szepnęła, to wszystko naprawdę dużo dla niej znaczyło. Otworzyła zaraz oczy, a wtedy ją odsunął i prychnął. Zaśmiała się lekko.
      - Nie zostawię Cię przecież samego na tym placu pojebańców, o nie - dotknęła czubek jego nosa i uśmiechnęła się cieplej, wdzięcznie. - Naprawdę dziękuję - powtórzyła i sama lekko go objęła, na chwilę. Odsunęła się po chwili. - Nie obiecuję, że te poje pojebane spazmy już nigdy więcej się nie powtórzą, ale teraz przynajmniej będę miała jeszcze więcej kontrargumentów do wojowania z nimi w swojej głowie, więc może częstotliwość zmaleje - uśmiechnęła się raz jeszcze.

      Akane

      Usuń
  26. — Każdy inaczej odczuwa miłość, Gave — zaczęła spokojnie. Spojrzała po nim, zbliżyła się delikatnie z Iskrą do Veriego i chłopaka. — Jeśli czujesz, że coś Cię dusi i ogranicza to nie jest to miłość, przynajmniej nie zdrowa, tylko toksyczna. Nie mówię, że musisz sobie znaleźć w życiu partnerkę, ale jesteś dobrym człowiekiem, masz dobre serce, nie jesteś do niczego niewystarczający. Chodzi mi o to, że możesz, nie musisz, tylko możesz, mieć uczucie, które będzie inne niż przyjaźń a jednak Cię nie udusi. Nie musisz niczego szukać. Po prostu warto zostawić możliwość, że kiedyś trafisz na uczucie, które nie będzie cię dusić, tylko da ci spokój. Żebyś kiedyś nie trafił we friendzone jak ja, kiedy spierdoliłam swoją szansę — wyjaśniła mu co miała delikatnie na myśli. Zaśmiała się delikatnie i wzruszyła ramionami. — Ryu nie złamie mi serca dając mi kosza, trzymam kciuki za niego i Klarę. Złamie mi je, jeśli uzna, że nie mamy nawet szansy na przyjaźń nawet jeśli się odkocham — odpowiedziała mu. Przede wszystkim zależało jej na towarzystwie bruneta. Resztę zaakceptuje i będzie trzymać się wszelkich granic. W tym była naprawdę dobra. Pokręciła głową. — Mój pierwszy obiekt westchnień to jednooka sierota z Argaru, wcześniej nikogo nie było — zaznaczyła. Pomyślała o czymś ze wcześniejszych lat życia. — Uciekałam z lekcji elfiego, udawałam choroby i robiłam wszystko, żeby nie uczyć tego języka. Byłam dupą wołową, która nie potrafiła się z nikim zaprzyjaźnić w Phyonix poza zwierzętami, spałam z misiem dopóki nie trafiłam do niewoli, bo bałam się być sama w nocy, nigdy nie walczyłam na arenie, żeby nie zrobić z siebie pośmiewiska, nigdy nie byłam najlepsza w walce i byłoby mi wstyd, gdybym jako jedyna zajęła niskie miejsce z rodziny. A z każdym rokiem coraz ciężej szukać wymówki, bo to jednak jest jeden z naszych obowiązków… Nie pamiętam, czy rozmasowałam kiedyś gdzieś jakąś kupę jako dziecko, a co do przygód z mosertami, jeden mnie kiedyś ugryzł, jak uczyłam się oczyszczać rogi. Bolało jak cholera. O i miałam przydomek dupa wołowa. Takie mięso? — zapytała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  27. Ryu westchnął ciężko, gdy temat Phyonix znowu się pojawił. Spojrzał po Gavie i pokręcił głową z niedowierzaniem.
    - Tak, wiem, że psioczy - skomentował biorąc głęboki wdech. - Myślę, że miejscami nie słusznie, a miejscami ma rację - dodał jeszcze i pomasował sobie skronie. Naprawdę nie bardzo miał ochotę na takie podróże. Nie sądził, żeby to cokolwiek dobrego przyniosło. Akane nie potrzebowała go tam. Nie teraz, kiedy stawiała pierwsze kroki jako wolna od związków osoba. Zacisnął mocno wargi i odetchnął raz jeszcze. Poza tym, że parę dni temu Klara postawiła mu sprawę jasno, a on wiedział od Tonego, że Akane i tak nie wierzyła w ten związek. Szkoda tylko, że nie miała odwagi, aby to jemu powiedzieć wprost. Uśmiechnął się krzywo i spojrzał po Gavie. - Mam wrażenie, że bardzo chcesz mnie tam zabrać - mruknął. - Jaki masz w tym cel? Co ty zyskasz zabierając mnie do Phyonix? - postanowił odwrócić kota ogonem. Wbił spojrzenie w chłopaka i świdrował go nim. Oparł się o ścianę plecami, gdy Gave rozwalił się na jego łóżku i słuchał go uważnie. Gwizdnął lekko, gdy usłyszał o włóczni. - Ty? - uniósł lekko brew. - Boisz się jakiejś broni? - zerknął na niego z niedowierzaniem. - Nigdy, w żadnym scenariuszu, nie przyszłoby mi do głowy, że kiedykolwiek nastanie taki dzień - wstał z miejsca i odszedł kawałek, by poluzować deskę w podłodze i wyciągnąć z niej butelkę dobrego bimbru. Wziął dwie szklaneczki i polał  Gavowi połowę, a sobie tak na dwa łyki, które i tak pewnie godzinę ciumkać będzie. Podał szklaneczkę brunetowi i wrócił na swoje miejsce. - Też nie wiem jak masz sobie z tym poradzić - wypalił wprost. - Nigdy nie stałem przed takim problemem - mruknął. - Ale jesteś sobą, Gave... jesteś sobą... a to znaczy, że przechylisz szalę na swoją korzyść - klepnął go w udo. - Wyrwiesz to życiu, swojemu losowi - dodał. - Przecież ty się nie poddajesz... tylko musisz uzbroić się w cierpliwość - poinformował go spokojnie, po czym faktycznie sięgnął po pergamin i pióro. - No dobra, dawaj. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. — Nigdy — pokręciła głową. — Nie wiem czemu, po prostu… nagle mnie oświeciło, że Ryu to ten, do którego wzdycham. Chociaż może znaki były wcześniej — wzruszyła ramionami. — Jestem w tym temacie dosyć wolnomyśląca niestety — zaśmiała się lekko. Zaraz spoważniała. Nie mówiła nigdy Gavovi? Chyba nie, skoro pytał. — Bo jak byłam mała to próbowano mnie zabić, nie umiałam zbliżyć się do żadnego feniksa tak szczerze. Tylko rodzina. Potem złapałam jakąś więź z Damonnem, a później pojawił się Argar i poznałam Ciebie i resztę i wtedy zaczynałam mieć innych przyjaciół, czułam się komfortowo. Straszny tchórz ze mnie był jeśli chodzi o innych — wyjaśniła. — Masz rację, nie powinnam, ale jestem też dumna i sama cierpię na przerost ego. Nie mogłam znieść myśli o pogłoskach, że przyszła kapłanka, nie potrafi wytrzymać jednej rundy na Arenie, więc wolałam nie brać udziału, kiedy na samych treningach byłam zawsze tą najgorszą. Lepiej było iść i błyszczeć tam, gdzie szło mi dobrze, tańce, rytuały, ceremonie, tam spisywałam się nienagannie — opowiedziała mu. Zaśmiała się lekko. — Ta osoba ma swoje momenty, ale potrafi być bardzo wredna. Jak widzisz… tym bardziej ciężko było tutaj znaleźć sobie przyjaciół — odparła, uśmiechając się nieco pod nosem. Znaleźć przyjaciół w Phyonix dalej zdawało się czymś niewykonalnym, a ona chciała ten kraj dalej reformować. Świetny pomysł. Na pewno będzie cudowną Kapłanką…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  29. Spojrzała nieco zaskoczona po Gavie. Wypadów po mieście sobie nigdy nie odpuszczała. Jedno to bawić się w grupie, a drugie zdobywać przyjaciół i budować trwałe więzy. Dla niej to była ogromna różnica.
    — Nowe znajomość Gave to jedno, ja znam tych ludzi, ale nikogo nie nazwę przyjacielem — wyjaśniła. Księżniczka powinna znać swoich ludzi, budzić w nich zaufanie i nad tym pracowała. Po prostu nigdy nie nazwałaby ich przyjaciółmi. — Możemy iść i tak chciałam Ci pokazać kilka miejsc, ale nie wymuszaj na mnie przyjaźni — zaznaczyła zaraz, uśmiechając się do niego przyjaźnie, ale było po niej widać, że stawiała w tej kwestii sprawę dość jasno. Zaśmiała się lekko. — Zwolnij, zwolnij. Chilliderka, bodygouard, gimbaza? Tłumaczenie proszę. Musimy wznowić te lekcje z angielskiego, bo czasami nie nadążam — poprosiła. Uśmiechnęła się nieco szerzej. — Zostawmy tą osobę. Teraz spędzam czas z Tobą

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  30. —- Zobaczymy, nie obiecuję, że się uda, ale obiecuję, że nie będę spierdalać jak zrobi się zbyt przyjaźnie i miło — zaproponowała taki układ. Według niej brzmiało rozsądnie. Słuchała tłumaczeń. Najbardziej spodobało jej się tłumaczenie cheerleaderki. Bardzo fajne określenie. Zaśmiała się lekko, gdy zaczął kibicować.
    — No dobra, to do tego to już nawet znam fajne miejsce, żeby Twoje zagrzewające tańce się maskowały — puściła mu oko. Diego znaczył w Phyonix dosyć sporo, był w końcu księciem i potrafił zrobić dobre wrażenie, jeśli tego chciał. Inna sprawa, że kiedy nie musiał nie lubił udawać miłego. Dotarli już na oazę. Była dość oddalona, więc zazwyczaj nikogo tutaj nie było - tak jak teraz. Poza tym chłodne wody nie były zbyt popularne wśród feniksów. Zawsze woleli ciepłe klimaty. — I jak widoki? — zapytała, schodząc z Iskry.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  31. Ryu przekręcił lekko głowę słysząc o rzekomej tęsknocie tak sporej grupy ludzi. Jakoś nie bardzo kupował ten tekst o chłopaka. Parsknął śmiechem, kiedy ten wspomnial o jego wysokich umiejętnościach w sprawie rozmów z Akane czy innymi osobami. Śmiał się tak długi czas, bo to zdecydowanie było coś, o co by sam siebie posądzał. Zanurzył język w swoim bimbrze i jeszcze chwilę śmiał się pod nosem.
    - Dobre, takiego dowcipu to od dawna nie słyszałem - rzucił patrząc na Gava. - Bajkopisarz z ciebie cudowny - mruknął jeszcze, po czym odetchnął głęboko. - Okay, skoro tak stawiasz sprawę o pójdę z tobą, by wesprzeć swą zajebistością Akane - pokręcił lekko głową i zaraz spoważniał, kiedy Gave zaczął opowiadać mu te wszystkie rewelacje. Nie do końca nadążał z notowaniem. Liczba trzy rzeczywiście mogła tu mieć jakieś znaczenie. Brama pękła? Która? Zmarszczył brwi. Te bramy też były jakieś takie negatywne. Dlaczego? Zacisnął mocno wargi i spojrzał na kartkę. - Dużo informacji na raz... - mruknął. - Kim jest Scarlet Witch? - zaczął od pierwszego pytania. - I dlaczego jej ufamy? - zapytał jeszcze. - Liczba trzy faktycznie może tu być kluczowa, ale właśnie... rok się nie zgadza. Nie dzieli się przez trzy...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  32. Słuchała go uważnie słysząc o tych srokach. Wygięła lekko usta w grymasie.
    - Wiesz jak jest… Jak masz ręce pełne roboty to mniej myślisz o tym co jest „nie tak” – westchnęła lekko i spojrzała po Gavie, przytakując mu głową. – Ale masz rację, za dużo tego… Chociaż akurat w temacie kontroli piasku czuję się usatysfakcjonowana… Z nim ćwiczę już naprawdę długo i tata w sumie pokazał mi już wszystko co mógł. Runy i zaklęcia, to owszem, one są nowe i w sumie dlatego się im ostatnio poświęcam najbardziej… Miecz wynika bardziej z potrzeby ze względu na czasy. Wojna rządzi się swoimi prawami… Ja po prostu… - wzięła głęboki wdech. – Chcę po prostu zapewnić sobie jak największą szansę na przerwanie… Wiesz… Kiedy myślę o śmierci, to wcale mnie nie przeraża ona sama w sobie. Przeraża mnie wizja tego co będzie po niej… Konsekwencje, na które nie będę już mogła wpłynąć bo… bo umrę… - zacisnęła zęby. – Przeraża mnie co moja śmierć może zrobić z osobami, które są dla mnie tak bardzo ważne i… i zbroję się po zęby by zadbać o siebie i nie dopuścić do… do takiej sytuacji – raz jeszcze oparła głowę o jego ramię. Kiedy mówił o wiedźmach ponownie odetchnęła głęboko.
    - Tak, wiem… dużo tego… - podniosła spojrzenie do jego oczu. – Masz rację, powinnam zmniejszyć liczbę priorytetów… Co prawda staram się to wszystko jakoś układać z sensem, ale tak… Nie chcę by w finalnym momencie okazało się, że jestem za słaba, bo wzięłam na siebie za dużo… - skubnęła lekko wargę. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy mówił o potwierdzaniu reguły. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa. Miał rację, wiedziała to, otaczało ją wiele ważnych i ciepłych osób. Milczała chwilkę.
    - Ja wiem Gave, że ta pierwsza grupa jest ważniejsza, to akurat nie podlega dyskusji, odpowiedź jest jasna. Dla wielu jestem wystarczająca… Wielu mnie nie rozumie, ale akceptują moje inności i o to chodzi… To jest dopiero początek. Chodzi o mnie i tylko o mnie… W końcu jestem w takim miejscu, gdzie nie czuję potrzeby bycia w pełni zrozumianą. W zupełności starczy mi, że moje otoczenie mnie lubi pomimo tego, że nie rozumie. Nie mniej, dopiero niedawno otworzyłam na to oczy i jeszcze pewnie trochę mi zajmie upewnianie się w tym jakże niesamowitym odkryciu, na które byłam ślepa – przyznała spokojnie z łagodnym uśmiechem. – Po prostu czasami mam doła Gave, chandrę… W głowie maluje się myśl o byciu wybrakowaną kobietą, a za nią idzie salwa kolejnych igieł, „o a tu i tu też byłaś wybrakowana”… Niby wiem, że to przeszłość, ale akurat jajnik jest świeży i… - wzruszyła ramionami. – To moja forma przejścia żałoby nad pewnego rodzaju stratą. Aktualnie jestem w fazie doła, ale mi przejdzie, z czasem to po prostu zaakceptuję – jeszcze raz uśmiechnęła się do niego subtelnie. Zmarszczyła nos, gdy zmierzwił jej włosy. Przytaknęła mu na słowa o ciągnięciu wielu srok za ogon, w głowie mając myśl, by rzeczywiście trochę sobie odpuścić. Spojrzała po nim, gdy się roześmiał.
    - Hej, nie moja wina, że mnie ludzie lubią, ja nikomu na siłę w dupę nie wchodzę. Najwyraźniej roztaczam jakąś aurę zajebistości i nie mogą się mi oprzeć – pokazała mu język i szturchnęła go w bok. Uśmiechnęła się do niego i sama się zaraz nieco zaśmiała.
    - Mhm, wiem Gave, ale nie zostawię – przyznała. – Jak dobrze pójdzie to ściągniemy na ten plac całą zgraję pojebów i dopiero zacznie być na nim zajebiście fajnie. Może ściągniemy tam te Twoje pierdzące pszczółki, żelkowe ścieżki i kwiatki plujące tęczą – sama wpadła w poduszki obok niego – dodamy jakąś zajebistą scenę i arenę walki, będzie wiadro z balonami, z wodą co by w każdej chwili w kogoś cisnąć dla jaj lub jak zacznie pierdzielić farmazony – gestykulowała przy tych wszystkich pomysłach i śmiała się lekko pod nosem. – Każdy wrzuci coś od siebie, każdy będzie miał też domek ze swoją ostoją, każdy znajdzie fragment dla siebie i będzie jeden wielki plac pojebańców – wyszczerzyła się do Gava.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  33. — Ale jest Twoim ulubieńcem, tak? — dopytał, bo Gave mówił o nim naprawdę ciepło i ze sporym zainteresowaniem. Ciężko było wyciągnąć inne wnioski jego zdaniem. Swoją drogą to był naprawdę uroczy widok. Rzadko można było zobaczyć go z takim miłym spojrzeniem w oczach - tylko przy dzieciach był równie i bardziej ciepły w tym jak mówił czy się zachowywał. Zaśmiał się na widok psa na głowie. Uśmiechnął się do zwierzaka. Pokręcił głową na jego pytanie. — Nie mogłem trzymać zwierząt w domu, a potem w koszarach. Miałem konia i gryfa w stajniach, do których się przywiązałem. Ale według mojego kapitana zdezerterowałem. Zwierzaki ubito — wyjaśnił, poważniejąc na chwilę. Wypuścił powietrze z ust. — Były nieposłuszne, ugryzły generała jedno i drugie, więc taki był protokół, prawo żołnierskie — objaśnił smutno. Widać było, że zmarkotniał przy swoich wspomnieniach. — Mam 104 lata… ale w przeliczeniu na ludzkie…. ledwo jestem pełnoletni — zaznaczył zaraz, co by nie słuchał kolejnych komentarzy odnośnie własnego wieku. Elfy mimo wszystko starzały się całkiem inaczej niż ludzie czy Argarczycy.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  34. Goblinka zachichotała na tą jego panikę w głowie. Kiedy już pochylił się nad wanną, zaczęła lać wodę i płukać mu włosy.
    - Nie, nie Milasku. Po trzech dniach zacznie schodzić, trzy dni wytrzyma na pewno, a później to już zależy od tego jak bardzo będziesz broił - wyjaśniła mu raz jeszcze i zaraz przytaknęła energicznie głową.
    - Tak, obserwujemy i w razie co poprawiamy - jeszcze raz kiwnęła łebkiem, a przy jego wyznaniu uśmiechnęła się szeroko.
    - No i to jest najważniejsze - przyznała wesoło i zaraz mu pogroziła palcem. - Jak przestaniesz to Cię znajdę nawet w tych Twoich zaświatach i nakopię do pupy - zapewniła ze swoją "groźną" miną.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  35. Długo milczał. Oparł łokcie o swe kolana. W dłoniach trzymał kubek wody. Notatnik odłożył już przy pierwszych słowach Gava. Ten wchodził w emocje, więc nie warto było teraz notować wszystkich wiadomości. Upił łyk wody słuchając. Wanda, to akurat zanotował, Wanda mogła być przydatna, ale fakt, że koniecznie chciała mówić z samym Latrala nie do końca mu się spodobał. Kolejne tajemnice. Kolejna szara strefa. Po co to wszystko? Po co? Dlaczego nie mogła tego powiedzieć Gavowi? Przez Thanosa...?
    - Czekaj... bo trochę mnie gubisz - mruknął. - Wandę ogarniam, ale teraz wrzucasz kobiecego Thanosa... kto to? Co to za wiedźma? - zapytał go spokojnie, wpisując i kobietę Thanos do notesu i robiąc myślnik, by poczekać na resztę wieści. Niespecjalnie chciało mu się wierzyć, że Gave nie drążył. Za dobrze go znał, by temu zaufać. Czekał więc na dalsze wieści. Zmarszczył lekko brwi. Tak, ta liczba trzy była czymś co mogło mieć znaczenie.
    - Wróćmy do tych bram... - mruknął. - Mówisz, że została złamana jedna - przypomniał. - Co jeśli wszystkich nie złamie? Czy Latrala dalej będą mogli wykonać swój plan? Czy one są naprawdę ku temu potrzebne? - zerknął na niego i puknął go lekko palcem w kolano. - Mhm... wiem - skomentował jego nienawiść. - Chociaż myślę, że najbardziej ich nienawidzisz bo martwisz się o Akane - rzucił swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  36. Darcy pogłaskała Iskrę i podziękowała jej za podróż, po czym sama odprowadziła ją do wody. Wróciła wzrokiem do Gava. Wywróciła oczami na jego komentarz, rumieniąc się przy tym wściekle. Był niemożliwy.
    — A spierdalaj — mruknęła, patrząc zaraz na swoje nogi i ręce. — Co chcesz od moich nóg i rąk? Są zgrabne i wysportowane — zaznaczyła, oglądając się uważnie. Akurat włosy oraz figura to coś o co bardzo dbała. Ubierała się jak ubierała, poza tym występowała na scenie w rytualnych tańcach i chciała się idealnie prezentować. Codziennie ćwiczyła, żeby mieć nieskazitelną figurę i trzymała się swojej diety i maksymalnie dwóch posiłków dziennie. Usiadła na brzegu niedaleko Gava i patrzyła się w wodę. Zaśmiała się lekko.
    — No to możemy zwolnić Twój pokój, tak? — zapytała zaczepnie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  37. Nylian zastanowił się przez chwilę nad jego słowami.
    — No ale przyjaźnisz się z księżniczką i księciem. Nie masz chodów? Nawet jeśli to własność korony, to jeśli macie tą całą… więź, o której tyle tam gadają przy stajniach to nie będą mieć chyba wyboru, jeśli Twój mosert nie będzie chciał z nikim innym współpracować, prawda? — powiedział swój wywód. Na jego bez sensu było trzymać zwierzaka w zagrodzie, jeśli ten nie chciał nikogo innego. Taki wierzchowiec im się nie przyda, a Gave miałby swojego własnego. Zaraz jednak spoważniał. Sam zacisnął pięści.
    — Moje większe upokorzenie. Kapitan miał się dobrze, jak mnie wygnali z Oclarii. Przekupna, sprzedajna gnida — syknął. — Ja nie zdezerterowałem. Mój brat zakładał osadę dla Cervanów i elfów. Byliśmy na patrolu granic, kiedy została najechana i chuj kazał się wycofać. Moja dezercja polegała na tym, że chciałem spróbować ocalić brata, ciężarną szwagierkę i innych bezbronnych ludzi. Rozumiesz to?! — odpalił się nagle, kląc przy tym w rodzimym języku. — Straciłem połowę rodziny, a na drugi dzień zabito moich zwierzęcych przyjaciół i biczowano mnie przez kilka godzin. W tym czasie moja matka się powiesiła, a ojciec sobie zadowolony snuł dalej plany o pierdolonej czystości rasowej. Jebany era'harel (demon, potwór). Zabrał mi honor i kazał odzyskać w pieprzony, pokręcony sposób… ale ja to zrobię po swojemu. Z prawdziwym honorem i wiarą, a nie jak durny rasista! — krzyknął, co było dla niego dość nietypowe. Kopnął kamień przed siebie, oddychając ciężko. — Kapitan i ten chuj powinni zostać powieszeni za zdradę. Selemene wierzy, że wszyscy jesteśmy równi, że podział niszczy ten świat, a niebo płacze, kiedy mordujemy kogoś za to, że jest inny — powiedział spokojniej, przecierając skronie. — Pamiętam wszystko. Jestem elfem, rozwijamy się inaczej. Płciowo dojrzewamy przy 100. Po 50 zaczynamy dorastać, dojrzewać. Jak miałem 50 dołączyłem do wojska. W Oclarii byłbym ledwo mężczyzną, a co do doświadczenia… dla ludzi pewnie tak. Ale u nas to działa inaczej. W Lerodas też masz dużo długowiecznych ras. Dla nas życie płynie… wolniej. Smutki trawają dłużej, rany na sercu nie goją się tak szybko, ale pozytywe uczucia też trwają dłużej

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  38. Spojrzała po nim i zaraz wzruszyła ramionami.
    - Wcale nie muszę... Tak jak sam zauważyłeś... Po prostu to lubię Gave... Lubię dużo wiedzieć, lubię poznawać nowe miejsca, nowe umiejętności, nowych ludzi... Lubię to, a to oznacza, że nie muszę we wszystkim dążyć do mistrzostwa. W rzeczach, które mnie zainspirują, które mi się spodobają, owszem... Tam chcę, ale to nie tak, że muszę na już i teraz - przyznała. - Chcę w przyszłości uczyć najemników, przyuczać do różnego rodzaju misji. Chcę dowiadywać się jak najwięcej o miejscach i okolicach, w których przebywam, by później się tą wedzą dzielić. Mam dobrą pamięć i chcę ten swój atut w przyszłości dobrze wykorzystać. Jestem wszechstronna i nie jest mi z tym źle. Jeżeli to jest definicja tej Panny Idealnej, to okey. W takim razie rzeczywiście nią jestem - stwierdziła, z lekkim uśmiechem patrząc sobie w sufit. Spojrzała zaraz po nim.
    - W takim razie czemu Ty dzierżysz miecz? Ja nie zamierzam przed śmiercią uciekać w nieskończoność, ale jeżeli mam okazję przyuczyć się czegoś, co sprawi, że łatwiej tej śmierci uniknę, to chętnie z takiej nauki skorzystam. Do tego obserwowanie innych jak mnie trenują też robi swoje, to kolejna wiedza, obserwacja cudzego podejścia, które może tu czy tak kiedyś wykorzystam - dodała. Słysząc o innych wzięła głębszy wdech. - Wiem, że się z tego wygrzebiecie, ale i tak nie chcę byście musieli się z tego wygrzebywać - stwierdziła krótko. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy zapytał o to czemu nie zostanie.
    - Najwyraźniej bywam i czystą hipokrytką. Chcę dla tych małych wywalczyć lepszą przyszłość, chcę w tym uczestniczyć. Nie lubię siedzieć i czekać aż inni odwalą swoje. Najwyraźniej życie sprawiło, że uzależniłam się od adrenaliny. Nie lubię bezczynności. Nie powiedziałam, że nie zamierzam ryzykować, będę ryzykować Gave, zapewne całe życie. Zamierzam podejmować ryzyko w różnych sprawach, ale to nie znaczy, że dam się łatwo zabić. Po to mi są nowe umiejętności, by jeszcze bardziej utrudnić Twojemu ojczulkowi zabranie mnie na tamtą stronę. Jeżeli rzeczywiście przyjdzie mój czas, to tak, przyjdzie. Może nawet umrę w łóżku, bo... zaksztuszę się śliną. Cholera wie... Na takie okoliczności nic nie poradzę, ale na śmierć w trakcie boju owszem, to akurat mogę utrudnić dobrym treningiem - stwierdziła spokojnie, z lekkim uśmiechem. Na jego krzyk w poduszkę uniosła lekko kącik ust.
    - Nie jestem - przytaknęła mu głową. - Ty też nie, a mimo to pewne sprawy rozpatrujesz bardzo indywidualnie. Ja robiłam dokładnie to samo - uśmiechnęła się do niego ciepło i zaśmiała lekko. - Oj tak, też się cieszę, że dotarło - sama popukała się lekko po głowie i zrobiła zeza na chwilkę. Wzięła zaraz głębszy wdech i raz jeszcze zawiesiła spojrzenie w suficie, wyjątkowo zdobny był w tych rejonach. Słuchała tej jego wyliczanki o wybrakowaniu. Kiedy mówił o sobie, spojrzała po nim spokojnie i słuchała. Słuchała o Ryu i Tonym, o Darcy i Klarze.
    - Mhm... Czyli jednak już mamy całkiem sporo pojebańców na tej planszy - stwierdziła po chwili milczenia i uśmiechnęła się łagodnie. W głowie pojawiła jej się pewna piosenka. Kochała ich wszystkich, nawet z tymi ubytkami, jednych mocniej, innych mniej, każdego na indywisualny sposób. Oni też kochali... każdy na swój indywidualny sposób. Ogłosy "Gava mądrali" sprawiły, że wróciła na ziemię i uśmiechnęła się lekko rozbawiona.
    - Całkiem miło się słuchało tego mądrali - stwierdziła pogodnie i zaraz kiwnęła głową. - Racja, nasrane po same brzegi, to rzeczywiście mogłoby być dla niektórych zbyt wiele - przyznała lekko uśmiechając się pod nosem i zaraz przygryzła lekko wargę. Spojrzała na mężczyzn zebranych przy jednym stoliku.
    - Ocho, jest mój Kocurek - rzuciła i wstała z miejsca, po czym rozluźniła nieco rzemyki przy swoim biuście, dodatkowo ściągnęła ramiączka bluzki tak by bardziej odsłaniały ramiona i jeszcze nieco poczochrała włosy.
    - Wyglądam dość... frywolnie? - zerknęła po Gavie, czekając na opinię. Mały plan zaświtał jej w głowie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  39. An spojrzała po Gavie.
    - Gumiś... nie szalej. Jakie dziesięć? Dodałam jedynie miecz i chwilowo traktuję to bardziej jako "w wolnej chwili". Jasne, jak już trenuję to się angażuję, ale akurat tak mam ze wszystkim - stwierdziła luźno. - Sztylety też dopracowuję na luzie, skupiam się na ćwiczeniu run z Darcy i czytam, szukam informacji... o magii - zaznaczyła. - Ty masz inne podejście, bierzesz mniej rzeczy i je sobie dopracowujesz. Ja z kolei lubię próbować więcej na raz i z czasem wybieram czy rzeczywiście w coś włożyć serce, czy może jednak odpuścić. Tak, chwilowo wygląda jakbym rzeczywiście brała dużo, ale błędnie zakładasz, że ja w tym wszystkim planuję osiągać mistrzostwo. Testuję, sprawdzam... Decyzje o tym przy czym zostanę będę podejmować z czasem - wyjaśniła mu na spokojnie. Wzruszyła ramionami na słowa o hipokrytce.
    - Skoro tak uważasz... Ja się nie czuję jakbym rzeczywiście często nią była - stwierdziła. - Och Gave... Ty się boisz włóczni i co? Też masz proste rozwiązanie, a mimo to jednak próbujesz się zmierzyć ze swoim lękiem i go jakoś zwalczyć. Też bywasz hipokrytą. Masz jeszcze większe możliwości działać zza zasłony niż ja, a jednak sobie tego nie wyobrażasz i źle Ci z myślą siedzenia na tyłku. Tak, boję się o moich bliskich, o to co się z nimi stanie kiedy mnie zabraknie, ale to nie znaczy, że teraz zamknę się w bezpiecznej wieży i będę trzymać kciuki by nie umrzeć. Zamierzam mimo tego lęku dalej żyć i funkcjonować tak jak lubię. Strach o bliskich to tylko jedna strona medalu. Boję się, owszem, nie wstydzę się tego, boję się, ale po drugiej stronie medalu jest świadomość, że mogę się przydać, mogę tych bliskich ochronić i ta świadomość jest silniejsza od lęku - posłała mu jeszcze jeden ciepły uśmiech. Kiedy złapał jej nadgarstek, lekko się zachwiała, ale utrzymała pozycję. Wróciła jednak do siadu i spojrzała po Gavie. Wypuściła powietrze nosem i jeszcze raz zerknęła po gościu. Skubnęła wargę zębami. Racja, dość mocno rzucali się tu już w oczy. Wróciła spojrzeniem do Gava.
    - No dobra, a tak przyszłościowo... Bardziej skąpy ubiór? Makijaż? W czym jestem dziś zbyt porządna? - zapytała wprost. Skoro już miała wyrywać faceta w ramach śledztwa to opinia innego mogła się przydać.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  40. — Nie są wiotkie, tylko zgrabne i mają delikatny zarys mięśni, ale słabe nie są. Nie podniosę takiego kloca jak Ash, ale Ciebie na rękach bym uniosła — wyjaśniła wyciągając ręce do przodu. — Także uważaj, bo jeszcze sam możesz zostać księżniczką — pogroziła mu ze śmiechem. — Chcę żeby wyglądały delikatniej, przy tańcach rytualnych wolę prezentować się z gracją, no wiesz… delikatnie dopóki z rąk nie zaczną iść iskry — wyjaśniła mu. — Oczywiście, że masz swój pokój, każdy ma swój pokój — wypuściła powietrze, kiedy wspomniał o jej pokoju. Spojrzała uważniej po Gavie. — Nie mówię, że nie możesz, bo już się przyzwyczaiłam, że do mnie wchodzisz jak do siebie, ale wiesz, możesz mieć swoją prywatną przestrzeń, miejsce na swoje rzeczy i prywatność, nie chcesz?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  41. Akane spojrzała po Gavie lekko kręcąc głową.
    - Oszukujesz - pstryknęła go w nos. - Runy wymieniłeś dwa razy... - sama chrząknęła. - No i nie rozumiem... więzi z mosertami? Mam Uqe, u którego rzeczywiście bywam, ale to akurat bardzo relaksujący aspekt moich zajęć. Miecz, sztylety, moje runy, fuzje z Darcy, śledztwo, tak, tu się zgodzę. Nie mniej nie zajmuję się tym wszystkim na raz. Wyznaczam w tym priorytety. Miecz? Miałam dopiero jeden trening... Sztylety akurat ćwiczę zawsze w ramach codziennych treningów. Runy? Umawiam się na konkretny dzień z Dar i wtedy ten jeden dzień poświęcam na to. Nie próbuję tego wszystkiego ciągnąć na raz. Doceniam, że się o mnie troszczysz, naprawdę Gave... Tak jak mówiłam, postaram się rzeczywiście trochę bardziej to wszystko ograniczyć, ale gwarantuję Ci, że nie zamierzam się zajechać. Nie robię tego ponad normę. Nie upycham dni obowiązkami. Mam czas dla dzieci, na medytację, na relaks, na zwiedzanie czy po prostu jakieś większe czy mniejsze przyjemności. Nie zajadę się, obiecuję - wysunęła w jego stronę mały palec i pomachała nim lekko. Zaraz delikatnie pogłaskała go po ramieniu.
    - A ja nie wyobrażam sobie dla siebie przyszłości gospodyni domowej - przyznała. - Pewne aspekty są fajne, owszem, ale bezpieczne siedzenie na tyłku... To nie jest dla mnie - powiedziała równie cicho co on i zaraz spojrzała po nim spokojnie.
    - Dyskutujemy o tym, bo czuję się przy Tobie na tyle swobodnie by mówić o swoich lękach. Nie oczekuję, że dasz mi rozwiązanie na tą sytuację. Ta sytuacja nie ma rozwiązania. To po prostu moje lęki. Nie ważne czy umrę w bezpiecznym łóżku, czy na polu walki. Jak umrę to będę bezradna wobec reakcji moich bliskich na moją śmierć. Po prostu... - wzruszyła lekko ramionami. - W wyniku czucia tego lęku podejmuję pewne działania, próbuję chociażby nowych technik walki by czuć się we własnej skórze bezpieczniej, pewniej... ale mam świadomość, że tego rodzaju obawa nigdy całkowicie nie zniknie - wyjaśniła i lekko pochyliła się w jego stronę.
    - A tak między nami, to mam jednak wrażenie, że czasami się o innych martwisz - szepnęła, po czym puściła mu oko.
    Na wytyczne kiwnęła głową, zapamiętując co jest do poprawki, ale słysząc o Księżulu uniosła lekko brew.
    - Ashana? - parsknęła lekko śmiechem. - No już widzę jego minę jak wpadam z takim zapytaniem. "Hello Baby, powiedź no, wystarczająco wiele ciała odsłoniłam by wyglądać frywolnie? Mrau..." - tu kłapnęła dziobem jakby chciała kogoś ugryźć - "...makijaż wystarczająco rozmazany? A co powiesz na fryz? Może mnie poczochrasz jeszcze bardziej?" - mruknęła i poruszyła zabawnie brwiami, po czym zaśmiała się lekko i szturchnęła Gava. - Już mi dość podpowiedziałeś, ewentualnie przy kolejnym stroju pójdę dopytać Tonego, już słyszę jak co do centymetra mi wymienia o ile skrócić kieckę, a ile pogłębić dekolt - raz jeszcze lekko się zaśmiała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  42. Darcy spojrzała po Gavie i sama uśmiechnęła się zadziornie. Złapała go pod kolana jedną ręką, a drugą objęła jego plecy, po czym wstała na równe nogi. Wypuściła do prawda powietrze ustami z wysiłku oraz zachwiała się lekko, ale zaraz już trzymała go stabilnie. Przeszła kilka metrów jak najdalej od wody.
    — I proszę bardzo, księżniczka jednak nie została w zimnej wodzie — zaśmiała się, pokazując mu język. Postawiła go na nogach i spojrzała po nim zadowolona z faktu, że się jej udało. — To już jest Twoja decyzja, aczkolwiek w mojej ogromnej szafie miejsca za bardzo nie ma, co prawda Grima z Maryl ją trochę przetrzepały, ale nie nastawiaj się, że wciśniesz tam dużo ubrań i wara od moich szamponów i odżywek, jeden złodziejaszek mi wystarczy w rzeczach — pogroziła mu jeszcze palcem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  43. Ryu pokręcił lekko głową, zapisując sobie kilka dodatkowych informacji. Spojrzał po Gavie i skinął głową. Tak, ten cały "Mesjasz" też był prawdopodobny. Ale właśnie prawdopodobny, a nie całkowicie możliwy. Sprawa tego, że te bóstwa i wiedźmy chciały mówić tylko przy Akane również odrobinę go dziwiła. Ale tylko odrobinę, bo z drugiej strony zdawały się być do niej przypisane. Może to było właśnie clue. Może to, że były przypisane ograniczało im ruchy? Nie mógł mieć pewności, ale w to strzelał.
    - Rzeczywiście upierdliwa sprawa z tą obecnością An przy takich rozmowach - zgodził się z nim mimo wszystko, bo jeśli Gave miał rację co do tego całego podsłuchiwania An i prania mózgu to rozmowa z bóstwami również mogła być podsłuchiwana. Postukał palcami o swoje udo. - A nie możesz wyciszyć Akane na głosy tych wiedźm? - zaproponował. - Chociaż nie... już po pierwszym pytaniu się zorientują, jeśli wcześniej tego nie zrobią - odpowiedział sam sobie. - Mhm no jest to pewien problem - westchnął w końcu, po czym spojrzał po nim i zamrugał kilkakrotnie. - Że co ma? Jak to ma jej duszę w sobie? - zapytał go zszokowany.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  44. — Powiedziałam, że dam radę Cię unieść, a nie robić przysiady — odpowiedziała mu parskając śmiechem. Zastanawiła się jednak przez chwilę. — Chociaż to nie byłoby niemożliwe. Jestem silniejsza fizycznie w drugiej formie — dodała. Poszła za nim i zdjęła buty oraz spodnie, po czym sama weszła do wody. Pokręciła głową.
    — Nie powiedziałam, że nie chcę. Miło mi, że lubisz moje towarzystwo i sanktuarium, ale chcę żebyś miał na uwadze, że nie ma tam aż tyle przestrzeni. Ale jak wystarczy Ci osobna skrzynia, albo jedna szafka na rzeczy to proszę bardzo, czuj się jak u siebie — zapewniła go.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  45. Kiwnęła głową.
    - Tak, a potem znowu dodałeś o nowym wykorzystywaniu run, o tym powtórzeniu mówię. Między moimi, a tymi z Darcy jest różnica, nie to policzyłam jako powtórzenie - wyjaśniła spokojnie i puściła mu oko. Spojrzała mu zaraz w oczy.
    - Nie pcham się na front Gave. Nie wracam do Argaru, aktualnie zostaję tutaj i biorę pomniejsze misje. Na wyspę wrócę tylko, gdy zajdzie taka potrzeba, gdy będą potrzebować pomocy. Przecież już Ci o tym mówiłam - zaznaczyła spokojnie i zaraz pokręciła głową. - W moim lęku nie ma znaczenia jak i gdzie umrę. Nie ważne, czy tu, w wyniku wypadku, czy gdziekolwiek na froncie. Jak umrę, to umrę i nie będę mogła zrobić nic by wesprzeć ważne dla mnie osoby w tak trudnym dla nich momencie. To jest lęk, na który nie ma "sposobu", bo tak jak sam zaznaczyłeś, kiedyś na pewno umrę. To co mi radzisz, przecież właśnie to robię, doszkalam swoje umiejętności, chcę być gotowa na ewentualne starcie, siedzę w Azylu i nie pcham się na front. No, chyba, że branie jakichkolwiek zleceń uważasz za zarażanie się, ale jeżeli tak jest, to trudno. Takiego narażania się nie wyeliminuję, będę brała zlecenia i wykonywała misje, bo tylko tak osiągnę to do czego dążę. Nie zamierzam być szkoleniowcem teoretycznym, praktyka o wiele bardziej mnie interesuje - przyznała luźno i spojrzała mu w oczy. - Gave... Będę na siebie uważać. Rozumiem Twoje intencje, ale trochę zaczynasz kręcić się w kółko. Zacząłeś od tego, że za dużo biorę sobie na głowę, bo się doszkalam w nowych dziedzinach, a teraz mówisz, że w sumie to najlepiej jakbym tu siedziała i się doszkalała, zamiast iść na front, na który nawet się nie wybieram - zaśmiała się lekko i pokręciła głową. - Rozumiem, tak, masz rację, nie powinnam brać za dużo nowych dziedzin, powinnam skupić się na doskonaleniu tego co już mi znane. Zgadzam się i właśnie to robię, to są moje priorytety. Miecz i runy ćwiczone z Darcy to dodatek, na który sobie pozwalam, gdy mam czas i ochotę. To muśnięte tematy, nie poświęcam im teraz za wiele czasu. Bardziej się nad tym pochylę, jak rozpracuję ważniejsze sprawy - zapewniła z delikatnym uśmiechem. Przytaknęła mu głową na słowa o martwienie się.
    - Okey, jasne, rozumiem, a ja się martwię, mam inaczej niż Ty. Dla złagodzenia tych obaw i tego lęku właśnie się doszkalam, ale nie zakładam, że ten lęk kiedyś zniknie tak całkowicie. Po prostu, czasem nosimy w sobie niektóre lęki przez całe życie. Jak rodzice i ich troska o dzieci. Ja w podobny sposób martwię się o ważne dla mnie osoby i tyle. Kluski mojego typu już tak mają - przyznała i bezradnie rozłożyła ręce. Słysząc o Diego zaśmiała się krótko.
    - Oho, poznaliście się rozumiem - raz jeszcze się zaśmiała. - Dla niego to raczej już teraz mogłabym prezentować się nie godnie i to nawet w swoich najlepszych ciuchach, więc chyba jednak odpuszczę tego Parabellum - stwierdziła śmiejąc się jednocześnie. Spojrzała zaraz po jego włosach i trochę uważniej zerknęła na tęczówki.
    - Twoje ładniejsze, ale te też ujdą - stwierdziła lekko uśmiechając się kącikiem ust. - Słyszałam o miksturce - przytaknęła głową. - Ja działam na prośbę góry, więc mi pomagają ogarnąć takie sprawy. Peruka na przykład - nieco pociągnęła się za włosy. - Świetnej jakości, klejona specjalną substancją. By ją zdjąć muszę zastosować specjalny środek. Wiesz... Ja nie mogę sobie pozwolić na farbowanie łba... Jako "córka Niklausa" trochę bardziej na mnie łypią i zaraz by się wydało, że to ja jakbym ruda chodziła po pałacu - wyznała mu ciszej.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  46. Ryu wyraźnie się skrzywił. Tak, ciężko było nie pamiętać. Spojrzał gdzieś w bok. Akurat wspomnienia z tamtego dnia i kolejnych nie były dla niego niczym przyjemnym. Skinął głową. Tak, pamiętał, że filarów było trzech. Gave miał rację. Tam trójka, trzy duchy opiekuńcze, trzy bramy i ten 03 marzec i pozostałe podzielne przez trzy dni. Wszystko to zdawało się mieć jakiś ukryty sens. Nie skomentował tego tylko dlatego, że Gave zaraz przeszedł do duszy Akane i tej całej kombinacji. Zmarszczył lekko brwi.
    - Unicestwicenie Lotty faktycznie brzmi jak plan doskonały - zagryzł zęby na swoim kciuku.- Ale to odcinanie jej od Akane... - skrzywił się. - Jak niebezpieczne to jest? Co jeśli wytniesz za dużo? - zainteresował się. - Bo wiesz... za mało... tragedia, rozumiem, ale co jeśli ucielibyśmy z milimetrowym marginesem? Jak to wygląda? - zapytał go. - Może nie miałoby to konsekwencji hm? 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  47. Ryu dotknął palcem czoła Gava i zepchnął go ze swojego ramienia.
    - Za blisko - powiedział krótko i sam zszedł z łóżka, żeby dmuchnąć sobie w grzywkę z frustracją. - Zmiana charakteru to pikuś. An i tak już się zmieniła - zauważył po prostu, krążąc po pokoju przez dłuższą chwilę. - Możemy przeprowadzić sekwencję próbną - stwierdził w końcu. - Załóżmy, że przyszywamy komuś fragment duszy i ćwiczymy na nim - zaproponował. - Wtedy będziemy wiedzieli... co dokładnie stanie się po wycięciu zbyt wielkiej ilości duszy - mruknął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  48. - Nie twierdzę, że to prosta sprawa - zauważył. - Jeśli to sprawka Vivienne... to znaczy, że Lotta czy inne wiedźmy znają sposób na rozdzielenie duszy - powiedział spokojnie. - Najpierw musielibyśmy rozdzielić duszę, którą będziemy przyszywać do ochotnika - spojrzał po nim spokojnie. - A ochotnik... cóż, możesz mnie uznać za jednego - skomentował. - Z nas wszystkich jestem do tego najlepszym kandydatem, bo nie mam jeszcze zobowiązań w postaci dzieci czy narzeczonych - rzucił szybko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  49. - Ach, no chyba, że Ty tak to dzielisz. Wtedy okey - na taki podział mogła się zgodzić. Tu rzeczywiście były różnice w pożytkowaniu energii. Patrzyła po nim, gdy zaczął wyjaśniać sprawę frontu. Brew sama jej nieco wędrowała ku górze na każde kolejne zdanie. Ostatecznie zaśmiała się krótko i pokręciła głową.
    - W takim razie tym bardziej chce być gotowa na ten stuprocentowy tajfun i postaram się przygotować dla samej siebie niezbyt przesadzony trening, co by sobie żył nie wypruć - uśmiechnęła się pod nosem. - A niby mądrala miał się wylogować - dodała nieco zaczepnie i raz jeszcze lekko się zaśmiała, kręcąc przy tym głową. Kiwnęła głową na jego "dzięki" i spojrzała zaraz trochę zaskoczona na Gava.
    - Gimbaza? Serio? - zastanowiła się chwilę. - Miałam z nim w sumie krótką przyjemność przebywać. Wydawał się... No... W sumie był dość wyniosły i oziębły - przyznała, a słysząc o traktowaniu innych z pogardą westchnęła lekko.
    - Ja tam przedwcześnie wyrokować nie zamierzam, ale wiesz jak jest. Każda kosa kiedyś trafi na kamień, nawet książulkowa - uśmiechnęła się pod nosem i zaraz dała mu pstryka w nos.
    - Proszę mnie tu za kudły publicznie nie tarmosić - pogroziła mu palcem i zaraz kiwnęła głową. - A tak, mam kilka peruk do wyboru. To co teraz widzisz to nie jest mój ostateczny kostium. Na razie po prostu przyzwyczajam głowę do noszenia tego czegoś... Ale w sumie dobra myśl, rzeczywiście zobaczę sobie krótkie włosy - to nie był głupi pomysł. Zaśmiała się lekko na jego słowa o własnej ręce.
    - Zdziwiłabym się, gdybyś działał inaczej - przyznała. - Znalazłeś już jakieś lokum na ich terenie, czy dopiero będziesz szukać? - zapytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  50. — W tej formie na więcej nie licz, nie chcę mieć za dużych mięśni, lubię swój wygląd i nie widzi mi się sylwetka typowego wojownika, wolę bardziej finezyjne kształty — pokazała mu język. Wywróciła zaraz oczami i ochlapała delikatnie Gava.
    — Nie wygoniłam Cię tylko przedstawiłam za i przeciw. Jesteś mile widziany, towarzystwo do wieczornych ploteczek się przyda. Będę miała komu narzekać na to ile mam teraz do roboty. Długo mnie nie było w Phyonix i trzeba ponadrabiać, jeszcze sama organizuję dzień na Arenie z okazji przyjścia uchodźców i logistyka mnie dobija, nie wspominając o innych sprawach. Rodzice mają sporo na głowie, więc ich trochę zastępuje — odpowiedziała. — Więc wbijaj kiedy chcesz. Ja chętnie lokatora przyjmę. Poza tym dziwnie się będę czuła jak nie będziesz mi wbijać na pałę — odpowiedziała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  51. Ryu obserwował Gava niewzruszony. Westchnął przeciągle na te jego pytania.
    - Bo lubię adrenalinę - skomentował krótko. - A poza tym, jak już wspomniałem, ja nie mam nic do stracenia - zauważył krótko. - Poza tym, nie oszukujmy się, Gave... - zrobił krok w jego stronę i stuknął go w czoło. - Sam zrobiłbyś to samo - dodał po prostu. - Gdyby nie dzieci i nie fakt, że nie możesz pozwolić na to by zginęli oboje rodzice - zauważył spokojnie. - A ja... cóż, duszę już mi wyrywano, wiem jak to boli - zauważył patrząc po nim wymownie. - Więc odrywanie jej kawałka... nie może boleć dużo mocniej - mruknął. - Mam w tym doświadczenie - zauważył i wzruszył ramionami. - No to przećwiczmy to 10 tysięcy razy, na różne sposoby - odparł tylko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  52. Czarnowłosy roześmiał się nieco i wzruszył ramionami.
    - Cóż dla dobra sprawy warto czasem przeboleć co nieco - skomentował. - Zwłaszcza, że nie pierwszy i nie ostatni raz będzie bolało - dodał, oddychając głęboko. Skinął głową, gdy Gave wspomniał o pytaniu swego ojca o opinię. Tak, szczerze mówiąc, gdyby miał to robić sam Gave to chłopak miałby pewne obiekcje. W końcu ten nie był doświadczony, ale Victor... Victor brzmiał pewniej, lepiej. Bardziej stabilnie. - Czekaj, co? Że teraz? - zamrugał kiedy dotarły do niego kolejne słowa Gava. - Eee... no dobra to chwila, daj mi jakieś ciuchy zabrać. Może ze dwa dni tam posiedzę - rzucił lekkim tonem, po czym chwycił swą torbę i wpakował do środka trochę ciuchów. - Okay, let's gooo.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  53. — W Phyonix popularne są walki na Aranie, świętujemy tak wiele rzeczy. Wśród uchodźców jest sporo wojowników, każdy walczy inaczej, na swój sposób. Chcemy dam okazję wszystkim poznać kulturę miejsca, do którego przychodzą. Jutro będzie ogłoszenie i będą mogli się chętni zapisać. Turniej ma trwać kilka dni, poza turniejem będą też inne atrakcje wokół areny. Wszyscy będą mogli się lepiej poznać i odstresować też na innych atrakcjach i powalczyć w honorowych pojedynkach. Udział będzie dobrowolny, a jeśli nikt się nie zgłosi, to same feniksy chętnie same powalczą, tutaj jest to dość popularne, aczkolwiek nie wyobrażam sobie, aby chociaż jeden Terranin nie wziął udziału, aby popisać się siłą — wyjaśniła Gavovi. — Chcę, żeby każdy miał coś dla siebie, więc dookoła chce zrobić stoiska z jedzeniem z różnych nacji, rozmawiałam już o tym z Azylowiczami wstępnie na ten temat jak Ciebie nie było, teraz ogarniam logistycznie wszystko, zanim pójdzie oficjalne ogłoszenie, do tego oczywiście będzie uroczyste otwarcie — dodała jeszcze. Zagryzła wargę, gdy wspomniał o pomocy Diego. Pokręciła głową i uśmiechnęła się ciepło. — Daję radę, pracy jest sporo, ale nie ma takiej potrzeby. To nic z czym mam problemy, po prostu jestem czasami zmęczona, ale to normalne, jak przy każdej pracy — zapewniła go. Uśmiechnęła się szerzej, gdy wspomniał, że czasami wpadnie. — Dziękuję, będzie mi miło.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  54. Uśmiechnęła się na jego stwierdzenie i chwilę obserwowała bawiących się na parkiecie.
    - Tak, wrażenie sprawia dość specyficzne - przyznała, nie wchodziła jednak z szczegóły. Ona miała ten swój uroczy talent czucia nieco więcej niż dana jednostka pokazywała z wierzchu, więc mimo wszystko nawet tych z kijowym wrażeniem nie skreślała zbyt szybko. Zaśmiała się przy słowach o kamieniu.
    - "Szukać" to on go na pewno nie szuka, za wysoko nosi nos by ewentualny kamień dostrzec... Jak już na niego trafi to pewnie się nawet nie będzie spodziewał - poruszyła zabawnie brwiami i kiedy on raz jeszcze pociągnął włosy, ona raz jeszcze pstryknęła go w nos.
    - Ostrzegam, kroczysz po cienkim lodzie, możesz zaraz stać się prowodyrem solidnej bitki i uuu... polegniesz, gwarantuję - uśmiechnęła się pod nosem po czym spojrzała po nim, gdy tak się rozłożył na stole. Sama sięgnęła po swoją pitę, by ją sobie zacząć skubać i wsuwać kawałki do ust.
    - Mhm, dziś już nic nie będę kombinować - zapewniła i skrzywiła się lekko na wieść o hotdogach. - Ta... słyszałam... Próbowałeś? - zapytała, patrząc po nim zainteresowana.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  55. — Dziękuję, teraz to trzeba tylko dobrze logistycznie ogarnąć, zorganizować składniki dla takiej ilości ludu, a zarządzanie wszystkim zza biurka… — wywróciła oczami, opierając się wygodniej i przetarła skronie. — Rozumiem czemu tata chodzi wiecznie wkurwiony. Sto pytań do, już lepiej byłoby pójść po wszystko samemu i w dupie, ale nieeee…. , bo zaraz czeka inny petencik z pytaniem, czy ogródek jest dobrze przycięty — parsknęła, krzywiąc się przy tym. Mimo wszystko każdy detal był ważny, a każdy pracownik chciał czuć, że jego praca jest doceniania, więc nie mogła ich opierdalać, że marnują jej czas. Z drugiej strony wolałaby się w międzyczasie bardziej przygotować do wojny czy zwyczajnie odpocząć. Zastanowiła się przez chwilę w czym mógłby pomóc Gave.
    — Jestem w trakcie pisania pieśni wojennej na cześć wszystkich nacji, co by na Arenie pokazać symbolicznie, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Możesz mi pomóc z tym jak chcesz, do tego będę musiała jeszcze zaplanować układ powitalny na otwarcie całości, z układem nie będzie problemu akurat, bo to mój konik, ale nie zdążyłam dobrze wszystkich poznać. Chcę też do układy zaprosić inne nacje, aby to naprawdę było od początku do końca wspólne święto — wyjaśniła mu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  56. Akane pokręciła głową.
    - Nikogo nie bronię. Nie mam po prostu opinii, bo za mało z nim przebywałam i mi osobiście niczym nie podpadł. Nie będę przecież wyrokować na podstawie Twoich doświadczeń - wyjaśniła spokojnie i kiwnęła mu głową na znak, że z dalszymi słowami się zgadza.
    - Tak, wiem, ale ja go w niczym nie usprawiedliwiam Gave. Po prostu mówię, że jak już trafi na kamień to zapewne będzie to dla niego niespodziewane, bo za wysoko nosi nos by zakładać jakiekolwiek swoje porażki. Takie aktualnie sprawia dla mnie wrażenie, ale czy jest gnojem, tego nie wiem - wzruszyła ramionami. Spojrzała po nim, gdy się zachwiał i zaśmiała się lekko.
    - Odprowadzę Cię, mniej wypiłam mimo wszystko i czuję się po tej dłuższej przerwie całkiem znośnie - przyznała. - Chcesz już wracać? - dopytała. Kiedy mówił o mosertach słuchała zaciekawiona. Uśmiechnęła się delikatnie.
    - Nie zwróci, prawda. Nie przyczyni się też do ubijania kolejnych, no, chyba, że zostaniesz mosertowym koneserem i regularnie wprowadzisz ich mięso do diety - rzuciła luźno. Akurat ona to nie była rywalką degustacji mięs tego pochodzenia. - Może sama się skuszę, skoro mówisz, że nie najgorsze - stwierdziła. Wypuściła zaraz głośno powietrze.
    - O tak, lekcje się przydadzą, chociaż trochę mnie ten język przeraża, strasznie... gulgoczą... a ta pisownia... Matko... niektóre słowa to wyglądają jakby ktoś posklejał przypadkowe litery - zrobiła duże oczy na samo wspomnienie kilku zdań.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  57. Gave, kiedy wszedł do komnaty, do której aktualnie zmierzał, i w której przebywał jak we własnej, mógł dziś zobaczyć w fotelu zielonookiego gościa. Diego siedział pewnie w krześle, kostkę jednej nogi opierał na kolanie drugiej, a w dłoni trzymał kielich, z którego raz po raz brał łyk wina. Przesunął wzrokiem po chłopaku, który wszedł do środka.
    - A więc to Ty jesteś tym nowym braciszkiem Darcy - rzucił i skrzyżował z nim wzrok. - No proszę - uśmiechnął się kącikiem ust. - Rodzinka jej się powiększyła i nawet się nie pochwaliła nabytkiem - rzucił, odstawił kielich na stołku obok i wstał z siedziska, wyprostował się stając w swojej nienagannej pozycji. - Mniejsza - zmierzył chłopaka. - Nie przychodzę plotkować o siostrzyczce. Słyszałem, że podobno na własną rękę kręcisz się przy temacie Bellhardów - zaznaczył z powagą w tonie i na twarzy.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  58. Grima westchnęła.
    - Och, no ile w wodzie się paplać i takie tam... Myć czy dużo będziesz, czyścioch czy troll, wody używanie na włosach się liczy i wystawianie go na słoneczko - samej sobie zrobiła "pac, pac" po głowie.
    - Mhm, ja to wiem, ale Ty zdajesz się czasem w takie rzeczy wątpić - oznajmiła, przytakując sobie samej głową.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  59. — Super, to potem posiedzimy przy pianinie i popiszemy — odparła z uśmiechem na twarzy. Uśmiechnęła się szerzej. — Też tak myślę, chcę, żeby każdy czuł się częścią tego wydarzenia, każda nacja to znaczy. Chcę żebyśmy mieli podstawy do budowania pozytywnych relacji. Skoro mamy razem walczyć na wojnie, powinniśmy czuć jakąś braterską więź, chcę dać okazję do tego, aby takie więzi powstały — rozwinęła zadowolona. Machnęła ręką. — Układem się nie przejmuj, zdążyłam poznać style naszych uchodźców. Będzie pieśń to sama zrobię choreografię, patrzysz na mistrzynię w tym temacie, to mój konik — powiedziała dumnie i pewnie. Co jak co, ale z tańcem nie miała najmniejszych problemów. Zastanowiła się przez chwilę nad kolejnym pytaniem Gava. — Mam kilka książek u siebie do nauki, ale jeśli chcesz szybko poprawić umiejętności to najlepiej mówić jak najwięcej w tym języku, to najlepszy trening.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  60. — No a księżniczka nie jest tutaj ważna? Słyszałem, że to następczyni, jestem pewny, że nie powinna mieć problemu z podarowaniem jednego moserta chociażby jako prezent za odwagę w walce i ocalenie życia, na dworach bardzo często wymyśla się najróżniejsze wymówki, co by nie było skandalów — odpowiedział dość spokojne. Sam kiedyś przecież należał do szlachty, dopóki nie pozbawiono go nazwiska, był dość obyty z dworskimi etykietami. Elf wypuścił powietrze nosem i przeczesał włosy do tyłu, odsłaniając tatuaże na czole.
    — Armia powinna chronić. Zapewniać bezpieczeństwo. Korupcja to straszna skaza. Nienawidzę jej. —-powiedział. Zaśmiał się cicho, unosząc lekko kącik ust. — Widzisz nie każdy może wybrać. Mnie do armii podrzucił ojciec. Spadkobierców już dwóch miał, na 3 majątku dzielić nie chciał, więc albo zakon albo armia mi została, żeby pozbawić prawa do dziedziczenia. Wierzący byłem zawsze, ale nie na tyle, żeby chodzić do śmierci w sutannie, więc mnie oddał do koszar w dniu wyboru ścieżki — wyjaśnił. — Zabawne, bo gdyby nie ten najazd i korupcja, życia żołnierza wcale by nie przeszkadzało. Lubiłem się uczyć walki, poligony, wyjazdy, patrole, zadania, to było ciekawe życie i mogłem podróżować po kraju od jednego bastionu do drugiego. Przynajmniej łatwo było mi zostać najemnikiem — opowiedział, wyjmując platynowy łańcuszek, który świadczył o jego zawodzie i randze w ogólnym zrzeszeniu. Chociaż po spaleniu Slavit, wątpił, aby ten miał jakąś wartość. Co nie znaczy, że pracy mu brakowało. Wszędzie ktoś potrzebował jakiejś pomocy. Pokręcił głową. — Nie mam ochoty pić. Wypiłem już swoje w życiu i nie wrócę do tego. Jestem zły na to co było, boli mnie wiele rzeczy w sercu, ale czasu nie cofnę. Mogę tylko żyć dalej. Jest dobrze — uśmiechnął się do kolegi. — Są dni, kiedy chcę krzyczeć i wyrywać sobie włosy z głowy przez przeszłość, są też dni, że robię to przez Piri. Jestem szczęśliwy tak jak jest, nie chciałbym niczego zmieniać aktualnie — zapewnił go. — Mieliśmy iść na wycieczkę do slumsów, tak? Moserta nie skosztuję, ale pewnie mają tam inne przysmaki.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  61. Akane zaśmiała się lekko.
    - Gave, zamieniłam z nim może dwa zdania. Nie wiem skąd myśl, że pragnę go jakkolwiek zobaczyć w roli niani do naszych dzieci, ale dobrze, przy kolejnym wyborze opiekunki uwzględnię, że Diego zdecydowanie odpada - raz jeszcze lekko się zaśmiała i dźgnęła Gava w bok delikatnie. Bywał naprawdę rozbrajający. Kiwnęła mu głową na słowa, że zaraz chce się zbierać, nie miała nic przeciwko. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wspomniał, że zaraz może być zdechłym ciałem.
    - No cóż, nie brzmi to znowu tak źle - poruszyła zabawnie brwiami i wyszczerzyła się do niego niewinnie. Oczywiście wszystko to w żartobliwym tonie. Spoważniała odrobinę przy słowach o mięsie.
    - Jasne, kumam, jak już posmakuję to podzielę się wrażeniami - stwierdziła luźno i zaraz mu przytaknęła głową. - Mhm, też jeszcze muszę co nieco z tym poćwiczyć, chociaż przyznaję, że wgląd w wspomnienia mocno to ułatwia. Niczym taśmę mogę sobie w wolnych chwilach odtwarzać poprawną wymowę. Na dłuższą metę kijowa to nauka, ale do przykrywki całkiem przydatny patent - uśmiechnęła się lekko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  62. Diego wzruszył ramionami.
    - Lubię traktować innych ich własną miarą, a Ty zdajesz się zachowywać równie nie ładnie – odparł i upił sobie kolejny łyczek wina. Do komnat jego siostry wchodził jak do siebie, mimo, że jej komnata była jej już od lat i zdecydowanie nie „tylko przez chwilę”. Uśmiechnął się kącikiem ust na słowa o wyrywaniu.
    - Za wysokie progi na Twoje nogi – rozłożył lekko ręce i wzruszył ramionami, zaraz jednak wrócił obiema dłońmi do kielicha. Ponownie uniósł kącik ust.
    - Turlaj się jeszcze więcej po najpopularniejszym lokalu w Phyonix, w towarzystwie uroczych twarzyczek, to zapewne ledwo zostaniesz zauważony – zaśmiał się krótko. – Nie zamierzam Cię werbować, sprawdzaj sobie co tylko chcesz, ale jak się dowiem, że odjebałeś coś na naszą niekorzyść… - wyzerował kielich i odstawił do na pobliski mebel - … wtedy się zaangażuję w to Twoje sprawdzanie. Bez obaw, nie będę pytać o zdanie, tak jak Ty – uśmiechnął się do niego nikle.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  63. Grima zachichotała.
    - To nie tak, że jak wyjdziesz na słonko to Ci zaraz kolor zniknie, po prostu słonko może ten proces przyspieszyć, woda też, więc zwracaj na to uwagę - zaznaczyła z szerokim uśmiechem, zaraz jednak trochę spoważniała i wzruszyła ramionami.
    - Nie obraziłam, Fasolki może i pokochałeś od pierwszego wejrzenia, bo są Twoje, ale Groszka od razu nie kochałeś. Rodzice potrafią przestać kochać własne dzieci, więc pewnie i takie przygarnięte też - stwierdziła trochę smutno. Jej rodzice nie kochali, więc brała pod uwagę opcję, że i Gave może przestać kiedyś kochać Groszka.
    - Nie chcem by tak się stało i wierzem, że nie przestaniesz, ale i tak... jak przestaniesz to oberwiesz - ponownie się do niego wyszczerzyła.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  64. Akane spojrzała na Gava lekko unosząc brew.
    - Z obrzydzeniem? - nie bardzo rozumiała, ale chłopak dość szybko wyjaśnił o co chodziło. Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa.
    - Zgodziłabym się z tą nieetycznością, gdybyś specjalnie zabił moserta, tylko po to by posmakować jego mięsa. Jak dla mnie to zwykłe zaspokojenie ciekawości. Nikt nie stoi i nie wykraja na bieżąco parówek z tego stworzenia, jego spożycie nie jest zależne od zamówienia. Czy zjem takie dani ja, Ty, czy jakiś Bellhard, nie ma to jak dla mnie specjalnie znaczenia - przyznała lekko unosząc kącik ust. - Poza tym, nie ma nawet pewności, że to rzeczywiście mięso moserta. Bellhardzi zdają się dość cwani, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to była jakaś mała prowokacja - popukała się palcem po nosie i puściła oko brunetowi. - Skoro Darcy aż tak się piekli na samą wizję, to zapewne nie jeden tutejszy miałby ochotę zrobić z tym porządek. Ashan mnie zabrał ostatnio na przejażdżkę i pokazał co nieco tutejszej fauny. Dość tu zwierza na parówki, wciśnięte kitu, że to z moserta mogłoby nieźle zamieszać, gdyby kogoś wzięło na obronę "świętych" zwierząt, ku czci Parabellum - przy słowach o czci zmieniła ton i udała nawiedzony pogłos, po czym krótko się zaśmiała. Czasami lubiła tworzyć takie wyssane z palca teorie. Na słowa o naukach posłała mu tajemniczy uśmiech.
    - Wgląd w moje wspomnienia. Pamięć bywa zawodna, a wyciągając swoje własne wspomnienie mogę je odtwarzać niczym taśmę i powtarzać sobie kropka w kropkę dane lekcje. Jeżeli chodzi o cudze wspomnienia to mogą pomóc, gdy chodzi o slang czy kontekst. Nie mniej dalej chodzi o wykorzystanie ich na lekcji języka. Dajmy na to, będę świadkiem jakiejś agresywnej wymiany zdań, nie będę w stanie powtórzyć słowa w słowo z pamięci, bo tak jak mówisz, nie znam języka. Ale będę mogła pokazać takiej Dar własne wspomnienie, a ona mi przetłumaczy spór. Wiesz, wolałabym się uczyć języka ulicy, a nie jakiegoś urzędowego, w końcu to na ulicy mam się pogadać, więc mogę czerpać źródła potocznych dialogów i lepiej dzięki temu uczyć się ze słuchu tej mowy. Po prostu na żywo, z gestami i emocjami jednocześnie, a nie tak na sucho jak przy podręczniku - zdradziła.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  65. Diego uśmiechnął się lekko kącikiem ust.
    - Bardzo bym chciał zazdrościć, ale aktualnie nie ma czego - przesunął spojrzeniem po Gavie, stwierdzając swoje z wyraźną wyższością w głosie i mimice. Kiedy chłopak wspomniał o jakiejś bolączce, Diego spojrzał po nim dalej w z rozbawieniem w oczach.
    - Ależ z Ciebie bystra chłopaczyna, chwila rozmowy i zdajesz się już wszystko o mnie wiedzieć. Brak odwagi, spontaniczności, zabawy, kij w dupie... No, no... - parsknął śmiechem i pokręcił głową. - Jakieś jeszcze spostrzeżenia? Raczysz uraczyć mnie swoimi mądrościami jeszcze? Pozwolisz by Twój blask rozświetlił mój ciemny umysł? - zapytał z wyraźnym sarkazmem w głosie. Nie bardzo rozumiał jak zwykłe wyjaśnienie sytuacji, w której Gave został bardziej zauważony ma się do tych wszystkich "zarzutów", ale brunet chyba myślał, że te słowa jakkolwiek go dotkną. - Twoja troska jest urocza, ale nie musisz się o mnie martwić, wiem co robić by ktoś... jak to się mówi w Twoim języku... spojrzał na mnie przyjaznym spojrzeniem - parsknął śmiechem powtarzając to mało poprawne sformułowanie. Na stwierdzenie co do odjebania czegoś wzruszył ramionami.
    - Nie pogniewam się, dawno nie słyszałem tych uroczych wrzasków podpalanych dusz, a Ty dusz masz całkiem sporo na usługach. Może być niezła zabawa z tego Twojego odjebywania - ponownie uniósł kącik ust. Piekielne płomienie były w przypadku konfrontacji z Gavem całkiem fajną zabawką. Prawie jak dedykowaną.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  66. Grima wyraźnie się naburmuszyła na słowa Gava.
    - Nie wiem czy wiesz, ale jesteś pierwsza farbowana lala spod moich łapek! - fuknęła na niego i zirytowana strzeliła ogonem w bok, prychając pod nosem. Odwróciła się ostentacyjnie unosząc wyżej podbródek i zakładając ręce na torsie.
    - To na Tobie miały być przeprowadzane pierwsze dokładne wyliczenia, ale marudny z Ciebie Golas, więc się zastanowię czy sobie lepiej nie poszukać kogoś innego - prychnęła. - Nagle kolor Ci nie zniknie, to proces na wiele dni, jak zobaczysz, że kolor jest słabszy to po prostu przychodzisz... Jak będziesz tego pilnował to nic się Twojemu życiu nie stanie - bąknęła jeszcze. Rozchmurzyła się jednak na kolejne zapewnienia co do Groszka, a przy wzmiance o Kevusi uśmiechnęła się przyjaźnie i spojrzała po Gavie.
    - Phi, ona już Cię kocha, więc guzik wykradniesz - zachichotała i pokazała język Gavovi. - Tońcia i mnie, i tak kocha najbardziej, ale dla Ciebie i innych też znajduje miejsce w serduszku - kiwnęła głową, zadowolona. Jej mała córeczka wyrastała na cudowną dziewczynkę.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  67. Akane spojrzała po Gavie z lekkim uśmiechem i przytaknęła mu głową.
    - Masz rację, jest ich sporo, chociaż miana szkodników, tak jak kangurom chyba jeszcze bym im nie przypisywała. Zdaje się, że aktualnie to bardziej jak konie w naszym świecie, bardziej hodowlane, mało kiedy spotykane takie typowo dzikie stada... Tak przynajmniej mi się wydaje, ale mogę się mylić - przyznała, lekko wzruszając ramionami. Podniosła się chwilę po nim, gotowa potrzymać go, gdyby się miał za mocno gibnąć. Uśmiechnęła się i kiwnęła głową, gdy ocenił jej pomysł, a zaraz lekko się zaśmiała na to całe "mój lepszy". Na wzmiankę o panience poczuła delikatne ukłucie w sercu, a jej myśli na chwilę zboczyły w inną stronę. Wizja, że rzeczywiście sprasza sobie takie nie była przyjemna, nie mniej, nie zamierzała tego nikomu bronić. Wróciła myślami do nauki języka i trochę zaskoczona ponownie wzruszyła ramionami.
    - Brzmi sensownie. Tylko bądź z tym ostrożny, panienka może się okazać członkinią wrogiego obozu, głupio gdyby Cię własna nauczycielka wydała - również puściła mu oko, oferując ramię, bo najwyraźniej zbierali się już do wyjścia.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  68. Diego wzruszył ramionami.
    - Nie wiem jak, ale jakoś to chyba zniosę. Na szczęście nie lśnisz zbyt mocno - stwierdził, dalej z lekko kpiącym uśmieszkiem na ustach.
    - Oho, nie zapędzaj się, nigdzie nie mówiłem, że Ty to kiedykolwiek zobaczysz - zaśmiał się szczerze rozbawiony. Nie widział tu sensownych powodów do zawierania przyjaźni. Uśmiechnął się pod nosem na podsumowanie jego osoby.
    - No tak, bo przecież mam przed sobą typa, który jest miły, pomocny i nigdy nie gnoi, zawsze taki elokwentny, ze spokojem tłumaczy swoim bliskim co jest z nimi nie tak. Zero gnojenia, po prostu wzór do naśladowania - kpił sobie dalej, udając, że przeciera łzę rozbawienia spod oka.
    - Nie jesteś nic lepszy w tym pajacowaniu, nie wiem więc skąd w Tobie przekonanie, że te słowa mają jakąkolwiek wartość intelektualną. Ja wiem jaki jestem, nie przyszedłem tu po Twoją opinię w tym temacie - zauważył i wstał ze swojego miejsca, gdy Gave się zbliżył. Patrzył mu prosto w oczy i uśmiechał kącikiem ust.
    - To sobie czekaj i się odwdzięczaj, jakaś rozrywka Ci się przyda w tym pośmiertnym życiu. Normalnie aż mnie duma rozrywa, że nawet po śmierci będą mnie traktować inaczej niż innych - zarechotał. - I nie, nie ma znaczenia czy to będzie gorsze, czy lepsze wyróżnienie - pochylił się lekko w stronę Gava i szepnął, dalej z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  69. Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy, po czym położyła się plecami na wodzie. Zaczęła delikatnymi ruchami pilnować, co by nidzie nie odpłynęła, jednocześnie wracając wzrokiem do Gava.
    — Raczej sporadycznie, nie mam parcia, ale uczyłam się tego na lekcjach muzyki i w Oclarii. Napisałam parę piosenek, ale piszę tylko jeśli mam ochotę, nie z przymusu, jeśli coś mnie do tego inspiruje w jakiś sposób — wyjaśniła. Zastanowiła się przez chwilę. — Jeśli mam inspirację to mam wizję jakbym chciała jakiś utwór wykonać, siadam przy instrumencie, który mam w takiej wizji i piszę melodię, a po melodii przychodzą słowa, które do niej pasują — opowiedziała mu, uśmiechając się przy tym wesoło. Zaśmiała się lekko i podpłynęła bliżej Gava. Ochlapała mu delikatnie ramię, na którym nie miał głowy.
    —- Spokojnie. Układ to moja dziedzina, te tworzę akurat bardzo często, taniec jest ważny w roli księżniczki i Kapłanki, więc mam lata doświadczenia — puściła mu oczko. — Spontaniczne układy też są genialne, pokazują sporo emocji, które w danej chwili czujemy, niestety na uroczystość, którą planuję lepiej się przygotować, jeśli więcej osób ma otworzyć ceremonię, warto, żeby na siebie nie powpadali w ferworze walki — dodała. — Poza tym tańczyć będą kobiety, ale jak chcesz możesz ze mną potańczyć jak będę robić układ, pokręcisz bioderkami, nauczysz się jak kusić seksiaków z Phyonix jednym ruchem z odkrytym brzuchem — zaproponowała. Przytaknęła na jego prośbę.
    — Luuletko oikeasti, että nauraisin sinulle vain siksi, että vähän takeltelet ääntämisessä? Älä nyt liioittele. En minä naura. En ainakaan kovin äänekkäästi.(Naprawdę uważasz, że śmiałabym się z Ciebie tylko dlatego, że coś tam sobie motasz w wymowie? Bez przesady. Nie będę się śmiać. Zbyt głośno)— pokazała mu język i zaśmiała się lekko. —Mutta sinunhan tässä piti opetella puhumaan. No kerrohan minulle, miten nukuit sängyssäni, miten ylipäätään päädyit lukittuun kammiooni ja mitä pidät siitä, rakas Veri? Älä ujostele, kuuntelen tarkasti jokaista virhettä aksentissasi ( Ale to Ty masz się uczyć mówić. No to opowiedz mi jak Ci się spało na moim łóżku, jak w ogóle wylądowałeś w mojej zamkniętej komnacie i jak tam Ci się podoba kochany Veri? Nie krępuj się, będę z uwagą słuchać każdego błędu w akcentach) — uśmiechnęła się ciepło.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  70. — No tak, tu masz rację, nikt nie lubi być wykorzystywany ze względu na status. Takich harpii ma pewnie i tak już pod dostatkiem każdy z nich. Myślę jednak, że jeśli naprawdę zwiąrzesz się z Verim warto postarać się go wyprowadzić z cudzych stajni. Lepiej, żeby tacy przyjaciele zawsze byli przed naszymi oczami — odpowiedział Gavovi spokojnie, acz z pewnym smutkiem i nostalgią w oczach. Gdyby jego gryf i rumak nie byli trzymani w koszarach może dałoby się ich ocalić. Westchnął i uśmiechnął się do Gava. — Z tego co was obserwowałem absolutnie nie traktujesz jej jak żadnej wysokości — zaśmiał się lekko. Pokręcił głową i objął lekko Gava ramieniem po przyjacielsku. — Oboje jesteśmy mordercami z moralnością — puścił mu oczko, po czym zabrał rękę. — A co od niej dostałeś w ogóle? Z ciekawości — zainteresował się. Uśmiechnął się przyjacielsko do Gava. — Mam odskocznię,nie przejmuj się. Po prostu czasami zdarza mi się jeszcze wybuchać. W każdym razie… gdzie te przysmaki, których mieliśmy skosztować?

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  71. — Teraz? Mogłam zabrać lutnię — zaśmiała się lekko i zastanowiła się chwilę nad tym co mogłaby zaśpiewać. Przymknęła oczy i zaczęła na początek nucić melodię, a następnie zaczęła śpiewać, dalej ze zmrużonymi oczami, skupiając się przede wszystkim na swoich własnych odczuciach i tym czym dla niej były te słowa - procesem, kiedy godziła się ze swoją wewnętrzną Cydar.
    — Czułam, że uciekłam Odwróciłam nagle bieg, ale zawsze we mnie jesteś, nawet kiedy bardzo nie chcę Skąd nadzieja, że potrafię wyrwać się? Nawet jeśli nocy złych tysiać złamie mnie, gdzieś odnajdę miejsce, gdzie już nie znajdzie mnie nikt.
    Znów poczuje w sobie, to co zabrałaś mi. Czy to nie slodkie samej być? Serce ze szkła jeszcze drży. Rozerwij na kawałki je. Witaj, rozgość się. Kończy mi się czas. Czy odnajdę jeszcze miejsce, gdzie jak cień nie powrócisz więcej. Skąd nadzieja, że potrafię wyrwać się? Nawet jeśli nocy złych tysiac złamie mnie, gdzieś odnajdę miejsce, gdzie już nie znajdzie mnie nikt Znów poczuje w sobie to, co zabrałaś mi. Czy to nie słodkie samej być? Serce ze szkła jeszcze drży. Rozerwij na kawałki je. Witaj, rozgość się… — otworzyła oczy i spojrzała po Gavie uśmiechając się lekko. Wyszła z wody i zaczęła się suszyć, oglądając co chłopak pisze na piasku. Sama zaintonowała kolejną część. — …a ja siedzę obok, w ciszy, bez zbędnych słów, patrzę, jak horyzont rozciąga się w nieskończoność znów. Nie trzeba pytań, nie trzeba odpowiedzi, czasem wystarczy, że ktoś po prostu siedzi. Słońce powoli chowa się za wydmą gdzieś, cień wydłuża się miękko, jakby chciał coś znieść. W powietrzu unosi się spokój, lekki jak pył, taki, co przypomina, że świat nigdy nie był aż tak zły — zakończyła, a następnie zaczęła się ubierać na powrót w swoje ciuchy. Następnie poprawiła włosy i zaśmiała się na słowa przyjaciela. — Szkoda, chętnie bym popatrzyła jak wywijasz bioderkami z rytmem dzwoneczków — sama pokazała mu jeden z tanecznych ruchów, które miały wprawiać dzwoneczki w ruch. Chociaż dzisiaj żadnych na sobie nie miała. Uśmiechnęła się delikatniej, kiedy klecił z wyraźnym trudem po fińsku. Było widać, że ma trudności z tym językiem.
    —- Kuivasti kuin hyvän viinin kohdalla, vai mitä? Se jopa sopii, koska sänky on jo nähnyt parhaat päivänsä. Älä murehdi liikaa, oletan myös, että tarkoitit sanoa "mukava". Sinulla menee oikein hyvin näin aluksi. Tiedän, että se on vaikea kieli, mutta älä luovuta. Me selviämme kyllä. (Wytrawnie jak przy dobrym winie, co? Nawet pasuje, bo łóżko swoje lata ma. Nie przejmuj się tak, zakładam też, że chciałeś powiedzieć "wygodne". Idzie Ci całkiem nieźle jak na początki. Wiem, że to trudny język, ale nie poddawaj się. Damy radę) — odpowiedziała mu. Podała brunetowi rękę, aby mógł wyjść z wody i samemu się osuszyć. — Toivon, että tulette jatkossakin toimeen Verimin kanssa. Lähdemme pian jatkamaan retkeä. Näytän sinulle vielä yhden näköalapaikan, ja sitten menemme tanssimaan. Lupasinhan viedä sinut kierrokselle omiin paikkoihini. (Mam nadzieję, że będziecie dalej się dogadywać z Verim. Zaraz ruszamy na dalszą wycieczkę. Pokażę Ci jeszcze jeden punkt widokowy, a potem idziemy na tańce. W końcu miałam Ci zrobić wycieczkę po swoich miejscach) — dodała jeszcze, żeby zaraz zabrać się do mosertów wolnym krokiem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  72. — Nie czuję się obcykany w sprawy mosertów — pokręcił głową, patrząc wymownie na ten uśmiech Gava. Sam miał delikatny na ustach, chociaż w oczach przemawiała głównie troska i powaga. Spojrzał nawet na chwilę w stronę stajni. — Myślę, że przemawia za mną tęsknota za własnym gryfem. Gdybym mógł cofnąć czas zabrałbym go ze wspólnej stajni, jeśli legalnie by się nie dało, to inaczej — wyjaśnił wracając wzrokiem do Gava. — Także jeśli czujesz z nim więź, nie dajcie się rozdzielić. Taka rada od starszego kolegi — dodał jeszcze, uśmiechając się do niego bardziej przyjaźnie. Uniósł ręce w geście obronnym na kolejne słowa. Nie żeby myślał, że ta dała mu jakiś ceny skarb. Chociaż skoro to była księżniczka to kto ją tam wiedział. On sam dostał jedynie medalik ze skały wulkanicznej z dziwnym znakiem.
    — Nie drążę na siłę. Masz rację, Twoja sprawa, dzielić się nie musisz jeśli nie chcesz — przytaknął mu. Zarumienił się na kolejne pytanie. Spojrzał na chwilę w bok, próbując skupić myśli, które teraz wracały do Klary, jej ciepłych ust czy dłoni, które potrafiły niebezpiecznie wodzić po jego ciele. Wziął wdech, wydech, po czym wrócił spojrzeniem do kolegi.
    — Nie spodziewam się ich prędko. Co prawda Klara potrafi kusić swoimi ruchami i gestami, nawet jeśli nieświadomie, tak wiem, że chce być wierna swoim tradycjom i wierze, więc zamierzam nas powstrzymywać dopóki zwyczaj na to nie pozwoli — wyjaśnił. — Poza tym jeśli chodzi o seks dla mnie to też w pewnym sensie nowość. Na trzeźwo nigdy się z nikim nie kochałem. Więc też nie chcę niczego tym między nami popsuć — dodał. Przesunął wzrokiem na róg, który pokazał mu Gave. Czarny rynek? Interesujące. Ciekawe co tam dostaną. Uśmiechnął się lekko. Lubił poznawać nowe kultury.
    — Zastanawiam się jakie produkty uchodzą tutaj za nielegalne, to też sporo powie o tym narodzie — odpowiedział z uśmiechem w elfim, ot, żeby nikt się od nich nie przyczepił. Zaraz jednak wrócił do wspólnego. — Prowadź zatem.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  73. Akane mu przytaknęła.
    - A tak, tu nawet nie ma co dyskutować, zdecydowanie jest ich więcej – przyznała. – Bardziej miałam na myśli porównanie podejścia do tych zwierząt niż porównanie liczebności. No wiesz, wielu w naszym świecie konie traktowało jako zjawiskowe stworzenia, inni traktowali jako zwierzęta po prostu do pracy, jeszcze inni hodowali, a była też grupa, która koninę jadła i nie każdemu to się podobało – wyjaśniła co dokładniej miała na myśli i uśmiechnęła się lekko. Słysząc o obozach spojrzała po Gavie.
    - Cóż, słysząc niektóre myśli obawiam się, że jednak to nie jest tylko kwestia złego podejścia do sprawy, ale na pewno znajdzie się sporo jednostek, które rzeczywiście mierzi podejście do tej czy innej sprawy – przyznała, idąc z nim do wyjścia. Plan Gava nie był jakiś zaskakujący, sama miała podobny, więc słuchała po prostu dalej.
    - Mhm, wyrobienie zdania też jest na mojej liście, ale nie wykluczam przy tym możliwości straconych przypadków. Mam wrażenie, że niektórzy są już za mocno zafiksowani by brać pod uwagę zdrowe, mądre wyjścia z sytuacji, ale tak, jest nadzieja, że nie wszyscy – przyznała. Spojrzała zaraz na Gava pytająco.
    - Hopla? Chodzi Ci o te sugestie, że każdy kto po stronie Bellhardów jest do szpiku kości zły? – zainteresowała się.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  74. An po prostu kiwnęła głową i nic już więcej nie dodawała w sprawie porównań. Słuchała Gava patrząc po nim spokojnie.
    - Ciężko stwierdzić - przyznała. - Rozumiem Twoje wątpliwości, mi też ciężko uwierzyć, że sprawa jest aż tak tragiczna, nie mniej, tak jak mówisz, wszystko zależy od punktu siedzenia, a nasza dwójka siedzi tutaj stosunkowo krótko, więc rzeczywiście rozeznanie zdaje się najbardziej logicznym rozwiązaniem - przytaknęła mu głową i odwzajemniła uśmiech.
    - Dlatego ja rozmawiałam z Lexi, z Darcy zaowocował pomysł z moim udziałem, ale po konkrety zgłosiłam się do ciotki. Kocham Dar całym sercem, ale jest w gorącej wodzie kąpana, gdy chodzi o Bellhardów. To już Ashan podchodzi chłodniej do tego tematu - przyznała i zaraz uniosła kącik ust lekko rozbawiona, gdy zaczął gadkę o Parabellum.
    - Wiesz, bardzo możliwe, że dla niej jako księżniczki ta rodzina i ten świat rzeczywiście miodem opływał od maleńkości. Podrosła, a zewsząd słyszy, że wcale nie opływa. Mogę się mylić, ale na moje musi jeszcze trochę podrosnąć by przyjąć na klatę, że i ta rodzina ma na swoim koncie jakieś błędy - wzruszyła lekko ramionami, dalej z delikatnym uśmiechem na ustach. - Myślę, że jest na dobrej drodze, ale masz rację, aktualnie rozmowa o Bellhardach nie ma z nią większego sensu, a ta nagonka na to jak są źli rzeczywiście może tylko pobudzać do negatywnych działań - przyznała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  75. Nie widziała reakcji Gava na swoją piosenkę, ponieważ w tym czasie miała zamknięte oczy. Uśmiechnęła się za to, kiedy przyznał, że jej dokończenie utworu nie było złe. W zasadzie całkiem nieźle im to wyszło. Nadawałoby się na faktyczny utwór. Sama podeszła do Iskry, żeby ją pogłaskać po pysku. Powiedziała do niej kilka słów po fińsku, kątem oka obserwując jak Gave i Veri dalej razem współgrają. Spojrzała przepraszająco na chłopaka na kolejne słowa.
    — Wybacz, dalej walczę z moim słowotokiem — odpowiedziała o wiele wolniej. Wzięła wdech, kodując sobie w głowie, że musi tak jak przy Mohe pracować na ilością wypowiadanych słów na minutę.
    — Tańce, jedzenie, napoje, fajki wodne, targ to w Phoynix. A jeszcze chcę Cię zabrać na górkę na wydmach, gdzie są ładne widoki, moje ulubione — powiedziała powoli, patrząc czy Gave rozumie. W końcu dalej mówiła w swoim ojczystym języku. Dosiadła moserta i ruszyła, prowadząc Gava w odpowiednią stronę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  76. Nylian słuchał Gava, aczkolwiek niezupełnie był w stanie się z nim zgodzić. Nie uważał seksu za najważniejszy aspekt związku. Przechylił głowę na bok. Zdecydowanie nie mógł przystać na jego propozycję.
    — Nie wydaje mi się, żebym znał jakieś rozwiązłe kobiety — zauważył. Mimo wszystko nie mógł tej łatki przyczepić do żadnej z kobiet, którą udało mu się poznać na ten moment. — Poza tym nie mam zamiaru na nic naciskać. Jeśli Klara uzna, że chce to zrobić i jest gotowa to nie mam nic przeciwko, ale na pewno nie w sytuacji, kiedy czuje jakąkolwiek presję od kogokolwiek czy sama jest w takim stanie, że może tego potem żałować — odparł z pełną powagą. Traktował ich relację bardzo poważnie, nie chciał w żaden sposób skrzywdzić dziewczyny, którą szczerze kochał. Zaśmiał się lekko na kolejne słowa, drapiąc w tył głowy. Wyprostował się.
    — Wiesz, to nie tak, że zawsze byłem w pełni zdrowego rozsądku, ale miałem okres, że non stop od alkoholu szumiało mi w głowie i było mi szczerze wszystko jedno z kim idę do łóżka, dopóki mi się dana panienka w moim stanie wydawała atrakcyjna. Nie było w tym nigdy miłości. Z Klarą chciałbym tego doświadczyć w inny sposób i żeby to było coś co warto zapamiętać — wyjaśnił mu, uśmiechając się nieznacznie. Podszedł za Gavem do czarnorynkowych straganów. Elf nie miał pojęcia czym są ciastka, którymi zainteresował się Gave. Wyglądały jednak całkiem ciekawie, więc zaczął im się bardziej przyglądać tak jak innym specyfikom na straganie. Przy tym konkretnym były najróżniejsze trutki, które można było niepozornie komuś zaaplikować, wszystkie wyglądały niepozornie i na pierwszy rzut oka. Oclarczyk nigdy nie bawił się w alchemię, więc dla niego wszystko wyglądało bardziej jak egzotyczne zioła i przyprawy z dodatkowymi wyrobami. Ostatecznie jednak jego wzrok przykuł stragan z wyrobami ze stali. Tutaj jasno mógł powiedzieć, że spora część była kradziona - wiele mieczy miało wyżłobione herby większych rodów z Mathyr.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  77. - Och doprawdy? Wyraźnie próbujesz aktualnie błyszczeć, z miernym skutkiem, ale skoro jestem wart uwagi, dobrze wiedzieć – uśmiechnął się pod nosem. Uśmiech nie zmieniał się, gdy padało o tym jak Gavovi miło, a na pytanie chłopaka rozłożył ręce.
    - Ważne, że ja wiem po co – stwierdził krótko i lekko się zaśmiał. – Domyślam się, że nie widzisz – na jego twarzy dalej gościł nikły uśmieszek. Nie odpowiadał na dalsze teksty, uśmiechnął się jednak przy ostatnich słowach chłopaka.
    - Jestem na swoim padołku – patrzył brunetowi w oczy, nie zmieniając przy tym pozycji, ani wyrazu twarzy.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  78. Diego obserwował poczynania Gava, dalej z lekkim uśmiechem na ustach.
    - Serce me się raduje, że moja osoba daje Ci tyle radości – rzucił, dalej nieco rozbawiony. Odwrócił się, tak by mieć Gava przed sobą, nie ruszał się jednak z miejsca, był po prostu zwrócony w stronę bruneta. Sam polał sobie do kielicha nieco wody i powoli ją sobie sączył, łyczek po łyczku. Korzystając z faktu otwartego okna również zawiesił spojrzenie w krajobrazie.
    - Bawię się wybornie – oznajmił by zaraz upić łyka. Zbliżył się do okna, tam gdzie siedział Gave, stał za nim i milczał długą chwilę, po prostu od czasu do czasu unosząc kufel do ust i obserwując widoki. Kiedy już wypił całą wodę, odstawił kielich za plecami chłopaka, po czym ruszył w stronę wyjścia z pokoju.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  79. Diego uniósł brew, kiedy Gave kucnął przed nim, zaraz jednak uśmiechnął się nikle, na te drobne pieszczoty przy twarzy.
    - Ach, to dlatego jesteś taki naburmuszony, że jestem nie miły dla Twojej koleżanki... Nie martw się, nie jesteś pierwszym facetem, któremu wpadłem w oko - odparł, nie odsuwając się.
    - Possiesz mi równie chętnie? - zapytał, patrząc mu w oczy, dalej z uniesionym kącikiem ust.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  80. Diego nie reagował na te jego zaczepki, stał dalej z twarzą bez wyrazu, gdy ten przygryzał mu ucho czy muskał jego usta. Jego własne wargi się nie poruszały, oczy miał cały czas otwarte. Złapał jedynie nadgarstek Gava, kiedy ten zamierzał złapać jego przyrodzenie.
    - Żeby mnie tam dotknąć to musiałbyś się najpierw odkazić i przebadać. Kto wie jakich brudasów wcześniej macałeś - nie odnosił się do słów o Darcy, a kiedy Gave wspomniał o płaceniu, uśmiechnął się pod nosem.
    - Że to niby jest przyjemne? Bardziej mnie aktualnie brzydzisz, ale może Twój prostacki umysł lubi takie zabawy. Sprzedajne dziwki to nie mój typ, trafiłeś pod zły adres - wzruszył ramionami.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  81. Diego przesunął spojrzeniem po całej jego posturze ciała.
    - Cóż, najwyraźniej nie masz zbyt celnych przekonań. W tym też nie jesteś pierwszy - oznajmił i kiedy Gave przechylił się w tył, on wychylił się lekko co by sobie chwilę popatrzeć jak spada. Całkiem przyjemny widok, prawie jakby go wypchnął. Uśmiechnął się pod nosem i odwrócił na pięcie, po czym opuścił pokój. Najwyraźniej siostra znalazła sobie towarzystwo nad wyraz lubiące ryzyko i adrenalinę. Dobrze, przyda jej się ktoś taki.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  82. Akane lekko pokręciła głową.
    - Błędów w rządzeniu, nie tych ogólnych. Te ogólne dostrzega, to jasne. Chodzi mi o to, że czasami zdaje się nie zauważać, że zarówno Parabellum jak i Bellhardzi mają na swoim sumieniu dość srogie błędy. Błędy, które mocno rażą w oczy i nie są jedynie chimerami niezadowolonego ludu. Nie ma nieomylnych rządzących, to jest dość oczywiste, ale dla Dar między rządzeniem Belków, a rządami jej Parków jest ogromna przepaść. Dla części ludu ta przepaść raczej nie jest tak wielka jak w jej oczach. Stawiam, że tu jest pies pogrzebany... Tak jak mówiłeś, punkt siedzenia - przyznała z lekkim uśmiechem, a zaraz nieco uniosła brwi, widząc jak gna w stronę fontanny. Oho... No to zapowiadało się ciekawie. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła za nim, jednak nieco wolniej. Słysząc wyznanie skubnęła nieco wargę po czym również wskoczyła na fontannę.
    - Ja...! Ja Płomykówka nienawidzę Parabellum! - krzyknęła, udając trochę bardziej pijany głos niż rzeczywiście miała. - Azyl, srazyl!! Mamy swój lud i swoje problemy!! - rzuciła. - Siedzą gołodupce i się prażą w chwale! - pokazała na pałac palcem i tak stała, wlepiając wzrok w budynek.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  83. — Czyli potok. Że za szybko mówię. Dla mnie to właśnie potok. Będę się starać go ograniczać — wyjaśniła powoli, uśmiechając się w stronę Gava. Jakby nie patrzeć było jej bardzo miło, że chciał mówić bardziej płynnie w fińskim. Na pewno inni mieszkańcy będą zadowoleni, jeśli ludzie z Azylu będą się do nich zwracać w ojczystym języku. Zależało jej na tym, aby zostali dobrze odebrani. Dzięki temu jej lud może być kolejny krok bliżej ku temu, aby otworzyć się na resztę świata.
    — Cieszę się — odparła, prowadząc go w stronę wydm. — Czujesz się gotowy, żeby przyspieszyć z Verim tempa? — zapytała, przenosząc na niego wzrok.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  84. Przytaknęła mu głową.
    - No właśnie, to co mówiłam wcześniej, dla niej od maleńkości było tu wspaniale, dlatego jestem w stanie zrozumieć te jej irytację, gdy słyszy inne zdanie, nie mniej tak jak wspomnieliśmy, niestety wyklucza to ją z zdystansowanej rozmowy na ten temat. A my musimy byś zdystansowani, jeżeli mamy sprawdzić rzeczywisty stan rzeczy – podsumowała spokojnie i ruszyła nogą, co by oddać Gavovi i również go zmoczyć. Uśmiechnęła się pod nosem i szturchnęła go w ramie.
    - Płomykówka to sowa Gumisiu, a sowy ogniem nie zieją z tego co mi wiadomo – pokazała mu język i pstryknęła w ucho.
    - Uoooa, jestem Parabellum, całujcie mi buty, a może z litości poliże wam suty! – rzuciła głośno, dalej podkręcając swój pijacki stan. Otoczenie o wiele bardziej zaczęło zwracać na nich uwagę.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  85. Nylian zaśmiał się krótko i pokręcił głową.
    — Wybacz. W innych oczach. Oclarczycy nie są aż tak cnotliwi. U nas nie ma znaczenia czy chowasz swoje dziewictwo czy prawictwo do ślubu. Niektórzy zakonnicy i wyżsi rangą żołnierze - templariusze składają sobie śluby czystości, ale to tylko ich dobra wola i decyzja. Selemene od nas tego nie wymaga. Kapłaństwo też może normalnie się wiązać. Rozwiązłość nie jest u nas grzechem. A Zamtuz Wschodzącego Księżyca to miejsce gdzie możesz się nauczyć sztuki zaspokajania drugiej osoby za odpowiednią opłatą. Więc nie - seks przed ślubem nie jest dla mnie oznaką rozwiązłości — wyjaśnił bardziej. Faktycznie w większości Mathyr coś takiego uchodziło za coś karygodnego.
    — Nie, to nie jest moim kosztem —- zapewnił go. — Jasne, była sytuacja, gdzie się musiałem ochrzanić w głowie ostro, żeby nie widziała żadnych wypukłości, ale my dopiero zaczynamy. Sam nie mam ochoty iść nigdzie dalej w tym momencie. Jak mówiłem, chcę żeby to było romantyczne i wyjątkowe dla nas obojga — wyjaśnił. — Nie wypalę się, bez seksu też można się nieźle zaspokoić. Poza tym wiesz… mam ręce i dużo inspiracji — zauważył puszczając do niego oko.
    Jego uwagę najbardziej przykuł długi miecz. Ciemny, wykonany z nietypowej stali, zdecydowanie przykuł oko elfa. Zagwizdał z wrażenia.
    — Właśnie to — odparł wyraźnie zadowolony. — Zapytasz ile kosztuje?

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  86. Zaśmiała się, gdy przeszedł na polszański. Spojrzała z udawaną pretensją po Gavie.
    — Aha? Dzisiaj go nie miałam, ale normalnie go mam? — zapytała, samej nie schodząc z fińskiego. Skoro miał się uczyć, to niech się uczy. — Dla mnie potok jest jak za szybko gadam i ciężko się połapać — zaczęła już spokojniej, dalej trzymając powolne tempo. — Ćwiczyłam z Mohe, bo potrafiłam go zalać kilkoma tematami na raz i się gubił — dodała. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
    — Trochę wymowę, ale to normalne na początku. Musisz słuchać i ćwiczyć — zaczęła. — Najważniejsza jest wymowa samogłosek, bo się różni — urwała na chwilę. — Ale nie idzie Ci najgorzej. Znam osoby, które mają większe problemy — dodała jeszcze. Zaśmiała się na jego propozycję. Wskazała palcem przed siebie.
    — Tamte pole wydm — odparła, po czym poklepała Iskrę i ruszyła do galopu.
    — Dalej, Iskra, nie damy się! Szybko! Pęd! — rzuciła, przyspieszając z towarzyszką tempa.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  87. Nylian spojrzał spod przymrużonych oczu na Gava. To było dość nietypowe pytanie i zdecydowanie zahaczające o dość prywatne sprawy.
    — A Ty masz dużego czy małego przyjaciela? Właśnie, jak różni się wasza anatomia od naszej? Jak wygląda takie ludzkie przyrodzenie? — sam zapytał. — Wiesz, nigdy nie zaglądałem w spodnie mężczyznom, więc nawet nie wiem jak miałbym Ci na to odpowiedzieć. Chcesz dokładnego opisu? — dodał zaraz. Nie brzmiał agresywnie, zdecydowanie spokojnie, ale jasno raczej było widać, że nie jest pewny jak ma na to odpowiedzieć.
    Kiedy tylko usłyszał cenę zdębiał na chwilę mrugając oczami bez słowa.
    — ILE?! — rzucił wyraźnie zaskoczony ceną. Owszem broń zdawała się być pierwszej klasy i chętnie by sobie ją zastąpił, ale kogoś chyba zdrowo robnęło w łeb. Wziął wdech i sięgnął do swojej sakiewki. Poszukał chwilę i wyciągnął niebieski odłamek kryształu. Nie był to kryształ z Lasu w żadnym razie. Pochodził z oclarskich kopalni, ale łudząco przypominał to pożądane przez wszystkich źródło magii. Nie pokazywał go jeszcze sprzedawcy, odwrócił się tyłem i odszedł na kilka kroków, ciągnąc Gava ze sobą.
    — Myślisz, że się na to nabierze? — zapytał, pokazując mu przedmiot. Kilka razy dobił tak targu. Używał jednak tego tylko w ostateczności.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  88. — Prędkość też była podobno problemem, ale miło było z nim ćwiczyć — odpowiedziała uśmiechając się. Czas spędzony z Mohe uważała za bardzo pozytywny. Chłopak naprawdę zrobił na niej dobre wrażenie swoim zachowaniem i zdecydowanie nigdy nie nazwałaby go dzikusem jak sam o sobie mówił.
    — Jesteśmy na etapie, gdzie uczy się wymowy wszystkich liter i wymowy pojedynczych słów. Nie doszliśmy jeszcze do wspólnych rozmów — odpowiedziała mu na pytanie. — Ale bardzo pilny z niego uczeń, poważnie do tego podchodzi — zaznaczyła jeszcze, bo faktycznie Tony był bardzo zaangażowany w swoją naukę. Na wygraną w wyścigu liczyła, mimo wszystko miała w tym całkiem spore doświadczenie. Dosiadała wierzchowców od małego wypierdka. Zmieniła pozycję, unosząc się delikatnie nad grzbietem iskry.
    — Szybciej, szybciej, Iskra! Zostaw za sobą dym i popiół! — zaśmiała się, popędzając ruchem dłoni moserta. — Jazda, jazda! Lśnij jak iskierki, Iskro! — mówiła między śmiechem. Nie patrzyła w tym czasie na Gava, skupiała sie na tym, aby dotrzeć pierwszej na miejsce. Przeskakiwały przez przeszkody i galopowały prosto do celu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  89. Nylian obserwował tą prezentację i słuchał opisu Gava. Niespecjalnie potrzebował tej wiedzy do szczęścia, ale skoro on sam miał się tak obnażać to wolał, żeby kolega został równie obnażony. Elf w końcu sam pokazał wielkość rękoma Gavovi, kiedy ten skończył swój opis.
    — Mniej więcej taki bym powiedział. Jak twardnieje to też robi się większy. Skali na rozmiar nie mamy, liczą się ruchy fal jak to mówią, więc rozmiar nie jest jakoś tam porównywany, ale tak porównując do nagich rzeźb proporcjonalnie w Oclarii to całkiem się tam wpisuje w sylwetkę idealnego wojownika można powiedzieć. W każdym razie nie słyszałem też skarg i nie widziałam, aby moje partnerki były niezadowolone mimo, że się zdecydowały na noc z pijakiem. Też ma kolor mojej karnacji i nie mam na nim tatuaży, na pośladkach też nie mam zanim zapytasz — objaśnił wszystko. Z kolei, kiedy usłyszał, że miałby się sam targować zastanowił się przez chwilę. Nie znał fińskiego. Zastanowił się chwilę przekładając kawałek kryształu między palcami.
    — Tylko ten kawałek stali to czarna stal, jak legendy są prawdziwe to są w stanie przebić się nawet przez najtwardszy pancerz. Vhanhedas… Chciałbym go. Nigdy takiego nie widziałem na żywo, tylko na rycinach, ale skoro Phyonix było zawsze ukryte możliwe, że to jakiś ich rodzimy wyrób — myślał na głos, zastanawiając się co teraz zrobić. Pieniądze chciał przede wszystkim wydać na Piri i Klarę, ostrze jednak cholernie go kusiło i w jakiś sposób chciałby go zdobyć. — Jak znają realną wartość i to to co myślę to pewnie nie zejdzie z ceny. Brak też zauważy… — przeczesał włosy. — Nie wiem… nie wiem… może ewentualnie spróbować opchnąć gdzie indziej te kryształy i parę innych rzeczy i uzbierać to złoto. Ale aktualnego miecza nie oddam.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  90. An krótko odpowiedziała mu lustrzanym odbiciem, naśladując te jego miny i gesty, a zaraz lekko wzruszyła ramionami. Zaśmiała się na to jego "hu, hu, hu".
    - No to teraz się szykuj, jak Sowa, to od dziś właśnie tak będę się śmiała, hu hu hu hu - zaśmiała się w ten huczący sposób.
    - A tak, myślę, że otrzymam! - wypięła dumnie pierś do przodu. - Parabellum to w końcu prawdziwi napaleńcy! Szczególnie książęta! - wykrzyczała i wskoczyła na murek okalający fontannę. Pokazała za zebraną grupkę gapiów.
    - Lepiej się rozejdzcie, bo Parabellum zaraz Was oskarżą o knucie! Tak, tak, dobrze słyszycie! Siedzą sobie w pałacyku i się świetnie bawią, a tutaj rozsiewają plotki, co by lud bał się Bellhardów! Sami organizują te napady, a zwalają na starą władzę i ich wyznawców, wszystkiemu winni Bellhardowie, a Parabellum to nic! Czyste rączki! - wykrzykiwała coraz bardziej zbulwersowana.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  91. Zaśmiała się lekko, kiedy usłyszała, że miała nie uczyć za szybko Tonego. Wątpiła, żeby to aż tak od niej zależało. Mimo wszystko blondyn jak się na coś uparł to choćby skały srały chciał osiągnąć swój cel, był całkiem zdeterminowany.
    — Postaram się go zająć innymi treningami, mam pomysł na wspólny atak z zaskoczenia w połączeniu z Tonym, ma też mnie podszkolić z matematyki i fizyki, wasz poziom nauczania jest zdecydowanie wyższy niż w Phyonix, a ja chcę się też podszkolić — odpowiedziała. To czego nauczy się od Tonego wprowadzi też w system nauczania w swojej ojczyźnie, żeby dzieci mogły się lepiej kształcić i lepiej rozwijać swoje pasje.
    W trakcie wyścigu Iskra pędziła przed siebie prosto do celu. Dziewczyna śmiała się co jakiś czas, mówiąc do łani, a ta odpowiadała po swojemu, przyspieszając przy okazji. Samica miała w sobie potencjał, jeśli odpowiednio do niej podejść, była jednak łagodna z usposobienia i z łagodnością należało do niej podchodzić. Największy potencjał można było z niej wyciągnąć dzięki uśmiechom i czułości.
    — Dasz radę wygrać, kochana, jesteś cudowną łanią, wszyscy w stadzie będą dumni —- dodała jeszcze w ojczystym języku. Dotarła pierwsza na miejsce przy wydmie, ale Veri z Gavem faktycznie siedzili im tuż na ogonie. Zatrzymali się praktycznie w tym samym czasie. Spojrzała na nich z zadowolonym uśmiechem na twarzy.
    — I jak galop z Verim, hm? — zapytała, głaszcząc po karku swojego wierzchowca. — Jeszcze kawałek i będziemy na miejscu — dodała jeszcze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  92. Nylian wzruszył ramionami na komentarz odnośnie wielkości. Nie należał do tego typu faceta, który koniecznie musiał szczycić się swoim rozmiarem. To nie miało żadnego większego znaczenia. Poza tym aktualnie dla niego o wiele ważniejsza była więź emocjonalna z Klarą i to jak uczą się siebie nawzajem z każdym kolejnym krokiem. To było wystarczająco intymne i podniecająco, aby czuł się usatysfakcjonowany. Pokręcił głową, uśmiechając się do Gava.
    — Naprawdę Cię lubię, Gave, ale nie licz na informacje ode mnie w tej kwestii, będziesz musiał się sam domyślić. I z góry zaznaczam, że będę bronił Klary przed zbyt nachalnymi pytaniami — odpowiedział mu. Uśmiechał się przy tym przyjaźnie i zdecydowanie nie była to żadna groźba. Czuł, że zaprzyjaźnia się z Gavem, rozumiał, że lubił zaczepiać innych w taki sposób, ale swojej ukochanej miał zamiar bronić przed niepotrzebnym stresem. Nawet od własnego potencjalnego przyjaciela.
    — A jakieś tatuaże masz? — zapytał z zainteresowaniem, bo osobiście żadnych u Gava jeszcze nie widział. Kiedy Gave zaproponował kradzież elf zastanawiał się przez chwilę nad propozycją. Kradzież nie była raczej zbyt honorowa, ale cena od kupca również, a ten miecz… było widać, że oczy aż mu się świeciły, kiedy tylko na niego patrzył.
    — Jest to opcja… tylko musimy nie dać się poznać ani złapać. Lepiej, żeby nikt później nie skarżył się na to, że uchodźcy okradają rodzimą ludność. Możemy narobić sporo kłopotów, więcej niż tysiąc sztuk złota — szepnął do niego cicho, odsuwając się przy okazji od straganu, co by nikt już teraz nie zaczął niczego podejrzewać.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  93. Wyboiście zdecydowanie było, to nie była za bardzo uczęszczana trasa, mało kto się tutaj zapuszczał mimo wszystko. Miejsce w końcu w zasadzie prowadziło donikąd. Przed nimi było jedynie wyższe wzniesienie, na którym było kilka roślin i małe źródło. W tej okolicy zdecydowanie bardziej trzymano się tras, które prowadziły do większych oaz i na szlaki do innych miast, wsi, miasteczek.
    —- Złapanie wspólnego rytmu jest bardzo ważne w tworzeniu więzi — powiedziała dalej w ojczystym, mówiła powoli i wyraźnie, aby Gave wszystko rozumiał. Zaśmiała się lekko.
    — Veri jest bardzo szybki i zwinny, jak tylko będzie w pełni zgodni może być ciężko. Jeźdźcy z więzią też są zdecydowanie szybsi ze swoimi mosertami od reszty — wytłumaczyła mu. Domyślała się, że innym razem może być zdecydowanie ciężej. Abyss nie zamierzała przemęczać, a więzi z innym mosertem nie miała zamiaru zawierać na siłę. Aktualnie każdy mosert z każdego stada był dla niej równie ważny. Cieszyła się za to, kiedy zwierzęta zawierały swoje własne więzy.
    — No to w górę, jeszcze parnaście minut i jesteśmy na miejscu — wyjaśniła, prowadząc Gava dalej.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  94. — Myślę, że będę musiał mieć na Ciebie oko w takim razie, na to kiedy będziesz się chciał zakraść do mojej ukochanej z trudnymi, intymnymi pytaniami — odpowiedział takim samym tonem co Gave. Nieco bawiła go ta sytuacja, chłopak zdawał się bardzo mocno zainteresowany jego życiem uczuciowym. Obejrzał jego tatuaże, faktycznie miał na sobie całkiem urocze zoo.
    — Fasolki i Groszek to dzieci, prawda? — mruknął, przyglądając się. — Żaba to Akane… a reszta? — zainteresował się. Zaśmiał się lekko, drapiąc w tył głowy.
    — Cóż, nie mam doświadczenia z kradzieżami — przyznał się szczerze. Nie miał pojęcia co byłoby mniej podejrzane, więc wolał zdać się w tej kwestii na eksperta. Patrzył jak ten zakupuje sztylet i go ogląda.Wyroby w tym kraju faktycznie mieli całkiem ciekawe. Niby podobne do mathyrskich, a jednak nieco inne. Uniósł brew do góry, słysząc, że przyda mu się rozgłos.
    — A dobry złodziej nie powinien właśnie mieć rozgłosu? — zapytał zaskoczony jego słowami.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  95. Więź z mosertami była dla tutejszych ludzi wyjątkowa przede wszystkim ze względu na niesamowitą inteligencję tych zwierząt. Poza tym na pustyni nie było zbyt wiele przyjaznych zwierząt, które mogłyby tak bardzo się z nimi zżyć i uczestnić w codziennym życiu - moserty pomagały jako wierzchowce, nosiły towary, prowadziły pojazdy, poruszały się po pustyni i same poważnie traktowały swoje więzy, stada wiązały się rodzinami na lata, cieplej patrzyły na krewnych swoich właścicieli. Uśmiechnęła się, głaszcząc lekko Iskrę.
    — Myślę, że dałbyś radę z Verim. Oboje jesteście bardzo uparci i nie zgubiłbyś się z nim. Zawsze by Cię odprowadził do bezpiecznego miejsca — odpowiedziała na jego słowa, acz zarumieniła się lekko zadowolona na ten komplement. Połechtał jej ego. — Są jedyne w swoim rodzaju, przynajmniej według mnie. Niewiele gatunków jest równie inteligentnych — zgodziła się z nim. Zatrzymała się na szczycie wzniesienia i zeskoczyła z Iskry. Zaprowadziła ją do wodopoju. Razem z Verim zasłużyli na odpoczynek.
    — To tutaj, rozejrzysz się — powiedziała w końcu do Gava. — Tutaj jest widok na stolicę, tam z kolei za horyzontem jest już inne miasto, Ishar, słynący z łowiectwa, są przy najlepszych terenach łowieckich, dalej na zachód widzisz drogę na Morze Popiołów, a zaraz obok widzisz kolejne wydmy, dalej za nimi są kolejne pustynie i kolejne miasto. A jak się obrócisz tyłem widzisz w oddali we wulkany i dym? Stamtąd przyszliśmy na prawo widać dachy Szklanych Wydm, a za nimi parę dni drogi dalej jest miasto, które istniało tak jak Phyonix, jeszcze przed czasami zniewolenia. Miasto z kamienia pośród lawy, wulkanów i najgroźniejszych bestii. Mówią o sobie, że są najlepszymi wojownikami Phyonix. Z tego miejsca można poczuć cały kraj w sercu, widać oazy, widać lawy, widać pustynie, widać miasta, zwierzęta, wszystko co Phyonix ma do zaoferowania, groźnego i pięknego. To moje ulubione miejsce na całym znanym mi świecie — opowiadała mu wszystko pokazując kolejne na każdy opisywany kierunek.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  96. Odpalili dość gruby kaliber, wiedziała o tym, ale nie sądziła, by byli pierwszymi, którzy rzucają podobne hasła. Już miała wykrzykiwać swoje, kiedy Gave złapał jej dłoń i pociągnął. Nie musiał za wiele wyjaśniać.
    - Precz z Parabellum! - rzuciła w eter i zacisnęła chwyt na dłoni bruneta, pędem ruszając z nim w węższe uliczki. Miała swoje przeczucie owszem, ale Gave miał duchy i chociaż nie należał aktualnie do nad wyraz trzeźwych to ufała mu i dała się poprowadzić. Sama miała jeszcze procenty we krwi, może mało, ale cały ten bieg nawet lekko ją bawił.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  97. Kiedy wbiegli w ciemny zaułek zaczynała przypuszczać, że Gave jednak nie robi rozeznania w terenie, a to sprawiało, że ryzyko rosło. Uśmiechnęła się pod nosem i bez zbędnych słów po prostu skorzystała z jego koszyczka, a kiedy już była na szczycie muru, złapała go za ręce i pomogła się wspiąć na górę.
    - Wiesz, gdyby chodziło o ryzykowny tryb życia to Ty miałbyś już jakieś naście, jak nie dzieści żyć do wykorzystania, a ja miałabym ich zdecydowanie więcej niż tylko trzy - odparła z nieco rozbawionym uśmiechem i kiedy tylko stanął obok, ruszyła wzdłuż szczytu ściany, balansując i starając się nie stracić równowagi. Przygryzła lekko wargę, gdy przyszło o przeskakiwanie nad wyrwą w ścianie. Nie była jakaś wielka, ale trzeba było nieco się z stopy wybić by nie ześlizgnąć się w dół. - To lecimy po kociemu... - szepnęła, nastawiając się na przykuc przy lądowaniu i podparcie dłońmi. Przeszła na czworaka kawałek dalej i zwróciła się przodem w stronę Gava, gotowa go w razie co asekurować w jego skakaniu.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  98. — Aż tak Ci ciężko na pustyni? Podróżowałeś zawsze sporo, bawiłeś się nieźle, jestem pewna, że znalazłbyś sobie schronienie — puściła mu oczko. — Ja bym stawiała na zmęczonego upałami Gava, kurwiącego na pogodę, odwodnionego, ale żywego — zaśmiała się lekko, pokazując mu język. Przytaknęła mu głową.
    — Nie mówię, że są jedyne inteligentne. Są gatunki, które zdają się rozumieć każde nasze słowo, ale tutaj w Phyonix moserty są dla nas po prostu wyjątkowe, towarzysze na całe życie. I mają z nami bardzo długą historię, po odrodzeniu Phyonix na nowo zaczęliśmy się z nimi wiązać. W Argarze na przykład mówi się, że pies to przyjaciel rodziny, prawda? U nas tak jest z mosertami. Każda kultura ma swoje wyjątkowe zwierzę — powiedziała co myśli w tym temacie, trzymając swój pogodny uśmiech. Zastanowiła się przez chwilę nad jego pytaniami.
    — Ishtar (wcześniej literówkę zrobiłam) ma piękne dzikie krajobrazy, Lazyr, czyli Wydmy są naszą stolicą handlu i półświatka, ale robią też świetne zabawy z Tuli, Tharok ma swój drapieżny urok, a Khyra próbuje zbudować drugie piękne miasto jak stolica, aby miasto prosperowało, połączyć bardziej głębsze pustynne szlaki. Mamy też wsie, farmy przy oazach, strażnicę… znam każde miejsce w tym kraju. Nie mam ulubionego. Wybacz, ale dla mnie całe Phyonix tworzy jedną całość, wszyscy jesteśmy częścią narodu, który podnosi się z kolan i dąży do tego, aby było miejscem, gdzie ludzie mogą powiedzieć, że żyje im się dobrze — wyjaśniła mu, uśmiechając się nostalgicznie. Sama zaczęła bardziej patrzeć na różne punkty wzdłuż całego krajobrazu. — Kiedy myślę o tych miastach nie myślę, które mi się podoba mniej lub bardziej, szukam odpowiedzi na to, czego jeszcze potrzebują, co mogłabym dla nich zrobić — dodała jeszcze. — Myślę, że największe stężenie byłoby w stolicy. Jest ogromna w porównaniu z innymi osadami — odpowiedziała na kolejne pytanie. Wiedziała o plotkach, że gdzieś założyli swoją własną osadę, z daleka od jakiegokolwiek prawa, ale nie znała lokalizacji ani nazwy. Spoważniała na chwilę, wracając wzrokiem do przyjaciela. — Mogą gdzieś mieć swoje własne miejsce, o którym nie wiemy — postanowiła dać mu taką odpowiedź. Nic co by zachęcało go do węszenia w zamku na temat tych plotek. Zaśmiała się lekko, przysiadając na piasku.
    — O proszę… a ja nigdy nie myślałam o tym miejscu w romantycznej kwestii. Przychodzę tutaj jak chcę się wyciszyć i pomyśleć o tym co chcę zrobić dalej. Ale fakt, taka ostoja z takimi widokami może być całkiem romantyczna z odpowiednią osobą o zachodzie słońca — przyznała mu rację.
    — Myślę, że Tobie najbardziej spoda się Lazyr o ile zniesiesz tamtejszy klimat. Są na krańcu wulkanicznych terenów, jest tam cieplej niż tutaj, ale zdecydowanie połowa ulic krzyczy tam “GAVE CHO NO TU!” — zagaiła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  99. Uśmiechnęła się pod nosem na jego stwierdzenie i zaraz zerknęła jednorazowo w stronę chłopaka.
    - Chyba Ty - rzuciła z nutką zaczepności w głosie. Kiwnęła na słowa w temacie kotów.
    - Niby jawna niesprawiedliwość, ale z drugiej strony mówi się też, że koty nie trafiają do raju, a psy owszem. No i to psy porównuje się do ziemskich aniołów - rzuciła luźno przed przeskoczeniem wyrwy. Kiedy stała już po drugiej stronie, a on wspomniał o jej nogach, pokazała mu środkowy palec i uśmiechnęła się do niego uroczo.
    - Tak zgrabnych i silnych też nie masz - dodała. Cofnęła się zaraz o krok, co by miał więcej miejsca na te swoje samodzielne wygibasy. Prychnęła pod nosem i pokręciła głową, dalej jednak rozbawiona, kiedy wylądował na rękach.
    - Amator, pfy, na dwóch? - odwróciła się w stronę kierunku ich ucieczki i ruszyła. Zatrzymała się jednak po chwili gwałtownie, widząc jak jeden ze strażników podciąga się by wejść na ścianę jakieś dziesięć metrów przed nimi.
    - Kurwa... - syknęła, szybko przesunęła spojrzeniem po okolicy, złapała dłoń Gava i spojrzała na niego. - Dach tej szopy, a potem tamta ściana - rzuciła, tylko spojrzeniem zdradzając mu jakie miejsca ma na myśli. Szopa wyglądała stabilnie, wskoczenie na nią nie byłoby kłopotliwe.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  100. — A biegałbyś po piachu czy po prostu podróżował normalnie? Spokojnym marszem pokonasz na pustyni większą odległość niż biegiem. Myślę, że mimo różnych trudności dałbyś sobie radę, przetrwałeś gorsze rzeczy — odpowiedziała mu. Uśmiechnęła się w stronę mosertów. — Aczkolwiek masz rację z tym, że w tym kraju dobry wierzchowiec to wręcz konieczny towarzysz podróży. A któż byłby lepszy do podróży niż te wspaniałe stworzenia, które są do tego przystosowane? — dodała jeszcze. Przymknęła na chwilę oczy. Naprawdę uwielbiała towarzystwo tych zwierząt. Dziewczyna spojrzała uważniej po Gavie, kiedy zaczął swój wywód o pytaniu przyjaciółki.
    — Jako przyjaciółka dalej uważam, że każde z tych miejsc jest niesamowite na swój sposób, ale jeśli masz zmusić mnie do wybierania… — zastanowiła się przez chwilę, próbując zrobić sobie teraz w głowie jakiś ranking. W końcu nigdy się nad tym nie zastanawiała, więc musiała teraz poszukać jakiejś odpowiedzi. — Kahyr jest jeszcze w budowie, ale już teraz jest przepiękne, miasto oazy, cudowne. Jeśli chodzi o wieś to myślę, że Varka, tamtejsi sadownicy hodują najsmaczniejsze owoce — podała mu w końcu swoich “ulubieńców” po dłuższej chwili namysłu. Zaśmiała się na kolejne pytanie, patrząc wymownie po przyjacielu.
    — Masz renomę takiego… hmm… Szarego Lisa z Polszy, słyszałeś o nim? Wiem, że u was w Argarze była podobna legenda… jakiś… Kaptur… Hood… ale Lis bardziej pasuje. Był rzezimieszkiem, który po każdym swoim skoku, napadzie, morderstwie zostawiał coś biednym, zwłaszcza tym innej rasy. Legenda powstała zanim jeszcze w Mathyr zrobił się podział rasowy i dzielnicowy oficjalny, a w trakcie pierwszych podziałów, gdy innym rasom odbierano coraz więcej praw. Biorąc pod uwagę w jaki sposób poznałeś Maryl i Rokarę to myślę, że jest to całkiem trafna renoma, mylę się? Nie chciałbyś zobaczyć serca phyońskiego półświatka?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  101. - Ach, to tak, w tym znaczeniu mogę się zgodzić - przyznała, przytakując mu głową. Zwierzęta rzeczywiście zdawały się pozbawione wielu negatywnych cech, których humanoidom nie brakowało.
    - A widzisz, z tym kaput to też podobno tak nie do końca. Słyszałam teorię, która mówi, że psy to nie umierają a przechodzą reinkarnację. Rodzą się w nowym ciele. Czasami jeden właściciel trafia w ciągu swojego życia na tego samego psiaka, dwa, trzy razy. Podobno były przypadki, w których nowy pies miał zachowania identyczne jak poprzedni lub jeszcze starszy. Mało tego, były przypadki gdzie bez nauki jakiejś indywidualnej sztuczki, ten nowy pies wykonywał ją sam z siebie, przy nawet przypadkowym użyciu gestów, których właściciel uczył jedynie poprzednika - zaśmiała się lekko na to swoje rozgadanie i pokręciła głową. Nie miała okazji już sobie popatrzeć na jego popisy, bo szła przed siebie, a jego miała za plecami. Usłyszała jednak jak się ześlizguje, złapała za rękojeść noża, widząc na kogo spada Gave, ale nie wyciągnęła ostrza. Brunet ogarnął to sam, a ona ruszyła, tak jak planowała, na dach szopy, a potem na kolejny szczyt ściany. Przyspieszyła, kiedy Gave zniknął jej z oczu. Teraz była sama i skupiła się na szukaniu jak najlepszej drogi ucieczki. Rozpędziła się jeszcze bardziej przy końcu ściany, musiała się wybić by wylądować na płaskim dachu czyjegoś domu. Skok był dość długi, wylądowała wykonując przewrót w przód i już zaraz biegła dalej, pozostając na wysokościach.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  102. Zaśmiała się na jego komentarz i pokręciła głową. Dalej wierzyła, że Gave raczej rozsądnie by do tego podszedł i na kurwieniu by się skończyło mimo wszystko.
    — Mam nadzieję, że wujek dałby mi wtedy znać, że trzeba Cię ratować z pustynnych piasków, a jeśli nie… masz amulet ode mnie. Przełam go i Cię wyciągnę z każdej wydmy. Prędzej czy później — puściła mu oczko. Akurat w tym kraju to ona miała największe doświadczenie, więc mogła ich wyciągać z takich tarapatów. — I przyprowadzę Veriego — obiecała mu jeszcze.
    — Khyra (zrobiłam kolejną literówkę wcześniej XD) i Varka są dwa tygodnie drogi stąd na wierzchowcach. I to na różne strony, za zachód jest Varka, na północ Khyra. Możesz nie mieć ochoty i cierpliwości do takiej drogi przez piaski — zauważyła. Ona teraz też go nie zaprowadzi w najbliższym czasie, chciała najpierw zająć się innymi sprawami, a do tego na razie musiała zostać w stolicy.
    — I nie szukasz rozgłosu… dodajesz podobieństwa tylko — zaśmiała się cicho. — Zawsze będziesz dla mnie przede wszystkim Gavem, a inne przydomki zostawię innym — dodała jeszcze. — Słyszałam co nieco o tych Mścicielach. Wstydzisz się tego przydomku?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  103. Wysłuchała Gava, marszcząc przy tym lekko brwi.
    — Z tego co mi wiadomo nikt nigdy nie widział twarzy Mścicieli, są pogłoski, że to mężczyzna i kobieta, ale nic poza tym. Ktoś Cię kojarzy? Poza listami gończymi Peruna oczywiście, bo wiem, że ten chuj niestety zna Twoją twarz — na ostatnie słowa zacisnęła lekko pięści na piasku. Zaśmiała się lekko.
    — Może kiedyś będziesz bardziej jak przyczajona gamorta — powiedziała. — Cicho-ciemny i pełnosprytny

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  104. An również nie czuła już efektów dzisiejszego picia. Zadziorny uśmieszek mimo wszystko nie mógł zejść jej z twarzy, ta cała ucieczka dawała dozę przyjemności. Lawirując na wysokościach znajomość mapy nie była dla niej aż tak istotna, była już wcześniej w kilku istotnych miejscach i mniej więcej się orientowała gdzie biegnie. Słysząc pohukiwania Gava kodowała gdzie jest. Nie chciała zbliżać się za szybko ani aż nadto, co by jednak ta pogoń była trochę bardziej rozciągnięta. Dobrze jednak było wiedzieć gdzie brunet się znajduje, w razie gdyby przyszło jakoś reagować. Dalej przeskakiwała z przeszkody na przeszkodę, jednak w pewnym momencie zahamowała gwałtownie.
    - Szlag... - syknęła, musiała się cofnąć kilka kroków i czmychnąć na inną przeszkodę, bo wyrwa jaka przed nią wyrosła była nie do pokonania. To właśnie wtedy strażnicy zaczęli ją doganiać. Nie była w stanie biec w pełnym pędzie, bo mimo wszystko łapanie równowagi na wysokościach ograniczało ją w jakimś stopniu. Krzyki Gava były bardzo personalne, co sprawiło, że jeden ze strażników odpuścił gonienie jej, na rzecz chłopaka. Zachęciły też mimo wszystko do pogoni za nią, te "płociszcza" zdecydowanie dodały pędu mężczyzną. Nie miała wyboru, zeskoczyła ze ściany na pobliskie skrzynie i w końcu na ziemię, a tam ruszyła z kopyta i zaśmiała się. Znowu zaczęła się oddalać. Weszła w kilka ostrych zakrętów, kojarząc tą okolicę. Dobrze by było wcisnąć się w jakiś zaułek i schować, z tego co pamiętała, zakrętów w tym miejscu nie brakowało.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  105. An udało się zbiec z widoku strażników, a wtedy dopadła do jednego zaułka i schowała się za skrzyniami z towarem. Odruchowo zasłoniła nawet własne usta, co by zapewnić sobie maksymalnie ściszony oddech. Trwała tak chwilę, a zaraz usłyszała krzyki Gava. Spojrzała w niebo i pokręciła głową, no tak, niczego innego nie mogła się spodziewać. Jego poświęcenie nie było takie marne, bo kolejny strażnik odłączył się od pościgu za nią i ruszył wspomóc kolegów. Złapanie jednego na pewno było lepsze od nie złapania nikogo. Granatowowłosa była gotowa ruszyć z odsieczą, z drugiej jednak strony po coś Gave to zrobił, więc wychylanie się teraz nie było najlepszym pomysłem. Zamierzała poczekać na rozwój sytuacji i w razie co odbić go, gdyby został pojmany, ale zaraz usłyszała kroki w alejce, w której się schowała. Dosłownie w ostatniej chwili uchyliła się przed ciosem scimitara, który gdyby nie przeczucie, mógł skrócić ją o głowę.
    - Całkiem nieźle, ale nie wystarczająco wygasiłaś swoje ciepło - rzucił strażnik, zakładając, że była tak "zimna" by się schować. Cóż, szczęście w nieszczęściu. An przeturlała się tak, by zwiększyć dystans między sobą, a feniksem, złapała za sztylety, gotowa na starcie.
    - Ty z kolei nie wystarczająco ćwiczyłeś trafianie w cel - rzuciła dość opryskliwie, nie wychodząc z roli. Strażnik uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej wizja potyczki bardziej go cieszyła niż martwiła. Miedzy dwójką doszło do szybkiej wymiany ciosów. Scimitar kilka razy skrzyżował się z jej ostrzami. Miejsca nie było tu zbyt wiele na ruchy, ale An nie zamierzała dać się tak łatwo pojmać.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  106. Akane miała w głowie przede wszystkim swoje zadanie, nie zamierzała tu nikogo pozbawiać życia, ale w razie gapiów historia o pojedynku ze strażnikami mogła działać u niej na duży plus. Szczęście w całej tej sytuacji najwyraźniej jednak aż tak jej nie opuściło, bo trafiła na strażnika, który najwyraźniej miał z czego spuścić parę. Ewidentnie nie chciał szybko kończyć starcia, nie używał w ogóle ognia, a krzyżowali swe ostrza i wykonywali uniki. Dziewczyna skupiała się przede wszystkim na obronie, ale od czasu do czasu wyprowadzała ataki. Jeden z nich doprowadził do dość ryzykownej sytuacji. Feniks sprawnie wykręcił ostrze i przeciął skórę nad jej łokciem, nie miał jednak na tyle sprawnego ruchu by zadać głęboką ranę, a zaraz po tym otrzymał solidnego kopa w krocze i zgiął się w pół, z głośnym jękiem. An wykorzystała ten moment i przeskoczyła nad nim, by zwiać i ruszyć w stronę Gava. Schowała jedno ostrze i przytrzymała sobie dłonią ranną rękę, trochę krwawiła, a nie chciała zostawić zbyt wiele śladów na ziemi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  107. Chwilę jej zajęło dotarcie do Gava, jego krzyk znacznie przyspieszył przybycie, ale kiedy go dojrzała, właśnie unikał wiązki ognia i trzymał w ustach swoją dmuchawkę.
    - Hej, dupki! - krzyknęła odruchowo, dla odwrócenia uwagi strażników, chcąc jednocześnie dać brunetowi chwilę na celny strzał. Wyeliminowanie dwóch znacznie by im ułatwiło sprawę. Szczególnie, że i jej strażnik zapewne się tu niedługo pojawi. Puściła ranę i dobyła znowu oba sztylety w dłonie, nie zamierzała jednak wdawać się w starcie, przynajmniej nie tak na poważnie. Gotowa była się bronić, jednak przede wszystkim chciała skupić na sobie uwagę, by Gave nie był jedynym, na którego trzeba patrzeć. Po swoim okrzyku schowała się za kawałkiem ściany, wysunęła się zza niej po drugiej stronie i udała ruch, sugerujący rzut sztyletem, ten jednak jedynie obróciła w dłoni, myląc jednego z przeciwników i prowokując do zbędnego uniku.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  108. Ciężko było nie wyczuć fali irytacji zmieszanej z ulgą, która aktualnie biła od Gava, ta jednak nie była dla Akane niczym nowym, więc nie specjalnie się na tym skupiła. Nie zamierzała się tu podkładać, dalej trzymała dystans na tyle duży by w razie krytycznej sytuacji mieć szansę spieprzyć. Dwóch strażników już leżało ululanych, jeden okładał się z Gavem, jeden tu jeszcze nie dotarł, a ostatniemu ona zawracała gitarę, nie mógł spokojnie skupić się na Gavie, bo gdy tylko próbował wychylała się zza winkla i przeprowadzała jakiś pseudo atak. Sama nieco zirytowana zacisnęła zęby, zamiast klepać się ze strażnikiem po mordzie Gave mógł spokojnie wykorzystać tą chwilę na ucieczkę, aktualnie byli w idealnej sytuacja, dwa na dwa, to mogło się jeszcze udać. Swoimi zagraniami najwyraźniej rozjuszyła feniksa, bo zaraz w jej stronę powędrowała wiązka ognia, skoczyła za ścianę, by uniknąć płomieni, przesunęła się wzdłuż niej i wychyliła głowę z drugiej strony.
    - Rusz dupę! - syknęła w stronę Gava, miała wrażenie, że to ostatni moment, że zaraz dołączy do nich trzeci feniks i zostaną w mniejszości.

    Akane xD

    OdpowiedzUsuń
  109. Widząc jak dalej okłada feniksa spojrzała w niebo i pokręciła głową. Nawet mu nie odpowiadała, niech się bawi sam. Idiota. Odbiła się od ściany i ruszyła przed siebie, zostawiając go z dwójką strażników. Kiedy przestała zajmować tego jednego, mógł on dołączyć do przeciwnika Gava. Nie było na kogo wskazywać, a kolejnych jego wypowiedzi Akane po prostu nie usłyszała. Zaraz po jej zniknięciu pojawił się przy Gavie jeszcze trzeci strażnik. An z kolei po prostu biegła, pobiegła w swoją stronę i dopiero po dłuższej chwili zwolniła. Dalej szła zwartym krokiem, uspokajając nieco oddech, oddalała się coraz bardziej od miejsca całej akcji.

    Akane xD

    OdpowiedzUsuń
  110. — Już nigdy nie będziesz chciał działać jako Mściciel? — zapytała go. Biorąc pod uwagę to jak się krzywił niekoniecznie wyglądał na zadowolonego tym faktem. Obserwowała go przez chwilę w myśleniu. — Wystarczy założyć odpowiedni strój i zasłonić twarz i nikt Cię nie rozpozna, jeśli masz ochotę działać. Możesz też mścicielować w miejscach, gdzie ten list gończy jest chuja warty — rzuciła, uśmiechając się do niego ciepło. Mimo wszystko teraz właśnie był w takim miejscu. Zaśmiała się wesoło.
    — Poznam kurwę, gdy ją usłyszę, mierda — pokazała mu język. — A jesteś teraz pełnosprytny, ha? Całe życie dążymy do perfekcji, tylko głupiec zwie się mędrcem sam z siebie — rzuciła naśladując ton jakiegoś starego mędrca.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  111. Kiedy wchodził do swojej komnaty, wiedział już, że ma gościa, wiedział nawet kto nim jest, ale nie specjalnie się tym przejął. Po prostu wszedł i ruszył w stronę jednego z manekinów ustawionych pod ścianą. Właśnie uczestniczył w pewnym spotkaniu, co wymagało odpowiedniego odziania. Zdjął płachtę z pleców i przełożył na manekina, potem pozbył się jeszcze zdobnego płaszcza i pozostał w swoim bezrękawniku oraz spodniach.
    - Czego chcesz? - zapytał, skupiając się na ściąganiu długich rękawic, nie patrzył w stronę Gava. Zrobił to dopiero po zdjęciu akcesoriów z obu dłoni.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  112. Diego podszedł spokojnym, acz pewnym krokiem to półki, na której miał ustawione różne szkła, złapał dwie szklanki oraz trunek jaki aktualnie miał rozlany w butelce. Tym samym krokiem podszedł do stolika, przy którym siedział Gave. Postawił naczynia, polał w oba do jednej trzeciej wysokości po czym usiadł na krześle naprzeciw chłopaka. Rozsiadł się wygodnie, założył kostkę na kolano i zawiesił spojrzenie w oczach rozmówcy.
    - Dużego - odpowiedział, sięgnął po szkło i upił łyka. - Obaj jednak wiemy, że "duży" może być przez każdego inaczej postrzegany, więc radziłbym bardziej skonkretyzować pytanie - dodał.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  113. — Mamy inną definicję pełnosprytnego w takim razie — powiedziała z zadziornym uśmieszkiem i zaśmiała się lekko. — Na przykład nie tłumaczy się innym, że jest pełnosprytny — dodała z takim samym wyrazem na ustach. Przytaknęła mu głową na kolejne słowa, kładąc się na piasku. Spojrzała na jasne niebo, po czym zmrużyła oczy.
    — Mam, ale wszystkich nie mogę pokazać, inaczej nie byłyby już moimi samotniami, wybieram takie, które mogą Cię zachwycić, a w których nie będę zła, że Cię znajdę — wyjaśniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  114. Przyglądał się dłuższą chwilę chłopakowi.
    - Cóż... trafiam w ruchome obiekty z prawie idealną celnością, ćwiczę tą zdolność od małego, nie pamiętam kiedy ostatnio zaliczyłem pudło - przyznał. Poza ogniem piekielnym miał z nadnaturalnych zdolności jeszcze tylko przemianę. Z rodzeństwa dostał najmniej talentów, ale dzięki temu mógł je dopracować do perfekcji. Słysząc o duszy i przyłączonym fragmencie wyraźnie się zaciekawił. Przejechał palcami po brodzie.
    - Teoretycznie, tak? Teoretycznie tak. Moje płomienie działają w specyficzny sposób... - wziął łyka trunku, odłożył szkło, złapał pierwszy lepszy papirus, wydarł z niego fragment i położył na stole. Potem wyrwał mniejszy fragment i położył na tym wcześniej wyrwanym.
    - Załóżmy, że to ta Twoja dusza - pokazał większy fragment - to z kolei fragment duszy doczepionej - dotknął mniejszy kawałek, a ten po chwili zapłonął czarnym ogniem. Palił się, ale ogień nie szedł nigdzie dalej, mimo, że papirus leżał na papirusie, ten większy kawałek ani przez chwilę nie zajął się ogniem. - Mój płomień, jak już trafi, to pali tylko i wyłącznie to w co uderzył - wyjaśnił, znowu złapał szklankę, wrócił plecami do oparcia i upił łyka. Patrzył na Gava, a mały fragment papirusa powolutku się między nimi wypalał.

    Diego

    OdpowiedzUsuń

  115. — I nigdy ani razu nie nazwałam się pełnosprytną — zauważyła z dumnym uśmiechem, bo dzięki temu idealnie mogła podtrzymać swoją teorię. Miło że podał jej dokumenty. Słuchała jaką on by wybrał samotnię. Nawet pasowało do całości charakteru Gava, ale nie po to pokazywała mu piękne miejsca, żeby znajdował czas na smucenie się. Uśmiechnęła się szerzej.
    — Na tej otwartej przestrzeni przede wszystkim chodzi o to, aby dostrzec jak piękny jest świat, który nas otacza, jak wszystkie klimaty tworzą jedną, spójną całość i jak uroczo moserty piją wodę i sobie gawędzą — powiedziała. — A Ty zdążyłeś znaleźć sobie ładne miejsce w Phyonix, które Cię urzeka? Tak wiesz, bez żadnego przewodnika?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  116. — Skromność nie pozwola mi udzielić pełnej odpowiedzi na to pytanie, a dalsze przesłuchanie będzie wymagać adwokata, zanim zacznę plątać się w zeznaniach — puściła mu oczko i zaśmiała się lekko. Nie zamierzała specjalnie dalej przeciągać tego tematu, co by nie przyznać mu teraz racji, kiedy już go zaczepiła.
    — Może mnie któregoś dnia zaprowadzisz, jeśli będę mogła się przebrać? — zapytała, wstając na równe nogi. — Dobrze, okolice miasta za nami, teraz czas na podróż po mieście. Co chciałbyś zobaczyć z moich miejscówek? — zapytała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  117. Nylian domyślał się, że inne zwierzęta też symbolizują innych przyjaciół, ale nie miał pojęcia, które do kogo mógłby przypisać. Może kot do księżniczki, która miała swoją własną gamortę? Kolejna zielona postać jako Grima? Nic innego nie przychodziło mu więcej do głowy.
    — Może kiedyś coś rozwiąże Ci język — powiedział w żartobliwym, przyjaznym tonie, ale nie miał też zamiaru teraz go uparcie ciągnąć za język, bo nie widział w tym żadnego sensu. Nie umknęło mu, że Gave nagle bez płacenia miał nowy owoc w ręce.
    — Jak smakuje? — zainteresował się. Nie komentował skąd go miał, bo byłby hipokrytą, skoro sam wcześniej pogodził się w sercu z wizją kradzieży ostrza. — Piri byłaby zachwycona, gdybyś opowiedział jej o swoich poglądach na życie coś myślę — zaśmiał się. — I nauczył co nieco — dodał, kręcąc głową.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  118. — Myślisz, że w rudych włosach i kolorowych ciuchach też by mnie poznali? — zapytała, zastanawiając się nad tym. — Nie tylko to Twoje niebezpieczne, nielegalne towarzystwo. Tak po prostu… — dodała, samej nad tym myśląc. Wzięła swój warkocz w ręce, mrużąc oczy. Kiedyś zakładała peruki, przebierała się i tak wymykała jak nie chciała być rozpoznana. Czyżby ta metoda przestała już być skuteczna? W takim razie ludzie bardziej ją pamiętali, niż niektórzy chcieliby sugerować.
    — Dobrze, w takim razie przygotuj się na głośne, tłumne towarzystwo, zaczynamy od najlepszego — uśmiechnęła się do niego, podchodząc do Iskry. Pogładziła ją po łbie i zaczęła przygotowywać do drogi powrotnej. Oczywiście chciała pokazać Gavovi sierociniec, który pomagała prowadzić i utrzymywać już od paru dobrych lat.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  119. Nylian wgryzł się w owoc i mruknął zadowolony. Koniecznie będzie musiał później kupić świeże dla Piri i wyroby na zapas dla nich samych i Klary, smak był egzotyczny, ciekawy i faktycznie nie miał czegoś podobnego w ustach. Paleta smaków zdecydowanie różniła się od jego górskich przysmaków.
    — Nie dziwię się, zdecydowanie czuć, że dojrzewał na słońcu. W Oclarii nie mamy takich owoców — odpowiedział. Zaśmiał się lekko na kolejne słowa.
    — Piri jest dla mnie bardziej jak siostra, nie czuję się ojcem… — mruknął. Pokręcił głową. — Tak, nie jestem fanem jej fascynacji, ale każdy obiera swoją ścieżkę w życiu samodzielnie. Jeśli chce być Łotrzycą następczynią Mścicieli nie zabronię jej, mam nadzieję, że dalej będzie trzymać się, że bezsensowne mordowanie jest złe — objaśnił, spoglądając bardziej przyjaźnie na Gava. — Więc na pewno przyda się jej kilka wizyt od kogoś z Twoim podejściem do takiego życia, żeby miała dalej dobry przykład — dodał.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  120. Kiedy już dotarła w okolice Pałacu, pierwsze co zrobiła, to skierowała kroki do azylowego "skansenu", poszukać tam dzieciaków. Dostała informację, gdzie się znajdują, padło też na nią kilka przejętych spojrzeń, za których przyczyną obmyła się jeszcze w misce, by nie pokazywać się maluchom w aż tak złym stanie. Nadal miała rozciętą wargę, brudne ubrania i zabandażowaną rękę, ale chociaż trochę się odświeżyła. Cały czas czuła w żołądku nieprzyjemne napięcie, ale ruszyła w końcu na poszukiwania Gava. Zaczęła od jego pokoju. Szła dość szybkim krokiem, zatrzymała się dopiero pod drzwiami i zapukała głośniej, w oczekiwaniu na odpowiedź objęła się własnymi ramionami, dalej było trochę roztrzęsiona.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  121. Kiedy otworzył drzwi, poczuła wyraźną ulgę, był jedną z tych osób, przy których czuła się po prostu bezpiecznie. Uśmiechnęła się delikatnie i zaraz pokręciła głową.
    - Nie, nie pomyliłam. Wróciłam z misji, tu są moje dzieci, a ja mam potrzebę je zobaczyć, więc jestem w odpowiednim miejscu - odpowiedziała mu spokojnie i zaraz lekko westchnęła, słysząc, że były marudne.
    - Wybacz, na przyszłość muszę im trochę jaśniej wytłumaczyć, że z misji nie zawsze wraca się na każdy wieczór - brak jej obecności zwykle sprawiał, że były marudne. - Coś je bierze, czy po prostu marudziły? - dopytała. Chciała wejść do środka.
    - Jasne, nie będę ich budzić, po prostu chcę uspokoić myśli i je zobaczyć - dodała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  122. Zarumieniła się zakłopotana na wspomnienie, że jest celebrytką, a jeszcze mocniej, słysząc o podobiznach. Starała się nie zwracać na nie uwagi. Wolałaby, żeby tych podobizn nie było, ale ciężko było komuś zabronić, zwłaszcza, kiedy właściciele tłumaczyli, że to reklama dla danego przybytku. Nie sądziła jednak, aby była aż tak kochana, zwłaszcza przez swoją dłuższą nieobecność. Poza tym zawsze bardziej skupiała się na negatywach, a o tym, że przyszła Kapłanka ani razu nie pokazała przemiany czy swoich płomieni gadano i cóż… był to spory powód do zmartwień, bo ciężko by było pełnić bez swojej iskry swoją funkcję. Na szczęście formę już miała i wiedziała, kiedy chciała się pokazać, ot żeby przymknąć to gadanie.
    — Wolałabym, żeby kochali czyny, a nie człowieka. Poza tym odwiedzanie karczmy czy targu to nic wielkiego. Nie chodziłam tam nigdy z misją dyplomatyczną — odpowiedziała. Wsiadła na Iskrę. Uspokoiła się i zaśmiała na komentarz Gava.
    — To jakie Ty masz o mnie zdanie, że zamtuz podejrzewasz, co? — zapytała. Sama cały czas mówiła w ojczystym, Gavovi szło świetnie ze zrozumieniem, a miał okazję cały czas trenować wymowę. Ruszyła też w stronę miasta.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  123. Uśmiechnęła się do niego cieplej, gdy wpuścił ją do środka. Starała się zachowywać jak najciszej. W odruchu złapała za pas i zaczęła go ściągać, dopiero teraz przypominając sobie, że w pochwach brakuje sztyletów. Dobrze, że na tą misję wzięła te najzwyklejsze, takie, których nikt nie mógł skojarzyć z Akane, jej prawdziwą osobą. Odłożyła pas na bok delikatnie i rozpromieniła się wyraźnie na widok buziek dzieci. Poczuła ogrom ciepła, który wlewał się do serca. Bardzo ją takie momenty pozytywnie ładowały. Oczy jej się lekko zaszkliły, ale dość szybko opanowała ten stan i zaraz było dobrze. Obejrzała się na Gava.
    - Och, Ty niedobry – rzuciła z nutką żartu w głosie, gdy wyznał powody marudzenia córek. Wróciła spojrzeniem do dzieci. – To musiała być ciekawa zabawa – szepnęła cicho, dalej patrząc po małych. Spojrzała po sobie, gdy wspomniał o prysznicu. Tak, rzeczywiście wyglądała dość… brudno. Spojrzała w stronę łazienki i kiwnęła głową.
    - Chętnie, dzięki – uśmiechnęła się wdzięcznie, rzuciła jeszcze krótkie spojrzenie na córki i ruszyła w stronę łazienki. Tam zdjęła z siebie brudne ciuchy, cisnęła je w kąt i weszła pod przyjemnie ciepłą wodę. Zapomniała o opatrunku i ten zmókł, więc zdjęła go w trakcie kąpieli. Przemyła ranę, opłukała włosy, pozwoliła sobie jeszcze na kilka łez, uspokajających myśli. Po prostu cieszyła się, że akcja ostatecznie miała taki, a nie inny finał. Kiedy już się umyła, wyszła spod prysznica i owinęła ręcznikiem. Wróciła do komnaty o wiele czystsza.
    - Masz może coś, co mogłabym na siebie zarzucić? – zapytała. – I jakiś bandaż? Zmoczyłam opatrunek… a i tak był… brudny – spojrzała po chłopaku.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  124. — Tak, to prawda. Jest naprawdę smaczny, jestem ciekawy jak osiągają taki smak na tych piaskach, aż dziwne… — zastanowił się przez chwilę. Phyonix zdawało się mieć w sobie o wiele więcej magii niż by przypuszczał i to takiej, która niekoniecznie kojarzyła mu się z ogniem, ten zawsze był dla niego bardziej zabójczy niż przyjazny. No ale jeszcze wielu rzeczy nie wiedział o świecie jak się okazało niejednokrotnie. Nigdy też nie sądził, że syn Śmierci będzie sobie z nim tak po prostu rozmawiał.
    — No cóż… to chyba rola starszego brata, przejąć obowiązki rodzica, kiedy nie masz żadnych rodziców, prawda? Ciężko mi wyobrazić sobie mnie jako ojca w moim wieku po prostu. Dalej mam zamiar się nią opiekować w taki sam sposób i próbować wychować. Jej rodzice sprzedali ją handlarzom niewolników, bo za dużo jadła. Ja sam też nie mam rodziców, z którymi mógłbym ją poznać, więc to trochę my kontra cały świat i czasami moja starsza siostra — objaśnił nieco ich nietypową dynamikę rodzinną. Sam zdawał sobie sprawę, że często wchodził niejako w rolę ojca, ale cóż, ktoś musiał. Uśmiechnął się przyjaźnie w jego stronę, kiedy przystał na propozycję.
    — Liczyłem, że nauczysz ją, że od bliskich kraść nie wypada, zwłaszcza, że daleko mi do ludzi, których mówiła, że chce okradać — zaśmiał się, uśmiechając wymownie do Gava. — Ale dobrze, będę swój nikły majątek trzymał w sekrecie przed światem — dodał.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  125. Diego uniósł jedną z brwi kiedy chłopak wyciągnął kawałek materiału.
    - Nosisz ze sobą „makietę” hipotetycznej duszy? Ciekawe… - jak na hipotetyczną sprawę to chłopak był chyba dość mocno nią zainteresowany. Słuchał o co pyta i zmarszczył czoło.
    - O ile dobrze się orientuję, to dusze nie są wszczepione szwami – dotknął palcem szwów tych dwóch materiałów. – Chcesz powiedzieć, że ten płat ma robić za tą hipotetyczną duszę, a ten za tą wszczepioną? – dopytał, dotykając kolejno jednego, a potem drugiego płata. – Jeżeli te całe szwy nie są jakimś osobnym bytem, a należą do wszczepionej duszy, to mój ogień je spali wraz z tym kawałkiem. W tej tu sytuacji mamy trzy osobne elementy. Płat jeden, szwy i płat drugi. Mój ogień pozwala spalić każdy z tych elementów z osobna, bez naruszenia pozostałych – tu podpalił dla przykładu kilka szwów, te spłonęły, nie naruszając żadnego w płatów. Pokręcił głową na pytanie o genetykę.
    - Genetyka nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby tak było to paląc duszę jakiejś matki, paliłbym od razu duszę jej dzieci – sprostował. Sam wziął łyka trunku i kiwnął głową. Spalił jeden z płatów, drugi został nietknięty, tak jak i szwy, które wcześniej zostawił.
    - Jak dla mnie to chujowa konstrukcja wszczepionej duszy – stwierdził. – Na moje szwy powinny pochodzić z tego samego materiału co dusza wszczepiona – wstał i podszedł do zasłony, której od razu uciął kawałek materiału. Wrócił na swoje miejsce, po drodze nacinając frędzle na jednym boku. Złapał płat, który ocalał, przebił w kilku miejscach na wylot, zostawiając dziurki, a potem przeplótł przez te dziurki frędzle drugiego materiału i związał oba materiały ze sobą. Położył twór na stole.
    - Jak dla mnie to wygląda bardziej tak – oznajmił i wziął kolejnego łyka.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  126. Grima zachichotała widząc minę Gava.
    - Nie bój żaby, wiem, że włoski są cenne, Felcia też swoje bardzo kocha, nie zrobiłabym im krzywdy, nawet tym Twoim - przyznała wesoło, ogarniając wszystkie przybory, a kiedy zapytał o jedzenie, kiwnęła głową.
    - Oczywiście, że mam! - dumnie wypięła pierś i ułożyła ręce na biodrach, by po chwili poklepać nimi brzuszek. - Dzidziuś może nie jest tak łakomy jak ten Morganowy, ale lubi sobie podjadać o dziwnych godzinach - zdradziła konspiracyjnym szeptem i ruszyła do koszyka, który miała schowany pod łóżkiem. Odkryła wieko, a z środka przywitały ich różne wypieki. Grima uśmiechnęła się szeroko.
    - Mam pyszne bułeczki z varką, prosto od Darcy, ale nie ona piekła, spokojnie - zachichotała i pokazała cztery smakołyki. - Poza tym paszteciki, jedne mają mięsko, drugie papkę z groszku, oba przepyszne - tu pokazała kolejno po trzy sztuki każdego pasztecika. - No i mój ukochaniec! - wyciągnęła kawałek kruchej kulki, wystawiła wysoko nad głowę i patrzyła na nią niczym na najpyszniejsze danie. - Ale to dla mnie - przytuliła lekko wypiek i zaraz się wgryzła. - Od Rei, kruszaniec - zachichotała raz jeszcze i ponownie wzięła gryza, a brunetowi pokazała koszyk. - Wybierz sobie - poleciła, a sama rozsiadła się wygodnie na swoim łóżku.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  127. Nylian uśmiechnął sie do Gava i klepnął go lekko dwa razy w ramię.
    — Na moje jesteś wyjątkowo dobrym ojcem, biorąc pod uwagę jak wyglądają Twoje pociechy i ich charakterki. Będąc na Twoim miejscu naprawdę byłbym z siebie dumny. Widać, że mają dobre dzieciństwo, czy że dorastają szczęśliwie — skomentował. Zdążył obejrzeć jak chłopak podchodzi do całej trójki, którą traktował za swoje - był to piękny widok, wielu by zabiło, żeby mieć takich rodziców, kiedy było jeszcze wypierdkami. W tym on sam.
    — Okrucieństwo ma różne genezy w zależności od przypadku, ale nie uważam, aby cokolwiek je usprawiedliwiało, nawet akty zemsty, jakby nie kusiły, osobiście wolałabym dążyć do zaprzestania. Przemoc rodzi przemoc, nienawiść i podtrzymuje cykl — wyjaśnił swoje spojrzenie na ten temat. — Chciałbym być raczej kimś kto ten cykl przełamuje — dodał. Mimo wszystko sam w życiu starał się kierować swoimi rycerskimi cnotami, a te nie pozwalały mu na takie rzeczy, uważał je też za bezsensowne, krótka zemsta i chwila satysfakcji nie jest warta kontynuowania cyklu, z którym się nie zgadzał. Zaśmiał sie lekko.
    — Faktycznie tak byłoby lepiej, masz rację — przytaknął mu i pokręcił głową rozbawiony. Już widział próby swojej małej Pirii do podkradania mu sakiewki. — Twój świat był mniej okrutny? — zapytał z zainteresowaniem. Wiedział, że Argarczycy przybyli z innego świata - dość abstrakcyjne wydawało mu się to w pierwszej chwili, później coraz bardziej akceptował kolejne fakty. Niemniej interesował go temat tego jaki był ten ich świat.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  128. Przesunęła po nim spojrzeniem i kiwnęła głową.
    - Rozumiem... Nie trzeba Gave, skoro i tak muszę iść do pokoju, to mam tam swoje opatrunki. Nie będę Ci Twoich zabierać, lepiej byś miał je w pogotowiu. Ogarnę to sobie - również uśmiechnęła się lekko. Nie miała pretensji, po prostu nie widziała sensu latać tu specjalnie do niego, by jej zabandażował rękę. Rana nie była w aż tak kłopotliwym miejscu, by sama tego nie ogarnęła. Poprawiła nieco ręcznik.
    - Masz na jutro jakieś plany z dziewczynkami? Chciałam je zabrać na mosertową przejażdżkę - zapytała cicho, co by małych nie obudzić i zaraz cofnęła się do łazienki, by zebrać swoje ciuchy i stary bandaż, a potem powoli kierowała się z tym wszystkim do wyjścia.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  129. Akane nigdy nie oczekiwała, by Gave zmieniał z jej powodu swoje plany, zwykle chodziło jedynie o zorientowanie się jak może ułożyć własne, by wspólnie sobie nie wadzili. Tak było też w tej sytuacji. Uśmiechnęła się cieplej na wzmiankę o placu.
    - Brzmi świetnie. Na pewno będą zachwycone - pochwaliła. Pomysł rzeczywiście był fajny, no i po takiej zabawie przejażdżka w siodle mogła być ciekawą formą odpoczynku. Przytaknęła mu głową. - Super, to po południu będę Was szukać - zapowiedziała. Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi i zaraz przystanęła, znowu zerkając na dzieci. Wzruszyła ramionami i spojrzała po Gavie. Uśmiechnęła się lekko, dobrze, że coś jadł.
    - Chciałam, ale nie będę Ci się wcinać, Twój pokój, Twój czas z dziećmi, dość już skorzystałam z gościnności. Chciałam małe przede wszystkim zobaczyć i wyściskać... to drugie zrobię już jutro - odpowiedziała pogodnie. - Dzięki, że mogłam się przemyć. W razie jakby zbrakło wody na Twój prysznic to możesz zawsze wpaść do mnie - tu w końcu prysznice działały trochę inaczej niż w ich starych stronach, wodę po każdym należało uzupełnić.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  130. - Dziś już się myłem, ale dzięki za propozycję - rzucił tylko, przysiadając w fotelu. - Gdybyś jednak potrzebowała kogoś obok w trakcie snu to wpadaj, miejsce się znajdzie - zauważył tylko, odprowadzając ją wzrokiem do drzwi. Dopiero, gdy te się za nią zamknęły, odetchnął głęboko i przesunął nożem po opuszku swego wskazującego palca. Czas było skontaktować się z Victorem w sprawie nie szczędzącej zwłoki.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  131. An skubnęła lekko wargę na jego propozycję, uśmiechnęła się zaraz wdzięcznie i kiwnęła głową.
    - Dzięki - powiedziała jedynie, nie określając co zamierza, bo w sumie sama jeszcze nie wiedziała. Wyszła z jego pokoju w ręczniku. Już słyszała te komentarze, jak to pół naga od niego wychodzi, w tym Pałacu strasznie plotkowali. Aktualnie bardziej ją to bawiło niż martwiło, ale kiedy weszła do siebie, musiała nabrać kilku głębszych wdechów. Odłożyła brudne ciuchy w stosowne miejsce, tak jak planowała, ubrała się w luźną koszulę brata, w której zwykle spała, wciągnęła jakieś gacie i założyła świeży opatrunek. Kiedy już to wszystko zrobiła, legła na łóżku, analizując sytuację, w jakiej centrum się znalazła. Wiedziała, że czeka ją złożenie raportu u Lexi, ale chwilowo nie miała ochoty o tym myśleć. Leżała tak jakiś czas, w końcu jednak zebrała tyłek i na boso wróciła pod drzwi Gava. Tym razem nie pukała, weszła, po czym oparła się o drzwi od środka.
    - Ja... Ja jednak nie chcę dziś spać sama... - przyznała. Często miewała ostatnio koszmary, a to co ją dodatkowo spotkało nasilało pewnego rodzaju niepokój. Przy nim czuła się bezpiecznie, pewnie, do tego obecność córek również podnosiła na duchu.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  132. Darcy spoważniała nieco. Uśmiechnęła się w nieco inny sposób, głaszcząc Iskrę po karku, kiedy na niej jechała.
    — Nie wiem czy chcę myśleć o tym jak o wykorzystywaniu, wiesz? — odpowiedziała, spoglądając przed siebie, w stronę miasta, które powoli rysowało się przed nimi, kiedy teraz spokojnie wracali na wierzchowcach. — Nawet jeśli masz rację i mogłabym… — urwała na chwilę i zaśmiała się lekko, kręcąc głową. — Nie zawsze będę wiedziała, co jest dobre, żaden ze mnie prorok w końcu; ale wiem jedno: nigdy nie chciałam dla Phyonix niczego złego. A jeśli kiedyś pójdą za mną, to chciałabym, żeby mieli konkretny, właściwy powód, a nie tylko sentyment — wyjaśniła mu. Zamyśliła się jeszcze na jakiś czas. Ciężko było to wszystko pogodzić w głowie, to czego chciała dla kraju, dla siebie, znalezienia drogi, która niczego by nie wykluczała. — Wizja tego czego chcę dla moich rodaków zawsze była dla mnie jasna i nie zmienię zdania odnośnie tego, uważam, że to czego chcę jest słuszne, a obiektywnie niech osądzi to historia — powiedziała już pewniej, ponownie głaszcząc Iskrę.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  133. Spojrzał spokojnie na Gava, a uśmiech dalej pozostawał na jego twarzy.
    — Nie wiem, czy człowiek, który naprawdę nie czuje nic wobec własnego okrucieństwa, musi tak często przekonywać o tym innych — pozwolił sobie zauważyć. Nie było w tym oskarżenia, a raczej zwykła obserwacja, jego własne przemyślenie. — Ale mogę się mylić — dodał — A czemu w ogóle uważasz się za okrutnego, jeśli można wiedzieć? Ja też odbieram innym życie, kiedy muszę i nie uważam samego tego czynu za okrucieństwo, czasami nie mamy wyboru. Sama przemoc nie jest jeszcze okrucieństwem — zapytał go jeszcze, przesuwając dłonie za plecy, gdzie splótł palce ze sobą. Szedł dalej obok chłopaka, patrzył raz to na niego, raz na trasę, raz na samą architekturę miasta, podziwiając widoki, które były zdecydowanie zjawiskowe. No, prawie wszystkie, bo Gave zdecydowanie w jego typie nie był. Uśmiechnął się nieco szerzej, rozbawiony tą myślą. Słuchał o świecie Gava, patrząc w bok. — Widziałeś w takim razie tylko część okrucieństwa tego świata. Polityka jest chociażby niezwykle okrutna, a przyozdobiona w najpiękniejsze elaboraty znane każdemu z języków.
    — Przepraszam, ten świat jest Twój — uśmiechnął się ciepło. Pokręcił jednak głową zaraz. — W tym świecie okrucieństwo też potrafi przybierać różne formy. Czasem jest krwią na piasku, torturami, a czasem ojcem, który nazywa własną pychę troską o dziecko, albo matką mylącą kontrolę z miłością, nauczycielem, który łamie ucznia i mówi, że robi z niego kogoś silniejszego, kapłanem ubierającym cudze cierpienie w wolę bogów, rodem poświęcającym jednostkę dla dobrego nazwiska, albo przyjacielem, który rani najczulej, bo wie dokładnie, gdzie uderzyć. Bywa prawem, obyczajem, honorem i obowiązkiem, rozkazem wydanym spokojnym głosem, małżeństwem zawartym dla dobra rodziny, plotką powtarzaną z troską albo odmową pomocy, bo „tak wypada”. Okrucieństwo ma wiele twarzy — wyjaśnił, mówił przede wszystkim na podstawie tego co zdążył zauważyć czy samodzielnie doświadczyć.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  134. Spojrzała po nim uważnie, gdy się zbliżył i zapukał w drzwi. Popatrzyła po pokoju, po świecach i całym tym "wystroju". Skrzyżowała wzrok z Gavem. Ewidentnie coś tu kombinował.
    - Na przyszłość postaram się pukać, chociaż jak nie chcesz podobnych akcji to lepiej każ mi spadać na drzewo zamiast stosować otwarte zaproszenie. Szczególnie, gdy knujesz coś niedobrego... - odpowiedziała dość lekko i odsunęła się od drzwi. Nie wnikała nawet w to co tu robił, wiedziała, że nie powie. Ewentualnie powie sam z siebie. Trochę ją tą sceną rozbudził, ale kiwnęła głową na słowa o maluchach. Ruszyła w stronę łóżka, jednak w połowie drogi zatrzymała się dość gwałtownie i pogłębiła oddech. Pochyliła się lekko w przód, oparła dłonie o kolana i zaczęła mrużyć oczy. Słyszała stłumiony głos, jakby ktoś coś do niej mówił.
    - Gdzie... ja... - szepnęła, na chwilę gubiąc orientację. Miała wrażenie, że migają jej przed oczyma specyficzne obrazy, nie były złe, wręcz odwrotnie. Serce jej trochę przyspieszyło, pot wstąpił na ciało, a potem wszystko odeszło, a ona złapała się za żołądek i przysłoniła usta. Trochę ją zemdliło. Poszukała czegoś na czym mogłaby usiąść, ostatecznie po prostu siadając na podłodze i uspokajając oddech.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  135. Darcy obejrzała się za nim i parsknęła cicho, klepiąc lekko Iskrę. Pośpieszyła ją z lekka, aby zrównać się z Gavem.
    — Nie księżniczkuj? — powtórzyła z udawanym oburzeniem. — Pf… nie zabieraj mi roboty i tożsamości — rzuciła ze śmiechem i pokazała mu język. Odchrząknęła od razu, darując sobie dalsze żarty, po czym przytaknęła chłopakowi ruchem głowy.
    — Wiem o co Ci chodzi. Po prostu wiesz…. — urwała na chwilę, zaciskając usta w wąską kreskę. —- to jest cholernie skomplikowane, wiesz? Połączyć to, kim jestem, czego sama chcę, i tym jaką władczynią chcę być i czego chcę dla ludzi. Kocham Phyonix, ale kocham też Argar. Mam tam przyjaciół, swoje miejsca, część życia, która… cóż… bez was i tego miejsca zdecydowanie nie byłabym tak zajebista. Będę za tym tęsknić. Kurewsko tęsknić — wyjaśniła mu, patrząc po nim dalej z uśmiechem na ustach, chociaż w piersi czuła lekki ból, kiedy myślała o tym, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym już nie będzie mogła tak po prostu się z nimi widywać. — I wiem, że będę robić błędy, nie jestem ideałem. Pewnie pierdolnę też wiele głupich, śmiesznych błędów, z których będzie można się śmiać. Jednak wierzę, że jeśli będę dobrą Kapłanką to nie będą pisać źle. Historię piszą ludzie, prawda? Koloryzują pod siebie, a ja chcę być władczynią dla ludzi, nie dla złota i pałacu — wyjaśniła swoją wizję. Zaśmiała się głośno, a w kąciku oka pojawiła się wzruszona łezka. — Tylko proszę tą pewną Śmierć, żeby nie robiła wielkiej i potężnej Darcy. Wystarczy, że zaznaczy, że śliczna była ze mnie laska i nie spierdoliła niczego celowo, robiła co uważała za słuszne i nie żałuje — puściła mu oczko. Byli już za bramami Phyonix, zaczęła kierować się w stronę stajni.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  136. Patrzyła po nim spokojnie. Teraz to już miała pewność, że coś kombinował i to związanego z jej osobą. Kiwnęła głową.
    - Jasne, na przyszłość zapukam, mimo otwartego zaproszenia – odpowiedziała po prostu. Nie będzie się przecież spierać o zasady savuar vivru, rzeczywiście wypadało mimo wszystko zapukać.
    Kiedy przy niej kucnął, oparła czoło o jego ramię, zamknęła oczy i wzięła jeszcze kilka głębszych oddechów. Pokręciła lekko głową i już miała odpowiadać, ale sam wyszedł z propozycjami. Parsknęła jednorazowo śmiechem.
    - Chciałbyś, to by była całkiem solidna zapowiedź tego, że będziesz miał ode mnie spokój – rzuciła nieco żartobliwym tonem. – A wiatropylność? To by dopiero był gorący temat… - podniosła do niego spojrzenie i uśmiechnęła się pod nosem. – Już widzę jak biegasz z wyselekcjonowanymi piórkami i drażnisz wszystkich po nosie, co bym jak najszybciej zaszła i by mnie to uziemiło w bezpiecznym Azylu – dodała, dalej lekkim tonem, z nutką zadziorności w głosie. Zaraz jednak odrobinę spoważniała i znowu pokręciła głową. Poprawiła nieco pozycję.
    - Nie do końca wiem… Miałam… przekaz? Wizję…? Widziałam obrazy, wspomnienia… Wiem kogo, ale… nie mam pojęcia dlaczego – przyznała i wzięła jeszcze kilka spokojnych oddechów.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  137. Irytowały go na prawdę dziwne rzeczy. Właśnie zapowiedziała, że będzie pukać, a on dalej starał się wyszukiwać w tym jakiś problemów. Nie komentowała tego czym emanował, nie widziała ku temu potrzeby.
    Kiwnęła głową na słowa o spokoju, to już było zależne od tego jak go rozumiał. Wnikać w to z kim, jak i dlaczego sypia na pewno nie planowała. Parsknęła rozbawiona na kolejne słowa.
    - Jasne, tylko nie rozpowiadaj może o tej metodzie przy Tonym, bo zaraz mnie wkręci w jakieś średniowieczne in vitro dla potrzebujących - odpowiedziała mu z uniesionym kącikiem ust. - Proszę, proszę, jaki specjalista od płodności - dodała z krótkim, cichym śmiechem na ustach. Pokręciła głową na te jego pomysły, ten to zawsze coś wymodzi.
    Patrzyła na niego poważniej.
    - To... - już miała odpowiadać, ale nagle zmarszczyła brwi. Przez drzwi tarasowe przeszła dusza kobiety. Wyglądała dość specyficznie, An nie do końca mogła jasno określić co było w niej dziwnego, ale coś było na pewno.
    - O mnie wizje - powiedziała dusza, patrząc na jedno i drugie. Akane uniosła wysoko brwi.
    - Kali... - szepnęła ledwo słyszalnie.
    - Thanos w gwoli ścisłości - padło od kobiety. - Przynajmniej tak określa mnie ten oto wzywający - tu dusza skupiła spojrzenie na Gavie. Akane również na niego spojrzała, dalej wysoko unosząc brwi. Tego się zdecydowanie nie spodziewała. Kobieta przeniosła spojrzenie na An.
    - Wybacz, moje przybycie wiąże się z dość silnym ładunkiem energetycznym, Latrala, do której zmierzam zawsze to w jakiś sposób czuje - wyjaśniła. Akane rozumiała, ale aktualnie była po prostu w lekkim szoku. - Na rozmowę proponuję taras, co by przypadkiem nie zbudzić Waszych maluszków - dodała Kali, wskazując dłonią w wspomnianą stronę. - Decyzję jednak pozostawiam Wam - dodała spokojnie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  138. Oho, nie musiała już mówić nic więcej, czuła w kościach, że ten plan prędzej czy później zostanie zrealizowany. Wzruszyła ramionami na jego komentarz. Plan może i rzeczywiście nie był taki głupi, o ile będą go testować na zainteresowanych, a nie po tajniacku.
    Dziewczyna starała się co nieco poukładać w głowie, gdy padała między tą dwójką wymiana zdań.
    - Akane może wyjść, jeżeli nie interesują jej sprawy bezpośrednio z nią związane. Już tu przybyłam, nie zniknę gdy wyjdzie - poinformowała Kali spokojnie. An spojrzała na nią wymownie.
    - Na dzień dobry na pewno nie wyjdę... - poinformowała.
    - Wiem, że boisz się podsłuchu, ale Latrala nie mają takich umiejętności. Loretta musiałaby żywa chodzić po ziemi, by rzeczywiście móc czytać myśli Akane, jako dusza, do tego uwięziona w świecie Twojego ojca, nie ma takich możliwości. Sabat jedyne na co może sobie pozwolić to korzystanie z obrazów portalu, od czasu do czasu mogą zerknąć co Akane porabia, z kim przebywa, jednak wiem o każdym użyciu tego portalu i już dłuższy czas nie jest używany. Pewność zjada ich coraz bardziej - zaznaczyła, sama ruszając w stronę tarasu. Akane podniosła się z ziemi i poszła za nią. Od kobiety emanował specyficzny rodzaj spokoju. Aktualnie w dupie miała co Gave chce się dowiedzieć, ona miała swoje własne pytania, a skoro przyszła do niej sama Kali, zamierzała z tego skorzystać.
    - Dlaczego teraz? Dlaczego dopiero teraz się pojawiasz? - zapytała. Kali westchnęła.
    - Jestem potężnym bytem, ale mam ograniczenia, jak każdy, jak sama Śmierć. Nie mogę ingerować w życie śmiertelników, chyba, że sytuacja naprawdę tego wymaga. To jest właśnie taka sytuacja, a Ty jesteś w odpowiednim miejscu by móc złożyć Ci naszą propozycję - dusza zatrzymała się przy barierce i spojrzała na nocne miasto. - Ależ tu pięknie... - wyraźnie się zachwyciła i uśmiechnęła. Akane odruchowo również spojrzała na widoki, nieco zamyślona.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  139. — Wiem, że nie będę zamknięta w Phyonix jak w złotej klatce — powiedziała spokojniej, choć uśmiech nie do końca zniknął jej z twarzy. — Będę podróżować, otwierać granice, budować osady, jeździć do miast i wsi, pilnować, żeby moi ludzie byli bezpieczni w Mathyr i żeby nikt już nie polował ani na nich, ani na ich łzy. Ale to nie znaczy, że dalej będę tą samą Darcy, która przybyła do Argaru. Nie będę ciągle grać ci pod oknem na dzień dobry, kraść bimbru z Mohe, odpierdalać głupot z Ryu i Akane ani uczyć dzieciaków tylko dlatego, że akurat miałam na to serce i czas i nie będę robić wielu innych cudownych, miłych głupot tam — wyjaśniła, bo o to jej chodziło. — Nie będę już żyła w tamtej codzienności. Teraz Phyonix musi być pierwsze. Moi ludzie muszą być pierwsi. Długo nie byli tak mocno, jak powinni, bo za bardzo pokochałam tamto życie. I nie żałuję tego, cholera, ani trochę. Pomogliście mi, Argar mi pomógł stać się kimś kogo szczerze kocham — uśmiechnęła się dumnie do Gava. — I ta osoba zdecydowała, że chce wrócić, chce zostać, chce być ich księżniczką, a potem Kapłanką… tylko jeszcze nie wiem, jak pogodzić to z tym, że za wami wszystkimi będę tęsknić jak głupia. Mimo wszystko jesteście bardzo ważną częścią mojego życia aktualnie, prawie jak druga rodzina — urwała na chwilę i zaśmiała się lekko, wskazując na Gava palcem. — Poza Tobą, Tobie oficjalnie nadaję tytuł mojego 3 starszego brata — poruszyła wymownie brwiami i pokazała mu język, chwytając na powrót lejce Iskry dwiema rękami. — Będę pamiętać, żeby szeptać jak zatęsknie — obiecała mu i zaśmiała się zaraz na jego opis. Zeskoczyła z Iskry, zaczęła ją prowadzić, zrównała się z Gavem i dała mu kuksańca w ramię. — O Ty wredny chujku! — uniosła się udawaną dumą. — Jak śmiesz takiego paszczura ze mnie robić, co?! Ja Ci dam zemstę! Niby za co? Bo nigdzie nie widziałeś lepszej laski?! Daruj sobie szpecenie mnie w kronikach. Nikt ci w to nie uwierzy. Za dobra sztunia ze mnie jest — pokazała mu język, po czym zaśmiała się. Pogłaskała Iskrę, prosząc ją, aby przyspieszyła i wyprzedziła chłopaka w lekkich podskokach, kiedy łania spokojnie przy niej kłusowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  140. Kali nawet mu nie odpowiedziała, dla niej odpowiedź była oczywista. Dla każdego powinna być, bo każdy normalny zachował by się podobnie i chciałby wiedzieć więcej o swojej sytuacji. Wiedziała, że w tym kontekście nie bał się o Lotte, ale wyjaśniła mu już, że Latrala nie posiadali takich możliwości jakie im przypisywał, a powtarzać się przecież nie zamierzała.
    Akane milczała chwilę, w końcu jednak westchnęła ciężko i zajęła miejsce na jednym z tarasowych mebli.
    - Jaką propozycję masz na myśli? Co to za wielkie gówno, w którego środku się znalazłam, hm? – zapytała wprost. Kali odwróciła się w jej stronę, spojrzała na Gava, który stał w wejściu, a potem znowu na dziewczynę.
    - Jesteś w samym centrum ambitnego planu Latrala, jednak nie mojego odłamu… Niektórym… zachciało się tronów, siły, blasku, chwały… spaczył swą magię lud ten zuchwały… czas ich nauczyć, tam gdzie brudna praca, tam brudne nasiona, pycha nie ozłaca – zaczęła formułką, a potem po prostu również zajęła jeden z mebli na tarasie. An patrzyła na nią unosząc jedna z brwi.
    - Mam nadzieję, że jednak przyszłaś tu z czymś więcej niż ten wierszyk… - patrzyła wyczekująco. Kali uśmiechnęła się, spojrzała jej w oczy i kiwnęła głową.
    - Loretta była nad wyraz ambitną wiedźmą, miała ogromny potencjał, ale poszła nim nie w tą stronę co trzeba. W jej głowie powstał pomysł na stworzenie nowego, indywidualnego źródła mocy. Aktualnie naszym źródłem mocy są nasi przodkowie, to oni zamieszkują Trzon po śmierci. Ona chciała się od tego odciąć, stworzyć własny odłam, na własnych zasadach. To co zrobiła z duszą tego dziecka… - Kali przymknęła oczy i pokręciła głową – to sprzeczność, która nie powinna mieć miejsca. To pierwszy krok do spaczenia magii, którą zostałam obdarowana. Niestety krok ten znalazł grono wyznawców. Okazało się, że nie tylko Lorettcie jest za mało. Wiedźmy, które zaczęły chełpić się jej okropnym czynem stały się jej wyznawcami. Tu historia ma się powtarzać, tak jak w moim przypadku, wiara we mnie i to co robię przyczyniła się do odrodzenia w „lepszej” formie. Jej wyznawcy również mają przyczynić się do podobnego odrodzenia. Ty masz być jej lepszą formą, Ty, ale nie tylko ze względu na geny, a na wartości, które reprezentujesz. Złamanie takiej Latrala jak Ty, dla nich, dla wyznawców… Och, Akane, dla nich to wręcz symbol siły i oddania. Zepchnięcie „prawilnej” Latrala na „lepszą” drogę. Podarowanie zdeptanej Latrala dla ich nowej bogini… Zbrukanie Twojego ciała i umysłu, przez oddanie go w posiadanie duszy Loretty. Dla nich, coś takiego ma ogromną moc… - mówiła.

    Akane i Thanos xD

    OdpowiedzUsuń
  141. Kali spojrzała po chłopaku.
    - Moja linia nie zajmuje sobie takimi rzeczami głowy, mamy inne zadania, nie dbamy o siłę i chwałę - odpowiedziała spokojnie. Akane sama spojrzała na Gava lekko unosząc brew, nie komentowała jednak, bo poruszył sprawy, na które po prostu chciała usłyszeć wypowiedź Kali.
    - Wypaczoną Latrala? Kto Ci tak powiedział? - dusza zapytała spokojnie. - Jest Latrala od urodzenia, część jej problemów wynikało z niekontrolowania swoich mocy i niewiedzy na ich temat. Nie jest winna temu, że rodzina odpowiedzialna za przekazanie tej wiedzy dała ciała - tu wróciła spojrzeniem do dziewczyny. - Ta cała teoria o czystej krwi, to jedna wielka bujda. Latrala osiąga tak szeroki potencjał właśnie dzięki temu, że od zarania dziejów był mieszany. To co te wiedźmy zrobiły z sabatem to jest jakaś kpina! - uniosła się lekko i pokręciła głową. - Sabat Latrala to efekt łączenia wieku różnych magii. Gdyby Twojego ojca nazwać magiem czasu lub piasku, to nagle okazałoby się, że w ich teorii jesteś czystokrwista. Nie ma tu żadnej czystokrwistości, nigdy nie było. To wymysł hołoty, której celem jest umniejszenie Twojej osobie - zaznaczyła twardo. Akane prychnęła krótko.
    - O popatrz Gave, chyba jednak w czymś byś się z nimi dogadał - skomentowała w kontekście niskich progów, o których wspominał. Spojrzała zaraz po duszy. - Przekazali mi coś rzeczywiście wartościowego? - zapytała. Kali kiwnęła głową.
    - Najważniejsze, że pomogli Ci unormować moc, że przeszłaś przez rytuał wstąpienia. Bez tego Twoje problemy z przechwytywaniem cudzych emocji mogłyby dojść do bardzo krytycznego momentu. Jesteś im potrzebna przy zdrowych zmysłach, nie chcą powtórki tego co zaszło z Lorettą te lata temu - wyjaśniła. - Dla nich nie ma znaczenia Twój staż, chcą byś rosła w siłę i była stosownym pojemnikiem dla mocy Loretty. Te bajki o bramach... owszem, są bramy, ale przejście ich nie sprawi, że Twoja moc wzrośnie, nie. Ona zmieni swoją energię. Chcą spaczyć Twoją magię, z taką spaczoną nie mielibyśmy już połączenia. Trzon nie mógłby się w to zaangażować, a co za tym idzie, największe zagrożenie by minęło. Przechodząc bramy stałabyś się obojętna, słaba, odpowiednia manipulacja i zapewne sama byś się zgodziła na to aby Loretta przejęła Twoje ciało - wyjaśniała dalej.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  142. Darcy patrzyła na Gave’a z lekkim zdziwieniem, kiedy wygłaszał swoją przemowę, a potem roześmiała się wesoło i pokręciła głową. Podeszła bliżej, przytuliła go krótko, po czym odsunęła się i lekko puknęła go palcem w czoło.
    — Nie o to mi chodziło, Gave — powiedziała z ciepłym uśmiechem. — Mówię, że kończy się jedna codzienność. Wyjątkowo zajebista codzienność, którą kocham — dodała, po czym odsunęła się jeszcze kawałek i zaczęła oporządzać Iskrę, przygotowując ją do odpoczynku. — Nie mam zamiaru żałować ani przepraszać za pobyt w Argarze. Był zajebisty. Zwłaszcza twoje włamania do mojego domu — dodała, posyłając mu zaczepne spojrzenie przez ramię — Dalej będę swoje odpierdalać, spokojnie. Świat nie zostanie pozbawiony mojej cudowności, ale skoro jestem teraz tą zajebistą, śliczną laską, którą naprawdę lubię… chyba pora zacząć żyć zgodnie z tym, w co wierzę — uśmiechnęła się miękko, głaszcząc Iskrę po przedniej części łba, przytuliła ją jeszcze na pożegnanie, po czym zaczęła wychodzić ze stajni. —- Wierzę, że moi ludzie nie powinni już ciągle czekać, aż mi się przypomni, że jestem ich księżniczką. Zwłaszcza, że czyhasz jak sęp na pamięć mojej urody. Już teraz są moje portrety rozwieszone po kraju, po czekaj aż zostanie pierdolnięty pomnik wielkości najwyższej wieży Polszy to zobaczymy co dłużej wytrzyma — zaśmiała się i pociągnęła go za rękę, aby pośpieszyć go w stronę sierocińca.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  143. Kali spojrzała na Gava.
    - To, że coś jest nie po Twojej myśli nie oznacza, że jest kłamstwem. Skoro nie potrafisz pojąć, że byty naszego rodzaju funkcjonują na określonych prawach, to nic na to nie poradzę. Kiedyś przyjdzie Ci to zrozumieć, w końcu sam staniesz się takim bytem i albo się dostosujesz albo przepadniesz - odpowiedziała mu spokojnie. - Masz rację, dbamy o stanowisko, my nie chcemy przepaść, więc egzystujemy według nadanych reguł. Nie wiedziałam, że to grzech, chcieć żyć, nawet jako dusza - dodała. Akane również poczuła pewnego rodzaju ulgę, gdy przyszło o wyjaśnienie bujdy z czystą krwią. Czyli jednak rzeczywiście podpowiedź była zawarta w opowieści o Pierwszej Latrala. Dziewczyna pokręciła głową na jego słowa.
    - Słuchaj Gave, rozumiem, że jesteś wkurwiony, mnie też nie podoba się fakt, że jakaś banda pojebów uznała mnie za smakowity kąsek dla swojej popieprzonej bogini. Bardzo chętnie usłyszałabym, że nie jestem dla nich wartościowa, ale jestem, jestem do cholery i zaprzeczanie temu nic tu nie da. To nie sprawi, że nagle przestaną się mną interesować, zdecydowanie nie za sprawą Twoich stwierdzeń, że moja wartość nie powinna być w ich oczach wysoka - zaznaczyła twardo, stanowczo, ale bez krzyków. Słysząc kolejne słowa zmarszczyła brwi.
    - Co Ty gadasz? Znowu mieszasz sytuacje... Wyłączyłam emocje po tym jak przyznałeś się, że wolałeś celowo mnie zdradzić niż szczerze porozmawiać. Po tym jak z Tobą zerwałam, a nie po ustabilizowaniu mocy. To właśnie ustabilizowanie mocy pomogło mi spojrzeć na tą sytuację mniej emocjonalnie. Tak więc tak, zdecydowanie jest to pozytywne - zaznaczyła i zaraz spojrzała na Kali, która dalej ze spokojem ich obserwowała.
    - Niedoczekanie Twoje - powtórzyła po Gavie, zakładając ręce na torsie. Nie ma bata, że poszłaby na coś takiego. - Poza tym, tych bram nigdy nie przejdę, nie z taką obstawą - dodała, bo co jak co, ale swojej rodziny i przyjaciół jak nigdy była pewna. Choćby skały srały, nie zostanie sama. Kali znowu się uśmiechnęła.
    - Niedoczekanie moje, bardzo bym chciała tego nie doczekać - przyznała. - Dlatego właśnie, korzystając z faktu, że jedna z moich Latrala jest zagrożona i że przysięga jest łamana, a ja mogę się zaangażować, chcę to zrobić. Loretta przekroczyła granicę już przy unicestwieniu duszy tego dziecka, Sabat z kolei przekroczył granicę knując tą intrygę przeciwko Twojej duszy. Koniec półśrodków. Moja propozycja jest dość jasna. Akane, jesteś zarówno niezbędnym elementem ich układanki, jak i ich największym utrapieniem. Jeżeli pozwolisz nam działać, to jesteśmy w stanie wspólnie pozbawić Latrala całej ich mocy. Złamali przysięgę, a za to należy się kara. Moc zostanie im odebrana i staną się zwykłymi ludźmi. Jeżeli nam pomożesz, możemy pozbawić ich mocy i zamknąć wymiar, by nigdy nie byli w stanie opuścić go bez Twojego pozwolenia - postawiła sprawę jasno.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  144. - Nie jesteś odpowiednią osobą by wypowiadać się w temacie łamania zasad, na których żyję. Nie masz o nich bladego pojęcia, ale wygląda na to, że lubisz rozprawiać o tematach, o których nic nie wiesz - zauważyła Kali, dalej dość spokojnie. Nie było to dla niej żadne zaskoczenie.
    - Zasady mojej egzystencji nie są podpasowane pod czasy, a już na pewno nie pod humory i widzi mi się jakiś młodzieńców - dodała. Akane spojrzała w niebo i pokręciła głową.
    - To są Twoje fakty Gave, a świat nie prosperuje na zasadach jednej osoby. To, że Ty nie dostrzegasz mojego potencjału i przypisujesz mi niską wartość w tym planie, nie oznacza, że moja wartość rzeczywiście taka jest. Traktują mnie jak wyzwanie i owszem, jestem dla nich wyzwaniem. Jestem osobą, którą ciężko złamać, jestem uparta, mam w sobie ogrom ciepła i jestem silna. Zepchnięcie kogoś takiego na drogę zobojętnienia to duża sprawa, a to właśnie o to się rozchodzi, więc możesz mnie cmoknąć z tymi swoimi faktami - zaznaczyła i przesunęła po nim spojrzeniem.
    - Jestem spokojna - zauważyła. Spojrzała po nim pytająco.
    - Jaka zimna? O czym Ty mówisz? Po rytuale wstąpienia spotkaliśmy się w trakcie Twojego wybycia z Fasolkami. Byłam bardziej zdystansowana, ale zimna...? - pokręciła głową. - Tym co zrobiłeś zmieliłeś mi serce na papkę, przestań w końcu przypisywać wszystko sabatowi, bo owszem, zmanipulowali mnie w chwili słabości, ale to nie oni złamali mi serce. Nie oni rzucali ostre epitety w moją stronę i nie oni szukali zwady przy każdej możliwej okazji. Ja i moi bliscy się do tego przyczynili, żal w sercu nosiłam z powodu tego co działo się między mną, a tymi, których kochałam, a nie z powodu jakiegoś pieprzonego sabatu - zaznaczyła twardo. - Wykorzystali to co działo się w moim życiu i tak, uwierzyłam im, że nie jestem jednak istotna. Tak, Twoja Panna Idealna pozwoliła sobie na idiotyczny moment słabości, bywa... Od długiego czasu już im nie wierzę i wiem, że jestem ważna, więc mogą się bujać - dodała i usiadła głębiej w fotelu, po czym przymknęła na chwilę oczy.
    - Tak, drugim rytuałem mnie wkręcili, nie wszystko poszło idealnie, ale wyczułam pismo nosem i zaczęłam podchodzić do nich ostrożniej. Od tamtej pory nie korzystam z ich pomocy, a Ty mielisz ten temat jakbym w ogóle nie wyciągnęła z tego wniosków - skrzyżowała z nim spojrzenie. Dalej się nie unosiła. - Gdybyś chociaż raz dał mi się wypowiedzieć w ich temacie, nie atakując mnie przy pierwszych lepszych słowach, to już dawno byś wiedział jakie mam do tego sabatu podejście. Wolałeś inaczej, więc teraz nie rób tu ze mnie debila, bo doskonale wiem gdzie popełniłam błędy - poinformowała i wzięła głębszy oddech. Spojrzała po Kali, gdy padło do niej to ostre pytanie.
    - Nie, ten nie był potrzebny, jedyny plus jaki w sobie ma fakt jego aranżacji, to tyle, że Akane zorientowała się, że coś grubszego jest na rzeczy i dała na wstrzymanie - odpowiedziała dusza. Przytaknęła mu głową.
    - Owszem, zgadzam się, szkoda. Niestety nie mogłam zaangażować się w życie zwykłej śmiertelniczki, nawet jeżeli było to niewinne dziecko. Gdybym miała taką moc, to uwierz mi, uratowałabym wiele istnień. Niestety nie mam. Przeceniasz moje możliwości. Loretta sama podjęła decyzję, skorzystała ze swojej wolnej woli. Nie jestem kimś kto jest w stanie zatrzymać wszystkie możliwe tragedie, nie jestem też kimś kto za te tragedie odpowiada - przyznała. Spojrzała chłopakowi w oczy.
    - Bo teraz mam możliwość interweniować, spełnione są odpowiednie warunki, by Trzon zaczął działać - odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko na jego słowa.
    - Ograniczone, nigdzie nie mówiłam, że jestem wszechmocna - przypomniała mu. Akane w tym czasie analizowała w ciszy propozycję jaka tutaj padła.
    - Jak by to miało wyglądać? Mój udział w Waszym planie na czym by polegał? - zapytała. - Jeżeli mam podjąć decyzję, chcę wiedzieć wszystko - zaznaczyła twardo.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  145. — Zdania ekspertów w tej sprawie są podzielone, ja uważam, że prawda leży po środku, ale za to co robiłam przepraszać nie będę — wzruszyła ramionami z uśmiechem, idąc dalej szybkim krokiem. Wyraźnie nie mogła się doczekać. — Nie interesuje mnie pierdolenie dla pierdolenia, spokojnie — zapewniła go. Swojej decyzji nie podjęła przez plotki tylko przez własne przemyślenia, analizy i wnioski. Zwyczajnie chciała być wierna temu w co wierzyła i zrobić to o co planowała. Zaśmiała się, odwracając w stronę chłopaka, szła tyłem, schowała ręce za siebie i pochyliła się w jego stronę.
    — Każdy orze tym co może — uśmiechnęła się wymownie. — No i wiesz…. — obróciła się wokół własnej osi, idąc dalej do przodu, wyprostowała się i zarzuciła włosami — Co jak co, ale takie ciało to uczciwie trzeba upamiętnić, jak już pierdoły mają o mnie pisać — zażartowała. Stanęła przed futką przy wielkiej posiadłości z ogromnym ogrodem, gdzie w oddali było widać dzieciaki w różnym wieku, od maluchów po nastolaków. — A to jest moje ulubione miejsce — powiedziała, zanim otworzyła furtkę od bramki.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  146. - Najwyraźniej cała nasza trójka i pół świata jest w tym temacie po równych pieniądzach - odpowiedziała Kali. - Zanotowałam Twój sprzeciw, ma jednak on pewną dość istotną wadę. Zdaje się, że uważasz mnie za stwórcę tych zasad i zapominasz, że ja również zostałam obdarzona swymi umiejętnościami przez kogoś potężniejszego ode mnie. To nie ja ustalam zasady swojego bytowania - uświadomiła go, bo najwyraźniej nie zdawał sobie z tego sprawy. - Twój świat również rządzi się prawami, których nie jesteś w stanie przeskoczyć. Skąd więc oczekiwania, że w moim świecie jest inaczej? - spojrzała na niego pytająco. Akane spojrzała po Gavie z lekkim westchnięciem.
    - Nie wiem, pewnie dlatego mielę, bo na tym polega dialog, a ja mam w zwyczaju odnosić się do słów, które ktoś do mnie wypowiada - odpowiedziała jedynie, nie wchodząc już w temat "faktów".
    - Oczywiście, że nie wiemy, ale to, że korzystam z możliwości pozyskania jakiś informacji nie jest jednoznaczne, że daję im pełną wiarę. Po to mam Was, po to mam salę taktyczną i zapiski, po to przeprowadzam z bliskimi burzę mózgów, by z tych wszystkich informacji wyciągnąć coś co uznamy za rzeczywiście rzetelne. Przestań mieć do mnie pretensje o to, że chcę dowiedzieć się w jak wielkim gównie siedzę. Sam szukasz rozwiązania moich problemów, więc nie rozumiem dlaczego stoisz w takiej ofensywie co do tego, że i ja szukam informacji - dalej mówiła stanowczo, jednak bez podnoszenia głosu. - Nie mam Ci za złe sceptycyzmu Gave, mam za złe to, że przypisujesz mi ślepą wiarę, tylko dlatego, że pytam i chce wiedzieć co Wielki Thanos czy inne źródło informacji ma do powiedzenia. Nigdzie nie zaznaczyłam, że bezgranicznie jej wierzę, tak, wiem z kim mamy do czynienia i wiem, że z łatwością mogłaby nas oszukać. Tak, masz z tym rację, ale nie masz racji w sprawie tego, że łykam to wszystko jak pelikan - zaznaczyła. Spojrzała zaraz na niego pytająco, gdy mówił o swojej winie. Wstała z fotela i podeszła do niego.
    - Gave... Co Ty mówisz? Nigdy nie obwiniałam Cię za moje decyzje. Jeżeli kiedykolwiek tak to odebrałeś, to przepraszam, ale nigdy nie miałam na myśli tego, że Ty jesteś odpowiedzialny za to co zrobiłam. Nie, to moja odpowiedzialność i moje błędy. Tak, to moja głupota, nigdy nie sądziłam, że Twoja. Jedyne co Ci zarzucałam to brak jakiejkolwiek pobłażliwości, brak uwzględnienia tego w jak złym byłam stanie, gdy podejmowałam te idiotyczne decyzje. Mój świat rozpadł się wtedy na milion kawałków, a Ty jebałeś mnie naprawdę mocno i często. Z resztą nie tylko Ty nie szczędziłeś mi wtedy epitetów. Czułam się jak gówno i to sprawiło, że dałam się zwieść wizji posiadania sabatu, grupy ludzi, która mnie rozumie, która "działa" podobnie jak ja i która nie będzie mnie gnoić za to co czuję... Ja dałam się zwieść, to mój błąd, nikogo innego - zapewniła, patrząc po nim przepraszająco.
    Kali pokręciła głową na jego słowa.
    - Nie mogłam. Gdybym mogła ingerować we wszystkie złe decyzje moich, jak to nazwałeś, owieczek, to jaki sens miałoby dawanie im wolnej woli? To istoty ludzkie, nie moje pacynki. Poza tym, kontakt nie jest łatwy, szczególnie gdy mam do czynienia ze spaczoną Latrala. Już przy Akane musiały mieć miejsce pewne zależności, a co dopiero przy takiej, co na własne życzenie próbuje odciąć się od źródła. Tak jak wspomniałam, dlatego zależy im na spaczeniu magii An, właśnie po to by kontakt z nią był praktycznie nieosiągalny - wyjaśniła mu. Spojrzała na jedno i drugie, gdy zapytali o konkretne działania.
    - Jak to w magii Latrala, chodzi o rytuały. Pierwszym krokiem byłoby wezwanie, zwrócenie się do Trzonu, by ten udzielił pomocy Latrala w potrzebie - Tobie. To dało by nam możliwość konkretnych działań, działań, które jasno i wyraźnie określilibyśmy w pakcie dusz. Na konkretnych zasadach oddalibyśmy jednemu z Was kontrolę nad nami. My spisalibyśmy swoje warunki, Wy swoje, bo tak, nie mamy nic przeciwko byś warunki spisywała wraz z bliskimi - tu zwróciła się konkretnie do Akane. - Drugim krokiem byłby rytuał zamknięcia portalu i tu śpieszę z wyjaśnieniem - teraz spojrzała na Gava.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Plan jest do dopracowania, ale zakładamy, że rytuał drugi i trzeci trzeba wykonać bezpośrednio po sobie. Tak, aby zabezpieczyć się nad wspomnianą przez Ciebie ewentualnością. Rytuał drugi zamknąłby portal, którym członkowie Latrala mogą wychodzić. Akane w trakcie rytuału stworzyłaby klucz oraz barierę, która odcięłaby dostęp do portalu. Naszym zadaniem byłoby pokierowanie jej jak ma to zrobić dobrze, bo ten rytuał musiałaby stworzyć sama, na swoich zasadach, z uwzględnieniem istotnych elementów. Po odcięciu dostępu do portalu pozostałoby odprawienie ostatniego rytuału, który zabrałby moc mieszkańcom wymiaru Latrala. Jako ludzie niewiele będą w stanie zdziałać w temacie magicznej blokady, którą stworzy Akane - wyjaśniła. - Na czas odprawiania przez Akane dwóch ostatnich rytuałów dobrze by było zająć czymś mieszkańców, zaatakować, zwabić w jedno miejsce. To by ułatwiło ostatni rytuał - dodała. - Oczywiście to szkic, zarys do dopracowania - wolała zaznaczyć.

      Akane i Thanos

      Usuń
  147. Zaśmiała się wesoło, ale zaraz przybrała niezwykle surowy, kamienny wyraz twarzy.
    — Po pierwsze: czyny to mają pamiętać wszyscy, których dotyczą. Wygląd mają pamiętać artyści, poeci, którzy będą walczyć z propagandą Śmierci, zazdrosnej o mój tyłeczek śliczny— oznajmiła z pełną powagą, po czym pokazała mu język. — Po drugie: jak mnie oszpecisz w kronikach, to tak, będę cię ścigać po Zaświatach. I będę wyjątkowo upierdliwa i wredna, będę Ci psuła te Twoje kłamliwe kroniki — dodała, uśmiechając się do niego szelmowsko. Pacnęła go w ramię.
    — A Ci zaraz głupio będzie, mendo — mruknęła, śmiejąc się pod nosem. Otworzyła bramkę i puściła Gava przodem, a sama weszła za nim, zamykając za sobą. Na jaj twarzy zagościł przyjazny, czuły uśmiech, kiedy szła do samego sierocińca już.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  148. - Tak jak wspomniałam, nie masz stosownej wiedzy by się w tym temacie wypowiadać. Nie wiesz co już z tym bóstwem wywalczyłam, a czego nie. Są sprawy, do których „tylko chcę” nie wystarczy – podsumowała. Nie przyszła tu z nim dyskutować o zasadach panujących w jej wymiarze.
    - Bardzo chętnie poczekam i popatrzę – zapewniła. Miał ducha walki, ale choćby bardzo chciał, nie był w stanie przeskoczyć wszystkiego. Prędzej spodziewała się jego degradacji niż tego, że wszystko wywalczy po swojemu. Akane spojrzała po Gavie.
    - Wiesz, tak się składa, że to nie ja jako pierwsza zaczęłam głosić, że w dupie mam czyjeś opinie. Zrobiłeś to Ty i to kilka razy, a mimo to dalej się wypowiadasz w temacie i dalej jakąś wymianę zdań prowadzisz. Nie będę przepraszać za to, że mam czelność Ci odpowiadać – zaznaczyła. Pokręciła głową na jego słowa.
    - To, że zaznaczam to inaczej niż Ty, nie oznacza, że tego nie zaznaczam. Nie muszę być cyniczna i nieprzyjemna w rozmowie, by zaznaczać swój sceptycyzm. Gdybym zachowywała się tak jak Ty w stosunku do Latrala, to już dawno byłoby dla nich jasne, że nie kupuję ich bajeczki i dawno zaczęliby działać, by mi utemperować język lub zapewnić sobie mój udział w ich planie. Po to u nich byłam, po to by dowiedzieć się jak funkcjonują od środka. Po to wykradłam księgi na własną rękę, by wiedzieć jak z nimi trzeba działać. Opryskliwe pohukiwanie i rzucanie o głupocie planu nic by tu nie dało. To nie banda troglodytów, na których wystarczy pokrzyczeć, oni muszą myśleć, że jakaś większa część mnie wierzy w te ich bajeczki. To co uważam naprawdę mówię jedynie przy swoich bliskich, a nie przy jakiejś obcej babie – tu wskazała na duszę i zaraz opuściła palec. – Tej czy jakiejś innej. Wiedziałbyś o moim sceptycyzmie, gdybyś chociaż raz dał mi się przy Tobie w pełni wypowiedzieć w temacie Latrala, wolałeś na mnie naskakiwać, więc pretensje możesz mieć tu tylko do siebie. Ja Tobie chciałam powiedzieć, ale Ty nie chciałeś słuchać – przypomniała mu. – Bo to mój plan Gave, właśnie taka zamierzałam w tym być, miałam wyglądać na taką co łyka więcej niż w rzeczywistości. Mieli czuć, że mają kontrolę większą niż naprawdę. Ten sabat to silny przeciwnik, lekceważenie go i wyskakiwanie z „pierdolcie się, w nic Wam nie wierzę” to szybka droga to starcia. Może Tobie to nie przeszkadza, ale dla mnie Polsza, Fjelldod i tutejsza wojna to już i tak spore obarczenie, nie potrzebuję do tego wojny z sabatem popieprzonych wiedźm. Szczególnie, że wiem, że to w moich bliskich będą celować, bo tak właśnie działają w chwilach krytycznych. Mój bunt byłby dla nich taką chwilą, bo jak już tu wspomniano, jestem istotnym elementem ich planu – zaznaczyła twardo i zaraz westchnęła.
    - Nie jestem nie zdecydowana, po prostu Ty to wszystko niepotrzebnie utrudniasz i komplikujesz… Nie słuchasz co mówię. Nie winię Cię „dokładnie za to”. Ty przyczyniłeś się do mojego złego samopoczucia, dołożyłeś cegiełkę do tego, że czułam się beznadziejnie, że czułam się zawiedziona przez bliskich. Do tego się przyłożyłeś. Moje samopoczucie sprawiło, że wizja należenia do sabatu była dla mnie bardziej kusząca, ale decyzje, które podjęłam były moje, tylko moje i tylko ja biorę za nie odpowiedzialność. Jaśniej Ci już tego nie wytłumaczę, więc jeżeli dalej nie zamierzasz słuchać co mówię i dalej zamierzasz wmawiać tu sobie swoje winy, to baw się w to sam. Ty to sobie wmawiasz, nie ja Tobie – podsumowała.
    - Będąc wiedźmą z nieustabilizowaną mocą, w rozsypce emocjonalnej i problemami z okiełznaniem własnych umiejętności. To dość istotne szczegóły, o których w całej tej historii zapominasz. Skoro uważasz, że w takiej sytuacji nie zasługiwałam na chociaż odrobinę pobłażliwości to wow… Naprawdę jesteś wobec mnie bardzo nie ludzki – zauważyła. – Tak Gave, w życiu czasami robi się durne rzeczy, ale rozumiem, że w Twoich oczach mi nie wolno. Wychodzi na to, że jeszcze nie raz w życiu, w tym temacie, Cię zawiodę, nie jestem taka idealna jaką mnie malujesz – wzruszyła ramionami. Spojrzała za nim, gdy ruszył do balustrady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kali usiadła wygodniej i również zawiesiła wzrok w chłopaku.
      - Bo teraz nie chodzi o jednostkę, a o cały sabat. To co zrobiła Lotta zagroziło jednej duszy. To co planuje Sabat stanowi o wiele większe zagrożenie. Tu nie chodzi jedynie o wykorzystanie Akane. To co planują będzie miało o wiele więcej negatywnych skutków niż unicestwienie kolejnej duszy. To wewnętrzne sprawy Latrala i nie oczekuję, że chcecie nimi zostać obarczeni. Dla nas to wszystko ma po prostu większe znaczenie niż tylko ocalenie jednego istnienia – odpowiedziała Kali. Kiwnęła mu głową. – Owszem, nie była, Loretta stała się nie osiągalna w chwili gdy zabiła tą duszę. Dokonała zbrodni, okropnej, owszem, niewybaczalnej. Skazała swoją duszę na potępienie i wieczną tułaczkę, bo spaczona do Trzonu nigdy nie trafi. To miała być jej kara, ale ona poszła o krok dalej, duża część Sabatu poszła za nią i zaczęła knuć nitkę pod czyjeś gardło. Granica została przekroczona, co innego gdy chodziło o jednostkę, co innego, gdy chodzi o cały Sabat. To dwie różne sytuacje. Teraz kara będzie o wiele surowsza – wyjaśniła. Pokręciła głową, gdy mówił o warunkach.
      - Nie, dlaczego? Nasze warunki może poznać już w tej chwili. My wiemy do czego dążymy. Rytuał służy sprowadzeniu nas tu, do Was, po nim podpisujemy pakt dusz, a po wypełnieniu wszystkich warunków wracamy do Trzonu. Jeżeli wszystko by się udało kontakt z nami po tym wszystkim opierałby się o obecność niektórych członków w trakcie Twoich rytuałów, jak i o możliwość ponownego wezwania Nas, w razie stosownej potrzeby – wyjaśniła, patrząc głównie na Akane. Ta pomasowała sobie skronie i zaraz skrzyżowała wzrok z Kali.
      - Jak brzmią Wasze warunki? – zapytała.
      - Najważniejszy to ten, że nie utrudniasz nam głównego zadania, czyli pozbawienia mocy Sabatu. Nie masz nad nami pełnej władzy, nie kontrolujesz naszych ciał i umysłów, ale potrzebna jest Twoja zgoda byśmy zrobili cokolwiek innego, kogoś zaatakowali, obronili, wystraszyli i tym podobne… Kolejne to, że tworzysz własne rytuały, z uwzględnieniem istotnych elementów do ich poprawnego przeprowadzenia. Tu mam na myśli potrzebne składniki czy odpowiednie wersety, które muszą być zawarte w tego typu rytuałach. Te ryatuały opierają się na sile Twoich umiejętności, Twojej sile, nie mają bezpośrednio wpływu na Ciebie czy Twoje otoczenie – odpowiedziała spokojnie. Spojrzała zaraz na Gava.
      - Nie, Latrala z mojej linii, te które się sprzeciwiły i poszły w swoją stronę, zostaną nietknięte. Będą dalej egzystować, tak jak Akane. Czy w innym sabacie, czy indywidualnie, nie ma to dla mnie znaczenia. Przyszłam ukarać tych, którzy złamali przysięgę, tych, którzy przekroczyli granicę, nikogo innego. Akane nie będzie jedyna, będzie w mniejszości, owszem, Latrala zostanie zaledwie garstka, ale lepsza ta garstka od próżnego tłumu – odpowiedziała.

      Akane i Thanos

      Usuń
  149. - Tak, a Ty z góry wiesz, że o nic nie walczyłam i nie próbowałam – skomentowała. Nie miała nic więcej w temacie do dodania. Akane sama przewróciła oczyma. No tak, jak argumenty mu się kończyły to przecież trzeba było wlecieć ze stałą śpiewką. Machnęła już na to ręką. Sam swoimi wcześniejszymi zachowaniami doprowadzał do takich sytuacji, a potem szukał winy jedynie po jej stronie.
    - Mhm, już wsadziłam – odpowiedziała mu jedynie, nie wchodząc już głębiej w ten dialog.
    - Twoim argumentem naprawdę jest gdybanie? Nie masz pojęcia co by było, gdyby, mogłoby wyjść lepiej lub gorzej. Przestań się zachowywać jak jakiś alpha i omega, bo nie masz pojęcia czy rzeczywiście byłoby już po temacie, gdybym cokolwiek pokazała szybciej – oznajmiła równie chłodno.
    - Może chujają, ale jak słusznie zauważyłeś, tego nie wiemy, więc przestań mnie za takie rzeczy jebać – zaznaczyła twardo. – Przestań mnie jebać za rzeczy, na które nie mam wpływu! – uniosła się lekko. - Możliwości zawsze jest wiele, a wybranie idealnej opcji graniczy z cudem. Poza Twoimi ponurymi wizjami jest też możliwość, że to co robię jest najlepszym dla mnie wyjściem, ale przecież tego nie bierzesz nawet pod uwagę, mimo, że prawdopodobieństwo jest takie samo jak to, że coś idzie totalnie źle. Nie, Ty uparłeś się na scenariusz, w którym wszystko co robię, robię źle i rzucasz pewnikami, których nawet nie masz – dodała twardo. – Gave, możliwości jest tysiące, nigdy nie będziemy w stanie sprawdzić ich wszystkich, więc skończ zachowywać się jakby moje podejście było jedynym powodem, dla którego pewne możliwości do sprawdzenia są mniej lub bardziej nie osiągalne – patrzyła mu w oczy. – Nie prosiłam się o tą sytuację i owszem, dałam się zmanipulować w pewnych kwestiach, ale tylko w pewnych, więc nie przekręcaj moich słów, bo nie łykałam wszystkiego co mi dawali jak pelikan – zaznaczyła.
    - No popatrz, to znowu jesteśmy po równych pieniądzach – odpowiedziała mu, gdy rzucał hasła o mówieniu ile wlezie.
    - Jesteś na takim etapie, że wmawiasz mi obwinianie Ciebie za coś, za co Cię nie obwiniam, ale to już nie mój problem – pokręciła tylko głową. Lepiej od niego wiedziała co komu ma do zarzucenia, a skoro nie odróżniał poczucia beznadziei od konkretnych czynów, to nie była mu w stanie pomóc. Spojrzała po nim i wzruszyła ramionami.
    - Twoje umiejętności nie opierają się na emocjach, więc nie oczekuję, że kiedykolwiek zrozumiesz co się wtedy ze mną działo. Całe szczęście nie jesteś w stanie tego pojąć, a ja nie jestem na tyle podła by Ci to pokazywać – odpowiedziała w temacie pobłażliwości. Słuchała jednak jego przykładów. Zbliżyła się i lekko dotknęła jego ramienia.
    - Nie jesteś, całe szczęście nie jesteś. Ja niestety mam na swoim koncie bycie wielką idiotką, mam na swoim koncie próbę ucieczki od własnych emocji, od własnych uczuć. Mam i czasu nie cofnę, jedyne co mogę zrobić, to nigdy już więcej nie powielać tak idiotycznych kroków – zabrała zaraz rękę. – Nie jesteś potworem ani nieludzkim wynaturzeniem, jesteś dla mnie po prostu nad wyraz surowy. Jakby fakt, że popełniam błędy był dla Ciebie nie do zniesienia. Jak już wcześniej wspomniałam, nie jestem ideałem na jaki mnie malujesz – podeszła do barierek i spojrzała na nocne miasto. Słysząc angielski wsłuchała się w słowa i zaraz lekko kiwnęła głową.
    - I know. I want to see if this will have any effect – obejrzała się na niego, ale mówiła nieco przygaszonym głosem, jakby to było coś zrezygnowanego. Wiedziała, że mówi tu dużo. Obróciła się zaraz przodem do reszty, opierając pośladki o balustradę.
    Kali nie komentowała tego całego bycia durnym. Przywykła już, że jednostki jego pokroju nie bardzo są w stanie ogarnąć umysłem niektóre zasady. Akane na słowa o wewnętrznych sprawach spojrzała po Gavie z politowaniem i tylko pokręciła głową, zaraz wracając wzrokiem do Kali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - W skrócie rzecz ujmując jeżeli Sabatowi uda się stworzyć nowe źródło mocy i nowy Trzon, to będą w pełni gotowi do szerzenia swojej zemsty, a mają wobec innych światów bardzo nieprzyjemne plany – odpowiedziała. – Ofiary będą w setkach, jak nie tysiącach – dodała z zamyśleniem i strapieniem na twarzy. Ani jedna, ani druga nie odpowiedziały nic na opinię Gava co do układu, Akane na spokojnie układała to w głowie, a Kali po prostu milczała. Zaraz jednak zatrzymała spojrzenie na Gavie. Pokręciła głową.
      - Nie, mniejszość Latrala rozpieszchła się po różnych wymiarach, odeszli od Sabatu, gdy zobaczyli w która stronę to zmierza. Są w różnych miejscach. Zamknięcie wymiaru Latrala ma służyć właśnie temu by odciąć ich od reszty świata. Będą żyli jako ludzie, w zamkniętym wymierzę – sprostowała.

      Akane i Thanos

      Usuń
  150. No proszę, a to niby ona nie potrafi nie mieć ostatniego zdania, a to zaskoczenie. Spojrzała po Gavie unosząc jedną z brwi.
    - Chyba dość mocno przeceniasz moje umiejętności. Skąd miałam wiedzieć, że wybuchnie wojna i czas nie będzie odpowiedni? To co robisz to pokazywanie jednej z opcji, która dalej jest tylko gdybaniem, nie ma żadnych przesłanek co do tego, że opcja, którą przedstawiasz to ta najbardziej właściwa – zauważyła. Skrzyżowała z nim wzrok.
    - W jaki sposób się wyniszczam? Głowię się nad tym, sytuacja nie jest łatwa, ale co mam niby zrobić? Leżeć i pachnieć? Iść tam i ich wszystkich porozpierdalać? Co niby Twoim zdaniem lepszego mogę zrobić? – zapytała. Gave znowu przekładał swoją interpretację jej słów nad tą jej, mimo, że ona starała się wytłumaczyć co jako ona ma na myśli. Dla niej w takich chwilach większe znaczenie miało to co autor słów ma do powiedzenia, nie to jak słuchacz je interpretuje, interpretacje niestety bywały różne, mimo jasnych wyjaśnień drugiej strony.
    - Dla samego siebie rzeczywiście mniej surowy nie jesteś, ale dla innych owszem i to nie tylko dla Darcy. Do mnie też trafia zwyczajna rozmowa, dobrze to wiesz, bo mamy takich co najmniej kilka za sobą. Jednak kiedy pojawia się różnica zdań lub coś Ci nie pasuje to mało kiedy próbujesz ze mną normalnie rozmawiać. Stajesz w opozycji na praktycznie każde moje wyjaśnienie i rzucasz słowa jakby nic co mówię nie miało racji bytu. Jakbyś rozmawiał z jakimś wynaturzeniem, któremu nie umiesz okazać chociaż odrobiny zrozumienia. Moje wyjaśnienia ciągle nie są zbyt dobre, moje uczucia są złe i ogólnie rzecz biorąc chodzący ze mnie jeden wielki problem. Tak właśnie ze mną rozmawiasz w takich chwilach. Nawet dziś, zirytował Cię fakt, że rozmowa na mój temat przebiega w mojej obecności. Zirytował fakt, że chcę zostać i się czegoś dowiedzieć, jakby to było jakieś dziwne w całej tej sytuacji. Nigdzie nie zaznaczyłam, że zostanę do końca i nie dam Ci chwili sam na sam z Kali, ale Ty przecież z góry założyłeś, że nie dam Ci takiej chwili i od początku rozmowy się dąsasz jak dzieciak – odpowiedziała spokojnie, krzyżując ręce na torsie.
    - He definitely won't hear an answer from me now. I plan to discuss all of this with my close ones – odpowiedziała mu krótko, bo rzeczywiście nie planowała podejmować decyzji na już. Słuchała dalej co Kali ma do powiedzenia.
    - Aktualnie od kilku lat Sabat nie płodzi dzieci, szykują się na wojnę i nie chcą "słabego ogniwa" w postaci ciężarnych. Poza tym, ich plan z Lorettą zakłada również rozród. W wyniku komplikacji jakie zrodziły się przez działania Loretty, powstała teoria, która nie ma racji bytu, ale w którą spaczeni wierzą. Uważają, że Loretta jest obdarzona silniejszą mocą od innych, że dzięki niej spłodzą silniejsze potomstwo. Zamierzają zrobić ze swojej bogini dojną krowę, rodzącą silne, nowe pokolenie. Myślą tak, ponieważ syn Lotty i ich aktualny przywódca Lorenzo wykazywał od małego silniejsze zdolności magiczne. To w jaki sposób to sobie tłumaczą jest mylne, z resztą nie tylko to. Osobiście mam wrażenie, że spaczenie ich po prostu ogłupia, zaślepia tak bardzo, że ciężko tu o jakikolwiek inny ratunek, niż zabranie mocy. Nie jest w mojej naturze wybicie ich do cna. Chce ich ocucić, upomnieć... Przypomnieć od kogo pochodzą, a pochodzą właśnie od zwykłego człowieka. Nie uważam, że karzę w ten sposób przyszłe pokolenia, wręcz przeciwnie. Ja je ratuje. Dzięki temu co planuję te dzieci nie będą musiały brać udziału w nie swojej wojnie. Będą po prostu dziećmi, nie małymi, wypchanymi mocą wojownikami na posyłki - westchnęła ciężko.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  151. Ona również uniosła lekko brew i spojrzała po Gavie wymownie.
    - Nawet jeżeli byłam tak domyślna by to przewidzieć, to popełniłam już dość błędów, by wiedzieć, że rzucanie się na wroga, na oślep, tylko dlatego, że inny wróg nadchodzi, to nie jest dobry plan - zauważyła i zaraz przesunęła po nim spojrzeniem.
    - A skąd Ty możesz wiedzieć, że nic nie idzie do przodu i tak jak powinno? Wykluczyłeś się z uczestnictwa w naszym planie i nie masz pojęcia na czym stoimy i co udało nam się ustalić - zauważyła i zaraz lekko zmrużyła oczy.
    - ... z deszczu... z deszczu pod rynnę - poprawiła go, ale jednocześnie uniosła nieco rozbawiona kącik ust. Z gruszki pod rynnę, aż to sobie wyobraziła. Westchnęła lekko.
    - Gave, ja to doceniam, naprawdę doceniam, że chcesz żebym była bezpieczna, chcesz bym nie była tak bardzo na świeczniku jak aktualnie jestem, ale ja też do tego dążę. Właśnie dlatego chcę to wszystko zrobić dobrze, a nie na łapu capu. Nic mi nie da pośpiech, jeżeli wpakuję się przez to w jeszcze większe gówno. Wiemy coraz więcej i w coraz bardziej spójną całość to wszystko się układa. Nie dam im się dobrać do mojego tyłka, a jeżeli coś rzeczywiście spieprzę to jesteś jeszcze Ty, Ty i Twój plan... Miejmy nadzieję, że idealny lub chociaż skuteczny. Chociaż coś mi mówi, że i ten Twój nie jest pozbawiony ryzyka i nie jest tak pewny jak byś tego chciał - stwierdziła spokojnie. Pokręciła zaraz głową.
    - Wybacz Gave, ale aktualnie bardziej opisujesz swoje, nie moje podejście. Jestem otwarta na cudze racje, a to, że bronię rzeczy, których jestem pewna to inna para kaloszy. Gdy wiem, że coś wiem, to nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Nie będę przytakiwać na takie rzeczy jak cudze wmawianie mi, że czuję coś innego niż rzeczywiście czuję, ale nie widzę problemu by przytakiwać na czyjeś dobre pomysły. Masz rację, rozmowy ze mną bywały trudne, ale jak będziesz podchodził do rozmów ze mną przez pryzmat tego jak one przebiegały kiedyś, to nigdy nie ruszymy z tym do przodu. Sam fakt, że zostawiam tak istotne sprawy do przedyskutowania z innymi to u mnie już duży krok i wyraźna zmiana, jeżeli jej nie zauważasz, to albo nie chcesz tego zrobić albo po prostu jesteś ślepy - wzruszyła ramionami.
    - Gave, atakowanie czyichś przekonań to nie jest normalna rozmowa, a Ty właśnie tak najczęściej przy mnie działasz. Większość naszego dialogu to Twoje zarzucanie mi, że znowu robię coś źle, a kiedy wyjaśniam swoje stanowisko to wkracza negowanie moich racji. Ewentualnie w ogóle nie chcesz mnie słuchać, obrzucasz błotem i burzysz się na moje odpowiedzi. A potem standardowo wpada, że mielę temat, tylko dlatego, że odnoszę się do tego co sam do mnie mówisz... Tak nie wygląda normalna rozmowa - zaznaczyła. - Ja sobie tej irytacji nie przypisuję, Ty tą irytację na mnie wylewasz. Też nie widziałabym problemu w takim rozwiązaniu o jakim mówisz, ale to nie ja ustalam zasady tych rozmów i tak jak już wspomniałam, nie widzę problemu byście później porozmawiali sami. Z tego co zrozumiałam Kali też go nie widzi, jedynie przyjść musiała w mojej obecności - tu spojrzała na duszę, a ta skinęła głową, potwierdzając jej słowa.
    - Tak, she... - powtórzyła po nim, gdy ją poprawił.
    Kali spojrzała na niego pytająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Wolną wolę dzieci, które jeszcze nie przyszły na świat i nie zostały spłodzone? Gave, kara dotyczyć będzie pokolenia, które aktywnie brało udział w spisku. Nigdzie nie mówiłam, że zamierzam ich zamykać tam na wieki. Gdybym miała taki plan, to na jakie licho dawałabym Akane posadę klucznika od portalu? Los kolejnych pokoleń nie jest przesądzony, tak jak i tych, którym moc zostanie odebrana. To od nich zależy jak postanowią się zachować. Możliwości jest wiele. Część może targnąć się na swoje życie, nie wyobrażając sobie życia bez magii, część może poświęcić życie na szukanie zemsty, część może przyjąć porażkę na klatę, spuścić głowę i próbować wrócić na odpowiednie ścieżki klanu, a jeszcze inna część może uznać, że życie człowieka im odpowiada i po prostu ruszyć dalej, na nowych zasadach. Nie zamierzam skazywać ich na wieki, zamierzam stróżować ten wymiar i patrzeć jakie zmiany będą zachodzić - wyjaśniła.

      Akane i Thanos

      Usuń
  152. Akane spojrzała na niego w stylu "no proszę, a jednak". Chyba tyle by było w temacie zapewnień co do tego jak bardzo go nie interesuje jej plan działania. Nie komentowała jednak tego, dla niej było jasne, że jak nie Gavin donosił to Tony lub Ryu z nim współpracowali. Może nawet cała trójka była w zmowie, nie przeszkadzało jej to. Wiedziała, że nawet jak coś knują, to chodzi w tym o jej dobro. Sprawa powiedzonka dalej była dość zabawna, a An nie opuszczała wizja wielkiej gruszki, która na nią leci, a ona odskakuje w bok, prosto pod rynnę. W tej kombinacji zaczęła nawet podejrzewać, że chyba wolała tą rynnę. Wróciła jednak na ziemię, słuchając co mówi o swoim planie. Kiwnęła głową.
    - Brzmi dobrze - przyznała. Co prawda wizja spokoju od Sabatu była kusząca, a zabranie im mocy zdecydowanie rozwiązywało by problem ich kłopotliwych ingerencji w jej życie, ale to co mówił Gave było już wystarczające by osiągnąć dużo większy poziom spokoju. Spojrzała po nim uważniej, gdy mówił o zminimalizowaniu ryzyka.
    - Mam nadzieję, że nie własnym kosztem - uwielbiał to po prostu robić, jak się nie podkładał, to poświęcał własne dobro, na rzecz jej dobra.
    - Ja też potrafię, wcale nie jestem za bardzo zamknięta, ale ciężko rozmawiać z kimś kto na każde moje wyjaśnienie wystawia w kontrze ścianę i nie dopuszcza do siebie myśli, że jednak jest jakiś sens w moim rozumowaniu - odpowiedziała i zaraz skinęła głową.
    - Rozumiem, ale jak ustaliliśmy, możliwości rozwiązania tego problemu może być wiele. Nie uważam, że branie pod uwagę współpracy jest karygodnie złe, ale jasne, Ty jak najbardziej masz prawo uważać inaczej - zaznaczyła. To, że czerpali pomysły na swój plan z innych "możliwości" uważała akurat za dobre. Przynajmniej prawdopodobieństwo powstania dwóch podobnych planów było znikome. Spojrzała mu w oczy.
    - Akurat w temacie bezsensownych, irytujących komentarzy ciężko byłoby wybrać między nami zwycięzcę - zauważyła z rozbrajającą szczerością i pokręciła głową na własną, jak i tą jego głupotę. - Czasami naprawdę jesteśmy w tym niemożliwi... - stwierdziła z ciężkim wydechem. Skrzywiła się lekko i rozłożyła bezradnie ręce.
    - Kiedy ja wcale nie mam zamiaru przekonywać tym do swoich racji, u mnie bardziej chodzi o pokazanie, że zostaję przy swoich i że mam ku temu stosowne argumenty, ale tak... zgadzam się, że na dłuższą metę robi się to irytujące. Zgadzam się też co do tego, że nie zawsze musimy dochodzić do tych samych wniosków, to akurat byłoby dziwne, gdybyśmy na każdy temat mieli to samo zdanie - przyznała. Na wspomnienie Ryu i Tonego parsknęła krótkim śmiechem.
    - Chyba dawno nie słyszałeś naszych rozmów - stwierdziła. Ryu zdecydowanie nie machał ręką dla świętego spokoju, co najwyżej padało właśnie to, że po prostu uważają inaczej i na tym kończyli daną dyskusję. Tony z kolei to był największy aparat. Pobłażliwe spojrzenie i kręcenie głową, dobre sobie. - Nie mniej tak, wiem, że nimi nie jesteś - dodała. Zerknęła w bok, gdy wspomniał, że ma to samo co ona.
    - Z tym nawet nie będę dyskutować - odpowiedziała. Tak właśnie po prostu było. Spojrzała po Kali, kiedy mówił o jej słabym "nie widzi problemu".
    - Odniosłam się do konkretnej chwili, bo sprawiałeś wrażenie nad wyraz nie zadowolonego, że w ogóle pojawiłam się w jej obecności. Mój błąd, rzeczywiście mogłam to lepiej zaznaczyć - przyznała dusza, kiwając głową w przepraszającym geście. Uśmiechnęła się zaraz, gdy wspomniał o obronie sabatu. Akane z kolei patrzyła po nim uważnie. No nieźle, to zdecydowanie był moment, który przejdzie do historii. Nie mniej, ciężko było się z Gavem nie zgodzić. Wizja bycia klucznikiem jej również nie bardzo odpowiadała. Chciała mieć spokój od Latrala, a nie odpowiadać za jakieś pieprzone wrota do ich wymiaru. Na wzmiankę o morderstwie skupiła wzrok na Kali, patrzyła po jej reakcji. Dusza wyraźnie drgnęła, spojrzała po Gavie uważniej, jakby zaczęła słuchać bardziej niż dotychczas. Milczała jakiś czas, uważnie patrząc po chłopaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - To brzmi naprawdę sensownie - odezwała się Akane. - Zdaję sobie sprawę, że wrzucenie im kogoś i określenie go mianem przywódcą może nie być łatwe, ale nie traktuj tego zbyt dosłownie. To powinien być po prostu ktoś na tyle charyzmatyczny by oni sami po czasie mogli zobaczyć w tej osobie kogoś, za kim warto iść - wypowiedziała się. Kali spojrzała i na nią, dalej milcząc.
      - Czyli pozbawić ich mocy dla utemperowania, na jakiś czas, wybić tych, którzy najwięcej mącą i dać kogoś kto da im prawdę i poprowadzi w odpowiednią stronę... Hmm... Zamykanie wrót rzeczywiście mogłoby przynieść odwrotny skutek... - dusza wstała z miejsca i zaczęła przechadzać się po tarasie.
      - Musiałabym znaleźć odpowiednią osobę na to miejsce, Latrala, która z własnej nieprzymuszonej woli podejmie się tego wyzwania... Ale tak... Jest to zmiana, dla której widzę potencjał - przyznała, dalej wyraźnie się zastanawiając.

      Akane i Thanos

      Usuń
  153. — Tak, przemoc rodzi przemoc, ale czasami nie da się od niej uciec. Nie będę udawał pacyfisty, kiedy ktoś próbuje zabić niewinne dzieci chociażby — zauważył. Dalej uważał, że okrucieństwa Gava jeszcze się osobiście nie dopatrzył, ale być może z czasem się to zmieni. Słuchał tego jak wyglądało okrucieństwo na innym świecie. Ciężko było mu sobie to wyobrazić, ale może zwyczajnie nigdy nie będzie w stanie. Niektórych rzeczy nie dało się tak po prostu pojąć, a jednak był zwyczajnie ciekawy.
    — Mógłbyś podać jakiś przykład? Inne kultury mnie ciekawią bardzo mocno, nieważne czy to jasna czy ciemna strona, ze wszystkiego można wyciągnąć jakieś wnioski — poprosił, wyjaśniając swoje rozumowanie.
    Zatrzymał się w miejscu, uważnie analizując słowa o kradzieży i okrucieństwie. Tak… to to miało bardzo dużo sensu. Przytaknął ruchem głowy.
    — Masz rację, nie ukradnę tej broni. Postaram się na nią zarobić, dopóki tutaj jestem, jakieś dobrze płatne zlecenia się chyba znajdą — postanowił. — Dziękuję za zwrócenie uwagi — uśmiechnął się do niego przyjaźnie.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  154. — Myślał tulisek o niedzieli a w sobotę łeb mu ścięli — przedrzeźniła jego ton i puściła oczko, śmiejąc się przy tym wesoło. Nie skomentowała kolejnych słów, tylko szła dalej. Otworzyła drzwi od sierocińca, wchodząc jak do siebie, co akurat było dla niej kompletnie normalne, to ona opiekowała się tymi przybytkami, odkąd była dostatecznie obyta i wykształcona, aby sobie z tym poradzić. Od razu dało się zauważyć wiele rudych dzieci, które zajmowały się najróżniejszymi rzeczami, jedne bawiły się swoim ogniem, inne siedziały i coś czytały, inne bawiły się bez ognia, miejsce tętniło życiem tak jak zwykle.
    — Witam wszystkich! — powiedziała głośno, ale nie krzyczała, uśmiechnęła się szeroko, po czym ukłoniła na powitanie dzieciaków. — Bardzo tęskniłam za wami wszystkimi, dlatego też dzisiaj przyprowadziłam specjalnego gościa — złapała Gava za ramiona. — Przywitajcie Gava! — uśmiechnęła się ciepło, rzucając jeszcze ukradkiem spojrzenie przyjacielowi.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  155. Akane lekko zacisnęła zęby, wzięła głębszy wdech i spokojny oddech. Zrobiła kilka kroków w jego stronę i stanęła tak, by skrzyżować z nim ciepłe spojrzenie.
    - Wierzę w Ciebie Gave, jesteś cholernie bystry i zdolny, wierzę, że sam dostosujesz się do rad, którymi mnie raczysz i nie zrobisz jakiejś totalnej głupoty. Jeżeli nie dla siebie, jeżeli nie ze względu na mnie, to chociaż ze względu na dzieci, proszę byś działał ostrożnie. Latrala to moja odpowiedzialność, nie wybaczę sobie, jeżeli coś złego Ci się w tym temacie stanie - zaznaczyła spokojnie. Martwiła się o niego, ale liczyła, że skoro tak śmiało zaznaczał, że jest już na innym etapie, to nie odwali jakiegoś gówna. Dziewczyna powieliła jego gest z kiwnięciem głową, sama powiedziała już wszystko co chciała.
    Kali spojrzała na Gava.
    - Nie mieszaj moich wypowiedzi na jeden temat, z wypowiedziami na inny. Twój brak wiedzy odnosiłam do tematów, o których nie masz pojęcia. W przypadku planu jaki mam od razu zaznaczyłam, że nie jest on w pełni dopracowany. Nie w myśl, że nie wiemy co robić, a w myśl, że nie jest dopięty na ostatni guzik i można w niego wprowadzać zmiany. Przynajmniej w niektóre jego elementy. Z kolei Twoje zdziwienie, cóż, dalej jestem bytem ludzkiego pochodzenia, nie wszystko robię bezbłędnie - odniosła się i kiwnęła wdzięcznie głową, na przyjęte przez niego przeprosiny. Powtórzyła gest, na przypomnienie co do czasu.
    - Myślę, że aż tyle czasu nie będę potrzebować... - przyznała. Akane również zajęła jeden z mebli i spojrzała po Kali.
    - Ode mnie odpowiedzi i tak dzisiaj nie dostaniesz, ale plan z poprawkami Gava na pewno brzmi lepiej niż to co zaproponowałaś. Będę musiała to na spokojnie przemyśleć. Dziś nie mam zamiaru Ci dawać niczego konkretnego, najwyższy czas bym to od Was ja dostała konkrety. Mam jeszcze kilka pytań, które pozwolą mi zrozumieć lepiej sytuację, i podjąć ostateczną decyzję... Odpowiesz na nie, a później zostawię Was samych i pójdę się położyć - zaznaczyła, na co Kali przytaknęła głową. Akane chrząknęła, usiadła głębiej w fotelu i zaczęła zadawać pytania.
    - Problem z kontrolą mocy u hybryd to ściema? Jak mam rozumieć to, że dusza Loretty została do mnie przypisana? Dlaczego to muszę być konkretnie ja? - zadała wszystko od razu. Na większość innych pytań dzisiejsza rozmowa miała już w sobie pewne wyjaśnienia i odpowiedzi. Czy spójne i możliwe to już oceni z resztą. Kali wypuściła głośniej powietrze i skrzyżowała wzrok z An.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Tak, to ściema. Rytuał wstąpienia dotyczy każdego Latrala, ale zwykle odbywa się w dość młodym wieku, właśnie po to by nie dochodziło do takich sytuacji jak w Twoim życiu. Rytuał najczęściej ma miejsce przed okresem dojrzewania, by dodatkowo nie stanowił problemu w, i tak już ciężkim, okresie życia młodej osoby - odpowiedziała na pierwsze, poprawiła się zaraz w krześle. - Powiedzmy, że nasze ciało to pojemnik dla duszy, dusza wypełnia go w pełni, ale nie jest tam upchnięta. Wczepienie fragmentu obcej duszy sprawia, że pojemnik robi się trochę za ciasny, fragment tej duszy wpływa na Ciebie i dochodzi do zniekształceń duszy i charakteru. Celem Sabatu jest wywalenie Twojej duszy z Twojego ciała i zostawienie w nim tego jednego fragmentu należącego do Lotty. Łudzą się, że to sprowadzi ich Lorette do żywych. Sprowadzi, rzeczywiście, ale zapomnieli, że zabierając Twoja duszę dają miejsce fragmentowi na rozrost. To ich pierwsze rodeo, więc nie mają do końca pojęcia co robią. Loretta ma szansę się odrodzić, ale na pewno nie będzie taka sama. Jej dusza zacznie się budować na nowo i nikt nie jest w stanie określić w jaką stronę to pójdzie. Pewne jej cechy osobowości mogą się wyostrzyć, inne utemperować, to już jest loteria - wyjaśniła. Wzięła kolejny głęboki wdech.
      - Bo jesteś jedynym żyjącym krewnym, którego łatwo poświęcić. Sabat się z Tobą nie utożsamia, nie jesteś tam dla nikogo ważna, nie jesteś niczyją przyjaciółką, matką czy siostrą... emocjonalnie rzecz jasna, bo o jeżeli chodzi o krew to rzeczywiście masz tam powiązania. Tu niestety ale zdecydowały jedynie geny i to, że jesteś najlepszą opcją do ostrzału. U Latrala nikt za Tobą nie zapłacze. Rytuał ten, by działał musi opierać się na pokrewieństwie, nawet jeżeli znikomym, to musi. Sabat do dziś lamentuje po stracie Vivienne, w ich oczach ta kobieta oddała życie dla większego celu, oddała życie, by jej córka Mey nie musiała tego robić, by Lorenzo nie musiał. Dla nich to wielka postać i nie chcą tracić już nikogo więcej ze swoich.

      Akane i Thanos

      Usuń
  156. Diego wzruszył ramionami. Pokazał mu już, że jest w stanie to zrobić. Patrzył na poprawki, które wprowadza chłopak. Nie komentował ich, a skrzyżował wzrok z Gavem, gdy padło kolejne pytanie. Kiwnął głową.
    - Spalę – odpowiedział. Było co prawda wiele różnych zależności co do tej łaty, ale wiedział, że mógłby spalić ją bez problemu. Nie on będzie się mierzył z konsekwencjami takiego spalenia. Spojrzał uważnie po chłopaku. Ta cała hipotetyczna sprawa wyglądała na mało hipotetyczną. Nie była to jego sprawa, ale temat dusz nad wyraz go interesował, czasami aż chorobliwie.
    - Manekinie? Nie kojarzę by istniały takie manekiny – zauważył, bacznie obserwując Gava. Temat zrobił się nagle jeszcze bardziej interesujący.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  157. Tego Akane już nie była w stanie ocenić... Mogłaby mu co prawda wejść do głowy i zobaczyć co kombinuje, jednak nie chciała przekraczać tej granicy. Czuła, że jego zagranie będzie ryzykowne, ale dalej trzymała się myśli, że mimo wszystko nie przesadzi. Kali z kolei pokręciła głową.
    - Nie mieszam, Ty wspomniałeś o wytykaniu Ci młodego wieku i braku wiedzy, owszem robiłam to ale w temacie, w którym rzeczywiście jesteś zbyt młody i zbyt niedoinformowany by wiedzieć cokolwiek bardziej istotnego. Tylko tam, nigdzie indziej - zauważyła. - Słowa o niedopracowanym planie są moje, nie Twoje - dodała i wysłuchała go, po czym delikatnie rozłożyła ręce.
    - Cóż, najwyraźniej przyszłam tu nie tylko rozmawiać, ale i coś sprawdzić. Poznać Wasze priorytety i Wasz sposób rozumowania. Planuję po części oddać się w Wasze ręce. Dobrze jest wiedzieć w jaką stronę zmierzają Wasze myśli, gdzie podążają umysły, gdy na szali są takie, a nie inne rzeczy - przyznała. - Pakt duszy to dla mnie poważna sprawa, mogę słono zapłacić za niespełnienie warunków wiszących nad moją osobą. Przyszłam z informacjami, ale i po informacje - przyznała. Akane prychnęła pod nosem i zaraz lekko dźgnęła Gava w bok, podniosła do niego spojrzenie.
    - Ciekawe jakie Ty masz wymówki na tą skocznię przy Twojej twarzy - uniosła lekko kącik ust i zaraz zerknęła na Kali.
    - Zdecydowanie mam nad czym się zastanowić... - podsumowała. - Jeżeli już podejmę decyzję to jak mam się... zgłosić? - zapytała.
    - Będę wiedziała, ale możesz mnie po prostu zaprosić, słownie - odpowiedziała. Akane już po prostu kiwnęła głową. Dość dużo informacji dziś tu na nią spłynęło, a miała za sobą specyficzny dzień.
    - Dobra, ja idę się położyć, muszę... odpocząć - stwierdziła i wstała ze swojego miejsca. Okład z dzieci zdawał się aktualnie idealnym pomysłem. Odchodząc ścisnęła jeszcze lekko ramię Gava i ruszyła w stronę wnętrza jego komnaty. Cicho zamknęła drzwi tarasowe, a potem skierowała kroki w stronę łóżka, ułożyła się w nim między dzieciakami, bo tak aktualnie się po prostu porozkładały. Kali z kolei spojrzała na bruneta.
    - Twój pomysł nie jest tragiczny, ale przed realizacją musisz odpowiedzieć sobie na dość istotne pytania. Po pierwsze, czy jesteś gotowy, bo ona straciła te swoje dodatkowe życia? Szczególnie teraz, w okresie wojny. No i drugie, czy jesteś gotowy na konsekwencje wynikające z usunięcia tego fragmentu? To co mówiłam o duszy Lotty w ciele Akane, działa w dwie strony. Dusza się zniekształciła, dostosowała do nowych okoliczności, więc jeżeli zabierzesz ten jeden element, to ona wypełni braki, ale nie jesteśmy w stanie określić czym. Zmiany nie będą tak silne jak w przypadku sytuacji Loretty, ale wystąpią na pewno - zaznaczyła.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  158. Diego również go obserwował. Nie miał obaw co do własnych umiejętności, prędzej co do pomysłów tego tu gościa. Milczał dłuższą chwilę.
    - Na własność? Będzie całkowicie do mojej dyspozycji? - zapytał, lekko unosząc kącik ust. Tu szykowało się coś większego. Jeżeli miał pracować na duszy, to chłopak musiał mu sprowadzić kogoś żywego. Nad wyraz ciekawe, doprawdy. Oblizał usta, słysząc o jeszcze jednym.
    - Hah... Lubisz igrać z losem. Ciekawe... - rzucił. - Zaznaczę jednak, że nie spalę niczego na ślepo, nie będę brał na siebie konsekwencji Twoich pomysłów. Zanim cokolwiek rzeczywiście zrobię, chcę wiedzieć w jakim to celu - zaznaczył. Nie ufał mu i nie miał zamiaru iść w ciemno.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  159. Darcy nie zamierzała pukać z wielu powodów. Przede wszystkim to ona zajmowała się kontrolą tego jak prosperuje każdy z sierocińców, drugim powodem był fakt, że chciała dokładnie sprawdzić placówkę, a pierwsze co rzuciło się jej na wejściu to fakt, że nie widziała tutaj starszych mieszkańców ani opiekunów. Nie chciała martwić maluchów swoimi obawami i szczerze tęskniła za każdym z nich, tak jak tęskniła za maluchami z innych sierocinów w całym kraju, ale nie mogła być wszędzie na raz każdego dnia. Starała się jednak w miarę możliwości po równo odwiedzać każde z miejsc. Pilnować osobiście, że wszędzie dzieci mają równą szansę. Jedna z dziewczynek podbiegła od razu do Gava i złapała go za rękę.
    —- Woooow…. ale masz fajne włosy! — powiedziała go razu, stając na palcach. — Oprowadzę Cię! Ale powiesz mi skąd masz takie brązowe i białe? Czemu masz takie? Też jesteś fenalis? To czemu nie masz czarnych? A lubisz warzywka? Ja mam swój ogródek, to znaczy… jest wspólny, ale mój! Ja będe miała kiedyś swój warzywniak! Największy na świecie, wiesz! — zaczęła mu dalej opowiadać, ciągnąc go za rękę. — Pokaże Ci ogródek, mam tam dużo kiełków teraz, mam parę marchewek dla sularów, niedługo przyjdą, wiesz? Będziemy je strzyc i im śpiewać, lubisz śpiewać? Grasz na czymś? Ciocia gra nam na lutni i pianinie, Ty też nam zagrasz? A czemu jesteś specjalnym gościem? Tutaj są drzwi od podwórka naszego, widzisz? Ładne? To Tula tak je pomalowała, ona jest malarką, wiesz?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  160. An zaśmiała się krótko na wzmiankę jego członków rodziny.
    - Dobra, coś w tym jest - przyznała z lekkim rozbawieniem w głosie. Spojrzała na Kali, gdy padło pytanie o ten pakt, tak to rzeczywiście mogło być istotne. Kali przytaknęła głową.
    - Tak, to może być każdy komu Akane pozwoli, nie musi być to ona - przyznała. - Pakt dusz to umowa spisana między duszami Trzonu, a żywymi. To współpraca oparta na obustronnych korzyściach. Nie jest ciasno określona jeżeli chodzi o warunki, obie strony samodzielnie określają czego oczekują od tej współpracy, jakie mają zastrzeżenia i na co się zgadzają, a na co nie. My, by być w stanie wpływać jakkolwiek na Wasze otoczenie musimy być do, co najmniej, jednego z Was przypisani. Działa to na podobnej zasadzie co Ty i Twoja kontrola duchów, ale bardziej ograniczone. Nie możemy samoistnie stwierdzić, że tego ochronimy, tego zabijemy, musimy mieć na to przyzwolenie i wtedy możemy działać. Przypisany po prostu określa co nam wolno, a czego nie. Nie na piśmie, a na bieżąco, już w trakcie naszego bytowania tutaj. Określa co nam wolno, czego nie, ale nie jesteśmy na jego posyłki, nie może nami kogoś szczuć, kiedy my tego nie chcemy. Mamy możliwość sprzeciwu, jeżeli "rozkaz" obejmuje co innego niż to na co się umawialiśmy w pakcie. W przypadku zerwania paktu, dusze strony, która nie wywiązała się z deklaracji zostają skazane na potępienie - wyjaśniła.
    - No nieźle... - westchnęła lekko An. Jeszcze więcej do zastanawiania się. Naprawdę miała o czym myśleć, wszyscy oni mieli.
    Kiedy już byli sami, Kali wysłuchała Gava, a potem spojrzała po nim lekko kręcąc głową.
    - Gave, jeżeli ona użyje chociażby jednego z tych dodatkowych żyć, to w momencie pozbycia się fragmentu duszy Lotty, Akane umrze. Czar zostanie zerwany, te życia nie będą już obowiązywać. Ten plan ma rację bytu tylko wtedy, kiedy Akane nie tknęła jeszcze ani jednego z żyć. Za zerwanie tak dużych rytuałów płaci się ogromne ceny - wyjaśniła mu. Na kolejne słowa uśmiechnęła się do niego delikatnie.
    - Masz rację, to nie musi być zmiana na gorsze. Jeżeli otaczają ją osoby z tak dużą wiarą w jej duszę, to może rzeczywiście nie da się tym zmianom tak łatwo - przyznała mu. - Nie mniej, przy takich decyzjach trzeba być gotowym nawet na najgorszy scenariusz - dodała spokojnie.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  161. Czyli jednak, miał na myśli siebie. Diego uśmiechnął się nikle.
    - Och, jak mi przykro, a już miałem przygotowane w głowie fajne zabawy z manekinem – odparł z nutką sarkazmu w głosie. Uniósł lekko brew na tego całego „gepardziula”. Nie bardzo wiedział co to przezwisko oznacza, ale nie specjalnie mu ono przeszkadzało.
    - No cóż, ja się w to nie pcham – zaznaczył, nie czuł zobowiązany. To była istotna sprawa Gava, nie jego. Jasne, z czystej ciekawości mógł w to wejść, ale nie musiał.
    - Bardzo jesteś litościwy, ale tak się składa, że nie przed wszystkim jesteś w stanie moje cztery litery ochronić, dlatego dalej zostaję przy tym, że nie wejdę w to, jeżeli nie będę znał celu. Nie koniecznie teraz, ale nim komukolwiek cokolwiek spalę, chcę wiedzieć po co to robię. W innym razie zapomnij o moim udziale – oznajmił spokojnie. Nie miał zamiaru powielać gaf rodzeństwa i wchodzić w jakieś wielkie gówno.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  162. Akane przesunęła po nim spojrzeniem i kiwnęła lekko głową.
    - Dobrze - prawdę mówiąc słysząc o tym jak działa pakt, aktualnie brała pod uwagę tylko siebie. To był jej problem, jej odpowiedzialność i nie widziała by kto inny miał tu stawiać na szali potępienie własnej duszy. Nie mniej, zamierzała dalej to jeszcze z grupą ustalić.
    Kali przytaknęła mu głową, tak informacja była istotna.
    - Ponieważ te dusze to zapłata. Życie za życie. Ożywienie Akane jest jednoznaczne z uśmierceniem jednej z dusz, tej przypisanej do Natana lub do Shi. Kolejne wskrzeszenie, kolejna dusza, ostatnie wskrzeszenie i dusza Lotty przepada. Ten czar daje jej możliwość urodzenia się na nowo, ale zapłata jest wysoka. Czar jest jej wybawieniem i zgubą jednocześnie. Jeżeli zabierzesz z niego to co stanowi zapłatę, to czar weźmie inne życie w odwecie. Życie osoby, z którą dana dusza jest związana. Loretta w swojej ambicji sięgnęła po bardzo czarną magię, taką, która standardowo nie jest stosowana i nigdy nie była w naszym Sabacie - wyjaśniła, z ciężkim sercem.

    Akane i Thanos

    OdpowiedzUsuń
  163. Kali przytaknęła mu głową.
    - Tak, jednak te śmierci nie będą bez znaczenia. Śmierć to bardzo specyficzne doświadczenie. Przeżycie czegoś takiego trzykrotnie również niesie za sobą konsekwencje i to duże. Każda śmierć z osobna wpłynie na Akane i w tej opcji wrócić może kompletnie obca osoba. Ciężko stwierdzić jak bardzo coś takiego na nią wpłynie - wyjaśniła.
    - Drastyczne, masz rację... Taka już jest czarna magia... Mało kiedy przynosi dobry plon - dodała.

    Thanos

    OdpowiedzUsuń
  164. Kali spojrzała po nim uważniej.
    - Zrobisz jak uważasz, musisz po prostu liczyć się z konsekwencjami. Zapewniam Cię, że to jak zginie ma tutaj duże znaczenie. Inaczej umrzeć w boju, inaczej zaszlachtowanym przez kogoś bliskiego - odpowiedziała. Na pytanie o pakt pokręciła głową.
    - Nie, pakt to osobna sprawa, Akane zużyje energię na rytuały, ale pakt nie ma związku z jej mocami. Nie obciążalibyśmy jej tak, rytuał odebrania mocy nie należy do lekkich. Do paktu na pewno musi być przypisany ktoś, kto będzie przy Akane na czas jej odprawiania rytuału. Ten musi mieć miejsce już w wymiarze Latrala więc Akane trzeba stosownie zabezpieczać. Oczywiście to będzie też nasza rola, zadbać by jej nic się nie stało i właśnie dlatego lepiej by to ona lub ktoś kto przy niej wtedy będzie miał nad nami kontrolę - wyjaśniła.

    Thanos

    OdpowiedzUsuń
  165. Kali przytaknęła mu głową.
    - Tak, to zdecydowanie byłby dodatkowy czynnik. Tak jak i to czy wyrazi zgodę, czy też nie - przyznała mu rację.
    - Uważaj z tym pośpiechem. Na Ciebie również takie wczepienie i rozczepienie będzie miało wpływ. Może się okazać, że po nim będziesz miał zupełnie inne priorytety niż obrona Akane czy rodzina - wolała chłopaka upomnieć.

    Thanos

    OdpowiedzUsuń
  166. Kali nic już nie komentowała, uśmiechnęła się po prostu w jego stronę i lekko siknęła głową. Wzmianka o Wandzie była całkiem zabawna, jej dusza sympatyzowała z tym chłopakiem, więc na pewno ucieszy się na te pozdrowienia i drobne wstawiennictwo.
    - Do zobaczenia - padło z jej ust i zaraz już jej nie było.

    Thanos

    OdpowiedzUsuń
  167. Diego wyzerował z kolei szklankę i postawił puste naczynie, gdy Gave polewał i sobie.
    - Zapewne, serce Ci krwawi - dodał na jego komentarz. Spojrzał zaraz uważnie po brunecie. Cele treningowe?
    - No proszę, może jednak nie jesteś taki głupi na jakiego się kreujesz - stwierdził bez ogródek. Czyli jednak nie zawsze był w gorącej wodzie kąpany, przynajmniej w pewnych aspektach. Fakt, że chciał go sprawdzić brzmiał rozsądnie. Na wzmiankę o ratowaniu świata uśmiechnął się cynicznie, nawet miał przygotowany komentarz, ale Gave zdążył wtrącić kolejne trzy grosze i mimika Diego nieco spoważniała. Uratowanie słońca i świata jego córek? Od razu wiedział o kogo chodzi, o ich matkę. Milczał chwilę.
    - A żeś kurwa pierdolnął epitecik. Jeszcze chwila i pomyślę, że jebany z Ciebie romantyk - parsknął, zabrał napełnione (lub napełnił xD) szkło i wstał, co by się przejść do otwartych drzwi tarasu i tam przystanąć. Spojrzał na widoki.
    - Pomogę - nie musiał wiedzieć nic więcej. Ratowanie przed utratą kogoś tak istotnego zdecydowanie miało sens.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  168. Chłopak uśmiechnął się pod nosem na te teatralne zagrywki. Nie komentował ich jednak, ale uznał za dość udane.
    - Raczej wątpię. Stażem przy jej boku nie dorastasz mi do pięt, a ja nie świergolę o słońcach i światach. Prędzej uwierzę, że Darcy wyciąga z Ciebie to co głęboko skrywane - sam parsknął śmiechem. Upił łyka trunku i powolnym krokiem wrócił na poprzednie miejsce. Kiwnął głową na jego podziękowania i znowu zaczął go bacznie obserwować.
    - Nieźle zakręcona ta Wasza banda... - rzucił od niechcenia. - Kto by pomyślał, że Darcy sobie przygrucha akurat takich znajomych... - dodał, dalej uważnie go lustrując.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  169. — No wiem, mam bardzo ładne włosy, myję je co drugi dzień i szczotkuje dwa razy dziennie, żeby ładne były, Ty swoje tez powinieneś częściej czesać — zauważyła bardzo profesjonalnie jak na sześciolatkę dziewczynka. — Ładne białe z brązowym, ale nie rób wszystkich na biało za szybko, bo będziesz brzydki, a brzydki mi się nie będziesz podobać — przechyliła lekko głowę w bok, mrużąc oczy. Milczała przez chwilę. — Jak dalej będziesz przystojny za takie… dwadzieścia lat to zostaniesz moim mężem — poinformowała go, ciągnąc dalej. Darcy w tym czasie zajmowała się grupką młodszych dzieci, które koniecznie chciały poopowiadać co zrobiły przez ostatnie parę dni odkąd ją widziały ostatnio, ale ten jeden komentarz usłyszała i zaśmiała się wesoło.
    — A kim jesteś jak nie fenalis? Przyszedłeś z uchodźcami? A z Argaru to kim jesteś? Jakie sztuczki robisz? Masz białe włosy…. coś zimnego? Nie lubię zimnych rzeczy, będziesz trudnym mężem. Ojoj, no trudno, buzia nadrabia, ale się nie obrażę jak jednak będziesz brzydki to poszukam ciepłego męża — powiedziała. — Ja się nazywam Katja, zapamiętaj sobie, bo na razie jestem Twoją narzeczoną — zaznaczyła twardo i pogroziła mu palcem. — Marchewki są dla sularów, mogę dać Ci inne warzywka, ale marchewek nie mogę oddać, mam tajny plan i są mi potrzebne. Powiem Ci tajny plan jak na paluszek obiecasz, że nikomu nie powiesz. Wieczorem nam zagrasz po kolacji w takim razie, o miłości, dla mnie, to będzie mój prezent zaręczynowy — uśmiechnęła się do niego szeroko. — Może jesteś specjalny, bo mi ciocia męża przyprowadziła przyszłego. Ciężko o dobrego męża w tych czasach, wiesz? — pokręciła zrezygnowana głową. — Nie ma tutaj ładnych chłopców i chcę mieć małe fenaliski a z feniksem feniks nie może poprosić o fenaliska — wyjaśniła mu. — Ma bardzo ładne wyczucie, ale się w niej nie zakochuj, nie wolno Ci. Za stara jest za Ciebie, ma z milion lat jak ciocia! — uniosła się lekko, po czym uszczypnęła go lekko. — Jesteś mój Gave — przypomniała mu, po czym otworzyła drzwi. — A tutaj mamy podwórko, ogródek mamy tam, tam się bawimy, tam jest jaskinia hehku… mają teraz małe dzieci, więc tam bardzo fajnie cieplutko jest, a obok ogródka ma nasz Dzwoneczek domek, Dzwoneczek to nasz sularek, ja ją znalazłam i nie oddałam, więc teraz jest nasza już od roku! Bardzo ładna, bardzo, ma białe włoski jak Ty — wyjaśniła, prowadząc go najpierw w stronę grządek.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  170. Elf zastanowił się przez chwilę. Technologiczne nowinki, tak? Zmrużył lekko oczy. W takim razie ich okrucieństwo musiało łączyć się z rozwojem, całkiem przykre.
    — Myślisz, że tutaj też tak będzie? Nasz świat też się rozwija i idzie do przodu — zauważył zainteresowany jego opinią na ten temat. Zaśmiał się na kolejne słowa.
    — Nazwij to jak chcesz, ale trafiają do mnie Twoje argumenty z okrucieństwem, nie chcę pozbawić środków do życia biednej rodziny. Pieniądze da się zarobić wszędzie, patrz, tam jest tablica ogłoszeń — zauważył, wskazując ruchem brody na rzeczony przedmiot, do którego ruszył szybszym krokiem.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  171. Katja westchnęła zrezygnowana i pokręciła głową.
    — No najlepiej to wszystkim umyć ręce, ciocia nie wie jak szukać męża, wujek Diego daje tylko na kolanach posiedzieć, a jak się trafi nierudy przystojniak to nie idzie. To jak mam znaleźć sobie męża? Zegar tyka, wiesz? Pani Rava mówi, że już niedługo czas, czas, ale ona każe z feniksem a ja nie chcę feniksa — wyjaśniła mu. Zaraz jednak złapała się i zasłoniła buzię. — Pani Rava zabroniła mówić, że zaraz to obiecaj na paluszek, że nie powiesz — poprosiła go, wystawiając mały palec. Zatrzymała się przy ogródku i spojrzała poważniej po Gavie.
    — Nie możesz marcheweczek — powtórzyła. Słuchała go z arcy poważną miną, pokazującą, że zdania nie zmieni. A kiedy przysiągł przytaknęła głową. — No dobra, to się schyl to Ci powiem na ucho — poprosiła go, a potem stanęła na palach, zakryła mu uszko rękoma — Bo dzisiaj dzidzię znaleźliśmy, ale opiekunowie ciągle gdzieś wychodzą, a mleko jest zamknięte, to na marchewki mamę sularkę zwabimy, żeby mieć mleko dla dzidzi, no bo ona musi coś jeść, bo płacze co parę godzin, a nie mamy nikogo kto wejdzie do spiżarni po mleko — wyjaśniła mu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  172. Grima zadowolona wcinała swój wypiek, z uśmiechem obserwując Gava. Na pytanie o dzidziusia pokiwała głową i zrobiła duże oczy.
    - To małe łobuziątko strasznie kopie, szczególnie jak słyszy Tońcia. Jak przychodzi i mówi do brzusia to jest spokój, ale jak tylko przestaje to zaczyna się torpedon! Wtedy jedyne co maluszka uspokaja, to dobre jedzonko... zje i idzie spać... - przytaknęła sobie głową. - Ostatnio to tak mnie kopł, że mnie nad kuperkiem wszystko bolało! Taki sobie o... dzidziuś... - prychnęła, ale zaraz się rozchmurzyła i pogłaskała brzuszek. - Kochany maluszek, będzie miał dużo krzepy i będzie wysoko na drzewa wskakiwał - wgryzła się w jedzonko i zadowolona sama sobie przytakiwała.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  173. — A ładni chłopcy tam są? — zainteresowała się, słysząc słowa Gava. Zaczęła się przez chwilę nad tym zastanawiać, aby na końcu uśmiechnąć się zadowolona i przytaknąć mu głową.
    — No właśnie… a jej nie ma też, żebyś ją poznał, wyszła rano i nie wróciła i w ogóle sobie zaczęła tak ostatnio wychodzić i nie wracać i se czekamy i czekamy, a jej nie ma, wiesz? Odkąd nam bliźniaków i Mikaela adoptowali, wiesz? To jej nie ma i nie ma. Myślisz, że tęskni za nimi? Może ona chciała być ich mamą i teraz ich próbuje odzyskać, ale to dziwne, bo przecież powinna się cieszyć, że mają rodziców, prawda? Nie wygląda też na smutną, wiesz? Starzy ludzie są dziwni, wiesz? — zasypała go kolejną dawką informacji. Dziewczynka z pewnością nie była zbyt dobra w trzymaniu tajemnic i lubiła mówić jeszcze bardziej niż Darcy.
    —- Nie dostajemy jajek tutaj… jak feniksy porzucają jajka to zazwyczaj je zostawiają w Tharok, albo na pustyni głuptasie, frajery to są wszędzie, wiesz? Że dzieci zostawiają se tak o… ciekawe czemu nie kochają… My mamy taką małą dzidzię, ma rude włoski już na główce, ale głównie to śpi teraz, ale jak się obudzi to płakać będzie, bo głodna będzie, dzidzie muszą pić mleko, prawda? A my mleka nie mamy… — wyjaśniła mu, smutniejąc na buzi. — A wejdziesz do spiżarni? Kłódka jest wysoko i nie sięgamy, a jak bierzemy się na barana… no to bam i furtki stopić nie możemy ani nic… Mikael umiał otwierać zamki, ale Mikael to ma teraz inną rodzinę…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  174. [ Powiem, że mi to nie przeszkadza i tak tutaj im nikt nie zapłaci za schwytanie ich ;P [ nikt działający w imieniu prawa]]

    Przytaknął głową na jego słowa i zamyślił się przez chwilę.
    — Mamy szansę dołożyć cegiełkę, by do tego nie doszło, każdy czyn się liczy, kropla drąży skałę, prawdę? Żyć, traktować innych, tak jak my byśmy chcieli być traktowani… będę szczęśliwy, jeśli chociaż Piri i Twoje Fasolki, Groszek, Maryl, Rokara będą mogli żyć w czasach, gdzie nikt nie będzie dybać za nich za ich mieszaną rasę — odpowiedział szczerze z wyraźną nadzieją w głosie. Może cały świat nie zmieni się na pstryknięcie palca, ale może chociaż tej jednej zmiany uda im się dożyć? Dać młodemu pokoleniu coś lepszego niż to co sami mają. To byłby naprawdę dobry start. Zaśmiał się, kiedy Gave schował ręce do kieszeni, widać było, że wygrana w tej arguentacji jednak niespecjalnie przypadła mu go gustu.
    Patrzył z pogodnym uśmiechem na ustach to tablicy ogłoszeń. Zadanie znalazł dość szybko. 500 sztuk złota za doprowadzenie do aresztu niejakiego Aatosa za spalenie pastwiska dzikich sularów. Zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia czym są sulary, ale spalenie pastwiska zdecydowanie brzmiało jak przestępstwo. Wziął zlecenie do ręki. Był nawet portret, dopiero później rzuciło mu się kilka znajomych twarzy z ogłoszeniami i nagrodami.
    — Zlecenie i Ciebie — zaśmiał się cicho, pokazując mu pracę, jaka wpadła mu w oko. — Swoją drogą całkiem nieźle ujęli Twoje kości policzkowe — dodał wyraźnie rozbawiony. Ich listy gończe znajdowały się w małym odstępie od innych listów gończych, niektóre miały nawet dorysowane wąsy, nie rozumiał jednak za bardzo podpisów, nie mógł się rozczytać. Liznął języka co nieco u drakonów, ale nie mówił jeszcze zbyt dużo i zdecydowanie nie czytał. — Vhanhidas… prawie tak trudne jak moje elfie szlaczki — mruknął widząc długość słów.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  175. Katja słuchała uważnie Gava i przytakiwała mu głową. Sprawę męża zostawiła dla samej siebie, ale widać było, że dziewczynka miała ambitne plany w kwestii doboru sobie partnera na całe życie.
    — Nieee… mamy więcej opiekunek i opiekunów, ale ostatnio ciągle ktoś gdzieś wychodzi, Pani Rava najmniej, ale też tak cicho bez nich. Ostatnio to nawet bajeczki nikt nie przeczytał na dobranoc tylko do łóżek i już… a bajeczki są ważne na dobranoc. Ja swoim roślinom też opowiadam zawsze rano i wieczorem, żeby miały motywację, żeby ładnie rosnąć — wyjaśniła mu, po czym złapała go za rękę, żeby iść z nim z powrotem do domu. — A wiesz co dzidziom potrzeba? Ja nie wiem… Ale jak ciocia jest to ciocia będzie wiedzieć, ciocia już trzymała to dzidzie często, wiesz? Ja pamiętam, jak mniejsza byłam… to siadałam na kolankach u Diego, oglądałam włoski, Darcy miała dzidzie, ale teraz to nie dzidzia tylko już większy chłopiec o taki — pokazała mu — I się nazywa Tapio, bardzo go lubię, fajny jest — wyjaśniła mu, po czym zaczęła iść dalej. — A no i ciocia nam bajeczki czytała albo opowiadała zawsze. Myślisz, że jak nie ma Pani Ravy to zostanie z nami na nocowankę? A Ty zostaniesz? Zrobimy nocowankę?

    Darcy
    .

    OdpowiedzUsuń
  176. Grima prychnęła na komentarz Gava.
    - Kevusia w brzuszku Tońcia nie znała, a i tak za nim lata. Coś się nie zgaduje w tej Twojej teorii Milasku – pokazała na niego palcem. Zdecydowanie nie dopracował swojego stwierdzenia. – Ciekawe ile przeprowadziłeś testów, by zobaczyć jak bardzo prawdziwe może być takie gadowanie – naburmuszyła się wyraźnie. Jej buzia złagodniała jednak na potwierdzenie jej własnych słów. Machnęła ręką na to całe traktowanie.
    - Nie czeba. Az tak długo to nie boli, najczęściej jak się wierciuje, wtedy, potem mniej, a potem to tyle się dzieje, że i tak zapominam – zachichotała.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  177. — Nie mylę — naburmuszyła się. — Mówię, że była dzidzia kiedyś, ale urosła i jest druga teraz. To są dwie minus jedna, bo jedna urosła i dzidzią nie jest tylko berbeciem — wyjaśniła mu stanowczym głosem upartej sześciolatki.
    — No to chodź, idziemy, idziemy, pytamy, zajmujemy się dzidzią, wszystko, wszystko — ponagliła go, po czym zaprowadziła go z powrotem do środka. Wewnątrz Darcy siedziała już z niemowlakiem na kanapie i butelką w ręku. Karmiła go ostrożnie, przy okazji rozmawiając co nieco z dziećmi spokojnym głosem, próbowała też objąć jakoś cały ten chaos, ale z tyloma małymi dziećmi na raz, karmiąc jedno całkowicie bezbronne nie było to aż takie proste.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  178. Trochę ją te jego słowa udobruchały, popatrzyła na niego "surowo", ale zaraz szerzej się uśmiechnęła. Oberwał jednak w ucho na kolejne zdanie.
    - Nie prawda, znały, może nie tak dzień w dzień, ale byłeś czasami jak siedziały w brzuszku - poprawiła go, bo akurat to doskonale wiedziała. Wypytywała przecież Fiołka o tą sytuację i to bardzo, ale to bardzo dokładnie. Aż jej się trochę głupio zrobiło, bo nie zanotowała informacji, a mogłaby teraz wyciągnąć diagram i mu udowodnić ile to razy widział ciężarną An. No nic, na przyszłość będzie miała nauczkę i się lepiej przygotuje na podobne rozmowy. Wydęła zaraz usta na te jego mnogie pytania.
    - A co będę miała z tego, że Ci powiem? - uniosła dumnie brodę i skrzyżowała ręce, zerkając po nim wyniośle, a zaraz się roześmiała, po czym skoczyła na środek komnaty i lekko zawirowała dookoła własnej osi.
    - Chmurkowi, burkowi podbierają ciuszki i mu je tną, co by sobie popatrzeć na jego seksi ciałko - tu zaczęła dotykać własnego ciała, udając jakieś seksowne pozycje. - Chmurek, burek zabiera Akane na urocze spacerki - zatrzepotała teatralnie rzęskami i ułożyła brodę na swoich dłoniach, udając anielskie, niewinne stworzonko. - Fiołek wywija z Felcią na gorącym parkiecie, gibają seksownie ciałkami na wszystkie strony - sparodiowała taniec brzucha, strojąc przy tym miny w stylu "och" i "ach". - Felcia zabawia się na dachach z jednookimi Kropkami - zaczęła wydawać odgłosy całusków. - Kropek próbuje swoich sił w tańcach brzucha, jak nie z Felcią, to z Akane - zachichotała i pochyliła się w stronę Gava - rozhulał się ten nasz Kropek - rzuciła konspiracyjnym szeptem i ponownie zachichotała, zwieńczając swoje plotki giętkimi wygibasami i lądując ostatecznie na łóżku z ciężkim oddechem. - Mówię Ci! Dzieje się! - wyszczerzyła się do niego.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  179. Darcy uśmiechnęła się do dzieci, które jeszcze dalej próbowały protestować. Powiedziała, że Gave ma rację i pokoje powinny zostać ładnie posprzątane. Potem po zabawach zrobią wszyscy sobie zbiorową inspekcje a ta grupa, która najładniej posprząta wybierze co dzisiaj będą robić na kolacje. Ostatecznie każdy dał się przekonać. Odetchnęła lekko, nie przerywając karmienia. Spojrzała wdzięcznie po Gavie, a potem skrzywiła się wyraźnie.
    — Aha… zatrudniam… — mruknęła. Nawet nie wiedziała kto teraz jest a dowiedziała się tylu smaczków, że naprawdę żałowała swojego wyjazdu. — Rei jest w ciąży sama i ma dużo dzieci na głowie, może pomóc mamie i mi z wyborem nowego personelu, ale nie zaciągnę jej tutaj do pracy — odpowiedziała spokojnie, po czym odłożyła butelkę, którą malec już wypił w całości i przełożyła go sobie tak, aby mogło mu się odbić. — Mama mówiła, że wyznaczyła wszystkie najbardziej zaufane nianie i opiekunów do pomocy azylowiczom, ale dalej coś jest ewidentnie nie tak. Mikaela nie ma w ogóle… muszę zabrać stąd wszystkie dokumenty, wywalić aktualny personel, zapewnić dzieciaczkom bezpieczeństwo… albo ja tutaj zostanę i wezmę Gromy do pomocy, albo zabieram je ze sobą do pałacu — wyjaśniła mu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  180. — Jeśli chcesz możesz się sam oddać — uśmiechnął się wymownie do Gava i zaśmiał lekko. — Ale nawet jeśli dadzą Ci pieniądze to o ile wszędzie działa to tak samo to i tak Ci je zabiorą przy wtrącaniu za kratki, więc po co w ogóle zabierać z sejfu jakiekolwiek monety, jak zaraz do niego wrócą, hm? — wyjaśnił. Gdyby chciał się oddać w taki sposób musiałby mieć kogoś kto by za niego tę nagrodę odebrał i nie uciekł przy pierwszej możliwej okazji. — Owszem, dałoby się. A tutaj wezmą pieniądze za Twoją głowę? — dopytał jeszcze. Sam nie był tego taki pewien. Jak mówił, ich ogłoszenia a ogłoszenia innych przestępców na tablicy wyglądały całkiem inaczej. Gavovy list gończy przede wszystkim był też we wspólnym, brakowało tłumaczenia na rodzimy język feniksów.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  181. Diego uśmiechnął się pod nosem.
    - No tak, zapomniałem, że jesteś specem od mojej osoby - odpowiedział, temat wyciągania z kolei zostawił już bez komentarza. Słysząc to w jaki sposób wypowiadał się o znajomych, spojrzał po nim uważniej.
    - Zdajesz sobie sprawę, że w ten sposób raczej zachęcasz do zagłębiania tematu tego bagna, niż zniechęcasz? - zapytał z lekko uniesioną brwią i upił swojego trunku. - Nie mam zamiaru wbijać się w towarzystwo siostry. Kilkoro z Was jest mniej lub bardziej interesująca, ale raczej nie spodziewaj się mnie na tych Waszych imprezkach i spotkaniach. Możesz spokojnie odetchnąć, mam ciekawsze zajęcia niż ta Wasza studnia - oznajmił.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  182. Przybytki miały być przecież nadzorowane. Odkąd bała się wrócić do Phyonix dostawała informacje, miały być kontrolowane, zarządzane, to nie tak, że każdy sierociniec został pozostawiony sam sobie. A jednak miała do siebie ogromny żal, że nie wróciła tutaj wcześniej i nie zaopiekowała się osobiście niewinnymi maluchami. Skoro miała czas na lekcje dla argardzkich dzieci, tutaj tym bardziej powinna się znaleźć, to byli jej rodacy. Spojrzała na niemowlę, czując jak serce grzęźnie jej w gardle. Małe biedactwo.
    — Nie, w Phyonix… w kraju jest kilka takich placówek, w miastach i w większych wsiach, żeby dzieci nie musiały podróżować przez całą pustynię, zanim znajdą dach nad głową, gdy zostaną porzucone — wyjaśniła, a po policzku spłynęła jej łza. Co działo się w innych miejscach? Przytaknęła mu głową.
    — Oczywiście, że nie jest, jeśli mam myśleć o nie wzbudzaniu podejrzeń, ale… sama myśl, że ktoś może je skrzywdzić, wykorzystać, sprzedać albo — w głowie dźwięczały jej słowa An i widok raportów o kulcie Jedynego, rozmnażaniu rodzeństwa, a kolejne łzy dalej popłynęły po jej twarzy. Zacisnęła wargi, opierając się lekko o Gava i poprawiła dziecko w rękach.
    — Dobrze, zatrudniam Cię. Muszę… muszę też sprawdzić każdą inną placówkę… ja… jeśli coś im się stanie… wiem, że powinnam podejść do tego na spokojnie, zbadać, czekać, ale w tym czasie inni mogą już cierpieć. Spójrz na tego malucha… nie zrobili nic złego, czemu ktokolwiek może w ogóle chcieć próbować zrobić cokolwiek tym niewinnym duszyczkom…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  183. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  184. Myślała, że ma odpowiednich ludzi na odpowiednich stanowiskach. Miała ochotę obwinić też trochę rodziców oraz Diego, ale to byłoby niesprawiedliwe. Sama powinna wrócić wcześniej, skoro to był jej obowiązek. To zaniedbanie, ewentualne zagrożenie to tylko i wyłącznie jej wina. Może być też tak, że opiekunowie zwyczajnie się rozleniwili bez odpowiedniego nadzoru.
    — Macie już sporo na głowie… Ty będziesz tutaj, Akane ma inne zadania, Tony z Grimą nie są dyskretni — wymieniła i zagryzła lekko wargę. Spojrzała na chłopca, który wyciągnął rękę po jej palca. Uśmiechnęła się czule.
    — Nie dam skrzywdzić najmłodszych. Jeśli ktoś już tknął w jakiś sposób, któreś… — urwała, bo uznała, że nie będzie mówić przy niewinnym istnieniu co jej chodzi teraz po głowie. — Nie martw się, Maleńki, będziesz miał bezpieczną przyszłość… wszyscy będziecie mieć bezpieczną przystań, nawet jeśli musimy zacząć budować ją od nowa — zapewniła go. Wiedziała, że nic teraz z tego nie rozumiał, ale ciężko było ukryć, że to dzieci były przyszłością narodu. Nie zamierzała tolerować wykorzystywania ich niezależnie od tego w jaką stronę polityczną ktokolwiek idzie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  185. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  186. Darcy spojrzała po Gavie i pokręciła głową. Przede wszystkim wobec niej Tony i Grima nie wykazali się zbytnią dyskrecją, gdy prosiła ich o to. Nawet jeśli kierowali się inną skalą, to ciężko teraz było jej wyobrazić sobie, że nie zignorują żadnych wskazówek czy wytycznych, bo ich profesjonalne oko każe działać im inaczej. Uśmiechnęła się lekko.
    — Przede wszystkim Grima jest w ciąży, martwię się o stan jej maluszka, nie wiem jak dyskretni będą, ufam w ich dobre intencje, gdybym dała im własne wytyczne, nie wiem co w ich kodeksie uchodzi za dyskrecje a co nie. Poza tym, gdyby nagle po całym kraju Argarczycy zaczęli pracować w każdym sierocińcu byłoby to podejrzane, jeśli coś się dzieje, mogliby zacząć to maskować jeszcze bardziej. Nie chcę ryzykować bezpieczeństwa dzieci i ich komfortu — wyjaśniła mu. — Poza tym Akane i tak… no cóż powiedzmy — urwała na chwilę. Nie chciała mówić tutaj o kulcie Jedynego. Westchnęła. Granatowłosa i tak będzie poruszać się z ogona — Wiem, że mogę Tobie zaufać… Nyliana nie znam w ogóle, dziewczynki możesz przyprowadzić tutaj, ale do innego miasta ich nie wyślę jeszcze.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  187. Akurat Grimę znała raczej lepiej niż Gave, więc spojrzała po nim z lekką pretensją, ale i tak się przytuliła lekko, bo faktycznie pomagało to z całym tym stresem związanym z sierocińcami. Przeszła wzrokiem na niemowlę, oglądając jego zadowoloną minę.
    — Taki miałam zamiar — odpowiedziała w kwestii niemowlaka. Nawet chciała się nim jeszcze dłużej sama zająć. Nie chciała go za bardzo teraz opuszczać.
    — Nie znam ich od kwestii szpiegowania, więc to chyba uzasadnione, że czuję niepokój przed powierzeniem im jakiegoś zadania? Poza tym Grima sama jest już w dość zaawansowanej ciąży i kocha wszystkie dzieci. Nie chcę jej narażać dodatkowo na stres, a co jeśli to jej maluchowi zaszkodzi? — odpowiedziała Gavovi. — Porozmawiam z mamą i Rei i wtedy wybierzemy odpowiednie osoby. Wezmę Twoje uwagi i propozycję pod uwagę, przedstawię je Twoimi słowami, bo nie mówisz bez sensu, ale pozwól, że poza zatrudnieniem Ciebie wstrzymam się z pochopnymi decyzjami — wyjaśniła mu nieco bardziej stanowczo. Na pytanie o Akane wzruszyła ramionami i zaśmiała się lekko.
    — Wiesz jak Natan się żali na lewo i prawo, że Eli jest rozpieszczany? An podebrała tacie Iskierkę jak chciał go zabrać na dzień z dziadkiem i się tak na nią obraził, że jak tylko widzi jej imię gdzieś to puszcza kurwikami na lewo i prawo — wyjaśniła. Po części była to prawda, bo tak faktycznie było. Dolała sobie kuzyneczka oliwy do ognia. Tatkowi nie zabierało się maluszków, bo i tak już miał pierdolca. — Rzadko kiedy widać w nim tyle emocji na raz — parsknęła jeszcze. — Wkurwiony, smutny, potem widzi Galana, uśmiech, radość… no normalnie parkur — wyjaśniła jeszcze kolejny szczególik. — Pewnie, możesz tutaj przyprowadzić kogo chcesz. Dzieci bardzo chciały poznać azylowe dzieci. Pojutrze mamy w planach i tak wspólne zajęcia, żeby się poznały. Chcemy też na dniach pokazać nasze zwierzęta hodowlane, niedługo sulary będą się schodzić do miast, dzieci pewnie oszaleją i będą chciały je strzyc

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  188. Westchnęła, patrząc z pretensją po Gavie. Znowu to samo. Miała ochotę za to naprawdę przywalić Natanowi. Wstała z kolan chłopaka i pokręciła głową.
    — Nie, nie dostaje, dostaje tylko u dziadka, a dziadkowi Eli jest oddawany tak czy inaczej. To już wina rodziców, że nogą tupnąć nie potrafią. Kiedy spędzam czas z Elim traktuje go jak inne dzieci. Tak, ma prawo wybrać w jaką stronę mają isć jego zabawy, wymyśla swoje przygody i rozwija wyobraźnie, ale jak jest czas na naukę to się uczy, jak jest głodny to nie głoduje, idziemy do kuchni i ma taki wybór jaki jest w spiżarni, nikt mu nie biega z poparzonymi gaciami jak sobie wymyśli placek z gumijagód, których nie ma, tak, może wybrać, ale z tego co jest. To, że w pałacu mamy stołówkę i ten wybór to więcej niż kaszka czy dżem no to sorry. Na siłę przed nim nie będzie nikt chować jedzenia, żeby wyjąć za 5 minut. Może niech Natan zacznie bardziej nóżką tupać jak dziadek oferuje opiekę nad dzieckiem i przede wszystkim niech nie patrzy na moją rodzinę i mnie jak jeden organizm, którego oczywiście MOJA WŁASNA siostra nie jest częścią. Już mnie wszyscy naprawdę wkurzacie tym gadaniem — odpowiedziała. Była zirytowana na twarzy, mówiła cicho, zachowywała spokój, bo obok było niemowlę i kląć zamiaru nie miała, ale strasznie już ją irytowało takie pierdolenie. Spojrzała wymownie po Gavie.
    — Mhm… jeśli ma jakąś tajną misję to tajnie najwyraźniej ją sobie zleciła — odparła tym samym tonem, uniosła nawet tą samą brew. — Naucz się, że nie wszystkie informacje są przeznaczone dla Twoich wścibskich uszu — pokazała mu jeszcze język. No tak, Akane miała Gavina, wiec Gave pewnie wszystko wiedział, ale naprawdę mógłby chociaż udawać, że nie jest w temacie. Uśmiechnęła się już bardziej przyjaźnie.
    — Dobrze, jak cały dzień nie ma opiekunów, to dzieci pewnie też nic nie jadły, trzeba to zaraz ogarnąć — przeciągnęła się i zerknęła na niemowlę. Jeśli nie śpi, to weźmie ja w nosidełko i zacznie ogarniać, zaciągnie resztę do pomocy, to będą też miały zajęcie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  189. Darcy była już gotowa do wyjścia, miała dzisiaj od południa pełno spotkań, przed nimi chciała się jako tako pokazać, pójść do pokoju muzycznego, zabrać instrumenty i dokończyć układ, na samym pianinie z kolei nie mogła idealnie skończyć melodii, bo ciągle jej czegoś brakowało. To też dobrze odwróci jej myśli. Kiedy usłyszała pukanie, miała jednak cichą nadzieję, że to będzie Ryu, porozmawia z nią normalnie, spróbują to jakoś wyjaśnić, ale zobaczyła Gava. Zmarszczyła lekko brwi. Już? Naprawdę wujek Alex teraz się mieszał? Teraz?! Spojrzała jak chłopak idzie sobie beztrosko na łóżko. Zarumieniła się na jego pytania, trzaskając przy okazji drzwiami.
    — Zajebiście zły moment Gave — odpowiedziała, przecierając oczy. Kolejne pytanie jednak totalnie zbiło ją z nóg. Oparła się plecami o ścianę i zsunęła powoli, zakrywając twarz.
    — Nie… — szepnęła. Nie zabezpieczali. Kurwa mać! Dlaczego o tym wtedy nie pomyśleli… W zasadzie o niczym nie myśleli chyba. Przecież jeśli… to rodzice ją zabiją. Bracia ją zabiją. Morgana ją zabije. Ryu też. Przyszła Kapłanka dała się wyruchać, wykorzystać i może mieć jeszcze z tego dziecko. Zajebiście…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  190. Darcy była już gotowa do wyjścia, miała dzisiaj od południa pełno spotkań, przed nimi chciała się jako tako pokazać, pójść do pokoju muzycznego, zabrać instrumenty i dokończyć układ, na samym pianinie z kolei nie mogła idealnie skończyć melodii, bo ciągle jej czegoś brakowało. To też dobrze odwróci jej myśli. Kiedy usłyszała pukanie, miała jednak cichą nadzieję, że to będzie Ryu, porozmawia z nią normalnie, spróbują to jakoś wyjaśnić, ale zobaczyła Gava. Zmarszczyła lekko brwi. Już? Naprawdę wspaniała dyskrecja, nie ma co kurwa. Kilka godzin. Ciekawe kto jeszcze wiedział… Spojrzała jak chłopak idzie sobie beztrosko na łóżko. Zarumieniła się na jego pytania, trzaskając przy okazji drzwiami.
    — Zajebiście zły moment Gave — odpowiedziała, przecierając oczy. Kolejne pytanie jednak totalnie zbiło ją z nóg. Oparła się plecami o ścianę i zsunęła powoli, zakrywając twarz.
    — Nie… — szepnęła. Nie zabezpieczali. Kurwa mać! Dlaczego o tym wtedy nie pomyśleli… W zasadzie o niczym nie myśleli chyba. Przecież jeśli… to rodzice ją zabiją. Bracia ją zabiją. Morgana ją zabije. Ryu też. Przyszła Kapłanka dała się wyruchać, wykorzystać i może mieć jeszcze z tego dziecko. Zajebiście…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  191. Spojrzała na Gava i uśmiechnęła się krzywo. Zerknęła na wino i pokręciła głową.
    — Sam będziesz pił to wino — poinformowała go od razu. Jeżeli faktycznie będzie miała niespodziankę wolała nie ryzykować zdrowia tej niespodzianki. Co prawda i tak długo nie pożyje, ale biorąc pod uwagę jak ciepło tutaj podchodzili do wnucząt to maleństwo zdąży się urodzić. Zaśmiała się i uderzyła ręką w podłogę, a temperatura w pokoju się podniosła.
    — Kurwa wiem, że błąd! Wszystko było jebanym błędem! Ja pierdole… czuję się jak dziwka i idiotka — szlochnęła. — Zły, bo chcę zająć się obowiązkami. Nie pozwolę sobie, żeby to mnie teraz jakkolwiek kurwa definiowało… Nie ma prawa mi dyktować co mnie rani, a co nie. Nic się nie stało… Miałam prawo do swojej decyzji, nikt mnie nie wykorzystał i nie zgwałcił, nic się nie stało, mam swoje obowiązki i… i wiem, że mówię bez sensu. Nie chcę o tym myśleć. Chcę o tym zapomnieć.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  192. — Bardzo pomagasz, wiesz? — zaśmiała się, przecierając po raz kolejny oczy. Wzięła wdech i pokręciła przecząco głową. — Nie zapłacił, masz racje. Bezcenna ze mnie dziwka, nie warta żadnej ceny — dodała. Tak, wiedziała, że żart był beznadziejny, ale nie miała siły się bardziej wysilać, a naprawdę teraz czuła się wykorzystana. Milczała przez chwilę, po czym położyła się na kolanach Gava, zaciskając dłonie na jego spodniach, a nogi podkuliła na tyle ile mogła.
    — Na początku myślałam, że pojawia się… okazja, że flirtujemy, że wiesz… może kiedyś coś wykiełkuje, bawiliśmy się świetnie na tańcach, potem robiło się coraz bardziej gorąco, był taki… robił wszystko co można było sobie wymarzyć, żeby było przy kimś komu chcesz oddać wianek minus związek i miłość, ale… ale i tak było magicznie. A potem wziął mnie raz, drugi, pościel nie zdążyła ostygnąć i wyszedł. Chciał wyjść bez słowa. Próbowałam porozmawiać, sama pierdoliłam głupoty, ale uznał, że on mnie po prostu wykorzystał, że nie powinno do tego dojść, że żałuje, że do tego doszło, ale nie żałuje zbliżenia, bo wiesz… było dobrze. To co ja myśleć? Szkoda, że ze mną, ale seks był spoko? Poza tym on wiedział, że jestem w nim zakochana i uznał, że powiedzieć mi może o tym, dopiero po fakcie. Nie mam prawa czuć się z nim winna za to, że odjebaliśmy i nie mam też prawa uważać, że mogło być… miło jak na pierwszy raz…. Nie mogę nawet sama podjąć decyzji czy mogło mi sie podobać. I… nie podoba mi się w jaki sposób to się stało… ale samo jak…. to nie Twój zasrany interes akurat i dziękuję, ja… chociaż… z kimś. Ale nie myśl, że jestem szmatą proszę…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  193. — Nie wiem kurwa… plan był dobry wykonanie się spierdoliło… — mruknęła. Zacisnęła wargi w wąską kreskę. — W zasadzie też to Wy bardziej sobie narzuciliście, że czekam na księcia z bajki. Ja się chciałam zakochać na własnych zasadach, zakochałam, a potem chciałam znaleźć kogoś kto by moje uczucia odwzajemnił. Tutaj się zesrało…. ale no stało się. Odjebało, zdarzyła się awaria, nie? No i chuj, cześć, trzeba żyć dalej. I tak… jest świetny — przyznała mu rację, rumieniąc się lekko. Pokręciła przecząco głową i pacnęła go lekko w kolano.
    — Mógłby zacząć od tego, że zamiast próbować spierdalać bez wyjaśnienia mógłby od razu powiedzieć, że wiedział, że podjęliśmy decyzję na nierównych zasadach, nie wmawiać mi, że nie mogę czuć satysfakcji z tego jak to wyglądało, bo on mnie skrzywdził i wykorzystał i chuj i że to tylko i wyłącznie jego wina. Mam prawo powiedzieć, że mimo, że chujowo wyszło, że nikt nie powiedział stop, to było mi z nim przyjemnie i zachować sobie wspomnienie z tego, że seks może być przyjemny. No i mam prawo powiedzieć, że oboje jesteśmy winni tego, że wylądowaliśmy w łóżku. On bardziej, bo wiedział więcej i niech się cmoknie za to w dupę i ten kto mu to wygadał, ale dalej. Niewiniątko ze mnie nie było, zorientowałam się w pewnym momencie, że jak nie powiem stop to będziemy…. no wiesz co, ale jednak byłam zajarana i chciałam wtedy w to iść. To była moja świadoma decyzja, mogłam powiedzieć stop, gdybym chciała, ale nie chciałam. W tamtym momencie chciałam to z nim zrobić. To była moja świadoma decyzja. Nie ma prawa mi odbierać tej sprawczości — wzięła wdech i wydech. — Nie oczekiwałam, że za jedną noc się we mnie zakocha, wiedziałam, że nie będziemy razem, mimo wszystko uznałam, że chcę, żeby to on był moim pierwszym. Jakby był w tym słaby, nieczuły czy durny to bym się nie zgodziła. Niech wini swoje wykonanie na 6 z plusem a nie bycie chujem za te obie rundy — wywróciła oczami. Kiedy wspomniał o szmacie podłogowej zaśmiała się lekko. — Bardzo drogą przy okazji — zaznaczyła. Jakoś zrobiło się jej lżej. Spojrzała uważniej po Gavie. Nie odzywała się przez chwilę. — W zasadzie… nie, Akane nie uznawałam za szmatę i kocham Cię jak brata, ale… wiesz jakie mam zdanie o Twoich krzywych akcjach, prawda? — zapytała, unosząc wymownie brew do góry. — Te sytuacje nie są podobne, wiedziałam, że rano nie będziemy razem, chciałam tylko dalej czuć się jego przyjaciółką, jestem zła, bo nie dał mi tego komfortu. Chcę też wiedzieć, dlaczego w to poszedł skoro wiedział, że nie powinien jak twierdzi i co znaczy to jego “Nie żałuję naszego zbliżenia, było świetne, ale żałuję że do niego doszło”, bo nie wiem co to ma niby znaczyć, a nie przychodzą mi miłe interpretacje do głowy

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!