Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Heal the scars from off my back
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
I don't need them anymore
You can throw them out or keep them in your mason jars
I've come home
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,radical_face,welcome_home.html
Gave
20 LAT (02.02) | MEDIUM | ARGAR | SYN i ADEPT ŚMIERCI | 178 cm
Sczupły, przeciętnego wzrostu, wysportowany brunet o szarych oczach i wiecznie niezadowoloną miną na twarzy. Przynajmniej dopóki go nie poznasz lepiej. Może cię jeszcze pozytywnie zaskoczyć. Ojciec dwóch cudownych dziewczynek - Maliki i Raji, a także małego chłopca - Keithana (ojciec z wyboru). Jako syn Śmierci ma sporo możliwości. Biegle posługuje się runami do odsyłania dusz, otwierania bramy, wyciągania dusz z ciała czy wkładania ich z powrotem. W swym repertuarze ma o wiele więcej. Świetnie posługuje się dwoma mieczami, a jednocześnie jest oburęczny - choć prawa wciąż pozostaje jego dominującą. Za przyjaciół pójdzie w ogień, a swych wrogów zaszlachtuje bez mrugnięcia okiem.
[Kontakt poprzez e-mail: btc.natsu@gmail.com; Wszystkie wątki przyjmie!]


Tym razem uderzyła Gava mocniej, w udo i spojrzała po nim wściekle.
OdpowiedzUsuń— A kto Ci dał prawo mówić w moim imieniu? — zapytała wyraźnie wściekła, a potem przekręciła się na drugą stronę zrezygnowana. — Nawet jak wiedział wcześniej… jestem na Ciebie za to zła Gave — zaznaczyła mu. Sama powinna o tym powiedzieć Ryu, kiedy uzna to za stosowne. Nikt nie powinien tego robić za nią.
— Święta nie, ale tak, też nie mam ochoty Ci mówić. Było co było — przytaknęła mu.
— Z czego mam się ocknąć? — zapytała, bo teraz zwyczajnie nie rozumiała co ma na myśli. Czy on jej sugerował, że miała teraz zamiar biegać z maślanymi oczami i nadzieją za Ryu? Bo jeśli tak to nie ręczy za siebie…
Darcy
— To następnym razem sam mu powiedz, że go kochasz jak będziesz chciał zagadać, dziękuję bardzo — rzuciła mu, oddając jeszcze raz pacnięcie, tym razem delikatne. Spojrzała zaskoczona na Gava. Wstała do siadu i uderzyła głową o ścianę. Kurwa mać, kolejny, który nie rozumie.
OdpowiedzUsuń— Nie, kurwa, nie bronię i nie wybielam. Zachował się jak chuj, jestem na niego wkurwiona i to jego jedno żałosne “Przepraszam, wykorzystałem Cię” nie wystarczy, żebym mu wybaczyła. Jestem na niego zła za bardzo dużo rzeczy, Gave, kurewsko dużo rzeczy. W zasadzie na wszystko co zrobił odkąd złapał mnie za pośladki. Ale nie zamierzam gadać, że to że się przespaliśmy to tylko jego wina. Ja też mam w tym winę, nie taką jak on, skala nie ma porównania i nie będę go głaskać po główce, że ojoj nic się nie stało — wróciła wzrokiem do chłopaka i wypuściła powietrze nosem razem z ciepłym dymem. — Moment, gdzie mogłam mówić o równości winy spierdolił równie szybko co Ryu. Ale sam mówisz, że zachowałam się głupio, tak? To mi też dajcie prawo to mówić, nie umniejszając przy tym temu jak bardzo mam ochotę mu przywalić w jaja, chociaż nie wiem czy w ogóle ja. Jakby je miał to by mi powiedział na samym początku, że wie.
Darcy
Darcy syknęła, kiedy pociągnął ją za włosy, po czym odsunęła jego dłoń i spojrzała na niego spode łba. Wiedziała, że Gave częściowo miał rację, ale coraz bardziej wkurwiało ją to, że wszyscy sprowadzali całą sytuację do bronienia Ryu, chociaż próbowała powiedzieć coś zupełnie innego.
OdpowiedzUsuń— Nie chcę go bronić, do cholery! Chcę tylko, żeby każde z nas mogło przyznać się do własnej winy, zamiast żeby on wziął wszystko na siebie i spierdolił przed niewygodną rozmową. To naprawdę takie trudne do zrozumienia?! — fuknęła i tym razem uderzyła otwartą dłonią w ścianę, bo najwyraźniej bardzo się dzisiaj na nią uwzięła. — A kiedy miałam mu powiedzieć?! Kiedy uganiał się za Klarą, która chodziła wszędzie z Nylianem? Po chuj? „Hej, Ryu, wiem, że lecisz na inną, ale ja się w Tobie zakochałam. To co, dajesz mi kosza i udajemy, że tej rozmowy nigdy nie było?”. Chciałam mu powiedzieć wtedy, kiedy miałoby to jakikolwiek sens. A kiedy wreszcie mogło mieć, myślałam o wszystkim, tylko nie o pieprzonej rozmowie. Tak, zjebałam. Wiem. To był mój błąd i chcę mieć prawo go nazwać. Nie jego. Nie ma prawa wycierać sobie tym mordy i robić z siebie wielkiego, nieszczęśliwego drania, który musi uciekać, zanim ktokolwiek zdąży mu odpowiedzieć — wyjaśniła mu, próbując brzmieć jakkolwiek sensownie. Pociągnęła nosem i znowu uderzyła o ścianę. To branie całej winy na siebie wcale nie wydawało jej się szlachetne. Ryu robił to bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek innego. Zacisnęła wargi i wypuściła powietrze nosem, próbując choć trochę uspokoić oddech.
— Skoro przyjaciele się ze sobą nie ruchają, to tym bardziej należało usiąść i wyjaśnić, co się właściwie odjebało, dlaczego do tego doszło i co robimy dalej. Chcę mieć prawo na niego nawrzeszczeć. Chcę mieć prawo być zła na siebie. I chcę mieć prawo myśleć o samym seksie to, co chcę! O tym, jaki był, dla jasności, a nie o tym, czy powinno do niego dojść. Zamiast rozmowy dostałam coś w rodzaju: „Zaliczyłem Cię, możemy nadal być przyjaciółmi, na razie”, a potem zatrzaśnięte drzwi, zanim zdążyłam uspokoić oddech. Wiesz, jakie to jest chujowe? — zapytała na koniec, wstając gwałtownie na równe nogi Czuła, jak cała gotuje się od środka. Zaraz naprawdę poparzy Gava, jeśli się nie uspokoi. Zaczęła brać głębokie wdechy, chociaż niewiele pomagały w tej chwili.
— Wiem, że powiedział więcej, do cholery. Tylko mam po tym wszystkim taki syf w głowie, że nie potrafię już wyciągnąć z jego słów żadnych normalnych wniosków. Nie umiem tego sama trzeźwo przeanalizować, ale nie chcę też gadać z kim popadnie i szukać odpowiedzi u wszystkich poza nim. Nie chcę, żeby każdy o tym wiedział. A jak myślisz, kto już wie, hm? Dam sobie rękę uciąć, że zanim zdążę cokolwiek poukładać, cała grupa pozna jego wersję i będzie wiedziała więcej o jego jebanych motywacjach niż ja. A to jest zwyczajnie niesprawiedliwe. To ze mną się przespał. To mnie zranił. Dlaczego wszyscy inni mają wiedzieć, dlaczego to zrobił, zanim powie to mnie?
Darcy
Darcy otworzyła usta, gotowa znowu się z nim wykłócać, ale tym razem tylko zacisnęła wargi. Niestety część tego, co mówił, miała sens. Mogła powiedzieć Ryu wcześniej, miała ku temu kilka okazji, tylko za każdym razem tchórzyła, bo było jej dobrze i nie chciała usłyszeć, że powinni przestać. Złość powoli zaczęła z niej uchodzić, zostawiając po sobie znacznie gorszy ciężar. Oczy zapiekły ją nieprzyjemnie, więc przetarła je dłonią, jednak łzy i tak spłynęły po policzkach.
OdpowiedzUsuń— Masz rację, okey? — przyznała ciszej, pociągając nosem. — Powinnam była mu powiedzieć. Miałam okazję i tego nie zrobiłam, bo byłam podniecona, było mi z nim dobrze i zwyczajnie nie chciałam tego kończyć. Zjebałam, wiem. Tylko skoro on wiedział, Gave… skoro wiedział, co do niego czuję, nie kochał mnie i uważał, że przyjaciele nie powinni się ze sobą ruchać, to dlaczego sam to wszystko zaczynał? Dlaczego za każdym razem przesuwał granicę jeszcze trochę dalej? Czemu mnie tak całował, tak dotykał i robił to wszystko tak cholernie czule, jakby naprawdę mnie chciał, a nie tylko dał się ponieść? Czemu dwa razy… — głos zadrżał jej mocniej, a Darcy bezskutecznie próbowała wytrzeć kolejne łzy — Wiem, dlaczego sama się na to zgodziłam. Wiem, czego od niego chciałam. Tylko nie rozumiem, czego on chciał ode mnie i dlaczego zrobił to w sposób, przez który przez chwilę mogłam poczuć się dla niego naprawdę wyjątkowa.
Darcy
Darcy wtuliła się w niego mocniej, zaciskając palce na materiale jego ubrania. Nie próbowała już powstrzymywać łez.
OdpowiedzUsuń— Nie chciałam, żeby mój pierwszy raz był okropny, Gave. Ale nie chciałam też, żeby był tak piękny, a później został nazwany czymś, co w ogóle nie powinno się wydarzyć. Teraz mam w głowie dwie wersje tej samej nocy i za cholerę nie wiem, która z nich była prawdziwa. Jeżeli byłam tylko przyjaciółką, z którą nigdy nie powinien pójść do łóżka, to mógł ze mną nie flirtować i nie dobierać się do mnie za każdym razem, kiedy robiło się trochę bardziej intymnie. Mógł nie pozwalać mi wierzyć, że chce tego równie mocno jak ja — Zaczerpnęła nierówno powietrza i schowała twarz głębiej w jego ramionach — I to nie było tak, że raz straciliśmy głowę i po pięciu minutach było po wszystkim. Minęło sporo czasu między moją komnatą a tratwą. Zdążył ochłonąć, przejść ze mną kawał drogi, pozwolić mi pokazać tańcem dokładnie, czego chcę, a później zrobić to ze mną jeszcze raz. Gdzie wtedy był ten jego cholernie odpowiedzialny rozum? Czemu przypomniał sobie o nim dopiero po wszystkim? Po drugim razie? — głos zadrżał jej mocniej — Skoro teraz mówi o tym, jakbyśmy zrobili coś obrzydliwego, to dlaczego wcześniej tyle razy świadomie pozwalał, żeby to eskalowało? Ja wiem, gdzie był mój rozum. Był kompletnie zagłuszony tym, że go kocham, pragnę i pierwszy raz czułam się przy kimś w ten sposób. Ale on podobno wiedział lepiej. Więc dlaczego zachowywał się tak, jakby w tamtej chwili naprawdę mnie wybierał?
Darcy
Darcy zacisnęła mocniej palce na jego ubraniu i schowała twarz przy jego piersi. Przez chwilę próbowała uspokoić oddech, ale na myśl o najprostszej możliwej odpowiedzi łzy popłynęły jeszcze mocniej.
OdpowiedzUsuń— Tylko skoro przyjaciele się ze sobą nie ruchają, on nic do mnie nie czuje i sam twierdzi, że nie powinien był do tego dopuścić… to czym ja właściwie dla niego byłam, Gave? — zapytała łamiącym się głosem — Jak mam teraz nie myśleć, że byłam po prostu naiwną laską, która akurat się napatoczyła i dała zaliczyć? Może chciał tylko poruchać, a ja byłam pod ręką? — zacisnęła powieki, wtulając się w niego jeszcze mocniej — Nigdy bym mu na to nie pozwoliła, gdybym wiedziała, że jestem tylko kolejnym numerkiem do odhaczenia. Nie chciałam być dla Ryu kimś takim. A teraz wszystko, co wtedy było piękne, zwyczajnie boli, bo nie wiem już, czy dla niego znaczyło cokolwiek poza tym, że miał na mnie ochotę, że ładna dziewczyna była chętna to skorzystał, przyjaciół się tak nie wykorzystuje. Byłam dla niego kiedykolwiek przyjaciółką?
Darcy
Darcy pokręciła głową, nadal wtulona w jego ramiona. Nie zamierzała teraz biegać za Ryu i prosić go o rozmowę, której sam nie potrafił dokończyć.
OdpowiedzUsuń— Nie — powiedziała ciszej, acz bardzo stanowczo, ocierając policzek o materiał ubrania Gava. — To on wyszedł bez normalnego wyjaśnienia. To on nie pozwolił mi odpowiedzieć. Jeśli naprawdę jestem jego przyjaciółką albo chociaż kimś więcej niż… — tutaj urwała na chwilę, zaciskając mocniej wargi na krótką chwilę. Nie chciało jej to przejść przez gardło, ale to właśnie siedziało w głowie — przypadkową cipką do zalania, żeby sobie ulżyć — dokończyła — to sam powinien wrócić. Przeprosić, wytłumaczyć mi, dlaczego to zrobił, i wreszcie mnie wysłuchać, zamiast znowu mówić mi, co mam czuć — zacisnęła palce mocniej na jego koszuli. — Nie będę się prosiła, żeby potraktował mnie jak kogoś ważnego. Jeśli nie przyjdzie… to też będzie odpowiedź. Bardzo jasna — spojrzała po Gavie, uśmiechnęła się smutno i odsunęła od niego. Przetarła dłonią oczy. — Nie uważam, że powinnam za nim teraz biegać jak poparzona. Zjebałam swoje i mam za uszami, ale to on jest najbardziej winny, poza tym moje uczucia i motywacje były raczej jasne, nie mam z czego się tłumaczyć — dodała jeszcze. “Były” podkreśliła mocniej, bo w tej chwili zdecydowanie nie czuła się zauroczona Ryu, to co pokazał jej ostatniej nocy… cóż bardzo obróciło jej obraz tej konkretnej osoby.
Darcy
Darcy pozwoliła odsunąć się na odległość jego ramion, choć zmarszczyła brwi, coraz mniej rozumiejąc, czego właściwie Gave od niej oczekiwał. Przetarła mokre policzki i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— To czego ode mnie chcesz? Mam mu wysłać oficjalną wiadomość, że zatrzaśnięcie drzwi nie oznaczało końca rozmowy? Czy zaproszenie z pieczęcią, żeby łaskawie zaszczycił mnie swoją obecnością? — zapytała z wyraźną frustracją. — Powiedział swoje, owszem — przystanęła mu. Nie mówiła już, że jeśli takie wyjaśnienia są wystarczające, to tym bardziej zrobił z niej łatwy numerek w jej własnych oczach — Tylko nie pozwolił mi powiedzieć mojego. Jeśli naprawdę uważa mnie za przyjaciółkę, powinno go choć trochę obchodzić, co ja mam do powiedzenia i co po tym wszystkim o nim myślę. A aktualnie nawet w to wątpię. — spuściła wzrok, walcząc w głowie między frustracją a smutkiem i złamanym sercem.
Darcy
Darcy złapała się za kawałek materiału od spódnicy i zaczęła się nią bawić, rumieniąc się przy tym i denerwując dalej.
OdpowiedzUsuń— Bo chcę… i boję się… to skomplikowane… bardzo skomplikowane — zaczęłą, przy okazji przestępując z nogi na nogę. Zaraz potem zaczęła chodzić w kółko. — No bo jestem bardzo, bardzo zła, że… że nie było przed rozmowy, jednocześnie… jak pomyślę o jego głupiej twarzy… czemu on musi być taki….taki… no wiesz jaki! — zirytowała się na samą siebie i zasłoniła twarz w dłoniach. — A jak zrobię z siebie większą idiotkę niż już zrobiłam? A jak mnie wyśmieje? Albo… Skąd pewność, że on będzie w ogóle chciał rozmawiać zamiast w ogóle mnie odciąć? A może już nic nie znaczę? Na płomienie… czemu ja jestem teraz taka durna, Gave?
Darcy
Darcy zatrzymała się w końcu i spojrzała na niego uważniej. Złość nadal w niej buzowała, ale słysząc, jak Gave mówił o własnym strachu i o An, przestała na moment myśleć wyłącznie o sobie. Podeszła bliżej i złapała go za dłonie, ściskając je lekko. Nie chciała, żeby przez próbę przemówienia jej do rozsądku znowu zaczął rozszarpywać własne rany.
OdpowiedzUsuń— Nie mów tak, jakbyś sam zjebał wam całe życie, przede wszystkim niczego nie zjebałeś — powiedziała ciszej — Gave, wasza historia jest wasza i tak, było wyboiście, ale macie teraz w końcu szansę iść do przodu, każdy po swojemu, więc nie patrz na to co było, proszę — dodała zaraz, uśmiechając się do niego czule. Następnie spojrzała w bok i zastanowiła się przez chwilę. — A ja nie wiem czy jestem w ogóle gotowa porozmawiać, nie chcę znowu gadać bez sensu. Mam pójść do niego i co?
Darcy
— Nie zauważyłam. Może spróbuj zrozumieć, że nie spałam całą noc jestem zmęczona i obolała i nie wiem co mam myśleć, a Ty mnie naciskasz tak, jakbym miała iść już teraz i szukać z nim rozmowy. Teraz w tej chwili o tej porze nie chcę. Wbiłeś mi się tutaj, wychlałeś prawie całe wino w jakieś 15 minut i oczekujesz, że teraz będę szukać Ryu na rozmowę?
OdpowiedzUsuńDarcy
— Tak, dokładnie tak. Przez brak snu wybiorę zły odcień obrusów na Święto Wspólnoty i nie dobiorę odpowiedniego bukietu kwiatów do dekoracji. Cała gospodarka się przez to załamie — zaśmiała się na jego komentarz. Może nie były to obowiązki wagi państwowej, ale jednak jej dotyczyły i mogła się na czymś skupić. Spojrzała wymownie po Gavie.
OdpowiedzUsuń— Już się myłam i nie chcę się rozbierać kolejny raz w ciągu jednej doby — pokręciła głową. Zacisnęła wargi na kolejne słowa. Oparła się plecami o Gava. — Postaram się. Ale teraz wolę zostać z Twoją pijaną dupą. Co powiesz, żeby zamiast kąpieli nażreć się kajo i tych całych chipsów?
Darcy
Sama po drodze zabrała jeszcze ze stolika przy meblach wypoczynkowych miskę pełną świeżych kajo i od nich zaczęła. Wgryzła się w jeden z nich i uśmiechnęła lekko.
OdpowiedzUsuń— W szafie mam jeszcze dużo innych alkoholi jak chcesz — zaproponowała. Na kolejne słowa jednak spojrzała na Gava spod byka, potem otworzyła lekko usta, rozszerzając oczy i zaczęła się stopniowo coraz bardziej czerwienić, dopóki dym nie zaczął dosłownie w niej parować.
— Kto pytał?! — pisnęła, rzucając w niego poduszką. — I co tak Cię to obchodzi? Co, tajny donosiciel szczegółów nie zdradził?
Darcy
— Już, już… bez wędek… ech… — odwróciła wzrok speszona. Jak niby miała zacząć do jasnej cholery takie rzeczy. — Wiesz, że to krępujące? — zapytała przede wszystkim, dalej cała czerwona. — Tutaj… gdzie leżysz… — mruknęła na początek cicho, licząc, że może nie dosłyszy. — A wcześniej… tr…ekhem… tratwa…. — dokończyła. Mimo wszystko jeśli chciał wiedzieć więcej to zdecydowanie będzie musiał bardziej sam się postarać o ciągnięcie jej za język. Ona w tym momencie zaczynała odpływać do innego świata, a potem wracać cała czerwona i coraz bardziej rozgrzana. Wypuściła dym z ust. — Jakie ognisko?
OdpowiedzUsuńDarcy
— Tratwa… — potwierdziła, odsuwając się trochę, żeby się aż tak nie krępować. — Ciężko… powiedzieć… było bardzo dużo różnic… na tratwie mnie uświadomił co ma zamiar zrobić i co miał na myśli przez “chętnie obejrzę jak dla mnie tańczysz” a na łóżku… działo się więcej… — zastanowiła się chwilę. — Ja chyba nie pójdę na ognisko. Nie jestem gotowa na wywiad z Tobą, a sami swoi to już widzę — zaśmiała się lekko. — Że Tony i Grima też mogą być zainteresowani wrażeniami
OdpowiedzUsuńDarcy
— Właśnie mi robisz — uśmiechnęła się do Gava i pokręciła głową. — Nie robię potworów, po prostu… lżej mi się myśli trochę, że zamiast oceniać czy podchodzić jak do rozbitego jajka będą chcieli zrobić z tego wywiad o pozytywnych rzeczach — wyjaśniła mu. — Chyba nawet chciałabym się pośmiać, Grima i Tony potrafią rozbroić w wyjątkowy sposób i ocieplić serducho — dodała, uśmiechając się mocniej. — No dobra… ale pogramy też przy ognisku o dupie maryny — rzuciła swoje własne wymagania. — I tańce będą na paluszek… chcę się wytańczyć — wystawiła ku niemu mały palec.
OdpowiedzUsuńDarcy
— To przyjdę, zabiorę też trochę instrumentów — obiecała. — Ej! — oburzyła się, kiedy ją pociągnął. Potem zaczęła obserwować wyczyny Gava, unosząc lekko brwi do góry. Zaśmiała się szczerze i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Mój był zdecydowanie lepszy. I w trakcie tańca Ryu był na fotelu i nie mógł dotykać — wyjaśniła. — Przynajmniej za pierwszym razem — poprawiła się, bo za drugim zdecydowanie było już całkiem inaczej. — I to był… powiedzmy, że tradycyjny taniec przeznaczony dla kochanków na rozpalenie nocy — wyjaśniła, rumieniąc się lekko i przygryzając wargę na wspomnienie tej nocy.
— Zaproponowałam jak jeszcze byliśmy na mieście i się całowaliśmy i zaczął mnie dotykać intensywniej. Chciałam z początku pójść w bardziej osobiste miejsce, żeby nikt się nie gapił na to całowanie, bo było niesamowite. Chciałam też mu wtedy pokazać taniec, który jest właśnie przeznaczony do flirtu, pokazania, że jest się zainteresowanym chłopakiem. Ale… nie zrozumieliśmy się. A w łóżku działo się dużo ciekawych rzeczy
Darcy
— To co miałam na myśli za pierwszym razem miało być bardziej romantyczne niż seksowne, ale potem… plany się zmieniły i wtedy już wiedziałam, że to gra wstępna — wytłumaczyła się, bawiąc się rąbkiem od spódnicy po raz kolejny. — A za pierwszym razem skąd mogłam wiedzieć? Rozmawialiśmy o wyrażaniu emocji przez taniec, całowaliśmy się… no nie myślałam, że godzinę później będziemy tańczyć inaczej… skąd miałam wiedzieć? A jeszcze Ryu tak potrafi zakręcić w głowie… — opadła na łóżko i zakryła twarz poduszką. — Jak się uśmiechnie do Ciebie w ten bezczelny sposób i udaje niewiniątko, a potem całuje w ten idealny sposób i szepcze do ucha… kolana miękną, mózg się wyłącza no… nie moja wina, że jest taki pociągający! — dodała, podciągając nogi. — Było intensywnie i wspaniale i mocno i… głęboko i nie interere… ale nogi dalej mnie pieką, tyle Ci powiem
OdpowiedzUsuńDarcy
— Nie wiem co mam Ci powiedzieć — mruknęła zrezygnowana. Zarumieniła się mocniej. — No potem już zrozumiałam o co chodzi i wyobraź sobie, że nie miałam ochoty przerywać, chyba… to znaczy na pewno nie chcialam przerywać, żeby nie było… cholera, ale no… zanim się zorientowałam, gdzie to faktycznie idzie to minęło trochę czasu, było tak… naturalnie — wyjaśniła mu zaraz, żeby nie pomyślał, że była do czegoś zmuszona.
OdpowiedzUsuń—- A mnie pociąga — pokazała mu język. Uśmiechnęła się lekko. — No… wie co robi… i… no… wszystkie… są takie… no…?
Darcy
Zarumieniła się mocniej, kiedy trafił. Przytaknęła głową, a później chwyciła poduszkę, zasłoniła nią głowę i zaczęła przebierać nogami.
OdpowiedzUsuń— Nooo…. — mruknęła. Wykukała delikatnie spod poduszki, odsłaniając jedynie kawałek twarzy, przede wszystkim oko, nos i kawałek ust. — A jak mam odbierać? Wypytujesz mnie o wrażenia w trakcie, a w trakcie było…. — znowu wróciła całą twarzą pod poduszkę — Magicznie no, świat stanął w miejscu, ale pędził, było gorąco, że nawet ja czułam gorąco… — zabrała ostatecznie poduszkę z twarzy i przeniosła wzrok na pianino, rumieniąc się mocniej. Trochę żałowała, że Ryu otrzeźwiał po dwóch razach. — Nie dam rady myśleć, że w trakcie było źle — szepnęła, bo o to też zdążył się jej niedoszły kochanek doczepić.
Darcy
Tym razem poduszka poleciała na Gava a Darcy usiadła do siadu, biorąc kolejną poduchę, którą przytuliła mocno do siebie.
OdpowiedzUsuń— Tak, ale też i nie… w sensie… chciałabym, jeśli będzie się zachowywać jak Ryu, który mi się podoba, a nie jak dupek. Nie jestem jakąś zabawką na jedną noc — zmarszczyła brwi. Pokręciła głową. — A po co? Myślisz, że to w jakikolwiek sposób na niego zadziała? Co niby sobie pomyśli…? — spojrzała na niego. Niby chciała odrzucić ten pomysł, z drugiej strony zainteresowana była żeby utrzeć mu nosa.
Darcy
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń— Nie umiem podniecić się kimś na kim mi emocjonalnie nie zależy — wyjaśniła. Wypuściła powietrze nosem. — Nie liczyłam, że będziemy razem po tej nocy, nie zrozum mnie źle. Wiedziałam, że idę w nieznany żywioł, ale byłam pewna, że wiesz… podobam mu się i to jest przedłużenie flirtu, że iskrzy między nami w jakiś sposób, pojawia się chemia, a że tak nas poniosło… to wy mówiliście, że chcę księcia z bajki, a ja po prostu czekałam aż będę faktycznie kogoś chciała i wtedy dać się ponieść temu — wyjaśniła mu. Przytaknęła głową i uśmiechnęła się lekko. — Ubiorę się tak, żebym się sobie podobała, zapłakana i brzydka nie wyjdę, na to niech nikt nie liczy — zapewniła go.
Darcy
Dziewczyna uśmiechnęła się nieco szerzej, ale zaraz ugryzła w policzek. Tak, powinna sobie wyjaśnić z Ryu kilka kluczowych spraw, bo inaczej wracało to jej pierdolone widzenie wszystkiego w najgorszych barwach. Zmarszczyła brwi, czując jak wzbiera w niej gniew. Mimo wszystko mówił jej wiele razy, że jest piękna, nawet przed tą felerną nocą.
OdpowiedzUsuń— Mogę założyć, że skoro nie wytrzymał z rozbieraniem mnie dopóki nie dotrzemy do mojego pokoju to go kręciłam? I jak mnie dotykał za pośladki jeszcze w trakcie tańca na targu? — zapytała. Warto było zapytać kogoś kto ma w tym doświadczenie. A chciała czuć się ładna w tym momencie.
— Pinokia? — zastanowiła się chwilę. — Ach… ta bajeczka… — zaśmiała się zaraz. — Proszę Cię, nie spałam całą noc, a spójrz na mnie? Zawsze wyglądam dobrze, kwestia genów — zarzuciła włosami — A w garderobie mam pełno świetnych ubrań i lubię czuć się kobieco. Gały wyjdą wam wszystkim poza Tonym, nawet Akane będzie wodzić za moimi biodrami — pokazała mu język. — A nawet gdybym nie miała, to nawet w worku na ziemniaki wyglądałabym zajebiście ponętnie — dodała dumnie. Tak, dałaby radę to zrobić, zdecydowanie.
Darcy
— No co? Też jesteś facetem, nie? — odburknęła mu, kiedy spojrzał po niej tym wzrokiem. Pokręciła głową. — Zachował się chujowo, ale o coś takiego też go raczej nie podejrzewam. Aczkolwiek liczyłam, że powiesz to bardziej przekonująco — uniosła lekko podbródek do góry. — W stylu, no co Ty Dar… kto by Ci odmówił, jakbyś mu robiła prywatną lekcję tańca brzucha — powiedziała nieco niższym tonem, naśladując męski głos, po czym zaśmiała się wesoło. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń— Nie dość, że mi brakuje ogona, to nie jestem zieloną, niską ślicznotką. Wzroku Tonego akurat nie kupię, zapatrzony w Ri jak w obrazek — odparła z czułym uśmiechem. Uwielbiała tą parę i to jak słodko razem wyglądali.
Darcy
— Ej, ej, ej! Jak tutaj tańczyłam — wskazała na fotel i okolicę wokół niego — To wiedziałam, że chcę, żeby się rozebrał! Więc nie niewydarzona! — zaprzeczyłam i zarumieniła się lekko. — A jak byliśmy na targu to tańczyłam do muzyki, która była, no… może troszkę, tak ociupinkę próbowałam wyglądać… ponętnie, no bo skoro jest wolny… to Argarczycy podobno nie mają nic do flirtów i prób podrywania — wytłumaczyła się i odwróciła, aby pokazać swojego “foszka”.
OdpowiedzUsuń— Aż tak roznegliżowana to nie będę, więc przeżyje moralną kontrolę Tonego — zaśmiała się lekko.
Darcy
Położyła się bezradnie na łóżku i wypuściła powietrze ustami.
OdpowiedzUsuń— No co chcesz… przecież liczyłam, tylko na bieżąco, przepraszać nie będę — odpowiedziała mu i sama go pacnęła. — Poza tym… no… sam przylazłeś z pytaniami o to jak było to co mnie teraz oceniasz — odburknęła jeszcze.
— To prawda, zwłaszcza jak mówimy o Grimie, wtedy idzie specjalna, prywatna pożądna kontrola, gdzie nie pomija żadnego centymetra — odpowiedziała.
Darcy
— Ja Twoich seksów nie komentowałam — nadęła policzki. Zastanowiła się chwilę. Ashan żadnego gówna teoretycznie nie palił, może by przydałoby się jakieś odstresowanie. Usiadła, postukując palcami o pościel.
OdpowiedzUsuń— W swoim pokoju oczywiście, a gdzie? Ale idę z Tobą — zaznaczyła, wstając na równe nogi. — Weźmiemy więcej niż tylko to lecznice dla ciężarnych, hm? Słyszałeś o ziołach, po których można puszczać taki dym, jakbyś miał w żołądku ogień? — zaproponowała, biorąc Gava za nadgarstek. Puściła go zaraz i stanęła w miejscu, spojrzała na swój brzuch. — Będzie jedna ciężarna, Grima — przypomniała mu. Ona przecież nie. Nie, to byłoby niemożliwe. Na pewno nie. Nie za pierwszym razem.
Darcy
— Chciałabym kiedyś. Nie teraz. To jest bardzo zły moment i proszę nie krakaj — pokręciła głową. Widziała się jako mamę, chciała mieć swoje małe latorośle w przyszłości, ale nie kiedy dowiedziała się o tym jak rośnie Kult Jedynego i zewsząd były jakieś konflikty. Nie chciała, żeby jej dzieci ktoś próbował mordować czy porywać.
OdpowiedzUsuń— Nie wątpię, służy Ci — przytaknęła mu. Zaśmiała się lekko. — To zależy jak bardzo lubicie pikanterię w gardle — puściła mu oczko. — Nie dacie rady ziać ogniem, dym będzie, ale bezpieczny, testowaliśmy już to z innymi kilka razy — zapewniła go. — Nie chcesz nikomu gorącego psikusa zrobić, serio? — aż się zdziwiła, patrząc z niedowierzaniem i wyraźnym rozbawieniem. — A co tu komentować? Pozycje i dziurki to jedno, ale meeeh… chyba wolę inne szczegóły — wzruszyła ramionami.
Darcy
OdpowiedzUsuń— Obiecuję, że jedynym niebezpieczeństwem jest ostrość w gardle. Silna co prawda, jakbyś zjadł gorący płomień od lawy — uśmiechnęła się do niego. — A jak nie nikt nie będzie chciał, to ja sobie chętnie pozieje sama — dodała zaraz. Pokręciła głową. — Można być łagodnym i doprowadzić kogoś do białej gorączki, można być ostrym i sprawić, że druga osoba totalnie nie ma ochoty nawet bransoletki zdjąć — rzuciła, zastanawiając się trochę nad obrazami, które widziała na różnych uroczystościach zaręczynowych. — Myślę, że takie szczegóły, za które oboje by głowy urwali nam — zaśmiała się rumieniąc lekko przy tym. — Na przykład kto był bardziej poza kontrolą, kto bardziej nie mógł się doczekać, co najbardziej pobudzało zmysły jednego i drugiego. Oglądanie jak druga osoba staje się nagle taka bezbronna i niebezpieczna jednocześnie jest satysfakcjonujące no i łechta ego.
Darcy
— No to po reakcjach właśnie chyba widać, kiedy tak się podoba, że przestaje kontaktować, albo mówisz, że zrób tak jeszcze raz i nie wytrzymam. Właśnie o te reakcje chodzi. Sprawienie drugiej osobie przyjemności i doprowadzenie jej na skraj przed penetracją jest miłe i seksowne. I wcale nie chodzi o jakieś głębsze uczucia — wywróciła oczami. — Nie myślałam o tym, żeby być dziewczyną Ryu, tylko o tym, żeby się rozpływał z przyjemności od tego co robię. Jak reaguje na dotyk na każdym fragmencie ciała, gdzie najbardziej, co sprawia, że prawie dochodzi. Raz to były łagodne, błagalne gesty oddające mu dominację, innym razem to on był bezbronny, to było najbardziej podniecające — wypaliła szybciej, zanim dotarło do niej co powiedziała. Wypaliła buraka i przyspieszyła kroku, praktycznie do truchtu, byleby udawać, że tego wcale nie powiedziała.
OdpowiedzUsuńDarcy
Darcy zatrzymała się przy pokoju Ashana i przejechała palcem po zamku. Były zamknięte oczywiście na klucz, jakże by inaczej. Nie było przy tym większego problemu, bo mieli przy sobie Gava, więc po prostu czekała aż łaskie sam dotrze.
OdpowiedzUsuńDarcy
— A jeszcze jak sam przy tym zamkniesz swoje usteczka dla większej dyskrecji to już w ogóle… baja — zaśmiała się na grę słowną. Sam był sobie winien, skoro wcześniej użył bardzo podobnej, nie mogła się po prostu powstrzymać. Obserwowała zainteresowana jak to robi.
OdpowiedzUsuń— Nauczysz mnie? — zapytała. Przydałaby się jej taka umiejętność. Wcześniej po prostu wpuszczała krew i czekała aż każda zapadka przeskoczy i nie było większych problemów, z lawą nie mogła tak zrobić niestety.
— Przestarzały? Jakieś propozycje jak ulepszyć? — zainteresowała się przy okazji. Od razu dopisała w głowie, że muszą się zająć tym problemem. Wyszła i sama ukłoniła się Gavovi, prezentując mu osobliwą samotnię braciszka.
— A Ty mości Panie przywitaj kolegów mojego braciszka — wskazała ruchem dłoni na liczne skóry, czaszki i inne trofea najróżniejszych bestii, które dosłownie roiły się w pokoju, gdzie się nie obrócić było widać jakieś łowieckie pamiątki.
Darcy
— Jak na moje za rzadko milczą, by były złote — pokazała mu język i zaśmiała się lekko. Wzruszyła ramionami, kiedy uznał, że się zastanowi. Aktualnie nikogo o nic nie miała zamiaru się prosić na siłę. Po prostu doszła do wniosku, że powinna się tego nauczyć, ale jeśli nie Gave, to ktoś inny się znajdzie. Zaraz spojrzała spod byka na bruneta.
OdpowiedzUsuń— Nie, po prostu nie potrafi wyrzucić trofeów. Wszystko co widzisz upolował i obrobił sam, nie każdą skórę można wykorzystać do przerobienia na cokolwiek, więc je trzyma, tak samo z czaszkami i kłami. Każdy ma swoje dziwactwa, więc zejdź z niego. A ta czaszka pochodzi… zabił to coś kompletnie sam w piekle jak nie miał 10 lat jeszcze. Poza tym na panienki to działa, wiesz ile tu jest historii z dreszczykiem? A po tym stworze nie mógł się sam ani łzami leczyć przez miesiąc, chodził z ciągle otwierającą się raną… — zaznaczyła. Sama mogła z Ashana śmiać się ile chciała, ale to był JEJ brat i ona mogła, inni nie mieli takich samych możliwości w jej sercu. Przeszła do komody, gdzie trzymał swoje wszystkie rzeczy do palenia i otworzyła odpowiednią szufladę.
— Dobra, to są pikantne, te na pewno biorę, o tych sam mówiłeś, bagiennego ziela nie polecam, zwala z nóg za pierwszym razem, po tych jest kolorowo w oczach…
Darcy
Akurat słowo crepp znała. Spojrzała wymownie po pustej przestrzeni, gdzie wyobrażała sobie Alexa.
OdpowiedzUsuń— Yhym, tak samo jak fakt, że martwy wujek wie jaką bieliznę nosi siostrzenica albo ogląda jej pierwszy raz — odpowiedziała znudzona. Ale się uczepił jeden z drugim. Matko… jakby to był taki problem, że ktoś ma swoje dziwactwa. W każdym razie mieli już palenie, więc mogli sobie stąd iść, więc wzięła milczącego Gava pod ramię i zaczęła wyprowadzać go z pokoju brata.
Darcy
Może by sobie nie wkręcała, gdyby nie komentował niektórych rzeczy. Wzruszyła ramionami. Uśmiechnęła się jednak. Mimo wszystko, świadomość, że jednak członek rodziny był dalej przy niej była kojąca. Spojrzała po Gavie. No, spać nie zamierzała, ale zasalutowała mu i udała się w swoją stronę. Poprawi się tylko i leci zająć się sprawą święta jedności. Chciała je zorganizować dobrze i nie odpuści sobie tego. Poza tym inni specjalnie znaleźli dla niej czas, to byłoby niegrzeczne teraz ich odprawiać z byle powodu, kilka spotkań przeżyje.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Być może… aczkolwiek, dalej kusząca oferta. Uważałbym, gdybym był Tobą — zauważył. Za takie pieniądze pewnie niejeden by się pokusił. — Wiesz, za tyle pieniędzy można sobie naprawdę ustawić życie nawet dzieląc się nagrodą — dodał jeszcze poważniejąc nieco na twarzy. Wolałby żeby nic mu się nie stało. Podrapał się w tył głowy. Mogli coś z tym zrobić? — O tyle dobrze, że Polsza dużo sojuszników nie ma, ale… uważaj na siebie i w razie czego daj znać, postaram się pomóc — wyciągnął do niego rękę, żeby ją sobie z nim przybić na przyjacielski znak. Przytaknął, kiedy wspomniało zleceniu.
OdpowiedzUsuń— Tutaj, widzisz? Ten list gończy, nagroda za żywego, żeby postawić go przed prawem — zacisnął lekko ręce na papierze. — Za zniesławienie i kradzież pamiątek rodzinnych… dobra… nie wiem co to za słowo… tancerki… czego? — wszystko mimo wszystko było po phyoińsku i o ile trochę języka nauczył się dzięki podróżom po Siviet nie wszystko rozumiał, zwłaszcza tych długich nazw własnych. Podrapał się w tył głowy. — Nie wiem… może jakieś pomocnice Kapłanki? Podobno Kapłanka z księżniczką ciągle tańczą rytualnie. W każdym razie to 40 tysięcy, ogromna suma, nie ma podjazdu do Twojej, ale spokojnie można się podzielić i mieć zapas na wiele różnych rzeczy i nie martwić się długo pieniędzmi — wyjaśnił.
Nylian
— Yhym… — mruknął, po czym spojrzał po Gavie. — W kraju, w którym tyle się tańczy tancerka i kurtyzana oznacza to samo? — uniósł lekko brew, bo ciężko było mu w to uwierzyć. Niemniej Gave lepiej znał ten język. A jednak mógł sobie teraz robić z niego jaja.
OdpowiedzUsuń— Warto byłoby wiedzieć o kogo chodzi, można by się więcej dowiedzieć poza portretem tego jegomościa — dodał jeszcze. Zaśmiał się lekko. — No zacząłbym od rozmowy z tą biedną tancerką, pewnie coś powie, a wtedy można zacząć go jakoś szukać — wyjaśnił, szukając, gdzie jest adres jakiś wypisany i podrapał się w tył głowy. Na Selemene naprawdę rozumiał teraz czemu inni narzekali na jego język. Weź się z tego rozczytaj, tyle literek obok siebie. — Pomożesz z tłumaczeniem?
Nylian
OdpowiedzUsuń— Na to wygląda — elf odparł z wyraźnie zmieszaną miną. Żaden zawód nie hańbił, jednak wizja buszowania po takim przybytku, kiedy był w związku z Klarą nie uśmiechała mu się za mocno.
— Tancerka do towarzystwa… dwuznaczne określenie… chyba trzeba się pilnować z niektórymi zaproszeniami do tańca, żeby nie skończyć jako bekon… — mruknął, słysząc to tłumaczenie. Dobrze, że wcześniej nie wykorzystał niektórych tekstów. Aż odetchnął.
— Całkiem normalne wymagania — zauważył, pijany chodził do takich przybytków, więc… troche obyty jednak był. — Prowadź.
Nylian
Gave sam był sobie winien, widzieli się trzeci raz w życiu, a rzucał teksty jakby już wszystko o Diego wiedział, chłopaka osobiście to bawiło, spec się znalazł od siedmiu boleści.
OdpowiedzUsuń- Twoje teksty sugerują coś odmiennego – pozwolił sobie zauważyć. Patrzył po nim, gdy wstawał i gdy wykonywał wobec niego te wszystkie gesty. Tu strzyknął, tam klasnął, zaraz klepnął w ramię. Uniósł lekko brew.
- Nie wpadnę – zaznaczył, nie pozostawiając tu wątpliwości. Nie specjalnie czuł potrzebę się z nimi spoufalać. Może kiedyś, ale na pewno nie aktualnie. Nie zatrzymywał Gava, polał sobie do kieliszka kolejnej porcji trunku i został na swoim miejscu.
Diego
An w po ogniskową noc trochę wierciła się w łóżku, nie zasnęła zbyt szybko, ale kiedy już to zrobiła, to spała jak zabita. Nie zbudziło jej nawet to, jak została przeniesiona do innego pokoju i innego łóżka. Po prostu bliżej poranka, kiedy już powoli się wybudzała, poczuła specyficzny ciężar na nadgarstku, a zaraz usłyszała znajomy głos. Trochę ociężale podniosła powieki i zaraz mocniej się przeciągnęła. Łańcuch dał o sobie znać w trakcie jej ruchów. Zamrugała nieco szybciej powiekami, spojrzała po nadgarstku, po Gavie i parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- To wyjaśnia te ich knucia i szepty na ognisku - stwierdziła luźno, po czym podniosła się do siadu i rozejrzała dookoła, by zobaczyć, gdzie w ogóle jest. Komnata Gava, no dobra, nie było to znowu jakieś wielkie zaskoczenie. Dojrzała na szafce przy łóżku specyficzny pergamin, ale zaraz usłyszała pytanie Gava i zwróciła na niego spojrzenie. Uśmiechnęła się lekko, wyglądał trochę lepiej niż wczoraj. Kciukiem wskazała na szafkę obok.
- Zapewne to rozpiska... - stwierdziła i zaraz sięgnęła po listę. - Mhm... - przeczytała tylko tytuł i omiotła tekst wzrokiem. - Pytania grozy, ale zadania też są... - stwierdziła i znowu spojrzała na Gava. - Chcesz? - podała mu pergamin i zaraz zatrzymała wzrok na stoliku z przygotowanym śniadaniem.
- Wygląda na to, że mamy wczasy pod gruszą - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Jak się czujesz? - zapytała, ponownie patrząc po chłopaku. Wczoraj naprawdę mocno gorączkował.
Akane
Grima zachichotała na próby Gava i zaraz mu przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuń- A jak jeszcze masz maluszka w brzuszku to już bardziej pokraczne – ponownie się zaśmiała. Słysząc o podrywaniu Morgany, Grima zmrużyła oczy i skoczyła prosto przed Gava by pogrozić mu palcem przed nosem.
- Nie szyscy tak ochoczo zdradzają! – oznajmiła i skrzyżowała ręce pod biustem. – Po co smycza? Tońcio pyta o seksy pozycjowe, bo potem sobie sprawdzujemy na sobie czy tak jest fajnie, czy też nie – pokazała mu język, spory kawał języka, bo ten miała bardzo długi, przyznajmniej w porównaniu z innymi Argarczykami. – Nie podrywa Morgany, nie kłamał by mi! – bąknęła, chociaż i trochę posmutniała.
Grima
Nylian sam nie miał zamiaru udawać w pełni trzeźwego czy poważnego przy szukaniu informacji. Zwłaszcza, że na poważnie akurat teraz nie czułby się tutaj zbyt swobodnie. Objął Gava ramieniem, chwiejąc się lekko na nogach.
OdpowiedzUsuń— Jedna panna z Vicovaro… — zanucił, idąc w głąb przybytku. — zawsze rada iść na siano — śpiewał już pod nosem, kiedy Gave załatwiał formalności, a kiedy rzucił o szukaniu żony to uniósł wzrok bardziej na zgromadzonych i zaczął nieco głośniej śpiewać. — sam pan młody z nią odprawił gody… gdzież ona jest…
Nylian XD
Ona również aktualnie nie miała parcia co do tych pytań, z tak grubej rury dnia nie planowała zaczynać. Spojrzała uważniej po Gavie i przysunęła się, by sprawdzić jego czoło w temacie gorączki. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Wyglądasz trochę lepiej, ale jeszcze nie na w pełni zdrowego – przyznała i jeszcze raz spojrzała po zastawionym stole, a potem po pokoju. Miał tu, jak każdy, różne herbaty, więc może i jakaś dobra mieszanka ziołowa by się znalazła? Słysząc o jego planach wzruszyła lekko ramionami.
- Nie mam nic przeciwko, leniwy dzień spędzony w łóżku i mi może się przydać, dawno takiego nie miałam – stwierdziła szczerze. Podniosła się nieco, poprawiła swoją lnianą koszulę i obserwowała napięcie łańcucha, gdy Gave ruszył po wodę.
- Nie chcesz może czegoś na te mdłości? – zapytała i przesunęła się na brzeg łóżka, w jego stronę. Zaraz jednak sama wstała i podeszła do zastawionego stolika. – Nie musi być nawet na ciepło, ale wkrojenie imbiru do wody mogłoby pomóc – poleciła mu lekkim tonem, a sama skubnęła kawałek pieczywa z koszyczka, co by sobie dziabnąć kęsa.
Akane
Elf rozejrzał się po przybytku i śmiał się a z oczu płynęły mu tęskne łzy. Myślał o Klarze i o tym jak bardzo chciałby ją teraz przyciągnąć, pocałować, objąć nisko w talii i nietrudno było o szczery płacz samotności. — Panna jednak jedenasta zawsze w trakcie mówi basta, O dwunastej szkoda gadać,skalny troll jej nie chciał wkładać, A trzynasta jest pechowa, bo ją ciągle boli głowa — zaśpiewał, przecierając łzy, a kiedy pokazał dwie urodziwe kobiety, uśmiechnął się szerzej. Wyprostował się zaraz i odsunął od Gava mrucząc pod nosem — A weś te łapy… dla pięknych dam to ciało — zakomunikował mu. Przysiadł się obok kobiet i ukłonił niczym rasowy dżentelmen.
OdpowiedzUsuń— Och… w tych oczach prawdziwy ogień płonie… — rozmarzył się, opierając twarz o wspartą na stoliku rękę i zaczął się rozpływać, oglądając je.
Nylian
Nylian za to się oburzył, widząc jak go tak mizia na oczach tych wszystkich pięknych kobiet. Uniósł dumnie brodę.
OdpowiedzUsuń— Przy szesnastej akcji zwrot, bo to jednak chyba chłop — zaśpiewał, odsuwając go jeszcze bardziej od siebie. Wpatrywał się dalej rozmarzony w kobiety, a potem spojrzał w sufit.
— Och… cuda… tak… — zgodził się z kompanem. Spojrzał po drugiej kobiecie, robiąc jeszcze większe maślane oczy. — Ty masz… — zaczął, ale urwał. Zmarszczył brwi, szukając słowa. — Oczy — dokończył, chwiejąc się lekko na boki i uśmiechając jakby nigdy w życiu nie widział żadnej ładnej kobiety. Myślał oczywiście przy tym cały czas o Klarze i zadaniu. — Piękne oczy — doprecyzował z rozmarzonym uśmiechem. — Takie… płonące. Jak… jak… — wykonał dłonią bliżej nieokreślony gest. — No, coś bardzo ładnego, co płonie — wydukał, a potem zrobił kolejny gest, imitujący ognisko. Zaśmiał się cicho sam z własnego porównania i przysunął odrobinę bliżej.
— Pewnie widziały już wszystko, co? — mruknął konspiracyjnym tonem. — Wszystkich tych… panów. Panów z pieniędzmi. Panów bez pieniędzy. Panów, którzy mówią, że mają pieniądze, a potem nagle nie mają… — mruknął. Parsknął śmiechem, po czym sięgnął po szklankę. Bawił się nią trochę, przyłożył do ust, nie spuszczając oczu z kobiety. Zaśmiał się jak głupi i odłożył. Wyglądał jakby z wrażenia zapomniał w ogóle się napić. — Ciekawe, kto tu w ogóle przychodzi…lepsi niż ja pewnie… — posmutniał, szukając w niej jakiegoś pocieszenia. — Ty wiesz. Ty na pewno wiesz… — pokiwał głową z przesadnym przekonaniem. — Masz oczy osoby, która wie różne rzeczy. Takich pachołków to jak lekkie śniadanko…
Nylian
An uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Meh… Bez przesady, widziałam Cię w gorszym stanie, kupa złomu to lekka przesada, ale… jak taki zaśniedziały, przyrdzewiały… to owszem – przytaknęła głową, z lekkim rozbawieniem na twarzy. Kiwnęła głową na słowa o imbirze.
- Ja też nie, ale lekarstwa z reguły nie mają smakować, a imbir stanowi tu składnik pomagający na mdłości, mogą przejść, a może po prostu pójdziesz zwymiotować i dopiero wtedy przejdzie – rzuciła luźno. – Nie mniej zrobisz jak uważasz – dodała spokojnie na zamknięcie tematu. Nie będzie go przecież namawiać. Sama swój chleb jadła dosyć powoli, złapała fotel i przysunęła sobie tak by usiąść na ukos do Gava. Posadziła tyłek i skrzyżowała nogi, dalej przygryzając od czasu do czasu tą jedną kromkę. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa.
- Akurat na część chorób wypocenie się pomaga, ale wierzę, że dla Ciebie to dyskomfort – przyznała. – Z drugiej strony takie wystawianie organizmu na zmiany klimatyczne z czasem może przynieść sporo korzyści, wiesz, zwiększają się nasze limity – dodała pogodnie. Na pytanie o ognisko uśmiechnęła się szerzej.
- Organizacyjnie wyszło petarda – pokazała mu kciuka w górę. – Naprawdę daliście z Ri czadu jak chodzi o strojenie i klimat – przytaknęła sama sobie głową. – Kulinarnie też super, pizze wyszły bardzo smaczne, przyjemnie było poczuć ten sentymentalny smak w ustach – aż mruknęła krótko, wspominając smak posiłku. Wsunęła też zaraz ostatni kęs kromki do buzi i wstała, by przyszykować sobie nową. Tym razem posmarowała ją jakimś lekkim serkiem i przekroiła na pół, jedno pół wzięła w dłonie i wróciła na swoje miejsce. – Towarzysko też uważam, że było przyjemnie, chociaż pewnych sytuacji wolałabym uniknąć, inne z kolei były dla mnie bardzo przyjemne, a jeszcze inne mnie zastanawiają. Chociażby dwa Twoje stwierdzenia – tu spojrzała po nim z nieco uniesionym kącikiem ust. Na pytania o Ryu i Darcy wypuściła głośno oddech.
- Szczerze? Nie wiem… Aktualnie jedyne co widzę to tyle, że mentalnie jest między nimi ogromny rozstrzał… Nie mam jednak pełnego obrazu, z Ryu miałam okazję porozmawiać i wiesz… Przyznałam mu, że zjebał, bo zjebał, ale no… „przyznałam mu”, nie musiałam go w tym uświadamiać. On to wie i właściwie aktualnie to jest jedyny zarzut jaki do niego mam. Jako ten świadomy nie powinien pozwolić by doszło do takiej sytuacji… Jednak mimo wszystko wydaje mi się, że zachowuje się w tym całym bałaganie w porządku. Przynajmniej próbuje. Darcy… - znowu westchnęła. – Jej sytuacja jest ciężka i próbuję ją zrozumieć, w wielu miejscach rozumiem, ale… są też takie gdzie widzę dużo nietaktu i dużo znaków zapytania – przyznała, lekko przy tym wzruszając ramionami.
Akane
— Taaak… płomienne, płonące jak płomień oczy — Nylian powtórzył, kiedy Gave mu pomógł i uśmiechnął się szerzej, dumny z siebie, że tak pięknie i poetycko mu to wyszło. Oczywiście tak naprawdę to uznał ten tekst za wyjątkowo słaby i nawet pijany wydusiłby z siebie coś lepszego, ale szczere komplementy z jego strony były aktualnie zarezerwowane tylko dla jednej dziewczyny i nie miał zamiaru tego zmieniać. Tutaj i tak nikt nie wiedział jak robi naprawdę.
OdpowiedzUsuń— Więcej? — jęknął jakby zasmucony. — No to kaplica… i co ja taki paź przy takiej piękności, którą otaczają złotem i luksusami, no bo muszą przecież… za te oczy — dodał jeszcze, jakby miał się zaraz poddać w poszukiwaniu swojej przyszłej żony. Złapał dłoń kobiety, kiedy wodziła sobie tak po jego torsie. Pogładził ją z delikatną, wręcz niepewną czułością.
— Piękny i egzotyczny… a głupi i naiwny jak… jak… — znowu szukał słowa, a może oczekiwał na jakieś konkretne porównanie. — Na śniadanie byś mnie zjadła, a ja bym pretensji nie miał — szepnął jej do ucha.
Nylian
Widząc jak blednie obserwowała go uważniej, w razie co była gotowa reagować, ale nie robiła nic nad wyraz. Chłopak na szczęście dał radę sam to ogarnąć. Przytaknęła mu już po prostu głową na wzmiankę o tym jak się czuje. Uśmiechnęła się troskliwie.
OdpowiedzUsuń- W razie co po prostu się kładź i mną nie przejmuj – zaznaczyła spokojnie. – Jasne, w przypadku choroby rzeczywiście lepiej, w przypadku zatrucia żołądkowego to akurat lepiej się wyrzygać, ale u Ciebie to drugie można raczej śmiało wykluczyć – przytaknęła mu głową. Uśmiechnęła się na wizję tego jak szykuje pizze z dzieciakami.
- Ou, to jak w takim towarzystwie szykowana, to ja zdecydowanie ustawiam się już w kolejce po kawałek dla siebie – nawet lekko uniosła palce, jakby się zgłaszała. Kiwnęła głową.
- No raczej, że się spodoba, rzecz jasna nim dobrze zaczniecie lub w trakcie pewnie wyjdzie jakaś mączna wojna, ale uroku to tym planom jedynie doda – zaśmiała się lekko. Przy pytaniu o stwierdzenia, przytaknęła mu głową.
- Mhm, Twoje. To, w którym stwierdzasz, że nie lubię Twoich ust i to kiedy rzucasz, że Cię nienawidzę – wymieniła pokazując na palcach i ponownie kiwnęła głową. – Skąd takie myśli w Twojej głowie? – zainteresowała się. – No i rzecz jasna… nie chodziło o aspekt wizualny czy smakowy Twoich ust – zaznaczyła tak na zaś. Na wyznanie co do ojca Ryu skubnęła lekko wargę i kiwnęła głową. Już o tym wiedziała, ale miło, że on również sam jej to powiedział.
- Spadło mu na głowę jednego dnia całkiem sporo… Ale dobrze, że powiedziałeś. Nie mogłeś wiedzieć, że tego samego dnia będziemy mieć wizję i wyjdzie sprawa ciąży… - westchnęła lekko i posłała mu ciepły uśmiech. – Dobrze, że w końcu mu powiedziałeś – powtórzyła, dalej z ciepłym uśmiechem. – Zejdzie mu trochę na trawienie tej sytuacji, ale wiesz… prawda jest taka, że sporo zależy i od samego ducha. Jeżeli coś serio będzie źle i Ryu nie będzie dawał z tym rady, to Ci na pewno powie – dodała łagodnie. – A Ty będziesz mógł wtedy mu tego ducha ewentualnie zmienić – dotknęła dłoni Gava i lekko ją pogłaskała. Zabrała dłoń, gdy mówił o sytuacji Ryu i Darcy. Słuchała go i lekko przytakiwała głową.
- Tak… rzeczywiście miała kilka mocnych momentów – westchnęła lekko. – Jest pogubiona, to akurat rozumiem, bo sytuacja nie jest łatwa – przyznała. Spojrzała po Gavie jeszcze raz uśmiechając się lekko.
- Już jej pomagasz Gave… Nie ułożysz za nią tych pokrętnych myśli we właściwy kształt, to ona musi zrobić sama, a Ty… Ty już pomagasz tym, że po prostu jesteś jaki jesteś. Ma gdzie wypluć te myśli, ma u kogo je przesiać, bo raz dwa jej naświetlasz, które są totalnie z czapy, a które są znośne. Dajesz jej oparcie i własne ramiona do wypłakania. To co robisz, to już jest wielka pomoc – spojrzała po nim z czułym uśmiechem.
Akane
Na jego wyjaśnienia kiwnęła głową i zaraz uśmiechnęła się lekko przy komentarzu o wyłapywaniu szczegółów.
OdpowiedzUsuń- Wyłapuję, owszem, ale to nie znaczy, że zaraz odbieram je jako jakieś nad wyraz istotne – zaznaczyła, dalej z pogodnym uśmiechem. – Po prostu mnie to intrygowało, ale bez obaw, snu z powiek nie zganiało – dodała dla wyjaśnienia. Na ognisku padło o wiele więcej rzeczywiście istotnych dla niej stwierdzeń, ale o te nie musiała dopytywać, bo te były dla niej jasne. Patrzyła mu w oczy, gdy mówił o ojcu Ryu.
- Wiesz, sama pamiętam swój strach i to przejęcie, gdy weszłam niechcący Ryu do głowy i pokazałam mu twarze jego rodziców. Zwykle za takie akcje zbierałam burę i wytykano mi, że jestem potworem, że wyciągam z innych takie obrazy. On, mimo, że obraz był ciężki, mimo wszystko mi podziękował, więc… Mam wrażenie, że w tej sytuacji może być podobnie. Skoro mówisz, że duch ma sporo do przekazania i czujesz, że jest odpowiednią duszą dla Ryu, to ja ufam Twoim przekonaniom i wierzę, że rzeczywiście przydzielenie mu ojca do roli opiekuna ostatecznie wyjdzie na dobre, nawet jeżeli teraz wydaje się to ciężkie do przetrawienia – posłała mu kolejny lekki uśmiech. – Myślę, że tu jest potrzebny po prostu czas. Nie co dzień dusza zmarłego rodzica ma możliwość rozmawiać z dzieckiem, które nie miało szansy rodzica poznać. Jak dla mnie to obie strony mają tu ciężki orzech do zgryzienia – przyznała. Złapała drugą połowę swojej kropki i zaczęła ją spokojnie jeść. Na słowa o łańcuchu lekko się zaśmiała i przytaknęła.
- Mogli, ale w razie co po prostu mów gdzie chcesz iść, ja będę robić tak samo – zaproponowała luźno. Dalej patrzyła ciepło w jego oczy.
- Dlaczego uważasz, że to problem? – zapytała. – Jesteś jej jak brat, brat z wyboru, nie z krwi. Wie jaki jesteś. Każdy ma swoje indywidualne wersje pomocy, kto wie, może na Dar zadziała akurat Twoje zdzielenie. Jeżeli czujesz, że to jest właściwie, że ona tego akurat potrzebuje, to spróbuj, a potem obserwuj. Jak nie zadziała, to dopiero wtedy szukaj innej metody – zaproponowała spokojnie i sama spojrzała mu prosto w oczy. – Metoda prób i błędów ma rację bytu nawet w niesieniu pomocy. U jednych dana technika się sprawdzi, u innych nie, z resztą, nie muszę Ci tego tłumaczyć, sam wiesz – zaśmiała się krótko i wstała z krzesła, co by nalać sobie wody. Upiła solidnego łyka.
Akane
Akane wzruszyła lekko ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie trajkoczę jak katarynka, więc akurat głos obok ucha nie jest problemem, wystarczy dać znać, że mam na przykład poczekać bo musisz pomyśleć, a pomilczę ile trzeba – stwierdziła bez większego problemu. – Łańcuch nie jest jakiś super komfortowy, wiem, ale jest dość długi byś mógł sobie podreptać w te i na zad kiedy ja siedzę na tyłku. Podobnie z łazienką. Spokojnie starczy by jeden korzystał, a drugi stał za ścianą – dodała spokojnie, dalej wcinając swój kawałek chleba. Jak dla niej nie było co robić „halo” z tego łańcucha. Słysząc co uważa o Darcy spojrzała po nim i kiwnęła głową.
- Okey, to rzeczywiście zmienia postać rzeczy – przyznała. – Nie wiem jak to jest u Darcy, ale wiem, że strasznie skrajnie traktujecie moje słowa w tym temacie. Nigdy nie mówiłam, że strzały w łeb to coś co jest bezwzględnie zakazane. Co innego strzał w głowę i konstruktywna krytyka, a co innego szarpanie jak szmacianą lalką, sprawianie komuś przykrości i stanie w opozycji na dosłownie wszystko co powie – zauważyła. – Nigdy nie chodziło o to byś nie mówił tego co myślisz, zawsze chodziło o to w jaki sposób to mówisz. Nie trzeba być opryskliwym by przekazać drugiej stronie to co się uważa za słuszne – zauważyła spokojnie i kiwnęła głową, również się uśmiechając. – No i świetnie, że się starasz, widzę, że to robisz i cieszy mnie to. Szczególnie w tak delikatnych sprawach jak ta. Tyle, że wiesz, prawda jest taka, że najwięcej w tej sprawie mają do zrobienia oni i to nie tylko Ryu względem Darcy, czy Darcy względem Ryu, ale oni sami względem siebie. Pewnych procesów nie przyspieszysz i nawet jak będziesz sypał najlepsze możliwe rady, to nim dotrą może trochę potrwać. Może się zdarzyć, że pewne uwagi będzie trzeba powtórzyć piętnaście razy i dopiero dotrze. Jeżeli Dar rzeczywiście jest podobna w tym temacie do mnie, to konieczność powtarzania pewnych rzeczy nie wynika z tego, że ona nie słucha, a z powodu, że pewne sugestie idzie przyswoić szybko, a do przyswojenia innych jest potrzebny czas. Nie pomożesz komuś, kto sam nie jest gotowy na przyjęcie pomocy – mówiła to wszystko bez pretensji w głosie, łagodnie. – Dlatego uważam, że to co już robisz jest wystarczające, a strzał w łeb i konstruktywny komentarz pewnie i mi przyjdzie stosować przy rozmowie z nią, ale to się jeszcze okaże – wzięła ostatni kęs kanapki i posłała mu lekki uśmiech.
Akane
Nylian objął rudowłosą i wplótł palce w jej włosy, żeby zacząć ją po nich powoli gładzić. Schylił się delikatnie i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Och, kiedy ja naprawdę jestem naiwny i głupi — powiedział przejęty. — Aż mi się serce kraja, mogę się wypłakać na Twojej piersi? — zapytał, ale rumieńce jakoś nie mogły wstąpić na jego twarz. Miał też nadzieję, że odmówi. Naprawdę wolałby teraz Klarę. — Bo widzisz, miecz chciałem kupić, mówiono, że jedyny, w swoim rodzaju… wydałem prawie wszystkie pieniądze, a potem ten miecz był jeszcze u innych przy pasie, a potem on… mój przyjaciel najdroższy w karty mnie ograł i straciłem mą klingę — wypłakał się jej. — Czy znasz kogoś równie pechowego? Nie wydaje mi się Piękna Pani… oj nie wydaje mi się
Nylian
Nylian zabrał dłoń z piersi kobiety. Zamiast tego oparł się policzkiem na jej piersiach i ułożył wygodnie na miękkim oparciu. Spojrzał po Gavie, a potem po kobiecie.
OdpowiedzUsuń— O widzisz? Mą determinacją nawet się szydzi — jęknął do kobiety, obejmując ją ramieniem. Próbował z nią porozmawiać i wyciągnąć coś konkretnego, ale albo nie miała żadnych ciekawych informacji, albo była zbyt napalona. Szkoda, bo wolał unikać tych bardziej “radykalnych” środków. Ewidentnie w Gavie też pomocy nie znajdzie. Ten zdawał się prawie w pełni pochłonąć przyjemności. Nie zdziwi się jak sam zaraz zniknie mu w jakiejś alkowie i zostawi go w pizdu.
— Pięknie mówisz i masz rację zapewne, Piękności Me, ale bez dowodu…. — pokręcił głową — to nie wiem czy uwierzę — dodał.
Nylian
An zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- No cóż, najwyżej worek na głowę i zakaz podglądywania, coś wymyślimy - rzuciła nieco rozbawiona. Zaraz jednak jej rozbawienie zniknęło. Zaczęła obserwować Gava. Teraz, kiedy miała na sobie bransoletę blokującą zdolności zdecydowanie później zauważała oznaki stresu. Te Gava jednak były bardzo wyraźne, szczególnie teraz. Kiwnęła głową, gdy przyznał, że czasem trzeba powtarzać, dalej spokojnie obserwując chłopaka. Nie bardzo rozumiała co miał na myśli, mówiąc o "ciumkaniu", ale prawdę mówiąc aktualnie nie było to takie istotne. Może znajdzie czas później by dopytać. Słuchała go i przez jakiś czas znosiła to jak coraz mocniej atakował własne dłonie, jednak w końcu nie wytrzymała. Wzięła spokojny oddech i kiedy Gave patrzył w jej stronę, wstała z fotela spokojnie, kucnęła przy nogach chłopaka i złapała jego dłonie we własne. Nie wykonywała przy tym gwałtownych ruchów, nie chciała go też zaskoczyć.
- Hej... - zaczęła łagodnie - Jak tak dalej pójdzie to zmuszona będę znaleźć Twoim dłoniom zajęcie. Jakieś lepienie w glinie czy wykonywanie masażu stóp - zaczęła, krzyżując z nim wzrok i uśmiechając się ciepło, z nutką przekory w mimice. Zaraz jednak spojrzała mu w oczy łagodnie. - Jesteś tu bezpieczny, nie dam Cię tknąć - zapewniła. - Jeżeli łańcuch to za dużo, to możemy poczatować pod drzwiami. Tony i Grima na pewno nas w jakiś sposób doglądają. Jeżeli tak bardzo im zależy na tym "przywiązaniu" nas do siebie, to zawsze mogą do tego użyć jakiś sznurek czy cokolwiek innego - zaproponowała spokojnie. Na słowa o Ryu przytaknęła mu głową.
- Widziałam, ale to co widziałam, dla mnie osobiście dalekie było od stoickiego spokoju. Stoik nie potrzebowałby tych chwil wytchnienia jakie tam miały miejsce. Ryu jest raczej bardziej zdezorientowany czy zawiedziony... z resztą nie tylko on - przyznała, powoli wypuszczając oddech. - Martwię się o niego... Wiesz... Ja naprawdę wierzyłam w dobre intencje Darcy... Dość często w rozmowach ze mną podkreślała, że to ona chce być tą, która go doceni i która będzie mu udowadniać, że jest kimś wartym zachodu. Nam wszystkim zapewniała, że będzie zabiegać o jego względy i ja naprawdę wierzyłam, że to może być coś dobrego. Mówiła, że jest demiseksualna, że do fizycznej bliskości potrzebuje silnej emocjonalnie więzi i liczyłam, że nim wylądują w łóżku to się postara taką więź z nim zbudować. Krok po kroku... Tu go wesprze, tu okaże ciepło, tu wrzuci flirt, tam gdzieś zaprosi... Wiesz... o ile Ryu mogę wygarnąć, że był świadomy jej uczuć, o tyle Darcy mogę wygarnąć, że miała świadomość tego w jakim punkcie w temacie miłości znajduje się Ryu. Nie wiem gdzie w tym wszystkim to pokazywanie jak się o niego stara, bo jeżeli oddanie dziewictwa miało być tym staraniem, to... to chyba inaczej rozumiemy staranie się o kogoś - westchnęła ciężko. - On się zmienia Gave, obojętnieje... on nie potrzebuje seksu, a emocjonalnej więzi. Naprawdę myślałam, że Dar może okazać się idealna do tego zadania... - skrzywiła się lekko. - Dlatego ja obawiam się, że razem mogą się zranić - przyznała. Pokręciła głową na słowa o roli matki.
- Nie masz za co przepraszać. Ciężko aktualnie odnieść inne wrażenie, sytuacja jest trudna, sama Dar dowiedziała się w specyficzny sposób. To jej pierwsze godziny życia w świadomości, której nie chce do siebie dopuścić. Zdziwiłabym się, gdyby w tej sytuacji zareagowała jak na wzorcową matkę przystało - stwierdziła spokojnie.
Akane
Pozwoliła by odepchnął jej dłonie, ale dalej kucała przy jego boku. Zacisnęła nieco zęby na zapewnienie, że wszystko gra. Nic nie grało, nie potrzebowała swoich zdolności by widzieć, że jest z nim źle. Nawet bez magii należała do grona empatek, a stanu Gava to chyba tylko ślepy by nie zauważył. Nie chciała go w tym wszystkim przesadnie dotykać, czy osaczać mu ruchów, bo to tylko mogło nasilić strach. Przy reakcji na dźwięk łańcuchów ponownie zacisnęła zęby. Starała się zachować w tym wszystkim spokój, ale nie było to łatwe. Serce jej się krajało, gdy widziała go w takim stanie. Kiedy znowu zaczął się tak atakować, przeklęła pod nosem, wstała, złapała łańcuch i zakręciła się kilka razy wokół siebie, zawijając go dookoła własnych bioder, tak by nie latał na tyle luźno by mocniej hałasować. Zostawiła swobodę ruchu ręki Gava, a potem znowu złapała go za dłonie i gwałtownym ruchem odciągnęła mu ręce od uszu, by znowu kucnąć i przyłożyć jego dłonie do własnej twarzy. Chodziło jej głównie o odwrócenie uwagi od jego ciała.
OdpowiedzUsuń- Przestań - poleciła spokojnie, acz stanowczo - patrz na mnie - dodała, patrząc mu w oczy. - Dawno, ale dalej prawda - zaznaczyła. - Bolesna, trudna, ciężka, głęboko ukryta, ale prawda - dodała. - Nie uciekniesz przed nią, nie zakopiesz w umyśle na wieki, zawsze dogoni, chyba, że staniesz jej naprzeciw - kontynuowała twardo. - Kto jak nie Ty, oślany uparciuchu? - spojrzała po nim ciepło.
Akane
Czuła jak oczy jej wilgotnieją, gdy tak się zgiął. Uczucie bezsilności w takich chwilach bywało obezwładniające, nie zamierzała się jednak poddawać. To jak spojrzał na jej twarz w tej jednej chwili sprawiło, że lekko zmarszczyła czoło. Wystraszył się, zupełnie jakby miał majaki. Słowa, które padały w trakcie jasno dawały znać, że myśli zaprowadziły go do wspomnienia z przesłuchania. Patrzyła po nim z troską.
OdpowiedzUsuń- Gave, spokojnie, jesteś bezpieczny, jesteś w Phyonix, jesteś bezpieczny - szeptała uspokajająco, głaszcząc go kojąco po nodze.
- Nic nie powiedziałeś, nic - zapewniała, a słysząc własne nazwisko poczuła jak mocno ściska ją w sercu. Gula na chwilę pojawiła się w jej gardle. Później padło o córce, a An zasłoniła usta, czując jak kilka łez spływa po policzku. Świadomość, że tak bardzo cierpiał, bo nie chciał o niej mówić była w danej chwili bolesna, a to jak padł na podłogę... Patrzyła chwilę czując jak sztywnieje, ale zaraz przywarła do pleców Gava, najpierw czołem, a później mocno go przytulając, chciała schować chłopaka w ramionach.
- Nikt mnie nie zabije, słyszysz? Nie pozwolę, nie dam się. Jestem bezpieczna, słyszysz? Jestem tu z Tobą bezpieczna - zapewniała. - Cała i zdrowa, bezpieczna... - powtórzyła i lekko podciągnęła nosem. - Czujesz ile mam krzepy w rękach? Kawał ze mnie zdrowej, silnej i bezpiecznej Żaby - tuliła go mocno, lekko się przy tym kołysząc.
Akane
Tym razem nie dała się odepchnąć, walczyła z jego próbami nie odpuszczając.
OdpowiedzUsuń- A właśnie, że jestem - dodała już znacznie pewniej. Mógł szarpać się o wiele mocniej, a jednak dawała radę go przy sobie utrzymać, minimalnie, odrobinkę jakby mu przechodziło. Na każde jego "nie jesteś" uparcie odpowiadała, że jest. Dalej mocno go tuląc.
- Jestem, tak się czuję, czuję się bezpieczna, przy Tobie czuję się bezpieczna, tu czuję się bezpieczna, zadbam, jak nie sama, to z pomocą innych, zadbam o to bym była bezpieczna - zapewniała go dalej.
Akane
Sztywne ciało ciężej się obejmowało, ale An dalej nie odpuszczała, nawet kiedy sama drżała od skurczy jakie trawiły ciało Gava, dalej uparcie przy nie wypuszczała go z ramion. Dopiero kiedy jego ramiona zaczęły wiotczeć, dopiero wtedy pozwoliła sobie na lekką zmianę pozycji, poprawiła się, ale dalej nie przestawała obejmować.
OdpowiedzUsuń- Jestem - powtórzyła za nim. - Jestem przy Tobie... - zapewniła łagodnie i ponownie lekko się z nim zakołysała. Nic nie pospieszała, trwała przy nim, dalej tuląc. Odetchnęła nieco czując jego względny spokój, a potem cicho zaczęła nucić pod nosem melodię piosenki, którą kiedyś razem śpiewali na scenie.
Akane
An zapętliła się w melodii z Aladyna. Bardzo dobrze wspominała ich wspólny występ, a i sama piosenka była pozytywna i właśnie takie skojarzenia chciała teraz dawać Gavovi. Skurcze jej nie przeszkadzały, było ich już znacznie mniej niż jeszcze przed chwilą, ważny był oddech, a ten z każdą chwilą trochę się normował u chłopaka. Sama zadbała o własne oddychanie, o to by melodia brzmiała, by myśli się uspokoiły. Trwała, po prostu trwała, bujając się z nim na boki i dając czas. Miał tyle czasu ile tylko potrzebował. Mógł się krzywić, spinać, zaciskać szczękę. Ona dalej robiła swoje, nucąc i przytulając bruneta. Nadstawiła ucha na jego zmęczone "nie", a kiedy dokończył to uśmiechnęła się ciepło, czując specyficzny rodzaj przyjemności. Zdecydowanie nie zamierzała przestawać. Cmoknęła go jednorazowo w czubek głowy i dalej nuciła, opatulając chłopaka ramionami.
OdpowiedzUsuńAkane
Akane delikatnie oparła włąsną głowę o tą jego, którą miał przy jej ramieniu. Dalej nie przerywała swojego kołysania, ani nucenia. Czuła jego skurcze ciała, czuła jak mijały i wracały, wracały jednak z coraz mniejszą intensywnością. Czuła chwyt jego dłoni na własnych ciuchach, nie przeszkadzał jej, to też był pewnego rodzaju wyznacznik. Kiedy rozluźnił chwyt i powiedział swoje, na chwilę przerwała nucenie, ale nie kołysanie.
OdpowiedzUsuń- Nie masz za co. Przeszliśmy to... - zapewniła. - Daliśmy radę - dodała z bardzo delikatnym uśmiechem. Liczył się jego spokój. Nie uważała by miał tu za co przepraszać, przeszedł tak wiele, za wiele. Wróciła do nucenia, dalej go tuląc. Czuła, że próbuje wstać, ale nie dawał jeszcze rady.
- Celujesz w powrót na fotel, czy do łóżka? - zapytała spokojnie, po jeszcze kilku chwilach bujanego nucenia. Mogła mu w tym przecież pomóc.
Akane
Akane uśmiechnęła się delikatnie i jeszcze raz spokojnie poprawiła pozycję, co by było jej po prostu nieco wygodniej. Zostawiła policzek wtulony w jego głowę, obejmowała go ramionami i dalej tuliła.
OdpowiedzUsuń- W takim razie podłoga - stwierdziła spokojnie, nic nie przyspieszając. Nuciła dalej, kołysząc się z nim delikatnie. Mogła tak siedzieć naprawdę długo, dla niej samej jego spokój był po prostu kojący. Miał tyle czasu ile potrzebował.
Akane
Nylian przytaknął jej, mrucząc przypadkowe słowa w starszym dialekcie elfów. Przede wszystkim to, że tęskni za swoją vhanan i ma powoli dość tej szopki, jednak na jego ustach dalej gościł błogi, pół pijany uśmiech.
OdpowiedzUsuń— To nie ja mam krótkie nóżki — rzucił zaczepnie do Gava i pokazał mu język, a potem schował twarz bardziej w kobiecie. Nylian jęknął zrezygnowany na kolejne słowa Gava. Pogroził mu palcem.
— Cicho… cicho… nieładnie tak — skarcił go. Wyprostował się jednak. Ucałował kobietę w rękę i przytaknął ostatecznie. — Ale tak, słyszeliśmy co nieco. Ale kiedy Cię zobaczyłem Pani… mam nadzieję, że to nie Tobie. Serce by mi chyba pękło, gdyby w tych oczach pojawił się smutek. Nie zasługujesz na to — szepnął jej na ucho.
Nylian
Nylian zaśmiał się na słowa Gava. Nie wiedział skąd wzięła mu się w tym wszystkim śmierć. Pokręcił głową. No chyba, że Klara by mu łeb urwała, co cóż… pewnie mogło by być całkiem prawdopodobne.
OdpowiedzUsuń— Noga za szczęście i rozum jak to mówią — przytaknął Gavovi. Skupił się jednak zaraz, kiedy zaczęły opowiadać o swojej koleżance.
— Dzieciątko? — zainteresował się elf, wyraźnie zmartwiony.
Nylian
W pewnej chwili Akane przestała nucić, ale bujanie tak jej weszło, że tego nie przerywała. Sama nawet przymknęła oczy, czując się po prostu dobrze z tym, że udało się Gavovi uspokoić. W końcu jednak trochę ciało jej zesztywniało i ponownie poprawiła pozycję, a wtedy Gave zdawał się przebudzić i nieco się odsunął. Nie trzymała go, pozwoliła na to i mimo, że po niej nie patrzył, posłała w jego stronę łagodny uśmiech. Pokręciła jeszcze raz głową na jego przeprosiny.
OdpowiedzUsuń- Każdy ma prawo do chwil słabości, sama takie miewam, przecież wiesz - zaznaczyła spokojnie i zaraz kiwnęła głową. Podziękowania akurat mogła przyjąć.
- Zawsze do usług - odpowiedziała pogodniej. - i też dziękuję, nie zrobiłam tego sama - dodała ciszej, śląc mu ciepły uśmiech. Czuła, że sam się starał, jej ingerencja nie była tu jedyną pomocą do uspokojenia. Słysząc o przejmowaniu ponownie kiwnęła głową.
- Okey, nie będę, ale Ty też tego nie rób. W moich oczach to nic nie zmienia, a jeżeli już to tyle, że czuję się swobodniej i trochę bardziej swojsko - przyznała. Fakt, że ktoś o sile i zawziętości Gava miał swoje trudne momenty sprawiał, że i jej ewentualny słaby czas był łatwiejszy do zaakceptowania.
- Cieszę się, że jest dużo lepiej. Może nie od razu, może i zajmie to więcej czasu, ale jestem pewna, że rozpieprzysz te kłody pod nogami i dalej będziesz parł do przodu - przyznała z czułym uśmiechem. Miała co do niego ogrom wiary.
Akane
An poprawiła nieco pozycję i oparła się ostatecznie i ramę jego łóżka. Słuchała i przytaknęła chłopakowi głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, masz rację, to jest trudne. Tak jak i wiele innych trudnych kroków, które masz już za sobą - zauważyła, dalej uśmiechając się do niego lekko. Pomyślała chwilę, gdy mówił, czego nie lubi i tu również kiwnęła głową.
- Nie wiem czy ktokolwiek lubi... - przyznała, wzruszając ramionami i zaraz spojrzała na niego zaciekawiona. - A czym Twoim zdaniem różni się kontrolowane wsparcie od niekontrolowanego? - zapytała spokojnie. Na ostatnie stwierdzenie również mu przytaknęła.
- Tak, sama bym się nie pogniewała, gdyby takie kłody były łatwe do przejścia - przyznała.
Akane
Kiwnęła głową na jego wyjaśnienie.
OdpowiedzUsuń- Jasne, rozumiem. W takim razie w ogóle mnie nie dziwi, że wolisz to pierwsze. Lubimy kontrolować sytuację, nie tylko Ty, czy ja, ogół. Wtedy jest bardziej "po mojemu", a to po prostu wygodniejsze gdy idzie nam po naszej myśli - rzuciła luźno i uśmiechnęła się do Gava.
- Bez obaw, naprawdę rozumiem. Ja też chciałabym czasami sama dać ze wszystkim radę, no wiesz, nie być dla nikogo strapieniem... Być kimś o kim myślą, że nie trzeba się przejmować, bo na pewno da radę - przyznała patrząc nieco w sufit. Zaraz jednak wróciła do niego wzrokiem. - Z drugiej jednak strony wiele ciepła daje mi Wasza troska, fakt, że praktycznie zawsze jest gdzieś niedaleko ktoś, do kogo w razie słabości mogę się przytulić... ale nawet tak ciepła kluska jak ja późno zaczęła szukać w tym pozytywów. Właściwie nie tyle szukać co myśl przyszła sama, ciepło przy sercu po prostu pewnego dnia się pojawiło. Może u Ciebie też się kiedyś pojawi, a może nie, może będziesz miał po prostu inaczej. Wiem, że jesteś wdzięczny i szczerze... Mi osobiście to w zupełności wystarczy. Jak dla mnie nie musisz tego lubić - przyznała, patrząc po nim ciepło. Przytaknęła, gdy mówił o łańcuchu. Poczuła pewien rodzaj dumy, gdy stwierdził, że zamierza próbować mierzyć się z tym problemem.
- Jasne, dla mnie ten pomysł jest jak najbardziej okey - przytaknęła mu głową.
Akane
Nylian zręcznie zniżył głowę, kiedy ta chciała pocałować go w usta, od niby przypadkiem, sięgając w tym czasie po szklankę z “alkoholem”. Co jak co, ale te były pod bardzo twardą rezerwacją dla jednej, konkretnej dziewczyny. Poprawił ją też sobie na udach, żeby było i jej i jemu wygodniej, a jednocześnie nie nazbyt intymnie.
OdpowiedzUsuń— To bardzo smutna historia. To była jej prywatna komnata? Zakładam, że nikt nie byłby tak głupi, żeby alkowy klientów szpecić, popsułoby tylko nastrój — mruknął. Objął kobietę w talii i spojrzał jej prosto w oczy. --- Przyszedłem szukać żony, ukochanej. Nie tylko uciechę --- uśmiechnął się lekko.
Nylian
Obserwowała to jak wstaje, gotowa reagować, gdyby jednak miał się przewrócić. Ostatecznie jednak uśmiechnęła się, widząc jak siada w fotelu. Sama została przy łóżku, opierając się o jego ramę. Zatrzymała wzrok na palcach Gava, którymi wystukiwał rytm, a kiedy zaczął śpiewać, poprawiła pozycję, podciągnęła do siebie nogę i oplotła ją własnym ramieniem. Brodę ułożyła na kolanie i po prostu słuchała. Doskonale znała tą metodę, nawet kiedyś się o nią kłócili. "Śpiewasz zamiast rozmawiać", ale tak czasami było łatwiej, łatwiej przełamywało się pewne bariery i An nie zamierzała nic tu dziś chłopakowi wytykać. Po prostu słuchała co tym razem siedzi w jego głowie. Ta potrzeba wysłuchania wyjątkowo mocno ją dotknęła, rozumiała ją aż nadto. Sama miała identyczną. Słuchała dalej w skupieniu, posłała mu łagodny uśmiech, gdy złapał ją na tą chwilę wzrokiem, a potem słuchała dalej. Utwór był głęboki i zdradzał naprawdę wiele. Ciężko było powstrzymać łzy widząc to jak Gave bardzo się stara jej to wszystko powiedzieć. Z jednej strony łzy były ciężkie, bo fakt, że to wszystko tak mocno w nim siedzi bolał, z drugiej jednak były to łzy wzruszenia, bo w końcu gdzieś to wszystko wylewał, w końcu mogła go po prostu posłuchać. Moment gdzie śpiewa, że "nie zasługuje" był kolejnym, który mocno dotknął. Poczuła nawet łzę na policzku, jednak dalej patrzyła na niego z ciepłem w oczach. Przetarła policzek i nie przerywała mu utworu. Musiała na chwilę przymknąć oczy, by uspokoić własne emocje. To co tu padało naprawdę było mocne, o wiszeniu na włosku, o tym by zostali chociaż jeden dzień. Kiedy zakończył ponownie musiała przetrzeć twarz. Wstała powoli, podeszła do niego, ściągnęła mu nogi w dół i po prostu wpakowała się na kolana, a potem oparła głowę o jego pierś.
OdpowiedzUsuń- Nie tak "nodoby" - szepnęła. Zdecydowana większość jego bliskich zdawała sobie sprawę z tych masek, które zakładał, ale czekali, po prostu czekali aż sam sięgnie by je zdjąć. - Jesteśmy - zapewniła. - Ja jestem na pewno, ale gwarantuję, że są i inni - dodała. - Jesteśmy nie na jeden dzień, a tygodnie, miesiące i jeszcze dalej - odsunęła twarz od jego klatki piersiowej i spojrzała mu w oczy z ciepłym uśmiechem.
- Jestem i będę słuchać - zapewniła i cmoknęła go w środek czoła.
Akane
Czuła to napięcie, ale zachowała spokój. Słysząc swoje imię, spojrzała po nim uważniej. To, że miał żałować nie było przyjemne, ale cała reszta, to co mówił, to akurat uważała za bardzo dobre. W końcu jasno i wyraźnie mówił czego tak konkretnie oczekuje, nie rad, nie zapewnień, a naprawdę samego wysłuchania.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam… Sama czuję się trochę otumaniona… - podniosła rękę z bransoletą blokującą moce. – Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam tak mało i… - odłożyła rękę - … trochę ciężko odpowiednio się wstrzelić. Nie mniej rozumiem, teraz już będę wiedzieć – uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę. Zastanawiał się czy żałuje, a mimo to podjął kolejną próbę i powiedział coś, co po raz kolejny sprawiło, że serce jej się zacisnęło. Dalej siedziała mu na kolanach, wyznanie było mocne, ale nie zamierzała go komentować, nawet gdyby sam o to nie poprosił. Pogłaskała po prostu kojąco jego ramię, chciała dać znać, że po prostu w razie co tu jest i tyle. Miał w głowie naprawdę ciężkie rozterki, trwała więc przy nim i nie naciskała, sam mógł zdecydować czego mu teraz trzeba, czy ciszy, czy wtulenia, czy czego jeszcze by tam chciał. W razie gdyby wadziła mu nawet siedzeniem na kolanach, była gotowa zejść i zmienić miejsce. W aktualnej sytuacji ciężko było by miał swój czas tylko dla siebie, ale nie widziała problemu by dać mu chociaż namiastkę takiego czasu.
Akane
An sama swój aktualny stan odbierała jako ciekawe doświadczenie. Teraz mogła sobie lepiej uzmysłowić to jak czuje istota nie obdarzona takimi talentami jak te jej. Mogła poczuć się włożona w cudze buty, a to po prostu dawało samo w sobie do myślenia. Poczuła nawet pewną dozę zazdrości, dziwnie było nie odbierać tych wszystkich bodźców, a jednocześnie jakoś tak spokojniej. Łatwiej szło uregulować oddech czy uspokoić własne emocje. Jakiś czas temu mogła śmiało stwierdzić, że dużo lepiej kontroluje to chłonięcie otoczenia, dziś jednak mogła jasno stwierdzić, że sporo jeszcze przed nią nauki w tym temacie. Idealnie byłoby doprowadzić do chwili, w której mimo mocy mogła czuć się tak jak teraz, może odrobinę tylko bardziej podkręcona.
OdpowiedzUsuńWstała, gdy lekko ją zepchnął z kolan, sama ruszyła w stronę stolika zastawionego śniadaniem i skubnęła sobie jeszcze kilka łyżek napoczętego serka. Uśmiechnęła się nieco na wspomnienie o Argarze.
- Stawiam, że ręce mają pełne roboty – stwierdziła i zaraz zaśmiała się krótko. – Po tym jak ojczulek dostał w twarz za kolejne bliźnięta to jednak solidnie się zabezpieczają, jedno i drugie. Liczę na to, że ewentualna produkcja ruszy w nieco spokojniejszych czasach. Shiya by ojcu jaja urwała jakby teraz ją zaciążył – stwierdziła rozbawiona, wsuwając łyżeczkę do ust.
Akane
Widząc jak Gave się ubiera, sama po sobie spojrzała. Dalej była w piżamie, którą stanowiły gatki i przyduża, lniana koszula Natana. Nie miała tu ciuchów, więc zapowiadało się, że cały dzień i noc spędzi w tym stroju. Ewentualnie przebierze się przed pidżama party w jakieś inne nocne wdzianko co by nie śmierdzieć. Jedząc serek pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że nie - przyznała. - Nie jestem jednak przekonana czy to dobrze - stwierdziła. Nie była pewna czy Ryu i Darcy nie powinni chwilę od siebie odpocząć. Z drugiej jednak strony Ryu miał zaraz wracać do Argaru, więc może to być ostatnia szansa na to by poważnie pogadali. Zaśmiała się krótko na jego kolejne stwierdzenie.
- To raczej nie kwestia tego, że zrobiłeś coś złego. Wiesz jak to z Grimą i Tonym, wystarczy, że podłapią jakąś tezę i zaraz muszą ją sprawdzić - uśmiechnęła się pod nosem, opierając pośladkami o stolik. - Najwyraźniej ich czymś zaintrygowałeś i uznali, że czas to sprawdzić... albo to ja ich czymś zaintrygowałam, a może po prostu zrobiliśmy to razem - wzruszyła lekko ramionami.
Akane
Złapała rzucone spodnie i posłała mu wdzięczny uśmiech, po czym wciągnęła na siebie spodnie.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję - rzuciła luźno i odłożyła serek zjedzony w trzech czwartych. Ruszyła na brzeg łóżka i usiadła tam przytakując mu głową. Nie mówił nic już więcej w temacie pozostałych "uwięzionych", a widząc jak sięga po kartę z pytaniami, nadstawiła uchał słuchając pierwszego pytania, a potem jego odpowiedzi.
- Hm... A ja uważam, że to zależy co rozumiesz przez "bliską". Jeżeli bliskość fizyczną to tak, zgadzam się z Tobą, jak już uprawiamy seks czy pozwalamy sobie na bardziej intymne pieszczoty to trudno tego nie nazywać związkiem. Z kolei gdy chodzi o bliskość psychiczną to ja osobiście uważam, że moja relacja, chociażby z Tonym, jest bardzo bliska, a jednak do związków się nie zalicza - odpowiedziała spokojnie i posłała mu uśmiech.
Akane
Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- No dobra, skoro tak to rozumiesz to okey, racja, jest to rzeczywiście związek dwóch ludzi - tak, tu też było istotne jak rozumie się słowo "związek". Ponownie kiwnęła mu głową. Rzeczywiście pytanie było raczej tej nie przyjacielskiej natury. Westchnęła lekko.
- Chodzi zapewne o tą "przyjacielską relację", o której nie raz rozmawialiśmy. Potocznie tak się mówi, na przykład po rozwodach, że ludzie się rozstali, ale żyją w przyjacielskiej relacji, nie skaczą sobie co chwilę, i o byle co do oczu, potrafią normalnie rozmawiać, dogadują się w sprawach związanych z dziećmi. Potrafią miło spędzić ze sobą czas, razem się śmiać czy bawić w wspólnym gronie. Może nie o wszystkim sobie mówią, ale mogą na siebie liczyć. Relacja ma po prostu dużo z przyjaźni i takie coś, tak, uważam, że rzeczywiście może istnieć. Ty jesteś mi bliski, nawet jeżeli uważasz tylko za koleżankę... Osobiście uważam naszą relację za bliską, mimo, że nie tworzymy związku - przyznała spokojnie.
Akane
An kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie ze wszystkim przyjdzie nam się zgadzać. Ciebie nie kupuje, mnie owszem. Sęk w tym, że ja nie czuję, że nie mogę Ci o wszystkim powiedzieć, więc może to jest ta różnica. Nie mam obiekcji wobec dzielenia się z Tobą jakimiś tematami, Ty masz i to może sprawiać, że widzisz tu jakąś połowiczność. Dla mnie przyjacielem się jest, a nie bywa, dla mnie to nie kwestia wygody czy szczegółowych ustaleń co dane słowo konkretnie znaczy. Dla mnie po prostu przyjaźń może mieć wiele barw, ale to nie znaczy, że Ty musisz mieć tak samo - przyznała i kiwnęła głową. - Rozumiem, jeżeli dla bliskich koleżanek jesteś taki jak dla mnie to uważam, że nazwa ta niczemu nie ujmuje, jest dla mnie wystarczająca - dla niej ważne było to jak wyglądała ta relacja, nie jak każdy z nich ją nazywał. Podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do Gava, by kuknąć mu przez ramię.
- To co, lecimy z kolejnym? - skoro już ustalili, że tu mają inne zdanie to nie było co tematu ciągnąć. - Czego na pewno nie chcecie w relacji damsko-męskiej? - przeczytała i wzięła głębszy oddech. - Cóż... Ja na pewno nie chcę czuć się jak czyjś błąd. Nie chcę uczucia z litości. Nie chcę być "drugą opcją" i niepewnym wyborem. Nie chcę kłamstw i ułudy. Nie chcę braku szacunku... Tak, tego na pewno nie chcę - odpowiedziała i znowu złapała serek ze stolika, co by go tym razem dokończyć.
Akane
Akane spojrzała po nim i kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Gdybym takie miała i gdybyś chciał o nich słuchać to owszem. Aktualnie takowych jednak nie posiadam i nie specjalnie czuję chęć by to zmieniać, więc się niczym nie chwalę - przyznała, lekko rozkładając przy tym ręce. - Co miałabym Ci powiedzieć? Że wiem, że Ryu dalej coś czuje? Że jakieś randomy łypią od czasu do czasu na mnie okiem? Że opinia publiczna paruje mnie z Ashanem? Chciałbyś ze mną o tym wszystkim rozmawiać? - zapytała, nie z pretensją w głosie, a na poważnie.
- Byłaby możliwa, mogłabym z Tobą pogadać o Onyx, Gave do diaska... - westchnęła lekko i zaraz spojrzała na niego czulej. - Chcę żebyś był po prostu szczęśliwy, przy mnie nie byłeś i... i jeżeli jest jakaś inna dziewczyna przy której miałbyś na twarzy ten swój zajebisty, szczery uśmiech to... to nie zamierzam Cię w tym temacie powstrzymywać czy blokować - nabrała głębokiego powietrza i zawiesiła spojrzenie w swoich dłoniach.
- Chcę po prostu żebyś był szczęśliwy... - powtórzyła ciszej z lekko zaszklonym spojrzeniem. Nie podnosiła jednak wzroku. - Nie będę Cię jednak namawiać byś ze mną rozmawiał o innych dziewczynach - przetarła polik i dopiero wtedy podniosła do niego spojrzenie. - Nie próbuję Cię tu do tego namawiać, po prostu mówię, że nie widzę w tym problemu, ale co Ty z tym zrobisz to już jest Twoje - mgiełka z oczu zniknęła, a ona odetchnęła trochę spokojniej.
Na jego odpowiedź co do pytania kiwnęła głową.
- Tak, ja też nie chcę, aktualnie się do tego po prostu nie nadaję - przyznała, gdy mówił o wchodzeniu w taką relację. To czego on nie chciał również jak najbardziej rozumiała i uważała za słuszne.
Akane
Kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, na szczęście nie wszyscy – przyznała. Kochała Golaska, ale to co zrobił było po prostu wstrętne i nie zamierzała udawać, że myśli inaczej. Dalej patrzyła po nim naburmuszona, ale słowa które padały pozwalały jej powoli się uspokoić. Podciągnęła mimo wszystko nosem. Na samą myśl, że Tońciu mógł pójść do innej serce ją po prostu ściskało. Przytaknęła głową.
- Tak, nie kłamałby – kiwała głową długo. – Tak, nie jest kłamcą – tu też przyznała rację i zaraz trochę bardziej się rozpromieniła. – Tak… - uśmiechnęła się ciepło i wzięła kilka głębszych wdechów po czym uśmiechnęła się szerzej. – Tak – powiedziała pewniej, ostatecznie śmiejąc się wesoło.
- Tak! Szaleje na moim punkcie, a ja na jego! – rzuciła entuzjastycznie i przytuliła się do Gava na chwilkę. Potem poklepała swój brzuszek. – Kocha nas wszystkich – podsumowała z ciepłym uśmiechem.
Grima
Nylian zrobił niezadowolony grymas i zaśmiał się lekko. Spojrzał uważniej po kurtyzanie.
OdpowiedzUsuń— Oj przepraszam bardzo, ale z taką żoną to można się wszędzie dobrze bawić. Żonki z takich miejsc podobnież najlepsze — ucałował jej rękę, unosząc się przy tym lekko dumą. Przytaknął na kolejne słowa. — Interesuje mnie cudza krzywda, chciałbym jej pomóc. Ale Twoje oczy naprawdę dzisiaj wygrały wszystko — dodał jeszcze. Gave zdawał się dobrze bawić, nie był pewny na ile gra, więc jeszcze sam nie wychodził.
Nylian
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- Nie zakładałam, że nie chcesz, po prostu pytam, ale skoro nie widzisz problemu to okey, zapamiętam - kiwnęła głową. Słysząc jego opinie w swoich sprawach wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Tak, wiem, że widać. Najwyraźniej karma mnie w tym temacie nawiedziła... - stwierdziła, wzruszając ciężko ramionami. W końcu i ją zdradził ktoś kogo bardzo pokochała. Przy słowach o Ashanie spojrzała na Gava uważnie.
- Gave, przecież już Ci mówiłam, to tylko plotki, między mną i Ashanem nic romantycznego nie ma. Lubię go, jasne, fajnie spędza się z nim czas, ale aktualnie to tylko znajomość. Nie patrzę na niego w ten romantyczny sposób. Na Ryu też nie patrzę, a chwilami mam wrażenie, że usilnie próbujesz mnie wepchnąć w jego ramiona. Poza tym... wizualnie nie pasuję? - spojrzała po nim wyraźnie zaintrygowana. - Co to właściwie znaczy? Nie planuję sobie dobierać chłopaka po tym jak wizualnie razem wyglądamy, no weź... bez przesady. Co ja, jakaś tiktokerka z związkami dla zasięgów? - na to akurat lekko parsknęła śmiechem, bo nawet ją bawił ten argument. - Doceniam troskę, serio, ale zgłoszę się jak naprawdę będę miała jakieś sercowe podboje na koncie, a nie teraz, kiedy po prostu opinia publiczna coś zakłada. Nie wiem, może mimo Twoich zastrzeżeń pójdę z nim kiedyś w tango, czas pokaże, ale aktualnie nic takiego się nie zapowiada - wzruszyła ramionami. Zmarszczyła zaraz czoło, gdy mówił o Onyx.
- A co ma moja relacja z Onyx do Waszego potencjalnego związku? Tak, podpadła mi, okazała się wobec mnie fałszywa, ale to nie ma przełożenia na to jak Ty się przy niej czujesz. Dla mnie to jest istotne, to jak się przy niej czujesz, nie jak z nią wyglądasz i ile ma lat. Jeżeli to jej ramiona dają Ci spokój i ukojenie, jeżeli przy niej jesteś swobodny, jeżeli z nią się najgłośniej śmiejesz i najlepiej bawisz to moja niechęć nie ma tu najmniejszego znaczenia. Jeżeli to ona Ci się tak bardzo podoba, to mój konflikt z nią nie powinien mieć tu większego znaczenia. Toleruje ją, nie widzę tu przyjaźni, ale to nie o mnie tu chodzi. Nie muszę się przyjaźnić z Twoją potencjalną partnerką. Tak jak Ty nie musisz lubić tego z kimś kiedyś się może zwiążę... - westchnęła cicho. Znowu zawiesiła spojrzenie w dłoniach i kiwnęła głową na jego "wiem, że chcesz". Przymknęła jednak oczy przy kolejnym pytaniu i dopiero po chwili podniosła wzrok do jego oczu.
- Bo uważam, że związek z jednym, gdy masz w sercu innego nie jest w porządku... - odepchnęła się od stolika i przeszła usiąść na brzeg łóżka, nie patrząc aktualnie w stronę Gava. - Bo jak kocham to całą sobą i łatwo mnie przez to zranić - dodała i na chwilę spojrzała w sufit, zawieszając na nim spojrzenie.
Akane
Ri nie komentowała już sprawy zdrady. Dla niej każdy kto tak robił zachowywał się po prostu paskudnie i tyle. Nie ważne jak wielkie cele komuś przyświęcały, najpierw kończy się jeden związek, a potem dopiero można całować innych i kropka. Sama uśmiechnęła się do chłopaka pogodnie.
OdpowiedzUsuń- Dziękujemy - wyszczerzyła się na jego opinię i zaraz zastrzygła uchem. Wzruszyła ramionami. - Bo sobie nie wrzucamy do głowy zbędnych głupot. Ja kocham Tońcia, Tońcio kocha mnie i tyle - usiadła na stoliku i pomachała wesoło nogami w powietrzu. - Nawet jak mnie czasem wkurzuje to i tak go kocham dalej i się tego nie wstydzę, nie udaję, że jest inaczej i przed tym nie uciekam. Chwytam co mam i trzymie, mocno, mocno trzymie... Grima nigdy tyle nie miała co daje Tońciu i nie puszczę tego, bo daje mi coś wyjontkownego - przytaknęła energicznie głową.
- Tak, fajnie, fajnie, że cenimy to jak nikt inny - dodała dumnie, wypinając przy tym pierś.
Grima
Akane spojrzała po Gavie i nieco rozbawiona pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Tutejsza Kapłanka też jest filigranowa i z tego co widziałam dobrze jej przy mięśniaku, ale jasne, zanotuję Twój sprzeciw - patrzyła po nim nieco rozbrojona. Bywał niemożliwy. Pokręciła zaraz głową.
- Akurat kiedy jestem w emocjach to Ty najbardziej mi pomagasz, widziałeś mnie już w tylu wydaniach, że czuję się przy Tobie konfortowo, nawet w tak beznadziejnych momentach. Z Ryu tego nie mam. Czuję się jak rozwydrzony bachor, gdy mam mówić o takich rzeczach, a już w ogóle, gdy chodzi o moją intymność... Jestem wdzięczna, wiem, że chciałeś dobrze, ale na przyszłość zostaw mi wybór co, kiedy i jak komu powiem. Rozumiem błachostki, ale nie coś tak prywatnego... Z nim lubię rozmawiać później, jak już emocje opadają i sama mam do sprawy większy dystans - przyznała spokojnie i lekko westchnęła. - Wbrew temu co uważasz, umiesz dobrze... Ty, Natan, czasem nawet Tony... ale Ty i Natan trafiacie najbardziej - rozłożyła ręce i wzruszyła ramionami. Na jego decyzję co do Onyx kiwnęła ponownie głową.
- Tak jak wspomniałam, to już zostawiam Twojej decyzji, najważniejsze i tak przed chwilą powiedziałam - stwierdziła. Nie zamierzałaa naciskać, akurat to, że nie chciał gadać o takich sprawach z nią bez problemu rozumiała. Uśmiechnęła się jednak nieco pod nosem na słowa o chłopakach. Raz jeszcze kiwnęła głową.
- Może kiedyś przestanę - nie wykluczała takiej opcji, może znajdzie się ktoś, kto przebije uczucie jakim go darzyła, a może to nigdy nie nastanie.
- Co tam mamy dalej? - zerknęła w stronę listy i podniosła się z miejsca, co by do niego podejść. - Och, zadanie... świetnie... - widząc tekst zacisnęła lekko usta. Po prostu pięknie się wstrzelili po tych wszystkich wylewnościach, patrzenie sobie w oczy. Genialne, po prostu genialne. W tym tempie to ona nigdy nie przestanie tonąć w jego oczach.
Akane
Grima spojrzała po nim i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Jesteś, ale do niej jeszcze nie dorosnąłeś - stwierdziła i zaraz poklepała go lekko po plecach. - Strachy są normalne. Jak kochasz to się wcale mniej nie bojakasz, ale jak kochasz to radości często przysłaniają troski. Jak z dziećmi, bojakasz się o nie, ale jest Ci tam z nimi dobrze, że mimo starchów i tak szczerze się uśmiechasz. Podobnie jest jak kochasz takiego Tońcia, bojakasz się o wiele rzeczy, ale jak jest obok to bardziej się cieszysz niż bojakasz - odpowiedziała z uśmiechem, bardzo ciepłym i szczerym. Przytaknęła mu zaraz głową.
- Może nie są, za smarkaty na to jesteś, ale może z czasem dorośniesz i zrozumiesz - wyszczerzyła się do niego, po czym przytuliła jego rękę.
- Grima i tak będzie wierzyć, że kiedyś poczujesz dobrze - oznajmiła, dalej się do niego tuląc.
Grima
Kiwnęła głową na jego pytanie i zaraz po prostu pokręciła głową. Nic już nie mówiła, po prostu zanotowała w głowie ten sprzeciw i tyle. Spojrzała zaraz po nim uważniej, trochę z troską, ale zaraz uśmiechnęła się łagodnie.
OdpowiedzUsuń- Gave... ale ja tak odczuwam. Nie na każdego działa wszystko tak samo. Ja najbardziej cenię fakt, że czuję się przy kimś swobodnie w chwilach słabości, przy Tobie właśnie tak się czuję. Kiedy jestem smutna czy załamana to Ty też masz ten spokój. Mi Twoje narzędzia odpowiadają, chociażby wczoraj. Martwiłam się i mogłam się do Ciebie po prostu przytulić. Dałeś mi ten potrzebny spokój, dałeś dobre słowo. Twoje zachowanie tam na azylu, gdy Ci powiedziałam o jajniku... tam też to Ty mnie uspokoiłeś. Nie musisz szukać lepszych od siebie, nawet jeżeli rzeczywiście jacyś gdzieś są, to w ciężkich chwilach wiem, że mogę na Ciebie liczyć i często to właśnie Twój komentarz sprawia, że zaczynam trzeźwiej myśleć. Tak, Ryu też jest dobry w te klocki, ale do mnie aktualnie bardziej przemawiają Twoje narzędzia, po prostu - przyznała spokojnie i lekko wzruszyła ramionami. Westchnęła lekko na to jego uparte "i tak go sprowadzę".
- Tak, brałam pod uwagę, że będziesz mimo wszystko robił po swojemu, ale przynajmniej zaznaczyłam swoje - stwierdziła. Na komentarz o oczach specjalnie się nie zdziwiła, ruszyła usiąść na łóżko, na miejscu które poklepał.
- Rozumiem... przegięłam wtedy, byłam wściekła o Gavina, że masz wgląd w moją prywatę i chciałam Ci pokazać, że ja też mogę taki wgląd mieć... ale nie byłam na tyle bezczelna by wyciągnąć rzeczywiście prywatne wspomnienie, związane z kimkolwiek innym niż ja. Nie mniej to było chujowe i rozumiem, że masz obiekcje... Nie mniej, naprawdę nie zamierzam więcej tego robić, mi samej źle z faktem, że tak się zachowałam - przyznała i wypuściła powoli powietrze, a potem skrzyżowała z nim spojrzenie.
- Jeszcze raz przepraszam - powiedziała nim zamierzała zamilknąć.
Akane
- Grimcia i tak dalej wierzy w swoje - odpowiedziała mu, ale nie oponowała na tą zmianę pozycji do przytulasków. Objęła go w pasie i tak sobie tuliła.
OdpowiedzUsuń- Miłość już tak czasami miewa, umie popieprzyć wszystko - przytaknęła mu głową, dalej z policzkiem przy jego boku. - Ja nie przekonuję, ja po prostu wierzę, że Milasek i tak kiedyś zobaczy więcej niż widzi teraz. W tej chwili sobie tam uważaj co chcesz, ale Grimcia wierzy, że chwila minie i będzie nowa, lepsza - przymknęła oczy i uśmiechnęła się pogodnie. Tego właśnie mu życzyła.
Grima
Kiwnęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Dzisiaj tak, na azylu jednak nie - podsumowała, nie drążąc dalej tematu. Gave miał bardzo niskie mniemanie o sobie i zapewnianie go na siłę, że dobrze się sprawdzał w danej roli niczemu nie służyło. Już wystarczająco jasno mu powiedziała jak ona to widzi i nie czuła by mogła coś więcej tu dodać.
- Też - przyznała, bo tak, Sralala byli wtedy punktem zapalnym, ale złość się skumulowała i wyszło z tego gówno. Niestety, jej też się zdarzały krzywe zachowania.
Patrząc mu w oczy oddychała spokojnie. Chciała to wziąć zadaniowo, jak coś co po prostu trzeba odhaczyć. Pięć minut wydawało się w tym wydaniu wiecznością, ale patrzyła na niego, wspomnieniami wracając do różnych zabawnych anegdotek z ich życia. Skupiła się na śmiechu, nie na czułościach jakie wymieniali. Po prostu na tych momentach, w których dobrze się z nim bawiła, śmiała. Patrzyła mu w oczy mając w głowie po prostu przyjemne wspomnienia, nie jakieś znaczące, a takie, które przynosiły uśmiech na twarzy. Wbrew pozorom było ich całkiem sporo, uśmiechnęła się łagodnie i dalej spokojnie w jego oczy patrzyła.
Akane
Akane parsknęła na te jego wygłupy. Zaczęła się lekko śmiać przy świńskim nosie, a potem to już po prostu rechotała rozbawiona. Zaraz jednak zobaczyła tą zmianę w jego oczach, spoważniała i spięła się lekko na kilka sekund. Potem jednak spróbowała odwrócić rolę, to ona zaczęła chrumkać i wydawać dziwne, paszczowe dźwięki. Zaczęła stroić gupie miny, chcąc go tym sposobem sprowadzić na ziemię. W pewnej chwili weszła nawet w rechotanie jak na żabę przystało.
OdpowiedzUsuńAkane
Grima zacisnęła lekko usta na wspomnienie drugiego.
OdpowiedzUsuń- Tu może nie być łatwo - stwierdziła, bo to akurat był dużo większy problem do rozwiązania. Zamyśliła się jednak, rzeczywiście kombinując i szukając sposobu, zaraz jednak usłyszała Gava i zastrzygła uchem.
- Celibat? ... No jak tam chcesz, jeżeli dasz radę i tak wolisz - stwierdziła. Akurat w takie sprawy to nie miała zwyczaju wściubiać nosa. Ona celibatu nie potrzebowała, tego była pewna.
Grima
Grima wyszczerzyła się do niego w tajemniczym uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Powinno Cię to cieszować - zachichotała, trochę mocniej go przy tym tuląc. Ona akurat wolała te mniej skomplikowane scenariusze, a ten Kropka zdawał się o wiele trudniejszy do rozwikłania, przynajmniej jak na jej głowę. Przytaknęła głową na ten jego brak potrzeby seksu. Była w stanie uwierzyć, że może takie zjawisko mieć miejsce. Zachichotała na jego stwierdzenie i szybko pokręciła głową.
- A po co? Seks jest milutki i fajny i daje dużo uśmiechu. Jak kiedyś będę bardzo chora albo Tońciu, to wtedy sprawdzimy, a tak nie ma potrzebów takich - stwierdziła pogodnie, ze swoim wyszczerzem.
Grima
Nylian nie odpowiedział nic więcej kurtyzanie. Przynajmniej nie musiał dłużej udawać. Uśmiechnął się do nie przepraszająco. Nie sądził, aby czuła się zraniona, ale sam siebie trochę zranił. Miał wrażenie, że za bardzo wykorzystał jej pracę. Następnym razem powinien to robić w grzeczniejszy, bardziej przyzwoity sposób. Wstał na równe nogi i strzelił karkiem.
OdpowiedzUsuń— My za pierwszą jeszcze nie zapłaciliśmy — przypomniał mu, biorąc go pod ramię, aby chwiejnym, acz szybkim krokiem udać się ku drzwiom wyjściowym.
Nylian
Kiedy udało się wyrwać go w tego letargu to odetchnęła z ulgą, a potem się już po prostu uśmiechnęła i spokojniej patrzyła mu w oczy. Dalej jeszcze chwilami uśmiechała się pod nosem, chociaż w głowie krążyły też myśli o tym jego zawieszeniu. Stwierdziła jednak, że nie będzie teraz o to pytać. Po pięciu minutach, gdy się odezwał, uniosła lekko brwi, a potem kącik jej ust drgnął lekko.
OdpowiedzUsuń- 567 i 533, dobrze wiedzieć - przyznała z nutką rozbawienia w głosie. Na komplement uśmiechnęła się wdzięcznie.
- Dzięki - te jego oczy już nie raz chwaliła, więc tym razem postanowiła po prostu podziękować, bez odbijania piłeczki. Popatrzyła po nim, nie musiał nawet za wiele mówić, wyglądał na zmęczonego.
- Jasne, przerwa brzmi dobrze - skinęła głową i przemieściła się na łóżku, tak by leżeć obok niego, ale na boku. Zaśmiała się delikatnie na potrzebę piosenki i ponownie kiwnęła głową.
- Prześpimy - sama miała aktualnie chęć po prostu zamknąć oczy, może nie tyle spać co przymknąć je chociaż na chwilę. Najpierw jednak kołysanka, nie miała nic przeciw tej konkretnej.
- W górze tyle gwiazd, w dole tyle miast, gwiazdy miastom dają znać, że dzieci muszą spać. Ach śpij kochanie... - zaczęła mu śpiewać, dociskając co nieco kołdrę w kilku miejscach, co by był dobrze zakryty. Śpiewając powoli zmieniała pozycję, z boku bardziej na brzuch, z czasem delikatnie odłożyła głowę przy ramieniu Gava i kiedy dośpiewała do końca, sama przymknęła oczy, oddając się drzemce.
Akane
Jej podróżnicza dusza tego dnia dała o sobie znać nawet w trakcie drzemki, bo głowa zawędrowała na wygodną pierś Gava i tak już pozostała, najwyraźniej uznając tą pozycję za najbardziej dogodną do spania. Sama nie wiedziała ile minęło, kiedy zaczęła się wybudzać, a widok torsu, na którym spała, odrobinę ją zaskoczył. Patrzyła chwilę spod przymrużonym powiek po ciele Gava, próbując połączyć kropki, a w końcu zmieniła nieco pozycję i odwróciła twarz ku jego twarzy.
OdpowiedzUsuń- Ou, sorki... - przetarła zaspane oczy i mruknęła leniwie, na chwilę jeszcze opierając czoło o jego pierś. - Śpiący ze mnie wędrowniczek... - parsknęła cichym śmiechem i powoli się odsunęła, by zejść z jego ciała i po prostu leżeć obok, na brzuchu, podparta na łokciach.
- Mam nadzieję, że Cię tym jakoś nie rozbudziłam, pospałeś, odpocząłeś? - zapytała i zasłoniła jeszcze usta, bo automatycznie ziewnęła leniwie.
Akane
Sama zaczęła przeciąganie na leżąco, a dopiero potem przeszła do siadu i kontynuowała swoją rozgrzewkę. Uśmiechnęła się na jego odpowiedź co do odpoczynku, a kiedy wspomniał o witaminach, to aż jej się cieplej przy sercu zrobiło. Robił progres w dbaniu o siebie, jakiś czas temu te witaminy trzeba by było w niego wmuszać, a teraz sam wychodził z inicjatywą. Nie komentowała jednak swojego spostrzeżenia.
OdpowiedzUsuń- Jasne, już ruszam kuper - przesunęła się na brzeg łóżka i wstała, co by ruszyć z nim po lekarstwa. Uśmiechnęła się nieco pod nosem.
- Racja, aczkolwiek nie narzekam, taki leniwy, piżamowy dzień to coś co chyba nawet było mi potrzebne. Może nawet wprowadzę takich dni trochę więcej w swój grafik - stwierdziła pogodnie.
Akane
Kątem oka zerknęła na ten zapisek przy jego lekach i sama uśmiechnęła się ciepło pod nosem. Febe była cudowna, An nie musiała mieć nawet swoich mocy, by widzieć jak wiele ciepła wlała w serce Gava ta krótka notatka. Poprawiła włosy i spojrzała po jego komnacie, przytakując zaraz głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, zdecydowanie tylko kilka - zaśmiała się lekko. - Gdybym miała ich zbyt wiele, to za dużo pomysłów nazbierałoby się w głowie i cholera wie, kiedy by przyszedł czas je wszystkie zrealizować - rzuciła żartobliwie. - No wiesz, w takie dni mam wrażenie, że jeszcze więcej myśli nas nawiedza, a więcej myśli, to więcej ewentualnych planów - stwierdziła wesoło i zaraz spojrzała po nim zaciekawiona.
- A co Ci nie odpowiada w piżamach? - uśmiechnęła się pod nosem i udała, że przechadza się po wybiegu, prezentując tą swoją. Nawet zakręciła sznurkiem od jego dresowych spodni, obracając się przy tym do okoła własnej osi i śmiejąc rozbawiona.
Akane
Posłała mu szerszy uśmiech i zaraz spojrzała po nim podejrzanie. Kiedy wziął leki, to go trochę pogoniła w stronę foteli i zajęła ten swój, po czym podciągnęła nogi do góry i je skrzyżowała. Sięgnęła po varkę z misy, z owocami i wgryzła się w nią, słuchając co ma do powiedzenia.
OdpowiedzUsuń- Nie no, w takie dni gdzie Cię nosi z kąta w kąt to rzeczywiście odpoczynek nie ma racji bytu. Są jednak czasem takie dni, że otwierasz oczy i nie masz po prostu ochoty ruszyć paluszkiem u stopy. Myślę, że te nadają się idealnie by przeznaczyć je na odpoczynek - stwierdziła z uśmiechem, a kiedy wspomniał o zamknięciu ponownie ugryzła owoc i lekko kiwnęła głową.
- Jasne, rozumiem - widziała jego niepokój, ale starała się zostać w swoim pogodnym tonie. - Tyle, że jeżeli to Ty sobie będziesz szykował takie dni, to będą one tylko i wyłącznie na Twoich zasadach, no... chyba, że sobie zorganizujesz jakieś towarzystwo, ale i w tej sytuacji nie widzę by ktoś naciskał na teoretyczne zamknięcie - przyznała spokojnie i posłała mu łagodny uśmiech.
Akane
Jadła sobie dalej varkę i słuchała go z przyjemnym uśmiechem na ustach. Od czasu do czasu kiwała głową, bo ten jego plan brzmiał naprawdę fajnie.
OdpowiedzUsuń- Nie no, taki odpoczynek typowo po mojemy to też nie zalicza się do tych piżamowych. W sumie taki spędzony w piżamie to bardziej dzień na totalną regenerację, turlanie się do późna w betach, jakieś moczenie dupska i rozleniwiająca glinka na twarzy - uśmiechnęła się szerzej. - Gdybym chciała tak po prosty odpocząć, to ten Twój plan tylko trochę różniłby się od mojego. Na pewno znalazłoby się w nim dodatkowe miejsce na szkicownik - przyznała.
- Nie no, jasne, z dzieciakami to zawsze wychodzi inaczej - uśmiechnęła się ciepło. O planach z dziećmi opowiadał już trochę przy ognisku, więc dziś nie dopytywała go o szczegóły.
- Swoją drogą, byłeś tu już na polowaniu? - zainteresowała się.
Akane
Słysząc to wszystko czego dokonał spojrzała po nim z wymownym rozbawieniem.
OdpowiedzUsuń- I Ty się dziwisz, że śmiałam przupuszczać, że jednak gdzieś w czas wolny udało Ci się wepchnąć polowanie? - sama parsknęła śmiechem i śmiała się tak krótką chwilę.
- Widzę, że mam konkurencję w temacie problemu z usadzeniem tyłka w jednym miejscu - dodała, dalej rozbawiona i zaraz pokręciła głową.
- Veri... to samiec? - zainteresowała się tym mosertem. - Też poznałam jednego, Uqe, młodzik, interesujące stworzenie - przyznała pogodnie. - Zastanawiam się nawet czy go nie kupić. Wędrówki na wierzchowcu zdają się dużo sensowniejsze, a on... No polubiłam tego gagatka - przyznała, kończąc jedzenie varki i uśmiechając się ciepło do Gava.
Akane
— O… miło. Oddać Ci połowę? — zapytał wyraźnie zaskoczony. Sam nie pomyślał o tym i głupio czuł się z taką próbą ucieczki. Mimo wszystko kobiety wykonywały swoją pracę, jaka ona by nie była i wynagrodzenie im się należało. A jeszcze dostali adres. No szkoda by było zostawić je bez zapłaty.
OdpowiedzUsuńZerknął na adres, który mu podał. No nie kojarzył okolicy jeszcze. Dopiero uczył się tego miasta a i tak miał zamiar zaraz się stąd zabierać.
— No dobrze… no to prowadź, jeśli możesz — poprosił go.
Nylian
An uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Jak słyszę tą listę to mam odmienne zdanie, organizację czasu zdajesz się mieć opanowaną do perfekcji - stwierdziła, dalej w lekkim tonie. Sama odrychowo zerknęła po psiaku Gava, a potem słuchała o mosercie. Zaśmiała się pod nosem na to całe wykradanie, zaraz jednak mu przytaknęła.
- Rozumiem. Z drugiej strony też dużo wędrujesz. Masz co prawda swoją bramę, ale akurat do Twojego trybu życia mosert zdaje się pasować. Winter, tak, psiaki to jednak trochę inny rodzaj zwierzaka. Vexa na przykład upatrzyła sobie wyjątkowo mocno pilnowanie Fasolek, nie bardzo jest chętna na dalsze wędrówki, lubi mieć swój teren i go pilnować, lubi mieć konkretne zadanie. Nie zarzucę też na jej grzbiet podróżnych tobołów i nie dosiądę niczym konia. Moserta już tak - zauważyła luźno, po prostu sobie z Gavem o tym dyskutując.
Akane
Zastanowiła się chwilę, ostatecznie przytakując mu głową.
OdpowiedzUsuń- Racja, to jednak spory zwierzak, przeprowadzanie go przez bramę to byłby srogi wysiłek i duże ryzyko - przyznała. Zostawianie w miejscu skoku też nie brzmiało dobrze, więc te argumenty jak najbardziej do niej trafiały. Uśmiechnęła się do niego, gdy głębiej poruszył kwestię Vexy.
- Też się nad tym zastanawiałam, bo jednak Argar ewidentnie uznała za swój teren. Jednak mimo wszystko bez oporów ruszyła w wędrówkę do Azylu, więc śmiem przypuszczać, że będzie mi i dziewczynkom towarzyszyć w przypadku wędrówek. Tak po prawdzie to bardziej mnie teraz intryguje co zrobi jak Ty zabierzesz małe w podróż - zastanowiła się i nieco zamyślona popukała własną brodę. To zagadnienie było całkiem interesujące.
Akane
Odpowiedziała mu uśmiechem, a kiedy wspomniał o tym, że Vex mimo wszystko nie kręciła się przy nim, gdy był z dziewczynkami, kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Racja... Może wtedy po prostu zdaje raport Winterowi i to jemu przekazuje brochę - zaśmiała się lekko i raz jeszcze spojrzała na białego psiaka z uśmiechem. Wróciła spojrzeniem do Gava.
- To co? Bierzemy się za tą listę, czy jeszcze chcesz trochę odpocząć? - zapytała i zerknęła na kolejne pytanie. - Zdaje się, że tym razem mamy indywidualne pytania, jedno dla Ciebie, drugie dla mnie... - przekazała, widząc jego i swoje imię przy dwóch kolejnych pozycjach. Samych pytań jeszcze nie czytała.
Akane
Akane słuchała jego odpowiedzi z lekkim uśmiechem na twarzy. No tak, tylko Ashan, to już akurat dzisiaj słyszała i miała nawet stosownie wyjaśnione co też takiego jest z nim "nie tak", teraz Gave właściwie uzupełnił tamte stwierdzenia o nowe informacje, a Akane mimo wszystko delikatnie i krótko się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Aktualnie sama z siebie nie planuję nikogo znajdywać, ale w razie jak zgłosi się więcej chętnych to przyjdę ich z Tobą skonsultować - rzuciła nieco rozbawiona, lekkim tonem i zaraz posłała mu uśmiech.
- Rozumiem, barczyste książęta odpadają... ryzyko rozpieszczania dzieci też przekreśla ewentualnych kandydatów -przytaknęła mu głową i udała, że zapisuje to na ręce po czym ponownie lekko się zaśmiała i pokręciła głową rozbawiona, ostatecznie patrząc po chłopaku ciepło. Przeniosła zaraz spojrzenie na swoje pytanie i westchnęła ciężko, gdy je przeczytała. Mhm, w tym palce zdecydowanie maczała Ri.
- Cóż, po prostu nie chcę by pocałunki ze mną sprawiały przyjemność jedynie w trakcie trwania czułości. Chciałabym by były przyjemnym wspomnieniem, by myśl o nich wywoływała ciepło przy sercu i uśmiech na twarzy... w najgorszym razie tęsknotę. Nie chcę by pocałunki przynosiły pretensje i żal, by ktoś czuł się winny i pluł sobie w brodę za to, że do nich dopuścił lub za to, że w ogóle ma na nie ochotę - wzruszyła ramionami i lekko skubnęła wargę. - Dlatego uważam, że lepiej by do pocałunków między nami nie dochodziło, ze względu na obie strony dla jasności - odpowiedziała. Nie chciała mu jeszcze bardziej komplikować życia, a fakt, że czasami miała ogromną ochotę go pocałować z jednoczesnym przekonaniem, że lepiej by tego nie robiła sprawiał, że i ona plasowała się na miejscu osoby "plującej sobie w brodę za samą chęć".
Akane
Nylian pokręcił delikatnie głową.
OdpowiedzUsuń— Nie chcę jej rozpieszczać za bardzo. Na święta dostała miecz z zestawem sztyletów i pas. Duże prezenty są na duże okazje. Zabiorę ją na porządną wyżerkę, pobróuje z targu czego chce, a potem w tej takiej karczmie dużej, z której tak pachnie ją zabiorę — zdecydował z lekkim uśmiechem na ustach. Wzruszył ramionami na kolejne słowa. Jego to specjalnie nie przerażało. Ryzyko zawodowe. Nie chciał jednak narażać kumpla.
— Mogę pójść sam w razie czego. Sam się pchałem na to zlecenie — zauważył.
Nylian
An kiwnęła mu głową, oczywiście nie mówiła poważnie o tych konsultacjach, ją po prostu ta sytuacja nieco bawiła. Raczej widziała to w stylu rozmawiania o takich sprawach, gdy nadarzy się okazja, a nie na zasadzie prawdziwych konsultacji. Wzruszyła ramionami na słowa o pocałunkach.
OdpowiedzUsuń- Uważam je za intymne, nie mam w zwyczaju całować kogoś dla żartu czy zwykłego sprawdzenia reakcji, więc rozumiem, że dla Ciebie to może nosić miano "problemu" - stwierdziła. On miał do całowania znacznie luźniejsze podejście niż ona. Przytaknęła głową, gdy mówił, że nie zamierza jej całować, a potem spojrzała po nim pytająco. Pokręciła zaraz głową.
- Takich nie uważam za intymne, pocałunek, a całus to jednak różnica. W ramach podziękowań całus w policzek czy dla okazania troski taki w czoło, to coś innego. Poza tym, to Ty wyszedłeś z całowaniem czoła wobec mojej osoby, więc stwierdziłam, że i ja mogę czasami sobie na coś takiego pozwolić. Bez obaw, nie dodaję im jakiś większych znaczeń, wdzięczność, troska, dla mnie właśnie to oznaczają, nie tylko wobec Ciebie je stosuję - wyjaśniła spokojnie i uśmiechnęła się lekko.
Akane
An spojrzała po nim i kiwnęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Mogłeś wcześniej powiedzieć. Jeżeli Tobie to nie odpowiada, to dobra, nie będę tak więcej robić - zapewniła i zaraz lekko westchnęła. - Większość moich relacji działa tak, że takie gesty stosujemy wymiennie, jak ktoś mnie tuli, to ja go tulę, jak ktoś cmoka, to i ja cmokam. Nie mniej, jeżeli sobie tego nie życzysz, dobrze, nie będę całować Cię ani w policzki, ani w czoło - odpowiedziała spokojnie. Nie zachowywał się jakby mu sprawiało to jakikolwiek dyskomfort, ale skoro tak stawiał sprawę to nie zamierzała mu robić na przekór.
- Mi nie przeszkadza, że je dajesz. Masz rację, dla mnie to cenny gest dodawania otuchy - przyznała mu. - Miałam wrażenie, że u Ciebie wychodzi dość naturalnie, ale jeżeli moje wrażenie jest mylne i nie jest dla Ciebie komfortowe obdarzać mnie takimi gestami to mnie nimi nie obdarzaj... - spojrzała po nim uważniej. Nie sądziła by robił to co robił na siłę, nie zachowywał się tak, ale jeżeli wolał sobie wmawiać, że tak właśnie było to trudno. Jego wybór. Kiwnęła głową na słowa o pocałunkach.
- Wiem, całowanie dla przekory czy zabawy nie jest Ci obce... - sama spojrzała na swoje dłonie i uśmiechnęła się słabo. W końcu przecież od tego ich relacja się tak skomplikowała, całował ją tylko dla zabawy, a ona uwierzyła, że to coś znaczy. Nie zamierzała więcej popełniać tego błędu i większość jego gestów odbierała ostatnio jedynie jako dziwny rodzaj wygłupów. Widziała je, ale nie traktowała poważnie.
Akane
Podniosła do niego spojrzenie i uśmiechnęła się nico cieplej. Wzruszyła ramionami, ale minę miała zadowoloną.
OdpowiedzUsuń- No jestem, rzeczywiście lubię tego rodzaju ciepełko, ale nie do takiego stopnia by cieszyć się z tych gestów, gdy innym sprawiają dyskomfort, dlatego nie nalegam na takie czułości, są miłe, ale nie są konieczne - zaznaczyła z pogodnym uśmiechem. Spojrzała po nim uważniej, gdy mówił o pójściu dalej.
- To nie rozumiem, wiesz? - zauważyła. - Znaczy, rozumiem, że mógłbyś tak uznawać, gdybyśmy wcześniej nie przeprowadzili tak wielu rozmów w temacie tych mniej czy bardziej znaczących gestów, ale... W chwili gdy mówię, że cmok w polik to tylko forma wdzięczności, to wydaje mi się, że komunikat jest dość jasny by nie uznawać tego za coś bardziej znaczącego i zachęcającego do mocniejszych działań. Poza tym, w grę wchodzą jeszcze moje reakcje, gdybyś dajmy na to spróbował "mocniejszej rzeczy", a ja bym Ci słowem czy gestem zaznaczyła, że "ej gościu, ale tak to nie robimy", to dlaczego miałbyś w to brnąć dalej? - zapytała w czystej ciekawości. - I nic Ci tu nie zarzucam, po prostu próbuję to zrozumieć - zaznaczyła zgodnie z prawdą. Na słowa o przytuleniu kiwnęła głową.
- Dobrze, zwykłe przytulenie, bez całusów, zapamiętam - zapewniła, przytakując mu głową. Dla niej tak jasne wytyczne było bardzo komfortowe. Uśmiechnęła się zaraz pod nosem.
- Mhm, widziałam - przyznała z lekkim śmiechem i zaraz roześmiała się jeszcze trochę głośniej.
- No wiesz Ty co?! A ja już szykowałam kreację na Wasze wesele - rzuciła ze śmiechem na ustach, szczerze rozbawiona.
Akane
Sama też patrzyła mu w oczy, ale westchnęła lekko na jego słowa i przytaknęła. To akurat rozumiała, świadomość tego, że go kocha sprawiała, że w pewnych tematach starał się być ostrożniejszy. Chociażby przez doświadczenia z przeszłości. Uśmiechnęła się i spojrzała po nim ciepło na wyznanie co do lubienia. Miło było to usłyszeć, nawet kiedy nie patrzył jej w oczy i stwierdzał to cicho. Wyznania co do lęku zdecydowanie się nie spodziewała, szczególnie w takiej formie, spojrzała nawet po nim pytająco, ale nie przerywała, bo mówił dalej. Widziała to jak zaciska pięści i znowu lekko się uśmiechnęła na słowa o miłości, a kiedy o niej kontynuował trochę zaskoczona uniosła delikatnie brwi. Pierwszy raz od dawien dawna mówił tak, jakby przyznawał się w końcu, że mimo wszystko z jego strony też pojawiła się miłość. Zaskakiwał fakt, że mówi to na głos, nie samo stwierdzenie, bo akurat gestów sugerujących jakieś bardziej znaczące uczucie miewał co nie miara. Pozwoliła by zabrał jej ten niesforny kosmyk z twarzy, dalej nie przerywając jego monologu. Serce ją w klatce lekko ścisnęło, gdy stwierdził, że jego miłość to za mało. Kiedy sięgnął po kartkę, ona chwilę przetwarzała to co tu właśnie miało miejsce.
OdpowiedzUsuń- Czekaj - zatrzymała go, nim ruszył po bluzę, złapała jego nadgarstek. Cały Gave, walnie coś takiego, a potem stwierdza, że weźmie grubsze ciuchy, dobrze, że chociaż o chęci skorzystania z toalety nie rzucił w tej konkretnej chwili.
- Dlaczego Twoja miłość miałaby mi nie odpowiadać? - zapytała spokojnie, patrząc po nim. - Naprawdę w tym co mieliśmy widzisz tylko te chwile, gdy coś nas dusiło i gasiło? Tak, przyznaję, było wiele krzywych akcji, ale... nie jestem przekonana, że ich powodem była właśnie miłość... Osobiście uważam, że ona w tym wszystkim jako jedyna była czymś naprawdę dobrym... to otoczka, burdel w naszych głowach, niskie mniemanie o sobie... moim zdaniem to są powody tych wszystkich okropności jakie robiliśmy sobie nawzajem... nie uczucie, nie miłość - stwierdziła cicho, delikatnie kręcąc głową, dalej w lekkim zamyśleniu.
Akane
Akane lekko wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie jesteś w stanie rozpalić tego samego co było tam. Jestem aktualnie w zupełnie innym miejscu swojego życia, inaczej patrzę na wiele spraw i... po prostu zbyt wiele się we mnie w tym temacie zmieniło - zauważyła spokojnie po czym bardzo delikatnie kiwnęła głową i powoli puściła jego nadgarstek.
- Mam inne zdanie w temacie Twojej miłości, ale... skoro nie chcesz to przecież Cię nie zmuszę, nie zamierzam... - powiedziała cicho. Już od sporego czasu wiedziała co robiła nie tak w ich relacji, wiedziała czym jej zachowania były spowodowane i wiedziała, że dziś wiele rzeczy robiłaby inaczej. Niestety wtedy nie miała tej wiedzy co ma dziś, a z "chcę" tylko po jednej stronie to mogła się co najwyżej w tyłek cmoknąć. Przez chwilę płakać jej się chciało i żałowała własnej głupoty jeszcze bardziej niż zwykle, ale wzięła głębszy wdech. Zamierzała uszanować to jego "nie chcę".
- Ja uważam, że jesteś... To mój błąd, że książkowy związek wydawał mi się najbardziej odpowiedni, nie taki nasz, nie taki indywidualny, a taki jaki za "dobry" uważa społeczność. To był mój błąd... Moja głupota... i za to pluję sobie w brodę - przyznała i podniosła wzrok do jego oczu, uśmiechając się do niego słabo. Kiwnęła głową na jego "nie wiem".
- Mhm, rozumiem... - miał jak najbardziej prawo czuć się w tym zagubiony. Spojrzała na stolik z jedzeniem, a potem na jego szafę.
- Czyli piknik... tak? To chodźmy po tą bluzę, a potem... wypadałoby zabrać jeszcze co nieco jedzenia pod pachę - postarała się o nieco pogodniejszy uśmiech, ale serce dalej jeszcze ją ściskało. Czuła się jak idiotka.
Akane
Przytaknęła mu głową, gdy mówił, że to on musi tak uważać.
OdpowiedzUsuń- Wiem, dlatego nie naciskam - przyznała. Bo tak, miał rację, właśnie o to jej chodziło, to powinno być jego "chcę", ich "chcę", z jednej i drugiej strony. Tylko wtedy miało to jakikolwiek sens. Miała z nim ruszyć w stronę tej szafy, ale przyciągnął ją do siebie dość gwałtownie. Odruchowo jedną z dłoni ułożyła mu na torsie, a drugą przy zgięciu łokcia. Zastygła na chwilę, gdy tak nad nią zawisł. W pierwszej sekundzie zatrzymała oddech, ale po chwili wrócił, jednak bardzo płytki. Nie przerywała ich kontaktu wzrokowego, patrzyła w jego szare tęczówki, a kącik jej ust drgnął bardzo delikatnie.
- Wiem Gave... - przyznała cicho. - Nie popisaliśmy się tam, jedno i drugie - dodała. Nie zamierzała tu konkurować o miano "bardziej winnego", jedno i drugie zawaliło. Miała dziwne wrażenie, że wie co zaraz nastąpi i kiedy sięgnął do jej ust, by je cmoknąć, delikatnie przekręciła głowę, tak, że jego usta musnęły jedynie kącik jej warg. Przez chwilę chciała pozwolić, ale nie mogła, ochotę miała wielką, ale nie mogła mu znowu tego zrobić. Nie mogła robić tego samej sobie. Dziś i tak padło tu naprawdę wiele. Poza tym, przecież obiecała, że w końcu będzie słuchać co do niej mówi.
- Nie zrobię Ci tego, nie kiedy nie jesteś pewien - szepnęła po tym jak musnął bok jej warg. Sam mówił, że zastanawiał się nad związkiem z Onyx, że "nie wie". Miał w swojej głowie znaki zapytania, które dla niej samej stanowiły przeszkodę dla tego pocałunku. Fizycznie byłby zapewne przyjemny, ale psychicznie... nie. Wizja, w której się całują, a on potem mimo wszystko znowu idzie do Onyx była dla niej czymś za dużym, a możliwym. Wypuszczona z objęć wzięła trochę głębszy, uspokajający oddech. Mimo wszystko kącik jej ust znowu bardzo lekko drgnął, czuła przyjemne ciepło przy sercu. Ruszyła za nim, by bez problemu dotarł do tej diabelnej szafy, a potem spojrzała po stoliku, chrząknęła cicho.
- Owoce i szykujemy kanapki czy... bierzemy luźne składniki i będziemy robić kanapki na bieżąco? - zapytała.
Akane
Uśmiechnęła się pod nosem na ten koc, zarzucony na głowę. Rozbawiona zdjęła go i przerzuciła sobie przez ramię, a potem przytaknęła mu głową. Chciała ruszyć po wspomniane składniki, ale jeszcze na chwile ją przytrzymał. Słysząc o przyjaźni poczuła naprawdę przyjemne ciepło i zaraz uśmiechnęła się do niego pogodnie, z ciepłem w spojrzeniu.
OdpowiedzUsuń- Brzmi świetnie - przyznała. Wiele dla niej znaczyły te słowa, bo i ona chciała tej jego przyjaźni. Pomogła mu z pakowaniem składników, z jakimś takim nowym rodzajem zadowolenia i energii na twarzy. Na wieść o braku pośpiechu i Groszków w brzuchu lekko się zaśmiała.
- Zdecydowanie jestem za, na spokojnie. Zobaczymy gdzie to nas zaprowadzi - stwierdziła wesoło i zaproszona na zewnątrz ruszyła przed siebie. Udało im się z sensem rozplanować tą wspinaczkę, po kolei, balustrada, położenie kosza i koca na dach, a potem podciąganie by znaleźć się na docelowym miejscu. An zaciągnęła powietrze w płuca i rozejrzała się dookoła.
- Całkiem niezły stąd widok, chociaż chyba dalej bardziej przemawiają do mnie te naturalne miejscówki, tam gdzie nie ma zbyt wiele budynków - przyznała, łapiąc za koc i rozkładając go wraz z Gavem. Potem to już pozostało ustawić koszyk obok i walnąć się na materiale. Dziewczyna położyła się na plecach, jednak nogi miała zgięte w kolanach.
- No dobra, chmur może tu dziś za wiele nie mamy, ale... co widzisz? - zapytała, sama szukając ciekawych kształtów.
Akane
Nylian zaśmiał się lekko i przytaknął, ale zaraz też pokręcił przecząco głową.
OdpowiedzUsuń— Moja mała Papryczka nieszczególnie za nimi przepada. Ładne ubrania są ładne, ale przeszkadzają w mścicielowaniu. Mają być praktyczne, wygodne i być może ładne, ale wiesz, łotrowsko ładne. Tutejsze też jej nie podchodzą. Miałem ochotę jej język mydłem umyć jak raz zapytała krawca czemu to wszystko jest takie burdelowe, ile ja się wstydu najadłem — zaśmiał się z lekką goryczą, kiedy to sobie przypomniał. Ta mała naprawdę czasami nie miała pojęcia, kiedy się powinna ugryźć w język. — No, ale zobaczymy jak grzeczna będzie, jak będzie znowu rozrabiać to się ukróci część przyjemności, a jak będzie grzeczna to się dołoży — dodał zaraz. Wyrodnym bratem, ojcem, opiekunem być nie chciał, ale próbował też pilnować, żeby nie czuła się nagradzana za złe zachowanie.
Przytaknął Gavovi. Sam nie chciał mu psuć jego planów, aczkolwiek trochę mu śmierdziało, że boi się zaminusować u kogoś kto może być zwyczajnie zły. No, jego złodziejska sprawa, jego złodziejski honor.
— Nie martw się, umiem się o siebie zatroszczyć i wiem, kiedy należy zabrać się za taktyczny odwrót. Bylebyś mnie nie zostawiał znowu z całym oddziałem sam na sam, bo jak to przeżyję, to wrócę i Cię już naprawdę kopnę za to w dupę — uśmiechnął się do niego zaczepnie, nieco rozbawiony, ale w oczach było widać, że nie żartuje. Ta grupa nieumarłych czasami dalej mu się śniła po nocy przy tym wozie. — Prowadź
Nylian
Kiwnęła głową, lekko się uśmiechając. Tak wiedziała, zwykle jak coś organizował to właśnie na łonie natury, poza tym na ognisku też o tym wspominał.
OdpowiedzUsuń- Myślisz, że to z czegoś wynika? - zapytała. - Mohe na przykład mówi, że on całe życie spędzał na łonie natury i jego osobiście aż tak nie zachwyca. Uważa ją za coś normalnego, nawet te wyjątkowo ujmujące widoki... No wiesz, na przykład wielki wodospad, przy którym człowiek czuje się taki malusieńki... albo tą chwilę, gdy słońce, nim zajdzie, odstawia spektakl na niebie... widać na nim te różowe i pomarańczowe muśnięcia - uśmiechała się ciepło na wspomnienie tych widoków, dalej patrząc w niebo. Zaśmiała się króko i podniosła na łokciach, by spojrzeć po Gavie.
- Tak, w Argarze rzeczywiście pogoda jest przyjemniejsza... ale i w wielu innych rejonach. Chociaż, szczerze... Na pustyni, na której mieszkałam deszcz spadał kilka razy w roku. Szło to policzyć na palcach jednej dłoni. Tu zdaje się mimo wszystko padać nieco częściej. Inaczej oazy stałyby suche miesiącami... - zauważyła lekkim tonem. Kiwnęła głową, gdy wspomniał, że mieszkać by tu nie mógł. Na wzmiankę o kocie, spojrzała w niebo, szukając chmury, zaraz jednak zobaczyła, że on patrzy w stronę budynków i spojrzała w to samo miejsce. Przekręciła głowę, w pierwszej chwili nie widząc wąsów. Zaraz jednak parsknęła krótkim śmiechem.
- Rzeczywiście, ugh... Chyba zajmujemy jego ulubione miejsce na dachu, bo to spojrzenie nad wyraz nieprzyjemne - uniosła kącik ust.
Akane
Uśmiechnęła się lekko i przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, coś w tym jest, chociaż z drugiej strony, jest wiele istot, które mieszkają wśród natury, a i tak ta dalej je zachwyca – zauważyła. Słysząc, że to nie jego klimat uniosła nieco kącik ust.
- Mój też nie, jestem do niego przyzwyczajona, znoszę go dobrze, ale mieszkać tu zdecydowanie bym nie chciała – przyznała, a potem sama zaczęła szukać kształtów między budynkami. Spojrzała w strony, które wskazywał Gave.
- Ee, jak dla mnie bardziej kalmar, ten łeb ma taki wąski, ośmiornica w moich oczach byłaby trochę bardziej rozlana – zaśmiała się krótko, na ul jednak przytaknęła.
- O, o, a tuż obok małpa, głowa małpy, patrz jak gębę szeroko otwiera – sama otworzyła własną, imitując to co widzi i pokazała palcem w stronę budynków.
Akane
Uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Mam to samo z ośmiornicą - szepnęła w jego stronę konspiracyjnie i krótko się zaśmiała. Kiedy wspomniał o ruszcie, zerknęła na ich koszyk.
- Pewnie byłaby mało wybredna, w tą paszczę to i nas by wcisnęła i to na raz - stwierdziła równie lekko co on i wróciła do patrzenia przed siebie. Widząc tych kilka chmurek malujących się na niebie, wróciła do leżenia płasko na plecach. Cisza jej nie przeszkadzała, czuła się w niej komfortowo. Słysząc jednak pytanie obróciła głowę w stronę twarzy Gava i zaraz podniosła się do siadu z lekkim westchnieniem. Zastanowiła się chwilę, a potem posłała mu lekki uśmiech.
- Myślę, że tak - kiwnęła głową. - Myślę, że mają bardzo wielu bliskich, których potencjał pozwała wierzyć w taką właśnie przyszłość. Myślę, że mają szansę być tym wyjątkowym pokoleniem - przyznała z łagodnym uśmiechem na twarzy.
Akane
Nylian zastanowił się chwilę nad propozycjami.
OdpowiedzUsuń— Ujeżdżanie wydm brzmi całkiem dobrze — przyznał, uśmiechając się przyjaźnie — Piri powinna się ucieszyć. Zwłaszcza gdy usłyszy, że można się ścigać. Możemy wybrać się razem, skoro i tak zabierasz dzieci. W większej grupie może łatwiej będzie ich upilnować… chyba — dodał, śmiejąc się lekko pod nosem. Z ichniejszymi pociechami wszystko było możliwe. Dosłownie. Na słowa o ochronie prychnął.
— Następnym razem po prostu mnie uprzedź, zanim znikniesz. I zostaw kogoś kogo widzę do pomocy, a nie się chwalisz na lewo i prawo, tu latasz, tam znikasz, tam coś jeszcze, vishanta kaffas... nie mogłeś się przy mnie zakręcić jak chlałem? — oczywiście w większości wszystko traktował żartem. Nie miał do niego żadnych realnych pretensji. Nie zamierzał też dłużej tego ciągnąć. Szedł obok Gava, uważnie rozglądając się po mijanych budynkach.
— Najpierw porozmawiamy z matką. Jeśli pozwoli, obejrzymy komnatę i ten znak. Może porywacz zostawił po sobie coś więcej niż literę — dodał, podążając za nim w stronę wskazanego adresu.
Nylian
Grima zastrzygła uchem na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- Na rzecz? Milasku... Starczy mi czasu dla jednego i drugiego - pozwoliła by mocniej ją przytulił i sama się w niego równie mocno wkleiła.
- Już starczowuje Twoich pokaźnych kulek, wiesz? Najwyższy czas byś trochę był radośniejszą kulką. Ty też bedziesz potrzebny przy ocalowaniu Kropka. Takie radosnego to nawet chętniej bym tuliła niż nieszczęsnego - dodała nieco wydymając usta. Zachichotała na słowa o seksie.
- Nie no, odpoczywujemy sobie po nim, szczególnie teraz, gdy maluszek w brzuszku. Teraz Grima troszkę więcej odpoczywuje i dłużej. Nie zawsze jest chęć na drugi raz, a czasem znowu jest chęć co chwilę - ponownie zachichotała, bo akurat z chcicą w ciąży to bywało u niej różnie.
- Czasem to Tońcia po prostu zobaczne i mam ochotę schrupnąć... - aż oblizała usta na tą myśl i jeszcze raz zachichotała.
Grima
An zastanowiła się chwilę.
OdpowiedzUsuń- A ja myślę, że mimo wszystko mają szansę być pokoleniem pośrednim, takim, które pamięta czasy wojny, ale i te spokojne, już poukładane. Kwestia tego jak i kto ostatecznie wygra wojnę i czy to zmienianie się układu sił rzeczywiście będzie aż tak powolne. Ja liczę, że nie, ale jasne, możliwe, że będzie to jednak trwało dużo dłużej niż byśmy wszyscy chcieli - po części mogła się z nim zgodzić. Również patrzyła chwilę po niebie, a kiedy zapytał o jedzenie uśmiechnęła się delikatnie i obejrzała na niego.
- Na jakąś kolorową kanapkę, coś co najbardziej będzie przypominać taką wiosenną - zmieniła pozycję, by usiąść obok niego, przy koszu. - A Ty? - zapytała lekko, wyciągając już składniki, które wpadły jej w oko.
Akane
- Ou... No to już jest kwestia tego jak rozumiesz "wolny kraj". Jeżeli chodzi o taki utopijny, to nie, nie wierzę, że ktoś kiedykolwiek w takim będzie żył. Jest też kwestia tego, że kraj ma różne rejony, w jednych będzie spokojniej, w innych krew będzie wrzała dłużej... Dużo zależności... Ale i tak wierzę, że dojdziemy chociażby do takiego poziomu jak jest tutaj. Knucia raczej nigdy się nie skończą, ale może chociaż uda się zawiązać jakieś senowne sojusze i będzie względnie bezpiecznie. Jak dla mnie w Mathyr już dużym krokiem w stronę wolności byłoby zdjęcie tego zakazu mieszania się ras i tu jestem w stanie uwierzyć, że może dojść do jakiegoś porozumienia jeszcze za życia naszych dzieci - trochę mu tą swoją wizje dokładniej wyjaśniła. Uśmiechnęła się do niego niewinnie na wiosenne kanapki.
OdpowiedzUsuń- Oj tam, w styczniu, ale w ciepłym kraju - poruszyła zabawnie brwiami i zaczęła kroić składniki, które potem kolorowo rozłożyła na przygotowane bagietki.
Akane
Kiwnęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, to wiem, też mówiłam o czasach "po wojnie" - tu akurat dobrze go zrozumiała.
- Tak, zamieszki będą na pewno, ale jednak nasze dzieciaki są jeszcze małe, nawet jeżeli zamieszki trawały by 15 lat, to i tak mają szansę poznać życie z tej spokojniejszej strony. Nie będą wtedy nawet jeszcze pełnoletnie. Ich dzieciństwo, tu tak, tu uważam, że raczej mało prawdopodobne, że przeminie w czasach spokojniejszych, ale życie, na życie w dogodniejszych warunkach mimo wszystko sądzę, że szansa jest - przyznała spokojnie i uśmiechnęła się na słowa o wiośnie. Dotknęła swojego mostka i teatralnie zatrzepotała rzesami.
- Niektórzy wiosnę noszą stale w swoim sercu - odparła poetyckim tonem i zaśmiała się lekko, po czym wzgryzła w kanpkę i mruknęła zasowolona z jej smaku.
- Właśnie o to mi chodziło, po prostu ideał - oblizała się po pierwszym gryzie i wzięła kolejny.
Akane
An sama delikatnie posmutniała, ale zaraz lekko położyła swoją dłoń na dłoni Gava.
OdpowiedzUsuń- Tak, z tym możesz mieć rację, ale wiesz… Dlatego właśnie są tutaj. Może nie jest to układ idealny, wizja sielskiego życia w domu, z rodzicami przy boku, rodziną i grupą przyjaciół dookoła brzmi na pewno lepiej, ale tu przynajmniej będą im oszczędzone te najgorsze obrazy. Dalej będą mieć przy sobie swoich przyjaciół, dalej będą otoczone troską osób dorosłych. Nie zawsze rodziców, ale ktoś dorosły przy nich będzie. Na pewno się to jakoś na nich odbije… - zmieniła lekko pozycję i pochyliła się nad jego twarzą, by mu spojrzeć w oczy. – Dlatego masz te popieprzone czasy postarać się z całych sił przeżyć, co bym potem nie została sama z próbami korygowania tych wszystkich odbić – tyknęła go palcem w nos i wróciła do siedzenia obok, wgryzając się z kanapkę.
- Ej! – spojrzała po nim zaczepnie i uśmiechnęła się pod nosem. – Nudna bym była, gdybym zachowywała się tak samo non stop. Poza tym, sezonowość w sercu też się przydaje – puściła mu buziaczka i zaśmiała się delikatnie.
Akane
— Sporadycznie, ale na długie okresy czasu — przypomniał mu jego własne słowa z niewinnym uśmiechem na ustach, po czym zaśmiał się lekko. W końcu to Gave opowiadał, że potrafił pić po kilka dni pod rząd. Słuchał go dalej. Klepnął go delikatnie w ramię i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— To była luźna propozycja bardziej, żart, sugestia. Byłoby lżej, jasne, ale w realnej walce trzeba być gotowym na wszystko, albo nie iść w ogóle na pole bitwy — odpowiedział mu. Mimo wszystko był żołnierzem, uczono go, że co by się nie działo ma trzymać swoją pozycję. No i trzymał. Raz lepiej raz gorzej, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się całkowicie spartolić robotę. Zatrzymał się przy drzwiach od domu. Zerknął jeszcze raz na podany przez Gava adres, a potem na Gave i znowu na drzwi.
— Jakieś zwyczaje, słówka, które powinienem znać przed wejściem? — zapytał.
Nylian
Do stolicy wróciła mniej więcej w południe i właściwie od razu wpadła z powrotem w obowiązki. Spotkanie z osobami, które miały w przyszłości zostać pierwszymi nauczycielami feniksów mających problemy z przemianą, przeciągnęło się dłużej, niż zakładała, ale Darcynie była na to zła, wręcz przeciwnie. Projekt w końcu zaczynał nabierać konkretnego kształtu. Nadal nie znaleźli dla niego odpowiedniej nazwy, ale mieli już rozpisane pierwsze etapy pracy, kilka nowych punktów programu nauczania oraz wybrane miejsca, w których mogłaby powstać pierwsza niewielka szkółka. Była szczęśliwa. Osoby, które wytypowała były zaangażowane, Akane pomogła jej się upewnić, że mieli szczere intencje i nie kłamali - prawie jak spełnienie marzeń. Musiała tylko doprowadzić to do końca. Sporo czasu poświęcili medytacji. Nie tej rozumianej wyłącznie jako uspokojenie myśli, ale właściwej pracy z samym sobą, pozwalającej feniksowi oddzielić własny głos od tego drugiego, ukrytego gdzieś głębiej. Była szczęśliwa, ale wykończona. Zajęła myśli czymś dla niej naprawdę ważnym. Wieczorem jednak myśli zaczynały wracać do pewnych nieprzyjemnych chwil z wczoraj. Z tego powodu miała ochotę znaleźć sobie jakieś samotne miejsce i trochę potańczyć. Zastanowić się co z tym zrobić.
OdpowiedzUsuńDachy pałacu i otaczających go budynków nadawały się do tego znacznie lepiej niż zamknięta komnata. Przynajmniej ostatnimi czasy, kiedy taniec w pokoju stawał się zbyt intymny. Na dachu jednak nie miała takiego problemu. Phyonix właściwie nigdy naprawdę nie zasypiało. Nawet nocą gdzieś z dołu dochodziła muzyka z karczm, śmiechy, rozmowy i rytmiczne uderzenia instrumentów, które z tej wysokości mieszały się ze sobą w przytłumiony, nieco odległy gwar. Pomiędzy budynkami paliły się światła, na ulicach nadal przesuwali się ludzie, a całe miasto sprawiało wrażenie, jakby dzień po prostu zmienił barwy, zamiast rzeczywiście się kończyć. Lubiła to, ten żywy widok z góry.
Wyszła więc na dach z zamiarem wyrzucenia tego wszystkiego z głowy przynajmniej na czas kilku tańców, ale szybko zauważyła, że nie była tam sama. Gave siedział kawałek dalej z zamkniętymi oczami i próbował medytować. Chyba. Tak wyglądał, ale nigdy nie sądziła, że i on uprawiał medytację. Dziewczyna zatrzymała się na moment i przyglądała mu się. Uśmiechnęła się pod nosem. Zdecydowanie nie spodziewała się tego po nim, ale nie oceniała. Nie chciała mu też niczego utrudniać. Zamiast tego podeszła po cichu. Na tyle blisko, aby mógł poczuć, że ma towarzystwo, ale jednocześnie na tyle daleko, żeby miał pełną swobodę ruchów i dalej medytował, jeśli miał na to ochotę. W zasadzie jego widok tutaj bardzo ją ucieszył. Chciała z nim porozmawiać na temat Yumiego i jego duchów. Martwił ją ten temat. Nie zaczynała jednak niczego, nie chciała w końcu mu niczego przerywać. Dlatego po prostu siedziała obok i czekała, aż sam zdecyduje, że ma ochotę pogadać - jeżeli nie, to wbije mu z samego rana z buta. O! To też był dobry plan. Może nawet wypróbuje swoje zdolności z otwieraniem zamków. A jak nie to puści go z dymem. Tak, to był dobry pomysł. Przymknęła oczy, uśmiechnęła się szczerze i tak sobie siedziała, oddychając równo, jak przy medytacji.
Darcy
Siedziała obok Gava kątem oka obserwując jego próby. Starał się i było to widać. Tak samo było widać jak się przy tym męczy. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy usłyszała jego pytania. Zastanowiła się przez chwilę nad odpowiedzią, tak aby miała ręce i nogi.
OdpowiedzUsuń— Zależy od tego jakich korzyści chcesz, sam musisz wiedzieć, możesz uznać za sukces, małymi kroczkami do przodu — odpowiedziała w końcu, po czym sama usiadła w siedzie skrzyżnym i przyjęła odpowiednią pozycję. — Medytujesz dla spokoju ducha? Czy dla wzmocnienia mocy? Komunikacji z ukrytą częścią siebie? Medytacji najłatwiej zacząć się uczyć w miejscu, gdzie czujesz jakieś połączenie z tym czego szukasz. Potem musisz nauczyć się oddychania - mocno i głęboko, uspokoić się i otworzyć furtkę na to, co chcesz zaprosić — wyjaśniła mu.
Darcy
— Jeśli to dla odpoczynku to raczej idzie Ci gorzej niż lepiej — zauważyła ze szczerością. Nie miała do niego o to pretensji, po prostu zauważyła suchy fakt. Jeśli w ten sposób się nie relaksował, to nie było sensu działać właśnie tak. Uśmiechnęła się do niego lekko, pociesznie.
OdpowiedzUsuń— Medytacja to nie tylko siedzenie i wzdychanie z oddychaniem. Można medytować też w ruchu, chodzi o otworzenie się na myśli, jeśli tak się frustrujesz, to spróbuj medytować w inny sposób. Jest jakaś czynność, podczas której czujesz się otwarty na monologi w swojej głowie? — zainteresowała się.
Darcy
— Faktycznie do mojego rekordu sporo Ci brakuje — zgodził się z nim. Uśmiechnął się nieco szerzej do Gava, kiedy zaciął się ze staraniem dawania sygnałów. Czyżby ten temat mocno go gryzł?
OdpowiedzUsuń— Postaram się z jakimkolwiek skutkiem to dobry początek. Nie od razu Seliminarium zbudowano jak to mówią — odparł na jego słowo, próbując go jakoś zapewnić. Miał wrażenie, że był zbyt niecierpliwy, w niektórych sprawach. Tak samo trening z włócznią. Nie mógł za szybko oczekiwać nie wiadomo jak dużych efektów. Wszystko wymagało pracy. — To działaj instynktownie, jeśli tak Ci łatwiej. Jeśli znowu będziemy mieć okazję walczyć, to po prawdzie wiem już mniej więcej na co zwracać uwagę — dodał jeszcze, puszczając mu oczko. Pokiwał głową na jego kolejne słowa, zaśmiał się nawet lekko.
— Czemu mnie to nie dziwi… podobno dużo osób fetyszyzuje sobie elfy w burdelach, niby podobne do ludzi, a jednak egzotyczne i aktywne nocą… aż się prosi — mruknął i wzruszył ramionami. — Życz mi szczęścia — rzucił jeszcze, po czym zapukał do drzwi.
Nylian
— Można, jeśli dzięki temu dochodzisz do tego, w czym medytacja ma Ci pomóc — przytaknęła mu. Medytacja mimo wszystko nie polegała jedynie na grzecznym siedzeniu i oddychaniu, tak jak już mówiła, mogła mieć wiele form. Chodziło w niej przede wszystkim o wyciszenie się, otworzenie swojego umysłu. — Do czego Ci ta większa cierpliwość i czy jesteś w stanie z niej korzystać poza swoimi innymi formami medytacji? — zainteresowała się dalej.
OdpowiedzUsuńDarcy
Kiwnęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Ja również nie zamierzam - stwierdziła, zgodnie z prawdą i lekko przekręciła głowę, gdy wspomniał o jej życiach. Chrząknęła cicho.
- Pragnę przypomnieć, że akurat na kozetkach i z poważnymi ranami to akurat Ty kończysz zdecydowanie częściej ode mnie - rzuciła zaczepnie, z lekkim rozbawieniem w głosie. Ponownie kiwnęła głową.
- Ja też sobie poradzę, aktualnie mam w swoim repertuarze misje bardziej związane z zdobywaniem informacji czy poszukiwaniem, a nie z walkami. Nie pcham się na front boju i nie zamierzam. Wiem, że się martwisz, ale naprawdę mam dla kogo żyć, łatwo się nie dam - zapewniła, kładąc się obok niego, ale na boku, przodem do chłopaka. Wzięła kolejnego kęsa kanapki i oparła głowę na zgiętej ręce.
- Oszukista - odpowiedziała z łagodnym uśmiechem na ustach. - Bywa zima, owszem, ale do wiecznej... o, ho, ho... do wiecznej to Ci akurat daleko - stwierdziła z pogodnym uśmiechem i ponownie wsunęła do buzi ostatni kęs kanapki.
Akane
Darcy zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Dzieci u Ciebie to co innego, na nie masz inne pokłady — zauważyła całkiem szczerze. Zdziwiła się jednak, kiedy tak się nad nią pochylił i zaczął szeptać do ucha. Brak cierpliwości do dorosłych nie zdawał się żadnym sekretem. Odsunęła się po skosie delikatnie, patrząc podejrzliwie po chłopaku. Czy on coś kombinował? Zmarszczyła lekko brwi. Zaśmiała się lekko.
— A więc to była Twoja ostatnia próba i wywieszenie białej flagi? — zapytała zainteresowana. — Tak bez zbliżenia się do celu?
Darcy
— Wiesz można nie mieć mistrza, ale posiadać też jakieś umiejętności. Spektrum pomiędzy "nie potrafię, to nie dla mnie" a "jestem mistrzem" jest bardzo szerokie — zauważyła spokojnie. — Niemniej nie mówię, że masz dalej medytować — zaznaczyła jeszcze, żeby nie pomyślał, że dalej próbuje go namawiać. — Hm... W naszej grupie medytacja to chyba bardziej babska broszka — zastanowiła się chwilę, bo Ryu też mówił, że przy tym zasypiał. Uśmiechnęła się do do Gava i przystanęła mu.
OdpowiedzUsuń— Cokolwiek Ci sprawia radoche — odparła. Później poprawiła włosy, spojrzała krótko przed siebie, a potem na Gava.
— Można się jakoś chronić przed atakiem duchów, jeśli ktoś te duchy kontroluje? — zapytała z czapy.
Darcy
Diego rzeczywiście sporo czasu poświęcał na treningi, lubił przekraczać własne granice i wymyślać coraz to bardziej różnorodne ćwiczenia. Jego technika walki w dużej mierze opierała się na zasadach fizyki, dzięki czemu niektóre ze swoich ruchów dopracował do perfekcji i chwilami miecz, mimo swoich rozmiarów, wyglądał jakby przepływał mu między palcami. Ostatnio skupiał się na rozwijaniu prawej ręki, gdyż to lewa była jego wiodącą. Właśnie przerzucał sobie miecz, raz do jednej dłoni, raz do drugiej, i powtarzał ćwiczenie, starając się dojść do momentu, gdzie w obu dłoniach efekt będzie identyczny. Wiedział, że to długotrwały proces, ale widział wyniki w ćwiczeniach, więc z każdym kolejnym podejściem dokręcał sobie śrubę.
OdpowiedzUsuńŚwiadomy był obecności Gava, ale nie przerywał ćwiczeń, przynajmniej do czasu. Wyznawał raczej zasadę częstego, acz nie przesilającego wysiłku. Co prawda geny sprawiały, że jego wytrzymałość była ponad przeciętna, ale brunet zaczął go oglądać pod koniec zabawy, więc gdy ten wykonał stosowną liczbę powtórzeń, przerwał i ruszył po naczynie z wodą. Ugasił pragnienie, kiedy Gave wyjaśniał swoje. Jak czegoś chciał to potrafił być niesamowicie grzeczny.
- Już kończę - odpowiedział i sięgnął jeszcze po szmatkę, by ją nawilżyć i przetrzeć twarz zraszoną potem. Przełożył sobie miecz przez ramię, a potem zbliżył się do Gava. Położył szmatkę na własnym karku i zerknął na niego pytająco.
- Co Cię do mnie sprowadza? - zapytał.
Diego
Diego spojrzał po chłopaku uważniej. Po tym jak poruszył z nim sprawę tej całej duszy, trochę sobie odświeżył pamięć i przejrzał kilka ksiąg, poszukał też dodatkowych informacji. Kiwnął głową na jego pierwsze pytanie, to zdecydowanie należało do tych retorycznych, więc nie marnował śliny na odpowiedź. Słysząc o obiekcie testowym raz jeszcze przesunął po nim spojrzeniem. Chwilę milczał.
OdpowiedzUsuń- Kurewsko musi Ci zależeć... - stwierdził i na chwilę uniusł oczy ku sklepieniu. Dość jasne było, że sam robił za ten obiekt testowy. Obserwował go jeszcz chwilę i spojrzał w stronę wyjścia z sali treningowej. Pokręcił głową i zaśmiał się krótko pod nosem.
- Najpierw musimy wyciągnąć Twoją duszę, ja muszę ją wyciągnąć - uświadomił go. - Nie spalę fragmentu duszy kiedy masz ją w ciele - dodał. - Możemy iść do mojej komnaty już teraz, znam stosowne rytuały. Wyciągam duszę, palę wszczepiony fragment i wtedy Twoja dusza może wrócić do ciała - naświetlił sprawę.
Diego
Zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Widzisz, u mnie jest inaczej. Jak po prostu siedzę i myślę to mam za dużo myśli, żeby tak spokojnie sobie wszystko układać, ale jeśli się skupię i poczuję żar, rytm ognia, lawy to całkiem inna sprawa, wtedy wszystko zdaje się mieć swój własny, odpowiedni porządek — wyjaśniła uśmiechając się ciepło do niego. Zaraz jednak pokręciła głową, a także spoważniała na jego kolejne słowa.
— Nie rozważam tego z Twojej strony — zaznaczyła od razu, przesuwając swój wzrok nieco w bok. Mimowolnie zasłoniła dłonią brzuch, przypominając sobie tamtą konkretną wymianę zdań z Yumim. — wujek Nik i rodzice chcieli koniecznie zaprosić tutaj jednego, mało zrównoważonego chłopaka. Momentami jest w porządku, ale są momenty… że mam wrażenie, że grozi mi i małym. Też nie on sam jest problemem, mogę po prostu go spalić, jeśli spróbuje tknąć dziewczynki, ale kontroluje duchy — urwała i przygryzła wargę, wzięła wdech i wydech — Nie widziałam ich, ale wiem jakie to uczucie jak duch Cię dotyka i sprawdza na co może sobie pozwolić, a te zdawały się wrogo nastawione na fakt mojej ciąży. Przed duchem się nie obronię. Możesz coś w tym temacie pomóc? — zapytała, wracając spojrzeniem do Gava.
Darcy
Przypierdoli mu? A niby skąd wiedział o kim mówiła? Przecież nie zdążyła jeszcze nawet podać imienia czy opisać faceta, a ten już leciał. Poza tym nie miała pojęcia jak miał zamiar to teraz zrobić. Wstała szybko za Gavem, złapała go pod ramię i zagrodziła drogę.
OdpowiedzUsuń— Zwolnij, stój… — zaczęła, przytrzymując go w miejscu. Nie było może rosłym chłopem, ale swoje podkłady siły jednak miała. — Nie przypierdolisz mu teraz, bo nie dotrze tutaj jeszcze. Ja tu dzisiaj w południe przyleciałam, po tym jak go zostawiłam z rana z dwójką silnych Gromów, którzy mają do powoli przyprowadzić i dokładnie ocenić ostatecznie. On jest teraz daleko, daleko stąd — wyjaśniła mu, ale puściła go dopiero wtedy, kiedy miała pewność, że nie będzie nigdzie na łeb na szyję leciał. — I nie groził mi… oficjalnie. Próbował zaimponować siłą? Pokazać mi kto tu rządzi, co było swoją drogą bardzo debilne, biorąc pod uwagę, że robił to na wulkanicznej drodze przy osobie, która czerpie siłę z tego żaru, kiedy on mógł się zmienić w kawałek boczku w kilka sekund, gdybym tak postanowiła. Nie wiem, zachowywał się jak debil i mówił wymowne rzeczy, wkurwił mnie, prawie sama wrzuciłam go do rzeki z lawą, ale zostawiłam go z małym przypieczeniem. Większym, kiedy użył na mnie swojego ducha, ale właśnie Gave… te duchy… możesz mi odpowiedzieć proszę? — wyjaśniła mu. No jasna cholera. Próbowała zrozumieć jego gniew, ale miała trochę inne priorytety. Przed realnym bucem czy demonem mogła się bronić, nie przed duszą, więc jak Gave sobie pójdzie to tym bardziej zostanie bez ewentualnej ochrony, gdyby jednak jakiś pieprzony duch od świra miał się tutaj nagle pojawić.
Darcy
— A skąd ja mam wiedzieć czym chciał zaimponować? — zapytała z lekką pretensją, unosząc wymownie brwi ku górze. No przecież nie czytała mu w myślach. — Debilizmem, idiotyzmem, głupotą? Albo po prostu chciał postraszyć? Nie mam pojęcia. Wiem jak się zachował i wiem, że mi się to nie podoba — wyjaśniła mu. Kiedy powiedział, że ma się trzymać z daleka od Yumiego to po prostu pomachała mu ręką przed twarzą. — No a gdzie ja jestem? Odpoczęłam po drodze po tego durnia i wróciłam tutaj, on został hen daleko stąd. Jest jeszcze szansa, że nie dotrze, zależy jak się będzie zachowywać — przypomniała mu. No przecież nie została obok, byłaby głupia, gdyby została przy kimś kto się tak zachowuje. Nie miała zamiaru ryzykować bezpieczeństwa swoich małych Piper i Phoebe. — Nie powiedziałabym, że jest mocny w gębie, raczej monotematyczny. “Oo… napluj mi do mordy. Nie? Jestem duży, groźny i silny. Uważaj z kogo robisz sobie wroga. Napluj mi do mordy. Seks, szkoda, że ciężarna. Rozpieszczona sunia, napluj mi do mordy” — sparafrazowała co nieco słów Yumiego, niekoniecznie chronologicznie. — Nie mam zamiaru się z nim zadawać, spokojnie. Po części liczę, że jednak odwali coś i będziemy musieli go odesłać z powrotem poza granice — odpowiedziała, zaciskając lekko ręce. Wyjaśnienia Gava za bardzo jej nie pocieszyły. Nie było tego zbyt dużo. Ale mimo wszystko zawsze coś.
OdpowiedzUsuń— To nałóż, dla pewności — poprosiła — Nie zamierzam ryzykować, mało prawdopodobne, że będzie potrzebne, ale gdyby jednak było, a bez tego zrobiłabym coś małym… to bym się chyba zabiła — wyjaśniła. Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o Alexie. Przytuliła się do Gava. — Wiem, dziękuję. Po prostu boję się o nie. Jeszcze się nie urodziły, nikt w Phyonix nie wie, a już ktoś łypie na nie spode łba…
Darcy
An skubnęła lekko wargę.
OdpowiedzUsuń- No dobra, widmo rzeczywiście wisi częściej nade mną – przyznała i westchnęła cicho. – Ale się o to nie prosiłam… Tak po prostu już mam, nie muszę się starać by przyciągnąć problemy. Zapewne zamknięta w najwyższej komnacie i najwyższej wieży też bym przyciągnęła coś dziwnego… - zacisnęła usta w wąską kreskę. – A jeszcze dodatkowo bym dostała w głowę z nudy… - prychnęła krótkim śmiechem. Spojrzała później na Gava z ciepłym wyrazem twarzy.
- Jasne, to będzie moja najważniejsza misja, nie zginąć ani razu – zapewniła. – Dzięki – dodała, dalej z ciepłym uśmiechem na twarzy. Uśmiechała się zarówno do niego, jak i do samej siebie. Zrobiło jej się po prostu przyjemnie dzięki jego słowom. Przeturlała się zaraz i położyła głowę na jego udzie, słuchając o tej zimie w sercu.
- Masz rację, nie musi. Zima ma swój urok – przyznała. – Jeżeli mowa o takiej zimie z pierzyną śniegu i w okresie świątecznym to mogę nawet przychylić się do Twojej wizji. W moich oczach jednak dajesz dużo więcej ciepła niż ta pierzyna śniegu. Widzę jak zmienia się aura Twoich przyjaciół, gdy jesteś obok, jak reagują dzieciaki… wiem jak czuję się ja. Tym ciepłem roztopiłbyś najmroźniejszą zimę… - przyznała w lekkim zamyśleniu, a potem na niego spojrzała i posłała mu jeszcze jeden uśmiech.
- Ale rozumiem, Ty sam ze sobą możesz czuć zupełnie inaczej – zaznaczyła łagodnie.
Akane
Nylian zerknął jeszcze na dwa uniesione kciuki Gava i zaśmiał się lekko pod nosem. Niezwykle rozbudowane wsparcie, nie ma co, ale przynajmniej tym razem wiedział, gdzie chłopak się podziewał. Zawsze jakiś postęp, cudnie, robili postępy.
OdpowiedzUsuńKiedy drzwi w końcu się uchyliły, od razu przedstawił się stojącej za nimi kobiecie i wyjaśnił, że wraz z towarzyszem trafili na jej sprawę podczas poszukiwania mężczyzny z listu gończego. Nie próbował wchodzić bez zaproszenia ani obiecywać, że na pewno odnajdzie dziecko, obiecał, że postara się to zrobić wszystkimi znanymi mu sposobami. Poprosił też o zgodę na zadanie kilku pytań. Kobieta początkowo patrzyła na niego nieufnie, ale ostatecznie wpuściła go do środka. Nylian pozwolił jej opowiedzieć wszystko własnymi słowami, a dopiero później dopytał, kiedy ostatni raz widziała dziecko, kto wiedział o jego obecności w komnacie i czy w ostatnim czasie ktoś szczególnie się nim interesował. Zapytał również o człowieka z listu gończego, skradzione pamiątki oraz ewentualne groźby. Kiedy wspomniała o pustej komnacie, mimowolnie pomyślał o Piri. Sama wizja powrotu do miejsca, w którym powinno znajdować się dziecko i zastania jedynie krwi wystarczyła, żeby zacisnął mocniej szczękę. Cholera jasna. Cieszył się w duchu, że nie jest na jej miejscu. Matka potwierdziła przede wszystkim to, co usłyszeli już w burdelu, ale i dowiedział się kilku nowych szczegółów. Dziecko zniknęło z prywatnej komnaty, na miejscu pozostał ślad krwi oraz znak przypominający literę „S”, o którym krążyły pogłoski, że pojawiał się również przy innych porwaniach. Nie potrafiła powiedzieć, do kogo należała krew ani co właściwie oznaczał symbol. Nylian nie naciskał, nie miał serca. Zapamiętał wszystko, co mogła mu przekazać, a następnie poprosił o zgodę na obejrzenie miejsca zaginięcia. Po wejściu do komnaty uważnie przyjrzał się pozostawionym śladom, rozmieszczeniu rzeczy oraz możliwym drogom, którymi porywacz mógł dostać się do środka. Niczego nie dotykał. Sam nie znał Phyonix na tyle dobrze, żeby rozpoznawać znaki tutejszych przestępców, dlatego po krótkich oględzinach wrócił w stronę wejścia.
— Gave… — zawołał do niego. — Dowiedziałem się kilku rzeczy, ale chcę, żebyś sam obejrzał ten znak. Może Tobie powie więcej niż mnie — zaproponował. Nie sądził, żeby dał radę dokończyć tutaj śledztwo samodzielnie.
Nylian
Grima zachichotała na to całe całowanie.
OdpowiedzUsuń- Jak chcesz mu pomóc, to może lepiej nie całuj - ponownie zachichotała, zaraz jednak naburmuszyła się i kiwnęła głową.
- Potrzebowuje, potrzebowuje. Milasek mówi więcej mądrości niż mu się czasami zdaje. Nie próbuj po prostu być jakiś super mąrdy, mów co myślisz, wtedy masz największowniejsze mądrości, jak Grimcia - dumnie pokazała na siebie palcem, ale zaraz wróciła do tulenia.
- Nie będzie trzeba, tak, ale będzie ochota, a wesoły Milasek to się nawet nie pogniewa o takie beztroskie tulaski - oznajmiła wesoło. W sprawie seksu szeroko się do niego uśmiechnęła.
- Wszystkie bąble nasze takie będą! - oznajmiła z wesołym śmiechem i przytaknęła głową na słowa o Kevusi. - Jeszcze więcej rączków do bawienia - wyszczerzyła się do Gava.
Grima
Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem i spojrzała po Gavie.
OdpowiedzUsuń- Gdybyś umiał rzucić taki urok, to już dawno byś mnie nim zaszczycił - zauważyła z nutką zaczepności w głosie, zaraz jednak spoważniała nieco, ale wzrok przeniosła do nieba. Wróciła do niego spojrzeniem na to całe "w ogóle". Uśmiechnęła się łagodnie, patrząc mu w oczy.
- Rozumiem - odpowiedziała i lekko skubnęła wargę. No i jak tu nie chcieć go całować, no jak? Sama westchnęła cicho, ale przytaknęła głową, po czym lekko go tyknęła w bok. Widziała, że gorzej z jego oddechem.
- Ty i "nie odezwę się"? Cholerka... Nie usłyszałabym ani jednego przytyku co do tego w jak głupi sposób umarłam? Nawet najmniejszego opierdolu? Nie no... to ja się na coś takiego zdecydowanie nie piszę - uniosła lekko kącik ust. Zaśmiała się zaraz krótko na "spierdalaj".
- No dobrze arktyczny Gavie, niech Ci będzie. Szkoda tylko, że nie jesteś w stanie schłodzić się własnym chłodem, to by w sumie była całkiem niezła zaleta tej Twojej bryły lodu zamkniętej w klatce piersiowej - zerkała sobie na niego, z lekkim rozbawieniem na twarzy. Czuła te kłębiące się w nim emocje, a nie chciała ich nasilać.
Akane
- To jak już wyszperasz, to rzuci się jakiś grupowy urok, bo sorki, ale sama to ja nie zamierzam rzygać tęczą - pokręciła lekko głową. Szczerze wątpiła, że ktokolwiek posiada tego rodzaju magię, chociaż wabienie szczęścia nie byłoby znowu takie złe. Na zapewnienie co do grobowej ciszy ponownie lekko się uśmiechnęła. Ta cisza mimo wszystko naprawdę brzmiała dość mrocznie.
OdpowiedzUsuń- Tym bardziej... Postaram się nie narażać nadto - zapewniła. Zapowiedź ciszy po śmierci nie brzmiała zbyt dobrze. Spokojnie mogłaby uznać coś takiego za indywidualne piekło. Nie odpowiadała mu już nic w temacie umiejętności, a słysząc prośbę, spojrzała na łańcuch.
- Jasne - kiwnęła głową i rzeczywiście starała się nie wprowadzać łańcucha w ruch. - To pomyśl jaka jest jedna rzecz, której nie chciałbyś stracić między nami - rzuciła kolejnym pytaniem z listy, co by nieco odwrócić jego uwagę od tego łańcucha.
Akane
magia rzygania tęczą? to mam przywrócić Lily do postaci? XD
UsuńDarcy widziała jak Gave się zachowuje, po tym jak sparafrazowała mu zachowanie Yumiego. Pewnie nie ujęła tego najlepiej, ale nią samą targały emocje. Nikt nie lubił być przecież obrażany, a jeszcze bardziej działał na nią fakt, że zwyczajnie bała się o swoje dzieci. Sama wolałaby go rozszarpać, żeby więcej nie mielił ozorem. Jej ciąża nie była jeszcze informacją publiczną i wolała, żeby tak zostało, zwłaszcza przy aktualnej wiedzy o istniejących nowych kultach w Phyonix. Aż ją zemdliło na samą myśl. Przełknęła i spojrzała po chłopaku.
OdpowiedzUsuń— Byleby to było zanim zdąży dotrzeć, o ile dotrze. Trochę mam nadzieję, że odwali coś, żeby go odesłali, a potem coś się napisze wujkowi w ramach wyjaśnień — uśmiechnęła się słabo. Zaśmiała się lekko na kolejny komentarz i pomasowała swój brzuch. — Ciocie i wujkowie muszą się ustawić w kolejce przed rodzicami. Nie pozwolę nikomu ich tknąć — odparła. — Co powiesz na mały najazd na kuchnię? Muli mnie… wypiłabym coś ziołowego i zjadła coś dobrego. A Ty? — zaproponowała i zapytała.
Darcy
— Nie będę Cię namawiać w takim razie, więcej dla mnie. Głodna się czuję mimo wszystko — uśmiechnęła się do niego ciepło. Skorzystała z pomocnej dłoni, ale przystanęła na chwilę po dwóch krokach, zanim poszła dalej i zastanowiła się przez chwilę. — Jakby Ci jedzenie nie tak pachniało to powiedz. Mam wrażenie, że czasami wchodzą mi dziwne kombinacje — uśmiechnęła się lekko. Ogólnie uważała to za dobry znak. Znaczyło, że rosną. I są humorzaste, a skoro mają siłę na humorki, to jest dobrze, prawda? — Co powiesz na wodę z miętą — zaproponowała.
OdpowiedzUsuńDarcy
An uśmiechnęła się lekko pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Po tym co widziałam w Twojej głowie przy akcji Cydar to nie byłabym taka pewna - rzuciła z rozbawieniem. Sama głębiej oddychała, gdy zastanawiał się nad odpowiedzią, nawet przymknęła oczy. Ta chwila ciszy jej nie przeszkadzała. Słysząc o dzieciach uniosła powieki i uśmiechnęła się czulej.
- O tak, dzieci zdecydowanie - przyznała, a potem zerknęła na niego kątem oka. Na wzmiankę o seksie spaliła lekkiego buraka i zaraz delikatnie skubnęła własną wargę, po czym zaśmiała się jednorazowo.
- Em... nie takie złe w sumie - wzruszyła ramionami. - Ja też dobrze wspominam... a sarkazm i żarty to w sumie nic złego - stwierdziła pogodnie. Na swobodę przytaknęła głową i uśmiechnęła się łagodnie.
- Liczę, że i Twojej swobody się kiedyś doczekamy, nie wszystko na raz - zaznaczyła spokojnie. Jak dla niej już i tak zrobił wiele kroków do przodu, nie zamierzała tu oczekiwać zbyt wiele. Ponownie kiwnęła głową na słowa o wspomnieniach.
- To ja do tego wszystkiego dodałabym naszą współpracę, no wiesz, na przykład jak wtedy, gdy podpalono Argar albo jak walczyliśmy obok siebie na placu boju. Nie chciałabym też stracić troski, którą się darzymy - przyznała, dalej z ciepłym uśmiechem na ustach.
Akane
Nic jej nie było, tak przynajmniej myślała. To znaczy trochę ją muliło mimo głodu, ale wiedziała na co miała ochotę, żeby sobie ulżyć, po prostu też martwiła się o stan Gava. Miała wrażenie, że jego stan z niechęcią do jedzenia utrzymuje się naprawdę długo. Spojrzała po nim i wzruszyła ramionami na pytanie.
OdpowiedzUsuń— No bo wiesz, skoro mówiłeś, że masz ściśnięty żołądek, to jakby jakiś zapach sprawił, że chcesz zwrócić zawartość tego żołądka to po prostu lepiej go nie narażać. Wymiotowanie nie jest przyjemne mimo wszystko — wyjaśniła, uśmiechając się do niego. — No ja mam ochotę na taką orzeźwiającą wodę, do tego maaasę owoców, najlepiej mus owocowy z owocami i orzechami i może jakaś marynowane pikantne warzywa — odparła, ruszając do kuchni.
Darcy
— Nie wiem czy takie zdrowe — pokręciła głową, a potem pociągnęła nosem, czując jak robi jej się bardzo, ale to bardzo smutno. — Mam na sushi maczane w sosie czekoladowym, ale nie ma tutaj sushi, Rei jest w zaawansowanej ciąży i jej prosić nie będę, poza tym surowej ryby nie mogę jeść, a nawet jak ją upiekę i gdyby Rei jednak pokazała jak zrobić to tutaj nie ma składników, nie ma tych takich listków, ani tego tego czegoś z czego się robi wasabi, wasabi z czekoladą i sosem owocowym też bym zjadła, ale tego tutaj nie ma — spojrzała na Gava zrozpaczona i ze łzami w oczach, które zaczęły powoli płynąć po policzkach. — Teraz chcę sushi, dużo sushi. Jak ostatnio przyniosłeś to się wszyscy jak sępy rzucili — wyrzuciła z pretensją i kopnęła powietrze wielce obrażona. Przyspieszyła nieco kroku, żeby szybciej znaleźć się w kuchni, co by zjeść coś innego.
OdpowiedzUsuń— Ostatnio zjadłam na raz cały placek czekoladowy, a ja nawet nie lubię aż tak czekolady… przytyję zaraz jak nic, będę gruba i brzydka, zanim Piper i Phoebe zaczną rosnąć to mi się fałdki zrobią — jęknęła smutno i przetarła oczy. — Frytki z serem też bym zjadła… ale bardziej sushi. Czemu tu nie ma sushi?
Darcy
Darcy pokręciła głową przecząco.
OdpowiedzUsuń— Bez sensu, nie będziesz używać mocy za każdym razem jak mam ochotę na sushi, bo się wypompujesz z energii — wyjaśniła, aczkolwiek było jej przykro, że odmówiła tej propozycji. — Jak też przyniesiesz sushi od Shi to sępy znowu się zlecą, lepiej żebym się nauczyła. Mógłbyś przynieść zapas listków i wasabi na przykład — zaproponowała alternatywę. — Wiem, że zrzucę jak się urodzą. Mam przynajmniej nadzieję, lubię czuć się ładna jak patrzę w lustrze. Brzuch ciążowy też rozumiem, ale dodatkowe kilogramy poza tym? —- wzdrygnęła się lekko. No jak ona będzie wyglądać w swoim ubraniach? Jak jakaś beczka! Westchnęła zrezygnowana. Weszła pierwsza do kuchni i zaczęła szykować wodę z miętą i lodem. —- Wiem, że możemy tutaj zrobić frytki z serem, mamy ziemniaki, ser, olej i sól. Ale to nie to samo co sushi… — pokręciła głową. Podała Gavovi dzbanek, a potem zaczęła obierać ziemniaki.
Darcy
— A ja dalej mówię, że lepiej ogólnie składniki przynieść i przepis… — mruknęła z tym samym wyrazem twarzy. Zacisnęła lekko wargi, myśląc o nieszczęsnych, cudownych kawałkach tego wspaniałego dania, którym nie mogła się porządnie najeść. Głupie japońskie jedzenie i głupi Ryu. Chyba jednak da mu w mordę, jeżeli go zobaczy przy następnej okazji. Musieli jeszcze powiedzieć jej rodzicom o ciąży i obiecał przy tym być, ale cholera już to wszystko wiedziała. Kroiła uparcie ziemniaki. Przytaknęła na jego obawy.
OdpowiedzUsuń—- Masz rację. Lepiej się nie narażać, poza tym bez dużej grupy przemieszczanie się z punktu A do punktu B nie powinno już aż tyle zajmować. Łatwiej będzie też być dyskretnym. Nie narażaj się proszę na ich gniew, proszę — spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko, acz czule. Zależało jej na Gavie i chciała, żeby był bezpieczny w tej wojnie. Zastanowiła się nad jego pytaniem dłuższą chwilę, nie przerywając szykowania frytek. Była już przy krojeniu ich w paski. Działa dość szybko.
— Brakiem kłótni, chociaż te pewnie i tak by były, biorąc pod uwagę wszystko co się stało. Większą prywatnością, nie żebym tam jej sporo miała — spojrzała wymownie po Gavie, uśmiechając się przy tym wymownie — ale to był inny rodzaj najeżdżania na moją prywatność. Ech, wyrodna z niej była księżniczka. Męczyło ją to co sprawiało, że mogła faktycznie lepiej pomóc swoim rodakom. Chciała im pomagać, ale tutaj to wszystko zdawało się zbyt wielkie, zbyt mocne, miała wrażenie, że każdy jej patrzy na ręce. Pokręciła głową. — Trudne pytania zadajesz w tej chwili. Tęsknię za brakiem problemów, ale problemy, które mam tutaj to albo moja wina, albo po części moja wina, bo mnie nie było, więc nie powinnam czuć tęsknoty za zaniedbywaniem obowiązków — wyjaśniła ostatecznie.
Darcy
Nylian skinął mu głową i ruszył z nim z powrotem do mieszkania. Kiedy Gave go wyminął zmarszczył lekko brwi, przechylając głowę w bok. Coś się chyba działo. Nie umiał powiedzieć dokładnie co takiego, ale zdecydowanie musiał uważniej przyglądać się Gavovi. Westchnął. Nigdy nie można było się nudzić. Oby to były tylko jego własne elfie urojenia. Mimo wszystko ciężko było się nie martwić. Pół godziny temu z nim żartował, zostawił go, wraca i uśmiechu już nie ma. Ruszył za nim. Po krótkim przywitaniu wskazał mu drogę do komnaty.
OdpowiedzUsuń— Dziecko zniknęło stąd. Została krew i znak przypominający „S” — wyjaśnił krótko. Wszedł do środka i odsunął się trochę, robiąc Gavowi miejsce.
— Niczego nie ruszałem. Znak jest tam — wskazał — Ty lepiej znasz Phyonix. Może Tobie coś powie — wyjaśnił mu.
Nylian
Akane już mu na to nic nie odpowiedziała, po prostu uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. Tak, było nienaturalne, ale mimo wszystko siedziało w głowie, stanowiło część jego umysłu, więc coś na pewno oznaczało. Na słowa o daniu w pysk, sama lekko uniosła brwi.
OdpowiedzUsuń- Dam Ci w pysk jak Twoje zachowanie będzie niestosowne, nie sądzę byś mnie jakkolwiek obrażał stwierdzeniem, że mieliśmy dobry seks, ani tym, że nie chciałbyś tego tracić… - spojrzała w niebo. – W końcu czasem tracimy coś czego wcale stracić nie chcemy… Czasem udaje się to odzyskać, a czasami nie – skrzyżowała z nim spojrzenie i uśmiechnęła się łagodnie. Czuła te jego wątpliwości, ale nie ciągnęła tematu, wiedziała, że do takich spraw jest potrzebny czas, a oni, cóż… dopiero od niedawna naprawdę dobrze ze sobą rozmawiali. Przy słowach o trosce dalej lekko się uśmiechała.
- Ja nie chciałabym tracić samej troski, tego, że o siebie dbamy, ale tak… jeżeli chodzi o stopień poświęcenia, to masz rację, ten mamy do ogarnięcia – przyznała, bo rzeczywiście mocno w tym przesadzali.
Akane
Uśmiechnęła się do Gava i aż zaburczało jej w brzuchu na myśl o ogromnym talerzu sushi. Teraz będzie o tym jedzeniu fantazjować pewnie przez najbliższe dni.
OdpowiedzUsuń— No dobrze, ale to w takim razie tak wiesz… dyskretnie, dobrze? Egoistycznie chce wszystko dla siebie — spojrzała prosząco po chłopaku. Naprawdę nie chciała się dzielić tym konkretnym smakołykiem. Pokręciła głową, kiedy wspomniał o wchodzeniu do domu. Wypuściła powietrze ustami, wstawiając ziemniaki do wrzącego oleju, żeby powstały z nich frytki.
— Nie chodzi tylko o włamania do domu. W Argarze często miałam gości w postaci moich przyjaciół, przyjaciół, których sama zdobyłam, cieszyłam się z tych niezapowiedzianych wizyt, jak ktoś pukał mi do domu, kiedy myślałam, że będę cały dzień sama. Taki brak prywatności po prostu bardzo mi się podobał, niezapowiedziane wizyty przyjaciół są miłe — wyjaśniła mu, ale spojrzała też przepraszająco. — Wybacz, nie chciałam Cię urazić. Faktycznie za często mówię i wypominam Ci to jakby to było coś złego. Naprawdę lubię to Twoje wbijanie z buta — przeprosiła go. Pokręciła głową na kolejne słowa. Niemniej przytuliła się do Gava, bo zwyczajnie miała na to ochotę.
— Rodzice nie, nie w tym problem — mruknęła — Zastanawiam się, czy dałabym radę czemuś zapobiec, gdybym jednak tutaj była, gdybym tutaj mimo wszystko próbowała uczyć się żyć. Nie zawsze tak mam, bo wiem, że pobyt w Argarze wyszedł mi ostatecznie na dobre, mi tak, gorzej z moimi rodakami, martwię się po prostu tym co się ostatnio wydarzyło. Wróciłam nastawiona pozytywnie na dobre zmiany, a dochodzi do tragedii — wyjaśniła mu.
Darcy
Nylian spojrzał po Gavie z lekkim zaskoczeniem. Nie spodziewał się po nim takiej tyrady na temat Parabellum, zwłaszcza że Darcy zdawał się uważać za przyjaciółkę. Pokłócili się czy może Gave znowu coś kombinował? Nie zamierzał jednak pytać. Sam wolał pozostać neutralny w sprawach tutejszej władzy. Był w Phyonix jedynie gościem i nie potrzebował robić sobie wrogów przez cudze konflikty, a tym bardziej nie miał zamiaru mieszać się w żadną politykę. Zdecydowanie nie. Przynajmniej nie tutaj, w tym kraju.
OdpowiedzUsuńPrzeniósł uwagę na znak, przytakując lekko spostrzeżeniom Gava. Koślawość mogła wynikać z użycia drugiej ręki, ale równie dobrze stanowić celowe zmylenie tropu. Kiedy jednak kobieta wspomniała o ratowaniu dzieci, Nylian zmarszczył wyraźniej brwi. Porywanie ich i pozostawianie po wszystkim krwi nieszczególnie kojarzyło mu się z jakąkolwiek pomocą.
— Dość osobliwy sposób ratowania dzieci — zauważył, spoglądając na kobietę. — Przed czym właściwie miałyby być ratowane? Zwłaszcza poprzez porwanie i zostawianie za sobą krwi… — dopytał spokojniej. — Do czego Parabellum podobno wykorzystują sierocińce? Czy zaginione dzieci miały z nimi jakiś związek? I od kogo usłyszała Pani te pogłoski? Jakieś jeszcze zostały porwane? A jeśli tak, to znalazły się? — zainteresował się.
Nylian
Akane patrzyła po nim, gdy mówił o tym przedmiotowym traktowaniu, a na pytanie o to co sądzi uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Gave, jak sam zauważyłeś, to było po prostu pierwsze co przyszło Ci do głowy, te pierwsze myśli zwykle są bardziej… hmm… pierwotne? Nie zawsze je wypowiadamy, ale raczej mało kiedy pierwsze do głowy wpadają głębokie i przemyślane przykłady. Nie karć się za coś tak trywialnego. Nie powiedziałeś tego w negatywnym tonie, nie chciałeś mi tym umniejszyć, ani mnie obrazić. Po prostu głośno pomyślałeś, nie poczułam się tym jakkolwiek urażona. Ton wypowiedzi ma bardzo duże znaczenie w takich sytuacjach – uśmiechnęła się do niego łagodnie.
- Ja osobiście nie poczułam się potraktowana przedmiotowo, nie mówiłeś o mnie chamsko, jak o dmuchanej lalce czy innej seksualnej zabawce, do tego sam się poprawiłeś i podałeś te „głębsze” przykłady – przekręciła się na brzuch, oparła łokcie o podłoże i na dłoniach posadziła swoją brodę, dalej patrząc po brunecie. Kulnięcie sprawiło, że leżała teraz na wysokości jego pępka. – Nie mniej rozumiem ten brak dumy i miło mi, że tak zwracasz uwagę by nie traktować mnie przedmiotowo – przyznała, śląc mu kolejny ciepły uśmiech. Słysząc o tym, że to jej całej nie chce stracić, spojrzała po nim czulej. Słuchała go, lekko przy tym obniżając głowę i delikatnie dotknęła policzkiem jego brzucha, nie odkładała jej jednak, po prostu miało to imitować coś na kształt lekkiego przytulenia, bo dana pozycja nie pozwalała na nic specjalnie innego. Uśmiechnęła się do Gava pokrzepiająco, ale nic nie mówiła, po prostu słuchała. Na wspomnienie innych osób, czy dzieci, dalej tak przy nim trwała, ale na myśl o maluchach i jej twarz posmutniała. Milczała chwilę.
- Wiesz… Ja… - wzięła głęboki wdech i podniosła głowę z jego brzucha. – Ja jak… jak pomyślę o Twojej śmierci to… To mnie zatyka… i ściska mocno w sercu… - przyznała, po czym spojrzała mu w oczy. – Jak zginiesz to… to nic już nie będzie takie samo – dodała cicho i na chwilę spuściła wzrok. – A dzieci… - nie musiała mieć swoich mocy by wiedzieć, że i on byłby w tragicznym stanie, gdyby coś się ich pociechom stało. Pokręciła głową. – Nie wiem jak bym to przeżyła… Starałabym się jakkolwiek, ale… na pewno byłoby ciężko… - spojrzała mu w oczy i tym razem dla własnego pokrzepienia, lekko wtuliła w niego głowę.
- Chciałabym móc obiecać, że zawsze i wszędzie je obronię, że nie narażę tym własnego życia, ale… nie mogę… Mogę się tylko postarać Gave. Postaram się nie narażać tak bardzo… a Ciebie, Ciebie po prostu proszę byś był ostrożny i na siebie uważał… Ja… ja też nie chcę Cię stracić – podsumowała.
Akane
Na skrzywienie chłopaka uniósł jedną z brwi. Stawiał, że to było dość oczywiste... Dojrzał jednak, że ta "chwila" dotyczyła raczej czegoś innego niż zwykłego sprzeciwu. Założył ręce na klatce piersiowej i po prostu obserwował Gava, rzeczywiście czekając. Zastanawiała go pewna kwestia... Chłopak był w stanie wyciągać cudze dusze, ale była mu do tego potrzebna świadomość. Czy skoro tak, to umiał wyciągać duszę samemu sobie? Jego świadomość przeskakiwała z ciała na duszę bez problemu, czy może był w tym jakiś haczyk? Czekał tak sobie, rozważając różne opcje w głowie, a kiedy towarzysz w końcu wyraził gotowość, kiwnął głową i ruszył w stronę komnaty. Warunek jaki usłyszał nie był specjalnie zaskakujący.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli umiesz sam sobie wyjąć duszę, to rytuał będzie zbędny, ale jeżeli nie masz takich umiejętności, wtedy będę posiłkował się wiedzą z ksiąg ojca. Nic specjalnie skomplikowanego, kręgi, krew, odpowiednie słowa i znaki. Trochę to wszystko przypomina Twoje własne runy - naświetlił mu na wstępie, idąc tym swoim dostojnym krokiem przez korytarze. Jego twarz nie zdradzała jakiegoś konkretnego wyrazu.
Diego
Grimie zrobiło się trochę przykro na widok łez przy oczach Gava, tak bardzo chciała by chłopak przestał w końcu sam sobie rzucać kłody pod nogi, ale Golas był zbyt uparty i co chwilę coś sobie utrudniał.
OdpowiedzUsuń- Jak będziesz w końcu szczęśliwszy, to takie tulasy od czasu do czasu nie będą Ci wadziły – oznajmiła pewnym tonem. – A jak będą to i tak ja będę Cię przytulać – dodała, jasno zaznaczając, że ma gdzieś jego humory. To ona tu była w ciąży i koniec kropka. Słysząc o jego odczuciach przekręciła głowę, wyraźnie nie rozumiejąc.
- Racja, jesteś dziwny – przyznała. Nie lubić tulasków od przyjaciołów to było rzeczywiście dziwactwo. Uśmiechnęła się szeroko, gdy zapytał o włosy i przytaknęła mu głową.
- Zmywamy! – rzuciła wesoło i wzięła się do roboty, co by mu spłukać głowę.
- Wiesz, nasze przyjacioły to wszystkie są dziwne, chyba dlatego tak mocno się kochamy, Ty nas, my Ciebie, oni siebie, my ich, oni nas… - zachichotała, energicznie kiwając przy tym głową.
Grima