Ryu
21 lat (09.10) | teoretycznie Argar | Włda iluzją oraz widzi ścieżki przyszłości| 175 cm
Szczupły, czarnowłosy i czarnooko chłopak, który w życiu ma bardzo często pod górkę. Te 175 cm wzrostu łączy w sobie cierpliwość, spokój, a także dobre słowo, którym raczy swych najbliższych. Mimo tego, że część jego przyjaciół już uprawia profilaktykę rozrodczą, on zostaje na uboczu. W tej chwili nie potrzebuje dzieci. Czasem ma wrażenie, że został całkowicie sam, ale w głębi duszy wie, że to tylko wrażenie. Niekiedy jednak trudno je od siebie całkowicie odeprzeć. W wyniku splotu różnych wydarzeń - chłopak nie szuka już głębszego uczucia. Zamierza po prostu dobrze się bawić. Zwykle u swego boku ma Shadow - swojego psiego kompana, a spotkać go możesz wszędzie, bo to człowiek, który nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Wszędzie go nosi.
CZYTAJ DALEJ | RELACJE |

— Nie dziwi mnie to — skomentowała na wspomnienie jakie temperatury woli. Większość nie lubiła zbyt wysokich i jak najbardziej było to zrozumiałe. Ciężej było znieść upał, niż za niską, łatwiej było się ogrzać niż ochłodzić. Kiedy położył nogę na fotelu, przesunęła się nieco, żeby się przypadkiem nie stykali, poza tym no stopa pod nosem przy jedzeniu nie była zbyt apetyczna.
OdpowiedzUsuń— Zależy od momentu, przykro mi, że sprawiłam Tonemu przykrość — odparła, nie skupiając się na faktycznych dramatach. — Poza tym bawiłam się dobrze, miło było spędzić czas ze wszystkimi, beztroski zdecydowanie mi brakowało od dawna. A Ty? — zapytała również, uśmiechając się cieplej ku niemu.
Darcy
Przytaknęła mu głową, bo wiedziała co najbardziej go zabolało i zachowałaby się inaczej, gdyby miała okazję. Przeprosiła go, chociaż nie idealnie i liczyła, że w końcu zrozumie i faktycznie wybaczy. No ale to była sprawa do przegadania z Tonym. Zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Przy wymyślaniu zadań innym wyglądałeś jakbyś bawił się wręcz doskonale — zauważyła, bo te jego były zdecydowanie najbardziej widowiskowe i wymagające. Cholerny mistrz zła. Na kolejne słowa przytaknęła głową.
— To prawda, ale po kąpieli wyglądał już lepiej, mam nadzieję, że mu przejdzie szybko — przeniosła wzrok na łańcuch. Zajrzeć do niego też chciała dzisiaj. — Mimo wszystko nie ignorował się za bardzo, więc myślę, że długo go trzymać nie będzie. Poza tym ma leki od Febe a i tutaj opieka medyczna jest na dobrym poziomie — uśmiechnęła się lekko. — Daj mu dzień i będzie dużo lepiej — zapewniła.
Darcy
Wywróciła oczami i sama zaśmiała się lekko, dolewając sobie zaraz herbaty.
OdpowiedzUsuń— No cóż, grałam w to pierwszy raz, a Twoje hasła były zdecydowanie specyficzne i z czapy — zauważyła. — Miecz z żółtym misiem, zamek cieniostwora, kura ze złotymi monetami zamiast oczu…. — wymieniła kilka, przy których miała największy problem. Z najtrudniejszym za to poszło dość gładko dzięki Grimie. Ta była po prostu genialna. Przytaknęła w kwestii Gava, sama była pewna, że z tego wyjdzie. Zastanowiła się nad stylizacjami.
— Myślę, że będą interesujące i będą próbować każdego koloru po kolei jaki przyjdzie im do głowy i wpadnie w ręce. Szkoda, że nie mamy tych… aparatów. Możnaby porobić zdjęcia jak będą mnie i Akane przebierać. Oboje mają wyobraźnie, więc sama jestem ciekawa co tam wykombinują ostatecznie. Pasuje jako zabawa na to piżdżama party — uśmiechnęła się czule. Można to ciekawie połączyć na takim wieczorku, bo w najbliższym czasie raczej wolny dzień będzie jej ciężko kolejny znaleźć. Zerknęła przez okno. — Jak fajnie wyjdzie to zrobię coś podobnego dla tutejszych dzieci, przyda im się trochę rozrywki — szepnęła, myśląc o sierocińcu. Im też się przyda beztroska, zwłaszcza po tym jak opiekunki je porzuciły.
— Co Ci się najbardziej podobało wczoraj?
Darcy
Akane uśmiechnęła się na jego wybór i zaraz zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Tak, też to wrażenie mnie nie opuszcza, chociaż wątpię, że ta oaza będzie spokojna – przyznała rozbawiona. Mieli w końcu dziś zaproszenie na wieczorne ognisko. Dziewczyna podziękowała raz jeszcze za atrakcję i zaraz pogoniła Ryu ruchem ręki, idąc z nim w stronę wspomnianej lokacji.
- No dobra, w takim razie, niespodzianką będzie… - udała dźwięk trąbek, jakby właśnie miała ogłaszać coś wielkiego - … rzucanie podkowami – poruszyła zabawnie brwiami. – Mają tam takie specjalne stanowiska z pałąkiem, no i trzeba trafić podkową tak by na ten pałąk się nasunęła. Wbrew pozorom to wcale nie jest takie łatwe – wyjaśniła. – Ale fajnie to zrobione, bo masz taki dynks przy każdym stoliku zewnętrznym, a są i trzy totalnie osobno, jak rozgrywają się zawody lub jak ktoś wpada większą ekipą. Te są zwykle zajęte, więc te małe przy stolikach to fajne urozmaicenie. Pijesz sobie, jesz jakieś przekąski i możesz grać przy okazji – dodała pogodnie, dalej z nim idąc.
Akane
— Yhym, a Pan z nudą ma na bakier — przytaknęła mu. Zaśmiała się lekko. Dokończyła herbatę i wzięła listę. Przeczytała ją i odłożyła, nie komentując za bardzo tego co było w treści.
OdpowiedzUsuń— Nie powiedziałam, że tego nie zrobię — odparła. Zakładała, że większość kreacji jej się spodoba.
— Konkretny powód czy po prostu? — zapytała w sprawie wody i wstała na równe nogi, po czym poszła w stronę okien i pociągnęła lekko łańcuch. — Chodź, zasłońmy okna — poprosiła, bo już się wachlował, więc temperatura pewnie zaczynała już mu przeszkadzać.
Darcy
Spojrzała na niego. Sam się przecież wachlował, więc zakładała, że to jemu było gorąco. Jej było normalnie. Wzruszyła ramionami. Skoro już wstała to siadać nie będzie.
OdpowiedzUsuń— Nie muszę lubić codziennie, raz kąpiel w lawie, innym razem lody dla ochłody — wzruszyła ramionami. Trochę niewygodnie było robić to, kiedy łańcuch tak wisiał, ale pozasłaniała wszystkie okna, a potem wróciła na swoje miejsce i usiadła w miarę wygodnie.
— Mi najbardziej się podobało jak Tony uczył mnie i Akane odpowiedniego kręcenia kuprem i zdobywanie żetonów, potem dałabym sobie tańce i śpiewy — dodała jeszcze, unikając sięgania po listę.
Darcy
— Miałam dziwny wstręt do niej w pewnym momencie, z początku było normalnie, jak zwykłe pływanie — poprawiła go. — Ale jak mówiłam, to najpewniej zmęczenie. Nie miałam dnia, żeby faktycznie wypocząć fizycznie chociaż jeden cały dzień odkąd wyruszyliśmy z Argaru. Najwięcej spałam w trakcie śpiączki, a wtedy nie odpoczywałam zdecydowanie — wyjaśniła. — Ewentualnie to jedna z pierwszych reakcji… organizm mi podobnych to dalej trochę zagadka jak działamy, a ja uczę się swojego od nowa dopiero — dodała i zastanowiła się chwilę. Ostatecznie uśmiechnęła się do Ryu. — Najlepiej się też patrzyło na wszystkich z brzegu, jak pokazywali walory — zażartowała lekko, chociaż sama się nie śmiała teraz, po prostu lekko uśmiechnęła. — Nie powiem Ci po co. Był po prostu moment, gdzie woda wydawała mi się za zimna i nie chciałam do niej wchodzić, były też momenty, że usypiałam na siedząco. Ty nie miałeś nigdy żadnych zjazdów przy silniejszym wyczerpaniu? Jak już adrenalina schodziła — wzruszyła ramionami. Gavovi chyba nawet przysnęła parę razy na kolanach.
OdpowiedzUsuń— Yhym, z żetonami fajnie wymyślili, zresztą wszystko bardzo wymyślili, prezenty, dekoracje, jedzenie, instrumenty, pomyśleli o wszystkim — zgodziła się z tym, popijając dalej herbatę.
Darcy
Akane uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Ekscentryczna i wybuchowa? Hmm, ciekawe kogo masz na myśli – udała zamyślenie i zaraz się lekko zaśmiała. Przytaknęła mu na wzmiankę o kowbojach i nawet udała, że chwilę jedzenie na wierzchowcu.
- Zobaczymy które z nas ma więcej kowbojskiej krwi – rzuciła z szerszym uśmiechem i poruszyła zabawnie brwiami.
- Akurat w tej zabawie sama jeszcze nie uczestniczyłam, ale kusiło mnie nie raz więc skoro mamy okazję, to chętnie spróbuję – przyznała. – Ale tak, z tego co widziałam to nie tak łatwo trafić, szczególnie, że podkowa podkowie nierówna. Do tej zabawy często używa się takich zużytych lub źle wykutych więc wiesz, to dodatkowe utrudnienie – dodała i już zaraz wchodzili w ostatni zakręt. An wskazała ruchem głowy miejsce, do którego zmierzali.
- To tam – rzuciła zmierzając do celu pewniejszym krokiem, jak na kowboja przystało. Oczywiście trochę się przy tym wygłupiała.
Akane
Darcy spięła się wyraźnie, kiedy bez ostrzeżenia wziął ją na ręce. Odruchowo złapała go za ramiona, bardziej żeby zachować równowagę niż się przytrzymać, ale i tak wystarczyło, żeby poczuła znajome ciepło jego ciała. Zacisnęła usta. Tego akurat naprawdę nie potrzebowała. Na własne szczęście zaraz wylądowała na łóżku. Wyciągnęła rękę i przesunęła się na krawędź, kiedy poszedł po fotel. Te łańcuchy naprawdę utrudniały swobodę na wiele sposób. Zaśmiała się pod nosem.
OdpowiedzUsuń— Trochę inaczej wyobrażałam sobie idealny odpoczynek. Poza tym, nie zrozum mnie źle. Sama siebie nie oszczędzałam, nauka zdolności od nowa, latania, przemiana, ludzie dookoła, to wszystko jest piękne i nie chce się z tego rezygnować, wszystko jest zbyt ekscytujące —- uśmiechnęła się lekko, ale przytaknęła mu. Położyła się wygodniej na łóżku i rozglądała po pokoju. Było już widać, że urządzili się tutaj bardziej po swojemu. To nie była już tylko gościnna komnata, było czuć grimowo-tonową duszę z każdej strony.
— Oj tak… dali z siebie wszystko. Każdy chyba potrzebował takiej odskoczni, chociaż na chwilę — przyznała.
Darcy
— Zdążyłam pospać po długiej kąpieli z Grimą — przypomniała mu, bo przecież goblinka została u niej dopóki nie zasnęła. Przynajmniej teraz wiedziała dlaczego tak łatwo się zgodziła na tą kąpiel w olejkach, a potem uparła się, że ją “ulula jak Kevusię”. Kombinatorka jedna. Aczkolwiek historie na dobranoc były naprawdę ciekawe. — Myślisz, że lubię spać do południa? — zapytała. Odwróciła się na łóżku, aby leżeć plecami i podciągnęła wyżej kolana. — Myślę, że Ty byś się męczył takim odpoczynkiem, cały dzień w łóżku z okiem Saurona nad sobą, który pilnuje czy faktycznie jesteś w wyrku — zauważyła. Sama wolała odpoczywać zajmując się czymś, niekoniecznie wymagającym, ale takie leżenie w łóżku bezczynnie szybko się jej nudziło. Jakaś książka by się chociaż przydała.
OdpowiedzUsuńDarcy
Darcy uśmiechnęła się szerzej do Ryu i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń— Myślę, że to dobry początek, po którym czuję się lepiej, a dzień się jeszcze nie skończył — odpowiedziała mu. — Nie powiedziałam, że nie pójdę w ogóle spać — przypomniała mu jeszcze, bo też przecież nie o to chodziło. Przytaknęła ruchem głowy. — Nie porównywałam nas, zastanawiam się i pytam jak to wygląda u Ciebie. Mam odpocząć, więc próbuje rozmawiać o odpoczywaniu — wyjaśniła mu, dalej z lekkim uśmiechem. — Nie każdy przydomek nadajemy sobie sami — szepnęła nieco bardziej zaczepnie. — Chcę — odpowiedziała i zaśmiała się lekko. Sam nie mógł usiedzieć w fotelu zbyt długo. Wyciągnęła rękę, kiedy łańcuch zaczął ją szarpać. Z jego ADHD i przykuciem i tak to leżenie takie trochę na bakier było.
Darcy
Widząc uniesioną brew Ryu ponownie zabawnie poruszyła własnymi. Parsknęła krótko na tą czułość wobec własnego bicka i w przerysowany sposób zarzuciła włosami.
OdpowiedzUsuń- Ha! A sobie tam trafiaj epicko, byle by mniej razy niż ja – rzuciła niczym opryskliwa damulka i zaraz lekko się zaśmiała. Do miejscówki weszli tym swoim kowbojskim krokiem i An zaraz się lekko zaciągnęła zapachami tutejszych przekąsek. Jedzenie w tym lokalu nie było jakieś nad wyraz treściwe, raczej drobiazgi, ale bardzo smaczne. Stolik dla nich upatrzyła właściwie od razu, a idąc w jego stronę zgarnęła po trzy podkowy dla każdego z nich. Połowę od razu wcisnęła w ręce Ryu.
- Trzy dla Ciebie, trzy dla mnie, każdy ma trzy rzuty pod rząd, potem zmiana – wyjaśniła na szybcika i odłożyła swoje podkowy na stolik. – Skoczę nam po jakąś lemoniadkę, a Ty się możesz rozgrzać przed rzutami – puściła mu jeszcze oko i tak jak powiedziała, tak zrobiła. Już zaraz wracała do stolika z dwoma naczyniami w jednej ręce, a w drugiej miała korzenną lemoniadę, w dzbanku. Postawiła to na stole i od razu polała po pełnej szklance.
- I jak? – zapytała, patrząc po nim z nikłym uśmiechem na twarzy.
Akane
Przytaknęła mu głową. W zasadzie to było zastanawianie się na głos niż zakładanie, mógł to skorygować od razu. Uśmiechnęła się lekko, przenosząc wzrok na truskawki i wzięła sobie od razu dwie do rąk, żeby zjeść jedną po drugiej.
OdpowiedzUsuń— Założyłam też, że w razie błędu przy mojej interpretacji mnie skorygujesz — odpowiedziała, bo przecież to też zrobił właśnie. — Aczkolwiek nie powiedziałeś czy by Cię to faktycznie relaksowało czy gdzieś tam nie swędziało, że wolałbyś porobić coś innego — dodała jeszcze swoje przemyślenia. — Lubisz czytać? — zainteresowała się jeszcze, zerkając na książki, które Tony przyniósł od siebie czy z tutejszej biblioteki. — Ja lubię, nawet bardzo, różne gatunki, ale mam swoje faworyty — dodała jeszcze i zmrużyła lekko oczy, sięgając po kolejne kilka truskawek. — Mógłbyś proszę podać jeszcze inne owoce? — mruknęła, po przełknięciu ostatniej.To prawie jak sałatka owocowa takie wcinanie, a ona akurat sałatki owocowe uwielbiała bardzo - świeże, surowe owoce były po prostu genialne.
Darcy
Parsknęła krótkim śmiechem widząc wszystkie trzy podkowy na pachołku. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Niesamowite wręcz rzeczy, chętnie zobaczę jak w praktyce tego dokonałeś – sama lekko się zaśmiała, upiła swojej lemoniady i złapała podkowy, co by je w dłoniach wywarzyć. Podeszła do miejsca, z którego należało rzucać.
- Czas na moją rozgrzewkę – wykonała kilka ruchów barkami i zrobiła swoje pierwsze podejście. Podkowa trafiła w pachołek i odleciała kawałek w bok.
- Niach, co za wredna menda… - rzuciła rozbawiona i spróbowała z kolejną podkową. Ta przeleciała o milimetry za daleko i An uniosła ręce do nieba. – No weź! – zwróciła się do podkowy, a potem spojrzała na trzecią i udała pełne skupienie. – Nie zawiedź mnie… śliczna – puściła podkowie oczko, rzuciła i…
- Taaak! – trafienie! Zakołysała lekko biodrami w takt tańca szczęścia, z „o tak, ou je, o tak, ou je” na ustach i zaraz spojrzała po Ryu, uśmiechając się zadziornie. – Szykuj się na wpierdol, zaczynamy – strzeliła palcami i poruszyła zabawnie brwiami, po czym ruszyła pozbierać swoje podkowy i zaraz wróciła do stolika.
Akane
Darcy przytaknęła mu. Przy za dużym zmęczeniu już nawet miejsce nie ma znaczenia. Do wyspania się najlepsze było łóżko, ale do relaksacyjnej drzemki świeże powietrze zdawało się o wiele lepsze.
OdpowiedzUsuń— Na świeżym powietrzu przyjemniej się wypoczywa, tak mi się wydaje, rześka bryza przyjemnie łagodzi ciało i umysł — odpowiedziała mu jak ona to widzi. — Kiedyś nienawidziłeś przez szkołę, czy po prostu każda książka była niefajna? — zainteresowała się. Uśmiechnęła się lekko.
— O widzisz. Groza to mój zdecydowany faworyt. Mogę Ci polecić kilka tytułów, gdybyś chciał — zaproponowała. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy poszedł po więcej owoców. Wyciągnęła rękę bardziej, aby na pewno sięgnął, bo w pewnym momencie łańcuch już dość mocno się napinał. Skrzywiła się wtedy lekko, a ręce jej się zatrzęsły. Za te kajdanki była akurat zła. Skoro zablokowali im mocne już mogli dać jakąś linę chociaż. Kiedy wrócił z owocami od razu wzięła kajo do ust i wgryzła się w nie jak w jabłko, a drugą ręką chwyciła varki.
— Mhm… dziękuję — odpowiedziała, po przełknięciu, a potem zabrała się dalej za jedzenie z błogim uśmiechem.
Darcy
Zaśmiała się lekko. Starych i nudnych?
OdpowiedzUsuń— Tony słyszał tą opinię? — zapytała zaciekawiona. Blondyn z pewnością miałby swój własny, ciekawy komentarz na ten temat. — Argardzka literatura jest naprawdę ciekawa — zauważyła, bo te, które rodzice zabrali ze sobą zdążyła przeczytać już kilka razy.
— Z argardzkiej bardzo lubię dzieła Lovecrafta, są diabelnie ciekawe. Z kolei z mathyrskiej grozy poleciłabym Krew na piasku, albo… Nocnicę. Jedna opowiada o grupie poszukiwaczy z Tharok, która próbowała trafić wulkaniczą trasą do innego kraju. Druga z kolei to bardzo długa i graficznie opisana legenda o córce inkarnacji Śmierci, która według Mathyrczyków jest bardziej kobietą — objaśniła mu. Przytaknęła na jego słowa.
— Przeżyję, dam sobie radę, czytanie to nie jedyne zajęcie jakie lubie, mam wiele — wyjaśniła mu.
Darcy
Zaśmiała się i pokręciła głową na te jego teorię co do rąk.
OdpowiedzUsuń- Musisz je w takim razie trochę podszkolić, co by były bardziej usłuchane – tyknęła się kilka razy w nos i uśmiechnęła zadziornie. Na pytania o wpierdol to ona poruszyła zabawnie brwiami i trochę przedłużyła swój taniec.
- Ciesz się, że nie biorę Cię z zaskoczenia, to by mogło boleć jeszcze bardziej – rzuciła żartobliwym tonem i zaraz uśmiechnęła się szerzej na przyjęte wyzwanie.
- Usługiwanie, tak? Oj Ryu, cóż za szemrane nagrody tkwią w Twojej głowie - zaśmiała się, mówiąc to żartobliwym tonem. - Dobra, niech będzie - zgodziła się. Zakasała rękawy i stanęła w pozycji „bojowej” gdy rzucał.
- Kuś dziada, kuś dziada, kuś dziada! – złorzeczyła w stronę jego podków kiedy ten rzucał. Z kolei, gdy przyszła jej kolej, szeptała czułe słówka do swoich podków.
- O wy gnoje! – prychnęła kiedy tym razem ani jedna nie wylądowała na pachołku.
Akane
— Ciekawe jak zareagował na starego i nudnego — zaśmiała się lekko. Ułożyła się też zaraz wygodniej na łóżku. Prawie, bo kajdanki dalej były na jej ręce i plątały się trochę za każdym razem jak chciała się jakoś przekręcić. Musiała wyciągnąć rękę w stronę Ryu, a potem położyć się tak, jakby szykowała się powoli mimowolnie do drzemki. Rękę z łańcuchem ostatnie zostawiła na stoliku gdzie były owoce i sięgała sobie po nie czasami z przymrużonymi oczami.
OdpowiedzUsuń— Jak się zdecydujesz ostatecznie to Ci pożyczę wersję we wspólnym — odpowiedziała mu i ziewnęła. Ostatecznie siedziała jeszcze chwilę w ciszy podjadając owoce, aż zasnęła w trakcie brania truskawki do ust. Rozchyliła wargi, wzięła ją do połowy, ale zamiast przegryźć to już zdawała się spać.
Darcy
Gwizdanie pomogło zasnąć, bo melodia była dość uspokajająca. Zasnęła szybciej niż przypuszczała. Ryu miał rację - pół nocy nie wystarczyło, żeby odrobić sobie całe ogólne zmęczenie. Z początku spała spokojnie, miała nawet uśmiech na ustach, a drzemka była zwyczajnie błoga. Dopiero po dłuższym czasie kajdany na ręce i bransoleta na drugiej zaczęły jej strasznie ciążyć. Czuła się, jakby czuła przeszywający całe ciało chłód, a jednocześnie sen niebezpiecznie pachniał siarką. Miała wrażenie, że wróciła do Fjellod. Znowu czuła jak była rozcinana i bita, łamana, tylko po to, żeby przetestować limity jej własnych mocy. Bransoletka nie pozwalała się bronić, a głosy, które słyszała - nie umiała ich odróżnić, czy to był jej instynkt obronny czy znowu słyszała pieprzone podszepty. Wierciła się na łóżku, próbowała się szarpać. Na czoło wstąpił pot. Musiała pozbyć się swoich okowów jakkolwiek. Nie mogła znowu dać się schwytać, poskromić, dręczyć. Tylko nie ten koszmar. Tylko nie znowu te głosy.
OdpowiedzUsuńDarcy
Prychnęła na to jego "dowiesz się jak wygram", zaraz jednak uśmiechnęła się pod nosem. Przytaknęła na to całe dwadzieścia jeden.
OdpowiedzUsuń- Może być i siedem rund - akurat to można było sobie dopasować pod siebie. Fakt, że w pierwszym rzucie zdobył jeden tylko punkt napawał optymizmem, a jednak wyszło, że na liczniku padło 1:0, dla Ryu. Chłopak rozpoczął drugą rundę, a potem do akcji wkroczyła Akane. Przy pierwszym trafieniu z jej ust padło zadowolone "iiiiha!", przy drugim trafieniu zrobiła falę całym ciałem, a przy trzecim to już podskoczyła zadowolona.
- O tak! Ou jeee... - znowu odtańczyła swój taniec szczęścia. Trzy trafienia! Ha!
Akane
W jej głowie huczało. Ciągle słyszała albo śmiech wiedźmy, albo podszepty; widziała krew, która wylewała się z każdej strony, jakby chciała ją utopić, w innej chwili wszystko stawało w ogniu, a w kolejnej mroziło się, a Darcy zaczynała trząść się jeszcze bardziej. Była przyzwyczajona do przesypiania koszmarów. To nie było nic wyjątkowo, dręczyły ją, ale nie dało się ich pozbyć przez całe życie. Zresztą nie tylko ona się z nimi borykała. Ale w trakcie swojej drzemki to ona była ofiarą. Pewnie nie obudziłaby się i spała dalej, gdyby nie to, że poczuła dotyk na ramieniu. To było nowe. Fizyczne bodźce były anomalią w tym wszystkim. Ręką nie amanowała rodzinnym ciepłem, więc spodziewała się najgorszego. Zanim jeszcze otworzyła oczy złapała napastnika za nadgarstek, a potem pociągnęła do siebie, przekręcając się biodrami na drugą stronę. Pociągnęła tego kogoś w dół, a drugą dłoń ułożyła w szpony, przyłożyła paznokcie do szyi i dopiero wtedy otworzyła oczy. Zaczerpnęła gwałtownie powietrza i zerwała się dalej od Ryu. Puściła go, odsunęła się. Mogła zrobić mu krzywdę.
OdpowiedzUsuń— Przepraszam… przepraszam, zły sen — wyjaśniła.
Darcy
Akane poruszyła zabawnie brwiami na jego komentarz o tej samej pozycji. Ładnie go dogoniła, więc była z siebie dumna. Wybuczała jego dwie podkowy, gdy uległy groźbą i trafiły na pachołek.
OdpowiedzUsuń- Cienkie bolki! Odrobina gorzkich słów i już usłuchane! - prychnęła i spojrzała na własne podkowy srogo.
- Nie no, moje są jakieś rozwydrzone! - bąknęła kiedy znowu miała zero na liczniku. - Komplementy nie, groźne spojrzenia nie! - prychnęła, udając urażenie. - Speszyłeś je tym gadaniem osikaniu! - rzuciła oskarżycielskim tonem i zaraz parsknęła na to śmiechem. Mieli za sobą trzy rundy i Ryu prowadził 5:3. Zanim zaczął kolejne rzuty An zaczęła udawać dźwięki małpy i robiła przy tym głupie miny dla rozproszenia chłopaka.
Akane
Darcy spojrzała po szyi Ryu i zmarszczyła brwi.
OdpowiedzUsuń— Stało się — zauważyła spokojnie. Pokręciła głową. Nie powinna tak reagować. To był tylko durny sen. Zresztą nie inny niż zwykle. Podeszła do stolika i wzięła z niego chhusteczkę, żeby wrócić do Ryu. Przyłożyła mu ją delikatnie do szyi i poczekała, aż sam wyciągnie rękę, żeby mogła swoją zabrać. Nie chciała zrobić krzywdy, nie od razu. — To był odruch, naprawdę nie chciałam. Zapomniałam, że to sen. Zazwyczaj nie czuję tak wyraźnie dotyku w takich chwilach — zaczęła. Wypuściła powietrze ustami. — Nie ma za bardzo o czym. Standardowy repertuar. Plus standard od czasów niewoli u wiedźmy - kajdany, Fjelodd, krew, bezsilność — wyjaśniła mu po krótce. Nie była pewna czy powinien znać doskonale każdy szczegół. — Po prostu w takich chwilach szukam okazji do ataku. Jak chcesz mnie budzić to najlepiej krzyknąć na przyszłość — uśmiechnęła się lekko w jego stronę.
Darcy
Uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Czarowałeś, tak? Ja Ci dam czarować wiedźme - pogroziła mu palcem, a potem skupiła się na swoich małpich występach. Udała złowieszczy śmiech, gdy ostatnia podkowa, tak jak poprzednie, nie trafiła na pałąk. Poruszyła zabawnie brwiami na jego pytanie.
- Trzeba było lepiej czytać arkany małpich czarów to byś wiedział - zaśmiała się i zatarła ręce przed kolejnymi rzutami. Pierwsze miała pudło, przy drugim wyskoczyła z wesołym okrzykiem na trafienie, a przy trzecim znowu pudło, ale zawsze jeden punkt wyżej. Zarzuciła włosy i zatrzepotała rzęsami.
- Taka cena za małpie zaklęcia, jakaś ofiara musiała być, ale czekaj na kolejne zagrania, nie dam się tak łatwo! - zapewniła i wyszczerzyła się do niego.
Akane
Rany faktycznie najlepiej goiły się na świeżo, ale pierwsze krwawienie najlepiej było mimo wszystko zatrzymać, chociażby po to, aby niczego nie pobrudził. Uśmiechnęła się lekko w jego stronę i przytaknęła.
OdpowiedzUsuń— Zazwyczaj te sny nie są tak intensywne. To się rzadko zdarza. Ale Tony zablokował nam moce, więc… nie mam jak się chronić. Mogłam zostawić ochronę od taty, tylko chciałam trenować własną moc do tego, a kiedy lepiej jak z nim pod nosem. Nie miałam pojęcia, że przyjaciele mnie zblokują — zaśmiała się lekko. — Także… nawet dzięki, że mnie wyrwałeś ze snu. Im dłużej mają wpływ tym gorzej na przyszłość — powiedziała nieco więcej. — Chcesz coś? — zapytała go. — Wodę, jedzenie, herbata…
Darcy
Akane odgoniła go od swojego ucha ruchami dłoni.
OdpowiedzUsuń- Ceną były moje pudła Ty chuchaczu pospolity - pokazała mu język, dalej rozbawiona. Zrobiła zaraz udawaną, urażoną minę i poprawiła włosy, za które ją pociągnął. Parsknęła zaraz śmiechem.
- Oho, no to patrzę - rzuciła, wpatrując się w te jego rzuty uważnie. Słuchając rymowanki zaśmiała się krótko.
- Eee, lipa, za krótko zaciągałeś woń, gdybyś zrobił to dobrze, to byłyby trzy trafienia - przyłożyła jedną z podków pod nos, udajac, że to jej wąsy i zzezowała w stronę Ryu.
- Teraz to lepiej Ty patrz! - rzuciła na zakończenie strojenia głupiej miny i wykonała swoje rzuty. - Tak! - dwa trafienia. Dalej nie prowadziła, ale poszło lepiej niż gorzej.
- Powoli, małymi kroczkami i zaraz posypią się same trójki! - odgroziła się jeszcze i zaśmiała. Już szykowała kolejne popisowe numery na czas jego rzucania, tym razem postawiła na dziwne dźwięki na chwilę przed tym jak się zamachiwał.
Akane
Spojrzała po Ryu, a potem na kartkę z lekkim grymasem. Nie wypuszczą ich pewnie jak tego nie ogarnom, ale nie miała najmniejszej ochoty się za to zabierać. Poszła po kartkę, a potem usiadła na przeciwko Ryu w bezpiecznej odległości. Postawiła kartkę obok. Albo to, albo posiedzą tak pewnie jeszcze długo, długo.
OdpowiedzUsuń— No dobrze… to numer jeden? Za co masz największy żal, a co jesteś wdzięczny?
Darcy
Pierwsze pytanie jej zdaniem było dość mocne na start, więc chciała je ująć mimo wszystko ująć jakoś lżej. Nie była pewna czy mogli sobie skakać między tymi pytaniami. Z drugiej strony i tak nikt by tego za bardzo nie sprawdził o ile nikt z nich by nie naskarżył. Upiła wody, słuchając za jest jej wdzięczny i uśmiechnęła się nieco szerzej.
OdpowiedzUsuń— To nie tak, że teraz nie lubię spędzać z Tobą czasu. Dalej jesteś tą samą osobą, z którą nie da się nudzić niezależnie od sytuacji — zauważyła spokojnie, starając się brzmieć neutralnie. Mimo wszystko najbardziej ceniła sobie tą “przyjacielską” stronę ich relacji, tą którą naprawdę wolałaby zachować mimo wszystko. Pokręciła głową i spojrzała przepraszająco po Ryu.
— Nie chciałam — zaznaczyła ciszej. — Powiedziałam, że możesz wybrać co i ile. Kropla też byłaby akceptowalna. Moją intencją było pokazanie Ci czegoś całkiem nowego, czego jestem pewna, że nie próbowałeś. Twoje zadania dawały mi i innym powiew świeżości, więc chciałam jakoś Ciebie też zaskoczyć. Ale przepraszam, bo wybrzmiało to inaczej. Zdecydowanie nie chciałam Cię upijać i skreślać z imprezy. Chociaż… Twoje pijane myszki były całkiem ciekawe, kiedy odlatywałeś — wyjaśniła mu i pozwoliła sobie lekko zażartować. No kolejny żal przeczesała włosy.
— Pierwszy raz był chyba wyraźny, ale możliwe, że nie pamiętasz. A potem… nie chciałam wchodzić między Ciebie i Klarę. Byłam pewna, że wybierze Ciebie. Z mojej perspektywy to było oczywiste, a wtedy… ta informacja byłaby Ci niepotrzebna. Miałbyś świetną dziewczynę, po co narzucać się z kolejną i gorszą kandydatką? — powiedziała to co było najprostsze. — A potem działo się dużo innych rzeczy i nie mogłam znaleźć momentu. Od razu kiedy Cię zobaczyłam? Wściekła na brata, który sam miesza mi w sercu? No nie. A potem… — zagryzła wargę. — Powinnam, naprawdę powinnam i przepraszam. Wtedy pewnie do niczego by nie doszło. Albo doszło i tak, skoro Ty i tak wiedziałeś i dalej nie mam pojęcia skąd — zakończyła. Przeniosła spojrzenie na sufit. — To jest też mój żal. Wolałabym, żebyś mi powiedział, że wiesz. Zwłaszcza zanim się przespaliśmy. Nie wiem co i by to wtedy zmieniło, ale byłoby jaśniej. Oboje zawiniliśmy wtedy — wyznała. — Mam też żal, kiedy masz momenty, kiedy na siłę próbujesz mi mówić czym mam się nie przejmować i na co mam czas i że mogę podejmować własne decyzję — wróciła do niego wzrokiem — Bo ja naprawdę wiem. Odkąd jestem z Cydar jednym naprawdę mi lata co sobie ktoś myśli na mój temat. Moja opinia jest dla mnie najważniejsza i moje własne sumienie. Nie mam zamiaru działać wbrew sobie i doprowadzać się do stanu, gdzie mogę przez to zostać wymazana, stracić życie tutaj i po śmierci. Nie jest to tego warte. Jednakże — zaznaczyła twardo i uśmiechnęła się na swój polityczny sposób — Jeżeli mówię, że ludzie ocenią jak poszła mi realcja moich planów to mam na myśli tych ludzi, których te plany dotyczą. Chcę stworzyć fundację dla ludzi, którzy jak ja mogą stracić wszystko przez swoją przemianę, przez swoje drugie ja. Jeśli dalej będziemy ich tracić to to jest dla mnie ich negatywna ocena, znak, że muszę działać dalej. Ale to czy Diego mi powie, że mój pomysł jest zjebany, bo wpadłam na niego poza Phyonix… czy opinia pijanego grubego polityka, który ma w dupie tych ludzi i nie widzi w tym zysku? To mam w dupie. I nie chcę, żeby ktoś mi tłumaczył, że nie muszę się tym przejmować. Wiem, że te opinie są nieważne. Ale nie chcę zamykać się na głos potrzebujących pomocy, ich opinie i prośby będą dla mnie istotne. To czy będą mieć mnie za ideał czy nie już nie. Ale chcę im pomóc — wyjaśniła to najbardziej dokładnie jak potrafiła i uśmiechnęła się szerzej.
— A wdzięczna jestem Ci za wiele rzeczy. Zaczynając od Twojego uśmiechu, który jest skierowany do mnie, kiedy ze mną rozmawiasz, czy tego, którym darzysz innych. Jest po prostu wyjątkowy - niebezpieczny, a jednocześnie pocieszny i sprawia, że wiesz, że wszystko da się poskładać. Każda Twoja rada, troska, Twoje żarty, śmiech, zaczepki, że nawet jak przytłaczam swoim gadaniem to Ty jesteś obok i mówisz, że to lubisz, że nie wyganiałeś mnie, kiedy przychodziłam Cię odwiedzić rannego, tylko rozmawiałeś ze mną szczerze, mówiłeś o sobie. Za Twoje listy, w których oparcie piszesz jedno albo dwa słowa, a jednak… pokazujesz, że pamiętasz, że wolałabym wiedzieć, że żyjesz. A najbardziej jestem Ci wdzięczna za tą rozmowę o wewnętrznym mroku. Wpadłeś na chwilę w bardzo złej chwili, kiedy bałam się, że już w Argarze umrę i pozwoliłeś mi przeć dalej. Potem udało mi się pierwszy raz porozmawiać z drugą częścią mnie — zakończyła swój wywód i zaczerpnęła powietrza. Spojrzała na kolejne pytanie. Wbrew pozorom miała problem żeby wybrać jedną rzecz. Zastanowiła się przez chwilę. — Najbardziej cenię sobie fakt, że się urodziłeś i jesteś sobą. Przepraszam, ale jesteś zbyt złożony, żebym miała opisać to krócej. Chyba, że chcesz kolejnego potoku słownego — odpowiedziała mu w końcu.
UsuńDarcy
An poruszyła brwiami.
OdpowiedzUsuń- To się okaże czy wystarczą – rzuciła rozbawiona. Kiedy mimo dźwięków trafił dwa razy, machnęła ręką.
- Trzeba było postawić na pierdzące usta – skarciła samą siebie i cmokając pokręciła głową. Dopadła do swoich podków i rozruszała ramiona, a potem rzuciła. Kolejne dwa trafienia!
- Ha! Gonię Cię, gonię! – rzuciła zadowolona. Może i miała mniej punktów ale trzy trafienia pod rząd dalej były tylko jej osiągnięciem. Kiedy nadeszła kolej Ryu, ona bujała się w rytm swojego tańca szczęścia, tym razem mu w rzutach nie przeszkadzając, przynajmniej nie celowo.
Akane
No proszę, gdy nie próbowała mu przeszkadzać, to miał gorsze wyniki niż kiedy to robiła. Zaśmiała się rozbawiona tą myślą i wybuczała jego podkowy dopiero po rzutach.
OdpowiedzUsuń- Mówiłam, że małpie czary działają z opóźnieniem – zaśmiała się i dopadła do swoich podków. Nie spodziewała się jak wiele prawdy było w jej słowach, po rzeczywiście, dwa rzuty temu, gdy rzuciła „czar” miała jedno trafienie, ostatnie rzuty dwa były celne, a tym razem wpadły na pachołek wszystkie trzy podkowy, dzięki czemu zyskała prowadzenie jednym punktem.
- Taaaak! – podskoczyła wysoko. Teraz wszystko mogło się zdarzyć, jeżeli ktokolwiek wygra, to dosłownie o włos.
- Mów za siebie – ponownie zarzuciła włosami i zaśmiała się. – Chociaż przyznaję, to bardziej kwestia farta niż wprawy, przynajmniej dla takich żółtodziobów jak my – uśmiechnęła się do niego pogodnie. Mieli 11:10 i ostatnią rundę do rozegrania.
Akane
Pokręciła głową i wypuściła powietrze z ust. Spojrzała po nim uważniej.
OdpowiedzUsuń— Skąd wiesz, że to było wtedy? — zapytała go. — Nie powiedziałam Ci kiedy to było — zauważyła, marszcząc brwi. Powiedziała, że on tego nie pamięta i ona uważała sposób za wyraźny - nic więcej. Szybko znalazł od tego właściwą sytuację. Pokręciła głową jeszcze. — Moment nie był idealny, sama dopiero zaczęłam wtedy myśleć, że chyba ja się zauroczyłam i za co. Ale sposób, to co mówiłam wydaje mi się całkiem oczywisty, bo moje bariery po prostu się posypały i poczułam żal, że wcześniej nie umiałam zdjąć wszystkich. Chociaż Ty każdą i tak zdejmowałeś w zasadzie na pstryknięcie i nie mogłam nigdy czuć przez to dyskomfortu, musiałam unosić się dumą, bo jak to tak łatwo — wyjaśniła mu i zacisnęła wargi. Cholera, Gavovi potrafiła wpieprzyć za pocałunki, a Ryu pocałowała, żeby pokazać mu czemu sobie tego nie życzy. Idiotka. Zacisnęła dłonie na szklance.
— Mam wrażenie, że w tym temacie nie umiałam z początku mówić jasno, wybacz, ale też to nie jest coś do czego jestem przyzwyczajona. Mam żal do nas obojga, że nie powiedzieliśmy. Do siebie i do Ciebie. Do siebie większy, bo jestem najbardziej zła na samą siebie, że… ech cholera jasna — wzięła wdech, gryząc się w policzek. Wstydziła się tego i to bardzo. — Najbardziej jestem zła na samą siebie, że moje cielesne potrzeby chwili, pożądanie wzięło nade mną tak bardzo górę, a Ty nie jesteś temu winny, bo nie wykorzystałeś mnie. Nie uważam, żeby nic się nie stało, ale mam z tym problem, Ryu. Tak, czuję coś do Ciebie, ale w tamtym czasie te uczucia zeszły dalej, na pierwszym miejscu była chęć zapomnienia i oddania się chwili, bo była zbyt przyjemna, żeby z tego rezygnować. Sama się czuję, jakbym Cię przez to wykorzystała. Trzeźwa wersja mnie w życiu by na to nie pozwoliła. Pijana z podniecenia chciałam tylko więcej i więcej, przekroczyć każdą kolejną granicę i nie myśleć o konsekwencjach. I dla jasności, nie mam żalu czy złości o to, że w ogóle chciałeś wyjść. Mam żal, że zacząłeś to robić w sposób w taki, że przestałam się czuć w tym wszystkim bezpiecznie. Usłyszałam dziękuję i basta. Nie było od Ciebie na początku, że wyjdziesz dyskretnie, że ta noc zostanie czymś prywatnym. I tak, pewnie i tak byś to zrobił dyskretnie, ale mój mózg wtedy dalej myślał o seksie, a nie co będzie po. Dlatego liczyłam, że pożegnasz się sam z siebie tak, abym nie czuła się łatwą, niewyżytą dziewczyną, która rozłożyła nogi dla pierwszego lepszego, który chciał — wyjaśniła mu. Nie miała pojęcia jak bardzo to miało sens. Przytaknęła mu głową.
— Tak, oni, Ci, których to dotyczy, Ci, którzy mają prawo to oceniać i rozliczać. Tyle razy krzyczałam na Diego, że ma przestać, że było to dla mnie oczywiste. Przepraszam — odparła. Zagryzła lekko wargę. — Możliwe, całe życie wcześniej chciałam czuć się wartościowa w oczach wielu osób. Gdzieś to może się dalej przejawiać. To też idealna pożywka dla demonów, więc nie przestaną zsyłać mi takich koszmarów. Ale to też… żal mam o to, kiedy czuję się w tym zapętlona. Kiedy mówię wiem, a słyszę dalej to samo. Zwłaszcza w chwili, gdy mówię, że nie jestem pewna tego jakiej przyszłości chcę dla samej siebie. Nie chcę myśleć o przyszłości, kiedy muszę nauczyć się samej siebie w teraźniejszości — wytłumaczyła mu. — Ale tutaj też dla jasności. Mam żal, że takie rady się zapętlają. Nie mam żalu, że w ogóle się pojawiają — doprecyzowała jeszcze. Spojrzała poważniej po Ryu. Dotknęła go delikatnie w nos i zaraz zabrała rękę.
— Nie znam Cię w pełni, nie miałam okazji i dość dużo czasu, aby poznać Cię z każdej strony. To różnica — zaznaczyła. Poczekała aż powiedział wszystko co sobie w niej ceni i miała ochotę się zaśmiać. Przetarła oczy.
— Nie uważam, żebym była silna pod tym względem. Czuję się bardzo bezbronna. Lęki dominowały mnie całe życie, a moje łatanie… nigdy nie zrobiłabym tego sama. Gdybym robiła to samo nie istniałabym już. Istniałaby spaczona marionetka. To ludzie, którzy mnie otaczają dają mi tą siłę — odpowiedziała. To było naprawdę miłe, że on uznawał ją za silną, ale ona czuła się bardzo słaba. — I dziękuję — dodała, bo wszystko co powiedział było zwyczajnie piękne. — A Ty, to nie tak, że nie umiem nazwać konkretnej rzeczy. Ciężko mi wybrać jedną. To, że się urodziłeś i jesteś sobą, ja to rozumiem tak, że cenię sobie to w jaki sposób żyjesz. Przeszedłeś tak wiele, a potrafisz ze wszystkiego wyciągnąć jakąś naukę, coś dobrego, dalej się uśmiechasz, jesteś wsparciem dla innych, troszczysz się dalej o tych, którzy Cię skrzywdzili, Twoja odwaga psychiczna i fizyczna, Twoje usposobienie, nie znam nikogo, kto potrafiłby wykrzesać z siebie tyle ciepła mimo zimna i ran, jakie go spotkały. Sam fakt tego jak istniejesz, jaki masz charakter mimo własnych ran sprawia, że bardzo sobie Ciebie cenię, a to rozkłada się na każdą mniejszą rzecz; na Twoją chęć niesienia pomocy, Twoją spontaniczność, Twój zew przygody, Twoje żarty, Twoją troskę, Twoje szczere łzy, Twój uśmiech, który potrafisz wykrzesać, nawet jeśli nie jestem pewna czy uśmiechasz się szczerze, to, że potrafisz wyjść na scenę, mimo, że nie chcesz tam być, to jak śpiewasz, że kiedy wyrażasz coś śpiewem robisz to tak, że nie wiem co powiedzieć, to jak potrafisz w jednej chwili ociekać emocjami. Nie umiem wybrać jednej rzeczy, więc próbuje to opisać jako jedno. Ba, cenię sobie Twoje towarzystwo od naszego pierwszego spotkania i każdą chwilę, miłą, gorszą, śmieszną, zgrzyty. Jest tego naprawdę bardzo dużo. Masz piękne, czułe, silne serce.
UsuńDarcy
An szturchnęła go lekko w ramię.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze nic straconego, każde z nas ma szansę wygrać – rzuciła na pocieszenie, bo rzeczywiście tak było. Widząc jak trafia wszystkie trzy, załamała ręce.
- No tak… jasne, uroki małpich czarów, ostatni wynik został zmałpowany… - prychnęła z zadziornym uśmiechem. Teraz ratowało ją jedynie pełne trafienie, dwa celne rzuty do remisu, szło to ugrać, ale raczej nie widziała już szans za zwycięstwo. Parsknęła jednak śmiechem kiedy Ryu do niej podbiegł i pociągnął w stronę pachołków. Miło było widzieć go w tej radości. Uśmiechnęła się szeroko.
- Prawda? Normalnie zmiotłeś system, ostatni rzut i tak mnie załatwić, cały Ty, zaskakuje w ostatniej możliwej chwili – zaśmiała się i zaraz złapała swoje podkowy by wykonać rzuty.
- To ci dopiero małpie figle… naprawdę poszłam po kolei… i się zapętliłam… - stwierdziła, widząc jak żadna z jej podków nie trafia. Upadła na kolana i podniosła ręce do nieba.
- Dlaczego?! Cóż za sromotna przegrana! – udała szloch i zaraz wstała by utopić smutki w szklance lemoniady, którą wypiła od razu całą. Obejrzała się po tym na Ryu i zaśmiała na tą swoją rozegraną scenkę, a potem go po prostu uściskała.
- Gratulacje, udało Ci się kowboju – odsunęła się od niego i posłała szeroki uśmiech. – Bądź że łaskaw w tych całych usługach – zaśmiała się krótko i pokręciła głową.
Akane
Darcy przez moment patrzyła na niego w milczeniu, zbierając myśli. Kiedy przechwycił jej palec, nie próbowała dokończyć gestu, tylko cofnęła rękę do siebie.
OdpowiedzUsuń— Właśnie dlatego nie rozumiem jednej rzeczy. Sam mówisz, że tamtego wyznania po alkoholu nie uznajesz za jasne. I masz rację, nie było. Powinnam była później powiedzieć Ci wprost, na trzeźwo. Nie zrobiłam tego, bo uniosłam się dumą i bałam się tego, co usłyszę. Poza tym, nie widziałam sensu, kiedy byłam pewna, że będziesz z Klarą. Wtedy tylko odebrałabym sobie możliwość normalnego budowania przyjaźni. To była moja decyzja i mój błąd — przyznała spokojnie. Co prawda nie była do końca przekonana, aby był to błąd. Widziała już jak rozwijała się jedna nierówna, świadoma relacja i nie miała zamiaru przechodzić przez to samo. Zwłaszcza, że nie miała problemu, aby widzieć Ryu tylko jako przyjaciela. — Tylko skoro dla Ciebie też tamto nie było jednoznacznym wyznaniem, to nie rozumiem, w którym momencie byłeś już tak pewny, że wiesz dokładnie co czuję. Nie próbuję Cię złapać za słówka. Po prostu naprawdę chciałabym to zrozumieć --- dodała jeszcze, bo to też jej się troszkę gryzło. Poprawiła się nieco i wypuściła powietrze.
— Ale nie oczekuję przeprosin za samo wyjście. Naprawdę. Mówiłam Ci, że rozumiem, dlaczego chciałeś wyjść. Zabolał mnie sposób, w JAKI to zrobiłeś. Po wszystkim usłyszałam właściwie „dziękuję” i zobaczyłam, że się zbierasz. W tamtej chwili poczułam się… bardzo źle ze sobą. To wszystko. Możesz nadal uważać, że odejście było najlepszą decyzją, nie bronię Ci tego. Mój żal dotyczy sposobu, a nie samej czynności — zaznaczyła po raz kolejny. Naprawdę nie oczekiwała, że zostanie z nią na noc. Byłoby to oczywiście o wiele przyjemniejsze, ale wyjście samo w sobie nie było złe. Dopóki nie zrobił tego tak, że poczuła się jak najgorszy sort. Naprawdę, ile razy jeszcze miała to tłumaczyć? Na pytanie o demony skrzywiła lekko usta.
— One żerują na takich rzeczach. Wstydzie, strachu, poczuciu winy, myślach, że coś ze mną jest nie tak. Biorą coś, czego sama się boję, i rozdmuchują do takich rozmiarów, że później ciężko mi odróżnić, co naprawdę myślę, a co zostało podkręcone przez nie. Dlatego próbuję najpierw sama się w tym wszystkim połapać, odróżnić pułąpkę od tego co realne. I mam na myśli dosłownie. Są demony, które chcą mnie i mojego rodzeństwa dla siebie, odebrać wolę i wykorzystać, bo mamy moce, geny, których nie mogą skopiować — wyjaśniła mu po krótce. Uśmiechnęła się słabo, kiedy ponownie nazwał ją silną.
— Możesz uważać, że jestem silna. Miło mi, że tak mnie widzisz. Ja teraz po prostu tak się nie czuję. I chyba możemy zostawić obie te rzeczy prawdziwe jednocześnie — mruknęła ciszej. Dopiero na końcu pokręciła lekko głową. Strasznie kręcił nosem na jej wyjaśnienia. Zabrała rękę i wypuściła powietrze nosem.
— Co? Nie mówię, że Cię doskonale znam. Nie znam. Chciałabym znać Cię lepiej. Ale rzeczy, o których mówiłam, nie wzięły się z czapy. To były nasze rozmowy, listy, chwile, w których sama Cię widziałam. Jeśli coś źle zrozumiałam, to mi powiedz. Wolę dowiedzieć się, że w czymś się myliłam, niż uznać, że wszystko, co przez ten czas widziałam, było tylko moim wymysłem. Ale weź pod uwagę, że każda opinia to subiektywne wymysły — wyjaśniła. W końcu sam nazywał ją silną gdzie była słaba po prostu. — To Twoje uśmiechanie to dla mnie właśnie przejaw Twojej siły. Działasz, nawet jak boli, to coś robisz, nawet jak płaczesz to za chwilę się uśmiechasz. I wybacz, ale widziałam Twoje szczere łzy, więc nie wyprzesz się ich — odparła. Zaśmiała się lekko w kwestii sceny.
— Szkoda. Potrafisz ukraść to show lepiej niż sceniczna banda czasami, ale Twoja decyzja. Zadowolę się wspomnieniami — odpowiedziała już w bardziej żartobliwym tonie. Później spojrzała na kolejny punkt z listy. Nie. Zdecydowanie nie. Wstala na równe nogi, uniosła rękę i zaczęła liczyć ile ten łańcuch ma i czy może iść prywatnie do łazienki, żeby przeczekać to durne zadanie.
Darcy
Rzuciła mu wymowne, acz nieco rozbawione spojrzenie na to całee mierzwienie włosów. Poprawiła zaraz grzywkę i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- No słucham, coż mnie czeka? - zapytała z udawaną pokorą na twarzy. Na zadanie przewróciła oczyma, no nieźle, chyba przyszła do niej karma za Ashana, chociaż naprawdę solidna, bo tam wierszowanie miało trwać pięć minut, nie godzinę.
- Godzinę mości Panie?! Miej, że zlitowanie! Wymęczy mnie strasznie to Twoje żądanie... - załamała teatralnie ręce i usiadła na przeciwko, po czym dramatycznie "upadła" na stół. Podniosła się po chwili i spojrzała po Ryu.
- Śmiechów się zachciało, jakby mu jeszcze było za mało - złapała się pod boki i spojrzała po nim z pretensją w oczach. - Bawię Cię już od rozgrywki, małpie czary, miny, zgrywki. Nie rób mi tu za potwora, bo na wieczór będę chora! - złożyła ręce jak do modlitwy i teatralnie udała minę, błagającej o litość.
Akane
Nawet nie miała pojęcia co chciała mu teraz powiedzieć co zrobić. Zaczął zwracać uwagę i wiedział. Zabawne. Cholernie zabawne. Odwróciła się na chwilę wzrokiem. Łatwo było lubić jej czułość, kiedy niczego od niego nie wymagała, co? Łatwo było pozwalać jej flirtować, całować się z nią i korzystać z tego, że przy nim miękła. Dopiero kiedy konsekwencje przestały być przyjemne, jej uczucia nagle zrobiły się czymś, przed czym należało ją chronić. Tak to właśnie dla niej wyglądało. Wykorzystał ją seksem. Dobre sobie. Wróciła do niego spojrzeniem z krzywym uśmiechem na ustach.
OdpowiedzUsuń— Wiesz co? Skoro wiedziałeś, to po co ze mną flirtowałeś? Po co mnie całowałeś? — zapytała go, żeby zaraz znowu odwrócić wzrok — Nie mam do Ciebie pretensji, że mnie nie kochasz, żeby nie było. Nigdy nie miałam. Nie da się nikogo do tego zmusić. Tylko dlaczego moje uczucia były dla Ciebie wystarczająco oczywiste, żeby po seksie nagle stały się problemem, ale wcześniej jakoś nie przeszkadzały Ci w korzystaniu z całej tej mojej czułości? — dokończyła wiązankę pytań, łapiąc się na nadgarstek, na którym był łańcuch. Może jak będzie wystarczająco długo próbować to jednak zejdzie? Pewnie nie, ale co szkodzi spróbować. Kiedy znowu wrócili do tego pierdolonego wyjścia, wzruszyła ramionami. Przymknęła oczy, dalej szarpiąc się z kajdankami.
— Nie wiem? Pytanie brzmiało “o co masz żal”. Mam żal o to, że przez to w JAKI sposób wyszedłeś poczułam się jak pierwsza, lepsza, tania szmata. Nie wiem jak miałbyś inaczej wyjść. Nie mogę mieć żalu o cały wieczór, po prostu nie mogę — zacisnęła wargi w wąską kreskę. Nie mogła, bo nie chciała wrzucić w tą samą kategorię córek. Nie zasługiwały na to, a jeśli tego nie oddzieli? Nie ufała sobie na tą chwilę. — Może kiedyś mi się odwidzi — szepnęła. Teraz tak było najłatwiej. Rozśmieszył ją trochę radami odnośnie demonów. Zaśmiała się cicho i przetarła oczy ramieniem.
— To nie jest takie proste. I to nie jest problem od niedawna. Całe życie są i nie odejdą tak po prostu, bo nagle zaczniesz grać w grę, bo to nawet nie jest gra. To wojna. Odpuszczą, kiedy ja odpuszczę i dam się przejąć. Absolutny spokój i brak lęków, albo będą podkręcać wszystko do końca życia. Nie ma czego oszukiwać, bo chcą podpisu krwią na cyrografie, a tego nie podrobisz — wyjaśniła mu, krzywo się przy tym uśmiechając. Nie przypominał sobie, że przy niej płakał? Cóż, to ją zabolało. Dla niej to był ważny moment, otworzył się przy niej bardzo.
— Łzy nie są upokarzające. Przynajmniej nie dla mnie — powiedziała spokojnie, bo po prostu nie mogła się ugryźć w język. — W pewnym sensie są nawet oznaką siły. Bo wtedy nie uciekasz już od tego, co boli. Mierzysz się ze strachem, żalem, bezsilnością… z czymkolwiek, co tak długo próbowałeś trzymać pod kontrolą .Łatwiej jest czasem zacisnąć zęby i udawać, że niczego nie czujesz, niż pozwolić sobie naprawdę to przeżyć — uśmiechnęła się słabo, bo sama była w tym zwyczajnie ekspertką. Mogłaby mu jeszcze powiedzieć, że dla niej to był właśnie jeden z pierwszych realnych dowodów jego siły, albo że czuła się zaszczycona, że zaufał jej na tyle, żeby przy niej się tak otworzyć, ale skoro nie chciał tego pamiętać to nie będzie się produkować. Wróciła wzrokiem do kajdanek. Wyrodne badziewie nie chciało zejść.
Darcy
Prychnęła pod nosem i oburzona wydęła usta, zarzucając włosami to na prawo, to na lewo.
OdpowiedzUsuń- Mości Pani mi powie, a decydować chce nawet o tym, na którym pośladku się usadowie! - rzuciła w eter, ostentacyjnie odwracając głowę w przeciwną do Ryu stronę. Zerknęła zaraz na niego przez ramię.
- Postarać mi się karze, już ja mu zaraz soczysty fak pokażę! - rzuciła i "zaatakowała" Ryu swoim środkowym palcem. Nie dotykała go jednak w tym ataku, a zaczęła wyrzucać dłonie w jego stronę, z wystawionymi środkowymi palcami, wydając przy tym dźwięk, jakby strzelała z blasterów. Zbliżyła po chwili te środkowe palce do swoich ust i dmuchnęła niczym w lufę. Zarzuciła włosami, jakby właśnie wygrała walkę z prawdziwym wrogiem.
- I co powiesz Mości Panie?! Dalej niezmienne jest Twoje żądanie? - zapytała, poruszając zabawnie brwiami.
Akane
Najwidoczniej nie wiedział, za jak krystalicznie czystego go uważała. Westchnęła.
OdpowiedzUsuń— Gdybyś nie był jednocześnie wredny, bezczelny, łotrowski i niegrzeczny, pewnie nigdy bym się w Tobie nie zadurzyła. Poza tym, wybacz, ale Twój flirt zdecydowanie nie jest niewinny. Odbiera rozum, czego oczekiwałeś? „Proszę… więcej… mhm…” — zaczęła, po czym zrobiła wymowną pauzę i parsknęła śmiechem. — „A tak w ogóle to chyba się w Tobie zadurzyłam, błagam, nie zabieraj tej ręki, całujmy się dalej”? — pokręciła głową, zerkając na moment w sufit. Jej logiczne, a tym bardziej romantyczne myślenie, poszło w pizdu, kiedy tylko zaczął całować ją mocniej. — Nie dam Ci w pysk. Mam wrażenie, że trochę właśnie tego chcesz — odpowiedziała mu. Nie była pewna, czy miała rację, ale tym bardziej nie zamierzała mu tego ułatwiać. Z namacalnymi ranami poradziłby sobie zdecydowanie zbyt szybko.
Rodzice pomagali jej z kwestią koszmarów, ale nie byli wszechmocni. Można było je ograniczać, można było próbować się chronić przed tą obecnością, ale ostatecznie nie dało się tego w całości pozbyć. Rodziców wiązał cyrograf, była klątwa Ashana… nie mogli ich tak po prostu wybić, a to chyba było jedyne rozwiązanie. I albo kiedyś Darcy się to uda, albo znajdzie inny sposób.
Nie komentowała kolejnych słów, ale bardzo ją korciło. Potrafił, potrafił kiedy chciał i umiał się po tym pozbierać i uśmiechnąć. Wystarczyło tylko trochę odpuścić.
— Czemu nie? — zapytała. Pokręciła głową i pociągnęła nadgarstkiem, żeby się wyswobodzić. — Nie. Zostaw. Pójdzie, zejdą — odpowiedziała ostrzejszym tonem.
Darcy
Uniosła lekko brew na ten pośladek. Zemsta będzie słodka, pomyślała i rzeczywiście usiadła na swojej ławce tak, by tylko lewy pośladek był na siedzisku. Trochę się przy tym chwiała, ale dawała radę. Rozłożyła bezradnie ręce na jego komentarz.
OdpowiedzUsuń- Nie moja to wina, że humoru masz tyle co kubrak z pingwina - odparła z nutką pretensji w głosie, oczywiście dalej w ten swój teatralny sposób. Słysząc o masażu uśmiechnęła się nikle i wstała energicznie, po czym pewnym krokiem udała się by stanąć za nim. Mocno oparła się o jego barki.
- O masaż Pan prosi? Ou, krzepy w tych dłoniach i knur nie wyprosi! - w pierwszym ruchu była mało delikatna. - Masaż dam taki jakbym z impetem dusiła buraki! - zapewniła przy kolejnym ruchu, zaraz jednak nieco jej ruchy zelżały i pochyliła się nad uchem Ryu.
- Pan uważaj o co prosi, bo na wpierdol się zanosi - szepnęła konspiracyjnie i zaśmiała się krótko, masując go już normalniej, bez nadmiernej siły.
Akane
— To wybrałeś sobie słaby sposób na oczekiwanie, przeliczyłeś się z moimi możliwościami — odpowiedział mu po prostu. Nie miała zamiaru się nad tym za bardzo rozwodzić. Nie umiała mu łatwo tego powiedzieć, jak zazwyczaj nie czuła problemów z opisywaniem swoich emocji, tłumaczenia ich, tak tutaj po prostu jej się to nie udało. Odwzajemniła na chwilę jego spojrzenie. Po prostu mu współczuła w tej kwestii. Otworzyła nawet usta na chwilę, ale zrezygnowała. Nie sądziła, aby mogła powiedzieć mu cokolwiek, co by zmieniło jego zdanie. A wiedziała, że potrafił to robić, bo była tego świadkiem. Po prostu nie naciskała. Uśmiechnęła się na krótką chwilę. Przestała, kiedy znowu jej dotknął. Spojrzała po nim poważniej, marszcząc brwi. Matko, ale on momentami był głupi.
OdpowiedzUsuń— Problemem nie jest to, że nie chcę — westchnęła cicho, zaciskając mocniej dłoń na nadgarstku i pociągnęła go z całej siły, żeby spróbować wybić sobie staw. No pewnie, wytrzymałość akurat jej została mimo blokowania mocy. Syknęła, bardziej z frustracji niż z bólu. — Wiem, że jestem bezpieczna — przytaknęła mu. Nie zmieniało to faktu, że nigdy więcej nie chciała tkwić w żadnych kajdanach. Było jej zimno na rękach. Czuła chłód tych lochów, miała wrażenie, że czuje też dotyk na ramieniu, a w głowie zaczęło jej szumieć. Szarpnęła jeszcze mocniej. — Zerwę je, a potem uduszę ich nimi… — naprawdę to zrobi do cholery. Jeśli zacznie znowu słyszeć głosy na jawie to ich po prostu ubije. Nie chciała znowu przechodzić przez to samo bagno miesiącami. Nie przestawała się szarpać. Miała wrażenie, że jeśli przestanie to zaraz usłyszy ten cholerny głos, że jej przemiana się cofnie, że straci kontrolę… nie mogli ich związać sznurkiem odporonym na ogień? Mieli takie w Phyonix. Wystarczyło zapytać! I jak mogła dać się zakuć w trakcie snu. Żałosne, po prostu żałosne. Wzięła wdech i wydech.
Darcy
Ponownie zarzuciła włosami.
OdpowiedzUsuń- Oszczędzam siły na zmagania, godzinę mam przeto do wytrwania - popukała się po nosie i poruszyła wymownie brwiami, a kiedy rzucił swoją groźbę, prychnęła.
- Ha! Twoje niedoczekanie! Po godzinie mija mych usług działanie! - przypomniała mu, że tylko przez godzinę ma nad nią "kontrolę". Wyszczerzyła się przy tym niewinnie i skupiła na masowaniu. Westchnęła ciężko na zapowiedź kolejnego dekretu.
- Doczekać się nie mogę, me ręce opadły już na podłogę - udała potworne zmęczenie i starła pot z czoła, ale kiedy usłyszała o swojej "nagrodzie", zatarła zadowolona ręce, zaraz jednak skrzywiła się nieco.
- Balladę? - parsknęła śmiechem. O losie... To sobie teraz wymyślił. Zaśmiała się i pokręciła głową, ale ruszyła na te poduszki. Zaczęła nawet udawać, że nastrają swoją lutnie.
- A więc zbierzcie się wolne dziewki, czas posłuchać mej przyśpiewki... - zaczęła i lekko się zaśmiała, patrząc po udawanym tłumie wolnych panien. - Pan zacny i młody... (https://suno.com/s/LLbEJRXh5dzwJ1xf ) - zaczęła śpiewać, dalej udając, że gra na lutni.
Akane
Domyślała się, że pewne słowa mogły go jakoś bardziej dotknąć, nie mniej ballady kojarzyły jej się z tematyką romantyczną, więc poszła w tę stronę z wymyślaniem. Ukłoniła się na jego oklaski, mimo wszystko zadowolona, że pierogi go rozśmieszyły. Skrzyżowała z nim wzrok i uśmiechnęła się pod nosem na ostatni dekret. Słysząc o tyrolce, przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- A tak, to też miałam w planie odwiedzić na dniach - przyznała i zaraz spojrzała po nim pytająco. - Czy ja dalej mam rymować? - zapytała, bo tego nie była aktualnie pewna. Zaśmiała się krótko.
- Wszystkie atrakcje mi pozaliczasz w jeden dzień, no wiesz Ty co... - rozbawiona pokręciła głową. Planowała sobie to wszystko nieco bardziej rozłożyć, no ale mus, to mus. Wstała ze swojego miejsca, a słysząc w jaki sposób ma iść spojrzała po Ryu wymownie.
- Oj, obiecuję Ci, że tych pisków to pożałujesz - uśmiechnęła sie zaczepnie i kiedy ruszyli, zaczęła iść tanecznym krokiem, to jej akurat nie przeszkadzało, podobnie jak obroty, w ten sposób to nawet sama z siebie czasami spacerowała. Pisnęła zaraz z radości, będąc jak najbliżej Ryu.
- Iiiiii! Tyrolololololka, iiiiiii! - zawirowała z prawego boku do lewego boku człopaka i ponownie zapiszczała, niczym mała dziewczynka.
Akane
Po prawdzie oboje zdawali się mieć rację. Nie chciała mu jednak tłumaczyć dosadniej dlaczego zabrakło jej odwagi. To było zwyczajnie upokarzające. Była samolubnym tchórzem, a przy okazji idiotką. Nie wierzyła nigdy, aby Ryu mógł zainteresować się nią na poważnie, więc po prostu chciała zachować przyjaźń, a potem nie mogła się zatrzymać, bo ją pocałował. Wcześniejsze kłótnie z Diego każdego dnia nie pomagały. Chciała się chronić.
OdpowiedzUsuńSpróbowała mu się wyrwać i szarpnęła mocniej do siebie, żeby ją puścił. Zamknęła na chwilę oczy, ale zaraz je otworzyła, bo mrok zaczynał mieć kształty zamkniętej, zimnej przestrzeni, a jego ręce zmieniały się w martwe dłonie zombie, który pobierał od niej próbki. Zachłysnęła się powietrzem.
— Puść… — poprosiła cicho. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Miał rację. Nie skrzywdzi ich. Zależało jej na tej pokręconej dwójce. Mimo, że zafundowali jej to wszystko. — Jestem we własnym domu, otoczona strażą, a wynieśli mnie z pokoju i zakuli w kajdany — poprawiła Ryu, ponownie próbując się odsunąć na bezpieczny dystans. Gdyby ktoś z opozycji chciał ją zamordować nie miałby z tym większego problemu. Pokręciła głową. Próbowała na niego patrzeć i oddychać tak jak jej kazał, ale nie wychodziło jej to najlepiej. Była zbyt przerażona i wściekła.
Darcy
Wpatrywały się w niego dziesiątki dusz — starych i młodych — śledząc szeroko otwartymi oczami każdy ruch mężczyzny. Strach wyraźnie malował się na ich twarzach.
OdpowiedzUsuńAtmosfera na klifach należała do tych najcięższych. Była przesiąknięta chłodem, który wciskał się aż do kości i zmuszał, by co chwilę oglądać się przez ramię.
Westchnął ciężko i raz jeszcze omiótł wzrokiem wszystkie dusze. W końcu wyciągnął z kieszeni trzy zdjęcia — matki, ojca i Chrisa — unosząc je tak, by każdy mógł je zobaczyć.
— Uwierzcie mi, jeśli nie znajdziecie ani jednego, kurwa, śladu, możecie pożegnać się z jakąkolwiek płaszczyzną. Czy to jasne? Po prostu was, kurwa, zajebię. Drugi raz. A teraz jazda, zanim stracę resztki dobrej woli.
W ciszy oglądał jak dusze znikają, powoli rozchodząc się każda w swoją stronę, wydychając coraz większe kłęby dymu z ust. Nie lubił zachowywać się wobec nieumarłych w ten sposób, lecz sytuacja wydała mu się na tyle podbramkowa, że wolał dmuchać na zimne i okazać się skurwielem, niż sierotą. Po raz drugi.
Yumi
Najpierw Darcy ogarnęło jeszcze silniejsze przerażenie, bo gdy Ryu objął ją od tyłu, ciepło jego ramion zlało się w jej pamięci z martwym dotykiem oprawcy. Przez moment nie potrafiła uwierzyć jego zapewnieniom, ponieważ kajdany na nadgarstkach były dla jej ciała bardziej przekonujące niż jakiekolwiek o bezpieczeństwie. Była tak cholernie bezbronna. Zacisnęła wargi, zdenerwowana, że nie chce uparcie pozwolić jej zdjąć tych kajdanek. Najbardziej jednak bolało poczucie upokorzenia. Nie lubiła komukolwiek pokazywać jak traci kontrolę, a teraz w towarzystwie Ryu po wszystkim to bolało jeszcze bardziej. Poczuła łzy w kącikach oczu. W pierwszej chwili dalej próbowała się wyszarpać, uciec, zrobić cokolwiek, byleby znaleźć się sama. Kiedy zaczął śpiewać, poczuła najpierw oszołomienie, bo łamał przy niej własne postanowienie. Ależ on jej mieszał w głowie non stop, kiedy znajdował się obok. Pokręciła głową, uśmiechając się smutno przez łzy. Znajomy głos stopniowo oddzielał go od obrazów nieumarłych i Bellhardów, a wyczuwane za plecami ciepło i rytm oddechu zaczęły przywracać jej poczucie teraźniejszości. Nie rozumiała wszystkiego, kiedy śpiewał. Ciężej było wyłapać wtedy słowa, ale większość zrozumiała. Odchyliła się delikatnie do tyłu, zamykając oczy. Znaczenie słów dotknęło dokładnie jej wstydu, strachu i poczucia porażki, przez co ulga stała się niemal bolesna, a wzruszenie trudne do zniesienia. Nie bała się już, atak paniki powoli mijał. Miala jednak pretensję do siebie. Nie była pewna co ma myśleć. Musiał zawsze przebijać się przez wszystko, jakby wchodził do siebie. Czemu była przy nim taka durna i łatwa? Dołączyła się cicho do jego refrenu łamanym głosem, żeby skupić myśli na czymkolwiek co nie dotyczyło lęków albo tego co właśnie zrobił. Nie była to najlepsza metoda, ale innej za bardzo nie miała, bo uciec nie mogła.
OdpowiedzUsuńDarcy
Już mu chciała podziękować, ale wtedy walnął o tych przecinkach i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Nie ładnie, tak dręczyć przyjaciółkę - zacmokała i pokręciła głową. Narechocze się dziś za dwa światy.
- No, re-re-kum-kum, wiem, re-re-kum-kum - uśmiechnęła się do niego pod nosem. - Jednak, re-re-kum-kum po re-re-kum-kum tej re-re-kum-kum godzinie re-re-kum-kum to re-re-kum-kum ja re-re-kum-kum szybko re-re-kum-kum za re-re-kum-kum Tobą re-re-kum-kum nie re-re-kum-kum zatęsknię re-re-kum-kum - przyznała i musiała nabrać oddechu, bo aż się zmęczyła tym zdaniem. Stwierdziła, że przy takim zadaniu to postara się raczej być bardziej milcząca. Akurat temat płacenia dla niej nie był problemem, Ryu został tu ściągnięty z jej powodu, trochę przez to czuła się zobowiązana do zapewnienia mu pewnego rodzaju atrakcji. Zmarszczyła nos, gdy czochrał jej włosy i aż dreszcz ją przeszył na rejestry Gavinowe. Odpłaciła się jednak równie wysokimi tonami i tak wirowała sobie z prawej strony na lewą, piszcząc z zachwytu nad tyrolką.
Akane
Patrzyła po nim z wymownym uśmiechem, kiedy sikał ze śmiechu. Nie miała nic przeciwko temu rozbawieniu, zdecydowanie dziś mu się przyda. Pokręciła głową rozbawiona, gdy zaczął zagadywać. Uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Ambitne re-re-kum-kum - odpowiedziała i poruszyła zabawnie brwiami. Przytaknęła mu nawet głową. - Rzeczywiście re-re-kum-kum jest re-re-kum-kum ich re-re-kum-kum całkiem re-re-kum-kum sporo re-re-kum-kum - odpowiedziała, trzepocząc teatralnie rzęsami i wracając do swoich wesołych pisków oraz tanecznych obrotów.
Akane
Trudno było trzymać negatywne emocje w tej chwili. Nie powinna czuć się tak bezpiecznie w tej chwili. A jednak oddychała coraz spokojniej. Była mu wdzięczna za to jaki był, ale jednocześnie czuła się bardzo bezbronna przy nim. To jak idealnie działał na nią przy każdej emocji było wręcz przerażające. Kiedy ją puścił mimowolnie przesunęła się kawałek do przodu żeby zwiększyć dystans, ale jedną dłoń zostawiła w miejscu. W zasadzie nie wiedziała po co.
OdpowiedzUsuń— Wybacz... że to widziałeś — szepnęła cicho. — I przepraszam, że złamałeś postanowienie, ale też dziękuję — dodała. Na propozycje przytaknęła bezgłośnie, ale nie ruszyła się z miejsca. Przełknęła ślinę.
Darcy
Darcy spojrzała na dłoń Ryu, a potem przesunęła wzrok po pomieszczeniu, żeby wrócić do niego od twarzy z powrotem na dłoń. Wyciągnęła do niego rękę i wstała. Zaraz jednak zabrała swoją dłoń. Nie chciał jej dotykać, a ona nie chciała bardziej naruszać jego zasad. Zrobiła to już zbyt wiele razy. Zaczęła iść w stronę łóżka, a potem usiadła na nim i przesunęła się pod ścianę. Nie miała pojęcia co powiedzieć i czy w ogóle coś powiedzieć. Najbardziej miała ochotę na jakiś durny żart i udawać, że nie zachowywała się właśnie jak słaba idiotka. Jak ona nie lubiła tej swojej cholernej słabości.
OdpowiedzUsuńDarcy
Zaśmiała się na te jego wytyczne. Zamierzała mówić naprawdę płynnie, co by miał problem liczyć te wszystkie słowa. Uśmiechnęła się pod nosem, no ciekawe ilu się doliczy.
OdpowiedzUsuń- Moje re-re-kum-kum córki re-re-kum-kum są re-re-kum-kum aż re-re-kum-kum nadto re-re-kum-kum inteligentne re-re-kum-kum i re-re-kum-kum zadziorne re-re-kum-kum oczywiście re-re-kum-kum wszystko re-re-kum-kum co re-re-kum-kum najlepsze re-re-kum-kum mają re-re-kum-kum po re-re-kum-kum mamusi re-re-kum-kum a re-re-kum-kum tatuś re-re-kum-kum to re-re-kum-kum im re-re-kum-kum po re-re-kum-kum prostu re-re-kum-kum dał re-re-kum-kum piękne re-re-kum-kum oczy. A re-re-kum-kum tak re-re-kum-kum serio re-re-kum-kum to re-re-kum-kum zgarnęły re-re-kum-kum po re-re-kum-kum cześci re-re-kum-kum od re-re-kum-kum jednego re-re-kum-kum a re-re-kum-kum po re-re-kum-kum części re-re-kum-kum od re-re-kum-kum drugiego re-re-kum-kum rodzica. Oczywiście re-re-kum-kum w re-re-kum-kum temacie re-re-kum-kum upartości re-re-kum-kum to re-re-kum-kum chyba re-re-kum-kum im re-re-kum-kum się re-re-kum-kum wszystko re-re-kum-kum skumulowało. Najbardziej re-re-kum-kum to re-re-kum-kum lubią re-re-kum-kum robić re-re-kum-kum na re-re-kum-kum przekór re-re-kum-kum rodzicom re-re-kum-kum a re-re-kum-kum poza re-re-kum-kum tym re-re-kum-kum to re-re-kum-kum uwielbiają re-re-kum-kum szukać re-re-kum-kum przygód re-re-kum-kum na re-re-kum-kum każdym re-re-kum-kum kroku. Kochają re-re-kum-kum zabawy re-re-kum-kum z re-re-kum-kum Groszkiem re-re-kum-kum i Kevą re-re-kum-kum a re-re-kum-kum kreatywności re-re-kum-kum im re-re-kum-kum nie re-re-kum-kum brakuje. Ja re-re-kum-kum jako re-re-kum-kum matka re-re-kum-kum lubię re-re-kum-kum spędzac re-re-kum-kum z re-re-kum-kum nimi re-re-kum-kum czas re-re-kum-kum tam re-re-kum-kum po re-re-kum-kum prostu re-re-kum-kum właściwie re-re-kum-kum to re-re-kum-kum nie re-re-kum-kum ma re-re-kum-kum znaczenia re-re-kum-kum co re-re-kum-kum robimy re-re-kum-kum bo re-re-kum-kum małe re-re-kum-kum są re-re-kum-kum jak re-re-kum-kum promienie re-re-kum-kum słońca re-re-kum-kum i re-re-kum-kum samą re-re-kum-kum swoją re-re-kum-kum obecnością re-re-kum-kum sprawiają re-re-kum-kum że re-re-kum-kum chce re-re-kum-kum się re-re-kum-kum człowiekowi re-re-kum-kum żyć re-re-kum-kum i re-re-kum-kum uśmiechać. Jedyne re-re-kum-kum czego re-re-kum-kum nie re-re-kum-kum lubię re-re-kum-kum to re-re-kum-kum gdy re-re-kum-kum dane re-re-kum-kum mi re-re-kum-kum jest re-re-kum-kum z re-re-kum-kum nimi re-re-kum-kum się re-re-kum-kum sprzeczać re-re-kum-kum czy re-re-kum-kum wojować re-re-kum-kum wtedy re-re-kum-kum czasami re-re-kum-kum serce re-re-kum-kum mi re-re-kum-kum się re-re-kum-kum kraja re-re-kum-kum ale re-re-kum-kum wiem re-re-kum-kum że re-re-kum-kum nie re-re-kum-kum mogę re-re-kum-kum być re-re-kum-kum nadto re-re-kum-kum pobłażliwa re-re-kum-kum gdy re-re-kum-kum już re-re-kum-kum naprawdę re-re-kum-kum nabroją re-re-kum-kum - skończyła i odetchnęła ciężko. Trochę ją gadanie w ten sposób męczyło i nie było już tak zabawne.
Akane
Otworzyła usta na chwilę, ale nic nie powiedziała. Zamknęła je i obserwowała przez chwilę Ryu bez żadnego słowa. Faktycznie siedział niczym słup soli. Uśmiechnęła się mimowolnie i zaśmiała lekko. Rozbrajał ją w ten sposób. To było piękne, a także przykre jednocześnie. Przełknęła ślinę.
OdpowiedzUsuń— Od którego momentu wbijania mam zacząć? — zapytała, poprawiając się na łóżku. Sama wysunęła nogi do przodu, żeby było jej wygodniej, ale upewniła się, że nie dotyka Ryu. Miała trochę we łbie, fajnie byłoby to wszystko powiedzieć, nazwać i ułożyć, ale słuchacz ją stresował. Najłatwiej byłoby to wytańczyć, ale znowu… nie powinna tańczyć przy Ryu.
Darcy
An sięgneła nawet sobie do bukłaka przy pasku i musiała upić wody, bo od tego kumkania to jej w ustach zaschło. Uśmiechnęła się lekko na słowa Ryu.
OdpowiedzUsuń- Tak, jest, szczególnie gdy czujesz te nieogarnięte w ich serduchach emocje. Wiesz, zaraz w moim sercu rośnie obawa, że przez moje geny wpadną w... no że i one będą miały problem z odróżnieniem kiedy to ich złośc, a kiedy już cudza. Dlatego staram się w takich sytuacjach być nad wyraz spokojna - przyznała. Kiwnęła mu wdzięcznie głową.
- Dzięki - odparła na te kciuki, a kiedy oznajmił jej o nagrodzie, zaśmiała się krótko. Na chwilę zapomniała, że to kumkanie dalej obowiązuje, ale miała cichą nadzieję, że tym razem chłopak jej nieco odpuści. Złożyła ręce ze sobą i pokiwała nimi w stronę Ryu.
- Dzięki Ci o dobry człowieku - zaśmiała się i raz jeszcze kiwnęła głową.
- To będzie najbardziej wyzwalający zjazd w moim życiu, jakkolwiek to brzmi, jebać, właśnie taki będzie - ponownie się zaśmiała.
Akane
Spojrzała po nim, gdy rzucił swoja sugestię i na chwilę zerknęła w stronę nieba. Zaraz jednak uśmiechnęła się delikatnie, słuchając wyjaśnień. Przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Staram się, ale... wyważenie tego bywa ciężkie - wróciła do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się krótko. - Jest w tym temacie coraz lepiej, ale czasami mam problem z wyznaczeniem wyraźnej granicy. Tego kiedy to jest ten mój naturalny spokój, a kiedy w grę zaczynają wchodzić talenty. Granica bywa tu bardzo cienka - przyznała.
- Ale dzięki, to, że nie masz dzieci nie znaczy, że rada nie jest trafna. Po prostu w tym układzie mamuśka też ma jeszcze kilka tematów do dopracowania - puściła mu oko. Parsknęła śmiechem na tą naburmuszoną minę.
- Tragiczne nie, ale pogadamy jak to ja będę przez godzinę wyznaczać Ci zadania, wtedy zobaczysz jaka przyjemna może być myśl na samą wizję zbliżającego się końca wyznaczonej godziny - zaśmiała się i szturchnęła go łokciem w bok.
Akane
Oglądała ten słup soli w nadzei, że jednak sam coś powie i postawi jakąś granicę. Szturchnęła nawet lekko jego nogę swoją własną, oczekując, że coś powie. Dalej jednak uparcie milczał. No nie mogła. Znowu się zaśmiała. Był niereformowalny. Wzięła głębszy wdech.
OdpowiedzUsuń— Dobrze, to w takim razie poczekaj, aż powiem koniec i nie załam się proszę — powiedziała, a potem przez chwilę milczała, próbując zdecydować, od której katastrofy powinna zacząć. Ostatecznie uznała, że wróci do cholernego początku.
— To tak, nie powiedziałam Ci, że mi się podobasz, bo nie sądziłam, że mogę podobać się Tobie. Nie tak naprawdę. Wydawało mi się, że najwyżej ze mną flirtujesz, bo taki jesteś, a jeśli coś powiem, zrobi się niezręcznie i stracę przyjaciela. Poza tym, jest różnica między tym jak patrzysz na Akane, jak Ci zależało na Klarze. Byłam o to bardzo zazdrosna. Bogowie, ale to upokarzające. Byłam naprawdę zazdrosna i zła. W zasadzie nadal jestem. Na siebie też. Bardzo. Od tego dnia jak się upiłeś u mnie i powiedziałeś o tym jak Cię wrzuciłam do tego friendzone’a, to pluję sobie w brodę. Nawet nie wiedziałam kiedy to zrobiłam. Dawałam Ci zdejmować każdą granicę szybciej niż komukolwiek innemu, a kiedy zrozumiałam dlaczego to się okazało, że się kurde wymieniliśmy w tej przestrzeni miejscami. Nie chciałam robić Ci pod górkę z Klarą. To, że Cię nie wybrała… no dobrze, Nylian może i ma swój urok, ale serio? Wybrać kogokolwiek zamiast Ciebie? Przy tym ile zwykłymi zaczepkami budzisz emocji? Uwielbiam ile na raz rzeczy czuję przez Ciebie. Która by nie chciała mieć tego jeszcze więcej? Która by nie chciała, żebyś patrzył na nią, jak na swoją? Będę wredna, bo no idiotka. I tak, serce nie wybiera, ale cholera… No spójrz na siebie i posłuchaj siebie czasami. Jak tu nie przepaść? — jęknęła zrezygnowana. Dobrze, że dalej milczał, bo czuła się jak największa debilka. — Potem naprawdę postanowiłam, że Ci powiem. Chociażby dlatego, żebyś usłyszał, że nie jesteś ani za nudny ani za egzotyczny, bo jesteś idealny. Bezpieczny i niebezpieczny w jednym, bo nieważne ile czasu się z Tobą spędzi, dalej zaskakujesz, dalej czujesz się jak… bohaterka powieści. Chciałam, żebyś wiedział, że potrafisz zdobyć serce i zasługujesz na miłość kogoś kogo sam pokochasz i kto będzie widział przede wszystkim Ciebie i że… chciałabym spróbować być tą osobą, gdybyś Ty chciał spróbować pójść ze mną na randkę i się przekonać. Nawet jeśli nie wierzyłam, że kiedykolwiek spojrzysz na mnie jak na potencjalną kandydatkę. Tylko nie spodziewałam się Ciebie tego konkretnego dnia. Pokłóciłam się wtedy z Diego. Właściwie codziennie się z nim kłócę. Przeraża mnie jak mój ukochany brat przecieka mi przez palce, jak go tracę i jak nazywa mnie porażką raz za razem nieważne co powiem, jeśli to nie jest żart — przetarła oczy i zacisnęła wargi — I tak. Mam w dupie jego gadanie i ocenianie moich planów odnośnie tego co chcę zrobić. Nie zablokuje mnie w tym, bo ważniejszy jest mój lud, bo nie dam się znowu sprowadzić do miejsca, gdzie czuję się bezwartościowa i nienawidzę samej siebie, gdzie moje lęki ze mną wygrywają, ale to dalej boli. Widok kogoś kto wcześniej wracał cały w sińcach i krwi, bo zbił całą grupę dzieciaków, które nazywały mnie zakałą, tylko po to, żeby nie przyszedł do mnie, kiedy bałam się wyjść z Argaru, a potem sam tak mnie nazywał… bolało. I pojawiłeś się Ty. Poprawiłeś mu humor, zrobiłeś mi dzień i poszedłeś ze mną tańczyć. Porobić coś co kocham nad życie. Może i to byłby dobry moment na wyznanie, ale… nie byłam wtedy gotowa. Dałeś mi słodkie zapomnienie, piękne chwile, było mi tak dobrze, że wolałam zachowywać się jak tchórz i mieć cię obok, niż zaryzykować, że nie będę miała Cię wcale, że jeśli powiem, to sobie pójdziesz, a ja zostanę sama — skrzywiła się lekko, ale nie z obrzydzenia
— Potem mnie pocałowałeś i cała ta genialna ochrona przestała działać. Chciałam tego, więc nie próbuję zrzucić wszystkiego na Ciebie. Mogłam się zatrzymać. Nie zatrzymałam się. Później też nie chciałam się zatrzymać i nie żałuję, że się z tobą przespałam. Chyba tylko przeceniłam to, jak dobrze sobie z tym poradzę — wzięła głębszy wdech — Nie wiem, co do ciebie czuję. A to utrudnia część z wyznaniem. To znaczy wiem, że jestem zauroczona. Bardzo. Nie wiem tylko, czy to już coś więcej, i nie chcę mówić, że Cię kocham, skoro nie jestem tego pewna. Nie chcę teraz związku. Jednocześnie nadal Cię chcę obok, brakuje mi Twojego dotyku i wystarczy, że uśmiechniesz się w ten swój bezczelny sposób, żebym miała problem z normalnym myśleniem. Tak, wiem, że to wszystko się kupy dupy nie trzyma — pokręciła lekko głową, zawstydzona i zażenowana własnymi słowami, po czym zaśmiała się jeszcze, bo nie wiedziała co jeszcze ma zrobić. — Najgorsze jest to, że podobają mi się w Tobie rzeczy, które czasami doprowadzają mnie do szału. Potrafisz być dobry, cierpliwy i sprawiać, że czuję się przy Tobie bezpieczna, a chwilę później robisz się zimny i bezczelny. Ta druga część mnie przeraża, ale bez niej nie byłbyś sobą. I najwyraźniej właśnie cały ty jest moim problemem. Więc kiedy się odsuwam, nie zawsze robię to dlatego, że nie chcę być blisko. Czasami próbuję uszanować to, czego, jak mi się wydaje, chcesz Ty. Sam mówiłeś, że nie chcesz być blisko, żeby nie dawać mi nadziei. Ja też nie chcę tej nadziei. A czasami odsuwam się, bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, mogę znowu przestać się zastanawiać, czy to dobry pomysł i spróbuje sięgnąć po więcej, bo… cholernie na mnie działasz. I już nawet nie emocjonalnie. Po prostu fizycznie… uśmiechniesz się do mnie na ten swój szelmowski sposób i jest mi gorąco, zdejmiesz koszulkę jak w trakcie ogniska mam wymienić co mi się w Tobie podoba i mimo, że nie chcę to zaczynam skupiać się tylko na tym. No durne, żałosne, słabe, jak zwierzę patrzące na mięso, ale jesteś taki przystojny… i jeden i drugi raz był taki… że ciężko trzymać te myśli na smyczy. Przynajmniej teraz. Marzę, żeby to się uspokoiło. Nie chcę widzieć w Ciebie kawałka mięsa, które dalej chce… rozebrać do samego końca. To tak jakbym nie szanowała Ciebie i siebie — zamilkła, niepewna, czy powiedziała za dużo, czy nadal prawie nic. Wzięła głębszy wdech. — Więc jak się zbliżasz, dotykasz, mówisz do mnie czy pytasz czemu miałabym problem wytrzymać z Tobą miesiąc w jednym pokoju… to właśnie dlatego, że nie wiem jak mam się zachowywać. Uwielbiam z Tobą rozmawiać i chcę żebyśmy mogli przyjaźnić się tak jak kiedyś, ale sam przy okazji powiedziałeś, że nie wiesz czy między nami kiedykolwiek była przyjaźń, więc… nie wiem. Boję się — przełknęła ślinę. — A mój atak paniki. Ty też mówiłeś, że nie chcesz się upokarzać przy kimś. Nawet nie wiesz jakie to było upokarzające. To tylko łańcuch założony przez Tonego i Grimę, a ja zaczynam się trząść i wyobrażać wszystkie lęki, wszystkie słowa, które ciągnęły mnie w dół. I wtedy pojawiasz się Ty. Zaczynasz śpiewać, chociaż nie chciałeś więcej przy kimś i mnie uspokajasz. Naprawdę nie chcę tracić Twojej osoby z mojego życia, ale nie wiem co zrobić, żeby nie stracić. Mam wrażenie, że im więcej do Ciebie mówię, tym bardziej Cię tracę — przełknęła ślinę. Spojrzała na Ryu, a potem w bok. Objęła się ramionami. — Koniec.
UsuńDarcy
Sama krótko się zaśmiała i przytakneła mu głową. Aktualnie musiała wierzyć mu na słowo, bo nie wiedziała jak to jest bez jej umiejek. Nie mniej wierzyła, że i wtedy nie było łatwo. Parsknęła na słowa o nie byciu idealną i pokazała na siebie kciukiem.
OdpowiedzUsuń- Tej mamuśce coś takiego zdecydowanie nie grozi - przyznała rozbawiona i zaraz poruszyła zabawnie brwiami.
- Spokojnie, jeszcze przyjdzie czas na moje zwycięstwo, a wtedy z dumą odbiorę tę godzinę - stwierdziła dalej rozbawiona. Kiedy dotarli na szczyt i się przed nią ukłonił, ona lekko dygnęła, przechodząc przed Ryu i uiszczając w odpowiednim miejscu opłatę. Zaraz po tym zatarła ręce i przygotowała się do zjazdu według zaleceń. Nim zjechała puściła oko do Ryu.
- Widzimy się na dole Mości Panie - rzuciła żartobliwie na podsumowanie tego całego usługiwania, a potem z impetem skoczyła w stronę tyrolki, by z głośnym okrzykiem radości zjechać na sam dół atrakcji.
Akane
Cisza trwała zdecydowanie zbyt długo. Darcy wytrzymała może kilka chwil, zanim zerknęła na niego ponownie, później spuściła wzrok na własne dłonie. Wiedziała, że sama kazała mu czekać do końca, ale przecież właśnie powiedziała koniec. Teraz jego milczenie zostawiało zdecydowanie za dużo miejsca jej własnym myślom, a te nigdy nie potrzebowały wiele czasu, żeby zacząć podsuwać najgorsze możliwości. Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to zdecydowanie słabiej, niż zamierzała. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna już zwyczajnie zamknąć ust. Nie potrafiła.
OdpowiedzUsuń— No dobra... cofam koniec, skoro milczysz — powiedziała, zabierając swoje ręce z ramion. Wbiła wzrok w palce, którymi zaczęła się bawić. Przełknęła ślinę, czując jak pojedyncza łza zbiera się w jej oku — Samolubne i depresyjne, ale chyba naprawdę uważam, że nikt mnie nigdy nie pokocha romantycznie. Nie taką całą — powiedziała ciszej. Skoro już miała wyrzucić z siebie wszystko, czym potrafiła się nakręcać — Gadam za dużo. Jak najęta. Często nawet bez sensu, bo próbuję zagłuszyć własne myśli, a zamiast tego przytłaczam nimi innych. Jestem czuła, empatyczna, podobno potrafię poprawić humor samą obecnością i… naprawdę lubię te części siebie. Tylko że pod nimi też coś jest. Bo pod tym ciepłym uśmiechem siedzi też potwór, Ryu. Taki, który potrafi czerpać satysfakcję z cudzej krzywdy. I najgorsze jest to, że wcale się tej części siebie nie brzydzę. Powinnam chyba powiedzieć, że chciałabym się jej pozbyć, ale nie chcę. Pomagała mi chronić ludzi, których kocham. Jeśli ktoś ich skrzywdzi, potrafię być okrutna i nie umiem siebie za to nienawidzić — zaśmiała się krótko, choć zupełnie bez rozbawienia. — Więc kto chciałby dostać cały ten zestaw? Dziewczynę, która jednego dnia będzie tuliła płaczące dziecko, a drugiego może czerpać przyjemność z bólu człowieka, który to dziecko skrzywdził? A nawet gdyby komuś to wszystko nie przeszkadzało, jestem przyszłą Kapłanką. Kto normalny chciałby z własnej woli zakochać się w przyszłej władczyni Phyonix? Ludzie, których najbardziej cenię, mają własne miejsca, własne życie, własne marzenia. Musieliby zostawić przynajmniej część tego dla mnie. Ojciec zrobił to dla mamy i dla nas. Kocham go, ale przecież widzę, że czasami się tutaj dusi. Nie chcę kiedyś spojrzeć na osobę, którą kocham, i wiedzieć, że zamknęłam ją tutaj tylko dlatego, że oddała mi serce. Ale Phyonix też nie zostawię. Już raz uciekłam, bo wmówiłam sobie, że jestem za słaba, że jestem najgorszym, co wyszło moim rodzicom. I nie chcę zrobić tego drugi raz. Ktoś będzie musiał przejąć po mamie to brzemię, a ja nie chcę zrzucać go na kogoś innego tylko dlatego, że mnie przeraża. Poza tym, tylko ja, mama i Morgana faktycznie są z linii Kapłanek, a to… też jest istotne — ucichła na chwilę. Nie będzie mówić mu o krysztale. To jest tajemnica — To są moi ludzie. Kocham ich. Chcę dla nich zostać, nawet jeśli czasami nadal wydaje mi się, że Morgana nadawałaby się do tego tysiąc razy bardziej. Więc jak właściwie ktoś miałby mnie kochać? Musiałby zaakceptować moje gadanie, moje lęki, tę dobrą część i tę paskudną, moje demony, obowiązki, Phyonix i świadomość, że czasami ten kraj będzie musiał być ważniejszy od niego. A później jeszcze być tutaj szczęśliwy — skrzywiła się lekko. — To trochę dużo jak na jedną osobę — zakończyła, ale bała się spojrzeć na Ryu. Przetarła oczy.
— Jest jeszcze coś, czego nie rozumiem. Nie wiem, co mam myśleć o tym, że niektórych rzeczy między nami nie pamiętasz. Albo nie chcesz pamiętać. Byłam przy Tobie, kiedy byłeś ranny. Prosiłam nawet Rei, żeby nauczyła mnie robić dla Ciebie to kakao z piankami — zaśmiała się cicho, trochę smutno — Nie zdradziła mi wszystkiego, bo to sekret dla wybranych, więc próbuję zrobić własne. Takie, które byłoby podobne i może też trochę koiło nerwy. Ale… to miała być niespodzianka — zawahała się, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Ugryzła się w policzek, czując jak kolejna łza spływa jej po policzku. — Boję się, że nigdy nie będe miała okazji, więc równie dobrze mogę Ci powiedzieć. Mam w zeszycie z przepisami kilka stron prób. Grima testuje i ocenia. Akurat ona jest tym zachwycona. — na moment uśmiechnęła się odrobinę cieplej. Ri była urocza w tych chwilach — Zna sekret Rei, więc obiecała powiedzieć, kiedy wreszcie będzie się nadawało dla Kropka — urwała, a uśmiech powoli znikał z jej twarzy. — Chciałabym umieć być dla Ciebie ostoją. Tak jak Ty jesteś… byłeś nią dla mnie. Chciałabym wiedzieć, co Cię uspokaja, co poprawia Ci humor, kiedy potrzebujesz rozmowy, a kiedy lepiej po prostu przy Tobie siedzieć i zamknąć się na chwilę. Chciałabym poznawać również te części Ciebie, których nie pokazujesz od razu. Chciałabym też znać te części Ciebie, których nie pokazałeś jeszcze nikomu. Tylko teraz nie wiem, czy w ogóle powinnam próbować. Bo mam wrażenie, że już kiedyś pozwoliłeś mi być przy sobie właśnie w ten sposób, w chwilach, których teraz nie pamiętasz. Nie chcę Ci opowiadać, co wtedy robiłeś albo mówiłeś, skoro sam nie chcesz tego pamiętać. To Twoje wspomnienia, nie moje do oddawania Ci na siłę — spojrzała na niego w końcu niepewnie. — Ale przez to trochę się boję. Bo dla mnie niektóre z tych chwil były ważne. Dawały mi poczucie, że czasami naprawdę pozwalałeś mi być blisko. A teraz nie wiem, czy jeśli kiedyś znowu mi na to pozwolisz, to później to zostanie wymazane. Z drugiej strony, jeśli… pomogłoby Ci to, gdyby została Ci ulga, ale nie pamiętałbyś czemu to też byłoby dobrze…
UsuńDarcy
Akane przywitała go na dole z wesołym uśmiechem i energicznymi oklaskami, jakby właśnie przebiegł jakiś maraton. Zaśmiała się delikatnie i przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, dobre, przyjemne orzeźwienie umysłu i skok dopaminki - przyznała po czym dumnie się uśmiechnęła.
- Niezmiernie cieszy mnie ta opinia, fajnie tak czasem się po prostu zresetować - stwierdziła pogodnie i zaraz zakołysała się w rytm kolejnego krótkiego tańca szczęścia.
- Yeee! - uniosła szczęśliwa ręce wysoko. - No ale dobra, niech Ci będzie, nie była taka zła ta godzina, całkiem w Ciebie łaskawy Mości Pan - dodała, również puszczając mu oko.
- To co? Wracasz teraz do Pałacu? Bo ja lecę do stajni, muszę jeszcze dziś podjechać w jedno miejsce - zaznaczyła z uśmiechem.
Akane
Darcy urwała na chwilę swój wywód i nie wiedziała przez chwilę co powiedzieć, kiedy jej przerwał. Zarumieniła się lekko, czując się głupio. Spojrzała po nim. Przeprosiny nie będą tutaj najlepszą opcją. Chciała, żeby to było coś czekoladowego.
OdpowiedzUsuń— To nie tak, że chcę odgagnąć prawdziwy przepis — mruknęła, rumieniąc się mocniej — Chcę, żeby to było autorskie, ale miłe, kojące, nie za mocne i nie za słabe. Może… ykhym — urwała. Dlaczego to było stresujące? — Może kiedyś sam zobaczysz czy chciałbyś coś spróbować? — zaproponowała ostatecznie i uciekła wzrokiem. Rozumiała czemu kakao Rei było wyjątkowe i czemu tak się kojarzyło. W końcu to mama. Może nawet dążenie przez czekoladowy deser było głupie. Wolałaby też, żeby nie milczał więcej, ale był uparty pod tym względem. Spojrzała na swoje ręce.
— Leży mi też na wątrobie gniew na to jak zostałam naznaczona na następczynię. Rozumiem, że to musi być kapłanka i że ta rola jest dziedziczna, a wszystkie kapłanki poza mamą zostały wymordowane, ale moglibyśmy zacząć szkolić nowe pokolenia. Zostałam wybrana jako dzieciak, który nie miał mocy, potem jak swoje przebudziłam ognia nie miałam, ale żeby być Kapłanką trzeba mieć talent. Wolałabym nie być jedyną kandydatką. I chciałabym zburzyć ten pałac, albo zrobić z niego coś bardziej przydatnego niż dom dla jednej rodziny. Nikt tutaj nawet nie czuje się dobrze. No może poza Diego. I mam żal do niego. Jak bardzo wykorzystuje, że wie, gdzie mnie zranić — rzuciła jeszcze inne swoje żale, które dręczyły ją przez ostatnie dni. Wróciła wzrokiem do Ryu.
— Czy… czy mógłbyś coś powiedzieć? — poprosiła. — Mogę teraz ja być słupem soli?
Darcy
Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie na sugestię, żeby po prostu z nimi porozmawiała. Miała na to ochotę, tylko uparcie szukała odpowiedniego momentu. Tylko może faktycznie już najwyższa pora przestać czekać, aż każda trudna rozmowa ułoży się idealnie sama, znajdzie chwilę, gdzie słowa przyjdą gładko. Przytaknęła więc tylko, zapamiętując jego radę na później.
OdpowiedzUsuńZe łzami źle to wszystko ujęła. Nie chodziło o to, że uważała je za najważniejszy dowód czegokolwiek. Ryu miał przecież kilka takich krótkich przebłysków, kiedy pozwalał jej zobaczyć pod powierzchnią coś więcej, ale właśnie ze łzami w oczach zadał jej kiedyś pytanie, które poruszyło ją najmocniej, bo sama nie rozumiała, dlaczego spotkało go tyle cierpienia, wiedziała tylko, że na nie nie zasłużył i chciała to jakoś wszystko od niego zabrać. Chyba naprawdę musiała nauczyć się mówić mniej, bo im dłużej próbowała coś wyjaśniać, tym bardziej rozmywała to, co właściwie chciała mu przekazać. Pieprzone gadulstwo. Jak można to lubić? Zacisnęła usta i uparcie nic nie mówiła. To, co powiedziała wcześniej o „samym seksie”, było tylko tarczą, jej własną tarczą. Ich zbliżenie było dla niej naprawdę ważne, dał jej bliskość, której pragnęła, i wspomnienie, którego mimo wszystkiego nie chciała sobie obrzydzić. Powiedziała tak, bo była przerażona możliwością utraty Ryu i próbowała przekonać przede wszystkim siebie, że jeśli nie nada temu większego znaczenia, nic między nimi nie będzie musiało się zmienić. A teraz i tak siedziała obok niego ze świadomością, że właśnie go traciła. Bolało jak cholera, ale uparcie milczała, skoro sam nie wiedział, czy nadal jej chce w swoim życiu, nie zamierzała wciskać mu kolejnych uczuć, dopóki sam nie da jej na nie miejsca. A poza tym co mogłaby mu powiedzieć? Że z początku liczyła, że to też ich jakoś zbliża? Buduje nową warstwę relacji w jakiś pozytywny i dobry sposób, skoro ich bliskość potrafiła dać tyle dobrych emocji i fizycznej przyjemności?
Darcy
Darcy nie odezwała się, chociaż na jego słowa o miłości od razu coś ścisnęło ją w środku. Nie uważała, żeby Ryu się do niej nie nadawał. Według niej po prostu zbyt wiele razy pozwolił komuś wejść sobie pod skórę tylko po to, żeby później dostać za to po sercu. A to jak okazywał swoje zainteresowanie, cóż, ona zazdrościła Akane i Klarze. Chciałaby, żeby Ryu patrzył tak na nią. Nie powinien już za nikim biegać ani udowadniać, że jest wart czyjegoś uczucia. Zasługiwał raczej na to, żeby tym razem to ktoś zabiegał o niego. Ona bardzo chciałaby spróbować, ale właśnie dlatego milczała, bo coraz mniej była pewna, czy jej starania nie zrobiłyby mu teraz więcej krzywdy niż dobra. Nie zgadzała się też z tym, że przestała próbować go poznawać, raczej sama odebrała sobie ku temu okazje, kiedy zrozumiała, co do niego czuje i cofnęła się, żeby nie wchodzić pomiędzy niego a Klarę. A kiedy dowiedziała się, że Klara ostatecznie go nie wybrała, nie minął nawet tydzień do cholery. Nie zdążyła zrobić połowy rzeczy, o których myślała, nawet wysłać listów, które do niego napisała. Jedna łza wymknęła jej z oka i spłynęła po policzku, ale nie otarła jej od razu. Dopiero przy jego stwierdzeniu, że nie widzi w niej potwora, uśmiechnęła się lekko i poczuła ciepło na policzkach, choć sama wiedziała, że jej okrucieństwo potrafiło sięgać dalej niż sama zemsta za skrzywdzoną rodzinę. Nie dziwiło jej jednak, że Ryu patrzył na to inaczej. Jego słowa były dla niej miłe. Miała ochotę odpowiedzieć na niemal każde jego zdanie, sprostować, wyjaśnić, może nawet powiedzieć za dużo, ale skoro sam nie był pewien, czy jeszcze chce ją bliżej, nie zamierzała ponownie wciskać się tam, gdzie nie została zaproszona. Kiedy stuknął palcem w zadanie Grimy i Tonego, zerknęła na kartkę, choć widziała je już wcześniej i od samego początku trochę się go bała. Mimo to, gdy usiadł naprzeciwko, uniosła wzrok i spojrzała prosto w jego oko.
OdpowiedzUsuńDarcy
Patrzenie Ryu w oko było znacznie trudniejsze, niż się spodziewała. Widziała go przecież tuż przed sobą, był na wyciągnięcie ręki, a mimo to miała wrażenie, jakby między nimi rozciągnęła się przepaść, której bała się jeszcze bardziej. Nie chciała też przepaści. Chciała mieć go blisko nie tylko fizycznie.
OdpowiedzUsuńNajchętniej wstałaby i wytańczyła z siebie cały ten cholerny ucisk i syf z głowy, aż zabrakłoby jej sił na myślenie, ale nie miała odwagi nawet go o to poprosić. Nie sądziła, żeby chciał na nią wtedy patrzeć, a tym bardziej pozwolić jej znowu zrobić coś, co mogłoby przypominać tamten taniec. Więc tylko siedziała naprzeciw niego i patrzyła, czując boleśnie, jak można mieć kogoś tak blisko i jednocześnie tak strasznie daleko.
Darcy
Darcy nie mogła nawet zamrugać, parsknęła cicho, kiedy włożył jej owoc do ust. Zrobiła przesadny dzióbek z owocem w ustach i zaśmiała się cicho po raz kolejny. Kiedy pokazał jej język, bez większego namysłu pstryknęła go lekko palcem prosto w jego czubek, a potem cofnęła dłoń z miną niewiniątka i zjadła truskawkę na dwie raty. Ten głupi, znajomy gest wystarczył, żeby wyraźnie się rozchmurzyła. Dalej bała się, że go straci, ale potrafił rozgramiać każde jej chmury. Nie tylko on to potrafił, ale przy nim serce zawsze przyspieszało. Złapała palcami wskazującymi powiekę i dół swojego oka, po czym pociągnęła lekko w przeciwne strony, wystawiając przy tym język zwinięty w rulon, żeby samej się trochę powygłupiać.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Dostaną szacunek, kiedy ich odnajdą — powiedział, wzrokiem przeskakując po drzewach. Nie rozpoznał głosu, tym bardziej nie rozpoznał Ryu. Poczuł za to duszę, w którą wbił przeraźliwie czerwone spojrzenie, jakby wbił się w sam rdzeń jestestwa, z uśmiechem wpatrując się w doskonały obraz duszy.
OdpowiedzUsuń— Zanim jakkolwiek mi pomożesz zejdź z drzewa.. Razem z tą duszą, którą trzymasz przy boku — powiedział. Z kieszeni spodni wyciągnął zmięte Camele, włożył jednego do ust z właściwą uwagą nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
Yumi
Dusze nigdy nie były dla niego środkiem do osiągnięć własnych celów; zazwyczaj starał się podchodzić do nich z szacunkiem, z życzliwością pomagając tym, które zwróciło się do niego o pomoc. Od lat tendencja pozostawała jednak odwrotna. Dusze szeptały o rzeczach niewiarygodnych mówiąc o nim jak o potworze, jak o pożeraczu, straszydle ze strasznego domu, gdzie Oni wszyscy skupiali się na mrocznych arkanach bawiąc się w Boga dotykając doskonałości szaleństwa. Słyszał te szepoty wielokrotnie, widział jak byty schodzą mu z drogi nie chcąc wnikać w granicę, którą jego rodzina przekroczyła. Teraz jednak miał wyśmienitą okazję ku temu, by wykorzystać strach na swoją korzyść. Sytuacja wydawała się patowa, a on nie chciał pozostawiać nic przypadkowi. Chciał mieć rodzinę z powrotem.
OdpowiedzUsuń— Mamy inne podejścia do dusz.
Nie wyciągnął truciciela, nie od razu. Spojrzał po duchu z uniesioną brwią, by wypowiedzieć się po japońsku.
— Uważaj — odparł tylko, podchodząc do mężczyzny. Był wysoki, dwumetrowy mężczyzna o budowie żołnierza, z oczami niczym księżyc w czerwonej pełni, z twarzą pokrytą kilkoma bliznami. Wyglądem mógł pasować do socjopaty, jak opisywały go dusze.
Zorientował się dopiero po chwili z kim ma do czynienia, aż zaśmiał się kpiąco wyciągając w jego kierunku najprawdziwszą, srebrną zapalniczkę.
— Ile to lat minęło?
Yumi
Czuła przede wszystkim ulgę, bo wygłupy Ryu skutecznie rozbiły napięcie tych kilku minut. Kiedy sam się roześmiał, zrobiło jej się ciepło, bo właśnie takie drobiazgi przypominały jej, dlaczego tak bardzo go lubiła. Jednocześnie czuła się trochę odsłonięta po tak długim patrzeniu sobie w oczy. Na komentarz o języku uśmiechnęła się szerzej, wyraźnie zadowolona z siebie. Powtórzyła swoją sztuczkę i zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Chcesz się nauczyć? — zapytała, uśmiechając się do niego ciepło, wesoło. Taka przerwa zdecydowanie była bardzo miła w tym wszystkim.
Darcy
Zaśmiała się cicho i spojrzała po Ryu, ale tym razem już nie na oko, tylko skupiła się na ustach.
OdpowiedzUsuń— Naprawdę? Cóż, można powiedzieć, że język jest przekorny po właścicielu. Może pomyśl, że nie chcesz go złożyć w rulon to się wtedy zwinie. Wiesz jak ze sprzątaniem. Ryu, nie musisz, jesteś gościem. “Nie” i jebs mąką w twarz — odpowiedziała mu, śmiejąc się przy tym lekko raz po raz. Później sama sięgnęła sobie po truskawki, bo tak, były przepyszne, a smaka na owoce zawsze miała. Zwłaszcza te świeże. Podrzuciła jedną z truskawek w powietrze i złapała do buzi w locie, po czym ukłoniła się z niemym “tadam”, kiedy ją przeżuwała.
— A jakieś sztuczki znasz? — zapytała zainteresowania.
Darcy
Zaśmiała się na jego wyjaśnienie i to jak język pozostawał niepokorny i niesforny. Albo może sforny? Skoro tak uparcie siedział w miejscu. No prawie jak grzeczny. Zaśmiała się jeszcze głośnej i otarła łezkę rozbawienia z oczu.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, pomyślałam, że jest niesforny, a potem, że właśnie sforny, bo wiesz… no grzecznie leży, a nie tam się wygina i tańczy, a słabe żarty wiesz… wchodzą najlepiej — wyjaśniła mu. — Nie tylko językowe — potwierdziła i oglądała z uwagą jak wygina palce. Przy tej drugiej to aż ją zabolało w rękach trochę.
— Giętkie masz te łapki — stwierdziła. Na wspomnienie o nerwach zaśmiała się i pokręciła głową. — Oj w tym to jesteś akurat maestro wirtuozo — poruszyła wymownie brwiami. — No dobra, a najtrudniejsza sztuczka, akrobacja jaką znasz? — zainteresowała się, siadając wygodniej na brzegu łóżka. Ryu jadł tylko truskawki, więc pozwoliła sobie zarąbać miskę z innymi owocami tylko dla siebie.
Darcy
— No właśnie dlatego to zabawne. Bezsensowna gra słów — odparła, uśmiechając się do niego lekko i wzruszyła ramionami. — Czy ja wiem, ciało ma charakter moim zdaniem, czasem nawet odmienny od myślenia właściciela. Wiesz, mój tata wygląda jak buc, umówmy się — zaśmiała się lekko — Jego ciało jest dość… zastraszające powiedzmy, a postaw przed nim Eliasa i załamujesz ręce, jak mu koronę zakłada, miecz i idzie się upiera, że go zabiera na cały dzień. Stary, groźny demon kłóci się, że nie odda wnuczka. Ekhem… “Idź się tam ruchać z Natanem, a dziadzia Iskierkę bierze” a jak Mor twardo zabiera, to jakby płakał w środku, brakuje tylko żeby mu pianinem dograć marsz pogrzebowy — opowiedziała mu przykład, który dla niej był całkiem zabawny. Zastanowiła się przez chwilę i ugryzła w policzek, stukając się parę razy w nos palcem.
OdpowiedzUsuń— W Phyonix jest jedno miejsce z dużą ilością mało palmowych drzew, bardzo tajemnicze, znalazłam je jak się chowałam przed innymi dziećmi raz — zaproponowała luźno, po czym zaczęła myśleć o swoich akrobacjach.
— W zasadzie jest kombinacja, przy której mocno się muszę skupić, żeby idealnie wyszła. Od tyłu stanąć na jednej ręce, szpagat w trakcie robienia takich… ala pompek, oczywiście podtrzymując się tylko kciukiem, wskazującym i środkowym palcem, wyprostowanie nóg i salto, żeby z powrotem stanąć na nogi. Jak za długo pompuję to ręka zaczyna się powoli trząść — wyjaśniła mu. — Tego było się najtrudniej nauczyć i zgięcia do tyłu w kącie prostym, żeby jednocześnie pracować każdą częścią ciała do rytmu muzyki, im więcej idzie w ruch, tym ciężej — dodała.
Darcy
OdpowiedzUsuń— Złamane szczęki i wyruchane żony — doprecyzował. Złapał w dłonie nadgarstek mężczyzny odsuwając ją od siebie, mimo tego nie odsuwając ani na milimetr. Włożył truciciela do ust wciągając w płuca głęboko powietrze.
— Dla mnie minęło więcej — wyjaśnił. — Żyłem w świecie, gdzie czas był szybszy niż w tym wymiarze. Mam dwadzieścia cztery lata, niedługo dwadzieścia pięć — wyznał. — A Ty? Jakaś żona na koncie? Mąż?
Yumi
— To prawda i ocenianie po pozorach — przytaknęła mu, bo przecież w ogólnym rozrachunku miał pełną rację, a ona sobie wcześniej luźno żartowała. Przytaknęła też i zaśmiała się zrezygnowana na nadopiekuńczych dziadków. Osobiście nigdy nie pomyślała, że można się tak wtedy zmieniać. Jej i Diego nawet tak luźno nie trzymali, wnuk odebrał zdrowy rozsądek.
OdpowiedzUsuń— Może kiedyś będzie okazja Ci pokazać, jeśli będziesz miał ochotę — zaproponowała luźno. Zaśmiała się lekko. — Bo jest, zwłaszcza przy wykorzystaniu w walce — zgodziła się. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. — No dobra, to gdybyś teraz był na ognisku i dostał zadanie na wykonanie jakiejś najbardziej ą ę akrobacji, to co by to było? — zainteresowała się, podrzucając mu kajo, co by miał różnorodność poza truskawkami. I za nim sam wszystkie zeżre.
Darcy
OdpowiedzUsuń— Wpadka, co? — spytał, wypuszczając nozdrzami papierosowy dym, po czym zaśmiał się pod nosem.
— Gdybyś sypiał z mężczyznami nie byłoby podobnych problemów — skomentował, opierając się biodrem o najbliższe drzewo. Yumi uwielbiał mądrości zaczerpnięte od Abbadona, bezczelne i chamskie, które idealnie dostosowywały się do jego własnego charaktru. Uczył się od mistrza.
Yumi
Świat oferował wiele przyjemności i Yumi nie miał obdzierać się z połowy tylko dlatego, że komuś miałoby to przeszkadzać. Nigdy nie interesowała go płeć, brał to co akurat mu się podobało, przez co wachlarz fizycznych możliwości pogłębiał się o kolejne, niezapomniane doznania.
OdpowiedzUsuń— Tak — odparł bez zbędnego wstydu. — Czasem mąż z żoną — wzruszył ramionami, patrząc po mężczyźnie z coraz bardziej zadziornym uśmiechem.
— Wiesz, w miejscu gdzie dorastałem było coś takiego jak prezerwatywa i dziękuje wszystkim bogom za to, że ktoś to wymyślił. Inaczej miałbym już stadko bękartów.
Yumi
— Dlatego zawsze nosi się przy sobie prezerwatywę. Naucz się zanim syfa złapiesz, albo wpadnie ci kolejny dzieciak — spojrzał na niego wymownie, zaciągając się lubieżnie papierosem.
OdpowiedzUsuńYumi
Uśmiechnęła się lekko do niego.
OdpowiedzUsuń— To było luźne pytanie. Akrobacje pomagają w walce, ale najpierw trzeba się ich nauczyć, a zazwyczaj te najtrudniejsze do nauki są najbardziej ą ę — wyjaśniła swój punkt widzenia. — Poza tym mężczyznom podobno trudniej stać na jednej ręce i utrzymać balans, jestem ciekawa na ile to prawda. Najwięcej trenowałam z dwoma bykami — dodała zaraz i zaśmiała się lekko. Przytaknęła mu głową. — Nad tym jak wykorzystać kąt prosty i powalić z niego Ashana na łopatki myślałam ze dwa tygodnie, a jak już miałam mu powiedzieć “Nie żyjesz” to zamienił nas miejscami — urwała na chwilę i zmarszczyła brwi, kiedy dalej jadł truskawki. Przysunęła się do niego i zabrała kilka, połowę z tego co jeszcze się ostało. Jedną wsunęła na raz. — Może kwestia nudy, a może tego jak uczyliśmy się walczyć. Ty częściej uczyłeś się w prawdziwej walce, ja większość walk stoczyłam na placu treningowym. To też może być nudne — zauważyła spokojnie i wsunęła kolejną truskawkę. — Ja analizuję, mogę walczyć… ciekawiej dla oka, pytanie kto jest bardziej skuteczny — dodała jeszcze, po czym ugryzła nieco nadpsutą truskawkę. Wypluła ją na rękę, ale zgniły posmak został w ustach. Skrzywiła się.
— Myślisz, że szczoteczki do zębów nam dali? — zapytała.
Darcy
— Zniknęli.. ruszyli za mną w świat i słuch o nich zaginął — odparł. — Jeśli będziesz w stanie się rozglądać byłbym wdzięczny — powiedział, wyciągając z kieszeni zdjęcie na którym widać było przyszywanych rodziców i równie przyszywanego brata.
OdpowiedzUsuń— Daj im znać, żeby wrócili do Argaru.
Yumi
— Hm? — spojrzała na niego zaskoczona i pokręciła głową. — Nie mówię, że walczę po to, żeby ładnie wyglądać. Jak robię piruet czy fikołek, to dlatego, że daje mi lepszy kąt, pozwala ominąć gardę albo szybciej dojść do miejsca, w które chcę uderzyć. Jeśli coś jest tylko ozdobą i nic mi nie daje, to tego nie używam — zaznaczyła i wzruszyła lekko ramionami. Zmarszczyła lekko brwi.
OdpowiedzUsuń— Mój styl może wyglądać delikatniej czy bardziej efektownie, bo tak się poruszam, ale dalej chodzi mi o skuteczność. Najlepiej szybką. Jeden dobry cios jest lepszy niż dziesięć ładnych. Bardziej zastanawiałam się, jak różne sposoby nauki wpływają na to, jak dochodzimy do tego samego rezultatu. To było teoretyzowanie i ciekawość — dodała, odwracając wzrok w bok. — Nie oceniam też kto jest lepszy — dodała, aby nie było tutaj żadnych niedomówień. Uniosła lekko brew.
— Śpisz tutaj u nich drugą noc. Jeśli Ci skombinowali szczoteczkę na ten czas, to jest szansa, że mi też dali z szacunku do higieny. Myślę na głos — wyjaśniła i poszła do łazienki, ale w międzyczasie wzięła jeszcze jedną, świeżą truskawkę. Spojrzała Ryu prosto w oczy, po czym bezczelnie ją sobie zjadła. Przyspieszyła kroku. Posmak nadpsutej trochę zabijał smak, ale sam zaczął je zjadać jakby był jakimś mrówkojadem, wciągał je w zawrotnym tempie.
Darcy
— Powiedziałam „JEŚLI” — zaakcentowała z rozbawioną irytacją, patrząc na niego wymownie. — Nie stwierdziłam, że na pewno dostałeś szczoteczkę, marudo — dodała i weszła głębiej do łazienki. Zerknęła na wskazane listki, po czym wzięła jeden między palce. — No i idealnie, ważne, że jakąś higienę można zachować — odpowiedziała zadowolona. Widziała już te liście, ogólnie nie miała też nic do takiej formy dbania o higienę zębów, ale była przyzwyczajona do innej, stąd ta pierwsza pojawiła się w głowie. Niemniej cieszyła się, że mogła się jakoś odświeżyć. A od truskawek się zdecydowanie nie odczepi. Inne owoce też były smaczne, ale to truskawki dzisiaj wygrywały u niej smaka na przekąskę. Jedna strona przynajmniej próbowała się nimi dzielić, a nie być “zachłannym pastuszkiem”
OdpowiedzUsuńDarcy [ wybacz, król Julian z pingwinów mi wszedł po dzisiaj XD]
— Nie będzie mnie w Argarze, kieruj list prosto do Niklausa. On będzie wiedział co z tym zrobić — wzruszył ramionami, dodając. — To już uzależnienie, mój drogi. Po fajki sięgnąłem mając zaledwie czternaście lat. Popalałem gdzieś kątem, kradłem ruskie fajki od ojca i uwierz, te smakują jak dotyk dziewicy. Ruskich spróbuj to porozmawiamy, jak wyplujesz płuca razem z żołądkiem — zaśmiał się wesoło.
OdpowiedzUsuńYumi
— Najpierw do kraju feniksów. Jeśli tam ich nie znajdę, to stamtąd roześle wieści o tym, że tam mogą mnie znaleźć — wzruszył ramionami. Słysząc o tym co popalał zaśmiał się lekko wkładając rękę do kieszeni.
OdpowiedzUsuń— Tracisz najlepszą część młodości. Seks, alkohol, narkotyki.. alimenty — spojrzał na niego wymownie.
Yumi
OdpowiedzUsuń— Szaleństwa mi w życiu dostatek.
Spojrzał po ruchach, które tworzył Ryu kiwając głową tak, jakby docenił performens starego znajomego, na koniec rzucając tylko.
— Piekło dobrymi chęciami wybrukowane. Jak się ruchać to tylko w gumce, a jak już to tylko te najlepsze i zamężne, żeby właśnie nikt ci nie udowodnił bękarta — spojrzał na niego wymownie, wysyłając jeden z bardziej bezczelnych tekstów. Ojciec czasem raczył go takimi żartami, a Yumi chłonął jak gąbka i prawdę mówiąc przejął te bezczelność od przybranego ojca. A Abbadon był w tym mistrzem.
Yumi
Spojrzała po Ryu, marszcząc lekko brwi. Ależ on był uparty momentami. Odwróciła się, wypluła liść i wyrzuciła do kosza, a potem przepłukała jeszcze usta. Nadpsuta truskawka to mimo wszystko brud i zarazki, nie lubiła takich rzeczy w ustach. Wróciła do niego spojrzeniem i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Nie, warunek nie zakłada, że jego pierwsza część jest prawdziwa, tylko określa, co wynikałoby z niej, gdyby prawdziwa była — poprawiła go, uśmiechając się wymownie. Było widać braki z nauki czasami mimo wszystko — Nie twierdziłam, że dostałeś szczoteczkę. Uznałam jedynie, że gdyby pomyśleli o higienie gościa śpiącego tutaj drugą noc, wzrosłaby szansa, że pomyśleli również o drugim — dokończyła. Kiedy wspomniał o pytaniach wzięła kartkę do ręki i przeczytała pytanie. Zastanawiała się chwilę jak to ubrać w słowa.
— Znasz prawdziwą mnie, ale tylko częściowo. Najczęściej widziałeś mnie uśmiechniętą, czułą i gadającą. Pokazałam Ci kilka swoich rozterek, ale nie znasz wszystkich moich lęków ani marzeń. Poza tym, po Azylu i połączeniu z Cydar sama dopiero odkrywam, jak bardzo się zmieniłam, więc Ty również nie możesz jeszcze znać obecnej mnie w pełni. Poza tym jest też kwestia tego jak subiektywnie na kogoś patrzymy i interpretujemy go na swój sposób. Na ognisku nie wierzyłeś nawet, że mogłabym chcieć pobyć kilka dni sama, żeby pomyśleć — przypomniała mu. Nie miała pretensji w głosie, po prostu podała mu jeden z bliższych przykładów, które przyszły jej do głowy — Każdy poznaje innych przez własny filtr. Znasz więc prawdziwą Darcy, tylko nie całą.
Darcy
— Nie — odparł. — Mam do tego inne podejście. Masz całe życie na to, by spędzić je z drugą połówką i słuchać jak twój mąż pierdzi pod kołdrę. Niewiele jest szans w życiu, aby spotkać kogoś takiego jak ja. Nastawionego tylko na zabawę, seksownego i odważnego.. W dodatku się zabezpieczam, więc kochanki mają ze mną jak w bajce — spojrzał po nim, a widząc wyraz jego twarzy wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— W przypadku ludzi tez jest inaczej, ale ja.. Patrząc po tym ile żył mój pierdolony ojciec, mam co najmniej sto lat na zabawę zanim zaczną wychodzić mi jakiekolwiek zmarszczki. Muszę korzystać.. I wyobraź sobie żyć przez setki, tysiące lat i sypiać z jedną osobą.. Musi być kurewsko nudne.
Yumi
No nie. Teraz jeszcze będzie jej tłumaczył, co sama miała na myśli. „Jeśli ci skombinowali” nie znaczyło przecież „skombinowali ci”. Nie wiedziała, czy dostał szczoteczkę, dlatego właśnie powiedziała „jeśli”. Rozpatrywała możliwość dotyczącą zdarzenia z przeszłości: jeśli faktycznie o niego zadbali i mu ją dali, to zwiększało szansę, że pomyśleli również o niej. Tyle. Czas przeszły określał moment potencjalnego zdarzenia, a nie jej pewność, że ono nastąpiło. Gdyby powiedziała „skoro ci skombinowali”, wtedy mógłby się czepiać, bo dopiero „skoro” zakładałoby prawdziwość tej informacji. A jego „jeśli skombinowaliby” wcale nie było jedyną poprawną możliwością, brzmiałoby raczej jak bardziej hipotetyczne, oddalone od rzeczywistości gdybanie. Nie zamierzała jednak urządzać mu wykładu z logiki. Aczkolwiek miała ochotę teraz coś mu zrobić. Nakręcał się o durne “jeśli” dotyczące pieprzonej szczoteczki do zębów. Położyła się na łóżku i walnęła zrezygnowana głową w poduszkę. Nie będzie się o to kłócić. Nie będzie.
OdpowiedzUsuń— Maestro virtuoso — szepnęła zamiast tego. Wróciła do niego wzrokiem na wyjaśnienia. Odwzajemniła jego uśmiech, ale był nieco bardziej wymowny.
— Widziałeś mnie tylko jak się kimś otaczam, nawet jednym Tobą. No chyba, że podglądałeś mnie kiedyś i sobie robiłeś tabelę porównawczą — zaśmiała się wesoło. — Twoja kolej — dodała po chwili. Domyślała się odpowiedzi, no ale może ją zaskoczy.
Darcy
Miał w życiu doskonały wzorzec danej relacji. Matka i ojciec stworzyli relację, która była dla niego wzorem do doskonałości. Wspierający i czuli, okazujący sobie uczucie i pielęgnujący to w sposób, którego nie widział u żadnej pary nigdy wcześniej. Oboje, po macie doświadczeń, zdawali się uzupełniać mimo tak różnych charakterów i w upływie dwudziestu, wspólnych lat nadal fascynowali się sobą wzajemnie. Zachowywali się tak, jakby to był pierwszy miesiąc relacji. On mimo, że miał w nich doskonały wzorzec, nigdy nie mógł utworzyć niczego podobnego. Niestały wobec kobiet, często miał je tylko na jedna noc, bo większość szybko pakowała mu się do łóżka. W tym i mężatki... Chyba nie nadawał się do związków.
OdpowiedzUsuń— Myślę, że jestem za piękny na tylko jedną osobę. Może zacznę żyć w czworokącie.
Yumi
Darcy zacisnęła usta. Przez moment chciała ponownie wyjaśnić mu swoją logikę, jednak widząc, jak masuje skronie, zrezygnowała. Nieistniejąca szczoteczka zdecydowanie nie była warta kolejnej kłótni. Poza tym to nie tak, że uważała, że w 100% ma rację. Zawsze dało się coś lepiej powiedzieć.
OdpowiedzUsuń— Mogłam ubrać to jaśniej, a przytyk był niepotrzebny. Przepraszam — przyznała, siadając wygodniej na łóżku. Spoważniała, kiedy opisał, jak zmieniała się pod wpływem towarzystwa. Poczuła lekki ucisk w sercu, a jednocześnie ulgę, rozlewające się ciepło. Zastanowiła się przez chwilę.
— Masz rację, udziela się. To przyjemne — odpowiedziała ciszej. — Właściwie teraz robię coś podobnego — opuściła wzrok na swoje dłonie i znowu myślała. Jego kolejne słowa zabolały ją mocniej.
— Myślałam, że trochę Cię znam. Nadal tak myślę — przyznała — Nie jestem pewna, czy zawsze Cię idealizowałam. Może z czasem, ale… to nie znaczy, że wszystk, co w Tobie widziałam, było wyobrażeniem. Nie wymyśliłam Twojej troski, naszych rozmów ani tego, że zostawałeś przy mnie, kiedy Cię potrzebowałam. Nie wydaje mi się, żebym wymyśliła jakieś wspomnienie, które nie miało miejsca. Pewnie nadawałam im inne znaczenie — urwała na chwilę i spojrzała w końcu w jego stronę.— Nie wiem, ile w mojej głowie jest prawdy o Tobie. Myślę jednak, że prawdziwy Ryu może być jednocześnie troskliwy i egoistyczny. Może komuś pomóc, a później go zranić. Chciałabym poznać Cię takim, jakim jesteś i jakim próbujesz mi się pokazać, a nie tylko takim, jakim sama Cię sobie ułożyłam. Jeśli czegoś nie dostrzegam, powiedz mi czego. Tym razem spróbuję nie dopowiadać sobie reszty. A jeśli jednak zacznę, chciałabym, żebyś to powstrzymał.
Darcy
Darcy przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. Zabolało ją to, jak łatwo podsumował wszystkie jej próby jako samo gadanie. Nie chciała jednak odruchowo się bronić i ponownie ugrzęznąć z nim w sprzeczaniu się o każde słowo.
OdpowiedzUsuń— Miałam na myśli to, że Twój nastrój też mi się udzielił — wyjaśniła w końcu — Na początku próbowałam tylko zachowywać się swobodniej, żebyśmy nie siedzieli obok siebie w ciągłym napięciu. Potem naprawdę zaczęłam dobrze się bawić. — dodała, przesuwając palcami po łańcuchu.
— Masz rację, że nie poznam Cię tylko przez pytania. Próbowałam zbliżyć się do Ciebie tak, jak wtedy potrafiłam. Rozmawiałam z Tobą, zostawałam przy Tobie i chciałam spędzać z Tobą czas. Później usłyszałam, że chcesz zdobyć Klarę i masz dość miłosnych trójkątów. Nie przestałam próbować dlatego, że przestało mi zależeć. Przestałam, bo nie wiedziałam już, czy każde kolejne zbliżenie się do Ciebie nie będzie okrutne. Nie chciałam, żebyś był w jeszcze trudniejszej sytuacji uczuciowej — wyjaśniła. Odetchnęła głębiej. Nie chciała wykorzystywać tego jako wymówki. Ryu w jednym miał rację: jeśli naprawdę chciała coś zmienić, musiała przestać jedynie opowiadać o swoich zamiarach.
— Ale jeśli mogę teraz… chcę spróbować, na Twoich zasadach. Naprawdę chciałabym spędzać z Tobą więcej czasu i wiem, że mówiłeś, że nie wystarczy tylko pytać, ale — urwała na chwilę, żeby uśmiechnąć się w jego stronę — Czy jest coś od czego chcesz zacząć poznawanie Ciebie? — zapytała mimo wszystko. Tym razem chciała zrobić to dobrze. Jej metody nie działały, a zależało jej.
Darcy
Darcy drgnęła przy pierwszym uderzeniu. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nie potrafiąc wydobyć z siebie słowa. Dopiero krew spływająca po jego dłoni sprawiła, że podniosła się z łóżka. Teraz rozumiała. Chyba? Kurwa mać, czemu to musiało być z nim takie skomplikowane? Każda inna relacja układała się jakoś prościej. Pytała go, jak ma zacząć, chociaż właśnie prosił, żeby sama przestała o tym mówić i po prostu coś zrobiła. Zawsze coś psuła. Pierdolone dobre intencje. Podeszła bliżej i bez kolejnego pytania ujęła ostrożnie jego zakrwawioną dłoń.
OdpowiedzUsuń— Chcesz wiedzieć, co czuję teraz? — odezwała się cicho — Boję się, kiedy patrzę, jak robisz sobie krzywdę. Jestem zła, że znowu Cię nie zrozumiałam i bezradna, bo nie wiem, czy swoją obecnością Ci pomagam, czy dokładam kolejny ciężar. Irytuje mnie też, jak głupia czuję się przy Tobie. Ale cieszę się, kiedy przestajemy się kłócić i potrafimy po prostu dobrze się razem bawić. Lubię być przy Tobie Dlatego nie chcę odchodzić, chociaż jestem tym wszystkim cholernie przerażona i mam wrażenie, że tak byłoby lepiej — wyjaśniła mu spokojnie, ale stanowczo. Prawie, bo w środku czuła się rozdarta. Część niej nie chciała się tak otwierać, bo było to upokarzające dla jej dumy. Ale pierdolić dumę. W zasadzie pierdolić to wszystko. Sama była zmęczona tym jak wszystko się spierdoliło. Przesunęła kciukiem obok rany, uważając, żeby jej nie dotknąć.
— Chcę opatrzyć Ci dłoń, a potem możemy po prostu pomilczeć przez chwilę i zrobić przerwę od pytań, albo wręcz przeciwnie, albo coś jeszcze innego, nie wiem. Opcje są ograniczone. Wolałabym tylko, żeby pierwsza część nie podlegała negocjacji — dodała. Nie zaciskała palców, gotowa puścić, gdyby cofnął dłoń, ale obserwowała ją, jego, pilnując, żeby nie zrobił sobie krzywdy.
Darcy
Darcy natychmiast cofnęła dłoń. Nie próbowała ponownie go dotknąć ani opatrywać rany wbrew jego woli. Powiedział jasno, czego potrzebował.
OdpowiedzUsuńUsiadła w fotelu, uważając, żeby nie naprężyć łańcucha, i oparła skutą dłoń na podłokietniku. Wbiła wzrok w bliżej nieokreślony punkt przed sobą. Siedziała cicho i spokojnie, pozostawiając mu tyle przestrzeni, ile mogli mieć, będąc ze sobą skuci. Nie czuła się skrzywdzona tą sytuacją. Nie jako ona. Bolało ją to, że on ewidentnie cierpiał, a ona nie potrafiła mu pomóc. Nie zrobi tego na siłę, więc milczała.
Darcy
Darcy nadal wpatrywała się w przestrzeń. W ciszy do jej myśli wkradła się melodia. Nuciła ją wyłącznie w głowie, nie pozwalając, by choć jeden dźwięk wydostał się z jej gardła.Po dłuższej chwili zerknęła na Ryu. Widok jego skulonej sylwetki ścisnął ją za serce, ale nie ruszyła się z fotela. Ponownie spojrzała przed siebie. Nie zamierzała przerywać ciszy, dopóki sam nie będzie tego chciał.
OdpowiedzUsuńDarcy
Darcy wysłuchała go, ani razu nie przerywając. Kiedy skończył, pokiwała jedynie lekko głową, przyjmując jego odpowiedź. Zastanawiła się nad swoją.
OdpowiedzUsuń— U mnie chyba też jest to jedna i ta sama rzecz. Tylko zupełnie odwrotna do twojej — odezwała się po chwili — Silne i ekspresyjne emocje. Życie całą sobą. Są słabością, bo nie potrafię ich dobrze ukrywać. Łatwo zauważyć, co mnie rani, a kiedy komuś pokażę, na kim albo na czym mi zależy, pokazuję mu również, gdzie może uderzyć — przyznała. — Ale są też moją największą siłą. Dzięki nim naprawdę żyję, zamiast jedynie robić to, co powinnam. Pomagają mi nie zwariować, a to, co czuję do innych, daje mi siłę, żeby się podnosić i iść dalej. Nawet wtedy, kiedy dla samej siebie nie potrafiłabym tego zrobić — wyjaśniła. Sięgnęła po kartkę, by sprawdzić kolejne zadanie. Tony z Grimą byli bardzo okrutni momentami.
— Mamy usiąść do siebie plecami — przeczytała pierwszą część, żeby się nie czepiał. Położyła kartkę obok. Podniosła się z miejsca, a jej spojrzenie na moment zatrzymało się na zabandażowanej dłoni Ryu. Później usiadła plecami do niego, ostrożnie opierając się o jego plecy.
— Czy uważasz, że robienie sobie krzywdy jest pomocne? — zadała spokojnie pierwsze pytanie.
Darcy
Blizny i czerwone oczy, nieco krzywy nos, w dodatku ostrzejsze rysy i mocno zarysowana szczęka. Nie należał do wymuskanych, męskich piękności, które pudrują nosek i odziewają się z złote szaty zadzierające nos. Miał bardzo męski wygląd, widać było dużo walki i testosteronu, i wiedział, że nie wpadnie każdemu do gustu. Ale czy powiedziałby, że gęba straszy? Był przystojny, na swój brutalny sposób, bo kobiety za nim przepadały. Gorzej mężczyźni, zwłaszcza ci z kompleksami.
OdpowiedzUsuń— Pierdol się — stwierdził z krzywym uśmiechem, dodając. — Kiedy ty jeszcze mówiłeś na chleb pep to ja już laski całowałem.
Yumi
Darcy przez chwilę milczała, nadal opierając się o jego plecy.
OdpowiedzUsuń— Nie chcę, żebyś robił sobie krzywdę po to, żeby oszczędzić mnie przed kłótnią. To też denerwuje. Mówiłeś, że trzeba rozmawiać. Czasami trzeba się pokłócić — powiedziała spokojnie.Zastanowiła się nad jego pytaniem i pokręciła głową.
— Nie przejmuję cudzych emocji zamiast własnych. Ich nastrój wpływa na mój i miesza się z tym, co już czuję. Nie robię tego świadomie — wyjaśniła. — A własne emocje pokazuję właściwie cały czas. Tylko czym innym jest pozwolić, żeby było je widać, a czym innym umieć o nich opowiedzieć. Łatwiej zauważyć, że coś mnie zraniło, niż usłyszeć ode mnie dokładnie dlaczego. Czasami sama potrzebuję czasu, żeby to zrozumieć — wyjaśniła, wzruszając ramionami. Przesunęła palcami po ogniwach łańcucha.
— Zwykle też najpierw zwracam uwagę na innych. Przez większość życia musiałam patrzeć, czego potrzebują ludzie wokół i co trzeba zrobić, czego się ode mnie oczekuje. Moje uczucia mogły poczekać. Chyba za bardzo weszło mi to w nawyk — przyznała. — Ale one nie znikają. Wychodzą w moim głosie, ruchu, tańcu… albo wszystkie naraz, kiedy zbyt długo próbuję je zatrzymać — wyjaśniła dokładniej. Miała ochotę się zaśmiać. Od zasranego tańca się zaczęło. — Czego próbujesz uniknąć, kiedy ukrywasz przed innymi to, co naprawdę czujesz? — zapytała po chwili.
Darcy
Przytaknęła głową na jego wyjaśnienia. Tak, miał prawo działać tak jak chciał i czuć to co chciał. Nie będzie go zmuszać, żeby działał inaczej. Po prostu słuchała co mówił. Przymknęła na chwilę oczy. Z jednej strony rozumiała, że chciał przemyśleć swoje na spokojnie. To było mądre i zdrowe. A z drugiej wydawało się jej, że przez to zdaje się bardzo cierpieć, dusząc w sobie zbyt dużo. Otworzyła oczy, kiedy boleśnie wyginał palce. Miała ochotę go przytulić. Ale tego nie zrobiła. Nie sądziła, żeby to teraz zostało dobrze odebrane. Zamiast tego przesunęła lekko rękę w bok na widoku, gdyby chciał coś z tym zrobić i poszukać wsparcia. Ale nie na siłę.
OdpowiedzUsuń— Wolisz najpierw poukładać sobie wszystko w głowie, niż powiedzieć coś, czego później będziesz żałował — podsumowała, żeby w razie czego mógł ją poprawić. Drugą ręką dotknęła brzucha, kiedy zadał swoje pytania. Mogła teraz czepiać się nieco, bo teoretycznie zadał dwa. Uśmiechnęła się lekko. Kiwnęła głową.
— Myślałam, dość często, zwłaszcza spędzając czas z innymi dziećmi — zaczęła — Nie wiem czy chciałam to dobre słowo, bo tak, chciałam je mieć, ale dla siebie, nie dlatego, że jako przyszła Kapłanka powinnam kiedyś urodzić kolejną następczynię — urwała na chwilę. Spojrzała w dół. Dalej nie mogła uwierzyć, że ta ciąża istnieje. Nie czuła jej. Było zbyt wcześniej. A jednak każdy potwierdzał, że tam były. — Nie chcę, żeby się bały jak ja, żeby myślały, że ich życie nie należy do nich, nie chcę, żeby ktoś nazywał je wybrakowanymi, popsutymi, czy polował na nie, bo nie podoba mu się… mieszana krew — wyjaśniła. Pogłaskała swój brzuch, a następnie objęła go bardziej, jakby chciała już teraz otoczyć małe barierę. — Jeśli ktoś spróbuje skrzywdzić Piper i Phoebe zabije — zaznaczyła twardo. Odczekała chwilę, zanim zaczęła myśleć nad kolejnym pytaniem. — A Ty? Myślałeś o byciu ojcem? Chciałeś dzieci? — postanowiła po prostu odbić piłeczkę. Była ciekawa. Był świetny z dziećmi, ale to nie znaczyło, że musiał chcieć. Tak, mówił, że będzie obecny w życiu i pamiętała to. To dla niej sporo znaczyło. Mimo wszystko chciała wiedzieć co dokładnie myśli.
Darcy
— Zdążyły mi się spodobać. Mam prawo zmienić zdanie — zauważyła spokojnie. Nigdy nie mówiła, że jest zła o to, że wymyślił te konkretne imiona. Mówiła nawet, że są ładne. Prawie. Pheobe po prostu były pięknym imieniem, do Piper musiała się przekonać. Niezadowolona była, że dowiedziała się tego łącznie z innymi, a nie bardziej prywatnie. To też jej córki. Miała prawo wiedzieć przed resztą. Tylko tyle. Nie miała siły mu tego tłumaczyć. W ogóle nie miała siły czegokolwiek tłumaczyć. — Mam tego nie używać? Chcesz żeby to były tylko Twoje imiona dla nich? — zapytała dla pewności. Nie miała zamiaru już niczego za niego zakładać. Ale jeśli usłyszy, że nie powinna to chyba po prostu wyjdzie. Ha! Nie miała jak, ale coś wymyśli. Zacisnęła palce na podłodze, wbiła paznokcie i zarysowała ją, słysząc kolejne słowa Ryu. Aż jej się w głowie zakręciło z nerwów. Czy on ją teraz atakował?
OdpowiedzUsuń— Właśnie Ci powiedziałam, że nie chcę, żeby ktokolwiek za nie decydował — zauważyła. — I nie mówiłam nigdzie, że mam zamiar Cię tłamsić — zaznaczyła twardo, dalej drapiąc podłogę. Powiedziała, że chciała dzieci dla siebie w odróżnieniu od bycia Kapłanką. Nie że ma zamiar wychowywać je sama bez niczyjej pomocy. Skąd mu się to wzięło? Wypuściła powietrze z ust. — Nie wyobrażam sobie izolować Ciebie od Twoich, moich, NASZYCH dzieci. Masz takie same prawa jak ja — powiedziała i urwała na chwilę. Ależ ona miała ochotę teraz coś rozwalić… — Nie podoba mi się, że mówisz do mnie tak, jakbym to ja chciała je skrzywdzić. Powiedziałam sama, że nie chcę dla nich tego pierdolonego pałacu, więc jestem szczerze wdzięczna, że na tym polu się zgadzamy — przeniosła wzrok w inny punkt, próbując regulować emocje, co było aktualnie naprawdę trudne. Naprawdę była wdzięczna, że w tym się zgadzali, szkoda, że doszli do tego w taki sposób. — I też sie zgadzam, dopiero jak podrosną. Na tyle, żeby rozumiały z czym to się wiąże — dodała jeszcze. Uspokoiła się trochę, jak zaczął odpowiadać na jej pytanie. Dobrze, że nie widział jej twarzy, bo uśmiechnęła się nieznacznie, czując lekkie wzruszenie.
— Nie chciałeś — sparafrazowała jego wypowiedzieć cicho — ale nie minął dzień odkąd wiesz, a już walczysz o swoje miejsce w ich życiu i o to, żeby mogły same wybierać. To chyba jakiś początek — dodała cicho.
Darcy
Darcy powoli wysunęła paznokcie z pozostawionych w podłodze rys. Naprawdę? Z całej jej wypowiedzi wyłapał jedno źle dobrane zdanie i uczepił się go tak, jakby nie powiedziała niczego więcej. Przecież się z nim zgodziła. Zaznaczyła tylko, że ujął to w fatalny sposób, który ją zdenerwował. Miała ochotę krzyknąć. Albo wstać i wyjść, zanim powie coś, czego później będzie żałowała. Nie mogła zrobić nawet tego, bo blondwłosy geniusz zła uznał, że przykucie ich do siebie zmusi ich do porozumienia. Ten pomysł z każdą chwilą wydawał się coraz bardziej idiotyczny. Nie dało się wymusić bliskości, odbierając ludziom możliwość odejścia i ochłonięcia. A ona nie mogła tutaj zrobić nic, żeby ochłonąć. Zacznie tańczyć? Ryu pewnie znowu się wkurwi. Zacznie śpiewać? Jeszcze gorzej, skoro mówił, że nie lubi, kiedy ktoś próbuje rozmawiać z nim śpiewem. Przesunęła się w stronę fotela na tyle, na ile pozwalał łańcuch, i zacisnęła wolną dłoń na jego oparciu. Potrząsnęła nim kilka razy, zaciskając zęby. Wzięła kilka głębokich wdechów, aż najgwałtowniejsze emocje znalazły choć minimalne ujście i była pewna, że zdoła mówić spokojnie.
OdpowiedzUsuń— Masz rację, nie powiedziałeś, że chcę je skrzywdzić. Źle to nazwałam — przyznała. Potrafiła przyznać się do źle dobranych słów. To nie był problem. Miała też już serdecznie dosyć tego ciągłego skakania sobie do gardeł. Przetarła oczy. Czuła się niezrozumiana. Zwyczajnie, boleśnie niezrozumiana. Tylko że ona jego również nie rozumiała. Oboje się ranili, nawet kiedy podobno próbowali tego nie robić.
— Kiedy powiedziałeś, że nie dasz się stłamsić, odebrałam to tak, jakbyś już spodziewał się po mnie walki o dzieci. Potem próbowałam powiedzieć, że uznaję Twoje prawa i zgadzam się z Tobą w sprawie pałacu, ale po Twojej odpowiedzi poczułam, że ta część w ogóle do Ciebie nie dotarła. To mnie zdenerwowało i zraniło. Nie mówię, że taki miałeś zamiar. Mówię, jak to odebrałam — wyjaśniła, nie potrafiąc powstrzymać jednej łzy. — I nie twierdzę, że na pewno odebrałam to właściwie — zaznaczyła jeszcze. Dobrze, że dalej stali do siebie tyłem, ale dla pewności oparła przedramiona o fotel i schowała w nich twarz. Słuchała go dalej. Słowa Ryu o tym, że nadal nie chciał dzieci, bolały. Nie zamierzała udawać przed sobą, że było inaczej. Wizja ojca obecnego wyłącznie z obowiązku budziła w niej lęk i złość.Nie chciała, żeby Piper i Phoebe kiedykolwiek pomyślały, że są ciężarem, który znosi wyłącznie z przyzwoitości. Że jest obok, bo musi, nie dlatego, że je kocha albo chce przy nich być.
Tylko właśnie… sama miała podobne rozterki. Była przerażona. Czasami przez jej głowę przemykała myśl, że może łatwiej byłoby, gdyby ciąża się nie utrzymała. Zaraz potem wyobrażała sobie córeczki i rozpaczliwie pragnęła pokochać je całym sercem. Chciała zasłużyć na bycie dobrą matką, lecz nie wiedziała jeszcze, czy potrafi. Może wszystko zmieni się z czasem. A może nie. W najgorszych chwilach zastanawiała się nawet, czy oddanie ich komuś, kto pokochałby je bez wahania, nie byłoby dla nich lepsze. Sama ta myśl sprawiała, że czuła się jak ktoś, kim nigdy nie chciała zostać, brzydziła się tym. Brzydziła się sobą. Gave nie pozwoli być jej taką matką, ona nie pozwoli Ryu, jeśli dojdzie do najgorszego. Nie dało się jednak uczciwie rozstrzygnąć tego wszystkiego kilka godzin po odkryciu ciąży, kiedy oboje byli przerażeni, a ojciec zdążył się jeszcze w międzyczasie upić.
— Rozumiem — powiedziała w końcu — Nie chciałeś zostać ojcem i nadal tego nie chcesz, ale skoro one już są, spróbujesz nim być — dodała ciszej. Oparła czoło o ramiona.
— I na razie mam dość. Pomysł, żeby nas skuć i liczyć, że dzięki temu się dogadamy, był idiotyczny — stwierdziła w końcu po jakimś czasie — Najchętniej bym się teraz wytańczyła, żeby ochłonąć, ale musiałbyś nie patrzeć, udawać, że wcale Cię tutaj nie ma, a jednocześnie poruszać się idealnie razem ze mną, żeby ten cholerny łańcuch nie przeszkadzał. Czyli niewykonalne — westchnęła — Więc potrzebuję chociaż chwili ciszy, proszę…
Darcy
Odpowiadał na jej obawy dosyć pokrętnie, ale w końcu zrozumiała. No dobrze. To miało znacznie więcej sensu. Szkoda, że od razu się nie zrozumieli. Mimo wszystko uśmiechnęła się lekko. Chciał być obecny w życiu dziewczynek. Nie tylko czuł się odpowiedzialny. Chciał. To jedno słowo przyniosło jej trochę ulgi. Skrzywiła się dopiero na myśl o rodzinie. Nie miała pojęcia, jak zareagują. Mogła być jedynie pewna, że nie będzie spokojnie. No i był jeszcze Diego. Tutaj akurat miała kilka bardzo prawdopodobnych scenariuszy i każdy zawierał przynajmniej jeden wybuch.
OdpowiedzUsuń— Nie mogę niczego za nich obiecać — przyznała — Pewnie nie będą zachwyceni. Właściwie na pewno nie będą, tylko jeszcze nie wiem, w jaki sposób postanowią to okazać. Z Diego akurat wiem, ale on jest osobnym problemem — westchnęła, masując skronie. Do cholery jej bliźniak stawał się jej z każdym dniem coraz większym kamieniem na sercu. Nie miała pojęcia co z nim zrobić ani z uczuciami do niego — Jeżeli jednak spróbują usunąć Cię z życia dziewczynek tylko dlatego, że nie podoba im się ta sytuacja, nie będziesz z tym sam. To są nasze dzieci, nie ich, i nie pozwolę im zdecydować za nas. Nie chcę, żeby wychowywały się bez Ciebie, skoro chcesz przy nich być — zapewniła go, przesuwając w tym czasie na niego swój wzrok, żeby miał pewność, że mówi szczerze.
Potem już się zamknęła. Usiadła na powrót. Oparła się mocniej o fotel i przymknęła oczy. Jeden wdech, drugi, trzeci. Powoli odnalazła rytm, jak przed rozpoczęciem tańca. Po chwili do jej głowy sama wprosiła się znajoma melodia, bo najwyraźniej nawet własne myśli nie potrafiły uszanować jej prośby o ciszę.Mimo wszystko nie śpiewała na głos. Zaczęła tylko delikatnie bujać się w jej rytmie, na tyle, na ile pozwalał łańcuch. Skoro nie mogła się wytańczyć naprawdę, musiała na razie wystarczyć jej własna głowa.
Darcy
Po pewnym czasie Darcy zorientowała się, że oddech Ryu stał się głębszy i bardziej regularny. Zerknęła przez ramię. Zasnął oparty o szafkę, nadal w tej niewygodnej, siedzącej pozycji. Przez chwilę tylko lekko bujała się w rytm melodii rozbrzmiewającej w jej głowie. Potem ostrożnie sięgnęła po poduszkę i podsunęła ją pod skutą rękę Ryu, żeby nie opierał jej bezpośrednio o twardą podłogę. Upewniła się, że łańcuch pozostał luźny, po czym powoli położyła się około metr dalej, żeby łańcuchowi zostawało jeszcze sporo do napięcia się. Uśmiechnęła się pod nosem. Jednak trochę sobie zatańczy. Wolną ręką zakreśliła nad sobą powolny łuk. Za ruchem palców podążyło ramię, bark, a potem całe ciało. Wygięła plecy i ponownie zwinęła się na podłodze. Jedną nogę wyprostowała, wodząc palcami stopy po posadzce, drugą przyciągnęła do siebie. Obróciła się na bok tylko na tyle, pilnując, żeby nie szarpnąć Ryu i go nie obudzić. Pierwsze ruchy były krótkie i gwałtowne. Wolna dłoń cięła powietrze, palce zaciskały się i otwierały, a napięcie powoli opuszczało jej ramiona. Wyrzucała z siebie wszystko, czego nie chciała już ubierać w kolejne zdania. Wściekłość na niego, na siebie, na Gava, Tonego, Grimę i ten kretyński łańcuch. Na ciążę, na strach i na to, że nawet kiedy oboje chcieli się porozumieć, to zamiast tego skakali sobie do gardeł. Z czasem jej ruchy złagodniały. Gniew ustępował, pozostawiając po sobie zmęczenie. Znów spojrzała na śpiącego Ryu. Po tym wszystkim nadal coś się w niej tliło. Uparcie i zupełnie bez sensu. Nie wiedziała, czy była to miłość, przywiązanie, pożądanie, tęsknota za ich dawną bliskością czy głupia nadzieja, że jeszcze da się coś uratować. Może wszystko naraz. Świetnie. Jakby nie miała już wystarczającego bałaganu w głowie. Dokończyła ostatni ruch, przesuwając wolną dłonią tuż nad podłogą, a potem zastygła na chwilę. Oddychała spokojniej. Teraz było jej zdecydowanie lepiej. Uśmiechnęła się lekko. Podniosła się ostrożnie i, pilnując długości łańcucha, przeszła do biurka. Dostrzegła kartkę, na której wcześniej rysował Ryu. Przyjrzała się jej przez moment, po czym odłożyła ją w bezpieczne miejsce, żeby przypadkiem jej nie zagiąć ani nie poplamić. Rozumiała, chyba, jego obawy i martwiła się o niego, ale siłą niczego nie naprawi. Miała jednak nadzieję, że teraz będzie troszkę lepiej, że w końcu zaczną wychodzić na prostą. Wyciągnęła czystą kartkę i usiadła. Przez chwilę obracała narzędzie do rysowania między palcami, nie wiedząc jeszcze, od czego zacząć. W końcu dotknęła nim papieru. Zaczęła rysować coś od siebie. Nie chciała go budzić. Nie potrafiła też robić takich ładnych dzieł jak Akane, czy to co zrobił Ryu, ale coś tam potrafiła i nawet wiedziała co chciałaby stworzyć. Potem to oprawi pewnej parce. Przyjrzała się jeszcze temu, po czym uśmiechnęła szerzej.
OdpowiedzUsuńDarcy
Skoro Ryu dalej spał zaczęła robić kolejny obrazek. Tym razem bardziej karykaturalny i personalny. Może nawet tą drugą wersję im faktycznie oprawi, a pierwszą zostawi sobie.
OdpowiedzUsuńDarcy
Nie zarejestrowała, że Ryu wstał, bo nie zdążył wydać żadnego dźwięku, czy poruszyć się jakoś gwałtownie, więc dalej bawiła się przy kartkach zajmując myśli. Kiedy skończyła portret, z którego nie była idealnie zadowolona, to zaczęła kreślić nuty i tekst do tego co tak siedziało jej dzisiaj muzycznie w głowie. Ryu ją zaskoczył, kiedy usłyszała jego głos zza pleców. Odruchowo odłożyła kartkę z tekstem, bo nie lubiła pokazywać nieskończonych zapisów nutowych. Spojrzała na chłopaka, a potem na rysunek i przytaknęła mu.
OdpowiedzUsuń— Nie mam talentu do twarzy jak nie mam twarzy przed twarzą — zaśmiała się lekko na swoje słowa. Miał rację, do ideału było daleko. — Ale moim zdaniem Grima w rzeczywistości jest ładniejsza, jej uśmiech mi nie wyszedł za bardzo — skomentowała. — Ale w ramkę im to chyba i tak oprawę… — dodała, a na jego pytanie zastanowiła się lekko. Wróciła wzrokiem do Ryu, poprawiając się lekko na krześle.
— Obiecałam sobie, że nie dam się więcej skuć w żadne łańcuchy po przygodach z wiedźmą i wiem, że to nie to samo, ale mimo wszystko nie jest przyjemnie. Doceniam, że chcą dobrze, naprawdę doceniam. Ale środkowy palec na pamiątkę mogą dostać — wyjaśniła.
Darcy
Darcy pomyślała, że był to wyjątkowo emocjonalny pierwszy dzień po chorobie, po którym najpewniej oboje będą musieli jeszcze odchorować samo leczenie. Nie powiedziała tego jednak na głos. Było jej przykro, że od czasu, kiedy się ze sobą przespali, niemal każda próba rozmowy kończyła się kolejnym nieporozumieniem. Nie chciała teraz znowu tego rozdrapywać.
OdpowiedzUsuń— Oboje się porządnie wyśpimy, co? — odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
Kiedy Ryu zajął się truskawką, ponownie pochyliła się nad kartką. Dokończyła ostatni wers, a potem przeczytała wszystko od początku. Poczuła, jak robi jej się gorąco na twarzy. Rumieniec oblał całą jej nieszczęsną buzię. No pięknie. Dopóki słowa krążyły wyłącznie w jej głowie, nie wydawały się aż tak jednoznaczne, prostsze i dawały upust emocjom. Teraz natomiast, zapisane na papierze nagle wyglądały zdecydowanie zbyt intymnie. Dobrze oddawały to, co teraz czuła, to prawda, ale co miała dalej z tym zrobić? Dać mu kartkę? Ryu przecież nie lubił, kiedy rozmawiano z nim przez śpiew. Mógłby uznać, że znowu chowa się za czymś, zamiast powiedzieć mu wprost, o co jej chodzi. Tylko że sama jeszcze nie wiedziała, o co właściwie chodziło. Czy napisała to dla niego, o nim, czy jedynie przez to wszystko, co się między nimi wydarzyło. Zagryzła wargę. Zatrzymać dla siebie? To z kolei przypominało ucieczkę. Zwłaszcza że widział, jak wcześniej pospiesznie odłożyła kartkę. Rżnąć głupa nie da rady. Zainteresuje się tym? Będzie miał to gdzieś? Czeka na to aż sama zrobi pierwszy krok? Serce biło jej absurdalnie szybko, jakby chciało wyskoczyć jej z piersi. Ostatecznie złożyła ją raz, lecz nie schowała.
— Napisałam coś — przyznała, zanim zdążyła stchórzyć. — Ale nie wiem czy chcesz to zobaczyć… zostawiam obok lepszej karykatury Tonego i Grimy i zrób z tym co chcesz — dodała jeszcze niepewnie, a potem wstała zaparzyć sobie herbaty. No i tyle było z jej uspokajania myśli. Zajebiście Ci poszło, Darcy.
Darcy
Jemu też nie chciało się dyskutować o pierwszych pocałunkach. Zresztą mało go obchodziło życie prywatne dzieciaka, bo nadal to w nim widział. Nie, żeby sam był jakoś totalnie dorosły. Machnął ręką na wzmiankę weryfikacji, dodając.
OdpowiedzUsuń— Przynajmniej bękarta sobie nie spłodziłem — zarzucił, uśmiechając się prowokacyjnie. — Co tu robisz? Mieszkasz tu na stałe?
Yumi
Znowu się lekko zarumieniła. Bała się, że zmieni narrację, jeśli jednak to przeczyta. Że zdecydowanie przesadziła i nie powinna o tym mówić. Z drugiej strony myślała o sobie i o nim, kiedy to pisała. Nalała sobie do szklanki zaparzonej herbaty i upiła łyk.
OdpowiedzUsuń— To… trzymaj się tego, jeżeli zdecydujesz się zerknąć — poprosiła, uśmiechnęła się lekko ku niemu. Zastanowiła się nad pytaniem, patrząc po nim. Przesunęła wzrokiem po opasce, a potem po bandażu. Przechyliła lekko głowę w bok. Miał dużo blizn, ale tylko dwa miejsca chował. Zawsze ją to ciekawiło, ale to jedno specyficzne pytanie jednak powinna odłożyć na później. Postanowiła zapytać bardziej ogólnie.
— Co sądzisz o swoich bliznach? — zapytała zainteresowana. — I poza pytaniami, masz ochotę na herbatę? — dodała zaraz.
Darcy
— Coś Ci nie odpowiada w tutejszej herbacie? Nie widziałam, żebyś ją w ogóle pił — zauważyła spokojnie, bardziej zainteresowana niż jakkolwiek zmartwiona czy zaniepokojona. Zwyczajnie pamiętała, że wcześniej raczej mówił, że lubi liściaste napary, a teraz nawet nie powąchał. — Chodzi o temperaturę? Wolałbyś mrożoną? — dodała jeszcze teorie, samej popijając akurat ciepłą wersję. Wysłuchała tego co opowiada o bliznach i uśmiechnęła się w jego stronę. Przeszedł naprawdę dużo, zdecydowanie za dużo. Ech, naprawdę chciałaby, żeby zaznał w końcu trochę beztroskiego życia.
OdpowiedzUsuń— Niektórzy mówią, że blizny dodają męskości, inni lubią opowiadać skąd je mają, albo próbują różnych maści, żeby się ich pozbyć, a Ty po prostu je masz… sorki za wścibskość — odpowiedziała mu na jego historię.
Darcy
wody też oczywiście mu polała XD
UsuńW zasadzie miało to sens. Ciepła herbata rozgrzewała, a większość miała o wiele niższe limity przyjemnego rozgrzania niż ona. Przytaknęła mu głową. Sama z zimnych napoi wolała lemoniadę, drinka, no teraz bezalkoholowego albo właśnie wodę - ale tak, herbata najlepsza była na ciepło.
OdpowiedzUsuń— Mrożona herbata trochę traci urok herbaty — odparła ostatecznie z uśmiechem. Mózg jej na chwilę zamarł, kiedy podwinął koszulkę. Ugryzła wnętrze policzka. Blizny wcale nie odejmowały mu uroku i naprawdę nie potrafiła jeszcze spokojnie obserwować jego nagiego torsu. Widok naprawdę cieszył oko, aż za bardzo. W tym problem. Patrzyła na wszystkie szramy z zainteresowaniem, zaraz po tym jak się skarciła w myślach.
— Nadal stoisz, więc jest czym się chwalić — pozwoliła sobie zauważyć, a kiedy usłyszała, że nie nadają się do chwalenia to pokręciła głową. — Czemu nie nadają? — zapytała. Kiedy zapytał o jej zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami.
— Nie mogę za bardzo mieć blizn. Przed połączeniem z Cydar jak moje moce były wypaczone to leczyłam się samoistnie, razem z bliznami, tak długo jak nie brakowało mi wnętrzności albo nie miałam łamanych kości — zaśmiała się po raz kolejny, kiedy jej się zrymowało. Upiła kolejny łyk herbaty. — A teraz muszę medytować, aby leczyć rany, wtedy blizna też nie zostaje, goi się do pierwotnego stanu, a że okazało się, że nasza opieka medyczna, zapasy… cóż, nie widzę sensu w zużywaniu ograniczonych zapasów, jak mogę się sama wyleczyć zerowym kosztem. Ale gdybym miała możliwość posiadania… — urwała i zastanowiła się przez chwilę — Pewnie bym zostawiła na pamiątkę, że dalej trzymam się na nogach — zakończyła ostatecznie.
Darcy
— Mam podobnie. Nie lubię zabijać, bo ktoś mnie do tego zmusza, muszę mieć jakiś powód — odpowiedziała mu szczerze — To nie tak, że ciężko mi go znaleźć. Nie zawsze też zależy mi na tym, żeby ktoś umarł szybko. Mam tendencję do zabijania w boleśniejszy sposób niż jest to konieczne, jeśli uważam, że sobie na to zasłużył — dodała po krótkim zastanowieniu. Słuchała go dalej z lekkim uśmiechem, który zrobił się znacznie szerszy, kiedy opowiedział o złamanej gałęzi. Zaśmiała się, wyobrażając sobie Ryu uciekającego przed całą bandą żabodzików.
OdpowiedzUsuń— Całą bandą? — powtórzyła rozbawiona — jak właściwie skończyła się ta ucieczka? Udało Ci się je zgubić? I znalazłeś później coś do jedzenia czy wróciłeś z polowania głodny? — dopytała zainteresowana. Naprawdę lubiła go słuchać. Był zwyczajnie fascynujący. Jego przygody, sposób myślenia, po prostu przyjemnie się tego słuchało. Spojrzała na jego blizny, zastanawiając się przez moment.
— A gdybyś mógł usunąć swoje blizny, chciałbyś? Wszystkie, tylko niektóre czy żadnej? — zapytała zaciekawiona.
Kiedy zatrzymał ją i podsumował jej wcześniejsze wyjaśnienia, zaśmiała się lekko. Faktycznie nie powiedziała tego najlepiej. Często jej się to zdarzało. Pokręciła głową z pretensją do samej siebie, a później uśmiechnęła się przepraszająco do Ryu.
— Nie miałam jeszcze wielu okazji, źle to ujęłam, wybacz — przyznała, urywając na chwilę, zastanawiając się trochę nad swoimi zdolnościami — Prawdziwą przemianę odkryłam tydzień temu. Tak naprawdę dopiero się uczę swoich nowych możliwości — zaczęła z lekką ekscytacją w głosie — Medytowałam od tamtego czasu tylko raz, po pierwszej przemianie i treningu, kiedy rozcięłam sobie bok już w ludzkiej formie. Wtedy rana całkiem się zagoiła i nie została po niej żadna blizna — wyjaśniła. Dotknęła swojego boku w miejscu, gdzie wcześniej znajdowało się rozcięcie. Nie było to nic strasznego na dobrą sprawę.
— Więc tak, mogę po prostu nie medytować i pozwolić ranie zagoić się normalnie. Tak myślę. Przy cięższych raczej będę jednak medytować, żeby nie marnować zapasów i nie ryzykować tylko dla samej blizny. Wiesz, wolę się jednak mimo wszystko nie wykrwawić — poruszyła wymownie brwiami i zaśmiała się lekko — Muszę też dopiero sprawdzić, na ile mogę to kontrolować. Czy mogę zatrzymać leczenie w odpowiednim momencie, czy rana zostanie tylko wtedy, kiedy nie będę medytowała w ogóle — dodała. Uśmiechnęła się nieco szerzej, bo sama możliwość sprawdzania tego naprawdę ją ciekawiła.
— Trochę mnie to ekscytuje. Przez całe życie wszystkie rany się leczyły, czy tego chciałam, czy nie. Teraz mogę mieć możliwość zdecydowania, że jakaś po mnie zostanie — przyznała. Zaśmiała się po chwili — W sumie ciekawe, jak wyglądałabym teraz, gdyby moje stare moce przez te wszystkie lata nie leczyły mnie przy każdym użyciu. Pewnie byłabym cała w strasznych bliznach.
Darcy
Aż przechyliła głowę w bok na tę informację. Na żabodziki polowała przede wszystkim z Abyss, a raczej to Abyss zabijała wszystkie i nie dawała jej za dużo czasu na analizowanie. Brała je z zaskoczenia, a potem niosła w pysku zadowolona, oczekując nagrody. Zaśmiała się lekko na wyjaśnienia Ryu.
OdpowiedzUsuń— Taktyczny odwrót i zmiana planów, co? — poruszyła wymownie brwiami i zaśmiała się lekko. — Z szacunku do siebie i żabodzików zabiłeś kolejne żabodzika? — zapytała, próbując sobie połączyć ten tok myślenia — że do siebie to rozumiem, w końcu trzeba skończyć to co się zaczęło, ale nie wiem, czy żabodzik podzielał kwestię obopólnego szacunku — zauważyła z uśmiechem na twarzy. Nie brzmiała oskarżycielsko, jeśli już to przede wszystkim znowu sobie teraz żartowała. Przytaknęła na kolejne słowa rozbawiona. — Kardio i dzień nóg odhaczone z listy, hm? — skomentowała z takim samym przyjaznym, miłym uśmiechem na ustach. Wysłuchała tego co mówił o bliznach. Przytaknęła mu. Nie lubi się nimi chwalić, ale są dla niego.
— Racja, składamy się ze wszystkich naszych wspomnień i przeżyć — przyznała mu rację. Sam też mówił, że żadnego swoje przeżycia by nie cofnął. Poza tym nie sprawiał wrażenia, aby jego rana na ręce czy brak oka jakoś odebrały mu kompetencji, jedno zdrowe oko i tak miał niezwykle spostrzegawcze. Bardziej niż wiele osób o parze działających gałek ocznych.
— Zakraplasz czasami to zdrowe? — zainteresowała się. Skoro piekło to pewnie tak. Zaśmiała się na jego podsumowanie samej siebie.
— Ta, nówka sztuka nieśmigana jeszcze jak to mówią — powiedziała żartobliwym tonem. — Medytując mogę połączyć się ze swoim wewnętrznym ja, z otoczeniem, z którego mogę czerpać siłę, wzmocnić się, czy porozmawiać z lękami, wadami, odkryć swój prawdziwy potencjał… lista jest długa — urwała na chwilę, żeby dać sobie czas. Oj trochę tego było. — Moja medytacja to nie zawsze siedzenie, czasami tańczę rytualnie czy nucę to co podpowiada mi głos w mojej głowie, pozwala mi to zachować i wzmocnić jedność, która jest mi potrzebna, żeby się nie wymazać, a przy okazji ogarnąć co naprawdę potrafię. Moce, które widziałeś wcześniej to był spaczony obraz, coś czego nie powinno tak naprawdę nigdy być. Bo wiesz… cytując moją fenalis “gorąca z nas dziewczyna a nie sos pomidorowy” — zaśmiała się lekko. — A Tobie medytacja w takim razie może się przydać na problemy ze snem — zażartowała. — Gdybyś kiedyś takie miał — dodała jeszcze, żeby nie było, że już teraz jakieś u niego zakładała.
Darcy
Zaśmiała się na sprostowanie historii o żabodzikach i przytaknęła mu wesoło.
OdpowiedzUsuń— No jakiż Waszmość łaskawy — dodała żartobliwie, po czym ukłoniła mu się jeszcze teatralnie dla lepszego efektu. Poczuła lekkie ciepło na policzkach na jego wyrzut, ale odchrząknęła
— Za gorąca… — uniosła lekko brew. Och, to teraz zrzucamy winę na nią, tak? Jakby on wtedy nie był zbyt pociągający i intensywny, żeby się powstrzymać. Zaśmiała się weseoło, dalej z wypiekami na twarzy, bo przyszła jej do głowy całkiem zabawna odpowiedzieć, ale powstrzymała się przed wypowiedzeniem jej na głos. Naprawdę ucieszyłaby się, gdyby mogli po prostu zażartować z tej sytuacji, ale jeszcze się bała, że mogą się pokłócić, jeżeli sama zacznie zbyt dużo mówić. Zamiast tego skupiła się na tym czym jest ten owy pociąg, bo jedyny jaki znała znowu nawiązywał do pamiętnej nocy. Spojrzała więc na jego rysunek i wyjaśnienia. Ten środek transportu brzmiał bardzo przydatne. Nachyliła się bardziej, żeby dotknąć szkicu.
— Musiały być ogromne… może kiedyś da się takie wybudować w tym świecie — zastanowiła się. O wiele łatwiej byłoby podróżować. Wzruszyła ramionami na jego pytanie.
— Wiem już co to rower — poprawiła go — A kardio nauczyłam się w podobny sposób, z rozmowy. Poszłam raz potańczyć do Piasków Czasu, jeden z klientów mnie zaprosił jak leciała szybka, skoczna muzyka i jak zeszliśmy z parkietu to powiedział, że mu kardio zafundowałam, to poprosiłam, żeby wyjaśnił co to jest — objaśniła mu spokojnie. Troszkę ją bawiło jak go bolało to słówko z jej ust. Przytaknęła mu też w kwestii myśli. — Wredna wobec Ciebie ta Twoja medytacja, zawsze nie po drodze — skomentowała z lekkim, zaczepnym żartem i upiła łyk herbaty.
Darcy
— Brzmi jak doskonały sposób na życie — stwierdził. — Wpadasz raz na jakiś czas na pomidorową u Rei, a po tym idziesz w świat płodzić kolejne dzieciaki. Nieźle to sobie wykombinowałeś — stwierdził, klepiąc go niepostrzeżenie w ramię.
OdpowiedzUsuńYumi
Darcy oglądała w jaki sposób Ryu poprawia swój rysunek z wyraźnym zainteresowaniem. Chłopak nie pierwszy raz coś jej przedstawiał w ilustrowany sposób. Zmarszczyła lekko brwi. Kiedy widziała twór “przyszłość” ten zdawał się dokładniejszy. Przybliżyła się delikatnie, kiedy zrobił chwilową przerwę w poprawkach.
OdpowiedzUsuń— Chcesz mały trik? — zapytała spokojnym tonem i uśmiechnęła się lekko do niego. — Spróbuj prowadzić dłuższe linie jednym ruchem, nie poprawiając ich kawałek po kawałku. Najpierw przejedź ręką nad kartką, myśląc o linii jaką chcesz zrobić, a potem ją wykonaj — dodała jeszcze, uśmiechając się przy tym szerzej, przyjaźniej. — Aczkolwiek Twoje patyczaki też mają swój urok, mój portret w Twojej mącznej wersji był naprawdę słodki i wierny oryginałowi — rzuciła dodatkowo. Osobiście lubiła to co rysował, nie były może to artystyczne dzieła sztuki, ale przyjemnie się na nie patrzyło. Były urocze jej zdaniem. Przytaknęłą mu w kwestii pociągów zadowolona. Było na co czekać po wojnie, kiedy przyjdzie czas na naprawianie szkód i rozwijanie narodów. Takie pociągi z pewnością mogłyby połączyć nacje.
O rowerze wspomniała bardziej, aby pochwalić się, że pamięta, bo w końcu wiedziała dzięki niemu czym jest ten wynalazek. Sama nie chciała się o to kłócić.
Zdziwiła się lekko na komentarz o rzeczonym tancerzu. Spojrzała zaskoczona po Ryu. Do tego to wzdrygnięcie. Dziwne.
— Dlaczego na świra? Zdawał się całkiem normalny — zapytała zainteresowana jego tokiem rozumowania.
Przytaknęła mu w kwestii medytacji.
— A z czymś jest Ci po drodze? W swoich samotniach myśli Ci się lepiej? — dopytała.
Darcy