Fucked with my head, now I can't sleep
I stitched my wounds, yours are open
And now that my heart is frozen”
Nic nie jest trwałe. Ludzie zmieniają strony, ideały mają swoją cenę, a lojalność zwykle kończy się tam, gdzie zaczyna się czyjś interes. Ernest nauczył się tego bardzo wcześnie. Nie znał rodziców, nie miał domu i od dziecka przechodził z rąk do rąk — między handlarzami, ulicą i półświatkiem. Szybko zrozumiał, że jego jedyną prawdziwą wartością jest umysł. Był bystry, pomysłowy i obsesyjnie ciekawy tego, jak rzeczy działają. Zaczynał od tworzenia broni, kusz, pułapek, petard i ukrytych mechanizmów dla przestępców. Wolał jednak pozostawać w cieniu. Liczyła się zapłata, nie rozgłos.
Talent sprowadził na niego uwagę Peruna. Na królewskim dworze Ernest pracował nad bronią i wynalazkami mającymi zwiększyć przewagę Polszy. Nie uważał się za człowieka dobrego i nie miał złudzeń co do przeznaczenia swoich konstrukcji. Gdy jednak jeden z projektów miał zostać przetestowany na bezdomnych sierotach, zaprotestował. Za sprzeciw zapłacił wolnością. Lochy i tortury pozostawiły po sobie więcej niż blizny. Ernest uciekł z nich zniszczony fizycznie i psychicznie, związany z obecnością, która w chwilach skrajnej potrzeby potrafi przejąć nad nim kontrolę i zwiększyć jego siłę. Cena tej mocy pozostaje niepewna, a Ernest nie zamierza nikomu tłumaczyć, czego naprawdę się obawia. Po ucieczce zaczął przemierzać Mathyr. Towarzystwo pięknej i niebezpiecznej nieznajomej okazało się zaskakująco użyteczne, zwłaszcza że nie próbuje go naprawiać ani zmieniać. Ernest wrócił również do tworzenia. Buduje broń, mechanizmy i artefakty według własnych zasad — samozwańczy wizjoner.
Jest cyniczny, wyrachowany i wystarczająco dobrym kłamcą, by prawda pojawiała się w jego słowach tylko wtedy, gdy jest wygodna. Sojusze traktuje jak transakcje, przysługi jak długi, a lojalność jak walutę, której nie wydaje pochopnie. Dziś pozostaje zbiegiem, wynalazcą i człowiekiem, który uparcie przygotowuje własny powrót. Nie zamierza wrócić do Polszy jako złamany więzień. Chce wrócić z wiedzą, bronią i przewagą wystarczającą, by ci, którzy kiedyś go zamknęli, zrozumieli swój błąd dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.
Broken down, cut to the bone
Held my tongue and I waited my turn
Now it's fuck this world, Imma let it all burn”
En odwróciła głowę lekko w bok, trochę jakby coś właśnie usłyszała. Chichot... co prawda w swojej głowie, ale jednak. "Wyjątkowo nieodpowiednia" zaszumiało, a ona uniosła kącik ust raz jeszcze. Wróciła po chwili spojrzeniem do czarnowłosego, popatrzyła po nim. Nie skomentowała wypowiedzi, po prostu ruszyła w stronę wspomnianej kopalni. Jej ciało dopiero teraz zaczęło wychodzić z trybu obronnego, spięte mięśnie nieco puszczały. Sama również była brudna, nie miała też na sobie ubrań, ale aktualnie to nie było istotne. Pożar... Pomyślała chwilę. Przy takim deszczu nie ma co liczyć na suche drewno i rozpalenie ogniska, no, przynajmniej teoretycznie. Idąc w stronę celu, zaczęła zbierać mokry chrust, a kiedy już dotarli, upuściła zbiory na środku. Kopalnia miała może jakieś dwa metry na dwa, całą resztę tunelu przysypywały kamienie.
OdpowiedzUsuń- Podobno tu straszy... Wielu zginęło jak się zasypała... - rozejrzała się po niewielkiej przestrzeni i zatrzymała wzrok na Erneście. - Boisz się duchów? - zapytała, uważnie go przy tym obserwując.
Ennis
Kiedy on cieszył oczy i ręce zawartością kopalni, ona kucnęła przy chruście i zaczęła wyciągać z niego wodę, aby był suchy jak wiór. Chwilę jej to zajęło, odłożyła też jeszcze trochę kawałków na bok, by było co dorzucać. Ulewa rozhulała się w najlepsze i nawet ona czuła chłód nadchodzący z zewnątrz. Wiatr dokazywał razem w kroplami deszczu. Co prawda niebo rozcinane od czasu do czasu błyskawicami, miało swój urok, ale zdecydowanie przyjemniej oglądało się je z dachem nad głową, a nie ze strumieniami deszczu w oczach. Ennis ziewnęła przeciągle. O tych godzinach zwykle spała, poza tym, wyrwano ich ze snu, więc ciężko się dziwić. Słuchała teorii Ernesta, a kiedy już wysuszyła drewno, zajęła się rozpaleniem ogniska.
OdpowiedzUsuń- Sugerujesz, że ktoś zawalił tą kopalnie celowo? Czy może po prostu korzysta z tragedii innych i czerpie własne zyski, rozpowiadając brednie? - popatrzyła po tym co chował do plecaka.
- Mniej problematyczne, tak? - przesunęła po nim spojrzeniem. - Jak chcesz być mniej problematyczny to lepiej zdejmij ciuchy i wciągnij na siebie coś suchego - taka pogoda dla ludzi potrafiła być zabójcza, a nie zamierzała tracić czasu na zajmowanie się chorym.
Ennis
Wzruszyła ramionami na jego teorię.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie to plotka w zupełności wystarczy by ludzie sobie zbyt wiele wyobrażali. Nikt nie musi mieć w tym zysku - stwierdziła i zaraz skrzyżowała z nim spojrzenie.
- To już zależy co rozumiesz przez "potargasz". Słowo to użyte w odpowiednim znaczeniu mogłoby mieć w sobie co nieco z prawdy - sama uniosła kącik ust. Bez skrupułów patrzyła po nim, gdy się rozbierał, lustrowała jego ciało, wygodnie się rozsiadając przy płomieniach. Kiedy już się ubrał, przymknęła oczy i nasłuchiwała dźwięków burzy.
- Pewnie zaraz mi powiesz - rzuciła, gdy przerwał ciszę. Uniosła jedną z powiek i patrzyła po czarnowłosym. Czyli jednak trafiła, zagadki były czymś co pobudzało Ernesta.
- Nie wierzysz w opcję, w której ludzie sami się nakręcają? Mają tak nudne życie, że zwykły powiew wiatru przypisują duchom i próbie nawiązania z nimi kontaktu. To brzmi dość ciekawie, "ej, duch z kopalni zdradził mi swoją tajemnicę" - wyprostowała nogi i oparła dłonie za pośladkami. Teraz to ona przekręciła głowę, dokładnie się Ernestowi przyglądając.
Ennis
Patrzyła po nim, a potem po skale, którą przekładał między palcami. Skrzyżowała z nim wzrok, kiedy wspomniał o najmniej interesującej rzeczy.
OdpowiedzUsuń- O, to na pewno - odpowiedziała z twarzą bez większego wyrazu. Zmieniła pozycję i zbliżyła się do Ernesta, gdy podawał jej skałę. Złapała ją w dłonie, przysunęła trochę bliżej płomieni, by wszystko lepiej widzieć, zaczęła oglądać znalezisko. Zmarszczyła nieco czoło.
- Matowa czerń, grafitowy połysk... - przechyliła minerał by obejrzeć go pod odpowiednim kątem - cień burzy... - użyła potocznej nazwy, opisującej układ żył - ...żyły przypominające błyskawice lub korzenie... - była już pewna co tu znaleźli, ale chciała sprawdzić coś jeszcze. Przytrzymała minerał nad ogniem, a ten zaczął wydzielać tą specyficzną woń. - Siarka, mokra ziemia, przypalone drewno... zapach jak po uderzeniu piorunem... - odsunęła kamień od płomieni i skrzyżowała wzrok z Ernestem. - To noksylit... - podniosła skałę wyżej i jeszcze raz po niej spojrzała. Wróciła wzrokiem do twarzy towarzysza. - Proch burzowy... Pierdolony proch burzowy - uśmiechnęła się pod nosem, zwilżyła usta i zawiesiła wzrok w kamieniu. To rzeczywiście mogło być nie lada odkrycie.
Ennis
Spojrzała po nim uważniej, sama czuła pewną dozę satysfakcji, ale Ernest zdawał się aktualnie być w skowronkach. Trzeba było przyznać, ze czerpał radości z dziwnych spraw.
OdpowiedzUsuń- Yhy... - sama również oparła się o ścianę obok niego i dalej oglądała kamień.
- Biorąc pod uwagę burzę trwającą na zewnątrz nie skojarzyłam zapachu z minerałem... - przyznała. Spojrzała po nim, gdy się pochylił, a potem znowu na kamień. Zaraz przesunęła wzrokiem po ścianie, którą Ernest dotykał. "Ustawić do końca życia"? Wróciła do niego spojrzeniem. No proszę, czyli odkryli swego rodzaju skarb... Kto by pomyślał... Zastanowiła się chwilę nad jego teorią.
- To nie bardzo trzyma się kupy... Gdybym ja chciała coś takiego przywłaszczyć, to zasypałabym całą kopalnie. Na pewno nie zostawiłabym odsłoniętego fragmentu. Rozpoznanie tego zajęło Ci dosłownie chwilę. Tak, masz tęgi łeb, ale nie Ty jeden. Ta jama, jak by płytka nie była, zachęca zapewne wielu podróżnych do noclegu. Prawdopodobieństwo, że ktoś Twojego pokroju by tu trafił i znalazł złoża jest więc dość duże. To tak jakby ktoś zakopał skrzynię skarbów, a po wierzchu piachu rozsypał złote monety - oddała mu kamień i zmniejszyła dystans między ich twarzami. Spojrzała mu w oczy.
- Bezsensu... - podsumowała, po czym się odsunęła i wystawiła dłonie nad płomienie, co by je sobie nieco ogrzać. Na pytanie pokręciła lekko głową.
- Zmielić, ma wysoką reaktywność, to podstawowy składnik prochu burzowego, wybuch z tym prochem w składzie jest o wiele potężniejszy od wybuchu ze zwykłym, czarnym prochem - obejrzała się na Ernesta i uśmiechnęła kącikiem ust. - Któż to wie... Może moim celem było pokazanie Ci jak się organizuje prawdziwe niespodzianki? - rzuciła i zaraz parsknęła krótkim śmiechem. Spojrzała w płomienie.
- Poprawka, wiem jak pobudzić Twoje zmysły... W pobudzaniu zmysłów przeciętnego faceta nie ma nic skomplikowanego - stwierdziła nie spuszczając ognia z oczu.
Ennis
Dalej grzała dłonie, gdy on mówił swoje. Trawiła jego słowa, zastanawiając się i łącząc to co mówił z własnymi przemyśleniami. Zmarszczyła czoło, pewna myśl zaczęła jej krążyć po głowie. Oderwała spokojnie wzrok od ognia i przesunęła go na Ernesta. Obserwowała co robi. Nie gadał znowu aż tak od czapy, ale ją zaczęło zastanawiać coś zupełnie innego. "To jakby ktoś zakopał skrzynię skarbów, a po wierzchu piachu rozsypał złote monety". Jej własne podsumowanie kręciło się w głowie. Wiatr wpadł do środka kopalni i zawirował w środku, a potem ulotnił się przez szpary wgłąb korytarza, wydając przy tym dziwne dźwięki. Coś gdzieś się przesunęło, za stertą kamieni, jakby jakich ruch i jeden kamyk łupnął o ziemię, strącony przez coś lub kogoś. En lekko spięła ciało, jednak nie chodziło o strach, po prostu wyrwało ją to z zamyślenia. Podniosła się jednak i zbliżyła do Ernesta, od razu dłonią mu zasłaniając usta i zasłuchując. Na razie zostawiła jego pytanie bez odpowiedzi. Słuchała chwilę, ale jedyne co się pokazało to mysz czmychająca gdzieś w kącie. Białowłosa spojrzała w oczy Ernesta, odsłoniła mu usta. To co przed chwilą słyszała, ten strącony kamień, to na pewno nie była mysz.
OdpowiedzUsuń- A co, jeżeli wcale nie chodzi o kopalnię? Co jeżeli kopalnia jest właśnie tymi monetami wysypanymi na piasku? - szepnęła. - Trwa wojna, tacy jak Ty są szukani na pęczki... To idealny wabik, jeżeli ktoś tu wchodzi i w dwie minuty ogarnia gdzie wlazł, to musi mieć kurwa łeb na karku i znać się na rzeczy... - dalej szeptała. - Plotki o tej kopalni nie są stare... A kto lubi udowadniać, że jebane duchy nie istnieją? Wyobraź sobie, że jesteś w okolicy przechodem i słyszysz bajeczkę o duchach w kopalni. Mało który tęgogłowy przeszedłby obok czegoś takiego obojętnie... - dodała. Sprawę podziękowań i tego czy jej zależy pozostawiła bez komentarza.
Ennis
Pozwoliła mu przetrawić myśl, a sama rozejrzała się dokładniej, szum spadających kropel dalej sporo zagłuszał. Spróbowała zwietrzyć jakiś zapach, ale tu z kolei noksylit utrudniał sprawę. Jego woń mocno siedziała z nozdrzach, szczególnie po tym jak zaciągnęła się podgrzanym fragmentem. Jej płetwa grzbietowa nastroszyła się wyraźnie, trzy zwieńczające ją kolce były napięte, gotowe przebić rywala nacierającego od tyłu. Nie często pokazywała pełne zastosowanie tej części swojego ciała, ale teraz czuła na ciele te nieprzyjemne ciarki, jakby coś miało zaraz nadejść.
OdpowiedzUsuń- Sprytne... - przyznała. - Nie mniej... aby wiedzieć, że ktoś rzeczywiście się zna na rzeczy... i aby nie łapać zwykłych płotek... - szeptała dalej, ale zaczęła wędrować po kopalni. Powoli wspinała się na zwalonych kamieniach - Ktoś musiałby nas podsłuchiwać! - rzuciła nagle mocniejszym głosem, a wtedy zza sterty usypanego gruzu dało się słyszeć gwałtowne wciągnięcie powietrza i ktoś zerwał się do ucieczki. Nie było jak zerwać się za tym kimś, przejście było zasypane, trzeba by najpierw oczyścić drogę, dało się jednak co nieco więcej zobaczyć między szczelinami. En podsunęła twarz by cokolwiek dojrzeć i zaraz parsknęła pod nosem.
- Pierdolony gówniarz... - obejrzała się na Ernesta. - Albo jebaniec nie urósł, albo właśnie podsłuchiwał nas pierdolony dzieciak... - to jedyne co była w stanie na tą chwilę powiedzieć. Jej płetwa spokojnie zaczęła się składać. Przysiadła na kamieniach i przesunęła po czarnowłosym wzrokiem.
- Nie wyklucza to jednak kopalni jako wabika... Smrody często są wysyłane przez innych na przeszpiegi... - zastanowiła się chwilę. - Może oboje mamy rację... Może ktoś od początku do końca tego nie zaplanował, a jedynie, tak jak wspomniałeś, wykorzystuje okazję, która się nadarzyła... - spojrzała na Ernesta trochę znudzona. - A może tak bardzo się ze sobą nudzimy, że sami wymyślamy sobie scenariusze niesamowitej przygody - wstała z kamieni i zeszła bliżej ogniska. - Aktualnie intruz zwiał... - stwierdziła i usiadła przy palenisku.
Ennis
Ennis nie traciła na czujności, jej płetwa nie odpalała się często, ale kiedy już te mięśnie wchodziły w ruch, to wiedziała, że coś jest na rzeczy. Nie mniej aktualnie napięcie minęło, więc i płetwa opadła.
OdpowiedzUsuń- Rzadko – przyznała przystawiając ręce do ognia. Zamierzała poczekać na rozwój sytuacji. Nie będzie przecież gówniarza gonić, szczególnie w taką pogodę. Trop rozmyłby się bardzo szybko. Słuchała Ernesta, a kiedy usiadł naprzeciw skupiła na nim spojrzenie. Odwzajemniła jego drapieżny uśmieszek.
- Bardziej mnie martwi, że przez nasz dialog i Twoje spytki, jeszcze Cię uzna za mojego mistrza czy kogoś takiego… - rzuciła. – Też rozpoznałam minerał, nie musiał mnie nawet widzieć, ani tego co robię, usłyszał dość by rzeczywiście uznać, że warto komuś donieść – dodała już bardziej poważnie. W tym akurat siedzieli razem, dość jasno to widziała. Sama odłożyła pomysł ze spaniem na później, zastanawiając się nad ewentualnymi opcjami. Kiedy Ernest wstał z miejsca, zaczęła go obserwować. Patrzyła jak przeszukuje kopalnię, uważnie go przy tym lustrując wzrokiem. Uśmiechnęła się pod nosem, nie przeszkadzała mu i nie przerywała poszukiwań. Po prostu sobie po nim patrzyła milcząc. W końcu jednak westchnęła ciężko. Ewidentnie coś znalazł.
- Chyba nie mam co liczyć na spokojne patrzenie sobie w oczy – rzuciła, własnymi przewracając. Wstała z miejsca, upewniła się, że ma wszystko co trzeba przy pasie i podeszła do Ernesta. Już wcześniej czuła lekki przeciąg z tej strony, wiatr dziwnie rozchodził się po tej kopalni.
- Jeżeli nasze przypuszczenia są prawdziwe, to zapewne wystarczy zwalić część kamieni, a nasze oczy ujrzą przejście – złapała jeden z kamieni i odrzuciła go kawałek dalej. Przesunęła spojrzeniem po Erneście. – Przynajmniej coś mnie tu rozgrzeje – rzuciła z nutką pretensji w głosie i złapała kolejny głaz, skupiając spojrzenie na stercie przed nimi.
Ennis
Pokręciła tylko głową i zrzuciła jeszcze kilka kamieni. Kiedy jej dotknął zatrzymała swój ruch, a potem spojrzała na dłoń przy swoim ramieniu. Uniosła wzrok do twarzy Ernesta, odpuściła ostatni kamień i patrzyła po nim pytająco. Obserwowała co robi. Odsunęła się na dwa kroki w tył, uważnie oglądając poczynania czarnowłosego. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, a kiedy kamienie runęły i stanęło przed nimi przejście, uśmiechnęła się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Ktoś tu się popisuje - rzuciła, ruszając w identycznym momencie co on, uskoczyła przed niego, aby nie wgnietli się ramionami w "framugę" wejścia. Spojrzała na niego pretensjonalnie.
- "Panie". Rozumiem żeś kutasa dawno nie używał i mogłeś o nim zapomnieć, ale masz jeszcze inne męskie przywary - rzuciła, zarzucając włosy na plecy. Będzie się jej tu wpychał ciekawski jebaniec. Pokręciła głową, przesuwając się do przodu. Daleko nie trzeba było iść by zaraz rozciągnęła się przed nimi spora część kopalni.
- Pierdolę... Jebana skrzynia skarbów... - szepnęła, rozglądając się dookoła. Zbliżyła się do jednej ze ścian, by przejechać po niej palcami, szła przy niej powoli sunąc po żłobieniach skalnych. Spojrzała w sufit i okręciła się powoli dookoła własnej osi. Parsknęła śmiechem.
- Jesteśmy w dupie... - stwierdziła dość rozbawionym tonem i zaraz przeniosła spojrzenie na Ernesta. - Nie ma szans, że to jest opuszczone - poczuła dreszczyk emocji. Trafili na coś dużego, a to mogło oznaczać duże kłopoty. Na zewnątrz zagrzmiało mocno. Możliwe, że pogoda była jedynym, co aktualnie chroniło ich przed jakimś rozpierdolem. Spojrzała na ślady na ziemi, mimo ciemności ona widziała wszystko wyraźnie. Ślad zdecydowanie gdzieś prowadził, zapewne do wyjścia. Ruszyła powoli za ścieżką wyznaczoną przez skrzynię.
Ennis
Szła spokojnie dalej, a słysząc opcję z bratem uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Obstawiam, że to bardzo prawdopodobna opcja. Pewnie był z wioski nieopodal. Górnicy się w niej osiedli, ale podobno po tragedii wioska praktycznie obumarła. Zginęli prawie wszyscy żywiciele rodziny... - obejrzała się na Erniego, a zaraz potem tak jak wspomniał, w dół. Zastanowiła się chwilę.
- Może wioska wcale nie wymarła? - zasugerowała. To by miało ręce i nogi. Odwalają amatorską robotę by wyżyć. Tylko wtedy po co te plotki o opuszczeniu tego rewiru? Po co bajki o duchach? Spojrzała na pochodnie, o których wspominał, zaraz jednak poczuła, że ktoś się zbliża, wiatr wwiał do środka specyficzną woń. Zatrzymała się na ten metaliczny dźwięk, wyczuliła zmysły.
- Idą... wielu... - szepnęła. Zapachy były rozmaite. Weszli z obu stron. Ktoś dopadł do kamienia z wąską szczeliną, pewnie właśnie nią uciekł smarkacz. Zaczęli przesuwać głaz, odkrywając tylne wejście. Odblask ognia pochodni i szum kroków zaczął się nosić po kopalni. Wejściem, którym oni weszli zaczęli nadciągać ludzie, kobiety, młodzież i starcy. Uzbrojeni w widły oraz noże. Nie wyglądali na wojaków, ale na zdesperowanych. Od strony głazu weszła podobna grupa, jednak mniejsza. Z tyłu było ich z trzynastu, z przodu około sześciu plus on... Barczysty, wysoki mężczyzna wysunął się na przód. Burza ich nie zraziła, byli brudni od błota, wszyscy, ale on się wyróżniał. Miał inny typ urody, ostre rysy twarzy, jasne, długie włosy. Dziki. Wyglądał jak wilk wśród zlęknionych owieczek.
- Ktoś tu się próbuje dobrać do mojego skarbu? - rzucił z kpiną w głosie.
Ennis
Jasnowłosy zatrzymał wzrok na Erneście, zaraz jednak popatrzył uważnie po Ennis, ostatecznie zerknął za siebie i zwrócił się do dzieciaka. Chłopiec miał na oko jakieś pięć, sześć lat. Zapytał go o coś w innym języku, w bardzo specyficznym języku.
OdpowiedzUsuń- Pierdolę... - syknęła En pod nosem. Ten dialekt był dość specyficzny. Doszły ją pogłoski, że Perun zmył z powierzchni ziemi klan Nhulu, ale najwyraźniej nie wybił ich do reszty. Już ten w Argarze był dla niej zaskoczeniem, a teraz drugi...? Tak blisko? Ardea była od nich dobry dzień drogi... Obserwowała i analizowała sytuację na chłodno, uwagi Ernesta zostawiła bez komentarza. Jasnowłosy też zdawał się mieć je w poważaniu. En zerknęła po Erneście, coś dziwnego się z nim działo, znowu... Odwróciła od niego wzrok i skupiła go na wielkoludzie.
- To nie jest najlepsze miejsce na rozmowę, szczególnie przy tylu pochodniach - zaznaczyła. Mężczyzna spojrzał po niej, uważnie się jej przyglądał.
- Ktoś mówi, że chce rozmawiać? - zapytał z nikłym uśmiechem.
- To nas puść - odpowiedziała bez większego wyrazu na twarzy. Zbliżył się, oparł łokieć o ścianę, nie przerywał kontaktu wzrokowego.
- Puszczę, a Wy mówić będziecie co tu mam - sięgnął dłonią do jej szyi. Ennis nie drgnęła, nie spuszczała też z niego wzroku. Dzicy mieli często słabość do hardych, a ona jak by nie patrzeć stała tu teraz prawie naga. Trafienie w jego pierwotne instynkty raczej nie stanowiło problemu. Uśmiechnął się pod nosem, gdy się nie cofnęła. - Po co puścić, jak teraz jeszcze więcej mięć mogę - rzucił zadowolony i się cofnął. Ennis uniosła lekko brew. - Brać do wioski! - odwrócił się do nich plecami i krzyknął, a wieśniacy ruszyli w ich stronę. Przez chwilę chciała mu skoczyć na plecy i jakoś ubezwłasnowolnić, ale wzięła pod uwagę, że tłum mógł różnie zareagować, a stali na pierdolonej bombie. Jeden niewłaściwy ruch i wszyscy wylecą w powietrze.
- Nie tutaj - rzuciła do Ernesta cofając się bliżej niego. - To Nhulu, bez mrugnięcia okiem wysadzi nas i tą kopalnie, a później pójdzie szukać innego skarbu - dodała, w razie gdyby coś mu przyćmiło rozum i planował tu bojować z wieśniakami.
Ennis
Ona również nie zamierzała sprawy zostawić samej sobie, aktualnie bycie w miarę ugodowe po prostu się najbardziej opłacało. W miarę, bo pasa oddawać nie zamierzała. Cofnęła się równo z Ernestem, kiedy wieśniacy zaczęli na nich nacierać, powieliła jego gest z podniesieniem dłoni, ale na twarzy En nie było strapienia, wręcz przeciwnie, świdrowała grupę wzrokiem, co im najwyraźniej odbierało animuszu. Objęcie czarnowłosego lekko ją wybiło, nie sądziła, że będzie chciał to rozegrać w ten sposób. Dziki również nie wyglądał na zadowolonego, miał już w głowie swoje plany na białogłową, nie brał ich za parę. On nigdy nie pozwoliłby by jego kobietę, przy nim samym, ktoś łapał za szyję.
OdpowiedzUsuń- Przy moja będzie jej dobrze - rzucił. - Ciebie wydamy, tu takich jak Ty zbierają, dobre nagrody dają za takich. Łaskawy jestem, moja będzie, a Ty patrzeć nie musiał będziesz - dodał, wychodząc na zewnątrz i czekając aż ludzie ich wyprowadzą.
En przytrzymała Ernesta przy sobie, zacisnęła palce na koszuli przy jego torsie, jakby nie chciała puścić. Nie odwzajemniła pocałunku, ale pozwoliła by ją pocałował. Spięła się lekko w pierwszej chwili, ale zaraz włożyła maskę strapiono-rozczulonej i subtelnie przytaknęła mu głową. Wtuliła się w niego, przytrzymała twarz przy wgłębieniu ramienia i spokojnie wypuściła powietrze, jakby to co jej powiedział trochę ją uspokoiło. Spojrzała po wieśniakach, dwójka z tyłu niosła w ręce ich tobołki, napierano na nich by szli w odpowiednią stronę. Dziki musiał czuć się nad wyraz pewnie ze swoim małym planem. Ją zaliczyć, Ernesta sprzedać. Zapomniał tylko wspomnieć swojej "groźnej" ekipie by ich rozbroili. Chyba myśleli, że widły starczą, by utrzymać ich w bezpiecznej odległości.
- Połapiesz się kiedy... - szepnęła jeszcze, nie miała konkretnego planu, zamierzała działać spontanicznie. Nie sądziła, że dane jej będzie aż tak szybko "nabroić". Splotła palce z Ernestem, drugą dłoń trzymała w powietrzu, dalej by okazać pokojowe nastawienie. Przesuwali się do wyjścia, a kiedy byli już na zewnątrz, od razu poczuła uścisk na podniesionym nadgarstku.
- Moja! - warknął wielkolud, te splecione paluszki bardzo mu nie odpowiadały. Przyciągnął ją do siebie i dobył krótki miecz, wiszący przy pasie Ennis, zagroził nim Ernestowi, w razie jakby ten chciał się sprzeciwiać. En jednak złapała twarz dzikiego w obie dłonie i nakierowała na swoją.
- Twoja - potwierdziła mu i lekko przesunęła końcem nosa po jego nosie. Dziki mruknął zadowolony.
- Zabrać - polecił wieśniakom i wpił się gwałtownie w usta Ennis. Chuć go zdecydowanie zdradziła, bo już zaraz jęknął gardłowo, a z jego ust trysnęła krew. Odepchnął kobietę gwałtownie w odruchu. Poleciała w tył, upadając na ziemię, ale zdążyła podeprzeć się na łokciach. Zaskoczeni wieśniacy nie wiedzieli co się dzieje. Ennis podniosła się do siadu i wypluła odgryziony język dryblasa na ziemię. Jej twarz również była zakrwawiona. Ludzie na ten widok zaczęli się drzeć w niebogłosy, powstała ogólna panika i tylko niektórzy zachowali rezon.
Ennis xD
Dziki, zaraz po swoim wrzasku wpadł w szał, ruszył na Ennis i miotał jej własnym mieczem, próbując w nią trafić. Białowłosa w kilku pierwszych ruchach dalej była na ziemi, tu rozłożyła nogi, tam się przeturlała, zaraz jednak wstała zwinnie i dobyła swój kij, gotowa bronić się przed kolejnymi ciosami. Jasnowłosy w końcu zaczął celować, ale dookoła dalej wrzało. Znaczna część wieśniaków po prostu uciekła, inni, mimo, że zostali to nie mieli pojęcia co robić. Tu zwykłe natarcie nie miało racji bytu. Jeden z ciosów zadanych przez przeciwnika był na tyle silny, że kij En złamał się w miejscu teleskopowego łączenia dwóch elementów.
OdpowiedzUsuń- Kurwa... - sapnęła, a facet zarechotał. Długo się jednak nie pośmiał. En dojrzała Ernesta, który biegł w jej stronę. Zdążyła jeszcze ułamanymi końcami zarysować buzię jasnowłosego, wykonała unik i ruszyła w stronę czarnowłosego. Jej rywal wyraźnie był osłabiony, język mocno krwawił, a do tego pogoda nie dopisywała jego gabarytom. Ubijanie wieśniaków nie było czymś, co jej samej sprawiałoby jakąś przyjemność, więc wolała wycofać się z tej akcji i po prostu zwiać. Odebrała tobołek od Erniego, a potem po prostu z nim biegła, biegła by się po prostu z miejsca oddalić. Kiedy już wrzaski naokoło ustały, zwolniła, a potem zatrzymała się... Oparła dłonie o kolana i wzięła kilka głębszych oddechów. Zaśmiała się po chwili krótko, pod nosem. To była całkiem niezła akcja. Wyprostowała się i na zwieńczenie wszystkiego strzeliła czarnowłosemu w twarz z otwartej dłoni.
- Więcej mnie nie całuj - ostrzegła. - O ile dobrze kojarzę, wybrałeś "wcale", a nie "całą" - przypomniała mu i podniosła twarz do nieba. Dalej lało, dobrze by było poszukać schronienia.
Ennis
Z nieba wróciła spojrzeniem do jego oczu, w tych jej również panował chłód. Pierwszy komentarz pozostawiła bez odpowiedzi, ale przy drugim uniosła lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Tylko dlatego masz jeszcze usta - oznajmiła. - Nie mniej, pocałunek nie był konieczny w tego typu blefie - zauważyła. Zazdrość u tego typa wywołało nawet zwykłe splecenie palców, więc prowokacja mogła wyglądać zupełnie inaczej.
- Teraz już przeszkadza, więc zakoduj to sobie w głowie, najlepiej z wielkich liter, "WCALE" - zaznaczyła. - Jak rzeczywiście będzie potrzeba to teatrzyk wchodzi w grę, ale wary trzymaj wtedy przy sobie - wyjaśniła władczym tonem. Spojrzała zaraz na miejsce, które wskazywał i kiwnęła głową. Ruszyła w stronę ambony.
- Wygląda solidnie - z wysoka będą też mieli dobry widok na okolicę i ewentualnych przychodnych, pomysł był dobry.
Ennis
- Nie kojarzę bym miała zdolności przewidywania przyszłości - spojrzała po nim wymownie. - Zaznaczyłam Ci już granice, mam nadzieję, że wystarczająco dosadnie - dodała. Szła w stronę ambony pewnym krokiem. Deszcz w ogóle jej nie przeszkadzał, szczególnie, że dalej była bez ciuchów. Błoto może trochę bardziej doskwierało, ale schodziło coraz bardziej, teraz, gdy nie turlała się już po ziemi. Nasłuchiwała uważnie, gdy zbliżali się do schronienia. Nikogo tu nie czuła, ani nie słyszała, zaczęła więc wspinać się na górę. Nie zapominała mimo wszystko o ostrożności, chociaż zdawało jej się, że limit przygód już dziś wyczerpali. Kiedy weszła już do środka, od razu usiadła pod ścianą, zgarnęła mokre włosy na tył głowy i wzięła głębszy wdech. Przymknęła oczy, opierając głowę o ścianę.
OdpowiedzUsuń- Zostały nam jakieś cztery godziny do świtania... - rzuciła w odruchu, sama do końca nie wiedząc po co to mówi. - Masz jakiś wolny papirus? - zapytała, podnosząc na niego spojrzenie. Czuła zmęczenie, ale aktualnie była zbyt czujna by po prostu zasnąć. Adrenalina dalej krążyła w jej krwi.
Ennis
Patrzyła po nim kiedy się rozbierał, milczała, uważnie obserwując. Czasami czuła wyraźne braki w temacie seksu. Jakiś czas temu miała go na pęczki i ciało domagało się swojego. Nie zamierzała dawać się tej chcicy, nie pozwalała też by popęd przyćmiewał umysł, ale aktualnie zaczęła trochę żałować, że nie przeleciała najpierw tego dzikusa. Oderwała wzrok od Ernesta, gdy ten się już ubrał, a potem złapała podany pergamin oraz węgiel. Rozruszała ramiona, oparła się wygodnie i zaczęła tworzyć szkic broni, którą miała w głowie, a którą miał nauczyć ją tworzyć.
OdpowiedzUsuńEnnis
Skupiła się na rysowaniu. Było tu ciemno, ale jej oczom w niczym to nie przeszkadzało, wyraźnie widziała każdy szczegół. Starała się być bardzo dokładna w swoim rysunku, nie bez kozery w końcu oglądała te wszystkie jego poczynania z zabawkami i zerkała po elementach jakie zwykle w ich konstrukcji używał. Mało kiedy robiła coś bez większego celu. Oderwała spojrzenie od pergaminu, gdy zagadał o broń. Spojrzała na to co przed nią położył.
OdpowiedzUsuń- Miecz mi skurwiel zajebał... a kij... aktualnie bardziej się nada jako nunchako - rzuciła z nutką opryskliwości w głosie. Wychyliła się jednak nieco i stopą przygarnęła do siebie krótki miecz. - To starczy - poinformowała po czym wróciła do tworzenia. Poprawiła jeszcze sobie włosy, bo kilka opadało jej na czoło i skrobała swoje dalej. Ubabrała się przy tym odrobiną węgla, ale w tych ciemnościach niewiele było widać.
- O ile nie masz moich oczu to i tak nie zobaczysz - odpowiedziała mu, nie odrywając się od swojej pracy. Musiała przyznać, że takie rysowanie było całkiem odprężające, szczególnie, gdy chciało się zadbać o szczegóły. - Moją zabawkę - dodała po chwili, odpowiadając mu trochę konkretniej. Dalej jednak skupiała się na kreśleniu po pergaminie.
Ennis
- Mhm - mruknęła krótko. Jak już zobaczy broń to sama oceni jej stan. Aktualnie jej nie widziała i nie zamierzała się nad tym rozwodzić. Ernest miał ten swój fach w rękach, więc w tym temacie mogła mu jako tako zaufać. Oderwała wzrok od pergaminu, gdy jej przytaknął. Popatrzyła chwilę po nim i podniosła nieco, by przysunąć się między jego nogi. W świetle księżyca rzeczywiście mógł co nieco dojrzeć. Położyła mu papirus na podniesionym udzie, a sama oparła rękę na jego zgiętym kolanie.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze nie uwzględniłam z czego to zrobić, chwilowo przekładam obraz z głowy na papier - wyjaśniła.
Ennis
Patrzyła po nim, gdy oglądał kartkę, szukała jakichkolwiek sugestywnych reakcji. Jego uśmiech zdradził, że nie jest źle. Dołożyła więc drugą dłoń do jego kolana i oparła sobie na niej brodę, słuchając co ma do powiedzenia. Miał zaskakująco dużo, nie przerywała mu jednak, po prostu słuchała, obserwując.
OdpowiedzUsuń- Jak bardzo małe może być, by dalej było efektowne? - zapytała i zmieniła pozycję, przeszła nad jego nogą i usiadła obok, przy jego ramieniu, tak by razem mieli ten sam widok na projekt. - Chcę żeby te haczyki były ruchome, jak już się wczepią, to ciężko je wyczepić, wybuchowe rzepy. Chcę by wybuch był skondensowany, nie rozproszony. Jak Ci go przyczepię tu... - dotknęła jego mostka i skrzyżowała z nim wzrok - ...to ma Ci wyżłobić w ciele jamę. Jak rzucę na ziemię, to ma być po nim widoczna dziura - wyjaśniła jak ona to widzi i wróciła spojrzeniem do szkicu.
- Nie wiem co będzie lepsze do osiągnięcia takiego efektu, aż tak daleko nie zaszliśmy z moimi naukami - przypomniała mu. Zastanowiła się chwilę.
- Opcja "na jedno i drugie" bardziej mi odpowiada, i tak, dwa elementy... spaw po środku - przesunęła palcem po rysunku w odpowiednim miejscu. Na pochwałę znowu skrzyżowała z nim spojrzenie, uraczyła go dość wymownym.
- Trochę się naoglądałam pewnego pojeba przy pracy. Poza tym, nie przyszłabym do Ciebie z projektem wykałaczki... - odsunęła się nieco, capnęła rysunek i sama zaczęła go uważnie oglądać.
- Piętnaście miligramów... - spojrzała kątem oka na Ernesta. - Noksylit ma większą moc wybuchu tak? Ale górniczy bardziej żłobi... Czym różni się rafinowany? - zapytała. - No i tworzywo... nie chcę zabawki, do której będę musiała przejść pół Mathyr dla zdobycia odpowiednich składników. Co będzie dość dobre i jednocześnie dość popularne?
Ennis
Słuchała co mówił i to uważnie, od czasy do czasu przytakując głową. Wielkość orzecha brzmiała dobrze.
OdpowiedzUsuń- Tak, chcę by wyglądały niepozornie, zwykłe dzwoneczki przy pasku – przytaknęła mu głową na propozycję zamaskowania bombek. Na pytanie o dostępność spojrzała po nim wymownie, ale lekko uniosła kącik ust. Czy on ją właśnie sprawdza? Ha! Poprawiła włosy i spojrzała mu w oczy.
- Orichicalum brzmi na o wiele trudniejsze do zdobycia, ale jest tak tylko pozornie. Oba są prawie tak samo dostępne, orichicalum jest jednak lżejsze i o wiele lepiej nadaje się do przechowywania dawki zapalnej, szczególnie kiedy pokryje się je fosforem. Dzięki temu powstaje dobry zapalnik, który dobrze reaguje na spalanie, ale… to bardzo wytrzymały materiał. Mówiłeś, że jeden z najtrwalszych, pytanie więc, czy to pozwoli ukierunkować wybuch w odpowiednią stronę, czy może przeszkodzić eksplozji… - zastanowiła się chwilę. - Stal rzemieślnicza jest bardziej plastyczna, szczególnie gdy stworzy się własne proporcje, to mieszanka różnych stali, więc gdyby znać odpowiedni „przepis” to zdaje się odpowiedniejsza… W grę wchodzi jeszcze cienkie żelazo lub miedź, sam mówiłeś, że to idealnie nadaje się do tworzenia bombek i petard - stwierdziła ostatecznie. Rzuciła mu kolejne wymowne spojrzenie.
- Jak byś pamiętał moje wyjaśnienia co do zjeba i pojeba, to nie musiałbyś pytać. Wychodzi na to, że w słuchaniu jestem od Ciebie zdecydowanie lepsza – odparła z nikłym uśmieszkiem. Słuchała zaraz o noksylicie rafinowanym i prochu górniczym. Oparła się plecami i głową o ścianę za sobą.
- Erneścik proponuje kolejne nauki… - tu spojrzała na mężczyznę. – Mam nadzieję, że nie wciskasz mi jakiegoś kitu o prochu górniczym, tylko po to by być bardziej przydatnym w moich oczach – uniosła jedną z brwi. Uśmiechnęła się zaraz pod nosem.
Ennis
Czyli jednak twardy materiał będzie przeszkadzać. Zapamięta na przyszłość. Miało to sens, w małą obudowę nie wejdzie zbyt wiele prochu, a to zawsze było jakieś ograniczenie. Coś za coś. Uniosła lekko brew, gdy tak nagle się nakręcił. Doprawdy ciekawy przypadek.
OdpowiedzUsuń- Chwilami to się zastanawiam jak często dochodzisz przy podobnych odkryciach, no ale tak, rzeczywiście jestem dość bystra - odpowiedziała bez ogródek. Spojrzała po swojej klatce piersiowej, gdy po niej kreślił i zaraz znowu skrzyżowała z nim spojrzenie.
- To ma być dzwonek, nie możemy go robić tak by wyglądał na pancerny, bo zaraz bystrzejsze oko zauważy, że coś jest nie tak. Orichicalum więc zdaje się odpadać - podsumowała. Sama spojrzała na szkic, kiedy i on to zrobił. Przytaknęła mu na stal.
- A co z tą orkową rudą? - zapytała nim zaczął mówić o mechanizmie.
- Rozumiem, że nie jesteś wyznawcą metody prób i błędów. Nigdy nie sprawdzasz, czy rzeczywiście masz rację w swoich teoriach? - domyślała się, że chodzi o oszczędność materiału, ewentualnie tyle już prób w życiu wykonał, że nad wyraz pewnie podchodzi do nowych wynalazków. Zerknęła na swoje włosy, kiedy o nich wspomniał. Fakt, były śliczne. Wzruszyła ramionami.
- W krótkich też by mi było do twarzy - rzuciła z nieco zaczepnym uśmiechem. W razie jakiegoś wypadku przecież by je po prostu ścięła. Spojrzała po swoim schemacie, na haczyki.
- Jak dla mnie powinny być dość swobodnie zamocowane... - złapała węgiel i zaczęła kreślić po pergaminie - ... no wiesz, że nie wypadną, ale będą miały bardzo duży zakres ruchu. Tak by na odczepienie każdego z osobna potrzeba indywidualnego czasu - stwierdziła, pokazując na rysunku o co jej chodzi. W temacie prochu górniczego nie dyskutowała, po prostu przyjęła informację do wiadomości. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, nie przestając kreślić po pergaminie.
- To całkiem urocze jak próbujesz się wytłumaczyć z mojego niewinnego żartu - dopiero teraz na niego spojrzała i przesunęła spojrzeniem po każdej części jego twarzy z osobna. Oczy, nos, usta, ostatecznie wróciła do źrenic i popukała węglem skończony schemat, czekając aż się wypowie.
Ennis
Odpowiedziała mu jedynie swoim zadziornym uśmiechem, a kiedy wyjaśnił sprawę rudy, kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- To wiele wyjaśnia - podsumowała. Wcześniej zapomniał jej o tym powiedzieć. Spojrzała po nim wymownie na wzmiankę o stracie kończyn.
- Chyba tylko wyjątkowo durne przypadki kończą się akurat tak, ale wspomniany czas, tak, tu rzeczywiście mogę się zgodzić - nie byli co prawda umówienie na konkretną datę, ale nie zamierzała tego wszystkiego przeciągać w nieskończoność. Na jej liście były jeszcze inne cele.
- Haczyków jest kilka, jeden z nich może robić jedynie za imitację, a tak na prawdę będzie włącznikiem. Wduszenie go, jakieś przekręcenie i odpalałby się mechanizm... Poza tym, kto powiedział, że odpalę go dopiero po zaczepieniu? - uśmiechnęła się do niego nikle. - Z naszej dwójki Ty jesteś tu technologicznym dziwakiem, ja Ci mówię co chcę, Ty miałeś mówić jak to osiągnąć i czy w ogóle się da. Nie przeceniaj swoich możliwości nauczania, nie powiedziałeś mi jeszcze aż tak wiele bym wpadała tu na genialne pomysły. Aż tak Cię tu podniecać nie planuję - dodała bez ogródek.
Ennis
Ennis spojrzała po nim wymownie, kiedy mówił o dwóch możliwościach.
OdpowiedzUsuń- Chyba się źle zrozumieliśmy. Owszem, chcę mieć dwie możliwości, ale przy takim haczyku dalej je mam. Mogę haczyk przekręcić i dzwonkiem rzucić, a mogę go przekręcić i na kimś zaczepić. To dalej dwie możliwości... - zauważyła. Co prawda opcja z "zrobi to za Ciebie" była dość intrygująca, ale w razie gdyby jednak się nie dało, nie miała problemu z podejmowaniem takiego ryzyka. Spojrzała raz jeszcze na szkic.
- Czyli Ty uważasz, że lepiej nic nie zostawiać przypadkowi. Chodzi o chwyt szczypcowy. Podchodzę, naciskam bądź wyciągam coś co sprawia, że haczyki zaciskają się na ubraniu, mam czas by odejść i bum. Tak? - upewniła się, że dobrze rozumie. Przy takim rozwiązaniu skuteczność rzeczywiście mogłaby rosnąć. Kiedy mówił o tym liczeniu, uniosła kącik ust.
- Mogę też za każdym razem stawiać na szali własne życie. Całkiem to podniecające. Spróbuj kiedyś - rzuciła i zaraz zaśmiała się krótko. - Ostrzegałam czym grozi współpraca ze mną. To jakie techniki użyjesz by mimo wszystko przeżyć to jest już Twoja sprawa - odparła i posłała mu krótki uśmieszek.
- Nie. Masz powiedzieć co byś zrobił Ty. To też forma nauki. Mogę Ci tu bajdurzyć do woli, a mogę dostać od Ciebie podstawę i na niej stworzyć własne arcydzieło. Dałeś mi garść rozległych informacji, a nie wyjaśnienie działania przyczynowo-skutkowego. jak wszystko od zera mam wymyślać sama to na co mi Ty? Porobię sobie testy, porozpierdalam okolicę dookoła, zwrócę na nas uwagę. Tego właśnie chcesz? - zapytała, patrząc mu w oczy z twarzą bez wyrazu. - Zanim rzucisz o czasie, mi się nigdzie nie spieszy... - dodała szeptem. Prychnęła pod nosem na słowa o finezji i przesunęła po nim spojrzeniem.
- Mi brakuje? Widziałeś Ty siebie...? - pod koniec zadawania pytania trochę zniżyła ton i zmarszczyła czoło. Coś jej wpadło do głowy, gdy tak mówiła o nim. To co mówił dalej dotarło, ale trochę jakby zza ściany. Spojrzała po nim jakby właśnie coś analizowała.
- A ten Twój mechanizm? Ten w kuszy... On sam się przeładowuje. Gdyby zastosować tutaj coś podobnego? - zapytała.
Ennis
Oblizała delikatnie usta, patrząc dalej po szkicu. Kiwnęła głową, dobra, czyli szli z rozumowaniem we właściwą stronę. Kiedy wspomniał współpracę, skrzyżowała z nim wzrok i uniosła kącik ust. Zapowiadała mu, że właśnie tak będzie.
OdpowiedzUsuń- Tym bardziej powinieneś przywyknąć - odpowiedziała krótko, a na komentarz o potrzebie parsknęła krótkim śmiechem.
- Nie wiem kto bardziej z nas to lubi - rzuciła z przekąsem w głosie. Strasznie często wyciągał te drobne wtrącenia na światło dzienne, jakby właśnie ta informacja była najistotniejsza w jej wypowiedzi.
- Nie chcę byś to za mnie robił, zamierzam zbudować to sama, pod Twoim okiem, ale wiedzę jak to zbudować dostać miałam od Ciebie i tylko o tym tu teraz mówię - zaznaczyła równie stanowczo. Posłała mu nikły uśmiech na słowa o szantażu.
- Ciesz się, że tylko słowne - rzuciła i wzruszyła ramionami. - W chuj wielki - odparła z zadziornym uśmiechem. Parsknęła zaraz śmiechem.
- Nie przeceniasz swoich ambicji co do mojej osoby? To moja pierwsza zabawka, a Ty od razu oczekujesz finezji na Twoim poziomie. Erneście, uważaj bo jeszcze pomyślę, że za bardzo mnie cenisz - padło kpiącym tonem, nim jeszcze ją "olśniło".
Kiedy położył kusze między nich, zminiła nieco pozycję, by broń miała więcej miejsca. Uniosła brew na jego uwagę i uśmiechnęła się nikle.
- Przypominam, że byłam kurwą, umiem się obchodzić z delikatnym sprzętem, nawet Twoim - zatrzepotała teatralnie rzęsami, a potem złapała kuszę, co by ją lepiej obejrzeć w celu rozszyfrowania otwarcia. Nie było to nadto skomplikowane, więc gdy się udało, odłożyła kuszę znowu między nich.
- Pokazuj, o wielki maestro... - posłała mu kolejny zaczepny uśmieszek.
Ennis
Odwzajemniła jego uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Obawiasz to się o to, że Ci się ten fakt coraz bardziej podoba - odpowiedziała mu lekkim tonem. Jego kolejne słowa tylko potwierdzały jej przypuszczenia. Nie komentowała ich jednak, skupiając się już na zabawce. Przytaknęła mu głową na to jak widział ich współpracę. Dla niej to również była najciekawsza opcja. Nie miała zamiaru siedzieć i jedynie gapić się na to jak on działa. Spojrzała po nim, gdy się zaśmiał i zaraz sama parsknęła śmiechem.
- Erni, to bardzo nie ładnie kłamać - coś jej mówiło, że wcale się tego nie obawiał. Jak na jej oko, to przy większym wybuchowym rozpierdolu to pewnie by mu nawet kutas w końcu stanął. Przesunęła po nim wzrokiem, mhm, zdecydowanie byłoby to dla niego przyjemne doświadczenie. Wzruszyła ramionami na jego komplement. Sama uważała się za bystrą, ale były tematy, o których nie miała aż tak dużego pojęcia. Jak to tam szło? Z pustego nawet Salomon nie naleje? Tak. Co prawda co nieco już ją poduczał, ale w takich tematach nie była aż tak pyszna, jak w innych.
- Świetnie, mi też się obyły, szczególnie te z Twoich ust - uśmiechnęła się do niego uroczo, gdy zapewnił, że komplementów za dużo nie będzie. W temacie sprzętu uśmiechnęła się nikle, ale bardziej do siebie, była zajęta poszukiwaniem rozwiązania i nie patrzyła aktualnie na czarnowłosego.
- I bardzo dobrze - tu zerknęła przelotnie na mężczyznę. - Ja bym na Twoim miejscu też nie była pewna - kącik jej ust drgnął lekko i wróciła do poszukiwań.
Kiedy już broń leżała między nimi, skupiła uwagę na odsłoniętych elementach, a na jego komentarz parsknęła śmiechem.
- W gwoli ścisłości, Twoje sprawne palce aktualnie najbardziej mnie interesują - odpowiedziała, nawet nie podnosząc do niego wzroku. Słuchała go uważnie, bacznie obserwując mechanizmy, które jej pokazywał. Uniosła nieco kącik ust na to oryginalne objaśnienie. Chwilę milczała w zastanowieniu, a potem podniosła wzrok do jego oczu.
- A więc wciśnięcie spustu uruchamia mechanizm. Gdyby spust zastąpić jakimś przyciskiem, to mechanizm mógłby działać na podobnych zasadach. Wciśnięcie guziczka... - tu zrobiła wymowną przerwę, dalej patrząc mu w oczy z tym samym wyrazem twarzy. Skoro nie mogła sobie użyć fizycznie, to zawsze z pomocą przychodziły sugestywne gry słowne - ... mogłoby napiąć sprężynę, która poruszy odpowiednią zębatką, a ta dajmy na to otrze się o jakieś krzesiwo i da w odpowiednim miejscu iskrę. Iskra spotka się z prochem, co wywoła wybuch. Mechanizm dzwonka nie musi wracać na poprzednie miejsce, to bomba jednorazowe użytku... - oblizała usta - albo inaczej... guziczek byłby w przypadku mojej ingerencji w broń. Wtedy sprężyna nie będzie konieczna... Guzik odpala zębatkę, a ta ociera się o krzesiwo i daję iskrę. Sprężyna byłaby przy opcji drugiej, samoistnego zapłonu. Można by ją połączyć z mechanizmem haczyka. W momencie zacisku na ubraniu mechanizm naciska sprężynę, a ta odpala ten sam mechanizm, zębatka, iskra, wybuch... - zabrała mu węgiel z dłoni i zaczęła kreślić to co właśnie rodziło się w jej głowie. - W tej jednak sytuacji dalej muszę mieć wpływ na haczyki... jakoś sprawić, by te się zacisnęły. Cała reszta wydarzy się sama, ale uruchomienie zacisku zależne jest ode mnie... - analizowała dalej, na głos.
Ennis
Uśmiechnęła się już do niego po prostu tajemniczo, zostawiając dla siebie to co rzeczywiście uznawała.
OdpowiedzUsuń- Powinnam - odpowiedziała krótko, to czy wiedziała również zostawiła dla siebie. Na słowa co do uwagi dalej patrzyła po jego dłoniach, a raczej po tym co wskazywały.
- Tak, mnie też to cieszy, mniejsze prawdopodobieństwo, że zacznę się przy Tobie nudzić - odparła bez ogródek.
Kreśliła swoje, zerkając na niego dopiero, gdy się bardziej zbliżył i powiedział swoje. Patrzyła po szkicu i słuchała uważnie jego dalszych wyjaśnień. Naniosła na rysunek stosowne poprawki, ponownie oblizując usta w geście zastanowienia. Tak, to brzmiało i wyglądało dobrze, sensownie.
- Otwarte blokadą? Skoro blokada puści przy styku z materiałem, to jak mam bezpiecznie je nosić przy pasku? - tego fragmentu akurat nie zrozumiała. Zaraz jednak dotarło do niej co miał na myśli, gdy wspomniał o dwóch możliwościach odpalenia bomby.
- Czyli w jednym i drugim zaczynało by się od odblokowania. Ja decyduję, którego mechanizmu - odpowiedziała sobie sama na wcześniej zadane pytanie. Popukała węgielkiem po pergaminie, a potem spojrzała na Ernesta.
- Nigdzie nie wspominałam, że chcę to wszystko na tacy - zauważyła i zmniejszyła znacznie dystans między ich twarzami. - Poza tym, miało być bez komplementów - uniosła kącik ust i odsunęła się, po czym wstała ze swojego miejsca, razem ze szkicem w dłoniach.
- Ale przyznaję, masz trafne spostrzeżenie, ładnie mi poszło, więc podciągnę to po prostu pod słuszne i jakże bystre pochwalenie, bez którego nie obejdzie się żadna prawilna nauka - obejrzała się na niego z zadziornym uśmiechem na ustach. Kucnęła przy swoim tobołku i schowała do niego szkic.
- Czyli mamy sprężynę, uderzak, krzesiwo i proch... - wyliczyła. - Do tego materiał na obudowę... Idziemy w stal rzemieślniczą... - znowu się na niego obejrzała. - Coś jeszcze z niezbędnych elementów? - zapytała.
Ennis
Kiwnęła głową na jego dokładniejsze wyjaśnienie co do zabezpieczenia, a na słowa o dopominaniu się, wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- I zrobię to ponownie, jeżeli będzie taka potrzeba - zapewniła. Temat pozycji zostawiając bez słowa. Parsknęła krótko na jego "ocenę sytuacji".
- Chłodna? Chyba nie widziałeś swojej miny - obok chłodu ta jego opinia to zdecydowanie nie leżała. Przesunęła po nim spojrzeniem i uniosła lekko jedną z brwi. - Trochę się spóźniłeś z tą powagą - podsumowała. Teraz to już mógł mieć nawet kamienną twarz, już i tak się wydało, że nie był tak zimny jak by tego chciał. Złapała się za serce, gdy wspomniał dokarmianie ego.
- W to akurat nie wątpię - rzuciła z teatralnym trzepotem rzęs. Dość często i mimowolnie wplatał gdzieś w rozmowę jakąś pochwałę na jej temat, mógł tego nie zauważać, ale nie specjalnie jej ten fakt przeszkadzał.
- Zabezpieczenie, element blokujący i izolator - powtórzyła po nim, kiwając przy tym głową. Usiadła na przeciwko niego, a chwilę później ułożyła głowę na swoim tobołku, wyciągając nogi tak, że te prawie stykały się z nogami Ernesta. Spojrzała na niego wymownie.
- To chyba oczywiste, nie bez powodu zmierzamy do tej Twojej przeklętej kuźni - zauważyła w trakcie jego pauzy, a kiedy rzucił komentarz odnośnie jej cierpliwości, uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie wiem, Ty mi powiedź o wielki maestro - rzuciła z nutką zaczepki w głosie.
Ennis
Rzuciła mu wymowne spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Ależ oczywiście, nadinterpretacja to moje drugie imię - parsknęła pod nosem. Mógł tu sobie gadać co tam chciał, mleko się już wylało, ale nie zamierzała uparcie mu podkreślać swoich racji. Uśmiechnęła się na słowa o teorii, nic w tym temacie nie dodając. Musiały go naprawdę nieziemsko te jej teorie interesować. Przymknęła na chwilę oczy, na chwilę, bo to co zasugerował naprawdę ją rozbawiło. Przez chwilę patrzyła po Erneście poważnie, a potem po prostu się zaśmiała.
- Doprawdy doceniam tą Twoją wcześniej wspomnianą finezję, ale ja miałam raczej na myśli stworzenie dzwonków w tej kuźni, a nie wysadzanie jej przy ich pomocy - ponownie się zaśmiała. No nieźle, całkiem ją bawiło to za jak bardzo popieprzoną ją uważał. Pokręciła głową i ponownie przymknęła oczy.
- Ta, jasne, brzmi nieźle, pustkowia, a potem próby na żywych organizmach - potwierdziła lekkim skinieniem głowy, a zaraz znowu parsknęła śmiechem, cichym, pod nosem. Wizja wysadzania tej jego kuźni była całkiem zabawna. W temacie cierpliwości słuchała go już z nieco spokojniejszym wyrazem twarzy, dalej jednak miała zamknięte oczy.
- Ciekawe teorie, nie powiem - ponownie kiwnęła głową. Nie zamierzała wypowiadać się w temacie tego, która była bliższa prawdy, wątpiła by Ernesta to w ogóle interesowało. Na jego pytanie uchyliła jedną z powiek. Patrzyła chwilę po nim w milczeniu.
- Wyglądam na taką, co to liczy? - zapytała z lekkim zaskoczeniem w głosie. Nie wiedziała co go naszło na akurat takie pytanie.
Ennis
Ennis po prostu dalej się śmiała, naprawdę szczerze rozbawiona. Lubiła uchodzić za zdolną do wszystkiego, za wariatkę, na którą trzeba było uważać, z którą trzeba było się liczyć. Tu jasno i wyraźnie dostała potwierdzenie, że właśnie kimś takim jest, kimś kto jest nieprzewidywalny, a to bardzo jej się podobało. Śmiała się jeszcze chwilę, a potem wzięła uspokajający wydech i rozbawiona leżała w wcześniej przybranej pozycji. Nawet nie komentowała tych jego wyjaśnień, tak, lepiej było dla niego by rzeczywiście odpowiedzialnie przewidywał zagrożenia. Kiwnęła głową na słowa o kuźni, jakby dodatkowo zapewniała, że nie planuje roznieść jej w pył.
OdpowiedzUsuńZamknęła oko, gdy przyznał, że nie wygląda na kogoś kto liczy swoje momenty utraty kontroli, ale gdy kontynuował wypowiedz, otworzyła oczy, podniosła się do pół siadu, oparła dłonie za plecami i przesunęła po Erneście uważnie spojrzeniem.
- Gdybym często traciła kontrolę, to jak miałabym robić to na co rzeczywiście mam ochotę, hm? W chaosie łatwo się pogubić, nie każdemu dane dobrze w nim funkcjonować. Podobnie z ryzykiem, to tylko ułuda, że w ryzyku nie ma kontroli. Ja decyduję czy chcę podjąć ryzyko, a później, cóż, później po prostu akceptuję, że może wyjść różnie. To dalej jednak moja decyzja i moja kontrola. Gdybym często traciła kontrolę, to nie nadawałabym się do życia w taki sposób, w jaki żyję – zauważyła, dalej uważnie po nim patrząc. Uśmiechnęła się nikle w jego stronę.
- Naprawdę musisz pytać? Przecież widziałeś zalążek tej utraty. Złość wzięła górę i na chwilę mnie zamroczyło. Po chwili rzecz jasna wróciła do mnie i przednio się bawiłam, ale konsekwencje tej utraty były, tak czy siak – obniżyła się, układając teraz łokcie za swoimi plecami i na nich opierając ciężar torsu.
- Tak lubisz zagadki. Jak myślisz Erneście, co mnie tam tak wtedy zamroczyło, hm? – uśmiechnęła się pod nosem.
Ennis
Nie przerywała mu, obserwowała uważnie i pozwoliła by mówił co mu tam ślina na język przyniesie. Od czasu do czasu przekręciła głowę, to na jedną, to na drugą stronę. Kącik jej ust unosił się cały ten czas delikatnie. Nie zmieniła mimiki twarzy nawet na chwilę, przynajmniej do czasu jego ostatecznego werdyktu. Wtedy uniosła lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Czy Ty mi właśnie przypisujesz cechy ludzkie? – zapytała z dość wymownym spojrzeniem i zaśmiała się, kręcąc przy tym głową. Jego rozmyślenia były całkiem ciekawe, ale nie trafił, zupełnie nie trafił. Nie bała się tego, że kogoś straci. Ona z góry zakładała, że tak będzie, że prędzej czy później pewne osoby z jej życia znikną. Nie bała się tego. Jak nie oni, to zniknie ona. Śmierć lubiła zaskakiwać.
- Bardzo – odpowiedziała mu z zadziornym uśmiechem. – W moje życie strata jest wliczona. Nauczyłam się, że to pewnik, którego nie uniknę – oznajmiła. Spojrzała po nim zaczepnie. – Poddajesz się, czy zgadujesz dalej? – zapytała. Przecież nie będzie psuć tej zabawy i nie da mu tak po prostu odpowiedzi.
Ennis
Dalej obserwowała go z tym samym wyrazem twarzy, poprawiła jednak pozycję. Znowu usiadła, a nogi podwinęła pod brodę, oplotła je ramionami, patrząc wyczekująco na kolejną teorię Erniego. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich emocji, jednak uważała, że powody ich okazywania działają inaczej niż u standardowej jednostki. Emocje dawały możliwości, czasem zdradzały prawdziwe intencje, ale w jej oczach uchodziły częściej za przydatny element tej czy innej rozgrywki. Oczywiście nie zawsze to się udawało.
OdpowiedzUsuńSłuchała go z zainteresowaniem. Znowu przekręciła głowę i zaraz przewróciła oczyma.
- Meh, zawsze ostrzegam, że trwanie przy mnie jedyne co może przynieść to epicką śmierć – odparła bez ogródek i ponownie pokręciła głową. – Dlaczego tak bardzo uparłeś się, że chodzi o strach? Nie sądzę bym wyglądała na lękliwą – rzuciła, unosząc lekko jedną z brwi. Wędrował w naprawdę dziwne rejony z tymi teoriami.
Ennis
Ennis spojrzała po nim wymownie.
OdpowiedzUsuń- Miałam to samo na myśli, tylko użyłem innego słowa. Zapewniam Cię, że niczego się tam nie przestraszyłam – zaznaczyła i nawet nie musiała w tym temacie kłamać. Ostatnio trochę ją już nużyły maski i kłamanie, szczególnie tak, gdzie nie było to konieczne. Słuchała go, z dalej uniesioną brwią i dość znudzoną miną.
- Jasne, że się nie zachowywałam, ale nie z powodu lęku… Jesteś doprawdy chujowy z takie zgadywanki – przewróciła oczyma. – Strasznie to próbujesz ubarwić, dodać tam coś istotnego, a to jest kurwa proste jak sikanie – westchnęła ciężko i wróciła do pozycji leżącej, przymykając od razu oczy. Parsknęła pod nosem na jego kolejną teorię.
- Ba, nie dość, że daleko, to jeszcze prawdziwy z Ciebie dramaturg – spojrzała na niego. – Zabrali mi zabawkę. To Erneście, to mnie wkurwiło, to wyprowadziło z równowagi. Zabrali coś, co było cenne, źródło informacji, które miało żyć i iść przekazywać informacje dalej. Zabrali coś, co uznałam za istotne. Nie istotne na wieki, istotne w tej konkretnej chwili. Jakby tu ktoś wparował i rozjebał Ci łeb, to też bym się wkurwiła, bo nie spełniłeś w pełni swojej funkcji. Masz robotę do zrobienia i tyle. Twojemu mordercy urwałabym pewnie łeb tylko dlatego, że zabrał mi coś cennego. Nie lubię, gdy mi takie rzeczy zabierają, moją wolność, moją informatorkę, moją osobę, moje ciepło… Nie boję się, że mi to zabiorą, mnie to wkurwia, kiedy rzeczywiście do tego dochodzi – fuknęła w jego stronę i znowu prychnęła pod nosem. – Koniec Twojej zagadki.
Ennis
Kiwnęła już tylko głową na to podsumowanie jej własnych słów. Zaraz jednak ponownie uchyliła oko i spojrzała na niego pytająco.
OdpowiedzUsuń- To był przykład, jeden z elementów, których nie lubię tracić. Ty się nie zaliczasz do tego grona. Nie jesteś mój. Jesteś przydatnym wynalazcą, po prostu – uświadomiła go, znowu zamykając oko. Jeszcze czego. Ernest nie miał ni krzty kwalifikacji, by zaliczać się do grona „jej” osób. Nie był stadem, miał po prostu sprawny umysł i dłonie, miał potrzebę zemsty, która aktualnie jej po prostu pasowała. Tylko tyle i aż tyle.
- Konkretna funkcja, ale Ciebie ona nie dotyczy, nie masz kwalifikacji – uniosła kącik ust. Więcej wiedzieć nie musiał.
- Mhm, postaraj, jak nie wyjdzie to najwyżej zrobię swoje sama – odpowiedziała. W razie co nie planowała nawet szukać za niego zastępstwa. Nie był niezbędny w jej planie, ale na pewno jego obecność była przydatna. Na kolejne pytanie otworzyła oczy, spojrzała na sufit ambony i zaraz powoli przekręciła głowę, by znowu spojrzeć na Ernesta.
- Ależ Ty się dziś rozgadał… - zauważyła. Brakowało tylko by zaczął notować. – To już moja broszka kiedy, musi wpasować się w odpowiednią funkcję i sprawdzać się dobrze w jej wypełnianiu. Wtedy jest mój – oznajmiła. – Bez obaw, Tobie to nie grozi – dodała, śląc mu nikły uśmieszek.
Ennis
Ennis prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Nie martw się, przydatny pojeb dalej obowiązuje – odpowiedziała mu i wzruszyła ramionami. – Mogę wymyśleć coś bardziej ujmującego jak tak bardzo chcesz – zapewniła z nikłym uśmieszkiem. – Bura suka od brudnej roboty? Lizodup bez chuja? Worek na szczyny? – zapodała kilka propozycji, patrząc po nim dalej z tym samym uśmieszkiem. Zaśmiała się krótko na jego wzmiankę o aplikacji.
- No widzisz jak ja umiem dobrze koić nerwy – rzuciła w rozbawieniu. Słysząc o korzystaniu podniosła się nieco, podłożyła sobie ręce pod głowę i spojrzała po nim uważniej.
- Ach mam korzystać, tak. To może poopowiadasz o sobie Erneście? Jak to tam jest u Ciebie z tym całym przedmiotowym traktowaniem, hm? – uniosła kącik ust. Na stwierdzenie co do większych oczekiwań, wzruszyła ramionami.
- Ludzie zazwyczaj lubią wiele spraw niepotrzebnie bardziej komplikować – stwierdziła krótko i znowu spojrzała po nim unosząc brew. Co tym razem tak go zaciekawiło? Słysząc pytanie posłała mu uroczy uśmiech.
- To już jest pytanie, na którą poznać odpowiedź możesz tylko znajdując się w wąskim gronie „moich” – zatrzepotała teatralnie rzęsami.
Ennis
Ennis uniosła kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Tak właśnie myślałam - odparła. Nie miała nic przeciwko pozostaniu przy tym konkretnym określeniu. Dla niej miało swoje indywidualne znaczenie. Uśmiechnęła się nikle przy ironicznym komentarzu, ale już na niego nie odpowiadała. Wolała posłuchać co też przydatny pojeb ma na swój temat do powiedzenia. Spojrzała po nim z zawadiackim uśmiechem.
- Ciekawe... Co do samego siebie też jesteś taki szczery jak wobec innych? - zapytała z lekkim śmiechem na ustach. - Nigdy nie udajesz przed samym sobą? - wyraz jej twarzy się nie zmieniał, ale wysłuchała co dalej ma do powiedzenia. To o czym mówił dla niej było dość normalnym zjawiskiem. Miała podobnie, gdy ktoś już wykonał swoje zadanie, to stawał się zbędny i nie czuła braku takiej osoby. Pius był tego świetnym przykładem. Patrzyła po Erneście, a kiedy sam zaproponował by pobawiła się z zgadywanki, parsknęła krótkim śmiechem.
- Skąd w Twojej głowie myśl, że mnie to interesuje? - uniosła kącik ust. Na kolejne jednak słowa, wzruszyła ramionami. Przy jego rozgadanej jadaczce i tak spać już pewnie dzisiaj nie pójdzie, to mogła coś tam rzucić od niechcenia.
- Bo nie zostawili istotnych śladów - odpowiedziała. - Nie dali nic oryginalnego na tyle, byś za tym zatęsknił - dodała, patrząc mu w oczy. Jak dla niej nie było to jakieś skomplikowane. Zaśmiała się krótko na jego ostatnie stwierdzenie.
- Ja decyduję kto jest mój, więc na chuj komu znajomość wymagań czy kwalifikacji? Dla mnie to jak najbardziej uczciwe. Przynajmniej nie mam w tym gronie lizodupów i oszustów. Ktoś tak szczery jak Ty powinien to chyba rozumieć - ostatnie zdanie rzuciła z nutką ironii w głosie.
Ennis
Przymknęła oczy kiedy Ernest analizował swoje myśli w głowie, jednak kiedy w końcu się odezwał leniwie podniosła powieki. Wzruszyła lekko ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie widać – stwierdził prosto, ale nie dodawała nic więcej, widząc, że jeszcze ma coś do powiedzenia. Spojrzała po nim trochę bardziej zaciekawiona, gdy mówił o tym co czuje. Na wzmiankę ciepła w sercu uniosła spojrzenie do sufitu ambony, a potem znowu wróciła wzrokiem do twarzy Ernesta. Uniosła kącik ust, gdy wspomniał o podniecających zastosowaniach jego zabawek.
- Ach, czyli świadomie nie ukrywasz podniecenia zabawkami, a jednocześnie tonujesz je, gdy chodzi o zabawki plus osobę, ciekawe – uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Podniosła się nieco na wyprostowanych rękach i oparła je znowu za pośladkami. O ile przy tym pierwszym wyraźnie było widać jego ekscytację, o tyle gdy chodziło o nią nie okazywał tego aż tak bardzo. Nie żeby jej to jakkolwiek przeszkadzało, ale widziała różnicę. Ponownie wzruszyła ramionami na słowa o swoim zainteresowaniu.
- Bywasz ciekawy. Nie czuję potrzeby dopytywania, ale dziś gęba wyjątkowo Ci się nie zamyka – stwierdziła i uśmiechnęła się pod nosem. – A posłuchałbyś, gdybym kazała Ci się zamknąć? – zapytała z rozbawieniem w głosie.
- Wiem – odpowiedziała mu mało skromnie, gdy pochwalił odpowiedź. – To dość oczywiste, że chodzi o pozytywny ślad. O negatywne nie trudno – zauważyła. Nie musiał nic bardziej wyjaśniać. Mieli na swoim koncie różne przeżycia, on swoje zdążył już jej naświetlić, nie mówił, ale pewne zachowania go po prostu zdradzały. Brała pod uwagę, że i on mógł co nieco już dojrzeć w jej temacie. Na wzmiankę o tych zbyt upartych kącik jej ust drgnął mimowolnie.
- Z grzeczności nie zaprzeczę – rzeczywiście, Acair był bardzo interesujący. Na słowa o udawaniu uniosła lekko brew.
- Udawać? Dla mnie to po prostu jest proste… - stwierdziła. Nie widziała tego jako udawanie.
Ennis
Ennis zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Ukrywanie, czy tonowanie, nie ma większego znaczenia, nie jeżeli jest świadome – również uniosła kącik ust. – Kiedy nie jest, znaczy coś zupełnie innego, niż gdy takie pozostaje – dodała. Pochyliła się nawet lekko w jego stronę. – To, że ukrywasz coś świadomie mówi o Tobie więcej niż myślisz – szepnęła z zaczepnym uśmiechem na ustach. To co mówił jak najbardziej miało sens, ale dawało też sporo informacji o nim samym. Przekręciła głowę, gdy mówił rozbieraniu mechanizmu. Cmoknęła krótko i zaczęła bawić się swoimi stopami, które dalej miała przy tych jego. Zaczęła te swoje łączyć i odsuwać. Podwinęła nogi, zginając je w kolanach i takimi złączonymi kołysała na boki.
- No tak, zapominam czasami jak bardzo starasz się być rozsądny – rzuciła, dalej z zaczepnym wyrazem twarzy. Uśmiechnęła się na tej jego specyficzny wzrok i sama zerknęła na zapięcie własnego ubrania.
- Ten mechanizm też Ci się spodobał? – zaśmiała się krótko i wyprostowała nogi układając je w poprzedniej pozycji. Westchnęła lekko na słowa o zamknięciu się.
- Ach, ileż zależności. Dobrze, że w razie co wiem jak kogoś dobrze zakneblować lub skutecznie uciszyć – zatrzepotała teatralnie rzęsami. Nhulu, przed którym zwiali raczej nie będzie już zbyt rozmowny. Zaśmiała się lekko na tą myśl w głowie. W temacie śladu uśmiechnęła się do niego zadziornie.
- Gdyby było tak łatwo, to raczej byśmy tu nie siedzieli… - zauważyła. – Ślad to ślad, niektóre zostają z nami na zawsze, inne przemyjesz zwykłą wodą, a do zmycia jeszcze innych musisz zastosować specjalne środki. Zarówno do tych negatywnych, jak i pozytywnych. Tak czy inaczej… Aby tęsknić ślad jest potrzebny pozytywny, a Ciebie najwyraźniej lubią gryźć jedynie boleśnie lub mało znacząco. Nie masz chyba dobrego nosa do dobierania sobie towarzystwa – uniosła kącik ust. Temat prostoty zostawiła już bez komentarza, po prostu sobie po Erneście patrzyła.
Ennis
Ennis posłała mu niewinny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Jak widzę to wyczekujące spojrzenie i ciekawość to też zrobię dalej, to śmiem twierdzić, że jednak wiem jak rzeczywiście jest - szepnęła i wróciła do poprzedniej pozycji, znowu opierając dłonie za pośladkami. Wzruszyła lekko ramionami na jego kolejne słowa.
- Jak dla mnie to tylko w pewnych tematach się przydaje, w zdecydowanej większości wypada po prostu nudno - stwierdziła. Lubiła gdy coś się dzieje, a rozsądek często psuł te najciekawsze spontaniczne decyzje. Uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Och, biedne twe byłe kobiety... Nigdy nie stosowałeś prowizorycznego przeglądu? Zawsze musiały coś w zapince rozwalić byś się do nich dobrał? - uniosła lekko brew, patrząc po nim, dalej z uniesionym kącikiem ust. - Hmm, no tak, bardzo... rozsądne podejście - parsknęła krótkim śmiechem na wzmiankę o właścicielce i znowu położyła się płasko. Zaśmiała się na jego kolejne słowa.
- Jedno i drugie, przynajmniej jeżeli w danej chwili cisza to coś czego potrzebuję - oznajmiła bez ogródek. Obróciła głowę w jego stronę, gdy mówił o tych, których "może woli". Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się nikle.
- Może więc wcale nie potrzebujesz od kogoś ciepła by szczerze zatęsknić. Może Twój rozsądny umysł woli te drobne kąśnięcia i zgadywanie co one właściwie znaczą... - uniosła kącik ust i odwróciła od niego głowę, po czym przymknęła oczy.
Ennis
Ennis parsknęła krótkim śmiechem.
OdpowiedzUsuń- "Byłem w nich całkiem dobry", powiedział facet, który wynajmował kurwy - podsumowała i ponownie zaśmiała się rozbawiona. Kto jak kto, ale ona akurat wiedziała, że utrzymywanie takiego wrażenia u klientów, w tym zawodzie, to był jeden z opłacalnych obowiązków. Obserwowała go, gdy tak po niej zerkał i utrzymała kontakt wzrokowy, gdy znowu go z nią skrzyżował.
- Cóż, musiałeś trafić na strasznie nudne egzemplarze. Albo to kwestia ogromnego pecha, albo to jednak problem z Tobą i Twoim brakiem umiejętności w dobieraniu sobie towarzystwa - rzuciła z nieukrywanym rozbawieniem. Wzruszyła zaraz ramionami.
- To Twoje braki, nie moje. Nie bardzo mam tu co wybaczać - zauważyła z zaczepnym uśmiechem. Zaraz jednak posłała mu uśmiech równie niewinny, co ten jego. Przekręciła głowę, gdy ponowił tekst o ciszy i drodze do niej. Tak, zdecydowanie bardziej go to zastanawiało.
- To już zależy od drogi. Ta ostatnia była całkiem ekscytująca - zachichotała. Dawno nikomu nie odgryzła języka. Kiedy po niej patrzył, dalej leżała z przymkniętymi powiekami. Nie zmieniła pozycji, gdy w końcu jednak się odezwał.
- Co kto lubi - odparła. Skoro takie zagadki sprawiały mu frajdę to nic dziwnego, że go na jakimś szczeblu fascynowała. Trudno. Dla niej to zdecydowanie wychodziło mniej problematycznie niż dla niego.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Akurat na myśl o Tobie aż tak wilgotno mi się między nogami nie robi, by przypisać to pod jakiekolwiek „niestety” – oznajmiła. Zdecydowanie bardziej kręcił ją inny rodzaj facetów, seks z Ernestem niewiele by się różnił od seksu z Piusem. Jedynie zaspokojenie potrzeb. Na pytanie o ukołysanie zaśmiała się krótko.
- Myślę, że poradzisz z tym sobie o wiele lepiej sam niż przy mojej bliskości. Tyle drobnych szczegółów byłoby do oglądania… - aż westchnęła cicho i ponownie uśmiechnęła się pod nosem. Tego, że aktualnie nie narzekał już nie komentowała, podobnie kolejnych słów. Po prostu ułożyła się do spania z nikłym uśmiechem na ustach.
Ennis
Tego poranka nie spieszyła się z wstawaniem, sporo się jednak działo, a dźwięk deszczu sprawiał, że całkiem przyjemnie jej się spało. Mało tego, ambona miała to do siebie, że nie łatwo było ich tu jakkolwiek cicho podejść, więc można było czuć się w miarę bezpiecznie.
OdpowiedzUsuńW końcu jednak otworzyła oczy, Ernesta i jego zabawy słyszała już jakiś czas temu, nie był w tym głośny, więc jej nie przeszkadzał, ale zaczynała czuć głód. Podniosła się do siadu i przeciągnęła porządnie. Zawiesiła wzrok w czarnowłosym, przesunęła spojrzeniem po tym co robił i przysunęła się do niego ospale, dalej leniwie rozciągając ciało.
- Myślisz Ty czasem o czymś innym niż robota? – zajrzała mu przez ramię, po czym oparła się na nich rękoma i powoli wstała. Raz jeszcze się przeciągnęła i podeszła do wejścia ambony, węsząc w powietrzu. Nie miała dziś ochoty na polowanie, dopadła więc do ich tobołków i wyciągnęła trochę suszonego mięsa, co by zaraz usiąść w wejściu i nogi spuścić wzdłuż drabiny. Obserwowała okolicę, spokojnie się pożywiając.
Ennis
Ennis siedziała, dalej obserwując otoczenie.
OdpowiedzUsuń- Kiepskie porównanie, ja nie spędzam każdej wolnej chwili na czyszczeniu i piłowaniu zębów, z nadzieją, że zaraz nadarzy się jakaś okazja do odgryzienia języka... - obejrzała się na Ernesta i przesunęła po nim spojrzeniem - ... czy też innych części ciała - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Wróciła do oglądania widoków i wsunęła jeszcze dwa kawałki mięsa.
- Dziwactwo to się objawia raz na jakiś czas, u Ciebie to już raczej styl życia - odparła, powoli kończąc posiłek. Ona pakować się nie musiała, wszystko miała w swoim tobołku i sakwach. Przeżuwając ostatni kęs, złapała torbę i wstała, od razu stopami na drabinie. Zaczęła schodzić w dół. Deszcz jeszcze w pełni nie odpuścił, ale już bardziej kropiło niż rzeczywiście padało. Jej osobiście woda nie przeszkadzała, ale wolała nie musieć znosić obecności chorego faceta w tej podróży.
Ennis
- Wyobrażać sobie niezręczność? Meh, odpuszczę... - rzuciła, machając lekceważąco ręką. Spojrzała po nim unosząc jedną brew w chwili, gdy wspominał biologiczne różnice. Prychnęła pod nosem i pokręciła głową. "Natura", dobre sobie. Nie zamierzała narzekać, że wszyscy nabierali się na ten znamienity kamuflaż jej własnego ciała. Białowłosa ruszyła w odpowiednią stronę pewnym krokiem.
OdpowiedzUsuń- Ja tam wolę szukać odpowiedniej okazji do okrucieństwa - zaśmiała się pod nosem, zabawa słowami zdecydowanie należała do jednej z jej ulubionych zabaw. - Twój gatunek natura obdarzyła czymś o wiele ciekawszym, ale niestety jesteście zbyt głupi i ślepi by to zauważyć - rzuciła jak gdyby nigdy nic i rozłożyła bezradnie ręce, nie przerywając swojej wędrówki.
Ennis
Ennis już się nie odnosiła do spraw gatunków, osobiście stwierdzała jednak, że nie wszystko było zależne od indywidualnej jednostki, pewne sprawy pozostawały po prostu w konkretnym gatunku.
OdpowiedzUsuńKiedy weszli już do opuszczonej wioski, zachowaniem nie zwracała na siebie większej uwagi. Dała się po prostu poprowadzić Ernestowi, chociaż w jej kroku pewności siebie zdecydowanie nie brakowało. Te wszystkie przejścia i tajne wejścia trochę ją bawiły, ale nic nie mówiła. Widok zawalonego korytarza sprawił, że lekki grymas pojawił się na jej twarzy. Czyli było tylko jedno wejście, ewentualnie w grę wchodziło jeszcze jakieś, ale ukryte. Białowłosa, gdy znaleźli się już w kuźni, przystanęła i zaczęła badać teren wzrokiem. Najpierw obejrzała wszystko dokładnie z daleka, a dopiero potem ruszyła, by dotknąć, a to kowadło, a to wykutych broni czy stopów. Ostatecznie zatrzymała się przy piecu, by do niego zajrzeć. Przesunęła palcem po wierzchu, zbierając grubą warstwę kurzu i zaraz zdmuchując ją z opuszka.
- Jak mnie tu zabrałeś do sprzątania to zapomnij, że pomogę – obejrzała się na Ernesta i posłała mu zaczepny uśmiech, zaraz potem wstała i otrzepała dłonie. Lepiej niż myślał, tak? Na pierwszy rzut oka dużo tu leżało ustrojstwa, które można było po prostu przetopić. Złapała jeden z niedokończonych mieczy i wykonała nim kilka krótkich wymachów, nie był nawet dobrze wyważony, ale i tak wycelowała ostrzem w stronę czarnowłosego.
- To jaki jest plan, Panie Żelaznoręki? – zapytała z nutką przekąsu w głosie.
Ennis
- O ho, ho – rzuciła rozbawiona, ale nie opuściła miecza. – Ktoś tu hardy się bardziej robi jak piec w kuźni zobaczy – rzuciła z zadziornym uśmiechem i dopiero wtedy opuściła ostrze. Ruszyła odłożyć je na miejsce i obejrzała się, słuchając co też Ernest ma do powiedzenia. Nie zamierzała oponować, kiedy stwierdził, że sam będzie ze sprzątaniem działać. Wędrowała za nim wzrokiem, kiedy zmieniał pozycje, a słysząc czym ma się zająć, kiwnęła po prostu głową. Spojrzała po stopach metali jakie tutaj były, patrzyła po nich chwilę, a potem po prostu ruszyła znaleźć sobie dogodny kącik. Tam rozłożyła szkic broni, usiadła i zaczęła wprowadzać ostateczne poprawki. Słuchała dalej tego co mówi Ernest i prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Gdyby mnie to nudziło, to bym się za to nie zabierała – zauważyła, rzucając mu wymowne spojrzenie i zaraz zwróciła do swojego pergaminu. Po wprowadzeniu poprawek wstała by wybrać odpowiedni materiał. Niektóre stopy różniły się znacznie, inne były nad wyraz podobne, miała z nimi do czynienia po raz pierwszy i koniec końców gdy już wybrała próbki, to dwie z trzech nie były właściwe.
- Dobra, nie mam pojęcia na co powinnam tu zwracać uwagę… - zaznaczyła. Co innego wyobrażać sobie opisywany stop, a co innego uczyć się od razu mając dany stop przed oczami.
Ennis
Ennis w trakcie wprowadzania poprawek zerkała czasem w stronę Ernesta, brakowało tylko by sobie gwizdał pod nosem albo nie... powinien śpiewać i tańczyć do tego, by w pełni oddać to jak specyficznym entuzjazmem aktualnie emanował. Parsknęła pod nosem rozbawiona wizją w swojej głowie. Tak, już widziała jak zakłada chustkę na głowę, splata jej końce pod brodą i zgrabnie zgina nóżkę w kolanie, nucąc o tym jaki to jest przeszczęśliwy. Jeszcze warkoczyki, tak, warkoczyki zaplecione po bokach głowy i obrazek wyglądał wręcz idealnie. Uśmiechała się pod nosem rozbawiona.
OdpowiedzUsuńW końcu jednak przyszło do tych całych wyborów odpowiedniej rudy, a ona patrzyła po Erneście dość wymownie. Nie poszło tragicznie, tak? To akurat już sama oceni. Spojrzała na pierwszą próbkę, którą chwycił, potem na Ernesta i znowu na próbkę. Przyjrzała się jej uważniej, gdy mówił. Veridium... do pancerzy, tarcz, plastyczna, zakodowała, dalej uważnie obserwując stop. Dopiero po chwili przeniosła spojrzenie na drugi kawałek. Ten też był zły, oho, no jak dla Ernesta to oznacza, że nie poszło tragicznie to najwyraźniej jest bardzo pobłażliwym nauczycielem. Walić, nie skupiała na tym uwagi, wolała się skupić na informacjach i obserwacji. Ciemne żelazo, twarde, ale kruche... pękające groty... zmarszczyła czoło i spojrzała po Erneście.
- A na chuj komuś pękające groty? - zapytała unosząc jedną brew. - Masz na myśli takie co pękają, gdy próbuje się je wyciągnąć z rany i kawałek w niej utyka? - upewniła się czy dobrze rozumuje, bo na pierwszą myśl to raczej mało kto szuka grotu, który pęka. Na wieść, że chociaż z jednym trafiła i wyjaśnienie dlaczego mimo wszystko nie poszło jej tak źle, uśmiechnęła się zaczepnie.
- Wolę przesuwać opuszkami po nieco cieplejszych obiektach, ale czego się nie robi dla zdobycia przydatnych kwalifikacji... - rzuciła, po czym zaczęła palcami badać jedną, a później drugą i trzecią skałę. Różnice rzeczywiście były, szczególnie w ich wadze i... no właśnie, zaciągnęła się zapachem prawie w tym samym momencie, w którym Ernest o tym wspomniał. Tu różnice czuła wyraźne. Zaciągnęła jeden zapach i przymknęła oczy, wbijając sobie do łowy konkretne skojarzenia, potem to samo zrobiła z kolejnymi dwoma próbkami. Otworzyła oczy dopiero po chwili, skrzyżowała wzrok z Ernestem.
- No dobra, to już zapamiętam - oznajmiła i ruszyła odnieść złe próbki na miejsce, a zastąpiła je kolejnymi stopami stali rzemieślniczej. Zaraz po tym położyła szkic na stole przed czarnowłosym.
- Jak mam właściwie to liczyć? Ile stopu mi trzeba do zrobienia jednego dzwoneczka? - zapytała.
Ennis