WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga wypowiada otwartą wojnę Phyonix i Heimurinn! Nikt nie będzie bezczelnie palił i zalewał jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

10 czerwca 2022

Spisane przez: Pingwin

Now it's fuck this world, Imma let it all burn

„Branded inside my misery
Fucked with my head, now I can't sleep
I stitched my wounds, yours are open
And now that my heart is frozen”
Ernest Żelaznoręki
Ernest Żelaznoręki
człowiek wynalazca opętany 180 cm 21.12 30 lat Polszanin

Nic nie jest trwałe. Ludzie zmieniają strony, ideały mają swoją cenę, a lojalność zwykle kończy się tam, gdzie zaczyna się czyjś interes. Ernest nauczył się tego bardzo wcześnie. Nie znał rodziców, nie miał domu i od dziecka przechodził z rąk do rąk — między handlarzami, ulicą i półświatkiem. Szybko zrozumiał, że jego jedyną prawdziwą wartością jest umysł. Był bystry, pomysłowy i obsesyjnie ciekawy tego, jak rzeczy działają. Zaczynał od tworzenia broni, kusz, pułapek, petard i ukrytych mechanizmów dla przestępców. Wolał jednak pozostawać w cieniu. Liczyła się zapłata, nie rozgłos.

Talent sprowadził na niego uwagę Peruna. Na królewskim dworze Ernest pracował nad bronią i wynalazkami mającymi zwiększyć przewagę Polszy. Nie uważał się za człowieka dobrego i nie miał złudzeń co do przeznaczenia swoich konstrukcji. Gdy jednak jeden z projektów miał zostać przetestowany na bezdomnych sierotach, zaprotestował. Za sprzeciw zapłacił wolnością. Lochy i tortury pozostawiły po sobie więcej niż blizny. Ernest uciekł z nich zniszczony fizycznie i psychicznie, związany z obecnością, która w chwilach skrajnej potrzeby potrafi przejąć nad nim kontrolę i zwiększyć jego siłę. Cena tej mocy pozostaje niepewna, a Ernest nie zamierza nikomu tłumaczyć, czego naprawdę się obawia. Po ucieczce zaczął przemierzać Mathyr. Towarzystwo pięknej i niebezpiecznej nieznajomej okazało się zaskakująco użyteczne, zwłaszcza że nie próbuje go naprawiać ani zmieniać. Ernest wrócił również do tworzenia. Buduje broń, mechanizmy i artefakty według własnych zasad — samozwańczy wizjoner.

Jest cyniczny, wyrachowany i wystarczająco dobrym kłamcą, by prawda pojawiała się w jego słowach tylko wtedy, gdy jest wygodna. Sojusze traktuje jak transakcje, przysługi jak długi, a lojalność jak walutę, której nie wydaje pochopnie. Dziś pozostaje zbiegiem, wynalazcą i człowiekiem, który uparcie przygotowuje własny powrót. Nie zamierza wrócić do Polszy jako złamany więzień. Chce wrócić z wiedzą, bronią i przewagą wystarczającą, by ci, którzy kiedyś go zamknęli, zrozumieli swój błąd dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

„Thrown away, left on my own
Broken down, cut to the bone
Held my tongue and I waited my turn
Now it's fuck this world, Imma let it all burn”
poprzednia karta — [LINK]
tytuł i cytat — Eren Jaeger Rap - “Let It All Burn” | FabvL [Attack On Titan]
ostatnia aktualizacja — 06.07.2026
wizerunek — autorski projekt postaci
zapraszamy do wspólnego wątkowania

85 odpisów

  1. En odwróciła głowę lekko w bok, trochę jakby coś właśnie usłyszała. Chichot... co prawda w swojej głowie, ale jednak. "Wyjątkowo nieodpowiednia" zaszumiało, a ona uniosła kącik ust raz jeszcze. Wróciła po chwili spojrzeniem do czarnowłosego, popatrzyła po nim. Nie skomentowała wypowiedzi, po prostu ruszyła w stronę wspomnianej kopalni. Jej ciało dopiero teraz zaczęło wychodzić z trybu obronnego, spięte mięśnie nieco puszczały. Sama również była brudna, nie miała też na sobie ubrań, ale aktualnie to nie było istotne. Pożar... Pomyślała chwilę. Przy takim deszczu nie ma co liczyć na suche drewno i rozpalenie ogniska, no, przynajmniej teoretycznie. Idąc w stronę celu, zaczęła zbierać mokry chrust, a kiedy już dotarli, upuściła zbiory na środku. Kopalnia miała może jakieś dwa metry na dwa, całą resztę tunelu przysypywały kamienie.
    - Podobno tu straszy... Wielu zginęło jak się zasypała... - rozejrzała się po niewielkiej przestrzeni i zatrzymała wzrok na Erneście. - Boisz się duchów? - zapytała, uważnie go przy tym obserwując.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy on cieszył oczy i ręce zawartością kopalni, ona kucnęła przy chruście i zaczęła wyciągać z niego wodę, aby był suchy jak wiór. Chwilę jej to zajęło, odłożyła też jeszcze trochę kawałków na bok, by było co dorzucać. Ulewa rozhulała się w najlepsze i nawet ona czuła chłód nadchodzący z zewnątrz. Wiatr dokazywał razem w kroplami deszczu. Co prawda niebo rozcinane od czasu do czasu błyskawicami, miało swój urok, ale zdecydowanie przyjemniej oglądało się je z dachem nad głową, a nie ze strumieniami deszczu w oczach. Ennis ziewnęła przeciągle. O tych godzinach zwykle spała, poza tym, wyrwano ich ze snu, więc ciężko się dziwić. Słuchała teorii Ernesta, a kiedy już wysuszyła drewno, zajęła się rozpaleniem ogniska.
    - Sugerujesz, że ktoś zawalił tą kopalnie celowo? Czy może po prostu korzysta z tragedii innych i czerpie własne zyski, rozpowiadając brednie? - popatrzyła po tym co chował do plecaka.
    - Mniej problematyczne, tak? - przesunęła po nim spojrzeniem. - Jak chcesz być mniej problematyczny to lepiej zdejmij ciuchy i wciągnij na siebie coś suchego - taka pogoda dla ludzi potrafiła być zabójcza, a nie zamierzała tracić czasu na zajmowanie się chorym.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszyła ramionami na jego teorię.
    - Jak dla mnie to plotka w zupełności wystarczy by ludzie sobie zbyt wiele wyobrażali. Nikt nie musi mieć w tym zysku - stwierdziła i zaraz skrzyżowała z nim spojrzenie.
    - To już zależy co rozumiesz przez "potargasz". Słowo to użyte w odpowiednim znaczeniu mogłoby mieć w sobie co nieco z prawdy - sama uniosła kącik ust. Bez skrupułów patrzyła po nim, gdy się rozbierał, lustrowała jego ciało, wygodnie się rozsiadając przy płomieniach. Kiedy już się ubrał, przymknęła oczy i nasłuchiwała dźwięków burzy.
    - Pewnie zaraz mi powiesz - rzuciła, gdy przerwał ciszę. Uniosła jedną z powiek i patrzyła po czarnowłosym. Czyli jednak trafiła, zagadki były czymś co pobudzało Ernesta.
    - Nie wierzysz w opcję, w której ludzie sami się nakręcają? Mają tak nudne życie, że zwykły powiew wiatru przypisują duchom i próbie nawiązania z nimi kontaktu. To brzmi dość ciekawie, "ej, duch z kopalni zdradził mi swoją tajemnicę" - wyprostowała nogi i oparła dłonie za pośladkami. Teraz to ona przekręciła głowę, dokładnie się Ernestowi przyglądając.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrzyła po nim, a potem po skale, którą przekładał między palcami. Skrzyżowała z nim wzrok, kiedy wspomniał o najmniej interesującej rzeczy.
    - O, to na pewno - odpowiedziała z twarzą bez większego wyrazu. Zmieniła pozycję i zbliżyła się do Ernesta, gdy podawał jej skałę. Złapała ją w dłonie, przysunęła trochę bliżej płomieni, by wszystko lepiej widzieć, zaczęła oglądać znalezisko. Zmarszczyła nieco czoło.
    - Matowa czerń, grafitowy połysk... - przechyliła minerał by obejrzeć go pod odpowiednim kątem - cień burzy... - użyła potocznej nazwy, opisującej układ żył - ...żyły przypominające błyskawice lub korzenie... - była już pewna co tu znaleźli, ale chciała sprawdzić coś jeszcze. Przytrzymała minerał nad ogniem, a ten zaczął wydzielać tą specyficzną woń. - Siarka, mokra ziemia, przypalone drewno... zapach jak po uderzeniu piorunem... - odsunęła kamień od płomieni i skrzyżowała wzrok z Ernestem. - To noksylit... - podniosła skałę wyżej i jeszcze raz po niej spojrzała. Wróciła wzrokiem do twarzy towarzysza. - Proch burzowy... Pierdolony proch burzowy - uśmiechnęła się pod nosem, zwilżyła usta i zawiesiła wzrok w kamieniu. To rzeczywiście mogło być nie lada odkrycie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  5. Spojrzała po nim uważniej, sama czuła pewną dozę satysfakcji, ale Ernest zdawał się aktualnie być w skowronkach. Trzeba było przyznać, ze czerpał radości z dziwnych spraw.
    - Yhy... - sama również oparła się o ścianę obok niego i dalej oglądała kamień.
    - Biorąc pod uwagę burzę trwającą na zewnątrz nie skojarzyłam zapachu z minerałem... - przyznała. Spojrzała po nim, gdy się pochylił, a potem znowu na kamień. Zaraz przesunęła wzrokiem po ścianie, którą Ernest dotykał. "Ustawić do końca życia"? Wróciła do niego spojrzeniem. No proszę, czyli odkryli swego rodzaju skarb... Kto by pomyślał... Zastanowiła się chwilę nad jego teorią.
    - To nie bardzo trzyma się kupy... Gdybym ja chciała coś takiego przywłaszczyć, to zasypałabym całą kopalnie. Na pewno nie zostawiłabym odsłoniętego fragmentu. Rozpoznanie tego zajęło Ci dosłownie chwilę. Tak, masz tęgi łeb, ale nie Ty jeden. Ta jama, jak by płytka nie była, zachęca zapewne wielu podróżnych do noclegu. Prawdopodobieństwo, że ktoś Twojego pokroju by tu trafił i znalazł złoża jest więc dość duże. To tak jakby ktoś zakopał skrzynię skarbów, a po wierzchu piachu rozsypał złote monety - oddała mu kamień i zmniejszyła dystans między ich twarzami. Spojrzała mu w oczy.
    - Bezsensu... - podsumowała, po czym się odsunęła i wystawiła dłonie nad płomienie, co by je sobie nieco ogrzać. Na pytanie pokręciła lekko głową.
    - Zmielić, ma wysoką reaktywność, to podstawowy składnik prochu burzowego, wybuch z tym prochem w składzie jest o wiele potężniejszy od wybuchu ze zwykłym, czarnym prochem - obejrzała się na Ernesta i uśmiechnęła kącikiem ust. - Któż to wie... Może moim celem było pokazanie Ci jak się organizuje prawdziwe niespodzianki? - rzuciła i zaraz parsknęła krótkim śmiechem. Spojrzała w płomienie.
    - Poprawka, wiem jak pobudzić Twoje zmysły... W pobudzaniu zmysłów przeciętnego faceta nie ma nic skomplikowanego - stwierdziła nie spuszczając ognia z oczu.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  6. Dalej grzała dłonie, gdy on mówił swoje. Trawiła jego słowa, zastanawiając się i łącząc to co mówił z własnymi przemyśleniami. Zmarszczyła czoło, pewna myśl zaczęła jej krążyć po głowie. Oderwała spokojnie wzrok od ognia i przesunęła go na Ernesta. Obserwowała co robi. Nie gadał znowu aż tak od czapy, ale ją zaczęło zastanawiać coś zupełnie innego. "To jakby ktoś zakopał skrzynię skarbów, a po wierzchu piachu rozsypał złote monety". Jej własne podsumowanie kręciło się w głowie. Wiatr wpadł do środka kopalni i zawirował w środku, a potem ulotnił się przez szpary wgłąb korytarza, wydając przy tym dziwne dźwięki. Coś gdzieś się przesunęło, za stertą kamieni, jakby jakich ruch i jeden kamyk łupnął o ziemię, strącony przez coś lub kogoś. En lekko spięła ciało, jednak nie chodziło o strach, po prostu wyrwało ją to z zamyślenia. Podniosła się jednak i zbliżyła do Ernesta, od razu dłonią mu zasłaniając usta i zasłuchując. Na razie zostawiła jego pytanie bez odpowiedzi. Słuchała chwilę, ale jedyne co się pokazało to mysz czmychająca gdzieś w kącie. Białowłosa spojrzała w oczy Ernesta, odsłoniła mu usta. To co przed chwilą słyszała, ten strącony kamień, to na pewno nie była mysz.
    - A co, jeżeli wcale nie chodzi o kopalnię? Co jeżeli kopalnia jest właśnie tymi monetami wysypanymi na piasku? - szepnęła. - Trwa wojna, tacy jak Ty są szukani na pęczki... To idealny wabik, jeżeli ktoś tu wchodzi i w dwie minuty ogarnia gdzie wlazł, to musi mieć kurwa łeb na karku i znać się na rzeczy... - dalej szeptała. - Plotki o tej kopalni nie są stare... A kto lubi udowadniać, że jebane duchy nie istnieją? Wyobraź sobie, że jesteś w okolicy przechodem i słyszysz bajeczkę o duchach w kopalni. Mało który tęgogłowy przeszedłby obok czegoś takiego obojętnie... - dodała. Sprawę podziękowań i tego czy jej zależy pozostawiła bez komentarza.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozwoliła mu przetrawić myśl, a sama rozejrzała się dokładniej, szum spadających kropel dalej sporo zagłuszał. Spróbowała zwietrzyć jakiś zapach, ale tu z kolei noksylit utrudniał sprawę. Jego woń mocno siedziała z nozdrzach, szczególnie po tym jak zaciągnęła się podgrzanym fragmentem. Jej płetwa grzbietowa nastroszyła się wyraźnie, trzy zwieńczające ją kolce były napięte, gotowe przebić rywala nacierającego od tyłu. Nie często pokazywała pełne zastosowanie tej części swojego ciała, ale teraz czuła na ciele te nieprzyjemne ciarki, jakby coś miało zaraz nadejść.
    - Sprytne... - przyznała. - Nie mniej... aby wiedzieć, że ktoś rzeczywiście się zna na rzeczy... i aby nie łapać zwykłych płotek... - szeptała dalej, ale zaczęła wędrować po kopalni. Powoli wspinała się na zwalonych kamieniach - Ktoś musiałby nas podsłuchiwać! - rzuciła nagle mocniejszym głosem, a wtedy zza sterty usypanego gruzu dało się słyszeć gwałtowne wciągnięcie powietrza i ktoś zerwał się do ucieczki. Nie było jak zerwać się za tym kimś, przejście było zasypane, trzeba by najpierw oczyścić drogę, dało się jednak co nieco więcej zobaczyć między szczelinami. En podsunęła twarz by cokolwiek dojrzeć i zaraz parsknęła pod nosem.
    - Pierdolony gówniarz... - obejrzała się na Ernesta. - Albo jebaniec nie urósł, albo właśnie podsłuchiwał nas pierdolony dzieciak... - to jedyne co była w stanie na tą chwilę powiedzieć. Jej płetwa spokojnie zaczęła się składać. Przysiadła na kamieniach i przesunęła po czarnowłosym wzrokiem.
    - Nie wyklucza to jednak kopalni jako wabika... Smrody często są wysyłane przez innych na przeszpiegi... - zastanowiła się chwilę. - Może oboje mamy rację... Może ktoś od początku do końca tego nie zaplanował, a jedynie, tak jak wspomniałeś, wykorzystuje okazję, która się nadarzyła... - spojrzała na Ernesta trochę znudzona. - A może tak bardzo się ze sobą nudzimy, że sami wymyślamy sobie scenariusze niesamowitej przygody - wstała z kamieni i zeszła bliżej ogniska. - Aktualnie intruz zwiał... - stwierdziła i usiadła przy palenisku.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  8. Ennis nie traciła na czujności, jej płetwa nie odpalała się często, ale kiedy już te mięśnie wchodziły w ruch, to wiedziała, że coś jest na rzeczy. Nie mniej aktualnie napięcie minęło, więc i płetwa opadła.
    - Rzadko – przyznała przystawiając ręce do ognia. Zamierzała poczekać na rozwój sytuacji. Nie będzie przecież gówniarza gonić, szczególnie w taką pogodę. Trop rozmyłby się bardzo szybko. Słuchała Ernesta, a kiedy usiadł naprzeciw skupiła na nim spojrzenie. Odwzajemniła jego drapieżny uśmieszek.
    - Bardziej mnie martwi, że przez nasz dialog i Twoje spytki, jeszcze Cię uzna za mojego mistrza czy kogoś takiego… - rzuciła. – Też rozpoznałam minerał, nie musiał mnie nawet widzieć, ani tego co robię, usłyszał dość by rzeczywiście uznać, że warto komuś donieść – dodała już bardziej poważnie. W tym akurat siedzieli razem, dość jasno to widziała. Sama odłożyła pomysł ze spaniem na później, zastanawiając się nad ewentualnymi opcjami. Kiedy Ernest wstał z miejsca, zaczęła go obserwować. Patrzyła jak przeszukuje kopalnię, uważnie go przy tym lustrując wzrokiem. Uśmiechnęła się pod nosem, nie przeszkadzała mu i nie przerywała poszukiwań. Po prostu sobie po nim patrzyła milcząc. W końcu jednak westchnęła ciężko. Ewidentnie coś znalazł.
    - Chyba nie mam co liczyć na spokojne patrzenie sobie w oczy – rzuciła, własnymi przewracając. Wstała z miejsca, upewniła się, że ma wszystko co trzeba przy pasie i podeszła do Ernesta. Już wcześniej czuła lekki przeciąg z tej strony, wiatr dziwnie rozchodził się po tej kopalni.
    - Jeżeli nasze przypuszczenia są prawdziwe, to zapewne wystarczy zwalić część kamieni, a nasze oczy ujrzą przejście – złapała jeden z kamieni i odrzuciła go kawałek dalej. Przesunęła spojrzeniem po Erneście. – Przynajmniej coś mnie tu rozgrzeje – rzuciła z nutką pretensji w głosie i złapała kolejny głaz, skupiając spojrzenie na stercie przed nimi.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  9. Pokręciła tylko głową i zrzuciła jeszcze kilka kamieni. Kiedy jej dotknął zatrzymała swój ruch, a potem spojrzała na dłoń przy swoim ramieniu. Uniosła wzrok do twarzy Ernesta, odpuściła ostatni kamień i patrzyła po nim pytająco. Obserwowała co robi. Odsunęła się na dwa kroki w tył, uważnie oglądając poczynania czarnowłosego. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, a kiedy kamienie runęły i stanęło przed nimi przejście, uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Ktoś tu się popisuje - rzuciła, ruszając w identycznym momencie co on, uskoczyła przed niego, aby nie wgnietli się ramionami w "framugę" wejścia. Spojrzała na niego pretensjonalnie.
    - "Panie". Rozumiem żeś kutasa dawno nie używał i mogłeś o nim zapomnieć, ale masz jeszcze inne męskie przywary - rzuciła, zarzucając włosy na plecy. Będzie się jej tu wpychał ciekawski jebaniec. Pokręciła głową, przesuwając się do przodu. Daleko nie trzeba było iść by zaraz rozciągnęła się przed nimi spora część kopalni.
    - Pierdolę... Jebana skrzynia skarbów... - szepnęła, rozglądając się dookoła. Zbliżyła się do jednej ze ścian, by przejechać po niej palcami, szła przy niej powoli sunąc po żłobieniach skalnych. Spojrzała w sufit i okręciła się powoli dookoła własnej osi. Parsknęła śmiechem.
    - Jesteśmy w dupie... - stwierdziła dość rozbawionym tonem i zaraz przeniosła spojrzenie na Ernesta. - Nie ma szans, że to jest opuszczone - poczuła dreszczyk emocji. Trafili na coś dużego, a to mogło oznaczać duże kłopoty. Na zewnątrz zagrzmiało mocno. Możliwe, że pogoda była jedynym, co aktualnie chroniło ich przed jakimś rozpierdolem. Spojrzała na ślady na ziemi, mimo ciemności ona widziała wszystko wyraźnie. Ślad zdecydowanie gdzieś prowadził, zapewne do wyjścia. Ruszyła powoli za ścieżką wyznaczoną przez skrzynię.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  10. Szła spokojnie dalej, a słysząc opcję z bratem uśmiechnęła się pod nosem.
    - Obstawiam, że to bardzo prawdopodobna opcja. Pewnie był z wioski nieopodal. Górnicy się w niej osiedli, ale podobno po tragedii wioska praktycznie obumarła. Zginęli prawie wszyscy żywiciele rodziny... - obejrzała się na Erniego, a zaraz potem tak jak wspomniał, w dół. Zastanowiła się chwilę.
    - Może wioska wcale nie wymarła? - zasugerowała. To by miało ręce i nogi. Odwalają amatorską robotę by wyżyć. Tylko wtedy po co te plotki o opuszczeniu tego rewiru? Po co bajki o duchach? Spojrzała na pochodnie, o których wspominał, zaraz jednak poczuła, że ktoś się zbliża, wiatr wwiał do środka specyficzną woń. Zatrzymała się na ten metaliczny dźwięk, wyczuliła zmysły.
    - Idą... wielu... - szepnęła. Zapachy były rozmaite. Weszli z obu stron. Ktoś dopadł do kamienia z wąską szczeliną, pewnie właśnie nią uciekł smarkacz. Zaczęli przesuwać głaz, odkrywając tylne wejście. Odblask ognia pochodni i szum kroków zaczął się nosić po kopalni. Wejściem, którym oni weszli zaczęli nadciągać ludzie, kobiety, młodzież i starcy. Uzbrojeni w widły oraz noże. Nie wyglądali na wojaków, ale na zdesperowanych. Od strony głazu weszła podobna grupa, jednak mniejsza. Z tyłu było ich z trzynastu, z przodu około sześciu plus on... Barczysty, wysoki mężczyzna wysunął się na przód. Burza ich nie zraziła, byli brudni od błota, wszyscy, ale on się wyróżniał. Miał inny typ urody, ostre rysy twarzy, jasne, długie włosy. Dziki. Wyglądał jak wilk wśród zlęknionych owieczek.
    - Ktoś tu się próbuje dobrać do mojego skarbu? - rzucił z kpiną w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  11. Jasnowłosy zatrzymał wzrok na Erneście, zaraz jednak popatrzył uważnie po Ennis, ostatecznie zerknął za siebie i zwrócił się do dzieciaka. Chłopiec miał na oko jakieś pięć, sześć lat. Zapytał go o coś w innym języku, w bardzo specyficznym języku.
    - Pierdolę... - syknęła En pod nosem. Ten dialekt był dość specyficzny. Doszły ją pogłoski, że Perun zmył z powierzchni ziemi klan Nhulu, ale najwyraźniej nie wybił ich do reszty. Już ten w Argarze był dla niej zaskoczeniem, a teraz drugi...? Tak blisko? Ardea była od nich dobry dzień drogi... Obserwowała i analizowała sytuację na chłodno, uwagi Ernesta zostawiła bez komentarza. Jasnowłosy też zdawał się mieć je w poważaniu. En zerknęła po Erneście, coś dziwnego się z nim działo, znowu... Odwróciła od niego wzrok i skupiła go na wielkoludzie.
    - To nie jest najlepsze miejsce na rozmowę, szczególnie przy tylu pochodniach - zaznaczyła. Mężczyzna spojrzał po niej, uważnie się jej przyglądał.
    - Ktoś mówi, że chce rozmawiać? - zapytał z nikłym uśmiechem.
    - To nas puść - odpowiedziała bez większego wyrazu na twarzy. Zbliżył się, oparł łokieć o ścianę, nie przerywał kontaktu wzrokowego.
    - Puszczę, a Wy mówić będziecie co tu mam - sięgnął dłonią do jej szyi. Ennis nie drgnęła, nie spuszczała też z niego wzroku. Dzicy mieli często słabość do hardych, a ona jak by nie patrzeć stała tu teraz prawie naga. Trafienie w jego pierwotne instynkty raczej nie stanowiło problemu. Uśmiechnął się pod nosem, gdy się nie cofnęła. - Po co puścić, jak teraz jeszcze więcej mięć mogę - rzucił zadowolony i się cofnął. Ennis uniosła lekko brew. - Brać do wioski! - odwrócił się do nich plecami i krzyknął, a wieśniacy ruszyli w ich stronę. Przez chwilę chciała mu skoczyć na plecy i jakoś ubezwłasnowolnić, ale wzięła pod uwagę, że tłum mógł różnie zareagować, a stali na pierdolonej bombie. Jeden niewłaściwy ruch i wszyscy wylecą w powietrze.
    - Nie tutaj - rzuciła do Ernesta cofając się bliżej niego. - To Nhulu, bez mrugnięcia okiem wysadzi nas i tą kopalnie, a później pójdzie szukać innego skarbu - dodała, w razie gdyby coś mu przyćmiło rozum i planował tu bojować z wieśniakami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  12. Ona również nie zamierzała sprawy zostawić samej sobie, aktualnie bycie w miarę ugodowe po prostu się najbardziej opłacało. W miarę, bo pasa oddawać nie zamierzała. Cofnęła się równo z Ernestem, kiedy wieśniacy zaczęli na nich nacierać, powieliła jego gest z podniesieniem dłoni, ale na twarzy En nie było strapienia, wręcz przeciwnie, świdrowała grupę wzrokiem, co im najwyraźniej odbierało animuszu. Objęcie czarnowłosego lekko ją wybiło, nie sądziła, że będzie chciał to rozegrać w ten sposób. Dziki również nie wyglądał na zadowolonego, miał już w głowie swoje plany na białogłową, nie brał ich za parę. On nigdy nie pozwoliłby by jego kobietę, przy nim samym, ktoś łapał za szyję.
    - Przy moja będzie jej dobrze - rzucił. - Ciebie wydamy, tu takich jak Ty zbierają, dobre nagrody dają za takich. Łaskawy jestem, moja będzie, a Ty patrzeć nie musiał będziesz - dodał, wychodząc na zewnątrz i czekając aż ludzie ich wyprowadzą.
    En przytrzymała Ernesta przy sobie, zacisnęła palce na koszuli przy jego torsie, jakby nie chciała puścić. Nie odwzajemniła pocałunku, ale pozwoliła by ją pocałował. Spięła się lekko w pierwszej chwili, ale zaraz włożyła maskę strapiono-rozczulonej i subtelnie przytaknęła mu głową. Wtuliła się w niego, przytrzymała twarz przy wgłębieniu ramienia i spokojnie wypuściła powietrze, jakby to co jej powiedział trochę ją uspokoiło. Spojrzała po wieśniakach, dwójka z tyłu niosła w ręce ich tobołki, napierano na nich by szli w odpowiednią stronę. Dziki musiał czuć się nad wyraz pewnie ze swoim małym planem. Ją zaliczyć, Ernesta sprzedać. Zapomniał tylko wspomnieć swojej "groźnej" ekipie by ich rozbroili. Chyba myśleli, że widły starczą, by utrzymać ich w bezpiecznej odległości.
    - Połapiesz się kiedy... - szepnęła jeszcze, nie miała konkretnego planu, zamierzała działać spontanicznie. Nie sądziła, że dane jej będzie aż tak szybko "nabroić". Splotła palce z Ernestem, drugą dłoń trzymała w powietrzu, dalej by okazać pokojowe nastawienie. Przesuwali się do wyjścia, a kiedy byli już na zewnątrz, od razu poczuła uścisk na podniesionym nadgarstku.
    - Moja! - warknął wielkolud, te splecione paluszki bardzo mu nie odpowiadały. Przyciągnął ją do siebie i dobył krótki miecz, wiszący przy pasie Ennis, zagroził nim Ernestowi, w razie jakby ten chciał się sprzeciwiać. En jednak złapała twarz dzikiego w obie dłonie i nakierowała na swoją.
    - Twoja - potwierdziła mu i lekko przesunęła końcem nosa po jego nosie. Dziki mruknął zadowolony.
    - Zabrać - polecił wieśniakom i wpił się gwałtownie w usta Ennis. Chuć go zdecydowanie zdradziła, bo już zaraz jęknął gardłowo, a z jego ust trysnęła krew. Odepchnął kobietę gwałtownie w odruchu. Poleciała w tył, upadając na ziemię, ale zdążyła podeprzeć się na łokciach. Zaskoczeni wieśniacy nie wiedzieli co się dzieje. Ennis podniosła się do siadu i wypluła odgryziony język dryblasa na ziemię. Jej twarz również była zakrwawiona. Ludzie na ten widok zaczęli się drzeć w niebogłosy, powstała ogólna panika i tylko niektórzy zachowali rezon.

    Ennis xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziki, zaraz po swoim wrzasku wpadł w szał, ruszył na Ennis i miotał jej własnym mieczem, próbując w nią trafić. Białowłosa w kilku pierwszych ruchach dalej była na ziemi, tu rozłożyła nogi, tam się przeturlała, zaraz jednak wstała zwinnie i dobyła swój kij, gotowa bronić się przed kolejnymi ciosami. Jasnowłosy w końcu zaczął celować, ale dookoła dalej wrzało. Znaczna część wieśniaków po prostu uciekła, inni, mimo, że zostali to nie mieli pojęcia co robić. Tu zwykłe natarcie nie miało racji bytu. Jeden z ciosów zadanych przez przeciwnika był na tyle silny, że kij En złamał się w miejscu teleskopowego łączenia dwóch elementów.
    - Kurwa... - sapnęła, a facet zarechotał. Długo się jednak nie pośmiał. En dojrzała Ernesta, który biegł w jej stronę. Zdążyła jeszcze ułamanymi końcami zarysować buzię jasnowłosego, wykonała unik i ruszyła w stronę czarnowłosego. Jej rywal wyraźnie był osłabiony, język mocno krwawił, a do tego pogoda nie dopisywała jego gabarytom. Ubijanie wieśniaków nie było czymś, co jej samej sprawiałoby jakąś przyjemność, więc wolała wycofać się z tej akcji i po prostu zwiać. Odebrała tobołek od Erniego, a potem po prostu z nim biegła, biegła by się po prostu z miejsca oddalić. Kiedy już wrzaski naokoło ustały, zwolniła, a potem zatrzymała się... Oparła dłonie o kolana i wzięła kilka głębszych oddechów. Zaśmiała się po chwili krótko, pod nosem. To była całkiem niezła akcja. Wyprostowała się i na zwieńczenie wszystkiego strzeliła czarnowłosemu w twarz z otwartej dłoni.
    - Więcej mnie nie całuj - ostrzegła. - O ile dobrze kojarzę, wybrałeś "wcale", a nie "całą" - przypomniała mu i podniosła twarz do nieba. Dalej lało, dobrze by było poszukać schronienia.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  14. Z nieba wróciła spojrzeniem do jego oczu, w tych jej również panował chłód. Pierwszy komentarz pozostawiła bez odpowiedzi, ale przy drugim uniosła lekko brew.
    - Tylko dlatego masz jeszcze usta - oznajmiła. - Nie mniej, pocałunek nie był konieczny w tego typu blefie - zauważyła. Zazdrość u tego typa wywołało nawet zwykłe splecenie palców, więc prowokacja mogła wyglądać zupełnie inaczej.
    - Teraz już przeszkadza, więc zakoduj to sobie w głowie, najlepiej z wielkich liter, "WCALE" - zaznaczyła. - Jak rzeczywiście będzie potrzeba to teatrzyk wchodzi w grę, ale wary trzymaj wtedy przy sobie - wyjaśniła władczym tonem. Spojrzała zaraz na miejsce, które wskazywał i kiwnęła głową. Ruszyła w stronę ambony.
    - Wygląda solidnie - z wysoka będą też mieli dobry widok na okolicę i ewentualnych przychodnych, pomysł był dobry.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  15. - Nie kojarzę bym miała zdolności przewidywania przyszłości - spojrzała po nim wymownie. - Zaznaczyłam Ci już granice, mam nadzieję, że wystarczająco dosadnie - dodała. Szła w stronę ambony pewnym krokiem. Deszcz w ogóle jej nie przeszkadzał, szczególnie, że dalej była bez ciuchów. Błoto może trochę bardziej doskwierało, ale schodziło coraz bardziej, teraz, gdy nie turlała się już po ziemi. Nasłuchiwała uważnie, gdy zbliżali się do schronienia. Nikogo tu nie czuła, ani nie słyszała, zaczęła więc wspinać się na górę. Nie zapominała mimo wszystko o ostrożności, chociaż zdawało jej się, że limit przygód już dziś wyczerpali. Kiedy weszła już do środka, od razu usiadła pod ścianą, zgarnęła mokre włosy na tył głowy i wzięła głębszy wdech. Przymknęła oczy, opierając głowę o ścianę.
    - Zostały nam jakieś cztery godziny do świtania... - rzuciła w odruchu, sama do końca nie wiedząc po co to mówi. - Masz jakiś wolny papirus? - zapytała, podnosząc na niego spojrzenie. Czuła zmęczenie, ale aktualnie była zbyt czujna by po prostu zasnąć. Adrenalina dalej krążyła w jej krwi.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrzyła po nim kiedy się rozbierał, milczała, uważnie obserwując. Czasami czuła wyraźne braki w temacie seksu. Jakiś czas temu miała go na pęczki i ciało domagało się swojego. Nie zamierzała dawać się tej chcicy, nie pozwalała też by popęd przyćmiewał umysł, ale aktualnie zaczęła trochę żałować, że nie przeleciała najpierw tego dzikusa. Oderwała wzrok od Ernesta, gdy ten się już ubrał, a potem złapała podany pergamin oraz węgiel. Rozruszała ramiona, oparła się wygodnie i zaczęła tworzyć szkic broni, którą miała w głowie, a którą miał nauczyć ją tworzyć.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  17. Skupiła się na rysowaniu. Było tu ciemno, ale jej oczom w niczym to nie przeszkadzało, wyraźnie widziała każdy szczegół. Starała się być bardzo dokładna w swoim rysunku, nie bez kozery w końcu oglądała te wszystkie jego poczynania z zabawkami i zerkała po elementach jakie zwykle w ich konstrukcji używał. Mało kiedy robiła coś bez większego celu. Oderwała spojrzenie od pergaminu, gdy zagadał o broń. Spojrzała na to co przed nią położył.
    - Miecz mi skurwiel zajebał... a kij... aktualnie bardziej się nada jako nunchako - rzuciła z nutką opryskliwości w głosie. Wychyliła się jednak nieco i stopą przygarnęła do siebie krótki miecz. - To starczy - poinformowała po czym wróciła do tworzenia. Poprawiła jeszcze sobie włosy, bo kilka opadało jej na czoło i skrobała swoje dalej. Ubabrała się przy tym odrobiną węgla, ale w tych ciemnościach niewiele było widać.
    - O ile nie masz moich oczu to i tak nie zobaczysz - odpowiedziała mu, nie odrywając się od swojej pracy. Musiała przyznać, że takie rysowanie było całkiem odprężające, szczególnie, gdy chciało się zadbać o szczegóły. - Moją zabawkę - dodała po chwili, odpowiadając mu trochę konkretniej. Dalej jednak skupiała się na kreśleniu po pergaminie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  18. - Mhm - mruknęła krótko. Jak już zobaczy broń to sama oceni jej stan. Aktualnie jej nie widziała i nie zamierzała się nad tym rozwodzić. Ernest miał ten swój fach w rękach, więc w tym temacie mogła mu jako tako zaufać. Oderwała wzrok od pergaminu, gdy jej przytaknął. Popatrzyła chwilę po nim i podniosła nieco, by przysunąć się między jego nogi. W świetle księżyca rzeczywiście mógł co nieco dojrzeć. Położyła mu papirus na podniesionym udzie, a sama oparła rękę na jego zgiętym kolanie.
    - Jeszcze nie uwzględniłam z czego to zrobić, chwilowo przekładam obraz z głowy na papier - wyjaśniła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  19. Patrzyła po nim, gdy oglądał kartkę, szukała jakichkolwiek sugestywnych reakcji. Jego uśmiech zdradził, że nie jest źle. Dołożyła więc drugą dłoń do jego kolana i oparła sobie na niej brodę, słuchając co ma do powiedzenia. Miał zaskakująco dużo, nie przerywała mu jednak, po prostu słuchała, obserwując.
    - Jak bardzo małe może być, by dalej było efektowne? - zapytała i zmieniła pozycję, przeszła nad jego nogą i usiadła obok, przy jego ramieniu, tak by razem mieli ten sam widok na projekt. - Chcę żeby te haczyki były ruchome, jak już się wczepią, to ciężko je wyczepić, wybuchowe rzepy. Chcę by wybuch był skondensowany, nie rozproszony. Jak Ci go przyczepię tu... - dotknęła jego mostka i skrzyżowała z nim wzrok - ...to ma Ci wyżłobić w ciele jamę. Jak rzucę na ziemię, to ma być po nim widoczna dziura - wyjaśniła jak ona to widzi i wróciła spojrzeniem do szkicu.
    - Nie wiem co będzie lepsze do osiągnięcia takiego efektu, aż tak daleko nie zaszliśmy z moimi naukami - przypomniała mu. Zastanowiła się chwilę.
    - Opcja "na jedno i drugie" bardziej mi odpowiada, i tak, dwa elementy... spaw po środku - przesunęła palcem po rysunku w odpowiednim miejscu. Na pochwałę znowu skrzyżowała z nim spojrzenie, uraczyła go dość wymownym.
    - Trochę się naoglądałam pewnego pojeba przy pracy. Poza tym, nie przyszłabym do Ciebie z projektem wykałaczki... - odsunęła się nieco, capnęła rysunek i sama zaczęła go uważnie oglądać.
    - Piętnaście miligramów... - spojrzała kątem oka na Ernesta. - Noksylit ma większą moc wybuchu tak? Ale górniczy bardziej żłobi... Czym różni się rafinowany? - zapytała. - No i tworzywo... nie chcę zabawki, do której będę musiała przejść pół Mathyr dla zdobycia odpowiednich składników. Co będzie dość dobre i jednocześnie dość popularne?

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  20. Słuchała co mówił i to uważnie, od czasy do czasu przytakując głową. Wielkość orzecha brzmiała dobrze.
    - Tak, chcę by wyglądały niepozornie, zwykłe dzwoneczki przy pasku – przytaknęła mu głową na propozycję zamaskowania bombek. Na pytanie o dostępność spojrzała po nim wymownie, ale lekko uniosła kącik ust. Czy on ją właśnie sprawdza? Ha! Poprawiła włosy i spojrzała mu w oczy.
    - Orichicalum brzmi na o wiele trudniejsze do zdobycia, ale jest tak tylko pozornie. Oba są prawie tak samo dostępne, orichicalum jest jednak lżejsze i o wiele lepiej nadaje się do przechowywania dawki zapalnej, szczególnie kiedy pokryje się je fosforem. Dzięki temu powstaje dobry zapalnik, który dobrze reaguje na spalanie, ale… to bardzo wytrzymały materiał. Mówiłeś, że jeden z najtrwalszych, pytanie więc, czy to pozwoli ukierunkować wybuch w odpowiednią stronę, czy może przeszkodzić eksplozji… - zastanowiła się chwilę. - Stal rzemieślnicza jest bardziej plastyczna, szczególnie gdy stworzy się własne proporcje, to mieszanka różnych stali, więc gdyby znać odpowiedni „przepis” to zdaje się odpowiedniejsza… W grę wchodzi jeszcze cienkie żelazo lub miedź, sam mówiłeś, że to idealnie nadaje się do tworzenia bombek i petard - stwierdziła ostatecznie. Rzuciła mu kolejne wymowne spojrzenie.
    - Jak byś pamiętał moje wyjaśnienia co do zjeba i pojeba, to nie musiałbyś pytać. Wychodzi na to, że w słuchaniu jestem od Ciebie zdecydowanie lepsza – odparła z nikłym uśmieszkiem. Słuchała zaraz o noksylicie rafinowanym i prochu górniczym. Oparła się plecami i głową o ścianę za sobą.
    - Erneścik proponuje kolejne nauki… - tu spojrzała na mężczyznę. – Mam nadzieję, że nie wciskasz mi jakiegoś kitu o prochu górniczym, tylko po to by być bardziej przydatnym w moich oczach – uniosła jedną z brwi. Uśmiechnęła się zaraz pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  21. Czyli jednak twardy materiał będzie przeszkadzać. Zapamięta na przyszłość. Miało to sens, w małą obudowę nie wejdzie zbyt wiele prochu, a to zawsze było jakieś ograniczenie. Coś za coś. Uniosła lekko brew, gdy tak nagle się nakręcił. Doprawdy ciekawy przypadek.
    - Chwilami to się zastanawiam jak często dochodzisz przy podobnych odkryciach, no ale tak, rzeczywiście jestem dość bystra - odpowiedziała bez ogródek. Spojrzała po swojej klatce piersiowej, gdy po niej kreślił i zaraz znowu skrzyżowała z nim spojrzenie.
    - To ma być dzwonek, nie możemy go robić tak by wyglądał na pancerny, bo zaraz bystrzejsze oko zauważy, że coś jest nie tak. Orichicalum więc zdaje się odpadać - podsumowała. Sama spojrzała na szkic, kiedy i on to zrobił. Przytaknęła mu na stal.
    - A co z tą orkową rudą? - zapytała nim zaczął mówić o mechanizmie.
    - Rozumiem, że nie jesteś wyznawcą metody prób i błędów. Nigdy nie sprawdzasz, czy rzeczywiście masz rację w swoich teoriach? - domyślała się, że chodzi o oszczędność materiału, ewentualnie tyle już prób w życiu wykonał, że nad wyraz pewnie podchodzi do nowych wynalazków. Zerknęła na swoje włosy, kiedy o nich wspomniał. Fakt, były śliczne. Wzruszyła ramionami.
    - W krótkich też by mi było do twarzy - rzuciła z nieco zaczepnym uśmiechem. W razie jakiegoś wypadku przecież by je po prostu ścięła. Spojrzała po swoim schemacie, na haczyki.
    - Jak dla mnie powinny być dość swobodnie zamocowane... - złapała węgiel i zaczęła kreślić po pergaminie - ... no wiesz, że nie wypadną, ale będą miały bardzo duży zakres ruchu. Tak by na odczepienie każdego z osobna potrzeba indywidualnego czasu - stwierdziła, pokazując na rysunku o co jej chodzi. W temacie prochu górniczego nie dyskutowała, po prostu przyjęła informację do wiadomości. Uśmiechnęła się jednak pod nosem, nie przestając kreślić po pergaminie.
    - To całkiem urocze jak próbujesz się wytłumaczyć z mojego niewinnego żartu - dopiero teraz na niego spojrzała i przesunęła spojrzeniem po każdej części jego twarzy z osobna. Oczy, nos, usta, ostatecznie wróciła do źrenic i popukała węglem skończony schemat, czekając aż się wypowie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedziała mu jedynie swoim zadziornym uśmiechem, a kiedy wyjaśnił sprawę rudy, kiwnęła głową.
    - To wiele wyjaśnia - podsumowała. Wcześniej zapomniał jej o tym powiedzieć. Spojrzała po nim wymownie na wzmiankę o stracie kończyn.
    - Chyba tylko wyjątkowo durne przypadki kończą się akurat tak, ale wspomniany czas, tak, tu rzeczywiście mogę się zgodzić - nie byli co prawda umówienie na konkretną datę, ale nie zamierzała tego wszystkiego przeciągać w nieskończoność. Na jej liście były jeszcze inne cele.
    - Haczyków jest kilka, jeden z nich może robić jedynie za imitację, a tak na prawdę będzie włącznikiem. Wduszenie go, jakieś przekręcenie i odpalałby się mechanizm... Poza tym, kto powiedział, że odpalę go dopiero po zaczepieniu? - uśmiechnęła się do niego nikle. - Z naszej dwójki Ty jesteś tu technologicznym dziwakiem, ja Ci mówię co chcę, Ty miałeś mówić jak to osiągnąć i czy w ogóle się da. Nie przeceniaj swoich możliwości nauczania, nie powiedziałeś mi jeszcze aż tak wiele bym wpadała tu na genialne pomysły. Aż tak Cię tu podniecać nie planuję - dodała bez ogródek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  23. Ennis spojrzała po nim wymownie, kiedy mówił o dwóch możliwościach.
    - Chyba się źle zrozumieliśmy. Owszem, chcę mieć dwie możliwości, ale przy takim haczyku dalej je mam. Mogę haczyk przekręcić i dzwonkiem rzucić, a mogę go przekręcić i na kimś zaczepić. To dalej dwie możliwości... - zauważyła. Co prawda opcja z "zrobi to za Ciebie" była dość intrygująca, ale w razie gdyby jednak się nie dało, nie miała problemu z podejmowaniem takiego ryzyka. Spojrzała raz jeszcze na szkic.
    - Czyli Ty uważasz, że lepiej nic nie zostawiać przypadkowi. Chodzi o chwyt szczypcowy. Podchodzę, naciskam bądź wyciągam coś co sprawia, że haczyki zaciskają się na ubraniu, mam czas by odejść i bum. Tak? - upewniła się, że dobrze rozumie. Przy takim rozwiązaniu skuteczność rzeczywiście mogłaby rosnąć. Kiedy mówił o tym liczeniu, uniosła kącik ust.
    - Mogę też za każdym razem stawiać na szali własne życie. Całkiem to podniecające. Spróbuj kiedyś - rzuciła i zaraz zaśmiała się krótko. - Ostrzegałam czym grozi współpraca ze mną. To jakie techniki użyjesz by mimo wszystko przeżyć to jest już Twoja sprawa - odparła i posłała mu krótki uśmieszek.
    - Nie. Masz powiedzieć co byś zrobił Ty. To też forma nauki. Mogę Ci tu bajdurzyć do woli, a mogę dostać od Ciebie podstawę i na niej stworzyć własne arcydzieło. Dałeś mi garść rozległych informacji, a nie wyjaśnienie działania przyczynowo-skutkowego. jak wszystko od zera mam wymyślać sama to na co mi Ty? Porobię sobie testy, porozpierdalam okolicę dookoła, zwrócę na nas uwagę. Tego właśnie chcesz? - zapytała, patrząc mu w oczy z twarzą bez wyrazu. - Zanim rzucisz o czasie, mi się nigdzie nie spieszy... - dodała szeptem. Prychnęła pod nosem na słowa o finezji i przesunęła po nim spojrzeniem.
    - Mi brakuje? Widziałeś Ty siebie...? - pod koniec zadawania pytania trochę zniżyła ton i zmarszczyła czoło. Coś jej wpadło do głowy, gdy tak mówiła o nim. To co mówił dalej dotarło, ale trochę jakby zza ściany. Spojrzała po nim jakby właśnie coś analizowała.
    - A ten Twój mechanizm? Ten w kuszy... On sam się przeładowuje. Gdyby zastosować tutaj coś podobnego? - zapytała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  24. Oblizała delikatnie usta, patrząc dalej po szkicu. Kiwnęła głową, dobra, czyli szli z rozumowaniem we właściwą stronę. Kiedy wspomniał współpracę, skrzyżowała z nim wzrok i uniosła kącik ust. Zapowiadała mu, że właśnie tak będzie.
    - Tym bardziej powinieneś przywyknąć - odpowiedziała krótko, a na komentarz o potrzebie parsknęła krótkim śmiechem.
    - Nie wiem kto bardziej z nas to lubi - rzuciła z przekąsem w głosie. Strasznie często wyciągał te drobne wtrącenia na światło dzienne, jakby właśnie ta informacja była najistotniejsza w jej wypowiedzi.
    - Nie chcę byś to za mnie robił, zamierzam zbudować to sama, pod Twoim okiem, ale wiedzę jak to zbudować dostać miałam od Ciebie i tylko o tym tu teraz mówię - zaznaczyła równie stanowczo. Posłała mu nikły uśmiech na słowa o szantażu.
    - Ciesz się, że tylko słowne - rzuciła i wzruszyła ramionami. - W chuj wielki - odparła z zadziornym uśmiechem. Parsknęła zaraz śmiechem.
    - Nie przeceniasz swoich ambicji co do mojej osoby? To moja pierwsza zabawka, a Ty od razu oczekujesz finezji na Twoim poziomie. Erneście, uważaj bo jeszcze pomyślę, że za bardzo mnie cenisz - padło kpiącym tonem, nim jeszcze ją "olśniło".
    Kiedy położył kusze między nich, zminiła nieco pozycję, by broń miała więcej miejsca. Uniosła brew na jego uwagę i uśmiechnęła się nikle.
    - Przypominam, że byłam kurwą, umiem się obchodzić z delikatnym sprzętem, nawet Twoim - zatrzepotała teatralnie rzęsami, a potem złapała kuszę, co by ją lepiej obejrzeć w celu rozszyfrowania otwarcia. Nie było to nadto skomplikowane, więc gdy się udało, odłożyła kuszę znowu między nich.
    - Pokazuj, o wielki maestro... - posłała mu kolejny zaczepny uśmieszek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  25. Odwzajemniła jego uśmiech.
    - Obawiasz to się o to, że Ci się ten fakt coraz bardziej podoba - odpowiedziała mu lekkim tonem. Jego kolejne słowa tylko potwierdzały jej przypuszczenia. Nie komentowała ich jednak, skupiając się już na zabawce. Przytaknęła mu głową na to jak widział ich współpracę. Dla niej to również była najciekawsza opcja. Nie miała zamiaru siedzieć i jedynie gapić się na to jak on działa. Spojrzała po nim, gdy się zaśmiał i zaraz sama parsknęła śmiechem.
    - Erni, to bardzo nie ładnie kłamać - coś jej mówiło, że wcale się tego nie obawiał. Jak na jej oko, to przy większym wybuchowym rozpierdolu to pewnie by mu nawet kutas w końcu stanął. Przesunęła po nim wzrokiem, mhm, zdecydowanie byłoby to dla niego przyjemne doświadczenie. Wzruszyła ramionami na jego komplement. Sama uważała się za bystrą, ale były tematy, o których nie miała aż tak dużego pojęcia. Jak to tam szło? Z pustego nawet Salomon nie naleje? Tak. Co prawda co nieco już ją poduczał, ale w takich tematach nie była aż tak pyszna, jak w innych.
    - Świetnie, mi też się obyły, szczególnie te z Twoich ust - uśmiechnęła się do niego uroczo, gdy zapewnił, że komplementów za dużo nie będzie. W temacie sprzętu uśmiechnęła się nikle, ale bardziej do siebie, była zajęta poszukiwaniem rozwiązania i nie patrzyła aktualnie na czarnowłosego.
    - I bardzo dobrze - tu zerknęła przelotnie na mężczyznę. - Ja bym na Twoim miejscu też nie była pewna - kącik jej ust drgnął lekko i wróciła do poszukiwań.
    Kiedy już broń leżała między nimi, skupiła uwagę na odsłoniętych elementach, a na jego komentarz parsknęła śmiechem.
    - W gwoli ścisłości, Twoje sprawne palce aktualnie najbardziej mnie interesują - odpowiedziała, nawet nie podnosząc do niego wzroku. Słuchała go uważnie, bacznie obserwując mechanizmy, które jej pokazywał. Uniosła nieco kącik ust na to oryginalne objaśnienie. Chwilę milczała w zastanowieniu, a potem podniosła wzrok do jego oczu.
    - A więc wciśnięcie spustu uruchamia mechanizm. Gdyby spust zastąpić jakimś przyciskiem, to mechanizm mógłby działać na podobnych zasadach. Wciśnięcie guziczka... - tu zrobiła wymowną przerwę, dalej patrząc mu w oczy z tym samym wyrazem twarzy. Skoro nie mogła sobie użyć fizycznie, to zawsze z pomocą przychodziły sugestywne gry słowne - ... mogłoby napiąć sprężynę, która poruszy odpowiednią zębatką, a ta dajmy na to otrze się o jakieś krzesiwo i da w odpowiednim miejscu iskrę. Iskra spotka się z prochem, co wywoła wybuch. Mechanizm dzwonka nie musi wracać na poprzednie miejsce, to bomba jednorazowe użytku... - oblizała usta - albo inaczej... guziczek byłby w przypadku mojej ingerencji w broń. Wtedy sprężyna nie będzie konieczna... Guzik odpala zębatkę, a ta ociera się o krzesiwo i daję iskrę. Sprężyna byłaby przy opcji drugiej, samoistnego zapłonu. Można by ją połączyć z mechanizmem haczyka. W momencie zacisku na ubraniu mechanizm naciska sprężynę, a ta odpala ten sam mechanizm, zębatka, iskra, wybuch... - zabrała mu węgiel z dłoni i zaczęła kreślić to co właśnie rodziło się w jej głowie. - W tej jednak sytuacji dalej muszę mieć wpływ na haczyki... jakoś sprawić, by te się zacisnęły. Cała reszta wydarzy się sama, ale uruchomienie zacisku zależne jest ode mnie... - analizowała dalej, na głos.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiechnęła się już do niego po prostu tajemniczo, zostawiając dla siebie to co rzeczywiście uznawała.
    - Powinnam - odpowiedziała krótko, to czy wiedziała również zostawiła dla siebie. Na słowa co do uwagi dalej patrzyła po jego dłoniach, a raczej po tym co wskazywały.
    - Tak, mnie też to cieszy, mniejsze prawdopodobieństwo, że zacznę się przy Tobie nudzić - odparła bez ogródek.
    Kreśliła swoje, zerkając na niego dopiero, gdy się bardziej zbliżył i powiedział swoje. Patrzyła po szkicu i słuchała uważnie jego dalszych wyjaśnień. Naniosła na rysunek stosowne poprawki, ponownie oblizując usta w geście zastanowienia. Tak, to brzmiało i wyglądało dobrze, sensownie.
    - Otwarte blokadą? Skoro blokada puści przy styku z materiałem, to jak mam bezpiecznie je nosić przy pasku? - tego fragmentu akurat nie zrozumiała. Zaraz jednak dotarło do niej co miał na myśli, gdy wspomniał o dwóch możliwościach odpalenia bomby.
    - Czyli w jednym i drugim zaczynało by się od odblokowania. Ja decyduję, którego mechanizmu - odpowiedziała sobie sama na wcześniej zadane pytanie. Popukała węgielkiem po pergaminie, a potem spojrzała na Ernesta.
    - Nigdzie nie wspominałam, że chcę to wszystko na tacy - zauważyła i zmniejszyła znacznie dystans między ich twarzami. - Poza tym, miało być bez komplementów - uniosła kącik ust i odsunęła się, po czym wstała ze swojego miejsca, razem ze szkicem w dłoniach.
    - Ale przyznaję, masz trafne spostrzeżenie, ładnie mi poszło, więc podciągnę to po prostu pod słuszne i jakże bystre pochwalenie, bez którego nie obejdzie się żadna prawilna nauka - obejrzała się na niego z zadziornym uśmiechem na ustach. Kucnęła przy swoim tobołku i schowała do niego szkic.
    - Czyli mamy sprężynę, uderzak, krzesiwo i proch... - wyliczyła. - Do tego materiał na obudowę... Idziemy w stal rzemieślniczą... - znowu się na niego obejrzała. - Coś jeszcze z niezbędnych elementów? - zapytała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiwnęła głową na jego dokładniejsze wyjaśnienie co do zabezpieczenia, a na słowa o dopominaniu się, wzruszyła ramionami.
    - I zrobię to ponownie, jeżeli będzie taka potrzeba - zapewniła. Temat pozycji zostawiając bez słowa. Parsknęła krótko na jego "ocenę sytuacji".
    - Chłodna? Chyba nie widziałeś swojej miny - obok chłodu ta jego opinia to zdecydowanie nie leżała. Przesunęła po nim spojrzeniem i uniosła lekko jedną z brwi. - Trochę się spóźniłeś z tą powagą - podsumowała. Teraz to już mógł mieć nawet kamienną twarz, już i tak się wydało, że nie był tak zimny jak by tego chciał. Złapała się za serce, gdy wspomniał dokarmianie ego.
    - W to akurat nie wątpię - rzuciła z teatralnym trzepotem rzęs. Dość często i mimowolnie wplatał gdzieś w rozmowę jakąś pochwałę na jej temat, mógł tego nie zauważać, ale nie specjalnie jej ten fakt przeszkadzał.
    - Zabezpieczenie, element blokujący i izolator - powtórzyła po nim, kiwając przy tym głową. Usiadła na przeciwko niego, a chwilę później ułożyła głowę na swoim tobołku, wyciągając nogi tak, że te prawie stykały się z nogami Ernesta. Spojrzała na niego wymownie.
    - To chyba oczywiste, nie bez powodu zmierzamy do tej Twojej przeklętej kuźni - zauważyła w trakcie jego pauzy, a kiedy rzucił komentarz odnośnie jej cierpliwości, uśmiechnęła się pod nosem.
    - Nie wiem, Ty mi powiedź o wielki maestro - rzuciła z nutką zaczepki w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  28. Rzuciła mu wymowne spojrzenie.
    - Ależ oczywiście, nadinterpretacja to moje drugie imię - parsknęła pod nosem. Mógł tu sobie gadać co tam chciał, mleko się już wylało, ale nie zamierzała uparcie mu podkreślać swoich racji. Uśmiechnęła się na słowa o teorii, nic w tym temacie nie dodając. Musiały go naprawdę nieziemsko te jej teorie interesować. Przymknęła na chwilę oczy, na chwilę, bo to co zasugerował naprawdę ją rozbawiło. Przez chwilę patrzyła po Erneście poważnie, a potem po prostu się zaśmiała.
    - Doprawdy doceniam tą Twoją wcześniej wspomnianą finezję, ale ja miałam raczej na myśli stworzenie dzwonków w tej kuźni, a nie wysadzanie jej przy ich pomocy - ponownie się zaśmiała. No nieźle, całkiem ją bawiło to za jak bardzo popieprzoną ją uważał. Pokręciła głową i ponownie przymknęła oczy.
    - Ta, jasne, brzmi nieźle, pustkowia, a potem próby na żywych organizmach - potwierdziła lekkim skinieniem głowy, a zaraz znowu parsknęła śmiechem, cichym, pod nosem. Wizja wysadzania tej jego kuźni była całkiem zabawna. W temacie cierpliwości słuchała go już z nieco spokojniejszym wyrazem twarzy, dalej jednak miała zamknięte oczy.
    - Ciekawe teorie, nie powiem - ponownie kiwnęła głową. Nie zamierzała wypowiadać się w temacie tego, która była bliższa prawdy, wątpiła by Ernesta to w ogóle interesowało. Na jego pytanie uchyliła jedną z powiek. Patrzyła chwilę po nim w milczeniu.
    - Wyglądam na taką, co to liczy? - zapytała z lekkim zaskoczeniem w głosie. Nie wiedziała co go naszło na akurat takie pytanie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  29. Ennis po prostu dalej się śmiała, naprawdę szczerze rozbawiona. Lubiła uchodzić za zdolną do wszystkiego, za wariatkę, na którą trzeba było uważać, z którą trzeba było się liczyć. Tu jasno i wyraźnie dostała potwierdzenie, że właśnie kimś takim jest, kimś kto jest nieprzewidywalny, a to bardzo jej się podobało. Śmiała się jeszcze chwilę, a potem wzięła uspokajający wydech i rozbawiona leżała w wcześniej przybranej pozycji. Nawet nie komentowała tych jego wyjaśnień, tak, lepiej było dla niego by rzeczywiście odpowiedzialnie przewidywał zagrożenia. Kiwnęła głową na słowa o kuźni, jakby dodatkowo zapewniała, że nie planuje roznieść jej w pył.
    Zamknęła oko, gdy przyznał, że nie wygląda na kogoś kto liczy swoje momenty utraty kontroli, ale gdy kontynuował wypowiedz, otworzyła oczy, podniosła się do pół siadu, oparła dłonie za plecami i przesunęła po Erneście uważnie spojrzeniem.
    - Gdybym często traciła kontrolę, to jak miałabym robić to na co rzeczywiście mam ochotę, hm? W chaosie łatwo się pogubić, nie każdemu dane dobrze w nim funkcjonować. Podobnie z ryzykiem, to tylko ułuda, że w ryzyku nie ma kontroli. Ja decyduję czy chcę podjąć ryzyko, a później, cóż, później po prostu akceptuję, że może wyjść różnie. To dalej jednak moja decyzja i moja kontrola. Gdybym często traciła kontrolę, to nie nadawałabym się do życia w taki sposób, w jaki żyję – zauważyła, dalej uważnie po nim patrząc. Uśmiechnęła się nikle w jego stronę.
    - Naprawdę musisz pytać? Przecież widziałeś zalążek tej utraty. Złość wzięła górę i na chwilę mnie zamroczyło. Po chwili rzecz jasna wróciła do mnie i przednio się bawiłam, ale konsekwencje tej utraty były, tak czy siak – obniżyła się, układając teraz łokcie za swoimi plecami i na nich opierając ciężar torsu.
    - Tak lubisz zagadki. Jak myślisz Erneście, co mnie tam tak wtedy zamroczyło, hm? – uśmiechnęła się pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie przerywała mu, obserwowała uważnie i pozwoliła by mówił co mu tam ślina na język przyniesie. Od czasu do czasu przekręciła głowę, to na jedną, to na drugą stronę. Kącik jej ust unosił się cały ten czas delikatnie. Nie zmieniła mimiki twarzy nawet na chwilę, przynajmniej do czasu jego ostatecznego werdyktu. Wtedy uniosła lekko brwi.
    - Czy Ty mi właśnie przypisujesz cechy ludzkie? – zapytała z dość wymownym spojrzeniem i zaśmiała się, kręcąc przy tym głową. Jego rozmyślenia były całkiem ciekawe, ale nie trafił, zupełnie nie trafił. Nie bała się tego, że kogoś straci. Ona z góry zakładała, że tak będzie, że prędzej czy później pewne osoby z jej życia znikną. Nie bała się tego. Jak nie oni, to zniknie ona. Śmierć lubiła zaskakiwać.
    - Bardzo – odpowiedziała mu z zadziornym uśmiechem. – W moje życie strata jest wliczona. Nauczyłam się, że to pewnik, którego nie uniknę – oznajmiła. Spojrzała po nim zaczepnie. – Poddajesz się, czy zgadujesz dalej? – zapytała. Przecież nie będzie psuć tej zabawy i nie da mu tak po prostu odpowiedzi.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  31. Dalej obserwowała go z tym samym wyrazem twarzy, poprawiła jednak pozycję. Znowu usiadła, a nogi podwinęła pod brodę, oplotła je ramionami, patrząc wyczekująco na kolejną teorię Erniego. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich emocji, jednak uważała, że powody ich okazywania działają inaczej niż u standardowej jednostki. Emocje dawały możliwości, czasem zdradzały prawdziwe intencje, ale w jej oczach uchodziły częściej za przydatny element tej czy innej rozgrywki. Oczywiście nie zawsze to się udawało.
    Słuchała go z zainteresowaniem. Znowu przekręciła głowę i zaraz przewróciła oczyma.
    - Meh, zawsze ostrzegam, że trwanie przy mnie jedyne co może przynieść to epicką śmierć – odparła bez ogródek i ponownie pokręciła głową. – Dlaczego tak bardzo uparłeś się, że chodzi o strach? Nie sądzę bym wyglądała na lękliwą – rzuciła, unosząc lekko jedną z brwi. Wędrował w naprawdę dziwne rejony z tymi teoriami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  32. Ennis spojrzała po nim wymownie.
    - Miałam to samo na myśli, tylko użyłem innego słowa. Zapewniam Cię, że niczego się tam nie przestraszyłam – zaznaczyła i nawet nie musiała w tym temacie kłamać. Ostatnio trochę ją już nużyły maski i kłamanie, szczególnie tak, gdzie nie było to konieczne. Słuchała go, z dalej uniesioną brwią i dość znudzoną miną.
    - Jasne, że się nie zachowywałam, ale nie z powodu lęku… Jesteś doprawdy chujowy z takie zgadywanki – przewróciła oczyma. – Strasznie to próbujesz ubarwić, dodać tam coś istotnego, a to jest kurwa proste jak sikanie – westchnęła ciężko i wróciła do pozycji leżącej, przymykając od razu oczy. Parsknęła pod nosem na jego kolejną teorię.
    - Ba, nie dość, że daleko, to jeszcze prawdziwy z Ciebie dramaturg – spojrzała na niego. – Zabrali mi zabawkę. To Erneście, to mnie wkurwiło, to wyprowadziło z równowagi. Zabrali coś, co było cenne, źródło informacji, które miało żyć i iść przekazywać informacje dalej. Zabrali coś, co uznałam za istotne. Nie istotne na wieki, istotne w tej konkretnej chwili. Jakby tu ktoś wparował i rozjebał Ci łeb, to też bym się wkurwiła, bo nie spełniłeś w pełni swojej funkcji. Masz robotę do zrobienia i tyle. Twojemu mordercy urwałabym pewnie łeb tylko dlatego, że zabrał mi coś cennego. Nie lubię, gdy mi takie rzeczy zabierają, moją wolność, moją informatorkę, moją osobę, moje ciepło… Nie boję się, że mi to zabiorą, mnie to wkurwia, kiedy rzeczywiście do tego dochodzi – fuknęła w jego stronę i znowu prychnęła pod nosem. – Koniec Twojej zagadki.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  33. Kiwnęła już tylko głową na to podsumowanie jej własnych słów. Zaraz jednak ponownie uchyliła oko i spojrzała na niego pytająco.
    - To był przykład, jeden z elementów, których nie lubię tracić. Ty się nie zaliczasz do tego grona. Nie jesteś mój. Jesteś przydatnym wynalazcą, po prostu – uświadomiła go, znowu zamykając oko. Jeszcze czego. Ernest nie miał ni krzty kwalifikacji, by zaliczać się do grona „jej” osób. Nie był stadem, miał po prostu sprawny umysł i dłonie, miał potrzebę zemsty, która aktualnie jej po prostu pasowała. Tylko tyle i aż tyle.
    - Konkretna funkcja, ale Ciebie ona nie dotyczy, nie masz kwalifikacji – uniosła kącik ust. Więcej wiedzieć nie musiał.
    - Mhm, postaraj, jak nie wyjdzie to najwyżej zrobię swoje sama – odpowiedziała. W razie co nie planowała nawet szukać za niego zastępstwa. Nie był niezbędny w jej planie, ale na pewno jego obecność była przydatna. Na kolejne pytanie otworzyła oczy, spojrzała na sufit ambony i zaraz powoli przekręciła głowę, by znowu spojrzeć na Ernesta.
    - Ależ Ty się dziś rozgadał… - zauważyła. Brakowało tylko by zaczął notować. – To już moja broszka kiedy, musi wpasować się w odpowiednią funkcję i sprawdzać się dobrze w jej wypełnianiu. Wtedy jest mój – oznajmiła. – Bez obaw, Tobie to nie grozi – dodała, śląc mu nikły uśmieszek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  34. Ennis prychnęła pod nosem.
    - Nie martw się, przydatny pojeb dalej obowiązuje – odpowiedziała mu i wzruszyła ramionami. – Mogę wymyśleć coś bardziej ujmującego jak tak bardzo chcesz – zapewniła z nikłym uśmieszkiem. – Bura suka od brudnej roboty? Lizodup bez chuja? Worek na szczyny? – zapodała kilka propozycji, patrząc po nim dalej z tym samym uśmieszkiem. Zaśmiała się krótko na jego wzmiankę o aplikacji.
    - No widzisz jak ja umiem dobrze koić nerwy – rzuciła w rozbawieniu. Słysząc o korzystaniu podniosła się nieco, podłożyła sobie ręce pod głowę i spojrzała po nim uważniej.
    - Ach mam korzystać, tak. To może poopowiadasz o sobie Erneście? Jak to tam jest u Ciebie z tym całym przedmiotowym traktowaniem, hm? – uniosła kącik ust. Na stwierdzenie co do większych oczekiwań, wzruszyła ramionami.
    - Ludzie zazwyczaj lubią wiele spraw niepotrzebnie bardziej komplikować – stwierdziła krótko i znowu spojrzała po nim unosząc brew. Co tym razem tak go zaciekawiło? Słysząc pytanie posłała mu uroczy uśmiech.
    - To już jest pytanie, na którą poznać odpowiedź możesz tylko znajdując się w wąskim gronie „moich” – zatrzepotała teatralnie rzęsami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  35. Ennis uniosła kącik ust.
    - Tak właśnie myślałam - odparła. Nie miała nic przeciwko pozostaniu przy tym konkretnym określeniu. Dla niej miało swoje indywidualne znaczenie. Uśmiechnęła się nikle przy ironicznym komentarzu, ale już na niego nie odpowiadała. Wolała posłuchać co też przydatny pojeb ma na swój temat do powiedzenia. Spojrzała po nim z zawadiackim uśmiechem.
    - Ciekawe... Co do samego siebie też jesteś taki szczery jak wobec innych? - zapytała z lekkim śmiechem na ustach. - Nigdy nie udajesz przed samym sobą? - wyraz jej twarzy się nie zmieniał, ale wysłuchała co dalej ma do powiedzenia. To o czym mówił dla niej było dość normalnym zjawiskiem. Miała podobnie, gdy ktoś już wykonał swoje zadanie, to stawał się zbędny i nie czuła braku takiej osoby. Pius był tego świetnym przykładem. Patrzyła po Erneście, a kiedy sam zaproponował by pobawiła się z zgadywanki, parsknęła krótkim śmiechem.
    - Skąd w Twojej głowie myśl, że mnie to interesuje? - uniosła kącik ust. Na kolejne jednak słowa, wzruszyła ramionami. Przy jego rozgadanej jadaczce i tak spać już pewnie dzisiaj nie pójdzie, to mogła coś tam rzucić od niechcenia.
    - Bo nie zostawili istotnych śladów - odpowiedziała. - Nie dali nic oryginalnego na tyle, byś za tym zatęsknił - dodała, patrząc mu w oczy. Jak dla niej nie było to jakieś skomplikowane. Zaśmiała się krótko na jego ostatnie stwierdzenie.
    - Ja decyduję kto jest mój, więc na chuj komu znajomość wymagań czy kwalifikacji? Dla mnie to jak najbardziej uczciwe. Przynajmniej nie mam w tym gronie lizodupów i oszustów. Ktoś tak szczery jak Ty powinien to chyba rozumieć - ostatnie zdanie rzuciła z nutką ironii w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  36. Przymknęła oczy kiedy Ernest analizował swoje myśli w głowie, jednak kiedy w końcu się odezwał leniwie podniosła powieki. Wzruszyła lekko ramionami.
    - Nie widać – stwierdził prosto, ale nie dodawała nic więcej, widząc, że jeszcze ma coś do powiedzenia. Spojrzała po nim trochę bardziej zaciekawiona, gdy mówił o tym co czuje. Na wzmiankę ciepła w sercu uniosła spojrzenie do sufitu ambony, a potem znowu wróciła wzrokiem do twarzy Ernesta. Uniosła kącik ust, gdy wspomniał o podniecających zastosowaniach jego zabawek.
    - Ach, czyli świadomie nie ukrywasz podniecenia zabawkami, a jednocześnie tonujesz je, gdy chodzi o zabawki plus osobę, ciekawe – uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Podniosła się nieco na wyprostowanych rękach i oparła je znowu za pośladkami. O ile przy tym pierwszym wyraźnie było widać jego ekscytację, o tyle gdy chodziło o nią nie okazywał tego aż tak bardzo. Nie żeby jej to jakkolwiek przeszkadzało, ale widziała różnicę. Ponownie wzruszyła ramionami na słowa o swoim zainteresowaniu.
    - Bywasz ciekawy. Nie czuję potrzeby dopytywania, ale dziś gęba wyjątkowo Ci się nie zamyka – stwierdziła i uśmiechnęła się pod nosem. – A posłuchałbyś, gdybym kazała Ci się zamknąć? – zapytała z rozbawieniem w głosie.
    - Wiem – odpowiedziała mu mało skromnie, gdy pochwalił odpowiedź. – To dość oczywiste, że chodzi o pozytywny ślad. O negatywne nie trudno – zauważyła. Nie musiał nic bardziej wyjaśniać. Mieli na swoim koncie różne przeżycia, on swoje zdążył już jej naświetlić, nie mówił, ale pewne zachowania go po prostu zdradzały. Brała pod uwagę, że i on mógł co nieco już dojrzeć w jej temacie. Na wzmiankę o tych zbyt upartych kącik jej ust drgnął mimowolnie.
    - Z grzeczności nie zaprzeczę – rzeczywiście, Acair był bardzo interesujący. Na słowa o udawaniu uniosła lekko brew.
    - Udawać? Dla mnie to po prostu jest proste… - stwierdziła. Nie widziała tego jako udawanie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  37. Ennis zaśmiała się krótko.
    - Ukrywanie, czy tonowanie, nie ma większego znaczenia, nie jeżeli jest świadome – również uniosła kącik ust. – Kiedy nie jest, znaczy coś zupełnie innego, niż gdy takie pozostaje – dodała. Pochyliła się nawet lekko w jego stronę. – To, że ukrywasz coś świadomie mówi o Tobie więcej niż myślisz – szepnęła z zaczepnym uśmiechem na ustach. To co mówił jak najbardziej miało sens, ale dawało też sporo informacji o nim samym. Przekręciła głowę, gdy mówił rozbieraniu mechanizmu. Cmoknęła krótko i zaczęła bawić się swoimi stopami, które dalej miała przy tych jego. Zaczęła te swoje łączyć i odsuwać. Podwinęła nogi, zginając je w kolanach i takimi złączonymi kołysała na boki.
    - No tak, zapominam czasami jak bardzo starasz się być rozsądny – rzuciła, dalej z zaczepnym wyrazem twarzy. Uśmiechnęła się na tej jego specyficzny wzrok i sama zerknęła na zapięcie własnego ubrania.
    - Ten mechanizm też Ci się spodobał? – zaśmiała się krótko i wyprostowała nogi układając je w poprzedniej pozycji. Westchnęła lekko na słowa o zamknięciu się.
    - Ach, ileż zależności. Dobrze, że w razie co wiem jak kogoś dobrze zakneblować lub skutecznie uciszyć – zatrzepotała teatralnie rzęsami. Nhulu, przed którym zwiali raczej nie będzie już zbyt rozmowny. Zaśmiała się lekko na tą myśl w głowie. W temacie śladu uśmiechnęła się do niego zadziornie.
    - Gdyby było tak łatwo, to raczej byśmy tu nie siedzieli… - zauważyła. – Ślad to ślad, niektóre zostają z nami na zawsze, inne przemyjesz zwykłą wodą, a do zmycia jeszcze innych musisz zastosować specjalne środki. Zarówno do tych negatywnych, jak i pozytywnych. Tak czy inaczej… Aby tęsknić ślad jest potrzebny pozytywny, a Ciebie najwyraźniej lubią gryźć jedynie boleśnie lub mało znacząco. Nie masz chyba dobrego nosa do dobierania sobie towarzystwa – uniosła kącik ust. Temat prostoty zostawiła już bez komentarza, po prostu sobie po Erneście patrzyła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  38. Ennis posłała mu niewinny uśmiech.
    - Jak widzę to wyczekujące spojrzenie i ciekawość to też zrobię dalej, to śmiem twierdzić, że jednak wiem jak rzeczywiście jest - szepnęła i wróciła do poprzedniej pozycji, znowu opierając dłonie za pośladkami. Wzruszyła lekko ramionami na jego kolejne słowa.
    - Jak dla mnie to tylko w pewnych tematach się przydaje, w zdecydowanej większości wypada po prostu nudno - stwierdziła. Lubiła gdy coś się dzieje, a rozsądek często psuł te najciekawsze spontaniczne decyzje. Uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Och, biedne twe byłe kobiety... Nigdy nie stosowałeś prowizorycznego przeglądu? Zawsze musiały coś w zapince rozwalić byś się do nich dobrał? - uniosła lekko brew, patrząc po nim, dalej z uniesionym kącikiem ust. - Hmm, no tak, bardzo... rozsądne podejście - parsknęła krótkim śmiechem na wzmiankę o właścicielce i znowu położyła się płasko. Zaśmiała się na jego kolejne słowa.
    - Jedno i drugie, przynajmniej jeżeli w danej chwili cisza to coś czego potrzebuję - oznajmiła bez ogródek. Obróciła głowę w jego stronę, gdy mówił o tych, których "może woli". Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się nikle.
    - Może więc wcale nie potrzebujesz od kogoś ciepła by szczerze zatęsknić. Może Twój rozsądny umysł woli te drobne kąśnięcia i zgadywanie co one właściwie znaczą... - uniosła kącik ust i odwróciła od niego głowę, po czym przymknęła oczy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  39. Ennis parsknęła krótkim śmiechem.
    - "Byłem w nich całkiem dobry", powiedział facet, który wynajmował kurwy - podsumowała i ponownie zaśmiała się rozbawiona. Kto jak kto, ale ona akurat wiedziała, że utrzymywanie takiego wrażenia u klientów, w tym zawodzie, to był jeden z opłacalnych obowiązków. Obserwowała go, gdy tak po niej zerkał i utrzymała kontakt wzrokowy, gdy znowu go z nią skrzyżował.
    - Cóż, musiałeś trafić na strasznie nudne egzemplarze. Albo to kwestia ogromnego pecha, albo to jednak problem z Tobą i Twoim brakiem umiejętności w dobieraniu sobie towarzystwa - rzuciła z nieukrywanym rozbawieniem. Wzruszyła zaraz ramionami.
    - To Twoje braki, nie moje. Nie bardzo mam tu co wybaczać - zauważyła z zaczepnym uśmiechem. Zaraz jednak posłała mu uśmiech równie niewinny, co ten jego. Przekręciła głowę, gdy ponowił tekst o ciszy i drodze do niej. Tak, zdecydowanie bardziej go to zastanawiało.
    - To już zależy od drogi. Ta ostatnia była całkiem ekscytująca - zachichotała. Dawno nikomu nie odgryzła języka. Kiedy po niej patrzył, dalej leżała z przymkniętymi powiekami. Nie zmieniła pozycji, gdy w końcu jednak się odezwał.
    - Co kto lubi - odparła. Skoro takie zagadki sprawiały mu frajdę to nic dziwnego, że go na jakimś szczeblu fascynowała. Trudno. Dla niej to zdecydowanie wychodziło mniej problematycznie niż dla niego.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  40. Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
    - Akurat na myśl o Tobie aż tak wilgotno mi się między nogami nie robi, by przypisać to pod jakiekolwiek „niestety” – oznajmiła. Zdecydowanie bardziej kręcił ją inny rodzaj facetów, seks z Ernestem niewiele by się różnił od seksu z Piusem. Jedynie zaspokojenie potrzeb. Na pytanie o ukołysanie zaśmiała się krótko.
    - Myślę, że poradzisz z tym sobie o wiele lepiej sam niż przy mojej bliskości. Tyle drobnych szczegółów byłoby do oglądania… - aż westchnęła cicho i ponownie uśmiechnęła się pod nosem. Tego, że aktualnie nie narzekał już nie komentowała, podobnie kolejnych słów. Po prostu ułożyła się do spania z nikłym uśmiechem na ustach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  41. Tego poranka nie spieszyła się z wstawaniem, sporo się jednak działo, a dźwięk deszczu sprawiał, że całkiem przyjemnie jej się spało. Mało tego, ambona miała to do siebie, że nie łatwo było ich tu jakkolwiek cicho podejść, więc można było czuć się w miarę bezpiecznie.
    W końcu jednak otworzyła oczy, Ernesta i jego zabawy słyszała już jakiś czas temu, nie był w tym głośny, więc jej nie przeszkadzał, ale zaczynała czuć głód. Podniosła się do siadu i przeciągnęła porządnie. Zawiesiła wzrok w czarnowłosym, przesunęła spojrzeniem po tym co robił i przysunęła się do niego ospale, dalej leniwie rozciągając ciało.
    - Myślisz Ty czasem o czymś innym niż robota? – zajrzała mu przez ramię, po czym oparła się na nich rękoma i powoli wstała. Raz jeszcze się przeciągnęła i podeszła do wejścia ambony, węsząc w powietrzu. Nie miała dziś ochoty na polowanie, dopadła więc do ich tobołków i wyciągnęła trochę suszonego mięsa, co by zaraz usiąść w wejściu i nogi spuścić wzdłuż drabiny. Obserwowała okolicę, spokojnie się pożywiając.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  42. Ennis siedziała, dalej obserwując otoczenie.
    - Kiepskie porównanie, ja nie spędzam każdej wolnej chwili na czyszczeniu i piłowaniu zębów, z nadzieją, że zaraz nadarzy się jakaś okazja do odgryzienia języka... - obejrzała się na Ernesta i przesunęła po nim spojrzeniem - ... czy też innych części ciała - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Wróciła do oglądania widoków i wsunęła jeszcze dwa kawałki mięsa.
    - Dziwactwo to się objawia raz na jakiś czas, u Ciebie to już raczej styl życia - odparła, powoli kończąc posiłek. Ona pakować się nie musiała, wszystko miała w swoim tobołku i sakwach. Przeżuwając ostatni kęs, złapała torbę i wstała, od razu stopami na drabinie. Zaczęła schodzić w dół. Deszcz jeszcze w pełni nie odpuścił, ale już bardziej kropiło niż rzeczywiście padało. Jej osobiście woda nie przeszkadzała, ale wolała nie musieć znosić obecności chorego faceta w tej podróży.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  43. - Wyobrażać sobie niezręczność? Meh, odpuszczę... - rzuciła, machając lekceważąco ręką. Spojrzała po nim unosząc jedną brew w chwili, gdy wspominał biologiczne różnice. Prychnęła pod nosem i pokręciła głową. "Natura", dobre sobie. Nie zamierzała narzekać, że wszyscy nabierali się na ten znamienity kamuflaż jej własnego ciała. Białowłosa ruszyła w odpowiednią stronę pewnym krokiem.
    - Ja tam wolę szukać odpowiedniej okazji do okrucieństwa - zaśmiała się pod nosem, zabawa słowami zdecydowanie należała do jednej z jej ulubionych zabaw. - Twój gatunek natura obdarzyła czymś o wiele ciekawszym, ale niestety jesteście zbyt głupi i ślepi by to zauważyć - rzuciła jak gdyby nigdy nic i rozłożyła bezradnie ręce, nie przerywając swojej wędrówki.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  44. Ennis już się nie odnosiła do spraw gatunków, osobiście stwierdzała jednak, że nie wszystko było zależne od indywidualnej jednostki, pewne sprawy pozostawały po prostu w konkretnym gatunku.

    Kiedy weszli już do opuszczonej wioski, zachowaniem nie zwracała na siebie większej uwagi. Dała się po prostu poprowadzić Ernestowi, chociaż w jej kroku pewności siebie zdecydowanie nie brakowało. Te wszystkie przejścia i tajne wejścia trochę ją bawiły, ale nic nie mówiła. Widok zawalonego korytarza sprawił, że lekki grymas pojawił się na jej twarzy. Czyli było tylko jedno wejście, ewentualnie w grę wchodziło jeszcze jakieś, ale ukryte. Białowłosa, gdy znaleźli się już w kuźni, przystanęła i zaczęła badać teren wzrokiem. Najpierw obejrzała wszystko dokładnie z daleka, a dopiero potem ruszyła, by dotknąć, a to kowadło, a to wykutych broni czy stopów. Ostatecznie zatrzymała się przy piecu, by do niego zajrzeć. Przesunęła palcem po wierzchu, zbierając grubą warstwę kurzu i zaraz zdmuchując ją z opuszka.
    - Jak mnie tu zabrałeś do sprzątania to zapomnij, że pomogę – obejrzała się na Ernesta i posłała mu zaczepny uśmiech, zaraz potem wstała i otrzepała dłonie. Lepiej niż myślał, tak? Na pierwszy rzut oka dużo tu leżało ustrojstwa, które można było po prostu przetopić. Złapała jeden z niedokończonych mieczy i wykonała nim kilka krótkich wymachów, nie był nawet dobrze wyważony, ale i tak wycelowała ostrzem w stronę czarnowłosego.
    - To jaki jest plan, Panie Żelaznoręki? – zapytała z nutką przekąsu w głosie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  45. - O ho, ho – rzuciła rozbawiona, ale nie opuściła miecza. – Ktoś tu hardy się bardziej robi jak piec w kuźni zobaczy – rzuciła z zadziornym uśmiechem i dopiero wtedy opuściła ostrze. Ruszyła odłożyć je na miejsce i obejrzała się, słuchając co też Ernest ma do powiedzenia. Nie zamierzała oponować, kiedy stwierdził, że sam będzie ze sprzątaniem działać. Wędrowała za nim wzrokiem, kiedy zmieniał pozycje, a słysząc czym ma się zająć, kiwnęła po prostu głową. Spojrzała po stopach metali jakie tutaj były, patrzyła po nich chwilę, a potem po prostu ruszyła znaleźć sobie dogodny kącik. Tam rozłożyła szkic broni, usiadła i zaczęła wprowadzać ostateczne poprawki. Słuchała dalej tego co mówi Ernest i prychnęła pod nosem.
    - Gdyby mnie to nudziło, to bym się za to nie zabierała – zauważyła, rzucając mu wymowne spojrzenie i zaraz zwróciła do swojego pergaminu. Po wprowadzeniu poprawek wstała by wybrać odpowiedni materiał. Niektóre stopy różniły się znacznie, inne były nad wyraz podobne, miała z nimi do czynienia po raz pierwszy i koniec końców gdy już wybrała próbki, to dwie z trzech nie były właściwe.
    - Dobra, nie mam pojęcia na co powinnam tu zwracać uwagę… - zaznaczyła. Co innego wyobrażać sobie opisywany stop, a co innego uczyć się od razu mając dany stop przed oczami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  46. Ennis w trakcie wprowadzania poprawek zerkała czasem w stronę Ernesta, brakowało tylko by sobie gwizdał pod nosem albo nie... powinien śpiewać i tańczyć do tego, by w pełni oddać to jak specyficznym entuzjazmem aktualnie emanował. Parsknęła pod nosem rozbawiona wizją w swojej głowie. Tak, już widziała jak zakłada chustkę na głowę, splata jej końce pod brodą i zgrabnie zgina nóżkę w kolanie, nucąc o tym jaki to jest przeszczęśliwy. Jeszcze warkoczyki, tak, warkoczyki zaplecione po bokach głowy i obrazek wyglądał wręcz idealnie. Uśmiechała się pod nosem rozbawiona.
    W końcu jednak przyszło do tych całych wyborów odpowiedniej rudy, a ona patrzyła po Erneście dość wymownie. Nie poszło tragicznie, tak? To akurat już sama oceni. Spojrzała na pierwszą próbkę, którą chwycił, potem na Ernesta i znowu na próbkę. Przyjrzała się jej uważniej, gdy mówił. Veridium... do pancerzy, tarcz, plastyczna, zakodowała, dalej uważnie obserwując stop. Dopiero po chwili przeniosła spojrzenie na drugi kawałek. Ten też był zły, oho, no jak dla Ernesta to oznacza, że nie poszło tragicznie to najwyraźniej jest bardzo pobłażliwym nauczycielem. Walić, nie skupiała na tym uwagi, wolała się skupić na informacjach i obserwacji. Ciemne żelazo, twarde, ale kruche... pękające groty... zmarszczyła czoło i spojrzała po Erneście.
    - A na chuj komuś pękające groty? - zapytała unosząc jedną brew. - Masz na myśli takie co pękają, gdy próbuje się je wyciągnąć z rany i kawałek w niej utyka? - upewniła się czy dobrze rozumuje, bo na pierwszą myśl to raczej mało kto szuka grotu, który pęka. Na wieść, że chociaż z jednym trafiła i wyjaśnienie dlaczego mimo wszystko nie poszło jej tak źle, uśmiechnęła się zaczepnie.
    - Wolę przesuwać opuszkami po nieco cieplejszych obiektach, ale czego się nie robi dla zdobycia przydatnych kwalifikacji... - rzuciła, po czym zaczęła palcami badać jedną, a później drugą i trzecią skałę. Różnice rzeczywiście były, szczególnie w ich wadze i... no właśnie, zaciągnęła się zapachem prawie w tym samym momencie, w którym Ernest o tym wspomniał. Tu różnice czuła wyraźne. Zaciągnęła jeden zapach i przymknęła oczy, wbijając sobie do łowy konkretne skojarzenia, potem to samo zrobiła z kolejnymi dwoma próbkami. Otworzyła oczy dopiero po chwili, skrzyżowała wzrok z Ernestem.
    - No dobra, to już zapamiętam - oznajmiła i ruszyła odnieść złe próbki na miejsce, a zastąpiła je kolejnymi stopami stali rzemieślniczej. Zaraz po tym położyła szkic na stole przed czarnowłosym.
    - Jak mam właściwie to liczyć? Ile stopu mi trzeba do zrobienia jednego dzwoneczka? - zapytała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  47. Ennis uniosła lekko brew, gdy mówił o rozpadaniu się przy uderzeniu, zaraz jednak, kiedy zaczął tłumaczyć uniosła kącik ust zadowolona.
    - Ach… Rozumiem. Po wbiciu się w ranę i pęknięciu, do organizmu dostaje się stosowna substancja, dajmy na to trucizna ukryta w grocie… - kiwnęła głową na myśl o takim rodzaju broni. – Intrygujące, przyznaję… - nawet nieco dłużej się nad tym zamyśliła. Nie zamierzała na bieżąco bawić się w wynalazcę zabawek, ale im więcej Ernest o nich mówił tym temat zdawał się ciekawszy. Z drugiej strony… jak zaczynał wchodzić w dogłębne szczegóły to stwierdzała, że jednak woli jego twory ewentualnie testować. Przy jego słowach o cieplejszych obiektach zaśmiała się krótko, ale nic nie odpowiedziała, po prostu pokręciła głową. Ruszyła po prostu po odpowiednie kawałki stali, a kiedy czarnowłosy potwierdził, że są właściwe, teatralnie zatrzepotała rzęsami. Zdziwiłaby się, gdyby tym razem je pomyliła. Pochyliła się nad szkicem krótko po nim, a potem słuchała co ma do powiedzenia w sprawie obliczeń. Ustalenie co do potrzebnego miejsca brzmiało dość logicznie, więc kiwnęła głową. Przy wystarczająco grubych ścianach popatrzyła wymownie na Erniego. Zaraz jednak rozrysował wzór, który zaczęła bacznie śledzić. Doszły do tego jeszcze właściwości materiałów i ich przełożenie na obliczenia.
    - Ja pierdole… - patrzyła po pergaminie. – Na to będę potrzebowała nieco więcej czasu… - stwierdziła. Nie była mistrzynią teorii, zdecydowanie bardziej odpowiadała jej praktyka. Całe szczęście to co mówił dalej również wydawało się logiczne, przynajmniej do momentu gdy nie dodał o jednej piątek zapasu.
    - Ja pierdole… - powtórzyła i pomasowała skronie. Na chwilę oderwała wzrok od papieru i zaraz znowu spojrzała na zapiski. Tak, to całe tworzenie zabawek zdecydowanie zostawi jemu, jej starczy ta jedna. Jednej się może nauczyć. Spojrzała po Erneście, gdy ten wcisnął w tłumaczenie sprawę jej uśmiechu.
    - Skup się na tym tłumaczeniu Panie myśliciel, bo jak Ty coś popierdolisz to do uśmiechu zdecydowanie będzie nam daleko – ponownie zatrzepotała rzęsami i zaraz przyjęła węgiel z grymasem na twarzy. Zaczęła analizować te wszystkie jego wzory i wypisy. W końcu jednak skupiła się na zadaniu jakie jej dał. Wysokość, średnica, grubość i pojemność.
    - Inne? Proces ich wymyślania jest ciekawy, ale to… - pokazała obliczenia i przewróciła oczyma - … to zdecydowanie zniechęca do dalszej produkcji. Przeczuwam, że umiejętność tworzenia moich dzwonków na długo mi wystarczy – oznajmiła, dalej starając się nie pogubić w tych wyliczeniach. Prychnęła na tą jego perfekcję.
    - Ktoś tu lubi otaczać się ideałami – skrzyżowała z nim wzrok i posłała wymowny uśmiech. Wróciła jednak w kolejnej chwili do liczenia i odłożyła węgiel gdy cos tam udało się jej obliczyć.
    - No to słucham myślicielu, co zjebałam? – podsunęła mu pergamin.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  48. Na wzmiankę o jej truciźnie uśmiechnęła się nikle. Doprawdy bardzo ją interesowało jak też przeciwnicy zareagują na to dla nich planowała. Nie zamierzała na razie nic Ernestowi zdradzać.
    - Zobaczysz w swoim czasie - szepnęła w jego stronę.
    Sprawa liczb nie była o tyle bardzo ciężka co dla niej dość nudna, chciała to wszystko po prostu mieć już za sobą i zająć się rzeczywistym tworzeniem. Podniosła oczy do jego twarzy, kiedy mówił o uzależnieniu.
    - Takiego pojeba jak Ty zapewne, pojeba mojego rodzaju uzależniają raczej inne rzeczy - uśmiechnęła się pod nosem. Nie była w stanie stwierdzić czy ta jego zabawa rzeczywiście z czasem mocniej jej nie wciągnie, ale w danej chwili obliczenia zdawały się wystarczająco odpychające, by tak się nie stało. Na słowa o ideałach uśmiechnęła się zadziornie, ale nie przerywała swoich obliczeń. Kiedy zaczął przeglądać jej zapiski, ona złapała jedną z próbek skalnych i bawiła się nią przerzucając z ręki do ręki. Słysząc werdykt uniosła kącik ust i mlasnęła po chwili.
    - Och jak mi przykro, a już miałam ochotę popatrzeć na Ciebie w chwili gdy mnie ostro zjeżdżasz - rzuciła z zaczepnym wyrazem twarzy. Przy pytaniu czy umie przenieść wyniki na metal wzruszyła lekko ramionami. Wypuściła powietrze, odłożyła próbkę i znowu pochyliła się nad pergaminem. Musiała się nad tym zastanowić, więc nim odpowiedziała podniosła spojrzenie do jego oczu, gdy zapytał o to czy materiału wystarczy. Spojrzała na wyniki, na próbki i znowu na wyniki. Złapała każdą z nich osobno, mniej więcej oceniając ich wagę. Ostatecznie kiwnęła głową.
    - Wystarczy - odpowiedziała z uroczym uśmieszkiem, a potem wróciła do zastanawiania się nas obróbką.
    - Od denka? Zdaje się stanowić podstawę. Na brzegach zostawiam naddatek, co by mieć jak denko złączyć z korpusem. Korpus to dwa elementy, na środku łączenie, więc w miejscu łączenia naddatek... mocowania haczyków... naddatek na styku z korpusem - stwierdziła. - Mocowań na pewno nie mogę odchudzić, inaczej haczyk nie będzie się dobrze trzymać, a haczyk jest podstawą do uruchomienia całej bomby... - zaczęła wychodzić ze swoimi spostrzeżeniami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  49. Dla Ennis sprawa „pojeba” była dość oczywista, wyjaśniała już przecież kiedyś Ernestowi, różnicę w nazewnictwie. U niej ta różnica cały czas obowiązywała. Uśmiechnęła się nikle na sprawę „niedoczekania”, za szykowanie mikstury zamierzała wziąć się nieco później. W przerwie od nowych nauk. Przy słowach o punktach wspólnych zatrzepotała rzęsami.
    - Tak myślisz? No proszę, zaskakujące, że ktoś taki jak Ty widzi w kimś innym własne podobieństwo – cmoknęła z wyraźnym rozbawieniem. Sama również widziała pewne podobieństwa, ale nie sądziła, że którekolwiek z nich będzie je wyciągać na światło dzienne. To najwyraźniej była ta różnica między nimi. Przy jego kolejnych słowach dalej miała ten sam, zadowolony wyraz twarzy. Uniosła kącik ust.
    - To jednak wolę błędy – odpowiedziała zadziornie z tym samym flirciarskim spojrzeniem, które próbował właśnie naśladować.
    Kiedy zwrócił jej uwagę w sprawie denka, spojrzała po nim wymownie.
    - Poematów się tu nie spodziewaj, to nie ja mam mechaniczne flirtowanie, nie będę tu rzucać o … - tu wstała z miejsca, zarzuciła włosy za głowę - … tym, jak denko łączy te wszystkie elementy w jedną, spójną całość – kręciła się przy Erneście, poruszając się w bardzo kobiecy i sugestywny sposób – jak je spaja ze sobą, jedno obok drugiego – przysunęła się do niego bardzo blisko i spojrzała w oczy – i łączy na wieki – zatrzepotała rzęsami i zaraz zachichotała. – Poprawka, to pierwszego wybuchu – odsunęła się i jak gdyby nigdy nic, wróciła na miejsce. Uśmiechnęła się pod nosem na słowa o brakach.
    - Bolca? – zapytała tym swoim tonem, gdy udawała głupiutką. Oczywiście wyszczerzyła się zaraz do niego uroczo, a potem już na poważnie spojrzała po wnętrzu i uniosła brew. Jęknęła zaraz i przewróciła oczyma.
    - Ja pierdolę, to mów, że pytasz o całość konstrukcji, a nie tylko o elementy obudowy, przecież ja mówię od czego muszę zacząć obudowę, a nie ogólną pracę – rzuciła, patrząc po nim pretensjonalnie. – Przecież logiczne, że najpierw składam to co jest w środku, bo później tego nie wepchnę… - patrzyła na niego jak na cymbała. Dobra, była zielona w temacie, ale kurwa, bez przesady. Przysunęła bliżej siebie elementy potrzebne do stworzenia środka, a na pytanie o zjebki pokazała Erniemu środkowy palec, skupiając się na wykombinowaniu jak też ten mechanizm poprawnie złożyć. Starała się to zrobić na logikę, ale sprawdzała różne możliwości na bieżąco. Czy dany element umieszczony w ten sposób nie zablokuje ruchu innego elementu, czy sprężyna rzeczywiście ma szansę w tej pozycji wykonać to co jest jej przeznaczone. Metoda prób i błędów. Wykonała kilka poprawek, aż w końcu doszła do, jej zdaniem, dobrego układu części.
    - Dobra, ja to widzę tak… - oznajmiła, po dobrych kilkunastu minutach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  50. Uśmiechnęła się do niego zalotnie i posłała buziaczka, przyjmując te wszystkie słodkie słówka.
    - Byłabym wdzięczna, jestem pewna, że sam na sam o wiele lepiej wejdzie mi… - chrząknęła - … znaczy wyjdzie mi – niewinnie zatrzepotała rzęsami – szukanie nowych, ekscytujących zastosowań do użycia tego konkretnego przedmiotu – ponownie zatrzepotała rzęsami. Spojrzała po nim wymownie i parsknęła pod nosem.
    - Kiedy u Ciebie to jest szczere – zauważyła takim tonem, jakby stwierdzała oczywistość. Dalej patrzyła po nim wymownie, gdy tłumaczył co też chciał sprawdzić. Nawet tego nie komentowała, dopiero gdy przyznał, że to logiczne, wtedy pokręciła głową z niedowierzaniem.
    - Dokładnie – potwierdziła i skupiła się na pracy. Prawdę mówiąc była przekonana, że pójdzie robić swoje, a nie zostanie się gapić, ale nie przeszkadzało jej to. Faceci gapili się już na nią w tak specyficznych chwilach, że wzrok Erniego nie był w stanie wyrwać jej z intrygującego zajęcia. To było całkiem odprężające, składanie tych wszystkich klocków w jedną całość. Do tej pory jedynie obliczenia ją irytowały, może nie z powodu trudności, ale zdawały się strasznie nudne… Kiedy oceniał jej mechanizm, to ona bacznie jego obserwowała, raz dłonie, raz twarz, na przemian. Słuchała i zerkała czy gdzieś jej czegoś nie pokazuje. Przekręciła głowę, kiedy przesunął element. Jak dla niej różnica była znikoma, ale w momencie, w którym zaczął wyjaśniać o co chodzi, zakodowała sobie informację w głowie. Rzeczywiście to było dość istotne. Uśmiechnęła się pod nosem.
    - O nie… Tego biodra było by szkoda – stwierdziła i kiwnęła głową, na znak, że wyjaśnienie do niej dotarło. Prychnęła na to „bo Cię stracę”.
    - Rzuciłbyś sobie inną bombką na pocieszenie i zaraz by Ci przeszło – oznajmiła, również z przekąsem. – No, może dwie bombki – dodała z lekkim śmiechem. Oddała mu jego prowokacyjny uśmieszek i cmoknęła zaraz.
    - No jak mi przykro – dotknęła własnego serca i zrobiła na chwilę smutną minkę. Spojrzała zaraz na rozłożone części i dmuchnęła sobie w opadający przy twarzy kosmyk. Dopadła jeszcze jakiś kawał materiału i złapała włosy, co by je związać w niesfornego koka. Trochę jej w tej całej robocie przeszkadzały. Wróciła do elementów i zaczęła je rozkładać, a potem złapała za prowadnicę blokadę.
    - Ruch haczyka przesuwa blokadę – umiejscowiła sprężynę i za nią uderzak – sprężyna zwalnia uderzak, przy nim jest miejsce na krzesiwo oraz proch. Uderzak wywołuje iskrę, podpala proch i robi boom – spojrzała na niego. Chyba to wszystko dobrze zapamiętała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  51. Uśmiechnęła się do niego przekornie, gdy sam wszedł w tą grę słowną i nawet lekko się przy tym zaśmiała. Nawet nie próbowała ukryć, że wszystkie jej słowa były jak najbardziej zaplanowane. Nie odpowiadała już na komentarz o szczerości, ale przy tym o bolcu, przesunęła spojrzeniem po całej jego posturze.
    - Mm, niegrzeczny, może Ci nawet pozwolę popatrzeć – mruknęła z tajemniczym uśmieszkiem na ustach. To by było całkiem ciekawe, patrzeć jak patrzy, gdy sama się zadowala. Odsunęła te myśli od siebie dość szybko, nawet zachichotała na nie do samej siebie. Znowu usłyszała kilka szeptów przy uchu i potrząsnęła głową z dziwnym zadowoleniem na twarzy. Na słowa o nie docenianiu zaśmiała się krótko. Nie wątpiła w to, że tak rzeczywiście było, wątpiła, że ktokolwiek myśli w ten sposób na poważnie.
    - Może – stwierdziła z lekko uniesionym kącikiem ust.
    Zadowolona spojrzała po mechanizmie, kiedy Ernest go uznał za dobrze połączony. Słysząc kolejne polecenie jej uśmieszek nieco się poszerzył.
    - No w końcu! – rzuciła i oblizała usta, po czym wzięła się powoli do roboty. Na tyle interesowała ją produkcja jej własnej zabawki, że całkowicie zlekceważyła to czym zamierzał zająć się Ernest. Skupiła się na swojej robocie, a kiedy rzucił coś o tęsknocie, parsknęła pod nosem.
    - Lepiej się zacznij powoli przyzwyczajać, potem będzie łatwiej przywyknąć do tego, że mnie już nie ma – odparła, również nie patrząc w jego stronę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  52. Ennis nie specjalnie zwróciła uwagę na tą chwilę przerwy w jego pracy, za bardzo skupiła się na własnej, na niej i na melodii w swojej głowie, do której lekko zaczęła się nawet bujać. Na pytanie parsknęła śmiechem, dopiero po chwili dotarł do niej jak dziwny ton miał, kiedy je zadał. Obejrzała się w stronę mężczyzny, ale zaraz znowu prychnęła i pokręciła głową, wracając do pracy.
    - Może się dowiesz jak już poprosisz - odparła luźno, stwierdzając, że lepiej to jednak przypisać pod kolejny żart.
    - Mhm - mruknęła na jego wyjaśnienie. Zdaje się, że już o tym rozmawiali. - To dobrze - podsumowała jedynie, znowu skupiając się na robocie. Po krótkiej chwili ciszy między nimi, znowu zaczęła się bujać, a później nucić melodię na głos. Nie przerywała przy tym roboty. Trochę się naoglądała Ernesta w tych wszystkich składankach mechanizmów i próbowała odtworzyć jego ruchy, jedne mniej, drugie bardziej sprawnie.
    - Biorą cię złe czyny? Chodź, pokażę Ci kryminał! Niby jestem trudna, co? Uważaj, bo ugryzę. Zła, dzika szczyt łańcucha, ostra tygrysica. Wąty masz? ubije! Jak Terranin, migiem! - bardziej pod nosem, ale zaczęła sobie śpiewać. Nie przerywała oczywiście przy tym roboty. - Szach i mat, szach i mat. Pójdziecie z torbami! Wy suczki moich psów, błagacie o gryzaki! Skopię was, aż żal, odpalona żywo, wbije szpony w twoja rzyć i już nie żyjesz! - zaśmiała się w przerwie i podniosła jeden z elementów swojej zabawki do oka, by sobie przez nią spojrzeć, jak przez okular. Nie przerywała swoich podrygiwanek, a dosłownie po kilku sekundach wróciła do pracy. - Woooow! No to dawaj, teraz damy czadu! - zakołysała się trochę mocniej, aż kok na czubku jej głowy tańczył razem z nią. - Idę w mrok, blado siny szpon. Zmieniam zdanie - czasem chcę, czasem won. Za zgonem zgon, małych kroków moc. Pośle was na dno, jak śnieg, opada proch! Jestem zła, zepsuta po sam trzon. Zabaw mnie, weź, nudzę się, zrób coś. Trudny typ, ta, krew i mord. Do góry skacz, dym wam zalewa dom! - kontynuowała swoją pioseneczkę. - Woooow! No to dawaj, teraz damy czadu! ( https://www.youtube.com/watch?v=3b_v2N7K5Uk )

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  53. Ennis co jak co, ale słuch to akurat miała wyczulony. Kiedy skończyła śpiewać, to wróciła do nucenia, nie przerywając swojego gibania oraz pracy. Pochyliła się nad elementami, gdy potrzebowała w swoim działaniu trochę więcej precyzji, a zaraz jednorazowo zerknęła w stronę Ernesta. Mamrał coś niewyraźnie pod nosem i zdawał się zirytowany. Wzruszyła ramionami. Najwyraźniej jego genialny umysł trafił na jakąś specyficzną przeszkodę. Dalej pracowała z melodią na ustach. W głowie, na ten moment zapętliła jej się ta jedna. Czasem ją mruczała, czasem pojedyncze linijki znowu odśpiewywała, a czasem gwizdała. Słysząc jego pierwsze zdanie o rusznicy nie odrywała dalej wzroku od swojej pracy, ale kiedy wspomniał o "po Heldze" i zaproponował inne miejsca, przerwała robotę i obejrzała się w jego stronę. Przesunęła spojrzeniem po całej posturze czarnowłosego.
    - Nie zdążyłeś mnie jeszcze zabrać na pierwszą obiecaną randkę do wilgotnej jaskini, a już proponujesz kolejną? - zapytała z przekąsem w głosie i uśmiechnęła się kącikiem ust. - Słodziutkie... - zaśmiała się delikatnie i wróciła spojrzeniem do własnego stolika. - Pogadamy jak będziemy bliżej celu, aktualnie nie planuję przyszłości na "po Heldze" - zaznaczyła. Brała w końcu pod uwagę, że żadnego "po" nie będzie. Miała swoją listę i cele do zrealizowania, ale zamierzała ugryźć je na poważnie dopiero, gdy przeżyje atak na gościnną twierdze. Wróciła do swojej pracy, no i do gwizdania.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  54. Ennis przez cały ten czas szykowała stop stali rzemieślniczej do obróbki. Postępowała według poleceń Ernesta. Rozgrzewanie stali i rozbijanie młotem. Obracanie i przekuwanie z innej strony. Stopniowo powstała płaska, stosunkowo cienka sztaba o jednakowej strukturze. Nie była idealna. Na powierzchni pozostały niewielkie wgłębienia po wcześniejszym przekuwaniu, a jedna krawędź była odrobinę grubsza od drugiej. Białowłosa próbowała ją wyrównać, lecz w pewnym momencie uznał, że dalsze poprawianie przyniesie więcej szkody niż pożytku. Przed rozpoczęciem właściwej pracy ponownie rozgrzała stal, a następnie pozwoliła jej powoli ostygnąć. Miało to wyrównać naprężenia powstałe podczas wcześniejszego przekuwania i uczynić materiał łatwiejszym do dalszej obróbki. Dopiero wtedy mogła rozpocząć wykonywanie obudowy. Kształt dzwonka wymagał znacznie więcej cierpliwości niż zwykłe wykucie kulistego naczynia. Najprościej było wykonać obudowę z dwóch części. Z przygotowanej stali wycięła więc dwa podobne kawałki. Na blasze zaznaczyła kształt za pomocą rysika, a następnie przycięła materiał przecinakiem. Pierwsza połówka wyszła nieco większa. Druga również nie była idealnie symetryczna. Ennis zauważyła problem dopiero wtedy, gdy oba elementy położył obok siebie. Zamiast zaczynać od początku, postanowiła wykorzystać różnicę, poprawiając ją podczas kucia. Każdy fragment został kolejno rozgrzany i ułożony na odpowiednio zaokrąglonym trzpieniu. Początkowo uderzenia młota były ostrożne. Metal wyginano stopniowo, przechodząc od środka ku krawędziom.
    - Kurwa… - syknęła, przerywając swoje nucenie. Spojrzała po połówkach. Pojawiła się pierwsza poważna niedoskonałość, jedna z połówek zaczęła przyjmować kształt bardziej wydłużony niż druga. Złotooka próbowała ją skorygować, uderzając mocniej w wypukłość. Udało się częściowo. Obudowa po złożeniu nie była idealną kulą, z jednej strony była odrobinę pełniejsza. En stwierdziła jednak, że nie miało to większego znaczenia dla działania mechanizmu. Pozostało jej złączenie połówek, stworzenie otworów, mocowanie uchwytów oraz haczyków. No i może jakieś dodatkowe wykończenia. Kupa roboty, ale i tak dużo już tu sama zmajstrowała.
    - Nie jestem pewna kto tu z nas doszukuje się bardziej tych zobowiązań – odpowiedziała na jego zaczepkę. Zachichotała cicho na słowa o jaskini.
    - No skoro to była nasza pierwsza randka, to już nie mogę doczekać się atrakcji związanych z kolejną – nie co dzień w końcu miała okazję odgryzać komuś język. – Poprzeczka rośnie – ostrzegła z wymownym uśmieszkiem i dopiero na ostatnie słowa odwróciła głowę w jego stronę.
    - Ciekawe na cóż Ci moje biodra – rzuciła rozbawiona i zerknęła w stronę wyjścia. – Ciepło tu, idę się chwilę przewietrzyć… - oznajmiła. Mogła aktualnie pozwolić sobie na trochę przerwy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  55. Na jego uwagę przewróciła oczyma.
    - Tak, tak, wiem, zauważyłam… - mruknęła, a potem dostosowała się do jego podpowiedzi. Kiedy odezwał się w temacie randki, uśmiechnęła się pod nosem.
    - Pewien jesteś? – zapytała po pierwszych słowach, z tajemniczym uśmieszkiem na ustach. – No skoro tak uważasz – wzruszyła lekko ramionami i nadstawiła ucha przy mowie o rozrywce.
    - Popatrz no, a kiedy ja proponuję to się nie zgadzasz, powinnam chyba też w ramach zemsty karygodnie zaoponować – zaśmiała się lekko. W temacie bioder uniosła kącik ust lekko, a idąc do wyjścia nie omieszkała zajrzeć mu przez ramię.
    - Racja, sakwy średnio by się trzymały, gdyby nadto bioder ubyło – przyznała, a kierując się od niego w stronę wyjścia trochę mocniej zakręciła biodrami. Obejrzała się jeszcze na niego w połowie drogi.
    - Całkiem przyjemnie, tak? – posłała mu nikły uśmieszek i dopiero wtedy opuściła kuźnię. Będąc na zewnątrz przeciągnęła się i rozruszała ciało w krótkiej rozgrzewce. Obejrzała się na niego, kiedy do niej dołączył i rozbawiona pokręciła głową. Postawiła nogę na ziemi, po akurat rozciągała ją, układając stopę wyżej, na pobliskiej skrzyni. Ruszyła powoli w stronę Ernesta i spojrzała mu w oczy, zatrzymując się na krok od niego samego.
    - Jak tam idą nauki, Panie nauczycielu? Będzie jakieś bicie po łapach? Dużo mam poprawek? – zapytała z nutką zaczepności w tonie.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  56. Nie komentowała już sprawy jego pewności. Uśmiechnęła się nikle na jego stwierdzenie.
    - Zakłada, zakłada, nie zapewnia - poprawiła go, bo jeszcze niczego nie mógł jej w stu procentach obiecać. - Śmiem też wątpić, że pomysł pozbawiony jest warunków, których nie podajesz - dodała, dalej z tym samym wyrazem twarzy. - Zemsta zdecydowanie jest ważniejsza - szepnęła jeszcze na odchodne, celowo nie zaznaczając czy rzeczywiście odmawia, czy też nie. Temat bioder już przemilczała.
    Kiedy już przed nim stała, a on ujął jej rękę, obserwowała go uważnie. Pozwoliła na dotyk.
    - Bywały już w gorszym stanie - zapewniła cicho, z dość zaczepnym uśmieszkiem. Nawet nie kłamała, miała na swoim koncie również tortury polegające na zrywaniu paznokci, nie bez powodu lubiła dziś dbać o swoje szponki. Uniosła kącik ust słysząc, że poprawka nie jest jakaś problematyczna.
    - Jest przewidywana jakaś nargoda dla tak pojętnej uczennicy? - patrzyła po nim z nutką zadowolenia w spojrzeniu, a kiedy puścił jej dłoń, przeszła mu palcami po samym środku brzucha i torsie.
    - Hmm... zajęcia dodatkowe? Interesujące... a więc pytam, tak - zabrała dłoń i obie swoje splotła za plecami. - Jakie zajęcia dodatkowe? - zapytała z niewinnym uśmieszkiem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  57. Dalej po nim patrzyła z tym specyficznym uśmiechem na ustach.
    - Ciekawe czy zdążysz przedstawić swoje - rzuciła zaczepnie. Zwróciła uwagę, że to błyskotkę głównie ogląda. Ktoś tu cieszył oczy własnym tworem, ale nie omieszkała wykorzystać faktu w nieco inny sposób.
    - Co? Zaczynasz żałować, że nie wyryłeś tam graweru w hasłem "narzeczona"? - dalej miała uniesiony kącik ust. Przez ten brak reakcji przypomniała sobie jak nudne przy nim było to całe dotykanie, zero zabawy, zero przyjemności. Nie miało sensu ich przywracanie, dlatego zabrała dłonie, stwierdzając, że jednak zostanie przy wcześniejszym postanowieniu. Kiedy on się zbliżył, ona się cofnęła i to o krok, nie pół. Przekręciła głowę słysząc o nagrodzie, ale z jej spojrzenia i uśmiechu zniknęła zaczepność.
    - Brzmi ciekawie - przyznała. Ta jego strzelająca zabawka była akurat czymś godnym uwagi. Uśmiechnęła się nikle na te dodatkowe nauki.
    - Hmm... w takim razie nie jestem pewna czy rzeczywiście opłaca się aż tak starać... - rzuciła lekko i obróciła się w stronę wejścia do kuźni. - Nie wiem jak Tobie, ale mi tlenu już starczy - oznajmiła, wchodząc do środka. Zamierzała wrócić do roboty.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  58. Sama zadowolona spojrzała po swoim pazurze.
    - Owszem, pasuje idealnie - przyznała. Zlekceważyła jego drobne pieszczoty przy palcach i po prostu ruszyła do środka kuźni, a potem prosto do swojego stolika. Nie odpowiedziała już na to "sama oceń", w końcu sama zaznaczyła, że właśnie tak zrobi. Spojrzała po nim, gdy do niej dołączył, skupiła się na jego podpowiedziach i wyjaśnieniach. Przyjęła oddane elementy i po prostu kiwnęła głową. Wzięła się do roboty, zaczynając od spiłowania wyznaczonych punktów pilnikiem. Oglądała przy tym uważnie obudowę, starając się zapamiętać jak wizualnie wygląda odpowiednia grubość stali. Na kolejną uwagę, o tym, że ma przyjść, również kiwnęła głową. Tak jak mówił, zbierała niewiele, obracając element po każdym przejściu, a potem łączyła połówki dla sprawdzenia efektu. Kiedy już sobie z tym poradziła, przeszła się po kuźni, a jej gwizd powrócił, teraz jednak na ustach była inna melodia. Przeszła się, by znaleźć elementy odpowiednie do chwilowego spięcia połówek, zerknęła sobie przy okazji na jego stolik, ale tylko jednorazowo. Wróciła do swojej pracy, złączyła chwilowo połówki i zaczęła zaznaczać otwory na obu częściach.
    - Cichy ruch, w ukryciu skradam się jak duch... - ponownie zaczęła sobie śpiewać pod nosem. ( https://www.youtube.com/watch?v=me-hTodFGjM ) Oczywiście do lekkiego bujania również wróciła, teraz jednak było ono bardziej stonowane, nie tak skoczne, a drapieżne, jakby się do tej swojej zabawki rzeczywiście zakradała. Kiedy zrobiła to co polecił, chwyciła bombkę i z melodią na ustach ruszyła w jego stronę. Pochyliła się nad jego ramieniem.
    - Wsłuchaj się w szaleństwooo, pokażę Ci zwycięstwoo, no słuchaj i patrz, no słuchaj i patrz - szepnęła mu przy uchu fragment piosenki i zaraz się wyprostowała. - Skończyłam krawędzie - oznajmiła jak gdyby nigdy nic i podała mu swój twór.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  59. Ennis lubiła śpiewaną piosenkę, kojarzyła jej się z pewnego rodzaju wyzwoleniem i Piusem. Relacja z białowłosym dość mocno przypominała mu tą z Ernestem. Oparta na transakcji, co prawda zupełnie innej, ale jednak założenie było podobne. Wzajemne wykorzystywanie z nutką chemii w powietrzu. Co prawda dziś kwestię "nie czucia nic" mogłaby podważać, ale nie zamierzała zmieniać tekstu z takiego powodu.
    Uśmiechnęła się nikle na jego słowa o błyskotce i czekaniu.
    - Miejmy nadzieję, że nic mi się omyłkowo nie omsknie - szepnęła z wyraźnym rozbawieniem w głosie i zachichotała na własne słowa. Spojrzała po nim, gdy tak nagle zesztywniał... Znowu to dziwne zjawisko, w takich chwilach jego mimika stawała się zupełnie inna. Im więcej czasu z nim spędzała, tym bardziej widziała różnicę. Wcześniej śmiała przypuszczać, że to jakiś rodzaj gry, ale wrócił do tego dość niespodziewanie, co pozwoliło poszerzyć zakres podejrzeń o inne opcje.
    - Hmm... - przesunęła spojrzeniem po jego twarzy - ... wątpię - odparła po chwili, znowu z tym niewzruszonym uśmiechem. Przekręciła głowę, gdy tak po niej patrzył. Nie powiedziała jednak nic więcej, po prostu czekała aż weźmie dzwonek w ręce. Obserwowała co i w jaki sposób sprawdza, a potem wysłuchała jego pochwał i uwag. Kiwnęła głową, a kiedy zaczął tłumaczyć co musi zrobić dalej, skupiła wzrok na swoim tworze i dłoniach Ernesta. To co mówił nie brzmiało jakoś skomplikowanie. Przyjęła bombkę i sama podniosła ją do światła, by powtórzyć po nim motyw sprawdzania. Chciała zapamiętać wizualnie kiedy obudowa była w miarę dobra. Słysząc o dodatkowej lekcji zerknęła na Ernesta, potem na jego twór, wróciła do niego wzrokiem, przesuwając nim od jego stóp po oczy.
    - Zgłoś się jak już będzie można cokolwiek dotykać, wtedy stwierdzę, czy rzeczywiście się skuszę - rzuciła, po czym odwróciła się i z gwizdaną melodią na ustach i w swoim drapieżnym kroku, wróciła do stolika, zając się tym czym miała.
    Tak jak mówił, poprawiła oznaczenie bardziej do środka, a potem wzięła punktak i zrobiła płytkie zagłębienia pod miejsce na uchwyty. Sprawdziła połówki nim zaczęła zajmować się pierwszym otworem, dalej nuciła, od czasu do czasu wtrącała śpiewane zdanie i działała według poleceń Erniego. Po każdym kolejnym otworze sprawdzała złożenie, a kiedy zrobiła już wszystkie, zaczęła usuwać zadziory. Ostatecznie założyła tymczasowe mocowania i ponownie wróciła do czarnowłosego.
    - To jak sprawdza się wyważenie? - zapytała, tym razem stając po prostu przy boku stołu ze swoją zabawką w ręce, a patrząc na jego zabawkę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  60. Zacmokała.
    - No wiesz? Dobry nauczyciel powinien dać nieco więcej przestrzeni na popełnianie błędów - uśmiechnęła się pod nosem. - Dosłownie i w przenośni - dodała z zadowolonym uśmieszkiem. Jeszcze chwilę po nim patrzyła, ostatecznie jednak jej mina pozwalała obserwatorowi stwierdzić, że olała temat. Ten jego mocniejszy uśmieszek tylko potwierdzał, że coś jest na rzeczy. To był już jego uśmieszek, a i tak różnił się od poprzedniego. Nie zamierzała jednak w to wnikać, na pewno nie oficjalnie.
    - Pewnie dlatego ze mnie taki okaz zdrowia - podsumowała z nutką rozbawienia jego słowa i sama ruszyła robić swoje.
    Kiedy już do niego wróciła, a on zrobił na swoim stole miejsce dla jej zabawki, położyła ją i podniosła wzrok do jego twarzy. Ulubiona strona, hah, no proszę, domyślała się o co chodzi, ale brzmiało zabawnie. Słysząc co ma zrobić uniosła lekko brew. Wzruszyła ramionami i wzięła się do roboty. Wyjęła zbędne elementy z mechanizmu, zerknęła na obliczenia co do masy ładunku i sięgnęła po woreczek by uzupełnić do odpowiednio piaskiem oraz opiłkami. Nie zapomniała też umieścić mechanizmu w przeciwną do wypuklenia na obudowie stronę. Przeciwwaga nie była konieczna.
    - A Ty? Jaką masz ulubioną stronę? - zapytała, zerkając na niego jednorazowo i uśmiechając się kącikiem ust. Ciekawa była jak zinterpretuje to pytanie. Włożyła woreczek na miejsca ładunku i parsknęła śmiechem na słowa o skuszeniu.
    - Z tych dwóch opcji to już wolę tą pierwszą - oznajmiła. - Chociaż nie byłabym taka pewna, że jest poprawna, dalej jeszcze nie dostałam odpowiedniej informacji - przypomniała mu i skupiła się już na tym co miała zrobić. Położyła dzwonek na trzpieniu i zaczęła przesuwać, patrząc czy przechyla się w którąkolwiek stronę. Musiała próbę powtórzyć cztery razy, by ostatecznie uzyskać pożądany efekt. Kiedy już się udało, zawiesiła haczyk na kolejnym mocowaniu, a potem znowu na kolejnym i tak dalej. W pewnej chwili ułożyła po prostu łokcie na blacie, oparła sobie głowę na brodzie i zawiesiła spojrzenie w pracy Ernesta. Potrzebowała chwilę przerwy od monotonii swojego zajęcia, więc obserwowała co też robi czarnowłosy.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  61. En uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona na informację o przestrzeni. Sama była nad wyraz ciekawa efektów. Uśmiechnęła się do niego niewinnie na wzmiankę o błędach, które nie pozbawią ich kuźni.
    - Postaram się z caaaałych sił – zatrzepotała teatralnie rzęsami. Oczywiście, że nie zamierzała działać na ich własną niekorzyść, ale lubiła tą swoją niezrównoważoną część, więc nie zamierzała nic obiecywać.
    Na jego odpowiedź uniosła kącik ust i mlasnęła niezadowolona.
    - Nuda… Przedmioty i ciało w ten sposób jeszcze idzie ogarnąć, ale żywych… żywych poznajesz całe życie. Jak tak będziesz czekał to do usranej nie wybierzesz ulubionej strony – odparła. – Jak na pragmatyka to dość długoterminowa ta Twoja ocena – spojrzała mu w oczy i posłała nikły uśmiech. Coraz częściej ta jego własna opinia na swój temat mocno się gryzła z tym co pokazywał. Uśmiechnęła się krótko i przytaknęła mu głową.
    - Mhm, bardzo chujowy interes – przyznała, a potem przesunęła po jego sylwetce spojrzeniem.
    - No, no… lufy i łoża… - zaśmiała się lekko, ale nie mówiła nic więcej, po prostu robiła swoje.
    Kiedy już się znudziła i zaczęła go obserwować to patrzyła bardzo uważnie. Skupiała się na elementach i dłoniach mężczyzny, czasem zerkała na jego skupioną twarz, ale to tylko na chwilę. Zaraz zobaczyła jak sięga po jej zabawkę, najwyraźniej nie lubił jak mu się patrzyło na ręce. Tak jak wspomniał, spojrzała na panewkę własnego dzwonka.
    - Za wysoko, żar nie sięgnie prochu, za nisko, rozsypie podsypkę lub zdusi lont – powtórzyła za nim, obserwując mechanizm. Na werdykt czarnowłosego poruszyła wymownie brwiami.
    - Ciekawe kogo z nas to bardziej jara – rzuciła z lekkim przekąsem w głosie. Wbrew tej głośno ogłaszanej chęci opierdolu, zdawał się dość zadowolony z jej pojętności. Wyprostowała się, kiedy pozwolił złapać jej swoją broń, podeszła do niego bliżej i złapała twór Ernesta w dłonie. Przesunęła powoli palcami po mechanizmie, obejrzała go sobie dokładniej, dopiero potem chwyciła ramię broni i umieściła palec na spuście. Odwróciła się plecami do Erniego, naprowadzając broń tak, jakby celowała w kogoś przy wejściu. Nacisnęła spust, jej ruch nie był delikatny, zrobiła to powoli, ale pewnie. Uniosła kącik ust, zadowolona i zaraz obejrzała się na Erniego.
    - Mrau… Kocie… - opuściła broń i podeszła do niego przodem, chociaż nie w pełni od frontu, jej ramię zachodziło na ramię Erniego. – Ta współpraca coraz bardziej mi się podoba – szepnęła w stronę jego warg, oddała mu broń i obeszła go ciasno, dookoła, by stanąć po drugim boku i nachylić się w stronę jego ucha.
    - To co teraz…? – mruknęła i liznęła jednorazowo jego płatek ucha, odsunęła się jednak chwilę po tym i wcisnęła między Ernesta, a jego stolik. – Proch? – położyła dłonie na blacie i spojrzała po tych wszystkich elementach rozłożonych na wierzchu.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  62. Ennis zachichotała na to dogłębne sprawdzanie, ale już nic nie powiedziała.
    Po strzale i komentarzu Ernesta ponownie lekko się zaśmiała.
    - Nie była bym taka pewna. Ja po prostu swoich reakcji nie maskuję – odpowiedziała, dalej w tym mruczącym tonie. Uśmiechnęła się figlarnie na słowa o staraniu.
    - Kto wie, może po akcji z Helgą rzeczywiście za Ciebie wyjdę, jak się tak na różnych płaszczyznach będziesz starać – wyszczerzyła się do niego i raz jeszcze krótko zaśmiała. Spojrzała po Erneście uważniej, kiedy z ust wyrwał się ten niekontrolowany, do niczego nie pasujący śmiech. No proszę… Czyżby zabawne myśli, a może…? Może nie tylko jej umysł nawiedzały głosy? Doprawdy był z niego interesujący przypadek. Nic nie powiedziała, po prostu go obeszła, widząc jak podąża za nią wzrokiem. Spięcie karku również dojrzała, ha, czyli jednak. Coś się zmieniło, zaczynał mieć jakieś odruchy. Zanotowała to sobie, ale nie zamierzała aktualnie tych odruchów nasilać. Kiedy sięgnął ręką nad jej ramieniem, uniosła kącik ust i powiodła wzrokiem za jego ręką. Obróciła się do niego przodem, dalej w tym dość ciasnym położeniu. Przyjęła bombkę, patrząc zaczepnie w oczy czarnowłosego. Słuchała kolejnych kroków uważnie, zerkając z oczu na usta Ernesta, a potem znowu wracała do oczu.
    - Och, zdecydowanie nie będziemy, wtedy to dopiero by się zrobiło gorąco – odpowiedziała z rozbawionym przekąsem, kiedy wspomniał o piecu. Kiwnęła głową lekko, przyswajając informacje, a kiedy ruszył do wyjścia, bezczelnie powędrowała za nim wzrokiem. Obserwowała nogi, pośladki, całą sylwetkę. Odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech i dopiero wtedy odepchnęła się od stołu, by ruszyć po wszystko czego potrzebuje. Zaśmiała się pod nosem na jego ostatnią uwagę.
    - Zaczynam przypuszczać, że to „skarbie” nie bez powodu tak Ci się przyczepiło – rzuciła zaczepnie, tym razem nawet nie patrząc w jego stronę, a wyciągając woreczek z piaskiem i zbierając ze swojego stolika, to co potrzebne, zaraz po tym ruszyła w stronę wyjścia. Zbliżyła się do Erniego, trzepocząc teatralnie rzęsami.
    - Jestem zwarta i gotowa – oznajmiła z szerszym wyszczerzem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  63. Ennis spojrzała po nim rozbawiona.
    - Kocie… To jest właśnie maskowanie. Zamiast oddać się prawdziwej reakcji, wybierasz, którą pokazać – puściła mu oczko. Wzruszyła ramionami na jego stwierdzenie co do planowania.
    - Może właśnie zaczęłam? – rzuciła z tajemniczym uśmieszkiem. Planów na „po” miała co prawda całkiem sporo, ale nie przykładała do nich aż takiej wagi, nie kiedy brała pod uwagę własną śmierć. Na słowa o weselnym podarku odpowiedziała jedynie tym samym uśmieszkiem co miała aktualnie na twarzy. Podarek weselny, ciekawe… Bardzo ciekawe. Reakcje, słowa, mimika, gesty Ernesta, wszystko bywało spójne, do czasu… Aktualnie zamierzała skupić się na swojej zabawce i naukach, ale nie odbierze sobie przecież przyjemności bacznego obserwowania towarzysza.
    Kiedy stała już obok, na zewnątrz, uśmiechnęła się niewinnie na jego słowa.
    - Och, no właśnie widzę, że pasuje. Muszę być nad wyraz cenna. Mam jedynie szczerą nadzieję, że mnie nie będziesz próbował zakopać, jak na prawdziwy skarb przystało – wyszczerzyła się do niego i parsknęła krótkim śmiechem na słowa o zwartości. Mruknęła cicho.
    - Ależ mnie kręci ten Twój poważny ton – szepnęła, sama używając kokieteryjnego tonu. Zaśmiała się po tym krótko i podała mu dzwonek, a gdy go już obejrzał, przyjęła znowu w dłonie. Cały ten czas taksowała czarnowłosego wzrokiem, uważnie, od czasu do czasu przekręcając głowę w jedną, czy drugą stronę. Dopiero kiedy wskazał miejsce obok zamkniętego pojemnika, wtedy przestała tak po nim patrzeć i skupiła uwagę na wskazanym miejscu. Podeszła do pojemnika, ustawiła się obok ze swoim dzwonkiem, kładąc go z całym osprzętem na ziemi. Raz jeszcze sprawdziła wyważenie i obejrzała się na Erniego.
    - Jak mam niby cokolwiek z tego wyjąć nie naruszając wyważenia? Aby to zrobić musiałabym mieć cokolwiek co zastąpi wagę wyjętego woreczka, inaczej wszystko się popierdoli – zauważyła z dość pretensjonalnym spojrzeniem. – Nie powinno być odwrotnie? Najpierw obliczam masę ładunku, a dopiero potem podmieniam ją z woreczkiem? – coś jej tu śmierdziało w tych wyjaśnieniach.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  64. Zacmokała i pokręciła głową.
    - A więc to dalej maska, odsłaniasz tylko to co opłacalne, a resztę zasłaniasz – zaśmiała się krótko. Akurat ona tematy masek to miała opracowane do perfekcji. – Nie wszystko – powtórzyła za nim, z nikłym uśmiechem. Nazwanie jej trupem w tej okoliczności nad wyraz ją rozbawiło, czego nawet nie ukrywała. Nie skomentowała jednak sprawy niczym więcej niż właśnie tym śmiechem. Zrobiła zaraz urażoną minkę.
    - No to w końcu mamy tą randkę, czy jest już odhaczona, hm? – zapytała i zaraz parsknęła śmiechem. – Och, zapewniam… - przesunęła po nim wzrokiem i sugestywnie oblizała usta - … nie tylko po to – szepnęła w jego stronę. Nie odsunęła się, gdy zmniejszył dystans. Spojrzała mu w oczy.
    - Ach, taki jesteś, tak? Rozkręcić słówkami, a potem zostawić? Typowe, czyli jednak coś masz z rasowego faceta – uśmiechnęła się do niego zaczepnie. – Ciekawe jak zaczniesz mówić, gdy nie wykonam polecenia – dodała z lekkim chichotem na ustach.
    Kiedy już klęczała przy pojemniku, a on przyznał, że sprawdzaj jej czujność, posłała mu figlarny uśmieszek.
    - Uważaj… bo jeszcze ja zacznę Cię sprawdzać – mimo odległości, mówiąc to patrzyła mu prosto w oczy, można nawet było wyczuć nutkę groźby w jej głosie. Wróciła spojrzeniem do pudełka, a kiedy stwierdził, że zrobi wszystko sama, uniosła kącik ust delikatnie. Śliczniejszy mózg, hah, no proszę. Słuchała o pudełku i lekko zmarszczyła czoło, gdy wspomniał o kryształowym prochu. Kojarzyła, że mieli dać inny, ale Erni szybko sprostował o co chodzi. Znowu na niego spojrzała.
    - Kryształowy proch ma inne parametry niż ten górniczy, czyli muszę zrobić nowe obliczenia… tak? – wolała się upewnić. – Czy starczy wiedza, że ta sama waga kryształowego prochu co górniczego, da po prostu większą eksplozję? – dodała. Niby miała działać sama, ale może jeszcze jej na to odpowie. Jak nie, to po prostu zrobi większe kaboom. Zaciekawiona uniosła brew na wzmiankę o niespodziance, a kiedy wyciągnął z kieszeni kulkę, uznała, że sobie ją później lepiej zobaczy. Teraz wzięła się za szykowanie swojej zabawki.
    - Nie wszystko na raz Kocie, najpierw obowiązki, później przyjemności – zaśmiała się krótko i wzięła za ustalenie masy woreczka i podmiankę go na proch. Powąchała proch kryształowy, co by wyczuć jak ten pachnie i lepiej go w przyszłości rozpoznawać. Wstała na nogi dopiero, kiedy zabawka była gotowa. Spojrzała po niej ze specyficznym błyskiem w oku i rozciągniętym, zadowolonym uśmiechem. Przyszła pora na najlepsze, test. Podniosła głowę, co by znaleźć cel dla swojego wysadzania.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie odpowiadała już na jego zaczepki, pozwoliła, by temat wygasł przy jego ostatecznych komentarzach. Kiedy wyjaśnił sprawę prochu, przewróciła oczyma.
    - Uczyłeś już kogoś tego fachu? - zapytała z przekąsem w głosie. Miała wrażenie, że nie, bo zdawał się nie zauważać jak czasami nie jasne miał instrukcje. Pocieszające było jednak to, że miała słuszne spostrzeżenie co do ewentualnego podmienienia prochu, ale skoro już wyszło, że nie to było na celu, to bez skrupułów mogła uzupełnić swoją zabawkę o proch, który wcześniej przygotowała. Prochu nie wąchała tuż przy sypkiej jego formie, czuła jego zapach nawet przez zamknięte pudełko, a przecież go nie otwierała.
    - Nie wiem jak Ty, ale ja wnętrza zamkniętego pudełka nie widzę, więc raczej ciężko by było rozpoznać go oczami - zauważyła i posłała mu wymowny uśmieszek.
    Cel namierzyła dosyć szybko, uniosła kącik ust i tanecznym wręcz krokiem ruszyła w stronę skały, z której wyrastało na wpół spróchniałe drzewo. Drzewo miało suche, opadające w dół gałęzie. Ennis ujęła jedną z nich i udała, że całuje, niczym rękę jakiejś zacnej panny.
    - Och, mi również miło, prezentujesz się doprawdy zjawiskowo. Nie zechcesz może się trochę... rozerwać? - zapytała rośliny i zachichotała, a po tym jak gdyby nigdy nic rzuciła między skały swój odblokowany dzwoneczek. Zaczęła oddalać się od skały wykonując zgrabne piruety, by na moment kulminacyjny znaleźć się tuż przed Ernestem, z twarzą zwróconą do miejsca wybuchu. Eksplozja zaparła jej dech w piersiach, na twarzy namalował się szeroki uśmiech, a oczy otworzyły szerzej. Kawałki skał i drewna rozerwało i odleciały odrzucone na wszystkie strony. En wyrzuciła wysoko ręce i zaśmiała się szczerze widokiem rozbawiona.
    - Łooohoooo!! - podskoczyła w miejscu kilka razy, w trakcie ostatniego podskoku obróciła się twarzą do Ernesta i zawiesiła ręce na szyi mężczyzny. Szeroki wyszczerz jej nie opuszczał.
    - Zajebiste! - oznajmiła. - Chcę jeszcze! - dodała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  66. Ennis zapamiętała jego odpowiedzi, szczególnie tą w temacie prochu, później skupiła się już po prostu na wybuchu.
    Reakcja na tak gwałtowną bliskość nie uszła jej uwadze, jednak została w pozycji, szczególnie, że sam objął ją w pasie. Szczerzyła się cały ten czas, patrząc po jego twarzy, ale zaraz odwróciła głowę by jeszcze nacieszyć oczy efektami wybuchu.
    - Odpowiada - przyznała. W zamyśle miała używanie tego cuda na żywych, a taka eksplozja z pewnością rozerwie ciało na strzępy. W jej głowie już zaczynały powstawać pomysły na wymyśle wzory dzwoneczka, co by jeszcze bardziej przypominał niewinną ozdobę. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy przyznał, że wyszło zajebiście. Zachichotała na ten jego zadowolony uśmieszek i tym razem nawet nie oponowała, kiedy wymsknął się jej z ramion. Zaciekawiona powiodła za nim wzrokiem.
    - No dawaj, co tam masz, hm? - uśmiechnęła się pod nosem, czując przyjemne gilgotanie w podbrzuszu. Przygryzła wargę, z ekscytacją patrząc jak ładuje broń. Kulka? No proszę, o tym jeszcze nie słyszała. Bełty, strzały, owszem, ale zwykła stalowa kulka? Widząc jak wyciąga w jej stronę rękę, uniosła nieco brew. Uśmiechnęła się zaraz po tym nikle, nim jeszcze cokolwiek zaproponował. Podała mu rękę nim jeszcze skończył pytanie.
    - Chcę - odpowiedziała bez wahania i podeszła. Przywarła do jego torsu plecami, a potem spojrzała na wspomniane pudełko. Mimowolny chichot wyrwał się z jej ust, gdy ustawiał ich odpowiednio, ale nie odrywała wzroku od pudełka. Ekscytacja tylko jeszcze bardziej się nasiliła, a serce zaczęło walić w piersi jakby czekało na rozwój sytuacji. Zagryzła ponownie wargę po wystrzale, ale zaraz przekręciła głowę, jakby zaskoczona brakiem efektu. Wstrzymała na chwilę oddech. Gdzie był jej wybuch? Myśl ledwo zdążyła pojawić się w głowie białowłosej, a doszło do potężnej eksplozji, która wyrwała z jej ust kolejny radosny okrzyk. Z lekko rozchylonymi ustami patrzyła na drążą ziemię i wszystko to co działo się dookoła. Z każdą kolejną szkodą śmiała się coraz bardziej i nawet wszędobylski pył jej w tym nie przeszkadzał. Uspokajała się powoli, ale dalej patrzyła na wszystko z szeroko otwartymi oczyma. Kiedy Ernest zabrał głos spojrzała na niego, podsunęła się znacznie do jego twarzy i złapała w zęby jego dolną wargę, pociągnęła ją nieco, jednorazowo, patrząc mu w oczy, a potem puściła.
    - Dzisiaj tak - szepnęła z wyraźnym błyskiem w oku, po czym odsunęła się i ruszyła trochę bliżej miejsca eksplozji, by lepiej zobaczyć cały efekt, uważała jednak by nie trafić na jakieś osuwisko czy inne gówno.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  67. Spostrzeżenia Ennis co do reakcji Erniego zaczynały być coraz ciekawsze, nie mniej dalej nie było po niej widać by jakkolwiek głębiej je analizowała. Teraz skupiała się bardziej na wybuchu i tym co zrobił z otoczeniem. Nawet mimo znikomego udziału, czuła pewną dozę satysfakcji, a wizja, że jej plan doprowadzi do podobnych, jak nie nawet gorszych widoków była nad wyraz podniecająca. Obejrzała się na Ernesta z zadziornym uśmieszkiem.
    - Szkoda? Czyżby wysadzanie samo w sobie przestało być dla Ciebie takie fajne? Nie jestem Ci przecież do tej zabawy potrzebna. Prawda? – zaśmiała się krótko, a na słowa o odpowiedniej kobiecie posłała mu niewinny uśmieszek.
    - A jakie dorównują? – zapytała. Teraz nie poddawała próbie szczerości jego słów, teraz sprawdzała coś zupełnie innego. Nie czekając na odpowiedź, dalej zwiedzała sobie pobojowisko. Zaśmiała się lekko, gdy wspomniał o wilgotnej jaskini. Ponownie na niego spojrzała.
    - A więc to też randka? Odważysz się kiedyś zapytać, czy na jakąś z Tobą pójdę, czy tak po prostu będziesz stwierdzał, że już na niej jesteśmy? – zapytała z przekąsem w głosie. Stała przy tej samej wyrwie co on, ale trochę dalej. Na pytanie o dzwonek uśmiechnęła się nikle.
    - Dodam mu niewinności, zamierzam pracować nad tym by jak najbardziej przypominał uroczy upominek – przyznała. Już widziała oczyma wyobraźni sytuację, gdy ktoś działa jej na nerwy, a ona podchodzi, głaszcze delikatnie, daje całusa w policzek i zaczepia dzwoneczek, niczym mała dziewczynka. Oddala się z uśmiechem, a za jej plecami rozsadza ofiarę na set części. Mruknęła zadowolona na własną kreację tej sceny, a potem spojrzała po Erneście. W danej chwili miała bardzo mroczny rodzaj uśmiechu na twarzy, oblizała usta. – A więc obudowa… to z nią zamierzam się więcej pobawić – odpowiedziała konkretniej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  68. Ennis uśmiechnęła się nikle. Brzmiał doprawdy uroczo, zupełnie jakby bez niej nie mógł sprawdzić tej swojej kulki. Przekręciła głowę, uważnie go obserwując, a kiedy zaznaczył to identyczne towarzystwo, uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
    - Ależ Ty mnie lubisz – podsumowała z wymownym cmoknięciem ustami. Na pytanie o zaproszenie uniosła kącik ust.
    - A Ty stawiasz na równi kobietę, która ma odwagę spojrzeć w oczy i zaprosić, z tą, która wygodnie stwierdza, że coś się po prostu dzieje? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zaśmiała się krótko, gdy zapytał i dołączył do tego ukłon oraz swój uśmieszek.
    - No nie wiem… - udała, że się zastanawia. – Daj mi chwilkę… - posłała mu kolejny zaczepny uśmiech. Znała rzecz jasna swoją odpowiedź, była zbyt ciekawa tego co wymyślił, by odpuścić, ale nie zamierzała tego tak od razu okazywać. Szkoda by było stracić taką okazję do obserwacji i zabawy.
    - O tak… - zachichotała. – Dzwonek otrzymany prawie niczym nagroda, przypięty do dumnej piersi – ponownie się zaśmiała. Przesunęła po nim spojrzeniem, gdy przyrównał to do poematu.
    - No proszę… głęboko skrywasz ten swój romantyzm – uśmiechnęła się nikle, powoli do niego podchodząc. Sięgnęła po kulkę między jego palcami, chcąc sama potrzymać ją w dłoni, Ernest jednak uprzedził ją, czego nie powinna robić z tą zabawką. En uniosła kącik ust.
    - Spokojnie, umiem być delikatna, ściskanie zostawię sobie na inne kulki – rzuciła, patrząc mu w oczy, a kiedy podał kulkę, obejrzała ją z zachowaniem ostrożności, a potem mu oddała.
    - No to mnie bierz… - uniosła kącik ust - … na tą randkę – zdecydowała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  69. Prychnęła pod nosem i pokręciła głową. Po tym co spotkało Zoje wolała trzymać dystans do innych, wiedziała, że znajomość z nią to duże zagrożenie i śmierć, głos w głowie od czasu do czasu jej o tym próbował przypominać, ale z dnia na dzień coraz bardziej miała to gdzieś. Skoro wiedzą, że jest niebezpieczna, a i tak z nią sympatyzują, dobra, jak umrą to będzie to ich sprawa. Im bardziej miała to gdzieś, tym rzadziej słyszała szepty przy uchu. Lubił ją i trudno, najwyraźniej niektórzy już tak mieli. Nie zamierzała z tego powodu przestawać być sobą, nie po to wywalczyła sobie wolność.
    - Kocie, będę to namiętnie zaznaczać – oznajmiła z figlarnym spojrzeniem. Tematu różnic między kobietami już nie komentowała.
    Słysząc jego wersję co do estetyki śmierci, zaśmiała się krótko.
    - Chciałbyś takiej poetyckiej śmierci? – zapytała ze specyficznym błyskiem w oku. Kiedy trzymała już kulkę w ręce, dostosowała się do zaleceń, a brak reakcji na wzmiankę innych kulek odebrała jako dość jasny komunikat. Uniosła kącik ust zadowolona. Prawdę mówiąc nie sądziła, że pójdą gdzieś dużo dalej, a słysząc o miejscu sama uniosła brew. Ludzie, którzy od dawna na nią pracują, tak? Tym jednym zdaniem Ernest dał dość sporą podpowiedź w temacie własnej historii. Musiał mieć z nimi do czynienia jeszcze przed niewolą u Peruna, skoro to wiedział.
    - Zaczyna się robić naprawdę znacząco, zabierasz mnie w nie byle miejsce – zauważyła, dalej w zaczepnym tonie. Ruszyła jednak, nie oponując. Ennis miejsca nie znała, ale biorąc pod uwagę ich fach była szansa na spotkanie znajomych twarzy. Szła za nim dalej, aż w końcu budynek zaczynał być coraz bardziej widoczny.
    - Aż mnie w sercu ściska, że ledwo zaczęliśmy, a Ty już chcesz kończyć, no ale cóż… Jakoś to zniosę – zachichotała cicho, dając się poprowadzić dalej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  70. Ennis zaśmiała się delikatnie.
    - Zobaczymy czy za każdym razem z równie wielkim zapałem – mruknęła w jego stronę z zadowolonym uśmiechem. Odpowiedź co do śmierci jak najbardziej rozumiała. Sama brała coś podobnego pod uwagę. Chociażby Helga, wiedziała, że jej plan był ryzykowny do tego stopnia, że mogła umrzeć, ale dalej uważała, że mimo wszystko warto. Co prawda szkoda, jak inne pomysły pójdą się jebać, ale jeżeli już odejdzie to chociaż połowicznie spełniona. Odpowiedziała na jego wymowne spojrzenie takim samym.
    - Czemu nie, jak już najdzie Cię na umieranie to poproś, a zapewnię Ci najlepsze widowisko w życiu. Gorzej jak mnie wkurwisz, wtedy zadbam o to by było nudno i powszechnie – uśmiechnęła się zadziornie. Zaśmiała się krótko na jego stwierdzenie co do pierwszej randki.
    - Z grzeczności nie zaprzeczę – stwierdziła, patrząc po nim uważnie. Nie szedł na ślepo, kroki stawiał pewnie, zupełnie jakby dobrze wiedział gdzie idą i którędy.
    - Mam nadzieję, że to nie tylko kolejne puste słowa, jak mnie ktoś rozczaruje to bywam nieznośna – zachichotała cicho, ale nie przerywała wędrówki. Patrzyła po budynku, który był coraz bardziej widoczny. To, że Ernest już teraz sięgnął po kulkę pozwoliło jej zakładać, że jednak z miejscem związane są jakieś emocje. Zwykle był przesadnie spokojny, czekał, zatrzymywał się jakby w specjalnie wyznaczonym miejscu i dopiero po cokolwiek sięgał, a tu… tu działał odrobinę inaczej. Obserwowała go uważnie, a kiedy się do niej zbliżył, przystanęła. Skrzyżowała z nim wzrok, gdy ją do siebie przyciągnął. Uniosła kącik ust.
    - Uważaj… Bo jeszcze mi się za bardzo spodoba – ostrzegła i zerknęła na dłoń, którą przesuwał po jej biodrze. Chłód broni przy drugim biodrze skomentowała cichym pomrukiem, ale sama nie robiła nic, poza skrzyżowaniem z nim spojrzenia. Na pytanie mina jej przybrała ten figlarny wyraz.
    - Chciałabym poczuć się zaskoczona – szepnęła w jego stronę, paznokciem hacząc o guzik przy jego koszuli i kręciła na nim niewinne kółka.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  71. Nie komentowała już sprawy zaprzeczania, życzenia sobie śmierci czy zdania na temat oficjalnej randki. W temacie domu jeszcze raz uważniej po budynku spojrzała.
    - Jaką masz pewność, że przez ten cały czas zamieszkują ją Ci sami ludzie? - zainteresowała się. O ile dobrze kojarzyła to spacer jaki sobie urządzili był jego pierwszym po niewoli. Mogło się tu sporo zmienić. Nie żeby jej przeszkadzało wysadzenie ewentualnej rodzinki, ale była ciekawa jego podejścia. W temacie zawodu tylko nikle się uśmiechnęła. Rzeczywiście, jeszcze zawodu nie czuła.
    Nie przestawała bawić się guzikiem, do czasu aż mocniej jej nie przyciągnął, puściła wtedy ręle luźno wzdłuż własnego ciała, dalej patrząc mu w oczy. Czuła jak przesuwa dłoń bliżej pośladka, kącik jej ust drgnął lekko. Przesunęła rękę tak, by delikatnie przesunąć opuszkiem palca między palcami jego dłoni, którą trzymał na jej ciele, sunęła tym palcem do nadgarstka Ernesta i wracała do zagłębienia między palcami. Na kolejny dotyk broni i odsunięcie materiału ubrania poczuła przyjemny dreszcz przechodzący przez ciało. Nie oponowała kiedy znalazł się ze swoimi wargami tuż przy jej ustach, nie przerywała też kontaktu wzrokowego. Pytał o zgodnę, hah... no proszę.
    - Czekam - odpowiedziała mu prosto w usta, dalej nie robiąc nic więcej.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  72. Kiedy pocałował ją aż tak zachłannie, uśmiechnęła się w trakcie tej czułości nieco triumfalnie. Pozwoliła by smakował jej w ten gwałtowny sposób, a sama przeniosła dłonie na jego koszulę i zacisnęła na niej palce, ciężej wypuszczając oddech nosem. Mruknęła gardłowo, gdy ścisnął jej pośladek. Tak długa przerwa od seksu robiła swoje, a gwałtowność jego ruchów dodawała napięcia. Jeszcze ta naładowana broń przy udzie, którą tak wolno przesuwał coraz dalej. Na jego śmiech przygryzła własną wargę, a potem ugryzła tą jego, tak jak poprzednio, dolną, pociągnęła za nią zębami.
    - Milutko... - sapnęła z rozbawieniem na twarzy i również krótko się zaśmiała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  73. Przez wilgoć jaka okalała jej ciało, jego temperatura była znacznie chłodniejsza niż u przeciętnego człowieka, nie mniej w takich chwilach temperatura ta rosła, więc chłód broni przy pępku był dla niej dość wyraźny. En złapała mocniej materiał koszuli Ernesta i szybkim ruchem rozerwała szykownie zapięte guziki, odsłaniając jego tors. To właśnie po nim zaczęła błądzić dłońmi, głównie przy jego żebrach, jakby powolutku je sobie liczyła i skakała z stopnia na stopień palcami. Czując jak mocno na nią napiera, cofnęła się nieco, aż nie natrafiła na przeszkodę za plecami, nie przerywała zwiedzania jego ciała, ale nie wychodziła też z prowadzeniem przed szereg. To on miał ją zaskoczyć, nie ona jego.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  74. Zadowolona uśmiechnęła się pod nosem na jego kolejny śmiech, w tym co robił aktualnie był zupełnie inny niż do tej pory, nie było w tym zwykłej gry, puścił wodze, dał się sprowokować i wyraźnie odczuwał przyjemność. Jęknęła cicho, przyparta do drzewa i odchyliła szyję w bok, kiedy przywarł do niej ustami. Ruch broni przy ciele wywoływał specyficzne reakcje, lubiła ryzyko, wystarczył jeden niewłaściwy ruch i Ernest mógł wystrzelić. Spojrzała mu w oczy, gdy broń dotykała policzka, a on oderwał się od jej szyi. Dłonią nakierowaną na krocze pozwoliła by poprowadził, zacisnęła jedynie mocniej palce przy przyrodzeniu. Na pytanie uśmiechnęła się nikle.
    - A co, jesteś blisko? - sapnęła, przygryzając wargę i sama pewniej przesunęła po jego kroczu.
    - No dawaj, wystrzel - polizała jego policzek zachłannie i ugryzła go. - Zrób to dla mnie, wysadź ich w cholerę - wsunęła dłoń od razu w jego bieliznę i ponownie złapała za kutasa. Sapnęła ciężko, masowała mu przyrodzenie, palec trzymając na spuście broni, tak jak sam Ernest ich ustawił.
    - Dawaj - szepnęła raz jeszcze i zaśmiała się w ten swój niezrównoważony sposób.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  75. Syknęła zadowolona na to przygryzienie, a chwilę potem jęknęła głucho, mocniej przyparta do drzewa. Przeklęła w myślach na jego kolejne słowa. "Chcesz? Czy Ty chcesz?" głos znowu zaczął szeptać jej przy uchu. Ernest zdecydowanie za wiele gadał w takich chwilach. Kurwa mać... "Długa randka Ennis, to będzie długa randa" i ten specyficzny chichot tuż przy uchu. Znowu to miała, udowodniła swoje, pokazała mu, że jednak nie jest taki wytrzymały w postanowieniach. Chciał się do niej dobrać, mimo wszelkich zapewnień. Miała wrażenie, że tylko o to chodziło, że chuć została zaspokojona, miała swój dowód. Dała się dalej całować, dała przygryźć swoje ucho, ale zaraz po słowach o przykładzie nakierowała broń na twarz Ernesta i uśmiechnęła się w ten swój specyficzny sposób. Miała wrażenie, że w danej chwili bardziej ją kręci możliwość wysadzenia ich w powietrze, niż dalsze czułości. Znowu było jak z Piusem. Prowokacje, akcja... ale kiedy po prostu udowodniła swoje, to wszystko z niej zeszło.
    - Pewien jesteś, że dorównuje? - zapytała z ciężkim oddechem i przekąsem w głosie. Teraz jego reakcja jeszcze bardziej ją ciekawiła. Wysunęła dłoń z jego bielizny i ostentacyjnie oblizała od niej palce, dalej mierząc w jego policzek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  76. Kiedy się zaśmiał, jej nikły uśmieszek się poszerzył. O tak, właśnie tego chciała, o takie zaskoczenie jej chodziło. Nie przerwał, nie odpuścił, nie zachował się jak typowy Ernest. Widziała to, widziała tą dziwną przemianę i kurewsko ją to jarało. Nawet nie w kontekście erotycznym, czuła się jakby... jakby oglądała samą siebie. Kiedy zabrał głos, poczuła przyjemny dreszcz na plecach. Mlasnęła krótko i sama zachichotała.
    - Och, doprawdy? - zapytała, kiedy wspomniał o jej pomyłce. Nie sądziła, że cokolwiek tu pomyliła, ba, nawet więcej, w końcu wyszło na jej. Oblizała usta, patrząc po nim z nieprzeniknioną ciekawością, ale i zadowoleniem. W końcu go widziała, jego, nie jakąś pierdoloną wydmuszkę. W tym przedstawieniu nie brakowało i jego śmiechu, odpowiadała mu nim, czerpiąc przyjemność i satysfakcję z tej lufy przy jego twarzy. To było w pewien sposób elektryzujące. Te szarpnięcia, walka jaką wyraźnie toczył z samym sobą, to było coś więcej niż zwykłe głosy. Ernest zachowywał się jakby przepychał się z kimś przy sterach, a możność oglądania tego z takiego bliska przeprawiała o przyspieszony puls i przyjemny szum w głowie. Ennis dosłownie czuła jak w jej żyłach szybko płynie krew. Nie odsunęła się od niego, dalej była blisko, nawet gdy uderzył w drzewo. Na jego "zamknij się" poczuła przyjemne gilgotanie w podbrzuszu i zaśmiała się szaleńczo. To było genialne potwierdzenie. Sama nie przestawała na niego patrzeć, na to jak pozostawiał broń w jej dłoni. Och, to było dopiero coś pięknego, ta kontrola, władza, wolność, decyzja... Wszystko teraz zależało od niej i jej uśmiech szeroko rozciągnął się na twarzy. Patrzyła na niego intensywnie, gdy tak napierał policzkiem na broń, zerknęła w stronę budynku, gdy zaczął o nim opowiadać. Ponownie oblizała usta. Ach tak? Kupiono... Wróciła spojrzeniem do jego oczu, gdy mówił dalej. Kurwa... Przygryzła wargę. Naprawdę byli aż tak podobni? Uśmiechnęła się zadziornie, ale dużo mroczniej niż zwykle.
    - Ciekawe... - rzuciła krótko, ale nie odrywała od niego spojrzenia. Wiedziała już co zrobi, ale to zaraz. Kolejny śmiech wybrzmiał z jej ust, gdy podstawił lufę pod podbródek. Zacmokała.
    - Nie dostanę? Nie muszę... Sama sobie wezmę piękniejszą - szepnęła z szerokim uśmiechem. Zachichotała i złapała jego policzki wolną ręką, nieco zduszając.
    - Zdjęłam... Twoją... Dostałam co chciałam - oblizała jego usta językiem. - Teraz spełnimy Twoją zachciankę - szepnęła mu w warki i przejechała palcem po spuście jego zabawki. - BAM! - rzuciła i kłapnęła mu zębami tuż przed nosem. Zaraz po tym znowu zachichotała i przełożyła lufę z spod jego podbródka na ramię mężczyzny, celując prosto w budynek za jego plecami. Ugryzła jego dolną wargę, tak jak ostatnio, a potem nacisnęła spust, a kulka wystrzeliła prosto w budynek.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  77. Zachichotała na odwzajemniony gest, patrzyła po tych specyficznych ruchach Ernesta, jakby jeszcze chwilę walczył, ale potem została po prostu do niego przyciągnięta i nie oponowała. Podbrzusze ponownie zagilgotało przyjemnie na jego szept, a kiedy kulka została wystrzelona uśmiech nie znikał z jej twarzy. Widok rozpadających się ścian był ekscytujący, oczyma wyobraźni widziała jak w podobny sposób kończy twierdza Helgi. Czuła drżenie pod stopami, a i tak z zapartym tchem oglądała wirujące w powietrzu kawałki konstrukcji. Płomienie, jęki... były niczym melodia dla ucha... jak zamtuzowa mamka, wspomnienie jej śmierci wywyłało błogi uśmiech na jej twarzy, a fala uderzeniowa, zaraz po szarpnięciu wydobyła śmiech z jej ust. Ernest trzymał ją mocno i tak blisko, że ciężko było nie czuć jego przejawów podniecenia. Widok sprawiał, że sama łapała głębsze oddechy i nawet wszędobylski pył czy bród nie przeszkadzał jej w obserwacji. Zaśmiała się krótko na jego pytanie i obejrzała głowę w jego stronę.
    - Piękniejsza... - odpowiedziała, sama zerkając na płomienie, a potem obróciła się tak, że siedziała dalej równie blisko, ale bardziej bokiem do jego torsu. Przesunęła kciukiem po jego wargach. - Dużo piękniejsza... - uniosła kącik ust, a potem mruknęła mu przy uchu. - Pamiętasz ten mój śliczny umysł? - przesunęła czubkiem nosa po jego żuchwie i wróciła do ust czarnowłosego. - Mnie stać na coś dużo piękniejszego - zachichotała mu w usta, po czym odwróciła głowę, by dalej patrzeć na gruzowisko.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  78. Ennis zachichotała i cmoknęła cicho ustami.
    - Jakoś tak samo wychodzi, nawet nie muszę się z tym specjalnie starać - stwierdziła rozbawiona. Pewności siebie jej nie brakowało, ale mało kiedy czuła potrzebę by rzeczywiście się czymś przed kimś chwalić. Nie mniej nikły uśmieszek wyraźnie zdradzał tą lekką prowokację. Propozycję przyjęła z szerszym uśmiechem wkradającym się na usta.
    - Ach tak? - udała grymas na twarzy, przygryzła własną wargę i zastanowiła się chwilę. Kiedy ją przyciągnął, znowu spojrzała mu w oczy, a palcami zaczęła spacerować od szczutu jego spodni poprzez nagi brzuch i klatkę tors mężczyzny. Uniosła kącik ust kiedy mówił o większym rozpierdolu. Zachichotała.
    - Wchodzę... - odpowiedziała - ... ale skoro tak, to muszę stworzyć jeszcze kilka bardziej prowizorycznych zabawek - uśmieszek nie znikał z jej ust.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  79. Zacmokała i pogroziła mu palcem przed nosem.
    - Nie przypadkiem, zdecydowanie nie... - uniosła kącik ust. Przypadek nie miał tu nic do rzeczy, bardziej fakt, że miała po prostu łeb na karku i nie musiała się nad wyraz wysilać, by wymyślić coś ciekawego. Czuła jak napina mięśnie, ale mimo to nie przerwała dotyku. Zaśmiała się zaraz lekko.
    - Tych akurat nie trzeba będzie wielce projektować, zwykła prowizorka, ale mogę mieć co do nich kilka pytań - zaznaczyła zadziornie. - Mojego pomysłu nie pokona nawet Twoja najlepsza bomba, Kocie - zachichotała, patrząc mu w oczy. Jeszcze mu pokaże na co ją stać. Zaczepnego pocałunku w danej chwili się po nim nie spodziewała, chociaż czuła wyraźnie wciąż buzującą krew. Mruknęła cicho, zadowolona, a na słowa o walkowerze posłała mu tajemniczy uśmieszek.
    - Tego nie obiecuję - zaznaczyła z nutką rozbawienia w głosie. Sama zerknęła w stronę zniszczonego domu, miała nawet zjechać dłonią niżej, do spodni Ernesta, ale zatrzymała gest i wróciła do niego wzrokiem, unosząc lekko brew.
    - Dziękujesz? Za co...? - nie bardzo rozumiała i tym razem nawet nie udawała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  80. Odpowiedziała mu takim samym uśmiechem, a kiedy wspomniał o wyciąganiu projektu, parsknęła pod nosem.
    - Och, błagam, to by już było naprawdę żenujące oczekiwać czegoś takiego - zaśmiała się krótko. Osobiście uważała, że to co planowała miało ogromny potencjał. Mało kto doceniał siłę wody, a w połączeniu z eksplozjami, ta była wręcz idealnym żywiołem do współpracy. Co tam ogień, ziemia i lód? Ha... Nic nie wchodziło tak pięknie w szczeliny po wybuchach jak woda. Ta ryła sobie drogę nawet w najgrubszych skałach i tak jak dawała życie, tak na równi niosła śmierć. No... Może w jej rękach to znaku równości tutaj nie było. Zaśmiała się do samej siebie na tą myśl.
    - Zobaczymy - nie odpuszczała tego zaczepnego tonu. Nie miała nic przeciwko by w tym temacie nad wyraz się postarał, w końcu chodziło o uprzykrzenie życia Heldze. Uśmiechnęła się nikle na jego uniesione brwi. Zbliżyła wargi do jego ust.
    - Jak umrę, to chuj mnie to będzie obchodziło, możesz ją nawet uznać za udaną próbę samobójczą, wywołaną żalem i utęsknieniem mego obolałego serca - szepnęła i zaraz zachichotała. Słysząc za co dziękował, prychnęła i znowu obejrzała się na gruzowisko. Uniosła kącik ust.
    - Może trzeba ich uświadomić? - rzuciła z rozbawieniem na twarzy, spojrzała zaczepnie po Ernim i wstała, z zamiarem ruszenia w stronę rozpieprzonej budowli.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  81. Patrzyła co robił, z nikłym uśmieszkiem na ustach, a słowa przyjęła unosząc nieco dumniej brodę. Ta jego maska zdała się dosłownie rozpaść na części, mówił beztrosko, jakby opowiadał o tym co jadł na śniadanie. Znajdzie ducha, tak? W danej chwili to zainteresowało ją bardziej niż inne deklaracje. Zepchnęła w czeluści umysłu słowa o tęsknocie czy tym, że jego jej śmierć obejdzie. Pojeb.
    - Czyżbyś miał już do czynienia z duchami? - zainteresowała się. Po wizycie w Argarze można był się wiele spodziewać, a akurat o praktykowaniu tego rodzaju czarów posądzali byli w Mathyr nawet zwykli ludzie. Oczywiście na jej usta wkradł się zadziorny uśmiech.
    - Nie zmieniam warunków - zauważyła. - Po prostu nie składam pustych obietnic - dodała, bo rzeczywiście nie była w stanie zapewnić, że jednak przeżyje. Uśmiechnęła się szerzej, gotowa ruszyć, ale wtedy znowu ją przyciągnął i cmoknął w polik. Uniosła lekko brew i prychnęła pod nosem. Jeszcze ten jego niewinny wyraz twarzy.
    - Nie będziesz się chyba teraz zachowywał jak zakochany gówniarz, co? - rzuciła z przekąsem w głosie, a potem ruszyła w stronę gruzowiska. Sięgnęła po swój krótki miecz, tak w razie co, gdyby jednak kogoś naszło na wyskakiwanie z rumowiska. Szła pewnie przed siebie, od czasu do czasu kopiąc po drodze mniejsze przeszkody. Zaśmiała się zadowolona, gdy zbliżali się coraz bardziej do centrum wybuchu. Mruknęła na jego komentarz.
    - O tak... brakuje tylko jęków ostro rżnącej się pary, na środku tego pierdolnika - ponownie się zaśmiała i oblizała usta, widząc w niedalekiej oddali jedno z jęczących ścierw. Zbliżyła się, ciało miał całe popalone, ledwo w ogóle przypominał człowieka, raczej karykaturę z czeluści piekła. Dogorywał, a jego jęk nie ustawał. Ennis wciągnęła zapach palonego truchła, a potem nakierowała miecz na oko typa i zacmokała.
    - Wkurwiłeś nieodpowiedniego faceta... - zaczęła, a zaraz uniosła kącik ust lekko - ... albo po prostu zamieszkałeś nie tam gdzie trzeba - zachichotała.
    - Zabij... - wyszeptał ostatkiem sił mężczyzna, Ennis uśmiechnęła się do niego uroczo i cofnęła miecz, pochylając się w jego stronę jednocześnie.
    - Nie - ponownie zachichotała, a jej mina stała się bardziej obojętna. - Będziesz zdychał w męczarniach - oznajmiła i ruszyła kawałek dalej, co by sobie wskoczyć na kawałek pozostałego fundamentu i z zadowolonym uśmiechem rozejrzeć się dookoła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  82. Spojrzała po nim, gdy wycelował sobie w głowę, a ta jakby szarpnęła się mimowolnie. Uniosła brwi zaskoczona. Duch? To była robota ducha? Siedział w nim pierdolony duch? Jak w tych opowieściach o opętaniu? Patrzyła chwilę po nim, analizując wszystkie poprzednie informacje. Zmiana mimiki, tonu wypowiedzi, uśmiechu. Nigdy nie miała do czynienia z podobnym przypadkiem. Chociaż... może nie z identycznym, ale podobny... Tak, podobny mógł być. W końcu był pierdolonym demonem, księciem piekieł, który zmieniał się na pstryknięcie palca, jak nie charakter to wygląd.
    - Interesujące... - przyznała, ale większe komentarze zostawiła na chwilę, w której jakoś to sobie ułoży w głowie. Brak jego stanowczego sprzeciwu co do zakochanego gówniarza również był ciekawym zjawiskiem. Jeszcze wczoraj wyskoczyłby pewnie z jakąś słowną grą, a dziś po prostu stwierdzał, że "być może". Zaraz naszła ją pewna myśl i parsknęła krótkim śmiechem.
    - Drażnisz się z nim... - stwierdziła unosząc kącik ust lekko. Celowanie do siebie z broni, prowokacje by znowu zareagowała agresją na pocałunek. To drugie było naciągane, ale w jej głowie brzmiało lepiej niż pozostałe opcje - ... ale tak, jeszcze nie rozerwałam - przyznała z nutką rozbawienia w głosie. Uśmiechnęła się nikle na to jego nucenie, no proszę, czyżby nadszedł czas na jego repertuar? Rozbawiła ją ta myśl, a przy pytaniu o to czy chce, znowu usłyszała chichot przy uchu. Obejrzała się na Erniego z zaczepnym uśmiechem.
    - Umiałbyś w ogóle? - odpowiedziała pytaniem. - Ostro się rżnąć, tylko rżnąć, bez większych znaczeń - doprecyzowała, dalej przemieżając gruzowisko.
    Kiedy stała na jednej z pozostałości fundamentu, a on sięgnął po granat, obejrzała się w stronę miejsca, w któe celował. Zeskoczyła ze swojego stanowiska, równo z wybuchem i zaśmiała się przy tym lekko. Podeszła do Erniego i wyprzedziła go, gdy ruszył w stronę piwnicy. Powęszyła chwilę w powietrzu, ale musiała jeszcze poczekać z wejsciem do środka, bo ostry zapach wybuchu dominował, skutecznie przysłaniając inne zapachy. Obejrzała się na czarnowłosego.
    - Tu Cię trzymali? - zapytała. Piwnica zwykle służyła do przechowywania jeńców.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  83. Patrzyła po nim uważnie, z lekko uniesionym kącikiem ust.
    - Wszystko? - zapytała. - Czyli co, nie idziesz już na Helgę? - przekręciła głowę, nie spuszczając go z wzroku. Nawet kiedy zabił tego gościa, skupiła spojrzenie na nim. Uśmiechnęła się nikle na odgłos padającego trupa. Śledziła ruchy Ernesta z wyraźną dozą zadowolenia na twarzy. Czuła się po części odpowiedzialna za jego stan, a to co widziała było intrygujące. Mimo obserwacji, nie stała w miejscu, przynajmniej do czasu aż zaszedł jej drogę, wtedy przystanęła. Zerknęła za zrzuconą koszulą, a potem bezczelnie przesunęła wzrokiem po jego nagim torsie, ostatecznie patrząc mu w oczy. Nadal miała związane włosy, ale ich dzisiejsze przygody sprawiły, że niesfornych kosmków nie brakowało. Słysząc jego dwie możliwości kącik jej ust drgnął. Zaśmiała się krótko na "przyszłą żonkę". Mówił to tak, jakby był pewien swojego. Jeszcze ten pocałunek. Pozwoliła mu, dalej bacznie obserwując.
    - Pewien jesteś? - zapytała, zaraz po tym jak odkleił swoje wargi od tych jej. Ona nie była. Czasami czuła to bardzo wyraźnie, innym razem mimo wszystko próbowała swojej gierki, ale rżnięcie dla samego rżnięcia... przestało być interesujące już jakiś czas temu. Sama go zapytała, czy by umiał, wątpiła jednak czy ona by teraz tak umiała. Mogłaby się zabawić na wiele różnych sposobów, tak, tego była pewna, ale seks... zdawał się wskoczyć w jej umyśle na wyższy poziom. - Nie będę wyprowadzać Cię z błędu - odpowiedziała, nim jeszcze sam coś powiedział. Kiedy dał jej wolną drogę, po prostu odeszła, szukając kolejnych trupów. Kucnęła przy kolejnej jęczącej osobie, pół twarzy, tylko tyle mu ocalało, reszta ciała była w wskazującym stanie. Złapała typa za pozostałości długich włosów i pociągnęła w górę, by spojrzeć w jego "zdrowe" oko, uśmiechnąć się, a potem wbić ostrze w jego podbródek i przebić głowę na wylot. Kilka kropel krwi poplamiło jej twarz, na co zaśmiała się krótko.
    - Słodki... - wstała, ściągając jego głowę z ostrza. - Zostawił przekąskę... - dotknęła palcem jednej z krwistych plamek, a potem posmakowała i skrzywiła się wyraźnie. - Chujowa - podsumowała.
    Chwilę później stała przy wejściu do piwnicy. Przesunęła po Erneście spojrzeniem, gdy odpowiedział. Znała tą rzeczywistość. Chwilę za nim patrzyła, ale w końcu też ruszyła i zeszła po schodach.
    - Beczka? Schowek? Klatka? Łańcuch? - zapytała. - Czy lepsze salony? - sprostowała o co pyta.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  84. Nie potrzebowała większego potwierdzenia.
    - Dobrze – odpowiedziała na jego zapewnienie. Miał w końcu do zrobienia dla niej jeszcze kilka rzeczy, głupio by było już teraz się rozdzielać, gdyby rzeczywiście „wszystko” miał gdzieś. Zaśmiała się krótko na słowa o byciu pewnym. Zabawnie się tego słuchało. Uniosła kącik ust, kiedy wspomniał o tym, że sama zlekceważyła szansę na ruchanie.
    - Najwyraźniej – odparła. Nie czuła potrzeby nigdzie więcej udawać, że seks to jej rzeczywisty cel, cel był zgoła inny, chociaż zachowanie rzeczywiście mogło mylić, ale jej ten sposób się podobał.
    - Sprawdzić czy Ty chcesz mnie? – spojrzała po nim rozbawiona. – A co tu niby jeszcze sprawdzać? Chcesz – teraz to ona uraczyła go sugestywnym uśmiechem. Nie zrobiła nic, gdy się nachylił, po prostu patrzyła mu w oczy.
    - Jesteś wylewny od jakiś trzech minut, a już rzucasz o faktycznej chcicy – cmoknęła i z dezaprobatą pokręciła głową. – Zobaczymy na jak długo Ci zostanie, kto wie, może kiedyś rzeczywiście zechce akurat Ciebie – odpowiedziała bez skrępowania, równie dosadnym tonem. Odeszła od niego bez większego problemu, nie zważając nawet na to czy zostanie odebrana jako szczera, czy może znowu w coś grająca. Skupiła się na dobiciu mężczyzny, a na „smacznego” posłała Erniemu jedynie lekki uśmieszek. Dalej od czasu do czasu zerkała w stronę czarnowłosego, chcąc nie chcąc ten cały duch i sprzeczki z nim wyglądały i zdawały się dość intrygujące.
    Na dole zwiedzała piwnicę z mniejszym od Ernesta zapałem, dość znudzona odchodziła obiekt, nie widząc nic specjalnie ciekawego. Standard, w wielu podobnych miejscach bywała. Słuchała jednak jego odpowiedzi. Poczuła też dość wyraźną woń krwi i powęszyła w powietrzu. Trafiła na kilka fiolek z posoką i zaczęła je oglądać, gdy zapytał o jej ciekawość.
    - Bo w końcu się nie zgrywasz. Korzystam z okazji – odpowiedziała, również na niego nie patrząc, jednak kiedy otworzył drzwi, a do jej nosa dotarł pewien wyraźny zapach, od razu się odwróciła. Spojrzała pod stopy Ernesta, dostrzegła ciała dzieci. Widok nie wywołał u niej żadnej większej reakcji, ale zapach… Coś było nie tak. Odstawiła fiolkę z krwią i ruszyła w stronę wejścia, które znalazł. Stanęła nad ciałami i sama po nich spojrzała. Nie miały krwi… Serce trochę szybciej zabiło jej w piersi… Podniosła głowę wyżej.
    - Kurwa… - syknęła. Erni może i obszedł kąty na ziemi, ale nie widział w ciemności tak dobrze jak ona i nie dostrzegł wysoko ukrytego przejścia. Ennis złapała nadgarstek mężczyzny. – Wycofuj się, powoli… - poleciła. Wiedziała już czyją kryjówkę właśnie rozwalili. Co prawda zaledwie kilku członków poznała osobiście, ale słyszała o nich całkiem sporo.
    - Vargath… to dostawa dla niego… – wyjaśniła. Ludzie, którym wysadzili chatę, znani byli z posiadania takiego pupila, idealnie wpasowywał się w ich zamiłowanie do spuszczania krwi, bowiem sam zwierz najpierw spijał krew z ciał ofiar, a dopiero później zabierał się za mięso. Sęk w tym, że ten konkretny osobnik podobno został nauczony jedzenia mięsa już pozbawionego krwi, więc skoro świeże ciała leżały przy wejściu, to znaczy, że wybuch mógł przerwać jego godziny posiłku. - … nie lubi jak mu się przeszkadza… - dodała, a na potwierdzenie z góry dało się usłyszeć specyficzny rodzaj warkotu, często przyrównywany do dźwięku grzechotki.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  85. Ennis zaśmiała się delikatnie na te jego milczące uśmiechy, a później na słowa o kolejnej randce.
    - Liczę, że na następnej powiesz coś sam od siebie. Ciągnąć za język wolę w tej bardziej dosłownej formie – posłała mu niewinny uśmiech. – Chociaż połączenie jednego z drugim mogłoby wyjść dość ciekawie – dodała z szerszym uśmiechem, nim jeszcze poczuła zagrożenie.
    Białowłosa, wbrew pozorom, czasami walkę odkładała na dalsze tory. Aktualnie byli na przegranej pozycji, zwierzę było u siebie, miało bardzo oryginalny styl polowania, a zmysły bardziej wyczulone od niej samej. Rozpierdol jaki przyszykowała dla Helgi był zbyt cenny, by umrzeć tak wcześnie. Konfrontacja z tym stworzeniem groziła poważnymi ranami, wysadzenie nory groziło zawaleniem stropu i urazami lub śmiercią. Zabicie nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem. Cofała się powoli, cały czas trzymając nadgarstek Ernesta, był jej jeszcze potrzebny, miał kilka robótek do wykonania.
    - Mam lepszy pomysł – odszeptała na propozycję ubicia. – W salce obok jest sporo fiolek krwi, jest głodne… woli krew niż mięso… wyjdziemy za drzwi, zbijesz fiolki… Vargath wyjdzie, my wracamy do środka, wywalamy ciała i zamykamy drzwi… Chuj wie, może coś ciekawego poczuje, najdzie go chęć na zbadanie świata, a my sprawdzimy norę… leże zdaje się idealną kryjówką dla cennych skarbów… - robiła przerwy, by nie mówić jednym ciągiem, byli już blisko wyjścia, rozległo się kolejne ostrzegawcze warczenie. – Przy ciałach wyskocz szybko, inaczej pomyśli, że chcemy trupy i zaatakuje – zaznaczyła. Vargath był dość specyficznym stworzeniem, bardzo inteligentny, niczym wilk, zwinny niczym ryś, a do tego polował z wysokości, pikując na ofiarę, mimo braku skrzydeł. Ustawiał się zwykle nad nią i zgniatał impetem upadku, ataki miał błyskawiczne, niczym orzeł.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!