Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

...but anymore and I might go insane...

 
Ryu
20 lat (09.10) | teoretycznie Argar | Potrafi przewidzieć ruch przeciwnika, "władca iluzji"| 175 cm


Czarne włosy, czarne oczy, 175 cm wzrostu, jedyny z paczki przyjaciół, który jeszcze uchronił się przed spłodzeniem dziecka, z Shadow u boku i kryształem w dłoni, zwiedza świat, poznaje zwyczaje miejscowych, próbuje wtopić się w tłum i ignorować podszepty kryształu. Raczej nie szuka zwady, ale adrenaliną nigdy nie pogardzi. Powoli poznaje swoją błyskotkę, uczy się z nią współpracować. Ćwiczy przewidywanie przyszłości z Meliodasem i Yensenem. Spędza czas w Argarze doprowadzając się do stanu używalności po wypadku, który unieruchomił go na długi czas. 
 
Jest na skraju załamania nerwowego i zaczyna wątpić, by kiedykolwiek udało mu się znaleźć kobietę dla siebie. Każda, która kradnie jego serce... komplikuje sytuację. Zaczyna dochodzić do wniosku, że nie nadaje się do związku, bo przecież coś musi być z nim nie tak, skoro raz za razem odczuwa odrzucenie, a jak już się kimś interesuje to zaraz zlatują się inni, którzy wygryzają go z "konkurencji". Zamyka serce na miłość. 
 

 


[Kontakt: m.e.wiggin@gmail.com . Nie gryziemy i chętnie popiszemy!]

177 komentarzy:

  1. Zmarszczyła delikatnie nos, kiedy powiedział jej, że ma nie przejmować się jego nogą. Oczywiście, że dalej będzie to robić. Dopóki nie wyzdrowieje, zwłaszcza, że sama nie polepsza mu stanu zdrowia. Wzdrygnęła się, kiedy Ryu powiedział, że ma siedzieć i nie ruszać się. Wtuliła się mocniej w Abyss, odwracając wzrok od niego.
    — Przepraszam — mruknęła. Położyła się na grzbiecie gamorty i spojrzała przepraszająco na dzieci. Jasna cholera, jeszcze wycieczkę im popsuła. Powinna po prostu wrócić do domu i jakoś to przeczekać.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  2. Orianna uśmiechnęła się lekko do Ryu.
    — Bardzo możliwe, ale jak zmienię sposób myślenia, to mogę zatracić tą granicę. Miło mi, że Ty tak to widzisz, to naprawdę uprzejmie i daje mi światełko nadziei dla mojego własnego charakteru, ale ja siebie samą jednak dalej będę strofować, skoro metoda działa — wyjaśniła mu, po czym wzięła kawałek ciasta do ust. Och, naprawdę uwielbiała wszelkie słodycze. Słuchała uważnie Ryu. To co mówił było całkiem interesujące. Pokiwała głową.
    — A kiedy ich opinia boli i drażni te struny? Rozumiem, że chodzi o konkretne aspekty, tak? Czy znasz ku temu powód? — zainteresowała się. Miała ochotę to nawet gdzieś zapisać. Ciekawe skąd to się brało. Dało się to jakoś wyłączyć? Pokręciła głową na jego pytanie.
    — Nie, jeśli samej sobie czegoś nie jestem w stanie zrobić, nie zrobię tego drugiej osobie, o ile nie jestem do tego zmuszona. A eksperymentowanie ze śmiercią to nie jest sytuacja, w której muszę stawiać swoje życie na pierwszym miejscu. Zdecydowanie wystarczy mi ratowanie życia, obserwowanie jak organizm, który przestaje działać, zaczyna to robić na nowo. Ale to są wtedy już raczej… eksperymenty z kuracją, a nowatorskie metody… te pozwalam sobie użyć tylko, jeśli sprawdzone metody nie działają. Przede wszystkim chcę ratować życie, zboczenia mogę testować na samej siebie — wyjaśniła mu.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę czasu już minęło odkąd Yensen dał swoją pamiątkową książkę Ryu. Ciężko było to przyznać, ale trochę martwił się o tego narwańca. Nie wiedział co dokładnie wyciągnie z tej książki, a poza tym odwiedzał go trochę mniej niż zapowiadał, więc miał całkiem uzasadnione powody, aby myśleć, że Ryu kombinuje coś głupiego. Toteż w to wolne popołudnie postanowił wytropić jegomościa. Znalazł go na polanie, kiedy sam był jeszcze schowany za krzakami. Nie mógł tak po prostu podejść. Skoro chciał ćwiczyć swoje moce, to postanowił rzucić w plecy chłopaka kamyczkiem, ot żeby zobaczyć, czy załączy mu się jego przewidywanie przyszłości.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  4. — Za to, że jestem problemem — odpowiedziała mu smutno, przytulając się mocniej do Abyss. Przytaknęła Ryu, kiedy kazał przestać sobie wrzucać na łeb. Nie znaczyło to jednak, że przestanie to robić. Było jej zwyczajnie głupio, iż przez nią musiał skrócić zabawy dla maluchów. Mógł przecież jej kazać spadać i byłby spokój. Dzieci mogłyby się bawić. — Za bardzo się troszczysz — mruknęła jeszcze, kiedy szli do Febe. Meduza szybko się nią zajęła. Co prawda Darcy z początku miała zbyt wysoką gorączkę, żeby zrozumieć co dokładnie co ją dziabnęło. Szybko się jej poprawiło dzięki lekom i odpoczynku, więc teraz siedziała po prostu na łóżku opatulona kołdrą. Przez leki akurat było jej wyjątkowo zimno, ale to też powinno niedługo minąć. Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła Ryu. Zaśmiała się delikatnie.
    — Skoro tak stawiasz sprawę, to nie dajesz mi zbyt dużego wyboru — pokręciła głową. — Jutro jest mój pogrzeb — zaśmiała się lekko.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyszedł zza krzaków, kiedy Ryu się do niego odezwał. Moc mu działała, więc mógł być z niego zadowolony. Przyjrzał mu się też ukradkiem w poszukiwaniu nowych ran. Na szczęście żadnych nie dostrzegł. Dobrze dla młodego. Usiadł obok.
    — Aj tam nieładnie, testowałem Cię — odparł z delikatnym uśmiechem na ustach. — A jakie to treści? — zagaił jeszcze. W sumie liczył, że usłyszy, że już sobie daruje próby samobójcze.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  6. Darcy niespecjalnie wierzyła w te zapewnienia. Czuła się problemem i wiedziała doskonale, że nim jest. Przecież miał tyle dobrej zabawy, zanim zaczęła się źle czuć. Popsuła dzieciom i Ryu całe popołudnie. Kompletnie niepotrzebnie. Ale nie miała siły się z nim kłócić. Pokręciła głową, czując większe dreszcze na ciele. Naprawdę chciała dostać jakieś lekarstwo na tą przypadłość.
    Była naprawdę wdzięczna za cudotwórcze zdolności Febe. Po tym jak się nią zajęła było o wiele, wiele lepiej. Siedziała wygodnie, opatulona kołdrą i patrzyła z uśmiechem na Ryu. Zaśmiała się na jego żart, po czym zastanowiła przez chwilę.
    — Kuszące, z drugiej strony trochę szkoda, że wow na scenie zrobisz jak już nie będę mogła sobie pooglądać — zrobiła na chwilę smutną minę, otarła smutne, wymyślone łzy z oczu i znowu się uśmiechnęła. — Nie wiem czy mi się opłaca — pokazała mu jeszcze język.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  7. Onyx również miała dość Argaru. Chciała zająć się kilkoma tematami, ale obiecała Gavovi, że nie ruszy się, dopóki wszystkie rany na ciele się nie zagoją i Febe tego nie potwierdzi, a to miało podobno nastąpić dopiero jutro. Ileż można było się nad nią znęcać. Przynajmniej mogła już chodzić po mieście od jakiegoś czasu i najeść się do syta. Gave ruszył do swoich córek, więc tak naprawdę spędzała dni samotnie. Nie żeby jej to jakoś specjalnie przeszkadzało. Siedziała właśnie w Gospodzie zajadając się tłustymi frytkami z serem i grillowanym mięsem. Jednym z niewielu plusów cywilizacji było naprawdę dobre, porządne jedzenie. Zwłaszcza w Argarze. Ten kto stworzył te frytki był pieprzonym geniuszem. Spojrzała na Ryu z ustami wypchanymi po brzegi mięsem i serem. Przytaknęła i przełknęła wszystko. Popiła wszystko piwem korzennym.
    — Miałabym, ale obiecałam, że się nie ruszę dopóki nie będę bez ran — wywróciła oczami, po czym spojrzała za siebie z pretensją. Była pewna, że jej ukochana mamusia zaraz pójdzie naskarzyc, gdyby ruszyła jeszcze dzisiaj. A bogowie jej świadkiem, chciała ruszyć już dzisiaj.
    — Jutro możemy ruszyć, mam nadzieję, ale w drugą stronę, myślę, że mogę Ci polecić ciekawe miejsce — wyjaśniła, biorąc kolejny kawał mięsa do ust. Nie dopytywała za bardzo po co mu to było, bo przecież nie jej sprawa. A będzie mogła się stąd wyrwać. Nie dość, że samej się jej spieszy, to jeszcze musi pomóc. Idealnie wręcz.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  8. Darcy zaśmiała się delikatnie i przyjrzała dokładnie Ryu. Zrobiła zadziorną minę.
    — A może lubię patrzeć jak inni cierpią, co? — puściła mu oczko, wracając do swojej normalnej mimiki. — Pamiętam, byłeś ze mną na scenie, dalej uważam, że jak na Twoją niechęć byłeś naprawdę dobry. Chociaż ja jestem subiektywna, bo wiesz, mogłam wziąć całą uwagę na siebie i świecić jako gwiazda — zatrzepotała rzęsami. — Hmm... W takim razie nie wiem czy chce żebyś był sam na scenie, dasz radę? Żebyś mnie po śmierci nie przeklął.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  9. Onyx spojrzała z pretensją po Ryu. Nie wyglądał na przybierającego głodem, więc mógł zostawić jej jedzenie w spokoju.
    — Zdarza mi się, jak ładnie poproszą — wyjaśniała, uśmiechając się do niego w odpowiedzi. Uznała, że taka odpowiedź jest w pełni wystarczająca.
    — W drugą stronę od Fjelodd, tam teraz raczej zbyt.... Ciepło by Cię przyjęli — zaczęła. Zamówiła sobie więcej jeżdżenia. Musiała nadrobić wszystko co jej bezczelnie podkradł. — Więc polecam iść do mojego informatora, który pewnie załatwi Ci kontakt z wiedźmami, którym nie marzy się wchodzenie Heldze w dupę — dokończyła. — Sama nie mam za bardzo z wiedźmami doświadczenia, ale wiem, że jest taka grupka, która ma niezłą renomę w moich okolicach, że są całkiem zdolne, więc jeśli czegoś potrzebujesz myślę, że pomogą — uśmiechnęła się do niego, puszczając mu oczko. Nie musiała wiedzieć o co chodzi, ale mogła sobie wyobrazić, że idzie z jakimś wstydliwym problemem, który żal Febe zgłosić, albo chce sobie oko odbudować. — Nie będzie to tajemnicze miejsce. To znaczy trochę będzie, ale w Wolnych Marchwiach, ale no... Tam to wszystko jest trochę tajemnicze, tak ja Wy — odpowiedziała spokojnie. Skrzywiła się, gdy padło pytanie o nią. Westchnęła, poprawiając włosy. Czuła nieprzyjemny dreszcz na plecach, więc zignorowała go, popijając smutki piwem.
    — Sprawy rodzinne w pewnym sensie. Nie chce mi się o tym gadać — odpowiedziała dość sztywno.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  10. Zastanowiła się chwilę nad słowami Ryu. Skrzywiła się delikatnie. Miała już jedno przespanie na koncie i w takim kontekście było trochę krępujące, jednak nie była chyba fanką takiego postrzegania ludzi.
    — Może i trudniej, ale chyba i tak nie chciałabym być z kimś, kto nie chce mnie tylko dlatego, że chciałam nieco przyjemności dla samej siebie, więc tutaj też można uznać, że ludzie sami mi się segregują na tych, z którymi warto wejść w relacje i nie. W zasadzie wyświadczają mi przysługę, a to co oni o mnie myślą, nie ma już dla mnie znaczenia, każdy ma prawo sobie myśleć co chce — wyjaśniła mu swój punkt widzenia. Słuchała dalej jego wywodu. Bardzo ciekawa sprawa. Kiwała głową na znak, że cały czas stara się pozostać w temacie.
    — Jeśli nie chcesz słuchać o tej łatce, myślę, że ludzie, którym na Tobie zależy nie powinni Ci o niej mówić, ale jeśli robisz konkretne rzeczy, nie możesz mieć pretensji, moim zdaniem, o to, że ktoś tak Cię postrzega. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy ma prawo się zmienić, to smutne, że ktoś kogoś ocenia za to co kiedyś zrobił niezależnie od tego jak bardzo chciałby się zmienić. Jak wtedy chcemy zmienić cudze zachowanie, skoro nie ma ku temu powodu? Jeśli zawsze będzie zły, czemu ma zmienić podejście? — dodała jeszcze swoich kilka groszy na ten temat.
    — A o jaki eksperyment chodzi? — zapytała z wypiekami na twarzy. Biorąc pod uwagę ewentualne konsekwencje było to nad wyraz… interesujące.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  11. Yensen słuchał uważnie co Ryu ma do powiedzenia. Całkiem mroczna zdawała mu się ta książka, którą mu dał. Może powinien jednak ją przejrzeć zanim ruszyła w obieg? Jeden chuj teraz wiedział czy jeszcze głupsze pomysły nie przyjdą mu do głowy.
    — Aha, aha, naprawdę interesujące. Po takim ataku jest szansa, że wojsko nie będzie chciało pod Argar wrócić. I dobrze, spokój będzie — uśmiechnął się lekko. — A coś jeszcze tam masz fajnego?

    Yensen.

    OdpowiedzUsuń
  12. Udała, że zastanawia się przez chwilę nad tym czy faktycznie nie lubi jak jej znajomi cierpią. Odpowiedź była oczywista, ale zawsze można było się trochę powygłupiać.
    — To zależy, jak sami mi dokuczają to mogę chcieć się zemścić — odpowiedziała, sięgając do jego nosa, żeby delikatnie go w niego tyknąć. Nie miała jednak zbyt dużo siły, żeby teraz z nim konkurować. Uśmiechnęła się nieco szerzej. —- Jakoś za wspólne tańce wypadało się odwdzięczyć — odparła. Zaśmiała się, gdy wspomniał o pisaniu. — Biorąc pod uwagę Twoje zdolności, to będzie bardzo krótka przemowa. Już to widzę. Umarła. Koniec — zachichotała delikatnie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  13. Wredny chujek. To było jej jedzenia. Była głodna. A poza tym tak długo nie jadła tych cudownych frytek. Musiała je sobie jakoś odrobić.
    — Pewnie mają, ale chęć współpracy to drugie — odpowiedziała mu. Uśmiechnęła się krzywo — Poza tym szkoda by było ryzykować zrobienie z Ciebie obiadu — dodała, biorąc porządny kawałek mięsa do buzi. Oczywiście nawiązywała do fjelodzkiego kanibalizmu. — Poza tym nie wiem czy przydupasów Helgi da się tak łatwo namówić do rozmowy — dodała jeszcze, wzruszając ramionami. Przytaknęła mu ruchem głowy i odebrała dalszą część swojego zamówienia. Sama zabrała mu kilka frytek w odwecie i zaraz zjadła.
    — No to jesteśmy umówieni — przytaknęła mu. Wzruszyła ramionami na jego przeprosiny.
    — Nie mogłeś wiedzieć, nie jestem obrażona, po prostu nie chcę o tym gadać — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  14. Uśmiechnęła się na swój “uroczy, ale sarkastyczny” sposób, który ewidentnie mówił, że droczyła się z Ryu i żartowała sobie.
    — Wiesz, bardzo okrutna i zła jestem — pokazała mu język, po czym puściła “całusa” w powietrzu. Robiła tak już od jakiegoś czasu, całkiem fajne zagranie, które podłapała u Argarczyków. Zaśmiała się. — No tak, w końcu wieść o tym, że umarłam będzie dla każdego jak muzyka i miód na ich uszy, w końcu nikt nie będzie musiał słuchać mojego gadania — wzruszyła ramionami. — To uważaj z tymi wadami, bo jeszcze wam się zbyt miło zrobi na myśl, że już mnie całkiem nie będzie i tych moich wad — dodała, poprawiając włosy.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  15. Onyx uśmiechnęła się lekko. Zbliżyła się lekko do Ryu i obejrzała go sobie dokładnie, mrużąc przy tym delikatnie oczy dla lepszej oceny kąska. Dotknęła jego ramienia i sprawdziła “jakość” mięśni.
    — Hmm… nie jesteś cieniostworem u ludzi mięśnie są raczej mało smaczne, ale przy dobrej kucharce myślę, że można z ciebie zrobić całkiem dobre grillowane mięso — odpowiedziała żartobliwie. Odsunęła się jednak po chwili i wróciła do swojego jedzenia. Zastanowiła się chwilę.
    — Gdyby nie pomogły, myślę, że lepiej będzie jakąś porwać, gadać z taką na swoim zasadach — zaproponowała, bo nie wiedziała jaki plan się tam tworzył pod kopułą u Ryu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaśmiała się, kiedy trzepnął ją w głowę. Spojrzała rozbawiona po Ryu.
    — Nie znącaj się tak nad umierającym, jeszcze zejdę przedwcześnie — powiedziała z udawaną pretensją w głosie. Słuchała go, siadając wygodniej na pryczy. Uśmiechnęła się delikatnie. — Słyszałam, że o zmarłych nie wypada źle mówić, wiesz? — zmieniła teraz swoją narrację, co by sobie jeszcze pożartować. — No nie wiem, ja bym chętnie sobie jeszcze pożyła, ale tak kusisz, kusisz występami na pogrzebie, że mam dylemat — mówiła sobie, trochę do siebie, trochę do Ryu. W końcu uśmiechnęła się niczym prawdziwy złoczyńca.
    — Przypomniało mi się, że Febe mówiła, że nie umrę jeśli mi coś zaśpiewasz na przykład teraz — zatrzepotała rzęsami, w myślach śmiejąc się przy tym. Pewnie się nie zgodzi, ale co szkodziło spróbować. Jej zdaniem śpiewał całkiem dobrze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń

  17. Słuchała uważnie Ryu. Przytaknęła mu ruchem głowy. Oczywiście zgadzała się ze stwierdzeniem, że to nie jest takie proste. Tworzenie jakiejkolwiek samodzielnej myśli wbrew pozorom było niezwykle trudne. Przynajmniej dla niej.
    — Ale powiedz mi proszę, wkurza Cię to jak Cię postrzegają czy to w jaki sposób mówią o Tobie do Ciebie? — zapytała. Osobiście miała zdanie, że o postrzeganie bez specjalnego zaznaczania pretensji nie mógł mieć. Przecież nie narzuci nikomu swojej własnej opinii, jeśli ktoś tego nie chciał. Nawet ona potrafiła być bardzo uparta w tejże kwestii. Zaśmiała się lekko i uśmiechnęła ciepło do Ryu.
    — Przepraszam, ale myślę, że ludzie szukają właśnie bohatera w kimś kto nie każe się takim nazywać, może stąd się biorą takie zdania na Twój temat? — zaproponowała jeszcze.
    Kiedy opowiadał o swoich klonach oraz śmierci nie mogła powstrzymać wypieków na twarzy. To brzmiało niezwykle ciekawie. Aż poczuła przyjemny dreszcz na plecach. Miała tak wiele możliwości. Wzięła wdech. Nie. Nie mogła myśleć o tym w ten sposób.
    — To… bardzo niebezpieczna oferta. Chętnie Ci pomogę, ale… ojej, tyle przygotowań… jesteś pewny, że tego chcesz? Jak wyglądają Twoje klony? To znaczy, czy mają wnętrzności? — zainteresowała się zaraz, nie mogąc powstrzymać w pełni swojej własnej ciekawości.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  18. Skrzywił się w myślach, słysząc, że dowiedział się całkiem sporo, ale jeszcze tego nie przetestował. Jak nic będzie robić coś głupiego. I tyle z jego wolnego czasu. Będzie musiał chodzić krok w krok za dzieciakiem, żeby sobie żadnej krzywdy nie zrobił. Będzie musiał część odpowiedzialności zwalić na Meliodasa. W końcu to jego pasierb!
    — Tamiko się spodobały tęcze i jednorożce? No proszę, może chociaż jedna będzie kochana i grzeczna — puścił oczko do chłopaka. Kiwnął głową. — To normalne przy trenowaniu, przynajmniej wiesz, że się uczysz, pewnie kiedyś będzie to dla Ciebie równie naturalne co oddychanie — wyjaśnił mu.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  19. Powrót do Argaru był dla Klary słodko-gorzki. Z jednej strony czuła się w tym miejscu bezpiecznie, z drugiej, zdecydowana większość osób bliskich jej sercu i tak była w trakcie swojej wędrówki do Azylu, więc nie pozostało jej tutaj zbyt wiele znajomych twarzy. Miało to jednak swoje plusy, kiedy wróciła czekały już na nią dwa listy z informacjami od rodzeństwa, a mniej znajomych oznaczało więcej czasu na planowanie ewentualnych poszukiwań. Do tego wszystkiego zostawiła tu, w Gospodzie, notatnik od Ryu, za którym pierwszy raz w życiu naprawdę zatęskniła. Czuła, że wena, która jeszcze niedawno przepadła, teraz powoli wraca.
    Właśnie siedziała przy ciepłym kubełku herbaty i zerkała przez okno, z notesem otwartym na pierwszej stronie. Wiele myśli krążyło w jej głowie, uśmiechała się delikatnie pieszcząc palcami naszyjnik przy swojej szyi. We włosach miała wpiętą uroczą spinkę od Nyliana i chociaż weny nie brakowało, to nie wiedziała jeszcze jak ma swoje wizje przenieść na papier. Było w tym coś ekscytującego, jakby uczyła się pisać na nowo...
    Drgnęła wyraźnie, gdy usłyszała "cześć".
    - Ojej! - spojrzała na Ryu i zaraz się lekko speszyła. - Wybacz, nie zauważyłam Cię... - szepnęła, bo rzeczywiście nie zarejestrowała jego obecności. Słysząc dania jakie jej polecał zamrugała szybciej oczyma. - Stek? Och... Czy to już pora obiadowa? - doprawdy aż tyle tu siedziała?! Najwyraźniej myśli zaprowadziły ją naprawdę daleko. Chwilę zajęło nim Klara przetworzyła co chłopak w ogóle do niej mówi, ale w końcu posłała mu lekki uśmiech.
    - No skoro Twoja głowa daje radę, to... To może rzeczywiście się skuszę na to owocowe piwo - przytaknęła mu głową. - Za jedzenie podziękuję, nie jestem... Nie jestem jeszcze zbyt głodna. Doprawdy... Miała wrażenie, że całkiem niedawno zjadła dopiero śniadanie. Dziś co prawda jadła je wyjątkowo późno, bo po powrocie do Argaru długo spała, ale mimo wszystko pęd czasu wyraźnie ją zaskoczył.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  20. Darcy zaśmiała się lekko.
    — A skąd taka potrzeba? — zainteresowała się, trochę w żartach, trochę na poważnie. Spojrzała po Ryu nieco uważniej, jakby to miało ułatwić odpowiadanie na pytanie. — A co dokładnie byś chciał, żeby o Tobie mówiono? — dopytała jeszcze, bo jego żart mimo wszystko wydał się całkiem dziwny. Zaśmiała się nieco głośniej, gdy wspomniał, że nie będzie śpiewać.
    — Jak się postarasz tak jak Tony, to nawet jak umrę to mnie wybudzisz — zażartowała. Zaraz jednak spoważniała, kiedy pokazał jej iluzję. Sceneria była po prostu magiczna. Aż zarumieniła się na widok zorzy. Sama nigdy nie widziała takiego zjawiska. Nie wiedziała nawet co to jest dokładnie, ale było magiczne. Rozejrzała się uważniej po całej scenerii, po czym wróciła wzrokiem do Ryu, rumieniąc się przy tym nieco mocniej.
    — Jest bardzo magicznie i pięknie — szepnęła, wyciągając rękę do jednego z przelatujących motyli. —- Ja nigdy nie wiedziałam takich świateł. Co to jest? Jest po prostu… cudowne

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  21. Onyx spojrzała po Ryu i uśmiechnęła się dumnie, unosząc delikatnie brodę do góry, po której spłynęło trochę tłuszczu z sera i frytek z mięsem. Przetarła to wierzchem dłoni.
    — Jeśli chodzi o mięsa? Uważam się za mistrza, dobre żarcie to mimo wszystko moja pasja — odpowiedziała pewna siebie. W końcu naprawdę była w tym dobra i nie tylko ona tak sądziła. Zaraz wzięła się znowu za jedzenie, słuchając co Ryu ma do powiedzenia. Zaśmiała się cicho, gdy wspomniał o ciepłym domu. — Co jak im bardziej serce zmrozisz, to będą łatwiej gadać? — zapytała, również z nutką ironii w głosie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  22. — Nie musisz — odpowiedziała, wzruszając ramionami. Pokręciła głową, nachylając się trochę w stronę Ryu. — Nie mówiłam, że jestem lepsza od Ciebie, mówiłam o tym, że uważam się za mistrza, nie wiem co TY potrafisz — wypomniała mu, dotykając go delikatnie w tors, żeby lepiej zaznaczyć co miała na myśli. Odsunęła się zaraz i rozsiadła wygodniej na swoim krześle, zakładając ramię za oparcie.
    — Uważaj, bo jak mi powiesz, że czytasz w myślach tymi argarskimi czary-mary to jednak się razem nie zabierzemy — odpowiedziała, poważniejąc nieco. Nie była pewna o co mu chodzi, a wolała trzymać się z daleka od takich jak Pius.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  23. Spojrzała nieco zaskoczona, gdy zaczął gadać te, jej zdaniem, bzdury. Ugryzła się w język, zanim zdążyła powiedzieć, że przecież tylko Klara go nie chciała, bo szuka nie tam gdzie trzeba. Zastanowiła się chwilę czy powinna w ogóle coś mówić na ten temat.
    — Aha? Egzotyczni i niegrzeczni? Faktycznie materiał na udany związek — wyrwało się jej. Zaraz jednak przewróciła oczami. — Współczuję tym wszystkim panienkom, które wzdychają do łobuzów, potem zostaje im tylko złamane serce i nic więcej — dodała jeszcze, bo przecież daleko przykładów w tym temacie szukać nie musieli. Szkoda tylko, że Ryu szukał sobie dziewcyzn, które były ślepe na jego wdzięk. Uśmiechnęła się zaraz do niego zaczepnie.
    — Wiesz, akurat ja na Twoim pogrzebie jak mam mówić o wadach to będę musiała powiedzieć o tym jak to mnie całowałeś bez pozwolenia, rzygałeś mi w domu, jesteś pewny, że chcesz takich historii? — zaśmiała się lekko. Była nawet ciekawa odpowiedzi. Ta zaczepka chyba jej wyszła całkiem nieźle.
    — Nic dziwnego, że nie widziałam. Ciekawe czy są we Fjelodd — zainteresowała się.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń

  24. — Wydaje mi się, że pogarda i przyjaźń nie idą razem w parze — powiedziała cicho jako ostatnią rzecz, która przyszła jej do głowy w tym temacie. W zasadzie w pewnym sensie współczuła teraz Ryu za jego myśli. Nie powinien mieć takich przekonań w kwestii przyjaciół. Czy Ci ludzie w takim razie byli dla niego odpowiedni? Całkiem ciekawy temat do samotnych rozmyślań. Spojrzała zaskoczona, gdy klon zaczął krwawić. Szybko chwyciła materiał i przetarła skaleczenie. Przyjrzała się krwi, która tam była. Czy to była tylko iluzja czy prawdziwa krew? Musiała to zbadać. Spojrzała jeszcze na Ryu z wypiekami, łapiąc dłoń, w której trzymał broń.
    — Teraz proszę natnij siebie, zbadam krew i zobaczymy czy jest prawdziwa, wygląda, pachnie… och, to takie fascynujące — uniosła się i nie zdążyła nawet zbyt dobrze tego pohamować.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  25. W pierwszej chwili Klara nie wyłapała żartu.
    - Och, doprawdy? – zapytała z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy, prędzej posądzałaby Gava o coś takiego. Zaraz jednak zamrugała szybciej oczyma i zarumieniła się wyraźnie. – Ach… żartowałeś… - uciekła na chwilę wzrokiem i zaraz niepewnie wróciła spojrzeniem do chłopaka. Co za gafa! Uśmiechnęła się lekko, gdy mówił o steku.
    - Musisz mocno lubić to danie – stwierdziła z nieco pogodniejszym wyrazem twarzy. Steki jej papy uchodziły kiedyś za jedne z najlepszych. Trochę ją serce ścisnęło na wspomnienie o tym i posmutniała odrobinkę, ale zaraz wróciła na ziemię. Jej policzki ponownie spłonęły rumieńcem.
    - Uhm… Do… - kątek oka zerknęła za okno. – Do ostatnich dni – odpowiedziała w końcu, nie wchodząc w szczegóły. Nie była aż tak bezduszna by opisywać czarnowłosemu swoje wędrowanie czy pożegnanie z Nylianem, ale mimowolnie lekko się uśmiechnęła na ich ponowne wspomnienie. Ryu na szczęście odszedł od stołu i Klara mogła wypuścić zebrane w płucach powietrze, a kiedy chłopak wrócił, posłała mu łagodny uśmiech. – Dziękuję – wdzięcznie kiwnęła głową. – Wszystko u Ciebie dobrze? Rany się zagoiły? – zapytała, bo przecież gdy ostatnio się widzieli to jeszcze jeździł na wózku.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  26. — To zależy jakie umiejętności uważasz za mistrzowskie — uśmiechnęła się spokojnie. Spojrzała na wypieczony udziec, który do niej należał. Dawno nic sama nie gotowała, jak ruszą w podróż to chętnie zrobi coś pod swoje kubki smakowe.
    — Nie.. — chciała dokończyć, ale nagle zaczął mącić w jej głowie. Drań. Zmarszczyła brwi, sięgając odruchowo po broń. Kiedy wróciła do normalności spojrzała poważnie po Ryu. — Nie rób tak więcej — powiedziała. Zacisnęła dłoń w pięść. Miała ochotę mu po prostu przywalić za ten niepotrzebny pokaz.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  27. — Nie życzę mu źle, życzę, żeby znalazł sobie dziewczynę, której nie złamie serca jak będzie gotowy na związek — odpowiedziała spokojnie. Gave sam przecież mówił, że aktualnie nie chciał z nikim być. Spojrzała na Ryu i posmutniała trochę.
    — A chcesz się taki stać? — zapytała. Podobno Gave jako łobuz właśnie kochał bardzo słabo, to Ryu kochał za mocno. Wzięła wdech i przysunęła się trochę do przodu na łóżku, żeby zbliżyć się do Ryu. — Nie wiem czy powinieneś się zmieniać tylko po to, żeby znaleźć sobie kogoś do kochania. Myślisz, że to byłoby szczere uczucie? Byłbyś szczęśliwy, udając dla innej kogoś kim nie jesteś? Ja byłabym nieszczęśliwa w takim związku, tak myślę — powiedziała, skupiając się teraz bardziej na nim niż na iluzjach. Zarumieniła się, kiedy wspomniał, że drugi raz to ona go pocałowała.
    — Ja… no nie wiedziałam do czego jesteś zdolny — wymamrotała, bawiąc się końcówką warkocza.
    — A więc na żywo szybko raczej zorzy nie zobaczysz przez wojnę, hm?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  28. Znowu znalazła się w jakimś dziwnym, popieprzonym miejscu. Czy on nie potrafił uszanować cudzych życzeń? Bawiło go to? Wypuściła powietrze nosem, wstając na równe nogi. Zaśmiała się krótko, kiedy wspomniał o wkurzaniu. Nachyliła się nad Ryu, kiedy byli już z powrotem w realnym świecie.
    — Nie baw się moją głową — syknęła, po czym odsunęła się od niego. Nie miała zamiaru przebywać z kimś, kogo bawiły takie pojebane rzeczy. Jej głowa i myśli należały tylko do niej. Nikt nią więcej nie zakręci tak jak zrobił to Pius. A w tym momencie nie ufała Ryu, aby trzymał swoje durne moce na smyczy. Poszła w stronę swojego pokoju, straciła apetyt na ten moment.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  29. — A Ty nie jesteś atrakcyjny? — zapytała, nie wierząc za bardzo w to co słyszy. — Według mnie to Ty jesteś atrakcyjny dla dziewczyn — dodała jeszcze, zanim zdążyła zastanowić się nad tym co chciała właśnie powiedzieć. Kurwa mać. — A przynajmniej porównując waszą dwójką — dodała zaraz, żeby nie pomyślał, że ma coś innego na myśli. Nie chciała mu wchodzić w relację z Klarą ani robić z siebie desperatki. A poza tym Ryu i tak nie byłby nią zainteresowany.
    — Jak to przedstawiasz w taki sposób, to bardziej brzmi, jakbyś się dał złamać, moim zdaniem oczywiście. Jeśli będziesz wtedy szczęśliwy, to proszę bardzo. Cokolwiek buja Twoją łódką, ale… — urwała na chwilę. — Znam Cię najsłabiej ze wszystkich, więc może to przez to, ale to nie brzmi jak opis Twojej osoby, bo… jesteś zbyt złożony, żeby być tylko zimnym draniem. Ryu jakiego ja znam potrafi być najzimniejszą, najspokojniejszą osobą na świecie, a chwilę później zasypać ciepłem i rozbawić do łez i wiele, wiele więcej — opowiedziała mu, uśmiechając się przy tym lekko, acz nieco smutno. W końcu niełatwo było opisywać obiekt swoich westchnień właśnie temu obiektowi. Zaśmiała się delikatnie i pokręciła głową.
    — A czasami warto — odpowiedziała, rumieniąc się nieco. — Kiedyś będę miała swój pocałunek z miłości — dodała bardziej do siebie.
    — Wiesz, niebo w Mathyr też jest naprawdę piękne. Może nie mamy takich kolorów, ale w Phyonix mamy taką noc… w trakcie zaćmienia, jakby księżyc i gwiazdy płonęły, naprawdę piękne.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  30. Zmarszczyła delikatnie brwi i uszczypnęła do delikatnie w ramię, kiedy zaczął się śmiać ze swojego wyglądu.
    — To jedno oko chyba naprawdę słabo działa, wiesz? Korzystasz czasami z luster? Jesteś bardzo przystojny, zwłaszcza jak zaczynasz mówić — pokręciła głową, bo nie mogła słuchać tych bzdur. — Klara nigdy nie miała przy Tobie problemów z koncentracją, hę? Przestań siebie tak degradować, bo jedyną nieatrakcyjną rzeczą w Tobie jest Twój gust do kobiet — dodała jeszcze, bo naprawdę miała dość tego, że wzdychał do kogoś, kto nie potrafił go docenić za to jaki niesamowity jest. Pokręciła głową.
    — Nie, ale widziałam chłód w Twoim oku, kiedy opowiadałeś o złych rzeczach, także uwierz, cieszę się, że nie patrzyłeś nigdy tak bezpośrednio na mnie, nawet moje ogniste serducho by zamarzło — obróciła to nieco w żart, zabierając od niego dłoń. Wzruszyła ramionami. — Nie zawsze jestem pewna siebie — odparła, bo przecież taka była prawda.
    — Ryu, ja nigdy nie mówiłam, że nie dopuszczam do siebie miłości, po prostu myślę, że moje zakochiwanie się długo trwa. Idę o zakład, że jak się w kimś zakocham, to ta osoba nawet na mnie nie spojrzy, bo zrobię to zdecydowanie za późno — powiedziała prawdę, poprawiając włosy.
    — Kiedyś Cię zaproszę — obiecała mu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  31. — Hm? Myślałam, że Tobie ta wiedza też jest bardzo potrzebna — odpowiedziała, patrząc po Ryu uważnie. — Jeśli chcesz wiedzieć czy umrzesz przez śmierć swojego klona, nie chcesz najpierw zbadać innych możliwości? W zrozumieniu magii ważny jest każdy szczegół, czyż nie? Może od takiego nacięcia już będziemy wiedzieć jak bardzo jesteś połączony ze swoim klonem? Czy to tylko iluzja, czy tworzysz żywy organizm? Ile wiesz o swoich zdolnościach? — zasypała go pytaniami, podsuwając mu jego sztylet do otwartej dłoni.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  32. Klara kiwnęła do niego głową ze zrozumieniem.
    - Może kiedyś Ci jednego uszykuję, z przepisu papy, kiedyś wszyscy na jego steki przychodzili - zaproponowała z delikatnym uśmiechem.
    Patrzyła po nim, gdy opowiadał o sobie, zdawał się odrobinkę przygaszony, ale... Może tylko jej się wydawało? Spojrzała raz jeszcze po całym jego ciele, na nogi, tors i wróciła do twarzy.
    - Bardzo mnie to cieszy - przyznała z ciepłym uśmiechem. - Naprawdę dużo lepiej się prezentujesz - dodała i na chwilę uciekła wzrokiem do swojego piwa. Uśmiechnęła się na słowa chłopaka i upiła łyk trunku. Barwę smakową miał rzeczywiście ciekawą. Zerknęła na Ryu, a widząc jego dłoń, odrobinkę się spięła. Nie chodziło o jakieś wielkie lęki, ale nie wiedziała czego może się spodziewać. Puknie ja w czoło? Zmierzwi włosy? Złapie za noc lub ucho? Szybko się dowiedziała i zaraz została z lekkim grymasem na twarzy. Argarczycy po prostu to uwielbiali... Niszczyć jej śliczne fryzury. Klara zaczęła poprawiać swoje włosy, krzyżując wzrok z Ryu.
    - Dziękuję, rzeczywiście ostatnio jest mi... przyjemniej. Nawet powoli wracam do pisania - pochwaliła się. - A jak mam zastój to sobie zerkam na ten Twój rysunek - odwróciła notes na pierwszą stronę i uśmiechnęła się troszkę szerzej. - Jest uroczy i... jakoś łatwiej po spojrzeniu na niego wrócić na poprzednie szlaki - wróciła wzrokiem do oczu Ryu i odrobinkę posmutniała. - Ryu... ja... - wstała ze swojego miejsca i wzięła głębszy oddech zerkając gdzieś w bok. Przecież nie powinna lekceważyć tego co między nimi zaszło, nie powinna zostawiać bez jakiegoś wyjaśnienia, ale... nie miała pojęcia co powinna teraz powiedzieć.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  33. Darcy zaśmiała się lekko, poprawiając niesforne kosmyki włosów. Założyła je za ucho i wróciła wzrokiem do Ryu. Zagryzła delikatnie wargę, czując lekką zazdrość o Klarę. Zaraz jednak przeszło. Wzruszyła ramionami, bardziej po to, aby odgonić własne myśli.
    — Jak ma oczy i serce tam gdzie trzeba to pewnie miała, nie muszę pytać — odparła. Nie miała też za bardzo ochoty rozmawiać z dziewczyną. Była na nią zła za to, że krzywdziła Ryu. Okey, może to nie była jej wina, ale… ciężko było być tym trzecim po prostu. Darcy zwinęła się delikatnie pod ścianę, kiedy wyrzucił jej odnośnie gustów. Spojrzała na pościel i pokręciła głową.
    — Ja nie czekam na księcia z bajki, nie umiem po prostu zakochać się od pierwszego wejrzenia, nie wierzę w szczere uczucie dlatego, że raz spojrzysz komuś w oczy. Zakochuje się w tym co ktoś robi, jaki jest, w całości, a to zajmuje czas zanim kogoś poznasz, to nie jest czekanie na księcia z bajki — wyjaśniła mu po raz kolejny. — I chciałabym się zakochać w kimś kto… — zerknęła na niego i wypuściła powietrze z ust. — W kimś dla kogo nie będę albo niewystarczająca, albo przytłaczająca, dziwna, czy głupia i rozpieszczona — uśmiechnęła się smutno. Chociaż miał rację, nikt nigdy tak na nią nie spojrzy, więc czekała na postać z baśni, która nigdy się nie pojawi. Może Ryu byłby taki, może, ale on tak patrzy na Klarę, a nie na nią. — Nieprawda, nie jest łatwiej. Tak, masz pretensje tylko do siebie, ale masz wspomnienia, żeby kogoś poznać musisz spędzić z nim czas — odparła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  34. Orianna słuchała go uważnie i potakiwała głową. Zaraz jednak się odsunęła, żeby równie uważnie obejrzeć klona i jego ranę na dłoni. Chciała zobaczyć co kryje się za krwią.
    — A przy takiej odciętej ręce to czujesz tylko ból, czy nie możesz nią ruszać zanim do Ciebie dotrze ta informacja? — zainteresowała się. Nie musieli od razu uciekać do skrajności przecież. Było tak wiele elementów do zbadania przed tym etapem.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  35. — Po prostu mówię, że ja tak nie umie, zauroczyć też nie umiem się. Nie mówię, że Ci co tak robią robią źle, to urocze i romantyczne, a jak przetrwa… to jeden z piękniejszych materiałów na romans, ale każdy robi to po swojemu, prawda? Ty zauroczyłeś się kiedyś od pierwszego wejrzenia? — zapytała na koniec swojej wypowiedzi. Stawiała duże wymagania? Nie chciała kochać kogoś kto jej nie akceptuje, pokręciła głową, uśmiechając się w stronę Ryu. Wzruszyła ramionami i zaśmiała się delikatnie.
    — Zobaczymy co życie przyniesie, wierzę, że ktoś jednak mnie kiedyś pokocha, a ja go — odpowiedziała, po czym zaśmiała się delikatnie, chociaż czuła w środku dziwny smutek. Ryu całkiem jasno się określił, że on nigdy nie zakocha się w niej za to jaka jest. Cóż, Klara była szczęściarą.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  36. Klara uśmiechnęła się delikatnie na słowa o czekaniu. Obruszyła się jednak wyraźnie, kiedy zapytał czy aby na pewno pamięta dobrze przepis.
    - Oczywiście, że tak - zmarszczyła lekko czoło, odpowiadając z nutką opryskliwości w głosie. Ona miałaby zapomnieć coś takiego?! - Od lat pomagałam papie w przygotowaniach, nie ma możliwości bym cokolwiek pomyliła - odparła odwracając lekko głowę od Ryu. Nylian to by nigdy jej nie zasugerował zapominalstwa, a już na pewno nie w temacie jedzenia. Dla poprawienia humoru spojrzała sobie na rysunek, na pierwszej stronie i trochę jej mina złagodniała. Nie mówiła jednak nic, kiwnęła tylko głową co by przytaknąć chłopakowi. Dopiero kiedy przyszła chwila wyznania, wtedy otworzyły jej się usta.
    - Ryu ja... Ja nie chcę nikogo oszukiwać... - przyznała i spojrzała na własne dłonie. - To co zaszło między nami... ja... nie czuję się z tym dobrze... - podniosła wzrok na chłopaka. - Nie czuję się swobodnie, gdy... Wy... Och... Argarczycy są strasznie nieprzewidywalni, Ty jesteś, a mi... Mi się to po prostu nie podoba. Jasne, pewnie nie jedna kobieta marzy o gwałtownych całusach i porywaniu w ramiona, ale ja... ja nie... - odwróciła głowę w bok. - Marzę, ale z kimś kto jest już mój... Mąż też może robić takie rzeczy... i... Takie wyczekane dla mnie jest piękniejsze - oznajmiła i próbowała spojrzeć mu w oczy. - Dlatego czekam, obiecałam czekać... ale na Nyliana... - szepnęła. - Przy nim... Przy nim czuję się swobodnie - oznajmiła i uśmiechnęła się delikatnie, czując, że to co mówi jest po prostu prawdziwe.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  37. Orianna przeszła wzrokiem do klona. Wstała na równe nogi i zaczęła go bacznie obserwować. Dotknęła delikatnie ramion iluzji Ryu. Niesamowite! Jakby dotykała żywego człowieka. Zaraz przeszła na plecy dłońmi, a potem zasłoniła klonowi oczy.
    — A teraz coś widzisz? — zapytała zainteresowana.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  38. Darcy zaśmiała się delikatnie, uśmiechając wdzięcznie na myśl o Tonym i Grimie.
    — Nic dziwnego, oboje mają w sobie tyle pasji i ciekawości, potrafią dużo wyrzucić na pierwszym spotkaniu, a to jak rozkwitli przy sobie… nie mogę się doczekać ich ślubu, wiesz? — oczy jej się nieco zaświeciły z ekscytacji. — Jak będzie po wszystkim będzie tyle wspaniałych przygotowań, imprezy panieńskie, kawalerskie, ślub, poprawiny… nie powiem jakie plany ma Grima, ale są po prostu genialne — wyznała, rumieniąc się przy tym delikatnie z szerokim uśmiechem na ustach, chociażby na wspomnienie sukni, którą Grimcia sobie upatrzyła w głowie.
    — Uwierz mi nie czekam do usranej śmierci, myślę, że wcześniej ktoś mi złamie serce — odparła, po czym zaśmiała się lekko, bo było to po prostu smutne i prawdziwe.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  39. Orianna krzyknęła z przerażenia, kiedy Ryu wbił sobie sztylet w rękę. Podeszła do niego i trzepnęła go lekko w tył głowy.
    — Proszę ograniczyć takie prezentacje do zera! — zaznaczyła twardo, chwytając jego zranioną rękę. — Chodź, za bandażujemy i bez Febe za karę, nie wolno się samemu tak ranić — dodała jeszcze już spokojniej, chociaż ton miała dosyć władczy. Zaprowadziła go do swojego pokoju i posadziła na fotelu, po czym poszła po wszystkie potrzebne rzeczy do odkażenia i bandażowania rany. — Ledwo chodzić zaczął, niemożliwy jak Satoru…. — mruczała do siebie z niezadowoleniem.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  40. Orianna na początku odkaziła dłoń, specjalnie wybierając najbardziej szczypiący do tego środek jaki miała w swojej aptecznej szafie. Niech czuje za to co zrobił! Nie wolno się tak samodzielnie kaleczyć.
    — Nie tylko matematyki was uczył — pokręciła głową z dezaprobatą. Zachowywał się jak jej współlokator. Był kompletnie niemożliwy. Jak można było się tak traktować! To nawet nie służyło do żadnego eksperymentu, trzeba było tak z klonem zrobić. Chwyciła bandaż oraz kawałek zacnogrzybka, którego przyłożyła do otwartej rany - miał na celu przyśpieszyć zrastanie się mięsa, które sobie przebił i zapobiegać wdaniu się zakażania. Bandażem zaczęła owijać dłoń Ryu.
    — Niemożliwość a masochizm to dwie różne rzeczy — spojrzała po nim poważnie. — Myślisz, że w taki sposób komuś imponujesz? Stresowanie kogoś nie jest dobre — znowu pokręciła głowa, kończąc wiązanie. Obejrzała jeszcze raz dokładnie dłoń, a potem wstała jeszcze na równe nogi, żeby zapakować mu medykamenty, przebił się całkiem mocno, ranę trzeba będzie oglądać co jakiś czas i sprawdzać. — Rodzinę, przyjaciół i kochanków też tak stresujesz? Bardzo nieładnie — rzuciła jeszcze, podając mu koszyk. — Tutaj masz bandaże, płyn odkażający i tutaj — wskazała mu na zawiniątko z suchych ziół i plastrów grzybów — gdyby się źle goiła to przykładasz po odkażeniu i bandażujesz i zmieniasz opatrunek po paru godzinach, żeby nie została stygma ani blizna — wyjaśniła mu.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  41. — Krawata? — spojrzała, nie bardzo rozumiejąc co to niby jest. Pewnie jakaś argarska ozdoba. Zaraz pokręciła głową. — O to się nie martw, Tonego też zabiorę na przymiarki, będzie wyglądał najlepiej po Grimie, także kolory będą dobrane idealnie, już ja tego dopilnuję. Wam z eleganckimi strojami nie można ufać — zaśmiała się delikatnie, patrząc wymownie po Ryu. Wszyscy w grupie z chłopców ubierali się tak, jakby frak i surdut brzmiały jak wyrok śmierci. Jak kiedyś zabrała Tonego na tańce to też musiała się z nim targować o durny luźny surdut i ładny płaszcz na książki. Nie ma mowy, żeby na weselu przyszli ubrani tak jak u wujka Nika i cioci Shi. Przecież to wstyd będzie. — No i Tobie i Gavovi też coś ładnego trzeba będzie uszyć, nie ą ę, bo się zesracie, ale wiesz, nie ma, że zwykła koszula i czyste portki — pogroziła mu palcem, wstając na kolana, żeby rękami pokazać mniej więcej wzór luźnego, ale eleganckiego stroju. — Coś żeby przy Młodych stać dumnie, Grima chce hucznej zabawy to trzeba się odstawić, a waszej mamy nie wolno zadręczać szyciem całej kolekcji ślubnej, sama będzie się musiała przygotować do takiego dnia — dodała, nachylając się do niego, żeby pogrozić mu palcem. Zarumieniła się lekko i zaraz odsunęła i odchrząknęła. — Dlatego wszyscy przeżyjemy, żeby mieli piękne i szczęśliwe wesele — zakończyła swój wywód. Zarumieniła się mocniej, kiedy znowu powiedział o tym głupim rycerzu i wyciągnęła rękę do niego, żeby trzepnąć go delikatnie w ramię.
    — Nie czekam na rycerza! — zaznaczyła, marszcząc nos. Założyła ręce pod biustem i prychnęła delikatnie obrażona. — Ile razy mam to powtarzać? To nie jest rycerz na białym koniu, to… — zaraz urwała. O nie, ni chuja. — Jak chcesz iść w rycerzy, to ja Ci życzę uroczej księżniczki z karczmy, która w końcu zdejmie klapki z oczu — dodała ciszej, czując jak skręca ją w środku na te słowa. Pokręciła głową, uśmiechając się do Ryu. Mimo wszystko chciała jego szczęścia. Poza tym ona i tak nie była kimś kogo dało się kochać romantycznie. Była na to zbyt wybrakowana i dziwna.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  42. — Nic jeśli chodzi o zwykłe dni, ale Tony pewnie weźmie Cię na świadka, prawda? — zaczęła. — A wtedy by wypadało, żebyś się prezentował nieco bardziej elegancko. Wiesz koszula z lepszego materiału i spodnie, do tego może jeszcze taka narzuta — pokazała mu palcami o co mniej więcej chodzi, ale chyba to i tak nie działało zbyt dobrze, bo już wcześniej Ryu się przecież obruszył, a od początku nie pokazywała mu niczego fikuśnego. Wypuściła powietrze z ust i pomyślała chwilę o Grimie i Tonym. — Przede wszystkim musi skończyć się wojna, a to może potrwać, potem po rozłące pewnie będą się chcieli sobą nacieszyć i jeśli to przetrwają, myślę, że ślub nie wpłynie na stałość ich relacji, a Ty? — zainteresowała się. Ryu zdawał się bardzo sceptyczny względem ich związku. Skrzywiła się, kiedy znowu się do niej przyczepił. Złapała jego dłoń, po tym jak ją puknął i spojrzała mu w oczy z poważnym wyrazem twarzy.
    — Co masz na myśli? Brzmisz jakbym nie próbowała nawiązać z wami szczerej relacji, z Tobą… ja jestem otwarta, naprawdę chcę mieć tutaj przyjaciół, myślałam, że ich mam... — wyjaśniła, markotniejąc na twarzy. — I tylko nie wracaj proszę do rycerza i księcia z bajki, proszę

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  43. — Masochizm to chęć czucia bólu, takie perwersyjne pragnienie — zaczęła, przysuwając sobie krzesło od swojego biurka. — Masochista to ktoś kto chce cierpieć, rani siebie i zmusza, nawet nieświadomie, innych do robienia mu tego samego. Niemożliwość z kolei objawia się w różnych aspektach życia, można mieć niemożliwe poczucie humoru, popęd, niemożliwy apetyt, charakter, niemożliwość może być odbierana jako coś złego albo neutralnego albo dobrego z boku, zależy kto patrzy, ale nie sądzę, aby niemożliwa osoba sama szukała cierpienia — tyknęła go w nos delikatnie się uśmiechając. — A Ty mi się zdajesz z miłego, niemożliwego poszukiwacza przygód przechodzić na masochistę z tymi sztyletowymi sztuczkami. Mieliśmy badać na Twoim klonie rany, a nie na Tobie i rzeczy, których nie wiesz Ty, a jak mnie do zawału doprowadzisz to będziesz szukać kogoś innego, kto wyrazi zgodę na takie eksperymenty — zastanowiła się przez chwilę i zaśmiała lekko, rumieniąc się przy tym. — A w Argarze raczej mało osób będzie chciało się zgodzić, myślę, że mało jest tak niemożliwych i szalonych osób na punkcie eksperymentowania na drugim człowieku — dodała jeszcze, bo biorąc pod uwagę jej własne przeżycia to mało kto był skłonny być kimś kto eksperyment przeprowadzi, a nie będzie jego obiektem. Pokręciła głową, gdy wspomniał o bliźnie.
    — A chciałbyś bliznę z pokazywania jak działa klon? Myślałam, że blizny warte kolekcjonowania to takie z…hmm… wartych zapamiętania zdarzeniach. Taka jest moja opinia — wyjaśniła. — Chcesz takiej blizny? Po pokazywaniu, że klon nie odnosi Twoich obrażeń?

    Orianna

    OdpowiedzUsuń

  44. Zmarszczyła nos, kiedy wspomniał o narzucie. I tak mu później pokaże ten strój na żywo i zobaczy czy wtedy będzie marudził. Akurat ona widziała Ryu w takim stroju w jakim go sobie wyobrażała i ciężko było to jakoś odwidzieć szczerze mówiąc. Wyglądałby naprawdę dobrze. Tym bardziej skoro ciuchy są drugorzędną sprawą, to nic nie szkodziło mu pokazać, a nóż widelec zaakceptuje jak ona to widziała. Zaraz jednak popatrzyła po nim pytająco.
    — A jakiej zmiany ja oczekuję od Ciebie niby? — zapytała, bo nie przypominała sobie, żeby kazała mu coś w sobie zmieniać. — Jedyne co mi przeszkadzało to te pocałunki kiedyś, z czego nie robiłam Ci przecież awantury o to, ale to było — zarumieniła się — no to normalne, że można mieć z tym problem, ale poza tym? — dodała jeszcze na swoją obronę. Kwestii przyjaciół nie komentowała. Gava nie znali od dzieciństwa, a jednak widziała pewne różnice.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  45. Onyx rozważała przez jakiś czas czy iść z Ryu na tę wycieczkę krajoznawczą-przygodową. Szczerze nie miała ochoty na jego towarzystwo po ostatnich pokazach motania jej w głowie. Uznała jednak, że poza Argarem będzie łatwiej mu przywalić, gdyby uznał, że znowu ma ochotę jej pokazać jakie to cyrki w głowie potrafi urządzać. A poza tym musiała się dostać do Marchwii i załatwić swoje sprawy. Poprawiła maskę, podchodząc do Ryu, upewniając się, że ma zasłoniętą twarz.
    — Kusiło — odpowiedziała, patrząc po nim z dość sporą dozą podejrzliwości. — Ale skoro idziemy w tym samym kierunku możemy spróbować spędzić miło czas — dodała. — Gotowy? — zapytała od razu, nie zatrzymując się. Wolała żeby się nie ociągali. Im szybciej wyruszą tym szybciej dotrą.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  46. Onyx przytaknęła mu i poczekała, aż dołączy do niej. Sama nie miała za bardzo o czym z nim gadać. W głowie miała głównie pretensje za to co zrobił, więc uznała, że lepiej nie mówić nic. Przynajmniej trzymali dobre tempo. Kiedy zaczęło zmierzchać byli już kilka kilometrów za Ardeą. Spojrzała na Ryu, a gdy nie zobaczyła oznak zmęczenia uznała, że nie muszą wcale jeszcze szukać miejsca na noc konkretnie w tej chwili.
    — Za jakieś dwie godziny dojdziemy do gospody, gdzie można się przespać, nie będzie trzeba zatrzymywać się na polowanie i rozkładanie posłania do spania — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  47. Orianna wzięła wdech i wydech, kiedy zadał to pytanie. Zdecydowanie nie byli jeszcze na takiej stopie znajomości, żeby odpowiadała mu na takie rzeczy i jeszcze dawała się podrywać. Złapała jego dłoń, którą dotykał jej ust i odsunęła od siebie. Kolejny Satoru, hm? Wystarczył jej jeden. Nawet jeśli byłaby zainteresowana sprawdzeniem własnego popędu na kimś innym to nie na Ryu, który zaczynał przypominać Sato. Zaraz będzie się podniecać przy kolejnym mówiącym “nie masz do siebie, bo masz własne potrzeby”. Nie ma nawet takiej opcji.
    — Nie chciałabym, iść do łóżka z kimś kto chce, żebym robiła mu krzywdę, nie jest to dla mnie podniecająca myśl — wyjaśniła spokojnie, chociaż miała rumieńce na policzkach. Mimo wszystko to był intymny temat. Może i by sprawdziła z nim swoje zachcianki, ale nie dopóki będzie jej przypominał kogoś innego. Pokręciła głową. — To by się zdziwili, jakby zostali tylko po eksperymentach… chociaż to daje pewne możliwości — zaraz jednak zarumieniła się mocniej i uśmiechnęła z podekscytowania. To nasunęło jej pewien pomysł, więc poszła szybko po swój dziennik, w którym zapisała swój pomysł. Przytaknęła mu głową.
    — To dobrze, bo jedna szalona osoba przy takich eksperymentach wystarczy, a przy mnie to miejsce jest zarezerwowane — uśmiechnęła się do niego i tyknęła go lekko w nos, po czym uśmiechnęła się szerzej. Tak, ta zaczepka bardzo ładnie jej wyszła. Była z siebie dumna. Przyjrzała się jego bliznom, kiedy zdjął koszulę.
    — Dalej uważam, że to nie powód do robienia nic nie znaczących blizn, spojrzysz na taką na ręce i nie pomyślisz, że teraz jesteś w lepszym miejscu, pomyślisz, że jesteś szalony, bo celowo rękę przebijasz. Poza tym, jeśli z tego zrobi się styga, to będzie bardzo boleć — wyjaśniła.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  48. Ona? Zmęczona? Czy on naprawdę próbował sobie zrobić z niej wroga, że uderzał prosto w jej godność. Gdyby chciała mogłaby i iść całą dobę bez żadnego odpoczynku. A potem się nasłuchać od Gava, bo jej własna matka jest strasznym konfidentem. Zacisnęła usta, wdzięczna w duchu, że ma na sobie maskę.
    — Nie, nie jestem zmęczona, martwię się o Twoje chude nóżki — odpowiedziała mu, specjalnie pijąc do tego, że ewidentnie miał o wiele mniej wysportowaną sylwetkę niż ona. — I nie już a za dwie godziny, jak Ci zależy na czasie to jemy w gospodzie, bo nie będę głodować ani marnować czasu na polowanie, a potem możemy spać na gołej ziemi bez robienia szałasu jak Cię już będą boleć nogi — powiedziała jeszcze z wyjątkowo dumnym. Uniosła lekko brodę do góry i przyspieszyła tempa. Jeszcze tego brakowało, żeby żółtodziób jechał po jej umiejętnościach. Pfy!

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  49. — Twoje zachowanie podpowiada mi dwie możliwe opcje przy i po stosunku i na żadną niestety nie mam ochoty, może zacznę Cię namawiać jak zmienię zdanie — odpowiedziała szybkim, rzeczowym tonem, a potem dopiero dotarło do niej co powiedziała. O jeny! Chyba teraz przesadziła. Przecież Ryu nie mówił, że chciałby z nią to zrobić. Na pewno teraz będzie gadał o tym jak to nie ma do siebie szacunku, o zgrozo! Odsunęła jego palec i zmarszczyła brwi.
    — Proszę nie dotykać mnie jakbym była dzieckiem, nie życzę sobie upupiania, jestem dorosłą kobietą — zaznaczyła mu jeszcze. Sama się zaśmiała, gdy wspomniał o eksperymentach.
    — Nie wiesz nic o moim eksperymentowaniu, więc nie zakładaj tak sobie wszystkiego hop siup do przodu — ostrzegła go. — Mógłbyś się zdziwić gdybyś wiedział jakie rzeczy badam w wolnej chwili — dodała jeszcze konspiracyjnym tonem, dumna z siebie. Spojrzała po nim ze współczuciem zaraz i dotknęła delikatnie rannej dłoni.
    — W jakim czarnym miejscu? — zapytała zatroskana. Nikt nie powinien się krzywdzić, żeby zapomnieć o cierpieniu. To była bardzo zła praktyka.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  50. Onyx wywróciła oczami, widząc zachowanie Ryu. Ta podróż zdecydowanie nie zapowiadała się na jakąś specjalnie przyjemną.
    — Przed chwilą zachowywałeś się tak, jakby nie było przed nami już żadnej drogi na dzisiaj do przejścia — przypomniała mu. Zdecydowanie wolała podróżować sama. “Uuu… jestem Argarczykiem, zależy mi na czasie, co już chcesz się zatrzymywać? Nie słucham Cię i zrobię Ci wodę z mózgu magią, bla bla bla”. Tyle zrozumiała z jego słów i nie pamiętała, aby gdziekolwiek uwzględnił, że dwie godziny przed zjedzeniem, to jest jednak całkiem przyzwoity kawałek zanim pójdą zjeść. Odwróciła wzrok od jego oczu. Zdążyła się nauczyć, że często te durne mentalne sztuczki były powiązane z kontaktem wzrokowym. Zacisnęła dłonie, kiedy wspomniał, że ją poniesie. On ją?! Dobre żarty. Boleć nogi?! Zaraz jego coś zacznie boleć jak się nie zamknie.
    — Chciałbyś, zapomnij — zaznaczyła twardo i sama przyśpieszyła kroku. Jeszcze tego brakowało, żeby to on ją prowadził, kiedy idą w jej okolice!

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  51. — Zaproponowałam teraz, bo zaczyna się robić ciemno, skąd mam wiedzieć, czy Ty nie chciałeś robić już teraz postoju? — odpowiedziała mu pytaniem. Większość podróżnych odpuszczała sobie drogę, gdy słońce przestawało świecić. Skąd miała wiedzieć jak zachowa się Ryu. Przecież nie lata za nim i nie pilnuje go. Nie zamierzała bardziej wnikać w jego preferencje. Szybko odpuściła sobie konkurowanie o prędkość. Skoro musiał się popisywać to zobaczy jak długo będzie wiedział, w którą stronę iść. Najwyżej go gdzieś zostawi po drodze.
    — Aha — odparła, kiedy zaczął się chwalić jakim to miłym chłopakiem nie jest. Ten kto mu to powiedział chyba dostał srogo w głowę. Mili goście nie robili papki z mózgu czarami kontrolującymi umysł, ale ten komentarz już zostawiła dla siebie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  52. — Nie chcę się zatrzymać — odpowiedziała, zmuszając się do zachowania spokoju. Ależ on był męczący. W ogóle nie potrafił się przymknąć. I jeszcze absolutnie nie rozumiał co się do niego mówiło. — Chcę iść, zjeść w gospodzie i iść dalej, po prostu nie zamierzam być noszona ani wierzyć w żadne bzdury o miłych gościach — wyjaśniła mu śmiertelnie poważnie i narzuciła szybsze tempo. Skoro chciał być taki szybszy we wszystkim to proszę bardzo. To nie ona była po złamanej nodze. Poza tym oboje mieli swoje problemy na głowie i wolałaby się skupić na swoich a nie na kimś kto ciągle gada dla gadania.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  53. Ona się przechwalała? To on dzień wcześniej bawił się w jej głowie, a teraz oczekiwał, że będzie przy nim skakać z radości.
    — To sam nie pokazuj swoim czary mary jaki jesteś potężny i niezwyciężony, bo wodę z mózgu robisz — odpowiedziała mu z wyraźną pretensją. Nie musiałaby pokazywać, że umie się bronić i wywyższać, gdyby mogła mu po prostu zaufać, że jej myśli zostaną jej.
    W karczmie zamówiła kilka talerzy żeber rotha, żeby porządnie się najeść i do tego coś do picia. Odebrała też wiadomość zostawioną przez Ji'zzargo. Przeczytała ją i odetchnęła z ulgą, widząc, że jego pismem opisywał, że wszystko jest dobrze, a sam pędzi do Nor żeby przekazać najnowsze nowiny. Schowała wiadomość do kieszeni, a następnie zdjęła maskę, żeby wziąć się za jedzenie. Spojrzała na biedną zupę Ryu i skrzywiła się delikatnie.
    — Jesz jak małe dziecko. Najesz się tym w ogóle? Potem długo będziemy bez jedzenia skoro zależy Ci na czasie, dzisiaj nie będziemy polować — zaczęła mu wyjaśniać z pełnymi ustami, zajadając się swoim mięsem.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  54. Zaśmiała się lekko i podkręciła głową. Dlaczego myślała, że może się z nim dogadać? Jest tak samo zarozumiały jak Pius. Z równie debilnymi mocami.
    — Tak, tak, gdybyś chciał mnie zabić już byś to zrobił — odpowiedziała mu, nie komentując tego co jej zrobił. Dalej miała ochotę go zabić na wszelki wypadek. Tak byłoby o wiele łatwiej. Była przerażona tym co Ryu mógłby zrobić, jak dużo wolnej woli mógłby jej odebrać. Nie powinna z nim iść. To był błąd. Ogromny błąd.
    — Po prostu trzymaj się z daleka od mojej głowy — dodała ciszej, czując jak cała drży w środku. Naprawdę ten nonsens z Piusem dalej w niej siedział? Nie mogła nikomu ufać. Nie, miała parę osób, które jej jeszcze nie zdradziły, ale Ryu ufać nie mogła. Nie zasługiwał na to. Zachowywał się jak ktoś kto chętnie wbije nóż w plecy i o ile był to dobry sposób na morderstwo to nie służyło w zawieraniu przyjaźni.
    Patrzyła na tę jego biedną zupę. Gdyby nie był taki zarozumiały i wszechmocny to by się podzieliła swoim jedzeniem, ale tak? Niech pada z głodu. Nic dziwnego, że tak magią wszystkich straszył. Pewnie był beznadziejny w bezpośredniej walce. Ciekawe skąd brał siły. W razie czego łatwo będzie poderżnąć mu gardło. Wgryzła się w żebro i mruknęła zadowolona na smak mięsa i ostro-słodkiej marynaty.
    — Współczuję, nie chciałabym mieć takiego żołądka, ale umiesz być miły, więc nie wyżywaj się na mnie za to, że jeść dobrze nie możesz — powiedziała mu, biorąc kolejne żebro do rąk. Tak, to chyba był powód dla którego ją wtedy tak w karczmie zaatakował. W końcu wtedy też jadła zadowolona ze smakołyków, a on robił swoje czary mary fifa rafa. Właśnie dlatego najlepiej mieć pełny żołądek. Człowiek jest wtedy milszy.
    — Jak obiecasz, że będziesz miły to się podzielę żeberkami, tracisz nie próbując ich — zaproponowała na zawarcie rozjemu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie skomentowała tych słów. Właśnie w tym rzecz, że nic mu nie zrobiła, a puszył się swoją magią, jakby był niezwyciężony. Ona też mogłaby mu zrobić krzywdę, gdyby chciała, ale nie chciała. Chyba. Na razie próbowała dalej być miła.
    Jego mały występ tylko jej pokazał, że nie powinna mu tak ufać. Ale cholera ona naprawdę była nienormalna, bo miała słabość do jebniętych, złych facetów z kompleksem wyższości. Dreszcz przerażenia zmienił się w przyjemny. Odłożyła mięso i wytarła ręce, uśmiechając się do Ryu, kiedy polizał jej ucho. Jasna cholera. Wzięła wdech, łapiąc podbródek Ryu w dwa palce, a sama zbliżyła swoją głowę do jego.
    — Zaraz sama będę miała ochotę na tę zupę — szepnęła, patrząc po nim zaczepnie. Kurwa, to nie tak miało wyglądać! Czemu ona nie potrafiła nad sobą panować?! — A tak Ci na czasie zależało — szepnęła, zniżając się ustami do jego szyi, którą musnęła językiem, a potem lekko kłem. Puściła go i odsunęła się od niego, kiedy tylko rozsądek złapał ją na ułamek sekundy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  56. Zaśmiała się lekko, przybliżając jeszcze kawałek.
    — To nie będzie to samo — odparła, zniżając się powoli, przed polizaniem jego szyi, śledząc wzrokiem jego reakcję i tętno. Językiem oczywiście zahaczyła o miejsce, gdzie chowała się jego urocza aorta, żeby poczuć jakie ma tętno. Ciekawe czy gdyby go wzięła jak Piusa to byłby potulniejszy w trakcie drogi. Powinna to przemyśleć. Chociaż myśl, że matka ją obserwowała potrafiła łatwo zniszczyć nastrój. Dokończyła swoje żeberka w kilkadziesiąt sekund i poklepała się po brzuchu zadowolona.
    — Dobrze — odpowiedziała, czekając aż skończy swoją marną zupę, w międzyczasie znikając na chwilę żeby umyć ręce i twarz z tłuszczu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  57. — Chyba jednak wolę zakazane rzeczy — uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi, odwzajemniając figlarne spojrzenie. Cicha podróż jej nie przeszkadzała. Mogła myśleć i nasłuchiwać, nawet jeśli aktualnie nic im nie groziło, dobrze nie było tracić czynności. Zwłaszcza, że nie miała zamiaru pierwsza zaproponować odpoczynku. Uparcie szła najkrótszą pieszą trasą do Marchwi, a kiedy noc i korony drzew przysłoniły całą widoczność wyjęła oclarska pochodnie i odwinela czarny materiał, który zasłaniał świecące w ciemnościach księżycowe kamienie misternie włożone w kawałek drewna. Może i miała całkiem dobry wzrok w nocy, mimo wszystko kiedy wszystko było całkiem czarne, lepiej było sobie pomóc. Przynajmniej dopóki Ryu nie odpadanie.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  58. Oczywiście, że szli dobrze. W końcu sama znała trasę i potrafiła chodzić po szlakach. Poprawiła swoją maskę, którą założyła tuż przed wyjściem z karczmy. Mieli naprawdę tempo. Mimo tego że oboje byli wcześniej mocno poturbowani przez życie.
    Nie skomentowała tego jak Ryu wdrapał się na drzewo, tylko spojrzała w kierunku, który wskazał. Uśmiechnęła się za to pod nosem, kiedy uznał, że robią postój. I bardzo dobrze, że pierwszy odpadł. Nie odda wytrzymałości i siły fizycznej chudym czarodziejom z Argaru. Nie ma opcji. Nawet chyba kojarzyła polane, o której mówił. Sama często tam się zatrzymywała na sen, gdy szła do Argaru. Jeśli tak to na drzewie będzie dziura, nad którą będzie wydrążone małe "O", a w środku dziury koc na zimniejsze noce. O ile nikt go nie ukradł.
    — No to idziemy tam — odpowiedziała Ryu, czekając aż zejdzie, a potem ruszyła z nim na polane.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  59. Onyx wcale nie zachowywała się jak dziecko. Przynajmniej w swoich własnych oczach. Nie lubiła przegrywać, była bardzo dumna, a szczególnie teraz chciała czuć się w czymś dobra. Nie tylko Ryu ostatnio miał bagno w głowie niestety. Szła obok chłopaka myśląc o tym co będzie dalej, co zrobi w Marchwiach. Jakby nie patrzeć sporo z jej życia legło w gruzach z dnia na dzień, a ona nie mogła zacząć tego od razu zbierać. Zmuszono ją, żeby była sama z kilkoma "durnymi" ranami. Posłuchała tylko dlatego, że dzięki Gavovi żyje i miał prawo czuć się o nią spokojny. Nic więcej.
    Na polanie w pierwszej kolejności wdrapała się na drzewo, zobaczyć czy ma swój koc. Niestety nie było go tam. Trudno, miała posłanie, na którym dalej mogła się wyspać, a skoro Ryu rozpalił ognisko to nie będzie zamarzać. Wpatrywała się chwilę w ogień oraz suszone mięso, po czym poczuła jak robi się głodna, ale nie poprosi go przecież o jedzenie.
    — Idę się umyć — poinformowała go. Uznała, że zimna kąpiel dobrze jej zrobi na ogarnięcie własnych myśli i głodu. Odeszła kawałek, żeby nie być bezczelnie na wizji, rozebrała się i weszła do wody.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  60. Woda była naprawdę przyjemna. Lodowata jak serce Helgi, ale za to pozwalała wziąć się w garść, a poza tym przyjemnie relaksowała po podróży. Czasami nawet ona lubiła drobne przyjemności. Nawet często w zasadzie. Najbardziej teraz potrzebowałam jasności umysłu. Przynajmniej na chwilę. Nie zdziwiła się faktem, że Ryu dołączył. Bardziej zdziwiła ją jego propozycja. Uniosła delikatnie brew do góry.
    — Mam nadzieję, że nie rozebrałeś się tylko dla tej jednej prośby — zażartowała, po czym sama zanurkowała na dłuższą chwilę. Złapała w zęby suma, który się biedny nawinął przypadkiem i ugryzła spory kawałek ryby, wynurzając się przy tym, zostawiając po sobie trochę czerwonego na tafli wody.
    — Ale zamiast suszonego mam ochotę na sashimi — wyjaśniła po tym jak przełknęła kawałek surowej ryby. Chyba tak to się nazywała w tej kanjpie przy wodze w Argarze. Surowa acz smaczna ryba. Miała też swoje suszone mięso, ale cóż, wolała się popisać.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  61. Kiedy Ryu plunął na nią wodą zmarszczyła brwi i odsunęła się na krok od niego, zaciskając dłonie pod taflą wody. Próbowała zrozumieć czemu ma do niej pretensje o małe popisy dla argraskiej kuchni. Sam był przecież Argarczykiem. Powinien to kuźwa docenić, a nie. Ostatecznie wyszła z wody i założyła na siebie bieliznę, po czym tak usiadła przy ognisku. Okryła sobie plecy ręcznikiem i na razie tak sobie schła. Spojrzała na mapę.
    — Czy to nie "Pod tłustym sowoniedźwiedziem"? — zapytała, patrząc uważnie. Och, zdecydowanie. Oblizała usta, myśląc o ich kuchni.
    — Mają tam cieniostwory za to i najlepsze Tatary w Mathyr — odpowiedziała, marząc o jedzeniu. Do tego te krwiste steki. Przymknęła oczy, sięgając dłonią po swoje suszone mięso. I znowu była głodna.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  62. Sama chwyciła herbatę do rąk, przez co ręcznik z niej spadł, ale mało się tym przejęła. Nie pierwszy raz ktoś ją tak widział i pewnie nie ostatni, kiedy miała nie miała na myśli nic dwuznacznego. Upiła łyk.
    — Co to? — zainteresowała się. Bardzo dziwna mieszanka - dla niej. Jakby miała strasznie dużo smaków na języku , a jednocześnie było to dziwne przyjemne. Sama uśmiechnęła się lekko.
    — Uważaj na zgon hazardzisty tylko przy piwie, leją tam czysty spirytus, żeby nikt nie wygrał wyzwania — poradziła mu, sięgając po kolejny kawałek mięsa. Później sama patrzyła to na swój kubek, to brała jedzenie, aż w końcu ubrała się na powrót w skórzaną zbroje i wróciła na swoje miejsce. Zaśmiała się lekko.
    — Czasami — uśmiechnęła się lekko na ostatnie wspomnienie wspólnego wyjścia, a potem spoważniała, myśląc o kolejnym spotkaniu. Poza tym tutaj milczenie miało swój prosty powód - strach. — Ale nie zawsze jest to możliwe, poza tym nawet lubię jak nawzajem testujemy swoje możliwości — wyjaśniła. Miała wrażenie, że takiej odpowiedzi oczekuje. Nawet jeśli nigdy tak miło nie było, nie warto było sprzedających odstraszać
    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  63. Mieszanka ziół brzmiała dla niej jak nietrująca litania trudnych nazw. Nie był fanką zielarstwa w kwestii herbatek, ale coś kojarzyła, więc nie było tak źle. Mniej więcej wiedziała co pije, aczkolwiek Ryu miał wyobraźnię, że zrobił takie połączenie. Pewnie jak każdy przejmujący kontrolę na mózgiem psychol.
    — Interesująca — powiedziała prosty komplement o jego herbacie. Zaśmiała się lekko na wzmiankę o piwie.
    — Słyszałam, dlatego ostrzegam, w końcu nie masz ochoty być noszonym — odparła nieco zaczepnie, chociaż dalej miała przyjazny wyraz twarzy.
    — Jak to z Gavem, zawsze znajdzie sposób żeby wyznaczyć sobie nową granicę, to... Hm... Nie wiem jak to ująć, zawsze mam ochotę stać się jeszcze lepsza, ale i tak wiem, że jestem dobra, poza tym treningi, czy granie sobie nawzajem na nerwach — wypuściła powietrze nosem i poprawiła włosy przy uszach. Lubiła ich relacje i cieszyła się, że ma go w życiu, ocalił ją i był po prostu sobą, dobrze, że był. Tak. Przytaknęła na to sobie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  64. Spojrzała uważanie po Ryu i zastanowiła się chwilę. Wstała na równe nogi i podeszła do niego. Udała, że sprawdza jego wymiary i potencjalną wagę, która nie mogła być zbyt imponująca. Nachyliła się nad Ryu i uśmiechnęła lekko.
    — Już zmieniłeś zdanie, hm? — zaśmiała się krótko. — Zapewniam, że mięśni mi nie brakuje, możesz sobie testować, tylko nie myśl, że będę Cię niosła całą drogę, jesteś na to trochę za stary — wytłumaczyła w żartobliwym acz przyjaznym tonie, po czym odsunęła się od Ryu i dolała sobie herbaty. Przytaknęła, kiedy wrócili do Gava tematem.
    — Ja też się cieszę — zgodziła się z Ryu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  65. Z początku uniosła się dumą. Ona zmęczona miałaby dać się nieść? Nie ma takiej opcji. Najpierw musiałaby stracić przytomność chyba. Zaraz jednak uśmiechnęła się zaczepnie, popijając herbatę.
    — Och, aż tak mi ufasz, że pijany dasz się nieść? Nie boisz się, że wrzucę Cię w jakieś nieprzyjemne, brzydkie miejsce? — zapytała, dotykając delikatnie jego klatki piersiowej. — Ale nie martw się, nie zrobię Ci krzywdy — zapewniła go jeszcze.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  66. Trochę zaskoczyła ją reakcja Ryu, ale nie dała tego po sobie pokazać. Skoro tak chciał się bawić, to taką dostanie zabawę. Nie pierwszy raz. Przymknęła oczy, żeby skupić się na tym co chciała mu powiedzieć. Ostatecznie otworzyła oczy i przejechała językiem po jego dolnej wardze i uśmiechnęła się niewinnie. Zabrała dłoń, którą złapał, po czym przejechała lekko paznokciami po szyi jedną ręką do ramienia, a drugą od klatki piersiowej na drugie ramie.
    — Lubisz jak ktoś Ci robi krzywdę? — zapytała i pchnęła go delikatnie, żeby się położył i sama się nad nim pochyliła. Osobiście nie miała zamiaru samej dawać się skrzywdzić, ale w drugą stronę... Cóż los mógłby jej trochę oddać.
    Zrobiła mu kłem lekką rankę na szyi, a potem zlizała krew. — Bardzo chcesz takiej krzywdy? — zapytała, wracając do jego twarzy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  67. — Pytałam czego Ty chcesz i co Ty lubisz, nie co Tobie robią inni — zauważyła stykając się z nim czołem. W pierwszej chwili liczyła, że to będzie prostsze, a teraz mu nawet współczuła. Biedny, udręczony na duszy Ryu, sama znała to dość dobrze. Sama uśmiechnęła się krzywo i uniosła delikatnie, żeby złapać w palce jego podbródek.
    — Trochę bólu fizycznego potrafi być bardzo seksowna — mruknęła, znowu zbliżając się do jego szyi. Pocałowała delikatnie rankę, a potem przegryzła, dalej trzymając jego podróbek.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  68. — A Ty lubisz taki ból? — zapytała, bo dalej jej nie odpowiedział. Odsunęła się delikatnie i spojrzała na ślad jaki zostawiła. Jej zdaniem był całkiem uroczy. Jej podbój, coś nad czym ma kontrolę, tak to brzmiało dobrze. Spojrzała w oczy Ryu i podkręciła głową.
    — Lubię mieć władzę nad sobą — odpowiedziała, nachylając się do jego ucha. Dotknęła płatka nosem, a potem polizała, pilnując się, żeby trzymać zęby z daleka. — Po prostu uważam, że odrobina bólu i krwi jest bardzo seksowna — szepnęła mu w wyjaśnieniu.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  69. — A chcesz? — mruknęła mu do ucha, po czym przegryzła je delikatnie na zachętę, uważając, żeby nie zrobić nic więcej swoim uzębieniem. Wypuściła zadowolona powietrze z ust, kiedy poczuła jego ręce na skórze. Brakowało jej takich dreszczy przyjemności. Jego pytanie trochę jednak dało jej do myślenia. Czy on był prawiczkiem? Niemożliwe.
    — A czego tak byś chciał poznawać i doznawać, hm? — zapytała, lekko się z nim drocząc.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  70. Jęknęła lekko czując nacisk na swojej kobiecości. W tym momencie miała wrażenie, że ta podróż może wcale nie będzie taka zła. Uśmiechnęła się do niego i sięgnęła palcami do jego koszuli, żeby zacząć odpinać guziki. Skrzywiła się lekko kiedy usłyszała to "Pani". To dalej jej źle się kojarzyło. Podkręciła głową i zaśmiała się, samej ocierając się mocniej o jego przyrodzenie.
    — Nie przesadzaj, z grzecznym chłopcem ciężko się dobrze zabawić — powiedziała, wracając do odpinania koszuli, po czym ustami dotknęła jego szyi i zaczęła ją delikatnie całować i przygryzać.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  71. Poczuła ręce na swoich piersiach i zamarła na chwilę. W głowie pojawili się Pius i Viveka. W pierwszej chwili chciała uciec jak zwykle odkąd próbowała przerwać swoje zaklęcie posuchy. Ale Ryu znała. Co gorsza Ryu znał inne ważniejsze osoby. I było całkiem przyjemnie. Nie mogła sobie pozwolić na takie upokorzenie, a potem odmówić sobie jeszcze po raz kolejny czegoś zajebiście miłego. Zsunęła się delikatnie na jego przyrodzenie, pozbywając się ostatniego guzika. A potem sama przejechała palcami po jego brzuchu, badając paznokciami mięśnie. Z tej perspektywy był całkiem przystojny, chociaż widywała bardziej zajmujące rzeczy. Mimo wszystko zagryzła wargę, bo widok był całkiem przyjemny, zwłaszcza kiedy ocierała się o jego męskość.
    — Nie jesteś? A jakim jesteś? Niegrzecznym? — zainteresowała się, wodząc po jego ciele dłońmi.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  72. Podobało się jej to co czuła między nogami. Mimo wszystko lubiła podobać się mężczyznom mimo swojej uroczej twarzy. Uśmiechnęła się, napierając coraz chętniej. Niestety Ryu zaraz zamienił ich miejscami i odebrał jej tą rozkosz. Spojrzała po nim z lekką pretensją.
    — Teraz jesteś całkiem niegrzeczny i wredny? — sapnęła, czując kolejną pieszczotę. Odchyliła głowę, żeby dać mu lepszy swojej szyi.
    — Ja? — zaczęła sama zdejmować górę swojej zbroi, mrucząc zadowolona na kolejne pieszczoty. Odsłoniła nagie piersi — Bardzo niegrzeczna, najgorsza jaką znasz — odpowiedziała, kładąc ręce na plecach chłopaka, żeby przejechać po nich paznokciami.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  73. Zaśmiała się na jego komentarz, ale zaraz dało się słyszeć kolejne jęki, kiedy czuła kolejne pieszczoty. Uniosła mimowolnie biodra do góry w poszukiwaniu czegoś co mogłoby jej tam ulżyć, ale ułożył ich w naprawdę beznadziejny sposób. Wbiła mu mocniej paznokcie na jego komentarz i przesunęła twarz do jego ucha.
    — Mówisz z doświadczenia? — zapytała cicho, po czym przejechała językiem po jego uchu. Ostatecznie znowu położyła głowę na ziemi i przymknęła oczy, planując swój kolejny ruch. Zgięła delikatnie nogi i zaczęła jedna z nich masować wybrzuszenie Ryu w spodniach. Kiedy miała wrażenie, że jest na tyle zrelaksowany, żeby rozluźnić bardziej mięśnie to rozszerzyła mu nogi, żeby wyjąć swoje. Następnie szybko oplotła nimi biodra chłopaka i przesunęła do siebie, wydając z siebie tryumfalny jęk, kiedy znowu mogła się o niego ocierać. Złapała go w ramionach i podciągnęła się, żeby wymusić na nich siad, dzięki czemu mogła swobodnie pracować biodrami, drapać mu ramiona i plecy, a przy okazji ustami, zębami i językiem bawić się przy jego uchu i pod nim.
    — Strasznie się pieścisz — poskarżyła się.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  74. Sama oddała pocałunki Ryu, zahaczając czasami kłami o jego wargi. Musiała też trochę go skaleczyć, bo zaraz poczuła metaliczny posmak w ustach. Zlizała językiem na rance, a potem przesunęła nim po dolnej wardze, oczekując zaproszenia.
    Kiedy zaczął tłumaczyć miałam ochotę go trzepnąć. Naprawdę? W takim momencie? Sama wpiła się tym razem w jego wargi, zanim skończył tłumaczyć swoje.
    — Tak, tak, Twoje też, inaczej by nas nie było w tej sytuacji — wywróciła w głowie oczami na tę oczywistość. Urwała na chwilę pieszczoty i dała skupić się Ryu na innych rzeczach. Byleby nie tłumaczył żadnych oczywistości. Chciała się zabawić, a nie upewniać czy robi coś mądrego czy głupiego. Potem się tym pomartwi. Teraz były ważniejsze rzeczy.
    — Ahhh — syknęła zadowolona, czując jak przegryza się przez jej skórę. O tym właśnie mówiła. Ale to było kurewsko podniecające. Naparła mocniej na przyrodzenie Ryu, a dłonie wplotła w jego włosy, przyciskając go mocniej do siebie, dając znak, żeby nie krępował się z takimi gestami.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  75. Na ten moment pozwoliła mu przejąć inicjatywę. Nie mogła narzekać na nic co robił, a nastawiła się już jakiś czas temu na to, że dzisiaj w końcu pozwoli sobie na chwilę szaleństwa, której od tak dawna chciała. Mimo wszystko TO wychodziło o wiele lepiej w parze niż samodzielnie. Przynajmniej jeśli ta druga osoba wiedziała co robi. Kiedy spojrzał w jej oczy mógł zobaczyć zwyczajną niecierpliwość. Och, ale to było obrzydliwie romantyczne. Nie chciała się co chwilę upewniać, że "tak, dbam o Twoją zgodę, jestem takim dobrym facetem " - chciała po prostu żeby w końcu przeszli do faktycznego seksu. Zdecydowanie nie była cierpliwa pod tym względem. Mruknęła i sapnęła, kiedy w końcu zdjął z niej dolne ubrania. Założyła mu nogi na ramiona i przesunęła mocniej do siebie, zaciskając uda na jego głowie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  76. Niestety Onyx nie była aktualnie w nastroju na przejmowanie się tym czy Ryu może oddychać. Była zbyt skupiona na własnej przyjemności. Pieprzony rok posuchy z jej libido, nie miała zamiaru teraz tego zmarnować, skoro w końcu się udało. Wygięła się w łuk, jęcząc głośniej na odwazniejsze pieszczoty Ryu. Nigdy mu tego nie powie, ale naprawdę wiedział co robi ze swoim językiem, a tym bardziej palcami. Nie dała się jednak pocałować. Złapałam jego twarz i zatrzymała w miejscu, śmiejąc się pod nosem, zaraz jednak "spoważniała".
    — Nie mam zamiaru — zaznaczyła twardo, ocierając się wejściem o jego główkę. Sam tego chciał. Nie miała zamiaru grać tutaj uległej panny. Nie jego. To nie było w jej stylu. Założyła nogi za biodrami Ryu i mocno się zakleszczyła, żeby nawet nie próbował teraz uciekać.
    — Albo bierzesz co chcesz, albo nie marnuj mojego czasu — odparła samej patrząc mu w oczy z wyraźną zachętą, żeby jednak wybrał tą "lepszą" opcje.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  77. On naprawdę chciał sobie zrobić z niej wroga tymi słowami i zachowaniami. Przynajmniej dalej ją pieścił i cholera to było naprawdę dobre. Jak jej brakowało mocniejszych doznań. Wiła się i zaciskała na jego palcach, kiedy ją rozpychał, dzięki czemu cudownie lawirowała sobie między przyjemnym bólem a ekstazą. Zaklęła pod nosem ruszając biodrami w rytm jego palców. Nie powiedziała nic kiedy je wyjął i zanim w nią wszedł. Nie da mu tego zwycięstwa. Sam tego chciał równie mocno co ona, sam ją sprowokował, więc nie uwierzy, że teraz była na jakiejs pierdolonej łasce. Uśmiechnęła się słodko, kiedy w nią wszedł. Po raz kolejny zamieniła ich miejscami, łapiąc jego nadgarstki, kiedy już leżał plecami na ziemi.
    — Chcesz? — zapytała, nie ruszając biodrami, żeby jego penis nie bawił się zbyt Dobrze. Za to wzięła jego dłonie na swoje piersi, które potem przeniosła na talie i zatrzymała tuż przed biodrami, patrząc na niego zadziornie. — A może mam zdecydować za Ciebie? — dodała, pozwalając sobie na jeden delikatny ruch biodrami w górę i w dół, żeby się nieco podroczyć.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  78. Miała swoją odpowiedź. Sama nie ruszała się jakoś za bardzo specjalnie żeby zobaczyć co zrobi. Cholernie dobrze było poczuć w sobie prawdziwą rzecz od właściciela, który ewidentnie jej chciał. Niecierpliwość Ryu była ulubionym komplementem Onyx. Zaczęła wydawać z sobie zadowolone jęki, nie próbując nawet jakoś się wyciszać. To była przede wszystkim jej chwila. Kiedy w końcu raczył się odezwać było już trochę za późno na podejmowanie za niego decyzji. Zaśmiała się delikatnie. Przeniosła jego dłonie na swoje pośladki, zaczynając ruszać się nieco agresywniej. Upewniła się, że jego palce mocno wbijały jej się w tyłek. Jedną ręką oparła się, dając ją za siebie, odchylając się przy tym, dzięki czemu mogła wbijać się w niego pod jeszcze lepszym kontem, a widoki, które miał chłopak były co najwyżej dodatkowym plusem dla niego. Drugą rękę położyła na jego klatce piersiowej, dociskając go do ziemii i wbijając paznokcie raz po raz w tym tego jak go ujeżdżała. Z początku próbowała być delikatna wobec niego, ale szybko się znudziła i zaczęła przyspieszać i używać więcej siły, żeby każdy ruch był bardziej agresywny, jeszcze przyjemniejszy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  79. Ależ ona potrzebowała czegoś takiego dla oczyszczanie myśli. Aktualnie w głowie miała tylko to, że chciałam dojść, seks był po prostu cudowny, a Ryu prawie wzorowo sprawdzał się w swojej roli.
    — Mocniej! — rzuciła, kiedy znowu zaczął niepotrzebnie masować jej pośladki po klapsach, pozbywając się tego najlepszego, podniecającego uczucia pieczenia na nich. Sama całym czas stopniowo przyspieszała, chcąc doprowadzić ich oboje do zasłużonego orgazmu, który przynajmniej u niej czekał zdecydowanie zbyt długo. Wbiła mu mocniej paznokcie w tors i przejechała nimi delikatnie, kiedy się wygiął samej przy tym wydając z siebie jeszcze głośniejsze jęki zadowolenia, kiedy poczuła go jeszcze mocniej w sobie.
    — Właśnie tak! Ahhh.... Mocno... — wyjęczała, czując jak łzy zbierają się jej w oczach z ekstazy, a na niebie chyba widziała dodatkowe gwiazdy. Ostatecznie zabrała z niego rękę, żeby złapać go za nadgarstek i przenieść dłoń chłopaka na swoją pierś, a potem swoją własną zjechała na łechtaczkę, którą zaczęła sama dodatkowo pieścić, znowu przyspieszając ruchów, próbując znaleźć nowy kąt do głębszej i boleśniejszej penetracji.
    — Saaaam se dojdź teraz jak masz dość — przestała na chwilę się ruszać w górę i w dół, żeby zmienić ruchy na powolne w przód i tył, przenosząc swój wzrok na Ryu. Uśmiechnęła się do niego łakomie. — Już chcesz kończyć taką dobrą zabawę? — zapytała z wyrzutem, wbijając się na sam czubek przyrodzenia i mrucząc przy tym zadowolona. — Nieładnie, bardzo nieładnie — pokręciła głową, zabierając rękę zza siebie, żeby położyć ją na ramieniu Ryu. Przesunęła głowę do jego szyi, wracając biodrami do ujeżdżania go. Językiem przejechała mu po szyi, przechodząc na ucho, które ucałowała łapczywie i przygryzła jęcząc mu prosto do niego.
    — Dojedziemy jak to nie będzie znak na koniec zabawy, chce więcej — szeptała mu między przygryzaniem i pocałunkami.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  80. Chyba nie myślał, że go posłucha, kiedy była tak blisko. Mógł sobie bić ją po dłoni ile chciał, niewiele to dawało przy wszystkich innych bodźcach jakie miała wokół siebie.
    — Zmuś mnie — odpowiedziała mu, samej uśmiechając się niewinnie, przesuwając dłoń na jego trzon, po czym wróciła nią do swojej łechtaczki. Uwielbiała taki seks. Nie miała może okazji doświadczyć innego, ale skoro teraz było dobrze to po co było cokolwiek zmieniać. Na zmianę pozycji odpowiedziała zaskoczonym jękiem, ale nie protestowała. Nie, kiedy sam zaczął się w nią mocno wbijać, doprowadzając do szaleństwa swoją penetracją. Zabrała dłoń i włożyła ją we włosy, ciągnąć Ryu za nie, samej mocniej wygryzając się w jego szyję, kiedy poczuła krew na piersiach.
    — Dobrze, och kurwa... — sapnęła, czując jeszcze mocniejsze ruchy. Sama dociskała jego biodra mocniej do siebie i ruszała łakomie biodrami w coraz bardziej chaotyczny sposób. Jeszcze chwila. W oczach zaczęło się jej mglić. Odsunęła twarz od Ryu, wyginając się w łuk i dochodząc na nim z głośnym, zadowolonym krzykiem spełnienia. Kiedy sam doszedł, znowu jęknęła, czując jak rozlewa się w niej przyjemne ciepło. Zaraz potem zepchnęła go delikatnie z siebie, chwyciła jego koszulkę i sztylet, po czym pozwoliła sobie go łapczywie pocałować, zawiązując i zabezpieczając mu w tym czasie ręce nad głową.
    — Wiszę Ci coś równie przyjemnego — szepnęła mu z uśmiechem w usta, po czym zaczęła zjeżdżać niżej pocałunkami.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  81. Schodziła niżej pocałunkami, bawiąc się przy okazji językiem na jego skórze, badając najróżniejsze mięśnie Ryu. Zostawiła na nim malinki i zadrapania. Zatrzymała się przy podbrzuszu, a kiedy zaczęłam słyszeć, że nie musi, zrobiła mu szramę kłem i powoli polizała ranę, mrucząc przy tym zadowolona. Spojrzała na niego, po czym podkręciła głową.
    — Zaraz pomyślę, że tylko udajesz, że chcesz niespodziankę — uśmiechnęła się, chwytając wolną ręką za jego przyrodzenie. Zebrała na dwa palce trochę resztek ich soków i włożyła sobie do ust z cichym pomrukiem, patrząc na chłopaka. — Jak tak się martwisz o moje gardło to mogę przestać — dodała słodkim tonem, kiedy wyjęła palce i przeniosła dłoń na jego jądra.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  82. — No to sza i oglądaj — odpowiedziała z lekkim śmiechem w głosie. To nie był koniecznie rozkaz, ale zachęta, że w ten sposób będzie o wiele przyjemniej i intensywniej. Puściła mu jeszcze całusa i nachyliła się przy jego przyrodzeniu. Na początek lizała go z każdej strony od główki aż po sam trzon, zlizując przy okazji wszystkie dowody z ich poprzednich zabaw. Później skupiła się na samym żołędziu. Uważała przy tym, żeby akurat teraz jej kły nie dołączały do zabawy. Przynajmniej tak długo jak chciała, żeby Ryu się bawił równie dobrze co ona. Masowała przy okazji powoli jego człon i w końcu wzięła do buzi ostrożnie, zaczynając robić mu dobrze oralnie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  83. Dzięki swoim poprzednim partnerom była dość doświadczona w tym wszystkim. Nie miała ich może zbyt wielu, ale częstotliwość i jakość przy ich umiejętnościach zdecydowanie nadrabiały za ilość osób, z którymi spała. Nie żeby teraz robiło jej to jakaś różnicę. W tej chwili chciała po prostu się zabawić, a Ryu dostarczał naprawdę masy wrażeń. Sam wcześniej podarował jej piękny oralny seks i palcówkę, więc nie mogła mu odmówić nawet jeśli nie prosił - poza tym dla niej to też było ekscytujące. Utrudnione oddychanie, dławienie, smak, a przy okazji ryzyko czy przypadkiem nie zrobi mu krzywdy. Przed chwilą doszła, a już czuła w podbrzuszu kolejną falę podniecenia. Wydawała z siebie stłumione jęki, stopniowo biorąc go coraz więcej do ust i więcej aż w końcu językiem zahaczała o jądra, przy których się zatrzymywała, żeby dać im również odrobinę uwagi.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  84. Schlebiało jej, kiedy czuła jak jego członek staje się jeszcze większy. Wiedziała, że nie była najgorsza w łóżku, ale dostać potwierdzenie od kogoś innego niż Pius? To było naprawdę miłe. Zwłaszcza, że nie słyszała przy okazji żadnych pierdolonych kłamstw. Dlatego też dzielnie nie przerywała i z zadowoleniem słuchała wszystkich dźwięków, jakie wydawał z siebie Ryu specjalnie dla niej. Nie musiała być geniuszem, żeby zrozumieć czego chciał, kiedy zaczął ruszać biodrami. Spojrzała na niego, dalej trzymając jego penisa w ustach. Wyjęła go powoli, dając delikatnego całusa w główkę na pożegnanie, a potem usadowiła się między nogami chłopaka wygodniej, żeby wziąć jego jądra do buzi i zacząć się nimi bawić, lizać, ssać. Dłonie dała na penisa i zaczęła nimi robić mu dobrze posuwistymi ruchami, które obejmowały całą jego długość.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  85. Oderwała się od męskości Ryu na chwilę, zostawiając tam jedną rękę, którą dalej zręcznie pracowała. Pocałowała usta Ryu, przygryzając jego wargę.
    — Wiem, ten typ tak ma — wyszeptała mu cicho w usta i się zaśmiała. — Jak tak Ci się podoba to dojdź mi w gardło, to kurewsko przyjemne dla jednego i drugiego — zaproponowała, po czym w końcu oderwała się od jego ust, żeby wrócić do przyrodzenia. Tym razem wzięła go całego na raz, dławiąc się przy tym i delikatnie łzawiąc, a race przeniosła na jądra, po czym nabrała agresywniejszego, bardziej zaborczego tempa.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  86. Sama przyspieszyła swoje ruchy, kiedy Ryu zaczął ruszać biodrami i jęczeć coraz głośniej. A mówił, że nie był grzecznym chłopcem. Teraz za bardzo nie mógł się tego wyprzeć. Sama zaczęła jęczeć, a kiedy poczuła pierwszą falę nasienia, przymykając przy tym oczy. Poczekała aż wytryśnie do samego końca, aby następnie wyjąć z ust przyrodzenie. Zlizała na koniec resztki spermy. Sama usiadła wygodniej i wzięła kilka głębszych oddechów. Dawno tego nie robiła, ale cholera, warto było się w końcu przełamać. Wydawał się teraz strasznie niewinny. Czyżby to był jego pierwszy raz? Nie no niemożliwe.
    — Mówisz jakby to był Twój pierwszy raz — odpowiedziała, bez żadnego oceniającego tonu. Mimo wszystko to nie jest jej sprawa, jeśli w taki sposób postanowił stracić prawictwo. Ona narzekać nie mogła. Zaśmiała się lekko.
    — Tak, mam w sobie to coś. Kilka razy udało mi się mojego uzależnionego od seksu i zdradzania eks wykończyć w łóżku, także rozumiem, że na innych facetów też tak działam — odpowiedziała wyjątkowo dumna z siebie. Ryu też wyglądał jakby miał zaraz błagać o litość, a to bardzo działało na wyobraźnię oraz ego.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  87. Nie czuła niesmaku, podziwu czy czegokolwiek - w zasadzie to było jego sprawa. No może poza aktualną sytuacją, gdzie też w tym uczestniczyła.
    — Zdecydowanie nie było tego widać dopóki nie dałeś sobie grzecznie obciągnąć — odpowiedziala spokojnie. Miała wrażenie, że sam czuł się nienajlepiej z tym wyznaniem. Sporo mężczyzn miało kruche ego na tym punkcie w końcu. Zastanowiła się chwilę nad kolejnym pytaniem.
    — O seksie nie — odpowiedziała, zbliżając się z powrotem do Ryu. Odwiązała mu dłonie i przejechała nosem po szyi, mrucząc przy tym delikatnie. — O byłym tak, poza tym wolę czyny od słów — odparła, odsuwając się od niego z niewinnym wyrazem twarzy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  88. Zdziwiła ją ta czułość, ale nie oponowała. Objęła go w ramionach i przesunęła do chłopaka, ocierając piersiami o jego tors. O właśnie takich czynach mówiła. Ale zamiast iść dalej w tę stronę Ryu po prostu sobie poszedł. Aha? Już stracił wszystkie siły? Chyba sobie z niej teraz kpił. Sama wstała za nim i poszła do tej cholernej rzeki. Stanęła przed nim, obejmując go ponownie.
    — Już masz dość? — zapytała, próbując go sprowokować.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  89. Jutro? Jutro to ona nie będzie miała ochoty! Ma ochotę tu i teraz. Cholera jasna, tak to było z facetami, opróżnisz im jądra nieco mocniej i już, już jest koniec, bo biedny odpocząć musi. Trzeba było wyrwać kobietę, te przynajmniej mają więcej vigoru. Spojrzała po nim spode łba i wzruszyła ramionami, nie odpowiadając nic więcej na ten temat. Przepłukała się tylko szybko i wróciła na brzeg, żeby się ubrać po raz kolejny, tym razem już na stałe, wejść w swój śpiwór i iść spać. Cholerny, durny Argarczyk. Zero wytrzymałości, ma te swoje chude nóżki, pfy!


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  90. Onyx obudziła się po kilku godzinach z automatu. Była przyzwyczajona do wart i krótkich odpoczynków, a poza tym nie spała najlepiej, bo ktoś zostawił ją jeszcze pełną ochoty i wigoru. Wyszła z posłania, przeciągając się.
    — Zmiana — poinformowała spokojnie, chociaż miała ochotę urwać mu tego fiutka za tą zniewagę. Sięgnęła do swojej torby po wodę z ziołami i plik kartek, w którym zapisywała swoje listy do dziewczynek i Acaira. Normalnie już by ich odwiedziła, więc przydałoby się przeprosić. Znowu. Jedyny plus to będzie mogła szybko dzięki temu pozbyć się swojej chcicy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  91. Sama nie spała już do świtu, a o świcie zaczęła wymieniać sobie bukłak z wodą na drogę i zapolowała na szybko na kilka ryb, które jako tako usmażyła sobie na śniadanie, zanim Ryu jeszcze się obudził. W drodze nic nie mówiła, bo była zwyczajnie zła, że zostawił ją niezaspokojoną. Jeszcze te śmiechy. Na komentarz o niedoruchaniu naprawdę miała w oczach dwa małe kurwiki, które wyrywały mu przyrodzenie. Uśmiechnęła się jednak, wzruszając ramionami.
    — Nie moja wina, że żaden facet nie potrafi mnie zaspokoić, po prostu liczyłam, że teraz ominie mnie ten zawód, ale cóż, ręczna robota chyba jednak jest najlepsza — odpowiedziała mu, hamując przy tym chęć mordu. Robótki ręczne samotnie przez ponad rok były już kurewsko nudne, ale przynajmniej sama się umiała zaspokoić. Kiedy zadał kolejne pytanie nie wytrzymała i wyjęła sztylet.
    — A spróbuj znaleźć powód żeby nie iść to sam będziesz lazł do Marchwi, nie odpuszczę cieniostwora — syknęła, rzucając bronią w pobliskie drzewo. Nie będzie chodzić niedoruchana i głodna, nie doczekanie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  92. Wzruszyła ramionami. Jak chciał to mógł iść, nikt mu przecież nie kazał iść konkretnie z nią. Poszła po swój sztylet i wyjęła go z drzewa, żeby schować go u siebie na powrót.
    — Jeśli mam się dawać codziennie zostawić bez zaspokojenia to wolę nie mieć żadnego partnera — wzruszyła po raz kolejny ramionami. Poza tym jeszcze było jej potrzebne na liście kolejne rozczarowanie cudzym zaufaniem. Nie miała zamiaru rozszerzać swojego aktualnego grona.
    — No nie wiem, wczoraj obiecałeś mi więcej niż jedną rundę a też zmieniłeś zdanie, więc wolę uprzedzić — uśmiechnęła się do niego wymownie. — Ja idę na pewno, przynajmniej się najem — poinformowała jeszcze, przenosząc myśli do wszystkiego co miała zamówić.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  93. Zaśmiała się lekko i podkręciła głową. Nie mówił teraz chyba poważnie, dlaczego miałaby zgodzić się na kolejny raz, skoro za pierwszym nie była zaspokojona. Po co miała rozczarowanie powtarzać? Spojrzała uważanie po Ryu, zbliżając się delikatnie w jego w stronę.
    — To tak nie działa obawiam się, nie będę codziennie chodzić "niedoruchana". Rundy na dni to możesz sobie z ręką dawkować — rzuciła mu do ucha i zaśmiała się delikatnie, po czym lekko je liznęła. — Jeśli chcesz ze mną to będziesz musiał się bardziej postarać — dodała i przyspieszyła kroku, uśmiechając się do siebie pod nosem. Poza tym zawsze jest szansa, że trafią w karczmie na kogoś kto faktycznie będzie miał ochotę ją zaspokoić. Aczkolwiek nawet jeśli nie - najważniejsza była wyżerka, która tam na nich czekała. Osobiście nie zależało jej na luksusach, więc nie zakładała, że będą tam spać, no chyba że faktycznie będzie warto. Ale nie pamiętała, żeby ten przybytek miał aż tyle atrakcji. Z pewnością przyciągał wiele osób z półświatka. Nie żeby ją obchodziło na kogo tam trafią.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  94. — Skoro moja ręka ma mi pomagać dokończyć robotę, to równie dobrze może ją zacząć — zauważyła. Może i seks z Ryu był dobry, naprawdę dobry, ale na późniejsze upokorzenia narażać się nie będzie. Miała odpędzić złe myśli, a nie sobie dokładać. Teraz pewnie wszyscy w Argarze będą myśleć, że jest jakaś niewyżytą nimfomanką. A jak Gave się dowie? O kurwa... Nie da jej żyć, będzie się śmiać. Skoro Ryu nie dawał jej spokoju z niedoruchaniem to lepiej nie myśleć co w pakiecie będzie miał dla niej Gave.
    Myślała nad swoją beznadziejną sytuacją, dopóki nie zaczęła słyszeć w oddali Polszan i płaczu. Jebane ścierwa. Idealnie. Może jednak się odstresuje dzisiaj. Spojrzała na Ryu. Odblokowała ukrytą w rękawicy kuszę, drugą dłonią chwytając za miecz, który zabrała z domu Yensena. Nie miała ochoty brać ze sobą sai, a bez broni to jak bez ubrań, prawda?
    — Za te klatki im nie odpuszczę — poinformowała go. Przynajmniej sięgnął po swoją broń. Na zasadzke nie było już co liczyć, ale to nie znaczy, że przegrali. Czterech konnych, przy klatce dwóch strażników. Po co im byli kolejni zamknięci? Co oni kurwa knuli?! Wycelowała ręką i przygotowała się do oddania pierwszego strzału, póki nie było jeszcze za dobrze widać co robią z tej odległości.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  95. W klatce mimo wszystko byliby bezpieczni do końca walki, jeśli odwrócić uwagę żołnierzy. Wypuściła powietrze, uginając nogi.
    — Nie daj im zginąć tylko — poprosiła. Ostatecznie postanowiła mu zaufać. 4 Polszan. Nic trudnego, prawda? Poradzi sobie bez żadnych ran, żeby matka nie musiała iść na skargę znowu. Poza tym aktualnie i tak miała już za dużo blizn. Skupiła się. Czas na profesjonalną robotę, kilka zabójstw, nic czego jeszcze nie robiła.
    — Zatańczmy kurwie syny — mruknęła i oddała pierwszy strzał, ściągając na nich swoją uwagę. — Perun to cwel, jebany gej, każdy z was ruchany w dupę jest! — krzyknęła do nich dla zwrócenia uwagi. Zazwyczaj takie teksty szybko działały na psy tego świra. Pierwszy strzał trafił w szyję, mężczyzna spadł, dodając do ogólnie budującego się chaosu. Wyzwiska, krzyki, konie zaczęły pędzić w jej stronę, zostawiając wóz ze strażnikami, dając Ryu idealną okazję do szybkiego, cichego działania. Onyx wystrzeliła drugi raz, tym razem jeden wyciągnął tarcze i się osłonił. Onyx ustawiła się sama do obrony, a kiedy galopujący na koniach żołnierze do niej dotarli, wygięła się w pół, wbijając miecz w bok jednego z koni. Zrobiła mu długą otwartą ranę, wyjęła broń i szybko popędziła na tyły, żeby zająć nową strategiczną pozycję i rozeznać się na polu bitwy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  96. Udało się jej wskoczyć na jednego z koni. Złapała pierwotnego jeźdźce za szyję i szybkim, mocnym ruchem skręciła mu kark, a nawet jeśli do końca się nie udało, to zrzuciła go, aby kopyta koni dokończyły robotę. Złapała za lejce, ściągnęła i wytyczyła nową trasę rumakowi. Zaśmiała się przy tym. Dawno konno nie walczyła, była ciekawa czy dalej będzie jej szło. Dwóch się już pozbyła, zostało jeszcze dwóch. Zaczęła krążyć razem z nimi i wymieniać się ciosami oraz wyzwiskami. Ha! Byli tak zajęci, że nie widzieli nawet co się dzieje z klatkami. W końcu udało się jej odciąć kolejny łeb i został jej ostatni przeciwnik.
    Ruszyła w jego stronę, bo ten uznał, że lepiej iść po posiłki i zaczął uciekać.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  97. Ostatni z żołnierzy miał sporo oleju w głowie. Wyczuł co ile Onyx może oddać strzał i za każdym razem był przygotowany z tarczą, miecz też za każdym razem odpierał, a jego rumak z pewnością był z lepszej stajni niż ten którego ukradła. Zaśmiała się cicho pod nosem. Skoro tak chciał się bawić, to zrobią to trudniejszym sposobem. Nabrała ze swoim koniem maksymalnej prędkości i rzuciła się na galopującego Polszanina.
    — Prr... Stop! — krzyknęła, ciągnąć mężczyznę w bok na wierzchowca, którego zostawiła. Konie wpadły na siebie, a od uderzenia oni spadli. Zaczęli się szarpać, oboje sięgnęli po sztylety. Mężczyzna celował w jej gardło, a ona przebiła mu nadgarstek ręki, w której miał broń, a drugą ręką złapała jego drugą, powstrzymując przed atakiem.
    — Parszywy brudas! Tfu! — splunął jej na twarz. Onyx skrzywiła się. Już miała go zabić, odgryzając mu kawałki głowy, powolutku, żeby czuł, że przesadził z obrażaniem jej. Nie pozwoli sobie na to. Ale akurat usłyszała Ryu. Skrzywiła się, dociskając mężczyznę do ziemi.
    — Jesteś na łasce brudasa, będziesz grzeczny? — syknęła do niego, bawiąc się ostrzem wbitym w rękę, za co dostała trochę krzyku i kolejne splunięcie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  98. Obserwowała uważnie mężczyznę, jego reakcję, ciało, spojrzenie. Nie widziała w nim typowego lęku o śmierć, a było niejako ekspertem w tej dziedzinie - zabiła już w końcu całkiem sporo różnych osób o różnych charakterach. Instynkt podpowiadał jej, że to nie będzie takie proste. Ryu też go torturował i wcale nie zdawał się tracić hartu ducha.
    — Masz honor, co? — zaśmiała się lekko, ciągnąć dłoń że sztyletem do ziemii. Wbiła ostrze i chwyciła kolejny sztylet, żeby ”przybić” żołnierza do twardej, brudnej drogi. Następnie zaczęła grzebać mu w kieszeniach przy spodniach i kamizelce, zdejmować niektóre części pancerza.
    — Może nam mimo wszystko coś powiesz — wyjaśniła, chociaż to było coś co miało bardziej pozwolić Ryu ogarnąć, dlaczego sama nie używa sobie na facecie. Chociaż według niej łatwiej byłoby go po prostu zabić. Jej też w końcu zależało na czasie. W końcu trafiła na jakiś medalik, który się otwierał. W środku był portret młodej kobiety, trzymając małe dziecko na rękach.
    — Uuu.... Śliczna? — pokazała błyskotkę przesłuchiwanemu. — Myślisz, że lubi gości? Dawno nie jadłam czystych, soczystych Polszan — uśmiechnęła się w najbardziej uroczy i obrzydliwy jednocześnie sposób jaki potrafiła.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  99. Żona i dziecko. Mały, słodki chłopiec na portrecie z uroczym usmiechem. Powinna mieć to głęboko w dupie. Nie powinni zachodzić im drogi, zamykać innych w klatce, a jednak żałowała dziecka, które miało stracić ojca. Potwór na usługach innego potwora, przecież to samo można było powiedzieć o niej i Bractwie. Jak czułaby się Rokara w takiej chwili? Zastanawiała się nad tym cały czas, nie zajmując się torturami, nawet nie słuchała co miał do powiedzenia. Na dobrą sprawę akurat ją to gówno obchodziło. Jeśli znajdzie inne klatki to je rozpieprzy, ale nie ma czasu teraz być Mścicielem. Wzięła wdech.
    — Co? Kto? — Ryu wyrwał ją z zamyślenia. Spojrzała na ich więźnia. — Ja... — zaczęła, kiedy nagle mężczyzna jakimś cudem wyrwał rękę ze sztyletem, który dalej był w niego wbity. Poczuła zapach palonego mięsa, a potem bolesny żar na własnym ciele. Jej sztylet.... Był gorący, paliło jak cholera, wtopiło cześć skórzanej zbroi i metalowe umocnienie w ranę, którą zrobiło na ramieniu. — Argh..! — krzyknęła. W tym czasie Polszanin zrobił to samo z drugą ręką tylko teraz wycelował niedbale i spudłował. Onyx z krzykiem zatopiła kły w górnej części jego głowy i wyrwała mu czoło z częścią mózgu, po czym szybko rękami sięgnęła, żeby wyjąć palące ostrze. Zerwała z siebie większość górnej odzieży, żeby nic więcej się nie roztopiło. Strasznie bolało. Musiał mieć gdzieś coś kryształowego. Aż dziwne, że wcześniej tego nie użył. Jeszcze nie widziała tej rany. Kurwa mać.
    — Jak to wygląda? — zapytała Ryu, oddychając nierówno z bólu, potrzebowała opieki medycznej, a nawet nie widziała swojej rany.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  100. Nie oponowała przed kontrolą rany czy dezynfekcją, ale kiedy powiedział o wycinaniu, to momentalnie usiadł na powrót przodem to Ryu, żeby nie miał dostępu do jej pleców. Syknęła przy tym, ale lepsze to niż kolejne brzydkie blizny, których nie chciała nosić. Miała już jedno wycięcie, nie potrzebowała drugiego.
    — Stój, stój! Niedaleko powinna być wioska, weź mapę — podsunęła mu swój plecak, krzywiąc się przy tym. Metal nie był już nagrzewany, więc więcej szkód już nie zrobi. — Do wycinania poszukajmy lekarza, dam radę, ale nie.... Zostaw moje plecy — wyjaśniła.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  101. Onyx skinęła wdzięcznie głową. Może to głupie jak na zawodowego mordercę, ale lubiła zarządzać swoimi bliznami, a nie była pewna, czy jeśli rana zostanie źle i zbyt głęboko wycięta to specyfiki Acaira zadziałają na blizny. Poza tym i tak miała już sporo do ukrycia. Aktualnie miała wrażenie, że była cała w bliznach po ostatnich wydarzeniach.
    — Dzięki — odpowiedziała, odwracając się do niego plecami. Dała Ryu działać, zaciskając przy tym zęby. Mimo wszystko nie było to nic przyjemnego. Wróciła wzrokiem do Ryu kiedy skończył i uśmiechnęła się lekko. Już nie mogła się doczekać pogadanki o tym jak za każdym razem jest ranna.
    — Myślisz, że możesz zmusić ducha do trzymania gęby na kłódkę swoimi czarami? — zapytała, wstając na równe nogi. Podeszła do zwłok Polszanina. Pogrzebała przy nim, zabrała kilka kartek papieru z kieszeni i podała Ryu. Może tam znajdzie coś ciekawego skoro tak chciał go przesłuchać. Sobie wzięła mieszek ze złotem i koszulę, żeby nie iść półnaga do wioski, a jej ubrania akurat były zbyt przylegającego żeby mogła spokojnie założyć je sobie na ranę. Przy okazji zabrała swoją broń, przetarła i schowała. Znowu się skrzywiła. Przy każdym ruchu bolało, w końcu mięśnie i nerwy pracowały na plecach, ale nie miała zamiaru prosić o pomoc. Da radę sama. Jest silna, nie potrzebuje żeby ktoś ją ratował. Przynajmniej nie dwa razy pod rząd.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  102. Mama Onyx powiedziała jej coś na ucho, a ta tylko westchnęła i zacisnęła kły.
    — Aha?! — wymsknęło się jej. Dalej nie była przyzwyczajona do tego, że miała nad sobą kogoś kto ciągle do niej mówił. No może nie ciągle, ale za często i jeszcze matkę, po tym wszystkim. Niektórzy naprawdę nie mieli wyczucia. Pokręciła głową i wróciła wzrokiem do Ryu.
    — Szkoda. Przydałby się ktoś do wyrównania szans — mruknęła. — W ogóle jak to u was działa z tymi czarami? — dopytała, żeby zająć czymś myśli. Tony jej kiedyś tłumaczył, ale szczerze mówiąc niewiele zapamiętała od potoku myśli mózgowca. Ryu mówił zdecydowanie prościej. Czasami. Podeszła do konia, chciała wejść, ale zamiast tego poczuła ostry, rozrywający ból na plecach i straciła równowagę.
    — Ta…. nie. Idę pieszo — zdecydowała ostatecznie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  103. — Nie, nie trzeba — zaprotestowała, po czym znowu się skrzywiła. Niby nie straciła dużo krwi, ale zakażenie chyba jakieś i tak zaczynało wchodzić, bo miała wrażenie, że jest gorzej. Albo otworzyła sobie ranę, a nie miała w sobie żadnej adrenaliny. Ktoś powinien podnieść jej teraz ciśnienie. Spojrzała po Ryu. Przyjęła ostatecznie pomoc, chociaż nie czuła się z tym najlepiej.
    — Czekaj — zatrzymała Ryu, zanim wsiadł na swojego konia. — Chodź do mnie, konie są znaczone i tak musimy zejść przed wioską, a poza tym moja głowa… ee… — kręciło się jej powoli w oczach, nie był to najlepszy znak. — Po prostu chodź — dodała, nie tłumacząc mu, że potrzebuje pomocy, chociaż było to całkiem oczywiste. Złapała za lejce i oparła się plecami o Ryu, oddychając powoli. — Wiesz, gdzie jechać, tak? — upewniła się jeszcze. Zaraz po tym zastanowiła się o co jej dokładnie chodziło.
    — No ogólnie… jeden się przedstawia jako bóstwo, inni mieszają w głowie, inni mają moce jak od kryształów, jeszcze inni są pojebani po prostu. Od czego to zależy? Wiem, że nie od charakteru, bo ta księżniczka by wtedy chyba tęczą strzelała z palców. Skąd wiecie kto ma jakie moce? I można się bronić przed kontrolą? Na przykład… — przymknęła oczy. — Jakby ktoś chciał Cię zmusić do samobójstwa. Też mieszasz we łbie, nie?

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  104. Ta, Gave nie chwalił się byciem bogiem, jej były za to… Zacisnęła mocniej oczy. Przynajmniej Ryu mówił z sensem. Chyba. Geny, tak to miało sens. Hybrydy w Mathyr też dziedzieczyły po dwójce rodziców - dlatego sama była takim wybrykiem natury. Pokręciła głową.
    — Matka Gava była jeszcze gorsza… — nie mogła się powstrzymać. Nie była pewna, czy sama składa zdania z sensem, ale pamiętała co ta kobieta zrobiła i nie potrafiła wybaczyć dziecibójstwa.
    Zainteresowała się, łapiąc myśli i słowa w coś bardziej konkretnego. Tak, na tym jej zależało. Może Ryu doradzi jej coś, żeby pozbyć się chociaż jednego problemu z głowy. Kontrola umysłu, obrona… otworzyła oczy, przenosząc wzrok na Ryu.
    — A jak ćwiczyć coś takiego nie mając waszych czarów? — zapytała. — I jeśli chodzi o czytanie czy pisanie… to spadaj — powiedziała.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  105. — Umiem czytać i pisać — odpowiedziała zirytowana. Po prostu nie miała zamiaru poprawiać bardziej swoich umiejętności. Były wystarczające. Przynajmniej na tyle, żeby każdy durny oczytany Argarczyk uczył jej jak robić to lepiej.
    Propozycja Ryu wcale się jej nie podobała. Nie miała zamiaru nikomu oddawać nad sobą kontroli. Z drugiej strony jeśli to miałoby być w pełni bezpieczne, może nie będzie tak źle. Niemniej teraz nie ufała mu do tego stopnia. Dlatego też nie udzieliła mu jeszcze odpowiedzi w tym temacie.
    — Musimy zejść, zaraz będzie nas widać z wioski, a wtedy zostawianie konia też będzie podejrzane — wyjaśniła mu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  106. Lekarz bardzo szybko zbił gorączkę. Usunął metal, zaszył ranę i zabandażował razem z czymś co miało usunąć zakażenie, które zdążyło wejść do rany. Dziewczyna czuła się po paru godzinach już naprawdę dobrze. Siedziała znudzona w gabinecie, dopóki nie mogła wyjść oraz opłacić usługi. Dostała zapas na zmianę opatrunku razem z lekami.
    — Proszę pamiętać, przez 3 dni codzienie pić ziółka, a opatrunek zmieniać przez tydzień i myć ranę! — lekarz dał jej jeszcze zalecenia. Onyx spojrzała po Ryu. Nie miała zamiaru czekać w jednym miejscu tygodnia i z pewnością nie da się nikomu zatrzymać.
    — Jestem głodna, idziesz zjeść? — zapytała, bo sama nie miała zamiaru odmawiać sobie posiłku. Potem ruszą w dalszą drogę, albo sama ruszy. W zależności od tego co też Ryu sobie wymyśli.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  107. Kochanie?! Onyx spojrzała po Ryu jakby właśnie powiedział coś niewyobrażalnie głupiego. Co on gadał? Nie czuła się w obowiązku, żeby tłumaczyć się przed lekarzem, ale tylko głupi by chyba pomyślał, że to była prawda, widząc reakcję Onyx, no chyba, że dostała jakiegoś zaćmienia umysłu od gorączki. Wyszła szybko z budynku i nie wiedziała czy ma mu przywalić czy się śmiać.
    — Ty zawsze masz takie dziwne poczucie humoru? Co to było? — zapytała, bo nie rozumiała skąd miał taki durny pomysł. Jedną noc w gospodzie przeżyje z Ryu. Przynajmniej się nażre i weźmie gorącą kąpiel. Ruszyła zaraz w stronę przybytku. — Nawet nie próbuj tego ciągnąć, nie mam ochoty na związki ani żarty o związkach — wyjaśniła mu zaraz, żeby nie zaczął sobie czegoś wyobrażać zawczasu. — Poza tym faceci, którzy odpuszczają tak szybko w łóżku zdecydowanie nie nadają się na nic na dłuższą metę u mnie — dodała jeszcze, żeby wbić mu szpilę.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  108. Jedna? Jaka jedna? Zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
    — Wyobraź sobie, że nie wszystkie dajemy jebanie o to co ktoś sobie pomyśli — zauważyła. — Nie jestem cnotką, która szuka męża — dodała. Była płatnym mordercą, prędzej piekło zamarznie niż zacznie przejmować się opinią kilku nieznajomych wieśniaków. Albo te gavove zaświaty zamarzną czy coś innego, ba, prędzej zostanie jego głupią pokojówką po śmierci. Przyspieszyła kroku, a kiedy Ryu zaczął kolejny teatrzyk zmarszczyła brwi i spojrzała po nim wściekle. Podeszła do niego i podniosła go do prostej pozycji a następnie spojrzała w oczy.
    — Nie rób tak. Nigdy. Nie mam sług ani Pana, jasne? — zaznaczyła ostro, po czym wyminęła go, żeby pójść do tej zasranej karczmy. Jak ją wkurwiało takie poniżanie się.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  109. — To pytaj jak się nie odnajdujesz — zaproponowała. Wolała durne pytania niż durne scenki mimo wszystko. Kiedy Ryu kontynuował swój teatr wyraźnie coraz bardziej się denerwowała, czując nieprzyjemny dreszcz na plecach. Te słowa, ta służebność - kurewsko źle się jej to kojarzyło. Odebrała swoją sakwę i przyczepiła ją mocniej do swojego pasa. Złapała go za ubranie i przytrzymała, patrząc po nim z pełną powagą.
    — Skończ, to nie jest śmieszne. Uwolniłeś dzisiaj ludzi z klatki — syknęła. — Nie zachowuj się jak pierdolony niewolnik, nie jesteś nim! Nikt nie jest, więc zamknij mordę — dodała równie agresywnie. Ten temat ewidentnie był dla niej bolesny.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  110. — To Ty skończ z pierdoleniem o panach i sługach w takim razie, bo nie jesteś zabawny — powtórzyła, zaciskając dłoń na swojej sakiewce. Nawet nie była aż taka ciężka. Znalazł się dżentelmen od siedmiu boleści. — I nie próbuję Cię zbawiać, ja nie chcę o tym słuchać — dodała zaraz, ciągnąć przedmiot do siebie. No chyba do reszty go pogrzało, że myślała o jego uczuciach po ostatniej nocy. Poczuła pieczenie na uszach, gdy wspomniał o Gavie i wyrzuty sumienia. Nie chciała, żeby znowu zostawiał córeczki z jej powodu. Zacisnęła zęby.
    — Nie skarż, nic mi nie jest — powiedziała tym razem do swojej matki, żeby nawet nie próbowała teraz stawać po niewłaściwej stronie. — Myślisz, że Gave tu przyjdzie, bo nie daje Ci ponieść Ci za siebie lekkiej sakwy? Nie przesadzasz trochę?

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  111. Co on teraz gadał?! Nie chciała, żeby niósł za nią sakwę, kiedy robił z siebie niewolnika. To nie miało nic wspólnego z żadnymi zaleceniami. Poza tym sakwa była na biodrach, a ona miała zranione plecy. Ewidentnie przesadzał.
    — Weź zejdź na ziemię, nie zostawi dzieci z takiego powodu, nie umieram i nie słaniam się już na nogach, przecież umiałam poprosić o pomoc — wypomniała mu, pomijając fakt, że z jej ust ani razu nie padło “proszę”. No ale skoro chciał tak bardzo być tym dojrzałym, odpowiedzialnym mężczyzną z cierpliwością i wytrzymałością 5latka, o którym mówił - proszę bardzo. Puściła sakwę.
    — Ty myślisz, że się boję, że mnie okradniesz? —- zaśmiała się. Gdyby chciał odgryzłaby mu rękę, zanim opuściłby wioskę, nawet jeśli miała się przy tym wykończyć, byleby postawić na swoim. Byle magiczny Argarczyk nie będzie od niej szybszy i silniejszy! — Ty nie przesadzaj z teoriami spiskowymi, tylko myśl jak ktoś coś do Ciebie mówi, to może szybciej się wpiszesz w realia Mathyr — wypomniała mu i poszła do tej zasranej karczmy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  112. — To zostaw sobie te swoje myśli — odpowiedziała. Nie doprecyzowała już, gdzie mógł je sobie wsadzić, ale miała nadzieję, że da je tam bardzo, ale to bardzo głęboko, bo nie miała zamiaru słuchać od niego żadnych pouczających wykładów. Sama poszła za nim do pokoju, żeby rozejrzeć się po tym czy jest tam jakaś wanna i inne pierdoły.
    — Och, może jeszcze za mnie zjesz? — zaproponowała, samej wychodząc z pokoju. Sama zamówiła tatara, kilka steków z cieniostwora, a potem domówiła jeszcze wszystko co mieli na zapleczu z tej bestii. Miała zamiar się najeść. Do tego oczywiście zamówiła sobie piwo, żeby jakkolwiek zapić tą dawkę tłuszczu, ale przede wszystkim chciała jeść. Wolała sama zamówił głównie dlatego, że od zapachów bardziej głodniała, a już była nastawiona na prawdziwą wyżerkę.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  113. Onyx miała o wiele lepszy humor, gdy tylko zobaczyła przed sobą stos mięsa. Uśmiechnęła się radośnie i powąchała wszystko dla zaostrzenia apetytu, a następnie zatarła ręce, biorąc się najpierw za tatar. Ależ ona uwielbiała mięso, na bogów, nie było nic lepszego na świecie niż porządne mięcho!
    — Jak Ci smakuje to sobie zamów — zaproponowała, patrząc smutno po mięsie, którego nie zdążyła uratować. Zaraz domówiła sobie kolejny stek, czując jak z zazdrości burczy jej znowu w brzuchu. Skończyła szybko tatar i zabrała się za cieniostwora.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  114. Onyx zaśmiała się w myślach. I jak on mógł mówić, że nie ma żolądka jak u dziecka? Przecież jadł tyle co nic.
    — Lubię jeść — odpowiedziała z pełną buzią na jego komentarz, że więcej jej nie zabierze. Nawet jeśli to nie żałowała domówienia steka, ona bo karczmarz ewidentnie był zirytowany faktem, że dziewczyna wykupiła cały dzisiejszy zapas cieniostwora. Przytaknęła ruchem głowy.
    — Znam, mam zaznaczone na mapie wioski, gdzie warto zjeść i jest spokojnie — wyjaśniła. Jej mapę miał okazję oglądać, a teraz i tak jej nie miała, bo przecież zabrał jej sakwę.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  115. Orianna spojrzała po Ryu nieco zaskoczona. Czy to było zaproszenie. Zarumieniła się lekko, nikt jej tak bezczelnie tego nie proponował, mogła to chyba odebrać jako komplement, prawda? Mimo wszystko nie spodobało się jej takie poganianie, a aktualnie sama absolutnie nie miała na nic ochoty.
    — Nie wszystko jest nam dane skosztować, najwyżej obejdę się smakiem — powiedziała, serwując jeden z tekstów zasłyszanych w trakcie nasłuchwiania różnych rozmów w gospodzie, kiedy miała wolne wieczory. Zaraz jednak zmarszczyła brwi. Zabrała rękę Ryu i wstała na równe nogi.
    — Skoro już się dobrze czujesz, możesz sobie iść, na kontrolę jeśli trzeba zapraszam do Febe — wyjaśniła mu dość stanowczo jak na siebie. Bardzo nie spodobało się jej to zagranie z jego strony. Czuła, że znowu ktoś nie traktował jej poważnie, a to stawało się zwyczajnie męczące.
    — Przede wszystkim brak Ci kultury — odpowiedziała, gdy pytał o sadyzm i masochizm. Nie miała zamiaru się teraz nad tym zastanawiać. Pokręciła głową.
    — Masz rację, a Ty nie znasz mnie i osób, które ja znam, więc każdy niech swoje szaleństwo mierzy swoją miarą — zgodziła się z nim, po czym przeszła po swój dziennik, w którym zapisała sobie wcześniej część rzeczy odnośnie potencjalnych eksperymentów z Ryu. Raczej do nich nie dojdzie, ale kartek nie wyrwie. Miała za to zamiar zająć się badaniami nad nową rośliną, którą znalazła w jaskini.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  116. Co prawda uwielbiała bójki, ale była świeżo po szyciu i cholernie głodna, a widząc wymiary tego orka zakładała, że jej talerze szybko zaczną latać w powietrzu. Przełknęła jeden ze steków i spojrzała na zielono skórnego.
    — Od kiedy psy Peruna jedzą z takimi jak ja przy jednym stole, ej? — zagaiła go, biorąc kolejny kawał mięsa w ręce. — Jak chcesz się pobić z tymi grzecznymi chłopcami na smyczy to Ci powiem gdzie szukać i każdy pójdzie w swoją stronę, co Ty na to? — zaproponowała jeszcze, starając się tym razem uniknąć niepotrzebnej walki.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  117. Onyx odprowadziła orka wzrokiem. Zwykły tchórz z cielskiem jedynie na pokaz. Aż żałowała, że jednak mu nie przywaliła. Na szczęście takich jak on na świecie było aż nadto. Przyspieszyła z jedzeniem. Jeśli Ryu tak bardzo przyciągał wzrok, powinien się stąd zawijać, a znając jego rycerzykowaty charakterek nie będzie chciał jej zostawić samej na pastwę tych złych, strasznych, zaczepialskich typów.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  118. — Łaskawie, dzięki — mruknęła mu, po czym wróciła do jedzenia. Nie było jej jeszcze jakieś pół godziny, po czym wzięła sobie jeszcze butelkę nalewki do pokoju na drogę. Odkręciła butelkę już w pokoju i upiła łyk. Ryu nawet nie proponowała, za dużo razy słyszała, że ma słabą głowę, a jej i tak się bardziej przyda na znieczulenie.
    — Zamówiłam gorącą wodę do wanny — poinformowała go jeszcze. — Jak chcesz się myć to radzę iść pierwszemu, mi się z raną pewnie trochę zejdzie, żeby nie wysytgła — wyjaśniła, kładąc się w międzyczasie na łóżku.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

  119. Dziewczyna wzięła kolejny łyk nalewki i przytaknęła ruchem głowy.
    — No dobra — odpowiedziała. — Tylko jak będzie za czerwona albo za zimna, to pamiętaj, że to był Twój pomysł — zaznaczyła jeszcze. Poczekała jeszcze chwilę w ciszy, myśląc o swoich sprawach, dopóki do pokoju nie zapukał ktoś z obsługi. Wstała i wpuściła mężczyznę, żeby przygotował kąpiel, a później sama poszła do łazienki. Nie kąpała się zbyt długo, najwięcej czasu zeszło się jej tak naprawdę na samodzielnej zmianie opatrunku, ale jakoś poszło dzięki pomocy luster. Wyszła z łazienki w koszulce i bieliźnie i walnęła się na łóżku.
    — Wolne — poinformowała go, przymykając oczy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  120. Onyx uśmiechnęła się pod nosem. Pozycja w jakiej przysnął nie była tylko niewygodna, ale też całkiem zabawna. Aż żałowała, że go obudziła. Mógł rano narzekać na bóle pleców za wszystkie nerwy jakie jej przysporzył. No ale cóż, życie. Przeciągnęła się i wskoczyła na swoje łóżko.
    — Już tak działam na kobiety — odpowiedziała pół żartem. — Poza tym uznałam, że jednak zostawię Ci ciepłą wodę — dodała jeszcze, szukając sobie odpowiedniej pozycji na łóżku. W końcu udało się jej położyć na wskroś łóżka na brzuchu, żeby nie męczyć świeżej rany.
    — Już zmieniłam, idę spać — odparła, po czym zrobiła co chciała. Miała zamiar wstać z rana o świcie i trochę poćwiczyć, zanim ktoś zacznie jej ględzić pod nosem, że nie powinna.

    Wstała dość wcześnie tak jak planowała. Z raną na plecach ciężko było o twardy sen. Ubrała się po cichu i wyszła z pokoju, żeby udać się za stajnie, przy których znalazła trzepak. Na początek rozciągnęła się trochę, a potem wskoczyła na niego, żeby zacząć robić z niego brzuszki w powietrzu, kilka serii na dobry początek dnia.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  121. Poćwiczyła trochę, starając się oszczędzać w miarę plecy, chociaż było to praktycznie niemożliwe. Niemniej nie miała zamiaru odpuszczać sobie swojej formy, poza tym bezczynność ją bardzo irytowała, a budzić śpiącego też nie wypadało. Wróciła do środka po jakimś czasie ku niezadowoleniu właściciela i znowu zamówiła sobie tyle ile mogła. Przysiadła się do Ryu z kilkoma talerzami kaszanki na cebuli i jajecznicy z boczkiem i kiełbasą.
    — Uważaj, bo Ci uwierzę, że wciśniesz więcej niż swoje — zaśmiała się, zabierając się za swoje śniadanie, ale zaraz dała Ryu po łapach, kiedy wyciągnął delikatnie ręce w stronę kaszanki. — Zostaw, chce się najeść, a ten marudzi, że go z torbami puszczę — poprosiła, przysuwając do siebie jedzenie. Ostatnio nie było tutaj takiej marudy. Westchnęła. — Czuję się dobrze, rana nie jest głęboka, goi się, za parę dni będzie blizna — objaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  122. Onyx popatrzyła chwilę po Ryu, a potem po jego talerzu.
    — Kawałek kaszanki za kawałek tego chleba z serem — zaproponowała. Na taką wymianę mogła jeszcze przystać, nie będzie przynajmniej się w swoim żołądku czuła stratna. I znowu wszedł jej na ego. Nieść? Ją? No chyba się wywalił na głowę dzisiaj przy wstawaniu.
    — Dobrze, idziemy tak długo aż nie będziesz miał dość — przytaknęła mu. A niech się zesra jak będą szli do samej ciemnej nocy. Znowu mu będzie świecić kamieniami księżycowymi po oczach.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  123. — Yhym i dlatego mówisz mi o łechtaniu mojego ego teraz, żebym o tym wiedziała i nie myślała potem jaki jesteś słodki i wspaniałomyślny? — odpowiedziała, nie bardzo wierząc w taką wymówkę. Wzięła kromkę chleba, po czym zjadła ją na raz. Tak, zdecydowanie wolała to co zamówiła, ale nie było aż takiej tragedii. Sama nie mówiła czy i jeśli ona zarządzi odpoczynek, ale potrafiła ocenić, kiedy ktoś był zmęczony fizycznie, a wierzyła bardziej w swoje własne możliwości.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  124. Ostatnio nic przecież nie mówiła, kiedy chciał się zatrzymać. Poza tym o jakich wybuchach radości on niby mówił? Popatrzyła po nim nieco nieufnie i wzruszyła ramionami. Skoro jego potrzebowało aż takich zapewnień to niech sobie wmawia co chce.
    — Słodko, że tak troszczysz się o moje ego, przynajmniej wiesz, że Ty zarządzasz postój — odpowiedziała. Sama przyspieszyła z jedzeniem. Ryu był według niej naprawdę dziwny. Momentami był po prostu męcząco irytujący w swoim zachowaniu, a jednak miał momenty, kiedy potrafił być w porządku.
    — Uważaj, bo jeszcze zmienię zdanie — odparła, kiedy się do niej uśmiechnął. Skończyła jedzenie, po czym poszła po swoje rzeczy. Im szybciej dotrą na miejsce tym lepiej.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  125. Onyx milczała przez praktycznie całą drogę. I tak szli dobrze, więc nie było sensu strzępić języka. Chyba. Niekoniecznie miała ochotę rozmawiać z Ryu, ale kiedy była cicho to cały czas wracała wspomnieniami do Mankrika, do tego jak bardzo beznadziejnie sobie poradziła z nim i do tego, że na dobrą sprawę dalej nie wiedziała co chce z tym wszystkim zrobić. Na szczęście Ryu się w końcu odezwał. Naprawdę musiał czytać w myślach. Pokręciła głową.
    — Jeśli umrę, to umrę, prędzej czy później do tego dojdzie, ale — zaśmiała się lekko — jeśli ktoś żyje tak jak chce, robi co chce i bierze co chce, to śmierć nie powinna przerażać. I tak w końcu przyjdzie, wolę umrzeć wcześniej robiąc coś czego chcę niż żyć długo, bojąc się zrobić następny krok. Mogłam zrezygnować wiele razy, ale ostatecznie wybrałam takie życie, nie zamieniłabym go na inne. A Ty? Boisz się umrzeć? — odbiła na sam koniec piłeczkę. Irytujący czy nie - był lepszą alternatywą od myśli o Mankriku. Na to dalej nie była gotowa.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  126. — A poza samobójcami kto chce umierać? — zapytała go z jakimś takim spokojem, po czym wróciłą do słuchania co ma do powiedzenia. Miała ochotę mu pierdolnąć za takie gadanie. Pokręciła głową i ostatecznie trzepnęła go lekko w ramię. Żeby płatny zabójca współczuł zwykłemu żółtodziobowi, naprawdę? Do czego dochodziło już w tych czasach!
    — Skoro masz komu skakać na pomoc to Twoje życie ma znaczenie — zaznaczyła twardo. — Poza tym są ludzie, którzy będą po Tobie płakać. I moim zdaniem w strachu przed śmiercią nie chodzi o to, że szkoda Ci tego co mogłoby być - tego nie wiesz, co mogłoby być. Myślę, że dobra śmierć to taka, kiedy patrząc w przeszłość możesz się uśmiechnąć, uznać, że żyłeś dobrze, tak jak chciałeś i niczego nie żałujesz, a to co mogłoby być… to wiesz, podobno po śmierci duchy są całkiem żywe, więc nie wszystko jeszcze stracone — dodała jeszcze. Ona na przykład po śmierci będzie dręczyć Gava przez jakiś czas, a potem się zobaczy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  127. Strasznie wyniośle myślał o swojej śmierci. Ona zdecydowanie tak nie potrafiła. Dla niej to po prostu coś co się stanie - komuś będzie przykro, ktoś będzie zadowolony, większość nawet nie zauważy, ale ważne, że ona nie żałowała w swoim życiu swoich decyzji i błędów. Prawda? Mogła spokojnie umierać. Jak już pozbędzie się problemu z ojcem. Ta jedna sprawa uparcie wszystko komplikowała
    — Rób z życiem co chcesz, co nie? — mruknęła, chociaż strasznie ją mierziło takie podejście “lepiej ja niż ktoś inny” - altruistyczne bzdury. Zaśmiała się lekko.
    — Podobno nie, ale słyszałam już, że planuje różne zajęcia, żeby się nie nudzić, a ja chętnie mu to utrudnię — uśmiechnęła się do siebie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  128. — Myślę, że ja nie będę się nudzić, a jak on będzie miał od tego trochę rozrywki to co z tego? — wzruszyła ramionami i zaśmiała się lekko. Akurat z Gavem często potrafiła się dobrze bawić, nie widziała w tym nic złego. — Gave? Wkurzyć na mnie? Będzie zbyt zajęty zachwycaniem się moim wspaniałym towarzystwem — dodała zaraz w żartach.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  129. — Co? Mówiłam, że Gave szuka zajęć nam, żeby się nie nudzić po śmierci — poprawiła się. Myślała, że każdemu oznajmiał co dla nich planuje po śmierci. — A że mi moja rola nie odpowiada to mu utrudnię, to też nie będę się nudzić — dodała jeszcze, żeby na pewno wyrazić się jasno. Uśmiechnęła się nieco szerzej. Wiedziała, że z Gavem mają dobrą relację. Przynajmniej było to widać. Szli jeszcze kawałek dopóki nie natrafili na przeszkodę na drodzę w postaci zerwanego mostu. Onyx zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu alternatywy.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

  130. Spojrzała nieco zaskoczona. Była pewna, że zrozumiała, że Gave dla wszystkich ma plany. No chyba sobie kpił, że sama zostanie jego pokojówką, a reszta będzie robiła co chce. Niedoczekanie jego! Nie żeby w pierwszej kolejności i tak miała zamiar go słuchać.
    — Może szuka, tylko jeszcze o tym nie wiesz — zasugerowała, bo przecież taka opcja też mogła być. Może po prostu nie chciał, aby Ryu wiedział i uciekał przed ewentualną odpowiedzialnością. W końcu lubił mu dokuczać.
    Onyx przyjrzała się rozpadlinie. Most nie był wysoki, a rzeka wcale nie była przesadnie wysoka. Poza tym o ile kojarzyła nie była też aż tak głęboka, może 3 czy 4 metry.
    —- Najszybciej będzie przepłynąć — odpowiedziała odnośnie swojego zdania na ten temat.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  131. — Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał go słuchać w tej kwestii — zauważyła spokojnie. Niespecjalnie spodobała jej się zmiana w tonie Ryu. Nie chodziło to czy lubi Gava, czy nie - mało ją to obchodziło, po prostu wolała, żeby teraz na niej nie uzewnętrzniał swojej niechęci, kiedy po prostu o coś pytała. — Zastanawiam się zwyczajnie, do mnie się z tym obnosił, myślałam, że każdego lubi tym irytować — wyjaśniła, zanim pomyślał po raz kolejny o wejściu jej do głowy. Tak na wszelki wypadek. Uspokoiła się w myślach, kiedy wspomniał o przeskakiwaniu. Sama zerknęła na drzewa. Teoretycznie było to do zrobienia. Sama w tym czasie oparła się o poręcz rozwalonego mostu.
    — Rób jak uważasz — odparła, obserwując jego poczynania.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  132. Parsknęła lekko śmiechem. Tak, mieli specyficzną relację. Zerknęła na Ryu. Może w trakcie tej podróży faktycznie go spije po kryjomu dla zabawy? Nawet mu się należało za różne jej niedogodności jakimi ją uraczył. Naprawdę w tej chwili nie brzmiało to tak źle.
    Patrzyła jak Ryu wspina się po drzewie, a potem używa pnączy. Zmarszczyła lekko brwi. Ruchy lian wyglądały aż zbyt idealnie, biorąc pod uwagę z jaką łatwością wpadały mu w ręce. Pewnie kolejna argarska sztuczka. Westchnęła. Tak ryzykować sama nie będzie, ale nie chciała się też moczyć, jeżeli on był suchy jak nitka. Sięgnęła do swojej rękawicy z kuszą. Przypomniała sobie instrukcję obsługi od Benneta, pokombinowała chwilę, a potem wysunęła mechanizm bardziej, bo by zawiązać linę za wystający grot bełtu.
    — A co, już tęsknisz? — odkrzyknęła do niego, podchodząc do drzewa. Sama się wspięła, złapała pnącze jedną ręką i skoczyła, celując od razu w wysokie drzewo i wystrzeliła. Puściła lianę i złapała linę, kiedy tylko bełt wbił się w drzewo. Wylądowała na drugim brzegu, po czym uśmiechnęła się dumnie do siebie. Wdrapała się jeszcze, aby odzyskać bełt oraz linę. Nie warto było zostawiać za sobą tak oczywiste ślady.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  133. Onyx schowała wszystko i zablkowała swoją kuszę, po czym spojrzała po niej jeszcze raz zadowolona. Naprawdę, to była jedna z jej ulubionych zabawek. Bennet był mistrzem pod tym względem. Poprawiła się i spojrzała po Ryu. Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do niego.
    — Dalej było najłatwiejszą, ale nie taką przyjemną jak odrobiona emocji — odpowiedziała. Mimo wszystko przepłynięcie było dużo bezpieczniejsze. Zakładając, że Ryu też potrafił pływać, no ale takiego rozwoju wydarzeń też nie żałowała.
    — No to tempo, obojgu zależy na czasie, prawda? — przypomniała jeszcze, przyspieszając kroku w stronę w Wolnych Marchwi.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  134. — No cóż, myślałam, że chcesz nas oszczędzać po małych rankach, ale nie będę narzekać na dobrą zabawę — odpowiedziała, odwzajemniając jego zadziorność. Sama kochała adrenalinę, więc nie miała zamiaru sobie odmawiać takich akcji, jeśli nikt nie próbował jej hamować. Sama zaczęła słyszeć drżenie ziemi. Poza tym do nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach umarlaków. Skrzywiła się delikatnie, sama chciała się schować z Ryu, ale ją wyprzedził. Zasłoniła twarz maską, żeby lepiej poradzić sobie z zapachem. Miała bardzo wrażliwy nos ostatnio. Bardziej niż zwykle. Spojrzała na Ryu, który ewidentnie się męczył. Złapała delikatnie jego ramiona, przysuwając do siebie, zasłoniła mu usta dłonią, gdyby chciał krzyknąć z bólu. Rozejrzała sie po okolicy. Krzaki były gęste, a w tej okolicy powinien być system jaskiń. Mało kto nim chodził, bo często gnieździły się tam kikimory, ale lepsze kilka dzikich stworów niż cały oddział nieumarłych. Zaczęła powoli przesuwać się z Ryu w bezpieczniejszą okolicę, uważając na każdy krok. Zatrzymała się po trzech krokach i spojrzała uważnie po chłopaku, żeby sprawdzić jego stan.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

  135. No tak. Potrzeba bycia dużym, alfa, niezależnym chłopcem. Wywróciła oczami w duchu na to jego chłodne spojrzenie. Chciała mu tylko pomóc, żeby nie musieli przypadek walczyć o własne życie. Jak widać niepotrzebnie. Przybliżyła palec do maski, tam gdzie miała usta, żeby pokazać mu, żeby być cicho, po czym wskazała stronę, w którą chciała iść. Jeśli chciał sam umrzeć tutaj to już nie jej problem. Poruszała się cicho w stronę jaskiń, aż w końcu trafiła na rozpadlinę, która prowadziła do tuneli. Stanęła obok niej, pokazała palcem, że chce tam wejść, a raczej się ześlignąć i to właśnie zrobiła. W środku panował półmrok, ale jej oczy były do tego przyzwyczajone. Niektóre trujące rośliny delikatnie połyskiwały, dając nikłą widoczność. Śmierdziało, było wilgotno i brudno, ale przynajmniej bezpiecznie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  136. Onyx rozejrzała się po jaskini. Dawno nie było jej w tunelach, ale pamiętała, w którą stronę mieli iść. Sprawdziła czy nigdzie nie ma świeżych śladów żadnych stworzeń, a kiedy Ryu dołączył nie zareagowała. Obserwowała go kątem oka, to jak się męczy z nogą. Normalnie zaproponowałaby pomoc, ale tyle razy już jej odmówił, że uznała, że nie ma sensu. Jeśli będzie jej faktycznie potrzebować - to sam niech poprosi. Nie miała zamiaru ryzykować, że w końcu pęknie, po czym wejdzie na złość do jej głowy.
    Ostatecznie doszła też do wniosku, że ktoś niedawno używał tuneli. Widziała gdzieniegdzie świeże szczątki pancerzy kikimor, a także dość spore, ciężkie ślady, którym lepiej się przyjrzała. Ork oraz ogr - kilka hanzy z Marchwi zatrudniało kolosów - pytanie tylko czy faktycznie należeli do swoich, czy ktoś nowy odkrył to przejście.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  137. No tak, bo po co było prosić o pomoc? Nie miała zamiaru mu tego wypominać, ale jeśli przez to zginie, to jej własna matka jej świadkiem - to tylko i wyłącznie wina Ryu. Chciał cierpieć - proszę bardzo. Przynajmniej będzie miała przyjemny widok. Trochę mu się jednak należało tego bólu. Sama obserwowała jaskinie cały czas, badając każdy ślad, nasłuchując każdego dźwięku. Faktycznie było wyjątkowo cicho. Gniazdo musiało się przenieść w inną część, niebezpieczne pewnie się zrobi przy rozwidleniu. Spojrzała na chłopaka.
    — Ktoś przed nami zrobił przesiew, ale przynajmniej kilka dni temu, kikimory zazwyczaj składają jaja jeszcze niżej, możemy trafić na zwiadowców przy rozwidleniu — poinformowała go równie cicho. Oparła się o ścianę jaskini, kiedy poprosił o przerwę.
    — Yhym, możemy i tak chciałam sprawdzić wyposażenie — odpowiedziała, dodając wymówkę, żeby nie czuł się gorzej z własną nogą, a żeby wymówka miała ręce i nogi zaczęła się upewniać, że kusza oraz ostrze w drugiej rękawicy działają, a potem sprawdzała ukryte bronie, miecz i tak dalej, póki Ryu potrzebował odpoczynku.


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  138. Skupiła się na czyszczeniu miecza i ostrzenia go, kiedy Ryu zajmował się sobą. Dalej uważała, że nie będzie mu pomagać dopóki wyraźnie o to nie poprosi. Poza tym mogła wczuć się w nową broń. Chociaż miecz nie leżał jej idealnie. Nie mogła się doczekać aż odwiedzi Benneta. Potrzebowała jak najszybciej wymienić swój arsenał, żeby zacząć od nowa. Spojrzała zaskoczona po jego pytaniu.
    — Mam nos drapieżnika, oczywiście, że wiem — przytaknęła mu. Czy on ją chciał teraz obrazić? Była doskonałą tropicielką. — Tak, czuć ich na kilkanaście metrów, ale można przywyknąć, poza tym nie jest takie złe, ta ostrość to ich mięso i krew, wbrew pozorom całkiem smaczne, jak marynowane arcemony — oblizała usta, po czym się skrzywiła. No, to dobrze jej szła rezygnacja z kanibalizmu. Zaśmiała się na jego porównanie samej siebie i sama się powąchała. Skrzywiła się. — Ta, obrzydliwe, za słodkie, muszę się tego pozbyć — stwierdziła. — Wnętrzności kikimory mają mocny, smaczny zapaszek — zastanowiła się na głos.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  139. Spojrzała po nim z lekką irytacją.
    — No, jak ktoś lubi w jakikolwiek sposób ten obrzydliwy słodki smak — zauważyła, krzywiąc się przy tym. W tym momencie przypomniała sobie jak dla Groszka i Fasolek zniosła ten obrzydliwy czekoladowy pudding, którym chcieli ją nakarmić. Fuj. Nie trawiła typowo słodkiego smaku. Z mięsem jeszcze jakoś uszło, ale słodycze, albo słodkie napoje? Nigdy w życiu. Odsunęła się od ściany i ruszyła z Ryu dalej, kiedy był już gotowy.
    — No tak, kroisz cienko w plastry i marynujesz na ostro w oleju z dużą ilością soli, mięso miękkie a po paru miesiącach rozpływa się w ustach, poza tym… na surowo też są dobre, trochę żylaste, ale jadło się gorsze rzeczy — wyjaśniła. Cóż, miała dość specyficzne kubki smakowe. W połowie była z plemienia lizardów kanibali, a smak zdecydowanie odziedziczyła po ojcu. Nic nie mogła na to poradzić. — Cieniostwór to też drapieżnik, a nie ma lepszego mięsa w Mathyr, ludzie to też drapieżniki, a jednak są smaczni jak nie są przesadnie tłuści — wyliczyła mu jeszcze. Zastanowiła się nad zapachem Gava. — Aktualnie? Uroczo, dziećmi, codziennie trochę inaczej, ale zawsze ma nutę świeżej krwi i rudy kordonu z nutką soli — opowiedziała mu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  140. Niekoniecznie patrzyła na niego w ten sposób. Bardziej na samą niechęć do słodkiego i fakt, że sama tak pachniała. Po prostu tego nie lubiła i nie miała zamiaru kryć się z niechęcią do własnego zapachu.
    — Ta… na Twoje gusta, wolałabym pachnieć tak, żeby mi się podobało — odparła. Na fakt, że była wczorajsza nie bardzo się przejęła. Pot to normalny zapach, jej się akurat podobał, był dowodem, że ktoś dbał o swoje ciało. A spocone po treningu ciało było naprawdę podniecające, byłoby dziwne, gdyby nie lubiła tego zapachu. —- To dobrze — skomentowała też, na znak, że jest z tego faktu zadowolona. Mniej słodyczy. Spojrzała zaskoczona, kiedy zapytał jak smakują ludzie. Jeśli myślał, że z nim się podzieli własnym ciałem jak z Gavem to się grubo mylił. Wypuściła powietrze z ust.
    — Zależy od ilości tłuszczu, grube, leniwe świnie są mdłe, mało smaczne, a krew smakuje jak olej, chudsi czy wysportowani są jak rarytasy, ale nie wiem do czego to porównać. Człowiek smakuje jak mięso z człowieka, po prostu i nie, nie jest podobne smakiem do gory z żadnej strony — wyjaśniła mu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  141. Najdziwniejsza rzecz jaką jadła? Wróciła na chwilę wspomnieniami do własnej niewoli, ale zaraz pokręciła głową. Nie chciała nawet o tym myśleć, zwłaszcza że historia Ryu była raczej zabawna. Z drugiej strony całkiem depresyjnie.
    — Ale Ty chyba długo tam byłeś... — zauważyła nieco podejrzliwie. Na tyle długo, że Akane w końcu zdążyła się nim znudzić. — Jak tak bez mięsa tyle czasu? Współczuję — dodała jeszcze, bardziej czułym tonem niż zwykle. — U mnie to będzie pudding czekoladowy, wygląda jak rozwodnione gówno i jest obrzydliwy — skrzywiła się na samo wspomnienie. — Ewentualnie prącie parę lat temu. Udawałam prostytutkę, żeby zabić jeden z pierwszych kontraktów, miał fetysz do... Dzikich i młodych piękności, chciał żeby mu obciągnąć, więc... — uśmiechnęła się, po czym wzruszyła ramionami. — Aczkolwiek to było już nawet ciekawe w smaku, niby gumowate, ale mięsiste — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  142. Nie naciskała dalej. Skoro odpowiadał wymijająco najpewniej nie był to łatwy temat, a ona nie miała zamiaru drążyć. Jego sprawa mimo wszystko. Ona też ze swojego życia prywatnego nie opowiedziałaby mu wszystkiego co by chciał. Zaraz jednak spojrzała po nim podejrzliwie i zmarszczyła brwi.
    — Ty dalej jesteś niejadkiem — zauważyła z poważnym wyrazem twarzy. — Także nie mów, że wcześniej jadłeś mniej… —- dodała zaraz, po czym uśmiechnęła się delikatnie. Skrzywiła się na propozycję bycia dziewczyną. Jasne, to był żart - ale przywrócił wspomnienia jej poprzednich związków do głowy. Odsunęła się od Ryu na kilka kroków, odruchowo zasłaniając głowę za kapturem.
    — Nie wchodzę w związki, więc nie potrzebuję takich układów — odpowiedziała mu, zaciskając dłonie. Spojrzała prowokoująco po Ryu. — Poza tym, poszukaj układu na związek z jakąś, którą będziesz umiał doruchać, bo szybko Ci się ten układ skończy — dodała, żeby zaraz nie próbował sam drążyć jej własnych traum. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy się zakrztusił. Trochę ją to bawiło. Co bał się o swoje, bo jemu też mogła to ostatnio zrobić?
    — Warg sromowych nie odgryzłam — potwierdziła, po czym przyłożyła sobie między kącikami ust dwa palce, symbolizujące waginę. Wyjęła swój długi język, po jej tarkatańskim ojcu, prezentując Ryu, że kobiety zdecydowanie u niej na narzekały na brak przyjemności, po czym go schowała — ale zdecydowanie posmakowałam więcej cipek niż kutasów — zapewniła go.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  143. Nie odpowiadała na temat jego jedzenia. Jak mu odpowiadało jego sprawa - jej zdaniem jadł za mało, ale dla niej prawie każdy jadł za mało. Zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
    — To Ty masz doruchać swoją dziewczynę, a nie siebie — odpowiedziała. Westchnęła i zabrała z siebie ramię Ryu. Nie miała zamiaru bawić się więcej w żadne związki, zmuszanie się do durnych pustych słów i czekanie na zdradę przy pierwszej możliwej okazji. Można było oddzielić seks od zaufania. — Ta, jak ktoś mnie dorucha to mu się normalnie oświadczę — wywróciła oczami. — Ta, wchodzą mi bardziej, bo jak mam już być niedoruchana to wolę popatrzeć na ładną kobietę, która potem uroczo drży, a nie faceta, który mimo sflaczałego fiuta myśli o ruchaniu innej — wyrzuciła mu, nawiązując bardziej do swojego własnego związku a nie do tej jednej krótkiej nocy z Ryu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  144. No cóż, zdecydowanie w takim razie nie miała zamiaru kolejny raz się z nim przespać. Nie widziała w tym dla siebie niczego przyjemnego na dłuższą metę, lepiej było nie zaczynać niż kończyć napolana przy kimś, kto ewidentnie za bardzo sobie podbijał tym ego. Ach, no tak. On też został zdradzony. Nie skomentowała tego. Ta, współczuła mu, bo wiedziała, że nie było to przyjemne, no ale za bardzo ją wcześniej zirytował. Zaciągnęła się mocniej powietrzem.
    — Zaraz będą jaja kikimor i robotnice — poinformowała go. — Rozróżniasz dobrze kształty w ciemności? — dopytała dla pewności, samej wyciągając broń.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

  145. — Bardzo użyteczny ten las był, hm? — odparła na jego słowa. Dość często słyszała od niego, że to czy tamto podpłapał w lesie. Normalnie zaraz sama się tam wybierze, nie po kryształ tylko na trening dla zabawy. Wysłuchała go.
    — Chodzą po ścianach, mają czarne grzbiety, których nie przebijesz zwykłą bronią, celuj w brzuch, albo odcinaj nogi, wojownicy są więksi i mają kolce jadowe na przednich łapach, uważaj na nie, jak potrzebujesz światła to teraz albo wcale, zanim nas wyczują, same są ślepe jak coś — wyjaśniła wszystko.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  146. — Czyli polecasz — skwitowała. Może jeśli ogarnie cały swój burdel to się sama wybierze. Nie brzmiało aż tak tragicznie. Chociaż dalej uważała, że akurat kryształ to jej potrzebny nie był.
    — Dla nich jesteśmy jedzeniem, więc są żądne krwi, to wszystkożercy, ale jak mają sezon lęgowy to wiesz, mięso wygrywa, ale nie są zbyt groźne i często się je stąd usuwa, po prostu to uparte szkodniki — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

  147. Nie powiedziała jeszcze, że ma zamiar tam iść. Teraz na pewno nie był na to dobry czas. W zasadzie w jej życiu nigdy na nic nie było dobrego czasu. Przesunęła się w bok, kiedy pierwsza robotnica skoczyła. Ech, od dziecka nie lubiła jak te paskudztwa wyglądały. Nie ruszała się, nie wydając żadnego dźwięku, po czym mieczem postukała w bok, żeby przyciągnąć innego stwora do siebie. Wystarczyło cicho się poruszać, zarządzać dźwiękiem i walka z nimi w zasadzie była dziecinnie prosta.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  148. Onyx z kolei wolała się ich pozbyć na przyszłość. Te tunele były naprawdę przydatne, a gdyby się bardziej zalęgły mogłoby zwyczajnie stać się groźne przez swoją ilość. Nie, zdecydowanie wolała teraz to wyplenić. Zwłaszcza, że wojska ciągle chodziły po traktach. Tak było bezpieczniej dla wszystkich. Była cicho, akurat to miała wyćwiczone do perfekcji, a jej kocie oczy w ciemności bardzo odróżniały kształty, mimo wszystko wymieniła miecz na krótkie miecze o ostrzach przeznaczonych do kłucia, żeby szybciej pozbywać się tego tałatajstwa. Zwłaszcza, że było ich bardzo mało. Ot, jeden wojownik, cztery robotnice i nic więcej. Kiedy było już po wszystkim zaczęła przebijać jaja, żeby nic się przypadkiem nie wykluło.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  149. Ryu mógł poczuć, że ich krew nie pachniała zbyt dobrze. Onyx w tym czasie przetarła ostrze o szmatę, którą wyjęła ze swojej sakwy i obejrzała dokładnie swoje bronie. Powąchała je sama. Zdecydowanie będą potrzebowały czyszczenia lepszego.
    — Skończyłam — przytaknęła. Ji’zzargo lubił korzystać z tych tuneli, a ona dalej uważała, że walczył co najmniej średnio i dla niego taka grupka byłaby fatalna w skutkach. — Chodźmy, zanim stracę apetyt. Pachną jak stare, trujące łajno — przyspieszyła kroku. — Jesteś pacyfistą dla przyrody? — zapytała po dłuższej chwili. Oczywiście, że nie umknęło jej uwadze, że sama tym razem odwaliła całą robotę.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  150. Czyli na jej standardy w zasadzie pacyfista. Od tego było nie daleko do tego durnego “ale przecież nie musimy nikogo zabijać, wystarczy ogłuszyć i uciec, bla, bla, bla”. Z drugiej strony - co ona mogła wiedzieć. Wartości przekazywane przez Mankrika powinna chyba rzucić daleko w pizdu. Wypuściła powietrze z ust. Jak ona kurwa nienawidziła myśleć o takich tematach.
    — No… to tylko przerośnięte mrówki, gorsze rzeczy mi rzucano jak byłam dzieciakiem, te po prostu jebią — mruknęła. Ech, miała ochotę w coś walnąć.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  151. O nie, nie, nie. Nie ma opcji. Skrzywiła się i odsunęła od Ryu. To było najgorsze co mogłaby teraz sobie zrobić. Budować zaufanie do nowej osoby. I to jeszcze z kimś kto działa na umysł. Odsunęła się od Ryu, kręcąc głową.
    — Nie potrzebuje wsparcia, potrzebuje zabić parę osób i nic więcej — odpowiedziała mu sztywno, przyspieszając kroku.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  152. — Morderstwo zazwyczaj pomaga na dłuższą metę, pozbywasz się problemu i nie musisz o niczym rozmawiać, bo sprawa jest załatwiona, po problemie — zaprzeczyła mu. — Zwłaszcza z kimś kto i tak wchodzi do głowy, trzymaj się z daleka od mojej głowy — zaznaczyła jeszcze szybko, bo nie miała zamiaru znowu się pakować w żaden syf.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  153. — Akurat ten rozwiąże — powtórzyła sobie. Mankrik po prostu musiał zginąć. Tak będzie łatwiej, wygodniej i bezpieczniej dla wszystkich. Poza tym dopuścił się zdrady, więc musieli się go pozbyć. Zmarszczyła brwi. Zaklęła pod nosem w terrańskim.
    — Po prostu… mój były… wchodził mi do głowy jak coś mu nie pasowało, jestem uczulona, wybacz — mruknęła, wściekła na samą siebie, że stała się taka miękka, że obchodziło ją czy robi komuś przykrość czy nie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  154. — Tak — odpowiedziała bez ogródek. — Martwa osoba nie ma jak myśleć, planować, ranić, nie zrobi nic - problem z głowy, spokój w głowie — wyjaśniła mu swój punkt widzenia. — A nawet jeśli nie, to przynajmniej będzie zajebiście przyjemne uczucie. Ty nie lubisz zabijać bez potrzeby, a ja lubię potrzeby znajdować — dodała jeszcze, co by rozluźnić nieco atmosferę. Wypuściła powietrze z ust. Żeby tylko byłego. Byłą, ojca jednego z drugim, dzieciństwo, inteligencje. Zaśmiała się cicho na tę myśl.
    — Yhym, dlatego jest były. A brak zaufania zostaje — odparła. Jej zdaniem ten lęk był uzasadnioniny, przed tym przecież nie dało się w żaden sposób obronić! — Nie będę Cię atakować dopóki nie wejdziesz mi do głowy, albo nie spróbujesz niczego głupiego, ale wtedy też, wszystkie chwyty dozwolone — uśmiechnęła się niewinnie do Ryu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  155. — A Ty kapłan nawracający owieczki? — spojrzała po nim z lekkim grymasem. Co mu się tak zachciało nagle nawracać z każdej strony na dobrą drogę. — Jak mętlik zostanie to się nim będę wtedy martwić, jeden problem na raz wystarczy — dodała zaraz. Był niemożliwy pod tym względem. Wszędzie widział problem. Szkoda, że w trakcie seksu tak nie drążył - na pewno by mu to pomogło doruchać drugą osobę. — To zależy od kategorii w jakiej chcesz coś zrobić — odpowiedziała. Kiedy zaczął nucić, wywróciła oczami. Nosz kurwa kolejny pieprzony artysta.
    — Wy to macie we krwi zakodowane? — jęknęła zrezygnowana.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  156. — Ja też wiem i uwierz, że zazwyczaj pomaga, szmata, która mnie sprzedała do niewoli, Terranie, którzy rzucali na dziecko potwory, kurwa, która chciała zabić brata, jeden ojciec, który brzydził się ludzkiej skóry czy drugi, który uznał, że martwa będę więcej warta… — zacisnęła dłonie, chwytając po sztylet. Zmarszczyła brwi. Spojrzała po Ryu. Na niego się nie rzuci, ale nie obraziłaby się na jakąś nagłą zasadzkę. Wypuściła powietrze.
    — Uważasz, że jeśli mój ojciec chciał mnie zabić dla pieniędzy to powinnam darować mu życie? — zapytała. — Nie ma opcji — dodała. Skrzywiła się zaraz. — To nucenie i śpiewanie… la la la, jestem Argarczykiem, będę śpiewać całą drogę, la la la… — wywróciła oczami naśladując jego, Gava, Darcy czy Akane.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  157. — Doceniam troskę — odparła po dłuższej chwili, kiedy walczyła ze swoimi własnymi emocjami. Wypuściła powietrze, powstrzymując się przed walnięciem w pobliskie drzewo. — Ja tak nie działam. Najpierw go zarżnę, potem będę próbowała pomyśleć, nie na odwrót — odparła. — I nie potrzebuje pocieszenia, po prostu życie — skrzywiła się lekko. Jej wina, że komukolwiek zaufała, że będzie ważna. Nie miała po raz kolejny tego samego ryzykować. I tak miała jeszcze osoby, których utraty się bała. Kolejne nie były jej potrzebne.
    Spojrzała zrezygnowana, kiedy zaczął śpiewać. Naprawdę? Dalej.
    — Och, zamknij się. Pieprzeni artyści...

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  158. — Jest realistyczne — poprawiła go. Nieliczni zasługiwali na pocieszenie i ona zdecydowanie do nich nie należała. Sama miała zbyt wiele na sumieniu. Irytowała ją ta jego wesoła otoczka. — Poza tym jakbyś nie zauważył, ja nie jestem z tych, którzy gonią tęczy i zbawiania — skrzywiła się. — Ale wy macie jakąś obsesję, ojej nie martw się będzie dobrze, jak chcesz pogadać to jestem, będę Cię wspierać... — pacnęła się otwartą ręką w łeb. — Jak chcesz mnie pocieszyć to daj mi proszę kogoś albo coś co mogę porządnie pierdolnąć i nie będziesz to Ty, zanim pomyślisz o robieniu z siebie męczennika — uprzedziła go zaraz, kopiąc pobliski kamień z całej siły.
    — Jesteś pieprzowym artystą, jak każdy Argarczyk, jak nie scena to nerwy....


    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  159. Odsunęła się na krok od Ryu, uważnie lustrując go wzrokiem. Ale on jej teraz działał na nerwy swoim gadaniem.
    — To po kiego to non stop powtarzasz jak tylko Ty jesteś pod ręką — zauważyła. — Ja nie potrzebuję rozmowy — syknęła, zaciskająć dłonie do tego stopnia, że pazury zaczęły ranić jej dłonie, a knykcie bieleć. — Naprawdę nie potrzebuje rozmowy, nie mówię, że to jest zawsze chujowe rozwiązanie – chociaż jej skromnym zdaniem było raczej na dole listy, jeśli chodziło o radzenie sobie z pokładami agresji. — Ja chcę dotrzeć do moich Braci i Sióstr, zobaczyć co się dzieje, jeśli będą żywi to mogę sobie porozmawiać i planować spokojnie polowanie na kogoś, kto nauczył mnie wszystkiego o zabijaniu i tropieniu… Kurwa mać, nie będę robić tego sama, ale nie mam zamiaru opowiadać jak bardzo wkurwia mnie fakt, że ani jeden ani drugi ojciec nie widzieli we mnie niczego wartościowego. A jakby tego było mało… ARHGH! — wrzasnęła, odwracając się za siebie. — Czy Ty możesz przestać ze swoimi wykładami?! Już starczy, że wiem, zamknij się łaskawie — spróbowała odsunąć od siebie niewidzialnego ducha. — Jeszcze mam matkę, która non stop próbuje mnie pocieszyć i komentować wszystko. Gave jest pierdolnięty, że ją odciszył… — urwała na chwilę. Chyba nie powinna mówić tak do matki. W zasadzie to nie miała najmniejszego pojęcia jak do niej mówić. --- Także proszę, nie mów mi o szukaniu wsparcia łaskawie. Nie rzucę się sama na ojca, ale nie będę szukać ramienia do wypłakania. Ja tak nie umiem.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  160. No do niego nic nie docierało. Co za zakuty łeb. Przetarła skornie dłońmi i wytarła krew rękawem tam, gdzie się pobrudziła.
    — Ale co ma jedno z drugim wspólnego? — zapytała, bo w tym momencie już totalnie zgłupiała. Chociaż przy Mankriku to i tak było o wiele bardziej skomplikowane. Mimo wszystko to on ją adoptował i dał to życie. Wypuściła powietrze z ust, poprawiając włosy. — Moje problemy i wkurwy nie mają nic do mojego poczucia własnej wartości — zaśmiała się lekko, bo to było absurdalne. — Myślisz, że na jakim punkcie mi odpierdala? — uniosła brew w niedowierzaniu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  161. Skoro tak to niech po prostu przestanie się bawić w jakiegoś moralizatora, bo nie miała zamiaru zawierać żadnych nowych przyjaźni w tej chwili. Wzruszyła ramionami.
    — Świetnie, więc po prostu chodźmy do celu — odparła, po czym sama ruszyła w stronę tych durnych Marchwi.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  162. Onyx szła w milczeniu, obserwując okolice. Wojna była widoczna wszędzie, na drzewach wisiały trupy. Nieludzie nabici na pal z odgryzionymi kończynami - ewidentnie było widać, że wojsko, które wcześniej minęli zebrało już chociaż część żniwa. Onyx założyła maskę. Lubiła zabijać, lubiła się bić i naprawdę kochała przemoc, ale w tym co się tutaj działo nie widziała sensu. Walnęła się delikatnie w brzuch, to obrzydliwe, że robiła się głodna od tego zapachu. Przyspieszyła kroku. Wolała nie słyszeć, że jest obleśna, bo doskonale o tym wiedziała. Krew to krew - zawsze działała na zmysły.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  163. Normalnie nie ruszał jej głód przy zapachu ludzkiej padliny - przynajmniej odkąd przestała sobie wyrzucać swoje “rasowe” cechy. Ale głód przy czymś takim? To akurat był obrzydliwy instynkt. Włożyła pod maskę szmatę oblaną mocnym alkoholem, żeby zagłuszyć aromat i starała się nie myśleć o jedzeniu, chociaż było to całkiem trudne. Spojrzała na Ryu. Potem pewnie pożałuje.
    — Jak nauczyłam się mówić normalnie i chodzić to chodziłam po lesie tam gdzie mnie wychowywano — zaczęła. Uznała, że jak pomyśli o czymś smutnym i powinno jej dawno coś uświadomić to zapomni, że myśli jak smakowałby Ryu czy któryś z trupów. — Znalazłam młode bryłkowca. Ojciec uznał, że to dobry moment, żeby nauczyć, że dla zabójcy życie nie ma znaczenia i cel uświęca środki… — wzruszyła ramionami. — Nie… zły temat. O… raz w zamtuzie kupiałam sobie noc, ale nie bo to smakowało jak prawdziwa brzoskwinia… znowu żarcie… — mruknęła do siebie. — Jak myślisz, na co najlepiej przestawić się po sai? — pstryknęła. Ten temat powinien być neutralny dla jej wyobraźni i kiszek.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  164. Pokręciła głową, przykładając dłoń do nosa.
    — Nie, nie teraz — odparła. Nie będzie się nagradzać w takiej chwili. — Poza tym za parę godzin będziemy w miejscu gdzie serwują najlepsze mięcho po tej stronie Mathyr — sięgnęła po swoją monetę z Nor i przyjrzała się jej uważnie. — Powinni nas wpuścić — dodała. Ji’Zzargo dałby znać, kiedy dostała wilczy bilet od Nor. Tego była pewna. Słuchała o toporkach.
    — Niby tak, ale już Rokarze obiecałam, że to będzie jej ikoniczna broń i mam się trzymać z daleka, poza tym nie mam aż tak silnych ramionach, żeby robić toporami to co bym chciała. Jestem silniejsza fizycznie niż zwykła laska, pewnie silniejsza od Ciebie. Fizycznie nie techniką — zaznaczyła od razu. — Ale dalej jestem kurwa niska, toporkami to można rzucać jak się skończy inna broń miotana. Miecz też nie, to znaczy jest niezawodny, klasyk ale przereklamowane. Każdy ma miecz, to nudne i za proste, a walka to powinna być jednak interesująca — odpaliła się zadowolona. — Mam ogarniętą każdą broń, albo to albo… no w każdym razie mam, mam smykałkę, zanim się nauczyłam pisać własne imię to już strzelałam ze wszystkiego 10 razy w 10 pod rząd — zaśmiała się. Takie wspomnienie z dzieciństwa było dobre. — Nunchako? Kusarigamie? — powtórzyła niezdarnie. — To kusatamcoś brzmi trochę jak kama, mam kilka takich dziecinek pochowanych po Mathyr. Poza tym nie tylko duszenie — mruknęła zadowolona. — Jeden prosty ruch i z dwóch metrów można komuś sprzedać kosę pod żebra — dodała. Ta, dzisiaj wymieni też broń, bo to co dostała od Yensena zdecydowanie nie było w jej stylu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  165. Najpewniej nie było po niej widać, a przynajmniej miała nadzieję, że nie widać po niej, że martwi się o to czy jej moneta jest dalej ważna. Zniknęła na trochę z życia a Mankrik miał najpewniej przewagę, ale on prawie tam nie bywał, a Ji’zzargo pisał bezpiecznie listy. Mimo wszystko niepokój pozostał. Mimo wszystko miała tam swoje rzeczy i czuła się bezpiecznie pośród innych takich wygnańców jak ona. Spojrzała zaraz po Ryu. Bardziej wytrzymały?
    — Zobaczymy jak już noga Ci wydobrzeje, hm? — zaproponowała, patrząc po nim wyzywająco. Teraz specjalnie szła wolniej, żeby nie musiała potem czekać, aż stwierdzi, że nie boli, bo przecież na plecy się wziąć nie da. Argarczycy mogli mieć swoją magię, ale siły i wytrzymałości jej nie odbiorą. Poza tym, wytrzymał raptem dwa orgazmy, pfy, gdzie ta jego wytrzymałość?
    — Nie mówię, że jest zły, ale jest… no nie wiem… nudny — wyjęła swoją yensenową klinę i obróciła ją kilka razy w dłoni. — Jasne, łatwo się walczy, ale ja tego nie czuję. I może być interesujące, prawda i można tak nim poszaleć, że od samego patrzenia robi Ci się gorąco, ale meehh… nie mój styl. Wolę coś przy czym można bardziej poskakać po przeciwnikach i się pobawić na inny sposób. No, ale za jakiś czas i tak sobie wymienię z kolekcji, zobaczysz moje seksowne towarzyszki — uśmiechnęła się w jego stronę. Zdjęła maskę, kiedy odeszli już wystarczająco daleko od pobojowiska.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  166. Słyszała jego śmiech. Sama uśmiechnęła się w jego stronę z powątpiewaniem. Nie mówiła, że był mizerny i słaby. Mimo wszystko sama była dobrze wytrenowana. Nie była koścista, na całym ciele wyraźnie było widać sporą wyrobioną tkankę mięśniową. Spojrzała po sobie i prychnęła. Miała świetną figurę do zabijania. No ale jeszcze sam się o tym cholernik przekona. Przełknęła ślinę, myśląc o broniach.
    — Nie mów o sai proszę — zaznaczyła, ale zaraz się rozmarzyła. — Finezyjne, ale nie za lekkie, krwawe, jak księżycowe sierpy, bliźniacze kosy, kamy, wachlarze. Cięższe morgenszterny… jeden cios i masz tatar z mózgu — oblizała się na samą myśl. — Nie mam ulubionej. Za ciężko wybrać jedną, każda jest wyjątkowa. Nawet miecz, tylko niekoniecznie zwykłe proste ostrze, kiedy masz tyle innych opcji do wyboru — wyjaśniła. Na dobrą sprawę najchętniej nosiłaby ze sobą jak najwięcej swoich zabawek, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Dlatego kolekcjonowała i ukrywała w punktach, gdzie mogła wymienić swój arsenał. A sai… cóż te po prostu wypieprzy. I tak nie pasowały do niej za bardzo jak się nad tym zastanowić. — A Ty masz ulubiony rodzaj? — odbiła piłeczkę.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  167. Zaśmiała się lekko patrząc po jego sztyletach.
    — O gustach cudzych się nie dysktuje, miecz jest nudny dla mnie, nie znaczy, że każdy kto go używa jest nudny, sztylety tak samo — odpowiedziała mu. — Chociaż sztylety wymuszają krótki dystans i jest zabawnie — dodała jeszcze. Topory też były niczego sobie. W zasadzie każda broń miała w sobie coś wyjątkowo, jeśli chciało się to z niej wyciągnąć. Akurat znaleźli się przy kamiennej chacie. Onyx uśmiechnęła się lekko. — O, zobaczysz część mojej kolekcji — poinformowała go, łapiąc delikatnie za nadgarstek, żeby pociągnąć do w stronę budynku. Otworzyła drzwi kluczem. W środku pozornie wszystko wyglądało jak chata jakiegoś pustelnika. Nyx podeszła do łóżka, odsunęła je, a razem z nim mechanizm. Włożyła monetę w żłobienie, a potem wykręciła szyfr. Zaraz dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk otwieranych zatrzasków. Podłoga w kominku rozsunęła się, ukazując schody prowadzące w dół. Dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą i wdzięcznością. Zasunęła łóżko.
    — Witamy w Norach — zakomunikowała, prowadząc go do środka. Dzisiaj w samym centrum tutejszych Nor było wyjątkowo pusto. Nawet jak na to miejsce.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  168. — Nie pomyślałabym — odpowiedziała, uśmiechając się w jego stronę, kiedy powiedział o rzucaniu sztyletów. Doskonale wiedziała co można zrobić ze sztyletami. Sama zazwyczaj miała przypiętych kilka do pasa, a jeszcze więcej schowanych w różnych kieszeniach. Tylko, że aktualnie była kompletnie rozbrojona. Została jej tylko kusza i miecz.
    Spojrzała ze zdziwieniem na Ryu.
    — Nie każdego, ale Gave ma długi język, więc pewnie i tak wszyscy o nich wiecie, jeśli Rada wam nie powiedziała, że prowadzą wymianę handlową, Nory też dają wam trochę zadań co jakiś czas żeby zarobić podobno, jesteś synem tego małego z Rady, nie? Jesteś podobny do jego partnerki — zauważyła — więc nikt nie będzie miał problemu nawet, gdybym Cię wzięła do ważniejszej miejscówki, to tutaj to po prostu przystanek norowy - nie jest ważny, to głównie noclegownia i składzik, a ja z samym mieczem i kuszą czuję się naga i bezbronna, muszę wymienić broń, więc nawet jakbyś był wróżką zębuszką to bym Cię tu zaciągnęła — wyjaśniła pierwsze pytanie. Nad drugim zastanowiła się trochę dłużej i zaczęła liczyć. — Prawie w każdej, część jest tylko moja, część z Ji’zzargo a te z ojcem, cóż, zakładam, że poszły się jebać — odparła. — Ale znam każdą, w Bractwie często mi to wytykają, ale wolę to towarzystwo, chociaż tutaj ciężko na kogoś trafić — wyjaśniła. Nie byli w wiosce, raczej zgliszczach po wiosce, pusto, głucho, nikt normalny i tak nie zapuszczał się w te okolice.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  169. Gdy miał rok, tak? Ciekawe czy go kochali. Jeśli nie, to niewielka strata. Dzieci zasługiwały żeby doświadczyć chociaż odrobiny miłości. Chociaż w młodości.
    — Wybacz, wasze cechy się w oczy rzucają po prostu — odparła, gdyby jednak sprawiało mu to jakaś przykrość. Ale no byli podobni, oboje mieli ciemne oczy, jasną skórę, a ten kształt oczu po prostu ciężko było podrobić.
    Miał rację, nie każdego informowała, że to są konkretnie Nory, ale tego już nie musiał wiedzieć, żeby nie obrósł specjalnie bardziej w piórka. Momentami i tak ciężko było znieść jego ego. Zaśmiała się lekko.
    — Pokój w Norach, dużo osób sobie bierze takie, to po prostu wygodne. Gdzieś trzeba trzymać swoje rzeczy — wyjaśniła. — Luz, wiem, że jestem spod ciemnej gwiazdy, nie przeszkadza mi to — wzruszyła ramionami. — Ważniejsze punkty Nor służą na wymianę handlową. Ale wiele typów spod ciemnej gwiazdy nie ma własnego domu, nie ma gdzie trzymać swoich rzeczy, więc Nory zaczęły robić takie miejsca, gdzie można to zrobić kilka pokoleń temu. Wygodne i praktyczne, a poza tym zmusza żebyśmy bardziej o siebie dbali, nikt nie będzie srać na własne salony w końcu, nie? — wyjaśniła idąc z nim w stronę swojego pokoju. Otworzyła drzwi. Zignorowała kartkę z namalowanym kawałkiem pieczonego mięsa i pierwsze co zrobiła to zdjęła miecz, po czym zaczęła brać najróżniejsze bronie do rąk z wyraźną ulgą i radością.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  170. To co mówił miało sens. Odnośnie ras, byli z jednego świata a nie kraju mimo wszystko.
    — Ta, chociaż w Mathyr te różnice rasowe są bardziej widoczne — powiedziała bez jakiejkolwiek pretensji. Ciężko było pomylić mieszkańca danej krainy a mieszańce odznaczały się wyjątkowo mocno, nieważne jak bardzo chciałyby to ukryć. Zaśmiała się cicho.
    — Cóż, Twojej matce się raczej uważnie przyglądać nie będę, są inne osoby, na których można u was zawiesić oko i są wolne — odparła zaczepnie, zaczynając układać sobie na łóżku bronie, które zamierzała ze sobą zabrać. Stalowe wachlarze, zakrzywione księżycowe ostrze, rękawica z ukrytym ostrzem, noże do rzucania. Wzięła do ręki jeszcze kosy łańcuchowe. Kurwa też by wzięła, ale to już będzie przesada.
    — Chcesz to się rozgość, tylko nie dotykaj niczego po tej stronie — pokazała mu palcem — bo to część Ji’zzargo — wyjaśniła, otwierając jeszcze szafę. Musiała się też przebrać z tego czegoś co dostała w Argarze. Yensen naprawdę nie miał gustu. Wybrała sobie jedną zbroją i zaczęła się przebierać. Ryu i tak widział znacznie więc głupio by się było teraz wstydzić.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  171. — Mówisz jakbyś nigdy nie przyglądał się w ten sposób nikomu — zauważyła spokojnie. Trochę za późno, żeby próbować brzmieć na świętego. — Niestosowne czy nie, czasami warto — dodała wzruszając ramionami. Zwłaszcza w Argarze warto było sobie popatrzeć, ale tego już nie mówiła na głos. Sporo ładnych kąsków tam chodziło. Kontynuowała przebieranie się. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu. Dłużej zajmowała się zakładaniem na siebie broni i chowaniem po kieszeniach, żeby miała wszystko przy sobie w końcu. Zamarła na chwilę, gdy Ryu nazwał Ji'zzargo przyjacielem. Zastanawiała się chwilę.
    — Tak — odpowiedziała krótko. Debil prawie umarł przez nią. Kiedy Ryu zaczął jeść, sama sięgnęła po słoik z marynowanym cieniostworem.
    — Nie, ale to nie znaczy, że wolno cudzą prywatność tak naruszać. Zwłaszcza że poczuje i zauważy, że ktoś mu rzeczy ruszał — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  172. — Serio? Nigdy? — dopytyła, bo dla niej to było zwyczajnie dziwne. Przyjrzała się lepiej Ryu. — Macie tam taki towar i nic nie lustrujesz? Matki i ojcowie to też niezłe kąski — zauważyła spokojnie. Ot, chociażby ta parka co za barem często stała. Mieli dzieciaka, ale cholera potrafiło się zrobić na ich widok gorąco wielokrotnie. Poza tym bez materiałów ciężej było się samemu zaspokoić. Biedny chłop.
    Przestała mu jednak współczuć, kiedy na siłę zaczął dotykać rzeczy jej przyjaciela. Wywróciła oczami i wzięła spory kawał mięsa do ust.
    — Nie mam pojęcia, ja tam szanuje jego prywatność i nie grzebie mu w rzeczach. Może będziesz sam miał okazję go zapytać — odparła spokojnie.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  173. To nie tak, że miała zamiar specjalnie poznawać jednego z drugim czy wręcz przeciwnie. Jeśli nadarzy się okazja to kot pewnie znajdzie wspólny język. Po prostu miał taką fuchę i charakter. Zastanowiła się na kolejne pytanie. Poprawiła włosy.
    — Hm... Gave nie ma urody takiego... Tatuśka. To bardziej szeroki typ z brodą, włosami na klacie, sylwetka drwala. Gave jest smukły, przystojny, niezły, ale jak już oglądam mu dupę to raczej wrzucam go do kategorii "mógłby zabić w sekundę seksiak" — wyjaśniła, sięgając po bukłak z wodą. Zastanowiła się w chwilę. — A co, w Argarze fantazjowanie to też temat tabu? — dopytyła. Szczerze wątpiła, bo byli bardziej frywolni niż taka Polsza. Ale kij ich tam wiedział. — Nie pomagacie sobie wyobraźnią jak nie ma z kim się zaspokoić?

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  174. Onyx pokręciła głową k wzruszyła ramionami.
    — Lepiej się samemu obsłużyć niż wychodzić na desperata — odpowiedziała spokojnie. Ona w życiu by się kogoś nie prosiła. Nie po to ma dwie sprawne ręce żeby błagać kogoś o orgazm. Ewentualnie mogła sama zmusić kogoś do błagania.
    — I bez przesady z tym Argarem, aż tacy łatwi niestety nie jesteście poza moim byłym — wyrzuciła mu, śmiejąc się przy tym lekko. Spojrzała uważniej na Ryu.
    — Nie potrzebowałeś? Ani samemu ani z kimś? — uśmiechnęła się i zaśmiała lekko. — Jaki grzeczny asceta, aż miło, że dla mnie jednak rozpiąłeś spodnie — dodała zaczepnie, zasłaniając pół twarzy, dalej lekko się śmiejąc. — Z kolei takie mieszańce jak ja mają rozjebane libido. Ciało nie wie kiedy powinno wejść w ruję a kiedy nie, więc jak "dorastasz" to masz problem — wyjaśniła na swoją własną obronę w tej kwestii zanim wyjdzie na degenerata.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  175. Spojrzała po Ryu i wzruszyła ramionami.
    — Nie lubię sobie odmawiać, jeśli coś jest przyjemne to czemu sobie na to nie pozwolić? — zapytała. Wstała na chwilę podeszła do szafki, z której wyjęła butelkę alkoholu. Ryu rzuciła swój bukłak z wodą. Sięgnęła też po kartkę z narysowanym mięsem. Skrzywiła się lekko, ale i tak sięgnęła również do skrzyneczki, w której zostawiali wiadomości, chociaż jeszcze niczego nie otworzyła. Schowała do kieszeni. — Jakbyś nie chciał procentów — zaznaczyła, otwierając procenty. Pociągnęła łyk. — Czy ja wiem. Mój też szybko rozpiął spodnie dla innej, ale w ascezę nie przeszłam — zauważyła, wracając na swoje miejsce. — Zależy od człowieka — skwitowała. Upiła kolejny łyk. — Nie wiem… jedno i drugie? Dużo rzeczy mnie nakręca, a potem chcę się pozbyć tego napięcia, dopóki ulga nie zacznie boleć. Poza tym moje zmysły są ostrzejsze, jak czujesz, że inni pachną jak seks to sam się nakręcasz i chcesz coś z tym zrobić, podniecasz się i trzymanie w sobie tego jest męczące — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  176. — A ja nie mówię, że Ty musiałeś się szukać żeby rozpiąć dla kogoś spodnie albo dla samego siebie — zaznaczyła. — Po prostu tak jak z waszymi czarami - niekoniecznie ogarniam czemu. Ale ja to ja. No i masz rację, każdy inaczej to odczuwa. I inaczej do każdej osoby — dodała. Piusa łatwo było jej wyrzucić z serca. Z Viv było nieco trudniej, ale też sobie z tym poradziła. Zaśmiała się, kiedy się do niej zbliżył. Złapała dwoma palcami jego podbródek i spojrzała mu w oko.
    — Nie jestem Twoją dziewczyną, więc wiem, że mnie zaspokoisz, dlatego niczego nie trzymam, perspektywa zostania w najgorszym momencie swojej chcicy bardzo zabija napięcie — odpowiedziała i odsunęła jego twarz od swojej. — Wolę się sama obsłużyć w takiej sytuacji. Jak Tobie zaczyna przeszkadzać asceza to poszukaj lasek, którym starczy jedna upojna rundka — rzuciła mu jeszcze i upiła kolejny łyk alkoholu.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń
  177. Onyx nie dała się poczochrać po włosach. Odsunęła się w porę i odbiła jego rękę nadgarstkiem. Spojrzała na kartki i listy, które wzięła, kiedy Ryu zapytał.
    — Niezupełnie, Ji’zzargo ma swój styl informowania, że zostawił wiadomość — wyjaśniła, sięgając do koperty. Otworzyła ją a w środku znajdowało się kilka kartek. Odbita krwią dłoń na jednej z nich, na drugiej wisielec, a na trzeciej wiadomość od khajita. Dziewczyna wpatrywała się w milczeniu przez dłuższą chwilę. Nie miała pojęcia jak się czuć. Była już zmęczona zawodami i smutkiem. Przymknęła oczy, zasłaniając je dodatkowo dłonią.
    — Powinieneś rozważyć dojście do Marchwi w samotności — rzuciła. Odłożyła kartki pod nogi i wyjęła mapę ze swoje kabury. Rzuciła ją Ryu. — Moje Bractwo się rozpadło, a ja mam zostać stracona — wyjaśniła.

    Onyx

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^