WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga zrywa sojusz z Phyonix! Nikt nie będzie bezczelnie palił jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

30 czerwca 2020

Spisane przez: Anemone An

"To nie bunt, to powrót do korzenia" II

 

  "Nie wstydzę się swojej czułości. 
To nie słabość, to mój znak."
 

AKANE GRANDSAND

Hybryda - Wiedźma || 20 lat (19.01) || 165cm wzrostu 


Szczupła, wysportowana budowa ciała. Granatowe włosy. W jej fiołkowych tęczówkach dojrzeć można pyłek, który porusza się w zależności od odczuwanych przez dziewczynę emocji. Analityczny umysł. Pochodzi z Argaru. Ubiera się w zależności od okoliczności. Zobaczyć ją można nawet w za dużych, męskich koszulach. Mama bliźniaczek - Maliki i Raji. Połączenie piaskowych zdolności ojca i magicznych umiejętności klanu Latrala sprawiły, że dziewczyna włada psychoaktywnym pyłem, przy pomocy którego jest w stanie namieszać w umyśle innej istoty. Empatka, odczytująca cudze emocje, zdolna przenieść je na siebie lub innych. Przy nawiązaniu kontaktu wzrokowego może zobaczyć cudze wspomnienia. Wykrywa intencje, czuje kłamstwo. Ma wysoko rozwiniętą intuicję. Dodatkowo posługuje się czarami runicznymi. Stosuje je w trzech wariantach:
-"sucha", nakreślona tylko palcem jest jednorazowa,
-"widoczna", najczęściej kreślona przy pomocy specjalnej mazi, działa długotrwale, aż do usunięcia/zniekształcenia symbolu,
-"cięta", naznaczona krwią, wycięta w skórze, może działać wiecznie, chyba, że zostanie zniekształcona. 
Runa plus inkantacja dają stosowny czar. Dla przyspieszenia czarów w terenie, Akane tworzy i używa kamienie runiczne, dzięki nim zbędne staje się kreślenie runy, bo ta wyryta jest już na ich powierzchni. 



POWIĄZANIA / DODATKOWE


_____________________________________________________________________________

Zapraszam do wątków!








151 odpisów

  1. Kiedy Kali zaczęła wierzykować, on wzniósł oczy do nieba. No jasne, zagadka goni zagadkę. Pierdolone Latrala. Nie znały pojęcia prosto z mostu. Musiały marudzić. Pomasował sobie nasadę nosa czekając na rozwój wypadków. Centrum ambitnego planu Latrala i jakże wygodnie - akurat nie linii Thanosa. Super. Nie ma co. Na usta aż cisnęło się jedno zdanie.
    - Czyli gdyby było to twojej linii to byłoby wszystko w porządku - skomentował krótko. Nie wytrzymując. Odłam Loretty i odłam Thanosa. Po prostu bosko. Zacisnął mocno wargi, kiedy wspomniała o tej całej lepszej formie. Spojrzał po Akane, unosząc lekko brew. No to naprawdę nisko mierzyły te wszystkie Latrala, skoro Akane miała być tą lepszą formą. Owszem ciałkiem i urodą nie grzeszyła. Była całkiem całkiem, ale charakter... uuu no owszem dało się upaść niżej. Można było przecież próbować jego wziąć sobie za obiekt pożądanych westchnień. Ale dalej... niską poprzeczkę miały. Doprawdy. Pokręcił lekko głową i pomasował sobie skronie.
    - Nie tylko za geny, ale i za wartości - powtórzył po niej. - Przecież Akane jest wypaczoną Latrala, która dowiedziała się, że coś takiego istnieje dopiero jakieś parę lat temu, a dopiero niedawno w ogóle zaczęła się tym interesować i poszła na szemrane układy - warknął. - Naprawdę... wielce z niej "prawilna" Latrala - wywrócił oczyma. - Pogrzało was serio... niskie macie progi, nie ma co.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  2. — Czytam, uczę się, tego co byłbym w stanie zrobić, jakie możliwości mają konkretne płomienie, ich pochodzenie, temperatury, czytam w trakcie ćwiczeń czy recytuje jakieś książki czy dekrety, gram na lutni i pianinie, grywam w gry strategiczne — odpowiedział na pytanie bez żadnego koloryzowania czy ubarwiania. Zastanowił się jeszcze czy miał jeszcze jakieś inne metody, ale nie, ostatecznie właśnie w ten sposób ogólnie to robił.
    — Nie patrzyłaś, zrobiłaś jebaną burzę. Taki przytup czy chcesz czy nie sprawia, że publika jest szczęśliwa. Poza tym tłum można kupić na różne sposoby. Kogut robi to w komiczny sposób, inni próbują być groźni, jeszcze inni szukają czegoś pomiędzy, są też tacy co mają tłum w dupie a i tak im kwiaty rzucają pod nogi po walce — wyjaśnił. Mimo wszystko na jednej czy drugiej arenie sporo czasu spędził, lubił walczyć i oglądać różne pojedynki, więc co nieco mógł się wypowiedzieć. Zaśmiał się, kiedy wyrzuciła mu piwo. Podał jej kufel, było wyjątkowo gorzkie.
    — Łyka? — zaproponował. — Chyba, że główka za słaba — dodał, unosząc lekko brew ku górze w prowokacyjnym geście.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  3. Gave spojrzał po niej sceptycznie i pokręcił głową.
    - Ależ oczywiście, że dbacie. Gdybyście nie dbali to nie mielibyście problemu z rozmową przy... że tak się wyrażę, kimś kto Latrala nie jest, a tak... cóż... ciężko uwierzyć, że nie dbacie o swoje ciepłe stanowisko - skomentował, krzyżując ręce na klatce piersiowej i patrząc przed siebie, na miasto widoczne z góry. Milczał dalej słuchając o tych wszystkich niuansach i nie zwracając uwagi na posyłane mu krzywe spojrzenia przez Gavina. Niech sobie patrzy jak chce, ale on ślepo za tymi zdzirami podążać nie będzie. - O chociaż coś - mruknął, gdy Kali wspomniała o tym, że czystokrwistość jest bujdą. Jeden kamień z serca. W to akurat chciał wierzyć i nie czuł od kobiety fałszu, acz w pamięci miał te całe techniki manipulacji. Zerknął na Akane, kiedy wspomniała, że w czymś by się z nimi dogadał. - No nie wiem - skomentował. - To jak przedstawiła to Lady Thanos oznacza, że ten niski poziom to dla nich chwała i uwielbienie i o mój boże zesrałem się na fioletowo... a w tym raczej się nie zgadzamy - zauważył cierpko. - I to jest niby coś pozytywnego? To w jaki sposób to zrobili? Serio? - uniósł wysoko brew. - Kiedy to zrobiła to wyłączyła sobie emocje. I to jest pozytywne? Jezu... bujda na resorach - warknął zaciskając mocno pięści. - Niedoczekanie twoje, że by na to poszła. Sorry, ale Akane nie jest z tych, które lecą na takie manipulacje - fuknął. - Nawet jeśli na szali postawiliby dzieci to ona wie, że dzieci... - zerknął w stronę sypialni. - ..nie mają tylko jednego rodzica, więc sorry, ale tak łatwo by im to nie wyszło.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie dlatego nie chciał rozmawiać przy Akane, bo ta znowu kręciła manianę. Zamknął oczy i najpierw spojrzał po Kali.
    - To czy coś jest po mojej myśli, czy też nie, nie ma tu żadnego znaczenia. Ja tylko stwierdzam fakt. Wiesz, nawet byt taki jak ty jest w stanie złamać zasady, gdy mu na czymś zależy - skomentował, bo przecież sam był świadkiem takich przypadków i nie tylko ze względu na ojca. - A zasada, że muszę rozmawiać tylko z Latrala jest tak durna, że to aż boli - mruknął. - Updatnij zasady, bo daleko nie zaciągniesz nawet jako super, ekstra źródło... czasy się zmieniają - wywrócił oczyma, po czym spojrzał po Akane. - Ale czy ja mówię, że moje zaprzeczanie temu, że jesteś smacznym kąskiem dla nich coś zmieni? Kobieto, o co ci chodzi? - zerknął na nią z lekko uniesioną brwią. - Ja tylko stwierdzam fakt, że coś im się pomyliło jeśli tak myślą, bo kuźwa mają niską poprzeczkę. Niżej można byłoby upaść chyba tylko, gdyby postawili na mnie - dorzucił jeszcze, po czym wzruszył ramionami. - Weź się uspokój, bo znów wkładasz mi słowa w usta, których nie wypowiadam. Przestań za mnie dopowiadać jakieś dyrdymały - mruknął, bo to było u niej częste i tu znów się pojawiło. Za chwilę też wywrócił oczyma. - Nie, no jasne. A potem wróciłaś kompletnie zimna i to niby było dobre? - popukał się po czole. - Gówno prawda. Dałaś się zmanipulować dzięki temu w drugi rytuał bardzo szybko - zauważył jeszcze i westchnął. - Ale ten też pewnie był zajebiście potrzebny i bardzo pomógł, co nie? - spojrzał po Kali. - Takie szybkie przejście z jednego na drugi. Bardzo korzystnie wręcz na nią wpłynęło - pokręcił głową. Ewidentnie mieli dwa różne pojęcia, gdy chodziło o to co jest korzystne a co nie. - Szkoda, że nie działałaś wcześniej - spojrzał ostro po Kali. - Gdybyś zadziałała przy tym cholernym, biednym i niewinnym dziecku to może nie stalibyśmy teraz w tej sytuacji. Gdzie się wtedy szlajałaś, co? - rzucił chłodno. - Dlaczego akurat teraz ci się przypomniało o twoich rzekomych owieczkach z Latrala, a wcześniej miałaś ich głęboko w poważaniu, hm? - zacisnął mocno wargi. - Co z ciebie za bóstwo, za byt? Coś ewidentnie słabo ci idzie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  5. — A jakie? — zapytała zaintersowana. — Wybacz, ale tak rzadko słyszę, jak używasz mocnych, brzydkich słów, że ciekawość po prostu zżera mnie od środka — wyjaśniła, uśmiechając się do An wymownie i poruszyła lekko jedną brwią. Zaśmiała się głośniej na kolejne słowa.
    — Już to widzę — uniosła ręce przed siebie, rozkładając je lekko, jakby szykowała się do opowiadania historii. — Pijana Księżna Darcy — wstała na równe nogi; ugięła je, robiąc pozę pijanej w sztorc i zaczęła się chwiać. — Tsaaa? Co Ty tam pierdolisz?! — zaczęła, unosząc jedną rękę do góry, zwiniętą w pięść poza palcem wskazującym i małym - idealna kwintesencja pijanej wysoko urodzonej. — Szsze… racji nie mam?! O kurwa ja Ci dam, od teraz Ty tesz mohde zamykasz! Basta, do lochu z tamtym… śle… śle się gapi zboczeniec jeden… — w trakcie swojego aktorskiego monologu przystępowała koślawo z nogi na nogę, groziła wyimaginowanym ludziom, a kiedy skończyła uśmiechnęła się szeroko i wróciła do siadu na swoje miejsce.
    — Nie ma problemu — uśmiechnęła się ciepło. Podała jej wężyk od fajki. Usiadła bliżej Akane, po jej stronie, bokiem, żeby mogła dobrze obserwować — To tak, jak się zaciągasz, to przechylasz lekko głowę w tył… o tak — pokazała jej — dym zatrzymujesz nieco mocniej w gardle, zanim wyleci po zaciągnięciu, wstrzymasz oddech, usta zrób w rybeczkę — tutaj też pokazała dokładnie jak ułożyć usta — i teraz króciutko wypuszczasz po kawałeczku dymu, raz po raz i lecą kółeczka — dokończyła swoje wyjaśnienia. Zaśmiała się krótko.
    — Zobaczymy, zobaczymy, wystarczy się z Tobą nie zakładać — odparła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  6. Gave pokręcił głową.
    - Wypowiadam się w temacie tej jednej zasady, którą już zdołałem poznać - powiedział wprost. - Na jej podstawie i na podstawie tej drugiej, o której też wspomniałaś... w związku z twoim przybyciem tu i wtrącaniem się w sprawy Latrala... śmiem wnioskować, że takich zasad jest więcej - rzucił spokojnie. - Jesteście po jednych pieniądzach - spojrzał po Kali i po Akane. - Lubicie wmawiać ludziom, że robią coś czego nie robią - pomasował sobie skronie. - Wnioskuję na podstawie tych dwóch zasad, że masz ich więcej i podejrzewam, może błędnie, że są równie durne - odchrząknął. - Wypowiadam się na temat tego co już znam i biorę z Was przykład a propo wnioskowania - rzucił wzruszając ramionami. - Rozumiem, że twoja egzystencja nie jest dostosowana pod czasy, dlatego też wspominam, że może warto by było unowocześnić te zasady choćby trochę - mruknął. - Nie miałem na myśli tu nic złego i tak, jest to widzimisię młodzieńca, który może i nie ma pojęcia na temat wszystkich twoich zasad, ale te które już poznał zmierziły mu włosy na karku i bardzo się nie spodobały - wyjaśnił tak elokwentnie jak to się dało, po czym spojrzał po Akane pobłażliwie.
    - Skoro mogę cię cmoknąć tymi moimi, rzekomo, faktami, to po co dalej mielisz temat? - uniósł wysoko brew. - Sama się cmoknij ze swoimi faktami - dodał tylko, nie zamierzając dalej tego mielić. On już swoje wiedział i nie zamierzał teraz niczemu zaprzeczać. Wypowiedział się w temacie Latrala, którzy wzięli sobie za cel Akane, a to co on uważał o jej rzeczywistym potencjale pozostawił sobie. Pokręcił tylko głową na to wszystko.
    - Wybacz, że nie wierzę twoim wnioskom, bo mam swoje obawy i żaden Thanos tego nie zmieni. Zresztą dalej nie wiem czy Thanos i Scarlett Witch nie pracują w zmowie z resztą i teraz po prostu nie walą nam ściemy - powiedział wprost. - Owszem wydają się szczerzy, ale sama dobrze wiesz jak zachowują się Latrala. Mącą i wypowiadają półprawdy. Coś w co ofiara chętnie wskoczy i uwierzy - zacisnął mocno pięści. - Są do tego stopnia wyćwiczeni, że są w stanie oszukać nawet swego pobratymca, a my właśnie rozmawiamy z Thanosem. Wielkim i wszechpotężnym. Pierwszym znad pierwszych. To dla niej bułka z masłem, by oszukać takie Leszcze jak my dwoje - mruknął. - Więc wybacz, że podchodzę do tego sceptycznie, ale ktoś musi, skoro ty sama chętnie w to wchodzisz. Emanujesz tą swoją aurą chęci działania - dodał i przymknął na moment oczy. - Tak, ja złamałem ci serce, ale to oni cię zmanipulowali i to ty dałaś się w to wszystko wmanipulować - zauważył chłodno. - Nie dam sobie powiedzieć, że jestem odpowiedzialny za tę sytuację. Jestem odpowiedzialny za twoje złamane serce, a nie pierdolone decyzje, które podjęłaś pod jego wpływem - zauważył krótko. - Sorry An, ale tu nie zgodzę się z tobą w żaden sposób. Przykro mi, ale zrobiłaś cholerną głupotę. Ty ją zrobiłaś, a nie ja. Ja cię do nich nie pchałem. Sama poszłaś - dodał, nabierając głębokiego wdechu, po czym znów spojrzał po Kali.
    - W życie zwykłej śmiertelniczki nie, ale mogłaś zaangażować się w życie Latrala. W życie Loretty - zauważył chłodno. - Proszę cię, każdą zasadę można lekko nagiąć, a ty byś tej swojej nie złamała, gdybyś zareagowała widząc co twoja owca, twoja Latrala chce zrobić - rzucił krótko, po czym pomasował sobie skronie. - Jak to ma wyglądać? I dlaczego to Akane ma znów nosić na swoich barkach coś więcej niż potrzeba, hm? Wybaczcie, ale o ile zamknięcie portalu jest dla mnie jak najbardziej logiczne to powierzanie jednej dziewczynie na barki tego, że tylko ona może pozwolić komuś wyjść ze swojego świata... już nie. Przecież całe życie będzie zagrożona - mruknął. - A to myślicie że nie znajdą się śmiałkowie by próbować swojego szczęścia? Przecież ona cały czas będzie w niebezpieczeństwie. Mało to narwanych osób? Mało to osób które jeśli drzwi im się zamknie, wejdą oknem? - pokręcił lekko głową i pomasował sobie skronie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  7. — Nie słyszałaś? — zapytał zdziwiony. W trakcie podróży grał kilkakrotnie na lutni, czy to sam czy z siostrą czy dla dzieciaków. — Pianino jest rodzinne, prawda, ale nie da się go wszędzie zabrać — rzucił. — Jak będzie jakaś pod ręką mogę coś zagrać — przytaknął. Nie miał przed tym większych oporów, wiedział, że był w tym dobry. Lutni nauczył się akurat od Darcy, instrument go zainteresował, a struny też swoje zrobiły przy poprawie zręczności, czy możliwości zbliżenia się bardziej do towarzyszy w trakcie misji przy nocnych posiłkach przy ognisku. No i wykręcało go to też z gotowania, w którym był zwyczajnie tragiczny.
    — To mądre przysłowie też znam, ale prawda, wrażenie zrobiłaś, publika kupiła Słowika — przyznał. Uśmiechnął się wymownie na komentarz odnośnie jego głowy. Odebrał swój kufel, gdy się napiła i wziął kolejnego łyka, tym razem nieco większego.
    — Mamy, jesteśmy praktycznie całkowicie zamknięci na inne nacje, oczywiście, że mamy swoje piwa, mamy sporo rodzimych marek różnych alkoholi — przytaknął. — To, które spróbowałaś jest z miejscowego browaru — dodał jeszcze. — Jak chcesz to sobie zamów. Stać nas.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  8. - To żadna wada - mruknął Gave. - Nawet jeśli masz nad sobą większe bóstwo to odpowiednie argumenty i twój sprzeciw, poparty odpowiednimi przykładami mógłby zdziałać cuda. Wystarczy tylko chcieć - zauważył wprost. Sam zamierzał podnieść sporo spraw, gdy chodziło o posadkę Śmierci i ich ograniczenia. Zamierzał wynegocjować dla samego siebie, ale i przyszłych Śmierci lepsze warunki. Choćby miał walczyć o nie wiele lat, w końcu coś do zakutych łbów dotrze. Wystarczyło jedno uczestnictwo w Sabacie Śmierci, by zobaczyć jak wiele nieścisłości i dennych zasad mają. - Oczekuję tylko próby walczenia o lepsze warunki dla siebie - skomentował. - Wy, stare pokolenie, bez urazy, ale jesteście jak Myszy pod miotłą. Cicho siedzicie, przyjmując wszystko co wam dają - odchrząknął. - Nie tędy droga - dorzucił. - Poczekaj aż wejdę na salony, a zobaczysz jak wydziera się swoje własne udogodnienia, oczywiście liczę się z tym że nie wszystko przejdzie, ale po to jest łeb by pracował. To co niedorzeczne odrzucą, a to co ma sens będzie im wtedy łatwiej zmienić lub wprowadzić. Albo po prostu mnie zdegradują, a wtedy trudno - rzucił jeszcze wzruszając ramionami. Brał pod uwagę i taką opcję.
    - Dialog jest wtedy, kiedy nie masz w dupie czyjejś opinii, a skoro ty moją masz... jak wspomniałaś, to nie jest tu potrzebny żaden dialog - zauważył tylko, spoglądając na Akane. - A widzisz, najwyraźniej nie pokazujesz tego swojego sceptyzmu - rzucił w podsumowaniu jej słów. - Chciałbym również zauważyć, że nie mam do ciebie pretensji, że szukasz rozwiązań swoich problemów ani że chcesz zaciągnąć informację. Mam pretensję o to z jakim entuzjazmem w to wchodzisz i o to, że chociaż mówisz o wątpliwościach i sceptyzmie to go nie okazujesz. Jesteś w tym po prostu mało wiarygodna - rzucił krótko, a gdy wstała z fotela, przymknął oczy. Wysłuchał jej słów i pokręcił głową. - A jednak winisz mnie dokładnie za to - poinformował ją. - Winisz za te epitety, które popchnęły cię do takich a nie innych decyzji. Więc winisz mnie za swoje decyzje - mruknął. - Fajnie, że nie uważasz tego za moją winę - spojrzał po niej. - Ale w dwóch zdaniach zaprzeczasz sobie. Bo niby nie winisz, a za chwilę mówisz że jednak winisz - uśmiechnął się krzywo. - Strasznie niezdecydowana jesteś - wzruszył ramionami, patrząc ponad Akane, w niebo okalające Phyonix. - Poza tym, przykro mi, ale nie będę pobłażliwy w chwili takich błędów i decyzji. Wyłączanie emocji będąc wiedźmą, która na nich bazuje i zna, w teorii, konsekwencje tego? Toż to durne jak diabli - zacisnął mocno wargi. - Wybacz, ale żadne złamane serce tego mi nie tłumaczy - pokręcił lekko głową, spoglądając na nią. Odepchnął się od framugi drzwi i podszedł do balustrady, obracając tak, by patrzeć na Kali i Akane, a nie miasto. Oparł się o balustradę plecami (lub dupą).
    - W takim razie nie rozumiem dlaczego teraz, nagle możesz - powiedział krótko, patrząc po Kali. - O ile to całe skalane i nieskalane źródło i trudny kontakt lub też ułatwiony rozumiem, o tyle Loretta na początku na pewno nie była aż tak odsunięta od źródła, jak na samym końcu - mruknął, patrząc po niej wyczekująco. - Wolna wola, no jasne... a teraz już masz w dupie wolną wolę bo ingerujesz? - uniósł lekko brew. - Więc czemu wcześniej tego nie zrobiłaś. Z tego co mnie pamięć nie myli, to nie jest pierwsze rodeo Loretty. Skoro już raz się wskrzeszała to czemu wówczas nie ingerowałaś? - powtórzył pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pytał o zależności jakie musiały zajść w momencie kontaktu z Akane, tylko dlatego, że za chwilę padło słowo rytuał, a potem jeszcze drugi rytuał i trzeci. Miał wrażenie, że nóż otwiera mu się w kieszeni i nawet wyciągnął z niej sztylet, by zacząć się nim bawić. Kręcił go wokół własnych palców, wpatrując się w niego i skupiając całą swą uwagę tylko na tym. No chuj go strzeli jak nic. Jakby trzy rytuały, które Akane przeszła nie były wystarczające. Wcale nie namieszały zbyt wiele.
      - Dobra, dobra... jeśli dobrze rozumiem to warunki Akane pozna dopiero podczas rytuału? - spojrzał po niej i uniósł wysoko brew. - I co? Pewnie będzie już wtedy za późno żeby się wycofać, co? - rzucił z dozą ironii w głosie. - Brzmi jak cudowny wręcz plan... - mruknął. - A potem jeszcze to całe odbieranie im mocy... co się stało z tą całą wolną wolą, hm? - zerknął na Kali. - I co z tymi rzekomo Latrala z twojej linii? Ich też będziemy karać poprzez zabranie im mocy? - mruknął. - Wówczas to w ogóle na Akane spadnie ciężar ostatniej z rodu... nie licząc naszych dwóch małych dziewczynek - dodał. - Cudownie, genialny plan... - dokończył wracając do zabawy sztyletem. - No i jeszcze plan do dopracowania... czyli ogólnie planu nie ma. 

      Gave

      Usuń
  9. - Oczywiście, że są sprawy, dla których samo "chcę" nie wystarczy - zgodził się z nią. - Ale to nie znaczy, że nie można walczyć i próbować. Jak się nie uda to trudno - wzruszył ramionami, po czym wywrócił oczyma i uśmiechnął się do Akane krzywo. - Ach no jasne. Tyle, że w danej chwili to ty ciągniesz niepotrzebnie ten temat, żeby mieć koniecznie ostatnie słowo, bo jak zwykle nie potrafisz odpuścić w odpowiednim momencie - zauważył patrząc po Akane ze słodkim uśmiechem. - A ja nie głosiłem w tej tu naszej rozmowie o tym, że mam coś w dupie, dopóki ty nie stwierdziłaś sobie tego o moich opiniach, więc teraz po prostu weź je sobie wsadź w swoje cztery litery i się bujaj - machnął na to lekceważąco dłonią i wywrócił oczyma. - A ja wielokrotnie ci powiedziałem, że nie będę z tobą rozmawiał w temacie Latrala, bo ci kurwa nie ufam w ich temacie, a ty dalej tego nie kumasz - zauważył. - Nie będę po raz sto pięćdziesiąty piąty powtarzał dlaczego ci nie ufam, bo zaraz mi zarzucisz, że wyrzucam coś co już dawno jest przepracowane - oznajmił chłodno. - Więc z całym szacunkiem wsadź sobie tę swoje "nie chciałeś słuchać" gdzieś. Tak, nie chciałem i dalej nie chcę - poinformował ją krótko. - Bo tak, jakbyś szybciej im pokazała to dawno byłoby po temacie, jeszcze zanim rozpętała się wojna tu - mruknął. - Ale ty zawsze musisz powoli i na spokojnie, bo rzekomo jakieś tam korzyści otrzymujesz z tego. Może i tak, a może cię kurwa chujają na te korzyści - wzruszył ramionami. - Ale tego nie wiemy ani ty ani ja - skomentował jeszcze. Nie zamierzał się tego twardo trzymać, bo było to zwykłe poddawanie w wątpliwość słów dotyczących korzyści jakie Akane zyskała. - Albo po prostu znaleźliby sobie inny istotny element planu, Akane. Taka wersja też istnieje, jest możliwa - rzucił chłodno. - Tego też się jednak nie dowiemy, bo się nie buntowałaś i grzecznie łykałaś co ci dawali. Sama to ostatecznie przyznajesz, mówiąc że dałaś się wrobić i zmanipulować w drugi rytuał. O chwała ci panie, że otworzyło ci to oczy, szkoda że tak późno - warknął. - Do ciebie zawsze można mówić ile wlezie, niezależnie czy się kurwi czy nie, a nie trafia, bo jak się na coś uprzesz to choćby skały srały ty nie będziesz tego widziała - mruknął jeszcze. Gave westchnął ciężko na jej wyjaśnienie. - Przykro mi Akane, ale twoje wyjaśnienie choć jest jasne, to dalej potwierdza to co ci powiedziałem wcześniej. Więc super że nie winisz, ale z twoich słów jednak wynika że winisz. Szczęśliwie, jestem już na takim etapie, że nie zamierzam się dać w to wciągać - pokręcił lekko głową. Nie wierzył w to, że znowu wracają do tego samego. Spojrzał po niej chłodno.- Oczywiście, że biorę to pod uwagę - powiedział chłodno. - I dalej nie widzę potrzeby dla pobłażliwości, bo wybacz, ale pewnych rzeczy po prostu się nie robi - zacisnął mocno wargi. - To tak, jakbym ja... no nie wiem próbował się pozbyć połowy swojej duszy, tej w której mam uczucia, bo miałem ich serdecznie dość, siebie dość, miałem pierdolony mętlik w głowie i burdel... i tak jak bym bardzo chciał to mógłbym się szarpnąć na tę część duszy i ją odciąć - powiedział chłodno. - Ale nie jestem aż tak wielkim idiotą by to robić, bo wiesz co? To byłaby pieprzona ucieczka, a nie rozwiązanie - rzucił chłodno. - Więc tak, nie ma pobłażliwości dla czegoś takiego - mruknął. - I mogę sobie być nawet cholernym potworem i nieludzkim wynaturzeniem w twoich oczach, ale zdania nie zmienię - poinformował ją, zanim nabrał głębokiego wdechu. - By the way... you said you're talking just some neutral stuff to some odd, weird old ladies, which you don't know. I don't think so. Right now, you're talking just too much, just saying - uniósł dłonie w górę i dmuchnął sobie w grzywkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomasował sobie skronie słuchając dlaczego konkretnie to dopiero teraz Kali ruszyła swoje szanowne cztery litery i wzniósł oczy do nieba.- Nie wierzę, że to mówię... - mruknął. - Ale na litość boską... po jakie licho jesteście tak durni? - westchnął ciężko, wyzywając tym samym większość pieprzonych bożków i innych bytów, siedzących u góry i wtrącających się tylko wtedy, kiedy naprawdę coś porządnie jebło. Nie skomentował tego w żaden inny sposób. Nie chciało mu się po prostu. Przyjął do wiadomości, że po prostu teraz postanowili wreszcie działać. 
      - Nie, dlaczego? - zerknął na nią. - Jestem pewien, że Akane, jako część Latrala, chętnie posłucha o waszych wewnętrznych sprawach - zauważył krótko. - Przecież lubi wszystko dokładnie wiedzieć i znać wszystkie niuanse. Nie krępujcie się - mruknął. - Postaram się uprzejmie nie komentować zbyt mocno tego wszystkiego - dokończył, po czym umilkł, kiedy wspomniała o tym, że warunki może poznać już dziś. Nie wtrącał się, kiedy Akane zadała swoje pytanie i kiedy padła odpowiedź. Przynajmniej dopóki nie widział w tym potrzeby.- Szemrany ten układ - mruknął tylko, ale to nie był jego układ, a układ Akane, więc nie dodawał w tym temacie nic więcej. Kali ewidentnie pchała go do przyspieszenia sprawy wypalania dusz. Zacisnął mocno wargi i spojrzał z powrotem w niebo, odruchowo przepraszając za to ojca. No nic, nie zamierzał czekać dłużej ani rozważać innych propozycji, w związku z duszami. Testy musiały odbyć się jak najszybciej. Pomasował sobie skronie. - Dobra, to gdzie będzie ta mniejszość? Bo z tego co rozumiem... może źle, to mnie poprawcie, mniejszość Latrala jest w tym samym wymiarze. Jeśli zamykamy go to zamykamy go również dla tej mniejszości, a jeśli nie zabierzemy im mocy to dalej mogą być zagrożeniem dla Akane - skomentował. - Dobry Latrala zawsze może zejść na ścieżkę mroku pod wpływem rozmów z tymi pozbawionymi mocy i dalej swoje kombinować. 


      Gave

      Usuń
  10. - Mhm dobrze wiedzieć.
    Nie mógł się powstrzymać od komentarza. Nie potrzebne były żadne argumenty dla czegoś, co już było wystarczająco za argumentowane. Uniósł wysoko brew, gdy wspomniała o jego gdybaniu. Pokręcił lekko głową.
    - Dobrze wiesz, że nie tylko o to chodzi - rzucił tylko. - A to co mówię to nie gdybanie, tylko pokazywanie drugiej opcji, bo przecież jak sama wspominasz nie chcesz wojny teraz, kiedy jest Polsza i tak dalej... no to trzeba było wcześniej ich w dupę kopnąć - zauważył krótko. - Tak, nie biorę pod uwagi, że jest to najlepsza opcja, bo się kurwa w niej wyniszczasz - rzucił. - Pozwalasz im siebie wyniszczać, a taka opcja nigdy nie jest najlepszą - powiedział, patrząc jej prosto w oczy. Pokręcił głową na jej kolejny komentarz. Nie chciało mu się tłumaczyć po raz kolejny, że nie o to chodzi, tylko o jej słowa, które jasno robiły to czego nie chciała by robiły. Skoro nie widziała koneksji to jej problem, nie jego. On już i tak swoje w tym powiedział i odciął się od tej winy grubą kreską. Nie zamierzał tego dalej roztrząsać. W tym wypadku po prostu postanowił już nic nie mówić, bo cokolwiek by nie powiedział, ona i tak swoje wymyśli. Nie komentował też słów o tym, że nie rozumie, bo może i nie rozumiał, ale rozumiał jedno... jako ta wiedźma od emocji, postanowiła je sobie zamknąć, mimo że wiedziała chyba najlepiej czym to grozi i tego nie zamierzał popuszczać. Nie ruszył się, gdy dotknęła jego ramienia, ale nie wykonał też żadnego innego gestu.
    - Nie jestem dla ciebie bardziej surowy niż dla samego siebie czy innych dorosłych - mruknął. - No może z wyjątkiem Darcy, ale do niej po prostu trafiają argumenty i zwyczajna rozmowa, do ciebie nie - stwierdził tylko. - Well I don't think it's gonna have any effect. She just wants you to achieve her goals while the others wants the same. The choice is yours. Whose goal do you wanna achieve? - spojrzał po niej, krzyżując ręce na piersi. - I'm not convinced either of them are the perfect choice for you - dodał jeszcze, patrząc po Kali, kiedy wspominała co chce zrobić Sabat. Nie komentował też tego, że reszta rzekomo dobrych Latrala rozeszła się po różnych wymiarach. Nie komentował tego, że nie przeciwstawiali się Sabatowi, tylko postanowili po prostu spierniczyć, mimo że jakiś czas temu na pewno daliby radę ich pokonać z palcem w nosie. To akurat kumał, kumał że niektórzy ludzie po prostu tacy są i potrzeba silnego lidera by ich zjednoczyć i zmusić do działania.
    - To po co chcesz zamykać wymiar Latrala? - Gave pomasował sobie skronie. - Żaden człowiek nie jest od początku złym człowiekiem, są tylko złe wybory - mruknął. - Co z ich dziećmi? Tymi teraz i tymi jeszcze nienarodzonymi? Dlaczego ich będziesz karać za czyny rodziców? - uniósł lekko wzrok by popatrzeć po Kali. - Wiem, że poświęcenie jednostki dla większego dobra się zdarza, ale czy to na pewno większe dobro?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  11. - Jak to skąd? Siu wziu, czary mary, wizje senne i te sprawy - spojrzał po niej unosząc przy tym lekko brew. - No i przesłanki ze świata realnego. Spodziewaliśmy się, że coś jebnie i wybuchnie - zauważył tak po prostu. - No już nie rób z siebie mniej domyślnej niż jesteś - pokręcił lekko głową. - Odkąd wpadłaś na ten doskonały pomysł by zadrzeć z Sabatem jesteś w ciągłym zagrożeniu, ciągle główkujesz, nic nie idzie tak jak powinno, robisz błąd za błędem, a wcale nie zbliżasz się do pieprzonego rozwiązania, tylko wpadasz z gruszki pod rynnę... w taki sposób wciąż się wyniszczasz, a to że oni zmusili cię do drugiego rytuału jest tylko dodatkowym punktem na liście - mruknął, po czym spojrzał w niebo. Dobrze, że nie słyszał jej myśli, bo chyba by go coś walnęło. Nie interpretował jej słów pod siebie. Brał to co z nich po prostu wynikało, a że wyraźnie wynikało to co myślał, no to sorry. Już pomijając ten jeden fakt, że ze dwa razy powiedział jej, że przyjmuje na klatę jej przeprosiny, a mimo to ta dalej temat mieliła. Całe szczęście nie słyszał jej myśli.
    - Przykro mi Akane, ale do ciebie normalna rozmowa na poważne tematy nie trafia - poinformował ją prosto z mostu. - Nie, w momencie kiedy mamy różnicę zdań. I myślę że to nie tylko moje spostrzeżenie. Bo jeśli pojawia się różnica zdań, to twój łeb nie chce puścić swoich argumentów i nie przyjmuje niczego innego do własnej informacji. Patrz, sytuacje w których twoi kumple mówili ci, że jesteś w toksycznym związku i warto by było z nich wyjść. Na początku mówili to spokojnie i bez wrzasków, ale nie dociera, nie bierzesz pod uwagę takich rzeczy... a potem często i gęsto okazuje się, że jednak było warto - wyjaśnił to jak krowie na rowie, a przynajmniej miał taką nadzieję. - Podaję taki, a nie inny przykład ale to tylko jeden przykład. Naprawdę nie idzie z tobą normalnie porozmawiać jak różnimy się w jakichś tematach konkretnie - pokręcił głową. - Nie, Akane. Dziś zirytował mnie fakt, że proszę o rozmowę w cztery oczy, a dostaję rozmowę w 6 oczu i 6 uszu. W tym dwoje oczu i dwoje uszu, które naprawdę mi są aktualnie do tej rozmowy nie potrzebne - powiedział po prostu. - I zirytowało mnie to, bo ta tutaj Kali, mogłaby równie dobrze pogadać sobie ze mną, a potem z tobą na twój temat. Albo na odwrót, żebyś ty miała pierwszeństwo, bo to jednak jest twój temat - skomentował. - I ta irytacja nie była na ciebie, tylko na Thanosa, więc nie przypisuj sobie tej irytacji pod ciebie - warknął. - Nie przeszkadzam ci w tej rozmowie. She... he is she... - odruchowo ją poprawił i podrapał się po głowie. Nie skomentował już spraw dzieci, bo po części się z nim zgadzał, ale po części również nie. Przez chwilę ze sobą walczył, po czym dmuchnął sobie w grzywkę.
    - Nie jednak muszę, bo się uduszę - mruknął, patrząc po Kali. - Czyli jednym słowem masz w dupie wolną wolę tych dzieci, a przecież wcześniej tak tę wolną wolę na piedestał stawiałaś... - skomentował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  12. Gave spojrzał po niej i odetchnął głęboko. 
    - Mniej więcej wiem na czym stoicie - odparł krótko. - Mniej więcej wiem, co macie ustalone - mruknął jeszcze, po czym parsknął cichym śmiechem. - Tak, z deszczu pod rynnę, mój błąd - przyznał bez bicia. Jej też zdarzało się pomylić w tych wszystkich powiedzonkach różnego typu. - Mój plan nie jest idealny. Daleko mu do ideału i zdecydowanie nie jest pozbawiony ryzyka - powiedział spokojnie. Umiał przyznawać się do takich rzeczy. - Ale jeśli dobrze pójdzie to wyeliminuje problem. Nie sam Sabat. Wyeliminuje twoje uczestnictwo w planie Sabatu - dokończył. - Tyle, że niestety może się nie powieść, ale pracuje nad zminimalizowaniem tego ryzyka - skomentował jeszcze. Westchnął ciężko, kiedy wspomniała że opisuje sam siebie. - Nie, nie opisuję siebie. Ja potrafię prowadzić dialog na tematy, które mnie mierżą. Nawet jeśli się z kimś nie zgadzam. No, może poza tobą, bo z tobą po prostu się nie da. Jesteś zbyt zamknięta na swoje, żeby dopuścić coś innego do myśli - dorzucił. - No i poza Latrala, bo szczerze nienawidzę tego syfu i wkurza mnie to, że bierzesz pod uwagę jakąkolwiek współpracę z nimi. Niezależnie od twojego planu - mruknął jeszcze. - Nie, ty czujesz inną irytację, nie tą którą wylewam na Kali, tylko tą drugą, która zaczęła się, kiedy zaczęłaś bezsensownie komentować niektóre moje wypowiedzi - rzucił chłodno. - Wówczas faktycznie mogłaś poczuć irytację - dorzucił po prostu. - Odnoszę się do tego, że mielisz temat bo ty nie potrafisz zostawić tematu w cholerę, wiedząc że ani ja się nie zgodze ani ty się nie zgodzisz. Musisz dodawać swoje trzy grosze, chcąc koniecznie przekonać do swych racji, a sorry nie zawsze musimy się zgadzać. Tylko, kiedy ja już odchodzę od danego tematu, żeby go zostawić w pizdu, to ty dalej wiercisz w nim dziurę. No nic dziwnego, że człowiek się interesuje. Ja nie jestem Ryu, który machnąłby ręką i dla świętego spokoju przyznał ci rację, myśląc kompletnie coś innego. Albo Tonym, który po prostu spojrzałby pobłażliwie i pokręcił głową. Ja mam tę samą cechę co ty... kiedy ktoś nie widzi kiedy powinien się zamknąć i ciągnie dalej to również idę dalej. Głównie po to by już podkurwić i poirytować daną osobę - dorzucił. - Mhm no nie widzi... jak wspomniała na początku - spojrzał po Akane i Kali. - Możemy porozmawiać sam na sam, jeśli Akane nie chce słuchać o swojej sprawie - powtórzył jej słowa. - Wiesz, słabe to całe "nie widzi problemu" - mruknął. - Ja tu raczej widzę coś na zasadzie, nie wpadła na pomysł, że można inaczej - przypomniał tylko, a kiedy Thanos zabrał głos w sprawie dzieci, pomasował sobie skronie Nosz cholera jasna by to wzięła. Nie wierzył w to co się dzieje. Odepchnął się od barierki i podszedł do duszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Naprawdę nie wierzę w to co teraz powiem, ale zmuszasz mnie do tego, żebym zaczął bronić ten cholerny Sabat. Zmuszasz mnie, żebym zaczął bronić pieprzone Latrala - zacisnął mocno wargi. - Moim zdaniem zamknięcie portalu... - zagryzł mocno wargi. - ...choć bardzo kuszące... - mruknął. - ...nie jest rozwiązaniem - dokończył. - Jest tak jak mówisz, część targnie się na swoje życie, część zaakceptuje, część się nawróci, a część będzie szukać zemsty. Nigdy nie będzie idealnie... - wymamrotał. - A Akane zawsze będzie tym biednym klucznikiem, którego życie wciąż i wciąż jest zagrożone - dodał. - Zabiłbym ich przywódców - powiedział po dłuższej chwili milczenia. - Istnieje spora szansa, że dużo osób jest po prostu pod wpływem i nie widzi tego co twoim zdaniem jest lepsze. Zamknięcie ich w portalu nie sprawi, że to zobaczą. Raczej będą żywić żal do tej lepszej części Latrala... lepszej, która nie zrobiła dla nich nic, tylko ukarała. Nie dała pomocnej dłoni - zacisnął mocno pięści. - Dałbym im przywódcę, kogoś kto ma dar przekonywania, kto sprawiłby się na tym świecie. Cholera może tak, może i pozbawienie mocy na chwilę to nie głupi pomysł, ale zamykanie portalu... to nie rozwiąże problemu - westchnął. - Dałbym im przywódcę, który pokaże że można inaczej - wyjaśnił. - Dałbym im prawdę. O mocy, o hybrydach, o tym że to co szeptał im Sabat było po prostu błędne - dodał. - I zobaczył jak to będzie się rozwijać... oni już byli mocno zamkniętym społeczeństwem. Trochę jak Phyonix tutaj... wszystko poza ich portalem jest dla nich egzotyczne, inne i nieznane. Pozwoliłbym im to poznać. Może... zlikwidował cały wymiar, ale nie ludzi? - zaproponował.

      Gave

      Usuń
  13. Odpowiedział jej podobnym spojrzeniem "a co myślałaś?". To, że nie interesował go ich plan działania to nie znaczyło, że nie interesowały go postępy jego wprowadzania. Musiał być zorientowany ile ma jeszcze czasu, zanim apokalipsa walnie. Nie komentował jednak już tego, a kiedy An zwróciła uwagę na strzępki informacji, które przekazał jej odnośnie swojego własnego planu, wzruszył ramionami. Owszem, to brzmiało dobrze, choć wcale łatwe nie było. Spojrzał, gdzieś w bok, gdy wyraziła swoją nadzieję.
    - Tego nie mogę ci obiecać - powiedział wprost. Nie będzie przecież kłamał. To co zamierzał zrobić było ryzykowne i mogło się odbić na nim czkawką. Już nawet nie mówiąc o przyszywaniu samej duszy i zmianie charakteru, ale przede wszystkim o tym z kim miał współpracować. Zaufać Gapardziulowi w tym temacie... było dla niego większym wyzwaniem niż samo przyszywanie duszy. Nie powiedział również już nic w sprawie komentarzy i innych rzeczy, bo wszystko co chciał już wypowiedział na głos, a Akane po części przyznała mu rację, tam gdzie właściwie tego od niej oczekiwał. Skinął tylko głową na znak, że przyjmuje wszystko do wiadomości, po czym zerknął na Kali.- Z całym szacunkiem, jaki gdzieś tam do Ciebie mam, bo jednak jesteś starym bytem, duszą, a ja... mam słabość do dusz - skrzywił się lekko. - To po komentarzach jakie w moją stronę rzucałaś i po tym jak wielokrotnie podkreślałaś moją młodość, głupotę i niezrozumienie... dziwi mnie to, że nie zaznaczyłaś od początku tego co chciałaś, bo wtedy rozmowa wyglądałaby zdecydowanie inaczej - odniósł się do jej swojego rodzaju przeprosin. - Przyjmuję przeprosiny - dorzucił po chwili, uznając że mimo wszystko powinien to zaznaczyć. Zamknął oczy i pomasował sobie skronie. Przysiadł na jedny z foteli, gdy obie kobiety podchwyciły jego słowa i zaczęły kombinować dalej. Nie odzywał się tu, bo po prostu nie musiał. Ulżyło mu po prostu, że to zamykanie portalu zostanie przemyślane.- Masz cały rok na to, by kogoś znaleźć - przypomniało mu się. - Jest na to jakaś szansa - zauważył spokojnie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  14. Przytaknęła Akane.
    — Dobrze, czyli panienka improwizuje na żywca, zapamiętam — uśmiechnęła się do niej. Sama miała wrażenie, że ona i tak rzucała coraz mniej bluzgów. Ciężko było jej jednak ocenić czy to dobrze czy źle i czy traci na tym charakter czy jednak nie. Zaśmiała się lekko.
    — Myślę, że efektów samotnych i wspólnych wieczorów, doświadczenia i obserwacji oraz mojego talentu aktorskiego — odpowiedziała jej. Zaraz zasmiała się po raz kolejny, głośniej, wyraźnie mocniej rozbawiona.
    — Haha… cóż może i komicznie, ale za to bardzo mądrze. Całowanie mej zacnej osoby to powinien być zaszczyt a nie “ej pocałuje ją, bo tak”, więc chwali Ci się to moja droga, rozgrzewaj te usteczka — zaśmiała się, poruszając wymownie brwiami, po czym zatrzepotała rzęsami i puściła jej całusa w powietrzu.
    — Myślę, że Mohe by nam pokazał znacznie więcej niż kółeczka z dymu, jakby skończył swoje komentarze — dodała w identycznym tonie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie zareagował jakoś specjalnie, gdy przyznała, że nie kojarzy. Nie był z tego powodu smutny czy zadowolony, ot nie miała okazji i tyle. Bardziej zainteresowała go kwestia nie mówienia przy Tonym. Zmarszczył lekko brwi, sięgając po papierosa, ale ostatecznie nie wyjął niczego z kieszeni.
    — Nie rozumiem chyba — odparł. Blondyn potrafił być upierdliwy, ale nie miał pojecia czym mógłby mu tutaj akurat krzywdę zrobić.
    — Jak się zdarzy okazja czemu nie — odpowiedział na kolejne słowa. Zastanowił się, kiedy wspomniała o swojej kolejnej walce.
    — Dasz radę bez burz piaskowych? — rzucił na zaczepkę, widział jak walczy, miał w głowie kilka wizji co też efektownego mogłaby zrobić, ale dopóki nie zobaczą przeciwnika nie było co planować tak naprawdę, a że go nie znał, to nie mógł dać żadnej dobrej rady.
    — Wydaje mi się, że mogę wypić nieco więcej niż Ty — uniósł lekko brew ku górze, upijając kolejny łyk piwa. — Mam więcej tłuszczu i łatwiej mi wypalić alkohol — dodał, luźno zaznaczając, że po prostu ma biologiczną przewagę.
    — Już jedno piwko Cię tak by porobiło, że na charakter by poszło. Rozumiem — przytaknął dziewczynie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  16. Gave skinął głową. Nie uważał swojego planu za aż tak bardzo szalony. Owszem był ryzykowny i owszem istniała szansa, że może i lekko zmieni swój charakter, ale do diabła. Już i tak był pokręcony, więc jedno przekrzywienie więcej nie robiło mu różnicy. Oczywiście punkt widzenia zależał od punktu siedzenia, ale szczerze uważał, że popełnił w życiu większe głupoty niż ten jego ryzykowny plan.
    - Nie będzie to moja największa głupota - rzucił tylko, po czym zmarszczył brwi i zerknął na Kali. - To ty mieszasz wypowiedzi... - mruknął. - Nie wspomniałem nic o niedopracowanym planie - powiedział spokojnie. - Aczkolwiek, jak już o tym wspominasz, to rzeczywiście jest to dla mnie naprawdę zadziwiające, że osoba z takim stażem przychodzi z tak niedopracowanym planem - powiedział nad wyraz spokojnie. - Nie zasłaniaj się tu swoją ludzką naturą... jesteś duszą od wielu lat, a jako trzon, wybacz mą śmiałość, wyobrażam sobie że rozwijasz się na okrągło, żeby być jak najlepszą w swojej roli - spojrzał po niej spokojnie. - Ale to... - tu zerknął na Akane. - To ulubione słowo An "gdybanie" - rzucił wzruszając ramionami. - Tak sobie "gdybam" tylko, że rozwijasz się na okrągło - odchrząknął. - Nie mam pewności, tak nie mam takiej wiedzy... ale takie miałem o tobie wyobrażenie... a co za tym idzie to oczekiwałem kogoś kto... - wzruszył ramionami. - ... jest po prostu trochę bardziej przygotowany - rzucił spokojnie. Przyjął do wiadomości to, że ona i jej dusze wiedzą co robić, ale są elastyczne... nie mniej dalej jakoś tak... pokręcił głową. To dalej było jakieś takie szemrane. Słysząc co mówi Akane, właściwie nie był przekonany czy dalej chce rozmawiać z Thanosem na osobności. Nie bardzo miał ochotę pytać jej o niuanse a propo wypalania duszy Lotty. Wszyscy mówili, że mogły zajść jakieś zmiany, ale Akane już nosiła w sobie dusze Loretty, więc jeśli doszły tam jakieś zmiany to już się rozprzestrzeniły po całej pozostałej części i tak naprawdę An nie straci niczego co ważne. Słuchał odpowiedzi duszy w milczeniu, właściwie siedząc w zamyśleniu i nie na wszystkim się skupiając. Dopiero kiedy doszło do Gwiazdy Sabatu, spojrzał po Akane.
    - Ty to masz jednak sławnych rodziców. Jeden i drugi to gwiazda w pewien sposób - poklepał ją po głowie. - Nic dziwnego, że taki z ciebie Słowik z noskiem u góry - uśmiechnął się krzywo.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  17. Gave spojrzał po niej.
    - Poznałaś mojego ojca i miałaś do czynienia z moim bratem, co nie? - zadarł nos jeszcze wyżej niż zwykle. - To chyba rozumie się samo przez się... - mruknął, po czym zanim jeszcze Akane odeszła zadał jedno, jego zdaniem istotne pytanie do Kali. - Wspomniałaś o pakcie dusz... już drugi raz - zauważył. - Mówiłaś na początku, że oddasz kontrolę nad kimś jednemu z nas... to znaczy komuś z załogi Akane - mruknął. - Na czym to dokładnie polega? - zapytał. Wbrew pozorom ważnym było dowiedzieć się co duch miał na myśli by dobrać odpowiednią osobę, która podoła zadaniu. Tak przynajmniej mu się wydawało. Po wysłuchaniu odpowiedzi, odprowadził Akane wzrokiem i wrócił nim do Kali.
    - Jestem gotowy, by straciła te swoje dodatkowe życia - przytaknął spokojnie. - Ale w związku z tym, że starcia mogą być w tej chwili najgorętsze to cały plan zakłada, że pozbywamy się Loretty krótko przed marcem przyszłego roku - dodał, oddychając głęboko. - To pozwoli mi na nieco lepsze rozeznanie w temacie, przygotowanie i sprawdzenie osoby, która pozbędzie się duszy i... jednocześnie istnieje szansa, że któreś to życie Akane zdoła już wykorzystać - odchrząknął, po czym skinął głową. - Mhm zniekształciła i dostosowała to prawda, ale ja wierzę w Akane i w jej duszę. Wierzę, że jej dusza jest silniejsza niż ten fragment i... że to raczej An wpływała na Lorettę a nie na odwrót - spojrzał Kali prosto w oczy. - Ale nawet jeśli... się trochę zmieni... my wszyscy się zmieniamy na przestrzeni lat... to wcale nie musi być zmiana na gorsze, może nawet wyjdzie jej to na dobre...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  18. Gave pokiwał głową słysząc to wszystko, po czym zerknął na Akane.
    - To mnie nie bierz pod uwagę na takiego w Pakcie - rzucił do niej spokojnie. - Nie ze względu na potępienie, tylko ze względu na to że i tak mam już masę dusz na głowie i nie potrzebuję kolejnej - wyjaśnił spokojnie, po czym dmuchnął sobie w grzywkę, gdy Kali wspomniała o śmierci. Plan C z średniowiecznym "in vitro" nagle przestawał być aż taki niedorzeczny. Nie mniej, spojrzał po Kali.
    - A to istotna informacja - zauważył wprost. - Trochę tego nie rozumiem - mruknął. - Dlaczego pozbycie się choćby jedno z dodatkowych żyć miałoby zagrozić życiu Akane? Przecież te dodatkowe życia to nie są życia Loretty - zauważył. - No jedno, to tak, ale pozostałe to nie... więc dlaczego ma to taki wpływ? - zainteresował się, uznając że w takim razie ma trochę mniej czasu i trzeba będzie olać rady ojca i konkretnie zabrać się za wszywanie sobie innej duszy. - Mhm... widzisz, bo ona była trochę inna w pewnym momencie, ale szybko się z tego otrząsnęła, więc naprawdę wierzę, że jest na tyle silna by ponownie to zrobić. A teraz ma jeszcze takie trzy dodatkowe powody, dla których zrobi to choćby nie wiadomo co się miało dziać - zerknął na drzwi tarasowe w kierunku śpiących dzieci.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  19. Gave zagryzł swój kciuk i spojrzał po Kali.
    - To chcesz mi powiedzieć, że wystarczy Akane zabić 3 razy, żeby pozbyć się duszy Loretty? - spojrzał po niej, naprawdę rozważając tę opcję jako plan C. Jeśli jednak Gepardziulo nie podoła ze swoim zadaniem, albo podoła w taki sposób, żeby on to zaakceptował to była jeszcze taka furtka. Drastyczna furtka, ale furtka. Zacisnął mocno wargi i spojrzał w niebo. - To drastyczne rozwiązanie, ale rozwiązanie... - mruknął pod nosem. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  20. Gave odetchnął głęboko.
    - Oczywiście, że każda śmierć do specyficzne doświadczenie... - zacisnął mocno wargi. - ...ale to tym bardziej lepiej pozbyć się tych zapasowych żyć, bo niezależnie od tego czy to będę ja, który zaszlachtuje ją w śnie 3 razy pod rząd, czy ktoś inny... to jeśli straci je to i tak, jak mówisz odbije się to na niej czkawką - powiedział dość spokojnie, jak na to co w środku czuł. - Mam jeszcze jedno pytanie... podczas rytuału, zakładając że Akane odprawia rytuał i włada jednym z was w ramach paktu. Włada to za dużo powiedziane, wiem.... czy to przypadkiem nie będzie za dużo dla jej organizmu? - zapytał. - Czy nie lepiej podzielić ten pakt między kilkoma osobami? Co jest lepszą opcją? - zainteresował się. - Spokojnie, mój brat wszystko An doniesie a propo tego paktu... - odchrząknął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  21. Chłopak zmarszczył lekko brwi.
    - No dobrze, jasne, to co mówisz ma sens - zgodził się z nią. - Ale bycie zaszlachtowanym przez kogoś bliskiego ze świadomością, po co jest to robione to też jest jakimś dodatkowym czynnikiem, który mógłby ją uratować od zmiany - zauważył spokojnie. Co do paktu, tylko jej przytaknął już więcej nie pytając. - Nie mniej muszę trochę przyspieszyć, żeby przed całą akcją chociaż ze dwa testy przeprowadzić - mruknął, bo przecież na żywca nie będzie działał. To w końcu chodziło o Akane, a nie jego samego.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  22. Gave spojrzał po niej i uśmiechnął się krzywo.
    - O mnie się nie martw - powiedział wprost. - Ja żyję z małymi fragmentami innej duszy w sobie, więc myślę że sobie poradzę - mruknął, oddychając głęboko. - No i nie zamierzam tej duszy w sobie nosić kosmicznie długo, więc i impakt na mnie nie powinien być tak duży, a pewne priorytety są tak głęboko zakorzenione, że się nie zmienią - spojrzał po niej poważnie. - Zwłaszcza rodzina - mruknął, wstając z miejsca. - Pozdrów Scarlett Witch ode mnie i weź tam jej jakieś przywileje daj czy coś... może chociaż przestanie zagadkami gadać - machnął ręką i przeciągnął się lekko. - Do zobaczenia.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  23. — Będzie dodatkowa biżuteria — zaśmiała się na słowa o piórkach. Ba, nawet mogłaby to jakoś ustylizować, gdyby takie piórka faktycznie jej wyrosły.
    — Moja droga, nie tylko Twoje usteczka to przywilej — poruszyła wymownie brwiami. Słuchała o dymie puszczanym przez Mohe z uśmiechem, popijając przy tym swojego drinka.
    — No w końcu to wygląda ciekawie, łatwo sobie wyobrazić, że dzieci interesują takie sztuczki, byleby same tego nie próbowały zbyt wcześnie — odpowiedziała z uśmiechem.
    — To co gotowa do puszczania kółeczek?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  24. Wysłuchał wyjaśnienia Akane i przytaknął. Cóż, jak na kogoś tak ambitnego jego zapał do treningu był w takim razie całkiem słomiany, bo przy tym aż tak się nie upierał przecież. Pokręcił lekko głową.
    — Na szczęście wątpię, że będziemy mieć sporo okazji do wspólnych konwersacji — odparł. Zaśmiał się lekko, popijając piwo.
    — Jak to mówiłaś? Jeśli jest głupie, ale działa… — zauważył odnośnie sposobów motywacji. — Zapałki nie będą mi potrzebne, jeśli walka będzie interesująca — dodał jeszcze w nieco zaczepnym tonie. Zastanowił się przez chwilę nad jej propozycją, po czym wzruszył ramionami. Dalej miał swoją przewagę wypalania alkoholu z krwi, więc nie widział problemu. W najgorszym przypadku będzie trochę oszukiwać.
    — Skoro nalegasz można tak zrobić — przytaknął jej na propozycję. — A może z troski o rywala właśnie zaproponuję Ci kufel piwa, żebym miał ciekawszy pokaz? — zapytał.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  25. Zazwyczaj nie narzekał na nadmiar obowiązków. Lubił to co aktualnie robił, ale czasami miał serdecznie dość. Pomimo tego, że udało mu się dwa dni wypocząć u boku Morgany i Eliasa, właściwie zamykając się po prostu w ich komnacie, to obowiązki zawitały do drzwi bardzo szybko. Mimo tego, że Natan starał się oddzielać je twardą kreską i robić sobie po prostu wolne, to Azylowicze pojawiali się obok niego niemal co chwilę. Ich problemy były niekiedy niestworzone. A to przegrzanie od słońca, a to zapchany wychodek, a to znowu twarde łóżko. Kiedy kilka razy nie wytrzymał i nie utrzymał powagi, tylko po prostu stracił cierpliwość i krzyknął na jednego czy drugiego, uznał że ma serdecznie dość tego wszystkiego. Oczywiście dalej swoje robił, ale kiedy potrzebował to po prostu szukał sobie takiego kąta, gdzie nikt się go nie spodziewał. Tego dnia padło na bibliotekę. Nawet dobrze mu się w niej pracowało. Zdołał przejrzeć wszystkie raporty poszczególnych dowódców i wypisać sobie te problemy, które uważał za najbardziej istotne i faktycznie przeszkadzające w funkcjonowaniu, a nie problemy tak zwanego trzeciego świata. Dodał sobie również parę priorytetów i właśnie robił sobie spacer pomiędzy regałami, by nabrać choć odrobinę ruchu, gdy usłyszał otwierane drzwi i szybkie kroki. Westchnął ciężko, przystając przy jednym z regałów i wpatrując się w półkę tak, jakby faktycznie tam czegoś szukał. Na jego twarzy pojawił się grymas, gdy Akane zaczęła zmienionym głosem. Wszędzie by poznał jej natrętny głosik, więc po prostu obrócił się w jej stronę i słuchał tego co ma do powiedzenia. 
    - Mhm tak, biblioteka - skinął głową. - Ze względu na to, że ostatnimi czasy jestem pierdoloną gwiazdą Azylowiczów, a zwyczajnie potrzebuję samotności - mruknął. - Za to ciebie to nie można dorwać - skwitował. - Słyszałem, że robiłaś burdę po pijaku - odchrząknął i uśmiechnął się delikatnie. - I co? Który alkohol mają twoim zdaniem najlepszy? Mi najbardziej przypadła do gustu wieloletnia whiskey. I kilka ciekawych drinków mają - dorzucił.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  26. Nat ukłonił się przed nią, prezentując swe gwiazdorskie umiejętności, po czym wypuścił powietrze z płuc i pokręcił głową.
    - Przecież wiesz, że Ty zawsze jesteś mile widziana - szepnął, obejmując ją ramieniem, kiedy już skończyła ze swoim przyjaznym gestem. Poprowadził ją do swojego zakątka, obłożonego papierami i poduchami parapetu. Sprzątnął papiery na jedną kupkę i usiadł przy oknie, klepiąc sobie miejsce obok siebie. Uśmiechnął się lekko, słysząc to wszystko i pokiwał głową. - Mhm... dobrze, że wróciłaś tu cała - stwierdził po prostu, po czym sięgnął do swojego własnego kajetu i wpisał odpowiednią nazwę do niego. - Spróbuję i może ulepszę - rzucił z uśmiechem, po czym zaśmiał się nieco. - Tak, muzykę mają tu przednią, a shishę... zadowalam się skrętami - skomentował śmiejąc się nieco pod nosem.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  27. Po spotkaniu Akane, przypadkowym wpadnięciu na Darcy i spędzeniu z nią całkiem interesującej nocy - na nocnym wypadzie do miasta - wreszcie udało mu się dotrzeć do Rei, u której przenocował, a potem spędził cały poranek, opowiadając co u niego i słuchając tego co mama ma do opowiedzenia o swoim stanie zdrowia i przygodach, które przeszla podczas Azylu. Przy okazji na chwilę odciążył ją od opieki nad maluchami, co by mogła sobie odpocząć. Potem wreszcie zawitał u Tonego i Grimy, bo przecież gdyby tego nie zrobił, to zdecydowanie nie miałby już życia. Obraza majestatu tych dwoje to coś na co nie mógł sobie pozwolić. Dopiero po południu był wreszcie wolny od wszystkich spotkań i z lekkim zaskoczeniem stwierdził, że taka intensywność spotkań to dość dużo, nawet jak na niego.
    Wyszedł na zewnątrz pooddychać trochę powietrzem, bo choć to różniło się od tego, które najbardziej lubił to i tak było lepszym niż kiszenie się w zamku. Spacerując po zamkowych błoniach, zawędrował do najbliższej stajni, gdzie też spotkał Akane, która właśnie oporządzała jednego z Mosertów.
    - Nowy rumak? - zagadnął od niechcenia. - Pasujecie do siebie. Jedno i drugie ma to coś w oczach - pstryknął palcami. - Te iskierki uporu i kłopotów w jednym - rzucił szczerząc się do niej. - Masz teraz chwilę na miejskie szaleństwo?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  28. Natan pokręcił lekko głową i uśmiechnął się zawadiacko.
    - Zawsze jesteś mile widziana, ale nie zawsze będzie czas - doprecyzował, pstrykając ją w ucho i lekko się przy tym śmiejąc. Pokiwał głową w zrozumieniu, gdy wspomniała o szkicowniku i spojrzał po niej. - No nie rób z siebie takiej straszliwie starej. Toż to nie minęło 10 lat od twojego pobytu w szkole - zauważył lekkim tonem. - Choć nostalgia może być wielka - przyznał, opierając się wygodniej i słuchając tego co ma do powiedzenia. Przytaknął jej ruchem głowy. - Wiem - mruknął. - Spróbowałabyś nie wrócić, to najpierw bym ich skopał, a jak już byś doszła do siebie to i ciebie - objął ją ramieniem za szyję i zaczął czochrać po głowie. Prychnął pod nosem. - Za późno, już obrosłem - uniósł nos wyżej i zrobił minę pewnego siebie zarozumialca. Zerknął na nią, gdy skomentowała jego skręty i wzruszył ramionami. - Nie pierwszy raz palę i nie ostatni - zauważył tylko, po czym puknął ją prosto w środek czoła. - Mam, ale w bibliotece się nie pali - poinformował ją stanowczo.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  29. Pokręcił z rozbawieniem głową, gdy stwierdziła, że to z jego powodu wróciła.
    - I tego się trzymaj - mruknął bardziej poważnie niż zamierzał. Chociaż zdawał sobie sprawę, że żartowała, to mimo wszystko jeśli chociaż gdzieś tliła się taka myśl to lepiej by się jej trzymała. Zawsze to dodatkowy zapłon do włączenia większego zdrowo-rozsądkowego myślenia podczas szaleńczych akcji, które na pewno w swym życiu jeszcze będzie miała. Zmarszczył lekko brwi, gdy spojrzała po nim dumnie i odruchowo obejrzał swoje dłonie.- Tak myślisz? - uniósł lekko brew. - Jakoś niespecjalnie to widzę - przyznał szczerze, bo chociaż na swoje życie aktualnie w ogóle nie narzekał (no może poza niektórymi upierdliwymi momentami z niedorzecznymi prośbami Azylowiczów) to jakoś tych piórek nie widział. Normalnie chapnął by ją w nos, kiedy się do niego pochyliła. - Wolę nie sprawdzać, bo mi mój własny azyl zostanie zabrany i co ja wtedy biedny pocznę? - spojrzał po niej. - Nie chcę pracować we własnej komnacie. Tam jest całkiem inny azyl. Znacznie przyjemniejszy - uśmiechnął się delikatnie i wstał z miejsca. - O, ale... ostatnio szwendałem się po zamczysku i doszedłem do najwyższej wieży, a tam jeszcze schodami na poddasze. Tuż na nim jest specjalnie wyżłobiona platforma, możesz wyjść na zewnątrz i podziwiać okolicę z najwyższego punktu w zamku - spojrzał po niej. - Może chcesz tam się przejść? To zapalimy - dodał.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  30. Chłopak przytaknął jej na pierwsze pytanie. Tak przynajmniej to wyglądało z jego perspektywy. Widać było, że zwierze jej ufa i to naprawdę mocno. Uśmiechnął się nawet na te wszystkie zaczepki, którymi ją obdarzył i zaraz ruszył wraz z nią, gdy wspomniała o przemywaniu rąk.
    - Mniej więcej wszystkich - przytaknął, po czym wskazał na jasną koszulę. - Tonego obrabowałem z ciuchów - rzucił z lekkim uśmiechem. - Rei chwilę odpoczęła, bo dzieciaki chętnie chciały się ze mną bawić i opowiadać o przygodach, które przeżyły podczas waszego marszu - dodał spokojnie. - I nawet Darcy się gdzieś po drodze napatoczyła - dokończył. - Ostatecznie doszedłem do wniosku, że nie ma co się ukrywać, skoro i tak tyle osób wie - mruknął lekko się przeciągając. - Takie błyskawiczne odwiedziny są wyczerpujące - stwierdził jeszcze. - Uwielbiam towarzystwo, ale to był dość intensywny czas...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  31. Nat wzruszył ramionami.
    - Może kiedyś je zobaczę - stwierdził, rozmasowując szturchnięte miejsce. Schował papiery do swojej torby i zarzucił ją na ramię, po czym ruszył przodem, by przepuścić Akane w drzwiach. - A skąd... to już i tak by się nie udało. Dzieci już masz. Jesteś stracona - machnął ręką i pokazał jej język, śmiejąc się pod nosem. - Nawet o tym nie myśl - dodał widząc jej minę i bezbłędnie odgadując to co myśli. - Przyklepałem je sobie. Osikałem każdy kąt i na ślinę przypieczętowałem - poinformował ją z wyraźną powagą w głosie. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie odpowiedział jej już na te kciuki, ani na beznadziejny przypadek. Zamiast tego objął ją mocno i ucałował w czubek głowy. Parsknął śmiechem na teorię co do zapachu i pokręcił lekko głową.
    - Nie wiem - przyznał szczerze. - Może coś w tym jest, problemy nie tylko ciebie się trzymają - mruknął, bo przecież widziała go przez całą podróż, a był już bliski mianować "Problem" swoim drugim imieniem. Może do grupki Akane się nie umywał, ale u nich pula była większa tylko dlatego, że wszystko się kumulowało. - Właśnie... - mruknął do swoich własnych myśli. - Nie tylko ty wabisz problemy, ale otaczasz się ludźmi którzy również je wabią, przez co zawsze siedzicie w centrum jednego wielkiego problemu - wysnuł swoją teorię, po czym uśmiechnął się nieco. - Z pewnością będzie lepszy - zgodził się z nią, skręcając w boczny korytarz i prowadząc ją prosto, następnie otworzył jedne drzwi na lewo i przeszedł z nią na drugą stronę niemal pustej sali, by pociągnąć za książkę na regale. Dzięki temu ukazały im się ukryte drzwi i węższy korytarz. Na jego końcu znajdowała się mała wajcha, którą również pociągnął, by w ścianie pojawiła się wyrwa. Tuż za nią znajdował się kolejny pokój, z którego wyszli na kolejny, tym razem pałacowy korytarz. - Taki tam skrót - uśmiechnął się do Akane. - Już niedaleko do schodów - wyjaśnił jej.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  33. Parsknął śmiechem słysząc o Grimie.
    - Hm... jej pelerynki są na mnie dobre - skomentował. - Co nieco przykrótkie, ale świetnie nadają się do udawania Czerwonego Kapturka - dorzucił. Stał, opierając się o wejście do stajni, kiedy Akane się płukała, obserwując w zamyśleniu Moserty. - A żebyś wiedziała. I to niejedną - mruknął. - Galan twierdzi, że Einstein próbował podrywać jego mamę, Tony ciągle był ranny, a Akane to już w ogóle prawie nie żywa. Na dodatek Gave umarł na kilka dni i zmartwychwstał do tego. Tamiko za to mówi, że Elias czuje miętkę do cioci Darcy, a Aisha jest super silna i lubi pyskować na prawo i lewo. Wiem również, że duży elf miał depresje, a seksy co chwilę leciały - wymienił kilka informacji które zdobył od maluchów. - Wiesz, nawet mnie to nie zdziwiło - parsknął śmiechem i spojrzał po niej. - Ty? - przesunął po niej spojrzeniem. - Ty to przyjemny, kojący okład. Dobrze znana kołderka i te sprawy - wzruszył ramionami. - Idziemy na żywioł. Może pokażę ci mój nowy krok taneczny - wybuchnął śmiechem, pokazując jej odruchowo częściową falę, co do tańca brzucha. Dość pokraczną, ale zdecydowanie lepszą niż za pierwszym razem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  34. Natan poruszał zabawnie brwiami.
    - A takich przejść jest więcej - rzucił cicho, chociaż raczej każdy się tego spodziewał. - Razem z Morganą prześcigamy się w odnajdowaniu ich - dodał, bo dziewczyna też nie wszystkie jeszcze znała. Choć zdecydowanie większość miała obcykane w małym paluszku. - Profit jest w sumie jeden - mruknął. - Jestem wpuszczany właściwie wszędzie. Jeszcze nie spotkałem się z komnatą, do której wstępu bym nie dostał, ale... tych komnat tu jest od cholery, więc może po prostu żadnej zakazanej nie znalazłem - mruknął i kiedy znaleźli się w tak zwanym dead-end, dotknął kilku cegieł, by się rozsunęły i wprowadził siostrę do środka. Jej oczom ukazały się kręte schody wprost na jego wieżę. - Zapraszam - uśmiechnął się do niej łagodnie. - Hm... a jak już chcesz jakiejś księżniczce... to może wybierz coś innego niż Phyonix, co? - zaproponował. - Wtedy podzielimy się wiedzą na temat tajemnych przejść pałaców - rzucił pół żartem pół serio.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  35. - Reklama naprawdę ciekawa - przyznał jej rację. - Ale te trzy słowa to raczej dwa słowa "nic nowego" - uniósł palec do góry i poruszał zabawnie brwiami, po czym pokazał jej język. - Wypraszam sobie - powiedział pół żartem pół serio. - Moje teksty zostawiam dla osób, które podrywam - uśmiechnął się krzywo. - Ciebie raczę normalnymi, nudnymi określeniami - wyjaśnił jej rzeczowym tonem i parsknął śmiechem przy tym, jeszcze przez chwilę robiąc męski taniec brzucha. - A jak, taki mam plan. Wyrwę, przetestuję i najlepsze kąski podeślę tobie, resztę kopnę w dupę - skomentował z lekkim śmiechem, po czym przeciągnął się mocno i podszedł do misy z wodą, by i sobie opłukać twarz, a przy okazji chlapnąć wodą Akane.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  36. - Morgana - zaśmiał się cicho. - Wiesz, ona ma pomocników. A to Ashan szepnie jej słówko, a to Darcy - machnął lekko ręką. - A tu wszystkie chwyty dozwolone - rzucił z uśmiechem. - Ale Elias zaczyna mi podpowiadać, bo on słyszy wszystko - dorzucił ze śmiechem na ustach, po czym przytaknął jej skinieniem głowy. - Byłem, czytałem, ale niczego nie dopisałem - powiedział spokojnie, prowadząc ją na górę. Wzruszył ramionami na jej stwierdzenie. Trochę przebodźcowany był i nie ukrywał tego. Po dość długiej wspinaczce, znaleźli się na samej górze wieży, a tam otworzył jeszcze właz na poddasze i zaprosił Akane przodem. 
    - Hm? Ciekawe podejście - stwierdził spokojnie. - Faktycznie byłoby to interesujące, ale... - spojrzał po niej i dmuchnął sobie w grzywkę. - Heh... chyba nie dałbym rady się powstrzymać i na myśl o tym, że ten bydlak kładzie swe wielkie dłonie na mojej siostrze... - zgrzytnął zębami i pokręcił głową. - Szybko zostałabyś wdową - uśmiechnął się słabo, dołączając do niej na poddaszu i wyprowadzając na taras. Skąd odetchnął głęboko powietrzem. Nieco chłodniejszym niż przy samej ziemi. - Coś nowego odkryłaś? - wyciągnął ze swej torby paczkę skrętów i jednego podał Akane. - W sprawie Latrala?

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  37. - Słyszałem, Febe była na bieżąco z waszymi przygodami - zauważył z lekkim uśmiechem. - Wystarczyło przyjść na herbatkę, żeby wszystkiego się dowiedzieć, a przy okazji trochę jej pomóc - rzucił z lekko zawadiackim uśmiechem. - Gavin to wielka papla - dorzucił jeszcze i uśmiechnął się lekko, po czym machnął ręką. - No wiesz? - zarzucił swoimi włosami. - Oni tobą może nie, ale że ty nimi też nie? - zrobił usta w podkówkę. - Wbrew pozorom mam całkiem niezły gust, gdy chodzi o dobór obiektów westchnień - rzucił przeciągając się lekko. W końcu była jednym z nich. - Jeśli tam nie dotrzemy to się nie dowiemy jak bardzo zawrócę im w głowach - rzucił lekko, podążając za nią i parsknął gromkim śmiechem. - Zdaję sobie z tego sprawę. To kompletnie... no wiesz coś nowego w moim repertuarze i nie sądzę, bym często to powtarzał - uśmiechnął się lekko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  38. Nat trzepnął ją lekko przez łeb.
    - Nawet nie podejrzewałbym cię o takie zakusy - oznajmił szczerze i prychnął pod nosem. - Oj wiem, ale to działa w dwie strony - puścił do niej oczko, po czym skrzywił się lekko. - Osobiście obawiam się tego, że ten dzieciak się tutaj rozpuści... dzięki uwielbieniu jakie dostaje od ciotki, wujka i swojego dziadka... robi się miejscami nie do zniesienia. Czeka nas dużo pracy, by dzieciaka przywrócić na dobre tory - stwierdził wzdychając ciężko, bo czasem miał wrażenie, że koncertowo zawalają z Morganą wychowywanie Eliasa. Zwłaszcza w takich momentach. Przytaknął jej, gdy znalazł się na górze tuż obok niej i sam przysiadł na krawędzi, przez moment milcząc. Sam wolałby oglądać wodospad i staw, które mieściły się za oknem jego własnego domu, ale z dwojga złego i ten widok był niesamowity. Nie skomentował już tej całej wdowy, tylko zaciągnął się swym skrętem, odpalając Akane jej własnego, od swojego. Podał go zaraz dziewczynie.
    - Czekaj... a co z tym wszystkim ma Gave? Do tej pory mówiłaś, że jest wykluczony z udziału w sprawie - zauważył. - Zresztą sam nie kwapił się do tego wszystkiego - zauważył. - Hm jaka jest... ta pierwsza Latrala? - zapytał ją z czystej ciekawości. Skinął głową w sprawie burzy mózgów. - Możesz na mnie liczyć.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  39. Natan przytaknął jej co do wieku Eliasa, ale będąc kompletnie szczerym zazdrościł Akane tego, że jej dziewczynki nie są rozpieszczane. Czuł, że to odbije się czkawką nie tylko im, w trakcie dorastania chłopca, ale i samemu Eliasowi, gdy będzie musiał zmierzyć się z rzeczywistością, a ta szybciutko go zweryfikuje. Uśmiechnął się krzywo na wyjaśnienie co do Gava i pokręcił lekko głową.
    - Mhm... okay - mruknął, zerkając jej w oczy. - Skoro mu ufasz to nic mi do tego - przyznał. - Możesz się jednak spodziewać, że sam podejdę do tego ich pomysłu ostrożnie - mruknął jeszcze. - Nie wierzę, że chcieliby zrobić ci krzywdę, ale... wy z waszymi głowami, często przekraczacie granice zdrowego rozsądku - wyjaśnił o co mu chodzi. Wrażenia Akane dotyczące Kali skwitował pogodnym uśmiechem. - Miło by było, gdyby wśród Latrala był ktoś kto stoi po twojej stronie - przyznał szczerze. - Ale masz rację, warto z tyłu głowy mieć tę szczyptę nieufności.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  40. Spojrzał wymownie po Akane, przykładając kufel piwa do ust i pokręcił rozbawiony głową, chociaż część jego samego miała ochotę przypalić jej język za tą kolejną, beznadziejną “Asię”. Czemu oni wszyscy tak bardzo lubili nadawać jakieś durne ksywki? Miał imię, które można było bardzo łatwo skrócić.
    — Tylko to co warto — odpowiedział w kwestii cytowania spokojnym tonem z nutą przekory. Upił łyk piwa, po czym sięgnął po papierosa, którego pozwolił sobie odpalić.
    — Oczywiście, wytknę Ci każdy błąd, od tego jest trener, inaczej Mor byłaby wściekła, a nie warto jej denerwować w tym stanie, już teraz cierpimy na brak kiełbasy — odparł, uśmiechając się nieco czulej. Siostra zdecydowanie uwielbiała jeść w ciąży, uważał to za naprawdę urocze, kiedy obserwował jak talerze pustoszały przy niej z prędkością wiatru. Przytaknął, kiedy kazała mu pilnować sobie miejsca. Rozsiadł się wygodniej, opierając łokieć o drugie krzesło, aby nikt nie myślał na nim usiąść. Skoro jej nie było pozwolił sobie na spokojnie dopalić.
    — Mamy, ale to dość daleko stąd, nie są to też takie wodospady z florą i fauną jak w Mathyt, ale jest co oglądać — odparł, kiedy wróciła.
    — Miło, że tutejsze wyroby Ci smakują — przyznał.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  41. Zastanowił się przez chwilę, słysząc pytanie odnośnie siostry.
    — Myślę, że lepiej nie mówić na głos tego co aktualnie myślę — odparł po dłuższej chwili ciszy z wymownym uśmiechem na ustach. Bawiła go wizja, którą miał w głowie, ale wiedział też, że siostra potrafiła być temperamenta, a przy tym ile Akane potrafiła mówić - wolał się nie narażać niepotrzebnie. Wzruszył ramionami, gdy powiedziała, że rodzina go rozczula. Miała rację, przytaknął ruchem głowy na jej słowa. Nie miał zamiaru wypierać się prawdy, posiadł tą swoją słabość i nie wstydził się tego - miał uczucia w końcu, nie był z kamienia, a rodzina to coś co potrafiła trzymać go na tym świecie.
    — Z półtorej tygodnia na mosertach, to całkiem w drugą stronę, teraz jesteśmy blisko terenów wulkanicznych, a wodospady są zdecydowanie dalej. Chcesz się wybrać na kolejne wycieczki? — zapytał zainteresowany. Nie podejrzewał, że to akurat on ma wszędzie ją zabierać, były mapy, byli inni przewodnicy, więc miała sporo różnych możliwości poza nim.
    — Nie trzeba mieć wilczego apetytu, żeby lubić czegoś smakować, wydaje mi się, że co innego ma to jaki ma się apetyt, a jak po prostu podchodzi się do sprawy jedzenia, nie sądzisz? Kosztowanie, smakowanie, to całkiem inne rzeczy. Można delektować się jednym kawałkiem albo całym stekiem, tak mi się wydaje.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  42. Nat westchnął ciężko. Dobrze, że przynajmniej chłopak był z nią szczery. Dotknął skroni Akane palcem i popchnął ją lekko w bok. 
    - Ty też nie rób głupot - poprosił ją. - Jak jemu się kipnie to jakoś to przeżyję, ale twoja strata byłaby dla mnie bardzo bolesna - skomentował, spoglądając w dół, na plac przed zamkiem na którym odbywały się treningi Phyońskiej armii. Z tej wysokości wyglądali jak małe punkciki, a ich ruchów niemal nie dało się dostrzec. - Mhm tak, wiem. Będziesz ich ratować... a ja pewnie skończę ratując ciebie - parsknął śmiechem, milknąc gdy na tapecie pojawił się temat Latrala. - Byłoby dobrze jakoś sprawdzić tę Kali - szepnął. - Wiem, że to pewnie graniczy z cudem... ale jeśli masz mieć jej pomoc... jako plecy... to wolałbym żebyśmy mieli chociaż te 99 procent pewności, że te plecy sztyletu ci nie wbiją w ostatniej chwili - mruknął. Mówiła o ostrożności, wiedział to, ale mimo to chciał dodać swoje, bo inaczej ciążyłoby mu to na sercu.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  43. Wzruszył ramionami i uniósł wyżej brodę.
    - Bo jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - skomentował, udając że bierze filiżankę herbaty i upił z niej wyimaginowany łyk. - W takich sprawach, Gavin nie koloryzuje - stwierdził z lekkim uśmiechem. - Mówi wszystko co widzi, a często to zainteresowani jeszcze nie wiedzą, że też to widzą, bo lubią być ślepi - dodał z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Przynosił też wieści z frontu i wątpię, by tu koloryzował - uśmiechnął się delikatnie. Brał poprawkę na słowa tego ducha, kiedy było to potrzebne, ale... akurat przy Febe... Gavin się zachowywał. Parsknął śmiechem na podsumowanie jego własnego gustu i pokręcił lekko głową. - Cóż, nieskromnie powiem, że jest równie zajebisty co ten do kobiet - puścił do niej oczko i roześmiał się serdecznie. Obserwował tej jej mały pokaz, które sobie wykombinowała i uniósł lekko brew. - Jasne, że dobrze uczyć się czegoś nowego - zgodził się z nią. - Ale ciężko mi w tej chwili wykombinować swoje własne oryginalne ruchy taneczne. Nie mam do tego drygu. Zwykle pokraczne - skomentować, trochę tak do niej dołączając z tym całym tańcem połamańcem. Choć rytm trzymał, to taniec rucha był na tyle nowy, że nie był w stanie go dobrze w to wszystko włączyć.
    - Dochodzę do wniosku, że kompletną improwizację powinienem zostawić profesjonalistom - rzucił ze śmiechem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  44. Nat spojrzał po niej poważnie.
    - Wybacz, ale w tym temacie cię powstrzymam, a potem porozmawiamy o tym dlaczego to zrobiłem i przejdziemy do twojej złości na mnie, która być może będzie trwała dłużej niż mogę przypuszczać, ale ostatecznie, wierzę że gdzieś tam mi to wybaczysz - odparł w kwestii Gava. Nie zamierzał jej pozwalać narażać samej siebie w kwestii tego chłopaka. Wystarczająco ją już skrzywdził. Jeszcze tego brakowało, by za niego umierała. Mogła go cmoknąć i przekonywać do swoich racji, ale tu niestety nie zgadzał się z nią w stu procentach. - Martw się w końcu o swoje cztery litery. Co twoim dzieciom po dwóch trupach rodziców? Lepiej jednak, żeby obyło się na jednym - mruknął. Jasne, najlepiej żeby miały dwoje rodziców, ale w tej chwili rozmawiali o innej sytuacji. Uśmiechnął się na ten wiarygodny scenariusz i spojrzał po niej chwilę później.
    - Myślisz, że załatwianie pierwszej Latrala metodą Latrala to dobry sposób? - spojrzał po niej. - Nie wiem... myślę, że te metody to ona ma w małym paluszku...

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  45. - Dziękuję - ukłonił się przed nią. - Niezwykle starałem się, by ma sugestia była tak subtelna jak słoń w składzie porcelany - pokiwał głową i pokazał jej język. - Niekiedy tylko takie trafiają tam, gdzie powinny - dodał wzruszając ramionami i śmiejąc się zaraz przy tym. Wydął policzki, gdy dalej sama chciała oceniać ten jego cały gust do facetów. - Ej... a ty w ogóle kiedykolwiek widziałaś mnie z jakimś facetem, że już poddajesz w wątpliwość mój gust? - uniósł lekko brew i pokręcił głową, bo nie przypominał sobie, by kiedykolwiek był zainteresowany jakimś kolesiem. - No może poza mizernym pocałunkiem z Gavinem, ale na tej podstawie powinnaś w sumie twierdzić, że ten jest całkiem niezły - poruszał zabawnie brwiami i parsknął śmiechem, kiedy zaczęła mu mówić o tej całej pokraczności. - Nieźle... nazywać taniec Grimy i Tonego uroczym... no to jest coś - pokiwał głową, robiąc jeszcze piruecik i przez moment próbując udać Tonego, co łatwe nie było, kiedy jednak rytm się miało. - Jesteś niezwykle łagodna w swej opinii w temacie tej dwójki - skomentował i wzruszył ramionami. - Może przy muzyce byłoby lepiej coś zaimprowizować - dodał po chwili, odnosząc się już do własnej pokraczności, po czym pokręcił głową. - Oj... zawodowy tancerz? Teraz to zdecydowanie przeceniłaś me skromne taneczne umiejętności. Dziękuję, acz potencjału w tym nie widzę - rzucił ze śmiechem i ruszył dalej uliczkami Phyonix wraz z An przy swoim boku.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  46. Nat patrzył po niej poważnie, gdy groziła, że czegoś mu nie będzie mówiła.
    - An, z całym szacunkiem, ale jeśli o tego konkretnego chłopaka chodzi, to nie musisz mówić nic - powiedział wprost. - U ciebie tam nie ma instynktu samozachowawczego i nawet jeśli nie powiesz... - wzruszył ramionami. - Oczywistym jest, że zrobisz więcej niż potrzeba, może nawet stracisz przy tym głowę, a ja... - pokręcił głową. - Na takie wypadki ci nie pozwolę - wyjaśnił jej swoje zdanie, bo on wspominał tylko o wypadkach tracenia głowy. - Niezależnie czy będziesz mówiła czy nie, na tego chłopaka i ciebie jestem specjalnie wyczulony - skomentował, bo niestety, ale Gava sympatią nie darzył i tego w jaki sposób An cały czas go miała wysoko w hierarchii również. Odwrócił od niej wzrok i wstał, aby przeciągnąc się nieco i po prostu patrzeć prosto przed siebie. Może nie wspomniała o umieraniu, ale o tym, że stawia siebie i Fasole na podium i zrobi wszystko by nie kipnął to już owszem. Pokręcił lekko głową i powiódł do niej spojrzeniem. Przez myśl przeszło mu, że skoro chciała iść w groźby to i on miał swoją własną. Jeśli tylko wyłączy instynkt samozachowawczy, to on sam po prostu zabije Gava, a on akurat miał ku temu możliwości. Nikt nawet tego nie zobaczy. Dmuchnął sobie w grzywkę i odetchnął głęboko, przez moment milcząc i nie robiąc nic. Nie wypowiedział też tych słów, choć zakorzenione były w nim głęboko. - Okay, pytanie tylko brzmi czy Kali będzie chciała wziąć w nim udział - spojrzał po Akane, już odpowiadając łagodniej. - No wiesz, ja to bym chyba nie chciał. Nie okazywanie zaufania drugiej partii... i otwarte mówienie o tym... - zacisnął mocno wargi. - Jasne można też nie powiedzieć, ale jeśli się wyda... a podejrzewam że to może wyjść, to możesz stracić jej pomoc i zaufanie...

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  47. Natan spojrzał po niej i pokręcił głową.
    - Mnie pytasz? - uniósł wysoko brew. - Po co mnie pytasz? Siebie zapytaj, po co - mruknął, bo chociaż Akane zmieniała się, to wątpił by w tym temacie też się coś konkretnie mocno zmieniło. Nie wypowiedział się w sprawie Fasolek, bo tu była sprawa oczywista. Gorzej, że stawiała i samą siebie na tym całym podium, gdy chodziło o bronienie tego gówniarza. - Uwierzę jak zobaczę - powiedział wprost, po czym parsknął śmiechem. - Jestem po prostu egoistą - oznajmił, gdy wspomniała o kwestii bronienia jej samej. - Patrzę na swój stan po stracie ciebie - wyjaśnił tylko, bo oczywiście musiała brać to tylko na samą siebie. Rozumieć to jako troskę tylko o nią samą, a on zwyczajnie myślał przy tym nie tylko o niej ale i o samym sobie. Nie chciał stracić swej siostry. Tak po prostu. Skinął głową w sprawie Kali. - Skoro tak... to może faktycznie warto spróbować - przytaknął jej i poczochrał ją po włosach. - O milusio, ja też już bym chciał by to twoje szambo się skończyło. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  48. Parsknął śmiechem i pokręcił głową, po czym wzniósł oczy do nieba.
    - Na razie wystarczy mi, że sugestia została rzucona - skomentował ze śmiechem. Pokiwał głową na jej wyjaśnienie co do poddawania w wątpliwość jego gustu, po czym cmoknął z niezadowoleniem. - Wypraszam sobie, jakoś specjalnie nie obrzydził mnie ten pocałunek - skomentował, choć to tylko po części było prawdą. Wyraźnie pamiętał jak oboje się krzywili. Parsknął śmiechem na to wspomnienie, po czym zrobił zawiedzioną mordkę. - No i poszło w pizdu - skomentował. - Moja teatralna kariera poszła w pizdu. A idź, niszczycielu marzeń - westchnął przeciągle, patrząc po niej z jakimś takim rozczulonym uśmiechem, kiedy wspominała o Tonym i Grimie, a także ich tańcu. - Ja mam wybierać, jak ty już tu kilka masz przetestowanych? Zabierz mnie do swojego ulubionego - poprosił. - Może pokuszę się o małą szklaneczkę alkoholu - stwierdził, śmiejąc się tylko co do mało prawdopodobnej wizji. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  49. - Do tych słów to jeszcze u mnie daleko - parsknął śmiechem. Musiałby najpierw sprawdzić czy to co czuł to było obrzydzenie, zaskoczenie czy po prostu nic specjalnego. Wywrócił oczyma na to jej czepialstwo i uszczypnął ją w bok. Tak, co by za kolorowo nie było. - Hm? - spojrzał po niej, kiedy zapytała co odwalił. - A wiesz... podkradłem wino z piwnicy Sangiusa, upiłem Rei, Grimie przerobiłem ciuchy, by były jeszcze seksowniejsze a jednocześnie dopasowane do jej brzuszka - zaczął wymieniać lekkim tonem i puścił do niej oczko. - Nic specjalnego - dorzucił, gdy wspomniała dokąd go prowadzi. Spojrzał w stronę wspomnianego lokalu i pokiwał lekko głową.. - Pasuje - skomentował bez problemowo. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  50. - Po prostu nie chcę cię już oglądać w takim stanie w jakim byłaś - mruknął ostatecznie i objął ją mocno ramionami, po czym przyciągnął mocno do siebie, żeby ją przytulić. Nie puszczał ani na chwilę. - Poza tym, myślę, że gdyby u mnie działo się coś takiego, gdybym chodził taki struty i wiedziałabyś kto mnie do takiego stanu doprowadza, to też nie pałałabyś do tej osoby sympatią - skomentował cicho. - Toleruję go An - mruknął. - Toleruję i widzę jakim ojcem jest. Nie mówię, że złym - zacisnął mocno wargi. - Nie lubię tylko tego jak ważny wciąż dla ciebie samej pozostaje... - wyjaśnił. - I tak wiem, to kwestia twoich uczuć i tego co czujesz. I tak wiem, masz do tego prawo - potwierdził zanim cokolwiek powiedziała. - Ja tylko nie chcę, żebyś po raz kolejny się na nich przejechała... w stosunku do niego. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  51. Ryu spojrzał po niej z zawadiackim uśmiechem. 
    - To potwarz, że jeszcze wychodzą z sypialni - stwierdził unosząc wyżej głowę i spoglądając po niej z miną znawcy. - Przecież nasze młode króliki statystycznie zdecydowanie za mało czasu spędzają w łóżku - uniósł lekko palec, a zaraz przeciągnął się lekko. - Szczęściem ją upiłem, szczęściem - puścił do niej oczko z rozbawieniem. - A... to może na zewnątrz i shisha brzmi wyjątkowo dobrze - pokiwał głową, rozglądając się po miejscu. - Zawsze można się potem przenieść do środka - dodał weselej.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  52. - Moje statystyki uwzględniają wszystko - spojrzał po Akane swobodnie. - No wiesz, w moich statystykach łóżko występuje bardzo rzadko - stwierdził. - Patrząc chociażby po twoich szalonych wybrykach, po Morganie i Natanie, po Rei i Meliodasie, Tonym i Grimie... wiesz, łóżko zdaje się być tak pospolite, że rzadko używane w ten konkretny sposób - skomentował. - Pojawia się więc pytanie... czy ono po prostu jest pospolite i nikt tam nie chce, czy po prostu aż tak wyjątkowe? - zaproponował i wzruszył ramionami. Samo szczęście skomentował lekkim uśmiechem. Tak, to prawda. Tego akurat można było zazdrościć. Nawet ucieszył się z wyboru stolika na uboczu. Miło było posiedzieć pozornie z dala od zgiełku. Zajął swoje miejsce i podał swoje zamówienie. - Shisha, drink i te takie o szaszłyki - wskazał odpowiednią nazwę. - Tony wspominał, że są świetne - uśmiechnął się nieco, a gdy złożyła zamówienie skinął głową. - Uczysz się nowego języka? - zainteresował się. - Jak ci idzie?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  53. Ryu spojrzał po niej ze znaczącym uśmiechem.
    - Cóż... swego czasu Gave sporo opowiadał o twoich i jego lokacjach - poinformował ją rzeczowym tonem. - No wiesz, starając się mi dopiec i tak dalej - machnął na to lekko ręką. - A wybacz, ale lokacje Natana to zna każdy Argarczyk... plotki chodzą jak diabli. Wystarczy dzień w karczmie popracować, by usłyszeć o sławnym seksie na palach, czy za drzewkiem i krzaczkiem - wywrócił oczyma. - Ludzie naprawdę dużo potrafią powiedzieć - zauważył po prostu, po czym skinął głową. To co mówiła o łóżku nawet wpisywało się i w jego rozumowanie w tej sprawie. - Bo trochę tak ten język brzmi. Tak niczym gulgoczący indyk - zgodził się z nią. - Haha, no jak to z każdym nieznanym językiem - przyznał ze śmiechem. - Sam na tę chwilę posługuję się chyba większością języków w Mathyr... na poziomie A1. No wiesz... to jest zielona trawa. Ja to Ryu, piwo daj. Ile? Cześć, jak dotrzeć tu i tam - wyjaśnił o co mu chodzi. - Więc podziwiam, że idzie ci to tak sprawnie - stwierdził.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  54. Chłopak wzruszył ramionami.
    - Nie powiedziałbym, że to przepis na Akane - stwierdził cierpko, po czym dmuchnął sobie w grzywkę. - Ten przepis w tamtym okresie był łatwy - dodał, bo widział zmianę w przyjaciółce. - Wystarczyło być kokieteryjnym skurwielem ze smutną przeszłością i bezradnością małego dziecka - podrapał się lekko po głowie. - Ale to było wtedy - dodał po chwili milczenia i kiedy przyniesiono jedzonko, wziął do buzi kawałek mięsiwa. - Mhm nie są - przyznał szczerze i uśmiechnął się do niej lekko. Podejrzewał do czego pije, ale nie miał ochoty rozmawiać z nią na ten temat. Przynajmniej dopóki sama nie zacznie. Parsknął śmiechem na te całe gulgotanie i podsunął jej kawałek mięska z szaszłyka pod nos. - Taa, mam - skinął głową. - Ale wolałbym nauczyć się tych języków bez pomocy drzw - skomentował. - Chociaż jak teraz wspomniałaś to może i z nich skorzystam - zastanowił się zerkając na tę zieleninę rosnącą obok Akane. - Ooo no to staraj się staraj, słyszałem, że Maryl jest wymagającą nauczycielką.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  55. - Nie mówiłem, że łatwo by przyszło bycie skurwielem, tylko że przepis był dość łatwy - poprawił się przy okazji i kiedy zapytała, westchnął przeciągle. - Tak, po prawdzie, to nie wisi. Mi ten temat specjalnie nie ciąży - powiedział bez ogródek. - Wczoraj spędziłem upojną noc z Darcy - powiedział tylko i upił łyk swojego drinka. - No dawaj, wyrzuć z siebie to co chcesz teraz powiedzieć - mruknął spoglądając po niej swobodnie, a co do nauczycieli skinął głową. - Pewnie, poszukam - uśmiechnął się i zaśmiał na jej słowa o tym całym szeptaniu konspiracyjnym Maryl i Gava. - Czasem lepiej udawać głupszego niż się jest - zgodził się z nią i uniósł dłoń w górę, by przybić sobie z nią piątkę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  56. Ryu zostawił dla siebie swoje spostrzeżenia w tym temacie. Osobiście miał inne zdanie. Uważał, że gdyby ktoś chciał i zdobył z An trochę pozytywnej aury to również mógłby pokusić się o walkę stawając się skurwielem. Ryu pokrecił lekko głową, widząc jej wzrok. Akurat ona nie miała żadnego prawa go osądzać w temacie tego co robił ze swoim życiem uczuciowym. Uśmiechnął się do niej krzywo.
    - Po prostu się przespaliśmy - powiedział krótko i wzniósł oczy do nieba. To była kolejna rzecz która sobie wyrzucał. Brak cholernego zabezpieczenia. Nawet nie był pewien czy Dar była na jakichś środkach czy też nie. Nic nie uzgodnili wcześniej. - Dałem ponieść się chwili - skomentował tylko w odpowiedzi i upił łyk swojego drinka.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  57. Zmarszczył nieco brwi.
    - Nie przypominam sobie żebym prawił ci o twoje seksualne życie kazania - zauważył chłodno, bo akurat jej nie prawił kazań w tym temacie. Jeśli już prawił to w zupełnie innym kontekście. Dmuchnął sobie w grzywkę. - Nie potrzebuje twojego kazania, Akane - dorzucił. - Poza tym ludzie uczą się na swoich, a nie na cudzych błędach, co doskonale pokazałaś na swoim przykładzie - dokończył. - Tak, zrobiłem chujowa akcje, tak, będę z konsekwencjami się bujał tak jak ty bujasz się ze swoimi. Tak, jestem pieprzonym dupkiem i kretybem w tym temacie - spojrzał w bok i pomasował sobie skronie. On przynajmniej, w przeciwieństwie do Gava i Akane, zdawał sobie sprawę z tego co zrobił i gdzie się aktualnie znajduje. Nie bawił się w wchodzenie to głębiej. - A jak ci zależy na pieprzeniu piczek to bierz się do roboty- mruknął, bo skoro tak chętnie rzucała komentarze to może rzeczywiście potrzebowała seksu. Jemu randomowej dupy nie było potrzeba .

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  58. Ryu wzruszył ramionami.
    - Ja odjechałem akcje, ale to nie znaczy że tobie wolno rzucać krzywe komentarze o piczkach do jebania - warknal, patrząc po niej. - Chcesz rzucać to licz się z tym że ci odpowiem - wzruszył ramionami. Nie zamierzał jej pozwalać po sobie jezdzic bardziej niż ustawa przewidywala. - Burzę się tylko na sposób w jaki przekazujesz mi swoją opinię a nie na opinie - dodał jeszcze. Bo choć jej sposób nie był specjalnie denerwujący to gdzieś tam go ubodlo. - Gave, zrobił ci więcej Akane - mruknął po chwili. - Powiedziałem jej że nic z tego nie będzie - mruknal. - Żałuje tylko tego że zrobiłem to po fakcie, a nie przed - zacisnął mocno pięści i spojrzał po niej. To akurat było czymś co by zmienił w tym całym zajściu, ale nie mógł. - Poza tym... Jest za wcześnie na taką rozmowę - zagryzł wnętrze swojego policzka. Nie czuł potrzeby uzewnętrzniania się przed nią a swojego jeszcze nie zdołał przetrawić.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  59. Ryu wzniósł oczy do nieba i pokręcił głową. 
    - Nie, Akane. Nie potraktowałem jej w ten sposób - poinformował ją krótko. - Gdyby tak było to nie czułbym się w tej chwili tak jak się czuję - rzucił krótko. - Tak, była to krzywa akcja i tak źle zrobiłem, ale moje życie seksualne to moja pierdolona sprawa i nie tobie wybierać mi z kim mogę się pieprzyć a z kim nie - warknął. - Jak wspomniałem, jak już masz się o czyjeś życie seksualne martwić to martw się o swoje - mruknął, upijając kolejny raz swojego drinka. - Proszę bardzo, wal, jak ma ci po tym być lepiej - dodał patrząc jej prosto w oczy. - Doskonale wiem jak spierdoliłem sprawę i nie potrzebuję twoich komentarzy - mruknął. - Poza tym, zamiast mną, to powinnaś zająć się Dar. Ona ma w głowie pstro. Broni mojej pierdolonej osoby - pokręcił lekko głową. - Robi to, co ty robiłaś przy Gavie - pokręcił lekko głową. - Wkręca sobie, że sama tego chciała. Że to była jej decyzja - mruknął. - Wiesz o co mnie zapytała po tej całej akcji? - zapytał ją. - Zapytała mnie, czy jeszcze kiedyś możemy powtórzyć taki seks i pozostać przyjaciółmi -zgrzytnął zębami. - I wiesz co? Mogłem pierdolnąć sprawę i z przyjemnością się zgodzić, bo jak twierdzisz to randomowa piczka do zaliczenia - mruknął, biorąc kawałek mięsa do buzi i przez chwilę po prostu je przeżuwając je powoli. Nie komentował sprawy pokrzywdzonego serca Darcy. Owszem, skrzywdził je, ale nikomu jej nie podebrał i nie odebrał. Nie miała faceta ani nawet nikogo innego na oku. Akane za bardzo patrzyła to w swoim kontekście, a mimo wszystko te dwie sytuacje wyraźnie się różniły od siebie. - Ta... jeśli... - zacisnął wargi i spojrzał w niebo. - ...to nie zostawię jej samej z... konsekwencjami - mruknął jeszcze. Miał nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli miałoby dojść to nie wyobrażał sobie nie pomagać Darcy w wychowywaniu dzieci. Zamierzał uczestniczyć w ich życiu.
     
    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  60. Ryu spojrzał po niej i pokręcił lekko głową. 
    - W pewnym sensie, zabawiłaś się - zauważył dość sucho. - I nie komentowałem ci o randomowych piczach czy penisach - zauważył spokojnie, nie komentując sprawy dalej. Wciąż uważał, że jej komentarz był po prostu nie na miejscu. Uśmiechnął się do niej lekko. - Jeśli myślisz, że myślałem że nie wyrazisz swojej opinii, to ty nie znasz mnie tak, jak ci się to wydaję - odbił piłeczkę, po czym skinął głową. - Mhm nie mówię, że masz oceniać ją pod wpływem mojej opinii - odparł szczerze. - Mówię tylko, że... ech sama powiedziałaś, że jest teraz w twoich butach. W pewnym sensie, więc moim zdaniem przynajmniej powinnaś być najlepszą osobą do rozmowy z nią - dodał tylko i pomasował sobie skronie. Przytaknął jej w sprawie swojego wzburzenia. - Mhm tak - mruknął tylko. Była jeszcze sprawa z tym całym "nie miałeś wiedzieć, że cię kocham", ale o tym nie wspominał. To był punkt, który doprowadził go po prostu do furii. Przez moment odpłynął do tego momentu myślami, ale zaraz wrócił do rzeczywistości, by spojrzeć na jej dłoń, którą dotykała jej własnej. - Dzięki - powiedział tylko i zerknął na shishę, by wziąć od niej fajkę i zaciągnąć się nią. Pierwszy wpadł nie do tej dziurki co trzeba, więc zakrztusił się nią, ale drugi wszedł jak złoto. Wypuścił powoli dym i oddał jej fajkę. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  61. Nat nie odpowiedział jej nic na ten cały jej wywód. Po prostu słuchał. Nie musiał odpowiadać. Nie widział potrzeby. Po prostu chciał by wiedziała co on czuje i cieszył się, że i ona mówi otwarcie o swoich uczuciach. Trzymał za nią kciuki. Za ten jej plan i realizację swoich ambicji. Poczochrał ją ostatecznie po włosach, po czym złapał ją pod kolanami i po prostu z nią skoczył. Skoczył z tej swojej wieży. Bo czasem w życiu była potrzebna odrobina szaleństwa, a przecież wiedział, że może spokojnie ich wyratować, wzbijając tumany piachu czy po prostu zatrzymując czas wokół nich tuż nad ziemią.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  62. Ryu wzruszył ramionami.
    - Gówniary czy nie, to dalej błędy - skomentował. - No właśnie. Raczysz mnie równie wymownymi porównaniami, twierdząc że komentował bym w taki sposób, a na myśli masz zachowanie Tonego - mruknął. - Byłoby dobrze, gdybyś mnie do niego tak nie porównywała, bo owszem, nie wykluczam, pewnie jakiś komentarz z moich ust by padł, ale nie wiem jak bardzo kąśliwy i czy w ogóle mocno nie w temacie - mruknął tylko. - An, nie planowałem jej zaliczać - westchnął ciężko. - Gdybym planował to wybrałbym ta przysłowiową piczke, które mi tu podrzucasz - mruknął. - Ale nie planowałem. To wyszło dość spontanicznie, niestety - skrzywił się lekko. - I nie mówię tego po to by się usprawiedliwiać. Nie ma tu usprawiedliwienia - pociągnął znów shishy i wydmuchał powietrze. - Zapytaj jej najpierw czy naprawdę oberwała, bo mi twierdziła że wcale nie i była bardzo wściekła na wieść że uważam inaczej... - skomentował. - Widać było po niej po prostu - rzucił jeszcze i dmuchnął sobie w grzywkę. - Tak, rzuciłem o twoich butach mając na myśli podobne sytuacje - dokończył, więcej już nie komentując, tylko popijając drinaczka.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  63. - Tak, a wcześniej mówiłaś o mnie samym i komentarzach, jakie padłyby ode mnie. Nie sposób odnieść wrażenia jakie odniosłem - mruknął w odpowiedzi, przyjmując te jej wyjaśnienie i nie kontynuując tematu. Pokręcił lekko głową w sprawie tego co się stało po zajściu. Po prawdzie chciał po prostu wyjść i poczekać do rana z rozmową, ale wystarczyło jedno jej pytanie. To ono sprawiło, że postanowił powiedzieć jej wszystko co mu leżało na wątrobie. No może nie wszystko, ale to co najważniejsze w danym momencie. - Zobaczę z czasem co z tego wyjdzie - stwierdził, upijając znów łyk drinka, po czym poczęstował się znów shishą i parsknął śmiechem. Bardziej przez łzy niż radosne. - Ależ se wakacje zafundowałem, za nudno mi w życiu było... ewidentnie - pokręcił głową.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  64. - A co to za komplikacje, niby miałem? - spojrzał po niej i dmuchnął sobie w grzywkę. - Nie od dziś wiadomo, że żadna panna mnie nie chce - skomentował i skrzywił się. - Żadna panna, którą ja chcę - poprawił się. - A że mam w dupie już miłość, bo nie zamierzam się dawać pannom dalej ranić to żadna komplikacja - mruknął jeszcze, po czym zaciągnął się znów i pomasował sobie skronie. - Więc jakoś tak wyszło - stwierdził. Mówił to wszystko bardziej żartobliwie niż na poważnie, bo mimo wszystko nie chciał teraz dołować cały czas. Przynajmniej w tej konkretnej chwili.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  65. - Zdarza mi się - przyznał Nat. - Tak jest po prostu szybciej niż krążyć znów po całym zamku - dorzucił z zawadiackim uśmiechem na twarzy. - A co? Nie podobało się? - zainteresował się zaraz i objął ją ramieniem, by pochylić się do jej ucha. - Co dokładnie powiedziała ci Kali? - zapytał jej cicho. - Czy zechciałabyś pójść ze mną na randkę? Interesuje mnie taki bar na pograniczu normalnej części miasta a slumsów - wyjaśnił. - Słyszałem, że mają tam świetny alkohol i chciałbym spróbować swych sił podczas... uważaj, bo padniesz, barmańskich konkursów. Tam właśnie się odbywają i najbliższy zaczyna się za około godzinę - dorzucił z lekkim uśmiechem na twarzy.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  66. Ryu wzruszył ramionami.
    - Albo pojawiła i po prostu wybrała kogoś innego - stwierdził spokojnie. - Mhm tak czuje i uważam za dobre. Przynajmniej serce mi nie pęka z żalu - dodał, jedząc dalej swojego szaszłyka. Zamknął na moment oczy, po czym potrząsnął głową i zaśmiał się, kiedy zażartowała w sprawie słowika. - Jest i taka opcja. Albo i taka, że umrę jako stary dziadyga samotny - przeciągnął się mocno i upił łyk drinka. - Nic jeszcze nie jest przesądzone.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  67. Ashan przyglądał jej się przez moment znad kufla, jakby naprawdę rozważał, czy można powierzyć jej tajemnicę aż tak ogromnej wagi. Kącik jego ust drgnął ledwie zauważalnie.
    — Dobrze. W takim razie powiem tylko, że jeśli apetyt Mor rośnie razem ze złością, przy pełnym wkurwieniu mogłyby się skończyć nie tylko kiełbasy — stwierdził ze śmiertelną powagą, po czym spokojnie upił piwa — Nie zamierzam sprawdzać, od kogo zaczęłaby, to już zadanie dla odważnego frajera — odpowiedział, uśmiechając się lekko, bawiła go ta wizja, naprawdę. Mor wściekła mogłaby zrobić naprawdę dużo w ciąży czy nie. Na wzmiankę o zabraniu dziewczynek nad wodospady przytaknął powoli. Nie widział powodu, dla którego miałby odwodzić ją od tego pomysłu, o ile nie zamierzała potraktować półtoratygodniowej drogi jak krótkiego spaceru za miasto. A na to zdawała się raczej zdecydowanie zbyt rozsądna. Przynajmniej w tej kwestii.
    — Po misji brzmi rozsądniej. Z dziewczynkami licz jednak więcej niż półtora tygodnia. Będziecie potrzebowały częstszych postojów, a nie każda część drogi nadaje się do rozbijania obozu — wyjaśnił, obracając kufel między palcami — Mogę Ci później zaznaczyć na mapie miejsca, w których da się zatrzymać bez ryzyka — zaproponował jeszcze przy okazji. Kiedy ponownie zeszło na apetyt, spojrzał na nią z lekko uniesioną brwią.
    — Dłuższe zęby na smakowanie to nadal apetyt, Akane. Właśnie przyznałaś mi rację, tylko użyłaś większej liczby słów — zauważył w końcu, nie kryjąc już delikatnego rozbawienia. Być może naciągnął przy tym lekko fakty, ale kto by tam tego pilnował? — Ty nie jesteś przykładem na nic poza tym, że ciekawość potrafi być silniejsza od niejadkowania. Po walkach wybiorę Ci coś miejscowego, czego jeszcze nie próbowałaś.Co Ty na to?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  68. - Phi, następnym razem po prostu cię stamtąd wyrzucę. Zrobię z ciebie spadachroniarę bez spadochronu - wywrócił oczyma i zaśmiał się lekko, po czym odetchnął głęboko. - Mhm brzmi dość dobrze. Na czym polega ten kontrakt? - zainteresował się. - No wiesz, bo brzmi dobrze, ale... lepiej nie wchodzić w szemrane sprawy - dorzucił i uśmiechnął się delikatnie. - Nie powinna cię spalić. Ma dziś randkę ze swoim starszym bratem - uśmiechnął się lekko. Morgana też spędzała czas z rodzeństwem, a on nie miał z tym żadnego problemu. W końcu czas z rodziną był ważny. - Mhm... no, a jak - wyszczerzył się co do barmańskiego konkursu. - Tylko potrzebny do tego jest podobno sekundant. Pomocnik, więc... - spojrzał po niej. - Wykorzystam twe kubki smakowe i znajomość tutejszego gustu w alkohole - puścił do niej oczko. - A słuchaj do wygrania nie byle co... - mruknął. - Podobno ozłocą cię od stóp do głów. Ciebie i pomocnika. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  69. Nie był przekonany do tej jej opcji, ale przyszłość pokaże kto z nich miał rację. Parsknął śmiechem, na wieść, że nie będzie samotny. Nie był też co do tego przekonany, ale wiedział o co Akane chodzi. Złapał szklaneczkę swojego drinka i stuknął w tą którą trzymała Akane, po czym upił z niej porządny łyk. Cóż, czas pokaże... póki co zdecydowanie nie oszczędzał go na polu uczuciowym. Spojrzał w niebo i pomasował sobie skronie.
    - Jak idą sprawy twoich... wiedźm? - zainteresował się. Co prawda, Gave nakreślił mu co nieco, ale zawsze lepiej było dowiedzieć się od źródła. - No i jak podoba ci się samo Phyonix? - zapytał, chcąc po prostu przez pewien czas porozmawiać o sprawach luźniejszych. Nie wiedźmach, ale samo Phyonix.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  70. Zgodził się z jej pierwszym komentarzem, po czym wysłuchał sprawy Kali i pokiwał głową.
    - No dobrze... to bierz mnie pod uwagę - odchrząknął. - Chętnie pokieruję sobie jakąś wiedźmą - dodał ruszając przy tym zabawnie brwiami. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z tego, że na pewno nie będzie to wyglądało tak dobrze i z pewnością wiedźma nie pozwoli mu na wszystko, ale pomarzyć było można. - A twoje warunki? Myślałaś już o nich? - zainteresował się i parsknął śmiechem na wieść o Ashanie. - Oj był. Zaplanował dzień pełen wrażeń. Gdybyś tylko widziała to nikłe przerażenie w oczach Morgany, kiedy dowiedziała się ile atrakcji ją czeka. Bez-cen-ne - cmoknął i zaśmiał się znów na samo wspomnienie. - Poczekaj, ty smakujesz, ja smakuję i dopiero ocena. No wiesz, musimy być zgodni w naszej ocenie - wyszczerzył się do niej i roześmiał serdecznie na szturchnięcie w bok. - Jeśli opierdolą nas złotą farbą... to przynajmniej będzie co wspominać.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  71. Ryu przytaknął, niespecjalnie kryjąc fakt, że współpracuje z Gavem. Zdawało mu się nawet, że kiedyś o tym wspominał. Nie mniej skinął głową na tego trzeciego marca 2026 roku. 
    - Tak, słyszałem o tym i o tym, że Thanos przyjdzie na spotkanie, jak jej się zachce - mruknął. - I coś niecoś o pierwszej Latrala, że to ważna persona i o bramach, które przeszłaś... - wyjaśnił spokojnie, po czym uśmiechnął się zawadiacko na wieść o arenie walk. - I co? Jesteś już w rankingu najgroźniejszych? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  72. Nat wysłuchał wszystkiego co miała do powiedzenia i powoli skinął głową.
    - Rozumiem, że dusza będzie zatracona dopiero po mojej śmierci, tak? - uniósł lekko brew. - Wiesz to jeszcze sporo czasu by się z tego wywinąć, mając Gava przy sobie. Może na coś się przyda i wykombinuje jak to obejść - stwierdził cicho, po czym pokiwał głową na wieść o przegadywaniu w większej grupie. - Brzmi jak całkiem niezły plan - skomentował. - Pomyślę coś od siebie i zaproponuję - rzucił jeszcze. - Tak na szybko to nic nie dam... - dokończył i pokiwał głową. - Niech spróbuje do tego doprowadzić, to i z mojej strony atrakcji mu nie zabraknie - skomentował pół żartem a pół serio, po czym zatarł dłonie z uciechy. - Siostrzyczko, ma siostrzyczko, chlorze pospolity, w Phyonix chlejesz i chlejesz... twoja tolerancja alkoholowa już wzrosła, ale jeśli uda mi się ciebie schlać to mam całkiem pokaźny plan do zrealizowania z tej okazji - zatarł dłonie z uciechy. - Nic do stracenia - rzucił podążając z nią w stronę wspomnianego baru.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  73. - Nie no, to tylko opcja C. Na wypadek, gdyby faktycznie coś takiego się zadziało. Oczywistym jest, że nie będę do tego dążył - spojrzał po Akanie. - O ile nie zajdzie taka absolutna potrzeba - mruknął i przytaknął, gdy wspomniała o tym całym maniu paktu w dupie. Poruszał przy tym lekko brwiami. Miała absolutną rację. Nie mniej nie sądził, by musiał mówić dlaczego i w jakich przypadkach. An miała po prostu tak samo.
    - To niech ci przestanie być głupio - poczochrał ją po włosach. - Dzieciaki muszą się uczyć, że mamusi ciągle przy nich nie będzie, w związku z tym, że planujesz po prostu znikać i się pojawiać. Im szybciej ich do tego przyzwyczaisz tym lepiej i łatwiej będzie dla osób, które tu zostaną, bo dzieci nie będą robiły większego dramatu - stwierdził z miną znawcy i parsknął na to jej udawanie. - To się będziesz musiała bardzo przy tym postarać, bo... widziałem mnóstwo pijanych dup w trakcie pracy w barze - skomentował. - Myślę, że nie łatwo mnie będzie przekonać, że faktycznie się zalałaś - puścił do niej oczko.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  74. Przytaknął jej i zakodował w głowie, że to ta sama osoba. Słysząc o tym jaka była, zmarszczył lekko brwi. An już raz opowiadała mu o samej Kali. Znaleźli w księdze jej legendę. Teraz jednak to rozwinęła i zaczynało mieć to trochę więcej sensu.
    - Ten sabat, który próbuje cię dorwać, zdaje się być sabatem, który kompletnie się pogubił w swoich obliczeniach i wartościach - mruknął. - Jakby zupełnie zapomnieli o swoich korzeniach - wysnuł sobie taki wniosek i upił znów trochę drinka. Przytaknął co do bram, po czym wzruszył ramionami. - Ale Gave twierdzi też, że to bujda na resorach i coś musiało się pomylić tym durniom z góry, bo to niemożliwe żebyś przeszła akurat tę bramę, a nie inną - dorzucił. - Nie mniej, tak wspominał, że według Scarlet Witch jedną przeszłaś - mruknął, nie wchodząc w większe szczegóły. Nie był przecież pewien, czy Gave chce by Akane wiedziała dokładnie wszystko co do tych bram, a być może po prostu jej nie powiedział, żeby jej nie martwić. Skrzywił się. Te dwa ostatnie dni powinny zostać ewidentnie wymazane. Robił błąd na błędzie. - No nieźle - pochwalił ją co do awansu i zasalutował swym szaszłykiem. - Niedługo nie będzie cię można dogonić w sprawie walki - uśmiechnął się, wsuwając trochę mięska do buzi.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  75. Powrót do Phyonix był mniej bolesny niż przypuszczał. Przynajmniej do czasu aż nie zorientował się w sytuacji Kultu Jedynego. W tej jednej, krótkiej chwili, miał ochotę pochlastać swoją matkę, zabić ją z zimną krwią, za to co robi, a jednocześnie... musiał utrzymać pozory. Póki była pewna, że ma go po swojej stronie, mógł spokojnie obserwować sprawę i znać jej wszystkie szczegóły, a miejscami je udaremniać. Nie mniej, sprawa była na tyle poważna, że zaczynał rozważać możliwość poproszenia Parabellum o pomoc. Skrzywił się na samą myśl o tym, co by musiał zrobić i na CZYJĄ pomoc liczyć. Zdecydowanie nie było to na jego nerwy. Przysiadł sobie tej samej nocy co wrócił w swoim ulubionym barze i popijał dobrze znany sobie alkohol, rozważając wiele opcji na raz. Ziewnął przy tym lekko po pewnym czasie i położył się na blacie, zwyczajnie zmęczony tym wszystkim. Przymknął oczy, jedynie wsłuchując się w dźwięki go otaczające i próbował oczyszczać swą głowę.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  76. Ryu uśmiechnął się do niej lekko.
    - Akurat w sprawie bramy, zgadzam się z Gavem - poinformował ją. - Coś im się musiało kompletnie pomylić w obliczeniach - dorzucił. - Nie, nie zgadzam się z tym, że pomylili bramę... nie - pokręcił głową, bo wiedział że Akane dalej Gava kochała. - Tylko, że w ogóle przez jakąś przeszłaś - dorzucił spokojnie, po czym słuchał o tych rytuałach i czarach. - Mhm... no to rodzi się jeszcze jedno pytanie... czy samo przejście przez bramę, która być może już została odbudowana, wystarczy do kolejnych przejść? - zapytał spokojnie. - Czy też tamta brama, którą rzekomo przeszłaś, musiałaby zostać przełamana byś dalej mogła przechodzić przez resztę? - zaproponował znów. - To dalej pytania bez odpowiedzi - westchnął ciężko, wsuwając trochę mięska i popalając shishę do tego. - Mhm przeciwnicy już teraz nie dorastają ci do pięt - skomentował lekko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  77. Ashan parsknął cicho, kiedy kolejny okruszek odbił się od jego ramienia. Nie próbował nawet go strzepywać, jedynie spojrzał na Akane z tym spokojnym rozbawieniem.
    — Zapamiętam tę chwilę. Akane przyznała mi rację, a potem próbowała zagłuszyć własny wstyd przemocą przy użyciu pieczywa — podsumował, sięgając po kufel. — Faktycznie pasuje do Ciebie znacznie więcej epitetów. Jak się z tym czujesz, hm? Porażką? — dodał. Zatrzymał wzrok na pozostawionych nad jej ustami wąsach z pianki, lecz zanim zdążył skomentować, dobiegające z areny odgłosy przypomniały mu, po co właściwie tutaj byli. Zerknął w stronę miejsca walk, a potem dopił piwo i odstawił pusty kufel. Podniósł się od stołu.
    — Powinniśmy ruszać. Tak się zagadałaś, że zaraz przegapisz własną walkę — zauważył, spoglądając na nią z lekkim, zaczepnym uśmiechem. — Szkoda tylko, że nie miałaś czasu się przygotować.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  78. Klaus nie podniósł wzroku, tylko postukał palcem w szklankę alkoholu.
    - Jedno i drugie, albo żadne - odparł pozwalając jej sobie wybrać, co tam sobie wymarzy. Nieszczególnie miał ochotę na rozmowy, ale towarzystwo akurat mu nie przeszkadzało. Słuchał jak stuka łyżeczką w gulaszu i wsuwa ją do buzi, a potem przeżuwa powoli. Istna poezja dla uszu. Brakowało jeszcze, by mlasnęła kilka razy. Odepchnął się od blatu, prostując się wreszcie i obracając w jej stronę. Po akcencie domyślał się, że nie ma do czynienia z Feniskem, ale nie spodziewał się, że zagada do niego taka "szycha". No proszę, córcia Grandsanda znów maczała swój nochal w kolejnych krainach. Tym razem postanowiła zawojować Phyonix. - Gulasz w tym miejscu jest średnio zjadliwy - powiedział. - W tej knajpie najlepiej brać Tulkherne, Auringon Oliivit a także Keitaan Halmi - wymienił trzy doskonałe przystawki do alkoholu. - Tawerna z najlepszym gulaszem w tej części Phyonix znajduje się dwie uliczki stąd, ale wygląda na mocno podupadłą i nie zachęca do zaglądania do środka - ostrzegł ją.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  79. Nat miał czasem wrażenie, że wkurza ją to jego częste mierzwienie włosów, ale nie potrafił odmówić sobie tej przyjemności. To był jego gest i nie zamierzał się go pozbywać. Kiedy powiedziała o tych myślach to aż przystanął i spojrzał po niej z troską w oczach.
    - Mówił ci ktoś, że pierdolisz głupoty? - zapytał jej dość spokojnie wbrew pozorom. - Twoje córki osądzą jaką matką jesteś, a jeśli poddasz się tym twoim myślom to może faktycznie ta wizja z twojej głowy się spełni - powiedział. - Trudno mi go nie zrozumieć, bo w jego oczach rzeczywiście to zrobiłaś - zauważył wzdychając ciężko. Nie lubił bronić tego chłopaka, ale w tym wypadku niestety musiał mu przyznać rację, bo choć wiedział, że An nie miała takiego zamiaru to poszła i zostawiła dzieci. Nie dała znać, nikt nic nie tłumaczył, nie mówił... no ciężko było tego tak zrozumieć. - To jednak nie ma znaczenia w tej chwili - pokręcił lekko głową. - An, dajesz młodym tyle miłości, że aż miło się patrzy - uśmiechnął się do niej. - Nie miałaś wzorca mamy, to prawda, ale nie możesz powiedzieć, że nie miałaś rodziny. Całkiem kochającej od pewnego czasu - zauważył. - I to tę miłość, tę którą otrzymałaś... przelewasz na swoje dzieci - zapewnił ją. - Nie sprawię, że nagle zaczniesz widzieć w sobie to, co ja widzę w tobie... ale... - objął ją ramieniem, żeby znów pogłaskać ją po jednym. - ...ktoś twojego pokroju może być świetną matką, jeśli tylko będzie tego chciał. Co to w ogóle za słowa? Ktoś mojego pokroju... - pokręcił głową. - To rozumiem, że twoi kumple... Tony i Ryu nie mają prawa być ojcami, nie powinni być ojcami, bo sami nie mieli wzorców ojca? - spojrzał po niej, unosząc lekko brew. - Albo ja... w sumie też, co nie? No staruszka poznałem, jak już byłem w pełni ukształtowanym młodym człowiekiem - zauważył spokojnie. - Jeśli to ma być reguła czy jakaś zasada... to powiem ci... nie popisałaś się teraz - trzepnął ją przez łeb i roześmiał się serdecznie. - Będę przygotowany na wszelkie ewentualności.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  80. Ryu nie odpowiedział na to. Jego przy tym wszystkim, w większości po prostu nie było. Spojrzał po swoim szkle i upił porządny łyk.
    - Każdy robi błędy - powiedział i odetchnął głęboko. Czuła się niedopasowana... nie zamierzał jej uczuciom umniejszać, ale w tamtym okresie bardziej tam pasowała niż on sam. On nie mógł tak sobie w ogóle miejsca znaleźć, bo czuł się niemile widziany w towarzystwie a to jednej strony konfliktu a to drugiej. Czy też mógłby powiedzieć, że był dla nich problemem? Zawiedli go? No nie, po prostu tak wyglądało życie. Nie wszystko dało się naprawić. - Mówisz, że czułaś się zbędna, niedopasowana i problematyczna, a mnie tam w większości twoich największych konfliktów po prostu nie było - zauważył. - Ty zawsze byłaś i zawsze będziesz problematyczna - postanowił rozwiać jej wątpliwości raz na zawsze. - Tak samo jak każdy z nas... jak już w coś wchodzimy i to coś nas udupia, to każdy z nas robi się problematyczny. Taki zestaw charakterów mamy - stwierdził cierpko i spojrzał po swojej szklaneczce. - Nie mówię, że to dobre, mówię... że tak po prostu z nami jest i bywa - popił znów łyk. - Z perspektywy czasu... rozumiem dlaczego padały takie, a nie inne słowa w twoją stronę. Nawet nie chodziło o to, że nie masz prawa tak się czuć, tylko... o otrzeźwienie... - spojrzał po niej. - No bo powiedz... co byś poradziła Darcy, gdyby... w jakimś stopniu jej sytuacja, obecna, zaczynała przypominać tę twoją? - zerknął po niej. - Może podeszłabyś do tego inaczej, ale w pewnym momencie, chciałabyś to po prostu zakończyć. Wbić rozumu do głowy... bo ciężko byłoby patrzeć na wyniszczającą się przyjaciółkę - szepnął. - Nie byłaś zbędna, chociaż rozumiem że mogłaś tak się czuć - uśmiechnął się do niej i postukał palcami po blat stołu. - Zastanawia mnie to - stwierdził w końcu. - Dlaczego nie przeszłaś bramy miłości? - spojrzał po niej. - Gave musiał cię zawieść wielokrotnie - zauważył. - Więc co takiego było inaczej? Bo tu jakby rozumiem Gava, jest to nie do pomyślenia, że uparłaś się na tę jedną bramę, gdzie tak naprawdę kumple chcieli cię po prostu wyciągnąć z bagna, a jakoś bagno cię nie złamało - podrapał się po głowie. - To takie... hm bardzo dziwne - stwierdził, ale nie twierdził, że niemożliwe. Po prostu zastanawiał się nad powodami. Co takiego sprawiło, że ta brama została nienaruszona...
    - Dokladnie, sensowniej brzmiałoby, gdyby wszystkie trzy zostały otwarte, a skoro nie czujesz tak o tej jednej to przynajmniej w teorii, ta brama powinna być już zamknięta, albo domykać się - zauważył. - Jednak Latrala, przepraszam, nie są logiczne, skoro bramy miłości nie przeszłaś - spojrzał po Akane. - Przepraszam, ale na logikę u nich jakoś mocno bym nie liczył - dokończył. - Być może jest jakiś mały druk, który sprawia że przelamanie bramy działa już do końca świata i o jeden dzień dłużej - machnął lekko ręką, bo słowa o tym, że An nie poddałaby się za nic, gdyby został któryś z bastionów... cóż on to po prostu wiedział. Sięgnął dłonią do jej policzka... ale nie dotknął go, bo w porę zorientował się co chce zrobić, więc przesunął ją na jej głowę, by poczochrać jej włosy. - Nigdy w to nie wątpiłem - rzucił z uśmiechem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  81. — No cóż… najwyraźniej jestem pełen niespodzianek — odpowiedział jej z zaczepnym uśmiechem.
    — A więc spływa to po Tobie… jak po kaczce? Nie zaczniesz biegać jak inne ptaszynki… na przykład kury… koguty? — zapytał, patrząc po niej wymownie. Wiedział, że to był słaby, beznadziejny żart, ale zwyczajnie nie mógł się przed nim powstrzymać. Nie po jej pierwszej walce i tym jaki sama sobie pseudonim wybrała. W kraju feniksów.
    — Stwierdzam połowiczne fakty — poprawił się. Fakt, sam też nie był za cicho, ale to nie on był tutaj swoim oskarżycielem. Przytaknął na to, że rozgrzeje się w drodze i zaczął z nią iść. — Powodzenia — rzucił ją jeszcze, zanim zostawił ją przy wyjściu. Sam później zajął swoje własne miejsce.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  82. Ryu odetchnął głęboko i spojrzał na moment w niebo.
    - Szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi. Sam myślę, że gdybym był to nie przyniosłoby to nic dobrego ani dla ciebie ani dla mnie - powiedział wprost. Ciężko było się pozbyć uczuć. Nadal nie sądził, że zupełnie się ich pozbył. Ucisk w sercu doskonale mu o tym przypominał. Nie wiedział jakby się zachował w tamtym momencie, ale nie sądził, żeby był aż tak okrutny. Szczerze w to wątpił. Na szczęście nie musiał się o tym przekonywać. Nie przypominał sobie, żeby dawał jej jakieś komentarze. Jak już to te, że rozumie jej uczucia. Ciężko było nie rozumieć. Uśmiechnął się pod nosem i skinął głową, ale gdy wspomniała o tym co by zrobiła w sprawie przyjaciółki to pokręcił głową. - W takim razie, proszę cię - spojrzał jej prosto w oczy. - Nie próbuj przy mnie w takich momentach być, bo tylko utwierdzisz mnie w tym, że robię dobrze i... cóż myślę, że z takim podejściem łatwo przegapić moment pomocy. Wyciągania z gówna - przyznał szczerze. - Czasem po prostu trzeba wstrząsnąć taką osobą - mruknął. To było jego zdanie i naprawdę uważał, że zwykłe trwanie prowadziło do większej tragedii. Widział jak bardzo ją ta sytuacja boli. Ciężko było tego nie zauważyć, a jednak mimo wszystko, uważał że ci którzy wbijali jej do głowy, próbowali... mieli rację z tym co robili. Może zabrali się od dupy strony, ale jednak próbowali jej pomóc, a nie tylko trwać i patrzeć jak się wyniszcza. Gdy wyjaśniła sprawę bram skinął głową. Znał je tylko z opowieści Gava, a ten opowiadał w zupełnie inny sposób. Dalej skłaniał się ku wnioskom Gava, że ta brama to jakieś nieporozumienie, bo to co robił Gave było zwyczajnie chamskie, okropne i powinno ją złamać w trymiga. - Być może - skomentował sprawę Latrala. - Nie będę zaprzeczał - pokręcił lekko głową. - Nie mniej, ich logika jest po prostu nielogiczna - zaśmiał się cicho do swych myśli i wrócił myślami do zamykania bram. - No dobrze, ale popatrz teraz... przeszłaś tę jedną bramę, ale już nie jesteś tak zdewastowana jak byłaś. Już teraz nie byłabyś w stanie pozbyć się przyjaciół, mieć ich gdzieś. Dalej cię tu trzymają - zauważył. - Dlatego myślę, że zamknęłaś ją i to, że przez nią przeszłaś nie ma znaczenia... 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  83. — Wydaje mi się, że Kogut akurat mało przypomina mokre kury, ale dobrze, Kaczuszko — odpowiedział jej jeszcze, bo to była jedyna rzecz, przed którą nie mógł się powstrzymać, zanim poszedł obserwować walkę.
    Kolejnym przeciwnikiem Akane okazał się wysoki Lentava Tuli o miedzianych łuskach. Wyszedł wolnym krokiem na scenę, trzymając długą włócznię przy boku. Sam nie zachęcał specjalnie tłumu. Uniósł jedynie broń ku górze, a jego ogon przechodził powoli z boku na bok. Poprawił dzierżoną broń, gdy znajdował się już bliżej Akane. Spojrzał po niej uważnie i skłonił się lekko.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  84. Natan spojrzał po niej, nie rozumiejąc co teraz się stało.
    - Nie mówię, że mówisz, że się im poddajesz -- odparł szczerze zaskoczony takim jej wnioskiem. - Nie zachowuję się też tak, jakby i u mnie wątpliwości nie było - pokręcił głową. - Mówię tylko, że gdy im się poddasz to kaplica - zauważył lekko. - A to różnica. W tym wypadku bardzo ogromna - mruknął. - Podałem przykładowy scenariusz... nie mówiąc, że im się poddajesz. Rzuciłem co będzie, jeśli się poddasz - dodał. Nie skomentował sprawy Gava dłużej, bo wchodziła do rzeczy, których nie powinno się ze sobą zestawiać. W jednym przypadku była ona, która mogła przyjść i powiedzieć, a w drugiej on, który nie miał takiej możliwości. To nawet obok siebie nie stało, ale i nie było potrzeby dłuższego rozmawiania o tym.
    - Nie mniej, rozumiem dlaczego się to u niego pojawiło - powtórzył tylko, nie wchodząc w te większe szczegóły. Nie potrzebował warczącej Akane na głowie, ani kłótni z nią. - Ja nie mówię również, że część problemów nie wynika z tego że nie miałaś matki. Owszem, wynika, ale mówienie od razu, że "czasami myślę, że w ogóle nie powinnam być matką"... a potem dorzucanie do tego argumentu, że Vivienne cię porzuciła... - westchnął ciężko. - To nie to samo. To nie to samo co powiedziałaś teraz - skomentował. - Ja właśnie nie wiem, jak można pomyśleć "nie powinnam być matką", tylko dlatego, że matki się nie miało. Zobacz na naszego ojca... on nie miał ani jednego ani drugiego rodzica, a ty nie powiedziałabyś, że nie powinien być ojcem - mruknął. - Więc tak, zgadzam się, że brak Vivienne się na tobie odbił. Owszem, ale słowa nie powinnam być matką, które okraszasz potem tym a nie innym tekstem od Vivienne - pokręcił głową. - O Gavie to już nie wspomnę - prychnął pod nosem, bo ten dalej robił jej krzywdę, a ona dalej nie chciała kopnąć go w pieprzone cztery litery. Bardzo musiał hamować swój język, żeby o tym nie mówić, bo wiedział co dostanie na klatę "ja już tak mam i taka jestem". Natan roześmiał się na ten jej styl życia, który sobie odbijała. - No to trzeba było to zaznaczyć na początku, a nie robić potem podkładki do Vivienne - mruknął. - To akurat rozumiem, bo sam przecież niedawno robiłem ojcu awanturę o co nieco w tej kwestii - zauważył. - Wy i tak musicie nauczyć się dzielić dziećmi. Czasem będzie tak, że pół roku ich nie zobaczysz, a potem on - skomentował, bo przy trybie życia tych dwojga czuł, że to wcale nie był scenariusz, który mógł się nie spełnić. -  O nim się nie wypowiadam, bo jak się wypowiem to jeszcze dojdziemy do jakiejś kłótni, albo przynajmniej ostrej wymiany zdań na temat tego, że taka już jesteś i tyle. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  85. Nawet nie był zaskoczony, że go rozpoznała. Pozwolił sobie wziąć jej dłoń i złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek.
    - Niezmiernie mi miło, że tak znakomity Słowik mnie jeszcze pamięta - stwierdził z uśmiechem i na wieść, że nie pije dzisiaj, spojrzał po barmanie. - Poproszę Aavikon Kuiskaus dla mojej towarzyszki i szklaneczkę whiskey do tego - rzucił. - A i zestaw przekąsek - dorzucił, a w trakcie gdy wspomniała, że chce posmakować gulaszu w każdym, tutejszym lokalu, pokręcił lekko głową. - Sam nie wiem, czy chcesz swoje podniebienie tą szaloną pasją torturować czy rozpieszczać. Moim zdaniem, na palcach jednej ręki można policzyć lokale, w których podadzą ci wyśmienity gulasz - stwierdził, a gdy barman postawił ich przekąski i drinki, to podał Akane jej własny. Był żółto, zielono, niebieski, przyozdobiony na samej górze kwiatem oraz limonetką i kajo.  - Dla pięknej pani, która wybrała dziś tortury podniebienia, a nie wprawianie ich w błogostan - rzucił z szelmowskim uśmiechem. - Szept Pustyni, to orzeźwiająca i kwaśna pozycja, której kwaskowatość jest jedna łagodzona przez nutkę słodyczy kajo oraz miodu - przesunął drink w jej stronę a sam chwycił daktyl nadziewany serem i wsunął go sobie do buzi, by popić go swoim whiskey. - Odwiedzam rodzinę - powiedział swobodnie. - Ty za to jesteś tu całkiem ciekawym okazem - dodał. - Co tu jeszcze robisz? 

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  86. Ryu spojrzał po niej.
    - Nie porównuj miłości do pały ze sprawdzianu, proszę, bo przepraszam ale to nawet obok siebie nie stało - odparł krótko. - Nie powiedziałem, że taka metoda jest dobra. Powiedziałem, że na mnie twoja metoda nie zadziała, w większą depresję mnie wrzucisz ostatecznie.. - mruknął. - Nie powiedziałem też, że tamta metoda była kompletnie zła - zgodził się z nią. - Może była po prostu źle użyta - dokończył spokojnie. - Nie sądzę, żebym cię próbował objeżdżać, ale jeśli spodziewasz się głaskania po główce to jego też ode mnie nie dostaniesz - dodał jeszcze. - Poddałem po prostu w wątpliwość twoją metodę, bo dla mnie to brzmi po prostu jak utwierdzanie kumpla w jego myśleniu, mimo że wcale tak nie myślisz. Lulkanie go, byle tylko biedactwo nie poczuło się skrzywdzone. I spoko, przez jakiś czas rozumiem, ale cholera, w takim momencie gość się nie ocknie i zaraz będziesz go miała na sumieniu, bo postanowi popełnić samobójstwo - zgrzytnął zębami. - Tak, ta druga metoda też może do tego doprowadzić, nie przeczę - dodał zaraz. - Najlepsza opcja byłaby gdzieś po środku - mruknął tylko, unosząc do ust swojego drinka. - Taa, nie przychodź - dodał patrząc po niej prosto. - Bo jeśli myślisz, że dostaniesz taką wymarzoną przez siebie pomoc... to przykro mi, ale nie dostaniesz. Nigdy nie będę w stanie dorównać twoim marzeniom - stwierdził jeszcze cierpko. Takie zamykanie się na czyjąś pomoc też było głupotą. Zaśmiał się do swoich myśli. Sam przed chwilą powiedział jej coś podobnego o swoim przypadku. Zastanowił się nad bramami i pomasował się po karku odchylając się do tyłu.- Może - zgodził się z nią. - Ale z drugiej strony to pokazuje jak bardzo cię nie znają. Twoja siła wychodzi właśnie z twojej troski - stwierdził cicho. - A skoro twierdzisz, że Latrala jest logiczne... to może po prostu nie chodzi o siłę tylko o twoją słabość? Może potrzebna jesteś taka wypluta z emocji i słaba do ich wyższych celów? - podsunął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  87. Lizard był wysoki, to prawda, ale zręczności mu nie brakowało, kiedy tylko Akane zaczęła skracać dystnas on odskoczył szybko, wykonując włócznią proste cięcie, acz zamaszyste i szybkie, aby nie próbowała zbyt wcześnie do niego podejść. To co robiła nie miało prawa go trafić, jej odskoki czy podskoki też aktualnie nie próbowały nawet wejść w jego zasięg. Postawił na cierpliwość, zwiększając raz po raz dystans i lawirując cały czas po arenie, nie dawał zapędzić się w żadną granicę, kiedy było trzeba pomagał sobie włócznią i przechodził na inny bok, uciekając w bardziej bezpieczną przestrzeń. Cały czas badał swoją przeciwniczkę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  88. Ryu westchnął ciężko i pomasował sobie skronie.
    - Nie przypominam sobie, żebym gnoił cię, w momencie gdy przychodziłaś do mnie po prostu smutna. Owszem, na początku raczyłem cię ostrymi słowami, ale wtedy nie byłaś jeszcze w opłakanym stanie, a i ja miałem w sobie wiele żalu do twojej osoby. Potem... - pokręcił głową. - Potem tego nie było. Może gdybym był w najgorszym okresie mógłbym pokazać się z innej strony, ale może i nie...  - odparł spokojnie. - Mówię tylko, że być może czasami takie trwanie nie jest po prostu wystarczające - wzruszył ramionami, po czym wzruszył ramionami. - No, nie jesteś - zgodził się z nią, nie komentując wcześniejszych słów, bo miał wrażenie, że i tak się nie zrozumieją w tym temacie. - Bo ja... - uśmiechnął się krzywo. - ...już nie marzę - wzruszył ramionami, upijając łyk alkoholu i wpatrując się w niego. Przykra prawda, ale prawda. Skończył z marzeniami jakiś czas temu. Teraz po prostu żył. Gdyby ktoś zapytałby go o marzenia to nie byłby w stanie nic na ten temat powiedzieć. I doskonale wiedział, że myśli An poleciały w nie tę stronę, w którą by chciał, ale nie zamierzał zawracać jej z tego kursu. Jej sprawa co tam sobie myślała. Może i powiedział jej coś przykrego, ale w tej chwili tak właśnie to widział. An miała jakieś wyobrażenie o pomocy, której jakoś nikt nie potrafił dać, przynajmniej według jej słów. Wszystkich wkładała do jednego wora. Przynajmniej w słowach, więc nie widział tu rozwiązania. Prychnął pod nosem. I tak nie sądził, by nie próbował jej pomóc, gdyby miał na to okazję i wice wersa, jednak nie mówił o tym na głos. - Poza tym to zupełnie inna sytuacja. Ja nie bronię Dar ani samego siebie - przypomniał tylko, żeby tu postawić kreskę. - Wiem co spierdoliłem i nie ukrywam tego. Nie wiem jak z tego wyjść, ale do tego potrzeba czasu - pokręcił głową. - A z opowieści Tonego wynikało, że ty nie wiedziałaś i było przykro patrzeć jak się po prostu staczasz - wzruszył ramionami. - Mówimy o dwóch różnych sytuacjach. Jeśli odbierasz mnie tak jak Tony odbierał ciebie... cóż... to w takim wypadku - westchnął ciężko. - W takim wypadku nie powiedziałbym, że okazujesz wsparcie, bo twoje słowa nie miały w sobie wsparcia - zauważył tylko. - Więc zrobiłaś podobnie do tego czego nie chciałaś - dokończył. - Jednak, ja tego nie odebrałem w ten sposób bo w mojej sytuacji dziwne byłoby gdybyś mnie wspierała... dlatego zobaczymy jak będzie, jeśli kiedyś będę tak zakochany nieszczęśliwie, że to będzie cię aż bolało jak się wyniszczam - rzucił tylko. - Tu jest pies pogrzebany, a nie w pięknych słowach o wsparciu czy trwaniu... nie chciałbym otrzymywania takiego wsparcia w momencie jak się wyniszczam - wyjaśnił krótko. - Bo to mnie tylko popchnie w złe rejony - dokończył. - Nie oczekuję, że zrozumiesz, bo tego tematu uparcie nie chcesz rozumieć - mruknął jeszcze. W sprawie Latrala pokiwał jej tylko głową, bo nie miał nic więcej do dodania. Idealnie to podsumowała. - To wypijmy za to, żeby ich kukiełka była silna, ale zachowała swoją własną osobowość i własne emocje - zaproponował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  89. - Tak, An, ale ja często od ciebie słyszę "wy", "wy", "wy" - mruknął. - Jeśli to jest odnoszenie się ogólnie to chyba stoimy na dwóch kontynentach czy półkulach, czy światach... zwał jak zwał. Jasne, w którymś momencie zaznaczyłaś to, ale trzeba było się przypomnieć, bo wcześniej było "wy" - skomentował i spojrzał jej prosto w oczy. - Tak, o niczym - potwierdził. - Po prostu żyję, egzystuję, zwał jak zwał - dokończył. - Ale nie martw się, nie zamierzam umierać - dorzucił jeszcze, bo to całe egzystowanie zabrzmiało tragicznie. - Moja niechęć jest spowodowana tym, co mówiłaś w stosunku do Darcy. Będę i pomogę wstać kiedy będzie już na dnie. Ja wiem, tobie to może pasuje, ja po prostu czuję że to jest za mało - stwierdził po prostu. - Ale dziś to po prostu rozmowa, jakiegoś wielkiego wsparcia nie dostałem - powtórzył, patrząc po niej poważnie. - Bo nawet o nie nie prosiłem - skomentował. - Jestem wdzięczny ci za zrozumienie i za to, że pomożesz w razie gdyby... - westchnął przeciągle. - I wtedy to faktycznie będzie wsparcie, bo wiem, że mogę przyjść pogadać, ale dziś... - wzruszył ramionami. - Niespecjalnie je czułem - mruknął po prostu, kiedy już wszystko mu wyjaśniła. - Nie możesz mi go dać, kiedy go nie oczekuję - dodał jeszcze. - A tym wypadku nie oczekuję wsparcia, An. Nie, kiedy to co się stało jest ewidentnie moją winą. Niezależnie od tego jak wygląda Dar i co robi - parsknął pod nosem. - Nie oczekuję od nikogo wsparcia w tym temacie, upił łyk alkoholu i spojrzał w bok, żeby uspokoić emocje.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  90. Lizard nie dał się sprowokować jej ciągłym krążeniem na granicy zasięgu włóczni. Obracał się wraz z nią, pilnując, by przez cały czas pozostawała przed nim. Nie atakował bezmyślnie, lecz krótkimi pchnięciami i szerokimi cięciami sprawdzał jej refleks oraz kierunek uników. Gdy próbowała skrócić dystans, natychmiast cofał się lub przesuwał w bok, zachowując bezpieczną przestrzeń. Nie pozwalał również zapędzić się pod ścianę ani w narożnik areny. Stopniowo ograniczał jej miejsce do podejścia, prowadząc grot raz nisko, raz na wysokości ramion. Cały czas obserwował ułożenie jej stóp, bioder i barków, czekając na prawdziwy atak. Nie musiał się spieszyć, chciał wybadać możliwości swojego przeciwnika, nie zamierzał zapędzić się w pułapkę jak poprzednik.



    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  91. - Nie szukam dziury w całym, po prostu nie widzę różnicy między tym twoim wsparciem a tym innym - powiedział po prostu. Miał wrażenie, że Akane robi dokładnie tak samo jak robiła reszta, zanim jeszcze zostali wyprowadzeni z równowagi. Nie usprawiedliwiał ich za to jak zachowywali się później, aczkolwiek częściowo rozumiał ich frustrację i to czemu tak się działo. Rozumiał też co czuła Akane, bo mogła czuć się zawiedziona. Miała do tego prawo. Umilkł na dłużej wcinając trochę swojego szaszłyka, który teraz nie smakował aż tak dobrze.
    - Taa... carpe diem - mruknął, bo jakoś wcale tego carpe diem nie czuł. Nie wiedział jak określić to co czuje. Wiedział tylko, że marzenia zostawił za sobą. - Wiem, że będziesz nie tylko przy upadku - machnął na to rękę, już nie komentując dłużej, bo dalej różnicy nie było. Będzie i co? Pokręcił lekko głową. - Jestem ci wdzięczny za zrozumienie - powtórzył jeszcze, bo tak za to był wdzięczny, chociaż zrozumienie to za duże słowo. Nie powinno być zrozumienia dla sytuacji, którą sprowokował. Postukał palcami o blat stołu i odetchnął głęboko. - Nie chcę o tym rozmawiać, An. Mam w głowie taki burdel, że nie wiem jak się z niego wyplątać i nie ma w nim sensownych wniosków, więc przykro mi, ale... - pokręcił głową. - Po prostu, najchętniej bym komuś wpierdolił... i tym kimś byłbym ja sam - parsknął śmiechem, bo po prawdzie był w stanie to zrobić. Pieprzony masochista. Z tego wszytkiego oparł głowę o stół i westchnął ciężko, śmiejąc się pod nosem. - Najlepsze w tym wszystkim jest... że mogę to zrobić - wypowiedział to na głos, śmiejąc się przy tym dość ponuro.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  92. Lizard zauważył, że Akane coraz pewniej zbijała grot włóczni, dlatego przestał wykonywać oczywiste pchnięcia w górne partie ciała. Skrócił chwyt na drzewcu, odzyskując szybkość i większą kontrolę nad bronią mimo dzielącego ich dystansu. Zamiast kolejnego prostego ataku wykonał zwód w stronę ramienia, po czym gwałtownie obniżył ostrze ku jej udom. Nie pozwolił też, by przyspieszone krążenie narzuciło mu tempo, obracając się oszczędnie i pilnując jej ruchów. Kiedy próbowała ponownie odbić włócznię sztyletem, cofnął grot przed kontaktem i natychmiast poprowadził drzewce szerokim ruchem w jej bok. Nie liczył na szybkie trafienie, lecz chciał zmusić ją do zmiany rytmu oraz przerwania ciągłego krążenia. Sam zaczął poruszać się po mniejszym łuku, by nie oddawać jej bez potrzeby kolejnych metrów areny. Zachował cierpliwość, lecz tym razem to on spróbował przejąć kontrolę nad przebiegiem starcia.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  93. Natan spojrzał po niej mrugając szybko.
    - Nie rozumiem twojego pytania w tym momencie - podrapał się po głowie. - Może dlatego, żebyś nie miała potem złego wyobrażenia o tym co ktoś powiedział? - wzruszył ramionami. - Tak, takie myśli czasem męczą w głowie - potwierdził jej. - Czy zaraz zapytasz dlaczego ci to potwierdzam? Bo normalnie z tobą rozmawiam - odparł, bo naprawdę nie rozumiał pierwszej jej wypowiedzi. Po prostu z nią rozmawiał. Sam wziął głębszy oddech. Wysłuchał jej dalej i westchnął. - I co ja mam ci teraz powiedzieć? - zapytał jej. - Zgadzam się, że całkowicie ich nie wyeliminujesz. Normalnie pewnie powiedziałbym ci jeszcze coś mądrego, może spróbował dać jakąś radę, ale ty chyba tego nie oczekujesz, więc mogę tylko milczeć. Jaki ma sens wtedy ta rozmowa? - zacisnął mocno wargi. Skoro dostawał pytania dlaczego cokolwiek jej powiedział, w kwestii tej całej głowy, bo ona to wszystko wie i chce tylko wyrzucić z głowy to... w danej chwili był w kropce. Nie wiedział jak z nią rozmawiać. - Akane, daj mi normalnie z tobą rozmawiać - poprosił ją po chwili. - Bo naprawdę nie rozumiem pytania które na początku zadałaś i analizuje je teraz, ale nie widzę żebym zrobił coś źle - pokręcił głową. - Ja po prostu z tobą rozmawiam westchnął. Pokiwał też głową na to, że wylewa swoje myśli i na sprawę z Vivienne. Gdyby to ładnie wcześniej ujęła w słowa to wiedziałby, że nie ma co wyciągać aż takich wniosków. - Cieszę się, że to widzisz - rzucił a propo Vivienne i bycia rodzicem. - A co do trybu życia... - uśmiechnął się do niej lekko. - ...myślę, że twój nie będzie problemem w sprawie wychowywania dzieci - dodał. - One się przyzwyczają - dodał. - A teraz mają ku temu najlepsze warunki, bo są wśród innych - zauważył. - To jest ogromny plus, ale potem może przekuć się i w minus - zaproponował. - Wiesz no, jak się przyzwyczają że mają inne dzieci wokół siebie i to będzie ich takim komfortowym miejscem to mogą nie chcieć podróżować z mamą czy tatą... a przynajmniej nie tak dużo - zauważył cicho. Sam przecież odchodził od Mor i Eliego i Ozziego. Nie było to łatwe, ale wiedział już co się z nim samym stanie, jeśli tego nie zrobi. Oszaleje, po prostu będzie całkowicie nieszczęśliwy. Pogłaskał ją po ramieniu i skinął głową. - Wiem, to na pewno będzie trudne... - zgodził się z nią cicho. - ..tylko... na szczęście wybierasz taki tryb życia... że może z czasem będzie to łatwiejsze - dodał.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  94. Klaus uśmiechnął się do niej w odpowiedzi.
    - Schlebiasz mi panienko - stwierdził. - Moja skromna osoba była w stanie coś pomóc tak znakomitej dziewczynie - uśmiechnął się lekko. - Miło mi w takim wypadku - dokończył. Uśmiechnął się zawadiacko, gdy zapytała znów o lokale, po czym spojrzał jej prosto w oczy. - Jeden już ci podałem - przypomniał. - Kolejny podam, gdy okaże się, że twe podniebienie zostało w nim połechtane. Nie wiem, jakie masz gusta jedzeniowe - uśmiechnął się szeroko i zaśmiał się lekko. - Mam szczerą nadzieję, że wprowadzę go w błogostan, ale jeśli okaże się to torturą to wybacz... nie zamierzałem cię nim torturować - puścił do niej oczko, sięgając sobie po kulkę z ciecierzycy i chrupiąc ją ze smakiem. Uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy okazało się, że smak drinka jej podpasował. Pokiwał głową na to jej pytanie o "jeszcze". - Wieści o azylu szybko się rozchodzą, a ja zakładam, że panienka nie zamierza tu spędzać całej wojny. Zabrakłoby miejsc do odwiedzenia i zaczarowania swym głosem - wyjaśnił swoje założenie. - Mhm... i co? Poznałaś już coś ciekawego? - zainteresował się.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  95. Jego kumple nie linczowali, bo nie był ślepo zapatrzony w jedną stronę i cały czas się w niej kręcił. Gdyby tak było, to pewnie też doświadczyłby tego linczu i może zmienił zdanie. Na tę chwilę nie miał ku temu powodu. Wzruszył ramionami na podsumowanie, że ciężko by widział. Może i ciężko, ale jednak nie sądził, żeby różnica w tym co mówiła a tym co otrzymywała była kolosalna. Słyszał od innych jak to wyglądało i może nie był na jej miejscu, ale wiedział, że dopiero w pewnej chwili po prostu puszczały nerwy. Nie powinny, ale puszczały. Westchnął ciężko. Od początku zaznaczał, że tamto można było ugryźć trochę inaczej, znaleźć jakieś pośrednie wyjście, bo widział co nieco więcej i tam ich nie usprawiedliwiał. Ona jednak nic takiego nie widziała. Pokręcił głową na propozycję co do wpieprzania samemu siebie.
     - Zapomnij, świadków ze sobą nie biorę - mruknął. - Za szybko będziesz mnie chciała powstrzymywać, a poza tym... - dmuchnął sobie przed siebie. - ...przy świadkach słabo się samego siebie leje. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  96. Natan pokręcił głową.
    - Kurwa mać to mnie zaraz trafi - powiedział wprost. - Nie powiedziałem, że wspomniałaś, że mi coś zarzucasz. Wyjaśniłem tylko, dlaczego tak powiedziałem, bo twoje zwykłe "nie mówiłam, że zamierzam poddać się takim myślom" brzmiały jakbyś źle odebrała to co miałem na myśli - odparł tylko Natan. - Nie gadam, jakbyś tymi myślami żyła. Akane, rzucasz mi o tych myślach to ci na to odpowiadam - jęknął przeciągle. - Powiedziałem ci wszystko wyraźnie i nie było tam, że nimi żyjesz - zacisnął mocno pięści. - Przestań proszę, bo dochodzę do wniosków, że nie umiem rozmawiać z kobietami - pokręcił lekko głową. - Może i jest w tym jakaś prawda - dodał zaraz. - Naprawdę staram się normalnie z tobą rozmawiać, a ty dalej odbierasz to jak jakiś atak na siebie - mruknął. - Nigdzie cię tam nie atakowałem. Nawet słowa, że "mówił ci ktoś, że jesteś głupia" nie były atakiem - westchnął. - Po prostu jak masz takie myśli to ja ci próbuję powiedzieć, że jesteś super i podnieść cię na duchu. Jezu... takie myśli są normalne, ale chyba naturalnym jest, że próbuje się wtedy podnieść kogoś na duchu i polecieć w górę, pokazując że te myśli no wiesz to tylko myśli, a prawda jest inna - westchnął. - Dlaczego ty tego nie widzisz, co? To co ci powiedziałem, było tylko po to by pokazać ci, że jesteś świetna, bo w moich oczach jesteś świetna. A ty... wyciągasz z tych wypowiedzi tylko to co tobie pasuje najbardziej - pokręcił głową. O dzieciach się już nie wypowiedział, bo wszystko zostało powiedziane wystarczająco dobrze. Przytulił ją tylko lekko. - Mhm oczywiście, że to pocieszenie i dla mnie - uśmiechnął się. - Choć mnie tam przeraża ta otwartość Eliasa. Serio... to będzie wyzwanie... dopiero, jak on dorośnie. Dla rodziców - odchrząknął.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  97. - Idziemy dalej zwiedzać - odparł unosząc głowę i przeciągając się lekko. - Ten dzień i tak nie może być już gorszy - skomentował swoje własne myśli, po czym wstał z miejsca i ponownie się przeciągnął. - To prowadź - rzucił do niej, postanawiając wykrzesać z siebie trochę dobrego humoru.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  98. Ryu spojrzał po niej i uniósł lekko brew.
    - Będziemy biegać z dywanami, czy to jak... no wiesz... latający dywan czy coś - wyszczerzył się do niej zainteresowany. - I halo, halo... jak latający to na pewno już brałaś w tym udział. To będzie totalnie nie sprawiedliwa rywalizacja - prychnął pod nosem. - Ale przyjmuję wyzwanie - dorzucił ze śmiechem. Trochę zabawy zdecydowanie mu się tam przyda. Chwila relaksu i jeszcze mała atrakcja też brzmiały dobrze. - Okay, wchodzę w to - dodał. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  99. Lizard poczuł pieczenie w rozciętych palcach, ale nie cofnął broni. Przesunął zranioną dłoń bliżej środka drzewca i mocniej oparł chwyt na zdrowej ręce. Nie ruszył za Akane po okręgu. Zamiast tego przeciął jej drogę krokiem po skosie, zmuszając ją do zmiany kierunku. Grot trzymał przed jej tułowiem, a drugi koniec włóczni poprowadził nisko w stronę miejsca, gdzie miała postawić stopę. Jednocześnie przesunął ogon za jej plecy, ograniczając odskok. Jeśli ponownie spróbowałaby wejść blisko po drzewcu, Lizard był gotowy uderzyć w nią barkiem i wykorzystać przewagę siły.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  100. Lizard nie próbował dalej zatrzymywać jej krążenia. Wykonał szybki zwód grotem w stronę jej tułowia, po czym natychmiast skrócił dystans. Obrócił ciało i uderzył ogonem w bok Akane, wykorzystując moment, gdy jej uwaga była skupiona na włóczni. Bez czekania na efekt odskoczył do tyłu, ponownie ustawiając broń przed sobą i wracając na bezpieczny dystans.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  101. Ostrza Akane zgrzytnęły po grubych łuskach ogona, zostawiając na nich jedynie płytkie zadrapania. Trafenie było celne, ale ogon mężczyzny był pokryty twardymi niczym skała łuskami, więc nie było się łatwo przez nie przebić. Lizard zgodnie z zamiarem odskoczył i wrócił na bezpieczny dystans. Nie próbował przeszkodzić jej w przetoczeniu się ani w podniesieniu do przykucu. Ustawił włócznię przed sobą i ponownie zaczął obserwować jej ruchy. Nie wychodził aktualnie z żadnym atakiem, odsunął się jeszcze na krok, poprawiając chwyt na włóczni, zaczął też poruszać ogonem na boki w umiarkowanym tempie. Walczyła jak skrytobójca - szybko, precyzyjnie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  102. Lizard zauważył, że stojąc w miejscu pozwalał Akane swobodnie go obchodzić. Zaczął więc powoli cofać się po skosie w stronę krawędzi areny, żeby ograniczyć jej miejsce. Włócznię trzymał nisko, kierując grot w stronę jej nóg i bioder. Ogonem osłaniał bok oraz plecy. Nie reagował na każdy zwód i nie próbował atakować pierwszy. Czekał, aż Akane przyspieszy i sama podejdzie za blisko.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  103. Lizard poczuł, jak ostrze wchodzi w miękkie miejsce przy ramieniu, i od razu napiął mięśnie. Docisnął rękę do boku, blokując sztylet i utrudniając Akane jego szybkie wyrwanie. Zanim zdążyła odskoczyć, chwycił ją za nadgarstek i szarpnął w swoją stronę. Jednocześnie obrócił biodra, przygotowując ogon do ataku. Z bliskiej odległości uderzył nim mocno w jej bok, licząc, że nie zdąży się zasłonić. Dopiero po ciosie puścił jej rękę, a następnie szarpnął ręką, którą dalej trzymał włócznię, aby sprawdzić czy puści.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  104. Zaśmiał się lekko słysząc jak to ma wyglądać, ale chociaż miał teraz kompletny ogląd. To będzie ciekawa i śmieszna sprawa.Słuchał feniksa kiwając głową. Nie dlatego, że go rozumiał, tylko dlatego, że potem Akane wszystko mu wyjaśniała na nono, a poza tym ten śpiewny język miał pewnego rodzaju przerwy i zaczynał rozumieć gdzie jest kropka po każdym zdaniu. Podziękował Akane w ich normalnym języku, a potem Feniksowi po Phyonicku, bo akurat "dziękuję' zapamiętał. - Gotowy - wszedł na swój dywan i parsknął śmiechem widząc co ona wyprawia. Potarł kark i rozgrzał swoje nadgarstki, po czym złapał resztę dywanu i poczekał na sygnał startu. Przesuwanie się na takim dywanie było mozolne i wcale nie takie proste. Łatwiej byłoby oszukać i zrobić z siebie rulon i turlać się w nim w dół, ale na oszustwo przyjdzie jeszcze czas. Najpierw spróbuje swych własnych sił. - Łoho... ależ ruszyłaś - rzucił za Akane, która była jakieś 4 kroki przed nim. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  105. Lizard poprawił chwyt na włóczni sprawną ręką. Ranną z kolei przysunął do nozdrzy i zaciągnął się zapachem krwi, a źrenice nieco mu się zwęziły, a zmysły wyczuliły. Obserwował przeciwniczkę. Sam zaczął zbliżać się do Akane szybkim tempem. Przeskakiwał, starając się jak najrzadziej lądować na piasku, kiedy zasięg mu pozwalał atakował Akane szybkmi pchnięciami grotem włóczni, nie celował w żadne śmiertelne miejsca, nogi, ręce, czasami zakręcił bronią, aby drewnianą częścią próbować uderzyć w brzuch, cały czas pozostawał też w ruchu, krążył z jednej strony na drugą, to od przodu, to próbował przejść na tył, ogon pomagał mu utrzymać równowagę, od czasu do czasu próbując wyprowadzić uderzenie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  106. Kiedy złapała jego włócznię mężczyzna w pierwszej chwili szarpnął z całej siły w górę, ale widząc piasek postanowił puścić włócznię, uskoczył w bok, wykonując przy tym zamach ogonem, celując w dziewczynę, nie celował jednak na siłę, przede wszystkim chciał twardymi łuskami zablokować jej cięcia, aby nie dotarły w jego wrażliwe miejsca na ciele. Nie udało się od razu, więc na piasek skapało nieco jego własnej krwi. Warknął lekko zadowolony, walka była interesująca i trudna. Przynajmniej dla niego. Wrócił wzrokiem do przeciwniczki. Sam nie wykorzystywał piasku, bo po co, ale nabrał lecącej krwi na język i splunął w jej stronę. Ot, może jakoś ją to rozproszy. Następnie znowu na nią naparł, tym razem bez broni, zacisnął zdrowę rękę w pięść, atakował wykonując zwinne piruety czy finty, zdrowa dłoń wyprowadzała sierpowe, natomiast ranna również próbowała zaatakować, chociaż ta służyła bardziej za zmyłkę czy dodatkowy pęd.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  107. Łuski i mocno zaciśnięte pięści uchroniły go przed najgłębszymi cięciami, choć ostrze Akane raz po raz przecinało skórę pomiędzy nimi. Krew spływała po jego łapach i brudziła piasek pod ich stopami ciemnymi plamami, lecz lizard zdawał się niemal tego nie zauważać, ogarnięty swoim własnym bitewnym szałem.. Po utracie włóczni nie miał zamiaru oddawać jej nawet odrobiny przewagi, poza tą, którą już i tak zdobyła wcześniej. Napierał bez ustanku, zasypując ją kolejnymi uderzeniami sierpowatych pazurów i ignorując piekący ból ran, jakby wraz z każdą kroplą krwi coraz głębiej pogrążał się w swoim walecznym rytmie. Było widać, że przypomina berserka, ignorował ból, przekuwał go w siłę i szedł dalej, dopóki był w stanie stać na nogach. Ktoś z pewnością skończy tutaj plackiem na koniec pojedynku.
    Kiedy podczas jednej z wymian znalazł się niebezpiecznie blisko jej głowy, rozwarł paszczę i ryknął na całe gardło, próbując ogłuszyć Akane choćby na krótką chwilę i wykorzystać najmniejsze zawahanie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  108. Ostrze przecięło wnętrze paszczy lizarda, nim zdążył ją zamknąć. Ryk urwał się gwałtownie, przechodząc w chrapliwy, zduszony warkot. Krew natychmiast wypełniła mu usta metalicznym smakiem i spłynęła po brodzie, znacząc łuski czerwonymi smugami. Tym razem nie zdołał całkowicie zignorować bólu. Cofnął łeb, zacisnął powieki i zachwiał się na szeroko rozstawionych nogach, tracąc na chwilę swój rytm. Splunął na piasek mieszaniną krwi i śliny, a kiedy ponownie spojrzał na Akane, w jego oczach nie było już niemal nic poza wściekłością. Cięcia, utrata włóczni, ostrze wbite prosto w paszczę - wszystko to dolewało oliwy do ognia i podsycało gniew, który płonął w nim coraz gwałtowniej. Dostrzegł, dokąd zmierzała, i nie zamierzał pozwolić jej odzyskać drugiej broni. Ruszył za nią natychmiast, chociaż jego ruchy nie były z początku tak lekkie. Utrata krwi zaczynała ciążyć kończynom, lecz szał wciąż zmuszał ciało do posłuszeństwa. Nie był mistrzem tej techniki, potrafił jednak długo utrzymać własnego wewnętrznego berserka. Skoczył przed siebie, wykorzystując mięśnie nóg i różnicę wzrostu, aby wyprzedzić granatowowłosą, a następnie smagnął ogonem nisko nad ziemią, celując nie w samą Akane, lecz w leżące na piasku ostrze. Chciał odrzucić je poza jej zasięg.. Zacisnął zakrwawioną paszczę i ponownie zamachnął się ciężką pięścią, gotów sprowadzić ją na jej plecy lub ramię, gdy tylko znalazła się dostatecznie blisko. Tym razem zaatakował z całą swoją siłą. Chciał znowu sprowadzić ją do parteru.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  109. Pięść z impetem przebiła piaszczystą ścianę, lecz zamiast dosięgnąć Akane, ugrzęzła po drugiej stronie. Piasek natychmiast zacisnął się wokół nadgarstka lizarda, ściskając staw z taką siłą, że z jego gardła wyrwał się krótki, urwany ryk. Szarpnął ręką odruchowo, ale jedynie pogorszył sytuację, bo drobiny wcisnęły się pomiędzy łuski, a ból przeszył całe przedramię. Wtedy też ostrze wbiło się w jego dłoń od wewnętrznej strony. Palce rozwarły się mimowolnie. Krew spłynęła po klindze i zaczęła wsiąkać w piasek tworzący ścianę, barwiąc go na ciemną czerwień. Lizard zaryczał ponownie, tym razem ochryple i z wyraźnym bólem, lecz nawet to nie wystarczyło, aby wyrwać go z bitewnego szału, wręcz przeciwnie, nakręcał się jeszcze bardziej. Nie posiadał jednak nad tym pełnej kontroli, więc jego ruchy stawały się bardziej chaotyczne.
    Nie próbował już oszczędzać uwięzionej ręki. Zacisnął zęby i szarpnął nią z całej siły, gotów uszkodzić sobie nadgarstek, byle tylko odzyskać swobodę. Nie myślał już o oszczędzaniu sił ani o krwi, którą tracił. Każdy kolejny ruch był cięższy, ale wkładał w niego wszystko, co jeszcze pozostało w napiętych mięśniach. Walczył dokładnie tak, jak robił to zawsze, dopóki nogi wciąż utrzymywały go nad ziemią. Wyrwał ostatecznie rękę, a potem sprintem ruszył w jej stronę, żeby ponownie spróbować zaatakować.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  110. Ryknął chrapliwie, czując sztylety w swojej pięści. Przebiły się ostatecznie przez łuski, chociaż pewnie nie zostaną w pełni zdolne do użytku jak wcześniej. Słychać było trzask kruczejących łusek i zdzieranego metalu, a to tylko potęgowało ból, kiedy nierówne krawędzie wbijały się głębiej i głębiej w mięso mężczyzny. Piaszczysta pięść uderzyła go w podbrzusze z potężnym impetem. Lizard stracił równowagę, a jego masywne ciało przechyliło się gwałtownie do przodu, lecz zanim runął na piasek, zacisnął wolną dłoń na nadgarstku Akane. Palce zwarły się mocno, niemal desperacko, nie pozwalając jej odsunąć się poza zasięg. Splunął krwią z rozciętej paszczy, a czerwone krople opryskały piasek i jej ubranie. Nie próbował już odzyskać stabilnej pozycji. Zamiast tego szarpnął granatowowłosą ku sobie, wykorzystując własny ciężar i pęd upadającego ciała. Leciał prosto na nią całym swoim cielskiem, chcąc przygnieść ją do ziemi i odebrać możliwość swobodnego posługiwania się ostrzami. Jednocześnie jego ogon poderwał się znad piasku i zatoczył gwałtowny łuk. Lizard skierował go ku plecom Akane, próbując uderzyć ją od tyłu w tej samej chwili, w której ciągnął ją pod siebie. Skoro sam miał upaść, zamierzał dopilnować, żeby nie padł sam.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  111. Lizard upadł na brzuch ciężko oddychając. To co zrobił przed chwilą to było ostatnie tchnienie jego szału bitewnego. Nie był w stanie wykrzesać z siebie więcej siły, a ignorowany wcześniej ból uderzył w niego teraz ze zdwojoną siłą. Wydał głośny skowyt bólu, przypominający ranne zwierzę, zwijając się przy tym z bólu. Mimowolnie naparł mocniej na Akane, przynajmniej tam, gdzie na niej leżał. Oddychał ciężko. Gdyby walczyli na poważnie, jego ostatnią próbą byłaby próba rozszarpania jej gardła, ale to miał być przyjacielski pojedynek. Przytaknął na jej własne sapnięcie i z trudem uniósł się na tyle, aby paść tuż obok i nie krzywdzić jej dalej swoim rozmiarem.
    — Krew… i chwała…. — jęknął cicho. — Dobra walka… — zdążył jeszcze wyspać, po czym kaszlnął krwią. Prowadzący ogłosił Słowika zwyciężczynią kolejnego pojedynku, a medycy już biegli w ich stronę. Ashan też wybiegł w jej stronę i przyklęknął obok, obserwując jej rany. Nie wiedział czy ma ją zjebać teraz czy później. Odchrząknął więc wymownie. O ile pamiętał sugerował, żeby uważała na siebie, a tak… nie wiedział czy dostaną tutaj na tyle silne łzy, żeby szybko postawić ją na nogi. Będą mieć suszenie głowy jak wrócą do Phyonix, już czuł to, kurwa, w kościach.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  112. Pokręcił głową. Nie wiedział czy ma się śmiać czy dalej patrzeć po niej zrezygnowany.
    — No tak… to tylko złamane żebro, co może pójść nie tak? Płuca przecież nie przebije — mruknął i spojrzał po medykach nieco ostrzej, żeby w razie czego nie myśleli faktycznie jej odpuszczać. Poszedł za nią i oparł się o ścianę, kiedy medycy przeprowadzali kontrolę, zajęli się najgorszymi ranami, dali leki przeciwbólowe, a rachunek oczywiście poszedł do Ashana. Spojrzał na cenę i wywrócił oczami. Oczywiście, że policzyli mu jak za zboże.
    — Rozumiem, że będziesz teraz uważać na swoje żebra i nie będziesz nić rozrabiać, tak? — upewnił się. — Natanowi nic się nie stanie? — upewnił się jeszcze, bo najbardziej to się chyba bał wkurzonej Morgany. Cholera wiedziała co zrobi w akcie zemsty za ukochanego. Zaśmiał się lekko.
    — A co do rozkładania na łopatki to już zależy… leżałaś całkiem uroczo od wielkiego cielska, więc tak nie kracz, bo jeszcze następnym przeciwnikiem będzie ktoś jeszcze cięższy i wyższy — uśmiechnął się do niej. — Zdecydowanie wystarczy mi już na dzisiaj wrażeń… — dodał. — Chociaż ta walka była o wiele ciekawsza mimo wszystko, ciekawa technika. Tylko następnym razem pozwól sobie na więcej jak ktoś Cię tak tłucze, hm?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  113. — Stary grzybie? — powtórzył po niej, unosząc jedną brew ku górze. — Odważne słowa — dodał jeszcze, jakby właśnie rzucała mu wyzwanie. — Gwarantuję, że mogę być gorszy — dodał ciszej, udając, że właśnie ją ostrzega przed czymś jeszcze gorszym. Kiedy wspomniała za to o rachunku, przytaknął. Zamiast jednak od razu go oddać, rozwinął go teatralnie na pełną długość, pozwalając, by pergamin niemal dotknął podłogi.
    — Nie krępuj się — rzucił, unosząc go tak, aby mogła na samym dole zobaczyć końcową cenę. — Ostatnio było taniej — rzucił jeszcze, bo nie przypominał sobie, aby wcześniej go tak skasowali, a samemu zdarzało mu się kończyć kilkakrotnie nieźle poharatanym.
    — Wolałbym żebyś obiecała, za Twoje rozrabianie pewnie ja dostanę po głowie — zauważył pół żartem, a z gardła uciekł mu cichy śmiech. Kryte młodsze siostrzyczki, ah? Cudowny urok. Przytaknął, kiedy wspomniała, że Natan cierpi tylko i wyłącznie od śmiertelnych ran. Chociaż tyle, nie będzie musiał aż tak się “obawiać”.
    — Skąd pewność, że mogłabyś pozwolić? Ciężka kłoda spada szybciej i mocniej —- odpowiedział na jej słowa, po czym miał nadzieję, że nie skojarzy sobie tego z niczym nieprzyzwoitym, bo na siłę można było to tak podciągnąć i dopiero teraz skojarzył. Wyszedł z nią z lazaretu i udał się w stronę pobliskiej karczmy z łóżkami do spania.
    — No już, już, dzieciaku, rozumiem, niegrzeczna jesteś — mruknął z lekkim przekąsem. Spojrzał na sztylety. — Możesz zostawić na pamiątkę, można je na coś przekuć też, ale tego samego niestety nie odzyskasz już — zgodził się z nią.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  114. Ashan sam zerknął jeszcze raz na rachunek, patrząc co niby było tutaj takie drogie.
    — Leki są strasznie drogie, które podali. Liczą prawie, jakby traktowali Cię łzami. Znacznie taniej byłoby doczołgać się do jakiegoś prywatnego medyka. Zamiast wpisać maść to policzyli za każdy składnik — wyjaśnił. No cóż, faktycznie to była pustynia i wiele roślin było drogich i trudno dostępnych, ale to już było zwyczajne zdzierstwo. Zaśmiał się w myślach. Jak ktoś został mocno ranny to później miał ochotę po rachunku się odkuć, żeby wyjść na bardziej widoczny plus. Wredne, ale skuteczne, żeby trzymać sporą ilość walczących, poza nowymi zawsze znajdą weteranów, którzy nie odpuszczą. Wzruszył ramionami w sprawie odsyłania innych do niej. Po prawdzie to teraz sam bardziej żartował i suszył jej głowę, a po części nie chciało mu się słuchać napomnieć, ale odsyłać też nie miał zamiaru. Zdawało mu się to jeszcze bardziej kłopotliwe.
    — Ciekawe czy kiedyś ich użyjesz na arenie — wspomniał w sprawie asów w rękawie. Jej piaskowe i psychiczne zdolności mimo wszystko były ciekawym widowiskiem, dobrze się to oglądało, więc w ostatecznym rozrachunku nie miał nic przeciwko, aby jeszcze kiedyś zobaczyć ją na spokojnie w akcji. Zaśmiał się lekko i przytaknął później, uczestnicząc dalej w ich wymianie zdań.
    — Ciekawe, może sama też podpiszesz mu się na włóczni — rzucił jeszcze. Lizard też wyglądał na dość zadowolonego z walki mimo przegranej. Usiadł obok Akane i zamówił piwo, które mu tutaj najlepiej smakowało. Zamówił do tego jeszcze coś do jedzenia, a także zdążył opłacić pokój na noc. Z osobnymi łóżkami oczywiście, co by nie było żadnych niedomówień.
    — Później chcę iść jeszcze na jedno spotkanie — poinformował ją. — Bukmacherka mówiła, że szef jej ma do mnie sprawę — przypomniał jej.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  115. — Później mi oddasz w takim razie — odpowiedział, bo teraz i tak zdążył już zapłacić. Niemniej nie miał zamiaru odbierać jej możliwości uregulowania tego samodzielnie. Mimo wszystko nie uważał, żeby Akane była biedna, zwłaszcza skoro teraz jeszcze niejako pracowała dla jego matki. Z pewnością miała swoje własne oszczędności.
    Przytaknął, gdy wspominała o używaniu asów.
    — Sam też używałem, zależy na kogo się trafi. Mimo wszystko… czasami zwykła walka jest o wiele bardziej interesująca, nie jest może tak widowiskowa, ale obserwowanie technik ma w sobie swoją własną magię — odpowiedział.
    Zastanowił się przez chwilę. Wrócił na argarski.
    — Pewnie o coś z informacjami, których ostatnio szukamy. Przekazuje je osobiście, my nie wchodzimy mu w paradę, a on słucha tu i tam, jak dowiaduje się czegoś ciekawego, to albo dostajemy wiadomość od kogoś zaufanego, albo bierze mnie czy Diego na rozmowę pod przykrywką interesów, wiesz papierosy są dość popularne, a te tutaj robione są z inicjatywy ojca, poza tym ugoszczenie jednego czy drugiego księcia, żeby nie chciał zamknąć interesów też brzmi logicznie, prawda? Gość ma swoje powody, dla których nie chce zmiany władzy i nam to odpowiada. Możesz iść ze mną jeśli chcesz, ale nie musisz. Ufam mu, od ponad dekady dostarcza mniej lub bardziej przydatne informacje, ale możesz mieć okazję chociażby zapytać o podpis. Może trafisz na Miedziogrota — uśmiechnął się do niej lekko. — Zdziwiłbym się, gdyby nagle chciał mojej głowy… chociaż podobno są jakieś prywatne listy gończe tu i tam w Mathyr —- dodał jeszcze.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  116. — W zasadzie to myślałem, że jak ryknął to na dłużej się zatniesz i będziesz miała większe problemy, artyści mają bardziej czuły słuch w końcu — zauważył, popijając piwo spokojnie.
    Obecność Akane na spotkaniu i tak mu nie przeszkadzała, a raczej nie będzie przeszkadzać.
    — O ile nie masz zamiaru zasypywać go gradem pytań o arenę w trakcie innych rozmów to nie powinnaś przeszkadzać — uśmiechnął się wymownie. Mimo wszystko potrafiła zarzucić strasznym gradem pytań jak coś ją zainteresowało. Wzruszył ramionami. — Szczerze nie wiem. Nie widziałem jeszcze, wiem, że są. Na Ciebie jest oficjalny i prywatny chociażby —- rzucił jeszcze.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  117. Uśmiechnął się lekko do Akane i upił większy łyk piwa.
    — Po rozcięciu bardzo ładnie śpiewał ten lizard — mruknął. Akurat jemu dźwięk wydawany przez dławienie się krwią przypadł całkiem mocno do gustu. Przytaknął, gdy wspomniała o blondynie. — Miałem okazję posłuchać, jest ciężko — zgodził się z nią. Tony wydawał się pojętny patrząc po treningach, ale ze śpiewaniem zdecydowanie nie wpisywał się w gusta Ashana. Sam może nie miał anielskiego głosu, ale śpiewać mimo wszystko potrafił. — Tony mógłby w zasadzie zacząć śpiewać w środku walki dla odwrócenia uwagi i wcale nie byłoby to takie głupie — zauważył. Mógłby tym całkiem nieźle odwrócić uwagę.
    — Ryzykował, ale to kwestia tego stylu, w trakcie szału bitewnego ignorujesz własne rany i walczysz póki stoisz, ból wraca z czasem, to wyjątkowo ciekawy sposób kontroli adrenaliny i receptorów bólu, chociaż nie ma opanowanej tej sztuki w pełni. Najlepsi berserkowie potrafią zabić jeszcze zanim padną po głębokich otwartych ranach, czy krwawiąc z odciętej ręki. To ryzykowny styl, ale najwidoczniej uznał, że inaczej nie ma z Tobą szans żadnych. Długo krąży liście wokół siebie — odparł analizując nieco walkę. — Osobiście nigdy nie ryzykowałbym takim szałem, ale oglądać to co innego, fascynujące — dodał jeszcze. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Akurat przynieśli im też wtedy jedzenie, które zamówił. W jednym większym glinianym naczyniu była potrawa, dostali też dwie miski. Ashan nałożył obojgu.
    — Zaczynam żałować, że mamy jedną izbę — odpowiedział na jej żart, samemu przy tym ją zaczepiając. — Z początku nigdy bym nie pomyślał, że z Ciebie będzie taka gaduła ciekawska — rzucił jeszcze, acz bez żadnych pretensji.
    — Ja też nie byłem, ciekawe czy to jakoś na misję wpłynie — zastanowił się.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  118. — Czemu nie dziwi? — zapytał. Cóż, pewnie wpadał tutaj w jakieś swoje stereotypy, ale był po prostu też ciekaw opinii Akane. Słuchania śpiewu Tonego nie nazwałby osobiście wesołym, ale rozumiał dlaczego dla jego przyjaciółki właśnie tak było.
    — I jak zareagowali wrogowie? — zainteresował się, uśmiechając się kącikiem ust. — Szkoda, że nie miałem okazji tego zobaczyć — dodał, bo i to musiał być naprawdę interesujący widok. — A Tony jest dość pojętny, jeśli chce się skupić na treningu, ale faktycznie jego wyobraźnia czasami kuleje, widać, że brakuje mu obycia z bronią. Na moje nieszczęście namiętnie próbuje to nadrobić. Myślę, że samo oglądanie walk i analizowanie ich by mu pomogło, zwłaszcza, że sam lubi wszystko rozkładać na czynniki pierwsze — dodał jeszcze. Taka rada też zdecydowanie mu się przyda. Na kolejne pytanie zastanowił się nieco.
    — Nie jest to styl tylko jednej nacji, każdy może się tego nauczyć tak naprawdę lepiej lub gorzej. Berserk to przede wszystkim stan, gdzie kumulujesz cały swój gniew i trzymasz go w sobie, a potem samodzielnie uwalniasz, przez co podnosi Ci się poziom adrenaliny, przestajesz czuć ból i myślisz tylko o zabiciu przeciwnika. Krew u Miedziogrota musi być wyzwalaczem. Każdy może mieć inny wyzwalacz. Feo opowiadał, że jeden z ich wojowników potrzebuje, aby… cóż… przed każdą większą walką kopać go w jądra, dopóki nie wpadnie w szał. Najzdolniejsi potrafią uwolnić go w taki sposób, że zwykłe oko tego nie dostrzega, może Ty swoimi mocami dojrzałaś jakąś różnicę? Ten styl jest popularny przede wszystkim pośród masywnych osobników, silnych i wytrwałych. Orkowie, lizardy, smokowce, Tuli, Heimerosi, którzy są dostatecznie twardzi czy Nieumarli, którzy w tym szale są najgroźniejsi. Sam się tego uczyłem, ale ostatecznie to nie dla mnie, po uwolnieniu takiego gniewu nie umiałem szybko wrócić do zmysłów, więc wolę z tego nie korzystać. Sam potrzebowałem do tego najpierw się mocno zranić, a i tłumienie gniewu na stałe jest męczące. Ale myślę, że niektórzy przynajmniej na początku korzystają z różnych substancji narkotycznych, żeby wprawić organizm w odpowiednie stany, są ku temu specjalne specyfiki. Pewnie każdy region ma też swoje własne. Musiałabyś popytać. Feo mi ich nigdy nie dawał, uznał, że ichniejsze rozwalą mi łeb — wyjaśnił spokojnie. Sam interesował się najróżniejszymi technikami od dzieciaka, więc wiedział sporo, sam dopytywał, kiedy czegoś nie wiedział i czytał bardzo dużo na różne tematy z tym związane. Przytaknął jej.
    — Jak najbardziej rozumiem, to było mądre. Rzucanie się bez planu pewnie szybko zakończyłoby walkę nawet z Twoimi mocami. Mówię tylko, że tak było i było też całkiem inne napięcie niż przy walce z Kogutem, tam to była bardziej zabawa, na początku nawet dla obojga, później został za to ukarany — zaśmiał się lekko. Niektóre blizny pewnie zostaną z nim do końca życia, bo nie sądził, aby było go stać na łzy.
    — Yhym, tak Twoje atrakcje zdecydowanie są bardzo widowiskowe, uważaj żeby nie zaczęli zaraz gadać na ten temat— odparł zaczepnie, chociaż jemu obie walki bardzo się podobały. Przytaknął, biorąc pierwszy kęs potrawy.
    — To tagine, robią tutaj świetne, lepsze jest chyba tylko spod rąk matki — wyjaśnił, po czym wziął kolejną łyżkę. Sam był już całkiem głodny, w zasadzie byli chyba tylko po śniadaniu. Nie spalił co prawda tyle energii co An, ale zdecydowanie miał zamiar teraz się najeść.
    — Z tą śmiercią bym nie przesadzał, nie jesteś największą gadułą jaką znasz, masz jeszcze sporą konkurencję przed sobą — odpowiedział jej wymownie i nie miał na myśli tutaj tylko Darcy czy Diego, kiedy ten miał dobry humor. Tony też dużo gadał, Luna też potrafiła, a Diaboł… no cóż, dziewczyna zdecydowanie miała z kim tutaj rywalizować. Uśmiechnął się, szerzej niż zazwyczaj, celowo, ale tylko na chwilę, bo zaraz poczuł się dziwnie.
    — Też jestem pełen niespodzianek jak widzisz — rzucił w odpowiedzi.
    — Pewnie tak, będziemy musieli uważać, na szczęście będzie też chłodniej, więc będzie można się bardziej zasłonić — dodał w sprawie listu gończego.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  119. Przytaknął jej. Faktycznie dlatego wtedy się ucieszył, a widok był przyjemny, aczkolwiek sam widok krwi i ran też w jakiś sposób zawsze mu się podobał. To jednak było w jakiś sposób chyba po prostu zakorzenione w rodzinie. Każdy mniej lub bardziej lubił ból temu kto im podpadł. Uniósł lekko brew, kiedy wspomniała, że był już świadkiem tej techniki. Upił nieco więcej piwa. Nie myślał wtedy co to spowodowało, ale dała mu tak piękne otwarcie, że nie mógł nie skorzystać. Szybko pozbyli się sporej grupy.
    — Musisz tak częściej robić — rzucił, uśmiechając się szerzej. — Ogłuszyłaś ich w taki sposób, że zabicie ich przypominało spacerek w porównaniu z resztą tamtej bitwy — dodał. Teraz też będzie wiedział czemu tak właśnie jest. Zdecydowanie chętnie zobaczy to raz jeszcze. Przytaknął w temacie Tonego, to prawda, ze skupieniem miał problem, ale próbował go z tego jakoś wyprowadzić, przynajmniej w trakcie walki. Potarł nasadę nosa na zadane pytanie.
    — Jest bardzo specyficzny i łatwo strzelał fochy. Nie mam zamiaru biegać za nim z propozycją treningu, jeśli on chce się uczyć, ale jeśli mu zależy, mogę z nim poćwiczyć. Niemniej wolałabym, żeby to było wtedy kiedy ja mam czas, a nie kiedy on chce. Nie zajmuje się tylko trenowaniem was, a nie widzę go przy typowym treningu Gromów czy po prostu żołnierzy, jest zbyt ekspresyjny na to. Przynajmniej teraz. Mamy też inną wizję trenowania, a no… ja nie aspiruje do trenera wielu jednostek tak jak Ty. Wystarczy mi to co już mam na głowie, nie czuję, żebym musiał się pod niego dostosowywać bardziej niż to dla mnie komfortowe. Ostatni trening był jednak całkiem przyjemny — wyjaśnił jej rzeczowo i szczerze jaką on miał perspektywę na ten temat.
    — Jest wyczerpujące, to prawda. Być może niektóre rasy są też na to bardziej odporne niż inne. Ważne to znaleźć coś dla siebie. Też wolę zostać przy oglądaniu szału bitewnego — przyznał.
    — Wyglądała też zabawnie ta pierwsza walka — przytaknął jej. Jego matka zdecydowanie potrafiła dobrze gotować. Sentyment sentymentem, ale od zawsze wolał, kiedy to ona znajdowała czas, żeby zrobić coś do jedzenia. To tutaj też było fantastyczne, tego nie mógł powiedzieć zdecydowanie i jadł tak, jakby naprawdę cieszył się posiłkiem, poza standardowym zapychaniem głodu.
    — Uważaj, żebyś nie urobiła się po łokcie jako trener — rzucił zaczepnie. Ciekawe czy trafi na wiele osób swojego pokroju czy blondyna, pytalskich, zajmujących sobą całą uwagę, nawet wbrew woli słuchacza. Na kolejne pytanie spojrzał po niej jednak z lekkim zaskoczeniem.
    — A miałaś czym? — zapytał, bo nie rozumiał o co jej teraz chodzi.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  120. — Tak, masz dość elastyczne zdolności. Widać, że sporo im uwagi poświęciłaś, potrafisz łatwo się dostosować do tego co się dzieje w trakcie na bieżąco. Jedyne co to czasami za mocno ryzykujesz brakiem własnej obrony — zauważył własne spostrzeżenie, po czym zastanawiał się jeszcze przez chwilę. — Na przykład nie rozumiem czemu tak desperacko wbiłaś sztylety w rękę lizarda dzisiaj, nie byłoby Ci łatwiej przebić się na brzuch? — zainteresował się. Skończyła potem pod nim, a mimo wszystko był to spory ciężar. W prawdziwej walce mogłoby się to skończyć fatalnie. Chciał zwyczajnie wiedzieć. Walka to jednak coś co i jego mocno interesowało.
    — Tu już jest kwestia tego, że czasami mi się nie chce tłumaczyć — mruknął, patrząc niewinnie po Akane. — W trakcie drogi tutaj się obraził raczej dość mocno na mnie, ale mam wrażenie, że aktualnie jest dobrze, przynajmniej na razie. Zainteresowanego wyrzucał z wilczym biletem nie będę — wyjaśnił i przytaknął na jej pytanie. Przynajmniej jego zdaniem w trakcie całego treningu pokazał, że potrafi z nim współpracować jeśli obie strony tego faktycznie chcą, a to wystarczyło w jego własnym mniemaniu. Nie sądził, aby musiał coś jeszcze dodawać w tej kwestii. Teraz zwyczajnie było dobrze. Ingerować w to nie trzeba było.
    — Zobaczymy w przyszłości. Informacje z pewnością się przydadzą — zgodził się z nią. Podchodziła do tego z głową.
    — Przez to, że się uśmiechnąłem za szeroko? — dopytał, bo to chyba była jedyna nienaturalna rzecz jaką zrobił. Pokręcił też przecząco głową. Nie zrobiła nic złego. Po prostu on nie czuł się dobrze zbyt dużymi uśmiechami.
    — Na arenie tak naprawdę, tylko u niego, zjemy, odpoczniemy i wracamy — poinformował ją rzeczowo.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  121. Walczył z tym dywanem dość pokaźnie. Nie była to aż taka prosta sprawa, bo jak ręce dawały radę i rytm łapały to nogi się plątały o materiał dywanu, a jak nogi rytm łapały to znów rękom brakowało koordynacji. Dopiero gdzieś w połowie drogi załapał mniej więcej jak to ma działać i wówczas wyścig stał się znacznie przyjemniejszy. Zaśmiał się lekko widząc jak Akane pada na ziemię odruchowo zatrzymał się na moment, by zobaczyć, czy wszystko gra, ale nie słysząc żeby mocno ucierpiała ruszył dalej, sunąc po piachu i sunąc. Nieźle można było się na tym zmęczyć. Ostatecznie przybył na metę pierwszy i okręcił się wokół własnej osi, by pokłonić przed widownią, kiedy Akane rzucała swoje komentarze.
    - Dziękuję, dziękuję. Niezmiernie mi miło - rzucił ze śmiechem i postukał się po brodzie. - Hm... poproszę o przybytek w klimacie pubu. Mam wrażenie, że oazę jeszcze dziś zobaczę - stwierdził lekkim tonem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  122. Nat westchnął ciężko.
    - Jestem trochę przewrażliwiony na punkcie rozmów z tobą Akane - odparł szczerze. - Uwielbiam cię i cieszę się, że możemy szczerze rozmawiać, praktycznie o wszystkim, ale fakt, że zdarzało ci się odebrać me słowa inaczej niż chciałem i inaczej je interpretowałaś, co prowadziło do niepotrzebnych dyskusji z jednej i drugiej strony sprawił, że wolę wybić cię z rozmowy i zaznaczyć i pięć razy, że czegoś nie zarzucałem, niż przypadkiem wykłócać się o coś, co ja myślę że ty rozumiesz w taki i taki sposób, a ty rozumiesz to inaczej. Albo z drugiej strony, czasem i mi zdarza się źle zinterpretować to co mówisz, więc tu też takie wtrącenie i wytrącenie z rozmowy sprawia, że łatwiej mi zatrzymać kłótnię, zanim do niej dojdzie - wyjaśnił spokojnie, nic więcej w tym temacie nie dodając. Skrzywił się na tę wielką gromadą przyjaciół. - Mam nadzieję, że to u ciebie będzie najwięcej takich, gdzie tylko będziemy go podrzucać na imprezki... a jak będzie starszy... - spojrzał po Akane. - Myślę, że spraszanie laseczek czy chłopców będzie na porządku dziennym - przyznał szczerze i parsknął śmiechem. - Przy takim babińcu wcale się nie zdziwię jak zrobi się paru gejów, byle z tym babińcem jednak nie chodzić... - zaśmiał się.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  123. Klaus wzruszył lekko ramionami i spojrzał ponad nią z nieodgadnionym spojrzeniem.
    - Nie zwykłem zdradzać wszystkich asów w mym rękawie podczas pierwszego spotkania po latach - uśmiechnął się do niej zawadiacko. - Te najlepsze zostawiam na piątą schadzkę - dodał i uniósł swą szklaneczkę z alkoholem, by stuknąć się z nią. Uśmiechnął się przy tym nieco żartobliwie i pokiwał głową z wyraźną ulgą w oczach. - Aż przez chwilę stanęło me serce, gdy czekałem na werdykt - zaśmiał się lekko, upijając znów łyk alkoholu. Klaus spojrzał po scenie i pokręcił lekko głową. - Mylisz się - powiedział spokojnie. - Okres wojenny to najlepszy czas na wojowanie sceny i zagrzewanie tym do walki lub pokrzepianie strapionych serc - spojrzał po niej i sięgnął sobie po kozi serową przekąskę i wsunął sobie ją uch. - I najlepszy do wprowadzania trochę radości i beztroski, bo to w tym właśnie czasie... tej brakuje ludziom najbardziej - zauważył i uniósł lekko brew. - No proszę... a kto też taki naraził się ci panienko, żeś pozbawiła go możliwości kolejnego oddechu? - zainteresował się. - Ach Morze Popiołów... - pokiwał lekko głową. - ...ciekawy wybór.

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  124. Noc była dla niego ciężka. Budził się kilka razy i poprawiał cienką kołdrę, by mocniej go otulała. Ostatecznie zdecydował się wziąć leki przeciwgorączkowe, które miał w swojej apteczce i udało mu się zasnąć, a kiedy rano się przebudził, słońce było już wysoko w górze. Pomasował sobie skronie, czując jak coś zimnego dotyka jego ramienia i aż wzdrygnął się lekko, siadając. Zerknął na łańcuch, a potem na Akane.
    - Aha - skomentował. - Tony strikes again? - zainteresował się tylko, jakoś tak biorąc tę sytuację dość spokojnie. O takie pomysły mógł podejrzewać tylko blondyna i jego szaloną zielonkę. Pokręcił lekko głową i sięgnął do szafki nocnej, by wziąć sobie wodę. Nie martwił się nawet o Malikę i Raję, bo znając blondyna, wszystko było już dogadane, obcykane i małe zostały zajęte. Pewnie nawet o planie się dowiedziały i po cichu kibicują. - To co dzisiaj mamy w planach? - spojrzał po Akane.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  125. Wysłuchał jej. Miała w tym trochę racji, jednak jego zdaniem dało się to ugrać bezpieczniej, wymanewrować się z ogona jakoś. Z drugiej strony, kiedy uważniej patrzył po Akane - nie dość, że używała krótkich sztyletów to sama była całkiem malutka, więc jej zasięg był naprawdę ograniczony. Nie mógł złapać idealnie jej perspektywy w tej chwili. Nie komentował więc tego bardziej, tylko przytaknął na jej wyjaśnienia.
    — Być może, z drugiej strony w prawdziwej walce otworzyłaś się bardzo kilka raz na jego szczękę, myślę, że w prawdziwej walce też byłoby to dla Ciebie śmiertelne. Nie wiem ile miałaś siły — no nie mógł się chyba jednak powstrzymać, temat za bardzo go interesował. — Może poczekać trochę dłużej przy szarży, zejść nisko po skosie, dać mi przelecieć przez jego własny impet i ciąć po nogach, gdzie brakuje mu łusek, a wtedy unieruchomić ręce i ogon piaskiem… — zastanowił się, wyobrażając sobie taką alternatywę. Do unieruchamiania piasku już przecież używała, więc chyba mieścił się akurat w jej limitach, a w wiązania mimo wszystko byłaby w stanie trafić. Lizard nie miał na sobie nic poza przepaską na biodro jakby nie patrzeć, a łuski nie wszędzie były prawie niezniszczalne. Sam zaraz też dokończył swoją porcję i piwo. Pokręcił głową.
    — Była — zgodził się odnośnie uśmiechu jako formy zaczepki. — Ale nie umiem się za szeroko naturalnie uśmiechnąć — dodał. Kiedy skończyli posiłek wstał na równe nogi. — Idziemy? — rzucił, bo robiło się coraz później, a przecież mieli się spotkać dzisiaj.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  126. Ashan zerknął na nią i przez chwilę nic nie mówił, układając sobie w głowie przebieg walki. W końcu lekko pokiwał głową.
    —Faktycznie — przyznał po własnej analizie — Przy jego szybkości i twoim zasięgu wchodzenie tam podczas samej szarży faktycznie byłoby bardziej hazardem niż manewrem, ale może spróbować właśnie zużyć ogon, jesteś mimo wszystko szybsza, a wtedya zejście ze szczęki, pozwalasz mu zamachnąć się za tobą i dopiero kiedy ogon Cię minie, wchodzisz na chwilę w bok. Nie w nogę podczas biegu. Jedno cięcie i od razu z powrotem poza zasięg. Wybacz, gdybam sobie tak, ale to dość ciekawe. Mimo wszystko aż tak niskiej osoby walczącej z takim wielkoludem nie widziałem jeszcze ze sztyletami oczywiście — wyjaśnił jej. Oglądał walki matki czy rodzeństwa, które było niższe, ale Ci korzystali z całkiem innej broni. Ciekawie było się zastanawiać nad tym aktualnym wariantem. Uśmiechnął się lekko na wzmiankę o swoich gabarytach.
    — Moje gabaryty tylko pozwalają mi popełniać inne głupoty niż twoje. Też muszę uważać — zauważył.
    — A z tym uśmiechem… cóż… no nie wyszło — wzruszył ramionami. — Miał być żart, ale chyba bardziej z samego siebie wyszedł — dodał jeszcze bez jakiejś pretensji. Płakać nad swoją ogólną mimiką nie miał zamiaru. Ruszył po prostu w stronę miejsca umówionego spotkania.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  127. Ryu pokiwał twierdząco głową.
    - Skłaniam się do tego, by się zgodzić w sprawie spokoju w oazie. Raczej go tam nie będzie przy takiej, dość ekscentrycznej i wybuchowej zgrai - uśmiechnął się lekko. On sam również podziękował za atrakcję już łapiąc to całe dziękuję od Akane, po czym ruszył wraz z nią w stronę tej wybranej lokalizacji. - O... to pobawimy się niemal jak cowboye, iiiha - zaśmiał się lekko, przy ostatnim udając zarzucanie lassa. - Brzmi całkiem fajnie, chociaż podejrzewam, że to nie takie proste. Cel, celem... ale musisz odpowiednio wyważyć podkowę i te sprawy by się zawiesiła - już zaczął sobie w myślach analizować jak można by to zrobić. Wyszczerzył się do niej lekko. - Świetnie będzie spróbować czegoś nowego - stwierdził pogodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  128. — Jeśli będziesz dalej walczyć można na to liczyć — odpowiedział jej. Mówiła, że ma na to ochotę, więc sam chętnie by dalej to obserwował. Na swoje walki też w miarę czekał, był ciekawy tego z kim tym razem przyjdzie mu się zmierzyć, ale najwidoczniej w najbliższym czasie nie będzie ku temu specjalnie okazji. Uniósł wyżej kącik ust na jej wyjaśnienia i spojrzał po Akane uważniej.
    — A ktoś daje Ci takie? — zapytał, bo miał wrażenie, że teraz do czegoś pije. Zastanowił się chwilę nad jej pytaniem. Zawsze walczyła z krótką bronią, ale przez to narażała się właśnie na takie sytuacje, a jej moce pozwalały jej stać bardziej z dystansu.
    — Włócznia, naginata, długa broń — odparł w końcu po dłuższej chwili — Pozwoliłby Ci wykorzystać dystans bardziej. Twoje zdolności się dobrze do tego nadają, mogłabyś bezpiecznie kogoś unieruchomić, a potem ostatecznie pozbyć jednym dobrym pchnięciem. Ale nie jestem pewny czy by Ci przypasowały, z bronią walczysz z bliska, musiałabyś zmienić całkowicie myślenie i rytm przy treningu i walce od tego co już faktycznie znasz — wyjaśnił jej i uzasadnił swój wybór. Widział ją z taką bronią, jak najbardziej. Musiałaby się jednak do tego przyłożyć. Zaśmiał się lekko.
    — Gdyby to zależało od gabarytów myślę, że właśnie niższe osoby popełniałyby ich najmniej. Można sobie pozwolić na więcej ciekawych zwodów, uników czy ataków z zaskoczenia. Im wyższy i szerszy tym łatwiejszy z Ciebie cel — zauważył zgodnie z prawdą.
    — Wpadka zdarza się nawet najlepszym — rzucił w żarcie na swoją obronę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  129. — Może nie irytowania, ale czasami buzia Ci się nie zamyka, chociaż fakt, to potrafi podkurwić w odpowiednim momencie — uśmiechnął się do niej wymownie. Żartował tutaj oczywiście, ale nie sądził też, żeby potrzebowała jakiś czułych słów w tej kwestii. Zdawała się być blisko ze swoimi przyjaciółmi, a zazwyczaj i tak mówiła o nich naprawdę bardzo ciepło. Przytaknął za to, gdy wspomniała, że zabierze się za długą broń.
    — Mądre podejście — zgodził się z nią. — Przy okazji będziesz lepiej wiedziała jak się bronić, jeśli będziesz potrafiła tak walczyć — dodał jeszcze, samemu nieco analizując w tej kwestii. Jemu to bardzo pomogło osobiście, bardzo rozszerzało perspektywę. Kiedy znał tajniki walki daną bronią o wiele łatwiej było przewidzieć ruchy przeciwnika czy jego taktykę - nie szło się jedynie ogólnymi założeniami.
    — Yhym, ja Ci innej broni na siłę do ręki wkładać nie będę — zapewnił ją. Przytaknął. — To prawda z siłą, pytanie jak często zwykła brutalna siła wygrywa z innymi elementami. Siła siłą, ale tej potrzeba finezji, żeby ją dobrze wykorzystać, co zresztą było ładnie dzisiaj widać — odparł jeszcze. Byli już przy wejściu do Szefa. Wykaidło rozpoznał od razu Ashana i wpuścił ich do środka.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  130. Natan odetchnął głęboko i powoli skinął głową.
    - Postaram się mniej ci wyjaśniać - powiedział, bo skoro twierdziła, że stara się już tego nie robić to nie widział sensu w głupim upieraniu się przy swoim. Zawsze przecież mógł wrócić do tego co już wypracował i co robił ostatnio namiętnie. Do wyjaśniania jej oczywistości, bo było to zdecydowanie lepsze niż ciągłe kłótnie, mimo że ją frustrowało to mocniej. Jego nie frustrowało to aż tak bardzo, bo przynajmniej kłótni nie było bądź szybko znikała. Uśmiechnął się lekko, kiedy wspomniała o imprezowni Fasolek.
    - W Argarze - stwierdził po prostu. - Przecież i tak jakiś tymczasowy dom tam będziesz miała, stojący i czekający aż przyjdziesz - stwierdził spokojnie. - A największe bibki to tylko Argar - parsknął śmiechem. - No wiesz z fajerwerkami i innymi efektami specjalnymi - poruszał zabawnie brwiami i skinął głową. - Oj byłoby... ale wcale mnie to nie zdziwi, jak ich żeńska populacja przekręci... zniechęci konkretnie - stwierdził z uśmiechem wchodząc wreszcie z An do odpowiedniej tawerny i podchodząc z nią do stanowiska zapisów. - Hm Drużyna Skrajnie-nie-do-rozwinięta - nazwał ich i wpisał jeszcze imiona, a potem odebrał odpowiednie sprzęty i składniki i przeszedł z nią do wyznaczonego stolika. - No to co? Celujemy w główną nagrodę oczywiście - wyszczerzył się do niej.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  131. Klaus posłał w jej stronę zawadiacki uśmiech i wzruszył ramionami. On zdecydowanie nie zamierzał jej mówić czy warto, czy raczej już nie. Postanowił zostawić to jej własnej ocenie, kiedy spróbuje pierwszego dania z tawerny, której jej polecił. Umoczył usta w swym trunku i szelmowsko rozpostarł się na swym krześle.
    - Coś musiało się panience przewidzieć, me czoło potem nieskalane zostało - rzucił żartobliwie, jednocześnie unosząc się lekko dumą. To wszystko jednak robił w tonie luźnym i lekkim, uśmiechając się tylko do niej i puszczając oczko po chwili. Kiedy wspominała o podwórkowej śpiewaczce a nie scenicznej, chciał ją poprawić, ale sama doszła do wniosków związanych ze sceną, więc uniósł znów szkło do ust. - Wypijmy więc za twoje zagrzewające do walki śpiewy w wersji sceniczno-podwórkowej - rzucił lekko, po czym cmoknął. - Ach tak, kojarzę - stwierdził. - Tak się zastanawiałem dlaczego nagle zabrakło go na arenie Phyonix, a tu proszę, taka niespodzianka - rzucił z lekkim uśmiechem na twarzy, łapiąc jej żart i przeciągając go trochę. Skinął głową słysząc o tym co zostawiła na Morzu Popiołów. - Jak wszystko co cię otacza - stwierdził zalotnym tonem. - Zdajesz się emanować wyjątkowością. 

    Klaus

    OdpowiedzUsuń
  132. Chłopak sięgnął do pytań, przeglądając je przelotnie i odłożył kartkę na bok. W danej chwili nie miał ochoty odpowiadać na pytania. Dopiero co otworzył oczy, później się nad tym pochyli. Wczasy pod gruszą brzmiały mimo wszystko całkiem dobrze. Zerknął na zastawiony stół i poczuł jak robi mu się nieco niedobrze, więc odwrócił wzrok. Przez moment ze sobą walczył, zanim znów spojrzał, tym razem na Akane.
    - Nie najlepiej - przyznał. - Na razie nie czuję temperatury, ale... głowa mnie mocno boli i jest mi trochę niedobrze... w zasadzie wygląda to jak objawy kaca, ale... - pokręcił głową. To nie było to, bo nie czuł tego parszywego zatrucia czy takiego pulsującego tępego bólu w potylicy czy uczucia suchości w gardle. - Dzisiaj zamierzałem przeleżeć cały dzień w łóżku - przyznał się jej bez bicia, ostatecznie wychodząc z niego by przetestować długość łańcucha. Podszedł do stołu i sięgnął po kubek, ale już do karafki z wodą nie sięgnął. Spróbował raz jeszcze, a potem spojrzał po Akane. - Dwa kroki do przodu poproszę... dwa rolnięcia na łóżku...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  133. Ryu spojrzał po niej i uniósł wysoko brew. Ona doskonale wiedziała kogo miał na myśli, a miał na myśli ich wszystkich. Mimo wszystkich kolei losu, dalej zostawali tak samo nagrzani i popierdzieleni jak kiedyś. Może nawet bardziej, z każdym rokiem bardziej. Parsknął śmiechem na tę kowbojską krew, po czym cmoknął swojego bicka.
    - Myślę, że nie masz szans - zażartował. - Spudłuję więcej razy od ciebie, ale jak już trafię to będzie to naprawdę wyśmienite trafienie, perfekcyjne i jedyne w swoim rodzaju - dorzucił ze śmiechem, podążając wraz z nim i sam również przyspieszył kroku, naśladując krok kowbojski, nieco nonszalanski. Nawet poprawił na głowie wyimaginowany kapelusz, gdy wchodzili do przybytku, a w tym pachniało niesamowicie dobrą strawą, choć nozdrza dostawały również czkawki przez zapach alkoholu. Rozejrzał się dookoła by zorientować się w tym co jest pięć a co dziewięć i usiadł wraz z nią przy stoliku, który dla nich wybrała.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  134. — Ostrzegasz, żebym nie chciał Cię lepiej poznawać? — zapytał, unosząc jedną brew ku górze. Uśmiechnął się zadziornie. — Myślisz, że potrafisz nieznośnie irytować? — dodał kolejne pytanie z tym wyrazem twarzy dla czystej zaczepki.
    Broni siłą nie zamierzał wkładać jej do ręki, zwłaszcza, że uczenie się kilku rzeczy na raz często nie było zbyt efektywne. Dobrze szło jej z krótkim mieczem, nie sądził, aby spędziła nad nauką z nim długie lata, więc kolejna broń i tak nie była raczej bardzo odległą perspektywą. Przytaknął głową.
    — Tak, ale wtedy do czystej siły moim zdaniem trzeba już dodać pomyślunek, finezję, więc nie mówimy jedynie o czystej sile. Wykorzystanie siły w odpowiedni sposób nie jest trudne. Wpraw ziemię w drżenie i sam musisz uważać na utrzymanie równowagi — pozwolił sobie zauważyć z typowym dla siebie wyrazem twarzy. Ta rozmowa była naprawdę ciekawa i aż szkoda ją było przerywać, kiedy dotarli już na miejsce. Pomieszczenie było dość surowe, prowadziło do głębszych podziemii areny. Dookoła kręciły się różne jednostki, zajmujące się swoimi sprawami, było nawet kilka osób, które walczyły dzisiaj na arenie, a jednocześnie było mocno związane z ogólnym biznesem jaki był tutaj prowadzony. Ashan spojrzał na Akane i poczekał aż zrówna mu kroku. Podał jej ramię, gdyby czuła się niepewnie, aczkolwiek nie sądził i tak, aby chciała z niego korzystać. To był chyba już po prostu odruch. Kiedy dotarli do pomieszczenia Szefa w środku znajdował się jedynie wysoki mężczyzna. Miał tutaj swoje biuro, kilka półek z księgami rachunkowymi, skrzynie, gdzie trzymał niewiadomo co, a na stole znajdowały się mieszki ze złotem a także fajka wodna nasączona owocami i tytoniem. Popalał ją sobie, a kiedy zobaczył gości uśmiechnął się nikle i wskazał ruchem głowy, żeby usiedli.
    — Widzę, że ze Słowika ważna osobistość, skoro tutaj wita w naszych progach bez zaproszenia — zagaił, podając im rurki do palenia. — W temacie czy nie? — zapytał jeszcze, patrząc po obojgu. Ashan się nie odzywał w tym czasie. An potrafiła mówić sama za siebie, a on przecież nie przychodziłby z nią, gdyby uznał, że nie powinno jej tu być.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  135. — Hmm… — udał, że zastanawia się, słysząc jak odpowiada na jego zaczepkę. — Poczekam z ostateczną decyzją jeszcze trochę i wtedy wyciągnę wnioski. Przynajmniej mam powód do dokładniejszej obserwacji — wydał swój werdykt. Na kolejne słowa też już po prostu przytaknął, bo luźne rozmowy wolał prowadzić w bardziej swobodnym miejscu. Tutaj nie uważał tego za konieczne. Już i tak obecność Słowika sensację wszystkim robiła. Usiadł na krześle w biurze Szefa. Przedstawiać go też nie miał zamiaru. Może później, po wszystkim o ile sam tego nie zrobi. Ten do Akane i tak nie zwracał się po imieniu, więc w tym też sensu nie widział. Na razie po prostu wziął fajkę, zaciągnął się, palił i słuchał wymiany zdań między tą dwójką.
    — Najwidoczniej — przyznał mężczyzna. Przytaknął, kiedy powiedziała, że jest w temacie. Spojrzał jeszcze dla pewności po księciu, a kiedy ten nie pokazał w żaden sposób, że jest inaczej to rozsiadł się wygodniej, wyciągając kilka zapięczetowanych listów. — To tak… najnowsze ciekawe ploteczki, do rąk własnych, aż nie było sensu szyfrować — podał je czerwonowłosemu. — Poza tym dzisiaj do klatki wpadł nam ciekawy ptaszek, młody, kręcił się za bardzo obok — spojrzał wymownie po pozostałej dwójce. — Ale nie chce nic powiedzieć, więc cóż… pogadajcie sobie z nim później. Możemy się nim w razie co zaopiekować, ale — podrapał się w tył głowy. — To jeszcze dzieciak, wolałbym, żeby stąd go zabrano — wyjaśnił. — Jest coraz cieplej, te kurwy próbują przeciągnąć moich wojowników z Areny i pieprzą jakieś religijne dyrdymały. Na swoich mam oko, miasto zdaje się bezpieczne na razie, ale nie pogardzę jakby kilku Gromów przyszło do nas pod przykrywką na wypadek najgorszego. Lojalność ostatnio stała się równie trwała co “kocham Cię” od dziwki spod latarni.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  136. Gave parsknął śmiechem.
    - Wyglądam jak kupa złomu - skomentował upijając łyk wody, słuchając o tym imbirze. Skrzywił się nieco, kiedy o nim wspomniała. - Nie przepadam za smakiem imbiru - mruknął szczerze, zdecydowanie wolał zostać przy samej wodzie. Sam również wziął kawałek suchego chleba, ale zamiast go ugryźć, oderwał kawałek i pobawił się nim w dłoniach, zanim wsunął do buzi. Przez długi czas go trzymał w ustach zanim przełknął. Przysiadł na fotelu i przymknął oczy, przez długi czas tylko oddychając. - To jest najgorszy kraj na to, by być chorym - wymamrotał. - Jest cholernie gorąco, a organizm od tego głupieje - mruknął. - Jak ci się ognisko podobało? Co sądzisz o sytuacji Dar i Ryu? - zainteresował się, by podtrzymać rozmowę i nie zamulać za bardzo.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  137. Ashan schował listy do kieszeni za płaszczek jaki miał na sobie. Nie widział sensu w otwieraniu ich teraz. Poza tym bardziej interesował go teraz ten młody ptaszek. Dlaczego pojmali dziecko? Co mogło zrobić takie podejrzanego i ile faktycznie miał lat? Nie zdążył nawet zadać swoich pytań, kiedy An zadała swoje, bardzo podobne. Zaciągnął się jeszcze raz fajką wodną i spojrzał uważnie po mężczyźnie.
    — Kręcił się już wcześniej często wokół tych samych ludzi, których wiem, że kilka wrogich mi osób sobie upatrzyło, a potem odnieślimy wrażenie, że za — tutaj spojrzał wymownie po Ashanie — kręci się jak smród po gaciach, niby bezpiecznie daleko, niby go nie widać, a jednak to nie pierwszy raz jak zdawał się o coś zaczepić, kiedy tutaj byłeś. Wolę się zabezpieczyć, więc skróciliśmy mu trochę kombinowanie — wyjaśnił. Ash zmarszczył lekko brwi.
    — A ile ma lat? Skoro to tylko dzieciak może równie dobrze po prostu być nierozsądnym gówniarzem, a za to się nie zamyka ludzi — zauważył spokojnie, aczkolwiek stanowczo. Szef wzruszył ramionami i wypuścił większą strużkę dymu.
    — Dlatego sam wasza wysokość oceni, ja hazard uprawiam na arenie, nie w prawdziwym życiu. Dzieciak czy nie, jeśli to jakiś fanatyk to wolę go trzymać z daleka od swoich. Fanatyków zdążyłem się naoglądać w swoim życiu — wyjaśnił. Czerwonowłosy pokręcił głową. Usiadł wygodniej, ale w środku miał mieszane uczucia, gniew też w nim zaczynał buzować.
    — Uważaj, żebyś sam nie był zbyt radykalny — mruknął tylko.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  138. Gave skrzywił się lekko. No bywał już w gorszym stanie, ale nie czuł się wtedy jak kupa złomu. Teraz tak było, bo po prostu na ten stan w ogóle nie miał wpływu. Jego poprzednie w pewien sposób były wpływowe. Ktoś go zranił, z kimś się bił, czy innym razem przeszedł przez maszynkę do mielenia zwaną Perunem i wzdrygnął się na samą myśl. Spojrzał po łańcuchu, przez chwilę wracając myślami do tego przeklętego lochu. Poczuł się zdecydowanie słabiej, a krew odpłynęła mu z twarzy. Zamknął szybko oczy by wybić sobie z głowy te wspomnienia. Był w Phyonix, w swoim własnym pokoju, a nie w żadnym lochu. Znów wziął głębszego oddechu i wrócił spojrzeniem do Akane. 
    - Czuję się jak kupa złomu, a wcześniej tak się nie czułem - wyjaśnił jej tylko i sięgnął po wodę by upić jej trochę i wsunąć do buzi kolejny kawałek swojej kromki chleba. - Mhm wiem, że leki mają leczyć, a nie smakować, ale byłoby dobrze, gdyby lek, który ma pomóc na mdłości, tych mdłości nie prowokował... a twój imbir sprawia, że na samą myśl o nim, żołądek podchodzi mi do gardła, więc... - pokręcił głową po raz kolejny. Zostanie sobie przy wodzie. Uśmiechnął się słuchając tych wszystkich słów co do organizacji. Musiał podziękować koniecznie Grimie za pomoc. Bez niej nie wyszłoby to tak dobrze. Miała zmysł dekoracyjny wbrew pozorom. - Mhm pizzę zrobię kiedyś jeszcze z Groszkiem i dziewczynkami - stwierdził z lekkim uśmiechem. - Spodoba im się ta zabawa - dodał, po czym uniósł lekko brew. - Moje dwa stwierdzenia? - zdziwił się, bo nie bardzo rozumiał o co jej chodzi. Nie sądził, żeby stwierdzał coś co było nieoczywiste. W kwestii Ryu i Darcy przytaknął jej odruchowo. Co prawda nie rozmawiał z Ryu na ten temat, ale zrobił to z Darcy, dwukrotnie. Jej słowa bardzo go niekiedy po prostu raziły. - Powiedziałem wczoraj Ryu o ojcu - wymsknęło mu się, bo jakoś tak w obliczu tego co się stało między Dar i nim, mogło to nie być aż tak trudne do przełknięcia, a jednocześnie mogło dodatkowo go dobić. - A Darcy... - pomasował sobie skronie. - Darcy jest mocno zraniona - stwierdził w końcu. - Ale ma też takie pokrętne myślenie... i heh tak jej brak taktu był straszny - przyznał szczerze. - A ostatnie pytanie jakie mu zadała... - zacisnął mocno wargi, po czym odetchnął głęboko. - Nie wiem jeszcze jak jej pomóc.. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  139. [i tak oto Szefuńciu traci wiarygodność, bo ktoś, nie będę pokazywać palcami kto, się zagalopował w tańcu i zapomniał o ważnych rzeczach ]

    Do Ashana to wyjaśnienie zdecydowanie też nie przemawiało. Można było wziąć dzieciaka po prostu na rozmowę a nie zamykać. Zaciągnął się mocniej. Naprawdę ostatnio to miał wrażenie, że jak nie urok to sraczka w jego życiu. Nic nie mogło pójść normalnie. Pokręcił głową.
    — Gromy przyjdą oczywiście — zaznaczył, bo tutaj nie widział żadnego problemu. Nawet każe im bardziej przypilnować czy ich informatorowi nie siada za bardzo na łeb z uprzedzeń. — Ale następnym razem wstrzymaj się z przypadkowymi łapankami. Zaszkodzisz jeszcze samemu sobie — dodał, wstając na równe nogi. Spojrzał ukradkiem na Akane. — Gdzie jest ten dzieciak? Pogadamy z nim, jak jest niewinny to nie ma sensu go bardziej przetrzymywać — wyjaśnił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  140. Wyszedł z izby żegnając się jeszcze z Szefem, przynajmniej na ten moment i zaczął iść w stronę, gdzie zazwyczaj byli trzymani Ci, których nie chciano wypuścić na powierzchnię. Faktycznie był lekko zirytowanym, ale radości w tej sytuacji chyba nikt po nim nie oczekiwał, prawda? Spojrzał po Akane i przytaknął głową na jej słowa. Skierował ich w takim razie w inną odnogę jaskini, bardziej odludną i przysiadł na skałce, sięgając po papierosy. Policzył sobie w głowie, te które wystawały z paczki i uderzył, wyciągając jedną z nich. Uniósł lekko kącik ust. Taki zabobon jak nie wiedział co zrobić wymyślał sobie warianty a wysunięty papieros decydował za niego. Tutaj zastanawiał się nad tym czy chłopak faktycznie jest zagrożeniem. Odpalił papierosa, patrząc na jego końcówkę i zaciągnął się czymś mocniejszym, wypuścił dym i wrócił spojrzeniem do dziewczyny.
    — Aż tak łatwo czytać ze mnie emocje? — zapytał pół żartem. Zazwyczaj zarzucano mu właśnie odwrotność.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  141. Spojrzał uważniej po Akane i uniósł wyżej kącik ust, słysząc jej tłumaczenie. Pokręcił głową rozbawiony. Tak, faktycznie przed nią ciężej było ukryć jakieś większe intencje, ale przecież nie tego w pewnym stopniu dotyczyło jego żartobliwe pytanie. Przyglądał się jej.
    — Yhym, mogłabyś czasami pożyczyć — odpowiedział z lekką, acz udawaną pretensją i zazdrością w głosie. Kiedy położyła mu rękę na kolanie, przybliżył się nieznacznie, wcześniej wypuszczając dym z ust.
    — Ranisz mnie — zażartował ze śmiertelnie poważną miną, a potem się odsunął, wracając dalej do palenia. Nie sądził, żeby musiał pracować nad swoimi odchyłami. Akurat wyczuwanie od niego irytacji często pomagało utrzymać pewne jednostki w ryzach, kiedy musiał je bardziej przycisnąć. Pokręcił głową na jej pytanie.
    — Nie chcę mu w głowie bardziej pierdolić. Wystarczy, że jest zamknięty, poza tym określenie “dzieciak”.... ciekawe ile ma lat w ogóle — pociągnął znowu dymek. — Myślę, że mógłbym Cię trochę wykorzystać — wrócił do niej wzrokiem, uśmiechając się nieznacznie. — Ze swoimi mocami będziesz wiedziała jak z nim pogadać i co wyciągnąć, a przy okazji będziesz wiedziała, że mówi prawdę. A ja sobie postoję obok i posłucham. Do przesłuchań, gdzie w grę nie wchodzą tortury nie jestem i tak najlepszym wyborem, podobno brak mi ogłady — wyjaśnił, tutaj też nie mówiąc w pełni poważnie a bardziej żartując.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  142. Chłopak chwycił od niej podkowy i usiadł wygodniej na krześle, rozglądając się po lokalu. Mimo wszystko był ciekaw tego jak to wszystko tu wygląda. Ważył w dłoniach podkowy sprawdzając ich ciężar. Wszystkie zdawały się różnić od siebie minimalnie, ale te różnice mogły kosztować go epickość rzutu. Rozgrzał sobie nadgarstki i na próbę rzucił sobie jedną podkową, a potem drugą i trzecią i powtórzył to dwukrotnie. Każda odbiła się od pachołka, a dwie zakręciły się na nim i wypadły. Nie będzie to takie proste. Zanim Akane wróciła, ustroił pachołek wszystkimi trzema podkowami i gdy zapytała wyszczerzył się do niej.
    - Sama zobacz, trzy na trzy - poruszał zabawnie brwiami, biorąc sobie jedną szklankę i upijając porządny łyk lemoniady.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  143. Zmarszczył brwi. Nie przypominał sobie, żeby twierdził, że Akane nie lubi jego ust ani że go nienawidzi. Musiał być albo naprawdę mocno pijany, albo już niczego nie ogarniać ze względu na temperaturę. Spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Nie wiem - odparł szczerze i podrapał się po głowie. - Może dlatego, że tyle paplam i mam silne opinie i nie daję się przekonać - skomentował wzruszając ramionami. - A że mnie nienawidzisz... tego to kompletnie nie wiem o co mi chodziło - przyznał. - Wyłapujesz jakieś durne szczegóły znów, do których sam nie przywiązuję wagi... bo ich nie pamiętam - przyznał jeszcze, po czym skinął głową. - Tak, mogę zmienić - zgodził się z nią w sprawie ducha Ryu. - Ale bardzo bym nie chciał tego robić - dodał jeszcze. - Jego obecny jest nieproblematyczny i... - spojrzał jej prosto w oczy. - ...twierdzi, że ma sporo do przekazania - wyjaśnił. - Ale z tego co wiem, to póki co uparcie milczy i nic z nim nie rozmawia - westchnął ciężko, w sprawie Darcy wstając z miejsca i idąc za krzesło Akane i z powrotem. - Mogli dać trochę dłuższy łańcuch... - westchnął ciężko. - Niby tak - zgodził się, po czym spojrzał jej prosto w oczy. - Problem w tym... że ja mam ochotę częściowo ją zdzielić za to co uważa - skomentował tylko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  144. Chłopak nie skomentował już sprawy Ryu i jego ojca. Miał nadzieję, że ten czas rzeczywiście im pomoże i jakoś to się ułoży. Prychnął pod nosem słysząc, że ona pójdzie tam, gdzie będzie chciał.
    - Rzecz w tym, że chciałbym pochodzić bez głosu obok ucha... i poczucia drugiej osoby idącej tuż za mną - stwierdził po prostu, ziewając nieco. - No i jak rozwiążemy problem łazienki? - spojrzał po niej i dmuchnął sobie w grzywkę, po czym westchnął ciężko. - Bo uważam, że jest podobna do ciebie. Potrzebuje zwykłego wsparcia, czymkolwiek ono dla was jest, i żadnych strzałów w łeb - mruknął. - A szczerze? Tego tak ode mnie nie dostanie - pokręcił głową. - To się kłóci ze mną, jak mam coś do powiedzenia to mówię to i tyle - mruknął. - Chociaż bardzo u niej staram się mówić łagodnie - przyznał z uśmiechem na ustach.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  145. Ashan zastanowił się przez chwilę nieco poważniej nad jej pytaniem. Ostatecznie wzruszył ramionami, odwzajemniając jej zadziorny uśmiech.
    — Myślisz, że obchodziłaby mnie większa część tych masek? To nie mój problem, że ktoś chce coś ukryć i w większości nie moja brocha, a przy kilku osobach cóż… przydałoby się — odpowiedział jej. Nie wydawało mu się, aby miał problem mieć w głębokim poważaniu ciężar emocjonalny osób, na których mu nie zależało, a tam, gdzie się o kogoś troszczył, z pewnością by mu to pomogło być lepszym wsparciem, lepszym bratem czy synem. Zaśmiał się krótko na kolejny komentarz.
    — Rozumiem, że traktujesz to jako zachętę, tak? — zapytał, patrząc po niej zaczepnie. Sam nie był pewny ile chłopak mógł mieć lat.
    — Może, a może być jeszcze młodszy, dzieciak ma spory rozstrzał jako określenie —- odparł. Na kolejny komentarz zaśmiał się nieco dłużej i zgasił papierosa.
    — Hmm… flaki też można niby ładnie zakonserwować. Wiesz, że moje rodzeństwo nosiło swego czasu taką biżuterię? — powiedział. Przytaknął jej zaraz. — Jestem za, przy okazji zobaczę jakie Ty masz zdolności przy rozmowie, będę surowo oceniać — poinformował ją, uśmiechając się szelmowsko i podał jej rękę co by wstała i mogli udać się do tego nieszczęsnego dziecka. Ta krótka przerwa dobrze mu zrobiła.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  146. Ryu wypiął dumnie pierś.
    - Nie wiem czy uda mi się tego dokonać raz jeszcze. Te ręce nie robią tego na zawołanie. Pokazują swoją wielkość tylko w wybranych momentach - rzucił poruszając przy tym zabawnie brwiami i obserwując jak Akane się rozgrzewa. Sączył przy tym lemoniadę, którą mu dała. Zaklaskał w dłonie szczerze i z podziwem, kiedy udało się jej trafić podkową za trzecim razem. No cóż, do trzech razy sztuka jednak działało w jej przypadku.
    - Och no wiesz? Tak wpierdol mi zapowiadać? - uniósł wysoko brew i podniósł wyimaginowaną rękawicę. - Przyjmuję wyzwanie - poinformował ją. - Przegrany... - spojrzał jej prosto w oczy. - Usługuje wygranemu przez godzinę - pokazał jej język i rozgrzał swe nadgarstki, zbierając swe podkówki. Spojrzał po nich uważnie. - Nie zawiedźcie mnie...od tego me życie zależy - sapnął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  147. — Myślę, że wtedy łatwiej by mi było przestać myśleć o niej jako o ukochanej — odpowiedział i uśmiechnął się wymownie. Został zostawiony już dla pozycji w klanie a Franya miała już innego przy sobie. Nie czuł może dokładnie w 100% tego o czym teraz mówiła Akane, ale po części był w stanie się z tym utożsamić. Zaśmiał się lekko.
    — Takiej biżuterii nie dostaniesz na żadnym targu, gwarantuję. Musiałabyś zapytać dwie konkretne osoby żeby Ci pokazały kolekcję albo zrobiły — odparł z nostalgią. — Sprzedawanie takiej jest też nielegalne, kości łatwiej odróżnić, ale zaschnięte flaki… no ciężko dojść w kim wcześniej te flaki były, więc wiesz… trzeba było zabronić — podrapał się w tył głowy, bo i takie przestępstwa swego czasu się zdarzały.
    — Yhym, będę patrzeć — odpowiedział jej i poszedł z nią do tego pomieszczenia. Na szczęście nie była to faktyczna klatka, cela przypominała bardziej pokój. Zamknięta drzwiami z nietopniejące stali, bez żadnego okna, a pomieszczenie rozświetlały jedynie świece. Był oczywiście rudowłosy i nie miał więcej niż szesnaście lat. Spojrzał jak wchodzą do środka i rzucił w nich kamykiem, który miał w ręce.
    — Mogę już kurwa wyjść?! — krzyknął rozdrażniony. Ashan spojrzał po kamieniu, a potem po Akane, robiąc wcześniej unik. Jak obiecał tak też zrobił, nie odzywał się tylko obserwował co też zrobi granatowowłosa.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  148. — Tego też nie powiedziałem — przytaknął jej — Każda moc ma swoje wady i zalety — dodał jeszcze, bo sam przecież potrafił doświadczyć różnych aspektów swoich własnych darów i nie każdy z nich był piękny i kolorowy. Niemniej każdy musiał się ze swoimi mocami po prostu pogodzić. To nie była jakaś odrębna część, którą można było schować i wyciągać, kiedy się podoba. Uśmiechnął się do Akane.
    — W najgorszym wypadku to ja dręczył bym Ciebie o treningi — odparł z zadziornym uśmiechem. Gdyby nagle zaczął czytać emocje raczej oczywiste było, że do niej by się z tym zgłosił.
    — Pewnie nawet wiesz do kogo się zgłosić na oglądanie, hm? — zapytał jej jeszcze, ale nie oczekiwał tutaj odpowiedzi. Akurat jej wymowny uśmiech zdradzał mu, że zdążyła rozgryźć kogo miała na myśli.
    Chłopak w pomieszczeniu spojrzał spod byka na Akane i pierwsze co zrobił to pokazał jej środkowy palec.
    — Już mówiłem, nic kurwa nie zrobiłem. Rozmawiać już tutaj z nikim nie można? Zajebiście traktujecie ludzi — wywrócił oczami. Chłopak kłamał. Sprzedawał narkotyki, dopalacze poprawiające kondycję wojowników, a to zdecydowanie nie było tutaj legalne. Przeniósł wzrok na księcia. A gdyby mógł opchnąć samemu księciu, no przecież by się ozłocił, gdyby mógł to potem sprzedać jako informacje. Głupi by nie próbował. — Widziałem księcia z laską to chciałem zagadać, o autograf poprosić, ale był zbyt zajęty romansowaniem, a teraz przychodzi z argarską dziunią, hm? Rude takie brzydkie pewnie — zaśmiał się i położył z powrotem na łóżku. — Spadaj, nic na mnie nie macie. Jak tylko stąd wyjdę pójdę do straży i zamkną ten gówniany przybytek — dodał, uśmiechając się pod nosem.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!