Sometimes it's hidden, wish that I could see
A future picture of an older me
Would he be smiling and would he be happy?
Would he say a thousand words while looking right at me?
Darcy
Parabellum
Parabellum
księżniczka |fenalis 21.06 | 18 lat | 175cm | Phyonix-Argar
Wesoła księżniczka z Phyonix, która w końcu odkryła swoją przemianę. Darcy nareszcie odkryła swoją własną przemianę i dalej uczy się kontroli nad własnymi popędami, mroczną stroną - ta dalej próbuje wyjść, kiedy tylko nadarza się chwila słabości. Jest mistrzynią odkładania oraz bagatelizowania własnych problemów na rzecz czegoś co sprawia radość. Uwielbia swoją rodzinę, swoich przyjaciół, otaczający ją świat, wszystko co ma do zaoferowania życie. Przepracowuje swoje własne traumatyczne przeżycia, uczy się bliskości, zaufania. Podróżuje między ojczyzną a Argarem, chociaż dalej boi się ruszyć i zbadać nowy trakt, czy zboczyć z drogi do Phyonix. Dumna tancerka, utalentowana pianistka, skrzypaczka, lutnistka z całkiem niezłym drygiem do śpiewania - nie boi się sceny, w końcu jako księżniczka feniksów praktycznie się na niej wychowała. Mimo wszystko poza granicami domu woli pozostać na trybunach, dobrze się bawiąc. Fanka pikantnego jedzenia i kwaśnych owoców, która je maksymalnie dwa razy dziennie. Kocha Phyonix, bo to jej ojczyzna, dom, miejsce, które pragnie chronić, rozwijać równie prężnie co rodzice. Kocha Argar, bo to dom jej bliskich, miejsce, w którym może czuć się słaba bez lęku o Bellhardów. Pełno jej tam, gdzie są Ci, na których jej zależy, a także rzeczy, które lubi. W Argarze zarabia na życie udzielając korepetycji z tych dziedzin, w których jest ekspertką i sprzedając nadmiar upolowanych przez Abyss gorr, a w Phyonix po prostu jest rozpieszczoną księżniczką opływającą w luksusy. Kocha sprzeczności, nieśmieszne żarty a także gadulstwo, którym z uśmiechem na ustach przytłacza innych. Ostatnio ulepszyła zamki w drzwiach i zamknięcia okien, aby bronić się przed niechcianymi próbami włamań co niektórych.
POWIĄZANIA/DODATKOWE
_____________________________________________________________________
POPRZEDNIA KP
Wizerunek: Aeolian by WLOP
Wizerunek: Aeolian by WLOP
Cytat: Hollywood Undead - Gotta let go
Tytuł: Sarius - Wiking (prod. Gibbs)
Tytuł: Sarius - Wiking (prod. Gibbs)
Ostatnia aktualizacja: 20.06.2025
Ryu podziękował za przekąski i chwycił sobie owocka, żeby go przekąsić zanim poczęstował się lemoniadą. Uśmiechnął się do niej delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Właściwie to nic - przyznał szczerze. - Moje nogi mnie tu przyprowadziły, jak oczyszczałem głowę z natrętnych myśli - wyszczerzył się do niej. - Czasem potrzeba takiej chwili samotności, w której wszystko tak z ciebie zejdzie i pozwoli na oddech - zauważył spokojnie. - Nie masz tak? - zainteresował się. - Jak ty oczyszczasz swoją głowę? Nie obraź się, ale jesteś najbardziej paplającą osobą jaką znam, więc podejrzewam, że i myśli masz tysiąc na minutę, a w takim wypadku czasem przyda się po prostu jakieś takie wyciszenie - stwierdził. - Ale mogę się mylić - dorzucił jeszcze.
Ryu
Ryu zerknął na nią, gdy tak spoglądała w bok i przekręcił lekko głową niezbyt pewien jakie też myśli teraz przez tę jej łepetynę przelatywały. Ostatecznie stwierdził, że lepiej nie pytać. Zdawała się nieco speszona w tych swoich gestach. Skinął głową, gdy opowiadała o swoich sposobach i uśmiechnął się nieco na wieść, że czasem musi się skupić aby cała okolica z dymem nie wyparowała.
OdpowiedzUsuń- Tak, tak, pamiętam - potwierdził. - Ale jeszcze nie widziałem tego twojego wybuchu, więc mogę jedynie wierzyć na słowo - dodał zaraz. - Świadomość, że tak się może stać w wielkich emocjach musi ci ciążyć - dorzucił spokojnie. - A przy tym... kontrola nad takim zjawiskiem... musisz być niesamowita w niej - dodał swobodnie. Co do wygadania się rozumiał, czasem wystarczyło to zrobić, a czasem niestety wychodziło zupełnie nie tak jak się to planowało. Skrzywił się nieco przy tym i znów upił trochę lemoniady, parskając zaraz śmiechem. - Wybacz zaniżenie twoich możliwości - zaśmiał się lekko. - Dwa tysiące w takim razie - śmiał się jeszcze dłuższą chwilę. - Tak, wszystko jest w porządku - zapewnił ją. - Ale wiesz... nie mam ochoty rozmawiać o tym co mi natrąciło w głowie - przyznał szczerze. - Mam chyba dość rozmów na te tematy jak na jeden dzień - stwierdził. - Zdecydowanie chętniej posłucham ciebie...
Ryu
- Nie zwróciłem na to uwagi - przyznał szczerze. - Wiesz, parę miesięcy temu pożar tu podobno był, więc... nie do końca idzie powiedzieć czy to pożar czy ty - stwierdził spokojnie. Już pomijając oczywisty fakt, że po prostu nie rozglądał się w poszukiwaniu wypalonych placów. - Jasne, rozumiem. Nie chcesz nikogo skrzywdzić to jak najbardziej zrozumiałe. Na pewno też zdajesz sobie sprawę z tego, że niektórzy... twoi przyjaciele, pewnie daliby radę nawet jeśli ponieśliby jakieś szkody fizyczne - przyznał i pokiwał głową. - To naturalne, że chcesz ich przed tym chronić - zgodził się z nią. Zgodził się również z nią w temacie tego, że nie jest słaba, ale dużo brakuje do pełnej kontroli. - Praktyka i trening sprawi, że kiedyś będziesz w tym mistrzynią - stwierdził spokojnie, po czym zerknął na nią i słuchał uważnie na temat jej czarnych myśli. Zagryzł lekko wargę i zerknął na swój kamyczek, po czym odetchnął głęboko. - Wbrew pozorom rozumiem i to - przyznał, po czym pokręcił głową i parsknął śmiechem. - No co ty... nie chodzi o twoje paplanie - zapewnił ją. - Ja po prostu... no nie mam ochoty o tym rozmawiać.
OdpowiedzUsuńRyu
- Tak, tak, ale wiesz kilka miesięcy to za mało, żeby wszystko odrosło - rzucił swobodnie. - No wiesz, w niektórych miejscach poszły całe drzewa. Trudno tu mówić o odrastaniu szybkim - skomentował, bo chociaż wiedział że paru Argarczyków miało ku temu odpowiednie moce to nie wszystko jeszcze wróciło do normy. Skinął głową na wieść o jej udziale w obronie roślinności. - Zapewniam, że tutejsza roślinność jak i zwierzęta są ci wdzięczne za twą obronę - powiedział poważnym tonem zanim zaśmiał się cicho i wsunął dłoń do kieszeni swoich spodni by wyciągnąć z nich sztylet. - Co prawda nie zamierzałem tego robić, ale jak już o tym wspomniałaś... - spojrzał po jej gardle i pokręcił lekko głową. - ...hm... nie, zbyt szkoda tego gardełka - puścił do niej oczko. - Nie ma co się szarpać - stwierdził lekko samemu również upijając nieco swojej lemoniady. Wzruszył ramionami na podsumowanie jego osoby. - Masa dobrych rad... - westchnął ciężko. - ...czasem idzie w parze z mrocznymi myślami. Rady to jedno, a łepetyna robi swoje - rzucił lekko i pokiwał głową masując sobie nos. - Wiem, że żartujesz, ale nie jestem pewien czy nie siedzi ci w głowie to całe gadulstwo. No wiesz, że nie rani cię to gdy ktoś nie chce ci czegoś powiedzieć bo obawia się o paplanie - wyjaśnił. - W moim przypadku aktualnie... po prostu jestem po długiej rozmowie z Akane i ta rozmowa trochę nadszarpnęła moje nerwy - przyznał. - W związku z tym i tylko z tym nie mam ochoty wracać do tych tematów - wyjaśnił.
OdpowiedzUsuńRyu
Mohe ponownie lekko się zaśmiał.
OdpowiedzUsuń- Masz wymysły przyjemne w dotyku? - uśmiechnął się do niej zadziornie. - To musi być ciekawe zjawisko - poruszył zabawnie brwiami. Wiedział o co jej chodziło, ale powiedziała to na jego ucho dość zabawnie. Zawstydzenie dziewczyny dodało mu humoru. Spojrzał po jej palcu i skrzyżował z nią wzrok. - W zdrowych ilościach i to co smaczne? Ach, a to co dla Ciebie nie smaczne to pijesz w niezdrowych ilościach, tak? - ponownie uśmiechnął się pod nosem i zaśmiał. - Przynajmniej to wynika z tego co mówisz o bimberku, i z tego co przed sobą widzę - uśmiechnął się szerzej. - Maczanki? Smaków jest wiele, zależy o którą pytasz. Większość ma raczej ziołowe smaki, ale do każdej używa się nieco innych składników, więc są dość różnorodne. Właściwie w maczankach bardziej patrzy się na zamierzony efekt, nie smak. Jedne pobudzają, inne wyciszają, w jeszcze innych masz wrażenie, że dusza odrywa się od ciała. Są takie które przyspieszają przepływ krwi, takie co oczyszczają organizm z toksyn... Jest ich dość sporo - przyznał, przytakując sobie głową.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No proszę, a podobno nie lubisz dotykania - zaśmiał się lekko i obserwował to jak bacznie waży co powiedzieć. Koniec końców zaśmiał się głośniej. - Bez obaw, biorę poprawkę na Twój stan, ale zdecydowanie zapamiętam ten wieczór, bardzo uważnie - przyznał rozbawiony. - Hmm... Pobudzenia Ci raczej nie brakuje. Może ta wyciszająca? Ciekawe myśli potrafią przyjść do głowy po jej wypiciu, ciekawe rozwiązania - przyznał. - Jest też taka, która nasila fizyczne odczucia, ale Ty nie lubisz takich odczuć, więc nasilanie ich brzmi raczej bez sensu. No, ale jest taka, która po prostu rozluźnia i poprawia humor, po niej to się dopiero głupoty gada - wyszczerzył się do dziewczyny, a kiedy ta runęła na ziemię w tym pięknym stylu to po prostu parsknął śmiechem. Zbliżył się by przy niej kucnąć. - Całkiem urocza z Ciebie pierdoła - rzucił, dalej rozbawiony. - Cała jesteś? W sumie, co ja pytam... Jeżeli cokolwiek poczujesz to raczej rano - zauważył w zabawnym tonie. - Chwila postoju? Mam nadzieję, że mi tu nie zaśniesz...
Mohe
Mohe zaśmiał się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Strasznie skomplikowane te Twoje wytyczne, ale mniej więcej rozumiem - przyznał z uśmiechem i zerknął kątem oka na warkocz, który przyłożyła mu do twarzy. - I jak bym wyglądał w Twoich włosach? - zapytał z nieco zadziornym uśmiechem. - Przyznaję, są bardzo przyjemne w dotyku - kiwnął głową. Na słowa co do jego włosów ponownie się lekko zaśmiał. - Jak już wytrzeźwiejesz to będziesz mogła je sobie podotykać, nie chciałbym później usłyszeć, że pod wpływem używek Twoje ręce zawędrowały nie tam gdzie powinny - poruszył zabawnie brwiami. Kiedy wyjaśniała tą całą fizyczność, słuchał uważnie. - Rozumiem, jednak po tej maczance nawet zwykłe przejechanie palcem po skórze jest o wiele bardziej intensywne, a co dopiero przytulanie - naświetlił jej sprawę i zaraz się zaśmiał. - Nie moja wina, że tak pięknie w te pułapki wpadasz - rzucił żartobliwie. - Bez obaw, zdaję sobie sprawę, że "nie w taki sposób" - przyznał spoglądając po jej buzi. Lubił, gdy dziewczyny się rumieniły i nawet tego nie ukrywał. - Myślisz, że było by aż tak źle? Cóż, piszę się by to sprawdzić. Najwyżej umrę w dobrej wierze - zaśmiał się. Uśmiechnął się łobuzersko i pokręcił głową, gdy pokazała mu język, tutejsze dziewczyny chyba dość często to robiły. - No tak, i w tańcu też się pewnie nie pierdolisz - dodał, dalej z uśmiechem i zaraz lekko uniósł ręce w geście poddania. - Jasne, nie chcemy rzygania, mi się nie spieszy, możesz sobie trochę poleżeć - odparł i sam opadł pośladkami na ziemię, a dłonie oparł za plecami.
Mohe
Chłopak wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Może i urok ma, ale... - wzdrygnął się nieco. - Wiesz przez to, że przesiąkłem trochę Lasem dość mocno zwracam uwagę na krzywdę jaka dzieje się roślinności czy zwierzętom - przyznał się jej spokojnie i uśmiechnął się lekko. - Dla mnie... niezbyt to urokliwe - dorzucił jeszcze bawiąc się chwilę sztyletem, gdy ona nieco się spięła. - Jasne, nie ma sprawy - stwierdził swobodnie. - Wiesz warto i to czasem poćwiczyć - wyszczerzył się do niej chowając ostatecznie swą broń. Pokiwał głową na kolejne słowa dziewczyny. - Dokładnie, Mroczne myśli trzeba kontrolować - zgodził się z nią i odetchnął głęboko. - I nie pozwalać im za często wychodzić na powierzchnię, o przejmowaniu kontroli nawet nie wspomnę - przyznał i zaśmiał się lekko. - Myślę, że oboje nadaszarpnęliśmy swoje nerwy, bo wiesz... wbrew pozorom potrafię się odciąć - wyszczerzył się do niej unosząc lekko brew. - Hoho, Natan? Zdradził ci tajniki? Niemożliwe - roześmiał się serdecznie. - To może jakiś słaby? Ale naprawdę słaby Dar... moja głowa nie przyjmie nic mocniejszego - dorzucił.
Ryu
Nie bronił nikomu mieć odmiennego od niego zdania w kwestii urokliwych miejsc czy tego co się lubiło, ale był wdzięczny Darcy że nie pociągnęła tematu. Zerknął na "Niepraszalskich" (urocza nazwa swoją drogą) i pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Całkiem im się powodzi, chociaż trochę je przelałaś - dorzucił. - Zobacz, pożółkłe liście oznaczają, że za dużo wody im dajesz. Zbyt dużo miłości od ciebie otrzymują - uśmiechnął się do niej delikatnie. - Spróbuj przez jakiś czas ograniczyć nawodnienie - zaproponował. - To ci odżyją i wystrzelą - dorzucił spokojnie. - Gorąca osobowość mówisz? - spojrzał po niej i przetaksował ją spojrzeniem. - A czymże się ona objawia? - zainteresował się bo jeszcze poza oczywistym ogniem, u Darcy nie zaobserwował takich szalonych rzeczy. Zaśmiał się lekko unosząc głowę w górę.
- A widzisz? Ja to potrawię zaskoczyć, co nie? - rzucił dumnym głosem. - Cicha woda a brzegi rwie - parsknął śmiechem, ale spoważniał gdy stwierdziła, że nie zawsze wie, kiedy jej mroczność wymyka się spod kontroli. - Wiesz to nie zawsze jest łatwo wyłapać - spojrzał jej prosto w oczy. - Ale ty pierwszy krok już poczyniłaś. Zdajesz sobie z tego sprawę a to już dużo. Teraz tylko ćwiczyć i ćwiczyć - pokiwał głową. - Bo choć brzmi to strasznie żmudnie i okrutnie to faktycznie ćwiczenia czynią z nas mistrzów - stwierdził. Sam dźwignął się na nogi i sięgnał sobie po kule by przetransportować się do kuchni i usiąść przy stole. Ilość nalewek nieco go przeraziła. Zacisnął mocno wargi obserwując je wszystkie. - To może tę i tę... tak po pół kieliszka? - zaproponował. - Wiesz ja naprawdę mam słabą głowę - szepnął.
Ryu
Grima posłała Darcy szeroki uśmiech, bardzo się cieszyła, że dziewczyna zamierzała dopilnować by każdy z gości był obecny na jej ślubie. Słysząc odpowiedź co do sukienki zamyśliła się bardzo mocno. - Hmmm... - to o co pytała Darcy nie było wcale takie łatwe. Najważniejsza gwiazda wieczoru? Nigdy nie była jakaś najważniejsza... Nie bardzo wiedziała jak to sobie zobrazować, więc poszła w stronę wspomnienia, w którym poczuła się naprawdę ważna. W dzień oświadczyn Tonego. Uśmiech zaraz rozciągnął się na jej ustach, a ona wstała energicznie ze swojego miejsca i wskoczyła na pobliski stołek. - Ona... Ta sukienka... Ona... Hmmm... - zaczęła dreptać po meblu, wymijając wszystkie obecne na nim obiekty. Zaraz zeszła na podłogę i zaczęła krążyć. Jaką by chciała sukienkę? - Taką jak gwieździste niebo! Jak tęcza! No i z... takim... Takim falem białym do kolan! Oczywiście z miejscem na ogonek! - wyszczerzyła się radośnie. Tak, taka wizja sukienki brzmiała na jej uszy naprawdę fajnie.
OdpowiedzUsuńGrima
- Tylko nie przesadzaj z przesuszaniem - rzucił jeszcze, kiedy widział jej minę. - Może po prostu na razie zdecyduj się na podlewanie raz w tygodniu a nie dwa czy trzy - zaproponował jeszcze i parsknął śmiechem na to zapewnienie o łamaniu serc.
OdpowiedzUsuń- Oho... panienka ma o sobie całkiem wysokie mniemanie, łamaczka serc? No proszę - zacmokał. - A skąd też panienka to wywnioskowała? Czyżby jakiś amant się wysypał? A może podwładni wzdychali i niestety się do od bramy serducha odbili? - zadał kilka pytań pod rząd, przy ostatnim wzdychając teatralnie i zaraz uśmiechnął się krzywdo. - Miło mi to słyszeć - przyznał szczerze. - Nie mniej szybko ci się znudzę - zasalutował jej jeszcze i pokiwał lekko głową. - Pewnie, że ciężko coś takiego ćwiczyć. Właśnie w tym sęk, że nic cię na takie sytuacje nie przygotuje... ale na początek warto wyłapać kiedy rozpoczyzna się ta rozróba - mruknął. - Wiesz taki punkt zapalny... skupić się na tym... przeanalizować co to było i później... przynajmniej w teorii powinno być łatwiej to przeżywać... lżej czy coś - mruknął i spojrzał po niej, gdy tak zaczynała kręcić. - A mogę bez alkoholi? Rany... jak mogę bez to chętnie wezmę bez - przyznał szczerze. - Wiesz wypiłem już dwa... ale Meliodasem to bym specjalnie się nie przejmował - machnął ręką śmiejąc się na ten jej komentarz. - On tam nad moim pijactwem pieczy nie trzyma. Pewnie jeszcze pionę by z tobą zbił za upicie mnie.
Ryu
Grimy uśmiech nie znikał z twarzy, a oczy dalej intensywnie jej świeciły. Energicznie przytaknęła głową i podskoczyła kilka razy w miejscu. - Tak! - zachichotała wesoło. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję Felciu! - skoczyła w stronę przyjaciółki by ją wyściskać. Taki prezent wyjątkowo jej się podobał. - Hm? - na komentarz o widzeniu siebie goblinka ruszyła w stronę najbliższego lustra co by zobaczyć swoją buzię. Zachichotała zadowolona z tego co widzi. - Rzeczywiście! Nawet mi się podoba! Nie jestem chyba wcale taka brzydka... - stwierdziła z szerokim uśmiechem i zaczęła oglądać się z różnych stron. Złapała zaraz swój ogon i przyłożyła jego pędzel pod nos, imitując wąsa. Zrobiła przy tym głupią minę i zwróciła się w stronę Darcy. - Co powiesz damulko? Czy to ten wąs co Felcią trząsł? - zachichotała.
OdpowiedzUsuńGrima
Grima zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Nie jestem, nie musisz kłamać. Nie muszę być śliczna, mam wiele innych radości, których nigdy nie miałam. Nawet brzydka mogę się cieszyć i być szczęśliwa - wyszczerzyła się do przyjaciółki i zaśmiała się na jej zawstydzenie. - Ależ z Ciebie niewiniątko - podsumowała, by zaraz zastrzyc uchem i gdy Darcy ją ustawiła przodem do lustra, znowu po sobie spojrzeć. - Widziałaś siebie? Ty jesteś śliczna. Co chwilę ktoś się za Tobą ogląda - zauważyła podnosząc oczy do jej buzi i zaraz znowu spojrzała w swoje odbicie. - Jestem mała i chuda... Mam krzywe zęby i brakuje mi jednego kła... Nadal jest mleczny i nie chce wyrosnąć ten co powinien... Jestem słaba, nawet podwieczorek byłby ze mnie marny - powtarzała w większości to co słyszała większość swojego życia. - Włosy mają kolor brudnych glonów... ale oczy i ogon... No dobrze, te akurat lubię - przytaknęła sobie głową i posłała ich wspólnemu odbiciu uśmiech.
Grima
Parsknął śmiechem na to całe mistrzowanie i ukłonił się jej lekko.
OdpowiedzUsuń- Polecam się na przyszłość - rzucił wesoło pstrykając ją w nos. Pokiwał głową co do wyjaśnień. Wybujałe ego było dobrym wyjaśnieniem, a jednocześnie słabą wymówką. Na szczęście w tym przypadku to pierwsze wchodziło w grę. Zastanowił się na pytanie co do tego jak on sam ćwiczy i odetchnął głęboko.
- Mam trochę inaczej niż ty - powiedział szczerze. - Można powiedzieć, że słyszę głosy w głowie, pewne szumienie i narastający hałas - zagryzł mocno wargi. - I kiedy je słyszę to staram się po prostu od tego odciąć. Nie dać temu zawładnąć mą osobą - uśmiechnął się lekko. Trudno było wyjaśniać bez wchodzenia szczegóły, czy zdradzania faktu że ma w sobie kryształ, a z nie każdym się tym dzielił (nie pamiętam czy z Dar się tym podzielił). Złapał kubek z drinkiem i posmakował go.
- Mhm dobra jest - wyszczerzył się do niej i znów roześmiał. - Może trochę przesadzam, ale ja tak naprawdę po prostu nie przepadam za piciem - rzucił swobodnie. - Piję dla smaku, czasem dla towarzystwa, ale no wiesz... jak mogę zrezygnować to rezygnuję - wyjaśnił. - A głowa... cóż... raz po dwóch piwach rzygałem to mi wystarczy na wyznacznik - znów się roześmiał.
Ryu
- Nie, dręczenie nosów to specjalny dodatek do usług dla wybranych. No wiesz coś jak napiwek - pstryknął ją w czoło i odsunął się nieco słuchając o jej mrocznym głosie i rozmowach. Nie bardzo mógł jej powiedzieć, że sam sobie z kryształem prowadzi dyskusję więc tylko skinął głową i rzucił. - Mi pomaga wprowadzanie spokoju, kiedy to wyłapuję - uśmiechnął się lekko. - I na razie przy tym zostanę - wyszczerzył się do niej. - Ale dzięki za radę - dodał zaraz. On z kryształem gadał, kiedy ten nie próbował swoich brudnych sztuczek. Uniósł wysoko brew.- Dale nie wierzę, że Natan pozwoli ci kiedyś zaserwować takiego drinka w lokalu - parsknął cicho. - Ale na imprezy? Jak znalazł. Będziesz naszym ulubionym drinko-wykonywaczem - rzucił cicho, zaraz patrząc po niej dość sceptycznie. - No nie powiedziałbym - uśmiechnął się lekko. - Ty po prostu lubisz alkohol - stwierdził. - I to też jest w porządku.
OdpowiedzUsuńRyu
- A nie jesteś? - uniósł wysoko brew i nawet pokuśtykał trochę by przyjrzeć się jej uważnie. - Pierwsze słyszę - skomentował. - Każdy z nas jest wyjątkowy na swój sposób, już sobie nie odejmuj aż tyle - rzucił zawadiacko. - Cholera... wydało się - westchnął ciężko. - I cały mój misternie żłobiony plan poszedł w pizdu - westchnął przeciągle, zdołowany siadając na swoim miejscu i upijając swój bezalkoholowy trunek. Pokiwał tylko głową na wieść o tych całych trunkach, po czym spojrzał po niej i z uwagą wysłuchał czego nie lubi. - O widzisz.. a ja to ostatnio chyba bardziej w whiskey idę - przyznał. - Bo to zamawiasz szklaneczkę, dostajesz tak 1/3 i możesz sączyć caaaały wieczór - uśmiechnął się nieco. - A wódka... jeśli chodzi o smak alkoholu to nawet mi nie przeszkadza, acz mówię jak mogę wybrać to nie wybieram alko - skomentował. - Kwaśne... zapamiętam. kwaśne ale nie mrożące poślady - puścił do niej oko i parsknął znów. - My z kolei mieliśmy taką przygodę z rumem na plaży jak byliśmy mali. W lustrze - mruknął. - Znaleźliśmy całą skrytkę pełną rumu i bum... trochę się narąbaliśmy - mruknął uśmiechając się przy tym krzywo. - Nie, chyba nie. Ale jestem zwolennikiem kwaśnych napojów - przyznał. - Poza czekoladą Rei, która jest wyjątkiem na te doły i smutne dni... idę w kwasidła.
OdpowiedzUsuńRyu
Puścił do niej oczko, a zaraz skrzywił się i oparł czoło o blat stołu.
OdpowiedzUsuń- Błagam... tylko nie bohater... - jęknął głośno. - Mogę sobie wyglądać jak detektyw, ale błagam... nie bohater. Jezu... czemu każdy z kim rozmawiam mi mówi o bohaterstwie? Rozumiem, że mam pewne cechy takiego, ale do jasnej cholery nie czuję się nim - burknął, wlepiając w nią swe spojrzenie i upijając łyk bezalkoholowego drinka. - Naprawdę nie potrzebuję takiej łatki... - mruknął, po czym pokiwał lekko głową. - Nauka to co innego, ja tam osobiście uważam, że wszystkie jedzeniowe rzeczy powinno się spróbować chociaż raz... no może ze dwa razy, aby móc wypowiadać się czy coś lubimy czy nie - rzucił. - Bo czasem wygląd czy konsystencja może odrzucić, ale smak... smak wynagrodzi wszystko - uśmiechnął się. - Cóż... coś tam by się znalazło ale głównie o Gavinie - mruknął. - Gavin konkretnie odwalał... macał Akane, ciągle buziaki chciał jej rozdawać. Ogólnie chlał na umór.
Ryu
Ryu odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Jestem spokojny... po prostu chyba bardzo przewrażliwiony na tym punkcie. Wiele osób przykleja mi łatkę bohatera, a ja się nim wcale nie czuję - wyznał szczerze. - Nic a nic... - westchnął. - To co robię to nie dla poklasku, po prostu lubię innym pomagać i nie ma w tym nic złego. Aha i patrzę najpierw na siebie. Tego co prawda wciąż się uczę, ale wychodzi mi to coraz lepiej - uśmiechnął się lekko. - Po prostu nie znoszę tej łatki... i chociaż wśród przyjaciół chciałbym jej nie mieć - wyjaśnił, oddychając głęboko. Skinął głową na to jej zdanie i wzruszył ramionami. - Mam - odparł ze śmiechem. - Pudding. Wygląda jak glut, konsystencję ma no glutowatą i niezbyt dla mnie przyjemną, a smakuje dobrze - zauważył z uśmiechem, po czym wzruszył ramionami. - Nie zawsze taki był - odparł spokojnie. - Czasem dało się z nim porozmawiać, aczkolwiek mnie nigdy nie lubił - uśmiechnął się do niej krzywo. - Bo chciałem "jego" dziewczyny - wyjaśnił spokojnie. - Poza tym byliśmy srajtkami wtedy... więc każdy miał coś za uszami.
Ryu
Zastanowił się chwilę i podrapał po głowie.
OdpowiedzUsuń- Jestem pewien, że już jakąś mam - odparł wymijająco. - Poza bohaterską łatką to jest... na pewno już jakaś jest i chodzi po mieści - mruknął, po czym wzruszył ramionami. - To raczej nieuniknione, chociaż szczerze mówiąc nie chciałbym mieć żadnej łatki, ale wiem że to nie jest możliwe - uśmiechnął się do niej, znów upijając trochę bezalkoholowego drinka. - Szkoda, bo świat byłby prostszy bez przyklejania łatek - rzucił jeszcze, po czym uniósł wzrok na Darcy. - Nie, nie. On ją nazywał swoją dziewczyną - poprawił ją spokojnie. - Ale tak, była taka jedna co się nim po części interesowała - uśmiechnął się lekko.
Ryu
Ryu skinął głową. Niestety był pewien, że sam padał ofiarą przyklejania łatek. Na pewno komuś jakąś przykleił, choć w danej chwili ciężko mu było sobie to przypomnieć.
OdpowiedzUsuń- Niestety - zgodził się z nią, znów biorąc łyk swojego drinka. - Hm... Trudne się wylosowało - rzucił ze śmiechem na ustach. - Jeśli o mnie chodzi to z całą pewnością będzie to smartphone. To było takie urządzenie służące do komunikacji, a jednocześnie mogłeś na nim oglądać filmy, słuchać muzyki, grać w gry i robić wiele innych rzeczy. To uzależniało. I o ile czasem brakuje mi podstawowej funkcji telefonu... Czyli fajnie byłoby po prostu móc wybrać czyjś numer i pogadać z tym kimś niezależnie od tego gdzie się jest... To za całą resztą nie tęsknię. I jest mi jakoś lżej bez tego - powiedział spokojnie. - No to z drugiej strony czy jest coś co było w Argarze a nie ma tego w Mathyr a ty byś tego chciała? I pomijamy odtwarzacz muzyki bo to już wiem - pokazał jej język.
Ryu
- Mieścił się w kieszeni. Był prostokątny i mały ale nie pytaj mnie o to jak go zrobili... Takie rzeczy to Tony ci może powiedzieć bo to skomplikowane. Po prostu technologia była na tak wysokim poziomie że takie małe urządzenie mieściło w sobie to wszystko - rzucił lekkim tonem i parsknal śmiechem. - Oj, oj co to za kopiarstwo? - pogroził jej palcem przed nosem. - Ja to za lodówka tęsknię, do przechowywania żywnosci i... O dziwo za rowerem, taki pojazd na dwóch kółkach, napędzany przez nogi - rzucił i wstał by wziąć sobie trochę mąki, rozsypać ja na blacie i palcem wyrysować rower. - O coś takiego. Tylko ja to rysować nie umiem więc jest koślawo
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu puścił do niej oczko.
OdpowiedzUsuń- Nie chciałem cię niepotrzebnie kłopotać z kartką skoro mąka była pod ręką - rzucił lekkim tonem i zaraz też uniósł lekko brew. - Inaczej - odparł wymijająco. - Nie siedzisz w takim rozkroku i nie musisz biodrami ruszać wraz z wierzchowcem... Ale za to jesteś trochę bardziej zgarbiony - pokazał na swoim przykładzie jak wyglądała mniej więcej pozycja do jeżdżenia rowerem. - Ach no i musisz utrzymywać równowagę - dodał jeszcze. - Bo to nie zwierzę a urządzenie i ono się chybocze - pokiwał sobie głową. - Ale hej, ja też wspomniałem że ta funkcja rozmawiania była super!
Ryu
- Ja ci to później posprzatam - rzucił z uśmiechem teraz malując w mące patyczaka mającego przypominać Darcy. Z dużą dozą wyobraźni dało się to zobaczyć, z małą... Była to tylko głową z długimi włosami na kilku kreskach. Pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Oj zdecydowanie łatwiejsze w utrzymaniu - zgodził się z nią. - i tak będzie można fortunę zbić - dodał wesoło. - Po wojnie, jak tego... Dożyjemy - dodał cicho kończąc swojego drinka. - Dobra, zrób mi takiego samego ale z kapką alkoholu - poprosił szczerząc się do niej. - Najwyżej wbije ci do wyra.
Ryu
Ryu spojrzał po niej i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Co z tego że gość? Jestem wpraszalskim gościem - przypomniał jej. - I jeszcze robię ci syf - dodał pochylając się trochę w jej stronę. - Serio, posprzątanie tak niewielkiego fragmentu blatu z mąki to żaden problem dla mnie - dorzucił i cmoknalął ją w czoło z nienacka, po czym wzruszył lekko ramionami. - Też na to liczę ale przygotowuje się na każdy scenariusz. Nawet ten najbardziej brutalny - dodał zaraz i podziękował jej za drinka biorąc od razu lekkiego łyka. Smakowało nieco bardziej kopiaco ale Darcy dała na tyle małą dawkę alkoholu że nie było to aż tak wyczuwalne. - Ile alkoholu to twoim zdaniem za dużo alkoholu? - zainteresował się.
Ryu
- No właśnie - klasnął w dłonie. - Posprzątanie mąki to nic wielkiego - zgodził się z nią. - Tym bardziej ci z tym PO-MO-GĘ - zaznaczył posyłając w jej stronę niewinny uśmieszek i obserwując ją uważnie po krótkim cmoknięciu. Zarumieniła się, a przy okazji miał wrażenie, że gdziś tam w głowie pojawił jej się error. Tak to wyglądało z jego punktu widzenia. Zaśmiał się cicho i odebrał od niej drinka aby stuknąć szklaneczką o jej własną. Upił znów łyk, po czym pokiwał głową, kiedy wypowiadała się w sprawie swojej granicy. - Mhm... może coś w tym być - zgodził się z nią. - Moja granica? To zwykle jedno, dwa piwa - wyjaśnił. - Albo jeden maksymalnie dwa drinki - uśmiechnął się lekko. - Po większym alko... po prostu odpadam.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu parsknął śmiechem, kiedy dziewczyna zaczęła sprzątać nie dopuszczając go do blatu. Dźgnął ją palcem w bok, po czym biodrami w biodra by ją przesunąć, po czym zanim zdążyła cokolwiek, wziął trochę mąki w dłonie i dmuchnął nią w dziewczynę.
OdpowiedzUsuń- Tak się kończy zabranianie mi pomagania tobie - puścił do niej oczko śmiejąc się lekko, kiedy ta była cała biała. - Hm... kończę za krzakiem i rzygam dalej niż widzę - rzucił krzywiąc się przy tym. - Raczej się nie awanturuję ani nic... a ty co robisz jak przegniesz, hm? - zainteresował się.
Ryu
Podrapał się po brodzie i poruszał zabawnie brwiami.
OdpowiedzUsuń- Nie, gospodarza domu traktuje się znaaacznie gorzej - rzucił pokazując jej język. - Ale na to musisz poczekać aż mi noga zupełnie się zagoi - dodał zaraz śmiejąc się pod nosem. Pokręcił przy tym głową. - A skądże znowu... jaką wojnę? - spojrzał po Darcy z niewinnym uśmieszkiem na twarzy. - Ja tylko wyrażam swoje niezadowolenie, bo ktoś tu bardzo chciał nie dać mi pomóc - dorzucił lekkim tonem, by wybuchnąć gromkim śmiechem. - Ach tak... czyli niezbyt wiele się zmienia, a propo gadulstwa - zaśmiał się lekko. - Tytuł największej gaduły już masz i nie martw się... myślę że nikt ci go nie zabierze. Korona jest twoja.
Ryu
- Jak mi się noga zagoi to będziesz wpuszczać mnie do domu na własną odpowiedzialność. Ja mam czyste sumienie, ostrzegałem - parsknął śmiechem i pokręcił głową na to jej stwierdzenie. Posłał jej nawet buziaka w powietrzu. - Zaraz na takie gesty... przecież ja z miłością do ciebie. Całym sobą krzyczę, że bardzo cię lubię - puścił do niej oczko. - I co złego to nie ja - zamrugał znacząco i rozejrzał się dookoła. - Ojca? A gdzie ty tu ojca widzisz? - zapytał śmiejąc się jeszcze i poczochrał ją po włosach. - Skoro najładniejsza to trzymaj ją i nie daj jej sobie zabrać - poradził. - Pasuje idealnie.
OdpowiedzUsuńRyu
- Tak jest, będę uważał z rozdawaniem swojej miłości - zapewnił ją. - Już uważam - dodał nieco poważniej i ciszej. Nie warto było wpadać po uszy, kiedy zwykle odbijało się przy tym od ściany. Upił łyk swojego drinka i zacisnął mocniej dłoń na swej szklaneczce, chwilę milcząc i nieco wyłączając się przy tłumaczeniu stwierdzenia. - Wiem, wiem... - powiedział w końcu śmiejąc się pod nosem. - Szukanie ojca też było żartem - zapewnił. - Poza tym... jakbyś zmieniła "ojca" na "matkę" to bym nawet nic takiego nie zrobił, bo koniec końców... jesteś kobietą, więc ojcem nigdy nie będziesz - zauważył oczywistą oczywistość. Patrzył na płonącą koronę i zaraz pokręcił głową. - Nie, dziękuję. Mi wystarczy wieczne drugie, trzecie, ostatnie miejsce - zasalutował jej.
OdpowiedzUsuńRyu
- Zaraz tam wstyd - pokręcił głową. - Każdy ma prawo żartu nie zrozumieć - pstryknął ją w nos i spojrzał po niej wymownie. - Czemu smutna perspektywa? - zapytał jej. - Dzięki, ale najmilszy argarski chłopak nic mi ni daje - wzruszył ramionami. - Przez to jestem nudny i prawdopodobnie cholernie przewidywalny - dorzucił. - Żaden tam ze mnie miły chłopiec... ot zawsze przegrywam, gdy chodzi o serducho.
OdpowiedzUsuńRyu
- Prawdę zaprawdę powiadam ci - odparł krótko i podszedł do niej nieco. - Ja nie o nich mówię, bo to nie pierwszy raz jak jestem drugi... teraz też tak jest - uśmiechnął się krzywo. - Jak nie zbyt nudny to zbyt egzotyczny. Nie mam po prostu szczęścia na tym polu - stwierdził kręcąc lekko głową. - A co do bycia ślepym... wiesz, że serce nie sługa? Czasem po prostu wybiera tak a nie inaczej. Nie ma tu nic do rzeczy... Gave jest świetnym facetem, zapewnia dreszczyk emocji non stop - uśmiechnął się krzywo. - A żeby w związku nie było nudno to przecież o to chodzi, nie? - zapytał jej, a kiedy odwróciła się do niego tyłem, nie przeszkadzał jej w opanowywaniu swych emocji. - Ale... dzięki - dodał jeszcze.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu wzruszył ramionami.- Wydaje mi się, że każdy ma jakiś swój typ - zauważył dość neutralnie. Przysiadł sobie na krześle z powrotem bo noga dawała mu się już we znaki. - Lubię inteligentne kobiety, nie bojące się wyrażać swojej własnej opinii - zaczął spokojnie. - Takie, z którymi można się pośmiać ale i popłakać. Takie, z którymi można konie kraść i na wódkę iść - spojrzał po niej z uśmiechem na twarzy. - Ale nie mam takiego konkretnego typu... w sensie... jak mi się któraś spodoba to przepadam... ale patrzę głównie na charakter, chociaż... aparycja też gdzieś tam jest ważna...
OdpowiedzUsuńRyu
Chłopak spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Mhm kocham mocno, ale flirtuję z trzema na raz jak jeszcze nie mam żadnej przy sobie - puścił do niej oczko. Nie będzie przecież ukrywał że tego nie robi. O ile starał się, gdy tylko starał się o kobietę, ograniczać z flirtowaniem to jednak czasem i tak gdzieś to poszło. Nie tak jak trzeba. - W sumie... chociaż to niepopularna opinia... no bo widzisz, dla mnie na przykład Ty jesteś naprawdę ładna jeśli chodzi o wygląd i atrakcyjna również. A taka... Luna z kolei czy Gabriela... zbyt kościste - podrapał się po głowie. - Wygląd to też kwestia gustu.
Ryu
Ryu zamrugał i przez moment otwierał usta i je zamykał przy okazji.
OdpowiedzUsuń- To akurat jest wielce nieprawdopodobne i wręcz niemożliwe - powiedział spokojnie. - Dobrze będzie jak chociaż jedna zacznie - zaśmiał się lekko i podrapał po głowie. - Przecież ustaliliśmy już, że nudziarz ze mnie... dla jednych zbyt nudny, a dla innych zbyt egzotyczny. Nie ma opcji, że wszystkie trzy rozkocham - mruknął. - A nawet jeśli jakaś tam jest to na pewno chwilę później znajdzie się drugi koleś, bardziej interesujący i buja - wyszczerzył się do niej, dopijając swojego drinka. - Mhm... oho... robi się niebezpiecznie -rzucił gdy zachwiał się nieco na nogach. - Wszedł był i zmieszał się... - mruknął, słuchając o tym idealnym zakochaniu się. Prychnął tylko pod nosem. - To piękne to co mówisz, ale wątpię by było wykonalne - stwierdził cicho.
Ryu
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- To co mówisz sugeruje, że każda część Twojego ciała może mieć inne wytyczne. Włosy można głaskać chyba najbardziej i nie trzeba do tego przyjaźni z Tobą, ale gdy chodzi już o ciało to zasady się zmieniają. Dlatego skomplikowane – wyjaśnił i zaraz uśmiechnął się pod nosem. – Jeden to za łyso mówisz, zapamiętam – zaśmiał się lekko, zwykle i tak nosił ich więcej, chociaż czasem zaplatał tylko jeden, ale to bardziej na konkretne łowy, a w takich dawno nie uczestniczył. Kiwnął głową na jej podziękowania, nie zamierzał naruszać jakoś przesadnie jej przestrzeni. Zaśmiał się, gdy przyznała, że rzeczywiście wpada w te pułapki. – Postaram się by było komfortowo, w razie co jakbyś zaczęła szaleć to przed całym rytuałem możesz mi dać znać do kogo mam biec po pomoc – puścił jej oko. – Szybko biegam, szczególnie jeżeli sytuacja tego wymaga – dodał z nieco zadziornym uśmiechem. Słuchał jak opowiada o tańcu, widać było, że ten jest jej pasją, wyraz twarzy miała zupełnie inny gdy o tym opowiadała. Uśmiechnął się przyjemnie, Darcy była bardzo urodziwa, przynajmniej jak na jego oko. Przytaknął dziewczynie. – Tak, masz rację, chociaż dla mnie dalej jest smutnym wspomnieniem kogoś kto odszedł… Tak jak wspominałem mam szczerą nadzieję, że z czasem taniec uda mi się uznać na hołd dla siostry i sprawiać mi zacznie więcej frajdy niż zadumy – przyznał. Na pytanie roześmiał się głośniej. – Wiesz, ja to raczej przyspieszam proces rzygania w takich chwilach, przetrzymywanie toksycznych treści w żołądku raczej nie sprzyja jego regeneracji. Lepiej to z siebie wypluć, od razu robi się lepiej – wyszczerzył się do niej.
Mohe
Ryu spojrzał po niej i wydął policzki.
OdpowiedzUsuń- Nie pierdziele głupot, prawdę ci powiadam - powiedział najbardziej poważnym tonem na jaki go aktualnie było stać. Zmarszczył brwi na to pytanie i chwiejąc pokuśtykał do jej lustra. Uniósł lekko koszulkę. - No wiem, że mam całkiem w porządku ciało - skomentował. - Gębą też nie straszę... - obrócił się do niej. - Ale jak coś mówię to nie wyglądam zbyt dobrze - wywrócił oczyma. - A że często głupoty gadam... - wzruszył ramionami i pokuśtykał znów do niej, by oprzeć dłonie na jej ramionach i pochylić się w jej stronę. Spojrzał jej prosto w oczy. - A ty co widzisz jak na mnie patrzysz? - zapytał jej pozwalając sobie pomóc i opierając się na niej odrobinę mocniej. - Twój drink... zwala z nóg - wymamrotał jeszcze i znów pokręcił głową. - Awykonalne. Serio. Zdarza się raz na milion... miłość... jest po prostu bolesna...
Ryu
Ryu zrobił bardzo zrezygnowaną minę na wiadomość, że go bardzo lubi ale w sumie to nie wie co ma widzieć.
OdpowiedzUsuń- To jak ty nie widzisz to jak ja mam coś widzieć? - jęknął skołowany. - Sama zaczęłaś z tym lustrem i co w nim widzę... to chyba musisz coś widzieć nie? - burknął opierając głowę o blat stołu i wzdychając sobie ciężko. Zaczął kreślić na blacie esy floresy palcem. Kiedy stwierdziła, że u niej śpi, uniósł głowę odchylając się trochę na krześle. - W twoim łóżku i będziemy się przytulać? - zainteresował się autentycznie o niczym innym nie myśląc. - Pasuje mi taki układ - uniósł kciuk w górę i znów pokręcił głową. - Raz na milion, mówię ci - powtórzył uparcie.
Ryu
Ryu rozłożył usta w delikatnym uśmiechem, a jego jedyne oko złagodniało nieco, kiedy tak wymieniła kilka cech jakie w nim widzi. Co prawda on tam aż tak ich nie widział, ale w danej chwili nie miał siły na kłótnie. Zmarszczył lekko brwi kiedy wspomniała o tych trzech dziewczynach i machnął na to ręką.
OdpowiedzUsuń- Każda z nich traktuje mnie jak kumpla, przyjaciela w najlepszym wypadku - zauważył. - Klarcia ma jeszcze jednego amanta i jasno postawiła mi sprawę, że jestem zbyt egzotyczny... co złamało moje serduszko po raz drugi - zrobił minę zbitego psa. - Nie składam broni - pogroził jej palcem przed oczyma. - Ale... no wiesz fajnie byłoby kiedyś nie musieć z nikim rywalizować - otarł łzy z oczu i popatrzył na swój mokry palec by zliznać swe łzy i skrzywić się. - Za dużo soli jem... - zawyrokował. - Oriancia jest po prostu koleżanką - stwierdził. - Z wielką fascynacją do leczenia - dorzucił po krótkiej chwili. - A Ty.... - popatrzył po niej. - ...też mnie zfriendzonowałaś więc.... żadnej czwartej nie ma - mruknął i uniósł się z krzesła. - No chyba że mówimy o Akane jako czwartej, ale to jest nie. Tam już nie wchodzimy. Drugi raz nie wytrzymam takiego samego lub mocniejszego bólu - mruknął wydmuchując powietrze z płuc i dorabiając do siebie 5 klonów. - A któremu przywalisz? - zapytał śmiejąc się przy tym.
Ryu
- Zfriendzonowałaś - powtórzył to trudne słowo, które niemal poplątało mu język. Wstał z miejsca i pokuśtykał do lodówki, by nalać sobie trochę wody, po czym wrócił na miejsce. - A dlaczego miałaś być czwarta? - zdziwił się. - Dlaczego czwarta? - pomrugał trochę, a gdy wspomniała o Akane pokręcił głową. - Nie prawda - poinformował ją. - To na kogo zasługujemy zależy od naszych serduch - dodał klepiąc się po piersi i westchnął przeciągle, gdy dotknęła jego policzka. - No ale przecież wymieniłem się miejscami. Siedzę o tam - wskazał dłonią jednego ze swych klonów i wyszczerzył się do niej promiennie. Autentycznie w to wierzył. Że się wymienił z klonem miejscami. Dmuchnął sobie w grzywkę spoglądając w jej oczy. - Masz piękny kształt oczu. Są jak pięciozłotówki, potargane czasem...
OdpowiedzUsuńRyu
- Ty żadnego nie masz trzepać, bo to nie w porządku. Żaden nic złego nie zrobił - poinformował ją, wypuszczając powietrze z płuc i pufając klony jeden po drugim, aż został tylko on. Wyszczerzył się do niej kiedy podziękowała za komplement i zmarszczył lekko brwi. - Dzięki - rzucił w odpowiedzi, znów upijając sobie łyk wody. - A ty ilu masz męskich kumpli? - zainteresował się.
OdpowiedzUsuńRyu
- Nie flirtuje z trzema na raz - pogroził jej palcem przed nosem. - Flirtuję z jedną - mruknął jeszcze znów opierając czoło o blat. - A resztę traktuję po przyjacielsku, bo w sumie to reszta i tak we mnie nie widzi nic innego - wyjaśnił. - O widzisz? Masz trzech, a ja mam.... 6 przyjaciółek... chyba sześć... Darcy, Klara, Akane, Grima... Orianna aspirująca do tej roli, Onyx... w sumie też ujdzie jako aspirantka... Emma, chociaż ona to chciała być moja - podrapał się po głowie. - No dobra to 5 bezpiecznych... - uniósł dłoń w górę i zaraz na nią spojrzał. - Mówiłem ci, że jestem okropny.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Tak, chyba tak - pokiwał głową. - Ale ja tam nie wiem w sumie czy umiem flirtować - skomentował i ponownie przytaknął, po czym poczuł jak się rozkleja. Pociągnął nosem i poczuł łzy spływające mu po policzkach. - No wiem... wiem, że ona mnie nie chce. Zawsze jak mi serce mocniej zabije to jest tak samo - wymamrotał. - Nie powiedziała do końca nie, niby coś tam czuje, ale... - pociągnął znów nosem patrząc na nią. - Potencjalna dziewczyna... ale można mieć dziewczynę przyjaciółkę - wymamrotał i kied puknęła go w czoło popatrzył po niej. - Okropny ale na co ślepy? - zapytał jej bo coś podejrzanie to powtarzała.
Ryu
Ryu wtulił się w jej ramiona cicho płacząc przez chwilę. Nie do końca słyszał co do niego mówiła. Nie łączył też kropek, bo przecież skoro Darcy go zfriendzonowała to z pewnością nie mówiła o sobie, a nie widział żadnej innej która niby to mogła się w nim zakochać.
OdpowiedzUsuń- Nikt się we mnie nie zakochuje - rzucił jeszcze cicho i odsunął się od niej. - Chyba...chyba lepiej jak pójdę zanim cię zdenerwuję - wymamrotał wstając i chwiejnie, zapominając nawet o kuli ruszył w stronę drzwi. Po omacku nieco łapał się po drodze każdych mebli. - Beznadzieja... co za beznadzieja - marudził pod nosem na swój własny stan zdrowia.
Ryu
Ryu wyrwał się z jej uścisku i uniósł dłoń w górę.
OdpowiedzUsuń- Dam radę sam, nie jest tak źle - powiedział potrząsając lekko głową, by faktycznie pozbyć się tego alkoholowego upojenia. Szlag. Nie był w stanie trzeźwo myśleć. Potrząsnął głową raz jeszcze. - Przecież zaraz mi przejdzie - wymamrotał opadając na kanapę i nabierając kilka głębszych wdechów. - O matko... wcale nie nikt... mama mnie kocha, Tony chyba też, Kevusia mnie kocha... - wymienił parę osób z automatu. - Mam parę osób co mnie kochają - poinformował ją i zasłonił usta dłonią. - Dar....Dar... będę rzygał - jęknął.
Ryu
Ryu nie odpowiedział jej na to wszystko. Skupił się tylko na tym, żeby nie zwymiotować, póki nie otrzymał od niej miski. Kiedy ją dostał pochylił się nad nią i zwymiotował pierwszą partię, a potem kolejną. Głowa tak go bolała, że to się nie mieściło w żadnej skali. Pociągnął nosem, odstawiając miskę na ziemię i spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Mhm... nie wiem - wymamrotał. - Ale...ale chyba czas iść spać... - wydusił z siebie. - Głowa mnie boli, w gardle sucho... i jest strasznie niedobrze. Nigdy więcej nie piję. Nigdy! - zapewnił ją.
Ryu
Gave uniósł wzrok znad swojego "dzieła". Dalej ćwiczył swoją rękę, która chociaż znacznie lepiej się zachowywała to wciąż pozostawała wiele do życzenia. Struganie figurek świetnie ją ćwiczyło, więc widząc Darcy po prostu skinął głową wracając do swojego zadania.
OdpowiedzUsuń- Hm? - znów na nią zerknął nie bardzo rozumiejąc. Pytanie było nieprzyjemne? Dla niej? Nie bardzo zrozumiał. - No dawaj - mruknął czekając na jakieś zabójcze pytanie, które zwali go z nóg, ale... się nie doczekał. Spojrzał po niej po raz kolejny i zmarszczył lekko brwi. - Jaja sobie robisz tak? To jest to nieprzyjemne pytanie? - zapytał jej trochę zaskoczony. Jak pytanie o dziwne słowo miało być nieprzyjemnym? Potrząsnął lekko głową. Ciężko było zrozumieć kobiety. - Zfriendzonować - powtórzył po niej. - To takie spolszczone z angielskiego słowo - stwierdził. - Friend to przyjaciel, zone to coś jak przestrzeń - wyjaśnił spokojnie. - A używane jest w kontekście, gdy jedno chciałoby zostać więcej niż przyjacielem, a drugie daje mu czy jej kosza, wpycha w przyjaźń i nie chce słyszeć o niczym innym - dokończył.
Gave
- Mialo być jedno pytanie - jęknął Gave słysząc jej zaskoczenie i jakby niedowierzanie, a potem czystą rozpacz w głosie. Wstał z miejsca i poszedł do domu, by przynieść jej szklankę z lemoniadą. Dla siebie też taką wziął. Podał ją Darcy, upijając łyk ze swojej. - Nieświadomie? Raczej nie można nieświadomie - powiedział. - No wiesz załóżmy, że cię podrywam, całuję, próbuję jakoś cię w sobie rozkochać, a ty raz za razem mówisz "nie", bo mnie nie znasz, bo nie chcesz, bo to nie wypada, bo chcesz się przyjaźnić - mruknął. - W ten sposób wciskasz mnie w tego zona - parsknął śmiechem na samą skróconą nazwę Darcy. - I wyciągnąć... no można kogoś stamtąd wyjąć, ale to będzie trudne, bo najprawdopodobniej osoba, która tam weszła, w danej chwili nic nie będzie zauważała, bo uznaje cię za przyjaciółkę - popatrzył po niej i odruchowo odsunął się od niej o jakieś parę centymetrów. - Ale to nie ja, nie? To nie mnie chcesz wyciągnąć z zona, tak? - upewnił się.
OdpowiedzUsuńGave
Gave zerknął na nią i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Technicznie rzecz ujmując, w twoim przypadku to właśnie wcale nie chuj w dupę - podrapał się po głowie. - Jak mówiłem, sprawa nie jest jeszcze tragiczna. Wystarczy zacząć pokazywać, że tobie zależy w ten inny sposób i liczyć na to, że potencjalny kandydat to ogarnie - wyjaśnił, po czym zmarszczył brwi i parsknął śmiechem. - No właśnie to byłoby zagranie 300 IQ... pierwszy krok do tego by twój potencjalny kandydat to zauważył - wzruszył ramionami. - Ale no... masz rację, takich rzeczy po rozkapryszonej księżniczce spodziewać się nie można - pokazał jej język.
Gave
Gave wrócił do strugania swojej figurki.
OdpowiedzUsuń- Wiesz... skoro kocha kogoś innego to może mu po prostu kibicuj? Podobno jak kochasz to chcesz, żeby ta druga osoba była szczęśliwa - uśmiechnął się. - Ale wiesz... ja jestem kiepskim człowiekiem do rozmów o miłości - mruknął. - Poszłabyś do takiej Klary albo Akane... albo nawet Mohe, oni ci wszystko wyłożą - wyjaśnił. - Ale skoro ta inna nie chce tego twojego... to potencjalnie dalej masz szansę. Oczywiście może nie teraz, kiedy on się dalej łudzi, ale może później - pokiwał głową. - O ile nie znajdziesz sobie sama innego obiektu westchnień... bo tak też może być. Chyba...
Gave
- Dlaczego dostać, że to twoja wina? - zdziwił się nie sądząc żeby ktokolwiek był na tyle wredny by coś takiego mówić. - Friendzonowanie jest powszechną praktyką - powiedział. - Po prostu teraz będzie trudniej - mruknął odrobinę się śmiejąc na kolejne wiadomości o dziewczynie, wybrance tego jej wybranka. - Aż tyle ich ma? To co ona takiego robi, że tylu się za nią ugania? - zainteresował się, upijając znów trochę lemoniady. - Musi być z niej niezwykła piękność... może też powinienem się zakręcić? - zaczął sobie gdybać.
OdpowiedzUsuńGave
- No jesteś, bo sama chciałaś w nim być - stwierdził spokojnie, bo tak to zrozumiał. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może się zakochać, więc od początku ostro rzucała o przyjaźni i teraz w niej po prostu tkwiła. Była tam gdzie chciała. Tylko, że kobieta zmienną jest i jej również się nieco odmieniło. Parsknął śmiechem, gdy pacnęła go w ramię. - Ale w danej chwili, z tego co mówisz, to ta laska nie jest zajęta - zauważył. - Przecież dopiero ludzie się o nią starają - dodał spokojnie. - Przestań mnie pouczać. Wejdę tam i rozgromię ich wszystkich, a ty będziesz miała to czego chcesz - stwierdził swobodnie.
OdpowiedzUsuńGave
Chłopak oderbał od niej obie szklanki. Pierwszą, tą z kwiatem wypijając całą, a drugą biorąc ze sobą. Kuśtykając ruszył za nią. Na schodach tylko oddał jej szklankę, by przytrzymać się poręczy. Starał się nie zwracać uwagi na bolącą łepetynę. Pokręcił tylko głową na pytanie co do Damona. Ściągnął z siebie buty i koszulę i tak wpakował się jej do łóżka czekając aż do niego dołączy, a gdy to zrobiła, przytulił się do niej, bo tak łatwiej było przeżyć bolącą głowę i zanim się obejrzał spał.
OdpowiedzUsuńRyu
Szczęśliwie przetrwał noc bez kolejnych żołądkowych przygód. Spał spokojnie w jej objęciach, a rano, wymknął się z jej ramion, zanim sama wstała. Zdążył się nawet umyć i przygotować dla nich obu po owsiance z wieloma owocami w środku, zanim dziewczyna pojawiła się na dole.
OdpowiedzUsuń- Cześć - przywitał ją z lekkim uśmiechem na twarzy. - Pewnie jesteś głodna - pokuśtykał do niej, żeby wręczyć jej miskę pełną dobroci. - Smacznego... co prawda porządziłem się w twojej kuchni, ale zwrócę składniki z nawiązką, a wszystko ci tu pomyłem... po wczoraj też - odchrząknął, bo nie bardzo wiedział co miałby jej powiedzieć. O zgrozo, nie pamiętał niemal nic z poprzedniego wieczoru... włącznie z tym jak wylądował w jej łóżku. - Em... Darcy... ale my tego nie robiliśmy, nie? - spojrzał po niej, wypalając te słowa dość szybko. Lepiej szybko dostać w pysk niż myśleć godzinami i dniami na ten temat. Wątpił, aby był w stanie to zrobić. Musiałby być cholernym potworem gdyby jednak, ale... w związku z zanikiem pamięci... nie miał pewności.
Ryu
Zrobił gest dłońmi mówiący "bla, bla bla", kiedy ględziła o tym, że mogła sama zrobić śniadanie. Jasne, że mogła, ale mogła też po prostu podziękować, a nie przerzucać się teraz tym co mogła a czego nie mogła. Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Ale nie zrobiłaś - posłał jej niewinny uśmiech i lekko poklepał się po nodze. - Całkiem nieźle. Nie czuję żeby jakoś mocniej dokuczała - skomentował, siadając na stołku i wcinając nieco owsianki. - O to będziesz musiała poczekać aż się wyprowadzę od Rei, bo ona w kuchni nie lubi bajzlu - puścił do niej oczko, jedząc dalej. Wpatrywał się w nią intensywnie, kiedy tak tłumaczyła co robili i nieco nerwowo stukał łyżką o swoją miskę. Kamień spadł mu z serca na wieść, że tego nie robili. Odetchnął lekko.
- Całe szczęście... nie chciałbym cię zgwałcić i jeszcze tego nie pamiętać - mruknął. - No właśnie nie pamiętam... pamiętam tylko że rozmawialiśmy o rowerach i innych pierdołach, a potem twój drink ściął mnie z nóg - skrzywił się lekko, drapiąc nieco po głowie. - Nigdy więcej nie piję. Uroczyście ci to oświadczam - dodał.
Ryu
- Wiem - odparł swobodnie. To była jedna z tych cech, które szczególnie w sobie cenił. Upartość. Choć czasem przez to wszystko zdawał się być upartym osłem to w ogólnym rozrachunku wychodził na minimalny plus. Przy jej kolejnym pytaniu zerknął z powrotem na swoją nogę. - Hm... mam nadzieję, że prędzej niż później, bo już mnie moje owsiki zaczynają wkurzać - przyznał śmiejąc się lekko. - Dzięki, wyszła wyjątkowo dobra. Pewnie dlatego, że ze świeżych składników. Niesamowite masz te owocki - przyznał szczerze, po czym zmarszczył lekko brwi. Trudno było zaprzeczyć takiemu komentarzowi, a jednak i tak spróbował. - Dobra, ale gdyby do czegoś doszło to ty byłabyś bardziej poszkodowana. To by znaczyło że cię nie szanuję - rzucił spokojnie. - No wiesz... jesteś piękną kobietą o twardych zasadach. Gdyby coś... ugh... - pokręcił lekko głową. - Nie wybaczyłbym sobie tego - przyznał cierpko, po czym zaśmiał się cicho. - Ja też nie wiedziałem - przyznał. - Musiał połączyć się z pozostałymi, które już krążyły po moich żyłach - wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuńRyu
- Dlatego lepiej nie wrzucać w przyjacielstwo i nie zakładać, że to nigdy się nie zmieni... musiałaś to jakoś mocno mu wyartykułować - stwierdził widząc jak się czerwieni. Prychnął pod nosem i zaśmiał się nieco głośniej. - Ocho... czyżbym już raz złamał mu serce, że tak się o to boisz? - spojrzał po niej. - A czy to nie będzie lepiej dla ciebie, jeśli złamię mu serce? Będziesz mogła go pocieszyć, potulić... i powoli się odfriendzonować - skomentował błyskając swoimi ząbkami w jej stronę.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Biwak? W trakcie konfliktu zbrojnego? - popatrzył po niej i pokręcił lekko głową. - Może w trakcie wykonywania wspólnie jednego czy drugiego zadania - pokiwał lekko głową i wzruszył ramionami. - Do Rei moje umiejętności kulinarne się nie umywają - powiedział spokojnie. - Ale tak... gotuję od 12 roku życia... no dwanaście-trzynaście. Z czego przez trzy lata byłem jednym z głównych kucharzy wśród lustrzanych dzieciaków - mruknął. - Więc coś niecoś potrafię - uśmiechnął się nieco wcinając dalej owsiankę. - Ja nie twierdzę, że nie można, ale widzisz... ja już uprawiałem seks, a ty... - spojrzał po niej. - ...popraw mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że nie. Więc w ogólnym rozrachunku to tobie byłoby bardziej przykro - wyjaśnił patrząc jej w oczy. Trochę zdziwił się tym jej głaskaniem po ramieniu i innymi gestami. Odsunął się nieco przy tym, bo jakoś niezręcznie się to mu wydało. - Nie dziękuję - pokręcił lekko głową. - Mam wszystko. Zjem i zbieram się do domu. Wielkie dzięki za nocleg.
Ryu
- Mhm skoro mówiłaś każdemu... - trzepnął ją przez łeb. - To ewidentnie wkładałaś w łatkę przyjaciela - mruknął. - No przecież nie dawałaś nawet szans na to, że coś się może rozwinąć. Nic dziwnego, że sobie odpuścił. Że postanowił że chce być twoim przyjacielem, skoro tego potrzebujesz. Uszanował twoje zdanie - westchnął ciężko. - A pipa... cóż... - zaśmiał się cicho. - Mogę sobie być chujem na rzecz rozgromienia pipy - roześmiał się lekko. - O zakochiwaniu nic ci nie powiem, ale związki to są dopiero chujowe. Nie warto, serio - mruknął.
OdpowiedzUsuńGave
- Nie, po prostu łagodniej zaznaczać swoje - zaproponował. - No wiesz, nie zakładać z góry, że nigdy nic nie będzie... bo to mocno zniechęca - wyjaśnił tylko i wzruszył ramionami. - Bo inni mają inne przeżycia i inne doświadczenia, więc warto żebyś sama oceniła czy związek jest zły czy dobry - wyjaśnił.
OdpowiedzUsuńGave
- Możliwe - zgodził się z nią. - Ale podobno czasem warto powalczyć... tylko wiesz subtelnie, a nie obuchem w łeb od razu - odchrząknął. - Bo myślę, że możesz zrazić go do siebie jak zaczniesz tak po chamsku jechać ze swoimi wyznaniami teraz - mruknął. - Stopniowo... po prostu stopniowo. Jak jest ci pisany to się uda, a jak nie... to na horyzoncie znajdzie się inny.
OdpowiedzUsuńGave
Podrapał się po głowie, gdy wspomniała o jakiś siostrzano-przyjacielskich ziemniaczkach. Dobrze, że dodała „w drodze”, bo inaczej uznałby to określenie za co innego, a tak mógł spokojnie uznać, że chyba chodzi o dzieci.
OdpowiedzUsuń- Niby tak, chociaż w Twoim przypadku mam po prostu wrażenie, że na każdą część ciała granica jest inna – przyznał z lekkim rozbawieniem. – Nie, że to coś złego, ale zwykle po prostu jest to mniej zawiłe – stwierdził. Przytaknął jej głową na zapewnienie co do cudzej obecności i zaraz lekko wzruszył ramionami. Przyjął jej objęcie z lekkim uśmiechem, gest wyszedł jej dość zabawnie. – Dzięki – sam przyłożył dłoń do serca, zabawny gest, ale miły. – Jak rzeczywiście będziesz w stanie pomóc to na pewno się zgłoszę – zapewnił. Ponownie zaśmiał się delikatnie, gdy tak sprawnie przeszła z jednego nastroju w drugi. – Przyroda zna metody nawet na nieprzyjemny posmak w ustach. Bez problemu znajdę Ci zioła, które zabiją smak i zastąpią go własnym, wystarczy je rzuć – stwierdził. -Oczywiście nie zmuszam, jak wolisz dłużej pocierpieć to możesz się powstrzymywać i zwymiotować dopiero w domu, tam zapewne masz jakieś swoje własne sposoby na pozbycie się posmaku – stwierdził pogodnie.
Mohe
- I dalej chętnie zabiorę cię na zwiedzanie Mathyr - odparł spokojnie. - Tylko podczas wojny nie będzie to takie proste - stwierdził. - Będzie trzeba mieć oczy dookoła głowy i nie będziemy mogli w spokoju podziwiać uroków tego miejsca, dlatego myślę że to lepiej zostawić na późniejszy okres - dokończył. - Ale jeśli będziesz chciała to jakaś dziwna misja na pewno się dla nas znajdzie do współpracy. Ja nie zamierzam siedzieć z tyłkiem w Argarze i czekać na cud - dokończył, obserwując ją uważnie. Coś się w niej zmieniło. Była jakoś bardziej zestresowana tego dnia. Rumieniła się przy tym ogromnie, a przecież tematy poruszane wcale aż tak tego nie wymagały. No może poza seksem. - Tak - odparł szczerze. - Często wpadam w pułapkę umniejszania samemu sobie - rzucił lekkim tonem. - Ale w tym wypadku po prostu mówię jak jest. Nie wiążę swojej kariery z gotowaniem, coś tam potrafię zrobić, ale nie jest to coś nadzwyczajnego. Tak czy siak, z głodu ze mną nie umrzesz - powiedział swobodnie. - Ja się wzdrygam? - zamrugał. - Tak, Darcy. Wzdrygam się na samą myśl, że mógłbym ci coś takiego zrobić, kiedy ty czekasz na wyjątkową osobę, księcia z bajki - zauważył kończąc swoją owsiankę i zmywając po sobie. Podszedł do niej i poczochrał ją po włosach. - Postawiłoby mnie to w miejscu niezbyt kolorowym, niczym potwora z bagien - uśmiechnął się krzywo. - Dziękuję za nocleg i za przyjęcie mnie wczoraj wieczorem - rzucił swobodnie. - Będę leciał - poczochrał ją raz jeszcze i sięgnął sobie po swoje kule a potem po prostu wykuśtykał z jej domu.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave podrapał się po głowie. Co miał jej powiedzieć? Nie był dobrym człowiekiem do rozmów o sprawach sercowych. Zacisnął mocno wargi i klasnął w dłonie.
OdpowiedzUsuń- To może podejdź do tego inaczej - zaproponował. - Jesteś młoda, więc ciesz się tym pierwszym stanem... ciesz się tym co czujesz i działaj tak jakbyś chciała z nim być, a jeśli nie wyjdzie... to przyjdź do mnie na "Łapę". Podołujemy wspólnie, a potem znajdzie się kolejny i jeszcze inny i jeszcze... aż w końcu będą te twoje motyle w brzuchu, słodko, gorąco i muzyka też - zaproponował, spoglądając po niej. - A na razie ciesz się, eksperymentuj, baw się... łap z życia wszystko co możliwe.
Gave
Ryu był w trakcie czytania książki Galanowi i Tamiko, jednocześnie ukazując im bajkę przed oczyma, kiedy Darcy postanowiła zapukać do drzwi. Nie spodziewał się nikogo, więc nieco zdziwiony wziął Tamiko na ręce a Galan jako pierwszy poleciał do drzwi. Nie otworzył jednak tylko poczekał.
OdpowiedzUsuń- Cześć - zdziwił się nieco widząc Darcy. Miała szczęście, że siedział w głównej izbie, bo zwykle zajmował swoje małe "mieszkanko" do którego wejście było osobne.
- Ciocia! - Galan wyciągnął do niej ręce i kiedy został wzięty na ręce pociągnął ją za włosy. - Am pićku? - pokazał palcem na beczki. - Pićku pićku! - klasnął w dłonie i pokiwał sobie głową, a Ryu wywrócił oczyma.
- Nie, Meliodas wyszedł do gospody - poinformował ją. - Powinien wrócić za jakąś godzinę - dodał jeszcze, bo jako że był jedynym w domu to został na godzinę niańką do dzieciaków. - Możesz poczekać jak chcesz, albo przetransportujemy je do schowka - dodał zaraz.
Ryu
Galan prychnął sobie pod noskiem.
OdpowiedzUsuń- Pićku pycha - poinformował ją, bo przecież widział jak wielu dorosłych pije piwo i jakoś zawsze mieli przy tym dobry humor. Przytulił się do niej jednak, a potem zaczął wierzgać nogami by zejść z jej ramion i pobiec po swój drewniany mieczyk. - Na wodę! Kąpu! - zawyrokował.
- Tak, tak - Ryu pokiwał głową, po czym spojrzał na Darcy. - Potowarzyszysz nam? Obiecałem im kąpiel w morzu - przyznał się, podając dziewczynie Tamiko a samemu kuśtykając po kule, by najpierw odczepić Abyss od wózka, a potem zabrać ze sobą kosz ze wszystkimi potrzebasiami. Od koca, przez ręczniki, po przekąski i wodę. Zamknął za nimi drzwi i już widział jak Galan zaczyna wspinać się na Abyss. - Hej, stop - złapał chłopca za koszulę i odsunął go od zwierzęcia. - Najpierw trzeba poprosić, dać obwąchać łapkę, a potem jeśli masz zgodę to można wchodzić. Galan naburmuszył się przy tym.
- Psieplasam - bąknął tylko. - Mogę na cię? - zapytał samej Abyss wyciągając do niej łapkę.
Ryu
- Plawda, plawda - zaprzeczył jej Galan i zrobił zawziętą minę nie dając sobie w kaszę dmuchać. Ryu parsknął na ten widok, a na pytanie o Ashana, chłopiec pokręcił główką. - Ashana pokonana! Bum i po Ashana! - zrobił taki zamach mieczem ale wyhamował zanim trafił w nogę Ryu. - Nie wolno, bo ała - poinformował Darcy i już potem chętnie wszedł na Abyss. Wtulił się w jej futerko przymykając oczka. - Kochana Abiś - powiedział śmiejąc się radośnie. Na pytanie o celowość, Ryu obrócił się na jednej nodze i pokazał jej język.
OdpowiedzUsuń- Może troszkę - puścił do niej oczko i zaczął kuśtykać wraz z nią o jednej kuli. - Nie, nie, dzięki - pokręcił głową. - Chodzę coraz lepiej bez kul, ale jeszcze na dłuższe trasy je biorę. Febe nie zaleca przeciążania nogi - wyjaśnił spokojnie. - Może dumnie dosiądę Abyss w drodze powrotnej - uśmiechnął się do niej. Tamiko też wyciągnęła łapki do Abyss i powierzgała nóżkami. - Zobacz, ta twoja mała pupilka robi za gwiazdę wieczoru - parsknął śmiechem.
Ryu
Galan popatrzył na ciocię tym swoim wzrokiem z rodu Meliodasa. Z wyraźnym "aha, no jasne" ale już nic nie powiedział, tylko poklepał ciocię po nosie i pokiwał głową dumny, że pozbył się potwora za pierwszym razem. Jednym celnym ciosem. Jechał sobie dalej na Abyss leżąc na niej i śmiejąc się radośnie od czasu do czasu. Tamiko ucieszyła się, kiedy i ona mogła dosiąść Abyss i mocno ją przytuliła, potem tuląc się do brata. Galan dzielnie to wytrzymywał. Bardzo dzielnie. Ryu za to nie do końca zrozumiał co Darcy próbuje mu przekazać przez swoją paplaninę.
OdpowiedzUsuń- Przecież pomagasz - wskazał dwoje dzieci na Abyss. - A ja tylko kosz niosę - wzruszył ramionami i przyspieszył nawet kroku, co by dać znać że postępy z nogą robi. - Dlaczego niesprawiedliwe? - spojrzał po Darcy. - Księżniczkowate to tak... ale niesprawiedliwe? Nie - pokręcił głową i zaśmiał się cicho. - Pokazałabyś tylko, że twoje stópki nie lubią za dużo chodzić- uśmiechnął się do niej. - Diva? Nie wiem - pokręcił głową. - Wiesz diva kojarzy mi się z taką super ekspresyjną osobą, która chce być w centrum uwagi, a jednocześnie robi teatrzyki jak coś nie idzie po jej myśli, by zwrócić na siebie uwagę.
Ryu
Ryu wywrócił oczyma.
OdpowiedzUsuń- Matko jaka ty jesteś męcząca z tą całą pomocą i w ogóle - puknął ją palcem w czoło. - Nie przemęczam się. Uwierz mi, nie przemęczam się. Mało tego zwykle już dawno byłbym po 10 km biegu, ćwiczeniami na drzewach i torze przeszkód Meliodasa, ale z moją nogą nie mogę aż tyle robić jeszcze, więc zdecydowanie się nie przemęczam - rzucił krótko. - Niesprawiedliwe i niesprawiedliwe - jęknął wywracając oczyma. - Życie nie jest sprawiedliwe - uśmiechnął się do niej lekko. - Jak chcesz pomóc to po prostu pomóż a nie pytaj - wzruszył ramionami, po czym pokiwał lekko głową. - No tak, chodzenie z kimś ma sens... bo jest przyjemnie, można z kimś pogadać, ale samemu również - poinformował ją. - Po prostu trzeba się wówczas nauczyć rozmawiać ze sobą - uśmiechnął się i parsknął śmiechem kręcąc przy tym głową i wzruszając ramionami. - Nijak... - podrapał się po głowie. - Ja... nie używałem aż tak wysublimowanego słownictwa w Argarze - przyznał spokojnie. - A diva powstało jako określenie różnych celebrytów... takich hm piosenkarzy, polityków i innych ludzi których bardzo społeczeństwo lubiło. Bo im często sodówka uderzała do głowy i no odpierdalało z powodu tego całego szumu - mruknął. - Ja nie byłem zainteresowany takimi sprawami - przyznał. - Powiedziałbym, że Abyss jest przez ciebie po prostu rozpieszczona - pokazał jej język.
Ryu
- Nie, nie - pokręcił głową. - Najpierw robię potem marudzę... przypomnę ci, że za pierwszym razem po prostu chwyciłem tę miotłę i ty zaczęłaś marudzić, marudo - pokazał jej rząd swych równych zębów i nieco zmarszczył lekko brwi. Jej zarumieniona mina trochę go zdziwiła. - Jednak coś ci zrobiłem tej nocy... - mruknął dmuchając sobie w grzywkę.- Cholera no... - pokręcił lekko głową idąc przez chwilę w milczeniu. - Tak, tak, okay - mruknął. - Jak będę potrzebował pomocy to na pewno ci pomogę - zapewnił ją spokojnie. Pokiwał głową na to jej nie rozmawianie sama ze sobą. Mówiła mu już o co konkretnie jej w tym chodzi. Mimo to uniósł palec w górę. - Ale to nie to samo rozmawiać z własnym... no powiedzmy że swoim drugim ja - spojrzał po niej. - Wiem, że to nie do końca to, ale nie bardzo wiem jak inaczej to nazwać - przyznał. - A rozmawiać z tobą. Sama ze sobą. No wiesz to tak jakbym ja teraz sobie szedł i się zastanawiał czy lepiej walczy mi się prawą ręką czy lewą? Może jednak lewą wypadałoby trochę doćwiczyć, a może jest okay... i tak sobie dumasz i dumasz i dochodzisz sobie do jakichś wniosków - wyjaśnił na abarot o co mu chodziło. Zrozumiał jednak że woli rozmawiać z kimś i nie namawiał jej do zmiany zdania. - Jest rozpieszczona - poinformował ją. - Jak dziadowski bicz - pstryknął ją w nos, gdy przytulała się do Abyss i rozłożył koc i ręczniki, pozwalając dzieciom rozbiec się po plaży. Mieli jednak zakaz wchodzenia do wody bez niego. Jeszcze tego by brakowało by jeden czy drugi coś sobie zrobili.
OdpowiedzUsuńRyu
Słysząc o tym co zrobił, jęknął przeciągnął. No to pięknie, cudownie wręcz. Złamał wszystkie średniowieczne kanony w jedną noc, a przecież Darcy wychowywała się w takim środowisku prawda? Musiał ją tym bardzo zawstydzić. I jak ona w ogóle się na to zgodziła? Matko kochana...Nabrał kilku głębokich wdechów i spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Najmocniej cię przepraszam za mój haniebny występek - spojrzał jej prosto w oczy i zaraz uciekł spojrzeniem. - On się już więcej nie powtórzy. Musiałaś przeżywać katusze łamiąc tak swoje własne zasady... - zagryzł mocno wargę. - Trzeba było mnie skopać z tego łóżka czy coś - westchnął. - Następnym razem po prostu mi na to nie pozwól - poprosił. - Znaczy jego nie będzie bo od dziś, przy tobie, będę najbardziej trzeźwym facetem na świecie - zapewnił ją zaraz. - Ale w razie wypadku... to po prostu mnie skop - mruknął. Nie bardzo rozumiał o czym mówiła z tą całą rzeczą, więc po prostu pokiwał lekko głową i machnął na to ręką. - Z jednej strony jest to myślenie, ale to się potocznie nazywa rozmawianie z samym sobą - poinformował ją. - Bo to nie takie zwykłe myślenie. Prowadzisz dialog ze sobą i zmuszasz się trochę do tego by spojrzeć na sytuację od innej strony - skomentował i parsknął śmiechem kiedy wspomniała, że musi mieć coś co skupi jej uwagę. Korzystając z faktu, że znaleźli się na plaży, a pogoda była zacna, zsunął swoją koszulę i przeciągnął się lekko. To chyba nie powinno jej gorszyć. Bardzo często w Phyonix miała do czynienia z półnagimi mężczyznami. To było na porządku dziennym. - Rozumiem - pokiwał głową. - Ale może warto je powoli zacząć oswajać? - zerknął na nią. - Zacząć po prostu akceptować że są? - dodał jeszcze, po czym wzruszył ramionami. - Jestem leworęczny... jem lewą ręką i na początku walczyłem tylko lewą ręką - pokiwał głową. - Teraz doskonale radzę sobie z obiema - uśmiechnął się do niej. - Nie ma to dla mnie znaczenia - złapał jej łapkę, zanim oddała mu pstryczka w nos. Oj nie będzie tak łatwo. Puknął ją palcem w czoło. - Hm... nie wiem - wzruszył ramionami. - Ja tam mam na wychowaniu moją Shadow - puścił do niej oczko. - To mi wystarczy.
Ryu
Gave wzruszył ramionami i prychnął pod nosem.
OdpowiedzUsuń- A po co mam ci się włamywać do domu, kiedy dostałem od ciebie klucze? - spojrzał po niej. - Weź... i poza tym to nie było włamywanie. Podlewałem ci kwiatki - powtórzył swobodnie i wzruszył ramionami. - Jak się czuję? Fizycznie? Dobrze, nawet bardzo bo wyćwiczyłem swoje palce i całkiem nieźle działa mi ręka - pokiwał głową. - A psychicznie... - spojrzał po Darcy i wzruszył ramionami ponownie, kręcąc przy tym głową. - Nie wiem - przyznał szczerze. - Nie za dobrze, ale i nie jest najgorzej - mruknął, masując sobie skronie. - Ostatnio znowu boli mnie głowa i robi mi się słabo od czasu do czasu - przyznał szczerze.
Gave
Ryu wydął policzki słysząc to całe "było mi bardzo miło" i pokręcił lekko głową.- Przestań - poprosił. - Robisz mi wodę z mózgu - poinformował ją. - W końcu masz swoje zasady. Tu w Mathyr też swoje zasady panują i nie może być tak, że wszystkie je łamię, a ty lub ktoś inny się nagina - mruknął. - Niepotrzebnie mi pozwoliłaś po prostu - westchnął. - Trzeba było się trzymać swojego i nie iść na kompromisy - dodał wzdychając nieco. - Dla mnie tak... znaczy lubię się przytulać z przyjaciółmi czy rodziną czy no wiesz kimś więcej - uśmiechnął się delikatnie. - Ale to jest takie argardzkie... muszę się nauczyć, że takie gesty w Mathyr nie są aż tak dobrze odbierane. Raczej traktowane jako spoufalanie się. Zarezerwowane dla wyjątkowych osób... - dodał, po czym spojrzał po niej. - To nie tak, że nie jesteś wyjątkowa - dodał zaraz. - Po prostu chodzi mi o takie wyjątkowe osoby... no z którymi chcesz już być do końca swych dni - pokiwał głową. - Nie w przyjaźni. W związku - wyjaśnił i pokiwał głową. - Jasne, wprowadzaj powoli i swoim tempem - potwierdził przeciągając się lekko. - To co? Idziemy na chwilę do wody? - zerknął na nią, zsuwając z siebie i spodnie, po czym powoli kuśtykając ruszył w stronę morza zagarniając dzieciaki przy okazji. Uśmiechnął się pod nosem gdy dopytywała. - Och to już moja słodka tajemnica - pokazał jej język. - Nie powiem ci, która jest dominująca - puścił do niej oczko i pokiwał głową. - Mhm w zasadzie to tak, sztylety, krótkie noże... z przyzwyczajenia. Najbardziej lubię taki jeden... zabiłem nim swojego pierwszego wroga... znaczy uhm może inaczej, odebrałem życie komuś nim po raz pierwszy. Dziś traktuję go trochę niczym dobry omen... - wyjaśnił spokojnie. - Ale miecz też nie jest mi obcy. Z Melio często ćwiczę z mieczem, a ostatnio dorzucam do tego topór... bo miałem okazję w walce się z nim zapoznać - pokiwał głową. - Ale to jest na razie zajawka... znaczy uhm no uczę się i lubię ale jeszcze nie będzie taką bronią po którą najczęściej sięgam - wyjaśnił, uchylając się przed pstryknięciem i już odchodząc do dzieciaków by zabrać je do wody. - Łooo zimna - rzucił ze śmiechem. Zimna, ale nie lodowata. Pozwolił dzieciakom pluskać się na płyciźnie siadając z nimi.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu nie bardzo kupował te jej słowa o przytulaniu. Jak mogło być miło spać z gorzałą w łóżku? Nie, to nie mogło być aż tak miłe. Mówiła tak tylko po to, by sprawić mu przyjemność, uspokoić jego myśli. Westchnął tylko ciężko i już nawet tego nie komentował, bo uznał że nie ma sensu od nowa tłumaczyć. Co prawda pochlebił mu fakt, że jest osobą z którą Darcy nie ma problemu z przytulaniem się, ale uśmiechnął się przy tym tylko lekko. Kiedy wspomniała o całusie, wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- No bo tam próbowałem cię nieco tym zdenerwować - przyznał się bez bicia pokazując jej język. - A ty dalej tego nie zrobiłaś.. a poza tym wcale nie byłem tam trzeźwy. Ja przyszedłem do ciebie po wypiciu prawie dwóch drinków - poinformował ją ze śmiechem, a kiedy się do niego nachyliła, uchylił się ponownie nie pozwalając się pstrykać. Potem nie miała już szansy, bo wskoczył do wody. Złapał przy okazji Galana i zrobił mu wrzutkę do wody z małą Tamiko po prostu się chlapiąc. Mała była jednak młodsza od chłopczyka. Plusnął Darcy wodą, kiedy ta się zbliżyła. - Nie trzeba, jak się przyzwyczaisz to już nie przeszkadza - powiedział wesoło, po czym skinął głową. - Nie, to nawet nie był mój sztylet, tylko mojej ofiary - mruknął. - Po prostu żeby mi przypominał, że jestem człowiekiem - zacisnął mocno wargi. - Przypominał jak bolało po pierwszym razie, bo wiesz... każdy kolejny przytępia ten ból, a ja nie chcę stać się maszyną do zabijania - zerknął na nią, a gdy zapytała dzieci o tę bajkę, Tamiko klapnęła na dupkę i pokręciła główką z zainteresowaniem patrząc na ciocię, a Galan zawtórował siostrze, tylko że on dalej rzucał sobie kamyki do wody.
Ryu
- Nie, Darcy. W czymś tak okrutnym nie jestem ludzki ani troskliwy - szepnął chłopak, zerkając na nią i wzruszając lekko ramionami. - Nie widziałaś mnie jeszcze podczas odbierania życia - dodał tylko, by uciąć wszelkie dyskusje, a słysząc o bajkę zaczął z nią nieco współgrać, pokazując dzieciom obrazy do tego co Darcy akurat mówiła. Tamiko wtuliła się w niego mocno słysząc o głodzeniu mieszkańców, a Galan chlapnął wodą.
OdpowiedzUsuń- Bam szast past! Nie ma Ro... - powiedział co zrobiłby z tym piratem i wrócił do słuchania bajki.
Ryu
Ryu wzruszył tylko ramionami. Mimo wszystko on tak nie sądził. Nie chciał dyskutować na ten temat. Starał się pokazywać część tych szalonych przygód dobrych piratów dzieciom, jednocześnie słuchając uważnie Darcy. Albo miała niezwykłą wyobraźnię, albo wiele historii już znała i odtwarzała bajki. Chociaż słoń ze złotym miastem coś mu się kojarzył. Galan przysiadł obok Tamiko i wpatrzył się w Darcy i w obrazy dalej, a Tamiko po dłuższej chwili zaczęła się nieco wiercić. Bajka po pewnym czasie stała się dla dzieci zbyt długa. W końcu oboja ochlapali Darcy. - Bitwa molska! - zarządził Galan i wraz z siostrą rozpoczęli atak wodny na Darcy, a Ryu nie byłby sobą, gdyby nie dołączył, więc... dołączył. Zaśmiał się cicho, wreszcie będąc w drużynie z dziećmi a nie ofiarą takiego ataku.
OdpowiedzUsuńRyu
Galan był w trakcie skoku, gdy Darcy krzyknęła "stop" więc Ryu złapał go w locie i delikatnie wrzucił do wody po drugiej stronie, po czym złapał Darcy za nadgarstek i ustabilizował ją lekko.
OdpowiedzUsuń- Wygraliście - powiedział do dzieci z wielkim uśmiechem. - Wielka i potężna Parabellum została przez was pokonana - puścił do nich oczko. - Galan to już twój drugi Parabellum, zaczynam sądzić że masz jakąś osobistą Vendettę przeciwko nim - rzucił śmiejąc się pod nosem. - A zatem... na koc! Wytrzeć się proszę! - zarządził odwrót i chlapnął w dzieci nogą, by je popędzić, a samą Darcy obrzucił nieco zmartwionym spojrzeniem. - Wszystko w porządku? - zapytał jej.
Ryu
Nie zajarzył skąd pomysł, że jest gruba. Uniósł nawet palec, żeby to wypunktować, ale ostatecznie machnął na to ręką i pokręcił tylko głową. Czasem lepiej było nie wchodzić w dziwne dyskusje. Parsknął śmiechem na to atakowanie Sangiusa. Coś czuł, że w Azylu, Sangius będzie mógł napotkać wiele zasadzek od trzylatka. Będzie pierwszym tak młodocianym zamachowcem. Trochę zdziwił się, kiedy oparła się o jego tors. Jeszcze nie tak dawno każdy dotyk ją drażnił, a teraz? Miał wrażenie, że z dnia na dzień stała się dość przytulaśna. Ale znów uznał, że nie ma co tego punktować. Wzruszył tylko ramionami.
OdpowiedzUsuń- Jasne, nie ma sprawy - stwierdził tylko obserwując dzieci przy okazji. - Na pewno wszystko w porządku? - zapytał jej, sprawdzając temperaturę jej czoła. - Hm... jesteś gorąca, ale wy chyba naturalnie macie wyższą temperaturę niż inni, co nie? - spojrzał po niej.
Ryu
Gave uniósł lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Uczyłem, ale zmieniłem wcześniej zamki, żeby nie psuć tych twoich - przypomniał. - Poza tym twój dom nadaje się najlepiej na takie ćwiczenia. Swojego aktualnie nie mam, a klinika... no byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, gdyby tu Maryl uczyła się włamywać, a chorzy pacjenci czy jacyś ranni nie mogli dostać się do środka - przypomniał spokojnie. - Źle sypiam - odparł tylko. - Byłem u Febe, dostałem parę leków jakbym naprawdę mocno tego potrzebował, ale wiesz... - wzruszył ramionami. - ...nie lubię futrować się lekami. Jeszcze się uzależnię i będzie większy problem...
Gave
Chłopak zerknął na nią nieco zaskoczony.
OdpowiedzUsuń- Ja? Dobrze - zapewnił ją spokojnie, znów kładąc dłoń na jej czole. To zdawało się być znacznie bardziej gorące niż wcześniej. No pięknie. Nie dość, że popełnił diabelne foux pax wcześniej to teraz jeszcze załatwił księżnisię na Amen. Skrzywił się nieco.
- Myślę, że... nie mam pojęcia co to mangusty - poinformował ją wstając z miejsca i biorąc ją na chwilę na ręce. Przekuśtykał do ich koca, gdzie położył ją i złapał za ręcznik dzieci, by ją trochę wysuszyć. Sam ubrał się niemal od razu i zarządził wśród dzieci przegrupowanie. Małą Tamiko posadził na Abys, za nią wadzając Galana i przerzucając przez resztę jej grzbietu, jak worek ziemniaków Darcy. - Zaraz cię rozgrzejemy. Herbatka i ciepła zupa powinna pomóc - stwierdził licząc na to, że faktycznie Darcy szybko wróci do siebie, a jeśli nie... to będzie trzeba zawrócić głowę Febe. Ha! Choć raz nie on!
Ryu
Mohe uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Całe szczęście nie każda jest w tym temacie aż tak skomplikowana jak Ty, właśnie stąd wziął się mój pierwotny komentarz – przyznał rozbawiony. Te jej zmiany nastawienia były całkiem zabawne, raz powaga, a zaraz mina jakby zamierzała ubić te puste butelki po bimbrze. Zaśmiał się na ten jej „pohybel” i zaraz przytaknął głową, przyspieszając z nią kroku.
- Tylko nie biegnij, to może zdecydowanie pogorszyć sytuację, a po takiej przemowie głupio byłoby zostać pokonanym przez wroga – dalej uśmiechał się rozbawiony. Całe szczęście jej dom już zaraz wyłonił się zza zakrętu. Trzeba było przyznać, że całkiem solidną miała chatę. Mohe aż gwizdnął z podziwem. – No tego budynku to zdecydowanie nie przegapię, byłem tu już kiedyś, ale nie wiedziałem, że to Ty tu mieszkasz – przyznał.
Mohe
- Gdybyś w tym czasie miała gości to nie ćwiczylibyśmy czegoś takiego - westchnął Gave. - Przecież wtedy obraziłbym się że nie zostałem zaproszony. To chyba logiczne, co nie? - zerknął po niej z nieco krzywym uśmiechem na twarzy. - Nie, przed takimi sprawami nie będę cię ostrzegał. Trochę niespodzianki przyda się w życiu - spojrzał na nią i poczochrał ją po włosach. - A to i dodatkowa sposobność do ćwiczeń nad twoimi wybuchami - dorzucił. - W końcu zasłonię Maryl własną piersią w razie, gdybyś miała zamiar się na nią rzucać - puścił do niej oczko. Oparł zaraz głowę o jej ramię i odetchnął głęboko. - Mam dzieciaczki do spania razem ze mną - spojrzał po niej. - Przytulają się do mnie mocno, kiedy tylko jest na to chwilka - szepnął. - Gram tu sobie czasem w nocy, co pomaga zebrać myśli... ale wiesz, głowa mi często po prostu pęka - zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuńGave
- Jak będziesz miała z kimś randkę to twój wujek da mi znać - puścił do niej oczko. - Nic się nie martw. Wszystko już dogadane - wyszczerzył się do niej. - Oj Maryl z pewnością byłaby zafascynowana. Dziecie właśnie takie są... fascynuje je świat. Boją się znacznie mniej niż ty czy ja - stwierdził wzruszając ramionami. - Po prostu powiedz, że to ty nie chcesz być widziana w taki sposób. Czujesz się niekomfortowo - zauważył. - A ja... i tak będę sobie przyłaził kiedy tylko będę chciał - roześmiał się serdecznie. - Wiesz... czułości mam ostatnio po dziurki w nosie - mruknął. - Herbaty za specjalnie nie lubię, przegadanie... ech Darcy nie chce mi się gadać na ten temat... spacer... spacer brzmi nieźle, ale w danej chwili chcę spędzać czas z maluszkami - przyznał szczerze. - To prawda - pokiwał głową. - Dawno nie graliśmy.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu skinął głową i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Zaczynał zastanawiać się, czy przypadkiem Darcy nie ma uczulenia na wodę w oceanie. Była Feniksem i kochała ogień. Czyżby część wód nie było dla niej stworzonych? Przez moment się nad tym zastanawiał, kiedy ona opowiadała o stworzeniach. Nie za bardzo się na tym skupił, zbyt zajęty własnymi myślami i dziećmi, które chociaż grzeczne to wypadało na nie chociaż trochę uważać.
OdpowiedzUsuń- Nie przejmuj się moją nogą - rzucił kiedy tak go objęła. - Noga przeżyje, ma się coraz lepiej - dodał. Obserwował to co robiła i pokręcił lekko głową. - Siedź i nie ruszaj się - powstrzymał ją przed zejściem. - Darcy, słaniasz się na nogach, jesteś blada jak ściana i naprawdę nie potrzebujemy twojego nieprzytomnego ciała na ziemi, ale jeśli zaraz nie przestaniesz marudzić to skończysz nieprzytomna na gamorcie, a ja dopilnuję, żebyś w takim stanie dotarła do Febe. Nie wiem co ci się stało, co cię użarło czy może uczuliło, ale postępuje bardzo szybko - szepnął, po czym spojrzał na Galana. - Jednak zmiana planów, pójdziemy pieszo - poczochrał chłopca po włosach, biorąc przy okazji Tamiko na barana, aby Darcy mogła się położyć chociażby i trochę na Abyss.
Ryu
- Ale za co ty nas przepraszasz? - Ryu spojrzał po niej jakoś tak dziwnie. - Potrzebujesz pomocy, coś musiało ci zaszkodzić albo dziabnąć - zauważył spokojnie. - Każdemu to mogło się zdarzyć. Przestań sobie na łeb wrzucać - poczochrał ją po włosach i pokierował Abyss w stronę kliniki Febe a tam wprost w ręce kobiety, która niemal od razu się nią zajęła. Sam poczekał na zewnątrz pozwalając Galanowi pobiegać z Rahimem i Inez, a Tamiko trzymając przy sobie. Gdy kobieta skończyło wszedł do sali Darcy i przysiadł przy jej łóżku. - I co? Będziesz żyła, czy mam szykować jedyny w swym rodzaju występ na twój pogrzeb. Jestem skłonny przy masie ludzi zaśpiewać w ramach hołdu dla twojego życia - błysnął w jej stronę zębami.
OdpowiedzUsuńRyu
Mohe uśmiechnął się pod nosem i przytaknął Darcy.
OdpowiedzUsuń- Tak, na szczęście daję radę - podsumował. Zaśmiał się krótko na kolejny okrzyk i ponownie kiwnął głową, a kiedy stali już pod jej domem, spojrzał po dziewczynie.
- Raczej postarałem się o to by nie było mnie widać - puścił jej oko. - Na początku, gdy już Gave mnie do Waszej wioski wprowadził, robiłem ogólny obchód. Taki tam mój zwyczaj, lubię wiedzieć na jakim terenie przebywam - przyznał. - Staram się jednak nie rzucać w oczy przy takim obchodzie - dodał. - Ale rzeczywiście, jest opcja, że nie było Cię w domu - uśmiechnął się lekko. Trochę niepewnie spojrzał po budynku, ale kiedy wspomniała o piciu skinął jej głową. - Bardzo chętnie wypiłbym na wieczór coś ciepłego - przyznał i zaraz lekko się zaśmiał. - Bez obaw, wypiję i będę się zbierał, a dom... Cóż im bardziej przestronny tym lepiej, ale... w przypadku chat preferuję raczej jedynie zadaszenie plus pale czy kolumny... U Ciebie nie jest najgorzej, widzę dość wiele miejsc do ewentualnej ucieczki - oznajmił z lekkim uśmiechem.
Mohe
Gave skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Tak to jest logiczne - zgodził się z nią. - Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a każda okazja do ćwiczeń to dobra okazja - zauważył. - Nigdy właściwie nie widziałem jak ćwiczysz - stwierdził swobodnie. - Może pokażesz, co? - zaproponował, nie protestując gdy trochę się odsunęła. W danych momentach naprawdę nie potrzebował większych czułości. Ba, trochę go te czułości denerwowały. - Dzieci teraz śpią - skomentował i wstał z miejsca, ziewając nieco. - Ja też się chyba na chwilę położę - dorzucił.
Gave
- Darcy... - chłopak puknął ją w łeb, kiedy ta znowu powiedziała że jest problemem. - Nie jesteś - poinformował ją spokojnie, a potem po prostu zadziałał tak by jej pomóc. Czy troszczył się za bardzo? Możliwe, ale nie lubił, kiedy coś się komuś działo kiedy znajdował się w pobliżu niego. Było nie było, to zwykle on robił za tego poszkodowanego i przyzwyczaił się do tego stanu rzeczy. - Ocho... - pokręcił lekko głową. - Już jutro? Cholera... - postukał się palcem o usta. - Nie wiem czy zdążę napisać ten utwór - parsknął lekkim śmiechem. - Nie możesz go ze cztery pięć dni przesunąć? - puścił do niej oczko. - Wtedy zdołam zrobić coś super wow - puścił do niej oczko.
OdpowiedzUsuńRyu
- Wiesz... ja to bym tak stwierdził, że to raczej dla ciebie zaszczyt, bo nie będziesz musiała mnie oglądać na scenie. Ja i scena... to jak już zauważyłaś na urodzinach Akane, dość kapryśne połączenie - przypomniał jej z lekkim śmiechem. - Drętwieje na niej jak jakiś słup soli, te wszystkie oczy, które na mnie patrzą sprawiają, że oblewa mnie zimny pot... a jeszcze fakt, że artyzmu to we mnie za grosz... przynajmniej tego związanego ze śpiewem, tańcem czy grą na instrumentach... to wszystko dopełnia tragizmowi - rzucił wzruszając ramionami i uśmiechając się do niej lekko. - Tak więc... bardziej opłaca ci się umrzeć bez tego widowiska - dokończył.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave odprowadził tylko Darcy wzrokiem i kiedy zniknęła mu z oczu udał się do domu, a kolejnego dnia udał się nad wspomniane jezioro, żeby przystanąć sobie po cichu przy jednym z drzewek i czekać na dziewczynę, zajadając przy okazji coś na kształt jabłka. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jeden punkt, myśląc o swoich własnych problemach. Szlag go trochę trafiał, że kiedy rękę w miarę wyćwiczył to powróciły do niego problemy ze snem, ale nic w danej chwili nie potrafił na to poradzić. Drgnął, gdy nagle Darcy pojawiła się w polu jego widzenia i uśmiechnął się do niej, po czym ponownie wgryzł się w jabłko.
OdpowiedzUsuń- To ja popatrzę, a ty sobie ćwicz - rzucił lekkim tonem.
Gave
Włamać? Gave? Spojrzał po niej ze specyficznym uśmiechem na twarzy.
OdpowiedzUsuń- Czyli z Gava to taki włamywacz, tak? - zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową. - Nie chodziło o włamanie, a o sprawdzenie terenu. Po prostu sprawdzałem czego mogę się tu spodziewać. Zwykłe zabezpieczenie, jakbym dojrzał coś co by mnie zaniepokoiło to po prostu rozbiłbym się w innym miejscu - puścił jej oko. - Bez obaw, jak wtargnę Ci do domu to na pewno będę miał ku temu słuszny powód - dodał. Kiwnął głową na zaproszenie i zaraz zaczął uważnie obserwować wnętrze domu. Tam też mogło być coś niebezpiecznego, wolał to prędzej dojrzeć niż poczuć na sobie. Trzeźwe oko pewnie by zauważyło, że Mohe odrobinę się spiął wchodząc do środka, pijane oko nie konieczne mogło dostrzec te zmiany.
- Hmm... Grzaniec brzmi dobrze - przyznał i uśmiechnął się lekko. - Nie powiesz mi chyba, że zawsze jesteś tu sama. Znam co najmniej jedną ciekawą zabawę, która może zacząć się od gonienia - uśmiechnął się pod nosem. - Twój nauczyciel Cię gonił, gdy tak zwiewałaś? - zainteresował się, a na pytanie pokręcił głową. - Nie wiem - odpowiedział równie konspiracyjnym szeptem.
Mohe
Akane nie zdziwiło zaproszenie Darcy, jakiś czas temu miały okazję trochę sobie poimprezować i musiała przyznać, że czas w jej obecności mijał dość przyjemnie. Po ostatnich doświadczeniach sama stwierdziła, że najwyższy czas trochę bardziej otworzyć się na nowe znajomości czy pogłębianie dotychczasowych relacji, oczywiście o te przyjacielskie, bo miłosnych miała po dziurki w nosie. Do Darcy wybrała się z małym poczęstunkiem, przełamała się nieco i po raz kolejny spróbowała z konfiturami. Te ostatnie, świeżo zrobione, przepadły w pożarze Argaru i jakoś źle jej się kojarzyły, ale w końcu dała się przekonać samej sobie, że warto podjąć kolejną próbę. Konfitura, którą niosła była z gumijagód i osobiście An uważała ją za udaną. Nieudanej przecież nie niosła by w ramach podarku. Kiedy doszła do drzwi Darcy, przystanęła i zapukała.
OdpowiedzUsuń- Hej, hej, obślizgła Żaba przybyła - rzuciła w żartobliwym tonie.
Akane
Akane uśmiechnęła się na powitanie i zaraz pomachała przed nosem Darcy przyniesionym naczynkiem.
OdpowiedzUsuń- Cała oślizgłość zamknięta w tym uroczym podarku - poruszyła zabawnie brwiami. - Proszę bardzo, specjalnie dla Ciebie, konfitura z gumijagód - wyszczerzyła się i śmiało ruszyła w stronę kanapy, by wygodnie się na niej rozsiąść. Zdjęła buty i wciągnęła stopy na mebel. - Dzięki, ale mimo wszystko chętnie napiję się herbaty, może później posmakuję i innych spiżarkowych cudów - puściła czarnulce oko. - Jakoś Ci pomóc? - zagadnęła, gotowa wstać i co nieco porobić.
Akane
Odwzajemniła objęcie i kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem czy jutro dam radę, ale bez obaw, jak nie wyjdzie to jeszcze nie raz będzie okazja czegoś razem skosztować - rzuciła luźno i zaraz wstała ze swojego miejsca, by już na boso ruszyć do kuchni i poszukać wspomnianej herbaty. - Oho, a wzięłaś do tych od Walwana instrukcję? Z tego co pamiętam u niego herbata to wręcz rytuał, odpowiednio ciepła woda, dokładny czas parzenia. Dopiero wtedy smakuje genialnie, jak ją zrobisz po macoszemu to niewiele różni się od tych przeciętnych - to akurat pamiętała ze swojej krótkiej wizyty u różowowłosego. Uśmiechnęła się jeszcze pod nosem. - Kto to tak Cię podle dręczył, że masz takie obawy? - zapytała ze śmiechem. Na pytanie wzruszyła ramionami. - W sumie za wiele się nie dzieje, skupiam się na treningach, nauce i rodzicielstwie, no i szykuję się do podróży. Ostatnio coś kiepsko mi wychodzi życie towarzyskie, więc nie zdziwię się jak i od Ciebie wyjdę po jakiejś małej lub większej awanturze - odpowiedziała pół żartem, pół serio. - Ogólnie nie ma tragedii, układam sobie co nieco w głowie, wpadają mi do niej co raz to nowe pomysły więc chyba idzie ku dobremu - stwierdziła ostatecznie. - A u Ciebie co tam?
Akane
Informacja o instrukcjach była dobrą wieścią, nawet miała ochotę na taką herbatę przyrządzoną z uwagą, a nie raz, dwa, na szybko.
OdpowiedzUsuń- Racja, można się w tym pogubić, a to herbata biała, a to czarna, zielona, do każdej inne temperatury wody, inny czas... - zaśmiała się lekko. - Podziwiam go, że on tak z każdą herbatą, przyznaję, że ja od czasu do czasu też się tak lubię pobawić, ale zwykle starcza mi zwykłe zalanie wodą - stwierdziła i zaraz lekko się uśmiechnęła. - Tak, słyszałam, że nieźle się tam spisali - nie miała okazji sama doświadczyć, ale cóż. Spojrzała po Darcy, gdy ta wyciągnęła do niej imbryk i sypnęła wybraną mieszankę, herbata czarna ze skórką pomarańczy i płatkami huniopa, czymkolwiek był ten cały huniop. Mieszanka pachniała bardzo przyjemnie i podobno miała relaksować. Słuchała o Ryu lekko uśmiechając się pod nosem. - To musiał być naprawdę specyficzny... rower - zaśmiała się rozbawiona. Ryu i jego talent artystyczny. Aż jej przed oczyma stanęły rysunki z notesu, który Ryu wręczył klarze. - Może z mąką mu lepiej poszło - rzuciła dalej rozbawiona. Uśmiechnęła się i kiwnęła głową, wyglądało na to, że Ryu z Darcy nieźle się czasami bawią. - Jak chodzi o pomaganie to wiesz, on nawet bez nogi dałby radę - puściła jej oko, oczywiście mówiąc pół żartem, pół serio.
- Ee, nie, to już nie ten sam klimat, padło z Twoich ust magiczne "jak chcesz", a tych poprzednich starć nie chciałam, więc przykro mi, spaliłaś - uśmiechnęła się do niej zadziornie. Na jej poważniejsze słowa przytaknęła lekko głową. - Wiesz, z tymi problemami to nie chodzi konkretnie o Ciebie, po prostu uważam, że w moje problemy zamieszana jest już dość spora grupa ludzi i kolejne osoby wolałabym wciągać w pewne sprawy dopiero gdy rzeczywiście będę ich potrzebować. Z tymi mniejszymi problemami do obgadania, tu nie widzę kłopotu by Ci o takich wspominać, chociaż... Chwilowo takich nie mam, znaczy mam, ale wiem co w ich temacie robić - zapewniła z lekkim uśmiechem. Kiedy wspomniała o progresie z wychodzeniem, delikatnie poklepała ją po ramieniu. - Świetnie, każdy krok do przodu jest cenny, nawet ten najmniejszy - zapewniła i kiwnęła głową. - Myślę, że dobrze, chociaż... Wiesz, pewnych spraw dopiero się uczę i nie zawsze mam pewność, że coś rzeczywiście powinno wyglądać czy kończyć się tak jak kończy. To jest minus mojej niechęci do korzystania z dalszych nauk Latrala, wolę sama ogarniać te sprawy, ale jak nie ma nade mną kogoś kto się na tym serio zna, to ciężko wydać konkretny werdykt - wyjaśniła.
Akane
OdpowiedzUsuńDo Darcy:
Chłopak parsknął śmiechem
- Może i lubisz - pokręcił głową. - Ale myślę, że jeśli lubisz to raczej nie swoich znajomych, którzy cierpią - pstryknął ją w nos i pokiwał głową. - Owszem i całe szczęście, że skupiłaś na siebie uwagę, bo pewnie bym padł w trakcie, w innym wypadku - uśmiechnął się do niej delikatnie i wzruszył ramionami. - Cóż... myślę, że na pogrzebie dam radę - szepnął. - Tylko wiesz słowa o tobie najpierw musiałbym napisać, a z tym... hm... no coś by się znalazło - roześmiał się lekko.
Ryu
Akane przytaknęła jej głową, ciężko było się z tym nie zgodzić. Uśmiechnęła się i nawet zaśmiała lekko na opis.
OdpowiedzUsuń- Czyli najważniejsze elementy udało mu się przedstawić - przyznała z rozbawieniem w głosie. - No wiesz, przy rowerze trochę o to zmęczenie chodziło właśnie. Co by się ruszać, ale przemieszczać szybciej niż pieszo - wyjaśniła luźno i zaśmiała się krótko na te stracone marzenia. Przy wzmiance, że ona "chce" pogroziła jej palcem, dalej jednak wszystko w żartobliwym tonie. Przytaknęła jej głową. - Tak, to zdecydowanie męczące i wkurwiające. Jasne, dzięki, w razie co będę się zgłaszać - uśmiechnęła się do Dar wdzięcznie. Słysząc o bibliotece nadstawiła nieco ucha. - Jeżeli nie masz nic przeciwko to później w wolnej chwili bym sobie zerknęła na te Twoje księgi - stwierdziła. Nie szkodziło poszukać w innych miejscach. Usiadła na kanapie i spojrzała po dziewczynie, gdy wspomniała o pomocy. - Jaką pomoc masz na myśli? - zapytała zainteresowana. Pokręciła zaraz głową. - Nie, nie, to nie jest niechęć do magii Latrala, a do członków. To z ich pomocy nie chcę korzystać. Jeżeli chodzi o magię to wiesz... U mnie dużo robi to wyczulone przeczucie, często podświadomie wiem co należy zrobić, ale wiesz, stawiam, że członkowie, którzy już x czasu mają do czynienia z tą magią mają również jakieś wypracowane sposoby na to czy tamto. Mimo wszystko wolę takie sposoby znaleźć sama lub z pomocą... Waszą, po prostu osób, które mnie otaczają - przyznała z lekkim uśmiechem. - Możliwe, że niuanse będą, ale... Prawdę mówiąc niewiele wiem jeszcze o źródle mojej magii, dowiaduję się coraz to nowszych rzeczy, ale do tego jeszcze nie doszłam - przyznała. - Nie ukrywam, że poznanie tej wiedzy sporo by ułatwiło, ale Latrala zdają się chcieć być mi niezbędni w poznawaniu tej wiedzy, a mnie średnio to odpowiada - westchnęła lekko. - Więc tym bardziej chętnie zobaczę co tam kryje się w Twoich księgach. Ewentualnie jak będziemy w Azylu to może coś zerkniemy? Nie ukrywam, że Phyonix bardzo mnie ciekawi i chętnie poznam to miejsce lepiej - uśmiechnęła się szerzej. Przytaknęła głową na pytanie o powody. - Ciężko mi je konkretnie określić, te powody, po prostu mam wrażenie, że jestem im do czegoś potrzebna, dziwnie mocno mnie pchają w przyrost mocy no i ogólnie są dość... podejrzani - o tym akurat śmiało mogła jej powiedzieć. Pokręciła głową. - Nie masz za co przepraszać, rozumiem. W razie jakbyś się zagalopowała to po prostu dam Ci znać lub na pewne sprawy nie odpowiem - rzuciła luźno i puściła jej oko.
Akane
Akane przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, w naszym świecie stworzono nawet rowery stacjonarne, czyli takie tylko do ćwiczeń, umieszczone lekko w powietrzu, co by można było nimi "jechać" w miejscu. Był to rodzaj treningu - dodała do swoich wyjaśnień. W temacie pomocy uśmiechnęła się krótko. - Dzięki - kiwnęła wdzięcznie głową i wsłuchała się w wyjaśnienia co do mocy. Lekko zacisnęła usta słysząc przedstawiany problem. Sama borykała się z podobnym, bała się własnego gniewu, ale nie bardzo miała okazję z kimkolwiek o tym porozmawiać. Spojrzenie na podobny problem z boku mógł w sumie być ciekawym doświadczeniem. - Hmm... Rozumiem... W mojej głowie jednak pojawia się pewne pytanie. Jesteś pewna, że wspomnienia z uwolnienia to dobry kierunek? Z tego co mówisz wydaje mi się, że dobrze by było pochylić się nad sytuacjami, w których pojawiają się te podszepty i mroczne myśli. W sensie... no wiesz, z czego wynikają - zasugerowała spokojnym tonem. - Bo na daną chwilę nie bardzo widzę powiązanie. No, chyba, że szepty pojawiają się w sytuacjach nawiązujących do niewoli - dodała. Jej głośne analizowanie było dość powszechne. - No dobra, a cokolwiek z tego pamiętasz, masz jakieś fragmenty czy totalną czarną dziurę? - dopytała jeszcze. Jeżeli już miała wchodzić komuś w głowę to wolała zrobić dobry wywiad. - Próbowałaś jakichkolwiek innych metod na przypomnienie sobie tej sytuacji? - dodała. Na temat Latrala przytaknęła jej głową i posłała uśmiech. - No to mamy już jakiś plan, ale skupmy się chwilowo na tej Twojej sprawie - zaproponowała. Nie było co na raz poruszać dwóch dość istotnych tematów, a książki jej nie uciekną.
Akane
Przekręciła lekko głowę i z zaciekawieniem spojrzała po Felci. Nie zgadza się? Grima zastrzygła uchem. Słuchała przyjaciółki z zainteresowaniem, a na te wszystkie komplementy zachichotała cicho i zaraz objęła Darcy w pasie.
OdpowiedzUsuń- Jesteś naprawdę kochana Felciu, że tak myślisz. Ja jednak zostanę przy swojej myślicy. Lubię nawet takie myślicę, że nie muszę być piękna, a i tak mnie lubią i... i kochają - tu lekko się zaczerwieniła, chociaż na jej zielonej skórze nie było to aż tak widoczne. Słysząc o rasowym porównaniu ponownie zastrzygła uchem. - To wszystkie osobniki z Twojej rasy są chude? - zapytała. Skoro jej wzrost wyjaśniła pochodzeniem, to wniosek ten sam się nasuwał. Zachichotała na słowa o deserze i lekko pogłaskała swój brzuszek. - Tak, dla Tonego to chyba nawet jestem ładna - przytaknęła głową energicznie. Słysząc propozycję o drogiej kreacji oczy jej aż się zaświeciły, a źrenice rozlały prawie na całą tęczówkę. - Taaaaaak! - goblinka skoczyła susami w stronę szafy Darcy. - Chcę się świecić jak... jak psu jajca! - zachichotała. Ostatnio usłyszała to stwierdzenie. Będzie jeszcze musiała zapytać Tonego o co w nim chodzi bo osobiście sprawdzała i jądra psów z którymi miała tu do czynienia zdecydowanie się nie świeciły.
Grima
Mohe uśmiechnął się pod nosem na słowa o Gavie i zaraz zerknął na tych całych „niepraszalskich”. Darcy najwyraźniej nadawała tytuły swoim roślinom.
OdpowiedzUsuń- Polecam zastawianie pułapek, ja gdy nie chcę by ktoś mi na pałę wchodził do tipi to po prostu rozstawiam pułapki. Jeszcze się nie zdarzyło by ktoś mi się tu włamał, ani w żartach, ani na poważnie – przyznał spoglądając po roślinach. Wyglądały całkiem dobrze. Na pytanie o niepokój pokręcił głową, jednak dalej taksował otoczenie wzrokiem.
- Na tą chwilę nie – przyznał i uśmiechnął się na kolejne stwierdzenie. – Oby, dla Twojego dobra, bo mi specjalnie pomyłka nie zaszkodzi – rzucił z lekkim rozbawieniem. Kiwnął głową, gdy mówiła o współmieszkańcach. – Rzeczywiście dość sporo osób już tu się przewinęło – towarzyszył Darcy, na spokojnie dalej się rozglądając. Wizja małej Darcy gonionej przez jakiegoś elfa była dość rozbawiająca. – Jakiś kiepski ten nauczyciel skoro Cię gonił. U Nhulu szybko by Ci się skończyła chęć na zabawy i uciekanie w trakcie nauki – uśmiechnął się pod nosem. U nich nikt się z dziećmi nie pierdolił, nawet z dziećmi wodza, ba, szczególnie z dziećmi wodza. Parsknął śmiechem na to specyficzne sformułowanie w swojej głowie, cóż… on się akurat z córką wodza pierdolił. Mohe nadstawił ucha na ten cały sekret i zaraz ponownie parsknął śmiechem.
- Nie znam zbyt wiele elfów, ale coś w tym może być – rzucił rozbawionym głosem. Obserwował dziewczynę w trakcie przygotowań napojów, ładna była to sobie nie odmawiał baczniejszych obserwacji.
Mohe
Ryu uniósł wysoko brew i puknął ją dwoma palcami w czoło. - Aha - prychnął pod nosem. - Zemstę akurat rozumiem, ale zaraz cierpienie? - cmoknął z dezaprobatą, po czym uśmiechnął się do niej lekko, by wybuchnąć gromkim śmiechem na podsumowanie jego przemowy. - Specjalnie dla ciebie postaram się o dwa złożone zdania - poinformował ją. - Dodam do informacji o twym zgonie, jego czas i okoliczności - pokręcił głową rozbawiony. - A zakończę wytykaniem twoich wad, bo będzie trzeba trochę słodyczy płynącej z ust innych przełamać.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave odpowiedział uśmiechem.- Dzięki - rzucił swobodnie jedząc spokojnie dalej i pokiwał głową. Przysiadł a swoim miejscu, obserwując ją uważnie. Sama zmiana formy dziewczyny była fascynująca, więc już ten widok uznał za całkiem niezłe i wcale nie takie nudne. - Spoko, mogę się trochę ponudzić - stwierdził swobodnie kiwając lekko głową i obserwując jej działania. - Hm? Ja? A w jaki sposób mam ci pomóc? Ja się na krwi niestety nie znam... - przyznał bez bicia.
OdpowiedzUsuńGave
An uśmiechnęła się lekko.
OdpowiedzUsuń- Znając zapędy Tonego to za jakiś czas zobaczysz - stwierdziła lekko i zaraz skupiła się na słuchaniu o doznaniach kuzynki. Przymknęła lekko oczy, uważniej ją przy tym obserwując, nie wyczuwała fałszu, Darcy sprawiała wrażenie spiętej, ale nie było to nic dziwnego, biorąc pod uwagę o czym opowiadała. An kiwała lekko głową, na znak, że rozumie, a kiedy doszło do opisu spalonego ogródka uniosła nieco wyżej brwi.
- Ou... Sprawa numer jeden, skoro mam wchodzić Ci do głowy i rozświetlać te obrazy to potrzebuję jakiegoś zabezpieczenia, że nie spłonę, w razie gdybyś miała ponownie wybuchnąć... Druga rzecz... Coś zwróciło moją uwagę. Nie kojarzę by Gamorty były odporne na ogień. Obudziłaś się z Abbys na spalonej ziemi, ale jej kompletnie nic nie było? - zainteresowała się. Na wspomnienie o pomocy posłała Czarnulce wdzięczny uśmiech. - Jasne, będę pamiętać - zapewniła.
Akane
Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem. Uroczo udawała tą złą i okrutną, gdy jej oczy mówiły zdecydowanie co innego. Niemal się zaśmiał, ale gdy sprowadziła się do okropnej kobiety, której jedyną cechą charakteru jest gadulstwo to trzepnął ją przez głowę.
OdpowiedzUsuń- A ja to widzę trochę inaczej - odparł. - Tyle osób już wypowie się w ten dobry sposób, opiewając twe zalety i mówiąc o twych dzielnych czynach, że dla równowagi będzie się aż prosiło by dodać co nieco o wadach, a wtedy pospieszę z pomocą - puścił do niej oczko i odsunął się nieco od jej łoża, by wstać i przespacerować się po jej sali, kuśtykając odrobinę. - Najlepiej jednak zrobisz, gdy nie zginiesz. Wyświadczysz tym samym sobie i mnie przysługę - dorzucił z uśmiechem na ustach. - Sobie, bo nie będziesz musiała skręcać się w grobie z zażenowania... i mnie, bo wybawisz mnie przed publicznym wystąpieniem.
Ryu
Gave spojrzał po niej z niedowierzaniem.
OdpowiedzUsuń- Zaraz, chwila... - pokręcił lekko głową i znów wsunął kawałek owocu do buzi by go przemielić i zastanowić się czy przypadkiem się nie przesłyszał. - Że ja mam cię tak po prostu obrażać? Tak bez konkretnej przyczyny? - spojrzał po niej. - Zgłupiałaś? Przecież to tak nie działa... musiałabyś mnie mocno zirytować żebym zaczął - dmuchnął sobie w grzywkę. - No chyba, że mówimy o twojej siostrze. Fatalną partię sobie wybrała - prychnął pod nosem. - I jest taka nie do ludzi... Darcy, kto normalny aż tak się wzdryga i izoluje? - wywrócił oczyma. - Wygląda jak przestraszona Fretka a nie groźny Feniks z krwi i kości.
Gave
An zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Priorytety musisz już obgadać z Tonym - stwierdziła z uśmiechem na ustach i zaraz dalej słuchała o wspomnieniach, a raczej ich braku. Kiwnęła głową na propozycję z ochroną jak na treningu. - No dobra, rozumiem... Pozostaje więc co nieco Cię wprowadzić. W tej mojej zdolności nie ma czegoś takiego jak cenzura. Jak już wyjmę wspomnienie, to zobaczę je wraz z Tobą. Jak je zobaczę, to nie będziesz w stanie w tym wspomnieniu nic przede mną ukryć. Wiedząc o tym, dalej jesteś pewna, że chcesz skorzystać z moich umiejętności? - wolała dopytać, bo ta informacja mogła sporo zmienić.
Akane
Ryu pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Na moim pogrzebie, będziecie mówić o mnie tylko źle - poinformował ją z lekkim uśmiechem na twarzy. - Zapiszę to jako swą ostatnią wolę. Przełamiemy tym samym tabu - uśmiechnął się nieco szerzej i parsknął śmiechem na ten jej złoczyńczowy uśmiech. - Febe wie, że ja nie śpiewam - zauważył spokojnie. - Pomyliłaś adresy. Chcesz śpiewu to idź do Gava, nie zamierzam się kompromitować - mruknął jeszcze, odchylając się nieco na krześle i masując sobie lekko skronie. - Nie jestem uzdolniony muzycznie - mruknął, po czym spojrzał jej prosto w oczy przenosząc ją na polanę pełną pachnących kwiatów, latających motyli i śpiewających ptaków. - Zabieram za to w magiczne miejsca - rzucił, wskazując jej ciemniejące niebo, na którym pojawiła się zorza polarna. Pal sześć, że nie było to w tym miejscu gdzie powinna być. - Nigdy nie udało mi się jej zobaczyć na żywo - skomentował.
Ryu
Ryu wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Może dlatego, że zawsze mówi się o mnie w tych dobrych kolorach. Ryu to a Ryu tamto. Ryu jest super i inne bzdety - wzruszył ramionami. - A ja nie czuję się aż taki świetny - uśmiechnął się krzywo. - Ta opinia też sprawia, że żadna kobieta mnie nie chce, bo wiesz... im zależy na tych wszystkich nikczemnych chłopcach, którzy jednocześnie nie są zbyt orientalni i egzotyczni - wzruszył ramionami. - Dlatego wolałbym na własnym pogrzebie posłuchać o swoich wadach, o niedociągnięciach, bo może wtedy... wreszcie miałbym pewność, że ktoś faktycznie mnie poznał, a nie opierał się tylko na wygórowanych opiniach - dokończył, po czym parsknął śmiechem. - Aż tak niskich umiejętności śpiewania nie mam - zauważył ze śmiechem na ustach, po czym już tylko ją obserwował, zerkając wraz z nią na zorzę polarną. - To zjawisko, które występowało w zimnych krajach. Zorza polarna. Był pewien okres w roku, gdzie można było ją tam zobaczyć. Mnie nigdy się to nie udało, ale mieliśmy na tyle zaawansowany świat, że każdy wiedział jak wygląda to zjawisko... ale wiedzieć, a faktycznie zobaczyć to dwie różne rzeczy - stwierdził.
Ryu
Akane przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Poprosić nie zaszkodzi, o ile się orientuję Tony już ma listę życzeń, a sam decyduje co kiedy zacznie ogarniać. Nikt nie mówi tu o posłuchu - puściła jej oko. Słuchała o opcjach dziewczyny, a kiedy padło pytanie kącik jej ust lekko się uniósł. - Nie wiem co musiałabyś zrobić obcym dla mnie osobom bym zaczęła się Ciebie brzydzić. Takie jednostki są mi zwykle obojętne, a biorąc pod uwagę to czego się dopuścili... czy tam dopuściła... to raczej nie masz czego się bać - zapewniła. Wypuściła zaraz nieco głośniej powietrze. - No dobrze... to skoro już mniej więcej wiemy na czym stoimy to... Chcesz to zrobić teraz, tak? - wolała się jeszcze upewnić, to w końcu nie było zwykłe lepienie babek w piaskownicy.
Akane
Przytaknęła Darcy głową i zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- No jasne, rozumiem - przyznała w sprawie wynalazków Tonego. Słysząc propozycję z herbatą, sięgnęła po swoje naczynie i upiła łyk.
- Przyznam, że dość ciężko może mi być poruszać przyziemne tematy, wiedząc, że zaraz będę Ci grzebać w umyśle, ale możemy spróbować - uśmiechnęła się kącikiem ust. - To co tam u Ciebie przyziemnego słychać? - zapytała.
Akane
- Ja? Ależ oczywiście, że nie. Ja to w ogóle koło ludzi to nie stałem, a ja i ludzie to dwie wykluczające się nawzajem rzeczy - parsknął śmiechem. - Ale ta twoja siostra... nie dość, że w ogóle niedostosowana społecznie to jeszcze taka udająca silną kobietę. Jasne, coś tam potrafi, ale umówmy się wyżej sra niż dupę ma - puścił do niej oczko unosząc lekko brew. Chciała irytacji to mógł dać z siebie wszystko co miał.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu uśmiechnął się lekko na ten jej komentarz i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Ja nie wiem czemu tak źle życzysz Gavowi na przykład - szepnął. - Przecież on pozuje na tego niegrzecznego - dorzucił zaraz wzruszając ramionami. - Czasem nie zostaje złamane serce, bo podobno łobuz kocha najmocniej... może też powinienem się taki stać, co? Mieć wywalone we wszystko - odchylił się na swoim krześle. - Nie wiem tylko czy potrafiłbym aż tak się zmienić - przyznał cicho. Parsknął śmiechem na wieść o tym co będzie o nim mówić. - O! Takie historie są idealne - wyszczerzył się do niej. - Ale pragnę ci tylko przypomnieć, że do drugiego buziaka doprowadziłaś ty sama, bo chciałaś się na mnie odegrać i zaprosiłaś tym samym do tańca - rzucił puszczając do niej oczko. - Hm... nie wiem czy są - przyznał. - Wątpię, ale to trzeba by wybadać sprawę - przyznał bez bicia.
Ryu
- Myślisz, że sobie kogoś znajdzie? Bo moim zdaniem zrobi to szybciej niż ja. Mało tego zdobędzie pięć dziewczyn po kolei, zanim mi się uda. Wiesz ten typ jest dla lasek atrakcyjny - stwierdził cierpko, po czym wzruszył ramionami. - Wiesz, jeśli miałbym się zmienić to nie dla lasek ale dla siebie. Jeśli uznam, że to jest ta droga to zrobię to. Stanę się bezwzględnym, zimnym, mającym wywalonym we wszystkim, bo takich... przynajmniej w teorii... trudniej zranić, mają serce i duszę ze stali - uśmiechnął się krzywo. - A jak już tym przesiąknę to myślę, że tak... że wtedy byłoby to szczere uczucie i możliwe że byłbym szczęśliwy - potwierdził jej, czochrając ją po włosach za te rumieńce. - A widzisz... - uśmiechnął się lekko. - Nie warto czasem grać w takie gry - rzucił lekkim tonem. - Mhm... na żywo? Chyba nigdy nie zobaczę - stwierdził. - Nie bardzo mam ochotę na powrót do poprzedniego świata - mruknął. - On nie był dla mnie, nie był mój.
OdpowiedzUsuńRyu
- Ja? Atrakcyjny dla dziewczyn? - wybuchnął gromkim śmiechem. - Jestem jednookim bandytą - zauważył śmiejąc się lekko. - I to jeszcze ze skośnym okiem. Niektóre to nawet twierdzą, że nie można takiemu spojrzeć prosto w oczy - oznajmił śmiejąc się trochę, bo szczerze to nigdy nie patrzył na to czy jest atrakcyjny czy też nie i jakoś niespecjalnie go to interesowało, bo uważał że charakter był ważniejszy i to jak z daną dziewczyną się dogadywał. - W sensie porównujesz siebie i mnie? Poważnie? Darcy... - pokręcił lekko głową. - Ty siebie chyba nigdy nie widziałaś w takim razie. Gdzie się podziała twoja pewność siebie, co? - uniósł lekko brew, ale zaraz zmarszczył je obie słuchając swojego opisu. - Najimniejszą? - pokręcił głową. - Ty mnie jeszcze zimnego nie poznałaś - poinformował ją tylko. Co do spokoju, ciepła, rozbawiania... nie miał argumentów na nie. Wiedział jaki jest. Uśmiechnął się lekko. - Dzięki, miło mi że tak o mnie myślisz - przyznał szczerze i lekko poczochrał ją po włosach. - Kiedyś na pewno będziesz miała, jak już dopuścisz do siebie myśl, że ta miłość cię może spotkać i pozwolisz się sobie w tym zanurzyć - szepnął w odpowiedzi. - A jak się nim pochwalisz to na pewno będę ci kibicował - zapewnił jeszcze. - Mhm... no to koniecznie mnie na taką noc musisz kiedyś zaprosić - klasnął w dłonie.
OdpowiedzUsuńRyu
Akane pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie potrzebuję przygotowania, w zupełności nam wystarczy kontakt wzrokowy - wyjaśniła jej z lekkim uśmiechem. - Cóż, sprawa jest w sumie nieco skomplikowana, mogę wejść w Twój umysł patrząc Ci w oczy lub wprowadzając do Twojego umysłu mój psychoaktywny pył. Pył wykorzystuję raczej na odległość, daje mi on też możliwość ingerencji we wspomnienia, ale tego nie planujemy tu dzisiaj robić - odpowiedziała. - Jakbyś miała jakieś pytania co do tych zdolności to mogę spróbować odpowiedzieć, o ile będę znała odpowiedź - zaśmiała się lekko. Kiwnęła głową, gdy wspomniała o tęsknocie. - Rozumiem... Swoją drogą, skoro już mowa o Twoim bracie. Jakieś istotne rady, uwagi czy podpowiedzi co do przebywania w jego towarzystwie? Mam z nim ruszyć na misję, co prawda będzie nieco czasu w trakcie wędrówki do Azylu co by się lepiej poznać, ale... wszelkie podpowiedzi chętnie przyjmę już teraz - zaśmiała się krótko.
Akane
Akane posłała jej kolejny wdzięczny uśmiech i kiwnęła głową. Skoro Darcy jej ufała, to to było najważniejsze.
OdpowiedzUsuń- Cóż, kontakt wzrokowy daje mi możliwość jedynie wglądu w czyjś umysł, mogę wtedy wyciągnąć jakieś wspomnienie z głowy i je komuś pokazać, przypomnieć, ale nie mogę w nim nic zmieniać, z kolei przy pomocy pyłku wprowadzonego do organizmu, jestem w stanie wpływać na mózg, na jego konkretne obszary, dzięki czemu mam większe możliwości i mogę wprowadzać pewne zmiany we wspomnieniach lub nasilać intensywność odczuwanych w nich bólów, radości, smutków czy innymi emocji. Do tego pyłek mogę używać na większą skalę, na kilka, kilkanaście osób na raz, kontakt wzrokowy działa tylko z jedną osobą. Używając pyłku nie muszę ingerować, ale doznania przy jego użyciu są dużo intensywniejsze - odpowiedziała spokojnie i zaraz pokręciła głową. - Nikt z zewnątrz ingerować nie może, chyba, że mi towarzyszy, że ja mu pozwolę i wpuszczę do cudzego umysłu - dodała. Słysząc o Ashanie kiwnęła głową.
- Myślę, że takie informacje wystarczą. Teraz to szczerze mu współczuję, bywam niezwykle irytująca dla tych, którzy mają problem z okazywaniem emocji - zaśmiała się. - Chociaż czasem moja pomoc im się przydaje - dodała. - Tata palił, mój brat popala... Nie jestem w tym temacie jakaś delikatna, ale w razie co dam mu znać - przytaknęła głową.
Akane
Mohe uśmiechnął się zadowolony.
OdpowiedzUsuń- Na szczęście starczyło, że wpadli w nie dwa razy i nikt już mi nocy nie zakłóca, najwyraźniej plotka się dobrze rozeszła. No, jest też elfia ofiara, ale jego akurat się spodziewałem. Sam zapewniał, że sprawdzi te mogę sposoby zabezpieczeń i rzeczywiście sprawdził, nie dając rady ich ominąć - odparł dumnie, ale i rozbawiony. Spoważniał jednak przy pytaniu o dzieci.
- Hmm... Do pewnego wieku są bezpieczne, ale gdy rozpoczynają okres wchodzenia w dorosłość to zaczynają być traktowane jak dorośli, a u Nhulu łatwo o to by dostać w pysk. Zanim zapytasz, siedem lat, mniej więcej do tego czasu dzieci Nhulu są bezgranicznie chronione - odpowiedział. Uśmiechnął się na jej pochwałę i wziął łyka grzańca, by zaraz nieco wykręcić twarz. - Ouh... Po tym bimbrze drastyczna to zmiana smaków - rzucił rozbawiony, ale wziął zaraz kolejnego łyka. - Dobry - pochwalił ją.
Mohe
Akane przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Mogę, aczkolwiek Perun ma na sobie jakąś ochronę. Miałam okazję to zobaczyć, gdy byłam z tatą u niego na spotkaniu. Mój pyłek osadzał się dookoła Peruna, jakby miał na sobie jakąś tarczę. Zatrzymanie czasu jednak na niego działało, śmiem więc przypuszczać, że mogłabym się dostać do jego umysłu spojrzeniem, a wtedy atak byłby bardziej ograniczony - wyznała. - Ale zgadzam się z Tobą, myślę, że zabicie byłoby zbyt łaskawe - kiwnęła jej głową i sama lekko się zaśmiała na słowa o Ashanie. - No dobra, zobaczymy, najwyżej po tej całej misji przyjdę Ci na niego ponarzekać - stwierdziła z lekkim rozbawieniem.
Akane
Ryu parsknął śmiechem i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie korzystam - przyznał szczerze i nieco się zdziwił, gdy wspomniała o tym że to właściwość zwłaszcza gdy zaczyna mówić. Pokręcił lekko głową. - To chyba musiałabyś zapytać Klary, a nie mnie - stwierdził spokojnie. - O to czy miała problem z koncentracją czy nie - wzruszył ramionami. - Mi się z nią świetnie podróżowało - uśmiechnął się delikatnie, bo chociaż miejscami bardzo się różnili to te różnice bardziej go przyciągały i fascynowały niż odpychały. - Hm? No teraz to czuję się dotknięty - stwierdził nieco poważniejąc. - Przynajmniej mam jakiś gust do kobiet, a nie czekam na księcia z bajki - spojrzał po niej wymownie. - A o gustach się nie dyskutuje - dokończył, odsuwając się odrobinę od niej. Nie skomentował tego całego chłodu, który podobno pojawiał się w jego oczach. Może i się pojawiał. Na pewno się pojawiał. Tyle w swym życiu przeszedł, że było to nieuniknione. Zamilkł chwilę, zatapiając się przez chwilę we własnych myślach.
- Mhm wiesz chyba lepiej w ten sposób niż faktycznie zostać odrzuconym - skomentował to zakochiwanie się. - Przynajmniej będziesz mogła winić tylko siebie za to gapialstwo i szybko się otrząsnąć, bo przecież nawet nie zrobiłaś sobie w głowie fajnych wspomnień z wspólnych wyjść czy przygód.
Ryu
Gave patrzył po niej uważnie, kiedy zaczęła krzyczeć, kiedy zaczęła się oburzać i prychnął pod nosem, na razie nie przygotowując obrony. Na razie jeszcze jej nie potrzebował. Obserwował Darcy uważnie.
OdpowiedzUsuń- Mhm... a kto mówił coś o krzywdzeniu? - uniósł wysoko brew. - Słuchaj uchem a nie brzuchem... na mózg padło, czy jak? - uniósł wysoko brew. - Serio... Dar... - zrobił kilka kroków w jej stronę. - Dla mnie twój zachwyt Mor jest nieco przereklamowany - stwierdził po prostu.
Gave
Ryu już jej na to nie odpowiedział. Uważał, że uroda to kwestia gustu i nie każdemu podobało się to samo. Nie mniej miło było usłyszeć, że nie jest znowu taki najgorszy. Słuchał zaraz o tym księciu z bajki, kiwając lekko głową.
OdpowiedzUsuń- A czy ktoś ci każe zakochiwać się od pierwszego wejrzenia? - zapytał jej chłopak. - Myślę, że coś takiego jest możliwe, ale jest to pierwsze zauroczenie. Po tym musi iśc poznanie siebie nawzajem głębej i dopiero wówczas możemy mówić o prawdziwym kochaniu się - przyznał spokojnie. - Duże wymagania stawiasz nad potencjalnym kandydatem - stwierdził tylko i lekko podrapał się po głowie. - Mam nadzieję, że nie będziesz szukała dziury w całym, gdy już ktoś się tobą zainteresuje i będzie ci odpowiadał - przyznał spokojnie, patrząc po niej uważnie. - Zgadzam się, żeby kogoś poznać, musisz spędzić z nim czas - potwierdził, nie dodając już, że można bliżej się poznawać już podczas randkowania. Bo można było, jeśli początkowe spotkania zdawały się przynosić obu stronom coś więcej niż tylko przyjaźń.
Ryu
Ryu pokręcił lekko głową.- Nigdy nie miałem tej przyjemności, ale znam osoby które zauroczyły się od pierwszego wejrzenia - stwierdził. - Daleko nie patrząc... Tony - zauważył. - Już przy pierwszym spotkaniu wylądował z Grimą w łóżku, co znaczy że coś tam go do niej pociągnęło. Czy to był ogon? Czy charakter? Tego nie wiadomo - wzruszył ramionami śmiejąc się lekko. - Mhm... może ktoś pokocha - zgodził się z nią tylko, wstając z miejsca i klepiąc ją lekko w kolano. - Może masz rację, czasem warto poczekać. Bylebyś nie czekała do usranej śmierci - mruknął.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu uśmiechnął się delikatnie. Co prawda on na ślub przyjaciół nie czekał, bo uważał, że za wcześnie chcą zawiązać węzeł małżeński, ale widząc ekscytację Darcy nie sposób było samemu się nie uśmiechać. Skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Nie mów, nie mów - pokiwał głową. - Niech to będzie dla reszty niespodzianką, tylko może szepnij Tonemu kolor, który do krawata powinien sobie upatrzyć - zaproponował. - Wiesz to tak dobrze wygląda jak pan młody i panna młoda mają dopasowane do siebie ciuchy, choćby jakimś akcentem - dorzucił spokojnie i wzruszył ramionami. - Złamanego serca ci nie życzę - stwierdził spokojnie. - To beznadziejna sprawa. Boli jak diabli i ciężko się po tym pozbierać - przyznał zaciskając mocno wargi. - Niestety chyba czasem taka kolej rzeczy... no chyba że od razu trafisz na tego swojego rycerza i zostaniesz zaakceptowana... tego ci życzę - uśmiechnął się do niej.
Ryu
Gave zrobił krok do przodu i jeszcze jeden, by złapać ją w objęcia i nie przejmować się tym, że buchało od niej żarem.
OdpowiedzUsuń- Och kochana... dopiero teraz się zorientowałaś? Oczywiście, że jestem przereklamowany - wyszczerzył się do niej, krzywiąc zaraz nieco, kiedy zaczęło go odrobinę przypiekać. - Ale sama chciałaś słuchać głupoty a ja z przyjemnością spieszę pomocą - wyszczerzył się do niej.
Gave
Ryu skrzywił się na wieść, że i jemu będzie strój organizowała.- Co ty masz do mojego stroju, co? - uniósł lekko brew. - Ubieram się jak chce i jak mi jest wygodnie - mruknął. - Na wesele założę coś odpowiedniego już ty się nie martw... ale żadnego fraka u mnie nie zobaczysz - skomentował i pokręcił głową. - Eleganckie spodnie i koszula wystarczą... najlepiej czarne - mruknął jeszcze, bo niestety w tym jednym z Gavem wcale się nie różnili. Czarny był najlepszym kolorem i to w nim czuł się po prostu dobrze. Ewentualnie w czerwonym... bordowym, ale o tym nie wspominał. No od biedy mógł być tez biały, ale to czarny rezonował z nim najbardziej. - Mhm... mam nadzieję, że aż tak szybko się nie ochajtają - skomentował. - Wiesz... moim zdaniem powinni trochę pożyć, zanim zdecydują się na ten krok, ale hej... jeśli bardzo go pragną to proszę bardzo - uśmiechnął się nieco, po czym zacisnął mocno wargi na komentarz o księżniczce z karczmy i skinął głową. - Mhm jasne - mruknął tylko. - A ja tobie zdjęcia klapek oczu życzę i rozpoczęcia swojego własnego życia - puknął ją palcem w czoło. - Zacznij się otwierać, przeżywać i żyć, a nie tylko marzyć - dodał, kręcąc lekko głową. Jego życie uczuciowe było do dupy ale to nie znaczyło, że każdego takie powinno być.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu wzruszył ramionami. Podejrzewał, że tak. Że Tony weźmie go na swojego świadka, ale nie rozmawiał o tym jeszcze z blondynem, więc zawsze mogło coś mu się odmienić. Skrzywił się wyraźnie na tę całą narzutę.
OdpowiedzUsuń- Żadnej narzuty nie będzie - poinformował ją stanowczo. Wystarczająco dużo mówiło się o nim jako o bohaterze, by jeszcze wyglądem zaczął przypominać jakiegoś pieprzonego Supermana. Nie da się wrzucić w pelerynki. Nigdy w życiu. - Ciuchy są dla mnie drugorzędną sprawą - zsunął nieco rękawy swej koszuli. - Ważniejsze jest to co się czuje i przeżywa - dodał, po czym zmarszczył lekko brwi. - A co ja? - zapytał nie rozumiejąc pytania, po czym westchnął ciężko. - Ze mną? - uniósł lekko brew. - Mhm... nasza relacja rozwija się całkiem dobrze - stwierdził. - Ty po prostu jesteś z innego świata, a ja uczę się tego waszego świata. Tylko czasem mam wrażenie, że oczekujecie ode mnie, że zmienię w sobie wszystko by się do was dostosować, a wy nie robicie nic by zaakceptować mnie - stwierdził. - A to mnie po prostu męczy - uśmiechnął się krzywo. - Myślę, że masz przyjaciół, tylko Dar... my wszyscy... większość z nas, znamy się od dzieciństwa - przyznał szczerze. - I to naturalne, że mamy bardziej zażyłe relacje - skomentował.
Ryu
Ryu popatrzył po niej i podszedł do niej bliżej by nad nią na chwilę zawisnąć. Obserwował jej twarz w spokoju. Przesuwał wzrokiem od jej jednego oczka do drugiego i ostatecznie położył jej swą dłoń na oczach.
OdpowiedzUsuń- Mhm tak - mruknął tylko . - Odpoczywaj - dorzucił i ruszył do wyjścia z jej sali. Nie miał ochoty na dłuższe rozmowy, zwłaszcza gdy miały rozdrapywać jego rany. Wyszedł z jej sali i chwilę jeszcze porozmawiał z Febe, po czym zabrał dzieci, by wraz z nimi ruszyć z powrotem do domu.
Ryu
- Nie tylko Polszanie... Kryształy ogólnie dają moce od żywiołów aczkolwiek Polszanie cały czas z nimi eksperymentują. Osobiście nie odniosłam wrażenia, że to był jakikolwiek wiatr, gdyby tak było, to mój pyłek wędrowały wraz z nim ściągany podmuchami. To bardziej wyglądało jakby się odbijał od niewidzialnej szklanej kuli, osadzał lekko na niej lub odbijał - wyznała. - Nie mam pojęcia co to może być, ale wiem, że tata od tamtej pory szuka odpowiedzi na to pytanie. Na razie wiadomo tyle, że jest to związane z wisiorem, którego typ nigdy nie zdejmuje - dodała i wzruszyła zaraz ramionami. - Aktualnie ciężko o tym gdybać, bo ciężko go podobno zranić - stwierdziła i posłała jej lekki uśmiech. - Coś na pewno na niego wymyślimy, jak nie my to ktoś inny - puściła jej oko, a na podsumowanie o Ashanie po prostu się lekko zaśmiała. - No to jesteśmy umówione - posłała jej szerszy uśmiech.
OdpowiedzUsuńAkane
Mohe spojrzał po niej z lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- A kto powiedział, że nie ma śmiertelnych? - poruszył zabawnie brwiami. Widać było, że Darcy speszyło to co sama powiedziała, ale prawdę mówiąc nie miał pojęcia dlaczego. Wzruszył ramionami na jej przeprosiny. - Mam raczej dość luźne podejście do zabijania i śmierci. Pewne rzeczy są przy tym istotne, ale ... uważam, że jak śmierć ma po kogoś przyjść to i tak przyjdzie. Jak nie w ten, to inny sposób - przyznał bez ogródek. Jej reakcja na informacje o dzieciach była całkiem urocza. Mohe spojrzał po niej uśmiechając się kącikiem ust. - Akurat w temacie przypierdalania tam komukolwiek, to prędzej bym stwierdził, że jeżeli już to przypierdolono im o kilkanaście razy za dużo - przemocy nikomu tam nie oszczędzano. - Dar, tam w wieku siedmiu lat dostajesz broń do ręki, wrzucają Cię do zagrody z Twoimi rówieśnikami i mówią ile osób może wyjść żywych, a to jest zależne od umieralności klanu. Jeżeli danego roku umiera wielu członków, wtedy więcej dzieci może przeżyć rytuał, jeżeli umiera niewielu, to czasem na placu boju zostaje jedno, najsilniejsze dziecko. Zapewniam Cię, że kwestia bicia nie jest tam aż taka zła... - westchnął lekko. - Gdyby reklama była dobra, to by mnie tu nie było - posłał jej jeszcze jeden krótki uśmiech. Obserwował ją spokojnie, to jak się uspokajała, to jak brała coraz to spokojniejsze oddechy, jak próbowała przynajmniej, bo chyba jej coś nie szło. - Mhm... - przyznał co do wina i na chwilę odłożył swój trunek po czym podszedł spokojnie do dziewczyny i wystawił swoje dłonie przed nią, otwarte, w pionie. - Uderz, śmiało... - kiwnął głową na swoje dłonie. - Mi pomaga, dawaj. Jestem Nhulu, to prawie tak jakbyś im przywaliła - zachęcił ją.
Mohe
Gave zgadzał się ze wszystkimi jej powiedzeniami. Nie zaprzeczał. Obserwował ją tylko bacznie przyjmując na klatę wszystkie te wyrzuty. Włącznie z tym związanym z bratem czy przyjacielem. Poczuł ukłucie w sercu, ale dalej nic nie powiedział. Woda była gorąca, aż za. Robiło mu się nieco słabiej kiedy tak stał tuż przed nią, ale nie wycofał się. Nie zrobił kroku w tył. Czekał aż dziewczyna się wykrzyczy, a kiedy przemiana zniknęła i Darcy zaczęła go wyciągać ze stawu, on oddał jej przytuleniem i dopiero wówczas nogi nieco mu się ugięły pod ciężarem.
OdpowiedzUsuń- Wisisz mi dobry posiłek - szepnął jej do ucha przymykając lekko oczy. - Nie przepraszaj, miałaś rację - skomentował tylko. - Nic się nie stało.
Gave
Chłopak ciężko upadł na brzeg i przez chwilę próbował poruszyć nogami, ale musiał mocno zacisnąć wargi, żeby nie krzyknąć z bólu. Nabrał kilku głębszych oddechów i spojrzał po Darcy, pozbywając się butów, bo te uciskały już nogi.
OdpowiedzUsuń- Cholera - mruknął. - Spróbuję pójść do ciebie, ale... nie wiem czy dam radę - przyznał szczerze, muskając palcami jej policzek. - Nie płacz - wymamrotał. - Żyje przecież. Nie z takiej opresji wychodziłem - wyszczerzył się do niej i skrzywił z bólu. - Ale chce mi się rzygać... - mruknął trzymając to jednak w sobie. - A Febe... Febe mnie zabije... lepiej nie do Febe...
Gave
Oparl się o Abyss i poklepał ją lekko po cielsku.- Wybacz - rzucił do niej, z pomocą Darcy wsiadając na gamortę i przytulając się do jej grzbietu, żeby nie pokazać łez. Pokręcił głową. - Spróbujemy bez łez feniksów. Są zbyt cenne na coś takiego - wymamrotał, po czym spojrzał po Darcy nieco chłodniej. - Zaraz cię opierdolę za pieprzenie o dupie Maryny - warknął na nią. - To nie twoja zasrana wina. Każdy z nas ma w sobie dużo emocji i dużo mocy... ta moc czasem wybucha. Zabiłaś mnie? Nie. Mógłbym z tego wyjść? Tak. Z własnej woli zostałem w wodzie, żeby cię przytrzymać - fuknął. - To nie twoja wina - mruknął jeszcze. - A teraz siadaj za mną i mnie przytul...
OdpowiedzUsuńGave
Oparł się o nią trochę mocniej, gdy objęła go ramieniem i ustabilizowała na Abyss. Zamknął oczy i skupił się na oddechu. Naprawdę nie chciał jej krzyczeć z bólu i wprowadzać ją w jeszcze większą depresję, ale ból był na tyle duży, że aż bladł z wysiłku na twarzy.
OdpowiedzUsuń- Bardzo długo można się dawać - odparł przez zaciśnięte zęby. - Bardzo długo Dar... ja sam czasem wybucham - wymamrotał. - Może nie jak ty... ale nie chcesz zobaczyć mojego wybuchu - wymamrotał. Duchy wówczas szalały i stawały się po prostu okrutne. - Cholera... zimno mi i gorąco na przemian. To nie wróży dobrze...
Gave
Gave niezgrabnie zsunął się z Abyss jeszcze parę razy przepraszając ją za to i z trudem przetransportował się na kanapę, gdzie drżącymi dłońmi, pilnując by oddech cały czas miał wyrównany, zaczął ściągać spodnie. Darcy popędziła do apteczki w tym czasie, a on skrzywił się na widok bąbli na nogach. Cholera. Było gorzej niż myślał. Położył się na kanapie dygocząc z zimna i gorąca na przemian. Zgrzytając zębami przy tym. Spojrzał po Darcy, gdy wspomniała o łzach raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Dar... ja... - pokręcił głową. - ...idzie wojna, zachowaj je na takie okoliczności, a nie na coś... takiego - zamknął oczy i nabrał kilku głębszych oddechów. - Maść starczy... łzy... każda ilość łez przyda się na wojnie...
Gave
Gave spojrzał po niej spode łba i obrzucił ją nienawistnym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Nie no, naprawdę?! - fuknął na nią. - Myślałem, że chociaż ty nie masz w dupie tego co do ciebie mówię! - krzyknął na nią, czując dwie łzy na policzkach. Otarł je szybko dłonią. - Mówię do ciebie, nie marnuj tego gówna! A ty masz to w dupie! Może ty masz w pip łez, my nie mamy! - warknął jeszcze. - I zobaczysz, że podczas wojny nie raz jeszcze zapłaczesz o te zmarnowane krople, bo ja bym z tego wyszedł... nie potrzebuję pomocy magicznych specyfików - dokończył chłodno, obracając się w drugą stronę na łóżku, bo musiał poczekać aż pieprzone łezki dokończą swe spustoszenie, zanim będzie w stanie ruszyć i wyjść z tego domu z hukiem i nigdy już tu nie wrócić.
Gave
Akane również nie kontynuowała już tematu Peruna, uśmiechnęła się do Darcy lekko i przytaknęła jej głową na słowa o Ashanie.
OdpowiedzUsuń- To co? - wyzerowała swój napój i spojrzała po kuzynce spokojnie wypuszczając powietrze. - Zabieramy się za tą Twoją głowę? - zapytała. Wiedząc jakie zadanie ma przed sobą wolała tego nie odkładać na zbyt późno, zwykle w takich chwilach rozmowy zaczynały być sztuczne przedłużane, bo nikt nikomu nie chciał zawracać głowy. An wolała sama zaznaczyć, że mogą zacząć działać.
Akane
- Ja też myślałem, że moje zdanie się dla ciebie liczy, ale najwyraźniej się myliłem - odwarknął na nią. - Ty jesteś, twoje zasoby nie - skomentował krótko. - Nie potrzebowałem łez feniksa - wstał, kiedy już poczuł, że może to zrobić i po prostu wyszedł. Nie chciał na nią teraz patrzeć. Marnowała tak potężne narzędzie, którym mogła pomóc wielu dzieciom na co? Na ranę, ktora tak czy siak by się zagoiła. A kiedy ktoś będzie umierający to kurwa zabraknie dwóch kropli. Przez niego. Szlag by to! Trzasnął pięścią w pobliskie drzewo i uderzał tak długo, aż krew popłynęła mu po knykciach. Dopiero wtedy ruszył do domu. Swojego domu. A właściwie to nie swojego. Do domu Febe. Szlag. Jak one go wkurwiały. Akane, Darcy... każda pierdoliła o tym jak ważne jest czyjeś zdanie, a gdy przychodziło co do czego to miały je w głębokim poważaniu. Niech się pierdolą obie!
OdpowiedzUsuńGave
Mohe spojrzał po Darcy uważniej, szczególnie po tym kielichu co sobie nalała i zaraz połowy nie było. Nie musiała mówić zbyt wiele, widać było, że coś ją dręczy już po samym tym zachowaniu. Słuchał jej uważnie, na chwilę zerkając gdzieś w bok, ale zaraz wracając do niej wzrokiem i lekko przytakując głową.
OdpowiedzUsuń- Po prostu podoba Ci się ktoś, kto jest zainteresowany inną dziewczyną, rozumiem – stwierdził. Rozumiał tą sytuację aż nadto. Spojrzał po niej, po tym jak wlewała w siebie kolejną porcję trunku. Wzruszył ramionami, gdy wspomniała o zabijaniu. – Może i nie ma, ale nie ma też sensu w góry zakładać, że to ktoś inny da temu Twojemu… słodkiemu… większe szczęście niż Ty mu możesz dać – stwierdził spokojnie. Sam odstawił swój trunek, czuł już odrobinkę szumu w głowie, a widząc co wyprawia Darcy nie chciał jej zostawiać samej w tym stanie. – W miłości zwykle są jakieś ofiary, może nie koniecznie śmiertelne, ale czasami tak już jest, że podoba się nam ktoś, kto skupiony jest na kimś innym. Innym razem dwie strony chcą być ze sobą ale nie potrafią się dogadać, a z jeszcze innej uczucie jest jednostronne. Mało kiedy jest tak, że od początku do końca uczucie jest równe po obu stronach… Zawsze są jakieś ofiary – wzruszył ramionami.
Kiedy zobaczył łzy, wywołane informacjami o sytuacji dzieci u Nhulu sam zrobił krok w stronę Darcy, zaraz jednak to ona go przytuliła. Właściwie to nie opowiadał jej tego z jakimś wyrzutem do swojego plemienia, dla niego to nie było dziwne, ale objęcie, cóż, uznał za przyjemne. Uśmiechnął się lekko i pogłaskał Darcy po głowie. To było całkiem urocze, że się tym tak przejęła, nawet jeżeli okazywała to jedynie z powodu alkoholu we krwi.
- Hej, bez przesady, mój uśmiech też potrafi być zniewalający – rzucił żartobliwie, kiedy mówiła o wartości uśmiechu dzieci, chciał trochę poprawić jej humor. Uśmiechnął się na te jej doskoki i odskoki z przytulaniem, ewidentnie nie były czymś u niej naturalnym. Kiedy polała sobie kolejnego drinka, złapał jej szklankę, ale jeszcze nie zabierał, po prostu przysłonił dłonią jej wierzch.
- Chyba już wystarczy, co? – uśmiechnął się do niej lekko. Słysząc co też powinno się z nim zrobić lekko zacisnął zęby. – Zawsze możesz to zrobić… - zaczął, tulenie zdecydowanie brzmiało kusząco - … ale chyba lepiej jak już wytrzeźwiejesz – dodał. Sama mówiła, że nie przytula się za często, a nie chciał wykorzystywać jej stanu.
Mohe
Akane czuła jej niepewność, nie mówiła jednak zbyt wiele, po prostu posłała jej pokrzepiający uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, nie łatwo mnie przestraszyć czy obrzydzić, widziałam już... dość wiele - przyznała chwilę przed tym jak zajęła pozycję siadając tuż naprzeciw Darcy. - Podaj mi dłonie, kontakt jest wtedy lepszy, lepiej wtedy odczytuję reakcje ciała - poleciła jej na początek. - Wystarczy mi spojrzenie by wejść do środka, powiem Ci, że już jestem, a wtedy zamknij oczy i skup się na tym konkretnym momencie, na ostatnim co pamiętasz z tamtej chwili. Ja poczekam, bez obaw, nie będę się kręcić po Twojej głowie i zaglądać Ci w zakamarki, ale... Mogę zobaczyć myśli, które przejdą przez Twoją głowę nim dotrzesz wspomnieniami do tego konkretnego momentu. Z góry przepraszam jeżeli zobaczę coś nieodpowiedniego. Zapewniam, że wszystko zachowam dla siebie - dodała i sama wzięła głębszy oddech. - No dobra, gotowa? - czekała na potwierdzenie, a kiedy je dostała wejrzała w oczy Darcy, wchodząc jej do umysłu i zaczynając połączenie. - Jestem - szepnęła spokojnie, czekając na to co miało nadejść. W jej świadomości wyglądało to jak wielka, pusta, ciemna sala kinowa z ogromnym ekranem, na którym wyświetlały się obrazy. Obrazy stanowiące wspomnienia Darcy.
Akane
Mohe uśmiechnął się do niej odrobinę pobłażliwie.
OdpowiedzUsuń- Myślisz, że facet właśnie tego potrzebuje do szczęścia? Kobiety, która umie poderwać? Jak dla mnie to jednak inne sprawy są istotniejsze, ale... ja to ja... nie wiem jakimi kategoriami myśli ten cały Twój... - wzruszył ramionami. Westchnął lekko śledząc ją wzrokiem, ale wodził za nią tylko głową, reszta ciała stała w bezruchu. - Dyskutowałbym w temacie Twojej urody, ale to przecież nie mi masz się podobać... - patrzył po niej uważnie i nawet nadstawił zaciekawiony ucha, gdy zaczęła szukać określenia na jego uśmiech. Zaśmiał się na jej stwierdzenie. - Chyba niestety nie każdą - stwierdził odrobinę rozbawiony. Bardzo go prowokowała do jakiś większych zaczepek czy słownych kąśliwości, ale powstrzymywał się, jedynie lekko zwilżył wargi, ciekaw co też jeszcze tu dziś usłyszy. Na prośbę o drinka przewrócił oczyma i odsłonił go jej. - Tylko potem się nie wkurzaj jak będę Cię niósł do łóżka - zaznaczył, a kiedy znowu się przytuliła wypuścił spokojnie powietrze i objął ją lekko ramieniem. - Mhm... jasne, rozumiem, tylko dla Słodkiego Księciunia - kiwnął głową. - Bez obaw, nie mam zamiaru naruszać Twoich granic - dodał i zerknął na nią by zaraz po tym lekko się uśmiechnąć, po prostu obserwował jak próbuje się napić.
Mohe
Kiwnęła jej głową, nie mogła jej zapewnić, że sama ze sobą się źle nie poczuje po tym co zobaczy, jedyne co mogła to dać znać, że dla niej jako obserwatorki to nie powinno być aż tak trudne do oglądania. Dużo się raczej nie pomyliła, widząc to co widziała aktualnie, łańcuchy, rozcinanie, pobieranie krwi i dręczenie Abbys miała wrażenie, że gdy zobaczy co się z tymi wszystkimi parobkami stanie, to poczuje wręcz przyjemność. Aktualnie jednak obrazy nie były przyjemne i Akane zacisnęła lekko zęby, zarówno w swoim kinie, jak i poza nim. Przy tej sztuczce nie traciła świadomości więc mogła reagować.
OdpowiedzUsuńAkane
- Tak na dobrą sprawę nikt go nie ma - wzruszył ramionami. - Wbrew pozorom faceci nie są na jedno kopyto, na każdego działa coś trochę innego. Nie wiem kto jest Twoim uroczym wybrankiem, więc ciężko określić jak zdobyć takiego serce. Najlepiej po prostu być sobą, jeżeli nie spodobasz mu się taka jaka jesteś to jego strata - stwierdził i zaraz pokręcił głową. - Nie jest skomplikowane, większość po prostu nie lubi samych siebie, ciągle coś do siebie ma, wolą udawać i się dopasowywać zamiast być po prostu sobą, dlatego to wydaje się takie skomplikowane - uśmiechnął się pod nosem. - Wszystkich pytałaś, że mówisz to z taką pewnością? - zaśmiał się lekko. - Jasne, fajnie jest mieć przy sobie zjawiskowo piękną dziewczynę, taką naj, ale co mi po takiej zjawiskowo pięknej jak z charakteru jest mdła i nudna? Poza tym znasz kogoś, kto jest "naj" we wszystkim? Naprawdę uważasz, że ten Twój "naj", że będzie najlepszy w każdym temacie? Wizualnie, w rozśmieszaniu Cię, w gotowaniu, w wymyślaniu atrakcji? W życiu codziennym? To zdaje się niewykonalne. Czasami bardziej bawi nas przyjaciel, czasami lepiej gotuje przyjaciółka, czasami lepiej poluje kolega kolega... Nie wiem jak Ty uważasz, ale ja sądzę, że w miłości wcale nie chodzi o bycie "naj" - przyznał i zaraz znowu się zaśmiał. - Schlebiasz mi tym pytaniem, ale tak, czasami się ktoś nie łapie na mój urok. Ty się nie złapałaś - przypomniał jej z nieco zadziornym uśmiechem. - Nie jestem z tego powodu smutny, jeszcze nic straconego, w pewnych tematach cierpliwości mi nie brakuje - posłał jej szerszy uśmiech. Słysząc o kanapie zerknął na mebel. - Jak o mnie chodzi to nie widzę problemu by Cię zanieść, no... chyba, że i noszenie na rękach masz przeznaczone jedynie dla tego swojego Księciunia, wtedy, na Twoją własną prośbę, zostanie Ci kanapa - puścił jej oko, a czując napój na ciele wzdrygnął się lekko, czując jak przez ciało przechodzi dreszcz. - Jak nie masz na celu mnie podniecić to zdecydowanie nie jest dobry - posłał jej łobuzerski uśmiech i zaśmiał się lekko na jej stwierdzenie. - No, przepraszać za ramiona nie będę, całkiem mi się podobają.
OdpowiedzUsuńMohe
Mohe zaśmiał się lekko.
OdpowiedzUsuń- To się ciesz, przynajmniej masz na kogo sobie popatrzeć. Ja tam nie narzekam, przyznaję, że dużo tu wyjątkowo urodziwych kobiet. Mam co prawda swoje liderki w tym temacie, ale rzeczywiście wiele jest takich, na które patrzy się przyjemnie - przyznał. Przytaknął jej na głowa o kochaniu, a kiedy mówiła o "naj" zaśmiał się krótko. - Ale na coś takiego to potrzeba czasu, nic dziwnego, że nie jesteś dla nikogo "naj" w tym Twoim znaczeniu, skoro jeszcze nikt Twojego serca nie wziął - zauważył z lekkim uśmiechem. - Kiedyś ktoś weźmie, nie martw się... - dodał. - Chociaż w sumie to możesz nawet nie wiedzieć, że dla kogoś jesteś... Tak jak ten Twój nie wie, że jest dla Ciebie - wzruszył ramionami. Uśmiechnął się do niej nikle. - Bo nie będę Cię łapać, nie w taki sposób, ale jak mi legniesz to zaniosę Cię do łóżka, ze zwykłej troski, nie chęci dobrania się do Twoich majtek - wyjaśnił i pokręcił z niedowierzaniem głową. - Jesteś całkiem urocza, gdy tak zaznaczasz to swoje zakochanie. Dobrze, rozumiem, jesteś zakochana, bez obaw... Nie łamiesz mi serca, jeszcze się nie zakochałem - złapał kosmyk jej włosów i wsunął go za ucho Darcy, po czym puścił jej oko. Na brak refleksu nie narzekał, ale tym razem nie łapał szklanki, bo reakcja wyraźnie go rozbawiła. Zaśmiał się szczerze rozbawiony, po czym zajął miejsce na kanapie dalej z lekkim śmiechem na ustach.
- Nie przejmuj się, już wiele razy byłem oblany dziwniejszymi substancjami - poruszył zabawnie brwiami. - Jest dobrze, bez obaw, jeszcze się nie podnieciłem, ale w seksie czasami para polewa się różnymi alkoholami, woskami czy olejkami i innymi wymysłami... Skojarzenia potrafią mieć moc, szczególnie, gdy się do mnie przytula śliczna dziewczyna - oznajmił pogodnie i założył sobie kostkę na kolano, a na kostce ułożył dłoń. Kiwnął głową. - Nie wejdę do Twojego łóżka dopóki sama tego nie będziesz chciała, możesz być spokojna - zapewnił. Prześlizgnął zaraz po niej wzrokiem, najwyraźniej ten cały Książe mocno jej się wkręcił. - Pozostaje mi więc życzyć Ci by się udało spać z tym całym Księciem... którego szukasz, ale nie szukasz - wstał z kanapy i złapał swój trunek, by go na raz przechylić. - No nic... Dziękuję za gościnę... - odwrócił się przodem w stronę Darcy. - Dobrze by było się położyć, więc chyba będę się zbierać - zerknął w stronę drzwi wyjściowych.
Mohe
Bezradność jaka płynęła z widzianego obrazu była bardzo wyraźna, widok Darcy trzymanej jak obiekt testowy wyjątkowo ją drażnił. Jej ojciec sporo wycierpiał w pieprzonych laboratoriach i Akane miała wyjątkowo krótki lont, gdy chodziło o tego typu "zabawy". Oglądanie przemiany miało w sobie coś ekscytującego, a jednocześnie niepokoiło, An miała wrażenie, że coś nie tak dzieje się z umysłem Darcy w tamtej chwili, podobnie jak i teraz, zaczynała czuć się obserwowana w umyśle dziewczyny. Jakby był ktoś tu jeszcze, jakby zerkał z irytacją w jej stronę. Na obrazie jaki oglądała zaczynała widzieć coraz to większe zakłócenia. Zmarszczyła brwi... Ktoś ewidentnie wpływał na obraz i zdecydowanie nie była to Darcy. Odrobinę udało się odsłonić wspomnień, ale brakowało wiele istotnych elementów. An wstała ze swojego miejsca, które zajmowała w kinie, zaczęła rozglądać się po swojej sali.
OdpowiedzUsuńWtedy też odezwała się Darcy.
- Nie jesteś sama ze swoim umysłem - odpowiedziała przymykając oczy w rzeczywistości. - Ona ingeruje w obraz, próbuje zakłócić wspomnienie - dodała i trochę mocniej złapała dłonie Darcy, właściwie to splotła jej palce ze swoimi, w obu dłoniach. - Czekaj... Mogę ją znaleźć - szepnęła, skupiając się teraz głównie na tym co działo się w głowie. Zaczęła przemierzać salę, a tam gdzie szła robiło się odrobinę jaśniej.
- Musisz nieźle się bać, skoro nie chcesz by zobaczyła szczegóły - zwróciła się do tego czegoś co tkwiło w głowie Darcy.
Akane
- Ciężko stwierdzić, podobne odczucia mi towarzyszą kiedy próbuję pracować z runą żywiołu ognia, coś jakby był tu niesforny rumak do okiełznania - przyznała, bo rzeczywiście runy ognia były w jej magii najtrudniejsze do ogarnięcia. Na ten tajemniczy głos Akane zmarszczyła lekko czoło.
OdpowiedzUsuń- Bo Ty tak mówisz? O ile mi wiadomo nie jesteś tu decyzyjna... - wpatrywała się w otoczenie. Miała wrażenie, że głos dochodził zewsząd, jakby rozprzestrzenił się po umyśle na większą skalę. An zaczęła słyszeć szumy w jej głowie, te jednak nie były dla niej aż tak wyraźne jak dla Darcy. Cholera, to coś ewidentnie miało duży wpływ na dziewczynę.
- Darcy, musisz się skupić, skupić na wspomnieniu, ona ewidentnie odwraca od niego uwagę - zwróciła się do dziewczyny w rzeczywistości i sama nabrała głębokiego wdechy by bardziej się skupić, a przez dotyk zacząć zarażać Dar takim samym skupieniem.
Akane
Rumiana twarz Darcy bardzo go rozbrajała, jej ogólna aparycja tak bardzo nie zgrywała się z tym co tu teraz widział. Uśmiechnął się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Jak kiedyś już znajdziesz tego swojego księcia to może Ci pokaże, że to wcale nie jest aż tak dziwne jak się wydaje - stwierdził z lekkim śmiechem. Nie ruszył jeszcze do wyjścia, spojrzał po dziewczynie uważniej i kucnął przy niej.
- Trafię - przytaknął jej głową. - Ale najpierw zabieram Cię do łóżka, spokojnie, beze mnie w komplecie - zaśmiał się raz jeszcze i wstał, łapiąc ją jednocześnie na ręce. - Bez obaw, nikomu nie powiem, będziesz mogła później opowiadać, że tylko Twój Księciunio Cię tak nosił - rzucił z przekąsem i ruszył w poszukiwaniu jej sypialni. - Jak nie chcesz by to trwało za długo to lepiej mnie pokieruj, bo inaczej cały Twój dom tak z Tobą zwiedzę - dodał, dalej uśmiechając się nieco pod nosem. Nie żeby mu takie noszenie Darcy przeszkadzało.
Mohe
Mohe uśmiechnął się rozbawiony jej słowami.
OdpowiedzUsuń- Hmm, z sałatką owocową jeszcze nie próbowałem, będę musiał sprawdzić... Chętnie bym zjadł takie kiwi z nagiego brzucha kobiety, a potem jeszcze zlizać ze skóry ten sok co pozostał... brzmi kusząco - udał nieco rozmarzonego i aż się oblizał na samą myśl. Wolał jednak nie przesadzać z wyobrażeniami, co by przypadkiem nie mieć tu przy niej zaraz namiotu w spodniach. Zaśmiał się krótko i pokręcił głową. - Aż się trzęsę z niecierpliwości by zobaczyć Cię po Twoim pierwszym razie. Bardzo mnie ciekawi jak wielka różnica będzie w Twoim zachowaniu już po - przyznał z szelmowskim uśmiechem i ruszył z nią na schody. - Czyli całować Cię wolno? Tylko większe pieszczoty są zabronione? - zainteresował się, gdy mówiła o zabranych pocałunkach. - O ile mi wiadomo to każdy "pierwszy pocałunek" jest inny, więc może jeszcze nic straconego. No, chyba, że całować się będziesz z takim, który już raz Cię pocałował - rzucił luźno. - Ale każdy nowy to nowy pierwszy pocałunek - dodał. Uśmiechnął się na jej wyjaśnienia. - Z tego co ja wiem, to sypialnie jednak nie zawsze są na górze - uśmiechnął się pod nosem i stopą otworzył drzwi do jej sypialni, by wnieść ją do środka. - Mhm... Szczerze wątpię, że Gave cokolwiek będzie Ci polerował, ale mogę się mylić - stwierdził. - Najwyraźniej bardzo Cię lubi, skoro to właśnie Twoje drzwi tak męczy - ułożył ją ostrożnie na łóżku i uśmiechnął się nikle. - Dostarczona na wygodne łoże. Coś Ci przynieść zanim pójdę? - zapytał.
Mohe
Słysząc tą próbę podkurwienia Akane lekko westchnęła. Byt musiał jeszcze sporo nad tym popracować. Dziewczyna zlekceważyła słowa, bardziej skupiając się na odczuciach. Gniew był w tym głosie mocno wyczuwalny.
OdpowiedzUsuń- Mhm... wściekły, krnąbrny rumak - podsumowała. - Irytacją tylko ją napędzasz... - zwróciła się do Darcy. Rumaki miały to do siebie, że trzeba było je okiełznać, fukanie tu raczej nie miało szans się sprawdzić. Ciężko było coś jasno doradzić, bo aktualnie An czuła za mało, ale zawsze był to jakiś trop. An skupiła się na Darcy, na tym by pomóc jej odnaleźć zamazane fragmenty. Zmarszczyła lekko czoło, gdy obraz już prawie się rozjaśnił, ale nadal ktoś w tym mocno przeszkadzał. Akane nagle olśniło.
- To Ty... - otworzyła oczy w rzeczywistości i spojrzała po Darcy. - Ten byt... To Ty Darcy. Boisz się tego co tam zobaczysz, co usłyszysz... Sama to sobie blokujesz - spojrzała po kuzynce. - Jeżeli sama sobie blokujesz to zwykłe wejrzenie nie starczy... Albo przełkniesz ślinę i dopuścisz do siebie to co tam miało miejsce albo by się dowiedzieć będę musiała użyć piasku. Wtedy będę mogła bardziej ingerować i zmuszę Cię do pokazania wspomnienia, ale to nie będzie przyjemne - zapewniła.
Akane
Mohe pokręcił lekko nosem na jej zaczepkę i zaraz uśmiechnął się niewinnie.
OdpowiedzUsuń- Nigdzie nie informowałem, że będę Ci cokolwiek ułatwiał - poruszył zabawnie brwiami. Przy kolejnej zaczepce sam ją lekko uszczypnął, niósł ją wtedy jeszcze więc trafiło na szczypnięcie tyłu uda, nieco pod pośladkiem. - Uważaj, znowu prowokujesz - ostrzegł ją z zadziornym uśmiechem. - Ja zauważę, zapewniam - odparł na jej słowa o damie, co to nic nie mówi. - Normalnie jakbym słyszał Akane, możecie sobie przybić pionę... "Weź już się zamknij, w moim przypadku o seksie to powinnam zapomnieć, nie nadaję się do tego..." ble, ble, ble... Łudźcie się dalej. Prędzej czy później trafi się jakiś uparty, dla jednej i dla drugiej - stwierdził, kręcąc głową, a słysząc o tym całym naprzemiennym całowaniu odrobinę zdurniał. - Robisz na złość? Całując? Ha... To dopiero niezły żart... Wybacz, ale ciężko mi sobie wyobrazić faceta, który jest zły za to, że go pocałowałaś - zaśmiał się niedowierzając. - Mhm, Argarczycy to w ogóle mają jakiś dziwny zwyczaj utrudniania sobie na siłę życia, też to zauważyłem. Komplikują sprawy proste jak sikanie - wzruszył ramionami i rozejrzał się za pluszową Abyss, a kiedy ją namierzył podał dziewczynie. Spojrzał zaraz po niej pytająco. - Oko judasza? - zapytał, nie znał tego określenia, a brzmiało dość... tajemniczo. Ciężko było stwierdzić po nazwie czy to coś dobrego, czy może jednak złego.
Mohe
Kiedy Darcy się zerwała, An wyszła z jej głowy, nie chcąc jeszcze bardziej pogarszać sprawy. Spojrzała troskliwiej po kuzynce, jednak wstała ze swojego miejsca dopiero po kilku minutach.
OdpowiedzUsuń- Hej... - zbliżyła się do Dar i delikatnie złapała jej dłoń, by kojąco uścisnąć. - Nie Ty jako pełna Ty... Bardziej... Skrawek Ciebie, ten taki przepełniony najbardziej negatywnymi emocjami jakie w sobie nosisz - wyjaśniła spokojnie. - Kojarzysz to gadanie, że każdy z nas ma swoją mroczną stronę? No to tak właśnie jest, pod wpływem różnych sytuacji możemy sięgać do swojego "mrocznego ja". Zdaje się, że to Twoje... To Twoje mroczne ja się wybudziło i to tak dosłownie. Nie bierz tego co mówię za pewnik, ale... Tak to po prostu wygląda z mojej strony - dodała.
Akane
- Bo nie jestem, przynajmniej nie zauważyłem bym powiedział Ci cokolwiek wrednego, ale to nie znaczy, że wszystko co powiem będzie dla Ciebie jasne i wyraźne - wzruszył lekko ramionami. Zaśmiał się na to jej trzepnięcie. - Sama zaczęłaś podszczypywanie, a że ręce miałem zajęte to w nos nie mogłem oddać - uśmiechnął się niewinnie. - Właśnie tym, takimi drobnymi zaczepkami, prowokujesz do ich oddawania - wyjaśnił jej. Podrapał się po głowie słysząc o tym zakochaniu. - Chyba naczytałaś się za dużo romansów. Myślisz, że ktoś Cię zobaczy i pyk, i już będzie zakochany? Możliwe, kogoś rzeczywiście możesz zauroczyć wyglądem, ale jak skupi się tylko na wyglądzie to to będzie strasznie płytkie... Chyba lepiej się bliżej poznać? Zaprzyjaźnić? I wtedy dopiero tworzyć coś więcej... Poza tym, dlaczego patrzysz na to jak na nagrodę pocieszenia? Sama sobie uwłaczasz w ten sposób. Naprawdę myślisz, że jak faceta ktoś odrzuci to idzie szukać innej na pocieszenie? Nawet jeżeli tak robi to jest to raczej chwilówka, a nie ktoś kim byłby rzeczywiście zainteresowany pod związek. Zaczynasz robić to co robią argarczycy, sama sobie niepotrzebnie sprawę komplikujesz - zauważył. Na jej pytanie o supły wzruszył ramionami. - Ty mi powiedz, też je sobie robisz - stwierdził luźno i spojrzał po drzwiach, gdy mówiła mu o tym całym judaszu. - Ach... Rozumiem... - wrócił do niej spojrzeniem i przysiadł sobie na brzegu jej łóżka. - Twoje gamorty nie są dość zniechęcające do włamań? - zapytał, zerkając po pluszaku jakiego trzymała w rękach i uśmiechnął się pod nosem. Chowając się za zabawką i rumieniąc wyglądała wyjątkowo uroczo.
OdpowiedzUsuńMohe
Sama objęła Darcy, kiedy ta się do niej przytuliła.
OdpowiedzUsuń- Mhm, wiem, aż nadto... - przyznała. - Sama dużo w życiu się nasłuchałam o tym jak złe są moje umiejętności i długi czas myślałam, że skoro są złe, to i ja jestem zła... Nawet teraz często słyszę od przyjaciół, że nie jestem żadną "pieprzoną Latrala", jakby to z góry oznaczało coś złego... Ale teraz już po prostu wiem, że takie rzeczy nas nie określają. Ani rasa, ani umiejętności, ani mroczne oblicza - odsunęła od siebie Darcy na długość ramion i posłała jej ciepły uśmiech. - Mam nadzieję, że i Tobie uda się to zrozumieć, bo tego niestety nikt za Ciebie nie wykona - jeszcze raz lekko ją objęła. - Chcesz jeszcze dzisiaj dalej próbować czy wolisz odpocząć i wypić jeszcze jedną herbatkę? - zagadnęła.
Akane
Spojrzał po niej pytająco, gdy mówiła o zakochaniu.
OdpowiedzUsuń- To ja już Ciebie naprawdę nie rozumiem. Z tego co mówisz to chłopak Cię pocałował, Ty go odrzuciłaś i on odpuścił. Później zauważyłaś, że on Ci się jednak podoba, a jemu w trakcie wpadł w oko kto inny. No to skoro Ty potrzebowałaś czasu, to dlaczego nie chcesz dać czasu i jemu? Poza tym... Dlaczego z góry uznajesz, że ta za którą lata to będzie jego jedyna? - naprawdę nie rozumiał. - No nie wiem, może dlatego, że tak brzmisz? Brzmisz tak jakby Ryu miał się teraz nagle obudzić, że Ty jesteś i zapomnieć o wszystkich innych laskach. A co właściwie takiego zrobiłaś by on rzeczywiście zauważył, że jednak jesteś nim zainteresowana? Bo na tą chwilę to słyszę jedynie, że do niego wzdychasz i marudzisz, że on patrzy za inną - wzruszył ramionami. - Mało kiedy jest tak, że zakochujemy się w tym samym momencie co druga strona, a Ty brzmisz tak jakbyś chciała by on się ocknął tylko dlatego, że Ty zdałaś sobie sprawę z tego co do niego czujesz. Nie wiem co czytałaś, ale w moim życiu to zdecydowanie tak nie działa - przyznał rozkładając bezradnie ręce. - Już Ci mówiłem jak, po prostu być sobą - przypomniał jej i puścił oko. - No dobra, ale zakładam, że skoro Gave założył to oko, to raczej nie ze względu na siebie. Chyba nie włamuje się tu do Ciebie tak na poważnie, co?
Mohe
Akane uśmiechnęła się do niej wdzięcznie i kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Cieszę się, że pomogłam. Wiesz, ja już przez to przeszłam, wiem, że nas to nie określa, ale to po prostu czasami przykre, że przyjaciele zamiast cieszyć się, że zaczynam akceptować samą siebie, to ciągle mi przygadują w temacie zdolności. Wiem, że robią to w jakiejś dziwnej dobrej wierze, ale to nie pomaga. Wymyślają sobie jakieś swoje własne teorie na to czy tamto i nie słuchają w ogóle co się do nich mówi - wzruszyła ramionami. - Czasami po prostu czuję się sama wśród tłumów, niby wielu mnie otacza, ale mało kto próbuje serio zrozumieć... - westchnęła lekko i zaraz machnęła ręką. - Wybacz, gdzieś chyba musiałam to wylać i padło na Ciebie... Nie mniej... Wiem, że określają nas czyny i nie czuję się źle, nawet ze swoim mrokiem, a wierz lub nie, trochę go w sobie mam - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Liczę po prostu, że z czasem i Ty ten swój polubisz albo okiełznasz i jak będę mogła, to postarać Ci w tym pomóc - uśmiechnęła się do niej cieplej. - Jasne, herbata brzmi dobrze - przytaknęła jej głową. - Oczywiście, że mam, uwielbiam smakować nowości - przyznała, kierując się z Dar w stronę kuchni i zabierając ze sobą poprzednie naczynia.
Akane
Akane uśmiechnęła się lekko do Darcy.
OdpowiedzUsuń- No właśnie, jak rodzina, a każda rodzina ma swoje lepsze i gorsze chwile. Moja, przynajmniej ta nie z krwi rodzina, aktualnie przechodzi kryzys - przyznała. - Wiesz, to miłe gdy ktoś dba o Twoje bezpieczeństwo, ale wszystko ma swoje granice. Dmuchanie na zimne nie ma najmniejszego sensu, a oni często to robią. Myślą, że zapewniając mnie, że wcale nie jestem Latrala robią coś dobrego. Na siłę przypominają, że nie jestem tylko wiedźmą tego sabatu, przypominają coś z czego ja doskonale zdaję sobie sprawę. Przypisują mi jakieś dziwne teorie na moje zachowania tylko dlatego, że aktualnie skupiam się na swoich zdolnościach, które chcę opanować, bo są dla mnie dużo nowsze niż piasek. Tata już mnie nauczył ile mógł o piasku, jestem w nim na wysokim poziomie, na tyle wysokim, że mogę zacząć powoli tworzyć coś swojego, ale żeby tworzyć coś swojego bezpiecznie, to muszę też dobrze poznać tą swoją drugą stronę. Staram się to robić, dobrze ją poznać, a co chwilę zbieram za to baty. No i nie przegadasz, nie wytłumaczysz, nie, bo oni każde moje wyjaśnienie traktują jak atak, jak wymądrzanie się, jak głupie gadanie zmanipulowanej idiotki... - rozłożyła bezradnie ręce. - Zachowują się jakby pozjadali wszystkie rozumy, jakby mieli patent na rację. Kiedy tłumaczę dlaczego zrobiłam to czy tamto, to często słyszę, że nie, że na pewno zrobiłam to z innego powodu, bo ONI wiedzą przecież lepiej... Ech... Irytujące... Naprawdę irytujące... - opowiadając pomagała jej w szykowaniu herbaty. - Masz coś konkretnego na myśli z tym pomaganiem, czy mówisz ogólnie? - zainteresowała się jeszcze.
Akane
Mohe wędrował za nią wzrokiem i kiedy zaczęła rysować te swoje patyczki, to bacznie rysunki obserwował. Dobrze, że Darcy nie tworzyła piktogramów w jego rodzimych stronach, bo historie tak przedstawione zdecydowanie były by nieczytelne. Mohe popukał palcem "smutną ja".
OdpowiedzUsuń- Dalej nie rozumiem dlaczego uważasz, że już sprawa jest przegrana. Dlaczego już przeszedł? Co Ty myślisz, że spotkasz na swej drodze kogoś komu kompletnie nikt się nie spodoba i nagle spodobasz mu się Ty, a on spodoba się Tobie i będziecie żyć długo i szczęśliwie? Czy teraz każdy chłopak, który spodoba Ci się po Ryu, to będzie jedynie dla Ciebie nagroda pocieszenia? - patrzył po niej wyraźnie zdziwiony. - To co Ty masz za typ, że by takiemu przeszkadzał fakt, że jesteś księżniczką? Lubisz ograniczonych umysłowo, czy o co chodzi? - zapytał, bo jak dla niego tytuły przy uczuciach nie powinny mieć najmniejszego znaczenia. - Jasne, że nie jesteś zła, bo niby o co miałabyś być zła... To by było idiotyczne gniewać się, że się nie zakochał w Tobie na tu i teraz... - podrapał się po głowie. - Chcieć to Ty se możesz, rozumiem, że chcesz jego szczęścia, ale dlatego z góry stwierdzasz - tu popukał rogaty patyczek z wąsami - że to z nią będzie szczęśliwy? To, że panna mu się podoba nie znaczy, że da mu szczęście, to nawet nie znaczy, że będą razem, a Ty się zachowujesz jakby to wszystko było już przyklepane i jakby szykowali się do złożenia przysięgi na wieki - pokręcił głową i przewrócił oczyma. Machnął na to ręką. - A rób jak uważasz, niczym nie różnisz się w tym temacie od większości Argarczyków - stwierdził. - Wolicie zachowywać się jak idioci i psuć relacje z ważnymi dla siebie osobami przez jakieś durne udawanie, zamiast po prostu przyznać jak bardzo ktoś jest dla Was istotny - stwierdził. - Do tej pory poznałem tutaj tylko jedną osobę, która nie wstydzi się własnych uczuć, nawet tych nieodwzajemnionych. Im więcej słucham tutejszych mieszkańców tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pod tym kątem dziewczyna jest naprawdę wyjątkowa - przyjął od niej dziennik, ale tylko po to by odłożyć go na półce obok łóżka Darcy. - Jesteś nowa w temacie, wiec tak czy siak masz jeszcze przed sobą mnóstwo błędów do popełnienia. Zapewne wielu zalotników nawet nie zauważysz, tak bardzo skupiając się na swoim Książątku. Może Ci to wyjdzie na dobre, a może nie - stwierdził, wzruszając ramionami. - A teraz lepiej idź spać, bo zdaje się, że czas Ci nie służy gdy chodzi o wytrzeźwienie. Coś kiepskie te Twoje ziółka, nie ma co - uśmiechnął się pod nosem i wstał z jej łóżka jeszcze raz zerkając na drzwi od jej sypialni. - No cóż, skoro zdecydowałaś się na rodzinne więzi z Gavem to raczej musisz się przyzwyczaić - stwierdził z rozbawionym uśmiechem na twarzy.
Mohe
Mohe spojrzał po niej i lekko kiwną głową.
OdpowiedzUsuń- Jasne, że są skomplikowane, więc tym bardziej nie komplikuj ich mocniej i nie wrzucaj sobie na głowę czegoś, czego nie możesz być pewna - dotknął jej nos palcem i zaraz go pstryknął lekko w czubek. - Mhm, jest bardzo fajna - przyznał, ale nie ciągnął tematu, Darcy w końcu zaczęła odpływać, więc Mohe zaczął oddalać się w stronę drzwi. - Nie ma sprawy Ksieżniczko. Dobranoc - spojrzał jeszcze po niej z lekkim uśmiechem i cicho wyszedł z sypialni, a później opuścił jej dom i z cichym westchnieniem ruszył w stronę własnego obozu. Chyba długo sobie dziś pośpi.
Mohe
Akane westchnęła lekko i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Bardzo chętnie tak bym sobie jednym uchem wpuszczała, a drugim wypuszczała, ale wtedy z kolei są do mnie pretensje, że robię wszystko po swojemu i nie liczę się ze zdaniem innych... No nie zadowolisz takich. Sami ryzykują co chwilę, ale jak ja mam coś zrobić z minimalnym ryzykiem to im styki spala i zachowują się jak pierdolnięci. Kłócą się z każdym agrumentem jaki mam, nawet kiedy nie mają kontargumentu, po prostu nie zgadzają się ze mną dla zasady i nic co mówię nie ma dla nich sensu. Traktują mnie jak jakąś tępą idiotkę, która nie umie zrobić nic, nie robiąc sobie przy okazji krzywdy. Jakbym była jakaś niespełna rozumu i nie miała powodów do takiego czy innego zachowania, a nawet jak im tłumacze skąd wzięło się to czy tamto zachowanie to oni dalej twierdzą, że to na pewno nie jest tak jak ja mówię, bo ich zdaniem i na ich oko to wcale tak nie wygląda. Kurwa spece się znaleźli. Wystarczy, że chodzę jakiś czas smutna i nikomu nic nie powiem to zaraz słyszę szereg teorii o powodach mojego spadku humoru. A powiedź im po takiej teorii, że źle stwierdzili, o losie, niee, oni mieliby coś źle stwierdzić...? No gdzie tam, obraza majestatu i teksty o tym, że mam przestać udawać... - pomasowała sobie skronie. - Udawać... Ja... Po tym co przeszłam z moją popieprzoną częścią rodzinki... Śmiech na sali, doprawdy - pokręciła głową. - Ale masz po części racje - spojrzała w oczy Darcy. - Muszę przestać się tym przejmować, tyle, że to nie jest takie łatwe. Jak już z kimś złapię wieź to ciężko mi nie przejmować się tym co mówi, ciężko odpuścić, bo są to osoby dla mnie istotne... Musze to jednak jakoś zdystansować, jeżeli mam funkcjonować normalnie, bo w danej chwili to nie widzę by po moich uwagach coś wielce się zmieniało w ich zachowaniu. Zobaczymy... Może ten dzień w dzień ze sobą na Azylu coś tu zmieni. Może na lepsze, a może na gorsze - westchnęła ciężko i zaraz uśmiechnęła się do niej lekko. - Już mi pomogłaś, sam fakt, że mogłam się spokojnie wygadać komuś kto nie jest w to zaangażowany pomaga. Chociaż raz mogę w pełni dojść do słowa, nikt mi nie przerywa, nie drze się i nie rzuca durnych argumentów tylko po to by się ze mną nie zgodzić - przyznała. - O pomoc magiczną pewnie się za jakiś czas zgłoszę, ale nie chcę też w tym temacie za dużo kombinować. Coś od czasu do czasu, chętnie, ale jednak wolę trochę bardziej rozeznać się na własną rękę w temacie swojej magii. Jakbym miała z czymś większy problem to wiem do kogo w razie co uderzyć, może mi co nieco wtedy podpowiesz - puściła jej oko. - Ach... I nie myśl, że w temacie moich przyjaciół szukam w Tobie jakiegoś obrońcy. Też mam na sumieniu krzywe akcje, ale w trudnych chwilach naprawdę staram się wspierać przyjaciół, a ja... po prostu w trudnej chwili nie czułam od nich wsparcia i pewien niesmak przez to pozostaje. W gruncie rzeczy są kochani i nie zamieniłabym ich na nikogo innego, ale czasami doprowadzają mnie do bardzo złych stanów... - przyznała. - Aktualnie wypluwam tu u Ciebie same negatywy i mogę wydawać się dość niesprawiedliwa, ale po prostu to negatywy bolą, a nie chwile, w których jest między nami dobrze - wyjaśniła z lekkim westchnieniem.
Akane
Akane westchnęła lekko i przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Ja się czasami czuję - przyznała. - Ale nawet za to potrafią mnie opierdolić, ze to, że się tak czuję. Mówię o tym i słyszę w odpowiedzi coś na zasadzie, że jestem głupia, skoro tak czuję... Bo przecież tylu mam dookoła, mhm... jasne, tylu mam, ale zdecydowana większość skupia się na pouczaniu mnie co do błędów, o których już wiem, że popełniłam. Wiesz, jak z tymi dzieciakami w szkole... Dostają pałę i wiedzą już, że zjebały, a rodzic jeszcze dodatkowo w domu się drze i podkreśla to jeszcze bardziej... Licząc chuj wie na co... A potem zaskoczeni, że ja nie mówię co czuję... Po co mam mówić, skoro to jednoznaczne z linczem? - wzruszyła ramionami, wdzięczna za to krótkie objęcie, posłała jej nawet wdzięczny uśmiech w odpowiedzi. - Czasami nie chodzi o rady, a o wygadanie... Aktualnie sama nie wiem jak mam do tego podejść i chyba po prostu będę szła na żywioł... Jak to się uda jakoś naprostować, to spróbuję, a jak nie... To może po prostu pisany jest mi koniec tych znajomości... - wzruszyła ramionami już po prostu zrezygnowana. - Mam nadzieję, że nie, ale... Zobaczymy - stwierdziła ostatecznie. Uśmiechnęła się na wizje wspólnego trenowania magii. - Brzmi kusząco, też jestem tu dość samotna z takimi umiejętnościami i w sumie chętnie bym co nieco podpatrzyła od innej wiedźmy czy wiedźmopodonej istoty bo... Nawet nie wiem, kiedy ktoś się pod wiedźmę zalicza... - przyznała lekko się przy tym krzywiąc. Słysząc jakie ma podejście do sprawy uśmiechnęła się nieco cieplej. Dobrze było to wiedzieć, bo niestety nie każdy komu zaufała by się zwierzyć potrafił coś takiego. Przytaknęła jej głową. - Tak, też liczę, że zarówno u mnie jak i u nich trochę lepiej się co nieco z czasem poukłada - przyznała zerkając na imbryk. - Co tym razem dla nas przygotowałaś? - zapytała, czując się trochę lżejsza dzięki tej rozmowie.
Akane
An zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Brzmi jak dobry plan - przyznała. - Chociaż ostrzegam, nie zawsze jestem aż tak rozmowna, ale w razie co w takiej sytuacji poratuje nas Twoje gadulstwo - pokazała jej język. - Chociaż przyznaję, jak na naukę słuchania, to poszło Ci całkiem nieźle - stwierdziła pogodnie. Zmarszczyła zaraz na chwilę czoło, ale dość szybko zrozumiała o co chodzi. - Ach, power couple, heh - zaśmiała się krótko. - Tak, coś w tym jest. Zobaczymy jeszcze jakie wspólne sukcesy są nam pisane - poruszyła zabawnie brwiami. Z zainteresowaniem słuchała o demonach i tego jak to u nich jest. - Hmm, przyznaję, w zwarciu walka zdecydowanie jest bardziej ekscytująca, chociaż ja osobiście mam wrażenie, że odkrywam coraz więcej ekscytujących cech łączenia walki z czarowaniem - stwierdziła i uśmiechnęła się lekko. - Ze mnie piaskowy mieszaniec, więc rozumiem, chociaż u mnie jednak więcej powiązania. W magii Latrala dużo jest magii żywiołów, a piach to jednak ziemia... Z jednej strony ciekawi mnie runa ziemi, to jaki wpływ będzie miała na nią ta druga strona mnie, ta po tacie, a z drugiej trochę się boję do niej podejść... - przyznała, myśląc sobie na głos i pukając się palcem po brodzie, zaraz jednak wróciła na ziemię myślami i parsknęła śmiechem na słowa o najładniejszych wiedźmach. - Niby tak, tyle, że wiesz, tutejsze wiedźmy jednak działają na trochę innych zasadach, tu jednak królują mikstury, mazie i substancje dziwnego pochodzenia... A ja się w tym średnio czuję, chociaż może za jakiś czas i za coś takiego się wezmę - stwierdziła. Przytaknęła jej głową i posłała wdzięczny uśmiech za to trzymanie kciuków, nic już więcej nie dodając, po prostu obserwowała szykowanie naparu. - Pięknie pachnie - zaciągnęła się zapachem i uśmiechnęła błogo, a na słowa o ziele uniosła kącik ust. - O nie, nie, dziś zdecydowanie przyda mi się coś pokoju bagiennego ziela, nie pogniewam się na mini makumbę w Twoim towarzystwie. W mojej głowie brzmi to jak dobrze spędzony czas - uśmiechnęła się do niej szerzej.
Akane
Akane uśmiechnęła się do niej delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Nie wątpię... Chociaż często mam wrażenie, że niewielu lubi kiedy dużo gadam - przyznała z lekkim śmiechem. - Miał odmiana - dodała, również puszczając jej oko. Słysząc gdybanie Darcy, przytaknęła jej głową. - Tak, rzeczywiście to byłoby przydatne. O ile w Argarze piasku i pyłów nie brakuje, o tyle są miejsca, gdzie taki zapas byłby przydatny. Wątpię jednak by przywoływanie piasku było możliwe przy pomocy tej jednej runy. To raczej musiałaby być jakaś większa fuzja. Przynajmniej patrząc na to jak działają inne runy... - wysnuła swoje wnioski. Posłała jej wdzięczny uśmiech na ocenę i zaśmiała się lekko. - Tak, też wolałabym nie mieć w Tobie wroga - stwierdziła pogodnie. - No i Ty też zdajesz się być całkiem fajną mieszanką - puściła jej oko. Zaśmiała się szczerze na jej stwierdzenie o rozrabianiu. - Kobieto, zawsze i wszędzie, rozrabianie najlepiej się później wspomina - ponownie się zaśmiała. - Średnio legalne, ale raczej w tej ludzkiej części, bo w tej zamieszkanej przez nas to raczej dość popularne - uśmiechnęła się nieco pod nosem. - Chociaż tak, zdarzało się, że za to gonili - przytaknęła jej głową. Uśmiechnęła się ciepło na jej wspomnienia. - Widzisz, mówiłam, że brojenie wspomina się najlepiej - poruszyła zabawnie brwiami. - Ja w sumie też jakoś specjalnie z tego typu ziółkami nie działałam... Z Tonym, Ryu i Gavinem mieliśmy i bez tego całą masę dziwnych pomysłów, a w Lustrze, no... Tam to się działało na trochę innych zasadach - przyznała i upiła łyk naparu. - Mmm... - oparła się wygodniej na kanapie i na chwilę przymknęła oczy. - Płynne złoto... - stwierdziła czując to przyjemne rozluźnienie, które szło od przełyku i rozchodziło się powoli po ciele.
Akane
Akane westchnęła lekko.
OdpowiedzUsuń- Wiem i... wcale nie uważam, że mnie nie kochają... Po prostu zaczynam mieć dość tego zamkniętego koła jakie na mnie stosują. Ostatnio dostaję od nich ogrom krytyki, a potem słucham, że się mniej uśmiecham. Ciężko im dogodzić, ciągle coś nie tak... Jakaś część mnie chce już mieć na nich po prostu wyjebane... walczę z tym, ale... jednocześnie mnie to niepokoi i kusi za razem... - wzruszyła ramionami. - Taa... - skrzywiła się lekko na jej podsumowanie. Niestety, ale było dość trafne, a to nie podnosiło na duchu. Spojrzała po Darcy i posłała jej lekki uśmiech, kręcąc głową.
- Prawda ma to do siebie, że czasem boli - stwierdziła. - Niestety już trochę się przyzwyczaiłam... Nie ma tragedii, ale nie jest dobrze, więc przykro mi, ale nie zamierzam się na siłę uśmiechać - podsumowała. Westchnęła na jej pytanie, ale zaraz uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Taa... Sporo przeszliśmy, ale... Mocno nas to poobijało - przyznała. - Jak? Hmm... Tak po prawdzie to wychowywanie się ze wszystkimi weszło w Lustrze, gdy wpadliśmy do innych wymiarów. Przed tym było całkiem sympatycznie, mała grupka znajomych i ich przygody życia codziennego... W Lustrze... No tam się dużo działo. Pierwsze morderstwa, pierwsze okresy, nawet pierwsze kupowanie stanika... pierwsze miłości... - skrzywiła się, ale zaraz upiła herbaty i posłała Darcy lekki uśmiech. - Tylko wiesz, to wszystko w obecności osób zbliżonych do siebie wiekiem, zero dorosłych, zero... autorytetów. Burza emocji dość często nam tam towarzyszyła... - przyznała. - I nie było nikogo kto by nas jakoś... lepiej naprowadził? Musieliśmy ze wszystkim sobie radzić razem, w grupie niedoświadczonych smrodów z tonem własnych teorii, na każdy temat w swoich głowach. Do tego wszystkiego byliśmy w trybie "walcz albo giń", bo nie wpadliśmy tam na wakacje, to była zasadzka i nie mieliśmy pojęcia co się właściwie dzieje i jak tam to wszystko działa. W trudnych warunkach tworzą się silne więzi... Jeżeli rzecz jasna wytrzymają te trudne warunki, bo... No nie z wszystkimi się udało wytrzymać - spojrzała po niej. - Wiesz, to z boku wygląda świetnie, tak, mamy silną więź, ale gdybym mogła wybrać między budowaniem więzi w standardowych warunkach, tak jak na przykład z Tobą, to bez wahania wybrałabym tą opcję również z nimi. Chętnie bym im zabrała z głowy to, co tam czasem musieliśmy przeżywać - przyznała i spojrzała po swoim naparze. - Są rzecz jasna i miłe wspomnienia, nie było aż tak tragicznie, no i koniec końców daliśmy radę, ale... Mimo wszystko, gdybym mogła to bym im tego oszczędziła - przytaknęła głową na własne słowa i wzięła łyk ciepłego napoju.
Akane
An przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Jasne, że zależy... Ale... Czasami jak kogoś kochamy... jak nam zależy... To czasami podobno lepiej odejść... Chciałabym... Naprawdę bym chciała poprawiać im humor, ale... - wzruszyła ramionami. - Czuję się raczej bardziej jak problem i to taki, którego sami nie potrafią ogarnąć... - przyznała zerkając w sufit, zaraz jednak spojrzała po Darcy. - Dlatego aż tak się nie otwierasz, co? - uśmiechnęła się do niej słabo. - Rozumiem... Znam to aż za dobrze. Sama ostatnio wiele ukrywam... Ich reakcje... One są czasem okropnie miażdżące... Nie zdają sobie sprawy jak bardzo źle to na mnie wpływa... - przyznała i zamknęła na chwilę oczy, by wziąć głębszy wdech. Zaraz przysunęła do nosa naczynie z naparem i zaciągnęła się zapachem by z większym luzem wgnieść się w kanapę. Spojrzała na palec, który Darcy wyciągała w jej stronę. Uśmiechnęła się lekko. - Nie boją się Twojego gadulstwa... Jesteś dla nich ważniejsza niż myślisz. Boją się co najwyżej o Ciebie... Mają już na głowie jedną taką zosię samosię i nie chcą byś podzieliła mój los... - starła z policzka łzę, która mimo wszystko znalazła ujście w tej rozmowie. - Wiesz, ja sobie zasłużyłam, wiele chciałam robić sama, ale po prostu mnie boli, że teraz kiedy już nie chcę, oni zdają się za bardzo żyć tamtą mną... I nie zauważają zmiany - wzruszyła ramionami. - Wiem, to wymaga czasu, ale po prostu mam wrażenie, że ledwo co jest zauważane, kiedy ja czuję, że zmieniło się naprawdę wiele... - przyznała i wyciągnęła palec, by złapać nim ten jej. Zaśmiała się krótko na jej angielski okrzyk.
- Nie zależy mi byś ich odstraszała, ale nie pogardzę Twoim "jestem" - przyznała z ciepłym uśmiechem.
Akane
Akane westchnęła lekko.
OdpowiedzUsuń- Mhm, tyle, że to nie jest takie perfidne odrzucenie na zasadzie "bo jesteś wiedźmą". To niechęć do tych zdolności przez złe skojarzenie. Te moce kojarzą z moją krzywdą, z istotami, które chcą dla mnie źle. Oni chcą dobrze, ja to wiem, ale czasem po prostu robią... mówią... działają w tak dziwny i nieprzyjemny sposób, że idzie się w tym pogubić - przyznała. Uśmiechnęła się do niej raz jeszcze i przytaknęła na słowa o samotnym pomaganiu. Zaśmiała się nawet lekko. - Na to bym nie liczyła, co najwyżej możesz się z nimi posprzeczać o te metody pomagania, bo opcji, gdzie zostajesz w tym sama to raczej nie widzę - przyznała mimo wszystko. Spoważniała trochę na słowa o negatywnym traktowaniu i uśmiechnęła się lekko do Darcy. - Brzmi pięknie, ale wiesz... Zbyt idealnie. Zasługiwanie to dość mocne słowo... Nie mniej zarówno moi czy Twoi bliscy w stosunku do nas, ale i my w stosunku do nich, nie zawsze jesteśmy w porządku. Powody bywają różne, traktowanie bywa bardzo negatywne... Moim zdaniem istotne jest to by umieć sobie te powody wyjaśniać i starać się nie doprowadzać do tych samych sytuacji. Do podobnych może dojść, byle by nie dochodziło do tych samych - wzruszyła ramionami. - No, ale każdy ma swoje podejście, ja po prostu uważam właśnie tak - przyznała i również zgięła palec, przysuwając swój do tego Dar. - Jestem, przynajmniej się staram - powtórzyła po niej i puściła dziewczynie oko.
Akane
Akane przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- I o tym jak nie potrafią zrozumieć, że mam inaczej niż oni. Bo widzisz... gdyby nie miłość... i to nie ważne teraz do kogoś, ale... Gdyby nie miłość i podobne mu uczucia, to ja już dawno byłabym na złej drodze. Czuję to w kościach... Gdybym wmawiała sobie samej to, że lepiej by było kogoś kochać lub nie kochać... - pokręciła głową. - Ja po prostu jestem szczera ze swoimi własnymi emocjami, nawet jeżeli to przynosi ból... Smutek to też emocja, jej też potrzebujemy. Nie wstydzę się tego, że aktualnie mam smutniejszy okres w swoim życiu, a oni mają do mnie o to pretensje... Daję sobie przyzwolenie na ten trudniejszy czas, nie zmuszam się do sztucznych uśmiechów, jak chcę płakać, to płaczę, jak mnie coś bawi, to się śmieję... - wzruszyła ramionami - ... a jak wkurza to zwracam uwagę i tyle. Proste jak sikanie, dla mnie to jest proste, ale oni tego nie rozumieją. Przypisują jakieś własne teorie moim zachowaniom i im coś nie styka. Bo przecież Akane była kiedyś weselsza. Tak, byłam. Aktualnie nie jestem, mam zły czas i mam na to pieprzone prawo. Kocham ojca swoich dzieci, osobę, która woli udawać przy mnie dupka, niż być po prostu sobą, mam cholerne prawo być z tego powodu smutna. Nie przenoszę tego na inne tematy, ale jak o tym konkretnym myślę, to jest mi smutno. Nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Nie uważam też, że świadomość własnych emocji jest jakkolwiek dla mnie zła czy raniąca. Przyjdzie czas, gdzie będę mniej smutna, ale to nie jest już, nie jest teraz... a oni chcą ten proces usilnie przyspieszyć... a zamiast tego sami jeszcze wbijają mi szpile i smutek się przeciąga, bo co chwilę coś dochodzi, a nic nie maleje. Co chwilę coś komuś we mnie nie pasuje... - westchnęła głośno i upiła większy łyk herbaty. Spojrzała zaraz na Darcy, oho, na kogoś tu zaczynała działać herbatka. An uśmiechnęła się lekko pod nosem, sama dopiero delikatnie czuła, że napar działa. Poza tym, nie miał przecież takiego kopa jak prawdziwe ziele.
- Myślę, że obie wersje są poprawne... W końcu... Można powiedzieć o kimś, że jest głodny lub, że nie jest najedzony, chociaż z drugiej strony, mówiąc, że nie jest najedzony, można uznać, że jadł, ale się nie najadł. Głodny z kolei bardziej sugeruje, że w ogóle nie jadł... - popukała się palcem po brodzie.
Akane
Słuchała Darcy w pewną ulgą w sercu, chociaż raz nie musiała słuchać cudzych racji, gdy mówiła o tym co czuje. Uśmiechnęła się do niej, gdy wspomniała podobieństwo, a na słowa o wyborze kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- To dość proste... Ryu był bezpiecznym wyborem, czułam coś do niego, ale w pewnym momencie w głowie zawsze pojawiał się Gave... Robiłam coś z Ryu, a zastanawiałam się jak by to było z Gavem. Na początku nie chciałam tego uczucia, ale i tak go pokochałam... Gava pokochałam mimo wszystko. Podziwiam go i mi imponuje... Po tym co przeżył, ma jeszcze w sobie tyle pokładów ciepła. Mało kto by tak potrafił... Mnóstwo w nim poświęcenia i oddania dla innych... A przecież tylu go zawiodło... - uśmiechała się ciepło, chociaż z lekkim smutkiem w oczach, gdy to mówiła. Podniosła na chwile spojrzenie do Darcy. - Nie oczekuję, że to zrozumiesz. Ryu to świetny chłopak, ale to nie on najbardziej mnie rozśmiesza, nie on najbardziej motywuje, to nie jego dotyk sprawia mi największą przyjemność. To nie Ryu najbardziej podziwiam i nie Ryu najbardziej mnie irytuje - uśmiechnęła się do niej pod nosem. - Tak... Niestety idąc tym tropem to Gave umie najbardziej mnie zranić... Wiem o tym... Dlatego nie chcę z nim być. Nie zmienia to jednak faktu, że dalej czuję co czuję - przyznała. Uśmiechnęła się zaraz do niej po raz kolejny. - Jasne, jak będziemy odpierdalać to masz nawet ode mnie zielone światło - zaśmiała się lekko. Spoważniała, gdy Dar mówiła o sobie. - Rozumiem... też się ich kiedyś bałam. No ale nasze sytuacje są jednak inne. Ja nie mam w sobie istoty żerującej na negatywnych emocjach, a to już samo w sobie dużo zmienia. Nic dziwnego, że aktualnie smutku się boisz - przyznała. - Dzięki - dodała z ciepłym uśmiechem, gdy wspomniała o Akane pełnej emocji. Tak, też siebie taką wolała. Kiedy Dar przytuliła jej rękę, ona po prostu się do dziewczyny zbliżyła i ułożyła na jej ramieniu głowę. Uśmiechnęła się ciepło na jej kolejne słowa.
- Spętani na wieki, z tej zasadzki łatwego wyjścia nie będzie - potwierdziła z weselszym śmiechem.
Akane
Kiwnęła jej głową.
OdpowiedzUsuń- Można. Słyszałam naprawdę wiele pokręconych historii miłosnych. Nie wiem jaki finał będzie miała moja, ale nie jest wcale jakaś bardziej niewiarygodna od innych. Miłość to... dziwna sprawa i mało kiedy logiczna. To nie jest równanie, że musi się w niej wszystko zgadzać, że musi być wyliczona. To tak nie działa, a już na pewno nie u mnie - uśmiechnęła się ciepło do Dar. - Mhm, taki właśnie mam zamiar, a Ci którzy nie będą w stanie tego akceptować, cóż... prędzej czy później znikną z mojego życia, z mojej lub własnej inicjatywy - westchnęła ciężko. Posłała jej kolejny uśmiech. - Taa, ja raczej na "gładziutko" nie liczę, ale na to, że ostatecznie będzie dobrze owszem - przyznała. Przy wizji o magicznych, nierozerwalnych sidłach po prostu ciepło się uśmiechnęła. Fajnie, gdyby rzeczywiście ta sieć rosła, a nie malała, ale to niestety nie zależało już tylko od niej.
Akane
Po zmianach jakie zaszły u Darcy, Akane czuła, że dziewczyna może mieć problemy z nowymi umiejętnościami i ustabilizowaniem mocy. Sama miała podobne problemy, więc gdy tylko zdarzyła się okazja, zaproponowała kuzynce rozwiązanie, które jej osobiście pomogło. Medytacja. Dla odmiany Darcy była osobą chętną na skorzystanie z tego rodzaju pomocy, więc umówiły się na mały trening.
OdpowiedzUsuńKiedy czarnowłosa stawiła się na umówionej oazie (wszystko dzieje się na oazie xD), Akane uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Hej! - rzuciła, po czym lekko ją objęła na "dzień dobry". Odsunęła się po chwili na dwa kroki i zaśmiała na słowa dziewczyny.
- Jak mam być szczera to myślę, że okolica wcale by się na to jakoś bardzo nie pogniewała, gorzej z mieszkańcami - uśmiechnęła się pod nosem. - Zanim w ogóle cokolwiek zaczniemy to chciałabym w ogóle usłyszeć od Ciebie czym Twoim zdaniem jest medytacja. Na czym polega i jak przebiega - pokazała dziewczynie dwa wygodne pieńki i sama zajęła jeden z nich, po czym spojrzała po Dar zaciekawiona.
Akane
Akane uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Słyszałam, że w takich rejonach to czasami nawet dochodzi do „dobrych” pożarów, roślinność ginie, ale tylko prowizorycznie, bo tak naprawdę szczątki po pożarze użyźniają glebę i dzięki temu rośnie na niej jeszcze więcej. Coś co wydaje się niszczycielskie, daje w konsekwencji jeszcze więcej życia. Całkiem ciekawe zjawisko… - rozejrzała się z ciepłym uśmiechem na ustach. – Kojarzy mi się z Wami, z Feniksami, Fenalisami – wróciła spojrzeniem do kuzynki i racząc ją szerszym uśmiechem. – Powstawanie z popiołów, niszczycielskie zdolności, które mimo wszystko ratują ważne dla Was życia – stwierdziła, pozwalając sobie na swoją małą analizę. Zaśmiała się zaraz lekko i machnęła ręką.
- Ale tak, z tym ukręceniem łba to możesz mieć rację – raz jeszcze lekko się zaśmiała. Później już skupiła się na słowach Darcy. – A widzisz… To wyciszenie, czy jednak sposób na przemyślenie? Bo to jedno z drugim zdecydowanie nie idzie w parze – zauważyła spokojnie, dalej z lekkim uśmiechem na twarzy. Kiwnęła głową, gdy mówiła dalej.
- Tak, w początkowych fazach rzeczywiście odpowiednie miejsce ma znaczenie, ale im więcej nabędziesz wprawy, tym miejsce stanie się mniej istotne. Ja aktualnie też szukam zacisznych okolic, jednak udało mi się już osiągnąć stan, w którym odcinam się mimo gwaru i wracam na ziemię, kiedy jestem „wywoływana”. Do tego ogólnie dążymy w medytacji, do tego by umieć się odciąć w dowolnej dla siebie sytuacji. No i to jest bardzo istotne, w dowolnej DLA SIEBIE sytuacji. W pełnej kontroli. Dlatego nie ma co się z tym spieszyć, powoli, małymi kroczkami, ten stan sam do Ciebie przyjdzie – puściła jej oko. – Oddech, tak, też jest tu istotny, im więcej trenujesz, tym łatwiej i mniej czasu potrzeba do transu, nie mniej, dalej najbardziej efektowny jest ten gdzieś w zaciszu, a raczej nie tyle zaciszu, co w miejscu gdzie czujesz się bezpiecznie. To nawet nie musi być miejsce, może być nawet osoba. Przy kimś, przy kim czujesz się bezpiecznie też idzie dobrze medytować – rzuciła kilka podstawowych informacji.
Akane
Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Straszny chujek, tak? To chyba jakaś tajna zasada braci - zaśmiała się lekko. - Natan też potrafi być wredną mendą. Oczywiście oddaję mu w tym z zawiązką - dumnie wypięła pierś. Zaśmiała się raz jeszcze, gdy wspomniała o treningach.
- Wiesz, mi najwyraźniej Morgana załatwiła lepsze traktowanie w gratisie. Osobiście nie mam uwag co do podejścia Twojego brata, wszystko fajnie tłumaczy, rozumiem czego oczekuje i całkiem nieźle mi idzie przyswajanie tej jego wiedzy - przyznała, lekko przytakując głową na swoje słowa. - Nie mniej, wierzę, że Ciebie lubi dręczyć... Uważaj, by Cię przypadkiem nie zechciał oskórować - teraz to ona to ostatnie szepnęła konspiracyjnie. - Bez dwóch zdań byłabyś najbardziej wyjątkowym okazem jego kolekcji - poruszyła zabawnie brwiami.
- Hmm, no widzisz... i to jest właśnie to. Twoje spojrzenie nie jest jakieś złe, ale właśnie większość patrzy na medytację w taki sposób jak Ty to tłumaczysz. "Trzeba się wyciszyć, by usłyszeć własne myśli" - uśmiechnęła się ciepło do Darcy. - Brzmi rozsądnie, przynajmniej na pierwszy rzut - przyznała, kiwając głową. - A widzisz... otóż to, właśnie tu jest pies pogrzebany. Nie da się nie myśleć, masz rację, ale... Dlaczego skreślać te chaotyczne myśli? Jak właściwie je posegregować? Które są chaotyczne, a które nasilają skupienie? - tyknęła Dar w środek czoła i puściła jej oko. - Medytacja, to wbrew pozorom wcale nie "myślenie o tym o czym się powinno". Nie - pokręciła głową i powoli złapała przygotowany koc, co by go rozścielić na ziemi, a potem usiadła na jego jednej krawędzi w siadzie skrzyżnym. - Medytacja to dopuszczenie wszystkich swoich myśli do głowy. Pozwolenie sobie na nie, na myśli złe, smutne, dobre, tragiczne. Medytacja to chwila, w której wpuszczasz te wszystkie swoje myśli i rozterki do głowy, chwila, gdzie pozwalasz im się kotłować. To chwila, kiedy tak naprawdę kłócisz się sama ze sobą, czasami nawet awanturujesz. Uwierz mi... Z nikim nie sprzeczam się tak zajadle jak z własnymi myślami w trakcie medytacji. Bo ona temu służy, oczyszczeniu. Oczyszczeniu z nadmiaru emocji, poszukaniu drogi, odnalezieniu odpowiedzi... ale to wszystko tak naprawdę mamy tu - dotknęła głowy, a potem serca. - Tylko czasami nie dopuszczamy do siebie pewnych informacji, pewnych wspomnień, pewnych myśli... i to z reguły wszystko komplikuje. Chodzi o to, by właśnie przepływ myśli był jak najbardziej swobodny. A to pomyślisz co zrobić na obiad, a to nagle wpadnie wspomnienie z walki i zaczniesz się zastanawiać co mogło w niej pójść lepiej, nagle wskoczysz w myśl o przykrym słowie, czy cudzym zachowaniu... Nie blokuj tego, właśnie na to musisz sobie pozwolić. Jeżeli sobie na to pozwolisz, to z czasem zaczniesz zauważać różnicę. Nie tylko w samej medytacji i myślach jakie pojawiają się w głowie. Nie powiem Ci dokładnie w czym zobaczysz różnicę, bo to bardzo indywidualna sprawa, ale zapewniam, że je dostrzeżesz. Z czasem - wypuściła spokojnie oddech. Pokręciła zaraz głową i ponownie się uśmiechnęła.
- To wcale nie jest dziwne. Sama wolę robić to w samotności i tak, to rzeczywiście jest intymne. Mimo wszystko czasami takie wyłączenie się w gwarze potrafi pomóc. Może z czasem naświetlę Ci bardziej o jakie sytuacje chodzi, ale to innym razem, dzisiaj mamy podstawy - poklepała koc, co by i Dar sobie usiadła. - Nie musisz siadać przodem do mnie, jak Ci wygodniej to możesz siedzieć plecami, na dzień dobry plecami ma się mniejsze wrażenie, że ktoś się na nas gapi, więc może być lepsze - wyjaśniła.
Akane
Akane uśmiechnęła się lekko pod nosem słysząc te żale na brata. Natan również potrafił zajść za skórę, wierzyła, że i Ashan to potrafi. Wiedziała jednak, że mimo wszystko ona za swoim skoczyłaby w ogień i śmiało mogła stwierdzić, że Darcy zapewne miała tak samo. Zaśmiała się lekko kiedy Darcy ostrzegła przed naginaniem faktów, popukała się po czubku własnego nosa.
OdpowiedzUsuń- Akurat na takie numery jestem wyczulona, ale jasne, będę uważać - rzuciła żartobliwym tonem. Uśmiechnęła się kącikiem ust na kolejne stwierdzenia czarnowłosej.
- Zdecydowanie za skromna, oj tak, tak skromna osoba jak Ty nie powinna wisieć w niczyim pokoju, tym bardziej jako trofeum - parsknęła śmiechem rozbawiona i zaraz skupiła się na temacie medytacji.
- Tak, jedne myśli zapraszają inne do dyskusji, właśnie o to chodzi. Twoja głowa zaczyna parować, bo próbujesz te myśli zamknąć, wyrzucić, stłamsić, zapomnieć o nich, zupełnie tak jak z Cydar - porównała to. - A medytacja ma za zadanie pomóc Ci tych myśli słuchać, słuchać i wyciągać z nich to co istotne. Jak zaczniesz ich słuchać z zainteresowaniem, to knebel przestanie być potrzebny. Jeżeli dopuścisz te myśli do głosu, jeżeli przestaniesz je spychać na drugi plan, to i one dopuszczą Ciebie... Bo koniec końców to przecież i tak jesteś Ty. To co w Twojej głowie jest Twoje - uśmiechnęła się do niej lekko.
- Wiesz, jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Nie żałuj tego, że nie zaczęłaś pracować nad tym wcześniej w taki sposób. Bądź dumna, że mimo obaw spróbowałaś tego sposobu i dzięki temu udało Ci się znaleźć rozwiązanie. Co z tego, że później? Liczy się to, że je znalazłaś i teraz możesz robić coś więcej z "problemem" - puściła jej oko. Pokręciła zaraz głową.
- Mi Twoje spojrzenie nie przeszkadza - przyznała. - Chociaż akurat tutaj za dużo patrzenia nie będziesz miała. Medytacja zdecydowanie lepiej wychodzi przy zamkniętych oczach - rzuciła z lekkim śmiechem. - Na początku oddech, nie musisz oddychać dokładnie tym samym tempem co ja, musisz znaleźć własne, wygodne. Chodzi o to byś oddychała naturalnie, wydychała powietrze swobodnie i tak samo je nabierała. Jedyne co musisz robić, to oddychać przeponą - An nabrała pokazowy oddech. - Powoli - zaczęła wypuszczać powietrze i dotknęła brzuch na wysokości własnej przepony. - Aż czuć, że pracuje. Z początku może być dziwnie i nie od razu musisz sobie dobrać odpowiednie tempo, to się ureguluje z czasem tak więc bez spiny. Wdech, wydech - powtórzyła oddychanie kilka razy.
Akane
Akane to akurat aktualnie wolała by nikt specjalnie o jej serce nie walczył, to zdawało się dużo bezpieczniejsze dla tych resztek, które z serca pozostały. Uśmiechnęła się lekko na żart kuzynki.
OdpowiedzUsuń- Przyjdzie taki czas, że ktoś wywalczy, wtedy głupio Ci będzie tak żartować, więc korzystaj - puściła jej oko.
An kiwnęła głową na słowa kuzynki.
- Niedopuszczanie czarnych myśli do głowy nie jest takie złe. Nie chodzi o to by cały czas dopuszczać do głowy te wszystkie swoje myśli, czasami trzeba je odepchnąć dla własnego dobra, ale jeżeli chodzi tylko o czas medytacji, to warto te myśli do siebie dopuścić. Nie sprzątasz w domu 24 na dobę, prawda? W głowie też nie ma sensu tego robić. Medytacja to po prostu taki czas sprzątania. No a jak chcesz dobrze posprzątać to jednak wypada te wszystkie puszki kurzu powygarniać spod szaf, nawet te najbardziej przerażające - została przy porównaniu do sprzątania, jakoś tak jej wyszło. - Wtedy też łatwiej przychodzi akceptacja, przynajmniej w moim przypadku tak było. Mam nadzieję, że i u Ciebie to zadziała - przyznała, bo przecież gwarancji dać nie mogła.
Kiedy Dar wspomniała o swoim oddechu i wyjaśniła jej swój własny sposób, An uśmiechnęła się lekko.
- Brzmi bardzo poetycko, ładnie - przyznała i zaraz spojrzała po niej zaciekawiona. - Hmm... Patrząc na to, że sama sobą emanujesz ciepło to jest to ciekawa zależność... Może takie skupienie powoduje u Ciebie jakiś pobór ciepła z otoczenia? Wiem, że Morgana umie zabierać ciepło z cudzego organizmu i otoczenia, a kiedy za długo przebywa w zimnym otoczeniu to tak jakby przygasa. Może to podobny problem co u Ciebie? Dla "doładowania" potrzebujesz ciepła i gdy jest za zimno, to coś się krzaczy i nie działa. Tylko dziwne, że akurat w temacie osiągnięcia skupienia by to tak działało. Możliwe, że chodzi o coś głębszego - rzuciła, wyraźnie zamyślona.
Akane
Trochę dziwnie słuchało się tych słów, wiedząc, kogo Darcy ma na myśli, ale An kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Pozostaje mi życzyć powodzenia - stwierdziła, dalej pozostając w tym temacie neutralna. Ryu już sam zdecyduje czy chce takiego zainteresowania, czy też nie.
Kiwnęła głową, gdy Dar mówiła o myślach.
- Akceptować, że takie myśli się pojawiają to tak, jak najbardziej. Byle tylko nie brać ich za pewnik, no i nie dopuszczać do sytuacji, w których czarne myśli są jedyne. W każdej sytuacji warto jednak szukać czegoś dobrego, nawet mało logicznego powodu, dla którego dalej nam się chce coś z tematem czy problemem robić - stwierdziła. - Nie zawsze jest to łatwe, ale na szczęście od tego są przyjaciele, przynajmniej czasami - uśmiechnęła się lekko. - Zawsze jest szansa, że jak nie Ty, to kto inny wepchnie Ci swoje pozytywne myśli do głowy - podsumowała pogodnie. Ponownie jej przytaknęła. - Tak, medytacja zdecydowanie się w takich sprawach przydaje - stwierdziła i zaraz machnęła ręką. - Nie ma sprawy, serio, mi miło, że ktoś przynajmniej chce najpierw spróbować tego sposobu, a nie, że skreśla go na dzień dobry, bo tak czy siak się kojarzy - przyznała z ciepłym wyrazem twarzy. Kiedy Dar trochę pogłębiła temat temperatury Akane lekko się zaśmiała.
- No tak, w to wierzę bez dwóch zdań, temperatura ciała i otoczenia zdecydowanie potrafi się zmienić - rzuciła z nutką żartu w głosie, bo była to przecież oczywista oczywistość, aczkolwiek wiedziała, że Darcy mówi o konkretnej sytuacji i o sobie samej. Z zainteresowaniem słuchała jak to jest u czarnowłosej, kodując to sobie w głowie. Warto było zapamiętać takie informacje. Przytaknęła jej głową na znak, że rozumie i zaraz lekko się uśmiechnęła.
- W takim razie mam nadzieję, że medytacja pozwoli Ci znaleźć odpowiedź na to pytanie - podsumowała i sama wzięła głęboki wdech.
- No dobrze, to zaczynajmy... - przymknęła oczy. - W cieniu palm, gdzie woda oddycha cicho jak zwierciadło, a powietrze gęste jest od zapachu wilgoci i liści. Gdzie słońce filtruje się przez korony drzew w miękkich plamach światła, siadamy prosto, dłonie opieramy o kolana... - zaczęła An spokojnym, cichym głosem, jakby opowiadała historię. - Pozwól, aby ziemia Cię podtrzymała. Nie musisz nic robić. Po prostu trwaj. Poczuj ciężar ciała, jakby piasek znał Cię od dawna i przyjmował bez pytań - zrobiła krótką pauzę i zsynchronizowała oddech z szelestem palmowych liści. - Bierzemy wdech... i wydech - jak powiedziała, tak zrobiła. - Wyobraź sobie, że z każdym wydechem opada z Ciebie kurz i ciężar minionych dni... Znika napięcie barków, pośpiech myśli... Niczego nie zatrzymuj - szeptała, dalej spokojnie. - Teraz skieruj uwagę do środka, nie szukaj ciszy... pozwól jej sama przyjść. Zauważ pojawiające się myśli, pozwól im przypływać i odpływać, niczym liść na tafli wody. Wdech... wydech - chwila przerwy. - Jesteś tu. Jesteś bezpieczna. Jest tylko ten moment - zamilkła, spokojnie oddychając w swoim tempie.
Akane