Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Sometimes, I'm the hero. Other times, I'm the villain. It's all a matter of perspective

No I don't play
Bring the fury out
Yeah they say yeah they say
I'm notorious

Onyx
egzekutorka Szepczącego Bractwa | 20 lat | Tarkatanbreha | wolna i utalentowana wojowniczka
Minęło już tyle lat, a ja dalej nie umiem odnaleźć jednej prostej odpowiedzi na to kim jestem. Mimo przejścia w dorosłość w najbardziej brutalny i najlepszy sposób, jaki mogłabym sobie wyobrazić, dalej czuję, jakbym tkwiła w cholernej skorupie, która ciągle odbiera mi szerszą perspektywę. Motam się we własnych myślach, emocjach, uczuciach - nie potrafię znaleźć prawdziwej odpowiedzi, ani pewności, że jestem kimś wartościowym. Ranię swoich najbliższych zaskakująco łatwo, rany, blizny, których nie widać, nienawidzę się za to. Czuję się jak fałszywa glizda, która nigdy nie znajdzie szczęścia. Myślę czy nie uciec od tego, zamknąć serce, tak, aby nikt nigdy już nie cierpiał, ale nie potrafię. Za bardzo lubię ciepło, które czuję w środku. Wielu nazywa mnie potworem, chociaż większość nie wie jak jest naprawdę. Boją się, gdy ściągam maskę, boją się, gdy ruszam do walki, boją się, gdy wyciągam broń. Zabójca bez serca. Szumowina. Służąca Śmierci. Może mają rację. Prawie. Jedyne co wiem, to fakt, że nigdy nie będę służyć nikomu. Nie dam się spętać, ograniczyć, zostawić na cudzą łaskę. Jeżeli kiedyś zaszkodzisz moim ludziom spodziewaj się, że jako rasowa hipokrytka, oddam Ci z nawiązką. Znajdę Cię w najciemniejszej uliczce i sprawię, że zapłacisz za każdą wylaną łzę, za każdą zadaną ranę po dziesięćkroć. Nie jestem dobra, nie jestem miła, urodziłam się pod ciemną gwiazdą bez miłości i szansy na lepszą przyszłość. Potrafię jedynie ranić, przynajmniej ciężko znaleźć innego tak dobrego artystę w tym fachu, co udowadnia wiecznie pełna sakiewka i skarbiec pękający w szwach. Nie musisz się mnie bać, nie obchodzi mnie to, ja i tak zrobię to co chcę, śmiejąc się własnej śmierci w oczy. Kocham walczyć, testować własne limity, uczucie adrenaliny, kiedy sekundy, refleks oraz łut szczęścia dzielą mnie od mogiły - nic nie zastąpi tego uczucia. Jestem Onyx i poza tym nic o sobie nie wiem.

         




__________________
Wizerunek: Mileena z Mortal Kombat 
Cytat:Neoni - NOTORIOUS
 Poprzednia KP: >KLIK<

202 komentarze:

  1. Wyszczerzył się do niej w odpowiedzi i wzruszył ramionami.
    - Tego nie wiem, musisz go kiedyś zapytać... albo jeszcze lepiej - pochylił się w jej stronę. - Zaserwować mu taką dziczyznę i zobaczyć czy mu do głowy uderzy czy też nie - puścił do niej oczko. - To by mogło być ciekawe - dodał śmiejąc się pod nosem. - Bo wiesz tak zwykłego alkoholu to on rzadko kiedy tyka. Pozwala sobie na jeden drink, może dwa twierdząc, że ktoś w towarzystwie musi zostać trzeźwym - skosztował jeszcze trochę swojego gulaszu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acair nie był zbyt rozmowny. Właściwie nie chciał robić wielkich przystanków w drodze z Ardei, ale głośne śmiechy skusiły go do tej gospody. Wszedł do środka i przystanął przy barze, aby zamówić sobie czarkę zupy, a kiedy już ją otrzymał to powoli udał się do jednego z wolnych stolików. Przysiadł przy nim, nasuwając na głowę kaptur, by ochronić się przed wszelkimi chętnymi do rozmów nieznajomymi. Do jego uszu jednak dobiegł głośny i znajomy śmiech. Przesunął wzrokiem po gospodzie i dostrzegł tam ją. Onyx. Była tak blisko, a tak daleko. Uśmiechnął się pod nosem. Siedziała ze swoim przyjacielem i wyglądała na zadowoloną. Wcinała spokojnie jedzonko. Ucieszył się, że chociaż jej się ostatnio powodzi. Miło było zobaczyć jej roześmianą twarz. Miło było wiedzieć, że jest cała. Kamień dosłownie spadł mu z serca. Przez moment korciło go by do niej podejść, ale zaraz odpuścił tę myśl. Jeszcze znów wymyśli, że będzie chciała z nim iść. Znów będzie miał kogoś kto go ochroni, a przecież nie o to chodziło. Zmusił się więc do tego by odwrócić wzrok i wbić go w czarkę swojej zupy. Zmusił się również do zjedzenia kilku łyżek.
      - Jeszcze się zobaczymy - szepnął cicho. - Bądź zdrowa.

      Aci

      Usuń
  2. Gave wybuchnął gromkim śmiechem na podsumowanie Ryu jako alkoholowej cnotki.
    - Oj tak - zgodził się z nią. - Znaczy to zrozumiałe, ale cholera masz rację - dodał kończąc swój gulasz, kiedy dziewczyna zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. - Mówisz? - zerknął za siebie, gdy ta zaczęła szukać. Aci był jej przyszywanym bratem. To normalne że chciała go znaleźć. - Nie będę wam przeszkadzać - rzucił tylko wracając do jedzenia. Co jak co, ale wiedział kiedy się wycofać w takich sytuacji.
    Acair tymczasem skupił się tylko na swojej zupie, nie unosząc znad niej wzroku. Jadł dość mechanicznie, chcąc tylko to skończyć i ruszyć dalej.

    Aci i Gave

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopak przymknął oczy, gdy tylko usłyszał jej głos tuż obok siebie. Przez moment nie unosił głowy czując jak jego serce jest po prostu skonfliktowane. Przynajmniej w tej jednej chwili. Nabrał głęboki wdech i zdecydował się na próbę zagrania. Przykleił do twarzy swój zwyczajowy uśmiech i uniósł wzrok spoglądając na Onyx.
    - O matko! - rzucił nadając swojemu głosowi swobodny wydźwięk. - Ty tutaj? Super - wyszczerzył się do niej wstając i odruchowo mocno ją obejmując tak jak to miał w zwyczaju. Przyklejał się do osób, które uwielbiał. - Ja też - przyznał szczerze. - Dobrze widzieć cię taką wesołą - dodał zaraz.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  4. Acair skinął głową z uśmiechem przyklejonym do twarzy.
    - Jak idą poszukiwania? Jesteś coraz bliżej? - zainteresował się, chcąc zająć głowę jej własnymi przeżyciami, a od samego siebie nieco uwagi odwrócić. Nie lubił kłamać, ale w danej chwili po prostu chciał zrobić to co sobie zaplanował niezależnie od tego co będą sądzili inni. - Co będziesz robisz jak już go znajdziesz?

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie, jeśli to ciało zostałoby wrzucone do oceanu albo ukryte - zauważył spokojnie, ale zaraz uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. - Ale lepiej wierzyć, że żyje. Na pewno żyje. Na pewno go znajdziesz - stwierdził ściskając lekko jej ramię swą zdrową ręką. Skinął głową. - Jasne - dodał na jej propozycję. - Pewnie będę gdzieś w okolicach Lerodas - stwierdził z uśmiechem. - Umówiłem się z Walwanem, że mu tam pomogę - dorzucił teraz nawet jej nie kłamiąc co do swoich możliwych kroków. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  6. - Na pewno - Acair poklepał ją po głowie. - Tylko nie daj się zabić i bądź ostrożna - poprosił ją jeszcze, odsuwając się już od niej i przysiadając na swoim miejscu. Zerknął na nieco przestygniętą już zupę i znów spojrzał po Onyx. - Powodzenia - uśmiechnął się do niej. - Chociaż ty na pewno ze wszystkim sobie poradzisz - dodał jeszcze.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  7. Gave tymczasem, zdołał zjeść całą porcję ścierwocośtam i dopić swoje piwo. Obrócił się w stronę Onyx gdy ta była już w pobliżu.
    - I jak tam? Nie zwerbowałaś brata? Nie będziemy mieć kompana? - zdziwił się trochę, ale może temu się spieszyło? Może miał coś innego do roboty i nie mógł poświęcić chwili na zabawę. Wzruszył ramionami. - Szkoda. Moglibyśmy zrobić napad we troje, chyba że... dalej ukrywasz przed nim swe Mścicielskie powołanie - zaśmiał się.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  8. Gave pokiwał głową i wzruszył ramionami. Skoro tak chcieli to nie zamierzał się w to wszystko wtrącać. Parsknął śmiechem na ten komentarz o Mścicielach.
    - Troszczy się o ciebie to nic dziwnego - stwierdził i pokiwał głową. - Gotowy - potwierdził wstając ze swojego miejsca i zaczepiając karczmarza z prośbą o przekazanie pozostałych posiłków potrzebującym. Ten akurat był mu znajomy i miał pewność, że faktycznie to zrobi. Rozmasował sobie wówczas nadgarstki i spojrzał po Onyx. - To prowadź!

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  9. Gave parsknął cichym śmiechem słysząc o tym całym hipokryctwie.
    - Pewnie za bardzo mu siostrowałaś i się na to złości - puścił do niej oczko i zaśmiał się lekko, po czym już więcej tego nie skomentował. Kiedy zagaiła cicho, spojrzał po niej i pokiwał lekko głową. - W takim razie to będzie idealny cel - wyszczerzył się do niej. - Możemy rozdać łupy potrzebującym... część zatrzymując dla siebie - zaproponował cicho podążając za nią.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  10. Gave skinął głową.
    - Zawsze możemy spieniężyć i rozdać pieniądze - uśmiechnął się do niej, wyciągając ze swojej torby mały wytrych, by nawet zanim wskazała mu zamek zacząć się nim bawić. Nie był to skomplikowany zamek, ale satysfakcja z jego otwarcia zdecydowanie odmalowała się na jego twarzy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy zamek puścił i skorzystał z okazji by po cichu otworzyć kratę i puścić Onyx przodem jak na dżentelmena przystało. - No to zaczynamy zabawę - naciągnął na twarz swą maskę i puścił do niej oczko ruszając za nią.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  11. - Trochę tak, ale jest to do zrobienia - stwierdził z uśmiechem i skinął głową. - Wiem, mam już swoich ulubieńców - rzucił lekkim tonem. Nie raz już w ten sposób działał. Parsknął cichym śmiechem, gdy rzuciła o ciuszkach. - Kto by się ciuchami przejmował - rzucił lekko. - Chrzest przejść muszą - zmarszczył lekko nos, bo zapach zdecydowanie nie zachwycał. Ruszył tuż za nią, bo to ona wiedziała dokąd dokładnie się udają. On wywiadu nie robił tym razem. Po prostu szedł za nią w ciemno. Mogła go spokojnie oszukać, ale ufał jej w tym temacie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  12. - Zmuszasz mnie do tego, żebym był szowinistą - odchrząknął i odetchnął głęboko. - Jesteś kobietką, kobietki zwracają uwagę na ciuchy dużo bardziej niż mężczyźni - zaznaczył. - Ja tam nigdy specjalnie na nie nie zwracałem - wzruszył ramionami. - Mam nadzieję, że nie zniszczy się od razu, ale jeśli zniszczy to trudno... pogrzeb mu wyprawię chowając prezent od ciebie w bezpiecznym miejscu - zażartował z tym pogrzebem i przyspieszył, gdy znaleźli się przy kolejnych kratach. Spojrzał po niej i pokiwał głową. Mógł i czynić honory. Zabrał się więc za rozbrajanie kolejnych krat. Robił to sprawnie i szybko, acz uważając by zbyt głośno się przy tym nie zachowywać. Kiedy skończył spojrzał po niej. - Moi zwiadowcy donoszą o 6 strażnikach - poinformował ją. - Chyba jednak dobrze było wziąć ze sobą broń - wyszczerzył się do niej sięgając do buta po jeden ze sztyletów. Najlepiej będzie znokautować dobrym rzutem w razie czego. Miecze zamierzał zostawić na później. Tym razem sam wychynął z kanałów jako pierwszy i również pierwszy znalazł się na murze, powoli zdobywając jego wyższe partie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  13. Gave zaśmiał się lekko, kiedy wspomniała dalej o zbroi i o gapiących się na biusty.
    Wiesz niektore wdzięki to i bez zbroi można eksponować - stwierdził lekko. - No i niektórych ciężko nie zauważyć, a z biustem jakby nie patrzeć, pod tym względem macie przewagę nad facetami - przyznał, przeskakując przez mur. - Nie, jeśli nie będzie potrzeby to nie zabijamy - stwierdził spoglądając po niej uważnie. - Ale jak będą się za bardzo rzucać lub zagrażać życiem... Wszystkie chwyty dozwolone - puścił do niej oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  14. - Weź mnie nie rozśmieszaj - dźgnął ją pod żebro śmiejąc się lekko i kręcąc przy tym głową. - A których we wszystkim nie da się eksponować? - zapytał jej po krótkiej chwili. - No i jak założysz na siebie luźną bluzkę to jak swój biust wyeksponujesz? - zapytał jej zaraz, po czym spojrzał w jej oczy. - Oczy, oczy możesz eksponować bez niczego - pokiwał lekko głową. - Masz je świetne - dorzucił i wzruszył ramionami. - Moje duszki robią zwiad, ale... - spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem. - ...to plan B dzisiaj. Gdybyśmy zawiedli z naszą samodzielną zabawą one przekażą to co trzeba - dorzucił i uniósł palec w górę. - A właśnie... ja ci chyba nie mówiłem kogo masz za duszka obrońcę - przypomniał sobie. - Przypomnij mi o tym później - dorzucił jeszcze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  15. Gave przesunął wzrokiem do swojego krocza i wzruszył ramionami.
    - No nie wiem, mam wrażenie, że i dobre wyobrażenie sobie z tym poradzi - stwierdził. - Wiesz, jak kobietka ma luźną zbroję czy tunikę to owszem wyobrazić sobie możesz, ale potem wierutnie się rozczarować lub nie - wzruszył ramionami. - Na dwoje babka wróżyła - skomentował. - To samo ze sprzętem faceta - puścił do niej oczko i uśmiechnął się uroczo na wieść o ładnej buźce. Nawet zaczesał włosy do tyłu. - Och ładna buźka cuda działa - przytaknął i otworzył im wrota, po czym skrył w cieniu by zajść pierwszego ze strażników po cichu. Założył mu chwyt na szyję, zaciskając dłoń na jego ustach po czym poddusił, przyjmując na siebie ciosy mężczyzny, póki temu nie zabrakło powietrza, a jego ciało nie zwiotczało w jego uchwycie. - Mhm ja raczej już nie zapomnę - uśmiechnął się do niej lekko wskazując kolejnych strażników.- Na oko, będzie ich z 5... może 6 - skomentował. Całe domostwo mało tyle wieżyczek i każda powinna być chroniona. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  16. - Oho...to w którą stronę działa ta twoja wyobraźnia? - zainteresował się kręcąc przy okazji bioderkami co by trochę ją rozproszyć. - Mój węch podpowiada mi, że magazyn jest w tę stronę - okręcił się i wskazał odpowiednią stronę, wcześniej jeszcze upewniając się że jego własny strażnik smacznie sobie śpi i raczej szybko się nie obudzi. - Wszystkich nie, ale... - spojrzał po niej. - Może jeszcze jednego? - zaproponował przemykając w cieniu w stronę magazynu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  17. - No nie wiem, moje słodkie ciałko całkiem cię niedawno rozpraszało - pokazał jej język i pokiwał głową na te myśli. - To dobrze, bo mam coś nowego przy sobie - szepnął, po czym sięgnął do kieszeni po urządzonko do dmuchania. - Ostatnio nudziło mi się w Argarze i próbuję nowych rzeczy - dodał lekko. - Znasz to na pewno... zatrute strzałki - mruknął. - Tym razem jest w nich coś alla środek na sen, ale... jeszcze nie strzelam nimi profesjonalnie - mruknął. - Trafiam w cel... tylko nie zawsze tam gdzie celuję - odchrząknął. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  18. - Bez koszulki, spodni i bielizny, kiedy ty również w negliżu byś przede mną stała - puścił do niej oczko. - Z palcem w nosie - pokazał jej język i zaśmiał się z jej dumnego uniesienia się. Pozwolił jej przyjrzeć się ustrojstwu i obwąchać strzałki. - To taki wiesz... plan E - rzucił. - Dobrze mieć coś w rękawe - mruknął jeszcze, po czym wzruszył ramionami. - Cóż swoją własną... stajesz, pochylasz się, wymierzasz i dmuchasz - puścił do niej oczko i przyczaił się na tego biedaka, po czym wycelował dmuchawą i strzelił trafiając chłopak tuż przy aorcie. Ten jęknął głucho osuwając się zaraz na ziemię. - O widzisz? Nie mam przy tym oka, a ze sztyletami nie mam problemy - dmuchnął sobie w grzywkę. - Ciągle mi zwiewa te parę milimetrów...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  19. Gave uniósł wysoko brew i dmuchnął sobie w grzywkę.- Nie - odparł szczerze. - Nie potrzebuję zakładu by dobrze wiedzieć kto wygra - puścił do niej oczko i śmiejąc się dalej pod nosem słuchał jej słów dotyczących jego wystrzału. Oczywiście, że była lżejsza od sztyletu. Zdawał sobie z tego sprawę i właśnie dlatego skorygował wcześniej swoje ruchy, żeby trafiać w odpowiedni cel. Raz przypadkiem trafił Yensena i ten padł jak długi, ale to było w trakcie nauk, gdzie strzałki latały gdzie popadnie. Skinął głową co do tej aorty i ruszył kawałek dalej. - A chętnie poćwiczę - stwierdził lekkim tonem. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  20. Gave wybuchnął gromkim śmiechem i pokręcił głową.
    - Nie, ja po prostu wiem, że przegrasz i chcę oszczędzić ci tego upokorzenia - puścił buziaczka w powietrzu i wskazał palcem tego co wychodził właśnie z wychodka. - Idealny bo w ruchu - stwierdził i dostosował się do rady z lekkim obniżeniem dmuchawki. Chłop padł jak malowany, ale strzałka zboczyła bardziej niż wcześniej. - Hm... chyba poprzednio było lepiej...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  21. - Mhm tak sobie mów - zaśmiał się lekko i kiedy go tak szybko ustawiła złapała go nieco z zaskoczenia, bo nie spodziewał się, że go tak zacznie sama ustawiać. Zaskoczony spojrzał po niej i dmuchnął w dmuchawę jednocześnie. Dziewczyna zdążyła się uchylić, ale strzałka i tak trafiła ją w szyję. Drasnęła ją. - Widzisz? Mówiłem... że przegrasz - wywrócił oczyma i złapał ją zanim ta zdążyła zrobić hałasu swoim opadaniem. Jednocześnie dmuchnął jeszcze raz w tego co to szedł na nich i spojrzał po leżącej Onyx. - Ja cię... to chyba odwrót - mruknął, biorąc ją sobie przez ramię i klepiąc ją w tyłek. - I tak się kończą nauki znienacka... - burknął ruszając z nią w stronę wyjścia.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  22. Gave w tym czasie zdołał upolować dla nich pyrące i oporządzić je. Właśnie zaczynał piec je nad ogniem, kiedy usłyszał jej głos. Wyciągnął dmuchawkę i poruszał przy tym zabawnie brwiami.
    - A chcesz drugi raz? - zapytał jej i wzruszył ramionami. - Wypraszam sobie to nie była moja wina. Ty mnie nagle łapiesz za brodę i ustawiasz to się nie dziw, że na polecenie spróbuj spróbowałem... tylko w szoku w ciebie - skomentował i wzruszył ramionami. - Przynajmniej będziesz miała co wspominać. Ten dzień, w którym poległaś od strzałki...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  23. Roześmiał się serdecznie i pokręcił lekko głową, dorzucając jeszcze dwia pyrące na ogniu opiekając je ze wszystkich stron.
    - Złapałaś mnie znienacka za facjatę, ustawiłaś łeb, mówisz coś do mnie, więc spojrzałem na ciebie próbując ogarnąć o co ci chodzi, a strzałka sama wyleciała - odparł krótko. - Nie zostawiłem cię tam przecież - fuknął na nią, chowając dmuchawicę do odpowiedniego miejsca przy pasie z broniami. - Swoją drogą... całkiem niezłe nie? - rzucił klepiąc się po dmuchawicy. - Zwala z nóg nawet najsilniejszych - rzucił lekko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  24. - Wierzę na słowo - puścił do niej oczko i polał do kubków "Łapy", by jeden z nich podać Onyx. - Przestań się boczyć. Nie chciałem cię znokautować - rzucił lekkim tonem. - Przy okazji wiem, że mam nad czym pracować i co ćwiczyć - mruknął. - A ty też masz naukę by lepiej komunikować swoje zamiary i nie zaskakiwać podczas akcji bo możesz paść "trupem" - puścił do niej oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  25. Gave pokręcił lekko głową.
    - Ależ ja nie potrzebuję wybaczenia - rzucił lekkim tonem, polewając jej trochę "Łapy". - Myślisz, że mogę opylić ze 4 butelki w "Norach"? Trunek warty zachodu. Może by go tam od słowa do słowa poszło dobre słowo o nim - upił łyk swojego trunku. Pokiwał głową. - A i owszem. Zwłaszcza z taką, z którą dopiero ćwiczę - dodał jeszcze wstając z miejsca. - O swoją drogą, wywijam jeszcze tym - skoncentrował się by w jego dłoniach pojawiła się kosa. Upewnił się że jest materialna zanim zrobił z nią kilka ruchów. - Ale to jeszcze sporo do przećwiczenia... na razie dobrze się tym ciosy blokuje - skomentował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  26. - Skombinuję więc skrzynkę - rzucił lekkim tonem i uśmiechnął się przyjmując to do wiadomości. Całą skrzynkę da się opylić po całkiem niezłej cenie, a "Nory" były całkiem niezłym siedliskiem chlejusów, więc mogliby być świetnym materiałem do rozgłaszania alkoholu. Zakodował sobie, by Tomilę omijać szerokim łukiem gdy chodziło o targowanie się co do ceny alkoholu. To jak urwała w trakcie zdania nieco go zaskoczyło. Oparł się wówczas o swoją kosę i pochylił do przodu.
    - Dobrze się czujesz? Potrzebujesz wody, jedzenia? - zainteresował się. - Może musisz odespać? - podszedł bliżej, odwołując kosę. Przytknął dłoń do jej czoła sprawdzając czy temperatura jest w normie. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  27. - Czy ty się właśnie zjarałaś? - uniósł wysoko brwi i roześmiał się serdecznie. - Och poważnie? - odsunął się od niej, ale zaraz przysunął trochę do jej ucha i dmuchnął w mniej. - A może masz brudne myśli, hm? Gorąco tu jakoś, co? - zamruczał, ponownie się odsuwając i parskając śmiechem raz za razem. - W porządku, ochłoń - rzucił nucąc sobie melodię pod nosem. - Raissa, raissa, raissa, ra... no chodź, chodź ze mną do łóżka... - wystukiwał sobie rytm palcami parskając śmiechem raz za razem i opiekując się robiącym się mięskiem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  28. Gave parsknął głośnym śmiechem na to całe "zamordowałabym cię" i skomentował to po prostu posłaniem jej buziaczka w powietrzu i zagryzieniem dolnej wargi.
    - Mrrau... jestem pewien, że nosiłbym się dumnie na twych ustach - puścił do niej oczko śmiejąc się raz za razem, a kiedy wskoczyła do wody, on wrócił do tego jedzonka. Kończył pieczenie go i jeszcze trochę dorzucił przypraw do tego. Dopiero gdy poporcjował jedzonko i jedną porcj położył na tacy dla Onyx, zabrał się za swoje, obserwując jak ta się moczy w strumieniu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  29. Chłopak obserwował ją uważnie, wcinając swoją porcję i popijając ją "Łapą".
    - Pełna dawka? Około 8 do 12 godzin - odparł szczerze. - Ale to zależy od organizmu... Yensen obudził się po 5 - poinformował ją. - A potem chodził struty przez kolejne 5... - przyznał. - Ty spałaś 3 godziny - dodał jeszcze, co by miała to na uwadze, co do "Łapy" nie wiedział więc tylko wzruszył ramionami. - Nie mam bladego pojęcia - przyznał szczerze. - Ale nie martw się, łapy trzymam przy sobie... a ciebie powstrzymam, gdybyś chciała coś niegrzecznego zrobić - powiedział szczerze. - Zjedz, może to coś pomoże? - zaproponował.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  30. Gave parsknął lekkim śmiechem kiedy tak wszystko mu wyjaśniała i pokręcił lekko głową.
    - A to swoją drogą... - zagryzł lekko dolną wargę. - Co ci tak się podoba? Klata, mięśnie? Uśmiech, oczy? - zaciekawił się. - Wiesz pytam w szczerej trosce o ciebie, co bym cię aż tak nie kusił - uśmiechnął się do niej uroczo po czym wsunął trochę mięsa z powrotem do buzi. - A dzięki wielkie - pokiwał lekko głową. - Moja własna, prywatna mieszanka przypraw - dorzucił spokojnie. - Ale sekret tkwi w wypieczeniu... musi być dobrze wypieczone, z przypaloną skórką - dodał.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  31. - Och ale ja jeszcze nie zacząłem - przesunął dłonią po swoim torsie. - Przecież mógłbym tu teraz rozebrać się do bokserek, wskoczyć do wody i seksownie z niej wyjść - wyszczerzył się do niej śmiejąc pod nosem. - Zrobić kilka pompek, pomachać mieczem w tę i z powrotem - oblizał swe wargi i wsunął jeszcze trochę swojego jedzenia. - Wiesz takie tam szalone rzeczy - puścił do niej oczko i na pytanie o mięso wzruszył ramionami. - To zależy - przyznał szczerze. - Zależy od mięsa ale i od nastroju - przytaknął sobie głową. - Kiedy robię takie na ognisku to lubię mocno spieczone, zakrywające o zwęglenie - podrapał się po głowie. - Ale w momencie wysublimowanego mięska... czy na przykład steka... mhm... wtedy nieco surowe...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  32. Gave pokręcił lekko głową i parsknął śmiechem, kiedy ta tak ostatencyjnie pokazała mu środkowy palec. Swoją drogą... musiała to podłapać od niego lub innego Argarczyka. Nie sądził by środkowy palec był tu powszechnie uznawany za wulgarny. Zsunął z siebie zbroję i wszedł do wody by się trochę ochłodzić. Zamruczał przy tym z przyjemności.
    - Swoją drogą ten środkowy palec... w Mathyr coś znaczy czy bierzesz gesty od nas? - zainteresował się. - Mogę ci zrobić więcej tego mięsa. Mam jeszcze trochę. Odłożyłem z myślą o Radomile... wstąpię do niej w drodze powrotnej i dam im mięsko w zamian za najlepsze pieczywko na tej ziemi - wyszczerzył się do niej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  33. Gave parsknął śmiechem widząc u niej ten cały gest. To było tak nienaturalne, że aż śmieszne, ale zaraz zrobił poważną minę chowając się nieco pod wodą. Wziął trochę wody w usta i splunął nią wprost w Onyx.
    - Oczywiście, że nie - wyszczerzył się do niej. - Szczerze zaskoczony i zainteresowany genezą tego zjawiska - poprawił ją. - Pewnie, że możecie się uczyć, ale żeby zaraz takich wulgaryzmów? - zacmokał z dezaprobatą. - Będę musiał wziąć Darcy na stronę i grzecznie jej wytłumaczyć, że nie warto takich rzeczy uczyć - pokręcił głową. No co za pierdzielona księżniczka. Znów okazywała swą "nienaganną" etykietę. Wywrócił lekko oczyma. - Mhm... aj tam to upoluję jeszcze kilka - stwierdził po prostu wstając i pochylając się w jej stronę. - To co? Zjesz? - zapytał i wyminął ją, by wyjść na brzeg.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  34. Gave wzruszył ramionami.
    - Nie potrzebuję kogoś bardziej uczonego - odparł krótko. - Ciebie pytałem z ciekawości - rzucił lekko. - Ale no ja tam bym chyba chciał poznać historię takich gestów zanim zacznę je używać, bo przecież każdy może cię oszukać - odchrząknął. - Na przykład powiedzieć ci, że środkowy palec oznacza "kocham cię" i co? Wytykałabyś go nie rozumiejąc kompletnie - wyjaśnił spokojnie. - Fajni, że ci się ta nauka podobała, ale skąd pewność że Darcy nie zataiła paru informacji, hm? - uniósł lekko brew. - Wiem, że ona tak niewinnie wygląda, ale to gorące ziółko - ostrzegł ją i parsknął śmiechem. - Ach, no wiesz... mam dzieci to i troski więcej dookoła - zasalutował jej i wyszedł z wody by zająć się przygotowywaniem kolejnej porcji jedzonka dla dziewczyny. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  35. Złapał ten jej palec i wsunął sobie do buzi patrząc jej prosto w oczy.
    - A nie wpadłaś na to, że w kręgach Darcy może ten gest znaczy to co ci mówi, a w innych zupełnie co innego? - uniósł wysoko brwi, odsuwając się od niej. - Coś tam nie stykają te wywiady w sprawie takich rzeczy - pogroził jej palcem przed oczyma i wywrócił nimi. - Cóż... możliwe że u niej takie rzeczy z bratem są normalne - puścił do niej oczko. - Nie mnie potępiać różne kultury czy miłostki - dorzucił jeszcze zanim wrócił do obrabiania dla niej mięsa. Zaczął je podsmażać, już nieco się ubierając. Odpuścił sobie tylko górną część bo nie widział w nie potrzeby. - Hohoho... no już sobie nie wybieraj. Moja troska to pełen pakiet a nie tylko żołądek - rzucił w nią szyszką.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave nie spodziewał się tego wepchnięcia mu palca głębiej ale zassał się na nim tylko unosząc przy tym wysoko brwi.- Wiem, z pewnością nie tylko czasami - zażartował i kiedy i ona wsunęła sobie jego palec do buzi to prychnął pod nosem. - No co? Tak się spodobało, że skopiować postanowiłaś? - posłał jej buziaczka w powietrzu i nie skomentował tego w żaden inny sposób. Kiedy szyszka w niego puknęła zaśmiał się cicho i podał jej kolejną porcję jedzonka. - Smacznego - rzucił swobodnie samemu dolewając sobie "Łapy". 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. - Nie mam z kim - rzucił w odpowiedzi i wzruszył ramionami. - Ale doceniam radę, doceniam przyjaciółko ty moja - założył na siebie koszulkę i upił znów swojego trunku. - Tak, mi już wystarczy - uśmiechnął się do niej. - W domu pewnie i tak przyjdzie mi zjeść obfitą kolację bo moje szkraby nie pozwolą mi na nic innego... więc mi wystarczy - wyszczerzył się do niej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  38. Gave wzruszył na to ramionami. Gdyby naprawdę chciał to pewnie by sobie kogoś przygruchał na jedną noc, ale nie zamierzał tego robić. Zdecydowanie nie bardzo miał na to ochotę więc nie odpowiedział już w tym temacie, nie chcąc po prostu przekroczyć tej granicy. A przecież cisnęło się na usta "A co? Chcesz zaruchać?". Zamiast tego dokończył swoją łapę i pokiwał głową.- Ano, nikogo z pustym brzuchem nie wypuszczą - przyznał wesoło.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  39. - No nie moja wina, że ktoś poszedł w kimę w środku włamu - dmuchnął sobie w grzywkę z lekkim niedowierzaniem i uśmiechnął lekko, po czym wzruszył ramionami. - No nic, ciotka będzie musiała się bardziej postarać następnym razem. Przynieść coś takiego, że mucha nie siada - puścił do niej oczko. - Jak dla mnie to i tak był fajny wypad - dorzucił jeszcze. - Dawno już tak się nie śmiałem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  40. - Wypraszam sobie. Dobrze mi szło, dopóki nie postanowiłaś mnie zdekoncentrować, ustawiając mnie na jakieś dziwne cele - mruknął i uśmiechnął się krzywo. - Strzałka wyleciała mi z ust jak chciałem ci powiedzieć, że tak to nie zadziała - pogroził jej palcem przed nosem. - A otrucie? Jakie otrucie? Przecież nikt cię nie zmuszał do mieszania alkoholu z środkiem ze strzałek - wyszczerzył się do niej. - To była twoja decyzja.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  41. - Kotecku... ja się sam celować uczę i nikt mnie nie ustawia - powiedział. - A tym bardziej nie w środku jakiejś misji - dorzucił. - A ty tu znienacka ciach ciach ciach - mruknął ziewając nieco  i wydając z siebie godowe dźwięki przy tym. - Hahaha ale odpuścić sobie mogłaś, nikt nie kazał ci brać - puścił do niej oczko. - Aha, już taki jest zimny drań i dobrze mi z tym bez dwóch zdań... - zaintonował. - Ale to już wiemy, i nic z tym nie zrobimy - puścił do niej oczko. - Niestety dzisiejszego dnia nie planowałem nic takiego, a że przyszło co przyszło... to skorzystałem z okazji.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  42. - Nie straciłbym cię - odparł chłodno. - Noszę odtrutkę przy sobie w razie jakichś komplikacji - spojrzał jej prosto w oczy. - Na skupienie nie narzekam. Nie spodziewam się tylko szarpaniny z przyjaciółką w trakcie akcji - mruknął. - Albo nauk, a to różnica - mruknął. - Zresztą co ci dało skupienie z tym, że tak czy siak oberwałaś strzałką? - zapytał unosząc lekko brew.- Jasne, udało ci się uniknąć tego najgorszego, ale tak czy siak poległaś, Kotecku - uśmiechnął się lekko. - Ach tak? - postawił przed nią "Łapę". - To proszę lej sobie dalej - uśmiechnął się niewinnie. - Może znów się coś pomiesza - rzucił z uśmiechem. - Tak, to moja trutka - zgodził się. - I wiem co w niej jest, ale nie miałem okazji obserwować jej przy działaniu z alkoholem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  43. - Tak - odparł kiwając głową. - Sprawdziłęm twoje funkcje życiowe, nie było zagrożenia życia, więc jej nie potrzebowałaś - dorzucił wzruszając lekko ramionami i sięgając po "Łapę". - Nie ma... albo pijemy teraz albo nie. Ja też nie mam nieograniczonego dostępu do "Łapy" - poinformował ją. - Produkcja na pełną skalę jeszcze nie ruszyła - dodał jeszcze, po czym znów przytaknął. - Oj bardzo dumny - pokiwał głową.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  44. - A tam zaraz zagrożenie godności. Przesadzasz - stwierdził uśmiechając się do niej lekko i puknął ją w czoło. - W takim razie poproszę dwanaście srebników - wyciągnął rękę w jej stronę. - Tyle kosztuje napoczęta "Łapa" - uśmiechnął się do niej szeroko. - Nie będę marnować odtrutki, kiedy Ty się dobrze czujesz, a twoje życie nie jest zagrożone. Nie opłaca się. Jesteś przy mnie bezpieczna, niczego ci nie zrobię - westchnął jeszcze wstając z miejsca.
     
    Gave

    OdpowiedzUsuń
  45. - Sam się wtedy obronię - odparł krótko. - To dawaj, dawaj. Ruszaj te cztery litery do swoich sakw - machnął na nią ręką, bo przecież nie będzie jej grzebał w sakwach. Jeszcze się na jakąś bieliznę natknie i wystawi na jej pośmiewisko. Wolał tego uniknąć. - Ego to nam bardzo często cierpi... i chociaż to ciężkie, kotecku, to należy się do tego przyzwyczaić powolutku... co nie znaczy że nie możesz się wkurwiać. Wkurwiaj się do woli - puścił do niej oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  46. Gave spojrzał po niej tak jakby ta się z księżyca urwała.
    - Skąd ci taki wniosek się nagle pojawił w głowie? - zapytał jej konkretnie zaskoczony. - Uważam, że gdybyś miała ochotę iść ze mną na małe co nieco a byłabyś pod wpływem substancji odurzających to poradziłbym sobie z twoją chcicą i nie dopuściłbym do tego, bo później na pewno byś to wszystko sobie wyrzucała i za bardzo wrzucała do głowy - powiedział w miarę spokojnie. Cały czas obserwował "Łapę", żeby po nią sięgnąć, gdyby zapomniała zapłacić. - Twoim duchem ochronnym jest twoja mama - wypalił nagle. - Masz napij się na koszt firmy - odchrząknął zaraz. Przypomniał sobie, że miał jej o tym powiedzieć już dużo wcześniej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  47. Obserwował to jak bierze butelkę i jak wychyla ją w całości. Westchnął przy tym ciężko. Może faktycznie powinien zataić przed nią tę informację. Może nie była gotowa na takie wieści. Odetchnął głęboko, patrząc jej prosto w oczy.
    - Bo uważam, że powinnaś o tym wiedzieć - powiedział spokojnie. - Nie chcę by ta wieść... kiedyś stanęła między nami i nas rozbiła - zacisnął mocno wargi. - Wiem też że ciebie... że ty... nie bardzo zwracasz uwagę na te moje czary mary, ale - zagryzł mocno górną wargę. - Ale powinnaś o tym wiedzieć.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  48. Gave spojrzał w ogień i przez moment nie odzywał się, tylko tak trwał obserwując płomienie.
    - Onyx, nie musisz robić nic z tą wiedzą, ale gdybyś chciała z nią porozmawiać to ci w tym pomogę - zerknął na swoje drżące dłonie. - A jeśli nie będziesz chciała to nic nie zrobię i do niczego cię nie zmuszę - dodał zaraz słuchając o pytaniach. - Skoro masz pytania to raczej chcesz poznać odpowiedzi - szepnął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  49. Gave spojrzał po niej i złapał jej dłoń zmuszając ją do tego by usiadła obok niego.
    - Słuchaj, nie mówię ci tego dlatego, że masz teraz skakać z radości czy inne rzeczy sobie wyobrażać. Po prostu jestem trochę samolubny i znam swoje szczęście. Koniec końców pewnie i tak byś się dowiedziała i z pewnością w takim momencie że bardzo by cię to zabolało - spojrzał jej prosto w oczy. - Jasne, że potrzebujesz czasu. Jak mówiłem do niczego cię nie zmuszam - poinformował ją. - I jej również nie - dorzucił patrząc jej prosto w oczy, po czym roześmiał się lekko. - Och to mi nie przeszkadza - puścił do niej oczko. - Ona wie na co zwrócić uwagę.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  50. - Ale co ty sobie wyobrażasz? - spojrzał po niej i roześmiał się lekko. - Że ona przychodzi i mi co noc zdaje raport z tego jaką bieliznę założyłaś i jak seksowna jesteś i z kimś się spotykasz i co jesz na kolację? - popatrzył po niej i odetchnął głęboko. - Gdyby tak było to moja głowa by pękała od nadmiaru informacji - wymamrotał. - Nie, Kotecku... ona tylko mówi, czy żyjesz i w jakim stanie jesteś i czy potrzebujesz pomocy czy nie. To wszystko - mruknął. - Ale mogę poprosić by mówiła inne rzeczy - puścił do niej oczko. - Jeśli tego oczekujesz.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  51. Gave spojrzał po niej i pogłaskał ją po policzku.
    - To sobie takiego wykombinuj - puścił do niej oczko. - Albo umów się ze swoim duchem co by ci jakieś znaki dawał. Zrzucenie ciucha czy inne sprawy - wywrócił oczyma. - Możesz przecież go wykorzystać - spojrzał jej prosto w oczy. - Poza tym... wiesz... nawet fakt, że duch obok ciebie jest to oznaka tego że żyję i mam się dobrze. Gdybym umierał, duchy by zniknęły - zacisnął mocno wargi. - Wiem że ty ducha nie widzisz, ale jak się z nim ugadasz to może zaczniesz wyczuwać pewne niuanse... może zauważysz że coś zostało zrobione właśnie przez niego.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  52. Gave pokiwał głową.
    - Jasne, mogę zmusić duchy do bezwzględnego posłuszeństwa i robienia tego co chcę - powiedział. - Ale ja... - zagryzł mocno wargi. - Ja wolę traktować ich z szacunkiem, jak istoty żyjące - powiedział cicho. - Nawiązuje z nimi nić porozumienia, kumplujemy się - podrapał się po głowie. - Więc tak, zdają mi raport wieczorami, ale mówią tylko to co uważają za słuszne. Nie opowiadają wszystkiego - wyjaśnił. - No i mogą się przecież dogadać ze swoimi podopiecznymi - dorzucił, patrząc na nią. - Na przykład możesz zadać pytanie tak lub nie... i zaproponować by czymś zastukał czy coś... - skomentował. - Jeśli będzie miał ochotę to zrobi to... znaczy uhm te duchy, które są przy was... no ja im udostępniam taką lekką komunikację z wami. Nie jestem w stanie zrobić tego ze słowami, bo za dużo ich mam - mruknął. - I mocno by mnie to zmęczyło, ale w ten sposób jak najbardziej - wyjaśnił. - Nie musisz ich czuć... żeby się z nimi skomunikować - szepnął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  53. Chłopak pokiwał lekko głową.
    - Rozumiem, nie będę cię do niczego zmuszał - oznajmił spokojnie. Sam znał już parę odpowiedzi na drażniące ją pytania, ale w tym wypadku uznał że lepiej tego nie mówić. Onyx powinna to usłyszeć od własnej matki, a nie od pokątnego chłopaka. Przyjaciela od siedmiu boleści. - Jeśli będziesz gotowa to mi dasz znać, a ja... sprawię że ją zobaczysz i będziesz mogła ją usłyszeć. Ach i nie martw się. Sam siebie wyciszę na jej głos, żebym nie mógł jej usłyszeć i oddalę się tak, byście mogły porozmawiać same - wyjaśnił niuanse. - Nie dziś, nie jutro, może nawet nie za rok - spojrzał jej prosto w oczy. - Wtedy jak będziesz gotowa.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  54. - Kiedyś się odwdzięczę - zapewnił ją nie zmieniając swej pozycji i pozwalając jej tak odpocząć na swoim ramieniu. - Mhm... to było coś fajnego - zapewnił ją. - Świetnie się bawiłem i dalej bawię - dorzucił cicho. - Nie każda akcja kończy się powodzeniem. Jeszcze tego gościa nie raz okradniemy - dorzucił czochrając ją po włosach. - Ale pamiętasz że obiecałaś Fasolkom oddać ich ojca na kolację nie? - upewnił się, kiedy ta zaczęła przysypiać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  55. Gave zmarszczył lekko brwi. 
    - Pierwsza? Niemożliwe... a ta na polanie? Kiedy zremisowaliśmy? A te z Yensenem? - zapytał jej ruszając przy tym zabawnie brwiami. - Kilka porażek już masz na swym koncie... albo ta, gdzie ci sprzątnąłem gościa sprzed nosa... - pokazał jej język. - I ta gdzie go nie zabiłem, ale no wiesz... - odchrząknął. - Doprowadziłem do stanu wskazującego co byś mogła go zabić - puścił do niej oczko. - Jak na moje to kilka porażek miałaś - wyszczerzył się do niej, po czym pokręcił lekko głową. - Poczekam aż ochłoniesz i wrócimy razem - powiedział stanowczo. - Nie zostawię cię tu samej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  56. Oblężenie Lerodas trwało. Walki były tu na porządku dziennym. Acair zdołał dojść do siebie po Lesie dzięki pomocy Ennis, swojej własnej, a także Walwana, kiedy już do nich dotarł. Teraz zazwyczaj pomagał przy rannych, ale tego dnia zgłosił się na ochotnika by pójść na front i poprowadzić rannych do bezpiecznego miejsca. Walwan, jego mama a nawet Yerbe mieli pełne ręce roboty, a on mógł udzielić pierwszej pomocy na froncie, a potem odesłać rannych do pozostałych. Okrucieństwo jakim dostał w twarz na froncie zdecydowanie go unieruchomiło w miejscu. Przynajmniej przez dłuższą chwilę. Potrzebował kilku oddechów, aby ujarzmić nieco swój strach i ruszył biegiem do pierwszych rannych. Napierało na nich kilku Polszan, więc ścisnął w dłoni swój kryształ, a odłamki lodu trafiły przeciwników w klatki piersiowe. Niewiele myśląc ustawił między nimi ścianę lodu na tyle grubą i długą by opóźnić natarcie. Przykucnął przy pierwszym rannym oceniając szkody, ale pobladł na twarzy widząc drugą. Onyx. Wargi mu zadrżały.
    - Co ty tu robisz?! - krzyknął na nią. Dziewczyna nie wyglądała najlepiej acz nie była też umierająca. Na pierwszy rzut oka, mogła jeszcze walczyć. Najprawdopodobniej broniła pozostałych. Aci ukucnął obok niej i złapał jej rękę, by szybko ją nastawić i rozpocząć usztywnianie.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  57. Gave uniósł wysoko brew.
    - Ale ja nie mówię tylko o pracy - poruszał zabawnie brwiami. - Mówię o wszystkich porażkach na tym tle - dmuchnął jej w grzywkę. - A tych trochę było, choćby i na moich oczach - roześmiał się serdecznie, po czym parsknął jeszcze większym śmiechem. - Tak, tak, no jasne... nic się nie stanie - aż zgiął się cały w pół od śmiechu. Już widział tę jej minę na wieść, że ma więcej ciał na koncie. To rozczarowanie, tę złość, ten ból w oczach. Czarna rozpacz. Potrząsnął lekko głową. - Mhm bo wyszliśmy razem i razem wrócimy. Nie zostawiam swoich w potrzebie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  58. Gave dmuchnął w jej grzywkę raz jeszcze.
    - Ależ ja twoich nie dotykam - rzucił z figlarnym uśmiechem na twarzy, po czym postukał się palcem po brodzie. - Tak, zdaję - pokiwał głową. - W końcu siedzi tu przy tobie, jedyny, niepowtarzalny, przystojny, z niezłą klatą, dobrymi umiejętnościami walki, szalonymi czarami, rozwianym włosem, czarującym uśmiechem i figlarnymi iskrami w oczach, bóg Śmierci - puścił do niej oczko, po czym parsknął śmiechem. - Którego skrupulatnie staram ci się obrzydzić swoimi tekścikami - dźgnął ją palcem w bok.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  59. Zwalczył w sobie instynkt, by poprawić włosy po dmuchnięciu. Nie było tak źle. Przeżyje tę zniewagę o ile ta nie dotknie włosów. Wtedy już odgryzie jej łapę. Zdecydowanie. Kiedy więc położyła dłonie obejmując go w karku, dotknął ich delikatnie i opuścił je w dół, patrząc jej prosto w oczy. - Wtedy po prostu cię przystopuję - poklepał ją po dłoniach. - Jak w tym przypadku - szepnął patrząc jej prosto w oczy. - Przesadzasz z bliskością, a ja nie zamierzam potem patrzeć jak cierpisz przez swoje własne wybory, niezbyt trzeźwe wybory - rzucił cierpko wstając z ziemi i dopiero teraz poprawiając sobie włosy. Jednak nie udało się zwalczyć instynktu. Sic! - Skoczę zobaczyć czy w pozostałych pułapkach coś się upolowało i jeśli tak to zaniesiemy to do Radomiły - rzucił spokojnie. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  60. Acair w pierwszym odruchu nieco zesztywniał na to powitanie, ale zaraz oddał jej przytulasa. Krótkiego, bo jego wzrok był skupiony na jej ranie.
    - Mhm to już znalazłaś - uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym chwycił pewnie jej ramię. - Nastawię ci i pójdziemy... zabierzemy rannych i zejdziemy z pola - szepnął patrząc jej prosto w oczy. - Wszystko mi opowiesz - uśmiechnął się słabo, widząc jej minę. Nie zdawała się być zbyt optymistycznie do życia nastawiona, ale w tej chwili nawet go to nie dziwiło.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  61. - Siadaj - warknął na nią nieco zniecierpliwiony i zmusił ją do tego by z powrotem klapnęła na cztery litery. Odetchnął głęboko i zerknął w niebo masując sobie skronie. - Nawet nie drgnij - fuknął na nią, ponownie zajmując się bełtem. Usztywniał go, żeby ten nie przesunął się i nie narobił więcej szkód, gdy Onyx będzie dalej chodziła. Działał sprawnie i dość machinalnie. Pokiwał lekko głową w odpowiedzi. - Znam - mruknął i kiedy już upewnił się, że bełt dziewczyny powinien się utrzymać przesunął się do drugiej rannej osoby. Szybko zatamował krwawienie, zakładając prowizoryczny opatrunek, a u trzeciej nastawił kość usztywniając jej ramię. Dopiero kiedy skończył spojrzał już nieco łagodniej na Onyx ponownie oddychając głęboko. - Teraz możemy iść, kiedy mam pewność, że dotrzecie do tego miejsca żywi... a przynajmniej obecne rany wam większej krzywdy nie zrobią - mruknął jeszcze i ujął dłoń Onyx kiedy ta mu ponownie ją podała, by podnieść się i wskazać dłonią odpowiedni kierunek.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  62. Acair poprowadził całą grupę. Poruszał się sprawnie i dość szybko, choć na tyle wolno aby wszyscy za nim nadążyli. Prowadził ich wszystkich bocznymi ścieżkami, zazwyczaj znanymi tylko mieszkańcom regionu. W końcu dotarli do domu Floriane. Oddał większość rannych w cudze ręce a sam spojrzał po Onyx. 
    - Dasz mi się teraz porządnie opatrzyć? Czy czekasz w kolejce do Walwana? - zapytał jej spokojnie obmywając swoje dłonie i dezynfekując je szybko zanim w ogóle zabrał się rozcinaniem jej bluzki. - Nie martw się... później dam ci jakąś swoją - szepnął i uśmiechnął się do niej. - To tylko... na potrzeby leczenia...

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  63. Acair działał sprawnie, ale Onyx miała inne plany. Złapała jego dłoń, więc uniósł wzrok na jej oczy, po czym przeniósł spojrzenie na kończynę z czterema palcami. Odetchnął głęboko. 
    - To nic takiego - powiedział cicho, uśmiechając się do niej łagodnie. - Stara sprawa - dodał wracając do jej ran. - I wolałbym, żebyś nic z nią nie robiła - dorzucił patrząc jej prosto w oczy. - W innym wypadku niczego ci nie powiem - rzucił zaraz. - A jak się dowiem, że szukasz na własną rękę i próbujesz... - pokręcił głową. - Po prostu tego nie rób proszę.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  64. Pozwolił jej się przytulić ale nie ruszał się w jej uścisku, żeby przypadkiem nie pogłębić jej ran. Zmarszczył lekko brwi.
    - To nie Mankrik - poinformował ją spokojnie i pokręcił głową. - Nie przepraszaj to nie twoja wina - dodał zaraz zaciskając mocno wargi. - To tylko i wyłącznie moja wina, naraziłem siebie i Walwana na duże niebezpieczeństwo - odetchnął głęboko. - I zanim wpadniesz na pomysł... to nie Fasach - dorzucił jeszcze, powoli się od niej odsuwając. - Mogę? Chcę cię opatrzyć. Potem będziemy mogli spokojnie porozmawiać - uśmiechnął się do niej słabo. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  65. - Nie chcę - zapewnił ją szybko. - Nie chcę by ktokolwiek załatwiał za mnie sprawy - spojrzał przelotnie w jej oczy i pogłaskał ją po głowie zanim zaczął instruować co ma robić. Poinstruował ją, że zaboli, a potem jednym pewnym ruchem wyciągnął bełt z jej ramienia, by od razu rozpocząć tamowanie wylatującej z niego krwi i zakładaniem opatrunków. - Coś jeszcze cię boli? - zapytał w trakcie, przenosząc wzrok na jej posiniaczone żebra. - Nie wyglądasz za dobrze... musiałaś dużo przejść - szepnął, zerkając znów w jej oczy.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  66. Acair pokręcił lekko głową.
    - Ja? Mam się całkiem dobrze, żyję, opatruję rannych, zabieram ich z frontu... przemycam do bezpiecznych miejsc pod osłoną nocy - uśmiechnął się do niej kończąc opatrywanie i pomógł jej zaraz wstać, aby poprowadzić ją na górę do kąta który chwilowo zajmował. Podał jej swoją koszulę, żeby mogła się odziać i zaparzył ziółek o działaniu kojąco-przeciwbólowym. - Ze mną naprawdę wszystko w porządku - rzucił spokojnie. - Mhm... i z tego co mówiłaś wcześniej... spotkanie chyba nie przebiegło zbyt dobrze - szepnął siadając obok niej.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  67. - Jestem z tobą szczery. Palec straciłem jakieś dwa trzy miesiące temu - powiedział spokojnie. - Powiedziałem ci, że to stara sprawa. Już się z tym pogodziłem. Niespecjalnie przeszkadza mi jego brak - mruknął, o lodzie się nie wypowiadając. Przynajmniej na razie. Zgrzytnął zębami słysząc co zrobił jej adoptowany ojciec. Zacisnął mocno pięści, a lód automatycznie spowił część łóżka obok niego oddziałując z jego emocjami. - Oaza spokoju...oaza spokoju - szepnął do siebie nabierając głębokich oddechów dopóki lód się nie ulotnił. - Co za... - zadrżał i mocno ją objął. - Nie jesteś jakimś przedmiotem - mruknął. - Nie jesteś przedmiotem... jesteś wartościową osobą... pamiętaj o tym.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  68. Acair westchnął ciężko i objął ją mocno ramieniem. Przez moment po prostu ją przytulał i kołysał w ramionach. Zdawała się być mocno potłuczona życiowo, a jedyne co to pytała o niego.
    - Lepiej powiedz co u ciebie - szepnął. - Co cię tak podłamało? - zapytał cicho. Wolał na moment odwrócić rozmowę od samego siebie, ponieważ obawiał się że w pewnej chwili Onyx postanowi jednak mścić się na Heldze, a drugi raz by czegoś takiego nie zniósł.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  69. Acair zacisnął lekko pięści i odsunął się od niej wstając z miejsca.
    - Jak widzisz radzę sobie - odparł spokojnie, obserwując ją uważnie. - Przestań sobie cokolwiek wyrzucać. Ja się z tym liczyłem, kiedy powiedziałaś mi o swoim trybie życia już na początku - uśmiechnął się lekko. - Chciałbym ci przypomnieć, że od zawsze to ty mówiłaś, ja cię znajdę, ty mnie nie szukaj i tak dalej - zacisnął mocno wargi. - Co było bardzo niesprawiedliwe moim zdaniem - mruknął. - I co z tego, że ciebie nie ma... a powiedz... a ja jestem? Byłem jak przeżywałaś stratę swojego ojca? Byłem jak przeżywałaś ją właściwie po raz pierwszy i drugi? Byłem jak zniknęłaś? Nie - pokręcił głową. - Równie dobrze to ja powinienem mieć wyrzuty sumienia z tego powodu - uśmiechnął się słabo.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  70. Acair pokręcił lekko głową i usiadł sobie na biurku stojącym naprzeciw łóżka.
    - Nie ma różnicy - powiedział dość chłodno. - Od samego początku ci o tym mówię. Od samego początku zaznaczam, że nie ma różnicy, więc wbij sobie to wreszcie do głowy - poprosił ją zaciskając mocno wargi. - Właśnie tak! Powinienem być przy tobie - poinformował ją. - Skoro takie argumenty dajesz to zastosuj je również na mojej sytuacji. Co ty sobie wyrzucasz, hm? Przecież byłem nieobecny przy tobie - zauważył. - I dalej tak będzie. Takie jest życie. Musiałabyś zamieszkać obok mnie i nie chodzić za mną non stop żeby zawsze mieć pewność, że nic mi nie będzie - fuknął. - A ja mam tego dość! - dorzucił już nieco wzburzony. - Mam dość tego, że zawsze ktoś chce mnie bronić - spojrzał jej w oczy. - Sam się obronię. Dlatego mam ten cały lód - zgrzytnął zębami. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  71. Acair zacisnął mocno wargi i spojrzał po niej nieco wkurzony tymi jej słowami.
    - Przestań pierdolić - fuknął na nią. - Przestań, bo nic mądrego nie mówisz - Nie mam pięciu lat. Wiem kim jesteś i do czego jesteś zdolna. To, że tego nie pochwalam to jedno, ale to czy i tak cię kocham to inna sprawa - burknął. - Nie chcesz żebym oglądał trupów to nie zabijaj - mruknął. - Jak tak bardzo ci to przeszkadza to tego nie rób, ale jeśli ci to nie przeszkadza to nie zasłaniaj się tym, że nie chcesz bym to oglądał. Bo to czy to będę robił czy nie to moja sprawa i tylko moja. Sam też nie jestem niewiniątkiem, a aktualnie trupów jest tyle, że trudno ich nawet nie oglądać - zacisnął mocno zęby. - Czyste serce? Dobre sobie... - fuknął. - Sprowadziłem na Walwana nieszczęście. Przeze mnie był w niewoli. Przeze mnie prawie stracił życie i to nie jeden raz! - uniósł się. - Nie potrzebuję, żebyś mnie broniła, a wiesz dlaczego?! Dokładnie z tego samego powodu dla którego ty nie lubisz jak się tobą opiekuję! Bo nie chcę, żeby tobie stała się krzywda. Nie potrzebuję obrony, potrzebuję ciebie żywej. Ciebie która jak już przyjdzie to mnie przytuli i pozwoli się wypłakać. Nie potrzebuję rycerza czy innego zabójcy, bo i tak przed wszystkim mnie nie obronisz. Mam dość tego, że każdy chce mnie bronić - wydusił z siebie.
     
    Aci

    OdpowiedzUsuń
  72. W nocy poprzedzającej dzień wejścia do Phyonix, Gava obudził nagły krzyk. Niemal natychmiast wstał na równe nogi. Przez dłuższą chwilę nie mógł oddychać, aż w końcu przed jego oczyma pojawiła się Samira. Zmarszczył brwi. Kobieta zdawała się być po prostu skrajnie przerażona. Aż mu się serce nieprzyjemnie ścisnęło.
    - W co ona się znowu wpakowała? - zapytał bardziej retorycznie niż na poważnie. Zerknął na śpiące dziewczynki i poszedł obudzić Akane, dość szybko wyjaśniając jej sytuację. Obiecał, że będzie dziewczynki odwiedzał w Azylu. Tego nie zamierzał łamać, ale na tę chwilę musiał się pożegnać. Może nie musiał, ale chciał. Nie zamierzał pozwolić by jego przyjaciółka zmarła w tak beznadziejnych okolicznościach. Gdy tylko to zrobił, uściskał swoje maleństwa kilka razy i ucałował je mocno, to samo robiąc z Groszkiem, który choć nie był jego... to Gave nie mógł przestać go traktować tak jakby właśnie jego synem był i zabrał kilka swoich klamotów, upewniając się że ma przy sobie i apteczkę pierwszej pomocy, po czym oddalił się od obozu. Samira towarzyszyła mu z każdym krokiem, była jedynym łącznikiem z Onyx.
    - Wracaj do niej - rzucił do kobiety. - Wracaj a ja zaraz tam do was dołączę - szepnął jeszcze i kiedy ta zniknęła on skupił się na jej duszy i kiedy wyłapał odpowiednie miejsce, po raz pierwszy użył bramy zaświatów do podróży między dwoma miejscami. Po raz pierwszy z pobudek czysto egoistycznych. Kiedy pojawił się po drugiej stronie, w pierwszej chwili doszedł do niego chłód i smród. Skrzywił się wyraźnie przyzwyczajając oczy do panującego w tym miejscu półmroku. Odruchowo też wyciągnął swój miecz, by w razie czego móc się obronić, a następnie ruszył przed siebie szukając Onyx.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  73. - Nie sam, ale przyczyniłem się do tego że został zniewolony razem ze mną - zazgrzytał zębami. - A to również niezbyt dobre, a potem sam dobrowolnie patrzyłem jak moja przyjaciółka go dusi i nie kiwnąłem palcem by mu pomóc - wymamrotał. - Nie kiwnąłem palcem... - wargi mu zadrżały i objął ją mocno ramionami płacząc cicho w jej pierś. - Więc nie pierdol że mam czyste serce... tego Acaira już nie ma.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  74. Najpierw natknął się na truchło jakiejś kobiety, ale po względnych oględzinach, nie była to Onyx. Odetchnął z ulgą zbierając przy okazji sai dziewczyny. Padła, ale nie bez walki. Dobre chociaż coś. Dopiero po chwili dostrzegł dwie postaci. Jedna leżała na ziemi, a druga próbowała się z łańcuchów wyplątać. Przyspieszył kroku i odruchowo wbił miecz pomiędzy Onyx a J'izzargo.- Jeśli się dowiem, że to ty ją tak załatwiłeś to zabiję z zimną krwią - poinformował go chłodno klękając przy dziewczynie i sprawdzając jej puls. Żyła. Mizernie, ale żyła. - A jak ty mi umrzesz w trakcie to obiecuję, że w zaświatach zrobię ci piekło. Etat mojej pokojówki będzie ci się jawił jak marzenie - warknął na dziewczynę, wyciągając ze swojej torby przybory do udzielania pierwszej pomocy. Szlag by to. Gdyby był Febe albo nawet Satoru... czy Ryu... wiedziałby co robić, ale był sobą. Był gnojem Gavem. Cholera jasna. Zabrał się za największe rany. Tamowanie krwawienia szło słabo, ale szło. Najchętniej rozpaliłby ogień i przypaliłby jej te rany co by zatamować co nieco, ale w danej chwili nie miał czym tego robić. Cóż trzeba było odświeżyć wiedzę nabytą od Walwana. - Będziesz miała szwy krzywe jak cholera...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  75. Chłopak posłał jej krzywy uśmiech gdy tylko się odezwała.
    - Nie wiesz do czego jestem zdolny jak jestem naprawdę wkurwiony - poinformował ją tylko, po czym wyciągnął nieco bandaża by wsunąć go Onyx do ust. - Nie kłap ozorem - mruknął, po czym spojrzał po J'izzargo. - Sorry stary, ale ufam swoim medykamentom, a tamtej skrzyni nie - poinformował go dość ostrożnie. - I choć wiem, że Onyx ci ufa... to ja nie, więc możesz mnie instruować, nie ma problemu, ale zostajesz w kajdanach - dokończył zaraz podkładając pod Onyx swą czystą koszulę i płucząc swoje dłonie.
     
    Gave

    OdpowiedzUsuń
  76. Gave skinął głową i wyciągnął z jego kieszeni krzesiwo, po czym spojrzał po Onyx.
    - Na kolejne urodziny, święta czy coś... możesz mi krzesiwo sprawić - pokazał jej język, po czym zabrał się za rozpalanie ogniska. Poświęcił do tego nie tylko pal ale i jedną ze swoich koszul. Igły wypalił by je zdezynfekować i to samo zrobił ze swoim mieczem. Najpierw polał go alkoholem, a poem wsadził w ognisko. - No to zaboli - poinformował dziewczynę, zanim nie przyłożył go do największych jej ran, a swąd przypalanego mięsa podrażnił mu nozdrza. - Mam coś lepszego na gangrenę - mruknął, wyciągając odpowiednią maść od Febe i wsmarowując ją w rany dziewczyny, przemywał je przy okazji, po czym zabrał się za zszywanie tych nieco mniejszych.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  77. Gave pokręcił lekko głową.
    - Ja tam wolę, żeby marudziła o tym że będzie brzydka - rzucił lekko. - Bo wtedy będzie można jej nieco podokuczać - dodał ze słabym uśmiechem na twarzy. - A jak chce się powkurwiać... - spojrzał Onyx w oczy. - Jak go znajdę to ci sprzątnę go sprzed nosa Kotecku - posłał jej buziaczka. - Co byś drugi raz nie wylądowała na łożu śmierci - parsknął śmiechem z gry słów która mu aktualnie wyszła. Jakby nie patrzeć leżała na jego koszuli która mogła robić za prowizoryczne "łoże", a "Śmierć" się nią zajmowała. Pokręcił lekko głową i wrócił do pracy nad jej ranami. - Jak się poznaliście? - zapytał J'izzargo, żeby samego siebie utrzymać w przytomności umysłu, bo syki dziewczyny nieco go dekoncentrowały. Wiedział, że krzywdy jej nie robi, ale mimo wszystko przyjemnie nie było. W pewnej chwili, wyciągnął ze swojej torby "Łapę" i wyciągnął materiał z jej buzi by napoić nią Onyx. - To nowy smak - puścił do niej oczko, kiedy przełknęła napój. - Byłaś jego prekursorem...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  78. - Masz spróbuj sobie też - podał alkohol mężczyźnie śmiejąc się z tych całych faków na ziemi. Pokiwał głową, słuchając opowieści o małej, jeszcze nie mówiącej Onyx i parsknął lekkim śmiechem. - To musiała być niezwykle spokojna bez tej wiecznie wygadanej buzi - stwierdził specjalnie nieco podburzając samą dziewczynę, by wciąż utrzymywać jej przytomność. Przy okazji wbił igłę w jej ciało i sprawnie rozpoczął zszywanie pierwszej rany. Wychodziło mu to przyzwoicie prosto. Jednak Walwan i Febe mieli rację. Praktyka czyniła mistrza. - My poznaliśmy się w lesie. Zaatakowaliśmy się nawzajem i nieskromnie dodam, że wygrałem - puścił oczko do Onyx. - Ale ona ma inne zdanie w tym temacie, a potem... potem jakoś to się zaczęło kulać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  79. - O patrz, a mnie nie chciała smakować. Wyrolowała mnie - skomentował biorąc wiotką dłoń Onyx i pokazując mu bliznę. - Sama mnie podpuściła do posmakowania jej, a mnie nie chciała. Pogardziła mną - wywrócił oczyma. - Wredna jak diabli - dorzucił i posłał jej buziaka jak zaczęła marudzić. - Nie mów tyle Kotecku, bo ci sił zabraknie - puknął ją palcem w gorące czoło. - Przegrałaś, przegrałaś - puścił do niej oczko. - Nie zabiłaś i teraz masz tu babo placek - dorzucił wracając z powrotem do szycia.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  80. - Szyji ci nie podsunę, Kotecku, bo pozbawisz Fasoleczki cudownego tatuśka - uśmiechnął się do niej lekko, podsuwając zamiast tego swoje lewe przedramię. - Ale tu możesz gryźć - stwierdził spokojnie, po czym odczekał chwilę zanim zabrał rękę. Dokończył szycie drugiej rany, z zadowoleniem stwierdzając, że i tu szew wyszedł całkiem przyzwoicie. Pozostały dwie kolejne. Zanim się za nie zabrał zrobił Onyx okład na głowę, bo zaczynała porządnie gorączkować.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  81. - Za słony... - powtórzył spoglądając na swe ramię i wzruszając ramionami. - Smaki ci się poprzestawiały. Sprawdzimy to jak będziesz na nogach i to zdrowa - skomentował jeszcze, po czym podsunął jej znów łapę do buzi. - Wypij jeszcze trochę. To zdaje się cię nieźle znieczulać... a przynajmniej sprawiasz po niej takie wrażenie - szepnął. - Jestem w połowie, wiem że się guzdram.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  82. - Bo jesteś osłabiona - uśmiechnął się lekko i odruchowo pogłaskał ją po głowie. - Guzdram, bo nie mam wprawy w równych szwach - odparł spokojnie, po czym zerknął na J'izzargo. - Ale te chyba nie wychodzą najgorzej, co? - zapytał go, wracając do pracy. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  83. - A ja ci mówiłem, że dmuchanie mi nie robi - puścił do niej oczko, wzdychając nieco. - Czyli nie jest najgorzej - stwierdził cicho, spoglądając na twarz Onyx. - Przecież jej buźka jest niczego sobie - mruknął jeszcze. - Nie możemy - dodał patrząc jej prosto w oczy. - Daj mi to skończyć - mruknął jeszcze, teraz już więcej nie gadając, tylko faktycznie pracując nad szwami i zamykaniem jej ran. Ostatecznie zabrało mu to jeszcze 30 minut, po czym ostrożnie założył jej opatrunek na cały brzuch i posprawdzał złamania. Na żebra za dużo zrobić nie mógł, poza ich usztywnieniem. - Idziemy do Argaru, Febe się tobą zajmie - poinformował Onyx, po czym wstał i podał klucz do łańcuchów J'izzargo, - A ty idziesz z nami - stwierdził jeszcze powoli biorąc dziewczynę na ręce.
    Gave

    OdpowiedzUsuń
  84. - Aha i narazisz mnie na jej gniew jak się obudzi tak? Zapomnij - Gave popatrzył po nim surowo. - Tyle się namęczyła, żeby cię znaleźć. Możesz poświęcić jeszcze parę dni by ją uspokoić i dopiero wtedy udać się do Nor i Bractwa - skomentował tylko, trzymając Onyx dość pewnie. Zdawała się niezwykle lekka póki co, zaskakująco wręcz lekka. Odetchnął głęboko zaciskając mocno wargi i chwycił J'izzargo za rękaw. - Teraz się trzymaj, bo zamierzam podróżować inaczej... nie zemdlij mi po drodze - poprosił, a kiedy J'izzargo go chwycił przeciął swój palec i szybko nakreślił runę na swej dłoni. W myślach wypowiedział parę słów otwierających bramę do zaświatów. Runa rozjarzyła się, a przed nimi wyrosła świetlista brama, przez którą Gave szybko przestąpił. Całą trójką znaleźli się w Zamczysku Śmierci, ale chłopak nie zamierzał ich tam długo trzymać. Nabrał tylko kilku głębokich wdechów i podszedł do odpowiednich drzwi. Przeprowadzanie przez zaświaty dwojga żywych było wyczerpujące. Dlatego też nie chciał tam spędzać więcej czasu niż to absolutnie było potrzebne. Już i tak naginał zasady. Później dostanie reprymendę od ojca lub tego całego Sabatu Śmierci, ale jakoś to przeżyje. Przekroczył pewnie drzwi prowadzące do Argaru i tam opadł na jedno kolano. Cholera. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  85. Gave przez moment chciał odmówić, ale aktualnie w głowie cholernie mu dzwoniło, więc skinął nią i przekazał mu Onyx nabierając kilku głębszych oddechów zanim chwiejnie wstał na równe nogi. Wskazał dłonią kierunek i poprowadził ich do Febe. Tak się złożyło, że akurat kobiety nie było, bo poszła rzekomo zbierać jakieś ziółka, ale za to zastali tam Oriannę. Gave nie wyglądał na szczęśliwego z tego powodu, ale zacisnął zęby. - Zajmiesz się nią? Straciła dużo krwi, ma wiele ran kłutych, zszyłem ją, ale... - spojrzał po Oriannie, opierając się o ścianę, żeby zamaskować swoje wyczerpanie. Akurat to znał doskonale. Przerzucanie przez zaświaty tych dwojga po prostu go wypompowało. Srogą cenę za to płacił.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  86. Gave za to do pokoju Onyx się nie zbliżył. Usiadł na kanapie i pomasował sobie skronie. Nabrał kilka głębokich wdechów zamykając oczy i pozwalając swojej głowie po prostu szaleć. Czuł jak mu pęka. Skrzywił się dość mocno, dociskając dłonie do skroni. To nie było teraz ważne. Głowa poboli i przestanie. Nie było takie ważne. Liczył na to, że Orianna nie skrzywdzi Onyx. Dziewczyna była dobra w tym co robiła, ale... no jej jeszcze nie ufał. Przynajmniej nie w swoim własnym przypadku ani w przypadku swoich bliskich. Łzy napłynęły mu pod powieki, gdy przez dłuższy czas głowa nie chciała przestać go boleć. Szlag, szlag, szlag. Uderzył nią otwartą dłonią nakazując jej przestać ale ta jak na złość nie chciała słuchać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  87. Gave nawet nie uniósł powiek, kiedy Orianna mówiła o Onyx. Skinął głową delikatnie, niemal nieznacznie.
    - Dzięki - szepnął tylko i pokręcił głową. - Nie wiesz, gdzie jest Yensen? - zapytał jej zaraz, nie mogąc się nawet ruszyć z kanapy. Bolały go wszystkie mięśnie i samą siłą woli powstrzymywał się od krzyku. Cholerny Sabat Śmierci! I pieprzone zasady! Do tego ta diabelna głowa. - Mogłabyś też obejrzeć Kociaka? - zapytał jej jeszcze cicho. - Zdaje się, że był w niewoli i wygląda na oko na niedożywionego i odwodnionego.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  88. Gave pokręcił głową.
    - Nie trzeba, poczekam aż wróci - stwierdził cicho, powoli zmuszając się by usiąść i nie popłakać przy tej czynności. Nie zamierzał teraz wychodzić za jakiegoś połamańca. Oparł głowę o oparcie i spojrzał po J'izzargo. - Jeśli chcesz się przebrać, umyć... to łazienka jest tam - wskazał mu drżącą dłonią łazienkę. - A mój pokój u góry... stoi tam łóżeczko dla małych dzieci... możesz wziąć jakieś ciuchy czy coś - zaproponował mu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  89. Chłopak spojrzał po Oriannie i nabrał kilku głębszych oddechów w płuca. Powoli pokręcił przecząco głową.
    - Tu też mogę odpocząć - powiedział spokojnie, znów spoglądając na J'izzargo. - Nie, dzięki... zwymiotuję jak ktoś mnie stąd ruszy - wyjaśnił, bo w danej chwili nawet nie chodziło o to, że duma by mu ucierpiała (a ucierpiałaby...), ale to że naprawdę nie chciał zwracać zawartości swojego żołądka, ani płakać któremuś z nich w momencie transportu na inne łóżko, a ciało bolało go do tego stopnia, że czuł iż to by było nieuniknione. - Tu mi dobrze... - wymamrotał jeszcze, choć najchętniej ukryłby się w ramionach Febe bądź Yensena i pozwolił sobie na chwilę słabości. Znów spojrzał po Oriannie. - A mogę dostać coś na temperaturę? Czuję, że robi mi się gorąco.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  90. Gave nie odzywał się, skupiając na swoim oddechu i na wszechogarniającym go bólu. Trzymał mocno zaciśnięte powieki bardzo starając się to wszystko przeżyć. Słowa i polecenia Yensena dochodziły do niego jak przez mgłę. Słyszał niewielkie protesty Orianny i kroki milczącego J'izzargo, a potem trzask drzwi wyjściowych i czyjeś dłonie na swoich udach. Dopiero kiedy Yensen zapytał co się stało, chłopak powoli i z dużym trudem uniósł powieki.- To przyjaciel Onyx... ten którego...szukała - wydusił z siebie. - Nie wiem co dokładnie, ale... jak tam dotarłem była w opłakanym stanie - wyjaśnił mu łamiącym się głosem. - Nie, w Azylu...nie... ja tam nie...dotarłem - wymamrotał, nabierając znów kilka głębszych oddechów. - Chyba...chyba dali radę, duchy...duchy nie panikują - musiał się porządnie skupić, aby jeszcze ta informacja do niego dotarła, przez co niemal mu stracił przytomność. Cudem ją zachował. Jej strzępki. - Przeprowadziłem ich...przez...zaświaty... - wyszeptał. - Głowa mi pęknie zaraz... głowa mi...pęknie...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  91. Acair pokiwał głową.
    - Tak, Walwan żyje i tak ufam moim przyjaciołom - przyznał. - Ale nie mów mi, że mam dobre serce... mam naiwne serce - odchrząknął odsuwając się od niej. - Jestem naiwny że wszystkim tak ufam - uśmiechnął się krzywo. - Nie mówię, że jestem zły, ale mówię że nie jestem nieskazitelnie czysty - zacisnął mocno pięści. - Możesz mi wmawiać że jestem, ale ja... ja wiem że jest inaczej i nie wmawiaj mi tego proszę - poprosił ją i wolałbym zająć się twoimi problemami niż moimi - przyznał szczerze. - Bo w mojej głowie toczy się jeszcze wojna... i nie wiem do czego prowadzi...

    Acair

    OdpowiedzUsuń
  92. Gave nie był w stanie powstrzymać syknięcia bólu gdy został pociągnięty do Yensena. Zamknął ponownie mocno powieki i czekał aż mięśnie przestaną się zaciskać z bólu i rozprężać raz po raz. Dłońmi objął swoją głowę leżąc z nią na udach Yensena, starając się poprzez ucisk zniwelować jej ból, co w teorii było łatwe, a w praktyce... absolutnie nie. 
    - Wiem, że dobrze - mruknął. - Przecież nie wyrzucam sobie tego - wydusił z siebie przez zaciśnięte zęby. - Przecież nie wyrzucam... nic a nic... - wargi mu zadrżały. - Nigdy więcej... nigdy więcej nie wezmę śmiertelników przez bramę... jako skrót drogi... - wymamrotał.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  93. Gave nieznacznie skinął głową.
    - Mam paru medyków, którym ufam, ale tam akurat nie mam żadnego - wyjaśnił krótko. - A teraz po drodze... po drodze jest ciężko... ciągle jakieś zagrożenia - wydusił z siebie. - Tak po prostu było szybciej... no i ... uhm im szybciej Onyx dojdzie do siebie tym szybciej ja... pójdę do dzieci - mruknął, zaciskając mocniej powieki. - Mogę dostać coś na ból głowy?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  94. Gave spojrzał po nim wdzięcznie i wypił nieco mikstury Febe, zakręcając resztę, wrócił do pozycji leżącej, czekając na cud i jakieś odjęcie bólu. - Wiem - spojrzał po nim. - Ale chcę jeszcze porozmawiać z Onyx - odparł szczerze. - Upewnić się, że nie zrobi nic głupiego jak skoczę na chwilę do Phyonix... - zagryzł mocno wargi. - Bo widzisz... ona lubi sobie na głowę wrzucać bardziej ode mnie a jak wrzuciła sobie coś durnego to tragiczna sprawa...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  95. - Doceniam, że chcesz mi pomóc, ale sam zdecyduję kiedy do nich pójdę - szepnął. - Na razie to mi się ciężko oddycha i wszystko mnie boli - dodał po chwili milczenia, powoli mu odpadając. Zmęczenie materiału robiło swoje. Przysnął jakieś 20 minut później. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  96. Acair zagryzł mocno wargi.- To zróbmy na niego zasadzkę - zaproponował. - Ja będę robić za ofiarę, a ty go pojmiesz... albo zabijesz, albo coś w ten deseń - zerknął na nią i wzruszył ramionami. - Dobry jestem na polu ofiary, nawet za bardzo nie muszę udawać - wyszczerzył się do niej i pogłaskał ją po włosach. - Wiesz, będę wiarygodny w swojej roli - zauważył spokojnie. - A ufam ci... i wiem że nie dasz mu szansy na to aby faktycznie mnie zabił - dorzucił po krótkiej chwili milczenia. - No i mam jeszcze teraz to - pokazał jej kryształ. - Więc... w razie czego sam się obronię... - mruknął, w drugiej dłoni ściskając fiolkę z nowo wyciągnięta Nimh. Bo przecież kryształ to nie było wszystko co miał.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  97. Gave obudził się, gdy tylko usłyszał szmer dochodzący zza ściany. Nie zważając na to, że wciąż był nieco słaby, wparował Onyx do pomieszczenia i usiadł na krześle obok niej.
    - Nawet nie waż mi się wstawać - powiedział dość poważnie i ostro.- Ani się wykłócać - dorzucił zaraz. - I tak, przyjmuję na klatę późniejsze docinki, że przeze mnie dorobiłaś się kilku blizn - dorzucił, bo przecież zszywał ją, więc mogła się później z tego śmiać. - Ale... cieszę się, że żyjesz... chcesz wody? - zapytał jej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  98. Gave bezceremonialnie usiadł obok niej i objął ją ramionami, mocno ją do siebie przytulając.
    - Ji'zzargo jest aktualnie u Orianny i ją podrywa... odpoczywa tam - odparł spokojnie. - Ostrzeże Nory i Bractwo. Ważniejsze od tego jest twoje zdrowie... - mruknął, na drugie pytanie uśmiechając się słabo. - No wiesz, hokus pokus, czary mary i bęc... jesteśmy w Argarze - rzucił cicho, mocno ją do siebie przytulając. - I oczywiście pójdziesz, ale jak wydobrzejesz. Zupełnie - ostrzegł ją. - Bo w takim stanie to chuja zrobisz... - skomentował. - A ja twojego sai ci nie oddam - dorzucił po chwili milczenia. - Poza tym zemsta smakuje lepiej na zimno.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  99. - Tak - odparł krótko, opierając czoło o jej ramię i ani myśląc ją wyplątać ze swych objęć. - Jeden fałszywy ruch i będę rzygał - skomentował jeszcze, po czym odetchnął głęboko. - Nigdzie nie idziesz, czego nie rozumiesz? Mam ci duszę wyciągnąć z ciała by mieć pewność, że zostaniesz w łóżku? - dla potwierdzenia ugryzł się w palec i zaczął kreślić runę na jej karku. - Bo mogę w każdej chwili - rzucił jeszcze. - Ji'zzargo pójdzie do Nor i do Bractwa, ale o ile mnie pamięć nie myli to w tych miejscach są naprawdę potężne szychy, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać i szczerze wątpię by Mankrik czegoś z nimi kombinował. Nie wierzę też w to, że już Nory nie wiedzą o zdradzie - rzucił chłodno. - A poza tym... co jeśli to nie zdrada? - spojrzał jej prosto w oczy. - A co jeśli on działa z polecenia Nor lub Bractwa? - zerknął na nią. - Masz za mało danych by tak lekkomyślnie pakować swojego przyjaciela w jakieś gówno - mruknął, patrząc jej prosto w oczy. - Zostajesz tu dopóki nie wydobrzejesz - poinformował ją i westchnął ciężko. - Mhm za dużo talentów, masz rację - uśmiechnął się słabo. 

    Gavo

    OdpowiedzUsuń
  100. Nie skomentował swojej słonej krwi ani tych całych małych docinków. Swobodnie dokończył kreślenie runy, ale nie wyciągnął jej z ciała. Póki co była bezpieczna. Póki nie próbowała dziwnych sztuczek. Złapał ją za rękę, kiedy ta pogłaskała go po policzku i pokręcił głową. 
    - Przyjemność po mojej stronie. Kiedyś się odwdzięczysz - uśmiechnął się do niej. - Nie powiem ci co masz zrobić, bo to będzie twoja decyzja. Mogę ci jedynie doradzić. Na początek dojdź do siebie. Nie szarżuj, bo znowu możesz skończyć w stanie wskazującym - skomentował. - Tu jesteś bezpieczna, ale pogadam z Yensenem żeby cię pilnował, bo naprawdę... wychodzenie w niezaleczonym do końca stanie w trakcie wojny to skrajna nieodpowiedzialność - mruknął jeszcze. - Poza tym nikomu nie pomożesz jak padniesz i nikogo nie ochronisz. Sprowadzisz tylko na swoich bliskich większe nieszczęście - odetchnął, odsuwając się od niej i wracając na miejsce obok łóżka. Na krześle. - W danej chwili, on nie wie czy przeżyłaś czy nie... przynajmniej tak mi się wydaje. Nie ma więc podstaw by zagrażać twoim bliskim. Masz więc trochę czasu - mruknął. - Na twoim miejscu zacząłbym się otaczać ludźmi którymi bezgranicznie ufasz. Niekoniecznie należącymi do bractwa. I to z nimi zacząć coś działać - zaproponował. - Och sprawa pokojówki nie podlega żadnej dyskusji - poinformował ją rzeczowym tonem. - To jest fucha już dla ciebie zarezerwowana.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  101. - Przed chwilą właśnie taka byłaś - spojrzał po niej wymownie. - Już się rwałaś by iść i biec na łeb na szyję, a twoje rany wołają o pomstę do nieba - burknął. - Jak to nie? Siebie wliczam do osób, którym możesz zaufać i uwierz mi... mnie bronić nie musisz - wyszczerzył się do niej. - Mało tego jak go spotkam, a nigdy go nie spotkałem to z pewnością go rozpoznam... i zabiję - dodał robiąc przy tym poważną minę. - Będziesz mnie mogła potem za to znienawidzić. Właśnie zostałaś poinformowana - mruknął i parsknął śmiechem. - To masz pecha - rzucił lekko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  102. Gave spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Może powinienem - zgodził się z nią. - Ale nie zniżę się do poziomu łańcuchów, kiedy sam mam do nich awersję - skomentował tylko. Po niewoli u Peruna a potem po tym co zrobił mu Gavin absolutnie nie chciał słyszeć o zniewoleniu przyjaciół łańcuchami. Na kolejne pytanie uśmiechnął się do niej znacząco. - Nie ty jedna robisz niezły wywiad środowiskowy - poinformował ją. - Ale abstrahując od tego on pewnie też zrobił całkiem niezły wywiad i sam do mnie przyjdzie, chcąc cię podręczyć - oblizał znacząco wargi. - A ja będę przygotowany - puścił do niej oczko. - Cóż nie mogę ci obiecać, że tego nie zrobię - powiedział po prostu. - Jeśli przyjdzie po mnie to nie będę się patyczkował, a jeśli nie będzie cię wtedy w pobliżu... cóż... a to pech - spojrzał po niej i puścił do niej oczko. Zaśmiał się lekko. - Jedyną pokojówkę w zaświatach - poprawił ją. - A ja lubię oryginalne pokojówki.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  103. Gave spojrzał jej prosto w oczy.
    - Naprawdę? Chcesz mu spojrzeć w oczy i powiedzieć, że nie potrzebujesz pierdolonej aprobaty? Onyx, przecież tym właśnie pokazujesz że potrzebujesz, że... no wiesz jego opinia się liczy - fuknął pukając ją palcem w czoło. - Jesteś w pełni wartościowym człowiekiem. Posiadasz interesującą duszę i całkiem żywo bijące serduszko, które czuje ból, rozpacz, radość, smutek, podekscytowanie i całą gamę innych emocji - mruknął. - Naprawdę nie musisz nikomu udowadniać niczego - szepnął obserwując jej tęczówki. - W porządku, jak go znajdę to dam ci kilka dni na przetelepanie swoich cczterech liter zanim go zabiję - pokiwał głową. - Chyba że to on znajdzie mnie i będę musiał się bronić... ale wtedy sytuacja jest jasna. Wtedy w dupie mam co myślisz, a bronię siebie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  104. - Mnie zabiła moja matka - powiedział jej chłodno. - Więc wiem jak to jest być zabitym przez rodzica - dorzucił. - Perun mnie torturował a potem chciał zabić bo tak, dla jaj, a potem mój brat uwięził mnie w zaświatach - spojrzał po nim. - Chcesz się licytować? - prychnął pod nosem i odetchnął głęboko. - Skoro masz dość wykorzystywania to nie pozwól już nikomu cię wykorzystać - mruknął. - Ale jaki będzie cel w zabiciu tego patałacha? - zapytał jej. - Zastanów się po co to robisz, bo jeśli po prostu tak, żeby cierpiał... to nie ma problemu, ale jeśli chcesz mu tym coś udowodnić... to jest to bez sensu - powiedział krótko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  105. Gave już tego nie skomentował. Skoro chciała się mścić w ten sposób to była to jej sprawa. Miała do tego prawo. Opatulił ją tylko kołdrą i wstał lekko się przy tym chwiejąc.
    - W każdym razie nie rób tego póki zupełnie nie wyzdrowiejesz i ochłoń trochę zanim polecisz na swoją zemstę - spojrzał po niej poważnie. - W emocjach popełniamy głupoty - mruknął. - Sam jestem tego doskonałym przykładem - uśmiechnął się krzywo. - Przynieść ci coś do picia?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  106. Gave zamrugał kilkakrotnie z niedowierzaniem.- Ha? - spojrzał po niej. - Frytki z serem? Do gospody mam ci po nie iść? - pokręcił lekko głową. - Zobaczę co da się zrobić stwierdził tylko i zamknął na sobą drzwi od jej sali, by osunąć się po drzwiach na dupsko i nabrać kilka głębokich oddechów. Jasna cholera by to wzięła. Robienie dobrej miny do złej gry było spoko, ale nie zawsze działało. W tym wypadku działało na krótką metę. Trochę sobie popsioczył w myślach na górę za to cholerne ograniczenie, ale poza tym po prostu siedział sobie pod drzwiami i oddychał.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  107. Nie były tylko w gospodzie. Można je było również zrobić, ale on w danej chwili nie był w stanie tego zrobić. Powoli dźwignął się na nogi i poszedł do kuchni, po czym postawił na odgrzanie gulaszu z jedzonkiem dla Onyx, bo przy próbie obrania ziemniaków zaciął się wielokrotnie przez drżące dłonie. Ostatecznie nałożył jej sporą porcję do takiej sałatkowej michy - bo przecież wiedział jak Onyx lubiła jeść i wraz z dzbankiem wody przytargał to wszystko z powrotem. Postawił jej jedzonko na stoliku i od razu usiadł by ukryć drżenie ciała. - Smaczngo.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  108. - W porządku - Gave skinął głową i wsunął rozcięty palec do buzi by go possać i wymienić na kolejny. - To przez te twoje cholerne frytki... kiepski ze mnie kucharz - mruknął tylko. - Więc jesteś skazana na gulasz Febe - dorzucił. - Jestem po prostu zmęczony - dodał i z tym nawet nie do końca kłamał.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  109. - Leżałem - odparł spokojnie. - Mieszkam tu to tym bardziej mam swoje łóżko - zapewnił ją. - Ale ktoś musi pilnować czy nie zwiejesz - dorzucił jeszcze patrząc jej prosto w oczy. - A ja ci nie ufam... pod tym względem, uparciuchu - wymamrotał jeszcze, po czym wziął swój sztylet i naciął sobie dłoń powyżej nadgarstka. - Masz wampirku - podsunął jej swoją rękę pod nos. - A podobno jestem za słony - prychnął.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  110. - Mówiłaś, ale ja takim zapewnieniom nie ufam... bo wiem jak to jest... jak łapy i nogi swędzą do ruchu - odparł tylko, ale nie zdołał się obronić przed pociągnięciem go na łóżko. Jęknął głucho kiedy to zrobiła. Mogła dzięki temu ruchowi poczuć jak bardzo drży na całym ciele. Lek przeciwbólowy powoli przestawał mu działać, więc chłopak po prostu czuł się znacznie gorzej. - Aha... no jasne - parsknął. - Jak odpoczywam to nie ma słonej krwi czy skóry... - cmoknął z niezadowoleniem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  111. Gave z kolei nie leżał za długo na jej łóżku. Podciągnął się na drżących rękach i z trudem bo z trudem ale wrócił na swoje krzesło.
    - Ja muszę tylko odpocząć. Odespać - wyjaśnił jej spokojnie. - Nic mi nie jest. Jestem po prostu wyczerpany fizycznie - przyznał się jej. - Moja umiejętność dała mi po prostu w kość - wzruszył ramionami.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  112. Gave skinął głową i przeszedł na fotel, który stał w rogu jej sali. Przytransportował sobie również podnóżek i usiadł na nim wygodnie wyciągając nogi. Odetchnął głęboko. Miał cichą nadzieję, że Yensen pojawi się za jakiś czas i poratuje go środkami przeciwbólowymi. Przymknął oczy słuchając jej. - Mam nadzieję, bo już i tak mi ciężko na sercu, że... - zacisnął zęby i pokręcił głową. No przecież jej tego nie powie teraz. - Cieszę się, że żyjesz i że zdążyłem - przyznał szczerze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  113. - Nic się nie stało, wszystko przebiegło dobrze - szepnął nie mając siły się z nią kłócić. Yensen nieco go uratował swoim wparowaniem do środka. Przyjął lek jak zbawienie, drugi wsuwając sobie do kieszeni na później i nieco obniżył się na fotelu, by przyjąć odrobinę lepszą pozycję. Przymknął oczy, gdy Yensen "nokautował" Onyx. - Mhm, dobranoc - zgodził się z nim tylko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  114. Gave nie był pewien kiedy zasnął. Nie usłyszał już nic specjalnie. Osunął się tylko bardziej na fotelu w trakcie szukając nieco wygodniejszej pozycji. Dawno też nie śnił mu się Perun i jego tortury, ale dziś postanowiło to powrócić ze zdwojoną mocą. Chłopak jęknął przez sen, zmarszczył przy tym brwi i zadygotał konkretnie. Jego dłonie wbiły się w podramienniki i kostki zbielały mu na nich. Cicho prosił o to by to wszystko się skończyło.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  115. Chłopak aż cały zesztywniał pod wpływem jej dotyku. Na jego twarzy sperlił się pot, a zza zamkniętych oczu popłynęły łzy. - Nie... nie... proszę... nie - wyszeptał jakby jeszcze przez sen, wstrzymując przy tym oddech, dopóki mu go nie zabrakło, a wówczas wypuścił go ze świstem i otworzył oczy by spojrzeć na Onyx jeszcze z lekkim przestrachem. Dopiero po dłuższej chwili odzyskał oddech a na jego twarz wróciły nieco zdrowsze kolory.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  116. Gave patrzył na nią przez dłuższy czas nabierając głębokich oddechów. Potrząsnął przecząco głową.
    - Nie - odparł szczerze. - Już myślałem, że to nie wróci... że pozbyłem się koszmarów z Perunem w roli głównej - wymamrotał, dalej oddychając dość ciężko. - Cholera no - uderzył pięścią w fotel. - Ja wiem, że to koszmar i wiem, że właściwie to nic, ale to tak... - potrząsnął głową. - ...wkurza... - dodal ciszej. - Przepraszam, że cię przestraszyłem...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  117. Gave oddychał po prostu głęboko przez pewien czas.
    - Nie miałem - przyznał cicho i zacisnął wargi. - Osłabienie, ale i... no martwię się o małe. Niby wiem, że wszystko gra ale... gdzieś tam to zmartwienie zostaje - przyznał cicho, nie patrząc teraz na nią, tylko gdzieś w bok. - Mhm wiem, wiem... - mruknął. - A jak znajdę sposób na zgładzenie go, to zrobię to choćbym miał pokonać najpierw ciebie - mruknął jeszcze i odetchnął głęboko. - Przepraszam, nie masz potrzeby do zmartwień...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  118. Gave spojrzał po niej i odetchnął głęboko.
    - Wrócę jak odzyskam trochę sił - powiedział spokojnie. - Aktualnie czuję się po prostu fatalnie - przyznał szczerze i zmrużył oczy. - Obiecujesz? Zostaniesz w Argarze dopóki się nie zagoisz? - patrzył na nią przez dłuższą chwilę ze zmrużonymi oczyma, po czym ostatecznie skinął głową. - W porządku - wyciągnął do niej dłoń. - Umowa stoi - skomentował i zamknął oczy. - Nie traktuję cię jako przeszkody czy wroga, Onyx - poinformował ją. - Po prostu aktualnie nie potrzebuję za dużo pomocy. Muszę tylko odpocząć - przyznał cicho. - Jak będę potrzebował wsparcia to się o nie zgłoszę...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  119. - Dalej ci w to nie wierzę - odparł szczerze, prostując się odrobinę na fotelu i krzywiąc z wyraźnego bólu. Mimo to zmienił swą pozycję i odetchnął głęboko, spoglądając na nią. - Znamy się trochę i doskonale wiem, że tak czy siak, będziesz się narażała, a twoje słowa mają na celu jedynie uspokojenie mnie - mruknął. - Wiem, że nie pójdziesz z wielkimi ranami, poczekasz aż się zagoją, ale mogę się założyć, że gdy tylko przestanie cię mocno boleć, szwy zostaną ściągnięte... to od razu polecisz działać dalej - westchnął ciężko. - I nawet jak będzie cię rwało, bolało jak chuj... i tak to zrobisz. Wiesz czemu to wiem? Bo jesteśmy w tej kwestii podobni - skomentował cicho. Nie odpowiedział jej tego jak to wszystko zrobił. Spojrzał tylko po niej i westchnął ciężko. - A ty skąd o tym wiesz? Byłaś mało przytomna - puknął ją palcem w czoło. - A ja po prostu cię śledziłem - wyjaśnił swobodnie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  120. Gave zmarszczył lekko brwi.- Nie oczekuję, że będziesz tu leżeć cały czas - odparł szczerze. - Liczę na to, że zostaniesz w Argarze dopóki się porządnie nie zagoisz - pokiwał głową i odetchnął głęboko. - Przeszedłem przez bramę w zaświatach - mruknął tylko. - Wszedłem tam gdzie byłem i dzięki temu, że twoja mama jest przy tobie łatwo cię zlokalizowałem... - wyjaśnił. - I wyszedłem właśnie tam - dokończył. - Wyczułabyś mój zapach, będąc w stanie prawie umierającym? Dobra jesteś - skomentował, a słysząc podziękowania uśmiechnął się do niej czarująco. - Liczę na to, że kiedyś mi się odwdzięczysz - przyznał ze śmiechem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  121. Gave uśmiechnął się do niej krzywo.- A wyglądam jakby to było takie nic? - zapytał jej i odetchnął głęboko. - Sam mogę chodzić po zaświatach i nic, ale jak kogoś między nimi przenoszę... to już nie jest takie nic - przyznał. - I uhm... to też nie tak, że mogę sobie te drzwi używać kiedy chcę... jak będę za często się nimi posługiwać, Sabat Śmierci może się do tego przypierniczyć - wyjaśnił cicho. - A wtedy... - pokręcił lekko głową. W najlepszym wypadku zabraliby tylko jego duszę. Może nawet ukarali tak, by od razu zrobić z niego Śmierć i nie mógłby już uczestniczyć w życiu dziewczynek. Zagryzł mocno wargi, po czym wzruszył ramionami. - No nie wiem czy taki dobry ten twój węch - zaśmiał się lekko, po czym uśmiechnął do niej krzywo. - W życiu już tak jest, Kotecku... ludzie oszukują, a ja mam w tym wypadku zdecydowanie łatwiej - puścił do niej oczko. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  122. - Wtedy inaczej nadużywałem swoje moce - stwierdził. - Wiesz to nie jest tak, że tylko w jeden sposób mogę nadużyć mocy. Oj nie... to akurat ma kilka różnych konsekwencji - uśmiechnął się krzywo i przymknął oczy. - A wtedy nic, nie ma to większego znaczenia - rzucił nieco oschle, bo jednak nie chciał kontynuować. - Przestań pierdolić, bo to na kogo i kiedy będę sobie marnował to moja indywidualna sprawa i czy chcesz czy nie... należy do grona osób dla których to robię - skomentował. - Mhm i świetnie kopiujesz ksywki, sama nie nadając ich swoim rozmówcom, Kotecku - puścił do niej oczko i parsknął śmiechem. - Czekam na ten dzień i trzymam za ciebie kciuki. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  123. Argar wychodził mu już piętami i to dosłownie. Od kiedy cała gromada ruszyła do Azylu minęło już około dwóch tygodni, a tu nie było ani jednego znaku, że udało się im dotrzeć. On sam powoli zaczynał wychodzić z siebie i stawać obok. Dalej trenował z Meliodasem i Yensenem, a także sprawdzał swoje klony w obecności Orianny i Niklausa, a ten drugi to po to by cofnąć czas w razie potrzeby. Czasem jego miejsce zastępowała Shi. W końcu jednak nadszedł najwyższy czas by zacząć żyć. Zwłaszcza, gdy w gospodzie mignęła mu Onyx. O proszę. A miał ją tropić. Podszedł do niej i bezceremonialnie przysiadł na siedzeniu naprzeciw niej, obserwując jak wcina zamówioną przez siebie potrawę.
    - Nie miałabyś ochoty na wyprawę? Szukam Fjeldowskich wiedźm - przyznał szczerze. - Potrzebuję od nich paru informacji, ale niespecjalnie mam ochotę zapuszczać się do samego Fjeldod. Może znasz kogoś kto mógłby mi pomóc? - zapytał jej swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  124. Ryu uniósł lekko brwi i podebrał jej frytkę by ze smakiem ją sobie wsunąć do buzi.- A od kiedy tak robisz to co komuś obiecałaś? - zainteresował się. - Zwłaszcza w takich sprawach? - uśmiechnął się do niej lekko. - Jutro brzmi dobrze - skinął głową. - Jednak dalej nie odpowiedziałaś mi na pytanie - przypomniał jej. - Na co mi druga strona... ? - zerknął po niej znów podbierając jej frytkę. - Zapytałem czy znasz kogoś, kto może mi pomóc, Onyx - przypomniał jej spokojnie, po czym odchylił się na swoim krześle. - I w tajemnicze miejsce nie idę - dorzucił zaraz spoglądając po niej. - To znaczy w miejsce tak o bez wiedzy dokąd się udajemy - dorzucił i zawołał kelnera by poprosić o jeszcze jedne frytki, bo tak głupio mu było tak podjadać je Onyx. - Co znowu zrobiłaś, że Febe cię składała? Gdzie się tak załatwiłaś?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  125. - Dużo możliwości, sporo zdolności... to i spore konsekwencje - uśmiechnął się do niej delikatnie. - Byłoby strasznie nie w porządku, gdybym nie miał żadnych konsekwencji a mógł sobie szastać na prawo i lewo swoimi umiejętnościami. Życie byłoby wtedy strasznie nudne - zauważył. - Nikt, kto nie ma mocy nie miałby ze mną szans - mruknął wzdychając lekko. Posłał jej znaczący uśmiech gdy tak sprawdzała swoje uszy. Już się rumieniła, ale nie zamierzał jej tego teraz wytykać. - Nie ma za co, Kotecku - puścił do niej oczko, po czym dmuchnął sobie w grzywkę. - To nie używaj ksywek, bo Koteczek jest zarezerwowany dla ciebie - skomentował. - Jak nie masz pomysłu na nic kreatywnego to po prostu nie kopiuj mnie - puknął ją palcem w czoło.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  126. Ryu nic sobie specjalnie nie zrobił z jej wzroku. Mało tego, ten jej wzrok sprawił, że uniósł lekko brew i sięgnął sobie po trzecią frytkę a potem pretensjonalnie wsunął ją sobie do buzi i zaczął przeżuwać namiętnie czasem oblizując swe wargi.
    - Domyślam się, że tam ciepło by mnie nie przyjęli - pokiwał głową. - Chociaż to tam są te najistotniejsze wiedźmy. Zastęp Helgi... wiesz może one posiadają większą wiedzę - spojrzał po niej i pokiwał głową. - Jasne, chętnie zacznę od twojego informatora - dodał zaraz, bo oczywiście jej pomysł nie był zły. Jego był po prostu bardziej ryzykowny i odrobinę bardziej kusił. Kiedy jego frytki dotarły na stół wsunął od razu trzy do buzi. - Wolne Marchwie brzmią świetnie - uśmiechnął się nieco. - Jasne, wszędzie byle się na trochę stąd wyrwać - szepnął jeszcze i spoważniał nieco, kiedy tak się skrzywiła. - Okay... nie ma sprawy - uniósł lekko dłonie. - Wybacz jeśli uraziłem cię pytaniem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  127. Ryu omal nie parsknął śmiechem na ten komentarz o obiedzie.
    - Mhm... aż tak dobrze wyglądam? - spojrzał po niej i poruszał przy tym zabawnie brwiami. Napiął nieco mięśnie zerkając na swoje lewe ramię. - W sumie byłoby z czego ten obiad robić - dorzucił teraz już jedząc swoje frytki. - Z pewnością nie będzie to łatwe nakłanianie do rozmowy - pokiwał głową. - Po prostu to jedna z opcji, gdy... - wzruszył ramionami. - ...kiedy wiedźmy z Marchwi nie pomogą - dodał swobodnie wcinając dalej swoje frytki. - Jasne - skomentował tylko ten fakt bycia nie obrażoną. - Nie musimy o tym rozmawiać - uśmiechnął się do niej.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  128. - To zależy od tego jak bardzo z zaskoczenia to będzie - przyznał. - A poza tym... kiedy umrę to wcale tak do końca nie umrę - mruknął. - Stanę się wówczas dość takim nieśmiertelnym bytem, który zbiera dusze innych - spojrzał po Onyx. - Więc z przyjemnością zabiorę duszę mojego własnego morderczy - uśmiechnął się do niej nieco krzywo. - Choć szczerze mówiąc wolałbym jednak nieco dłużej pochodzić po tej ziemi żywy - mruknął i odetchnął głęboko, bo co z tego, że będzie tym całym bytem nieśmiertelnym, gdy nie będzie mógł uczestniczyć w życiu swoich córek i potencjalnie wnuków. - Przykro mi, kotecek jest mój i opatentowany, to twoje to nuda - machnął lekko ręką. - Bo mnie kopiujesz - chwycił ją za nochal.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  129. Ryu parsknął śmiechem i pokiwał głową.
    - A masz się za taką dobrą kucharkę? - uniósł wyżej brew i pokiwał głową. Co prawda nie planował się oddawać do jedzenia dla kogokoliek, ale z drugiej strony jeśli już ktoś miał go przyrządzać to wolał mieć pewność, że przyrządzi go dobrze. - Jak nie pomogą to idę do Fjelldod - oznajmił spokojnie. - Może właśnie tam jedną z nich dorwę i wywlekę za kłaki z ich cieplutkiego domku - dorzucił. - O ironio... ciepłego - parsknął cicho.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  130. Nie zamierzał się z nią specjalnie kłócić w kwestii przygotowywania jedzenia. Zamiast tego spojrzał jej prosto w oczy.
    - Nie wierzę - poinformował ją poważnie. - Chyba będziesz mi musiała udowodnić swoją wyższość nade mną w przygotowywaniu mięsa, a uwierz... moje kubki smakowe są bardzo wyrafinowane - rzucił pół żartem i pół serio. Nieco zgryźliwie, po prostu zamierzając wbić się na pyszną ucztę i nie musieć wcale przy tym gotować. Miła to byłaby odmiana. Podróżować z kimś, kto nie stroni od gotowania. - A nie będę? - wsunął sobie trzy frytki do buzi. - Myślę, że stopień rozgadania zależy od stopnia zmrożenia... a ja, jeśli tego chcę, potrafię być bardzo przekonywujący... - uśmiechnął się krzywo. - Acz nie używam tej sztuki za często - wzruszył ramionami.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  131. Gave skrzywił się lekko.
    - Mhm tak, coś w ten deseń - pokiwał głową. - Ale nie spieszy mi się do tego - przyznał szczerze, po czym parsknął śmiechem. - Przekażę tatkowi że płeć zmienił... bo obecnie Patroni Śmierci z różnych wymiarów zrobili machnium... i Patronka wymieniła się na wymiary z moim staruszkiem - uśmiechnął się krzywo. Skoro nie była mocno wierząca to mógł śmiało o tym opowiadać, jednocześnie odruchowo zaczął masować swe serce i nabierać głębsze oddechy raz za razem. - Mhm bóstwem się nie stawaj, przysięgam ci... przejebane takie bóstwo ma... wbrew pozorom ma więcej uwięzi niż my...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  132. - No właśnie, powiedziałaś, że uważasz się za mistrza, a ja za mistrza się nie uważam, więc technicznie rzecz ujmując jesteś lepsza ode mnie - poklepał ją po dłoni, którą dotknęła jego tors i uśmiechnął się do niej pogodnie. - W myślach nie czytam, chociaż coś mogę wyciągnąć z twojego umysłu - przyznał się wpatrując się w nią intensywnie i sprawiając by poczuła się jak na haju. - Mogę na przykład upić cię, nawet kiedy nie jesteś pijana - szepnął. - Albo przenieść cię do świata, w którym nigdy nie byłaś - zmaterializował jej swój własny pokój w sierocińcu. - Takie mam czary-mary - wyjaśnił, pozwalając jej powrócić do rzeczywistości.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  133. Ryu wzruszył ramionami. Nie wiedział co uważa za mistrzowskie. Nigdy się tak naprawdę nad tym nie zastanawiał. Obserwował ją tylko i kiedy sięgnęła po broń nie ruszył się nawet o milimetr. Ćwiczył z otwartym szóstym zmysłem więc był pewien, że nie zrobi żadnego ruchu. Mimo tego, że bardzo tego chciała.
    - Ale jak? - zapytał jej spokojnie. - Że tak? - porwał ją tym razem na polanę pełną pachnących kwiatów i oszałamiającą pięknem. Rodem z Kryształowego Lasu, ale niemożliwym do znalezienia chyba że było się jego mieszkańcem. - Ja ci tylko pokazuję co jestem w stanie zrobić i nie szastam tymi umiejętnościami na prawo i lewo. Jak mnie nie wkurzysz... a mnie ciężko wyprowadzić z równowagi do stopnia tak wielkiego bym musiał użyć swojego daru... to będziesz bezpieczna - zapewnił ją, kończąc pokaz raz jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  134. Ryu czekał na nią w umówionym miejscu, trzymając w dłoniach niewielką torbę. Uzbrojony w pas, przy którym miał masę sztyletów i miecz. Czekał na nią nieco zamyślony, jeszcze raz przesuwając wzrokiem po Argarze. Na tę chwilę nie miał ochoty tu dłużej przebywać. Czuł żal, złość i pewnego rodzaju rozbicie. Odetchnął głęboko kilka razy i pogłaskał Shadow, gdy ta usiadła mu na ramieniu.
    - Mhm tak, idziemy i szybko tu nie wrócimy - stwierdził cicho, by zaraz dostrzec Onyx. Wsunął dłonie w kieszenie, kiedy ta się zbliżyła. - No już myślałem że nie przyjdziesz - zażartował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  135. Ryu skinął lekko głową.
    - Gotowy - odparł krótko. Mimo wszystko miał przy sobie opis brrata Klary. Zamierzał popytać o niego po drodze. A może trafi na jakiś trop? Może nie powinien się w to wtrącać, ale z drugiej strony poszukiwanie brata było czymś innym niż złamanym uczuciem. Nikomu nie życzył czegoś takiego. Spojrzał po Onyx i bez słowa ruszył wraz z nią w milczeniu.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  136. Ryu spojrzał po niej, kiedy wspomniała, że już za dwie godziny będą mogli przespać się w gospodzie i lekko się skrzywdził.
    - Już? - uniósł lekko brew. - Zmęczona? - zapytał. - Myślałem, że masz znacznie lepszą kondycję - przyznał unosząc lekko brew. Może poleciał stereotypem, ale miał Onyx za osobę z niezłą kondycją, a przecież póki co maszerowali dopiero parę godzin. Dziwne. Po prostu dziwne. - Możemy się zatrzymać na posiłek, ale... - wzruszył ramionami. - ...szczerze mówiąc wolałbym jeszcze kawałek pomaszerować. Zależy mi na czasie - skomentował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  137. Ryu przesunął wzrokiem po jej rzekomo nie tak chudych nóżkach jak te jego, po czym spojrzał w górę i zatrzymał się na jej oczach.
    - To przestań - odparł krótko, nie wchodząc już w to, że się po prostu myliła. Mogła sobie myśleć co chciała, ale gdy wspomniała o tym jedzeniu to już się nie powstrzymał. Parsknął śmiechem i przez długi czas po prostu się śmiał. - Mhm a co ja przed chwilą powiedziałem? - zapytał jej, bo dosłownie wspomniał o posiłku w gospodzie, a ona to powtórzyła, chyba mając na celu podbić tym swój punkt widzenia. Dość nieumiejętnie co trzeba było przyznać. - Brzmi jak sensowny plan - skomentował. - Jak cię zaczną nogi boleć to daj znać - rzucił jeszcze i odrobinę tylko ją wyprzedził, by obrócić się do niej przodem i puścić oczko. - Chętnie cię wtedy poniosę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  138. Chłopak pokręcił lekko głową i zbliżył się do niej, by spojrzeć na czubek jej nosa. Wyczuł, że ta próbuje unikać kontaktu wzrokowego z nim i nie zamierzał jej nim denerwować.
    - W którym momencie? - uniósł lekko brew. - Zasugerowałem tylko, że jesteś straaasznie zmęczona skoro już proponujesz nocleg - zauważył. - Dodałem, że zjeść możemy, ale stwierdziłem, że zależy mi na czasie, więc nie widzę potrzeby spania tak blisko Argaru - przypomniał jej po prostu. - Nie moja wina, że sama mi to podsunęłaś do głowy - wzruszył ramionami i swobodnie szedł dalej, nie pozwalając się jej wyprzedzić. Oj co to, to nie. Nie było takiej możliwości. Skoro chciała tak konkurować to jemu akurat to pasowało. Prychnął pod nosem. - Nieszczególnie mam na to ochotę, ale że odznaczono mnie orderem miłego chłopaka z dżentelmeńskimi odruchami to po prostu proponuję ci taką formę odpoczynku dla twych zmęczonych nóżek.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  139. - Aha - odparł jej kręcąc lekko głową. - Słuchaj, jeśli ty chcesz robić postój to się dostosuję. Po prostu powiedz, a nie zwalaj na mnie - skomentował tylko. On akurat uwielbiał chodzić po ciemku. Co prawda, nie był jeszcze pewien jak długo wytrzyma jego noga po ostatnim złamaniu, ale na razie miała się fantastycznie, a on nie zamierzał zatrzymywać się nawet na chwilę. Dawno nie był w drodze i teraz pragnął nadrobić wszystko co się dało. Co do orientacji w terenie, nie martwił się pomyleniem drogi. Wystarczająco przestudiował mapę by wiedzieć jak iść w stronę Marchwi. Nie był też aż takim żółtodziobem, zważywszy na to że sporo podróżował na swoją własną rękę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  140. - No i świetnie - Ryu skinął głową. - A ja nie zamierzam słuchać o tym jak to jesteś lepsza ode mnie - spojrzał po niej wymownie, dotrzymując jej kroku. To nie on wstał z łóżka szpitalnego może dwa dni wcześniej, skoro chciała szarżować to nie zamierzał jej tego zabraniać. Nie powiedział już niczego więcej. Nie przepadał za niepotrzebnym strzępieniem języka, a gdy dotarli do gospody zamówił sobie jedynie miskę zupy grzybowej, aby usiąść przy stole i swobodnie zacząć ją jeść.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  141. Ryu zatrzymał się słysząc o swoim czary mary i spojrzał po niej z krzywym uśmieszkiem. Ach tu bolało.
    - I co? Zrobiłem ci wodę z mózgu? - zapyta jej unosząc lekko brwi. - Nie możesz się teraz pozbierać? A może ledwie żywa jesteś? - zainteresował się. - Możesz być pewna, że gdybym chciał zrobić ci wodę z mózgu to nie robiłbym tego tak jak zrobiłem w "Piaskach" - poinformował ją chłodno. Nie tłumaczył nic więcej tylko wsunął dłonie w kieszenie ruszając dalej. Zerknął na nią znad jedzonej zupy. i wzruszył ramionami. - Dla mnie to już sporo - powiedział spokojnie. - Wcześniej starczyła mi jedna trzecia takiej miski - wzruszył ramionami, wracając do jedzenia. Nie musiał przecież opowiadać jej o tym jak długo wracał do normalnej porcji jedzenia po tym jak wrócił z Lasu. Uśmiechnął się słabo do swych myśli. - Moim jedzeniem się nie martw. Mam w swojej torbie suszone mięso, więc i dłuższa podróż bez polowania nie jest mi straszna - mruknął. Umiał też odnajdywać leśne dary, ale to zostawił już dla siebie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  142. Ryu zmarszczył brwi i uniósł lekko brew.
    - Zabić? A po co niby miałbym cię zabijać? - spojrzał po niej. - Zrobiłaś coś mi? - zainteresował się. - Ja tylko demonstrowałem co potrafię, żebyś miała tego pełną świadomość - skomentował kręcąc lekko głową. - Będę się trzymał tak blisko twojej głowy... - zbliżył się do niej i klapnął zębami przy jej nosie. - ...jak mi się to podoba - dodał chłodno, po czym pokręcił lekko głową i już nic nie mówił. Przynajmniej dopóki nie zaczęła swoich dyrdymałów opowiadać o tym, że rzekomo się na niej wyżywa, bo nie może za dobrze zjeść. Uniósł wzrok znad swojej zupy i przyjrzał się jej uważnie, przesuwając wzrok od głowy do jej żeber i wracając z powrotem do oczu. Ozdobił swoją twarz przyjaznym uśmiechem i posłał jej buziaczka w powietrzu. - Ależ nie ma problemu ma Pani - szepnął wstając, by stanąć zaraz za nią i położyć dłonie na jej ramionach. - Życzy sobie pani masażu? Moje palce potrafią cuda zdziałać - szepnął jej do ucha i liznął je językiem. - A może wolisz, pani coś więcej - owiał jej ucho swym oddechem. - Bardzo chętnie ci to wszystko dam, pokaże ekstazę jakiej jeszcze nigdy nie zaznałaś, ale odwal się od mojej zupy - sapnął słodziutkim głosem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  143. Patrzył jej prosto w oczy, gdy złapała go za podbródek. Chuchnął oddechem w jej usta, kiedy wspomniała, że ma ochotę na jego zupę.
    - To sobie ją kup - szepnął, puszczając do niej oczko i zwilżając językiem swe wargi, kiedy ta musnęła jego szyję swym językiem. Poczochrał ją po włosach, kiedy go puściła i wyprostował się, zaciskając nieco wargi. Mógłby ją tu teraz wziąć co nie? Sama go do tego zachęcała, ale zachował jeszcze resztki zdrowego rozsądku. Wrócił do swojej zupy. - Dalej mi zależy - skomentował. - Chcę jak najszybciej oddalić się od Argaru - rzucił jeszcze siadając na swoim miejscu i wracając do swojej grzybowej, która swoją droga była wyśmienita.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  144. Tym razem Ryu zasłonił dłonią swą szyję, zanim ta ją po niej polizała, toteż jej język trafił na jego dłoń, a on uśmiechnął się do iej figlarnie.
    - Mhm może będzie lepiej niż to samo - zaproponował z lekkim uśmiechem i kiwnął na nią, kiedy poszła przemyć ręce i twarz. On dokończył swoją zupę, po czym wstał i poczekał aż będzie gotowa, zanim ruszył w dalszą trasę wraz z nią. Wsunął dłonie w kieszenie idąc dalej w milczeniu. Nie czuł potrzeby mielenia ozorem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  145. Ryu nawet do końca nie spostrzegł się, że już zapadła noc. Szedł w zamyśleniu przed siebie, od czasu do czasu upewniając się tylko, czy idą w dobrym kierunku. Zmrużył oczy, kiedy Onyx wyjęła pochodnie. Oczy go zabolały i przez chwilę tarł je. Mimo, że dziewczyna szybko owinęła pochodnie w czarny materiał to pierwsze wrażenie zrobiło swoje. Nie miał też nic przeciwko temu by radziła sobie z oświetleniem. W pewnej chwili wdrapał się na drzewo, żeby rozejrzeć się po okolicy z góry. Chwilę musiał przyzwyczajać oczy w ciemności, ale ostatecznie znalazł to czego szukał. Zsunął się z niego wówczas.
    - Mniej więcej dwa kilometry stąd jest całkiem sympatyczna polana ze strumykiem obok - spojrzał po niej. - Zrobimy tam postój - zawyrokował. Nie żeby nogi jakoś specjalnie go bolały, ale miał wrażenie, że jeśli nie zatrzyma ich to Onyx na pewno tego nie zrobi. No i przypomniało mu się, że przecież nogi miał po złamaniu. Wypadało też od czasu do czasu dać jej odpocząć.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  146. Doskonale wiedział, co sobie pomyślała, ale miał to w dupie. Zwłaszcza teraz. Najwyraźniej musiał być tym bardziej dorosłym, bo ewidentnie podróżował z dzieckiem. Dzieckiem, które nie potrafiło odpuszczać. Widząc jak się rozchmurza parsknął śmiechem pod nosem i skinął głową, ruszając w stronę polany. Zajęło im to może z 15 do 20 minut. Rozbił tam swój namiot i zaczął przynosić chrust na ognisko. Mimo wszystko chciał się trochę ogrzać zanim pójdzie spać. Wsunął nawet kawałek suszonego mięska i usiadł przy brzegu rzeki, zanurzając w jej nurcie swoje nogi. Odetchnął głęboko, wpatrując się w gwiazdy. Cisza tutaj była niesamowita.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  147. Ryu nie odpowiedział jej na to, tylko skinął głową wsuwając kolejny kawałek mięska i pluskając sobie nogami w wodzie. Obserwował dalej niebo, wpatrując się w gwiazdy. Uśmiechnął się lekko, do swoich myśli, które płynęły spokojnie. Uwielbiał to. Spokój, ciszę i to niebo. Nabrał głębokiego wdechu i zsunął z siebie koszulę, a potem i spodnie. W samych gaciach wszedł do wody i zanurzył się w niej, pozwalając by chłód otulił go w całości. Począł pływać w rzece w stronę Onyx i wynurzył głowę gdy tylko znalazł się obok niej.- Głodna? - zapytał. - WIdziałem twój apetyt... chcesz trochę suszonego mięska? 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  148. Spojrzał po niej unosząc wysoko brew. Ta to nie miała co robić, tylko się popisywać. Plunął na nią wodą i odpłynął kawałek. Nie to nie. Nie będzie jej przecież zachęcał do objadania jego własnych zapasów, kiedy potrafiła sobie znaleźć swoje jedzonko. Popływał jeszcze chwilę zanim wyszedł z wody. Wytarł się dość szybko i przebrał w wygodne, czarne jak noc dresy. Przysiadł przy ognisku i wstawił wodę na herbatę, spokojnie obserwując ogień. Przegryzł jeszcze jeden kawałek mięsa obserwując jak dziewczyna powoli wraca. 
    - Jutro chciałbym utrzymać takie tempo jak dzisiaj - przyznał rozlewając herbaty do czarek i jedną podsuwając jej. - Ale po drodze jest jedno miejsce, które chcę odwiedzić - otworzył mapę i pokazał jej nazwę miejscowości na niej. - Podobno mają tam tak słabe piwo, że nawet słaba głowa nie upija się 5 z nich - uśmiechnął się lekko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  149. - Tatar brzmi nieźle - przyznał chłopak uśmiechając się do niej i popijając trochę herbaty. - To postanowione. Zatrzymujemy się tam... ja na tatar i tego sikacza, co mojej cienkiej głowy nie zbałamuci, a ty... na wszystko co chcesz - stwierdził swobodnie wyciągając się trochę na ziemi i ziewając nieco. W milczeniu obserwował ją przez dłuższą chwilę. - Z Gavem też tak milczysz? - zainteresował się po dłuższej chwili.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  150. Ryu odruchowo odwrócił wzrok, kiedy spadł jej ręcznik. Co prawda nie miał nic złego na myśli, chciał po prostu dać jej trochę prywatności. Uśmiechnął się lekko, gdy zapytała o mieszankę ziół. - To czarna herbata z dodatkiem blumonka niebieskiego, czarej łękotki, czerwonego ziela, przypruszone Kryształowo Leśną krwawą lilią - wyjaśnił spokojnie. Stworzył ją właściwie na swoje własne potrzeby. - Wzmacnia odporność i pomaga zasnąć, jeśli masz z tym problemy - dodał, spoglądając na nią przelotnie. - Mhm... oj to nie dla mnie, ja naprawdę mam słabą głowę. Jedno piwo wystarczy, by mnie zwalić z nóg - przyznał szczerze i chwilę milczał słuchając o jej relacji z Gavem. - Co znaczy "testujemy swoje możliwości"? - zainteresował się, upijając znów łyk herbaty.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  151. Dobrze, że Ryu nie słyszał jej myśli, bo chyba wybuchnąłby śmiechem, albo faktycznie zaczął wprowadzać do swojego zachowania to co ona mogłaby nazwać psychodelią. Pokiwał głową.- Dzięki - rzucił tylko w odpowiedzi na komplement i chwilę milczał pijąc swoją porcję. Zaśmiał się cicho na wzmiankę co do bycia noszonym. - Mhm a co? Miałabyś ochotę mnie ponosić? - zainteresował się. - Bo w takim wypadku - zastanowił się pukając palcem o swoją brodę. - Chętnie sprawdziłbym umięśnienie twych pleców - puścił do niej oczko i parsknął śmiechem, a kiedy wspomniała o Gavie uśmiechnął się lekko. - Widać, że ta wasza relacja jest dobra - stwierdził spokojnie. - Cieszę się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  152. Ryu zaśmiał się lekko i spojrzał jej prosto w oczy, kiedy tak się nad nim nachyliła. 
    - Z czym? - zainteresował się. - Z noszeniem? Nie przypominam sobie bym miał z tym jakikolwiek problem - skomentował z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Przypomnę tylko, że mówimy o noszeniu pijanego mnie, a nie jakoś specjalnie mocno zmęczonego - puścił do niej oczko i pogłaskał ją po nosie, skoro już tak blisko była. - Widzisz... na zmęczenie poczekam na ciebie i z przyjemnością zaoferuję ci moje ramiona - puścił jej buziaka w powietrzu i ponownie upił swej herbaty.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  153. Ryu złapał ją za nadgarstek i pociągnął na swoje kolana, by objąć ją drugą ręką za talię i zbliżyć twarz do jej własnej. Owiał jej usta oddechem.- Ufam - odparł cicho. - Ale nie martw się... nie zamierzam się upijać - szepnął w jej usta, ale nie dotknął ich ani nie zrobił żadnego ruchu w celu pocałowania ich. Rzucał jej wzrokiem wyzwanie i czekał aż je podniesie. - Och nie zrobisz? Jaka szkoda - dodał cierpko. - Byłabyś trzecia w mej kolekcji... tych, które zrobiły mi krzywdę.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  154. Chłopak uniósł wysoko brew i powoli położył się na ziemi, odchylając głowę. Wiedział co się stanie. Wyczuł to wcześniej. Zamknął oczy i pozwolił jej zadać sobie ranę. Odetchnął głęboko, czując lekkie ukłucie. Spojrzał jej prosto w twarz i uśmiechnął się krzywo.
    - Powiedziałem ci, że jeśli chcesz możesz do nich dołączyć - powtórzył. - Kobiety lubią się znęcać nade mną - skrzywił się nieco. - Co prawda zwykle psychicznie, więc fizyczne znęcanie będzie miłą odmianą - sarknął nieco i pokręcił lekko głową. - Lubisz takie rzeczy? Lubisz zadawać ból?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  155. - Ból fizyczny zawsze mi pomagał - skomentował krótko Ryu, nie odpowiadając na pytanie dotyczące, czy tego chce. Nie był pewien czego chce i czy coś z tych rzeczy lubi. Ona sama również nie odpowiedziała na jego pytanie. Syknął znów na przygryzienie. Nie odsunął się tylko dlatego, że trzymała jego podbródek. Odetchnął głęboko. - Mhm lubisz to? Lubisz czuć nad kimś władzę? - zapytał jej szeptem, dłońmi badając jej ramiona. Lekko je głaszcząc i masując.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  156. Ryu spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Nie wiem - odparł szczerze. - Musiałbym go najpierw lepiej poznać i doświadczyć, by wypowiadać się na ten temat - stwierdził, bo z samym bólem obcował od dziecka. Czy tego rodzaju ból byłby dobry? Czy pozwoliłby zapomnieć? Odetchnąć, ulżyć sobie? Nie wiedział. - Mhm i aktualnie jestem w stanie iść w doznawanie i poznawanie nowych rzeczy - dodał, wsuwając dłonie pod jej zbroję i lekko pieszcząc palcami jej brzuch.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  157. Ryu poruszał biodrami ocierając się o jej kobiecość i mruknął z lekkiej rozkoszy.
    - Chcę - szepnął, patrząc jej w oczy i badając dłońmi jej ciało. Muskał jej mięśnie, delikatnie badał każdy skrawek jej brzucha. - Zrób ze mną, co chcesz - odszepnął, patrząc w jej oczy i uśmiechnął się figlarnie. - Pani - poruszał zabawnie brwiami, puszczając do niej oczko.

    Ryu xD

    OdpowiedzUsuń
  158. Nie zamierzał przesadzać. Zwłaszcza, że ręce już śmielej pracowały przy jej ciele. Sunął nimi wyżej, badając jej talię i zahaczając o jej piersi. Pociągnął za jej sutki i sapnął, gdy zaczęła odpinać jego koszulę, całując go raz za razem i przygryzając. Zamruczał z zadowolenia, oddając pieszczoty dłońmi i wciąż muskając jej kobiecość swoimi biodrami.
     - Mhm... nie mam w zwyczaju być grzecznym chłopcem - rzucił jedną dłonią zakładając jej włosy za ucho. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  159. Chłopak mruknął w odpowiedzi na pieszczoty przy jego brzuchu. Nie napinał go specjalnie. Pozwalał sobie na większy oddech. Dotyk jej dłoni był przyjemny, wręcz elektryzujący. Czuł również, że jego męskość odpowiada na jej pieszczoty. Wybrzuszenie rosło. Uniósł się na łokciach i zamienił ich miejscami, siadając sobie na jej biodrach. Wpił się ustami w jej szyję, smakując ją skrawek po skrawku.
    - Normalnym - odparł krótko, bo w łatce niegrzecznego też się nie widział. Nie, nie był niegrzecznym. Gdyby nim był, Akane by go nie zostawiła. A z kolei grzecznym też nie był... bo tu Klara by go nie odrzuciła. Parsknął pod nosem i musnął jej płatek ucha ustami, dłońmi podsuwając jej zbroję wyżej i odsłaniając to umięśnione ciało. - A ty? Jesteś grzeczną czy niegrzeczną? - zainteresował się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  160. Ryu zaśmiał się lekko i musnął ustami jej wargi.
    - Wypadek przy pracy - rzucił lekko i przesunął językiem po jej szyi badając ją chwilę później, dłońmi odnalazł jej nagie piersi, ściskając je delikatnie i przesuwając się do nich ustami by zassać się na jej sutkach. Sapnął głucho kiedy przesunęła mu po plecach pazurami. Kolejne blizny do kolekcji. Zamruczał. - Mhm to postaraj się... bo do najgorszej wiele ci brakuje - sapnął z figlarnym uśmiechem. - Nie ma tak lekko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  161. - Może - odparł wzdychając ciężko. Nie był pewien czy lubi paznokcie na swoich plecach. Co prawda nie przeszkadzało mu to za bardzo i częściowo podniecało to miał wrażenie, że klaruje mu się już odpowieć. Wpił się w jej usta, kiedy ta zaczęła kombinować ze swoimi nogami. Wzdychał w nie i mruczał od odczuwanej przyjemności, walcząc z nią o dominację. Kiedy zmieniła ich pozycję parsknął śmiechem i przyciągnął ją mocniej do siebie, oplatając swoim ramionami. - Nie pieszczę - spojrzał jej prosto w oczy. - Sprawdzam na co mogę sobie pozwolić, badam teren - szepnął jej do ucha. - Nie chciałbym zrobić ci coś czego byś nie chciała - musnął dłonią jej wargę i pociągnął za nią. - Twoje zdanie ma znaczenie - zassał się na jej szyi, pozostawiając na niej soczystą malinkę, po czym przygryzł ją lekko, przedzierając skórę i zlizując z niej krew.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  162. Zaproszenie dostała dość szybko. Ryu wpił się w jej usta, smakując ich, jakby chciał je zapamiętać na całe swe życie. Wywrócił oczyma na jej tekst o jego własnym zdaniu. Szczypnął jej sutki i przesunął się na nie ustami, ssąc je i przygryzając nieco mocniej. Schlebiało mu to jak syczała i mruczała. Sam mruknął głośniej, kiedy mocniej naparła na jego przyrodzenie. Szlag. Nie da rady, nie powstrzyma się. Jęknął głośniej i zmienił ich pozycje, kładąc ją na ziemi i trąc o jej kobiecość swoim przyrodzeniem. Jeszcze w pełnym odzieniu. Mlasnął językiem by zsunąć się niżej. Przygryzł skórę na jej brzuchu, zaraz pozostawiając i na nim malinkę, by zerwać z niej dolną część garderoby. Oblizał znacząco wargi i spojrzał w jej oczy, zanim nie wpił się ustami w jej kobiecość zlizując pierwsze soki. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  163. Pieścił językiem jej guziczek, dłońmi masując uda, które zacisnęła wokół jego głowy. Zabrakło mu tchu przez moment, przez to jak go docisnęła do swojej brzoskwinki. Chuchnął w jej wnętrze, po czym wsunął w nią swój język, przez chwilę pieprząc nią nim, by odsunąć się zaraz i wsunąć dwa palce od razu w jej mokrą kobiecość. Zaczął ją nimi posuwać, rozciągając raz za razem. Jednocześnie patrzył jej w oczy drugą dłonią zsuwając z siebie spodnie i bieliznę. Przez moment pracował nad swoim przyrodzeniem stawiając je jeszcze bardziej.
    - Mhm chcesz? - zapytał jej i zwilżył wargi językiem, dokładając trzeci palec do zabawy i pochylając się w jej stronę. - To poproś - wyszeptał w jej usta całując ją zaraz namiętnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  164. Odpowiedział jej równie soczystym uśmiechem, wbijając w nią palce trochę mocniej i gwałtowniej. Zrobił to raz, przytrzymał je w środku, rozciąpirzając je tam. Następnie powtórzył ten ruch jeszcze trzy razy.
    - Mhm... czyli nie chcesz - zrobił zawiedzioną minkę i zwilżył swe wargi pociągając nosem i ponownie wbijając mocniej palce w jej kobiecość. Jej oczy mówiły jednoznacznie, że chciała, pragnęła go, ale on jeszcze chwilę ją drażnił, po prostu bawiąc się palcami. Drugą dłonią sięgnął do jej piersi i zaczął ją pieścić, ściskając i rozciągając lekko. Bawił się tak z nią przez dłuższą chwilę, zanim wyciągnął palce, zostawiając ją mokrą i pustą w środku. Przedłużał tę torturę tak długo jak mu się jawnie podobało, aby ostatecznie w nią wejść.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  165. Sapnął, gdy na nim usiadła i zrobiła ten ruch biodrami. Powolny. W górę i w dół. Chociaż się droczyła to wiedział, że i jej się podoba. Chciała tego. Chciała go. Zagryzł mocno wargi i przymknął oczy, przesuwając dłońmi na jej talię. Mruknął raz jeszcze, gdy po raz kolejny zrobiła ten powolny ruch i dość niecierpliwie wspomógł dłońmi jej opadanie na siebie a potem ruszył biodrami, jednocześnie pomagając jej się unosić i opadać na niego. Oddychał szybciej z każdym ruchem, zagłębiając się w jej wnętrzu. Była taka wąska, tak szczelnie go opinała. Zagryzł mocno wargi wzdychając z przyjemności.
    - Zdecyduj - sapnął, patrząc na nią wyzywająco i robiąc mocniejszy ruch biodrami. - Zdecyduj za mnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  166. Nie protestował, złapał mocniej jej pośladki, od czasu do czasu dając jej soczystego klapsa i masując je zaraz po tym. Głównie wtedy, kiedy zwalniała. Wygiął się nieco w łuk, kiedy zaczęła go ujeżdżać i gdyby nie to, że zaczęła dociskać go do ziemi, pewnie jeszcze bardziej by to robił. Każdy jej ruch doprowadzał go do prawdziwej ekstazy zmysłów. Zagryzł wargi mrucząc przy bardziej agresywnych ruchach. Po raz kolejny strzelił jej w pośladek. Uderzenie wydało przyjemny dźwięk. Aż zacisnął mocniej wargi i sam "dobił" się mocniej, gdy ona zeszła w dół. O tak, tego chciał. Tego mu ostatnio brakowało. Tego zwykłego seksu, cielesności, kogoś kto nie będzie patrzył na niego z żalem w oczach, kogoś kto nie będzie patrzył z wyrzutem, kogoś... dla kogo nie będzie zbyt nudny czy zbyt egzotyczny. Szlag. Uderzył pięścią w ziemię i zaraz ścisnął pośladki Onyx mocniej.- Dojdź na mnie - mruknął, unosząc się na łokciach lekko, w myślach dodając "dojdź dla mnie". 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  167. Zacisnął dłoń na jej piersi. Pociągnął jej sutek mocno i drugą dłonią klepnął ją w dłoń przy łechtaczce. Posłał w jej stronę słodki uśmiech.
    - Nie - zabronił jej i klepnął ją mocniej w łechtaczkę, po czym mocniej się w nią wbił. Uniósł się w górę, by po raz kolejny położyć Onyx na ziemi. Zawisł nad nią, zagryzając swe zęby na jej prawym sutku. Teraz to on wbijał się w nią mocniej. Szybciej, intensywniej. Pracował biodrami sapiąc przy tym głośno. Och, był tak bliski spełnienia. Zassał jej sutek i przegryzł go lekko, smakując metaliczny posmak krwi, drugą dłonią, masując jej łechtaczkę. Pociągając za nią i szczypać ją w nią. - Mhm nie sądzę, żebyśmy na jednym razie skończyli - sapnął mocniej się w nią wbijając. Sam już dawno tego nie robił. Matko, poza tym razem z Akane jeszcze tego nie robił. Przyjemnie było poczuć to uniesienie po raz kolejny. Oboje byli jak zwierzęta i wcale mu to nie przeszkadzało.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  168. Doszedł z głośnym westchnieniem ulgi, opadając na nią lekko, ale zaraz znalazł się na ziemi obok niej. Oddychał jeszcze głośno, przyjmując od niej pocałunki, gdy tak związywała jego ręce nad głową. Ten sztylet trochę go martwił, ale póki głowa nie dawała znaków, że coś ma być nie tak to postanowił poczekać na rozwój wydarzeń. Przyjmował od niej drobne pieszczoty z zaciekawieniem ją obserwując. Ręce miał związane nad głową, ale spokojnie mógłby je ruszyć gdyby chciał. Nie chciał. Aktualnie tego nie chciał. Przymknął oczy oddając się jej przyjemnościom.
    - Mhm nie musisz - zapewnił ją cicho, po czym sapnął z westchnieniem ulgi. - Mhm...acz przyjmę z rozkoszą...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  169. Wcale się nie martwił, zwłaszcza, gdy złapała jego przyrodzenie wolną ręką. Zamruczał z przyjemności i pokręcił głową.- Takie niespodzianki mogę przyjmować codziennie - zaśmiał się, patrząc jak zlizuje ich soki i oblizuje się z przyjemności. Uśmiechnął się delikatnie, po czym odetchnął i rozsunął nieco swe nogi, by ułatwić jej dostęp. Chociaż korciło go, by zerwać z siebie więzy z koszulki. Olać tę sprawę i przyciągnąć ją do siebie, by wpić się w jej usta to pozostał na tę chwilę jeszcze bierny. Ćwicząc swe pokłady cierpliwości, a te... powoli się wyczerpywały.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  170. To doświadczenie było czymś nowym dla niego. Właściwie wszystko co robili. Mimo, że instynktownie wiedział co robić i jak to robić, a ona dodatkowo była dla niego lekkim przewodnikiem, to wciąż doświadczanie tego wszystkiego sprawiało, że odczuwał tak wiele emocji w jednym, że nie do końca wiedział jak sobie z tym poradzić. Zamknął więc oczy, nie obserwując. Tak odruchowo uznając, że przy tym trochę się jej sprzeciwi. To nawet mu się podobało i nieco podniecało, sam fakt sprzeciwu. Nawet tak niemego i niezbyt istotnego. Uśmiechnął się pod nosem, odczuwając. Po prostu skupiając się na doznaniu. Jej usta na jego członku. Jej język jeżdżący po całej długości członka. Westchnął z przyjemności, a gdy wzięła go w końcu do buzi to aż się cały spiął. O jezu... to było takie dobre. O tak, chciał więcej. Znacznie więcej. Musiał powstrzymywać się przed zrobieniem ruchu biodrami.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  171. A on rósł jej w oczach i w gardle też. Aż sapnął, kiedy dotknęła jego pełnych jąder. Zacisnął mocno pięści i wciągnął powietrze w płuca, chwilę je tam w środku zatrzymując. To co robiła było niesamowite. Aż nie wiedział co powiedzieć. Rozchylił mocniej swe nogi, dając jej przestrzeń do działania. Uniósł lekko biodra, dociskając się do ust Onyx, pragnąć jej ust właśnie tam na jądrach. Chcąc ją czuć przy nich. Jej oddech, jej język, jej usta.
    - Mhm... - mruknął pocierając jądrami o jej usta.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  172. Ryu uśmiechnął się błogo, gdy tylko zaczęła robić swoje. Stawał się twardszy z każdą chwilą. Jego podniecenie sięgało zenitu, ale nie chciał jeszcze dochodzić. Pragnął czuć więcej z każdą chwilą. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale wydał się z nich jedynie jęk przyjemności, jeden, drugi, a przy trzecim chłopak zatrząsł się nieco.
    - Szlag... - warknął na samego siebie. - Nie wytrzymam długo... jesteś... o jezu... - sapnął znów i wciągnął powietrze w płuca. - Obłędnie działasz...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  173. Do gardła? Słyszał, że nie każdemu się to podobało, ale ona wyglądała jakby naprawdę tego chciała, a on... cóż był bardzo blisko. Wystarczyło, że wzięła go na głębokie gardło. Raz, i drugi. Jęknął głośno i wystrzelił biodrami w górę, dobijając się do niej jeszcze głębiej. Jej ruchy były szybkie, wręcz szaleńcze, a on miał wrażenie, jakby zaraz serce miało mu wysiąść. Warknął głośno dochodząc chwilę później i spuszczając się wprost w jej gardło. O żesz w mordę... opadł na ziemię dysząc ciężko i próbując zebrać się w sobie. Nabierał szybsze oddechy, próbując się uspokoić. To było po prostu zajebiste.
    - Wow... - rzucił niezbyt elokwentnie. - Po prostu....petarda - skomentował, po czym zasłonił swoje oczy wciąż związanymi dłońmi. - Mhm... widać, że... masz w tym doświadczenie...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  174. Ryu pokręcił lekko głową.
    - Nie jestem - odparł szczerze. - Ale za dużo doświadczenia też nie mam - przyznał, unosząc się, by usiąść. Wciąż zbierał siły. Nie czuł się źle przyznając się do takich spraw. Uznał, że to mimo wszystko powinno wybrzmieć, chociaż mogło pozostawić u niej pewnego rodzaju niesmak. Przecież mogła po prostu się zniechęcić. - Mhm to co takiego robiliście w łóżku? - zainteresował się. - Jeśli oczywiście nie odrzuca cię rozmowa o tym - dorzucił zaraz, bo być może okazał się teraz wyjątkowym brakiem taktu.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  175. Ryu parsknął śmiechem na to wyznanie. 
    - Bo to było dla mnie coś nowego - przyznał, łapiąc ją za podbródek, gdy odwiązała mu ręce. Przysunął się do jej ust i wpił się w nie mocno. Całował mocno, przygryzając jej wargę raz mocniej a raz słabiej. - Mhm okay - rzucił nie naciskając na dłuższe rozmowy. Odsunął się od niej zaraz, przesuwając dłonią po jej ramieniu i wstał, ruszając w stronę rzeki z zamiarem ponownego zanurzenia się w niej. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  176. Ryu uniósł wysoko brew i dotknął palcem jej nosa.
    - Nie, ale jest już późno, a nas jutro czeka długa droga - stwierdził po prostu i wyplątał się z jej objęć, by wskoczyć do wody. Przez moment siedział pod jej powierzchnią, by wypłynąć po dłuższej chwili. Spojrzał po niej z figlarym błyskiem w oczach. - A jutro też jest noc - zauważył swobodnie. Zamierzał stawiać na swoim od czasu do czasu, a w danej chwili naprawdę miał ochotę odpocząć. Zwłaszcza, że podróż miała potrwać jeszcze z kilkanaście dni.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  177. Widząc jej foszka chłopak nie mógł się powstrzymać przed śmieszkowaniem sobie pod nosem. Ależ była zła, a jemu to wcale nie przeszkadzało. Gdy poszła spać, on ubrał się w swoje ciuchy i wszedł do swojego namiotu, by zmienić bandaże na rękach i założyć nowe rękawiczki. Dopiero wówczas położył się i włączył tryb czuwania. Skoro spała pierwsza, on pójdzie spać później. Mimo wszystko wolał zostać na warcie. W międzyczasie bazgrał sobie w "notesie", który otrzymał od Tonego. Nie żadne słowa czy rysunki. Ot esy floresy, popijając czasem swej herbaty.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  178. Ryu musnął jej włosy dłonią, gdy wracał do namiotu. Przysnął dość szybko, a rano wsunął trochę suszonego mięsa, zanim spakował się i poczekał na nią. Była bardzo milcząca, a on nie mógł przestać śmiać się pod nosem.
    - Ojej... coś nie w sosie jesteś. Wstałaś złą nogą czy niedoruchana jakaś jesteś, hm? - uniósł wysoko brew śmiejąc się już głośniej, gdy ruszyli dalej w drogę. - To co? Stajemy dziś w tej karczmie o której mówiłaś? - zainteresował się. - Na tatar, cieniostwora i sikacza?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  179. - Zaczynam się zastanawiać czy to faktycznie nie jest lepszy pomysł bym sam poszedł do Marchwi - wywrócił oczyma widząc tę jej złość. - Jak masz być wściekłą Fretką bo ktoś cię niedoruchał to współczuje twojemu potencjalnemu mężowi - skomentował nie robiąc sobie nic z tego jak rzuca swoimi sztyletami. On swoje miał przy sobie. Wzruszył ramionami. - Przecież zapytałem czy idziemy... czy to twoim zdaniem oznaka, że nie chcę iść? 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  180. Ryu uniósł dłonie w górę, gdy wspomniała o braku partnera. Jeśli tak chciała to on nie czuł potrzeby by to z niej perswadować. Sam w danej chwili czuł, że związki nie są dla niego. Za dużo zachodu i boleści dla serca, kiedy te okazywały się zwykłym niewypałem. Przyznał jej więc rację bez używania słów i poruszał lekko brwiami.
    - No nie wiem... nie określiłem, kiedy kolejna runda się rozpocznie - zauważył swobodnie bawiąc się chwilę swoim sztyletem. Manewrował nim między palcami i dłońmi. - Okay - rzucił tylko w odpowiedzi. On sam zamierzał spróbować tego piwa, więc również zamierzał tam zerknąć, a potem ruszyć dalej. Jakoś tak odruchowo unikał spania w karczmach i innych gospodach. Głównie dlatego, że w danej chwili mogli natknąć się na Polszan lub innych... a on naprawdę nie chciał przypadkiem stracić ręki.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  181. Ryu spojrzał po niej i wybuchnął gromkim śmiechem.
    - Tak? - spojrzał po niej z niedowierzaniem. - A byłem pewien, że twoja rąsia odpowiednio cię doruchała i nie masz problemu z "niedoruchaniem" - zauważył z szelmowskim uśmiechem. Kolejnego komentarza nie skomentował, bo o ile było fajnie to nie należał do osób które koniecznie muszą się ruchać codziennie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Gdy ona przyspieszyła kroku, on został w swoim własnym tempie. Szedł wystarczająco szybko, by za nią nadążać. Przy okazji przejrzał rzeczy w swoim plecaku i uznał, że będzie musiał zrobić zapasy suszonego mięsa. Wsunął do buzi kawałek, po czym przyspieszył na rozstaju dróg i zacisnął mocno wargi widząc oddział Polszańskich ścierw na swojej drodze. Odruchowo spojrzał w bok. Zwłaszcza, kiedy do jego uszu dobiegło kwilenie z klatki, którą mieli przy sobie. "Wszystkich nie uratujesz" pojawiło mu się w głowie i zgrzytnął zębami. Wszystkich może nie, ale.... tych tutaj? - spojrzał po Onyx, jednocześnie chwytając za swoje sztylety.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  182. Ryu spojrzał po niej i skinął głową.
    - Ty działaj, a ja ich uwolnię i zapewnię bezpieczny odwrót - szepnął do niej, po czym ukrył się przed oczyma Polszan, po prostu idąc w ich stronę. Na razie lawirował wśród zbrojnych, mając nadzieję, że Onyx zrobi odpowiedniego zamieszania. Oddychał spokojnie, póki nie dotarł do klatki. Chuchnął w ucho jednemu ze strażników - Bu! - rzucił, podcinając mu zręcznie gardło, zanim ten w ogóle zorientował się co się dzieje. Zaraz potem zaczął odpierać ataki drugiego strażnika, który był dość czujny. To był dobry czas na potrenowanie swojego szóstego zmysłu. Uskakiwał i unikał każdego z ciosów na ułamki sekundy przed. Starał się nie przeginać i nie wyprzedzać za bardzo. Uśmiechnął się pod nosem, czując się przez pewien czas tak, jakby tańczył sobie ze swoim przeciwnikiem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  183. Chłopak przełamał się przez obronę mężczyzny, pozwalając mu drasnąć się w ramię. Z zadowoleniem zatopił sztylet w jego ramieniu i pchnął mocniej. Kolanem uderzył go między nogi i odepchnął mężczyznę od siebie, by zaraz znaleźć się tuż nad nim i po prostu go zgładzić. Podciął mu gardło zerkając na Onyx i jej zabawki. Radziła sobie z nimi całkiem nieźle, więc zajął się klatką. Przyłożył palec do ust i szepnął.
    - Po cichu uciekajcie w stronę Argaru - szepnął i dotknął każdego z nich osobno by rozszerzyć na nich iluzję. Wychodząc z klatki stawali się niewidzialni.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  184. Ryu pilnował, by wszyscy rozpierzchli się w odpowiednią stronę. Utrzymywał im zasłonę przez pewien czas, puszczając dopiero kiedy ci zniknęli mu z oczu. Dopiero wtedy spojrzał na Onyx, która na koniu wyglądała niczym wojownicza księżniczka Xena. Zaśmiał się pod nosem na to porównanie i ruszył w jej stronę biegiem, co by przypadkiem jej nie zgubić. Krążyła i polowała za uciekającym Polszaninem, więc wskoczył na pierwsze drzewo i poruszał się po nich sprawnie, szybciej niż biegiem, skacząc od jednego do drugiego. Zeskoczył dopiero, kiedy Onyx dopadała uciekiniera.
    - Czekaj! - krzyknął za nią. - Nie zabijaj! - rzucił jeszcze. Chciał się dowiedzieć do czego im byli ci wszyscy ludzie. Chciał zmusić mężczyznę do gadania. - Jeszcze go nie zabijaj - poprawił się.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  185. Ryu dołączył do nich chwilę później. Wcześniej bowiem złapał uciekające konie i uspokoił je swoim własnym darem. To było naprawdę łatwe. Kojące obrazy pozwolił wierzchowcom odetchnąć. Przyprowadził je ze sobą i przykucnął przy Onyx, kiedy ta bawiła się sztyletem w ręku mężczyzny. Spojrzał mu prosto w oczy, sprawiając, że ten poczuł się aktualnie jakby siedział w ciemnych lochach, zupełnie sam i jedynie z Onyx obok niego. Fakt, że Onyx dalej bawiła się sztyletem w jego ręku pomagał Ryu w utrzymaniu iluzji. Ból nie był bowiem tylko psychiczny. Mężczyzna zaczął wrzeszczeć i przez długi czas po prostu się wydzierał, kiedy utkwił w iluzji, w której Onyx powoli obdzierała go ze skóry.
    - Do czego potrzebni wam są... brudasy? - zapytał ustami Onyx, a sam splunął w bok, bo słowo "brudas" wcale mu nie odpowiadało. Smakowało parszywie.
    - Nie wieeeeem! - wrzasnął mężczyzna.
    - Och myślę, że doskonale wiesz... - Ryu wbił swój własny sztylet w udo mężczyzny i pokręcił nim tam, by wzmocnić efekt przekazywaych mu obrazów. - Do czego?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  186. Ryu obserwował ją, gdy ta zaczęła go rozbierać i ostatecznie wyciągnęła medalik. Zerknął przelotnie na niego, zapamiętując wszystkie szczegóły, by do słów Onyx dorzucić obraz tej kobiety. Obserwował zmieniającą się twarz mężczyzny. Zawsze, gdy chodziło o miłość się tak zachowywali, zmieniali nie do poznania. Mężczyzna zaczął drżeć, ale wciąż niczego nie chciał powiedzieć. Co z tego, że właśnie grożono jego ukochanej. Rozsądek podpowiadał mu, że tych dwoje... nigdy jej nie znajdzie. Oddychał chrapliwie, jęcząc tylko. W końcu rozpoczął modlitwę.
    - Panie, najświętsza panienko, zabierz mnie do siebie. Bądź miłościwy... - mamrotał pod nosem krzycząc głośno na kolejne tortury. - Nic nie wiem! - wrzeszczał pomiędzy słowami modlitwy. - Nic nie wiem, nie wiem, nie wiem!Ryu westchnął ciężko i pomasował sobie skronie. Rzeczywiście miał wrażenie, że mężczyzna mówi prawdę. Miał rozkaz i go wykonywał. Nic więcej. Zacisnął mocno wargi i zerwał iluzję, by spojrzeć na Onyx.
    - Dobra, nic z tego nie będzie - skomentował tylko, wskazując na żołnierza. - Chcesz go zabić czy ja mam to zrobić? - zapytał, bo w końcu zabrał jej tę przyjemność kilka chwil temu, a nie wypadało tak bezczelnie robić. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  187. Ryu poczuł świdrowanie z tyłu głowy i zareagował trochę za późno. Wszystko przez to, że skupił się na Onyx. Mężczyzna zdążył ranić Onyx i to dość poważnie. Za drugim razem jednak mu się nie udało, bo chłopak odbił sztylet, a Onyx następnie zatopiła kły w części jego głowy i wyrwała mu czoło z częścią mózgu. Tragiczna śmierć. Zacisnął mocno wargi, po czym spojrzał po dziewczynie.
    - Źle - odparł zgodnie z prawdą. część zbroi wtopiło się w bok Onyx raniąc ją dotkliwie. Chłopak chwycił ją i siłą posadził na ziemi, wyciągając zaraz ze swojej apteczki pierwszej pomocy materiały. - Kładź się - rzucił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Kurwa, kurwa, kurwa. Źle to wyglądało. Bardzo źle. - Kurwa... - mruknął pod nosem obserwując jej ranę. - Będzie trzeba to wyciąć... - zacisnął wargi. Nie mogła przecież chodzić z metalem w boku. Oblał jej ranę alkoholem, chcąc to zdezynfekować chociaż trochę, spojrzał jej w oczy. - Nigdy tego nie robiłem - przyznał się zgrzytając zębami. - Zostanie poważna szrama...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  188. Ryu spojrzał jej prosto w oczy i uniósł dłonie w górę. 
    - Nie zrobię nic czego nie chcesz - powiedział po prostu. Właśnie dlatego ją o tym poinformował. Skinął głową i wziął po prostu bandaż. - Daj mi tylko zabezpieczyć ranę zanim wda się zakażenie - poprosił, odkładając na bo wszystkie ostrza jakie miał, by widziała że niczego nie kombinuje. Nie będzie jej robił operacji, której nigdy nie wykonywał. Zwłaszcza nie bez zgody samej poszkodowanej. Zabrał się za zakładanie opatrunku, włącznie z kojącymi ranę ziołami na nie. - Powinno wytrzymać do wioski - mruknął. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  189. Ryu wzruszył ramionami.
    - Wątpię. Duchy to nie moja bajka... - przyznał spokojnie. Nigdy nie próbował tworzyć iluzji na duchach. Nie był pewien czy to w ogóle jest możliwe. Wzruszył ramionami. Może będzie trzeba to kiedyś sprawdzić. Sam zabrał sobie dwa sztylety Polszanina. Tych nigdy nie za wiele. Podprowadził też konia, którego przecież uspokoił i wskazał go Onyx. - Wsiadaj - mruknął. - Jesteś ranna, widać że cię boli - przyznał szczerze, sobie biorąc drugiego wierzchowca. - Tak szybciej dostaniemy się do wioski i szybciej cię opatrzą - wyjaśnił swój punkt widzenia.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  190. Ryu spojrzał po niej i zareagował automatycznie. Podtrzymał ją, by nie upadła.
    - Daj, pomogę ci wsiąść - zaproponował podkładając ręce dość nisko i układając je w koszyczek, w celu pomocy podniesienia Onyx wyżej. - Tak będzie szybciej i... eh Onyx, po prostu musisz to mieć opatrzone - wyjaśnił zaraz. - Nie wiem czy tam nie wda się zakażenie. Zrobiłem wszystko co mogłem, ale nie jestem lekarzem - przyznał cicho, a kiedy dziewczyna, chociaż z oporami i wyraźną niechęcią przyjęła jego pomoc, podsadził ją na konia i sam znalazł się zaraz na swoim. - U kogo konkretnie? - zapytał. - Wiesz u każdego trochę inaczej. Każdy z nas ma... inne czary.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  191. Ryu nie protestował. Wsiadł za nią na konia i delikatnie objął ją ramionami, przejmując lejce przy okazji. Chciał być dla niej wsparciem, widząc co się z nią dzieje. Martwił się tym wszystkim, więc popędził konia dość szybko. Wiedział dokąd zmierzają. Uśmiechnął się lekko.
    - Nie przesadzałbym z tym bóstwem - skwitował. - Jasne, niektórzy z nas... nimi są - pokiwał głową. - To wszystko zależy od naszych rodziców - przyznał. - Weźmy na przykład... Gava - odchrząknął. - Ojciec Gava jest Śmiercią, bóstwem, ale zakochał się w śmiertelniczce i spłodził jej dzieci. Gave jest właśnie tym dzieckiem - mruknął. - Ja miałem rodziców... chociaż ich nie poznałem... i moi rodzice musieli mieć moce związane z iluzją, z mieszaniem w głowie - mruknął. - Nie jestem pewien - wzruszył ramionami. - Więc ja również je odziedziczyłem - przyznał. - To kwestia genów - mruknął. - Hm... czy można się bronić... - zastanowił się. - Wiesz dla mnie to dość łatwe, ale to dlatego, że mam właśnie moce związane z mieszaniem we łbie. Łatwo się orientuję, kiedy ktoś próbuje mi to robić i zamykam umysł przed tą osobą - mruknął. - To hm... myślę że można ćwiczyć siłę umysłu. Może wówczas łatwiej byłoby ci się zorientować, że to nie ty chcesz to zrobić - zaproponował.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  192. Ryu wybuchnął gromkim śmiechem.- Nie ukrywam czytanie i pisanie pomaga rozwijać siłę umysłu - zgodził się z nią śmiejąc się pod nosem. - Ale... uhm jeśli tu jesteśmy razem, moglibyśmy... - zastanowił się chwilę. - Znaczy wiesz, mógłbym cię zaczarowywać - westchnął. - Ale spokojnie, wiedziałabyś, że to robię bo robiłbym to najpierw w odpowiednich porach, w porach ćwiczeń. Zobaczyłabyś jak to wygląda. Może udałoby ci się odnaleźć fałsz w tym wszystkim... z każdym czarem byłoby ci łatwiej - zaproponował. - A potem pomyślimy nad kolejnymi stopniami ćwiczeń...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  193. Ryu skinął głową i zeskoczył z konia, po czym pomógł jej z niego zejść, a potem podtrzymał ją. Prowadził ją tak do wioski, a następnie do znachora. Tam wyjaśnił sytuację i pozwolił lekarzowi działać, samemu siadając przed gabinetem i czekajac na rezultaty.
    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  194. Ryu nie czekał na nią tak długo bezczynnie. Zdołał w tym czasie przejść się po wiosce, szukając dla nich miejsca na nocleg. Znalazł gospodę o której wspominała Onyx i wykupił im ostatni wolny pokój. Skoro już i tak zabajdurzyli w tym miejscu tak długo to równie dobrze mogli tu przenocować. Wrócił do gabinetu lekarza zaraz po tym i dalej cierpliwie czekał, oddychając sobie spokojnie i oczyszczając głowę ze zbędnych myśli. Uniósł lekko brew na pytanie Onyx i uśmiechnął się do niej szelmowsko. 
    - Oczywiście, kochanie - powiedział, wchodząc w rolę kochanka za sprawą tego co raz przeżył z Klarą. Dama nie była mile widziana w obecności szemranego faceta. Zwłaszcza w tak małych wioskach. Wstał z miejsca. - Dziękuję za pomoc mej lubej - rzucił do znachora i przepuścił Onyx w drzwiach. - Zarezerwowałem nam nocleg w gospodzie - poinformował ją. - Jedną - dodał zaraz. - Już i tak się ściemnia. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  195. Ryu jęknął przeciągle.- Ja was nie rozumiem - westchnął. - Jedna mówi mi, że bez ślubu to nie przystoi i ludzie będą źle patrzeć... jak nie robię takich akcji, a jak już z drugą robię nauczony tamtym fiaskiem to też źle - wywrócił oczyma, wcale nie czując specjalnie wielkiej szpili. Pokręcił lekko głową. - Nie martw się, następnym razem pogram twojego sługusa - wyprzedził ją i pokłonił się jej. - O pani, nie możesz tak się nadwyrężać, poniosę twę sakwę i broń. Jakem niegodny tego, me plugawe ręce nie nadają się nawet do tego, ale pozwól swojemu najwierniejszemu słudze chociaż tak ulżyć ci w cierpieniu - żeby teatrzyk miał ręce i nogi to nawet przed nią uklęknął i się pokłonił. - I co? Lepiej? - zapytał unosząc lekko brew.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  196. Ryu uśmiechnął się do niej krzywo.
    - Wyobraź sobie, że trudno jest odnaleźć się we wszystkich realiach nowego świata - skomentował, po czym spojrzał jej prosto w oczy, gdy tak się na niego wściekła. Oj zaczynał lubić rozwścieczanie tej kobety. Puścił do niej oczko. - Ależ pani... - szepnął jej do ucha, pochylając się do niej. - Dajże mi wreszcie tę torbę, cnotka czy nie, jesteś ranna i to dość poważnie - chwycił jej sakwę i trochę siłą wyrwał jej ją z ręki, po czym ruszył spokojnie do karczmy tuż za nią.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  197. Chłopak nie dał za wygraną. Trzymał jej sakwę dalej, nie puszczając ani na chwilę. Spojrzał po niej wyzywająco.- Skończ z tym - rzucił chłodno. - Nie jestem niczyim niewolnikiem i nie czuję się jak jeden z nich. Nie zbawiaj mnie na siłę - rzucił, trzymając sakwę mocniej. - I oddaj tę sakwę - chuchnął jej w twarz. - Wiem, że jesteś durno uparta, ale czasem czas odpuścić - skomentował. - Twoje zdrowie jest ważne - rzucił chłodno. - Chcesz żeby Gave się o ciebie martwił i tu przyłaził? - wyciągnął najlepszą kartę możliwą.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  198. Ryu pokręcił lekko głową i uniósł wysoko brew.- Nie, myślę, że tu przyjdzie jak się dowie, że o siebie nie dbasz - warknął na nią. - Że olewasz swoje zdrowie i zalecenia pieprzonego lekarza! Sama chciałaś do niego iść to teraz się zastosuj chociaż trochę - puknął ją palcem w pierś. - Durna jesteś jak nie wiem. Pięcioletni bachor! - fuknął na nią. - Oddawaj tę cholerną sakwę. Nie okradnę cię do jasnej cholery. Gdybym miał to zrobić miałem sporo okazji choćby kiedy czekał na ciebie u znachora - warknął jeszcze. - Nie przesadzasz trochę? Udając bardziej silną niż jesteś? Krzywisz się przy każdym kroku!

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  199. Ryu prychnął pod nosem.
    - Och poprosiłaś tak? - uniósł wysoko brew. - Nie zauważyłem - prychnął pod nosem, przerzucając sobie jej sakwę przez ramię. - Nie - skomentował. - Myślę, że boisz się czegoś zupełnie innego i pozostawię to dla siebie - dorzucił ruszając swobodnie za nią. Pokręcił znów głową, kiedy rzuciła swój komentarz. - A ty nie przesadzaj z dobrymi radami, bo coś ci nie wychodzą - skomentował, wchodząc do karczmy i od razu udając się do ich pokoju, gdzie odłożył rzeczy i spojrzał po niej. - Coś ci zamówić, czy samodzielnie wolisz to zrobić? - zainteresował się trochę zgryźliwie, zanim zszedł na dół po piwo sikacza i swoim zwyczajem już zupę grzybową plus tatar o którym wspomniała Onyx.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^