Yumi Imito
Mieszanka nefilima i medium - Zamieszkuje lasy - 24 lata - Nadludzka siła i kontaktowanie się z duchami - Żołnierz
Szaleństwo bywa dziedziczne.
Zrozumiał to zbyt wcześnie i przez lata obserwował powolny proces w którym z każdym rokiem upodobniał się do ojca; wpierw rysy twarzy, kształt nosa i mimo, że ten łamał go jak zapałki wciąż widział podobieństwo przez które nie mógł sypiać nocami. Później przyszły oczy, które z roku na rok zachodziły czerwienią w końcu upodabniając się do starego Imito, na które matka spoglądała z coraz większą rezerwą. Nigdy nie pytał co zrobił Kuro, wystarczyły własne wspomnienia, by gniew na ojca zmienił się w autodestrukcję. Może dlatego ku zdziwieniu wszystkich porzucił edukację zaciągając się do wojska, gdy w Tamtym wymiarze zaczęła się wojna. Chyba lubił się unieszczęśliwiać.
Miał dom i rodzinę, kogoś kto zastępował mu matkę i ojca, a mimo wszystko chwytał za broń drążąc w umyśle, doszukując się kolejnych powodów, by zacząć się nienawidzić.
W końcu przyszły głosy.
Przyszły po cichu, śmiejąc się za każdym razem, gdy spoglądał w lustro, gdy wyszeptywały imię które nie powinno paść z niczyich ust. Kuro. Szepty zbywał, udawał i śmiał się z żartów ojca, wymykał się z Christopherem do miasta tak, jakby jego umysł nie zaczął wymyślać cieni podążających za nim krok w krok. Pierwsza odkryła matka, spojrzała mu wtedy w oczy łapiąc za twarz, jakby mogła wbić się w jego duszę i patrzył na nią wtedy, czując jak oboje się rozpadają.
Wtedy dostał listy, zdjęcia, pokazała mu papiery. Płakał widząc diagnozę Kuro, słysząc nad sobą słabe wyjaśnienia o tym, że wszystko będzie w porządku. Poradzą sobie.
Schizofrenia paranoidalna.
Szaleństwo, które widział w Imito w końcu dotarło, wbiło w niego zęby zaciskając się z roku na rok coraz mocniej, zwłaszcza gdy uciekli poza Tamten wymiar. Zwłaszcza, że znów się odłączył poszukując w życiu czegoś więcej, niż szepty za każdym razem, gdy ktoś z rodziny spojrzy w krwiste tęczówki.
Szaleństwo bywa dziedziczne.
On już o tym wiedział.
Zrozumiał to zbyt wcześnie i przez lata obserwował powolny proces w którym z każdym rokiem upodobniał się do ojca; wpierw rysy twarzy, kształt nosa i mimo, że ten łamał go jak zapałki wciąż widział podobieństwo przez które nie mógł sypiać nocami. Później przyszły oczy, które z roku na rok zachodziły czerwienią w końcu upodabniając się do starego Imito, na które matka spoglądała z coraz większą rezerwą. Nigdy nie pytał co zrobił Kuro, wystarczyły własne wspomnienia, by gniew na ojca zmienił się w autodestrukcję. Może dlatego ku zdziwieniu wszystkich porzucił edukację zaciągając się do wojska, gdy w Tamtym wymiarze zaczęła się wojna. Chyba lubił się unieszczęśliwiać.
Miał dom i rodzinę, kogoś kto zastępował mu matkę i ojca, a mimo wszystko chwytał za broń drążąc w umyśle, doszukując się kolejnych powodów, by zacząć się nienawidzić.
W końcu przyszły głosy.
Przyszły po cichu, śmiejąc się za każdym razem, gdy spoglądał w lustro, gdy wyszeptywały imię które nie powinno paść z niczyich ust. Kuro. Szepty zbywał, udawał i śmiał się z żartów ojca, wymykał się z Christopherem do miasta tak, jakby jego umysł nie zaczął wymyślać cieni podążających za nim krok w krok. Pierwsza odkryła matka, spojrzała mu wtedy w oczy łapiąc za twarz, jakby mogła wbić się w jego duszę i patrzył na nią wtedy, czując jak oboje się rozpadają.
Wtedy dostał listy, zdjęcia, pokazała mu papiery. Płakał widząc diagnozę Kuro, słysząc nad sobą słabe wyjaśnienia o tym, że wszystko będzie w porządku. Poradzą sobie.
Schizofrenia paranoidalna.
Szaleństwo, które widział w Imito w końcu dotarło, wbiło w niego zęby zaciskając się z roku na rok coraz mocniej, zwłaszcza gdy uciekli poza Tamten wymiar. Zwłaszcza, że znów się odłączył poszukując w życiu czegoś więcej, niż szepty za każdym razem, gdy ktoś z rodziny spojrzy w krwiste tęczówki.
Szaleństwo bywa dziedziczne.
On już o tym wiedział.
[Cześć, witaj ponownie. Jak będziesz miała ochotę to w Argarze na tę chwilę mam Zadara to możemy spróbować :) Ale to spokojnie, jak nie to nie :) ]
OdpowiedzUsuńCześć i czołem, witaj z powrotem ^^ Mam nadzieję, że się będzie Ci przyjemnie pisać. Jeśli chodzi o mnie to chętnie coś popiszę. Niestety aktualnie nie mam żadnej postaci w Argarze, ale Yumi może podróżować zawsze, jeśli chce, prawda? Żołnierz powinien sobie porodzić nawet w trakcie wojny. Ciężko zaproponować mi konkretny wątek, ale wiesz gdzie się zgłosić, gdybyś chciała. Moje postaćki na ten moment grywalne to: Ashan, Darcy, Ernest, Nylian, Onyx, Orianna. Mam też Feo - ale on już jest bardziej od wielkiego dzwonu tak naprawdę, postacią poboczną, która rozwija klany w Siviet. Powodzenia w wątkach, mam nadzieję, że u kogoś temat jego choroby i pomocy mu zostanie podjęty. ^^
OdpowiedzUsuńSAMYCH DOBRYCH WĄTKÓW!
Febe w ostatnich dniach wybierała się w dużo gęstsze zakamarki lasu niż zazwyczaj. Starała się zebrać jak najwięcej cennych ziół, nim wróg dotrze na wyspę i całkowicie ją zniszczy. Polszanie i Flejjdodczycy podobno mieli nadpłynąć od strony Terry, ale nigdy nie było wiadome jak to się ostatecznie potoczy. Ten las miał za wiele do zaoferowania by tak po prostu pozwolić pewnym składnikom spłonąć. Mimo samotnej wędrówki, pilnowała się i nie zapominała o czujności. Yensen nie dałby jej żyć, gdyby coś się stało. Ines i Rahim z resztą podobnie. Czuła, że reprymendę dostałaby nawet od Gava, z którym łączyła ją coraz bardziej matczyna więź. Właśnie szła w okolice pobliskiego strumienia, rosnąć przy wodzie powinien pewien wyjątkowy kwiat, który zdecydowanie przyda się przy gojeniu ran ewentualnych poszkodowanych. Do tego glon osadzający się w płytkich wodach miał równie wiele przydatnych zastosowań w medycynie. Szła spokojnie, gdy nagle powietrze przeciął specyficzny dźwięk, ktoś wypuścił strzałę, a ta przeszyła krzewy i wbiła się w drzewo, nieopodal jej głowy. W pierwszej chwili zastygła, nikogo nie widziała, ale w tak gęstej roślinności ukryć się nie było ciężko. Poczuła narastającą złość, pasma jej włosów zaczęły poruszać się, jakby żyły własnym życiem, a kobieta z impetem ruszyła w stronę przeciwną do lotu strzały. Oczy jej żarzyły się w specyficzny sposób. Jak będzie trzeba do zamieni dowcipnisia w kamień!
OdpowiedzUsuń- Przy zabawie bronią to jednak proponuję dużo więcej ogłady! – warknęła, chwilę przed tym jak wylazła z krzaków i stanęła po ich drugiej stronie. Widząc jednak znajome oblicze, jej oczy wygasły, a ona sama zamrugała szybciej. W pierwszej chwili trochę ją zamurowało, nie była pewna co powiedzieć.
Febe
Ostatnio miała w głowie całkiem spory mętlik. Ciąża z Mohe mocno ją obawiała, a reakcja chłopaka na nią dała do myślenia. Czasem żałowała, że powiedziała mu o niej w taki sposób, z drugiej strony nie widziała innego na to sposobu. Zwłaszcza, że dziecko niczemu nie zawiniło. Nie mniej wolne chwile spędzała na spacerach. Tego dnia obrała sobie za cel plażę. Przywiązała swe buty do swej torby i zamoczyła nogi. Brodząc w wodzie szła przed siebie, błądząc myślami gdzieś daleko. Zastanawiała się co powinna zrobić, jak ugryźć swoją sytuację. Dotknęła palcami swojego brzucha, jakby chcąc się upewnić, że maleństwo dalej tam kiełkowało, choć nie mogła tego wiedzieć. Nie mogła wyczuć. Mogła mieć tylko nadzieję, że to rozwija się dobrze, mimo burzliwych chwil w życiu matki. Uniosła wzrok, gdy do jej uszu dobiegły odgłosy kąpieli i przeskanowała wzrokiem wodę, by zatrzymać go na młodym chłopaku, który wyłaniał się z toni wodnej.
OdpowiedzUsuń- Nie jest ci za zimno? - rzuciła zanim powstrzymała swój język. Był w końcu styczeń. Przykucnęła by wziąć wodę w dłonie i przez moment przelewać ją raz z jednej raz z drugiej strony. - Wybacz, nie krępuj się - dorzuciła zaraz trochę się wycofując. Uznała, że jej komentarz mógł zostać źle odebrany przez chłopaka.
Emma
Ashan przeczytał krótką notatkę jeszcze raz, chociaż za pierwszym razem znalazł w niej dokładnie tyle samo konkretów. Diego zdecydowanie się nie postarał tym razem. Albo właśnie postarał, chcąc mu dogryźć za wszystko i za nic. Ostatnio robił to o wiele częściej niż pamiętał. Pokręcił głową, wpatrując się dalej w tą durną, lakoniczną wiadomość.
OdpowiedzUsuńYumi. Żołnierz. Do oceny dalszego przydziału.
Żadnych konkretów, żadnej informacji o tym co potrafi ten nowy Argarczyk, a powód jego wizyty w Phyonix też pozostał dla niego tajemnicą. Brat z pewnością dostał na ten temat informacje, a jednak jemu ich poskąpił. Złożył papier na pół i wsunął go za pas, wychodząc z niewielkiego budynku zajmowanego przez dowództwo przyczółka. Placówka nie należała do największych, ale nie miał zamiaru pokazywać większych nowym, którym sam nie ufał. Kilka kamiennych zabudowań, mur, wieża obserwacyjna i wystarczająco dużo żołnierzy, żeby kontrolować co się dzieje na przygranicznym szlaku. Wpuszczenie kogoś w miasta stało się ostatnio o wiele trudniejsze. Za dużo się wydarzyło, żeby przyjmował każdego jak leci, nawet jeśli jego intencje były dobre, trzeba było to zweryfikować. Przechodził przez garnizon rozglądając się za nowym żołnierzem. Znalazł go na dziedzińcu. Nietrudno było go odróżnić, reszta tutejszych miała czerwone albo rude włosy, więc jego czarne po prostu mocno się wyróżniały.
— Yumi? — rzucił, zatrzymując się kilka kroków przed nim. — Ashan — sam się przedstawił. Powinien chociaż wiedzieć, że aktualnie jest jego przełożonym, a opowiadanie mu dlaczego nie było tutaj jakkolwiek potrzebne. Przetaksował go spojrzeniem, oceniając czy budowa ciała jest zgodna z tym jaki zawód podał. — Powiedziano mi, żebym sprawdził, gdzie cię wsadzić, żebyś się do czegoś przydał i czy faktycznie będziesz potrzebny tutaj czy za granicami — wyjaśnił mu. W zasadzie nie wiedział jeszcze czemu zdolny do walki Argarczyk był tutaj. Powodów mogło być wiele. Nie dostał żadnego ostrzeżenia z Argaru, chyba, że to zwyczajnie jeszcze nie dotarło. Niemniej i tak nie darzył by go od razu zaufaniem. Najlepiej było ocenić wojaka w faktycznej walce. Kącik jego ust drgnął minimalnie. Odwrócił się i wskazał głową bramę.
— Bierzesz broń, wodę i idziesz ze mną. Mamy punkt obserwacyjny na północ od przyczółka. Patrol powinien zostawić tam znak przed zachodem słońca. Nie zostawił. Podobno masz doświadczenie, więc pokażesz jak bardzo, żołnierzu — pozwolił sobie na dłuższy wywów, a potem poczekał, aż zrówna z nim kroku, zanim ruszą do stajni.
Ashan
Wiadomość od wujka Niklausa dotarła do Darcy jeszcze przed południem. Yumi wybierał się do Phyonix, podobno po to, żeby spotkać się ze „starymi znajomymi”. Kojarzyła go z czasów, kiedy przez pewien okres przebywał w Argarze, gdy ona sama tam mieszkała, choć nigdy nie mieli okazji poznać się szczególnie dobrze. Niedługo później dostała też polecenie od matki. Jako księżniczka i osoba zajmująca się między innymi sprawami uchodźców miała osobiście przywitać Yumiego, sprawdzić jego zamiary i zdecydować, czy można bezpiecznie pozwolić mu wejść dalej w granice królestwa.
OdpowiedzUsuńNa spotkanie założyła ceremonialną zbroję. Była znacznie lżejsza od bojowej, czarno-złota i wystarczająco reprezentacyjna, żeby z daleka było wiadomo, że przybywa tu nie jako zwykła dziewczyna, tylko następczyni tronu Phyonix. Ostatnio coraz częściej musiała o tym przypominać otoczeniu samym wyglądem.
Do przygranicznego posterunku ruszyła z niewielką obstawą. Sama brama prowadząca dalej w głąb Phyonix nie była miejscem, przez które można było po prostu przejść. Tutaj temperatura była już wysoka, sucha i męcząca dla kogoś nieprzyzwyczajonego do pustynno-wulkanicznego klimatu, ale nadal bezpieczna. Dalej zaczynał się żywy ogień przenikający ziemie feniksów i bez podarowanej odporności obcy zwyczajnie nie miał prawa przekroczyć granicy.
Yumiego znalazła w budynku strażniczym. Zauważyła go od razu, podobnie jak to, że wydawał się dziwnie nieobecny, jakby większą częścią myśli znajdował się zupełnie gdzie indziej. Zwolniła nieco, przyglądając mu się uważniej, ale nie zamierzała zaczynać spotkania od przesłuchania. Strażnicy zostali kilka kroków za nią, kiedy podeszła bliżej. Byli, pilnowali jej, ale nie mieszali się w jej działania. Lauri również był obecny. Miała nieodparte wrażenie, że od ostatniego jej przewinienia ten jeden chłopak czy już mężczyzna zawsze był podejrzanie blisko. Rodzice chyba znaleźli pupila do pilnowania jej osoby. Podeszła jeszcze bliżej, na tyle, żeby czarnowłosy mógł ją zauważyć zanim coś powie.
— Yumi? — odezwała się ciepło, z lekkim uśmiechem, chociaż wyprostowana sylwetka i ceremonialna zbroja nadawały jej znacznie bardziej królewskiego charakteru niż wtedy, kiedy mógł widzieć ją w Argarze. — Trochę czasu minęło. Wujek Niklaus uprzedził mnie, że możesz się tutaj pojawić — dodała jeszcze. Przesunęła po nim szmaragdowym spojrzeniem, zatrzymując je na twarzy.
— Darcy Parabellum, gdybyś zdążył zapomnieć — dodała, dalej ciepło, ale już tym tonem, którego używała oficjalnie jako księżniczka — I spokojnie, ta cała oprawa nie oznacza jeszcze kłopotów, ale musisz zrozumieć, że jest wojna w Mathyr, a o Tobie nigdy nie zdążyliśmy dowiedzieć się zbyt dużo. Za bramą zaczyna się żywy ogień Phyonix i bez naszej ochrony długo byś tam nie wytrzymał żywy. Matka poleciła mi zdecydować, czy możemy Ci ją bezpiecznie nadać. Nie mogę jednak też tak po prostu Cię wpuścić — wyjaśniła. Jej oficjalny ton szybko jednak złagodniał. — Ale najpierw chyba powinieneś dostać wodę. Wyglądasz, jakby droga tutaj nie była szczególnie przyjemna. A potem opowiesz mi, kogo właściwie przyjechałeś odwiedzić, bo taki powód został nam podany listownie. Postaram się, żeby zabrzmiało to bardziej jak rozmowa niż przesłuchanie — uśmiechnęła się do niego czulej. Nie wyglądał zbyt dobrze. Sięgnęła do swojego bukłaka z wodą i podała mu go.
Darcy
Emma uniosła na niego wzrok, kiedy ten odwrócił się do niej przodem i wyprostowała się. Nie miała jeszcze aż tak widocznego brzucha, ale nazwanie ją samotną matką trochę ją ukłuło. Jego brak krępacji był zaskakujący i mimo tego, że poczuła się nieco skrępowana to nie odwróciła się. Zamiast tego uniosła lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, nie szukam kandydatów na ojców mojego dziecka - poinformowała go stanowczo. - To dziecko ma swojego ojca - dodała i uniosła wzrok w górę, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Szybko oceniasz po pozorach - odważyła się powiedzieć i cofnęła się o krok. Uśmiechnęła się do niego lekko, starając się usilnie nie spoglądać na jego przyrodzenie. Miał całkiem nieźle wyrzeźbione ciało. - Emma, przyszła seksowna mamuśka, niekoniecznie samotna - przedstawiła mu się.
Emma
Meduza widziała różnice, widziała znaczące różnice w ich wyglądzie, a jednak zaskoczenie i tak brało górę. Chwilę przeskakiwała spojrzeniem po całej posturze chłopaka. Bardzo przypominał ojca. Drgnęła lekko na barwę głosu, na ton w jakim wypowiedział jej imię. Mimo wszystko wzrok kobiety stał się cieplejszy i zrobiła kilka kroków w stronę czarnowłosego.
OdpowiedzUsuń- Yumi... - uśmiechnęła się słabo. Swego czasu dbała o niego, starała się wychować i dać ciepły dom, inny niż ten jego rodzinny. Chłopak ostatecznie wylądował u ciotki, a ona nie była pewna czy ten ruch okazał się właściwy. Z Inez i Rahimem chował się całkiem dobrze, ale teraz dobre kilka lat nie mieli kontaktu i nie wiedziała przed kim konkretnie aktualnie stoi. Spojrzała po krwi na jego ciele, a w oczach zawitała najwyzklejsza troska.
- Twoja, czy cudza? - zapytała. - Juha... - sprostowała. Nie widziała na nim większych ran, więc domyślała się odpowiedzi, nie mniej wolała zapytać. Jako medyczka mogła mu w razie co pomóc.
Febe
Dziewczyna pokręciła przecząco głową, a potem wzruszyła lekko ramionami.
OdpowiedzUsuń- Zdarza mi się - stwierdziła bez ogródek. - Wiesz jak jest, jak tacy pojawiają się na trasie mych pieszych wędrówek to śmiem twierdzić, że to nie moja wina - rzuciła swobodnie, po czym wsunęła dłonie w swoje kieszenie, obserwując to jak się ubiera. Dobrze, chociaż nie będzie się musiała zastanawiać nad tym, gdzie patrzeć. Zwykle mimo wszystko wzrok leciał w dół, kiedy rozmówca był nagi. - Często paradujesz w kompletnym negliżu? - zainteresowała się, bo zdawał się nie przejmować swym stanem ubioru. - Jesteś tu od niedawna? - podrzuciła jeszcze taką myśl.
Emma
Ashan nie miał zamiaru czekać z wyjaśnieniami. Zwłaszcza, kiedy ten miał zamiar tak bezczelnie oglądać służbę. Spojrzał po nim z wyraźną dezaprobatą. Tak, kobieta była piękna i zdecydowanie hojnie obdarzona przez naturę, ale to nie dawało nikomu prawa do rozbierania jej wzrokiem. Skończył pierwszą część wyjaśnień niezależnie od tego czy go słuchał czy nie. To nie będzie jego problem jak Yumi coś spierdoli, albo się nie sprawdzi. Zresztą już teraz czerwonowłosy miał pierwsze zdania do ogólnego raportu.
OdpowiedzUsuń— Nie jesteś w burdelu — ostrzegł go jednorazowo. Kiedy zobaczył jak wyrzuca papierosa wywrócił oczyma mentalnie. Ashan sam był wysoki, liczył sobie ponad dwa metry, a lata treningów oraz walki wyrzeźbiły jego ciało. Tego dnia jednak nie chwalił się swoją klatką piersiową czy tatuażami. Widoczne jedynie były czarne płomienie na szyi. Miał na sobie lekki pancerz z utwardzanej skóry i płaszcz z kapturem - wygodnie i praktycznie na zwiady. Przy pasie miał swój nowy miecz z kryształem w pochwie podarowanej od Morgany - ta była jedynym bogatem elementem jego ubioru, nie licząc zestawu złotych kolczyków w uszach. Yumi więc nie przytłaczał Ashana swoją posturą. Dorównywał mu. Fenalis potrafił docenić czy uznać wysportowane, silne ciało, to jednak nie miało dla niego żadnych interesujących walorów. Pod tym względem wolał zdecydowanie kobiety.
— Uważasz, że po co tu jesteś? — zapytał go ze stockim spokojem, po czym przeniósł wzrok na oczko wodne, w którym dalej był niedopałek. Z tej wody piły zwierzęta. Trzeba będzie ją wymienić. Nakazał dwóm mężczyznom przygotować się do tego. Truć zwierzyny nikt tutaj nie będzie. — Poza tym, że masz wyjąć tego peta z wody. Była czysta, zdatna do picia. Chcesz z niej sam pić?
Ashan
OdpowiedzUsuńPrzytaknęła mu głową, gdy powtórzył jej imię. Uśmiechnęła się nieco szerzej. Niemniej nie przestawała uważnie mu się przyglądać. Jego wygląd z początku zdążył już wystarczająco zmartwić. Nie był fizycznie ranny nigdzie, medyka nie potrzebowali, jednak to początkowe nieobecne, puste, a jednocześnie jakby smutne spojrzenie zwyczajnie sprawiało, że się o niego martwiła, zwłaszcza po tym jaki powód jego przybycia otrzymali.
Darcy była też faktycznie inaczej ubrana. Zbroja nie była może ceremonialna, ale ichniejszy kowal obsesję na punkcie upiększania jej wyposażenia. Niemniej ta i tak była skromna, złota było na niej niewiele. Na piersi znajdował się feniks z państwowego godła, inne złote elementy za to służyły do walki - rękawice z pazurami, naramienniki z wypustkami i buty zakończone na podobieństwo szponów. Niestety było widać w jakiej walce się specjalizuje.
Nie usiadła obok i nie zbliżyła się za bardzo, kiedy wyciągnął papierosa. Nie chciała oddychać tytoniowym powietrzem.
— Przede wszystkim chciałabym dowiedzieć się więcej o powodzenie Twojego przybycia — odparła z ciepłym uśmiechem na twarzy. — Słyszałam, że chcesz odwiedzić znajomych, których nie było w Argarze. Mógłbyś wymienić ich imiona? — zadała pierwsze pytania. Tych miała oczywiście więcej, ale nie chciała go teraz zasypywać.
Darcy
Kiwnęła spokojnie głową, z lekką ulgą wypuszczając oddech, gdy jej odpowiedział. Jego gabaryty nie uszły jej uwadze, chociaż dla niej dalej był po prostu chłopcem, którym się kiedyś zajmowała, a który dorósł i zmężniał. Spojrzała po nim z pewną dozą dumy w oczach, a potem poczuła jak ją przyciąga. Nie oponowała. Fakt, że tak bardzo przypominał Kuro nie potrafił mimo wszystko popsuć jej obrazu dziecka, które kiedyś mieszkało pod jej dachem. Oddała ciepłe objęcie, a czując jak drżą mu dłonie, odsunęła się delikatnie i chwyciła jedną z nich w swoje własne, chowając między swoimi dłońmi. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chociaż trochę słabo. Niestety cześci jego rodziny nie było już w Argarze.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę dobrze Cię widzieć - przyznała, patrząc po nim troskliwie. - W wiosce jednak sporo się zmieniło... Nie wszyscy tam są - wolała go uprzedzić. - Nie mniej... chodź... Inez i Rahim na pewno się ucieszą na Twój widok. Powinieneś się umyć i... i coś zjeść. Jesteś głodny? Przyszykuję coś dobrego - zapewniła, ciągnąc go lekko w stronę Argaru.
Febe
Sama uśmiechnęła się szerzej na jego odpowiedź.
OdpowiedzUsuń- Idealnie, w garach z mojej kuchni zawsze znajdują się dodatkowe porcje dla niespodziewanych gości - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Dość często miała nagłe wizytacje, a jak jedzenie zostawało za wiele to dzieliła je wśród leżących u niej pacjentów. Na gest z przejęciem koszyka uśmiechnęła się do Yumiego wdzięcznie.
- Tak, aktualnie nie mamy nikogo poważnie rannego, a część naszych dotarła do bezpiecznego Azylu z dziećmi, ciężarnymi, starszymi i solidną obstawą. Szykujemy się właśnie do starcia. Niklaus wraz z Radą dość wcześnie zaczęli przygotowania, więc nasze położenie jest całkiem niezłe. Zarówno w temacie lokalizacji, jak i gotowości do walki - zdradziła mu, prowadząc go w stronę bramy. - Nie zdziw się na wstępie, wioskę otoczyliśmy palami, mamy jedno strzeżone wejście i strażników, którzy sprawdzają wszystkich na dzień dobry. Są też regularne zwiady, pilnują palisady jak i obu wejść od strony morza. Większość pracuje tu jak mróweczki - pochwaliła i zaraz wdzięcznie dotknęła jego ramienia.
- Cieszę się, naprawdę, każda pomoc się przyda. Polsza połączyła siły z Fjelldod, a to dwie najliczniejsze nacje, więc ilością zmiatają nas z planszy. Lepiej z umiejętnościami, tu akurat niewielu dorasta naszym wojakom do pięt - pozwoliła sobie wydać własną opinię.
Febe
Zastanowiła się przez chwilę nad spisem ludności, który niedawno wykonywali. Zanotowała sobie w głowie, że Argarczyków należy też zrobić. Najwidoczniej było to koniecznie. Szczerze mówiąc nie mogła mu teraz dać jednoznacznej odpowiedzi. Z Argaru szło sporo osób, a oni tej konkretnej grupy nie spisali. Powinni.
OdpowiedzUsuń— Jeżeli szli razem z resztą grupy uchodźców i nie zrezygnowali w trakcie jest spora szansa, że ich tutaj znajdziesz. Nie zaczęli podróży od Argaru, tego jestem pewna, bo wiem, jak wygląda Melanie. Jest też szansa, że weszli tutaj dawno temu, ale nie uczestniczą w życiu społecznym na tyle, aby teraz Ci o tym powiedzieć — odpowiedziała mu. Więcej powie mu na ten temat, kiedy usiądzie z Natanem i zrobi pełny spis. Jest też szansa, że ojciec będzie mógł ich wyczuć gdzieś w Phyonix, albo zgubili się, szukając wejścia od strony Fasach. Jednak tamtędy szedłby tylko ktoś kto prosi się o śmierć. Tamte tereny nie posiadały map, było zbyt niebezpiecznie. Zaprzeczyła krótko ruchem głowy.
— Wojna trwa od miesięcy — poprawiła go — Na tą chwilę, biorąc pod uwagę aktualnie znane nam informacje - tak, każdego musimy sprawdzić, nawet jeżeli to ma być tylko formalność — potwierdziła mu i uśmiechnęła się do niego pocieszająco. — Nie posądzam Cię o złe intencje, jednakże musisz zrozumieć, że to jest dla bezpieczeństwa ludzi, którzy tutaj żyją. W krótką chwilę do zamkniętego na świat kraju trafiły setki nowych, obcych uchodźców. Ludzie się boją. A Argarczycy zawsze są niewiadomą. Zwłaszcza tacy, którzy znikają na długo, wracają i od razu podróżują — wyjaśniła mu spokojnie. — Rozumiem, że szukasz rodziny i Ci ufam. Muszę jednak potwierdzić Twoją tożsamość. Wygodnie jest podszyć się pod Argarczyka, który pewnego dnia bez słowa zniknął i nagle wrócił — zapewniła go, odsuwając się w bok od dymu. Zmarszczyła lekko brwi i spojrzała na palącego się papierosa. Wystarczyła jedna myśl, aby ten spalił się do prawie do końca w kilka sekund, ale tego nie zrobiła. Nie w pełni. Podkręciła tempo spalania. — Nie dmuchaj na mnie, proszę. Zapach mnie drażni i nie mam zamiaru wdychać cudzej trucizny — jej prośba brzmiała delikatnie, ale w spojrzeniu mógł zauważyć, że następnym razem po prostu puści całą fajkę z dymem. — Informacje, tak? Dobrze, a czego te informacje dotyczą? — zapytała go. Nie była pewna jakie informacje mógł faktycznie posiadać, skoro pojawił się nagle. Czyżby działał w Mathyr? Albo dowiedział się czegoś w trakcie podróży. Szmaragdowe oczy na chwilę zalśniły, a Darcy zaczęła obserwować krążącą w jego żyłach krew oraz wydzielane przez nią ciepło. Tata uczył ją, że w trakcie kłamstwa ta zachowywała się inaczej. Nie była to tak dobra weryfikacja jak moce Akane, ale wiedziała czego szukać.
Darcy
Darcy spojrzała na odrzucony niedopałek. Wypaliła go na popiół, żeby teraz został rozwiany z czasem z wiatrem, a nie walał się przy granicy jako śmieć. Krzak zostawiła jednak w spokoju. Nie był to dla niej żaden problem, potrafiła kontrolować swój ogień. Przechyliła lekko głowę w bok, kiedy wspomniał o rozmawianiu z kimś decyzyjnym. Zaśmiała się cicho.
OdpowiedzUsuń— Właśnie rozmawiasz z najbardziej decyzyjną osobą, jaką możesz spotkać w najbliższym czasie — przypomniała mu. — Informacje o Polszy i kryształach zdecydowanie się przydadzą, co prawda bardziej naszym sojusznikom poza granicami, ale wici można wysłać. Rozumiem, że chęć odnalezienia rodziny jednak to przyćmiła. Postaramy się pomóc w poszukiwaniu, jeśli damy radę. Melanie i Abadon są mi znani z wyglądu, Christophera będziesz musiał jednak opisać, jego nie miałam okazji nigdy poznać — wyjaśniła mu spokojnie. Wyciągnęła dłoń w stronę Yumiego, a ten mógł poczuć, że gorąc tutejszych terenów staje się mniej inwazyjny dla organizmu.
— Oficjalnie otrzymujesz wstęp do mojego kraju, nie spłoniesz żywcem w trakcie przekraczania bramy. Odprowadzę Cię do stolicy, tam będziesz mógł porozmawiać z moim ojcem. Przekażesz mu co wiesz, a także będziesz miał okazję poprosić o pomoc w poszukiwaniach. Najpierw musimy jednak dotrzeć do stolicy. Dzisiaj przejdziemy przez granicę i dotrzemy do pierwszego miasta. Jutro wieczorem powinniśmy być już na miejscu — poinformowała go. Aktualnie zignorowała to gdzie wodzi wzrokiem. Przynajmniej dopóki nie zdawał się robić tego w bezczelny sposób. Odwróciła się do niego, cały czas wyprostowana z głową uniesioną wysoko jak na przyszłą władczynię przystało. Uniosła rękę ku górze.
— Otworzyć bramę, ruszamy! — poinformowała swoją obstawę, a ogromne mosiężne drzwi z kamienia wulkanicznego zaczęły się otwierać, ujawniając przed sobą szlak pomiędzy rzekami lawy. Zerknęła jeszcze na Yumiego. — Nie bój się widoków, nic Ci nie grozi, acz warto uważnie się rozglądać, magmowe węże czasami łaszą się na mniejsze grupy z głodu.
Darcy
— Świetnie, więc masz swój oficjalny zapas wody — Ashan odparł na jego wyjaśnienia. Skoro jemu skażona woda odpowiadała, przynajmniej się nie zmarnuje. Jakby nie patrzeć ta była towarem luksusowym na pustyni, nawet jeśli Kapłanka potrafiła utrzymywać oazy przy życiu, nie należało marnować jej, zwłaszcza na pustkowiach. Zwierzętom wody z tytoniem nie podaruje, tym bardziej swoim własnym ludziom, ale dla Yumiego to mogła być wystarczająca kara. Spojrzał wymownie po strażniczce z garnizonu, która do niego podeszła. Zapytała go w ojczystym co dalej. Ashan uśmiechnął się do niej nieznacznie i potwierdził, że mają kogoś kto wodę wypiję, mają ją przelać do beczki i z niej podawać wodę jednej, konkretnej osobie. — Teraz tylko rusz dupę, żeby wyjąć peta. Sprzątać po Tobie nikt nie będzie. Albo trzymaj po sobie popielniczkę, albo wyrzucaj te pety tam, gdzie nikomu nie wadzą. Możesz je sobie nawet gasić w swoim bukłaku, jeśli tak Ci smakują — rzucił do niego. Przytaknął mu głową.
OdpowiedzUsuń— Zanim Cię gdziekolwiek wystawię ocenię jak dobrym żołnierzem jesteś. Idziesz ze mną na strażnicę, o której mówiłem. Być może już na niej zostaniesz, jeśli będziesz kompetentny. Jeździleś kiedyś na wierzchowcach? — zapytał go na koniec wyjaśnień. Był ubrany inaczej niż sugerowałaby moda Mathyr. Argarczycy tutaj też nosili się inaczej, a w świecie, z którego przybyli, cóż, ubrania też były nieco inne. Te tutaj wyglądały jeszcze inaczej. Nie komentował jednak tego, jeśli miał broń i wyposażenie proszę bardzo. Wskazałam mu ruchem ręki, żeby poszedł z nim do stajni.
— Przyczółek jest kawał drogi stąd, pojedziemy mosertami. Zobaczymy z jakiej gliny Cię ulepili. Jeśli się sprawdzisz jest szansa, że zostaniesz wysłany na front poza granice i dostaniesz żołd, jeśli nie… — wzruszył ramionami. Najwyżej będzie radzić sobie sam i zarabiać na życie samodzielnie. Jemu to nie robiło, ale za nic złota nikt tutaj nie dostanie. Na potrzebującego nie wyglądał. Prawie, bo ubrania były tak zniszczone, że był pod wrażeniem, że jeszcze się nie rozpadły.
Ashan
Wakacje? Nie mogła się nie uśmiechnąć, czy nawet lekko nie zaśmiać. Pierwszy raz słyszała to z ust Argarczyka, zamiast narzekania na fakt, że te tereny są po prostu zbyt gorące i niezdatne do życia. Dla niej tereny wulkaniczne miały swój urok. Wyglądały i były zabójcze, to oczywiste, a jednak właśnie w tych rejonach najłatwiej było połączyć się z ciepłem, gorącym jądrem świata, który buchał raz po raz żarem jak bijące serce. W tych okolicach czuła się najsilniejsza, prawie wszechmocna, gdy to bicie serca zaczynało zgrywać się z jej własnym.
OdpowiedzUsuńYumi mógł równie dobrze próbować się podlizać, więc nie przyjmowała jego opinii za pewnik.
— Zobaczymy kiedy będziesz miał dość. Niemniej bardzo miło słyszeć pozytywną opinię. Mam nadzieję, że reszta kraju również przypadnie Ci do gustu — rzuciła, prowadząc go na szlak. Straż ustawiła się kilka metrów za nimi i przed nimi. Zamykali i otwierali pochód, ale dalej milczeli, jeśli chodziło o przybysza. Mówili do siebie jedynie w ojczystym języku o ile w ogóle coś mówili. Dziewczyna z kolei stąpała pewnie po skałach, żwawym krokiem. Zadanie, które jej przydzielono nie było trudne, wracała już do domu, a krótkie wyjście dobrze jej zrobiło.
Darcy
Febe zaśmiała się lekko na jego stwierdzenie.
OdpowiedzUsuń- Yumi, to wioska Argarczyków, zapewniam Cię, że to nie są takie zwykłe drewniane pale. Osoby, które zasiadają w Radzie, zdecydowana ich większość, przeżyła sporo wojen. Nie chronili by mieszkańców przy pomocy najzwyklejszych patyków – dodała z pogodnym uśmiechem. Niklaus, Meliodas, Yensen, oni wszyscy mieli spore doświadczenie na bolach bitwy. Do tego wszystkiego Shiya, może i w wielu wojnach nie brała jawnego udziału, ale miała łeb na karku i pomysłów jej nie brakowało. Spojrzała po Yumim, gdy wspomniał o pomocy.
- Pewnie, doświadczenia jak najbardziej warto porównać, ale w tym temacie to lepiej byś rozmawiał z moim mężem, Yensenem, albo nawet z samym Niklausem. Na pewno chętnie z Tobą porozmawiają i może nawet wdrożą Cię w kilka tajemnic – dodała, dalej go prowadząc. Uśmiechnęła się cieplej na samo wspomnienie jej dzieci.
- Inez to dzielna dziewczyna. Szkoli się pod moim okiem i pracuje nad swoimi zdolnościami leczniczymi, do tego chętnie trenuje z Yenem. Rahim dalej jest tym bardziej skrytym. Często przesiaduje w swojej przemianie i lubi spędzać czas z plemieniem wężopodobnych lizardów. Pomaga bardzo w przygotowaniach do wojny, ale dość mocno stroni od… walk czy innych przejawów brutalności. Lubi kombinować i się nie zmęczyć. Też trenuje z Yenem, ale nie ma w tym takiego zaparcia jak Nesi. On to bardziej z tych skradających się i strzelających z zatrutych strzałek w przeciwnika – opowiadała mu z uśmiechem, ale i pewną troską w oczach. Kiedy przeszli już przez bramę i strażników, a Yumi zatrzymał się niedaleko nieskończonego domu Abbadona oraz Mel, Febe westchnęła lekko i przystanęła przy chłopaku.
- O tym właśnie mówiłam Yumi. Nie wszyscy tu z nami są. Mel i jej rodzina zniknęli niedługo po Tobie. Zostawili Niklausowi jedynie notatkę, że kiedyś wrócą, ale nic nie wyjaśniali, nie określili celu. Nie wiemy gdzie są i czy w ogóle są w tym wymiarze – dotknęła jego ramienia pokrzepiająco.
Febe
Straż była przede wszystkim skupiona na wypatrywaniu ewentualnego zagrożenia i obserwowaniu księżniczki. Darcy czuła na sobie te spojrzenia. Rozumiała, że zdarzyło się jej się wyjść ze swojej roli raz czy dwa, zależnie od interpretacji, ale czasami przesadzali z tą nadopiekuńczością. Wywróciłam mentalnie oczami, ale uśmiechnęła się do jednego z nich, kiedy ten spojrzał po niej z większą uwagą. Jakby nie patrzeć to nie ich wina. Na komentarz Yumiego zaśmiała się lekko i uśmiechnęła nieco szerzej, bardziej przyjaźnie.
OdpowiedzUsuń— Właśnie słyszę, interesujący dialekt. Lekki dla ucha — zauważyła. Na pytania potakiwała cały czas głową. — Jak najbardziej, wszystko jest, ale te miejskie zobaczymy jutro najwcześniej. Dzisiaj zatrzymamy się w przydrożnej. Ale musisz wytrzymać jeszcze trochę. Gwarantuje, że łóżko i strawę dzisiaj dostaniesz — zapewniła go, uśmiechając się do niego.
Darcy
Febe uważnie obserwowała poczynania Yumiego. To jak głęboko schował rękę w torbę dało przypuszczać, że ma on ze sobą rzeczy z ich poprzedniego wymiaru. Torby, które mieściły namioty i cały asortyment nie były znowu takie mało popularne w ich poprzednim świecie. Pewnie nie jeden Mathyrczyk na taki widok zgubiłby oczy, ale dla niej nie było to nic dziwnego. Wisiorek jednak zwrócił jej uwagę.
OdpowiedzUsuń- To jakiś wykrywacz? – zapytała, widząc, że na twarzy Yumiego maluje się spokój. Najwyraźniej medalik miał jakieś tylko mu znane właściwości. Kiwnęła głową na jego przypuszczenia co do Abbadona.
- Zapewne – przyznała. Nie byłby to dla niej jakiś szok. Uśmiechnęła się lekko.
- Skoro Ty tak mówisz, to pewnie masz rację – z nich wszystkich najwięcej wiedział o rodzinie Miroki, więc stawiała, że rzeczywiście rodzinie nic nie grozi. Z drugiej strony dało się wyczuć w jego głosie tą nutkę niepokoju. Na razie jednak nie dopytywała. Pogoniła go ruchem dłoni i znowu ruszyli, kierując się do domku położonego najwyżej w wiosce, to właśnie tam mieszkała jako tutejsza medyczka. Zaśmiała się krótko.
- Inez Cię pamięta, chociaż zdecydowanie nie w takim wydaniu – tu spojrzała po nim ciepło. – Ale wspomina brata Yumiego. Rahim zna Cię bardziej z jej opowiadań, ale jestem pewna, że się ucieszą na to oficjalne poznanie – zapewniła, nie przerywając wędrówki. Mieli całą wioskę do przejścia.
Febe
Coś ten medalik Febe mówił, a jako medium czuła, że może mieć związek z duszami, nie mniej jej zdolności ograniczały się do umiejętności rozmawiania z duchami, więc jedynie podświadomość coś mogła tu podpowiedzieć. Zdziwiła się trochę, gdy przyznał, że to naczynie. Słuchała uważnie, z wyraźnym zainteresowaniem, dalej prowadząc go w stronę domu. Na wzmiankę o Lux delikatnie westchnęła i kiwnęła głową. Śmierć tej małej wpłynęła na wiele żyć, nie zdziwiłaby się, gdyby to z jej powodu zaczęli szukać dla siebie rozwiązania. Na wieść, że pomysł wyszedł od Kuro trochę zaskoczona uniosła brwi. Czarnowłosy głupi nie był, ale szaleństwo w pewnej chwili zdecydowanie go przerosło. Może w jakiejś chwili powrotu na dobre tory wpadł na genialny pomysł?
OdpowiedzUsuń- No proszę – spojrzała po błyskotce. – Przechowywanie fragmentu duszy i ożywianie. Daleko poszliście z tym tematem – przyznała, trochę głębiej się nad tym zastanawiając. – Kogoś już ożywialiście w ten sposób? Nie ma jakiś efektów ubocznych? – zainteresowała się. Tematy dusz robiły się ostatnio dość popularne jak na jej oko. Zaśmiała się krótko na jego żart i poklepała go po plecach. Na wspomnienie Rahima raz jeszcze lekko się zaśmiała.
- Taak, czasami mam wrażenie, że to było zaledwie wczoraj – przyznała rozbawiona. Spojrzała na niego gry wspominał swoje wybryki.
- Racja, miałeś dość ciężki okres… - pamiętała ten jego bunt i to jak prosiła Nika o pomoc, by z chłopcem porozmawiał, jako facet. Westchnęła ciężej, ale zaraz znowu uśmiechnęła się ciepło do Yumiego.
- A jak teraz? Jaki teraz masz okres? Poza tym, żeś wyprzystojniał? – zapytała lekkim tonem. Właśnie wchodzili na górę i już zaraz mieli być przy jej domu.
Febe
Mówił o tym wszystkim tak lekko, że ciężko było nie mieć wrażenia, że wiele w życiu go spotkało. Niestety jednak raczej to nie było za wiele naprawdę dobrych momentów. Kiwnęła głową, gdy mówił o śmierci bliskich jako zapalniku.
OdpowiedzUsuń- Chrisa na wychowanie? – powtórzyła. – Chyba nigdy mnie nie przestanie dziwić to jak często chcą wykorzystać dzieci do własnych potrzeb… - pokręciła głową, czując wyraźną irytację. Spojrzała po Yumim z pewną dozą troski w oczach. Nie była pewna czy to śmiech z rozbawienia, czy jedynie maskujący prawdziwe emocje. Obserwowała go i uśmiechnęła się mimo wszystko, gdy przyznał, że jest dobrze. Zatrzymała się z nim na ganku i słuchała, z początku z lekkim rozbawieniem, a później patrząc po ranach już poważniej. Normalnie jakby widziała Gava i całe jego towarzystwo, cali w pamiątkach po starciach. Żyli w takich czasach, że blizny na ciele nie były niczym mało spotykanym, szczególnie dla niej. Prawie codziennie kogoś zszywała. Mimo wszystko Yumi opowiadał o tym w taki sposób, że ciężko było się martwić, jeszcze ten jego łobuzerski uśmiech. Czuła w kościach, że jego powrót może zwiastować kolejne sercowe dramaty. Pokręciła głową, patrząc po tych jego pamiątkowych okaleczeniach, miał ich sporo.
- Miło słyszeć, że z tak pozytywnym nastawieniem podchodzisz do zdobywania kolejnych blizn – rzuciła z nutką żartu w głosie, a potem weszła z nim do domu.
- A teraz zapraszam w nasze progi. W razie jakbyś chciał mamy jeden pokój wolny. Możesz u nas przenocować. No, chyba, że wolisz Piaski Czasu i więcej prywatności – dodała, od razu ruszając do kuchni.
- Inez! Rahim! Mamy gościa! – rzuciła w stronę schodów. Z tego co kojarzyła to dzieciaki były w domu. Na dzień dobry Yumi mógł zobaczyć dość rozległy wiatrołap, który bardziej przypominał poczekalnię. Z niego przejście było do salonu i kuchni, a resztę pomieszczeń na parterze zajmowały spiżarnia oraz dwa gabinety ogólne i gabinet Febe, wszystkie trzy wyposażone tak, że spokojnie mogli u niej nocować pacjenci. Meduza poklepała blat kuchenny, aby Yumi położył na nim koszyk z ziołami.
- Połóż tobołki na razie w salonie – poleciła mu. – A ja już wstawiam strawę – postawiła odpowiedni gar na piecu i zaczęła rozpalać ogień. W tym czasie z góry zdążyła zejść Inez, a widząc Yumiego od tyłu uniosła lekko zaskoczona brew.
- Znowu jakiś zbłąkany wędrowiec? – zapytała, a Febe obejrzała się na nią z wymowną miną. – Dzień dobry? – dziewczyna miała już 13 lat i w pierwszej chwili nie połączyła kropek, ale kiedy i Yumi spojrzał w jej stronę, na chwilę zastygła. Za dzieciaka twarz ojca śniła się jej po nocach i sny te zaliczała do koszmarów, więc pierwszym odruchem było po prostu zrobienie kroków w tył i sięgnięcia do paska po swój krótki nożyk. Nie wyciągnęła go jednak, a tylko złapała rękojeść, bo zaraz coś jej się przestało zgadzać. Zmarszczyła czoło i zamrugała szybciej oczyma.
- Yu… Yumi? – zapytała wyraźnie zaskoczona.
Febe
Febe kiwnęła głową na wyjaśnienie sprawy Chrisa. No tak, tyle już tu czasu żyli, że chwilami zapominała o tych anielsko demonicznych dramatach. Meliodas co prawda był demonem, ale do tej pory z tego powodu nie mieli jakiś rodzinnych nieprzyjemności. Meduza skupiła się na szykowaniu jedzenia, a Inez dalej wpatrywała się w brata. Rahim też powoli zaczął schodzić w dół, ale zatrzymał się w połowie schodów, widząc jak czerwonooki chłopak kuca przy jego czerwonnokiej siostrze i zwraca się do niej tym konkretnym tytułem. Inez jeszcze chwilę stała niepewnie, zerknęła w stronę matki, jakby szukała w niej potwierdzenia, a kiedy Febe uśmiechała się ciepło, to dziewczyna zmniejszyła dystans i doskoczyła do brata, otulając go ramionami i przytulając.
OdpowiedzUsuń- Yumi! – zaśmiała się wesoło po czym lekko się odsunęła. – Coś Ty ze sobą zrobił?! Co żeś żarł, że taki urosłeś?! Masz jakieś specjalne treningi? Ćwiczysz jakimś wyjątkowym rodzajem broni? – jej ciekawskie oczy zaczęły patrzeć po całym asortymencie brata. Febe zaśmiała się na tą drastyczną zmianę w zachowaniu córki, oho, no to teraz pozna prawdziwą Inez i jej zamiłowanie do wojaków.
Rahim w tym wszystkim powoli schodził schodek po schodku, zatrzymał się na ostatnim stopniu, oparł plecami o ścianę i bacznie obserwował głośną siostrę, a jeszcze baczniej tego całego „Yumiego”. Czyli to o nim mu opowiadała. Chłopak mimo szmaragdowego koloru oczu rodzaj spojrzenia miał typowo po ojcu. Badawcze, czujne, nieufne. Obserwował, nie zmieniając swojej pozycji.
Febiniec
Febe słuchała tego co mówił, dalej jednak skupiając się na szykowaniu jedzenia. Inez z kolei parsknęła krótkim śmiechem na wizje wciskania szpinaku, a zaraz dumnie wypięła pierś.
OdpowiedzUsuń- Szpinak to ja akurat zjadam łychami! Mama robi taki zaje… znaczy… bardzo smaczny – uśmiechnęła się niewinnie i zerknęła w stronę Febe, czy ta przypadkiem nie słyszała. Febe pokręciła lekko głową, urzędowanie dziecka z wiedźminem tak właśnie potem wychodziło, wszystko było „zajebiste”. Inez na wizję tego, że może mu dorównać wzrostem aż się oczy zaświeciły.
- To by dopiero było świetne! – roznosiłaby wtedy wrogów w pył, nikt by się nie odważył śmiać z tego, że jest dziewczynom.
- Uu, aż taki srogi? Tata też wymaga, ale jak to z tatą, mam na niego swoje sztuczki – przyznała wesoło, mając rzecz jasna na myśli Yensena. Już od dawna nazywała go swoim ojcem. Dziewczyna widząc minę młodszego brata dmuchnęła sobie w zmierzwione włosy i wystrzeliła w stronę kuchni.
- Pomogę mamie wszystko przygotować, a Wy tu sobie pogadajcie – stwierdziła, wiedząc, że z Rahimem na „dzień dobry” może być raczej ciężko. Kiedy Yumi podszedł i usiadł, chłopak dalej stał i go obserwował.
- Jak je zamierzasz próbować zabrać dla siebie to Cię zabiję, to moja mama i moja siostra – zaznaczył prosto z mostu, bez większych emocji w głosie.
- Jacie, Rahim… Ty to masz wejścia… - Inez akurat przyszła rozłożyć talerze na stole i nie mogła tego nie skomentować. – Mamo! On jest niereformowalny! Znowu wygraża śmiercią! – krzyknęła, a Rahim zmroził ją wzrokiem. Febe zaraz się pojawiła obok.
- Co się dzieje? – spojrzała na syna i na Yumiego.
- Stawiam sprawę jasno, jak na faceta przystało – odpowiedział Rahim, zawzięcie patrząc w oczy matki, a zaraz patrząc w oczy Yumiego.
- Taty nie ma i ja je pilnuję. Więc nie kombinuj, gościu – dzieciak zmrużył lekko oczy.
Febiniec
Kąpiele zazwyczaj brało się w negliżu, ale sama wolała szukać bardziej odosobnionych miejsc na nie. Zwłaszcza, gdy była szansa, że ktoś może przechodzić obok, ale każdy działał jak tylko miał na to ochotę. Położyła dłoń na jego brzuchu, kiedy tak chętnie się do niej zbliżał i posłała w jego stronę zadziorny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- A co? Zainteresowany? - zapytała. - Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie lecisz na samotne matki - zauważyła, patrząc po nim uważnie i odsuwając się o krok, a gdy trącił jej biodro dłonią zaśmiała się cicho. - Zazdroszczę - rzuciła z lekką melancholią w głosie. Sama rodziny nie posiadała, więc sam fakt że on do swojej własnej wracał przyprawił ją o delikatną nostalgię. To musiało być naprawdę miłe.
Emma
Ashan nie tyle kipiał arogancją, co jasno stawiał granice. Nie interesowały go osobiste pobudki Yumiego, dla których tutaj był. Chciał się dać sprawdzić, więc powinien wiedzieć, że rozkazy będzie musiał wykonywać. Nikt nie pozwoli dowodzić komuś o kim nic się nie wie. Sama postura nie świadczyła o kompetencjach, Lazarus już to pokazał. On nikomu nie da takiego kredytu jak jego rodzice. Ashan stał w miejscu dalej. Czekał aż Yumi podniesie tego cholernego peta. Wyjął z kieszeni własne papierosy, odpalił jednego i zaczął wpatrywać się w mężczyznę bez jakichkolwiek emocji.
OdpowiedzUsuńAshan
Coś czuła, że język jakim mówił Yumi zdawał się dziwnie znajomy. Nie mówił głośno czy wyraźnie, więc nie mogła stwierdzić na pewno, ale kiedy sam potwierdził to uśmiechnęła się nieznacznie. Uśmiechnęła się szerzej i przechyliła lekko głowę na bok.
OdpowiedzUsuń-Kojarzę, że Czerwone Wesele było prawie idealnie graficznie opisane, ale autor poskąpił kilku szczegółów. Zszywanie głowy wilkora z Robbem powinno znaleźć się w księdze, aby dodać wszystkiemu więcej tragedii - odpowiedziała mu w piekielnym, demonicznym, który znała doskonale od wielu lat, zresztą nie tylko ten język miała w małym palcu. Nie znała wszystkich wynalazków argaru, ale książki rodzice ze sobą zabrali, tyle ile mogli. Mimo wszystko fantastyka ichniejsza nie była aż tak ciekawa jak ta podszyta horrorem. Po zwykłej fantastyce zawsze można było spodziewać się dobrego zakończenia. Ciekawiej było się bać, zwłaszcza tego co nie mogło realnie skrzywdzić. Zaśmiała się wesoło na kolejne pytanie i uśmiechnęła wymownie.
-Mogę powiedzieć, że będzie żarcie, ale nie poczułbyś się wtedy jak pies? Próbuję być miła dla nowego przybysza - wyjaśniła mu. - Ale skoro nalegasz to Ty dostaniesz żarcie, osobiście o to zadbam - dodała.
Darcy
Ashan stał uparcie w miejscu, paląc papierosa ojczystej marki. Najróżniejsze skręty był w Mathyr jeszcze zanim ojciec przyszedł ze swoim nałogiem. Jednakże można było raczej całkiem obiektywnie stwierdzić, że Sangius przyczynić się do zwiększenia produkcji, a jego pierworodny odziedziczył nałóg. Tytoń przyjemnie koił zmysły, a z dodatkiem przypraw czy konkretnych ziół zapewniał jeszcze lepsze efekty. Ash nigdy nie miał problemu z utrzymywaniem pustego, pozbawionego uczuć wyrazu twarzy. Nawet w sytuacji, gdy Yumi pokazał mu moce łudząco przypominające te należące do ciotki Arii czy Gava. Kolejny syn śmierci? Zdecydowanie nie. Nie wyczuwał też od niego czystego demonicznego zapachu. Nie wiedział skąd ma te moce, nie zamierzał też dopytywać a tym bardziej pokazać, że udało się go czymś zaskoczyć. Spojrzał kątem oka jak dusza podnosi niedopałek i wyrzuca go do kosza. Nareszcie. Przytaknął mu ruchem głowy. Nie wzdrygnął się, czując chłód. Trzymał się twardo.
OdpowiedzUsuń-Tak - odparł mu krótko i pokierował do stajni.
Ashan
Darcy uniosła delikatnie wzrok, ale nie czuła się przytłoczona wzrostem. Nie pierwszy raz rozmawiała z wielkoludem, więc była przyzwyczajona. Różnica wzrostu też nie przeszkadzała jej zachować swojej królewskiej prezencji. Zmarszczyła brwi, słysząc o paleniu stolicy.
OdpowiedzUsuń-Serio? Ona? Ta, która złamie koło? Nie widzę tego. Autor książki tak napisał? - zainteresowała się. Jeżeli tak, tym bardziej cieszyła się, że miała w głowie swoje własne zakończenie. Dużo lepsze w takim razie. - No proroctwo było dość jasne, jeśli ktoś uważnie czytał. To była dla was jakaś tajemnica? - zdziwiła się lekko, bo w jej głowie Danka zdecydowanie była Azor Ahai, nie było innego logicznego kandydata. Kiedy Yumi odpalił kolejnego papierosa, tym razem zdecydowanie bliżej niej pokręciła głową. Już raz ostrzegła. Dotknęła papierosa, a ten w parę sekund spalił się na popiół, który częściowo spadł na ręce Yumiego, a częściowo na szlak.
-Mówiłam, że masz tym na mnie nie chuchać. Jak chcesz zapalić to się odsuń - wyjaśniła, uśmiechając się ku niemu uroczo. Na coffee rave wzruszyła ramionami. Kojarzyła tłumaczenie.
-Zależy. Niespodzianka na rano. Szok kulturowy prosto z Phyonix - odparła.
Darcy
Ashan wyłapał ten uśmiech kątem oka, ale nie dał po sobie poznać, czy Yumi rzeczywiście trafił w punkt. Zaciągnął się tylko papierosem, na moment również unosząc twarz ku słońcu. Nie przeszkadzało mu, że chłopak próbował go rozgryźć, dopóki robił przy tym to, czego od niego wymagano. Niedopałek został podniesiony, więc dla Ashana cała wcześniejsza przepychanka przestała istnieć. Nie należał do ludzi, którzy potrzebowali ostatniego słowa dla samej satysfakcji posiadania racji. Ruszył dalej spokojnym krokiem, prowadząc ich w stronę stajni przy niewielkim przyczółku. Dopiero tam zgasił własnego papierosa, upewniając się przy tym, że nie pozostawił po nim żaru, a potem wrzucił go do puzderka, które było jego osobistą papierośnicą. Zerknął na Yumiego, potem na stojące nieopodal moserty.
OdpowiedzUsuń— Jeździsz? — zapytał krótko.
Ashan
— Jon Snow? Serio? — zdziwiła się. Nie wygląda na zachwyconą takim obrotem spraw. To naprawdę było w książce? — Seria urwała się tak, że byłam pewna, że Bloodreaven przejmie ciało Branna, a Jon przemieni się w innego. Idiotyczne zakończenie — skomentowała wyraźnie zawiedziona takim obrotem spraw. — wolę swoje własne zakończenie — rzuciła jeszcze wzruszając ramionami, bo to z każdą chwilą zdawało się nie dość, że ciekawsze, to jeszcze bardziej logiczne. Przyjrzała mu się uważniej na to jego wymowne spojrzenie. Aha, już się domyślała co miał na myśli, że to miła niespodzianka. Powstrzymała rumieńce i wspomnienia jej własnych tańców.
OdpowiedzUsuń— Zależy co lubi oglądać Twoje oko — odpowiedziała mu politycznie.
Darcy
Spojrzała po Yumim i zatrzymała się na chwilę. Nie była może tak wielką fanką literatury jak Tony czy Grima, ale tamtą sagę naprawdę lubiła. Do momentu, gdzie sama skończyła czytać, bo gdy rodzice opuszczali tamten świat Pan G.R.R. Martin nie dokończył powieści. Wywróciła oczami i wyciągnęła rękę z ostrzami w stronę Yumiego.
OdpowiedzUsuń— Kończ waść, wstydu oszczędź — odpowiedziała mu poważnym tonem, po czym uśmiechnęła się i zabrała rękę. Kiedy zaczął mierzyć ją spojrzeniem uniosła lekko brew. — Za długo — poinformowała go spokojnym, ale zdecydowanym tonem. Tak, wiedziała, że jest ładna, i że nie dało się ukrócić takiego taksowania, ale granice można było wyznaczać tak czy siak.
— Jeżeli mam strzelać to pewnie bestie taplające się lawie, w końcu podobno okolica Ci się podoba — wzruszyła ramionami, nie dając się złapać na żaden podtekst tym razem. Uczyła się, nie była teraz taka łatwa do złapania w takie pułapki.
— I luksusy. Zimnego piwa na pustyni mu się zachciało. Nie wiem czy straż się podzieli — zażartowała i przyspieszyła kroku. Węże zaczynały powoli budzić się ze snu, lepiej nie było ich kusić.
Darcy
Ashan zerknął na przełamane w dłoniach jabłko, odnotowując bez komentarza, że siły Yumiego nie można było odmówić. Nie wyglądał też na szczególnie przejętego obcym zwierzęciem, co akurat działało na jego korzyść. Bardziej interesowało Ashana, jak zachowa się już poza bezpiecznym obrębem przyczółka, bo wtedy zwierzęta zaczynały bardziej dokazywać, gdy nie czuły się swojo i spokojnie. Kiedy podszedł do własnego moserta, czarne zwierzę o masywnej sylwetce i rozłożystym, niemal drzewiastym porożu od razu zwróciło ku niemu łeb.
OdpowiedzUsuń— Veli — szepnął do niego Ashan, przesuwając dłonią po ciemnej szyi. — No, już, już…Bracie — dodał, uśmiechając się lekko, czule w jego stronę. Mosert odpowiedział cichym pomrukiem, spokojnie pozwalając mu założyć uprząż. Ashan sprawdził popręg, siodło i mocowania przy jukach z przyzwyczajenia. Siodłając moserta, przelotnie zastanowił się nad wspomnianymi ogarami i uznał, że jeśli chłopak faktycznie utrzymywał się na czymś podobnym, tutaj raczej nie powinien sobie rozbić karku.
— Jeździ się podobnie, tylko szerzej pracuje grzbietem — rzucił, dociągając ostatni pasek. — Nie szarp wodzy i powinieneś przeżyć. Stalową dupę też sobie wyrób, jeśli jeszcze jej nie masz — dodał, po czym wsunął stopę w strzemię i sprawnie znalazł się w siodle, czekając już tylko, aż Yumi poradzi sobie ze swoim.
Ashan
Febe spojrzała po synu i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Himi... Nie wpuściłabym do domu bandyty o szemranych zamiarach - zauważyła. - Nie mam nic przeciwko Twojej waleczności, ale musisz nauczyć się z niej korzystać w odpowiednich momentach - pouczyła go, a widząc, że Yumi nie bierze do siebie słów brata postanowiła wrócić do kuchni by dokończyć podgrzewanie potrawki. Inez z kolei zabrała się za krojenie pajd chleba. Rahim dalej patrzył po Yumim bez większego wyrazu. Skrzyżował ręce na torsie słysząc o palcach w nosie.
- Po cichu liczę, że był to Twój nos - odpowiedział mu i spojrzał nieufnie po ręce. Ostatecznie jednak zerknął w bok i ją uścisnął.
- Rahim - przedstawił się, dalej nieco naburmuszony. Słysząc o siostrze i matce wrócił spojrzeniem do chłopaka. Kiwnął głową na to jego ostatnie stwierdzenie.
- Nie znam Cię gościu, nie polubię tylko dlatego, że coś o Tobie słyszałem... - zaznaczył, a widząc wzrok matki i siostry, które patrzyły po nim z kuchni, westchnął ciężko. - Ale mogę poznać i zdecydować czy Cię polubię, czy nie... - dodał, po czym wyminął Yumiego na schodach i sam ruszył do kuchni, pomóc w przygotowaniach. Zabrał sztućce i zaczął rozkładać na stole, a chwilę później Febe przyniosła do stołu w salonie gar ciepłej strawy.
- No to zapraszam do stołu - rzuciła do wszystkich. Inez ustawiła chleb i zajęła miejsce, a za nią zrobiła to pozostała dwójka. Febe uśmiechnęła się do Yumiego, wskazując jedno z krzeseł.
- To co, najpierw chcesz usłyszeć co tutaj się działo czy poopowiadasz coś o własnych przygodach? - zapytała.
Febiniec
Febe była już przyzwyczajona do zachowań syna, zawsze robił z siebie oschłego ponuraka na dzień dobry, ale jak wzięło się go na przeczekanie to wychodził z niego dobry chłopak. Musiał swoje pokogucić i nie słuchał, gdy inni ostrzegali, że kiedyś kosa trafi na kamień. Febe więc czekała aż przyjdzie taki dzień i Rahim na własnej skórze nauczy się pokory. Już i tak było z nim lepiej niż te kilka lat temu.
OdpowiedzUsuń- Pfy, do kogo te słowa? - Inez spojrzała po Yumim wymownie. - Sama już nie jeden zadek sklepałam! - zaznaczyła, a Febe zaśmiała się, kręcąc głową.
- Zadek owszem, ale manekina treningowego - zauważyła Febe, nakładając każdemu porcję, Yumi zdecydowanie został najhojniej obdarowany.
- Mamo... - odezwała się młoda, ale meduza pokręciła głową.
- Nawet nie zaczynaj, będzie odpowiedni czas na słuchanie takich historii, a teraz lepiej jedź. Jak masz rzeczywiście skopać tyłki to musisz mieć siłę - zaznaczyła kobieta, a dziewczyna westchnęła i kiwnęła głową. Rahim z kolei bez dyskusji po prostu jadł i słuchał.
- Spotkałeś piratów? - zapytała zainteresowana Inez, patrząc po Yumim entuzjastycznie. - U nas kilku było! - dodała dumnie i uśmiechnęła się szeroko. Febe na jej słowa przytaknęła.
- Tak, byli, byli też Polszanie nim się to wszystko zaczęło. Na kilka tygodni przed spaleniem Slavit odwiedziła nas grupka. Trochę się panoszyli, ale zostali utemperowani. Potem doszły nas słuchy o ruchu Peruna i właściwie od tamtego czasu zaczęliśmy przygotowania. Najpierw powoli, zwiad, zbieranie informacji, potem jednak Lerodas zostało zaatakowane i nabraliśmy pewności, że to większy plan. Przygotowania ruszyły konkretniej. Nawiązaliśmy sojusz z Heimmurinn, pogadaliśmy z Lexi, no wiesz, ta znajoma Twojej ciotki i Niklausa... rządzi aktualnie Phyonix i zaoferowała azyl dla naszych ludzi, dla dzieci, ciężarnych, starszych i poszkodowanych. Wysłaliśmy nowiny do Terry, Lerodas i Heim, zebraliśmy ludzi od nich i od nas, a potem posłaliśmy ich z obstawą do bezpiecznego miejsca. Sami zajęliśmy się solidnymi przygotowaniami do starcia i tak... tak w sumie do dziś - opowiedziała mu, jedząc w przerwach między niektórymi zdaniami.
Febe
W karczmie? Przecież mówiła, że dzisiaj śpią w strażnicy. Skoro był zmęczony to nie będą szli do miasta, te było jeszcze dobre kilka godzin drogi stąd. Sam przecież mówił jak to pada ze zmęczenia.
OdpowiedzUsuń— Słuchasz czy udajesz? — zapytała z wymownym uśmiechem na ustach i pokręciła głową jakby karciła właśnie niegrzecznego ucznia. — Do miasta dotrzemy jutro. Strażnice są wyposażone, ale piwo szybko się kończy akurat, a nie jesteś jedynym spragnionym dobrego alkoholu tutaj — dodała jeszcze, wskazując na dwóch strażników, którzy szli za nimi. Jeden z nich ten młodszy pomachał do nich nawet.
— Bez walki nie oddam! Ostatnia beczka została! — poinformował ich, po czym zaśmiał się lekko. Darcy wskazała mu za to ruchem dłoni, żeby mówił ciszej. Czuła jak lawa pulsuje pod nimi, węże zaczynały się kręcić, oplatać niektóre skarpy i wyciągnąć łby. Nie były jeszcze zagrożeniem, ale rozkazała znacznie przyspieszyć kroku. Nie chciała ich zabijać bezsensownie. Stanowiły naturalną obronę granic, jeśli ta kurwa Helga czy chuj Perun się kiedyś tędy przebiją to czeka ich urocza niespodzianka, kiedy rozbudzi całe te stado do życia, w czuła, że mogła to zrobić, ich serca były zbyt powiązane z magmą, aby się to nie udało. No komentarz o rumieńcach zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami, tym razem nie zaszczycając go spojrzeniem.
— Zgadnij — szepnęła cicho.
Darcy
Ashan spojrzał na niego z boku, kiedy padł żart o mydle, ale poza lekkim uniesieniem brwi oraz kącika ust nie dał po sobie poznać większej reakcji. Znał te żarty, aczkolwiek tutaj na szczęście nie mieli takich problemów. Kiedyś próbowano, a ojciec szybko to zakończyć stosowanymi karami za molestowanie w armii. Od tamtego czasu nikt nie śmiał próbować ponownie. Yumi za to najwyraźniej należał do tych, którzy ciszę wypełniali czymkolwiek, byle nie trwała zbyt długo. Nie skomentował tego, poprawiając wodze i kierując Veli ku wyjściu ze stajni. Zdążył przywyknąć, znał nie jedną gadułę w swoim życiu. Mosert ruszył spokojnie, wyjątkowo lekko, jak na swoją posturę, stawiając łapy na ubitej ziemi. Ashan kątem oka obserwował, jak Yumi obchodzi się ze swoim wierzchowcem, znacznie bardziej zainteresowany tym niż jego wcześniejszym zapewnieniem o doświadczeniu. Nie szarpał zwierzęcia, nie poganiał go bez potrzeby i najwyraźniej rozumiał, że pod siodłem miał żywe stworzenie, a nie narzędzie do przemieszczania się. To akurat Ashan zapisał mu na plus, podobnie jak swobodę, z jaką chwilę później zrównał się z nim przy wyjeździe z przyczółka. Sam skierował Veliegi na kamienisty szlak prowadzący między ciemnymi skałami i wydmami, pozwalając mosertowi narzucić wygodne tempo.
OdpowiedzUsuń— Jedziemy do północnego punktu obserwacyjnego — przypomniał mu, aby nie pomylił kierunku. Powodu już nie przypominał. Obserwował okolicę, wypatrując jakiś nieprawidłowości.
— Jak coś zauważysz, mów od razu.
Ashan
Słodka? On naprawdę tak jawnie z nią flirtował w obecności strażników? Zdecydowanie nie należał do normalnych. Gdyby nie obstawa i ostatnie plotki krążące na jej temat być może i by odpowiedziała, żeby pouczyć się flirtować lepiej niż ostatnio, no ale takiej swobody nie miała. Spoważniała na twarzy, a w szmaragdowych oczach zatańczył blask niczym rozżarzona magma. Podniosła temperaturę wokół Yumiego do tego stopnia, że jeden z kosmyków włosów na chwilę się zapalił. Ten płomyczek zgasiła, ale było już czuć swąd palonych włosów. Nie potrafiła co prawda usunąć swoich rumieńców z twarzy. Nienawidziła u siebie tej cechy. Była po prostu żałosna i te kontrastowały z ogólnym wyrazem na twarzy Darcy. Wtedy też zaszczyciła go na chwilę swoim spojrzeniem - wyniosłym, lekko ignoranckim. Nie pozwoli sobie na tak jawne zaczepki w jej stronę. Była tutaj służbowo i należało o tym przypomnieć.
OdpowiedzUsuń— Nie jestem słodka. Jestem gorąca. Dla niektórych ZA gorąca — spojrzała po nim wymownie, acz chłodno. — Nawet nie wiesz jak często tutejsze księżniczki bywają na szlakach czy bitwach. Brak bieżącej wody i piwa nagradza krew i piach pod stopami — dodała jeszcze. Później odwróciła od niego napięcie, przyspieszyła, aby zrównać swój krok z innym strażnikiem, otwierającym pochód. Kazała mu przybrać formę feniksa i ruszyć do strażnicy, aby przygotować wszystko na noc. Obiecała też, że sama zajmie się przygotowaniem jedzenia w ramach podziękowania za wsparcie całej drużyny.
Lauri z kolei, który wcześniej do nich pomachał spojrzał po Yumim, a potem sam poleciał wzrokiem za księżniczką. Słyszał w głowie już kilka zjebek od różnych osób.
— Hm… nie. Panienki znamy aż za dobrze. Ale jak się zamkniesz sam z kuflem piwa z daleka od kłopotów to może pogadamy — odpowiedział mu.
Darcy
Febe kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Na szczęście przez to, że szybko zaczęliśmy dużo spraw jest już ogarnięta, a inne zostało dopiąć na ostatni guzik – przyznała. Słysząc o rodzicach wzięła trochę głębszy oddech.
- Tak, na pewno by się przydali, ale… tu już musiałbyś porozmawiać z Nikiem, nie wszystkie informacje jestem zobligowana Ci przekazać… Rozumiesz, prawda? – tu lekko zerknęła w stronę dzieci. O ile te i tak żyły w czasach przygotowań do wojny, to nie musiały znać pewnych szczegółów i zagrożeń jakie czyhały. Rahim i Inez byli właściwie jedynymi dziećmi, które nie ruszyły do azylu, wiedziała, że nikt nie będzie chciał ich angażować w starcie, zostali tu w innym celu i nie wszystko musieli wiedzieć. Na pewno nie teraz. Słysząc o Mel lekko kiwnęła głową.
- Mogę powiedzieć tyle, że stawiamy na dobrych wojowników. Akurat jeżeli chodzi o te nasze nadprzyrodzone talenty to mamy tu wiele cennej „broni”. Nik i Shiya ze swoją kontrolą czasu, Melio i jego demoniczna siła, nadprzyrodzonych, potężnych zdolności nam nie brakuje. W razie najgorszego ekipa, która ruszyła do azylu stanowi odsiecz, a i tam wielu ma silne umiejętności. Nie mniej tak, Twoja rodzina na pewno też by się tu przydała. Dodatkowych sił nigdy za wiele – przyznała. Inez słuchała ich z zainteresowaniem. Rahim sprawiał wrażenie trochę mniej uważnego, ale i tak nadstawiał ucha. Febe widząc jak Yumi zerka po rodzeństwie, uśmiechnęła się do niego ciepło. Jej dzieci doświadczały życia w specyficznych czasach, nie trzymała ich pod kloszem, nie mówiła przy nich wszystkiego, ale mówiła wiele. Słysząc słowa o wojnie domowej spojrzała po nim cieplej.
- Obawiam się, że ta wojna nie potrwa tylko chwilę, więc jest szansa, że rzeczywiście zdążą dołączyć – przyznała i sięgnęła do dłoni Yumiego by lekko ją poklepać. – Nie wiem jednak czy Nik może sobie pozwolić na specjalną misję poszukiwawczą w aktualnych czasach. Już i tak wielu poszło odprowadzić dzieci do azylu, część ma wrócić, pozostała część stanowi odsiecz lub ma mniejsze misje, mające na celu zaszkodzić przeciwnikowi. Wysyłanie kolejnej grupy na szukanie kogoś kto nie wiadomo, w którą stronę zmierzył i czy w ogóle pozostał w tym świecie nie jest rozsądnym posunięciem, a już na pewno nie teraz, kiedy wiemy, że wróg w każdej chwili może uderzyć – przyznała. - Tak czy inaczej, o tym musisz już bezpośrednio z nim rozmawiać - dodała.
Febe
Ciężko było nie zauważyć, że Yumi na chwilę odleciał. Siedział gdzieś w swoim własnym umyśle. Febe to widziała, ale Nes miała kilka stwierdzeń, które kobiecie przyszło naprostować. Nie przerywała więc rozmyślań chłopaka, skupiła wzrok na córce i co nieco jej wyjaśniła, dopiero po tym znowu wróciła do jedzenia i spojrzała po Yumim, kiedy ten wrócił na ziemię. Wiedziała już, że będzie chciała z nim zamienić kilka słów sam na sam. Kiwnęła głową na jego stwierdzenie. Posłała mu kolejny ciepły uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Będziemy wdzięczni – przyznała. Tak jak już mówiła, każda pomoc mogła się tu przydać. Rozumiała jednak, że ma potrzebę szukać rodziny. Sama skończyła posiłek i spojrzała po dzieciakach, goniąc ich na górę.
- Jeszcze będzie czas na pogawędki z bratem, słyszeliście, zostaje kilka dni – upomniała Inez, która nie koniecznie chciała już się zbierać. Koniec końców stwierdziła jednak, że pójdzie sobie na zewnątrz, potrenować w Sali zbudowanej przez Yensena. Rahim natomiast poszedł po prostu na górę. Febe z kolei zebrała talerze, jednak nim je wyniosła to zostawiła na stole, zbliżając się do okna, przy którym stał Yumi.
- Jasne, rozumiem. Nikt nie będzie miał Ci tego za złe – zapewniła i uważniej po nim spojrzała. – A jak… głowa? – zapytała. Wiedziała, że dużo przeszedł, oni wszyscy przeszli wiele, ale niektórych przeszłość była naprawdę mocno wyboista. – W razie gdybyś potrzebował jakiejkolwiek pomocy medycznej, służę pomocą… Wbrew pozorom ten świat ma wiele medycznych cudowności do zaoferowania – zaznaczyła spokojnie.
Febe
Febe spojrzała po nim troskliwie.
OdpowiedzUsuń- Raczej o to czy mogę Ci jakkolwiek pomóc w tym temacie – przyznała. W danej chwili nie bardzo obawiała się jego ataków. Nawet te u Kuro nie zdarzały się „tak po prostu”, zwykle miały swoje znamiona czy inne zachowania, które stanowiły prequel przed momentem kulminacyjnym. Palenie papierosa na parapecie zdecydowanie do takich się nie zaliczało. Na jego pytanie zacisnęła wąsko usta.
- Całe szczęście wszyscy byliśmy przy sobie, Nes, Himi, Yensen i ja… to co działo się dookoła, to… - nabrała kolejny oddech i spokojnie wypuściła do nosem. Spojrzała Yumiemu w oczy.
- Sami do końca nie wiemy, ale nagle zatrząsnęła się ziemia, a pod naszymi stopami ktoś otworzył portal. Takich portali otworzyło się kilka, jednocześnie… Zassało do środka okoliczne istoty i … - spojrzała po krajobrazie za oknem - … i wyrzuciło nas, w tym świecie. Chociaż nie tutaj – sama przysiadła półdupkiem na parapecie. – Nie mieliśmy pojęcia czy ktoś poza nami przeżył, nie mieliśmy pojęcia gdzie jesteśmy. Na szczęście mieliśmy siebie, cała nasza mała rodzinka była w komplecie. Nie wszyscy mieli takie szczęście… - westchnęła. – Nas wywaliło w Lerodas, tam trafiliśmy i tam spędziliśmy pierwsze tygodnie, próbując zrozumieć co się właściwie stało i gdzie jesteśmy. Usłyszeliśmy plotkę o tym, że w całym Mathyr istoty zaczęły spadać z nieba, dało więc nam to nadzieję, że może jednak ktoś z naszych żyje i tak… Tak zaczęliśmy szukać. Rozbiliśmy się na tej wyspie jako pierwsi, wyspa była niczyja, a z Yenem uznaliśmy, że musimy mieć jakiś punk, bazę, cokolwiek… Przygotowaliśmy ten dom tak, by w razie co ratować poważnie rannych, a w między czasie szukaliśmy naszych. Większość udało się odnaleźć, jednych wcześniej, innych później, ale w końcu zdecydowaną większość znaleźliśmy – wyjaśniła mu spokojnie. – Coś jest na rzeczy jeżeli chodzi o nasze trafienie tutaj, znaleźliśmy kilka dziwnych przedmiotów, jakby ktoś tu wcześniej wiedział, że się pojawimy. Przypuszczamy, że Phyonix, sąsiednia kraina może mieć tu coś do powiedzenia. Lexi, Sangius i ich pierworodny stanowią łącznik między naszym wymiarem, a tym… Nie wszystko mamy jeszcze sprawdzone, ale przypuszczamy, że Phyonix może być w tym temacie kluczem – dodała.
Febe
Popatrzyła z większą hardością po Yumim. Nie podobał się jej ten chłód. Nie była zbyt podatna na zimno, w końcu była fenalis, chłód miał też w sobie minimalny zalążek czegoś znajomego, ale przede wszystkim przeszywał czymś nieprzyjemnym, mrocznym. Nie był to jednak ten rodzaj mroku, którym lubiła się otaczać. Bardziej przypominał jej wynaturzenie wiedźm z zimnych krain nieumarłych, a te od razu przytaczały nieprzyjemne spojrzenia. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka, zatrzęsła się z zimna mimowolnie, ale nie wyglądała na przestraszoną. Nie pozwoli sobie nigdy więcej, aby lęk przejął nad nią kontrolę. Najbardziej w tym wszystkim nie podobało jej się to jak bardzo ten chłód zdawał się nieprzyzwoity. Nie czuła go wszędzie tak samo. Najbardziej doskwierał jej na szyi, która mimo wszystko była dość wrażliwa. W głowie pojawiło się jedno wspomnienie, które szybko odrzuciła. Jeszcze tego by tu tylko brakowało. To musiała być sztuczka Yumiego. Zdecydowanie. Ostatecznie uśmiechnęła się do niego wyzywająco. Nie zamierzała pozwolić mu nacieszyć się tym zbyt długo. Darcy zacisnęła lekko palce, skupiając żar pod skórą, aż temperatura jej ciała zaczęła rosnąć stopniowo, niemal leniwie. Nie rozgrzewała całego otoczenia, tylko samą siebie. Szczególnie szyję i kark, jakby z premedytacją odpowiadała dokładnie w miejscu, które Yumi sobie upodobał.
OdpowiedzUsuń— Czuję — odpowiedziała spokojnie, unosząc brodę. — Ale jeśli próbujesz mnie schłodzić, będziesz musiał postarać się bardziej — dodała, uśmiechając się nieco bezczelnie. Znajdowali się już przy zejściu z przejścia. Zaczęła schodzić po mosiężnych schodach, a brama zaczęła się zamykać za wszystkimi, ponownie odcinając Phyonix od reszty świata. Krajobraz dalej był mocno wulkaniczny, ale zdawał się już bardziej przyjazny.
Darcy
Ashan spojrzał na niego z boku, tym razem pozwalając kącikowi ust drgnąć ledwie zauważalnie. Nie był pewien, czy bardziej rozbawił go sam żart, czy determinacja Yumiego, by wyciągnąć z niego jakąkolwiek reakcję. Veli szedł spokojnym tempem, więc Ashan rozluźnił nieco wodze, nadal regularnie omiatając wzrokiem skaliste otoczenie. Zdążył już zauważyć, że chłopak mówił dużo, ale przynajmniej nie przestawał przy tym obserwować terenu. To odróżniało zwykłe gadulstwo od zachowania, które rzeczywiście mogłoby przeszkadzać podczas patrolu.
OdpowiedzUsuń— Był średni — ocenił w końcu. Po krótkiej chwili zerknął na niego ponownie. — Ale możesz próbować dalej — dodał, żeby całkowicie nie pogrzebać jego pewności siebie. Skierował Veliego na węższą odnogę szlaku, gdzie podłoże stawało się nierówne, a wydmy coraz mocniej ograniczały widoczność. Nie zamierzał uciszać Yumiego tylko dlatego, że sam wolał ciszę; znacznie bardziej interesowało go, czy potok słów nie odbierał mu uwagi.Poza tym nie był aż tak okrutny. Kilkadziesiąt metrów dalej dostrzegł przy ziemi przesunięty kamień oznaczający trasę tutejszych patroli i celowo niczego nie powiedział. Ciekawiło go jak Yumi to zinterpretuje.
Ashan
Słuchała go i trochę mocniej zacisnęła dłoń na jego palcach, gdy opowiadał jak to było w ich przypadku.
OdpowiedzUsuń- Przykro mi… Te portale, myślę, że mimo wszystko wiele nam oszczędziły. Przykro mi, że Was to nie dosięgnęło – przyznała z ciężkim wydechem. Sięgnęła zaraz do jego ramienia, co by kojąco je pogłaskać. Widziała, że to wszystko dalej w nim siedzi.
- W takim razie, gdy będę miała okazję go jeszcze zobaczyć, to mu podziękuję – zaznaczyła z delikatnym bardzo uśmiechem. Najwyraźniej mogła być temu demonowi bardziej wdzięczna niż z początku przypuszczała. Kiwnęła głową, gdy mówił o bezsensie powrotu. Nie mieli nikogo, kto by mógł to sprawdzić, a słysząc szczegóły poczuła nieprzyjemny dreszcz, przechodzący przez całe ciało. Jej wzrok również na chwilę zawiesił się na córce.
- Tym bardziej wdzięczna jestem za te portale… Nie wiem komu, ale jestem wdzięczna – przyznała czule patrząc w stronę swojego dziecka. Mimo wszystko, gdyby nie wojna, to Mathyr zdawało się naprawdę dobrym miejscem do życia. Wróciła spojrzeniem do Yumiego i uśmiechnęła się wdzięczna za jego słowa.
- A ja się cieszę, że do nas wróciłeś, naprawdę – uśmiechnęła się ciepło. Spoważniała na wyznanie co do choroby, a w oczach znowu zawitała troska.
- Bierzesz jakieś leki? Jakkolwiek próbujesz… przeciwdziałać? – zapytała cicho. Nie życzyła mu takiej przyszłości, ta choroba… to było ciężkie brzemię do niesienia same w sobie. Kiedy wspomniał o momencie, w którym wszystko się zaczęło wzięła kolejny głęboki oddech. Tak, to miało sens. Silny stres potrafił uruchomić takie mechanizmy w głowie. Kiedy wspomniał o rodzeństwie, skrzyżowała z nim wzrok.
- Obserwuję ich pod tym kątem… Rahim… on czasami mnie niepokoi, ale nie aż tak by stawiać taką diagnozę. Aktualnie mieści się w ramach dziecięcego buntu – wyznała i raz jeszcze spojrzała po Nesi. – Inez z kolei… Na tą chwilę nie przejawia nic co by mogło sugerować chorobę. Jest bardzo ambitna i skupia się na swoich celach. Rozwija naprawdę dzielnie swoje zdolności lecznicze i dużo mi pomaga z pacjentami. Ma przy tym swoje pasje i oryginalny charakter, jest dobrze rozwijającą się dziewczyną, chociaż i ona ma swoje obciążenia w głowie… - naświetliła mu sprawę.
Febe
Kiwnęła głową, lekko zaciskając usta, gdy mówił o leku.
OdpowiedzUsuń- Mogłabym… podjąć próbę. Mogłabym spróbować stworzyć dla Ciebie coś, co by chociaż łagodziło objawy. Na wyleczenie nie ma szans, ale… W razie gdybyś potrzebował, w razie, gdyby objawy pojawiły się u moich dzieci… Ech… Chyba po prostu spróbuję jak tak teraz o tym myślę – przyznała w lekkim zamyśleniu. Wiedzę stosowną miała, znała mechanizmy działania neuroleptyków. Musiałaby znaleźć odpowiednie składniki i dopracować swoje medyczne zaplecze. Przydałaby się też pomoc, ale miała już tutaj nad wyraz zdolne jednostki. Był to jakiś plan, ambitny, bardzo i na pewno taki, który szło by zrealizować dopiero w spokojniejszych czasach, nie mniej wiedziała już, że pomysł szybko z głowy nie wypadnie. Wróciła wzrokiem do Yumiego i uśmiechnęła się, słysząc, że aktualnie nie jest aż tak źle.
- Dobrze więc, że znasz jakąś metodę. Teraz jednak Twojej matki przy Tobie nie ma. Liczę, że znajdzie się więcej osób, które będą Ci w stanie pomóc po prostu rozmową – przyznała. Trochę się o niego martwiła. Zdawał się dobrze sobie radzić, ale dalej darzyła go tą specyficzną troską opiekunki. Wzruszyła ramionami na słowa o Kuro.
- Nie wiem czy Kuro wiedział o swoim stanie nim dzieci przyszły na świat. Poza tym… Przy tej chorobie ciężko się dziwić, że miał w głowie bałagan. Obie ciąże były z wpadki, a on nie należał do tych, którzy uprawiali seks tylko przy zaplanowanym wieczorze. Było raczej odwrotnie i zbliżenia wychodziły dość raptownie, przynajmniej ze mną – pokręciła lekko głową na wspomnienie tamtych czasów. Spojrzała zaraz uważniej po Yumim.
- Ty tak zakładasz? Z powodu choroby nie chcesz zakładać rodziny? – zapytała. Poklepała jego dłoń przy swoim ramieniu.
- Mnie akurat bardziej próbował, ale tak, jeden strzał rzeczywiście dostałam i widziała to Inez – przytaknęła mu głową i zaraz spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się lekko do niego na to kłamstwo.
- Yumi… ja znam prawdę. Wiem, kto go zabił – znowu dotknęła jego ramienia. – Wiem też, że miała ku temu powody – zapewniła, bo na pewno nie miała zamiaru złorzeczyć z tego powodu Melanie.
Febe
Kontrolował duchy? Interesujące. Gave nie raz pokazał, że ta zdolność była naprawdę przydatna, więc jeżeli Yumi również chciałby pomóc to mógłby się naprawdę przydać w wielu miejscach, na wielu frontach. Z pewnością powie o tym rodzicom, aby Ci zdecydowali, gdzie dalej powinna trafić ta informacja.
OdpowiedzUsuń— To pilnuj swoich byłych, bo powodu do zazdrości nie ma — zaznaczyła wracając na ziemię. Czując kolejny chłód podniosła bardziej temperaturę własnego ciała. Szkoda, że nie potrafiła wypalać dusz jak ojciec. Chętnie by tą tutaj utemperowała za te sztuczki. Zajęta może i nie była, ale nie imponowali jej mężczyźni, którzy próbowali namiętnie forsować zaznaczone przez nią granice. Papierosy dalej miała zamiar mu niszczyć, jeśli odpali kolejnego zbyt blisko niej. Niemniej słysząc to co mówi Yumi szybko poleciła straży w ojczystym języku, aby ich wyminęli i upewnili się, że reszta szlaku jest bezpieczna, że żadna bestia nigdzie się nie schowała. Przy okazji dała sobie nieco prywatności. Nie miała zamiaru zaszczycać każdego szczegółami własnych wybryków. Plotki, które już krążyły starczyły. Zmarszczyła brwi na jego pytanie. Złapała go dwoma palcami za szczękę i pociągnęła tak, aby jego twarz była na jej wysokości.
— Po pierwsze morda w kubeł — powiedziała stanowczo — To nie jest informacja publiczna, bo jest właśnie wojna — zaznaczyła mu. Gdyby to się rozniosło, mogłoby się zrobić niebezpiecznie. Pal licho w to co kto mówi, chodziło o zwykłe bezpieczeństwo. — Po drugie to nie jest choroba. Nie jestem na froncie, tylko wykonuje zwykłe obowiązki. Martw się o to, żebyś sam nie zemdlał, tak? — uśmiechnęła się wymownie i drugą dłonią lekko dotknęła jego policzka, a potem puściła go i ruszyła dalej przed siebie.
Darcy
Ashan na wymowne spojrzenie Yumiego odpowiedział jedynie krótkim uniesieniem brwi, pozostawiając kwestię wybitności żartu bez dalszego komentarza. Miał na ustach uśmiech, typowy dla siebie, większym obcego fizycznie nie był w stanie zwyczajnie zaszczycić. Kiedy jednak tamten zatrzymał wierzchowca, od razu skupił uwagę na miejscu, które przyciągnęło jego zainteresowanie. Początkowo sądził, że zauważył ślad przy kamieniu albo coś na poboczu, bądź wyczuł krew, tak jak on. Dopiero gdy Yumi zaczął rozmawiać z pustą przestrzenią, Ashan spojrzał na niego uważniej, lecz nadal się nie odezwał. Nie wyglądało to na żart, a chłopak był zbyt skupiony na czymś konkretnym, żeby Ashan od razu uznał go za wariata. Pojawienie się dziecięcej sylwetki wystarczyło, by Veli poruszył niespokojnie uszami, a sam Ashan znieruchomiał na moment w siodle. Rozerwana pierś dziecka powiedziała mu wystarczająco dużo o tym, dlaczego stało przy drodze, więc nie potrzebował pytać. Wsłuchał się w słowa chłopca, szybko rozpoznając phyoński.
OdpowiedzUsuń— Mówi, że ludzie przyszli tutaj nocą i kazali im zejść z drogi. Potem zabili jego ojca, matkę i jego, a ciała zabrali gdzieś na północ — powiedział spokojnie. Widok go wkurwił. Oczy przybrały barwę szkarłatu, ale poza tym czerwonowłosy dalej wyglądał na wyprutego z emocji. Zsunął się z grzbietu Veliego i przykucnął przy kamieniu, przesuwając wzrokiem po ziemi w poszukiwaniu śladów, które potwierdziłyby słowa ducha.
— Zapytaj, ilu ich było i jak wyglądali, czy mieli jakieś znaki szczególne, w co byli ubrani — poprosił.
Ashan
Kiwnęła głową kiedy jej odpowiedział i uśmiechnęła się lekko pod nosem po czym szturchnęła chłopaka nieco własnym ramieniem.
OdpowiedzUsuń- Hej, skąd mam wiedzieć, że nie znalazłeś. Może gdzieś w tych krzakach kryła się jakaś ponętna rusałka albo po prostu jest ktoś, kto siedzi Ci w głowie. Tego akurat nie mogłam wiedzieć, ale już wiem, rozumiem. Młody jesteś i korzystasz z życia – zaśmiała się lekko, przytakując na te słowa. Sama miała dość długą przerwę jeżeli chodzi o posiadanie rodziny. Uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Rozumiem to postanowienie, ale wiem też, że jak trafi się odpowiednia osoba to i takie postanowienia mogą runąć – przyznała, wiedziała to po samej sobie. Gdy poznała Yensena wiele jej postanowień runęło, jedno za drugim, a teraz była tu, szczęśliwa, przy mężczyźnie, którego kocha. Uśmiechnęła się cieplej na tą myśl. Zaraz jednak wróciła powaga. Pokręciła głową.
- Nie zamierzałam im mówić – zapewniła. – Jeżeli kiedyś się dowiedzą, to na pewno nie ode mnie – dodała. Szczegółów zajścia nie znała, ale wiedziała, że to Mel zabiła brata. Nie zamierzała dopytywać, po prostu znowu lekko pomasowała jego ramię. Powinien sam decydować kiedy, w czym i przed kim się otworzyć, nie zamierzała nic tu wywierać.
- To co? Zaprowadzić Cię do Twojego pokoju? – zapytała. Aktualnie wolne mieli dwa, jeden po Michelle, drugi Gava. Ten Gava czekał cały czas otworem, ale ten po Michelle mogła spokojnie mu przydzielić.
Febe
— Upewniasz się... - pokręciła lekko głową i zaśmiała się cicho. Przez chwilę nawet zamierzała pójść w swoją stronę, ale z drugiej strony, miło było porozmawiać z kimś, kto chociaż trochę był zbliżony do niej wiekiem i nie był Mohe. W danej chwili ciężko było o takich w Argarze, a przynajmniej ona odnosiła takie wrażenie. Skinęła głową, potwierdzając mu swoją zazdrość, po czym zaśmiała się cicho.
OdpowiedzUsuń— Nie sądzę, żeby cię zabiła. Już sam fakt, że o tym mówisz każe mi skłaniać się ku myśli, że twoja mama po prostu bardzo cię kocha - stwierdziła z uśmiechem. - Dlatego... właśnie tak jej przykro, że nie wpadałeś te kilkanaście miesięcy do domu - rzuciła swobodnie, po czym zaśmiała się. - Bimbru to na razie nie uświadczę, ale jajecznica... - zwilżyła swe wargi językiem. - Twoja też jest taka dobra? - zainteresowała się.
Emma
Nim Yumi ruszył na poszukiwania Niklausa, Febe zdradziła mu, gdzie najlepiej go szukać. W domu ostatnio nie bywał za często, głównie kręcił się w okolicy Piasków Czasu, urzędował czasem w głównej siedzibie za barem karczmy, a czasem w sali narad, sam, lub z kimś innym. Tym razem jednak siedział sam i kreślił na mapach odpowiednie znaki. Wprowadzał poprawki i nanosił informacje uznane za istotne. Miał na stole całkiem spory plik papierów, zapiski zwiadów, informacje z pola bitwy, notki, które pozyskali od informatorów. Segregował to co nowe napłynęło i starał się podpiąć to pod odpowiednie segmenty pergaminów. Prawdopodobnie na dniach czekała ich ostatnia Rada przed wielkim starciem i było trzeba dopiąć pewne sprawy na ostatni guzik. Blondyn westchnął lekko, przeczesując włosy ręką i sięgnął po kufel w piwem, by umoczyć w nim usta. Dobre było, spod ręki Meliodasa, łagodniejsze niż poprzednie, chłodziło przyjemnie.
OdpowiedzUsuńNiklaus
Darcy znała ten rodzaj lęku aż nazbyt dobrze, gdyż przypominał koszmary i podszepty, które od dzieciństwa próbowały dosięgnąć demonicznej części jej natury. Pogarda w oczach Yumiego obudziła w niej dawne drżenie, lecz księżniczka Phyonix nie pozwoliła, by choć cień słabości przemknął po jej twarzy. Gdy jego spojrzenie zatrzymało się na jej brzuchu, strach ustąpił miejsca gwałtownemu instynktowi obronnemu, a cała jej postawa stała się niemym ostrzeżeniem.
OdpowiedzUsuń— Z wzajemnością — odparła spokojnie, z gracją, za którą skrywała gotowość do obrony siebie i nienarodzonych córeczek - jej małych Piper i Phoebe. To ona wpuściła go do Phyonix i mimo jego zachowania wciąż nie zamierzała wyrzucać go poza granice swojego kraju. Jeszcze. Zachowując godność należną księżniczce, odprowadziła Yumiego do strażnicy, gdzie mieli spędzić noc. Spojrzała wtedy po Yumim, kiedy rozkładał swoje tobołki, a raczej tobołek. Tym razem miała już na ustach ciepły uśmiech.
— Masz ochotę na strawę czy żarcie? — dopytała go. Nie zamierzała podsycać konfliktu, ale nie zmieniało to faktu, że uważnie patrzyła w poszukiwaniu niepokojących znaków.
Darcy
Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, nie odrywał wzroku od papierów.
OdpowiedzUsuń- Wejść - polecił, prawie pewien, że to albo strawa albo kolejna garść informacji. Słysząc swoje imię i ten specyficzny głos, podniósł spojrzenie i spojrzał po chłopaku wchodzącym do środka z fajką. Jego twarz zdradzała wyraźne zaskoczenie. Akurat nie tego się spodziewał, zakładał, że zarówno Imito, jak i Miroki mają jakieś swoje sprawy do załatwiania i nie kręcą się nigdzie w okolicy, a tu proszę. Yumi we własnej osobie. Nie zmienił się aż tak bardzo od ostatniego spotkania, dalej cholernie przypominał ojca.
- Kogo jak kogo, ale Ciebie się tu zobaczyć nie spodziewałem - przyznał i spojrzał po nim uważniej, po nim i po papierosie, którego zgasił. Chłopak zdecydowanie był wzburzony.
- Wróciłeś, sam, z pozostałymi? Co jest grane? - zapytał na dzień dobry.
Nik
Ashan patrzył jeszcze chwilę w miejsce, w którym rozpłynęła się sylwetka chłopca, a szkarłat w jego oczach nie zdążył przygasnąć. Nie lubił przesłuchiwać dzieci, tym bardziej martwych, ale jeśli ktoś mordował ludzi na jego ziemi, potrzebował choćby najmniejszego śladu.
OdpowiedzUsuń— Powiedział: „Dlaczego dręczysz mnie tymi pytaniami, zostaw mnie w spokoju” — przetłumaczył Yumiemu spokojnie. Dopiero później spojrzał ponownie na miejsce, w którym wcześniej widniała rozpruta pierś, odtwarzając w pamięci kształt rany. Widział podobne obrażenia podczas ćwiczeń z bronią, której od wielu lat praktycznie nie używano poza arsenałami i oddziałami przeznaczonymi do przełamywania umocnień. Nazywano ją Gardzielą Feniksa - szeroką, wykonaną z czernionego metalu tubą zakończoną obsydianowym rezonatorem, którą feniks zasilał własnym krzykiem zamiast prochem czy cięciwą. Urządzenie skupiało falę dźwiękową w krótkim, potężnym uderzeniu, zdolnym rozrywać drewno, kruszyć kamień i dosłownie wyrwać fragment ciała, pozostawiając właśnie tak nienaturalnie szeroką ranę. Ogień można było do niej dołączyć, ale nie był konieczny, dlatego brak zwęglenia niczego tutaj nie wykluczał. Ashan zacisnął szczękę, bo znacznie bardziej niepokoiło go to, że ktoś użył phyońskiej broni wojskowej na rodzinie, niż sama obecność morderców na szlaku. Przesunął dłonią po ziemi przy kamieniu, szukając cięższych odcisków butów albo śladów po zwierzętach transportowych, które mogły prowadzić dalej na północ.
— To zrobiła Gardziel Feniksa; broń do rozbijania barykad, nie ludzi. Podniósł wzrok na Yumiego, po czym spojrzał w kierunku północnego szlaku. — Jeśli mieli ją ze sobą, chcę wiedzieć, skąd ją wzięli — dodał, marszcząc brwi. Broni można było używać sensownie tylko w trakcie przemiany i ze wsparciem. Przemieniony feniks krzyczał, a drugi w ludzkiej formie trzymał broń. Ta jednak powinna być przetrzymywana pod kluczem. W strażniczy, do której szli były dwa egzemplarze. Pewnie tak je zdobyli. Pytanie kto i po co używać tego na rodzinie. Która strona była tak okrutna?
Ashan
- Aha - parsknęła śmiechem na to wyznanie. Przynajmniej był szczery i nie owijał w bawełnę. - To jak ty sobie radzisz samodzielnie nie gotując nawet podstawowych rzeczy? - zainteresowała się. Pewnie, że mógł żywić się w karczmach, ale to wymagało wielu funduszy. No i w gruncie rzeczy było upierdliwe. Sama lubiła jedzenie z karczm, ale najczęściej jednak wybierała posiłki gotowane swoją ręką, ręką Febe lub innych, którzy ją poczęstowali. - Bimbru niestety nie mogę spożywać, ale jak tylko sytuacja się zmieni... - spojrzała po nim poważnie. - ...to wpadnę na twój bimber i ocenię jak dobrze ci wychodzi - skomentowała wchodząc z nim do jego obozu i rozglądając się po nim z ciekawością. Spojrzała po nim i wzruszyła ramionami. - A co? Kobiecie w ciąży nie wolno chodzić na spacery po plaży? - spojrzała po nim wymownie. - Ciąża to nie choroba, a ja... - wzruszyła ramionami. - ...a ja nie należę do tych, co by z siebie robili księżniczki, które muszą siedzieć w domu - stwierdziła jeszcze. Pominęła już fakt, że sama mieszkała w namiocie, bo był on nieistotny. Przynajmniej z jej punktu widzenia.
OdpowiedzUsuńEmma
Emma skinęła głową. Polowanie i pieczenie też wymagało umiejętności. Spojrzała po nim z uśmiechem, obserwując jak rozczesuje swoje włosy. Wbrew pozorom ta codzienna czynność przyprawiła ją o pewnego rodzaju spokój. Była tak przyziemna, że zdawała się odpychać jej własne problemy w kąt świadomości.
OdpowiedzUsuń- Mam całkiem fajną mieszankę ziół - powiedziała w nawiązaniu do jego pieczenia. - Jest świetna do właśnie takiego stylu życia - dodała. - Następnym razem ci podrzucę, wydobywa głęboki smak z pieczonego mięska - uśmiechnęła się lekko, po czym usiadła po turecku naprzeciwko jego i przeciągnęła się lekko. - Cóż, nie jestem aż tak bezbronną damą - powiedziała, a kiedy wyciągnął papierosa, wykrzesała ogień na koniuszkach swych palców i podsunęła mu je pod fajkę, co by mógł sobie ją odpalić. - Ale z przyjemnością przyjmę spacer w stronę mojego... domu - wyszczerzyła się do niego.
Emma
Nik spojrzał po nim pytająco. Czasami miał wrażenie, że zbyt wielką rolę niektórzy mu przypisywali, jakby był jakąś pierdoloną wyrocznią. Śledził chłopaka wzrokiem, ale był dość spokojny, bardziej zaintrygowany niż zaniepokojony.
OdpowiedzUsuń- W temacie Twojej rodziny? Zniknęli chwilę po Tobie, a nie mają w zwyczaju nadmiernie mi się tłumaczyć - przyznał. Nie miał nic przeciwko by ten zajął krzesło, patrzył jednak dalej uważnie po jego twarzy, a widząc, że ta złagodniała, założył ręce na piersi. Kiwnął głową kiedy mówił o wycieczce.
- Mhm, słyszałem, szkoda tylko, że nie zawiadomiłeś Mel, że to taka krajoznawcza, zaciśniająca więzi z tubylcami - spojrzał po nim wymownie. Może gdyby w taki sposób to przedstawił, to rodzina by się o niego aż tak nie niepokoiła. Patrzył po nim uważniej widząc nerwowe gesty, nie reagował, nie czuł takiej potrzeby, ale był w razie co gotowy interweniować. Tak w razie jakby młodego zaczęło nadto nosić. Przytaknął mu.
- Zostawili, ale mam go w domu, nie tutaj - poinformował. - Nie widzę problemu by trafił w Twoje ręce. Nie ma tam jednak za wiele wyjaśnień, jedynie zapewnienie, że wrócą, ale... kto wie, może macie jakieś swoje rodzinne szyfry i dla Ciebie ten list będzie większą podpowiedzią niż dla mnie - stwierdził i spojrzał po papierach, po czym zaczął je spokojnie układać na odpowiednie miejsca.
- W dość ciekawym momencie naszło Cię na obiad... - stwierdził, zerkając jednorazowo w jego stronę. - Nadchodząca wojna nie ma nic wspólnego z tymi odwiedzinami? - zapytał wprost. Melanie już mu kiedyś mówiła, że mają swoje własne sprawy do ogarnięcia, więc nie oczekiwał, że w ten konflikt się jakkolwiek zaangażują.
Nikalus
Po powrocie z Phyonix, odnalazł Onyx i poprosił ją o jeszcze jeden dzień zwłoki. Potrzebował chwili dla samego siebie. Zbyt dużo zadziało się w Phyonix, by mógł od razu ruszać po kolejną przygodę. Cholera. Dalej pluł sobie w brodę za swoją własną nieostrożność, nieokiełznanie i bagno, które zrobił. Trzeba było nie zgadzać się na wizytę w tym kraju. Skakał po drzewach, by odnaleźć miejsce na klifach, które zwykle było odosobnione. Jedno ze swoich ulubionych, ale gdy tam dotarł to musiał przyznać, że widmo z przeszłości go dogoniło. Yumi stał na ziemi, pokazując zdjęcia niewidocznym duchom. Dmuchnął sobie w grzywkę słysząc co do nich mówi i w jaki sposób. Łypnął na miejsce, gdzie czuł obecność swojego ojca, ale nie powiedział nic, choć miał ochotę. Zeskoczył dopiero, kiedy Yumi zakończył te swoje groźby.
OdpowiedzUsuń- Nie lepiej byłoby potraktować ich z należytym im szacunkiem? - spojrzał po chłopaku. - No wiesz, dobrymi słowami też mógłbyś ugrać to samo lub nawet więcej - skomentował, po czym przeciągnął się lekko. - Jutro ruszam w stronę Marchwi. Mogę rozejrzeć się za twoją rodziną - dodał zaraz tak od niechcenia. W końcu to niczego go nie kosztowało.
Ryu
Emma zacisnęła mocno wargi i spojrzała po nim dość chłodno.
OdpowiedzUsuń- Ale nie każda przeszła wcześniej przez piekło - poinformowała go dość ostro. - Wiesz, miło byłoby gdybyś nie zakładał z góry, zanim kogoś lepiej nie poznasz - dodała i zamknęła oczy żeby się trochę uspokoić. Zaciskała przy tym pięści tak mocno, że pobielały jej knykcie. To co przeżyła podczas tortur Peruna, u niego na służbie, ciągle do niej wracało. I wcale nie przeżyła tego wszystkiego bo była słaba. Znalazłą się w złym czasie i złym momencie. Dalej miała koszmary z tego powodu, ale i motywację. Nigdy więcej nie da się nikomu tak dręczyć. Nigdy więcej nie pozwoli nikomu zakuć się w kajdany i zrobić z siebie swego psa. Przymknęła oczy i wzięła kilka głębszych wdechów, zerkając i na niego. Zdawał się również przeżywać swe koszmary w głowie, więc sięgnęła do jego dłoni odruchowo. Dotknęła jej tylko, by wyrwać go z letargu.
- Wszystko w porządku? - zapytała ściszonym głosem, po czym wzruszyła ramionami. - W centrum wioski, nieopodal domu naszej medyczki - wyjaśniła.
Emma
Nie miała pojęcia tym razem o czym mówi. Spojrzała w eter i za chwilę pokręciła głową z lekką rezygnacją, gdy tylko usłyszała w głowie wyjaśnienie sprezentowane przez jej własnego opiekuna. Wróciła wzrokiem do Yumiego na moment, żeby mu się przyjrzeć. Szybko jednak wróciła do swoich zajęć. Zdjęła część opancerzenia, przede wszystkim kris. Została w czarnej koszulce, na którą była nałożona lekka mithrilowa kolczuga. Zaczęła kroić mięso i szykować wszystko na gulasz. Nie przepadała za tutejszą jagnięciną. Głównie dlatego, że serce ją bolało na myśl, że coś tak uroczego jak sular lądowało na talerzu, ale nie miała wyjścia. Tylko takie mięso było w spiżarni, bo akurat na trafili na samotną owieczkę, sama umarłaby na pustyni, a tak każdy zje trochę pożywnego mięsa. Zamierzała poddusić ją w ciecierzycy, morelach, pomidorach i pikantnych przyprawach. Do tego wstawiła do pieca podpłomyki, które szykowało się zaskakująco szybko, idealnie w przerwach między doprawianiem gulaszu. Myślała przy tym trochę. Faktycznie Yumi nie był brzydki, miał urodę typową jak jej pierwszy obiekt westchnień i zdecydowanie dodawało mu to uroku w jej oczach, ale charakter? Zdecydowanie nie. Jedyny chill jaki by mu mogła zafundować to wrzucenie tratwy na rzekę lawy, to może nauczyłby się trochę manier względem kobiet. Wolała inne burzenie granic. Zaraz zirytowała się tym, gdzie jej myśli krążą, więc zaczęła nucić pod nosem.
OdpowiedzUsuń— Swora wilków jeszcze śpi, mroczek na drzewie z wiatrem śni, ty jedna drżąca boisz się, wdarły się znowu upiory w twój sen… — uśmiechała się przy tym wesoło. Lubiła takie piosenki, ale niestety mało kto miał ochotę ich słuchać. Teraz jednak miała to głęboko w swoich zgrabnych czterech literach.
https://www.youtube.com/watch?v=NzIlQPTBj3g
Darcy
Nik dalej obserwował jego gesty, ale nie starał się skupiać na nich przesadnie. Kiwnął głową na jego stwierdzenie co do wojny.
OdpowiedzUsuń- Dobrze to słyszeć - przyznał i kiwnął wdzięcznie głową w jego stronę. Każda pomoc mogła być w tym starciu za wagę złota, a Yumi był silny.
- Tak, przyznaję, że i mnie nieco wkurwia to panoszenie się ludzi u władzy - przyznał bez ogródek. Takie sprawy szło naprawdę o wiele lepiej załatwić, ale tam gdzie duma i niewyżyty kutas, tam zawsze były problemy. Ogarniał dalej stół, gdy padły słowa co do rodziny, przerwał na chwilę swoje czynności i przesunął spojrzeniem po całej posturze Yumiego.
- Cóż, przy mnie aktualnie została tylko żona, ale tak, wiedza o tym gdzie jest reszta rodziny na pewno jest pomocna, szczególnie gdy trzeba włączyć myślenie - podsumował i schował ostatnie zapiski, a potem gestem dłoni zaprosił go do wyjścia z sali obrad. Wyszedł z niej zaraz za nim, a potem skierował się do głównej imby karczmy, to tam były wydawane posiłki, napoje i odbywały się występy sceniczne. Nik zamienił jeszcze dwa słowa z mężczyzną z obsługi, a potem wraz z Yumim skierował się do wyjścia i ruszył w stronę swojego domu.
- Coś Ci trzeba wiedzieć, poza tym listem? Ktoś jeszcze wie o Twoim przybyciu? - zapytał dla zwykłego zagadania.
Nik
Kiwnął głową na te informacje.
OdpowiedzUsuń- Zatrzymałeś się u nich? Masz gdzie spać? - dopytał w razie co. Wątpił, że Febe go nie ugościła, ale wolał mieć pewność, że chłopak nie musi spać pod gwiazdami. Szedł spokojnie w stronę domu, a na jego pytanie pokręcił głową.
- Teraz Ci tej notatki nie zacytuję, ale było tam niewiele, to, że wrócą, że Cię szukają i... - zaczął szukać w pamięci. - Chyba coś o kwiatach, ale mogło mi się pojebać, ostatnio sporo mam do czytania - przyznał, bo rzeczywiście były dni, gdy nie odrywał się od tych wszystkich zebranych na pergaminach nowin. Patrzył po nim uważniej, a kiedy sięgnął po papierosa, kolejnego, to spojrzał po nim pytająco.
- Myślisz, że coś im grozi czy co innego aż tak Cię denerwuje? - zainteresował się. Sam miał mocno zszargane nerwy, ale umiał już to genialnie maskować, tylko Shiya, Natan i Akane potrafili go w tym temacie szybko rozpracować. Nie mniej Yumi teraz zdawał się potrzebować spokoju, więc Nik starał się go po prostu zachować.
Nik
Darcy zerknęła na niego znad garnka. Słuchała bez przerywania, choć wraz z kolejnymi wersami jej uśmiech robił się coraz bardziej niedowierzający, pojawiła się w nim nawet nuta czułości. Zdecydowanie nie spodziewała się po nim, że zacznie śpiewać, a już na pewno nie czegoś takiego. Zamieszała gulasz i spróbowała, odwracając na chwilę od niego wzrok. Pochwaliła się w myślach za danie. Lubiła gotować, była z siebie dumna, że szło jej to dobrze. W te 3 lata osiągnęła naprawdę wysoki poziom, ale niczego innego nie spodziewała się skoro miała świetne nauczycielki. Wróciła wzrokiem do Yumiego.
OdpowiedzUsuń— Ty chyba nie potrafisz zrobić niczego normalnie, prawda? — zapytała w końcu. Nałożyła na łyżkę nieco potrawy i podała mu do spróbowania — Człowiek sobie niewinnie nuci o upiorach, a Ty łapiesz temat i idziesz dalej. Może nawet przebiłeś — dodała, zaszczycając go swoimi słabymi żartami sytuacyjnymi. — Masz ładny głos — pochwaliła go jeszcze z uśmiechem. Teraz bardziej przypominał tego zmartwionego mężczyznę, którego zobaczyła za pierwszym razem. Ewidentnie był też skrzywdzony. Nie chciała od razu dawać mu pełnej taryfy ulgowej, ale kiedy próbował jedzenia, to polała mu jeszcze zimnego piwa, o którym tak marzył w trakcie wędrówki i podała kufel.
Darcy
Szedł spokojnie, słuchając tego co też wkurwia Yumiego. Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Jak by mi Akane czy Natan zwiali z domu bez słowa i nie miał bym pewności co z nimi jest, to też bym się raczej za płodzenie dziecka czy pielęgnowanie ogniska domowego nie brał. Ognisko nie było by pełne. Chcesz, czy nie, jesteś dla nich częścią tej rodziny - zauważył. - Ale tak, przyznaję, mogli chociaż być mniej tajemniczy w kwestii tego gdzie zmierzają - tu rozumiał jego złość. Obciąganie Gwieździe Zarannej brzmiało w sumie dość wiarygodnie, w przypadku Melanie i Abbadona. Nawet by się nie zdziwił, gdyby okazało się, że właśnie to robili cały ten czas.
Nie patrzył na Yumiego przez pryzmat dziecka, był dorosłym i postawnym chłopem. Od Kiedy Akane zniknęła w lustrze jako dziecko, a kilka dni później wróciła jako w pełni dojrzewająca nastolatka, to tempo dorastania innych dzieci nie robiło już na nim aż takiego wrażenia. Wtedy, tam... przyswojenie tej informacji było ciężkie. Teraz i w przypadku Yumiego? Fakt, że dorósł był dla niego jak najbardziej normalny. Na wieść o tym, że żyją, spojrzał po chłopaku zainteresowany. Skoro był tego taki pewien, to chyba miał ku temu powody. Szybko się one wyjaśniły. Widząc wisiorek nie bardzo go skojarzył, coś tam w głowie świtało, ale gdyby pamiętał wszystkie prezenty jakie komuś podarował to nie byłby sobą. Prezenty od Shi i dla Shi, owszem, prezenty od dzieci i dla nich też, reszta była mniej istotna. Słuchał jednak z zainteresowaniem, przyjmując błyskotkę i oglądając uważnie. Zmarszczył czoło.
- Cząstka duszy? - zapytał dziwnie zainteresowany. Od razu temat skojarzył mu się z Akane i zacisnął zęby. Upierdoliłby łeb jebanej Vivienne, gdyby miał okazję. Zepchnął jednak myśli na dalszy plan i skupił się na tym co aktualnie do niego mówiono. Znowu spojrzał na wisior.
- I co, przeciętny ja też to zobaczę? Mimo, że nie widzę na co dzień dusz? - spojrzał po chłopaku pytająco, dziwnie to trochę brzmiało. O Kuro w ciele Mel to akurat sam wiedział, pamiętał jak ostrzegał Febe przed dziewczyną, by na nią uważała, bo braciszek mógł w każdej chwili zabrać głos. O tym, że nie ma już w sobie Kuro też mu powiedziała, gdy spotkali się już tutaj, w Mathyr, ale nie zagłębiała się w wyjaśnianie jak tego dokonała.
- Rozumiem, czyli stąd wiesz, że żyją... Ale dalej nie masz pojęcia gdzie szukać... - podsumował i przesunął po chłopaku spojrzeniem.
- Na pewno mogą się przydać, im nas więcej tym lepiej, szczególnie gdy chodzi o wojownika pokroju Abbadona. Polszanie mają sposób by zablokować nasze nadprzyrodzone zdolności, więc przede wszystkim potrzebujemy wojowników, talenty magiczne mogą nie mieć tu aż takiego znaczenia. Na szczęście udało nam się pozyskać pewne istotne informacje i jeden z planów rozprowadzenia szkodzącej nam substancji jesteśmy w stanie obiec. Drugi jednak będzie trochę bardziej problematyczny - przyznał. Słysząc o matce i tym jak to się będzie musiała wyżyć, westchnął tylko lekko. Najwyraźniej jej metody "wyżywania się" nie uległy żadnej zmianie.
- Dalej jej się tak panicznie boisz? - zapytał. Mimo, że wydawał się dość twardy, to srasznie miękł przy swojej ciotce, czy tam matce. Będzie się musiał do tego miana przyzwyczaić.
Niklaus
Spojrzał na efekt po stuknięciu w wisiorek i zaraz uniusł lekko kącik ust.
OdpowiedzUsuń- Jasne, jak wrócą i nie będę akurat zajęty wojarzami to może poświęcę czas na te nauki - odpowiedział dość luźno, a potem poprowadził chłopaka schodami, prosto do swojej chaty na palach. Otworzył drzwi i weszedł do środka.
- Zapraszam - rzucił, kierując się od razu do kuchni. Odłożył błyskotkę, po drodze, na stole, a potem już w kuchni sięgnął po dwa naczynia i polał odrobinę mocniejszego trunku. Wrócił do chłopaka, pokazał miejsce przy stole i postawił przy tym jego szkło, swoje pozostawiając w dłoni. Usiadł na ukos Yumiego i założył kostkę jednej nogi na kolano tej drugiej. Z lekkim rozbawieniem obserwował to jego całe naśladowanie Melanie.
- No tak, po takich doświadczeniach jak ma ona nic dziwnego, że najchętniej trzymałaby Cię w klatce. Zakładam, że troska nigdy nie zniknie, ale może z czasem nauczy się ją lepiej okazywać - stwierdził i umoczył usta w trunku. Sam był ojcem, więc pewne zachowania rozumiał, inne uważał za zbędne, on jednak miał nieco inne metody wychowywania dzieci. Zdecydowanie nie wisiał im tak nad uchem. Zaśmiał się krótko, słysząc o carbonare.
- Chciała Cię zatrzymać w bezpiecznym miejscu makaronem? Oryginalny sposób, przyznaję - rzucił rozbawiony. - Jak ja bym chciał, by pyszne jedzenie trzymało moich w domu - dodał nieco żartobliwym tonem.
Nik
Darcy zaśmiała się lekko. Przypomniała jej się bardzo ciekawa rozmowa z Tonym o normalności. Uśmiechnęła się nieco szerzej do Yumiego. W tym wydaniu jego towarzystwo naprawdę jej nie przeszkadzało.
OdpowiedzUsuń— Normalność jest ciekawym pojęciem, czasami normalne jest to co nienormalne. Zależy od perspektywy — odparła filozoficznie. — Nienormalność jest też bardziej swojska dla wielu wartościowych osób — dodała nieco czulszym tonem, kiedy zdjął kaptur. Odwróciła się na chwilę, aby wyjąć podpłomyki z pieca.
— Nie powiedziałeś czy jedzenie Ci smakuje — przypomniała mu, kiedy nakładała wszystko dla straży, która siedziała na dachu i pełniła swoją wartę.
Darcy
Trzeba było być ślepym, żeby kupić to jego gładkie kłamstwo. To jak poruszył się, uciekając od jej dotyku. To jakim niespokojnym spojrzeniem ją obdarzył, tego nie dało się nie zobaczyć. Patrzyła po nim łagodnie i pokręciła lekko głową. Nie mogła obiecać mu czegoś takiego. Zbyt dobrze znała samą siebie, by obiecać coś, co pewnie złamie chwilę później.
OdpowiedzUsuń- Nie mogę ci tego obiecać - powiedziała, na razie faktycznie go nie dotykając, bo przynajmniej w teorii wrócił do siebie myślami. Wrócił do teraźniejszości. - Wyglądałeś tak, jakbyś miał się rozsypać - szepnęła, patrząc mu prosto w oczy.
Em
Jego samego również ta troska nie dziwiła. Uśmiechnął się nikle na jego porównanie i kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, wtedy pewnie też bym nie chciał - przyznał. Nie widział co prawda by dłuższy czas jeść ciągle to samo, ale w sytuacji jaką przedstawił Yumi mógł się zgodzić. Uśmiechnął się pod nosem.
- Akane nie uciekła i wierz lub nie, ale pyszna kuchnia to jest coś co utrzyma tę dziewczynę w domu. Prędzej zje ze smakiem i zapakuje sobie jeszcze trochę na drogę - zaśmiał się krótko. - Natan z resztą zrobiłby pewnie tak samo - stwierdził w nutką nostalgii w głosie. Trochę już za nimi tęsknił. Za nimi i za maluchami. Spojrzał wymownie po Yumim, gdy ten zapytał czy wie co to kaszanka. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Dziwne gdyby nie wiedział, biorąc pod uwagę ile w rzeczywistości miał lat na karku. Słysząc pytanie o list kiwnął głową, wziął jeszcze łyka trunku i wstał z miejsca, by ruszyć po wspomniany świstek. Zniknął na chwilę w innym pokoju i wrócił po kilku minutach. Podał list chłopakowi.
- Trzymaj, możesz go w sumie zabrać, u mnie tylko się niepotrzebnie kurzy - zauważył, wracając na swoje miejsce i patrząc po tych jego zabawkach. Na pytanie pokręcił głową.
- Nie, dzięki - pomachał swoją szklaneczką, na razie miał w czym moczyć usta.
Nik
Słysząc jego słowa spojrzał po notatce. Rzeczywiście jak się mocniej zastanowić to jakieś bardzo ładne były te literki. Nie mniej, kiedy dostał notatkę i zobaczył podpis ze znajomym nazwiskiem, nie analizował jej nadto. Dla niego nazwisko Melanie nie było "niewłaściwie", nawet się nie pochwaliła jakie teraz nazwisko ma, więc brak drugiego człona dla niego nie było podpadające. Milczał chwilę, patrząc po Yumim. Nie musiał pytać, widział i wiedział po samym sobie, że aktualnie zapewne nosiło go od środka. Nie zatrzymywał go, gdy polał więcej alkoholu.
OdpowiedzUsuń- Dalej jest medalion, który mówi, że żyją. Trzymaj się tej myśli... Masz jakiś pomysł, poza ssaniem pały Szatana, co się jeszcze mogło stać? - zapytał. - Byłem u nich w domu po tej notce, nic tam nie wygląda podejrzanie, ale... sam możesz iść sprawdzić, może będą jakieś ślady, których moje oko nie było w stanie wypatrzeć - zaproponował.
Nik
Emma skinęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie wywleka się przy osobach, których się nie zna - poprawiła go. - Rozumiem - dodała, kiwając lekko głową. - Po prostu nie udawaj, że nic się nie dzieje, bo nie wiem czy próbujesz tym okłamać samego siebie czy mnie - wyjaśniła spokojnie. - A tylko ślepy nie zauważyłby, że coś jest nie tak - uśmiechnęła się do niego delikatnie i odruchowo ścisnęła lekko jego ramię. - Dobrze to może opowiedz o czymś miły. Co fajnego spotkało cię w Mathyr? - zainteresowała się, chcąc zmienić temat. Rozumiała aż nadto to, że nie chciał się otwierać przy kimś, kogo dopiero co poznał i zamierzała to uszanować.
Emma
Niklaus słuchał sugestii Yumiego obserwując go przy tym uważnie. Rozumiał przejęcie chłopaka, ale ciężko mu było się z nim utożsamiać. Już spory czas temu Miroki dała znać, że ze względu na ich sytuację i konflikty, mogą czasami znikać, więc z góry zakładał, że jej rodzina nie będzie kimś w rodzaju stałych bywalców tej wioski. Nie zamierzał udawać, że nagle się przejmuje. Miał nadzieję, że rzeczywiście żyją gdzieś tam, spokojnie, ale nie miał nawet pewności czy byli w tym wymiarze, więc prawdziwy niepokój zostawił sobie na inne okazje.
OdpowiedzUsuń- Mnie? - spojrzał po nim pytająco. Nawet nie ukrywał zaskoczenia. - O jaki rodzaj pomocy chodzi? - zapytał, bo nic sensownego w danej chwili do głowy mu nie przychodziło. Jeżeli pomoc nie była jakkolwiek w kontrze do jego aktualnych priorytetów, to nie widział problemu by jej udzielić.
Nik
- Brzmi niesamowicie - powiedziała szczerze. - Chociaż mogłeś po prostu widzieć Wolne Marchwie. Wiesz to takie miasteczko portowe, gdzie rządzą wszyscy ci, co mają z prawem nie po drodze - wyjaśniła wesoło, po czym pokręciła głową. - Aktualnie nie - mruknęła. - Od jakiegoś czasu mieszkam w Argarze - dodała. - Ale wcześniej... - zacisnęła mocno wargi. - ...wcześniej mieszkałam w Polszy - dokończyła, nie wchodząc w większe szczegóły. Nie będzie się przecież otwierała przed kimś, kto sam tego sobie nie życzył.
OdpowiedzUsuńEmma
Biorąc pod uwagę wzrost i sylwetkę Yumiego raczej ciężko byłoby go nazwać niejadkiem. Miał ciało wojownika, ciężko było to zakryć, zwłaszcza przy takich gabarytach. Wysłuchała jego słów. Samego gulaszu nie miała zamiaru zmieniać. Smakował naprawdę dobrze, a pietruszka zaburzyłaby smak. Większości by przeszkadzała, ale skoro marszczył nosem. Wypuściła powietrze ustami, zastanawiając się chwilę. Ostatecznie sięgnęła bo spore kawałki mięsa z baraniny i przyprawy.
OdpowiedzUsuń— Proszę bardzo, naucz — uśmiechnęła się do niego. Nie miała nic przeciwko temu. Gotowała naprawdę dobrze, ale nie robiła tego od dziecka. Do ideału miała daleko, a ciekawych propozycji kulinarnych nie zwykła odmawiać.
Darcy
Ashan przesunął spojrzeniem po Yumi, zauważając nerwowy ruch przy papierosach i nagłą zmianę w jego zachowaniu, choć nie zamierzał tego komentować. Śmierć dziecka wyraźnie wytrąciła go z równowagi, ale zamiast się rozsypać, chłopak niemal natychmiast przekuł napięcie w potrzebę działania, co Ashan akurat potrafił zrozumieć. Bardziej zainteresowało go to, z jaką łatwością Yumi przeszedł od rozmowy z duchem do układania kolejnych kroków śledztwa.
OdpowiedzUsuń— Nie tylko w zamku — poprawił go spokojnie. — W strażnicy, do której jedziemy, są dwa egzemplarze — dodał tym samym tonem. To znacznie zawężało problem, bo jeśli którejś brakowało, nie musieli nawet zastanawiać się, gdzie rozpocząć szukanie sprawców. Gorzej, że sama Gardziel nie była bronią, którą pierwszy lepszy złodziej mógł zabrać i użyć po drodze, bo wymagała przemienionego feniksa oraz drugiej osoby do obsługi. Ashan podniósł się znad śladów i jeszcze raz spojrzał na północ, próbując połączyć kierunek wywiezienia ciał z położeniem wysuniętego punktu. Szkarłat jego tęczówek przygasł odrobinę, choć złość wcale nie minęła; po prostu ponownie została schowana tam, gdzie zwykle trzymał wszystko, co mogło przeszkadzać w myśleniu.
— Najpierw sprawdzimy strażnicę, potem znajdziemy rodzinę — poinformował.Wrócił do Veliego, wsunął stopę w strzemię i znalazł się w siodle. Ruszył od razu. Nie komentował tego kogo mieli w kraju. Mieli sporo pojebów, których przydałoby się skrócić o głowę, ale najpierw trzeba będzie ich znaleźć.
Ashan
Nik lekko uniusł brwi i raz jeszcze spojrzał po rzeczach ułożonych na stole.
OdpowiedzUsuń- No dobra... A na czym takie pieczęstowanie mocy polega? No i czemu to właściwie ma służyć? - zainteresował się. - Skoro już mam w czymkolwiek pomagać, to chce wiedzieć co właściwie robię i jakie mogą być konsekwencje samego pieczętowania, jak i tego co może się zdarzyć w jego trakcie - zaznaczył, patrząc pytająco po Yumim.
Nik
Emma zaśmiała się lekko na to podsumowanie.
OdpowiedzUsuń- Rum pomieszany ze świeżymi jagodami brzmi jak coś co mogłabym polubić - stwierdziła wesoło i przytaknęła na podsumowanie Polszy. Miał rację. To było miejsce pełne niedorzecznych zasad. Zasad, które nakładały tylko na ludzi okowy i robiły z nich bezmyślnych wyznawców króla. - Masz rację, chociaż mają naprawdę urokliwe miejsca. Kawiarenka na wzgórzu była mą ulubioną - stwierdziła spokojnie. Spędziła tam przecież ponad rok, więc mimo wszystko widziała też te dobre rzeczy. - Gdzie jeszcze byłeś? - zapytała swobodnie. - Ja odwiedziłam sporo miejsc, lecz z żadnym nie mam zbyt dobrych wspomnień - stwierdziła.
Emma
W Fasach była jedynie na jego obrzeżach. Nie zapuszczała się głębiej, bo nie miała ku temu potrzeby, ale kiedy wspomniał o laurce dla swych umiejętności zainteresowała się nieco bardziej.
OdpowiedzUsuń- Ciężko jest je pokonać? - zapytała go. - Muszą być niezwykle imponujące - dodała, bo była z tych, którzy jednak doceniali życie. Skoro Liubhairy jej nic nie zrobiły to nie widziała potrzeby w zabijaniu ich, ale niektórzy lubili się sprawdzać, a sam zwierz być może i nadepnął Yumiemu na odcisk. Tego nie mogła być pewna. - Mhm chętnie spróbuję - rzuciła lekko. - Ale jak chcesz swych sił próbować to idź do Fjelldod. Mają masę dobrych wojowników i jeśli już im podpadniesz to ciężko takich zabić... bo jest ich właśnie sporo - uśmiechnęła się do niego szerzej.
Emma
Niklaus słuchał, nie patrzył dziwnie, nie rzucał wymownych min, po prostu słuchał wyjaśnień. Na wieść o chorobie uniósł lekko brew. Nie bardzo wiedział jaki rodzaj choroby chłopak miał na myśli, ale kiedy padły słowa o terapii to śmiał przypuszczać, że chodzi o głowę. Wyznanie co do schizofrenii wyraźnie go zaskoczyło. To sporo wyjaśniało. Nie ujmowało pogardy jaką czuł do Kuro, ale co nieco naświetlało sprawę.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem - kiwnął głową, baczniej patrząc po Yumim. Najwyraźniej chłopak trochę lepiej sobie radził z tym obciążeniem albo po prostu w danej chwili było z nim znośnie. Słysząc o omamach i Lux, zacisnął usta w wąską kreskę. Kurwa, to musiało być naprawdę przejebane, nie zazdrościł temu dzieciakowi. Sam miał rysy na bani, ale jednak wszystko co robił robił w pełni świadomie, a trupy bliskich go nie nawiedzały. Może kiedyś, w snach, ale nigdy na jawie. Nik pochylił się, by pokrzepiająco klepnąć ramię Yumiego.
- Pomogę. Jak nie chcesz, to nie mów. Wiem, że Kuro zdolny był do najbardziej obrzydliwych rzeczy... Jednak jeżeli chcesz... matką Twoją nie jestem, ale mogę Cię chociaż wysłuchać - zaznaczył.
Nik
- Szacunek nie powinien należeć od tego co zrobią. Najpierw szacunek, potem ewentualna robota - Ryu zeskoczył z drzewa lądując tuż naprzeciw niego i spojrzał mu prosto w oczy. - no helloł - wyciągnął do niego dłoń. - Podziel się jednym - rzucił zaraz. Rzadko kiedy palił, nie pamiętał, kiedy robił to po raz ostatni, ale w tej chwili nabrał ogromnej ku temu ochoty. Jego ojciec rzucił coś pod nosem, ale chłopak nie do końca zrozumiał o co chodziło. Był bardziej zaskoczony tym, że w ogóle coś powiedział. - Miło cię widzieć w Argarze - skomentował.
OdpowiedzUsuńRyu
Ashan pozwolił Veliemu przyspieszyć, ale nie poganiał go bardziej, niż było to konieczne, pilnując, żeby mosert nie tracił sił przed dotarciem do strażnicy. Kątem oka zauważył, że Yumi znacznie mniej przejmował się teraz samym patrolem, jakby widok martwego dzieciaka całkowicie przestawił mu priorytety. Nie zamierzał go za to ganić, choć zapamiętał sobie tę gwałtowność reakcji jako kolejną rzecz wartą sprawdzenia.
OdpowiedzUsuń— Jeden wystarczy — odpowiedział w końcu, prowadząc Veliego obok jego wierzchowca. — Feniks w przemianie zasila Gardziel krzykiem, a drugi tylko ją trzyma, celuje i stabilizuje, więc technicznie może nim być ktokolwiek — wyjaśnił W praktyce w zasadzie nie było na to szansy. W tym kraju jeszcze do niedawna nie było nikogo kto nie byłby feniksem czy fenalisem. Wolałby, żeby to była robota z zewnątrz, gdyby uchodźccy zaczęli się to bawić mogło dojść do naprawdę poważnych zamieszek. Spojrzał na chwilę zrezygnowany w niebo. Każdego pierdolonego dnia - jak nie urok to sraczka kurwa. Ashan zmarszczył lekko brwi, próbując przypomnieć sobie, kto ostatnio pełnił służbę przy magazynie wysuniętej strażnicy. Lista nie była długa, a dostęp do Gardzieli powinien wymagać dwóch osobnych kluczy, więc zwykła kradzież robiła się coraz mniej prawdopodobna. Bardziej niepokoiła go możliwość, że ktoś ze środka pomógł sprawcom albo sam do nich należał. Wrócił wzrokiem do trasy. Miał serdecznie kurwa dość tych problemów.
Ashan
Darcy zaśmiała się lekko na jego komentarz i pokręciła głową. Uśmiechnęła się uroczo.
OdpowiedzUsuń— Przy mnie to mięso może co najwyżej się przesłodzić — zatrzepotała rzęsami, kiedy to mówiła. Żartowała oczywiście. Przesłodzone mięso nie brzmiało akurat zbyt smacznie, przesolone jeszcze by dało się jakoś zjeść, ale myśl o za słodkim mięsie jakoś tak ją muliła w środku. Szykowała mięso według jego rad, oceniając czy różnią się jakoś od sposobów czy przepisów, które sama znała.
— Naprawdę? — zapytała, udając zaskoczenie i zaśmiała się szczerze. — A ja myślałam, że ten smak ziół to tak magicznie się pojawi po wstawieniu na patelnię — cmoknęła. — No dobrze, ale jakie zioła polecasz do tej swojej wersji, hm? — dodała zaraz, bo faktycznie była ciekawa jak chciał to przygotować.
Darcy
Ryu odruchowo, przesunął się w tę stronę, w którą szedł Yumi i położył mu dłoń na piersi.
OdpowiedzUsuń- Odsuń się od mojego ducha i zostaw go w spokoju - powiedział spokojnie, acz stanowczo. Duch natomiast pokręcił lekko głową i odpowiedział chłopakowi spokojne.
- Chłopcze, zluzuj majty i wyjmij kij z dupska - poradził mu po japońsku, przez co Ryu zerknął za siebie.
- Świetnie, teraz zachciało ci się rozmawiać, a do mnie żadnego słowa nie wypowiadasz nie? - wywrócił oczyma, nieco tym zirytowany, po czym zerknął na Yumiego i poczęstował się zapalniczką, by odpalić zwiniętego papierosa. - Kilka będzie... siedem? Osiem? - uniósł lekko brew. - Wyrosło ci się - dodał, unosząc lekko brodę, bo Yumi nad nim po prostu górował. Zaciągnął się papierosem i wypuścił dym z płuc, by zaraz odkaszlnąć. - Jakieś dzieci na koncie? Złamane serca?
Ryu
Wzrok Niklausa na chwilę stał się trochę bardziej pusty. Jego dłoń zacisnęła się na szkle tak, że to lekko chrzęstnęło pod jego naciskiem. Yumi może i w danej chwili nie zajmował istotnego stanowiska w jego życiu, ale kiedyś był dzieciakiem, z którym często przebywał, który mógł na niego liczyć. Takim, którego rzeczywiście darzył troską, niczym wujek siostrzeńca, czy bratanka. Informacja, że Kuro posunął się aż tak daleko trafiała do niego mocno, szczególnie teraz, gdy sam posiadał małe dzieci. Fakt, że siedział przed nim rosły mężczyzna nie miał w tej chwili znaczenia. To do czego doszło nigdy nie powinno się wydarzyć. Jebać "głosy", przed czymś takim usprawiedliwienia po prostu nie było. Mimo irytacji, jaka w nim właśnie urosła, zdusił ją i przynajmniej nie rozpieprzył szklanki. Pamiętał ten moment, gdy cały poobijany do niego dotarł. Gdyby wiedział co zaszło... To sam poszedłby zajebać tego gnoja. Chwilę trawił wieści, a potem przechylił szklankę by ją wyzerować i dolać trunku. Pomasował czoło i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- To wtedy, tak? Wtedy go zabiła? Jej też coś zrobił? Próbował? - zapytał w pierwszym odruchu, ale zaraz pokręcił głową i machnął dłonią. - Nie musisz odpowiadać - pytania odruchowo wyrwały się z ust. Yumi i tak powiedział dziś wiele, więcej nie musiał mówić.
- Kurwa mać... - spojrzał na chwilę w stronę pustego pokoju dzieci. Zacisnął zęby. Sam doświadczył w wiele tortur w życiu, on jednak nie miał rodziców i słysząc takie historie to chyba nawet nie było mu z tego powodu żal.
- Jeżeli po tym wszystkim dalej tu stoisz i jesteś w stanie funkcjonować to... To musisz być cholernie silny chłopaku - przyznał, wracając spojrzeniem do Yumiego. - Przeszłości nie cofnę, nie jestem w stanie tego zrobić, ale... Pomogę, na tyle na ile będę mógł to pomogę, w tej czy innej sytuacji - oznajmił.
Nik
Słuchał go dalej, od czasu do czasu przytakując głową. Skrzywił się jednak wyraźnie na słowa o dziedzictwie. Ileś on już się nasłuchał podobnie popierdolonych historii. Jak nie czystość krwi, to jakieś inne chujstwo mające stanowić wyjaśnienie dla chorych akcji. Sam przechylił szkło na raz i przeczesał włosy palcami. Pojebane, to wszystko było po prostu pojebane. Polał sobie do szklanki po raz kolejny, pokręcił głową dalej to wszystko układając w głowie.
OdpowiedzUsuń- Mhm... - odpowiedział w lekkim zamyśleniu, kiedy mówił o przyjęciu formy. - Wiem, nie chciała, ale wyszło jak wyszło - stwierdził. Akurat Kuro nie było mu żal, teraz tym bardziej. Spojrzał po Yumim i pokręcił głową.
- Febe powiedziałem tylko to co musiała wiedzieć, o tym, że wlazł w ciało Mel, że czasami przez nią przemawia. Cholera go wiedziała czy nie zechce skrzywdzić i reszty swoich dzieci - zaznaczył. - Nic więcej nie mówiłem - dodał. Nie miał w zwyczaju rozgadywać takich rzeczy. Kiwnął głową na wspomnienie o Shi. Akurat takich szczegółów tej prywaty znać nie musiała.
- Nie zamierzam nikomu mówić, to Wasze sprawy, Wy decydujecie kto je zna - zaznaczył. Tak jak nie lubił by wpierdalano się nieproszonym w jego problemy, tak i sam nie wpierdalał się w cudze, a tym bardziej ich nie rozpowiadał.
Nik
Ryu nie specjalnie protestował na ten gest. Odsunął dłoń, kiedy Yumi złapał go za nadgarstek, po czym pokiwał głową na wieści o złamanych szczękach i wyruchanych żonach.
OdpowiedzUsuń- Dla nas też. Normalnie byłbym jeszcze młodszy - stwierdził swobodnie. Gwizdnął, gdy Yumi zdradził swój wiek. No proszę, był już od niego znacznie starszy. Zaśmiał się cicho i skrzywił chwilę później. - W danej chwili mam 20 lat - skomentował. - Żony brak, ale dzieci w drodze - skrzywił się nieco. - Weź nawet nie pytaj...
Ryu
— Mój światopogląd właśnie runął, myślałam, że się pstryka i nagle pojawiają się w kuchni — pokręciła głową, robiąc smutną minę. Zaśmiała się jednak zaraz. Zmarszczyła brwi na kolejne słowa. O nie. Miała już listę takich tekstów i co znaczyły. Tak łatwo już z nią nie będzie.
OdpowiedzUsuń— Sól spoko, o ślinie możesz sobie pomarzyć co najwyżej — odwzajemniła jego uśmiech, aczkolwiek myślała nad tym, kiedy postawić granicę. Po chwili jednak wybuchła śmiechem i aż zgięła się w pół. Dwumetrowy dziad i nie potrafi gotować. Śmiała się tak dłuższą chwilę, dopóki się nie uspokoiła. Nosz prawie jak Ashan.
— Prze…prze…przepraszam — wydusiła w końcu, prostując się. Odchrząknęła i przetarła łzy z oczu. — Mam wrażenie, że ze wzrostem traci się zdolności kulinarne. Mój brat potrafi dodać pól kiło przypraw a potrawa i tak nie będzie mieć smaku — wyjaśniła. Przytaknęła mu głową w kwestii jajecznicy. — Dodawałam różnych przypraw, ale najlepsza jest prosta na boczku, trochę soli, pieprzu, szczypta majeranku i szczypiorek — zdradziła mu swój sekret na idealną jajecznicę.
— Dobrze, to jak lubisz kawał tłustego mięsa, hm?
Darcy
Niklaus zdawał sobie sprawę, że Yumi nie miał przed sobą łatwej ścieżki życia, wiele mogło się wydażyć, ale skoro chłopak stał jeszcze na nogach, po tym co już go spotkało, to była duża szansa, że mimo wszystko pokona różne przeciwności losu. Blondyn kiwnął głową na słowa o pieczętowaniu.
OdpowiedzUsuń- Jasne, nie ma problemu, tylko będziesz mi musiał wyjaśnić jak mam to zrobić. Stary może i jestem, ale Twoich mocy jeszcze nie pieczętowałem, przydałaby się jakaś instrukcja - przyznał.
- Co właściwie po tym planujesz? Gdzie chcesz zacząć szukać rodziny? Kiedy zamierzasz ruszać? - zainteresował się jeszcze.
Nikalus
Ryu przytaknął, zaciągając się papierosem. Tym razem już poprawnie. Pomasował sobie skronie i przeciągnął lekko.
OdpowiedzUsuń- Taa, gdybym się zabezpieczał to też miałbym szansę tego uniknąć - skwitował. - Mężczyźni mnie nie kręcą - dodał jeszcze, patrząc po nim uważnie. - Ciebie kręcą? - zainteresował się, skoro już sobie rozmawiali. - Poza żonami byli też mężowie? - zapytał, znów się zaciągając.
Ryu
Ryu ponownie zaciągnął się papierosem i sam przystanął przy klifach, żeby spojrzeć w morze i na zachodzące słońce.
OdpowiedzUsuń- Całkiem przydatne to podejście - skomentował, chociaż sam miałby duże opory by zrobić to z mężczyzną. Jakoś siebie w tym nie wyobrażał. Sam fakt pocałunku z Gavem ostatnio przyprawiał go o nieprzyjemne dreszcze. Co prawda robił to dla jaj, ale upewnił się przy tym że mężczyźni to nie jego para kaloszy. - Wiesz, tu też coś takiego jest. Prowizoryczna taka - skomentował. - Tylko to trzeba pomyśleć, a ja idiota, nie wpadłem nawet na to, że trafi mi się seks, a co dopiero myśleć o zabezpieczeniu - wzruszył ramionami.
Ryu
Ryu wywrócił oczyma. Nie musiał mu tego mówić. Doskonale wiedział jak duży błąd popełnił w tamtej chwili.
OdpowiedzUsuń- Mniejsza o to - skomentował w końcu. - To jak z twoimi staruszkami? - zainteresował się. - Mówiłem ci już, że idę do Wolnych Marchwii, mogę się za nimi rozejrzeć - powtórzył.
Ryu
Ashan zerknął na niego krótko, a szkarłat w jego oczach nadal nie chciał ustąpić, jakby gniew utrzymywał przemianę tuż pod powierzchnią skóry.
OdpowiedzUsuń— Nawet jeśli uciekli, znajdziemy ich — odpowiedział spokojnie, bez cienia wątpliwości w głosie. Nie była to próba pocieszenia Yumiego, a zwykłe stwierdzenie faktu. Im bliżej znajdowali się strażnicy, tym bardziej Ashan koncentrował się na otoczeniu, odsuwając własną irytację na dalszy plan. Wkrótce ponad skałami dostrzegł kamienne umocnienia przyczółka, surowe i niewielkie, wtopione kolorystycznie w pustynny krajobraz. Jeszcze zanim zobaczył pierwszego wartownika, poczuł znajome ciepło bijące zza murów. Jedno źródło, kolejne, następne, wiele żywych istot, każda nosząca w sobie charakterystyczny żar feniksa, więc przynajmniej strażnica nie wyglądała na opuszczoną. Zwolnił Veliego przed bramą, przesuwając uważnym spojrzeniem po murach, wartownikach i wszystkim, co wyglądało choć odrobinę inaczej, niż powinno. Dopiero wtedy wrócił uwagą do Yumiego, przypominając sobie, że poza rozwiązaniem tej sprawy nadal miał ocenić, do czego właściwie chłopak nadawał się jako żołnierz.
— Co właściwie potrafisz poza rozmową z duchami? — zapytał, zatrzymując moserta przed wejściem, w ukryciu, aby nikt ich nie dojrzał. Wyciszył w międzyczasie ich własny żar, aby nikt ich się nie spodziewał. Przez chwilę mierzył go szkarłatnym spojrzeniem, po czym dodał już bardziej konkretnie.
— I jak bardzo jesteś odporny na ogień?
Ashan
Nik również opróżnił ostatnie szkło i kiwnął głową, kiedy Yumi pokazał przedmioty. Słuchał uważnie co czym jest i do czego służy. Na wieść o soli zerknął w stronę kuchni.
OdpowiedzUsuń- Znajdzie się - oznajmił. Najwyżej różniej dostanie w łeb, że zmarnował zbyt wiele. Tu na sól trochę się czekało. Wróciła zaraz wzrokiem do chłopaka i słuchał dalej.
- Mam węgiel i tusz - poinformował, by mógł wybrać co woli. Na pszenicę też kiwnął głową. Spojrzał jednak po Yumim trochę niepewnie.
- Robiłeś to już? Co może pójść nie tak? - zapytał. Wolał wiedzieć na co musi się ewentualnie przygotować.
Nik
Nie chciała go urazić, acz nie mogła odmówić, że podobieństwo było po prostu śmiertelnie zabawne. Zresztą nie było po niej widać, aby śmiała się konkretnie z niego. Nie każdy potrafił dobrze gotować, ważne, że potrafił to potem zjeść i nie marudzić, a nie biegać po prośbie, żeby ktoś inny uraczył go jedzeniem. Trzeba było być trochę samodzielnym. Podeszła do Yumiego zaraz i zabrała mięso, które nie miało prawa dobrze się zrobić w taki sposób.
OdpowiedzUsuń— No, ciekawy z Ciebie nauczyciel — powiedziała, uśmiechając się ciepło. — To co tutaj masz to comber, bardzo tłusty swoją drogą, nie nadaje się do smażenia w taki sposób — wyjaśniła. Dorzuciła więcej masła na patelnię, dorzuciła kilka ząbków rozkruszonego czosnku, rozmaryn i posypała jeszcze odrobiną pikantnych płatków dla lepszego, żywszego posmaku. — Widzisz? W ten sposób wyciągniesz wszystko co najlepsze, lubisz mocno wysmażone czy krwiste? — pokazywała mu. Złapała go za nadgarstek, żeby samodzielnie go kierować. No, być może to nie był aż tak beznadziejny przypadek jak Ashan? Okaże się. Puściła go jednak po chwili, kiedy wrócił do plucia.
— Jak tak Ci zależy na pluciu, to napluj sobie jak będzie już na talerzu — poleciła mu, po czym zaczęła nucić, w międzyczasie przyglądając się jak mu idzie wysmażanie mięsa. — Pamiętaj polewać je tłuszczem, diabeł tkwi w szczegółach, to robi całą magię — uśmiechnęła się do niego, a potem sobie zanuciła, polewając wody do szklanki. — Witajcie w mojej kuchni, Mam tu towar z wyższej półki, Banany i parówki, Nawet placki i drożdżówki, Musisz mi wierzyć, stary, Inne kuchnie to koszmary… — śpiewała sobie z lekkim uśmiechem na ustach.
Darcy
https://www.youtube.com/watch?v=dLLRUtql_ys&list=RDdLLRUtql_ys&start_radio=1
Emma przekręciła lekko głowę.
OdpowiedzUsuń- Te zwierzęta były kiedyś ludźmi - zauważyła, ale zaraz uśmiechnęła się delikatna. - Jesteś więc wegetarianinem? - zapytała, bo skoro uważał i nie zabijał bezmyślnie zwierząt to może właśnie tak było. Ciekawe podejście do życia. Popatrzyła jak przełamuje grzebień mosiężny w dłoniach i wysypuje z niego drobny proch. - Nieźle - przyznała. - Ale samą siłą nie zawsze uda się wygrać. Widzisz wystarczy po prostu znacznie większa liczebność i mogą cię wtedy położyć - zauważyła. - Dobrze, że jesteś pewien siebie, ale wiesz czasem ta pewność siebie może cię zgubić - dodała.
Emma
Akane, po ostatnich zajściach i fakcie, że prawie została zgwałcona, miała dość spore problemy z koncentracją. Medytacja nie przynosiła takiego spokoju jak wcześniej, ciężko było wejść w fazę, której uczył jej Lazarus. Wyobraźnia płatała psikusy i wieczorne odprężanie przez kilka dni szło dość mozolnie. Siadała sama w wybranej oazie, wzniecała ogień, spokojnie oddychała, a i tak obrazy malowały się w jej głowie. Czasami zastanawiała się nawet czy to obrazy jej własnego umysłu, czy może znowu łapała z oddali cudze wspomnienia o brutalnym wykorzystaniu. Miała szczęście, ten konkretny raz miała pierdolone szczęście, Aku jej nie tknął, Alli skusiła go własnym ciałem.
OdpowiedzUsuńTego wieczora znowu była w oazie, znowu przy palenisku, znowu próbując oczyścić umysł, poćwiczyć swój szósty zmysł i przeczucie otoczenia. Tym razem jednak ugryzła temat inaczej. Siedziała i słuchała, dźwięku płomieni, strzelającego drewna, szumu liści, czy uderzeń kokosów, szturchanych przez wiatr, na palmie. Uśmiechnęła się delikatnie, pogłębiła oddech, a kiedy usłyszała cykanie świerszczy to uśmiech jej nieco się poszerzył. Miała to, powoli czuła ten specyficzny stan. Podniosła się jednak, czując po prostu taką potrzebę. Stanęła przy płomieniu, patrzyła w ogień i słuchała. Bose stopy ruszyły same. Powoli, z nieco rytualny sposób zaczęła krążyć dookoła ogniska. Ruchy dłoni, nóg, ciała, spokojne, czasem urozmaicone krokami tutejszych tańców, których uczyła jej Darcy. Zaczęła znowu to czuć, przestrzeń. Czuła gdzie konkretnie stoi Gavin, jej duch opiekun, czuła każdy ruch liści, ziarna piasku, każdego owada wlatującego w pobliską przestrzeń. W pewnej chwili usłyszała krok, niestandardowy ruch, oddech… Wirowała dalej w swoim powolnym tańcu, ale zdawała już sobie sprawę, że ktoś tu jest. Zrobiła jeszcze kilka kroków, tak, by stanąć przodem ku stronie, z której wyczuwała obecność. Zatrzymała swój taniec i podniosła wzrok ku nie oświetlonej przez ogień przestrzeni.
- Tuletko varjosta esiin? – zapytała po phyońsku. Zaraz jednak zmarszczyła brwi, miała wrażenie, że niekoniecznie może mieć do czynienia z tubylcem. – Zamierzasz się pokazać? – przeszła na język wspólny.
Akane
Ryu skinął głową, przyglądając się zdjęciu jego rodzinki. Pamiętał ich, a przynajmniej kobietę. Ponownie skinął głową, kiedy wspomniał o tym, gdzie powinni wrócić.
OdpowiedzUsuń- Jeśli ich spotkam, dam im znać - obiecał. - Jeśli się czegoś dowiem, napiszę tu do Argaru list, żebyś też wiedział co jest pięć a co dziewięć - dorzucił, zaciągając się jeszcze raz jego papierosem. - Jak ty możesz to palić, co? - spojrzał po nim. - Aż mi od tego niedobrze.
Ryu
Ashan uniósł lekko brew na zapewnienie, że Yumi byłby w stanie powalić go jedną ręką. Nie zamierzał się z nim kłócić. Takie rzeczy sprawdzał, zamiast o nich dyskutować, a przez pieczęć i tak nie miało to teraz większego znaczenia.
OdpowiedzUsuń— Jedną ręką sprawdzimy, jak zdejmą Ci pieczęć — stwierdził. Kącik jego ust drgnął dopiero przy żarcie.
— Te tutaj potrafią. Zwłaszcza jeśli nazwiesz je laskami, ale to dalej nie była odpowiedź — rzucił, zeskakując z grzbietu Veliego. Mruknął do moserta krótką komendę w ojczystym języku i pozostawił go za skałami, poza zasięgiem wzroku wartowników. Sam naciągnął kaptur na rude włosy i ponownie skupił się na żarze bijącym zza murów. Chciał zajrzeć do magazynu, zanim ktokolwiek dowie się o jego obecności i zdąży przygotować odpowiednią wersję wydarzeń. — Trzymaj się za mną, mów od razu, jeśli zobaczysz ducha, i nie wyciągaj broni, dopóki ja nie wyciągnę swojej — polecił. Ruszył wzdłuż skał ku mniej widocznej stronie umocnień, pilnując, żeby Yumi pozostawał blisko. Przed wyjściem na odsłonięty fragment zatrzymał się i wychylił jedynie na tyle, by sprawdzić drogę pod murem.
Ashan
Im bliżej był, tym ona bardziej wychodziła zza paleniska, powoli rozpoznając znajomą sylwetkę, a później, gdy już dojrzała twarz, miała pewność kto przed nią stoi. Jej brwi również wywindowały do góry.
OdpowiedzUsuń- Yumi? - zapytała wyraźnie zaskoczona. W pierwszej chwili utkwiła spojrzenie w jego oczach, powędrowała jednak wzrokiem po całej twarzy chłopaka, a potem po jego nagim torsie i wyraźnym wyrytym śladzie na brzuchu. Na jego przekleństwo prychnęła krótko i wróciła oczyma do czerwonych tęczówek chłopaka.
- No dzięki, moje zaskoczenie jest na podobnym poziomie - przyznała i znowu spojrzała na jego brzuch. Mimowolnie zbliżyła się i zmarszczyła czoło, w lekkim otumanieniu ręka powędrowała w stronę blizny. - Nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś się spotkamy, a już na pewno nie spodziewałam się Ciebie w Phyonix - zacisnęła lekko usta i cofnęła dłoń. Podniosła wzrok do jego oczu. - Wróciłeś z wycieczki do Piekła? Co Ty tu w ogóle robisz? - kiedy ostatnio się widzieli, była we wczesnym etapie ciąży, trochę czasu minęło, a po zniknięciu z Argaru reszty jego rodziny, zakładała, że po prostu zniknęli załatwiać swoje sprawy. Zakładała, że jak już je załatwią, to sobie poukładają życia w innym wymiarze, a jednak nie. Westchnęła ciężko, fakt kto przed nią stoi powoli docierał do głowy. Naprawdę wolałaby spotkać starego przyjaciela z wyrytym na brzuchu uśmiechniętym słoneczkiem, a nie pentagramem. Tu nawet nie musiała jakoś wielce słuchać swojego przeczucia by wiedzieć, że coś jest na rzeczy.
Akane
Emma parsknęła śmiechem, kiedy wspomniał o genach i dźgnęła go palcem w ramię.
OdpowiedzUsuń- Nie widać - poinformowała go z miną znawcy. - Napakowane to, to... ale jakoś tak - wzruszyła ramionami. - Jak na mięsożercę to mizernie coś - dorzuciła z przekąsem, bo rzecz jasna Yumi miał się czym pochwalić. Tego mu odmówić nie mogła. Prychnęła pod nosem, gdy wspomniał o przeciwnikach na swoim poziomie. - Dobrze, że podstawy masz opanowane i w małym paluszku zakodowane - rzuciła wesoło, po czym pokręciła lekko głową. - Mhm... mam nadzieję, że ta pewność siebie cię nie zgubi - dodała szczerze. - Wiesz, fajnie jest ją mieć, ale zmieszaną z pokorą do tego - mruknęła. To jego pragnienie władzy trochę ją zaniepokoiło. - A jak już go podbijesz to co wtedy? - zainteresowała się.
Emma
- A dokąd zmierzasz? - zainteresował się, kiwając jednocześnie głową na znak, że wyśle do Niklausa. Ciekawe, że ten chłopak był blisko Grandsanda. Nie spodziewał się tego wcześniej. Słuchał o tych fajkach kiwając od czasu do czasu głową i coraz lepiej wychodziło mu palenie tego co mu go dał przed chwilą. - Nie zamierzam - odparł szczerze. - Wystarczy mi "Makumba" i bagienne ziele - dodał, bo czasem te rzeczy popalał i to głównie na imprezach. - Jakoś nie ciągnie mnie do palenia, chociaż dziś robię wyjątek. Ech życie mnie po prostu przygniata.
OdpowiedzUsuńRyu
Emma tym bardziej jeszcze raz dźgnęła go w ramię, po czym wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że możesz się niemiło zaskoczyć jeśli zaczniesz to robić - powiedziała wprost. - Najpierw zacznij od poznania tego świata, a potem myśl o tworzeniu go od podstaw. My wszyscy walczymy o to, by ne było podziałów międzyrasowych - mruknęła. - No poza Polszą i Fjelldod - mruknęła oddychając głęboko. - Ale więcej cywilizacji... - zacisnęła mocno wargi. - Wiesz, ja chyba nie chciałabym tu samochodów spalinowych i innych nowinek technologicznych. Zniszczylibyśmy tym to co jest tu piękne - szepnęła i uśmiechneła się do niego lekko. - Ja szukam spokoju - powiedziała cicho. - Chciałabym po prostu móc tu żyć, bez widma wojny czy innych potyczek - zagryzła lekko wargi. - Tak normalnym i nudnym życiem.
EMma
Ashan nie skomentował deklaracji o rozbijaniu czaszek gołymi rękami. Jeśli dojdzie do walki, szybko przekona się, ile z tego było faktyczną możliwością, a ile zwyczajnym pierdoleniem. Osobiście wolałby to pierwsze. Nie spodziewał się też, żeby Yumi specjalnie mocno naciągał. Nie wyglądał na słabego jakby nie patrzeć.
OdpowiedzUsuńZnacznie bardziej zainteresowała go nagła zmiana zachowania Yumiego i sposób, w jaki chłopak zaczął rozglądać się po okolicy. Sam nie wyczuwał niczego, co przypominałoby obecność martwych, za to żar żywych feniksów w strażnicy nadal był dla niego wyraźny. Kiedy usłyszał pytanie, zerknął na niego z boku, a na ustach pojawił się ledwie widoczny, charakterystyczny uśmiech.
— Aktualnie prowadzimy z nimi wojnę, więc można powiedzieć, że parę mamy — odparł. Dla niego żart był naprawdę bardzo dobry. Fjelldodd było w końcu krainą nieumarłych, dla których żywi stanowili bardziej pożywienie niż sąsiadów, trudno więc było odpowiedzieć inaczej. Zaraz jednak spoważniał, przesuwając szkarłatnym spojrzeniem po pustynnym trakcie i skałach wokół strażnicy.
— Ale bezmyślnych ghuli tutaj być nie powinno. Na tej pustyni jest za mało padliny, żeby miały po co się zapuszczać w te strony — wyjaśnił. W Phyonix zwłoki spalano, zarówno z powodów religijnych, jak i czysto praktycznych, więc ciało pozostawione na tyle długo, by przyciągało padlinożerców, należało do rzadkości. Nie podobało mu się to.
Ashan
Darcy przez chwilę patrzyła, jak Yumi zabiera jej łopatkę i zaczyna rządzić się przy patelni. Mówił, że ma dwie lewe ręce do gotowania, a zachowywał się tak, jakby właśnie doznał objawienia od boga smażenia. Zaśmiała się lekko na tę myśl, ale kiedy sięgnął po kolejną porcję pikantnych płatków, zabrała mu miseczkę i odstawiła obok siebie. Jeszcze trochę i nie będzie miało znaczenia, czy mięso było surowe, spalone czy w ogóle znajdowało się na tej patelni. Po prostu zapłonie żywym ogniem i tyle będzie z baraniny.
OdpowiedzUsuń— Krwiste. Właśnie tak się to fachowo nazywa — odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem — Ale może wystarczy już tych płatków. Pikantne nie oznacza, że ma Ci wypalić dziurę w żołądku — zaznaczyła jeszcze, uśmiechając się ciepło w jego stronę. Sama lubiła jak coś było przyjemnie ostre, ale z każdą przyprawą dało się przesadzić. Dalej śpiewała, kiedy tak dzielnie gotował.Przestała jednak, gdy wspomniał ponownie o pluciu mu do ust. Spojrzała na niego z uniesioną brwią, potem na ten jego wyjątkowo zadziorny uśmiech. Bezczelność. Nie, zdecydowanie się nie przesłyszała. Najwyraźniej wcześniejsze odpowiedzi nadal do niego nie dotarły, więc tym razem nie zamierzała zostawiać miejsca na dalsze udawanie. Spojrzała jeszcze za Alexem, aby wyjaśnił jej definicje alternatywki.
— Nie przesłyszałam się — zauważyła, poważniejąc na twarzy — I nie napluję Ci do ust. Na mięso też nie. Ani obok, ani do dupy i nie wiem gdzie jeszcze możesz sobie pomarzyć.Mówiłam Ci już, że nie, Yumi. Jeszcze raz o to zapytasz, a sam będziesz sobie gotował i śpiewał — powiedziała mocniej, tym razem nie odwzajemniając jego uśmiechu. — Jak tak bardzo Ci na tym zależy, znajdź sobie inną alternatywkę. Taką, która sama będzie chciała. Mnie to nie interesuje i wątpię żeby zaczęło — dodała, wzruszając ramionami. Stała przez krótką chwilę z tęgą miną, aby jasno podkreślić, że nie znaczy nie. Potem jednak znowu uśmiechnęła się do niego wesoło. W ogólnym rozrachunku mimo wszystko był całkiem sympatyczny. Wyciągnęła do niego dłoń po łopatkę. — A teraz oddawaj, zanim zabijesz to mięso po raz drugi — zaśmiała się wesoło — Na ratunek mięsiwu! — ogłosiła jeszcze.
Darcy
Ryu parsknął śmiechem i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Szczerze mówiąc, nie pamiętam bym kiedykolwiek był faktycznie młody - zacisnął mocno wargi. - Ale seksu sobie nie odmawiam - pstryknął palcami. - Szkoda tylko, że głowa nie myśli jak zaczynam te całe seksy - wzruszył ramionami. - Alimenty... - powtórzył po nim. Dawno nie słyszał tego słowa. Spojrzał po Yumim i westchnął ciężko. - Wiesz... tak się składa, że zamierzam być obecny w życiu dzieci, które... spłodziłem - mruknął. - Nie wiem tylko czy dogadam się z ich matką... - mruknął krzywiąc się lekko. - Szczęście w nieszczęściu... mam 9 miesięcy by to zrobić - uśmiechnął się nieco. - Hm? No proszę... a ja właśnie stamtąd wróciłem - uśmiechnął się krzywo. - Przygotuj się na gorącą atmosferę. Nie tylko żar z nieba ale i tańczące kobietki - zrobił ruch, którego nauczyła go Darcy gdy chodziło o taniec brzucha. - Nie każda wie, że te ruchy zapraszają i zachęcają do szaleństwa.
Ryu
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńEmma spojrzała po nim uważnie, przesuwając po nim spojrzeniem. Widziała, że coś się z nim dzieje. Wydawał się być bardzo niespokojny, jakby walczył sam ze sobą.
OdpowiedzUsuń- Dlaczego? - zapytała go po prostu. - Nie robię ci nic złego tym dotykiem. Ot tylko lekko zaczepiam - dodała. - Przypomnę tylko, że sam się o mnie otarłeś wychodząc z wody i wtedy ci dotyk nie przeszkadzał - zauważyła oddychając głęboko. - Co takiego się zmieniło, Yumi? - zainteresowała się.
Emma
Emma zmarszczyła lekko brwi widząc co dzieje się z Yumim. Nagle jego wzrok powędrował za czymś, czego nie mogła zobaczyć. Przesunęła wzrokiem do miejsca, w które patrzył i podeszła do niego, by delikatnie objąć jego policzki swoimi dłońmi. Nakierowała jego twarz na siebie. Przez moment tylko go tak trzymała, zanim nie zwróciła się do niego.
OdpowiedzUsuń- Tu jestem - powiedziała dość cicho. - Patrz na mnie - poprosiła go. Bardzo chciała zastosować się do jego polecenia i go nie dotykać, ale to było od niej silniejsze. Zwłaszcza, gdy widziała go takiego zagubionego. Powoli i ostrożnie opuściła dłonie, gdy jego wzrok stał się ostrzejszy. - Nie mogę ci tego obiecać - szepnęła. Nie lubiła bezsilności.
Emma
An czuła jego nerwowe skrępowanie, dlatego ostatecznie nie dotknęła Yumiego. Miała wrażenie, że symbol był istotny, jednak patrząc na swoje zdolności wolała uniknąć poznawanie jego istoty na własną rękę. Dziewczyna cofnęła się o dwa kroki, by nie pogłębiać uczucia niepewności u czarnowłosego.
OdpowiedzUsuń- Zawsze to jakieś pocieszenie - uśmiechnęła się do niego łagodnie. Co jak co, ale takiej wizyty nikomu nie życzyła. Spoważniała słysząc powody jego powrotu.
- Ach... Czyli wieści o wojnie rozeszły się naprawdę daleko - zauważyła i lekko przekręciła głowę. - Reszty? Nie wiesz, gdzie jest Twoja rodzina? - zapytała i zaraz spojrzała po nim przepraszająco.
- Wybacz, dużo pytam, ale... - rozłożyła bezradnie ręce. - Po prostu Ty, widok Ciebie tutaj... Trochę to... heh... niespodziewane - przyznała i przesunęła raz jeszcze po jego posturze, a potem zerknęła w stronę zbiornika wodnego. - Pewnie przyszedłeś się wykąpać, a tu Ci jakieś babsko znajome miejscówkę zajęło - rzuciła trochę dla rozluźnienia atmosfery. Poprawiła włosy i wzruszyła lekko ramionami na jego pytanie. Przesunęła dłonią kilka razy nad płomieniami.
- Tu, w tej oazie szukałam chwili... wytchnienia, a w Phyonix jestem z kilku powodów, odprowadzenie dzieci do bezpiecznego azylu to raz, ale mam jeszcze do załatwienia poboczne sprawy, drobne misje - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem i zaraz zerknęła na ten jego pentagram.
- Nie będę wnikać jak coś, ale... dobrze by było to umyć, kiepsko wygląda... - zauważyła spokojnie, ogólnie emanowała spokojem.
Akane
Ryu wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- O ile tak ci się podoba i jest ci dobrze to spoko - skomentował sprawę zamężnych. - Sam nie czułbym się z tym dobrze - dodał tylko. Seks był dla niego czymś, co owszem mógł zrobić pod wpływem chwili, ale jednak nie zrobiłby tego komuś kto był zamężny czy w związku z kimś innym. Mimo wszystko nie zamierzał być kimś, kto prowokuje zdradę drugiej osoby. - Dlatego pociągają cię zamężni? - zapytał unosząc lekko brew. - Nie czujesz się z tym potem jak gówno?
Ryu
Emma skrzywiła się wyraźnie, patrząc mu prosto w oczy, a na końcu jej palców pojawiły się ogniki. Był to odruch bezwarunkowy. Obiecała sobie, że nikomu nie pozwoli się stłamsić czy zniewolić i nie zamierzała łamać tej sobie danej obietnicy. Nabrała kilka głębszych oddechów.
OdpowiedzUsuń- Robisz... mi... krzywdę... - wycedziła uspokajając ogień, który mógł lekko go oparzyć. Teraz powoli przeradzał się w ten, który nikogo by nie skrzywdził tylko dawał ciepło, by ostatecznie zniknąć z jej palców. Odsunęła się od niego, gdy tylko puścił jej dłonie i rozmasowała je sobie. - Nigdy więcej nie próbuj mnie krzywdzić - warknęła, nie była pewna czy następnym razem powstrzyma ogień. Musiała nabrać kilka głębszych oddechów, gdy on tak sobie krążył od drzewa do drzewa, odpalając papierosa jeden po drugim. Zacisnęła mocno pięści. - Pierdol się - warknęła, patrząc po nim wkurzona. - Nie chcesz być dotykany to sam nie dotykaj - fuknęła. - Nie oczekuj ode mnie, że nie będę dotykała, jak ewidentnie coś się z tobą dzieje! - dorzuciła krzywiąc się i dotykając brzucha dłońmi. Nie powinna się denerwować. Zwłaszcza przez kogoś, kto był nielogiczny.
Emma
An przytaknęła głową na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- Tak, zniknęli krótko po Tobie - przyznała. Jej ojciec przecież by go w takiej sprawie nie okłamywał. Skubnęła lekko wargę, gdy mówił o "zanim". - To akurat kwestia dni, w najlepszym razie kilku tygodni... - przyznała cicho - ... życzę byś rzeczywiście jak najszybciej ich znalazł, ale "zanim wojna nie trafi do Argaru" może być ciężko - dodała spokojnie i lekko westchnęła. Zerknęła na chwilę w bok, odrobinę speszona tym w jaki sposób na nią patrzy, kiedyś często tak patrzył, ale od tego czasu naprawdę wiele się zmieniło, była pewna, że nie tylko u niej, u niego raczej też, a mimo to spojrzenie zostało. Uśmiechnęła się łagodnie na jego stwierdzenie co do miejsca, spojrzała w stronę zbiornika i lekko wzruszyła ramionami. Sama obróciła się tyłem, widząc, że ten sięga do spodni. Zaświecił jej tyłkiem przez chwilę, ale więcej nie widziała. Sama ścignęła swoją spódnicę, zostawiła jednak majtki, poluźniła gorset i również do zdjęła. Nie miała dziś na sobie stanika, więc została w luźnej koszuli. Wsunęła nogi do wody, ale nie wchodziła do niej cała, usiadła sobie na brzegu, mocząc jedynie ciało do kolan. Prychnęła na tą gówniarę.
- Wolałabym pogadać jak za aktualnych, nie jestem już dziewczynką, której skradłeś całusa, a Ty nie jesteś chłopcem, który w panice ucieka na widok trupa - rzuciła z nutką przekąsu w głosie, wspominając "stare lata". Spoważniała zaraz i uważniej po nim spojrzała.
- Co pieczętowałeś? - zainteresowała się. Skoro już o tym zaczął mówić.
Akane
Emma dmuchnęła sobie w grzywkę, wstając z miejsca. Dalej lekko rozmasowywała swe dłonie, ale mimo wszystko podeszła do niego, stając o trzy kroki od mężczyzny. Przez chwilę oddychała głęboko, zanim uniosła na niego wzrok. Mimo wszystko ciężko było zbierać w sobie odwagę, po jego wcześniejszym ataku. Wspomnienia i ją atakowały. Niezbyt przyjemne wspomnienia.
OdpowiedzUsuń- Co się dzieje, bo cię dotykam? - zapytała go starając się mówić spokojnie. - Nie dotykam cię bez przerwy... - dodała, a ten potem przeszedł na język, którego nie znała. Słuchała go tylko i czekała aż skończy z siebie to wszystko wyrzucać, powtarzając tylko jedną kwestię. - Jesteś w Argarze, jesteś bezpieczny.
Emma
Ryu uśmiechnął się pod nosem i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm... - mruknął tylko. - A kto powiedział, że tylko z jedną osobą? - zapytał go. - Przecież niekoniecznie będziesz tylko z jedną osobą w przeciągu swojego długiego życia - zauważył. - O ile twoje życie będzie tak długie jak uważasz - dodał, bo przecież śmierć mogła nadejść znienacka, nawet na kogoś kto uważał się za niepokonanego. - Myślę, że jeśli znajdziesz odpowiednią osobę... to i tysiące lat ci nie wystarczą by stało się nudno - spojrzał po nim łagodnie.
Ryu
Darcy zmrużyła oczy, kiedy mimo jej ostrzeżeń znowu podkradł płatki i bezczelnie wrzucił je na patelnię. No oczywiście. Spojrzała na niego z miną pod tytułem czy ty naprawdę właśnie to zrobiłeś?, ale było już za późno, żeby ratować mięso przed jego kulinarnymi zapędami. No niereformowalny.
OdpowiedzUsuń— W kuchni możesz sobie mieć tyle pikanterii, ile Twój żołądek przeżyje — odpowiedziała, wyłapując jego wymowne spojrzenie i przewracając oczami — W życiu radziłabym jednak czasami poznać umiar — dodała z rozbawieniem, ściągając mięso z patelni. Obserwowała przez chwilę, jak rzucił się na jedzenie, jakby rzeczywiście od tygodnia niczego nie jadł. Uniosła brwi, po czym parsknęła śmiechem. Chyba jednak udało im się tego mięsa całkowicie nie zamordować.
— Smacznego — powiedziała wesoło. Na jego kolejne słowa zrobiła oburzoną minę, opierając dłonie o biodra.
— Kobieto? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Sam sobie wrzuciłeś pół miski ostrego na mięso, a teraz ja Ci psuję posiłek? — pokręciła głową, ale zaraz uśmiechnęła się szerzej. — Bezczelny — dodała równie “poważnie”.
Darcy
Jego zamyślenie jej osobiście nie przeszkadzało, po to tu przecież przyszedł, ona w sumie też. Chwilę po nim patrzyła, jakby szukała jakiejś wyraźnej zmiany. Pilnowała by nie zakłócać jego myśli, szczególnie, że te wyraźnie go uspokajały. Uśmiechnęła się delikatnie i sama spojrzała w niebo, obserwując gwiazdy przez chwilę. Ich widok działał dość kojąco. An wsunęła się do wody powoli i zamoczyła po same ramiona, siadając niedaleko Yumiego. Sama przymknęła oczy, pozwalając sobie na relaksującą ciszę. Uniosła powieki dopiero kiedy się odezwał. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem, był inny niż na poprzednim spotkaniu, tym razem nie czuła się przesadnie osaczana. Z zainteresowaniem słuchała jego odpowiedzi.
OdpowiedzUsuń- Choroba? Coś nie tak z Twoją krwią? - zapytała, jakoś tak od razu uznając, że skoro potrzebna mu Melanie, to może chodzić o krew. Zarejestrowała, że nazwał ją matką, ale to akurat aż tak jej nie dziwiło, w końcu przejęła sprawę wychowania go na siebie. Zaśmiała się krótko na jego pytanie i lekko przytaknęła głową.
- Właśnie tak, odbijam sobie czas uziemienia. Tańce, wyprawy, drineczki, misje - przytaknęła mu głową. - Kocham rolę mamy i swoje dzieciaki, ale cholernie tęskniłam za dozą adrenaliny czy po prostu zwiedzaniem. Siedzenie w jednym miejscu to jednak nie jest dla mnie. Wiesz, fajnie jest mieć swój kąt, dom czy jakkolwiek to nazwać, ale wizja podróży i poznawania świata, spuszczeniu tu czy tam wpierdolu... - znowu lekko się zaśmiała i posłała mu szerszy uśmiech - ... no do mnie to po prostu przemawia - podsumowała.
Akane
Darcy słuchała go z coraz bardziej rozbawioną miną, ale przy „w miarę ładna” spojrzała na niego i zaśmiała się głośniej.
OdpowiedzUsuń— W miarę ładna? — powtórzyła, unosząc brew. — Jeszcze trochę i sam sobie będziesz gotował do końca pobytu — zagroziła. Oparła się biodrem o blat, przyglądając mu się przez chwilę. Najbardziej bawiło ją jednak to, jak szybko zdążył wyrobić sobie o niej opinię.
— I skąd właściwie pomysł, że jestem spokojna i poprawna? — zapytała z zaciekawieniem. — Znasz mnie... ile? Kilka godzin? — zauważyła, przechylając lekko głowę. — To, że potrafię się zachować przy obcych i nie próbuję podpalić Cię dla rozrywki, jeszcze nie znaczy, że całe życie siedzę grzecznie na tronie — zauważyła. I taka była przecież prawda. Skandalu zdążyła się już dorobić. Parsknęła cicho śmiechem.
— Uwierz mi, zdarzało mi się już robić rzeczy zdecydowanie nierozsądne. Wyczerpałam limit na długi czas — wzruszyła ramionam. — Poza tym, wolę wybierać te głupoty, które rzeczywiście są tego warte — spojrzała znacząco na jego widelec.
Darcy
Emma zacisnęła mocno wargi. Zwalczyła odruch cofnięcia się i przestąpiła krok do przodu, zmniejszając dystans między nimi. Oberwowała go przy tym uważnie. Może i prosiła się o baty. Może i tak to wyglądało, ale czuła że odsunięcie się nic by w tym wypadku nie pomogło. Miała wrażenie, że Yumi walczy ze swoimi demonami, nie do końca wiedząc jak sobie z nimi poradzić.
OdpowiedzUsuń- Nie dotykam cię - powiedziała utrzymując spokój, choć głos lekko jej zadrżał. - Jestem bezpieczna, potrafię się bronić - dodała, robiąc jeszcze jeden krok do przodu. Stała teraz na wprost niego, zadzierając lekko głowę do góry żeby móc patrzeć mu w oczy. - Nie dotykam.
Emma
Ona z kolei zdziwiła się lekko, słysząc o głowie. Spojrzała po nim uważniej i słuchała z wyraźnym przejęciem na twarzy. Kto jak kto, ale ona akurat doskonale wiedziała jak uciążliwe potrafią być takie dolegliwości.
OdpowiedzUsuń- Czemu akurat ona? - zapytała, gdy wspomniał, że to matka jest w stanie pomóc. - Coś konkretnego sprawiło, że dolegliwość utrudnia funkcjonowanie? - dodała i posłała mu pokrzepiający uśmiech po czym lekko szturchnęła w rozłożoną rękę.
- Hej, ale przynajmniej już wiesz co zrobiłeś źle, teraz... no po prostu więcej nie odchodź - stwierdziła z uśmiechem - Znaczy... jak już ją znajdziesz - dodała po chwili. - Poza tym, może warto by było poszukać też innego sposobu? Uzależnianie swojego stanu od jednej osoby nie jest chyba najlepszym pomysłem - zauważyła. - W razie co mogę spróbować pomóc - zaproponowała. Uśmiechnęła się ciepło na słowa o odpowiedzialności i nie rezygnowaniu z siebie.
- Prawda jest taka, że były w tym temacie lepsze i gorsze momenty, ale mam na szczęście dość zwartą grupę bliskich, którzy potrafią mnie strzelić przez łeb, gdy idę z złą stronę. Ojciec, brat, Shi, przyjaciele... To dzięki nim stoję gdzie stoję i nie zapominam o samej sobie - przyznała z ciepłym uśmiechem. - No dobra, też mam w tym swój udział, ale bez pomocy by nie było tak kolorowo - przyznała i zaraz uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
- Zmuszony? Pfy... To nigdzie nie idę. Co innego jak po prostu chcesz zaprosić, wtedy nie odmówię - posłała mu kolejny uśmiech i przytaknęła głową.
- Tak, miło... Jest jakiś sentyment przy takich spotkaniach, heh... Świat to jest jednak mały - przyznała.
Akane
Ryu uniósł wysoko jedną brew słysząc wyznanie o piękności i zakrztusił się fajką, ostatecznie, rzucając ją na ziemię i przydeptując. Wybuchnął głośnym śmiechem i przez chwilę po prostu się śmiał.
OdpowiedzUsuń- Taa to zdecydowanie powód dla którego wolisz kilka niż jedną na wyłączność - otarł łzy radości z oczu i pokręcił głową. - No nie wiem, jeśli o mój gust chodzi to wypadasz blado - skomentował. - Wiesz... ta gęba po prostu straszy - rzucił lekkim tonem bardziej żartując niż mówiąc poważnie. - Ale hej, sam nie należę do piękności - dorzucił zaraz. - Rozumiem że nadrabiasz gadką przy kobietach.
Ryu
Dała mu trochę przestrzeni, dalej obserwując go uważnie, gdy tak sobie maszerował od drzewa do drzewa. Zacisnęła mocno wargi, ale tym razem, gdy mówił z większym sensem, skinęła głową i skierowała się do wskazanego kamienia. Przysiadła na nim, czekając aż wypali tego papierosa. Swoją drogą, strasznie dużo palił. Aż ją w nosie kręciło i robiło się niedobrze od tego smrodu.
OdpowiedzUsuńEmma
- Ach... - to zmieniało postać rzeczy. - Skoro chodzi o leki to jak najbardziej rozumiem - przytaknęła mu głową. Słuchała go potem dalej, to co mówił jasno świadczyło, że problem był rodzinny, skoro się tego spodziewali to musiał być ku temu powód. Później wspomniał o ojcu i jej twarz jasno zdradzała, że trochę bardziej zaczyna łączyć kropki.
OdpowiedzUsuń- No dobra, ma proszki, ale... proszki się kiedyś skończą, nie? Chyba nie ma całego ich zapasu na lata. Jest szansa, że uda się te proszki odtworzyć w tym świecie? - zapytała i sama zanurzyła się po samą brodę, odwzajemniając jego zadziorny uśmiech. Chlapnęła go lekko na tą "młodą".
- W Twoich ustach brzmi to bardzo irracjonalnie, wiesz? - zaśmiała się krótko. Wiedziała, że był starszy, ale mimo wszystko ciężko było na niego patrzeć jak na kogoś starszego niż zwykle. - Za fajki podziękuję, chyba, że w grę wchodzi shisha... ale tańce, drinki z palemką i doborowe towarzystwo, to chętnie... - udała, że się zastanawia - ... tylko jeszcze takie towarzystwo znaleźć... - rzuciła żartobliwie, udając, że myśli na głos i raz jeszcze lekko go chlapnęła.
Akane
Ashan zatrzymał się obok Yumiego i spojrzał na pochylonego nad ciałem ghula. Szkarłat w jego oczach stał się wyraźniejszy, ale twarz pozostała spokojna.
OdpowiedzUsuń— Mówiłem, że nie powinno ich tutaj być. Najwyraźniej ten nie został o tym poinformowany — odpowiedział sucho
Na tym żarty się skończyły. Dziecko już się nie poruszało, więc rzucenie się wprost na ghula niczego by nie uratowało. Mogło za to pozwolić stworzeniu jeszcze bardziej rozszarpać ciało. Ashan powoli dobył miecza, tym samym zwalniając Yumiego ze wcześniejszego zakazu wyciągania broni.
— Odciągniemy go od dziecka. Jak ruszy za mną, zajdź go z drugiej strony i nie pozwól mu wrócić — polecił cicho — Celuj w głowę — dodał. Wyszedł zza piaszczystego wzniesienia i uderzył płazem miecza o pobliską skałę. Metaliczny dźwięk poniósł się po okolicy, a Ashan zaczekał, aż ghul oderwie pysk od wnętrzności i zainteresuje się znacznie świeższym mięsem. Oczywiście mógł po prostu spalić to draństwo jak stoi, ale miał okazję zobaczyć co Yumi potrafi.
Ashan
Ryu wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Muszę ci zniszczyć marzenia, ale w Argarze to ja urodziłem się pierwszy - zauważył unosząc lekko głowę w górę. - Potem zakrzywiłeś czasoprzestrzeń i urosłeś, ale no już wtedy to byłem po pierwszych pocałunkach i ty również - zauważył machając lekko brwią. Unosząc ją w górę i w dół. - Nie wykluczam, że mogłeś wiekiem pierwszy pocałować, ale to musielibyśmy to zweryfikować, a szczerze mówiąc, nie chce mi się - wzruszył ramionami.
Ryu
- Jeżeli będzie dostęp do Twoich leków, to przy odpowiednim ich zbadaniu jest szansa na odtworzenie receptury, Tony z Grimą na pewno chętnie by się za coś takiego zabrali, a Febe ze swoją farmaceutyczną wiedzą może im pomóc stosownie wszystko dobrać lub znaleźć alternatywę dla tej czy innej substancji - zaproponowała, zaraz jednak lekko ją wcięło. Schizorfenia? Zacisnęła usta w wąską kreskę... Spojrzała mu w oczy z szczerą troską. Nie spodziewała się, że powie jej o jaką chorobę dokładnie chodzi, a jeszcze bardziej nie spodziewała się, że chodzi o coś tak poważnego.
OdpowiedzUsuń- Yumi... naprawdę mi przykro - przyznała i wzięła głębszy oddech, uśmiechnęła się do niego łagodnie. - W razie jak byś potrzebował pomocy to... to wal śmiało, ja... W razie gdyby było źle, to może będę w stanie jakoś Ci pomóc odróżnić jawę od rzeczywistości - jeszcze nigdy nie miała okazji działać na tak poważny temat, ale jej zdolności mogły naprawdę się tu w razie co przydać. Przy tym jak podłapał jej żart humor wrócił na twarz An, ciężar wcześniejszego wyznania w dość sprzeczny sposób przeplatał się z lekkością jego radosnego śmiechu, a cios w plecy sprawił, że aż kaszlnęła.
- Litości! Chcesz żebym wypluła płuca?! - zapytała przez własny śmiech. - Bez nich może być ciężko mi kogokolwiek znaleźć! - zrugała go z nutką rozbawienia w głosie i pomasowała się jeszcze chwilę po mostku, odkaszlując kilka ostatnich razów. Spojrzała po nim z zaczepnym uśmiechem.
- Zemsta będzie słodka, szykuje się ciekawy wieczór - posłała mu tajemniczy uśmieszek.
Akane
Chcąc nie chcąc An, po tym co tu dziś w tej oazie robiła, miała dość mocno otwarty umysł na cudze skoki w przeszłość. Zwykle starała się nie wnikać w tak prywatne myśli, ale tym razem wyraźnie poczuła to wszystko czego doświadczył sam Yumi. Świadomość choroby, pogodzenie z losem, ciekawość i zaspokojenie jej. Czuła łagodność Melani i delikatność wyjaśnień, ciepło oraz zrozumienie, które otrzymał od rodziny. Uśmiechnęła się, bo znała to uczucie z retrospekcji. Poczuła też ciężar na wieść o pustym domu. Serce lekko jej się ścisnęło na samą myśl, że i ona mogłaby dom ojca zastać pusty. Lęk Yumiego nie był dziecinny, nie był wyolbrzymiony... Rozumiała ten strach, sama czuła podobny jeszcze nie tak dawno. Myśl, że może stać się drugą Lorettą była po prostu przerażająca, to co mogła zrobić z otoczeniem, w razie gdyby straciła kontrolę, to było przerażające. Jej myśli minęły równie szybko co myśli Yumiego, słysząc beztroski śmiech chłopaka sama weselej się uśmiechnęła. Zwykle nie zdradzała faktu o swoich wędrówkach w cudze umysły, szczególnie, gdy te nie były w pełni z jej własnej inicjatywy. Nie spotkała się jeszcze z przyjemną reakcją na fakt, że takie rzeczy nadal jej się zdarzają, dlatego wolała sprawę przemilczeć i w milczeniu uznać, że po prostu rozumie. Zaśmiała się krótko.
OdpowiedzUsuń- Misia? Ou, ależ Ty słodziutki, no doprawdy - teatralnie złapała się za serce i zatrzepotała rzęsami, zaraz jednak posłała mu zaczepny uśmieszek. - Chyba nie liczysz, że te urocze słówka zmiękczą mój plan zemsty, co? Ha! Dobre sobie - poruszyła zabawnie brwiami. - Mnie nie złapiesz na takie numery, już ja znam te wasze sposoby. Nie ma to tamto - pogroziła mu palcem i podniosła się na równe nogi, ostentacyjnie udając urażoną. Ruszyła w stronę brzegu, wyżymając przy okazji końce koszuli, którą miała na sobie. Mokra dość mocno przylegała do ciała, wypadało się podsuszyć, jeżeli miała z nim jeszcze wyjść na miasto. Rozbawiona opuściła zbiornik i zbliżyła się do swojego paleniska, podstawiając bliżej płomieni. Zaczęła od suszenia pleców, frontem stojąc do kąpiącego się Yumiego.
- Wymocz dobrze te swoje pośladki, a ja się podsuszę, co by nie wyglądać jak ta mokra kura przy tak zajebistym jestestwie jakie planujesz mi zorganizować - dodała lekko, dalej z uśmiechem na ustach.
Akane
An czuła jak Yumi emanuje sentymentem i pewnego rodzaju tęsknotą, skupiła się jednak na płomieniach i na tym, by po prostu przesuszyć koszulę. Chłopakowi z kolei życzyła w duchu, by szybko znalazł bliskich.
OdpowiedzUsuńNa ponowne użycie "misi" uśmiechnęła się tylko kącikiem ust i pokręciła głową w lekkim niedowierzaniu. Faceci z jej otoczenia mieli wyjątkowo zaczepny sposób bycia, ale jej to nie przeszkadzało, całkiem dobrze się czuła w podobnych konwersacjach. Odwracała się do ognia, a to tyłem, a to bokiem, a zaraz frontem. Koszula była cienka, więc dość szybko udało się ją doprowadzić do stanu używalności. Właśnie wciągała na siebie spodnie, gdy usłyszała komentarz, a dłonie chłopaka wylądowały na jej głowie. Nie czuła od niego złych intencji, nawet gdy chwycił za kark, mierzwienie włosów znała aż nadto, chociaż w tej jego wersji było trochę bardziej intensywne. Zrobiła dość wymowną minę i dmuchnęła sobie w burze na swojej głowie. Cmoknięcie w czubek głowy nieco ją zaskoczyło, jednak i ten gest nie był jej obcy i odbierała go za rodzaj troski. Poprawiła włosy i posłała Yumiemu lekki uśmiech. Dopadła jeszcze swój gorset, ubrała go, sięgnęła po własną torbę i przerzuciła ją sobie przez ramię. Ruszyła w stronę miasta, idąc przy jego boku.
- No dobra, to opowiadaj... Co Cię już tu ciekawego spotkało, hm? Ile już siedzisz w Phyonix? - zainteresowała się. - Wybierasz się na Święto Jedności, czy raczej odpuszczasz taką zabawę? - dodała.
Akane
Kiwnęła głową i zaraz spojrzała po nim zaciekawiona.
OdpowiedzUsuń- Ghula? No nieźle... Nie opierdalałeś się widzę - przyznała unosząc lekko kącik ust i zaraz nieco przekręciła głowę.
- Czekaj... patrolowałeś? Wolne? Pracujesz tutaj, czy po prostu się zgłosiłeś na ochotnika? - zapytała. To akurat było dość interesujące. Widząc jego spuszczony wzrok lekko szturchnęła go swoim ramieniem w jego ramię.
- A dlaczego miałbyś być nie mile widziany? To święto jedności, tydzień mający na celu zachęcenie do poznawania nowych znajomych, do patrzenia na innych nie przez pryzmat rasy czy innych uprzedzeń - skrzyżowała z nim wzrok. Na pytanie zaśmiała się i parsknęła pod nosem, rzucając mu wymowne spojrzenie.
- Oczywiście, że idę. Taka rozpustnica jak ja nie mogłaby przecież przegapić takiej okazji do zabawy - odpowiedziała z lekkim śmiechem. - Poza tym... - tu lekko się w jego stronę wygięła - ... zdradzę Ci w tajemnicy, że zostałam zaangażowana w powitalny układ taneczny, no i mam kilka utworów do odśpiewania, więc sobie poza zabawą jeszcze nieco pobłyszczę na scenie - rzuciła konspiracyjnym szeptem i puściła mu oko. Uśmiechnęła się zaraz łagodniej.
- Wiem, że nie możesz na już stwierdzić jak się będziesz czuć i czy dasz radę przyjść, ale jeżeli wszystko będzie okey, to fajnie, jak się pojawisz - dodała, śląc mu szczery uśmiech.
Akane
- Powitalny układ taneczny... - Gavin wywrócił oczyma. - Phi, tylko nie zrób go tak jak Dar zrobiła to z Ryu, bo raz dwa cię ktoś zapłodni - dodał. - Utwory do odśpiewania... oj coś czuję, że ktoś ci to zepsuje i się dołączy... przecież go zazdrość zje, że jego Darcy nie prosiła.
UsuńGavin (the ghost)
Emma obserwowała go przez ten cały czas, zastanawiając się jak mogłaby mu pomóc w tej przypadłości. Nie mogła za wiele zrobić, kiedy jej po prostu nie znała, ale Yumi zdawał się nieobecny przez długi czas. Jakby widząc coś lub słysząc coś czego nie było. Skinęła głową, gdy wspomniał że może być agresywny.
OdpowiedzUsuń- Nie dotykałam cię nagle - sprostowała tylko. - Mhm... ty też tak nie rób - dodała, kiedy wspomniał o ściśnięciu. - Kiedy tu trafiłam... - odetchnęła głęboko i nerwowo zwinęła dłonie w pięści. - Trafiłam do niewoli... i teraz... takie... - zacisnęła mocno wargi. - No uhm mogę cię przysmażyć... mogę nie być w stanie się pohamować...
Emma
— Nie każdy musi być buntownikiem —- zauważyła, zmieniając narrację na bardziej filozoficzną. Mimo wszystko lubiła sobie pogadać, nawet jeśli się irytowała. Usiadła ostatecznie na krześle i zarzuciła jeden niesforny warkocz do tyłu.
OdpowiedzUsuń— Nie tylko buntownicy się wyróżniają, wiesz? Swoje odwaliłam, ale tak buntownik ze mnie słaby — przyznała mu rację. Wzruszyła ramionami. — Jeśli mam się czymś wyróżniać to wolę, żeby to było coś ciekawszego niż łamanie zasad dla samego łamania zasad — odparła dość szczerze. Miała swoje plany na zapisanie się na kartach w historii. Trochę się z tego popierdoliło, ale wierzyła, że będzie mogła to jeszcze naprostować. Zaśmiała się na jego komentarz, ale kiedy znowu zaczął ją lustrować pstryknęła palcami przed oczami.
— Świetnie, to się więcej na nie gap. Jeszcze raz i zacznę testować jak dobrze działa ta przyznana odporność na ogień — uśmiechnęła się do niego zadziornie. Sama jego wyglądu nie komentowała. Tak, był niczego sobie z samego wyglądu. Zdążyła się upewnić, że jej demiseksualność nie była taka niewinna, bo fizycznie faktycznie lubiła czarnowłosych o bezczelnym wyrazie twarzy. No kurwa zajebiście to lokowało na jej przyszłość. Sięgnęła po kawałek baraniny ukradkiem i zjadła.
— Pilnuj też lepiej żarcia, bo Ci magicznie zniknie — rzuciła.
Darcy
Ashan spojrzał na niego krótko, jakby przez moment zastanawiał się, czy Yumi właśnie naprawdę zaproponował zapasy z ghulem.Nie zamierzał jednak odwodzić go od pomysłu. Albo umrze przy tym, albo nie. Przy tym pierwszym i tak byłby bezużyteczny, a śmierć w walce można było przecież uznać za dobrą i honorową. Kimże był, żeby się komuś w marzenia wpierdalać? Skoro uparł się nie wyciągać broni, przynajmniej szybko dowiedzą się, czy rzeczywiście może sobie na to pozwolić.
OdpowiedzUsuń— To trzymaj — rzucił jedynie, przesuwając się kilka kroków w bok. Ghul poderwał się gwałtownie i ruszył w ich stronę, rozrzucając spod dłoni piach zmieszany z krwią dziecka. Ashan nie wyszedł mu naprzeciw, tylko obserwował Yumiego, gotowy zareagować dopiero wtedy, gdyby chłopak źle ocenił własne możliwości. Nie interesowało go teraz, czy ten potrafił efektownie walczyć, tylko czy zachowa kontrolę nad stworzeniem silniejszym i znacznie mniej przewidywalnym od człowieka. Jeśli Yumi faktycznie zdoła je zatrzymać gołymi rękami, kilka pozycji na liście potencjalnych zastosowań właśnie odpadało, a kilka innych stawało się znacznie bardziej interesujących. Ghul był ewidentnie bezmyślny. Szarżował na upartego bez żadnej finezji godnej prawdziwego drapieżnika. Ot, paskudny padlinożerca z koszmarów. Widywał już jeszcze rzeczy. Odsunął się, wskoczył na skałkę i patrzył co Yumi zrobi.
Ashan
- Dobry pomysł – przyznała na sprawę z rozesłaniem duchów, te w takich sytuacjach bywały niezastąpione, niektóre aż nadto jak chodziło o donoszenie i gadulstwo. Zerknęła kątem oka w stronę Gavina, który musiał oczywiście wtrącić swoje. Zwykle te wypowiedzi słyszała sama Akane, ale tym razem była w towarzystwie Yumiego, a on przecież widział duchy. An Gavina tylko wyczuwała i słyszała.
OdpowiedzUsuń- Wybacz za niego, to mój bardzo zatroskany przyjaciel i opiekun, lubi czasem dodać swoje trzy grosze – poinformowała. Patrząc na to z jaką chorobą mierzył się Yumi, to wolała zaznaczyć, że ten głos jednak nie jest jawą. Sama czasami dla niektórych musiała wyglądać jak chora psychicznie, bo zwykle z tym konkretnym duchem rozmawiała. – Zdziwiłabym, gdyby go prosiła o występ wokalny połączony z TYM konkretnym tańcem, nawet mam przeczucie, że by jednak odmówił widząc co musi na siebie włożyć – zaśmiała się pod nosem, kierując słowa do ducha. – A w inne występy to niech się wpieprza, mi Gave na scenie nie przeszkadza – dodała luźno, a potem spojrzała na Yumiego przepraszająco. Wróciła do słuchania o jego wojskowych osiągnięciach. Słysząc o wypadku z demonami i o tym, że przeszkodził mu w awansie, uśmiechnęła się pocieszająco.
- Brzmi dumnie, taka praca na pewno nie pójdzie na marne i może jeszcze kiedyś oficjalnie zdobędziesz ten tytuł – rzuciła lekko. – Tu w końcu też można zostać Kapitanem, a skoro masz umiejętności to może i tu dosięgnie Cię taki zaszczyt – dodała pogodnie. – Sama mam ambicje by stać się kimś w stylu Kapitana, ale na trochę innym szczeblu. Ojciec planuje po wojnie założyć szkołę dla najemników w Argarze, osobiście zamierzam zwiedzić Mathyr, nabyć doświadczenia i stać się trenerką w tej szkole – pochwaliła się własnymi planami. Słysząc o nauce tańca uśmiechnęła się nieco pod nosem.
- Akurat w tym święcie chodzi o różnorodność stylu, nawet tych dzikich i plemiennych, ale nie ma problemu, mogę sprawdzić czy rzeczywiście tak kiepsko kręcisz biodrem i co nieco podreperować jak będzie trzeba. Mistrzynią tańca nie jestem, ale coś tam potrafię – dodała.
Akane
Uśmiechnęła się nieco szerzej na wzmiankę o nim jako wykładowcy. Zaśmiała się lekko na żart o wpierdolu, a potem słuchała go z uśmiechem na ustach.
OdpowiedzUsuń- Brzmi dobrze, no… może poza tym spierdalaniem. Wiesz, z domu można po prostu wyjść się ponapierdalać – uśmiechnęła się zaczepnie – nie trzeba zaraz z niego spierdalać – rzuciła, dalej w żartobliwym tonie. Miło było widzieć go takiego wesołego, patrząc na to co działo się dookoła dobry humor zdawał się nad wyraz cenny. Kiedy ją zatrzymał, przystanęła, patrząc po chłopaku uważnie. W pierwszej chwili powstrzymała parsknięcie, w drugiej przygryzła wargę co by się od razu nie roześmiać, ale w kolejnej to już po prostu zaniosła się śmiechem. Zgięła się nieco w pół, a potem wyprostowała i zaczęła naśladować jego ruchy.
- Uł, ou je – powtórzyła po nim z szerokim uśmiechem na ustach – I bioderka… bioderka – dodała trochę własnych kroków i nawet puknęła lekko swoim biodrem w biodro Yumiego, a potem zakręciła się by kilka kroków dalej znowu przystanąć, zaklaskała mu.
- No pięknie, brawo, nie jedna by oko zawiesiła. Nie ma tragedii, dodamy kilka ulepszeń i będziesz jednym z najbardziej gorących towarów na imprezie – stwierdziła, dalej na wesoło.
Akane
Widząc jak się rozhulał zaśmiała się jeszcze bardziej i zaraz pokręciła głową rozbawiona. Na jego wypięte pośladki stanęła za nim z rozkroku i basując góra dół, zaczęła udawać, że uderza w jego tyłek jak w indiańskie bębenki. Zaraz wróciła do wygłupów z bioderkami i koniec końców musiała trochę uspokoić oddech od tego śmiechu. Przeczesała włosy, zgarniając je z twarzy i spojrzała zaczepnie po Yumim.
OdpowiedzUsuń- Dopracować? Oho, no to słucham, co byś dopracował bym była godna stanąć z Tobą w szranki o wyrywanie dup? – skoro już tak ładnie sam wszedł w ten temat, to nie omieszkała zapytać. Posłała mu przy tym figlarny uśmieszek.
Akane
- Meh – machnęła ręką – Nie lubię makijażu, czasami sobie pozwolę, ale zdecydowanie bardziej wolę naturalne rumieńce na policzkach – przyznała. – Oko, hm… tak, czasem podmaluję – oznajmiła, bo na wychodne rzeczywiście czasem to robiła. Uśmiechnęła się na słowa o włosach i ubraniu.
OdpowiedzUsuń- Nie zawsze chodzę tak jak dziś, dziś byłam wyluzować w oazie, ale akurat brzuch i biodra to pokazuję Panie stylisto – pokazała mu język i zaraz zaśmiała się.
- Ej! No i właśnie dlatego nie robię sobie fikuśnych fryzur – dźgnęła go w odwecie palcem pod żebro. – Przy tym włosowych zaczepkach to się po prostu nie opłaca – dźgnęła go jeszcze dwa razy, dalej ze śmiechem, kiedy już szli w stronę miasta.
- Jak ja zacznę swój godowy, to będziesz musiał biedaku szukać nowej widowni – uśmiechnęła się zadziornie.
Akane
- Jestem Argarką - odparła spokojnie, uśmiechając się do niego delikatnie. - Chodziłam do tej samej szkoły co młodzi tutaj - dodała, mając wrażenie, że to pomoże mu trochę to wszystko ogarnąć. Może błędne, ale co już padło to padło. Wyprostowała trochę swoje nogi i przez moment wpatrywała się w swoje stopy, zanim uniosła na niego spojrzenie. - Co cię tak męczy? - zapytała go po chwili. - Byłeś wyraźnie zmartwiony, rozkojarzony, jakby przerażony - rzuciła jeszcze, chcąc zagaić i trochę lepiej go zrozumieć.
OdpowiedzUsuńEmma
Darcy zmarszczyła nos i pacnęła go w dłoń, kiedy ją pstryknął. Słuchała tego, co mówił, ale już bez wcześniejszego rozbawienia. Nie zamierzała odbierać mu tego, co osiągnął. Jeżeli rzeczywiście pomógł innym wyrwać się z podobnego położenia, miał prawo być z siebie dumny. Nawet powinien. Tylko gdzieś pomiędzy opowiadaniem o własnym życiu a porównywaniem ich możliwości Yumi zdążył zdecydować, kim Darcy była i co robiła. No świetnie. Po prostu kurwa świetnie. Kolejny. Nie miała już psychicznie siły do tego. Znał ją kilka godzin, ale najwyraźniej wiedział już nawet, jak powinna wykorzystywać własną rodzinę. Spojrzała w sufit, zaciskając dłonie pod stołem ze zirytowania.
OdpowiedzUsuń— Nie powiedziałam, że łamiesz zasady z nudów — zauważyła., wracając do niego spojrzeniem, kiedy już nie miała ochoty wybuchnąć małą przemocą — Jeżeli dzięki Tobie komuś żyje się lepiej, to dobrze. Naprawdę. Gratuluję. Jesteś świetnym człowiekiem — pochwaliła go, udało jej się przy tym nawet szczerze na chwilę uśmiechnąć, z nutką aprobaty i dumy, mina jednak szybko spoważniała — Ale to, że Ty zmieniałeś świat buntem, nie znaczy, że każdy musi robić dokładnie to samo w taki sam sposób. Sam opisujesz metody, które powinnam wykorzystać, a te zdecydowanie do buntowniczych nie należą — zaznaczyła. Przyjrzała mu się uważniej, nie pozwalając, aby znowu odsunął się z talerzem poza zasięg jej ręki. Była wściekła, no i apetyt jej się pobudzał. Może to były właśnie te ciążowe zachcianki.
— I skąd wiesz, że ja nic nie robię? — zapytała wprost — Nie wiesz, czym się zajmuję, nad czym pracuję ani co chcę zmienić w Phyonix. To, że nie przedstawiłam Ci sprawozdania pomiędzy granicą a kolacją, nie oznacza, że siedzę grzecznie na tronie i czekam, aż świat naprawi się sam, albo spłonie — wyjaśniła, wstając z miejsca. Wyprostowała się. Sięgnęła po kolejny kawałek mięsa, korzystając z tego, że bardziej skupiał się na mówieniu niż pilnowaniu talerza — Pstryknięcie księżniczki w nos kosztuje jeden kawałek mięsa. Królewski podatek. — pozwoliła sobie na małą, pół żartobliwą dygresję. — Nastęnym razem, zanim zaczniesz mi tłumaczyć kim mam być i jak mam się zachowywać to zapytaj — dodała, zjadając swoją zdobycz. — A efekty możesz sobie oceniać jak jakieś zobaczysz, nie licz jednak na nie tutaj. Do obrony granic mamy aż za dużo ludzi, chcesz zobaczysz efekty mojej pracy to spójrz na zwykłych cywili — wyjaśniła. Przymknęła oczy. Próbowała robić wszystko powoli, ale tam gdzie mogła poprawić pomoc medyczną na podstawie raportów, już to zrobiła, większe projekty dalej były szykowane, liczyła, że uda się jej wprowadzić je w życie. Niemniej miała bardzo dużo na głowie. Ta wycieczka tutaj była dla niej niezrozumiała nawet. Ale kto by się kłócił z ojcem. Odcrzhąknęła.
— Idę spać. Twój pokój jest tam — wskazała mu palcem. Komnata zdecydowanie znajdowała sie po drugiej stronie korytarza od jej własnego lokum na tę noc. — Woda do kąpieli powinna być przygotowana, a łóżko pościelone, w dalszą drogę ruszamy o świcie. Pojutrze chcę być z powrotem w stolicy — wyjaśniła mu z oficjalnym uśmiechem na ustach i poszła w swoją stronę.
Darcy
Ashan nie ruszył od razu, przez krótką chwilę obserwując, jak Yumi wbija ghula w ziemię z siłą zdecydowanie niepasującą do jego postury. Najwyraźniej po Mathyr chadzało kilka egzemplarzy obdarzonych demoniczną siłą w mniejszym lub większym stopniu. Ze swoim działaniem poczekał jednak, dopóki nie upewnił się, że ghul rzeczywiście nie ma możliwości wyrwać się spod niego. Dopiero wtedy podszedł bliżej. Nie zamierzał przeciągać walki. Ustawił ostrze pod odpowiednim kątem i jednym mocnym cięciem odrąbał stworzeniu głowę. Ciało szarpnęło się jeszcze kilka razy pod rękami Yumiego, zanim zupełnie zwiotczało. Ashan strząsnął z miecza ciemną krew i dopiero wtedy spojrzał na niego z boku na chwilę, a potem przykucnął przy martwym ghulu, przyglądając się jego skórze, zębom i resztkom tego, czym zdążył się pożywić, próbując ocenić, jak długo stworzenie mogło przebywać na pustyni. Zmarszczył brwi, czując lekki dreszcz zmęczenia na plecach. Kolejny problem, kurwa, do listy.
OdpowiedzUsuń— Zobacz, czy czujesz jeszcze jakieś — rzucił. Samemu nabrał na dwa palce śmierdzącej krwi i skupił się na niej przez chwilę. Potrafił używać tego zaklęcia do tropienia, ale cholera, flaki ghula pachniały jeszcze gorzej niż kilkutygodniowa padlina.
Ashan
Czasem Argar zachwycał, a czasem męczył. Dziś był gdzieś pomiędzy, a ona postanowiła nie dać się porwać rozpaczy. Dostała zadanie do wykonania. Miała przewieźć Kwiatuszka, ale oczywiście Kwiatuszek postanowił pozwlekać jeszcze parę dni. Nie, żeby mocno jej to przeszkadzało. Miała tu Mohe, któremu zawracała głowę, a i naprawa statku pochłaniała część jej czasu, ale dziś wieczorem zamierzała po prostu wyluzować. Na swój cel wybrała więc prostą knajpę, z której usłyszała muzykę. Portową knajpę. Zamówiła sobie cały kufel piwa, po czym przeskanowała pomieszczenie i ruszyła do jedynego stolika, który miał jeszcze jedno miejsce wolne.
OdpowiedzUsuń- Aye, czekasz na kogoś, czy miejsce te mogę sobie przywłaszczyć? - zapytała z grzeczności, ale nie czekała na odpowiedź. Zaraz usiadła na nim i upiła porządny łyk piwa. - Luna - przedstawiła mu się. - A skoro już się znamy - dodała, pochylając się do mężczyzny odrobinę. - To dasz się porwać do tańca? - zainteresowała się.
Luna
Emma obserwowała go uważnie z lekkim uśmiechem na twarzy. To, że nie chciał się otworzyć rozumiała. Sama, co prawda, mówiła o sobie sporo, kiedy ktoś pociągnął za odpowiednią nitkę, ale nigdy nie mówiła wszystkiego. Nie potrafiła powiedzieć wszystkiego. Ot rzucała sloganami. A to była w niewoli, a to przeszła przez piekło... ale nigdy nie wchodziła w szczegóły. Przynajmniej przy obcych. Dlatego, kiedy powiedział, że to nie jej sprawa to wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Jasne, mały - dorzuciła to całe "mały" z przekąsem. - Spodziewam się, że jesteś podobnie poturbowany do wszystkich młodych Argarczyków - dodała. - Długo byłeś w Japonii? - zainteresowała się. - Jak tam jest? - zagaiła, chcąc się czegoś dowiedzieć o kraju, którego nigdy nie zobaczyła i raczej nigdy nie będzie miała już okazji tego zrobić, a bardzo chciała... bardzo kiedyś chciała zobaczyć Japonię.
Emma
Luna parsknęła śmiechem na stwierdzenie związane z jej własną sypialnią.- Oj, mój drogi, szczurku lądowy... - pokręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Najpierw mnie zachwyć, a potem porozmawiamy o ewentualnej sypialni - puściła do niego oczko i uniosła kufel piwa do ust, aby łyknąć z niego porządnie. Rozsiadła się wygodniej na własnym krześle, podwijając jedną nogę do góry, na swoje krzesło. Nie uszło jej uwadze, gdzie się wpatrywał i postanowiła odkryć odrobinę rąbka tajemnicy. Rozpięła dwa guziki swej koszuli, by jej czarny stanik był wyraźnie widoczny. Przynajmniej częściowo. Skoro trafiła na takiego jegomościa to równie dobrze mogła odrobinę się pobawić. - Masz dwie lewe nogi, że parkiet cię parzy, szczurku? - uniosła lekko brew.
Luna
Zaśmiała się, kiedy szczerze stwierdził, że nie pamięta.
OdpowiedzUsuń- Szkoda - stwierdziła pół żartem pół serio. - Zaczynam powoli wątpić, że znajdę kogoś kto pamięta ten kraj i... będzie chętny do opowieści - skomentowała, bo owszem znała już Satoru, ale za nim nie przepadała. Zwłaszcza, gdy mącił w głowie Orianny. Przecież nie będzie mu marudziła o to, że nie znał Japonii. Założyła kosmyk włosów za ucho i zastrzygła nim lekko.
- Z przyjemnością posłucham o wymiarach, w których byłeś, mały - przytaknęła, starając się nie siadać blisko palacza, bo w nozdrzach ją od tego kręciło.
Emma
Wzrok Luny przesunął się od czubka jego głowy, przez szyję, pierś aż po spodnie, w których rzekomo ukrywał tego za dużego fiuta. Uniosła wysoko brew i pokręciła lekko głową, zakładając nogę na nogę.
OdpowiedzUsuń- Moje wytrawne oko twierdzi, że twój sprzęt nie wyróżnia się na tle innych - stwierdziła, upijając łyk piwa. - Leniwy kamrat mi się tu znalazł dodała, spoglądając na tańczących. Przesunęła swą dłonią po swych wargach i piersiach, odstawiając kufel na stół. - Chcesz mnie wyrwać to musisz się postarać, Szczurku - puściła mu oczko. - Na razie nie idzie ci za dobrze.
Luna
Darcy nie odpowiedziała. Patrzyła za nim przez chwilę, czując, jak temperatura wokół niej gwałtownie rośnie. Podłoga lekko się zatrzęsła, jakby coś próbowało znaleźć ujście, przebić się i przetopić to miejsce na obsydian. Wypuściła dym nosem. Szybko opanowała ten chwilowy kryzys. Nie zamierzała biec za Yumim ani wdawać się w kolejną bezsensowną dyskusję. Próbowała mu pomóc, wpuściła go do własnego kraju, zapewniła ochronę, jedzenie i możliwość odnalezienia rodziny. W zamian została nazwana sunią, bo nie spodobało mu się to, co miała do powiedzenia. No dobrze. To w zasadzie rozwiązywało problem ich dalszej podróży. Jego problemów nie zamierzała lekceważyć, ale żaden bałagan w głowie nie dawał mu prawa obrażać osoby, która nie zamierzała potakiwać na każde jego słowo. Brudnych talerzy również za niego nie posprzątała. Po prostu poszła do siebie mentalnie rozrywając go na strzępy czarnymi szponami. To była przyjemna wizja, do której się uśmiechnęła. Przyjemności postanowiła zostawić jako fantazje. Mimo wszystko potraktuje go z szacunkiem - do niego i swojej własnej pozycji.
OdpowiedzUsuńRano wybrała dwóch najbardziej doświadczonych Gromów i dokładnie wyjaśniła im zadanie. Mieli doprowadzić Yumiego do stolicy, cały czas go obserwować i nie pozwalać, żeby samowolnie oddalał się od wyznaczonej drogi. Jeżeli zacznie ignorować polecenia, narzucać się albo sprawiać większe problemy, mieli zawrócić, odstawić go poza granice Phyonix i dopiero tam odebrać mu nadaną odporność na ogień, ewentualnie wcześniej, jeśli uznają, że należy go odpowiednio zniechęcić przed samodzielnymi próbami przekraczania granicy.
Kiedy Yumi pojawił się gotowy do dalszej drogi, Darcy czekała już razem z jego nową eskortą.
— Nie będziemy dalej podróżować razem — poinformowała go spokojnie — Oni doprowadzą Cię do stolicy — wskazała ruchem dłoni na dwóch wysokich, umięśnionych mężczyzn, którzy już po samym wzroku dawali jasno do zrozumienia, że są tutaj tylko i wyłącznie służbowo — Masz wykonywać ich polecenia i nie oddalać się bez pozwolenia. Jeśli zaczniesz sprawiać problemy, odprowadzą Cię poza granice, a ochrona przed ogniem zostanie cofnięta — wyjasniła mu, uśmiechając się do niego w taki sposób, jakim raczyła nużących ją dygnitarzy. — Ja wracam do stolicy wcześniej. Służba nie drużba — dodała krótko. Nie czekała na kolejną zaczepkę. Odwróciła się i poszła na dach, aby tak móc się przemienić razem z Laurim i udać w stronę Phyonix. Lot miała na tyle opanowany, że ze wsparciem sobie poradzi. Wiedziała już, jaki raport przedstawi rodzicom. Yumi zdawał się posiadać przydatne zdolności i rzeczywiście potrzebował pomocy w odnalezieniu bliskich, ale był również prowokacyjny, nieprzewidywalny i wymagał stałej obserwacji, kogoś komu nie będzie chciał dobrać się do majtek, żeby po odmowie nie zacząć strzelać foszków. Zanim dotrze do pałacu, musiała jeszcze uporządkować pytania na spotkanie z kandydatami na przewodników młodych feniksów mających trudności z przemianą. Chciała ustalić z nimi wspólny sposób działania i jak najszybciej rozpocząć pomoc dzieciom. To interesowało ją znacznie bardziej niż cokolwiek innego. Tutaj manrowałaby jedynie cenny czas, a jej zegar akurat nieubłaganie tykał.
Darcy
OdpowiedzUsuńAshan spojrzał we wskazanym kierunku, ale nie ruszył od razu za potencjalnymi ghulami. Znacznie bardziej interesowała go strażnica, bo jeżeli faktycznie brakowało w niej Gardzieli Feniksa, wszystko inne mogło być jedynie konsekwencją większego problemu. Obecność kilku ghuli kilka minut drogi od posterunku nie wyglądała dobrze,nie powinno ich tutaj w ogóle być, prawda, ale nie mógł rozwiązać każdego kryzysu naraz. Broń w rękach potencjalnych buntowników była pilniejszą sprawą niż kilka bezmyślnych bestii, które tutaj i tak miały ciężko. Były zagrożeniem, ale nie największym. Co nie znaczy, że to zignoruje. Ashan wytarł palce o piach, pozbywając się resztek cuchnącej krwi, i podniósł się z przykucu. Przez moment obserwował dawne obozowisko, próbując zapamiętać kierunek, w którym chłopak wyczuwał pozostałe stworzenia. Potem sięgnął do jednej z kieszeni przy pasie i wyciągnął niewielką racę sygnałową zamkniętą w metalowej tulei.
— Sprawdź tamten teren i obozowisko. Ja zajmę się strażnicą — powiedział, podając mu ją. Nie widział sensu ciągnąć Yumiego ze sobą, skoro mieli teraz dwa problemu na głowie a nie jeden. Rozdzielenie się było najlogiczniejsze — Spotykamy się tutaj za godzinę. Jeśli nie będziesz mógł wrócić, odpal to — wyjaśnił mu, po czym ruszył w stronę strażnicy, a szkarłat w jego oczach ponownie stał się wyraźniejszy.
Ashan
- No! - rzuciła z zadowolonym uśmiechem i zarzuciła nieco włosami, oczywiście dalej w ten żartobliwy sposób. - Przynajmniej kwestię moich bioder mamy wyjaśnioną - odparła i poprowadziła go do miejsca, które pokazała jej tu kiedyś Darcy. Wysoki poziom, miła obsługa, brak zapijaczonych zaczepek i dużo osób na parkiecie. Do tego wszystkiego stoliki otoczone wygodnymi poduszkami, pyszne drinki i możliwość zamówienia shishy.
OdpowiedzUsuń- Co powiesz na to miejsce? - klimat bardzo tu pasował do całego Phyonix. An uśmiechnęła się do Yumiego i złapała go pod ramię.
- Chodź, widzę nawet wolny stolik, tam, na uboczu, będzie można poruszać nóżką, a potem iść spokojnie pogadać - pociągnęła go w stronę wskazanego miejsca, co by go im nikt nie zajął.
- Co dziś pijesz? Drinki, piwo czy czyściochy? - zapytała jeszcze.
Akane
Uśmiechnęła się znacząco, kiedy wspomniał, że nie tańczy w tutejszym klimacie i przekręciła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Z przyjemnością zaprezentuję ci jak my to tu robimy, jeśli i ty pokażes ten swój klimat - pochyliła się lekko do niego, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Nie mów, że boisz się, że nie podołasz... Szczurku... - przesunęła językiem po swych walkach i upiła łyk swojego piwa, wcześniej stukając naczyniem o jego własne.
Luna
Nie musiał jej opowiadać o Argarze. Uśmiechnęła się nawet na jego wspomnienie. Tak, Argar mimo wszystko miał wiele zalet. Telefony czy samoloty były jednymi z tych, za którymi to ona tęskniła najbardziej. Zastrzygła jednak uchem na kolejne wymiary. Słysząc o Średniowieczu, miała wrażenie, że opowiada o tym wymiarze. Tu też tak było. Wyzysk biedniejszych czy brak dostępu do bieżącej wody był tu na porządku dziennym. Zacofanie... tak, to również widziała. Zwłaszcza w działaniach Polszanów i Fjelldosów.
OdpowiedzUsuń- Muszę cię zmartwić - powiedziała cicho. - Tu jest podobnie... nie ma bieżącej wody, zaściankowość wylewa się na ulice - zacisnęła mocno wargi. - Może nie tu, w nowym Argarze, ale w całym Mathyr - powiedziała oddychając głęboko. - Mhm... memów mi akurat nie brakuje - parsknęła śmiechem. - Ale telefonów... chyba telefonów najbardziej - przyznała szczerze, po czym uśmiechnęła się do niego przyjaźniej. - Chętnie odwiedziłabym to miejsce... nowożytne miejsce - przyznała. - Ale tylko z przewodnikiem - puściła do niego oczko.
Emma
Ryu uniósł lekko brew słysząc komentarz o bękarcie.
OdpowiedzUsuń- Dobra twoja - rzucił cierpko, posyłając w jego stronę krzywy uśmiech. - Trzymam kciuki, żeby szybko się to nie zmieniło. Uważaj tu, wystarczy jedna chwila nieuwagi... kobiety tu są straszliwie płodne. Niby uświadomione i wiele z nich się zabezpiecza, ale... - pokręcił głową. - Argarki, na Argarki uważaj. One i zabezpieczanie... cóż powiedzmy, że zabezpieczenie stało obok nich - wzruszył ramionami. Rzecz jasna nie mówił o każdej kobiecie, ale po tej ilości ciąż, która się pojawiła ostatnimi czasy, trudno było nie dojść do takich wniosków. - Swoją drogą, mężczyźni też mogliby myśleć - dorzucił, bardziej pijąc do swojego własnego przykładu. Dalej nie rozumiał dlaczego tam wyłączył myślenie. No idiota. Dmuchnął sobie raz jeszcze w grzywkę. - Hm? Przelotem jestem - skomentował. - Nie mieszkam tu na stałe - pokręcił lekko głową. - Właściwie nie mam stałego miejsca zamieszkania - wzruszył ramionami. - Tu po prostu wracam, bo tu jest Tony i Rei - skomentował. - No nie w tej chwili, ale tak... wiesz jak mówią nie? Dom jest, gdzie serce twoje... więc po części jest tu mój dom - dokończył. - Praktykuję tryb podróżniczy, zwiedzam, pałętam się po świecie, zdobywam doświadczenie, zbieram informacje.
Ryu
Ashan odprowadził Yumiego wzrokiem tylko na tyle długo, by upewnić się, że ruszył we właściwym kierunku, po czym sam skierował się prosto ku strażnicy. Zatrzymał się jeszcze przed podejściem pod mury i skorzystał ze zmiany miejsc, zamieniając lekkie ubranie z przygotowaną wcześniej zbroją. Ciężkie elementy pancerza pojawiły się na nim niemal jednocześnie, osiadając na barkach i klatce piersiowej dobrze znanym ciężarem. Ashenrath znalazł się w jego dłoni chwilę później, ogromne ostrze nie spowalniało go jednak nawet w połowie tak bardzo, jak sugerowałyby jego rozmiary. Nie próbował się skradać. Ciepło kilku istot za murami wyczuwał już wcześniej i zakładał, że jeśli ktoś rzeczywiście przejął posterunek, jego obecność również dawno przestała być tajemnicą.
OdpowiedzUsuńPotwierdzenie przyszło niemal natychmiast po przekroczeniu bramy. Zza kamiennej osłony wystrzeliła ku niemu szeroka smuga ognia, a drugi feniks ruszył z boku z zakrzywionym ostrzem wymierzonym pod żebra. Ashan skręcił ciało poza linię cięcia i poprowadził Ashenrath od dołu, ciężarem klingi zbijając broń przeciwnika na zewnątrz. W tej samej chwili zamienił się miejscami z leżącym kilka metrów dalej fragmentem przewróconej tarczy. Płomienie przeszły przez miejsce, w którym stał ułamek sekundy wcześniej, a Ashan pojawił się przy boku wojownika odpowiedzialnego za atak dystansowy. Nie ciął od razu w szyję. Uderzył głowicą miecza w skroń, wykorzystując własną masę i impet, by powalić go na kamienie i na moment wyłączyć z walki.
Trzeci przeciwnik zeskoczył z podwyższenia niemal równocześnie, otaczając ostrze włóczni płomieniem. Ashan cofnął pół kroku, przepuścił grot tuż obok napierśnika i zamknął dystans, zanim tamten zdążył wykorzystać przewagę długiej broni. Ramię Ashenratha uderzyło w drzewce, łamiąc rytm przeciwnika, a krótkie pchnięcie barkiem posłało feniksa na ścianę strażnicy. Szkarłat w oczach Ashana rozjarzył się mocniej, kiedy z wnętrza zabudowań wyczuł kolejne źródła ciepła i usłyszał ruch następnych wojowników. Najwyraźniej nie wpadł na dwóch złodziei, tylko na ludzi wystarczająco pewnych siebie, żeby obsadzić cały posterunek. Przesunął Ashenrath w obie dłonie i ruszył głębiej, agresywnie odbierając im przestrzeń. Jeśli rzeczywiście ukradli Gardziele Feniksa, zamierzał dotrzeć do magazynu, zanim ktokolwiek zdąży użyć jednej przeciwko niemu.
Ashan
Akane lekko uśmiechnęła się pod nosem na to jego przywłaszczenie przestrzeni, rozbawiona pokręciła nawet głową. Kiedy wróciła z piwem, usiadła obok niego bez większych krępacji i nawet trochę bezczelnie się rozepchała własnymi rękoma na tym stoliku, co by sobie nie myślał, że ten rzeczywiście jest tylko jego. Wcześniej rzecz jasna odstawiła ich kufle na blacie. Uśmiechnęła się do Yumiego nieco zadziornie, ale słysząc pytanie o dziecko, jej uśmiech złagodniał.
OdpowiedzUsuń- Dzieci - poprawiła go, sięgając po swój kufel i stukając nim lekko w ten jego. - Mam dwie córeczki, bliźniaczki, Malika i Raja. Do tego jeszcze Groszek, znaczy... Keithan. Nie jest biologicznie mój, ale z Gavem go przygarnęliśmy i traktujemy jak syna - wyjaśniła mu, uśmiechając się ciepło na te słowa. Dzieciaki dawały jej dużo radości, co było po prostu widać. Spojrzała Yumiemu w oczy. - Czuję się całkiem nieźle. Dużo się u mnie przez długi czas działo, ale powoli wychodzę na prostą. Coraz lepiej się czuję z samą sobą, łatwiej mi przychodzi nie być taką zosią samosią i prosić o pomoc, trenuję, ćwiczę, doszkalam umiejętności... Powoli rozpościeram skrzydła, korzystając z faktu, że dzieciaki są tutaj w bezpiecznym miejscu - odpowiedziała, dalej z uśmiechem. - Małe z kolei... - tu lekko się zaśmiała - cudne są, ale potrafią dać czadu. Wszystko z nimi w porządku, ale charakterne są i to chyba nawet od swoich rodziców razem wziętych - parsknęła krótkim śmiechem. - Do tego bystre, więc bywa ciężko, ale nie jestem w wychowywaniu ich sama. Gave bardzo się angażuje, jest świetnym tatą i pomaga mi, jak z czymś sobie nie daję rady - pochwaliła bruneta, bo ten rzeczywiście dawał z siebie wszystko w temacie dzieci. - A u Ciebie jak? Ktoś wpadł Ci w oko? Jakieś plany na ustatkowanie, czy dalej beztroskie życie kawalera? - zapytała, dając mu kuksańca w bok.
Akane
Ashan skończył walkę szybciej, niż początkowo zakładał, pozostawiając na dziedzińcu strażnicy kilka martwych ciał i jednego człowieka, któremu pozwolił przeżyć. Ostatniego przeciwnika rozbroił, skuł ręce za plecami i zacisnął na jego nadgarstku bransoletę tłumiącą moce, zanim feniks zdążył spróbować czegokolwiek głupiego, po tym jak został już pokonany. Zanim zaczął zadawać pytania, dokładnie przeszukał budynki, sprawdzając pomieszczenie po pomieszczeniu i upewniając się, że nikt więcej nie kryje się wewnątrz. W magazynie znalazł jedną Gardziel Feniksa na swoim miejscu, zamkniętą w uchwycie i nietkniętą. Druga zniknęła, kurwa, niestety, będzie z tego więcej problemów.
OdpowiedzUsuńAshan zamknął magazyn własnym kluczem i dodatkowo zabezpieczył drzwi. Potem przeciągnął jeńca pod zacienioną ścianę dziedzińca i sam oparł się o kamień naprzeciw niego, wycierając krew z Ashenratha kawałkiem materiału. Jego rany same zaczynały się już goić. Nie miał ich dużo, ale kilka poparzeń, kilka zadrapań i rozcięty policzek. Nie specjalnego. Samo się zagoi w najbliższym czasie. Spojrzał na swojego więźnia.
— Kto zabrał Gardziel, dokąd ją wynieśli i dlaczego mordujecie ludzi przy trakcie? — zapytał spokojnie, podnosząc na niego nadal szkarłatne oczy. Gdy odpowiedź nie przyszła od razu, Ashan jedynie zacisnął szczękę. Będzie musiał używać siły, naprawdę? Usłyszał i zauważył Yumiego niedaleko, jechał w ich stronę. Przytaknął lekko, a potem wrócił wzrokiem do drugiego mężczyzny.
— Czeka Cię stryczek, zdajesz sobie z tego sprawę? Podejrzany o dzieciobójstwo, morderstwo dorosłych, kradzież broni wojskowej. Jeśli nie zaczniesz współpracować to nie masz szansy na przeżycie, najwyżej Twój trup nam więcej powie — zagaił go po raz kolejny, kiedy Yumi był w zasięgu wzroku. Rozmawiał z duchami, tak? To z tym najwyżej też sobie porozmawia.
Ashan
Emma posłała w jego stronę delikatny uśmiech. Bieżąca woda brzmiała naprawdę dobrze, tak samo jak i radio. Jednak przez moment zawahała się. Ten świat już był naprawdę piękny. Brak radia czy bieżącej wody niespecjalnie jej przeszkadzał. Spojrzała po nim spokojnie.
OdpowiedzUsuń- Myślisz, że bieżąca woda czy radio... nie zanieczyszczyły by tego świata? Nie zniszczyłyby go? - zerknęła na niego. - Wiesz, ten świat już jest naprawdę piękny. Wiele jego zakątków jest po prostu niesamowite, a do braku bieżącej wody naprawdę idzie się przyzwyczaić - rzuciła lekkim tonem. - Czego, twoim zdaniem, brakuje temu miejscu, by w twej wizji stał się piękny? - zainteresowała się i wyciągnęła do niego dłoń, a kiedy ją uścisnął, wyszczerzyła się do niego. - To jesteśmy umówieni na wycieczkę, jeśli kiedyś się uda.
Emma
A ona nie protestowała. Uśmiechnęła się do niego szelmowsko i wstała z gracją, prowadząc go na parkiet. Ułożyła dłoń na jego piersi, a drugą powiodła po jego tali, przez moment kołysząc ich w rytm muzyki, by puścić go na trochę i zakręcić zalotnie biodrami. Przesunęła dłońmi po swoim ciele, zarzucając lekko włosami, zanim do niego przywarła, prowadząc go w nieco prowokacyjnym tańcu.
OdpowiedzUsuń- U nas tańczy się tak, by zdobyć - powiedziała. - Tak, by zniewolić, tak by powalczyć o swoje miejsce na tym padole - wyjaśniła z drapieżnym uśmiechem.
Luna
Ryu pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Brzmi dobrze, minus te dzieciaki po drodze - rzucił lekkim tonem, mimo że w duchu wcale mu z tą myślą tak lekko nie było. Ojcostwo go wręcz przerażało. Nie był pewien czy podoła, a do tego wszystkiego dochodziło jeszcze to z kim te dzieci sobie zrobił. Jęknął przeciągle i podrapał się po głowie. - Wiesz, trochę ci zazdroszczę tego beztroskiego podejścia - stwierdził po chwili. - Nie wiem jak się odnaleźć w tym wszystkim - przyznał szczerze. - Jeszcze niedawno twierdziłem, że w ogóle nie chcę dzieci. Nie nadaję się na ojca - pokręcił głową. - Nawet nie wiem... - odetchnął głęboko. - ...nie wiem jak to jest mieć ojca - mruknął.
Ryu