WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga zrywa sojusz z Phyonix! Nikt nie będzie bezczelnie palił jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

15 lipca 2026

Spisane przez: Pingwin

Żar jej to żar ognia, płomień Pański.

Pnp 8,6

Ilustracja do opowiadania — Darcy przy drzwiach
Została przy drzwiach bosa, ubrana jedynie w cienką halkę, którą zdążyła narzucić na siebie w pośpiechu, i przez kilka długich sekund nasłuchiwała oddalających się kroków. Łudziła się, że Ryu zaraz się zatrzyma, zaklnie pod nosem i wróci, choćby tylko po to, żeby pozwolić jej dokończyć. Kroki jednak ucichły na końcu korytarza.
— Oczywiście. Najłatwiej po prostu spierdolić — syknęła ze łzami w oczach. Nie puściła klamki od razu. Metal nagrzewał się pod jej palcami, a wzdłuż zamka przebiegła cienka, pomarańczowa smuga. Wystarczyłaby chwila, żeby go stopić i upewnić się, że Ryu nie wróci nawet wtedy, kiedy przypomni sobie o własnej obietnicy. Darcy zgasiła jednak ogień, zanim uszkodził drzwi. Nie zamierzała później tłumaczyć służbie, dlaczego zamek spłynął na podłogę.
— Dalej będziesz przy mnie. Jasne. Świetnie Ci idzie — oparła czoło o drewno i zamknęła oczy. Gniew był łatwiejszy niż reszta. Pozwalał jej myśleć o Ryu jak o tchórzu i głupku, zamiast o człowieku, którego jeszcze przed chwilą dotykała z czułością. Ciało nadal pamiętało jego dłonie, troskę i ostrożność. Pamiętało, jak bezpiecznie się przy nim czuła i jak bardzo chciała właśnie jego. To wspomnienie nie chciało stać się brudne tylko dlatego, że on później zachował się chujowo. Nadal było piękne, a przez to bolało jeszcze bardziej.Wiedział o jej uczuciach. Wiedział i nic nie powiedział, dopóki nie było już za późno, żeby mogła podjąć decyzję ze świadomością, że jej największa tajemnica wcale nie była dla niego tajemnicą. Potem stwierdził, że nie żałuje tego, co przeżyli, bo było cudownie, tylko żałuje, że w ogóle do tego dopuścił. Darcy nie miała pojęcia, jak powinna to rozumieć. Czy nie żałował jej ciała, a jedynie tego, że należało akurat do niej? Czy seks był dobry, tylko zakochana przyjaciółka okazała się zbyt niewygodna, żeby zostać z nią po wszystkim?
— Możesz się pocałować w dupę — szepnęła i odepchnęła się od drzwi i ruszyła w stronę biurka. Nie pobiegnie za nim. Nie będzie błagała, żeby wrócił i zachował się jak człowiek, któremu naprawdę na niej zależało. Potrzebowała jednak wyrzucić z siebie wszystko, zanim gniew, wstyd i tęsknota pomieszają się do tego stopnia, że sama przestanie rozumieć, co właściwie czuje. Jedyna osoba, z którą chciała o tym porozmawiać, właśnie uciekła, więc pozostawał jej papier. Odsunęła dokumenty i szkice, wyjęła kilka czystych arkuszy, a potem zatrzymała dłoń nad zwykłym piórem. Nie chciała pisać w języku, który mógłby przeczytać ktokolwiek z ich przyjaciół. Żadne z nich nie znało piekielnego. Nie potrafiliby odczytać ani jednego słowa, nawet gdyby list przypadkiem trafił w ich ręce. Otworzyła więc dolną szufladę, wyjęła cienką stalówkę i ciemny atrament, po czym usiadła. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek odda ten list Ryu. Być może schowa go głęboko i nigdy więcej nie otworzy. Być może kiedyś sama przeczyta mu każde zdanie. Na razie wystarczało jej, że choć część tego cierpienia pozostanie wyłącznie jej. Zanurzyła stalówkę w atramencie. Ręka drżała jej tak mocno, że pierwsza kropla spadła na środek kartki. Przesunęła arkusz na bok, sięgnęła po następny i przycisnęła pióro do papieru. Nie zamierzała pisać jak następczyni tronu. Nie zamierzała też pisać spokojnie ani rozsądnie. Ten list należał do Darcy, której nie pozwolono dokończyć. Pierwsze piekielne znaki wyszły nierówno, ale wyraźnie.

Ryu,

najwyraźniej łatwiej jest Ci wyjść, niż zostać i usłyszeć do końca, co naprawdę zrobiłeś, więc napiszę Ci to tutaj. Nie wiem, czy kiedykolwiek dostaniesz ten list. W tej chwili nie wiem nawet, czy chcę, żebyś go przeczytał. Muszę jednak wylać z siebie całą tę żółć, bo jedyna osoba, z którą miałabym odwagę o tym porozmawiać, zwyczajnie spierdoliła.

Wiem, że nie chcesz ode mnie zapewnień, że nic się nie stało. I masz rację, bo coś się stało. Zachowałeś się chujowo. Zraniłeś mnie. Sprawiłeś, że czuję się wykorzystana. Jakbyś się mną zabawił i jakbym nigdy nie była dla Ciebie nawet przyjaciółką, o którą się troszczyłeś. Proszę bardzo. Przyznałam Ci rację. Dostałeś to, czego chciałeś. Problem w tym, że prawdopodobnie nadal nie rozumiesz, co dokładnie było w tym wszystkim najgorsze. Nie wiem zresztą, czy ja sama już to rozumiem. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że wreszcie potrafię nazwać to, co czuję, pojawia się kolejna myśl i przewraca wszystko do góry nogami.

Nie potrafię powiedzieć, że żałuję tej nocy. Nie potrafię też powiedzieć, że jej nie żałuję, ponieważ skutecznie pomieszałeś mi jedno z drugim. Zanim zacząłeś mówić, mogłam myśleć o niej jak o czymś dobrym. Pięknym, nawet jeżeli nierozsądnym. To był mój pierwszy raz i oddałam go człowiekowi, którego chciałam, któremu ufałam i którego uważałam za przyjaciela. Nie oczekiwałam, że wyznasz mi miłość ani zaproponujesz wspólną przyszłość. Nie byłam aż tak głupia, chociaż po Twoim wyjściu zaczęłam poważnie zastanawiać się, czy właśnie za taką mnie uważałeś. Za głupią, naiwną, łatwą desperatkę, która rozłoży przed Tobą nogi, bo zakochała się w odpowiednim uśmiechu.

Podczas wszystkiego byłeś czuły, uważny i troskliwy. Sprawiałeś, że czułam się przy Tobie bezpieczna. Zachowywałeś się dokładnie tak, jak Ryu, którego znałam, któremu ufałam i w którym się zakochałam. Właśnie dlatego ta noc była dla mnie czymś pięknym. Nie dlatego, że wmówiłam sobie, iż Twoje dłonie są obietnicą małżeństwa, lecz dlatego, że wierzyłam, że dotyka mnie ktoś, dla kogo jestem ważna. Może nie w taki sam sposób, w jaki Ty byłeś ważny dla mnie, ale jednak. Sądziłam, że widziałeś Darcy. Swoją przyjaciółkę. Nie tylko chętną kobietę, która znalazła się wystarczająco blisko i akurat nie powiedziała „nie”.

Potem dowiedziałam się, że przez cały czas wiedziałeś o moich uczuciach. Nie tylko się domyślałeś. Wiedziałeś. Zastanawiałeś się nawet, czy powinieneś się zatrzymać, ale tego nie zrobiłeś, ponieważ sam również tego chciałeś. Tę część prawdy zostawiłeś mi na później, kiedy nie mogłam już podjąć decyzji, mając wszystkie informacje.

Nie wiem, co zrobiłabym, gdybyś powiedział mi o tym wcześniej. Być może nadal bym Cię wybrała. Prawdopodobnie tak. A może jednak bym to przerwała. Może poczułabym się zbyt odsłonięta. Może uznałabym, że nie chcę oddawać Ci czegoś tak ważnego, kiedy Ty już wiesz, że dla mnie znaczy to więcej, a mimo to nie potrafisz dać mi niczego poza tą jedną nocą. Nie wiem. Nigdy się tego nie dowiem, bo to Ty zdecydowałeś, że ta rozmowa może poczekać, dopóki oboje nie dostaniemy tego, czego pragniemy. 
I chyba właśnie dlatego boli mnie to tak bardzo. Nie dlatego, że odebrałeś mi możliwość odmowy. Nie odebrałeś. Chciałam tego. Powiedziałam Ci, że chcę. Ale odebrałeś mi możliwość podjęcia tej decyzji ze świadomością, że wiesz o wszystkim, co próbowałam przed Tobą ukryć. Wiedziałeś, że Cię kocham, a ja nie wiedziałam, że Ty to wiesz. Ty podejmowałeś decyzję z pełniejszą wiedzą niż ja. Ja dowiedziałam się o tym dopiero później, kiedy niczego nie dało się już cofnąć.

Najgorsze jest jednak to, że nawet wtedy nie powiedziałeś mi tego od razu. Powiedziałeś dopiero wtedy, kiedy zaczęłam próbować wyciągać z Ciebie jakiekolwiek wyjaśnienia. Na początku chciałeś po prostu wyjść. Fajny seks, po sprawie, można się ubrać i wrócić do własnego życia. Zdajesz sobie sprawę, że początkowo nawet nie próbowałeś mnie przeprosić ani przyznać, co właściwie zrobiłeś? Po prostu zamierzałeś uciec. Może w Twojej głowie wyglądało to inaczej. Może byłeś przerażony, może nie wiedziałeś, co powiedzieć, może sądziłeś, że dajesz mi przestrzeń. Nie wiem. Nie powiedziałeś mi. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, jakbyś dostał to, czego chciałeś, a zaraz potem uznał, że nie ma już powodu zostawać.

To było zwyczajnie chujowe.


Dopiero później zacząłeś przepraszać, ale robiłeś to tak, jakbyś chciał wyrwać tę noc z moich rąk, przewrócić ją na drugą stronę i pokazać mi, czym była naprawdę. Jakbyś to Ty miał prawo wyjaśnić mi, co powinno dla mnie znaczyć to, co się wydarzyło. Odbierasz mi tym prawo do uznania, że podjęłam tę decyzję świadomie. I to boli. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo.

Według Ciebie było cudownie, ale nie powinno było się wydarzyć. Nie żałujesz wrażeń, tylko decyzji. Czy masz pojęcie, co ja mam zrobić z takim wyjaśnieniem? Mam się ucieszyć, że przynajmniej dobrze się ze mną bawiłeś? Mam pomyśleć, że nie żałujesz mojego ciała, ale żałujesz, że należało akurat do mnie? Że seks był dobry, tylko kobieta okazała się niewłaściwa, bo miała uczucia i znałeś ją trochę lepiej, niż byłoby wygodnie?

Nie wiem, czy naprawdę tak to widzisz. Właśnie w tym rzecz. Nie zostałeś wystarczająco długo, żeby mi cokolwiek wyjaśnić. Zostawiłeś mnie samą z najgorszymi możliwymi odpowiedziami, a teraz nie wiem, które z nich wymyśliłam ze złości, które ze strachu, a które są prawdziwe.

Najbardziej nie boli mnie nawet to, że wiedziałeś. Oczywiście, że to boli. Cholernie. Ale najbardziej boli mnie to, co zrobiłeś później. To, że patrzyłeś na mnie nie jak na przyjaciółkę, tylko jak na problem, który nagle zrobił się niewygodny. Jak na panienkę na jedną noc, przy której po wszystkim należy powiedzieć kilka odpowiedzialnych zdań, przeprosić i jak najszybciej zniknąć.

Mówisz, że nadal będziesz dla mnie, a potem uciekasz dokładnie w chwili, w której ten przyjaciel rzeczywiście by mi się przydał. To naprawdę niezwykła definicja bycia dla kogoś. Zakładam, że następnym razem, kiedy będę potrzebowała wsparcia, powinnam najpierw sprawdzić, czy przypadkiem moje problemy nie wzbudzą w Tobie poczucia winy. Najwyraźniej wtedy Twoja obecność traci ważność.

Nie podoba mi się to, że powiedziałeś, iż będziesz mnie wspierał. Że to ja mam zdecydować, czy możemy się dalej przyjaźnić. Że dla Ciebie nadal jestem przyjaciółką. Mówisz to wszystko, a później wychodzisz i zostawiasz mnie samą z całym tym syfem w głowie. Może nie kłamałeś. Może naprawdę wierzyłeś w każde z tych słów, kiedy je wypowiadałeś. Twoje czyny sprawiły jednak, że zabrzmiały jak kłamstwo.

Chcesz, żebym przyznała, że zachowałeś się źle, ale kiedy próbuję zrozumieć, co to właściwie dla mnie znaczy, zasłaniasz się moimi uczuciami. Wycierasz sobie nimi twarz jak pieprzoną tarczą.
„Wiedziałem, że mnie kochasz, więc jestem winny. Nie mogę Cię kochać, więc muszę odejść. Zraniłem Cię, więc najlepiej będzie, jeśli zostawię Cię samą.”

Za każdym razem moje uczucia stają się dla Ciebie powodem, żeby nie słuchać tego, czego naprawdę od Ciebie potrzebuję. Nawet Twoje poczucie winy ma w tej rozmowie więcej miejsca niż ja. Mówisz o tym, że mnie zraniłeś, ale kiedy próbuję wyjaśnić, czym zostałam zraniona, już stoisz przy drzwiach. Jakby wystarczyło, że sam wydasz na siebie wyrok, a potem będziesz mógł odejść przekonany, że przynajmniej uczciwie nazwałeś własne przewinienie.
Tylko że chyba nazwałeś je źle.


Nie wiem, czy wykorzystałeś moje uczucia. Nie umiem jeszcze odpowiedzieć na to uczciwie, ponieważ podczas tej nocy nie czułam się wykorzystana. Czułam się chciana, bezpieczna i bliska komuś, kto był dla mnie wyjątkowy. Czułam się piękna. Naprawdę piękna, Ryu. Nie jak księżniczka, nie jak następczyni tronu ani czyjaś córka. Jak dziewczyna, której pragnął mężczyzna, którego ona sama pragnęła od bardzo dawna. Jak ktoś, kogo dotykałeś nie tylko dlatego, że mogłeś, ale dlatego, że chciałeś właśnie jej.

To dopiero Twoje zachowanie po wszystkim sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy dla Ciebie byłam tylko łatwą okazją, której nie odrzuciłeś, chociaż wiedziałeś, że zapłacę za nią więcej niż Ty. Nie wiem, czy tak było. Wiem tylko, że zrobiłeś wszystko, żeby właśnie tak to wyglądało.

Powiedziałeś, że możemy nadal się przyjaźnić, jakbyś oferował mi coś łaskawego, bezpiecznego i znajomego, ale jednocześnie odrzuciłeś wszystko, co sprawiało, że Twoja przyjaźń była dla mnie wyjątkowa. Kazałeś mi podjąć decyzję. Mówiłeś, że dla Ciebie nadal będę przyjaciółką. 
Zastanów się jednak, proszę, czy faktycznie tak jest. Kogo widzisz teraz, kiedy na mnie patrzysz? Swoją przyjaciółkę? Darcy? Czy zakochaną dziewczynę, z którą popełniłeś błąd i od której powinieneś teraz trzymać się z daleka, żeby nie pogorszyć sytuacji? Czy będziesz jeszcze potrafił ze mną żartować, drażnić mnie i rozmawiać jak wcześniej, czy każde moje spojrzenie będziesz traktował jak kolejną próbę wymuszenia na Tobie uczuć, których nie masz?

Ufałam Twojej trosce. Wierzyłam, że nie uciekniesz, kiedy zrobi się trudno. Sądziłam, że nawet jeżeli nie potrafisz mnie pokochać, szanujesz mnie wystarczająco, żeby zostać i porozmawiać. Teraz zamiast człowieka, któremu powierzyłam siebie, widzę tchórza i głupka, który nie żałuje dobrego seksu, tylko żałuje, z kim go miał.

Być może to niesprawiedliwe. Być może wcale tak nie myślisz.

Mogłeś zostać i mi to powiedzieć.

Najgorsze zostawiłeś jednak na koniec. Nie wystarczyło Ci wyjść. Musiałeś jeszcze zasugerować, że nie wiesz, czy zachowasz to dla siebie. Że możesz potrzebować z kimś porozmawiać. Rozumiem, że masz uczucia i że czasami nawet Ty musisz się komuś wypłakać na ramieniu, ale nie masz prawa robić tego moim kosztem.

To nie jest tylko Twoja historia.

To moje ciało. Mój pierwszy raz. Moja prywatność i moja reputacja.

Ty możesz opowiedzieć komuś, że popełniłeś błąd, a potem poczuć się odrobinę lżej. Możesz powiedzieć, że przespałeś się z zakochaną w Tobie przyjaciółką i teraz nie wiesz, co z tym zrobić. Być może ktoś Cię pocieszy. Być może nazwie Cię idiotą. Być może powie, że powinieneś dać mi czas. 
A ja zostanę księżniczką, którą ktoś przeleciał, a potem pożałował. Zostanę naiwną idiotką, która zakochała się, oddała mu dziewictwo i jeszcze liczyła na coś więcej. Nieważne, czy to będzie prawda. Wystarczy, że ktoś opowie tę historię pierwszy.

Nasi przyjaciele nie są szczególnie dyskretni, gdy chodzi o sprawy sercowe i łóżkowe. Nawet jeżeli będą mieli dobre intencje, zaczną pytać, pocieszać, osądzać albo żartować. Będą na mnie patrzeć i wiedzieć coś, czego nie chciałam im dawać. Coś, co należało do mnie. Do nas, jeśli w ogóle jeszcze istnieje jakieś „nas” nawet w znaczeniu przyjaźni.

Może dla Ciebie to tylko niezręczna rozmowa. Dla mnie to upokorzenie, które przestanie należeć do mnie i zacznie żyć własnym życiem. Jestem następczynią tronu. Nie mogę pozwolić sobie na luksus wzruszenia ramionami i uznania, że wszyscy kiedyś o tym zapomną. Ludzie nie zapominają takich rzeczy o księżniczkach. Przerabiają je na plotki, żarty, argumenty i dowody na to, że kobieta jest głupia, nieodpowiedzialna albo zbyt łatwa. 

Za to właśnie możesz się pocałować w dupę. 
Za ucieczkę, kiedy najbardziej potrzebowałam przyjaciela, i za sugestię, że Twoje prawo do ulżenia własnemu sumieniu może być ważniejsze niż moje prawo do prywatności. Nie masz prawa obiecywać, że nadal będziesz przy mnie, a jednocześnie zostawiać mnie z obawą, że zaraz wszyscy dowiedzą się, jaką idiotkę ze mnie zrobiłeś.

Nie wiem, czy Ci wybaczę. Chcę móc to zrobić. Chyba chcę. Nie wiem jednak, czy będę potrafiła, a już na pewno nie zrobię tego tylko dlatego, że bardzo przekonująco przeprosiłeś i odpowiednio mocno sobą pogardzasz. Poczucie winy nie naprawia krzywdy. Ucieczka również jej nie naprawia.

Jeżeli naprawdę żałujesz swojego zachowania, będziesz musiał kiedyś zostać wystarczająco długo, żeby usłyszeć nie tylko to, że zachowałeś się chujowo, ale także dlaczego. O ile w ogóle zależy Ci na moim wybaczeniu. Szczerze mówiąc, zaczynam to podawać w wątpliwość. Mam wrażenie, że go nie chcesz. Że wolałbyś, żebym nigdy Ci nie wybaczyła, zerwała kontakt i pozwoliła Ci uważać się za potwora, bo wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Nie musiałbyś już zastanawiać się, jak ze mną rozmawiać, jak na mnie patrzeć i co zrobić z tym, że mimo wszystkiego nadal chciałabym odzyskać swojego przyjaciela.
Nie wykluczam, że zerwę z Tobą kontakt. Nie wiem tego jeszcze. Nie będzie to jednak Twoja decyzja, tylko moja. Nie będziesz uciekał i nazywał tego oddawaniem mi wyboru.

Nie wiem nawet, czy nadal jestem w Tobie zakochana. Nie w tej wersji Ciebie, którą zobaczyłam chwilę po tym, jak doszedłeś we mnie i zacząłeś sobie iść. Nie w człowieku, który zasłania się moją miłością, żeby jednocześnie umniejszać mi jako osobie. Nie w człowieku, który mówi, że będzie moim przyjacielem, ale znika, gdy przyjaźń zaczyna wymagać od niego czegoś trudniejszego niż czułość, żarty i wspólne przyjemności. 
Być może nadal kocham Ryu, którego znałam wcześniej. Tego, który był troskliwy i czuły, przy którym czułam się bezpieczna, a jednocześnie dostawałam palpitacji serca od jego szelmowskiego uśmiechu, zaczepek i drobnych gestów. Zakochałam się w Ryu, który był wyjątkowy i inny od wszystkich. Był niegrzeczny, przekorny, zaczepny i seksowny, a jednocześnie szanował każdą twardą granicę i zawsze sprawdzał, jak daleko może się posunąć. Zakochałam się w Ryu, którego uśmiech sprawiał, że mój dzień stawał się lepszy. W Ryu, który potrafił ze mną rozmawiać i nigdy nie wyglądał, jakby męczył się moim towarzystwem. W Ryu, który okazywał romantyczne zainteresowanie innej dziewczynie i sprawiał tym, że szczerze zazdrościłam jej miejsca. Nie dlatego, że chciałam jej coś odebrać. Po prostu chciałam, żebyś kiedyś spojrzał w podobny sposób na mnie.

Nie wiem jednak, czy ten człowiek nadal istnieje w moich oczach. Wiem, że dalej taki jesteś. Naprawdę wiem. Jedno chujowe zachowanie nie wymazuje wszystkiego, co w Tobie dobre. Tylko że moje serce próbuje teraz zasłonić każde dobre wspomnienie tym, co zrobiłeś po wszystkim. Próbuje mnie chronić przed kolejnym rozczarowaniem, pokazując mi wyłącznie tchórza stojącego przy drzwiach. 
Myślę, że ta informacja akurat Cię ucieszy. Skoro nie będę już widziała w Tobie człowieka, którego kocham, nie będziesz musiał się martwić, że znowu mnie wykorzystasz. Mnie jednak jest cholernie przykro.

Czuję się tak, jakby moja pierwsza miłość była zbudowana na kłamstwie, a nie chcę tego czuć. Nie chcę myśleć, że wszystkie Twoje zaczepki, troska i czułość były tylko czymś, co źle zrozumiałam. Nie chcę zastanawiać się, czy dla Ciebie byłam jedną z wielu dziewczyn, z którymi miło się flirtuje, dopóki żadna nie zacznie czuć zbyt dużo.

I tak, masz rację. Miałam nadzieję na coś więcej. ALE! 
Nie po seksie i nie przez seks.

Miałam ją wcześniej. Liczyłam na to, że Twoja gotowość na flirt, romantyzm i ponowne próbowanie związków kiedyś spotka się z moim zakochaniem w Tobie. Że być może będę miała okazję pójść z Tobą na randkę. Spróbować sprawić, żebyś pokochał mnie tak, jak Ty rozkochałeś mnie w sobie, chociaż prawdopodobnie nawet nie zdawałeś sobie sprawy, kiedy to robiłeś.

Nie uznawałam tego za pewnik. Życie pisze różne scenariusze. Nie chciałam kurczowo trzymać się przekonania, że będę czekała w nieskończoność na chwilę, w której może zechcesz mnie wybrać. Chciałam żyć własnym życiem i zobaczyć, dokąd i w czyje ramiona mnie zaprowadzi. Może kiedyś byłyby to Twoje ramiona. Może nie.

Ale moje „kocham Cię, Ryu” powinno było wyjść ode mnie!

Nie wiem, kto powiedział Ci o tym za mnie, ale możesz mu przekazać, że jeżeli się dowiem, nakarmię go gorącym węglem. Chciałam powiedzieć Ci o swoich uczuciach wtedy, kiedy poczuję się na to gotowa. Nie w łóżku. Nie po seksie. Nie wtedy, kiedy moje wyznanie mogłoby zabrzmieć jak prośba, żądanie albo dźwignia, za pomocą której próbuję wymusić na Tobie cokolwiek. 
Chciałam powiedzieć Ci to tak, żebyś mógł odpowiedzieć szczerze, nawet jeżeli odpowiedź miałaby mnie zaboleć. Bez poczucia obowiązku. Bez wrażenia, że skoro Ci się oddałam, jesteś mi coś winien.

Nie oczekuję, że cofniesz czas. Chciałabym jedynie, żebyś przestał próbować zamieniać coś, co mogło być moim pięknym wspomnieniem, w opowieść o Twoim błędzie i mojej naiwności. Nie Ty będziesz decydował, co ta noc dla mnie znaczyła. Nie Ty będziesz również decydował, co mnie zraniło, w jaki sposób i jak powinnam na to zareagować.

Jeżeli Ryu, który był moim przyjacielem, nadal istnieje, chcę, żeby wiedział, że pragnę mu wybaczyć. Nie chcę, żeby moje oddanie mu dziewictwa było dla niego powodem do cierpienia. Nie chcę, żeby za każdym razem, kiedy o tym pomyśli, widział wyłącznie własny błąd i dziewczynę, którą skrzywdził. 
Ten Ryu powinien był powiedzieć mi o wszystkim wcześniej i sprawdzić, czy nadal go wybiorę. Ten Ryu powinien jednak również zrozumieć, że przez to, jak zachowywał się podczas tej nocy, sprawił, że czułam się najpiękniejszą i najbardziej wyjątkową dziewczyną na świecie.

Byłeś mężczyzną, z którym nie żałowałam tych chwil, bo były magiczne i niezwykłe. Chciałabym, żeby mogły pozostać dobrym wspomnieniem o tym, jak cudownie można czuć się podczas intymności. O tym, że można komuś zaufać, przestać się bać własnej niezręczności i na chwilę zapomnieć o wszystkich powodach, dla których zwykle człowiek pilnuje samego siebie. 
Nie wiem, czy nadal mogę tak na to patrzeć. Próbuję. Naprawdę próbuję, a potem przypominam sobie, jak szybko chciałeś wyjść, i znowu czuję się jak idiotka.

Przepraszam, że zapytałam, czy moglibyśmy kiedyś to powtórzyć. Przepraszam, jeżeli zabrzmiało tak, jakbym uważała, że ta noc daje mi prawo do kolejnej albo że próbuję Cię do czegoś zobowiązać. 
Nie mam doświadczenia. Nie wiedziałam, co mam myśleć, a mój umysł nadal wędrował do tego, jakie doznania dawał mi Twój dotyk. Myślałam, że skoro zrobiliśmy to jako przyjaciele, a Argarczycy nie patrzą na seks wyłącznie przez pryzmat miłości, być może moglibyśmy kiedyś zrobić to ponownie. Mówiłeś, że weźmiesz mnie drugi raz, i zrobiłeś to. Sądziłam więc, że może będę mogła odkryć więcej własnego ciała i jego reakcji przy kimś, kto sprawiał, że czułam się bezpiecznie mimo lęku, nieśmiałości i niezręczności. Przy kimś, kto potrafił sobie z tym poradzić i nigdy nie sprawił, że czułam się śmieszna. Nie chciałam Cię naciskać. Nie chciałam niczego zakładać. Nie będę więcej o to pytać.  Nie będę też wmawiała sobie, że skoro wydarzyło się to raz, wydarzy się ponownie. Nie chcę więcej opierać się na domysłach. W Phyonix działa to zresztą dość podobnie jak u Was. Seks nie musi oznaczać miłości, ale może mieć znaczenie. To ludzie nadają mu znaczenie, najlepiej wspólnie, a nie dopiero po fakcie, kiedy jedno z nich zaczyna przepraszać, a drugie nie wie już, czy właśnie utraciło coś pięknego, czy dowiedziało się, że od początku było tylko pomyłką.

Nie chcę, żebyś mnie nienawidził za to, że Ci się oddałam. Nie chcę, żebyś czuł do mnie odrazę, litość albo obowiązek. Nie chcę też sama Cię nienawidzić za to, jak wszystko się potoczyło. Chciałabym umieć rozdzielić Ciebie z tamtej nocy od Ciebie, który po prostu zachował się tak, jakbym nic nie znaczyła. Tego, który sprawiał, że czułam się bezpieczna, od tego, który uciekł, kiedy bezpieczeństwo przestało być łatwe.

Nie wiem tylko, jak mam Ci to wszystko przekazać.

Nie wiem, czy można jednocześnie uważać, że ktoś zachował się podle, i nadal chcieć zachować wspomnienie jego dotyku jako czegoś dobrego. Nie wiem, czy mogę czuć się wykorzystana po wszystkim, chociaż w trakcie nie czułam się tak ani przez chwilę. Nie wiem, czy nadal kocham Ciebie, czy tylko człowieka, którym byłeś w mojej głowie jeszcze wczoraj. Nie wiem, czy chcę, żebyś wrócił, czy chcę zamknąć przed Tobą drzwi i stopić zamek, żebyś już nigdy nie mógł ich otworzyć.

Wiem tylko, że uciekłeś.
I że kiedy wyszedłeś, przestałam czuć się Twoją przyjaciółką.

Darcy

Dziewczyna długo siedziała przy biurku, pochylona nad ostatnią zapisaną stroną, jakby samo odłożenie stalówki miało oznaczać, że naprawdę skończyła. Nie skończyła. Nadal nie rozumiała wszystkiego, nadal nie potrafiła oddzielić piękna minionej nocy od bólu pozostawionego przez ucieczkę Ryu, ale przynajmniej słowa przestały krążyć bez końca po jej głowie. Zostały zamknięte w ostrych znakach piekielnego, którego nie znał żaden z ich przyjaciół. Zebrała zapisane kartki, złożyła je niedbale i schowała głęboko w szufladzie. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek mu je odda, jednak świadomość, że część jej cierpienia pozostanie wyłącznie jej, przyniosła pierwszą od wielu godzin ulgę. Wstała powoli, z zapuchniętymi oczami i policzkami mokrymi od łez. Nogi miała zdrętwiałe, a plecy bolały od długiego pochylania się nad papierem, lecz ciężar w piersi nie był już tak przygniatający. Nadal czuła gniew, upokorzenie i żal, ale nie musiała pilnować każdego zdania, którego Ryu nie pozwolił jej wypowiedzieć. Przetarła twarz dłonią, odsunęła się od biurka i przez chwilę stała pośrodku komnaty, nie wiedząc, co zrobić ze sobą ani z ciszą, która została po napisaniu listu. Melodia pojawiła się pod jej nosem niemal bezwiednie. Najpierw nuciła bardzo cicho, ledwie słysząc własny głos, potem pozwoliła, by znajomy rytm poprowadził ją dalej. Wyciągnęła rękę przed siebie, przyciągnęła ją do piersi i obróciła się powoli, pozwalając, by cienka halka przesunęła się wokół nóg. Kolejne ruchy przyszły same. Raz łagodne i płynne, za chwilę gwałtowne, urwane, jakby ciało próbowało wyrzucić z siebie wszystko, czego nie zdołały pomieścić słowa. Darcy schodziła nisko ku podłodze, opierała na niej dłoń, prostowała się w kolejnych obrotach i ponownie zamykała ramiona wokół własnego ciała. Nie tańczyła dla nikogo i nie próbowała wyglądać pięknie. Pozwalała sobie na drżenie, nierówny oddech i łzy, które wciąż spływały po twarzy. Taniec nie sprawił, że przestało boleć, ale poruszył ból z miejsca, w którym tkwił nieruchomo od wyjścia Ryu. Przeszedł przez napięte ramiona, dłonie i palce, rozpłynął się w kolejnych krokach, aż Darcy mogła wreszcie nabrać pełnego oddechu. Kiedy melodia ucichła, została pośrodku komnaty zmęczona, zapłakana, lecz wyraźnie lżejsza. Taniec zawsze jej pomagał uspokoić myśli, wyrazić wszystko to, czego słowa nie potrafiły. Dopiero wtedy dostrzegła jasną smugę przeciskającą się między zasłonami. Odsunęła jedną z nich i zobaczyła, że nad Phyonix zaczynało świtać. Przez chwilę patrzyła na budzące się miasto, po czym starła resztki łez z policzków i skierowała się do garderoby. Święto Wspólnoty było zbyt blisko, by mogła pozwolić sobie na bezczynność. Nadal musiała dopilnować stołów, dekoracji, dostaw, muzyków, układu i wielu, wielu innych rzeczy. Wybrała prosty czarny strój ze złotymi wykończeniami, obmyła twarz chłodną wodą i spięła włosy tak, żeby nie przeszkadzały jej podczas pracy. Ubrania, makijaż oraz biżuteria zasłniały wszystkie ślady. Wyglądała tak jak zawsze, gdy zajmowała się obowiązkami - godnie, po królewsku, podkreślając jednocześnie własną urodę. Zanim opuściła komnatę, wróciła jeszcze do biurka i sprawdziła, czy szuflada z listem jest dobrze zamknięta. Nie czuła się dobrze, nie wybaczyła Ryu i nadal nie wiedziała, co zrobi z własnymi uczuciami, ale potrafiła wykonać kolejny krok. Na ten dzień musiało jej to wystarczyć.

Ilustracja do opowiadania — taniec Darcy

2 dopiski

  1. Żalu wylewa się tu naprawdę dużo, widać, że w Darcy mocno siedzą te emocje. Nie wszystkie jestem w stanie zrozumieć, ale część absolutnie mnie nie dziwi. Widać ten chaos w jej głowie, tak jak mi pisałaś, te powtórzenia i wracanie do tematów, do sytuacji, wychodzi to wiarygodnie. Wypluwa jad, który siedzi w myślach. Trzymam kciuki by tego jadu jednak mimo wszystko zbyt wiele i zbyt długo w sobie nie nosiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem skąd te myśli Dar i dlaczego się tu znalazły, ale nie w pełni się w nimi zgadzam. Mam to szczęście być obserwatorem obu postaci i wiem już co nieco więcej xD. I mam to szczęście, nieszczęście, prowadzić postać, która robiła inaczej niż Ryu. Nie mniej liczę na to, że Dar nie będzie długo milczała i zaznaczam, że Gave już wie xD

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!