- Gabrielo, kończą się nasze zapasy jedzenia i opatrunków. Góra tydzień, dwa i nasi ludzie zaczną głodować… - młody ork o wdzięcznym imieniu Baris, usiadł na krześle obok dziewczyny ślęczącej nad mapami. Oparł łokcie o kolana i przetarł dłonią twarz. Wyglądał na starszego niż był w rzeczywistości. Uniosła wzrok z nad map i zawiesiła go na nim. Skinęła lekko głową. Wiedziała, że ich sytuacja nie była kolorowa.
- Weź ze sobą śmiałków i zapolujcie na zwierzynę - poprosiła cicho. - Jeśli będzie trzeba, udajcie się w stronę Lerodas. Tamtejsze lasy są bogatsze.
Baris zmarszczył brwi.
- Nie chciałbym nadużywać cierpliwości Lerodańczyków. Wystarczająco już stracili…
- Ja też nie - dziewczyna westchnęła ciężko i potarła swe skronie. - Wyślę również młodzież po jagody, grzyby i wszystko, co da się bezpiecznie zebrać. Każdy zasób jedzenia ma teraz znaczenie.
- To wystarczy na kilka dni, a nie na tygodnie – oznajmił nieprzekonany.
Między nimi zapadła cisza. Z głębi jaskini dochodziły odgłosy życia codziennego – płacz niemowlęcia, które kilka dni temu przyszło na świat, stukot młotka kowala, który dwoił się i troił, by przygotować dla nich jak najwięcej broni, śmiech bawiących się dzieci. Każdy z tych dźwięków przypominał Gabrieli za ilu ludzi odpowiada. Ta odpowiedzialność wyraźnie się na niej odbijała.
Wzięła głęboki wdech i wyprostowała się. Pokręciła głową na boki, po czym zsunęła na bok jedną z map. Na stole leżało kilka starannie zapisanych pergaminów.
- Wiem… - w końcu zabrała głos, przenosząc wzrok z listów na Barisa. – Dlatego nie zamierzam dłużej się ukrywać…
- Co masz na myśli? – zapytał, spoglądając na nią.
Przesunęła palcami po jednym z pergaminów, na którym wciąż nie zastygł jeszcze wosk z jej pieczęcią. Pieczęcią, która zdawała się reliktem z przeszłości. Czymś od czego uciekała przez tak długi czas. Czymś, od czego pragnęła się odciąć. Dlatego lekko ją zmieniła. Wrecz przedarła na pół, robiąc rysę po jej środku. Uśmiechnęła się krzywo do własnych myśli. Teraz zdecydowanie bardziej do niej pasowała.
- Przez ostatnie miesiące robiliśmy wszystko, by przetrwać. Uciekaliśmy, znaleźliśmy schronienie. Stworzyliśmy azyl, dla każdego kto tego potrzebował. Liczyliśmy każdy bochenek chleba, każdy bandaż… ale to do niczego nie prowadzi…
- Nie mamy armii…
- Nie potrzebujemy armii, żeby dać ludziom nadzieję – spojrzała po nim poważnie. – Zresztą, mylisz się – dodała po chwili i uśmiechnęła się nikle, zerkając w głąb jaskini. – Słyszysz to wszystko? – zapytała go, milknąc na moment, by i on zwrócił uwagę na dźwięki dobywające się z jaskini. – To są ludzie, którzy pragną żyć. To są ludzie, zdolni do tego, by zawalczyć o swoje.
Baris zmarszczył czoło.
- Chcesz walczyć?
- Chcę, żeby inni wiedzieli, że jeszcze istniejemy – odparła zgodnie z prawdą. - Chcę, by wiedzieli, że nie są sami… - dodała jeszcze, podając mu jeden z listów. – Roześlę posłańców do Terry, Lerodas, Heimurinn, Siivet, Oclarii i Argaru – mruknęła. – Do każdego, kto nie zgadza się z tym, co robi mój brat. Nie proszę ich o żołnierzy… - szepnęła. Nie mogła tego od nich wymagać. Nie, kiedy sami zmagali się ze skutkami zmasowanego ataku Peruna i Helgi. – Proszę o żywność, lekarstwa, narzędzia i schronienie dla tych, którzy wciąż uciekają przed wojną. Dla tych, którzy dalej nie znaleźli dla siebie miejsca.
Baris odwrócił pergamin i przez chwilę wpatrywał się w królewską pieczęć, którą Gabriela udoskonaliła. Nie była tak idealna, jak ta którą stosowal Perun I. Przez jej środek szła nierówna linia, przerywana linia.
- Podpisałaś się swoim imieniem…
- Tak – przytaknęła mu.
- Wiesz, co się stanie, jeśli któryś z posłańców zostanie schwytany?
Gabriela ponownie skinęła głową.
- Mój brat dowie się, że żyję.
- Nie tylko żyjesz, ty działasz w opozycji do niego – dodał Baris.
- Tak.
- Wstępujesz na ścieżkę bez odwrotu, Gabrielo… - odezwał się po długiej chwili milczenia.
Dziewczyna posłała w jego stronę smutny uśmiech.
- Barisie… moja droga odwrotu skończyła się w dniu, w którym pomogłam tobie i twej rodzinie wyjść z płonącego budynku, a wy zdecydowaliście się mi zaufać…
~.~
Kiedy wyruszała z Argaru, nie wiedziała co zastanie po drodze. Początkowo szła bocznymi ścieżkami, obawiając się natrafić na kogokolwiek, ale któregoś dnia los sprawił, że pojawiła się na głównym szlaku. To tam zobaczyła to czego najbardziej się obawiała. Coś co ścisnęło jej serce, a niewidzialny ciężar zagościł w jej duszy. Ludzie szli powoli, ciągnąc za sobą prowizoryczne wozy, niosąc na plecach dzieci lub cały swój dobytek, który jakimś cudem upchnęli w jednym tobołku. Wśród wielu Polszan, była w stanie dostrzec i inne rasy. Nie było śpiewów czy radosnych rozmów, tylko wyraźnie odbijające się zmęczenie, żal czy smutek. Wojna dotykała wszystkich, odbierała dom każdemu. Większość podążała z dala od frontu i mogło się zdawać, że tylko ona szła w przeciwnym kierunku.
Świadomie unikała spojrzeć innych, bo gdyby ktokolwiek rozpoznał w niej siostrę Peruna I to z pewnością straciłaby swą wolność, a to była jedyna rzecz, na którą nie mogła sobie pozwolić. Raz po raz upewniała się, że kaptur jej granatowego płaszcza szczelnie zasłania jej twarz. Chowała nawet swój długi, ciemny warkocz. Do tej pory był jej chlubą, ale w tej chwili prosił się po prostu o zgubę.
Nie była w stanie przejść obojętnie wobec cierpienia tych wszystkich uchodźców. Co jakiś czas zatrzymywała się przy kolejnych grupach i rozdawała zioła, zmieniała prowizoryczne opatrunki, czasem pomagała dźwigać bagaże, a niekiedy raczyła tylko dobrym słowem.
Kilka dni później dotarła do miejsca, w którym dało się wyczuć zapach krwi i dymu. Niedawno musiało tu dojść do starcia. Zacisnęła mocno wargi, obserwując pobojowisko i już miała ruszać dalej, gdy usłyszała krzyki. Serce zabiło jej mocno. Tam wciąż byli ludzie. Wciąż żyli. Kolejny krzyk, nieco głośniejszy. Ktoś nawoływał pomocy tak rozpaczliwie, że aż zrobiło się jej niedobrze. Bez chwili wahania ruszyła biegiem. Jakiś mężczyzna złapał ją w pół próbując ją zatrzymać, ale z całej siły nastąpiła mu na nogę i odepchnęła go od siebie. Wpadła do środka palącego się domu i osłoniła twarz rękawem płaszcza. Wnętrze tonęło w dymie, każdy oddech palił gardło.
- Jest tu ktoś?! – krzyknęła. W odpowiedzi otrzymała kaszel. Ruszyła w tę stronę, cudem unikając spadającej belki. Musiała potężnie wytężyć wzrok, by go zobaczyć. Pod ścianą leżał młody ork, a belka przygniotła jego nogę. Z rozciętego barku sączyła mu się krew. Obok niego siedziała skulona kilkuletnia dziewczynka, obejmując ramionami kobietę z poparzonymi rękoma.
- Pomóż… - wychrypiał ork, a Gabriela nie zastanawiała się ani chwili. Oparła dłonie o płonącą belkę i syknęła z bólu, gdy gorące drewno poparzyła jej skórę. Nie poddawała się jednak. Swój wzrok utkwiła w oczach orka.
- Razem… na trzy – wydyszała i z całych sił odsunęła belkę na tyle, by ork zdołał wyswobodzić nogę. Sufit zatrzeszczał, a z góry posypały się płonące drzazgi. – Musimy uciekać! – krzyknęła, pomagając orkowi wstać. Drugą ręką chwyciła dziewczynkę, unosząc ją trochę na siłę. – Już! – ponagliła, popychając małą w stronę wyjścia. Kobieta, która siedziała obok małej, jakby dopiero teraz ocknęła się z letargu i wstała, by pomóc Gabrieli wyciągnąć rannego orka na zewnątrz. Gdy tylko udało im się wyjść z płonącego budynku, dach runął z hukiem do środka. Dosłownie sekundy dzieliły ich od katastrofy.
W głowie się jej zakręciło i upadła na kolana, kaszląc od dymu. Dopiero tu mogła spokojnie ocenić swój stan. Całe swe przedramiona miała pokryte świeżymi oparzeniami i rozcięciami, ale nie zwracała na to uwagi. Najważniejsze było, że wszyscy czworo żyli. Młody ork przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, oddychając ciężko i chrapliwie.
- Nazywam się… Baris…
- Gabriela – posłała mu pokrzepiający uśmiech. – Miło mi cię poznać…
~.~
Las płonął od pochodni. Krzyki, szczęk stali i płacz dzieci zamkniętych w drewnianych klatkach, ustawionych na wozach, niosły się między drzewami i przyprawiały o nieprzyjemne dreszcze. Polszański oddział eskortował kolejny transport uchodźców. Nie byli przestępcami. Ich jedyną winą był inny kolor skóry. Zgrzytnęła zębami widząc to wszystko.
- Teraz! – krzyknęła do swoich ludzi. Z koron drzew posypały się strzały i kamienie. Pierwszy wartownik padł, zanim zdążył zaalarmować resztę. Baris wraz z grupą desantową staranował bok kolumny, przewracając przy tym dwa wozy. Gabriela dopadła do jednego z żołnierzy, wskoczyła mu na plecy i jednym sprawnym cięciem poderżnęła gardło. Wyszarpnęła przyczepione do pasa klucze do klatek i rzuciła je w stronę Antii.
- Otwieraj! – krzyknęła, a widząc, że ta nie waha się ani na moment i dopada do pierwszej z nich dodała. – Uciekajcie, nie oglądajcie się za siebie!
Syknęła, gdy silne szarpnięcie odrzuciło jej głowę do tyłu. Szlag! Błąd nowicjusza! Była tak skupiona na pomocy uchodźcom, że zapomniała o samej sobie i walce, w której aktualnie trwała. Przez głowę przeszła jej gorzka myśl – ani Pius, ani Nylian nie byliby nią teraz zachwyceni.
Spróbowała się wyszarpnąć, ale Polszański rycerz złapał ją za warkocz. Trzymał tak mocno, że aż zabrakło jej tchu. Owinął ciemne włosy wokół swojego nadgarstka i pociągnął z całej siły. Dziewczyna wrzasnęła czując jak grunt usuwa jej się spod nóg i zawisła na kilka centymetrów nad ziemią. Miecz wypadł jej z ręki, a mężczyzna śmiał się okrutnie.
- Tyle hałasu o jakąś dziewczynę! – pociągnął ponownie, tym razem zmuszając ją do ugięcia swych kolan. – Klękaj! – warknął, a ona poczuła łzy w oczach. Łzy bólu. Próbowała się wyrwać, bezskutecznie. Napierał na nią mocniej zmuszając do tego, by uginała kolana coraz mocniej.
Przez moment jej świat zwolnił. Słyszała swój własny, świszczący oddech, krzyki uchodźców, szczęk stali. Usłyszała swoje imię wykrzyczane przez Barisa, a w głowie miała jedno zdanie wypowiedziane kiedyś przez Piusa „Nie jesteś w stanie poświęcić swych włosów, straszna z ciebie księżniczka!”. Włosy były jej dumą… dumą księżniczki. Poczuła, że coś w niej pęka. Nie, nie była już księżniczką. Dawno pozbyła się tego tytułu.
Wolną dłonią sięgnęła do pasa, po nóż, który w nim ukrywała. Polszanin nie zwrócił na to uwagi, będąc w trakcie uginania jej. Opadła na jedno kolano, zaciskając przy tym mocno wargi i jednym zdecydowanym ruchem przyłożyła ostrze tuż przy karku. Poczuła piekące ją oczy i zanim zdążyła nad tym zapanować, samotna łza spłynęła po jej policzku. Jednym ruchem odcięła warkocz od reszty głowy. Ten został w dłoni jej przeciwnika dezorientując go na chwilę, a ona opadła na ziemię i przeturlała się po niej, by dopaść do swojego miecza. Wykorzystała to by jednym precyzyjnym cięciem, ściąć mu głowę.
Dopiero wtedy zobaczyła nadbiegającego Barisa.
- Gabriela…
Oddychała ciężko. Krótkie, nierówno obcięte kosmyki spadały jej na twarz i kark. Końcówki były poszarpane. Różniły się od starannego cięcia. Spojrzała na leżący w błocie warkocz. Jeszcze chwilę temu był częścią niej, teraz tylko garścią ciemnych włosów. Odwróciła od nich wzrok.
- Uwolnić wszystkich – poleciła stanowczo, jakby nic się nie wydarzyło.
- Gabriela… - Baris spróbował znów, ale ona uniosła dłoń i spojrzała po nim spokojnie.
- To tylko włosy… - starła z policzka krew. – Należały do księżniczki – schowała miecz do pochwy i ruszyła w stronę następnej klatki. – Ja już nią nie jestem…
~.~
Odwróciła się w stronę wejścia do swej prowizorycznej komnaty, w której nie przebywała zbyt często. Ot w chwilach snu czy rozmów z Barisem i pozostałymi przyjaciółmi, którym ufała. Kilkoro dzieci przebiegło korytarzem śmiejąc się i walcząc ze sobą drewnianymi mieczykami. Za nimi szła starsza kobieta z Terry, niosąc na rękach niemowlę owinięte w koc.
- Tu nie ma już Polszan, Terran, Ledorasczyków czy Oclarczyków. Są tylko ludzie, którzy chcą przeżyć – szepnęła. – Jeśli mam ryzykować własnym życiem, żeby oni mogli kiedyś żyć w świecie bez tej wojny, bez podziałów… zrobię to bez wahania – spojrzała po nim wzrokiem, który pomimo widocznego zmęczenia miał w sobie coś więcej. Pewnego rodzaju ogień, który zagrzewał ją do działania.
- W takim razie pozostaje mieć nadzieję, że ktoś odpowie na twoje listy – szepnął Baris, odkładając pergamin z powrotem na stół. Gabriela skinęła głową, po czym spojrzała na mapę rozłożoną przed sobą. Jej palec zatrzymał się na zaznaczonych cienką kreską tunelach prowadzących pod zamek.
- A jeśli nie… - powiedziała cicho. – Sama sprawię, że Perun odczuje skutki tej wojny – szepnęła, bo poza tymi listami były jeszcze inne, które już zdołała rozesłać. Liczyła na to, że jej dawni przyjaciele odpowiedzą na jej wołanie o pomoc.
W jaskini ponownie zapadła cisza. Ta cisza była zapowiedzią nadchodzących wydarzeń.




Świetne opowiadanie, naprawdę wyszło genialnie. Ten pomysł z "przekreśloną" pieczęcią, akcja z warkoczem, myśli głębiące się w głowie Gabi - wyszło po prostu super. Po rozmowie z taką Gabrielą, Niklaus zdecydowanie podszedłby inaczej do sprawy. ^^
OdpowiedzUsuńDzięki :) W końcu udało mi się je skończyć i uznałam, że to dobry moment w czasie, by je opublikować. Haha zdecydowanie podszedłby inaczej, ale tamta Gabriela była jeszcze dzieckiem, które próbowało coś osiągnąć, naiwnym dzieckiem, chowającym głowę w piach... ta już się nie chowa ^^
Usuń
OdpowiedzUsuńGondor calls for aid! And Rohan will answer!!
Nylian z pewnością pomocy nie odmówi - szlachetny cel pomoże mu odzyskać honor, a co ważniejsze jego wysokość potrzebuje pomocy :P
Świetne opowiadanie, cudnie się czytało, piękny język, piękne emocje, piękne sedno Mathyr - wszyscy jesteśmy sobie równi. Mam kilka propozycji do Ciebie, ale to sobie o tym pogadamy ^^ Jestem zachwycona tym jaką drogę Gabi przeszła samotnie i ile osiągnęła, jestem z niej niezwykle dumna. Do tego właśnie teraz myślę, że jest księżniczką, a nawet więcej, widzę w niej materiał na królową na ten moment ;p nie mogę się kontynuacji doczekać
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Nylian dostanie inny list. Taki sam jak Akane czy Gave i Ryu, nieco bardziej prywatny i wymowny. A co to materiału na królową - mhm... tak, w tej chwili gdzieś tam można go lekko dostrzec. Już nie jest dziewczyną chowającą głowek w piasek :)
UsuńWow... dziewczyna nam dorosła i to jak. Świetne opowiadanie, czytało się szybko i przyjemnie. Ścięcie włosów - świetna akcja, a przekreślona pieczęć... niezły symbol takiej właśnie, jak to sama Gabi w myślach powiedziała, jej samej. Super.
OdpowiedzUsuńDzięki, cieszę się, że to widać xD
Usuń