Wieczór powoli pochłaniał oazę. Powietrze wciąż było ciepłe od całodziennego słońca, lecz wiatr niósł już przyjemny chłód. Z oddali dochodziły go dźwięki muzyki i śmiechy. Jego przyjaciele tańczyli, śmiali się i dobrze się bawili, a ktoś przygrywał im na lutni. Tam zmartwienia odkładało się na bok.
Ryu siedział kilkaset metrów dalej. Znalazł sobie jedną z palem jako swoją własną ostoję. W dłoni obracał ciężką szklankę z bursztynową whiskey. Nie pił jej szybko. Co kilka minut brał niewielki łyk, głównie po to by nawilżyć swe usta. Wzrok miał utkwiony gdzieś przed sobą. Obserwował powoli wirujący piach, przesuwający się po powierzchni. Szkoda, że nie mógł się z nim zamienić miejscami. Najchętniej stałby się teraz takim beztroskim piachem.
Odchylił głowę do tyłu z długim westchnieniem.
- Kretyn – mruknął sam do siebie. Od kilku godzin tylko tak siebie nazywał, nie mogąc zrozumieć, dlaczego, do jasnej cholery, zrobił to co zrobił. Pomasował sobie skronie i zamknął oczy. To był błąd, bo przed nimi natychmiast pojawiły się twarz Darcy. Jej niepewny uśmiech, drżące dłonie, spojrzenie pełne nadziei. Wiedział co nią kierowało. Od dawna wiedział co do niego czuje. Nie musiała nic mówić, wystarczyło na nią spojrzeć. Wiedział i mimo to pozwolił, by wszystko poszło za daleko. Prychnął pod nosem. Dwa razy. Dał się ponieść dwa, pieprzone razy. Uniósł szklaneczkę do ust i upił mały łyk, pozwalając by płyn rozgrzał go od środka.
Powinien ją zatrzymać, gdy za mocno się rozhulała. Powinien zatrzymać samego siebie. Był starszy, bardziej doświadczony. Wiedział, do czego to wszystko prowadziło. Ona po prostu ufnie w to wszystko poszła, a on? Nie oszukał jej słowami, ale wykorzystał do tego czyny. Skrzywił się nieco. Miał nadzieję, że Dar, kiedyś faktycznie mu wybaczy, ale nie śmiał o to prosić już teraz.
Przez dłuższy moment milczał, słuchając radosnych śmiechów. Z jednej strony chciał do nich dołączyć, z drugiej… przechylił szklankę, upił kolejny łyk… nie chciał im psuć zabawy swoją ponurą gębą. Swoimi problemami. Wystarczająco już naprzykrzył się tu w Phyonix. Przyszedł i zawirował cały świat. Wykorzystał ją…
- Kretyn – powtórzył, wydmuchując powietrze z płuc. Wykorzystał ją i zrobił to jeszcze w najgorszy możliwy sposób. Nie zabezpieczył ich przed konsekwencjami. Wyłączył myślenie i to było chyba coś, co najbardziej sobie wyrzucał, bo przez to pojawiał się jeszcze drugi problem.
Znacznie większy. Znacznie bardziej zajmujący. Znacznie zmieniający kurs jego życia. Darcy nosiła pod sercem ich dzieci. Dwie córeczki. Zagryzł wnętrze swojego policzka. Choć dopiero wczoraj poszli ze sobą do łóżka, on już to wiedział. Wystarczyło spojrzenie, dotyk…, kiedy spadła na niego do wody, dostrzegł to. Zajrzał w jej przyszłość, chociaż wcale tego nie planował. Zajrzał dalej niż sądził, że potrafi. Pozwoliło mu to dostrzec tę prawdę wcześniej niż jej.
Bał się. Nie walki ani śmierci czy demonów. Nie bał się nawet gniewu jej rodziny, który na pewno na niego spadnie. Bał się tylko dwóch rzeczy… bał się jej powiedzieć. Nie wiedział, jak jej to powiedzieć. Nie wiedział, czy w ogóle powinien jej to mówić.
- Jak…? – wypowiedział to słowo na głos, by wybrzmiało mu w uszach. Po raz kolejny upił łyk alkoholu i na moment odstawił szkło na bok.
Na dniach opuszczał to miejsce. Miał wrócić do Argaru, a stamtąd ruszyć do Marchwi. Musiał więc zrobić to szybko, ale czy na pewno? Powinien jej powiedzieć, czy może poczekać aż sama odkryje prawdę? A jeśli uzna, że odebrał jej coś wyjątkowego? A jeśli… znów stwierdzi, że to ona chciała go informować, a nie odwrotnie? Z Darcy nigdy nie było wiadomo, czego się spodziewać. Dziewczyna ta, była jeszcze dzieckiem… albo może nie była? Zacisnął mocno wargi. Może właśnie i on byłby taki, gdyby wychowywał się w pełnej rodzinie…, gdyby nie miał zbyt wielu trosk..., gdyby nie było tych wszystkich komplikacji.
Parsknął gorzkim śmiechem. To była kolejna rzecz, która go po prostu zmiotła z planszy. Gave wyskoczył z informacją o tym, kto jest jego duchem opiekuńczym niczym Filip z Konopi. Jego ojciec… jego własny ojciec, którego właściwie nie znał, od kilku dobrych miesięcy towarzyszył jego podróżom, jego życiu. Jego własny ojciec, miał możliwość komunikowania się z nim samym i nie odzywał się Uparcie milczał.
- No… skomentuj to, proszę bardzo, mów – warknął do ducha, wiedząc, że i tak otrzyma ciszę. Nie miał bladego pojęcia, co też ten sobie myśli na jego temat, ale… niewiele go to obchodziło. W danej chwili problem z duchem był na końcu jego własnej listy.
Na szarym końcu…, bo, kiedy znów zamknął oczy to zobaczył dwie, małe dziewczynki. Śmiały się beztrosko i biegały boso po trawie. Jedna miała jego własną urodę, druga… oczy przypominające Darcy. Widział je tak wyraźnie, że aż ściskało go w sercu. One niczym nie zawiniły. One nie miały wyboru. Nie mogły wybrać sobie swoich własnych rodziców. Zaśmiał się pod nosem, czując nieprzyjemny ciężar w sercu.
Bał się, tak cholernie się bał, że je zawiedzie. Bał się, bo już nie mógł powiedzieć, że odpowiada tylko za siebie. Już nie. Teraz musiał wziąć odpowiedzialność i za nie. Za te dwie, małe dziewczynki.
Znów usłyszał śmiech przyjaciół. Spojrzał w tamtą stronę. Światło ogniska migotało pomiędzy palmami. Tam byli wszyscy ci, którzy się dla niego liczyli. No, może nie wszyscy, ale spora większość. Był gotów oddać za nich życie, a mimo to… czuł się po prostu samotny. Dziś czuł się samotny. Dopił resztę whiskey i wstał z miejsca.
- Jutro… - szepnął sam do siebie. Planował porozmawiać z nią kolejnego dnia, a dziś jeszcze wrócić do całej reszty. Choćby na chwilę spróbować się wyluzować.

Szkoda mi chłopaka i tego ile mu się zwaliło na głowę. Chciałabym, aby udało mu się wyjść z tego dołka. Będzie świetnym tatą dla swoich małych córeczek, tego pewna jestem. Rozmowa też mu się przyda, mam nadzieję, że pójdzie im dobrze, trzymam za to kciuki. Ryu zasługuje na szczęście i niech w końcu go chociaż trochę dostanie, bez żadnych więcej przykrych niespodzianek.
OdpowiedzUsuńOpowiadanie śliczne, bardzo emocjonalne, świetnie się czyta.
Jedyne co z mojej krytyki to momentami chyba dałaś złą odmianę
Wiedział co nią kierowało. Od dawna wiedział co do niej czuje. Nie musiała nic mówić, wystarczyło na nią spojrzeć. Wiedział i mimo to pozwolił, by wszystko poszło za daleko.
chyba powinno być "co do niego czuje" chyba, że Ryu ma jakieś ukryte uczucia i sobie dodaje XD
Ja tu mam do napisania tylko jedno: Bardzo mocno chciałoby się Ryu przytulić. Trzymam za niego kciuki i za to by mimo wszystko niedługo było lepiej. ^^
OdpowiedzUsuń