Ryu musiał przyznać, że kuchnia w pałacu w Phyonix była jednym z niewielu miejsc, gdzie spodziewał się spotkać Gava. Co prawda ten nie stronił od garów, ale zdecydowanie znał lepsze zajęcie. Zdziwił się, kiedy dostał zaproszenie właśnie tam, ale nie czuł specjalnej potrzeby by odmawiać. Nawet ciekawiło go, co też Gave znowu wymyślił. Wszedł do środka bez większych oczekiwań i uniósł wysoko brew. Na środku stał stół, cały zasypany mąką, a piec buchał już pokaźnym ogniem. Gave stał przy stole kręcąc na nim ciasto. Chłopak zamrugał nieco i prychnął pod nosem.
- Zgaduję, że to ma być okrąg – wskazał na wyraźnie zdeformowane ciasto, które Gave uciskał. Ten uniósł wzrok znad swojej roboty i dmuchnął sobie w grzywkę, przy okazji rozsypując mąkę po całej okolicy.
- To jest pizza – odparł i wskazał drugie ciasto, które czekało na Ryu.
- Nie… to wygląda jak kontynent – odchrząknął lekko czarnowłosy.
- Nie marudź – fuknął Gave. – Jak jesteś taki mądry to zajmij się swoim ciastem.
- Mhm, ale serio… doprowadź swój kontynent do stanu używalności – parsknął śmiechem Ryu i zabrał się za wyrabianie swojego ciasta. – Zanim doprowadzisz Tonego i Grimę do niekontrolowanego napadu śmiechu, a potem długiego wykładu o tym, dlaczego twoja konstrukcja nawet obok okręgu nie stała – dorzucił.
- Zamknij się – Gave wydął policzki i wywrócił oczyma. – Lepiej pokaż co potrafisz, a nie… mocny w gębie, a cienki Bolek na zewnątrz – bąknął, próbując faktycznie chociaż trochę naprawić swój okrąg. Cholera, jak to się działo, że ci wszyscy mistrzowie pizzy radzili sobie z tym tak bez problemowo. To wyglądało bardzo proste, ale niestety… w praktyce okazywało się, że potrzebna była wysoko rozwinięta umiejętność do utworzenia idealnej pizzy.
- Tak właściwie to co chcesz osiągnąć tą pizzą? – zainteresował się Ryu, uznając, że to dobry moment na wywiad, czemu też został wezwany na kuchniowy dywanik i na dodatek zagoniony do pracy.
- Pomyślałem, że podniebienie Parabellum powinno poznać smak pizzy, a przecież dziś jest ku temu najlepsza okazja. Wieczorem organizuję ognisko – rzucił z uśmiechem Gave. – Nawet sprzedałem wszystkie dzieciaki Rei i Lexi za niewielką opłatą. Obiecałem im, że przez kolejne dwa dni pomogę przy Azylowym „przedszkolu” – wyjaśnił spokojnie, a Ryu uśmiechnął się pod nosem. Co jak co, ale ten chłopak miał po prostu słabość do dzieciaków i miło było popatrzyć, jak się angażuje.
- No dobra – mruknął w odpowiedzi i wrócił do tworzenia swojego okręgu. Jemu udawało się wypracować coś, co chociaż go przypominało i kiedy wreszcie uznał, że ten ma odpowiednie rozmiary to starł wyimaginowany pot z czoła. Powiódł następnie wzrokiem do przygotowanych składników i gwizdnął z podziwem. – No, no… nieźle się przygotowałeś.
- A jak – Gave wypiął dumnie pierś. – Dla każdego coś dobrego…
- A sos? – zapytał go zaraz Ryu.
- Jaki sos? – zdziwił się Gave.
- Pomidorowy czy coś… no wiesz na spód pizzy…
- To tam na spodzie jest sos? – Gave zamrugał, a Ryu uderzył dłonią w swe czoło i wybuchnął gromkim śmiechem.
- Czasem zastanawiam się, gdzie masz łeb… - skomentował, biorąc w dłonie dwa pomidory i zaczynając je obierać. Skoro sosu nie było to trzeba było stworzyć go od podstaw.
- Ej, zejdź ze mnie – westchnął Gave. – Serio wyleciało mi to z głowy – przyznał, podsuwając starszemu chłopakowi odpowiednie przyprawy i kończąc pracę nad swoim kontynentem. Cóż jednak się poddał i pozostawił go po prostu w tej formie. Przez dłuższą chwilę milczał, obserwując jak Ryu tworzy sosowe arcydzieło, ale ostatecznie westchnął ciężko. – Musze ci coś powiedzieć – szepnął.
- Hm? Co? – Ryu uniósł na niego wzrok.
- Ech…
- Ukradłeś Moserta?
- Nie – Gave pokręcił głową.
- Zrobiłeś kolejne dziecko?
- Nie! Za kogo ty mnie masz – Gave dał mu kuksańca w bok.
- Przewodzisz Phyonixowej rebelii?
- Co?!
- Pytam profilaktycznie – Ryu wzruszył ramionami. – Z tobą nigdy nie wiadomo…
- No dzięki… - Gave potarł sobie skronie i poczęstował się powstałym sosem. – Całkiem smaczny – pochwalił, rozsmarowując go sobie na swoim kawałku ciasta.
- No to mów – Ryu sięgnął sobie po ser i zaczął posypywać nim swoją pizzę, jednocześnie skupiając się na tym co Gave miał mu do powiedzenia. Gdzieś w głębi duszy czuł lekki niepokój. Zwłaszcza, gdy cisza między nimi zaczęła się przedłużać. Przerwał swoje czynności i wbił wzrok w chłopaka, czekając na bombę, którą ten zamierzał zrzucić. Ewidentnie chciał to zrobić. Nie było innej opcji.
- Wiesz, że… - Gave nie do końca wiedział, jak powinien ugryźć ten temat. Zacisnął mocno wargi i wbił spojrzenie w swoją pizzę. - …przydzieliłem ci ducha, żeby móc ci pomóc, gdybyś tego potrzebował. Pakujesz się w kłopoty prawie tak często jak Akane, albo nawet częściej… - mruknął, a Ryu wstrzymał na moment oddech.
- Wiem – potwierdził zaciskając lekko swe pięści.
- Duch, którego ci przypisałem to twój ojciec – Gave doszedł do wniosku, że szybkie zrywanie plastra będzie jednak najlepsze. – Możesz go słyszeć – dodał zaraz. – Uhm to po prostu może ci się przydać w walce, czy coś… no wiesz wojna rządzi się swoimi prawami, a dodatkowa pomoc na pewno się przyda.
- Słucham? – Ryu zacisnął mocno wargi. – Przypisałeś mi… mojego ojca? – zapytał wolno, oddychając głęboko i starając się nie denerwować. – Przypisałeś mi ojca… i dopiero teraz o tym mówisz? – uderzył pięścią w blat stołu. – Gave!
- Nie wiedziałem, jak ci powiedzieć – przyznał cicho brunet, machinalnie nakładając na swoją pizzę składniki. – Ja…
- Z tego co rozumiem… przypisałeś do opieki nade mną mojego własnego ojca, człowieka, którego właściwie nie znam… i zrobiłeś to kiedy? – zapytał.
- Dawno temu… rok… półtora? – Gave zagryzł mocno wargi.
- No właśnie, Gave… i dopiero teraz mi to mówisz?! – Ryu zrobił dwa kroki w stronę chłopaka i złapał go za poły koszulki. – I co? Mam ci może jeszcze podziękować, co?
- Nie – Gave pokręcił przecząco głową. – Byłbym tylko wdzięczny, gdybyś oszczędził mą głowę, przynajmniej do czasu aż zamkniemy sprawę Sralala – wymamrotał, opuszczając dłonie i patrząc prosto w oczy starszego chłopaka. - Wybacz… - dodał już ciszej, a Ryu puścił jego koszulę i odsunął się, wracając do swojego stanowiska. Zacisnął mocno swe wargi. Oddychał, po prostu oddychał przez kilka chwil. Zrobiło mu się zwyczajnie niedobrze, słabo wręcz. Milczał. Przez długi czas milczał, nakładając randomowe składniki na swoją pizzę. Gdy uznał ją za gotową, wstawił do pieca i zabrał się za kolejną porcję ciasta. Byle tylko zająć czymś swoje myśli i ręce. W końcu jednak podniósł wzrok na Gava i pokręcił lekko głową.
- Wybacz, Gave, nie jestem w stanie ci tego wybaczyć – powiedział cicho. – Przynajmniej nie teraz… - dodał, po czym zacisnął mocno wargi. – Kurwa, powiedziałeś o tym Akane… - przypomniało mu się. Jak przez mgłę pamiętał rozmowę z Akane, w której dziewczyna wygadała się, że wie kto jest jego duchem, ale nie chciała puścić pary z ust. Zgrzytnął zębami. – Powiedziałeś jej, a mi nie miałeś pierdolonej odwagi. Ukrywałeś to…
- A jak ja ci to miałem powiedzieć, co?! – Gave w końcu sam wybuchnął, kiedy i jego pizza była już w piecu. Również sięgnął sobie po jeszcze jeden kawałek. – Jak powiedzieć komuś, coś takiego? Na to nie ma dobrego momentu…
- Nie zastanawiałbym się nad tym jak, tylko kiedy – poprawił go Ryu. – Ty zatajałeś przede mną tę informację przez wiele miesięcy – westchnął ciężko. – I tego… w tej chwili nie jestem w stanie ci wybaczyć – mruknął. – Nie wiem, Gave. Teraz to ja potrzebuję czasu – przyznał szczerze.
- Wiem… nie oczekuję, że wybaczysz mi już teraz – przyznał szczerze brunet. – Po prostu… przepraszam – mruknął. Rzadko kiedy przepraszał, ale w tym wypadku doskonale zdawał sobie sprawę, z tego, że zawalił. Zawalił po całości i nie do końca umiał to teraz naprawić.
- Jasne – Ryu spojrzał po nim nieco łagodniej, choć emocje w nim wrzały. Nie wiedział co jeszcze mógłby powiedzieć lub zrobić, więc zajął się kolejną pizzą, tym razem robiąc ją nieco mniej wypasioną, ale za to uważając, aby składniki razem ze sobą współgrały. – Dzięki – mruknął. – Za to, że ostateczne zdecydowałeś mi się to powiedzieć – wyjaśnił cicho. – Ale… jest mi przykro, że tak długo zatajałeś tę informację. Nie wiem też jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Muszę to przetrawić – wyjaśnił, zaciskając mocno wargi. – Po prostu daj mi czas… a mordę…
- …i tak mi obijesz. Nawet nie będę się bronił – skwitował cicho Gave, po czym sam wrócił do tworzenia kolejnej pizzy. Skoro już zaczął to zamierzał ją dokończyć. – Tak swoją drogą, czuj się zaproszony na ognisko.
- Taa, dzięki – Ryu wywrócił oczyma i spojrzał po brunecie. – Wpadnę – skinął głową, myślami będąc gdzieś daleko. Przy ojcu, którego nie znał. Przy ojcu, który był obok niego i nie odezwał się ani słowem, choć według Gava, już mógł się z nim komunikować. Przy ojciu, którego twarz pamiętał jak przez mgłę i tylko dlatego, że Akane kiedyś mu ją pokazała. Przy ojcu… którego nie wiedział, czy chce poznawać. Był milczący i gdy tylko wyciągnęli pizzę z pieca, przeprosił Gava i udał się do komnaty Rei, żeby zwyczajnie przez chwilę pobyć sam. A przynajmniej z dala od wielkiego synalka Śmierci.

Hahaha jak tak patrzę teraz i czytam to nam tu wyszło takie "happy go lucky" xDDD
OdpowiedzUsuńŚwietne opko, ale szkoda mi tego, że Ryu dowiedział się dopiero teraz o tym kto jest jego duchem opiekuńczym. Lepiej późno niż wcale teoretycznie, ale Gave zdecydowanie za długo trzymał ten fakt dla siebie. Jestem pod wrażeniem, że ostatecznie Gave nie dostał, myślałam, że Ryu się nie powstrzyma.
OdpowiedzUsuńOpowiadanie bardzo przyjemne poza ostatnią sceną, gdzie po prostu robi się żal, biedny Ryu, niech go Rei mocno wyściska...