Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Misja Bellhardzi - Wyznawczy Jedynego II

    Dziewczyny mierzyły się przez chwilę spojrzeniem, Alli odpuściła jako pierwsza, odsunęła się od kuchennego blatu i ruszyła do jednego z pokoi.
- Poczekaj, przyniosę Ci ciuchy - poinformowała. An miała chwilę by wypuścić powietrze ustami. Rozejrzała się jeszcze raz, uważnie po domostwie. Wyglądało dość standardowo jak na tutejsze warunki. Ani za biednie, ani za bogato. Nie widziała nic co by jakoś bardziej ją zaniepokoiło. Głowna izba, pokój, do którego weszła dziewczyna a poza tym... zrobiła kilka kroków po pomieszczeniu. Tak, za zasłoną małe pomieszczenie do przemycia się, dwie pary zamkniętych drzwi. Wychodek zapewne na zewnątrz. Alli oparła się o framugę drzwi swojego pokoju i patrzyła po krótkowłosej. Uśmiechnęła się pod nosem. W dłoni trzymała luźne ubranie, była tylko trochę wyższa od nowo poznanej, więc powinno jej pasować.
- I co? Znalazłaś coś niepokojącego? - zapytała. An zatrzymała krok i obejrzała się na nią przez ramię. Przesunęła wzrokiem po całej jej posturze.
- Tak - odpowiedziała krótko i sama uniosła kącik ust. - Twoje niepokojące zaangażowanie w pomoc mi - odpowiedziała i odwróciła się przodem do dziewczyny. Alli zaśmiała się, przytaknęła jej głową i podeszła, podając suknię.
- Racja, pewnie nie co dzień ktoś pomaga Ci się ukryć przed psami Parabellum - zauważyła.
- Psy Parabellum? - dalej patrzyła po niej podejrzliwie. - Nad wyraz otwarcie mówisz o nich z tą swoją niechęcią - zauważyła, przyjmując ubranie. Alli wzruszyła ramionami i kiwnęła głową na ranę An.
- Chodź, najpierw to opatrzymy, po co masz brudzić krwią materiał - poleciła i ruszyła do kuchni po odpowiednie przybory. Akane nie przestawała jej obserwować, musiała przyznać, że dom ten był dość solidnie wyposażony w opatrunki i tym podobne. Zrobiła te kilka kroków za gospodynią, a potem po prostu usiadła na taborecie przy stole.
- Nie sądzę by szycie było konieczne - zauważyła. Alli kiwnęła głową.
- Masz rację, ale opatrunek się przyda - wzięła co potrzebowała, nabrała nieco wody z miski i usiadła na taborecie naprzeciw krótkowłosej. An podała jej rękę bez słów, a ona zaczęła przemywać ranę.
- A więc? Skąd w Tobie tyle... - słowo jej na chwilę uciekło, musiała poszukać go w pamięci - ... uczynności? - dokończyła. Długowłosa uśmiechnęła się lekko, ale nie odrywała wzroku od swojego zajęcia.
- Ciekawość? Wizja? Wiara? - dopiero teraz skrzyżowała wzrok z Akane. Patrzyły po sobie w milczeniu, Alli jednak zaraz westchnęła. - Widziałam co umiesz ze sztyletem, słyszałam Cię przy fontannie, Ciebie i tego Twojego kochasia - wzruszyła ramionami.
- To nie jest mój kochaś - sprostowała An, a Alli uśmiechnęła się pod nosem.
- Dobrze wiedzieć - stwierdziła i znowu skrzyżowała z nią wzrok. Akane uniosła jedną brew i może nawet by coś powiedziała, ale nagle mimika twarzy Alli dość mocno się zmieniła, a drzwi domu otworzyły się dość agresywnie. Do środka wszedł młody mężczyzna, rzucając siarczyste obelgi w stronę cholera wie kogo. Akana spięła się odrobinę, typ emanował nad wyraz dziwną energią. Aż na kark wstąpiły nieprzyjemne dreszcze. Zatrzymał się gwałtownie na widok dziewczyn, zacisnął wargi i spiorunował Alli wzrokiem.
- Co to za jedna?! - warknął, od razu zmniejszając dystans, przeczucie mówiło Akane, że zaraz jej przywali, jego czerwone tęczówki kipiały wręcz agresją.
- Przestań! - Alli podniosła się i zaszła mu drogę, rozkładając ręce na boki. An od razu przeniosła dłoń na rękojeść sztyletu i zmieniła pozycję, gotowa się bronić. Spojrzała hardo w oczy faceta i patrzyli tak po sobie chwilę.
- Miałaś tu sieroto nikogo nie sprowadzać! - czerwonowłosy w końcu zerwał kontakt wzrokowy z krótkowłosą i spojrzał w oczy drugiej dziewczyny.
- Nie nikogo! - fuknęła na niego i chwilę patrzyli po sobie. Ewidentnie ich spojrzenia były teraz porozumiewawcze. Atmosfera była gęsta, w końcu jednak chłopak znowu spojrzał na An.
- Ona? Ten karakan? - parsknął pod nosem.
- Ten karakan może zaraz Ci skopać rzyć - wtrąciła się krótkowłosa, nie wstając z miejsca.
- Och, doprawdy...? - chciał zrobić krok w jej stronę, ale druga dziewczyna dalej stała mu na drodze.
- Doprawdy - zwróciła się do niego długowłosa. Znowu po sobie spojrzeli. Chłopak parsknął pod nosem po raz kolejny i przestał napierać na dziewczynę przed sobą. Odwrócił się i zaczął nerwowo chodzić po chacie, kręcił kółka. Alli uspokoiła oddech i spojrzała po An. - Wybacz, to mój brat. Jest... nieco przewrażliwiony - chciała go jakoś wytłumaczyć.
- Nieco? - Akane uniosła jedną brew, Alli uniosła ledwo widocznie kącik ust, a Pan agresor zerknął w jej stronę z dość wymownym wyrazem twarzy.
- Daj tą rękę, jeszcze chwila i będzie koniec... - długowłosa przywołała ją gestem. Ta dopiero teraz puściła rękojeść sztyletu i podała rękę, zerkała jednak w stronę mężczyzny. Przez spięcie mięśni rana znowu trochę mocniej krwawiła. Chłopak pochodził chwilę, ale chyba niewiele mu to dało, stanął zaraz za plecami siostry i bacznie obserwował zarówno ranę, jak i samą nieznajomą.
- Pöllö, Aku, Aku, Pöllö - przedstawiła ich sobie. Akane nie spuszczała go z oczu, typ był podejrzany i to bardzo.
- Miło poznać... - rzucił, mrużąc przy tym oczy. Akane nic nie odpowiedziała, posłała mu krótki, sztuczny uśmiech. Bardzo jej coś w nim nie pasowało.

 
 
CDN.
_____________________________
Tak, wiem, nie ta ręka, ale się chat uparł. xD 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^