Nie czekał długo. Gdy tylko drzwi
zamknęły się za Akane, usiadł na podłodze, kończąc jedzenie owocu. Oblizał nóż,
na którym znajdował się jego kawałek i przesunął nim po opuszku swojego
wskazującego palca, by nakreślić na podłodze runę. Dzięki niej mógł
skontaktować się z ojcem, a w chwili obecnej tego potrzebował. Zamknął oczy i
westchnął przeciągle, po czym prychnął pod nosem. Dotknął runy palcami, a
czując przepływającą przez nią moc wymamrotał swoją własną, dość sarkastyczną
intencję.
- O królu Śmierci,
najszlachetniejszy z szlachetnych głupców, odpowiedz na me wezwanie.
Co prawda równie dobrze mógł to
zrobić w myślach, ale dziś miał na to po prostu ochotę. Kiedy znów otworzył
oczy to pokój zawirował. Pociemniało w nim. Zgasły niemal wszystkie świece, a
on miał wrażenie, że już nie znajduje się w swej komnacie w Phyonix, choć
dobrze wiedział że to tylko wrażenie. Tuż naprzeciw niego siedział Victor,
patrząc po nim ze sceptyczną miną.
- Mam nadzieję, że masz dobry
powód, dla którego wyrywasz mnie z herbatki z Vespą – skomentował mężczyzna, a
Gave skinął głową.
- Mam – odparł krótko i na temat.
– Akane ma w sobie odłamek duszy Lotty. Jeśli unicestwimy jej duszę w
zaświatach to niczego nie da, bo jest jeszcze ten fragment – powiedział wprost.
– Mam kogoś, kto twierdzi, że jest w stanie unicestwić ten konkretny fragment…
bez ingerencji w normalną duszę, w tę pierwotną, w tę duszę samej Akane. Bez,
no wiesz, zmiany charakteru – wyjaśnił. – Jednak nie powierzę mu tego zadania
bez wcześniejszego sprawdzenia – dodał. – Nie ufam za bardzo gościowi, dlatego…
chciałbym żebyś przyszył fragment duszy do mnie – spojrzał Victorowi w oczy. –
Przyszyj do mnie duszę jakiegoś zwyrodnialca, którego wcale nie będzie ci żal –
poprosił.
Victor nie odpowiedział od razu. Długo
patrzył na syna. Zbyt długo, co nie zwiastowało niczego dobrego. Na domiar
złego w jego spojrzeniu nie było uśmiechu, nie było kpiny, która zwykle pojawiała
się po niemal każdej absurdalnej propozycji Gava. Nie było nic. W końcu
westchnął ciężko, orientując się, że chłopak mówi poważnie.
- No pięknie – zaczął, pocierając
sobie nasadę nosa. – Powiedz mi, Gave… czy ty zrobiłbyś to, gdyby poprosiła cię
o to Malika lub Raja? – zapytał świdrując go spojrzeniem. – Pozwoliłbyś im
łatać problemy chirurgią metafizyczną? – oparł łokcie o kolana. – Nie – padło stanowczo.
– Nie przyszyję ci obcej duszy – dodał, jakby to jeszcze nie wybrzmiało, a Gave
odchylił się do tyłu i pokręcił lekko głową.
- Wiedziałem, że będziesz miał
obiekcje… - zauważył spokojnie. – Ale…
- Wiesz, dlaczego istnieje zakaz
takich praktyk? – przerwał mu Victor niemal od razu, nie powalając nawet zebrać
do końca myśli. Nie czekał jednak na odpowiedź. – Dusza nie jest kawałkiem
materiału. Nawet najmniejszy fragment zaczyna się bronić. Wpływa na emocje. Na
sny, na odruchy i wspomnienia. Nawet jeśli operacja się powiedzie… - urwał na
moment. - …to nigdy nie będziesz już stuprocentowo sobą.
- Zapominasz, w takim razie, że
nigdy nie byłem stuprocentowo sobą – Gave spojrzał po nim twardo. – Przypisałeś
mą duszę do tego ciała, kiedy mój brat był jeszcze niemowlakiem. Pozwoliłeś nam
obojgu w nim dojrzewać. Dwóm duszom – rzucił chłodno. – Wpływać na siebie
nawzajem, oddziaływać… - warknął. – Wiem, że chciałeś dobrze, wiem! – fuknął,
pilnując się, żeby jednak mówić cicho. Pamiętał, że jego maluszki już spały. – Dlatego,
co ci…
Victor pokręcił głową i znów mu
przerwał.
- Wybierasz sobie wyjątkowo
kiepskiego ochotnika. Masz już w sobie moje geny, moją moc, runę następcy, dwie
anomalie przeznaczenia, kilka razy oszukałeś śmierć, byłeś zamknięty między
światami, a twoja dusza już teraz wygląda jak gobelin zszywany po pijaku. Naprawdę
uważasz, że dokładanie kolejnej łaty to rozsądny pomysł?
Gave zacisnął mocno wargi.
- Nigdy nie twierdziłem, że to
rozsądny pomysł, tato – rzucił spokojnie. – Jednak, właśnie z tych względów, o
których mówisz… nie jestem w stanie poświęcić dla ćwiczeń, głupich ćwiczeń…
czyjejkolwiek duszy, poza moją własną – wyjaśnił, patrząc po nim twardo.
- Gave, przestań próbować być
cholerną tarczą dla tej dziewczyny – warknął Victor. – Słyszysz siebie czasem? –
zapytał go chłodno. – Dla swych przyjaciół jesteś w stanie poświęcić dużo. Czasami
za dużo – szepnął. – Tym razem nie tędy droga…
- Słuchaj tato, postawię sprawę
jasno – Gave pomasował sobie skronie. – Albo mi pomożesz, albo sam przyszyję do
siebie czyjąś dusze – przefaksował go spojrzeniem. – Choć szczerze mówiąc,
wolałbym jednak kogoś, kto już raz to zrobił i ma w tym doświadczenie –
zacisnął mocno wargi.
Victor parsknął, bez cienia
wesołości w głosie. Jego oczy poszarzały.
- Mhm pięknie, przechodzimy do
szantażu – klasnął w dłonie kilkakrotnie. – Gave, może i zrobiłem to raz, może
nawet kilka razy – pokiwał lekko głową. – Ale to nie znaczy, że to powtórzę.
Rozumiem, że chcesz jej pomóc. Chcesz pomóc Akane – skinął głową. – Ale nie
pomożesz jej, kiedy przez przypadek zmienisz swój charakter o 180 stopni –
skomentował. – Nie pomożesz jej, jeśli twój człowiek jednak nie da rady usunąć
całej duszy…
- Właśnie w tym rzecz. Przynajmniej
będę miał pewność, że nie idzie tego zrobić, że to zbyt niebezpieczne. Zbyt
ryzykowne – żachnął się Gave. – Nie uśmiecha mi się zmiana charakteru, to
prawda. Ryzyko jest duże, ale jeśli dzięki niemu mogę pozbyć się pierdolonego
Latrala… - spojrzał w oczy ojca i zacisnął wargi. - …to jestem gotów je podjąć –
wyjaśnił chłodno i zerknął w bok. Gavin się zbliżał, a to znaczyło, że Akane
również jest już niedaleko. Jednak zdecydowała się spać w jego sypialni. Ech,
gdyby to wiedział to nie sprowadzałby tu ojca, a tak będzie musiał szybciej
skończyć.
Victor uważnie obserwował syna.
To krótkie spojrzenie w bok, napięcie barków, ten moment, w którym Gave instynktownie
sprawdził, kto zbliża się do komnaty. Uśmiechnął się pod nosem.
- Nawet teraz pilnujesz, żeby ona
tego nie usłyszała – skomentował. – Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego jak
bardzo by ją to zabolało. Jak bardzo by się o ciebie martwiła. Akane cię kocha.
- Nie, tato – Gave pokręcił
głową. – To znaczy, tak… wiem, że by ją to zabolało i tak wiem, że byłaby
przeciwna, ale to nie dlatego pilnuję by tego nie słyszała – żachnął się. –
Pilnuję tego, bo nie chcę by cholerne Latrala to słyszało – rzucił chłodno.
- Acha… więc to wszystko wyjaśnia
– Victor parsknął śmiechem. – Wiesz Gave,
jeśli twój eksperyment się powiedzie to zyskasz pewność, że na twojej duszy…
duszy, która jest już jak ser szwajcarski… się udało, a nie na każdej innej.
- No dobra, ale gdy coś udaje się
na pokiereszowanej duszy to przynajmniej w teorii wiadomo, że z normalną duszą
będzie łatwiej – skomentował Gave. – Przynajmniej odrobinę łatwiej.
Victor nie mógł z tym
argumentować, więc jedynie westchnął ciężko.
- Nie mniej, istnieje też opcja,
że eksperyment się nie powiedzie, a wówczas twoja dusza, która od początku jest
wyjątkiem od każdej znanej reguły nie będzie tu dobrym kandydatem – zauważył i
zamilkł na moment. – Gdybym naprawdę chciał przeprowadzić taki test… to nigdy
nie wybrałbym ciebie na swojego królika doświadczalnego.
- Tak, wiem. Bo jestem twoim
synem – Gave wywrócił oczyma. – To oczywiste.
- Taa, to też – Victor machnął
lekceważąco dłonią. – Ale również dlatego, że naukowo jesteś najgorszym
możliwym przypadkiem. Widzisz? Nawet jako królik doświadczalny jesteś
beznadziejny – uśmiechnął się do niego krzywo.
- Dzięki tatku, zawsze mogę
liczyć na słowa wsparcia od ciebie – Gave prychnął pod nosem. – W porządku… w takim
razie pozostaje mi to zrobić samodzielnie – poinformował go, a Victor uderzył
dłonią o podłogę.
- Gave… zastanów się nad tym
jeszcze – poradził mu. – Spróbuj znaleźć inne rozwiązanie… i nawet nie próbuj
bawić się innymi duszami. Bo przysięgam ci, sam wpakuję cię do mojego własnego
lochu i zakuje kajdanami – warknął. – Przemyśl to jeszcze…
- Mhm… ja już to przemyślałem
tato… - Gave znów zerknął w bok. – Ale wrócimy jeszcze do tej rozmowy –
dorzucił i zerwał połączenie, w chwili, gdy Akane wsuwała się do jego komnaty.
- Wiesz do czego służą drzwi? - zapytał Akane wstając i podchodząc do
nich. Zapukał w nie. - Puka się do nich - mruknął. - Rozumiem, że nie masz
takiego zwyczaju, gdy chodzi o Tonego, ale... - westchnął ciężko. - ...ja Tonym
nie jestem, a ty nie jesteś Darcy - skomentował wprost i wskazał dłonią łóżko.
- No to kładź się obok maluchów - rzucił jeszcze.
No Gava chyba pojebało.... Czemu on zawsze musi wpadać na takie pomysły? Jezu Chryste, niech mu ktoś w tym przeszkodzi, niech Victor zareaguje jakoś, szybko. Dlaczego Gave nie sprawdzi tego na innej Latrala? Niech se jakiejś pizdy wiedźmy poszuka a nie.
OdpowiedzUsuńA dziękuję, tak, czasem ma głupie pomysły. Szalone pomysły. Nie będzie sprawdzał na nikim - z powodów etycznych xD swojej własnej etyki xD
Usuń"Nie będzie sprawdzał na nikim" Natsu, autor Gava, 29 czerwca 2026 20:39. Biorę to jako potwierdzenie, że na sobie też nie będzie sprawdzał, zapisuje sobie jako dowód w sprawie.
Usuńwyrwane z kontekstu rozmowy moja droga :)
Usuń