Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Feier cz.II

    Drugiego dnia, przed spotkaniem z Feier, czuł trochę większe spięcie niż dnia poprzedniego. Niby dobił targu z Haimą i niby wiedział już kogo wybierze, a jednak czuł jakiegoś rodzaju niepokój. Co jeżeli Feier okaże się nieznośna w obyciu? Co gdy jednak oczy nie starczą i zacznie go sobą odrzucać? Różne myśli krążyły mu po głowie, wdzięczny jednak był za nie, bo przynajmniej myślał o czymś błahym, a nie o tym co go jakiś czas temu spotkało.
    Ubrał się równie luźno co dnia poprzedniego. Usiadł na pryczy i siedział chwilę, jakby czekał… w sumie nie wiadomo na co. W końcu jednak nabrał powietrza i ruszył do wyjścia z izby. W domu panowała cisza. Rozejrzał się po korytarzu, jednak zaraz usłyszał specyficznzy dźwięk, jego ucho drgnęło. Ktoś obracał kartkę w księdze. Zaciekawiony ruszył w stronę źródła dźwięku. Feier siedziała na kanapie, nogi miała podwinięte, okryte kocem. Lektura wyraźnie ją wciągnęła. Kącik ust uniósł się lekko, gdy wzrok przesunął kolejne wersy. Walwan widząc ją poczuł błogi spokój. Obserwował chwilę jak czyta, w końcu jednak ruszył się powoli w jej stronę.
- Dzień dobry – przywitał się. Feier automatycznie podniosła wzrok i spięła się odrobinę.
- Dzień dobry – powtórzyła łagodnie po czym posłała subtelny uśmiech samcowi. Patrzyli chwilę po sobie, milcząc. Wan w końcu oderwał od niej wzrok i z lekkim śmiechem podrapał się po głowie.
- To… Przygotuję śniadanie – zaproponował.
- Chętnie Ci pomogę – samiczka powoli zdjęła koc z nóg.
- Nie trzeba, widziałem, że książka naprawdę Cię wciągnęła… Możesz dalej czytać. Będę Cię widział i… - w sumie nie bardzo widział sens tego argumentu, ale po prostu jej zaczytana buzia była niezwykle przyjemna do oglądania. Feier speszyła się odrobinkę, ale zaraz pokręciła głową.
- Na książkę przyjdzie czas. Nie chciałam Cię budzić, a że sama wcześnie wstaję to postanowiłam czymś zająć umysł, czekając aż do mnie dołączysz – przyznała, wstając z miejsca i odkładając księgę na stołek. – Teraz kiedy tu jesteś… - uśmiechnęła się delikatnie. – Wolałabym… Wolałabym spędzić czas z Tobą – oznajmiła wpatrując się w niego. Samiec kiwnął głową i przepuścił ją przodem. Razem udali się do kuchni.
- Słyszałem, że w oko wpadły Ci księgi spod mojej ręki… - przypomniał sobie Wan, a Fei wyraźnie się speszyła.
- Ja… - przełknęła głośno ślinę i uciekła wzrokiem gdzieś w bok, mrucząc pod nosem jakieś niezadowolone słowa. Różowowłosy spojrzał po niej. Doprawdy była urocza. Zaśmiał się lekko.
- Fei… - złapał delikatnie nadgarstek dziewczyny i skierował ją przodem do siebie. Ta dalej wstydziła się po nim spojrzeć. – Miło mi, że Ci się spodobały, to naprawdę nie jest żadna ujma – zaznaczył, a ona spojrzała po nim.
- Może i nie jest… Ale wstyd straszny. Jestem kandydatką na Twoją żonę… a Haima rozgaduje o moich książkowych preferencjach. Jakbym była jakąś Twoją… - aż się cała zarumieniła na samą myśl wypowiedzenia na głos tego słowa. Walwan ponownie zaśmiał się lekko. Poprawił jeden z jej niesfornych kosmków włosów, zakładając go na ucho i posłał jej łagodny uśmiech.
- Ja tak na to nie patrzę. To zawsze jakieś dodatkowe tematy do omówienia. Chętnie wysłucham nawet krytyki, byle tej konstruktywnej – zapewnił. Fei spojrzała po nim czule.
- Tak? … - zastanowiła się chwilę. – W takim razie co powiesz na przygotowanie chleba z Twojego przepisu, ale z drobnymi poprawkami? Próbowałam uszykować go, dodając co nieco składników z własnego przepisu. Chętnie poznałabym Twoją opinię na ten temat – przyznała. Walwan uśmiechnął się nieco szerzej.
- Brzmi naprawdę dobrze – stwierdził i kiwnął głową. Chwilę później para wzięła się za przygotowanie odpowiednich składników. W trakcie pracy rozmawiali głównie o procesie tworzenia bochenka, o kolejnych etapach i o zmianach, jakie wprowadzić chciała Fei. Nie poruszali za bardzo pobocznych tematów, a w chwilach ciszy posyłali sobie drobne uśmiechy czy krótkie spojrzenia. Kiedy przyszło już do ostatniego etapu i samiczka wzięła w ręce ciasto, by ugnieść je i utworzyć kształt bochna, z jej ust wydobyła się cicha pieśń.
Walwan spojrzał po Feier. Jej głos był niesamowicie kojący, a melodia sprawiała, że czuł przyjemne ciepło w ciele. Obserwował samicę z pewną dozą fascynacji w oczach. Zdawała się taka łagodna i ciepła. Wolna od trosk, kojąca. Nawet, gdy na niego zerkała, jej spojrzenie zdradzało jakąś taką czułość. Samo patrzenie na nią sprawiało mu przyjemność. Ten poranek przyniósł mu spokój o jakim dawno nie marzył.
Reszta dnia minęła im w podobnym klimacie. Jak dnia poprzedniego, Walwan zaprosił Fei na spacer, jednak górowała w nim cisza i słuchanie dźwięków natury. Kiedy rozmawiali, to najczęściej wymieniali się nowinkami o tej czy innej roślinie. Feier wspomniała o układzie jej rodu z Armoniami, o dostępie do mało popularnych ziół i wiedzy, którą te dzielą się tylko z wybranymi. Dla Walwana był to niezwykle interesujący temat, w małżeństwie zwęszył szansę na zagłębienie się w tajniki tej wiedzy. Urocza żona przy boku i dostęp do najgłębszych obszarów leśnych brzmiał naprawdę dobrze. Miał niezłego nosa, skoro zwietrzył taką okazję. Zerknął po Feier, która akurat wystawiała palec w górę, by owad, który na nim usiadł mógł wzbić się w powietrze.
- Piękna jesteś… - postawił na komplement. Samiczka spojrzała na niego odrobinę zaskoczona i uśmiechnęła się łagodnie, co jeszcze bardziej ociepliło serce Wana.
- Dziękuję – szepnęła i zbliżyła się, by dotknąć dłonią klatki piersiowej różowowłosego. – Przyznam, że… przebywanie przy Tobie i… spędzanie czasu w ten… sposób… - wzięła głębszy oddech, by znaleźć sobie odwagę. Skrzyżowała z nim wzrok. – To doprawdy niezwykła przyjemność dla mnie – przyznała, a Wan uśmiechnął się ciepło. Naprawdę musiał jej się mocno podobać. To też było dość intrygujące. Cała ta sytuacja mogła dostarczyć mu dość sporo interesującej wiedzy i korzyści. Przy Feier czuł spokój, nawet milczenie było w jej towarzystwie przyjemne, samiczka była nim najwyraźniej zauroczona, a i ona w jego mniemaniu prezentowała się naprawdę ciekawie… no i ta wiedza, którą dać mogło złączenie z nią rodu. 
    Wan wyciągnął lekko w stronę Fei dłoń, proponując jej pójście dalej, trzymając się za nie. Ona nie oponowała, zdawała się tym nawet nad wyraz zadowolona.
- Co powiesz na to by po spacerze usiąść i razem poczytać…? – zaproponował. – Ty swoje, ja swoje, później moglibyśmy podzielić się własnymi spostrzeżeniami i opiniami? – dodał. Brązowowłosa otworzyła szerzej oczy, słysząc tą propozycję.
- To brzmi po prostu idealnie! – przyznała, uśmiechając się szerzej i trochę mocniej ścisnęła dłoń Walwana w swoich palcach. Miała wrażenie, że motyle, które czuła przy nim w brzuchu, to zaraz gdzieś jej wyfruną na światło dzienne. Uśmiechnęła się w duchu. Naprawdę nie wierzyła w swoje szczęście.
 
CDN.

4 komentarze:

  1. Syrena, oamamiła go swym głosikiem i pieśnią ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no no no bierze go na niewinność... bardzo ładne opowiadanie, ale serduszko mi pęka jak czytam jak ich relacja rozkwita. Przestań pisać opowiadania, po których mam mieszane uczucia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przestanę! :D Dziękuję bardzo za opinię. ^^

      Usuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^