Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

"I'm never gonna want your pity"


Diego Parabellum

Książe Phyonix || Fenalis || 21.06 || 19 lat || 179cm

 
Młodzieniec z niemym wyrazem twarzy, z chłodnym spojrzeniem i często drgającym kącikiem ust. Dobrze zbudowany, z wyraźnie zaznaczonymi mięśniami na ciele. Najczęściej zobaczyć można jego nagie ramiona, resztę mało kiedy eksponuje. Głównie chadza w lekkich, czarno-złotych, elegancko zdobionych koszulach, czasem zdarzają się beżowe lub białe. Nie kryje swojego statusu. Długie, luźniejsze spodnie z drogich materiałów, dość elastyczne by odpierać ewentualne ataki. Chodzi dumnie, wyprostowany, pewnie siebie stawia kroki i z reguły patrzy na wszystkich z góry lub od razu, prosto w oczy. Posługuje się dużym, srebrno-złotym mieczem, jednak nie obce są mu również krótkie, wąskie sztylety ze złotymi zdobieniami, które nosi zwykle przy nerkach. Jeżeli chodzi o inne akcesoria to w biżuterii często akcentuje szmaragdy, ale są one delikatnie wkomponowane w błyskotki. Nie akceptuje podróbek, jak kamienie, to tylko szlachetne. Poza bronią włada piekielnymi płomieniami. Te są koloru czarnego i wygasić może je jedynie sam Diego, w innym wypadku płoną nieustannie około tygodnia, bez przerwy. By zająć płomieniem coś lub kogoś ruchomego, musi dobrze trafić. Pudło oznacza spalenie czegoś, co wcale nie miało znaleźć się na celowniku. Diego posiada również przemianę. W jej trakcie oczy chłopaka skrzą się na szmaragdowo, a ciało całe pokrywa się twardą, ciemno-szarą skorupą, która w wielu miejscach płonie piekielnym płomieniem. Płoną również włosy. Na co dzień z kolei te zdają się dziwnie ułożone, mimo ich ogólnego nieładu.
 
POWIĄZANIA 
_________________________________________________________________________________
Tytuł i Theme: Livingstone - Architect


71 komentarzy:

  1. Darcy nie mogła doczekać się spotkania z bratem. Strasznie, niemożebnie wręcz tęskniła za własnym bliźniakiem. Oficjalnie powitanie to jedno, ale ona chciała po prostu spędzić luźno czas. Kiedy tylko wszystkie formalności z przyjściem Azylowiczów zostały załatwione, pokazała gościom miejsca gdzie będą spać i samodzielnemu ogarnięciu się po podróży poszła na poszukiwanie brata. Diego spotkała na korytarzu. Uśmiechnęła się do niego szeroko i pierwsze co zrobiła to podbiegła do niego i przytuliła się do niego mocno.
    — Cześć, tęskniłam — przyznała bez ogródek. Została tak przez chwilę, po czym odsunęła się od niego. Obejrzała uważnie chłopaka. — Przy okazji, miałam przekazać, że Damonn jest na Ciebie obrażony — rzuciła, śmiejąc się pod nosem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  2. — Nie wyglądam? — zapytała, nie rozumiejąc z początku o co mu chodzi. Chyba oczywiste, że tęskniła za swoim ulubionym bratem. Brakowało jej jego ciętego języka i po prostu obecności. Tym bardziej dziwnie się słuchało zarzutu o “nowym braciszku”. Gave był jak irytujący starszy brat momentami i tak go traktowała, ale nigdy nie był dla niej na tym samym miejscu co Diego. — Myślałam, że wiesz, że Ciebie nikt nie zastąpi chociaż w jednym milimetrze — odpowiedziała mu. — Zresztą sam możesz to sobie wyczytać z moich myśli. Jesteś na pierwszym miejscu i możesz być o to bezpieczny — zapewniła go. Zaśmiała się i pokręciła głową. Czasami jednak był niemożliwy. — Podobno ledwo przeżył, a potem wpierdzielił mi się na kwadrat i nie dał wyrzucić, bo mu wiszę za TWÓJ żart. Jeszcze mi za przyzwoitkę robił momentami — opowiedziała bratu. — Chociaż Tobie z plotek najbardziej pewnie spodoba się ta, gdzie Ashana porywają piraci, bo traci głowę dla jednej z nich — poruszyła wymownie brwiami. — Chcesz posiedzieć i nadrobić stracony czas?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  3. Gave wkręcił się w Moserty i oporządzanie ich po tym jak Darcy pokazała mu co i jak. Chętnie się za to zabierał w wolnym czasie, więc i tego dnia czesał akurat jednego z nich, gdy w stajni pojawił się paniczyk Diego. Doskonale wiedział, kto to jest, bo Dar opowiadała o nim dość często. Co prawda nie miał z nim jeszcze przyjemności, ale teraz... nie był pewien czy chce go poznawać. Spojrzał po nim ponuro i podniósł się. Mimo wszystko kamuflaż z czerwonymi włosami mógł zadziałać na jego korzyść. Bez słowa chwycił stopień i podstawił go pod boksem Dantego. Zdołał już zorientować się w imionach Mosertów.
    - Naucz się liczyć, bo coś ci nie wychodzi - mruknął pod nosem na to całe "trzeci raz". Jakby miał do czynienia z Darcy na początku ich przygody. Nafumfany książunio się napatoczył. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmarszczyła brwi na jego komentarz. Wyprostowała się momentalnie i poprawiła włosy.
    — Aha? Ja? — dopytała. Pokręciła głową. No teraz to ją zakuło. Dalej miała w sobie swoja grację, potrafiła utrzymać idealną postawę, a Diego jej tak wyjeżdżał? Wredota. Zaśmiała się delikatnie. — Wolę być najmłodszym i najsłodszym dzieckiem, wystarczy, że wnuki kradną ode mnie uwagę i przywileje — odpowiedziała, trzepocząc teatralnie rzęsami. — Więc zostaje mi szukanie starszych braci, może kiedyś jakiś Ashana zastąpi, ale wątpie, żeby ktoś był równie gburowaty — wzruszyła ramionami. — Poza tym, lepiej ustawić sobie kogoś na brata niż faceta, jeśli absolutnie mi się nie podoba — dodała spokojnie. Sama objęła Diego, kiedy zarzucił na nią ramię. Pokręciła głową. — Yhym, bardzo kurwa, bardzo. Teraz pomóż mu znaleźć nowe lokum jak taki dumny jesteś, jak już uczysz go życia to możesz kontynuować — odpowiedziała mu zaczepnie.
    — No cóż, Ash nie ma szczęścia w miłości. Łzy możesz dalej sprzedać, dopóki się nie domyślą, że są lipne — zauważyła. — Tylko może nie w Phyonix, nie trzeba nam awantur od Bellhardów, że książe naciąga swój własny lud — zaznaczyła zaraz, bo Diego raczej byłby do tego zdolny, a to by popsuło pewnie część pracy rodziców, którą sama zamierzała przejąć. Usiadła obok Diego w pokoju i przyjrzała mu się uważnie. Wiedział przecież dlaczego idzie. A miał teraz do niej pretensje. — Diego, przepraszam, ale ja musiałam się wyrwać, dobrze wiesz… — przypomniała mu, obserwując go uważnie. — Jeśli Ci to przeszkadzało aż tak, to przepraszam. Mogłeś powiedzieć wcześniej

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  5. — Trochę, ale u Ciebie chyba nie, co? — zapytała, uśmiechając się przy tym zaczepnie. Poczuła delikatne ukłucie w sercu, kiedy znowu widziała tą dezaprobatę w jego oczach. Mimo wszystko dalej się uśmiechała i nie dawała po sobie tego zdradzić. Nie chciała po sobie pokazywać, że jej przykro. Wolała cieszyć się towarzystwem brata, za którym tak bardzo tęskniła.
    — Hm? Czemu nie? — tego akurat nie rozumiała. Diego zazwyczaj lubił tego typu zagrywki. Nie przy wszystkich, ale jednak małe manipulacje jak najbardziej były w jego stylu, więc liczyła, że ten żart mu się spodoba. Ona traktowała Gava jak prawdziwego przyjaciela i przyszywanego brata, ale zanim oswoi z tym bliźniaka wolała trochę odczekać i go przyzwyczaić, chociaż szczerze liczyła, że będzie bardziej zadowolony, że jednak znalazła jakiś przyjaciół poza rodzeństwem.
    — No nie wiem, czy zrobiłeś swoje. Na moje kilka lekcji jeszcze by się przydało — rzuciła żartobliwie. Zaśmiała się delikatnie na komentarz odnośnie wyborów Ashana. Faktycznie brat nie był pod tym względem idealny. Każdy związek się kończył prędzej czy później, a historia z Luną… no cóż ani ona, ani Morgana nie były zadowolone z tego jak się wkręcił szybko. Zdecydowanie za szybko. — Yhym, a potem będzie siedział z lutnią i wódką i nękał połowę nacji swoimi złocistymi chryzantemami. Mogli mu już serducho na statku złamać. Widziałeś tą fryzurę? — zagaiła. Wzruszyła ramionami. — Nie posrało. Wystarczy znaleźć kogoś, kto będzie sprzedawać za Ciebie, dać mu jakiś mały procent, a potem wszystkiego się wyprzeć o ile by podejrzewali. W Mathyr krążą już legendy o feniksach, można to wykorzystać, przy okazji zrobić w chuja Peruna i Helgę — zastanowiła się na głos. W zasadzie to byłby taki zły pomysł. Gdyby postanowili zastąpić trochę swoich medykamentów sztucznymi łzami, byliby zdecydowanie słabsi. Wzdrygnęła się na wspomnienie tego “koncerciuku”, na który tak koniecznie musiała pójść. Spuściła wzrok, zagryzając wargę, po czym zacisnęła usta w wąską kreskę. Tak, wiedziała, że spierdoliła. Kurewsko spierdoliła, ale i tak nie mogła teraz już iść nigdzie sama, każdy srał pod siebie na samą myśl, że ma wyjść gdziekolwiek poza granice Argaru czy Phyonix bez nadzoru. Czuła się teraz, jakby była znowu na dywaniku u ojca. Wróciła wzrokiem do brata. To nie były pierdoły. Przynajmniej nie dla niej. Czasu nie mogła nadrobić, ale mogła próbować stworzyć więź z siostrą i spróbować się usamodzielnić. Nie chciała całe życie chować się za innymi. Przytaknęła ruchem głowy na propozycję wina.
    — Chcę — odpowiedziała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  6. Ashan ostatnio nie miał zbyt wiele czasu na samodzielny wypoczynek. Ktoś albo wpierdalał mu się w trening, albo sam zgadzał się na opiekę na dziećmi. To drugie co prawda nie było jakieś takie najgorsze, ale dzisiaj po prostu chciał być sam. Do jego pokoju wszyscy już nauczyli się pukać, więc znalazł sobie samotnię na tarasie opustoszałego skrzydła. Rozsiadł się tam wygodnie na krześle, zakładając nogi o stół. Obok miał popielniczkę, papierosy i słabe wino. Życie w tym momencie było zajebiście ciche i piękne. Siedział tak ze zmrużonymi oczami, paląc papierosa i spokojnie wypuszczając dym. Z tego miejsca miał co prawda piękny widok na pustynne wydmy, ale teraz w głowie miał przede wszystkim myśli o skórach, które ostatnio udało mu się zdobyć na własny użytek. Zastanawiał się, gdzie mógłby znaleźć dla nich odpowiednie miejsce. Poza tym myślał też nad rozplanowaniem trasy na misję, na którą miał zamiar niedługo się wybrać. Obok niego była mapa Mathyr. Zerknął na nią kątem oka. Wiedział dokąd mieli się udać, teraz pozostawało wytyczyć najlepszą, w miarę bezpieczną trasę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  7. Gave wywrócił oczyma i wrócił do wymieniania wody pozostałym Mosertom. Nie potwierdził ani nie zaprzeczył, ale nie zamierzał wdawać się w pyskówki z nafunwanym książulem. Kebaba mógłby opylić to może i humor by mu się poprawił. O proszę... a jednak potrafił samodzielnie oporządzać zwierzę. Biedny ten jego mosert. Tak go oddawać w ręce trzecich osób. Dokończył zmieniać wodę i przystanął przy zagrodzie swojego ulubieńca. Obserwował go z pogodnym wyrazem twarzy.
    - Książulo zdaje się nie w humorze - stwierdził w końcu. - Śniadanie nie dopisało? Słoneczko za mocno przygrzało? - wyciągnął dłoń do swego ulubieńca i zaczął go głaskać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  8. Darcy sama wzruszyła ramionami, a jej oczy zmieniły kolor na chwilę.
    — Bylebyś Eliego nie traktował równie uroczo — uśmiechnęła się do Diego. Oczy wróciły do normalności po chwili, a ona znowu patrzyła ze swoją typową czułością, jaką zazwyczaj miała do brata. Zaśmiał się lekko.
    — Żebyś się nie zdziwił, syn Życia ma w sobie bardzo dużo życia, jebaniutki lubi zaskakiwać — odparła. Usiadła wygodniej na swoim miejscu i słuchała co Diego ma do powiedzenia w sprawie brata. Oparła się wygodniej.
    — Co, chcesz się z nim podzielić ubraniami? — zaśmiała się delikatnie. — Wybacz, ale Ashan pod względem ubrań to stracony przypadek, rozumiem czarny, ale on nie potrafi wybrać czegoś w czym wyglądałby naprawdę dobrze, jeśli mu się nie pomoże. Dobrze, że jest bardziej podobny do ojca, to się można zawsze wyprzeć przy nieznajomych — dodała jeszcze w żartobliwym tonie. Nigdy by się nie wyparła nikogo ze swojego rodzeństwa, niezależnie od tego co by odwalili. Byli jej i tyle. Relacja mogła się popsuć, ale ich nie zostawi.
    — Masz rację, wolę słabe żarty, lepiej mi wychodzą — przytaknęła mu, odbierając wino. Zmarszczyła brwi, kiedy zaczął jej tłumaczyć politykę. Ona nie była uważną uczennicą? Wzięła wdech i wydech. Teraz naprawdę nadepnął jej na odcisk. Miała dość bagatelizowania swojej własnej osoby. Jakby nie patrzeć była pieprzoną księżniczką. Upiła łyk wina na uspokojenie, przybierając spokojny wyraz twarzy, typowy dla tej Darcy, która pełniła obowiązki korony. Na ustach miała prosty, lekki uśmiech.
    — W polityce liczy się nie fakt, tylko czas między kłamstwem a jego weryfikacją. A ten czas bywa zabójczy. Zanim ktokolwiek udowodni, że mikstury są bezwartościowe, miną tygodnie. Raporty będą sprzeczne, dowódcy zrzucą winę na zmęczenie żołnierzy, na pogodę, na sabotaż. Nikt nie przyzna od razu, że został oszukany. Zwłaszcza w armii rozproszonej po całym kontynencie. Perun nie dostaje informacji w czasie rzeczywistym, tylko wersje filtrowane przez oficerów, którzy wolą wyglądać na kompetentnych niż szczerych. A Helga, jakkolwiek bystra, nie może być wszędzie naraz. System zawsze reaguje wolniej niż plotka — urwała na chwilę i przechyliła głowę na bok — I właśnie dlatego dezinformacja działa najlepiej wtedy, gdy jest wpuszczana od dołu. „Nowe dzieło wiedźm - łzy uwięzionego feniksa”, „jeszcze lepsza niż krew mieszańca”, „działa inaczej, ale wystarczająco dobrze”. Nikt nie kwestionuje czegoś, co brzmi praktycznie i oszczędnie. Tego mnie uczyli na lekcjach. Imperia nie upadają od jednego ciosu, tylko od serii drobnych zaniedbań, które ktoś celowo podsuwa — wyjaśniła swój punkt widzenia. Skrzywiła się na chwilę i upiła kolejny łyk. — A jeśli przy okazji mogę odpłacić im za to, że robili mikstury z mojej krwi… to tym lepiej. Nawet jeśli cały pomysł zaczął się od słabego żartu. Być może spróbuję swoich zdolności w kłamaniu w tej kwestii. Chociaż pewnie masz do tego kolejne, wybitne uwagi, co? — zakończyła swój wywód. Ją ta sytuacja bolała, niewola, wojna, miała tego dość i nie chciała tego ukrywać przed kimś z kim powinna być najbliżej. Zmrużyła oczy delikatnie wpatrując się w jego szmaragdowe oczy. — Co się stało? Bo coś się stało — rzuciła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  9. Gave zajmował się tym, którego sobie upatrzył. Odwiedzał go niemal codziennie. Dzisiaj również. Skończył dokładanie mu paszy i wymianę wody, a teraz zabierał się za szczotkowanie Veriego. Spojrzał po mosercie i wywrócił oczyma na te "docinki" Książula. Pokręcił lekko głową.
    - A co? Miałbyś coś przeciwko? - spojrzał po Diego. - Z przyjemnością się tobą zaopiekuję - puścił do niego oczko. - Kopa w cztery litery też chętnie zasadzę, co by tam  w głowie się dobrze poprzestawiało - dorzucił nieco zgryźliwie, przy czym spokojnie szczotkował Veriego. - Niesamowity jesteś, widzisz ty coś poza czubkiem własnego nosa? - spojrzał po nim. - Sam fakt, że nie odróżniasz służby od innych przybłęd, nie za dobrze o tobie świadczy.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  10. Ashan naprawdę liczył na spokojny dzień bez zawracania dupy. Oczywiście świat nie byłby sobą, gdyby nie zesłał na niego kolejnej bolączki. Wywrócił oczami, słysząc głos Diego. Już po samym tonie wiedział, że czeka go irytująca, ciężka przeprawa z bratem. Czasami naprawdę miał ochotę i jego oskórować, ale to mimo wszystko był jego brat. Jak bardzo by go sobą nie wkurwiał. Spojrzał po nim znudzonym spojrzeniem.
    — Co tym razem? — zapytał, patrząc po kieliszku. Powąchał go, ale sam nie wyczuwał żadnej specjalnej różnicy. Trudno. I tak już trochę wypił. Upił kolejny łyk, nie spuszczając z bruneta wzroku, dopiero potem odłożył szkło.
    — Twoja obsesja na punkcie mojego krocza zaczyna być niepokojąca, Diego. Naprawdę nie masz własnych podbojów, którymi mógłbyś się zająć, że musisz tak pilnie śledzić stan moich lędźwi —- zapytał, odpalając kolejnego papierosa. Przy nim akurat przyda mu się coś na zapas na uspokojenie. — Nie każdy potrzebuje instrukcji obsługi, żeby trafić pod spódnicę, ale jeśli jesteś zainteresowany, to takie mają w zamtuzie — dodał jeszcze, po czym zaciągnął się i wypuścił dym na twarz młodszego.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  11. Gave spojrzał po nim, jakby ten się z księżyca urwał. - Ale z ciebie dziecior - skomentował. - Widać, że życia nie poznałeś - powiedział tylko, jego groźby puszczając mimo uszu. Czasem wypadało być tym dorosłym w gronie. Zwłaszcza przy takiej gimbazie. Spojrzał na Veriego i dmuchnął sobie w grzywkę. - Chodź, zanim głupota i tobą przesiąknie - rzucił do Moserta i poprowadził go kawałek dalej. Diego zachowywał się niesamowicie głupio w jego oczach. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zamierzała straszyć Diego, ale nie do końca jeszcze panowała nad zależnościami między swoimi emocjami a zdolnościami, a brat mimo wszystko strasznie mocno naciskał tam, gdzie bardzo tego nie chciała. Miała swoją dumę, którą uraził i się odezwała. Sprawy Damona nie komentowała. Najpierw musieli się spotkać, żeby do jakiejkolwiek reakcji doszło. Pomyślała chwilę o Ashanie, uśmiechając się lekko.
    — Myślę, że przy okazji by Ci rozpieprzył większość ubrań swoją klatą, byłby jeszcze większy przedziałek niż zazwyczaj. Marnowanie dobrego materiału… — wzruszyła ramionami. — Chociaż i tak wygląda lepiej niż gotuje — przypomniała. Uśmiechnęła się cieplej na pochwałę. Z jego ust to dosłownie komplement, sama stuknęła się z nim kieliszkiem i upiła łyk wina. Jednak spoważniała na jego kolejne słowa. Odłożyła wino.
    — Nie będę tłumaczyć Ashana, bo nim nie jestem — zaczęła, zbliżając się do Diego. Przytuliła go. — Przepraszam, że poczułeś się przeze mnie opuszczony. I wiem, że masz w dupie wymówki, więc po prostu przepraszam — powiedziała. Miała nadzieję, że rozumiał, że nie chodziło tylko o Morganę. Tak, wybrała Argar dla niej, ale jeśli chciała otworzyć Phyonix na świat musiała ten świat najpierw poznać, to było chyba oczywiste. Nie żałowała, że nauczyła się więcej o tym jak wygląda życie poza pałacem i obowiązkami, dużo jej to dało. Ale nigdy nie chciała tak krzywdzić własnego brata.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  13. Ashan zaciągnął się po raz kolejny dymem papierosowym, ponownie wypuszczając dym na brata. Nie miał zamiaru specjalnie go oszczędzać skoro sam przyszedł celowo pograć mu na nerwach. Chwycił butelkę wina i obejrzał ją dokładnie.
    — Nie jestem pewny co robiłeś, ale rozumiem, że mam spalić swój alkohol i łóżko — mruknął, wracając wzrokiem do brata. Nie zdziwiłby się, gdyby wpuścił tam jakieś kurwy, albo przynajmniej zaczął mu to wmawiać. Równie dobrze lepiej było nie ryzykować. Zaśmiał się lekko.
    — Zasłużyć na Ciebie? Żadna rozsądna dziewczyna nie wytrzyma z Tobą pięciu minut bez planowania jak mogłaby Ci pierdolnąć nie wywołując skandalu politycznego, z takim podejściem zostaną Ci tylko cudze seriale do usranej śmierci — odpowiedział, uśmiechając się do niego złośliwie. — Widzisz, takie kretyńskie ruchy, ale dalej ciekawsze niż Twój własny serial, skoro oczu oderwać nie możesz — zauważył. — „Diego i jego wielkie ego”. Odcinki krótkie, fabuła żadna, za to hałasu w chuj. Nawet oglądać się nie chce — dodał, pozostając równie milusim co jego młodszy brat. Pokręcił głową. — Z litości i chęci spokoju. Jak Twój kutas zabaluje, może przestaniesz tak się interesować moim — skomentował. Przedrzeźniania nie skomentował, wypuścił za to kolejną porcję dymu. Niemniej brakowało mu obecności tego debila, ale nigdy mu tego nie powie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  14. Sama się zaśmiała. To był dość dobry żart. Na drugie stwierdzenie jednak pokręciła głową.
    — Bez przesady, na jedzenie strach patrzeć, a Ashana da się jednak znieść — odpowiedziała, dalej chichocząc delikatnie pod nosem. Nie powiedziała nic, kiedy się odsunął, ale nie spuszczała z niego wzroku. Zastanowiła się nad odpowiedzią, bo wiedziała, że żadna mu się nie spodoba.
    — Jak najpóźniej się da. I najlepiej z Tobą, gdybyś chciał wybrać się na jakiś czas w podróż. Abyss zaszła w ciąże i w Phyonix będzie miała problem z donoszeniem w tym klimacie z bez odpowiedniego jedzenia i leków, a że zaszła w trakcie podróży… nie byłam przygotowana — wyjaśniła. — Chciałbyś zaszczyć mnie swoją obecnością? To nie to samo co wspólne polowania na wydmach. Ale miło by było… gdybyś poszedł tym razem, ja byłabym szczęśliwa, mając swojego najlepszego brata przy boku — zaproponowała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaśmiała się szczerze na tę grę słów. Ależ ona uwielbiała takie żarty. Uśmiechnęła się szerzej i upiła łyk wina.
    — My nie jesteśmy kwokami i znosimy Ashana, żadno z nas jeszcze go nie spaliło — przypomniała mu ze śmiechem. — Ale przydałoby mu się uprzykrzyć życie. Braciszek za bardzo się wczuł w trenowanie mnie ostatnio… mam ochotę wsadzić mu ten jego miecz w dupę jak jeszcze raz usłyszę to pierdolone “ooo już byś nie żyła” — udała ton najstarszego brata. Miła atmosfera jednak bardzo szybko uciekła. Spojrzała zaskoczona po Diego na ten jego wybuch. Kicia?! Zdenerwowała się, słysząc te słowa. Abyss nie była zwykłą kicią. Odłożyła wino, przymykając oczy. Wzięła wdech i wydech. Nie chciała krzyczeć na Diego. A na pewno nie w tej chwili.
    — Mam siedzieć całą wojnę w pałacu i się ukrywać? — zapytała, patrząc po nim. — Diego, my chcemy otworzyć Phyonix na resztę Mathyr, warto by było zadbać, żeby było na co otwierać. Gdybym chciała, żeby feniksy oglądały tylko zgliszcza to bym zrobiła przystanek na Morzu Popiołów — odparła, wstając na równe nogi. — Abyss to drapieżniczka, podróż przez przyjazny klimat będzie dla niej bezpieczniejsza, niż upalne dni i lodowate noce, poza tym nie mam dla niej leków, a weterynarz zginął w trakcie podróży, więc tak, będę zapierdalać przez całe Mathyr. A potem dalej będę walczyć. — zaznaczyła. Podeszła do brata powoli i dotknęła proszę jego ramienia. — Diego, pójdziesz ze mną? Byłoby raźniej i o wiele lepiej z moim ukochanym bratem. Podróże z Tobą zawsze są najlepsze.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  16. Ashan uśmiechnął się uroczo do Diego. Zaciągnął się ponownie papierosem, ale tym razem wypuścił dym w przeciwną stronę. Mimo wszystko nie chciał nazbyt mocno dokuczać swojemu małemu, wrednemu, pochodzącemu z czeluści piekieł braciszkowi. Miał więcej serca niż on. To zdecydowanie.
    — Moje podboje to nie Twój interes — przypomniał mu. Kiedy Diego zdradził co dodał do wina popatrzył po nim jak po ostatnim idiocie. Pokręcił głową. — Jaśnie książe Diego jest jaśnie pierdolnięty — odpowiedział mu. Akurat kogoś innego w tym duecie uważał za nierozsądnego. Przymknął na chwilę oczy, próbując sobie przypomnieć, gdzie ostatnio młody trzymał swoje własne wino. Niestety pudło. Musiał przestawić, bo nie był w stanie podmienić butelek. Trudno. Pamiętał za to, gdzie położył swój dżin, który kupił dzisiaj rano, więc wino i szklanka zaraz zostały zastąpione czymś do czego Diego na pewno się nie dobierał. Polał sobie nowego trunku, ale zanim upił podgrzał temperaturę w żołądku, przełyku, gardle i na języku, wypuszczając z ust inny rodzaj dymu. Wolał się odkazić na wszelki wypadek. Nie omieszka jednak pójść po wszystkim do medyka, co by się przebadać. Napił się normalnego alkoholu.
    —Twoje poczucie humoru jest równie wyrafinowane co dieta szczura rynsztokowego, Diego. Naprawdę, oscylujesz między obsesją na punkcie cudzych genitaliów a marnej jakości dramaturgią — skomentował jego dowcip — Jesteś ostatnią osobą na tym świecie, którą chciałbym oglądać bez portek. Nawet gdybyś sam miał cipkę i był jedyną opcją na przedłużenie gatunku, wybrałbym wyginięcie — zapewnił go. Zaśmiał się krótko i cicho na komentarz o statusie. — A co ma mój status, hm? To Darcy będzie Kapłanką i od niej zależy czy dalej będziemy się pławić w luksusach. Myślisz, że jak uzna, że nie chce tej roli to rodzice są zmuszą, żebyśmy mogli dalej mieszkać w pałacu? — powiedział spokojnym tonem głosu. Miał nadzieję, że Diego jednak brał to pod uwagę. — Wróciłem, bo tęskniłem za Tobą braciszku — odpowiedział, gasząc papierosa. — A wybywam z dwóch powodów, pierwszy - zabiłem w Argarze człowieka jak pamiętasz, muszę odbywać wyrok, wykonywać zadania. Drugi, ktoś musi budować autorytet dla matki i siostry w inny sposób niż na samym siedzeniu i pachnięciu, żebyś ty mógł dalej odgrywać rolę wielkiego konesera cudzych porażek. Wojna oficjalnie też nas już dotyczy i trzeba się nią zająć, interesami naszych oficjalnych sojuszników też, żeby pokazać dobrą wolę. Z Polszą handlować już nie będziemy, potrzeba nam nowych traktatów handlowych, a tych nikt nie podpisze jak im się dupy w stolicy palą — wyjaśnił poważniejszym tonem.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  17. Już nic nie powiedziała w temacie Ashana. Diego dość mocno zaczynał się zapędzać jej zdaniem. Mimo wszystko czerwonowłosy był dobrym bratem, chociaż miał swoje minusy. Nie chciała mówić o nim więcej złych rzeczy.
    — Z mieczami i scimitarami zawsze byłam najgorsza — odpowiedziała spokojnie. — Ze swoim stylem dalej sobie radzę bardzo dobrze — zapewniła jeszcze brata.
    Wzdrygnęła się na kolejny wybuch. Te słowa naprawdę bolały. Nie chciała być Kapłanką, która chowała się w luksusach, kiedy w innych miejscach czyha zagrożenie. Przymknęła oczy, uspokajając emocje.
    — Przetrwanie rodu? Co konkretnie sugerujesz? — zapytała, licząc, że nie powie tego o czym sama pomyślała. Naprawdę miała nadzieję, że nie myśli o niej w ten sposób. Krzyków odnośnie Abyss nie komentowała. Miała zamiar iść ostrożnie, unikać traktów i wojsk, więc widziała swoje szanse, nawet całkiem dobrze, ale wątpiła, aby teraz Diego przyznał jej rację. Przygryzła delikatnie wargę, odsuwając się na dwa kroki. Nie chciała niczego zaprzepaszczać. Naprawdę nie chciała. Przecież robiła to co uważała za słuszne do kontynuowania ich wizji, ale chciała to robić na swój własny sposób, być czymś więcej.
    — Wolałabym brata — szepnęła cicho smutno rozbawionym tonem. Nie czuła, aby potrzebowała nowego mózgu, ale zdecydowanie przydałby się jej teraz brat, którego kochała, a nie kolejna przypominajka, o tym kim się urodziła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  18. — Albo po prostu pozwalam braciszkowi się lepiej zabawić, żeby się nie nudził, wybierz sobie — odpowiedział spokojnie na jego uwagę. Aktualnie przerwał wyznaczanie trasy na mapie, przy Diego i tak nie miało to zbytniego sensu. Wziął kolejny łyk i obserwował jak zachowuje się chłopak. Naprawdę nie rozumiał dlaczego taką radość sprawiało mu dokuczanie i robienie durnych żartów, ale rodziny się nie wybierało niestety.
    — Jeśli chcesz świecić przed własnym bratem kutasem to jak najbardziej — przytaknął mu. Zmarszczył brwi, patrząc poważniej po Diego.
    — Zachowuje się, zaufaj mi, to że nie biegam w najdroższych tkaninach nie znaczy, że nie zależy mi na tej rodzinie i tym kraju. Nie będę ukrywać, że nadaje się na dwór, bo nie nadaje, wolę to udowadniać w terenie, okopach, brudzie z tymi Twoimi uroczymi parchami, na misjach — wyjaśnił mu rzeczowo. Nie miał zamiaru udawać, że dobrze czuje się w pałacu, bo tak nie było. Zdecydowanie wolał otwartą przestrzeń, walkę i wyzwania. Taki po prostu był i nie chciał tego zmieniać. Westchnął, kiedy brat uniósł się w kwestii Darcy. Pokręcił głową i upił łyk alkoholu.
    — Jeśli myślisz, że groźby „dla mnie umrze” cokolwiek zrobią, to właśnie dlatego nie powinieneś nigdy dostać władzy do ręki i płodzić jakichkolwiek córek, tylko po to, żeby im powiedzieć “urodziłaś się tylko po to, żeby rządzić”. Powiesz jej to prosto w twarz? Darcy albo potencjalnej córce? Że nie ma prawa wybrać kim chce być w życiu? Ja nie wiem co zrobi, nie mówiła mi, że chce zrezygnować z tej pozycji, ale nigdy nie zmuszę jej do niczego. Status siostry jest dla mnie ważniejszy niż statusy królewskie — odparł chłodno. Pokręcił głową. Pomasował skronie. — Sprawdziłem, gdzie Darcy była w niewoli, dowiedziałem się, że pracowali na jej krwi i mają mikstury, które leczą obrażenia w kilka minut, zrobiłem raporty odnośnie szlaków handlowych Polszan i Fjeloddu, umocniłem relację z klanem Vidhu i pomogłem doprowadzić uchodźców, których matka tutaj chciała — wymienił mu z lekką irytacją w głosie. Uśmiechnął się jednak zaraz do niego lekko.
    — Skoro tak uważasz to zapraszam, wyjdź na jakąś misję, pokaż mi o ile jesteś ode mnie lepszy. W same słowa ciężko uwierzyć, Diego.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  19. Poczuła gotującą się w środku krew, kiedy uznał, że miano najgorszej jej odpowiada. Nigdy jej to nie odpowiadało. Zacisnęła mocno pięści, czując jak bieleją jej knykcie. Tym razem to w niej zaczął gotować się ogień, który zaczął uwydatniać się na skórze.
    — No jasne! Matka z ojcem są niesamowici! Zrobili złotą klatkę! Morgana ma prawo szlajać się po całym świecie i nikt nie ma pretensji, że starsza siostra nie będzie Kapłanką, ale ja muszę nią zostać, bo wszyscy stracimy status, jak matka zejdzie! Morgana wróciła, czemu jej nikt nie zmuszał, żeby wróciła do roli następczyni?! Wy wszyscy możecie robić co chcecie, szlajać sie jak chcecie, imprezować, mordować, odpierdalać, wyzywać, a ja mam być idealną księżniczką, która utrzyma status?! Jasne, świetnie! Zrobię to kurwa, ale mam prawo odetchnąć i się rozwijać na swój pieprzony sposób! — krzyknęła. — Phyonix to jest mój pierdolony priorytet! I nie będę czekać, aż kolejna wojna tutaj zapuka, jak ktoś znajdzie sposób, żeby tu wejść! — wrzasnęła. Przecież to było głupie. Jeśli ktokolwiek znajdzie sposób, żeby dostać się tutaj bez ich wiedzy to raczej będzie odporny na ogień i większość zdolności feniksów, więc będą bardzo narażeni. To nie był liczny kraj. — To stój do rana, słucham, jak wielką porażką jestem według Ciebie, hm?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  20. — Oczywiście, że jej kurwa współczuję, ale ona przynajmniej miała wybór — odpowiedziała mu, kiedy jej oczy zmieniały barwę, jednocześnie zachodząc łzami. Wzięła wdech, patrząc uważnie po bracie. Zagryzła wargi. — Nie robię z siebie pierdolonej ofiary — syknęła. — Gówno wiesz. Nie brałam oddechu miesiącami. Chciałam poznać siostrę, którą nam zabrano, chciałam nauczyć się życia poza pałacem, poznać świat, na który matka chce otworzyć Phyonix, a zanim… — urwała, bo miał w dupie jej niewolę u wiedźmy, ale przed nią przecież wracała do Phyonix na każde święto, pełniła swoje obowiązki najlepiej jak potrafiła. Wcześniej, bo potem bała się wyjść poza granicę Argaru nawet z opieką. Dopiero przy podróży do Azylu się przełamała. Zaśmiała się przez łzy, które płynęły po jej policzkach. — Nie, nie jest święta. Jest zmęczona I była jeszcze bardziej obca niż Morgana jak została Kapłanką, jakbyś zapomniał — przetarła twarz dłońmi. — Kurwa mać! Myślisz, że co ja chcę robić szlajając się po wojnie? Chcę tam być, bo to jedyne miejsce, gdzie nie muszę ważyć każdego słowa, by nie przynieść wstydu rodowi! Mówisz o obowiązkach wobec Phyonix... A co z moim prawem do bycia kimkolwiek innym niż tylko jebaną księżniczką, która ma wejść w idealne buty mamy! — dodała ze łzami w oczach. — Gówno wiesz o tym co udaje a czego nie! — odpowiedziała mu, kiedy wychodził na taras. Podeszła z płaczem do drzwi. Przetarła oczy, wypalając sobie słone łzy spod powiek, żeby nikt niczego nie podejrzewał i wyszła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  21. Tony poznał Diego przelotem. Na korytarzu. Książe ten obrzucił go tylko wyniosłym spojrzeniem, ale skoro mieszkali niedaleko to chcąc nie chcąc widywał go na tym samym korytarzu od czasu do czasu. Blondyn nie wtrącał się w nie swoje sprawy, więc zwyczajnie nie wchodził Diego w paradę, ale tak się złożyło, że tego dnia spotkał go nie na korytarzu a w sali treningowej. Przysiadł sobie z boku i obserwował trening tego czarnowłosego szatana. Słyszał już o nim wiele pogłosek, a teraz postanowił go poobserwować. Zapisywał przy tym w swoim kajecie uwagi dotyczące jego treningu. Wypunktowywał sobie tam błędy, bo łatwo było zobaczyć je u kogoś, a u siebie... zastanawiał się czy to w ogóle możliwe. Koniec końców podszedł do chłopaka.
    - Cześć - zaczął swobodnie, wyciągając do niego dłoń. - Jestem Tony - przedstawił mu się. - Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale twój trening był na tyle angażujący, że mam parę pytań - poinformował go. - Znalazłbyś dla mnie chwilę?

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  22. Ashan spojrzał po Diego i kiwnął głową. Nie wchodził tutaj sam w dyskusję. Brata kochał, jak wredny i dokuczliwy by nie był. Mimo wszystko zależało mu na całej trójce w taki sam sposób. Po prostu czasami nie mógł znieść niektórych odzywek. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy Diego niejako zapewnił, że jego przyrodzenie jego oczu nie zaszczyci.
    — Oczywiście, że nie jesteśmy niezastąpieni — przytaknął mu. — Co nie zmienia faktu, że każdy z nas działa na swój sposób — dodał spokojnie. Ashan wiedział jakie miał obowiązki i od lat chodził na różne misje, nawet będąc poza Phyonix cały czas wykonywał różne rozkazy, którymi nie czuł potrzeby chwalić się Diego przy każdej możliwej okazji. Wzruszył następnie ramionami.
    —- No cóż, nasze zdanie i tak nie ma tutaj znaczenia — zauważył spokojnie. Koniec końców to matka ostatecznie zdecyduje o sukcesji a nie żadno z nich, więc to co sobie myślą miało niewielkie znaczenie. Spojrzał poważniej po Diego. Nie mówił nic przez chwilę, uspokajając myśli. Nie czuł się upokorzony ani winny, że stanął w obronie kobiety, którą chciał zgwałcić. Porwanie było faktycznie niegodne pochwały. Nie bardzo jednak żałował. Rozbił z piratami grupę łowców niewolników, więc było mu to bardzo na rękę.
    — Cieszę się, że uważasz, że to było godne podziwu, naprawdę — odpowiedział spokojnie. Uśmiechnął się do niego delikatnie. — Nie będzie mi wstyd, będę dumny z brata, nie posądzaj mnie o najgorsze z góry.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  23. Darcy była właśnie na placu treningowym. Ć wiczyła swoje umiejętności ze scimitarami, które otrzymała na urodziny. Zajmowała się doskonaleniem stylu feniksa z użyciem stali. Wręcz była mistrzynią i była pewna swoich zdolności, ale miała serdecznie dość wszystkich przytyków odnośnie poziomu jej umiejętności walki bronią białą, więc po tym jak skończyła zajmować się logistyką uchodźców i dokumentami trenowała z całych sił. Poruszała się uważnie po placu treningowych, płynnie blokując i tnąc w niewidzialnych przeciwników. Wykonywała właśnie manewry ćwiczone z Yensenem i Meliodasem, kiedy przebywała w Argarze, dodawała do nich kontrolę ognia i run wyrytych na ostrzach, tworząc płomienne ataki, kiedy usłyszała głos Diego. Przerwała ćwiczenia, chowając miecze do pochw przy pasie. Spojrzała uważnie po bracie, a potem po książce, którą jej przyniósł. Wypuściła powietrze, poważniejąc na twarzy. Uśmiechnęła się uroczo do niego.
    — Dziękuję, że troszczysz się o moją wiedzę. Uważam, że mama zaczęła jako ktoś obcy, kto nie wychował się tutaj a w Argarze, przybyła tutaj i zdobyła ich serca, dlatego została Kapłanką - dzięki czynom, temu co zrobiła dla tych ludzi. Niemniej przeczytam w wolnej chwili ile mam dziur w pamięci przez te przepalone styki — uśmiechnęła się nieco szerzej. — Jesteś bardzo kochany Diego, że tak się o mnie martwisz — dodała. Zaśmiała się lekko, podchodząc bliżej brata. — Ou… no nie wiem czy dla Ciebie to będzie ciekawe. Jesteś pewny, że Ci pasuje, że w ogóle tutaj ćwiczę, zamiast siedzieć na dupie i się uczyć o odpowiedzialności podejmowanych decyzji? — zapytała, a jej oczy na chwilę zapłonęły, kiedy emocje, które tłumiła przez większość czasu dochodziły do sterów nad nią samą. Zaraz znowu miała szmaragdowe spojrzenie, aczkolwiek dalej było pewne i wyzywające. — Wybacz, wybacz, wiem, że nie to miałeś na myśli ostatnio. Uważam, że jestem dużo silniejsza niż byłam. Nie musisz się martwić. Dzisiaj zajęłam się już dworskimi obowiązkami, do wieczora mogę sobie pozwolić na walkę — zatrzepotała rzęsami, po czym wyjęła miecze i wróciła do treningu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  24. Geve ziewnął przeciągle wchodząc do swojej komnaty. Boże, jak to brzmiało. Komnata. Aż go wzdrygnęło na wydźwięk jego własnych myśli. Dzieciaki odbierał od Rei później. Całkiem niezłą przedszkolanką była. Na dodatek zatrudniała Grimę do pomocy, więc dzieci niespecjalnie miały ochotę szybko wracać do rodziców. Przesunął wzrokiem po Diego, dmuchając sobie w grzywkę.
    - A Książulo to nie wie, że nie ładnie tak wchodzić do cudzych komnat, nawet jeśli są cudze tylko przez chwilę? - zapytał go tylko, zsunął buty i walnął się na łoże, obracając się na bok i mierząc go przeciągłym spojrzeniem. - Mhm tak, też to słyszałem - odparł krótko. - Ja to bym ją wyrwał, wiesz ma niezłe kształty, ale niespecjalnie się do tego kwapi - machnął tylko ręką i uniósł lekko brew, gdy ten wspomniał o Bellhardów. - Mhm tak? Sprawdzam? Ciekawe - mruknął tylko w odpowiedzi.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  25. Tony uścisnął dłoń Diego i dmuchnął sobie w grzywkę.
    - Wcale nie jestem niesfornym uczniem - odparł krótko. Ładną miał renomę w tym zamku, nie ma co. Nie był tylko do końca pewny, czy aby na pewno taką ją chce. Uśmiechnął się krzywo i spojrzał po Diego. - Jestem uczniem, który ma swoje zdanie i głośno mówi, co mu się nie podoba. Twój brat natomiast nauczycielem, który nie potrafi dostosować swoich metod nauczania do różnych uczniów - dodał spokojnie. - Nie wróżę mu wielkiej kariery na tym polu - dokończył i wzruszył jeszcze ramionami. Słysząc, że może pytać o co chce, rozpromienił się. Wyciągnął swój nieodłączny "notes" i postukał ołówkiem o kartkę. - Trenujesz z ręką na plecach. To dość niepraktyczne, zaburza sens równowagi, a i ciężar miecza przekładany jest nierównomiernie. W dłuższym rozrachunku najprawdopodobniej odczułbyś spore skutki tego zagrania - zauważył wprost. - Co to ma na celu? Dlaczego akurat lewą rękę chowasz na plecy? Jest to związane z twoją wiodącą ręką? Nie lepiej byłoby wyćwiczyć tę mniej dominującą?

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  26. Gave uniósł wysoko brew słysząc o własnych miarach. Wzruszył tylko ramionami.- A co zazdrościsz? - spojrzal po nim przesuwając dłonią po swej twarzy i ściskając grzbiet swego nosa palcami. Co do nóg nie odezwał się ani słowem, bo chociaż wspomniał o wyrywaniu Darcy to niespecjalnie miał na to ochotę. Stwierdził tylko fakt. Dziewczyna miała ładne kształty i była niczego sobie, ale po głębszym poznaniu, zdawała się mu zbyt dziecinna. Nie zamierzał jednak o tym wspominać przy tym dzieciaku. Uśmiechnął się lekko co do tego turlania i wstał z miejsca, by posłać w stronę Diego buziaczka.- Ach tu cię boli - rzucił lekko. - Ewidentnie brakuje ci odwagi i spontaniczności. Może chwila zabawy by ci się przydała, co? Wyjmij kija z dupy to może i ktoś spojrzy na ciebie przyjaźniejszym spojrzeniem - rzucił krótko, nie specjalnie robiąc sobie cokolwiek z gróźb Diego. - Uuu już się boję, aż kusi mnie, żeby jednak odjebać coś... jak to wspomniałeś... na twoją niekorzyść - puścił do niego oczko. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  27. Gave pokręcił przecząco głową i wzruszył ramionami.
    - Nie sądzę, żebyś zasłużył na rozświetlanie twej ciemnoty moim blaskiem - puścił do niego oczko, kompletnie nie biorąc sobie do serca sarkazmu i tekścików Diego. Miał wrażenie, jakby ten dzieciak specjalnie próbował go testować, sprawdzać i złościć. Prowokował, aczkolwiek robił to niezwykle nieudolnie. Niemal jak Darcy. To nie był poziom dla którego warto było zszargiwać swe nerwy. - Nie widać - skomentował co do tego całego przyjaznego spojrzenia. - Gnoisz Darcy bardziej niż ustawa przysługuje, teraz przychodzisz na ploty i próbujesz ewidentnie wejść mi na nerwy - pokręcił głową. - Pajac z ciebie, a nie brat czy kolega - machnął na to ręką i wstał z miejsca, by nabrać głębszy wdech na tę osobliwą groźbę. - Mhm spróbuj się pobawić, a ja poczekam do twej śmierci... - podszedł do chłopaka i przekręcił lekko głową. - Z przyjemnością wówczas odwdzięczę się za te wszystkie dusze. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  28. — TYCH ludzi mieszkających TUTAJ — odpowiedziała mu z takim samym tonem. — Nie powiedziałam, że lud Phyonix to nie jest mój lud — dodała zaraz pewna siebie. Dla niej to było oczywiste, że troszczyła się o ten kraj i chciała dla niego jak najlepszej przyszłości. Nie zamierzała jednak uginać się pod niczyją wizją jej własnych starań. Wypuściła powietrze z ust i wzruszyła ramionami.
    — Och, bardzo żałosne. Przykre, że masz taką bliźniaczkę, co? Wiedźma mi chyba mózg wyjebała z głowy, kiedy się nade mną znęcała i rozprowadzała moją krew po Mathyr — zaśmiała się, uśmiechając się lekko w stronę Diego. Spojrzała na swoje scimitary. Co prawda była coraz lepsza w walce ostrzami, ale dalej wolała swoje rękawice. Niemniej miała zamiar pobić swoje rodzeństwo w pojedynkach w tej konkretnej dziedzinie chociaż jeden raz, więc miała motywację do tego, aby nie odpuszczać sobie treningów, niezależnie od tego jak bardzo ich nie lubiła. Wróciła wzrokiem do brata.
    — A jakim Twoim zdaniem jest dobra Kapłanka, hm? Wyjaśnij tak, żebym tego nie przekręcała — zaproponowała. Spojrzała na jego miecz, przesuwając powoli wzrokiem po całej posturze brata, analizując jego postawę. No to dał jej teraz wyzwanie. Zmarszczyła brwi, uśmiechając się do niego w inny sposób. Przyjęła wyzwanie. Oczy zapłonęły na chwilę, to nie był gniew, po prostu czuła przepływ determinacji. Chciała pokazać czego się nauczyła. Wiedziała, że była dużo lepsza niż ostatnio, nawet jeśli nie idealna, nie wstydziła się swoich zdolności. Kiedyś sama dojdzie do perfekcji. Ugięła delikatnie nogi w kolanach, poprawiając chwyt na mieczach.
    — Nie wiemy dopóki się nie przekonamy — odpowiedziała na jego pytanie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  29. Ashan uniósł lekko brew, ale nie odpowiedział od razu. Przez chwilę przyglądał się Diego w milczeniu.
    — Zabawne — odezwał się w końcu spokojnie. Nie było w tym złośliwości, raczej chłodna konstatacja. Spojrzał przed siebie, tam gdzie Diego wcześniej zawiesił wzrok. Nie tłumaczył mu co uważał za zabawne, nie uśmiechał się też w tym czasie. Nie był pewny czy teraz rozumie młodszego brata. Ten zdecydowanie dokładał mu zmartwień. Jakby już mu ich nie brakowało. Najbliższe tygodnie nie zapowiadały się lepiej, a fakt, że wiedział, że rodzice planowali rzucić go znowu w wir misji wcale nie pomagał. Odetchnął.
    — Jeśli liczysz na to, że nagle zacznę robić rzeczy tylko po to, żebyś mógł być „dumny”, to się rozczarujesz — powiedział — Nie żyję pod czyjekolwiek oczekiwania — dodał ciszej, sięgając po papierosa. Przeniósł spojrzenie z powrotem na brata, tym razem bardziej bezpośrednio. Zaciągnął się i wypuścił powietrze z ust, kreśląc kolejne rzeczy na mapie. — Jak wrócę z misji mam przeprowadzić kontrolę na granicach, potem sprawdzić okolice szlaku z Fasach. Ojciec chce się też upewnić czy nikt z Bellhardów nie skumał się z Polszą czy Fjelodd — poinformował go.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  30. Gave parsknął śmiechem na tę jego odpowiedź.
    - Oczywiście, mój blask rezerwuję dla wartych uwagi ludzi - zauważył tylko i posłuchał o sobie. Pokiwał głową na to całe podsumowanie. - O proszę jak ładnie - klasnął w dłonie. - Niezmiernie mi miło, że tak o mnie myślisz - skomentował. Oczywiście, że wiedział, że była to kpina, ale skoro Diego chciał grać w tę grę to mógł to pociągnąć. - To po co takiego przyszedłeś? - zainteresował się. - Nie widzę sensu twych odwiedzin, skoro chcesz tylko sobie poględzić - skomentował. - Znajdź sobie kogoś kto chętnie cię posłucha, bo wybacz ale trafiłeś pod zły adres - mruknął tylko wstając ze swojego łóżka i podchodząc do stołu, aby nalać sobie wody z karafki. Przysiadł następnie na parapecie upijając łyk, a gdy Diego się nad nim pochylił to pozwolił sobie spokojnie wziąć kolejny i... zmiął ochotę oplucia go wodą, więc jedynie przełknął pozostałą część. - Cieszę się, że mogę połechtać twe ego w taki sposób - skomentował spokojnie. - Skończyłeś? To spierdzielaj na swój padołek - machnął na niego ręką, jakby odganiając się od natrętnej muchy.

    Gave (haha, sprawdzian piszą xD Kasia ściąga z jakiejś małej karteczki, niech ściąga... bo kolejna pała ją pogrąży, a Tomek łypie do Marka, na 3 upomnienie zabiorę kartkę. xD)

    OdpowiedzUsuń
  31. Tony spojrzał po Diego z wyraźnym zainteresowaniem. No proszę, a jednak znajdował się kto, kto również uważał Ashana za kiepskiego nauczyciela i nie bał się mówić o tym głośno.
    - Dziękuję, dokładnie to samo widzę - przyznał szczerze. - Z dziewczynami nie ma problemu, cycki chętnie mu głowę zawracają - mruknął. - Normalni niemal niczym rasista na tle płci człowieka - dorzucił, oddychając głęboko. Może i trochę się zagalopował, ale rzeczywiście w pewnym sensie można było tak to odczuwać. Skrzywił się przy tym nieco. - Oczywiście nie w każdym aspekcie - dodał po chwili namysłu, bo przecież psioczył na tym konkretnym polu a nie żadnym innym. Tony słuchał go z dość wyraźnym zainteresowaniem co do tych niepraktycznych ćwiczeń i znów nie sposób było się z nim nie zgodzić.
    - Co masz na myśli używając stwierdzenia "na pewnym poziomie"? - zapytał go. - Wiesz zdecydowanie nie widzę się tym poziomem... Dopiero zaczynam świetnie się bawić rapierem. Jasne, jakieś tam podstawy walki mieczem znam. Meliodas uwielbia nim tyrać, ale... - wzruszył ramionami. - Tak naprawdę jestem amatorem. Nówka niewydymka... Może rok ćwiczę - mruknął. - I to nie tak, że znowu dzień w dzień - skrzywił się nieco, po czym znów umilkł słuchając o ćwiczeniu raz prawą a raz lewą ręką. Spojrzał na swoje dłonie i ramiona z przykrością stwierdzając, że od kiedy zszedł z wózka i stanął na nogach to mięśnie w nich zdecydowanie powoli odpływały w sferę marzeń. - Mhm jest to jakiś sposób - zgodził się z nim. - Tylko ja z kolei muszę dobrze opanować sprzęt zanim pomyślę o zmianach rąk - mruknął. - Na tę chwilę znam dwa, może trzy ruchy - mruknął. - I wale nie robię tego machinalnie... - zerknął na jego lewą rękę. Leworęczność w ogóle nie wydawała mu się czymś niezwykłym. Skinął więc tylko głową. - To całkiem naturalne... skoro Darcy jest praworęczna to szansa na bliźniaka leworęcznego była zdecydowanie większa niż praworęcznego - mruknął sam do siebie.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  32. - Skoro tak uważasz - Gave posłał Diergo niewinny uśmiech. Cóż, skoro stawał się zagrożeniem dla pięknej główki Diego tym swoim błyszczeniem to tylko się cieszyć. Przekręcił lekko głową, gdy padła odpowiedź na jego pytanie i parsknął głośnym śmiechem. - Cóż, skoro tak to cieszę się, że mogłem pomóc - skomentował, otwierając okno na oścież. Usiadł na parapecie, zsuwając nogi na drugą stronę. Powietrze wreszcie się ochłodziło, nadchodziła noc. Jego ulubiona pora gdy chodziło o temperaturę. Odetchnął głęboko, obserwując miasto uważnie. - Jasne, wasza królewska waści - mruknął. - Baw się dobrze na swoim padołku.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  33. Darcy zmieniła wyraz twarzy na jego kolejne słowa. Teraz wyglądała zdecydowanie poważniej. Oczywiście, że lud Phyonix był dla niej najważniejszy, jeśli chodziło o narodowści, ale dlaczego miałaby udawać, że ma przyjaciół z innych narodów, których trzyma w sercu i ma zamiar o nich się troszczyć. Uniosła podbródek do góry.
    — Nie muszę się przed Tobą z niczego usprawiedliwiać. Najwyraźniej oboje przekręcamy swoje słowa, a ja nie mam zamiaru rezygnować z własnych przekonań. Nawet dla Ciebie —- odpowiedziała, mierząc do niego z jednego scimitara. Sama w tym czasie analizowała jego postawę i to jak mogłaby go zaatakować. Poza tym nie miała zamiaru słuchać tego pierdolenia. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i jej rodzony brat zacznie brzmieć jak jakiś pierdolony ksenofob. Zaśmiała się lekko.
    — Nie potrzebuję pochwał. Nie Ty jesteś od oceniania czy chwalenia moich czynów, więc nie zachowuj się jakby tak było — powiedziała spokojnie, skupiona bardziej na jego mowie ciała. Zaczęła iść powoli w jego stronę, dalej miała lekko zgięte kolana, aby w razie czego przejść do szybkiego ataku. Teraz jednak nie miała zamiaru tego robić. Zamiast tego po prostu wyciągnęła swoje ostrza w stronę mieczy Diego powoli, sprawdzając co zrobi i czy sam ma jakiś plan na ten sparing.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  34. On robił wszystko żeby kobiety, które uznał za atrakcyjnie patrzyły na niego przychylnie? Najwyraźniej młodszy brat gówno o nim wiedział. Nigdy nie działał wbrew sobie. Jeśli jakaś panienka wymagała od niego zmiany tego kim jest dla niego taka relacja nie miała sensu. Nie wspominając już o fakcie, że do Argaru udał się tylko i wyłącznie po to, żeby zaopiekować się młodszą siostrą, bliźniaczką Diego, w którą ten najwyraźniej miał wyjebane, bo nigdy nie ruszył swoich czterech liter do niej z własnej woli. Pomasował sobie skronie i chwycił po papierosa. Zaciągnął się, kojąc własne nerwy.
    — Naprawdę uważasz, że tak właśnie jest? Rozgryzłeś mnie już? — rzucił, ale nie oczekiwał od niego odpowiedzi. Nie sądził, żeby trafił w punkt. Nie kiedy zachowywał się jak rozwydrzone dziecko, udające najmądrzejszego.
    — Nie sam. Każdy ma swoje talenty, a moja zdolność do zamiany miejsc wbrew pozorom pomaga przy podsłuchiwaniu. Do rozmów z pajacami jest wyznaczony ktoś kto się do tego bardziej nadaje — odpowiedział, po czym znowu się zaciągnął. Przeniósł wzrok na mapę, a potem na Diego. Jak na kogoś kto szczycił się, że świetnie wszystkich zastępował ani razu nie usłyszał żadnego przykładu.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie odpowiedział mu ani słowem. Nie czuł by było to potrzebne. Uśmiechnął się pod nosem na to całe rozbawienie chłopaka. Nie sądził, by strzępienie języka było potrzebne, ale gdy ten stanął tuż za nim, odwrócił się w jego stronę, unosząc lekko brew. Jego oddech za nim sprawił, że podwinął nogi pod siebie kucając, aby znaleźć się na poziomie twarzy Diego. Objął jego buzię rękoma i pogłaskał go po policzkach.
    - Nie sądziłem, że tego chcesz - przesunął palcami po jego wargach.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave wywrócił oczyma, zbliżając się do jego ucha. Przygryzł je lekko, by językiem przesunąć po jego policzku.
    - Mhm... naburmuszony? Skarbie, nigdy nie widziałeś mnie naburmuszonego - zapewnił go puszczając mu oczko i muskając jego wargi swoimi. - Jestem zażenowany twoim zachowaniem w stosunku do Darcy, bo to twoja pieprzona siostra, a ty zachowujesz się jak mały, niewychowany... - jedną dłoń przesunął na jego krocze i ścisnął mu klejnoty przez spodnie. - ....dzieciak - dokończył unosząc lekko brew. - A zapłacisz? - zainteresował się. - Za przyjemność się płaci.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. — I nie odniosę dopóki nie przestaniesz pierdolić jak ksenofob — odpowiedziała mu spokojnie. Nie chciała wdawać się w dyskusję, ciężko było jej rozmawiać z bratem w taki sposób.
    — Nie jesteś. Byłam ciekawa tylko Twojej opinii — doprecyzowała. Nie zamierzała wychodzić zbyt szybko z atakiem. Aktualnie wszystko robiło bardzo powoli i delikatnie. Być może nawet trochę na złość Diego. Ale miała w tym inny cel. Kiedy zaczął wyciągać miecz w jej stronę zasłoniła się jednym scimitarem a drugim sięgnęła jakby chciała ciąć w nadgarstek brata, oczywiście w spowolnionym tempie.
    — Gdybym bawiła się w Abyss już być leżał na ziemii i nie używałabym scimitarów — odparła, uśmiechając się na swój słodki, sarkastyczny sposób, którego używała, kiedy ktoś ją wkurwiał.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  38. Gave wytrzeszczył oczy w udawanym zdumieniu i zakrył usta dłońmi.
    - Nie...? Doprawdy? - zapytał go z wyraźnym zdziwieniem w głosie, po czym chlipnął sobie teatralnie i rozłożył ramiona, stając sobie na samym krańcu parapetu. - A ja byłem święcie przekonany, że każdego traktujesz jak swoich sługusów - skomentował. - Dla takich typów nie ma znaczenia, z kim się zabawiają - zauważył i przechylił się w tył, by z radosnym okrzykiem runąć w dół pałacu. Pozwolił sobie na swobodne spadanie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie odpowiedziała w kwestii rozumienia wagi tematu jaki z nią poruszył. Jeżeli miał zamiar porozmawiać z nią o czymś poważnym to niech podejdzie do tego w poważny sposób a nie robi z tego jakąś pierdoloną szopkę z wysrywami. Ewidentnie gdzieś po drodze zgubili wzajemne zrozumienie. Trudno. Gdyby chciał się z nią porozumieć bardziej by się postarał.
    — I od Ciebie — dodała na jego komentarz. Diego ewidentnie czekał jedynie na jej ruchy. Miał stalową cierpliwość i nie dawał się rozproszyć. Nie oczekiwała niczego innego. Zrobiła szybki doskok w jego stronę cięła ostrzami w dół na jego ostrze, zaraz jednak przerwała ruch odskoczyła na pół kroku, by potem przenieść się na bok piruetem i wycelować jednym z ostrzy na szyję brata. Drugie trzymała w pogotowiu przygotowana na różne jego reakcje.


    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  40. Akurat on pozytywnie zapatrywał się na kolejne zadanie. Ojciec zdecydowanie potrafił odpowiednio dobrać osoby do zadania - poza Lazarusem. Tutaj ewidentnie poniósł porażkę. Palił dalej, nie mówiąc nic więcej w tym temacie. Nie musiał zdradzać Diego każdego szczegółu. Nie potrzebował jego eksperckiej analizy, kiedy był w takim stanie, a że ewidentnie nie miał zamiaru z nikim normalnie porozmawiać na ten temat… cóż. On go nie zmusi. Wiedział, że Diego na swój sposób dalej troszczy się o rodzinę. Było to widać chociażby teraz po jego zachowaniu.
    — Potrafi zadbać o bezpieczeństwo, jest dobrym partnerem i ojcem, potrafi słuchać i nie pcha się z zawieraniem znajomości. Radzi sobie w stresie, dobrze walczy, ale potrafi nadużyć swoich mocy — odpowiedział mu. — Planujesz się dołączyć?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  41. Darcy zrobiła nagły, nierówny krok, jakby źle postawiła stopę po piruecie. Ruch wyglądał na błąd. Na jej twarzy zagościł grymas niezadowolenia. Było to jednak celowe. Wiedziała co robi. W tej chwili też zaraz zaatakowała, wykorzystując skrócony dystans, wystrzeliła jednym ostrzem prosto ku jego dłoni, a drugim próbowała zahaczyć o gardę miecza, chcąc wytrącić go z idealnej pozycji. Na tym też nie poprzestała. Była szybka, toteż chciała to wykorzystać. Jej scimitary poruszały się niemal bez przerwy. Nie zatrzymywała ich po każdym bloku, pozwalała, by ruch przechodził w kolejny. Jedno cięcie zmieniało się w obrót nadgarstka, obrót w następny atak, następny atak wzwód. Krążyła wokół Diego coraz szybciej, próbując zmusić go do wykonania większego ruchu niż zwykły krok.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  42. — Tak. Mimo wszystko potrafi to przysporzyć problemów. Wolałbym, żeby nie był ciężarem dla Darcy — wypuścił powietrze z ust i sam spojrzał w pustą przestrzeń zastanawiając się przez chwilę nad wszystkim. Sam miał zamiar porozmawiać na ten temat z Natanem. Jeśli trafią na jakąś większą grupę nie chciał aby siostra targała go potem nieprzytomnego razem z ciężarną gamortą, która robiła się teraz bardziej agresywna i humorzasta.
    — To dobry pomysł — odparł spokojnie. Jak wredny aktualnie Diego by nie był potrafił sobie poradzić w różnych sytuacjach i zdecydowanie w jego oczach nie ryzykował śpiączką jak blondyn.
    — O czym myślisz? — zapytał po chwili ciszy. Teraz Diego wyglądał spokojniej. Może tym razem uda im się normalnie porozmawiać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  43. — Gdyby krzyczały to byś się bardziej rozproszył — odpowiedziała mu z takim samym tonem, nie przerywając swojego skupienia. Poczuła szarpnięcie na rękojeści i natychmiast poluzowała chwyt, zamiast siłować się z jego mieczem. Pozwoliła jednemu scimitarowi obrócić się w dłoni tylko po to, by zaraz złapać go ponownie pod innym kątem. Nie zamierzała dać mu satysfakcji rozbrojenia jej tak łatwo. Nie po to tyle trenowała, żeby teraz odpaść po pierwszych chwilach. Nie doczeka się tego. Uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie skomentowała swojego kombinowania. Zamiast tego wyprowadziła kolejną serię szybkich cięć skierowanych nie tylko na miecz i dłoń brata. Chciała przytłoczyć go swoją prędkością. Nawet jeśli Diego był drobniejszy od ojca czy Ashana dalej był wyższy i zdecydowanie silniejszy. Jej została zręczność, szybkość i finezja.
    — Zatańczysz ze mną jeszcze raz? — zaintonowała na jego kolejne słowa, wykonując w tym czasie fintę, po której skierowała ostrze w stronę gardła. Zaraz jednak zmieniła kierunek, po czym sama przeszła na bok, próbując jednocześnie ponownie skrócić dystans i zajść Diego z innej strony. — Ostatni raz, nim skończy się ten bal… —- dodała dalej. Krążyła wokół niego zwinnym krokiem analizując cały czas jego postawę. Szukała jakiegoś otwarcia między wymianą ciosów. Mimo tego, że śpiewała cały czas myślami była przy tym, aby odnaleźć sposób na pokonanie przeciwnika.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie powiedziała nic, kiedy ją pochwalił. Niemniej jej własny kącik ust również drgnął nieco ku górze. Miło było usłyszeć w końcu coś pozytywnego od brata. Zdawała sobie sprawę, że jej technika nie jest idealna. To że musiała być blisko było pewnym minusem, jednak kiedy tylko uda jej się dotrzeć do Diego czuła, że mogła złapać przewagę. Potrafiła ruszać ostrzami szybko i zwinnie mimo minimalnego dystansu. Potrafiła też oczywiście walczyć z większej odległości, ale nie była to dobra strategia na kogoś, kto był w tej technice zdecydowanie lepszy. Nie da rady go w tym pobić. Być może nigdy tego nie zrobi. Dlatego musiała doprowadzić do sytuacji, gdzie to ona ma przewagę. Zawirowała wokół brata cały czas atakując, śmiejąc się delikatnie pod nosem i dalej śpiewając.
    — Iskra błyśnie w nas i zgaśnie w nas jak niepotrzebna łza — kontynuowała, przyspieszając tempa. Chyba jej nie doceniał, jeśli myślał, że to ją szybciej wykończy. Ile razy musiała wykonywać skomplikowane tańca brzucha jednocześnie śpiewając? Ze sparigiem nie będzie problemu. Diego nie miał żadnego otwarcia. Musiała działać inaczej. Ruszyła pod ostrym kątem zamiast frontalnie, wykonując szybki półobrót jeszcze przed wejściem w jego zasięg. Pierwszy scimitar poszedł wysoko, szerokim ruchem bardziej zasłaniając widok niż realnie atakując. Drugi za to uderzył krótko i brutalnie nisko w jego miecz. Nie chciała przeciąć gardy, tylko zepchnąć ostrze na bok siłą pędu i własnego obrotu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  45. — Co nie znaczy, że musi robić to sama — odparł spokojnie. Nikt nie musiał - od tego przecież siebie mieli. A przynajmniej od tego powinni siebie mieć. Diego najwyraźniej czuł się w tym wszystkim pominięty. Fakt, nie było go dłużej niż zakładał i najwyraźniej tutaj popełnił błąd, bo tego zdecydowanie w międzyczasie coś ugryzło. Wypuścił dym nosem, nie spuszczając wzroku z brata.
    — Od kiedy powiedziałeś swoje pierwsze “kurwa” z przerwami, gdy przyprawiasz mnie do szewskiej pasji — odpowiedział szczerze. To nie tak, że nie zależało mu na bracie. Nie był wylewny w uczuciach i zdecydowanie nie był zbyt dobry w rozmawianiu czy wyciąganiu informacji, jeśli nie mógł torturować drugiej osoby. Co nie znaczyło, że nie próbował się starać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  46. Ocena przeciwnika nie wychodziła jej źle. To nie tak, że próbowała zrobić to siłą. Szybkość i pomysł. Próbowała zmusić go do błędu różnymi sposobami, to że jeszcze jej się nie udało, nie znaczyło, że stawiała na siłowanie się z nim. Robiła to tak jak potrafiła, nie była mistrzem w walce mieczami, nie zamierzała tego ukrywać, nie było w tym sensu. Poza tym w prawdziwej walce nie próbowałaby wytrącić mu ostrza z ręki, tylko po prostu zabić - a do tego nie musiał być wcale rozbrojony. Oddychała miarowo, nie pozwalając sobie, aby jego komentarze mąciły w jej głowie. Dalej działała tak, aby przytłaczać go szybkością, częstością ataków z najróżniejszych stron. Cały czas starała się też skrócić dystans między nimi. Jego młynek był niebezpieczny, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Odruchowo zasłoniła się wolnym mieczem. Atak jednak nie nadszedł. Nie odpowiadała na żadną z zaczepek. Dalej śpiewała, uśmiechając się przy tym. Zatrzymała się jednak na chwilę w miejscu, kiedy się od niej odsunął. Uważnie obserwowała brata od głowy, aż po stopy. Odrzuciła sposoby, które wymagałyby od niej użycia swoich zdolności. Chciała wygrać z nim “na sucho”. Nawet jeśli z jej nowymi zdolnościami mogłaby to sobie znacznie ułatwić. Zamiast tego zaczęła go okrążać powolnym krokiem, zamykając powoli dystans. Wirowała ostrzami w tym czasie, zmieniając uchwyt na rękojeściach raz po raz, krącąc swoje własne młynki, imitując że z każdym ruchem zaatakuje. W końcu doskoczyla do niego w najszybszy możliwy sposób, tnąc dwoma mieczami przy klatce piersiowej. Nie pozwoliła mu budować między nimi dystansu. Atakowała od frontu, krótko, przerywała cięcia i cały czas skracała odległość, kiedy tylko chciał się zbliżyć. Nie miała z tym problemu - ciągle miała ugięte nogi, balansowała nimi, więc każdy krok był zabójczo szybki - coś co w stylu feniksa było podstawą idealnego ataku. Zaczęła robić piruet, jednak w połowie piruetu Darcy gwałtownie zerwała pęd. Zamiast dokończyć obrót i uderzyć z siłą, pozwoliła, by jej ciało niemal bezwładnie osunęło się w dół, przechodząc do niskiego, ślizgowego wykroku. Znalazła się głęboko w jego strefie, o wiele za blisko, by Diego mógł swobodnie operować swoim dłuższym mieczem. Przynajmniej jej zdaniem, biorąc pod uwagę długość jego ramion oraz ostrza. Prawy scimitar nie szukał kontaktu z jego bronią. Ostrze przemknęło tuż nad ziemią, celując wprost w jego odsłoniętą kostkę i wykroczną nogę. Jednocześnie lewa ręka z drugim scimitarem, który był schowany za jej plecami podczas tego manewru,, wystrzeliła z dołu ku górze, celując w rękojeść broni Diego. Zniżyła się też jeszcze bardziej, obserwując cały czas to co robi czarnowłosy. Jej noga przesunęła się zwinnie między jego stopami, usiłując podstawić mu haka, kiedy tylko ostrze, którym atakowała stopy zakończyło jedno cięcie i przeszło w drugie, po skosie w drugą stronę. Chciała zmusić go do tego, żeby pogubił się w tym jak ma zareagować.

    OdpowiedzUsuń
  47. Widział tą pretensję w oczach Diego i wypuścił dym z ust, zmieniając nieco wyraz twarzy. Przeczesał włosy, kręcąc głową. Czasami miał wrażenie, że za mało go było w życiu każdego z rodzeństwa z osobna, a nie mógł się przecież rozmnożyć. Próbował chronić każde z osobna, naprawdę się starał na ile potrafił. A jednak Darcy i tak porwano, Mor straciła swojego ukochanego moserta, z którym miała swoją więź, a kiedy chciał się nimi zaopiekować to Diego stał się inny, jego też wyraźnie coś zraniło. Może gdyby chociaż nie miał tych pierdolonych obowiązków księcia. Wszystkie pieprzone bóstwa wiedziały jak bardzo czasami chciałby po prostu żeby byli normalną rodziną.
    — Mógłbyś brać z innych powodów. Nie przeszło Ci przez myśl przygotowanie żadnego żarciku dla żadnego z nich w trakcie wędrówki? — odpowiedział, wracając do niego wzrokiem. Zaśmiał się lekko i pokręcił głową a kolejne słowa brata.
    — Postaraj się lepiej patrzeć. Poza tym nie chodzi tylko o branie słów pod uwagę w aspekcie mojego życia. Masz też swoje życie, które mnie obchodzi. I to już niezależnie ile papierosów muszę wypalić na uspokojenie przez ten miód na Twoje serce — odpowiedział, paląc cały czas. Odczekał chwilę, ale nie zamierzał tak łatwo odpuszczać. — Nie odpowiedziałeś mi też na pytanie. O czym myślałeś? — powtórzył się. Zdecydowanie coś pomijał, było to po nim widać. Odwracał uwagę, nie odpowiadał bezpośrednio, więc ciężko było wyciągnąć inny wniosek niż to, że coś faktycznie u niego się stało. Kiedy ostatnio tu był Diego nie był aż tak nieznośny dla niego.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  48. Czy chciała się popisać? W pewnym sensie. Brat wszedł jej kilka razy na nerwy i chciała mu pokazać, że nie wystarczy jedynie przed nią krążyć, żeby była zagrożeniem w walce. Oczywiście, że nie poszło po jej myśli. Dalej miała za bardzo zakodowane manewry tak, jakby walczyła wręcz. Gdyby tylko zamiast ciąć go ostrzem mogłaby złapać ten zarozumiały nadgarstek już dawno byłoby po wszystkim. Wzięła wdech, przerywając na chwilę śpiewanie. Dalej miała uśmiech na ustach, a w oczach były raczej radosne ogniki, chociaż w środku gotowała się, aby wymusić na Diego jakąkolwiek emocjonalną reakcję czy błąd.
    — Dziękuję bardzo — zanuciła, kłaniając się w jego stronę, poprawiając chwyt na swoich scimitarach. Ech, nie zrobi tego tak jak chciała, co? Jeszcze raz szybkim ruchem zerwała się do brata, pozbywając się dystansu, nie w pełni co prawda, ale na tyle, żeby ciąć tuż przy jego rękojeści miecza, skrzyżowała z nim jedno ostrze, naparła lekko, próbując przejąć kontrolę nad ruchem miecza Diego, aby nie mógł tak łatwo wymanewrować. Drugi miecz trzymała w pogotowiu, więc kiedy tylko czarnowłosy zaczął wykonywać swój manewr cięła nim od dołu w miecz, próbując go wybić z ręki.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  49. — Jesteś pewny, że chcesz aspirować do Lokiego? — zapytał, unosząc delikatnie jedną brew ku górze. — O ile pamiętam część jego żartów dość mocno się na nim odbiła — dodał. Już myślał, że zaczną normalnie rozmawiać, ale jednak nacisnął znowu Diego na odcisk. Nosz kurwa mać! Zaklął na samego siebie, kiedy Diego dalej prawił swoje morały.
    — Nigdy nie powiedziałem, że dałem dupy do jasnej cholery, ale nie mów mi, że miałem Cię w dupie, próbuje to pokazać, jeśli mi zarzucasz, że nigdy nie próbowałem na Ciebie patrzeć czy brać pod uwagę Twoich słów, to kurwa wybacz, ale nie tylko ze mną jest problem — odpowiedział poważniejszym tonem. Co innego, gdyby Diego powiedział, że nie widzi tego od jakiegoś czasu, ale nie że od dziecka. Zgasił niedopalonego papierosa i ruszył za Diego. Nikt nie był taki sam, a jeśli ten zakuty łeb nie dawał do siebie dotrzeć, to niby jak mieli to zrobić? Rozłupać mu czaszkę? Czasami by się przydało. Nie zamierzał teraz zostawić go samego sobie.
    — O kim… Mój błąd — odpowiedział. Zastanowił się chwilę. — Amala? — drążył dalej, bo nie miał zamiaru mu tym razem odpuścić.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  50. Darcy chciała wykonać kontrę na jego zagranie, krzyżując swoje scimitary o jego miecz, kiedy brat opuścił broń. Dziewczyna spojrzała po nim z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy. Pokręciła głową zaprzeczając na jego słowa.
    — A potem sama zamknęłabym się w miejscu, gdzie nie mogę wykorzystać połowy swoich atutów? — zapytała. — Walczę dwoma scimitarami. Najlepiej czuję się w ruchu i w zwarciu. Jeśli wepchnę Cię pod ścianę albo między stojaki, sama też tracę miejsce na pracę nóg. Nie wiem jak bym mogła dobrze wykorzystać teren — odpowiedziała, dalej nie odkładając broni. Nie zareagowała też w żaden specjalny sposób na chamskie komentarze bruneta. — Śpiewam sobie i biegam po całym polu, o taki mam styl walki. Chcę szybko manewrować po całym dostępnym terenie i pozbywać się przeciwników. Trenuję pod to, mam to szlifować cały czas. Skoro już oceniłeś jak się poprawiłam, może darowałbyś sobie wtrącanie miecza i pomożesz mi dopracować to co chcę? — zapytała brata, śmiechając się cieplej w jego stronę. — Moim błędem było też to, że chciałam po prostu zmusić Cię do faktycznej walki a nie samego blokowania. Ale cóż, tak, byłam wszędzie, bo egoizm i chęć popisania się techniką. Cięcia chyba miały wszystko? Były czyste i celne? — dorzuciła jeszcze czekając na dalszą konstruktywną krytykę.

    Dar

    OdpowiedzUsuń
  51. Ashan zamarł. Każde kolejne słowo Diego trafiało celniej, niż chciałby przyznać. Najgorsze było to, że część z nich mogła być jak najbardziej prawdziwa. Westchnął. Przez chwilę chciał odpuścić, ale wtedy usłyszał to ostatnie słowo, które podziałało na niego jak zapalnik. Zacisnął szczękę.
    — Pieprz się, Diego — odparł ostro, ruszając za nim. — Naprawdę. Pieprz się — tym razem nie próbował brzmieć spokojnie. Był wyjątkowo rozemocjonowany, jak na samego siebie.
    — Myślisz, że byłeś jedynym, który został sam? Że wyjazd nagle rozwiązał wszystkie moje problemy? Że wróciłem tutaj szczęśliwy i spełniony? Jak myślisz, co ja robiłem? Ruchałem sobie cipki na lewo i prawo? Nie Ty jeden masz stos gówna w głowie, który cię dręczy! Tak, nie przyszedłem od razu. Tak, spierdoliłem. Mogłem przyjść. Mogłem powiedzieć „cześć”. Mogłem zrobić wiele rzeczy lepiej — spojrzał na niego z boku. — Ale nie waż się mówić, że miałem cię gdzieś. Nie mam żadnego z was gdzieś — głos mu stwardniał.
    Podszedł jeszcze bliżej, zachodząc młodszemu bratu drogę.
    — Wiesz, dlaczego tak mnie wkurwiasz? Bo zachowujesz się, jakbyś był jedyną osobą, która została zraniona. Jakby wszyscy pozostali po prostu świetnie się bawili, podczas gdy ty siedziałeś tutaj sam. Tak działa życie. Każdy ma swoje demony w głowie, każdy z nimi walczy na swój sposób. Ja, Darcy i Morgana wróciliśmy. Ja zawsze wracam, więc nie mów, że mam cię gdzieś. Gdybym miał, siedziałbym teraz w swoim pokoju, a nie ganiał za tobą jak debil po całym pałacu — urwał na chwilę i wpuścił powietrze z ust. — I proszę cię. Naprawdę uważasz, że widzę w tobie tylko kogoś, kto zna się na wyglądzie? To ty pierwszy sprowadzasz nasze rozmowy do pyskówek i złośliwości. Ciągle rzucasz szpilami, a potem jesteś zdziwiony, że oddaję. Nie oczekuj ode mnie cierpliwości świętego, kiedy sam od początku jedziesz po mnie w dokładnie taki sam sposób — warknął.
    Następnie, dalej nie pozwalając Diego uciec, zmienił spojrzenie. Jak bardzo by go nie wkurwiał, martwił się o niego.
    — Opowiedz mi w końcu, co zaszło między tobą a Amalą — powiedział już spokojniej. — Przestań dusić to w sobie i porozmawiaj z kimś, choć raz — westchnął, próbując dobrze ubrać w słowa to, co chce powiedzieć. — I spróbuj też zauważyć, że większość z nas wróciła. Nikt też nie kazał ci tutaj zostawać. To był twój wybór, Diego — przez chwilę milczał, patrząc mu prosto w oczy. — A rodzice nie rozsypaliby się bez dzieci. Nie siedziałeś tu sam, bo musiałeś ratować godność rodziny. Więc przestań zachowywać się, jakbyśmy wszyscy cię porzucili dla własnej wygody. Bo to po prostu nie jest prawda.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  52. Darcy przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. Próbowała oddzielić wszystko, co było zwykłą złośliwością Diego, od tego, co faktycznie mogło mieć jakąś wartość. Ostatecznie westchnęła i opuściła jeden z scimitarów nieco niżej.

    — Naprawdę imponujące, jak potrafisz zmienić każde ćwiczenie w wykład o tym, jak bardzo jestem beznadziejna — odparła spokojnie, a po chwili zaśmiała się lekko. — Właśnie, ale ja nie byłam w stanie zobaczyć tego, gdzie mogłabym zapędzić Cię w taki kozi róg, żebyś sam się nie zapchnął mnie w taką pułapkę, więc uznałam, że lepiej mogę zostawić miejsce. Gdy udało mi się złapać Twój miecz w szczypce, mogłam Ci go wytrącić, albo gdybyś stracił rytm czy równowagę. Do tego dążyłam z wytrąceniem miecza — wyjaśniła bratu to, w jaki sposób chciała poradzić sobie z zadaniem.

    Pokręciła głową.

    — Słucham co mówią do mnie inni — odparła. — Chciałam wytrącić Ci miecz, to był mój główny cel. Drugi to było zmuszenie Cię do czegoś więcej niż blokowania i ucieczki, żebyś zobaczył, że jestem lepsza w walce mieczem. Nie powiedziałam, że chciałam walczyć zgodnie z poleceniem. Powiedziałam, że chciałam zmusić cię do reakcji. I najwyraźniej mi się udało, skoro nadal o tym mówimy. A jeśli chodzi o rozbrojenie, to nie zgodzę się z tobą. Potrafię rozbroić przeciwnika. Po prostu nie próbowałam tego zrobić w sposób, który ty sobie wymyśliłeś. Może to był błąd. Może nie. Dlatego właśnie ćwiczę. Za to przyznam ci rację w jednej rzeczy. Za bardzo skupiłam się na własnym stylu zamiast na zadaniu — powiedziała w swojej obronie.

    Co do słuchania innych, to akurat zależało. Zdrad nie miała zamiaru nigdy słuchać. Kiedy ktoś do niej mówił, zawsze starała się wyciągnąć z tego jak najwięcej słusznych informacji i niczego nie przekręcać. Dopóki nie musiała się mierzyć ze zgryźliwością Diego. Do tej niestety nie była przyzwyczajona tak, jak była skierowana w jej stronę.

    Na wzmiankę o piruecie parsknęła śmiechem.

    — Dobrze, dobrze. Piruet był przesadą. Przyznaję. Ale skoro już zauważyłeś, że mogłam wykorzystać pęd lepiej, to może w końcu pokażesz mi jak? Bo na razie większość twoich porad sprowadza się do „źle”, „beznadziejnie” i „przestań pajacować”. Jasne, mogą być słuszne, ale za więcej się nauczę z praktyki. Chyba, że serduszko za bardzo boli, żeby siostrze wpierdolić — uśmiechnęła się zadziornie w jego stronę, widząc jak do niej podchodzi.

    Dar

    OdpowiedzUsuń
  53. Słowa Diego uderzały w Ashana z siłą fizycznych ciosów, ale czerwonowłosy nawet nie drgnął. Stał twardo, blokując przejście, choć w środku aż się w nim gotowało. Słuchał tej lodowatej, pełnej dystansu logiki młodszego brata i czuł, jak resztki jego własnego opanowania topnieją w zastraszającym tempie. Gdy Diego spróbował wyminąć go z drugiej strony, Ashan bez dłuższego namysłu zrobił szybki krok w bok, ponownie wyrastając przed nim jak ściana. Nie zamierzał pozwolić mu na tę tanią ucieczkę. Nie tym razem.

    — Nigdzie nie idziesz, dopóki ze mną nie skończysz — warknął, a w jego głosie pobrzmiewała głęboka, raniąca frustracja. — Przestań manipulować moimi słowami, kurwa mać! Nikt nie mówi, że nie masz prawa czuć się skrzywdzony. Masz prawo! Masz pełne prawo być wściekły, rozżalony i rozczarowany. Ale ty nie tylko jesteś wściekły na naszą nieobecność. Ty z tej nieobecności zrobiłeś broń, którą celujesz w nas za każdym razem, gdy próbujemy się do ciebie zbliżyć!

    Ashan odetchnął ciężko, a jego spojrzenie na moment stwardniało, gdy przeszedł do tematu Morgany i ich relacji. Teraz miał ochotę przypierdolić Diego.

    — „Krew nie tworzy relacji”? Serio, Diego? — rzucił z gorzkim niedowierzaniem. — Morgana nie udaje, bo jest tak prostolinijna aż do bólu. A ty traktujesz każdą próbę odbudowania tego, co straciliśmy, jak atak na twoją niezależność. Tak, konsekwencją mojego wyjazdu jest to, że muszę teraz znosić twoje fochy i wysłuchiwać, jakim to byłem chujem. I stoję tu, przyjmuję to na klatę. Nie wybielam się. Powiedziałem ci jasno: spierdoliłem. Nie przyszedłem, kiedy powinienem. Czego jeszcze chcesz? Mojej krwi na posadzce, żebyś w końcu uwierzył, że mi zależy? — zrobił pół kroku w przód, zmniejszając i tak już niewielki dystans między nimi. Emocje niemal wibrowały w powietrzu.

    — Czy mam Ci teraz prawić jakiś elaborat o tym, co myślę na Twój temat? — Ashan nagle spuścił nieco z tonu, a jego twarz stężała w wyrazie głębokiego, wręcz bolesnego zmęczenia. Zauważył, jak sprytnie brat pominął najważniejszy punkt programu. — I myślisz, że nie widzę, co robisz? — spytał ciszej. — Łapiesz mnie za słówka, rzucasz tymi swoimi filozoficznymi mądrościami o niesieniu konsekwencji, a wszystko po to, żeby tylko nie odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Co się stało między tobą a Amalą?

    Ashan założył ręce na piersi, nie ruszając się z miejsca. Patrzył na młodszego brata z mieszaniną gniewu i czystej, braterskiej troski, której nie potrafił odpowiednio ubrać w słowa.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  54. Darcy zauważyła ten uśmiech. Krótki, ledwie widoczny, ale wystarczający, by wiedziała, że brat mimo całego swojego marudzenia i rzucania jadem najwyraźniej dobrze się bawił.
    — O nie, nie próbuj teraz wyglądać sympatycznie. Za późno — rzuciła jeszcze z rozbawieniem. Potem jednak skupiła się na jego ruchach. Obserwowała obracające się ostrze. Raz po jednej stronie, raz po drugiej. Nie dała się zwieść samemu wiatrakowi. To nie miecz był tutaj problemem. Problemem był Diego i to, co może teraz kombinować. Nie miała zamiaru dać się zaskoczyć. Gdy ruszył naprzód, Darcy od razu zaczęła pracować nogami. Nie cofnęła się po prostej. Zeszła lekko w bok, krążąc wokół niego i utrzymując dystans. Scimitary uniosły się wyżej.
    — Miało być pokazanie błędu, nie próba morderstwa — zanuciła, pogwizdując przy tym i kręcąc głową. Na jej ustach dalej malował się zaczepny uśmiech. Trening nie musiał być śmiertelnie poważny. Nie miała zamiaru atakować pierwsza. Najpierw chciała ustawić się w najwygodniejszej dla siebie pozycji, a potem odpowiedzieć na to, co planuje Diego.

    Dar

    OdpowiedzUsuń
  55. Przez chwilę panowała ciężka cisza, którą przerywał tylko ich przyspieszony oddech. Ashan zrobił krok w stronę brata, ignorując fakt, że Diego się cofa. Atmosfera gęstniała, a on czuł, że jeśli teraz nie wyrzuci z siebie wszystkiego, po prostu wybuchnie.
    — Słuchaj mnie uważnie — zaczął, a jego głos był głęboki, zachrypnięty od emocji. — Mówisz, że daliśmy ci naboje do tej twojej broni. Może i tak. Ale ty strzelasz nimi na oślep, nie patrząc na to, że my też krwawimy. Myślisz, że tylko my spieprzyliśmy sprawę? Co zrobiłeś, kiedy Darcy pisała w listach, że boi się wyjść sama poza Argar? Myślisz, że ona nie ma do nikogo żalu o to, że została z tym sama? Albo że ja nie mam żalu, że jestem, kurwa, ciągle wysyłany z jednego końca tej pierdolonej pustyni na drugi na misje, zamiast mieszkać z rodziną jak normalny człowiek? Morgana raz poszła mnie zastąpić i straciła swojego partnera. Myślisz, że nie ma żalu? — podszedł jeszcze bliżej, ignorując możliwość, że Diego może go odepchnąć albo uderzyć. — Muszę was rozumieć, znać, pomagać wam. Każdy ma swoje pierdolone problemy, Diego. Po prostu nie każdy wykorzystuje je jako argument w każdej kłótni, bo wie, że sam też nie jest święty. Zostawiłem cię i przepraszam, ale co miałem zrobić? Jak mam pomóc wam wszystkim i jednocześnie być przy każdym z was? — Głos mu zadrżał, co u Ashana zdarzało się niezwykle rzadko. — Nie jestem bogiem. Jestem tylko twoim bratem, który sam ledwo wiąże koniec z końcem we własnej głowie — dodał, wyraźnie zmęczony emocjami, które kumulował znacznie dłużej niż ten jeden dzień. I wtedy padło imię Amali. Gniew, który jeszcze chwilę temu trzymał go na nogach, zgasł niemal natychmiast. Ashan zamarł. Zrobił krok w stronę brata, tym razem bez cienia agresji. Ramiona opadły mu ciężko, a dłonie, jeszcze przed chwilą zaciśnięte w pięści, bezwładnie rozluźniły się po bokach.
    — Odeszła... — powtórzył cicho. Przez moment patrzył gdzieś obok niego, jakby próbował poukładać własne myśli. — Kurwa... — przetarł twarz dłonią. — Diego... Tak potwornie mi przykro — nie było w tym litości. Nie było pocieszania na siłę. Chciał odjąć mu ból, ale wiedział, że nie zrobi tego na pstryknięcie.
    — To, że Amala odeszła... nie jest twoją winą. Ani moją. Ani Darcy. Ani kogokolwiek z nas. Wybrała swoją drogę. Swoją naturę. Cokolwiek kierowało jej decyzją, nie zmienia to jednego. — Spojrzał mu prosto w oczy. — Nie była przy tobie dlatego, że nie miała dokąd pójść ani z kim być. Była przy tobie, bo sama tego chciała. Bo ci ufała. Bo byłeś dla niej ważny — przerwał na chwilę — I wiem, że żadne słowa nie sprawią, że nagle poczujesz się lepiej. Wiem też, że pewnie najchętniej kazałbyś mi się teraz odjebać — na jego ustach pojawił się cień smutnego uśmiechu. — Ale jeśli naprawdę myślisz, że jestem tutaj dlatego, że mam poczucie obowiązku albo chcę wybielić własne sumienie? Jestem tutaj, bo jesteś moim bratem. I choćbyś obrażał mnie przez następne dziesięć lat, nadal nim będziesz. I nie musisz nosić tego bólu sam. Nie jesteś sam, Diego. Nie teraz i nie będziesz sam za rok, za dziesięć lat ani wtedy, gdy cały świat będzie ci wmawiał coś innego. Możesz mnie wyzywać, możesz się na mnie wkurwiać, możesz nawet kazać mi wypierdalać, ale to nie zmieni faktu, że przyjdę znowu — westchnął ciężko. — Bo właśnie na tym polega rodzina. Nie na tym, że zawsze jest blisko. Nie na tym, że zawsze robi wszystko dobrze. Tylko na tym, że kiedy wszystko inne się sypie, nadal ktoś zostaje. Nawet jak wtedy tego nie chcesz.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  56. Czerwonowłosy wypuścił głośno powietrze przez nos, a z jego piersi wyrwało się krótkie, pozbawione rozbawienia parsknięcie. Chociaż gniew już z niego wyparował, ustępując miejsca potwornemu zmęczeniu, jego spojrzenie wciąż było cholernie intensywne.
    — Jesteś nieprawdopodobnym wrzodem na dupie, wiesz o tym? — rzucił pod nosem Ashan, a kącik jego ust drgnął minimalnie, w dziwny, ponury sposób odpowiadając na półuśmiech brata. — Piracka cizia? Piracka przygoda? — powtórzył, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Widzę, że wersja wydarzeń, którą sobie ułożyliście jest o wiele wygodniejsza, bo pozwala ci dalej z czystym sumieniem pielęgnować ten twój święty gniew. Nie masz pojęcia, jak tam było, Diego, ale jasne, nazwij to przygodą. Łatwiej się wtedy rzuca oskarżeniami i zapomina, że nie tylko tym się zajmowałem — Ashan założył ręce na piersi i oparł ciężar ciała na jednej nodze, nie spuszczając z niego wzroku. Słowa o Darcy i "płaceniu ceny za głupie wybory" zakłuły go mocniej, niż chciałby przyznać, ale postanowił nie dawać bratu satysfakcji. Chociaż może powinien zostawić siostrzyczkę na lodzie za to jak to przedstawiła, bo przecież opowiadał ze szczegółami cały ten żałosny cyrk na kółkach, z którego nie mógł uciec. — A co do Darcy... nie mów mi, kogo miała w Argarze. Bo rzygać mi się chce, jak słyszę to twoje idealne, logiczne rozliczanie relacji. „Miała tego, miała tamtego, to po chuj jej ja”. Gratuluję empatii. Naprawdę, poziom głębi godny kamienia nadrzecznego — fuknął, ale zaraz spoważniał, a jego głos znowu stwardniał. — Moje problemy mają z tobą wspólnego tyle, że jesteśmy jedną krwią, ty durniu. I kiedy ty obrywasz, ja to czuję. Kiedy ja spierdalam, ty masz prawo dać mi w pysk. Ale ty wolisz stać z boku, prowadzić swój cholerny kajecik z naszymi przewinieniami i odhaczać kolejne punkty, żeby móc nam przy każdej okazji rzucać w twarz tym, jak bardzo cię zawiedliśmy – Zamilkł na sekundę, patrząc na profil Diego, który zdążył już odwrócić się bokiem. Złagodniał w ułamku sekundy, wypuszczając powietrze ustami. Kurewsko żałował, że nie byli teraz gdzieś, gdzie mógłby sobie zapalić. Z tytoniem w ręku byłoby mu zdecydowanie łatwiej. Zwłaszcza, że doskonale wiedział, że nie we wszystkim miał rację, że część jego słów to była ludzka wredota za to, iż sam czuł się zraniony tymi oskarżeniami. Tak jakby on nie miał prawa popełniać błędów, a przecież Diego sam przyznał mu rację z niebyciem bogiem. I kurwa to wszystko o wiele bardziej skomplikowane. — Nie byłem przy Darcy tak, jak powinienem. Nie byłem przy tobie tak, jak powinienem. I nie, nie mam na to żadnego logicznego wytłumaczenia, które nagle sprawi, że wszystko stanie się usprawiedliwione — powiedział ciszej, odwracając na moment wzrok, ale zaraz wrócił do niego spojrzeniem. — Kiedy wyjeżdżałem, też wydawało mi się, że mam ważny powód, że będę w stanie pomóc jednej i drugiej w gorszym okresie życia. Potem jeden problem prowadził do następnego, a następny do kolejnego i zanim się obejrzałem, minęły miesiące. Możesz uważać, że zmarnowałem ten czas. Szczerze? Czasami sam tak uważam przez to jak wszystko się potoczyło — zaśmiał się krótko, gorzko — a potem patrzę na swoje siostry tutaj, bezpiecznie, zdrowe, szczęśliwsze i próbuje sobie powiedzieć, że może jednak nie wyszło zaraz tak najgorzej. I że błędy da się naprawić — przeczesał włosy, kończąc jedną wypowiedzieć. Smutek w jego oczach dalej był widoczny. — Chyba najbardziej wkurwia mnie fakt, że nie mogę powiedzieć, że nie masz prawa czuć tego zawodu, bo masz. Zawiodłem cię. Darcy też cię zawiodła. Może nawet bardziej, niż chcemy przyznać. Nie musisz tego ukrywać i nie musisz udawać, że jest w porządku tylko dlatego, że wróciliśmy. I zanim powiesz, że tego nie robisz przecież… — uśmiechnął się nieco szerzej, a w oczach błysnęła lekka zaczepna zadziorność — …wiem, że nie robisz. Nawet jeśli byłoby mi łatwiej, gdybyś spuścił nieco z tonu. Taki Twój urok i cenię sobie tą bezwzględną szczerość — zakończył wypowiedzieć. Spojrzenie mężczyzny całkowicie już złagodniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Przepraszam, że Cię zawiodłem. Przepraszam, że nie byłem bratem, jakiego potrzebowałeś. Przepraszam, że w ogóle mnie nie było. I możesz mi wierzyć albo nie, twoja sprawa. Po tym wszystkim nawet nie mam prawa oczekiwać, że mi uwierzysz. Ale kiedy mówię, że jesteś moim bratem i że obchodzi mnie to, co się z tobą dzieje, to nie jest żaden pompatyczny elaborat — Ashan zamilkł na chwilę, po czym parsknął krótkim, gardłowym śmiechem, w którym nie było już jednak jadu — Masz rację. Cisnąć możesz mnie dalej, podpisuję się pod tym obiema rękami. Może nawet sam kupię ci te pieprzone pompony, żebyś miał z czym dopingować moje kolejne życiowe porażki, skoro tak bardzo lubisz prowadzić ten swój kajecik. Tylko ciśnij mi patrząc mi prosto w oczy, a nie odwracając się dupą i uciekając, bo faktycznie wezmę Cię za uczuciową niewiastę — dodał, dotykając delikatnie jego ramienia, patrząc po nim wymownie, ale zaraz w jego oczach pojawiła się zwykła troska. Miał nadzieję, że rozumie trochę lepiej gniew brata. Sam zdawał sobie sprawę, że łatwiej było parzyć wszystkich dookoła, ale to nigdy nie była dobra ścieżka. Nie miał zamiaru teraz odpuszczać bratu.

      Ashan

      Usuń
  57. Zaśmiała się na jego komentarz i uśmiechnęła szerzej. Nie dała się jednak rozproszyć, to że się śmiała, nie znaczyło, że nie obserwowała każdego ruchu jaki wykonuje brat. Szybko wodziła wzrokiem od góry do dołu, upewniając się, że będzie w stanie zareagować. Nawet jeśli to tylko prezentacja i pokazówka to nie miała zamiaru dać się zaprowadzić w żaden kozi róg czy na glebę. Była na to za szybka i za zwinna. Poza tym nawykła do analizowania biomechaniki ruchów przez lata nauki ojczystego stylu walki wręcz. Tam było to podstawą do szybkiego pokonania przeciwnika. Ciężko było ją zaskoczyć. Wychwytywała zmianę środka ciężkości bruneta. Ciosów nie blokowała, skoro nawet nie starał się jej trafić, ale sama prowadziła go w tym momencie delikatnie po polu, szybkimi przejściami, kiedy próbował się zbliżyć z różnych stron. Nie dała się złapać na podrzucony miecz, zerknęła jedynie kątem jednego oka na trajektorię lotu. Styl feniksa nauczył ją, by zawsze patrzeć na rdzeń przeciwnika, a nie na jego rozpraszacze. A to, że sama próbowała kogoś rozproszyć… cóż, dużo osób faktycznie się na to łapało. Darcy zamiast skupiać się na rzuconym mieczu, odbiła się delikatnie, ale szybko od podłoża, unikając podcięcia. Uskoczyła w bok, tuż obok ramienia Diego, trzymając jednak broń przy sobie. Gdyby to był pojedynek miałaby dobre otwarcie do zakończenia i wygranej. Być może, gdyby sam zatrzymał się tylko na tym ruchu, ale przecież mógł wykorzystać dalszy pęd. Sądząc po tym z kim miała do czynienia powinna raczej spodziewać się tego drugiego. Poza tym to zagranie było naprawdę dobre. O wiele bardziej przypominało czysty zręczny ruch niż jej brawurowe przerywanie pędu.
    — Cholera, to było naprawdę płynne — przyznała, kręcąc z uznaniem głową i chowając dumę do kieszeni. — Z góry wyglądało to jeszcze lepiej. Czyli kluczem jest to, żeby nie hamować pędu z piruetów, tylko przenieść go w dół, na ten obrót przy ziemi? To faktycznie byłby o wiele lepszy pomysł. Pytanie kogo możnaby na to złapać. Poza tym rzucanie bronią? A co z zasadą "nigdy nie rzucaj bronią, której nie boisz się stracić?" — dodała zaraz. W jej pytaniu nie było żadnej kpiny czy przekory, była zwyczajnie ciekawa, kiedy zasada ta szła w odstawkę i jak podnieść szermierkę na wyższy poziom. Mimo wszystko chciała być lepsza, a nie uparta, brawurowa, a potem martwa przez coś bzdurnego.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  58. — Tak, tylko tego treningu naturalnej płynności dalej mi brakuje. Jestem przyzwyczajona, że moją bronią jest moje ciało. Powinnam traktować miecze jak przedłużenie rąk, ale jeszcze nie udało mi się to w pełni jak widzisz — odpowiedziała mu. Zresztą to było widać, mając ostrza w rękach za bardzo próbowała kombinować czy naśladować techniki, które widziała u innych. Słuchała uważnie Diego, ale w pewnym momencie pokręciła głową. To co mówił przypominało jej taniec z przeciwnikiem. Morderczy, ale jednak. Ashan też mówił, że szermierka jest jak tango. Zastanowiła się jeszcze chwilę. Darcy przez chwilę obracała jeden ze scimitarów w dłoni.
    — Chyba właśnie to mnie blokuje — przyznała po chwili. — W walce wręcz nie zastanawiam się nad tym, co robię. Widzę ruch, czuję ciężar przeciwnika, zmianę środka ciężkości i reaguję. Wszystko dzieje się samo, jest właśnie naturalne, oczywiste. Przy scimitarach brakuje mi jeszcze tego poczucia płynności. Muszę to bardziej wypracować i wytrenować — trochę mówiła do Diego, trochę myślała na głos nad tym jak się podciągnąć. Ugryzła się w środek policzka. Zdecydowanie swoje braki nadrabiała efektywnymi technikami. To był błąd i musiała to sobie wywalić z głowy.
    — Dobrze tłumaczysz, mam nadzieję, że nauczę się to aplikować u siebie — odpowiedziała. Na kolejne słowa zaśmiała się i uśmiechnęła nieco bardziej zadziornie. — No skoro nie lubisz to i płakać po nim nie będziesz, przygarnę sobie — powiedziała, po czym podeszła do nieszczęsnego, krótkiego miecza. Przystanęła czubkiem buta o kraniec ostrza i podbiła go do góry. Skoro nie bał stracić się broni, to mogła sobie pozwolić na test celności. Obserwowała miecz z uśmiechem, a kiedy ostrze zaczynało opadać wykonała obrót, podnosząc jedną nogę od boku ugiętą. Ostatecznie kopnęła piętą w rękojeść, a sztylet poleciał w stronę najbliższej tarczy strzelniczej. Nie trafiła co prawda w środek, ale broń znajdowała się za drugim okręgiem. Wróciła wzrokiem do Diego. W oczach było widać, że jest mu wdzięczna za wspólnie spędzony czas. Brakowało jej jego obecności i ciężko było to ukryć.
    — Chcesz dalej ćwiczyć? — zapytała.
    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  59. Ashan przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Słuchał Diego nie odwracając wzroku, nie wchodził mu też w słowo, chociaż momentami znowu miał ochotę mu przypierdolić za ten kurewsko nieprzyjemny dobór słów. Być może nawet by to zrobił, gdyby nie fakt, że część z tego niestety była prawdą. Przez moment miał ochotę odpowiedzieć czymś kąśliwym. Wytknąć Diego jego własne ślepe punkty. Powiedzieć mu, że świat nie kończy się na polityce, raportach i tym, co ludzie śpiewają przy ogniskach. Przetarł twarz dłonią, a na jego twarz wrócił typowy dla niego wyraz twarzy.
    — Kurwa, Diego... wiesz, co mnie najbardziej rozwala w tym wszystkim? Że słucham Cię i mam wrażenie, jakbyś od miesięcy zbierał dowody na to, że wszyscy wokół ciebie są rozczarowaniem. Ja. Darcy. Czasem pewnie nawet Morgana, kiedy zrobi coś nie po twojej myśli. Jakbyś prowadził ten swój pieprzony kajecik i przy każdej okazji dopisywał kolejne linijki. Ten zawalił to. Ta zawaliła tamto. Ten przyniósł zaszczyt. Tamten przyniósł wstyd. I zajebiście, że masz ten swój kajecik. Pozwala zauważyć pewne rzeczy. Tylko do jasnej cholery… — urwał na chwilę, odruchowo sięgając do swojej kieszeni po papierosy, a potem przeklął w myślach. Nie może tutaj zapalić. — Życie nie działa tylko na zasadzie czarne i białe, życie jest kurewsko szare. A Ty chyba o tym zapominasz w swoich osądach. Nie będę udawał, że nie dałem Bellhardom argumentów. Dałem. Nie będę udawał, że nie było mnie wtedy, kiedy powinienem być. Nie było. Nie będę też udawał, że nie zostawiłem części obowiązków tobie. Bo zostawiłem. Ale przestań zachowywać się tak, jakby te kilka miesięcy sprowadzało się wyłącznie do moich porażek — powiedział, robiąc kolejną przerwę. Nie było w nim słychać jakiegoś gniewu czy żalu. Było zwykłe, ludzkie zmęczenie. Nie miał zamiaru mu teraz opowiadać, że jego wyjście z Phyonix nie zakończyło się tylko jedną zajebaną porażką pośród piratach. Tak, mogłoby wyjść dużo lepiej, mógłby nie popełniać błędów. Bo mógł. Ale popełnił i nic tego nie zmieni. Mimo wszystko nie żałował chłopca, którego znalazł dzięki tym piratom. Nie żałował, że nawiązał więź z Morganą, że był przy niej, kiedy z Natanem wcale nie było tak łatwo, że mogła przy nim płakać, kiedy straciła Kovę (tak się chyba nazywał, prawda?) że widział z pierwszej ręki z czym borykała się Darcy, że poznał Lunę, że mógł lepiej poznać Natana przed podróżą do Azylu. Żadnej z tych rzeczy nie mógł żałować. Jego misja z szukaniem śladów Bellhardów też nie zakończyła się totalnym fiaskiem. Zdobył kilka przydatnych informacji. Zaśmiał się krótko i gorzko. Nie obchodziło go, co ktoś o nim mówił, czy ktoś o tym wiedział - miał na to naprawdę wyjebane. Jemu zależało tylko na tym, aby robić swoje. Prędzej czy później plotki i tak będą inne.Jego spojrzenie złagodniało.
    — Wiesz, co jest chyba najśmieszniejsze? — odezwał się w końcu, kręcąc głową. — Że przez pół tej rozmowy próbujesz mi udowodnić, jak bardzo zależy ci na Phyonix, jakby ktokolwiek z nas miał co do tego wątpliwości. Kurwa, Diego, przecież ja wiem. Wiem, że zostałeś. Wiem, że brałeś na siebie rzeczy, których nie powinieneś dźwigać sam. Wiem, że martwisz się o rodziców bardziej, niż pokazujesz. I właśnie dlatego tak ciężko słucha mi się tego całego pierdolenia, bo mam wrażenie, że ty wszystkim dookoła pozwalasz być ludźmi, dopóki nie są twoim rodzeństwem, wtedy nagle zaczynasz rozliczać. Tak, wiem kurwa, można było zrezygnować, można było zrobić kurewsko więcej rzeczy, wiedząc czego się wymaga od dzieci władców. Można było nie popełniać błędów. Tylko że takie pierdolenie zawsze jest łatwiejsze po fakcie. Wystarczy, że pół kraju już to robi. Ludzie, którzy nie znają nawet połowy tych historii. Ludzie, którzy widzą jeden efekt i dorabiają sobie całą resztę — odparł, kręcąc głową

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morgana z Natanem jasne, siali rozpierdol, a potem siostra musiała odpoczywać przez krwawienie, a Natan niedługo później zapadł w śpiączkę. Dał się zarazić nową chorobą i znowu naraził siostrę na stres, która sama ciężarna prawie wbiegła w serce zarazy. To przecież też można było im zarzucić. Kto wtedy pilnował zdrowego rozsądku? Kto wszedł rozprowadzać lek? Kto krwawił za tych ludzi równie mocno? Kto tworzył bariery ochronne? Dlaczego o żadnej innej osobie, która pomogła tutaj dotrzeć nie jest uznawana za bohatera?
      — Ja też mógłbym zacząć wytykać innym błędy, które widzę, a widziałem ich sporo przez całe życie — teraz zabrzmiał bardziej stanowczo niż wcześniej — ale tego nie robię, bo wszyscy, każdy z nas jest czymś więcej niż swoim największym błędem czy największym sukcesem. Ludzie będą niektóre rzeczy pamiętać, inne zapomną w zależności od tego co będzie się dalej dziać. Darcy dopiero teraz zaczęła pokazywać co naprawdę myśli, być może kiedyś zostanie nazwana godniejszym przydomkiem niż Ty, a może upozoruje swoją śmierć. Ja swojej pozorować nie będę. Mierzyłem się i dalej będę się mierzyć z konsekwencjami swoich błędów. Bo i ile mam czasami żal, że nie dostaliśmy łatwego wyboru, że od urodzenia czuć tą presję kim powinno się być i do czego dążyć jestem tak samo dumny z tego czyim synem jestem, kogo mam za młodsze rodzeństwo i nie wyrzeknę się tego dla żadnej pirackiej cipki jak to mówisz — spojrzał mu prosto w oczy. Uśmiechnął się smutno. — Mimo wszystko rozumiem czemu jesteś wkurwiony i nie mówię, że masz przestać. Masz pełne prawo do swoich emocji. A ja mam pełne prawo patrzeć na swoją rodzinę czymś więcej niż perspektywą tytułów oraz błędów, a jeśli ktoś nazwie mnie chujem liżącym brudne cipki, cóż, mam to szczerze w dupie. Chciałbym bardziej się przejmować plotkami i opiniami, ale zwyczajnie nie potrafię. Tą opinię będę chciał poprawić i plotki zdementować, ale tylko w oczach moich bliskich, reszta niech po prostu czeka na skutki — zakończył swoją wypowiedzieć ostatecznie.

      Ashan

      Usuń
  60. Książulo chodził mu po głowie od ostatniego spotkania. Nie dlatego, że jakoś specjalnie go polubił. Nawet nie dlatego, że go zirytował swym zachowaniem, bo to mu akurat koło nosa latało. Diego nie należał do osób, z którymi Gave byłby specjalnie zżyty czy na których mu zależało. Nie, gdyby o to chodziło to chłopak nawet nie mrugnąłby, gdyby ten kipnął. A jednak chodził po głowie, krążył. Od kiedy w jego czerepie pojawiła się myśl i uczepiła natrętnie. Krążyła po niej i krążyła i nie chciała wypaść. Ostatecznie chłopak westchnął ciężko i udał się do komnaty Książula. Wszedł do niej jak do siebie, bo przecież tamten dokładnie to samo zrobił chwilę wcześniej z zajmowaną przez niego komnatą i przysiadł na jednym z wygodnych foteli, biorąc sobie nóż do otwierania listów, który znalazł w środku. Bawił się nim w dłoniach czekając na przybycie wspomnianego osobnika.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  61. Tony uśmiechnął się pod nosem i skinął głową.
    - Tak, magiczny przyrost cierpliwości jest u niego na porządku dziennym - mruknął i zaraz znów pokiwał głową. - Owszem, Akane przyciąga spojrzenia - przyznał szczerze. - Chociaż jeśli Ashan myśli, że w tym wypadku umoczy... to się grubo myli. Ona nie bierze pierwszego lepszego w obroty i nie jest tak łatwą sztuką, jak te które Ashan do tej pory zdobywał... a przynajmniej z opowieści o nich tak mi się wydaje, ale mogę się mylić - dodał spokojnie, po czym zamknął buzię i po prostu słuchał. Diego mówił z sensem. Oczywiście Tony doskonale wiedział, że powinien zacząć od podstaw. Podstawy miał. Umiał się poruszać i wiedział, że w walce trzeba ruszać nogami, a nie być słupem soli, a jednak ciężko było to wszystko skorygować. Ćwiczył to już długi czas i miał wyćwiczoną koordynację ręka, nogi.
    - Podstawy jakieś mam, ale nie są one tak dobre jakbym chciał, żeby były - powiedział w końcu. - Znam parę pozycji, skoordynowałem nogi z ręką, ale... jakimś cudem cela mam tragicznego. Dziwne to jest, bo jak używam swoich umiejek to cel mam dopracowany do perfekcji, ale kiedy używam tylko ręki i oka... to już nie - przyznał bez ogródek, po czym znów przytaknął.
    - Myślę, że to jest wielce prawdopodobne - powiedział spokojnie. - Jeśli mówisz o parce bliźniąt, które są berbeciami to jest to za wcześnie, żeby stwierdzić, chociaż faktycznie po krótkich obserwacjach idzie zauważyć, którymi rączkami chwytają przedmioty. Nie wiem jednak czy już mają to ugruntowane. Myślę, że musi do tego minąć więcej czasu - dokończył. - Ale istniała jeszcze jedna parka bliźniąt i u nich wyraźnie można było zaobserwować, że jedno z nich było prawo, a drugie lewo-ręczne - poinfomował go z lekkim uśmiechem na twarzy. - W Argarze również znałem parę bliźniąt, których dominująca ręka była odwrotna od tego drugiego - wzruszył ramionami. - Myślę, że to nie jest tak do końca przypadek.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  62. Ashan patrzył na niego jeszcze przez kilka sekund z niemym wyrazem twarzy. Cała troską jaka była widoczna na jego twarzy została zastąpiona przez minę, która nie pokazywała po sobie żadnych emocji. Im dłużej słuchał odpowiedzi brata, tym bardziej gasła w nim chęć dalszego tłumaczenia czegokolwiek, czy dochodzenia do jakichkolwiek porozumień i dalszych przeprosin. Bo po co miał to robić? Diego słyszał co Ashan mówił, ale miał zamiar mieć to głęboko w dupie. A on skończył być właśnie workiem treningowym dla młodszego brata, który zdecydowanie zapominał, gdzie powinny leżeć jego własne wartości. Powody? Bez znaczenia. Rodzina? Chuja tam. Intencje? Wyjebane. Liczą się tylko pierdolone wyniki, które będą istotne tylko, kiedy będą idealne. Zajebista filozofia. Dobrze, że mężczyźni aktualnie nie dziedziczyli w tym kraju. Wstał na równe nogi, sięgając do kieszeni płaszcza, z którego wyjął misternie zapakowany podarunek. Dał go Diego bez słowa.
    — Martwi mnie Twoja chujowa filozofia względem życia — powiedział jedynie, po czym poszedł w stronę swojego własnego pokoju. Jego brat nie potrzebował teraz robić sobie burej szmaty z niego, a sam Ashan musiał zapalić i napić się czegoś mocnego.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  63. Czy on jej właśnie zarzucił, że nawet broni nie potrafiła utrzymać normalnie? Ugryzła się wewnątrz policzka, żeby mu nie odpowiedzieć niczym równie chamskim, chociaż miała ochotę. Naprawdę zachowywał się jakby był pieprzonym bóstwem ostatnio. Uśmiechnęła się do niego niewinnie i przytaknęła bez słowa. Część jego rad była dobra, te kilka ruchów było przydatne. Sama poszła odłożyć treningowe scimitary, zaznaczając sobie w głowie, że od teraz szermierkę będzie ćwiczyć gdzieś, gdzie Diego nie będzie mógł jej zobaczyć. Było jej przykro, że brat widzi w niej taką nieudaczniczkę. Nie była aż tak do tyłu, żeby musiał uczyć jej absolutnych podstaw walki. Na pochwałę wzruszyła ramionami, utrzymując ten sam uśmiech na twarzy. Tak, ona wiedziała ile potrafi i gdzie ma braki. Wiedziała też z czym sobie radziła. Nie będzie działała pod cudze uznanie, to obiecała samej sobie niezależnie od perypetii z tym co aktualnie dzieje się w głowie Diego.
    — Jeśli to wymaga pokoju to chyba kurwa oczywiste, że wolę sama to dostać. Wolałabym kontrolować kto przebywa tam gdzie śpię — odpowiedziała mu, uśmiechając się cieplej. To się nawet dobrze składało, bo sama chciała dać Diego zaległy prezent, a nie miała jeszcze ku temu żadnej dobrej okazji. Wzięła księgę, którą jej dał i zaczęła iść.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  64. Gave nie zaczynał rozmowy już kiedy Diego wszedł do środka, dalej bawił się nożem do otwierania listów, przekładając go sobie między palcami. Obserwował bacznie Diego i tego jego szykowny strój. Przejebane. Przebieranki były przejebane. Dobrze, że jako Śmierć będzie mógł sobie poużywać we własnym stylu, a nie jakimś tam widzimisiu. Odetchnął głęboko.
    - Zadać ci parę pytań - odparł po chwili milczenia, jednocześnie odpowiadając na pytanie Diego. - Jak dużego masz cela tym swoim ogniem? - zadał pierwsze pytanie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  65. Gave odłożył nóż na swoje miejsce i skinął głową w podzięce za trunek. Umoczył w nim wargi i przez chwilę milczał smakując cierpki alkohol.
    - Mhm w porządku - mruknął. - Jak precyzyjnego cela masz? - doprecyzował swoim zdaniem rzecz jasna. - Załóżmy, teoretycznie, że mam duszę, do której przyłączony został fragment innej - spojrzał prosto w oczy chłopaka. - Jak pewną masz dłoń? Byłbyś w stanie wypalić dokładnie ten jeden fragment?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  66. Tony odetchnął z wyraźną ulgą na te słowa. Życzył Akane jak najlepiej, ale Ashan... jakoś go nie przekonywał, gdy chodziło o jego przyjaciółkę. Mógł się mylić oczywiście. Jasne, Ash zdawał się lepszym wyborem niż Gave, przynajmniej w kontekście toksyczności, acz zbyt spantoflony się robił w związku, więc Akane szybko by się nim znudziła. 
    - To dobrze, nie chciałbym, by twój brat chodził ze złamanym sercem - powiedział tylko, po czym przytaknął na pytanie o powietrze. Zastanowił się nad odpowiedzią na to pytanie. Jasne, Diego miał sporo racji, jednak jemu nie tylko o to chodziło. - Hm... najlepiej będzie zademonstrować - skomentował, po czym wyciągnął sztylet ze swojego buta. Urokiem posiadania sztyletowych przyjaciół było to, że tak czy siak jakiś tam się posiadało w zanadrzu. Rzucił nim w cel tak normalnie. - Celowałem w serce - mruknął, gdy sztylet wbił się w ramię kukły, a on już szedł by go wyciągnąć. Wrócił na swoją pozycję i tym razem rzucił ze wspomaganiem wiatru. Dzięki temu, że bawił się powietrzem to nadał odpowiedni kierunek broni i ta trafiła tam gdzie tego sobie życzył. - Widzisz? Ze wspomaganiem jest mi po prostu łatwiej. Jakoś, kiedy rzucam nawet samym powietrzem... chodzi mi o taki strumień - tu znów zademonstrował silny strumień, niczym śruba lecąca do kukły. - ...to trafiam bez większych problemów. Problem chyba polega na tym, że jestem przyzwyczajony do poprawek w trakcie lotu, a tu muszę od razu dobrze wycelować - mruknął ostatecznie i podrapał się po głowie. - Okay, jakie ćwiczenia masz na myśli? - zainteresował się.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  67. Spojrzała spod byka na Diego, kiedy wspomniał o gachach do oskalpowania.
    — Myślę, że będę odpierdalać jeszcze więcej, jeśli masz zamiar mi sprowadzać obcych facetów do mojego pokoju jak przestanę, braciszku — powiedziała, uśmiechając się do niego uroczo i zatrzepotała rzęsami. Poprawiła swoje włosy. — I ostatnio zaczęłam gustować we wrzucaniu moich adoratorów do ognia — dodała, tym razem z przebłyskiem dumy na twarzy. Nie miał jeszcze okazji usłyszeć, że ma swoją oryginalną drugą formę czy nauczyła się naturalnie korzystać z ognia, więc na razie taka informacja powinna dać mu wystarczająco dużo poszlak, a za późno już było, żeby oczekiwała od niego za to pochwały czy dumy.
    — Bardzo mi miło — odpowiedziała w sprawie kubła zimnej wody, ale i tak otworzyła drzwi. Trochę zdziwił ją kolorystyczny wybór kreacji. Diego w końcu wiedział, że nie nosiła nigdy niczego co nie jest czarne, jeśli chodziło o tkaniny. Niemniej uśmiechnęła się w jego stronę. Bardziej i tak interesowało ją zawiniątko. Zanim je odpakowała czy Diego wyjaśnił co to za suknia, sama sięgnęła do szuflady przy swojej nocnej szafce. Wyjęła z niego lekko osmalone puzderko. Podała je bratu z ciepłym uśmiechem.
    — Chciałam Ci to dać zanim się pokłóciliśmy pierwszego dnia — wyjaśniła. W środku znajdował się sygnet, który planowała dać mu już od kilku miesięcy w prezencie. Potem zaczęła odpakowywać suknię. Kiedy zobaczyła, że ta była kreacją, którą podarował Amali zamarła na chwilę, a uśmiech czy jakiekolwiek żarty momentalnie z niej uciekły. Położyła ją ostrożnie na swoim łóżku, czując jak łza spływa jej po policzku. Dlaczego nie powiedział o tym dużo wcześniej? Czemu nie napisał w liście? W sekundę znalazła się przy Diego i przytuliła go mocno do siebie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  68. Gave obserwował to wszystko w milczeniu. Imponujące, jasne, ale wciąż go nie satysfakcjonowało. Wyciągnął ze swojej torby zszyte dwa kawałki materiału i położył je na stole, wskazując na nie dłonią.
    - A coś takiego? - zainteresował się. - Wiesz samo spalenie fragmentu to nie wszystko. Byłbyś w stanie spalić wszystkie jej skrawki? Włącznie z tymi związanymi ze szwami? - zapytał. - No i co w przypadku, w którym dwie dusze są ze sobą w jakiś sposób połączone, genetycznie... to mogłoby komplikować sprawę, w kontekście wypalenia tylko jednej - mruknął właściwie sam do siebie. - Ale spróbujmy z tym... załóżmy że to są te połączone dusze - powiedział wprost, znów upijając trochę trunku i spoglądając na Diego wyczekująco.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  69. Ashan był już w swoim pokoju przy biurku. Alkoholu nie zdążył otworzyć, bo na meblu czekały na niego już raporty odnośnie Bellhardów, o które prosił w sprawie tego co odkrył. Od razu do tego usiadł, nanosząc na mapę potencjalne miejsca, paląc przy tym papierosa. Był wyraźnie zirytowany. Najwyraźniej opozycja znalazła sobie przejście, którego nie udało się zabezpieczyć, skoro nikt nie widział, że ktoś wychodził w czasie, który mógłby współgrać z tym, kiedy on spotkał posłańca, a także tym co zasłyszał w Marchwiach. Albo to, albo mieli kreta wśród strażników na granicach i żadna opcja mu nie odpowiadała. Nie zajmował się tym przez opierdol Diego, co to to nie. Po prostu czekał na wszystkie informacje, a teraz miał nowe gówno, o które musiał się martwić. Obejrzał się za siebie, kiedy Diego wszedł do jego pokoju. Liczył na kolejny opierdol, ale kiedy tylko zobaczył butelkę ze znajomą etykietą z “Kipina”. Wziął butelkę do rąk. Alkohol był paskudny w smaku, ale w tamtym wieku nie mógł dostać nic lepszego. Osobiście uwielbiał ten alkohol mimo wszystko.
    — A mi z Tobą i utratą butów oraz spodni. Dziękuję — odparł, a na twarzy widać było sentyment. — Chcesz się napić? — zaproponował. Przy biurku miał dodatkowe krzesła mimo wszystko, a wzięcie kolejnej szklanki nie było problemem, gdyby brat miał na to ochotę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^