Książe Phyonix || Fenalis || 21.06 || 19 lat || 179cm
Młodzieniec z niemym wyrazem twarzy, z chłodnym spojrzeniem i często drgającym kącikiem ust. Dobrze zbudowany, z wyraźnie zaznaczonymi mięśniami na ciele. Najczęściej zobaczyć można jego nagie ramiona, resztę mało kiedy eksponuje. Głównie chadza w lekkich, czarno-złotych, elegancko zdobionych koszulach, czasem zdarzają się beżowe lub białe. Nie kryje swojego statusu. Długie, luźniejsze spodnie z drogich materiałów, dość elastyczne by odpierać ewentualne ataki. Chodzi dumnie, wyprostowany, pewnie siebie stawia kroki i z reguły patrzy na wszystkich z góry lub od razu, prosto w oczy. Posługuje się dużym, srebrno-złotym mieczem, jednak nie obce są mu również krótkie, wąskie sztylety ze złotymi zdobieniami, które nosi zwykle przy nerkach. Jeżeli chodzi o inne akcesoria to w biżuterii często akcentuje szmaragdy, ale są one delikatnie wkomponowane w błyskotki. Nie akceptuje podróbek, jak kamienie, to tylko szlachetne. Poza bronią włada piekielnymi płomieniami. Te są koloru czarnego i wygasić może je jedynie sam Diego, w innym wypadku płoną nieustannie około tygodnia, bez przerwy. By zająć płomieniem coś lub kogoś ruchomego, musi dobrze trafić. Pudło oznacza spalenie czegoś, co wcale nie miało znaleźć się na celowniku. Diego posiada również przemianę. W jej trakcie oczy chłopaka skrzą się na szmaragdowo, a ciało całe pokrywa się twardą, ciemno-szarą skorupą, która w wielu miejscach płonie piekielnym płomieniem. Płoną również włosy. Na co dzień z kolei te zdają się dziwnie ułożone, mimo ich ogólnego nieładu.
Tytuł i Theme: Livingstone - Architect

Darcy nie mogła doczekać się spotkania z bratem. Strasznie, niemożebnie wręcz tęskniła za własnym bliźniakiem. Oficjalnie powitanie to jedno, ale ona chciała po prostu spędzić luźno czas. Kiedy tylko wszystkie formalności z przyjściem Azylowiczów zostały załatwione, pokazała gościom miejsca gdzie będą spać i samodzielnemu ogarnięciu się po podróży poszła na poszukiwanie brata. Diego spotkała na korytarzu. Uśmiechnęła się do niego szeroko i pierwsze co zrobiła to podbiegła do niego i przytuliła się do niego mocno.
OdpowiedzUsuń— Cześć, tęskniłam — przyznała bez ogródek. Została tak przez chwilę, po czym odsunęła się od niego. Obejrzała uważnie chłopaka. — Przy okazji, miałam przekazać, że Damonn jest na Ciebie obrażony — rzuciła, śmiejąc się pod nosem.
Darcy
— Nie wyglądam? — zapytała, nie rozumiejąc z początku o co mu chodzi. Chyba oczywiste, że tęskniła za swoim ulubionym bratem. Brakowało jej jego ciętego języka i po prostu obecności. Tym bardziej dziwnie się słuchało zarzutu o “nowym braciszku”. Gave był jak irytujący starszy brat momentami i tak go traktowała, ale nigdy nie był dla niej na tym samym miejscu co Diego. — Myślałam, że wiesz, że Ciebie nikt nie zastąpi chociaż w jednym milimetrze — odpowiedziała mu. — Zresztą sam możesz to sobie wyczytać z moich myśli. Jesteś na pierwszym miejscu i możesz być o to bezpieczny — zapewniła go. Zaśmiała się i pokręciła głową. Czasami jednak był niemożliwy. — Podobno ledwo przeżył, a potem wpierdzielił mi się na kwadrat i nie dał wyrzucić, bo mu wiszę za TWÓJ żart. Jeszcze mi za przyzwoitkę robił momentami — opowiedziała bratu. — Chociaż Tobie z plotek najbardziej pewnie spodoba się ta, gdzie Ashana porywają piraci, bo traci głowę dla jednej z nich — poruszyła wymownie brwiami. — Chcesz posiedzieć i nadrobić stracony czas?
OdpowiedzUsuńDarcy
Gave wkręcił się w Moserty i oporządzanie ich po tym jak Darcy pokazała mu co i jak. Chętnie się za to zabierał w wolnym czasie, więc i tego dnia czesał akurat jednego z nich, gdy w stajni pojawił się paniczyk Diego. Doskonale wiedział, kto to jest, bo Dar opowiadała o nim dość często. Co prawda nie miał z nim jeszcze przyjemności, ale teraz... nie był pewien czy chce go poznawać. Spojrzał po nim ponuro i podniósł się. Mimo wszystko kamuflaż z czerwonymi włosami mógł zadziałać na jego korzyść. Bez słowa chwycił stopień i podstawił go pod boksem Dantego. Zdołał już zorientować się w imionach Mosertów.
OdpowiedzUsuń- Naucz się liczyć, bo coś ci nie wychodzi - mruknął pod nosem na to całe "trzeci raz". Jakby miał do czynienia z Darcy na początku ich przygody. Nafumfany książunio się napatoczył.
Gave
Zmarszczyła brwi na jego komentarz. Wyprostowała się momentalnie i poprawiła włosy.
OdpowiedzUsuń— Aha? Ja? — dopytała. Pokręciła głową. No teraz to ją zakuło. Dalej miała w sobie swoja grację, potrafiła utrzymać idealną postawę, a Diego jej tak wyjeżdżał? Wredota. Zaśmiała się delikatnie. — Wolę być najmłodszym i najsłodszym dzieckiem, wystarczy, że wnuki kradną ode mnie uwagę i przywileje — odpowiedziała, trzepocząc teatralnie rzęsami. — Więc zostaje mi szukanie starszych braci, może kiedyś jakiś Ashana zastąpi, ale wątpie, żeby ktoś był równie gburowaty — wzruszyła ramionami. — Poza tym, lepiej ustawić sobie kogoś na brata niż faceta, jeśli absolutnie mi się nie podoba — dodała spokojnie. Sama objęła Diego, kiedy zarzucił na nią ramię. Pokręciła głową. — Yhym, bardzo kurwa, bardzo. Teraz pomóż mu znaleźć nowe lokum jak taki dumny jesteś, jak już uczysz go życia to możesz kontynuować — odpowiedziała mu zaczepnie.
— No cóż, Ash nie ma szczęścia w miłości. Łzy możesz dalej sprzedać, dopóki się nie domyślą, że są lipne — zauważyła. — Tylko może nie w Phyonix, nie trzeba nam awantur od Bellhardów, że książe naciąga swój własny lud — zaznaczyła zaraz, bo Diego raczej byłby do tego zdolny, a to by popsuło pewnie część pracy rodziców, którą sama zamierzała przejąć. Usiadła obok Diego w pokoju i przyjrzała mu się uważnie. Wiedział przecież dlaczego idzie. A miał teraz do niej pretensje. — Diego, przepraszam, ale ja musiałam się wyrwać, dobrze wiesz… — przypomniała mu, obserwując go uważnie. — Jeśli Ci to przeszkadzało aż tak, to przepraszam. Mogłeś powiedzieć wcześniej
Darcy
— Trochę, ale u Ciebie chyba nie, co? — zapytała, uśmiechając się przy tym zaczepnie. Poczuła delikatne ukłucie w sercu, kiedy znowu widziała tą dezaprobatę w jego oczach. Mimo wszystko dalej się uśmiechała i nie dawała po sobie tego zdradzić. Nie chciała po sobie pokazywać, że jej przykro. Wolała cieszyć się towarzystwem brata, za którym tak bardzo tęskniła.
OdpowiedzUsuń— Hm? Czemu nie? — tego akurat nie rozumiała. Diego zazwyczaj lubił tego typu zagrywki. Nie przy wszystkich, ale jednak małe manipulacje jak najbardziej były w jego stylu, więc liczyła, że ten żart mu się spodoba. Ona traktowała Gava jak prawdziwego przyjaciela i przyszywanego brata, ale zanim oswoi z tym bliźniaka wolała trochę odczekać i go przyzwyczaić, chociaż szczerze liczyła, że będzie bardziej zadowolony, że jednak znalazła jakiś przyjaciół poza rodzeństwem.
— No nie wiem, czy zrobiłeś swoje. Na moje kilka lekcji jeszcze by się przydało — rzuciła żartobliwie. Zaśmiała się delikatnie na komentarz odnośnie wyborów Ashana. Faktycznie brat nie był pod tym względem idealny. Każdy związek się kończył prędzej czy później, a historia z Luną… no cóż ani ona, ani Morgana nie były zadowolone z tego jak się wkręcił szybko. Zdecydowanie za szybko. — Yhym, a potem będzie siedział z lutnią i wódką i nękał połowę nacji swoimi złocistymi chryzantemami. Mogli mu już serducho na statku złamać. Widziałeś tą fryzurę? — zagaiła. Wzruszyła ramionami. — Nie posrało. Wystarczy znaleźć kogoś, kto będzie sprzedawać za Ciebie, dać mu jakiś mały procent, a potem wszystkiego się wyprzeć o ile by podejrzewali. W Mathyr krążą już legendy o feniksach, można to wykorzystać, przy okazji zrobić w chuja Peruna i Helgę — zastanowiła się na głos. W zasadzie to byłby taki zły pomysł. Gdyby postanowili zastąpić trochę swoich medykamentów sztucznymi łzami, byliby zdecydowanie słabsi. Wzdrygnęła się na wspomnienie tego “koncerciuku”, na który tak koniecznie musiała pójść. Spuściła wzrok, zagryzając wargę, po czym zacisnęła usta w wąską kreskę. Tak, wiedziała, że spierdoliła. Kurewsko spierdoliła, ale i tak nie mogła teraz już iść nigdzie sama, każdy srał pod siebie na samą myśl, że ma wyjść gdziekolwiek poza granice Argaru czy Phyonix bez nadzoru. Czuła się teraz, jakby była znowu na dywaniku u ojca. Wróciła wzrokiem do brata. To nie były pierdoły. Przynajmniej nie dla niej. Czasu nie mogła nadrobić, ale mogła próbować stworzyć więź z siostrą i spróbować się usamodzielnić. Nie chciała całe życie chować się za innymi. Przytaknęła ruchem głowy na propozycję wina.
— Chcę — odpowiedziała.
Darcy
Ashan ostatnio nie miał zbyt wiele czasu na samodzielny wypoczynek. Ktoś albo wpierdalał mu się w trening, albo sam zgadzał się na opiekę na dziećmi. To drugie co prawda nie było jakieś takie najgorsze, ale dzisiaj po prostu chciał być sam. Do jego pokoju wszyscy już nauczyli się pukać, więc znalazł sobie samotnię na tarasie opustoszałego skrzydła. Rozsiadł się tam wygodnie na krześle, zakładając nogi o stół. Obok miał popielniczkę, papierosy i słabe wino. Życie w tym momencie było zajebiście ciche i piękne. Siedział tak ze zmrużonymi oczami, paląc papierosa i spokojnie wypuszczając dym. Z tego miejsca miał co prawda piękny widok na pustynne wydmy, ale teraz w głowie miał przede wszystkim myśli o skórach, które ostatnio udało mu się zdobyć na własny użytek. Zastanawiał się, gdzie mógłby znaleźć dla nich odpowiednie miejsce. Poza tym myślał też nad rozplanowaniem trasy na misję, na którą miał zamiar niedługo się wybrać. Obok niego była mapa Mathyr. Zerknął na nią kątem oka. Wiedział dokąd mieli się udać, teraz pozostawało wytyczyć najlepszą, w miarę bezpieczną trasę.
OdpowiedzUsuńAshan
Gave wywrócił oczyma i wrócił do wymieniania wody pozostałym Mosertom. Nie potwierdził ani nie zaprzeczył, ale nie zamierzał wdawać się w pyskówki z nafunwanym książulem. Kebaba mógłby opylić to może i humor by mu się poprawił. O proszę... a jednak potrafił samodzielnie oporządzać zwierzę. Biedny ten jego mosert. Tak go oddawać w ręce trzecich osób. Dokończył zmieniać wodę i przystanął przy zagrodzie swojego ulubieńca. Obserwował go z pogodnym wyrazem twarzy.
OdpowiedzUsuń- Książulo zdaje się nie w humorze - stwierdził w końcu. - Śniadanie nie dopisało? Słoneczko za mocno przygrzało? - wyciągnął dłoń do swego ulubieńca i zaczął go głaskać.
Gave
Darcy sama wzruszyła ramionami, a jej oczy zmieniły kolor na chwilę.
OdpowiedzUsuń— Bylebyś Eliego nie traktował równie uroczo — uśmiechnęła się do Diego. Oczy wróciły do normalności po chwili, a ona znowu patrzyła ze swoją typową czułością, jaką zazwyczaj miała do brata. Zaśmiał się lekko.
— Żebyś się nie zdziwił, syn Życia ma w sobie bardzo dużo życia, jebaniutki lubi zaskakiwać — odparła. Usiadła wygodniej na swoim miejscu i słuchała co Diego ma do powiedzenia w sprawie brata. Oparła się wygodniej.
— Co, chcesz się z nim podzielić ubraniami? — zaśmiała się delikatnie. — Wybacz, ale Ashan pod względem ubrań to stracony przypadek, rozumiem czarny, ale on nie potrafi wybrać czegoś w czym wyglądałby naprawdę dobrze, jeśli mu się nie pomoże. Dobrze, że jest bardziej podobny do ojca, to się można zawsze wyprzeć przy nieznajomych — dodała jeszcze w żartobliwym tonie. Nigdy by się nie wyparła nikogo ze swojego rodzeństwa, niezależnie od tego co by odwalili. Byli jej i tyle. Relacja mogła się popsuć, ale ich nie zostawi.
— Masz rację, wolę słabe żarty, lepiej mi wychodzą — przytaknęła mu, odbierając wino. Zmarszczyła brwi, kiedy zaczął jej tłumaczyć politykę. Ona nie była uważną uczennicą? Wzięła wdech i wydech. Teraz naprawdę nadepnął jej na odcisk. Miała dość bagatelizowania swojej własnej osoby. Jakby nie patrzeć była pieprzoną księżniczką. Upiła łyk wina na uspokojenie, przybierając spokojny wyraz twarzy, typowy dla tej Darcy, która pełniła obowiązki korony. Na ustach miała prosty, lekki uśmiech.
— W polityce liczy się nie fakt, tylko czas między kłamstwem a jego weryfikacją. A ten czas bywa zabójczy. Zanim ktokolwiek udowodni, że mikstury są bezwartościowe, miną tygodnie. Raporty będą sprzeczne, dowódcy zrzucą winę na zmęczenie żołnierzy, na pogodę, na sabotaż. Nikt nie przyzna od razu, że został oszukany. Zwłaszcza w armii rozproszonej po całym kontynencie. Perun nie dostaje informacji w czasie rzeczywistym, tylko wersje filtrowane przez oficerów, którzy wolą wyglądać na kompetentnych niż szczerych. A Helga, jakkolwiek bystra, nie może być wszędzie naraz. System zawsze reaguje wolniej niż plotka — urwała na chwilę i przechyliła głowę na bok — I właśnie dlatego dezinformacja działa najlepiej wtedy, gdy jest wpuszczana od dołu. „Nowe dzieło wiedźm - łzy uwięzionego feniksa”, „jeszcze lepsza niż krew mieszańca”, „działa inaczej, ale wystarczająco dobrze”. Nikt nie kwestionuje czegoś, co brzmi praktycznie i oszczędnie. Tego mnie uczyli na lekcjach. Imperia nie upadają od jednego ciosu, tylko od serii drobnych zaniedbań, które ktoś celowo podsuwa — wyjaśniła swój punkt widzenia. Skrzywiła się na chwilę i upiła kolejny łyk. — A jeśli przy okazji mogę odpłacić im za to, że robili mikstury z mojej krwi… to tym lepiej. Nawet jeśli cały pomysł zaczął się od słabego żartu. Być może spróbuję swoich zdolności w kłamaniu w tej kwestii. Chociaż pewnie masz do tego kolejne, wybitne uwagi, co? — zakończyła swój wywód. Ją ta sytuacja bolała, niewola, wojna, miała tego dość i nie chciała tego ukrywać przed kimś z kim powinna być najbliżej. Zmrużyła oczy delikatnie wpatrując się w jego szmaragdowe oczy. — Co się stało? Bo coś się stało — rzuciła.
Darcy
Gave zajmował się tym, którego sobie upatrzył. Odwiedzał go niemal codziennie. Dzisiaj również. Skończył dokładanie mu paszy i wymianę wody, a teraz zabierał się za szczotkowanie Veriego. Spojrzał po mosercie i wywrócił oczyma na te "docinki" Książula. Pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- A co? Miałbyś coś przeciwko? - spojrzał po Diego. - Z przyjemnością się tobą zaopiekuję - puścił do niego oczko. - Kopa w cztery litery też chętnie zasadzę, co by tam w głowie się dobrze poprzestawiało - dorzucił nieco zgryźliwie, przy czym spokojnie szczotkował Veriego. - Niesamowity jesteś, widzisz ty coś poza czubkiem własnego nosa? - spojrzał po nim. - Sam fakt, że nie odróżniasz służby od innych przybłęd, nie za dobrze o tobie świadczy.
Gave
Ashan naprawdę liczył na spokojny dzień bez zawracania dupy. Oczywiście świat nie byłby sobą, gdyby nie zesłał na niego kolejnej bolączki. Wywrócił oczami, słysząc głos Diego. Już po samym tonie wiedział, że czeka go irytująca, ciężka przeprawa z bratem. Czasami naprawdę miał ochotę i jego oskórować, ale to mimo wszystko był jego brat. Jak bardzo by go sobą nie wkurwiał. Spojrzał po nim znudzonym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń— Co tym razem? — zapytał, patrząc po kieliszku. Powąchał go, ale sam nie wyczuwał żadnej specjalnej różnicy. Trudno. I tak już trochę wypił. Upił kolejny łyk, nie spuszczając z bruneta wzroku, dopiero potem odłożył szkło.
— Twoja obsesja na punkcie mojego krocza zaczyna być niepokojąca, Diego. Naprawdę nie masz własnych podbojów, którymi mógłbyś się zająć, że musisz tak pilnie śledzić stan moich lędźwi —- zapytał, odpalając kolejnego papierosa. Przy nim akurat przyda mu się coś na zapas na uspokojenie. — Nie każdy potrzebuje instrukcji obsługi, żeby trafić pod spódnicę, ale jeśli jesteś zainteresowany, to takie mają w zamtuzie — dodał jeszcze, po czym zaciągnął się i wypuścił dym na twarz młodszego.
Ashan
Gave spojrzał po nim, jakby ten się z księżyca urwał. - Ale z ciebie dziecior - skomentował. - Widać, że życia nie poznałeś - powiedział tylko, jego groźby puszczając mimo uszu. Czasem wypadało być tym dorosłym w gronie. Zwłaszcza przy takiej gimbazie. Spojrzał na Veriego i dmuchnął sobie w grzywkę. - Chodź, zanim głupota i tobą przesiąknie - rzucił do Moserta i poprowadził go kawałek dalej. Diego zachowywał się niesamowicie głupio w jego oczach.
OdpowiedzUsuńGave
Nie zamierzała straszyć Diego, ale nie do końca jeszcze panowała nad zależnościami między swoimi emocjami a zdolnościami, a brat mimo wszystko strasznie mocno naciskał tam, gdzie bardzo tego nie chciała. Miała swoją dumę, którą uraził i się odezwała. Sprawy Damona nie komentowała. Najpierw musieli się spotkać, żeby do jakiejkolwiek reakcji doszło. Pomyślała chwilę o Ashanie, uśmiechając się lekko.
OdpowiedzUsuń— Myślę, że przy okazji by Ci rozpieprzył większość ubrań swoją klatą, byłby jeszcze większy przedziałek niż zazwyczaj. Marnowanie dobrego materiału… — wzruszyła ramionami. — Chociaż i tak wygląda lepiej niż gotuje — przypomniała. Uśmiechnęła się cieplej na pochwałę. Z jego ust to dosłownie komplement, sama stuknęła się z nim kieliszkiem i upiła łyk wina. Jednak spoważniała na jego kolejne słowa. Odłożyła wino.
— Nie będę tłumaczyć Ashana, bo nim nie jestem — zaczęła, zbliżając się do Diego. Przytuliła go. — Przepraszam, że poczułeś się przeze mnie opuszczony. I wiem, że masz w dupie wymówki, więc po prostu przepraszam — powiedziała. Miała nadzieję, że rozumiał, że nie chodziło tylko o Morganę. Tak, wybrała Argar dla niej, ale jeśli chciała otworzyć Phyonix na świat musiała ten świat najpierw poznać, to było chyba oczywiste. Nie żałowała, że nauczyła się więcej o tym jak wygląda życie poza pałacem i obowiązkami, dużo jej to dało. Ale nigdy nie chciała tak krzywdzić własnego brata.
Darcy
Ashan zaciągnął się po raz kolejny dymem papierosowym, ponownie wypuszczając dym na brata. Nie miał zamiaru specjalnie go oszczędzać skoro sam przyszedł celowo pograć mu na nerwach. Chwycił butelkę wina i obejrzał ją dokładnie.
OdpowiedzUsuń— Nie jestem pewny co robiłeś, ale rozumiem, że mam spalić swój alkohol i łóżko — mruknął, wracając wzrokiem do brata. Nie zdziwiłby się, gdyby wpuścił tam jakieś kurwy, albo przynajmniej zaczął mu to wmawiać. Równie dobrze lepiej było nie ryzykować. Zaśmiał się lekko.
— Zasłużyć na Ciebie? Żadna rozsądna dziewczyna nie wytrzyma z Tobą pięciu minut bez planowania jak mogłaby Ci pierdolnąć nie wywołując skandalu politycznego, z takim podejściem zostaną Ci tylko cudze seriale do usranej śmierci — odpowiedział, uśmiechając się do niego złośliwie. — Widzisz, takie kretyńskie ruchy, ale dalej ciekawsze niż Twój własny serial, skoro oczu oderwać nie możesz — zauważył. — „Diego i jego wielkie ego”. Odcinki krótkie, fabuła żadna, za to hałasu w chuj. Nawet oglądać się nie chce — dodał, pozostając równie milusim co jego młodszy brat. Pokręcił głową. — Z litości i chęci spokoju. Jak Twój kutas zabaluje, może przestaniesz tak się interesować moim — skomentował. Przedrzeźniania nie skomentował, wypuścił za to kolejną porcję dymu. Niemniej brakowało mu obecności tego debila, ale nigdy mu tego nie powie.
Ashan
Sama się zaśmiała. To był dość dobry żart. Na drugie stwierdzenie jednak pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Bez przesady, na jedzenie strach patrzeć, a Ashana da się jednak znieść — odpowiedziała, dalej chichocząc delikatnie pod nosem. Nie powiedziała nic, kiedy się odsunął, ale nie spuszczała z niego wzroku. Zastanowiła się nad odpowiedzią, bo wiedziała, że żadna mu się nie spodoba.
— Jak najpóźniej się da. I najlepiej z Tobą, gdybyś chciał wybrać się na jakiś czas w podróż. Abyss zaszła w ciąże i w Phyonix będzie miała problem z donoszeniem w tym klimacie z bez odpowiedniego jedzenia i leków, a że zaszła w trakcie podróży… nie byłam przygotowana — wyjaśniła. — Chciałbyś zaszczyć mnie swoją obecnością? To nie to samo co wspólne polowania na wydmach. Ale miło by było… gdybyś poszedł tym razem, ja byłabym szczęśliwa, mając swojego najlepszego brata przy boku — zaproponowała.
Darcy
Zaśmiała się szczerze na tę grę słów. Ależ ona uwielbiała takie żarty. Uśmiechnęła się szerzej i upiła łyk wina.
OdpowiedzUsuń— My nie jesteśmy kwokami i znosimy Ashana, żadno z nas jeszcze go nie spaliło — przypomniała mu ze śmiechem. — Ale przydałoby mu się uprzykrzyć życie. Braciszek za bardzo się wczuł w trenowanie mnie ostatnio… mam ochotę wsadzić mu ten jego miecz w dupę jak jeszcze raz usłyszę to pierdolone “ooo już byś nie żyła” — udała ton najstarszego brata. Miła atmosfera jednak bardzo szybko uciekła. Spojrzała zaskoczona po Diego na ten jego wybuch. Kicia?! Zdenerwowała się, słysząc te słowa. Abyss nie była zwykłą kicią. Odłożyła wino, przymykając oczy. Wzięła wdech i wydech. Nie chciała krzyczeć na Diego. A na pewno nie w tej chwili.
— Mam siedzieć całą wojnę w pałacu i się ukrywać? — zapytała, patrząc po nim. — Diego, my chcemy otworzyć Phyonix na resztę Mathyr, warto by było zadbać, żeby było na co otwierać. Gdybym chciała, żeby feniksy oglądały tylko zgliszcza to bym zrobiła przystanek na Morzu Popiołów — odparła, wstając na równe nogi. — Abyss to drapieżniczka, podróż przez przyjazny klimat będzie dla niej bezpieczniejsza, niż upalne dni i lodowate noce, poza tym nie mam dla niej leków, a weterynarz zginął w trakcie podróży, więc tak, będę zapierdalać przez całe Mathyr. A potem dalej będę walczyć. — zaznaczyła. Podeszła do brata powoli i dotknęła proszę jego ramienia. — Diego, pójdziesz ze mną? Byłoby raźniej i o wiele lepiej z moim ukochanym bratem. Podróże z Tobą zawsze są najlepsze.
Darcy
Ashan uśmiechnął się uroczo do Diego. Zaciągnął się ponownie papierosem, ale tym razem wypuścił dym w przeciwną stronę. Mimo wszystko nie chciał nazbyt mocno dokuczać swojemu małemu, wrednemu, pochodzącemu z czeluści piekieł braciszkowi. Miał więcej serca niż on. To zdecydowanie.
OdpowiedzUsuń— Moje podboje to nie Twój interes — przypomniał mu. Kiedy Diego zdradził co dodał do wina popatrzył po nim jak po ostatnim idiocie. Pokręcił głową. — Jaśnie książe Diego jest jaśnie pierdolnięty — odpowiedział mu. Akurat kogoś innego w tym duecie uważał za nierozsądnego. Przymknął na chwilę oczy, próbując sobie przypomnieć, gdzie ostatnio młody trzymał swoje własne wino. Niestety pudło. Musiał przestawić, bo nie był w stanie podmienić butelek. Trudno. Pamiętał za to, gdzie położył swój dżin, który kupił dzisiaj rano, więc wino i szklanka zaraz zostały zastąpione czymś do czego Diego na pewno się nie dobierał. Polał sobie nowego trunku, ale zanim upił podgrzał temperaturę w żołądku, przełyku, gardle i na języku, wypuszczając z ust inny rodzaj dymu. Wolał się odkazić na wszelki wypadek. Nie omieszka jednak pójść po wszystkim do medyka, co by się przebadać. Napił się normalnego alkoholu.
—Twoje poczucie humoru jest równie wyrafinowane co dieta szczura rynsztokowego, Diego. Naprawdę, oscylujesz między obsesją na punkcie cudzych genitaliów a marnej jakości dramaturgią — skomentował jego dowcip — Jesteś ostatnią osobą na tym świecie, którą chciałbym oglądać bez portek. Nawet gdybyś sam miał cipkę i był jedyną opcją na przedłużenie gatunku, wybrałbym wyginięcie — zapewnił go. Zaśmiał się krótko i cicho na komentarz o statusie. — A co ma mój status, hm? To Darcy będzie Kapłanką i od niej zależy czy dalej będziemy się pławić w luksusach. Myślisz, że jak uzna, że nie chce tej roli to rodzice są zmuszą, żebyśmy mogli dalej mieszkać w pałacu? — powiedział spokojnym tonem głosu. Miał nadzieję, że Diego jednak brał to pod uwagę. — Wróciłem, bo tęskniłem za Tobą braciszku — odpowiedział, gasząc papierosa. — A wybywam z dwóch powodów, pierwszy - zabiłem w Argarze człowieka jak pamiętasz, muszę odbywać wyrok, wykonywać zadania. Drugi, ktoś musi budować autorytet dla matki i siostry w inny sposób niż na samym siedzeniu i pachnięciu, żebyś ty mógł dalej odgrywać rolę wielkiego konesera cudzych porażek. Wojna oficjalnie też nas już dotyczy i trzeba się nią zająć, interesami naszych oficjalnych sojuszników też, żeby pokazać dobrą wolę. Z Polszą handlować już nie będziemy, potrzeba nam nowych traktatów handlowych, a tych nikt nie podpisze jak im się dupy w stolicy palą — wyjaśnił poważniejszym tonem.
Ashan
Już nic nie powiedziała w temacie Ashana. Diego dość mocno zaczynał się zapędzać jej zdaniem. Mimo wszystko czerwonowłosy był dobrym bratem, chociaż miał swoje minusy. Nie chciała mówić o nim więcej złych rzeczy.
OdpowiedzUsuń— Z mieczami i scimitarami zawsze byłam najgorsza — odpowiedziała spokojnie. — Ze swoim stylem dalej sobie radzę bardzo dobrze — zapewniła jeszcze brata.
Wzdrygnęła się na kolejny wybuch. Te słowa naprawdę bolały. Nie chciała być Kapłanką, która chowała się w luksusach, kiedy w innych miejscach czyha zagrożenie. Przymknęła oczy, uspokajając emocje.
— Przetrwanie rodu? Co konkretnie sugerujesz? — zapytała, licząc, że nie powie tego o czym sama pomyślała. Naprawdę miała nadzieję, że nie myśli o niej w ten sposób. Krzyków odnośnie Abyss nie komentowała. Miała zamiar iść ostrożnie, unikać traktów i wojsk, więc widziała swoje szanse, nawet całkiem dobrze, ale wątpiła, aby teraz Diego przyznał jej rację. Przygryzła delikatnie wargę, odsuwając się na dwa kroki. Nie chciała niczego zaprzepaszczać. Naprawdę nie chciała. Przecież robiła to co uważała za słuszne do kontynuowania ich wizji, ale chciała to robić na swój własny sposób, być czymś więcej.
— Wolałabym brata — szepnęła cicho smutno rozbawionym tonem. Nie czuła, aby potrzebowała nowego mózgu, ale zdecydowanie przydałby się jej teraz brat, którego kochała, a nie kolejna przypominajka, o tym kim się urodziła.
Darcy
— Albo po prostu pozwalam braciszkowi się lepiej zabawić, żeby się nie nudził, wybierz sobie — odpowiedział spokojnie na jego uwagę. Aktualnie przerwał wyznaczanie trasy na mapie, przy Diego i tak nie miało to zbytniego sensu. Wziął kolejny łyk i obserwował jak zachowuje się chłopak. Naprawdę nie rozumiał dlaczego taką radość sprawiało mu dokuczanie i robienie durnych żartów, ale rodziny się nie wybierało niestety.
OdpowiedzUsuń— Jeśli chcesz świecić przed własnym bratem kutasem to jak najbardziej — przytaknął mu. Zmarszczył brwi, patrząc poważniej po Diego.
— Zachowuje się, zaufaj mi, to że nie biegam w najdroższych tkaninach nie znaczy, że nie zależy mi na tej rodzinie i tym kraju. Nie będę ukrywać, że nadaje się na dwór, bo nie nadaje, wolę to udowadniać w terenie, okopach, brudzie z tymi Twoimi uroczymi parchami, na misjach — wyjaśnił mu rzeczowo. Nie miał zamiaru udawać, że dobrze czuje się w pałacu, bo tak nie było. Zdecydowanie wolał otwartą przestrzeń, walkę i wyzwania. Taki po prostu był i nie chciał tego zmieniać. Westchnął, kiedy brat uniósł się w kwestii Darcy. Pokręcił głową i upił łyk alkoholu.
— Jeśli myślisz, że groźby „dla mnie umrze” cokolwiek zrobią, to właśnie dlatego nie powinieneś nigdy dostać władzy do ręki i płodzić jakichkolwiek córek, tylko po to, żeby im powiedzieć “urodziłaś się tylko po to, żeby rządzić”. Powiesz jej to prosto w twarz? Darcy albo potencjalnej córce? Że nie ma prawa wybrać kim chce być w życiu? Ja nie wiem co zrobi, nie mówiła mi, że chce zrezygnować z tej pozycji, ale nigdy nie zmuszę jej do niczego. Status siostry jest dla mnie ważniejszy niż statusy królewskie — odparł chłodno. Pokręcił głową. Pomasował skronie. — Sprawdziłem, gdzie Darcy była w niewoli, dowiedziałem się, że pracowali na jej krwi i mają mikstury, które leczą obrażenia w kilka minut, zrobiłem raporty odnośnie szlaków handlowych Polszan i Fjeloddu, umocniłem relację z klanem Vidhu i pomogłem doprowadzić uchodźców, których matka tutaj chciała — wymienił mu z lekką irytacją w głosie. Uśmiechnął się jednak zaraz do niego lekko.
— Skoro tak uważasz to zapraszam, wyjdź na jakąś misję, pokaż mi o ile jesteś ode mnie lepszy. W same słowa ciężko uwierzyć, Diego.
Ashan
Poczuła gotującą się w środku krew, kiedy uznał, że miano najgorszej jej odpowiada. Nigdy jej to nie odpowiadało. Zacisnęła mocno pięści, czując jak bieleją jej knykcie. Tym razem to w niej zaczął gotować się ogień, który zaczął uwydatniać się na skórze.
OdpowiedzUsuń— No jasne! Matka z ojcem są niesamowici! Zrobili złotą klatkę! Morgana ma prawo szlajać się po całym świecie i nikt nie ma pretensji, że starsza siostra nie będzie Kapłanką, ale ja muszę nią zostać, bo wszyscy stracimy status, jak matka zejdzie! Morgana wróciła, czemu jej nikt nie zmuszał, żeby wróciła do roli następczyni?! Wy wszyscy możecie robić co chcecie, szlajać sie jak chcecie, imprezować, mordować, odpierdalać, wyzywać, a ja mam być idealną księżniczką, która utrzyma status?! Jasne, świetnie! Zrobię to kurwa, ale mam prawo odetchnąć i się rozwijać na swój pieprzony sposób! — krzyknęła. — Phyonix to jest mój pierdolony priorytet! I nie będę czekać, aż kolejna wojna tutaj zapuka, jak ktoś znajdzie sposób, żeby tu wejść! — wrzasnęła. Przecież to było głupie. Jeśli ktokolwiek znajdzie sposób, żeby dostać się tutaj bez ich wiedzy to raczej będzie odporny na ogień i większość zdolności feniksów, więc będą bardzo narażeni. To nie był liczny kraj. — To stój do rana, słucham, jak wielką porażką jestem według Ciebie, hm?
Darcy
— Oczywiście, że jej kurwa współczuję, ale ona przynajmniej miała wybór — odpowiedziała mu, kiedy jej oczy zmieniały barwę, jednocześnie zachodząc łzami. Wzięła wdech, patrząc uważnie po bracie. Zagryzła wargi. — Nie robię z siebie pierdolonej ofiary — syknęła. — Gówno wiesz. Nie brałam oddechu miesiącami. Chciałam poznać siostrę, którą nam zabrano, chciałam nauczyć się życia poza pałacem, poznać świat, na który matka chce otworzyć Phyonix, a zanim… — urwała, bo miał w dupie jej niewolę u wiedźmy, ale przed nią przecież wracała do Phyonix na każde święto, pełniła swoje obowiązki najlepiej jak potrafiła. Wcześniej, bo potem bała się wyjść poza granicę Argaru nawet z opieką. Dopiero przy podróży do Azylu się przełamała. Zaśmiała się przez łzy, które płynęły po jej policzkach. — Nie, nie jest święta. Jest zmęczona I była jeszcze bardziej obca niż Morgana jak została Kapłanką, jakbyś zapomniał — przetarła twarz dłońmi. — Kurwa mać! Myślisz, że co ja chcę robić szlajając się po wojnie? Chcę tam być, bo to jedyne miejsce, gdzie nie muszę ważyć każdego słowa, by nie przynieść wstydu rodowi! Mówisz o obowiązkach wobec Phyonix... A co z moim prawem do bycia kimkolwiek innym niż tylko jebaną księżniczką, która ma wejść w idealne buty mamy! — dodała ze łzami w oczach. — Gówno wiesz o tym co udaje a czego nie! — odpowiedziała mu, kiedy wychodził na taras. Podeszła z płaczem do drzwi. Przetarła oczy, wypalając sobie słone łzy spod powiek, żeby nikt niczego nie podejrzewał i wyszła.
OdpowiedzUsuńDarcy
Tony poznał Diego przelotem. Na korytarzu. Książe ten obrzucił go tylko wyniosłym spojrzeniem, ale skoro mieszkali niedaleko to chcąc nie chcąc widywał go na tym samym korytarzu od czasu do czasu. Blondyn nie wtrącał się w nie swoje sprawy, więc zwyczajnie nie wchodził Diego w paradę, ale tak się złożyło, że tego dnia spotkał go nie na korytarzu a w sali treningowej. Przysiadł sobie z boku i obserwował trening tego czarnowłosego szatana. Słyszał już o nim wiele pogłosek, a teraz postanowił go poobserwować. Zapisywał przy tym w swoim kajecie uwagi dotyczące jego treningu. Wypunktowywał sobie tam błędy, bo łatwo było zobaczyć je u kogoś, a u siebie... zastanawiał się czy to w ogóle możliwe. Koniec końców podszedł do chłopaka.
OdpowiedzUsuń- Cześć - zaczął swobodnie, wyciągając do niego dłoń. - Jestem Tony - przedstawił mu się. - Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale twój trening był na tyle angażujący, że mam parę pytań - poinformował go. - Znalazłbyś dla mnie chwilę?
Tony
Ashan spojrzał po Diego i kiwnął głową. Nie wchodził tutaj sam w dyskusję. Brata kochał, jak wredny i dokuczliwy by nie był. Mimo wszystko zależało mu na całej trójce w taki sam sposób. Po prostu czasami nie mógł znieść niektórych odzywek. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy Diego niejako zapewnił, że jego przyrodzenie jego oczu nie zaszczyci.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście, że nie jesteśmy niezastąpieni — przytaknął mu. — Co nie zmienia faktu, że każdy z nas działa na swój sposób — dodał spokojnie. Ashan wiedział jakie miał obowiązki i od lat chodził na różne misje, nawet będąc poza Phyonix cały czas wykonywał różne rozkazy, którymi nie czuł potrzeby chwalić się Diego przy każdej możliwej okazji. Wzruszył następnie ramionami.
—- No cóż, nasze zdanie i tak nie ma tutaj znaczenia — zauważył spokojnie. Koniec końców to matka ostatecznie zdecyduje o sukcesji a nie żadno z nich, więc to co sobie myślą miało niewielkie znaczenie. Spojrzał poważniej po Diego. Nie mówił nic przez chwilę, uspokajając myśli. Nie czuł się upokorzony ani winny, że stanął w obronie kobiety, którą chciał zgwałcić. Porwanie było faktycznie niegodne pochwały. Nie bardzo jednak żałował. Rozbił z piratami grupę łowców niewolników, więc było mu to bardzo na rękę.
— Cieszę się, że uważasz, że to było godne podziwu, naprawdę — odpowiedział spokojnie. Uśmiechnął się do niego delikatnie. — Nie będzie mi wstyd, będę dumny z brata, nie posądzaj mnie o najgorsze z góry.
Ashan
Darcy była właśnie na placu treningowym. Ć wiczyła swoje umiejętności ze scimitarami, które otrzymała na urodziny. Zajmowała się doskonaleniem stylu feniksa z użyciem stali. Wręcz była mistrzynią i była pewna swoich zdolności, ale miała serdecznie dość wszystkich przytyków odnośnie poziomu jej umiejętności walki bronią białą, więc po tym jak skończyła zajmować się logistyką uchodźców i dokumentami trenowała z całych sił. Poruszała się uważnie po placu treningowych, płynnie blokując i tnąc w niewidzialnych przeciwników. Wykonywała właśnie manewry ćwiczone z Yensenem i Meliodasem, kiedy przebywała w Argarze, dodawała do nich kontrolę ognia i run wyrytych na ostrzach, tworząc płomienne ataki, kiedy usłyszała głos Diego. Przerwała ćwiczenia, chowając miecze do pochw przy pasie. Spojrzała uważnie po bracie, a potem po książce, którą jej przyniósł. Wypuściła powietrze, poważniejąc na twarzy. Uśmiechnęła się uroczo do niego.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję, że troszczysz się o moją wiedzę. Uważam, że mama zaczęła jako ktoś obcy, kto nie wychował się tutaj a w Argarze, przybyła tutaj i zdobyła ich serca, dlatego została Kapłanką - dzięki czynom, temu co zrobiła dla tych ludzi. Niemniej przeczytam w wolnej chwili ile mam dziur w pamięci przez te przepalone styki — uśmiechnęła się nieco szerzej. — Jesteś bardzo kochany Diego, że tak się o mnie martwisz — dodała. Zaśmiała się lekko, podchodząc bliżej brata. — Ou… no nie wiem czy dla Ciebie to będzie ciekawe. Jesteś pewny, że Ci pasuje, że w ogóle tutaj ćwiczę, zamiast siedzieć na dupie i się uczyć o odpowiedzialności podejmowanych decyzji? — zapytała, a jej oczy na chwilę zapłonęły, kiedy emocje, które tłumiła przez większość czasu dochodziły do sterów nad nią samą. Zaraz znowu miała szmaragdowe spojrzenie, aczkolwiek dalej było pewne i wyzywające. — Wybacz, wybacz, wiem, że nie to miałeś na myśli ostatnio. Uważam, że jestem dużo silniejsza niż byłam. Nie musisz się martwić. Dzisiaj zajęłam się już dworskimi obowiązkami, do wieczora mogę sobie pozwolić na walkę — zatrzepotała rzęsami, po czym wyjęła miecze i wróciła do treningu.
Darcy
Geve ziewnął przeciągle wchodząc do swojej komnaty. Boże, jak to brzmiało. Komnata. Aż go wzdrygnęło na wydźwięk jego własnych myśli. Dzieciaki odbierał od Rei później. Całkiem niezłą przedszkolanką była. Na dodatek zatrudniała Grimę do pomocy, więc dzieci niespecjalnie miały ochotę szybko wracać do rodziców. Przesunął wzrokiem po Diego, dmuchając sobie w grzywkę.
OdpowiedzUsuń- A Książulo to nie wie, że nie ładnie tak wchodzić do cudzych komnat, nawet jeśli są cudze tylko przez chwilę? - zapytał go tylko, zsunął buty i walnął się na łoże, obracając się na bok i mierząc go przeciągłym spojrzeniem. - Mhm tak, też to słyszałem - odparł krótko. - Ja to bym ją wyrwał, wiesz ma niezłe kształty, ale niespecjalnie się do tego kwapi - machnął tylko ręką i uniósł lekko brew, gdy ten wspomniał o Bellhardów. - Mhm tak? Sprawdzam? Ciekawe - mruknął tylko w odpowiedzi.
Gave
Tony uścisnął dłoń Diego i dmuchnął sobie w grzywkę.
OdpowiedzUsuń- Wcale nie jestem niesfornym uczniem - odparł krótko. Ładną miał renomę w tym zamku, nie ma co. Nie był tylko do końca pewny, czy aby na pewno taką ją chce. Uśmiechnął się krzywo i spojrzał po Diego. - Jestem uczniem, który ma swoje zdanie i głośno mówi, co mu się nie podoba. Twój brat natomiast nauczycielem, który nie potrafi dostosować swoich metod nauczania do różnych uczniów - dodał spokojnie. - Nie wróżę mu wielkiej kariery na tym polu - dokończył i wzruszył jeszcze ramionami. Słysząc, że może pytać o co chce, rozpromienił się. Wyciągnął swój nieodłączny "notes" i postukał ołówkiem o kartkę. - Trenujesz z ręką na plecach. To dość niepraktyczne, zaburza sens równowagi, a i ciężar miecza przekładany jest nierównomiernie. W dłuższym rozrachunku najprawdopodobniej odczułbyś spore skutki tego zagrania - zauważył wprost. - Co to ma na celu? Dlaczego akurat lewą rękę chowasz na plecy? Jest to związane z twoją wiodącą ręką? Nie lepiej byłoby wyćwiczyć tę mniej dominującą?
Tony