Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

"Tylko mnie nie sprowokuj..." II

Mohe

Dziki | 21 lat | Wędrowiec | 180cm


Pochodzi z plemienia Nhulu - ludzi dziko zamieszkujących tereny na północno-wschodnich stronach Mathyr. Plemię to zasłynęło z brutalności i obojętności, legendy o nich opowiada się do dziś, głównie by straszyć niegrzeczne dzieci.

Sam Mohe opuścił Nhulu w wieku 16 lat. Trzy lata zajęła mu adaptacja i obserwacja bardziej zaludnionych terenów, nim w ogóle zaczął pojawiać się na widoku. Chłopak uprawia koczowniczy styl życia, podróżuje ze swoimi tobołkami i rozbija obóz tam, gdzie akurat ma ochotę pobyć. Żywi i ubiera się samodzielnie, ogólnie stara się być samowystarczalny i tylko czasem sięga po cudzą pomoc. Nie posiada dóbr materialnych, a gdy chce coś kupić to stosuje głównie handel wymienny, w ostateczności siłę. Jest zwykłym człowiekiem, jednak ze względu na rodzime strony ma sporo talentów. Wyspecjalizował się w łucznictwie, jednak dość często dane mu było używać również noża. Umie tropić i polować, nie straszne mu skalpowanie czy obrabianie zwierzyny. Zna naturalne sposoby lecznicze, jednak jego wiedza w tym zakresie nie odbiega od standardowej. Hobbistycznie rzeźbi w kościach i drewnie, zna i stosuje wiele rytuałów oraz maczanek. Jest ciekawy świata i chociaż swoją podróż traktuje przede wszystkim jako pokutę za wyrządzone krzywdy, to powoli zaczyna odnajdywać w niej coraz więcej korzyści.

 

POWIĄZANIA 

POPRZEDNIA KP

_______________________________________________________________________________

Zapraszam do wątków!

 

 

 

 

156 komentarzy:

  1. Może i Mohe miał odrobinę racji. Mimo wszystko dla niego takie wybieranie pleśni dalej groziło dalszym rozprzestrzenieniem zarazy. Ale nie było co dalej strzępić o to języka, bo przecież nie to teraz było najważniejsze. Cieszył się, że i jego kompan nie zamierzał za bardzo drążyć żadnego tematu.
    — Wybór niech będzie zatem moją tajemnicą, zapewne wkrótce się przekonamy — odparł za to na jego żart, samemu pozwalając sobie na co nieco humoru, bo tego obojgu chyba nie brakowało. Zwłaszcza w takich luźnych rozmowach. Zastanowił się co chciałby wiedzieć, a żeby pytanie nie godziło w godność plemienia.
    — No dobra, to w takim razie może zapytam na początek, czy wasze plemię jest w stanie przyjąć jakiś gości? Jeśli tak to czy są jakieś warunki? Jakieś zakazy? — zapytał, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi, gdyby i tak wiedza okazała się zakazana.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  2. — Spokojna moja co? — zaśmiała się, przechylając lekko do tyłu. Zaraz jednak złapała koślawo równowagę i wróciła na swoje miejsce. — Rozczochrona? No w sumie w takim stanie to warkocze zaraz się pewnie rozwalą, dzisiaj luźne zrobiłam, to jedno zahaczenie o gałąź i chuj po warkoczu — dodała śmiejąc się przy tym. Uśmiechnęła się wdzięcznie do Mohe. — Dziękuję za troskę mimo wszystko — dodała jeszcze. — Ten bimber słodki nie był, a już był cichociemny, aż się boję tych słodkich, ja pierdole… o wiele bardziej ufam kwaśnym drinkom — zagwizdała jeszcze i pokazała środkowy palec pustej butelce alkoholu. Trzymając się Mohe ruszyła w stronę swojego domu. — A Ty jak się czujesz? Ty to masz chyba stalową głową, nic a nic po Tobie nie widać — zauważyła ze śmiechem.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  3. Emma spaliła konkretnego buraka.
    - No to je wytrzepię - bąknęła. Oczywiście, że nie wiedziała. To nie była wiedza, jaką ktokolwiek kiedykolwiek by ją zaszczycił. Spuściła nieco wzrok zawstydzona za swoją niewiedzę. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Przygotowanie takiego chlebka zdecydowanie nie było trudne. Kiedy skończył jeść kromkę ona zrobiła i sobie taką by przegryźć ją spokojnie, kiedy słuchała o tych rytuałach i całym uroczystym polowaniu. To musiało być niezwykłe wydarzenie. Coś co każdy chciałby przeżyć i najlepiej zwyciężyć. Poczuć się docenionym. - Nie dziwię się, że tak je lubiłeś. Musiały być całkiem niezwykłym wydarzeniem, a powrót z łupami w chwale tym bardziej - uśmiechnęła się lekko, po czym wzruszyła ramionami. - Tak, masz rację... po prostu no wiesz taka wyprawa łowna jak w twoim przypadku... w twoim i twoich rdzennych towarzyszy, a takie zwykłe polowanko byle tylko coś sobie znaleźć do jedzenia to wydają mi się dwie różne sprawy - spróbowała to wyjaśnić, rumieniąc się przy tym lekko. Zwłaszcza, że opis tej wyprawy Mohe skojarzył mu się z takimi polowaniami dla zabawy. Jasne, nie w tych czasach... ale w tych w których wcześniej żyła. Nie powiedziała tego na głos, bo przecież rozumiała że oni tego nie robili dla zabawy. Parsknęła śmiechem na to jego zrozumienie i pacnęła go ręką lekko w łeb. - Ale nie tak! - fuknęła. - Po prostu za głośno chodzę - wyjaśniła. - Gębę na kłódkę trzymać umiem - naburmuszyła się.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  4. — A o co innego mogło chodzić? — zapytała ze śmiechem. Szczerze nie mogła sobie wyobrazić o czym innym mógłby mówić teraz Mohe. Zazwyczaj była dość niekumata, ale teraz osiągnęła chyba jakiś wyższy poziom. — Czułam owocowy aromat, ale to wiesz… taki tyciutki tycieńki — pokazała mu palcami wolnej ręki — a ten alkoholowy to ja pierdole, jakby ktoś mi siłą w gardło wlewał ogień, ale nie ogień, bo na ogień to odporna jestem. Więcej nie ruszam tego bimbru — zaśmiała się, kołysząc się na lewo i prawo, prowadząc Mohe w stronę swojego domu. Zaśmiała się znowu do mężczyzny. — Nie widać tego, że czujesz, że pijesz — pogroziła mu palcem przed nosem. — Stroje skórzane, ale głowa stalowa — znowu wybuchnęła śmiechem, zatrzymując się na chwilę. — Ja przepraszam, to nic złego, po prostu wyobraziłam sobie Twoją głowę jako hełm rycerski, a taki hełm Ci nie pasuje — wyjaśniła, wracając do swojego koślawego marszu. — Czym są maczanki? To jakaś tajemnica? — zainteresowała się dalej.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  5. Słuchał co Mohe miał do powiedzenia w kwestii gości. W zasadzie po jego opisie miał wrażenie, że może jednak nie warto było chcieć poznać kulturę Nhulu od środka. Wypuścił powietrze z ust.
    — Co rozumiesz przez płaszczyć? — zapytał, chociaż już domyślał się dokładniejszej odpowiedzi. Mimo wszystko chciał dać ostatnią szansę swoim marzeniom o dalszym podróżowaniu po świecie i najróżniejszych kulturach świata.
    — Mnie nie interesują sojusze czy pertraktacje, po prostu moją pasją jest podróżowanie i poznawanie nowych kultur, sam nie mam zbyt wiele do zaoferowania, zwłaszcza takiemu walczenemu plemieniu. Po prostu miałem nadzieję, że jest szansa poznać trochę bardziej Twoich ludzi, przyjrzeć się nieco ich codziennemu życiu — wyjaśnił spokojnie, chociaż był całkiem zmartwiony tym co słyszał. — Nie jestem jednak pewny, czy chcę ryzykować życiem. Wolałbym nie umierać dla pasji. Ale jestem w stanie chyba wyobrazić sobie skąd wzięły się legendy o kanibalach, bez urazy. Po prostu to bardzo oryginalna tradycja — dodał jeszcze.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  6. Zadar zarumienił się trochę, gdy jego towarzysz tak od razu uznał, że ma ukochaną. Pokręcił przecząco głową.
    - Nie mam ukochanej - bąknął. - Nie byłem dobrą partią nigdy - dorzucił po dłuższej chwili milczenia skubiąc nieco trawę. - Ale mam... mam... 6-cioro dzieci pod swoją opieką - wyjaśnił po chwili milczenia. - I uhm no ja to sobie poradzę. Mogę chodzić... no wiesz głodny przez jakiś czas, ale one... - pokręcił głową. - Nie chciałbym żeby głodowały...

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  7. Emma zmarszczyła nosek gdy ten go złapał i pokiwała głową. Nowinek to z całą pewnością jeszcze masa przed nią była. W to nie wątpiła. Wzruszyła ramionami na stwierdzenie, że ona go czymś zaskoczy.
    - Może - spojrzała po nim uważnie. - Ale w tej chwili nic nie przychodzi mi do głowy - dodała z uśmiechem na twarzy. Spojrzała po nim, kiedy jej przytaknął. Skoro tu był to znaczyło, że zawsze wracał z tych polowań zwycięski. Logiczne, ale jakoś tak przyszło jej do głowy, że pewnie naoglądał się przy tym trochę śmierci. Śmierci przyjaciół. Odetchnęła głęboko rozumiejąc jego porównanie co do polowania. - W moim starym świecie... polowało się dla zabawy... znaczy nie tylko, ale to właśnie z tym mi się taka wyprawa skojarzyła - przyznała szczerze. - Ale rozumiem - dodała cicho i parsknęła śmiechem kiedy stwierdził, że mało kiedy czuje potrzebę by się zamknąć. - Przy tobie jakoś tak to działa, że ciężko się zamknąć - poruszyła przy tym zabawnie brwiami. - Przy innych... czasem ciężko się w ogóle odezwać.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  8. Zadar pokiwał lekko głową.
    - Możesz mieć rację - zgodził się z tymi dobrymi partiami. - Jest jeszcze motyw, że dla każdego dobra partia może oznaczać co innego - dodał jeszcze i zaraz zarumienił się okrutnie ze wstydu, kiedy przyszły kolejne słowa Mohe. Zacisnął mocno wargi i spuścił wzrok na swoje drżące dłonie. Miał rację. Głodny i wycieńczony zdecydowanie im się nie przyda. Pokiwał więc głową. - Dobrze, zjem - potwierdził cicho. - Po prostu nie chciałem nadwyrężać twojej gościnności - przyznał szczerze. - A wolę... uhm no wolę, żeby oni chociaż coś na ząb wrzucili - wymamrotał. - Bo ja cienki jestem w polowania - skrzywił się. - Dobrze sobie radzę z rybami czy ze znajdowaniem leśnych przysmaków - dodał zaraz i otworzył torbę, by podać Mohe garść gumijagód. Mógł przecież też się podzielić tym co miał. - Ale polowania... to dla mnie zupełnie nieznany temat - odchrząknął. - Całe życie pracowałem na roli... nie musiałem polować.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  9. Emma skinęła głową i założyła niesforny kosmyk włosów za ucho, po czym roześmiała się serdecznie na wieść, że właśnie udało się jej powiedzieć coś ciekawego. 
    - U nas były farmy, na których hodowano zwierzęta często tylko po to by je ubić - powiedziała. - Często nie były to humanitarne warunki, ale ech no jedzenia wystarczało - skomentowała. - Dlatego polowania były organizowane dla zabawy. Dla tej adrenaliny i samej radochy z ubicia własnego zwierza. Ten kto zdobył największe poroże jelenia zostawał zwycięzcą - westchnęła. - Nie rozumiałam nigdy tego, ale tak już było... dlatego no z tym mi się to skojarzyło - wzruszyła ramionami i prychnęła pod nosem na tę jego nieskromną uwagę co do samego siebie. - Och no tak, ten typ tak ma po prostu - wywróciła oczyma. - Kobiety lgną do ciebie jak łanie i codziennie inna w łóżku - poruszała zabawnie brwiami. - A ty korzystasz z życia - dodała i zerknęła gdzieś w bok, zaciskając przy tym mocno wargi. - A nie myślałeś o tym, żeby... no wiesz wybrać sobie tę jedną?

    Emma 

    OdpowiedzUsuń
  10. - Sprzedawali mięso, albo robili ucztę i rozdawali swoim rodzinom i znajomym. To samo ze skórą... chociaż czasami to skórę pewnie wyrzucano bo się nie przydawała - dodała po chwili milczenia. - W moim świecie posiadanie czegoś ze zwierzęcia... skóry czy futra było przez wielu traktowane jako coś złego - poinformowała go cicho. - Wręcz walczono z tym, aby zwierzęta były dobrze traktowane. Żeby zaprzestać takich praktyk - dodała i pokiwała głową przytakując mu. - Tak, za dużo... ale tylko w niektórych rejonach, w innych panował głód - dodała i westchnęła ciężko. - No trudno to wyjaśnić, ale wszystko rozchodziło się o pieniądze. Kraj ubogi miał strasznie trudno, a kraj bogaty... często żył ponad miarę - westchnęła siadając wreszcie naprzeciw niego i wsuwając mu do ust ostatni kawałek tosta. Zaśmiała się cicho, gdy wspomniał o co drugim dniu. - No już nie bądź taki skromny - wywróciła oczyma, po jego pytaniu spoglądając na jego ręce, które pracowały przy oczyszczaniu skóry. - Może... tak? Nie wiem? - mruknęła znów nieco się czerwieniąc. - Nie wiem, Mohe - postanowiła ostatecznie. - Sam powiedziałeś wczoraj, że no powinniśmy się lepiej poznać i tak dalej. Myślę, że masz rację - stwierdziła cicho. - Ale no... lubię cię, tak no bardzo cię lubię - bąknęła czerwieniąc się niesamowicie. - I tyle - zakończyła spoglądając mu w oczy przez dłuższy czas. Pokiwała lekko głową na jego odpowiedź. - To dobrze - stwierdziła tylko nieco zbyt lekko. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  11. Gabriela westchnęła przeciągle i zacisnęła mocno wargi, skupiając się na pieszczotach, które od niego otrzymywała. Choć wredny zmieniał od czasu do czasu tępo, to w niej napięcie narastało. Było jej tak dobrze, nie dbała o to co pomyśli sobie ktokolwiek, kto mógłby ich teraz obserwować. Jęknęła zadowolona, kiedy nadszedł upragniony orgazm. Zamruczała wówczas i opadła nieco na ziemię, gdy i Mohe doszedł. Przez dłuższą chwilę milczała zbierając z ziemi siebie i swoją godność, po czym spojrzała w oczy chłopaka, siedząc naprzeciw niego. Wzięła jeszcze kilka głębokich oddechów.
    - Mhm nie jesteś najgorszy w te klocki - poinformowała go obdarzając go delikatnym uśmiechem.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  12. Roześmiała się serdecznie na jego podsumowanie i sama opadła na ziemię plecami spoglądając w niebo.
    - Być może - zgodziła się z nim śmiejąc się nieco. - To pewnie dlatego, że są trzymane pod kloszem, w złotej klatce i nie mają prawa głosu - dorzuciła jeszcze oddychając głęboko. Pomasowała sobie skronie i wzruszyła ramionami. - Taka już jestem i na tę chwilę nie zamierzam tego aspektu zmieniać - stwierdziła cicho, po czym skinęła głową. - Dziękuje, wielmożny Panie. To dla mnie wiele znaczy - wyszczerzyła się do niego.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  13. Emma skrzywiła się lekko na kolejne pytania. 
    - Wiesz, nie dla każdego posiadanie skóry było czymś złym. Niektórzy ją sobie cenili i była bardzo droga - rzuciła, skubiąc trochę trawy. - Mieliśmy inne materiały, wytwarzano sztuczna skórę, sztuczne materiały. Technologia była mocno wysunięta naprzód, ale jednocześnie... przez to wszystko psuliśmy swą własną planetę - westchnęła i zaśmiała się lekko. - Mhm twoje polowanie nie jest złe. Ty chcesz nim zapewnić sobie coś na pusty brzuch, polujesz żeby przeżyć... a tamtym świecie nie trzeba było polować żeby przeżyć. Nie, w każdym jego rejonie - wyjaśniła. - Polowania były głównie dla zabawy... w większości obszarów mojego świata. Oczywiście były też takie rejony, gdzie wciąż zmagano się z głodem i tam to już inna sprawa, ale...no dla większości polowania były dla zabawy - wyjaśniła. Milczała, gdy mówił o tym, że mu się podoba, choć policzki niezwykle ją przy tym piekły. Podeszła do niego mimowolnie i skradła mu szybkiego buziaka, zanim się odsunęła i usiadła na ziemi naprzeciw niego. - Też chciałabym cię lepiej poznać - przyznała cicho. - Jesteś takim moim pierwszym przyjacielem... znajomym... pierwszym, który mnie zaakceptował... - zagryzła lekko wargi. - A ja jestem po prostu bardzo dziwna - skomentowała.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  14. Wracając z imprezy urodzinowej nie był pewien czy chce zawitać do Mohe czy raczej nie zdecydować się na jakiś wypad poza granice Argaru i zajęcie myśli poprzez odsyłanie duchów. Koniec końców jednak wparował Mohe do namiotu i padł na jego skóry.
    - Bierz mnie - rzucił z przekąsem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  15. - No wiesz? Takie ciacho ci proponuje a ty nic? - Gave wywrócił oczyma, nawet niespecjalnie przejmując się tym całym nożem w dłoni Mohe i jego zrywem. Prychnął pod nosem i podsunął mu swoje ramię pod brodę. - Krój i żryj - rzucił lekko wybuchając lekkim śmiechem, na wspomnienie tego jak to Onyx się pokroiła by on sam mógł jej posmakować... a on to przecież zrobił, bo przecież nie mógł jej dać wygrać. Pokręcił lekko głową. - Tylko ostrzegam, będzie odwet - dorzucił zaraz. - A doświadczenie mam w tym temacie - puścił do niego oczko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  16. - No wiesz? Poczułem się wielce urażony - prychnął pod nosem i uniósł wysoko głowę, by unieść wysoko swoją brodę i napiąć nieco mięśnie na rękach. Usiadł zaraz i chwycił rękę Mohe macając ją bezczelnie. - Coś słabo dopracowane to twoje ciałko, ale grunt to wysoka samoocena - puścił do niego oczko i zaśmiał się cicho, po czym zacisnął mocno wargi słuchając przeprosin. - W porządku - mruknął tylko, z powrotem opadając na jego skóry. - Przyzwyczaiłem się do tego - uśmiechnął się krzywo. Rzadko kiedy był rozumiany przez innych w temacie Akane. - Dziś zepsułem jej niespodziankę. Wymyśliła fajną sprawę, ale ja tego nie czuję. Wiesz świętowania urodzin z dziećmi i z nią. Jakbyśmy znów wracali do zabawy w rodzinę - mruknął. - Spokojnie, powiedziałem jej to. Tylko no na początku jak zwykle nie zostałem zrozumiany i znów doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań. Na szczęście koniec końców udało się dojść do porozumienia - uśmiechnął się krzywo, wyciągając szkicownik Akane i rozglądając się po namiocie Mohe. Chwycił sobie coś co przypominało materiał do pisania i rozpoczął malowanie swoich duszków i dopisywanie komentarzy. Słuchał Mohe dalej i pokiwał lekko głową. - To... nie do końca mój świat. Znaczy wiesz... kiedyś będzie, ale dziś... wolę myśleć o tym, w którym żyję jako o swoim - poprawił go jakoś automatycznie. - Ale tak, jestem w stanie to zorganizować... tylko musiałbyś mi dać z dzień lub dwa - przyznał szczerze. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  17. Em wzruszyła lekko ramionami.
    - Nie jest aż tak trudno - stwierdziła zaciskając mocno wargi. - Wiesz... my... - zastanowiła się jak to ubrać w słowa. - Akane i jej grupa i ja spędziliśmy sporo czasu z dala od naszego prawdziwego świata, nauczyliśmy się aklimatyzować w wielu warunkach, więc chyba przez to jest nam łatwiej - przyznała. - A wiele dorosłych osób... starszych tu... żyje tak długo, że przeżyło wiele epok i dla nich również nie jest to aż tak trudne - wzruszyła ramionami. Trochę zmarkotniała, gdy nie pozwolił jej się pocałować, ale nie zaprotestowała. Pokiwała tylko lekko głową. - W porządku - uśmiechnęła się do niego ciepło.

    Em

    OdpowiedzUsuń
  18. Gave prychnął pod nosem.
    - Kwestia gustu - skomentował śmiejąc się nieco. - Nie każdej pasują takie muskuły - postukał go palcem po ramieniu, po czym wzruszył ramionami. - Przyzwyczajony nie oznacza, że nie będę się bronił - oznajmił krótko. - Jestem przyzwyczajony do tego, że każdy staje po stronie Akane, ale to nie oznacza że nie będę się bronił - wzruszył ramionami i machnął lekko ręką, po czym odetchnął głęboko. - Tak, wiem, tylko moim zdaniem w tamtej sytuacji nie było to aż tak rażące... oczywiście mówimy o tej części bez późniejszych klapsów, bo to już mówiłem, że wiem że spierdoliłem po całości - skomentował. - Dlaczego mniej rażące? Bo szliśmy w dobrą stronę, szliśmy w stronę przyjaźni, a przynajmniej tak mi się wydawało - wyjaśnił krótko. - Ale to moje zdanie i każdy może mieć swoje - wzruszył ramionami. - Nie zamierzam nad tym teraz się pochylać głębiej - dodał zaraz. - Ja po prostu w danej chwili wolę ograniczać kontakt z Akane - spojrzał w górę, nie wchodząc w zbędne szczegóły. Pokręcił lekko głową na pytanie czy to jego. - Nie, Akane - uśmiechnął się lekko. - Ja tam rysować nie potrafię - pokazał mu swoją małą śmierć pod pierwszym z obrazków. - To najlepsze co udało mi się stworzyć - parsknął lekkim śmiechem. Zamknął zaraz szkicownik i pokiwał głową. - W takim razie mam dzień - zauważył i odetchnął głęboko. - Właściwie to... mogę w sumie zabrać cię tam ze mną - odchrząknął. - Masz ochotę zobaczyć zamek Śmierci? - zapytał go spoglądając po nim uważnie. Teraz i tak miał wolną chwilę więc, mógł go tam zabrać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami i uśmiechnęła się lekko.
    - Mam nadzieję, że do napadania nie dojdzie, chociaż jak ich porządnie wkurzycie... to mogą zmienić zdanie - wyszczerzyła się do niego, po czym spojrzała po jego skórach, które teraz wisiały i po prostu się wietrzyły. - Dziś zaczynam pracę u Yensena - powiedziała. - Nie wiem jak długo mi to zajmie, ale chcę dać z siebie wszystko - uśmiechnęła się lekko. W końcu zamierzała odpracować krzywdy jakie zrobiła Argarczykom. - A popołudnie chyba będę miała wolne, więc pewnie sobie posiedzę tutaj - dodała jeszcze. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  20. Parsknął śmiechem na ten komentarz o kobietach, po czym nie dopytał o co chodziło jeśli nie o obronę, bo serio nie miał na to ochoty. Westchnął ciężko na kolejne podsumowanie.
    - A moim zdaniem nie uwzględnianie tego, że jednak lepiej się odsunąć od siebie po zerwaniu niż do siebie lgnąć przez Akane było równie dużym błędem, więc owszem każdy może mieć swoje zdanie - dorzucił starając się nie zabrzmieć przy tym mocno pretensjonalnie. Policzył sobie w myślach do dziesięciu i odetchnął głęboko. - Hm? Nie ukradłem - pokręcił głową. - Dostałem do wglądu, bo byłem ciekaw jej tworów - poprawił go i pokręcił głową. - Oj nie, żadnych zmian, tylko komentarze. O zobacz tego "Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo" dopisał komentarz do mini śmierci z kosą. - W ten sposób nie psuję jej rysunków, a jednocześnie... dodaję im głębi - parsknął śmiechem. - Albo komizmu trochę - puścił do niego oczko. - Ale ona wie o tym, że zamierzam pokomentować rysunki - dodał jeszcze i zerknął na Mohe nieco zaskoczony. - Ale czekaj... spotkanie z siostrą czy wizyta w Zamku Śmierci? - zapytał go chcąc wiedzieć z czego dokładnie wycofuje się Gave, jednocześnie zamknął szkicownik i narysował na ziemi runę, by przyłożyć do niej swe dłonie i zamknąć oczy. W myślach wypowiedział swą intencję a tuż przed nim zwizualizowały się wielkie i masywne drzwi prowadzące do zaświatów. Spojrzał po Mohe. - Bo możemy iść już teraz - poinformował ją. - Jedyna taka oferta.. w sensie zwiedzania. Taki podróżnik jak ty się nie przekona?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  21. Em pokiwała lekko głową. Miała taką samą nadzieję jak i Mohe, że nie narodził się jeszcze kolejny pierdolnięty możnowładca.
    - Takich władców to trzeba by testować jakoś, sprawdzać zanim się ich osadzi na tronie - mruknęła. - Ale nie wiem jak to zrobić - przyznała szczerze. - Nie wiem ani jak ani czy w ogóle to ma sens, bo na tronie i tak człowiek się zmienia. Władza po prostu sprawia, że wariujesz - dmuchnęła sobie w grzywkę. - Nie każdy wiadomo, ale grono osób tak - dokończyła, po czym uśmiechnęła się lekko. - Meble - poinformowała go rzeczowym tonem. - Ale jakie jeszcze nie wiem. No i nie wiem czy już dzisiaj - przyznała. - Po prostu wiem, że Yensen zajmuje się meblami - dokończyła i pokiwała lekko głową. - To może tak po zmroku? - zaproponowała. - Bo po pracy spotykam się z Ori - uśmiechnęła się lekko. 

    Em

    OdpowiedzUsuń
  22. - Swoją winę w tym temacie zaznaczyłem wcześniej mówiąc o tym że to i tamto było przegięciem - przypomniał mu. - Nie będę powtarzał tego przed każdą swoją wypowiedzią. Poza tym sam stwierdziłeś że masz swoje zdanie co do winy i ja ci tylko odpowiedziałem że ja też mam swoje i podałem jakie. Nie sądzę bym musiał w tej wypowiedzi po raz kolejny zaznaczać swoją winę, zwłaszcza że Ty w swoim zdaniu również nie wspomniałeś o jej winie - spojrzał po nim wzruszając ramionami. Kiedy mówił o tych wszystkich sprawach, pokiwał lekko głową. - Pamiętam - przyznał szczerze i odwołał bramę, oddychając przy tym głęboko. - Pomyślałem po prostu że może masz ochotę na małe zwiedzanie - skomentował wzruszając ramionami. - I potrzebujesz zachęty - dorzucił, o obrazkach Akane nie wspominając więcej. Bo te komentarze, które wpisywał jego zdaniem nie były krzywdzące ani niszczące pracę Akane. No i widząc rysunki sam wspomniał że on rysować w ogóle nie potrafi w domyśle mając na myśli że An świetnie sobie radzi.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam cię dość Mohe. Naprawdę. Jak ty usilnie próbujesz mi wmawiać że ja obwiniam a sam nie widzę swojej winy. Wmawiasz mi też że ja oczerniam kiedy ja tylko odpowiadam na twoje komentarze w taki sam sposób jak ty odpowiadasz na moje - wywrócił oczyma. - Wspomniałem o tym że zrobiłem jej dziś przykrość z tego i tego powodu. To ty zacząłeś z tą całą sytuacją że zrobiła to co ja. I nie Moje. To ja powiedziałem pierwszy że tu i tu była moja wina. Nie ty. Proszę cię nie przekrecaj bo męczy mnie to. Czy rozmowa z Tobą czy z Akane jest to samo. Ciągle. Przekręcanie wersji - wymamrotał. - Fakty? Proszę cię. Fakty, dobre sobie, przy tobie i przy niej nie idzie pójść w fakty bo tak kręcicie - pokręcił głową robiąc głębszy wdech. - Rzuciłem o jej winie mówiąc że to moje zdanie bo takie jest. Uważam i to powtarzam do bólu do znudzenia, że to iż nie chce się odsunąć to jest jej wina. Przepraszam. Była, bo mam nadzieję że teraz będzie inaczej. W tej chwili jest inaczej, mówimy tu cały czas o poprzedniej sytuacji - mruknął podnosząc się z jego skór. -Meczy mnie rozmawianie z Tobą w tych tematach - skomentował ostatecznie. - Bo za każdym razem usilnie próbujesz wszystko przekręcać - pokręcił lekko głową. - Jasne, z nią się da. Aha, już widzę jak się daje. Owszem może nie rzuca o winach ale idę o zakład że ty również nie rzucasz takich tekstów jak u mnie - pomasowal sobie skronie i na propozycje pokręcił głową. - Nie, wiesz. Odechciało mi się robienia czegokolwiek - przyznał szczerze. - Najlepiej będzie jak po prostu sobie pójdę.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  24. - Mohe, ale co ty teraz pierdolisz za przeproszeniem? Dziś niczego z tych rzeczy nie wspomniałem. Zostawiliśmy ten temat bo był już omówiony a ty nie mam pojęcia po co do tego wracasz - spojrzał po nim i westchnął ciężko. - Nie, powiedziałem że jej winą jest to że nie wzięła pod uwagę tego, że odsunięcie pomoże - mruknął. - i to nie tak, że się nie odsunąłem. Po prostu odsunięcie z mojej strony, gdy ona w ogóle tego nie robiła bo dalej gestami atakowała, nie zadziałało. I dopiero wtedy zacząłem odpuszczać, bo mi było jej żal i tak, to była moja wina ale do cholery jasnej to już też omawialiśmy. Nie rozumiem po co teraz do tego musimy wracać? - spojrzał po Mohe. - Dobrze wiem, że jesteś po stronie Akane i cokolwiek nie powiem będę bebe - uśmiechnął się do niego. - Więc skończ. Po prostu skończ. Ja ci tylko odpowiadam na zaczepki - dmuchnął sobie w grzywkę. - Bo mówiłeś to wszystko znając tylko jej punkt widzenia Mohe. Mówisz z jej punktu widzenia a jej punkt jest inny. Kręci w nim konkretnie moim zdaniem i tego nie zmienię. Bo mam dość tych krętactw - stwierdził chłodno. - Trzymaj się - dorzucił jeszcze wychodząc z namiotu bo rozmawianie na ten sam temat po raz enty nie miał sensu.

    GAVE

    OdpowiedzUsuń
  25. - Mohe, ja ci tylko powiedziałem, że dziś zrobiłem jej przykrość z powodu odejścia z tej imprezy - mruknął. - I na stwierdzenie, że była podobną akcją do mojej własnej, wyjaśniłem ci czemu sądzę inaczej. A ty zacząłeś wyrażać opinię o tym, że wtedy nie wziąłem pod uwagę tego, że mnie jeszcze kochała - powiedział patrząc na niego. - Więc po prostu ci wyjaśniłem co jest moją opinią, bo tak jak ty powiedziałeś że możesz mieć swoją, tak ja mogę mieć swoją. I w żaden sposób w tamtym momencie nie oczerniałem Akane. Potem idziesz w przeszłość w argumentach swoich, jedziesz twardo, wypominasz mi że dzisiaj to tak, dzisiaj inaczej, a wcześniej to to i tamto. Wcześniej rozmawiałem z tobą tylko raz - przypomniał mu. - To po pierwsze, a po drugie wyciągam wnioski z takich rozmów i jakby nie patrzeć dziś podszedłem do tego inaczej. Powiedz mi tylko dlaczego? Dlaczego po raz drugi postanowiłeś że najlepiej jest ponajeżdżać? Bo tak, w pewnej chwili to już był najazd. Jasne, broniąc swojego zdania, ale wciąż w sposób atakujący - rzucił. - Więc nie dziw się, że odpieram zarzuty, bo póki co, w danej chwili, wygląda na to że niezależnie od tego czy pójdę w stronę innego sposobu czy zostanę na starych śmieciach, będą mi wbijane szpile co do poprzedniej sprawy - odetchnął głęboko. - Pomijam tu też sprawę, w gwoli ścisłości, oczywistą. Jasne, może wtedy nie wziąłem pod uwagę tego, że An dalej mnie kocha, dziś nie popełniłem tego błędu - skomentował chłodno. - Ale ty nie zwróciłeś na to uwagi, bo najlepiej było powiedzieć, że właściwie po co jej psułeś skoro ona nie zrobiła nic złego, bo zrobiła to co ja kilka dni temu... bo tyle można było wywnioskować z twojej wypowiedzi - mruknął. -  A potem dorzucasz komentarz z tym że mnie dalej kochała a nie wziąłem tego pod uwagę. Kiedy biorę to pod uwagę i znikam, dla swojego komfortu psychicznego ale i mając na uwadze takie a nie inne uczucia Akane otrzymuję zimny prysznic - spojrzał po nim. - Zdecyduj się proszę, bo ciężko rozmawiać w ten sposób, a ja już jestem po prostu zmęczony. Nie po to wspominałem o tym, że zrobiłem jej świństwo. Chciałem ci tylko nakreślić sytuację i zapytać o radę, ale tego drugiego już nie potrzebuję - stwierdził i niemal zderzył się z własnym ojcem w namiocie. - Świetnie, jeszcze ciebie tu teraz brakowało. Rychło w porę - fuknął na niego na powitanie. Trudno, ktoś musiał oberwać obuchem i padło na Victora.- Ciebie też miło widzieć - Victor posłał mu słaby uśmiech i spojrzał po Mohe, stawiając gar z gulaszem na ziemię. - Victor - przedstawił się, robiąc gest powitania z rodu Mohe. Musiał wyglądać przy tym dość ekstrawagancko w swoich spranych jeansach i bluzie z kapturem.- Victor, Mohe, Mohe Victor - Gave westchnął ciężko nieco zrezygnowany. - Mój ojciec - poinformował Mohe. - Masz przyjemność z czystą Śmiercią w swej postaci. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie chciało mu się już tego wszystkiego komentować. Doszedł do wniosku, że sprawa jest stracona po całości. Z Mohe nie dało się normalnie rozmawiać. Nawet nie chciało mu się strzępić języka i prostować jego oczernianie po raz kolejny. Nie oczerniał Akane, a już na pewno nie na początku. Na pewno nie dawno temu w czasach zamierzchłych. Wydmuchał powietrze z płuc po prostu starając się nie wybuchnąć. Tak, olać i nie wybuchać. Wybuchanie za każdym razem nie było dobre. Uśmiechnął się tylko do niego i pokiwał głową.
    - Jasne, jasne - mruknął tylko i spojrzał po ojcu. - Dziś nie zastosowałem na tobie ani jednej szpilki - poinformował go. - A za tamtą nie przepraszam bo jest po prostu prawdziwa - rzucił krótko. - Przepraszam i przyznaję rację tam, gdzie się mylę. I powiedziałem to parę razy, ale nie we wszystkim będę chylił czoła i się kajał - rzucił chłodno. - Choćby samym stwierdzeniem "sam jej taką zorganizowałeś". No po co to było? Żeby mi przypomnieć o błędzie? - wywrócił lekko oczyma. - Zwłaszcza, że ja jej tam nie oczerniałem, nie mówiłem o niej źle w kontekście tej imprezy. Ty masz manierę bronienia nie tam gdzie trzeba - westchnął przeciągle, a Victor zacmokał tylko.
    - Jestem nie w porę, rozumiem - stwierdził, spoglądając na Mohe. - Tak, Śmierć - zmaterializował swoją kosę. - Przyszedłem zebrać twą duszę - poinformował chłopaka rzeczowym tonem. - Twój czas na tym podołku właśnie dobiega końca - rzucił. - Na ostatni posiłek proponuję gulasz i jakąś mocną popitkę.
    Gave zacisnął lekko pięści spoglądając na ojca.
    - Weź się nie wydurniaj, bo on naprawdę ci tu zejdzie - trzepnął ojca przez łeb. - Nikt po ciebie nie przyszedł - wyjaśnił. - Twój czas jeszcze długo nie nadejdzie, chyba że sam mu pomożesz. Wiele ścieżek przeznaczenia jest do przeanalizowania - mruknął. - Wiele zmiennych.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  27. - Nawiązałeś do tej sytuacji i może faktycznie źle ją odebrałem - przyznał. - Ale w momencie, kiedy ją ci wytłumaczyłem rzuciłeś tekstem z tym że nie wziąłem pod uwagę tego, że ona wciąż mnie wtedy kochała - mruknął. - Więc tak, odebrałem to tak jakbyś nie do końca wiedział w którą stronę chcesz mnie popchnąć. Z jednej strony rozumiesz sytuację, z drugiej zaznaczasz o tym kochaniu. No właśnie dlatego tym razem zdecydowałem się na taki a nie inny krok. I nie, nie tylko o kochanie mi tu chodzi, bo chodzi też o mój własny komfort psychiczny. O to o czym mówiliśmy wcześniej, że niestety bez ranienia jej... nie dam rady się od niej odsunąć. Próbuję teraz nie dopuścić do podobnej sytuacji, więc wybacz, ale tekst o tym kochaniu zrozumiałem w taki sposób, jakbyś mnie znowu namawiał do zmiany zdania - odetchnął głęboko. - A ja już nie chcę... nie chcę ponownie popełniać tego samego błędu. Na tę chwilę nie widzę siebie z nią. Za dużo się między nami wydarzyło i za dużo nerwów kosztowało to obie strony - zacisnął delikatnie pięści. - Co nie znaczy, że mi dalej na niej nie zależy... bo zależy, ale ech wydaje mi się, że nie w ten sposób co jej na mnie - mruknął. - Oczernianie i oczernianie... ja nie widzę tego żebym jakoś mocno ją oczerniał. Mówię o tym jak to wygląda z mojego punktu widzenia i nie mam intencji oczerniania jej w niczyich oczach - westchnął ciężko. - Nie oczerniam jej. To jest to co mówisz... ja sobie nadpisuję coś według ciebie, a ty nadpisujesz według mnie - wruszył ramionami. - Masz manierę szukania dziwnych rzeczy w cudzych wypowiedziach - rzucił nieco z przekąsem, po czym łypnął na ojca, który tylko rozłożył lekko ręce odwołując kosę.
    - Gdzie ten sławetny trunek? - zapytał odchrząkając nieco. - Gulasz wstawimy i popijemy - wyciągnął Gava z namiotu, po czym wrócił po garnek i po Mohe. - Chodź, bo o suchym pysku nie da się was słuchać - skomentował.

    Gave i Victor

    OdpowiedzUsuń
  28. Gave westchnął przeciągle.
    - Bo słyszę co mówisz i co mówi Akane - skomentował krótko. - Więc podobnie działacie. Słowa są dla was równie istotne co gesty, a gestów zdajecie się nie zauważać - mruknął. - Dla mnie na przykład słowa są mniej istotne - wzruszył ramionami. - Mówienie o swoich uczuciach jest dla mnie trudne i nie umiem odnosić się do słów innych osób - dodał. - To jest mój problem, nad którym muszę popracować - przyznał spokojnie. - Ale w momencie jak przedstawiałeś sprawę dziewczyny to zachowywałeś się tak jak Akane. Mówiłeś, a nie pokazywałeś - rzucił jeszcze. - Dlatego uważam, że moja szpilka jest prawdziwa - dokończył. Gave pokręcił lekko głową. - Nie przedstawiałem ci jej w fałszywy sposób. Mohe nie byłeś przy mnie podczas trwania naszego związku. Tam nie było rozmów. Były krzyki. Porozmawiać w jakikolwiek inny sposób dało się tylko odpowiadając na to co zostało wyśpiewane - dorzucił. - Nie przekłamuję jej obrazu. Mówię to jak to wyglądało - skomentował. - I nie ukrywam mojej własnej winy w tym też. Bo nie od dziś wiadomo, że żeby było dobrze lub źle to potrzeba dwóch stron medalu - dokończył. - Poza tym również mówiłem tylko w kontekście konkretnych sytuacji i konkretnego problemu. Z Akane można spokojnie przeprowadzić rozmowę, kiedy ta nie wchodzi za bardzo na uczucia - poinformował go. - Wtedy jak najbardziej, jest rezolutną dziewczyną, która ma wiele do powiedzenia - pokiwał głową. - Ale gdy wchodzi temat uczuć to kaplica - stwierdził. - Niezależnie co się jej mówi, przekręca sprawę. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Tak czułem, bo nie była w stanie mnie zrozumieć, a ja nie umiałem wyjaśnić po raz dziesiąty czy dwudziesty że nie w tym rzecz. Bardzo często zdarzało się tak, że miałem wrażenie że ja mówię o jednym a ona zupełnie inaczej to odbiera. Zupełnie o czymś innym mi odpowiada - stwierdził. - Więc tak, w moich oczach nie da się z nią przeprowadzić normalnej rozmowy w kontekście uczuć - dokończył. - I nie jest to jej oczernianie. Ja po prostu stwierdzam fakt na podstawie wielu rozmów... a właściwie nie rozmów, bo rozmowami tego nazwać się nie dało - mruknął i westchnął ciężko. - Za każdym razem, jak mówiłeś coś w jej kontekście to mnie atakowałeś. Mohe, ja nie wiem co ty i Akane w sobie macie, ale mam wrażenie, że ciężko z wami normalnie porozmawiać bez denerwowania się. Bo z tobą było dokładnie to samo, ja mówię jedno, ty zupełnie co innego. I tak to wkurza - przyznał szczerze. - Wkurza, a cierpliwości już do tego tematu nie mam - przyznał. - Wybacz, ale tyle razy miałem podobnie z Akane, że słysząc te same bzdury... - pomasował sobie skronie. - ...w kontekście moich wypowiedzi, poruszanie zupełnie czegoś innego... bo nie mówię, że to co mówiłeś było bzdurą, bo sam sens wypowiedzi był w porządku, a także nie było to niczym nowym. Niczym czego bym nie wiedział... tylko właśnie ja mówię A, a dostaję B zupełnie z innej beczki - wyjaśnił. - I tu podam przykład, ale nie z naszych rozmów, ale taki żeby to jakoś wyjaśnić - mruknął. - Załóżmy, że mówię "Nie kocham Akane", a od ciebie dostaję "A ona cię kocha". No i spoko, tylko że ja to wiem, że ona mnie kocha i nie potrzebuję nikogo żeby mi o tym przypominał - rzucił. - Wyjaśniam ci potem swoją sprawę a ty dalej w obronie rzucasz do swojego... i kręcimy się jak te całe muchy. I nic z tej rozmowy nie wynika - dokończył. -

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem jak z tobą czy z nią rozmawiać, kiedy dostaję zupełnie inny komunikat w kontekście tego co mówię - dorzucił wzruszając ramionami. - I jestem już tym zmęczony, bo to nie jest jednorazowa sytuacja - podrapał się po głowie. - Z tobą może nie było tych sytuacji często, bo nie było, ale z nią to inna historia. I dostałeś obuchem mojego zmęczenia i irytacji że znów pojawia się to samo - westchnął, rozpalając ogień przy palenisku, aby podgrzać gulasz. - An robi świetny gulasz - stwierdził spokojnie, kiedy Mohe przygotowywał całą resztę, a Victor po prostu rozsiadł się wygodnie i chwycił za jedną butelkę "Łapy", odkorkował ją i powąchał.
      - Oho od razu czuć, że dobre ustrojstwo. Mocne na pierwszy rzut nosem - skomentował. - Sam go robisz, tak? - zagadał chłopaka.

      Gave i Victor

      Usuń
  29. - I powiedziałeś, że to była na razie jednorazowa sprawa - dorzucił. - I powiedziałeś to wszystko dopiero po fakcie. Okay, dzisiaj ta szpila w tym konkretnym wypadku nie miałaby sensu, bo minęło trochę czasu - dorzucił starając się już nie wchodzić w wielkie wyjaśnianie spraw. - Kolejna rzecz... intencje - odchrząknął. - A jak mam nie zakładać jak takimi intencjami walisz po oczach? - wywrócił oczyma. - Intencje, nadpisywanie, sranie w banie - pokręcił głową. - Kolejna rzecz do której namiętnie przyczepia się Akane, a ty to podłapujesz - mruknął. - W rozmowach normalną rzeczą jest odczuwanie pewnych intencji. Jak je tak przedstawiasz to tak jesteś odczytywany - skomentował. - Ty na przykład odczytałeś moje jako oczernianie Akane, a tego tam nie było - zauważył. - Również źle to odczytałeś - westchnął, kiwając tylko głową co do innych rzeczy. - Jak i moje słowa o Akane w kontekście odsuwania się, źle odebrałeś - dodał jeszcze. - To się zdarza, ale ty przypisujesz do tego intencje. Ja też mogę przypisywać intencje do źle odebranych przez ciebie słów... Mogę uznać, że nadpisałeś coś sobie - skomentował. - Nie, Mohe. Nie doszukuję się ataków - pokręcił lekko głową. - One po prostu są, właśnie gdy ja mówię gruszka, a ty pietruszka - mruknął. - No chociażby w momencie rzucenia przeze mnie tego, że dzisiaj Akane zrobiła taką i taką imprezę... odpowiadasz mi na to "ty też taką zrobiłeś" i jasne, dodałeś potem całą resztę i ja tam tego nie usłyszałem już, albo mi uciekło, ale potem na wyjaśnienia co do tej imprezy jaka jest różnica, ty rzucasz "No ale nie brane pod uwagę że ona cię kochała jest słabe". To jest właśnie to. Ja ci mówię jaka jest różnica. Dodaję nawet że mówię o części przed klapsami i całą resztą, którą ewidentnie zjebałem. A ty to komentujesz w taki sposób. Ja gruszka ty pietruszka. I jak ja mam nie odebrać tego jak jakichś pieprzonych ataków? Jestem zmęczony takim stanem rzeczy - mruknął krótko, zajmując się już tylko gulaszem. Chwilę słuchał rozmów między Mohe a swoim własnym ojcem i parsknął śmiechem. - Dwadzieścia procent, moi ludzie już sprawdzają umowę - poinformował uśmiechając się do Mohe. - Pięć dla jednej Fasolki, pięć dla drugiej i dycha dla mnie - mruknął, a Victor rozlał trunek do przyniesionych przez Mohe czarek.
    - Powodzenia w tłumaczeniu - rzucił. - To jak to się u ciebie robi? - zainteresował się, skoro mieli pić tak jak sam Mohe wspomniał. Jego sposobem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  30. - No więc właśnie stwierdziłem, że na dzień dzisiejszy bym ci takiej szpili nie wsadzał - skomentował. - W danej sytuacji - dodał. - A wspomniałeś, że cię to dotknęło? - spojrzał po nim. - No to wybacz - stwierdził jeszcze. - Wyciągnąłeś ten argument z dupy, nie wyjaśniając o co ci w nim chodzi i domyślaj się - mruknął. - A potem wąty że domysły inne i intencje ci przypisywane - skomentował. - Przyjąłem do wiadomości, że rozumiesz, ale tekst o tej imprezie postanowiłem ci wyjaśnić - rzucił krótko. - I dostaje z tym kochaniem. Znów nie bardzo rozumiem co ma piernik do wiatraka - rzucił lekko. - Rzuciłeś tekst nie spijający się z niczym - stwierdził cierpko. - Tak, bo skoro Akane twierdzi, że gesty jej nie robią i nie chce się odsuwać, a tak w tamtym momencie było to fakt, że ona dalej mnie kocha też nie powinien nic znaczyć. Skoro idziemy w stronę przyjaźni to nie ma znaczenia - mruknął. - Dziś wiem, że jednak gesty jej robią, chociaż ręcyma i nogami twierdzi co innego, chociaż ona dalej powie że nie - mruknął. - I dziś już wiem, że takie rzeczy mają znaczenie, mimo że Akane będzie się wypierać. Bo lubi się tego wypierać - zacisnął mocno wargi. - I nawet nie próbuj mi mówić, że nie - pokręcił lekko głową. - To byłaby miła odmiana, gdybyś to ty miał czasem suszoną głową - stwierdził spokojnie, mieszając gulasz, zanim rozlał go do miseczek i podał Mohe i swojemu ojcu słuchając o tym sposobie picia Mohe. - Nie zamierzałem się odpalać - Gave wywrócił tylko oczyma podsuwając i swoją miseczkę do polania trunku do niej. - Dwadzieścia, mówię ci że będzie dwadzieścia. Mam udział w nazwie trunku też - przypomniał mu. - Swoją drogą ja już rozpowszechniam trunek i rozpowiadam jaki jest świetny. Wszyscy znajomi przekazują już wici dalej - zatarł lekko ręce. - Nie ma to tamto - mruknął. - Lunie całą zgrzewkę chce za darmo opylić, a dwudziestu procent żałuje - prychnął pod nosem i na trzy upił łyk ze swojego naczynia i podał go dalej. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  31. — Łonowe? — spojrzała po nim podejrzliwie, po czym zaśmiała się cicho. — To ja jednak zostanę ze swoimi wymysłami. Są przyjemniejsze w dotyku — zauważyła pół żartem, pół serio. Zarumieniła się przy tym delikatnie. O ile sama starała się żartować na takie tematy, to nie była do nich jakoś specjalnie przyzwyczajona. Naprawdę była całkowicie chyba wypruta z takich potrzeb.
    — Spokojnie, spokojnie, Mohe — pokręciła mu palcem przed nosem, stając przed nim chwiejnym krokiem. — Ja tam lubię pić, w zdrowych ilościach i to co jest smaczne — dodała jeszcze. — Bimberku chciałam spróbować i więcej nikt mnie nie zmusi — zakończyła swój wywód potakując sobie głową.
    — To zależy jak smakują te maczanki — odparła, odwracając się pokracznie w stronę ścieżki do swojego domu. — Napiłabym się z chęcią, jakby były smaczne. Jestem ciekawa tych używek. Jak działają? — zapytała zainteresowana, wracając do niego wzrokiem.


    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  32. - Na takiej samej podstawie jak twoje szpilki w moją stronę - spojrzał po nim i wzruszył ramionami. - Można by rzecz przyganiał kocioł garnkowi. Ja swoje podstawy co do tego co mi opowiadałeś miałem - skomentował krótko. - Ty miałeś swoje i dlaczego te twoje są lepsze? Nie, nie powiedziałeś tego, ale śmiem tak twierdzić skoro przyczepiasz się do moich - dorzucił spokojnie. - Mohe, ja też powiem to po raz ostatni. Sama impreza była przyjacielskim gestem, ciąża i klapsy były przegięciem. An nie sprecyzowała jakie gesty jej nie przeszkadzają i wiesz co? Głaskanie po policzku nie jest do końca przyjacielskim gestem w mojej opinii, więc można było wywnioskować, że chodzi jej o każde gesty. Niech to wreszcie do ciebie dotrze. Jeśli ona ma inne pojęcie co do przyjacielskich gestów niż ty czy ja... to ma prawo zrobić wodę z mózgu osobie, która widzi to inaczej - rzucił krótko. - Do tamtej pory wydawało mi się, że idzie w dobrą stronę, ale najwyraźniej nie szło, skoro Akane robiła sobie nadzieję. Jasne, przyjąłem do wiadomości twój punkt widzenia, że tej nadziei niby wcześniej nie było, ale ja w to nie wierzę, bo gestów pojawiało się coraz więcej, więc chcąc nie chcąc podłoże pod to co się ostatecznie stało było solidne - wyrzucił swoje. - Swoją drogę, ja dalej nie rozumiem dlaczego ona poszła w nadzieję, a nie oburzenie. Wiem, wszystko to rozchodzi się o jej uczucia i to że dalej mnie kocha. Okay, tylko do tamtej pory tyle razy robiłem jej świństwo, tyle razy... że naprawdę nie wiem skąd nadzieja - przyznał spokojnie. - I nie wyjaśniaj, bo rzucisz tekst o kochaniu, a ja już ci właśnie powiedziałem, że mimo tego dalej nie kumam - skomentował. - Tylko w moim wypadku teraz jest lepiej Mohe - odparł krótko. - Teraz wreszcie czuję, że nie jesteśmy razem, że nie ma tej pieprzonej nadziei - mruknął. - I nazwij mnie idiotą, ale ja wciąż uważam, że dla niej obecna sytuacja z czasem stanie się lepsza niż ta poprzednia - westchnął. - Tak, wiem że ona tak nie sądzi i nie twierdzi. Wiem, wielokrotnie to słyszałem z jej ust, ale to nie zmienia mojego zdania w tym temacie - dokończył. - Ja nie mówię, że już że zaraz. Nie, ale mówię że z czasem to doceni? Dotrze to do niej... mam taką nadzieję - wyjaśnił, a kiedy Mohe rozwinął się co do gestów wzniósł oczy do nieba. - No, przecież właśnie o tym mówię - stwierdził. - Ale na tę chwilę ja nie chcę żadnych gestów - dorzucił. - Dobra no poklepanie w ramię czy jakiś tam uśmiech czy inne w przypadku gdy człowiek jest ranny to inna inszość - dorzucił. - Ale żadnego wielkiego tulenia, żadnych łap przy policzkach i innych pstryczków w nos - mruknął krótko. - I tak poczyniliśmy pewien progres - zgodził się z nim, słuchając zaraz o tej tajemniczej dziewczynie i cielesności. Zacisnął mocno wargi i podrapał się po głowie.
    - Twojej sytuacji za dobrze nie znam - stwierdził. - Ale myślę, że to naturalne, że cię do niej cieleśnie ciągnie... pewnie jest niczego sobie - uśmiechnął się lekko. - Powiedziałeś, że jej wyjaśniłeś co i jak to może wystarczy? - zaproponował. - A jeśli nie to powiedz jej czego się obawiasz, tak po prostu, prosto z mostu - zaproponował. - Że właśnie obawiasz się, że ją skrzywdzisz, narobisz nadziei a potem stwierdzisz że to nie to... - stwierdził. - Bo może dla ciebie taka bliskość też jest przyjacielska, a ona może to odbierać inaczej... - zaproponował. - Ale najpierw zobacz czy dotarło... spędź z nią trochę czasu, może nie będziesz musiał tego robić ponownie - dodał jeszcze, a w sprawie "Łapy" pokręcił przecząco głową. - Dwadzieścia procent - powiedział niczym zdarta płyta. - I pierwsze dwadzieścia odbiorę po roku działalności, chyba że wojna nie pozwoli jej rozkręcić wtedy przedłuże okres oczekiwania - dorzucił jeszcze. - Aha, no i teraz też zamierzam wrócić trochę na szlaki to i "Łapę" rozreklamuję większej widowni. Problem w tym, że nie wiadomo gdzie cię szukać, więc jak będę ich wysyłał do ciebie to mogą cię nie zlokalizować.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  33. - Moje są na podstawie wypowiadania się przez ciebie i na tamtą chwilę miały rację bytu - poinformował go. - Sam powiedziałeś, że jej powiedziałeś i właściwie tyle. Pokazałeś na jednym spotkaniu, nie dodając że spotkań nie było więcej. Dało się więc wywnioskować, że na jednym działałeś tak a potem już nie - rzucił krótko. - Że tylko powiedziałeś. Była ku temu podstawa. Sorry, dokładnie ta sama sytuacja ze szpilami - powiedział w miarę spokojnie. - Powtórzę raz jeszcze, bo czegoś jeszcze nie rozumiesz. Akane nie przeszkadzały gesty. Taki komunikat dostałem. Skoro jej nie przeszkadzały i pokazywała mi swoimi że jest teoretycznie dobrze... zaznaczam teoretycznie bo dalej uważam swoje... to je otrzymywała. I tak, źle robiłem że pozwalałem jej na nie, że ignorowałem w tym swoje potrzeby - potwierdził. - Mohe, ale wybaczenie przyjacielowi to jedno, wybaczenie chłopakowi to zupełnie inny kaliber - spojrzał mu prosto w oczy. - I ja wcale jej nie znam aż tak długo. Mój brat znał ją dłużej - powiedział spokojnie. - Acz fakt, znam ją dłużej niż ty - dokończył. - Rozumiem co masz na myśli z tym całym schodzeniem niżej, ale widzisz ja nie wyobrażam sobie przyjaciółki czy przyjaciela, któremu nie można zwierzyć się ze wszystkiego. A jej nie będę opowiadał o podbojach miłosnych - powiedział spokojnie. - Nie wiem co by musiało się stać żebym jej zaczął o nich opowiadać. To nie tędy droga. To przecież tylko pogorszyłoby sytuację i ona sama zaznaczyła tę granicę. Więc nie ma opcji na przyjaźń - stwierdził cierpko. - Usłyszała wystarczająco - stwierdził spokojnie i wybuchnął śmiechem. - Oj nie stary, kręcisz w tych swoich wypowiedziach... więc wcale tak prosto z mostu nie jest - zauważył śmiejąc się lekko. - Ale tak najlepszy jest rozwój sytuacji - stwierdził tylko i pokręcił głową. - Dwadzieścia i dopiero po roku. Teraz niczego od ciebie nie chcę - rzucił lekko. - Ja ci jeszcze różne smaki do tego wymyślę i stworzymy "Łapę Dwa" z gumijagodami. Wiesz taka naleweczka - stwierdził. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  34. Gave wzruszył ramionami nic już nie dodając. Na podstawie tego co Mohe mówił w kontekście danej dziewczyny jak i Akane dało się swoje wywnioskować. Nie zamierzał tego jednak dalej ciągnąć zwłaszcza że już wcześniej powiedział, że chodziło o dany moment. Uważał swoje i przy tym pozostawał.
    - Tak, wyskoczyłem, żeby ją ostatecznie do siebie zniechęcić. To był jeden z powodów, bo skoro ona szła w gesty bardziej niż przyjacielskie to już i tak szło wnioskować, że dupa i nic z tego całego odsuwania się nie będzie, bo Akane robi sobie nadzieję. Tak jak już wspomniałem, wiem że ona uważa inaczej, ale nie wierzę w to, że żadnego robienia sobie nadziei tam nie było - skomentował. - I uważam, że taki gest był bardzo słaby i źle się za to zabrałem, popełniłem głupotę, ale jednocześnie nie mogę przejść obok tego jak ona się nie szanuje - mruknął. - Bo w tamtym momencie, jak i wcześniej... długo wcześniej, ewidentnie naginała swoje zasady pode mnie. Nie tak to powinno wyglądać - rzucił krótko. - Dla mnie to jest to samo. Będąc w związku jesteśmy najpierw przyjaciółmi, którym można wszystko powiedzieć, a potem dopiero coś więcej. Przyjacielska relacja... nie rozumiem Mohe co ma piernik do wiatraka? Nie istnieje coś takiego. Jest albo przyjaźń albo jej nie ma - skomentował. - Jak jestem z kimś w związku to jestem z tym kimś przyjacielem - poinformował go. - I owszem możesz wtedy pogadać o swoich przeszłych miłosnych podbojach - wzruszył ramionami. - Bo jeśli jesteście razem i bardzo się kochacie to chyba żaden temat nie powinien być u was tabu - mruknął i pokręcił lekko głową. - Dlatego no nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jest coś takiego jak przyjacielska relacja i jest to coś innego niż przyjaciele - dorzucił. - Ale z tego co mówisz, tym bardziej lepiej że nie mamy tej rzekomej przyjacielskiej relacji, bo może szybciej Akane się odkocha. Nie chciałbym być przyczyną, dla której ona wciąż do mnie wzdycha i nie potrafi zobaczyć kogoś innego przeze mnie - mruknął. - I wiem, że to nie ode mnie zależy, ale mam nadzieję, że An... no że się odkocha z czasem, bo nie warty jestem tej jej miłości. Zwłaszcza, że sam... - wzruszył ramionami. - ...sam nie mogę jej tego odwzajemnić, chyba nie - pokręcił lekko głową. - Uwielbiam ją, ale to za mało - skomentował i uśmiechnął się lekko. - Dwadzieścia i tak jak wspomniałem nie teraz. Bo teraz to faktycznie po pierwsze nie ma co gdybać, bo jeszcze dobrze z biznesem nie wystartowaliśmy, a po drugie to trzeba najpierw rozkręcić. Przez pierwszy rok lub nawet dłużej niczego od ciebie nie chcę - wzruszył ramionami, a Victor który do tej pory tylko się przyglądał, zaczął sobie palić ziółko przytargane z zaświatów.
    - "Łapa" przyjemnie kopie - poinformował Mohe. - Zgarnę sobie od ciebie butelkę - dorzucił jeszcze uznając że zawsze może porozsławiać trunek wśród kumpli.

    Gave i Victor

    OdpowiedzUsuń
  35. Emma pokiwała lekko głową.
    - Trudno takiego uwalić jak już dojdzie do władzy - powiedziała spokojnie. - Wiesz u nas istniało coś takiego jak... no nie wiem, nie było króla. Był prezydent. Oczywiście nie wszędzie... i takiego prezydenta wybierało się na 4 lata, lud go wybierał przez głosowanie - rzuciła. - Ale i takiego trudno było zdjąć wcześniej - westchnęła. - Więc ten test... nie wiem, jak dla mnie brzmi dość sceptycznie - przyznała. - No wiesz test dopiero jak jesteś przy władzy - wyjaśniła. - To by musiało być bardzo restrykcyjnie zrobione... jakieś takie wytyczne na każdą ewentualność, a nie każdą ewentualność przewidzisz - westchnęła i pokiwała lekko głową. - Jeszcze nie wiem, czy w ogóle mi jakiś wyjdzie - przyznała. - Ale jak zrobię jakiś to na pewno się pochwalę - wyszczerzyła się do niego prychając nieco. - Dla ciebie zrobię specjalny stołek przypalony. Siądziesz cztery razy i ciach po stołku - puściła mu oczko. - To może klify i ognisko na nich? Albo może po prostu przejdziemy się do portu posłuchać śpiewu i gry ulicznych grajków? Albo... - zastanowiła się nieco. - O ty znasz Argar lepiej ode mnie, może mnie trochę oprowadzisz? - zaproponowała.

    Emma

    OdpowiedzUsuń

  36. Gave spojrzał po nim i pokręcił głową.
    –Nie, Mohe. Nie zrozumiałeś mnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem przyjaźń pojawia się dopiero po związku. Zwłaszcza w tym świecie, kiedy mowa o aranżowanych związkach i jest to bardzo popularne. Tylko no właśnie... pojawia się przyjaźń a nie przyjacielska relacja. Nie wiem po co w ogóle to rozróżniać? Przyjacielska relacja... co to w ogóle ma być? Jak mam przyjacielską relację to jestem z kimś po prostu przyjacielem i mogę mu czy jej powiedzieć wszystko. Jeśli tego nie masz to przykro mi, ale jest to po prostu smutne. I masz rację, wielu nie nawiązuje przyjaźni w związku i jest to smutne - zgodził się z nim. - Ale mówienie mi, że jestem ograniczony jest krzywdzące, Mohe. Mówiąc o przyjaźni mówiłem o tym jak to powinno moim zdaniem wyglądać w zdrowym związku - spojrzał mu prosto w oczy. - Jeśli mam przyjaciela, z którym mogę pogadać o gruszce, ale nie pietruszce to jest to mój kumpel. kolega. Może nawet bardzo dobry. ale nie przyjaciel - poinformował go spokojnie. - Ty mówisz o kumpelstwie. Zwykłym, normalnym kumpelstwie, a nie o jakichś przyjacielskich relacjach - wzruszył ramionami. - I ja nikogo nie skreślam, oddzielam tylko przyjaźń, gdzie mogę pogadać o wszystkim, od kumpelstwa gdzie faktycznie jakieś tematy mogą być niewygodne - rzucił krótko. - I to całe moje nie jestem warty, nie chodzi wcale o to jaki jestem, tylko o to jak nie jestem w stanie odwzajemnić jej uczuć - poinformował ją. - Dlatego właśnie nie jestem warty zachodu - skomentował krótko. - W takim razie 5% od teraz - skomentował. Skoro nie docierało, że 20 byłoby z opóźnieniem to sobie nadrobi te 20 wcześniej pobierając po 5, a po roku zgłosi się o 15 więcej. Victor dmuchnął sobie w grzywkę i westchnął przeciągle.
    –Gave za nią odda z napiwkiem - stwierdził, a chłopak wzruszył ramionami.
    –Nie ma problemu - skomentował, bo przecież jakoś trzeba było zacząć zarabiać. - Ale to najpierw trzeba by ustalić cenę. Na początek trochę poniżej średniej rynkowej... - zauważył. - W "Piaskach" wygląda to tak, jeśli chodzi o alkohol - rozpisał wszystkie ceny dostępnych alkoholi na piachu. - Ale w Ardei sytuacja się nieco różni - dopisał ceny tych których pamiętał z Ardei. - Myślę, że warto gdzieś pomiędzy wrzucić cenę "Łapyy" i jak pójdzie stopniowo ją zwiększać, ale znów nie przesadzać.

    Gave

    OdpowiedzUsuń

  37. Pokiwała głową.
    –Tak, potem na nowo... ale mógł być tylko dwie kadencje - powiedziała. - No wiesz, czasem też potrzeba powiewu świeżości - uśmiechnęła się do niej delikatnie. - A taki prezydent co osiem lat siedzi to już i pomysłów aż tak dobrych nie ma i mu się pewnie odechciewa trochę - stwierdziła spokojnie. Pokiwała głową co do tego zamysłu. - Może masz rację, ale to naprawdę musiałoby być mocno regulowane - uśmiechnęła się do niego. - W idealnym świecie taki władca nie byłby potrzebny... ale do idealnego świata to jest daleko. No i każdy może mieć inną wizję idealnego nie? - rzuciła lekkim tonem. - Jaki jest twój? - zainteresowała się, po czym pokiwała głową. - Albo... możesz nauczyć mnie trochę polować - dorzuciła od niechcenia. - W końcu sprawdzisz jak głośna jestem, kiedy staram się głośną nie być - roześmiała się serdecznie.

    Emma


    OdpowiedzUsuń
  38. —Widzisz, dla mnie nie istnieje relacja przyjacielska, jeśli przyjaciółmi nie jesteście. Albo jesteś przyjacielem albo nie. To co mówisz to znajomy. Ktoś z kim mówisz część i zamienisz parę słów - wyjaśnił i odetchnął głęboko. - Sugerowałem, bo wiesz w Argarze to było na porządku dziennym. Związki z miłości przeważały - przyznał szczerze. - Po prostu to było pierwsze co mi przyszło do głowy. Dalej sądzę że takie powinny być, ale no tak wiem że przecież to nie jedyny rodzaj - pokiwał lekko głową, po czym ponownie przyznał mu rację. - Nom. Źle się wyraziłem w temacie bycia wartym czy nie wartym - zgodził się z nim, a na koniec odetchnął głęboko. - Jasne, rozumiem. Ale ja ci chętnie pomogę z dystrybucją czy nawet robieniem alkoholu, tylko myślałem że nie chcesz dzielić się tajnymi przepisami - powiedział szczerze.


    Gave

    OdpowiedzUsuń
  39. Zaśmiała się lekko i pomachała mu swoim warkoczem przed oczami.
    — No jak sobie wymyślam dotykanie włosów na głowie to zdecydowanie jest to przyejmniejsze w dotyku — zauważyła z szerokim uśmiechem na ustach. Zastanowiła się przez chwilę nad jego kolejnymi słowami. Miała wrażenie, że sama weszła na jakąś pułapkę i nie wiedziała czy faktycznie teraz dobrze rozumuje. Wzięła wdech, pukając się delikatnie głowie.
    — Nie no wolę pić te smaczne w niezdrowych ilościach, bo są lepsze — powiedziała bardzo się zastanawiając nad sensem swoich słów. — Pierdolony bimber, czekaj, a co ja wcześniej mówiłam? Chyba już głupoty pierdolę — zaśmiała się.
    — A jaką maczankę byś mi polecił? Bo nie wiem, którą miałabym wybrać — stwierdziła w końcu. Spojrzała po nim z uśmiechem, po czym tanecznym krokiem odwróciła się w stronę ścieżki i wywinęła susa, orła niestety nie złapała, ale pośladkami wylądowała na samym środku ścieżki. —- Nosz ja pierdole — zaśmiała się, kładąc plecami na ziemii.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  40. — No dotykania cudzej skóry i ciała u względnie obcej osoby, przyjaciele i rodzina to na luziku, ale włosy to też inna kategoria — wyjaśniła, przykładając mu warkocz do policzka. — Poza tym już dotykałeś moich włosów, a są fajne, mięciutkie, zadbane, fajnie się je dotyka. Takie coś jest moim zdaniem przyjemne. Ciekawe jak Twoje warkocze się na rękach zachowują — zastanowiła się przez chwilę, zabierając od Mohe swoje włosy. Funkcjonowanie na tak dużej bombie było dosyć skomplikowane. Miała wrażenie, że ma jeszcze większy bajzel w głowie niż zazwyczaj, a poukładanie tego wszystkiego było bardzo trudne. Zaśmiała się delikatnie.
    — Nie że nie lubię fizycznych odczuć… fajnie jest się przytulić — urwała na chwilę, myśląc przez chwilę i łącząc wątki. Znowu się zarumieniła. — Ale nie w taki sposób, ej to była pułapka — spojrzała po nim z małą pretensją w głosie. Zaśmiała się znowu delikatnie. — No ciekawe jakbym gadała po takiej maczance, ciekawe czy ktoś by to przeżył — zastanowiła się, patrząc na niego. Pokazała mu język, leżąc sobie wygodnie na ziemii.
    — Może i pierdoła, ale za to od rzeczy też pierdole — powiedziała dumna z siebie. — Spokojnie, jestem cała, energii mam dużo, ale jak teraz wstanę to się chyba porzygam — wyjaśniła, uśmiechając się przepraszająco.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  41. — Czemu skomplikowane? — zapytała, bo nie bardzo rozumiała co mogło być takiego trudnego w jej logice na ten moment. — Hmm… ubogo, jeden warkocz Ci nie bardzo tak pasuje — zmrużyła oczy, wpatrując się w warkocz i jego buźkę. — Ale kolor pasuje, jak to czarny — dodała z uśmiechem. Zaśmiała się na jego kolejny komentarz. — Dziękuję, że pamiętasz. Miło mieć takiego kompana — odparła zadowolona. Czuła się naprawdę wdzięczna za podejście Mohe w tej chwili. Mogła sobie swobodnie pobyć pijana i o nic się nie bać. Zaśmiała się i zmarszczyła nos, gdy wspomniał o pułapkach.
    — No… moja wina i nawet nie ma jak zwalić na Ciebie — odpowiedziała lekko naburmuszona, bo mimo starannych prób doszukania się odwrócenia kota ogonem to nijak nie była w stanie tego zrobić. Nie docierało do niej, że wpatruje się w jej rumieńce. Zazwyczaj nie była zbyt kumata w tych tematach, a co dopiero teraz. Zaśmiała się po prostu.
    — No dobra, myślę, że w Twoim towarzystwie będzie całkiem komfortowo, ale z góry przepraszam na zapas, bo nie ręczę za siebie po tych całych strasznych maczankach — odparła. — Oczywiście, że nie. Już tańczyliśmy przecież razem, taniec jest zajebisty, do popisywania, relaksu, wyrażenia emocji, wszystkiego…. — rozmarzyła się na chwilę, ale zaraz wróciła na ziemię. Musiała się skupić na tym żeby wstać i nie rzygać. Tylko jak? Pierwszy raz się tak urządziła.
    — No dobra… czy można wstawanie bez rzygania jakoś przyśpieszyć? Jesteś chyba większym ekspertem w tym temacie — zapytała.

    Dacy

    OdpowiedzUsuń
  42. - No dla mnie taki ktoś to kumpel... bo poniżej kumpla jest znajomy - poinformował go. - Albo kogoś kochasz albo nie... nie ma czegoś takiego jak przyjaciel ale nie przyjaciel... no nie ma - westchnął ciężko. - Albo się przyjaźnimy albo nie. Ja chyba nie zrozumiem tej twojej definicji albo tej Akane - mruknął. - Jakoś mi się to w głowie nie chce ułożyć - westchnął, a Victor prychnął pod nosem. - No właśnie tego nie kumam... znaczy rozumiem że masz kumpla, kuali... ale to masz kumpelską relację, a przyjacielską masz z przyjacielem... - mruknął. Miał wrażenie, że naprawdę robi się z niego w tej chwili głupiego. Albo się było przyjaciółmi albo nie. Odetchnął głęboko licząc sobie w głowie do dwudziestu. Nie kumał tego. To było jakby chcąc usprawiedliwić to co czuje Akane. Nie chce go nazywać przyjacielem, bo nie może mu powiedzieć wszystkiego, a jednocześnie chce być przyjaciółką. Tak to nie działało. Przyjacielska relacja... mogła być tylko w wypadku przyjaciół.
    - Masz rację, nie brakowało - przyznał. - Ale nie przeważały one - dorzucił. - No i cóż moim zdaniem takie związki są smutne - przyznał. - To jest chodzi mi o te z naszego świata - dodał zaraz. - Tu ech no dopiero ogarniam temat... rozumiem że nie zna się czegoś innego i to jest norma - pokiwał głową. - I fajnie jak wypala, a szkoda jak nie - mruknął, po czym skinął głową. - Jasne, skoro nie muszę znać tajników to tym bardziej jestem chętny - zgodził się z nim. - Jasne, że nie w trakcie wojny - pokiwał głową. - W trakcie wojny to będziemy koktajle Mołotowa tworzyć - mruknął tylko i odetchnął głęboko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie dyskutował z nim w sprawie dzieci. Był nowy na polu bitwy, którą okazywało się "rodzicielstwo". Opieka nad tymi gagatkami dość porządnie nadwyrężała jego siły i energię. Pomysły czasami już mu się kończyły. Obserwował więc kręcącą się zwierzynę i oblizał lekko wargi.
    - Nie wiem czy ze mną są takie bezpieczne, ale chociaż żywe - stwierdził tylko, po czym spojrzał po nim i wzruszył ramionami. - Mojego dziadka przyjaciel dużo polował i w zamian za nasze uprawy dzielił się mięsem - uśmiechnął się lekko. - Dlatego nie musiałem - spojrzałał po nim i zacisnął mocno wargi. - Jeśli więc będziesz chciał stworzyć uprawę kukurydzy, żyta czy innych ziemnioków to chętnie dam ci co do tego rady, ale w polowanie... z przyjemnością podejmę nauki - uśmiechnął się do niego.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  44. Emma zmarszczyła lekko brwi.
    - Ale wiesz każdy może mieć inną wizję idealnego świata. Dla ciebie może to być właśnie taki różnorodny - stwierdziła z lekkim uśmiechem i sama zastanowiła się nad tym pytaniem. W sumie zadała je, a sama do końca nie znała odpowiedzi. - W moim idealnym nie byłoby niewolnictwa - powiedziała po prostu. - Ani ucisku - dorzuciła. - Władza musiałaby być bo bez niej panowałby chaos, ale zdecydowane "nie" dla niewolnictwa by tam się pojawiło - powiedziała poważnie. - Poza tym nie mam zbyt wiele w swej wizji... jasne, chciałabym żeby wszyscy pokojowo rozwiązywali konflikty, ale to ciężkie do ogarnięcia - stwierdziła cicho i zaraz pokiwała lekko głową. - Pewnie, zarezerwuję dla ciebie codziennie... albo co drugi dzień... czy coś... kilka godzin na taką sesję z polowaniem - uśmiechnęła się do niego szerzej. - Wedle uznania.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie sprzeczała się z nim w tym temacie. Do opisu czerpała garściami z własnych doświadczeń i uogólniła go. Wiedziała, że część dziewczyn podobne katusze przechodzi ale zdawała sobie sprawę z tego że nie każda. Uśmiechnęła się do niego szeroko na wieść, że lepiej by niczego na razie w sobie nie zmieniała, ale zaraz dorzucił to puszenie się, co doprowadziło ją po prostu do beztroskiego śmiechu. W tym wszystkim przeniosła się na niego, siadając na nim okrakiem i pochyliła się w jego stronę.
    - Potrafię być przekonująca jeśli mam na to ochotę - ucałowała jego szyję i spojrzała mu w oczy. - Ale faktycznie nie przepadam za władczością... - mruknęła. - Choć Pius twierdzi, że potrafię być władcza i często nazywa mni księżniczką bo mu się stawiam - podrapała się po głowie. - Ciekawe - spojrzała mu w oczy. - Może jak mnie lepiej poznasz to też tak stwierdzisz - szepnęła. - Ale w jednym masz rację... w swych wypowiedziach powinnam stawiać na więcej pewności siebie - pokiwała głową. - Na więcej wiary w to co mówię... bo inaczej nikogo nie porwę ze sobą.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  46. — No bo każda część ciała to jednak inne nerwy i granice prawda? Nowo poznanej osobie to i rękę wypada uścisnąć, ale jak na przykład się dowiesz, że siostra czy najlepsza przyjaciółka mają swoje ziemniaczki w drodze to masz ochotę wyściskać i wiesz, że przy nich jest komfortowo i wtedy można więcej ciała dotykać, a są części, które są zarezerwowane dla par na przykład, moim zdaniem co prawda, bo wiem, że Tobie to inaczej tam te granice wchodzą — wypowiedziała się i zaraz uśmiechnęła się dumnie, że w tym stanie taki słowotok poszedł jej bez najmniejszego problemu. Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie.
    — No dobra, to zapamiętam, żeby się dowiedzieć kto będzie wtedy pod ręką — zasalutowała mu.
    — Ojoj… — powiedziała cicho, gdy powiedział, że dla niego taniec jest smutnym wspomnieniem. Przytuliła go delikatnie wtedy i poklepała po plecach jak to na pijaną, współczującą osobę przystało. — Mam nadzieję, że tak się stanie, będę Ci trzymać za to kciuki. Jeśli mogę jakoś pomóc to powiedz proszę, to się postaram — zapewniła go, po czym po chwili odsunęła się od niego. Pociągnęła nosem. Miała ochotę płakać. To było naprawdę bardzo smutne. I zaraz zaśmiała się przez łzy, gdy wspomniał o rzyganiu. Przetarła oczy.
    — Ale to niesmaczne jest, zostaje posmak obrzydliwy na języku, ja to bym wolała nie rzygać — powiedziała pochlipując dalej.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  47. Słysząc o klasie łowców nieco się skrzywiła. Teoretycznie słyszała to rozbawienie w głosie Mohe i podejrzewała, że on sobie żartuje, ale nie widziała siebie z powrotem w "klasie". Nie była też pewna kto chciał jeszcze pobierać u niego nauki i nie wiedziała, czy zwyczajnie polubi się z taką osobą. W końcu niezbyt wiele osób jej lubiło. Poza właściwie Orianną i może Mohe, nie było nikogo takiego w jej wieku. Akane ją tolerowała, Gave dalej się obawiał, u Ryu spaliła sobie co nieco i ją unikał, a Tonego nie rozumiała. Klara bardzo za nią nie przepadała. Tragedia. Czuła, że niemal z każdym będzie podobnie. Odetchnęła głęboko i zagryzła nieco swe wargi zakładając kosmyk włosów za ucho. Pokiwała głową, gdy wspomniał o kilku dniach jeszcze.
    - Pewnie, ja się nigdzie nie ruszam - stwierdziła, przyjmując jego wyjaśnienia do wiadomości. Polowanie trzeba było robić z głową, a nie na wariata. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i westchnęła przeciągle. - To... chcesz mi powiedzieć, że w dwa, trzy dni... zjesz prawie wszystko z tego co dziś upolowałeś? - popatrzyła po mięsiwie. - O rany... ale ty masz spust...

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  48. Słuchał go, ale nie do końca był w stanie tę jego pokrętną logikę zrozumieć.
    - Dobrze, że nie łączą nas seksualne przygody w takim razie - rzucił lekko i zerknął na Victora, który dalej po prostu się przysłuchiwał i nie wtrącał, ale widać było że bawi się przednio. - Nie tyle mnie boli - pokręcił głową. - Co nie rozumiem tego podejścia - powiedział spokojnie. - Po prostu nie rozumiem tego twojego podziału - mruknął patrząc w nieba. - Pogmatwałeś go konkretnie, a ja... prosty chłopak jestem pod tym względem. Mam przyjaciół, kumpli i znajomych  - mruknął. - No i wrogów też mam - dorzucił zaraz. - I nie bawię się w żadne przyjacielskie relacje, które tylko gmatwają sprawę. Albo się przyjaźnimy, albo jesteśmy kumplami. Ci cali kumple to te twoje szalone przyjacielskie relacje ale nie do końca bo tam seksu nie uprawiam - odchrząknął i wzruszył ramionami, ale zaraz uniósł dłonie nieco do góry. - Ale żeby nie było zaraz, nie planuję i nie chcę cię przekonywać do swojego, możesz mieć te swoje podziały, ale ja ich po prostu nie rozumiem - mruknął. Słuchając o jego rodzicach uśmiechnął się delikatnie. Dobrze było słyszeć o kolejnej parze, której udało się pokochać już po fakcie. - Cieszę się, że się pokochali - stwierdził tylko i pokiwał głową. - Jasne, wrócimy do rozmowy jak sprawy tutaj się już nieo uspokoją - zgodził się z nim, a na pytanie spojrzał po ojcu który prychał pod nosem i śmiał się aktualnie do rozpuku. - No dzięki - mruknął, po czym spojrzał po Mohe. - Koktajle Mołotowa - powtórzył. - Wiesz to takie butelki do których możesz wlać wysokoprocentowny alkohol, możesz wrzucić ostre gwoździe i kawałek tkaniny. Zapalasz tkaninę przed rzutem i rzucasz w swoich wrogów - mruknął. - Mogą dość mocny uszczerbek na zdrowiu zrobić - wyjaśnił.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  49. Nylian miał ostatnio problemy z zostaniem w jednym miejscu. Dookoła wrzała wojna, a on siedział w Argarze, żeby pilnować swoich sióstr. Obecność Klary była nie mógł jej tego odmówić, ale nie mógł przecież chodzić za nią non stop, tylko po to, żeby udawać, że wcale nie martwi się swoim honorem. Nie było żadnej perspektywy, z której byłoby to godne czy warte uznania, wręcz przeciwnie. Starał się pomagać, gdzie tylko mógł, ale dalej potrafił nie przespać spokojnie większości nocy. Dlatego był wdzięczny, że dzisiejszego wieczora przypomniał sobie, że Mohe obiecał zastawić na niego pułapki. Zawsze to jakaś odskocznia dla myśli. Udał się więc w stronę jego tipi. Szedł bez żadnej broni, jedynie w kilku elementach zbroi, gdyby miał jednak mocno po dupie dostać za swoje rozrabianie. Zakradł się w okolice, gdzie ze wszystkim rozstawił się jego nowy znajomy i na kucakach zaczął rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu czegoś co mogłoby go zająć na resztę nocy.


    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie była pewna jak odpowiedzieć na to pytanie. Przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy i milczała, by ostatecznie wzruszyć ramionami.
    - Nie, Pius nie jest moim kochankiem - powiedziała spokojnie. - To przyjaciel z dodatkiem - dodała odrobinę się czerwieniąc. - Był okres czasu, kiedy nawet myślałam o nim jak o kimś więcej, ale szybko się z tego wyleczyłam - uśmiechnęła się do niego delikatnie, by zmienić pozycję tak, że teraz sobie całkowicie na nim leżała, opierając głowę na swych własnych dłoniach, na jego piersi. - Dobre pytanie - stwierdziła. - Władczość jawi mi się w ten zły sposób, w sposób w jaki Perun kierował Polszą, w sposób jaki wcześniej mój ojciec to robił... - zaczęła spokojnie. - A ja chciałabym stać gdzieś po środku. Mam swoje zdanie, ale słucham innych i być może czasem decyduję, że to oni mają rację - wyjaśniła. - Jeśli to też jest władczość to tak chcę być władcza, ale chcę przy tym pozostać ludzka - mruknęła. - Wiem, to może być czcze gadanie - zerknęła na niego. - Może się nie udać, ale... zanim nie spróbuję to się tego nie dowiem - posłała mu zadziorny uśmiech.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  51. — W zasadzie to tak, ale też ta granica jest inna dla każdej osoby. Kurwa, faktycznie skomplikowane. Macie przejebane, że musicie to ogarniać… współczuję Ci. Ale dziękuję też, że się stosujesz — uśmiechnęła się do niego ciepło. Zasalutowała mu jeszcze.
    — Będę oczekiwać znaków w takim razie — przytaknęła jeszcze sobie na własne słowa. Tak, trzeba było go wprowadzić w miłe tańczenie, przecież bez tańca to świat był taki smutny. Słuchała go, gdy mówił o metodach przyrody. Pokręciła głową, łapiąc się za brzuch.
    — Nie, nie lubię rzygać. W domu mam zioła na takie fiksacje żeby bez rzygania uspokoić, nie mam zamiaru się pozbywać niczego z żołądka — wyjaśniła ze smutną miną. Zaraz jednak zrobiła się bojowa. — A poza tym byle bimber byle staruszka mnie tak łatwo nie pokona. Nie ma rzygania, to byłby wstyd dla całej mojej rodziny — uniosła rękę w walecznym geście do góry. — Na pohybel tym procentom, byle wóda mnie nie pokona, ha! Niedoczekanie! — dodała jeszcze, po czym złapała się za usta i brzuch. — Ale może jednak chodźmy szybciej, po co stać tak na terenie wroga, lepiej się przegrupować — zaproponowała, idąc w stronę swojego domu.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  52. Gave pokiwał głową.
    - Tak, biorę pod uwagę bzykanie przyjaciółek - zgodził się z nim i skrzywił. - Ale zaraz... siostra to siostra... też mam taką jedną. Darcy się nazywa. Z nią sobie nie wyobrażam seksu ani nic - pokręcił głową. - Ale to już inna kategoria. To bardziej właśnie siostra niż przyjaciółka - wzruszył ramionami. - Przyjaciółki to inna bajka - dokończył kiwając lekko głową. Dobrze, że chociaż nie próbował go przekonywać, bo znowu wpadliby w dłuższą dyskusję.
    - Można - rzucił luźno Victor. - Nafta do tego będzie odpowiednia - spojrzał po Mohe. - Wszystko co łatwopalne, ale widzisz podczas wojny, często łatwiej znaleźć ci alkohol - dokończył nabierając sobie kolejną porcję gulaszu.
    - Mhm... ja słyszałem jeszcze o benzynie, ale tego tu w waszym świecie nie ma - dorzucił Gave. - Po prostu alkohol przyszedł mi do głowy pierwszy - przyznał szczerze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  53. - Mhm... mogę spróbować z lekcjami grupowymi - uśmiechnęła się do niego delikatnie. - Po prostu obawiam się tego, bo jeszcze nie do końca czuję się w grupie - przyznała szczerze. Miała wrażenie, że aktualnie będąc w grupie wycofywała się kompletnie, stając po prostu bardzo milczącą. - O to się świetnie składa - stwierdziła słysząc o handlu wymiennym. - Skoro mieszkamy obok siebie to co powiesz na taki handel? - zerknęła na niego. - Jakieś mięsiwko na obiadki dla mnie w zamian za to, że ci ugotuję albo zrobię ci siedzisko do siedzenia u Yensena? - zaproponowała. - I oczywiście nie jednorazowo... w sensie to gotowanie czy pranie albo coś - zacisnęła mocno wargi. - Mogę też sparing z tobą zrobić - dorzuciła. - Albo... coś - westchnęła bo na razie nie miała innych pomysłów, a jednocześnie chciała mu się przydać w ramach takiego handlu. - Mogą być nawet takie resztki mięska - zapewniła, bo skoro miał takie powodzenie z nim to wolała to zaznaczyć. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  54. - Asertywność - powtórzyła po nim uśmiechając się nieco, kiedy tak wędrował dłońmi po jej ciele. Sama muskała palcami jego głowę, przeczesując nieco jego włosy i przesuwając nimi w dół powolutku. - Brzmi egzotycznie to słowo - mruknęła. - Nazwałabym to chyba stanowczością - szepnęła. - Wiesz takim przekonaniem co do swojego zdania, ale właśnie tak jak mówisz przy odpowiednich argumentach, biorąc pod uwagę zdanie innych - zerknęła na niego. - Mhm musiałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tej całej asertywności żeby mieć pewność, że to to - dodała muskając jego policzek ustami. - Spróbuję - pokiwała głową. - Spróbuję i wtedy powiem ci jak mi poszło.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  55. Zadar nie odwzajemnił spojrzenia. Zapatrzył się w ogień przed nim. Wziął głęboki wdech kilka razy i przytaknął.
    - Tak, tak uważam - stwierdził. - Spotkałem po drodze tutaj... wiele bardziej... - pokręcił lekko głową, a nie mogąc się wysłowić zaśmiał się cicho z własnej niemocy i wzruszył ramionami. - Po prostu bardziej - mruknął, po czym spojrzał na niego zaskoczony. Nigdy w życiu nie pomyślał, że jego wiedza a propo uprawy ziemi. Roli... że to wszystko może mu się jeszcze przydać. W danej chwili nawet o tym nie myślał. Żył z dnia na dzień, po prostu starając się przeżyć. Spojrzał po odkrojonym mięsku i przełknął głośno ślinę.
    - Dobrze, umowa to umowa - pokiwał głową odbierając ten kawałek z lekko drżącymi dłońmi. Co prawda w Ardei jadł, dość często, bo Radomiła robiła swoje, to pomiędzy Ardeą a Argarem... zdołał z dzieciakami pogubić drogę kilkakrotnie. Głównie przez maluchy, które zbaczały z drogi, biegnąc na oślep, przez co cała wędrówka trwała zamiast jednego dnia, dni kilka. W tym czasie nie miał nic ciepłego w ustach. Można rzecz że w ogóle nie miał nic porządnego w ustach, bo raczej wszystko oddawał młodym, jak już wspominał.
    - Dziękuję, ale nie trzeba - zapewnił go cicho, biorąc naprawdę mały gryz spieczonego mięska, żeby cieszyć się jedzeniem trochę dłużej. - To naprawdę wystarczy - zerknął na niego z wdzięcznością w poczach. - Naprawdę smaczne... takie głębokie...

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  56. Nylian widział dobrze w nocy, więc większość pułapek udało mu się uniknąć, w końcu elfy były przyzwyczajone do takiego trybu życia, a im dłużej zręcznie omijał przeszkody tym bardziej głodny się robił, a Mohe był naprawdę świetnym kucharzem. Wyczuł w garnku resztki czegoś naprawdę kuszącego - jakaś dziczyzna i coś jeszcze. Przyśpieszył kroku i stał się wyjątkowo nieostrożny, aż w końcu wpadł nogą w jedną z podziemnych pułapek.
    — Vanhedas… – mruknął do siebie, będąc w połowie zakopanym w dziurze. Oparł się dłońmi o ziemię. Nie zostało mu nic innego jak czekać na zbawienie. Może ktoś go zauważy.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  57. Lekcje grupowe wciąż nie brzmiały dla niej zbyt dobrze, ale Mohe miał rację. To nie musiała być wielka grupa. Zwłaszcza teraz, gdy większość miała iść do Azylu. Może taka grupa by się jej przydała? Przez moment zastanawiała się nad tą opcją, ostatecznie uznając, że powinna próbować nowych rzeczy. Zwłaszcza teraz. Pokiwała więc tylko głową.
    - Pusto tu jakoś bez nich będzie - wyrwało się jej. Mimo wszystko przyzwyczajała się do zgiełku. Do dzieci biegających tuż przed domem Febe. Do Gava i jego nocnych "koncertów", do Akane wpadającej raz za razem w odwiedziny i do całej masy innych osób. Człowiek jednak szybko przyzwyczajał się do dobrego. Rozpromieniła się, kiedy Mohe zgodził się na wymianę i roześmiała serdecznie na komentarz co do smażenia jego dupy.
    - Obiecuję, że przysmażenie będzie jedynie w ostateczności, jak w żaden inny sposób nie dasz się pokonać lub zajdziesz mi porządnie za skórę - wyszczerzyła się do niego i odwzajemniła puszczenie oczka. - Dobrze - pokiwała głową. - Będę dawała znać, ale wiesz... ja nie potrzebuję dużo. Ot jakiś kawałek mięska na kolację lub trzy kolacje - przyznała.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  58. - Kompletnie to teraz skomplikowałeś do takiego stopnia, że już niczego nie rozumiem - przyznał. - Nie dawno mówiłeś, że albo siostra albo kuali. Teraz mówisz, że siostra może stać się kuali - westchnął przeciągle. - Okay to rozumiem. Może stać się kuali, jak najbardziej - zgodził się zaraz z nim. - Ale dlaczego wówczas przestaniesz jej opowiadać co nieco więcej? Jako kuali nie będzie przyjaciółką, więc według twojego... znaczy tego co przed chwilą powiedziałeś... straci status przyjaciółki na rzecz seksualnego pożądania plus czasem jakieś tam sporadyczne tematy przyjacielskie - uniósł lekko brew. - Stary to się kupy nie trzyma, ale jak ty się odnajdujesz w takich skomplikowanych definicjach i rozróżnieniach to twoja sprawa. Szczerze podziwiam - skomentował. - Ja zostanę przy swoich znajomych, kumplach, przyjaciółkach - wyliczył na palcach. - Nie wykluczam przy tym że każdy ten status może zmienić się w górę lub w dół w zależności od sytuacji - wzruszył ramionami. - Przyjacielskie relacje mam z przyjaciółmi, a koleżeńskie z kumpelami i znajomymi - dokończył, dopijając swoją porcję alkoholu. Victor w tym czasie potwierdził Mohe tę łatwopalną substancję, a Gave wzruszył ramionami.
    - Bo to właśnie broń na nagłe wypadki - spojrzał po Mohe. - Używasz jej jak wszystko inne zawodzi - dodał. - Ciężko byłoby nosić w torbie stos takich butelek. Zwykle po prostu tworzysz to z tego co masz pod ręką - dokończył.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  59. Nylian spróbował wyjść z pułapki, gdy zobaczył Mohe, ale noga niezdarnie mu się zablokowała w ziemi i nie mógł jej samodzielnie wyrwać. Musiało to wyglądać nieco komicznie. Westchnął zrezygnowany.
    — Schlebiasz mi — odpowiedział, spoglądając w stronę Nhulu. Skrzywił się na widok gulaszu. Naprawdę pachniał zachęcająco, a on zrobił się głodny, fakt, że odpuścił sobie dzisiaj kolację wcale nie pomagał. — Jaka jest szansa, że podzielisz się z biednym, głodnym kolegą? — zapytał, uśmiechając się do niego niewinnie.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  60. Gave już nie komentował siostry, kuali i przyjaciółki, bo zwyczajnie nic już nie rozumiał i chyba przestawał ogarniać cokolwiek w tym temacie. Był za głupi na ten temat i wcale z tego powodu nie czuł się tak fatalnie źle. Zmarszczył lekko brwi, kiedy Mohe stwierdził że ma przyjacielskie gesty do Akane, które przekraczają koleżeństwo.
    - To co mam robić jako kumpel, hm? Mam olewać? Nie mogę prowadzić rozmowy? Albo no nie wiem czasem klepnąć w plecy czy coś w ten deseń? Nie bardzo rozumiem o jakich gestach mówisz - wzruszył ramionami. - Uważam Akane za kumpelę. Na tę chwilę bliską kumpelę, ale nie przyjaciółkę. To ona uświadomiła mi, że nie możemy się przyjaźnić - dorzucił jeszcze. - To jest - uniósł dłoń w górę. - Powiedziała, że chce mieć przyjacielską relację, ale nie może być sto procent przyjaciółką, a ja tego nie chcę Mohe. Albo jesteśmy przyjaciółmi, albo kumplami. Aktualnie jesteśmy kumplami, a że łączą nas dzieci... to szczerze? Nie chcę być z nią wrogiem - mruknął. - To nijak się przyda dziewczynkom - szepnął jeszcze, po czym wzruszył ramionami. - Myślę, że butelkę alkoholu będę miał przy sobie, bluzkę zawsze mogę wykorzystać jako lont, a ostre kawałki... cóż liczę na to, że podłoże mi w tym pomoże, lasy czy ziemia - wyjaśnił. - Dlatego to ostatnia deska ratunku.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  61. Uśmiechnęła się ciepło do Mohe.
    — To dobrze, wyobrażam sobie, że ktoś takie jak Ty… to znaczy… seksolubny inaczej miałby ciężko z ogarnięciem z kim i jak po swoje potrzeby — zaśmiała się, rumieniąc lekko na swoje własne wyjaśnienie. Popatrzyła uważnie na swoje stopy, nie przerywając kroku, ale uważnie badała czy nie idzie za szybko albo za wolno, po czym wróciła wzrokiem do Mohe, a potem na trasę.
    — Nie lękaj się, tempo jest dobre! — zapewniła go z uśmiechem na ustach. Oparła się o barierkę schodów pod domem i wzięła głębszy wdech, kiedy znowu zaczęła ją skręcać.
    — Serio byłeś? To musiało mnie nie być — odpowiedziała, zastanawiając się trochę. — Ja jeszcze spać nie idę, bo będę piła antyrzygające zioła, więc jakbyś chciał coś zjeść czy się jeszcze czegoś napić to zapraszam — otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka. — Noclegu nie proponuje, bo mówiłeś, że się źle czujesz w budynkach, więc moja pewnie tym bardziej jest… zła? No bo wiesz, duża taka — zaśmiała się.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  62. Gave kompletnie nie zrozumiał w którą stronę poszedł Mohe i jak mu te wszystkie wnioski się pojawiły. A to jemu się zarzuca tworzenie własnych interpretacji? Pokręcił lekko głową.
    - Tak, powiedziałeś - spojrzał po Mohe. - Nie rozumiejąc mojego rozumowania kumpelstwa i przyjacielstwa uznałeś te gesty za przyjacielskie, czyli w gruncie rzeczy punktujesz, że to jest złe - zauważył spokojnie. - Dla twojej informacji, taką Klarę też pogłaskałbym po głowie, żeby dać wsparcie przy pasach - skomentował. - A duch? Akane nie jest tylko moją kumpelą, ale jest też matką naszych dzieci - zauważył krótko. - Lepiej mieć zabezpieczenie i wiedzieć gdyby coś jej zagrażało - dodał. - Dziewczynki nie zniosłyby utraty matki - spojrzał spokojnie po Mohe. - Tak, uważam że z każdym przyjacielem można pogadać o wszystkim. Mało tego, uważam że te kłótnie właśnie najczęściej dzieją się wśród przyjaciół, bo będąc przyjaciółmi, możemy różnić się zdaniami i je swobodnie artykułować jedno drugiemu - skomentował. - Z kumplem jak się pożrę to tyle, koniec. Done. Arivederchi - zauważył. - Przecież potem nie walczysz dalej o tę znajomość, czasem uda się pogodzić, a czasem macha się ręką na to wszystko i odpuszcza - zerknął uważnie na Mohe. - Ty masz jakąś dziwną wizję przyjaźni, skoro ze swoimi przyjaciółmi nie możesz pogadać o wszystkim czy pokłócić się - odbił piłeczkę. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  63. Spojrzała podejrzliwie po Mohe, gdy powiedział, że starał się, aby nie było go widać. Zastanowiła się przez chwilę czy aby na pewno nie widziała w ostatnim czasie żadnych podejrzanych śladów. Zaraz jednak zrezygnowała, bo ewidentnie była zbyt pijana na intensywne i logiczne myślenie jednoczenie.
    — Nie próbuj się włamywać, nie wiem co Gave Ci mówił, ale ten dom to nie jest gospoda z wiecznie otwartymi drzwiami, tu się ten… puka i czeka — wyjaśniła mu, grożąc mu przy tym jeszcze palcem. — No i na podwórku więcej przestrzeni masz, fajny wietrzyk, nie? A w te drzwi to się puka i stuka — pokazała mu jeszcze, aby na pewno do niego dotarło. — A teraz zapraszam na ciepły napitek — uśmiechnęła się już promiennie, wpuszczając go do swojego domu. — Masz ochotę na herbatę, kakao, jakiegoś grzańca? — zapytała jeszcze, idąc w stronę kuchni gibając się przy tym lekko na boki. Zaśmiała się na komentarz o drogach do ucieczki.
    — A no moja rozpieszczona dupa lubi przestrzeń do żartów i ucieczek, chociaż samemu to nie ma przed kim uciekać, ale przyzwyczajenia zostały ze zrywania się z lekcji elfiego — stanęła i odwróciła się w stronę Mohe. — Wiesz czemu elfy nigdy nie są bezbronne? — zapytała konspiracyjnie, od razu śmiejąc się przy tym, bo sama znała odpowiedź na to pytanie.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  64. — Trudne wyzwania przede mną stawiasz — zaśmiał się delikatnie. Spojrzał jeszcze raz na swoje położenie. Cholerny gulasz naprawdę dobrze pachniał, a on miał ogromną ochotę na jakąś nocną przekąskę. Dla niego przecież to jak takie porządne, treściwe drugie śniadanie.
    — Oj, sam przecież tak zachęcałeś do testowania pułapek ostatnio, grzechem było nie przeprowadzić inspekcji — uśmiechnął się szerzej. Jeszcze raz spróbował wyjść z pułapki, w końcu znajdzie w końcu pozycję, w której będzie mógł się jakoś wyczołgać z tej dziury.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  65. Emma przytaknęła lekko kiwając głową.
    - Akane i Gave są bardzo absorbujący. Ciężko znaleźć miejsce, gdzie ich nie ma... - mruknęła cicho. - Jak nie dosłownie to wśród ludzi na językach... ma się wrażenie, że wszyscy ich znają, a Argar wręcz czerpie z ich relacji tyle plotek ile się da - mruknęła. - Ja... nie wiem czy ich lubię - przyznała szczerze. - Znaczy nie mam nic przeciwko, że sobie są... ale nie pałam większą miłością do jednego i drugiego - wyjaśniła. - Akane jest strasznie pewna siebie, przez co tłamsi mnie konkretnie, a Gave tak przypomina z wyglądu swojego brata, że nawet nie mam ochoty do niego podchodzić... no i dochodzi do tego jeszcze to, że ja go uhm uwięziłam - westchnęła cicho. - A uwierz... jego brat był pierdolnięty... obrzydliwy - dokończyła, po czym zerknęła na niego z lekkim błyskiem w oczach. - To zapowiada się całkiem emocjonujący sparing - stwierdziła lekko i zacisnęła mocno wargi. - Nie jestem - zgodziła się cicho. - Ale skrawki to też dobre jedzenie... po co marnować, jak mogę zjeść? - spojrzała po nim lekko się przy tym rumieniąc.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  66. Gave pokręcił lekko głową.
    - Jasne, nie wypowiadasz, że to coś złego, ale tak się do tego przyczepiasz, że trudno nie mieć takiego wrażenia - skomentował tylko Gave. - Naprawdę, ty rób sobie ze swoimi kuali, kumpelami, przyjaciółkami i innymi co chcesz, a ja zrobię to samo ze swoimi. Wypunktowujesz mi gesty, z którymi nie mam problemu i przy kumpelach,- wzruszył ramionami. - To ty siebie nie słyszysz. Właśnie mówisz mi to co ja ci mówię od początku - westchnął Gave. - Serio? Po chuja prowadzimy tę dyskusję, skoro koniec końców postanawiasz mówić dokładnie to co ja, tylko jakimś dziwnym trafem nie umiesz powiedzieć że mam rację. Kręcisz się konkretnie w zeznaniach - mruknął. - Zmieniasz je co chwilę. Raz tak, a raz siak. Teraz mi wytykasz coś co właśnie przed chwilą ci powiedziałem. Wytykasz mi, że mam inną wizję, jak kuźwa mówisz o dokładnie tym samym co ci powiedziałem - fuknął. - Stwierdziłem, że Akane nie może być moją przyjaciółką, bo nie mogę porozmawiać z nią na wszystkie tematy - powtórzył. - I tak, dalej tak uważam - skomentował. - Z tobą rozmawiam, nawet jeśli się sprzeczamy - wywrócił oczyma. - Z nią nie będę mógł rzucić... hej słuchaj taka Lara z baru ostatnio się wokół mnie kręci. Tu nie będzie ani sprzeczki ani nic - westchnął przeciągle. - Więc tak, dalej będę uważał, że Akane nie może być moją przyjaciółką. A przyjacielskich relacji nie ma... chyba że jest się faktycznie przyjaciółmi - powtórzył jak krowie na rowie. Naprawdę nie kumał po co znowu do tego wracają. - Mhm... skoro tak uważasz to nie będę się z tobą sprzeczał - wzruszył ramionami. - Nie widzę tematów, na jakie nie moglibyśmy gadać, ale skoro ty je widzisz to okay - uniósł dłonie w górę i dokończył picie swojego trunku. - Kiedy ty właściwie masz urodziny? - zainteresował się, bo w sumie tego o Mohe nie wiedział.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  67. Gave spojrzał po nim i odetchnął głęboko.
    - Bo mówisz o tym samym, nie podajesz innych przykładów. Jak z ciążą na przykład. Wiem, że to było nie na miejscu i przyznałem ci rację co do tego, a potem słyszę tę ciążę jako przykład kilka razy. Nie wiem jaki masz w tym cel, skoro to już jest wyryte u mnie w głowie że było złe. Powtarzasz namiętnie, bo nie masz innych przykładów - skomentował. - Teraz tak podałeś inny przykład, który już ci wyjaśniłem że moim zdaniem nie jest to jakiś super przyjacielski gest, bo do każdego, do kogo chociaż trochę żywię cieplejsze uczucia bym go użył. Przykładem jest choćby Klara. Teoretycznie fakt, że umożliwiłem jej rozmowę ze zmarłymi rodzicami, może przez ciebie być odebrane jako przyjacielski gest. Nie przyjaźnię się z Klarą, a to było po prostu dla mnie normalne, że tak jej pomogę - mruknął. - I kiedy mówisz o tych gestach, to tak jakbyś chciałbyś mnie przekonać do tego, że te gesty są na wyższym poziomie niż kumpel. Jakbyś usilnie próbował przekonać mnie do swych racji, a ja tego tak nie widzę i nie dam się przekonać, więc owszem jest wrażenie, że uważasz te gesty za złe w danym poziomie relacji - mruknął spokojnie. - Tak, tam z Klarą nie ruszyłem pomóc, bo był Nylian, Ryu czy Tony, którzy zdążyli się w to zaangażować. Poza tym Akane leżała na ziemi i ledwie dychała, więc trzeba się podzielić, a mimo wszystko z Akane jestem bliżej. Próbuję aktualnie się zdystansować z tej relacji, ale to co było... akurat na urodzinach byliśmy krótko po rozmowie, więc naturalnie jeszcze nie udało mi się tego do tego stopnia. No i jest ta pierwsza rzecz... Klara miała kogoś w danej sytuacji, a ja byłem bliżej Akane więc wybrałem pomoc jej - skomentował. - Mohe, nie uznaję kłótni jako rozmowy - pokiwał głową. - Tego nie zmieniłem - stwierdził. - My w danej chwili dyskutujemy, a nie kłócimy się. Kłótnia, moim zdaniem, jest wtedy, kiedy rzucamy w siebie wyzwiskami i usilnie próbujemy się zranić we dwoje. Kiedy emocje sięgają już takiego poziomu, gdzie nie da się normalnie porozmawiać. Kiedy emocje przyćmiewają zdolność myślenia. I takiej kłótni nie uważam za rozmowę - spojrzał mu prosto w oczy. - I takie kłótnie miałem z Akane, bardzo często - rzucił krótko. - Dzisiaj stwierdziłem, że sprzeczka z przyjacielem jest okay, bo sprzeczka tak, kłótnia nie - mruknął. - Ja to też rozróżniam, a ty zdajesz się wszystko brać do jednego wora - dorzucił. - Wspomniałem, że dla mnie coś takiego jak przyjacielska relacja nie istnieje, bo nie istnieje. No chyba że faktycznie mam przyjaciela. To wtedy mam przyjacielską relację - jęknął. - Może i na ciebie naskoczyłem, bo ty naskakujesz na mnie. Próbujesz mi wyjaśnić przyjacielską relację właśnie na przykładach z mojego życia, gdzie kompletnie tego nie widzę, bo po prostu ja nie uważam, że to przyjacielska relacja - wzruszył ramionami. - Naskoczyłeś na mnie pierwszy - dorzucił jeszcze. - Ja owszem nie jestem tu bez winy, bo wiem jaki potrafię być jak ktoś mnie zirytuje lub po prostu mnie podkręca, a ty to robisz namiętnie - rzucił dość chłodno. - Może dlatego, żeby tej dziewczynie nie robić nadziei? - spojrzał po nim spokojnie w odpowiedzi na tę jego sytuację. - Jasne, możesz spróbować, ale nie wiem czy jej tym nie skrzywdzisz. Nie sądzisz, że będąc dla niej przyjacielem, będziesz robił jej nadzieję na coś więcej? - uniósł lekko brew. - Ja to tak widzę i raz już to zrobiłem i sparzyłem się okrutnie, bo dziewczyna zrobiła sobie nadzieję - zauważył spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Dlatego u mnie nie będzie przyjaźni, jeśli nie mogę swobodnie porozmawiać z kimś o wszystkim - rzucił jeszcze. - Raz było i na tym koniec - stwierdził dość spokojnie. - Dla mnie dawanie rad niekoniecznie jest równoznaczne z byciem przyjaciółmi - spojrzał po nim. - Mogę się z nią kumplować i radzić jeśli mam na to ochotę, a co ona z tą radą zrobi to jej sprawa - stwierdził jeszcze. - Nie, nie latam do każdego przyjaciela, jeśli z jednym coś omówię, ale większość moich przyjaciół wie o problemach z jakimi się zmagam i zdaje sobie z nich sprawę - skomentował. - Nie, powiedziałem, że kłótnia to nie rozmowa, a nie sprzeczka - wywrócił oczyma. - To ty już sobie nadpisałeś sprzeczki pod kłótnie - wzruszył ramionami i uniósł wysoko brew. - Dzisiaj? - spojrzał po nim z lekkim zaskoczeniem. - Nie ma za co - machnął ręką a propo sprzeczki. - Ale to stary to musimy to jakoś uczcić. Chodź poskaczemy z klifów albo... pójdziemy zapolować, albo... - wzruszył ramionami. - Jak się obchodzi urodziny w twoich rejonach?

      Gave

      Usuń
  68. Emma pokiwała głową.
    - Nie mam nic przeciwko temu, że ich lubisz. Wiem, że da się ich lubić - skomentowała z lekkim uśmiechem. Sama co prawda nie przepadała za Akane i dobitnie mówiła, że jej nie lubi, ale tak naprawdę wcale jej nie nie lubiła. Po prostu nie pałała do niej większą sympatią. - Pewność siebie tak, ale przy An po prostu czuję się jak ostatnia idiotka, jak gówno - mruknęła. - I jeszcze nie umiem sobie z tym poradzić, więc po prostu staram się z nią za dużo nie przebywać - wyjaśniła spokojnie. - Ale nie rzucam jej kłód pod nogi - dodała zaraz, bo taka zła to nie była. - Tak, wiem że to może być krzywdzące, ale nie mogę się pozbyć tego wrażenia i za każdym razem jak go widzę mam ochotę ukręcić mu ten jego głupi łeb z tym głupim uśmiechem - fuknęła. - WIęc też raczej staram się go unikać - wymamrotała. - Może kiedyś się to zmieni, ale na razie... na razie nie jestem w stanie przez to przejść - wyjaśniła. - Zupę na kościach byłabym w stanie ugotować - podrzuciła taki pomysł z lekkim uśmiechem na ustach.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  69. Gabriela objęła go mocniej za szyję, wtulając się nico w jego tors.
    - Praktyka z reguły jest trudniejsza - szepnęła cicho. - Mam jednak nadzieję, że nie raz zaskoczę cię swoimi efektami - sapnęła czując jego dłonie na swych pośladkach. - Mhm i to w ten dobry, pozytywny sposób - dodała jeszcze muskając jego usta swoimi wargami. - Mhm... brzmi mi to jak całkiem apetyczny plan - przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej i przyssała się do jego szyi, naznaczając go chociaż na dwa dni. - Mogłabym ci nawet pozwolić dobrać się do mnie - puściła do niego oczko.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  70. Gave pokręcił na to głową i machnął ręką. Naprawdę nie chciało mu się już tłumaczyć jak wielki atak Mohe na niego po prostu przypuścił. Owszem on też podbijał piłeczkę, ale to nie on zaczynał z atakiem. - Mohe, ty po prostu nie widzisz swoich ataków - skomentował ostatecznie. - A takie potwierdzone, ale nie widziane na własne oczy... i to no pewnie potwierdzone przez Akane, chociaż tutaj mogę się mylić, to w danej chwili słabo potwierdzone - wzruszył ramionami. - W porządku, przykład to przykład, ale jak ten sam przykład pojawia się non stop, to trudno nie odnieść wrażenia, że twój rozmówca wbija ci szpilę non stop a dodatkowy fakt tego, że sam przyznałem że spieprzyłem w tym i tym momencie, a ty dalej mielisz to samo... wiesz Mohe, są przykłady po prostu nie na miejscu, które po prostu sprawiają że twój rozmówca już nie wie o co ci chodzi, bo przyznał że spieprzył a ty dalej to wyciągasz, dalej podajesz przykład... to ja już nie wiem o co ci chodzi, mam większy mętlik w głowie niż miałem wcześniej - wzruszył ramionami. - Ja rozumiem, jakbym się kłócił i mówił, że ciąża nie była złym pomysłem, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem tylko, że od Akane już wcześniej było czuć tę całą nadzieję, której rzekomo... według ciebie i Akane, nie ma... ale to nie znaczy że mówiłem, że ciąża była super ekstra pomysłem - pokręcił głową. - Przyznałem ci to od razu i generalnie liczyłem na to, że tam się skończy ten temat, ale nie... bo ty naprawdę nie mając wachlarzu przykładów, podrzucasz to raz za razem - zagryzł mocno wargi. - I nie wiem co chcesz tym osiągnąć, bo mnie już to męczy - dorzucił. - Niech do ciebie w końcu dotrze, że przyjacielskie relacje to ja mam z przyjaciółmi. Z resztą mam inne relacje - skomentował krótko. - Poza tym jeśli już o tym mowa, to część twoich przykładów była jeszcze wtedy, kiedy faktycznie myślałem, że przyjaźnię się z Akane. Ta cholerna ciąża chociażby i twoim zdaniem spotkanie randkowe, moim zdaniem mało randkowe, a wyszło jak wyszło. Fakt można było to odebrać jak randkę. I tak, nie wpadłem na to, że Akane, która ciągle twierdziła że wszystko jest okay i nic się nie zmienia, jednak pomyśli za dużo i to był mój błąd. Duży i zrobiłem jej tym wodę z mózgu i świństwo - przyznał spokojnie. - Skoro ty kumplom nie dajesz rad to twoja sprawa, ja moim daje jeśli o nie poproszą - dokończył. - I przepraszam, przejęzyczyłem się, do moich rad nie dodaję przydomka przyjacielska rada, kumpelska rada... to są po prostu rady, jakieś pomysły, zwał jak zwał - mruknął. - Skoro w twoim mniemaniu istnieje coś takiego jak przyjacielska relacja jak nie jesteś przyjacielem... to okay, niech sobie dla ciebie istnieje, dla mnie nie istnieje - dokończył. - Ja nie twierdzę, że na pewno tak będzie z tą nadzieją - spojrzał po Mohe. - Ale mówię na podstawie swojego doświadczenia. Jeśli jasno chcesz trzymać granice to lepiej nie wchodź w przyjaźń, bo dziewczyny lubią sobie myśleć coś więcej po pewnym czasie - rzucił krótko. - Zwłaszcza Argarki - dodał po chwili. - Ale to jest tylko rada, z której nie musisz korzystać - uniósł dłonie w górę. - Zrobisz jak zechcesz i może ci się uda, a może nie. Czas pokaże - mruknął jeszcze i odetchnął głęboko. - Nie, Mohe. W sprawie rozmowy z Akane co do potencjalnych związków czy nie wypału to ja stawiam grubą kreskę, niezależnie od tego co powiesz. Jestem głuchy na twoje słowa. Tam jest absolutne "nie" - poinformował go. - I to chociażby wyklucza przyjaźń między nami - dorzucił na koniec. - I to też się nie zmieni - wyjaśnił tylko również przechylając swój kieliszek. - Mhm okay to temat na inny dzień - skinął głową nie wchodząc w szczegóły i podniósł się zaraz po nim, zerkając zaraz na ojca, który machnął lekko ręką.
    - Idźcie, a ja tu wypije do końca łapę. Poczekam na ciebie - stwierdził swobodnie, więc chłopak uśmiechnął się do niego lekko i ruszył w stronę klifów, uznając że później ojca złapie i skorzysta z faktu, że ten tu jest.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  71. Gave pokręcił głową. - Ja się nie domyślam i nie dopowiadam. Odbieram to po prostu jak atak, skoro mielisz to samo non stop - spojrzał po nim krótko. - I możesz nazywać to podawaniem przykładów, dla mnie w którymś momencie staje się atakiem. W chwili gdy wspomniałeś o tym głaskaniu po głowie, padło pytanie w którym momencie, bo autentycznie mnie zaskoczyłeś tym gestem. Dla mnie był to gest zwykły i naturalny - skomentował. - Nic w nim nie było złego, a twoje słowa na temat tego że to czy tamto jest przyjacielskie, godziły we mnie, ponieważ ja tych gestów nie uważam za takie. Przez co naturalnym jest, że po prostu zostało odebrane w taki sposób a nie w inny - dokończył. - A że dyskutujemy o przyjacielskiej relacji, a ja już wielokrotnie wyraziłem się co do tego jasno. Że moim zdaniem nie ma czegoś takiego przy relacji kumpelskiej i tak dalej, a ty dalej wciskasz te przykłady dotyczące rzekomej przyjacielskiej relacji... to nie sposób nie zauważyć, że próbujesz... mnie do swojej racji przekonać. A jeśli nie o to chodzi to wybacz ale nie wiem jaki miałeś w tym cel - pokręcił lekko głową. Dmuchnął sobie w grzywkę. - Ale kuźwa ja o ciąży rzuciłem, tak spierdoliłem i nie było końca tematu - warknął na niego. - Więc nie pieprz, że koniec tematu by był, bo go nie było. Postawiłeś sobie za honor by dalej pieprzyć o tym od rzeczy - pokręcił głową i nabrał kilku głębokich oddechów, uspokajając się w myślach. - Nie było końca tematu, Mohe - pokręcił głową. - A na samym początku rozmowy zaznaczyłem, że spierdoliłem. Tylko ty zacząłeś rozkładać to na czynniki pierwsze a ja potem się do tego odniosłem - mruknął krótko. - A przyjacielskiej relacji to ja ci nie przyznam, bo sorry ona nie istnieje w temacie kumpli czy innych - wzruszył ramionami. - Więc jak na to czekasz to zapomnij - pokręcił głową. - Mohe, ty sobie przeczysz no... twoje przykłady po to są... żebym ci rację przyznał. Bo po co inaczej? Skoro ja już ci powiedziałem, że spoko, miej sobie swoje podziały jakie chcesz a ja zostanę przy swoich. Bo było to już kilkanaście minut temu - jęknął głośno. Pokiwał tylko głową na te rady  i potem pokręcił głową. - Nie, posuwam się do czułości, kiedy osoba która się ze mną przyjaźni twierdzi że gesty jej nie robią - przypomniał jej krótko. - Z resztą cóż... pstrykam w nosy i przytulam czasem - pokręcił głową. - Nie liczymy pocałunku z Onyx, bo tam to... - dmuchnął sobie w grzywkę. - No to druga rzecz której zdecydowanie nie powinienem zrobić - pokręcił głową. - Nie idę z innymi do łóżka i nie dopuszczam tego w przyjaźni - dokończył. - A mimo to niektórym zaczyna szajba odbijać, więc tu po prostu ostrzegam - skinął nieco głową i wzruszył ramionami. - Nie, to ty znów to robisz - wywrócił oczyma. - Ja tylko nawiązałem do Akane, skoro ty do niej nawiązałeś. Powiedziałem ci tylko że z nią nie ma szans i tyle. Nie twierdziłem, że ty mnie namawiasz do tego czy tamtego - rzucił krótko. - Przedstawiłem ci moją opinię, a ty twierdzisz, że ja cię nie rozumiem, że jestem głuchy... Nie jestem głuchy. Odpowiadam na twoje słowa. Przedstawiam swoje własne wnioski i tyle. Nie ma tam większej filozofii.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  72. Gave pokiwał głową.
    - Tak, patrzyłbym inaczej, bo jestem facetem i nie chciałbym, żeby głaskała mnie po główce w takim wypadku, ale no tylko z tego względu. No i w momencie jak wyjaśniliśmy sobie jakie gesty jej zdaniem są okay a jakie nie to też zmienia postać rzeczy w jej przypadku - dodał zaraz i odetchnął głęboko. - Mohe, nie przyznam ci w tym racji, bo tak nie uważam. Tak jak ja nie przekonałem ciebie, tak i ty nie przekonałeś mnie. Ja wiem co widziałem od niej wcześniej, przed tym wieczorem. I wiem, że było więcej już wcześniej, a wieczór przypieczętował sprawę i przelał gorycz. Nie przyznam racji tam, gdzie jej nie widzę - spojrzał mu prosto w oczy. - Nie, Mohe. Gdyby faktycznie nic wcześniej nie było to przyznałbym ci rację, ale ja widziałem inne gesty, inne czułe spojrzenia i inne rzeczy które dawały do zrozumienia, że już wcześniej zaczyna myśleć inaczej - rzucił jeszcze. - Jeśli ona tego nie widziała to trudno. Nie zawsze widzimy na swoich twarzach czy w swoich gestach coś innego, a ty akurat mówisz mi to wszystko głównie z tego co ona ci powiedziała, bo wybacz ale nie przebywałeś z nami 24 na dobę, żeby samemu to zaobserwować - rzucił dość spokojnie. - Więc w tym wypadku ufam bardziej swojemu osądowi niż tobie - skomentował jeszcze. - Nie odniosę się po raz kolejny do tego samego. Już wcześniej swoje powiedziałem na temat ciąży i innych gestów. Zgadzam się, że to było przegięcie pały, ale nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że tylko to do tego doprowadziło, choć wiem że Akane tak sądzi. Ja po prostu widziałem u niej co innego - rzucił podsumowując swoje myśli. - W czystej przyjaźni tego nie dopuszczam. Dopuszczam to w momencie kiedy przechodzimy na poziom "a może byłoby fajnie coś więcej niż przyjaźń" - stwierdził spokojnie. - Po prostu... ech zwykła przyjaźń to zwykła przyjaźń - mruknął. - Ale nie każda przyjaźń jest zwykła. Nie mam terminu na tę niezwykłą przyjaźń - wzruszył ramionami. - Podaję po prostu przykład. Niektórzy wkręcają się za bardzo i nawet takie gesty, o których wspomniałeś odbierają jak coś więcej. Nie podam imion - skomentował. - To jest po prostu mój wniosek co do tych tematów - wyjaśnił. - A w momencie Akane i kresek w żadnym słowie nie wspomniałem, że mi coś wciskasz. Nie wiem skąd ten wniosek - wzruszył ramionami. - Cieszę się, że nie wciskasz - dorzucił jeszcze, bo ewidentnie nic innego nie zamknie tematu.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  73. Zaśmiała się i zaprzeczyła ruchem głowy. Wzruszyła ramionami.
    — On to se tu wchodzi jak do siebie, jak mu zarzucisz, że się włamuje, to Ci powie, że nie i tyle. A mi to też aż tak nie przeszkadza, wiesz w końcu dał mi Państwa Niepraszalskich — pokazała jeszcze Mohe na dwie całkiem zgrabne roślinki, o które starała się dbać w jak najlepszy sposób. Spojrzała po kompanie uważnie. — I co? Zaniepokoiło Cię coś tutaj? — zainteresowała się. Może sama powinna uważać, lepiej się ubezpieczać na przyszłość. Nie potrzebowała kolejnych przygód w najbliższym czasie.
    — A więc grzaniec dla Ciebie i dla mnie coś na trzeźwienie, ale przeciwieństwa, oby mi się w robieniu nie pojebało — zaśmiała się, biorąc się za szykowanie jednego i drugiego trunku. Raczej ciężko by było jej to pomylić, ale nie mogła się powstrzymać od niewinnych żartów. — Nie, nie jestem, mieszkał tutaj taki przyjaciel przez jakiś czas, innym razem taki Lizus, innym razem słodka rodzinka z Terry, ogólnie to bardziej gospoda niż dom, ale wiesz, czasami fajnie mieć pozory prywatności — uśmiechnęła się ciepło do Mohe. — Oczywiście, że gonił i się wściekał, ale wiesz jaki to pojebany język jest? Nienawidziłam się go uczyć, zwłaszcza jako dzieciak, więc się bawaliśmy w chowanego — zrobiła dumną minę. Zbliżyła się do Mohe, żeby ułożyć się do zdradzenia mu jakże ważnego sekretu na ucho.
    — Bo zawsze mogą wyjąć kija z dupy — szepnęła i odsunęła się, zanim wybuchła śmiechem i wróciła do napojów.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  74. — Waszmość nie masz serca — zaśmiał się do Mohe. Nie podobała mu się wizja obejścia smakiem, gdy gulasz tak dobrze pachniał. — Naprawdę? Mi się wydaje, że coś jednak mówiłeś, że za ten rozbrajający uśmiech to mi rękę podasz — odpowiedział mu jeszcze, przekręcając delikatnie nogę w dziurze, żeby było mu się łatwiej wydostać. Mimo wszystko teraz poczekał czy faktycznie Mohe mu pomoże.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  75. Ona po prostu odebrała jego pieszczoty. Przyjęła wszystko co jej dawał, samej starając się nie pozostać dłużną. Kiedy rzucił zaczepny komentarz, parsknęła cichym śmiechem, który chcąc nie chcąc przerodził się w nieco większy i głośniejszy. Pokręciła lekko głową i puściła do niego oczko.- Do perfekcji - stwierdziła śmiejąc się pod nosem. Akurat jazdę konną ćwiczyła od małego, więc nawet mu nie skłamała, ale przemilczała te sprawę. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Mohe nawiązywał do ich numerków. Przeciągnęła się lekko wstając powoli. - Dzięki za wspaniałe chwile i emocje - posłała w jego stronę delikatny uśmiech, zbierając się przy tym i ubierając spokojnie. 

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  76. Gabi dokończyła ubieranie się i przysiadła obok niego, by rozpocząć zaplatanie zwykłego, luźnego warkocza.
    - Większych planów na resztę dnia nie mam - odparła szczerze. - Planuję się pokręcić trochę po Argarze, może pożegnać się ze znajomymi twarzami i... - wzruszyła ramionami. - ... przygotować się do podróży - uśmiechnęła się lekko. - Już za długo tu siedzę - dodała jeszcze.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  77. Emma zacisnęła mocno wargi i odetchnęła głęboko.
    - Ale skoro nie lubię przy nich przebywać to chyba za nimi nie przepadam. A jak za nimi nie przepadam to raczej ich nie lubię - zauważyła spokojnie. - Bo niespecjalnie chcę poznawać ich bliżej - dodała. - Ale to nie jest nienawiść, bo nie miałabym nic przeciwko współpracy podczas różnych akcji czy innych pierdół, kiedy trzeba coś wspólnie zrobić - dorzuciła. - Co do samego Gava... jest jeszcze fakt, że zrobiłam mu świństwo i oddałam go Perunowi - przyznała. - Z tego względu też wolę trzymać się od niego z daleka, bo on sam nie czuje się przy mnie swobodnie, co jest zrozumiałe - zauważyła jeszcze cicho, by na pytanie o zalety wzruszyć ramionami ii spojrzeć Mohe prosto w oczy. - Dobrze walczę i mam całkiem niezłe umiejętności, gdy chodzi o walkę mieczem - powiedziała spokojnie. - I mam... fajne włosy - mruknęła, bo tych by nie wymieniła na żadne inne. - Chyba też całkiem lubię swój uśmiech - dorzuciła po chwili milczenia. - I... jestem lojalna... ale to może być też wada, bo można mnie wykorzystać - wyjaśniła. - Więc to z zalet wykreślamy - pokiwała głową, więcej zalet nie podając bo po prostu nic innego nie widziała. Zarumieniła się nieco, gdy dokładniej wspomniał co to są jego resztki i założyła kosmyk włosów za ucho. - Nie chciałam cię kłopotać po prostu - wyjaśniła cicho. - To jest... bo ja naprawdę nie muszę dostawać jakiegoś super mięska, wystarczy jakaś kapka i będę zadowolona - posłała w jego stronę lekki uśmiech.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  78. - Nie, Mohe - pokręcił głową Gave. - Ona rozsyła przyjacielskie gesty dookoła, ale nie są one tak naszprycowane emocjami jak te które daje mi - oznajmił krótko. - Więc sorry, ale ja nie kupuje tego, że gesty jej nie robią i nie będę tego kupował nigdy - pokręcił głową. - Ona nawet nie do końca zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo te gesty buduje emocjami, ile w nie wkłada... więc nie dziwię się że mówi, iż to nic takiego. Niestety ja widzę to z pierwszej ręki - skomentował i parsknął cichym śmiechem. - Weź, przestań porównywać rodzica i dzieci, a kochanków, bo to chyba jasne że inaczej się na to patrzy - skomentował. - A skoro coś do mnie czuje, jak powtarzasza i ona też powtarza to nie wierzę w to, że nie robi sobie nadziei, bo to dla mnie jedno i to samo - rzucił jeszcze wzruszając ramionami. - A co do dzieci, jak już tak mówimy, to tak mam wobec nich nadzieję. Nadzieję, że wyrosną na silne kobietki, które nikomu nie dadzą sobą pomiatać - rzucił jeszcze. Wzruszył ramionami na podsumowanie co do tytułów Mohe. - Może być i tak, chociaż ja tam nie rozumiem jak kuali może być zwykłą przyjaciółką jak i przyjaciółką z bonusem, bo to trochę nie to samo... - mruknął jeszcze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  79. — A te pułapki kogoś faktycznie złapały? — zainteresowała się, zerkając na Mohe. — Bo rozumiem, że nikt się do tipi nie włamał, czy na pułapki też nikt nie miał jeszcze okazji stanąć? — dodała, bo w swoim stanie nie była zbyt dobra w łączeniu wątków. Zaśmiała się lekko, gdy wspomniał o nauczycielach Nhulu, ale zaraz uśmiechnęła się krzywo na myśl o bitych dzieciach. Zacisnęła delikatnie dłoń.
    — A co? U Nhulu bije się dzieci? — zapytała, czując w sobie nieprzyjemny gniew i wściekłość. Wzięła głęboki wdech. Straciła ochotę na poznawanie kultury Nhulu. Zaczęła myśleć o spokojniejszych rzeczach i zaraz wróciła uśmiechem do Mohe. Wyprostowała się, gdy skończyła opowiadać mu żart.
    — No ba, że jest. Dobry żarcik — zaśmiała się, podając Mohe grzańca do rąk. Zaraz sama wzięła sobie swoje ziółka, które miały pomóc na powstającą rewolucję w żołądku.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  80. Elf zaśmiał się na jego słowa o sercach.
    — Rozumiem, a więc swojego z litością i dobrocią w sobie nie posiadasz — odparł. No cóż, a więc z pomocą od Mohe mógł się już oficjalnie i całkowicie pożegnać.
    — Wolałbym żebyś jednak tego nie robił. Jeszcze moją mi odetniesz i własną mi podasz — zaśmiał się. — Ludzina nie leży w moich gustach — dodał jeszcze w żartach. Zaparł się obiemia dłońmi o ziemię i nabrał siły w mięśniach. Jednym, silnym ruchem udało mu się wykaraskać z pułapki. Położył się plecami i wziął wdech. Spojrzał zadowolony po Mohe. — To mogę prosić ten gulasz? — zapytał, uśmiechając się niewinnie.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  81. Zadar zacisnął mocno wargi.
    - Dzisiaj chyba nie zabierasz mnie na polowanie, prawda? - spojrzał po nim i odetchnął głęboko. - Więc jak się umówimy to upewnię się aby przyjść z w miarę pełnym żołądkiem - pokiwał lekko głową. - W czasie wojny i pusty żołądek jest na porządku dziennym. Czy przypadkiem nie powinniśmy chociaż trochę się do tego przyzwyczaić? - spojrzał po nim i odetchnął głęboko. - Na co mi jedzenie, jak kiedyś mi go może zabraknąć? Jak nie będę przyzwyczajony do uczucia pustego żołądka... to szybciej popadnę w rozpacz niż w drugim wypadku - zacisnął mocno wargi, po czym podrapał się po głowie. - Po prostu nie chcę cię obiadać. Już i tak dużo mi pomożesz oddając część jedzenia dla moich małych przyjaciół...

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  82. Emma wzruszyła lekko ramionami.
    - Nie wiem, mi lojalność nie kojarzy się zbyt dobrze - przyznała szczerze. Za długo była lojalna wobec Peruna, by tę cechę móc przypisać do tych pozytywnych. Nie wykluczała możliwości, że zmieni zdanie, ale w danej chwili tak po prostu czuła. Wstała z miejsca i rozprostowała swoje kości, a potem wyciągnęła do niego rękę. - Chodź, pójdziemy na spacer - zaproponowała od niechcenia. - Mhm... to może jeśli pozwolisz mi się odwdzięczyć za ten podział mięskiem, ja będę dostarczać różnych ziół i innego jedzeniowego zielska? - zaproponowała. - Bo to całkiem nieźle mi wychodzi... mam na myśli zbieranie. Ori mnie sporo uczy i wiem, które nadają się do czego - uśmiechnęła się lekko. - Wiem, że ty pewnie też wiesz... ale chciałabym się odwdzięczyć i nie być darmozjadem.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  83. - A ja nie zauważyłem, żeby nie były - odparł krótko. - Żeby była jasność, nie mówię o grupowych urodzinach bo tam nie były, przynajmniej nie wszystkie - poinformował ją. - Ale tam byliśmy po definitywnym zerwaniu, krótko po - dodał jeszcze. - Mohe, to ty nie rozumiesz co się do ciebie mówi. Wiesz skąd się bierze jej czułe spojrzenie? Bo dalej mnie kocha - poinformował ją. - A skoro dalej mnie kocha to robi sobie nadzieję - dorzucił zaraz. - To czułe spojrzenie jest tego dowodem i to jest ta przyziemna rzecz, ale ja wiem że Akane poda masę argumentów za tym, że wcale tak nie jest bo nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie chce sobie zdawać z tego sprawy. Usprawiedliwia to innymi sprawami i owszem ona ponoć siebie zna najlepiej, ale w kwestii uczuć? Chyba nie za bardzo - mruknął. - Jest w nich równie pogubiona co ja i naprawdę nie chcę już tego roztrząsać, bo nie przekonasz mnie że jest inaczej. Możesz mówić że sobie to wmawiam i okay, możesz tak myśleć - pokiwał głową. - Właśnie ciężko jest rozmawiać z Tobą czy Akane bo nie słuchacie. Ja mówię jedno a wy drugie... i tak jest non stop - mruknął. - Owszem porównałem, bo rzuciłeś takim porównaniem, a relacja rodzic dziecko to inna sprawa niż relacja partnerska lub były związek - zauważył. - Tu nie ma czego porównywać - pokręcił głową i odetchnął głęboko. - Właśnie dlatego, żeby nie być dla ich matki taki nieprzyjemny staram się od niej odsunąć, odejść, olać wszystko - warknął. - Nie spotykać się z nią i żyć własnym życiem... - mruknął tylko. - Ale tak to już moja sprawa jak ich tego nauczę. Na szczęście są na tyle małe, że jest szansa na to, że nie będą pamiętać że kiedyś byliśmy razem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  84. Darcy zaśmiała się delikatnie, słysząc o jego przygodach. Uśmiechnęła się nieco szerzej, gdy wspomniał o elfiej ofierze. Może to był Nylian i dostał za swoje za łamanie serce Ryu przez Klarę?
    — Może nawet śmiertelne by się przydały — wyrwało się jej. Zasłoniła dłońmi usta, zaskoczona, że coś takiego w ogóle przyszło jej na myśl. Nie powinno. Przecież to nie był powód, żeby kogoś zabijać. Powinna uspokoić swoje myśli. Wzięła głęboki wdech i wydech. — Przepraszam, czasami mam takie inwazyjne myśli, zignoruj, pułapką to nie warto zabijać testerów zabezpieczeń — zaśmiała się nerwowo. Słuchała, gdy opowiadał o dzieciach, i o tym jak się traktowało je w plemieniu Nhulu. To było po prostu przerażające.
    — Biją dzieci? A im nikt przypadkiem nie przypierdolił? — zapytała zirytowana. — I co z tego, że są chronione parę, jak potem dalej ktoś mały i niewinny może zarobić i to jeszcze łatwo… ja pierdole… to nie jest dobra reklama dla Twojego plemienia, wiesz? — odparła. Znowu musiała się uspokoić. Odsunęła się od Mohe i zaczęła oddychać w wyćwiczony sposób, powtarzając sobie, że nawet nie zna tych ludzi, nie ma prawa się mieszać, ale kurwa tak ją ręce świerzbiły teraz. Do tego to upojenie nie pomagało. Usiadła na kanapie i zaczęła patrzeć się na Państwa Niepraszalskich.
    — No jak bimber ostry i ciężki i mocny to potem taki słodki grzaniec potrafi zaskoczyć smakiem, chociaż na moje chyba zbyt słodki, za dużo cukru w winie — zaczęła opowiadać, próbując skupić myśli na czymś innym.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  85. Nylian zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Mohe miał całkiem dziwne, wyjątkowe poczucie humor. To musiał mu przyznać. Spojrzał na niego, kiedy już był poza pułapką, bo wcześniej nie chciał marnować cennego powietrza w płucach na rozmówki, kiedy próbował wydostać się z tego nhulskiego wilczego dołu.
    — Głodny jestem, ale niekoniecznie na ludzkie mięso, jakoś mnie nie przekonuje ta wizja, wiesz? — zaśmiał się ponownie. Usiadł wygodniej, biorąc od kolegi miskę z gulaszem. Na początek powąchał z zadowoleniem. No pachniało zachęcająco. Nawet warto było wpaść w pułapkę dla takiego żarełka. Wziął pierwszy kęs i przełknął.
    — Hmm… w takim razie raczej przestanę testować, jedzenie jest zarąbiście pyszne, ale jak ręce stracę to już nic nigdy nie zjem za bardzo — odpowiedział mu.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  86. Emma wsunęła dłonie w kieszenie swej spódnicy, bo nie bardzo wiedziała co powinna z nimi zrobić, kiedy tak ruszyli obok siebie.
     - A co kiedy ktoś lojalnie służy komuś, kto postępuje źle, bo wierzy że tylko tak uda mu się od tego kogoś uwolnić? - zapytała go, nie patrząc na niego. - Co wtedy można o takiej osobie powiedzieć? - zainteresowała się. - Że jest naiwna, głupia, dobra, lojalna? Zagubiona? - spojrzała po nim przelotnie i uśmiechnęła się lekko, zakładając kosmyk swych włosów za ucho. - Jak nazwiesz taką osobę, hm? - wzruszyła zaraz ramionami i pokiwała głową, gdy ten wspomniał, że woli uganiać się za żywą zwierzyną. - Ja również, jeśli ta zwierzyna chodzi na dwóch nogach i ma silnie rozwinięty aparat mowy a także inteligencję - przyznała wzruszając lekko ramionami. Pokiwała głową na pytanie o Ori. - Mhm tak - przytaknęła mu. Na pytanie o zaprzyjaźnienie się, zastanowiła się nieco dłużej. - Właściwie trudno powiedzieć - przyznała. - Ori zawsze była tą księżniczką zamkniętą w wieży. Tą, której Perun nikomu nie chciał pokazywać... działała z ukrycia. Była medykiem i trucicielem... - zacisnęła wargi i pomasowała sobie skronie. - Perun... - nabrała głębokiego wdechu i odwróciła od niego głowę, nieco przyspieszając kroku. Przez chwilę szła w milczeniu, zaciskając nieco pięści i rozluźniając je raz za razem. Starając się uspokoić. Myśli popłynęły do zamku, do Peruna, do jego łoża. Zrobiło się jej niedobrze. Poczuła jego dłonie na sobie i pokręciła głową. - Przepraszam - rzuciła do Mohe, podwijając nieco spódnicę. Puściła się biegiem, starając się wyrzucić z głowy te obrazy. Przestać myśleć o jego dłoniach na swym ciele, jego pustych oczach, jego głupiej gębie, jego głosie, jego rozkazom... jego... Łzy spłynęły ciurkiem po jej policzkach i zatrzymala się nagle, by zwymiotować, a kiedy już to zrobiła nabrała kilka głębszych oddechów. Starła łzy z policzków, by spojrzeć po Mohe, który za nią podążył. - Przepraszam - powtórzyła. Policzki jej się zaczerwieniły, bo widział ją w takim wydaniu, ale z drugiej strony trudno. Trudno. Jakoś to przeżyje. - Perun... mnie zapłodnił - wydusiła z siebie. - Nosiłam jego dziecko... - zacisnęła dłonie na swoim brzuchu. - Nosiłam dziecko, które by mi zabrał zaraz po urodzeniu... dziecko mężczyzny, którego nienawidziłam z całego serce, dziecko...które miało być... miało być jego króliczkiem doświadczalnym - zagryzła mocno wargi. - Więc... zdecydowałam się je usunąć - szepnęła. - A Ori... Ori mi pomogła, chociaż nie wiedziała... czyje to dziecko. Może gdyby wiedziała... - pokręciła głową. - Ale od tego się zaczęło... a potem jakoś tak... się polubiłyśmy. Sama nie wiem dlaczego.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  87. - Kiedy przedstawiasz przykład to przedstawiasz przykład, a nie atak. Jeśli mnie atakujesz tym przykładem to nic dziwnego, że ci odpowiadam w taki sposób a nie inny - stwierdził po prostu chłopak i wzruszył ramionami. - Przykro mi Mohe, ale nie jesteś święty. Twoje przykłady często po prostu atakują i najwyraźniej nie zdajesz sobie z tego sprawy - stwierdził jeszcze. - Dla mnie zachowanie które już zostało omówione, nie zapomnie, omówione i wyjaśnione, nie jest przykładem - skomentował. - Jeśli do tego wracasz i podajesz mi takie zachowanie jako przykład to znaczy, że mnie atakujesz bo znów mi to wyrzucasz - stwierdził. - Bo to i to cię boli i pamiętliwy jesteś - wzruszył ramionami. - Ja też jestem i też wyrzucam pewne zachowania Akane, ale nie mówię że to przykład - skomentował. - Tak, ciężko o porozumienie - pokiwał głową i westchnął ciężko. To była kolejna osoba, którą An przeciągnęła już na swoją stronę. Warto było to sobie odnotować i nie przychodzić z wielkimi problemami do tego chłopaka, bo i tak niczego nowego się nie dowie. Przez moment zrobiło mu się przykro i spojrzał w niebo, by odetchnąć kilka razy. - Słuchaj, jeśli ona utrzymuje że mnie kocha dalej i tak jest to sorry, ale czuła spojrzenie wiąże się z nadzieją. Choćby skały srały i ona twierdziła co innego to najwyraźniej sama nie zdaje sobie z tego sprawy - stwierdził po prostu. - Sorry, ale w tym wypadku się z tobą nie zgadzam - dokończył, a kiedy wspomniał że nie ma dziś urodzin i go sparodiował, Gave nic mu na to nie odpowiedział. Obserwował tylko jak ten skacze, ale nie powtórzył skoku. Usiadł przy urwisku i pokręcił głową z niedowierzaniem. Świetnie. Po prostu genialnie. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  88. Zadar spojrzał po nim i wypuścił powietrze z płuc.
    - Ale ja właśnie jestem w fazie kryzysu - powiedział już nieco zirytowany. - Zdecydowanie wolę nakarmić moje gołębie niż samego siebie. Mi naprawdę nie potrzeba zbyt wiele - spojrzał po chłopaku. - Porcjuję jedzenie, które nam zostało, karmię dzieci - mruknął. - I boję się, że jak teraz u ciebie się napcham to potem wszystko zwrócę - skrzywił się. - A nie chciałbym zwracać jedzenia. - Nie chciałbym okazywać się takim niewdzięcznikiem - szepnął, po czym spojrzał po nim nieco uważniej. - Pomieszkujesz w Argarze? - zerknął na niego. - A... wiesz jak tam dotrzeć? Daleko stąd? - zapytał go zaraz. - Słyszałem, że tam... jest bezpiecznie - wyjaśnił swój punkt widzenia i zainteresowanie tym obszarem.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  89. Gabriela również zdążyła się już ubrać. Zamierzała skorzystać z łazienki, którą miała w gospodzie i zmyć z siebie ślady ich poprzedniego szaleństwa.
    - Mhm mam - przyznała. - Jest pewne miejsce na mapie, które chcę sprawdzić - wyznała. - I mam nadzieję, że w drodze znajdę ludzi, którzy będą chcieli pomóc w tym przedsięwzięciu - dodała. - Popracowałam tu trochę w gospodzie, mam trochę zapasów jedzenia i pieniędzy. Może nie dużo, ale mam nadzieję, że to wystarczy na początek... że komuś pomogę - uśmiechnęła się do niego.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  90. Emma przytaknęła mu co do jego słów dotyczących psa. Dokładnie tak uważała. Była głupią idiotką, że tak myślała. Mogła odpuścić i nie robić nic. Pozwolić mu się zabić, albo po prostu torturować non stop w lochach, ale... ale pragnęła jeszcze trochę pożyć. Uśmiechnęła się do niego słabo słysząc o tej naiwności napędzanej nadzieją.
    - To niczego nie zmienia - stwierdziła tylko. - Naiwność jest po prostu głupia i nie ma co tego rozdrabniać - stwierdziła cicho i zarumieniła się lekko na wieść, że przynajmniej ma dobre kryteria. Co prawda ona mówiła o mordowaniu tych osobników dwunożnych, ale teraz nie zamierzała się do tego przyznawać. Zwłaszcza, że w mężczyznach też nie szukała tylko mężczyzn. Spojrzała po nim niepewnie, kiedy do niej podszedł i zapytał o przytulenie i ostatecznie przytaknęła delikatnie głową, tylko lekko się do niego przytulając. Nie robiła żadnych seksualnych ruchów, tylko zwyczajnie objęła go ramionami i wtuliła w jego pierś głowę, pozwalając sobie na kilka łez.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  91. Gave nie kontynuował sprawy Akane. Już wiedział, że z Mohe nie będzie miał nigdy zażyłej relacji. Ot zwykły znajomy. Nic więcej. Nie było sensu się łudzić. Właściwie każdego przyjaciela Akane powinien tak potraktować. Oczywistym dla niego było, że ten kto jest przyjacielem Akane, nie może tego robić i z nim. No cóż. Takie życie. Spojrzał na Mohe z góry i pokręcił głową.
    - Można tak powiedzieć - stwierdził, odkrzykując mu. - Baw się dobrze na swych wymyślonych urodzinach - dorzucił i wstał z miejsca, żeby po prostu odejść. Nie miał większej ochoty na dalsze przebywanie w jego towarzystwie. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  92. Gabriela spojrzała po nim z wdzięcznym uśmiechem, kiedy wspomniał o pomocy. Podeszła do niego i lekko ucałowała jego usta.- Dziękuję - odparła tylko i puściła go "wolno", samej nie ruszając za nim. Ubrała na siebie swoje ciuchy i wróciła do gospody, żeby tam się wykąpać. Zaśmiała się nieco do siebie. Cóż... szkoda, że nie znalazła go wcześniej bo pewnie i z zaproszenia by znalazła, a tak? Zamierzała powstrzymać swe żądze i po prostu następnego dnia po prostu wyjść z bezpiecznego Argaru. Ukrywanie się nic jej nie da.

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  93. Wcale nie była silną kobietą. Zamierzała mu o tym powiedzieć, ale rzucił to całe "i tak zostanę przy swoim" i uznała, że nie będzie strzępiła języka. Pokręciła tylko lekko głową i jeszcze na moment, krótką chwilę wtuliła się w niego, zanim ostatecznie go puściła i odetchnęła głęboko.
    - Dziękuję - podziękowałą mu za to przytulenie, bo słowa... słowa jakoś tak do niej niespecjalnie trafiły. Odetchnęła głęboko raz jeszcze. - Pozbycie się dziecka było moją decyzją, więc... tak naprawdę dorzucam do wszystkiego sobie morderstwa na jeszcze nieświadomych bytach - uśmiechnęła się krzywo. - Naprawdę, wcale nie jestem dobrą kobietą - żachnęła się. - Na każdym kroku okazuje się, że jestem po prostu głupia i wredna.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  94. Emma pokręciła lekko głową.
    - Nie - odparła spokojnie. - Myślę, że dobrze postąpiłam, ale to nie zmienia faktu, że czuję się przez to okropnie - odparła nie patrząc na niego. - Wiem... widziałam co robił, widziałam jego szaleństwo... widziałam te eksperymenty - wzdrygnęła się na samą myśl. - Nie chciałam, żeby ten maluch musiał to przeżywać na własnej skórze, ale to nie zmienia faktu, że czuję się po prostu źle - wyjaśniła co myśli i starła pojedynczą łzę z policzków, po czym parsknęła śmiechem. - Mhm wredną być lubię... gorzej z głupią - skomentowała.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  95. Dziewczyna parsknęła śmiechem i pokiwała głową.
    - Oczywiście, że popełnie. Ludzie już tak mają. Popełniają od groma głupot i błędów - odetchnęła głęboko. - Ale robienie głupot, a bycie głupim to dwie różne rzeczy - stwierdziła, po czym przeciągnęła się lekko. - Nie sądzisz? - spojrzała po nim uważnie. - Ty pewnie też popełniasz błędy i robisz głupoty, ale głupi nie jesteś - zauważyła. - No, może czasem - odchrząknęła uśmiechając się do niego zawadiacko.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  96. Emma uśmiechnęła się do niego delikatnie. Coś w tym powiedzeniu do niej trafiło.Głupi faktycznie nie wiedział, że nim był. Może, więc nie była aż tak głupia jak o sobie myślała? Wzruszyła lekko ramionami.
    - Sporo czynników - powiedziała. - To, że peszę się jak z kimś rozmawiam. To że nie wiem co odpowiedzieć, mimo że po fakcie mam tysiąc ripost na czyjeś słowa - spojrzała po nim. - Albo to, że nie umiem flirtować z płcią przeciwną czy to, że za każdym razem jak próbuję porozmawiać z Klarą to wychodzi nie tak jak powinno. Ta dziewczyna jest do mnie uprzedzona - mruknęła. - I to... że każdy się nade mną lituje... powinni mnie zgładzić za to co zrobiłam... co robiłam - zacisnęła wargi. - A oni... oni przyjęli mnie tu - szepnęła i wzruszyła ramionami, po czym spojrzała po nim sceptycznie i odetchnęła głęboko. - Nie chcę być wredna w stosunku do ciebie - poinformowała go prosto z mostu i zarzuciła lekko włosami. - Ale właśnie dlatego jesteś głupi - dodała. - Bo namawiasz do takich rzeczy chociażby - prychnęła pod nosem. - Bo dajesz jedzenie i nie oczekujesz niczego w zamian, ba trzeba ci to coś w zamian wciskać - zauważyła.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  97. Emma zarumieniła się, spuściła wzrok i nawinęła swój kosmyk włosów na palec. Milczała chwilę zanim znów na niego spojrzała.
    - Bo chciałam nauczyć się flirtować, wiesz ona jest taka słodka, miła i naiwna... - bąknęła. - Tak kwieciście mówi i rumieni się... i... - wzruszyła ramionami. - ...po prostu chciałam być trochę jak ona, trochę taka kobieca... taka dziewczęca - wyznała cicho i spojrzała po nim wzruszając ramionami. - Tak, ja bym zgładziła - potwierdziła. - Wybacz, ale... nie ufałabym takiej osobie - przyznała, bo może i pomyślałaby o tym co ta dziewczyna przeszła. Czy też chłopak. Ale koniec końców zgładziłaby albo chociaż uwięziła. - Albo zamknęła w lochach czy coś... na pewno nie mogłaby tak wolno chodzić - wyjaśniła. Spojrzała po nim i wzruszyła ramionami nie znajdując na to odpowiedzi. Wcale za dużo mu nie pomagała. Uważała, że strasznie mało robiła, ale nie zamierzała się kłócić w tych sprawach. - Lubię, ale... - spojrzała po nim. - Musiałbyś zasłużyć na moją wredną odsłonę, a sorry ale jeszcze nic takiego nie zrobiłeś żebyś dostał jej obuchem.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  98. Zadar nie skomentował już nic więcej w stosunku do jedzenia. Było mu po prostu głupio, że ktokolwiek go karmi. Nie chciał się narzucać w ten sposób. Już wystarczyło, że Mohe zaoferował jedzenie dla dzieci. Skubnął sobie tylko kawałek podsuniętego mu pod nos. Spojrzał na niego z nadzieją.
    - Uhm a byłbyś tak miły, by nam towarzyszyć? - zapytał go cicho. - Wiem jak to wygląda... - westchnął ciężko. Był Polszaninem, tego nie potrafił ukryć i nawet nie próbował. - Nie zamierzam nikogo mordować ani nikomu nic przekazywać. Perun spalił mój dom rodzinny, moja rodzina straciła tam życie - wyrzucił z siebie, patrząc pustym wzrokiem przed siebie i chwilę trwając w tym zamyśleniu, po czym uśmiechnął się słabo do Mohe. - Nie zamierzam nikomu podpadać... ja tylko chciałbym, żeby dzieciaki... żeby były w miarę bezpieczne - mruknął. - A Akane mówiła... że Argar jest przyjaznym miejscem...

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  99. Emma spojrzała na Mohe tak jakby ten urwał się z księżyca.
    - Bo jak rzucam komentarzami typu "chcę się z tobą pocić" to jest źle - wywróciła oczyma. - Tak, uważam, że jestem za mało kobieca. Mam niewyparzoną gębę, lubię zabijać, bliżej mi faceta niż kobiety - naburmuszyła się, po czym prychnęła pod nosem. - Jestem egoistką - poinformowała go. - Ciebie bym nie zgładziła, bo za bardzo cię lubię - skomentowała prychając pod nosem, po czym roześmiała się lekko, kiedy tak objął ją ramieniem i pokręciła głową. - No cóż... czekam na ten dzień - dźgnęła go palcem w bok. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  100. Emma spojrzała po nim trochę zdziwiona na to jego podsumowanie i nieco się zarumieniła.
    - Jedyny w swoim rodzaju to na pewno - zgodziła się wzdychając nieco. - Jednak pewnie większość by to odrzuciło, a w najlepszym wypadku wyśmialiby mnie - spojrzała po nim. - Ty po prostu jesteś jedyny w swoim rodzaju - skomentowała jeszcze kopiując jego słowa i prychnęła. - Wciągnęłyby nosem... spróbuj mnie postawić naprzeciw nich i zobaczymy kto kogo wciągnie nosem - przeciągnęła się, pstryknęła karkiem i paliczkami. - Phi... wciągnęłyby mnie nosem... - pokręciła głową z niedowierzaniem, po czym posłuchała o tym co sądzi o Klarze i odrobinę poczuła jak unoszą się kąciki jej ust. Dobrze było wiedzieć, że nie każdy zakochiwał się w takich grzecznych dziewczynkach, jak Klara. Uśmiechnęła się nieco szerzej i zaśmiała się lekko kiwając głową. - Tak jest - zasalutowała mu.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  101. Zadar skinął głową, nie oczekując właściwie pozytywnego odzewu. Należał przecież do tego narodu, który w danej chwili gładzono z największą przyjemością. Spojrzał po Mohe i pokiwał głową.
    - Tak - przyznał szczerze. - No wiesz widać, że wiesz co robisz, jesteś silny... będziesz w stanie zapewnić moim Gołębiom bezpieczne dotarcie do Argaru, nawet jeśli rzucicie mnie na pożarcie - uśmiechnął się słabo, po czym pokiwał głową. - Mhm poznałem ją i nawet trenowaliśmy razem - uśmiechnął się na to wspomnienie. - Tragiczny jestem w te klocki - dodał. - Tak no wiesz... granatowe włosy, fioletowe oczy, o taka - wskazał mniej więcej jej wzrost. - Nawet dzisiaj - rzucił cicho. - Moglibyśmy ruszać nawet dziś...

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  102. Emma przez ten cały czas pracowała wraz z Yensenem. Skupili się na wytwarzaniu tarcz, strzał i innych broni. Miała to już opanowane do perfekcji i nawet szczyciła się tym, że jej strzały wystrzelone latają najdalej i są doskonale ostre. Miała w końcu świetną testerkę. Shiya przychodziła postrzelać z łuku i sprawdzała jakość strzał, a jednocześnie uzupełniała swój asortyment o kolejne. Emmę to cieszyło. Przez ten czas również nie miała kiedy porozmawiać z Mohe. Mijali się non stop, a kiedy już wracała do swojego namiotu to najczęściej padała na twarz. Okresu jak nie było tak nie było. Ennis potwierdziła jej przypuszczenia, a Orianna dwa dni wcześniej ostatecznie je przypieczętowała. Problem polegał tylko na tym, że ojciec dziecka wcale jej nie chciał. Zastanawiała się czy w ogóle powinna mu o tym wspominać. O jego ojcostwie, ale ostatecznie uznała że powinna. Mało tego... przekaże mu po prostu swoją własną decyzję, a on zrobi z tym co chce. Z taką myślą, skorzystała z przerwy w swojej pracy i ruszyła do stanowiska pracy Mohe, wraz z lemoniadą w dzbanku i kubkami. Częstowała nimi każdego kogo napotkała, ostatecznie siadając naprzeciw Mohe i nalewając mu chłodnego płynu.
    - Proszę - szepnęła. - Na ochłodę - dodała z lekkim uśmiechem. - Masz już dla mnie nowe drewno? Kończy mi się - przyznała. - A mam jeszcze spore zamówienie...
     
    Emma 

    OdpowiedzUsuń
  103. Emma spojrzała na partię przygotowanego drewna i pokiwała lekko głową.
    - Przyjadę tu z taczką i je zabiorę - zdecydowała, bo mimo wszystko nie chciała aż tak się nadwyrężać. Sama upiła łyk lemoniady i wzruszyła ramionami. - Podobno robię dobre strzały - przyznała. - I wieść się rozniosła, więc sporo łuczników przychodzi z prośbą o zapas - uśmiechnęła się delikatnie. - Może też potrzebujesz? - zaproponowała. - Zrobię dla ciebie parę - spojrzała na swoje nogi i odetchnęła głęboko, zastanawiając się jak mu powiedzieć to wszystko. Jak zakomunikować, kiedy rozmowa nie szła w tym kierunku. Ostatecznie uznała, że jeśli po prostu nie wypali to nic z tego nie będzie, a tak chociaż zobaczy jego zszokowaną minę i będzie wiedziała na czym stoi. Pomasowała sobie skronie i spojrzała mu prosto w oczy.
    - Jestem... przy nadziei - wypaliła.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  104. Emma uśmiechnęła się do niego.
    - To przyniosę ci dzisiaj ze trzy, żebyś mógł je wypróbować - zaproponowała spokojnie, wcale nie będąc za to złą. W końcu każdy miał prawo do własnego zdania, a Mohe był doświadczonym łucznikiem i znał wielu Mathyrskich broni mistrzów. Kiedy spojrzał po jej brzuchu i skrzyżował z nią spojrzenie, odruchowo zasłoniła swój brzuch swoimi dłońmi. - Mhm dzięki - szepnęła, odwracając od niego spojrzenie i unosząc się lekko. - Bo nie planowałam - powiedziała szczerze. - Ale zamierzam je urodzić - poinformowała go zaraz zaciskając mocno zęby. - Czy ci się to podoba czy nie - dodała jeszcze, wbijając spojrzenie w swoje buty.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  105. Emma spojrzała po nim nie bardzo rozumiejąc jego zaskoczenie, ale kiedy już to do niej dotarła zaczerwieniła się na twarzy.
    - Tak, twoje - podeszła do niego i uderzyła go prosto w twarz otwartą dłonią. - Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Myślisz, że z każdym napotkanym się puszczam? - spojrzała po nim zaciskając mocno wargi. - Dla twojej wiadomości, byłeś drugim i ostatnim - mruknęła. - A pierwszym z mojego własnego wyboru - zacisnęła mocno wargi czując łzy napływające do oczu. - Mhm i wiesz? Do dziecka potrzeba dwojga - spojrzała mu w oczach. - Czasem i ty mógłbyś pomyśleć o zabezpieczeniu - zacisnęła mocno wargi. - Więc tak, nie zamierzam się go pozbywać - dodała mocno. - A co ty z tym zrobisz to już twoja sprawa - mruknęła. Ennis miała rację. Faceci byli beznadziejni.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  106. Emma zacisnęła mocno pięści i chwilę oddychała głęboko, żeby nie zapłonąć.
    - A może powinieneś - warknęła w jej stronę. - Nie trudno je śledzić, skoro mieszkam obok ciebie - zacisnęła mocno wargi i odetchnęła. - No wybacz, że nie jestem jak kobiety, które znasz! Wybacz, że akurat wtedy się nie zabezpieczałam! - wrzasnęła na niego czując pierwsze łzy spływające po jej policzkach. Cofnęła się o krok, gdy uderzył drzewo kilka razy. - Nie wiedziałam, że jestem w ciąży, kiedy wychodzili - powiedziała w miarę spokojnie. - Ale to by niczego nie zmieniło - stwierdziła głucho. - Nie widzę się w Azylu - dokończyła, nie wchodząc w szczegóły. Tu nawet nie chodziło o to, co Rada postanowiła, bo była niemal pewna, że gdyby dowiedzieli się o jej ciąży to wysłaliby ją razem z innymi. Ona tego nie chciała. Nie chciała takiej pomocy. - To nie jest twój problem, Mohe - dodała po dłuższej chwili milczenia. - Niczego od ciebie nie oczekuję, żadnej pomocy - poinformowała go chłodno. - Mimo to uznałam, że powinieneś wiedzieć to wszystko - zacisnęła wargi.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  107. Emma obserwowała go z pustym wyrazem twarzy. Zwłaszcza, gdy zaczął rzucać te nieprzyjemne komentarze. 
    - Zawsze go miałam - poinformowała go spokojnie. - Już ci mówiłam, że lubię być wredna - dorzuciła, pochwylając się, by zabrać ze sobą dzbanek i pozostałe kubki. Prychnęła pod nosem na to całe "możesz wypierdalać". - Och Skowroneczku, dobrze powiedziane. Mogę, ale nie muszę - posłała w jego stronę słodki uśmiech i wskrzesiła iskrę na swych palcach. Przez moment kusiło by posłać mu ją pod nogi, acz ostatecznie tego nie zrobiła. Zamiast tego zdmuchnęła ją sobie i spojrzała raz jeszcze na chłopaka, by ruszyć do siebie. odniosła dzbanek, a potem wzięła taczkę i wróciła do Mohe, aby bez słowa pakować do niej część drewna, o którym wcześniej mówił.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  108. Emma bez słowa zbierała kupki drewna wkładając je do taczki, a kiedy kończyła siadała na ziemi by poodpoczywać. Kiedy skończyła ze wszystkim, spojrzała po Mohe i z westchnieniem podeszła do niego.
    - I co? Teraz będziesz udawał, że mnie nie znasz? - zapytała go cicho, wsuwając dłonie w kieszenie.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  109. Emma zacisnęła mocno wargi i pokręciła głową.- Nie prawda - odparła cicho. - Twoje zdanie się liczy - mruknęła. - Ja po prostu... - wargi jej nieco zadrżały. - Ja po prostu nie chciałam słyszeć, że mam się pozbyć dziecka - oznajmiła cicho, bo chociaż nie podejrzewała o to Mohe to podskórnie pragnęła się przed tym obronić. - Nie chciałam słyszeć jaka to głupia jestem chcąc je zatrzymać i urodzić - zacisnęła mocno wargi, nie patrząc na niego. Skinęła głową, gdy wspomniał że dziecka nie zostawi. Chociaż coś. Nie prosiła o nic więcej i nie zatrzymywała go. Przełknęła łzy i odwróciła się w swoją stronę, by zabrać taczkę i zacząć ją pchać w stronę warsztatu Yensena. Drżała przy tym i cicho płakała. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  110. Darcy pokręciła głową, rumieniąc się mocniej.
    — Nie, po prostu… to złe, bo wiesz… — nalała i sobie grzańca, po czym na raz wypiła pół szklanki. To był bardzo, ale to bardzo wstydliwy temat. — Ja chyba jestem zazdrosna o jedną taką co jest w takim trójkącie i taka jedna bałamuci elfa i takiego słodkiego… no… — spojrzała po Mohe, myśląc jak to wyjaśnić. — No bo wiesz, jak chcesz, żeby ktoś dał Ci buzi a on daje innej dziewczynie, ale jednocześnie chcesz, żeby był szczęśliwy, więc mu kibicujesz, ale ktoś inny się wcina… ja pierdole to nie ma sensu — sama się zaśmiała do własnych słów. Opróźniła szklankę i polała sobie kolejną porcję. I tak będzie mieć jutro kaca, to równie dobrze mogła się schlać do reszty. — No czasami tak jest, ale wiesz… nie ma co życzyć komuś śmierci, bo łamie Ci serce chyba, co nie? To takie… płytkie. No bo miłość miłością i w ogóle, ale co ta za miłość jak przy okazji giną inni? — zapytała Mohe, jakby miał jej zaraz na to z sensem odpowiedzieć. Poczuła łzy w oczach, kiedy usłyszała w jaki sposób Nhulu wychowywali swoje dzieci. Ona nie mogła sobie tego wyobrazić. Podeszła do Mohe, pijąc kolejną szklankę grzańca ze smutku.
    — Hip! — przytuliła go do siebie. — Nikt nie zasługuje na takie dzieciństwo, hip! — mówiła przez pijacką czkawkę. — U nas dzieci się chroni, są przyszłością, a ich uśmiech… to najpiękniejsza rzecz jaką można za życia zobaczyć — wyznała, klepiąc Mohe po plecach. Odsunęła się od niego. Ależ było jej go teraz szkoda! Znowu go przytuliła i znowu się odsunęła po dłuższej chwili. Uspokajała się i tym razem zrobiła sobie drinka z kwaśnym sokiem i kwaśną nalewką od Natana. Pokręciła głową, kiedy zaproponował bicie samego siebie.
    — Nie, Ciebie to się powinno przytulić. Nie zgahasz się z nimi, hip — powiedziała popijając drinka i siadając na krześle, patrząc smutno po Mohe. — Ciebie to się powinno, hip! Wytulić za to wszystko, pewnie Cię źle traktowali — wyjasniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  111. Zadar wytrzymał jego spojrzenie, starając się za bardzo nie mrugać i nie pokazywać jak bardzo niekomfortowo się z nim czuł. W kieszeni jednak odszukał swój kamień i musnął go opuszkami palców, by uspokoić swój oddech. Dalej tam był i czekał na użycie, gdyby to było potrzebne. Nie był bezbronny.
    - Nie wywinę ci żadnego numeru - odparł tylko Zadar, chociaż może i nie brzmiał wiarygodnie. - Dziękuję - dodał jeszcze cicho, dźwigając się na nogi. - To... pójdziesz po moje Gołębie ze mną, czy... - spojrzał po jego obozowisku i odetchnął kręcąc lekko głową. - Nie, nie... musisz iść ze mną - stwierdził w końcu, uznając że wypada postawić na swoim. Nie miał przecież pewności, czy Mohe mu teraz po prostu nie zwieje.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  112. Emma zacisnęła mocno wargi i spojrzała po nim smutno. 
    - Nie wiem czego od ciebie oczekiwałam - skomentowała cicho. - Po prostu ta myśl pojawiła się w mojej głowie - dorzuciła, zaciskając mocno wargi. Może przez rozmowę z Ennis tak bardzo zwątpiła w mężczyzn, a on w danej chwili wcale nie pokazywał, że się myliła. - Przepraszam - rzuciła mu jeszcze na odchodne, ale nie goniła go. Poszła po prostu w swoją stronę, zabierając ze sobą taczkę. Nie wiedziała co jeszcze mogłaby mu powiedzieć. Nic na to nie mogła poradzić, że tak bardzo obawiała się tego, iż mógłby jej kazać zabić dziecko. Przesunęła dłonią po swoim brzuchu. Może i nie sądziła, by akurat on to zrobił, ale... cóż... Mohe prowadził rozwiązły tryb życia, więc trudno byłoby oczekiwać czegoś innego. Dziecko dla niego musiało być nie lada problemem. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  113. Darcy pociągnęła nosem i pokręciła głową. Popatrzyła po Mohe uważnie myśląc nad tym co mówi.
    — Nie, nie. Ja tam szczęścia w miłości nie dam, popatrz, nie umiem poderwać nawet jednego… — zaczęła, czując że Mohe jest teraz ekspertem od wszystkiego, a także najlepszym powiernikiem wszelkich informacji. — Poza tym ja to co? Ładna jestem i tyle, ale nawet nie wyjątkowo ładna — pokręciła głową, maszerując dookoła Mohe i popijając drinka, póki jeszcze go miała przy sobie.
    Zaśmiała się delikatnie, kiedy wspomniał o uśmiechu. Przyjrzała się uważnie buzi Mohe, mrużąc przy tym oczy.
    — Tak, ale Twój uśmiech nie jest dziecinnie, niewinnie zniewalający, masz uśmiech takiego noo… hip — odsunęła się, myśląc nad odpowiednimi słowami. — No sam mówiłeś, że seksy to Ci nie obce, a uśmiech masz jak taki co to potrafi każdą oczarować, o! Zniewalający, ale niebezpieczny — wyjaśniła, po czym zaśmiała się, zaglądając do nowego drinka. Posmutniała, kiedy Mohe zasłonił jej drinka. Ona nie myślała, że jej starczy. Chętnie by się więcej napiła. Zwłaszcza, że drink był smaczny. Chociaż może faktycznie była już zbyt pijana? A kij w to.
    — Jeszcze jeden drink? Nie będę rzygać — poprosiła. W zasadzie nawet nie wiedziała dlaczego pytała go o zgodę. Przecież nie był jej rodzicem. Przytuliła znowu Mohe. Jakoś aktualnie nie czuła ku temu oporów. Może już mu zaufała, a może procenty pomogły - sama w tym stanie miała mały problem z oceną sytuacji. — Potulić się trochę można, ale nie spać z tuleniem ani nic… to jest zarezerwowane… jakby mój książe zmienił zdanie, może zmieni — poinformowała go, spoglądając na niego, po czym oparła brodę o ramię chłopaka. Przytulała go i próbowała sięgnąć, żeby się napić jeszcze trochę drinka.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  114. — Nie wiem czego potrzebuje… nie mam doświadczenia w tych sprawach — powiedziała smutna. — W zasadzie to czego potrzebuje facet? I jak nie potrzebuje takiej co poderwać potrafi, to jak zdobyć takie serce i czemu to takie kurwa skomplikowane, ja pierdole…. — zaczęła mu marudzić, trochę przy tym płacząc nad swoim jakże złamanym sercem. Zaśmiała się lekko.
    — No wiem, jestem ładna, ale dla nikogo nie jestem naj, chciałabym być dla kogoś naj, najchętniej dla mojego naj, bo wiesz, ale wiesz — dodała jeszcze. Ona była pewna, że mówiła z całkowitym sensem, przynajmniej przy swoim stanie upojenia alkoholowego.
    — Nie każdą? To któraś Ci odmówiła? Nie wyglądasz na smutnego — zauważyła. Przytaknęła mu ruchem głowy, gdy wspomniał o niesieniu do łóżka. Rozejrzała się po pokoju. — No mogę się też doczołgać do kanapy jak coś, dużo tutaj mebli mam, miałam kiedyś sporo lokatorów, przestrzenny domek się zrobił — wyjaśniła. W końcu udało się jej ustami dotknąć szklanki i zaczęła niezdarnie pić drinka. Trochę wylało się jej na rękę i plecy Mohe.
    — Ojej, przepraszam, tulenie i picie to jednak nie był dobry pomysł — zauważyła. — Masz szerokie ramiona, ciężko sięgnąć.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  115. — To prawda… nie są — zgodziła się z nim. — Chociaż na jedno kopyta to wszyscy jesteście przystojni, to znaczy nie tak samo przystojni, ale nie wiem co ten Argar ma, ale co kto tutaj nie trafi to ma buźkę, że można oko zawiesić — zauważyła jeszcze, bo to było aż dla niej dziwne. Nie znała nikogo, kogo mogłaby uznać za mniej przyjemnego dla oka.
    — Kochać się powinno kogoś za to jaki jest, a nie się zmieniać, wtedy to dupa a nie miłość — przyznała mu po raz kolejny rację. Słuchała dalej Mohe, ale tutaj nie mogła się zgodzić.
    — Nie, nie. Jak kogoś kochasz to jest dla Ciebie “naj”. No bo wziął Twoje serce, a sercami się nie handluje byle jak. Nie musi być rzeczywiście naj we wszystkim, ale dla Ciebie powinien być “naj”, bo wiedział jak wziąć sobie to serce, robi rzeczy, dzięki którym jest naj w Twoich oczach. No chociażby wygląd, to takie zauroczenie, miłość sprawia, że ktoś jest jeszcze przystojniejszy, jego uśmiech jest bardziej wyjątkowy, bo na ten uśmiech najbardziej czekasz. To tak trochę jak wiesz… jak lubisz dzieci, ale nie jak pedofil, tylko zdrowo, to uśmiech dziecka jest bardziej wyjątkowy niż uśmiech kogoś kto jest po prostu ładny — wyjaśniła mu swój punkt widzenia. Spojrzała po Mohe.
    — Mówiłeś, że mnie łapać próbować nie będziesz, poza tym ja nie chcę iść do seksów, a Ty chcesz, to i tak musisz poszukać kogoś z innym nastawieniem. Poza tym… no ja jestem już zakochana i jesteś naprawdę kochany i miły, ale… no ja wiesz już się zakochałam, ale… jak mi złamie serce… ale nie. Tak nie wolno. To znaczy… nie wolno łapać innych do strefy tylko dla przyjaciół, ale sama nie chcę Ci serca łamać jak czekam jak jakaś głupia nagroda pocieszenia dla Ryu — wyjaśniła. Zarumieniła się na kolejne słowa i wzrygnęła, kiedy usłyszała o podnieceniu. Szklanka jej spadła na ziemię
    — O kurwa, kuwa — odsunęła się od Mohe. — Przepraszam, przepraszam — powiedziała, idąc po szklankę. — Dać Ci ręcznik? I dziwnie się podniecasz, ciężko pić z kimś jak wylewanie procentów to robi… wiesz to takie… męczące chyba, nie? A co do noszenia…. nie wiem, nieść, przytulić to się chyba można, ale spać z kimś… to bym chciała z księciem z bajki — popatrzyła smutno na szklankę. — Ale nie szukam księcia — zaraz zaznaczyła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  116. Darcy czerwieniła się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym przez Mohe zdaniem. Jak mu to przychodziło tak łatwo z takim uśmiechem na ustach i to jeszcze po tylu wlanych procentach. Czknęła cicho kilka razy, odwracając wzrok, siedząc dalej dzielnie na ziemii, bo miała wrażenie, że jak teraz wstanie to i tak na niej wyląduje, więc równie dobrze można było taki krok pominąć. Przełknęła ślinę, zasłaniając się szklanką.
    — Dziwne rzeczy na tych seksach robicie, ja pierdole… — pokręciła głową. — Strach się podniecać — wyrzuciła jeszcze, bo na ten moment to ten temat zamiast ją ciekawić to tylko jeszcze bardziej przerażał. Uśmiechnęła się do Mohe.
    — Trafisz sam? Chociaż ja się nie nadaje do odprowadzania, popilnuje podłogi, a potem poszukam kanapy — powiedziała.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  117. — Tak? Nie przypominam sobie, musiałbym jeszcze raz spróbować — odparł elf, uśmiechając się w stronę Mohe. Zaśmiał się lekko.
    — Stopy mimo wszystko nie dają tej samej satysfakcji co ręce — zauważył. — Poza tym nie tylko do jedzenia mi będą potrzebne — dodał jeszcze. Co do kobiet - no cóż, miał rację. Ciężko by było wszystko robić bez rąk.
    — No właśnie, moja przyszła potencjalna żona jeszcze by mnie rzuciła za brak rąk — wyrzucił mu.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  118. Zadar odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy Mohe zgodził się na jego układ i uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym poporcjował jedzenie i zaczął je pakować. Ogień ugasił piaskiem tak jak Mohe mu polecił, wiedząc że lepiej by nikt jednak nie zauważył dymu z daleka, chociaż ogień już i tak mógł tu kogoś przywiać. Zresztą przywiał... jego przywiał. Odetchnął głęboko, pracując nad gaszeniem ogniska mozolnie ale dokładnie, a potem dołączył jeszcze do Mohe by pomóc mu z resztą pakunków. 
    - Muszę cię ostrzec - oznajmił po dłuższej chwili milczenia. - Moje Gołębie potrafią zamęczyć pytaniami i dociekliwością każdego - poinformował go z poważną miną. - Jednak jeśli ie dasz wciągnąć się w dyskusję to ci odpuszczą - uśmiechnął się znów, ruszając w stronę, z której przyszedł. Dzieci zostawił ot pół godziny drogi od Mohe w odpowiednim ukryciu. 

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  119. Zarumieniła się mocniej, odwracając wzrok od Mohe.
    — Jest dziwne… — pokręciła głową. — No dobra, może nie dziwne, ale skomplikowane, to i tak już jest skomplikowane jak cholera, a tak dodajecie do tego więcej składników… to to jest seks czy kuwa sałatka jakaś owocowa? — wyrzuciła, irytując się na fakt, że nie będzie raczej zbyt dobrą partnerką w łóżku. — I na cholerę w ogóle mam być?! — tutaj już dodała bardziej do samej siebie. Przecież i tak nikt nigdy jej nie zechce to po co się martwić? Głupie, bardzo głupie.
    — Ehh… noszenie to tam wiesz, pocałunki pierwsze też mi już zabrali, byleby mój kwiatek chociaż został — mruknęła, patrząc po pomieszczeniu. Noszenie aż tak jej nie przeszkadzało, chociaż faktycznie bardzo by chciała, żeby teraz był tutaj Ryu. — Cały dom, a po co? To znaczy… wiesz, sypialnie zawsze są na górze, także po schodach w górę, a moje drzwi to te bardziej zmarltretowane, bo Gave ciągle zamkami się bawi i podmienia, już nawet drzewo jest całe poskrobane, będzie to potem polerował… — opowiadała Mohe o tym jak to Maryl i Rokara uczą się w jej domu włamywania.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  120. Darcy spojrzała po Mohe nieco zaskoczona. Zmarszczyła brwi i złapała go nos, żeby delikatnie go ścisnąć.
    — Weź… przestań… bo to… komplikujesz skomplikowane rzeczy. Zaraz to będzie w ogóle za trudne — pożaliła się. Jak tak dalej pójdzie to już na pewno nie zostanie niczyją dziewczyną, bo będzie się za bardzo wstydzić wejść do sypialni. Spojrzała na drzwi od swojej. No ale do sypialni na seks, a teraz to była niesiona na spanko, a to różnica. Uszczypnęła go jeszcze w nos, kiedy wspomniał o widzeniu jej po pierwszym razie.
    — Nawet jak do niego dojdzie, to dama nie mówi o takich rzeczach — naburmuszyła się. Zaraz jednak posmutniała. — Ale i tak Ryu mnie nie zechce, to się nie dowiesz, inny też nigdy pewnie nie, więc żyj w niewiedzy, ha! — teraz zaśmiała mu się w twarz, bo chociaż jedna dobra rzecz z tej parady nieszczęść wyszła.
    — Mój książe już mnie pocałował, ja jego też, ale wtedy myślałam, że mu robię na złość jak on mi robił na złość, nie wiedziałam, że to flirt a później poleciały jakieś dziwne przestrzenie dla przyjaciół. Argraczycy mają dziwne zwyczaje, zagradzają sobie relacje, wiesz? — usiadła na łóżku i rozejrzała się. — Podasz mi pluszową Abyss? — poprosiła. — A Gave wiem, że lubi. To przyszywana rodzina, ale wiesz… drzwi musi naprawić, oko judasza też mi zrobił — wyjaśniła.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  121. — A czemu miałbyś utrudniać? Myślałam, że nie jesteś wredny — zauważyła z lekkim wyrzutem. — Ej! — teraz go delikatnie trzepnęła w ramię, zmieniając też na siłę nieco pozycję za to szczypanie. — Tam nie wolno — dodała jeszcze. Zarumieniła się mocniej i odwróciła wzrok.
    — Niby czym? Nic nie robię — zaprotestowała. Według samej siebie nie robiła przecież nic wyzywającego. Pokręciła głową. — Nie chodzi o to, że się nie nadaje, to znaczy, że nie nadaje to jedno, ale przede wszystkim to we mnie nikt się nigdy nie zakocha. Zawsze mnie ktoś wygryzie zanim ja zdążę odbić cudze względy, a nie chcę też być dla nikogo nagrodą pocieszenia, to uwłaczające — wyjaśniła i pociągnęła nosem. — No na złość — przytaknęła ruchem głowy. — No bo on mnie pocałował jak mu powiedziałam, że chciałabym się pocałować z miłością swoją i chciałam mu pokazać, że to niefajne jak ktoś tak bez uczuć całuje… ale nie wyszło, też mi to mówił — zasłoniła się pluszową Abyss ze wstydu i położyła wygodniej na łóżku.
    — No właśnie, po co to wszystko sobie tak komplikować? Jak myślisz, oni lubią jak jest tak ciężko? Sami sobie supły robią — zaczęła, kukając na Mohe zza swojej przytulanki. Usiadła zaraz na nowo. Wyciągnęła ręce przed siebie.
    — Na drzwiach wejściowych takie okienko — pokazała mu rękami — Żeby zobaczyć czy się ktoś nie włamuje, zrobił takie oko judaszowe, ale najpierw to je siekierą potraktował jak zmieniłam zamki na lepsze, bo każdy wchodził jak do siebie


    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  122. — No właśnie nie. Uważam, że na zakochanie potrzeba czasu, o to chodzi. Ja nie zakochałam się na raz i przez to zostałam tylko przyjaciółką, bo na początku nie umiałam się zakochać, a teraz lata za innymi, więc może za mało się naczytałam, albo jestem za trudna i łatwa jednocześnie. Ja się zakochałam po czasie, a on w tym czasie już za inną latał i mi to wiesz… no przykro, ale niech se będzie szczęśliwy, pewnie i tak by nie chciałby być z rozpieszczoną księżniczką — wyżaliła się Mohe. — Ja wcale nie czekam na księcia z bajki na białym koniu, w którym zakocham się od pierwszego wejrzenia, od pierwszego wejrzenia to ja ręki podać nikomu nie chcę… — dodała jeszcze. — Czemu wszyscy myślą, że ja czekam na miłość od pierwszego wejrzenia? Toż to nieprawda — uniosła się jeszcze. Wstała na kolana i posadziła Abyss. — Ty rozumiesz, prawda Bysiu? — przytuliła się znowu do pluszaka i upadła na łóżko. — Ja się supłam? Kurwa… a jak się odsupłać? — zapytała. Pokręciła głową. — Co Ty… przed Gavem nie. Gava lubi i zawsze bierze dzieci, a dzieci nie wolno jej krzywdzić, zasłania się nimi, pff…

    Darcy

    OdpowiedzUsuń

  123. — Co? Nie, nie, nie…. czej — zsunęła się z łóżka i jakimś cudem podeszła po swój pamiętnik. W zasadzie dziennik, nie pisała tam żadnych sekretów a różne luźne notatki. Usiadła obok Mohe.
    — Czehj, czehj… bo trzeźwy z pijanym i chuja z tego stoi — pokręciła głową, otwierając na czystych kartkach. Wzięła węgielek i narysowała pierwszego patyczaka ze smutnną miną.
    — To smutna ja, bo mi mój książe przeszedł koło nosa, bo mogłam zakochać się wcześniej, ale trudno, nie? Złamane serce też trzeba mieć — narysowała takie złamane serduszko i wzruszyła ramionami. — Jak się kiedyś uda - supcio, jak nie no to… ja się i tak nie widzę jak dziewczyna, bo taki mój typ to by raczej nie chciał być z księżniczką, o — wyjaśniła. Teraz było chyba jaśniej. — Ale nie jestem zła na niego… oo.. o— tutaj narysowała patyczaka bez oka. — Bo to nie jego wina i serce nie sługa, chcę żeby był szczęśliwy — dorysowała uśmiechniętą buźkę — o z nią — tutaj narysowała trzeciego patyczaka, który miał być Klarą. Dorobiła jej rogi i wąsy — a to głupia pipa co jest ślepa na świetnego faceta i go niepotrzebnie rani, ale tak, tak, serce nie sługa, bla, bla, bla… — przyjrzała się tym swoim esom florosem. — Kurwa rozumiesz coś z tego? Bo właśnie przez to te zakochiwania są trudne, nie? Nie dogodzisz… a ja nic mu teraz nie mówię, żeby w głowie nie mącić, nie lubię trójkątów i kwadratów — przytaknęła sobie ruchem głowy. —- A poza tym nie wiem jak zrobić to subtelnie a wprost nie umiem — dodała jeszcze, po czym położyła się, podając Mohe dziennik. Zmęczyła się od tego logicznego myślenia. — Nie wiem, pewnie z troski mam tego Judasza, ale wiesz… no wkurwia jak widzisz jak ktoś Ci drzwi siekierą traktuje, cnie? To drogie było, a ja na złocie nie śpię…nie?

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  124. Myślała uważnie nad słowami Mohe.
    — W zasadzie to nie wiem kogo spotkam jeszcze w życiu, pewnie Ty masz rację, ale mi to teraz głowa gorzej pracuje. Ja w sumie nie wiem czemu zaczęłam ten temat… to znaczy – urwała na chwilę i spojrzała po Mohe. — Ja jeszcze nie wiem co chcę zrobić, niedawno sobie zdałam sprawę ze swoich uczuć, a to są skomplikowane rzeczy — dodała zaraz, wracając do siadu. Wzięła Abyss i położyła ją między nimi, głaszcząc przy okazji. Słuchała uważnie Mohe, chociaż było po niej widać, że im dalej w las tym ciężej jej było złapać wątki. Uśmiechnęła się lekko. — Musi być fajna pewnie… ta wyjątkowa dziewczyna — przytaknęła mu. Ona ostatnio zaczęła się coraz bardziej ze swoich wycofywać. Przytuliła się do pluszaka. — Pewnie nie powinnam pić po tych ziółkach, ale dziękuję, że się mną zaopiekowałeś, jesteś naprawdę kochany i miły, wiesz? Dobranoc Mohe — pożegnała się z nim, po czym położyła się na łóżku, mrużąc oczy.

    Darcy

    OdpowiedzUsuń
  125. — No cóż, na moją obronę, gulasz pachniał dziczyzną, więc z góry założyłem, że jest z dziczyzny — powiedział, uśmiechając się lekko. Mimo wszystko zdawał sobie sprawę, albo bardzo chciał wierzyć, że Mohe nie nakarmiłby go mimo wszystko ludzkim mięsem. Spojrzał nieco zaskoczony po Mohe.
    — Och, to mój drogi przyjacielu to będzie słodka tajemnica do odkrycia, jeśli życie pozwoli. Akurat mi taka niepewność działa na wyobraźnię, a potem wyobraźnie można przekuć w czyny, a wyczekana da jeszcze więcej radości — zapewnił go.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  126. Zadar spojrzał po nim z lekkim zmieszaniem. Udawał wdawać się w dyskusje? O nietypowy osobnik. Uśmiechnął się przy tym, kiedy wspomniał o trzech ciekawskich jajkach przy palenisku. Zaczął ostrożnie prowadzić Mohe w stronę, w której ukrył swoje Gołębie.
    - Chciałbym w to wierzyć - powiedział szczerze. - Wierzyć, że dzieciaki są zdrowe jak dużo gadają, a nie tylko ukrywają przez to swój strach i ból i cierpienie... bo i takie niestety się zdarzają, gdy za szybko przychodzi im dorosnąć - zacisnął mocno wargi. Obawiał się, że część jego Gołębi właśnie takie jest.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  127. Emma nie wychodziła poza Argar w tym czasie. Została na miejscu i robiła swoje. Pracowała przy produkcji broni, starając się jednak oszczędzać chociaż trochę. Może nie na tyle dużo, żeby Yensen zorientowała się iż coś jest nie w porządku, ale na tyle by przyjmować zaproszenia na obiady czy kolacje od Febe i spędzać trochę czasu w swoim namiocie. Trochę było jej dziwnie w tym namiocie, gdy Mohe nie był rozstawiony obok, ale musiała się do tego przyzwyczaić. W końcu nie zawsze będzie mieszkał obok niej. Najbardziej brakowało jej chyba tych wspólnych ognisk. Nie mniej, nie szukała go. Nie szukała i nie próbowała znaleźć. Sama dobrze wiedziała, że mogła powiedzieć to wszystko w inny sposób, ale w tamtej chwili nie była w stanie tego zrobić, a on też zareagować dość impulsywnie, więc nie zamierzała przyjmować całej winy na siebie. Sfochał się jak małe dziecko. Prychnęła pod nosem, jak mały gówniarz. Nie zamierzała do niego podchodzić i narzucać się swoją obecnością. Skoro nie chciał z nią przebywać ani z nią rozmawiać to ona zamierzała to zaakceptować. Zdziwiła się więc, gdy stanął przed nią któregoś dnia i skrzyżował ręce na swej klatce piersiowej. Zmarszczyła lekko brwi i ostatecznie odparła podobnie neutralnym i rzeczowym tonem.
    - Budujemy wielką procę... katapultę - poinformowała go. - Więc mamy trochę cięcia, szlifowania i składania, a potem jeszcze testy zanim będę mogła zabrać się za ich produkcję - dodała. - Wiesz taką wielką katapultę.. - wyjaśniła zbliżając się trochę do niego, żeby pokazać mu szkic projektu z odpowiednimi wyliczeniami. Poprosiła o nie Satoru. Skoro już kręcił się wokół Orianny to mógł się na coś przydać.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  128. — Dziękuję, doceniam — odpowiedział elf. Co prawda i tak był przekonany, że Mohe nie podałby mu niczego z myślącej istoty. Niezależnie jakie plotki były mówione o Nhulu, ten nie zdawał się wcale zły i okrutny. Co najwyżej miał dziwne poczucie humoru.
    — I wielu przyjemności Ci życzę, kiedy ja czekam, każdy ma swoje preferencje, prawda? Ważne, żeby w relacji się nie czuć skrzywdzonym — przyznał mu rację. On potrafił się dostosowywać do partnerki w relacji, tak przynajmniej myślał, bo przy Klarze myśl o czekaniu z każdym kolejnym krokiem była ekscytująca i absolutnie mu nie przeszkadzała. Fakt, czasami jego myśli i fantazje odbiegały w różne miejsca, ale nigdy nie czuł, aby nie mógł kompletnie nad sobą zapanować. Zaśmiał się lekko.
    — Jak to elf, nocą mi się nudzi, to chodzę i sprawdzam co tam się dzieje po ludziach, poza tym obiecałem sprawdzić te Twoje zabezpieczenia, prawda? A ja dotrzymuję słowa — puścił mu oczko.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  129. Emma spokojnie pokazywała mu projekt, odpowiadając też na pytania.
    - Głazami, albo i... - utworzyła delikatny płomień na swoich palcach. - ...płonącymi głazami - mruknęła, gasząc swe płomienie. - Mamy głazoroba - mruknęła jeszcze, bo w sumie nie była pewna czy ta nazwa sposobałaby się temu Argarczykowi, ale w danej chwili miała to w głębokim poważaniu. - Mhm konstrukcja powinna to utrzymać. Była kalkulowana kilka razy przez osoby, które znają się na obliczeniach - przyznała. - W różnych kombinacjach - dodała. - Nasze zadanie to zbudować prototyp, by ci wszyscy projektanci mogli wprowadzić do niego poprawki, gdyby takie były potrzebne - wyjaśniła, odkładając projekt na stół i spoglądając na stos desek i innego drewna. - To dość dużo pracy - mruknęła, spoglądając po nim. - Gdybyś miał mnie dość w trakcie to możesz zrezygnować - rzuciła luźno, głównie dlatego że nie zamierzała na niego naciskać. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  130. Emma wzruszyła ramionami.
    - Nie mamy ich tylu, by taka operacja była opłacalna. Przeciętny Argarczyk, nie będzie mógł tego robić, a już nie wspominając o innych nacjach - spojrzała po nim jednorazowo. Dla niej to było po prostu jasne. Część osób, którzy będą walczyć ramię w ramię z nimi, nie miało żadnych mocy. Musieli mieć coś czy mogliby siać postrach, nawet jeśli staliby na tyłach. No i nie tylko osoby bez mocy tego skorzystają. Spojrzała po nim i skrzywiła się na komentarz o tekstach. - To nie ja zachowuje się jak małe, obrażone dziecko - skomentowała, by zaraz spojrzeć na instrukcję. - Zaczniemy od pocięcia desek - powiedziała zaraz. Miała dokładnie rozpisane ile desek i jakich wymiarów. Spojrzała po nim. - Podzielimy się robotą. Ty weź te - wskazała na większy wymiar. - A ja zajmę się docinaniem tych mniejszych.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  131. Emma spojrzała tylko po nim i pokręciła głową.
    - No doprawdy bardzo dorosłe - skomentowała tylko. - Oczywiście, że moje zachowanie nie jest nienaganne, ale ja chociaż to przyznaję - powiedziała chłodno i wywróciła oczyma zabierając się za pracę. Naprawdę zaczynała żałować, że w ogóle mu powiedziała. Byłoby zdecydowanie lepiej gdyby był nieświadomy. Coraz bardziej dochodziła do wniosku, że Ennis miała rację co do mężczyzn. Wszyscy byli identyczni. Przycięła jedną z desek o doszlifowała szzegóły, a potem zrobiła sobie z niej szkic. Obcinała pozostałe dokładając deskę do drewna i potem doprawiając szczegóły. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  132. Parsknęła śmiechem pod nosem i spojrzała po nim chłodno.
    - Sam zamknij mordę - powiedziała ostro. - Jak do tej pory po prostu nią japiesz i niczego to nie wnosi - zauważyła. - Chciałeś świętego spokoju, chciałeś dystansu, wyraziłeś się jasno z tym, że nie chcesz ze mną rozmawiać ani nawet mnie widzieć, a ja respektuję twoje zdanie. Nie podeszłam i nie narzucałam ci się - zauważyła chłodno. - Błagam Mohe, co by mi to dało? Przeprosiłam cię w naszej ostatniej sprzeczce. Powiedziałam ci dlaczego tak zrobiłam i wyjaśniłam co miałam na myśli. Przeprosiłam, a ty miałeś w to wylane - zauważyła. - I tak wiem, byłeś w emocjach, w szoku, ale mówiąc mi że niczego takiego nie było... sorry, ale w danej chwili to ty śmieszysz bardziej - rzuciła w bok narzędziami. Odwróciła się do niego plecami i wzięła głęboki wdech, a potem drugi, starając się uspokoić swoje własne emocje. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  133. Emma dmuchnęła sobie w grzywkę i pokręciła głową. No jasne. Oczywiście. A potem jej powie, że nie przyznała i nie przeprosiła, bo gówniarz się boczył. Nie powiedziała nic więcej, wracając do pracy. W milczeniu cięła i szlifowała, licząc na to że szybko ten prototyp zrobią, bo nie była pewna jak długo z nim wytrzyma.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  134. Emma spojrzała po nim w pierwszej chwili trochę przestraszona, kiedy złapał ją mocniej za nadgarstek i warknął. Odsunęła się od niego o krok i wbiła w niego swój wzrok. Zacisnęła mocno wargi słuchając tego co Mohe ma do powiedzenia.
    - Wiem - odparła krótko. - I za to przepraszam - powiedziała spokojnie. - Za to, że zabolało. Za to, że w taki sposób powiedziałam ci o ciąży. Za to, że uznałeś że twoja opinia w temacie dziecka nie ma znaczenia - wyjaśniła. - Wem ile masz w sobie dobra, Mohe. Właśnie dlatego ci powiedziałam - zacisnęła mocno wargi. - Wem też, że nie chciałeś o mnie myśleć w sposób... - zagryzła wargi. - Dlatego stanowczo powiedziałam, że nie interesuje mnie to czy chcesz by tę ciążę usunąć czy nie. Chciałam zrzucić z twoich barków ten ciężar - zacisnęła mocno pięści. - Owszem wyjaśniłam ci, dopiero kiedy powiedziałeś swoje - zgodziła się z nim i odetchnęła głęboko. - I powiedziałam to w taki sposób, by chronić samą siebie przed ewentualnym zranieniem - zagryzła wnętrze swojego policzka. - Bo chociaż nie sądziłam, byś mógł kazać mi usunąć ciążę... to jakaś część mnie uparcie mi podpowiadała, że istnieje taka możliwość. Niewielka, ale istnieje - mruknęła, odwracając od niego wzrok. - A tego bym nie zniosła. Nie z twoich ust - poczuła łzy w oczach, ale szybko zamrugała by się nie pozbyć. - To by mnie zabiło - dodała. Wiedziała, że jego to w tej chwili w ogóle nie obchodzi, ale skoro już miała być szczera to była. - Mam czelność rzucać hasła o zachowywaniu się jak dziecko, bo tak się zachowujesz - stwierdziła krótko. - Ja tylko... widząc jak bardzo nie leży ci przebywanie w moim towarzystwie i nie winiąc cię za to, stwierdziłam, że w razie czego możesz zostawić to wszystko w cholerę - mruknęła. - A ty zacząłeś się rzucać - pokręciła głową. - Więc tak, zachowałeś się jak dziecko - dorzuciła i pokiwała głową. - Nie mam do ciebie żadnych pretensji - dokończyła, odwracając się od niego. - I nie oczekuję, że cokolwiek od ciebie dostanę - dodała drżącym głosem, bo serce jej od tego wszystkiego pękało.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  135. Zadar nie kłócił się z nim w temacie udawania dzieci. Zgadzał się z nim. Tylko o ile mówiono o takich brzdącach do 6-7 roku życia. Potem robiło się znacznie gorzej, a jego Gołębie wpisywały się w ten najgorszy okres.
    - To zależy od wieku dzieci - stwierdził po prostu. - Moje najmłodsze Gołębie mają 6 lat, a najstarsze 12 - poinformował go. - To spójrz sobie na takiego 12-latka... czasem skubany udaje lepiej niż nie jeden dorosły - uśmiechnął się do Mohe, wsuwając dłonie w kieszenie, po czym spojrzał przed siebie. - Dlaczego zaczęliśmy udawać? - zapytał go po pewnej chwili. - Czemu w trakcie dorastania gubimy tę szczerość? - spojrzał po nim uważnie i wzruszył lekko ramionami. - Dorośli stajemy się po prostu okropni.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  136. Emma spojrzała po nim, kiedy wspomniał o Perunie i cofnęła się o krok. Oparła się nieco mocniej o stół stolarski plecami i nabrała kilka głębszych oddechów, starając się uspokoić szaleńcze bicie serca, przyspieszony oddech i delikatne drżenie, które obejmowało jej ciało. Czuła nieprzyjemny ból w podbrzuszu i w danej chwili starała się po prostu uspokoić, ale jego słowa wcale jej nie pomagały.
    - Tak, naprawdę - powiedziała cicho. - To ty powiedziałeś mi, że lubisz kochać się z kobietami, jak popadnie. To ty dałeś mi do zrozumienia, że to jest twój styl życia - zauważyła. - A przy takim trybie życia, dziecko... dziecko stanowi tylko problem, przeszkodę. Tak przynajmniej mi się wydaje, ale najwyraźniej mylę się i w tym wypadku... - dodała cicho, zaciskając palce na krawędzi stołu. - Mohe, ja... po prostu broniłam samej siebie. Nie mówię, że zrobiłam to dobrze, bo nie zrobiłam. Przykro mi, że cię zraniłam, ale... - powtórzyła. - O jakiej relacji Mohe? - spojrzała po nim unosząc na niego swe zielone tęczówki. - O jakiej relacji mówisz? Tej przyjacielskiej? W której każde z nas może ruchać kogo chce? Naprawdę? - spojrzała po nim. - I ty mi się dziwisz, że gdzieś, jakaś część mnie postanowiła się bronić? W taki sposób? - zacisnęła mocno wargi i przykucnęła, chcąc po prostu się uspokoić. Kolejne słowa dotyczące tego, że ona go zabiła, poczuła głęboko w sercu. Łzy stanęły w jej oczach. Przestała na niego patrzeć. - Masz rację, nie znam twojej przeszłości. Nie wiem co przeszedłeś - powtórzyła po nim, zaciskając lekko pięści. - Nie wiedziałam, że miałeś siostrę, nie wiedziałam, że zginęła, nie wiem jak zmieniła cię śmierć twojej siostry, nie wiem jak bardzo cię to zabolało, nie wiem jak bardzo się o to obwiniałeś, nie wiem niczego, bo niczego mi nie powiedziałeś - spojrzała po nim. - A ja w przeciwieństwie do niektórych Argarczyków, nie czytam w myślach. Ty zdecydowałeś, by niczym się ze mną nie dzielić - szepnęła. - I teraz ty mówisz, że mamy jakąś relację? - odetchnęła raz jeszcze i dźwignęła się z ziemi. - Owszem, mamy. Naiwnej dziewczyny, która obdarzyła cię cieplejszymi uczuciami i buca, który nie potrafił tego docenić - mruknęła. - Naiwnej dziewczyny, która odsunęła się, kiedy buc zdecydował, że nie chce w to wchodzić. Woli pozostać na stopie przyjaźni...a  nawet wtedy wolałeś rozmawiać o mnie i nic nie wspominałeś o sobie - spojrzała mu w oczy. - A ja nie pytałam - przyznała cicho. - Tak, to mój błąd. Nie pytałam. Byłam zbyt skoncentrowana na sobie, ale wiesz... Mohe, kiedy dowiadujesz się, że osoba do której zaczynasz żywić cieplejsze i głębsze uczucia, ciebie nie chce... i mówi śmiało o tym, że lubi po prostu seks... to po prostu czekasz, ja czekałam, aż sam zaczniesz. Tylko ty nie zacząłeś, więc... - zacisnęła mocno wargi. - Więc przepraszam, że cię zabiłam swoimi słowami - powtórzyła. - Ale nie masz prawa winić mnie za nie wszystkie. Po prostu nie masz takiego prawa - mruknęła, odsuwając się od niego. Nie skomentowała już tego całego "głębokiego dupowania", bo ewidentnie nie miał go głęboko w dupie, skoro wracał do niego i odpowiadał. Chciał dziecinnie zaznaczać, proszę bardzo. Ona nie da się wciągnąć w dalszą dyskusję na ten temat. 
    - Nie oczekuję - powtórzyła, skoro już musiała i ostatecznie odsunęła się od niego, by przejść przez warsztat do studni po wodę. Było jej od tego wszystkiego po prostu słabo. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  137. Emma zadrżała od hamowanych emocji na to całe oskarżenie, że pieprzy.
    - Bardzo dużo - odparła cicho. - W moich oczach ma bardzo dużo - poprawiła się. - Ojciec, który miał inne dziewczyny na boku był nieobecny w życiu dziecka - zacisnęła mocno wargi. - To dziecko było dla niego zbędne. Tak mnie wychowano i... - pokręciła lekko głową. - Okay, masz rację, może nie powinnam mierzyć cię tą miarą, ale jaką mam mierzyć? Nie wiem jak ty do tego podejdziesz. Nie wiem, Mohe. Po prostu uznałam, że możesz tak zrobić - zacisnęła pięści. - Może się myliłam, ale tego nie wiem. Czas pokaże czy się myliłam - mruknęła jeszcze, biorąc głębszy wdech i krzywiąc się z bólu. Cholera, coś było bardzo nie tak. - Nie patrzę na ciebie w kategorii gnoja! - krzyknęła na niego czując łzy na policzkach. - Nigdy tak nie patrzyłam! Po prostu chciałam ci to ułatwić! - spojrzała po nim. - Źle zrobiłam, wiem! Nieudolnie, wiem! - dorzuciła. - Zraniłam cię, a nie to zamierzałam zrobić! - huknęła na niego i zacisnęła ręce na swoim podbrzuszu. Cholera jasna. Nie mogła się tak unosić. Nie mogła. Nabrała kilku oddechów i zamknęła oczy znów starając się uspokoić. - No jasne, tak zachowuje się buc - sarknęła. - Czy ty się słyszysz? Powiedziałam ci, że jesteś bucem, bo... nie powiedziałeś niczego o sobie, a teraz rzucasz mi taką informację o siostrze. Boże Mohe... po co? - zadrżała. - Żeby wbić mi sztylety w serce? To ci się udało. Brawo - krzyknęła na niego, przełykając łzy. - Żeby mi pokazać jakim jestem okropnym człowiekiem, bo nie wzięłam pod uwagę twoich przeżyć, o których nie miałam pojęcia?! - zamknęła znów oczy, ocierając twarz dłońmi, by już nie płakać. - Nie musisz mówić. Wiem jakim jestem człowiekiem - rzuciła cicho. - Wiem - mruknęła i znów zaczerpnęła większego oddechu. - Jest mi przykro z powou twojej siostry i chciałabym ci zadać mnóstwo pytań dotyczących tego tematu i przytulić cię i po prostu przy tobie być, ale w tej chwili... w tej chwili to nie jest... dobry moment - zgrzytnęła zębami, opierając się mocniej o studnię, przy której już stała. Znów wzięła kilka urywanych oddechów, a gdy padła propozycję o Febe, pokiwała szybko głową. Tak, musiała się do niej udać. - Mhm... tak - powiedziała tylko. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  138. Emma nawet nie zaprotestowała. Nie miała na to siły. Zresztą to co ona myślała, nie miało dla niej teraz znaczenia. Serce jej stawało, gdy myśli krążyły wokół maleństwa. Bezwiednie gładziła się po brzuchu starając się to robić uspokajająco. Chciała przekazać maleństwu, że wszystko będzie dobrze. Nic mu się nie stanie. Oparła głowę o pierś Mohe, nabierając trochę głębszych oddechów. Uspokajała i samą siebie. Słysząc jego głos i to, że wraca do obozu. Ich obozu, poczuła niespodziewaną ulgę. 
    - Dobrze - odparła cicho. - Wreszcie nie będzie tam tak strasznie - dodała szeptem. - Może...może ja chcę, żebyś wpieprzał się w moje życie... - uciekło z jej ust zanim zdołała pomyśleć, a gdy powiedział, że dziecko go potrzebuje, poczuła niesamowite ciepło pod sercem. - A jeśli to dziewczynka? - wydusiła z siebie jeszcze, zostawiając już to pytanie między nimi. W końcu od razu powiedział "on", a w jej sercu pojawiła się nowa obawa. Jeśli to dziewczynka, to co? Nie będzie już dla niej? Nie będzie się nią opiekował? Zadrżała delikatnie, po czym zacisnęła powieki i nie powiedziała nic więcej, dopóki nie znalazła się na kozetce u Febe. - Czuję... czuję kłucie w podbrzuszu - poinformowała ją. - Boli... - dodała cały czas patrząc z niepokojem na swój brzuch.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  139. Emma zamknęła powieki i pokręciła lekko głową.
    - Dla mnie nie ma - powiedziała cicho. - Ale wspomniałeś o nim... więc... - zacisnęła mocno wargi. - Po prostu zapytałam - wymamrotała, nie wyjaśniając już tego jak bardzo ją tym przestraszył. Bo co jeśli jednak nie będzie chciał mieć nic wspólnego z małą? Nie, na pewno będzie chciał, przecież wspomniał o siostrze...ale mimo wszystko co jeśli go rozczaruje fakt posiadania córki a nie syna. Zagryzła mocno wargi. Cholera no... znowu to robiła. Podciągnęła nosem i wcisnęła głowę w jego tors. Nie protestowała, gdy Mohe kładł ją na kozetkę, zaraz potem opowiadając o tym co ją boli. Kiedy Mohe wyszedł skinęła głową na pytanie Febe.
    - Tak - odparła cicho. - Mieliśmy nieprzyjemną rozmowę - wyjaśniła cicho. - Bolesną rozmowę... 

    Emma 

    OdpowiedzUsuń
  140. Emma nie odpowiedziała mu już na to. Poszedł robić swoje, a ona skupiła się na słowach Febe. Trochę spieła się na wiadomość badania jej pochwy, ale skinęła głową na znak, że nie ma nic przeciwko. Spróbowała się trochę rozluźnić. Zamknęła oczy czekając na to nieprzyjemne wrażenie i kiedy się zaczęło, po prostu zacisnęła nieco mocniej swoje pięści, stawiając na oddychanie. Nie bolało aż tak mocno, było po prostu nieprzyjemne. W pewnej chwili jednak pokręciła lekko głową.
    - Tu boli - powiedziała cicho. - Może być chwila przerwy? - zapytała trochę niepewnie, bo mimo że Febe jej o tym powiedziała to mimo wszystko czuła, że zatrzymuje kobietę na dłużej niż powinna. Marnuje jej cenny czas. Yensen przecież często wspominał, że jego żona przez pacjentów w ogóle nie ma dla niego czasu. Obawiała się, że teraz ona mu zabiera ten cenny czas z żoną. Zacisnęła mocno wargi czując jak policzki płoną jej z zażenowania. - Wiem, zabezpieczałam się... zaczęłam niestety dzień po stosunku... bo nie miałam wcześniej... - pokręciła lekko głową. - Ale i on powinien pomyśleć... też się zabezpieczyć... to nie tylko moja wina - szepnęła spoglądając na swój brzuch. - Uhm i wiem... - dodała cicho. - Że będzie wiele nieprzyjemnych rozmów, ale... - zacisnęła mocno wargi. - ...ale ja chcę... chcę żeby maluszek był bezpieczny... - szepnęła cicho,  by spojrzeć Febe w oczy, kiedy ta wspomniała o pomocy. Skinęła lekko głową. - Co to znaczy... że będzie fiziował? - zapytała jej cicho.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  141. Zadar skinął głową na jego wyjaśnienie.
    - A ja żeby kogoś nie martwić - poinformował go. - A czasem i dla samego siebie... żeby dodać sobie odwagi - przyznał, zgadzając się niechętnie z tym co powiedział na samym końcu. Chociaż on widział to trochę inaczej. Przyznawał się, że boli, że jest słaby. Przyznawał to samemu sobie, kiedy czas na to pozwalał. Czasem jednak nie pozwalał. Wtedy wolał zagryźć zęby i po prostu udawać. Przez chwilę, przez moment. - Prawda czasem jest zbyt bolesna - zgodził się cicho. - Ale kiedyś i tak cię doścignie, więc prędzej czy później ten fałsz opadnie - stwierdził tylko, po czym skręcił w odpowiednią alejkę by doprowadzić Mohe do małej polanki, na której hasały jego Gołębie. - Mohe, poznaj moich podopiecznych - uśmiechnął się do dzieci, które przybiegły do nich radośnie. - To Nestor, moja prawa ręka, najstarszy z dzieci. A dalej mamy Anna i Martha, takie nasze promyczki, oraz Trzebor, Witosz iRadomiła... - wskazał na najmłodszych, a wszyscy trochę nieufnie zezowały na Mohe, choć na twarzy dalej widniał im uśmiech.
    - Ale masz dziwną skórę - stwierdził Trzebor. - Chyba nie wiesz co to kąpiel - dodał, bo pierwszy raz widział kogoś z takimi malunkami na całym ciele.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  142. — Może masz rację — powiedział w końcu. — Może to tylko ułuda. A może to jedyna wersja, na jaką w danym momencie mnie stać. 
    Spojrzał w bok, tam gdzie biegały dzieci..
    — Fałsz… — powtórzył ciszej. — Czasem to nie jest kłamstwo. Czasem to po prostu niedopowiedziana prawda, bo pełna wersja by kogoś połamała - westchnął, wzruszając ramionami. — Konsekwencje i tak przychodzą — dodał po chwili. — Niezależnie od tego, czy człowiek jest na nie gotowy, czy nie. Ty wolisz je brać na klatę od razu. Ja… chyba jeszcze się uczę, ile mogę unieść - uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym uważnie obserwował interakcje Mohe z dziećmi, a także jego powitanie. Przytknął palce do piersi, próbując zapamiętać ten ruch, najwyraźniej ważny ruch dla tego mężczyzny. Planował to uszanować i następnym razem przywitać się z nim właśnie w ten sposób. O ile będzie jeszcze kiedyś kolejny raz. Trzebor okazał się być tym odważnym, który niemal od razu znalazł się obok Mohe i z zapałem zaczął dotykać jego skóry, od czasu do czasu lekko go szczypiąc czy ciągnąc. Ostatecznie przysunął buzię do jednego z jego malunków, by uważnie się mu przyjrzeć.
    - Czasem schodzi - poinformował go. - Jak dużo słonka przygrzeje to potem trochę schodzi - powiedział mądralińskim tonem. - Super masz malunki - dodał zaraz i uśmiechnął się szeroko do Mohe, po czym pobiegł do Zadara, by uwiesić mu się na nogach. - Jestem super głodny - poinformował go, na co Zadar odetchnął głęboko, po czym pogłaskał go po głowie.
    - Wiem - szepnął. - Zaraz coś na to zaradzimy - dodał, zerkając na Mohe.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  143. Dziewczyna spojrzała po Febe wyraźnie przestraszona. Serce zaczęło jej bić mocniej i potrzebowała zaczerpnąć kilka długich i spokojnych oddechów, by się uspokoić. Miała dziś skończyć z robotą i odpoczywać? Ale przecież tyle jeszcze było do zrobienia! Yensen nie będzie zadowolony. Zacisnęła mocno wargi. Wyrzuci ją z pracy jak tak będzie robiła co chwilę. Jednak dziecko tego potrzebowało. Potrzebowało jej spokoju, odpoczynku. Musiała to zrobić. Zamknęła oczy kiwając lekko głową. Tak, to było ważniejsze. Jakoś to będzie. Przeprosi wiedźmina. Ten zrozumie. Chociaż trochę zrozumie. Wzięła jeszcze jeden głębszy oddech. Było jej głupio, bo tyle dobrego od nich dostawała, a wciąż powodowała tylko kłopoty.
    - Dobrze, dziś odpoczywam - potwierdziła cicho słowa Febe, nie próbując nawet się z nią kłócić. Przecież Febe znała się na swoim fachu najlepiej. Odruchowo pogłaskała się po brzuchu i spojrzała gdzieś w bok słuchając o Mathyrczykach. - Skoro zabierają się za Argarki to też powinni włączyć myślenie. Zwłaszcza, gdy są na terenie Argaru - zauważyła cicho, bo o ile dobrze zdawała sobie sprawę z realiów jakie panowały na zewnątrz i jak kobiety były traktowane... wzdrygnęła się lekko na swoje własne wspomnienia, o tyle uważała, że tu w Argarze, gdy przychodzili napuszeni Mathyrczycy to powinni dostosować się do Argarskich zasad, w takim stopniu w jakim oni dostosowywali się do Mathyrskich. Zamknęła na moment oczy i przetarła łzę spływającą jej po policzku. - Wiem przecież - mruknęła. - Już nie popełniam... nie popełnię kolejnego takiego błędu. Po prostu... ja nawet nie wiedziałam, że dojdzie do seksu - zacisnęła mocno wargi. - Zaraz potem poszłam do Ori po środki... ale...ale było już za późno - szepnęła cicho i pogłaskała się bezwiednie po brzuszku. Zerknęła na obie fiolki w dłoniach Febe i powoli skinęła głową, powtarzając co ma brać i w jakich ilościach.
    - Zaraz... przez 3 dni? To... uhm mam te 3 dni w ogóle nie pracować? - zadała to pytanie, bo nie chciała żadnych niedopowiedzeń. Westchnęła na wieść o fiziowaniu i ponownie przytaknęła lekko głową. - Uhm dobrze, jakbym sobie nie mogła poradzić to... to dam znać - szepnęła. - Dziękuję - dodała jeszcze cicho, bo przecież Febe w ogóle nie musiała czegoś takiego dla niej robić. Była dla niej obcą dziewczyną. - Dziękuję - powtórzyła jeszcze cicho.

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  144. Argar wyglądał zdecydowanie inaczej niż to sobie wyobrażała. Myślała, że będą już mieli chociaż prysznice albo wieże stereo, które możnaby zabrać na wojnę. Muzyka w końcu na pewno by rozproszyła ludzi i nieumarłych. Dalej uważała, że to genialny pomysł, aby rozpocząć bitwę od kilku dobrym kawałków na podniesienie morale, no ale niestety, gdzie się nie odwróci to dupa z tyłu. Zamiast magicznego raju było miasteczko, całkiem spore i nieźle rozwinięte, ale dalej poza poziomem jej oczekiwań. Zdecydowanie będzie musiała zgłosić się do swojej patronki po nowe dary. Zamiast tego została całkiem ciepło przyjęta i szybko znaleźli jej zajęcie, a raczej sama sie zaproponowała przy szykowaniu wszystkiego pod budowanie umocnień. Musiała tylko pokazać Yensenowi, że mimo swojej postury potrafiła kopać w ziemi i przenosić spore bale drewna. A z Bubu nie było rzeczy niemożliwych. Wiedźmin obiecał, że nie będzie sama pracować, ale nie mogła się doczekać, więc zaczęła pracę z samego rana tuż po śniadaniu i ubraniu wygodnych spodni i luźnej tuniki do pracy w uroczych szarych i niebieskich kolorach.
    — Do boju, Bubu! — zbiła sobie piątkę z misiem, któremu teraz wyrosły pazury.
    — W kosmos wyjebiemy te mury! — zgodził się z nią pluszak, kiedy oboje dzielnie studiowali plany. Lily zaznaczyła małymi kolorowymi jednorożcami miejsca, gdzie trzeba było kopać. Bubu robił to swoimi różowymi pazurami, a ona dzielnie pracowała z łopatą - zdecydowanie zręczniej niż ktoś jej postury. Nuciła sobie pod nosem, przerzucając ziemię do taczki, co by nie robić zbyt dużego bałaganu.
    — Rapapara… rapapara…. — nuciła sobie, dopóki nie zobaczyła, że jej miś nagle znieruchomiał, przyjmując formę zwykłego pluszaka. — Miała ryja… Bubu? — przechyliła głowę. Chyba jej partner do pracy się zbliżał. Rozejrzała się po okolicy. — Przyjacielu, nie lękaj się mnie, ja tylko wyglądam jak diabeł! — rzuciła, machając na powitanie do sylwetki, którą widziała już z kilku metrów.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  145. Zaśmiała się widząc reakcję chłopaka. No tak, wszyscy Argarczycy jak dotąd wyglądali jak ludzie, a ona o wiele bardziej przypominała mieszkankę Lerodas jeśli kogokolwiek w ogóle. Wystawiła swój ogon na widok i nim też pomachała.
    — Tak, Lily, najbardziej różowe diabelstwo jakie spotkasz — wypięła dumnie pierś. Wbiła łopatę w ziemię i podbiegła spokojnie do niego. Schowała dłonie za sobą i przyjrzała mu się. Sam nie wyglądał za Argarsko, chociaż może akurat jakiś regge metalowy fan się jej trafił. Uśmiechnęła się szerzej. — Z kim mam przyjemność? — dopytała jeszcze, wyciągając w jego stronę rękę na powitanie. Uśmiechnęła się szerzej i poklepała po ramieniu.
    — To dobrze, że nie lękasz, bo by praca nam szła bardzo opornie jakbyś się przede mną chował pod stołem, nie? — zauważyła, przechodząc wzrokiem na plany. No tak. Tutaj też zostawiła sobie magiczne ozdoby i prawdziwe urocze figurki, które sobie przez lata kupowała. — No żebym nie zgubiła planów albo wiatr nam nie zwiał — popukała się w czoło — Główka pracuje — A tam — wskazała na jednorożce ustawione w równych odległościach — powinniśmy kopać, policzyłam dokładnie i też zaznaczyłam, bo tak chodzić i liczyć co chwilę to też marnowanie czasu, a na koniec trzeba jeszcze ozdobić umocnienia, ale to już moja inwencja twórcza — przytaknęła sobie. Koniecznie będzie musiała zostawić coś groźnego, co by wojska wroga kilka razy się zastanowili czy chcą atakować. Obejrzała raz jeszcze nowegę kolegę i zagwizdała z podziwem.
    — No, no, no, ale Tobie to magia zdecydowanie do pracy potrzebna nie będzie. Ale Ty szeroki jesteś… wooo… — zagaiła jeszcze. W tym czasie Bubu przeszedł cicho od dziury, którą sam kopał bliżej Mohe i usiadł sobie niewinnie, “lustrując” go wzrokiem.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  146. Lilith miała problem z odczuwaniem innych emocji niż te “szalone” czy skrajnie pozytywne. Skutki uboczne paktu, chociaż sama niekoniecznie miała o to pretensje. Łatwiej było przeżyć w burdelach rodziców czy samotność w Mathyr, kiedy nie mogła się po prostu smucić. Patrzyła po chłopaku z uwagą. Nigdy tutaj nie widziała kogoś o podobnym wyglądzie. Zaśmiała się lekko, słysząc jego imię.
    — Bardzo ciekawe imię — przytaknęła sobie. — Ładne i można się z nim pobawić — dodała jeszcze, układając sobie już różne żarty i gry słowne pod moherowe rzeczy. Zaśmiała się po raz kolejny, gdy wspomniał o naprawie stołu.
    — Jak popsujesz to możesz się chować i naprawiać, ale wtedy zostanę sama na wykopaliskowym placu boju — wyrzuciła mu z uśmiechem na ustach. Przytaknęła, gdy wspomniał o kamieniach i kawałkach drewna.
    — Pewnie, że tak, ale kawałki drewna i kamienie nie są takie ładne, a że byłam pierwsza to będzie bardziej babsko z dekoracjami — zarządziła, ogonem biorąc jedną z “zabawek” ze stołu i zaczęła sobie nią bujać na różne strony w rytm melodii, którą miała w głowie.
    — To jest taka moja sztuczka. Coś między iluzją a przedmiotem, znika jak za długo sobie pomacasz, działa na zmysły i trochę waży — wyjaśniła, podsuwając mu pluszaka, którego trzymała ogonem. — No se tyknij jaki puchaty — zaproponowała — zachęciła go. Puściła ogonem swoje magiczne coś - odłożyła na stół, albo zostawiła Mohe, w zależności od tego jak był tym zainteresowany. Spjrzała uważniej po jego torsie i ramionach, po czym dramatycznie się odsunęła i wyprężyła swoje malutkie muskyły.
    — Jak się kilka lat mieszka samemu w dziczy to też się robią fajne pytony — wyrzuciła mu z uśmiechem na ustach. Zaraz przestała jednak. — Nie jestem może takim kulturystą jak Ty, ale ciężary dam radę ponosić — dodała jeszcze. Ba, a jak se pione z Bubu zbije to i może nawet większe niż on będzie w stanie tachnąć. Zastanowiła się chwilę, uważnie obserwując Mohe. Nie, teraz to jednak za bardzo popłynęła. Bubu to by musiał się chyba całkiem wkurwić, żeby takiej siły dostała. — A na ciało też nie narzekam, swojsko mi w Mathyr z rogami i ogonem — zapewniła go. Domyślała się, że pił do czegoś innego, ale flirty to może sobie zostawi na deser, bo się na pracy nie skupi. — Chociaż to mega śmieszne, nie? Wyglądasz bardziej jak Argarczyk niż ja, zwłaszcza z masą tatuaży i warkoczy. Sporo takich gagatków jako dzieciak widziałam — zaśmiała się, podając Mohe jego łopatę.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  147. Dzieci trochę ostrożniej podeszły do Mohe, kiedy ten zaczął częstować ich jedzeniem, ale ostatecznie głód wygrał z podejrzliwością, a trzeba było przyznać, że jedzonko pachniało wyśmienicie. Aż przyprawiało ślinianki o wzmożoną pracę. Nawet on skusił się mimo wszystko na kwałek chleba. Odłamał sobie trochę, dziękując przy tym Mohe. Ten od Dobromiły zdołał się im już skończyć. Nikt nie robił lepszego, ale w danej chwili nie to miało znaczenie. Gdy dzieci oblazły Mohe i teraz wesoło konsumowały gorry oraz chlebek, zabawiając go historiami o tym jak uciekali z płonącego miasteczka i gdzie potem były, on sam zaczął oporządzać obozowisko. Przecież zaraz po jedzeniu mieli ruszyć w dalszą podróż. Kiedy już skończył przysiadł na moment obok Mohe. - Dziękuję - powiedział do niego wprost. - Dziękuję za pomoc.

    Zadar

    OdpowiedzUsuń
  148. Emma posłała Febe wdzięczny uśmiech i delikatnie ją przytuliła w podziękowaniu. Jednorazowo i krótko, po czym skinęła głową. Problem w tym całym "fiziowaniu" polegał na tym, że dziewczyna nie do końca wiedziała co to znaczy i jakie są tego objawy, ale tym będzie się martwić później. Uniosła spojrzenie na Mohe, gdy ten wszedł do środku. Ścisnęła w dłoniach fiolki z witaminami i pokręciła przecząco głową.
    - Mam odpoczywać, a nie kompletnie nie chodzić - powiedziała, posyłając mu słaby uśmiech. - Dam radę dotrzeć sama - dodała. - Jak będę potrzebowała pomocy to... to ci powiem - obiecała mu zaraz, reflektując się trochę. Raz jeszcze podziękowała Febe i ruszyła razem z Mohe do swojego własnego namiotu. Nie mówiła za dużo, nie do końca wiedząc co powiedzieć. - Masz nie fiziować - stwierdziła w końcu. - Zalecenie od Febe... bo jak będziesz fiziował to ona cię dopadnie - dodała. - Uhm... ale nie pytaj mnie co to znaczy, bo sama nie wiem jeszcze...

    Emma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yensen też dopadnie i wyjaśni jak zacznie fiziować.

      Usuń
  149. Lily parsknęła śmiechem i spojrzała po Mohe. Wzruszyła ramionami.
    — Serio? — uniosła delikatnie brew ku górze. — Nie wiem, wydaje mi się, że żarty z moherowego imienia jednak wygrywają — dodała jeszcze. Domyślała się o co chodzi, ale właśnie dlatego uznała, że jednak wolałaby bawić się w zupełnie inny sposób. — Nie wiem o jakich zabawach Ty myślisz, ale do takich raczej się robi wcześniej bardziej subtelne podchody — powiedziała do niego cicho, jakby zdradzała mu sekret i poruszyła sugestywnie brwiami. Na kwestię gustu z kolei mu przytaknęła i wzruszyła ramionami. Nie każdy musiał lubić słodkie i puchate rzeczy, ale była tu pierwsza, więc musiał się z tym po prostu pogodzić. Trochę pluszu jeszcze nikogo nie zabiło. Zaśmiała się na własną myśl. W zasadzie to zabiło, ale raczej w tym świecie tylko ona mogła tego dokonać. Bubu nie spodobała się odmowa pluszaka. Pacnął delikatnie nogę Mohe, a potem zastygł. Lili za to odmowę skwitowała chichotem.
    — Jak sobie chcesz, tracisz — rzuciła jedynie, ale nie naciskała. Co kto lubił, nie?
    — O to widzę, że bardziej obeznany tutaj niż ja jesteś — odparła, gdy wspomniał o małym Aidenie. Ona osobiście dziecka nie znała, ale skoro był mały to przecież nie mógł być dorosły. — A tam nie dla żartu. Pewnie testują co tam świeżak potrafi i czy plusz i tęcza się jednak przyda do czegoś na wojnie — odparła. — Wiesz jestem trochę cicho ciemna, nie? Nikt się nie spodziewa, że Ci ktoś wpierdzieli na różowo — puściła mu oczko. Przytaknęła, mu zaraz.
    — No wiesz… postępowy to był, ale ten plemienny styl to był dość popularny. Zwłaszcza w moich stronach. Ludzie wyglądali groźnie z takimi tatuażami i podobnymi fryzurami. Po moim domu się pełno takich kręciło, tylko się uśmiechać nie umieli. Nie mówię, że każdy kto tak wyglądał był zły, ale no sporo inspiracji Tobą się widziało za smarka — wyjaśniła mu.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  150. Emma nie odpowiedziała mu na te nieco mocniejsze słowa dotyczące Febe i Yensena. Czuła, że jeśli będzie ich potrzebowała to będzie miała gdzieś niesmak Mohe i po prostu opowie im o wszystkim. Na razie jednak nie zamierzała nic mówić ani się denerwować. Wyciągnęła sobie z namiotu koc i położyła się na nim przed namiotem, czując że tego właśnie potrzebowała. Chwilę zastanawiała się czy jest głodna i ostatecznie skinęła głową.
    - Jajecznicę - rzuciła zanim zerknęła na jego produkty. - Albo cokolwiek innego - dodała zaraz. Nie chciała być wybredną, skoro i tak żerowała w tej chwili na jego dobroci i jego zapasach. - Mam... mam trochę suszonego mięsa w namiocie i świeżych warzyw - stwierdziła podnosząc się ponownie, by po niej pójść. Przyniosła je zaraz i położyła obok jedzenia Mohe. - Pomóc ci jakoś?

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  151. Moher to taki materiał z futra takiej…. — zatrzymała się na chwilę. Chciała powiedzieć “fancy”, ale to też mu namiesza. Owinęła ogon wokół swojego nadgarstka, którym pukała się w brodę i myślała jak to określić. — O! Takiej ą ę drogiej kozy — wyjaśniła. Pstryknęła palcami i pokazała mu taką kozę, tylko oczywiście jej była różowa i brokatowa, a iluzja tańczyła dookoła Mohe. — Z takich robilło się czapki, w których wredne, stare baby chodziły. Moherowe berety się na nie mówiło. Spotkasz takie na ulicy i przewalone było — zaśmiała się lekko. — Miejsca na ławeczkach zajmowały, rządziły się, srały wyżej niż dupę miały, ale sam moherek, który nosiły był miły w dotyku — przytaknęła sobie z uśmiechem. Znowu się zaśmiała, patrząc po Mohe. Wzruszyła ramionami, samej taksując go wzrokiem.
    — Nie wiem, ale się domyślam. Wyglądasz na kogoś kto lubi mięciusie zabawki, ale nie takie dla dzieci — poruszyła wymownie brwiami i znowu się zaśmiała. To jej się trafił partner do pracy. Uśmiechnęła się dumnie, kiedy podał w wątpliwość jej zdolności. Odłożyła znowu łopatę i podeszła do kamienia, który i tak zawadzałby w pracy. Kopnęła go delikatnie co by się upewnić, że jest ciężki i twardy.
    — Wiem, że wyglądam groźnie, rogi, kły, ogonek, wyglądam jak pomiot diabła, na który ktoś wylał różową farbę — puściła mu oczko, wyciągając ręce przed siebie. Zmaterializowała swój pluszowy młot. Ustawiła się jakby chciała uderzyć w piłeczkę golfowową. — Pa tera — uśmiechnęła się szeroko. — Nawet w Argarze takie rodzynki jak ja to rzadkość. Moi starsi to wylewu dostali jak dostałam swoje moce — zachichotała i walnęła w kamień, a ten poturlał się na kilka metrów z uroczym gumowym piskiem od młota. Zaśmiała się zadowolona. Następnie rzuciła swoim tęczowym pociskiem w kamień i “porysowała” go w kilku miejscach. — Polszanie się posrają jak zobaczą super silne dziecko i diabła strzelającego zabójczymi tęczami — przytaknęła sobie, odwołując swój młot. — Poza tym utrzymuję cicho-ciemną, poczekaj do prawdziwej bitwy — dodała, śmiejąc się przy tym. Oj wtedy dopiero pokaże prawdziwy słodki armagedon. Zastanowiła się chwilę jak opisać jej strony, żeby Mohe nie pomyślał, że bierze go za jakiegoś opryszka.
    — A wiesz, burdele, narkotyki, mafie. Ale to nie tak, że każdy taki Moherek jak Ty to był zły człowiek. Byli spoko, całkiem przystojni, chociaż nie mieli takich barów jak Ty, ale dużo osób tam sobie robiło różne dziary i się inspirowało takim plemiennym stylem, bo to było takie wiesz… zajebiście pociągające dla babeczek i wyglądało groźnie. Inni chcieli nawiązać do legend i siły przodków, takie tam… wiesz, silniejszy zjada słabszego. Ale najgorsi to byli w garniakach i własna rodzinka — wystawiła język i się wzdrygnęła, po czym się zaśmiała. — Najgorszy diabeł to ten wymuskany i ładny jak to mówią. Takie Moherki się przynajmniej czasami ze mną bawiły jak byłam wypierdkiem — dokończyła.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  152. Dziewczyna przytaknęła mu z uśmiechem.
    — Co prawda nie były różowe, tylko wiesz… normalne. Ale ja normalnie nie umiem — wyjaśniła mu. Zaśmiała się lekko. — Można powiedzieć, że przydomek. I nie tylko wiejskie, w miastach też były, nosiły te berety i utrudniały innym życie swoimi mądrościami. Niektóre potrafiły nawet swoimi… — myślała jak nazwać torebkę. Kurcze, jednak wychodziła za mało do ludzi przez te kilka lat. — tobołkami. Sama dostałam kilka razy — wypięła dumnie pierś. Lubiła zaczepiać nudne osoby. Bawiło ją to po prostu, a skoro jej patronka karmiła się śmiechem to musiała to robić niejednokrotnie. Wzruszyła ramionami, gdy wspomniał, że nie nazwałby zabawką.
    — Czemu nie? — przechyliła delikatnie głowę w bok. — Jak lubisz to się dobrze bawisz — zauważyła. — Czyli jak zabawka… tylko żywa, interaktywna i może ocenić negatywnie, poza tym nie całe ciało tylko niektóre elementy, te piszczące. Faceci też mają zabawkę między nogami — zauważyła spokojnie. Rodzice prowadzili domy publiczne, była przyzwyczajona, nasłuchała się, zwłaszcza, że nie bardzo chcieli, żeby chodziła po willi odkąd przemieniła się w diabelstwo. Może o to chodziło właśnie. Uśmiechnęła się, zastanawiając się przez chwilę. — No ale ja mogę mieć skrzywioną opinię, spędziłam trochę czasu w burdelach zanim trafiłam do Mathyr, bo taką zakałę to wstyd było do domu wpuszczać. A prostytutki były miłe i zabawne. One mówiły, że to zabawki, ale to mógł być może sposób żeby z robotą sobie poradzić — dodała swoje przemyślenia. Nigdy wcześniej nie przyszło jej to do głowy. Za smarkata chyba była wtedy.
    Kiedy zaczął się śmiać na jej zdolności sama się zaśmiała i ukłoniła wdzięcznie. Klasnęła w dłonie na jego trafne spostrzeżenie. Uśmiechnęła się do niego wesoło, wracając do kopania.
    — Bo tak jest. Na tym polega źródło mojej mocy. Moje moce są przesadnie słodkie, śmieszne i bez sensu, żeby wywołać śmiech. Im mocniej śmieje się przeciwnikowi w twarz, tym silniejsza jestem — wyjaśniła. — Poza tym łatwo zlekceważyć takie zdolności jak moje, więc łatwiej przeżyć, kiedy nikt nie bierze Cię na poważnie dopóki nie jest za późno — uśmiechnęła się złośliwie, pukając się przy tym w róg.
    — Nie lubię u każdego, ale Tobie te bary pasują — wyjaśniła i zachichotała. — Najwidoczniej Mathyr i Argar nie są takie różne — przytaknęła mu. Spojrzała uważniej po Mohe, ale dalej się uśmiechała. Pokręciła głową.
    — Wymuskany nie znaczy ładny — poprawiła się. — Wymuskany to ktoś taki… ubrany jak elegancki szlachcic, uśmiecha się delikatnie, kusząco, że nigdy byś nie posądziłbyś go o złe intencje. Takiego diabła ciężko znaleźć, dlatego jest najgorszy. No bo spójrz na siebie, łatwo pomyśleć, że lepiej uważać na Ciebie, wyglądasz groźnie,chociaż bardzo miły jesteś, ale jeśli ktoś wygląda niewinnie to ciężko o to, więc łatwo stracić głowę — wyjaśniła.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  153. Emma nie zauważyła jego krzywej mordki, bo zrobił ją, gdy była w namiocie, a gdy powiedział, że ma skroić warzywa, zmarszczyła lekko brwi. Tak po prawdzie, nie do końca wiedziała jak lubi, a także które z nich chciałby do tej jajecznicy dodać. Zacisnęła lekko wargi i skinęła głową, po czym zabrała się do pracy.- Nie wiem jak lubię - odparła w trakcie krojenia cebuli. - Moja mama zawsze kroiła ją na małe kawałki - dodała jeszcze, starając się by te były odpowiedniej wielkości. Pokręciła głową na pytanie Mohe. - Nie, chyba nie - przyznała czerwieniąc się przy tym. Powinna mieć swoją ulubioną jajecznicę? Zamrugała kilkakrotnie. Może powinna... Odchrząknęła zaraz. - To znaczy... lubię taką mniej ściętą, ale mocniej też zjem i też mi smakuje - pokiwała głową, żeby nie wyjść na jakąś mocno wybredną. - A ty? Masz ulubioną wersję?

    Emma

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^