WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga wypowiada otwartą wojnę Phyonix i Heimurinn! Nikt nie będzie bezczelnie palił i zalewał jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

19 lutego 2023

Spisane przez: Anemone An

"Nawet najdziwniejsze sytuacje życiowe można przerodzić w badania"

 

| Anguli | Znany w Leordas medyk i zielarz | 106 lat | 210cm |

________________________________________________________________________________

🍀

Anguli są jedną z najbardziej popularnych ras zajmujących tereny Lerodas. Gatunek podzielił się na mniejsze i większe plemiona, większość z nich wspiera w sporze Armonie, jednak zdarzają się również grupy stające po stronie Fasarii. Wśród innych mieszkańców Mathyr rasę tę wyróżniają długie uszy i specyficzne nosy. Stworzenia te mają bardzo wyczulony zmysł słuchu, węchu oraz smaku. Plemiona w głównej mierze dzielą się na zielarzy, medyków, znachorów oraz wojowników. Wiek dojrzałości osiągają kończąc 100 lat.

Walwan jest trzecim w kolejności dzieckiem pary Alpha, największego z plemion Anguli. Należy do Klanu Marona, Klany nazwy swoje biorą od głowy rodziny. Ojciec, Maron, jako jeden z wybitniejszych wojowników Lerodasu, poza stanowiskiem Alphy przyjął na barki rolę jednego z wielu strażników kryształu zdobytego przez Armonie. Jego matka Floriane uchodzi za największą zielarkę Mathyr, a na pewno Lerodas. 

Poza rodzicami Walwan posiada również liczne rodzeństwo. Pierworodna Midnight szkoli się na kapłankę, jest od niego sporo starsza, bo o całe 100 lat. Brat Vincenzo, rodzinny śmieszek i osiłek w jednym, silny raptus starający się właściwie o nic. Ciężko brać go za starszego i to aż o 73 lata. Na szczęście są jeszcze Barros i Saphira, młodsze rodzeństwo, brat o trzy lata, siostra o pięć. Z nimi samiec ma bardzo bliskie relacje. Jest też przybrane rodzeństwo, z którym Wan jest mocno związany. Yerbe - młodszy o trzy lata ork oraz Layla - sierota po przyjaciołach rodziców. Starsi? No cóż... Midniht jest dość wyniosła, ale bardzo ambitna, jednak ciężko się z nią rozmawia, gdy już na dzień dobry patrzy na ciebie z góry. Vinc z kolei wciąż nie wyrósł z głupich psot i nad wyraz często korzysta ze swoich mięśni. Tak czy siak, rodzina nie ma ze sobą większych problemów, nie znane są im żadne większe patologie. Nawet fakt, że Walwan jako jedyny z synów Marona, zamiast na wojownika, obrał sobie ścieżkę medyka-zielarza nie wywołał zawodu w oczach ojca. Podobno od małego samiec przejawiał ku temu potencjał i matka otwarcie mówi, że już teraz powoli przerastą ją samą swoimi umiejętnościami. Pewnie dlatego ostatnio tak często podsyła mu swoich nowych klientów... Sama ma całkiem spory wianuszek stałych bywalców, więc zaczyna wyręczać się zdolnym synem. 

Nowiny:

  • Udało mu się zbiec z niewoli u Helgi, ledwo to jednak przeżył.
  • Mierzy się z atakami paniki.
  • Jest zaręczony na zasadach aranżowanego małżeństwa.


|| POWIĄZANIA || 

KSIĘGI WALWANA

POPRZEDNIE KP

🍀

________________________________________________________________________________

Zapraszam do wątkowania! ^^

44 odpisów

  1. Odsunęła się jeszcze bardziej, albo raczej próbowała odsunąć się od Walwana, kiedy ten parsknął śmiechem. Bała się go. Był ogromny, strasznie ogromny, a do tego to z jakim spokojem mówił sprawiało, że cały czas czuła wewnętrzny niepokój. Trzęsła się wyraźnie, kiedy się do niej zbliżył, a kiedy tylko położył torbę złapała ją odruchowo, biorąc mocno do rąk. Zaraz też po oczach popłynęły jej łzy ze wstydu. Przecież nie powinna tak reagować na innego lekarza. Powinna mu przecież ufać.
    — Przepraszam… — powiedziała cicho. Nie zdążyła nawet odpowiedź na pytanie, a on już zniknął z jej pola widzenia. Przełknęła ślinę, sięgając do torby. Zaczęła wyciągać pojedynczo posegregowane rośliny zabezpieczone tak, aby się ze sobą nie mieszały - chociaż w biedny, prowizoryczny sposób.
    — Krwawiec siwy działa szybko. Po kontakcie z raną obkurcza naczynia, przyspiesza krzepnięcie, tworzy barierę ochronną. Krwawienie ustaje, a brzegi rany przestają się rozchodzić. Przy zbyt długim stosowaniu potrafi jednak pozbawić tkanki ukrwienia. Zielica kostna pobudza regenerację. Zmusza komórki do odbudowy, przyspiesza tworzenie kolagenu, zamyka głębokie uszkodzenia. Trzeba uważać, by nie zamknąć rany, która nie została oczyszczona, bo inaczej pod skórą zostaje wtedy choroba — pokazywała mu po kolei każdą roślinę. Akurat kiedy o tym opowiadała zdawała się wyjątkowo spokojna, może nawet zadowolona. Zioła działały na nią bardzo uspokajająco. Toteż kontynuowała —- Popielnik lekarski działa na cały organizm. Wzmacnia serce i oddech, wspiera odporność, pomaga ciału wrócić do równowagi po długim osłabieniu. Jest bezpieczny, można go stosować długo. Gorzknik biały obniża gorączkę i stan zapalny. Działa przez układ nerwowy, porządkuje reakcje ciała w chorobie. Gorycz jest intensywna, ale skuteczna; nadmiar drażni żołądek. Cierpnica cicha tłumi przewodnictwo bólu. Świadomość pozostaje jasna, ale bodźce przestają dominować. Przy długim użyciu osłabia czucie i odruchy. Wilcze ziele jest niebezpieczne. W mikrodawkach rozluźnia mięśnie i znosi ból, w większych paraliżuje układ nerwowy i zatrzymuje oddech. Granica jest wąska, ale można ją kontrolować. Lulek nocny działa silnie na ośrodkowy układ nerwowy. Otępia, znieczula, wywołuje halucynacje. Błąd w dawkowaniu prowadzi do zaburzeń serca i oddychania.
    Nocnica szeptana skraca fazę snu odpowiedzialną za sny. Koszmary słabną, wybudzenia są rzadsze. Przy długim stosowaniu emocje stają się płaskie, a reakcje obojętne. Można stosować w małych dawkach samodzielnie na uspokojenie, ale trzeba do tego wprawnej ręki, aby nie przedawkować. Rozdarlica krwista wymusza ponowne zamknięcie ran. Obkurcza tkanki, pobudza regenerację nawet starych blizn. Źle użyta prowadzi do martwicy — ostatecznie plecak był już praktycznie pusty, wyjęła wszystkie zioła jakie miała.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  2. Spojrzała uważniej na popielnik, a potem na Walwana, na chwilę, zaraz wróciła spojrzeniem do bezpiecznych roślin i ziół. Przytaknęła ruchem głowy.
    —To znaczy, że Popielnik nie wchodzi w konflikt z narządami, jeśli dawka jest niska i stała. Nie kumuluje się w wątrobie ani w nerkach, nie podnosi ciśnienia, nie zaburza rytmu serca. Dlatego nazywamy go neutralnym — wyjaśniła spokojnym, rzeczowym, medycznym tonem, unosząc przy tym kącik ust minimalnie. Zaraz ożywiła się trochę bardziej — Długie użycie… to nie dni, jak przy zwykłej kuracji, tylko tygodnie. Cztery do sześciu, codziennie, bez przerw, w dawkach podtrzymujących. U chorych przewlekle, po gorączkach, po wyniszczeniu. Wtedy widać, czy roślina zaczyna obciążać organizm, na przykład przy wchodzeniu w interkakcje z innymi lekami, bądź innymi substancjami. Z kolei przy miesiącach może zacząć otępiać organizm, obniżyć apetyt, wyciszyć w różnym stopniu w zależności od rasy - takie skutki są akurat niepożądane, dlatego kuracja nie powinna być stosowana przewlekle — zakończyła swój wywód.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  3. Spojrzała niepewnie po Walwanie. Podważał jej kompetencje, ale nie potrafiła się obronić. Nie czuła się zbyt inteligentna. Nie odpowiedziała więc na jego słowa. To prawda, że znała się na roślinach. Znała każdą skatalogowane roślinę z Mathyr o ile nie widziała każdej na żywo, to przynajmniej uważnie studiowała ryciny. Całe swoje życie spędziła w końcu na nauce i dalej poszerzała wiedzę. To byłoby niedorzeczne, gdyby nie wiedziała o czym mówi. Przeszła nieśmiało wzrokiem na worek, który zostawił. Czuła lekką woń mieszanych ziół i bardzo ją to nęciło. Poczekała aż pójdzie, a potem rozejrzała się po sali. Ostatecznie odłożyła kołdrę, przysuwając się do worka. Otworzyła go i zmarszczyła delikatnie brwi. Rośliny były jeszcze świeże, ale powinno się je szybko posegregować, już teraz widziała, że część z nich jako susz nie powinna być mieszana. Zacisnęła wargi. Musiała wziąć się w garść. Wzięła worek w ręce, oddychając miarowo. Poradzi sobie. Poradzi. Wystarczyło tylko wziąć pierwszy krok. Wstała, trzęsąc się, ale jednak szła przed siebie. Doszła ostatecznie do wolnego stołu. Zaczęła powoli wyciągać zioła. Zaczęła je segregować. Zawsze uważnie oglądała rośliny. Pierwszą pułapkę złapała dość wcześnie. Rdzawnik polny i Rdzawnik gładki. Rdzawnik polny jest stosowany przy niegroźnych, małych ranach wspomaga gojenie i zmniejsza blizny. Rdzawnik gładki działa z kolei przy stłuczeniach, uśmierza ból, wspomaga gojenie się krwiaków. Kolejne rośliny to Mlecznica cicha i Mlecznica cierpka. Rośliny były praktycznie identyczne, ale cierpka miała szorstki spód liści, który nadawał cierpki smak. Jedna i druga roślina działała przeciwbólowo, z czego cierpka była opiodowa, łatwo można było uzależnić się od wyciągu co prowadziło do jeszcze gorszych powikłań. Ułożyła je w znacznej odległości od siebie, aby nikomu na pewno się nie pomyliły i zaczęła wiązać wstążkami o różnych kolorach - tak na wszelki wypadek.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  4. Acair parsknął śmiechem i wzruszył ramionami.
    - Do tej pory, Walwik, nie było nikogo, kogo odważyłem się zaprosić na taką schadzkę - powiedział wprost. - Nikogo - mruknął cicho, po czym skinął lekko głową. Jasne, że "kocham" nie jest niezbędne, ale jemu było po prostu trudniej. Mimo wszystko kobietę znalezienie osoby, która też cię pokocha i jest odpowiedniej orientacji było trudne, a on... bał się porażki i odrzucenia. Po prostu rezygnował z opcji schadzek. - Wiesz... bałem się odrzucenia w tym temacie - mruknął po prostu i dotknął dłonią swej piersi, by odwrócić na moment wzrok. Mimo wszystko nawet bez tego czuł odrzucenie, a serce go mocno bolało. Zaśmiał się w duchu. Ciężko było mu patrzeć na Walwana miejscami, bo chociaż wiedział że ten chce rodziny, gromadki dzieci i dąży do tego... to serce i tak go ściskało. Nabrał kilku głębszych oddechów i znów na niego spojrzał, gdy temat wrócił do dzieci. 
    - Wiem - powiedział wprost. - A jak spróbujesz to ci nogi z dupy powyrywam - dodał poważnie, po czym uśmiechnął się szerzej. Akurat w temacie dzieci był bardzo wyczulony i chociaż wierzył Walwanowi i ufał jego dobremu sercu to... no cóż... należało swoje zaznaczyć.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  5. Orianna odkładała uważnie zioła i segregowała je, dbając o to, aby te same gatunki były ze sobą spięte. Organizowała je w grupy w zależności od przeznaczenia. Czuła się przy tym wyjątkowo swojsko. Dobrze było skupić się na czymś co sprawiało jej przyjemność. Uwielbiała porządek, a jeszcze bardziej uwielbiała zioła. Miała na twarzy delikatny uśmiech. Drgnęła jednak lekko, kiedy Walwan zaczął się do niej zbliżać. Wyprostowała się i spojrzała po nim uważnie, przesuwając delikatnie stopę w odruchu. Nie uciekła jednak. Patrzyła spokojnie, przypominajac sobie uparcie w głowie, że samiec nie chce jej zrobić krzywdy. Był tylko zrobić herbatę. Wzięła wdech i wydech. Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie. Usiadła powoli i powąchała herbatę.
    — Miło jest pomóc, rzadko miałam okazję do styczności z roślinami z Lerodas, są niezwykłe — powiedziała, po czym upiła łyk. Przytrzymała ciecz na języku i po chwili przełknęła. — Plaster miodu? Smak jest dość specyficzny jak na zwykły miód — zastanowiła się jeszcze chwilę. — Mam wrażenie, że czuję też lipę, macierzankę, lawendę… ale to chyba nie wszystko — dodała zaraz.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  6. Wojna zbierała swe żniwo. Pacjentów nie ubywało, wręcz przeciwnie. Z każdym dniem, godziną było ich coraz więcej. On sam do nich należał. Mimo to miał szczęście, że był młodym mężczyzną w sile wieku - dochodził do siebie szybciej niż inni. No i znał również swój organizm, więc był w stanie zastosować sztuczki, pomagające jeszcze szybciej wrócić na nogi. Co prawda brak odpoczynku odrobinę hamował jego rekonwalescencję, ale na to nie mógł nic poradzić. Nie potrafił siedzieć bezczynnie, gdy tyle potrzebujących przybywało z pola bitwy.
    Tego dnia miał poznać narzeczoną Walwana. Został zaproszony na podwieczorek do państwa młodych. Nie chciał się spóźnić, bo to przecież pokazywało brak szacunku dla samego Walwana. A jednak czas kurczył mu się w dłoniach, gdy pracował przy amputacji nogi jednego z potężnych wojaków. Nie dało się już nic zrobić. Próbował wszystkiego, w ostateczności stawiając życie ponad wszystko. Mimo sprzeciwów wojaka i jego słów, że woli zginąć niż do końca życia tułać się bez nogi... on nie mógł na to pozwolić.
    - Twoja rodzina, twoje dzieci... dla nich twoje życie znaczy więcej niż miecz w twej dłoni i duma, którą się teraz unosisz - skomentował dość chłodno, zanim zabrał się za pracę. To był długi i wyczerpujący zabieg. Pierwszy, jaki miał okazję wykonywać. Pierwszy z wielu. Już teraz to wiedział. Ostatecznie skończył na chwilę przed umówioną godziną. W głowie mu szumiało od emocji i wyczerpania. Potrzebował kilku uspokajających, głębokich wdechów aby w ogóle wstać ze swojego miejsca, a i tak zachwiał się przy pierwszych krokach. Cudownie. Zganił samego siebie w myślach, a następnie szybko się obmył i przebrał zakrwawione rzeczy, aby wyruszyć w stronę umówionego domostwa. Mimo tego, że drzwi u Walwana i jego matki zawsze były otwarte, tym razem zapukał do nich i poczekał aż w środku pojawi się właściciel.
    - Przepraszam za spóźnienie - przywitał się na wstępie, wyciągając małe co nieco dla gospodarzy. Walwanowi wręczył mieszankę ziół, a samej Feier przygotowaną przez siebie przekąskę prosto z pustynnych rejonów. - Mam nadzieję, że nie czujecie się urażeni...

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  7. Acair odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy żadne z nich się na niego nie obraziło. O to chyba najbardziej się martwił. Spojrzał po Feier z lekkim uśmiechem.
    - Ze wzajemnością - odparł spokojnie, po czym pokręcił lekko głową. - Oj nie wiedziałem co lubisz, bo Walwan nie zdążył przejść z opiewania twej inteligencji do tego co lubisz jeść czy jakie kwiaty czy podarki cię interesują - przyznał z uśmiechem na twarzy. - A przychodzenie z pustymi rękoma nie przystoi... zwłaszcza, kiedy idzie się w tak zacne progi - dodał jeszcze, po czym przeszedł z Walwanem do salonu i usiadł na wskazanym krześle, mimo wszystko będąc trochę oszołomionym tym spotkaniem. Zdawało się bardzo oficjalne i zaczynał zastanawiać się czy przypadkiem nie popełnił już jakiegoś błędu. Przez moment zapatrzył się w jeden punkt w ścianie, zamyślając się i analizując swe zachowanie, po czym potrząsnął lekko głową. - Mhm... nie udało się ocalić nogi - przyznał nieco markotniejąc. - Próbowałem na wszystkie sposoby... te, o których ostatnio rozmawialiśmy - dodał i pokręcił głową. - Ale amputacja zdawała się najrozsądniejszym działaniem. Dalsza ingerencja mogła tylko zaszkodzić zdrowiu pacjenta - zacisnął mocno wargi. - Uhm... jak jutro wpadniesz... zwrócisz na niego uwagę? Zabieg się udał i był dość czysty, ale to była moja pierwsza amputacja i chciałbym jednak, żebyś go obejrzał - przyznał szczerze.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło słuchało mu się tego przekomarzania. Tak po prawdzie Feier sprawiła na nim dobre wrażenie. Przynajmniej w danej chwili. Spojrzał przelotnie po kobiecie, po czym przeniósł wzrok na Walwana, by ostatecznie wbić swe spojrzenie w stół przed siebie. Dobrze było widzieć uśmiechniętego Walwana, chociaż serce nieco mu się ścisnęło na ten widok. Głównie dlatego, że do niego wciąż trzymał dystans, a to z nią czuł się tak swobodnie. Taka kolej rzeczy, zdawał sobie z tego sprawę, nie mniej... nie mógł powstrzymać tego ukłucia. 
    - Szczwany z niego Lis. Nie tylko inteligentny, ze sprawnymi rękoma i głową na karku, ale również przebiegły i strasznie wytrzymały - powiedział wesoło na komentarz o punktowaniu w relacji. Zaraz też pokiwał głową na zapewnienie, że Walwane go sprawdzi. Odetchnął nawet z ulgą, kiedy ta informacja wybrzmiała. - Dziękuję - mruknął tylko, po czym zerknął na dzbanek z naparem. No tak, mógł się spodziewać, że będzie też wiedziała jak dokładnie zaparzać herbatę. A co jeśli truła go przez herbatę? Zamrugał lekko i postukał się w skroń, odrzucając tę myśl. Głupi łeb.
    - Tak - pokiwał głową na pytanie. - Z Fag Baile dokładniej - dodał spokojnie i postukał palcami po blacie. - Lubię pomagać ludziom... a do niczego innego nie miałem większego talentu - rzucił swoją teatralną gadkę. - Mhm straszna ze mnie była łamaga - dokończył z lekim uśmiechem. - Ty za to lubisz księgi, lubisz zioła... jesteś oczytaną kobietą. Co fascynuje cię w księgach?

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  9. Chłopak speszył się odrobinę słysząc jak rozmawiają przy nim, jakby go tu nie było. Nie do końca wiedział jak powinien zareagować na to wszystko. Spuścił wzrok i sam zastanowił się nad tą swoją skromnością. Czy to na pewno była tylko skromność? Przecież nie mówił tego wszystkiego bez przekonania. Odchrząknął nieco i odetchnął głęboko.
    - Doceniam w sobie to, co uważam za dobre - powiedział w końcu. - Reszta... reszta wymaga jeszcze dopracowania - dodał cicho, po czym wsłuchał się w słowa Feier dotyczące ksiąg. Opowiadała z pewnego rodzaju pasją i fascynacją. Ciężko było się z nią nie zgodzić. Odwzajemnił jej uśmiech, po czym odetchnął głęboko. - Trudno powiedzieć mi co mnie fascynuje. Wiele jest takich rzeczy - przyznał. - Szukanie nowych rozwiązań mnie fascynuje, metody prób i błędów, podczas których można znaleźć sporo ciekawych rzeczy. Na przykład dzięki takim metodom, udało mi się skomponować fajny specyfik na przyspieszenie gojenia ran - uśmiechnął się szeroko. - Wypróbowany przede wszystkim na mnie, ale i na moich znajomych, więc zdaje się robić swoją robotę - dorzucił, spoglądając jednocześnie na Walwana. - Lubię też dobre towarzystwo, z którym można inteligentnie porozmawiać i... - zacisnął mocno wargi. - ...życie. Życie jest fascynujące - dokończył.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc, że i jemu sprawia to przyjemność. Medyk z powołania był zawsze uważniejszy, bo jego praca sprawiała mu przyjemność oraz zależało mu na tym co robi. Tak jak teraz nad tym myślała sporo lekarzy pod służbą Peruna jej zdaniem nie mieli tego powołania wobec ludu, nie każdy co prawda, ale na dworze zdawało się, że ważniejszy był król niż ktokolwiek inny niezależnie od potrzeb. Wzięła jeszcze jeden łyk herbaty, nieco większy i pozostawiła ją przed dłuższą chwilę na języku, ponownie analizując smak. Przytaknęła sobie i jemu.
    — Faktycznie iglak, aczkolwiek wyjątkowy w pewnym sensie. Miody spadziowe iglaste w moich okolicach smakują inaczej, zapewne dlatego pomyliłam. Mój błąd. Ten smak w moich stronach był osiągany właśnie z dodatkiem lawendy — wyjaśniła, po czym zaśmiała się lekko, rumieniąc przy tym. — Aż wstyd, bo to błąd początkującego zakładać, że wszędzie podobne smaki są tak samo osiągane czy w podobnym procesie — dodała jeszcze, zakrywając delikatnie usta dłonią, sytuacja ją wstydziła i bawiła mimo wszystko. Miło jednak było, że z czymś jednak trafiła. Zastanowiła się przez chwilę, poważniejąc na buzi na chwilę i jakby smutniejąc.
    — Często musiałam samodzielnie studiować księgi, nie miałam specjalnej pomocy przez większość życia. Trafiłam jednak w jednym miejscu na wspaniałą nauczycielkę medycyny. Pokazała mi gro wspaniałych rozwiązań, a ja mogłam podzielić się swoją własną wiedzą — na te słowa ponownie się rozchmurzyła nieco.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  11. — U nas podobny smak uzyskiwano w miodach z lawendy, miodnicy złotolistnej, odrobiny szaropióru i młodych pędów gwiezdnej jodły. Dlatego ten miód tak mnie zmylił. Żywiczna nuta była niemal identyczna — wyjaśniła dotykając palcem wzkazującym swojej dolnej wargi. Zastanowiła się raz jeszcze, dla pewności czy dobrze zapamiętała mieszankę. Przytaknęła sobie jednak z lekkim uśmiechem po chwili. Tak, to by się zgadzało. — Ogrody były zasiane lawendą i miodnicą, resztę z kolei dodawało się samodzielnie przy obróbce miodu — dodała jeszcze dla większego doprecyzowania, mimo wszystko ciężko, aby pszczoły zdobyły pyłek z młodego pędu - to w końcu było fizycznie niemożliwe. — Miód taki dodawano do naparów ziołowych na wyciszenie, uspokojenie dużych lęków. Pamiętam, że podawałam go górnikom, których ocalono z zawalonej kopalni miedzi ponad dziesięć lat temu, byli w złym stanie psychicznym i fizycznym, odmawiali leczenia ciała, dopóki nie przestali się bać — opowiedziała mu wspomnienie, a kącika oczu popłynęła jej łza. Widok tych ludzi był okropny dla serca, bardzo im współczuła, zanim udało się ich odkopać, spędzili przeszło dwa tygodnie w zawalonych tunelach i nigdy nie mówili zbyt głośno. Przez dwa tygodnie musieli siedzieć zamknięci bez ucieczki i patrzeć jak inni powoli umierali. Uśmiechnęła się z powrotem do Walwana, słysząc o nowicjuszu.
    — Ważne to umieć przyznać się do błędu i wyciągnąć naukę na przyszłość — odparła mu, po czym się lekko zaśmiała. — Byłby ze mnie słaby lekarz, gdybym uparcie stała przy swoim — dodała. Przytaknęła mu głową na kolejne słowa.
    — To prawda, najlepiej było sprawdzać wiele rzeczy na sobie i obserwować reakcje, potwierdzać z cudzymi dziennikami. Nauka z mentorem była i jest… nieporównywalnie lepsze. Aż… aż zazdroszczę Ci, że miałeś okazję z kimś innym dyskutować — powiedziała, popijając ponownie herbaty.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  12. Acair uśmiechnął się lekko i przytaknął kobiecie, po czym zerknął na Walwana, kiedy ten zapytał o maść. Pokręcił głową.
    - Tę już widziałeś - poinformował go. - Ostatnio nie miałem czasu, ani ochoty... na wymyślanie czegoś nowego - przyznał. Ostatnio, wolne chwile, spędzał na pracy nad kamyczkiem i kontrolą go. Nie chciał powtórek z rozrywki wywołanych silnymi emocjami. Jednak tę sprawę przemilczał. Zwłaszcza, że wolnych chwil zbyt dużo nie miał, a całość szła dość opornie. Uniósł lekko brew na wieść, że polubi towarzystwo Fei i wzruszył ramionami. 
    - Możliwe - uśmiechnął się szeroko. - Choć żeby mieć taką pewność musiałbyś zostawić nas samych - rzucił żartobliwie do Walwana. Wszystko mogłoby się zmienić, gdyby nie było tu przyzwoitki. Mogłoby pójść jeszcze lepiej, albo zupełnie się rozsypać. Po tak krótkiej wymianie zdań nie był w stanie przewidzieć, w którą stronę to pójdzie. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  13. Grymas Walwana nie uszedł uwadze Acaira. Poczuł w tej jednej chwili jakieś takie ukłucie w sercu. Zawodził tego mężczyznę po raz kolejny. Zacisnął na moment swe wargi i upił łyk herbaty, po czym spojrzał po Walwanie i Fei, gdy padła propozycja pozostawienia ich samych. Co prawda, żartował z ty, to teraz tylko uśmiechnął się delikatnie i przytaknął.
    - Pewnie - zgodził się z jednym i drugim. - Chętnie ci je pokażę - dodał do Fei, wsuwając trochę potrawy, którą przygotowała. Całkiem mu ona smakowała, więc z przyjemnością jadł dalej. Nie do końca był pewien, czy powinien zostawać sam na sam z Fei. Mimo wszystko, gdzieś tam w sercu tlił się stary strach, że wszystko spieprzy przy takim spotkaniu, ale... jak to mówią... raz się żyje.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  14. Przytaknęła Walwanowi.
    — Tak, aczkolwiek to moja wina, nie wzięłam pod uwagę miejsca, w którym się znajdujemy, miód, o którym mówię raczej nie jest typowy dla waszych puszczy — odpowiedziała, śląc mu delikatny uśmiech, a także zaciekawione spojrzenie. — Poza tym tutejsze miody mają swój wyjątkowy posmak, czuć, że są z tej jakże niezwykłej puszczy — dodała. Zarumieniła się lekko, odwracając wzrok od samca. Nie uśmiechała się teraz. Nie sądziła, aby to co powiedziała było w jakikolwiek sposób wyjątkowe.
    — A co ta historia ma wspólnego z moim zasługiwaniem? — zapytała ciszej. Pokręciła głową, oczywiście, że wiedziała, przecież oni robili dokładnie to samo co ona, nie odwracali się od potrzebujących. Wypuściła powietrze ustami, poprawiając włosy. — To znaczy rozumiem analogię, ale… gdybyś chciał porównywać jedną i drugą tragedię, nie rób tego proszę, jedna była konsekwencją złych wyborów, a druga nie była w jakikolwiek zależna czy to od tłumu czy jednostki. Nie umniejszamy ich cierpieniu — poprosiła, wracając wzrokiem do różowowłosego. Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc o Florianne czy Febe.
    — Miałam okazję czytać teorie Floriane w niejednej książce, jest naprawdę… wręcz genialna, jej metody leczenia złamań w stosunku do gęstości kości i metoda badania tego jest wizjonerska. Z kolei… u Febe sama miałam okazję pracować, to prawda, że jest niesamowita, uwielbiam wymieniać się z nią wiedzą — przytaknęła mu.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  15. Acair chętnie słuchał tych rozmów, wtrącając czasem coś od siebie. Wieść o driadach skwitował lekkim uśmiechem. Driady lubiły cieszyć się z dobrych wieści. 
    - To wcześniej Walwan nie był zaufany? - zdziwił się jednak i powiódł wzrokiem od Fei do Walwana. - Czymś się im naraziłeś? - zainteresował się, po czym kiedy wstał przytaknął. - Dziękuję - rzucił do niego, bo naprawdę był wdzięczny za tę jego pomoc, kiedy już wyszedł, zwrócił całą swą uwagę na Fei. Sam również wstał, by pomóc jej posprzątać. - Moja przyjaciółka często pakuje się w kłopoty i ląduje z różnymi ranami. Chciałem coś co nie tylko przyspieszy gojenie, ale i sprawi, że blizny będą mniejsze - przyznał. - Udało mi się coś takiego zrobić, chociaż uważam, że jeszcze mógłbym trochę popracować i wzmocnić działanie maści - mruknął. - Niestety, moje ostatnie próby zmieniły właściwości maści... zamiast przyspieszać... zadaje więcej bólu - skrzywił się lekko. - Babrze ranę... 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  16. Orianna spuściła wzrok, lekko zawstydzona jego pytaniem. Przygryzła lekko wargę, bawiąc się kosmykiem włosów, po czym pokręciła głową.
    — Nie, oczywiście, że oboje zasługują na pomoc — przyznała cicho, rumieniąc się przy tym mocno — Chyba po prostu… łatwiej jest mi wybaczać cudze błędy niż własne — dodała po chwili namysłu. Taka teoria chyba miała największy sens. Na wzmiankę o Florianne spojrzała na niego z wyraźnym zainteresowaniem.Przybliżyła się do jego twarzy z wyraźną ekscytacją. Klasnęła zaraz w dłonie podekscytowana.
    — Naprawdę może tu przybyć? Bardzo chciałabym zobaczyć ją przy pracy — powiedziała, po czym znów lekko się zarumieniła i zaśmiała. — Wybacz… za mocno… — rzuciła, odsuwając się od niego.
    — Tak, mówiłam właśnie o Febe — przytaknęła mu, poważniejąc bardziej na buzi. — Posiada niesamowitą wiedzę, takiej której nigdy bym nie podejrzewała. Mogę też być dumna, że udało mi się… trochę i samej wymienić się z nią wiedzą.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  17. Orianna uśmiechnęła się nieco niepewnie na jego słowa i pokiwała głową. Łatwiej było przyjąć podobną radę, niż faktycznie zastosować ją wobec siebie, ale przynajmniej zamierzała spróbować. Nie spodziewała się jednak, aby przyszło jej to zbyt łatwo. Zauważyła, że wypominanie sobie własnych błędów pozwalało jej z większą łatwością myśleć o naniesieniu odpowiednich poprawek na przyszłość. Zaczęła się nawet przez chwilę nad nimi zastanawiać w ciszy, nad tym jak powinna zaplanować swoją kolejną podróż. Przy wzmiance o Florianne jednak nie mogła już się aż tak skupić i wyraźnie się ożywiła, uśmiechając szeroko z rumieńcami na policzkach.
    — W takim razie postaram się nie zachowywać jak podekscytowana uczennica, kiedy ją zobaczę. NIe będzie to proste, ale porozmawiać, albo nawet… — obiecała, a potem zarumieniła się jeszcze mocniej. Wizja wspólnego sporządzenia jakiegoś leku brzmiała wręcz jak jakaś nieprzyzwoita fantazja! Aż ciarki przeszły ją po plecach. Na słowa o Febe przytaknęła już spokojniej.
    — Właśnie to chyba imponuje mi w niej najbardziej — przyznała. — To zdecydowanie niezwykła kobieta. Praca u jej boku to był naprawdę niezwykły zaszczyt.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  18. Acair spojrzał po Walwanie nieco zaskoczony tą historią. Obawa niemal od razu wkradła mu się do serca, chociaż nie wypowiedział jej na głos. Walwan miał jeszcze więcej powodów by uważać, że i on go zdradzi. Spojrzał na swoje drżące dłonie. Ukłucie w sercu rozprzestrzeniło się mocniej i zakorzeniło. Przez moment milczał, po prostu tak stojąc, po czym, na pytanie Feier wrócił myślami do rzeczywistości. Wyciągnął słoiczek z tym nieudanym eksperymentem i sięgnął po nóż, który wciąż leżał na stole. Zrobił sobie niewielką rankę na przedramieniu, po czym posmarował ją maścią i skrzywił się niemal od razu. Maść wżerała się w ranę i sprawiała, że ta zaczynała ropieć i bardziej się otwierała niż zamykała.
    - Do mojej zwykłej mikstury... - zaczął, podając jej składniki zwykłego kremu. - Dodałem skrzepu polnego i zdradzieckiej rumianki - skomentował. - To nie mój pierwszy raz z tymi roślinami, ale nigdy nie działo się coś takiego. Musiałem przesadzić z proporcjami - uśmiechnął się łagodnie.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  19. Chłopak obserwował ją uważnie, kiedy ta z fascynacją obserwowała jego ranę. Sam musiał przyznać rację, kiedy wspomniała o łagodzeniu poparzenia. 
    - Rzeczywiście - zgodził się z nią, po czym schował krem z powrotem do swojej torby i odetchnął głęboko. - Hm... sprawdzę jej działanie z każdym składnikiem - uśmiechnął się do niej. - Jednak niepokoi mnie ta żrąca substancja. Jeśli trafi w nieodpowiednie ręce to może zostać naprawdę źle wykorzystana - stwierdził. Nie był pewien czy chciał robić aż tak niszczycielski krem. Co prawda w obliczu wojny mógłby się przydać to jednak... Popatrzył po niej uważnie. - Chyba powinienem się skupić na czymś co pomoże nam leczyć, a nie zabijać - zauważył cicho. - Ale... ta substancja mogłaby pomóc bezbronnym - dodał zaciskając mocno wargi. Pytanie tylko czy to było moralne? Co prawda miał na to lepsze substancje, ale nie zamierzał się nimi chwalić.

    Acair

    OdpowiedzUsuń
  20. Acair przytaknął jej, ale nie potwierdził tego czy zrobi z tego coś na własny użytek czy też nie. Zastanowił się nad tym. Jej pomysły brzmiały dobrze, zwłaszcza te z pipetą, a mimo to wprowadzały dziwny niepokój do jego serca. Zwłaszcza po informacji jaką usłyszał od Walwana jeszcze chwilę temu. Poczuł się bardzo niepewnie i dziękował niebiosom za to, że znał schron Grimy i mógł tam ukrywać swoje najczarniejsze sekrety. Przynajmniej na chwilę. Przynajmniej na tę chwilę, w której był u Walwana. Za dużo ludzi kręciło się na całej powierzchni tego domu. Pomógł jej pozmywać po obiedzie, a kiedy wróciła z podwieczorkiem, usiadł na swoim miejscu i chwycił sobie rogalika. Posmakował go i uśmiechnął się lekko.
    - Jesteś też świetną gospodynią. Sama upiekłaś? - zapytał jej, po przełknięciu kęsa. - Naprawdę smaczne.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  21. Acair posłał w jej stronę delikatny uśmiech.
    - Wcale tak nie brzmisz - pokręcił głową. - Po prostu chcesz mu zrobić przyjemność, chcesz się wykazać - powiedział z lekkim spokojem. - A czy on również robi ci takie przyjemności? Też pokazuje się z tej najlepszej strony twoim znajomym? - zainteresował się, po czym posmakował jej ciasteczek i przytaknął. - O... są wyśmienite - zgodził się z nią. - Ta twoja konfitura jest przepyszna - wyszczerzył się do niej, po czym zadławił się ciasteczkiem.
    - Ja...? - spojrzał po niej. - Nie sądzę, żebym był zaproszony na wasz ślub - pokręcił lekko głową i odetchnął głęboko. - Ostatnio nie za dobrze układa się moja przyjaźń z Walwanem - przyznał szczerze. - Ale jeśli... to raczej będę sam - powiedział wprost. - Nie mam nikogo - dodał, spoglądając przed siebie i starając się utrzymać lekki ton, choć łatwe to nie było.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  22. Orianna na jego rozbawienie tylko mocniej się zarumieniła i odwróciła wzrok, wyraźnie dalej zawstydzona. Teraz po prostu czuła się jak małe, podekscytowane dziecko. Och, ależ czasami była po prostu głupiutka. Zaśmiała się cicho z samej siebie, po czym uśmiechnęła cieplej. Sama przecież doskonale wiedziała, że jej „postaram się” mogło niewiele znaczyć, kiedy już stanie przed Florianne.
    — Może jednak nie musisz tego oglądać — mruknęła z lekkim zakłopotaniem, choć uśmiech wciąż nie schodził jej z twarzy. Spróbowała lekko zażartować tą sugestią. Na pytanie o dalszy sprawdzian od razu jednak spoważniała. W jej oczach zatańczyła ciekawość badawcza. Uwielbiała swoją pracę i eksperymenty, tak samo poszerzanie wiedzy. Być może już dzisiaj nauczy się czegoś nowego. Wyprostowała się i podeszła do stanowiska, zerkając z zainteresowaniem na kolejne wykładane rośliny. Och, ależ to było ekscytujące.
    — Oczywiście, że jestem gotowa — zapewniła, już znacznie pewniej. Zaraz jednak znowu się lekko zarumieniła — Taką mam nadzieję — poprawiła się jeszcze.
    Pierwszy entuzjazm szybko ustąpił skupieniu, gdy tylko zobaczyła zawartość drugiego worka. Przesunęła wzrokiem po okazach, przy kilku marszcząc lekko brwi. Nie zamierzała jednak zgadywać pochopnie; skoro były trudniejsze, tym bardziej chciała przyjrzeć się każdej dokładnie.
    — Dobrze… teraz rzeczywiście zaczyna się zabawa — mruknęła pod nosem, nachylając się nad pierwszą z roślin. Wzięłą ją w ręce delikatnie. Obróciła roślinę ostrożnie w palcach, roztarła fragment liścia i powąchała uwolniony sok, po czym zajrzała jeszcze do wnętrza jednego z kwiatów.
    — Luminaria silvansis — rozpoznała w końcu — Z korzenia sporządza się wywar wspomagający odzyskiwanie zatartych wspomnień i wywołujący bardzo wyraźne sny, ale trzeba gotować go długo na małym ogniu i używać naprawdę niewielkiej ilości, bo zbyt mocny napar powoduje dezorientację, halucynacje a w skrajnych przypadkach szybką, bezbolesną śmierć — wyjaśniła z lekkim uśmiechem na ustach. Ten kwiat był w zasadzie jednym z głównym składników konkretnej mikstury, której osobiście bardzo nie lubiła robić. Tej trującej.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  23. Chłopak przytaknął na pierwsze pytanie. Tak, kiedy już się odkrztusił było wszystko w porządku. Upił łyk naparu i pomasował sobie skronie.
    - Nie, nie mam za złe mu tego małżeństwa - powiedział spokojnie, patrząc po niej nieco zaskoczonym. - Wiem, że chciał mieć dzieci i żonę i kibicuje mu w tym temacie - zapewnił cicho. - Niczego nie mam mu za złe - dodał, po chwili milczenia. - To raczej on ma mi parę rzeczy za złe - dodał spoglądając na swe dłonie. Nie chciał wchodzić głębiej w swoje obawy w sprawie tego wszystkiego. Po prostu czuł, że Walwan miał mu sporo za złe i mógł nie chcieć go widzieć na swoim ślubie. - Wiesz, wasze małżeństwo wychodzi dość szybko od momentu kiedy się poznaliście - powiedział po chwili. - Myślę, że to stąd pewne obawy co do decyzji jednego i drugiego z was - dodał. - Ale koniec końców to jest to wasza decyzja i zrobicie jak będziecie chcieli, a ja... - wzruszył ramionami. - Jeśli będziecie przez to szczęśliwi... to nie mam obiekcji - mruknął. Może tylko trochę, bo nie do końca znał Fei i obawiał się, że mogła skrzywdzić Walwana. Zwłaszcza po tym o czym rozmawiali przed chwilą. Miał wrażenie, że miała dość niezdrowe podejście do pewnego rodzaju eksperymentów, ale znów... to było tylko jednorazowe wrażenie, więc... musiałby to jeszcze sprawdzić. Nie chciał osądzać, póki nie zbada wszystkiego.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  24. Yerbe wszedł do "kliniki" Florianne, jak do siebie. Przez dłuższą chwilę szukał jej, ale jej współpracownica poinformowała go, że tego dnia kobiety nie było na miejscu. Robiła rundkę po okolicy, odwiedzając schorowanych i potrzebujących. Nic dziwnego. Nawet w obliczu wojny mamcia się przepracowywała. Westchnął ciężko i pomasował sobie skronie, po czym ruszył do miejsca, gdzie pracował Walwan. Pił sobie akurat herbatkę, najprawdopodobniej ciesząc się krótką przerwą. Wszedł do środka i usiadł na kozetce pacjenta, spoglądając po bracie.
    - Mam problem - poinformował go. - Powiedz mi jak sobie radzisz ze śmiercią twoich pacjentów? - zapytał go wprost.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  25. Acair nie wiedział co miałby na to jej odpowiedzieć. Nie chciał wnikać we wszystko co ich spotkało. Dłonie lekko mu się zatrzęsły, gdy chwycił za kubek herbaty i spojrzał w niego, po czym odetchnął głęboko i skinął głową.- Nie wiem - powiedział cicho.
    - Sporo ostatnio przeszliśmy razem, a potem... - zacisnął mocno wargi. - Po prostu Walwan nie czuje się przy mnie komfortowo... dlatego nie wiem czy będzie chciał mnie widzieć na swoim weselu - spojrzał po niej. - Jeśli będzie chciał to z przyjemnością przyjdę - zapewnił ją cicho. - Nie mam do niego o nic żalu. On ma prawo tak się czuć. To wszystko jest moją winą - skomentował wreszcie. - Myślę, że pozwala mi tam być, bo po prostu ma dobre serce - dokończył. - Ale uhm to byś musiała zapytać Wana... - dodał. - Bo ja... ostatnio... ostatnio po prostu już nie jestem pewien czy dobrze odczytuję czyjeś reakcje - wymamrotał. Kiedy przeszła do aranżowanym małżeństw to pokiwał lekko głową. - Tak, wiem, zdaję sobie z tego sprawę - zapewnił ją spokojnie i spojrzał po niej łagodnie, z lekkim uśmiechem na twarzy. - Na razie chyba nawet ci się udaje - stwierdził spokojnie. - Sprawiać by odzyskiwał swoją energię - dodał. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  26. Orianna uśmiechnęła się z wyraźnym zadowoleniem, kiedy Walwan obiecał jej wkroczyć do akcji w razie problemu. Uśmiechnę się też nieznacznie, ale jednak, szerzej, kiedy przytaknął jej odpowiedzi. Zaraz jednak skupiła całą uwagę na dodatkowym zastosowaniu rośliny. O tym rzeczywiście wcześniej nie słyszała.
    — Naprawdę? — zapytała z zaciekawieniem — Jakiego rodzaju ćwiczenia należy wykonywać? Polegają na stopniowym pobudzaniu zmysłów coraz intensywniejszymi smakami i zapachami czy dobiera się je zależnie od przyczyny ich utraty? — dopytała, szukając wzrokiem swojego dziennika, żeby zaraz zapisać sobie nowe interesujące notatki. Zarumieniła się lekko i poprawiła włosy. Spojrzała przepraszająco na Walwana.
    — Wybacz, możesz odpowiedzieć później. Inaczej przy każdej roślinie zatrzymam nas na kolejną godzinę — zauważyła z lekkim uśmiechem. Ostrożnie odłożyła pierwszy okaz i sięgnęła po następny. Obejrzała dokładnie jego łodygę, obie strony liści oraz wnętrze kwiatu. Tym razem nie spieszyła się z odpowiedzią, chcąc mieć pewność, że nie pomyli dwóch bardzo podobnych do siebie gatunków.
    — Ta będzie trudniejsza — przyznała, marszcząc lekko brwi — Daj mi chwilę, proszę, nie chciałabym zrobić błędu, a mam dwóch kandydatów…

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  27. Acair posłał w jej stronę uśmiech w ramach podziękowania, że nie drążyła tematu. Nie bardzo miał ochotę o tym rozmawiać. Rozmawiać o swoich bolączkach. Nie znał dobrze tej kobiety i raczej niespecjalnie chciał się przed nią aż tak otwierać. Sięgnął sobie po słodką przekąskę, ale nie zdążył jej ugryźć, bo Walwan wrócił, a on zastrzygł uchem, by zebrać baty, ale ostatecznie trochę mu ulżyło, gdy Walwan stwierdził, że poszło mu dobrze. Uśmiechnął się w jego stronę delikatnie i skinął głową.
    - Dziękuję - powiedział cicho. - I za to, że usztywniłeś mocniej też - dodał. Jak wróci to spojrzy na usztywnienie, żeby wiedzieć gdzie popełnił błąd i przy następnej okazji po prostu go nie zrobi. Uśmiechnął się słabo na podsumowanie konwersacji z Feier. - Mhm nie było źle - pokiwał głową i uśmiechnął się lekko. - Tylko tłumaczyłem Feier, że raczej nie będziesz mnie chciał na swoim ślubie - dodał po chwili milczenia. - Tak... tak czuję - wzruszył ramionami, zerkając na swoje lekko drżące dłonie.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  28. Yerbe wywrócił oczyma na przywitanie Walwana i odetchnął głęboko, żeby mu tu nie sarkazmem nie wylecieć. Szczerze wątpił, by faktycznie miło było mu go widzieć. Westchnął przeciągle i wzruszył ramionami.
    - Właśnie nie wiem jak - powiedział spokojnie. - Mhm zakładałem, że jest jakaś metoda, no wiesz... żeby nie wpadać w panikę, nie myć wściekle swoich rąk i się tym nie krzywdzić - wyjaśnił o co mu chodzi i pomasował sobie skronie dłońmi. - A tu mówisz, że nie ma konkretnej metody... to ciężary, straszne ciężary - westchnął ciężko. - Może jakaś herbatka uspokajająca chociaż? - zaproponował, zerkając na niego. - Jesteś weteranem w sprawie śmierci pacjentów... z czasem mniej boli? - zainteresował się jeszcze. - No wiesz, zakładając że jestem w tym nowy - odchrząknął. - Z czasem będzie lżej, czy dalej tak samo źle? 

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  29. Acair zacisnął mocno wargi. Może nie powinien o tym wspominać, ani niczego mówić, ale Feier już niemal doszła do wniosku, że on nie chce być na ślubie i postanowił po prostu wyrzucić to z siebie od razu. Kiedy poczuł na sobie jego wzrok uniósł spojrzenie i nie odwracał go od twarzy Walwana. 
    - NIe należę do twojej rodziny, tak... więzami krwi - zauważył cicho. - Odniosłem wrażenie, że to ma być spora uroczystość - dodał, bo może coś źle zrozumiał, ale Feier ewidentnie pytała go czy przyjdzie z osobą towarzyszącą czy sam. - Ja... - pokręcił lekko głową. - Nie wiem - spojrzał po Walwanie. - Znaczy cieszę się twoim szczęściem - poinformował go zaraz. - Zdajesz się przy niej... spokojny - mruknął. - Taki... trochę... jak kiedyś - wyjaśnił co ma na myśli. Nie do końca rzecz jasna, ale sprawiał takie wrażenie. - Dlaczego miałbym nie cieszyć się tym, że jesteś szczęśliwy? - uśmiechnął się do niego tak mocno jak był w stanie i odwrócił wzrok by zamrugać szybko. Nie znosił trudnych rozmów. - Po prostu... odniosłem wrażenie, że... no wiesz, boisz się mnie i już za mną nie przepadasz, więc... - zagryzł mocno wargi. - Więc może lepiej jakbym nie przyszedł - dokończył.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  30. Yerbe przesunął wzrokiem po swoich dłoniach i znów zerknął na Walwana.
    - A co tak trudno uwierzyć, że jednak też pomagam? - zapytał zgryźliwie. Z całym szacunkiem jaki miał do Walwana, jego nie było tu w trakcie najgorszego i faktycznie nauczył się w tym czasie od matki więcej niż kiedykolwiek. Wszystkie ręce były potrzebne na pokładzie. - Nie ja - dodał, po chwili, ale nie rozwinął się, bo Walwan zaczął zachowywać się trochę inaczej. Obserwował go uważnie, siadając teraz nieco bliżej brata. Oparł dłoń na jego udzie. - Hej, jesteś bezpieczny, nic ci tu nie grozi - powiedział spokojnie. - Jesteś w Lerodas, w swoim gabinecie - dodał jeszcze. - Rozmawiasz ze swoim głupim bratem, który jedyne co mógłby ci zrobić to złamać nos, jakby naprawdę się wkurzył, bo za bardzo bolałoby go, gdybyś zaczął wąchać kwiatki od spodu - poinformował go jeszcze. - Jesteś bezpieczny - powtórzył jeszcze.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  31. - Mhm... jeśli będę jeszcze w Lerodas to przyjdę - obiecał mu w sprawie wesela. Dobrze wiedział, że Walwan nie traktuje go jak przyjaciela czy członka rodziny. Choć miał cichą nadzieję, że chociaż miano dobrego kumpla jest jego, ale jednak pomylił się. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Uśmiechnął się lekko słysząc o ukojeniu, po czym zacisnął mocno wargi. - Nie wybrałem Ennis - powiedział po prostu. - Wybrałem... - zacisnął mocno pięści. - Chciałem uchronić Ennis przed Helgą, bo bałem się, co Helga jej zrobi, po tym co zrobiła Tobie i mnie... - zacisnął mocno wargi. - Wiedziałem, że ona cię nie zabije i możesz w to nie wierzyć... - wymamrotał, po czym poprawił się. - Masz prawo w to nie wierzyć - mruknął. - Masz prawo mieć mnie za naiwnego, ale... w tej kwestii nie mam złudzeń - pokręcił lekko głową. - Źle zrobiłem - zgodził się z nim. - Próbowałem cię ratować, chciałem się... - zacisnął mocno wargi. - Ale to nic nie dało, a ja mam dość już mówienia wszystkiego co ktoś sobie życzy, jeśli ktoś mnie szantażuje - zacisnął mocno pięści. - Przepraszam, wiem, to nie jest wytłumaczenie. To nie było dobre wyjście. Nie było dobrego wyjścia... nadal nie wiem jak miałbym inaczej postąpić, żeby uzyskać to co chciałem - wymamrotał. Nie podszedł do niego, nie zrobił żadnego kroku w przód.
    - No właśnie... - zerknął w stronę swojego kryształu, który spoczywał spokojnie w jego kieszeni. - ...coraz lepiej go kontroluję - mruknął. - Nie, nie powiem że całkowicie - pokręcił głową. - Ale ćwiczę - mruknął. - Ennis tu nie przyjdzie - dodał. - Nie musisz się jej obawiać - uśmiechnął się krzywo. Szczerze wątpił, by ją tu spotkał. Szczerze wątpił, by tu przyszła. - A ja... uhm no właśnie... - spojrzał po Walwanie. - Widziałeś listy gończe? - zapytał go cicho. - Myślisz... uhm chyba byłoby dla ciebie lepiej, gdybym stąd poszedł - dodał. - Możesz... jakby cię... śmiało powiedz, że to ja wiem... zrobię tak... żeby wiedzieli który z nas wie... 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  32. Yerbe nie dotknął go już w ten sposób. Zamiast tego podszedł za nim i objął go ramionami. Mocno się przytulając do jego pleców, a jednocześnie po prostu trzymając go w ramionach. Gotów był na wszelkie protesty czy odtrącenie, wrzaski a także zimne obchodzenie się z nim. Wszystkie ciosy dozwolone.
    - To dobrze - pokiwał głową. - Nos zostawię, ale całej reszty już nie - dorzucił. Na pytanie o Acaira, skinął powoli głową. - Mhm... Acair - potwierdził, ostatecznie wypuszczając brata z objęć i samemu sięgając po drugie naczynie żeby i sobie zaparzyć tych ziółek. Przynajmniej skorzysta z już zaparzonej wody. - I nie tylko jeden - mruknął. - Wiesz, on sobie radzi - skinął głową, odsuwając się jeszcze i kiedy już zaparzył ziółka wrócił na kozetkę. - Dobrze i chłodno kalkuluje, komu da radę pomóc, a kto... choćby się troił i dwoił... zginie - mruknął. - Ale potem znika w swoim pokoju i... no widać, ręce ma w opłakanym stanie - dokończył. 

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  33. Acair nie protestował przed tym całym naiwnym. Wiedział, że tak Wan o nim myśli, ale znał Ennis lepiej niż Walwan i wiedział, że nie zrobiłaby tego, bo gdyby zabiła to niczego by nie osiągnęła poza jego wiecznym milczeniem. Dosłownie wiecznym. A informacja o Heldze umarłaby wraz z Walwanem i nim samym. Nikłe to pocieszenie, ale jednak. Ennis nie robiła głupot. Nie zabijała dla samego zabijania. Zabijała by coś osiągnąć, a trup Walwana do niczego by jej się nie przydał. Nie mówił tego jednak na głos, bo to i tak niczego nie zmieniało. 
    - Jak chce spalić mój most to może zrobić to na wiele sposobów - powiedział. - Wan... nie jesteś w niebezpieczeństwie - powiedział jeszcze. Chciał kontynuować, ale Walwan zaczął przeżywać atak, a on zrobił krok w przód, ale zatrzymał się. O ironio... w tej chwili nawet nie mógł mu pomóc. Poczuł łzy w oczach i wargi mu zadrżały. Milczał, czując że cokolwiek nie powie, tylko pogorszy sprawę. Świetnie i jak niby miał uwierzyć w to, że Walwan się go nie bał? Za każdym razem, gdy coś mówił, próbował z sensem z nim porozmawiać, zdarzał mu się atak paniki.
    - Fei! - krzyknął w końcu i ruszył w stronę kuchni w której ta zniknęła. - Idź tam do niego szybko, ma atak paniki - poprosił ją, a gdy kobieta wyszła, sam usiadł w kącie i pozwolił łzom po prostu spłynąć po policzkach. To był znak, że jednak powinien stąd się zmyć. Może bez niego będzie Walwanowi łatwiej. Może... może po prostu powinien oddać się w ręce Helgi? Ale nie... ona go nie zabije... wtedy mógłby tylko narobić mu szkód. Szlag...

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  34. Yerbe skinął głową.- Nie proszę cię o to, żebyś z nim rozmawiał - powiedział spokojnie. - Proszę tylko o wskazówki - mruknął. - Sam spróbuję mu z tym pomóc - wyjaśnił jeszcze, wracając do pozycji leżącej na kozetce. Swoją herbatkę odłożył na bok. - Wiem, że między tobą a nim jest krucho - dodał, bo to akurat było widać gołym okiem. - Może kiedyś przestanie tak być, a może już nigdy nie będziecie w stanie ze sobą porozmawiać normalnie, ale wiem też że i tobie i jemu nawzajem zależy na tym drugim - mruknął. - Po prostu... ech, no kiepski jestem w te sprawy i nie chciałbym tego spierdolić - wyjaśnił jeszcze, starając się unikać tematu śmierci tak bardzo jak się dało. - Las huczy - mruknął jeszcze. - Niby niespokojne czasy, a całe Lerodas szykuje się na bal stulecia - dodał. 

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  35. Acair nie ruszał się ze swojego miejsca w kuchni. Objął ramionami swoje kolana i oparł czoło o nie, po prostu trwając w tej pozycji. Jak miał go uratować? Jak miał go uchronić przed tym wszystkim? Jak? Może, gdyby sam odebrał sobie życie... ale nawet wtedy nic by mu to nie dało. Walwan był podejrzany, za nim również wystosowano list gończy. Nawet jeśli zginie to Walwan pozostanie na celowniku. Jak miał go z niego zdjąć? Jak? Zacisnął mocno pięści, przełykając gorzkie zły. Był na siebie zły, wściekły... że podzielił się z Walwanem tą wiedzą. Trzeba było zachować dla siebie wiadomość o "nimh". Wtedy nie byłoby problemu. Ale nie... oczywiście musiał na niego ten ciężar zrzucać. Musiał. Idiota. Powoli wstał z miejsca i zachwiał się na nogach, czując jak kręci mu się od wszystkiego w głowie. Spieprzył wszystko, po całości. Zabrakło mu oddechu. Nie był w stanie nabrać go głębiej. Musiał się stąd wydostać. Wyjść, zostawić go i nie pojawiać się więcej w jego progach czy obecności. Ewidentnie jego obecność źle działała na Walwana. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  36. Orianna uśmiechnęła się wdzięcznie, odbierając od niego pergamin oraz pisadło. Od razu zanotowała wszystko, co powiedział o stopniowym pobudzaniu zmysłów, pozostawiając obok trochę miejsca na późniejsze uzupełnienia. Dodała też kilka notatek od siebie - możliwe dodatkowe zastosowanie, co mogłaby zrobić, dodać do swoich własnych wyrobów, przepisów jakie znała i jak zastosować to w jednej z terapii. Pokiwała sobie zadowolona głową.
    — Dziękuję. W takim razie będę pytać bez większych wyrzutów sumienia — przyznała z większym uśmiechem na ustach — I chętnie się czegoś napiję. Masz może coś delikatnego i kwiatowego? Jakiś napar na bazie hibiskusa? — zapytała, ale zaraz się zarumieniła i pokręciła głową. — O ile to nie jest zbyt duży problem — dodała zaraz.
    Ponownie skupiła się na roślinie. To, że okaz został wcześniej ususzony, zdecydowanie nie ułatwiało zadania. Kwiaty utraciły większość swojej barwy, liście zwinęły się i pociemniały, przez co najważniejsze różnice pomiędzy dwoma rozważanymi przez nią gatunkami stały się ledwie widoczne. Orianna ostrożnie rozprostowała jeden z liści i ustawiła go pod światło, uważając, żeby nie pokruszyć kruchej blaszki. Nie próbowała go rozcierać ani wąchać. Jeśli jej podejrzenie było słuszne, nie byłoby to rozsądne. Zmarszczyła lekko nos i brwi, kiedy próbowała dostrzec te niewielkie, ale jakże istotne różnice. Dopiero resztki purpurowej barwy widoczne wzdłuż żyłek oraz niemal czarna torebka owocu pozwoliły jej podjąć decyzję.
    — Lunaria Mortis — odpowiedziała w końcu pewna swojej decyzji. Lunaris Sylvestris nie miałby czarnej torebki ani purpurowych żyłek, nawet po długim zasuszeniu, acz mogłoby się zdawać identyczne na pierwszy rzut oka, zwłaszcza dla kogoś niedoświadczonego — Po wysuszeniu bardzo łatwo pomylić ją z Lunarią Sylvestris. Kształt kwiatów jest niemal identyczny, a kolory mocno wyblakły, ale żyłki wyglądają na purpurowe, nie srebrzyste. Owoc również jest prawie czarny zamiast fioletowego — wyjaśniła, wskazując zauważone szczegóły. — Jeśli mam rację, jest silnie toksyczna, ale w bardzo niewielkich i dokładnie odmierzonych dawkach może działać przeciwbakteryjnie oraz wspomagać leczenie ciężkich infekcji i ran. Zbyt duża ilość wywołuje zatrucie, halucynacje, paraliż, a ostatecznie śmierć — wyjaśniła rzeczowo, po czym ostrożnie odłożyła roślinę z daleka od reszty. Nie chciała, aby susz przypadkiem się zmieszał. — Mam rację?

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  37. - Złapanie z nim wspólnego języka jest ostatnio awykonalne - westchnął ciężko Yerbe, przyznając tym samym rację Walwanowi. Zarówno Walwan, jak i Acair, zdawali się walczyć ze swoimi demonami samotnie. Chociaż ten pierwszy chociaż próbował z tą swoją pindą działać. Yerbe miał wrażenie, że pinda owinęła go sobie wokół własnego paluszka. - Wiem - skinął głową, kiedy Walwan stwierdził, że nie da rady pomóc komuś, kto tego nie chce. - Masz rację - westchnął. - Ale to nie znaczy, że mnie to nie martwi... obserwowanie kogoś, kto się wyniszcza... martwi - dodał i nie mówił tu tylko o Acairze, ale ten był wygodny do przykrywki dla takich stwierdzeń. - Teoretycznie tak - zgodził się w sprawie powodów dla radości. - Ja tylko nie rozumiem, co jest aż tak radosne w tym waszym weselichu - skomentował zaraz. - I nie, nie chodzi mi o radość twoją i... - machnął lekko dłonią. - ... bo ta może być jak najbardziej radosna, choć nie wyglądasz na radosnego, jeśli mam być szczery - skomentował jeszcze. - ...nie rozumiem skąd ta radość w Lerodasczykach - dokończył.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  38. Acair przez moment jej się opierał, ale fakt, że kręciło mu się w głowie i ledwie nabierał oddechy, a także to że Walwan siedział na fotelu, a zdecydowanie cyrków mu nie było potrzeba, sprawił że ostatecznie poddał się jej działaniu i zawrócił do kuchni. Usiadł tam, gdzie go usadowiła i pokręcił znów głową.
    - Moja obecność też nic...nie da - odparł starając się zastosować do polecenia i oddychać. Przynajmniej nieco spokojniej. - Widziałaś...widziałaś... co zrobiłem... nawet... - pokręcił glową. Nie zamierzał go doprowadzać do takiego stanu. Nie chciał takiej paniki u Walwana. Ewidentnie się go bał. Mógł sobie mówić, że chodzi o En, o Helgę, o kryształ... wszystko to sprowadzało się do jego pieprzonej osoby. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  39. - A dla ciebie? - zapytał go Yerbe, bez wielki opryskliwości. - Czym jest dla ciebie to małżeństwo? Czy ty jesteś szczęśliwy? Jakie ty z tego korzyści czerpiesz? Nie jako zielarz, nie jako lekarz, jako Walwan - zapytał. - W obliczu wojny, dziwi mnie to, że driady czekały tak długo, by wspomóc naszych zielarzy - powiedział cicho. - Nie idzie oprzeć się wrażeniu, że czekali na to, wojna spadła im z nieba, żeby to sfinalizować - skomentował siadając by wypić sobie ziółka, które sobie zaparzył. Uniósł dłonie w górę, a przynajmniej jedną, bo w drugiej trzymał kubek. - Niczego na nią nie zrzucam. Powiedziałem w kontekście radości o tobie i o niej, że wy będziecie radośni - powtórzył. - Co w tym sformułowaniu jest złego? - uniósł lekko brew. - A... no chyba że ty szczęśliwy i radosny nie będziesz - mruknął jeszcze.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  40. Chłopak chwycił szklankę wody w obie dłonie, ale nie podniósł jej do ust. Trzęsła mu się w nich. Wpatrywał się w nią tylko, łapiąc urywane oddechy. Łzy stanęły mu w oczach i pokręcił głową.
    - Wiem, że nie tylko... - wypuścił powietrze z płuc i zacisnął mocniej palce na szklance. - WIem... ale ja... ja... przeze mnie teraz - spojrzał jej prosto w oczy. - Ja jest... problemem... przeze mnie... on ma... paniki - poczuł łzy na policzkach, ale szybko starł je dłonią. - Przeze mnie... jest w takim stanie... a ja tylko... tylko pogarszam - zatrząsł się. - I wiem... wiem co zrobić, żeby... było... mu... - potrząsnął głową. - Ale tak ja... zabiję... dam... broń... i inni...zginą - nabrał kilku głębszych oddechów. - A jak sam zginę, to on... ona go zabije - dorzucił zaraz i upił łyk, znów ściskając mocniej kubek. - Ja dziś... ja bym nie mógł go... uspokoić, bo się... bał. Mnie się bał... on się mnie boi... mój dotyk jest zły... nie mogę go uspokajać - dodał zaraz, patrząc w jej oczy i dalej walcząc z oddechem.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  41. Yerbe wywrócił oczyma.
    - No jasne, bo ty byś nie zgłosił sprzeciwu, gdybym to ja po długiej nieobecności przyszedł do domu i na hurra zdecydował się brać za żonę kobietę, której nawet nie znam - spojrzał po nim i uniósł wysoko brew. - I jeszcze przebierać w nich jak bydło - pokręcił lekko głową. - Nie miałem ochoty z tobą poruszać takich tematów, Walwan - powiedział krótko. - Skąd wiem? Nie muszę z tobą rozmawiać, żeby to widzieć. Choćby dzisiaj - wzruszył ramionami. - Ale popraw mnie jeśli się mylę. Może faktycznie jesteś szczęśliwy - spojrzał po nim uważnie.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  42. Orianna rozpromieniła się na pochwałę Walwana. Kiedy postawił przed nią naczynie, podziękowała mu cicho i uśmiechając się przy tym przy okazji. Wzięła szklankę do ręki i powąchała. Westchnęła zadowolona, a następnie spróbowała niewielki łyk i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wyczuwając przyjemną kwaskowatość hibiskusa.
    — Jest idealny, dziękuję — zapewniła, zanim odpowiedziała na jego pytanie. Dopiero po chwili zaczęła, najpierw przypomniała sobie jeszcze raz w głowie. — Lunaria Sylvestris działa regenerująco, uspokajająco i przeciwzapalnie. Stosuje się ją przede wszystkim przy wyczerpaniu, osłabieniu, stanach lękowych oraz podczas powrotu do zdrowia po ciężkich chorobach. Jest znacznie bezpieczniejsza od odmiany Mortis i łatwiejsza w dawkowaniu, chociaż zbyt duża ilość może wywołać senność, bóle oraz zawroty głowy. Te skutki uboczne nie są jednak tak fatalne, jest zdecydowanie bezpieczniejszy — wyjaśniła. Zaraz potem przesunęła spojrzeniem po kolejnych trzech okazach. Każdemu poświęciła sporo czasu, ostrożnie oglądając kwiaty, liście oraz korzenie. Przy pomarańczowym zatrzymała się zdecydowanie najdłużej. Grube liście z czerwono-złotymi żyłkami i pozostałości złotego pyłu na korzeniu obudziły w niej bardzo odległe wspomnienie. Początkowo odrzuciła tę myśl jako niedorzeczną, ale im dłużej przyglądała się roślinie, tym bardziej pasowała do zapamiętanego opisu. To było wręcz niesamowite. Skąd on miał te wszystkie okazy? Niezwykłe wręcz. Jakby znalazła się w jakimś alchemicznym rajskim ogrodzie.
    — To chyba Korzeń Słońca — odezwała się w końcu, spoglądając na Walwana z niedowierzaniem. Nie była pewnej swojej odpowiedzi, ale to jak ten kwiat wyglądał, pachniał - wręcz prosiło się o przypisanie mu tej magicznej wręcz nazwy — Czytałam o nim w spisie roślin mitycznych. Krążyły legendy, że rośnie wysoko w górach, otwiera kwiaty wyłącznie w świetle dnia i gromadzi słoneczne ciepło, ale żadna ze znanych mi ksiąg nie potwierdzała, że naprawdę istnieje. Niezwykłe. A teraz ja trzymam go w rękach — uśmiechnęła się czule, oglądając ten okaz jeszcze dłuższą chwilę z wyraźną fascynacją, zanim przeszła do kolejnych okazów. Te akurat sprawiały, że czuła ukłucie w sercu. Nigdy nie sądziła, że trafi na roślinę, której nie zna. Całe życie w księgach, a jednak flora znalazła dla niej coś nowego. Po ostatnich przejściach radość tego odkrycia była dla niej nieco gorzka.
    — Nie jestem jednak pewna jego zastosowania. Mogę jedynie przypuszczać, że wykorzystuje się wydzielane przez niego ciepło. Być może w preparatach rozgrzewających, przy leczeniu wychłodzenia albo w mieszankach wymagających utrzymywania stałej temperatury, ale to tylko domysły. Legendy nie były w tej kwestii zgodne — wyjaśniła jeszcze, kiedy cały czas wlepiała oczy w nieznane jej rośliny. Oglądała je długo.
    — Tych dwóch nie znam — przyznała, nieco zawstydzona, zarumieniła się przy tym — Pierwszy z daleka przypomina mi Lunarię, jednak jego budowa nie pasuje do żadnej znanej mi odmiany. Takiego grzyba natomiast nigdy nie widziałam nawet na ilustracji. Nie na lądzie. Podobny rośnie w głębinach morskich - Łzy Złotego Smoka, tak na niego mówią w wolnym tłumaczeniu. Spożyty z dodatkiem morskiej wody wzmacnia organizm, pozwala dłużej funkcjonować bez snu, podnośni adrenalinę, a co za tym idzie siłę. Dawkowanie jest jednak bardzo wąskie, przesadzisz i dostaniesz zapaści. Z kolei spożyty bez morskiej wody sprawia, że nieszczęśnik dostaje padaczki i umiera, nie istnieje antidotum. Jeszcze — urwała. Pracowała nad takowym swego czasu, jednak nigdy nie miała jak go realnie przetestować — Wracając z kolei do tych okazów, mogłabym spróbować wymyślić kilka możliwych zastosowań na podstawie ich wyglądu, ale byłoby to zwyczajne zgadywanie. Nie chciałabym zgadywać. Po prostu nie wiem, ale chciałabym się dowiedzieć — uśmiechnęła się lekko, sięgając po pisadło oraz papier, który wcześniej jej podał, a w oczach było widać prośbę i niecierpliwość.

    Orianna

    OdpowiedzUsuń
  43. Yerbe spojrzał po nim i uniósł lekko brew.
    - I serio uważasz, że to całkowicie normalne, tak? - spojrzał po nim chłodno. - Że mój brat wraca po nieobecności, w której przydarzyło mu się tyle okropności, że aż serce ściska - spojrzał po nim zaciskając mocno wargi. - I w dwadzieścia-cztery godziny po powrocie, idzie na obiad do rodziców i wspaniałomyślnie, nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, postanawia przyjąć propozycję aranżowanego małżeństwa, która nawet nie była dla niego - zauważył chłodno. - Tak o, na pstryknięcie palcami, wyratuję rodziców z opałów bo mój drugi brat jest nieodpowiedzialny. Na pstryknięcie palcami zniszczę sobie życie - warknął. - Tak, Wan, uważam że byś mnie w takim wypadku powstrzymywał i absolutnie tego nie akceptował - zacisnął mocno wargi. - I kumam, że aranżowane małżeństwa, tak to się tu robi, o pozycja, którą trzeba chronić - wywrócił oczyma. - I pewnie zacisnąłbym zęby, gdybyś nie wskoczył w to jak kurwa knur - burknął. - Jak w gorącej wodzie kąpany knur - pokręcił lekko głową. - I przestań pierdolić mi tu, że się zmieniłeś, że och nagle inne wartości... bo jasne, zmianę widzę - pokiwał głową. - Ale to nie zmienia postaci rzeczy. Wskoczyłeś w to jak narwaniec i oczekujesz, że będę siedział cicho? - uniósł wysoko brew. - Nie, Wan. Ja nie wróżę temu przyszłości. Niezależnie od tego jak dobrze się przy niej w danej chwili czujesz - pokręcił głową. - Dostała cię zniszczonego, bardzo łatwo takiego kolesia owinąć sobie wokół własnego, małego paluszka - poinformował go. - Nie znam jej, więc nie będę twierdził, że na pewno tak jest - mruknął i pokręcił głową. - Mhm jest najlepszym co cię spotkało, bo przyszło po 48 godzinach od twojego powrotu - prychnął pod nosem. - No dobra, może tydzień to potrwało. Nic dziwnego, że jest najlepszym, bo na nic innego nie dałeś szansy - wzruszył ramionami. - Lekko i swobodnie - powtórzył po nim i pokręcił głową. - Jak po dobrym ziółku? Ja bym się zastanowił, czy przypadkiem nie popadasz w uzależnienie - dokończył. - Tak jestem cięty, ale nie do końca na nią - poinformował go. - Bardziej na ciebie - puknął go palcem w pierś.

    Yerbe

    OdpowiedzUsuń
  44. Acair potrząsnął głową. Ona niczego nie rozumiała. Przecież widać było gołym spojrzeniem, że niespecjalnie mile widziany tu był. Powinien stąd odejść, gdy tylko tu przyszedł i zobaczył ten strach Walwana. Powinien o wszystko zostawić. Dla niego już nie było tu miejsca. To było kolejne miejsce, które nazywał domem, a tym domem już nie było. Słowa Fei tylko go w tym umocniły. Nawet jej już przed sobą nie widział, bo fala łez po prostu go zalała.
    - Nie powinienem tu... przychodzić - powiedział w końcu, nabierając kilku głębszych oddechów. - Nie powinienem - pokręcił lekko głową, ocierając łzy i starając się przestać płakać. Właśnie w tej chwili ten cały chłód lodu byłby dla niego zbawienny, ale właśnie w tej chwili nie chciał zamrozić jego serca. Wziął więc kilka oddechów. - Ale to ja go doprowadzam do ataków paniki, to ze mną nie potrafi już rozmawiać tak...tak jak wcześniej - zacisnął mocno wargi. - Nie powinienem zawracać mu głowy. Jest...jest z tobą szczęśliwy. To dobrze - skinął głową. - Powinienem pójść, zanim wszystko... popsuję.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!