| Anguli | Znany w Leordas medyk i zielarz | 106 lat | 210cm |
________________________________________________________________________________
🍀
Anguli są jedną z najbardziej popularnych ras zajmujących tereny Lerodas. Gatunek podzielił się na mniejsze i większe plemiona, większość z nich wspiera w sporze Armonie, jednak zdarzają się również grupy stające po stronie Fasarii. Wśród innych mieszkańców Mathyr rasę tę wyróżniają długie uszy i specyficzne nosy. Stworzenia te mają bardzo wyczulony zmysł słuchu, węchu oraz smaku. Plemiona w głównej mierze dzielą się na zielarzy, medyków, znachorów oraz wojowników. Wiek dojrzałości osiągają kończąc 100 lat.
Walwan jest trzecim w kolejności dzieckiem pary Alpha, największego z plemion Anguli. Należy do Klanu Marona, Klany nazwy swoje biorą od głowy rodziny. Ojciec, Maron, jako jeden z wybitniejszych wojowników Lerodasu, poza stanowiskiem Alphy przyjął na barki rolę jednego z wielu strażników kryształu zdobytego przez Armonie. Jego matka Floriane uchodzi za największą zielarkę Mathyr, a na pewno Lerodas.
Poza rodzicami Walwan posiada również liczne rodzeństwo. Pierworodna Midnight szkoli się na kapłankę, jest od niego sporo starsza, bo o całe 100 lat. Brat Vincenzo, rodzinny śmieszek i osiłek w jednym, silny raptus starający się właściwie o nic. Ciężko brać go za starszego i to aż o 73 lata. Na szczęście są jeszcze Barros i Saphira, młodsze rodzeństwo, brat o trzy lata, siostra o pięć. Z nimi samiec ma bardzo bliskie relacje. Jest też przybrane rodzeństwo, z którym Wan jest mocno związany. Yerbe - młodszy o trzy lata ork oraz Layla - sierota po przyjaciołach rodziców. Starsi? No cóż... Midniht jest dość wyniosła, ale bardzo ambitna, jednak ciężko się z nią rozmawia, gdy już na dzień dobry patrzy na ciebie z góry. Vinc z kolei wciąż nie wyrósł z głupich psot i nad wyraz często korzysta ze swoich mięśni. Tak czy siak, rodzina nie ma ze sobą większych problemów, nie znane są im żadne większe patologie. Nawet fakt, że Walwan jako jedyny z synów Marona, zamiast na wojownika, obrał sobie ścieżkę medyka-zielarza nie wywołał zawodu w oczach ojca. Podobno od małego samiec przejawiał ku temu potencjał i matka otwarcie mówi, że już teraz powoli przerastą ją samą swoimi umiejętnościami. Pewnie dlatego ostatnio tak często podsyła mu swoich nowych klientów... Sama ma całkiem spory wianuszek stałych bywalców, więc zaczyna wyręczać się zdolnym synem.
Nowiny:
- Udało mu się zbiec z niewoli u Helgi, ledwo to jednak przeżył.
- Mierzy się z atakami paniki.
- Jest zaręczony na zasadach aranżowanego małżeństwa.
🍀
________________________________________________________________________________
Zapraszam do wątkowania! ^^
Odsunęła się jeszcze bardziej, albo raczej próbowała odsunąć się od Walwana, kiedy ten parsknął śmiechem. Bała się go. Był ogromny, strasznie ogromny, a do tego to z jakim spokojem mówił sprawiało, że cały czas czuła wewnętrzny niepokój. Trzęsła się wyraźnie, kiedy się do niej zbliżył, a kiedy tylko położył torbę złapała ją odruchowo, biorąc mocno do rąk. Zaraz też po oczach popłynęły jej łzy ze wstydu. Przecież nie powinna tak reagować na innego lekarza. Powinna mu przecież ufać.
OdpowiedzUsuń— Przepraszam… — powiedziała cicho. Nie zdążyła nawet odpowiedź na pytanie, a on już zniknął z jej pola widzenia. Przełknęła ślinę, sięgając do torby. Zaczęła wyciągać pojedynczo posegregowane rośliny zabezpieczone tak, aby się ze sobą nie mieszały - chociaż w biedny, prowizoryczny sposób.
— Krwawiec siwy działa szybko. Po kontakcie z raną obkurcza naczynia, przyspiesza krzepnięcie, tworzy barierę ochronną. Krwawienie ustaje, a brzegi rany przestają się rozchodzić. Przy zbyt długim stosowaniu potrafi jednak pozbawić tkanki ukrwienia. Zielica kostna pobudza regenerację. Zmusza komórki do odbudowy, przyspiesza tworzenie kolagenu, zamyka głębokie uszkodzenia. Trzeba uważać, by nie zamknąć rany, która nie została oczyszczona, bo inaczej pod skórą zostaje wtedy choroba — pokazywała mu po kolei każdą roślinę. Akurat kiedy o tym opowiadała zdawała się wyjątkowo spokojna, może nawet zadowolona. Zioła działały na nią bardzo uspokajająco. Toteż kontynuowała —- Popielnik lekarski działa na cały organizm. Wzmacnia serce i oddech, wspiera odporność, pomaga ciału wrócić do równowagi po długim osłabieniu. Jest bezpieczny, można go stosować długo. Gorzknik biały obniża gorączkę i stan zapalny. Działa przez układ nerwowy, porządkuje reakcje ciała w chorobie. Gorycz jest intensywna, ale skuteczna; nadmiar drażni żołądek. Cierpnica cicha tłumi przewodnictwo bólu. Świadomość pozostaje jasna, ale bodźce przestają dominować. Przy długim użyciu osłabia czucie i odruchy. Wilcze ziele jest niebezpieczne. W mikrodawkach rozluźnia mięśnie i znosi ból, w większych paraliżuje układ nerwowy i zatrzymuje oddech. Granica jest wąska, ale można ją kontrolować. Lulek nocny działa silnie na ośrodkowy układ nerwowy. Otępia, znieczula, wywołuje halucynacje. Błąd w dawkowaniu prowadzi do zaburzeń serca i oddychania.
Nocnica szeptana skraca fazę snu odpowiedzialną za sny. Koszmary słabną, wybudzenia są rzadsze. Przy długim stosowaniu emocje stają się płaskie, a reakcje obojętne. Można stosować w małych dawkach samodzielnie na uspokojenie, ale trzeba do tego wprawnej ręki, aby nie przedawkować. Rozdarlica krwista wymusza ponowne zamknięcie ran. Obkurcza tkanki, pobudza regenerację nawet starych blizn. Źle użyta prowadzi do martwicy — ostatecznie plecak był już praktycznie pusty, wyjęła wszystkie zioła jakie miała.
Orianna
Spojrzała uważniej na popielnik, a potem na Walwana, na chwilę, zaraz wróciła spojrzeniem do bezpiecznych roślin i ziół. Przytaknęła ruchem głowy.
OdpowiedzUsuń—To znaczy, że Popielnik nie wchodzi w konflikt z narządami, jeśli dawka jest niska i stała. Nie kumuluje się w wątrobie ani w nerkach, nie podnosi ciśnienia, nie zaburza rytmu serca. Dlatego nazywamy go neutralnym — wyjaśniła spokojnym, rzeczowym, medycznym tonem, unosząc przy tym kącik ust minimalnie. Zaraz ożywiła się trochę bardziej — Długie użycie… to nie dni, jak przy zwykłej kuracji, tylko tygodnie. Cztery do sześciu, codziennie, bez przerw, w dawkach podtrzymujących. U chorych przewlekle, po gorączkach, po wyniszczeniu. Wtedy widać, czy roślina zaczyna obciążać organizm, na przykład przy wchodzeniu w interkakcje z innymi lekami, bądź innymi substancjami. Z kolei przy miesiącach może zacząć otępiać organizm, obniżyć apetyt, wyciszyć w różnym stopniu w zależności od rasy - takie skutki są akurat niepożądane, dlatego kuracja nie powinna być stosowana przewlekle — zakończyła swój wywód.
Orianna
Spojrzała niepewnie po Walwanie. Podważał jej kompetencje, ale nie potrafiła się obronić. Nie czuła się zbyt inteligentna. Nie odpowiedziała więc na jego słowa. To prawda, że znała się na roślinach. Znała każdą skatalogowane roślinę z Mathyr o ile nie widziała każdej na żywo, to przynajmniej uważnie studiowała ryciny. Całe swoje życie spędziła w końcu na nauce i dalej poszerzała wiedzę. To byłoby niedorzeczne, gdyby nie wiedziała o czym mówi. Przeszła nieśmiało wzrokiem na worek, który zostawił. Czuła lekką woń mieszanych ziół i bardzo ją to nęciło. Poczekała aż pójdzie, a potem rozejrzała się po sali. Ostatecznie odłożyła kołdrę, przysuwając się do worka. Otworzyła go i zmarszczyła delikatnie brwi. Rośliny były jeszcze świeże, ale powinno się je szybko posegregować, już teraz widziała, że część z nich jako susz nie powinna być mieszana. Zacisnęła wargi. Musiała wziąć się w garść. Wzięła worek w ręce, oddychając miarowo. Poradzi sobie. Poradzi. Wystarczyło tylko wziąć pierwszy krok. Wstała, trzęsąc się, ale jednak szła przed siebie. Doszła ostatecznie do wolnego stołu. Zaczęła powoli wyciągać zioła. Zaczęła je segregować. Zawsze uważnie oglądała rośliny. Pierwszą pułapkę złapała dość wcześnie. Rdzawnik polny i Rdzawnik gładki. Rdzawnik polny jest stosowany przy niegroźnych, małych ranach wspomaga gojenie i zmniejsza blizny. Rdzawnik gładki działa z kolei przy stłuczeniach, uśmierza ból, wspomaga gojenie się krwiaków. Kolejne rośliny to Mlecznica cicha i Mlecznica cierpka. Rośliny były praktycznie identyczne, ale cierpka miała szorstki spód liści, który nadawał cierpki smak. Jedna i druga roślina działała przeciwbólowo, z czego cierpka była opiodowa, łatwo można było uzależnić się od wyciągu co prowadziło do jeszcze gorszych powikłań. Ułożyła je w znacznej odległości od siebie, aby nikomu na pewno się nie pomyliły i zaczęła wiązać wstążkami o różnych kolorach - tak na wszelki wypadek.
OdpowiedzUsuńOrianna
Acair parsknął śmiechem i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Do tej pory, Walwik, nie było nikogo, kogo odważyłem się zaprosić na taką schadzkę - powiedział wprost. - Nikogo - mruknął cicho, po czym skinął lekko głową. Jasne, że "kocham" nie jest niezbędne, ale jemu było po prostu trudniej. Mimo wszystko kobietę znalezienie osoby, która też cię pokocha i jest odpowiedniej orientacji było trudne, a on... bał się porażki i odrzucenia. Po prostu rezygnował z opcji schadzek. - Wiesz... bałem się odrzucenia w tym temacie - mruknął po prostu i dotknął dłonią swej piersi, by odwrócić na moment wzrok. Mimo wszystko nawet bez tego czuł odrzucenie, a serce go mocno bolało. Zaśmiał się w duchu. Ciężko było mu patrzeć na Walwana miejscami, bo chociaż wiedział że ten chce rodziny, gromadki dzieci i dąży do tego... to serce i tak go ściskało. Nabrał kilku głębszych oddechów i znów na niego spojrzał, gdy temat wrócił do dzieci.
- Wiem - powiedział wprost. - A jak spróbujesz to ci nogi z dupy powyrywam - dodał poważnie, po czym uśmiechnął się szerzej. Akurat w temacie dzieci był bardzo wyczulony i chociaż wierzył Walwanowi i ufał jego dobremu sercu to... no cóż... należało swoje zaznaczyć.
Aci
Orianna odkładała uważnie zioła i segregowała je, dbając o to, aby te same gatunki były ze sobą spięte. Organizowała je w grupy w zależności od przeznaczenia. Czuła się przy tym wyjątkowo swojsko. Dobrze było skupić się na czymś co sprawiało jej przyjemność. Uwielbiała porządek, a jeszcze bardziej uwielbiała zioła. Miała na twarzy delikatny uśmiech. Drgnęła jednak lekko, kiedy Walwan zaczął się do niej zbliżać. Wyprostowała się i spojrzała po nim uważnie, przesuwając delikatnie stopę w odruchu. Nie uciekła jednak. Patrzyła spokojnie, przypominajac sobie uparcie w głowie, że samiec nie chce jej zrobić krzywdy. Był tylko zrobić herbatę. Wzięła wdech i wydech. Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie. Usiadła powoli i powąchała herbatę.
OdpowiedzUsuń— Miło jest pomóc, rzadko miałam okazję do styczności z roślinami z Lerodas, są niezwykłe — powiedziała, po czym upiła łyk. Przytrzymała ciecz na języku i po chwili przełknęła. — Plaster miodu? Smak jest dość specyficzny jak na zwykły miód — zastanowiła się jeszcze chwilę. — Mam wrażenie, że czuję też lipę, macierzankę, lawendę… ale to chyba nie wszystko — dodała zaraz.
Orianna
Wojna zbierała swe żniwo. Pacjentów nie ubywało, wręcz przeciwnie. Z każdym dniem, godziną było ich coraz więcej. On sam do nich należał. Mimo to miał szczęście, że był młodym mężczyzną w sile wieku - dochodził do siebie szybciej niż inni. No i znał również swój organizm, więc był w stanie zastosować sztuczki, pomagające jeszcze szybciej wrócić na nogi. Co prawda brak odpoczynku odrobinę hamował jego rekonwalescencję, ale na to nie mógł nic poradzić. Nie potrafił siedzieć bezczynnie, gdy tyle potrzebujących przybywało z pola bitwy.
OdpowiedzUsuńTego dnia miał poznać narzeczoną Walwana. Został zaproszony na podwieczorek do państwa młodych. Nie chciał się spóźnić, bo to przecież pokazywało brak szacunku dla samego Walwana. A jednak czas kurczył mu się w dłoniach, gdy pracował przy amputacji nogi jednego z potężnych wojaków. Nie dało się już nic zrobić. Próbował wszystkiego, w ostateczności stawiając życie ponad wszystko. Mimo sprzeciwów wojaka i jego słów, że woli zginąć niż do końca życia tułać się bez nogi... on nie mógł na to pozwolić.
- Twoja rodzina, twoje dzieci... dla nich twoje życie znaczy więcej niż miecz w twej dłoni i duma, którą się teraz unosisz - skomentował dość chłodno, zanim zabrał się za pracę. To był długi i wyczerpujący zabieg. Pierwszy, jaki miał okazję wykonywać. Pierwszy z wielu. Już teraz to wiedział. Ostatecznie skończył na chwilę przed umówioną godziną. W głowie mu szumiało od emocji i wyczerpania. Potrzebował kilku uspokajających, głębokich wdechów aby w ogóle wstać ze swojego miejsca, a i tak zachwiał się przy pierwszych krokach. Cudownie. Zganił samego siebie w myślach, a następnie szybko się obmył i przebrał zakrwawione rzeczy, aby wyruszyć w stronę umówionego domostwa. Mimo tego, że drzwi u Walwana i jego matki zawsze były otwarte, tym razem zapukał do nich i poczekał aż w środku pojawi się właściciel.
- Przepraszam za spóźnienie - przywitał się na wstępie, wyciągając małe co nieco dla gospodarzy. Walwanowi wręczył mieszankę ziół, a samej Feier przygotowaną przez siebie przekąskę prosto z pustynnych rejonów. - Mam nadzieję, że nie czujecie się urażeni...
Aci
Acair odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy żadne z nich się na niego nie obraziło. O to chyba najbardziej się martwił. Spojrzał po Feier z lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Ze wzajemnością - odparł spokojnie, po czym pokręcił lekko głową. - Oj nie wiedziałem co lubisz, bo Walwan nie zdążył przejść z opiewania twej inteligencji do tego co lubisz jeść czy jakie kwiaty czy podarki cię interesują - przyznał z uśmiechem na twarzy. - A przychodzenie z pustymi rękoma nie przystoi... zwłaszcza, kiedy idzie się w tak zacne progi - dodał jeszcze, po czym przeszedł z Walwanem do salonu i usiadł na wskazanym krześle, mimo wszystko będąc trochę oszołomionym tym spotkaniem. Zdawało się bardzo oficjalne i zaczynał zastanawiać się czy przypadkiem nie popełnił już jakiegoś błędu. Przez moment zapatrzył się w jeden punkt w ścianie, zamyślając się i analizując swe zachowanie, po czym potrząsnął lekko głową. - Mhm... nie udało się ocalić nogi - przyznał nieco markotniejąc. - Próbowałem na wszystkie sposoby... te, o których ostatnio rozmawialiśmy - dodał i pokręcił głową. - Ale amputacja zdawała się najrozsądniejszym działaniem. Dalsza ingerencja mogła tylko zaszkodzić zdrowiu pacjenta - zacisnął mocno wargi. - Uhm... jak jutro wpadniesz... zwrócisz na niego uwagę? Zabieg się udał i był dość czysty, ale to była moja pierwsza amputacja i chciałbym jednak, żebyś go obejrzał - przyznał szczerze.
Aci
Miło słuchało mu się tego przekomarzania. Tak po prawdzie Feier sprawiła na nim dobre wrażenie. Przynajmniej w danej chwili. Spojrzał przelotnie po kobiecie, po czym przeniósł wzrok na Walwana, by ostatecznie wbić swe spojrzenie w stół przed siebie. Dobrze było widzieć uśmiechniętego Walwana, chociaż serce nieco mu się ścisnęło na ten widok. Głównie dlatego, że do niego wciąż trzymał dystans, a to z nią czuł się tak swobodnie. Taka kolej rzeczy, zdawał sobie z tego sprawę, nie mniej... nie mógł powstrzymać tego ukłucia.
OdpowiedzUsuń- Szczwany z niego Lis. Nie tylko inteligentny, ze sprawnymi rękoma i głową na karku, ale również przebiegły i strasznie wytrzymały - powiedział wesoło na komentarz o punktowaniu w relacji. Zaraz też pokiwał głową na zapewnienie, że Walwane go sprawdzi. Odetchnął nawet z ulgą, kiedy ta informacja wybrzmiała. - Dziękuję - mruknął tylko, po czym zerknął na dzbanek z naparem. No tak, mógł się spodziewać, że będzie też wiedziała jak dokładnie zaparzać herbatę. A co jeśli truła go przez herbatę? Zamrugał lekko i postukał się w skroń, odrzucając tę myśl. Głupi łeb.
- Tak - pokiwał głową na pytanie. - Z Fag Baile dokładniej - dodał spokojnie i postukał palcami po blacie. - Lubię pomagać ludziom... a do niczego innego nie miałem większego talentu - rzucił swoją teatralną gadkę. - Mhm straszna ze mnie była łamaga - dokończył z lekim uśmiechem. - Ty za to lubisz księgi, lubisz zioła... jesteś oczytaną kobietą. Co fascynuje cię w księgach?
Aci
Chłopak speszył się odrobinę słysząc jak rozmawiają przy nim, jakby go tu nie było. Nie do końca wiedział jak powinien zareagować na to wszystko. Spuścił wzrok i sam zastanowił się nad tą swoją skromnością. Czy to na pewno była tylko skromność? Przecież nie mówił tego wszystkiego bez przekonania. Odchrząknął nieco i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Doceniam w sobie to, co uważam za dobre - powiedział w końcu. - Reszta... reszta wymaga jeszcze dopracowania - dodał cicho, po czym wsłuchał się w słowa Feier dotyczące ksiąg. Opowiadała z pewnego rodzaju pasją i fascynacją. Ciężko było się z nią nie zgodzić. Odwzajemnił jej uśmiech, po czym odetchnął głęboko. - Trudno powiedzieć mi co mnie fascynuje. Wiele jest takich rzeczy - przyznał. - Szukanie nowych rozwiązań mnie fascynuje, metody prób i błędów, podczas których można znaleźć sporo ciekawych rzeczy. Na przykład dzięki takim metodom, udało mi się skomponować fajny specyfik na przyspieszenie gojenia ran - uśmiechnął się szeroko. - Wypróbowany przede wszystkim na mnie, ale i na moich znajomych, więc zdaje się robić swoją robotę - dorzucił, spoglądając jednocześnie na Walwana. - Lubię też dobre towarzystwo, z którym można inteligentnie porozmawiać i... - zacisnął mocno wargi. - ...życie. Życie jest fascynujące - dokończył.
Aci
Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc, że i jemu sprawia to przyjemność. Medyk z powołania był zawsze uważniejszy, bo jego praca sprawiała mu przyjemność oraz zależało mu na tym co robi. Tak jak teraz nad tym myślała sporo lekarzy pod służbą Peruna jej zdaniem nie mieli tego powołania wobec ludu, nie każdy co prawda, ale na dworze zdawało się, że ważniejszy był król niż ktokolwiek inny niezależnie od potrzeb. Wzięła jeszcze jeden łyk herbaty, nieco większy i pozostawiła ją przed dłuższą chwilę na języku, ponownie analizując smak. Przytaknęła sobie i jemu.
OdpowiedzUsuń— Faktycznie iglak, aczkolwiek wyjątkowy w pewnym sensie. Miody spadziowe iglaste w moich okolicach smakują inaczej, zapewne dlatego pomyliłam. Mój błąd. Ten smak w moich stronach był osiągany właśnie z dodatkiem lawendy — wyjaśniła, po czym zaśmiała się lekko, rumieniąc przy tym. — Aż wstyd, bo to błąd początkującego zakładać, że wszędzie podobne smaki są tak samo osiągane czy w podobnym procesie — dodała jeszcze, zakrywając delikatnie usta dłonią, sytuacja ją wstydziła i bawiła mimo wszystko. Miło jednak było, że z czymś jednak trafiła. Zastanowiła się przez chwilę, poważniejąc na buzi na chwilę i jakby smutniejąc.
— Często musiałam samodzielnie studiować księgi, nie miałam specjalnej pomocy przez większość życia. Trafiłam jednak w jednym miejscu na wspaniałą nauczycielkę medycyny. Pokazała mi gro wspaniałych rozwiązań, a ja mogłam podzielić się swoją własną wiedzą — na te słowa ponownie się rozchmurzyła nieco.
Orianna
— U nas podobny smak uzyskiwano w miodach z lawendy, miodnicy złotolistnej, odrobiny szaropióru i młodych pędów gwiezdnej jodły. Dlatego ten miód tak mnie zmylił. Żywiczna nuta była niemal identyczna — wyjaśniła dotykając palcem wzkazującym swojej dolnej wargi. Zastanowiła się raz jeszcze, dla pewności czy dobrze zapamiętała mieszankę. Przytaknęła sobie jednak z lekkim uśmiechem po chwili. Tak, to by się zgadzało. — Ogrody były zasiane lawendą i miodnicą, resztę z kolei dodawało się samodzielnie przy obróbce miodu — dodała jeszcze dla większego doprecyzowania, mimo wszystko ciężko, aby pszczoły zdobyły pyłek z młodego pędu - to w końcu było fizycznie niemożliwe. — Miód taki dodawano do naparów ziołowych na wyciszenie, uspokojenie dużych lęków. Pamiętam, że podawałam go górnikom, których ocalono z zawalonej kopalni miedzi ponad dziesięć lat temu, byli w złym stanie psychicznym i fizycznym, odmawiali leczenia ciała, dopóki nie przestali się bać — opowiedziała mu wspomnienie, a kącika oczu popłynęła jej łza. Widok tych ludzi był okropny dla serca, bardzo im współczuła, zanim udało się ich odkopać, spędzili przeszło dwa tygodnie w zawalonych tunelach i nigdy nie mówili zbyt głośno. Przez dwa tygodnie musieli siedzieć zamknięci bez ucieczki i patrzeć jak inni powoli umierali. Uśmiechnęła się z powrotem do Walwana, słysząc o nowicjuszu.
OdpowiedzUsuń— Ważne to umieć przyznać się do błędu i wyciągnąć naukę na przyszłość — odparła mu, po czym się lekko zaśmiała. — Byłby ze mnie słaby lekarz, gdybym uparcie stała przy swoim — dodała. Przytaknęła mu głową na kolejne słowa.
— To prawda, najlepiej było sprawdzać wiele rzeczy na sobie i obserwować reakcje, potwierdzać z cudzymi dziennikami. Nauka z mentorem była i jest… nieporównywalnie lepsze. Aż… aż zazdroszczę Ci, że miałeś okazję z kimś innym dyskutować — powiedziała, popijając ponownie herbaty.
Orianna