"Nie wstydzę się swojej czułości.
To nie słabość, to mój znak."
AKANE GRANDSAND
Hybryda - Wiedźma || 20 lat (19.01) || 165cm wzrostu
Szczupła, wysportowana budowa ciała. Granatowe włosy. W jej fiołkowych tęczówkach dojrzeć można pyłek, który porusza się w zależności od odczuwanych przez dziewczynę emocji. Analityczny umysł. Pochodzi z Argaru. Ubiera się w zależności od okoliczności. Zobaczyć ją można nawet w za dużych, męskich koszulach. Mama bliźniaczek - Maliki i Raji. Połączenie piaskowych zdolności ojca i magicznych umiejętności klanu Latrala sprawiły, że dziewczyna włada psychoaktywnym pyłem, przy pomocy którego jest w stanie namieszać w umyśle innej istoty. Empatka, odczytująca cudze emocje, zdolna przenieść je na siebie lub innych. Przy nawiązaniu kontaktu wzrokowego może zobaczyć cudze wspomnienia. Wykrywa intencje, czuje kłamstwo. Ma wysoko rozwiniętą intuicję. Dodatkowo posługuje się czarami runicznymi. Stosuje je w trzech wariantach:
-"sucha", nakreślona tylko palcem jest jednorazowa,
-"widoczna", najczęściej kreślona przy pomocy specjalnej mazi, działa długotrwale, aż do usunięcia/zniekształcenia symbolu,
-"cięta", naznaczona krwią, wycięta w skórze, może działać wiecznie, chyba, że zostanie zniekształcona.
Runa plus inkantacja dają stosowny czar. Dla przyspieszenia czarów w terenie, Akane tworzy i używa kamienie runiczne, dzięki nim zbędne staje się kreślenie runy, bo ta wyryta jest już na ich powierzchni.
-"sucha", nakreślona tylko palcem jest jednorazowa,
-"widoczna", najczęściej kreślona przy pomocy specjalnej mazi, działa długotrwale, aż do usunięcia/zniekształcenia symbolu,
-"cięta", naznaczona krwią, wycięta w skórze, może działać wiecznie, chyba, że zostanie zniekształcona.
Runa plus inkantacja dają stosowny czar. Dla przyspieszenia czarów w terenie, Akane tworzy i używa kamienie runiczne, dzięki nim zbędne staje się kreślenie runy, bo ta wyryta jest już na ich powierzchni.
POWIĄZANIA / DODATKOWE
_____________________________________________________________________________
Zapraszam do wątków!

Spojrzał wymownie po Akane, kiedy zadała to pytanie.
OdpowiedzUsuń— Ja? Jak myślisz? — zapytał jej. Oczywiście, że nie miał pojęcia, bo nie potrafił się nawet szeroko uśmiechnąć, żeby nie wyglądał przy tym jak jakieś wynaturzenie. Kusiło go, żeby ją wytarmosić samodzielnie za te policzki, ale sobie ostatecznie odpuścił. To też w jego wydaniu nie byłoby zbyt naturalne, to były ewidentnie podszepty alkoholu, a tak pijany jeszcze nie był, żeby ich słuchać. Może za dwie czy trzy kwarty później.
— Yhym, okłady, bo jaśnie Panią policzki od śmiechu bolą. Komuś się już w dupie od tego dobrobytu przewraca — zażartował, unosząc lekko jedną brew ku górze. Zaśmiał się na to trzepotanie rzęsami.
— Akane… — szepnął, dotykając klatki piersiowej dłonią, jakby był pod wrażeniem. — Nie sądziłem, że masz w sobie tyle jadu, ależ z Ciebie człowiek skur… — nie dokończył, acz i tak nie uważał, aby było to teraz obraźliwe. W końcu mówił z uznaniem.
Ashan
Gave spojrzał po Akane wymownie.
OdpowiedzUsuń- Widziałaś ją i siebie? Ty jesteś znacznie bardziej filigranowa - skomentował stojąc przy swoim stanowisku. Ashan po prostu do niej nie pasował. Jak mogła tego nie rozumieć i nie widzieć, to tego nie rozumiał. Spojrzał po niej i pokręcił głową.
- Nie odczuwam tego tak, jakbym ci najbardziej pomagał. Widziałem cię w wielu odsłonach, owszem. Większość z nich sam ci zrobiłem - zauważył krótko. - Ale to nie znaczy że pomagam. Nie bardzo umiem wtedy pomóc. Nie mam odpowiednich ku temu narzędzi - wzruszył ramionami. - Dlatego on nadaje się do tego po prostu lepiej - mruknął. - Właśnie dlatego, że jest taki spokojny i zaraża tym spokojem - mruknął, bo sam miał okazję tego doświadczyć po powrocie z lochów i cenił sobie właśnie ten spokój i to że nie został wyśmiany za łzy ani nic. Po prostu był to spokój. - Uważam, że lepiej się nadaje do tego po prostu - zacisnął mocno usta, nie sądząc by sam był w stanie być tak pomocny jak Ryu. Nie mógł. Po prostu nie mógł, czuł często frustrację i taką niemoc z tego powodu. - Właśnie dlatego, że to nie są błahostki - wymamrotał jeszcze. Przecież do błahostek go nie sprowadzał. Z błahostkami sam sobie radził. Sprowadzał tylko wtedy, jak czuł że nie da rady. - Możesz sama wybierać - pokiwał głową. - Ale i tak go sprowadzę - mruknął jeszcze. Nie komentował całej reszty, tylko spojrzał na zadanie i odetchnął głęboko.
- Ostatnio nie lubię patrzeć w twoje oczy - powiedział spokojnie i pomasował sobie skronie. - Od kiedy weszłaś mi do głowy bez pytania, nie znoszę patrzeć ci w oczy - zacisnął mocno pięści i usiadł na łóżku klepiąc miejsce przeciw sobie. - I wiem, że przeprosiłaś i wiem, że nie zrobisz nic, niezależnie od tej błyskotki - wskazał na bransoletkę. - Ale ja nie czuję się z tym pewnie.
Gave
Chłopak uśmiechnął się pod nosem i przez dłuższą chwilę udawał, że się zastanawia. Jej rymy wychodziły tak naturalnie, że trudno było nawet wspomnieć, że właściwie to mogłaby przestać po 20 minutach. Słuchał też żartów i zacmokał, bo choć kącik ust mu się uniósł to uznał że to jednak za niski poziom.
OdpowiedzUsuń- Oj Mości Pani, trochę więcej postarania, czemuż to ochłapami mnie karmisz - pogroził jej palcem i uśmiechnął lekko. - Jeśli się postarasz, zmniejszymy rymowanie do 20 minut - puścił do niej oczko. Tak o, na zachętę. Sięgnął sobie po przekąskę, która jeszcze im została i wsunął ją do buzi, czekając na pokaz talentów Akane.
Ryu
Gave westchnął ciężko.
OdpowiedzUsuń- Ale dzisiaj to była błahostka... - mruknął. - W takich czuję się ok - przytaknął. - Ale jak jest gruby kaliber to nie - pokręcił głową. Oczywiście rozumiał, że ona czuła inaczej, ale on nie. Dla niego ta jego pomoc to było nic. Zdecydowanie lepiej nadawali się do tego inni. Nie zamierzał rezygnować z pomagania jej, ale jeśli czuł że może kogoś lepszego do tego zadania zwerbować to zamierzał z tego korzystać. Kiedy wspomniała o Gavinie pokręcił głową. - Nie, wtedy byłaś zła za Sralala - tylko jej przypomniał, po czym pokręcił lekko głową. Nie oczekiwał od niej przeprosin, bo to już zrobiła. To siedziało w nim. W środku. Czymś innym dla niego było to, że duch coś wie, a czymś innym było zaglądanie komuś do umysłu. Od tamtej pory zamykał wszystko co najtrudniejsze na osiem spustów i nie pozwalał nawet sobie tam zaglądać. Nikt nie mógł mieć dostępu. Spojrzał w jej oczy, kiedy już umilkła. Pięć minut... to będzie długie pięć minut.
Gave
- Och to poproszę lewy pośladek w takim razie. Na prawym nie siadaj - strzelił palcami w jej stronę. Skoro tego chciała, a jego godzina trwała. Nie wpadłby na te poślady, gdyby nie ona. Wywrócił oczyma na te jej blasterowe "faki" i pokręcił głową. - Oj droga pani, coś tu słabo z tym twoim staraniem - westchnął przeciągle. - A nie mam się na zbyt wymagającą widownię - cmoknął lekko uśmiechając się pod nosem. - Może twój humor to nie twa mocna strona - podrapał się po brodzie. - Dobrze więc, czas na masaż. Poproszę masaż barków - rzucił z lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuńRyu
A on robił przy tym głupie miny, posyłał jej buziaczki i wytykał język. W jednej chwili nawet podwinął swój nos palcem i zaczął chrumkać jak świnia. No jakoś trzeba było zabić ten czas, a jego myśli po prostu leciały w złe rejony. Skupił się na jednym z jej oczu, ale dość szybko stracił je z oczu, a jego wzrok stał się nieobecny. Przynajmniej przez dłuższą chwilę. Jemu przez głowę przelatywały te gorsze wspomnienia. Z ich kłótni, ale i to czego nigdy nie było, czyli śmierć An czy Fasolek. Zacisnął mocno pięści, czując jak krew mu się w tym gotuje. Zdecydowanie lepszą opcją było wygłupianie się przy tym wszystkim.
OdpowiedzUsuńGave
OdpowiedzUsuńSłuchał z delikatnym uśmiechem na twarzy tej wizji. Całkiem odmienna narracja od tego co zazwyczaj słyszał. Musiał przyznać, że był to całkiem ciekawy powiew świeżości.
— I wcale nie wyobrażasz sobie, że siedzę z fajką na oknie, nie patrzę w niebo i nie myślę, jak być smutnym, gburowatym księciem, tak? — dopytał tak dla samej zaczepki. — W nocy głównie sprawdzam czy mój braciszek nie zostawił mi żadnej niespodzianki, nastawiam na niego pułpaki i idę spać — dodał jeszcze, oczywiście żartując, po części, bo były takie noce, że sprawdzał faktycznie czy Diego nic nie szykował, głównie jak zdążył zauważyć, że coś kombinuje.
— Mówisz jakby to Ci na złe wychodziło, a ja Cię tutaj chwilę — pokręcił nosem, po czym cmoknął z lekkim zawodem. Oglądał dalej jej wygłupy i po prostu śmiał się cicho. Nie pamiętał, kiedy ostatnio śmiał się tak dużo tak po prostu przy tak luźnej atmosferze.
Ashan
Potrząsnął głową, gdy dotarło do niej rechotanie żaby i zamrugał kilka razy, wracając do milczącego trybu patrzącego. Nie wiedział ile czasu minęło, ale tym razem starał się zostawać na powierzchni. Pozwolił sobie liczyć piasek przesypujący się w jej oczach i kiedy minęło pięć minut odwrócił wzrok.
OdpowiedzUsuń- W prawym oku masz 567 ziarenek, a w lewym 533 - poinformował ją rzeczowym tonem. - Nie ma za co - dodał z lekkim uśmiechem. - I masz ładne oczy - dodał zaraz, opadając na poduszki i przymykając swe własne oczy. - Ale... uhm... - zacisnął mocno wargi. - Potrzebuję przerwy. Zaczynam czuć lekkie osłabienie - przyznał, przykrywając się kołdercią. - Potrzebuję... hm... kołysanki - mruknął. - Najlepiej "W górze tyle gwiazd" - dodał zaraz. - I prześpimy się chwilę? Albo chociaż poleżymy z zamkniętymi oczyma?
Gave
Ryu poruszał zabawnie brwiami na te jej uniesione brwi, jakby chcąc jej przekazać, że czeka na tę jej słodką zemstę, a gdy wspomniała o humorze to wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Możliwe, albo po prostu panna się nie stara za mocno - dorzucił, krzywiąc się przy pierwszych ruchach masażowych, bo choć spodziewał się, że lekko nie będzie to i tak nieco zabolało. - Sama pani uważaj, bo godzina się wydłuży przy takich ruchach - spojrzał w jej stronę i pokazał jej język. - W ramach zadośćuczynienia krzywdzie - dorzucił ze śmiechem, po czym oddał się jej masażowi. Przez dłuższą chwilę po prostu relaksował się pod naporem jej dłoni, po czym podziękował jej za to i pokręcił głową. - Mój kolejny dekret - wstał z miejsca i spojrzał po niej. - Masaż wyszedł pani świetny, więc przez kolejne 5 minut... już nie rymowanym tonem - uśmiechnął się. - Posłucham ballady opiewającej mą skromną osobę - usiadł na poduszkach i poklepał miejsce obok siebie. - No pokaż na co cię stać.
Ryu
Chłopak wywrócił oczyma na to jej przypomnienie o tej jednej godzinie i posłał jej buziaka w powietrzu, po czym rozsiadł się wygodnie słuchając przyśpiewki, o samym sobie. Mimo, że nie była robiona poważnie, to miejscami trafiła nie tam gdzie trzeba, ale utrzymał uśmiech. Niespecjalnie miał po prostu ochotę na rozkochiwanie w sobie pannic. Nie mniej pierogi rozśmieszyły go, więc zaklaskał jej i spojrzał jej prosto w oczy.
OdpowiedzUsuń- Dobrze, myślę że wystarczy mi czasu jeszcze na jeden dekret - stwierdził, sięgając sobie po jej lemoniadę i dopijając ją do końca. - Gdy tu szliśmy widziałem coś na zasadzie prowizorycznej tyrolki - spojrzał po niej i poruszał zabawnie brwiami. - Idziemy po niej pojeździć - rzucił lekkim tonem, po czym na nią spojrzał poważnie. - A mości panna będzie szła tanecznym krokiem, okręcając się raz za razem i piszcząc z radości - dorzucił wesoło.
Ryu
Ashan na chwilę spoważniał na twarzy. Uśmiech zniknął. Wypił jednym duszkiem piwo z kamiennej czarki. Odstawił ją, być może nieco za mocno, a potem nachylił się w stronę Akane.
OdpowiedzUsuń— A ten mój sekret znasz, bo zajrzałaś mi do głowy, czy po prostu podglądasz mnie zza okna w nocy? — zapytał ze śmiertelnie poważną miną, aczkolwiek w duchu po prostu teraz zwyczajnie robił sobie jaja. Jego to bawiło, ale rozbawienie było łatwo ukryć. Przynajmniej jemu.
— Najlepszy na świecie. Jak Cię polubi to sama się przekonasz — mrugnął do niej porozumiewawczo, a dopiero potem się odsunął, żeby na nowo rozłożyć się wygodnie na swoim krześle. Słuchał co mówi, przechylając lekko głowę w bok. Polał sobie kolejną szklankę piwa i zaczął popijać.
— Myślę, że zaraz mogę znaleźć się w pułapce jak coś jeszcze odpowiem — zauważył, uśmiechając się nieznacznie. Zaśmiał się cicho i wzruszył ramionami.
— Nie, książe jest zawiedziony, że tylko on chce się schlać, a koleżanka boi się kacyka — odparł z zadziornym uśmieszkiem.
Akane
to znaczy Ashan XDDD
UsuńKiedy Akane się zaśmiała, Ashan sam dalej zachowywał kamienny wyraz twarzy. Na szczęście dla niego nie było to specjalnie trudne. Musiał jednak przyznać w myślach, że było mu potrzebne nieco samokontroli, aby samemu się nie zaśmiać, kiedy się mimo wszystko przyłączyła do jego małej gry.
OdpowiedzUsuń— Nieładnie tak podglądać, zwłaszcza jak ofiara śpi nago, a pannica sobie labirynty z tatuażów robi. Jeszcze mi powiedz, że trasę se zmieniasz do dupy — odpowiedział, aczkolwiek tutaj już nie wytrzymał i uniósł minimalnie kącik ust. — To chyba już podchodzi pod paragraf, nim się obejrzysz to skończysz na 48 na dołku —- dodał, patrząc po niej wymownie.
— Nie wiem. Wpadłem? — zapytał, sięgając po kolejnego papierosa. Co do Diego nie miał zamiaru jej namawiać. Sami niech sobie szukają kolejnych znajomych. Jemu Akane nie przeszkadzała akurat, więc egoistycznie się cieszył swoją własną chwilą “w jej blasku”. Pokręcił głową. Polał jej piwa z nowej dostawy i podsunął.
— Niektórzy mówią, że nie można chlać, jak jest się księciem. Ale to nieprawda. Można. Tylko rano trzeba wstać do roboty. Na tym polega odpowiedzialność — użył parafrazy tekstu zasłyszanego od jednego z Gromów, który uznał za naprawdę zabawny.
Ashan
- Trzech? - spojrzał po niej unosząc lekko brew. - Nie spodziewałem się, że to nasze pierwsze spotkanie zaliczasz do schadzek - uśmiechnął się, upijając swojego drinka. - Gdybym wiedział to czarowałbym cię zupełnie inaczej - puścił do niej oczko i zaśmiał się lekko. Słuchał tego co ma do powiedzenia w sprawie swej roli śpiewaczki i pokiwał głową, a kiedy mu przytaknęła ostatecznie to wyrzucił ramiona do góry z głośnym. - Tak! - roześmiał się serdecznie i zaraz złapał jej dłonie w swoje by ucałować wierzch jej gładkich rąk. - Niezmiernie mi miło, że zgadzasz się ze mną w tym temacie - spojrzał jej przelotnie prosto w oczy i pokręcił zaraz głową cmokając z niedowierzaniem. - No co za gnój z tego grajka - rzucił. - Żeby aż tak cię oczernić... gdybym go poznał to bym mu osobiście mordę obił - stwierdził, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że mówi o samym sobie. Kiedy znów wspomniała o cmentarzu, skinął głową poważniejąc trochę. Co prawda część ofiar leżało w zupełnie innym miejscu, ale nie zamierzał o tym teraz rozprawiać. - Wyjątkowy kwiat... - spojrzał po niej zaciekawiony. - Cóżesz tam zostawiła, taka piękna i nieskalana panna? - zainteresował się.
OdpowiedzUsuńKlaus
Chłopak już jej nie odpowiedział. Zamknął oczy i oddał się słuchaniu jej głosu. Wcześniejsza panika w połączeniu z osłabieniem organizmu wymęczyły go konkretnie. Przysnął więc, gdzieś w połowie kołysanki i obudził się dopiero po dłuższej chwili. Nie wiedział ile minęło, ale na dworze słońce świeciło już wysoko. Spojrzał po śpiącej Akane i nie ruszył się ani o milimetr, by jej nie przeszkadzać, bowiem jej głowa postanowiła przykliszczyć jego pierś. Niesamowite, jak bardzo kręciła się na łóżku.
OdpowiedzUsuńGave
- Rymowanie już ci odpuszczę - uśmiechnął się łaskawie. - Zamiast tego, po każdym słowie poproszę przecinki... a tymi przecinkami będzie "re-re-kum-kum" - puścił jej oczko wesoło ruszając z nią w stronę danej atrakcji. - No wiesz, ja tu nie spędzę miesiąca czy dwóch - przypomniał jej. - Muszę korzystać póki mam na to okazję, a skoro tak ochoczo za nas płacisz - spojrzał po niej z wdzięcznością w oczach, podszytą sprytem i przebiegłością. Poczochrał ją znów po włosach. - Och ja kocham te twoje piiiiiski - wszedł na rejestry Gavinowe przy ostatnim słowie i śmiał się lekko za każdym razem, gdy Akane piszczała.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave zdołał doliczyć w myślach do 5 tysięcy i zacząć nową kolejkę, gdy się obudziła.
OdpowiedzUsuń- Nie, skąd - pokręcił lekko głową, siadając trochę i przeciągając się przy tym mocno. - Tak, trochę tak - przytaknął. - Ale chyba muszę witaminki łyknąć - stwierdził po chwili wstając z miejsca. - Moja apteczka jest w szafie, więc będziesz musiała się ze mną tam kopsnąć - uśmiechnął się do niej lekko, kiedy już i ona się poprzeciągała. - Kumam wędrowniczka... dzisiaj mało wędrowałaś, to musiałaś sobie odbić - rzucił tylko.
Gave
Prawie jej tam odpadł ze śmiechu, gdy zaczęła "re-re-kum-kować", a czując po kościach taktykę olewania mówienia, więc postanowił trochę jej do utrudnić, gdy zaczęli wspinać się na wysokie wzgórze skąd można było pofrunąć "tyrolką".
OdpowiedzUsuń- Jakie masz plany tu w Phyonix? - zainteresował się i pisnął ponownie w Gavinowy sposób. - No nie mów, że żadnych nie zrobiłaś. Z twoim zapałem na pewno jest ich cała masa - dorzucił wesoło.
Ryu
Gave pokiwał lekko głową. On sam nie przepadał za takimi dniami, ale musiał przyznać, że czasem się przydawały. Otworzył szafę i wyciągnął swoją apteczkę, po czym przejrzał ją w poszukiwaniu odpowiednich leków. Wybrał witaminy, o których wspominał, na wzmocnienie organizmu z dopiskiem Febe "A spróbuj je przynieść z powrotem...". Uśmiechnął się pod nosem. Nie zamierzał tego robić. Wsunął do buzi jedną z nich, po czym przełknął ją i spojrzał po Akane.
OdpowiedzUsuń- Może kilka - zgodził się z nią. - Ale nie za dużo - dodał zaraz. - Jakoś nie widzę samego siebie podczas takich dni zbyt często - mruknął. - Dni relaksu i odpoczynku, tak, ale piżamowe... - pokręcił głową.
Gave
Gave spojrzał po niej i zaśmiał się cicho. Jej przychodziły pomysły na plany, jego czarne myśli. Machnął na to tylko ręką.
OdpowiedzUsuń- W samych piżamach nic - poinformował ją, śmiejąc się na te sznurki i w duchu uznając, że następnym razem dostanie je bez sznurków. - W tym, że się siedzi bezczynnie w pokoju i kręci z kąta w kąt... duuużo - mruknął. - Po prostu nie lubię być w zamknięciu... to jest nie chodzi mi o zamknięcie takie no... - spojrzał po łańcuchu i przełknął głośno ślinę. - ...tylko to takie teoretyczne - dokończył.
Gave
Mimo tego, że tak ładnie wybrnęła to i tak był zadowolony, że musiała coś powiedzieć.
OdpowiedzUsuń- To opowiedz mi o swoich córeczkach, to mój kolejny dekret - puścił do niej oczko. - Tak hm... w 100 słowach lub więcej - dodał zaraz, co by jej nakreślić ich ilość, żeby nie mogła mu zaraz powiedzieć trzech zdań. - Jakie są? Co lubią robić? Jak ty lubisz spędzać z nimi czas? - wymienił kilka pytań pomocniczych, chociaż nie sądził, żeby musiał to robić. Poruszał przy tym zabawnie brwiami i klasnął radośnie w dłonie. - Akurat zejdzie ci to do momentu szczytu - wskazał na cel ich podróży.
Ryu
Gave niespecjalnie ukrywał ten niepokój, ale na razie sobie z nim radził i kiedy ona została w pogodnym tonie to był jej za to wdzięczny.
OdpowiedzUsuń- Tak, ale taki mój dzień wcale nie byłby piżamowy właśnie - odparł spokojnie. - Poleżałbym tak do...6.30 w łóżku, a normalnie wstaję koło piątej - powiedział spokojnie.- Potem poszedłbym pogadać z Febe przy robieniu śniadania i wyszedł na dwór. Pochodziłbym sobie po plaży, odwiedził klify, może trochę pobiegał, przed obiadem poszedłbym pomęczyć Yensena z treningiem, a na obiad upolowałbym sobie coś chętnie. Potem może pływanie, albo relaks z książką pod chmurką, więc no... ciężko tu mówić o piżamowym dniu - skomentował. - No i mówię o dniu w którym nie mam Fasolek, bo z nimi taki by wyglądał inaczej, ale to zostawię dla siebie - stwierdził swobodnie.
Gave
Szczerze mówiąc był pod wrażeniem, że Akane nie odpuściła i kiedy zakończyła całość, a on wysłuchał jej całego przekazu, pokiwał lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Wyobrażam sobie, że to musi być ciężko trzymać swoje zdanie, kiedy dzieci zaczynają wojować i krzyczeć - uśmiechnął się lekko. - Ale trzymam za ciebie kciuki, żeby krajające się serce wytrzymało i nie dało się zwieść na manowce i wpaść pod czar słodkich słoneczek twoich - rzucił lekko masując ją po ramieniu. - No i w nagrodę za tak piękny poemat i to wszystko co mają po mamie, możesz już mówić normalnie - puścił do niej oczko. Dochodzili też do mety. - A po zjeździe, oficjalnie twa godzina minie - dodał.
Ryu
Gave spojrzał po niej i uniósł wysoko brew.
OdpowiedzUsuń- A powiedz mi... kiedy miałem być na polowaniu? - zapytał jej. - Dopiero tu przyszedłem. Przyprowadziłem ci Ryu, wracając z Argaru - przypomniał. - Przedwczoraj tu wpadłem i zdążyłem pojechać do Oazy z Darcy, następnie odwiedzić jej sierociniec, upiec pizzę z Ryu, zorganizować ognisko, przefarbować włosy, ukraść Ashanowi zioło, przeprowadzić rozmowę z Darcy na temat jej pierwszego razu, potulać dzieci, zapoznać się z Verim, mosertem i Gepardziulo, bratem Dar i Ashana - wyliczył wszystkie swoje aktywności. - Niestety na polowanie jakoś zabrakło minut w tych dwóch dobach - parsknął śmiechem.
Gave
Gave wzruszył ramionami. Co miał jej powiedzieć? Lubił robić dużo, zwłaszcza będąc w nowym miejscu.
OdpowiedzUsuń- No niestety aż tak dobry to nie jestem - rzucił lekko i uśmiechnął się nieco, po czym przytaknął. - Mhm tak, to samiec - przyznał i odruchowo zerknął na Wintera, który tu z nimi był i spał sobie, na parapecie. - Mhm też bardzo go lubię, ale nie jestem przekonany czy będę go wykradał - mruknął. - Wiesz ja... mogę nie mieć czasu się nim zajmować, jak już nie będę w Phyonix. Już biedny Winter czasem na tym cierpi - zauważył. - Mój tryb życia nie sprzyja zwierzakom - westchnął ciężko.
Gave
Ryu uśmiechnął się do niej w zrozumieniu. Ta jej obawa była jak najbardziej zrozumiała dla niego. Zwłaszcza z jej mocami.
OdpowiedzUsuń- Wiesz... - spojrzał po niej. - Może nie przesadzaj z tym nad wyraz, hm? - zaproponował. - Czasami taki spokój... wiesz taki aż za bardzo spokój, bardziej denerwuje niż emocje - powiedział. - Nie chodzi mi o to, że masz na nie krzyczeć i się złościć, tylko usunąć nad wyraz sprzed spokój - wyjaśnił o co mu chodzi. - No wiesz, zachowaj naturalny spokój - spróbował jeszcze. - I tak wiem, nie mam swoich dzieci. To tylko luźna myśl - machnął lekko ręką i chociaż nie uszło jego uwadze to, że zapomniała się z kumkaniem to postanowił jednak jej to odpuścić. I tak już trochę musiała namachać się jęzorem.
- Ej! - zrobił naburmuszoną minę. - Weź teraz to się czuję dotknięty... mogłem ci dać tyle okropnych zadań, a ty mówisz jakby to było tragiczne - pociągnął nosem.
Ryu
- Mhm tak, wierzchowiec byłby fajny, ale właśnie ze względu na to, że skaczę to... - pokręcił lekko głową. - Po prostu musiałbym go gdzieś zostawić wtedy, a nie zawsze miałbym gdzie. Nie wyobrażam sobie skakać z Mosertem - powiedział jej. Winter był o wiele mniejszy i poręczniejszy, no i przyzwyczajony do takich rzeczy już. - Ciekawe co zrobi Vexa jak zabierzesz Fasolki w podróż - zainteresował się, spoglądając po niej. - SKoro lubi je pilnować to pójdzie z tobą czy nie?
OdpowiedzUsuńGave
- Mhm wyobrażam sobie - pokiwał głową. - To jest trudne nawet jak nie masz twoich umiejek - zaśmiał się lekko, bo mimo braku dzieci, z dziećmi obycie miał i ciężko było czasem zachować spokój i nie wpadać z jednego kąta do drugiego. Podejrzewał, że ze swoimi będzie miał zdecydowanie trudniej, jeśli się kiedykolwiek pojawią. - Mamuśka też nie może być zbyt idealna - uśmiechnął się do niej. Prychnął pod nosem na to wyjaśnienie. - No to dawaj, wygraj tę godzinę ode mnie - poruszał zabawnie brwiami i kiedy dotarli ukłonił się przed nią. - Panie przodem - rzucił puszczając ją pierwszą, by mogła sobie zjechać.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave przytaknął jej i zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- Jest to jeszcze do zastanowienia się, dopiero raz się z nim widziałem, ale jest świetny - skomentował z uśmiechem, po czym pokręcił lekko głową. - NIe sądzę, by poszła za mną - powiedział spokojnie. - Do tej pory też nie kręciła się pod nogami w Argarze, jak dziewczynki były ze mną - przypomniał. - Więc bardziej prawdopodobne jest to, że zostanie z tobą - dorzucił spokojnie.
Gave
- Możliwe - przytaknął jej co do Vex i Wintera. Psiak uniósł leniwie łeb i obrócił się do nich dupskiem, pokazując tym samym że ma ich w głębokim poważaniu w danej chwili. Gave parsknął na to śmiechem i spojrzał po liście. Nie był pewien czy chce wracać do listy, ale ostateczne spojrzał na pytanie i prychnął pod nosa.
OdpowiedzUsuń- Żeby była jasność - spojrzał po niej. - Nie przeszkadza mi, gdy ktoś inny cię podrywa - poinformował ją po prostu. - Przeszkadza mi tylko Ashan, który no sorry ale nie pasuje do ciebie. A jeszcze potem by zaczął rozpieszczać małe i małego... - pokręcił głową. - Nope, on jest na czarnej liście. Znajdź sobie kogoś innego do podrywu - poradził jej. - Nie przeszkadza mi podryw... tylko konkretny osobnik... - wymamrotał. Nie był pewien ile w tym wszystkim było prawdy, bo no trudno było w danej chwili mu się do tego ustosunkować. Może gdyby było więcej podrywaczy to byłby w stanie powiedzieć coś innego, ale na razie był tylko Ashan.
Gave
Ryu przytaknął jej tylko i obserwował zaraz jak zjeżdża na sam dół. Spojrzał po obsługującym i dzięki temu, że wcześniej Akane wyjaśniła mu instrukcję to teraz wiedział jak nie podpaść obsługującego, po czym gdy dostał zielone światło, wskoczył na tyrolkę i z głośnym okrzykiem zaczął zjeżdżać w dół. Miło było poczuć się tak beztrosko chociaż przez chwilę. Zwłaszcza, gdy na początku górowało się nad dachami budynków. Koniec przyszedł dość szybko i Ryu zgrabnie zeskoczył ze swojej, by wyszczerzyć się do Akane.
OdpowiedzUsuń- To było dobre - rzucił wesoło. - Chociaż podkowy były znacznie ciekawsze, więcej emocji dostarczyły dodał. - Zwalniam cię z dalszej służby Mości Panienko - puścił do niej oczko, bo godzina oficjalnie dobiegła końca.
Ryu
Patrzył przez chwilę w milczeniu na Akane, zastanawiając się jaka odpowiedzieć byłaby odpowiadania. Miał kilka, które jego nawet bawiły, a inne były trochę niestosowne. Z drugiej strony - no sama zaczęła.
OdpowiedzUsuń— Na własną rękę? Uważaj. Jeszcze znajdziesz coś, czego potem nie będziesz umiała odzobaczyć — odparł, uśmiechając się do niej wymownie. Na kolejne słowa uśmiech zrobił się bardziej zadziorny. Wyzerował swoje piwo i polał sobie więcej. Pokręcił głową i nachylił się lekko w jej stronę.
— Uważaj, bo jeszcze zobaczysz coś czego nie da się odzobaczyć — powiedział konspiracyjnym tonem, po czym zaciągnął się krótko, żeby wypuścić krótką smugę dymu smakowego papierosa w jej stronę. Na chwilę przybrał bardziej bezczelny wyraz twarzy i zaśmiał się cicho. — Zaczynasz od dupy strony, hm? Przynajmniej nie tracisz czasu na mniej interesujące okolice, ale… — szepnął i urwał. Znowu się zaśmiał, bo po prostu nie mógł. — ale uważaj, żebym i ja nie zaczął się interesować trasami z dupy — dokończył, prostując się na krześle. Zaciągnął się mocniej papierosem, po czym wypuścił kilka kółeczek, dalej jej słuchając.
— A to już brzmi jakbyś chciała się wprosić na bardziej osobisty pokaz — zauważył, kręcąc lekko głową. Zaraz potem w ciszy lustrował ją wzrokiem, po tym jak zadała pytanie, udając, że bardzo mocno zastanawia się nad tym czy nie był w tarapatach.
— Myślę, że wpadłem, ale jeszcze nie tam, gdzie byś chciała. Mam wrażenie, że knujesz dla mnie jeszcze coś gorszego — odpowiedział w końcu, zaszczycając ją zaczepnym uśmiechem. Strzepał popiół do popielniczki.
— Niee… biorąc pod uwagę jak bardzo Ci zależy na moich rebusach i pośladkach obejdę się dzisiaj bez fanek. Prędzej pościel przybiję w łóżko, żebyś mi pod kołdrę nie zaglądała, jak się za bardzo spijesz. Kto wie co tam Ci jeszcze świta w głowie — powiedział, podsuwając jej jeszcze bliżej jej szklankę. — A jednak kusi, żeby zobaczyć co tam taki żabi słowiczek zakumka i zaćwierka po kilku głębszych — dodał na koniec.
Ashan
Gavin obserwował to wszystko popijając swój duchowy soczek.
Usuń- Oj stary, nie kuś losu - pokręcił głową. - Jej śpiewanie po kilku głębszych jest nie do zniesienia. Uszy więdną...
poprawiona wersja XD
UsuńPatrzył przez chwilę w milczeniu na Akane, zastanawiając się jaka odpowiedzieć byłaby odpowiadania. Miał kilka, które jego nawet bawiły, a inne były trochę niestosowne. Z drugiej strony - no sama zaczęła.
— Na własną rękę? Na własną rękę? I nigdy nie przyszło Ci do głowy poprosić kogoś o… demonstrację? — odparł, uśmiechając się do niej wymownie. Na kolejne słowa uśmiech zrobił się bardziej zadziorny. Wyzerował swoje piwo i polał sobie więcej. Pokręcił głową i nachylił się lekko w jej stronę.
— Uważaj, bo jeszcze zobaczysz coś czego nie da się odzobaczyć — powiedział konspiracyjnym tonem, po czym zaciągnął się krótko, żeby wypuścić krótką smugę dymu smakowego papierosa w jej stronę. Na chwilę przybrał bardziej bezczelny wyraz twarzy i zaśmiał się cicho. — Zaczynasz od dupy strony, hm? Przynajmniej nie tracisz czasu na mniej interesujące okolice, ale… — szepnął i urwał. Znowu się zaśmiał, bo po prostu nie mógł. — ale uważaj, żebym i ja nie zaczął się interesować trasami z dupy — dokończył, prostując się na krześle. Zaciągnął się mocniej papierosem, po czym wypuścił kilka kółeczek, dalej jej słuchając.
— A to już brzmi jakbyś chciała się wprosić na bardziej osobisty pokaz — zauważył, kręcąc lekko głową. Zaraz potem w ciszy lustrował ją wzrokiem, po tym jak zadała pytanie, udając, że bardzo mocno zastanawia się nad tym czy nie był w tarapatach.
— Myślę, że wpadłem, ale jeszcze nie tam, gdzie byś chciała. Mam wrażenie, że knujesz dla mnie jeszcze coś gorszego — odpowiedział w końcu, zaszczycając ją zaczepnym uśmiechem. Strzepał popiół do popielniczki.
— Niee… biorąc pod uwagę jak bardzo Ci zależy na moich rebusach i pośladkach obejdę się dzisiaj bez fanek. Prędzej pościel przybiję w łóżko, żebyś mi pod kołdrę nie zaglądała, jak się za bardzo spijesz. Kto wie co tam Ci jeszcze świta w głowie — powiedział, podsuwając jej jeszcze bliżej jej szklankę. — A jednak kusi, żeby zobaczyć co tam taki żabi słowiczek zakumka i zaćwierka po kilku głębszych — dodał na koniec.
Gave wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie musisz nikogo ze mną konsultować - powiedział tylko. - To co sobie marudzę to moje. Mi się to nie podoba, ale to nie znaczy że tobie też musi - zauważył wzdychając ciężko i gryząc się w język, by nie dodać "tylko, nie, kurwa, Ashan". Zacisnął mocno wargi i ruszył do stolika, aby wsunąć sobie do ust truskawkę i sięgnąć jeszcze po kajo. Musiał czymś zająć buzię, by nie fukać za bardzo na tego całego Parabellum. Słuchając o pocałunkach, nie sądził by było to coś złego. W końcu nawet nie planował jej całować. Czuł, że powinien też trochę mocniej ją od siebie zacząć odsuwać, ale ciężko było jak sama się pchała w jego ramiona. Dobrze, że chociaż stała na straży pocałunków.
- Nom, zawsze miałaś problem z pocałunkami - stwierdził tylko, bo musiał przyznać, że miała na tym punkcie świra. Jeden pocałunek sprawił, że poleciała na łeb i na szyję, wyłączając swe emocje. Dobrze, że teraz nie chciała pocałunków. - Nie zamierzam cię całować - powiedział wprost. - Ale ty to lubisz... - wskazał palcem na swoje czoło, głowę, policzki. - To też w pewnym sensie pocałunki - zauważył spokojnie.
Gave
Klaus poruszał przy tym zabawnie brwiami.
OdpowiedzUsuń- Niekoniecznie. Jest też oznaką temperatury czy zdenerwowania - poinformował ją. - Widzisz, nie każdy chce pokazywać swe zdenerwowanie na drugiej schadzce, a ja... - cmoknął i pokręcił głową. - Przyznam ci w tajemnicy, że z kobietami nie potrafię dobrze rozmawiać - szepnął w jej stronę, by wyjaśnić ten cały pot. Zaśmiał się cicho i upił trochę swojego drinka, po czym słuchał ej dalej. - Nikomu nie powiem - przyłożył dłoń do serducha. - Przysięgam na mę lutnię - dodał z lekkim uśmiechem. - W razie czego mogę ci nawet pomóc - dodał szeptem, po czym uśmiechnął się do niej szeroko. - Mhm... mówisz? - uniósł lekko brew spoglądając po całym miejscu. - Może dla ciebie - pokiwał głową. - Dla nas to codzienność. Wyjątkowość jest poza granicami Phyonix, gdzie ludzie mają prawo się ze sobą mieszać - uśmiechnął się lekko. - Tu... nie jest to zabronione, ale... - spojrzał po niej. - ...ile widziałaś tu ludzi z innymi czuprynami niż ta - wskazał na swoje rude włosy.
Klaus
Ukłonił się jej kilkakrotnie, kiedy tak go przywitała i przytaknął jej. Oj tak, lubił takie rzeczy. Wprawiały w zdecydowanie lepszy nastrój. Odetchnął z teatralną ulgą, gdy przyznała, że ta godzina wcale nie była aż taka zła, po czym uśmiechnął się szeroko.
OdpowiedzUsuń- Cieszę się, że i tobie się podobało - stwierdził wesoło, po czym pokręcił lekko głową. - Pokręcę się jeszcze po okolicy trochę - powiedział spokojnie. - A potem wrócę do Pałacu. Drogę znam - zapewnił ją z lekkim uśmiechem. - Leć - zasalutował jej i pokiwał na odchodne.
Ryu
- To, że nie potrzebują to jedna sprawa, ale to że je dostaną to zupełnie inna - puścił do niej oczko. Imprezy z efektami specjalnymi to było coś. Jakby tak tym dzieciakom wybudować całkiem pokaźny plac zabaw? To by było całkiem niezłe. Już w głowie parę planów mu się zrodziło w tym temacie, ale nie zamierzał się nimi dzielić.
OdpowiedzUsuń- Kochana, on pójdą w gejostwo po spróbowaniu każdego wianka - puścił do niej oczko. - Uznają, że łeee nie ma co - zażartował, po czym pokiwał głową. - Na odwrót też to widzę - zgodził się z nią wesoło, po czym poruszał zabawnie brwiami. - Będzie trzeba wtedy takich poudawać Skrajnie-nie-do-rozwiniętych... myślę, że mamy to opanowane do perfekcji - dorzucił, po czym przeciągnął się lekko. - Idź nam kategorię wylosować. Musimy wiedzieć jakiego klienta chcemy zadowolić podczas pierwszej rundy - dorzucił.
Nat
Gave westchnął ciężko.
OdpowiedzUsuń- A dla mnie, w przypadku osoby dorosłej to jednak to samo i jest mylące - powiedział po prostu. - Bo widzisz... Darcy mnie tak nie cmoka, Onyx też nie - mruknął, podając dwa przykłady osób, które mogłyby zacząć coś takiego robić, bo byli w miarę blisko. - Wolałbym, żebyś tego też nie robiła, skoro nie chcesz tych, które rozróżniasz na pocałunki a nie cmoknięcia - dokończył. - Tak, ja wyszedłem z całowaniem czoła bo ty lubisz takie gesty i lubisz jak ci się dodaje w ten sposób otuchy - wzruszył ramionami. - I mogę ich więcej nie dawać - dodał zaraz spoglądając sobie na dłonie. - Chociaż masz rację, dla mnie pocałunki nie zawsze są intymne, to tylko pocałunki - mruknął w końcu.
Gave
Spojrzał po niej i uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Flirtowanie. Nigdy nie wiem na jak dużo mogę sobie pozwolić - położył dłoń na jej kolanie i przesunął nią do uda. - Czy tyle to wystarczy, czy jednak jest za dużo - zaczął, patrząc jej w oczy i przesuwając rękę teraz na jej brodę. Chwycił ją dwoma palcami i pogłaskał ją po policzku przy okazji. - Czy to już dość, czy jednak za dużo - pochylił się do niej by szepnąć jej to do ucha, po czym odsunął się od dziewczyny. - Po prostu mnie onieśmielacie - skwitował ostatecznie i postukał się po brodzie. - Znam świetne miejsca, gdzie by można tego gościa zakopać - rzucił konspiracyjnym szeptem. - Powiedz tylko kiedy... gwarantuję, nikt go nie znajdzie - zapewnił, po czym spojrzał po niej i wzruszył ramionami.- Nie, nie jestem - zgodził się z nią. - Ale to po prostu różnica charakterów, żadna tam wyjątkowość - skomentował. - Popatrz na naszą kapłankę, Lexi Parabellum - zaczął swobodnie. - Ona ma coś wyjątkowego w sobie. Ma to coś czym ciągnie do siebie ludzi - poinformował. - Ale obok niej stoi Sangius Parabellum i on... no on już tak nie potrafi - zauważył. - Część ludzi za nim pójdzie tak, ale to nie to co ma Lexi. Ona jest wyjątkowa, a on przeciętny - wzruszył ramionami i odetchnął głęboko. - Mhm... pożyjemy to zobaczymy jak to z tymi turystami będzie - stwierdził swobodnie.
Klaus
Gave wzruszył ramionami. No mógł, ale przecież nie będzie się obruszał przy wszystkich na ognisku, gdy go muskała ustami, a w trakcie paniki nie do końca to ogarniał. Nie przypominał sobie by dawała mu więcej buziaczków w taki sposób w trakcie Azylu i po nim. Więc i tak uważał, że temat nawinął mu się szybko.
OdpowiedzUsuń- Tak An, wychodzi naturalnie, bo wiem że to lubisz - odparł spokojnie. - Ty jesteś taka klucha co to lubi się przytulić, dostać buzi i tak dalej - mruknął. - Ale jak mi dajesz buziaka to dajesz mi znak, że mogę iść dalej, mogę całować mocniej, pozwalać sobie na mocniejsze rzeczy - pokręcił lekko głową. - A to wcale nie pomoże ci się ode mnie... uwolnić - westchnął przeciągle. - Ja lubię... zwykłe przytulenie wystarczy - dodał po chwili milczenia. - Taa, jak widziałaś nawet nie mam problemu z całowaniem chłopów - wywrócił oczyma. - Ale tak między nami... Kropek i ja... - pokręcił głową i skrzywił się. - ...no nie zaiskrzyło - rzucił z lekkim śmiechem.
Gave
Gave odetchnął głęboko i spojrzał jej w oczy.
OdpowiedzUsuń- Bo to wszystko przez to, że wiem, że dalej coś do mnie czujesz. Nawet nie coś, tylko dużo - mruknął. - Ślepy by tego nie przeoczył - powiedział spokojnie. - Więc te gesty od ciebie są po prostu niekomfortowe - zacisnął mocno wargi i spojrzał w bok. - Bo ja cię lubię, bardzo - powiedział cicho. - Ale boję się, że to lubię zmieni się w nienawiść po pewnym czasie, przez to wszystko co jest i co było między nami - zacisnął mocno pięści. - I ja... Grima mówi, że miłość jest piękna - rzucił nagle. - Dla miłość to uczucie, które dusiło, gasiło i ciebie i mnie - dodał, wracając do niej spojrzeniem. Sięgnął do jej twarzy i odsunął z niej kosmyk włosów. - WIem, że ty tak nie uważasz - opuścił dłoń. - Bardzo cię lubię Akane, czasem myślę że za bardzo - uśmiechnął się krzywo. - Ale miłość... - pokręcił głową. - Moja miłość nigdy nie będzie ci odpowiadać, zawsze czegoś będzie brakować, takie mam wrażenie - dokończył, o Kropku się już nie wypowiadając. Dmuchnął sobie w grzywkę i sięgnął do kartki od Grimy i Tonego. - Dobra, kolejne - stwierdził, spoglądając na nią. - O... idziemy na piknik - postukał palcem po zadaniu. - To czekaj, wezmę tylko bluzę, bo nie chciałbym się załatwić na cacy.
Gave
Gave pokręcił lekko głową, a gdy złapała go za nadgarstek zatrzymał się na moment.
OdpowiedzUsuń- Tak - odparł na jej drugie pytanie. - Widzę te chwile i wiem jak się czułem i wiem jak ty się czułaś i nie chcę rozpalać tego w tobie ponownie. Nie chcę w to wchodzić. Miłość, w moim wypadku, jest przereklamowana - stwierdził. No ciekawe dlaczego? Może dlatego, że nigdy nie odpowiadała. Że zawsze oczekiwała od niego mówienia na głos tego, że kocha, a on nie umiał tego powiedzieć i żadne gesty ją nie satysfakcjonowały, skoro słowa za nimi nie stały. Nie mniej nie powiedział tego na głos. - Może i burdel w głowach, niskie mniemanie o sobie też się do tego przyczyniło, ale to wszystko składa się na tę pieprzoną miłość, a ja do niej nie jest zdolny - zakończył. - Nie wiem, An - pokręcił głową. - Po prostu nie wiem...
Gave
Ashan nie odsunął się, kiedy Akane również nachyliła się nad stołem. Przez kilka dłuższych sekund patrzył jej prosto w oczy, zastanawijąc się czy powinien iść w tą stronę, którą podsuwało mu piwo. Papieros tlił mu się między palcami, zaciągnął się znowu, ale dym wypuścił w bok, aby na nią nie padał.
OdpowiedzUsuń— Spontaniczne działania? — powtórzył z cichym śmiechem. — To po co marnujesz czas na pytania? Improwizuj — dodał, przechylając lekko głowę w bok.
— Mnie o świcie, z kacem i Tobą śpiewającą nad uchem — odparł wyjątkowo luźno, uśmiechając się trochę szelmowsko, trochę bezczelnie — Włosy w każdą stronę, mordercze spojrzenie i bardzo mało książęcej godności. Wyjątkowo wstrętny widok. Nie polecam — dokończył wyliczankę, po czym znowu zaciągnął się papierosem. Kiedy wspomniała o nogach, Ashan bez najmniejszego skrępowania opuścił wzrok, jakby zamierzał naocznie zweryfikować jej zapewnienia. Blat zasłaniał mu większość interesującego obszaru, więc szybko wrócił spojrzeniem do jej twarzy.
— Ani pierwszy, ani ostatni? Psujesz mi całą zabawę — mruknął — Ale skoro ta trasa ma podobno tak zgrabne przedłużenie — urwał i już w ogóle nie dokończył. Zamiast tego zaciągnął się ponownie papierosem. Na informację o wtargnięciu do komnaty uniósł brew.
— Czyli parapet służył tylko do rozpoznania terenu — podsumował, kiwając ze zrozumieniem głową. — Dobrze wiedzieć.
Na jej pytanie ponownie zamilkł. Obrócił papierosa między palcami, nie spuszczając z niej wzroku.
— Najchętniej widziałabyś mnie na kolanach — stwierdził wreszcie — Nie zdecydowałem tylko, czy przed Tobą, czy ze śmiechu, kiedy zaczniesz śpiewać. Ale jeśli mam zgadywać poważniej… — nachylił się jeszcze odrobinę. — Chciałabyś, żebym wpadł w bardzo poważne kłopoty.W końcu sama je przyciągasz. A potem z niewinną miną pyta, skąd się wzięły, mimo, że ich autorka stałaby dumna z siebie przede mną — zakończył swój wywód. Zgasił papierosa i dolał im obojgu alkoholu.
— Jeżeli padnę pierwszy, kołdrę zostaw w spokoju. Masz prawo wyłącznie sprawdzić, czy dobrze ją przybiłem. Wszystko ponad to przestaje być podglądactwem, a zaczyna wizytą. Wizyty wypada wcześniej zapowiadać — zaznaczył z udawaną surowością. Przysunął jej pełną szklankę i uniósł własną.
— Skoro mam się bardziej postarać, to dobrze. Proponuję mały zakładzik — zaczął — Pijemy po równo. Kto pierwszy odpuści, śpiewa dla drugiego do zaśnięcia i jutro do powrotu do stolicy. A jeśli oboje dotrwamy do końca… — zawiesił głos, pozwalając, aby między nimi zapadła krótka cisza. Kącik jego ust uniósł się zadziornie. — Wymyślimy coś spontanicznego. Podobno demonstracje są nudne.
Ashan
Ciężko było mu uwierzyć w to, że jest w zupełnie innym miejscu swojego życia. Owszem widział w niej zmianę, widział że idzie w tą dobrą stronę, ale te jej emocje, to wchodzenie w jego głowę... to wszystko go stopowało. To wszystko było za dużo. Zwłaszcza przy wchodzeniu w głowę. Kiedy mówiła, że uważa, iż Gave jest zdolny do miłości to pokręcił przecząco głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, że tak uważasz - powiedział cicho. - Wiem, ale to ja muszę tak uważać, a nie ty - zauważył, pociągając za łańcuch mocniej i obejmując ją wolnym ramieniem w pasie. Pochylił się w jej stronę i spojrzał jej prosto w oczy. - Mhm ja też robiłem krzywe akcje, dużo krzywych akcji Akane, jestem równie... jak nie bardziej...winny rozpadowi - mruknął, patrząc jej po tęczówkach, po tych cholernych 567 i 533 ziarenkach, które tam krążyły. Obserwował ją tak przez dłuższy czas, zanim pochylił się, by musnąć jej usta jednorazowo swoimi. - Mhm... piknik - zgodził się z nią, wypuszczając ją z objęć i wreszcie docierając do tej diabelnej szafy.
Gave
Nawet był jej wdzięczny za to, że odsunęła głowę. Skinął głową, gdy wspomniała o tym czego nie zrobi. Wyciągnął bluzę i kocyk, koc zarzucając Akane na głowę.
OdpowiedzUsuń- Bierzemy składniki i robimy na bieżąco - zdecydował, po czym złapał na moment jej nadgarstek. - Chciałbym zacząć od przyjaźni. W sensie dojść do przyjaźni z tobą - powiedział w końcu, zbierając część składników i wkładając je do kosza, który też się znalazł. - Tak właśnie... normalnie... bez pośpiechu - zagryzł mocno wargi. - No... wiesz... bez Groszków w twoim brzuchu - odchrząknął i otworzył "balkon", by zaprosić ją na zewnątrz. A tam jeszcze wyżej na dach.
Gave
Ashan uniósł lekko brew na wyszeptaną „tajemnicę”, a następnie odetchnął teatralnie, jakby właśnie zdjęła mu z ramion potężny ciężar.
OdpowiedzUsuń— Całe szczęście. Jeszcze chwila i musiałbym wymyślić jakieś spontaniczne działanie — mruknął — A poza paleniem, piciem i nie planowałem nic innego za bardzo — poinformował ją, tym razem udając powagę. Przy porównaniu jego porannego wyglądu do wypatroszonych zwłok pokiwał głową z uznaniem.
— Dlatego właśnie Cię ostrzegam — rzucił.
— Jak widzisz, mam w sercu całe pokłady dobra. Głęboko zakopane, ale są — zaśmiał się cicho. Jego wzrok podążył za nogą wysuniętą spod stołu. Obserwował przez chwilę poruszający się bucik, po czym spojrzał Akane w oczy i uniósł kącik ust.
— A to co było? Spontaniczna reklama? — zapytał, próbując zachować powagę sprzed chwili, chociaż było ciężko w jej towarzystwie. Potrafiła być naprawdę zabawna. Kiedy prawie opluła się piwem, jego uśmiech zrobił się odrobinę szerszy.
— Sama zapytałaś, a ja wybrałem najbardziej widowiskową odpowiedź — przypomniał, kiedy w końcu trochę się uspokoiła. Na nazwanie go dziadem zmrużył oczy.
— Dziadu? Mam dwadzieścia sześć lat — zauważył z udawaną urazą. — Jeżeli w takim tempie się starzeję, to do rana będziesz musiała wnosić mnie po schodach, bo sam nie wstanę i to nie będzie kac — ostrzegł ją, kręcąc głową. Przy odmowie zakładu spojrzał na nią z wyraźnym zawodem, a później przeniósł wzrok na przygotowany alkohol.
— Schlanie się to nie staranie. To sport — sprostował — Ktoś tu tchórzy, niczym kurczak, którego tak dziarsko pokonała — urwał na chwilę, zastanawiąc się czy naprawdę chce to zrobić. Ostatecznie wyzerował piwko, polał sobie jeszcze, je też wyzerował i dopiero wtedy postanowił jej zagdakać, jakby był z niej rasowy tchórz.
Ashan
— To alkohol. Zaczyna Ci przekłamywać obraz — stwierdził, kiedy zaczęła ze swoim wróżbiarskim tonem. Zaciągnął się papierosem i strzepnął popiół do popielniczki.
OdpowiedzUsuń— Reklama bez żadnej oferty. Amatorszczyzna — ocenił krótko, na chwilę przenosząc wymownie wzrok na te nóżki i buty co tam chowała pod stołem. Zaraz jednak wrócił spojrzeniem do Akane. Jej oklaski przyjął lekkim uniesieniem brwi
— Nie zachęcaj mnie — szepnął, udając ostrzegawczy ton. Zmrużył oczy, gdy zdradziła swój “niecny” plan przejęcia jego moserta.
— Tkniesz mojego moserta, to wrócę zza grobu tylko po to, żeby Ci go zabrać — ostrzegł ją. — Zresztą najpierw musiałby zechcieć z Tobą zostać. Ma swoje wymagania, a Tobie w skali gburowatości jeszcze sporo brakuje — pozwolił sobie jeszcze dodać. Gdakanie urwało się w tej samej chwili, w której Akane poprosiła o ciąg dalszy. Ashan zastygł z kamiennym wyrazem twarzy i przez moment tylko na nią patrzył.
— Nie — odpowiedział w końcu. Sięgnął po papierosa i zaciągnął się nim, jakby poprzednie kilka sekund nigdy się nie wydarzyło.
— Miałaś się dać sprowokować, a nie zamawiać następny występ. Zepsułaś. Znowu — oznajmił z lekkim wyrzutem. Żadnego dodatkowego gdakania nie zamierzał jej podarować, niezależnie od tego, jak długo by czekała. Co więcej, tym razem zrobił wielce urażoną minę i nawet przetarł niewidzialne łzy z oczu. Nawet żałować, że nie potrafił się popłakać na zawołanie. Zainteresowała go jednak wzmianka o kolekcji. Przechylił głowę i przyjrzał jej się uważniej, już z normalnym wyrazem twarzy.
— No dawaj. Co zajmuje pierwsze miejsce?
Ashan
Przysiadł na dachu i przez moment obserwował bezchmurne niebo.
OdpowiedzUsuń- Mhm ja też wolę naturę - zgodził się z nią. Samo Phyonix było ładne, ale było miastem. Dużym miastem, co go osobiście nie przekonywało za bardzo. Położył się wygodniej na kocu, przez dłuższą chwilę patrząc w niebo, zanim nie zasłonił sobie oczu ramieniem. - A pogodę mają tragiczną, nie dość, że gorąco... to jeszcze rzadko kiedy pada... - pokręcił lekko głową. - Nie mógłbym tu mieszkać na dłużej - przyznał szczerze, po czym spojrzał na budynki. - Widzę kota - wskazał na odpowiednie budynki. - Widzisz te wąsy? - zapytał jej. - Łypie spode łba... serio lepiej mu chyba nie wchodzić za skórę.
Gave
Ashan wzruszył ramionami na jej groźbę i poruszył wymownie brwiami.
OdpowiedzUsuń— Są też króciutkie, nie wiem czy dosięgną żeby kopa zasadzić — skomentował, posyłając jej zadziornie spojrzenie. Zaśmiał się lekko.
— Oj tam, dupa poboli i przestanie, a ja sobie też dodam coś do listy. Jak dla mnie możesz już lecieć — zaproponował, popijając piwo.
— Nie tylko Ty, więc nie bądź taka hop do przodu — zaczął i nachylił się do niej konspiracyjnie, przysuwając się do ucha. Ponaglił ją ruchem jednej ręki, a potem drugą zasłonił jakby zdradzał sekret — Poza tym musisz pamiętać, że Veli to wybredna sztuka, jak mnie ukatrupisz to się dosiąść nie da po dobroci, będziesz miała najgorsze rodeo w życiu, może ostatnie i sama skończysz jako duch — wyszeptał jej powoli i uważnie, z bardzo poważną miną. Dopiero, kiedy skończył to się odsunął i jeszcze zrobił nieme “cii”. Cholera, dzisiaj to się schlał zdecydowanie na zbyt wesoło. Zmarszczył brwi, patrząc po Akane.
— Twoja wina — wydał wyrok. Słuchał jej jeszcze trochę, wzruszył ramionami. — Jak to Twój lepszy as to masz słaby ten repertuar — skomentował, wstając na równe nogi. W tle grała całkiem skoczna muzyka, jemu było wesoło i skocznie, więc podał jej rękę. — Masz po walkach jeszcze trochę pary?
Ashan
Skrzywił się nieco na kategorię, którą wylosowała. W teorii była prosta... no właśnie, prosta dla wszystkich, którzy tu żyli. Dla nich był słabsza. Wyciągnął swój notatnik i pokazał Akane kilka drinków, które już zdołał tu wypić.
OdpowiedzUsuń- Coś tam piłem, ale nie mogę powiedzieć, że jestem we wszystkim obeznany - przyznał szczerze, po czym spojrzał po niej z zadziornym uśmiechem. - Ale ty... ho, ho... zdaje się, że mam specjalistkę od tego - poruszał zabawnie brwiami. - Powiedz, który do ciebie najbardziej przemawiał i zrobimy go z jakimś fajny twistem - zaproponował. Nie bez powodu wybrał sobie Akane na partnerkę w tym wyzwaniu. Zamierzał się przy nim doskonale bawić.
Nat
— Nawet jak już dasz radę tam trafić to przez Galana, akurat tamto miejsce jest już ze stali — uśmiechnął się wymownie. Ten mały łobuz zdążył już zbyt często zrobić sobie z tych części obiekt treningowy. Nie zdziwi się jak będzie bezpłodny przez to wszystko. Zaśmiał się lekko i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— Ale moje mają lepszą motywację — uśmiechnął się zaczepnie w jej stronę. — Ja to powiem, zaraz po śmierci, zacznę Veliemu wszystko szeptać subetlenie do ucha, nawet podkoloryzuje specjalnie dla Ciebie — wyjaśnił swój plan doskonały i upił znowu trochę alkoholu.
— Wierz w to, że będzie mi przeszkadzać co sobie ktoś myśli na mój temat — odbił na jej słowa. Tym razem to nawet nie żartował. Gdyby zaczęła gadać na lewo i prawo spłynęłoby to po nim. To nie tak, że teraz chował się przed spojrzeniami innych, kiedy tam sobie konwersowali. Zaprowadził ją na parkiet i puścił jej dłoń na chwilę, żeby poprawić pozycję do skocznego tańca. Trzymał ją lekko w pasie jedną ręką, a drugą za rękę, prowadząc w skocznych kółkach po parkiecie.
— Zależy od nastroju i sytuacji. Oficjalnie? Nienawidzę. Luźno jak najbardziej. A co, nie wyglądam? — zapytał na końcu, uśmiechając się lekko. Faktycznie nie pokazywał po sobie zbyt wielu tańców, najczęściej miał okazję wybawić się z Luną od dłuższego czasu, ale też, przecież nigdy się z tym nie krył.
Ashan
Gave wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Szczerze mówiąc, nie wiem - odparł szczerze. - Dla ciebie miasto było codziennością, więc zachwycają cię takie rzeczy jak natura. Mohe jest w tę drugą stronę, a ja... - wzruszył ramionami. - Ja po prostu czuję się lepiej bez wielkiej ilości osób wokół. To znaczy nie przeszkadza mi tłum, ale zdecydowanie bardziej cenię sobie te chwilę gdy wędruję sam lub z jedną, dwoma osobami wokół - powiedział wprost. - Dlatego chyba łono natury bardziej do mnie przemawia - dokończył. Skrzywił się lekko, kiedy Akane wspomniała o deszczu w Phyonix. - Możliwe - stwierdził. - Mimo to, to dalej nie mój klimat - dodał wzruszając ramionami. Uśmiechnął się, gdy zobaczyła tego kota i pokiwał głową. - Zdecydowanie. Jakby chciał żebyśmy stąd spierdzielali - mruknął. - O a tam masz ośmiornicę - pokazał inny kompleks budynków. - I ul - wskazał na jeszcze inny.
Gave
Klaus nie przesadzał ze swoim "flirtem". Odsunął dłonie i upił łyk swojego drinka.
OdpowiedzUsuń- Mhm to dobrze o tobie świadczy - stwierdził swobodnie i zaśmiał się cicho, po czym uśmiechnął się do niej delikatnie. - No proszę, a w jaki sposób naprawiasz cudze błędy? Zdradź rąbek swej tajemnicy, żebym nie przegapił tego, gdybym popełnił okropny błąd - rzucił upijając znów swego drinka i wzruszył ramionami. - Cóż... różne są sposoby, które mnie onieśmielają... to był tylko jeden z nich - stwierdził, a następnie parsknął głośnym śmiechem. - No nie wiem... - pokręcił głową. - Myślę, że jest fatalnie zakopany i zostanie szybko odnaleziony - puścił do niej oczko. - Och i tu mnie masz - klepnął ją w kolanko delikatnie. - Właśnie to planowałem, zwabić cię w mało oblegane miejsce - potwierdził. - I widzisz? To kolejna rzecz, która mi nie wychodzi... Człowiek próbuje jak pod górkę... próbuje i co? Od razu łapią jego plan - westchnął przeciągle i sięgnął sobie po przekąskę, sprawy Lexi i Sangiusa już nie komentując. - Podobno każdy jest wyjątkowy - zauważył tylko. - Ty, na przykład, masz niesamowicie wyjątkowy głos i te oczy. Ach można w nich przepaść - stwierdził z zalotnym uśmiechem.
Klaus
Klaus spojrzał po niej z rozbawieniem w oczach.
OdpowiedzUsuń- Naprostowywanie to też naprawanie - stwierdził swobodnie. - Nie wszyscy złapią się na twoje widoczne gesty. Niektórzy mogą je odczytać jako agresywny flirt - dodał spokojnie, kończąc swojego drinka i wstając z miejsca. Wyciągnął do niej wówczas dłoń by zaprosić na parkiet. Położył drugą w jej talii i zaczął proponować spokojny taniec co aktualnie przygrywanej ballady. Byli jedyną tańczącą parą, ale mu to nie przeszkadzało. - Ależ skąd. Nigdy w życiu nie próbowałbym onieśmielić w taki sposób - pokręcił głową. - To po prostu mój sposób podrywu, dlatego mówię, że jestem kiepski w te sprawy, a kobiety mnie onieśmielają. Nie potrafię prowadzić flirtującej rozmowy - dodał szeptem do jej ucha, zanim nie okręcił jej wokół własnej osi i nie przywarł do niej plecami, by kołysać się z nią dalej. - Jeśli nie zobaczę tego twojego zakopanego grajka to przykro mi, ale nie uwierzę - zaśmiał się cicho. - Nie w to, że się go pozbyłaś, tylko w to że dobrze wiedziałaś jak go zakopać, w odpowiednim do tego miejscu - dokończył, zerkając po niej lekko, po czym skinął głową. - Cóż wolałbym, żebyś nie robiła sobie z grajków wrogów.... ja rozumiem konkurencja... ale i taka jest nam potrzebna. Bez konkurencji nudno na scenie - stwierdził.
Klaus
- Ja tam kalmara nie widzę - pokręcił głową, po czym zmrużył nieco oczy. - No chyba, że zmrużysz oczy - dodał jeszcze, a kiedy wskazała małpę, skinął głową. - Tak, widzę ją - przyznał. - Ciekawe co by chciała wrzucić na swój ruszt - rzucił jeszcze dość lekkim tonem. Miał wrażenie, że ta małpa miała w głowie wiele niezbyt fajnych pomysłów. Przeciągnął się lekko i spojrzał w niebo, na parę chmurek. Obserwował je w milczeniu. Można tu było pomyśleć, że wojny nie ma. W tym kraju po prostu nie istniała. Dziwne zjawisko. Przez moment milczał po prostu obserwując niebo. - Myślisz, że naszym dzieciom będzie dane żyć w wolnym kraju? - zapytał jej.
OdpowiedzUsuńGave
Natan wiedział, że Ashan kręcił się niebezpiecznie blisko jego siostry, ale póki co nie mówił nic w tym temacie. Uśmiechnął się nieco, kiedy wspomniała o tym konkretnym piwie. Nie miał okazji go kosztowa, a fakt, że ten rozpijał mu siostrę wcale mu się nie podobał. Co to w ogóle miało być? On mu sióstr nie rozpijał. Dmuchnął sobie w grzywkę. Dobra, świetnie że ją uczył. Z tym żadnego problemu nie miał. Z walkami na arenie też nie, ale rozpijanie? Pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Brzmi nieźle - wycedził przez zaciśnięte zęby, przez moment jeszcze błądząc myślami przy chęci ukręcenia Ashanowi fiuta za to rozpijanie. - To tak, zrobimy taką podstawę - wskazał na jeden z drinków i do niego dodamy sok z kajo. Pobawimy się też trochę wyglądem. Może jakieś szalone cięcie owocu i kwiat nocy dla efektu - zgodził się z nią.
Nat
— Nie mam stalowych gaci. Po prostu zdążyłem się nauczyć zabierać dupę, zanim Galan w nią przywali — odpowiedział i przewrócił oczami, kiedy zaczęła mówić do niego jak do dziecka. Zrobił nawet śmiertelnie poważną, urażoną minę. Idealną do całości powagi tejże sytuacji.
OdpowiedzUsuń— Veli sobie poradzi. Najwyżej będzie żarł moje zwłoki, aż ktoś go znajdzie. — wzruszył ramionami, prowadząc ją spokojnie po parkiecie. Przy kolejnym obrocie uważał na jej żebra, choć oczywiście nie zamierzał tego komentować. — Mówiłem o byle kim. Ty nie jesteś byle kim, ale nie obrastaj przez to w piórka — dodał, zerkając na nią z ukosa. Uśmiechnął się do niej lekko zaczepnie, zadziornie. Nie obrażał jej, ale też dawał znać, że nie próbuje pchać się nigdzie z butami na siłę.
— Oficjalnie, czyli bale, ceremonie i całe to tańczenie, bo wypada. Walc sam w sobie nic mi nie zrobił. Jak nikt mi nie pierdoli nad uchem o etykiecie, nawet da się to znieść — obrócił ją jeszcze raz i uniósł brew. — A co? Aż tak źle wyglądam, że nie możesz uwierzyć? — zaśmiał się cicho.
Ashan
Ashan zaśmiał się krótko na jej podsumowanie, dalej prowadząc ją w tym samym tempie. — Nawet po śmierci będziemy blisko, chociaż na chwilę. Na pewno się ucieszy — stwierdził Na jej szybkie sprostowanie uniósł lekko brew. Zauważył to spojrzenie w bok i zawstydzenie, ale nie zamierzał bardziej jej męczyć. Uśmiechnął się tylko nieznacznie. — A ja tak — odpowiedział krótko Obrócił ją ponownie, odruchowo uważając, żeby nie pociągnąć jej za mocno i nie nadwyrężyć boku. — Czyli jednak wyglądam — wrócił do swojego wcześniejszego pytania Na wspomnienie rodziców przytaknął głową. — Uczyli, w myśl, że im lepiej tańczysz, tym lepiej zabijasz — wyjaśnił Zerknął na moment na ich nogi, a potem z powrotem na Akane. — Walc na oficjalne rzeczy wystarczy. Poza nimi można się po prostu bujać, nikt Ci za to głowy nie urwie — wzruszył lekko ramionami — Zresztą całkiem dobrze Ci idzie. Styl, nie styl, podobno ma służyć do zabawy i wyrażenia trochę samego siebie — wzruszył ramionami w tanecznym rytmie.
OdpowiedzUsuńAshan
Ashan uśmiechnął się nieznacznie na to jej „jako tako”. Łaskawa, nie ma co.
OdpowiedzUsuń— Prawie jak komplement. Biorę — odpowiedział, prowadząc ją dalej. Był w tym tak samo poważny co ona. Na wspomnienie tańca rodziców pokręcił głową i zaśmiał się krótko. Widział ich już w podobnych sytuacjach zdecydowanie częściej, niż miałby ochotę. Niestety, miał też okazję zobaczyć dużo bardziej wymowne, pozostawiające traumatyczne NIC dla wyobraźni.
— Wiem. Dorastałem z nimi w jednym pałacu. Tango to jeszcze jeden z tych bardziej niewinnych widoków — mruknął — Ciesz się, że tylko na to natrafiłaś. Nawet nie wiesz ile skarg jest od wartowników na “jaśniejący, zdecydowanie za głośny płomień miłości” — dodał, cytując jedną ze skarg. — Wyobraź sobie, że syn bierze swoich rodziców na pogadankę, że nie mogą robić sobie kolejnych potomków gdzie popadnie — pokręcił głową, dalej rozbawiony, chociaż wtedy to było niezręczne. Zastanowił się chwilę nad weselem. Nie znał wszystkich planów przyjaciela, ale znał trochę ichniejsze tradycje. Uśmiechnął się pewniej.
— Ich oficjalny taniec zdecydowanie nie przypomina walca. Z początku będę się i tak pewnie nudził, ale ceremonie Vidhu zawsze były przyjemne dla oka. Subiektywnie — wyjaśnił. Obrócił ją ponownie, tym razem trochę szybciej, ale przytrzymał odpowiednio wcześnie, żeby nie szarpnąć jej uszkodzonego boku.
— Jak nie będziesz wiedziała, co robić, to popatrz na mnie, albo będę przysypiać, albo wyjaśnię co się dzieje — dodał z lekkim uśmiechem Na słowa o przejmowaniu kontroli uniósł brew. Przy kolejnym kroku zmienił kierunek bez ostrzeżenia, sprawdzając, czy dalej będzie za nim podążać.
— A teraz masz ochotę zacisnąć portki? — zaśmiał się przy tym pytaniu. Nie uważał, żeby tańczył źle, nie przy swoich nauczycielach.
Ashan
W stolicy spędził wiele dni. Głównie w dziczy, na patrolowaniu i przebywaniu w jednej strażnicy, dziczejąc nieco, dlatego zdecydował się na odrobinę relaksu. Chciał wyjść do ludzi, lecz teraz zdecydował się skierować do gorących źródeł wskazanych przez Rudego, wchodząc w tropikalny las. Na chwilę odrzucił wszystkie myśli; o własnej rodzinie, o sporej niedawno wyrytej pieczęci na brzuchu, która nadal spędzała mu sen z powiek pobolewając przez świeżą ranę, chcąc skupić się na wodzie i ciszy. Nie słysząc nikogo wokół zrzucił z siebie koszulę po drodze przypatrując się pieczęci. Wyryty w skórze pentagram, oprawiony zaczerwienieniem i lekkim brudem z koszuli nie prezentował się zbyt pięknie. Pomyślał, że jeśli chce z kimś iść do łóżka to będzie musiał jakoś to zakryć.
OdpowiedzUsuńWestchnął ciężko przecierając twarz dłonią, następnie ruszył dalej rozplątując włosy z luźnego kuzyka, gdy nagle usłyszał głos. Zignorował go w pierwszej chwili przypisując go do głosów we własnej głowie, lecz kiedy dostrzegł przed sobą sylwetkę zatrzymał się jak poparzony. Wpatrywał się w Akane szeroko otwartymi oczami wyduszając z siebie tylko.
— O kurwa.
Yumi
— Sam taniec był w porządku. Gorzej, kiedy ten dowód szczęścia słychać przez pół pałacu — odpowiedział, uśmiechając się lekko— Seks jest fajny, ale jeszcze fajniejszy, kiedy można się nim cieszyć prywatnie, bez widowni i skarg obywateli, którzy mieli pecha znaleźć się za ścianą — dodał żartobliwie
OdpowiedzUsuńWyliczanie kolejnych par przyjął jeszcze ze spokojem. Dopiero kiedy urwała przy swoim bracie i Morganie, spojrzał po niej wymownie. Dobrze, że Morgana była zadowolona ze swojego pożycia. Dla niego i tak zawsze będzie młodszą, słodką siostrą, więc nie chciał niczego sobie wyobrażać.
— Nie kończ. Wiem, że są szczęśliwi i naprawdę się z tego cieszę. Na tym moja wiedza może się skończyć — zaznaczył całkiem ciepło, biorąc pod uwagę temat. Jej szturchnięcie skomentował lekkim pokręceniem głowy, ale dalej prowadził ją po parkiecie. Na pytanie o weselne ckliwości nawet nie musiał się zastanawiać.
— Tak. Przysięgi, przemowy, parady i całe czekanie, aż ktoś powie odpowiednio piękną rzecz. Nudzi mnie to — przyznał bez ogródek — Jak mam powiedzieć komuś coś romantycznego, wolę zrobić to prywatnie. Sam na sam jest szczerzej i zdecydowanie bardziej podniecająco niż podczas oficjalnego pokazu — dodał, uśmiechając się nieco bardziej szelmowsko. Na groźbę dźgnięcia spojrzał po niej ze śmiertelną powagą.
— Spróbuj. Najwyżej wszyscy zobaczą, jak książę umiera z nudów — powiedział z tym samym wyrazem twarzy. Och, ależ żarty się go trzymały dzisiaj. Po zmianie kierunku zauważył, że nie zgubiła kroku. Dalej patrzyła mu w oczy, więc również nie odwrócił spojrzenia. Uśmiechnął się nieco szerzej i poprowadził ją w następny obrót.
— To dobrze. Jeszcze chwilę mogę prowadzić —odpowiedział na sprawę spodni. Przytrzymał ją przy sobie odrobinę dłużej, dalej uważając na uszkodzone żebro.
— A Ty? Wolałabyś te wszystkie słowa usłyszeć przy pełnej sali czy bez widowni? — zapytał z pijanej ciekawości. Procenty mimo wszystko trochę w głowie mu szumiały
Ashan
Natan prychnął pod nosem i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Jestem czysty jak ta łza, poza dzisiejszym skrętem niczego nie popalam - mruknął. - Po prostu... - odetchnął głęboko. - Wszystko rozumiem, ale Ashan? - uniósł lekko brew. - Zakręć się wokół tego młodego, Diego, jak chcesz tu któregoś uwieść - rzucił jeszcze, po czym wywrócił oczyma. - Tak, wiem, wiem, zrobisz co zechcesz - dokończył, bo kimże był, by mówić siostrze z kim ma chodzić a kogo sobie odpuścić. - Nie szedłbym w gin - odparł szczerze. - Połączymy biały rum z tequillą - rzucił lekko. - Tequilla podbije smak przez swoją naturalną słoność, a biały rum doda trochę słodyczy, przez trzcinowy posmak - wyjaśnił swobodnie, po czym zerknął na panie przy stoliku obok. - Aha, czyli wpuszczasz mnie na minę - spojrzał po niej i dmuchnął sobie w grzywkę, a potem ruszył zabajerować dwie kobiety. Wdał się z nimi w przyjemną pogawędkę, a od słowa do słowa, całkiem pokaźna ilość kwiatu nocy stała się jego. Wrócił zaraz do Akane i wskazał ją dłońmi, dodałąc kciuki w górę. - Masz jutro umówioną randkę z tymi dwoma - poinformował siostrę.
Nat
Gave skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Ja myślę, że nie - powiedział wprost. - Może ich dzieci, ale myślę, że nasze nie - pokręcił głową. - Wiesz nawet nie chodzi o samą wojnę... będą po prostu żyli w niespokojnych czasach, takich rozchwianych z powoli zmieniającymi się układami sił - dodał spoglądając znów w niebo, po czym sięgnął po kosz. - To co? Na co masz ochotę? - zapytał jej spokojnie.
Gave
KLaus jednak nie kupował jej wyjaśnienia co do naprawiania i naprostowywania.
OdpowiedzUsuń- Jeśli mówimy o rzeczach to tak, ale tu mówimy o gestach czy czyichś zachowaniach... jak dla mnie naprawianie i naprostowanie to jedno i to samo. Prostując kogoś, stawiasz go do pionu i przynajmniej w twoim wypadku będzie zachowywał się w porządku. Reszta to inna historia, ale to już ich problem - skomentował i wzruszył ramionami. - Mówisz? - uniósł lekko brew. - Przecież nie rozbierałem cię i nie wpychałem dłoni wyżej - szepnął jej do ucha, obracając ją znów przodem do siebie i tańcząc sobie z nią dalej. - Gdybyś odpowiedziała to nie czekalibyśmy na zaplecze, bo po co czekać? - uniósł lekko brew. - Ale nie samą fizycznością człowiek żyje, a ja... mam problem z rozmawianiem z dziewczynami. Prowadzenie konwersacji jest niezwykle, tragicznie trudne - mruknął. - Więc pomagam sobie gestami, a jak to nie pomaga... - wzruszył ramionami. - To już nic nie pomoże - mruknął. Westchnął przeciągle, kiedy wspomniała o swej kryjówce. - Tym bardziej... myślę, że jest tragiczna - dmuchnął sobie w grzywkę, po czym parsknął śmiechem. - No wiesz ty co? - pokręcił głową. - Jakie nieczystości... - obrócił ją i przyciągnął do siebie mocno. - Toż to zniewaga... - zacmokał z dezaprobatą i wypuścił ją z ramion, po czym uniósł brodę wyżej i z udawaną zranioną duszą zszedł z parkietu.
Klaus
Słowa same utknęły mu w gardle na widok starej znajomej, automatycznie kierując rękę z koszulką tak, by zakryć pieczęć w postaci pentagramu. Nie do końca wiedział co ma powiedzieć, jakoby ostatnio zachował się jak zwykły kutas i nie mógł ukryć, że wtedy chyba coś go swędziało, bo zachowywał się wtedy tak wobec większości kobiet. Zaśmiał się nerwowo odwracając wzrok, kiedy zbliżyła rękę, lecz nie przerwałby dotyku gdyby tego chciała.
OdpowiedzUsuń— No... — zaczął, milknąc zaraz. — Nigdy nie byłem w Piekle — wyznał, drapiąc się po głowie. — Na wycieczce to byłem, ale w tym świecie. Odwiedziłem trochę ciepłych plaż, a później zwiałem na południe pobawić się w Diunę, ale.. — przerwał, odchrząkując. — Jest wojna, więc stwierdziłem, że dosyć bawienia się w podróżnika i pora zabrać się za obronę kraju. Przy okazji szukam reszty — podrapał się po głowie. Spojrzał na nią ponownie posyłając lekki, wyraźnie niezręczny uśmiech, jakby przyłapała go na kradzieży cukierków.
— A Ty? Co ty tu robisz?
Yumi
Ashan uniósł lekko brew na jej wymowne spojrzenie.
OdpowiedzUsuń— Nie pytam. Zamykam drzwi. Jeżeli ktoś mimo tego nadal słucha, sam postanowił sobie popsuć wieczór — odpowiedział z rozbawieniem — Poza tym żadna oficjalna skarga jeszcze na mnie nie wpłynęła — dodał, wzruszając ramionami lekko. Jej argumentu o świadkach wysłuchał uważnie, dalej prowadząc ją w spokojnym rytmie.
— Prywatnie nie znaczy po kryjomu. Mogę przy całym świecie powiedzieć, z kim jestem. Nie muszę przy okazji przed całym światem opowiadać, co dokładnie zamierzam czuć do końca życia — zauważył — Sama mówiłaś, że moi rodzice niczego nie musieli mówić, bo i tak wszystko było wiadomo. Według mnie to mówi więcej niż dobrze wyuczona przysięga— wyjaśnił dokładnie o co mu chodziło w pierwszej kolejności. Nie miał problemu z okazywaniem uczuć, ale dla niego poważne deklarację były szczere właśnie prywatnie. Pokiwał jednak lekko głową, przyznając jej część racji. — Świadkowie za to mogą się przydać, jeżeli któreś później zacznie pieprzyć, że niczego nie obiecywało — dodał sucho, być może trochę z własnej autopsji. Na jej poruszenie brwiami uśmiechnął się nieco szerzej. — Jeżeli zostawisz siniaka, stawiasz mi następną kolejkę, w sensie dzban — ostrzegł ją z udawaną powagą Kiedy jej uśmiech zelżał, również trochę spoważniał. Nie dopytywał, dlaczego aktualnie nie chciała słuchać żadnych obietnic. Zamiast następnego obrotu zostawił ją nieco dłużej przy sobie, dalej uważając na uszkodzone żebro. Była blisko, ale ruch był niewinny. Złapał ją w plecach i uniósł lekko ku górze do skończonego rytmu. Oczywiście delikatnie
— To akurat rozumiem. Życie potrafi zmienić wszystko, więc obiecywanie komuś, że zawsze będzie dokładnie tak samo, jest trochę bez sensu — przyznał — Nie obiecałbym, że zawsze będę czuł dokładnie to samo, bo tego zwyczajnie nie wiem. Mogę obiecać, że dopóki z kimś jestem, nie będę go robił w chuja. A jak przestanę chcieć być, powiem to najpierw wprost Wzruszył lekko ramieniem. — Brzmi gorzej na ślubie, ale przynajmniej istnieje szansa, że tego dotrzymam — stwierdził, uśmiechając się do niej lekko — Wąskie grono byłbym jeszcze w stanie przeżyć. A kiedy na weselu zrobi się zbyt ckliwie, możemy wyjść po alkohol, hm?
Ashan
- Nie wiem czy tak będzie - pokręcił lekko głową. - Spójrz na Phyonix... z pozoru są spokojnym krajem, z pozoru... - mruknął i odetchnął głęboko, przeciągając się lekko. - Chciałbym, żebyś miała rację, ale obawiam się, że tak nie będzie - pokręcił lekko głową, a kiedy wspomniała o kolorowych kanapkach parsknął śmiechem. - Wiosennej jej się zachciało, w styczniu - zaśmiał się lekko, zabierając się za krojenie bagietek i rozkładanie ich na talerzach, które też otrzymali. - Mogą być wiosenne - stwierdził na pytanie Akane. Tak po prawdzie nie miał za bardzo ochoty na nic, ale jedną kanapkę był w stanie w siebie wcisnąć.
OdpowiedzUsuńGave
— Nie wiem. Ruszyli kilka dni po tym jak zniknałem, tak przynajmniej mówił Niklaus. Od tego czasu ich nie widziałem, a z racji wojny.. Muszę ich znaleźć zanim wojna nie trafi do Argaru — odparł. Nie był nerwowy, raczej skrępowany co jak na niego było niespotykane. Zawsze pewny siebie, wręcz emanujący perwersyjną męskością, teraz zdawał się z tego kompletnie obdarty. Stał tak, wielki i z czymś niepewnym w oczach, patrząc na Akane w ten sposób, jaki patrzył na nia jeszcze z nastoletnich lat. Westchnął, ciężko, słysząc o brudzie, by po tym kiwnąć głową. Spojrzał na gorącą wodę.
OdpowiedzUsuń— Miejsca starczy dla nas obu.
Po tym odwrócił się do niej plecami, sprawnym ruchem odrzucił pasek, spodnie i jakoby, że nie miał na sobie żadnej bielizny bez krępacji wszedł do wody z cichym syknięciem.
— Nie wiedziałem, że pieczętowanie jest aż tak bolesne — wyznał, gdy zanurzył się pod samą brodę, patrząc po Akane już spokojniej. — Siadaj. Pogadamy jak za starych lat, gówniaro.
Yumi
Nie do końca zareagował na jej nagość, nawet nie spojrzał w tamtą stronę opierając głowę o kamienny brzeg układając się wygodnie tak, by wyciągnąć nogi nie dotykając przy tym Akane. Zdawał się nawet nie zainteresowany jej obecnością, wpatrując się w niebo i gwiazdy rozbłyskujące między koronami drzew, dając mu krótkie uczucie spokoju.
OdpowiedzUsuńNiebo było wszędzie takie samo.
Gwiazdy, ten sam kolor sklepienia, planety.
Niektórzy uczeni interpretowali to wszystko inaczej. W niektórych światach budowali rakiety i wylatywali w kosmos, niektórzy sądzili, że mieszkają w oku olbrzyma, niektórzy że są pojedynką kroplą w oceanie i ich oddech tworzy atmosferę. Wiedział, że nad nimi nie ma nic oprócz skał i wyraźnie go to uspokajało. Uczucie pustki.
Zamknął oczy, jakby zmęczony westchnął, by zanurzyć się na chwile w wodzie, dopiero wtedy patrząc po kobiecie. Uśmiechnął się delikatnie.
— Swoje moce — wyznał po dłuższym czasie. — Coraz mocniej dopada mnie choroba i póki nie znajdę matki... Mel znaczy.. To wolę mieć ją zapieczętowaną — poruszył zabawnie brwiami. — I co? Odwiozłaś dzieciaki bezpiecznie i korzystasz z życia? Tańce i drineczki?
Yumi
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- No, ale ja zaznaczyłem, że niekoniecznie chodzi mi o wojnę, tylko o to co będzie po wojnie, a no niestety uważam, że będzie dużo zamieszek. Nowy władca... jeśli się jakiś pojawi będzie zagrożony non stop - mruknął jeszcze. - Wiele osób będzie miało chrapkę o tron. A jak pójdziemy w stronę mieszania się społeczeństwa, za czym jestem, to tym bardziej, bo to nie tylko Polszanie będą mieli chrapkę o tron - skomentował i skinął głową kiedy rzuciła o ciepłym kraju. - No, no... ale do wiosny nam daleko - puścił do niej oczko, po czym po czym wziął sobie jedną z kanapek i wgryzł się w nią, smakując jej w milczeniu. Była naprawdę dobra. Świeża i orzeźwiająca.
OdpowiedzUsuńGave
— Bo ma moje leki — odparł bez wahania poprawiając włosy, które opadły na twarz. Postukał się w czoło. — Od lat wiedzieliśmy, że w końcu to nastąpi, ale.. Nie spodziewałem się, że tak szybko, ani nie wtedy, gdy stwierdzę, że pora na własną przygodę. Stąd też pośpiech, żeby ich znaleźć, bo ostatnie o czym marzę, to rzucanie się po ścianach jak Kuro. To nie kwestia uzależnienia od jednej osoby, a raczej od faktu, że ma tego co teraz mi najbardziej potrzeba. Proszki na te sieczkę, która odbywa się w mojej głowie.
OdpowiedzUsuńZanurzył się głębiej pod wodę, aż pod sam nos słuchając kobiety bez słów. Kiwał głową, kiedy wspominał o pomocy. Sam doświadczał w życiu czegoś podobnego, miał multum wsparcia i nie raz było tak, że gdyby nie rodzina to nie stanąłby na nogi po kilku sytuacjach ze swojego życia. Zwłaszcza po Jej śmierci. Posłał jej zadziorny uśmiech.
— Zmuszony, żeby wkręcić cię w najlepszą zabawę jaką kiedykolwiek odnajdziesz w życiu. Papierosy, tańce, drinki z palemką i doborowe towarzystwo nie z tego świata. Piszesz się, młoda?
Yumi
Ashan uniósł lekko brew, kiedy przedstawiła mu swój plan.
OdpowiedzUsuń— Ślij. Będę odrzucał każdą z powodu braku dowodów — odpowiedział, uśmiechając się wymownie— Chociaż po kilku ktoś może zacząć się zastanawiać, czemu tak regularnie słuchasz pod moimi drzwiami — dodał, już teraz z większą zadziornością i zaczepnością. Na „Asiu” spojrzał po niej z niemym "serio", ale ostatecznie pozostawił to bez komentarza. Dalej prowadził ją w spokojnym rytmie, zastanawiając się nad odpowiedzią.
— Przy oficjalnym ślubie świadkowie są wymagani. Dwóch zwykle wystarcza, chociaż zależy od obrzędu — wyjaśnił — Przy tańcu moich rodziców zgoda. Im mniej świadków, tym mniej skarg następnego dnia — dodał i zostawił już ten temat. Naprawdę nie czuł potrzeby długich wywodów na temat życia erotycznego najbliższej rodziny. Na zapowiedź zostawienia siniaka pokręcił lekko głową.
— Sam chciałem dzban, nie oberwać. To Ty zmieniłaś warunki umowy — zauważył z rozbawieniem — Uważaj, bo jak przez dźgnięcie Cię upuszczę, ucierpią Twoje żebra, a piwo wypiję sam. Już moja strata jak sam se zapłacę — wyjaśnił, ostrzegł z wymownym, rozbawionym jak na siebie wyrazem twarzy. Po podniesieniu z kolei ostrożnie odstawił ją na ziemię i płynnie przeszedł do kolejnych kroków. Powoli też tanecznym krokiem i okręgami zbliżał się do stolika. Tańczyli dość długo, nie chciał jej zrobić tym większej krzywdy. Na słowa o wiarygodności jedynie przytaknął.
— O to chodzi — odpowiedział krótko. Później przytaknął już spokojnym ruchem głowy.
— Dobrze. Kiedy zaczną się przemowy, znikamy po alkohol. Wrócimy, jak zaczną podawać coś ciekawego — ustalił, prowadząc ją w następny obrót. Byli już prawie przy krzesłach od stolika.
Ashan
Ashan uśmiechnął się pod nosem na jej pewność siebie.
OdpowiedzUsuń— Ciężko będzie mnie ominąć. Niestety to ja zajmuję się ochroną, więc skarga dotycząca hałasów w pałacu prędzej czy później i tak trafi do mnie — zauważył. Na kolejną zaczepkę przyjrzał jej się uważniej.
— Jeszcze nawet nie zaczęłaś nasłuchiwać, a już planujesz, kiedy przestaniesz. Słabe zaangażowanie — odpowiedział z lekkim uśmiechem. Teatralny trzepot rzęs skomentował tylko uniesieniem brwi. Kiedy z kolei urwała w połowie znane powiedzenie, nie mógł go nie dokończyć.
— Zesrasz — dokończył za nią bez zastanowienia, zachowując przy tym śmiertelnie poważną twarz. Poprowadził ją przez ostatnie kroki, stopniowo zwalniając przed stolikiem. Puścił Akane dopiero wtedy, kiedy znalazła się przy krześle, po czym odsunął je dla niej, żeby nie musiała niepotrzebnie wyginać poobijanego boku. Na pytanie o nudę wzruszył lekko ramionami.
— Tak. Znam siebie i byłem już na weselach. Tyle dowodów mi wystarczy — odpowiedział bez ogródek. Usiadł przy stoliku i sięgnął po dzban, polewając im piwa.
— Doskonale. W takim razie mamy plan. Przysięgi oglądamy, przemowy omijamy, na jedzenie wracamy — podsumował, podsuwając jej naczynie z alkoholem.
Ashan
Ashan przyjął jej udawaną dezaprobatę ze spokojem, jakby naprawdę rozpatrywali poważne przewinienie.
OdpowiedzUsuń— Niczego nie zamiatam. Odrzucam bezpodstawne oskarżenia. To różnica — sprostował, samemu odwzajemniając jej niewinny uśmiech.
— Mogę zacząć zachęcać bardziej. Tylko wtedy skargi mogą przestać być zmyślone — odpowiedział, aczkolwiek teraz już nie brzmiał tak niewinnie. Propozycja nie była poważna, ale zdedycodwanie powiedział to dość jednoznacznie. Oczywiście w żartach. Komentarz o retrospekcji przyjął już tylko wymownym spojrzeniem i pokręceniem głowy. Usiadł naprzeciwko niej i napił się piwa. Zauważył, jak szybko zabrała się za swoje i jak wyraźnie zeszło z niej napięcie po tańcu. Na pytanie wskazał ruchem głowy schody.
— Na górze, ostatnie drzwi po lewej — odpowiedział, a potem dopił swoje piwo i podniósł się od stolika, po czym wyciągnął do niej rękę.
— Chodź. Jak zaśniesz po drodze, będę musiał Cię nieść, a już wystarczająco się dzisiaj nadźwigałem — rzucił, czekając, aż wstanie — Poza tym pościel nadal muszę przybić do łóżka, zanim zaczniesz szukać kolejnych dowodów — dodał zaczepnie i zaśmiał się krótko, cicho.
Ashan
— Jeśli jest tu na tyle dobrze wypromowana farmaceutyka, to istnieje szansa, że tak — odparł. — Chociaż przydałoby się zdobyć oficjalne proporcje składów tych leków, a z tego co wiem ciężko to będzie zdobyć w tamtym świecie. Przydałby się wykwalifikowany farmaceuta, albo chemik, bo to nie są cukiereczki. Schizofrenia nie skłania do tego, żeby się z tym bawić jak z przeziębieniem — spojrzał po niej, wyznając tym samym na co jest chory.
OdpowiedzUsuńPostukał się po brodzie słysząc o dobrym towarzystwie, tak jakby się zastanawiał.
— Z tym też będzie mi ciężko, ale razem kogoś znajdziemy, moja droga — poklepał ją nagle po plecach, całkiem mocno, jak kumpel, po czym zaśmiał się radośnie.
Yumi
Ashan odpowiedział na jej figlarne spojrzenie lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń— To przygotuj sobie wygodne miejsce pod drzwiami, żeby Cię dupa nie bolała — uprzedził ją. Kiedy złapała go za rękę, pomógł jej wstać bez gwałtownego szarpnięcia i ruszył z nią w stronę schodów.
— Idąc nie. W siodle kilka razy — odpowiedział na jej pytanie — Veli znał drogę, więc budziłem się dopiero na miejscu. Jakbym jebnął twarzą w ziemię, raczej zauważyłbym wcześniej— Spojrzał na uniesiony palec i pokręcił lekko głową.— Nie mówiłem, że jesteś ciężka. Tylko że nie planuję Cię nosić, dopóki sama potrafisz iść — sprostował, dostosowując tempo do jej poobijanego boku. Na zapewnienie dotyczące szukania dowodów uniósł brew.
— Zobaczymy — odpowiedział krótko. Pokój znajdował się na końcu korytarza. Ashan otworzył drzwi i wpuścił ją pierwszą. W środku stały dwa osobne łóżka, więc wskazał jej to położone dalej od wejścia, samemu zajmując miejsce bliżej drzwi
— To przy ścianie jest Twoje — poinformował ją. Zdjął buty, a potem przeciągnął koszulkę przez głowę i rzucił ją na oparcie krzesła. Już miał sięgnąć do spodni, kiedy przypomniał sobie jej ostatnie zapewnienie. Spojrzał najpierw na Akane, później na własną pościel i zmarszczył brwi. Przez chwilę naprawdę rozważał, gdzie mógłby znaleźć kilka gwoździ oraz coś wystarczająco ciężkiego, żeby wbić je w ramę łóżka. Chwycił róg swojej kołdry i sprawdził, czy da się go przynajmniej mocno wsunąć pod materac, a potem to faktycznie zrobił.
— Jak rano obudzę się bez niej, tym razem to ja złożę skargę — zaznaczył zaczepnie, układając się na łóżku.
Ashan
Nie wyglądał tak, jakby wyznanie jakkolwiek go przygniotło. Pogodził się z wiedzą o potencjalnej chorobie wiele lat temu; kiedyś usłyszał od niej od matki, schizofrenia w rozmowie padła luźno, prawie przypadkiem między nią i nawet nie do końca pamiętał kim, a on nie zapomniał. Poszukał gdzieś o tym w Internecie, kiedy jeszcze mieli do tego dostęp i ona to znalazła. Odbył z nią wtedy rozmowę o tym, wyjaśniła mu łagodnie na co chorował Kuro, w dodatku łagodnie pytając o jego objawy. Nigdy nie było w tym zaskoczenia, gdy pojawiły się u niego głosy, nie u niego bo te zaczęły się łagodnie. Ukrywał to przez miesiące, a kiedy już przyznał się do podszeptów choroby rodzina okazała mu wsparcie, pomoc z każdej strony i nigdy nie czuł przez to strachu. Aż do kiedy, gdy ich zabrakło i nie miał nikogo, z kim mógłby porozmawiać o głosach. Teraz został sam. Przygniotło go to dopiero, gdy znalazł pusty, rodzinny dom uświadamiając sobie, że jest zdany tylko na siebie. Nie wiedział, czy sobie poradzi pierwszy raz odczuwając strach nie o siebie, a o otoczenie i to co z nim zrobi jego choroba.
OdpowiedzUsuńWestchnął, szybko odrywając się od myśli. Uśmiechnął się po tym szeroko, jakby choroba naprawdę nie miała znaczenia, a widząc jak reaguje na klepnięcie zaśmiał się naprawdę wesoło.
— Mścij się póki masz płuca, misia. Za drugim razem możesz je wypluć.
Yumi
Umysł Yumi'ego nie krzyczał. Był spokojny, nieco wyczerpany, ale na szczęście nie skręcał w nieodpowiednie miejsca. Kręcił się głównie we wspomnieniach rodziny. Na zżyciu ich wszystkich, zaangażowaniu i opiece, czasem tylko skręcając do mrocznych tajemnic, lecz te nie wzbudzały w nim żadnego niepokoju. Zrozumienie, tęsknota, spokój. Przede wszystkim tęsknota za domem rodzinnym i atmosferą tam, codziennością która ich dopadała, którą wypracowali każde na swój sposób.
OdpowiedzUsuńTęsknił za tym, że Abbadon budził go rąbaniem drewna co rano, zbyt długim dźwiękiem gwizdka kiedy matka o tym zapominała wczytując się w akta skazańców. Za tym, że we trójkę spotykali się co rano na kawę siadając przy długim, dębowym stole, gdy żartowali z Abbadonem przeszkadzając w tym matce, kiedy robiła notatki. Tęsknił za Chrisem, siedzeniem z nim po nocach i paleniem fajek, gdy wpatrywał się w coraz to nowsze wynalazki chłopaka, który opowiadał mu z zaangażowaniem o technice, mechanice, magicznych uzdatnieniach których nie rozumiał. Tęsknił za dźwiękiem gramofonu, za smakiem tamtejszego wina, zapachem kadzideł i krwi. Tęsknił za domem.
Tęsknota nie zżerała go nigdy w ten sposób. Nawet, kiedy był w okopach, lecz teraz był to jej inny rodzaj. Wcześniej wiedział, gdzie ma wrócić. Teraz nie było nikogo, ani śladu. Jakby nie istnieli.
— Nie denerwuj się, misia — odrzekł. Przesunął po niej spojrzeniem, gdy przesunęła się do ognia, sam zaczynając obmywać się prędko zaczynając od brzucha i krwawej pieczęci, później włosy zanurzając się wtedy pod wodę, by po tym wynurzyć się energicznie od razu sięgając po swoją torbę. Stamtąd wyciągnął kompletne, czyste ubranie, w tym ciężkie buty i ubrał się prędko patrząc po kobiecie.
— Susz się, żeby nie wyglądać jak mokra kura. Jeszcze dobre towarzystwko nam przepłoszysz w tym stanie — powiedział, nagle kładąc jej dłoń na głowie, po czym chwycił ją lekko za kark nacierając jej głowę tak, by zmierzwić jej włosy. Po tym pocałował ją w sam czubek głowy, mówiąc.
— Dobra, chodź. Lepiej nie będzie.
Yumi
— Dwa tygodnie — odparł, chowając ręce w głębokie kieszenie spodni. — Oprócz tego, że załatwiłem jednego ghula, to nic ciekawego. Patrolowałem, siedziałem na tyłku i w końcu dostałem wolne, więc ma zamiar to dobrze wykorzystać — stwierdził.
OdpowiedzUsuńSłysząc o święcie jedności wzruszył ramionami, spuszczając na chwilę wzrok. Słyszał o tym święcie. Żołnierze mówili o tym często jako o okazji na dobrą zabawę, tańce i dużo dobrego wina, ale Yumi do końca nie wiedział czy powinien udawać się na podobne wydarzenia. Zwłaszcza, że miał dużo osobistych spraw do załatwienia.
— Nie wiem czy będę tam mile widziany — przyznał, wracając do niej wzrokiem. — A Ty? Idziesz, rozpustnico?
Yumi
- Mhm, po prostu uważam, że to dzieciństwo bardzo się na nich odbije - stwierdził tylko i uśmiechnął się do niej dość smutno pod tym względem, po czym położył się na dachu, zerkając w niebo, z kanapką w dłoni. - Będzie ciężko - mruknął tylko, po czym spojrzał po niej i wywrócił oczyma. - Aha - mruknął. - Ciekawe, że nie widać tej wiosny non stop - uśmiechnął się nieco zgryźliwie, biorąc jeszcze jednego kęsa swej kanapki.
OdpowiedzUsuńGave
Ashan zerknął na poklepany przez nią tyłek, a potem wrócił spojrzeniem do jej twarzy.
OdpowiedzUsuń— Uprzedź tylko właściciela kolan, do czego go potrzebujesz — rzucił wymownie, starając się zachować poważną, pełną dobrych rad mimikę twarzy. Na jej pomysł sprawienia sobie moserta prychnął pod nosem.
— Uqe chyba wyrwał sobie kogoś — zauważył, uśmiechając się przyjaźnie. Uniósł lekko brew. Nawet go to cieszyło. Zwierzę było w odpowiednim wieku, żeby się z kimś związać. Jej zaczepny uśmiech skomentował lekkim uniesieniem kącika ust już w bardziej zadziorny sposób.
— Możliwe. Ale skoro nie zauważyłem, nie możesz tego udowodnić — stwierdził pewnie.
W pokoju puścił róg kołdry i spojrzał po niej wymownie, kiedy tak otwarcie cieszyła się jego ostrożnością.
— Nie boję się Ciebie. Zwyczajnie nie zamierzam ułatwiać Ci przeszukiwania moich gaci — sprostował. Poczekał, aż odłoży ubrania i wsunie się do swojego łóżka. Jej zapewnienie przyjął krótkim skinieniem głowy. Wtedy sam wstał jeszcze na chwilę i zdjął spodnie, zostając w czarnych dłuższych bokserkach, wygodnych i zdecydowanie mających już swoje własne podróże na koncie. Potem wrócił do łóżka. Kołdrę mimo wszystko ułożył tak, żeby twardo się pod jego dupą trzymała.
— Trzymam Cię za słowo, ale jeśli obudzę się z towarzystwem na łóżku to nie ręczę za siebie — odpowiedział żartobliwie. Upewnił się jeszcze wzrokiem, że miecz leży wystarczająco blisko w razie czego. Drzwi zamknął na pewno. Zgasił swoją świecę, po prostu o tym myśląc, bo nie chciało mu się znowu wstawać, a potem przymknął oczy. — Jeżeli żebra zaczną Cię mocniej boleć, obudź mnie — poinformował ją jeszcze, zanim oficjalnie poszedł spać.
Ashan
— Na ochotnika. Rozesłałem duchy, żeby szukali mojej rodziny i sam stwierdziłem, że zamiast miotać się niepotrzebnie po świecie osiądę tutaj, żeby łatwiej było mnie znaleźć — stwierdził. — W międzyczasie zapisałem się na ochotnika, bo to mój zawód. Jestem zawodowym żołnierzem, skończyłem wojskową Akademię i gdyby nie ten... wypadem z demonami, to teraz kończyłbym jako Kapitan jakiejś drużyny — spojrzał na nią, z lekkim uśmiechem chwaląc się nieco. Wyraźnie nie próżnował, nie siedział na laurach mając wszystko podane pod nos, samemu chcąc osiągnąć jakiś sukces. Może niewielki, bo Kapitan miał pod sobą może z dziesięć osób w drużynie, ale z czasem miałby możliwość awansować. Zresztą tam, w tamtym domu, ostały się jego oznaki i to nie jedna. Żałował, że ich nie zabrał. Kobiety lubiły takie świecidełka.
OdpowiedzUsuń— No nie wiem.. — uniósł brew patrząc po Akane. — Pójdę, może, o ile nauczysz mnie tych waszych tanecznych ruchów. Dobrze byłoby umieć zakręcić biodrem w waszym stylu, żeby nikt nie wziął mnie za jakiegoś dzikusa z jaskini.
Yumi
Ashan prychnął pod nosem na wzmiankę o kilku różnych kolanach.
OdpowiedzUsuń— Kilka? To już nie kolana, tylko pełna widownia. Uprzedź właścicieli, zanim zaczniesz sprzedawać miejsca — poradził jej ze śmiertelną powagą.
Słysząc o wyczynie Uqe, pokręcił głową.
— Najpierw naucz się bezpiecznie wracać z tych gwiazd. Nad lądowaniem zdecydowanie musicie jeszcze popracować — zauważył.
W pokoju odpowiedział na jej zaczepkę krótkim spojrzeniem.
— Cenne — stwierdził bez wahania. — Wstydliwe zostawiłem w pałacu.
Kiedy śmiech zmusił ją do przytrzymania żeber, lekko zmarszczył brwi.
— Jeszcze trochę i sama dokończysz robotę tej jaszczurki — mruknął.
Poprawił kołdrę, nie rezygnując ze swojego marnego zabezpieczenia.
— Wzruszająca troska — odpowiedział. Po jej cichym podziękowaniu przymknął oczy. Po kilku chwilach jej oddech się wyrównał. Ashan leżał jeszcze przez moment, nasłuchując odgłosów dobiegających z korytarza. W końcu rozluźnił palce zaciśnięte na kołdrze i niedługo później również zasnął.
***
odróż do Lazyr minęła w podobnym rytmie co poprzednia. Po drodze nie brakowało rozmów i przekomarzania, ale zdarzały się również dłuższe chwile ciszy. Ashan nie próbował jej wtedy na siłę przerywać. Nie czuł takiej potrzeby.
Do Lazyr przybyli już z umówionymi walkami. Wiedzieli jedynie, że oboje wejdą na arenę. Organizatorzy nie zdradzili im, z kim zostaną zestawieni.
Po pozostawieniu Uqe i Veliego w stajni Ashan wyszedł na zewnątrz. Zatrzymał się przy budynku, wyjął papierosa i odpalił go płomieniem pojawiającym się na opuszku palca. Zaciągnął się, po czym spojrzał na Akane.
— Wyrobiłaś już sobie stalowe pośladki, żeby wycieczki na grzbiecie Uqe przestały boleć?
Ashan
Nie do końca reagował na duchy, przyzwyczajony już do tego, że gdzieś się kręcą jakoś nie robiły na nim wrażenia. Widział je odkąd pamiętał, więc nie było w tym nic nadzwyczajnego. Dużo duchów kręciło się wokół ludzi, nawet tych zwykłych. Nie wchodził głębiej w to co ma w środku, posłał jej tylko uśmiech, wzrok przenosząc na ducha, lecz tylko na chwilę i pomachał tak, jakby chciał odgonić muchę.
OdpowiedzUsuń— Może zgłoszę się jako jeden z wykładowców. Imito. Od przedmiotu dawania wpierdolu — zażartował, śmiejąc się naprawdę wesoło. — Cieszę się, że znalazłaś siebie w tym wszystkim. Kto wie, może i ja ruszę za tobą, kiedy to wszystko się naprawi. Wiesz, będę po lekach, wojna pójdzie w niepamięć, a ja znowu spierdolę z domu się z kimś ponapierdalać — odparł, śmiejąc się znów. Przypomniał sobie, jak wraz z kilkoma kolegami z wojska odbili sterowiec z rąk piratów, adrenalinę kiedy ten zaczął spadać.. Na samo wspomnienie poprawił mu się humor.
— Tańczyć potrafię, ale nie w ten sposób. Patrz — stwierdził. Zatrzymał ją w miejscu, by zacząć powoli tańczyć w stylu, który ciężko było uznać za poprawny. Poruszał biodrami, strzelał do Akane oczka, w końcu mówiąc.
— I bioderka... bioderka..
https://www.youtube.com/shorts/NX4qTch2lr4
Yumi XD
Poruszył biodrami bardziej sensualnie, gdy Akane uderzyła go bioderkiem, wtedy też zaczynając najlepszy ruch taneczny. Mianowicie udawanie, że klepie ją w tyłek, po czym sam wypiął swoje doskonałe, krągłe pośladki, by i ona udawała to samo.
OdpowiedzUsuń— I bioderka, Akane.. Bioderka.
Przystanął w miejscu śmiejąc się wesoło, sam klaszcząc w jej stronę, gdy pokaz ich obu się skończył.
— Tobie też niczego nie można odmówić. Dopracujemy cię i będziesz mogła ze mną dupy wyrywać.
Yumi
— Przydałby ci się lekki makijaż. Wiesz, trochę różu na policzkach, to mokre coś od którego się świecicie, pomalowanie oczu, trochę włosy poprawić i byłoby git. No i ubranie, wiesz, jakieś seksi. Tu pokazane bioderko, tu kawałek brzucha — mówił, wskazując na konkretne części ciała, by pod koniec znów złapać ją za kark i roztrzepać włosy, śmiejąc się przy tym.
OdpowiedzUsuń— I wtedy może odstąpię ci jedną dupę. Zwłaszcza jak zacznę ten swój godowy taniec — puścił ją, po tym ruszając dalej w kierunku, który wcześniej wybrali.
Yumi
- Martw się o siebie - prychnął pod nosem na wieść o tym, że ma żyć. - Nie zamierzam umierać jeszcze przez długie lata - mruknął tylko, patrząc po jej oczach, gdy tak się do niego przybliżyła, po czym zerknął w bok. - Twoje trzy życia to małe pocieszenie - skomentował jeszcze, nabierając głębszego wdechu. - Ja sobie poradzę. Nawet nie wiem czy będę brał udział w jakichkolwiek walkach - dokończył, odruchowo masując się po sercu. Włócznia skutecznie go od tego odciągała. Jeśli miał być kulą u nogi dla kogokolwiek, to lepiej było żeby się odsunął. Ugryzł kolejny kawałek kanapki i zaczął przeżuwanie go, by przez moment pomilczeć. Uśmiechnął się krzywo na tą jej sezonowość w sercu i pokręcił lekko głową. - U mnie za to wieczna zima - skomentował. - Moje serce należy do zimy.
OdpowiedzUsuńGave
Natan popatrzył po niej wymownie unosząc lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Czy ty nie widzisz jak działasz na przeciwną płeć? - zapytał jej z uśmiechem na twarzy. - Ty nie musisz paluszkiem kiwać, a oni już się do ciebie ślinią - dodał ruszając lekko brwiami. - Więc gdybyś miała taki ambitny plan, to już byłoby pozamiatane - skomentował jeszcze, a po powrocie przytaknął jej na pierwszy komentarz. Rzeczywiście bardzo mu ten chłopak nie odpowiadał. Przede wszystkim przez podejście jakie zaprezentował w sprawie dyrygowania ludźmi. Jednak w tej chwili nie było co tego rozdmuchiwać, więc po prostu wzruszył ramionami. - A tak poważnie... - szepnął jej do ucha. - To są ciekawe skąd masz taką zarąbistą garderobę i chcą cię zaprosić na kawę by porozmawiać o ciuszkach - mruknął jeszcze.
Nat
Klaus spojrzał po niej i zamrugał zalotnie rzęsami.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście - pokiwał głową. - Cała reszta to po prostu zabawa - wzruszył ramionami. Cóż jak ktoś chciał się do niego dobierać to albo szedł na całość, albo nie otrzymywał nic. Półśrodki nie były znaczące. Zresztą w danej chwili nie planował seksów na najbliższe lata. Niespecjalnie miał na nie ochotę po tym bękarcie, którego udało mu się przypadkiem stworzyć. - A ja zapamiętam, że dla ciebie zaplecze wchodzi w grę - uśmiechnął się do niej, po czym wzruszył ramionami. - Mhm ta... o zwykłą rozmowę - przyznał szczerze. - Wiesz jako grajek, zdarzało mi się częściej flirtować z damską i męską częścią publicznością. Kilka słodkich słów, niewielkie uśmiechy, przesunięcie spojrzeniem do intymnych części ciała czy... po prostu przesunięcie językiem po ustach... potrafi zdziałać cuda - puścił do niej oczko. - A napiwki się kumulują i robią się zdecydowanie większe, gdy panie i panowie czują się oczarowani... trudno wtedy o normalną rozmowę. Człowiek zapomina jak to jest normalnie rozmawiać - skomentował.
Klaus
Ashan stał przez chwilę, pozwalając i sobie odpłynąć na krótką chwilę myślami. Wypuścił dym z płuc, zastanawiając się nad ostatnimi wydarzeniami. Męczył się. Naprawdę męczył się całym syfem, który go otaczał. Żałował czasami, że nie przewidywał przyszłości. Spojrzał w stronę Akane. Ona też. Dostała już za swoje, ale cholera jasna, naprawdę miał nadzieję, że to jej przyciąganie kłopotów to bardziej żart. Przewertował myśli, upewniając się, że zostawił odpowiednich ludzi do ochrony w Phyonix. Dopiero kiedy uspokoił swoje myśli, udało mu się uśmiechnąć nieco szczerzej do dziewczyny. Zaśmiał się krótko na jej słowa.
OdpowiedzUsuń— Interesująca ciekawostka, innym też rozłupujesz, jak ładnie poporoszą? — zapytał zaczepnie, unosząc jedną brew ku górze. Na wzmiankę o Uqe zerknął w stronę stajni.
— Widać, że się z nim dogadujesz — przyznał z zadowoleniem. — Rozumiem, że naprawdę go wykupisz, tak? Inaczej nie przyzwyczajaj go za bardzo do siebie — zaznaczył jeszcze. O ile cieszył się z ich więzi na swój sposób, nie chciał żeby w razie czego zwierzę potem cierpiało. Odrzucenie znosiły dość mocno.
Ashan
— Jakie osobno? — spytał, trącając ją ręką. — Robimy to razem i już, bo wiem że z twoim kręceniem biodrami polegnę na pierwszej linii. Im więcej do zabawy tym lepiej — stwierdził, poruszając zabawnie brwiami. Rozluźnił się bardziej kierując w wybranym przez nią kierunku, co jakiś czas pstrykając palcami w rytm wcześniejszego tańca, jakoby muzyka nadal grała mu w głowie.
OdpowiedzUsuńYumi
Ashan zerknął na nią z boku, kiedy wspomniała o wykupieniu Uqe. Uśmiechnął się nieznacznie, z lekko widoczną czułością i wdzięcznością.
OdpowiedzUsuń— Dobrze trafił — stwierdził — będzie miał z Tobą ciekawie. Ty z nim pewnie też, więc przynajmniej żadne nie powinno się nudzić — dodał, przenosząc na moment wzrok na moserta — Jestem ciekaw, jak to się rozwinie przy tej naszej misji. Dla niego to też będzie coś nowego. Pierwszy raz wyjdzie poza Phyonix, więc pewnie będzie bardziej podekscytowany niż Ty — wrócił do niej wzrokiem i uniósł lekko, wymownie brew. Chętnie popatrzy jak się wtedy dogadają te dwa ciekawskie jaja. Na zapewnienie, że nie zamierza nagle zniknąć z nowym towarzyszem gdzieś na końcu świata, uniósł lekko brew — To dobrze. Głupio byłoby potem tłumaczyć mu, że zgubiłem Akane po tych wszystkich przygodach — rzucił całkowicie poważnym tonem, choć kącik ust drgnął mu lekko. Na pytanie o upojny relaks spojrzał na nią wymownie.
— Rozczaruję Cię. Żadnych upojnych planów nie mam — odpowiedział — Sam mam dziś ochotę się wyżyć, więc najpierw tabela. Zobaczymy, z kim nas zestawili, przygotujemy się, a przed walką możemy wypić po piwie, jednym — zaznaczył od razu, patrząc na nią podejrzliwie — Wolę wejść na arenę z mieczem niż z kacem, zwłaszcza nie takim jak ostatnio.
Ashan
Gave wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nom, ale nigdy jeszcze martwy - zauważył. - Raz tylko blisko - wzruszył ramionami. - A tobie pobliże śmierci jakoś częściej wychodzi, niekoniecznie z kozetkami... patrz Sralala, widmo śmierci przebrzydłej - rzucił wywracając lekko oczy. - Nie, nie chcę wiedzieć co sobie sądzisz i jak to śmierć niekoniecznie... phi - prychnął pod nosem, po czym spojrzał po niej i uniósł lekko brew.
- Nie, nie pchasz, to front znajduje ciebie - mruknął w odpowiedzi. - Wiem, że jesteś silna i masz umiejętności. Nie mówię, że sobie nie poradzisz... mówię, że masz nie zginąć. Ani razu - powtórzył tylko, a co do zimy wzruszył ramionami. - Wcale nie - mruknął. - Czuję, że w sercu mam zimę - dodał. - Ale zima nie musi oznaczać chłodu i beznadziejności... w zimę są święta, najlepszy czas na świecie - uśmiechnął się krzywo.
Gave
Ashan parsknął cicho pod nosem, kiedy zapewniła go, że postara się nie zgubić, żeby nie wyszedł na głupka przed mosertem. Bardzo łaskawie z jej strony. Spojrzał jeszcze raz na Uqe, zastanawiając się przez moment, jak zwierzak zniesie pierwszą dłuższą wyprawę poza pustynię. Sam był tego ciekaw, szczególnie że Akane również dopiero miała przekonać się, jak wygląda podróż na jego grzbiecie przez kilka dni, a nie krótkie przejażdżki po znajomym terenie.
OdpowiedzUsuń— Czyli tym razem zrobiłaś rozeznanie, zanim przyjechałaś się upić. Niedługo nie będę Ci potrzebny — zauważył z udawaną powagą, idąc obok niej w stronę tabeli. Na jej oburzenie związane z jednym piwem zerknął na nią z boku i uniósł brew. Oczywiście, że to zapamiętała. Menda jedna, łapiąca za słówka.
— Nie boję się, że nie dam rady, ale dam Ci się skusić i zaraz arena stanie się ruchoma — odpowiedział spokojnie, uśmiechając się przy tym wymownie w jej stronę — Poza tym ktoś tutaj ostatnio bardzo rozsądnie ustalał granice alkoholu przed walką. Uznałem, że wyjątkowo warto posłuchać — dodał jeszcze, na chwilę nachylając się w stronę An, co by zaznaczyć od kogo czerpał nauki tym razem. Kącik ust Ashana drgnął wyraźniej.
— A więc jednak się napatrzyłaś? — podchwycił bez najmniejszego skrępowania. Pokręcił lekko głową i ruszył dalej, jak gdyby nigdy nic.
— Tym razem będę grzeczniejszy. Przynajmniej dopóki nie skończą się walki — dorzucił po chwili — Potem możesz mi pokazać te swoje „atrakcje” — zaproponował, bo sam był ciekawy co tam samodzielnie znalazła. Z drugiej strony aż miał ciarki po jej ostatnich samotnych przygodach. Nawet jeśli nie miała ochoty na jego towarzystwo to zdecydowanie się przyczepi.
Ashan
Ashan spojrzał po niej wymownie, kiedy stwierdziła, że następnym razem może przyjechać sama.
OdpowiedzUsuń— No jasne. To pojedziesz sama, a ja przypadkiem będę jechał dokładnie tą samą drogą — stwierdził poważnie. Nie potrzebowała go do prowadzenia za rączkę i doskonale o tym wiedział. Sam też nie potrzebował jej do podróży. Mimo wszystko nie ufał temu jej przyciąganiu problemów. Pójdzie sama i się nagle okaże, że w Phoynix istnieje trzeci kult. I już nawet, kurwa, nie miał pomysłu czego miałby dotyczyć.
— Starszym? Jeszcze raz mi tak powiesz i pokażę Ci, ile tej mądrości zdążyło wejść do Twojej młodej głowy — zagroził, aczkolwiek po jego minie ciężko było uznać, aby mówił zbyt poważnie. Za to na wspomnienie jego ostatniego upojenia zaśmiał się krótko.
— Czyli jednak warto było się najebać. Przynajmniej masz czym grzać dupę w chłodne wieczory — skomentował. Jej przedrzeźnianie skwitował tylko krótkim prychnięciem. Miała stanowczo zbyt dobrą pamięć do jego własnych tekstów.
— Mhm, zobaczymy. Na razie jestem wzorem odpowiedzialności — oznajmił, stając razem z nią w kolejce i próbując wyjrzeć ponad ludzi przed nimi w stronę tabeli. Przy jego wzroście przynajmniej nie było to specjalnie trudne. Gorące źródła brzmiały za to zdecydowanie zbyt dobrze, żeby teraz nagle zaczął szanować jej samotne plany. — Źródła? Idę, chyba że Ty masz problem— zdecydował bez większego namysłu i zerknął na nią z boku. Po jej ostatnim samotnym zwiedzaniu okolicy i tak wolał się przyczepić.
— Najpierw jednak zobaczmy, komu dzisiaj mamy wpierdolić , albo dostać wpierdol— rzucił, wskazując brodą w stronę tabeli.
Ashan
Ashan spojrzał po niej, kiedy przeciągnęła to swoje „starszy” i przez moment rzeczywiście wyglądał, jakby rozważał, czy nie spełnić wcześniejszej groźby.
OdpowiedzUsuń— Zapamiętam — rzucił tylko. Na zachętę do kolejnego najebania pokręcił lekko głową.
— Nie kuś. Jeszcze uznam, że robisz to specjalnie, żeby mieć na co patrzeć — odpowiedział, ale na jej „na razie” już tylko prychnął. No tak. Jeszcze chwila i cała jego odpowiedzialność zostanie przez nią dokładnie przetestowana.Kiedy oparła się o niego, zerknął ponad tłum w stronę tabeli. Coś widział, ale przy tylu łbach przed nimi równie dobrze mógł sobie zgadywać połowę nazwisk. Na jej zaczepkę spojrzał w dół.
— Pic na wodę? Dobra — mruknął, a następnie nie ostrzegając jej dłużej, złapał Akane pewnie i podsadził ją wyżej, żeby sama mogła spojrzeć ponad zgromadzonych. Usadził ją na barana na swoich barkach.
— Czytaj sobie, kurduplu — powiedział zaczepnie, przytrzymując ją tak, żeby nie poleciała nikomu na głowę. Zaśmiał się pod nosem cicho.Z tej wysokości tabela była już dobrze widoczna. Ashan odczekał chwilę, aż znajdzie ich nazwiska.
— No? — ponaglił ją krótko.
Ashan
Ashan tylko prychnął na jej przyznanie się do winy. No oczywiście, że robiła to specjalnie. Jeszcze chwila i sama zacznie mu dolewać alkoholu, żeby potem mieć darmowe widowisko. Kiedy strzeliła go w ucho, skrzywił się i przekręcił lekko głowę w jej stronę.
OdpowiedzUsuń— Jeszcze raz mnie strzelisz, to Cię zrzucę — ostrzegł, ale przesunął się grzecznie w prawo, zgodnie z jej poleceniem. — I nie narzekaj na szerokość. Sama teraz korzystasz — dodał zaczepnie, poprawiając nieco chwyt na jej nogach. Jak już siedziała mu na barkach, to przynajmniej nie zamierzał pozwolić jej spaść na ryj przez to całe wychylanie się do tabeli. Zatrzymał się, kiedy wydała kolejne polecenie i cierpliwie czekał, aż znajdzie ich nazwiska.
— Ivar Czerwonoboki — powtórzył pod nosem, kiedy podała mu pierwsze nazwisko. Brzmiało obiecująco. Przynajmniej po nazwie. Na Dziką Eir też nie miał większych uwag, dopóki Akane nagle nie zaczęła planować im wspólnego wyjścia do źródeł. Ashan parsknął śmiechem i pokręcił głową. — Nie oszczędzaj jej dla mnie. Rodaczki mnie nie interesują, mam uraz do rudych — wyjaśnił krótko, zerkając trochę w górę, choć z tej pozycji mógł zobaczyć co najwyżej kawałek Akane. Ścisnął lekko jej łydkę, kiedy znowu za bardzo wychyliła się do przodu. — Siedź prosto, bo zaraz sama zaczniesz walkę przed areną — mruknął, stabilizując ją na swoich barkach. Po chwili wrócił jednak do jej propozycji i uśmiechnął się pod nosem. — Ale jak Ci się spodoba, to ją zabierz. Tylko wtedy nie będzie kalamburów z moich tatuaży — zaznaczył, wracając do tematu. Jak sama chciała się zabawić to proszę bardzo.
Ashan
Ashan zerknął w górę na palce czające się przy jego uchu.
OdpowiedzUsuń— Wiem. Dlatego ostrzegam — odpowiedział krótko, chociaż po jego minie ciężko było stwierdzić, czy rzeczywiście miałby ją zrzucić. Na jej tyradę o samodzielnym korzystaniu prychnął tylko pod nosem.
— Mogłem Cię zostawić na dole, a tak se siedzisz i jeszcze się urządzasz — zauważył, czując jak faktycznie poprawia się wygodniej na jego barkach. No pięknie, kurwa, pięknie. Na pytanie o rude zastanowił się moment.
— Ogólnie. Za dużo ruda w moim życiu krwi na psuła. Mam uraz — odpowiedział. Rodzimych szczególnie, ale nie zamierzał teraz robić wykładu ze swoich uprzedzeń do koloru włosów. Kiedy nazwała go nieosiodłanym bykiem, zaśmiał się krótko.
— Pierwsze rodeo i już się wychylasz jakbyś chciała pobić rekord — skomentował, przytrzymując ją pewniej, gdy się zachwiała. Nie zdążył dodać nic więcej, bo oberwał w ucho, a zaraz potem usłyszał to nieszczęsne „Asiu”. Ashan znieruchomiał na sekundę.
— Asiu? — powtórzył powoli i przesunął dłonie trochę wyżej na jej nogach, żeby mieć pewniejszy chwyt. — Dobra. Sama chciałaś — oznajmił i bez ostrzeżenia zrobił gwałtowniejszy krok w bok, wystarczający żeby nią zakołysać, ale nie pozwolić jej spaść.
— Jeszcze raz „Asiu”, a pokażę Ci prawdziwe rodeo — zagroził spokojnie, po czym ruszył dalej jak gdyby nigdy nic. Kącik ust jednak zdradzał, że zdecydowanie za dobrze się przy tym bawił.
Ashan
Ashan zniósł grzebanie we włosach z miną człowieka, który właśnie bardzo poważnie rozważał, czy jednak zrzucenie jej nie byłoby rozsądnym rozwiązaniem.
OdpowiedzUsuń— Spróbuj mi zrobić kiteczki, to dopiero zobaczysz rodeo — ostrzegł spokojnie, chociaż nawet nie próbował odsuwać jej dłoni. Kiedy złapała go za uszy, skrzywił się lekko.
— Za uszy też Cię mogę zrzucić — poinformował ją, a ostrzeżenie o włosach skwitował krótkim prychnięciem. — Jak mi je wyrwiesz, to sama będziesz tłumaczyć Lexi, czemu jej syn wrócił łysy — rzucił i aż parsknął, kiedy po jego kroku Akane niemal objęła mu rękami całą głowę. — No już, już, żyjesz — skomentował jej okrzyk, przytrzymując ją mocniej za nogi, kiedy te zacisnęły się na nim jeszcze wyraźniej.Na pytanie, czy zamierza ją tak zostawić, wzruszył lekko ramionami, na tyle, na ile pozwalał mu siedzący na nich ciężar.
— Mnie tam nie robi. Przynajmniej grzejesz mi barki — odpowiedział, a dopiero jej tekst o głowie między nogami sprawił, że zaśmiał się krótko. — No właśnie bardziej mnie ciekawi, co powiesz na plotki — zauważył, nie robiąc najmniejszego ruchu, żeby ją odstawić. — Już widzę, jak ktoś to posłyszy i sobie dopowie inne szczegóły tej głowy i nóg— dodał, zerkając kątem oka na mijanych ludzi.
Ashan
Ashan prychnął cicho na wzmiankę o kiteczkach na wesele. Pokręcił lekko głową, żeby nie było jej tak łatwo bawić się jego bujnymi włosami.
OdpowiedzUsuń— Rób z nimi co chcesz, byle ich nie ścinaj — powiedział. — najwyżej poprawię — dodał, uśmiechając się lekko, chociaż jej ciężko było pewnie teraz dostrzec jego mimikę. Na stwierdzenie, że ewidentnie nie chce jej zrzucić, parsknął pod nosem. Przechylił się raz to na lewo, to na prawo. Powtórzył tę czynność parę razy, zapewniając Akane namiastkę obiecanego rodeo.
— Skąd wiesz czego chcę? Mogę być nieszczery w czynach — zauważył spokojnie.— W myślach mi nie czytasz. Chyba że zaczęłaś, to wtedy mamy większy problem — dodał, dalej idąc z nią na barkach. Na historię o Lexi i łysym synu skrzywił się lekko.
— Musisz wziąć poprawkę, że chodzi o pierworodnego mateczki. Zrobię smutną minę i jakoś to będzie — stwierdził z pełnym przekonaniem i powagą godną udawania tego ulubionego dziecka, chociaż faktycznie wiedział, że takowego nie ma. Na niedogrzane barki zerknął tylko kątem oka w górę.
— Fenalisy nie tylko barki mają niedogrzane — rzucił sucho, zostawiając jej już interpretację tego stwierdzenia. Zdawała się nie przejmować plotkami, a aż się prosiło o podobny komentarz, więc nie widział problemu, aby sobie pozwolić. Kiedy zaczęła podsumowywać ich wyimaginowany związek, zaśmiał się krótko i pokręcił głową.
— Ta, słyszałem też, że ślub, na który idziemy, tak naprawdę będzie też naszym sekretnym ślubem — poinformował ją całkiem poważnym tonem. — kurewsko urocze te ploteczki. Powinniśmy zacząć spisywać najciekawsze, będzie na lekturę przed snem — dodał, poprawiając nieco chwyt na jej nogach. Zastanowił się też trochę nad tymi alternatywnymi rzeczywistościami. Wzruszył ramionami, ale bardziej po to, żeby trochę An poprzeszkadzać na tych barkach. Dziwiło go, że taka samodzielna menda jeszcze nie narzekała, że chce zejść.
— Związki idealne, nie ma co. Zaraz mi będzie przykro, że to tylko gdybanie — rzucił bez większego podtekstu. Po prostu żartował. Przynajmniej po części. Sam miał nieprzyjemne doświadczenia z poważnych związków, ona też nie skończyła po pierwszym najlepiej. Niemniej “oni” to były tylko teorie i bajeczki. Sam jakoś nie widział żeby cokolwiek miało tutaj zaiskrzyć. Zwyczajnie przypadło mu towarzystwo Akane do gustu.
Ashan
— Byle bez nożyczek, jak mówiłem. Resztę przeżyję —przypomniał się. Zaraz zaśmiał się lekko i pokręcił głową. Odchylił ją też lekko do przodu, co by ostatecznie trochę wyplątać włosy z jej lepkich rąk.
OdpowiedzUsuń— Mhm, widzę, że już mnie rozpracowałaś — mruknął. Miała rację i doskonale o tym wiedział. Gdyby chciał ją zrzucić, już dawno by leżała komuś pod nogami. Na argument z Niklausem zaśmiał się krótko, cicho.
— To ja zrobię smutniejszą. Akurat te smutne mam podobno opanowane. Egzystencja jest cierpieniem i te sprawy — stwierdził z pełnym przekonaniem. Podobno smutne i gburowate wychodziły mu najlepiej, to czemu miałby tego nie wykorzystać? Na jej pytanie o fenalisy zerknął ku górze, żeby mieć ją na widoku i uśmiechnął się wymownie.
— Różne rzeczy mają niedogrzane — odpowiedział cicho — w zasadzie wszystko jak się uczepić, to nigdy nie jest nam za ciepło — doprecyzował pół prawdą. Nie każdy był tak samo odporony czy ciepłolubny, było to raczej indywidualne. Aczkolwiek ciepłolubni wszyscy byli. Parsknął na porównanie do Natana i Morgany, ale nie skomentował tego. Z kolei na zarzut dotyczący pamiętniczka pokręcił głową.
— Oczywiście. Nie pamiętasz? Różowy, z serduszkami. Codziennie zapisuję jak bardzo za Tobą tęsknię. Gdzie patrzysz, że go nie zauważyłaś? — zapytał z udawaną pretensją w głosie. Kiedy jednak wspomniała o Lunie, humor na moment mu przygasł.
— Może wykorzystam. Jak Luna kiedyś łaskawie odpisze na moje listy — odpowiedział spokojniej. Nie zamierzał się jednak na nic nastawiać. Serducho pod tym względem już kilka osób zdążyło mu skutecznie zajechać, więc tym razem wolał zachować trochę rozsądku. Jak coś z tego będzie, dobrze. Jak nie, przeżyje. Nie zamierzał się jednak nakręcać bardziej niż już to zrobił. Zależało mu na odpowiedzi, ale świat się nie zawali, jeżeli będzie negatywna.
Poczuł, że Akane na chwilę ucichła i przez moment nic z tym nie robił, ale po czasie ostatecznie uszczypnął ją lekko w łydkę. Delikatnie, na tyle, żeby przypomnieć o sobie.
— Dziwnie tak, jak nie trajkoczesz — pozwolił sobie zauważyć. Nie pytał jednak co jej chodziło po głowie. Jak będzie chciała, sama powie. Na pytanie o piwo wskazał brodą kierunek, w którym cały czas szli.
— Dzisiaj inaczej— oznajmił krótko i nadal nie zdejmując jej z barków, ruszył między ludźmi. — Stragan z piwem ważonym pod wulkanicznymi górami. Do tego ichniejsze żarcie— wyjaśnił. Kuchnia Tharok miała opinię konkretnej, mocno przyprawionej i zdecydowanie nie należała do tych, przy których człowiek wychodził głodny, o ile lubił dymne smaki.
Ashan
Sprawy włosów już nie komentował. Nie było tutaj już nic do dodawania, a przedłużanie byłoby już raczej nużące. Bardziej zaciekawiła go swoimi kolejnymi słowami.
OdpowiedzUsuń— A w czym jeszcze jestem taki czytelny, hm? — zapytał, lekko zainteresowany tym, co jeszcze zdążyła sobie o nim wywnioskować. Na przytulaśne misie pokręcił głową, śmiejąc się krótko pod nosem.
— Bardzo. Tutaj się pomiziasz, tutaj wrzucisz kogoś do ognia — odparł luźno, uśmiechając się do niej szelmowsko — Nieumarli ładnie się palą, wiesz? A jak grzeją przy ognisku… aż kubraka nie potrzebujesz na tym ich mroźnym wypizdowiu — dodał z pełną powagą, jakby właśnie zachwalał największe zalety własnej rasy, aczkolwiek na jego twarzy dalej malował się specyficzny uśmiech. Kiedy wspomniała o kolejnych trasach na jego plecach, pokręcił lekko głową.
— Aż się boję, gdzie ten Twój rebusowy domek właściwie leży — rzucił, bo przy ilości rzeczy, które znajdowała w jego tatuażach, niedługo naprawdę zacznie podejrzewać, że sama coś tam sobie dorysowuje. Obudzi się któregoś dnia z nową dziarą i nawet nie będzie wiedział co znaczy.
— Zostaw mój pamiętniczek, jest bardzo męski — zaznaczył od razu, broniąc nieistniejącego przedmiotu. Na jej krótkie wyjaśnienie, że tylko odpłynęła, przytaknął jedynie ruchem głowy. Nie pytał. On też nie miałby ochoty się teraz otwierać na temat, o którym myślał, że myślała. Na jej plemienne nawoływania za to prychnął śmiechem.
— Jurny byk, kurwa — powtórzył pod nosem, prowadząc ją dalej przez tłum. Po chwili dotarli do straganu należącego do ludzi z Tharok. Tutaj było zdecydowanie cieplej od palenisk, a zapach przypraw, dymu i przypiekanego mięsa uderzał jeszcze zanim zdążyli podejść bliżej. Ashan zatrzymał się przy ladzie, nadal nie zdejmując Akane z barków, i przejrzał krótko wystawione jedzenie.
— Dwa piwa i te palone szaszłyki — zamówił od razu, wskazując na mocno przypieczone mięso z warzywami. Dopiero po chwili zerknął lekko w górę. — Jak Żaba chce coś jeszcze, to niech mówi — zaproponował.
Ashan
Ashan wzruszył tylko ramionami na jej wyliczenie, nie komentując tego w żaden sposób. Skoro aż tak łatwo było po nim poznać, jak bardzo obowiązki potrafiły siadać mu na karku, to chyba powinien nauczyć się trochę lepiej to ukrywać. Nie zamierzał przecież chodzić z wypisanym na mordzie całym ciężarem Phyonix.
OdpowiedzUsuń— Mizianie zdecydowanie bezpieczniejsze — rzucił za to na jej wybór i parsknął krótko pod nosem. Kiedy przypomniała mu położenie domku, poruszył lekko głową. — Chuj wie przy Tobie — skomentował zaczepnie. Ashan zamówił swoje piwo i palone szaszłyki, a kiedy Akane dorzuciła pitę i żeberko, po prostu poczekał aż dostaną wszystko. Na jej wskazanie wolnego miejsca ruszył od razu w tamtą stronę, dalej niosąc ją na barkach.
— Widzę — odpowiedział krótko i doprowadził ich do stolika. Dopiero przy nim przykucnął, pochylając się trochę do przodu, żeby mogła spokojnie zsunąć się na ziemię, po czym sam wyprostował się i zajął miejsce przy stole, stawiając przed sobą piwo oraz jedzenie.
Ashan
Ashan skrzywił się lekko, kiedy znowu dostał w ucho.
OdpowiedzUsuń— Powiedziałem tylko, że masz dużo tras. Resztę już sobie dopowiedziałaś — zauważył spokojnie, chociaż po jej groźbie uniósł nieznacznie brew ku górze i uśmiechnął się szelmowsko— aż się boję co sobie jeszcze postanowisz — dodał zaczepnie, pozwalając jej zejść z barków. Na planowanie jadalni i salonu prychnął pod nosem. — Włosy jako stolik? To już brzmi jak pasożytnictwo i obraza majestatu — skomentował, prostując się i zajmując miejsce obok. — Jeszcze chwila i zacznę pobierać czynsz za mieszkanie na moich plecach — dorzucił, sięgając po swój kufel. Na marudzenie o ławce spojrzał po niej z boku. — Nie przyzwyczajaj się za bardzo. Transport premium był chwilowy — stwierdził, po czym zabrał się za własne jedzenie. Lubił ten smak. Dymny i soczysty. Było idealnie grillowane, a piwo tylko podbijało smak. To zdecydowanie była naprawdę dobra wyżerka, warta tej kilkugodzinnej podróży.
Ashan
Chłopak przez moment faktycznie rozważał zamknięcie ją w najwyższej wieży, ale nie przyznał się do tego na głos. Przecież wiedział jak to jest mieć mrówki w dupie. Mógł śmiało stwierdzić, że sam miał ADHD. Zacisnął pięści i spojrzał po niej tylko ponuro.
OdpowiedzUsuń- To poczekaj aż rzucę na ciebie urok, byś tylko szczęśliwe rzeczy do siebie przyciągała - skomentował. - Zobaczysz, będziesz rzygać tęczą - dodał jeszcze, po czym odetchnął głęboko i ścisnął lekko swe dłonie. - W ogóle masz nie ginąć, rozumiesz? - spojrzał jej prosto w oczy. - Masz zakaz umierania... jak zginiesz... to obiecuję, że się więcej do ciebie nie odezwę - dokończył masując sobie lekko serce. - Nie żartuję, nie odezwę się... przez wieczność... - dodał, przez moment skupiając się tylko na swym oddechu, który zbyt dobry nie był w tej chwili. Szlag. Łańcuch jednak dawał mu w kość, zwłaszcza gdy w grę wchodziły emocje. Pomasował sobie skronie i zamknął oczy zerkając w bok. Nie skomentował tego kładzenia mu się na udzie, ale nie zrzucił jej. - Spierdalaj... moja zima jest zimna jak lód, jak Antarktyda - burknął zaciskając mocno wargi. Nie znosił słuchać o sobie w takich superlatywach. Nie znosił tego jak go widzieli przyjaciele, kiedy on czuł się inaczej.
Gave
Gave wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie muszę umieć, żeby go na ciebie rzucić. Wystarczy że dobrze poszperam i znajdę odpowiedni sposób - skomentował. Nie musiał tego robić sam. Nawet w tym świecie były wiedźmy, które nie były Sralala. Nawet tu było trochę magii. Wzruszył ramionami. - Zostaniesz opierdolona przez Tonego, Ryu, Gavina... po co miałbym strzępić język? - uniósł lekko brew. - Nie będzie nic, zero. Cisza. Grobowa cisza. Zapomnij - mruknął jeszcze, po czym zamknął oczy, starając się po prostu uspokoić. - No szkoda - przytaknął, gdy wspomniała o schładzaniu samego siebie. - To by była przydatna umiejętność - dodał masując sobie serce trochę mocniej. - An, możesz nie ruszać łańcuchem? Przez chwilę? Dzwoni mi w uszach... - wyjaśnił jej zaraz.
Gave
- Sorki, ale ja i tęcza to się razem nie kalkuluje, więc mogę ci dodać kogoś do kolekcji, ale to tyle - stwierdził po prostu uśmiechając się przy tym krzywo. Skinął głową na zapewnienie co do narażania się zbyt wielkiego, a kiedy przestała ruszać łańcuchem, skupił się na oddechu. Nie odpowiadał jej, przez długi czas, bo pierwsze co wpadło mu do głowy było seksem... cóż dobry był, naprawdę dobry, więc chyba nawet nie zdziwiłaby się taką odpowiedzią. Ostatecznie dmuchnął sobie w grzywkę i spojrzał na nią. - Dzieci - powiedział wprost. - A tak... to nie wiem... przychodzą mi same złe rzeczy do głowy - odchrząknął. - Seks, sarkazm, żarty... - wzruszył ramionami. - Tego jaka swobodna jesteś...ale no właśnie ty jesteś, ja nie - pokręcił głową. - Nie do końca jestem swobodny... wspomnień... wspomnień nie chciałbym stracić.
OdpowiedzUsuńGave
Ashan pokręcił lekko głową na jej triumfalne podsumowanie.
OdpowiedzUsuń— Niewinny też jakoś musi udowodnić brak winy — zauważył spokojnie, bo według tej logiki równie dobrze mógłby już przyznawać się do wszystkiego, o co Akane postanowi go oskarżyć, a w ten sposób podkładać się nie zamierzał. Na wyjaśnienie zasad ich rzekomej symbiozy zmrużył lekko oczy.
— Czyli ja Cię noszę, robię za mebel, a nawet luksusową kawalerkę, a w zamian grzejesz mi barki i czasem dostanę po uchu? — podsumował, naciągając dość mocno stan faktyczny, ale na potrzeby dobrego żartu można było sobie przecież pozwolić. — sam się wjebałem w całkiem niesprawiedliwą symbiozę — stwierdził sucho, sięgając po kolejny kawałek szaszłyka. Na słomę z butów z kolei prychnął pod nosem.
— Piach. Tutaj z butów wychodzi piach — poprawił ją od razu. — Jeszcze chyba nie musiałaś ich czyścić po porządnej burzy piaskowej — dodał, po czym wskazał na nią kawałkiem jedzenia. — chociaż jak sama ją robisz, to pewnie specjalnie uważasz, żeby się nie pobrudzić. Pannica się znalazła — rzucił zaczepnie, uśmiechając się do niej szelmowsko. Upił trochę piwa, słuchając jej kolejnej zapowiedzi dotyczącej grzania premium.
— Mhm. Już widzę, jak tęsknym wzrokiem patrzysz mi na barki zamiast na te swoje rebusiki — odpowiedział bez większego przejęcia. Spoważniał na chwilę, acz kącik ust drgnął mu mimowolnie — jeszcze trochę i przestaniesz udawać, że chodzi Ci o tatuaże — dodał, ponownie sięgając po piwo.
Ashan
- Właśnie tym bardziej powinnaś być pewna - skwitował Gave. - To było po prostu nienaturalne - pokręcił głową i zamknął oczy, zakrywając je sobie swoim ramieniem. - Tak wiem... daj mi w pysk za te... - zaczął, ale ona w sumie stwierdziła, że nie podał złych przykładów. Spojrzał po niej unosząc lekko brew, a gdy wspomniała o swobodzie to wzruszył ramionami. Akurat tego nie był pewien, nawet nie był pewien czy kiedykolwiek uda mu się tę swobodę uzyskać. Taką kompletną. Nie miał jej przy niej i czuł że mimo wszystko ma blokadę przed próbami. Za wcześnie było na takie próby. Skinął głową w sprawie współpracy, a na troskę skrzywił się. - Wolałbym żeby tej ostatniej nie było - przyznał. - I mówię tu też o sobie - dodał. - Wolałbym żeby jej nie było... do tego stopnia jak jest.
OdpowiedzUsuńGave
Ashan prychnął pod nosem na jej narzekanie dotyczące jego barków. Pokręcił lekko głową, zajadając się swoim szaszłykiem. Dokończył jednego i sięgnął po drugiego. Uwielbiał ten dumny smak na mięsie. Nie miał pojęcia czego dokładnie używali, ale ten dym miał charakterystyczny posmak i tylko kucharze z Tharok byli w stanie to zrobić. Mendy strzegły tej receptury, jakby to była jakaś tajemnica narodowa, a nawet z rodakami się z nią nie dzielili.
OdpowiedzUsuń— Oj tam, narzekasz. Potraktuj to jako darmową atrakcję i trening równowagi. Normalnie za takie rzeczy się płaci — stwierdził całkiem poważnie, aczkolwiek jego uśmiech dalej go zdradzał z tym — a ze mną? Pełna profeska i w pełni darmo. No przecież to jest, kurwa, luksusowa premium kawalerka — podsumował, jakby właśnie przedstawiał ofertę nie do odrzucenia. Uniósł przy tym wymownie brew, a potem nieco ostentacyjnie wziął dwa kawałki mięsa do ust. Na groźbę z piaskiem zerknął po niej z lekkim rozbawieniem. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową, zasłaniając ramieniem usta. Przełknął jedzenie.
— Nie obrażam Twojego piasku. Czepiam się tylko, że używasz go bardzo „elegancko”. Aż za bardzo — zaznaczył z wyraźnym sarkazmem, patrząc na jej brudną od przypraw twarz. Zaśmiał się cicho po raz kolejny i sięgnął do sakwy po materiałową chustkę, którą podał Akane.
— No teraz wyglądasz jak królowa obżarstwa — skomentował, wracając do swojego szaszłyka. Na jej zapewnienie, że zauważy, kiedy zacznie chodzić o coś innego, uniósł lekko brew i spojrzał po niej jakby kompletnie nie miał pojęcia, o czym właśnie mówi.
Ashan
Zasiadł do stolika w ciszy wyciągając ręce tak, jakby to miejsce należało do niego. Od rodziców przejął konkretne zachowania, widać było ich sposób wychowania i to, że sięgał po wszystko bez pytania. Tak też usiadł na miejscu patrząc po Akane zadziorniej, zsuwając się na koszulę, szybko unosząc wzrok na pytanie.
OdpowiedzUsuń— Jest doskonale — stwierdził, dłonią wskazując miejsce obok siebie. — Piwo brzmi spoko — stwierdził, posyłając jej lekki uśmiech. — Opowiadaj. Jak się czujesz? Jak dzieciak? — spytał, sądząc, że miała jednego brzdąca.
Yumi
Ashan uniósł lekko brew, kiedy wytknęła mu zmianę wersji.
OdpowiedzUsuń— A widzisz, słuchasz mnie całkiem uważnie — zauważył żartobliwie i uśmiechnął się zaczepnie, jakby specjalnie sprawdzał, czy faktycznie wyłapuje wszystkie jego słowa. Być może było w tym nawet ziarenko prawdy. Lubił się droczyć, kiedy miał ku temu odpowiednie towarzystwo. Na podważenie luksusu prychnął pod nosem.
— A co Ci się w moich luksusowych barkach nie podoba? — zapytał, biorąc kolejny kęs szaszłyka. Kiedy stwierdziła, że po prostu lubi ją zaczepiać, wzruszył lekko ramionami.
— Najwyraźniej lubię — przyznał bez większego kombinowania. Na jej ostatnie wyjaśnienie tylko przytaknął i tym razem uśmiechnął się już zwyczajniej, spokojniej. Nie zamierzał ciągnąć tematu na siłę. Nie było sensu. Nie teraz przynajmniej. Sięgnął po kufel i stuknął nim lekko o jej piwo.
— To jak? Piwo dobre? — zapytał, upijając łyk swojego. — Bo że żeberka Ci weszły, to akurat widać.
Ashan
Gave skrzywił się lekko. O ile słowa o traceniu czegoś czego nie chcą i to że czasem da się to odzyskać kupował i nawet nie zamierzał się z tym kłócić, tak swoje słowa o seksie. Skrzywił się jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie... to na pewno było pytanie o coś głębokiego, czego nie chciałbym stracić - skomentował. - A ja rzucam... seks, bo to pierwsze co mi przyszło do głowy... no strasznie przedmiotowe - mruknął. - Zajebisty seks mieliśmy - przyznał zaraz. - Ale to takie strasznie... przedmiotowe traktowanie ciebie, nie sądzisz? - spojrzał po niej. - Wybacz, ja tak uważam... i nie jestem z tego dumny - dorzucił jeszcze, po czym westchnął ciężko. - Ciebie nie chciałbym stracić, całej ciebie. Kiedy pomyślę o tym, że mogłabyś umrzeć... albo że musiałbym cię zebrać - skrzywił się mocno i pomasował się po sercu. - Tak samo jak Tonego czy Onyx, czy Darcy, czy Grimę... strasznie mnie to jakoś boli - mruknął w końcu. - O dzieciach nie wspominam, bo gdyby... - zacisnął mocno wargi, nie dopowiadając reszty. Gdyby musiał zebrać dzieci to chyba by sam potem targnął się na swoje życie. Tematu troski już nie ciągnął. Nie widział w tym potrzeby.
Gave
Natan odruchowo skinął jej głową.
OdpowiedzUsuń- No jesteś - zgodził się z nią, działając już przy drineczku i przygotowując sobie najpierw wszystkie składniki, by skrupulatnie je odmierzyć. - Bo ty nie jesteś... no wiesz... - spojrzał po Akane. - Musisz się otworzyć, dopuścić do siebie myśl, że nawet jeśli nie czujesz głębokich uczuć to na randce może być miło i przyjemnie. Od czegoś trzeba zacząć. No na randki nie musisz chodzić tylko jak już coś kiełkuje, mogą to być spotkania zapoznawcze, a potem takie już bardziej z ten teges - przesunął po niej wzrokiem. - Dżisas... - pokręcił głową. - Nie do końca pasuje mi to, że rozmawiamy o twoich randkach i to ja cię do nich namawiam - odchrząknął.
Nat
Klaus parsknął lekko śmiechem i pokiwał głową. Tak to mógł być problem. Jednak z jego własnych obserwacji wynikało, że Akane sprowadzała flirt do zwykłej rozmowy, ale tylko w jej własnej głowie. Jej rozmówca nie wiedział, że ta nie odbiera flirtu jako flirt. Tragiczny przypadek. Uśmiechnął się lekko, gdy zapytała go o powystępowe flirty. Skinął lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Dobry artysta nie wychodzi ze swej roli nawet po zakończeniu spektaklu - powiedział z uśmiechem na twarzy. -Jeśli chce zostać odpowiednio zapamiętany przez widownię i następnym razem dostać lepsze napiwki - puścił do niej oczko. - Taka już moja dola - westchnął przeciągle.
Klaus