AKANE GRANDSAND
Hybryda - Wiedźma || 19 lat (19.01) || 165cm wzrostu || Okazyjnie wokalne występy
Szczupła, wysportowana budowa ciała. Granatowe włosy. Analityczny umysł. Pochodzi z Argaru. Mama bliźniaczek - Maliki i Raji. Zarabia na życie śpiewem, który czasem urozmaica aktorskimi scenkami. Połączenie piaskowych zdolności ojca i magicznych umiejętności klanu Latrala sprawiły, że dziewczyna włada psychoaktywnym pyłem, przy pomocy którego jest w stanie wejść w umysł innej istoty. Poza tym posiada swego rodzaju szósty zmysł, potrafi określić cudze intencje i miewa pewnego rodzaju przeczucia. Odczytywanie emocji bywa u niej na tyle silne, że poprzez uzewnętrznianie ich, czy to wokalnie, czy artystycznie, "zaraża" nimi odbiorców. Dodatkowo pewne życiowe wydarzenia sprawiły, że An rozwinęła swoje umiejętności o czary runiczne. Stosuje je w trzech wariantach: "sucha" runa, nakreślona tylko palcem jest krótkotrwała, runa nakreślona w widoczny sposób ma dłuższe działanie, a runy naznaczone krwią, wycięte w ciele, działają tak długo, aż nie zostaną przerwane.
Co odróżnia psychoaktywny pył od czarów runicznych? Obie umiejętności wpływają na emocje i zachowania, jednak pył działa jedynie na umyśle. Dzięki niemu Akane może modyfikować i wpływać na cudze wspomnienia. Dziewczyna może sprawić, że dana istota na nowo zacznie przeżywać coś, co kryje się w zakamarkach umysłu. Jest w stanie dokonać tego tylko wtedy kiedy pył dostanie się do mózgu, czy to nosem, uszami, czy oczodołami. Efekt ten kończy się, gdy pył opuszcza organizm lub, gdy dostatecznie zwiększy się dystans między atakującym i atakowanym. Warto zaznaczyć, że do wyciągania/zarażania emocjami wystarczy jej kontakt wzrokowy/cielesny lub wyżej wspomniane "uzewnętrznienie artystyczne". Runy z kolei mają większy zakres zastosowań, to czary, które wpływają na więcej rzeczy, w zależności od swojej symboliki. Zdecydowana większość opiera się na emocjach i zachowaniu, jednak niektóre, ze względu na swoje znaczenie, zahaczają o ograniczoną magię żywiołów czy różne formy tarcz i zabezpieczeń. Dzięki runom Akane jest w stanie, między innymi, zmienić swoje/cudze emocje/zachowanie, bez wchodzenia do umysłu i na dłuższy czas, nawet na stałe, w przypadku wariantu naznaczonego krwią.
Poza tym uczy się grać na pianinie i doszkala śpiewanie, a serce ma nieposkładane. Umie walczyć wręcz oraz bronią białą. Uwielbia noże. W jej fiołkowych tęczówkach dojrzeć można pyłek, ten porusza się w zależności od emocji dziewczyny. Ostatnimi czasy, po użyciu jednego z zaklęć, przy stopach Akane widać podążające za nią drobiny piasku. Ten przejawia oznaki świadomości i uaktywnia się w sytuacjach zagrażających dziewczynie.
_________________________________________________________________________________
Zapraszam do wątków!

Ryu westchnął ciężko i spojrzał na chwilę w górę masując sobie skronie.
OdpowiedzUsuń- To po co w ogóle mówisz, że zamierzam ich zbawić w takim razie? Skoro ja jedynie zamierzam zaproponować inną ścieżkę? Ja nie zamierzam być liderem Lasu ani ich władcą... - dmuchnął sobie w grzywkę. - Ba ja nawet nie wiem czy chciałbym być tam i kontrolować ewentualny przewrót - wzruszył ramionami. - Słaby ze mnie Mesjasz, a już w ogóle zbawiciel - mruknął kręcąc przy tym lekko głową. - Historia przed Gabrielem ma znaczenie. Koniec końców owszem doszło do Grabieży, do której po części przyczynił się Gabriel, owszem działając w dobrej wierze, ale jak wiadomo to często wychodzi zupełnie na odwrót - zgodził się z nią. - Nie wiadomo czyja to była decyzja - odparł spokojnie. - Gabriela, Lasu, Obelisku? - spojrzał po niej. - Gabriela i Obelisku? Obelisku i Lasu? Kombinacji trochę jest - przyznał. - Tylko zanim doszło do grabieży, nie trzeba było się tak bronić. Nie trzeba było się martwić, a teraz trwają wieczne walki, ciągle przelewana jest krew, panuje nieustająca wojna w tym miejscu - zauważył. - Nie kupuję tego całego przysłużenia się jako nie zrównania z ziemią - pokręcił głową. - Wcześniej też Las nie był specjalnie męczony czy równany z ziemią. Teraz ma zdecydowanie gorzej - skomentował tylko i odetchnął głęboko. - Ja również nie wiem co planuje cała puszcza i tak po części nie do końca wiem czy chcę wiedzieć, bo to może zarówno okazać się czymś świetnym jak i mrożącym krew w żyłach - mruknął patrząc jej w oczach. - I to do tej opcji... tej mrożącej krew w żyłach wolałabym nie doprowadzać i jeśli mam chociażby minimalną szansę na to, że być może, jakimś cudem uda mi się zaszczepić takie ziarno niepewności, ziarnko tego że może być inaczej, może pokojowym sposobem... oczywiście jak już Polsza się uspokoi, bo bez tego to nawet nie ma co działać... to dlaczego nie próbować? - uniósł lekko brew i odetchnął głęboko. - An, poczułem się zaatakowany w twojej poprzedniej wypowiedzi. Wypowiadasz swoje teorie w taki sposób jakbyś chciała uzyskać ode mnie odsunięcie się od mojego pomysłu, od mojego punktu widzenia. Jakbyś chciała to na mnie wymusić, wygrać w tej dyskusji... - powiedział spokojnie. - Nie wiem, może też tak robiłem ze swoimi teoriami w sprawie Latrala, może też to tak odczułaś. Jeśli tak to wybacz - rzucił jeszcze i spojrzał po niej. - To skoro twoi znajomi tak traktują twoje wypowiedzi to może warto się nad nimi pochylić? Bo czasami sprawiasz wrażenie wszechwiedzącej - wyjaśnił. - Ja nie zamierzam się kłócić w danym temacie Akane, ani obrzucać błotem, bo no proszę cię... nie jesteśmy już dziećmi - uśmiechnął się lekko upijając jeszcze trochę drinka i odstawiając go na bok, bo procenty też robiły swoje. - Nie wstydzę się tego, że lubię innym pomagać, ale mam wrażenie że każdy z kim rozmawiam o tym pomaganiu uważa mnie jeszcze za tego 13-latka, który nie patrzył w tym na siebie - rzucił lekkim tonem. - I tu też takie wrażenie od ciebie otrzymałem. Że nie patrzę na siebie, chcę pomóc i to jest mój główny cel - pokręcił głową. - A tak nie jest, rozmawiamy o Lesie to się tym z tobą podzieliłem, a nie dzieliłem się innymi planami czy celami - rzucił krótko. - I zapewniam cię, że Las i pomoc jemu to jedno, ale ważniejsze dla mnie jest aktualnie to co ja czuje i dokąd zmierzam - wyjaśnił. - Nie mówiłaś, że myślę tylko o jednym, ale podałaś przykłady innych osób co to myślą o innych sprawach tak jakby to moje założenie pomocy Lasu były tym co mnie napędza aktualnie i tym co aktualnie jest u mnie bardzo na tapecie, a wszystko inne schodzi na dalszy tor. Dałaś mi to odczuć w tych swoich przykładach, więc wyprowadzam cię z błędu - rzucił lekko i pokręcił głową. - Akane, to nie był do ciebie zarzut. Przyjaźnimy się nie od dziś, więc powiedziałem ci po prostu jak się czuję, a czułem się atakowany w tamtym momencie. To chyba lepiej od razu wyjaśniać, na bieżąco, niż tłamsić w sobie, uśmiechać grzecznie i udawać że wszystko było w porządku - zakończył.
Ryu
- Nie wiem Akane - Ryu wzruszył ramionami. - Nie zdecydowałem jeszcze jak to zrobię - uśmiechnął się krzywo. - Mówię tylko, że nie uśmiecha mi się granie pierwszych skrzypiec w tym temacie. Jasne, rozumiem i wiem że samo rzucenie pomysłu to za mało, ale zostawanie do samego końca chyba nie jest dla mnie - mruknął. - Poza tym ja ci już mówiłem w jaki sposób próbuję do nich dotrzeć i to nie jest tylko rzucenie pomysłu i hulaj dusza, ale nikt nie powiedział, że nie mogę tam znaleźć kogoś kto to dalej poprowadzi - westchnął. - Nie wiem jeszcze co zrobię, jedną z opcji jest po prostu znalezienie sobie innej osoby z większą charyzmą, może nawet lepiej znającą świat Lasu niż ty czy ja, która będzie miała siłę przebicia i będzie w stanie doprowadzić to do końca - mruknął. - Właśnie tam w środku, w Lesie, a nie na zewnątrz - dmuchnął sobie w grzywkę. - Jest wiele sposobów na to An by działać z cienia a nie z wielką pompą od razu - uśmiechnął się. - Ja też nie mówię, że kompletnie mnie tam nie będzie. Poddaję tylko w wątpliwość to czy ja chcę to wszystko prowadzić czy przypadkiem nie lepiej znaleźć sobie do tego idealnego pomocnika - wzruszył ramionami. - Trudne, ale nie awykonalne - mruknął. - Debatuję ze sobą, więc jeszcze nie zdecydowałem. Na tę chwilę działam powolutku, zdobywając niewielkie zaufanie u niektórych Leśnych - mruknął. - A co będzie za 5 czy 10 lat? Czas pokaże. Może życie zmusi mnie do innego działania, może popchnie mnie w stronę lidera, a może przestanę się tym zajmować, a może będę martwy - podał kilka opcji. Ryu pokręcił głową. - Nie, Akane. To ty nie rozumiesz - stwierdził spokojnie. - To co, że teraz wiedzą? Las nie zna możliwości rozporządzania kryształami bez rozlewu krwi, a taka istnieje. Może nie bez całkowitego, bo w to nie wierzę, ale jestem pewien że można to zrobić z minimalnym uszczerbkiem zdrowia innych nacji i samego Lasu jak już przy tym jesteśmy - westchnął tylko. - Przecież ja cały czas o tym mówię - dmuchnął sobie w grzywkę. - Tylko co z tego, że inni zmienią mentalność, jak Las nie zmieni? Tam też trzeba w tej kwestii podziałać - mruknął, po czym pokręcił głową. - To jest to czego nie rozumiesz Akane - stwierdził spokojnie. - Ty nie umiesz rozmawiać na poziomie spokojnym. Ty wrzucasz w swoje teksty takie rzeczy, które ja nie do końca wiem co mają na celu. Choćby twój ostatni "moja opinia, nie najświętsza prawda". Chcesz tym mnie podburzyć czy co? - spojrzał po niej. - Bo to jest tekst typowo proszący się o wpierdolkę, tylko że u mnie jest on traktowany jako norma, bo przymykam na ciebie oko... a nie każdy już przymyka - wyjaśnił. - I ja wiem, że w tym tekście chciałaś tylko przekazać dobitnie, że to twoja opinia i nic więcej, ale to właśnie taki tekst sprawia, że rozmowy z tobą są mało przyjemne. Jeśli ktoś nie przymyka oczu na pewne teksty to nic dziwnego, że się rozjusza i sam wchodzi w niezwykłą irytację - wyjaśnił spokojnie. - Po drugie, ja nie wspominałem o władczym tonie. Teraz to ty przypisujesz mi coś czego nie mówiłem. Jedyne co ci powiedziałem wcześnie to to co poczułem, a poczułem się atakowany. Na twoje stwierdzenie co do znajomych, odpowiedziałem, że skoro dostajesz takie sygnały to warto się nad tym pochylić. To wszystko. Nie mówiłem o władczym tonie, powiedziałem tylko o wszechwiedzącej, ale czy to jedno i to samo? Chyba nie - uniósł dłonie w górę.
OdpowiedzUsuń- Teraz też to zrobiłaś, wrzucając w wypowiedź "mój drogi przyjacielu" planujesz mnie rozjuszyć, wyprowadzić z równowagi... i gwarantuję Ci, że z Tonym by ci się udało, Akane. Tylko, że ja Tonym nie jestem. Nie jestem też Gavem, ale podejrzewam że i jego udałoby ci się wyprowadzić z równowagi już nie raz dzisiaj - mruknął. - Akane, ja nie chcę się z tobą kłócić. Ty zrobisz co będziesz chciała. Ja jedynie wypunktowałem ci, że skoro ta sytuacja się powtarza to może coś w twoich wypowiedziach jest nie tak. Nie sugerowałem tu tonu - spojrzał jej prosto w oczy. - Co ty z tym zrobisz to już twoja sprawa - stwierdził łagodnie. - Ja mam również awersję do nazywania mnie bohaterami czy wszelkiego rodzajami zbawcami i to też dla mnie punkt zapalny. To sprawiło, że poczułem się z twojej strony najbardziej zaatakowany - poinformował ją spokojnie. - Bo wielokrotnie wspomniałem, że tym zbawcą nie jestem i nie czuję się i nie chcę być, a ty próbowałaś wielokrotnie wyjaśnić mi że nim jestem... nie łapałaś aluzji, żadnej aluzji do tego że bardzo boli mnie patrzenie na mnie w takich kategoriach - westchnął ciężko. - Ja tak odebrałem twoje słowa. W kontekście zbawcy i bohaterstwa bo jak inaczej odebrać takie słowa jak nie napędzaniem siebie? - mruknął. - Oj pomyslów na rozkochanie Klary to ja ci nie sprzedam bo jeszcze mi ją sprzed nosa sprzątniesz - zaśmiał się cicho. - O i zobacz? I znowu? "Nie oczekuję przy tym twojego przyklasku" - powtórzył po niej. - Po co to jest? Co ma na celu taki komentarz? To są właśnie tego typu zagrywki, które stosujesz i dziwisz się, że ktoś odbiera cię inaczej niż tego chcesz.
UsuńRyu
- No właśnie Akane, odnosisz się do tego co mówię - zgodził się z nią. - Odnosisz i od razu stajesz w opozycji, więc nie byłem w stanie rozwinąć się w swoim, kiedy próbowałem wyjaśnić ci, że nie widzę siebie w roli zbawcy - odparł spokojnie. - Nie dałaś mi okazji się rozwinąć - oznajmił masując sobie kark dłońmi. - Dostałem w twarz tego zbawcę, który działa na mnie jak płachta na byka - przyznał szczerze. - Więc wszedłem w tryb obronny, głównie poruszając się w tym temacie a nie w żadnym innym - mruknął po czym odetchnął głęboko. - No i tu a propo korzyści dla Lasu i Mathyrczyków wchodzi ta druga strona medalu. Zawsze jest szansa dogadać się co do ilości kryształów, które Las może zaoferować. Trudne to będzie, bardzo trudne i nie dla każdego zrozumiałe, ale to tu wchodzą te nikłe rozlewy krwi - westchnął. - Jak się pomyśli to pewnie da się coś konkretnego wymyślić na tym polu. Trzeba tylko trochę chęci bez skreślania jednej czy drugiej strony - wyjaśnił. - I jasne to będzie proces długofalowy, z całą pewnością możemy nie doczekać jego rozwiązania w naszym życiu, chociaż miło byłoby myśleć że jednak się uda - wzruszył ramionami. - Po prostu jeśli nic się nie zmieni, to tak jak mówisz może dojść do kompletnie niepotrzebnego rozlewu krwi, jeśli Las się wkurzy - skomentował i sam wzniósł oczy do góry. - Akane, powiedziałem ci, że czuję się atakowany, a ty potem przeszłaś w prawdziwy tryb atakujący. Ja podałem ci przykłady twoich odzywek, które w mniejszym lub większym stopniu stosujesz podczas rozmowy i to nie tylko teraz kiedy zostałaś wrzucona w tryb pasywno agresywny - mruknął słuchając jej spokojnie. - Nie, Akane. To jest właśnie twoje wrażenie. Twoje wrażenie, że nie słyszę. Słyszę ciebie, słyszę i przyjmuję na klatę i nie potrzebuję do tego takich czy innych epitetów. Powiedziałem ci, że nie umiesz prowadzić spokojnej rozmowy, bo przykro mi ale w niektórych przypadkach nie umiesz. Bo robisz to co właśnie zarzucasz mi. Słuchasz i nie słyszysz. Nie dajesz się rozwinąć. Rozmowa nie polega na wykładzie - odetchnął głęboko. - Przykro mi, że musisz uciekać się do takich zagrywek, żebym twoim zdaniem cię usłyszał. Tylko, że sama również nie słyszysz. Nie chcesz przyjąć pewnych spraw do wiadomości. Mówisz, że się znamy dość dobrze, niemal jak łyse konie miejscami, a nie wyczułaś że temat zbawcy jest mi kompletnie nieprzyjemny - wzruszył ramionami. - I okay, nie mam ci tego za złe, ale w momencie jak powiedziałem, że czuję że mnie atakujesz przeszłaś w atak. Kompletnie - mruknął. - Zamiast się zatrzymać na moment i zastanowić się na chwilę, wrzuciłaś mnie od razu do wora z Tonym i Gavem. Odniosłaś wszystko do swoich wcześniejszych rozmów, uznając że to ja ciebie nie słucham - pokręcił głową. - Okay, nie musimy się we wszystkim zgadzać i to jest w porządku. Nawet lepiej że nie we wszystkim się zgadzamy bo możemy sobie podyskutować, ale żeby dyskusja miała sens to warto czasem przedstawić swoją opinie silnie, ale pozostawiając pole na odpowiedź, na dodanie właśnie tych dodatkowych informacji - dodał. - An, pytanie o to co uważam padło dopiero po wypunktowaniu ci, że czuję się przez ciebie atakowany - zauważył spokojnie. - I okay doceniam to, że padło, tylko w tamtych chwilach padły już też inne słowa - mruknął obserwując jak zeruje swojego drinka. - Ja się nie martwię o siebie An, tylko o ciebie, bo działając tak jak działasz, za chwilę możesz nie mieć chętnych rozmówców. Możesz faktycznie zostać z pewnymi głębszymi sprawami sama - spojrzał po niej kiwając głową. - Jasne, miłego popołudnia - mruknął nie zatrzymując jej. Sam wstał od stolika nie zerując swojego drinka. On miał już wystarczająco procentów. Chwycił kule i kuśtykając powoli ruszył do wyjścia w ślad za Akane. Nie miał potrzeby zostawać w tym miejscu dłużej.
OdpowiedzUsuńRyu
Chłopak spojrzał po niej i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Może ty byłabyś w stanie się rozwinąć, ja nie byłem - powiedział spokojnie. - Nie pierdziele farmazonów, tylko mówię to co czuję i jak to wyglądało z mojego punktu widzenia - powiedział spokojnie, sprawy kryształów nie komentował już. Korzyści dla Lasu zostawił dla siebie, bo nie było sensu teraz wtrącać o tym, że otwarcie Lasu na innych mogłaby przynieść im korzyści choćby i z tytułu nawiązywania kontaktów i większego znaczenia na arenie narodowej. Bo póki co to pozostawali traktowani jako źródło dochodów. Wykorzystać i zostawić na pastwę losu. Spojrzał po niej kiedy zaczęła się unosić i pokręcił głową. - Nie, Akane. Nie są dozwolone takie same chwyty, ale ja ci tych chwytów nie robię. Nie ociekam sarkazmem, nie rzucam dziwnych tekścików - powiedział nie dając się sprowokować. Nie widział w tym sensu. - Nigdy nie twierdziłem, że jestem niewinnym niewiniątkiem. Po prostu zaznaczyłem ci co sądzę w tym temacie. Znów wrzucasz mnie do jednego wora z innymi - wzruszył ramionami. - Nie każda rozmowa, w której masz inne zdanie prowadzi zarzucenie do wymądrzania się. Powiedziałem ci w jakim temacie mnie to ubodło, a do ciebie to nie dociera - stwierdził tylko idąc za nią, acz nie spiesznie. Jakby nie patrzeć przez pewien czas i tak szli w tę samą stronę. Nie odzywał się jednak do niej więcej, bo w danej chwili do niczego by to nie doprowadziło.
Ryu
- Stwierdziłem racje co do wymądrzania się dopiero na twój komentarz o znajomych, przez których czujesz się niezrozumiana. Nie chodzi również o twoją odmienną opinię tylko jak już na przykładach podałem sposób w jaki ją wypowiadasz. I nie, nie ton wypowiedzi - odparł jej spokojnie skupiając się na robieniu kroków do przodu. - Próbę wymuszenia przyznania racji już omówiliśmy, nie będę się do tego znowu odnosił. Przyznałem ci, że to i tamto mnie boli. Dodałem że przez to traktuję to dość personalnie i owszem ja też popełniam błędy w tłumaczeniu, zafiksowywaniu się na jednym temacie jeśli coś mnie mierzi. Nie zawsze jestem w stanie zatrzymać się w odpowiednim momencie - rzucił krótko. - Miłego - odparł kiwając jej tylko głową. Nie szedł za nią, bo nie potrzebował dalszej dyskusji, która do niczego nie prowadziła. Miał w danej chwili wrażenie, że nic do dziewczyny nie dotrze choćby dwoił się i troił, a jego cierpliwość czasami również zostawała wystawiana na próbę. Czuł, że w danej chwili niewiele brakowało mu do wybuchu. Zamiast do domu skierował swoje kroki w stronę zupełnie inną. Nie miał ochoty w danej chwili rozmawiać z domownikami.
OdpowiedzUsuńRyu
Zadar nie bardzo się na tym znał, ale nie wstawienie się za kobietą byłoby dla niego ciężkie. Zacisnął mocno wargi i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem o co ci chodzi, ale nie wstawienie się, kiedy słabszemu od ciebie ma się dziać krzywda... - pokręcił lekko głową. - Jakoś nie mogę przejść obojętnie - mruknął. - A przecież ona miała szansę żeby dobrze się schować... nie zrobiła tego, ale szansę dostała - mruknął tylko. - To już przecież ode mnie nie zależy - rzucił jeszcze i wzruszył ramionami, krzywiąc się przy tym, kiedy odezwały się niemal wszystkie jego zmaltretowane mięśnie. - No właśnie jak to zrobiłaś? Masz ten no kryształ? - zainteresował się. - Nie, raczej nie masz... jesteś Argarką, co nie? - przypomniał sobie. - Wybacz, na pewno jesteś... długo zajmuje opanowanie takich zdolności? - zainteresował się żywo. Zaśmiał się cicho na kolejne komentarze i pokiwał głową. - Może trochę zaradności, ale zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu - zaśmiał się szczerze i stuknął się z nią kubkiem z maślanką, zanim wypił porządny łyk. - Mhm... wolę nie myśleć o jutrzejszym bólowym horrorze, ale dziękuję za rady - uśmiechnął się do niej nieco słabiej i pokręcił głową. - Z Mistvale - poprawił ją. - Piękne miejsce pełne lasów, pól uprawnych i przyjaznych ludzi - dodał z delikatnym uśmiechem, który zaraz nieco przygasł. - A raczej... taka będzie w moich wspomnieniach - dodał szybko.
Zadar
Natan nie protestował gdy chodziło o polowanie. Prawie.
OdpowiedzUsuń- Hola, czekaj... a co z tymi, które nie zdążyły zwiać? Takie też tu mogą być. Może przejdźmy się po tym pasie szybko i zerknijmy czy jest coś co można wziąć bez specjalnego nadwyrężania swoich sił - zaproponował swobodnie. - Takie 20 minut spacerku i pójdziemy sobie na północ - rzucił lekkim tonem. W końcu niektóre mogły po prostu nie przeżyć nawałnicy. - A z przetransportowaniem sobie poradzimy - zapewnił ją. - Stworzymy wóz i przewieziemy na nim - puścił do niej oczko. - No chyba że chcesz wszystko na własnych plecach nieść to wcale ci nie bronię - objął ją przez ramię i poczochrał po włosach.
Nat
Zadar spojrzał po niej i skinął głową ale i zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Okay, mogłaby mieć mnie na sumieniu, ale to samo jest ze mną dzisiaj. Mogłem mieć ciebie na sumieniu, a ty i tak byś wskoczyła - uśmiechnął się szeroko. - Przynajmniej na taką wyglądasz i w sumie sama to powiedziałaś - parsknął śmiechem. - No bo... skoro już bym umarł... to sumienie Radomiły jakoś chyba by mnie nie obchodziło - zauważył. - A Radomiła w jakiś sposób by to w końcu przerobiła, a będąc żywą... no wiesz mogłaby wiele wnieść do świata - pokiwał głową i znów nieco zmarszczył brwi na to twarde zaprzeczenie. Nabrał więc wody w usta. Lepiej było nie poruszać sprawy posiadania przez siebie kryształu, a tym bardziej prosić o nauki, jeśli dziewczyna nie miała z tym nic wspólnego. - Oho... 9 lat? Biedna - stwierdził jakoś tak odruchowo. - Nie wyobrażam sobie takiego sztywnego rezimu w tak młodym wieku... wiele trenowania i potu czy łez... - mruknął, chociaż sam w tym czasie pracował na roli to jakoś w wypadku treningów poczuł że dziewczyna miała bardzo trudno. - Ale teraz... no widać to że jesteś mistrzynią - poinformował ją z uśmiechem, a gdy spróbowała go pocieszyć uśmiechnął się do niej delikatnie. - Miejsce może tak, ale niektórzy ludzie już nie wrócą - szepnął. - A bez nich... ja chyba też tam nie wrócę - dorzucił cicho. - Przynajmniej dziś tak myślę.
Zadar
Nat wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Po co życie zwierząt marnować jak można zebrać truchło? - spojrzał po niej. - Przy okazji wiedząc że jest świeże? Wiem, wiem... zero zabawy - puścił do niej oczko, a na platynową księżniczkę wzruszył ramionami. - Cóż, jakoś trzeba zasłużyć na ten przydomek, a skoro już go używasz to możesz równie dobrze przysłużyć się do rozpowszechniania go poprzez targania trucheł na plecach, kiedy ja potruchtam sobie obok ciebie dopingując cię do ciężkiej pracy - rzucił lekkim tonem. - A niech mnie Radomiła targa - wyszczerzył się do niej. - Dla takich widoków warto - przeciągnął się lekko ziewając nieco przy tym.
Nat
Nat skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Zły dobór słów, ale przekaz zrozumiałaś - uśmiechnął się do niej swobodnie i zaśmiał się cicho. - Och w to nie wątpię. Jeszcze nie raz mnie zaskoczysz swoim małym mózgiem - puścił do niej oczko. - Małym, acz pojętnym - dorzucił i odetchnął głęboko ziewając przeciągle. - Jeszcze nie wiesz jak bardzo - przeciągnął się i z nienacka, wielki chłop, metr osiemdziesiąt wskoczył Akane na plecy. Począł lekko ssać swojego kciuka. - Dzidzia jest zmęczona, ponieś mnieee - zajęczał jej do ucha, śmiejąc się przy tym lekko.
Nat
Natan chwycił się jej pewnie, nogi odpuścił śmiejąc się lekko, ale ręką obejmował ją za szyję. Drugą szczypał ją po boku, kiedy sama zaczęła próbować ich wywalić.
OdpowiedzUsuń- Tak się dzidzią zajmujesz że ma pełną pieluszkę - zacmokał śmiejąc się przy tym. - Trzeba było szybciej przebrać, a nie teraz marudzić - dmuchnął w jej uszko i wydał z siebie głośny ryk niczym zawodzące dziecko. - Łeeee, łeeee, łeeeeeeeeeee! - choć pozycja robiła się mało wygodna to dalej trzymał się jej pewnie.
Nat
Zadar pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie... ja wskoczyłem żeby uratować - poinformował ją. - Nie myślałem o konsekwencjach dalszoplanowych, po prostu nie mogłem znieść myśli że Radomiła jest w kłopotach - mruknął masując sobie to ucho. - Wiedziałem, że nie mam z nimi szans i podjąłem świadomą decyzję na podstawie ocenienia wartości naszych żyć. Moją miarą. Nie mówię, że to sprawiedliwa miara, ale jest moja i się niej trzymam - uśmiechnął się do niej lekko a na wieść o życiu pośmiertelnym odrobinę pobladł. - Wierzę, że... ja bym tu nie został - odparł po krótkiej chwili milczenia. Słuchając o jej treningach uśmiechnął się nieco kiedy wspomniała, że to był przyjemny przedział życiowy. - A powiedz jak zacząć trenować? - zapytał jej jeszcze, bo skoro już miał kryształ to warto by było zrobić sobie trochę formy, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Nie odpowiedział już na te inne osoby, tylko pokiwał lekko głową. Jasne, że mogły się pojawić, ale na tę chwilę tego nie czuł. Może kiedyś poczuje.
Zadar
Zadar zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuń- Tak samo nie - zgodził się z nią. - Gorzej, bo przecież nawet mnie nie znałaś... jestem ci wdzięczny, ale... - spuścił wzrok i wzruszył ramionami. Z jego punktu widzenia, nawet przy umiejętnościach Akane, które miał okazję obserwować, było to narażenie swojego życia dla obcej osoby. Nie powiedział jednak nic więcej, jakoś tak nie mając nic mądrego do dodania. Sam przecież zajął się dziećmi, a nie wszystkie z nich znał. Trudne to były dylematy. Wysłuchał jej na temat trenowania, siedząc już z powrotem na kanapie, bo ból dawał się mu już nieźle we znaki. - Po prostu chciałbym nauczyć się bronić siebie i innych - mruknął tylko. - Okay, małe kroczki - uśmiechnął się do niej szeroko.
Zadar
Natan roześmiał się serdecznie gdy oboje runęli na ziemię i poczochrał ją po włosach, po czym przyciągnął ją do siebie przytulając ją mocno.
OdpowiedzUsuń- Albo znajdź złoty środek - zaproponował z uśmiechem. - I zamiast noszenia córek... poćwicz bicki i ponoś brata - pokazał jej język i zaśmiał się raz jeszcze powoli wstając i przeciągając się. - Dawaj - poklepał swoje plecy. - Pokażę ci jak to się robi.
Nat
Z tym Zadar wcale się nie kłócił. Prawdopodobieństwo jej śmierci było mniejsze. Widział ją w akcji i domyślał się, że tak naprawdę byłaby w stanie znieść cały pluton żołnierzy z powierzchni ziemi. Taki potencjał.
OdpowiedzUsuń- To jesteś znacznie lepszą osobą ode mnie - powiedział w końcu. - Dla mnie znajomość ofiary jest dość istotną sprawą... bo jak nie znam... to raczej się nie wtrącam. Wiesz, mimo wszystko... chociaż może się nie wydawać... cenię swoje życie - uśmiechnął się do niej lekko i kiedy zaproponowała lekcje samoobrony, oczy mu się nieco zaświeciły i pewnie nawet odtańczyłby taniec radości, gdyby tak go wszystko nie bolało. - Naprawdę? A kiedy mniej więcej? - zainteresował się zaraz. - I przyjdziesz tutaj? To ja... ja chętnie wezmę taką lekcję - zapewnił ją. - Będę się pilnie uczył i przy kolejnym spotkaniu... pokażę ci rezultaty - dodał zaraz.
Zadar
Natan parsknął śmiechem i pokręcił głową. Już miał jej mówić, że jak nie to nie, ale wówczas wskoczyła mu na plecy i zaśmiał się ponownie.
OdpowiedzUsuń- A widzisz? Kolejka po wzrost była idealnym pomysłem. Poskąpiłem sobie za to pewności siebie, ale hm... to drugie możesz wypracować, a z pierwszym no cóż... bywa gorzej - pokazał jej język i ruszył sobie truchcikiem czasem podskakując sobie przez pewien czas. - Ty za to stałaś po rozum i urodę, a zapomniałaś o wzroście... i na co ci to było? - prychnął ze śmiechem. - Co prawda mądrala z ciebie niesamowita i to z całkiem niezłymi pomysłami czy wnioskami... ale liliput okrutny przy tym.
Nat
Natan pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Niespecjalnie odczuwam tego całego przejebania - przyznał szczerze. - Czasem się zdarza, ale czasem to i ty masz przejebane jak się odpalę - zauważył śmiejąc się również odrobinę. - Mimo wszystko trochę krwi Grandsandowej we mnie płynie - dorzucił nieco wygodniej ją sobie na plecach. Spokojnie niósł ją sobie dalej chwilę milcząc. - Mówisz? Głupia czasem jesteś - przytaknął jej i prychnął śmiejąc się na komentarz o niższych. - Myślisz, że twoje dziewczynki będą niższe od ciebie? - zerknął na nią ukradkiem.
Nat
Natan roześmiał się serdecznie i w tym temacie nic już nie powiedział chwilę gwiżdżąc sobie pod nosem.- Wiesz... wystarczy je zapytać czy stały w tej kolejce - puścił do niej oczko. - Ja tam Eljasa pytałem i twierdzi że wybrał kolejkę przystojnego chłopca z całkiem pokaźnym wzrostem - wyszczerzył się nieco. - A ja nie podstaw by mu nie wierzyć - dodał jeszcze śmiejąc się nieco głośniej. - Wiesz jak jest, co nie? Ufam swojemu dziecku - uśmiechnął się.
OdpowiedzUsuńNat
Darcy starała się poprawić swoje zdolności każdego dnia. Mimo wszystko nie było to zbyt proste zadanie. Nie potrafiła przyzwyczaić się do swojej drugiej formy i tego jak wiele okrutnych podszeptów dalej słyszała. Pomyślała, że może Akane będzie w stanie jej pomóc. Już wcześniej przecież proponowała, ale Darcy jako uparta i leniwa księżniczka odwlekała ten temat. Aż do dzisiaj. Dzisiaj postanowiła ją poprosić. W dogodnym momencie. Zaprosiła Akane do siebie ne herbatkę i ciasto. Wolała być na “swoim” terenie w tej sytuacji, aby mieć jak najwięcej znajomych rzeczy, gdyby nagle stało się coś złego. A poza tym była to dobra okazja do spędzenia chwili przyjemnego czasu z kuzynką na jakiś rozmowach, w końcu dawno też nie miały żadnego wspólnego wypadu, a im obu dobrze zrobi chwila odstresowania. Toteż czekała na nadejście granatowłosej.
OdpowiedzUsuńDarcy
Darcy zdążyła pokroić ciasto i przygotować. Nie robiła nic wybitnego, zwykła babka cytrynowa z lukrem i skórkami cytrusowymi. Osobiście wolała słodycze, w których była chociaż odrobina kwaskowatości, a przepis i tak chciała już jakiś czas temu wypróbować. Ciasto ułożyła na stoliku obok kanapy. Do tego pokroiła jeszcze marchewkę jako słoną przekąskę z delikatnym sosem. Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała pukanie i zaraz podeszła do drzwi, aby je otworzyć.
OdpowiedzUsuń—- Hej, hej — odpowiedziała z delikatnym śmiechem. Przepuściła ją w drzwiach, oglądając uważnie jej żabią posturę. — Ale widzę, że Ty całkiem sucha jesteś, to gdzie ta oślizgłość, Żabo? — zapytała, prowadząc ją w stronę wygodnej kanapy. — Na co masz ochotę? Wiem, że zaprosiłam na herbatkę, ale jeśli chodzi o napoje to spiżarkę mam całkiem pełną. Lemoniady, herbaty, soki, drinki, nalewki, kawy — zaproponowała jeszcze, zanim usiadła. Musiała przecież jeszcze odpowiednie napoje przygotować.
Darcy
Darcy uśmiechnęła się szerzej na widok podarunku. Wzięła go do rąk i obejrzała dokładnie.
OdpowiedzUsuń— Ooo… dziękuję — powiedziała, przytulając ją krótko w podziękowaniu. — Zajebiste, dziękuję bardzo. No to jutro na obiad będą słodkie naleśniki w takim razie, nie mogę się doczekać aż skosztuję. Możesz czuć się zaproszona oczywiście — dodała jeszcze, odkładając do dżem do spiżarki. — A więc herbatka, dobrze — kiwnęła głową, po czym zaczęła nalewać wody do czajnika. Zastanowiła się chwilę nad pomocą. — Jeśli bardzo chcesz i masz mnie przez to dręczyć to możesz wybrać herbatę z szafy, ja się zdam na Twoją opinię, dalej mam zapas od tego, tego… Walwana a on miał fajne mieszanki — zaproponowała. Wolała sama oddelegować do pomocy niż później się z kimś siłować tak jak ostatnio. — Możesz też mi opowiedzieć co tam słychać u Ciebie ostatnio, to już zaczniemy ploty — dodała jeszcze z uśmiechem.
Darcy
— Bez presji, to zaproszenie a nie przymus — puściła jej oczko. Ona i tak sobie zrobi ucztę, przygotuje więcej, a jeśli zostanie to przecież się nie zmarnuje, zostanie na drugi dzień. Zaśmiała się delikatnie.
OdpowiedzUsuń— Pamiętałam wziąć instrukcje, są przywiązane z tyłu słoiczków, bo w życiu bym nie zapamiętała — odpowiedziała, nagrzewając wodę w czajniku. — Tyle tam wytycznych było odnośnie proporcji, że wolałam mieć dopisane, zwłaszcza jak sobie dałam wcisnąć tyle różnych smaków. Ten duecik miał naprawdę rękę do handlu, chciałam jedną, a wzięłam pięć — opowiedziała jej jeszcze ze śmiechem. Zarumieniła się lekko, gdy wspomniała o dręczeniu, ale zaraz zaśmiała się wesoło, podając jej imbryczek do parzenia herbaty, którą wybrała. Zaraz też ją zalała. — Ryu. Najpierw chciał mi rower narysować to zamiast poprosić o kartkę to mi mąkę rozsypał po stole, a potem wybiodrował i sam zaczął sprzątać i jeszcze mi twarz przypudrował — wyjaśniła wyraźnie rozbawiona całą sytuacją. — Także od tamtego czasu wolę sama dać sobie pomóc niż być nadmiernie samodzielną gosposią. W ogóle bym nie pomyślała, że z chorą nogą to tak zapieprzać można, wiesz? Sprintem poszedł po tą mąkę — dodała jeszcze kilka szczegółów.
— No jak chcesz możemy się pokłócić, ale to może potem, głupio by było dla efektu wychodzić teraz i trzaskać drzwiami, nie przepuścisz chyba walwanowej herbaty, co? — poruszyła zabawnie brwiami. — Ale jak Ci zależy to potem znajdę jakiś temat, o, nowe zasłony do sypialni kupiłam, to mi potem powiesz, że są brzydkie, a ja się obrażę — zaproponowała w żartach. Spoważniała jednak po chwili. — Przykro mi, że nie układa Ci się życie towarzyskie, ale mam nadzieję, że na nas to nie przejdzie. Uważam, że fajnie nam wychodzi zaprzyjaźnianie, wiem że nie jestem najlepsza go gadania o problemach, ale jak trzeba to umiem się zamknąć — powiedziała. — A u mnie chyba w porządku, tak myślę. Też trenuje z mocami, dorabiam sobie dalej, ostatnio nawet poszłam na granicę wyspy, żeby się z Ashanem spotkać, więc jest progres — uśmiechnęła się do niej. — A Tobie treningi jak idą? — zainteresowała się.
Darcy
— Do tego każda ma inną porcję, żeby wydobyć smak — Darcy jeszcze dodała ze śmiechem. — Tak, ma niesamowitą wiedzę, z drugiej strony nic dziwnego, że jak tak się zna, to miał takie kolejki, zwłaszcza, że herbaty naprawdę są genialne — dorzuciła jeszcze. Zalała imbryk wodą o odpowiedniej temperaturze, wcześniej upewniając się jeszcze na kartce, czy aby na pewno była odpowiednio dobrze podgrzana. Zaśmiała się delikatnie. — Nie jestem pewna jak bardzo się różni od innych rowerów, wiesz? — odparła, bo przecież ona nigdy na oczy żadnego roweru nie widziała. — Ale ciekawy sprzęt, takie dwa koła narysował złączone i takie pręty i takie do trzymania — wyjaśniła jej w powietrzu co miała na myśli. — Ciekawy środek transportu, ale wydaje mi się, że Mathyrskie są…. mniej męczące na dłuższą skalę. Chyba — dodała jeszcze. Zaśmiała się nieco mocniej i kiwnęła Akane głową. — Niestety, zrobił piękny pogrzeb dla moich marzeń o samodzielnej biegającej od jednego gościa do drugiej gosposi — przytaknęła jej. — Nie no, teraz to ja chcę — pokazała jej język. Oczywiście żartowała i nie miała zamiaru się kłócić, ale przecież pożartować trochę sobie mogła. Słuchała jednak uważnie wyjaśnień Akane. Jeśli miała takie myślenie to czemu ktoś się z nią kłócił? Brzmiało naprawdę całkiem rozsądnie.
OdpowiedzUsuń— Jasne, ja też nie będę naciskać, osobiście nie lubię jak ktoś mi powtarza rzeczy, które już wiem, można kurwicy dostać. Także w razie czego po prostu wiesz gdzie mnie szukać jakbyś potrzebowała opinii czy rady ode mnie czy jakiejś pomocy, wiesz, jeśli chodzi o różne magie to mam całkiem ciekawą bibliotekę, zabrałam ze sobą z Phyonix od taty, bo chciałam sobie porównać do tego co zobaczę u was a co jest w książce —- opowiedziała jej jeszcze, idąc z An na kanapę, trzymając przy sobie imbryk. Postawiła go na stoliku kawowym. Uśmiechnęła się do niej.
— Tak, powoli do przodu. Później będę chciała też skorzystać z Twojej pomocy jak nie masz nic przeciwko, bo są rzeczy, które mnie akurat irytują w tych kroczkach — zaznaczyła delikatnie. — A co do niechęci do korzystania z Latrala… hmm… zazwyczaj używając magii czujemy czy robimy coś dobrze czy źle w jakiś sposób, tylko musimy poznać to uczucie. Przynajmniej tak jest z moją magią krwi. Bo kiedy źle korzystam z mocy to moje krwinki zmieniają trochę swój rdzeń many, aż w końcu całkowicie się nie rozleci, a ja będę w totalnej dupie i nieprzytomna. Może u Ciebie też będą występować jakieś niuanse związane z korzystaniem magii? Mogłabyś wtedy trzymać się trzymania od nich z dala, bo rozumiem, że skoro jesteś niechętna to masz ku temu powód, prawda? — zapytała. — I wybacz, że się wtrącam, po prostu tak mi przyszło do głowy, więc chciałam się podzielić — dodała zaraz delikatnie. Nie chciała przecież jej teraz układać planu treningowego.
Darcy
— Hmm… czyli to taki środek transportu do treningu jednocześnie, tak? — zapytała, bo Ryu w sumie nigdy tego aż tak nie wyjaśnił. Z drugiej strony wtedy aż tak nie pytała. Była bardziej zajęta rozsypaną mąką. Zaśmiała się lekko do Akane i nie drążyła już więcej tematu kłótni czy tego, że będzie jej dawać opinie. W razie co w końcu wiedziała gdzie jej szukać, gdyby chciała się zgłosić poza dzisiejszym dniem.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście, że nie mam nic przeciwko, oferuję, żeby pomóc w końcu, prawda? Może akurat będzie jakaś przydatna informacja — odpowiedziała spokojnie. Wzięła wdech. Nie lubiła wracać wspomnieniami do zeszłego roku, ale jednak musiała to czasem robić. — No więc, moja moc jest mocno powiązana z moimi emocjami i moim… alter ego, nie wiem jak to inaczej nazwać. Mam wrażenie, że jesteśmy pogodzone, ale jednak ciągle słyszę takie swoje mroczne myśli i podszepty i się sama hamuje cały czas, żeby nie zrobić nikomu krzywdy, przez co część moich mocy stoi w miejscu. Myślałam, że jakbyś spróbowala zajrzeć mi do głowy i zobaczyć wspomnienie z tego jak się uwolniłam to mogłabym lepiej zrozumieć motywacje i granice swoich mocy. Mamy wojnę, a ja nie chce kogoś stracić, bo boję się samej siebie, a dobrze by było znać swój pełny potencjał — wyjaśniła o co jej chodziło. — Poza tym może przestanę tak bardzo się bać wyjść wtedy, jak będę wiedziała co się stało, że w końcu mogłam się obronić — dodała jeszcze. Zaraz zaczęła też uważnie słuchać o Latrala.
— Hmm… jeśli Ci to nie odpowiada tym lepiej poszukać różnych alternatyw. Możemy zerknąć tutaj i w Phyonix, różne informacje można znaleźć w różnych miejscach, chętnie Ci pomogę. Mam osobisty uraz do obcych wiedźm, więc też chętnie im dopiekę, pomagając znanej i lubianej czarownicy — uśmiechnęła się ciepło. — Na pewno możemy zacząć od studiowania o magii runicznej, bo na ten temat mam sporo, bo sama z run korzystam, że znajdziemy coś wspólnego — zaproponowała jeszcze. Następnie polała obu herbaty, była już w końcu zaparzona.
Darcy
Natan parsknął śmiechem na to podsumowanie i pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- One to sobie jeszcze własne kolejki wymyślą w których stały i każda będzie ważna - przytaknął jej, po czym powiódł spojrzeniem za dłonią Akane szukając czegoś jeleniowatego. - A jesteś pewna, że się nie świeciło? Patronusa zbierać nie chcemy - rzucił jeszcze ze śmiechem, zanim pozwolił jej zejść z siebie i rozpoczął skradanie się wraz z siostrą.
Nat
Spróbowała sobie wyobrazić taki stacjonarny rower o jakim mówiła Akane. Skrzywiła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń— To jak trenowanie z dużą ilością dodatkowych kroków, ale mam nadzieję, że chociaż się sprawdzało — uśmiechnęła się do niej. — Ciekawy ten cały rower mimo wszystko, chciałabym kiedyś taki na własne oczy zobaczyć, ciekawe kiedy tutaj powstanie — zastanowiła się jeszcze na głos. Słuchała Akane odnośnie swoich własnych wspomnień.
— Z niewoli pamiętam tylko ból i głosy, potem ogień i obudziłam się z Abyss na wypalonej ziemi. Zakładam, że moce się obudził od tych głosów, od tego co jest we mnie w środku i te głosy… pojawiają się za każdym razem jak mam okazję kogoś skrzywdzić, chciałabym na bazie wspomnień zobaczyć czy gdzieś jest jakaś granica tego, gdzie przejmują nade mną kontrolę, bo aktualnie za każdym razem jak myślę, że ją tracę, to ona zaraz wraca. Z jednej strony to bardzo dobrze z drugiej, jeśli kiedyś coś pójdzie bardzo nie tak, boję się tego co może się stać, kogo mogę zranić — spojrzała nieco smutniej po kuzynce. Usiadła wygodniej i przymknęła oczy. Wzięła oddech. — Pamiętam ciemność, jak zimna, martwa pustka, w której nigdy nie istniała żadna iskierka, pamiętam swoje krzyki, żałosne błaganie o litość, bo słabe ciało pozbawione talentu nie mogło nic zrobić. Egoizm, kradzież — skrzywiła się lekko — Bezsilność w tej ciemności, kiedy każdą cząstkę mojej many mimowolnie wykorzystywałam na regenerację, a potem pamiętam gorącą pustkę, żar, który mógłby wypalić każdego niezależnie od mocy — wyjaśniła najlepiej jak umiała swoje wspomnienia z niewoli. Zaśmiała się przepraszająco. — Wybacz, ale nie umiem tego inaczej opisać, poza… chujowo. Nie umiem złapać żadnego obrazu, pamiętam tylko emocje, które zazwyczaj pobudzają mnie do transformacji — dodała jeszcze w kwestii wyjaśnień. — Próbowałam myśleć o tamtej sytuacji i spaliłam miejsce na ogródek, który chciałam założyć, śni mi się też czasami niewola, ale tam też jest wtedy czarno, nie widzę nic, tylko czuję jakbym nie spała tylko czuła ciągle ból — odpowiedziała. — Jasne, tylko pamiętaj, że ja Tobie też chętnie pomogę, jeśli będę miała okazję — uśmiechnęła się lekko.
Darcy
Natan wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Jak chcę to potrafię - poprawił ją i skinął głową. Co prawda z polowaniem miał sporo do czynienia, bo dość często na takie się udawał, to teraz pozwolił Akane grać pierwsze skrzypce. Poruszał się cicho, zbliżając się coraz bliżej do zwierzęcia, ale jego stan sprawił, że Akane wrażliwa na cierpienie innych pobladła nieco na twarzy i zacisnęła mocno usta. Odruchowo położył jej swą dłoń na ramieniu i delikatnie je ścisnął chcąc w ten sposób dodać jej otuchy, a potem po prostu obserwował. Obserwował jej działania i ten hołd który w jakiś taki swój własny sposób mu składała. Pokiwał lekko głową. - Z pewnością nakarmimy nim sporą gromadkę - zgodził się z nią i zbliżył już do Akane, by pomóc w obrobieniu zwierzęcia tak, by lżej im się go niosło.
Nat
— Wolałabym najpierw zobaczyć odtwarzacz muzyki, jeśli mam coś do gadania w tym temacie — zaśmiała się lekko. Rower też chętnie by zobaczyła, ale jednak jej pasja do muzyki zdecydowanie w tym temacie przeważała.
OdpowiedzUsuńDarcy kiwnęła głową.
— To tak jak na treningu, potrafię nałożyć ochronę na swój ogień, wtedy nie stanie Ci się żadna krzywda, obiecuję — odpowiedziała. Akurat ten czar miała w pełni dopracowany. Naprawdę nie chciała krzywdzić innych o ile miała coś do powiedzenia w tym temacie. — Nie było. Mam dwie teorie, albo sama potraktowałam ją czarem ochronnym, albo na tą spaloną ziemię dostałyśmy się później i o tym nie pamiętam, ale mam dziurę w głowie — odpowiedziała.
Darcy
Zadar podrapał się lekko po głowie i posłał w jej stronę lekko zmieszany uśmiech.
OdpowiedzUsuń- No nie wiem... jak dla mnie ruszyłaś na masę wojaków sama dla kogoś kogo nie znałaś, więc było to ryzykowne - powiedział szczerze. - Ja chociaż ruszyłem dla kogoś kogo znałem - dorzucił po chwili i podrapał się po głowie. - Ale w moim przypadku to było bardzo ryzykowne, więc tak patrząc na jedno i na drugie... oboje jesteśmy cholernymi ryzykantami - wzruszył ramionami, krzywiąc się przy tym lekko i klasnął zaraz w dłonie. - A to chętnie się z tobą spotkam za tę parę dni, bo potem zamierzam powoli ruszyć w głąb lądu... dużo się tu dzieje... wojskowych ruchów... a ja mam gromadkę dzieci na głowie i warto byłoby znaleźć dla nich jakiś w miarę bezpieczny kąt - przyznał szczerze. - Przemądrzała? Jeszcze tego nie zauważyłem, ale jak się coś takiego u ciebie pojawi to na pewno dam ci znać - rzucił pół żartem pół serio.
Zadar
— Wątpię, żeby mnie posłuchał. Nawet dla mnie to po prostu moja fantazja, która powinna poczekać przed ważniejszymi wynalazkami, po prostu muzyka… sama wiesz, jak działa, prawda? — uśmiechnęła się ciepło do Akane. W końcu An była artystką, akurat ona najlepiej powinna zrozumieć Darcy w tym temacie.
OdpowiedzUsuń— Cóż, moje opcje to nie wiedzieć nic, albo odkryć karty na stół — wzruszyła ramionami. — To nie tak, że nie chcę, aby ktoś z was wiedział co siedzi mi w głowie, nawet byłoby lepiej, gdyby każdy wiedział — uśmiechnęła się krzywo. — Aczkolwiek…. obiecasz, że nie będziesz się mnie brzydzić? Sama nie wiem co tam znajdziemy i… no nie jest to zbyt pokrzepiające —- poprosiła jeszcze.
Darcy
— No tak, tylko wiesz, myślę, że rozsądniej zrobić na przykład ten cały prysznic do łatwiejszej kąpieli dla lepszej higieny, niż zająć się czymś co służy bardziej jako posłuchanie muzyki dla przyjemności — wyjaśniła. Uśmiechnęła się ciepło do Akane na jej kolejne słowa. Wolałaby to usłyszeć po wszystkim, ale teraz też dobrze było otrzymać taką informację. Zwłaszcza, że ona chyba akurat się siebie momentami brzydziła. Wzięła wdech i spojrzała na stolik z jedzeniem i herbatą.
OdpowiedzUsuń— Może najpierw dokończymy herbatę? Chcę Twojej pomocy i chciałam od dawna poprosić, ale to nie zmienia faktu, że chciałam też spędzić po prostu z Tobą popołudnie na przekąskach i gadaniu o bardziej przyjemnych rzeczach — odpowiedziała.
Darcy
— Musisz się do tego jakoś konkretnie przygotować? — zapytała, gdy wspomniała, że może być jej ciężko. — Wybacz, po prostu nigdy za bardzo o Twoich mocach nie rozmawiałyśmy, w zasadzie jestem nawet ciekawa jak to działa — dodała jeszcze. — Przyziemnie, mam wrażenie, że tęsknię trochę za Ashanem, z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że mnie prawie codziennie zabierał na te swoje drakońskie treningi, to trochę dobrze, że mogę odetchnąć — zaśmiała się delikatnie.
OdpowiedzUsuńDarcy
— Ufam Twoim mocom, tak długo jak Ty ich używasz — zapewniła ją z uśmiechem. Obiekcje miałaby dopiero wtedy, kiedy Akane zaproponowałaby jej pomóc z sabatu Latrala, tych osób nie znała i absolutnie nie mogła znieść myśli obnażania przed nimi czegokolwiek, An z kolei była rodziną, do której sama coraz bardziej się przekonywała każdego dnia, więc nie miała nic przeciwko. — Wiem, że zrobisz to najlepiej jak potrafisz, żeby mi pomóc, więc zdaję się na eksperta w tej sprawie — dodała jeszcze. — Jeśli chodzi o pytania… jaka to różnica, między kontaktem wzrokowym a pyłkiem? To znaczy, dlaczego przy jednym możesz ingerować a w drugim nie. I jeszcze pytanie… czy używając pyłku musisz ingerować? I czy ktoś z zewnątrz może to zrobić? — zainteresowała się, myśląc tym razem o swojej lokatorce. Zastanowiła się chwilę w kwestii starszego brata.
OdpowiedzUsuń— Nie przejmuj się, jeśli wyda się gburowaty i niezainteresowany, ma problem z okazywaniem emocji przez słowa czy mimikę, zaznacz mu od razu jak Ci przeszkadza jego palenie zbyt blisko… Wiesz, ja tam uwielbiam jego towarzystwo, bo go znam od urodzenia, nie wiem też jakie podpowiedzi byłyby Ci jeszcze potrzebne — uśmiechnęła się do An.
Darcy
Darcy słuchała uważnie wyjaśnień Akane.
OdpowiedzUsuń— Twój pyłek wydaje się w takim razie bardzo potężny, możesz nieźle namieszać w głowie, gdybyś tego chciała. Mogłabyś na przykład zamknąć Peruna w emocjach i uczuciach jego ofiar? Jeśli tak, to osobiście uważam, że aż szkoda go zabijać za wszystko co zrobił — odpowiedziała, gdy Akane skończyła tłumaczyć. Uśmiechała się przy tym delikatnie. Myśl o znęcaniu się nad kimś takim sprawiała jej jakąś taką dziwną przyjemność. W końcu ktoś tak zły nie zasługiwał na łatwe pożegnanie ze światem. Zaśmiała się, gdy An wspomniała o współczuciu względem Ashana. Zastanowiła się przez chwilę, myśląc o swoim starszym bracie.
— Myślę, że da radę, raczej irytuje go inny typ niż Twój, ale to wiesz, obiecać nie mogę, ręki uciąć nie dam, bo kto wie, czy mu się teraz w głowie nie poprzestawiało — znowu się zaśmiała.
Darcy
Darcy słuchała Akane. Jebany Perun był na wszystko przygotowany.
OdpowiedzUsuń— Tarczę mówisz, hm? — zastanowiła się przez chwilę. — Polszanie mają moce od żywiołow, skoro tarcza była niewidoczna może działała jak moce Tonego, ciekawe czy mógłby ją zdjąć i ciekawe czy ja mogłabym złapać połączenie z jego krwią, zmusić do zdjęcia bariery, jakoś trzeba sie go pozbyć, nie mówię, że my to zrobimy… ale pomarzyć sobie można — zastanowiła się przez chwilę na głos. Naprawdę gardziła tym człowiekiem. Zaśmiała się zaraz, gdy wrócili do tematu brata.
— Bardzo chętnie, spróbujemy nowej herbaty, jak mi będą więdnąć uszy z zażenowania i wstydu na Pana Gbura — odparła.
Darcy
Zadar kończył właśnie oporządzać konie starszego małżeństwa, gdy pojawiła się Akane. Mimo własnych ran, które powoli i dość mozolnie się goiły, ruszał się już i pomagał na tyle na ile mógł. Zwłaszcza, że przez te parę dni, czuł się po prostu zwyczajnie bezużyteczny. Wiecznie na garnuszku Dobromiły. Uśmiechnął się na widok Akane i odmachał jej, a gdy podeszła również sę z nią przywitał.
OdpowiedzUsuń- Hej, dużo lepiej, dziękuję za troskę - powiedział. - Chętnie - dodał, kiedy zapytała o rozruszanie kości. Oczywiście, że pamiętał o ich umowie i o tym, że An obiecała pokazać mu parę ruchów co do samoobrony. - A ty jak tam? - zainteresował się. - Zdajesz się jakaś taka... - zastanowił się. - Wyjątkowo szczęśliwa.
Zadar
Zadar skinął głową i uśmiechnął się szerzej.
OdpowiedzUsuń- Och te dwie małe kopie ciebie? - zerknął na dziewczynki, które właśnie wesoło szczebiotały z Dobromiłą. - Nic dziwnego, że wyglądasz na szczęśliwą - stwierdził wesoło, po czym pokiwał lekko głową. Przez moment naprawdę żałował, że jest Polszaninem. Nie mógł poprosić, by zabrali i jego wesołą gromadkę ze sobą. Nie byłoby to dobrze postrzegane. Spojrzał w bok na moment tylko spokojnie oddychając. - Dobrze robicie - stwierdził cicho. - Lepiej żeby tym małym brzdącom nic się nie stało, bo nawet jeśli my zginiemy... to one będą mogły ten świat odbudować - uśmiechnął się słabo, a na pytanie o rozgrzewkę pokazał kciuki w górę. - No nie wiem - podrapał się po głowie i zaczął rozgrzewać swoje nadgarstki. Zrobił też kilka podskoków i przysiadów. - Myślę, że jestem dziś już nieźle rozgrzany - przyznał. - Zaganiałem bydło i pomagałem przy roznoszeniu chleba po potrzebującym - wyjaśnił. - Więc chyba nie jest najgorzej...
Zadar
Darcy słuchała tego opisu. Polszanie mieli moce od żywiołów, jej zdaniem to musiało być coś związanego z powietrzem, ewentualnie z lodem. W każdym razie brzmiało to mimo wszystko nad wyraz dziwnie. Nie da się zaatakować, ale przecież jakaś magia powinna być w stanie jednak się jakoś przebić, prawda? Gdyby spróbować dostatecznie mocno. Przydałyby im się jakieś informacje o kryształach, a te najbardziej wiarygodne pewnie były pod kluczem w Polszy. Skoro wujek się tym zajmował nie będzie nic sugerować, miała wrażenie, że i tak jej opinia byłaby tutaj niepotrzebna. Uśmiechnęła się do An, gdy powiedziała o Ashanie.
OdpowiedzUsuń— Będę czekać z niecierpliwością — odpowiedziała.
Darcy
Zadar wzruszył ramionami nie odpowiadając już jej na to. W końcu tego całego Gava zobaczył dopiero dziś i to tylko przez chwilę. Dla niego jej dzieci wyglądały po prostu kropka w kropkę jak ich matka. Nie wiedział jak się do tego odnieść, więc postawił na milczenie, acz nie przytaknął jej. Uśmiechnął się do niej smutno.
OdpowiedzUsuń- Wiem - odparł szczerze. - Przemarsz z Polszanami wśród szeregu wcale nie byłby dobrym pomysłem - spojrzał po niej. - Idziecie z wieloma nacjami... nie wiem czy wszyscy byliby tak dobrze do nas nastawieni, jak ty - uśmiechnął się cierpko. - Nie przejmuj się, jakoś sobie poradzimy - uniósł kciuk w górę, właściwie dziwiąc się odrobinę, że dziewczyna zaprzątała sobie głowę kimś takim jak on. Kimś, kogo poznała kilka dni temu i właściwie rozmawiała z nim może parę minut. Nic więcej. Nie mniej podziękował jej za starania. - Uhm w takim razie, jak już stanę porządnie na nogi to ruszę w stronę Argaru - stwierdził spokojnie. - Dziękuję - dodał jeszcze, po czym skrzywił się, kiedy wspomniała że jednak nie był rozgrzany.
- Jak to nie? Zziajany jestem niesamowicie... o patrz? Moja skóra ma wyższą temperaturę... zdecydowanie rozgrzałem ciało - zauważył jeszcze, ale jednocześnie zaczął naśladować jej ruchy bez zbędnego marudzenia. W końcu to ona była nauczycielem, on zamierzał brać z tego wszystkiego garściami.
Zadar
Zadar uśmiechnął się do niej wdzięcznie, gdy wspomniała o trzymaniu za nich kciuków. Nie odpowiedział jednak, bo sam miał obawy co do tego wszystkiego i chciał po prostu jak najszybciej znaleźć dla swoich Gołębi bezpieczne miejsce. Powtarzał wszystkie jej ruchy słuchając coraz więcej o tym całym rozgrzewaniu ciała. Jasne, to wszystko miało sens, ale... Zmarszczył lekko brwi i spojrzał po niej, gdy zapytała o pozycję bojową. Odchrząknął nieco i wysunął w jej stronę dłoń w geście "stop".
OdpowiedzUsuń- Czekaj! - rzucił do "wroga". - Najpierw rozgrzewka - pokiwał lekko głową. - A potem będę gotowy... wiesz bezpieczeństwo przede wszystkim - puścił do niej oczko i roześmiał się serdecznie. - Tak robisz przed walką? Najpierw jest pauza na rozgrzewkę, a potem dopiero walka? - uniósł wysoko brew, jakoś nie bardzo mogąc o pojąć. Zaraz też sięgnął do pasa po swoje noże i stanął w delikatnie rozstawionych i ugiętych nogach, jedną rękę wyciągając przed siebie i zginając ją w łokciu tuż przed swoją klatą, a drugą trzymając w lekkim zgięciu przy pasie. - O tak... chyba tak - odchrząknął.
Zadar
W zasadzie Darcy była pewna, że jest zdecydowana na zajrzenie do swojej głowy, ale im bliżej przechodziły do sedna, tym bardziej skręcało ją w żołądku. Nie chodziło o to, że nie ufała Akane, bo ufała, nawet bardzo. Dziewczyna zawsze była bardzo życzliwa względem niej i nie miała żadnego powodu, żeby się bać kuzynki. Bała się tego co zobaczy i co An może zobaczyć. Skoro słyszała w głowie to co słyszała, to cóż… różne rzeczy mogły się w tych wspomnieniach dziać. Przełknęła ślinę, patrząc po granatowłosej.
OdpowiedzUsuń— Chyba tak, bo zaraz sama zacznę się bać — zaśmiała się nerwowo.
Darcy
Dacy przytaknęła ruchem głowy.
OdpowiedzUsuń— Ciebie może tak, nie o to się martwię — odparła, patrząc niepewnie po kuzynce. Przymknęła na chwilę oczy, próbując odgonić złe myśli i powtarzając sobie, że wszystko będzie dobrze. Dobrze i spokojnie. Nie ma się czego bać. Wzięła kilka głębszych wdechów, podając An ręce. Otworzyła oczy, uśmiechając się na końcu niepewnie. Mimo wszystko była już dobrej wiary. Miała nadzieję, że to naprawdę pomoże. Skupiła się na swoich wspomnieniach, krzywiąc się przy tym. Pamiętała niewolę, łańcuchy, ciągłe rozcinanie żeby pobrać krew, Abyss w klatcę, bitą, kiedy warczała i próbowała się wydostać, krzyki, głosy, groźby kierowane w najróżniejsze strony.
Darcy
Dobrze pamiętała, że co chwilę była cięta. Nie bolało aż tak. Była do tego przyzwyczajona, sama w końcu niejednokrotnie się raniła. Mimo wszystko nie mogła znieść tego jak Abyss cierpiała i tego śmiechu, fiolek, stołu alchemicznego - przecież była człowiekiem a nie jakąś kurwa rośliną do zabawy. Nie wiedziała jak ma uciec, nie mogła zrobić żadnej runy, ogień był za słaby. Miała go tylko na dłoniach, a te były tak ułożone, że nie mogła nawet sięgnąć, aby spróbować stopić stal. W głowie jej szumiało od tego jaka jest bezużyteczna i niekompletna. Jej przyjaciółka cierpiała, bo nie mogła nic zrobić. Słyszała to każdego pieprzonego dnia, ale nie otrzymywała odpowiedzi jak sobie z tym poradzić, miała po prostu odpuścić, odpuścić i zobaczyć co się stanie. Tylko Darcy bardzo nie chciała się poddać. Co wtedy się stanie? Co będzie z Abyss? Co stanie się z jej rodziną i przyjaciółmi? Nikt za nią zetęskni. Kto by tęsknił za rozpuszczoną, słabą bezużyteczną gówniarą. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Była bardzo zmęczona. Zaczynała czuć, że wszystko znowu robi się czarne. Po chwili zobaczyła jak przez mgłę jak skóra zmienia kolor, na ciele pojawiają się runy.
OdpowiedzUsuń— Zabić, zabić, zabić… — tak, to teraz słyszała bardzo wyraźne. Czuła nawet coraz większy gorąc. Włosy, które wcześniej opadały na jej więzy zaczęły przypominać czerwoną ciecz, która topiła. Obraz znowu na chwilę urwało, a kiedy wrócił miała przed sobą wiedźmę, której wkładała płonące dłonie do oczu. — Myślisz, że to też się zregeneruje? — padło w ogólnym chaosie. Wszędzie rozprzestrzeniały się płomienie. Abyss dalej była w swojej celi, ale ta była zasłonięta czerwoną ścianą, przez którą delikatnie prześwitywał obraz. Obraz zrywało co jakiś czas, wszystko było mało wyraźne, ale jakimś cudem przy pierwszej przemianie Darcy zdążyła spalić żywcem trzy osoby, jedną poćwiartowała krwawymi ostrzami, które unosiły się w powietrzu. Najwięcej czasu poświęciła wiedźmie. Część ciała wypaliła, zrywała skórę gołymi rękami, jak tylko udało się jej na tyle ją zranić, a kiedy budynek zaczął się zapadać, czekała, dopóki z kobiety nie został jedynie popiół. Następna scena była już w zgliszczach, kiedy bariera dla Abyss opadała. Poczuła ciepło gamorty, a potem obraz całkowicie się urwał, a Darcy poczuła silny bół głowy. Syknęła.
— Co jest? — zapytała Akane, bo sama nie miała pojęcia co się dzieje. Zaczęło się jej kręcic w głowie.
Darcy
— Tak, właśnie to jest mój głos w głowie, paskudny i wredny, co? — Darcy zaśmiała się nerwowo, chociaż w środku była przerażona. Przecież to co się działo było nierozważne. Mogła skrzywdzić Abyss, mogła sama umrzeć, powinna się wydostać i uciekać, a nie robić sobie tutaj jakiś pieprzony plac zabaw. I ten ogień, skąd tutaj było tyle ognia? Przecież ona tak nie potrafiła. Westchnęła i spróbowała skupić się na tym co ją otacza. Może jednak uda się znaleźć jakieś szczegóły?
OdpowiedzUsuń— Nie potrzebuje żadnych szczegółów, nic z tą wiedzą nie zrobi — dało się usłyszeć, chociaż żadna nowa postać się nie pokazywała. Darcy za to zaczęło bardziej szumić w głowie. — Już masz dość, więc wypierdalaj, zanim zarzygasz podłogę! — tym razem dało się słyszeć krzyk, a dziewczyna aż się skrzywiła z bólu.
Darcy
— Ooo… ktoś sobie nie radzi z odrobiną ciepła? Jaka szkoda. To po cholerę tutaj jesteś? Nie za gorąco? — dało się słyszeć śmiech. Darcy sama się skrzywiła. I na chuj był ten komentarz i czemu niby miałby teraz służyć? Zaczęła głośniej oddychać, próbując skupić się na otoczeniu.
OdpowiedzUsuń— Czemu nie jestem? To moja głowa — padło kolejne stwierdzenie.
— Spierdalaj! — oryginalna właścicielka zaraz zaprotestowała, krzywiąc się przy tym, bo znowu zakręciło się jej w głowie. Skupienie od Akane pomagało. Próbowała złapać wspomnienie, zatrzymać się na jakiejś chwili. Nie rozumiała dlaczego to wszystko ukrywała. Pokazywała same okropne rzeczy, ale przecież poza tym musiało kryć się coś więcej prawda? Spróbowała wrócić do samego początku, przemiany - wtedy była największa pustka. Postarała się wyostrzyć obraz, wytężyć słuch. Ostatecznie dalej widziała jak przez mgłę, ale teraz faktycznie ona coś mówiła, ona sama, przemieniając się.
— Słyszysz coś? — zainteresowała się. Ona niestety nie.
Darcy
Ona sama?! Nie to było możliwe. Sama nie mogła być taka zła i okrutna. Rozejrzała się po swoim wspomnieniu i poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Przecież to nie było możliwe. Wyrwała się Akane i stanęła na równe nogi. Zrobiła kilka kroków, poprawiając włosy i bawiąc się dłońmi.
OdpowiedzUsuń— Niemożliwe, nie, nie, nie…. ja…. ja nie jestem… nie chcę — zaczęła, bo o ile była faktycznie skupiona, to teraz bardzo mocno skupiła się na swoich czarnych myślach. Słyszała co Akane do niej mówiła, ale w tej chwili chciała po prostu się gdzieś schować, nie mogła uwierzyć, że to ona sama, a co dopiero dalej grzebać sobie w głowie.
Darcy
Skrawek… ta - to dalej nie było do zaakceptowania. Skrzywiła się delikatnie. Wzięła kolejny wdech. Spojrzała po Akane. Nie mogła przecież się teraz załamywać totalnie, byłoby jej przykro, prawda? An chciała tylko pomóc, przecież to nie jej wina, że wyszło jak wyszło. Uśmiechnęła się do Akane i przytuliła ją, głównie po to, żeby ukraść jeszcze trochę skupienia i przenieść go na troskę i pozytywne myśli.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję, ja wiem. wiem… — przytaknęła jej, odsuwając się powoli. — Po prostu muszę to sobie poukładać. To spory… cios, jeśli wiesz co mam na myśli — wyjaśniła.
Darcy
— Mi dzisiaj Twoje moce pomogły. Może nie tego oczekiwałam, ale… pomogło, dało do myślenia, a inne uspokoiły — zauważyła, uśmiechając się do niej. Nie lubiła segregacji, zwłaszcza ze względu na coś na co ktoś nie miał najmniejszego wpływu a tak właśnie było przecież z magicznymi mocami - nikt sobie nie wybierał jakie predyspozycje odziedziczy, to była tylko i wyłącznie loteria. — Nie określają, określają nas nasze czyny, a Twoje czyny nie robią z Ciebie chyba strasznej wiedźmy? A nawet jeśli straszna, to wiesz… lubię mroczne rzeczy i ludzi, sama ze sobą może mam problem, ale no… Ciebie bym nie wymieniła na inną kuzynkę — zapewniła ją. O ile sama wolała by być słodka i kolorowa, to inni jej nie przeszkadzali. — Wolę herbatę, jeśli można — zaproponowała. — Masz ochotę na jakieś nowe smaki?
OdpowiedzUsuńDarcy
OdpowiedzUsuńSłuchała Akane z lekkim niedowierzaniem. Naprawdę? A oni nie byli ze sobą wyjątkowo blisko? Przyjaciele z dzieciństwa i te sprawy - przecież to się jej kupy dupy nie trzymało. Rozumiała awantury z Gavem, no u nich to od dawna było wybuchowo, ale to Gave z każdym był wybuchowy i to co ich łączyło nie miała zamiaru się mieszać. Skrzywiła się delikatnie.
— To smutne… myślałam, że to wygląda inaczej.. wiesz z boku wyglądacie jak rodzina, bliska — wyjaśniła. Rodzina tak bliska, że samodzielnie ciężko się tam wbić, bo w zasadzie nie chcą zaakceptować obcych takich jak ona. Nie wiedziała czy powinna się cieszyć, że jednak nie są tacy zgrani, czy współczuć. Nie. Powinna współczuć. Dobra osoba by współczuła.
— Możemy sobie obie spróbować pomóc — zaproponowała, idąc do kuchni. Tym razem otworzyła szafkę i wyjęła z niej wszystkie pudełeczka z herbatami jakie miała. Od czarnych po zielone po różne owocowe.
Darcy
Darcy słuchała uważnie Akane. Sama miała kilka przemyśleń na ten temat. Miała wrażenie, że to w jaki sposób przedstawia sytuację An nie świadczy najlepiej o przyjaciołach, albo przynajmniej o jej wizji tego jak powinna wyglądać przyjaźń. Nie żeby i w tym miała sporo doświadczenia, bo wcześniej przyjaźniła się przede wszystkim z rodziną. Brzmiało to jak taki typowy strach przed nowym. I o ile u siebie nienawidziła swoich nowości, to przyjaciele nie powinni siebie odrzucać, bo mają w sobie coś nowego. Ciekawe czy ją też będą tak traktować jak jej problemy wyjdą, o ile wyjdą, na światło dzienne.
OdpowiedzUsuń— Nadopiekuńczość na siłę nie jest dobra. Przykro mi, że tak się czujesz. Nie zmienisz cudzych myśli na siłę, ale wiesz… jak mi Ash za bardzo truje dupę to jednym uchem wpuszczam, a drugim wypuszczam i tak jakoś leci życie dalej. Nie wiem na ile to pomoże w tej sytuacji, ale no… czasami nie warto brać sobie do serca czegoś co może nas niepotrzebnie skrzywdzić — powiedziała, patrząc po niej przyjaźnie. Na kolejne pytanie zastanowiła się chwilę.
— Ty mi już pomogłaś, jeśli masz pomysł jak ja mogłabym pomóc Tobie, chętnie to zrobię, nie jestem wiedźmą z Latrala, ale moje moce są w pewien sposób magiczne i mało… stereotypowe. Wszyscy mają ogień, walkę bronią, a ja mam większy talent do magii krwi po ojcu, który nie przepada za używaniem jej — wyjaśniła jej.
Darcy
Darcy słuchała Akane i dalej miała w głowie to samo - przykro tego się słuchało. Musiała czuć się bardzo samotna w takiej sytuacji, niechciana. Przynajmniej ona by się tak czuła. Uśmiechnęła się delikatnie do kuzynki, kiedy skończyła opowiadać o wszystkim. Cóż, było tego naprawdę sporo. Sama nigdy by w pierwszej kolejności nie posądziła nikogo o tak zamknięte poglądy i podejście do innych. Zwłaszcza po ostatniej rozmowie z Ryu odnośnie mrocznych stron umysłu różnych osób.
OdpowiedzUsuń— Mnie też by to bolało, czułabym się bardzo samotnie — powiedziała cicho. Dotknęła jej ramienia, a zaraz przytuliła krótko. Mimo wszystko nie chciała, żeby An się tak czuła. — Nie chcę żebyś była samotna wśród przyjaciół, więc jeśli samo słuchanie pomoże, to zawsze mogę to zrobić, rad niestety dobrych nie mam… po prostu rozumiem jak to jest, możemy wspólnie być na to złe — zapewniła ją, odsuwając się. Przygotowała nową herbatę do imbryka.
— Jeśli chodzi o magię, to po prostu wiesz… luźna propozycja, nie sądzę, że nauczę Cię więcej niż te konkretne Twoje źródła, nie chcę też do niczego zmuszać, po prostu może czasami w towarzystwie łatwiej próbować niektórych rzeczy, poza tym sama jestem ciekawa Twojej magii. Wiesz, ja czasami czuję się jak wyrzutek przez to jak chciałam rozwijać swoje zdolności — uśmiechnęła się lekko — fajnie mieć inną czarującą — dodała zaraz. Pokręciła głową. —- Ja nie chcę nikogo skreślać, bo nie potrafi się dogadać z Tobą czy nie lubić Ciebie bo Ty się z kimś nie dogadujesz, przykro mi i czuję do nich o to żal, ale nic poza tym, dalej liczę, że sprawią, że znowu będziesz się częściej uśmiechać i myśleć ciepło niż przejmować czymś czego nie powinni robić — zapewniła Akane.
Darcy
— Widzisz, to możemy sobie obie pomóc. Ja się nauczę lepiej słuchać, jak Ty będziesz dużo mówić, a Ty będziesz mogła się wygadać — uśmiechnęła się do niej i zaśmiała lekko, wstawiając wodę na herbatę. Dokroiła jeszcze warzyw i nałożyła więcej sosów do surowych marchewek i selerów naciowych. Powinna w końcu nauczyć się robić te całe chipsy. Ale za cholerę nie mogła tak cienko ziemniaków pokroić. — Zauważyłaś, że ciągle coś przyjemnego z pożytecznym łącznymi… normalnie jak te argarskie… połer kouple? Tak to było? — zapytała, bo raz że chciała rozluźnić Akane, skoro już się wygadała, nie warto było dusić w sobie niesmaku. A poza tym sama była ciekawa, a jakiś czas z Gavem nie miała już lekcji angielskiego i tak stała jej ta wiedza w jednym miejscu.
OdpowiedzUsuń— Szczerze ja też… u demonów jest tak, że każdy rozwija co chce a ma taki i taki talent, źródło, do fizycznych i magicznych mocy. No.. mniejszy lub większy, Ashan wdał się z mocami w tatusia, ale ni cholery nie ma do tego talentu, więc jest dupa, a tata nie używa swoich magicznych mocy, bo uważa, że w zwarciu walka jest bardziej ekscytująca, a ja jestem fenalis. Ni wiedźma ni demon — zaśmiała się lekko. — W Mathyr wiedźm też nie brakuje z drugiej strony. Po prostu tutaj mamy najładniejsze — poruszyła do niej brwiami i puściła oczko. — Też na to liczę, będę trzymać za was kciuki — uśmiechnęła się do niej. Skończyła wszystko szykować i spojrzała zadowolona. — A teraz zrobiłam tą od Walwana, która się zwie “Upojny odpoczynek” a w opisie jest, że idealna, kiedy masz ochotę się zrelaksować, zapomnieć o troskach i pocieszyć z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. W sumie… brzmi jak reklama bagiennego ziela, ale w herbacie… hmm… chyba, że nie chcesz takiej — zwróciła się zaraz do niej.
Darcy
— Ej właśnie mnie wyręczasz znowu, więc idzie Ci całkiem dobrze — puściła jej oczko. — Nie mówię, że zawsze masz tyle nawijać, ale idzie Ci naprawdę dobrze, jeśli masz na to ochotę, jeśli rozumiesz co mam na myśli — wyjaśniła co miała na myśli i zaraz zaśmiała się lekko na to, ile razy się powtarzała. Oczywiście w słowach, bo sama rozmowa to szła im raczej całkiem sprawnie. Zastanowiła się trochę, gdy mówiła o runach. Rzeczywiście to było ciekawe jakby to na to wpłynęło.
OdpowiedzUsuń— Najlepiej się przekonać, ale wiem jak to jest się bać. Fajne by było, gdyby taka runa na przykład dawała Ci więcej piasku. Mogłabyś robić jeszcze większe zawieruchy i więcej psycho-piasków — zauważyła uśmiechając się do niej. — Na moje całkiem silny z Ciebie mieszaniec i fajny, cieszę się, że jesteśmy po tej samej stronie — dodała jeszcze. Przytaknęła jej, kiedy wspomniała, że średnio się czuje z tutejszą magią. Ona w sumie też. Przynajmniej po tym co przeszła. Być może miałaby też opory przed takimi sztuczkami u An, zastanawiając się od kogo wzięła komponenty. Pokręciła zaraz głową. Nie, nie. Tutaj nikt taki nie jest. To jest bezpieczna przestrzeń.
Zaśmiała się lekko, kiedy granatowłosa zacięgnęła się naparem.
— Chyba niepotrzebnie się martwię, ktoś tu ma ochotę porozrabiać — nachyliła się do niej. —Podobno w Argarze takie rzeczy były śreeeednioooo legalne. Co jest dziwne, bo faje nie. A faje śmierdzą, a takie makumby i ziółka to pachną i jeszcze poprawiają nastrój — opowiedziała, biorąc imbryczek i szklanki. Nalała im do szklanek i sama się zaciągnęła. — Wiesz, że ja nie robiłam takiego tripa? To znaczy… nie piłam i nie paliłam, ale raz robiliśmy ciasto z ziółkiem, to trzepnęło bardziej na żarełko — opowiedziała jeszcze.
Darcy
— Może to przez wasze kłótnie ostatnie? Wiesz, jak mnie wkurwia Ashan to też wolę żeby kontynuował zamykanie swojej mordki, nawet jak czasami zdarza mu się powiedzieć więcej niż trzy zdania. Ale to nie znaczy, że ogólnie go nie kocham, to dalej mój starszy, kochany, durny braciszek. Po prostu czasami mam ochotę żeby coś w niego pierdolnęło tak, żeby się zesrał. A przyjaciele to takie rodzeństwo, no nie? No może poza paroma wyjątkami, ale zasada zostaje— urwała na chwilę, myśląc o ostatnich ekscesach wśród wszystkich. — No możemy jesteśmy toksyczną rodzinką, ale przynajmniej się nie nudzimy — dodała jeszcze. Kurwa mać, nie to chyba nie wyszło zbyt dobrze. Znowu zjebała w rozmowie z kimś? — A ja powinnam się częściej gryźć w język — mruknęła. — Przepraszam — powiedziała jeszcze szczerze. Przecież nie chciała sprawiać nikomu przykrości. Usiadła zaraz obok Akane, biorąc kilka wdechów. Nie powiedziała nic złego prawda? Przyjaźnili się wszyscy i było dobrze, prawda? Wypuściła powietrze z ust, po czym sama upiła łyk herbaty. Rozłożyła się wygodniej.
OdpowiedzUsuń— Jak to było? Wychowywać się ze wszystkimi? — zainteresowała się. — Słyszałam już, że sporo przeszliście wspólnie, ale macie taką.. czystą więź i tyle zaufania… czasami wam tego zazdroszczę — mruknęła.
Darcy
Zadar roześmiał się serdecznie.
OdpowiedzUsuń- Tak, ale tak się składa, że nie jestem osobą twojego pokroju - pokłonił się przed nią. - Raczej wątpię, żebym codziennie rano czy przed snem trenował - przyznał szczerze. - Zazwyczaj siły są mi potrzebne na inne rzeczy, więc wtedy... - wzruszył ramionami. - Jest szansa, że rozbawię wroga komentarzem o rozgrzewce i będę mógł zwiać, albo... zabije mnie kompletnie załamany - zauważył z lekkim uśmiechem na twarzy. Utrzymywał swą pozycję już jakiś czas i stosował się do poleceń, które Akane wydawała w celu skorygowania jego postawy. Posłusznie odrzucił noże na bok, co by zająć się gołymi pięściami. Spróbował zapamiętać układ całego ciała, ale był pewien, że po pierwszym razie nie spamięta wszystkiego. Jego ciało musiałoby długo ćwiczyć by wchodzić w nią automatycznie. Słuchał o gardzie, nawet odrobinę kopiując jej pozycję jeszcze bardziej. Kiedy wyprowadziła pierwsze dwa proste ciosy on odruchowo odsunął się od dwa kroki i omal nie stracił równowagi. Choć Akane robiła to w powietrze to on miał wrażenie, że stała zbyt blisko niego i że cios dotrze do jego ciała.
- W porządku, czysto teoretycznie... - mruknął po chwili i wyprowadził cios w jej stronę, robiąc to powoli i bez polotu, by trafić na jej rękę która blokowała cios. - Jeśli trafię na silniejszego przeciwnika... to przecież blok dużo mi nie da. Ręka pójdzie jak znalazł - zauważył. - Wyobraź sobie walkę na pięści z rosłym Terraninem - westchnął. - Przecież przy takim zostanie ze mnie mokra miazga - odchrząknął i zaraz spojrzał po niej, kiedy tak wymierzała w niego ciosy. Cholera. Nie mógł zrobić nawet ruchu. Mimo, że hamowała je zanim dotarły do jego ciała, czuł się pod obstrzałem. Próbował za nią nadążać, ale to graniczyło z cudem. Dopiero po długiej chwili, raz jeden, udało mu się przewidzieć jej cios i zablokował go. Aż otworzył oczy szerzej ze zdumienia i z tego wszystkiego padł na cztery litery. - Rany... udało się - rzucił z wyraźnym zaskoczeniem malującym się mu na tarzy. Słuchał też o dominującej ręce i nodze i pokiwał głową. - A rękę znam - pokazał na swoją prawą dłoń. - Jest zdecydowanie bardziej sprawna niż lewa - przyznał.
Zadar
Darcy zastanawiała się przez chwilę nad tym co Akane mówiła odnośnie swojej paczki przyjaciół. Zmarszczyła delikatnie brwi, popijając ze szklanki swoją herbatę. Zaraz jednak ją odłożyła, bo powoli zaczynała działać, a wolała zostać jednak bardziej poważna przy tej rozmowie. Pozwoliła sobie rozsiąść się wygodniej na kanapie. Nogi założyła na oparcie, a plecy oparła na siedzisku. Patrzyła z czułością po kuzynce.
OdpowiedzUsuń— Nic dziwnego, że kusi cię, żeby odpuścić wszystkim oczekiwania, które ranią bardziej niż pomagają, ale z drugiej strony mam wrażenie, że widać po Tobie dalej jak bardzo Ci na nich zależy. Przeszliście razem tak wiele. Wiem, że to było straszne, Ryu też kiedyś opowiadał, chociaż on pominął to, że aż tak ciężko wam było. Mimo wszystko, wracając, takie więzi moim zdaniem są ciężkie do rozerwania. Złączyło was coś więcej niż miłe słówka i ciepłe wspomnienia, byliście jak rodzina przez lata - płakaliście, walczyliście, śmialiście się. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego miało pęknąć. Chociaż fakt, przy Tonym i Gavie może być ciężko trzymać nerwy na wodzy. Mnie też często irytują swoim zachowaniem, ale ja dlatego… — ona dlatego próbowała nie dzielić się z nimi tymi problemami, bo bała się kogokolwiek stracić. Lubiła mieć przyjaciół spoza rodziny. Czuła się dzięki temu bardziej pełna. Uśmiechnęła się szerzej. — Następnym razem mogę ich zagadać na śmierć, nawet Tony będzie miał dość — wyciągnęła w jej stronę mały palec jako obietnica. — Wierzę w nas. Naprawdę wierzę w waszą przyjaźń. Jest gorąco, bo wszyscy macie charaktery, ale jak chcesz od tego odpocząć, ja jestem, herbatek mi łatwo nie zabraknie, a w razie czego mojego gadulstwa się boją. Zaraz się zamkną, bo pomyślą, że rozgadam coś dalej. Więc masz idealną interaktywną tarczę. We are the champions! — dodała na sam koniec odrobinę angielskiego, bo herbata mimo wszystko zaczynała już zbierać swoje żniwa.
Darcy
Odejść. Zmartwiła się zaraz. Ta wizja też się jej naprawdę ani trochę nie podobała. Zacisnęła usta i nie odzywała się w tym temacie. Miała wrażenie, że czego by nie powiedziała to będzie złą radą. No bo nie chciała, aby An odsuwała się od swoich przyjaciół, z drugiej strony nie chciała, żeby była smutna przez czyjeś głupie zachowanie. Jasna cholera, dlaczego to musiało być takie skomplikowane? Przede wszystkim nie powinni siebie traktować paskudnie.
OdpowiedzUsuń— Tak… takie słowne odrzucenie potrafi bardzo skrzywdzić, zwłaszcza jak nie masz wpływu na to kim jesteś — przytaknęła Akane głową. Sama dzisiaj słyszała jej głowę. Ciężko byłoby się tym podzielić z kimś innym. Skoro nie akceptowali mocy kogoś tak bliskiego jak An, to jak mieliby zaakceptować ją i jej problemy? Uśmiechnęła się lekko go granatowłosej i pokręciła głową. Ile razy słyszała, że za dużo gada? Albo przesadza? Nie sądziła, żeby była tak ważna, ale chciała mieć przyjaciół poza rodziną - może to się kiedyś zmieni.
— Jeśli nie otworzą oczu, spróbuję sama pomóc, na ile będę mogła — zapewniła ją. — I nie uważam, żebyśmy u bliskich zasługiwali na negatywne traktowanie. Albo jesteś z kimś na dobre i na złe, akceptujesz go i próbujesz pomóc, albo nie jest ta osoba na dobrą sprawę bliska Twojemu sercu, bo inaczej by Ci zależało. Nie warto ogrzewać kogoś swoim ogniskiem, jeśli nie pomógł Ci go nigdy utrzymać — dodała jeszcze, przypominając sobie inne rozmowy z własną rodziną. Zgięła mały palec i uśmiechnęła się do niej ciepło — Jestem, przynajmniej się staram — zapewniła ją.
Darcy
Zadar z przykrością i jakimś takim zawodem przyjął do wiadomości, że prawdziwy wróg nie doceni jego poczucia humoru. Mimo to warto było spróbować. Czasem wystarczyło trochę się pomęczyć i pogadać co by przegadać najgorszego zwyrola. Tak przynajmniej mu się wydawało. No dobrze, nie w bitwie, kiedy wojsko szło na wojsko, ale... Zacisnął mocno wargi. Lepszy wachlarz do obrony zdecydowanie mu się przyda. Na pytanie o wzrost zastanowił się nad odpowiedzią.
OdpowiedzUsuń- Tak i nie? - zaproponował. - Z jednej strony niby tak, bo mogę sięgnąć dalej, ale jeśli będziesz szybsza to moje ciało nie powinno nadążać - zacisnął mocno wargi. - I podczas ucieczki też możesz się łatwiej schować bo każda dziupla cię pomieści - postukał się palcami po brodzie. - Więc chyba... chyba nie jest to mój atut. Wzrost nim nie jest - pokręcił lekko głową. Kiedy go pochwaliła uniósł lekko brodę zadowolony z tego faktu. Może jednak nie był aż tak beznadziejny w te klocki? Wiadomo, najlepszy też nie. Nawet dobry nie był, ale może nie beznadziejny. Słuchał o tych postawach marszcząc lekko brwi. Zanim zdołał zapytać po co w takim razie były postawy, ona już mu to wyjaśniała. To co pokazywała było tak skomplikowane, że aż mu się w głowie zakręciło.W jej wykonaniu wyglądało tak płynnie i pięknie, ale z jego koordynacją, a raczej jej brakiem... już wiedział, że będzie ciężko. Nie mniej wstał i jeszcze spojrzał na tę swoją kość udową co to mogła wytrzymać tyle kilogramów. - Szkoda, że tylko udowa - skomentował, próbując przyjąć pozę Akane i wyprowadzić cios. Najpierw ćwiczył ręce. Potem krok, a kiedy miał to połączyć to wszystko go przerosło i nagle nawet ręce nie robiły tego co chciał. Parsknął śmiechem po 10 takiej próbie i oparł dłonie na swych kolanach. - To trudniejsze niż myślałem - spojrzał po niej. - Jak ty to robisz? Jeszcze do mnie gadasz w trakcie... a ja myślę tylko o tym gdzie ma iść łapa, a kiedy do niej ma dołączyć noga...
Zadar
— A mówisz o tym, że się gubisz w tej ich trosce do nich wszystkich? — zainteresowała się. W końcu teraz potrafiła ich bronić przed każdym, nawet najmniejszym oskarżeniem, więc może dopiero po zejściu emocji takie myśli wracały, a skoro cała paczka zdawała się, no cóż, w gorącej wodzie kąpana to różnie rozmowy mogły się rozchodzić.
OdpowiedzUsuń— O widzisz, to też dobrze, ja się z nimi pokłócę, to przyjdą do Ciebie się żalić na mnie i też porobione, łatwiutko, wszystko będzie dobrze, wierzę w was — odparła, uśmiechając się do niej. Pomyślała na temat zdania Akane o zasługiwaniu. — Być może, ale myślę, że wszystko powinno mieć swoje granice. Nie mówię, że oni przestali zasługiwać na Ciebie czy na odwrót, mimo wszystko zbyt wiele was łączy i nie trudno zazdrościć wam takiej więzi — wyjaśniła. Przytaknęła jej głową. Zaśmiała się delikatnie.
— Każdy ma swoje zdanie i jest jaki jest — ponownie się zaśmiała, wyciągając ręce przed siebie. — Jest i nie jest, a może jest i jest? Jak myślisz? — zwróciła się do niej, chociaż coraz bardziej zaczynała przez nią przemawiać herbatka.
Darcy
Słuchała Akane. No cóż, Gave potrafił być momentami… specyficzny. I sam miał swoje zdanie na temat tej relacji, którym trochę się podzielił. Ich początek związku a potem samo zerwanie było naprawdę burzliwe. Nie dziwiła się, że Akane dalej jest smutna.
OdpowiedzUsuń— Mi też byłoby smutno na Twoim miejscu, rozumiem — zgodziła się z nią, bo taki był po prostu fakt. Gdyby ją Ryu zaczął traktować jak wroga, tylko dlatego, że dowiedział się o jej zauroczeniu - nie czułaby się z tym dobrze. Nie można kogoś winić za to, że ma do kogoś jakiekolwiek emocje - ciepłe czy negatywne. One pojawiają się z pewnego powodu i ulegają zmianie własnym temptem, w zależności od danej osoby. O ile sama nie rozumiała jak można było kochać Gava, zwłaszcza po tym jak ostatnio się zachowywał względem samej An, tak nie miała zamiaru tego oceniać. Jej uczucia dla innych też przecież były przez większość czasu nie do pojęcia. “Jak można bać się kogoś przytulić?” “Dlaczego nie chcesz nazwać tego randką” - przecież nawet w Phyonix słyszała takie komentarze, co przecież było zwyczajnie krzywdzące. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do Akane.
—- Mam wrażenie, że mamy sporo wspólnego pod tym względem, wiesz? Wiem jak to jest być niezrozumianą pod względem emocji i uczuć. Będę też szczera, ja nie rozumiem, dlaczego dalej coś do niego czujesz, ale nie rozumiałam też dlaczego wybrałaś jego zamiast Ryu, ale to jest Twoje serce i Twoja sprawa. Masz prawo do swoich własnych emocji oraz uczuć i ja ich nie będę krytykować, no… może poza momentami jak będę was oboje opierdalać, jeśli przy mnie dojdzie do jakiejś maniany, ale wtedy to będę bardziej opierdalać za manianę — wyjaśniła, co by nie było w tym kontekście żadnych nieporozumień. — I tak, nawet smutne uczucia są dobre, ja się ich osobiście boję, bo moja… fenalis, widziałaś ją zresztą, ale wolę mieć Akane pełną emocji niż pustą, zamkniętą w sobie — zapewniła ją jeszcze, biorąc jej rękę, którą do siebie przytuliła. Zastanowiła się potem chwilę nad słowami odnośnie bycia i jedzenia. Zmarszczyła brwi.
— Być albo nie być, oto jest pytanie, co? Ale rodzina i przyjaciele to lepiej żeby odpowiedzieli, że są… już wpadli w zasadzkę to niech zostają spętani więzami — zaśmiała się lekko.
Darcy
Darcy słuchała o tym jak opowiadała o Gavie. Przytaknęła jej głową. Rozumiała. Po części. Rozumiała, że takie emocje pojawiły się u Akane, chociaż dla niej Gave zawsze będzie wyglądał absolutnie aromantycznie. Nie mogła nic na to poradzić. Uśmiechnęła się lekko do Akane.
OdpowiedzUsuń— Wierzę, że można mieć takie wnioski — przytaknęła jej. Jej przecież chłopak też czasami imponował, a czasami ranił, no ale ona przy nim na szczęście nie miała takich rozterek. Przymknęła delikatnie oczy. Dobrze czuła się w towarzystwie Akane. Naturalnie, nie bała się o siebie czy o nią, fajnie było mieć taki spokój ducha od czasu do czasu. Skrzywiła się trochę na myśl o żerowaniu na negatywnych emocjach. Tak, na pewno o to chodziło. Wypuściła powietrze z ust.
— Co nie zmienia faktu, że Twoje emocje są tak samo ważne i jeśli okazywanie ich przynosi Ci ulgę, to tego się trzymaj — odpowiedziała jej. Sama wolała zamiatać swoje emocje oraz problemy pod dywan, tak było jej łatwiej ogarnąć się ze wszystkim. — A z opierdalaniem zobaczymy, mimo wszystko nie lubię krzyczeć — zaśmiała się cicho. — Więc trzymam kciuki, że będzie dobrze, gładziutko — wyjaśniła, wolną ręką robiąc szybkie, proste posunięcie, jakby właśnie coś wygładzała. Uśmiechnęła się cieplej, kiedy Akane się do niej przytuliła. Zachichotała cicho.
— Oj tak, magiczne, nierozerwalne sidła, można do nich ewentualnie kogoś doplątać — powiedziała.
Darcy
Zadar pokręcił przecząco głową.
OdpowiedzUsuń- Ale ja nie myślę, że nie umiesz silnie przyłożyć... widziałem przecież na co cię stać - zauważył, unosząc dłonie w górę, jakby chcąc ją przeprosić za to, że tak wywnioskowała z jego słów, dopiero po chwili orientując się, że mówiła hipotetycznie. O innych przypadkach, choć te ostatnie słowa zwyczajnie mu pod nią podchodziły. Zacisnął mocno wargi i poczerwieniał na twarzy, gdy wspomniała o tym, że wcale nie jest taka niska. Podrapał się po karku i spojrzał w bok, żeby przypadkiem nie palnąć czegoś głupiego. No i jak tu teraz powiedzieć kobiecie, delikatnie, że no jednak niska jest? Ewidentnie miała na tym punkcie małego kompleksa. Chwilę debatował ze sobą, patrząc wszędzie, tylko nie na Akane, by ostatecznie pokiwać głową, dalej obserwując piękną przyrodę. Wrócił do niej wzrokiem, dopiero gdy zapytała go co mógłby zrobić, by nie dopuścić do siebie niższego przeciwnika. Przez dłuższą chwilę milczał zastanawiając się nad tym. - Może trzymać go na odległość? No bo gdybbym miał ostrze i sprawnie machał ręką... ale to musiałbym naprawdę non stop na przeciwnika patrzeć, tak wytrwale i to mogłoby szybko zmęczyć - zauważył. - A jakby zagadać przeciwnika? Wiesz, nawet o głupotach, ale w trakcie paplać i paplać... może bym go tak rozproszył? - zaproponował, myśląc dalej. Ciężko było coś wymyśleć jak kompletnie nie znało się na walce. - Hm... no najlepiej byłoby go przed sobą trzymać i uskakiwać, zwiększać dystans między nami, co by nie mógł mnie dosięgnąć - powiedział kiwając sobie głową. Znów postawił bardziej pod ucieczkę niż atak. - Albo... no przecież szybszym też mogę od niego się stać, nie? No bo przecież mam dłuższe nogi niż ty, więc dystans który ty robisz i ja mógłbym zrobić w tym samym czasie, tylko ja wtedy nie zmęczę się tak jak ty. To znaczy... wiesz, gdybym miał taką prędkość jak ty, bo teraz to pewnie nie mam szans - uśmiechnął się lekko, nie chcąc znów jej zakompleksić niechcący. Przecież nie o to mu chodziło. - Może to jest to? Powinienem prędkość zwiększyć - pokiwał sobie głową. Ćwiczenia koordynacji, łączenia tych dwóch rzeczy ze sobą w ogóle mu nie szło, więc kiedy Akane zapytała o pole, spojrzał po niej przez chwilę nie rozumiejąc. Wyprostował się zaraz i pokręcił głową.- Stawianie snopków to nie bardzo - poinformował ją. - To ma bardziej ze schylaniem co nieco wspólnego, ale ścinanie zboża... - zagryzł wargę, stając w lekkim rozkroku. Wyobraził sobie, że trzyma w dłoniach kosę i zaczął nią młócić na wszystkie strony, "ścinając zboże". Nogi same ruszały się w odpowiednim rytmie i sprawnie przechodziły z jednego na drugie. - Ale jak ja to mam sobie przełożyć na te ciosy? - zapytał jej, wracając do tej nieco nienaturalnej dla niego pozycji, którą pokazała mu Akane.
Zadar
Zadar pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, to nie tak - powiedział cicho. - Jesteś Argarką - poinformował ją. - Od was bije takie światło... taka aura pewności, jesteście niebezpieczni - wyjaśnił jej spokojnie. - To znaczy po prostu zdajecie się mieć taką... - zaczął gestykulować, bo to całe "niebezpieczni" pokłuło mu uszy i postanowił się z tego wyjaśnić. - ...taką aurę bijącą od siebie, która mówi że lepiej nie zadzierać. To od razu dyskwalifikuje cię z miejsca małej i bezbronnej dziewczynki - wyjaśnił kiwając sobie na to głową. Zadar pokręcił głową. - Nie, nie... ja to na pewno nie umiem - poinformował ją zaczynając się odsuwać za każdym razem gdy do niego doskakiwała. Próbował unikać jej ciosów, a ostatecznie spojrzał po niej i krzyknął zaskoczony. - Ha! Widziałaś to?! - rzucił wskazując dłonią kierunek, po czym ruszył na nią, by ją "staranować". Rozłożył przy tym ramiona i chciał ją po prostu przytulić by w ten sposób zaskoczyć. Słowa o niesfornych snopkach skwitował śmiechem i pokiwał głową. No jasne, to był jego pierwszy raz z treningiem i miał nadzieję, że to co mówi ma rację bytu i po pewnym czasie wejdzie mu w krew.
Zadar
- No to co ja ci poradzę... są zwykłymi baranami, że tak robią - stwierdził po prostu i kiedy ta go powaliła, na moment stracił oddech i pociemniało mu przed oczyma, ale czując kolano Akane na sobie, złapał jej nogę swoimi dłońmi i pociągnął za nią gwałtownym ruchem i nic specjalnego się nie stało. Akane miała zbyt dużo siły. Jej kolano wbiło się tylko mocniej w jego klatkę piersiową, przez co oddychało mu się ciężej i płyciej. Sięgnął wolną dłonią po piasek i rzucił go rozpaczliwie w górę, co by ją zdekoncentrować. Nie wiedział o jej zdolnościach. Zaczął się nieco wiercić pod naciskiem, głównie próbując znaleźć miejsce na oddech. Skręcił lekko biodra, na tyle na ile był w stanie, chcąc ją wytrącić z równowagi, a może tylko sprawić, by poprawiła to swoje kolanko i dała mu chwilę oddechu. Skręcił raz jeszcze, mocniej, starając się ją chociaż na trochę wyprowadzić z równowagi.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem jeszcze co – wysapał na jej pytanie, co do pomysłów. – Myślę na bieżąco, a myślenie jest… ciężkie – westchnął, bo przecież w ogóle na walce się nie znał to jak niby miał jej odpowiedzieć na to irytujące pytanie.
Zadar
Zadar popatrzył po niej oddychając nieco głębiej, gdy pokazywała mu co nieco.
OdpowiedzUsuń- Mhm ale to samo się działo przy skręcie bioder - zauważył cicho. - A ten ruch z nogami... przecież mógłbym trafić... mógłbym przez przypadek trafić... a to nie wypada - podrapał się po policzku i spojrzał w bok rumieniąc się trochę. - Uczysz mnie, ale nie chciałbym przypadkiem... naruszyć twojego dobrego imienia, dobrego mienia - wyjaśnił cicho. - Ludzie gadają... - mruknął jeszcze, siadając gdy wreszcie zdjęła z niego swoje kolano. Odchrząknął jeszcze i płynnym ruchem wrócił tematem do treningu. - Poza tym jak już mostek mi się ugina to boli dość mocno i chyba... chyba dostałbym takiej niecierpliwości, bo chciałbym po prostu cię zrzucić - pomasował sobie mostek.
Zadar
Ashan niekoniecznie śpieszył się z wyjściem z Phyonix. Chciał nacieszyć się towarzystwem rodziny póki ta była w komplecie, nieważne jak gorące i wybuchowe były te spotkania. Poza tym jego Brat cieszył się z powrotu do znajomych stajni, a on sam mógł przy okazji potrenować. Czekał też na przeróbkę toporu z kryształów na miecz, który by mu odpowiadał. To nie tak, że nie potrafił walczyć bronią, którą zdobył na wyprawie, ale uważał ją za mniej praktyczną niż staromodne, praktyczne ostrze. Posiadał swój cichy kąt w zamku - własną garbarnie. Właśnie tam dzisiaj przesiadywał. Ostrzył swoje noże i wycinał skóry z ostatniego polowania. Później będzie mógł je oddać, żeby inni zrobili z nich coś pożytecznego, bo osobiście po świętach miał dość robienia sakiewek i map a na dobrą sprawę nic innego za bardzo nie potrafił jeśli chodziło o zdolności rzemieślnicze. Zerknął na Akane, kiedy ta do niego podeszła. Spojrzał na bliznę, którą miała. Ciekawa rana wojenna, chociaż sądząc po miejscu, w którym się znajduje mogła albo się bardzo cieszyć, albo przeżywać małą tragedię. Nie zamierzał w to jednak za bardzo wnikać. Uśmiechnął się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń— Yhym, do twarzy Ci — pozwolił sobie skomentować. Schował noże. — Masz pomysł czym chcesz walczyć poza sztyletami? — zapytał, wstając na równe nogi. Swoich broni nie będzie jej proponował, bo były wyważone pod niego i bez sensu było jej marnować siły na trzymanie czegoś nieporęcznego. — W sali treningowej są różne bronie, możesz sobie powybierać co Ci leży — dodał, idąc z nią we wskazane miejsce.
Ashan
Zaśmiał się krótko, wzruszając ramionami.
OdpowiedzUsuń— Twoja strata, do twarzy Ci — odpowiedział żartobliwie w odpowiedzi. Słuchał co miała do powiedzenia, idąc przez podwórko pałacowe. Wyjął sobie papierosa i odpalił. Jak będzie jej przeszkadzać to pewnie powie, a on akurat dzisiaj jeszcze żadnego nie wypalił, więc już go coraz mocniej nęciło.
— W zasadzie w większości broni nie chodzi o samą fizyczną siłę a umiejętności, zwinność i szybkość. Siła rzadko się przydaje — zauważył, bo na dobrą sprawę mogli już zacząć naukę. — Najlżejsze są sejmitary i rapiery, ale biorąc pod uwagę jak walczyłaś sztyletami rapier Ci nie podejdzie, częściej ciełaś niż wyprowadzałaś rany kłute — dodał jeszcze. Spojrzał po niej. — Nie powinnaś w ogóle wkładać nigdy za dużo siły, cięcia nie powinny być na siłę, przez zbroję bez magicznej broni i tak się nie przebijesz za bardzo bez kombinowania, które w grupie przeciwników zajmuje zbyt wiele czasu. Ale miecz zapewnia dystans, którego potrzebujesz, to prawda — zgodził się z nią, zapraszając ją do odkrytej sali treningowej. — Wybierz sobie broń i pokaż kilka cięć, postawę, zobaczymy na czym stoisz — poprosił, w tym czasie dopalając swojego papierosa.
Ashan
—Nie powiedziałem, że żadne mięśnie nie są potrzebne — zauważył spokojnie. — Ale nie potrzebujesz silnych i szerokich ramion, żeby siać postrach na polu bitwy. Liczą się umiejętności i postawa jeśli chodzi o mistrzostwo. Siła gra główną rolę przy ciężkich toporach bojowych, ciężkich kuszach czy młotach, ale inne bronie? Zazwyczaj jeśli potrafisz naciągnąć długi łuk to masz wystarczająco dużo pary — wyjaśnił o co mu chodziło. — A miecz to nie jest ciężka broń co do zasady — zauważył jeszcze. — Zależy co rozumiesz przez bycie słabym fizycznie, broń trzeba umieć unieść — zgodził się tutaj z nią. Mimo wszystko fakty były takie, że nie musiała teraz trenować non stop mięśni ramion. Potrafiła się ruszać i miała w nich zręczność. Ten blondyn, Tony to akurat inna sprawa - miał okropną koordynację jeśli chodziło o ręce i zdecydowanie potrzebował siłowego treningu, żeby zrobić coś więcej z bronią jeśli chciał coś więcej zrobić. Spojrzał na nią, kiedy wspomniała o zadawaniu ran kłutych w pancerz.
OdpowiedzUsuń— No chyba w skórzany — zaśmiał się. — Weź sztylet i spróbuj przebić ten pancerz na manekinie — wskazał palcem. To była zwykła utwardzana stal, nie był mistrzowsko wykonany, ale zwykły sztylet i miecz nie przebiją się przez płytę i kolczugę. — A potem spróbuj mieczem, ale gwarantuje, że stalowego pancerza tak po prostu nie przebijesz zwykłym ostrzem, a jak przebijesz, to są jeszcze kolczugi, nie każdy żołnierz ma takie wyposażenie, ale lepiej nie przyzwyczajać się, że każdemu sprzedasz czyste cięcie na torsie. Walcząc z kimś kto jest opancerzony musisz celować w łączenia, gdzie obrana jest mniejsza. Młoty, topory są stworzone do niszczenia pancerza, hakami czy kamą możesz wyrwać kawał stali i wtedy celować inną bronią — wyjaśnił, obserwując poczynania Akane. Rozumiał, że w Argarze w ogóle nie nosili zbroi, ale miał wrażenie, że na froncie wyłapali już co nieco z zasad fechtunku.
— Słyszałem, że już macie plac treningowy — zauważył — Ale do tego nie ma podjazdu — dodał z nutką dumy w głosie. Mimo wszystko to było jedno z najlepszych miejsc dla niego w ojczyźnie. Patrzył jak obchodzi się z mieczem. Miał wrażenie, że nigdy nie trzymała klingi w rękach. Podszedł do Akane i stanął za nią.
— Tak, przy sztyletach balansujesz samym ciałem, z mieczem musisz balansować jednym i drugim — wyjaśnił, obejmując ją delikatnie. Stopą poprawił ustawienie nóg, a rękoma ustawił ją do postawy wyjściowej, tak aby na razie trzymała miecz oburącz. Odsunął się. — Trzymaj postawę, ale balansuj cały czas, spróbuj teraz ciąć płynnie z boku. Musisz zachować balans i stać twardo na stopach, żeby się nie przewrócić od zamachu, jednocześnie powinnaś się lekko poruszać, wiem, że to brzmi jakby się wykluczało, ale to tak jak ze sztyletami - nie dajesz się wyrzucić z rytmu i postawy, a jednocześnie płynnie zmieniasz pozycje. Ważna jest Twoja zręczność. Mocniej zaciśnij dłonie na rękojeści, bo Ci wywalą ostrze przy parowaniu — zaczął tłumaczyć wszystko uważnie wszystko obserwując.
Ashan
Przytaknął jej i zignorował to wymowne spojrzenie. Nie jego wina, że wzrost odziedziczył po ojcu, a że akurat on lubił trenować z ciężarami to wyglądał jak wyglądał. Przynajmniej miał więcej miejsca na tatuaże, a tężyzna pomagała mu siłować się ze smoczymi znajomymi.
OdpowiedzUsuńPrzeszli sporo w trakcie wędrówki, właśnie dlatego był zdziwiony tym co na początku powiedziała, a po znajomych siostry naprawdę można było się wszystkiego spodziewać. Wolał więc zaznaczać takie podstawy. Nie zdziwiłby się, gdyby któreś z nich pchałoby się z próbą przebijania pancerza, nieważne jak głupie by to nie było. Słynęli z lekkomyślności. Miał czasami nawet wrażenie, że Diego z Darcy we dwójkę byli spokojniejsi jak byli młodsi, a swoje odwalali przecież.
— To prawda, jest — przytaknął jej. — Z drugiej strony… jak to było? Złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy? — uniósł delikatnie brew do góry. — Jak ktoś chce się uczyć to nauczy się wszędzie — dodał jeszcze, bo na dobrą sprawę tam gdzie on się uczył z ojcem żadnych placów nie było jakby nie patrzeć, a był całkiem pewny swoich własnych zdolności.
— Tak, mieczem i ciałem, na początku to może trochę komplikować, ale potem będziesz to robić naturalnie, jak z przedłużeniem ręki. Musisz tylko przywyknąć do większego ciężaru — wyjaśnił. Ogólnie trzymał dystans, ale najłatwiej było pomóc jej przybrać postawę samodzielnie ustawiając, jakby miał wszystko tłumaczyć to tylko niepotrzebnie strzępłiłby język, a jeszcze i tak mogli się nie zrozumieć. Zdążył się nauczyć, że nie był najlepszy w tłumaczeniu, a Akane pomagał na prośbę Mor, więc chciał, żeby coś z tej lekcji wyniosła. Na razie ruszała się sztywno, ale spodziewał się tego.
— Weź inny, dłuższy nie musi być cięższy pamiętaj, posprawdzaj sobie — odparł, podchodząc do stojaka. — Osobiście polecam Ci z tej strony, Darcy nie miała nigdy z nimi problemu — poklepał jeden ze stojaków. Co prawda brak problemów ograniczał się do tego, że je trzymała, ale ile mu marudziła jak rodziców nie było obok przy treningu. Uśmiechnął się pod nosem. Niejednokrotnie miał ochotę jej przypalić ten leniwy kuper. — Zamachnij się kilka razy jak nie jesteś pewna wyboru, na dobrą sprawę potem i tak możesz sobie wykuć coś swojego — dodał jeszcze.
Ashan
Tony obserwował trening tych dwoje, siedząc z książką przy pałacowym placu. Prychnął pod nosem widząc jak Ashan się wdzięczy. Jak podchodzi, jak ją od tyłu zachodzi. Dmuchnął sobie w grzywkę. Poza tym ta cierpliwość była niesamowita. Cóż najwyraźniej powinien zmienić płeć, by dostać porządny trening a nie tylko ochłapy. Trzasnął książką, gdy Akane zaczęła machać mieczami na prawo i lewo.
Usuń- Ach więc koleżankom pozwalasz wybrać broń, umiechasz się i jesteś cierpliwy - stwierdził podchodząc bliżej. - A kolegów traktujesz ciepłym moczem - skomentował jeszcze prychając pod nosem. Spojrzał po Akane i po mieczu, który wybrała. - Za długi jest. Wyglądasz z nim jak karykaturalna kobietka - dodał. - Czytałem, że miecz nie powinien być większy od ciebie. Meliodas jest wyjątkiem od reguły - dorzucił spokojnie. - Podobno miecz powinien być nie dłuższy niż... - podszedł do An i pokazał jej pół ramienia, prostując jej rękę i palce. Przesunął dłonią od połowy ramienia do końca środkowego palca. - ...o taki długi - stwierdził. - Wyjątkiem jest rapier, który jest smuklejszy i lżejszy, więc może być dłuższy - dorzucił spokojnie i uśmiechnął się do niej lekko, po czym spiorunował Ashana wzrokiem. - Nie ogarniam cię i czuję się urażony tym, że mnie nie byłeś w stanie uczyć i poddałeś się - poinformował go. - Proszę, trenujcie dalej - mruknął jeszcze, wracając na swoje miejsce, by dalej ich obserwować w milczeniu.
Tony
Ashan patrzył po Akane, kiedy mu wszystko tłumaczyła i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— To miał być tylko żart — wyjaśnił, bo zdecydowanie nie padł on na żyzną glebę. No a podobno on był gburem. Jak widać jego siostrzyczka całkowicie oduczyła innych normalnych, zabawnych żartów. Spojrzał zaraz na Tonego, kiedy zaczął mu wszystko wyrzucać. Naprawdę? Uśmiechnął się nikle i nie odpowiedział nic blondynowi. Nie miał zamiaru za nim chodzić - nie chciał to nie, tylko i wyłącznie jego decyzja. Skupił się dalej na treningu Akane co jakiś czas mówiąc, aby poprawiła postawę czy cięcie, aby nie robiła sobie złych nawyków. Tłumaczył jak ma chodzić i trzymać gardę, aby utrzymać jak najwyższy poziom mobilności oraz obrony. Na komentarz odnośnie Tonego pokręcił głową.
— On mógłby się zaangażować. Obraził się jak małe dziecko na informację, że ma za wiotkie ręce i powinien popracować nad mięśniami i ani razu nie wrócił na lekcje techniczne, a ja nie będę za nim biegać. To jest w jego interesie a nie moim. Nie będę uczyć kogoś kto strzela fochy na lewo i prawo, szkoda mojego czasu — wyjaśnił spokojnie. O ile faktycznie na trenowanie An zgodził się ze względu na Morganę to mimo wszystko ona jakoś potrafiła sama przyjść i nie marudzić. Tony z kolei miał problem z utrzymaniem rapiera, ale jego ego nie pozwalało mu na noszenie ciężarków. Jeśli myślał, że będzie mu szukać zamienników to się grubo pomylił. Nie był jego nianią i miał własne życie.
— Prawie dobrze, ale strasznie sztywno. Rozluźnij się bardziej, tak jak ze sztyletami, zwinny chód, akcja i reakcja — tłumaczył.
Ashan
Spojrzał z ukosa po Akane.
OdpowiedzUsuń— Być może, albo reszta nie zna się na żartach — zauważył spokojnie. — Kwestia perspektywy, nas nasze żarty bawią — dodał, uśmiechając się przy tym kącikiem ust, bo to też miał być swoją drogą żart. Słuchał co ma do powiedzenia do Tonego. Wzruszył ramionami.
— Moja elastyczność kończy się tam, gdzie kończy się cudza determinacja i zapał. No poza Darcy, ale to akurat czysta przyjemność — prychnął mimochodem, bo uwielbiał wyciągać siostrę siłą na plac treningowy tylko po to, żeby mu marudziła nad uchem, że nie ma już siły, a potem i tak dawała z siebie tyle ile mogła. — Ale jak masz więcej cierpliwości to możesz nauczyć się rapierów i sama nauczyć blond księżniczkę, Tobie może też będzie mniej marudzić — zaproponował jej, poprawiając przy okazji postawę, kiedy znowu źle postawiła nogę. — Czasami zachowuje się jak fuzja Diego i Darcy foszek o byle co i dramatyczny ton — wywrócił oczyma. Do obcych z takim zachowaniem niestety nie miał cierpliwości - tylko do swoich malutkich rodzynków, które ledwo co w jego oczach odrosły od ziemi.
Podszedł do An, kiedy wbiła miecz w manekin. Obejrzał go i uznał, że potem będzie do naprawy.
— Źle machnęłaś, czasami ktoś sam chce się “nadziać” na ostrze, ale zazwyczaj to wina wojownika. Jasne, jak wyszarpiesz klingę to jeden jest martwy, ale w czasie wyszarpywania sama możesz umrzeć i być bezbronna. Musisz ciąć z większą finezją i zawsze ustawiaj ostrze pod odpowiednim kątem. Boków nigdy nie chcesz wbić, jedynie czubek, ale wtedy musisz zrobić to czysto i w miejsce gdzie gładko wejdzie i wyjdzie na przykład tutaj — wskazał na miejsce pod swoim jabłkiem Adama i obojczykami — czysty cios a ostrze idzie jak przez masło — wyjaśnił. — Ty trafiłaś tam gdzie powinny być żebra — stuknął w manekin — Tutaj powinnaś tego unikać, masz za mało siły, żeby szybko wyjąć ostrze. Spróbuj jeszcze raz — poinstruował ją. Wstał od manekina i sam podszedł do stojaka na bronie i oparł się. Najwyżej zaraz sam weźmie klingę i będzie ją prowadził “w tańcu”.
Ashan
— Yhym, przecież to bardzo prawdopodobne — kontynuował swoją cudowną tyradę żartów z prawie kamiennym, niewzruszonym wyrazem twarzy. Spojrzał po niej nieco uważniej i zmarszczył delikatnie brwi.
OdpowiedzUsuń— Pierdolenie, nauczysz, nauczysz jak będziesz chciała — zapewnił ją, bo były osoby, które znały podstawy każdej broni i wcale nie były jakąś rzadkością - po prostu miały odpowiednio dużo determinacji i czasu. Poza tym dalej imał się go żartobliwy humor. Uśmiechnął się nieco szerzej, gdy wspomniała o Diego.
— Mój brat jest bardzo wyjątkowy — odpowiedział, uśmiechając się nieco czulej. Mimo wszystko jaki by nie był - to kochał tego małego skurwysynka z całym dobrodziejstwem inwentarza. Pokręcił głową, gdy An wspomniała o foszkach. Zastanowił się chwilę i wzruszył ramionami.
— Mimo wszystko to nie mi powinno zależeć, jak kocha to wróci — skwitował ten temat. On nie miał nic przeciwko trenowaniu go, jeśli Tony faktycznie wykaże realne zainteresowanie, a jak dotąd tego nie zrobił. Tylko czytał książki teoretyczne - nosz kurwa, on naprawdę był niereformowalny.
Wziął miecz i podszedł do Akane, kiedy zaczęła marudzić, że ciężko o finezję do manekina. Nie przejął się, kiedy wycelowała w niego ostrzem. Był pewien, że zareaguje, w końcu uważnie obserwował każdy jej ruch i zdecydowanie nie miał zamiaru lekceważyć u Akane czegokolwiek poza techniką
— Powinno być łatwiej o finezję, bo nie musisz się przejmować zmiennymi — wytknął jej, uśmiechając się zadziornie. — Ale dobrze, skoro jesteś taka douczona to celuj w to moje jabłuszko — dodał, unosząc miecz do pozycji obronnej.
Ashan
Wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko. On czas miał jeśli chodziło o blondyna. A jak nie on to pewnie ktoś inny się znajdzie z większym zapałem. Na pewno nie miał zamiaru chodzić za nim i błagać, żeby chciał się uczyć. Nie widział sensu w zachęcaniu do nauki kogoś kto nie miał, jego zdaniem, szczerej motywacji.
OdpowiedzUsuńNiezależnie od tego jak Akane wyglądała w trakcie celowania, nie miał w zwyczaju lekceważenia przeciwnika. Każdy mógł zaskoczyć, a jej szybkość na polu walki już i tak mniej więcej znał. Oddychał miarowo, spokojnie, obserwując każdy ruch.
— Takie podejście akurat lubię — odpowiedział jej, nie spuszczając wzroku. Sam miał lekki uśmiech na ustach. Uwielbiał trenować, więc teraz czuł sie naprawdę swobodnie. Skrzyżowanie miecza było wyjątkowo delikatne, szybko odparł cios, a kiedy próbowała zaatakować z przeciwnej strony po prostu odsunął się na pół kroku, wędrując swoim mieczem w tą samą stronę co jej klinga, co by szybko wyprowadzić blok. Nie miał zamiaru jej teraz atakować. Badał to jak wchodziła w rytm walki. Oddychała dobrze, nogi też nie pracowały najgorzej.
— Popraw uchwyt, za łatwo Ci wybić miecz i nie celuj tak, żebym mógł Ci sparować z dołu, bo jak pociągnę w górę z całej siły, to stracisz równowagę — doradził jej. Nie miał “prześmiewczego” tonu. Po prostu stale informował jak może poprawić swoje umiejętności. W końcu po to trenowali.
Ashan
Ashan uśmiechnął się nieco szerzej. Lubił, kiedy ktoś miał zapał do treningu - całość była wtedy bardziej interesująca i mniej męcząca, bo nie musiał co chwilę kogoś zmuszać i przypominać o skupieniu.
OdpowiedzUsuń— Aktualnie tak, ale jak się wprawisz to można to obejść. Technika wygra z siłą ostatecznie, ale aktualnie techniki się uczysz powoli będziemy się uczyć bardziej “zaawansowanych” rzeczy — tłumaczył, cały czas przy tym blokując jej ciosy, nie pozwalając podejść zbyt blisko, żeby nie czuła się zbyt pewnie siebie. W końcu sam przystąpił na chwilę do ofensywy. Szybkim krokiem zbliżył się do Akane i ciął na wysokości brzucha, po czym zaraz się odsunął, żeby wyjść z jej zasięgu.
Ashan
Ashan nie miał zamiaru się cofać. Doskonale znał pomieszczenie, w którym się znajdują i domyślał się, gdzie próbuje go zaprowadzić. Zamiast tego skrócił krok i obniżył środek ciężkości, obserwując uważnie rytm jej cięć. Pierwsze uderzenie sparował krótkim, oszczędnym ruchem nadgarstka, drugie przyjął na płaz klingi, pozwalając ostrzom zazgrzytać o siebie.
OdpowiedzUsuń— Dobrze. Trzymaj presję, nacisk i tempo —pochwalił ją, cofając się o pół kroku, dokładnie tyle, by nie dać się zamknąć w rogu. — Ale za bardzo liczysz na to, że będę tylko ustępował — dodał zaraz. Chociaż na dobrą sprawę sam wprowadził w błąd skupiając się na samej obranie. Z drugiej strony nie musiała zakładać, że będzie się ciągle bronił. W końcu wyprowadzał też ciosy. Obrócił się na pięcie, wyślizgując się z linii jej natarcia i próbując przejść na bok granatowłosej, zmuszając ją do zmiany pozycji zamiast dalszego spychania go do ściany. Sam od ściany ewidentnie się odsunął.
— Dasz radę dalej trzymać presję? — zapytał zaraz po tym jak “zamienił ich miejscami”.
Ashan
Ashan cofnął nogę przed jej cięciem na uda i od razu skrócił dystans, zamiast dalej uciekać. Klingą zebrał jej ostrze po drodze, prowadząc je w bok i w dół, po czym lekko szturchnął ją w bok rękojeścią, bardziej zaznaczając błąd niż atakując.
OdpowiedzUsuń— Widać, że jesteś świetna ze sztyletami, ale tutaj nachodzą przez to błędy — zauważył spokojnie, po czym odszedł pół kroku, opuścił czubek klingi. — Miecz to nie dwa noże. On chce przestrzeni, musisz bardziej skupić się na trzymaniu odpowiedniego dystansu z przeciwnikiem, mniej podchodzić, nawet jeśli chcesz napierać — wyjaśnił, pokazując jej przy okazji krótką sekwencję, samemu prowadząc ją w drugi bok sali prostymi cięciami, które dalej trzymały między nimi dystans, ciął jednak tak, aby była zmuszona bardziej blokować i przede wszystkim skupiać się na jego ruchach. Podniósł ostrze i zbił jej atak krótkim, suchym ruchem, a potem pchnął prosto w środek, zatrzymując się tuż przed trafieniem.
— I cierpliwości na tym etapie — zalecił — Na razie skup się na obserwowaniu przeciwnika i szukaniu otwarcia niż samodzielnym tworzeniu go, w miarę treningów będziemy nad tym pracować, ale zaczynamy od podstaw — wyjaśnił, wycofując broń. Zakreślił mały krąg czubkiem, zmuszając ją do korekty gardy. Poprawił jej postawę ostrzem pomagając jej się ustawić. Oczywiście tępą stroną.
— Dobrze naciskasz. Ale za bardzo chcesz być blisko. Rozumiem, że to krótki miecz i ja mam przewagę w dystansie, ale blisko też zrobisz takiego otwarcia jak sztyletem, miecz bardziej wpływa na Twoją równowagę — przypomniał jej, bo sama przed chwilą się prawie wywróciła przez własny impet. — Idzie Ci dobrze — zapewnił ją mimo wszystko, bo daleko jej było do niepojętnej uczennicy.
Ashan
Ashan przez chwilę tylko ją obserwował, jak poprawia chwyt i wraca do natarcia. Potem uniósł dłoń, dając jej znak, żeby na moment przerwała. Podszedł bliżej, ale nie wchodząc w zasięg klingi.
OdpowiedzUsuń— Najpierw jedno bardzo wyjaśnienie, bo bluźnisz — uśmiechnął się nieznacznie kącikiem ust. Oczywiście nie odmawiał sobie swoich wybitnych żartów. — Miecz nie jest sztywny. Jest dokładny — powiedział tym razem z pełną powagą i ustawił się naprzeciw niej i powoli przesunął ciężar ciała z jednej nogi na drugą, niemal niezauważalnie, aby pokazać jej jak wygląda balansowanie z prawdziwą klingą w ręce a nie jakimiś wykałaczkami.
— Ze sztyletami tańczysz jak w jakimś dzikim, nowoczesnym pląsie, coś jak te wasze argardzkie dyskoteki, na które starsi chodzili — zaczął, krążąc wokół Akane, uważnie obserwując to jak stoi. Nawet po jej figurze było widać, że większość swojego treningu poświęciła właśnie na noże i sztylety — Skoki, przewroty, zrywy. Szybko, chaotycznie, skutecznie — kontynuował robiąc krótki, lekki obrót na stopie, wracając tuż przed jej twarz — A z mieczem? To jest “bojowe tango”. Krok, dostaw, obrót. Blisko. Równo. Zawsze w równowadze. I zawsze chcesz prowadzić partnera. I moim zdaniem o wiele bardziej pociągające, gdy znajdzie się odpowiedni rytm — prychnął delikatnie, ale zaraz spoważniał. Cały czas pamiętał, że przecież uczy Akane. Poruszył się jeszcze raz, gładko, płynnie, klinga ani na moment nie straciła stabilnej linii.
— Widzisz? Tu nie wygrywa ten, kto jest szybszy. Tylko ten, kto stoi lepiej. Umiejętności i obserwacja to klucz — poinformował ją. Potem uniósł miecz.
— Jak zadajesz ciosy, trzymając dystans? — powtórzył za nią, unosząc miecz jak do ciosu, ale przerwał, zanim w ogóle w nią wycelował. Po prostu przybrał na nowo bojową postawę — Nie „rzucasz się”. Kradniesz przestrzeń. Pół kroku to tu, to tam. Zmuszasz do reakcji. Zbijasz z rytmu i wtedy wchodzisz. Można powiedzieć, że jak ze sztyletem, skutecznie, krótko, pozbywasz się jednego partnera i szukasz drugiego — wyjaśnił, robiąc przy tym demonstracyjny lekki ruch czubkiem swojego miecza, jakby ją zaczepiał, potem wykonał krótki wypad i zatrzymał ostrze przed ramieniem granatowowłosej.
— W ten sposób. Nie było szarży. Stworzyłem moment i go wykorzystałem — odparł. Zerknął na różnicę wzrostu między nimi i uśmiechnął się nikle. Cóż, faktycznie było go sporo i to z pewnością niejednego potrafiło przytłoczyć.
— Jestem wyższy. Mam dłuższy miecz. To znaczy, że kontroluję daleki dystans. Ty chcesz być w średnim. Nie przyklejona. Nie daleko. Tam, gdzie mój miecz zaczyna być niewygodny, bo będzie mi ciężej balansować niż Tobie — podszedł krok bliżej i stuknął czubkiem klingi w podłogę między nimi. Zaczął pokazywać jej dystanse w najbardziej łopatologiczny i zrozumiały sposób.
— To jest za daleko, bo mogę robić co chcę, a Ty możesz się tylko bronić, ciężko Ci będzie przejąć kontrolę nad rytmem i tańcem — zrobił pół kroku w jej stronę. — To jest za blisko, bo mogę Cię po prostu uderzyć z pięści, a jeśli miałbym stalowe rękawice, to mógłbym złamać Ci nos albo gorzej — jeszcze pół kroku w tył, ustawiając się dokładnie. — A to jest „w sam raz”. Ja nie mogę sięgnąć ręką, ale mieczem też nie mam tyle możliwości co Ty, idealnie, żebyś przejęła ster. Co nie znaczy, że zawsze się uda, ale taki dystans jest dla Ciebie idealny — zakończył swój wywód, wyciągając miecz w jej stronę. A ten faktycznie kończył się tuż za nią, mógł ją ciąć, gdyby chciał, ale na nic więcej nie mógł sobie za bardzo pozwolić.
— Tu stoisz. Tu pracujesz. Tu tańczysz. I z każdym innym partnerem szukasz właśnie takiego dystansu, idealnego pod siebie — spojrzał jej prosto w oczy, a w jego samych błysnęła przez chwilę ognista iskra, która świadczyła o tym, że on dobrze się bawił na tym treningu. — Rozumiesz? — upewnił się, zanim wrócił do trenowania jej.
Ashan
Ashan wysłuchał jej z tym swoim krzywym uśmiechem, przekrzywił głowę i parsknął cicho.
OdpowiedzUsuń— Bluźnisz znowu — odparł z szelmowskim uśmiechem na ustach. Zrobił krok w jej stronę i zahaczył jej klingę swoją, miękko, pewnie, jakby brał ją do tańca. Jednym płynnym ruchem poprowadził Akane w bok, zmuszając do przesunięcia stopy, potem lekko cofnął, po czym znów obrócił ją po łuku. Cały czas utrzymywał dokładnie ten „w sam raz” dystans.
— W tangu też nie stoisz w miejscu. Ktoś prowadzi, ktoś odpowiada i oboje walczycie o dominację — powiedział cicho, skaracając jeszcze bardziej dystans między nimi. Czubek jego miecza zatrzymał się przy jej żebrach, a sam zdawał się być bardzo blisko jej twarzy.
— Masz swoje “nosek w nosek” — szepnął. Zaraz potem wypchnął ją z powrotem w przestrzeń z daleka od siebie jednym kontrolowanym ruchem. — Trwa ułamek sekundy i zwykle oznacza, że ktoś już przegrał i nie żyje, a Ty zamiast wypieków masz krew na policzkach — uśmiechnął się. Znowu ruszył z An po okręgu, zmieniając tempo, raz szybciej, raz wolniej.
— Przez większość czasu tańczysz tu — powiedział, kiedy byli w jej “idealnym dystansie” — Krok. Odpowiedź. Zmiana. Walka o prowadzenie — kiedy to mówił dostosowywał każdy ruch do swoich słów, aby mogła zrozumieć o co chodzi z tym, że walka na miecze to bardzo intensywne i ciekawe tango. Zatrzymał się i spojrzał jej w oczy. — Moje bojowe tango jest ostrzejsze, szybsze i dużo bardziej intensywne niż to z sal balowych. Bo partner nie chce cię objąć. Chce cię zabić — zaśmiał się krótko. — Myślisz o tangu jak o klejeniu się do siebie i dramatycznych spojrzeniach. A dla mnie dobre tango w każdym przypadku polega na walce o prowadzenie — uniósł miecz i lekko zahaczył jej klingę, poprowadził ją w bok, zmuszając ją do przesunięcia stopy. — Krok. Reakcja. Kontra. Zmiana osi — Zrobił półobrót, zabrał jej linię ataku i znów stanął naprzeciw niej. Cofnął się pół kroku, ale nie spuścił z niej wzroku.
—Chociaż osobiście uważam, że w walce to tango jest szybsze, ostrzejsze i dużo ciekawsze. I możesz co chwilę zmieniać partnerów — zażartował po raz kolejny muskając jej ostrze swoim, zaznaczając na chwilę swój własny rytm. Zaczął prowadzić ją “po swojemu” — Tu każdy ruch coś znaczy. Każdy błąd kosztuje. Wszystko jest bardziej ekscytujące — rzucił na koniec. Chwilę później Ashan cofnął się o krok i opuścił klingę, dając jej wyraźny znak, że teraz kolej na nią. Ustawił się luźniej, ale czujnie, gotów reagować. Zaczęli znowu krążyć. Wymieniali się ciosami - krótkimi, kontrolowanymi uderzeniami, zbiciami, drobnymi zmianami osi. Ashan dopasował się do jej tempa, pozwalając jej prowadzić rytm, czasem tylko delikatnie go korygując. Nie pchał jej, nie przyspieszał. Chciał zobaczyć, jak pracuje. Po kilku takich wymianach celowo popełnił błąd. Cofnął się o pół kroku za daleko, otwierając linię na tors. Mimo wszystko ruch wyglądał jak szczere otwarcie, bo przecież nim było, aczkolwiek kiedy tylko “skorzystała z okazji”, skręcił biodra, zsunął jej klingę po swojej i w tym samym ruchu ustawił czubek miecza przy jej gardle. Szybko. Bez siły. Uśmiechnął się nieznacznie.
— I właśnie jesteś martwa, chociaż bardzo ładnie się wbiłaś — wyjaśnił, odsuwając się od fiołkowookiej. — Czasami otwarcia to zaproszenia żebyś sama popełniła błąd. Z drugiej strony, grzech nie skorzystać, jak ktoś stawia swoje życie na szali, licząc, że jesteś mało kumata — zaczął. — W takiej sytuacji upewnij się, że nie mam jak wyprowadzić kontry, że to ja właśnie zaraz umrę. Najpierw zabierz linię, w jakikolwiek sposób: zbicie, nacisk, groźba, zmuszasz do reakcji — tłumaczył prowadząc przy okazji ją razem z mieczem, tak, aby mogła sama wyczuć jak powinien wyglądać każdy ruch oraz krok. — W tym samym czasie robisz krok w bok. Nie do przodu — zaznaczył stopą miejsce na podłodze.
— Dopiero wtedy wchodzisz. W pustą przestrzeń, którą sam sobie zostawiłem — w tym momencie to Akane celowała mu czubkiem klingi w gardło. Ashan uśmiechał się lekko. — Jeśli zrobisz to dobrze, nie mam kontry. Moje ostrze jest poza linią, a ciało jest otwarte. I to ja jestem martwy — zakończył swój wywód.
UsuńAshan
Zaśmiał się cicho na wspomnienie o swojej siostrze.
OdpowiedzUsuń— To dobrze to przemyśl, bo niedługo Ciebie też trzeba będzie siłą ciągnąć na trening i słuchać krzyków — sprzedał “młodą”. Mimo wszystko ją też chciał przycisnąć, a że była wyjątkowo uparta, jeśli chodziło o brak sumienności to nie miał nawet wyrzutów o podsuwanie pod nią psychologii tłumu. Wrócił zaraz myślami do treningu, poważniejąc nieco bardziej na twarzy. Nie był znudzony, raczej skupiony.Zrobił krok w bok.
— Och, naprawdę? — parsknął cicho. Był całkiem pewny swoich zdolności szermierskich. — Co kto woli, ale teraz i tak nie masz wyboru, bo ja uczę tej wersji, po której się sprząta podłogę. I moim skromnym zdaniem jest po prostu lepsze. Łatwiej zaprosić do takiego tańca — uśmiechnął się lekko, wskazując mieczem przestrzeń między nimi. — Będę czekał na zaproszenie — zapewnił ją. Ashan cofnął się o krok i opuścił klingę, pozwalając jej na moment złapać oddech. Przez chwilę tylko ją obserwował. Dalej widział w niej rytm kogoś kto zjadł zęby przy walce z krótkimi sztyletami, ale nie mógł odmówić jej pojętności. Uśmiechnął się przekornie.
— Dalej widać po Tobie, że bliżej Ci do sztyletów. Obserwujesz. Czekasz. Szukasz momentu. Dokładnie tak, jak przy nożach. I dlatego właśnie w to weszłaś. Bo dla kogoś od sztyletów otwarta klatka to prezent od losu. Z bliska, szybko, bez gadania. — zauważył, opierając się o swoje ostrze, lustrując ją wzrokiem. — Nie mówię, że to źle, bo dobrze łapiesz rytm do tańca, ale widać, że za szybko próbujesz reagować. Momentami idziesz za szybko do celu. Postaraj się być bardziej finezyjna. W tangu dominujesz i uwodzisz partnera — zauważył z przekąsem, skoro już trzymali się tych anegdotek.
— Dobrze, że wiedziałaś, że to podstęp. Źle, że i tak poszłaś. To jest ten moment, w którym musisz przestawić głowę — odszedł krok, rozluźniając ramiona. Podniósł miecz. — Sztyletem mogłabyś szybciej podejść i sprzedać mi śmiertelne pchnięcie, ale miecz jednak nie idzie z Tobą tak samo jak sztylet i przez to… umarłaś — uśmiechnął się lekko. — Możesz uznać, że to moja wina. Sprawdzam jak szybko pozbywasz się nawyków. Musisz wyrobić sobie w głowie do każdej broni swój styl walki i rytm. — I masz rację w szybkiej walce każdy zbyt ładny prezent to albo pułapka, albo test na to czy dasz się oszukać — wyjaśnił. Zaśmiał się lekko, uśmiechając się nieco szerzej w zadziorny, bardziej drapieżny sposób. Podobał mu się ten żart. — Parabellum nie są łatwi, cóż poradzić — odparł z dumą. — Ale łatwy trening byłby nudny i chuja byś się nauczyła — zauważył, przybierając na nowo postawę bojową. — Poza tym, na dobrą sprawę Twoja robota to nie nauczyć się machać mieczem. Twoja robota to przestać walczyć nim jak sztyletem — powiedział, wracając z nią do tańca. Tym razem prowadził jeszcze bardziej zaborczo. Krążył z nią po sali, stukając ją delikatnie mieczem w jej ostrze, kiedy zaczynał jej schodzić tak, jakby chciała poruszać się jak ze sztyletami, żeby wróciła do właściwej postawy.
— Ale spokojnie. To, co już masz w głowie i w nogach, jest kurewsko niebezpieczne. Jak to nauczysz się podpierać mieczem, a nie nim zastępować… wtedy dopiero zaczniesz być problemem — pochwalił ją. Chociaż dalej uważał, że w pojedynku na miecze nie było wśród ich kategorii wiekowej za bardzo nikogo kto mógłby się z nim równać. Może to była ta jego demoniczna pycha i duma, a może faktycznie tak było.
Ashan
Uśmiechnął się, przekrzywiając delikatnie głowę na bok, gdy powiedziała, że nie mają takiego wpływu na innych.
OdpowiedzUsuń— Złych nawyków łatwo się nauczyć — odpowiedział jedynie. To czy mieli na kogokolwiek jakiś wpływ mało go obchodziło. Nie czuł się jako książe i zdecydowanie lepiej mu było w bardziej polowych warunkach, ale za swoją siostrę nia miał zamiaru się wypowiadać.
Owszem, mogła to olać, ale oboje wiedzieli, że tego nie zrobi, bo faktycznie miała zapał do nauki. Gdyby chciała to olać nawet by go nie szukała. Tak więc w jego mniemaniu wyboru nie miała - przynajmniej po części. Zaraz jednak pokręcił głową, uderzając lekko płazem miecza o własne udo, jakby chciał wybić rytm, o którym zaraz miał opowiedzieć.
— I tu się mylisz. Pamięć mięśniowa nie jest upierdliwa, jest Twoim najlepszym przyjacielem. To jedyna rzecz, która zostanie Ci w głowie, gdy będziesz tak zmęczona, że zapomnisz własnego imienia w trakcie walki — sprostował, podchodząc o krok bliżej, ale tym razem bez wrogich zamiarów. — Problem polega na tym, że na razie masz w tej "pamięci" tylko jedną ścieżkę dźwiękową. A walka to nie jest jeden utwór, tylko cała pieprzona biblioteka — zawyrokował, robiąc krótki techniczny wymach, pokazując różnicę w zasięgu czy na to jak różniła się ich broń. — Nie masz walczyć z tym, co już umiesz. Musisz po prostu nauczyć swoje ciało różnych trybów. Pamięć mięśniowa dla sztyletów, dla miecza i wszystkiego co Ci jeszcze przyjdzie do głowy. Tak, żebyś potrafiła automatycznie zmieniać własny rytm na daną sytuację. Nie raz w środku walki trzeba przerzucić się na inną broń —- skrzywił się na ostatnie słowa lekko. Sam był żywym przykładem. Niedawno stracił swój ukochany miecz i został zmuszony do walki toporem w trakcie jednej z bitew. Nie przeszkadzała mu zmiana broni, ale za starą klingą zwyczajnie tęsknił. To było dobre, obsydianowe ostrze, z którym wiązała się masa pięknych wspomnień. Kącik ust znowu drgnął mu nieznacznie. Chyba przesadził z aluzjami.
— W walce uwodzenie i finezja kończy się trupem, polega na zmuszeniu przeciwnika, żeby poleciał na Twoje błędy i otwarcia, albo sam sobie zrobił jedno dla Ciebie — wyjaśnił i nie dokończył, bo to co przyszło mu na myśl było nie na miejscu i niesmaczne, a on ani myślał zachowywać się jak Lazarus. Odchrząknął. — W zasadzie brak… towarzyskiej finezji często pomaga w finezji w walce — rzucił jeszcze, bo chyba gołym okiem widać, że najlepsi wojownicy tutaj co do zasady nie grzeszyli “finezją względem innych”. Kiwnął i nie powiedział nic w kwestii tego, że mu ufała. Teraz mogła sobie pozwalać na to, bo coś z każdego takiego błędu wynosiła. Lepiej teraz niż w trakcie treningu. A gdyby nie robiła błędów, to trening nie byłby jej potrzebny.
— Wiem co powiedziałem — odpowiedział w kwestii Parabellum. Romantycznie on był najłatwiejszy na dobrą sprawę, a na polu bitwy Darcy - ale i tak każde z nich potrafiło zrobić “interesantom” małe, indywidualne piekło. Ashan przesunął ciężar ciała na tylną nogę i ustawił się luźniej, ale czujnie, obserwując ją znad klingi. — A Ty sobie oceniaj jak tam chcesz — dokończył. Wrócił myślami do walki. Widział doskonale, że się starała, mimo zmęczenia nie brakowało jej motywacji.
— Nie denerwuj się tak, taki gniew Ci szkodzi, gubisz znowu krok, a było perfekcyjnie — stuknął ją delikatnie czubkiem ostrza w but, żeby podkreślić to co miał na myśli. — Wyczuj melodie, jak nie masz swojego rytmu to wejdź w cudzy i go przejmij, tak też można, obserwuj przeciwnika — doradził jej. Zaśmiał się szczerze na kolejne słowa.
— Obyś tylko zdążyła mnie pokonać, zanim będę stary i niedołężny, bo nie zaliczę takiego przerastania mistrza — sprowokował ją celowo, tworząc przy tym kolejną fałszywą lukę w obronie ciekawy jak na to zareaguje.
Ashan
Ashan uśmiechnął się lekko na jej słowa. Nie mógł powiedzieć, że w pełni się z nią z tym zgadza, ale jeśli pomagało jej to w treningu nie miał zamiaru jej tutaj teraz zaczynać żadnych dyskusji filozoficznych. Nie sądził, aby tym jej miał pomóc. Zamiast tego uznał, że o wiele bardziej skorzysta na bardziej intensywnym treningu. Widział w czym ma problem. Miał ciężkie buty, więc stając zaczął piętami stukać rytm, aby mogła się w niego wczuć - lepiej nauczyć się aktualnej melodii do ich tańca. Ostrze w jego dłoni zaczęło poruszać się szybciej i pewniej. Przyspieszył raz jeszcze na dwa uderzenia serca. Seria krótkich, kontrolowanych ciosów, ale nie po to, by trafić, tylko by ją zmuszać do pracy nóg i osi.
OdpowiedzUsuń— Krok. Nie skok. Obrót bioder. Ciężar tu. — komentował sucho, w biegu.Potem znowu zwolnił do narzuconego tempa. — Jesteś pojętna, ale strasznie niecierpliwa o efekty — zauważył z wyzywającym uśmiechem. — Wchodzisz w tempo, pracuj żeby je utrzymać — pilnował, wyprowadzając mocniejszy atak w stronę żeber, ale uderzył tylko lekko tępą stroną ostrza. — Nie dajesz się rozproszyć — pochwalił ją. Uśmiechnął się jednak bezczelnie, unosząc jedną brew ku górze i powiedział to samo co doprowadzało niektóre osoby do szału. — Już byś nie żyła — mruknął zaczepnie. Był ciekawy jak bardzo da się sprowokować emocjonalnie. W walce wyłączenie niepotrzebnych uczuć mimo wszystko było bardzo ważne. Ashan skrzywił się lekko, jakby poprawiał samego siebie w trakcie walki, i odbił jej klingę krótkim, suchym ruchem.
— Nie. Mówiłem, że ekstrawertykom jest ciężej. Często, nie zawsze, ale często, są zbyt empatyczni — podkreślił. — Bo za dużo myślą o innych. O reakcji. O twarzy przeciwnika. O tym, co to znaczy, a potem lądują w piachu — dokończył swój wywód. Atakował ją dalej. Ruszał się rytmicznie. Stopa, biodro, bark, klinga. Prosto. Czytelnie. Kiedy spróbowała go „rozstroić”, pozwolił jej na to. Cofnął się o pół kroku w momencie, w którym zwykle by nacisnął. Zmienił kąt o włos później niż trzeba. I wtedy sprawdził, co z tym zrobi. Odbił jej serię krótkich ciosów, ale już nie tak twardo jak wcześniej — bardziej prowadząc, niż blokując. Zmuszał ją do kolejnych kroków, do kolejnych decyzji. Do grania.
— Lepiej — rzucił krótko, nawet na nią nie patrząc, skupiony na ostrzach. Przy kolejnym jej ataku nie skontrował od razu. Pozwolił jej wejść głębiej w sekwencję, pozwolił dodać tę „nową nutę”. Dopiero na końcu przesunął klingę, zamknął linię i dotknął czubkiem jej rękawa.
— Zaczynasz prowadzić — zauważył, pozwalając jej na to. Kilka ruchów. Poddał się jej rytmowi. A potem wykonał fintę. Piruet i zaszedł ją od tyłu. Zaczaiła o co chodzi z prowadzeniem, więc teraz musiała to dalej wymuszać, a on nie będzie jej ciągle na to pozwalać.
Ashan
Zadar zacisnął mocno wargi. Jak mogła nie rozumieć? Przecież była dziewczyną, która powinna chronić swój kwiat przed oczyma wszystkich poza swoim własnym wybrankiem. Takie uderzenie mogłoby ją tam zranić a jeszcze ktoś z boku mógłby pomyśleć, że ją uszkadza. Zabiera możliwość posiadania dzieci. Wchodzi w jej intymną sferę. Nie odpowiedział jej tylko dlatego, że postanowił zachować swe myśli dla siebie i po prostu nie robić jej krzywdy, nawet w trakcie treningu. Słuchał jej uważnie i kiwał głową. Skrzywił się nieco. Strasznie kontaktowe to wszystko było. Przecież gdyby na niego padła, mogłaby wpaść w niekomfortowej pozycji i znów mogłoby to zostać źle odebrane. Dla niej - bo rzekomo puszcza się z innym. Usiadł gwałtownie, gdy to do niego dotarło.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę cie to nie interesuje? Przecież ludzie gadają... możesz być wyklęta z całej społeczności, bo niefortunnie na mnie upadniesz, albo ja uderzę w... - spuścił wzrok i pomasował sobie skronie, po czym jęknął głośno. - Boże, wybacz. Nawet nie powinienem myśleć o takich sprawach. To przecież nie przystoi... - wymamrotał czerwieniejąc ponownie. - Och, ale proszę nie bierz tego do siebie... nie mam nic złego na myśli, naprawdę - dodał szybko.
Zadar
Obserwował ją w walce z taką samą uwagą, jakby walczył na poważnie. Co prawda teraz nie szukał ciągle idealnej okazji do szybkiej egzekucji, ale upewniał się gdzie robi błędy i jak sama je koryguje. Obrócił się wokół własnej osi, zmuszając ją do reakcji. Jego miecz zawirował w powietrzu, rysując niebezpieczny łuk, następnie złamał rytm jednym krótkim, brzydkim ruchem ni to elegancko ni tanecznie, ale skutecznie zmienił wysokość ostrza i wszedł barkiem w linię Akane. Nie atakował jej. Po prostu zaburzał dalej jej postawę, zmuszając do ciągłego myślenia, nie tracąc przy tym rytmu.
OdpowiedzUsuń— Może i bym wylewał — odpowiedział, krzyżując z nią swoje ostrze. Przystanął teraz i napierał na nią, patrząc co zrobi. Zaśmiał się cicho. — Może jednak wcale nie jesteś taka kluskowata, co? — zaproponował z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
Następnie ustąpił jej trochę. Dał się bardziej prowadzić, dodając niewielkie zaczepki, żeby nie czuła się zbyt bezpiecznie, ale przez następne kilka minut pozwolił Akane przede wszystkim samodzielnie zauważać każdy błąd. Dziewczyna zaczynała już dodawać coraz więcej od siebie, widać, że się starała i nie miał zamiaru teraz tłumić tego całkowicie w zarodku. Chciał zobaczyć jak sobie będzie radzić, jak będzie kombinować i jak mu zatańczy, kiedy sama zacznie prowadzić w ich intensywnym tango. Czekał aż sama wyprowadzi jakiś ostateczny cios. Dawał jej otwarcia co jakiś czas na ułamek sekundy.
Ashan
Ashan poczuł niesamowitą satysfakcję, kiedy jej ruchy stawały się pewniejsze. Prawie przeszły mu dreszcze po plecach. Cenił sobie silny charakter i zdecydowanie było widać w jego oczach, że dobrze się bawił. Nie rozpoznał francuskiego, ale jego ojcowskie geny, które same uwielbiały przeklinać domyślały się co mogła mieć na myśli. Uniósł nieco wyżej kącik ust. Musiał przyznać, że jej ciało zaczynało w końcu rozumieć fizykę dłuższego ostrza -wykorzystała pęd, zamiast z nim walczyć. I to nawet nieźle jak na pierwszą lekcję. Osobiście nie widział “kluskowatości” Akane, ale sam ledwo ją znał. Nie miał zamiaru wnikać.
OdpowiedzUsuń— Tym lepiej dla Twojego tańca — odparł za to, bo nie miał zamiaru wchodzić w to czy dla jej życia prywatnego miało to jakiś większy sens. Nie jego sprawa. O wiele bardziej zainteresował go pyłek w jej oczach. W trakcie walk w ich podróży zdążył go zauważyć, dobrze, skupiała się jeszcze bardziej. Zareagowała w końcu na otwarcie. Zamarł na chwilę, zmieniając pozycję swojego miecza, przełożył go pod własnym ramieniem, prowadząc klingę wzdłuż linii ciała. Końcówka klingi dotknęła Akane w sam środek brzucha. Uśmiechnął się na swój sposób, a oczy na chwilę zmieniły kolor na krwistą czerwień. Zrobił krok do przodu.Trafienie Akane dosięgnęło celu, nawet jeśli nic mu nie zrobiła, to dotykała śmiertelnego punktu. A jednak trafiła celu.
— Oboje jesteśmy martwi — mruknął, zadowolony z tego co przed chwilą zrobiła. — Ładnie, ale pamiętaj nie tracić czujności, w ostateczności nie jeden będzie chciał Cię zabrać ze sobą — odwrócił samą twarz do niej, kiedy to mówił. Zaraz jednak zabrał miecz i odsunął się na kilka kroków.
Ashan
Ashan miał wyrównany oddech. Potrafił wytrzymać godzinami na polu bitwy, a dla niego mimo wszystko ten trening miał i tak bardziej zmęczyć Akane a nie jego. Odłożył miecz na stojak, póki odpoczywała. Brakowało mu własnej klingi, ale nie mógł nic z tym zrobić w obecnej sytuacji. Broń musiała się wykuć. Status księcia w tej sytuacji wyjątkowo mu nie ciążył, bo wiedział, że ma pierwszeństwo z własną prośbą. Zaśmiał się cicho, pod nosem na ten jej komentarz. Szczerze mówiąc nie spodziewał się po niej takiego języka. Faktycznie spędzała za dużo czasu z Darcy. Wrócił wzrokiem do Akane, opierając się o ścianę. Był na tyle daleko, że pozwolił sobie odpalić papierosa. Zaciągnął się.
OdpowiedzUsuń— Zajebiście dobrze Ci poszło, nikt nie tańczy idealnie przy pierwszej lekcji — zgodził się z nią. Jego zdaniem też mogła być z siebie dumna. Wzruszył ramionami na jej pochwałę. Tym bardziej pewna blond diva nie miała co na niego narzekać. Potrafił trafić, trzeba było tylko chcieć słuchać. Podszedł do niej i przyklęknął przy niej, wyrzucając wcześniej fajkę do popielniczki, która była tutaj trzymana ze względu na niego, ojca i innych palaczy. Kucnął przy niej. Dotknął delikatnie jej przepony.
— Ogólnie dobrze oddychasz, ale mogłoby być lepiej. Jesteś przyzwyczajona, do krótkich walk i zabójstw, prawda? — zauważył. — A miecz to nie jest broń do sprintu. To jest broń do… długiego marszu. Dlatego lepiej zmienić sztukę oddychania. Poza tym ogólnie poprawisz kondycję na codzień — wyjaśnił. Oparł się jednym łokciem o własne kolano. — Oddychasz za wysoko. Za szybko. Spalasz się jak sucha trawa — wyjaśnił jak on to widział. Dotknął lekko jeszcze raz, niżej, pokazując skąd powinna czerpać oddech. — Spróbuj oddychać stąd, nie z klatki. Przepona. Brzuch. Powoli. Głęboko. — zrobił demonstracyjny wdech nosem i jeszcze wolniejszy wydech ustami. — Wdech na dwa kroki. Wydech na dwa albo trzy. I nie wstrzymuj oddechu przy ataku. To jest najczęstszy błąd — dokończył swoją radę, skoro i tak sama o to prosiła. Wyprostował się trochę, dalej kucając. — Najlepsi wojownicy odruchowo oddychają tak bez przerwy. Na początku to bardzo męczy, ale potem jest naturalne i bardzo ułatwia życie — dokończył. Odsunął się i wstał na równe nogi. — A jak chcesz się umyć to Darcy ma najwygodniejszą wannę i najlepsze odżywki do włosów — dorzucił już pół żartem. Podał jeszcze Akane bukłak z wodą, ale nie dotykał jej więcej. Miał wrażenie, że w tym temacie też jest całkiem podobna do siostry.
Ashan
Chłopak zacisnął mocno wargi i spojrzał po swoich dłoniach. Przez moment milczał. Argarczycy byli bardzo postępowi, ale pod tym względem to kompletnie nie nadawali się do życia w społeczeństwie.
OdpowiedzUsuń- Wiesz może ciebie to co mówią różni ludzie nie przeszkadza, ale to może przeszkodzić tobie albo twoim dzieciom w znalezieniu dla siebie dobrego mężczyzny w tym miejscu - poinformował ją cicho i zaraz zamrugał kilkakrotnie. - To nie tak, że musisz mieć drugą połówkę do pełni szczęścia, ale... no jest to prawdopodobne, że któregoś dnia zechcesz - wyjaśnił cicho, wstając z ziemi i lekko się krzywiąc przy tym. - Wybacz, ja po prostu... nie umiem tak szybko przestawić się na to, że masz gdzieś czyjeś spojrzenia czy słowa - mruknął. - Bo takie rzeczy... to po prostu nie wypada i nie przystoi...
Zadar
Ashan spojrzał z początku pytająco po Akane. Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Nie każdy oddycha idealnie tak samo, każdy jest inny — przytaknął. Przesadził z tymi dwoma krokami faktycznie. Za dużo czasu spędzał ostatnio u Vidhu. Akane mimo wszystko była bardzo drobna w porównaniu z nim. — Ale są rzeczy, które działają prawie na każdego, bo wynikają z tego, jak jesteśmy zbudowani. Oddychanie przeponą zamiast płytko klatką. Niewstrzymywanie powietrza, kiedy ciało jest pod napięciem. Głębszy, spokojniejszy oddech zamiast szybkiego sapania. To nie są „style”. To jest czysta mechanika i anatomia człowieka. Rytm tak jak w tańcu i walce musisz znaleźć swój, ale to skąd czerpiesz oddech już nie jest takie indywidualne. Jak oddychasz uparcie całe życie ustami, to każdy sobie deformuje szczękę na przykład — wyjaśnił o co dokładnie mu chodziło. — Mimo wszystko, jak ktoś dostaje kolki od samego oddychania to szczerze mu współczuję kondycji — dorzucił, bo akurat kolka przy oddychaniu brzmiała jak problem kogoś, komu ewidentnie brakowało ruchu. Był już w dosyć sporej odległości od Akane, trzymając “bezpieczny” dystans. Uśmiechnął się lekko, kiedy wspomniała o kosmetykach siostry. Strzelił karkiem. Naprawdę? Oaza? Faktycznie była urokliwa. Sam chadzał tam dosyć często, ale głównie po to, żeby jego Brat zasmakował ciszy, spokoju, świeżej trawy i właśnie tej chłodnej wody. Westchnął, krzywiąc się lekko.
— Nie mam zamiaru za Tobą chodzić, ale mój mosert też lubi to miejsce — ostrzegł ją, bo nie wiedział ile ma zamiar tam siedzieć, a on dzisiaj też miał zamiar zabrać tam swojego wierzchowca. — A co do lekcji, kiedy chcesz, o ile w tym czasie nie śpię, albo nie skóruje — odparł, bo nie miał specjalnie wielkich planów aktualnie. I tak wątpił, żeby jej zapał rozwalił mu jakieś inne czynności. An raczej nie była z tych, która prosiła się o nadmierną uwagę, więc jak będzie widziała, że jest zajęty to i tak pewnie nie będzie się na siłę wpraszać. Pokręcił głową na misję.
— Tylko tyle, że chodzi o śledzenie jakiegoś Argarczyka, który coś często zapierdala w podejrzane okolice, gdzie jest wyjątkowo zimno. Mogliby powiedzieć coś więcej — mruknął biorąc bukłak, sam upił łyk wody i pomyślał chwilę, mrużąc oczy. — Wiem też, że masz pilnować, żeby… — urwał na chwilę, zastanawiając się nad doborem słów. — żeby ręka mi się przypadkiem nie omsknęła tam gdzie nie powinna — dokończył. Zastanowił się chwilę, patrząc po Akane. Ta, jeśli okaże się, że ten jegomość działa na szkodę miejsca, gdzie mieszkają jego siostry to niezależnie od stanu emocjonalnego w jaki go wprowadzi ręka może mu jednak sięgnąć po miecz, a potem zrobić swoje. Czysty pragmatyzm. A poza Argarem mówili, że wolno. Uśmiechnął się lekko. I tak wyjdzie na swoje.
Ashan
Dobrze, że na ogół znała zasadę. Może to przez adrenalinę, ale przed chwilę zadawała się oddychać właśnie nie z przepony. Ashan wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— To dalej źle o nich świadczy — zauważył. Zwłaszcza w trakcie wojny, jeśli znała takie “aparaty” powinni się wziąć za siebie, jeśli nie chcieli skończyć pod nożem. Uśmiechnął się nieznacznie zaraz.
— Yhym, do mojego Braciszka lepiej się ustaw w kolejce — zażartował. Jego mosert był zadbany i wiedział, że nie jeden właściciel samicy liczył, że się sparuje, z którąś, ale póki co zwierze było bardziej zajęte innymi rzeczami. — Zobaczę co da się zrobić — dodał, drapiąc się w tył szyi. Poprawił włosy, myśląc przez chwilę jakie miał jeszcze plany na dzisiaj. Zaraz jednak zaczął słuchać jak zaczęła opowiadać o własnych treningowych planach. Przekrzywił głowę na bok.
— Rana dalej dokucza czy ogólnie masz słabą kondycję? — zapytał, unosząc delikatnie kącik ust ku górze w szelmowskim uśmiechu. Nie mógł się powstrzymać przed tym komentarzem. Nie miał jednak zamiaru oferować z tym pomocy, bo już próbował wyjść z inicjatywą do Tonego i zaczął robić swoje scenki, w których Ashan nie miał najmniejszej ochoty uczestniczyć. Zaśmiał się krótko na zaczepkę ze strony granatowłosej. Oparł się wygodniej o ścianę, wyciągając delikatnie szyję w jej stronę.
— Strasznie uroczo, uważaj, bo mnie całkiem upupisz — odpowiedział, po czym wrócił do swojej pierwotnej pozycji i beznamiętnej mimiki. — Oby te sposoby były lepsze od tego jak machasz mieczem, albo od razu zacznij myśleć jak zakopać ciało — odpowiedział spokojnie, żartował, ale tym razem mogło nie być po nim tego widać.
Ashan
Uniósł delikatnie brew do góry. W-F? Co to było? Jakaś lekcja? Chodziło o szkołę, więc najpewniej tak.
OdpowiedzUsuń— Więc w-f był mało skuteczny — zauważył. Mimo wszystko nic tak nie wyrabiało kondycji jak faktyczne treningi a nie jakieś dziwne lekcje w szkole. Uśmiechnął się nieco szerzej, wzruszając ramionami.
— Wybierz sobie — odparł. Kąciki uniosły się wyżej, kiedy zaczęła chwalić jego moserta. Na jego twarzy ewidentnie było widać dumę. — Ostatnio jak widziałem Brata nie wyglądał na aż tak zatroskanego sobą, musisz się bardziej postarać, żeby mnie dla Ciebie zostawił — dodał jeszcze na jej zaczepkę. Z kolei na obrastanie w piórka nie odpowiadał, bo oczywistym było, że nie będzie z żadnego powodu się niczym przechwalać.
— Yhym, moje, żebym nie tłumaczył się znowu przed Twoim ojcem — odpowiedział, odprowadzając ją wzrokiem. Poszedł po kilkunastu minutach. Posprzątał po treningu, wrócił do skórowania na jakiś czas. Potem się odświeżył i po kilku godzinach sam udał się z Bratem nad oazę.
Ashan
Zadar spojrzał po niej zaskoczony. Nie szukała? Była w wieku, w którym już dawno powinna mieć narzeczonego, nie wspominając nawet o mężu.
OdpowiedzUsuń- Bo jesteś w odpowiednim do tego wieku - powiedział spokojnie i uśmiechnął się do niej lekko. Argarczyków nie znał. Właściwie poza Akane i jej bracie nie poznał żadnego innego. Uczył się dopiero o nich, a to co było wpojone od dziecka robiło swoje. Słuchając o dzieciach, skinął głową na znak że rozumie i nawet się zgadza, ale przekrzywił zaraz głowę. - Wiesz, rozumiem twoje myśli i postrzeganie co do dzieci i tych opinii, ale to tak tu nie działa - szepnął. - Znajdą naprawdę niewiele ludzi, którzy mają gdzieś opinię ludzi. Może większość będzie tak twierdzić, ale skoro będą o tobie krążyły takie a nie inne plotki to 10 razy trudniej będzie ci znaleźć kogokolwiek, kto by chciał z tobą być - skrzywił się. - Wiem jak to brzmi, ale... tak tu wszystko działa - powiedział cicho. Spojrzał po niej poważnie, kiedy powiedziała o "kochaniu" No tego się nie spodziewał. - Ale dzieci swoje kochasz, nie? To widać... więc jak możesz z czystym sercem mówić, że nie nadajesz się do kochania? - uniósł wysoko brew patrząc po niej poważnie. Zstanowił się, co przystoi dziewczynie i westchnął ciężko. - Takie walki nie są popularne wśród dziewczyn... - szepnął.
Zadar
Zadar popatrzył po niej i zmarszczył brwi.
OdpowiedzUsuń- Bo nie zachowujesz się jak żona - powiedział wprost. - Jesteś zbyt... otwarta? Frywolna... - dodał spokojnie, bo przecież zapytała. Po prostu to było czuć. Ta kobieta była zbyt dzika na to, by być żoną. - Ty może nie, ale ja mówiłem o twoich dzieciach i w ich kontekście... - zauważył z uśmiechem. - To za nimi będzie się ciągnął smród... to one będą miały jeszcze większe problemy - pokiwał głową i zacisnął wargi. - Mhm tak, fajnie by było widzieć, że można inaczej, ale jedna osoba... jedna pokazująca osoba to trochę za mało żeby coś zmienić - przyznał cicho. Nawet gdyby się zmienił, on sam, to nie był pewien na jak długo ta zmiana by pozostała. Mógłby szybko paść w objęcia tych pozostałych, wystarczyłoby że dziewczyna na dłuższą chwilę zostawiła go wśród innych. - Miłość to miłość. Jak potrafisz kochać dzieci to potrafić kochać i mężczyznę - powiedział po prostu, z pewnością siebie. Tu akurat mogła ględzić do woli, on się nie da złamać. - Jeśli je kochasz to umiesz to robić - spojrzał jej prosto w oczy i zmarszczył lekko brwi. - To.. hm... - spojrzał gdzieś w bok. No jak miał jej to wyjaśnić. - To po prostu jesteś w tym aspekcie... naiwna - mruknął w końcu. - ALe skoro już to wiesz to możesz już nie popełniać takich samych błędów. A przynajmniej postarać się - uśmiechnął się do niej przyjaźnie. - Auć - pomasował sobie swoje ramię. - To chyba... chyba należę do tych co by dostali w twarz - parsknął cichym śmiechem.
Zadar
— Albo, albo, każda opcja jest zła — odpowiedział, wzruszając ramionami. Skrzywił się delikatnie. Jeśli gadała takie rzeczy może nic dziwnego, że pewien blondyn był taki upośledzony pod względem faktycznego zapału. Być może, tylko być może sam powinien się bardziej zaangażować, zanim zlał go ciepłym moczem. Wzruszył ramionami na kolejne słowa zanim wyszła. Nie mówił nic o umieraniu. Ukryć można się było na inne sposoby. Swoje życie cenił, gorzej z cudzym.
OdpowiedzUsuńAshan tak jak wcześniej wspomniał, sam bardzo lubił wspomnianą oazę. Panował na niej względny spokój, przez chłodną wodę mało kto się tam kręcił, więc mógł liczyć na samotność, a jego mosert mógł w spokoju dostać najlepsze smakołyki w Phyonix bez zazdrosnych spojrzeń innych wierzchowców - być może rozpieszczanie mieli jednak trochę w genach po ojcu. Z Diego i Darcy też przecież nie bez powodu wyszły takie rozpieszczone małe mendy. Poza tym był dzisiaj nieco zirytowany. Znowu, kolejny pierdolony raz - kupił sobie nowe koszule, które miały zakrywać jego klatkę piersiową, a kiedy wrócił z porannego treningu znowu były porozcinane w pizdu. Szczerze liczył, że po takiej nieobecności to durne zjawisko dobiegnie końca, nie mógł jednak się bardziej mylić. Wszedł więc na teren oazy, nie zwracając początkowo uwagi na Akane. Dopiero, kiedy zaprowadził brata do wodopoju, zobaczyć, że się moczy i zapewne chłodzi. No cóż, to on raczej już do wody nie wejdzie, bo zaraz będzie jej za gorąco. Kiwnął jej głową na powitanie. Zajął się mosertem, zdjął z niego tobołki i usiadł sobie na pobliskim kamieniu, wyjmując sobie noże do skórowania, które zaczął ostrzyć.
Ashan
Ostrzył noże, nie siląc się specjalnie na żadną rozmowę, żeby zaraz nikt go nie posądził o to, że chodzi za dziewczyną czy się przystawia, bo przecież to nie była prawda. Sam jej zaznaczał, że często odwiedza to miejsce ze względu na lokalizację i spokój. Niemniej nie stronił od rozmowy, kiedy podpłynęła. Spojrzał na uważniej po swoich ostrzach, a później przesunął wzrok na An.
OdpowiedzUsuń— Tak, rękojeść też owijałem, ale te czaszki to już inwencja twórcza tutejszego kowala — odparł. — Zna się na rzeczy — podał jej jeden z noży — Tutaj na przykład masz czaszki rionów… o ile pamiętam są podobne do argarskich lwów, ale mają kości wystające u nóg, które mogą zająć się ogniem — opowiedział. Zastanowił się chwilę nad kolejnym pytaniem. — Polowanie jest równie ciekawe, ale nie lubię bez sensu zabijać zwierzyny. A skóry się dłużej obrabia i też uspokaja i zajmuje myśli — wyjaśnił, uśmiechając się nieco.
Ashan
Ashan uśmiechnął się lekko na komplement. Sam spojrzał nieco po zdobieniach. Faktycznie dobrze mu wyszły, chociaż siedział nad tym dobre kilka tygodni, żeby na pewno wszystko wyglądało porządnie.
OdpowiedzUsuń— Dzięki. Też jestem zadowolony — przytaknął jej. Ponownie przytaknął. — Tak. Tutaj masz na przykład smokoliszka, tutaj jest oszluzg, miradż, pustohak, żabogarb — wymienił jej niektóre stworzenia, które były przedstawione na sztyletach. Pokazywał przy tym za każdym razem, o które zwierzę mu chodzi. Zaśmiał się cicho. — Tak i nie. Są do różnych skór i futer, żeby nie materiał nie tracił na jakości. Gady, ssaki, płazy, ptaki, mieszańce. Każde się inaczej obrabia — wyjaśnił. Nie żeby osobiście miał problem z rozróżnieniem, ale cholera, nawet on czasami musiał być rozpieszczony. A bogato zdobione noże wcale nie były takie najgorsze. — Niekoniecznie. Jak nie ma nic innego to drapieżnika też się zje, ale na drapieżniki zazwyczaj się poluje jak za duże grupy kręcą się pod miastem czy oazami. Skoro już trzeba je zabić, to można wykorzystać materiały. Póki Phyonix jest zamknięte trochę ciężko prowadzić handel poza niektórymi klanami z Siviet. Trzeba brać skąd się da — wyjaśnił spokojnie. Wzruszył ramionami. — Pałac to jedno, ale trzeba wyżywić wszystkich. Dużo jest niezależnych myśliwych, ogłoszeń czy robótek, ale panicze z pałacu też chodzą często na polowania, żeby wspomóc wszystkich. Rodzice nie są… typowymi monarchami. Po Argarze raczej ciężko, żeby siedzieli całymi dniami na dupie i nic nie robili — odpowiedział na kolejne pytanie. — Skóry można sprzedać, powiesić, wycinać, zrobić z nich prezent — powiedział, przenosząc wzrok na Akane. — A ja nie noszę, bo skóra często się opina na ciele, wolę luźniejsze ubrania — dokończył, po czym spojrzał na własną koszulkę i zaklął pod nosem. — Chociaż i tak na jedno wychodzi — wywrócił oczyma. Nie był zły na Akane. Ale sytuacja i tak go wkurzała niemiłosiernie. Domyślał się czemu i kto mógłby to robić, ale podejrzanych było kilkoro. Bez sensu było też robić o to awanturę. W rozpiętej koszuli też mógł chodzić dopóki nie ruszali jego skór, noży, zbroi i mieczy. — Poza tym lubię zapach skóry. Ty nie masz żadnych takich zainteresowań?
Ashan
Ashan zastanowił się przez chwilę.
OdpowiedzUsuń— Możemy się wybrać na małą wycieczkę po pustyni jak będziesz w pełni sprawna — zaproponował jej. — I tak mamy razem pracować, nie zaszkodzi poznać się lepiej w terenie — zauważył czysto profesjonalną korzyść z takiego wypadu. Poza tym będzie mógł zrobić rekonesans odnośnie tego czy faktycznie nie trzeba będzie przetrzebić żadnego groźniejszego stada z okolic. Zastanowił się przez chwilę. — To nie tak, że na pustyni żyje wiele stworzeń, ale część jest unikalna dla tych okolic, część żyje też w Siviet. W zasadzie każdy tutejszy gatunek jest odporny na wysokie temperatury więc samymi magicznymi mocami ciężko je upolować — wyjaśnił. — Są też nieliczne, które same potrafią pluć ogniem i są niebezpieczne. Wiesz… Phyonix to mały kraj, ale ma dość unikalną faunę i florę. Dużo można o tym gadać — dodał jeszcze kolejne wyjaśnienia. Mógł kilka dni spędzić na tłumaczeniu jeśli chciałby być dokładny, a wątpił, żeby dla niej to był aż tak ciekawy temat. Przynajmniej bez żadnych faktycznych rysunków czy żywych dowodów, które możnaby chociaż pooglądać. Uśmiechnął się lekko.
— Niezupełnie skup. Ci co pracują w pałacu nie przejmują się polowaniami, skoro “rozpieszczają” nas w zamku to możemy chociaż ogarnąć im mięso. Poza tym są tutaj rodziny, które mają problem samodzielnie wszystkich wyżywić, a dzieci głodne chodzić nie mogą, więc im po prostu się pomoga. Z tego co wiem wszędzie rodzice starają się wymusić godną płacę, ale czasami nawet to nie starcza, a jeżeli ktoś nie jest nierobem, nie przepija i nie liczy, że nagle matka abdykuje, bo ktoś z dumy i fascynacji Bellhardami się głodzi jako dorosły, no to wtedy to już nie da się każdemu pomóc. No ale wszędzie muszą chyba być slumsy i bieda — objaśnił jak wygląda mniej więcej pomoc “socjalna” w Phyonix. Zastanowił się też trochę nad tym czy wszędzie musiała być ta bieda. Ostatecznie przytaknął sobie na to stwierdzenie. Ostatecznie nie wierzył w to, że dało się stworzyć gdziekolwiek prawdziwą utopię. Przy dużych skupiskach ludzi musiało dziać się coś złego i musiało dochodzić do niesprawiedliwości. Nawet matematycznie prawdopodobieństwo czegoś innego było w zasadzie zerowe. A on nie bujał pod tym względem z głową w chmurach.
— Oryginalnie je kolekcjonuje — rzucił na swoją obronę z lekkim uśmiechem na ustach. Tam gdzie miał “swój” kąt zawsze roiło się od najróżniejszych skór i futer. Chociaż fakt. Nie robił z nimi dziwnego, nie fetyszyzował tego. No, może poza tym, że lubił skórować WSZYSTKO co żyje. Zwierzę czy człowiek - satysfakcja była taka, a nawet większa, jeśli człowiek dalej dychał. Więc może jednak miał w sobie trochę perwersji. Zaśmiał się cicho, ale zaraz skrzywił.
— Oczywiście, że jest cudza, dlatego nie lubię tutejszych kobiet. Niektórym strasznie odpierdala — wyjaśnił. — Ale ich zboczenie to nie powód, żeby robić o to awanturę — dodał zaraz. Jakby go to nie wkurwiało, wolał, żeby nikt nie tracił pracy przez to, że ma obsesje na punkcie jego klatki piersiowej. Uśmiechnął się do niej lekko i spojrzał uważniej po dziewczynie.
— Nie brzmi nudno. Zwłaszcza ilustracje — zauważył, wyciągając sobie papierosa, skoro była już daleko. Zaciągnął się dymem i wypuścił powoli. — Darcy mówiła, że tworzysz naprawdę “ładne, ciekawe” rzeczy. Jest na czym zawiesić oko — pochwalił ją. Sam chętnie by zobaczył te ilustracje.
Ashan
— Dobrze, za parę godzin mam zamiar się wybrać. Potrafisz jeździć na mosertach? — zapytał co by się upewnić. Zakładał, że Morgana mogła ją co nieco nauczyć, ale warto było mieć pewność, żeby przypadkiem nagle nie spadła z wierzchowca. Fauna naprawdę była unikalna, ale szczerze było to raczej do przewidzenia. Phyonix było dość specyficzne nieważne do jakiego miejsca go porównać - po prostu się wyróżniało. Spojrzał uważnie po An. Zastanowił się chwilę.
OdpowiedzUsuń— Na pewno w większych miastach łatwiej to zauważyć — przytaknął na początku. — Aczkolwiek wydaje mi się, że wszędzie są mniejsze lub większe nierówności, ale im bliżej natury jesteśmy tym ciężej to dostrzec. Poza tym w Terrze najwięcej nierówności na pewno będzie tam, gdzie trzymają niewolników — dodał. Nie była to może częsta praktyka, ale słyszał, że były tam konkretne miejsca, gdzie chętnie skupowano siłę roboczą, która nie była Terrańczykiem, a przy niewolnictwie ciężko było mówić o równości społecznej. Odnośnie rodziców nie odpowiedział. Jego zdaniem nie było w tym nic specjalnie miłego, jeśli właśnie tak powinno się zachować. Dziękowanie za zachowanie się w oczekiwany sposób było dla niego dziwne. — Nic nadzwyczajnego, tak powinno być — wyjaśnił, żeby nie pomyślała, że on nie zgadza się ze zdaniem rodziców. Zgadzał się mimo wszystko. Zaśmiał się cicho.
— Wbrew pozorom nie zabijam na siłę. Ale jeśli znajdę tałatajstwo, którego jest całkiem sporo to ręce świerzbią — przyznał. Dalej chyba wychodził na okrutnego i dziwnego, ale mało go to obchodziło. Taki po prostu był. Nie zamierzał się kryć ze wszystkim. Niektórych cech oczywiście nie było warto ujawniać, ale to wydawało mu się całkiem niewinnym zboczeniem. Skrzywił się delikatnie.
— Sam kurwa nie wiem. To jedna z teorii po mojej byłej stąd, albo bliźniaki. Sam sobie tego nie robię, ale kończą zawsze zniszczone na klatce. Może im się tak tatuaż brata podoba — odparł, próbując obrócić to w żart, bo sam zaraz coś rozwali. Sytuacja mimo wszystko, jak komiczna z boku by nie była, jego po prostu denerwowała.
— Nie powiedziałem, że mnie nudzą, powiedziałem, że NIE brzmią nudno — zauważył, bo chyba go nie zrozumiała w pierwszej chwili. Uśmiechnął się lekko. — Darcy lubi dużo mówić, zwłaszcza jak coś jej się podoba — wyjaśnił. Kiwnął głową. — Spokojnie, przeżyje jak nie zobaczę, po prostu z opisów brzmią ciekawie. I uwierz, nie zrypią mi bani, przynajmniej nie bardziej niż już jest zrypana — zapewnił ją.
Ashan
Rozłożenie się w Phyonix po Azylu nie było wcale trudne. Przynajmniej dla niej, w końcu przyszła na swoje. Pierwszej nocy udało się jej zrobić to o czym mówiła Cydar. Jej przemiana wyglądała teraz całkiem inaczej, jej moce działały inaczej, ale ona sama czuła się o wiele lepiej z samą sobą. Jakby w końcu zaczęła ściągać sobie kule z nóg, które wcześniej tyle czasu skrzętnie sobie zawiązywała. Mama pomagała jej się uczyć latać. To było niesamowite uczucie. Uwielbiała te lekcje, zresztą chyba nie tylko ona. Największym problemem było odkrywanie dalszego potencjału i stabilizacja. Darcy miała tendencje do przegrzewania się. Dlatego też dziewczyna ucieszyła się z propozycji Akane z nauką medytacji. Kiedy tylko mogła ubrała się w wygodne ubrania i ruszyła do kuzynki. Fasolki i inne dzieci były dzisiaj zajęte z Ashanem, bo nadszedł w końcu czas na ich podchody z map, które dostały na święta, więc miały czas przede wszystkim dla siebie i naukę. Uśmiechnęła się od niej.
OdpowiedzUsuń— No hej — przywitała się ciepło. — Jeszcze raz dzięki, że pomagasz mi nie spalić okolicy — zaśmiała się.
Darcy
Kontrolowanie mocy teraz przypominało uczenie się ich od nowa. Chociaż mimo wszystko zdawało się to bardziej naturalne i właściwe w całej tej nauce i bajzlu, który porządkowała w głowie. Tak - to była jej wina przez to jak latami spychała wszystko na bok, ale wierzyła, że da sobie radę. Zwłaszcza jeśli nie będzie robić tego w uparty sposób i odcinać się od każdej alternatywy. Jak właśnie medytacja z Akane. Dziewczyna miała w tym zdecydowanie więcej doświadczenia i robiła to o wiele częściej. Umiejętności Darcy kończyły się na znajdowaniu gorących miejsc, gdzie mogła się łatwiej skupić, a jeśli planowała opuścić Phyonix, żeby odprowadzić Abyss, której temperatura przeszkadzała w jej błogosławionym stanie. Zaśmiała się na komentarz Akane i rozejrzała po okolicy.
OdpowiedzUsuń— Czy ja wiem, myślę, że okolica też byłaby zła, jakby straciła swoją zieleninę — odparła. — A mieszkańcy i odwiedzający t o by chyba ukręciliby mi łeb — dodała, chichocząc dalej. Mogła łatwo wyobrazić sobie Ashana, który był na nią zwyczajnie wkurwiony za zniszczenie mu ulubionej miejscówki. Zastanowiła się przez chwilę nad zadanym pytaniem. — Dla mnie to sposób na wyciszenie myśli tych chaotycznych, znalezienie sposobu na przemyślenie czy komunikacje z tym czego aktualnie potrzebuję? Chyba coś takiego. A przebiega na tym, że znajduję sobie odpowiednie miejsce, aktualnie to się na tyle skupić umiem tylko przy bardzo gorących miejscach, siadam, oddycham w rytm ciepła i próbuje zaskoczyć — wyjaśniła. Nie umiała tego wyjaśnić bardziej “ogólnie”, bo tylko tak to w życiu robiła.
Darcy
OdpowiedzUsuńAshan przytaknął jej. Skoro Mor jej pokazała co i jak to był pewien, że znajdzie się jakiś grzeczny, spokojny mosert w stajni dla Akane. Pokręcił głową, odsuwając się na dwa kroku, bo odpalał właśnie kolejnego papierosa.
— Nierówności prowadzą do takich podziałów, że prędzej czy później zobaczysz gdzieś slumsy, tylko nie wszędzie są tak wyraźne. W Fasach widziałem “bogatych”, którzy żyli tak jak najbiedniejsi tutaj, a z głodu nie umierali. Można nad tym dużo filozofować — zauważył, wypuszczając dym nikotynowy z ust. — Ale całej ludzkości nie zbawisz, a wiele ofiar slumsów to nie są biedni pokrzywdzeni tylko Ci, którzy nie chcą się dostosować do dobra całej społeczności, więc się ich wyklucza. Przynajmniej na początku. Im dłużej dana nacja żyje i trwa tym bardziej skomplikowane się to robi — dodał jeszcze, myśląc nieco intensywniej nad tym tematem. — Na dobrą sprawę ogólnie i na siłę Fasach można nazwać slumsami Polszy — rzucił jeszcze. Uśmiechnął się lekko do Akane.
— Mam się bać zapytać, rozumiem — odpowiedział na jej zaczepkę. — Czy chcesz żebym zapytał, skoro tak to ujmujesz — dodał tym razem samemu delikatnie żartując. Wzruszył ramionami, patrząc po swojej koszuli.
— Guziki też wypruwają, uwierz, że są bardzo kreatywni, ktokolwiek to robi — odparł. — Może czas się poddać i słuchać oskarżeń, że to ja lubię tak chodzić — dodał nieco ciszej. Uśmiechnął się do niej, gdy zaczęła opowiadać o rysowaniu. To było ciekawsze niż jego własne problemy z garderobą.
— Rozumiem — przytaknął. — Strasznie zrypana, ale pewnie nie bardziej niż autorka takich ciekawych obrazków — rzucił zaczepnie. Dopalił papierosa i sam wstał na równe nogi. Spojrzał na swojego Brata, a potem wrócił wzrokiem do granatowłosej.
— Po południu, po obiedzie przy stajniach, znajdziesz se moserta i ruszymy. W pełnym słońcu drapieżniki też będą raczej chętne do wylegiwania się niż polowania na nas — wyjaśnił.
Ashan
Darcy zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń— Bo dochodzi, ale wątpię, żeby Ashan uwierzył, że mój pożar w tym miejscu to akurat ten dobry. Jest trochę sceptyczny na moje podpalania, coś tam bredzi, że popioły to se mogę robić, ale na sali treningowej, a potem się robi z niego straszny chujek — ostatnie słowa szepnęła jakby konspiracyjnie i zrobiła zrezygnowaną minę. — Pieprzony sadysta, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że go zajmujesz treningami — dodała, uśmiechając się przy tym. Faktycznie ogień nie był tylko niszczycielski, dawał też życie. Fajnie było to w końcu zauważyć, a jeszcze lepiej było, kiedy jej bliscy spoza rodziny też to widzieli. Chociaż Akane to w zasadzie praktycznie rodzina. Pokręciła zaraz głową.
— Wyciszenie to jest moim zdaniem sposób na przemyślenie. Żeby skupić się na własnych zdolnościach i usłyszeć jak mają się rozwijać muszę wyciszyć myśli i skupić się na jednej dokładnej, a no… nie jestem mistrzem pod tym względem. Myśli w głowie to mam jeszcze więcej niż te, o których gadam i często niestety są chaotyczne, więc wydaje mi się, że idzie w parze. Przynajmniej dla kogoś komu medytacja ma pomóc się skupić. Poza tym… wyciszenie to i tak zostawia myśli, prawda? Nie da się nie myśleć. Nawet jak myślisz “nie myśl” to myślisz o tym, żeby nie myśleć… wybacz, zaczynam bredzić — spojrzała przepraszająco po An. Słuchała dalej. Osobiście nie widziała siebie zdolnej do medytacji w każdym miejscu, ale właśnie po to poprosiła o pomoc żeby się tego nauczyć.
— Szczerze nie wyobrażam sobie na stałe medytować przy kimś — powiedziała, gryząc się delikatnie w policzek. — Nauka jasne, ale takie poważne medytacje wydają mi się zbyt… intymne? Zaglądam w najgłębsze zakamarki swojej głowy wtedy, wolałabym robić takie rzeczy jednak sama. Tak, dziwne, że taki ekstrawertyk chce być gdzieś sam, ale wiesz… każdy chyba chce czasami być sam, co nie?
Darcy
Ashan sam uśmiechnął się do niej kącikiem ust, patrząc uważnie po Akane, kiedy mówiła. Rozmowa z nią była nawet ciekawa, nie mógł jej tego odmówić.
OdpowiedzUsuń— A filozofowanie to nie jest też analiza dlaczego jest jak jest? Skąd bierze się dana moralność, sposób myślenia, jaki powinien być idealny? — dopytał, bo i jemu zdarzało się czytać czasami różne dzieła ówczesnych czy dawnych myślicieli Mathyr. Ba, w Phyonix udało się dotrzeć czasami nawet do odrobiny argarskiej filozofii. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. — Nie przeszkadza mi inteligentna rozmowa, ale nie ze wszystkim muszę się z Tobą zgadzać — odpowiedział spokojnie. Miał wrażenie, że była strasznie przewrażliwiona i przestraszona, gdy chciała wyrazić swoje zdanie. Zdawało mu się to bardzo dziwne, zazwyczaj miała w sobie więcej charakteru. Zmarszczył brwi. — Boisz się wyrażać własną opinię? — zapytał, bo zainteresowało go to. Było zbyt odbiegające od tego co zdążył już poznać u Akane. Zastanowił się chwilę nad swoją rolą. Zmarszczył delikatnie brwi.
— Słucham ojca i matki. Nie dziedziczę nic, ale mogę jako dorosły dalej mieszkać z rodziną. W zasadzie można powiedzieć, że jestem Gromem, ale nieoficjalnie. Trenuję z żołnierzami, biorę udział w uroczystościach, czasami otworzę albo zamknę zawody na arenie pojedynkiem, albo pokazem, poluje, wykonuję zadania, dbam o bezpieczeństwo — zerknął na rozdartą koszulę i wywrócił oczami. — I najwidoczniej robię też niektórym za świerszczyki. Tak mówicie na te cienkie książki do masturbacji, nie? — spróbował ubrać to w żart, ale nie był pewien czy mu wyszło. — No i czasami zdarza mi się zastąpić ojca z obowiązkami, jak go nie ma, bo z matką idą na swoje chwilowe wypady. Jest to jakaś odpowiedzialność, ale nie czuję się specjalnie ważny. Moją robotę może każdy zastąpić, kto się do tego nadaje. Tytuł księcia jest… chciałbym, żeby był bardziej symboliczny. I tak sam zarabiam na swoje złoto — wyjaśnił. Osobiście nie przepadał za tym tytułem. Wolałby być bardziej anonimowy. Poza tym tworzył niepotrzebną presję. Dzieciaki kapłanki i pierwszego wojownika - super zaszczyt, w ogóle nie budował w nikim żadnego stresu i poczucia zobowiązania. — A co do wykluczania to się zgadzam, na tle rasowym to bzdura. Nikt nie wybiera jaki się urodzi. Poza tym rasa nie ma w większości nic wspólnego z charakterem, jasne, niektórzy są przez to różni bardziej lub mniej wyglądem czy charakterem czy instynktami, ale nikt nie rodzi się gorszy na starcie gorszy czy lepszy — odpowiedział. — Jeśli ktoś nie chce funkcjonować w społeczności wiadomo, że jest niechciany, bo zazwyczaj rozwala innym tryb życia, może się wynieść, więc się wynoszą i tak się często robią takie slumsy. Myślisz, że to sprawiedliwe? — zainteresował się jej opinią. Na jej kolejny żart po prostu uśmiechnął się szelmowsko i nie odpowiedział. Zostawił sobie komentarz dla siebie odnośnie jej wizji. Dał się dotknąć po koszuli i słuchał co miała do powiedzenia w tym temacie.
— Możesz spróbować, ale nie zdziwi mnie jak znowu się magicznie rozetnie — westchnął. — Argar miał ten plus, że nikt mi szafy nie ruszał — mruknął. — Widzisz, książe nie ma zbyt dużo prywatności we własnym domu — dodał jeszcze, a kącik ust mu drgnął, chociaż w oczach dalej czaiła się irytacja. Odpłynęła jednak po chwili. Wstał na równe nogi, żeby zaraz podejść do Brata i zacząć go oporządzać.
— Yhym, będę czekać — przytaknął jej na pożegnanie.
O umówionej godzinie Ashan czekał już w stajniach. Jego mosert był już przygotowany do drogi. Sam miał ze sobą miecz - niestety dalej zapasowy i lekki skórzano-materiałowy strój odpowiedni do polowania. Zbroja byłaby jednak sporą przesadą. Siodło i lejce dla An też uszykował, a w zagrodzie były te “spokojniejsze” osobniki.
Ashan
— Ashan? Oczywiście, że najgorszy. Wyciąga siłą z wyra jak masz wolne i nie musisz wstawać o świcie, ciągnie Cię za nogę po podłodze, a jak już ćwiczysz z nim to jak Ci pierdolnie to kurwa raz i jesteś na glebie — zmarszczyła nos, czując jak przechodzi ją dreszcz przez brata. — I to pieprzenie “o już byś nie żyła”. Jak dostanie ten nowy miecz z kryształem to mu go wsadzę głęboko w dupę — dodała jeszcze, uśmiechając się już delikatnie. — I tak, bracia muszą być chujkami dla sióstr, dlatego trzeba im oddawać. Chociaż mój gra przy wszystkich niewiniątko. On nic nie zrobił, przecież taka była umowa… a tak naprawdę to chuja tam. Strasznie fakty naciąga. Uważaj na to — ostrzegła ją ze śmiechem. Mimo wszystko wolałaby, żeby Ash tam Akane przypadkiem na jej temat niczego nie nagadał, albo na innych. Kochała go i życie by oddała, ale mimo wszystko menda mendą zostanie. Zaśmiała się na kolekcje skór brata. Pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Ta, niech spróbuje to mu roztopie te jego noże — uniosła dumnie brodę i poprawiła włosy. — Za ładna jestem na te jego kolekcje, niech se swoją byłą tam doda — zażartowała. Zaraz wróciła do skupienia na punkcie medytacji. Przytaknęła jej głową.
— Tak, masz rację, ale z drugiej strony, to dalej takie… wyciszenie myśli. W sensie układają się w głowie w trakcie medytacji i przestają… dręczyć? Stają się bardziej swojskie. Bo jedno to kłócić się samemu z myślami, ale czasami mam wrażenie, że moje myśli kłócą się same ze sobą, zapraszają inne do dyskusji, mnie kneblują i każą słuchać dopóki głowa nie zacznie mi parować — wyjaśniła. Może miały podobne podejście, a może inne, ale nie wyobrażała sobie, żeby medytacja nie polegała w pewien sposób na jakimś wyciszeniu. Zaśmiała się cicho, gdy mówiła o niedopuszczaniu pewnych wspomnień. Spojrzała z rumieńcem i zawstydzeniem na Akane. Tutaj trafiła prosto w punkt, bo jej udało się całkowicie wyrzucić z głowy kilka ważnych wspomnień, a raczej tak je zaszufladkować, że jej życie bardzo się skomplikowało. Przytaknęła jej.
— Staram się nie blokować i mam nadzieję, że w końcu to się uda na stałe. Trochę żałuję, że wcześniej nie zaczęłam pracować nad tym w taki sposób — skrzywiła się lekko, ale był to po prostu żal do samej siebie. Teraz była przede wszystkim wdzięczna, że nie była w tym sama, nawet jeśli z początku bardzo walczyła, żeby tak właśnie było. Usiadła przodem do Akane.
— Jak mam się uczyć to chyba lepiej patrzeć na nauczyciela — zauważyła. — Więc jakoś z tą intymnością damy radę. No chyba, że Ty chcesz żebym się odwróciła, bo dla Ciebie to zbyt intymne….
Darcy
Ashan przytaknął jej, chociaż on filozofowanie widział inaczej.
OdpowiedzUsuń— Rozumiem, mimo wszystko dla mnie filozofowanie to po prostu takie analizy i wyciąganie wniosków, bo wnioski to też po części gdybanie, nigdy nie wiesz czy są właściwe, albo czy się sprawdzą dopóki nie dojdzie do danego stanu faktycznego — zauważył jaką on miał opinie. — Niemniej nie narzucam Ci definicji, nie ma to wielkiego znaczenia to nie szkoła, żeby przypierdalać się do definicji — dodał jeszcze, co by nie było żadnych niedomówień z jego strony. Przyjrzał się jej nieco uważniej, kiedy wspomniała, że “ostatnio zrozumiała”. Ciekawe. Przytaknął lekkim ruchem głowy na jej wyjaśnienia i nie wchodził dalej w ten temat. Zmarszczył brwi na jej dalsze wyjaśnienia.
— Ciekawi rozmówcy — skomentował. Narzucanie komuś zdania osobiście mu się nie widziało. Sam miał raczej sztywne poglądy, ale każdy miał prawo myśleć sobie co chce, a potem żyć z tymi konsekwencjami. Wykłócanie się o to jak ktoś się czuje, albo myśli zdaje się trochę niepoważne. Ludzie są różni, mają prawo do własnych myśli czy opinii, nie ważne jak durne by nie były - takie było przynajmniej jego zdanie. Uśmiechnął się lekko.
— Urodziłem się w Argarze. Dostaliśmy od przyjaciół rodziców prezenty pożegnalne na 18. W moim było kilka takich świerszczyków właśnie poza innymi rzeczami — wyjaśnił. Nie wdawał się w większe szczegóły, wątpił, żeby Akane dopytała, a sama paczka była dosyć nietypowa, zawierała dużo rzeczy, o których nie miał najmniejszego pojęcia, że mogą istnieć, albo były po prostu na swój sposób komiczne - a do niego zbyt dużo śmiechu jednak nie bardzo pasowało. A jednak przy granatowłosej miał wrażenie, że zaskakująco często drgała mu warga czy wypuszczał delikatny śmiech. Trochę dziwne, aczkolwiek faktycznie dziewczyna miała całkiem interesujący charakter.
— Skoro aż tak Cię interesuje mój zadek — rzucił z przekąsem na jej komentarz.
Słuchał co miała do powiedzenia w kwestii sprawiedliwości. Przytaknął jej.
— Zgadzam się, wszystko ma dwie strony medalu, nie da się być nieskazitelnym, nieważne jak bardzo ktoś by się starał, zawsze w cudzych oczach może stać się tym najgorszym — odparł. Dla niego to też było jak najbardziej oczywiste. Wzruszył ramionami na jej komentarz.
— Najwidoczniej dla Argarek nie jestem aż tak atrakcyjny — skomentował spokojnie. — Nie potrzeba do tego żadnych badań. Tutaj jestem przystojnym księciem, a w Argarze jestem skazanym za zabójstwo — wzruszył ramionami. Faktycznie nie myślał aktualnie o tych swoich koszulowych problemach. Przytaknął na informację z podrzucaniem - była to jakaś opcja. Zastanowi się jeszcze nad tym. Umówili się też na przejażdżkę a przed tym miał jeszcze kilka rzeczy, którymi chciał się na spokojnie zająć.
Ashan spojrzał po Akane. Pokręcił głową, po czym poprawił na rampie sprzęt jeździecki, który przygotował dla dziewczyny.
— Nie, aczkolwiek wierzę, że sama potrafisz założyć siodło, skoro Morgana uczyła Cię jeździć — zaczął. — Poza tym nie ma sensu siodłać wszystkich mosertów, musisz wybrać jakiegoś przed siodłaniem — wyjaśnień. Uśmiechnął się lekko. — To prawda, to wyjątkowe stworzenia — przytaknął jej, oprowadzając po stajni. Zastanowił się chwilę nad kwestią wyboru. —- Przy bliższej relacji czujesz ze swoim mosertem rodzinną więź, ale dzisiaj musisz się z jakimś zapoznać na krótką podróż, co nie znaczy, że nie musisz się z nim dogadać — powiedział, podchodząc do Akane. Stanął za nią, obserwując, które zwierzę najbardziej przyciąga jej uwagę. — To są inteligentne zwierzęta, poszukaj czy czujesz porozumienie z jakimś, wyciągnij rękę, spróbujcie się oswoić ze swoim towarzystwem. Mogą być trochę krnąbrne, ale to spokojniejsza grupka — zapewnił ją.
Ashan
Darcy zaśmiała się lekko i znowu poprawiła włosy.
OdpowiedzUsuń— Trofeum to mogę zostać, ale nie dla brata, jeśli już to wiesz… dla tego kto wywalczy moje serce — zażartowała, po czym skrzywiła się delikatnie. W zasadzie ten żart aktualnie nie miał sensu. Palnęła się delikatnie dłonią w czoło. — Nieważne, wrócę z tym żartem za jakiś czas — skomentowała, a uśmiech wrócił na jej buzię. Nie ukrywała, że próbowała dusić myśli, bo właśnie tak robiła bardzo długo. Uznawała, że tak będzie po prostu lepiej i łatwiej. Żałowała, ale musiała naprawić te błędy i być szczera ze samą sobą. Niezależnie od sytuacji. Wzięła wdech. Będzie dobrze. Wydech.
— Jest moje, to prawda, ale przez większość czasu wolałam te straszne, czarne, okrutne myśli zamiatać pod dywan w głowie. A swoją mroczną stronę też muszę zaakceptować — wyjaśniła. Czuła, że zaakceptowanie tej mrocznej strony będzie bardzo trudne. Zwłaszcza, że jeśli miała zostać Kapłanką chciała być empatyczna, czuła i załagodzić konflikt polityczny, a mrocznej i okrutnej Kapłance będzie raczej ciężko to zrobić. Tak samo otworzyć Phyonix na resztę świata. Potrzebowała do tego zaufania reszty, a sama nie wiedziała czy ufałaby komuś z morderczymi zapędami. Wróciła myślami do Akane. Przytaknęła na jej wyjaśnienia. Skupiła się.
— Umiem oddychać swoim tempem akurat — powiedziała zadowolona z siebie. — Nabieram powietrza dopóki nie poczuje, że podsycam iskrę w przeponie, czuję jak ciepło rośnie, rozlewa się po ciele, wydychane powietrze jest przyjemnie ciepłe, jakby pochodziło z samego serca wulkanu. Czuję wtedy, że łączę się z istotą tego kim jestem w pewnym sensie. W końcu jestem bardziej ognistą istotą. Tylko takie oddychanie najłatwiej mi wychodzi właśnie w ciepłych miejscach aktualnie, że potem mogę się faktycznie skupić. Inaczej myśli zaczynają za bardzo szaleć i nie kontroluje temperatury ani ognia —- wyjaśniła, po czym sama pokazała jej w jaki sposób to robi.
Darcy
— Nie mówię, że nikt tego nie zrobi. Mówię, że wrócę za jakiś czas — zaśmiała się lekko i wzruszyła ramionami. — Ale aktualnie to ja próbuje wywalczyć jedno serce, to raczej ja będę mieć trofeum o ile się uda — odparła, chociaż było widać po niej, że niekoniecznie w to wierzyła. Jeśli spotka swojego amanta to powie mu co czuje, ale nie zamierzała niczego oczekiwać w związku z tym faktem. Chyba, bo chociaż chciałaby, żeby Ryu spojrzał na nią inaczej niż tylko na kogoś z kim można się przyjaźnić w pieprzonym friendzone. W każdym razie to nie był czas na takie rozmyślania.
OdpowiedzUsuń— Niby tak, z drugiej strony mam wrażenie, że muszę bardziej zacząć samą siebie akceptować, w tym swoje czarne myśli, nie mogę ciągle się tłumić, bo zgasnę — wytłumaczyła swoją wizję, uśmiechając się wdzięcznie do Akane. — A do tego właśnie przyda się medytacja — dodała. — I też mam nadzieję, że pomoże. Dlatego naprawdę mi miło i jestem wdzięczna, że pomagasz — zaznaczyła jeszcze. Zaśmiała się, gdy wspomniała, że jej porównanie brzmi poetycko.
— Nie jestem pewna czy to poetyckie. To coś co naprawdę czuję i uwierz, że temperatura ciała i otoczenia potrafi się zmienić — odparła. — U mnie jest trochę inaczej. Ja nie pobieram ciepła, sama jestem ciepła i się nagrzewam, ciepło z otoczenia jest dla mnie przyjemne, im cieplej tym fajniej, bardziej swojsko, ale nie zabieram ciepła z otoczenia, bardziej łączę się z istniejącym ciepłem, albo oddaje swoje otoczeniu. Ja mogę się ewentualnie “przegrzać”, ale to komuś może się stać krzywda a nie mi. Co do zimnych okolic… ja nie pamiętam jak było we Fjelodd więc ciężko mi mówić, a w innych miejscach nie miałam takiego problemu — wyjaśniła. — Ale mam wrażenie, że z tą okolicą jest coś więcej, tylko nie wiem jeszcze co — dodała ciszej.
Darcy
Ashan nie odpowiedział na kwestię pomocy. To było raczej oczywiste, że pomoże w razie potrzeby, ale nie miał zamiaru wychodzić przed szereg, skoro równie dobrze mogła zrobić to sama od początku do końca. Pokręcił głową na jej komentarz z lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń— Nic na siłę, chociaż może być ciężko odmówić, na siłę nie musisz też przed takim uciekać — wyjaśnił, spoglądając ukradkiem na swojego własnego moserta i uśmiechnął się cieplej. Wrócił po chwili wzrokiem do Akane i obserwował jak chodzi między zwierzętami. Ewidentnie upatrzyła sobie już swojego partnera. Granatowłosa zdecydowanie miała jakąś dziwną słabość do odszczepieńców. Zaśmiał się cicho pod nosem na tę myśl. Widział, że zaczęli nawiązywać więź. Zainteresowało go to trochę. Skoro już teraz była tak zafascynowana tym jednym konkretnym zwierzęciem, ciekawe co z tego dalej wyniknie. Może jednak już z tym konkretem mosertem dojdzie do ślubu. Sam zaczął iść w stronę Akane, biorąc sprzęt do jazdy.
— Nazywa się Uqe, najmłodszy syn Asmaye — wyjaśnił, samemu wyciągając rękę, żeby pogłaskać zwierzę po grzbiecie delikatnie. — Dobry wybór, niepozorny, ale nie zawiedzie, jeśli się polubicie — zapewnił. Odsunął się od zwierzęcia i zdjął z ramienia sprzęt do siodłania, żeby Akane mogła zabrać się do roboty.
Ashan
Darcy uśmiechnęła się ciepło, ale pokręciła przecząco głową.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję, ale nie trzeba. Przede wszystkim chcę, żeby wiedział, że ktoś może stracić dla niego głowę i potrafi być na pierwszym miejscu, a to czy on poczuje coś do mnie, no to cóż, nie zmuszę nikogo do żadnych uczuć, ale przynajmniej będę szczera ze sobą a co będzie dalej to będzie — wyjaśniła z dość pozytywnym tonem. Zdążyła się przygotować na dostanie kosza, ba nawet może się jej należał za to, że tak długo sobie to uświadamiała. Słuchała Akane w temacie czarnych myśli. Miała już wtedy zamknięte oczy, starając się już wprowadzać odpowiednie oddychanie.
— Na przykład to, że każdy z nas ma coś z potwora? — zapytała w kwestii szukania jakiegoś pozytywnego aspektu, wypuszczając gorące powietrze z ust. Wzięła kolejny wdech, czując jak przyjemne ciepło rozlewa się po jej ciele. — Łatwiej walczyć z kimś niż samemu, w trakcie podróży było to jasno widać, dobrze mieć przyjaciół, którzy chcą pomóc i nie odwracają się — zgodziła się z Akane z kolejnym wydechem. Na ciele czarnowłosej zaczęły przebijać żyły ciepłą, ciemną czerwienią, a z ciała zaczęło emitować jeszcze więcej ciepła niż zazwyczaj.
— Jasne, teraz na poważnie — przytaknęła jej, dalej nie otwierając oczu. Ułożyła dłonie tak jak jej poleciła. Słuchała Akane i oddychała w rytm, który jej wskazała. Mimo wszystko nie widziała tafli wody. Czuła jak łączy się z ciepłem okolicy. Słyszała rytm własnego serca - spokojny, cichy, ale mocny. Miała wrażenie, że słyszy coraz więcej. Pod ziemią poza zimną wodą, jeszcze głębiej płynęła lawa, rozchodziła się prosto do rdzenia krainy. Mogła poczuć to ciepło, złączyć się z nim. Uśmiechnęła się mimowolnie, oddychając dalej. Miała wrażenie, że mogłaby dotknąć tej lawy, wziąć ze sobą ogień, żar, który z niej pochodził. To byłoby takie proste. Wzięła kolejny wdech a z wydechem wypuściła delikatne strużki ognia. Czuła harmonię. Otworzyła swój umysł na wszystkie myśli. I wtedy się zaczęło. “Nie poradzisz sobie”. Zacisnęła mocniej oczy. “Pomyśl ile możnaby zniszczyć, gdyby wykorzystać to wszystko - Polsza, Fjelodd, spokój, bezpieczeństwo.” Zatrzęsła się. Nie. To było kuszące, ale nie mogli tak po prostu zaatakować. To byłoby głupie, niebezpieczne i nierozsądne. “A pozbycie się Bellhardów? Phyonix byłoby łatwiej otworzyć!”.
— Kurwa… — syknęła, otwierając oczy. Pokręciła głową i spojrzała na Akane. — Z boku medytacja wygląda za prosto w porównaniu z rzeczywistością — skomentowała.
Darcy