Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Soul keeps burning bright through the coldest nights

Surrender is no option for me now
Bless those souls I send to hell
If you dare just look into my eyes
My steel is warm my face is stained with blood
Ashan

Parabellum
księże | fenalis | szmaragdowe oczy | 201cm | 04.08 | 25 lat | Phyonix-Argar
Konsekwencje to też zabawna rzecz, bo przecież można wierzyć, że robi się coś dobrego, a potem skończyć z wypalonym sercem pod rynsztokiem. Wszystko jest ulotne, każdy troszczy się sam o siebie i własne wartości. Życie zawsze będzie okrutne na swój sposób, przed tym nie ma ucieczki - można tylko wybrać sposób w jaki sposób stawi się czoło temu co czyha za rogiem. Nigdy nie wiadomo czy przypadkiem nie naraziło się pokręconemu księciu, dla którego wartości moralne są pisane palcem na piasku w trakcie sztormu. Ashan nigdy nie był specjalnie wygadany. Ze wszystkich dzieci pary Parabellum najbardziej wdał się fizycznie w matkę, jednak charakterem jest czystym odbiciem ojca, co zapewne można przypisać dekadzie jaką spędził z nim w odosobnieniu wśród piekielnych płomieni, trenując kontrolę nad demoniczną klątwą, którą odziedziczył w całości. Nigdy nie okazuje zbyt wielu emocji, jest spokojny, rozważny, rzadko podejmuje działanie, stara się być bierny, nie prowokować nikogo do niepotrzebnej rywalizacji, dopóki sam nie zostanie sprowokowany. Z pewnością niejedna osoba może okrzyknąć go mianem potwora bez serca. Nie śmie protestować, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z własnego sadyzmu, na który pozwala sobie, kiedy tylko uzna, że ktoś na to zasłużył. Wyruszył w podróż po Mathyr, bo jak twierdzi, raz w życiu trzeba zwiedzić świat, w którym się żyje. Jaki leży za tym prawdziwy cel? Nie powiedział nikomu. Jest pokręcony, małomówny, gburowaty i wiecznie znudzony, ale potrafi znaleźć sympatię nie tylko dla członków własnej rodziny. Nienawidzi szufladkowania na dobre i złe strony - jego zdaniem wszystko jest tylko kwestią perspektywy, z której się patrzy.

POWIĄZANIA/DODATKOWE


 _____________________________________________________________________
cytat: Dream Evil - In Flames You Burn
tytuł: HalaCG feat. LEECHY! - Cremate your life
art przedstawiający  

165 komentarzy:

  1. [To ja chcem wątek xD Kogo sobie wybierzesz tym przybędę]

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadowolona dreptała sobie w stronę domu Darcy. Naszła ją ochota na bitą śmietanę z owocami, którą dziewczyna ostatnio jej podała, a że w domu Rei było małe zamieszanie z dzieciakami, to nie chciała kobiecie zawracać głowy. Tony też nie zamierzał, więc razem udali się na spacer ze swoją córką, a gdy Ri zdradziła plan na swoje smaki blondas puścił ją do przyjaciółki samą, zostając z Kevą i dając Grimie nieco odetchnąć od małej.
    - Darcy! - goblinka wskoczyła na parapet przy otwartym oknie, od razu uśmiechając się szeroko. W końcu Felcia sama mówiła, że można do niej przyjść w każdej chwili. Zielonoskóra spodziewała się wielu rzeczy, ale nie jakiegoś typa z czerwonym łbem na środku pokoju! Od razu zrobiła jedną ze swoich "bojowych" min, złapała ogon w łapę i zaczęła nim kręcić niczym lassem, a wolnym palcem pokazała na obcego. - Ale dostaniesz wciry jak gospodyni wróci! Szykuj się na starcie z gamortą i fe... fen... i Felcią! - krzyknęła pełna werwy.

    groźna Grima xD

    OdpowiedzUsuń
  3. To miało być zwykłe rozeznanie terenu. Spacer ze zbiorem leśnych owoców i ziół, o które poprosiła pokładowa kucharka - Heidi. Dziewczyna nieziemsko gotowała. Nawet będąc na morzu wymyślała wykwintne dania. Rozbudzała magię w kubkach smakowych każdej członkini "Piranii". Heidi miała tylko jedną wadę. Nie znosiła schodzić z pokładu. Kiedy nie musiała po prostu na nim zostawała. "Pirania" była jej życiem, ale to nie przeszkadzało Lunie w żaden sposób. Sama lubiła poznawać nowe miejsca. Lubiła zbierać owoce, zioła, warzywa, grzyby. Uwielbiała nowych ludzi. Dlatego nie widziała niczego złego w zachowaniu kuchareczki. Szła dziarskim krokiem, śpiewając sobie pod nosem szanty i zbierając gumijagody, kiedy dostrzegła szamoczącą się rudą kulkę i dwa przerośnięte psy, które z nim tańcowały. Od razu wsunęła do buzi garść gumijagód i zaczęła je przeżuwać. Coś w tym Argarze miała szczęście do rudych. Podeszła bliżej, aby lepiej rozeznać się w sytuacji. Skrzywiła się, gdy rudzielec zrobił deskę. Cóż było to imponujące, ale wyjście z niej do ataku to już inna para kaloszy. Jemu jednak się udało. Nawet rzucił jakieś przekleństwo pod nosem, co wywnioskowała z tonu wypowiedzi, ale Luna go nie rozpoznała. - Hej laleczko! - wysunęła się zza krzaków wsuwając kolejną garść gumijagód do buzi. - Celuj w pysk - zaproponowała. - Nie potrzebujesz pomocy? - uznała, że jednak zapyta w razie gdyby jednak jej oczekiwał. Wytarła dłonie o swoje spodnie i wyciągnęła swoją szablę, by dołączyć do walki. Wzięła sobie za cel tego nie zranionego. Nie będzie rudej kulce zabierać jego własnej zdobyczy, skoro wreszcie udało mu się go zranić.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  4. Przełknęła ostatnią porcję gumijagód i poprawiła włosy, po czym zaczęła nacierać na swojego Arcemona, śpiewając sobie pod nosem.
    - Hey, hey i zaraz wstanie, hey, hey, się nam obudzi... - skakała to w jedną stronę a to w drugą, unikając łap potworzyska i śmiejąc się mu w twarz. Czekała na moment aż ten rzuci się na nią, a wtedy zrobiła ślizg i przesunęła szablą po brzuchu zwierza. Niestety zbyt płytko. Drasnęła go jedynie i splunęła w bok niezadowolona ze swojego występu. Kątem oka widziała te krwiste szramy na barkach rudej kulki. Skrzywiła się nieco, ale przecież później mogła się tym zająć. Wyczekiwała więc na kolejny atak Arcemona, by rzucić mu w oczy piachem i obiec go dookoła, żeby wspiąć się na niego i objąć ramionami jego szyję.
    - Hola, hola, byczku... - zaśmiała się, czując wszystkie swoje mięśnie. Naprawdę nieźle się rozgrzały. Szabla wypadła jej z dłoni, ale nie przejęła się tym, bo musiała walczyć o utrzymanie się na zwierzęciu. To wierzgało wściekle, skakało na wszystkie strony, starając się zrzucić z siebie intruza. Nie miała nawet czasu by sprawdzać co u rudego. Wyczekała na odpowiedni moment, kiedy zwierz przestał aż tak się wierzgać i puściła jedną dłoń, aby sięgnąć do pasa, gdzie miała jeszcze sztylety oraz nóż kuchenny, który kupiła na targu dla Heidi. To na niego teraz postawiła. Wyciągnęła go i z całej siły wbiła w szyję zwierzęcia, po czym puściła się i spadła na ziemię, turlając po niej kawałek. Zwierzę skowyło, lecz ona już biegła po swoją szablę. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  5. Luna również nie traciła czasu. Dokończyła swojego dzieła wsadzając szablę prosto w rozwarty paszczę, dobijając tym samym zwierzę. Patrzyła jeszcze jak to umiera, oddychając ciężko. Dopiero gdy zwierzę wydało ostatnie tchnienie, wyciągnęła nóż kuchenny i wytarła go o swoje spodnie. To samo zrobiła z szablą, pozwalając by obie bronie wróciły na swoje miejsce. Obróciła się wówczas do rudego, który również śpiewająco poradził sobie ze swoim przeciwnikiem. Zmierzyła go długim spojrzeniem, by ostatecznie do niego podejść.
    - No, no, laleczko, niezła robota - pochwaliła go. - Gratulacje, a teraz siadaj - rzuciła dość rozkazującym tonem. - Trzeba cię opatrzyć, zanim wda się zakażenie - dodała, ręką robiąc ruch w stronę jego pleców. Widziała przecież te jego rany. - Nawet nie próbuj protestować - dodała zaraz dość surowym tonem. - Luna - przedstawiła mu się mimochodem, zrywając rękaw swej koszuli, by zrobić z niego płaty na opatrunki. Poszperała również w swojej torbie, by wyciągnąć z niej butelkę rumu. Nada się do odkażenia ran. - Wisisz mi porządną strawę i duży kufel piwa - spojrzała w te jego niesamowite tęczówki, czekając aż ten wreszcie usiądzie i da sobie pomóc.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  6. Uniosła wysoko brwi w wyrazie zaskoczenia, kiedy jego rany zaczęły się goić i aż odkorkowała butelkę rumu, żeby wziąć z niej porządny łyk. Takich rzeczy nie widywała codziennie. Poklepała go po tych plecach co by upewnić się, że na pewno się zagoiły.
    - Ciekawa sztuczka - skomentowała znów upijając łyk rumu i podsuwając mu butelkę pod nos, w razie gdyby też miał ochotę. - W takim razie... wisisz mi też koszulę - dorzuciła do swoich żądań za pomoc, którą od niej otrzymał. Bezceremonialnie oderwała jeszcze drugi rękaw, aby przynajmniej ten jej nie wadził. Schowała materiał do swojej torby i upewniła się, że ma przy sobie wszystkie leśne dary, po które przyszła. Uniosła znów do niego wzrok. Zdziwiła się na stwierdzenie o niezbyt wielkich wymaganiach i wzruszyła ramionami.
    - Jeśli tego sobie życzysz to mogę popłynąć, ale wątpię byś mógł mi się wtedy wypłacić - stwierdziła ruszając razem z nim w stronę wspomnianej karczmy. - Byłeś na tyle głupi aby polować na oba wilczki na raz i przeceniłeś swoje możliwości czy czymś się im naraziłeś? - zainteresowała się. Skinieniem głowy przyjęła jego przedstawienie się. Ashan. Zapamięta.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  7. Prychnęła pod nosem i odebrała mu swą butelkę zbawiennego płynu. Nie potrafił docenić gestu i jeszcze się z niej śmiał.- Trzeba było krzyczeć wcześniej, że masz te swoje czary mary, laleczko - pokręciła lekko głową i znów pociągnęła łyk swojego cudownego napoju. Ćwiczyła picie od dziecka. Głowę miała niczym stal. Nie do zdarcia, choć niektórzy mogliby rzec, że staje się zbyt nieprzewidywalna, gdy tych procentów w żyłach kręci się więcej. - Następnym razem pozwolę ci tam zdechnąć - uśmiechnęła się do niego promiennie. Żeby jeszcze musiała domyślać się, której pomocy chce a której nie chce. Wariat. 
    - One polowały na ciebie? - zdziwiła się, przystając, aby przysiąść sobie na truchle jednego ze zwierząt. Obserwowała go uważnie. Wydawał się spokojny, wręcz zbyt spokojny. - W takim wypadku musiałeś im porządnie na odcisk nadepnąć - stwierdziła. Nie znała wszystkich gatunków zwierząt lądowych. Co innego, gdy mowa była o tych morskich. Otworzyła swoją torbę i zaczęła ją przeszukiwać, aby w końcu pokręcić przecząco głową. Zaraz jednak uniosła jeden palec w górę. No przecież!
    - Mam przecież płaty... - wyciągnęła porwane płaty koszuli. - Zaraz zrobimy z nich linę - stwierdziła uśmiechając się do niego promiennie. Grunt to dobry humor i głowa pełna pomysłów. Z niczego była w stanie zrobić coś. - Czy życzysz sobie otrzymać linę stworzoną z resztek mej koszuli? - zadała pytanie zanim zaczęła wyplatać takową. Sam jej zaznaczył, że zbyt wyrywa z pomocą, więc postanowiła upewnić się, czy w tym wypadku jej chce czy jednak nie. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogła się kłócić tam gdzie miał rację, więc posłała mu tylko zawadiacki uśmiech, jakby chciała powiedzieć "trzeba było się domyślić". W rozbawieniu pokiwała głową. Mogła to śmiało uznać za swego rodzaju podziękowanie. 
    - Zgadza się - przytaknęła mu, zakładając nogę na nogę i przeciągając się lekko. Nie była stąd. Nie ukrywała tego. Nie widziała sensu takiego działania. Prędzej czy później i tak by wyszło szydło z worka. Arcemony... pogłaskała truchło na którym siedziała pieszczotliwym gestem. Oho znowu czekała ją rewelacja. Oj nie dane jej było chowanie butelki. Znów upiła łyk rumu i wstała by do niego podejść.
    - Chcesz mi powiedzieć, że jesteś takim dzieckiem demona? - spojrzała po nim i obeszła go dookoła szukając ogona czy innych kłów, które wedle podań powinny być charakterystyczne dla demona. - Mhm... trudno mi w to uwierzyć - przyznała. Nie twierdziła przy tym, że Ashan kłamie. Mówiła jedynie o swoich odczuciach.
    - Nie ma za co - posłała mu pogodny uśmiech na kolejne słowa. - Przyjemność po mojej stronie, laleczko. Zaczynało mi brakować dreszczyku adrenaliny, a ty... naładowałeś mnie na kilka dni - wyszczerzyła do niego zęby, wracając na swoje miejsce do swojego Arcemonka. 
    - Powinna dać radę z dźwignią pochyłą jaką zrobimy by je na niej przewieźć lub z twoimi demonicznymi siłami - w jej oczach pojawił się delikatny błysk. Chciała zobaczyć te jego demoniczne moce. - Tonącego utrzymała - dodała, zabierając się za skręcanie materiału i plecenie z niego liny, a właściwie dwóch, bo skoro już je zabierali to swojego chciała sprzedać. Należało się jej.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawą musiał mieć rodzinę. Być może nawet porównywalnie pokręconą co jej własna. Nie do końca rozumiała tej całej rasy i czym to się objawiać miało, ale tym razem nie dopytała. Chyba za dużo rewelacji jak na jeden dzień. Musiała to wszystko sobie spokojnie przetrawić. Spojrzała na swoją butelkę i pomachała nią lekko. Było w niej jeszcze całkiem sporo rumu.
    - Zaopatrzyłam się na tę podróż. To nie jest moja jedyna - poinformowała go rzeczowym tonem i zaraz posłała w jego stronę słodki uśmiech. Swoją głową niespecjalnie się przejmowała. Znała swe możliwości i wciąż była daleka od stanu upojenia.
    - W końcu przestaną mnie dziwić te wasze dziwy - zaważyła jeszcze unosząc lekko brew na ten jego mały żarcik i zmrużyła zaraz lekko oczy, aby pokręcić z niedowierzaniem głową.
    - To ja nie chcę fortuny za pomoc, a ty mi obiadu chcesz odmówić? - zacmokała z udawanym oburzeniem. - Wstydziłbyś się, laleczko. Dżentelmen z ciebie taki jak z koziej dupy trąbka - dodała rozbawionym tonem. - Topielec ważył dużo za dużo... - odparła mimochodem.
    Nie do końca wiedziała ile, ale morska woda, prądy i nasiąknięte ubrania robiły swoje. Dodawały ciężaru. Była pewna swoich lin. Nie dodawała nic więcej tylko skupiła się na plecionce. Kiedy płaty z rękawów jej się skończyły, a lina wciąż nie była wystarczająco długa, ściągnęła pozostałą część koszuli. Nie przejmowała się pokazywaniem swojego ciała. Piersi miała zasłonięte czymś w rodzaju bandaża, a reszty nie musiała ukrywać. Bez wahania porwała resztę koszuli i wróciła do pracy. Kątem oka obserwowała jego własną pracę. Sprawnie szło mu z drewnem. Mimo fatalnego wyglądu konstrukcji, okazała się ona dość stabilna i wytrzymała. Luna pokiwała z uznaniem głową, po czym wstała, żeby podać mu przygotowaną linę, samej gramoląc się na ciało jednego z Arcemonów.
    - To co? Czas pokazać te swoje demoniczne siły - rzuciła wesoło, układając sobie głowę Arcemona między nogi. - Będę twoimi oczyma - stwierdziła swobodnie. Lubiła dyrygować ludźmi i teraz to z niej wychodziło.
    - Tylko przypnij ją porządnie. Umiesz ty w ogóle wiązać liny? - zeskoczyła ze zwierzęcia, żeby przyjrzeć się jego pracy i powstającym węzłom. Pociągnęła linę dla pewności. - Niech ci będzie, wygląda znośnie - klepnęła go w plecy, zanim wróciła na wózek.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  10. - Czyżbyś zapraszał mnie na schadzkę? - zatrzepotała zalotnie rzęsami. Tak jej wypominał ten powód do wdzięczności, że myśli same popłynęły w tę stronę. Co prawda te rejony były jej mało znane, ponieważ z piratami wychodziło to po prostu naturalnie. Kilka głębszych na rozwiązanie języków i szło się w tango. Flirty były na porządku dziennym, ale schadzki? Nigdy chyba na żadnej nie była. Trochę się teraz nawet zestresowała tą myślą. Jak powinna się na takiej zachować? Pokręciła lekko głową, żeby wybić sobie z głowy te głupie myśli. 
    - Z przyjemnością zaproszę cię na schadzkę z dobrym jedzeniem - oznajmiła w końcu. - Tylko będzie na moich zasadach - dodała zaraz, co by sobie za dużo nie pomyślał. Jak już miała jakąś organizować to zrobi to z przytupem i wielką pompą. Tak w stylu "PIranii". 
    - Na co dzień nie obracam się wśród dżentelmenów - odparła wymijająco. - Miło byłoby kiedyś na jednego trafić - dodała. Mogło to być dość orzeźwiające doświadczenie. - Ależ laleczko, ja nie proszę o noszenie na rękach, ja jestem na nich noszona kiedy mam na to ochotę - puściła do niego oczko. Kiedy tak bezczelnie ją poprawił, pokiwała lekko głową.
    - Dobrze pół demonie i pół feniksie - pokiwała lekko głową. - Zamiast tyle mielić ozorkiem to pokaż siłę drzemiącą w tych rękach - klasnęła w dłonie. Nie znała drogi do rzeźnika, ale do Argaru już tak. Rozsiadła się wygodniej na przyczepce i chociaż nią telepało wcale nie marudziła. Mało tego śmiała się przy tym radośnie. 
    - Nieźle ci idzie! - krzyknęła gdzieś w połowie drogi. - Czyżbyś opadał z sił? - zapytała po kilku kolejnych metrach, dodatkowo co jakiś czas sprawdzała linę, ale ta dobrze się trzymała. Znała swoje umiejętności, ale przezorny zawsze był ubezpieczony. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  11. Otworzyła usta i zamknęła je. Następnie znów otworzyła, robiąc przysłowiową rybę. Teraz to zupełnie ją z tropu zbił. Jego słowa ewidentnie wskazywały na to, że ma ochotę kontynuować tę znajomość, a teraz kompletnie nie rozumiała. Zmarszczyła nieco brwi i skrzyżowała ręce na piersiach.
    - To czego mi brakuje, że nie próbujesz mnie podrywać, laleczko? - zapytała go autentycznie ciekawa odpowiedzi, choć jej głos zdawał się nieco sarkastyczny. - Zbyt małe piersi jak na twój gust? Zbyt duże ego do poskromienia? - dopytywała dalej. - Toż to potwarz - pokręciła głową i westchnęła przeciągle. Wywróciła oczyma na kolejne stwierdzenie. Co za typ! Wszystko chciałby wiedzieć od zaraz.
    - Już ty się nie martw, poznasz je w mig - uśmiechnęła się do swoich myśli. Już ona mu taką schadzkę strzeli, że zapamięta ją do końca swojego życia, jakby długie ono nie było. Będzie wspominać dzień, w którym NIE próbował podrywać kapitana statku "Pirania". Aż uśmiechnęła się do swojego niecnego planu.
    - Och ale ty sam powiedziałeś, że dżentelmenem nie jesteś - zauważyła. - Teraz to gubisz się w zeznaniach, laleczko - rzuciła rozbawiona tym jego oburzeniem. Śmiała się jeszcze długo pod nosem, dopóki nie trafili na jakiś wystający kamień. Aż ją wybiło lekko w powietrze, ale odratowała się rozpaczliwie łapiąc się zaraz przyczepki. Spiorunowała go wzrokiem.
    - Wiesz ty co... ja wszystko rozumiem, ale żeby nawet pod nogi nie patrzeć? - pokręciła głową z niedowierzaniem. - Bla, bla, bla... och nie, trzeba będzie naprawić koło - zeskoczyła z przyczepki, ale gdy tylko się do niej zbliżył, ponownie na nią wskoczyła ciekawa co też znowu wymyślił. Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego. Aż krzyknęła zaskoczona, kiedy wraz z przyczepką znalazła się na pewnej wysokości.
    - Uważaj co by ci te mięśnie nie pękły - rzuciła nie mogąc się powstrzymać, po czym zacisnęła mocno wargi. - Ale jak ci będzie za ciężko to powiedz, ja zejdę... - dodała zaraz trochę się reflektując.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  12. Musiała mu oddać, że potrafił nieźle łechtać ego kobiety. Wybronił się wręcz śpiewająco. Nie mogła mu też odmówić uroku na tym polu. Nawet "laleczkę" puściła mimo uszu, a w końcu była zarezerwowana tylko dla niego. Posłała mu buziaka w powietrzu, gdy wspomniał, że niewiele o niej wie. Nie pytał, a ona nie kwapiła się z odpowiedziami.
    - W swoim czasie wszystkiego się dowiesz, jeśli jest to nam pisane w gwiazdach - rzuciła z zawadiackim uśmiechem. Nie lubiła mówić o sobie, zwłaszcza gdy ktoś nie zadawał pytań. Uznawała to za straszliwie egocentryczne zachowanie, kiedy paplało się o samym sobie, a rozmówca nawet nie był zainteresowany. Należała do tych osób, które często wyrażały zainteresowanie drugą osobą, ale jeśli tamta jednostka nie okazywała tego samego to nie czuła potrzeby w uzewnętrznianiu się.
    - Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić cię na schadzkę przy kolejnej pełni... za trzy dni - poinformowała go swobodnym tonem. Tyle jeszcze będzie miała do zaplanowania. To przecież musiała być niezapomniana noc, jak każda pełnia księżyca. Zwykle w taką noc biesiadowała ze swoją załogą, ale przecież wybaczą jej ten jeden raz. Phi, nie będą miały wyboru. Była kapitanem tej łajby. Upomniała się w myślach, bo czasem zdawała się jeszcze o tym zapominać.
    - Czyżbyś składał mi tu niepisaną obietnicę? - znów zalotnie pomachała rzęsami i roześmiała się serdecznie. - Trzymam cię za słowo, laleczko - puściła do niego oczko.
    Nie dał jej powodów by mogła go podejrzewać o kłamstwo dotyczące pękania mięśni, choć jego oddech pozostawiał wiele do życzenia. Wspaniałomyślnie postanowiła tego nie komentować, tylko cieszyć się podróżą i widokami z góry. Nie należała do najwyższych dziewczyn, toteż taka wysokość w zupełności jej odpowiadała. Nie było to co prawda bocianie gniazdo, ale całkiem niezła jego namiastka. Po dotarciu na miejsce, zgrabnie wygramoliła się z przyczepki i rozciągnęła zastałe kości.
    - Niesamowity tron mi sprawiłeś, acz wygodą nie grzeszył - uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. - Zwracam honor twoim mięśniom - dodała, dając mu kuksańca pod żebra. - To co? Połowa łupów jest moja, to chyba oczywiste - błysnęła zębami.

    Luna xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Trudne pytania zadawał ten jegomość. Miejsce spotkania zdawało się oczywistą informacją do podania i przyklepania schadzki. Problem pojawiał się wtedy, kiedy nie znało się okolicy. Znalazła się w kropce, ale uznała, że najlepszą taktyką będzie podać to miejsce, które było jej najbliższe. Do portu co prawda nie chciała go ciągnąć, ale plaża to inna sprawa, co nawet zrodziło w jej głowie plan na doskonałą schadzkę, o której tak mu nawijała. Skoro już tak się zareklamowała to teraz musiała wywiązać się z zadania. 
    - Północna plaża - odparła spokojnie. - Tam, gdzie te dziwne umocnienia w wodzie powstały. Ciekawa pozycja dla ochrony linii brzegowej - przyznała po chwili. Nigdy czegoś takiego nie widziała, ale potrafiła docenić zastosowanie tej konstrukcji. Nawet odnotowała ją w swoim dzienniku pokładowym z dokładnym rysunkiem, bo wiedziała że coś takie wzbudzi zainteresowanie jej ojca.
    - O zachodzie słońca - dodała jeszcze porę. - Będę tam na ciebie czekała - posłała mu promienny uśmiech. Nie potrzebowała większych zapewnień co do obietnicy, a jego "być może" było wystarczające. Odniosła wrażenie, że chłopak ma swoistego rodzaju opory przed wypowiadaniem swoich uczuć, za to w gierki był niezwykle dobry. Nie przeszkadzało jej to w żadnym calu.
    Wskazała palcem na brak koła, kiedy to wspominał że przyczepa dotrwała do tego miejsca i uniosła wysoko brew.
    - Nie całkiem - skomentowała z wyraźnym rozbawieniem w głosie. - Ciało mnie nie interesuje - przyznała. - Skóra to co innego - posłała mu niewinny uśmiech. Zdecydowanie mogła jej się przydać. Jeśli nie jako okrycie wierzchnie czy narzuta na łoże to przy pewnych modyfikacjach mogła nawet wpleść ją w swój żagiel. Eksperymentalnie oczywiście bo mogło się okazać, że skóra będzie zbyt ciężka aby to zrobić... ale nikt nie miałby takiego żagla... kusząca opcja. 
    - Tylko mi tu nie zapominaj, że dziś stawiasz mi strawę i trunki - przypomniała mu, gdyby tak zapomniał, myślami wędrując już do kolejnej pełni. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  14. Przytaknęła mu tylko kiwając głową. Doprawdy biedne koło. Zostało osamotnione gdzieś na drodze do Argaru. Pewnie teraz z żalem myślało o misternej konstrukcji laleczki i o swym niesprawiedliwym losie. Nie zamierzała mu dłużej prawić o tej jawnej niesprawiedliwości. Zastrzygła uszyma, kiedy tylko nawinął się temat skóry. Pragnęła jej i wcale tego nie ukrywała.
    - Jak długo będę musiała na nie czekać? - zapytała go chcąc oszacować czas i upewnić się, że jeszcze będzie wtedy w Argarze. Nie była tutejsza i wiedziała że nie spędzi tu kilku miesięcy. Miała swoje obowiązki, a te goniły ją nieubłagalnie.
    - Ach koszula... - spojrzała po sobie przypominając sobie że właściwie biega teraz niemal roznegliżowana. Choć niespecjalnie ją to krępowała, postanowiła nie wypowiadać tych słów na głos. Zamiast tego popatrzyła po jego własnej i zacmokała z niezadowoleniem. - Przygarnęłabym tę twoją, ale jest w strzępach - zauważyła delikatnie poklepując go po plecach i śmiejąc się przy tym. Wcale nie obraziłaby się gdyby jej zaproponował jedną ze swoich własnych koszul. Zdawały się być uszyte z dobrego materiału. Skrojone niemalże na miarę, ale przecież nie przyjmie takiej podartej. Aż tak nisko nie upadła.
    - Gospoda brzmi dobrze - zgodziła się z nią. - Chociaż najchętniej posmakowałabym czegoś pieczonego na wolnym ogniu, najlepiej wychodzącego spod twojej ręki - puściła do niego oczka. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że nie potrafisz nic ugotować, hm? Taki potężny pół demon pół feniks na pewno zna się i na kucharzeniu - podpuściła go trochę. Była ciekawa czy pójdzie w tę stronę, czy jednak zdecyduje się wybrać tę łatwą i bezpieczną opcję. Na wieści od rzeźnika pokręciła trochę noskiem, ale ostatecznie prychnęła tylko cicho.
    - Co za szuja... oskubać z ostatnich monet - mlasnęła z niezadowoleniem, gdy znaleźli się już poza zasięgiem słuch mężczyzny. - Droga ta twoja przechowalnia - skomentowała. - Wiesz ile dostałbyś pieniędzy na czarnym rynku? Wystarczy dobrze zareklamować, a wszyscy ci, którzy mają ochotę na badania nad tym zwierzęciem zlecieliby się w mig - zauważyła. - Sam mówiłeś, że ten zwierz poluje na demony - dodała na potwierdzenie swych słów.

    Luna (sorki jeśli jakoś słabo, ale taka godzinka... a ja chciałam przed wyjazdem jeszcze Ci odpisać :) )

    OdpowiedzUsuń
  15. Zmarszczyła brwi, kiedy wspomniał o polowym kucharzu. Czyli byłby w stanie upichcić mięsko na wolnym ogniu. Przyprawianie takiego nie powinno sprawić mu większego problemu. Pokiwała w odpowiedzi głową, gdy wyczuła tą lekką niepewność w jego głosie. Subtelną niepewność do swych własnych umiejętności kucharskich. Powzięła sobie za cel, by kiedyś namówić go do zrobienia jej takiego dania.
    - W porządku, gospoda też brzmi nieźle - posłała delikatny uśmiech w jego stronę. Za chwilę znów zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc dlaczego zawraca i dlaczego zabiera ze sobą Arcemony. Ona jedynie zadała mu pytanie co do tego jak długo zajmie mu skórowanie. Nie kazała mu ich teraz zabierać.
    - Czemu je zabieramy? - zdziwiła się i spojrzała na niego nie rozumiejąc. Słuchała jego słów dotyczących badań nad Arcemonami. Rozumiała jego obawy, ale on zdawał się nie rozumieć drugiej strony. Jej własnego punktu widzenia. Nie wyjaśniła mu go, więc mogła o to winić tylko samą siebie. Zanim jednak odpowiedziała, pokręciła głową co do tronu. Tym razem pójdzie pieszo, u jego boku, ruszyła za nim. Pół kroku za nim. 
    - Rozumiem, że wiele Argardzkich demonów miałoby przechlapane przez takie badania. Rozumiem, że chciałbyś temu przeszkodzić. Jednak prędzej czy później ktoś wpadnie na taki pomysł - zauważyła spokojnie. - Bo jeśli natknęła bym się na takiego demona, który chciałby mnie skrzywdzić to wolałabym mieć skuteczną broń przy sobie - spojrzała mu prosto w te czerwone oczy, które zdążyła zaobserwować. Najwyraźniej musiało to być związane z silnymi emocjami chłopaka.
    - Nie uważasz, że to trochę nie w porządku, że jeden twój cios mógłby pozbawić mnie życia? - uniosła lekko brew i pokręciła lekko głową i westchnęła ciężko. - To gdzie sprzedam i komu sprzedam moją część łupu, będzie zależało tylko ode mnie - poinformowała go rzeczowym tonem. - Najwyraźniej będziesz musiał czaić się w krzakach by wyłapać niebezpieczeństwo, o ile takie w ogóle w tym wypadku będzie - dokończyła, posyłając w jego stronę znaczący uśmiech. - Wiesz, kij zawsze ma dwa końce... - dokończyła. Tam gdzie pływała miała swoich zaufanych badaczy oraz kupców. Nie musiał wszystkiego wiedzieć od samego początku.
    Luna

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzała na swe obandażowane piersi i posłała mu zawadiacki uśmiech, wyprzedzając go na chwilę i obracając się dookoła własnej osi. Nie sądziła, że ten jej specyficzny ubiór będzie go aż tak mierził w oczy. Nie mniej nie zamierzała się z nim sprzeczać. Zamiast tego dygnęła przed nim z uśmiechem na twarzy.
    - Dzięki, że dbasz o mój honor, laleczko - posłała mu buziaka w powietrzu, by zaraz cmoknąć z nieudawanym podziwem. - No, no... skórować umie, bić się umie, popisywać się umie... ale w kucharzeniu jest noga - wyliczyła informacje, które już o nim zebrała. - Nieźle - rzuciła. Sama nigdy nie próbowała skórować, choć wiele razy przyglądała się temu procesowi z fascynacją. Teraz również nie miała zamiaru przepuścić tej okazji. Zwłaszcza, że miała do czynienia z nowym zwierzęciem i z nowym mężczyzną. Z nowym gatunkiem.
    - To się jeszcze okaże, gdzie otrzymam najlepsze ceny - uśmiechnęła się do niego. Nie znała dobrze Argaru, a w samym Mathyr miała kilka dobrych miejsc, gdzie mogła otrzymać sowitą zapłatę. Mimo to planowała je zabrać ze sobą poza granice Mathyr. Tam również mieli prawo wiedzieć o dziwnych stworzeniach. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, gdy znów powrócił do zagorzałej obrony Argarczyków.
    - Ależ czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że Argarczycy mi przeszkadzają? Czy zaznaczyłam, że któryś podniósł na kogoś rękę? - wzięła się pod boki i zrobiła w jego stronę dwa kroki, aby klepnąć go w pierś. - Laleczko, twoja obrona Argarczyków jest doprawdy urocza, ale nie wierzę, że wszyscy są tak niewinni jak to ich kreujesz - odparła. Co za chłop... uparł się na wybielaniu całego narodu Argardzkiego z demonami na czole.
    - A kto powiedział, że to na ciebie potrzebuję tej broni? - zapytała unosząc lekko brew i wytrzymując jego spojrzenie. - Z tobą sobie poradzę - puściła do niego oczko. - Och nie martw się, moja finezja i wyobraźnia gdy chodzi o zabijanie, nie zna granic - przesunęła dłoń po jego piersi.
    - Laleczko, ja to bym chciała, żeby na świecie nie było żadnych wojen. Chciałabym również, żeby moi przyjaciele i ja mieli zapewnioną rozrywkę do końca życia. Chciałabym się również nie starzeć, ale mądrzeć w miarę upływu czasu... wielu rzeczy bym chciała, ale nie jest mi dane tego osiągnąć - westchnęła przeciągle. -  To niestety mrzonki - zrobiła smutną minkę, po czym ruszyła dalej kręcąc przy tym lekko głową. - Nikt mi nie groził, Ash. Nikt mi krzywdy nie zrobił, a ja powtórzę raz jeszcze, nie na ciebie chcę tej broni - obróciła się do niego. W samym Argarze była nowa, więc nie mogła mieć stu procentowej pewności, że zza rogu nie wyskoczy rozwścieczony demon i nie będzie próbował jej zabić dla zabawy.
    - Tak samo jak mówisz o tych wszystkich okropnych i okrutnych ludziach, ja mogę natknąć się kiedyś na okrutne i okropne demony - rzuciła równie chłodnym tonem co on. - A wtedy lepiej być ubezpieczonym. Nie zabijam bez powodu, a ty póki co możesz spać spokojnie - uśmiechnęła się szeroko, by następnie obserwować te kolejne czary. Nabrała powietrza w płuca i popatrzyła na sztylet, który pojawił się w miejscu Ashana. Ukucnęła nawet obok by niepewnie dotknąć go palcem.
    - Ej... nie chowaj się tak... - postukała go kilkakrotnie, aby przewrócić się na cztery litery, gdy mężczyzna powrócił. - Na kości umarlaka... - mruknęła odsuwając się od niego i wstając na nogi, żeby się otrzepać i spojrzeć po nim spode łba. To już doprawdy nie można było wejść normalnie? Nawet wejście do domu musiało być takie spektakularne? Zerknęła na wybrane przez niego koszulę, biorąc pierwszą z brzegu, by zacząć ją w milczeniu ubierać.
    - Jak na tak spektakularne stworzenie, laleczko, masz zaskakująco... nudną garderobą - puściła do niego oczko, gdy udało jej się już pozbierać z ziemi szczękę i nie wypić kolejnego łyka rumu. Zawsze to jakiś plus. Związała sobie koszulę pod biustem, aby dopasować ją trochę do swojej postury. Postawiła kołnierzyk do góry i podciągnęła rękawy, po czym przysiadła przy stoisku do skórowania. - To zajęcie cię odpręża? - zapytała go.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten nikły uśmieszek obcego wcale jej nie bawił, zmarszczyła gniewnie czoło i już nabrała powietrza, aby mu co nieco przemówić do rozsądku, ale wtedy dotarło do niej co właściwie powiedział.
    - Si… siostra?! – jej wyraz twarzy uległ drastycznej zmianie. Źrenice rozszerzyły się tak bardzo, że zajęły prawie całą tęczówkę, a uszy ułożyły się w pozycji „na sztorc”. – O jacie! – Ri wyskoczyła wysoko w powietrze by jednym, solidnym susem znaleźć się na skrzyni z ubraniami i wyprostować nogi, patrząc czerwonowłosemu prosto w twarz. Zachichotała. – Nie jesteś tak ładny jak ona, ale ujdzie – stwierdziła okrążając chłopaka i dokładnie go lustrując. – No nie wiem, nie wiem… Macie coś w ogóle podobnego? – przekręciła głowę, na pierwszy rzut oka nie dostrzegając podobieństwa. – Z Morganą było o wieeeele łatwiej! – stwierdziła i zaraz kątem oka dojrzała obrazek z całą rodziną Darcy. Głośne westchnięcie zachwytu wydobyło się z jej ust i już zaraz była przy ramce, trzymając ją w łapkach i uważnie oglądając. Uszy rozłożyła na boku, wyraźnie rozczulona. – Cała rodzina – szepnęła zachwycona widokiem i automatycznie dotknęła swojego brzuszka, głaszcząc go lekko. Jeszcze niewiele było widać, ale ona już wiedziała, że jej rodzinka niedługo się powiększy. Obejrzała się na brata Darcy z błyskiem w oku. – Ja też takie chce! Powiem Tonemu! – oznajmiła wesoło i zaraz przymknęła oko porównując chłopaka do pozostałych na zdjęciu. Przybliżała zdjęcie i oddalała, jakby chciała złapać lepszy kąt. – No dobra, możesz rzeczywiście być jej bratem, po prostu buzie masz po tacie, a kolory mamowe, ona ma buzie mamową – stwierdziła ostatecznie i odłożyła obrazek by wyciągnąć do chłopaka łapkę. – Grima! Jestem przyjaciółką Felci! – przedstawiła się wyraźnie dumna ze swojego tytułu.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O żesz... na 3 się nie skończy? xD Biedny Tony... xD]

      Usuń
  18. Nie mogła się z nim nie zgodzić. Sama widziała w sobie masę wad. Być może miała ich nawet więcej niż on sam. Może nawet więcej niż myślała że ma. To wszystko również zależało od punktu widzenia. Zgodziła się też z nim co do punktu widzenia. Zdecydowanie zależał od punktu siedzenia. Wzruszyła ramionami. Na polu badań nad potencjalną bronią z pewnością w tej chwili się nie zgodzą. Jakkolwiek by się zgadzała z jego chęcią obrony swej własnej rodziny to ona sama dążyła właściwie do tego samego. Pragnęła obronić samą siebie i swą małą rodzinę, istoty na których jej zależało. Im więcej asów w rękawie tym lepiej. Pokiwała przy tym tylko głową i odetchnęła głęboko.
    - Perspektywa zmienia się, gdy inaczej na to spojrzysz - zgodziła się z nim. - Ty pragniesz bronić swoich, a ja swoich. To naturalne, że w tej kwestii nie będziemy się ze sobą zgadzali - odparła spokojnie. To było smutne, ale prawdziwe i nie wiedziała czy kiedykolwiek mogło się zmienić. Zwłaszcza, że widząc jak silny był, a była przekonana że ma jeszcze masę innych umiejętności, mogła spodziewać się że pełnokrwisty demon miał tej siły zdecydowanie więcej. 
    - Mhm a drzwi wejściowe są dla picu - rzuciła z przekąsem. Podejrzewała, że ten wybitny pół demon i pół feniks po prostu zapomniał klucza do swojego wejścia. Mogła mu zaproponować otwarcie drzwi wytrychem, ale uznała że takie atrakcje zostawi na trzecią randkę. Zamiast tego uważnie przyglądała się jego technice skórowania zwierzęcia. Pokręciła zaraz głową, kiedy rzucił coś o kupowaniu jej fantazyjnej koszuli na targu.
    - Dziękuję, ale ta zdecydowanie wystarczy - zapewniła go z delikatnym uśmiechem. Nie widziała potrzeby w poszerzaniu swej własnej garderoby o kolejną, nową szmatkę, zwłaszcza że po swoich małych poprawkach uważała tę czarną za całkiem niczego sobie. - Widać, że masz do tego dryg - rzuciła, wracając do obserwacji skórowania. - Musiałeś robić to już wielokrotnie - spojrzała mu prosto w oczy. Nie uszło jej uwadze iż związał swoje włosy, uwydatniając przy tym swe kości policzkowe. Dzięki temu zabiegowi zdawał się być poważniejszy, może nawet przystojniejszy.
    - Nigdy nie skórowałam, ale lubię obserwować ten proces - rzuciła jeszcze, ujawniając chyba po raz pierwszy jakąkolwiek informację o samej sobie. Poza imieniem oczywiście. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj mielił ten temat i mielił. Zaraz znalazł jej kolejny sposób, byle tylko odpuściła swój własny. Zacisnęła mocno wargi i spojrzała mu prosto w oczy.
    - Doceniam twoją troskę - zapewniła go spokojnym głosem. - Chętnie poznam twojego Yensena, może nawet poproszę go o taki amulet, ale to nie zmienia postaci rzeczy - odparła szczerze. - Myślę, że nawet ty nie jesteś w stanie znać każdego demona, który się tu znajduje. Nie możesz mieć pewności, że ci których znasz to jedyni - wyjaśniła o co jej chodzi. - Dlatego chętnie utnę sobie pogawędkę z tym całym Yensenem, ale to nie wszystko co zrobię - wyjaśniła krótko i na temat. Spojrzała po drzwiach z powątpiewaniem i dźgnęła go palcem w bok kręcąc głową ze śmiechem.
    - Nie kuś mnie, Ash, nie kuś... - poprosiła go. - Tę atrakcję zaplanowałam na nasze trzecie spotkanie. Proszę mi tu nie zaburzać kolei rzeczy - puściła do niego oczko, cały czas śmiejąc się głośno. Drzwi dla picu bo ładnie wyglądały. To dopiero dobry dowcip. Spojrzała z powrotem po jego koszuli, która dumnie się na niej prezentowała i zwróciła na niego swe duże, piwne oczy.
    - Zwrócę ci ją w jednym kawałku - obiecała poważnie. - Wypiorę i oddam - pokiwała głową. - Nic się nie martw, jedną koszulę straciłeś podczas walki, więc ta wróci do ciebie w jednym kawałku. Zrobiło się jej trochę głupio, że podebrała mu koszulę. Mógł nie mieć ich zbyt wielu. Nie znała jego finansowej sytuacji, a mógł tylko pozować na takiego, który pieniędzy nie liczy. Albo, co gorsza, być cholernym samarytaninem, który oddaje biedniejszym od siebie. Jakaż ona była głupia, że o tym nie pomyślała!
    Odebrała od niego wiaderko z pazurami i kłami i ściągnęła dwa rzemyki ze swojej dłoni. Rzemyki, które nosiła przy sobie zawsze, w razie gdyby musiała mocniej spinać swoje włosy. Odsunęła się od niego, żeby nabrać trochę drewna i rozpoczęła rozpalanie małego ogniska. Zaraz potem wystrugała sobie ostry patyk i zaczęła przebijać kły i pazury ognistym patykiem, aby ponawlekać je na rzemyki. Przyjrzała się efekcie swojej pracy, po czym jeden z nich założyła sobie na rękę niczym bransoletę a z drugim podeszła do Ashana. Złapała go za dłoń, by i jemu zawiązać swoistego rodzaju bransoletę.
    - To pamiątka po zabitym Arcemonie, który prawie cię dopadł - spojrzała mu prosto w oczy, po czym skinęła głową. - Dobrze, przyjdę po resztę później, jak już wszystko przeschnie - zgodziła się z nim i kiedy przebrał koszulę, pozwoliła mu poprowadzić się do gospody.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  20. Tego wieczoru miał swoją zmianę w "Piaskach Czasu". Stał za barem serwując drinki i zagadując klientów. Morgana została z Eljasem i miała zrobić sobie wieczorem z Darcy, więc nie widział problemu w tym by pomóc w gospodzie. Uniósł wzrok na wchodzącego do środka fenalisa. Ostatnio zaroiło się tu od nich. Miał nawet wrażenie, że niedługo cała rodzina Mor im się wepchnie do Argaru. Każdy w tym samym czasie chciał poznawać świat i bawić się w nim doskonale. Spojrzał po Ashanie i skinął mu głową, pokazując miejsce przy barze.
    - Coś mocnego na początek? Twoja głowa pewnie i tak to szybko strawi przez waszą temperaturę - zauważył stawiając przed nim szklaneczkę i mieszając kilka mocnych alkoholi z kwaskowatym sokiem z cytryn oraz lekką słodyczą gumijagód. Zaraz całą miksturę wlał do szklaneczki i pochylił się trochę do niego. - Pierwszy na mój koszt, za resztę trzeba zapłacić - poinformował go łagodnie. - Jak ci się Argar podoba?

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  21. Posłała w jego stronę słodki uśmiech i przyłożyła dłonie do buzi, aby przekazać swą mimiką twarzy przekoloryzowane zaskoczenia.
    - Ależ jak to... - wydukała, podchodząc do niego bliżej i przyglądając mu się uważniej. - Byłam pewna, że już uzgodniliśmy, że nasza schadzka będzie tą legendarną, o której nie będziesz mógł zapomnieć - przypomniała mu. - Co oznacza, że kolejne spotkania pojawią się po prostu naturalnie - okręciła się wokół własnej osi i wzięła się pod boki z wielkim uśmiechem na twarzy. - Nie martw się, w odpowiednim czasie na pewno dowiesz się o trzecim, czwartym a nawet i dziesiątym - posłała mu buziaka w powietrzu, kiwając lekko głową co do kolejnej koszuli, którą by od niego miała dostać. Już postanowiła, że tę mu zwróci, a w tej chwili była ciekawa kolejnej, którą byłby w stanie jej sprezentować. Mogła śmiało założyć, że będzie ona czarna. Kolor miała jak w banku, a czarny lubiła. Nie był jej ulubionym kolorem, ale był tym, który pasował do wielu kreacji. 
    - Dziękuję - podziękowała mu za komplement. - To taki mój zwyczaj. Lubię nosić biżuterię stworzoną własnoręcznie z moich zdobyczy - wyjaśniła mu unosząc lekko dłoń do góry i spojrzała na obie bransoletki. - Pasująca - zgodziła się z nim. - W końcu zrobiona z tych samych elementów, bo oboje ubiliśmy ten sam typ zwierza - zauważyła swobodnie idąc za nim do gospody. W tej wrzało. Głosów było wiele, a muzyka zachęcała już od progu do tańca. Uśmiech sam rozjaśnił jej twarz.
    - Och koniecznie będziemy musieli zatańczyć - okręciła się znów wokół własnej osi. - Ale to po jedzeniu. Najpierw strawa. Co polecasz laleczko? Chciałabym coś niezwykle Argardzkiego... - poinformowała go wesoło.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  22. Natan zaśmiał się cicho na wieść o drinkach Darcy i Diego. Co jak co, ale mocnych drinków po tej pierwszej się nie spodziewał, ale jak widać cicha woda brzegi rwie. Koniecznie będzie musiał ich spróbować, chociaż raz w życiu. Warto było rozszerzać swą ofertę drinków o nowe horyzonty. Spojrzał na mieszankę, którą podał Ashanowi i wzruszył ramionami.
    - Nie wymyśliłem mu jeszcze nazwy, ale "Pogromca Parabellum" brzmi nieźle, co myślisz? - rzucił z lekkim przekąsem. Zwykle po prostu patrzył na klienta i proponował mu coś swojego. Czasem, gdy drink stawał się popularny, zapisywał go do karty. Kątem oka zerknął na srebrniki i skinął głową. Nawet posłał w jego stronę zainteresowane spojrzenie, gdy wypowiadał się o Argarze.
    - Ocho, gości mamy uroczych? - uniósł wysoko brew. - A któż taki cię na schadzkę zaprosił, co? - zapytał chcąc poznać trochę szczegółów. - Tylko się nie rozpędzaj, bo jeszcze od małych fenalisów nam się tu zaroi - rzucił ze śmiechem na ustach.
    - Ostatnio stajemy się nieco bardziej popularni. Wiesz, trzeba poznać nowych przybyszów - wzruszył ramionami. To nie było złe, ale gospoda często pękała w szwach. Nawet zastanawiał się czy nie wypadałoby komuś szepnąć słówko o otwarciu nowego lokalu, ale zostawił to sobie na później.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  23. Oczy rzeczywiście mieli równie szmaragdowe. Najwyraźniej gen ich matki był w tym temacie silniejszy, bo jak tak popatrzeć po zdjęciu, to tylko jedna córka zielonych oczu nie posiadała. Hm… Będzie musiała poruszyć ten temat z Tonym! Może uda im się mniej więcej trafić z wyglądem rosnącego z brzuszku maluszka? Ależ to by było ciekawe!! Gust kolorystyczny nie przeszedł, nie u niej. Prychnęła pod nosem.
    - Taki gust to ma większość społeczeństwa, to nic nie znaczy – wytknęła mu i pokazała język. Z drugiej strony, może sympatia do czarnego wynikała z jakiegoś wspólnego przodka? Ha! Tyle ciekawości do zbadania! Na uwagę o ostrożność zachichotała i odłożyła ramkę. – Bez obaw, nie zamierzam nim żonglować, przecież wiem, że jest cenny – uśmiechnęła się szeroko, a na wieści o Rei klasnęła w dłonie, po czym zeskoczyła ze skrzyni, robiąc przy tym salto.
    - Tak! Mieszkam u Rei! Jak tylko wrócę to … Och… To najpierw porozmawiam z Tonym, nie wiem czy on też takie chce… Tak, tak, a jak chce to zaraz poproszę Rei! – przytaknęła sobie głową wyraźnie zadowolona. Zastrzygła uchem na tytuł jaki otrzymała i spojrzała po Ashanie otwierając szeroko oczy. – Honorowym? – zapytała, a oczy aż jej świeciły. – To chcę zobaczyć biżuterię Felci! I Abyss… Abyss jest w domku czy Darcy ją zabrała? A gdzie jest właściwie Darcy? – doskoczyła do niego i przy każdym kolejnym pytaniu przeskakiwała z prawej nogi na lewą i odwrotnie.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  24. Zagwizdała słysząc jego zaczepkę i zatrzymała się, żeby do niego podejść i przesunąć dłonią po jego klatce piersiowej, nawinąć sobie kosmyk jego włosów na palec i przyjrzeć się uważniej jego twarzy. 
    - Hm... - udała, że się zastanawia. - Fizycznie nie jesteś najbrzydszy - poinformowała go rzeczowym tonem. - A charakter... dopiero co poznaję. Zapytaj mnie po kilku spotkaniach, może powiem ci coś więcej - rzuciła puszczając mu oczko i śmiejąc się radośnie zadowolona ze swojej wypowiedzi. - Ależ oczywiście - pokiwała głową.
    - Nie masz prawa głosu w tym temacie - zażartowała. Pewnie, że mógł odmówić. Co prawda poczuła by wtedy bolesny cios w serduszko, ale zrozumiała by go. Nie każdy musiał ją przecież lubić. Nie każdy musiał chcieć z nią spędzać czas. Zamiast wchodzić w te szczegóły, po prostu z nieodgadnionym uśmiechem na twarzy ruszyła dalej, kiwając lekko głową w podzięce za komplement. Jeszcze raz zerknęła na swoją biżuterię, po czym zgięła kilka razy swe palce i rozprostowała je. 
    - Nie narzekam na nie - przyznała spokojnie i pokręciła lekko głową na pytanie o szanty. - A skąd - spojrzała na niego. - Jedynie zasłyszana w porcie przyśpiewka, udoskonalona by pasowała do sytuacji - pokiwała lekko głową. Nie była dobra w wymyślaniu własnych szant a i nie do końca miała ochotę zdradzać o sobie wszystkiego. Musiał się zadowolić zdawkowymi informacjami. On jej przecież do swojego domu nie wpuścił, więc i ona nie czuła potrzeby wpuszczania go do swego świata. Jeszcze nie. 
    - Zazwyczaj jest dobrym znakiem - spojrzała po nim z wesołymi chochlikami w oczach. - Zazwyczaj nie oznacza nigdy - dodała po chwili milczenia. Przyjęła do wiadomości jego niewiedzę dotyczącą potraw Argardzkich i zdała się na jego gust jeśli chodzi o zamówienie, po czym pociągnęła go do stolika, który stał w pobliżu sceny acz troszeczkę na uboczu. Gdyby naszła ją ochota na tańce to nie będzie musiała daleko go wyciągać. Strategia przede wszystkim.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  25. Gest z założeniem jej kosmyka włosa za ucho przyjęła z delikatnym rumieńcem na twarzy. Często nie zdawała sobie sprawy, że flirtuje, a gdy ktoś dołączał do zabawy rumieniła się jak zwykła, nie przyzwyczajona do tego nastolatka. Nie trzeba było wiele aby zobaczyć jej rumianą twarz. Szczęśliwie tym razem szybko zmienili temat przez co nie musiała za długo przeżywać swych rumieńców. 
    - W tym? - zaśmiała się z niedowierzaniem i pokręciła lekko głową. - To jeszcze nie jest port. Tylko jego zalążek. Tu jeszcze nie ma szant, śpiewów ani podpitych gardeł - rzuciła, kręcąc lekko głową. - Została zasłyszana w innym porcie, znacznie bardziej rozwiniętym - sprostowała go i wzruszyła ramionami na te jego urocze domysły co do jej osoby. Niespecjalnie kryła się ze swoim pochodzeniem, więc i teraz wzruszyła jedynie ramionami. - Jeśli zasłużysz to może nawet poznam cię z moją kapitan - rzuciła swobodnie. Dostrzegła również gest z otwarciem dla niej drzwi, gdy wchodzili do gospody, ale uznała że zwykły ciepły uśmiech wystarczy w podzięce. 
    - Zazwyczaj znaczy, że nie musisz lubić tego robić, ale możesz czasami nagrodzić damę - wskazała na siebie. - ...pląsem swych zwinnych nóg - dorzuciła figlarnie, dziękując mu za trunek i upijając porządny łyk już na samym początku. Odetchnęła zadowolona, kiedy złoty, chłodny płyn łagodnie spłynął jej do gardła.
    - Mhm dobre - spojrzała mu prosto w oczy i uniosła kielich do góry. - Wypijmy za spotkanie - zaproponowała, słuchając muzyki barda i kiwając do taktu głową. - Powiedz, co jeszcze ze mnie wyczytałeś - zapytała, opierając swe łokcie o blat stołu i układając na dłoniach swą głowę, wpatrując się w te jego szmaragdowe tęczówki intensywnie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  26. Figlarny uśmiech nie schodził jej z twarzy. Powoli pokręciła przecząco głową, robiąc przy tym dziubek z ust i dłońmi ocierając wyimaginowane łzy z oczu.
    - Nagradzasz? - spojrzała po nim wzdychając ciężko i opierając się wygodniej o oparcie swego krzesła. - W tej chwili spłacasz dług wdzięczności - zauważyła. - Wisiałeś mi kolację i piwo - dodała z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. - Nie myl tego z nagradzaniem - poprosiła go i znów zaszczyciła go nieco nieodgadnionym wyrazem twarzy. Musiała przyznać, że sporo z jego wniosków się zgadzało. Może nie wszystkie, ale obserwatorem był całkiem niezłym. Nie zamierzała jednak ani potwierdzać ani zaprzeczać. Wzruszyła jedynie ramionami i upiła kolejny łyk swojego piwa. Wszystko w swoim czasie. Nie musiała mu się spowiadać z całego swojego życia.
    - Moja kolej - stwierdziła. - Ty za to nie pochodzisz stąd. Nie wiem skąd, ale Argar to młody lud, a ty zdajesz się wiedzieć o tej krainie więcej i dogłębniej. Poruszasz się również jakbyś był tu u siebie, a jednocześnie gdzieś w twych ruchach jest niepewność - powiedziała. - Świetnie walczysz, jesteś silny i niesamowicie przywiązany do swych bliskich i swej rodziny. Zdarza ci się szybko wpadać w szał, kiedy nie podoba ci się czyjeś zdanie - wskazała dłońmi na swoje oczy. Tęczówki, które przez moment były czerwone nie uszły jej uwadze. - Masz arogancki styl bycia, a jednocześnie... - wstała i podeszła do niego, by położyć swe dłonie na jego biodrach i pochylić się do niego. - ...miękka z ciebie buła - szepnęła pokazując mu język. - No i oczywiście jesteś demonalisem - dokończyła kiwając głową. - I laleczką - dorzuciła do wszystkiego. - Z beznadziejnie nudnym koszulowym gustem - zaśmiała się cicho. - Ach i masz rację, ciekawy z ciebie przypadek. Na tyle ciekawy, że chcę poznać cię bardziej.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  27. Ależ on był wypominalski. Wyprostowała się na moment i rozpoczęła rozwiązywanie jego koszuli, odpinając jeden guziczek po drugim i kompletnie nie przejmując się że znajdowali się w tawernie i każdy mógł na nich patrzeć.- Skoro ta koszula tak cię boli to już ci ją zwracam, laleczko - uśmiechnęła się do niego z przekąsem, odpinając powoli kolejny jej guzik.
    - Chciwa? - uniosła wysoko brew, zabierając się za kolejny guzik. - Ponieważ planuję namówić cię na jeden taniec? - zacmokała z dezaprobatą dochodząc do ostatniego guzika i rozwierając koszulę całkowicie aby powoli, mozolnie wręcz boleśnie zsuwać ją ze swoich ramion. - Nie naciągam cię na niepotrzebne koszta - zauważyła spokojnie. - Tylko na wrażenia kulturowe, na zabawę, na chwilę zapomnienia - zsunęła koszulę do swych łokci i ugięła je delikatnie by jej nie spadła do końca. - Gdzież tu chciwość, moja laleczko? - przesunęła palcem po jego wyraźnie zarysowanej szczęce. Wsłuchała się w jego głos, gdy opowiedział jej trochę o sobie. A więc jednak, nie pochodził stąd. Tylko z kraju do którego statkiem nie dopłynie. Szkoda. Wielka szkoda. Może gdyby dopłynęła to byłaby w stanie poznać jego kulturę odrobinę bardziej? Westchnęła zawiedziona tą informacją, ale zaraz figlarny chochlik wrócił do jej oczu.
    - Miękka buła potrzebuje silnego charakteru, który tę miękką bułę rozrusza - uśmiechnęła się do niego zawadiacko, kątem oka zerkając na jedzenie i ostatecznie opuszczając koszulę do samego końca, by mu ją podać. Ach ten facet. Obróciła się wówczas na pięcie i powiodła władczym spojrzeniem po śliniących się mężczyznach.
    - A cóż to? Panowie nigdy nie widzieli kobiecych cycków? - prychnęła. - Przykro mi psuć panom zabawę, ale dziś też ich widoku nie uświadczycie! - pochyliła się do przodu kłaniając wszystkim gapiom, po czym usiadła dumnie na swym miejscu i zanurzyła sztućce w swej potrawie.- Smacznego - wyszczerzyła się do Ashana.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  28. Zdecydowanie należał do tych mało zdecydowanych i kręcących się w zeznaniach. O pomoc oczywiście nie prosił, pomimo że dokładnie pamiętała odpowiedź na swoje pytanie. Koszulę miała zatrzymać, chociaż chwilę temu marudził że mógł jej niczego nie dawać. Nie odpowiedziała mu co do własnego ekshibicjonizmu. Zamiast tego posłała w jego stronę znaczący uśmiech. Nie uważała się za ekshibicjonistkę, ale nie miała problemu w paradowaniu z odkrytym brzuchem i ramionami przed śliniącymi się mężczyznami. Nie zwróciła uwagi na jego brak reakcji. Zrobiła po prostu to czego chciała, zaznaczyła mu że nie potrzebuje jego koszuli. Skoro ta miała oznaczać jej chciwość, bo przecież tańca nią nie mogła nazwać, to niech sobie ją zatrzyma. Prychnęła, kiedy ten jednak zwrócił jej koszulę i wywróciła lekko oczyma, zerkając kątem oka na to jak zaznacza swą obecność, upewniając się że każdy mężczyzna obecny w tej knajpie będzie wiedział kogo nie powinien dzisiaj ruszyć. Pokręciła z niedowierzaniem głową, wracając do swojej potrawy. W końcu sama sobie z nimi doskonale poradziła, a gdyby któryś się sadził zawsze mogła użyć szabelki. Wystarczyło celnie celować w klejnoty panów, aby więcej nie próbowali swojego szczęścia. 
    - Trudno powiedzieć - odparła, wsuwając kolejny kęs mięska i przeżuwając go delikatnie. - Sos jest pikantny, przyjemnie parzy na języku. Mhm do tego czuję trochę goryczki i jakiegoś odświeżającego smaku... - pokiwała głową. - Ale sama gorra... - przyjrzała się kawałku mięska z bliska i zmarszczyła lekko brwi. - Trudno wyczuć, bo sos zabija jej smak - zauważyła i uśmiechnęła się do niego lekko. - Na pewno jest dobrze ugotowana bo rozpływa się w ustach - zakończyła swój wywód i upiła łyk alkoholu. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  29. - Kiedyś posmakuję twojego dania to ocenię czy faktycznie gotujesz niewiele gorzej - skomentowała. Sam mówił, że potrafi co nieco upichcić ale górnych lotów to, to nie jest. Mimo wszystko była ciekawa jego kuchni, jego umiejętności, ale nie zamierzała w tej chwili zaznaczać, że to plan na 4 schadzkę. Bo na trzeciej będzie zabawa z wytrychami rzecz jasna. Pokręciła głową, odrzucając swe myśli i wróciła do jedzenia zerkając raz po raz na skocznych muzyków. Wsłuchała się w melodię, na moment tracąc zainteresowanie swym towarzyszem. Uśmiech sam pchał się na jej usta widząc jak kilka par zaczyna kręcić się na parkiecie i wyginać w rytm muzyki. Zwróciła głowę z powrotem do Ashana, przypominając sobie o jego obecności.
    - Skoro nie taniec to co innego lubisz robić? - zapytała go, wracając do rozmowy. Wypiła kolejny łyk swojego piwa i założyła koszulę tak jak to zrobiła wcześniej. - Skórowanie to zajęcie, które cię relaksuje, to już wiem - pokiwała głową. - A co takiego sprawia, że uśmiech pcha ci się na twarz i masz ochotę śmiać się od ucha do ucha? Co takiego sprawia ci radość? - zainteresowała się.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  30. - Będziemy musieli to zmienić - stwierdziła bez ogródek. - Tę twoją sztywność - dodała, żeby lepiej ją zrozumiał. Nie uważała go za nudnego, a jednak martwił ją ten jego brak uśmiechu. Życie bez uśmiechu mijało się z celem. Tak szybko przemijało, więc należało czerpać z niego garściami. Zarażać pogodą ducha każdego napotkanego na swej drodze. Pokiwała lekko głową słysząc o tym co lubił robił. Tytoń, alkohol, polowania, treningi i czas z rodziną. Niezwykle rodzinny z niego był typ. Pozostałe rzeczy nie zdziwiły jej ani trochę. Faktycznie wpisywały się w jego osobę.
    - Nie jesteś nudny - zaprzeczyła. - Tylko mało pogodny - dodała. - Wiesz to wszystko co lubisz robić... no może poza tytoniem i alkoholem... jest fascynujące. Można o tym opowiadać i opowiadać - pokiwała lekko głową. - Ale brakuje ci tego delikatnego uśmiechu. Pogody ducha, radości... - rozłożyła lekko ręce. - Życie jest za krótkie, żeby ciągle się denerwować, wkurzać i udawać obojętnego - pokazała mu język, po czym roześmiała się serdecznie. 
    - Niepoważna - rzuciła odpowiadając na jego pytanie. - Uwielbiam się śmiać, tańczyć, figlować. Skakać, walczyć, wypatrywać zagrożeń, śpiewać i zarażać humorem wszystkich dookoła. Lubię przekraczać granice, stawiać przed sobą wyzwania. Lubię żyć - rozwinęła swą wypowiedź. - Och no i oczywiście, zapomniałabym o najważniejszym, lubię rozkazywać - puściła do niego oczko.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie do końca ją zrozumiał, albo to ona źle wyjaśniła co miała na myśli mówiąc o zmianie. Uniosła lekko dłonie w górę w geście poddania się, po czym opuściła je spokojnie na stół słuchając go ze spokojem. Pokręciła lekko głową.
    - Źle mnie zrozumiałeś, nie chodziło mi o to, żeby całkowicie cię zmienić - odparła swobodnie. - Tylko o te niektóre niuansy... czasem warto posłać drugiej osobie uśmiech, albo pokazać że jest się zdenerwowanym. To takie ludzkie - oznajmiła. - Wtedy jest mniej nieporozumień, niż kiedy siedzisz kompletnie z tych emocji wyprany... - wyjaśniła o co jej chodzi. - Aha to przykład był, nie chodzi mi o to, że tak całkiem jesteś ich pozbawiony - westchnęła ciężko. Trudno było przekazać o co chodzi, kiedy druga strona rozumie twoje słowa opacznie. Zastanowiła się chwilę.
    - Wiesz, że uśmiech ma wielką siłę - rzuciła. - Możesz nim sprawić przyjemność nawet nieznajomemu, po prostu się do niego uśmiechając, ale możesz również przekazać nim wiele innych emocji... na przykład uśmiech może być złośliwy, flirciarski, radosny - wzruszyła ramionami. - Po prostu chodzi mi o to, że czasem warto na dobrą zabawę się otworzyć - zakończyła unosząc lekko brew kiedy wstał i do niej podszedł. Spojrzała po nim kompletnie zaskoczona.
    - Och Ash, potrafisz pozytywnie zaskoczyć... - skomentowała, ale nie zamierzała protestować. Uznała również że zgryźliwe komentarze w tym wypadku były kompletnie niepotrzebne, więc ugryzła się w język. Zamiast tego postanowiła świetnie się bawić. Wsunęła dłoń w jego własną i wstała z miejsca z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie sądziła, że sam wykona ten ruch, ale bardzo jej się to spodobało. Pozwoliła mu nawet się poprowadzić na parkiet. Dygnęła przed nim zanim nie rozpoczęła tańca. Przyjemna, skoczna muzyka bardzo jej odpowiadała.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  32. Bez zbędnych słów zrobił mu powtórkę z rozrywki zmieniając tylko odrobinę proporcje, aby wzmocnić "Pogromcę", a jednocześnie zachować dobry smak. Nikt nie lubił czuć samych procentów, jeśli nie piło się samej czystej.
    - Mhm... to ile tych schadzek przewidujesz, zanim zaczniesz ją podrywać? - oparł się o blat zerkając wprost w oczy Ashana. - Może już zacząłeś i nie chcesz się do tego przyznać - rzucił z przekąsem. - W moim wypadku to nawet nie wiem kiedy zacząłem podrywać twoją siostrę - dodał ze śmiechem. - Może nigdy nie zacząłem... - zastanowił się, bo jakoś nie potrafił sobie tego przypomnieć. Westchnął ciężko i sięgnął sobie po szklankę wody. Nie przepadał za piciem w pracy, więc pozostał mu tylko sok z gumijagód lub woda. - Zluzuj majty stary... jeszcze się jej nie oświadczyłem - puknął go palcem w czoło. - Zresztą... nie śpieszy się nam do tego - mruknął. W obliczu ostatnich spięć i rozluźnień... nie myślał o oświadczynach czy ożenku.
    - Też o tym pomyślałem - zgodził się z nim. - Ale nie zamierzam prowadzić własnej karczmy... - dodał zaraz. - A ojciec ma na głowie bliźniaki i drugie na wylocie... więc i Shi raczej takiej nie poprowadzi - zauważył. - Szepnę słówko staruszkowi to może się pochyli nad tą propozycją... zresztą fajnie by było gdyby ta druga knajpa była na przykład prowadzona przez kogoś kto Argarczykiem nie jest. Tak aby otworzyć się na innych, spopularyzować nas, pokazać że nie taki diabeł straszny jak go malują - dodał jeszcze.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  33. Widziała en jego delikatny uśmiech. Bardzo podobał się jej w tym wydaniu. Dodawał mu uroku. Nie wspomniała o tym i nie dała po sobie tego poznać, ponieważ uznała że gburek mógłby przestać się uśmiechać. Jeszcze mocno zacząłby się kontrolować aby przypadkiem żaden kącik ust nie powędrował mu wyżej. Wzruszyła ramionami, kiedy wspomniał o uśmiechaniu się w jej towarzystwie.
    - Niezmiernie mi miło, laleczko, że byłam w stanie doprowadzić cię do uśmiechu - odparła szczerze, zachowując przy tym pełną powagę. Trudno było zwalczyć nawyk uśmiechania się, ale dzielnie z nim walczyła. Chcąc samej spróbować tej innej mimiki twarzy na co dzień. Pewnie, że nie zawsze była uśmiechnięta. Pewnie, że potrafiła zachowywać powagę. Przy wydawaniu rozkazów chociażby czy w wypadku gdy któreś z jej załogi zostawało ranne. Powaga była potrzebna, ale coś w jej usposobieniu sprawiało, że buzia po prostu chciała się śmiać, kiedy tylko mogła sobie na to pozwolić. Na jego uśmiech odpowiedziała jednak uśmiechem i tyle było z jej prób pozostania poważną na co dzień. Pozwoliła mu prowadzić co wcale nie było takie łatwe. Na początku przez dobrą chwilę walczyła ze swoimi odruchami prowadzenia nawet tu w tańcu, ale stłamsiła je w sobie. Pozwoliła aby przejął kontrolę nad tańcem i po prostu dostosowała się do jego rytmu. Pozwoliła aby muzyka nią kierowała wraz z Ashanem i było jej z tego powodu niezwykle dobrze. Zaśmiała się radośnie, gdy znalazła się w powietrzu na chwilę, po czym spojrzała mu prosto w oczy, gdy kontynuowali taniec.
    - Znasz się na rzeczy - zauważyła. Mówił jej przecież że tańczyć umie, ale tego nie lubi. Zastanawiała się dlaczego więc nie lubi tego robić? Wychodziło mu to doskonale. Kiedy melodia dobiegła końca, dygnęła przed nim dziękując za wspólny taniec, a muzycy zaczęli grać coś smętnego. Typowego przytulańca. Przez chwilę na niego patrzyła jakby chciała go zaprosić, ale zrezygnowała. Zamiast tego wskazując stolik.
    - Druga kolejka jest na mnie - wspięła się na palce żeby dotrzeć do jego ucha i mu to powiedzieć, po czym ruszyła do baru zamówić to co wcześniej i z dwoma kuflami wróciła do stolika. 
    - Tańczysz świetnie. Czemu tego nie lubisz robić? - zainteresowała się czując że ten temat spędzi jej sen z powiek. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  34. Chłopak skinął głową. To brzmiało jak sensownie. Przynajmniej dla niego, bo bez sprawdzenia w którą stronę się dąży i zerkania na to jak rozwinie się relacja - uważał że nie było sensu nawet prób wchodzenia w to głębiej. Uniósł kciuki w górę i na moment zajął się nowym klientem zanim do niego wrócił.
    - No to już ich problem, a nie mój - zauważył krótko. - Morgana może być księżniczką, może być też cesarzową... albo wiedźmą przebrzydłą - uśmiechnął się do niego lekko. - Ale dla mnie jest po prostu Morganą i nie będę niczego przyspieszał, bo społeczeństwo Phyonix ma jakieś tam oczekiwania - pokręcił lekko głową. - Jeśli dojdziemy z Siarczkiem do wniosku, że może by fajnie było sfinalizować związek, złożyć sobie oficjalne przysięgi to to zrobimy. Jeśli nie... - pokręcił głową. - ...no to nie - wzruszył ramionami.
    Dla niego to było proste. Niezależnie od polityki jednego czy drugiego kraju... i niezależnie od pozycji jaką w tych miejscach mieli... nie zamierzał uginać się pod presją. 
    - Mhm... uciążliwe? - spojrzał po nim. - A może zwyczajnie za bardzo przejmujesz się ich opinią? Ja wiem, jesteś księciem, masz błękitną krew - zrobił ruch dłońmi jakby rozpraszając magię nad nim. - Masz pewne obowiązki, musisz się do tego stosować, ale Ashan jesteś zwykłym chłopem. Niczym więcej. Nie jesteś lepszy od zwykłego poddanego Phyonix. Różnica między wami jest taka, że ty miałeś szansę urodzić się w rodzinie rządzącej, a ten chłop nie - wzruszył ramionami. - Pierdol ich opinie. Rób co chcesz. Jezu jak mnie wkurza takie wywyższanie innych na piedestał przez społeczeństwo ale i wśród tych wysoko urodzonych też - dmuchnął sobie w grzywkę i sięgnął po szklankę Ashana żeby upić mały łyk alkoholu. Zaraz też się zreflektował.
    - Zrobię ci kolejnego na własny koszt - odchrząknął, wracając do swojej wody. - To nie do końca karczma Grandsandów - odparł krótko. - Gotuje w niej Febe, zajmują się nią Rei, Shi i Febe w głównej mierze - spojrzał po nim. - A ja z ojcem wymieniamy się za barem - wzruszył ramionami. - Meliodas też czasem wpada. Taki tam wspólny biznes rady Argaru. Zwał jak zwał - pokręcił lekko głową i machnął ręką. Kolejne pytanie było dość ciekawym, a Nat nie do końca miał na nie odpowiedź.
    - To zależy od jednostki - odchrząknął. - Jedni piją, inni mdleją, a inni po prostu chłoną całym sobą chcąc zobaczyć więcej - zaśmiał się cicho. - Ale wiesz... ja ich rozumiem. Trudno jest oswoić się z tymi dziwami...
    Nat

    OdpowiedzUsuń
  35. Zagryzła delikatnie dolną wargę, wpatrując się w jego szmaragdowe oczy. Widziała w nich te wesołe chochliki. Zdawał się naprawdę czerpać radość z jej towarzystwa. Z tego małego tańca, a był naprawdę dobrym tancerzem. Nawet teraz, kiedy wspominał o tych wszystkich ograniczeniach, o tym czemu nie tańczy, mówił z jakąś taką swobodą, radością. Miała wrażenie, że delikatnie się przed nią otwiera. Zarumieniła się nawet lekko, gdy się do niej przybliżył. Nie odsunęła się jednak, tylko wyciągnęła dłoń w jego stronę i niby przypadkiem musnęła jego palce swoimi.
    - Nie wiedziałam, czy miałbyś na to ochotę - przyznała szczerze. Przecież jeszcze chwilę temu w ogóle nie chciał z nią tańczyć, potem mile ją zaskoczył ale wolała nie przeciągać struny. - Przy kolejnym wolniejszym tańcu wracamy na parkiet - posłała w jego stronę uroczy uśmiech. No przecież, że mu nie odmówi. Należało kuć żelazo póki gorące. Zwłaszcza, że sama miała na to diabelską wręcz ochotę. - Skoro już mowa o kobietach - odchrząknęła. - Jaki typ kobiet lubisz? - zainteresowała się. Jego strony zdawały się być interesujące, a jednocześnie strasznie nudne. Kobiety, które go nie interesowały bo za mocno się nim interesowały... upiła łyk piwa. Ciekawe co oznaczało zbyt mocne zainteresowanie. Przecież ona co chwilę go o coś pytała i zmuszała wręcz do niektórych odpowiedzi. Wolną dłonią założyła niesforny kosmyk włosów za ucho i odetchnęła głęboko.
    - W moich stronach taniec jest powszechną formą radości po wygranej walce czy po prostu powrocie do domu - powiedziała zdradzając mu kolejny fragment siebie. - Uwielbiam tańczyć czy z partnerem czy też sama - pokiwała lekko głową. - Zbyt przystojny powiadasz...? - uniosła delikatnie brew i przybliżyła się do niego, lustrując uważnie jego twarz. - Masz mocno zarysowaną szczękę, wyraźne kości policzkowe i piękne oczy. Można w nich utonąć - pokiwała lekko głową. - Jestem w stanie zrozumieć, czemu niektóre szaleją na twym punkcie - zgodziła się z nim. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  36. Natan zmarszczył lekko brwi.- Właściwie dlaczego "księżniczką"? - zapytał go. - Byłem przekonany, że w Phyonix nie ma ustroju cesarstwa. Lexi jest tam kapłanką, co nie? Kapłanka nie jest równoznaczna z królową - podrapał się po głowie. Może w tej chwili się czepiał trochę za bardzo, a może po prostu reszta społeczeństwa Phyonix upraszczała sobie sprawę myśląc w ten a nie inny sposób.
    - Mhm miałeś pecha koleś - skomentował. - Fatalnie trafiałeś - pokręcił z niedowierzaniem głową. Mógł zrozumieć, że Ashan był dobrą partią. Wysoko postawiony, niczego sobie... więc nic dziwnego, że zwyczajnie kobiety chciały go usidlić, ale żeby aż tak? Mogła chociaż poczekać. Uwodzić go dalej, dopóki po prostu by nie przepadł. A gdyby już przepadł miałaby go w garści. Cóż, niektórzy wykazywali się zwyczajnym brakiem cierpliwości. 
    - Lepiej nie wspominaj o tym Mor... - szepnął konspiracyjnym szeptem a propo sosu z gorry. - Bardzo się starała zastąpić Febe w kuchni... - dodał cicho. - Dała z siebie wszystko, strasznie zdenerwowana była powierzonym jej zadaniem - pokiwał lekko głową. - Wiesz, zawsze daje z siebie sto procent... ale faktycznie coś tam nie wyszło. Nie było aż takie tragiczne, całkiem zjadliwe - wyszczerzył się do niego. 
    - Nie, tacy tu nie mają wstępu - rzucił chłodno. - I na razie zdają sobie z tego sprawę - dodał jeszcze.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  37. Miał rację. Niepotrzebnie mu tak szybko odpuściła, ale nie chciała go do niczego zmuszać ani psuć atmosfery jaka między nimi panowała. Zwłaszcza, że ta była niezwykle dobra. Czuła się przy nim wyjątkowo, a te wszystkie półsłówka, którymi się wymieniali, informacje które z siebie wyczytywali - to wszystko niezwykle ją kręciło. Chciała go poznać bardziej, dogłębniej, ale jednocześnie nie potrzebowała tego na już i na teraz. Miała wrażenie, że laleczka z czasem będzie smakowała jeszcze lepiej. Zdziwiła się trochę, co do jego niechęci do kobiet z jego stron, ale pokiwała tylko lekko głową. Być może za bardzo go naciskały, albo chciały wszystko za szybko? 
    - Wiesz, kobiety czasem takie są... - stwierdziła. - Jak wyczują niezły łup to chcą go od razu dla siebie zagarnąć - zaśmiała się cicho. - A ty wydajesz się być całkiem niezłym skarbem - pokiwała lekko głową, po czym uśmiechnęła się do niego słodko, kiedy był tak blisko niej i skomplementował ją. 
    - Dziękuję - podziękowała za komplement, zarzucając przy tym włosy na swoje plecy. - To kwestia pochodzenia, a moje... jest wyjątkowo dobre - wyszczerzyła się do niego i wstała, aby do niego podejść. Znów się przy nim nachyliła obserwując te jego tęczówki. - Twoje też wcale nie zgorsze - skomentowała, łapiąc go za rękę i pociągając lekko do góry. - Chciałabym z tobą zatańczyć - uśmiechnęła się do niego, słysząc pierwsze takty jakiejś ballady. Pociągnęła go na parkiet i objęła ramionami za szyję, przylegając delikatnie do niego swoim ciałem.
    - Wiesz co lubię w tych wolnych tańcach? - zapytała go cicho, powoli wirując z nim na parkiecie. - Tę bliskość drugiej osoby... - szepnęła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  38. - Moim zdaniem szybki ożenek to głupota - powiedziała, kiedy wspomniał o prawie tych kobiet. Zgadzała się z nim. Owszem miały co do tego prawo, ale nie do końca to rozumiała. - To jak kupowanie kota w worku - stwierdziła po krótkiej chwili milczenia. - Nawet nie zdążysz dobrze poznać partnera, nie wiesz czy cię przypadkiem nie zabije we śnie - oczy jej lekko zabłyszczały kiedy o tym wspomniała. - Ani jaki będzie w łóżku - puściła do niego oczko. - A przecież najgorsze co może się zdarzyć to brak kompatybilności na wielu polach, ale i w sprawach łóżkowych - zauważyła z delikatnym uśmiechem na twarzy, po czym roześmiała się serdecznie.
    - Ach moją profesję... - zarzuciła włosami i spojrzała mu prosto w oczy. - Na twoim miejscu bardziej martwiłabym się morskimi głębinami niż odludną wyspą - puściła do niego oczko, po czym uniosła wysoko brew kiedy zadał jej to osobiste pytanie. - Nie stąd - odparła i uśmiechnęła się do niego słodko. - Urodziłam się na statku - wyszczerzyła się do niego, pozwalając mu prowadzić i wyczyniać z nią cuda w tańcu. Podobało się jej to, że nie musi prowadzić chociaż w tym względzie. Zwłaszcza, że ten potrafił to robić. - Moim domem jest morze - poinformowała go. Nie byli jeszcze na takiej stopie znajomości, aby mogła powiedzieć coś więcej. Zamiast tego zaśmiała się serdecznie, kiedy przechylił ją do tyłu i stanęła na palce żeby cmoknąć go w policzek, gdy już kontynuowali taniec.
    - Tylko z tą właściwą osobą - zgodziła się z nim.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  39. Grima westchnęła głośno i pokręciła głową.
    - Och bracie Felci, ale do podobnego gustu nie trzeba być rodziną. Rodzinowe podobności na myśli miałam - zaznaczyła, nadal kręcąc głową z dezaprobatą. - Chyba nie jesteś zbyt rozumny, co? - spojrzała po nim troskliwiej i zaraz zachichotała. - Nie martw się, ja też bywam mniej rozumna - machnęła ręką i zakołysała się lekko w rytm muzyczki w swojej głowie.
    - Zapytam! - zapewniła jeszcze z entuzjazmem. Rodzinna pamiątka brzmiała na prawdę dobrze! Oczy jej się zaświeciły, gdy została nazwana NAJLEPSZĄ przyjaciółką i aż uściskała swoje własne dłonie, a zaraz doskoczyła do czerwonowłosego obejmując go w pasie i tuląc głowę do żebra. - Jesteś całkiem milutki - stwierdziła by zaraz go puścić i odskoczyć w tył. Pogroziła mu palcem. - Tylko sobie nie myśl, lubię przyjacielskie tulaski, kocham Tonego więc łapy trzymaj przy sobie! - zaznaczyła stanowczo i zaraz posłała mu kolejny szeroki uśmiech. - Taaak! Najpierw biżuteria! - zakręciła się dookoła własnej osi i zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę, czekając aż zobaczy błyskotki. - A co je na deser? - spoważniała nagle i spojrzała po chłopaku. - Chyba jej nie dałeś pobitej śmietany z owocami, prawda? - wpatrywała się w niego, czekając na odpowiedź.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  40. Spojrzała po nim z niewinnym uśmiechem na twarzy.
    - Nie wiem skąd taki wniosek, laleczko - puściła do niego oczko. - Moi partnerzy się na mnie nigdy nie skarżyli - rzuciła delikatnie przesuwając palcem po jego policzku. - Ale jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć... - zrobiła pauzę i pokiwała lekko głową. - ...tak, pierwszy lepszy mnie nie interesuje - zapewniła go. - Mój partner musi mieć w sobie charyzmę, musi mieć się czym pochwalić, mieć ciekawą osobowość i... - postukała się palcem po ustach. - ...nie możemy zapomnieć o dżentelmenie - poruszała zabawnie brwiami.  Jego ruchów tanecznych nie dało się skopiować. Był niesamowity. Świetnie prowadził, a ona pozwalała mu na wiele, dostosowując się do niego. Sama nie była najgorsza jeśli chodziło o tańce, więc z radością dotrzymywała mu kroku. Kiedy obrócił ją do tyłu i złapał za biodro, ona sięgnęła dłońmi za jego kark i przesunęła po nim delikatnie.
    - A jak myślisz? - odparła pytaniem na pytanie, poddając się jego kolejnym ruchem. Przetańczyli tak i przegadali jeszcze pół nocy, po czym oboje się pożegnali, dziękując sobie za wspaniały dzień.
    ~.~
    Trzy dni minęły jak z bicza strzelił. Luna w tym czasie zdążyła poznać drugiego feniksa, odwiedzić Darcy i wziąć ją za żonę, podrażnić Klarę i spędzić miło czas z Mohe. Przy tym wszystkim nie zapomniała o umówionej schadzce. Strasznie się nią denerwowała. Przygotowywała się pół dnia, przerzucając swą pokładową szafę i prezentując się w coraz to dziwniejszych strojach swej przyjaciólce, pierwszej oficer - Hailey. W końcu wybór padł na białą koronkową koszulę odsłaniającą ramiona, z długimi bufiastymi rękawami, czarny gorset wraz z równie czarną spódnicą, którą Luna sama skróciła tak, żeby było jej wygodniej. Odsłaniała jej kolana i połowę uda, a z tyłu była długa do kostek. Do tego ubrała swoje długie czarne buty i założyła swoje zwyczajowe łańcuszki, z którymi nigdy się nie rozstawała. Tak przygotowana zapakowała jeszcze szalupę i spuściła się z nią na wodę. Resztę miała już na miejscu. Ruszyła na wodzie do miejsca docelowego. Dotarła chwilę przed zachodem słońca i widząc go na plaży, zręcznie zeskoczyła do wody, po czym podciągnęła łódkę na brzeg.
    - Ahoj, kamracie - zasalutowała mu i dygnęła przed nim, po czym ruszyła do niego biegiem, żeby wskoczyć mu w ramiona i wyszczerzyć się szeroko. - Gotowy na przygodę? Zabieram cię dziś do pewnego miejsca, ale będziesz musiał mi zaufać na wodzie - rzuciła poważnie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  41. Musiała przyznać, że wystroił się niezwykle. Ta czerń dzisiaj wyjątkowo mu pasowała. Podkreślała urodę i te płomienne włosy świetnie się na jej tle odznaczały. Do tego te fantazyjne hafty. Wyglądał naprawdę dobrze. Aż przez dłuższą chwilę tylko wpatrywała się w niego z delikatnym uśmiechem błądzącym po jej ustach.
    - Mogę obiecać, że się postaram - puściła do niego oczko i gestem zaprosiła go do zajęcia miejsca na pokładzie swojej łódki, a kiedy to zrobił zepchnęła ją do wody, trochę przy tym zaciskając zęby. Nie ważył specjalnie dużo, ale ona nie była demonem z demoniczną siłą. W końcu sama wsiadła do łódki i złapała za wiosła, powoli kierując się w tylko sobie znanym kierunku.
    - Byłam u ciebie w domu - zauważyła uznając, że nie będzie owijała w bawełnę. - Oddałam ci koszulę, dostałeś ją? - zapytała go, żeby zagadać w trakcie spokojnego rejsu w stronę jaskini. - Masz uroczą siostrę, sporo mi o tobie powiedziała - posłała mu delikatny uśmiech. - Mój książe - dodała, jeszcze delikatnie się przed nim kłaniając na samej łódce. - Pozwolisz, że nie będę cię tak tytułowała... naprawdę wolę swoją laleczkę - przyznała spokojnie, dopływając w końcu do jaskini i odpalając pochodnię, by podać mu ją do trzymania. Wpłynęli w mrok. Powoli prowadziła łódkę dalej, aż dotarli do skalnej, dość szerokiej półki. To tu zacumowała i wysiadła, podając mu dłoń aby pomóc mu wyjść. Na brzegu mógł zobaczyć przygotowaną skrzynię z pachnącym jedzeniem, koc i poduszki obok niego a także rum, kilka butelek w razie potrzeby. A to wszystko okraszone blaskiem światła z pochodni, oraz wznoszącą się pełnią księżyca. Bo z tego miejsca, można było w małym okienku jaskini obserwować niebo.
    - Dziś świętujemy 273 pełnię księżyca - poinformowała go z delikatnym uśmiechem na twarzy. - To moje 273 urodziny - puściła do niego oczko.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  42. Posłała mu zawadiacki uśmiech.
    - Wiem, ale zamierzałam ci pokazać, że drzwiami też do twojego domu można się dostać - zaśmiała się cicho i pokiwała lekko głową. - Z przyjemnością przyjmę tę inną - zapewniła go jeszcze. - W czerni mi do twarzy, z czernią u boku też - szepnęła jeszcze, po czym zgodziła się z nim niemo w sprawie nie zamykającego się języka Darcy i machnęła na to lekko ręką.
    - Och ale przekonałam twoją siostrę, że sama chcę cię lepiej poznawać i potem trzymała buzię na kłódkę jak temat schodził na twoją osobę - dorzuciła jeszcze, co by może trochę wyratować młódkę. Może i buzia się jej nie zamykała ale była wierna swojej rodzinie i mówiła o niej w samej superlatywie.
    - To dobrze - pochyliła się trochę do przodu do niego. - Bo nie chciałabym ci tu teraz książować. Dla mnie jesteś Ash, Laleczka, demonalis, niedoszłe jedzonko Arcemonów - wyliczyła z promiennym uśmiechem na twarzy, a kiedy stwierdził że traktuje go jak księżniczkę wybuchnęła lekkim śmiechem.
    - Wybacz mi, wychowywałam się z pięcioma braćmi. Nie znam innego traktowania - założyła niesforny kosmyk rozpuszczonych włosów za ucho. - Nie zamierzałam cię urazić tym traktowaniem - złapała go za dłoń i poprowadziła do kocyka, gdzie usiadła razem z nim i podała mu butelkę rumu. - Dziś pijemy z gwinta, tak żebyś się zbyt wielką księżniczką nie czuł - pokazała mu język. Na komentarz co do liczenia lat pokiwała głową i odchyliła się do tyłu, spoglądając w pełnię.
    - Tak - odparła spokojnie. - Wiesz, smutno jest tak mówić przeżyłem 20 lat... - rzuciła w gwoli wyjaśnienia. - A co jeśli umrzesz dzień przed 21 urodzinami? Wszyscy będą twierdzić, że zginąłeś mając 20 lat... a ty miałeś ich prawie 21 - spojrzała na niego. - Pełnie księżyca są dokładniejsze. Urodziłam się w taką pełnię i uważam że wynik 273 pełni księżyca to już niezły wyczyn - spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem błądzącym jej po twarzy. - Dziękuję - zarumieniła się nieco na ten jego pocałunek.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  43. W pewnym stopniu rozumiał zawiłości związane z dworem i tymi wszystkimi dworskimi dziwami, ale podporządkowywanie swojego życia pod sukcesję, jeśli się jej nie chciało, wydawało mu się po prostu głupotą.
    - Zawsze można się zbuntować - rzucił krótko. - Znajdzie się wtedy ktoś inny na kapłankę - spojrzał po Ashanie i wzruszył ramionami. - Wiem, nie jest to takie proste... ale znowu nie jest też niemożliwe do wykonania - zauważył. - Ta cała sukcesja... to straszny wrzód na dupie - dokończył upijając łyk wody i przez moment obsługując innego klienta, zanim wrócił do Ashana.
    - Mhm mówisz? - uniósł lekko brew. - Ja tam nie wiem. Przepadłem za tą pół-Phyonixą - zauważył ze śmiechem. - Nie mnie stwierdzać, czy są inne kobiety poza jej krajem - wyszczerzył się do niego. - Ale skoro tobie pasuje taki tryb to jak najbardziej jest to zrozumiałe. Tak trzymaj - puścił do niego oczko, a widząc zaraz zmieszanie na twarzy Ashana, kiedy dowiedział się o wkładzie siostry w potrawę, wybuchnął śmiechem.
    - No bez przesady. Daję ci idealny pretekst by jej pstryknąć w nos, a ty taki boidudek? - prychnął pod nosem, pochylając się zaraz do niego i wpatrując się w te szmaragdowe oczy. - Nie martw się. Ona zdaje sobie z tego sprawę - zapewnił go jeszcze i pokręcił lekko głową. - Nie wiem, nastroje w Mathyr są bardzo napięte. Wojna zdecydowanie się zbliża...

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  44. Spojrzała po nim z figlarnym uśmiechem na twarzy i pokręciła delikatnie głową.
    - Nie tak znowu dużo - odparła ze śmiechem na ustach. - Poczekaj jeszcze trochę, a dopiero wtedy będzie dużo - tyknęła go palcem w nos, aby roześmiać się serdecznie.
    - Ja miałabym się brzydzić? - spojrzała po nim. - Nie żartuj - otworzyła butelkę rumu i upiła z niej łyk, dopiero wówczas mu ją podając. - Dla mnie to codzienność - stwierdziła, śmiejąc się cicho z tego niezbyt królewskiego traktowania. Oj akurat w tym temacie mogła śmiało powiedzieć, że zdecydowanie dochodziła do poziomu mistrzowskiego.
    Obserwowała jak się kładzie i obserwuje pełnie. Sama za to wodziła po nim wzrokiem. W tej poświacie, z tym zamyślonym wzrokiem, który utkwił w niebie wyglądał tak niewinnie, tak dobrze. Zwilżyła swe wargi językiem i położyła się obok niego, wpatrując się w pełnię, dopóki znów się do niej nie odezwał. Wówczas odwróciła do niego głowę, by spojrzeć mu w oczy. Serce jej odrobinę przyspieszyło, gdy zauważyła że ich nosy niemal się stykają a jego szmaragdowe oczy są tak blisko niej. Zagryzła na moment dolną wargę.
    - Myślisz? - wodziła po nim wzrokiem, nie odsuwając się jednak ani o milimetr. - Ileż pełni sobie liczysz? - zapytała szeptem, by potwierdzić skinieniem głowy sprawę pełni. - Można by rzec, że co miesiąc świętuję takie mini urodziny... - uśmiechnęła się. - Bo wiesz, każda okazja jest dobra do świętowania, do zabawy, do tańca... - wyjaśniła. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  45. - Tego też nie widać na pierwszy rzut oka - pokazała mu język i zachichotała. - Ale nie martw się, to nie ma znaczenia, ważne, że się kochacie - uśmiechnęła się szeroko, widząc, że czerwonowłosego chyba gryzie ten brak podobieństwa. Kiedy zaczął wymieniać czego to nie robi, przekręciła głowę w bok i zamrugała szybciej oczyma.
    - Nie podrywasz przyjaciół rodzeństwa? nawet jak mają bardzo, ale to bardzo w Twoim guście? Czemu tak robisz? - zainteresowała się. Nie słyszała jeszcze takiej zasady, nawet nie widziała co do niej stosownych argumentów. Reszta wyjaśnień do niej przemawiała na tyle by nie musieć o nie pytać.
    Zadowolona wskoczyła do pokoju i od razu zaczęła przeglądać świecidełka Darcy. Podobały jej się praktycznie wszystkie! Na uwagę co do kradzieży spojrzała po Ashanie z przymrużonym wzrokiem i nadętymi policzkami. - Nie kradnie się przyjaciół! - burknęła nieco urażona. Lubiła błyskotki, ale przecież od Darcy mogła pożyczać bez problemu więc nie było sensu zabierać i wywoływać brzydkich kłótni. Jej buzia złagodniała, gdy wyznał co dostaje Abbys. - No! Dobrze... Trzeba Cię pilnować, jeszcze nie jesteś sprawdzony - oznajmiła, wesoło podrygując i dalej grzebiąc w biżuterii, przestała jednak, gdy usłyszała o ciasteczkach. Pobitą śmietanę już znała, ale ciasteczka?!
    - Och, chcę! - zostawiła błyskotki i skoczyła w stronę chłopaka, by spojrzeć w górę swoim szczenięcym wzrokiem, prosto w oczy Ashana. - Ja poproszę, chcę - zamrugała oczkami. - Ciasteczka... - sprostowała wgapiając się w niego cały czas.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie kontynuował rozmowy o sukcesji na tle kapłańskim w Phyonix. Musiał jednak przyznać, że nawet cieszył się, że Darcy mimo wszystko miała wybór. Nic w sumie dziwnego. Jej rodzice przez pewien czas wychowywali się w Argarze.
    - Tak - zgodził się co do życia po swojemu. Zrobił sobie bezalkoholowego drinka, bo nie przepadał za piciem w pracy. Zwłaszcza, kiedy w domu był Eljas. Nie chciał mu śmierdzieć alkoholem. Ani jemu ani Morganie, chociaż ta druga pewnie nie miałaby nic przeciwko gdyby czasem sobie chlapnął jednego.
    - Szukaj swojego szczęścia zamiast tylko się naszym cieszyć - stuknął swoją szklaneczką o jego i parsknął śmiechem na wyjaśnienia co do sosu Morgany. - Łajza - stwierdził tylko dalej się śmiejąc. - Jak moją młodszą siostrunię kocham, tak uwielbiam jej dogryzać kiedy coś jej nie wyjdzie. Podenerwuje się, pokrzyczy, rzuci sarkazmem jednym lub pięcioma i po sprawie - wyjaśnił wesoło. - Z Mor to samo... - dorzucił. - Przecież samym słodzeniem człowiek nie żyje - zauważył jeszcze śmiejąc się z tego całego prania na kwaśne jabłko. - No tak... - spoważniał, chociaż oczy dalej mu się świeciły radośnie. - ... straszliwa z niej starsza siostra - pokręcił lekko głową. - Strach się bać... ale zobacz, jakoś żyję, a twoją siostrę na początku naszej znajomości wyzwałem od dziwek - odchrząknął jeszcze i odsunął się asekuracyjnie od baru. Nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy wielkiemu, starszemu bratu.
    - Mhm, obawiam się że tak - przytaknął w temacie wojny. Nie bardzo mu się to podobało. Jedna wojna sprawiła że spadli do Mathyr, a ofiar i tak było już wiele. Nie chciałby żeby zostali rozdzieleni i tym razem. O śmierci nawet nie wspominał. Wierzył, że nikt z nich nie polegnie. - Damy radę.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  47. Po całym zajściu z Lezarusem i Kovą do domu osobiście eskortowała ją matka ze swoimi strażnikami. Całe szczęście Niklaus i Natan dostali wcześniej znać co zaszło i gdy Morgana dotarła na miejsce Eljas był już u dziadków, a ona miała czas by porozmawiać z Natanem. Lex nie zamierzała im przeszkadzać, przy okazji wpadając do starszych Grandsandów. Nie zapomniała również odwiedzić Darcy i Ashana, im również przekazując przykrą nowinę. Dla czarnookiej śmierć pupila była bardzo bolesna, ale fakt, że jej nie osaczono, a dano chwilę by nabrać oddech ceniła w tej sytuacji najbardziej. Chociaż... Miała wrażenie, że teraz ceniła o wiele więcej.
    Często przesiadywała w stajni, Tuuli też zdawała się mniej energiczna po stracie, a była cielna, więc Mor wolała ją doglądać. Moserty łączyły się w pary na całe życie, dobrze chociaż, że był Koli. Pierwszy cielak parki teraz robił za jedynego zwierzęcego towarzysza samicy, ale jeszcze tylko przez chwilę.
    Słysząc pukanie Mor przerwała swoje rozmyślenia, obejrzała się w stronę wejścia i uśmiechnęła słabo. Przeczesała sierść Tuuli i klepnęła ją w zad, by ta poszła się paść na wybiegu, a sama zwróciła się przodem do rodzeństwa. Kiwnęła głową na słowa brata, miło było go tutaj zobaczyć. Spojrzała jak trzyma Darcy, jak ją puszcza... Doskonale zdawała sobie sprawę, że siostrę aż nosi. Podniosła wzrok do jej oczu, a później znowu do oczu Ashana. Uśmiechnęła się raz jeszcze na kolejne słowa i zaraz przymknęła oczy, ciężko wydychając powietrze, a gdy podniosła powieki, wzruszyła ramionami.
    - Możecie mnie po prostu przytulić? - zapytała, sama lekko rozkładając ramiona, gotowa objąć ich jednocześnie. Naprawdę miała na to ochotę, już dość, już starczy tych wątpliwości... Byli tu, jej rodzina, jej ukochany, jej syn, bliscy, potencjalni przyjaciele. Byli do diaska! Pieprzyć Hiell... Pieprzyć obawy, że zaraz wszystko znowu zniknie. Nic nie zniknie, nie pozwoli, nie tym razem. Nie straci tego co w końcu udało jej się zyskać.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  48. Położyła mu palec na ustach.
    - Już zapominasz - zacmokała z niezadowoleniem. - Ash, laleczko, Ash - pokazała mu język. Przytaknęła mu tylko głową. Starała się każdego traktować normalnie. W jej definicji tego słowa oczywiście. Nie znała innego normalnego traktowania, ale wychodziła z założenia, że każda istota jest sobie równa, niezależnie od pochodzenia. Dopiero jej czyny ją definiują, ale Ashana nie znała jeszcze na tyle dobrze by mówić w superlatywach o jego czynach. Co prawda sama już nieco zauważyła, potrafił być dżentelmenem kiedy chciał, dbał o jej dobro, kochał swą rodzinę i uwielbiał walczyć. Do tego całkiem dobrze tańczył i miał uroczy uśmiech, gdy ten dotykał też jego tęczówek. Nie mniej to wciąż było za mało. Informacje o jego pochodzeniu nie zdziwiły jej specjalnie. Zwłaszcza ta królewska krew. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, gdy założył za ucho kosmyk jej włosów. W pierwszym odruchu faktycznie chciała się od niego odsunąć, ale jego ruchy były na tyle delikatne, nieinwazyjne że poczuła się przy nim bezpiecznie. Przynajmniej w tym momencie. Sama przesunęła dłonią po jego ramieniu w nieco zaczepnym geście.
    - Mhm odrobinę się pomyliłeś... 297... mniej więcej, chociaż nie wiem kiedy masz urodziny, więc dokładnych pełni ci nie podam... - stwierdziła cicho, zaraz uśmiechając się do niego szeroko. - Ależ ta też na swój sposób jest wyjątkowa - szepnęła. - Mam przecież w planach rozebranie cię do samych bokserek - puściła do niego oczko. - I popływania z tobą w blasku księżyca - dodała po chwili. - Ale to później - musnęła palcami jego nos. - Na razie... cieszę się twą obecnością.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  49. Roześmiała się serdecznie. Przy nim nie potrafiła zbyt długo utrzymywać powagi. Zwłaszcza, kiedy tak pięknie udawał swój brak pamięci. Pokręciła lekko głową i pstryknęła go w nos.
    - Zastanowię się nad tym, ale niczego nie obiecuję - rzuciła wesoło, po czym wsłuchała się w jego słowa o urodzinach. - 297 powtórzyła, sierpień to piękny miesiąc. Rozpieszcza pogodą, ale potrafi też porządnie zaleźć za skórę, bo ta niestety zmienną bywa - zauważyła. - Gdybyś miał się opisać jako pogodę, to jaką byś był? - zainteresowała się zaraz, spoglądając po nim z zainteresowaniem wypisanym na twarzy. - Hm sama byłabym burzą - stwierdziła. - Nadchodzącą szybko, siejącą spustoszenie, ale i szybko przemijającą - powiedziała w zadumie. - Taką z którą możesz zatańczyć, przeżyć niezapomniane chwilę... ale i taką nieuchwytną - postukała się delikatnie po brodzie, zagryzając swą dolną wargę.
    - Czasem lubię być niegrzeczna - stwierdziła puszczając do niego oczko. - Czasem... trzeba mnie utemperować - dodała, wciąż się od niego nie odsuwając. Obróciła się tylko na bok, żeby móc lepiej na niego patrzyć. - Czasem uwielbiam przekraczać czyjeś granice - dodała uśmiechając się do niego delikatnie i zaraz pogłaskała go lekko po policzku. - Nie martw się, Szczurze Lądowy. Nie utopisz się - zapewniła go. - Nie zamierzam zabierać cię pod wodę, tylko pluskać się z tobą tuż obok naszego małego obozowiska - zapewniła go spokojnie. Zastanowiła się nad jego kolejnym pytaniem. - Hm... to chyba pozostanie mą słodką tajemnicą laleczko - szepnęła ostatecznie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie zamierzał go swatać. To było jego życie i mógł sobie robić co tylko żywnie mu się z nim podobało, a co do maluchów machnął lekko ręką. Wystarczył mu jego własny maluch. Więcej ich na tę chwilę nie potrzebował. Słuchał jego perypetii z mieszkaniem i z tą całą jego piratką. Coś czuł po kościach, że nawet nie będzie trzeba swatać. On się sam z nią zeswata.
    - Stary chłop, a z siostrzyczką mieszka - pokręcił lekko głową. - Weź sobie jakąś chatkę postaw. Ile ci to zajmie? Trzy dni? Może tydzień? - zaproponował. - Postaw sobie chatkę i będzie po problemie. Dwa pokoje... salon i sypialnia, jakaś kuchnia, hol... i wychodek. Nic więcej ci nie potrzeba - zauważył lekkim tonem, bo skoro Ashan i tak był w ciągłym ruchu to większy dom byłby po prostu dla niego za duży. Marnotractwo miejsca. - Zaraz zmówi - pokręcił lekko głową. - Po prostu spędź z nią trochę czasu, naucz się humorku Morgany i ją trochę poskub - rzucił wesoło, upijając trochę swojego bezalkoholowego drinka. - Nie masz za co - stwierdził spokojnie Natan, kiedy ten go przeprosił. Zaskoczył go tym, zwłaszcza że on sam nie był pewien za co go Ashan przepraszał. Za śmierć Kovy? Głupota. Nie mógł nic z tym zrobić. Nie mógł wiedzieć co by się stało, gdyby pojechał za Morganę. Za swoje zachowanie przy ich pierwszym poznaniu? To już dawno poszło w niepamięć.- Skoro tak ładnie przepraszasz to jakiś napiwek by się przydał - rzucił ze śmiechem na ustach.
     
    Nat

    OdpowiedzUsuń
  51. - Upalny dzień - powtórzyła po nim. Mogła przyznać, że było to trafne określenie. Ona co prawda nie miała nic przeciwko upałowi, kiedy siedziała na statku a przyjemny wiatr mierzwił jej włosy. Natomiast na lądzie... czasem miała dość upalnych dni. Pokiwała głową na znak, że rozumie.
    - A ty? Przejmujesz się tym co ktoś o tobie pomyśli? - dopytała go. Nie wydawał się na kogoś, kto brałby do siebie czyjeś głupie myśli czy słowa. Jednocześnie mogło to być złudne i mylne wrażenie. Pozory lubiły mylić, a ona nie raz łapała się na tym, jak trudno jest kogoś poznać dogłębnie. Zamknęła oczy, kiedy dotknął swoimi ustami jej policzka. Miał cudowne wargi, takie delikatne i jego czułość po prostu dobrze przyjęła. Przesunęła dłonią po jego policzku głaszcząc go kciukiem i odwzajemniła spojrzenie, patrząc wprost w jego szmaragdowe oczy.
    - Tu poproszę - pokazała palcem na swoje usta. - Dzisiaj są moje urodziny - przypomniała. - A to... - znów postukała palcem swe usta. - ...to moje urodzinowe życzenie - uśmiechnęła się do niego zawadiacko. Chciała poczuć te jego usta, zobaczyć czy są tak samo upalne jak jego wyobrażenie o własnym charakterze, własnej osobie. Zaśmiała się pod nosem na wieść o ratowaniu go.
    - Oj nie martw się - pstryknęła go palcami w nos. - Jeszcze nie raz cię uratuję - złożyła mu tę słodką obietnicę, unosząc zaraz lekko brew do góry.
    - Jak sobie życzysz. Możemy najpierw się wykąpać, a potem zjeść - zgodziła się, powoli i trochę niechętnie siadając, aby zacząć rozsznurowywać swoją koszulę, aby powoli i nieco kokieteryjnie zsunąć ją ze swych ramion. Nieco się przy tym zarumieniła. Czym innym był pokaz w gospodzie, gdzie robiła to z czystą premedytacją, aby utrzeć mu nosa, a czym innym pokaz tylko w jego obecności. Czuła to jego spojrzenie na sobie i faktycznie nieco mniej pewna się poczuła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  52. To co mówił nie było głupie. Wynajęcie magika do postawienia domu i osiedlenie się choćby na chwilę w Argarze, brzmiało całkiem sensownie. Nie każdy musiał budować dom samemu. Zaśmiał się cicho słysząc znów o uroczej piratce. Oj tak, tu musiał się zgodzić. Ashan miał problem z nadopiekuńczością. Mógł to zauważyć, gdy chłopak zajmował się Eljasem. - Przyjemność po mojej stronie - stwierdził, zostawiając go na chwilę, aby obsłużyć innych klientów. Chwilę sobie z nimi też pokonwersował, zanim wrócił do Ashana. - O żesz cholera, daj spokój - pokręcił głową. - Żadnych napiwków mi nie potrzeba. Zajmiesz się Eljasem, kiedy będziemy chcieli skopać z Mor kilka tyłków - rzucił zaraz. - Taką formę napiwku chętnie przyjmę - zaśmiał się cicho. Słoiczek na napiwki faktycznie miał już w środku całkiem niezłe zbiory, ale Nat niespecjalnie robił to wszystko dla nich. Po prostu lubił zamienić parę słów ze swoimi klientami. Można powiedzieć, że czasem robił to co Akane. Służył radą i pocieszeniem, tylko ona ubierała to w melodię i słowa piosenki, a on... korzystał ze swojego naturalnego uroku. - Jakieś konkretne plany na przyszłe dni masz? - zapytał go zaraz. - Może wpadniesz kiedyś na obiad? - rzucił od niechcenia.

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  53. Jego pocałunek był delikatny, krótki ale i emocjonalny. Czuła jego wargi na swoich własnych, przez moment badała ich strukturę i kształt próbując zapamiętać je na jak najdłużej.Zamknęła nawet oczy, a kiedy się odsunął jedynie podziękowała mu uśmiechem. Nie czuła aby musiała cokolwiek w tym temacie mówić. Wróciła więc do rozbierania, a czując jego wzrok na sobie nieco się krępowała. Dlatego kiedy się odwrócił, zsunęła do końca swój gorset, uwolniła się z bluzki, butów i złapała pewniej jego dłoń.
    - Dziękuję - uśmiechnęła się do niego, pozbywając się jeszcze spódnicy, zanim nie stanęła przed nim w samej bieliźnie. Czarnej (xD) bieliźnie. Zagryzła delikatnie swą wargę, przesuwając po nim wzrokiem. Po jego umięśnionej klacie, którą już widziała i znała, po jego twarzy i tych piekielnie pociągających szmaragdowych oczach i po rozwianych czerwonych włosach. Położyła dłoń na jego piersi i wspięła się na palce by ucałować go w policzek. - To co? Kąpiel? - uśmiechnęła się do niego, wymijając go i skacząc do wody na główkę. Jej chłodna tafla pozwoliła na moment zniwelować te czerwone policzki. Przez moment płynęła pod wodą, zanim wypłynęła na powierzchnię, patrząc na niego zachęcająco. - Chodź, woda jest niesamowita...

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  54. Słuchała jego wyjaśnień z zaciekawieniem, ale gdy zadał te pytania o przykrość i wybieranie stron, przekręciła głową i spojrzała po nim jakby urwał się z choinki.
    - Dlaczego miałabym się smucić? Raz przyszłaby do brata, raz do mnie, a innym razem do mnie i do brata… - nie rozumiała co w tym ciężkiego. – A w ich kłótnie bym się nie wtrącałą, przecież są ich, nie? Jakby mnie zapytali to bym powiedziała co myślę… Nie rozumiem jakie tu ma znaczenie czy ktoś jest moim bratem, czy nie jest… Jak źle robi to trzeba mu powiedzieć… Przyjacioły też tak robią, przynajmniej te dobre – przytaknęła sama sobie głową. Nie wiedziała czemu inni tak często utrudniali sobie życie cudzymi sprawami.
    Na uwagę co do kradzieży wydęła usta, ale gdy przytoczył przykład jej zachowania uśmiechnęła się szeroko.
    - No dobrze, mogę się tu z Tobą zgodzić, to było takie zapobiegawcze, rozumiem – pokiwała głową energicznie, a gdy tylko podał jej jedzonko, radośnie zwirowała i zajęła miejsce, od razu łapiąc ciastka w rękę, oba rodzaje na raz. Raz gryzła jedno, raz drugie, najwyraźniej oba jej smakowały.
    - Dziękuję! – posłała mu szeroki uśmiech. – To… Ty lubisz chłopaków? – zapytała. – Masz ten no… swój ideał w głowie? Lubisz jasne włoski? – zapytała, dalej zajadając.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  55. Morgana przymknęła oczy, czując przyjemne ciepło, zarówno od siostry, jak i brata. Nie czuła się przy tym źle, nie była spięta, wręcz przeciwnie, poczuła, że ma oparcie. Tak, jest Natan, ale nie tylko, w końcu zaczęła to dostrzegać.
    - Też się cieszę - przyznała cicho i nawet lekko uniosła kącik ust na słowa siostry, a na pytanie o ciszę i żarty o zakładniku, krótko się zaśmiała. - Zdecydowanie rozmawiać... Tylko... Może trochę bardziej o Was niż o... Zajściu? O tym już i tak dużo myślę, przydałaby się odskocznia - przyznała patrząc po nich smutno. - No i chciałabym w końcu chociaż raz pogadać normalnie z rodzeństwem... Dowiedzieć się co u nich - dodała i teraz to ona ich przytuliła. - Przepraszam... Tak długo mnie nie było, mam wrażenie, że dopiero na poważnie zaczynam do Was wracać - przyznała by zaraz pokazać im wyjście z stajni. - Chodźcie do domu... Napijecie się czegoś? - zapytała. Normalność zdawała się teraz niesamowitym lekarstwem.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  56. Zaczesała swe mokre włosy do tyłu i zaplotła na nich luźny warkocz, aby te nie wchodziły jej do buzi czy oczu kiedy tego sobie nie życzyła. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, obserwując te jego ostrożne ruchy. Od razu dało się poznać, że Ashan miał niewiele wspólnego z wilkiem morskim, ale mimo to powoli wchodził głębiej. Sama zbliżyła się do niego, tak by stać w wodzie zamoczona po łopatki. Nie chlapała go ani nie robiła gwałtownych ruchów. Nie chciała go przecież wystraszyć. Spokojnie czekała aż wejdzie nieco głębiej. Dopiero wtedy wyciągnęła do niego rękę i złapała jego rękę, splatając ich palce razem, aby pociągnąć go nieco głębiej. Tam gdzie ona nie miała już gruntu, ale on, mógł go odnaleźć pod stopami.
    - Spójrz w górę - poleciła samej zadzierając głowę do góry. Światło księżyca w pełni wpadało przez niewielki otwór w jaskini, oświetlając ich razem. - Magicznie, prawda? - zauważyła, drugą dłonią odszukując jego drugą rękę i również z nią splatając swe palce. Odsunęła się wówczas od niego na odległość ich ramion, przez moment wpatrując się w księżyc i przenosząc wzrok na Ashana. - Wierzę, że pełnia księżyca dodaje mi energii, chroni przed złem i zapowiada lepsze czasy - szepnęła, bo choć wojna tu zbliżała się wielkimi krokami, ona miała swój azyl. Jej ta wojna nie dotyczyła. Puściła jego dłonie i okręciła się dookoła, by znów na niego spojrzeć i tym razem podpłynąć bliżej, aby objąć go swoimi ramionami i wtulić głowę w jego pierś. Chwilę słuchała bicia jego silnego serca, kreśląc palcami wzory na jego plecach. - Od teraz i ciebie będzie chronił - szepnęła gdy skończyła malowanie rytualnych znaków na jego plecach. Rzecz jasna samą wodą i swoimi palcami. - Teraz i tobie będzie dodawał sił.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  57. Natan spojrzał mu prosto w oczy i pokręcił głową.
    - Pozwolisz, że sam zdecyduje o swoich zarobkach - odwdzięczył się pięknem za nadobne, posyłając w jego stronę znaczące spojrzenie. Tym razem zrobił mu znacznie mocniejszego drinka, którego Mathyrczycy nazywali "Zabójcą", choć on sam twierdził, że wszystko zależy od stopnia przepicia gardła. Postawił go przed nim. - Za tego możesz płacić - rzucił lekkim tonem, zanim nie polał mu jeszcze whiskey do szkła obok. Co by mógł też czystego alkoholu trochę popić. - No tak, w takim razie baw się dobrze na schadzce i zwiedzając północne tereny - rzucił spokojnie. Pokiwał tylko co do obiadu głową, po czym uśmiechnął się krzywo na kolejne pytanie. - Na tę chwilę moja kolej na wychodne - zauważył tylko krótko i nieco chłodniej. To oczywiście nie była wina Ashana, żadna z sytuacji jaka między nimi była, ale nie zamierzał Mor tego odpuścić, niezależnie od tego jakich sztuczek by nie próbowała. - A potem się zobaczy - dorzucił spokojnie. 

    Nat

    OdpowiedzUsuń
  58. Powiedzieć, że była nim zachwycona to powiedzieć zbyt mało. Spoglądała mu w te szmaragdowe oczy i wtulała się w jego pierś. Słuchała bicia jego serca, ciesząc chwilą. Chwilą bliskości. Woda dodawała jej odwagi i sił w tym cudownym zbliżeniu. Przesunęła dłońmi na jego kark, obejmując go nimi i oplotła go nogami w pasie, aby twarz była na równi z jego ucałowała go w nosek z zadziornym uśmiechem na twarzy.
    - Nie ma za co - zapewniła go swobodnie. - Lubię obdarowywać istoty, które bardzo lubię - przeczesała jego włosy palcami i ukradkiem skradła mu buziaka rumieniąc się lekko przy tym. - Wierzę, że księżyc daje mi siłę i pomaga w trudnych chwilach - poinformowała go. - A ty? Masz jakieś swoje wierzenia? - zapytała, spoglądając na niego z uśmiechem ale i ciekawością wymalowaną na twarzy. - Czy wystarczy ci twoja siła i moc... nie potrzebujesz żadnych innych wierzeń? - zaproponowała takie rozwiązanie. To też byłoby w porządku. Nawet bardziej niż w porządku, ale jej ciekawość nie znała granic. Musiała zapytać.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  59. Nie przeszkadzał jej jego dotyk. Nawet spodobało się jej, że ją tak złapał więc pocałowała go delikatnie w szyję.
     - No nie wiem - pokręciła lekko głową z zawadiackim uśmiechem na ustach. - Ty mi powiedz co takiego jest we mnie sprytnego? - zaciekawiła się delikatnie masując jego kark swoimi dłońmi. Słuchała o jego wierzeniach, a właściwie ich braku i kiwała delikatnie głową. Jego wargi na swoich przyjęła z delikatnym westchnieniem. Zwilżyła zaraz swoje własne językiem i mocniej oplotła go nogami. - Teraz... akurat ci się udało - złapała go za nos i ścisnęła go lekko między paluchami. - Ale czasem na pewno po dupie dostaniesz - dodała kiwając lekko głową. - Tak jak każdy z nas - westchnęła ciężko, opierając czoło o jego pierś. - Czasem chciałabym, żeby nikt po dupie nie dostawał, ale wtedy... byłoby nudno - pokręciła głową. - Trudno się zdecydować - zaśmiała się cicho. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  60. Grima wcinała ciastka słuchając jego odpowiedzi i zaraz przekręciła głowę odrobinę na bok. - Tylko tyle? Pf... Tak, tak, charakter, charakter nie widać na pierwszy rzut oka! - zrugała go. - Coś musi Cię zainteresować zanim poznasz charakter! Przecież ten czasem poznajesz całe życie... - spojrzała po nim ponuro. - Nie jestem głupia! - pogroziła mu palcem, a gdy zapytał o jej ideał zatrzepotała rzęsami i uśmiechnęła się szeroko. - Lubie jasne włoski i... czerwone - zachichotała, patrząc na jego włosy. - Ale nie martw się, Ciebie nie zmacam - znowu zachichotała. - Lubię wysokich chłopaczków, ale jak nie mają dużo tych... muskułów... Nie lubię Terraz, ciemne włosy bleh... Nie, nie, nie. Tony jest śliczny - przytaknęła sobie głową i wsunęła do buzi ciastko na raz, a gdy je zjadła znowu spojrzała spod byka na Ashana. - Nie myśl, że mnie zbyjesz! - pokazała na niego palcem. - Na pewno jest w wyglądzie coś na co najbardziej patrzysz... Cycki na przykład - sama poklepała się po swoich i posłała mu kolejny szeroki uśmiech.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  61. Słysząc o bezdomności brata spojrzała pytająco po rodzeństwie, od razu było jasne, że stoi za tym jakaś historia.
    - Dziewczyna? - zainteresowała się. Ashan działał aż tak szybko, czy może z kimś tutaj już przybył? Uśmiechnęła się pod nosem słysząc, że to chyba jednak nie jego dziewczyna. Zaraz wpuściła ich przodem do domu i zamknęła drzwi, by ruszyć w stronę kuchni. - Siadajcie, kanapa, przy stole, gdzie wolicie - poleciła, a sama dotknęła garnka z wodą, by podgrzać ja własnym dotykiem. Już zaraz woda była zagotowana, wystarczyło dzbanek i herbatę by zaraz wrócić do swoich gości, razem z kubkami.
    - To musiały być ciekawe odwiedziny, skoro wyleciałeś przez nie z domu - spojrzała po Darcy odrobinę rozbawiona i zaraz przeniosła wzrok na Ashana. - To co teraz? Okupujesz gospodę czy planujesz wprosić się do nas? - zapytała.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  62. Roześmiała się serdecznie na to jego porównanie. Trudno było zaprzeczyć, gdy idealnie się z nim wstrzelił. Pokręciła lekko głową.
    - Genialnie to podsumowałeś - stwierdziła wesoło, czochrając go po włosach i zaraz obejmując go mocniej za szyję, żeby się do niego przytulić. - Uwielbiam takie wieczory jak dziś. Spokojne i bez szaleństw. Czasem się przydają - zauważyła odsuwając się wreszcie od niego i puszczając go. Położyła się na wodzie, aby podryfować trochę. - Chodź, dołącz do mnie - zaproponowała. - Nauczę cię, jeśli nie wiesz jak - zapewniła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  63. - No tak... - chwyciła go za rękę i podprowadziła trochę bliżej brzegu. - To dziwne - przyznała szczerze. - Mnie ojciec na samym początku oswajał z wodą, uczył zamaczać głowę i nie bać się jej, a potem przyszła umiejętność dryfowania. Ona pomaga właśnie w nie utonięciu. Nie musisz umieć pływać, a jedynie dryfować. Zwiększa twoje szanse przeżycia. Odciąża mięśnie, sprawia że odpoczywasz - powiedziała delikatnie "głaszcząc" taflę wody palcami. Spojrzała po Ashanie i uśmiechnęła się do niego.
    - To co? Spróbujemy? - zapytała. - Ty się połóż, ja przytrzymam cię za... - spojrzała w wodę na jego pośladki i zarumieniła się delikatnie. - I powiem co dalej, ale spróbuj się całkowicie położyć, głowę też, wypchnij biodra do góry... - poinstruowała go.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  64. Spojrzała na niego jakby spadł z naprawdę wysoka.
    - No co Ty nie powiesz? Przecież gdyby był jeden to bym nie pytała... - zauważyła chichocząc. Brat Felci był doprawdy zabawny, szczególnie z tą swoją ponurą miną. Nawet spróbowała go przez chwilę naśladować i wyglądać bardziej ponuro, ale to też ją bawiło i śmiała się po każdej próbie. Uśmiechnęła się szeroko na jego "żart" co do łaskawości, a gdy w końcu zaczął mówić coś konkretniejszego, to nadstawiła ucha.
    - Aaaa... Taki... Zdobywca, że Ty ją poskromisz! - wypięła dumnie pierś i przytaknęła na kolejne słowa. - No tak, wyćwiczone uda przydają się do rodzenia małych felciowych bratowanków i wanek - wsunęła kilka ostatnich łyżek deseru, dalej przytakując mu głową. - Rozumiem, czyli mogę Cię wykreślić z listy - oznajmiła zadowolona i wsadziła jeszcze paluch do naczynka, by zebrać nim resztki pyszności i oblizać. - Możemy iść do Abys! - podniosła się na krześle wyprostowana niczym struna i zaraz zeskoczyła by zakręcić kilka bączków i znaleźć się tuż obok Ashana z szerokim uśmiechem i niewinnym spojrzeniem.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  65. Morgana spojrzała po rodzeństwie z nikłym uśmiechem, a kiedy zaczęli mówić, jedno przez drugie, kącik jej ust drgnął delikatnie. Trochę żałowała, że nie mogła uczestniczyć w tych utarczkach słownych za dzieciaka, była wręcz przekonana, że teraz razem mogliby się z nich śmiać. Słysząc o tej całej Lunie zerknęła po braciszku. Śliniący się Ashan, to dopiero musiał być ciekawy widok.
    - Włamała? - o proszę, to musiała być rzeczywiście ciekawa osoba. Chociaż skoro się włamała to pytanie kto tu się na kogo bardziej ślinił. Słuchała ich z zainteresowaniem, a na wieść o domu uniosła trochę wyżej brwi.
    - Naprawdę? Planujesz zostać na dłużej? - zapytała. Pewnie miał na myśli coś jak domek letniskowy, mieć tu swój własny kąt, gdy wpada się na dłuższe odwiedziny. - Super, przybędzie nam miejsc do podrzucania Eljasa - spróbowała zażartować i nawet zaśmiała się krótko. - Mały na pewno się ucieszy, jest bardzo towarzyski, nie wiem tylko po kim - przyznała odrobinę rozbawiona i zaraz spojrzała na Darcy.
    - W życiu bym nie pomyślała, że Twojej rozgadanej buzi tak przeszkadza towarzystwo - przyznała. Zawsze widziała Darcy i Diego jako tą mniej introwertyczną cześć rodziny. Poszli bardziej w mamę, przynajmniej tak jej się zawsze wydawało.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  66. Tak, zrozumiała to. Pustynny klimat nie sprzyjał nauce pływania. Dobrze o tym wiedziała. Nie była przecież głupia. Pokręciła tylko lekko głową.- Nawet nie wiesz co straciłeś - uśmiechnęła się delikatnie, nie zwracając uwagi na ten delikatnie zirytowany ton chłopaka. Mimo wszystko dalej uważała, że oswojenie się z wodą powinno być jedną z umiejętności łapanych za dzieciaka. Nie tylko tam, gdzie ta woda była. Choć może i ona powinna bardziej obyć się z samą pustynią. Owszem miała pewne umiejętności i wiedziała o podstawowych zasadach przeżycia, ale ekspertką w tym temacie nie była. Oj daleko jej do ekspertki było. Słysząc czego uczył go jego ojciec, uznała że Argarczycy muszą mieć ciężko.
    - Wybacz, ale nie do końca rozumiem co masz na myśli mówiąc o wariowaniu od własnego ciała - przyznała szczerze, bo o ile od mocy i emocji nawet w jej wyobrażeniu dało się zwariować, tak nie rozumiała tego jednego. - Mhm to chyba normalne, że dla ciebie dziwną sprawą jest życie na morzu, a dla mnie na pustyni - zauważyła. - Oboje wychowywaliśmy się w innych warunkach - uśmiechnęła się do niego delikatnie i kiedy parsknął śmiechem na jej rumieńce, schowała się w wodzie po czubek nosa, strzelając gromami w jego stronę, z własnych oczu.- Nie omieszkam - burknęła, kiedy już wynurzyła się z wody i przystanęła tuż obok niego. Położyła jedną dłoń w okolicy jego krzyża, a drugą przesunęła pod pośladki. - Wypchnij mocniej biodra do góry, rozluźnij ciało - poradziła, patrząc łagodnie w jego oczy. - Oddychaj, spokojnie oddychaj - szepnęła uśmiechając się do niego z każdą chwilą szerzej. - Dobrze ci idzie - zapewniła go. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  67. Koncert był wspaniałą odskocznią. Poznała tam wielu cudownych ludzi i spędziła przepiękny czas. Dzień później była jednak zajęta. Prace nad naprawą statku trwały, a ona wyznawała zasadę, że jeśli sama nie dojrzy to nie będzie dobrze. Pochłonęło ją to do tego stopnia, że dopiero wieczorem udała się do gospody. Obiecała przecież jednemu Argarczykowi grę w karty. Wybrał pokera, a w tym była dobra. Nawet bardzo. Kantowanie to w końcu jej druga natura. Bez problemu więc ograła go. Nie zajęło jej to nawet dużo czasu, a gość był już spłukany. Kiedy chciał na szali postawić swój dom, pokręciła jednak głową.
    - Wystarczy – zapewniła go tylko i posłała mu słodki uśmiech. – Dziękuję za grę, Graywolf – ukłoniła mu się, zabierając swe łupy i wdzięcznie ruszając do wyjścia. Nie minęło wiele czasu, gdy usłyszała za sobą jego ciężkie kroki. Zmarszczyła lekko brwi i zerknęła przez ramię. Mężczyzna przyspieszył, a ona ruszyła biegiem przed siebie.
    - Nie uciekniesz mi, ty parszywa żmijo! – wrzasnął za nią. – Mój kolega wszystko widział! Oszukiwałaś! – wrzeszczał ruszając w pogoń. Był szybki to musiała mu oddać. Na jej niekorzyść działała też nieznajomość Argaru i kiedy znów skręciła zorientowała się, że znalazła się w ślepej uliczce. Cholera! Zaklęła pod nosem i obróciła do mężczyzny, wyciągając szablę zza pazuchy.
    - Nie radzę – rzuciła chłodno. – Zgodziłeś się na tę grę. Możesz winić tylko siebie – dodała i już miała rzucić się do walki, kiedy Graywolf machnął dłonią. Jej szabla wyrwała się z dłoni i wbiła w pobliski budynek, a ona sama poczuła zimną stal kajdanów na swych nadgarstkach i kostkach. Zdążyła tylko krzyknąć i przygmociła w ścianę. Głową, uderzając o nią mocno. Pociemniało jej przed oczyma.
    - Oj kochanie… odbiorę dług w naturze – zarechotał parszywy Argarczyk, podchodząc do niej i łapiąc ją za brodę. Wcisnął język do jej ust, ale Luna zagryzła na nim swe zęby. Mężczyzna warknął uderzając ją mocno w twarz. Dwukrotnie. Splunęła w dół krwią, kaszląc lekko. – Mogę wyrwać ci ten język, ślicznotko – ostrzegł rozrywając jej koszulę i uwalniając piersi spod niej. – Mhm… piękna z ciebie kobieta – dopadł do niej, dłoń wsuwając od razu w jej spodnie. – Jestem pewien, że i pięknie będziesz smakowała – dodał śmiejąc się radośnie. Łzy stanęły w oczach piratki, ale przełknęła je by spiorunować go spojrzeniem.
    - Jesteś najgorszym gatunkiem mężczyzny – wysyczała przez zęby, czując jego dłoń na swojej brzoskwince i drugą tarmoszącą mocno jej piersi. Przysunął swoje zęby do jednej z nich i zacisnął je mocno na sutku. Dziewczyna znów krzyknęła. Pieprzeni Argarczycy! Właśnie tego się obawiała… Tego, że Argarczyk nie da jej nawet szans na obronę.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  68. Dziewczyna w pierwszej chwili nie zrozumiała co się stało. W jednej chwili była uwiązana, w drugiej stała przed Ashanem drżąc na całym ciele. Owinął ją skórą, ale nawet tego nie zarejestrowała, ani szabli, która powróciła do jej dłoni. Kolana się pod nią ugięły i opadła na ziemię, drżąc tam dość mocno. Łapała szybkie oddechy, dopiero teraz czując potężny ból głowy. Nic dziwnego. Za pierwszym razem mocno nią przygmociła o mur. Sięgnęła dłonią do głowy, a kiedy poczuła na niej swą posokę, zrobiło jej się nieco słabo. Spojrzała na Ashana, kiedy ten przyparł do muru jej oprawcę. Podpalał swą dłoń przy tym, a jej zrobiło się od tego nie dobrze. Graywolf jęczał, ale nie był z tych którzy się poddają. Kontrolował stal, więc trzymających go łańcuchów pozbył się owijając je wokół kostek Ashana, by pociągnąć za nie. Wrzasnął przy ponownym przyparciu do muru i wzmocnił uścisk wokół kostek chłopaka. Mógł być Fenalisem, ale był też głupcem.
    - To moja dziunia - poinformował go słabo, między jednym bolesnym oddechem a drugim. - Zasłużyła sobie, cholerna Mathyrka - kopnął go w krocze, bo akurat tam dyndały jego nogi. Luna przełknęła głośno ślinę, zbierając się w końcu z ziemi i przeszła kilka kroków. Chciała się oddalić, ale jej organizm jej na to nie pozwalał. Zwymiotowała z boku, kawałek dalej. Czuła jak kręci się w jej głowie.
    - Ash, laleczko... - szepnęła. - Niedobrze mi... - poinformowała go, czując, że jeszcze chwila a po prostu mu tu padnie. To co przed momentem przeżyła, ból głowy, krew, walka dwojga Argarczyków, wszystko się na siebie nałożyło. W głowie jej pulsowało, kręciło się. Znów zwróciła część swojego żołądka. Chciała już tylko się stąd oddalić, zapomnieć.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  69. Nie chciała słyszeć zawodzenia mężczyzny. Zacisnęła dłonie na swych uszach i kiedy wszystko ucichło jeszcze przez moment drżała. Zesztywniała na moment, gdy Ashan do niej podbiegł. Zrobiła nawet niepewny krok w tył, ale ten ją objął i wziął na ręce. Zadrżała mu na nich, oddychając nieco szybciej.
    - A umiesz... opatrywać głowę? - zapytała, pokazując mu zakrwawioną rękę i znów dotykając tego miejsca, aby wiedział o co chodzi. W danej chwili trudno jej było zebrać myśli. Bała się. Po prostu się bała. Mimo to schowała twarz w jego pierś i pozwoliła sobie na kilka łez. Łkała cicho nie będąc pewną jak sobie poradzić z tymi emocjami. - Na statek nie... - szepnęła. Jej załoga nie musiała jej widzieć w takiej rozsypce. Zdecydowanie nie. - Ale...koszulę mi jednak pożyczysz... - dodała szeptem, bo przecież ten głupek ją pozbawił z jej własnej.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  70. Była mu wdzięczna za to, że trzymał ręce przy sobie. Nie kontrolowała swych łez. Cicho je przełykała, gdy łagodnie do niej przemawiał. Zarejestrowała, że weszli do jego mieszkania, a kiedy położył ją na kanapie, mocniej opatuliła się skórami, które na nią narzucił. Wiedziała, w duchu wiedziała, że Ash nie zrobi jej krzywdy, ale to było silniejsze od niej. Pokręciła lekko głową, kiedy wspomniał o łzach feniksa.
    - Przepraszam... ale nie chcę niczego takiego... nie chcę żadnej magii... - wydusiła z siebie. Nawet jeśli pochodziły z Mathyr to aktualnie się nią brzydziła. Nie chciała niczego co byłoby w jakiś sposób magiczne. - Przepraszam - powtórzyła, bo mógł poczuć się przez to urażony. Wiedziała, że chciał dobrze, ale w środku bolało ją serduszko. Ściskało nieprzyjemnie na samą myśl o czymś magicznym. Robiło się jej od tego niedobrze. Spojrzała po nim, kiedy wspomniał o kąpieli. - Mhm... chcę... - pokiwała lekko głową. Delikatnie. - Ale... nie zostawiaj mnie... nie wychodź z domu... nie chcę być sama - zagryzła mocno wargi. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  71. - Przecież nie jesteś do mnie uwiązany. Nie chodzimy na smyczy... nie mogłeś wiedzieć - szepnęła cicho, kiedy ją przeprosił. Nie chciała aby się zadręczał, w końcu to nie była jego wina. Nie miał obowiązku by przy niej być. Pogłaskała go lekko po ręce, po czym szybko schowała dłonie pod skórę. Kiedy wrócił z lekami, uniosła się ostrożnie, siadając. Zachwiała się przy tym ruchu, a łzy stanęły w jej oczach. Głowa bolała ją konkretnie. Każdy jej ruch, większy ruch, przyprawiał ją o mdłości. W pewnej chwili poleciała w jego stronę i wyciągnęła dłoń do przodu by podeprzeć się o jego klatkę piersiową. Drugą dłonią szybko zasłoniła swe piersi. Bluzki jeszcze nie ubierała. Chciała najpierw się umyć zanim ubierze pachnącą nim bluzkę.
    - Mhm... okay - zgodziła się cicho. - Będę mogła iść z tobą? Ja chyba... nie chcę być w Argarze sama - szepnęła, a jej serce podpowiedziało jej, że to jedna wielka prawda. Bała się tego diabelnego świata i choć widziała w nim wiele dobrego to jednak nie wszystko jej w nim pasowało. A dzisiaj? Dzisiaj miała prawo go nienawidzić. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  72. Ostrożnie skinęła głową, kiedy wiązał końce jej rozerwanej bluzki. Pozwoliła mu na to, samej nie mając nawet siły by myśleć o swym stanie. Mimo wszystko obserwowała bacznie jego ręce. Wiedziała, że chłopak nic jej nie zrobi, a jednak ziarno niepewności gdzieś głęboko w niej siedziało. 
    - Nie chciałam cię w nic wpakować... - szepnęła. - To była moja wina... ograłam go w karty, kantowałam - wymamrotała beznadziejnie. - Kantowałam, ale nie zabrałam mu domu, chociaż dawał w zastaw... - wargi jej zadrżały, a po policzkach spłynęły łzy. - ...nie zabrałam mu wszystkiego, a mogłam... - szepnęła drżąc na całym ciele. Zacisnęła pięści. To była jej wina. To wszystko była jej zasrana wina. - Tak - powiedziała cicho. - Tu - wskazała palcem naderwaną wargę. - Ale... to nic. To szybko zniknie... - uśmiechnęła się do niego przez łzy. - Strasznie boli mnie głowa...

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie była wcale tego taka pewna. Gdyby w nic go nie wpakowała to nie musiałby zgłaszać tego ciała komukolwiek. Gdyby wszystko było tak jak należy nie byłby narażony na takie rzeczy. Mówił, że to wszystko nie było jej winą... to dlaczego czuła, że jest na odwrót? Dlaczego czuła, że powinna być silniejsza? Powinna móc sobie radzić z tymi sprawami z palcem w nosie. Dlaczego czuła, że wszystko jest nie tak... Zagryzła mocno drżące wargi. Chciała mu to wszystko wykrzyczeć, ale... wtedy pewnie tylko bardziej by mu zaszkodziła. Może nawet przegnała i zostawiłby ją tu samą. Odwróciła się od niego by mógł opatrzyć jej głowę. Krzywiła się przy tym lekko i syczała z bólu, ale na coś przeciwbólowego pokręciła lekko głową. Zasłużyła na ten ból. Była zbyt słaba na niego. Chociaż słowa Ashana niosły wiele prawdy, ona... jakoś w tej chwili jej nie dostrzegała.
    - Dziękuję - szepnęła, kiedy wspomniał o kąpieli. Odprowadziła go wzrokiem i wstała chwiejnie. Dalej czuła, że ma miękkie nogi. Czuła że źle się czuje, ale chciała już teraz zacząć ćwiczyć siłę woli. Zrobiła kilka kroków, zanim usiadła na podłodze. Ech kiepsko to widziała. Może faktycznie gdy odpocznie to będzie lepiej. Kiedy wyłonił się z łazienki, ponownie dźwignęła się na nogi. - A posiedzisz potem obok? Jak już będę miała te zioła? Pomilczysz ze mną? - zapytała go cicho. Nie musiał nic mówić. Chciała tylko żeby był obok. Żeby przez chwilę nie spuszczał z niej wzroku.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  74. Morgana miała ambitny plan by nieco bardziej otworzyć się na innych i więcej uczestniczyć w życiu rodzinnym, zarówno swojej jak i Natana rodziny. Teraz, gdy słuchała tych opowieści, miała wrażenie, że jeszcze trochę jej zejdzie by przywyknąć do tego rodzaju konwersacji, ale musiała przyznać, że słuchało się ich przyjemnie. Co prawda nie bardzo wiedziała co powinna mówić w tej czy innej chwili, więc głównie nie mówiła, a słuchała.
    - Krew? Jakakolwiek krew? - zamek akurat ją zaintrygował, więc wolała dopytać.
    - No proszę, musiał wyjść z Phyonix by spotkań ognistą kobietę, to dopiero zjawisko - rzuciła nieco żartobliwie w stronę brata. Na aniołkowanie Eljasa zaśmiała się lekko. - Daj mu trochę czasu, niech no się lepiej do Ciebie przyzwyczai - odparła. Ten mały rojber wiedział kiedy może sobie pozwolić. Gdy zeszło na temat towarzyskości przytaknęła siostrze głową.
    - Racja, sumując charaktery z obu rodzin introwertycy są w mniejszości - przyznała, bo rzeczywiście i od strony Natana on sam był najmniej towarzyski. Słuchała dalej, przytakując głową i uśmiechnęła się kącikiem ust na wspomniane powiedzonko mamy.
    - Dokładnie tak - też je lubiła. Spojrzała na Ashana.
    - Czyli jednak to Twoja dziewczyna...? - zapytała z nieco zaczepnym uśmiechem. Sam się podłożył.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  75. Krewnych? Morgana uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. No to Natan się ucieszy.
    Na wzmiankę o Eljasie i jego diabełkowaniu, Morgana zaśmiała się krótko.
    - No tak, coś z dziadka na pewno przeszło dalej - odpowiedziała. W końcu ojciec był demonem, więc żart mógł mieć podwójne znaczenie. Słysząc propozycję z naukami kiwnęła głową. - Jestem pewna, że nauczysz go równie ciekawych rzeczy co ja i Natan - przyznała z lekkim uśmiechem. Oczywiście, że jako rodzice mieli pierwszeństwo, ale była pewna, że wujkowie i ciotki co nieco wleją w tego malca sami z siebie. Romantyczny weekend, kącik ust drgnął jej na taką myśl. Planowali z Natem misję, ale może tak zwykły wypad sam na sam, bez zabijania, też miał jakiś sens? Będzie musiała to z nim przedyskutować.
    - Tym bardziej martwi mnie Twój wybór... kolejna bomba energii? - spojrzała na brata zaczepnie, a po słowach Darcy pokręciła jeszcze głową. - Przynajmniej będę wiedziała czyja to wina - posłała bratu nieco zadziorny uśmiech. Komentarz o rodzicach przyjęła z cichym śmiechem. No tak, czasami wystarczyło wyłapać to jak rodzice krzyżują ze sobą wzrok by wiedzieć, że warto się ewakuować.
    - Taak... Sama pamiętam jak trenowałam wspinaczkę po murach pałacu i trafiłam nie pod to okno co chciałam... - jej mina była dość znacząca. - Seks jest bardzo fajny, ale zdecydowanie wolę skupiać się na własnym, a nie oglądać cudzy - przyznała bez większej krępacji.
    Specyficzny wyraz twarzy brata ciężko było przegapić, w końcu mało kiedy widziała coś podobnego na jego buzi. Odrobinę to Morgane zaniepokoiło i spojrzała po Ashanie uważniej. Kobieta z Phyonix wiedziałaby chociaż, że nie warto zabawić się księciem, przy tej całej Lunie miała co do tego wątpliwości. Zaczynała rozumieć o co chodziło Natanowi z tą troską o Akane.
    - Uważaj, dobra? - była tu bardzo poważna.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  76. Poradziłaby sobie z dojściem do łazienki. Może zrobiłaby to po prostu wolniej, ale dałaby sobie radę. Zacisnęła delikatnie wargi, kiedy wziął ją na ręce. Wiedziała, że nie ma nic złego na myśli tym gestem, a jednocześnie poczuła się przez to taka bezsilna. Wzięła szybko głęboki wdech i kiedy usiadła na bali popatrzyła po nim. Obserwowała go całego w milczeniu. Przez dłuższą chwilę.
    - Poradzę sobie... - zapewniła go cicho. - Poradzę... a gdybym jednak nie dawała rady... to cię zawołam - szepnęła i rozchmurzyła się, gdy obiecał jej, że z nią pomilczy. Skinęła głową na wieść, że mu dziękuje, po czym odprowadziła go wzrokiem. Dopiero, gdy zamknął za sobą drzwi, zacżęła powoli zsuwać z siebie ubrania i wsunęła się do wody. Ciepła kąpiel przyjemnie rozluźniała jej zmęczone mięśnie. Widziała przed oczyma obrazy, jego wzrok, jego głos, jego cholerne ręce. Krzyknęła jednorazowo i uderzyła dłońmi w wodę, aby schować się całkowicie pod nią. Dopiero tam, gdy wstrzymywała oddech i skupiała się tylko na sobie... on zniknął. Jego twarz przed nią nie stała. Aż gdyby mogła oodetchnęłaby głęboko. Wysunęła się z wody dopiero, kiedy już naprawdę nie była w stanie wytrzymać. Zacisnęła delikatnie pięści, myjąc się powoli. Męczyła ją ta sprawa. Bolała. Serce jej krwawiło, a przecież do tej pory nie raz przeżyła gorsze rzeczy. Była głupia...W końcu woda zrobiła się znacznie mniej przyjemna, więc i ona ostrożnie z niej wyszła. Osuszyła się językiem, ubierając na siebie czystą koszulę Ashana i przez moment wdychając jej zapach. Dokończyła się ubierać i wyszła. Szła powoli w stronę kanapy, na której siedział. Usiadła mu na kolanach i objęła go ramionami wciskając głowę w jego klatkę piersiową. 
    - Tylko mnie tak trzymaj - poprosiła cicho. - Tylko tak trzymaj - szepnęła raz jeszcze.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  77. Te wszystkie kłębiące się w niej emocje teraz znajdowały swoje ujście. W jej cichych łzach, którymi moczyła koszulkę Ashana, w delikatnym drżeniu jej całego ciała, w cichych westchnieniach i szlochu, który wyrwał się z jej gardła, bo nie mogła go powstrzymać. Mazała się, bardziej niż powinna. Dobrze o tym wiedziała. Przecież ten mężczyzna nie dokończył tego co zaplanował. Nie zrobił jej aż tak wielkiej krzywdy... ale mógł. Mógł i to ją przerażało. Był Argarczykiem, którego nie była w stanie pokonać. Władał stalą. Złapał ją nią niczym szmacianą lalkę. Zadrżała na jego kolanach, nabierając kilku szybszych oddechów. Nienawidziła go. Nienawidziła całym sercem. Wtuliła się w Ashana nieco mocniej, nie przepraszając już za mokrą koszulkę. Dłonie zacisnęła delikatnie na materiale jego koszuli. Starała się uspokoić, ale to nie było takie łatwe. Chciała mu pokazać, że jest silna. Że potrafi, że to nic takiego ale aktualnie nie mogła. Nie była w stanie. 
    - Ash, jestem beznadziejnie słaba - stwierdziła cicho. - Dałam się pokonać takiemu pędrakowi... -  zacisnęła mocno zęby. - A teraz przeżywam to jak jakieś małe dziecko - zaśmiała się przez łzy. - Beznadziejna... - powtórzyła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  78. Morgana uśmiechnęła się lekko na ich słowa, trzeba było przyznać, że mieli fioła na punkcie siostrzeńca, pozytywnego fioła. Słysząc o artystycznej opcji spojrzała na Darcy, a widząc jej drobne akrobacje uśmiechnęła się nieco szerzej. Zaśmiała się krótko na porównanie techniki walki.
    - Dzięki - taniec z bronią, tak, sama czasami tak się czuła, gdy walczyła. Uwielbiała to uczucie. - jak zobaczę to sama ocenię - odparła z uśmiechem i przytaknęła na słowa brata. - Chętnie nadrobię takie zaległości, aż mnie zaciekawił ten Twój pragmatyzm - uśmiechnęła się pod nosem. Słowa o Lunie przyjęła z kiwnięciem głowy, nie była z tych co przesadnie dmuchają na zimne, na pewno nie w takich sprawach. Poza tym raczej nie uważała się za specjalistkę do spraw sercowych.
    - Trening na ścianie od strony sypialni rodziców już mi zbrzydł - zażartowała i zaśmiała się krótko. - Jak nakryję ich w innym miejscu to już chyba po prostu wejdę by okazać swoje niezadowolenie - dodała po czym spojrzała na Ashana, a później na Darcy. - No nie wiem kto tu się prędzej zarumieni, starszy brat ze złości, że ktoś mu się kiedyś do siostry dobierze, czy ona na tą samą myśl - uniosła kącik ust, a na słowa uspokajające usiadła głębiej w krzesło i spojrzała wymownie po Ashanie.
    - Mhm... Gadka, szmatka. Może gdyby moja historia z Natanem wyglądała inaczej to jeszcze bym uwierzyła - przyznała by zaraz wrócić spojrzeniem do Darcy. - Muszę zapamiętać by na wasze urodziny wybywać w dalekie podróże - stwierdziła z pełną powagą. - Swoją drogą, Dar... Skoro już o urodzinach mowa - zaczęła. - Tuuli jest cielna, niedługo rodzi, ale z tego co sprawdzałam to będą bliźnięta. Pomyślałam... Może Ty i Diego? No chciałabym przeznaczyć cielaki dla Was. Wybralibyście imiona i dostali je pod opiekę, gdy już Tuuli je odchowa - zaproponowała.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  79. Morgana przytaknęła Ashanowi, a kiedy rodzeństwo snuło swoją własną wizję rozegrania "dramatu" rodzinnego, ona siedziała z lekko uniesionym kącikiem ust i po prostu słuchała. Osobiście nie rozumiała dlaczego "seks" nosił tak różne upiększające czy zmiękczające nazwy, ale ogół wyobrażenia był nawet zabawny. Na słowa o tym, że nikt się nie dobierze, wymieniła z Ashanem porozumiewawcze spojrzenia i zaśmiała się lekko.
    - Też tak kiedyś mówiłam - przyznała, a na komentarz brata pokręciła głową w rozbawieniu. Przeskakiwała między nimi wzrokiem, gdy znowu wymieniali się swoimi komentarzami, a na pytanie o historię z Natanem prychnęła śmiechem.
    - Cóż, nie przepadaliśmy za sobą na początku. Znaczy, wizualnie zawsze było na czym oko zawiesić ale zdawał się bardzo bucowaty. Jeden z jego pierwszych tekstów o mnie to "ubrana jak dziwka", więc było dość specyficznie przy poznaniu - uśmiechnęła się pod nosem. W sumie nigdy nie pytała Natana jak patrzy na ich początek z miejsca, w którym stoją teraz, a to mogło być ciekawe. - Po wyjściu z Hiell zostałam obdarowana częścią ze wspomnień rodziców, a że mama dużo wspomnień miała związanych z Niklausem, to sporo o nim wiedziałam. Natana strasznie to irytowało, bo sam dopiero poznał ojca i nie miał tak obszernej wiedzy. Później zaczęliśmy na siebie wpadać na zleceniach, nadal wiało chłodem i pluliśmy jadem, ale w walce udawało się znaleźć wspólny język. Zlecenia szły sprawniej, gdy robiliśmy je razem... - uśmiechnęła się łagodnie na wspomnienie tamtych czasów. - Nawet nie pamiętam teraz co go tchnęło, że mnie zaprosił do wesołego miasteczka, chyba pierwszy raz tam się zaśmiałam w jego towarzystwie, to był bardzo udany wypad i jakoś tak na zleceniach było coraz mniej jadu. Później wylądował w szpitalu, dużo się działo u Grandsandów, a mi zaczęło zależeć. Martwiłam się o niego - przyznała patrząc po rodzeństwie. - Ale nic nie mówiłam, Natan miał tam swoje podboje miłosne i czułam się nie na miejscu... Właściwie dopiero tutaj, gdy uratował mnie wraz z mamą i gdy trafiliśmy do Phyonix, dopiero wtedy kiedy prawie umarłam dotarło do mnie jak jest dla mnie ważny. Okazało się, że ja dla niego też no i... jesteśmy - przytaknęła sobie głową na tą opowieść. Długa jak na nią. Przyjęła jeszcze objęcie siostry i posłała jej uśmiech.
    - Zobaczymy czy mi podziękujesz jak przyjdzie Ci jednego tresować - rzuciła w żartobliwym tonie.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  80. Luna pokręciła lekko głową.
    - Jestem słaba, Ash - odparła cicho. - Wśród was, Argarczyków, jestem słaba. Jestem jak ten karaluch... wystarczy, że ktoś na mnie mocniej nadepnie i już po mnie - wzruszyła ramionami. Musiała w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. - I chociaż część z was byłabym w stanie pokonać, to wystarczył jeden... - wargi jej zadrżały i uderzyła pięścią o swoje udo. - ...jeden, żebym mogła jedynie liczyć na czyjąś pomoc. Gdybyś się nie zjawił... - pokręciła głową. Nie chciała nawet o tym myśleć. Wtuliła się w niego raz jeszcze i przez moment szlochała, po czym odetchnęła głęboko i starła swoje łzy, aby spojrzeć mu prosto w oczy. - Mojej głowy mu nie oddam - powiedziała twardo. - Nie oddam - zapewniła z twardym spojrzeniem, choć była nieco blada na twarzy. - Wiem na co mnie stać, laleczko. Nie tak łatwo jest mnie złamać... nie tak łatwo... - zapewniła, chociaż to uczucie bezradności dalej jej nie opuszczało. Ani na krok. Oparła czoło o jego ramię kiwając głową. Dobrze było czuć jego wsparcie. Znów spojrzała mu czule w oczy i złożyła delikatny pocałunek na jego ustach. - Dziękuję, że się pojawiłeś...

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  81. Pokręciła delikatnie głową. Miała wrażenie, że Ashan nigdy jej w tej materii nie zrozumie. Nie uważała, aby Argarczycy byli bogami. To zupełnie nie w tym rzecz. Uważała natomiast, że większość z nich miało przewagę nad znaczną częścią populacji Mathyr. Niezależnie od stopnia jej własnego przygotowania, tej bariery nie była w stanie przeskoczyć. Graywolf był mężem i ojcem swoich własnych dzieci. Władał stalą, więc każda jej broń była przy nim bezbronna. Ona była przy nim bezbronna. Owszem, może gdyby władała biczem... mogłaby go wtedy zaskoczyć, ale w momencie, gdy spętał ją łańcuchami... miała niewiele do powiedzenia. Czuła, że jeszcze wielu takich Argarczyków spotka na swej drodze. Patrzyła na to wszystko realnie. Nie z każdym z nich miałaby szansę wygrać. Niekiedy nawet dziecko było w stanie ją pokonać. Zacisnęła mocno wargi obserwując go i w końcu wstała z jego kolan, żeby złapać go za rękę.
    - Jestem zmęczona - szepnęła. - Możemy się położyć? - zapytała go cicho. Chciała żeby był obok, żeby oplótł ją swymi ramionami. Chciała po prostu odpocząć. Nie chciała już o tym wszystkim myśleć. Już nie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  82. Morgana uśmiechnęła się pod nosem.
    - Właściwie to tak, chociaż... Nienawiść to chyba za duże słowo, ale irytacja jak najbardziej. Strasznie był irytujący - przyznała z lekkim śmiechem. - Oczywiście nie pozostawałam mu dłużna - dumnie zarzuciła włosy za plecy i ponownie krótko się zaśmiała. Posłała Darcy uśmiech i lekko kiwnęła w jej stronę głową.
    - Życie lubi zaskakiwać, bierz to po prostu zawsze pod uwagę - poradziła siostrze. - Och, bez obaw, pierwsze treningi wprowadzimy jeszcze pod moim czujnym okiem, więc typowo w Twoje ręce trafi już dość wyrośnięty maluch, taki dwu-trzyletni - wyjaśniła. - Dopiero wtedy dojrzewają i opuszczają stado - dodała. - Dla dobrego rozwoju nie ma co tego okresu przyspieszać.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  83. Luna pokręciła lekko głową siadając trochę niepewnie na jego łóżku. Cała ta jego sypialnia zdawała się być dość zimna. Brakowało w niej kobiecego dotyku. Dupereli, które mogłyby dodać jej ciepła i przytulności, ale w tej chwili nie specjalnie jej to przeszkadzało. Złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie.
    - Wiem, że mnie nie skrzywdzisz. Nie jesteś nim - powiedziała cicho. - Nie chcę żebyś spał na podłodze i nie chcę zostawać sama... śpij ze mną na łóżku - poprosiła go, patrząc mu prosto w oczy. - Ale śpij a nie kombinuj dziwnych akcji - ostrzegła go. - Bo ci jajca podwiążę a z przyrodzeniem się pożegnasz - pogroziła mu lekko palcem przed nosem, starając się chociaż przez chwilę wrzucić swój stary, dobrze znany ton. Wydał jej się on dość sztuczny, ale z drugiej strony uznała że lepsze to niż nic. Wsunęła się więc pod skóry i zrobiła mu miejsce obok, żeby oprzeć głowę o jego klatkę piersiową.
    - Zaśpiewaj mi coś - poprosiła. - Nikomu nie powiem, że to zrobiłeś. Słowo żeglarza - odsunęła się od niego i błysnęła zębami, nieco zadziornie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  84. Odpowiedziała Ashanowi uśmiechając się pod nosem. Oczywiście, że dała mu w kość, działali na siebie jak płachty na byka. Spojrzała zaraz po siostrze i kiwnęła głową, zadowolona, że Darcy zdaje sobie sprawę z takich rzeczy.
    - Wsparcia Ci nie zabraknie, to na pewno - przyznała i uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy siostra wspomniała o byciu próżną. Nie komentowała tego, życie samo to zweryfikuje.
    - Mam nadzieję, że chociaż raz jego reakcja będzie szczera - stwierdziła na wzmiankę o Diego, przytakując sobie głową. Sama stawiała, że chłopakowi taki prezent przypasuje, całe rodzeństwo będzie miało moserta, brzmiało dość fajnie. Nie miała jednak pewności co do jego reakcji, chłopak w jej towarzystwie często się zgrywał. Mor wróciła wzrokiem do Ashana.
    - Hm... Daj mi trochę czasu. Może jakoś po koncercie Akane? Mam jeszcze kilka spraw do ogarnięcia, zarówno w świecie jak i własnej głowie - popukała swoją skroń i posłała mu lekki uśmiech.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie odpowiedziała mu już, ale śledziła wzrokiem jego ruchy i kiedy wreszcie położył się obok niej, odetchnęła głęboko. Z lekką rezerwą przytuliła się do niego i uniosła spojrzenie na jego oczy. Nie każdy mógł go zmusić do śpiewania? Zarumieniła się odrobinę. Nie spodziewała się, że ten komentarz tak lekko połechta jej ego. No i zdecydowanie miło było się dowiedzieć, że znajdowała się wśród tych nielicznych którym na to pozwalał, ale.... zawsze mógł ją okłamać w tym temacie. Jednak w wypadku Ashana, postanowiła mu uwierzyć. Zwłaszcza, że widziała go podczas artystycznych gestów. Zdecydowanie nie należał do osób, które lubiły takie rzeczy robić publicznie czy nawet na osobności. 
    Przymknęła oczy wsłuchując się w jego głos. Jedną dłoń zaciskając mocniej na jego koszulce, co by przypadkiem jej nie uciekł. Wyrównała swój oddech, powoli. Odepchnęła strach w dal, kiedy jego spokojny, ciepły głos obdarzał ją piosenką. Pozwoliła by emocje opadły, żeby zasnęły na moment i dały jej chwilę wytchnienie. Spojrzała po nim kiedy kolejne słowa wypływały z jego ust i wtuliła się w niego mocniej, zamykając znów swe oczy. Zasnęła chwilę później. 
    ~.~
    Swe oczy otworzyła kilka godzin później, gdy do sypialni Ashana wpadły pierwsze nieśmiałe promienie słońca. Przez moment nie była pewna tego wszystkiego co się stało, a kiedy zerknęła na śpiącego chłopaka, odsunęła się od niego spokojnie i wstała z łóżka, by podejść do okna. Zerknęła przez nie, obserwując powoli budzące się do życia miasteczko.
    Argar zaczynał znów wygrywać swą własną melodię. Delikatny uśmiech mimowolnie rozświetlił jej twarz, mimo że wspomnienia z poprzedniego wieczoru, znów zaczynały atakować. Postanowiła już sobie, że je zamknie. Uwięzi w swojej głowie i nie pozwoli im nigdy wyjść. Może kiedyś odważy się komuś o nich powiedzieć, ale teraz? Teraz musiały tam pozostać, obróciła się znów w stronę Ashana i zbliżyła do niego. On wiedział i to wystarczyło. Na razie. Na tę chwilę musiała po prostu się wzmocnić. Choćby i odrobinę, a dopiero potem rozdrabniać wspomnienia na części pierwsze. 
    - Ahoj - szepnęła, siadając na krześle obok niego. - Pobuszuję w twojej kuchni i przygotuję jajecznicę. Z ilu jaj sobie ją życzysz? - zapytała go. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  86. Posłała w jego stronę delikatny uśmiech i przykucnęła kiedy on usiadł, by delikatnie oprzeć swoje dłonie na jego kolanach i spojrzeć w jego oczy. Mimo, że był mężczyzną i to w jej ocenie dość Argarskim, nie bała się go. Nie chciała się go bać. Nie pod tym względem. Zwłaszcza że on sam nie zrobił niczego by nadszarpnąć jej zaufanie. Odetchnęła głęboko i pokręciła lekko głową.
    - Jestem gościem, ale chciałabym ci podziękować za pomoc i gościnę - szepnęła. - No i... - uśmiechnęła się do niego zawadiacko. - Skoro sam mówisz, że mogłoby mi nie przejść przez gardło to może lepiej oddaj mi władzę w kuchni? - zaproponowała. - Co prawda moje kuchenne umiejętności mogę porównać do kategorii... zjadliwe... to myślę, że jednak lepsze niż takie co to nie przejdzie przez gardło - uniosła się delikatnie, gdy on się zbliżył i skradła mu delikatnego buziaka, po czym ruszyła szybko do kuchni, zanim mógł dostrzec te jej diabelne rumieńce. Musiała się w końcu z nimi ogarnąć, bo inaczej szybko przepadnie. Zabrała się więc do pracy nad jajecznicą, by zająć myśli.
    - Lubisz mocno ściętą czy taką pół na pół? - zapytała, gdy usłyszała jego kroki za sobą. Zerknęła wówczas na niego. - Możesz nam zaparzyć herbaty - zaproponowała.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  87. Zastanowiła się nad jego pytaniem. Niby proste i przyjemne. Przed chwilą sama mu takie zadała, a kiedy przyszło co do czego to nie była pewna swej odpowiedzi. Zaśmiała się cicho pod nosem i rozbiła kilka jajek wrzucając je na podsmażoną wcześniej cebulkę.
    - To zależy od dnia - przyznała. - Ale takiej spieczonej na wiór nie lubię - dodała kiwając sobie do tego głową. Doprawiła jajka i jeszcze pokroiła kilka kromek pachnącego jeszcze chleba. Musiał go kupić wczoraj, ale tego dnia pachniał jeszcze świetnie. Rozłożyła dwie porcje jedzenia i ustawiła to wszystko na stole zajmując jedno miejsce. - Smacznego - uśmiechnęła się do niego, pozwalając by nalał jej herbaty. Przez chwilę jadła w milczeniu, obserwując jego mimikę twarzy. Chciała poznać opinię co do swojej jajecznicy. Najlepszą kucharką przecież nie była. Zwykle jadła to co podano na statku i nie wybrzydzała. Nie przepadała również za gotowaniem. Ta jajecznica jednak wyjątkowo jej smakowała.
    - To co teraz? - zapytała go w końcu, nabierając głębokiego oddechu w płuca i zerkając na niego. - Nie zgładzą cię za to co zrobiłeś, prawda?

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  88. Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
    - Zadecyduję jeśli będę miała okazję, by jej posmakować - wycelowała w niego swoim widelcem i zaraz podziękowała za komplement. Nie była wybitną kucharką, ale cieszyła się, że jej nikłe umiejętności mimo wszystko mu smakowały, choć podejrzewała, że ten ją tu trochę oszukuje. W końcu był księciem, więc i jego podniebienie musiało być wykwintne. Może nie musiało, ale zdecydowanie mogło.
    Skinęła głową, gdy wspomniał, że go nie zabiją. Kamień z serca ewidentnie jej tu spadł. Zdecydowanie nie chciała, by ten trafił na stryczek przez to, że sama wpakowała się w tarapaty. Zacisnęła zęby, kiedy wspomniał, że to nie była jej wina w ten specyficzny sposób i upiła trochę herbaty. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy siedziało, że to jednak była w pewnym sensie jej wina.
    - Chcę - odparła tylko. Sama go w to wpakowała, więc nie wyobrażała sobie sytuacji, w której musiałby przechodzić przez to sam. Dobrze wiedziała z czym je się sąd. Odruchowo zerknęła na jego dłonie. Miała nadzieję, że i jednej z nich go nie pozbawią. Zagryzła znów wargi. - Chcę iść - mruknęła jeszcze, kiwając lekko głową. Zamierzała przebrać się, gdy tylko on pójdzie się umyć i poczekać na niego. - Sama im wszystko wyjaśnię.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  89. Morgana tego dnia czuła się naprawdę dziwnie. Zjadła śniadanie ale była bardziej milcząca niż zwykle, chyba nawet lekko się stresowała... To miał być jej pierwszy trening ze starszym bratem i chociaż była dorosła to czuła się dziś jak jakaś mała dziewczynka. Bardzo dziwne uczucie, którego do końca nie rozumiała. Właściwie ciężko było stwierdzić czy bardziej się cieszy, czy stresuje... a może to było jeszcze co innego? Jeszcze nim poczuła ciepło Ashana, zbliżającego się do ich domu, zdążyła ucałować swoich chłopaków na do widzenia i właśnie poprawiała zapleciony warkocz, gdy brat zapukał do drzwi. Otworzyła mu w miarę szybko, a widząc ten specyficzny uśmiech na jego twarzy uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Cześć. Tak, gotowa - kiwnęła głową, rzucając jeszcze pożegnanie wgłąb domu i zamykając drzwi za sobą. - To... Gdzie zwykle trenujesz? - zapytała, stojąc jeszcze chwilę przed drzwiami i zastanawiając się, czy są już po powitaniu, czy jeszcze przed.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  90. Wyraźnie zmarszczyła czoło i przekręciła mocno głowę na bok.
    - A co niby w tym fajnego? W tym, że ktoś okręca Cię do swojego palca? - nie bardzo rozumiała jakie w tym pozytywy. - Lubisz być cudzą pacynką? - dodała. Słyszała, że niektórzy lubili takie rzeczy. "Jeść komuś z ręki". Aż się wzdrygnęła. To zdecydowanie nie było dla niej. Na słowa o rodzeniu wzruszyła ramionami.
    - To podobno instruktywne, chłopaki podświadomie patrzają na takie rzeczy - rzuciła, nie zdając sobie sprawy z popełnionego błędu, rzecz jasna miała na myśli "instynktowne", ale słówka jej się pomieszały. Zadowolona ruszyła z nim w stronę zagrody, a gdy tylko zobaczyła Abbys, jej oczy aż zalśniły z radości.
    - Cześć Mruczku! Ależ masz piękne futerko! Felcia o Ciebie naprawdę dobrze dba! - powitała zwierzę i chociaż w głosie dało się wyczuć entuzjazm, to przy gamorcie Ri nie zachowywała się tak głośno jak przy innych.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  91. Czuła się okropnie. Poznała wyrok Ashana i czuła się po prostu jak ostatnia szuja. Na domiar złego jej braciszkowie przybili do portu Argardzkiego, bo ojczulek martwił się brakiem kontaktu z nią. Zdołała się z nimi rozmówić. Syriusz jeszcze jakoś przełknął wszystkie wiadomości, ale Arielem wręcz telepało. Najchętniej sam wyrżnąłby połowę Argarczyków. Szczęśliwie poradziła sobie z nim wraz z Syriuszem, zamykając go w lochach pokładowych jej Piranii. Musiał ochłonąć.
    Ashana... unikała. Nie chciała by znowu przez nią coś mu się działo, ale kiedy ten podszedł do niej z mosertem i zaszczycił ją tym pięknym uśmiechem, sama odwzajemniła go i zasalutowała mu swoją szablą.
    - Witaj książę - postanowiła mimo wszystko trochę podrażnić jego ego. - Czym zasłużyłam sobie na audiencję u słodkiej Laleczki? - zapytała mrugając do niego zalotnie.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  92. Kiwnęła lekko głową na pierwszą informację, a słysząc pytanie zastanowiła się chwilę. - Staram się urozmaicać teren, często robię tak, że zaczynam od rozgrzewki pod domem, później biegnę truchtem dziesięć, piętnaście minut, no i gdzie dobiegnę, tam ćwiczę. Biegnę na oślep, gdzie mnie nogi poniosą - przyznała. Uśmiechnęła się lekko na stwierdzenie co do Argaru. Jej terytorium? Może rzeczywiście... Odeszła od domu i zaczęła rozciągać ciało, zerkała na brata, ale nie miała pojęcia czy powinna w ogóle coś mówić.
    - To... - zaczęła zastanawiać się nad jakimś pytaniem. - Jaką broń najbardziej lubisz? - rzuciła pierwsze, co wpadło jej do głowy.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  93. Z zaciekawieniem przysłuchiwała się jego odpowiedzi, ostatecznie uznając, że ta jednak ma jakiś tam sens.
    - No skoro takie lubisz - wzruszyła ramionami. Będzie musiała zapytać Tonego jakie lubi kobiety. Ciekawe co też jej odpowie.
    Kiedy dotarli do gamorty Grima nie ukrywała zadowolenia, a widząc wyciągnięty łeb sięgnęła pod brodę kocicy by zaraz zacząć ją miziulkać. - Wybacz malutka, ale nie mam dziś nic do jedzonka, będę musiała nadrobić. Na następny raz przyniosę Ci pyszny udziec żabodzika. Meliodas ma ich całkiem sporo w zapasie, upilnuję by jednego nie zamarynował i będzie specjalnie dla Ciebie! - zapewniła i zaraz spojrzała po Ashanie lekko naburmuszona. - Na pewno dobrze ją nakarmiłeś? - zapytała z nutka pretensji w głosie i zaraz znowu spojrzała na Abbys. - Nakarmił Cię dobrze? - wolała zapytać samej gamorty.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  94. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy się do niej zbliżył. Jego szarmański gest z pocałunkiem. Nie zaprotestowała to było nawet miłe. W jej kręgach niespotykało się tego zbyt często. Nie spodziewała się go tu zobaczyć, choć czuła że dziewczyny ją po prostu wystawiły mu na talerzu. Tym razem nie była wystrojona. Miała na sobie białą bufiastą koszulę z dość dużym wycięciem w biuście. Do tego ciemno brązowy gorsecik i równie ciemnobrązowe spodnie, przy których wisiała jej szabelka. To wszystko zwieńczone długimi kozakami (https://i.pinimg.com/736x/8a/15/72/8a1572e7e00fae43faeaba515a480d48.jpg). Ot cała stylówka stricte przygotowana pod sprawy pokładowe. Włosy miała puszczone luźno, a na głowie widniała bordowa bandana. Nie specjalnie była zadowolona z tego stroju w obliczu schadzki, którą jej zapowiedział, ale kiedy wspomniał o przejażdżce uznała, że nie jest tak źle. Odetchnęła głęboko, odsuwając się od niego o krok.
    - Brzmi obiecująco - powiedziała ostrożnie. - Jesteś pewien, że dalej chcesz ze mną przebywać? Narobiłam ci tyle problemów, a do tego skazano cię tak okrutnie - spojrzała po nim uważnie i nawinęła kosmyk swych włosów na palec. - Nie obrażę się, jeśli nie będziesz już mnie chciał znać. Zrozumiem to - zapewniła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  95. Przytaknęła mu głową. Argar rzeczywiście był dość różnorodny, miał pola, gęste lasy, jeziora, rzeki, ocean. Właściwie jedynie nie było gór, ale strome klify śmiało mogły je zastąpić. Na odpowiedź brata kiwnęła głową. Sama lubiła walkę swoim mieczem i na gołe ręce, ale czy to byli jej ulubieńcy? Zapytana musiała chwilę pomyśleć. Sztylety, które chowała po własnych strojach lubiła bardzo, ale chyba było coś co życie potrafiło uratować znacznie częściej. Mor pokazała na pierścionek przy swoim palcu.
    - Garota – zdradziła, łapiąc element pierścionka. Odciągnęła go lekko, rozwijając tym samym ukrytą w biżuterii broń. – Niepozorne, poręczne, dające element zaskoczenia – uśmiechnęła się kącikiem ust i wykonała kilka podskoków w miejscu. – To co? Biegniemy? – zapytała. – Ile nam dajesz? Dziesięć? Piętnaście minut? – dziś mógł przecież on zadecydować, był w końcu gościem.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  96. Grima zastrzygła uchem i patrzyła podejrzanie po Ashanie, a kiedy ten wymieniał co też Abyss dostała, goblinka zmrużyła oczy. Zaraz wróciła spojrzeniem do gamorty, a widząc co też ta wyczynia zachichotała. Pogroziła jej palcem.
    - Oj, oj Ty mały oszuście. Pachnie od Ciebie mięskiem z daleka! – pokazała na swój nos. – Tego kluka nie oszukasz – wyszczerzyła się do zwierzaka i podeszła do jej boku, by pomiziać kark stworzenia. – Ale pieszczot Ci nie odmówię, a jak wróci Felcia to na pewno coś jeszcze od niej dostaniesz – wyszeptała jej na ucho i spojrzała znowu na Ashana. – Masz szczęście, już ja bym się z Tobą policzyła, gdyby chodziła głodna – pokazała mu język, dalej głaszcząc zwierzaka.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  97. - Tylko uw... - zaczęła, ale Ashan już rozciął sobie palec - ...ażaj... - spojrzała na niego spod byka. - Mam nadzieję, że jak już dojdzie między nami do sparingu to z ciekawości nie podłożysz mi się pod ostrze - oznajmiła z pełną powagą. Osobiście uważała, że przyspieszone zdolności regeneracyjne nie zwalniają z unikania okaleczeń. Przytaknęła głową na jego komentarz. - Przede wszystkim przydatne, gdy zostanie się rozbrojonym - przyznała. Na stwierdzenie co do arsenału wzruszyła ramionami. - Ty masz całkiem pokaźne umiejętności wrodzone, w tym temacie to akurat mój asortyment jest ubogi - zauważyła i posłała mu krótki, lekki uśmiech. Nie odebrała tego komentarza jako żart. Spojrzała po nim niepewnie. - Dwadzieścia? A dasz później radę walczyć? Ja nie wymięknę, ale Ty... - chrząknęła lekko. - Znaczy, nie znam Twoich możliwości, ale skoro uważasz, że dasz radę to niech będzie dwadzieścia - przytaknęła mu ostatecznie głową, wykonała jeszcze trzy podskoki i zaraz ruszyła truchtem w stronę ścieżki po swojej prawej.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  98. Nie była pewna tego, czemu tak patrzy w te jej oczy zamyślony. Przez jej głowę przechodziły najgorsze myśli. On faktycznie nie chciał na nią patrzyć, a teraz po prostu przychodził się pożegnać. Nie powinna mu zawracać głowy. Nie była zbyt szybka by schować się pod pokładem, gdy tylko go ujrzała, a może po prostu nie chciała być aż tak szybka? Uśmiechnęła się delikatnie, gdy skierował jej podbródek na siebie i zarumieniła się słysząc jego pierwsze słowa. Na domiar złego przybliżył się do niej mówiąc dalej, a jej serce zgłupiało. Nie było pewne czy ma galopować czy jednak zatrzymać się na wieki.
    Odsunęła się o krok, gdy ten znów zrobił krok w przód. Wreszcie przeszedł do rzeczy. Mówił o tym że go skazali. Odetchnęła głęboko kiedy powiedział te woje słowa. O rany... zasłoniła sobie usta dłońmi.
    - Nie, proszę - szepnęła. - Nie zabijaj nikogo więcej dla mnie - poprosiła go. - Jeśli będę chciała kogoś zabić sama to zrobię - szepnęła robiąc teraz krok w jego stronę i kładąc mu dłoń na klatce piersiowej. Wzniosła się na palce by ukraść mu całusa, kiedy stał tak blisko. Mówił tak pięknie, tak słodko. Mamił ją słowami i czuła się dzięki nim naprawdę wyjątkowa, ale... słowa to nie było wszystko. Wiedziała o tym. Przyłożyła mu palec na usta, gdy przepraszał i pokręciła głową. - Nie przepraszaj - szepnęła, a gdy odsunęła palec on ją pocałował, a jej kąciki ust uniosły się delikatnie. Ta chwila niestety nie trwała długo. Bo rozdzierający pierś dźwięk rozbijanej butelki rozległ się nagle, a chwilę później zobaczyła, jak Ashan zostaje schwytany przez silne ramiona Syriusza. Mężczyzna przyłożył do ust i nosa chłopaka szmatkę nasączoną środkiem usypiającym.
    - Co ty robisz...? - fuknęła na niego Luna. - Zwariowałeś?!
    - Dostawiał się do ciebie to teraz sobie ze mną porozmawia - odparł jej brat chłodnym i rzeczowym tonem. - Zabierzcie go pod pokład i zabezpieczcie. To Argarczyk - poinformował swoich ludzi. - Wyruszamy na pełne morze.
    - Syriusz! - Luna ruszyła za bratem szybkim krokiem. - Rujnujesz mi tu reputację i możliwość niezwykłej randki! - warknęła. - Czy możesz chociaż raz mnie wysłuchać?
    - Siostrzyczko, nie zabiję go, jeśli mnie nie wkurzy - mężczyzna przystanął i spojrzał siostrze prosto w oczy. - Spotkajmy się za dwa dni na Takintosie w celu wymiany przesyłek. Pilnuj Ariela do tego czasu - poklepał ją po głowie i jeszcze tylko puścił do niej oczko, zanim nie wskoczył na swój pokład. - Kotwica w górę, wypływamy - poinformował wszystkich i z pieśnią na ustach wypłynęli z biednym księciem Phyonix pod pokładem.

    Luna i Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  99. Najchętniej wskoczyłaby od razu na "Piranię" i za nim pognała. Znów sprowadziła na niego kłopoty. Zacisnęła delikatnie wargi, po czym spojrzała na wierzchowca Ashana. Odetchnęła głęboko i podeszła do niego. 
    - Tylko mnie przypadkiem nie zjedz - poprosiła. - Zaprowadzę cię do domu, a po twojego pana skoczę jutro - szepnęła, uznając że przez tyle czasu Ashan nie powinien wyrządzić zbyt wielu szkód Syriuszowi, a Syriusz nie zajedzie głowy Ashana swoimi głupotami.
    >.<
    Pirat, który go pilnował zachrapał i zamlaskał otwierając jedno oko.
    - Jesteś na "Burzliwej Damie" - poinformował go jakby od niechcenia. - Trochę szacunku to najszybszy statek pływający po tych wodach - pirat wstał i pokuśtykał do drugiego końca pomieszczenia by nalać wody do zawieszonego na długim palu kubła i podał więźniowi wodę dla ochłody. - Pij jakem miły - zarechotał, a kiedy Ashan już się napoił wrócił na swoje miejsce. - Jesteś więźniem mojeg kapitana, nie mam pojęcia czym sobie przeskrobałeś... ale składam w twe ręce najszczersze wyrazy współczucia - zasalutował mu rumem. - Napijesz się?

    Luna i Pirat 

    OdpowiedzUsuń
  100. Luna pogłaskała zwierzę po grzbiecie.- Nie martw się - spróbowała zarazić go swoim własnym spokojem. - Przyprowadzę go do ciebie - szepnęła łapiąc go za lejce. Nie wiedziała, czy zwierzę pozwoliłoby jej na sobie usiąść więc nawet tego nie próbowała, choć kusiło. Oj kusiło i to bardzo. Słyszała o Mosertach, ale pierwszy raz miała takiego przed sobą. To był niezwykle dostojny wierzchowiec, a ona nie czuła się na tyle godna by go dosiąść. Ruszyła wraz z nim w stronę domu Darcy, śpiewając mu szanty po drodze.
    >.<
    Czorny Diaboł, bo tak zwał się pirat pilnujący Ashana zacmokał i uderzył się kilka razy w serce.
    - Nie raz byłem na twym miejscu, więc wiem jak może suszyć - poinformował go, odkorkowując sobie rum i upijając z butelki porządny łyk. - Zwą mnie Czorny Diaboł - powiedział, salutując więźniowi własną szabelką i obserwując jak ten pije jego rum cmokał z niesmakiem raz po raz. - Oj Skazany... źle żeś ulokował swoje uczucia - pokręcił głową. - Mój kapitan, złoty człowiek, tylko dwie kobiety obdarza uczuciem tak wielkim, by nokautować zalecających się amantów - powiedział poważnie, odbierając od niego swą butlę i odsuwając się. - Pierwsza z nich jest tu na tym pokładzie. Przepiękna Pani, Dama ponad wszystkie damy, Esme - na moment umilkł zanurzając się w marzeniach o tej kobiecie. Wyobrażeniach o jej gładkiej skórze i tym pięknym uśmiechu. Ech, gdyby kapitan o tym wiedział, pewnie wydłubałby mu oczy. Szczęśliwie marzenia pozostawały tylko jego. - A druga... - wzdrygnął się spoglądając na Ashana. - Druga to przyszła Pani tych wód. Drugiej lepiej nie ruszać ani jednym palcem - dopadł do jego krat i chwycił je poważnie. - Nawet marzyć ci o niej nie wolno! - warknął. - Co żeś najlepszego uczynił... o biedny szczurze lądowy ty...

    Czorny Diaboł i Luna

    OdpowiedzUsuń
  101. Grima jedynie zachichotała na te próby i zaraz wystawiła lekko język do Abbys, nie przerywając jednak czułości.
    - Mnie nie oszukasz malutka! - zaznaczyła wesoło i pokazała na swój nos. - Mam dobry zapach - złapała swoje uszy - i dobry słuch, zaraz bym usłyszała Twój burczący brzuszek - przeniosła mizianki na tors zwierzaka, gdy to położyło się na grzbiecie. - No już, no już... lembra que teño fillos. Coñezo trucos así - wtrąciła w rodzimym języku, jakoś tak odruchowo przypominając sobie chwile, gdy uspokajała Gamorty w zagrodach. Podniosła zaraz głowę, widząc, że Ashan odchodzi i zaciekawiona patrzyła za nim. - Ojej! - przerwała pieszczoty Abyss i ucałowała jej nos, by zaraz ruszyć za czerwonowłosym. - Ty też masz moserta? - swoimi wielkimi oczyma spojrzała po pięknym zwierzaczku. - Widziałam tylko te u Morgany i Natana, ależ one śliczne! - wpatrywała się wyraźnie zauroczona w stworzenie.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  102. Zaskoczył ją, to zdecydowanie trzeba było przyznać, ale nie oponowała. Przejażdżka Mosertem to było coś. Ukłoniła mu się zanim go dosiadła. To inteligentne zwierzę było na tyle dostojne, że dziewczyna nie chciała robić mu pod górkę. Uśmiechnęła się szeroko gdy pędzili leśnymi ścieżkami do Darcy. Och będzie musiała pochwalić się tym Laleczce jak już go odzyska. Jego wierzchowiec zdecydowanie ją zaakceptował. Zeskoczyła z niego zgrabne, gdy tylko znalazła się obok domku dziewczyny i zapukała do drzwi. - Ahoj - przywitała się z nią. - Przyprowadzam zgubę - wskazała na Moserta. - Twój brat... - zaczęła zastanawiając się jak wyjaśnić sprawę, by jej nie przerazić. - ...wybrał się na przejażdżkę z moim bratem - wyjaśniła po prostu. - Wróci za parę dni... 
    >.<
    Czorny Diaboł wybałuszył oczy i w dwóch susach znalazł się przy klatce Ashana by zatkać mu usta dłonią.
    - Ty beznadziejnie zakochany szczurze lądowy... Nie wolno ci tak opowiadać o panience Lu - szepnął konspiracyjnym szeptem. - Na tym statku nie wolno ci nawet o niej myśleć - potrząsnął głową, by uśmiechnąć się delikatnie. Tak, to było podobne do tej diablicy. Rozkochać biednego chłopaka, złapać go na swoje dobre serce i porozstawiać po kątach. Zacmokał z dezaprobatą. - Oj Szczurku... nie wróżę ci radosnej przyszłości - opuścił swą dłoń znów się od niego odsuwając i poczynając nucić sobie jakąś szantę pod nosem. Kolejne jego pytanie zignorował. Miał swoje rozkazy i dobrze wiedział, których absolutnie nie powinien łamać. Więzień, choćby nie wiadomo jak ważny był, nie mógł znać celu swego przeznaczenia. - Kapitan udzieli ci swego cennego czasu jak na to zasłużysz - poinformował go tylko. 

    Lu i Czorny Diaboł.

    OdpowiedzUsuń
  103. Nie bardzo wiedziała, na które pytanie powinna odpowiedzieć pierwsze, ale kiedy Darcy powiedziała coś o informacji dla wujków, zagrodziła jej drogę.
    - Nie - syknęła. - Nic im nie mów. Ty nic nie wiesz, Ashan wypił za dużo i ma dużego kaca. Albo jak już zapytają to powiedz, że siedzi w lesie i pracuje nad swoimi mocami, czy coś. Kłam, Darcy - spojrzała jej prosto w oczy. - Ja go przyprowadzę. Góra 4 dni go nie będzie. Nikt nie musi wiedzieć - szepnęła patrząc jej prosto w oczy. - Jak teraz pójdziesz i powiesz to jeszcze mu kłopoty możesz narobić... - wymamrotała. - A ja go przyprowadzę, obiecuję. Będzie tu za 4 dni. Na pewno. Nikt w tym czasie nawet się nie spostrzeże, że go brakuje - szepnęła. - Jeśli będziesz... no wiesz jakąś bajeczkę utrzymywać - odchrząknęła patrząc na nią błagalnie. Naprawdę nie chciała, aby Ashan znów z jej winy otrzymał karę. Lepiej było zachować tę informację dla siebie.

    >.<

    Czorny Diaboł już mu na to nie odpowiedział. Zamiast tego ułożył się na swoim hamaczku i sięgnął po lutnię by przygrywać fałszując jak diabli swą własną balladę do Serca Niewiasty. Od czasu do czasu popijał swój rum i rzucał butelkę Ashanowi co by i ten sobie skosztował. W końcu jednak pod pokład wszedł sam kapitan statku - Syriusz, syn Erwina Czarnobrodego. Czorny w popłochu zsunął się z hamaczka i pokłonił przed mężczyzną, by przepuścić go w drodze do celi Ashana. Syriusz w milczeniu wodził wzrokiem po swojej ofierze. Przesunął nożem po szczeblach kraty i sięgnął do kieszeni, by otworzyć celę.
    - Ręce - wskazał na dłonie chłopaka, by zaraz skuć je żelaznymi kajdanami, po czym pociągnął go za sobą na górę bez słowa, a gdy już znaleźli się w jego własnej kajucie wskazał krzesło przy stole i wbił nóż w pieczeń Ashana. - Jedz - rozkazał, samemu siadając naprzeciw niego i wgryzając się w jabłko. Obserwował go uważnie milcząc.

    Luna, Czorny, Syriusz.

    OdpowiedzUsuń
  104. Pokręciła lekko głową.
    - Nie - odparła szczerze. - Nie uważam, by trzeba było od razu zaznaczać, że go nie ma. Może nikt nie zauważy jego zniknięcia - zaproponowała spokojnie. - Tyle się dzieje w Argarze, że jest to możliwe - skomentowała. - Do tego jest tak jak mówisz... twoja historyjka jest lepsza, jak najbardziej idź w nią. W jedną lub drugą... moje były tylko przykładami - uśmiechnęła się i pogłaskała uspokajająco Moserta. - Zostawię go tutaj... bo na statku nie bardzo mi się przyda. Nie wiedziałabym jak się nim tam zająć, no i wybiegać nie ma się gdzie - wyjaśniła swe obawy.

    >.<

    Syriusz spokojnie zajadał swoje jabłko obserwując z jaką nieufnością chłopak pochyla się nad jedzeniem. Mógł go zabić na tyle sposobów, gdy był nieprzytomny, więc sam fakt iż chłopak dalej się obawiał, nieco go bawił. Uśmiechnął się krzywo pod nosem i rzucił ogryzkiem wprost do kosza na śmieci, sięgając sobie teraz po kromkę chleba i maczając nią sobie w sosie od pieczeni, którą na talerzu miał Ashan. Ugryzł ją i przełknął, po czym rozsiadł się wygodniej, kładąc nogi na drugie krzesło.
    Milczał uparcie dłubiąc sobie wykałaczką w zębach.

    Luna i Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  105. Luna odetchnęła, gdy Darcy stwierdziła iż lepiej jednak nie budzić ich w nocy, po czym spojrzała na Moserta ponownie kręcąc głową.
    - Nie ma sensu. Na statku mi się nie przyda - stwierdziła mimo wszystko wręczając lejce Darcy i odwracając się do Moserta. Podeszła do niego bliżej i delikatnie dotknęła jego pyska, głaszcząc go po nim. - Odzyskam twojego przyjaciela. Zaufaj mi - szepnęła do niego, po czym obróciła się do Darcy. - Twojego brata odzyskam za dwa dni. Nie mam się po co spieszyć. Wcześniej i tak nie ma co. Spokojnie wrócę na statek i z samego rana wyruszę w drogę. Nie martw się o niego - poprosiła. - Laleczka jest w dobrych rękach... - zapewniła ją. Lepszy Syriusz niż Kosma. Gdyby to trafiło na Kosmę to już dawno byłaby na morzu i kierowała się na statek brata. Ten to dopiero lubił tortury. Ash miał diabelne szczęście. Spojrzała po Darcy i podeszła do niej, by delikatnie złapać jej dłonie. - Nic mu nie będzie... a kto wie, może polubi morze - uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco i zasalutowała, by obrócić się na pięcie i spokojnie ruszyć w stronę portu.

    >.<

    Syriusz wyrzucił wykałaczkę do małego śmietnika i wstał od stołu, by przejść do swojego centrum dowodzenia. Nie zważając na swojego "gościa" zaczął wytyczać odpowiednią trasę, by na pewno dotrzeć na Takintos w odpowiednim czasu. Zamierzał jeszcze zrobić przystanek w jaskini Haimery, w której to jak legenda głosiła smok złożył swe jajka, a kiedy się wykluły maleństwa skorupki zamieniły się w złoto. Haimera był pierwszym, który to złoto znalazł i po dziś dzień prowadził handel ludźmi w tej oto miejscówce. On miał zamiar położyć temu kres. Handel ludźmi, choć czasem przydatny, zdecydowanie nie pasował jego własnym przekonaniom. Miał również pełne poparcie ojca w tym temacie co znacznie ułatwiało sprawę. Spojrzał na siedzącego przy stole chłopaka. Cóż... będzie miał kto grać niewolnika. Uśmiechnął się pod nosem, gdy już zakończył swoje wytyczanie tras i podszedł do chłopaka by złapać za jego czerwone włosy i pociągnąć za nie. Przysunął się wówczas do jego ucha. 
    - Skrócimy ci je odrobinę, mam nadzieję, że łez z tego powodu nie zobaczę - poklepał go po głowie i jednym szybkim ruchem noża, skrócił włosy chłopaka o połowę. Jeśli miał udawać niewolnika, nie mógł być aż tak zadbany. Trzeba było odrobinę podrasować jego wygląd.

    Lu i Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  106. Dziewczyna obróciła się jeszcze na pięcie i pokręciła głową.
    - Za trzy do czterech dni - poprawiła ją. - Za dwa to ja go będę miała na "Piranii" - dorzuciła z błyskiem w oku. Co do włosów nic nie powiedziała ani do tego, że Darcy porwie Syriusza. Jeśli dobrze pójdzie to nie będzie miała kogo porywać, bo jej braciszek nie wróci do Argaru. Miała nadzieję, że nie poturbuje Ashana za mocno. Wierzyła, że chłopaki jakoś się dogadają, a przynajmniej nie będą skakać sobie do gardeł. Och płonna była jej nadzieja...

    >.<

    Syriusz spojrzał na opadające kosmyki i jeszcze złapał pozostałe kudły Ashana, by wyrównać pierwsze cięcie. Miał wyglądać na mniej zadbanego, a nie kompletnego łachmaniarza. Musiał swą urodą przyćmić pozostałych niewolników. Spowodować, że kobiety będą się o niego zabijać. Wprowadzić zamęt. Dla łachmaniarza w życiu by tego nie zrobiły. Pokiwał głową z zadowoleniem, gdy tylko wypuścił jego włosy z dłoni i wrócił na swoje miejsce przed Ashanem, słuchając jego słodkiego głosiku, który ciskał jadem.
    - Schlebiasz mi - uśmiechnął się delikatnie. - Najwspanialszy statek na tych morzach - rozejrzał się po swej kajucie i skinął głową. - Tak, "Burzliwa Dama" robi wrażenie - zgodził się z nim i pochylił do przodu by przyjrzeć się jego oczom. - Twój kolor włosów we mnie nie godzi - poinformował go spokojnie. - Mało tego, jest dość charakterystyczny dla pewnej rasy ognistych ptaków. Dawno ich na tych ziemiach nie widziałem. Niezwykle cennym okazem jesteś. Nadasz się idealnie - poinformował go jeszcze, po czym wbił pomiędzy nich nóż. Swój własny sztylet. Znów wbił spojrzenie w jego tęczówki. - Powiedz mi jakim prawem przyszedłeś zabiegać o względy Lu nieuzbrojony? - zapytał go chłodno. - To zniewaga dla mej małej Lu. Czym byś ją obronił, gdyby zaistniała taka potrzeba? Swoim śmiesznym ogniem?! I spalił jej ukochaną "Piranię"?! - fuknął na niego. 

    Lu i Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  107. Syriusz uśmiechnął się chłodno i spojrzał na suto zastawiony stół.
    - Nie zauważyłem, by znalazły się tu krakersy - zauważył tylko przyglądając się mu uważnie. Przez chwilę zastanawiał się co też Ptaszynie do główki wpadło, ale zaraz dotknął palcem swojego sztyletu bawiąc się nim trochę i drążąc dziurę w dębowym stole. - Nie potrzebuję twej przemiany, Ptaszyno - rzucił spokojnie, słuchając teraz o swej siostrze. Uśmiechnął się krzywo pod nosem. Był przekonany, że Lu nie pokazała mu jeszcze wszystkich swych asów, które często skrywała w rękawach.
    - Nawet Lu potrzebuje czasem pomocy - skomentował tylko i pokręcił głową słysząc przechwałki o tym jak to by jej przeciwników pod szable podstawiał. Ze słów dziewczyny wynikało, że potrafił być bezwzględną Ptaszyną. Co prawda nie wspomniała imienia chłopaka, ale instynkt podpowiadał mu, że to on zabił tego zbira. Nie pozwalając się jej zemścić. Postukał palcami o blat stołu i wyciągnął sztylet, rzucając nim w tarczę znajdującą się po drugiej stronie pokoju. 
    - Esme! - podniósł głos wstając ze swojego miejsca. - Pozwól na moment - zaprosił do środka swą ukochaną. Rudowłosą piękność zza siedmiu wysp. - Zaprowadź naszego gościa do łaźni i obmyj go. Śmierdzi lądem - wyjaśnił jej spokojnie, muskając usta kobiety swoimi wargami. - Nie ma prawa zostać samemu ani przez chwilę - podszedł do komody i wyciągnął z niej bardziej adekwatne ciuchy dla Ptaszyny. Szarą koszulę i lniane, beżowe portki. Buty od biedy postanowił mu zostawić. - Gdyby próbował jakichkolwiek sztuczek... - spojrzał chłodno po Ashanie. - ...rób to na co masz ochotę - przytulił do siebie kobietę podając jej ciuchy dla chłopaka. - Widzimy się za jakiś czas - rzucił jeszcze, kiedy Esme złapała łańcuch chłopaka i pociągnęła go lekko do wyjścia.

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  108. Esme nie była zbyt rozmowna. Bez słowa poprowadziła go do łaźni pokładowej i otworzyła przed nim drzwi. W środku znajdowała się ogromna balia z nagrzaną wodą, która kołysała się niespokojnie wraz z gwałtowniejszymi ruchami statku. Syriusz w tym czasie wyszedł na pokład by zmienić kurs i korzystając z chwili nawigować swoim cackiem. Kobieta położyła czyste ciuchy na stołku znajdującym się obok balii i spojrzała po chłopaku.
    - Rozkuję cię a ty nie spróbujesz żadnych gwałtownych ruchów - powiedziała stanowczo. - Znajdujemy się na pełnym morzu, daleko od oceanu. Możesz zabłądzić lecąc w przestworzach lub nie dolecieć - poinformowała go jeszcze podchodząc do niego i łagodnie dotykając jego nadgarstków. Wsunęła klucz w zamek stali i powoli rozpięła kajdany, by następnie spojrzeć chłopakowi prosto w oczy. - Rozbierzesz się sam, czy potrzebujesz mej pomocy? - posłała w jego stronę zadziorny uśmiech przesuwając wzrokiem po jego posturze. 

    Syriusz i cała ferajna jego "Burzliwej Damy"

    OdpowiedzUsuń
  109. Esme odsunęła się od niego, gdy tylko podjął decyzję i zajęła miejsce na jednym ze stołków obserwując go tylko pod względem jakichkolwiek gwałtownych ruchów. Zebrała jego ciuchy, kiedy już się rozebrał i wrzuciła do kosza ze stertą prania. Przygotowała dla niego również ręcznik i podała odpowiednie płyny, by mógł porządnie się wyszorować. Nie przeszkadzała mu i nie oferowała pomocy. Współpracował, więc nie widziała potrzeby w dalszych przytykach, groźbach czy innych występkach.
    - Masz jakieś imię? - zapytała by przerwać milczącą ciszę. - Mnie zwą Esme - przedstawiła się. - Jest coś co potrafisz robić? - zadała kolejne pytanie, bo skoro już otrzymywał kąpiel to nie mógł pozostać darmozjadem. Trzeba mu było znaleźć zajęcie.

    Załoga "Burzliwej Damy"

    OdpowiedzUsuń
  110. Esme skinęła głową, przyjmując do wiadomości informacje i kiedy był gotowy poprowadziła go na zewnątrz i wprost do kapitana statku.
    - Pachnący i gotowy do pracy - uśmiechnęła się. - Och i twierdzi, że gra lepiej niż nasz Diabołek - dodała jeszcze, a Syriusz podziękował jej za pomoc, po czym spojrzał po chłopaku i wręczył mu szmaty i wiadro pełne wody. 
    - Na początek wyszoruj pokład - powiedział spokojnie. - A wieczorem zobaczymy co da się zrobić z twym zamiłowaniem do muzyki - oznajmił posyłając w jego stronę lekki uśmiech. - Brakuje ci tylko bandamy - ściągnął swą własną i podał Ashanowi. - Masz, słonko lubi tu przygrzewać - wyjaśnił, samemu zakładając na łeb drugą i już tylko zaganiając go ręką do roboty. - Szoruj, inspekcję zrobi Czorny Diaboł, jak już skończysz.

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  111. Jak widziała takie numery to czuła się bardziej jak starsza, nie młodsza siostra. Tak też właśnie spojrzała po Ashanie, jak na braciszka, którego należałoby skarcić za niepoprawne zachowanie, jak na Eljasa. Nic nie komentowała, jej spojrzenie mówiło wszystko.
    Na klepnięcie po ramieniu spojrzała ku dłoni brata, a później skrzyżowała z nim wzrok i uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Dzięki - odpowiedziała. To było akurat całkiem miłe i nawet poczuła przyjemne ciepło przy sercu. Zaraz jednak spoważniała, bo chociaż nie wspomniał o klątwie w jakiś dramatyczny sposób to jednak doskonale wiedziała jak to jest "stracić czas". Zamyśliła się trochę, ciekawe czy mieli podobne przemyślenia w tym temacie. Może kiedyś poruszy z nim ten temat? Nie dziś, ale kiedyś. Podniosła do niego wzrok i uśmiechnęła się ciepło.
    - Zdecydowanie należy - przyznała. Na wzmiankę o wojowniku nawet się lekko zaśmiała, ale gdy przyszło o adoratorów to spojrzała po nim pytająco.
    - Nie mam adoratorów - zauważyła, przynajmniej nie kojarzyła by ktoś ją ostatnio podrywał. - Jest tylko Natan - dodała, on nie zaliczał się do miana adoratorów. Uśmiechnęła się cieplej na myśl o jasnowłosym. Zdecydowanie nie był zwykłym adoratorem. Biegła spokojnie i zaraz znowu spojrzała po Ashanie. - Bez obaw, jako ta średnia to nawet Cię rozumiem. Zaczęłam zauważać, że wobec Darcy przejawiam podobne zachowania. Z Diego pewnie byłoby podobnie, gdybyśmy spędzali więcej czasu razem - kiwnęła głową.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  112. - Nie zależy mi na kreatywności, Ptaszynko, ale na ekonomiczności - odparł spokojnie kapitan i spojrzał po nim nie rozumiejąc pytania. Stali na deskach pokładu, ptaszki śpiewały, żar palił z nieba, a on go pytał czy może wyjść? Dokąd chciał wychodzić? Zamrugał jeszcze raz i zarechotał tylko by pokiwać lekko głową. - Ależ się ciebie humor trzyma - klepnął Ashana mocno w plecy. - Oboje dobrze wiemy, że kajdany były dla zachowania pozorów. Gdybyś chciał stopiłbyś je w kilka sekund - spojrzał po nim chłodno. - Możesz pracować z uwolnionymi rękoma. - Ah i dobrze ci w tych ciuchach. Świetnie mieszasz się w tłum - rzucił, wracając do rozmowy ze swoim sternikiem i uzgadniania najlepszej trasy. Musieli zdążyć przed nadchodzącym sztormem, bo inaczej narobią sobie opóźnienia i Lu będzie go ścigała po całym morzu, by przetrącić jego kark, a ojciec nie będzie zbyt szczęśliwy z tego powodu. 

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  113. Syriusz obserwował go kątem oka podczas tego całego sprzątania. Choć chłopak nie miał w tym doświadczenia to chociaż się nie obijał i próbował doprowadzić pokład do porządku. Sprzątanie całego pokładu zajęło mu dobrych parę godzin, a kiedy zaczęło się ściemniać, Czorny Diaboł podszedł do swojego kamrata i zacmokał kilka razy.
    - Jak na szczura lądowego, dobrze ci poszło - poinformował go, odbierając od Ashana wiadro i szmatę. - Chodź, czas na zasłużony odpoczynek. Bioły Wilkeł przygotował dla nas strawę - poprowadził chłopaka pod pokład, gdzie cała załoga zebrała się do wspólnego posiłku. Syriusz siedział na honorowym miejscu, trzymając Esme na kolanach i wesoło z nią konwersując. Diaboł poprowadził "więźnia" do wolnego miejsca przy zastawionym pysznymi potrawami stole. Była zupa z ryby, grilowane ryby, gulasz z rybą, a do tego wszystkiego masa rumu. Piraci rechotali i głośno ze sobą konwersowali. Panowała ogólna atmosfera wesołości. Diaboł poklepał miejsce obok siebie i gdy zasiedli, Syriusz wstał z miejsca by postukać w swój kieliszek. 
    - Kamraci, przyjaciele moi - zaczął spokojnie, przesuwając wzrokiem po każdym z nich i na końcu lokując go w Ashanie. - Ptaszyno - dodał jeszcze jakby dopiero sobie o nim przypominając. - Dziś nastał dzień naszego zwycięstwa - poinformował ich, a przy stole rozległ się aplauz. Piraci wzięli sztućce w dłonie i zaczęli walić nimi o stół, póki Syriusz nie zrobił gestu dłonią by ich uspokoić. - Dziś w nocy znajdziemy się w jaskini Haimera. Zacumujemy w jej cieniu, a Czorny Diaboł, Czerwony Kruk i Szczerbaty wraz ze mną i Ptaszyną wejdziemy do jaskini, by ukrócić Haimerowskie praktyki. Handel ludźmi musi się skończyć! Na tych morzach nie ma na to miejsca! - wrzasnął zagrzewając resztę do walki. - Szczegóły naszej maszkarady omówię z poszczególnymi z was na osobności, a na razie posilcie się. Niewykluczone, że i pozostałych pomoc będzie nieoceniona. Statek ma być w gotowości do szybkiego wypłynięcia - poinformował ich, po czym zasiadł i wzniósł swój kufel z winem. - Diabole! Nutę zapodaj! - rzucił jeszcze, a Czorny z ochotą wstał i wziął swą lutnię by z fałszem zacząć zagrzewać swych kamratów do wspólnej walki.

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  114. Czorny Diaboł był nieszczęśliwy. Nie lubił, gdy ktoś dotykał jego lutni, ale tym razem postanowił odpuścić i nie robić cyrków. No przynajmniej dopóki nie wybrzmiał wers o tym, że nie ma rozumu. To wtedy wlał w siebie dwa potężne kielichy rumu i mimo że chciał podrygiwać do melodii, postanowił nie dać Szczurowi tej satysfakcji. Zajął się jedzeniem i jadł przez cały występ Szczurka. Nie ciesząc się ani razu. I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu chciał zaproponować mu pryczę w swej kajucie. Niech sobie szuka innego frajera, jeśli chciał się dobrze wyspać po całej akcji. Słyszał wiwaty reszty załogi jak się włączali do śpiewów przy refrenach i kołysali czasem wstając i kręcąc się po pokładzie. Wszyscy byli szczęśliwi, ale nie on. Poczuł się wyraźnie dotknięty przez Szczura i kiedy melodia się zakończyła, odebrał od niego lutnię, wśród wiwatów od innych członków załogi. Przytulił instrument do piersi i bez słowa wstał, aby zmienić miejscówkę. Nie będzie siedział przy tym zdrajcy. Usiadł na samotnym krześle, brzdąkając sobie w ciszy na lutni i tak spędził resztę wieczoru. Upokorzony do granic możliwości. 
    Kapitan statku zarządził pół godzinną sjestę, a członków swojego zespołu zaprosił do swej własnej kajuty, gdzie oparł się o biurko i wskazał pozostałym miejsca przy stole. 
    - Plan jest prosty, nie ma co komplikować sprawy - oznajmił, wygrzebując imienne zaproszenie na aukcję niewolników. - Ptaszyno, ciebie wystawię na aukcji to będzie mój wkład. Twoim zadaniem jest oczarować panie na widowni. Niech się o ciebie zabijają, ale sądząc po twym występie... to nie będzie problemem - stwierdził unosząc kącik ust. Miał nadzieję, że nie tak zawrócił w głowie Lu. Lovelas wredny. - Ja postaram zbliżyć się do Haimera i gdy nadejdzie okazja czysto pozbawię go życia. Czorny Diabole i Czerwony Kruku liczę na was w kwestii uwalniania niewolników. Nie zapomnijcie o Ptaszynie - rzucił spokojnie. - Szczerbatku ty obserwuj całą akcję i jeśli zobaczysz jakikolwiek bunt czy zagrożenie, nie wahaj się zabić. Dziś... daj sobie upust. Skosztuj swych przeciwników - uśmiechnął się do mężczyzny, po czym wrócił wzrokiem do pozostałych. - Reszta to kwestia tego, w czym "Burzliwa Dama" jest niezastąpiona - chwycił sobie jabłko i wgryzł się w nie. - Improwizacja - uśmiechnął się krzywo. - Ufam wam - spojrzał po swoich trzech przyjaciołach, po czym przeniósł wzrok na Ashana. - I ufam, że chcesz zobaczyć jeszcze Lu i Argar - dorzucił do niego. - Jakieś pytania?

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  115. Grima uśmiechnęła się szeroko do zwierzaka i zaraz dała mu obwąchać swoją rękę. Słysząc imię zatrzygła uchem.
    - Brat? Taki jak siostra? Po prostu Brat? Ależ fajnie! – zachichotała. – Cześć Brat, miło mi Cię poznać, jestem Grima – ukłoniła się przed zwierzakiem elegancko i zaraz wróciła wzrokiem do Ashana. Te od Natana i Morgany widywała tylko na pastwisku, oglądała je czasami i dawała dłonie do obwąchania, ale nigdy nie robiła nic więcej, tym bardziej niewiele o nich wiedziała. – Ojej, naprawdę? Fajnie, że macie takie zwierzaki, jak już będę w Azylu to może uda mi się je zobaczyć w naturze – rzuciła entuzjastycznie, taka wizja była naprawdę ciekawa. – Ma jakieś swoje ulubione miejsca do głaskania? Gdzieś nie lubi? Co je? Masz go od małego? Jaka jest wasza historia? – wyrzuciła z siebie te wszystkie pytania i lekko się zakołysała, wyczekująco patrząc po czerwonowłosym i uśmiechając się szeroko.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  116. Diaboł spojrzał po nim przelotnie i pokręcił głową. Nie zamierzał mu tak łatwo odpuszczać, choć po rum, który ten trzymał w dłoniach sięgnął przy drugiej zwrotce aby przez chwilę go nie słuchać i zająć się piciem. Westchnął ciężko, kiedy Ashan skończył i złapał go za ucho, pociągając do siebie. Cmoknął go w nie.
    - Nie czaruj tak Czarusiu - puknął go w czoło. - Niech ci będzie - wstał już nieco z weselszym humorem i przygrał im trochę głośniej. Podczas samego spotkania z kapitanem nie grał na lutni. Kiwał lekko głową na wieści i poklepał się po piersi. - Możesz na mnie liczyć, kapitanie - poinformował go poważnie. 
    - Jestem wegetarianinem - przypomniał mu tylko Szczerbaty i podłubał w swych zębach szabelką, po czym wrócił wzrokiem do Syriusza. - Ale dla nich zrobię wyjątek - powiedział, a w jego oczach dało się dostrzec uśmiech i zimną satysfakcję. Czerwony Kruk tylko skinął głową. Był małomówny, ale wiedział co robić. Syriusz za to posłał słodki uśmiech Ashanowi, zbliżając się do niego i chwytając jego nadgarstki, aby zakuć je w kajdany. Skoro miał grać niewolnika to jako taki musiał wyglądać. To samo zrobił z jego nogami. 
    - Wystarczą mi panie - powiedział prostując się i prowadząc go do szalupy, którą Kruk zdołał już przygotować. Rozsiadł się w niej wygodnie, trzymając Ashana tuż przed sobą. - Ptaszynko ty moja - spojrzał mu prosto w oczy. - Po prostu tego nie spieprz - mruknął. Swojej załogi nie naraziłby na udawanie niewolników ale ten tutaj nadawał się do tego idealnie. Wierzył, że w razie potrzeby wykaraska się z kłopotów, ale miał nadzieję że potrzeby nie uświadczy.

    Syriusz i reszta ferajny

    OdpowiedzUsuń
  117. Zadowolona kiwnęła głową, gdy przyznał, że ma szansę na zobaczenie ich w naturze. Słysząc o wszystkożerności zastrzygła uchem. - Mięsko też? - zadziwiła się. Na pierwszy rzut oka przypominały roślinożerców. Kiedy Ashan wspomniał o czole Grima zaraz je pogłaskała, bo Brat akurat pochylał przy niej łeb, więc sięgała. - Och, no wiesz Brat? Same wysokie miejsca... A boczki? - zapytała. Tam przynajmniej sięgała zawsze. - Ojej, czyli go uratowałeś, to bardzo miłe z Twojej strony! - uśmiechnęła się szeroko do czerwonowłosego. - Podobno takie uratowane zwierzaki jeszcze bardziej okazują wdzięczność, nie dziwię się, że jest jak prawdziwy brat - zachichotała miziając zwierzaka jeszcze trochę. - Masz jeszcze jakieś zwierzaki? - zapytała rozglądają się dookoła.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  118. Syriusz uśmiechnął się do niego krzywo w odpowiedzi i dał znak by szalupę spuszczono na wodę. Drogę spędzili w milczeniu, ale niewiele pozostało już do powiedzenia. Każdy miał rolę do wypełnienia, a Syriusz nie miał wątpliwości co do tego, że spiszą się doskonale. No, może poza Ptaszyną, za którego ręczyć nie mógł. Nie mniej liczył chociaż na to, że ten wywoła więcej pożytku niż szkody. Ufał w gust Lu i wierzył, że siostra nie zainteresowałaby się kimś, kto niewiele mógł jej zaoferować. Kimś kto był kompletną ciamajdą. To nie był styl Lu. Gdy dotarli zostali przywitani przez popletników samego pana niewolniczej aukcji. Syriusz wyszedł z szalupy jako pierwszy i gdy Diaboł szarpnął Ashanem, chwycił chłopaka za ramię niezbyt delikatnym gestem. Popchnął go przed siebie warcząc na niego od czasu do czasu. Posłusznie ruszyli korytarzem prowadzącym do wielkiej, wydrążonej w jaskini komnaty. Widniała na niej drewniana scena, a po bokach stały klatki, zapełniane powoli niewolnikami. Syriusz uśmiechnął się krzywo i spojrzał po nadchodzącym do niego Heimerze.
    - Syriusz! - mężczyzna rozłożył ręce na powitanie i objął kapitana niczym starego, dobrego znajomego. - Jestem zaszczycony twą obecnością, myślałem że już nigdy tu u mnie nie zawitasz - poklepał go po plecach, by zaraz zerknąć na czerwonowłosego. - Kogoż ty mi tu sprowadzasz? - zainteresował się.
    - Heimer - Syriusz zdawkowo skinął głową i wywrócił oczyma na to gorące powitanie. Gdy tylko mężczyzna się odsunął, on sam zrobił krok w tył, by szarpnąć łańcuch Ashana. - Szukałem najlepszego kąska na twą aukcję - wyszczerzył się. - Zrozum mnie bracie, nie chciałem zniżać się do poziomu podrzędnych kupców - poklepał Ashana po głowie. - A widzisz... ta tu Ptaszyna moja - uśmiechnął się zawadiacko. - To okaz wart każdego złota - rzucił swobodnie, po czym pochylił się tak by tylko mężczyzna zdołał to usłyszeć. - Prawdziwy feniks. Ognista sztuka - rzucił swobodnie. - Mam nadzieję, że masz przygotowaną dla niego wyjątkową klatkę - dorzucił, na co Heimer nieco sceptycznie podszedł do chłopaka. Okrążył go i postukał raz pod żebro, klepnął w tyłek i pociągnął za krótkie włosy.
    - No, no... to będzie naprawdę udana aukcja - skwitował. - Oczywiście. Mam idealną dla niego klatkę - stwierdził i skinął głową prowadząc ich w stronę klatki stojącej na środku pomieszczenia. Złotej klatki dla złotego chłopca. Syriusz musiał bardzo się hamować od parsknięcia śmiechem, bo choć miał zaplanowaną pokaźną akcję i rozgromienie Heimera to obserwowanie tego osobnika w takiej klatce niezwykle mu się podobało. 
    - Uśmiechnij się - rzucił szeptem do Ashana. - Załatwiłem ci najlepszy punkt obserwacji - parsknął pod nosem, a potem potknął na nierówności, by niepostrzeżenie wsunąć Ptaszynie sztylet do buta, by ten miał się czym bronić w razie zaistniałej potrzeby. - Jak rokowania na dzisiejszą aukcję? - zainteresował się zaraz wyprzedzając swego "niewolnika", choć wciąż trzymając jego łańcuch w dłoniach. Dołączył do Heimera chcąc nieco się do niego zbliżyć. Warto było połechtać mężczyznę i uśpić jego czujność, bo choć ten zdawał się mu ufać, Syriusz wiedział że to tylko gra. 
    - Ależ doskonale. Dzięki twojemu okazowi będzie hitem, choć przyznam, że ostatnio to Argarczycy są bardziej chodliwi. Wiele osób o nich pyta - skomentował mężczyzna, otwierając klatkę i umieszczając w niej Ashana. - Rozgość się Skarbeńku - poradził mu.

    Syriusz i reszta

    OdpowiedzUsuń
  119. Nie bardzo rozumiała o co chodziło z tym zwracaniem życia, więc zacisnęła lekko usta, ostatecznie uznając, że chyba to jednak nic istotnego i przytakując Ashanowi głową.
    Wzmianka o adoratorach sprawiła, że jakoś tak odruchowo obejrzała się za siebie, jakby ktoś właśnie w tej chwili miał ją „oglądać” zaraz jednak wróciła spojrzeniem do brata.
    - Sama? – zaśmiała się krótko. – Jego nie dało się nie zauważyć – przyznała, bo gdy na dzień dobry wyleciał na nią z mordą to raczej ciężko go później było wymazać z pamięci. Tym bardziej, że napataczał się coraz częściej. – Ale tak, wybrałam – przyznała, kiwając głową. Odwzajemniał maślane spojrzenia jej adoratorów. – Odwzajemniać czy przechwytywać? Bo jak odwzajemniać to trochę się zaczynam martwić… Brzmi to trochę jakby któryś z moich adoratorów wpadł Ci w oko – zauważyła. Na wzmiankę o Diego kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko.
    - Tak… i wyrozumiałości. A jak jego płomienie? – zapytała z czystej ciekawości, co by poćwiczyć bieganie z nieregularnym oddechem.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  120. Syriusz zostawił swoją Ptaszynę samego sobie, zajmując się swym "przyjacielem". Z udawanym zainteresowaniem słuchał jego słów o każdym lepszym towarze. Zadawał nawet dodatkowe pytania, czekając na dogodny czas. Zauważył, że przy złotej klatce Ashana zaczynają coraz częściej pojawiać się panie, które chętnie wdawały się z nim w konwersacje. Musiał nieźle operować swym językiem. Uśmiechnął się krzywo. Dobrze, dobry wybór. Cała akcja miała rozpocząć się tuż po sprzedaży Ashana. Do tej jego kamraci mieli czas na rozeznanie się w sytuacji i ciche pozbycie się jak największej ilości strażników. On sam za to nie odstępował Heimera na krok. Rzecz jasna dopóki ten w końcu nie wszedł na podwyższenie i nie zastukał w szklaneczkę.- Witajcie przyjaciele - powiedział przesuwając wzrokiem po każdym potencjalnym kupcu. - Dzisiejsza noc to noc cudów. Wyjątkowo obfitą ofertę dla was tu przyszykowałem - powiedział z uśmiechem. - Dzięki uprzejmości samego syna króla piratów - wskazał dłonią na Syriusza, który uniósł dłoń w górę, aby każdy mógł się mu przyjrzeć. - Mamy okazję gościć tu i cudownego, egzotycznego ptaka. Prosto z gorącego kraju! - zagrzmiał. - Niezmiernie cieszy mnie przychylność króla - sam ukłonił się na pokaz w stronę Syriusza, a ten utrzymał pozory i odpowiedział pozdrowieniem szabelką. Kątem oka widział, że Diaboł zaczyna powoli rozkuwać niewolników, prosząc by pozostali na swoich miejscach w oczekiwaniu na znak. Im większe zamieszanie tym lepiej. Haimer machnął ręką. - Nie będziemy dziś zwlekać. Zacznijmy od Złotego Ptaszka - dwóch jego ludzi wyprowadzili Ashana na scenę i kopiąc go w zgięcie między kolanami zmusili do tego by uklęknął. - Cena wywoławcza.... 3 miliony złotych monet. 

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  121. Syriusz ze spokojem obserwował rozwój sytuacji powoli, niemal niezauważalnie przybliżając się do sceny. Heimer zdawał się zachwycony. Zacierał ręce z uciechy na tak łatwy i szybki zarobek. Obejrzał się na Syriusza z dumą i skinął mu głową z uznaniem, a pirat wzruszył jedynie ramionami z nikłym uśmieszkiem na twarzy. 
    - 6,500! - krzyknęła młoda kobieta, najwyraźniej zachwycona biednym feniksem, a staruszka gniewnie obrzuciła ją spojrzeniem.
    - 7! - wrzasnęła podchodząc bliżej. Wtem po lewej stronie rozległ się wielki huk. Czerwony Kruk zaczął działać. Jego ładunek wybuchowy wybuchł i sala zatrzęsła się w posadach. Syriusz natychmiast wskoczył na scenę jakby w obawie, że jego cennej Ptaszynie coś się stanie. Drugi huk sprawił, że w sali rozpoczęło się zamieszanie. Kawałki skał sypały im się na głowy. Staruszka dalej nie chciała dać za wygraną. Dopadła do Heimera rzucając mu ostre spojrzenie.
    - 8! Dopełni mej kolekcji! - fuknęła, a Syriusz był już przy mężczyźnie. Chwycił go za ramię i pociągnął w tył, "ratując" przed staruszką. Spojrzał po mężczyźnie, przykładając mu do szyi szablę i z chłodnym opanowaniem, przesuwając po niej ostrzem. Krew trysnęła wprost na suknię staruszki.
    - Erwin Czarnobrody, nasz król, nie jest zachwycony tą działalnością - huknął. - Każdy, kto się dziś tu znajduje może oczekiwać na wyrok śmierci. Spierdalajcie, zwiewajcie gdzie pieprz rośnie, ale prędzej czy później i tak was dorwiemy - zagrzmiał. - Każdy statek, każdy port już zna wasze gęby - zarechotał. i wbił swe ostrze w brzuch zachłannej staruszki. Słysząc wcześniej jej słowa o kolekcji, krew zawrzała mu w żyłach. Co za szmira! Kiedy kobieta padła, on rozciął więzy Ashana. - Dobra robota, Ptaszyno - rzucił zanim wpadł w wir walki wraz ze swoimi przyjaciółmi. Jeśli dobrze policzył zostały jeszcze trzy wybuchy. Ostatni miał zniszczyć całą jaskinię. - Czwarty - krzyknął do Ashana. - Czwarty jest ostatnim sygnałem do odwrotu - poinformował go.

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  122. Grima zachichotała i zarzuciła włosami.
    - No rozumiem, przy mnie łatwo stracić głowę - ponownie zachichotała, oczywiście żartując. Kto jak kto, ale ona doskonale rozumiała problem błędów językowych. Słysząc opinię co do traktowania kiwnęła głową. - Powinny, ale są na to zbyt dobre. Niestety czasami na własną stratę... - przyznała, dalej głaszcząc Brata. - Może i lepiej, że nie wiesz... Nie wiadomo jakby Brat zareagował, gdybyś miał na rękach krew jego byłego właściciela, mógłby mniej Ci ufać - stwierdziła luźno i odsunęła się, gdy Ashan zaczął karmić zwierzaka. Patrzyła na to z uśmiechem, widać było, że brat Felci kocha swojego zwierzaka.
    - Fajna z Was rodzinka, macie takie ciepłe oczy, gdy jesteście ze zwierzakami. Nawet Morgana sprawia wrażenie przyjemniejszej, gdy widać jak siedzi w zagrodzie ze swoim stadkiem - stwierdziła wesoło.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  123. Morgana uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - W takim razie muszę mieć i kobiety wśród fanek - odwzajemniła jego zaczepny uśmiech. Może i nie miała okazji za dużo spędzić czasu z bratem, ale bardzo by się zdziwiła, gdyby to mężczyźni zwracali jego uwagę. Słysząc o Diego zamyśliła się lekko i zaraz pokręciła głową. - Myślę, że jednak nie miałby na to ochoty. Zdawał się raczej mnie unikać, gdy byłam w Phyonix, niż szukać kontaktu, ale rozumiem. Do pałacu wpadła obca baba i mu powiedzieli, że to siostra. Jest inny niż Darcy, przynajmniej gdy chodzi o takie tematy - stwierdziła, dalej w biegu.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  124. Syriusz skinął głową i zajął się swoimi przeciwnikami, również uważając przy tym na niewolników. Gdy trzeci wybuch rozbrzmiał, sam ruszył biegiem w stronę jedynego wyjścia, kątem oka obserwując swoich towarzyszy. Z zadowoleniem stwierdził, że żaden z nich niepotrzebnie nie szarżował. Zrobili tyle ile mogli, reszta pozostawała w rękach uwolnionych. Handel niewolnikami. Piekielna Jaskinia Heimera została zniszczona, a wieść o niechęci do tych praktyk Czarnobrodego miała roznieść się po morzach. Dobrze, wszystko zgodnie z planem. Wskoczył na łódź jako ostatni i przybił piątkę z Czerwonym Krukiem.
    - Dobra robota - pochwalił wszystkich. - Czas wracać - dodał, pozwalając by pozostali zajęli się wiosłami.

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  125. Grima przekręciła lekko głowę.
    - Z tego co mówisz tak po prawdzie to dość wiele można założyć. Może właściciel wcale go nie porzucił, a umarł? Może się tam rozbił i go napadli, splądrowali wszystko, zabrali dorosłe osobniki, a młodego zostawili, bo szkoda na takiego czasu? A może rzeczywiście był chujem i go już coś zjadło - wyszczerzyła się i zachichotała lekko. Na słowa o rodzinie ponownie się zaśmiała. - Ja znam lepszą, moją - pokazała mu jęzor i zatańczyła krótki taniec szczęście. Zaraz spojrzała na wyjście ze stodoły i pokręciła głową. - Niee, na nic od Ciebie. Będę się już zbierać do domu. Muszę utulić Kevusie i Tonego - stwierdziła wesoło i podskoczyła do niego by objąć go lekko. - Miło było Cię poznać Felcikowy bracie! - uśmiechnęła się do niego i pomachała jeszcze do moserta. - I Ciebie również Brat - do niego również się uśmiechnęła, po czym skocznym krokiem ruszyła w stronę domu Meliodasa i Rei.

    Grima

    OdpowiedzUsuń
  126. Takintos było miejscem ich zbiórki. Miejscem, gdzie umówił się z Lu. Nie powiedział nic na temat chłopca, którego przygarnął sobie Ashan. Jego sprawa i jego zabawki. Dzieciak mógł ten kawałek przepłynąć, oczywiście pracując na swoje utrzymanie, więc po tym jak już się posilili i pośpiewali i poradowali zwycięstwem, nadszedł dzień, a Ashan i jego nowy podopieczny ponownie skończyli jako ci, którzy mieli umyć pokład. Syriusz nie zamierzał mu odpuszczać. Ustawił kurs na Takintos i spokojnie śpiewając pod nosem stał za sterem. Pogoda dopisywała i po drodze żadna syrena ani inny potwór morski ich nie zaatakował. Swoją drogą, musiał przyznać że Lu miała niezwykły pomysł z załogą samych bab. Syreny nie były w stanie ich oczarować. Zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową. Do portu na Takintosie przybili, gdy niebo zaczerwieniło się, a słońce zaczęło powoli zachodzić.
    - Ptaszyno, chodź - machnął na Ashana i ruszył z nim w stronę swojej własnej kwatery. A właściwie to kwatery którą cała jego rodzinka zajmowała, kiedy tylko pojawiała się na Takintosie. Wprowadził go tylnym wejściem do ciemnego pomieszczenia i posadził na krześle, a następnie przywiązał do niego. - Dobrze się wczoraj spisałeś - poinformował go, robiąc kitka na środku czupryny Ashana i ozdabiając go kokardką. - Będziesz dziś gościem głównym na urodzinach naszej Lu - puścił do niego oczko. - Prezentem, a że dobrze grasz to więzy znalazły się jak znalazł - puścił do niego oczko i odpalił lampy naftowe, by podejść do siedzących już przy stole swoich braci. - Haimer zdechł - poinformował swojego ojca, zajmując swe miejsce przy stole. 

    Syriusz

    OdpowiedzUsuń
  127. Morgana miała minę jakby brat mówił jej coś nowo odkrytego. Widziała, że Natan ma swoje fanki, bo gdy obsługiwał bar to kobiety się tam wręcz pchały, ale ona? Nie zwróciła na to większej uwagi. Poza Satoru i Lazarusem nie czuła się przez innych jakkolwiek adorowana. Czerwonowłosa uśmiechnęła się jednak lekko do Ashana.
    - W takim razie miło mi, że moja osoba dostarcza Ci rozrywek - stwierdziła z delikatnym uśmiechem. Na słowa o Diego kiwnęła głową. Wiedziała, że nie są tacy sami, jednak nie spodziewała się tam odmiennych różnic w kwestii zachowania wobec jej osoby. Kiwnęła kolejny raz głową, gdy tłumaczył te całe zachowania. - Wiem, nie jest mi z tym jakoś źle, w sumie to... No nie wiem... Trochę mi ułatwia? Dla mnie to też dziwna i nowa sytuacja, szczególnie gdy chodzi o Darcy i Diego, bo... No ich wcześniej nie znałam. Chwilami mi dziwnie przyjmować tą miłość Darcy. Czuję się jakby była nieuzasadniona. Diego bardziej się dystansuje i... No mam wrażenie, że on więź chce dopiero stworzyć, a nie już mieć. Z Dar też tworzę więź, ale na innych zasadach - zdradziła swoje przemyślenia i zatrzymała się, bo minął mniej więcej czas biegu, jaki sobie dali. Wylądowali na polance, zaraz przy wydmie, na lekkim wzniesieniu. Przed oczyma był widok na ocean. Wydma schodziła w dół, za nią była plaża. - Całkiem urokliwie. Idealne miejsce na trening - stwierdziła, śląc Ashanowi uśmiech.

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  128. Luna nie spodziewała się, aby jej brat zrobił coś karygodnego Ashanowi. Zwłaszcza, że umówili się na Takintosie. Syriusz mimo wszystko był słowny. Ona dotrzyma swojej części umowy a on swojej. Do portu przybiła tuż w połowie i wyszła na ląd wraz z Axelem, którego wreszcie puściła wolno. Jej brat nie był zachwycony tym wszystkim.
    - Mój statek wciąż cumuje w Argarze - fuknął na nią.
    - To będziesz musiał znaleźć sobie transport powrotny - wyszczerzyła się do niego. - Próbuj z Syriuszem, bo na moim miejsca dla ciebie nie ma - puściła mu buziaczka w powietrzu i kiedy ten pogrymasił sobie pod nosem, ona skocznym krokiem ruszyła na targ. Miała wiele rzeczy do sprzedania i zamierzała nieco się wzbogacić. Argar był ku temu niesamowitym miejscem. Między innymi przytahała ze sobą całą skrzynię "Łapy" i pobiegła z nią wprost do Marinosa z którym szczerze się uściskała.
    - Musisz tego spróbować - poinformowała go. - Niezwykle aromatyczny trunek - dodała podając mu "Łapę". - A jak się sprzeda i zasmakuje... to przywiozę więcej. Pierwsza partia... 50% dla ciebie i 50% dla mnie - ostrzegła go. - I nie próbuj mnie tu kantować, będę wiedziała jeśli coś zmalujesz - pogroziła mu swoją szablą przed nosem.
    Czas minął jej niezwykle szybko. Zanim się obejrzała to już zmierzchało i z westchnieniem ruszyła do kwatery ojca. Nie miała pojęcia dlaczego akurat tam się spotykają, ale tak po prawdzie nie mogła się za bardzo obruszać. I tak miała do pogadania ze staruszkiem. Na kłaniającą się jej służbę tylko skinęła głową i machnęła lekko ręką. Tyle razy już im mówiła, że to niepotrzebne, a oni dalej swoje. Przestała się łudzić, że wybije im to z głowy. Udała się od razu do wielkiej sali. Weszła do środka zamaszystym krokiem i od razu spojrzała w stronę stołu, przy którym siedzieli już wszyscy jej bracia. Niektórzy ze swoimi kobietami u boku oraz jej ojciec. 
    - Syriusz! - podeszła do niego i złapała go za poły koszuli. - Jak obiecałam, Axela ci dostarczyłam, gdzie jest Ashan? W ogóle jak możesz Laleczkę zabierać, co? Wiesz ty kim on jest? Jak się jego familia dowie to będziesz miał piekło na ziemi - poinformowała go ostro.
    - Lu, Lu, Lu... złość piękności szkodzi, a latka lecą - zaśmiał się mężczyzna. - Twojej Laleczce... - tu zerknął na związanego Ashana. - ...muszę przyznać oryginalne przydomki dostajesz - prychnął śmiejąc się pod nosem. - Nic się nie stało. Jest dziś twoim prezentem urodzinowym - wyszczerzył się do niej i zbliżył usta do jej ucha. - Wykończ go w sypialni - szepnął, a dziewczyna nieco się przy tym zarumieniła i przystawiła mu szablę do gardła. 
    - To co robię w swojej sypialni to nie jest twój interes - fuknęła, kątem oka widząc związanego Ashana. Zwilżyła swe wargi językiem, po czym podeszła do niego i oparła się o jego krzesło, masując mu trochę ramiona.
    - Mhm... twarzowo... z tymi krótszymi włosami - szepnęła mu do ucha. - A z więzami... jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że za bardzo cię nie wymęczyli - mruknęła, przecinając wreszcie więzy.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  129. Luna nie zaprotestowała przed pociągnięciem jej na jego kolana. Uśmiechnęła się delikatnie na to zagranie i przełożyła ramiona przez jego szyję, by ucałować jego policzek. Jednorazowo i delikatnie.
    - A kto powiedział, że cię tu nie zostawię? - spojrzała po nim z figlarnym uśmiechem na twarzy, przyjmując kolejne czułości od Ashana. Kiedy wspomniał, że za nią tęsknił wypuściła jednak powietrze z płuc. Zrobiło jej się ciepło na serduszku, a jednocześnie poczuła się zmieszana i nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Zerknęła głęboko w jego oczy i jednorazowo ucałowała jego wargi w szybkim, lekkim pocałunku. - Mhm umiesz łechtać kobiece ego słodkimi słówkami, Laleczko - wsunęła dłonie w jego włosy i obróciła się na jego kolanach, by usiąść na nim okrakiem i musnąć jego ucho swym oddechem. - Sprawnie ci to idzie, ale... - szepnęła cicho wstając z jego kolan. Posłała mu niewinny uśmiech i zaraz się wyszczerzyła. - Nie jestem aż taka prosta i łatwa do zdobycia - pokazała mu język okręcając się wokół własnej osi i podeszła do stołu piratów, otwierając sobie butelkę rumu. Upiła z niej porządny łyk. - Zabawę czas zacząć - postawiła butelkę z hukiem, wracając do Ashana. Porwała go do tańca gdy tylko rozpoczęły się pierwsze dźwięki muzyki.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  130. Luna nie odpowiedziała mu nic na słowa dotyczące porzucania. Wierzyła, że prędzej czy później udałoby mu się z tej wyspy wydostać, ale przecież... porzucenie przez nią miało dwufazowy wydźwięk. Pokręciła lekko głową śmiejąc się radośnie, kiedy wspomniał że ucieka i oszukuje.
    - Nic nie oszukuje - szepnęła mu do ucha, kiedy z powrotem tuż po obrocie znalazła się w jego ramionach. - Po prostu żyję chwilą z dnia na dzień, Laleczko - szepnęła spoglądając mu prosto w oczy. - Nie uciekam i nie oszukuje - pokiwała lekko głową, a po zakończonym utworze poprowadziła go do bogato zastawionego stołu. Jedzenie wręcz się z niego przelewało. Usiadła wraz z nim wcześniej przytulając jednak ojca na powitanie. - Od prawej... - szepnęła do Ashana. - Erwin Czarnobrody, Kosma, Syriusza już znasz, dalej Ariel, Damazy i... - rozejrzała się dookoła. - Roch nie przybył? - zdziwiła się bo zazwyczaj wpadał na rodzinne schadzki jednym podstępem lub drugim. Kosma pokręcił przecząco głową.
    - Roch nie zdążył. Pływa ostatnio po zachodnich morzach - dodał. - Szuka skarbu Eluwiny.
     - Och to musiał trafić na jakiś trop... - oczy Luny nieco się zaświeciły. - Będę musiała go wytropić - dodała ostatecznie, po czym spojrzała po Ashanie. - Aha, bo nie skończyłam... to mój ojciec - wskazała na Erwina. - I moi bracia - dodała. - Witaj w szalonej rodzince. 

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  131. Akane przebywała w Phyonix już dostatecznie długo, by w końcu umówić się z Ashanem na obiecany test broni. Uwielbiała swoje sztylety, ale w trakcie Azylu jasno dało się zrozumieć, że w tej wojnie krótkie ostrze wymaga większego użycia siły. Polszanie chodzili w zbroi, Fjelldodsi musieli mieć przebite lub wyrwane serce. Sztylet dawał radę, ale był dość ryzykownym narzędziem, bo trzeba się było znacznie do przeciwnika zbliżyć, by zadać trafny cios. Dziewczyna chciała sprawdzić inny rodzaj broni, coś co sprawi, że dystans nie będzie aż tak ograniczony. O ile miała runy i piach do walki na dalekie dystanse, o tyle nie miała nic co by nakazywało przeciwnikowi trzymać bezpieczną odległość. Może poza strachem przed jej spojrzeniem. Nie mniej, chciała się rozwijać, chciała umieć coś jeszcze i po to właśnie pojawiła się u Ashana.
    - Swoje odleżałam, szwy zdjęte, rana gotowa do pracy - nawet uniosła lekko swoją koszulę, by pokazać mu fragment ciała z wyraźnym śladem po mieczu. - Jestem gotowa do działania, możemy organizować te całe testy - uśmiechnęła się do czerwonowłosego, zakładając ręce na biodra i unosząc wysoko brodę.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  132. Akane przesunęła wzrokiem po całym oporządzeniu jakie było tutaj widoczne. Musiała przyznać, że Phyonix robiło wrażenie, nawet gdy znało się ten pierwotny Argar. Na komentarz co do blizny parsknęła krótkim śmiechem.
    - Ku Twemu niepocieszeniu, nie planuję zdobywać podobnych, ale dzięki - rzuciła luźno, zerkając po nożach, które chował. Przytaknęła mu zaraz głową. - Chodzi mi o przedłużenie ręki, więc pewnie w grę wchodzi jakiś miecz, tylko wiesz, jednak sztylety wybrałam nie bez powodu, jestem dość drobna i nie mam mocy demona jak niektórzy, więc machanie wielkim ostrzem nie wchodzi w grę. Tak więc to musiałby być nie za wielki miecz, nie za ciężki. Nie chciałabym za wiele ujmować sobie zwinności, bo jednak dotychczas na niej opierałam obronę i ataki - przyznała, idąc za nim. Uśmiechnęła się lekko, gdy mówił o różnych broniach. - Ogólnie, tak jak wspomniałam Ci wcześniej, sztylet jest fajny na zlecenia, ale na wojnie i walce z wieloma przeciwnikami w zbrojach muszę wkładać zbyt wiele siły w zadawanie ciosów i przebijanie pancerza. Chętnie posłucham jakiś Twoich sugestii co do wyboru broni, jesteś lepszy w te klocki. To nie musi być miecz, ale na mój nieco zielony umysł wydaje się po prostu najbardziej trafny, biorąc pod uwagę moje potrzeby - stwierdziła i spojrzała na niego wyczekująco, co by sam się wypowiedział w temacie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  133. Akane uśmiechnęła się pod nosem lekko rozbawiona.
    - Ta, wspominałeś już - szepnęła w jego stronę konspiracyjnie, dając się poprowadzić i korzystając z faktu, że przechodzi przez nowe miejsca, uważnie je obserwowała. Widoku papierosa nie komentowała, chociaż dalej jej się gryzł z tutejszymi krajobrazami, tak jak z tymi w Mathyr, po prostu jakoś tu widok palaczy dziwnie kłuł w oczy, przynajmniej ją. Słysząc o sile zerknęła po Ashanie. - Hm, nie bardzo mi się chce wierzyć, że do korzystania z ciężkiej broni siła nie jest potrzebna. Zgodzę się, że do większości udanych ciosów potrzebne są umiejętności, ale do tak podstawowych spraw jak utrzymanie broni w rękach siła jest już niezbędna, bez tego nawet nieziemskie umiejętności mogą okazać się do niczego... - stwierdziła, pukając się palcem po brodzie i zaraz wzruszając ramionami. - Poza tym, szczerze... Chyba nigdy jeszcze nie widziałam wojaka, który jest słaby fizycznie, a i tak dobrze walczy - przyznała w tym swoim głośnym myśleniu. Przytaknęła mu głową na słowa o sejmitarach i rapierach, tak, zdecydowanie częściej wyprowadzała ciosy, które cięły. Przekręciła lekko głowę, słysząc o nie używaniu siły.
    - Akurat w temacie przebijania zbroi to bardziej miałam na myśli zadawanie ran kłutych, a do tych nie potrzeba przecież magicznego miecza. No... Chyba, że ktoś ma zbroję jak ta, którą otrzymałam od Morgany, z smoczej łuski, ale ja raczej przekładam to wszystko na konkretne sytuacje i starcie z Polszanami czy Fjelldodczykami. Nie spodziewam się by u przeciętnego wojownika tej nacji były takie perełki. Jeżeli chodzi o rany cięte, to tak, przyznaję, w nich rzeczywiście nie chodzi o siłę - przytaknęła mu głową. - Chociaż dalej warto jej mieć na tyle by chociaż unieść broń - uśmiechnęła się lekko pod nosem. Na widok sali treningowej uśmiechnęła się szerzej i zaczęła uważniej rozglądać. Okręcała się przy tym dookoła własnej osi.
    - Bajka... - przyznała z lekkim śmiechem. - Już wiem o co poproszę ojczulka na najbliższe urodziny - zaśmiała się i zadowolona podeszła do broni. Oblizała usta nieco podekscytowana jej mnogim wyborem. Wybierając miecze pierwsze co to je podnosiła co by wybadać rękojeść. W końcu wybrała dość krótki, spojrzała po jego klindze, a chwilę po tym wyprowadziła kilka pierwszych ciosów, skrzywiła się jednak lekko. Różnica między nim, a sztyletami była dość spora, więc wyszło jej to wszystko koślawo. - No dobra... Mam rozumieć, że przy mieczu nawet pozycja jest inna, tak? - obejrzała się na Ashana z pytającym spojrzeniem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  134. Przytaknęła mu głową.
    - Jasne, rozumiem, nie muszę być szeroka jak szafa - tu mimowolnie spojrzała po nim, bo on przy niej to jak taka szafa właśnie był. Nie komentowała tego jednak, tylko lekko uśmiechnęła się pod nosem. Przytaknęła również na kolejne słowa.
    - Och, no przecież nie mam na myśli centralnych miejsc pancerza - przyznała ze śmiechem. - Poza tym, sztyletem próbować nie muszę, wiem już, że trudno wycelować jego wąskim ostrzem w odpowiednie miejsce. Przecież z tego też powodu tu jestem - dodała. - Mówiąc o przebijaniu pancerza miałam na myśli po prostu zabijanie opancerzonych przeciwników. Wiem, że należy uderzać w łączenia - trochę ją bawiło, że po tym co przeszli w trakcie wędrówki tutaj pouczał ją na taki temat. Nie mniej z uwagą słuchała co mówił o konkretnych broniach, takiej wiedzy akurat była łakoma, coś tam wiedziała, jednak nie tyle co on. Znowu mu kiwnęła.
    - Mamy i rzeczywiście podjazdu nie ma, a dodatkowo biorę pod uwagę moje przyszłe plany. Jeżeli rzeczywiście mam kiedyś uczyć młodych najemników, to dobry plac treningowy jest koniecznością - przyznała po czym wykonała te kilka ciosów. Kiedy się zbliżył spojrzała po nim pytająco. Naprawdę musiał to wyjaśniać w ten sposób? Zaraz jednak słysząc o balansie obejrzała się na niego, zapominając o drobnym dyskomforcie.
    - Jednym i drugim? W sensie, że i mieczem, i ciałem? - dopytała, bo nie bardzo rozumiała o co mu chodziło. Wróciła zaraz spojrzeniem do miecza i pozwoliła by ją ustawił, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Rozluźniła się nieco, gdy nie był już tak blisko i zaczęła lekko balansować nogami przy tej pozycji, co by ją lepiej poczuć. Wysłuchała tych wszystkich jego podpowiedzi, starając się w międzyczasie wyważyć pozycję do miecza. Poczuć lepiej jego wagę i nie pozwolić by stracić równowagę pod ciężarem w trakcie zamachu. Ostatecznie wykonała pierwsze cięcie z boku, jednak to było na razie dość powolne, nie płynne. Przesunęła się kawałek do przodu, trochę jakby nacierała na przeciwnika, wykonała kolejne cięcie i skrzywiła się. Wyszła z pozycji i spojrzała po Ashanie. - Mogę zmienić miecz? Ten mi nie leży, mam wrażenie, że jest aż przesadnie krótki... - przyznała, zerkając już w stronę innych mieczy i szukając oczyma czegoś trochę dłuższego acz smuklejszego.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  135. Akane wzruszyła ramionami.
    - Nie do końca się zgodzę z tym powiedzeniem w tym konkretnym przypadku. Nie mam oporów by uczyć innych nawet w dziczy, ale to nie znaczy, że nie marzę o profesjonalnej sali treningowej - przyznała. - I nie uważam by to robiło z kogokolwiek "złą baletnicę" - dodała luźno po czym skupiła się na jego dalszych wyjaśnieniach. Przytaknęła mu głową. Brzmiało logicznie, musiała po prostu nauczyć się mieć tą "dłuższą rękę".
    Zaczęła sprawdzać różne miecze, gdy obok nich pojawił się Tony ze swoimi wyrzutami. Akane uśmiechnęła się pod nosem na jego uwagi, ale skupiła się na szukaniu miecza, sięgała po różne, mierząc je w ręce. Akurat złapała jakiś przydługi, gdy Tony zwrócił się do niej. Spojrzała po przyjacielu pytająco. Karykaturalna kobieta? Skąd pomysł, że już cokolwiek wybrała? Nie miała pojęcia, ale po prostu wysłuchała tego co miał do powiedzenia i zernęła po mieczach, co by znaleźć miecz zgodny z opisem przyjaciela. Jednocześnie brała pod uwagę grupkę mieczy wskazanych przez Ashana i zaraz dobyła kilku po kolei, każdy przetestowała i już zaraz była zdecydowana na konkretny.
    - Ten - pokazała Ashanowi miecz zgodny z opisem Tonego. Ostrze było średniej długości, a miecz sam w sobie nie ważył zbyt wiele, wąski, lekki, przyjemnie leżał w dłoni. Obejrzała się jeszcze za Tonym.
    - Wiem, że mam chody ze względu na Morganę, ale serio mógłbyś się bardziej zaangażować w jego trening, myślę, że Wam obu wyszłoby to na dobre - puściła mu oko po czym wróciła na poprzednie miejsce i przybrała odpowiednią pozycję, co by powtórzyć ruchy, które jej pokazał. Cięcie z boku, cięcie z boku, nogi, balans, pamiętać o mieczu. Wzięła głębszy wdech. Tym ostrzem szło jej już lepiej, chociaż często przygryzała wargę, skupiając się na tym co robi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  136. - Żart? - Akane odrobinę rozbawiona spojrzała po Ashanie i pokręciła głową. - Twoja rodzina chyba nie jest najlepsza w żarty - uśmiechnęła się pod nosem, bo i Mor nie wychodziły często te "zabawne" komentarze sytuacyjne.
    Ona również skupiła się na treningu, słuchając uwag Ashana, a kiedy ten wypowiedział się w temacie Tonego, ona wzruszyła ramionami.
    - Ja bym to bardziej potraktowała jako wyzwanie, no ale rozumiem, Twoją wizją nie jest nauczanie ciężkich egzemplarzy. Jesteś typem trenera, który ma swoje metody i jak komuś nie pasują to niech szuka gdzie indziej. Oczekujesz zaangażowania, a nie kręcenia nosem, że tak to ktoś nie lubi, a tak to robić nie będzie. Masz dość sztywne ramy i spoko, ja jednak chciałabym być trenerem bardziej elastycznym - analizowała sobie na głos całą tą sytuację, co automatycznie sprawiało, że poruszała się mniej sztywno. Na koniec swoich przemyśleń zrobiła nawet bardzo powolny obrót i cięła od boku w konkretnego manekina, ostrze jednak jej w nim utknęło.
    - Ojoj... - zrobiła przepraszającą minę i obejrzała się na Ashana. - Wybacz... - nim chłopak do niej dotarł udało jej się wyciągnąć klingę i zaraz ją obejrzała. - Dobrze, że krzepy nie mam po ojczulku, bo dopiero by było - zaśmiała się lekko po czym wróciła do pozycji. - Ostrze utknęło bo źle machnęłam, czy to bardziej loteria? - zapytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  137. - Ha, ha, no jasne, "to nie moje żarty są kiepskie, to inni nie mają poczucia humoru", rozumiem - zaśmiała się rozbawiona tą aluzją. - Z rodzeństwem zawsze jest inaczej - sama uśmiechnęła się lekko pod nosem, akurat tu mogła dość sporo powiedzieć. - Myślę, że to nie jest głupi pomysł. Każdej broni się nie nauczę, ale fajnie by było chociaż znać jakieś podstawy w ich temacie - przyznała. Taki w końcu nadała sobie cel, dowiadywać się jak najwięcej z miejsc, w których bywa, by potem móc tą wiedzę przekazywać dalej. Zaśmiała się krótko na porównanie Tonego do miksu bliźniąt. - Diego jeszcze za dobrze nie znam, ale zdaje się, że niezły z niego aparat - stwierdziła. - Nie żeby co, ale w foszkach wcale nie jesteś od Tonego gorszy - uśmiechnęła się do Ashana zaczepnie, a chwilę po tym niewinnie.
    Kiedy zaczął jej tłumaczyć co zrobiła źle, skrzywiła się lekko i przytaknęła głową.
    - Jasne, blokowanie ostrza w cudzych żebrach to zdecydowanie nie jest dobry plan - przyznała. "Z finezją" ... Ech, westchnęła lekko i zerknęła po wybranym mieczu, a kiedy czerwonowłosy wspomniał o kolejnych próbach, ponownie się zamachnęła kilka razy. Zatrzymała się jednak przy którymś tam machnięciu z kolei. - Nie chcę być niegrzeczna, ale... Może gdybym była żółtodziobem to nawalanie w powietrze i kawałek drewna byłoby ekscytujące, ale... aż tak źle ze mną nie jest. Ciężko o finezję, gdy przeciwnikiem jest patyk, który nawet nie zrobi uniku - wskazała kciukiem manekina i spojrzała po Ashanie. Wycelowała w niego mieczem i przymknęła jedno oko, jakby miała zaraz wystrzelić z ostrza. - Zawsze mogę spróbować trafić w to całe Twoje jabłuszko Pana Adama - uśmiechnęła się pod nosem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  138. Akane uśmiechnęła się pod nosem.
    - No ja to bym nawet powiedziała, że prawie pewne - rzuciła z przekąsem w głosie i ponownie lekko się zaśmiała. Wzruszyła ramionami na jego słowa co do nauki. - Pewnie masz rację - przyznała spokojnie, śląc mu wdzięczny uśmiech. Chęci potrafiły zdziałać cuda, przynajmniej czasami. Spojrzała po Ashanie unosząc lekko kącik ust, był dość specyficzny, niby gbur, a jednak do rodziny miał ogromny sentyment. - Nie wątpię - podsumowała tylko, nie specjalnie wychylając się z tym, co od niego aktualnie czuła. Zaśmiała się z kolei na słowa o Tonym.
    - Najpierw musiałbyś się dać przez niego pokochać, a to nie jest takie łatwe, szczególnie gdy się patrzy na Wasze charaktery - stwierdziła nieco rozbawiona. An celowała w Asha w dość komiczny i przekoloryzowany sposób, więc zdecydowanie nie chciała tym wzbudzić w nim niczego negatywnego, ale kiedy ruszył w jej stronę uniosła kącik ust i ustawiła się w pozycji, którą pokazywał.
    - Najwyraźniej ja nie lubię, gdy jest łatwiej - zapewniła, oddając zadziorny uśmiech i oblizała lekko wargi. Trening od razu bardziej jej się spodobał. Pierwsze kilka sekund patrzyła po Ashanie, analizowała to jaką przybrał pozycję i szukała w głowie ewentualnych słabych punktów. Kolejnym krokiem był atak. Wykonała dość pewne dwa kroki w przód i naparła na czerwonowłosego, najpierw wyprowadzając cios tak, by skrzyżować z nim miecz, a później próbując zadać cios w bok przeciwny do strony, w którą powędrował miecz Ashana przy sparowaniu ostrzy. Oczywiście atak był od boku, tak jak ćwiczyła przy manekinie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  139. An nie odpowiedziała nic na temat podejścia, ale kiwnęła głową, na znak, że przekaz do niej dotarł. Dziewczyna nie wkładała w ciosy zbyt wiele siły, nie zamierzała się tu teraz popisywać, po prostu wolała trenować na żywym organizmie, ojciec tak zawsze ją uczył. Nie mniej dalej pamiętała, że to trening, nie zamierzała w nim ani nikogo okaleczać, ani sama wyjść okaleczona. Znając jej szczęście, to jeszcze nie jedną bliznę będzie miała na ciele. Nie znaczyło to jednak, że walczyła bez zapału, o nie, lubiła się uczyć, uwielbiała wręcz zdobywać nowe umiejętności i ten proces w jej głowie, gdy kombinowała co jak zrobić. Słysząc uwagi wprowadziła zmiany, pewniej chwyciła rękojeść i uśmiechnęła się pod nosem.
    - Cóż, najwyżej zbiorę upokorzony zadek i zapamiętam błąd, co pozwoli mi lepiej na przyszłość zaplanować skopanie Twojego - rzuciła w temacie ewentualnego tracenia równowagi. "Nie celuj bym mógł z dołu" mówił, więc poprawiła i kąt trzymania miecza. - Rozumiem, że to słaby punkt, tak? Przy takiej broni atak od dołu zapewne ciężko wybronić - zauważyła i przystąpiła do kolejnego natarcia, tym razem wyprowadzając swoje ciosy tak, by ostrze nie poszło za wysoko. Rękojeść trzymała pewniej i tym razem zaatakowała trochę mocniej oraz szybciej. Sparowanie mieczy, cios od boku, szybki obrót dookoła własnej osi i atak przy drugim boku. Nie zapominała przy tym o oddechu i pracy nóg, różnicę jednak czuła wyraźną, sztylety były mniej toporne, chociaż miecz nie stanowił problemu, jednak musiała się przyzwyczaić.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  140. Akane przytaknęła głową na jego słowa, a kiedy wyprowadził cios odskoczyła lekko w tył i wykonała unik, okręcając się i przyciągając klingę bliżej siebie, co by jej ciężar wykorzystać do stabilniejszego obrotu. Zaraz po tym wycelowała w ramię Ashana, którym on sam wyprowadził cios w jej brzuch, czerwonowłosy zdążył się jednak wycofać, więc An ponownie na niego natarła, wykonując cięcie raz od jednego, raz od drugiego boku. Powieliła te cięcia, pewnie idąc na Asha, gotowa na ewentualne sparowanie ostrzy, gdyby nastąpił kontratak. Swoimi ruchami, próbowała zapędzić go bliżej rogu sali.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  141. Zaparła się, gdy skrzyżował ich klingi, napierając na jego ostrze, jednak nie za mocno, co by nie przesadzić z wysiłkiem. Kiedy się cofnął o pół kroku, ponownie zaatakowała. Kiwnęła głową i nabrała oddechu, nie odpuszczając tempa. Uśmiechnęła się lekko pod nosem.
    - Albo to Ty za bardzo ustępujesz - zauważyła, bo nie koniecznie musiało chodzić o to, że na cokolwiek liczyła. Kiedy obrócił się na pięcie, ona cięła bardziej w stronę jego nóg, zaraz jednak miała mały problem z całkowitym przeniesieniem ciężaru miecza w inną stronę, ale ponownie zbliżyła miecz do siebie, co by ustabilizować równowagę. Nie zamierzała mimo wszystko zepchnąć się do ściany i po raz kolejny na niego naparła.
    - To się okaże - rzuciła z zawziętym spojrzeniem, po czym, po drugim cięciu w bok Ashana, obrócić się i przy zmianie nogi znacznie ugiąć kolano, tnąc jednorazowo na wysokości ud, a po tym cofnąć nogę w tył i stanąć stabilnie, w gotowości na kontratak. Odetchnęła głębiej, poczuła pierwsze zmęczenie, ale spokojnie mogła jeszcze ćwiczyć.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  142. Akane sapnęła głośniej, gdy jej ostrze powędrowało w dół. Zacisnęła lekko zęby i wypuściła powietrze nosem, ale zaraz skrzyżowała wzrok z Ashanem. Tak, zdecydowanie nawyki wychodziły jej tu na wierzch.
    - Aktualnie miecz zdaje się dla mnie bardzo ograniczony. Z sztyletami mogę wykonywać te wszystkie przewroty, tu się przeturlać, tam przekoziołkować. Raz atakować z dołu, raz z góry... Miecz zdaje się w tym dość... sztywny... No ale rozumiem, za pewnymi minusami idą inne plusy - przyznała z kolejnych westchnieniem. Spojrzała po czerwonowłosym pytająco, ale oglądała tą całą sekwencję ruchów jakie wykonał. Uważnie go przy tym obserwowała, teraz trochę bardziej skupiając się na przyswajaniu wiedzy niż rzeczywistej obronie ataków, przez co cofnęła się o te kilka kroków bliżej ściany, a i miecz miała zaraz przy swoim brzuchu. Podniosła oczy na Ashana i zmrużyła je, miała przy tym minę jasno sugerującą "żądzę zemsty", acz było w niej widać bardziej nutkę rozbawienia.
    - No dobra, to jak mam zadawać ciosy, skoro mam trzymać dystans i szukać otwarcia? Jak już nawet przeciwnik się gdzieś otworzy, to trzymając dystans, sprawić, że mój atak będzie na czas zdaje się niezwykle trudne do osiągnięcia - zauważyła. - Tak, wiem, mówiłam, że lubię trudne i nie zmieniam zdania - dodała, poprawiając postawę i wprowadzając korekty, które właśnie przy niej wykonywał. Kiwnęła głową, gdy ją pochwalił i nawet uśmiechnęła się nieco pod nosem, jednak komentarz z głowy pozostawiła dla siebie. Ponownie mu przytaknęła, tak, rzeczywiście prawie wywinęła orła...
    - To jaka odległość jest w sam raz? Na długość ostrza? Tak bym mogła nim swobodnie manewrować, czy może nieco bliżej, co bym jednak w przypadku trafienia haczyła klingą o wroga, a nie jedynie czubek jego nosa? - spojrzała po jego mieczu. - I co, kiedy Twój miecz jest dłuższy od mojego? Skupiam się bardziej na tym, że to mój jest krótki i muszę być bliżej, by zadać cios, czy bardziej na tym, że trzymam się dalej, co byś Ty mnie nie trafił? - dodała kolejne pytania, a na pochwałę kiwnęła wdzięcznie głową.
    - Dzięki - rzuciła pogodnie, po czym poprawiła jeszcze chwyt na rękojeści, wypuściła głośno oddech i powtórzyła swoje natarcie, starając się respektować te wszystkie uwagi Ashana.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  143. Akane już miała się zamachnąć, gdy Ashan przerwał natarcie. Opuściła broń i spojrzała po nim uważnie. Oho… Trafił jej się kolejny pasjonat mieczy. Sama uśmiechnęła się nieco kącikiem ust na to jak ją poprawił. Dalej uważnie po nim patrzyła, gdy zaczął przed nią balansować.
    - Pfy… - prychnęła cicho na podsumowanie sztyletów. – Lubię dzikie pląsy – stwierdziła bez ogródek, ale dalej z nutką żartu w głosie. Porównanie do dyskoteki było mimo wszystko dość zabawne. Ashan chyba nigdy na takiej nie był, dopiero by się zdziwił, gdyby zobaczył niektórych mistrzów parkietu. Ona osobiście takim sztyletu do ręki by nie dała. Zaśmiała się w myślach na to co właśnie zobaczyła we własnej głowie. Wróciła myślami na ziemię, kiedy Ashan zaczął dookoła niej krążyć. Nie spuszczała z niego oczu, powoli przesuwała stopy starając się zostać w pozycji, okręcała się tak by cały czas mieć czerwonowłosego na oczach, trzymała miecz w gotowości. Lekko zmrużyła oczy, gdy wspomniał o chaotyczności w kontekście sztyletów, z tym się nie zgadzała, ale dodał później o skuteczności, wiec nie zaoponowała, uznając, że ma najwyraźniej na myśli zaplanowany chaos. Na porównanie do tanga uniosła lekko brew.
    - No już bliższego ciałami tańca to nie mogłeś tu rzucić. Tango jest pełne namiętności, nagłych uniesień, tam albo się kleisz albo wędrujesz z dystansem. Gdzie w walce mieczem masz te chwile, kiedy jesteś z przeciwnikiem nosek w nosek lub gdy wasze brzuszki się stykają? – spojrzała po nim pytająco. – Chyba, że to „bojowe” ma tu znaczenie i chodzi Ci jedynie o momenty z dystansem w tym tańcu, wtedy tak, może to rzeczywiście się kojarzyć – stwierdziła zanim Ashan w ogóle coś odpowiedział. Zamyśliła się wyraźnie. Zawsze chcieć prowadzić partnera… Mogła to w sumie sobie co nieco kojarzyć z tańcem, chociaż akurat tanga to jej ojczulek nie uczył, to już byłoby dziwne. – W czuciu rytmu jestem dobra – stwierdziła jeszcze, myśląc na głos. Może to rzeczywiście był dobry pomysł? Na pewno nie szkodziło spróbować. Jego prychnięcie wyrwało ją z zamyślenia i sama lekko prychnęła. – Czy Ty na siłę próbujesz być bardziej poważny? – bardziej w sumie stwierdziła niż zapytała i zaraz pokręciła głową, wracając do stabilnej pozycji i odpowiedniego trzymania miecza. Z tego co mówił wynikało, że na tą chwilę powinna skupić się przede wszystkim na balansie i utrzymywaniu równowagi z mieczem w rękach. Zaczęła się trochę huśtać na boki, co by starać się lepiej poczuć wagę miecza w zależności od nachylenia ciała w tą czy inną stronę, ale zaraz padło jej własne pytanie i chwilowo skupiła się dalej na słuchaniu. Jasne było, że Ashan teraz jej coś pokazuje, więc nawet nie próbowała uniknąć ciosu skierowanego w swoją stronę. Jak tak go słuchała to ciężko jej było uwierzyć, że Gave wybrał akurat miecz na swoją broń. Kradzież przestrzeni i czekanie na odpowiedni moment zdecydowanie nie było czymś co się z Gavem kojarzy. Kiedy wykonał swój mały pokaz, spojrzała na ostrze przed swoim ramieniem, a później w oczy Ashana. – Hmm… Czyli w przełożeniu na ten rytm… Można powiedzieć, że muszę znaleźć własny i w trakcie walki dążyć do tego, by mój rytm zaburzył rytm przeciwnika. Jeżeli mi się uda, to jest duża szansa, że gdzieś popełni błąd i się odsłoni… Tak? – wolała się upewnić, czy dobrze rozumie. Zaraz obserwowała go dalej, to jak tłumaczył sprawę z dystansem. Jak dla niej brzmiało i wyglądało to dość logicznie. Na wzmiankę o złamanym nosie zzezowała na własny nos, który już raz został złamany. Zdecydowanie nie chciała powtórki i kiwnęła głową. Wysłuchała go do końca i skrzyżowała z nim spojrzenie po czym uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Rozumiem. Tu stoję, tu pracuję, tu tańczę – powtórzyła za nim. Jego wyjaśnienia do niej trafiały, a skoro trafiały, to ponowiła swoje natarcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynała coraz bardziej kumać o co chodzi przy tego typu broni i w sumie to nawet jej się te lekcje bardziej zaczęły podobać. Rytm, w tym była akurat naprawdę dobra. Musiała jeszcze poszukać ten swój, ale sam fakt, że w końcu lepiej wiedziała co robić sprawiał, że czuła się pewniej z mieczem w dłoni. Cierpliwość. Nie szarżowała, atakowała Ashana od boku, raz z jednej, raz z drugiej strony. Starała się nie dać spychać w tył, bardziej napierać, a w głowie powoli tworzył się rytm do jej własnego sposobu walki.

      Akane

      Usuń
  144. - Najwyraźniej za dużo przebywam w towarzystwie Darcy - rzuciła w odpowiedzi na zarzut bluźnierstwa. Uśmiechnęła się przy tym pod nosem. Spojrzała na jego stopę, gdy się zbliżył, skrzywiła się lekko na zahaczenie klingi miecza i już zaraz zmuszona została do przesunięcia się w bok.
    - Cóż, ja na tango patrzę jednak trochę inaczej - stwierdziła. - Ale rozumiem o co Ci chodzi - dodała, bo to o dominacji było dość popularnym stwierdzeniem. Zerknęła kątem oka na ostrze przy żebrze i zaraz skrzyżowała z czerwonowłosym spojrzenie. Nic nie powiedziała i pozwoliła by aktualnie prowadził ten ich specyficzny taniec. Zdawał się chcieć jej coś pokazać, a skoro się uczyła, to zamierzała wyłapać te jego nauki. Uśmiechnęła się lekko na to porównanie krwi z wypiekami i już zaraz zataczała z Ashem okrąg. Patrzyła po nim uważnie przy kolejnych podpowiedziach. Krok, odpowiedź, zmiana, walka o prowadzenie. Kiwnęła głową.
    - No nie wiem, widziałam wiele popisów z tego tańca, nie jestem pewna, czy ten Twój rzeczywiście plasuje się na takim szczycie - rzuciła z nutką kąśliwości w głosie i sama się zaśmiała. Pokręciła zdecydowanie głową.
    - Zdecydowanie nie to myślę o tangu, ale jak dobrze pójdzie to może uda mi się za jakiś czas pokazać co o nim myślę, przynajmniej w ten bojowy sposób - rzuciła, nim znowu zmusił ja do zmiany pozycji. Sapnęła wyraźnie przy jego kolejnym ruchu. Krok, reakcja, kontra, zmiana osi. Będzie co zapamiętywać i ćwiczyć. Parsknęła na stwierdzenie co do zmiany partnerów.
    - O tak, z czego w tym układzie byli wychodzą krótsi o głowę... lub inną część ciała - uśmiechnęła się pod nosem, ale wróciła do skupienia, kiedy ich ostrza znowu się spotkały. Korzystając z chwili, w której "prowadził" bacznie obserwowała jego ruchy. Tworzyła sobie melodię pasującą pod rytm jego walki. Na jej podstawie zaczynała układać w głowie własną nutę. Po tym co mówił stwierdzała, że łatwiej wtedy będzie sprawić, by w przyszłości Ashan popełnił jakiś błąd. Aktualnie raczej nie liczyła na taki przypadek, przynajmniej nie rzeczywisty. Słowa Ashana zdawały się dodatkowo potwierdzać, że patent z rytmem w głowie mógł się sprawdzić. Kiedy dał jej znak, przystąpiła do natarcia. Wymieniali się ciosami, ale czuła, że chłopak wyraźnie daje jej tutaj prowadzić. Wzięła głębszy oddech i starała się wprowadzać w swoje ruchy to czego sam jej uczył. To jego otwarcie na atak lekko ją zaskoczył, ruch zdawał się zbyt czysty, miała co do tego wątpliwości, ale zacisnęła zęby i mimo wszystko wycelowała ostrzem dokładnie tak jak się tego Ashan spodziewał.
    - Maah! Kurwa, wiedziałam! - sapnęła ciężko, kiedy ostrze znalazło się przy jej gardle. - Wiedziałam, że to podstęp... - oddech miała nieco głębszy. Nauki te mimo wszystko były dość męczące. Kiwnęła do niego głową. Otwarcia to czasami zaproszenia, to również warto było zapamiętać. Opuściła na chwilę miecz i słuchała co ma robić w takiej sytuacji. - Czyli w sumie lepiej nie dawać się skusić na byle okazję, a starać się samemu te okazje prowokować. Z tego co mówisz, w takiej szybkiej walce, kiedy na poznanie przeciwnika nie masz zbyt wiele czasu, to właściwie każdy zbyt łatwe odsłonięcie jest prawdopodobnie zasadzką - zauważyła, po czym dała się ponownie poprowadzić, a kiedy klinga znalazła się przy szyi Ashana uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Nie no, jasne, łatwizna. Teraz tylko to powtórzyć bez Twojej pomocy - rzuciła z lekkim rozbawieniem. - Ogólnie rozumiem, ale chyba jeszcze trochę czasu minie nim Cię zabiję - dodała odsuwając ostrze od jego szyi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  145. Akane uśmiechnęła się pod nosem i zaśmiała krótko. No proszę, Darcy nie lubiła trenować, czy może nie lubiła trenować z braciszkiem? Stawiała, że chodziło o to drugie, ona sama miałaby obiekcje co do treningów z Natanem. Już słyszała te wszystkie uwagi i czuła te zaczepki na skórze. Na pewno byłoby zabawnie, ale niekoniecznie czegoś by się rzeczywiście nauczyła.
    - Oho ho, no już bez przesady Panie książę, aż takiego wpływu na innych to nie macie – uśmiechnęła się do niego zaczepnie, rzecz jasna żartowała. Zaśmiała się krótko przy jego kolejnych słowach.
    - Wybór mam, mogę to olać – poruszyła zabawnie brwiami. – Ale nie zamierzam – dodała. Na tą chwilę jego metody jej odpowiadały, rozumiała wszystko, teraz tylko kwestia zapamiętania i wdrożenia tych wszystkich zasad w życie, po prostu wyuczenia się, przyzwyczajenia. W temacie zaproszenia kiwnęła głową. Na pewno je dostanie, jeżeli już rzeczywiście uda jej się dojść do wspominanego poziomu.
    Nabrała oddechu, gdy dał jej na to chwilę i zaraz sama przytaknęła głową.
    - Tak, czuję… Ciało lubi to co znane, pamięć mięśniowa w takich chwilach jest koszmarnie upierdliwa – przyznała, bo rzeczywiście cały czas w walce przejawiała zachowania, które przy treningu sztyletami weszły w krew. Słuchała go dalej i przytakiwała lekko głową. – Jasne, więcej władczości i chęci przywłaszczenia terenu – przy mieczu miała więcej decyzyjności, musiała zdominować pole walki jeżeli chciała trafić, tu spryt nie wystarczał, technika miała większe znaczenie niż przy sztyletach. Spojrzała po Ashanie. – Finezyjna? Ta… Nie jestem raczej w to zbyt dobra, ale jasne… Będę próbować… - subtelności to akurat bardzo jej brakowało. Nie mniej, może dzięki temu będzie o nią łatwiej nawet w życiu? Zacisnęła lekko zęby i skrzywiła się. No dobra, uwodzenie mieczem… Brzmiało dość dziwnie, ale w sumie miało jakiś sens. Widziała nie raz jak Mor trenowała, potrafiła zahipnotyzować swoimi ruchami, nie jeden pewnie zginął, nie wiedząc nawet kiedy.
    - Poszłam, bo wiem, że trenujemy. Nie czuję zagrożenia z Twojej strony to i przeczucia łatwiej lekceważyć – przyznała. – Ale zapamiętam by jednak o nich nie zapominać, nawet w treningu – zaznaczyła zaraz. Kiedy mówił o rytmie, ponownie mu kiwnęła. – Mhm, do każdej broni inny rytm – przyznała. To akurat nie stanowiło dla niej problemu. Sęk w tym, że wcześniej nie tworzyła sobie rytmu pod sztylety, więc ciężko było stworzyć coś innego, gdy nie znało się poprzedniej melodii. Będzie musiała to nadrobić na kolejny trening.
    Parsknęła na jego słowa co do Parabellum.
    - Wybacz, ale z ust Parabellum brzmi to mało wiarygodnie. Sama ocenię jacy są i to każdy z osobna – pokazała mu język i również podniosła miecz, wracając do odpowiedniej pozycji. Przytaknęła mu na słowa o nudnym treningu, jak i na to czego tak właściwie musi się nauczyć. Tym razem i ona postawiła na zaborczość. Skoro miała przejąć stery, to nie mogła się chować pod jego ciosami. Udało jej się częściej blokować ciosy Ashana, jednak pamięć mięśniowa i odruchy dalej robiły swoje. Zaciskała nieco mocniej zęby, gdy musiał ją nadal dość często poprawiać. Trochę ją to irytowało, ale zła była bardziej na siebie, nie na niego. Irytacja dodała jej odrobinę pary, nie była jakaś poza skalą, więc szło ją przekierować na uderzenia. „Walczysz mieczem, walczysz mieczem” powtarzała sobie w głowie, tworząc ten cały rytm. Na słowa o głowie i nogach uśmiechnęła się kącikiem ust. Wizja, gdzie rzeczywiście staje się problemem była dla niej kusząca, dlatego tym bardziej chciała się skupić na treningach i dać tyle ile mogła. – Ale wiesz… - rzuciła między zadawanymi ciosami - …że w życiu każdego nauczyciela… - rzuciła przy kolejnym ciosie i zaraz skrzyżowała z nim ostrze - … przychodzi taki dzień, gdzie uczeń go przerasta? – spojrzała mu w oczy z zadziornym uśmiechem i odskoczyła w tył, by zaraz znowu ponowić natarcie. – Na razie Ci nie grozi – stwierdziła, kiedy po raz kolejny zablokował jej cios. Dmuchnęła sobie w grzywkę. – Ale kiedyś się takiego dnia doczekasz – zapewniła zaczepnie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  146. Akane lekko wzruszyła ramionami.
    - Podobno, ale nie kiedy poziom asertywności masz wywalony w kosmos - uśmiechnęła się pod nosem. Zatrzymała się, gdy zaczął wybijać rytm i mówić swoje.
    - Masz rację, ale w przypadku, w którym ja się aktualnie znajduję, pamięć mięśniowa to utrapienie. Ciało w odruchu chce zrobić coś co zwykle się sprawdzało, a mój umysł drze się na ciało, że "Nie tak! Nie przy tej broni!". To o czym Ty mówisz, to sytuacja, w której ciało i umysł już współpracuje, sytuacja gdzie ciało już pamięta, że czasem zachodzą drastyczne zmiany w używanej broni. Moje ciało aktualnie tego nie jest nauczone. Nie walczyłam niczym innym niż sztyletami, a już na pewno nie na poważnie - wyjaśniła. - Jak sam zaznaczyłeś, to co najważniejsze teraz, to to moje ciało nauczyć tych zmian. Jak już je nauczę, to tak, wtedy mogę się zgodzić, wtedy ciało będzie miało co pamiętać i zmiany wejdą mi w nawyk - podsumowała. Czuła jak wypływa z niego odrobina sentymentu. Chyba coś aktualnie wspominał, ale wolała w to się nie zagłębiać. Zwykle to nie wychodziło dobrze. Kiedy wyjaśniał sprawę uwodzenia i finezji kiwnęła głową, wiedziała o co chodzi. Na chwilę jednak spięła się odrobinę i cofnęła o mały krok. Było to jednak chwilowe i zaraz przeszło, chociaż została w tym swoim przesunięciu. Zmrużyła oczy, gdy mówił o introwertycznych plusach.
    - Myślisz? Jak dla mnie nie powinno mieć to większego znaczenia - przyznała. - Chociaż może po prostu introwertycy mają większą dozę obojętności wobec obcych i dlatego tną wroga niczym krzaki w lesie. Z drugiej strony, nie uważam się za introwertyka, a nie mam problemu by zabić kogoś, kto zagraża mi i moim bliskim - zauważyła. - A uchodzę za kluskę i kogoś nad wyraz czułego - dodała.
    Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy rzucił swoje w temacie Parabellum i oceniania.
    - Taki właśnie mam zamiar - przyznała z lekkim rozbawieniem, to jednak zniknęło, gdy wymieniali kolejne ciosy.
    Na uwagę co do gniewu wypuściła głośniej oddech, tak złość nie była dobra w takich chwilach, szczególnie, gdy w walce chodziło o cierpliwe wymienianie się ciosami i czekanie na dobrą okazję. Kiwnęła mu głową i wzięła jeszcze jeden oddech, w chwili gdy cofała się ze swoim uderzeniem. Obserwacja, to na niej teraz się skupiła. Udało jej się dopasować kolejny element układanki, rytm w jej głowie już całkiem nieźle zgrywał się z rytmem Ashana. Pal sześć, weszła w ten sam rytm co on.
    - Spokojna Twoja rozczochrana - rzuciła, chociaż była bardziej skupiona na ruchach niż na tym co właściwie mówi. Cios, unik, skrzyżowane ostrza, odbicie, unik, kombinacja ciosów i odskok w bok. Obrót, cios, unik, kolejna wymiana ciosów. Ram pam, pam... w głowie tworzyła się melodia coraz bardziej spójna. Cios, jednak zamiast uniku, kolejny cios. An zaczęła wprowadzać w melodię nowe "nuty". Próbował psuć rytm, który nadawał Ashan. Nie zadawała jeszcze konkretnych trafień, ale powoli starała się psuć jego kompozycję.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  147. An wzięła głębszy oddech, wystukany piętami rytm był dobrym wstępem do tego co aktualnie powstawało w jej głowie. Nie miała obiekcji by skorzystać z tej pomocy. "Krok, krok, idziesz, nie skaczesz, miecz, nie sztylet" powtórzyła sobie po jego uwadze. "Biodra pracują, dają siłę uderzenia, pamiętaj" poprawiła pozycję. "Ciężar, pamiętaj" rozruszała nieco ramiona co by lepiej trzymać balans i znaleźć wspólną oś dla siebie i miecza. Sama uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy wspomniał o tempie. Kiwnęła głową, "utrzymuj" powtórzyła sobie w myślach, jednak nie dała rady zatrzymać ciosu w żebra, co automatycznie sprawiło, że zagryzła zęby. Wypuściła oddech i pokręciła głową. "Dopiero się uczysz pindo, daj spokój" powtórzyła sobie w głowie i zaraz spojrzała po Ashanie zadziornie. - A Ty byś wylewał rzewne łzy - odpowiedziała w żartobliwym tonie i ponowiła zaraz po tym natarcie. - Ja tam lubię piach - uśmiechnęła się pod nosem na jego komentarz, nie przestając wymieniać ciosów. - Ja to czucie emocji staram się raczej przekuć w broń, przy wrogach wychodzi dobrze, umiem już skupić się na tym co dla mnie przydatne, a nie na tym co ich boli i jak bardzo. Mam w dupie za co walczą i dla kogo, są zagrożeniem, próbują mnie zajść, zabić, okaleczyć... To wystarczająca motywacja by zlekceważyć ich dobre intencje do czegokolwiek - stwierdziła. Nabierała oddechy w stosownych chwilach i mimo słów skupiała się przede wszystkim na walce, na rytmie i jego zaburzaniu. "Obserwacja, obserwacja!" przypomniała jej głowa i poza zadawaniem ciosów pilnowała gardy, gotowa w razie co wysunąć ostrze do obrony. Za późno zauważyła moment zmieniania kąta ostrza nie w porę, atakowała dalej, wyczekując dogodniejszej chwili do wykorzystania. Pochwałę przyjęła z dumą, jednak nie bardzo było to widać, bo dalej starała się obejść rytm, który nadał. Wpuszczona głębiej w sekwencję naparła ciosami mocniej, zaczęła wprowadzać własny rytm walki, ale czerwonowłosy dość szybko spróbował go popsuć. Oczywiście, że mu się udało, ale nie pozwoliła na atak od tyłu. Odwróciła się do niego przodem, nabrała oddechu i ruszyła z kolejnym atakiem. Wróciła myślami do tego co udało jej się stworzyć w temacie swojego własnego rytmu. Z początku ataku znowu zaczęła od rytmu Ashana, o ile nie zaczęła psuć tego rytmu jakoś dużo szybciej, o tyle intensywniej, pozwalając sobie wprowadzić w taniec trochę więcej od siebie niż poprzednim razem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  148. W chwili, gdy zawirował dookoła siebie włączył jej się odruch bezwarunkowy i odskoczyła w tył, na chwilę znowu zapominając, że trzyma w rękach miecz, nie sztylet. O ile sztylety na niewiele by się zdały przy takim kroku, o tyle dłuższym ostrzem mogła wskórać więcej. Teraz jednak było na to za późno i An siarczyście przeklęła pod nosem, jednak po francusku.
    - Putain - zacisnęła zęby, szybko jednak wróciła do pozycji wyjściowej i kiedy na nią naparł zrobiła krok w bok, by zmienić swoją linię i uciec z zablokowania sobie manewrów. Sama wykonała obrót i natarła na ostrze Ashana. Kiedy zaczął na nią nacierać, przesunęła klingą po jego klindze ku szczytu jego ostrza, tak by to jej wysunęło się spod naporu, ciałem wykonała kolejny obrót, by nie mógł jej w tej chwili trafić od frontu, zaatakowała jego bok.
    - Na pewno już nie planuję być, nie aż taką - zapewniła co do kluskowatości i nabrała głębokiego oddechu. Uśmiechnęła się nikle, a pyłek w jej oczach zawirował nieco szybciej. Całkiem nieźle się bawiła tym treningiem. Naparła na Ashana znowu, nadając swój rytm temu starciu. Tylko na jedną zaczepkę udało jej się dobrze zareagować, w innych musiała powstrzymywać nawyki, co zwalniało jej czas reakcji, jednak dostrzegała błędy i próbowała je szybko korygować. Widziała otwarcia jakie jej dawał, ale dopiero przy trzecim postawiła na małe "kopiuj, wklej". Wykonała flintę, a potem obrót, by zajść go od tyłu. Tak jak on to zrobił kilka chwil wcześniej.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  149. "Oboje jesteśmy martwi" zabrzmiało w jej uszach jak jakaś najlepsza w świecie pochwała. Opanowała ją ogromna satysfakcja i pozwoliła sobie na rozluźnienie mięśni, które teraz troszkę mocniej dały się we znaki, przez co An musiała oprzeć się na ostrzu miecza, a i tak lekko zjechała tyłkiem do ziemi.
    - O losie, pot to mi po dupie spływa - rzuciła, jednak zaśmiała się zaraz wyraźnie zadowolona. To było cholernie przyjemne uczucie. Spojrzała na Ashana i posłała mu szerszy uśmiech. - Jasne... Wiem, jeszcze sporo pracy przede mną, ale jestem dziś z siebie zajebiście dumna - przyznała. - I mam głęboko w zadzie, że wypada to dość pysznie - ponownie się zaśmiała. Przesunęła zaraz po nim spojrzeniem. - Dobry jesteś, pasuje mi Twój styl nauczania, trafia do mnie - przyznała, kiwając głową i powoli wyprostowała nogi, łapiąc przy tym głębsze oddechy. - Masz coś jeszcze dziś dla mnie, czy powoli mogę się rozmarzyć i ruszyć na poszukiwanie odpowiedniego miejsca do kąpieli? - endorfiny cały czas krążyły w jej ciele, czuła się naprawdę dobrze, więc buzia ciągle się cieszyła. Miała wrażenie, że pot się z niej dosłownie leje, ale to co aktualnie czuła było warte nawet capienia jak knur.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  150. Akane z reguły również długo wytrzymywała w treningu, jednak dziś pracowały u niej nowe mięśnie i ruchy jakich się uczyła były czymś nowym, co czuła wyraźnie, zarówno w mięśniach, jak i w głowie czy płucach. Uśmiechnęła się lekko na stwierdzenie Ashana i przytaknęła mu głową.
    - Dzięki – szepnęła, dalej regulując oddech. Kiedy podchodził, wiedziała, że nie miał złych zamiarów, mimo wszystko drgnęła lekko na dotyk. Zerknęła na jego twarz przelotnie, a potem skupiła się na dłoni, którą trzymał przy jej przeponie. Słysząc wyjaśnienie uniosła spojrzenie do jego oczu.
    - Mhm, szybka akcja, tata mnie uczył gdzie celować i jak najszybciej zabić, w jego lekcjach nigdy nie chodziło o konkretny styl, a o to bym przeżyła starcie i umiała wykorzystać otoczenie na swoją korzyść – przyznała. Skubnęła lekko wargę zębami. – Hmm… Myślisz, że to dotyczy ogółu? Te rady, to o oddychaniu, przy bieganiu mówi się podobnie, dwa kroki wdech, dwa kolejne, wydech… a mimo to znam przypadki, którym to ni w ząb nie pasuje i dostają kolek od takiego oddychania. Mi papcio mówił, że nawet kwestia dobrego oddychania to sprawa indywidualna i że powinno się słuchać ciała, bo ono zwykle dobrze samo z siebie podpowiada – nie wymądrzała się, ale znała inną opinię i chciała ją Ashanowi przedstawić. – Na pewno muszę nad oddechem popracować, bo tak, masz rację, przywykłam do szybkich akcji, na pewno spróbuję tego co mówisz, ale zobaczę też co płuca same mi podpowiedzą – uśmiechnęła się do niego łagodnie, a na porównanie do trawy lekko zaśmiała. – Jak trawa, tak? To wyjaśnia ten mój dobry humor – zażartowała sobie i parsknęła śmiechem pod nosem. Nie ma to jak naćpać się treningiem. Przytaknęła mu zaraz głową, znowu zerkając po jego dłoni. – Jasne, na pewno spróbuję – oznajmiła raz jeszcze lekko się uśmiechając. Wstała na nogi równo z nim.
    - Wanna? Meh, zapomnij, w niej to już się wymoczyłam zaraz po przybyciu tutaj i… masz rację, części z kosmetyków Darcy to nigdy na oczy nie widziałam – zaśmiała się lekko. – Ja to jednak jestem fanem zimnych i naturalnych kąpieli. Domyślam się, że tu u Was ciężko o taką naprawdę zimną wodę, ale miałam już okazję pływać w tej małej oazie za pałacem i stwierdzam, że to właśnie tam zamierzam ruszyć. Wyjątkowo urokliwe miejsce – przyznała, dziękując skinieniem głowy za bukłak i biorąc jeden większy łyk, który później w ustach podzieliła sobie na mniejsze łyczki. Po przełknięciu ostatniego wydała z siebie zadowolone westchnienie i oddała bukłak Ashanowi. – Dziękuję – jej oddech już nieco się uspokoił. – To kiedy kolejna lekcja? – dopytała. – Wiesz już cokolwiek o tej naszej misji? Na czym właściwie polega i kiedy ruszamy? – zapytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  151. Akane uśmiechnęła się pod nosem.
    - Tak, to o przeponie akurat wiem. Oddech jest bardzo ważny w medytacji, postaram się poprawić ten przy walce mieczem - zaznaczyła. Tego akurat nie musiał jej tłumaczyć. Zaśmiała się przy słowach o kolce.
    - Miałam raczej na myśli takie oddychanie w trakcie biegania, takich aparatów, co to łapią kolkę od samego oddechu to na szczęście nie znam - przyznała rozbawiona. Ruszyła odłożyć swój miecz na stojak i zaraz spojrzała po czerwonowłosym pytająco. Chodzić za nią? Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową.
    - Bez obaw nie zamierzam rezerwować tego miejsca tylko dla siebie, a i moje ego nie jest aż tak rozdmuchane by podejrzewać Cię o prześladowanie mej skromnej osoby - przyznała w żartobliwym tonie. - Jak dane mi będzie spotkać tego czterołapego przystojniaka to się na pewno nie obrażę - dodała pogodnie i poprawiła swój pas z sakwami oraz sztyletami.
    - Jak dobrze rozplanuję kąpiel i wieczorne bieganie to jest szansa, że moje mięśnie nie będą jutro aż tak umierać. Chociaż zakładam, że poranna przebieżka to i tak będzie sporo dla mojego ciała po dzisiejszym. Nie mniej pojutrze możesz się mnie tak na osiemdziesiąt procent spodziewać - zapowiedziała. Kiedy mówił o zadaniu, słuchała go uważnie i zaraz uśmiechnęła się nieco zaczepnie.
    - Ou, będę Twoją nianią? No jak uroczo - zaśmiała się lekko. - Przygotuję specjalnie dla Ciebie jakieś relaksujące utwory do śpiewania, no i może smaczne mleczko z prądem - zażartowała sobie by zaraz wziąć głębszy oddech i nieco spoważnieć. - Ogarniemy - puściła mu oko. - Niech mój drobny wygląd Cię nie myli, mam swoje sposoby na wnerwione byczki, a jak powód będzie stosowny to najwyżej pomogę w ukrywaniu zwłok - stwierdziła, lekko wzruszając ramionami i uśmiechając się do Asha pogodnie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  152. Akane wzruszyła ramionami.
    - Zdarzało się niektórym na szkolnym wf-ie, nie mi oceniać - stwierdziła, znała przypadki takich sytuacji, ale nie miała nikogo ze swojego towarzystwa na myśli, więc nie specjalnie przejmowała się tymi jednostkami. Akane parsknęła krótkim śmiechem.
    - Masz na myśli jednego, czy obu? - zapytała z przekąsem w głosie. - Bo ten rogaty jak na moje oko ciekawszy. Miły w dotyku, gotowy nieść mnie przez świat na własnym grzbiecie... - zaśmiała się, trzymając żartobliwy ton rozmowy i zaraz sama poprawiła włosy z cichym prychnięciem.
    - Patrzcie go jaki mądrala. Po prostu dbam byś nie obrósł w piórka. Jeszcze kilka minut treningu, a tak bym wymiatała, że byś wszędzie chodził i się przechwalał - odpowiedziała mu podobnym uśmieszkiem, powoli przesuwając się w stronę wyjścia z sali. - Bez obaw, będę delikatna i nie zrobię Ci bubu - zapewniła udając powagę, ale pod koniec lekko uniosła kącik ust. - Twoje ciało? - rzuciła z zadziornym wyrazem twarzy, bardziej stwierdzając niż pytając i poruszyła zabawnie brwiami, po czym zaśmiała się, i ruszyła w stronę wspomnianej oazy.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  153. Wzruszyła ramionami.
    - Albo nauczyciel, albo uczniowie mało zaangażowani - podała luźno jeszcze inne możliwości.
    - Jak mnie naprawdę zauroczy to się postaram, chociaż chyba jednak wolę twarde stąpanie po ziemi niż rumakowanie, więc nie czuj się na razie zagrożony - odpowiedziała w żartobliwym tonie. Na słowa o jej ojcu odwróciła jeszcze głowę w jego stronę. - No proszę, taki dzielny wojownik, a woli umierać niż konfrontować się z moim staruszkiem - zacmokała kręcąc głową i nic już więcej nie mówiąc poszła w swoją stronę.

    Dzień później, po swoim porannym treningu, w który notabene wrzuciła również ćwiczenia z mieczem, Akane ponownie zawitała w oazie. Chłodna kąpiel po tak intensywnym ruchu była zbawienna dla mięśni, a te dziś cierpiały mocniej niż zwykle. Starała się by zakwasy były jak najmniejsze, jednak w pełni nie dało się ich uniknąć. Nie było mimo wszystko tragicznie skoro pozwoliła sobie na lżejszy niż zwykle trening. Mniejszy dystans do pokonania, mniejsza liczba powtórzeń, jedynie rozgrzewka została bez zmian. Teraz jednak odpoczywała, jej spodnie zwisały z gałęzi, a buty i skarpetki leżały przy pniu drzewa. Moczyła zadek siedząc w wodzie, w swojej koszuli i majtkach. Trochę za wiele osób mogło ją tu zaskoczyć by sobie pozwalać na nagie kąpiele. Brzeg przy którym się moczyła był wyższy niż tafla wody, idealny by podeprzeć sobie na nim głowę. Jej pas z bronią i sakwą leżał na brzegi, blisko głowy, co by mogła po niego w razie co szybko sięgnąć. Ona sama spokojnie sobie oddychała, zanurzona po same piersi, siedząc z przymkniętymi oczyma.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  154. Akane z kolei dość szybko zauważyła Ashana, w sumie to nawet szybciej poczuła niż zdążyła zobaczyć. Poprawiła się nieco w wodzie, w odruchu. Irytacja była dość specyficznym stanem do czucia, przynajmniej w jej mniemaniu. Milczała, ale uśmiechnęła się lekko do czerwonowłosego, gdy już ją zauważył i się przywitał. Przesunęła po nim spojrzeniem i zatrzymała wzrok na nożach. Na tych akurat odrobinę się znała.
    - Ładne - odezwała się i podpłynęła trochę bardziej zaciekawiona. - Sam robiłeś zdobienia w ostrzach, czy są na zamówienie? - zainteresowała się wystawiając głowę nad brzeg i układając sobie ręce na ziemi. - W sumie to... Lubisz ogólnie polować, czy to obrabianie mięsa sprawia Ci największą frajdę? - zagadała jeszcze. Zamiast pytać co go zirytowało zamierzała po prostu trochę odwrócić jego uwagę przyjemniejszym tematem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  155. Uśmiechnęła się lekko.
    - Naprawdę dobra robota, są jak na wystawę - przyznała patrząc teraz po rękojeści. Nie oponowała, gdy podał jej nóż, uśmiechnęła się zadowolona, badając żłobienia palcem - Rionów? - zerknęła pytająco na Ashana, gdy wymienił tą specyficzną nazwę. - Och... Rozumiem - wyobraźnia próbowała jej podpowiedzieć jak może wyglądać takie stworzenie, ale nie była pewna czy idzie to w dobrą stronę. Po chwili zaczęła przyglądać się czaszce i zaraz zerknęła na inne noże. - Na każdym masz czaszkę innego stworzenia, tak? - upewniła się, bo widziała wyraźne różnice w tych zdobieniach. - Ma to jakieś znaczenie przy samym skórowaniu? Ten z czaszką rio... rionów... jest typowy do skórowania tego typu zwierząt? Poluje się u Was w ogóle na drapieżniki w celach... spożywczych? - zainteresowała się. Była dość spragniona wiedzy nowo poznawanych miejsc. Kiedy mówił o polowaniu oddała mu nóż i oparła brodę na rękach, co by go posłuchać. Przytaknęła mu lekko głową. - Mam wrażenie, że w takim pałacu jak Wasz to ciężko trafić w moment, gdzie jest potrzeba polowania. Takie molochy kojarzą mi się raczej z ogromnymi zapasami jedzenia - przyznała. - Tak, racja, jak chcesz uspokoić myśli to warto zabrać się za coś do czego potrzeba precyzji - przytaknęła mu głową. - A do czego właściwie Ci służą później takie skóry? Nie zauważyłam byś się w nie jakoś specjalnie ubierał - raz jeszcze przesunęła po nim spojrzeniem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  156. Akane patrzyła po czaszkach, ale jej własna mogła się zdawać nieco parować. Poza smokoliszkiem ciężko jej było sobie przykleić nazwy do odpowiedniego wyglądu wymienianych zwierząt. Widok czaszki nieco pomagał, ale znowu nie aż tak wiele.
    - Chętnie je kiedyś zobaczę w pełnej okazałości, te stworzenia znaczy - przyznała, uśmiechając się lekko do Ashana. - To jakieś pospolite gatunki w tych stronach? Warto coś więcej o nich wiedzieć? - dopytała. Słuchała go dalej kiedy tłumaczył to wszystko o nożach.
    - Ou, czyli bardziej dla odstraszenia lub w ostateczności, rozumiem - kiwnęła głową kiedy wyjaśniał łowy na istoty drapieżne. Z zaciekawieniem słuchała też o tym wyżywianiu innych.
    - Okey, czyli staracie się dbać o to by pokarmu starczyło nie tylko dla Waszej rodziny, ale i dla mieszkańców, tak? Czyli co... Macie jakiś skup? Kto nie daje rady wyżywić rodziny to przychodzi do Was i dostaje produkty? - zainteresowała się tematem trochę bardziej. Zaśmiała się lekko, kiedy jej wyjaśnił co z taką skórą można zrobić. Odbiła nawet lekko od brzegu co by sobie podryfować na wodzie.
    - Wiem co można z nimi zrobić, myślałam po prostu, że może masz dla nich jakieś swoje oryginalne zastosowanie, ale rozumiem, nie robisz z nimi nic ponad normę - spojrzała w niebo, pozwalając by woda unosiła jej brzuch i tors nad powierzchnię. Uśmiechnęła się do samej siebie na wzmiankę o opiętych ciuchach.
    - No tak, nie jesteś typem modela - przyznała. Chyba nawet by się zdziwiła, gdyby chodził w jajościskach. Zerknęła po nim gdy mruczał swoje pod nosem. - Hm, to raczej wygląda na cudzą robotę, a nie naturalne pęknięcia wywołane naporem mięśni. Ktoś tu ma w swoich szeregach psotnego chochlika - przestała dryfować i ponownie zanurzyła ciało pod wodą, a Ashanowi posłała odrobinę rozbawiony uśmiech. - Racja, zapach skóry jest całkiem przyjemny - przyznała i zastanowiła się chwilę, ostatecznie kręcąc głową. - Związanych ze skórą, nie. Z nożami, owszem. Nie jestem w tym zbyt oryginalna, lubię nimi rzucać. Z innych zainteresowań to ... śpiewanie i rysowanie, tak, to zdecydowanie coś mojego. Może nawet trochę taniec i pianino. Sztampowo, normalnie zalatuje ode mnie nudą - zaśmiała się lekko. Oczywiście żartowała, nie czuła się nudna, ale nie miała też jakiś oryginalnych zainteresowań.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  157. Akane spojrzała po nim i zastanowiła się chwilę, ostatecznie przytakując głową.
    - Tak, to w sumie nie jest głupi pomysł - stwierdziła. Skoro miała z nim pracować i do tego czuwać nad jego emocjami, to poznanie się lepiej mogło tu sporo ułatwić. Z zainteresowaniem słuchała o tutejszej faunie.
    - Mhm, zdecydowanie jest dość unikalne - przyznała i raz jeszcze rozejrzała się dookoła z uśmiechem. Po chwili wróciła spojrzeniem do Ashana i słuchała go dalej. Czy rzeczywiście wszędzie musiały być slumsy?
    - No nie wiem... Chociaż zależy jak na to patrzysz. Argar w danej chwili zdaje się zbyt mały i zbyt młody by można było mówić o jakiś wielkich podziałach społecznych. Byłam jednak i w Terrze, i w Lerodas... Mam wrażenie, że im bliżej lud żyje z naturą tym ciężej mówić o czymś takim. Tak więc zależy jak rozumiesz takie slumsy. W moim odczuciu ciężko mówić o slumsach, kiedy w danym obszarze wysoko postawione rody i te postawione niżej i tak jedzą te same korzonki z ziemi - stwierdziła, lekko wzruszając ramionami. - Nie mniej, to miłe, że Twoi rodzice nie patrzą tylko na swój czubek nosa - przyznała i posłała Ashanowi pogodny uśmiech.
    - Kolekcjonujesz? - uniosła lekko brwi. - Jak to właściwie wygląda, widzisz jakieś nowe żyjątko i stwierdzasz, że "o, tego jeszcze w kolekcji nie mam", po czym dobierasz mu się do skóry? - zapytała z nieco zaczepnym wyrazem twarzy. Słysząc o tutejszych kobietach spojrzała uważniej po jego koszule.
    - Czekaj... Chcesz mi powiedzieć, że to tutejsze kobiety tną Ci koszule co by sobie zerkać przez te szczelinki na Twoje ciało? - parsknęła śmiechem. - To nie lepiej by było zaprosić, nie wiem... na wspólne pływanie? - rzuciła, skoro już byli przy wodzie to pierwsze jej przyszło do głowy. - Wtedy zapewne zobaczyłyby sobie więcej. No, chyba, ze aż tak się wycwaniłeś, że pływasz w ciuchach... - popukała się palcem po brodzie. - Chociaż z drugiej strony mokre ciuchy konkretnie przylegają do ciała, wiec nawet w takiej sytuacji mogłyby całkiem sporo zobaczyć... - zaczęła sobie na głos analizować tą niesamowicie śmieszną sytuację. Przynajmniej jak dla niej. Chyba nigdy by nie wpadła na to, że ktoś tnie mu koszule w takim celu. Słysząc o swoich ilustracjach uśmiechnęła się lekko.
    - Nie? No widzisz... Mnie osobiście nie nudzą, to fajna odskocznia przy tym dość ruchliwym trybie życia, ale wiem, że nie każdego jara takie siedzenie w miejscu i stawianie kresek - zaśmiała się lekko. - Dla mnie to i medytacja ma podobny efekt, lubię te chwile wyciszenia, które mam dzięki tym zajęciom - przyznała i kiedy skończył palić, powoli zaczęła płynąć znowu do brzegu. - Darcy mówiła? O proszę... Miło. Znaczy, mi też mówiła, ale nie sądziłam, że gdziekolwiek powie dalej - przyznała. - Cóż, aktualnie mój szkicownik został w Argarze. Raczej się nie nastawiałam na to, że będę miała czas na rysowanie, ale może... Może jak znajdę czas, węgiel lub tusz i kawałek pergaminu to coś Ci poglądowego stworzę - rzuciła luźno, ustawiła się tyłem do brzegu, co by podciągnąć się na rękach i usiąść na krawędzi, nogi zostawiając w wodzie. Ciepłe podmuchy wiatru owiewały przyjemnie mokre ciało, susząc jednocześnie ociekającą wodą koszulę. An spojrzała po Ashanie.
    - Tylko ostrzegam, będziesz oglądał ten rysunek na własną odpowiedzialność, wszelkie rysy na bani, które Ci zapewni... Przykro mi, ale są wliczone w cenę cieszenia oczu tym zacnym tworem, a zapewniam, będzie zacny - zaznaczyła bardzo poważnie, ale po chwili uśmiechnęła się kącikiem ust.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  158. Nie spodziewała się, że zechce zorganizować tą wycieczkę aż tak szybko, ale nie miała nic przeciwko. Dzisiejszy dzień miał być tym luźniejszym. Przytaknęła mu głową, gdy zapytał o moserty.
    - Tak, co prawda nie jakoś niesamowicie dobrze, ale Morgana mnie uczyła – przyznała. Spojrzała zaraz po nim i lekko kiwnęła głową.
    - Nierówności owszem, to tak, ale dla mnie nierówność to jednak coś innego niż slumsy. Jak dla mnie slumsy to jednak miejsce gdzie brakuje możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb mieszkańców. Nierówność z kolei widzi się wszędzie i na to raczej nikt nigdy lekarstwa nie wymyśli – delikatnie wzruszyła ramionami. Jeszcze raz kiwnęła mu głową.
    - Jasne, powinno, ale niestety nie wszędzie tak jest – zauważyła z lekkim uśmiechem, nie wchodząc głębiej w temat. Zaśmiała się lekko na wizję Ashana, który znajduje to całe „tałatajstwo”.
    - Może kiedyś będę miała okazję zobaczyć jak to się u Ciebie objawia, bo aktualnie moja wyobraźnia podsyła bardzo specyficzne obrazy – zaśmiała się raz jeszcze, szczerze rozbawiona tym co działo się w jej głowie. Spoważniała nieco, gdy zeszło na temat koszuli. Uśmiechnęła się kącikiem ust na słowa o byłej, musiała być niesamowicie interesująca i zapewne bardzo zrównoważona. Zaśmiała się krótko na słowa o tatuażu.
    - No, nawet jeżeli to jest powód to jak dla mnie o wiele lepszym pomysłem byłoby rozcięcie koszuli wzdłuż – pokazała palcem, nie dotykając Ashana. – Lub wyprucie guzików, o ile masz w ogóle koszule z guzikami. Mało pomysłowe te takie nieregularne cięcia. Jak dla mnie to zrobił ktoś kto nie chce Cię w tej koszuli oglądać, a nie ktoś kto chce oglądać Twoje ciało. No, ale to tylko moja luźna sugestia – stwierdziła, puszczając mu oko. Wstała powoli z brzegu i ruszyła w stronę swoich spodni i reszty odzieży. Kiwnęła jeszcze raz głową.
    - Tak, wiem co powiedziałeś – uśmiechnęła się do niego lekko. – Po prostu od razu Ci wyłożyłam czym dla mnie jest takie rysowanie – wytłumaczyła i uśmiechnęła się trochę szerzej. – Tak, zdecydowanie lubi – przyznała pogodnie i raz jeszcze lekko się zaśmiała.
    - Czyli jest zrypana, dobrze, zapamiętam. Przyda się ta informacja w trakcie podróży. Zarówno dzisiejszej, jak i późniejszych – uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła ubierać ciuchy. – To o której się widzimy na wycieczkę? – zapytała jeszcze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  159. Akane uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Lubię filozofować... - wzruszyła ramionami. - Chociaż dla mnie to bardziej analizowanie. Nie tyle co by było gdyby, a to jak jest aktualnie - przyznała, bo dla niej to była dość istotna różnica między analizą, a filozofowaniem. - Bez obaw, wiem, że większość nie lubi, szczególnie gdy inni robią to na głos - jej się zwykle od znajomych obrywało za głośno wypowiadane analizy, zaraz ktoś im przypisywał jakieś dziwne znaczenia, więc ograniczała je do minimum. Przynajmniej przy niektórych. Spojrzała po dymie papierosowym, który wypuszczał z ust. Przywykła raczej do towarzystwa osób popalających niż palaczy, ale nic nie mówiła, nie jej było to oceniać. Na słowa w temacie wykluczonych przytaknęła mu głową.
    - Tak, masz rację. Kwestia jeszcze tego z jakich powodów się ich wyklucza. Co innego, gdy jest to sprawa rasowa, a co innego, gdy to rebelia wobec władzy - przyznała. - Właściwie to jaka rola przypada tu Tobie, jako księciu? - zainteresowała się. - Masz jakieś konkretne zadania czy obowiązki? - dodała zaciekawiona. Zaśmiała się, gdy zapytał o pytanie.
    - No wiesz, o ile wizja szalonego, czerwonowłosego jegomościa, który wpada w stado małych fretek by je dopaść i oskalpować, nie jest dla Ciebie jakaś ujmująca, to lepiej nie pytaj - zaśmiała się. - Ach ten Twój szaleńczy śmiech, gdy dopadasz jedną, uch, mogłabym Ci to nawet pokazać - ponownie się zaśmiała i nawet lekko wzdrygnęła. - Normalnie prawdziwa bestia - rzuciła z zaczepnym uśmiechem. Cały czas utrzymywała żartobliwy ton rozmowy.
    - Ee, poddać? Ja bym wywinęła jakiegoś psikusa tym żartownisiom. Jasne, rozumiem, kasy Ci nie brakuje, ale za rozwalenie ciuchów to ode mnie by ktoś zebrał solidnego pstryczka w nos - stwierdziła przesuwając wzrokiem po jego koszuli. - Ładna była, szkoda po prostu... Chociaż z drugiej strony... - kiedy była już ubrana zbliżyła się, co by spojrzeć po nim pytająco, czy może dotknąć koszuli. Kiedy pozwolił, ujęła w palce materiał i uważniej spojrzała po rozciętym materiale. - Zawsze mogę Ci to zszyć w jakiś ciekawy wzór. Przy odrobinie wyobraźni z tych nacięć po zaszyciu może wyjść coś ciekawego. Może jak psotnik zobaczy, że na nic się zdają te jego psoty, to się grzecznie odp...ierdzieli - uśmiechnęła się kącikiem ust i odsunęła dłonie. Zaśmiała się lekko, na stwierdzenie co do zrypania.
    - Jeżeli bardziej to szczerze współczuję - rzuciła w odpowiedzi i zaraz mu przytaknęła głową. - No dobrze, to jesteśmy umówieni, po objedzie przy stajniach - powtórzyła, zbierając swój pas i zapinając go na sobie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  160. Akane przytaknęła mu głową.
    - Jest, owszem, jednak analiza opiera się trochę bardziej na faktach, na czymś co potwierdzone, sprawdzone. Przy filozofowaniu możesz posunąć się o krok dalej i założyć właśnie to całe gdybanie. Tak przynajmniej ja to rozróżniam, analizuję konkretne zajścia, sytuacje, biorąc pod uwagę to co wiem, nie to czego się domyślam. Przy filozofowaniu dopuszczam z kolei domysły - wyjaśniła mu na spokojnie i zaraz wzruszyła ramionami.
    - Jeżeli rozmowa rzeczywiście jest inteligentna, to raczej ciężko po niej oczekiwać pełnej zgodności we wszystkich poruszonych tematach - zauważyła z delikatnym uśmiechem. - Ostatnio zrozumiałam, że wcale nie chodzi o to by ktoś mnie w pełni rozumiał - zerknęła sobie na spokojną taflę wody i ponownie uśmiechnęła się lekko, tym razem bardziej do siebie. Po chwili obejrzała się na Ashana. - Ważniejsze by akceptował, że tu czy tam ja mam inaczej. Nie musi rozumieć mnie, ale fajnie jak rozumie, że ktoś ma inaczej niż on sam, czy ona sama - wzruszyła ramionami. Zmarszczyła zaraz lekko czoło.
    - Boję? - zaśmiała się cicho i pokręciła głową. - Nie. To zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze strachem. Po prostu szkoda mi czasu by ją wyrażać zawsze i wszędzie. Jak kogoś naprawdę będzie interesować moja opinia, to mnie o nią zapyta. Zbyt wiele razy moją opinię starano się przekuć w coś innego i prawdę mówiąc już mi się po prostu nie chce wchodzić w dyskusję pokroju "nie, wcale nie czujesz, tak jak mówisz, że czujesz" - przyznała, śląc mu jeszcze jeden uśmiech. Później wysłuchała go w temacie roli jakie tutaj zajmuje i kiwnęła delikatnie głową. Parsknęła śmiechem, gdy wspomniał o świerszczykach.
    - No proszę, o taką wiedzę w temacie Argaru to Cię nie podejrzewałam - przyznała rozbawiona. - Tak, to cienkie książki z gołymi panienkami - uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Rozumiem, czyli nie czujesz aż takiej presji - podsumowała to co mówił o byciu księciem i przesunęła po nim spojrzeniem. - Bez obaw, ode mnie nie masz co liczyć na książęce spoufalanko, będę co najwyżej Ci przygadywać w temacie Twojego książęcego zadka - zaśmiała się lekko i poruszyła zabawnie brwiami. Przytaknęła mu, gdy mówił o wykluczaniu.
    - Tu nawet nie podnoszę dyskusji, bo w pełni się zgadzam - stwierdziła, a kiedy zapytał o sprawiedliwość uśmiechnęła się delikatnie. Właśnie o takich sytuacjach mówiła wcześniej, jak ktoś się interesuje, to się sam zapyta. Pokręciła głową.
    - Myślę, że nie ma sprawiedliwości w kontekście całego świata - odpowiedziała. - Możemy starać się postępować sprawiedliwie wobec innych i samych siebie, ale koniec końców to zbyt indywidualna sprawa. To co dla mnie będzie sprawiedliwe, dla innego może być okrutne i odwrotnie - zauważyła.
    W temacie koszuli uśmiechnęła się rozbawiona.
    - Racja, Argar miał jakąś specyficzną moc, ledwo ruszyłeś dupsko do Azylu, a już zebrał się wianuszek napalonych bab. Hmmm... Intrygujące - zaśmiała się. - Ciekawe czy to Ty działasz tak na otoczenie, czy to otoczenia działa tak na Ciebie. Może poza wyspami wydzielasz jakieś cholernie intrygujący androsterony? - ponownie poruszyła zabawnie brwiami. - Grima i Tony bardzo chętnie podejmą się przeprowadzenia takiego śledztwa, gwarantuję, że będziesz się przy tym świetnie bawić! - klasnęła w dłonie, dalej rozbawiona. Czuła tą jego irytację, dlatego po prostu postawiła na drobne żarty.
    - Tak czy siak, w wolnej chwili możesz mi podrzucić tą koszulę do pokoju, zobaczę co uda mi się na niej wyczarować - stwierdziła pogodnie i pomachała mu jednorazowo na pożegnanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy po tych kilku godzinach przyszła na umówione spotkanie była ubrana trochę bardziej sportowo, fioletowa lniana koszula oraz luźne spodnie idealnie nadawały się na pustynne wyprawy. Dar dała jej nawet, w razie co, chustę, którą mogła się opatulić w razie burzy piaskowej. Miły gest, chociaż An dalej bawiło wspomnienie miny czarnowłosej, gdy przypomniała sobie w trakcie wręczania prezentu, o jej piaskowych umiejętnościach. Mimo wszystko chusta była ładna i Akane planowała ją nosić. Na wycieczkę dziewczyna rzecz jasna nie zapomniała o swoim pasie, sakwie oraz sztyletach. Miecza jeszcze nie miała, poza tym, nie czuła się z nim na tyle dobrze, by już teraz nosić przy pasie.
      - Hej - przywitała się, gdy dojrzała Ashana. Spojrzała po przygotowanym siodle oraz lejcach. - Oho, rozumiem, że i w tym zamierzasz sprawdzić moje umiejętności, no nieźle... - rzuciła lekkim tonem i spojrzała po mosertach trochę bardziej rozczulonym wzrokiem. - Wszystkie są piękne... - stwierdziła. - Macie jakieś sposoby na wybranie odpowiedniego? - zainteresowała się, patrząc teraz na Asha.

      An

      Usuń
  161. An przytaknęła mu głową i uśmiechnęła się lekko.
    - Rozumiem. Wiesz u mnie to bardziej w sumie wynika z tego, że w moim towarzystwie jest takie stwierdzenie „weź już nie filozofuj” i właśnie odnosi się często do takiego udawania, że mądrze się gada na tematy, o których się nie ma pojęcia. Dlatego osobiście wolę jednak oddzielać analizę od filozofii – przyznała. Na stwierdzenie co do rozmówców wzruszyła ramionami.
    - Każdemu się zdarza chujowe zagranie, niestety – podsumowała. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wspomniał gdzie się urodził. Pamiętała go, pamiętała z tego dnia gdy żegnano Lexi i gdy doszło do morderstwa i ożywienia Alexa, była tam wtedy, a Ashan był małym chłopcem. An również była dużo młodsza niż teraz, ale całkiem zabawnie patrzyło się na Ashana teraz, gdy przerastał ją wzdłuż i wszerz. Nie żeby to było jakieś trudne przy jej wzroście. Zaśmiała się w myślach.
    - Rozumiem – nie ciągnęła już tematu prezentów, może poruszy go innym razem. Zaśmiała się, gdy wspomniał o zadku.
    - Och Asiu, nie wiesz, że królewskie zadki wszystkich obchodzą? – poruszyła zabawnie brwiami, nawet nie specjalnie oczekując odpowiedzi. Na stwierdzenie o stronach medalu przytaknęła chłopakowi.
    - Cóż, a może Argarki, przez swoją postępowość patrzą już nie tak bardzo na wygląd i mają jednak więcej taktu, nawet gdy uważają kogoś za przystojnego – podsunęła mu jeszcze taką ewentualność. – Nie sądzę by w Argarze patrzono na Ciebie przez pryzmat wyroku, ale tak, rzeczywiście, tam rolę przystojnego księcia zabierają Ci moi najprzystojniejsi na świecie bracia – wyszczerzyła się do niego w rozbawieniu. – To rzeczywiście może mieć znaczenie – przyznała na odchodne.

    Akane przytaknęła mu głową.
    - Potrafię, chociaż w kilku momentach mogę prosić o małe przypomnienie – zaznaczyła, bo chociaż pamięć miała dobrą, to dawno nie siodłała moserta. Przytaknęła głową, gdy mówił, że najpierw wypadałoby wybrać osobnika, dość sensowne. Uśmiechnęła się na stwierdzenie wyjątkowości stworzeń, tak, miały swój specyficzny urok, musiała to przyznać.
    - Okey, rozumiem, ślubu z tego być nie musi – rzuciła żartobliwie i tak jak polecił, weszła za zagrodę, co by zbliżyć się do zwierząt. Popatrzyła po zwierzętach. Jedno zwróciło jej szczególną uwagę, zdawało się na uboczu stada. Inne osobniki nie bardzo chciały go do niej dopuścić, a on sam zdawał się mocno wycofany. An zdawał się po prostu jakiś taki smutny i zagubiony. Spojrzała na zwierzaka łagodnie i chociaż inne o wiele chętniej, zaciekawione do niej podchodziły, ona ostrożnie zaczęła przepychać się między nimi, co by dotrzeć do tego smutnego osobnika.
    - Hej… - szepnęła do niego łagodnie i wysunęła dłoń, a kiedy jakiś inny mosert chciał go zaczepić, starała się zwierzaka odpędzić. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu stadko odpuściło i zajęło się bieganiem po pastwisku, a ona została z ciemno brązowym samcem sam na sam. Nic do niego nie mówiła, po prostu stała z wyciągniętą dłonią i kiedy zwierzak zbierał odwagę by spojrzeć jej w oczy, to zerkała w te jego łagodnie, z ciepłym uśmiechem. – To co? Przejedziemy się? – zapytała spokojnie po chwili. Samiec był dość młody, jego rogi nie były jeszcze w pełni rozwinięte, ale w końcu zbliżył pysk do dłoni An i pozwolił się jej pogłaskać.
    - Ależ jesteś piękny. Nie przejmuj się tamtymi, jeszcze im kiedyś pokażesz kto tu rządzi – szepnęła do zwierzaka i obejrzała się na Ashana z szerokim uśmiechem. – Ten. Zdecydowanie poproszę tego – oznajmiła.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  162. An rzeczywiście miała słabość do specyficznych jednostek, zdążyła to już dawno zauważyć, ale od niedawna zaczynała to w sobie lubić. Patrzyła po mosercie spokojnie, a kiedy Ashan do nich dołączył, uśmiechnęła się na poznanie imienia swojego nowego towarzysza.
    - Uqe - pogłaskała go delikatnie po czym zerknęła na Asha. - Coś konkretnego oznacza? - zainteresowała się. Na pochwałę wyboru uśmiechnęła się nieco szerzej. - Pewnie, że dobry - przytaknęła głową i sięgnęła po osprzęt, jaki Ashan jej tu przyniósł.
    - Dzięki - rzuciła jeszcze nim przystąpiła do zakładania uzdy. Z tą nie miała aż tak wielkiego problemu, chociaż wyraźnie nie lubiła chwili, w której do pyska wkłada się wędzidło. Nie mniej, postawiła drobny smakołyk i jakoś jej to znośnie wyszło.
    - No dobra... To teraz ta gorsza sprawa... - spojrzała po Ashanie. - Macie jakieś magiczne sposoby dla krasnali, gdy chodzi o ubranie siodła? - chrząknęła lekko. Dorosłemu samcowi An sięgała jedynie do kłębu, a Uqe był już prawie wielkości dorosłego samca.
    - No dalej, dalej, pośmiej się, śmiało... - uśmiechnęła się pod nosem, patrząc cały czas po Ashanie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^